Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Ewangelizacja ludzkiej intymności

     Z abp. Henrykiem Hoserem SAC rozmawia Monika Florek-Mostowska

     Gdzie jest miejsce na Boga w intymnych relacjach między kobietą a mężczyzną?

     Bóg w tych relacjach zajmuje centralne miejsce. Wierzymy, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Zróżnicowanie płciowe rodzaju ludzkiego jest elementem struktury miłości, którą Bóg stworzył w postaci małżeństwa i rodziny. Rodzina nie jest tylko instytucją kultury czy wytworem natury, ale ma boskie pochodzenie. Bóg jest w nią wpisany niejako strukturalnie.

     Jak to przekazać współczesnym? Mówienie o sferze erotycznej z ambony dla jednych jest zgorszeniem, dla innych głupstwem.

     Ci, którzy uważają, że do tej pory Kościół nie zajmował się sferą seksualności człowieka, niezupełnie mają rację. Argumentem za tym jest choćby fakt, że jednym z siedmiu sakramentów jest małżeństwo. Kościół od początku rozwijał swoją refleksję dotyczącą relacji międzyludzkich, także tych szczególnych, między kobietą a mężczyzną. Czynił to w zatroskaniu o trwałość małżeństwa, o jego ważność. Tak tworzyło się dotyczące małżeństwa prawo kanoniczne. Prawdą jest natomiast, że dawniej refleksja Kościoła w zakresie relacji kobiety i mężczyzny była zbyt wąska i dość jednostronnie ukierunkowana.

     Dlaczego tak się działo?

     Duchowość chrześcijańska była obciążona przez tradycję platońską, która głosiła dualizm duszy i ciała, a także zakażona manicheizmem, który sytuował ciało po stronie ciemnej, a duszę - po jasnej. To powodowało, że nie było do końca spójnej duchowości małżeńskiej. Tendencje te nasiliły się przez jansenizm w duchowości XVII w. i purytanizm w krajach protestanckich. Prądy te wzmocniły wzajemne przeciwstawianie sfery duchowej i cielesnej. Zwornikiem był wiek XX i rozwój magisterium Kościoła dokonany dzięki Piusowi XI, Piusowi XII, Pawłowi VI, a przede wszystkim na bazie refleksji soborowych Gaudium et spes i myśli Jana Pawła II. Papież ten - jak twierdzi George Weigel - dokonał rewolucji kopernikańskiej w dziedzinie spojrzenia na relację między kobietą a mężczyzną. Dokonał nowego otwarcia - rozwinął teologię ciała. Starał się o rekonstrukcję kondycji ludzkiej sprzed grzechu pierworodnego. Próbował odpowiedzieć na pytanie, jaki wyglądał pierwotny, niezakłócony plan Boga. Być może to największy dorobek pontyfikatu Jana Pawła II, jeszcze nie okryty, który czeka, by zacząć go ukazywać w działalności pastoralnej, homiletycznej, katechetycznej, w całej formacji chrześcijańskiej.

     Jak go przekazywać? Zestawienie słów "seks" i "Bóg" niektórym wydaje się niedorzeczne.

     Tak bywa nie tylko w przypadku młodzieży, ale także dorosłych, którzy są ofiarami redukcjonizmu, czyli sprowadzenia relacji kobiety i mężczyzny jedynie do sfery seksualnej. Przeżywanie płciowości jest ograniczane do tzw. uprawiania seksu. Sformułowanie to jest symptomatyczne dla współczesnej kultury masowej, która redukuje relacje erotyczne do sportu czy narkotyku - jak to ostatnio nazwał Benedykt XVI - łatwo dostępnego i produkowanego przez samych zainteresowanych. W ten sposób płciowość jest przeżywana powierzchownie i nietrwale. I stąd problem nie-trwałości związków.

     Dlatego mówi Ksiądz Arcybiskup o "ewangelizacja intymności"?

     Powstało ono w środowisku Afrykańskiej Federacji Akcji Rodzinnej, którą zakładaliśmy w 2002 r. w Cotonou, stolicy Beninu, i która działa na całym kontynencie afrykańskim. Określenie zostało przejęte przez naszych francuskich przyjaciół, z tym że mówią oni wymiennie o intymności małżeńskiej i intymności cielesnej. Określenie "ewangelizacja intymności" pojawiło się też w programach realizowanych wraz z Instytutem Studiów nad Małżeństwem i Rodziną Jana Pawła II w Rzymie w tzw. Programie św. Benedykta, czyli formacji do dojrzałej miłości małżeńskiej i rodzinnej w wymiarze europejskim. Po raz kolejny użyłem tego sformułowania na II Synodzie Afrykańskim w obecności Benedykta XVI i widziałem, że je zanotował. Ewangelizacja intymności jest ważna, bo wsłuchując się w popularne medialne przekazy słyszymy, że Kościół powinien się zajmować tylko moralnością społeczną, i to bardzo ogólnie: walką o pokój i sprawiedliwość, o prawa człowieka, o prawa zwierząt, o ekologię. Nie może dyskutować z państwową legislacją. Sfera moralności natomiast miałaby pozostawać domeną wyłącznie osobistą i nikt nie ma prawa formułować jakichkolwiek postulatów w tej dziedzinie.

     A już na pewno Kościół nie powinien wchodzić do sypialni...

     Tymczasem właśnie w relacjach intymnych zachodzi wiele ludzkiej krzywdy. Dużo niesprawiedliwości, zdrady, egoizmu, agresji. A przeżycia intymne przenoszą się na relacje społeczne. Co do tego nie możemy mieć wątpliwości. Ponieważ kwestie te są tak bliskie człowiekowi, wymagają wysokich standardów moralnych i etycznych. Powinny ewoluować w kierunku dojrzałej miłości i odpowiedzialności jednego człowieka za drugiego.

     Czy da się dzisiaj przeprowadzić taką ewangelizację?

     Jak najbardziej. Chodzi o cały program wychowawczy. Dawniej odbywało to się naturalnie. Dziecko obserwowało wzajemną miłość rodziców i powielało ten wzór w dorosłym życiu. Tego typu doświadczenie jest dalszym przygotowaniem do małżeństwa. Dzisiaj z wielu względów odczuwamy jego brak. Dlatego trzeba z nową energią podejść do ewangelizacji intymności małżeńskiej, czyli nasycenia jej ideałami ewangelicznymi zawartymi w wymogach miłości, zarówno na płaszczyźnie duchowej, jak i zmysłowej. Bo miłość małżeńska ma być pełna. Jest to szczególna forma przyjaźni, w której nie ma "prywaty" pojmowanej jako prawo jednej tylko strony i obowiązki drugiej. W małżeństwie wszystko powinno być wspólne nie tylko w tym, co mamy, ale także w tym, kim jesteśmy. Ma to być miłość wierna i wyłączna, i przez to nierozerwalna. Współmałżonkowie powinni mieć zaufanie do siebie w każdej dziedzinie. Odkrywamy wartości ewangeliczne zawarte w Hymnie o miłości św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian.

     Jednak dzieci coraz rzadziej uczą się życia w małżeństwie w naturalny sposób.

     I tu jest rola Kościoła. Żeby taką ewangelizację prowadzić, trzeba zintensyfikować formację tych, którzy uczą, jak żyć w małżeństwie. Na tym polu są ogromne braki. Niewiele osób zna teologię ciała i rzeczywiście wie, czym jest intymność małżeńska. Mamy tu dużo do zrobienia. Musimy pomoc ludziom odkrywać nieznane im dotąd obszary ich wzrastania i odkrywania szczęścia.

     Czy seks o tyle ma sens, o ile jego celem jest wydanie na świat potomstwa?

     Celem małżeństwa jest płodność, ale nie tylko. Jeszcze przed nim jest komunia osób. Dlatego Kościół akceptował małżeństwa osób zaawansowanych wiekiem. Chodzi o bliski życiowy związek dwojga osób w "jednym ciele". Również akt małżeński zawsze nosi podwójne znaczenie: komunikowania jedności, a także miłości twórczej, płodnej, otwartej na życie.

     A naturalne planowanie rodziny?

     Idea odpowiedzialnego rodzicielstwa, którą rozwinął Sobór Watykański II i Paweł VI w Humanae vitae, głosi, że rodzice biorą odpowiedzialność za swoje dzieci również uwzględniając warunki życiowe i możliwości ich utrzymania bardzo szeroko pojęte. Niewątpliwie posiadanie dzieci jest naturalną konsekwencją dojrzałej miłości. Małżeństwo nie jest egoizmem we dwoje, ale czymś nośnym, twórczym i otwartym. Spontaniczna ewolucja dojrzałej miłości rodzi pragnienie przedłużania tej miłość w postaci dziecka, które jest jej "ikoną".

     Tak jak Bóg z miłości pragnął stworzyć człowieka?

     Tak, to ta sama dynamika. Dlatego jest różnica między antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny. Metody naturalne nie interweniują w mechanizm płodności, nie niszczą go, ale są wyrazem akceptacji bogactwa ludzkiej osoby i szacunku dla daru płodności.

     Mówi się czasem, że .jeśli Bóg da dziecko, to da i na dziecko".

     Oczywiście trzeba liczyć na Opatrzność Bożą. Nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich okoliczności. Dlaczego ludzie biedni w Afryce mają dużo dzieci? Bo to inwestycja w przyszłość. Dziecko wyraża ich wiarę w życie. Jednocześnie jest najlepszym zabezpieczeniem na przyszłość. Ma obowiązki na rzecz rodziny, a w przyszłości bierze w opiekę rodziców. W Afryce, gdzie spędziłem 21 lat, zaufanie do życia jest ogromne. My przeżywamy zimę demograficzna, bo nie mamy ani wiary w przyszłość, ani zaufania do życia, ani wiary w Opatrzność Bożą. Dlatego jesteśmy krajem który wymiera. A historia pokazuje, że najintensywniej rozwijały się te kraje, które miały dużą dynamikę demograficzną.

     Może Kościół także powinien "reglamentować" sakrament małżeństwa i błogosławić bardziej dojrzałych katolików?

     Są trzy etapy przygotowania do małżeństwa. Pierwszy - kiedy dziecko patrzy na swoich rodziców i uczy się, jak być mężem i żoną, ojcem i matką. Jeśli etapy te są zaniedbane, powinna mieć miejsce katecheza dorosłych, równoległa do katechezy sakramentalnej. Kiedy np. rodzice przynoszą dziecko do chrztu, powinno się ich uczyć, jak mają żyć. Drugi etap przygotowania do małżeństwa to etap dojrzewania, kiedy dziewczyna staje się kobietą, a chłopak - mężczyzną. Wtedy trzeba im objaśniać wszystkie procesy anatomiczno-fizjologiczne, nauczyć ich rozumienia tych reakcji i panowania nad nimi. Powinni się nauczyć nowego typu wolności. Trzeci etap to przygotowanie do sakramentu małżeństwa, które odbywa się przed samym ślubem i obejmuje przygotowanie liturgiczne.

     Może czas coś zmienić i pogłębić formację przed zawarciem małżeństwa?

     Dlatego duszpasterstwo rodzin, które prowadzimy, ma działać nie dwie godziny w tygodniu, ale sześć czy osiem godzin codziennie, a czasami i od święta. Ma być wielokierunkowe i obejmować nie tylko osoby przygotowujące się do małżeństwa, ale wpływać na świadomość społeczną, uczyć także starszych ludzi, żeby umieli właściwie doradzić dzieciom czy wnukom.

     Dotychczas Kościół rzadko dostarczał wzorców świętości życia małżeńskiego.

     W przeszłości święte małżeństwa i rodziny były dość powszechne. Święta Teresa mówiła, że miała świętych rodziców. I takich przykładów było wiele. Dlatego nie wydawało się konieczne beatyfikowanie i kanonizowanie małżeństw. Natomiast specjalne powołania w Kościele były "spektakularne". Jeśli młoda arystokratka rzymska przyznawała się do Chrystusa i wolała oddać życie, niż wyjść za poganina, to była osobą nieprzeciętną w stosunku do tego, co było powszechne. Dzisiaj fenomenem jest małżeństwo, które trwa, przeżywa wszystkie kryzysy, nie próbuje z tego powodu zrywać wzajemnych więzi i dożywa późnej starości w wierności i wzajemnym oddaniu. Takiego trwałego szczęścia małżeńskiego i rodzinnego życzę wszystkim, wpatrującym się w Betlejemską stajenkę.





Tekst pochodzi z Tygodnika

26 grudnia 2010



Osobowości małżeńskie Osobowości małżeńskie
David Field
Małżeństwa, podobnie jak poszczególni ludzie, mają różne rodzaje osobowości. Ustalenie, który z nich najlepiej pasuje do twojego związku, pomoże ci lepiej zrozumieć partnera, umiejętnie rozwiązywać konflikty, nabrać większej pewności siebie w negocjowaniu małżeńskich decyzji oraz pełniej przyjmować miłość małżonka... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 darbakan: 29.12.2010, 12:27
 Artykuł piękny, bo poszerza ogromnie horyzont. Pytanie powstaje w zwiazku z tym. Czy Kościół ma możliwości, aby temu podołać? Już dziś przecież wiadomo, że brakuje ludzi. A co z innymi sprawami?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej