Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Historia jednego małżeństwa

     Oboje pamiętają czasy, kiedy stali nad grobem swojej miłości. Jak to możliwe, że ożyła w ciągu trzech dni?

     Zosia i Maciek pobrali się nie tak dawno, sześć lat temu. Od początku do końca przemyśleli ślub - nie wesele, jak to czyni większość. Wybrali czytania, ułożyli modlitwę wiernych, nawet dzień wcześniej przyjechali pomóc układać kwiaty do ozdobienia kościoła. Nie zdawali sobie wtedy sprawy, że ich małżeństwo czeka porażka.

     - Kiedy po kilku sielskich dniach podróży poślubnej na greckiej wyspie Thassos pokłóciliśmy się pierwszy raz, napisałam w kalendarzyku "Dziś umarła moja dusza" - z pewnym zażenowaniem mówi dziś Zosia.

     Od pierwszych dni małżeństwa nie potrafili ze sobą prawdziwie i szczerze rozmawiać. Nie potrafili też przed małżeństwem. Myśleli jednak, że stanie się cud, że nagle na Saharze zacznie płynąć rzeka. I jakie było ich zdziwienie, kiedy tak się nie stało. Ona miała swój bogaty wewnętrzny świat, którym wcale nie chciała się dzielić. On z kolei od dzieciństwa przyzwyczajony był do samotności i życie z kimś u szyi - bo, niestety, nie u boku - bardzo go męczyło. Oczywiście było też parę pięknych chwil: narodziny Hanusi, wspólne wyjazdy. Jednak niezrozumienie narastało każdego dnia. Byli młodzi, piękni, mieli wspaniały dom z na wpół dzikim ogrodem - i życie, które powoli zamieniało się w koszmar.

     W końcu przestali prawie w ogóle rozmawiać. Każde mówiło do dziecka, ale żadne nie mówiło do siebie nawzajem. Jakiś dziwaczny trójkąt małżeński. Nawet fizyczna obecność drugiej osoby ogromnie drażniła. Piękny dom zamienił się w czyściec, z którego wszyscy za wszelką cenę chcieli się wydostać. A przy tym oboje byli wierzący. Prawdziwie. Co niedzielę w kościele. W domu spory obraz Jezusa Miłosiernego rzucający się w oczy niemal od progu. Tylko mama Zosi zapytała kiedyś w przypływie bezsilności: "Gdzie tu jest miłość w tym wierzącym domu?".

     Zosia zaczęła snuć plany o unieważnieniu małżeństwa, no bo przecież nie o rozwodzie. Jedyną jej myślą było: wyplątać się z tej sieci, uciec z tego bagna. Zaczęła korzystać z pomocy grupy wsparcia, gdzie poznała kobiety dręczone psychicznie i fizycznie przez mężów, konkubentów... Ona też czuła się dręczona. Większość tamtych ko- biet była w trakcie rozwodu lub po nim.

     Kiedy powiedziała, że w jej przypadku rozwód nie wchodzi w grę, usłyszała, że nie wie, jakie rzeczy są możliwe. Od jakiegoś już czasu odmawiała modlitwę w kryzysie małżeńskim. "Panie, chcę zostać wiernym do końca..." Robiła to niemal machinalnie, w sytuacji kompletnej beznadziei. Czuła, że doszła do ściany.

     W kościele Dominikanów na warszawskim Służewie znalazła informację o trzydniowych rekolekcjach Spotkań Małżeńskich i - co równie ważne - znalazła w sobie siłę, żeby powiedzieć o tym Maćkowi. Oboje zgodzili się na tę ostatnią szansę ratowania małżeństwa. Ale wcześniej był wspólny wyjazd do Londynu na chrzest siostrzeńca. Dziecko zostawili w domu z mamą, a sami chodzili po cudownych uliczkach brytyjskiej stolicy, zwiedzali średniowieczne katedry, stali w miejscu zamordowania św. Tomasza Becketta... i zamienili ze sobą może sto słów w ciągu całego tygodnia. - Miałam poczcie, że pustka, jakiej wtedy doświadczyliśmy, prawie doszczętnie wypaliła resztki naszej miłości - powiedziała potem Zosia^ Rekolekcje rozpoczęły się dwa dni po przylocie'z Anglii. Trwały niecałe trzy dni, od piątku do niedzieli. - Mniej więcej tyle, ile upłynęło od śmierci do zmartwychwstania Jezusa - mówi teraz z zachwytem Maciek.

     Spędzili ten czas na rozmowie. Być może była to pierwsza prawdziwa i szczera rozmowa w ich wspólnym życiu. Jak to możliwe, że ludzie, którzy w ciągu sześciu lat prawie całkowicie zniszczyli miłość, jaka ich kiedyś łączyła, zdołali odnaleźć ją w ciągu trzech dni? W śmiertelnym wrogu dostrzegli wreszcie inną osobę - tak samo wrażliwą, delikatną, tak samo podatną na zranienie. Nagle okazało się, że celem żadnego z nich nie jest krzywdzenie tej drugiej osoby. Ze obydwoje tak samo cierpieli, tak samo chcieli być docenieni i zrozumiani. Jak to możliwe?

     - Odpowiedzią może być tylko Bóg - mówi Zosia. - Bóg obecny i działający w Kościele. Ten, który nigdy nie zostawia ludzi samym sobie, nigdy nie zostawia małżonków, choć oni zostawiają Jego.

     Rekolekcje Spotkań Małżeńskich uratowały niejedno małżeństwo na skraju przepaści. Uratowały również ich związek - zapewne dlatego, że choć stracili wiarę w siebie, to nie stracili wiary w Boga. Od tamtego czasu, czasu zmartwychwstania miłości, przeżyli już parę kłótni i żyją dalej, szczęśliwi, kochający się nawzajem. Pamiętają straszne czasy, kiedy stali nad grobem swojego małżeństwa; trudno o tym zapomnieć.

     - Ale tamte czasy już nie wracają - mówi Maciek. - A jeśli nawet pojawia się niezrozumienie, wiemy co z nim robić.


Magdalena Czułba-Szczepaniak

Autorka należy do ruchu
Spotkania Małżeńskie.
Imiona bohaterów zostały zmienione.


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 kwietnia 2012




   


Najpiękniejsza historia miłości Najpiękniejsza historia miłości
ks. Marek Dziewiecki
Niniejsza książka przedstawia najbardziej niezwykłego mężczyznę i najbardziej niezwykłą kobietę w historii - Józefa i Maryję. Tych niezwykłych małżonków rzadko postrzega się jako bohaterów najpiękniejszej i najszlachetniejszej historii miłości... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Karola: 12.05.2012, 01:33
 POLECAM wszystkim małżeństwom! Jesteśmy świeżo po weekendzie Spotkań Małżeńskich i jesteśmy zachwyceni tym, z czym się spotkaliśmy. Bardzo dobry program, świetne prowadzenie, genialne tematy i sposób komunikacji. To Spotkania zarówno dla małżeństw w kryzysie, jak i tych, których miłość zagubiła się w szarej codzienności. Osobiście polecam także młodym małżeństwom, szczególnie mieszkającym z teściami ;)
 Alina 15.12.2011: 16.04.2012, 10:30
 mało że jest trudno w małżeństwie, to jeszcze w sąsiedztwie ,czy brak porozumienia wali się jak DOMINO?
 Alina 15.12.2011: 16.04.2012, 10:29
 mało że jest trudno w małżeństwie, to jeszcze w sąsiedztwie ,czy brak porozumienia wali się jak DOMINO
 B: 13.04.2012, 18:19
 Ja już czekam 30 lat na cud i jest coraz gorzej.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej