Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Jak uratować miłość?

     Oddalani się od siebie, zdrada, sprawa rozwodowa - to najczęściej tylko działania wtórne, skutki braki komunikacji i nieumiejętności wspólnego życia. Jak sięprzez tym ustrzec?

     Statystycznie rozpada się co trzecie obecnie zawierane małżeństwo. Dotyczy to w największym stopniu ludzi między 20. i 24. rokiem życia, a co czwarty rozwodnik ma za sobą nie więcej niż cztery lata stażu małżeńskiego. Coraz bardziej powszechny jest brak świadomości nierozerwalności małżeństwa. Gorzej, że do podjęcia decyzji o rozwodzie nie tylko małżonkom, ale i sądom nie potrzeba już stwierdzenia całkowitego i trwałego rozpadu związku czy choćby - jako argumentu - np. zdrady małżeńskiej. Dziś często wystarczy eufemizm "niezgodności charakterów". Nieporozumienia i konflikty w małżeństwie nie są traktowane jako coś, co należy przezwyciężać, przepracować i przegadać, ale jako powód do dezercji. Paradoksalnie jednak pokazuje to, że trwałość wielu małżeństw da się uratować. Wystarczy nauczyć je pracować nad sobą, a co najważniejsze - nauczyć ze sobą rozmawiać.

     SKAZANI NA MEDIACJE

     Ostatnią deską ratunku dla rozwodzących się małżeństw były przez wiele lat - jako jedyny przejaw troski kolejnych polskich rządów o ich trwałość - obligatoryjne posiedzenia pojednawcze, po których dopiero można było orzec rozwód. Ale i to się zmieniło. Na mocy wniesionej przez SLD ustawy z 28 lipca 2005 r. o zmianie ustawy Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. 2005 Nr 172 poz. 1438) posiedzenia pojednawcze zniesiono. W ich miejsce wprowadzono fakultatywną - zarówno dla sądu, jak i rozwodzącego się małżeństwa - oraz odpłatną mediację. Jest ona rozumiana jako "próba rozwiązania konfliktu między małżonkami przy udziale bezstronnego mediatora, pozwalająca na osiągnięcie porozumienia satysfakcjonującego obie strony". I tak jest do dziś.

     O wprowadzenie obligatoryjności mediacji w procesach rozwodowych niemal od razu zaczął starania PiS w ramach prac Komisji Rodziny i Polityki Społecznej Senatu. Przygotowała ona dla ministerstwa sprawiedliwości projekt, w którym - jak relacjonował Andrzej Duda, podsekretarz stanu z czasów ministra Zbigniewa Ziobry - pojednanie skonfliktowanych stron definiowane było jako "osiągnięcie porozumienia co do sposobu rozstania". - Projekt ten miał duże szanse na uchwalenie, jednak kadencja parlamentu została skrócona i nie pojawił się w Sejmie - wyjaśnia członek wspomnianej komisji b. senator Antoni Szymański.

     W listopadzie 2008 r. Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski, w której znalazł się senator Szymański, podpisała wspólną deklarację w sprawie polityki rodzinnej. Uznano w niej za priorytetowe m.in. "poprawienie prawa rodzinnego poprzez zwiększenie roli mediacji pomiędzy małżonkami". - Mimo to w kadencji 2007-2011 w ministerstwie sprawiedliwości nie podjęto nad tym jakichkolwiek prac - zauważa Antoni Szymański.

     Istniejące do dziś status quo przyczyniło się jednak do znacznego wzrostu znaczenia mediacji małżeńskich jako takich. A uciec się do nich można nie tylko w obliczu rozwodu, ale w każdym momencie pożycia małżeńskiego.

     KONSTRUKTYWNA KŁÓTNIA

    Wiele o dzisiejszym modelu komunikacji małżeńskiej mówi raport pod znamiennym tytułem: ",Jak Polacy się kłócą?". Jest on efektem ogólnopolskiego badania nad konfliktami w rodzinach, przeprowadzonego przez CBOS dla Centrum Mediacji Partners Polska (www.mediacja.org) w listopadzie 2008 r. Wynika z niego m.in., że "spokój Polaków w ich własnym domu jest tak ważny, że ciszy i pozornej choćby harmonii są gotowi podporządkować swoje ważne cele i potrzeby", stąd "co trzeci Polak zgadza się z opinią, że najlepiej jest udawać, iż nic się nie stało". Jednak - jak wynika z raportu, a co zgodnie podkreślają psychologowie - niemożliwe jest na dłuższą metę, by ktoś, kto ustępuje, nie czuł się przegrany lub co najmniej sfrustrowany. Dlatego zamiast podejmować dialog o swoich problemach albo ustępujemy dla świętego spokoju, albo zaciekle walczymy o swoje. Rzadko spieramy się w małżeństwach konstruktywnie, by doprowadzić do rozwiązania problemu w sposób wychodzący naprzeciw potrzebom obu stron.

     Z badań wynika, że w zdecydowanej większości wierzymy w wartość i siłę rozmowy jako sposobu rozwiązywania domowych konfliktów. Nie umiemy jednak tego przełożyć na praktykę. Od mediatorów oczekujemy dwojakiej pomocy: w przeprowadzeniu spokojnej rozmowy oraz w rozwiązaniu spraw, o których małżonkowie nie rozmawiają z obawy, że poruszanie ich zburzy upragniony ład i harmonię. Dlaczego jednak rzadko sięgamy po ich pomoc?

     Choć Polacy w trudnych sytuacjach skorzystaliby z pomocy specjalistów, powierzyć swoje sprawy obcej osobie wstydziłoby się prawie 58 proc. z nas, aż 39 proc. przyznaje, że nie wie o takiej możliwości, a co trzeci - gdzie mediatora znaleźć" - czytamy w raporcie. Jak więc mediacje wyglądają w praktyce?

     JEDEN CEL

     Najczęściej po mediacje sięga się już w fazie zaawansowanego rozpadu małżeństwa, głównie w związku z rozwodem. W różnych krajach obowiązują różne rozwiązania mediacyjne.

     - W Norwegii są obligatoryjne, ale to bogaty kraj, który te mediacje finansuje. Kiedy ktoś składa pozew o rozwód, od razu jest kierowany do mediacji. Ustalenia rozwodowe odbywają się u mediatorów; bez tego nie ma orzeczenia o rozwodzie. Mediatorzy mogą oczywiście stwierdzić, że dana sprawa nie nadaje się do mediacji, ale zawsze jest taka próba - tłumaczy Janina Nadolska-Lutyk ze Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych (SMR), jedna z czterech mediatorów przyjmujących w dominikańskiej Fundacji Sto Pociech przy ul. Freta w Warszawie.

     Różni są mediatorzy rodzinni, różne są wypracowane wraz z praktyką metody ich pracy, i bywa, że mają różne podejście do instytucji małżeństwa. Nawet jeśli nierozerwalność małżeństwa nie jest dla nich wartością samą w sobie, to zawsze celem mediacji jest pomoc w dobrym skomunikowaniu się stron konfliktu. Są tacy - jak Monika Jędrzejewska, znana mediator SMR i twórczyni jednego z portali poświęconych mediacjom rodzinnym - dla których "konkubinat i małżeństwo to tylko różne rodzaje relacji pary wobec prawa i religii". Aie są i tacy, jak Bożena Pustoła, mediator Stowarzyszenia Mediatorów Polskich (SMP) i doradca życia rodzinnego, dla których mediacja ma jasno określony cel: głębokie pojednanie w duchu chrześcijańskim małżeństwa i rodziny. Od roku współprowadzi ona na Wydziale Studiów nad Rodziną UKSW kurs "Mediacje pojednawcze w rodzinie". Współtworzy nową grupę mediatorów, którzy cel mediacji rozumieją nie jako "porozumienie co do sposobu rozstania", ale autentyczne pojednanie i uratowanie małżeństwa. - Chętnych nie brakuje. Na kurs w kończącym się roku akademickim zapisało się 80 osób - mówi dziekan wydziału w Łomiankach ks. prof. Marian Ozorowski.

     Wielość poglądów nie zmienia jednak faktu, że wszyscy mediatorzy bardzo skutecznie i z dużym pożytkiem pomagają zgłaszającym się do nich parom w osiągnięciu porozumienia. Łączy ich bez wyjątku neutralność wobec przychodzących do nich par i najgłębsza wobec nich dyskrecja. Dlatego coraz częściej do mediatorów zgłaszają się nie tylko małżeństwa na granicy rozwodu lub już w jego trakcie, ale także pary, które przeżywają kryzys.

     - Od neutralności mediatora jest jeden wyjątek. Jesteśmy rzecznikami dzieci, o których skonfliktowane strony często w swoich wzajemnych zarzutach i pretensjach zapominają.

     Mówią, że chcą ich dobra, ale kiedy wchodzą w rozmowę, w oskarżanie się, dzieci im z oczu znikają, nie występują w ich słowach - przyznaje Janina Nadolska-Lutyk.

     KOŁA RATUNKOWE

     - Wiele z par, które decydują się na mediacje, ma postawę: "my nie chcemy się rozwieść, ale tak jak dotąd być nie może". Pomagamy im, by przyjrzały się sobie, swojemu związkowi i zobaczyły, czego potrzebują. A paradoksalnie to, czego najczęściej potrzebują najbardziej, to siebie nawzajem! Tyle że nie potrafią ze sobą rozmawiać - podkreśla Janina Nadolska-Lutyk.

     - Nawarstwiają się nieporozumienia, aż powstaje taki mur, że pozostaje im, jak myślą, tylko rozwód. Tymczasem, o czym się mało mówi i pisze, wystąpienie o rozwód przeważnie jest krzykiem o pomoc. Kiedy przychodzą z prośbą o mediację pary, które noszą się z zamiarem złożenia pozwu lub już to zrobiły, rozmawiamy o tym, o ich motywach przyjścia na mediacje. Chociaż każda sprawa jest inna, to jeśli współmałżonkom uda się znaleźć wspólny język, spora ich część wycofuje pozwy o rozwód - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

     - Zdarza się, że małżonkowie doszli do tak zaognionego konfliktu, że nie potrafią dostrzec rzeczy najprostszych, które są fundamentalne dla ich małżeństwa: dobrego słowa, przyjaznego spojrzenia, zwykłego pocałunku na dzień dobry lub dobranoc. Nie widzą dobrych, ale tylko złe strony współmałżonka. Cieszą mnie sytuacje, kiedy np. po spisaniu porozumienia, jakim zawsze kończy się proces mediacji, jedna ze stron czyta je i nie chce podpisać, ponieważ zawstydziła się i stwierdza, że to, co na papierze, powinno być w ich sercach - mówi Bożena Pustoła.

     KIEDY DO MEDIATORA?

     Mediacje są wolnym wyborem każdego z małżonków. Trwają, dopóki jest dobra wola uczestniczenia w nich lub dopóki mediator nie uzna, że strony doszły do porozumienia. - Nie o to przecież chodzi, by uzależnić się od mediatora - śmieje się Janina Nadolska-Lutyk. O mediację można poprosić samemu na każdym etapie związku lub - gdy toczy się już sprawa rozwodowa - zgodzić się z sugestią sądu, by wziąć w niej udział.

     W dość zgodnej opinii mediatorów, sędziów i samych zainteresowanych najlepiej byłoby jednak, gdyby z mediacjami nie czekać do rozwodu. Kiedy coś między małżonkami zaczyna nie grać, trudno już się porozumieć, rozmawiać ze sobą, zaczynamy się o byle co kłócić - to już jest sygnał, że coś jest nie tak.

     - Jeśli mediacje rozpoczynają się dopiero, gdy jest już złożony rozwodowy pozew, zawsze jest to sytuacja graniczna. Często w tle istnieje osoba trzecia, jakiś plan strony wnoszącej o rozwód na nowe życie, a także rodziny podkręcające atmosferę. I emocje są tak duże, że jedna że stron już nie bierze pod uwagę możliwości powrotu; nie chce o tym rozmawiać. Chcemy ratować małżeństwo, a jedna ze stron jest już dawno "rozstaną", już dawno odeszła. Wtedy doprowadzenie do dialogu nadal jest konstruktywne, choćby w kwestii opieki nad dziećmi, ale trudno się spodziewać, że dogadają się na tyle, by uratować swój związek - mówi Janina Nadolska-Lutyk.

     - Obecnie jeśli sąd w czasie rozprawy rozwodowej widzi, że jest szansa na porozumienie, może zaproponować skorzystanie z mediacji pojednawczej. Ale temat ten może wcale się nie pojawić. Sami sędziowie różnie podchodzą do możliwości mediacji. Ze swojego doświadczenia znani historię pani prezes sądu, która nie mfała zaufania do mediacji, ale była tak zmęczona sprawą, którą prowadziła już około pięciu lat, że postanowiła oddać sprawę do mediacji. Ta sprawa do niej już nie wróciła. Odtąd współpracuje z mediatorami i bardzo sobie ich pracę chwali - opowiada Bożena Pustola.

     Wbrew opiniom, że mediacje powinny być dla rozwodzących się małżeństw obligatoryjne, wielu mediatorów widzi duży walor w ich dobrowolności. - Jeśli małżonkowie sami proszą o mediacje, to są o wiele większe szansę, że będą one dla nich konstruktywne - mówią. - Nawet jeśli potem definitywnie rozstają się, to umieją się porozumieć np. w kwestiach wychowywania dzieci. Prawnicy z sądów rodzinnych jednoznacznie przyznają, że zupełnie inaczej się z nimi rozmawia, o wiele łatwiej i szybciej dochodzą z nimi do ustaleń sądowych. Jest inna atmosfera - przyznaje Janina Nadolska-Lutyk.

     Z CZYM DO MEDIACJI?

     Niezależnie od sytuacji, zawsze chodzi o to samo: o brak dobrych relacji między małżonkami, którzy zaczęli się z sobą mijać. A konsekwencje są różne. - Przychodzą pary po zdradach małżeńskich i coraz częściej po zapłodnieniu in vitro, które się nie udało. Nie tyle oskarżają się, co są tak spustoszeni duchowo i tak bardzo mają zawiedzione nadzieje, że nie potrafią sobie sami poradzić z wielkimi emocjami, a te uniemożliwiają komunikację. Przychodzą też z problemami finansowymi, kiedy np. żona wydaje za dużo, a maż nie nadąża zarabiać - wymienia Bożena Pustola. - Zdarza się, że przychodzą młodzi ludzie z wyższym wykształceniem, ale bez podstawowej wiedzy, czym jest małżeństwo i rodzina, co oznacza bycie dobrym mężem, żoną, matką i ojcem. Pytają: "dlaczego po ślubie nie może być tak, jak przed ślubem?". Ze swoich domów wynieśli złe wzorce zachowań, a dobrych nie mają skąd brać. Brakuje umiejętności komunikacji, której nie mieli gdzie się nauczyć, oraz umiejętności rozpoznawania i nazywania swoich uczuć i radzenia sobie z nimi - dodaje.

     Czasem na stronach internetowych poświęconych mediacjom małżeńskim znaleźć można "dobre rady" dla tych, którzy zdecydowali się o nie poprosić, wzięte wprost ze znanej książki Leslie Whitaker i Elizabeth Austin "Grzeczne dziewczynki nie negocjują": "Uświadom sobie swoje interesy"; "Zwiększ swoe oczekiwania, określ granicę ustępstw: pamiętaj o niej i nie rezygnuj"; "Ćwicz: zmniejszy to możliwość zaskoczenia i niespodziewanej zgody na ustępstwa" itp. Oczywiście, dobrze jest umieć jasno wyrażać swoje oczekiwania, uczucia i potrzeby, ale małżonkowie najczęściej redukują je do wzajemrfych oskarżeń i krytyki. Mediator w pnjćesie mediacji ma pomóc stronom te oczekiwania, uczucia i potrzeby właściwie artykułować.

     - To my jesteśmy odpowiedzialni za proces mediacyjny. My prowadzimy, zdejmujemy z małżonków ciężar przygotowywania się, okopywania na swoich stanowiskach. Zadajemy otwierające pytania. Nie muszą się na mediację uzbrajać - uzupełnia Janina Nadolska-Lutyk. - Czasami podczas mediacji pierwszy raz w życiu odpowiadają sami sobie na pewne pytania. A kiedy te odpowiedzi usłyszą, widzą swoje potrzeby i to, jak te potrzeby widzi druga strona. Zdarza się, że słyszymy od męża: "pierwszy raz usłyszałem od żony, że ona chce tego i tego". A żona: "no tak, bo on nigdy nic nie mówił. Tu wreszcie zaczął, teraz wiem, o co mu chodzi".

     TRUDNE PRZYPADKI

     - Powrót małżonków do rozmowy o sobie, o swoim małżeństwie, zawsze odbywa się przy mediatorze. I o to chodzi, bo przy nas czują się bezpieczni. Jedną z zasad mediacji jest, że nie pozwalamy, aby osoby się wzajemnie oceniały, krytykowały, oskarżały, obrażały nieprzyzwoitym słowem. I zamiast mówić: "ty nigdy, ty zawsze" nauczyły się mówić: "ja czuję, ja potrzebuję" - mówi Janina Nadolska-Lutyk.

     Zdarza się i tak, że para potrzebuje nie mediacji, ale terapii. Tak jest np. gdy mediator ma do czynienia w rodzinie z przemocą, alkoholizmem lub. innym uzależnieniem. Tak samo jeśli jedna ze stron jest chora psychicznie. Wtedy mediator odsyła do specjalisty. Ale w przeważającej mierze mediacje mogą wiele pomóc. O swojej pracy mediatorzy mówią: bardzo wymagająca, ale wdzięczna.

     Na anonimową rozmowę zgadza się Tadeusz. Odszedł od żony kilka lat temu, ale żadne z nich nie weszło w nowy związek. Po roku Tadeusz postanowił wrócić, ale dzieliło ich już tyle, że zaproponował mediacje. Żona nie zgodziła się, jednak potem sama przyszła z propozycją konkretnego mediatora.

     - Spotykamy się na razie oddzielnie, bo bardzo się poraniliśmy i na wzajemne zaufanie za wcześnie. Dość powiedzieć, że ona podała mnie do sądu o alimenty na syna oraz na siebie, mimo że nie mamy rozwodu. Na początku postrzegałem tego mediatora jako jej adwokata przeciw mnie. Nawet się rozglądałem, czy nie jestem nagrywany - przyznaje nieco zawstydzony Tadeusz. Ich mediacje trwają.

     - Czasem z satysfakcją obserwuję efekty wysiłków, jakie podejmują podzieleni niemal wszystkim współmałżonkowie. Jakiś czas temu trafiła do mnie pani w trakcie starań o stwierdzenie nieważności jej małżeństwa. Doszliśmy do etapu, na którym ta pani do męża już nie mówi "on", ale po imieniu. Mają wspólne plany na przyszłość - uchyla rąbka tajemnicy Bożena Pustoła. - Może jestem niepoprawną optymistką, ale zawsze, nawet kiedy jakiś mąż nie widzi możliwości "bycia z tą panią", jak mówi o swojej wciąż żonie, dopytuję ich o miłość. Jak to było na początku małżeństwa? I niektórym kręcą się łzy w oczach. Cofają się myślami do chwil, kiedy byli ze sobą szczęśliwi. Bywa, że pomaga to na nowo uwierzyć, iż istnieje szansa odrodzenia się ich miłości. Zdarza się, że ci ludzie w swoim czasie wiele dla siebie zrobili i wiele poświęcili. Jeden z mężów dla swojej żony przyjął chrzest, Komunię Świętą, bierzmowanie i sakrament małżeństwa, więc musiała to być głęboka relacja. Ale po drodze czegoś zabrakło — dodaje.

     Bożena Pustoła jest jedną z tych, którzy prowadzą mediacje także bezpłatnie w poradniach rodzinnych przy parafiach, jednak standardem są mediacje płatne firmowane i prowadzone w ramach różnych stowarzyszeń. Stawki są ustalone: za sesję od 50 do 200 zł. Mediatorzy są poza tym zobligowani do przyjmowania mediacji z sądów rodzinnych w sprawach rozwodowych - według rozdzielnika za pierwsze spotkanie 60 zł, a za wszystkie kolejne po 25 zł.

     Gdzie ich szukać? Najszybciej w internecie. Są różne ośrodki, jest w czym wybierać. Najważniejsze, by "nie czekać z pójściem do lekarza do momentu, aż się wykrwawimy".


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 kwietnia 2012




   


Warto naprawić małżeństwo Warto naprawić małżeństwo
Jacek Pulikowski
"Przyszłość świata idzie przez rodzinę" - pisał papież Jan Paweł II. Współcześnie obserwujemy wielki kryzys rodziny. Wniosek nasuwa się sam, że trzeba ratować rodzinę, a najlepiej zacząć od ratowania małżeństwa.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 marin94: 21.05.2012, 22:47
 Polecam film pt. "próba ogniowa" :) na youtubie są na części podzielone z polskim lektorem ^.^ Rewelacyjny film godny na prawdę uwagi :) pozdrawiam, marin94 (kontakt do mnie:martinifcb@gmail.com)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej