Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało (Mt 19,6)

     Każdy, kto kupuje nowe urządzenie, najpierw czyta instrukcję producenta. Wchodząc w małżeństwo, musimy się pokornie pochylić nad planem, który miał Ten, kto je wymyślił. Jeśli poznamy istotę małżeństwa w zamyśle jego Twórcy, na pewno się nie pogubimy.

     Przykre doświadczenia, które stały się naszym udziałem, niedojrzałość, a także wizja życia propagowana w środkach masowego przekazu, mogą powodować, że nasze postrzeganie małżeństwa jest mniej lub bardziej wykrzywione. W dzisiejszych czasach - bardziej niż kiedykolwiek - wydaje się zatem konieczne zastanowienie się nad istotą powołania małżeńskiego, nad jego wartością i odkrycie piękna tej szczególnej drogi, którą podąża większość mężczyzn i kobiet.

     Zgłębianie tajemnicy małżeństwa należy zacząć u źródeł. Odpowiedź znajdujemy na pierwszych kartach Pisma św. Kiedy pytam młodych w poradni małżeńskiej o pochodzenie małżeństwa, najczęściej milczą lub mówią, że to trudne pytanie. A to jest chyba zasadnicza kwestia. Każdy przecież, kto kupuje jakieś nowe urządzenie, najpierw czyta instrukcję producenta. My zatem, wchodząc w małżeństwo, musimy się pokornie pochylić nad planem, który miał Ten, kto je wymyślił. Przecież nikt nie zna lepiej swojego wytworu niż konstruktor i tylko on wie, jakie jest jego przeznaczenie i sens. Jeśli więc poznamy, istotę małżeństwa w zamyśle jego Twórcy, na pewno się nie pogubimy.

     Tak, to sam Bóg wymyślił małżeństwo - nie instytucje państwowe, prawnicy, ale właśnie Bóg. Papież Paweł VI w ósmym rozdziale encykliki Humanae vitae pisał: Małżeństwo bowiem nie jest wynikiem jakiegoś przypadku lub owocem ewolucji ślepych sił przyrody: Bóg-Stwórca ustanowił je mądrze i opatrznościowo w tym celu, aby urzeczywistniać w ludziach swój plan miłości.

Jak zatem małżeństwo wygląda w zamyśle jego Stwórcy?

     Pan Bóg, powołując człowieka do istnienia z miłości, powołał go jednocześnie do miłości - pisze Jan Paweł II w adhortacji Familiaris consortio. Miłość jest zatem pierwszym, podstawowym zadaniem małżonków. Jest to miłość szczególna - owa caritas z Pawłowego Listu do Koryntian, która jest odbiciem Bożej miłości. Miłość ta obejmuje całego człowieka, jest wdzięcznością za dar otrzymany we współmałżonku, jest zachwytem nad pięknem jego duszy i ciała, wzajemną wymianą myśli i doświadczeń. Ta miłość dąży ku najgłębszemu rozwojowi człowieka, zmierza wprost do świętości. Dotycząc dwojga, nie zamyka się tylko w ich świecie, ale dąży do pomnażania, do dawania siebie innym. Jest wielkim świadectwem dla całego świata, świadectwem tak niezwykle potrzebnym w naszych czasach. Nie wyczerpuje się między małżonkami, ale zmierza jakby ku swemu przedłużeniu - jest płodna. Ze swej natury nastawiona jest na zrodzenie potomstwa. Jest w niej zapisany Boży nakaz: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1,28).

Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam:
uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc

     Małżeństwo jest odpowiedzią na zaszczepioną w człowieku tęsknotę do dzielenia swego życia z drugim. Jest dążeniem zawartym w naturze człowieka. Męskość ma bowiem sens tylko w odniesieniu do kobiecości, a kobiecość zyskuje swój blask tylko wobec męskości. Kobieta dla rozwinięcia swojej wrażliwości, delikatności, empatii potrzebuje skrycia się w silnych męskich ramionach, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, stabilności, które daje jej obcowanie z mężczyzną. Jeśli nie będzie miała tej ochrony, może stać się gruboskórna, nieczuła, może odczuwać lęk przed macierzyństwem lub wręcz - w skrajnych przypadkach - odrzucić i zabić bezbronną istotę, która potrzebuje jej ciepła i miłości. Przecież żadna kobieta nie dokonałaby takiego czynu, gdyby miała obok siebie dzielnego, odpowiedzialnego męża.

     Mężczyzna potrzebuje kobiety, aby rozwinąć swoją męskość. Musi mieć kogoś, kogo będzie ochraniał, dla kogo będzie wzbijał się na wyżyny swego intelektu, dla kogo będzie podejmował walkę. Rycerzowi zawsze dodaje sił świadomość, że jest ktoś, kto na niego czeka, kto go podziwia. Jeśli kobieta stanie się tą silną, niezależną, wszystkowiedzącą, nie będzie ufała mężczyźnie, on zawsze zostanie na poziomie podrostka, któremu brak sił do podejmowania wyzwań, do starania się o rodzinę. Kobiety często narzekają na swoich mężów, a tak naprawdę same nie pozwalają im rozwinąć skrzydeł.

     Musimy mieć świadomość, że kobieta potrzebuje mężczyzny, a mężczyzna potrzebuje kobiety. Nie są to dwie wrogie, rywalizujące ze sobą siły, ale światy, które współistnieją i są dla siebie ogromnym ubogaceniem. Żona powinna mieć na uwadze to, że męskość męża jest dla niej wspaniałym darem. On powinien traktować kobiecość żony jako wielką szansę na swój rozwój. Chodzi o to, aby obie strony w tych różnicach dostrzegły ogromne bogactwo i wyzbyły się chęci przekształcania drugiej osoby na swoje podobieństwo. Niech mąż w emanacji kobiecej uczuciowości (czasem kłopotliwej dla niego) zauważy jej niezwykłą wartość do pełnienia roli matki, do wczuwania się w potrzeby drugiego człowieka.

     Jak wyglądałoby życie z kobietą, która nie potrafi się pochylić nad drugim człowiekiem, która nie współodczuwa z innymi w cierpieniu, która nie mówi o swoich uczuciach? Z drugiej strony, niech żona w logicznym, perspektywicznym myśleniu swego męża (czasem tak zimnym i obcym dla niej) zobaczy podstawy poczucia bezpieczeństwa jej oraz dzieci. Niech się zastanowi, co by było, gdyby on wyzbył się takiego sposobu postrzegania świata. Czy czułaby się wtedy przy nim szczęśliwa?

     Kobieta i mężczyzna są więc dla siebie wzajemnie pomocą we wszystkich sferach człowieczeństwa - kroczą razem przez życie, aby się wzajemnie pociągać ku dobremu, wspierać i ubogacać.

Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!

     Adam wydaje okrzyk zachwytu na widok swojej żony (jak wielu mężczyzn powinno uczyć się od niego tego podziwu dla towarzyszki swego życia!). Widzi w niej kogoś podobnego do siebie, kogoś, z kim może nawiązać dialog. Wcześniej nie znalazł wśród stworzeń odpowiedniej dla siebie pomocy. Wreszcie jest ciało z jego ciała - kobieta, równa jemu (obydwoje noszą przecież w sobie obraz samego Boga - odsyłam do opisu w Księdze Rodzaju 1, 27), choć tak inna.

     W małżeństwie nie ma osoby mniej lub bardziej ważnej, gorszej lub lepszej - obie są na jednakowym poziomie. Pięknie ujął to Karol Wojtyła w swoim dramacie Przed sklepem jubilera: Andrzej wybrał mnie i poprosił o rękę... Ale nawet gdybym pamiętała, że trzeba spojrzeć na zegar ratusza, nie mogłabym tego uczynić, musiałabym bowiem patrzeć ponad głową Andrzeja. We wspólnocie nie można być ponad, trzeba widzieć w drugim osobę obdarzoną tą samą godnością. Na czym polega dokładnie owa równość?

     W małżeństwo powinny wejść dwie osoby zdolne do wypełnienia zadań płynących z racji tego stanu, mające świadomość powagi zobowiązań, na które się decydują, oraz skłonne do ich dotrzymywania. Już tutaj widać, że pewne osoby nie są w stanie tego dokonać - na przykład ludzie niedojrzali. Bardzo ryzykowny jest związek z kimś, kto nie potrafi panować nad swoimi emocjami, kto reaguje nieadekwatnie do sytuacji, kto ucieka przed trudnościami. Kolejną grupą osób, z którymi nie da się zbudować związku opartego na równości, są osoby uzależnione. Ileż to naiwnych dziewcząt sądzi, że robi dobry uczynek, wchodząc w związek z alkoholikiem! A czyż nie powinny one raczej najpierw zadać sobie następujące pytanie: jak mój mąż będzie wypełniał słowa przysięgi, skoro nie potrafi kierować swoim życiem? Jaką z kolei może mieć nadzieję na udane małżeństwo chłopak, który żeni się z egoistką zapatrzoną w swój wygląd, niezdolną do poświęceń, która uważa, że wszystko jej się należy. Mężem czy żoną może być tylko osoba, która czuje się współodpowiedzialna za małżeństwo, która potrafi ponosić trud jego budowania i umacniania. Nie można brać na swoje ramiona ciężaru nie do udźwignięcia. Jedna osoba nie jest w stanie wypełniać zadań obu stron. Małżeństwo nie ma być drogą przez mękę.

     Każda z osób powinna być zdolna do samodzielnego istnienia. A czy jesteśmy równością, jeśli uzależniam swojego męża od siebie, jeśli jest on tym mniejszym, który ma się mi zawsze podporządkować, nad którym sprawuję rządy, dzięki któremu zaspokajam swoje kompleksy, na którym żeruję jak pasożyt? Czy można mówić o równości, kiedy mąż poszukuje w żonie matki, która będzie się nim opiekowała, na której będzie się wspierał? Przecież matka jest wobec dziecka zawsze wyżej, jest bardziej odpowiedzialna. I taki mąż pozostaje rzeczywiście na etapie dziecka, nie potrafi samodzielnie podjąć decyzji i po pewnym czasie może stanowić dla żony ciężar nie do udźwignięcia. W małżeństwie obie strony powinny być dla siebie wsparciem i pomocą. Nie może być tak, że jedna osoba wykorzystuje drugą, gra tę słabszą, bezbronną, cały czas licząc na opiekę. (Pomijam oczywiście sytuację kryzysu, kiedy jedna strona rzeczywiście potrzebuje większego wsparcia od drugiej, jednak taka nierówność nie może stać się regułą).

     Równość to także widzenie ogromnej wartości we współmałżonku i w sobie samym, ciągłe przypominanie sobie, że obydwoje jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga i należy nam się przez to szczególny szacunek.

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją
i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem

     Małżonkowie od momentu zawarcia małżeństwa stanowią jedność: Pierwszym i bezpośrednim skutkiem małżeństwa jest więź małżeńska, komunia dwojga (Familiaris consortio, 13)- Jak wielka to tajemnica - moje "ja" i twoje "ty" tworzy "my". Odtąd przez życie idziemy wspólnie, połączeni jarzmem miłości. Żona jest cała męża, a mąż całkowicie należy do żony - nie do matki lub ojca, ale do żony.

     Można sobie w tym momencie zadać pytanie: jak można oddać siebie drugiemu? Otóż Ten, do którego należy wszelkie ojcostwo na niebie i ziemi, daje nam to prawo. Dlatego małżonkowie mogą powtórzyć słowa Pieśni nad Pieśniami: Mój miły jest mój, a ja jestem jego. Symbolem związania, świadectwem, że tych dwoje należy do siebie, są obrączki ślubne.

     Jedność musi wyrażać się w codzienności przez konkretne zachowania, nie może być to pojęcie abstrakcyjne. Ta, która rodzi się we wnętrzu serca mężczyzny i kobiety, domaga się znaków zewnętrznych (poznacie ich po owocach, Mt 7,20).

     Jedność to odpowiedzialność za osobę. Przytoczmy jeszcze raz słowa z dramatu Przed sklepem jubilera: Ciężar tych złotych obrączek... to nie ciężar metalu, ale ciężar właściwy człowieka, każdego z was osobno i razem obojga. Przyjęcie obrączki oznacza zatem przyjęcie konkretnego człowieka - wybranego spośród wielu innych, tego jedynego i niepowtarzalnego, z całym jego bogactwem, ale także ułomnościami, z całą historią życia, upodobaniami, marzeniami i zranieniami. Małżeństwo zobowiązuje do ciągłego starania się o tę drugą osobę, do ciągłego wsłuchiwania się w jej potrzeby i ograniczenia. Nie mogę już powiedzieć: nie chce mi się, nie daję rady, jesteś niedobry. Mogę jedynie pomóc ci stać się lepszym. Muszę jednak pamiętać, że tobie będzie łatwiej być lepszym, jeśli ja będę dobra, jeśli będę troszczyć się o ciebie. Iluż to małżonków wytacza sobie codziennie najróżniejsze zarzuty, licytuje się, szuka w tym drugim przyczyny niepowodzeń. A może rozsądniej jest zapytać siebie: czy pomagam mojemu mężowi być lepszym, czy jestem osobą, którą łatwo jest kochać, czy stwarzam w domu atmosferę spokoju i zaufania?

     Jako małżonkowie, musimy mieć świadomość, że mamy na siebie ogromny wpływ. Możemy spowodować, że nasz związek będzie żyzną glebą, na której wyrosną wspaniałe, święte osobowości - albo też marnym ugorem, porzuconym i odrażającym, rodzącym tylko cliwasty niezadowolenia, cierpienia i frustracji. Przecież żona ma być pomocą dla męża, a mąż ma pomóc wzrastać swojej żonie. Wzajemnie powinniśmy się starać o to, by stać się pięknymi ludźmi, by ten zachwyt drugą osobą, który nosimy w sobie w dniu ślubu, nigdy nie osłabł. Staje się to możliwe tylko w jedności z Chrystusem. Dlatego konieczna jest codzienna modlitwa, regularna spowiedź i Eucharystia, a więc troska o to, aby zawsze być w stanie łaski uświęcającej.

     Jedność to uwzględnianie tej drugiej osoby we wszystkim, co czynimy, w naszych planach oraz decyzjach. To myślenie o jej pragnieniach i potrzebach. Wspaniale ujął to Karol Wojtyła w przytoczonym tu już dwukrotnie dramacie: Szukałam wzrokiem butów z wysokim obcasem. Wiele było butów sportowych, wiele butów wygodnych na co dzień, lecz najbardziej wodziłam wzrokiem za butami na wysokim obcasie. „Andrzej jest wyższy ode mnie na tyle, że muszę sobie trochę dodać wzrostu" - a więc jednak myślałam o Andrzeju, o Andrzeju i o sobie samej. Stale teraz myślałam o nas dwojgu ioń też tak myślał z pewnością — więc ucieszyłby się moją myślą. Rozpoczęliśmy wówczas rozmowę o różnych drobiazgach związanych z naszym ślubem. Ja mówiłam mu o tym krawacie, w którym mi się najbardziej podoba, o tym ciemnym garniturze, w którym jest mu najbardziej do twarzy. Andrzej słuchał tego bardzo chętnie, nie dlatego, że szukał pochlebstwa, lecz że chciał mi się zawsze podobać i że chciał mi zrobić przyjemność. Taki jest właśnie zamysł Boży - małżonkowie wsłuchani w siebie, pamiętający zawsze o tym, że są jednym ciałem.

     Jedność to złączenie we wszystkich obszarach życia, to dzielenie trosk i radości, wspólne rozmowy, łączność psychiczna, duchowa i cielesna. Jedność to realizowanie tego samego celu nadrzędnego, podążanie za tymi samymi wartościami przy zachowaniu indywidualności każdego z małżonków. Nie da się stworzyć jedności, jeśli małżonkowie będą mieli inną wizję małżeństwa, życia rodzinnego, jeżeli będą dążyli do innych życiowych celów. Wspólny cel jest tym, co zawsze łączy, co pozwala porządkować decyzje oraz plany. Warto wsłuchać się w to, co o swoim małżeństwie pisze Maria Corsini, która wraz ze swoim mężem Luigim Beltramem Quattrocchim została ogłoszona przez Jana Pawła II błogosławioną (warto dodać, że jest to pierwsze małżeństwo, które zostało uznane za błogosławione łącznie, to znaczy wskutek dwóch prowadzonych równolegle procesów beatyfikacyjnych, Wszystko mieliśmy wspólne, towarzyszyła nam nieustanna wymiana wzajemnych wartości i uczuć. Było to życie, w którym dążenie i cele były jednakowe, w którym trwał niezmierny szacunek i wzajemna miłość. Każdej chwili naszych rozmów, wymiany myśli, bliskości towarzyszył smak czegoś nowego, dotąd nieodkrytego. Wciągu niemal półwiecza wspólnego życia - a stwierdzam to w obliczu Boga - nie zaznaliśmy ani chwili znużenia, przesytu, zmęczenia (A. Danese, G.P. Di Nicola: Aureola dla dwojga, Częstochowa 2004, s. 10).

     Jedność to coś trwałego, nierozerwalnego. Nie można rozdzielić jednego ciała, którym są małżonkowie - można' je tylko okaleczyć, zniszczyć, zbezcześcić. Nie można powierzyć siebie komuś, a później odebrać - to jest po prostu niemożliwe. Jezus stanowczo podkreśla wartość nierozerwalności małżeństwa: A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19, 6). Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego małżeństwo jest nierozerwalne: komunia osób - communio personarum, którą tworzą małżonkowie, jest odbiciem komunii miłości między Bogiem a człowiekiem. To niezwykle zobowiązujące - małżonkowie są dla świata znakiem Bożej miłości, odzwierciedlają wierność, którą Bóg obdarzył swój lud.

     Na podstawie powyższych rozważań widać, jak wspaniały jest Boży plan wobec małżonków - połączeni w miłości nierozerwalnym węzłem wspólnie kroczą przez życie, budując jedność i wspierając się nawzajem. Ich miłość, będąca odbiciem Bożej miłości, owocuje wydaniem na świat potomstwa, zmierza do wieczności. Tak było na początku, jednak ojciec kłamstwa wzbudził w człowieku niepewność, zburzył zaufanie, którym stworzenie obdarzało swego Stwórcę. Ewa podała owoc Adamowi. Osoba najbliższa, która miała być pomocą, doprowadziła do złego, wywarła niszczący wpływ na mężczyznę. Ten, który miał chronić niewiastę (przecież to Adam otrzymał od Boga wyraźny zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła), uległ pokusie i okaleczył jej życie. Pierwsi rodzice dobrowolnie zrezygnowali z podążania Bożą ścieżką, ulegli złudzeniu, że ich własny pomysł na wspólne życie jest lepszy. W miejscu Boga postawili drugiego człowieka.

     Od tamtej pory zaczął się zamęt w relacjach mężczyzny i kobiety. Wkradło się pożądanie, egoizm, rywalizacja, nieufność: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3, 16); Pierwszym skutkiem zerwania z Bogiem, czyli pierwszego grzechu, było zerwanie pierwotnej komunii mężczyzny i kobiety. Ich wzajemna relacja została wypaczona przez ich wzajemne oskarżenia; ich pociąg ku sobie, będący darem Stwórcy, zamienił się w relacje panowania i pożądliwości; wzniosłe powołanie mężczyzny i kobiety, by byli płodni, rozmnażali się i czynili sobie ziemię poddaną, zostało obciążone bólem rodzenia dzieci i trudem zdobywania pożywienia (Katechizm Kościoła Katolickiego, art. 1607).

     Nie trzeba długo szukać, żeby zobaczyć skutki grzechu w naszym życiu: tyle nieszczęśliwych małżeństw, kłótnie, rozwody, niechęć do poczęcia dziecka, traktowanie płodności jako czegoś niepożądanego, antykoncepcja, zdrady małżeńskie, pożądliwość zamiast zachwytu nad pięknem, przedmiotowe traktowanie współmałżonka, związki bez zobowiązań, brak zaufania do siebie i współmałżonka...

     Jak zbudować dobre, zgodne z wolą Bożą małżeństwo, skoro tyle w nas nieuporządkowani i rozbicia wewnętrznego? Skąd mamy czerpać siły?

     Mężczyzna i kobieta potrzebują pomocy łaski, której Bóg nieustannie udziela w swym miłosierdziu (por. KKK, art. 1608). Łaska ta zostaje rozlana w sercach małżonków przez dar sakramentu małżeństwa. Chrystus wchodzi w życie męża i żony, by już zawsze im towarzyszyć, by czynić możliwym to, co po ludzku wydaje się nie do przejścia, by pomóc im wypełnić zadania, których się podejmują.

     Bóg przez sakrament uświęca małżonków oraz wszystko, co będą robili. Dzięki temu to, co ludzkie i zwyczajne, staje się nadprzyrodzone i święte - tak jak w Kanie Galilejskiej, gdzie zwykła woda, dzięki interwencji Chrystusa, została przemieniona w najwspanialsze wino.

     Małżonkowie, którzy żyją w sakramentalnym związku, mają niezwykłe przywileje:

     Ich miłość czerpie ze źródła nieskończonej miłości Bożej, zostaje wzbogacona zbawczą mocą Chrystusa. Małżonkowie otrzymują siłę, by miłować się tak, jak Chrystus umiłował swój Kościół - miłością wierną, cierpliwą, przebaczającą, zdolną do poświęceń i ofiar: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z Żoną swoją i będą dwoje jednym ciałem (Ef 5, 31-32). Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła. Małżonkowie są dla świata świadkami tego, co dokonało się na Krzyżu - przymierza Chrystusa i Kościoła - pisał Papież w 13 rozdziale adhortacji Familiaris consortio.

     Małżeństwo jest stanem uświęconym. Jeśli tylko małżonkowie szanują Boży zamysł, wówczas wszystko, cokolwiek czynią: ich uczucia, gesty (nawet te najbardziej intymne), trud wzajemnego wzrastania, wychowania dzieci - nabiera charakteru nadprzyrodzonego. Wszystko to jest realizowaniem Królestwa Bożego, wzajemnym wzrastaniem w świętości. Przez współżycie małżonkowie współpracują z samym Bogiem w stwarzaniu człowieka. Bóg udziela im swej stwórczej Śmocy, sprawia, że Jego lud się rozrasta. To małżonkowie mają zaszczytną funkcję bycia zwiastunami wiary dla swoich dzieci. Jak widać, małżeństwo jest rzeczywistością świętą i dlatego należna jest mu odpowiednia troska i szacunek.

     Sakrament zapewnia ciągłą obecność Chrystusa i Jego pomoc. Chrystus jest wierny swojej obietnicy zawsze. Ta świadomość jest krzepiąca i pozwala przetrwać nawet najtrudniejsze małżeńskie próby i kryzysy.

     W tym momencie może zrodzić się pytanie: skąd tyle nieszczęśliwych małżeństw sakramentalnych - czyżby Chrystus o nich zapomniał?

     Łaska sakramentu nie działa automatycznie. Nie daje gwarancji na to, że małżonkowie będą szczęśliwi, że będą się kochali i szanowali. Sakrament jest darem, - ale także zobowiązaniem. Jako małżonkowie, musimy współpracować z Chrystusem. Mamy do dyspozycji morze łaski, nie zadowalajmy się więc nędzną kałużą. Otwórzmy nasze serca i zgłębiajmy tajemnicę małżeństwa, przypominajmy sobie o naszych zobowiązaniach, starajmy się budować jedność w codzienności, a nade wszystko codziennie módlmy i korzystajmy z sakramentów: Eucharystii, i pojednania, módlmy się razem, czytajmy Pismo święte, praktykujmy dobre uczynki. Chrystus ze swoją mocą czeka u naszych drzwi. Nie zamykajmy ich przed Nim przez trwanie w grzechach, brak przebaczenia, antykoncepcję, brak czasu, występowanie przeciw małżeńskiej wierności.

     Małżeństwo przeżywane w Bogu, zgodnie z Jego zamysłem, jest naprawdę źródłem radości, wewnętrznego pokoju, terenem rozwoju naszego i naszych dzieci, drogowskazem dla innych, którzy nie doświadczyli miłości w swoich rodzinnych domach; jest drogą do Nieba, którą kroczymy wspólnie: Jakże potrafię wysłowić szczęście tego małżeństwa, które wiąże Kościół, ofiara eucharystyczna umacnia, a błogosławieństwo pieczętuje, aniołowie ogłaszają, a Ojciec potwierdza? - pyta Tertulian w Ad uxorem (II, VII, 6-8: CCL I, 393). - Cóż za jarzmo dwojga wiernych złączonych w jednej nadziei, jednym dochowaniu wierności, w jednej służbie.1 Oboje są braćmi i oboje wspólnie służą; nie ma pomiędzy nimi podziału ani co do ciała, ani co do ducha. Owszem, są prawdziwie dwoje w jednym ciele, a gdzie jest jedno ciało, jeden też jest duch.


Anna Borkowska


Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2006




   


Mówić czy milczeć? Mówić czy milczeć?
Ruth Heil
"MÓWIĆ CZY MILCZEĆ. O trudnej sztuce porozumiewania się w małżeństwie" to książka, w której autorka obszernie, praktycznie i w sposób bliski rzeczywistości prezentuje temat komunikacji w związku dwojga osób.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 serduszko : 30.01.2016, 11:33
 Bardzo mądre słowa, można się wiele nauczyc.
 aszek: 17.12.2011, 22:30
 Marleńko nie badz wspoluzalezniona z mezem. Doradzam separacje. Tacy ludzie musza poczuc dno zeby sie odbic. A Ty nawiedzony nie oddzielaj Boga od jego sakramentow!
 Kasia,przyszła panna młoda: 24.11.2010, 17:59
 Na święta biorę ślub ze swoim narzeczonym. Mam 27lat on 29. Jestem ogólnie szczesliwa tylko jest jedno ale....on nadal mieszka z mamą która wychowuje jeszcze jedno dziecko (16 latka z porażeniem mózgowym) od razu zaznaczono mi ze gdy ona umrze ja wraz z rafalem jestem zobowiązana do opieki nad jego młodszym bratem. Ja nie jestem na to gotowa aby zrezygnowac z pracy i poświecić swoje zycie jego bratu...wychodze za rafała a nie za jego brata. To chyba zbyt egoistyczne ze strony jego matki ze chce nam zrzucic na głowe taki problem.Co mam zrobic? z rafała nie chche zrezygnowac a on w pelni popiera swoja mame, o żadnym domu opieki spolecznej nawet nie chhce slyszec....
 szczęśliwa żona: 28.09.2010, 16:34
 Marlenko, jeśli macie dzieci i postawa męża powoduje ich zgorszenie lub wręcz stanowi dla nich zagrożenie, powinnaś jak najszybciej go od nich odizolować. Dobro dzieci jest ważniejsze niż miłość do męża! Jeśli nie macie dzieci i jesteś w stanie to znieść, to masz do tego prawo, ale nie obowiązek - Kościół dopuszcza separację. Mysiu, jeśli wierzysz w magię (czy czarną, czy białą, nieważne), to sama nie jesteś chrześcijanką.
 lusi: 27.07.2010, 22:55
 czy ja mam gotowac mu jak da pieniadze na to bo jest slaby w ciagu i o to prosi. i tak w kolko.
 (****): 14.11.2009, 23:21
 Ja myślę że nade wszystko trzeba wierzyć Bogu,modlić się.Rzeczywiście nie jest łatwo mieć w domu męża alkoholika a nawet takiego który zdradza.Ciężko to wszystko znosić .Też nie jestem za separacją.Wierności Bogu danej w przysiędze małżeńskiej.Spróbój te upokorzenia ofiarować jako własną modlitwę Bogu,może coś pomoże w intencji męża.Pozdrawiam
 Mysia :): 29.06.2009, 19:55
 Marlenko współczuję Ci,ale ten nawiedzony to bzdury wypisuje! Chyba to zaden wierzący. Nie wiem jak można by Ci pomóc,może zgłoś męża na leczenie?! Módl się do Dzieciątka Koletańskiego! Ja mam brata,który popijał.Było z nim coraz gorzej.Modliłam się w jego intencji do Dzieciątka i po kryjomu wpięłysmy mu z mamą kawałek materiału potartego o figurkę Dzieciatka,do ubrania i...brat jak do tej pory nie pije i nie pali :)
 nawiedzony: 22.05.2009, 11:14
 co za bzdury!!! ślub ,małżeństwo to są tylko dla ludzi a prawdziwy związek między kobietą a mężczyzną to umowa tylko między dwojga ludzi i nie mieszajmy w to Boga bo to co zwiążecie na ziemi będzie związane w niebie a co rozwiążecie na ziemi będzie rozwiązane w niebie , za czasów Jezusa żona znaczyło towarzyszka a nie żona bo ktoś jej dał ślub , Marlenka jak facet twój pije i cię ogólnie nie szanuje to nie licz ze się nagle zmieni tylko go zostaw i weź idź na separacje i albo wtedy się zmieni albo nie
 xax: 09.02.2009, 20:24
 Witaj Marlena, pomodle się za Ciebie i Twych bliskich oraz o nawrócenie Twego męża.
 marlena : 17.01.2009, 22:26
 jestem katoliczką mąż jest alkocholikiem i rozbijał rodzinę mimo tylu cierpień i bulu i nato wszystko mnie zdradza ja walcze i go kocham ale nie mam już siły znieść tych upokozeń co robić
 :): 28.05.2008, 21:31
 Super!!!!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej