Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Mieszkając razem

     Wspólne zamieszkanie młodego małżeństwa z rodzicami nie jest sytuacją pożądaną. Mimo dobrej woli wszystkich w takiej sytuacji bardzo łatwo może dojść do zupełnie niepotrzebnych konfliktów. Jednak - z oczywistych powodów - na mieszkanie z rodzicami skazana jest większość młodych małżeństw. Jak sobie radzić w takiej sytuacji, jak postępować, by uniknąć konfliktów, a zarazem by wspólne zamieszkanie nie odbiło się negatywnie na więzi małżeńskiej?

     Tu są dwie możliwe sytuacje. Sytuacja pierwsza: żona w domu rodziców męża. To jest słynny, osławiony tysiącem kawałów problem synowa - teściowa. Tego problemu się wszyscy boją i w pewnym sensie dzięki temu problem jest jakby mniej groźny niż ten drugi, o którym za chwilę. Na czym polega trudność tej sytuacji? Jeśli zamieszkaliśmy w domu rodziców męża, to tam choćby w tej symbolicznej kuchni mama męża przeciętnie działa od lat dwudziestu, dwudziestu kilku. Tam wszystko jest ustalone od początku do końca, tam zapałki odkłada się w określone miejsce, na określonym gazie stawia się czajnik, w określonym garnku gotuje się mleko itd., itd. Jeżeli synowa wejdzie do tej kuchni, zrobi cokolwiek inaczej niż mama, to w oczach mamy ona nie zrobiła inaczej, ona zrobiła źle. I trzeba brać na to poprawkę. Mama ma prawo mieć swoje przyzwyczajenia, dziwne byłoby, gdyby ich nie miała. To mogą być nawet przyzwyczajenia dziwaczne czy śmieszne. Trzeba to jednak uszanować. Nie wychowywać matki w jej własnym domu, że to niby ona postępuje źle, że można to zrobić inaczej, lepiej... (...)

     Przykładów ilustrujących, że bez niczyjej złej woli powstają sytuacje drażliwe, można podawać wiele. Synowa nakrywa do stołu. Powiedzmy, że ona od dziecka kładła małą łyżeczkę po prawej stronie obok talerza - są różne szkoły - a mamusia, a więc jej mąż zarazem, kładzie łyżeczkę nad talerzem. Powiedzmy, że można i tak, i tak. Nakrywa ta młoda żona do stołu i kładzie łyżeczkę po prawej. Teściowa bardzo delikatnie - bo nie chce jej ranić - mówi: "Wiesz, kochanie, łyżeczkę się kładzie nad talerzem". -  Dobrze mamusiu - powie ugodowa synowa, przecież co jej szkodzi kłaść nad talerzem, o takie rzeczy nie będzie się kłócić. "Dobrze, mamusiu, będę kładła nad talerzem". Nakrywa drugi raz do stołu, gdzie położy? Położy obok, automatycznie, tak jak przez osiemnaście czy ileś lat robiła. "Proszę - powie teściowa - taka niby miła, a na złość mi robi". Niewiele potrzeba, żeby być oskarżonym nawet o... najgorsze, o złą wolę.

     Trzeba nabrać do tego pewnego dystansu, spojrzeć na to z uśmiechem. (...)

     Sytuacja druga: mąż w domu rodziców żony. Nie znam żadnego kawału na temat teść - zięć. Cisza. Nawet słyszałem wypowiedzi, skądinąd poważnych ludzi, którzy mówili: to jest sytuacja bezkonfliktowa. Nic bardziej błędnego - powiedziałbym. To jest sytuacja, w której konflikty nie ujawniają się na każdym kroku, lecz zapadają jakby głębiej. Przyjmują teściowie syna do swojego domu, do zamieszkania w swoim domu. Otwierają ramiona i mówią: "Przyjmujemy ciebie, jesteś naszym kolejnym synkiem". Czujemy, co się dzieje. On ma się stać głową rodziny, panem domu, a on wchodzi do mieszkania na prawach synka. Przyjmujemy ciebie jako kolejnego czy tam pierwszego synka, w domyśle: mógłby być gorszy, więc bierzemy takiego. Zauważmy, że rodzice współcześni nie są tak wymagający jak kiedyś i akceptują nawet trochę dziwacznych narzeczonych. Ale zostawmy te dywagacje. Wchodzi młody mąż do domu w tym domu wszystko jest ustalone od dziesiątek lat. Wszystko ma swoje miejsce, jest cały rytuał, obyczaj. On w ściśle określonym miejscu musi postawić buty, nie może inaczej, na lewo od wejścia. On musi powiesić płaszcz na drugim wieszaku z brzegu, bo to jest dla niego przeznaczony wieszak. On w łazience ręcznik musi powiesić nie tu, a nie gdzie indziej i odłożyć go tak, a nie inaczej. Naczynia - jeżeli składa ze stołu, musi złożyć do lewej komory zlewozmywaka itd. itd.

     On w tym domu mieszka, jest kolejnym dzieckiem i bardzo często długo nic się nie dzieje, żadnych konfliktów I nagle któregoś dnia wybucha Mówi: "Ja tu dłużej nie będę mieszkał". Żona: "Dlaczego?" On: "Nie pytaj dlaczego, tu się nie da mieszkać". On nie wie dlaczego. Jeżeli nawet wyartykułuje, że: "Muszę stawiać buty na lewo od wejścia", to żona powie: "Czego ty się czepiasz, to jest normalne, że buty stawia się na lewo od wejścia". Ona to robi od iluś lat. I zupełnie nie jest w stanie zrozumieć problemu męża. O co mu chodzi? Czepia się głupich butów, wieszania płaszcza, odkładania ręcznika, zupełnie bzdurne rzeczy. A on się dusi. Nie będzie miał tego problemu mężczyzna, którego żona zadba o to, żeby on się czuł głową rodziny. Wówczas spokojnie będzie odkładał buty na lewo, na prawo, tam gdzie mu każą; to nie będzie przedmiotem jego urazy. Jeżeli mężczyzna poczuje się w tej nowo założonej rodzinie kimś ważnym, kimś, od którego ważne rzeczy zależą, który musi decydować o podstawowych sprawach, o ważnych, o przyszłościowych sprawach, to jemu nie będzie potrzeba dodatkowej jeszcze możliwości decydowania - powiedzmy - o umeblowaniu mieszkania czy coś takiego. Tu oczywiście mądrość żony może złagodzić lub nawet całkowicie zlikwidować ewentualne złe skutki mieszkania z jej rodzicami.

     Wejdźmy do pokoju, który został przeznaczony dla młodych. Myślę, że nie będzie to pokój przechodni, że to nie będzie pokój wspólny z kimkolwiek. Znam sytuację w starym budownictwie, duży co prawda pokój, ale w nim, dyskretnie szafą oddzielone, było łóżko dziadka. Dziadek sypiał kamiennym snem, ale chrapał. I dziewczynie ciągle się wydawało, że ten dziadek za chwilę zza szafy wyjdzie. Dziadek nigdy nie wyszedł zza tej szafy, niemniej to, że tam coś się za tą szafą ruszało, spowodowało, że współżycie płciowe zostało tak zaburzone, tak głęboko znerwicowane, że po siedmiu latach, bo siedem lat żyli w tej sytuacji, stali się niezdolni do współżycia płciowego i zostali małżeństwem bezdzietnym. Ale to nie zawsze musi być dziadek w tym samym pokoju... To ma być pokój wyizolowany akustycznie, o co wcale nie jest tak łatwo w nowym budownictwie, i to musi być pokój, tak wyizolowany, że nie mamy żadnych wątpliwości, że nam tu za chwilę ktoś nie wejdzie, że mamusia wieczorem nie otworzy drzwi i nie spyta: O której was zbudzić? Czy zjecie z nami śniadanie? Ja nawet nie myślę konkretnie o sytuacji współżycia, w różnych sytuacjach jest to nie do przyjęcia. Powiedzmy żona zdobyła się wreszcie na intymną rozmowę z mężem i dotykają rzeczy bolesnych, bo chcą to rozwiązać. Ona sobie popłakuje w "mankiet" męża. I ma prawo, niech sobie popłakuje. Ale ona się boi popłakać, bo za chwilę wejdzie mama i co ona sobie pomyśli? Pewnie że mąż ją bije. Wobec tego we własnym niby mieszkaniu, domu, ona nie może sobie nawet popłakać bo nie ma tej swobody, tego komfortu, że nikt za chwilę nie wejdzie i nie będzie nam towarzyszył w naszej intymności. Zawsze młodym mówię: Nie wiem, jak to zrobicie, nie wiem, jak to zaaranżujecie, wznieście się na szczyty intelektu, na szczyty pomysłowości, na szczyty humoru, zaaranżujcie to tak, żeby rodzice wpadli sami na pomysł, by do tego waszego pokoju dorobić klucz i ofiarować wam klucz do waszego mini-mieszkania. Autentyczny klucz, który można przekręcić w drzwiach. No już takim minimum to jest klucz umowy, że my idziemy do rodziców powiedzieć wieczorem dobranoc, a potem nikt już do nas nie zagląda. Nie wszystkim, nie każdemu taka umowa wystarcza. Autentycznie najlepszy byłby "pomysł rodziców" - wręczamy wam klucz do waszego pokoju. Tu jest czasem i ten problem, że ten pokój był pokojem rodzinnym. On jest oddany z mieszkania, z bólem, bo w tym pokoju coś się tam robiło, jadało się, opowiadało bajki, nie wiem co tam jeszcze, może wisiał portret przodka. I teraz młodzi ludzie są wpuszczeni do pokoju, ale rodzice im mówią: Kochani, wy w tym pokoju mieszkajcie, ale wiecie co, ta szafa - niech ona tu stoi, ten portret dziadka - niech on koniecznie tutaj wisi. A jak będziecie malować, to koniecznie pomalujcie na żółto i pociągnijcie wałkiem w niebieskie różyczki, bo zawsze tak tutaj było. To jest autentyczna trudność rodziców, więc trzeba coś zrobić, żeby podjąć rozmowę: Kochani, bądźcie tak wspaniałomyślni i oddajcie nam ten pokój do końca i pozwólcie nam tutaj - nie wiem - fortepian na suficie postawić, bo mamy taką fantazję; żebyśmy wiedzieli, że to jest do końca nasze, że my możemy tutaj naprawdę czuć się jak u siebie. W jaki sposób to uzyskamy, to nie jest najważniejsze. Ważne, żebyśmy umieli to wyreżyserować i żeby nie było sytuacji takiej, że rodzice powiedzą: No tak, pewnie nas posądzają, że my im wejdziemy, będziemy ich okradać i nie wiadomo jeszcze co robić. A jak bardzo łatwo urazić rodziców. To co, wy się przed nami chcecie zamykać? A to chodzi również o takie sytuacje, zupełnie banalne, że wstaliśmy za późno, że nie zdążyliśmy posłać łóżka, że zostawiliśmy może przybrudzoną pościel, może przysłowiowe skarpetki "stojące" na środku dywanu. Wybiegliśmy z domu, ale wiemy, mamy pewność, że nam mamusia nie wejdzie. Jeśli mamusia wejdzie to wówczas te brudki przestają być nasze, my nie czujemy się u siebie. To jest problem pozornie mały, ale czasem trzeba się solidnie "napocić", by wszystko tak zaaranżować, by było naprawdę dobrze.

     Nie może być sytuacji również możliwego kontaktu wzrokowego. W tych nowych mieszkaniach blokowych są te nieszczęsne drzwi z szybami. To zasłońmy jakąś ciężką makatką czy czymś tę szybę, żeby nawet nie było widać, kiedy się u nas pali światło, a kiedy się nie pali; żeby jak najbardziej ten pokój był namiastką naszego oddzielnego mieszkania.

     Jest jeszcze inny bardzo ważny problem, ja go tutaj na pewno nie rozwiążę, ale chciałbym przed nim ostrzec. Zamieszkanie u rodziców stanowi ogromną pokusę, bo to mieszkanie jest wygodne, tanie i bardzo łatwo doprowadzić do takiej sytuacji, że skoro mamusia gotowała dla pięciu osób, załóżmy, to nie ma sprawy - ugotuje i dla szóstej. Co jej szkodzi dolać trochę wody do zupy, co jej szkodzi troszeczkę więcej chleba kupić itd. Co jej w końcu szkodzi wrzucić dwie pary skarpetek więcej do pralki czy jeszcze jedną koszulę. I my w chwili, kiedy powinniśmy zacząć nowe życie, my właściwie żyjemy tak samo. Marnują się ogromne zasoby energii młodych ludzi, którzy stając na swoim, na nowym, mogliby wiele rzeczy zrobić.

     Jest trudnością zaczęcie prania, jeżeli dotychczas nigdy w życiu tego nie robiłem, czy robiłam. Jest trudnością zaczęcie gotowania, jeśli dotychczas byłem obsługiwany. Nawet posmarowanie chleba może być problemem, bo mamusia zawsze synkowi szykowała kanapeczki na drogę. To są konkretne trudności i my tego się z radością, i bez większych problemów nauczymy natychmiast po ślubie, natomiast nie nauczymy się tego tak łatwo po piętnastu latach, jak już dostaniemy własne mieszkanie. Po latach to będzie ciężarem i okazuje się, że ten ciężar nieraz się obraca przeciwko rodzicom. Im rodzice więcej robią za dzieci - Młodzi są, niech sobie pójdą do kina, przypilnujemy dziecka, niech sobie pójdą; zrobimy to... tamto itd. itd... - tym większe może być ich rozgoryczenie po latach. (...)

     Następny problem - ingerencji rodziców w nasze życie. Robią to zwykle w najlepszej wierze, ale ta ingerencja powinna być bardzo, bardzo ograniczona. Znam sytuację taką, że teściowa - to było jeszcze parę lat temu, kiedy większość rzeczy się załatwiało, nie kupowało - załatwiała wszystko do domu. Żyjąc na tym świecie odpowiednio długo, miała odpowiednie znajomości. Nawet bez oglądania przez młodych kupiła im meble, umeblowała im pokój. W swoim mieszkaniu oddała im pokój i zadecydowała, w którym miejscu koniecznie musi stać ten kupiony przez nią tapczan. Oni chcieli go w innym miejscu ustawić, ale teściowa się na to nie zgodziła - w końcu ona kupiła tapczan i to jest jej mieszkanie. Wynikł z tego drastyczny konflikt.

Tam była dodatkowo trudna sytuacja, że nie było teścia, który być może - patrząc na to z boku - trochę by żonę wyhamował i powiedział: Ty, dajże im spokój, niech oni sobie ten tapczan ustawią jak chcą. Zabrakło dystansu. Ona była tak zaangażowana... Pewnie nocami myślała jak meble ustawić, jak ten tapczan, żeby było najlepiej. Wszystko w dobrej wierze. I wymyśliła być może najlepiej, ale niechby oni sobie wymyślili gorzej, lecz sami. Może by za jakiś czas wrócili do koncepcji mamusi i powiedzieli: Wiesz, mamo, ty od początku to naprawdę dobrze wymyśliłaś.

     Rodzice, nawet nierzadko, ingerują w to, kiedy młodzi mogą sobie pozwolić na dziecko, a kiedy jeszcze nie. Coraz częściej jest sytuacja, że młodzi się pobierają i nie mają jeszcze środków do życia. Rodzice, dając im środki na życie, mówią: W porządku, my wam dajemy, ale żeby nie było dziecka. Można powiedzieć, że w jakimś sensie mają prawo, ale czujemy, jak daleko posunięta jest ta ingerencja.

Rodzice, teściowie powinni unikać wszelkich ingerencji w sprawy, z którymi mogliby sobie sami młodzi poradzić, a w szczególności podejmowania decyzji za młodych. Choćby rodzice podjęli decyzję mądrzejszą od młodych, nie mogą jej podejmować za nich. Nawet w sytuacji, gdy młodzi radzą się rodziców, jak mają coś zrobić, to rodzice powinni się zastanowić: Czy my im damy gotową odpowiedź, czy im tylko troszkę podpowiemy, czy też powiemy: spróbujcie sami dojść do tego. Na pewno jak sami podejmą decyzję, będą mieli z tego większą radość i na pewno te decyzje będą wartościowsze.

     W swojej nadopiekuńczej miłości niestety bardzo często rodzice chcą wszystko załatwić za młodych, wiedząc jak jest lepiej, bo mają doświadczenie. Rzeczywiście, tak obiektywnie z boku patrząc, oni mogą wiedzieć, jak pewne rzeczy załatwiać, jak pewne rzeczy urządzać. Ale nie zdają sobie sprawy jak często w gruncie rzeczy wyrządzają młodym "niedźwiedzią przysługę". Rodzice nie tylko odbierają radość z podejmowania własnych decyzji, ale także utrudniają osiągnięcie pełnej dojrzałości wyrażającej się między innymi samodzielnością i odpowiedzialnością.

     Jeżeli ci młodzi ludzie na razie gorzej sobie radzą niż ich rodzice, to jednak pewne rzeczy sobie poustawiają, a wspólnie przezwyciężając trudności, budują swoją więź. Wspólne przezwyciężenie trudności buduje więź. Jeżeli za nas rodzice porozwiązują wszystkie trudności, to "nie ma na czym" zbudować się prawdziwa więź między młodymi małżonkami.


Jacek Pulikowski




   


Warto zadbać o te sprawy Warto zadbać o te sprawy
Jacek Pulikowski
Jacek Pulikowski mówi, jaką postawę należy przyjąć, aby seks nas nie pokonał, lecz byśmy mogli wygrać dobre życie i szczęście w "tych sprawach". Książkę tworzą krótkie teksty wyjaśniające wiele zjawisk z dziedziny płciowości. ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Córka: 24.01.2017, 08:54
 Przez rok po ślubie mieszkaliśmy sami, w wynajętym mieszkaniu w innym mieście. Z moją mamą-wdową mieszkała moja starsza siostra. Gdy siostra wyszła za mąż i wyprowadziła się do męża i jego mamy-też wdowy, było dla mnie naturalne, żeby przeprowadzić się z mężem, by nie była sama. Mieszkamy razem 14 lat, w międzyczasie kupiliśmy większe mieszkanie (jest nasze, tj. męża i moje, mamy na nie gigantyczny kredyt). Mimo dobrych chęci jest wręcz fatalnie, mama nieustannie komentuje nasze decyzje, zwłaszcza dotyczące dzieci (także przy nich). Niestety ze względu na kredyt nie stać nas na to, by zmienić to mieszkanie na dwa mniejsze obok siebie. Gdybym miała wybierać drugi raz, nigdy nie zdecydowałabym się na zamieszkanie po ślubie razem z mamą. Oczywiście całym sercem chcę się Nią opiekować, ale dziś, po latach, wiem, że można to było zrobić w inny sposób: mieszkając blisko, ale jednak OSOBNO. Jestem dziś strzępkiem nerwów i myślę o terapii małżeńskiej, bo ze względu na dzieci chciałabym mimo wszystko funkcjonować jak najlepiej jako mama i żona. Wszystkich przestrzegam przed mieszkaniem z rodzicami po ślubie, także wtedy gdy są wdowami/wdowcami. Trzeba ich otaczać opieką, ale to nie znaczy, że dobrym rozwiązaniem jest wspólne mieszkanie. Ono chyba niemal zawsze jest rozwiązaniem złym.
 zona: 15.11.2016, 20:10
 Laura, mamy podobną historię, odezwij sie co u Ciebie.
 sda: 03.09.2016, 06:47
 Ja od kilkunastu lat mieszkam obok teściów.Dom jednorodzinny przerobiony na 2-rodzinny.Osobne wejścia,wspólny korytarz,podworko,piwnica. To ja wprowadziłam się po ślubie do męża,wiec dom cały jest męża,teściowie mu go przypisali a działka teściów. Wszystko ok. oprócz jednego. Zanim mieliśmy dzieci to tesciowa przychodziła do na regularne,pod każdym pretekstem,przyniesienia warzyw,jajek,spytania się o coś etc. Jak pojawiły się dzieci,to pretekstów bylo co raz więcej. Do tej pory przychodzi do nas po kilka a nawet kilkanaście razy na dzień!!! Nie mam kompletnie wcale prywatności ani intymności, wchodzi jak do siebie, jak do przysłowiowej "stajni". Odmówiłam juz jej kilka rzeczy,żeby nam nie przynosiła i nic znajduje inne powody,żeby przychodzić. Mam juz taki "chory" nawyk,za jak przychodzi to wstaje i coś zaczynam sprzątać! Chodzi po pokojach,patrzy co gotuje, pyta co robię. Raz przylapalam ja jak szukała po moich kieszeniach w kurtce i torebkach! Dlatego jak wychodzę lub msz wychodzi to zamykamy drzwi,ale jak jestem w domu to i tak jak zamykam drzwi na klucz,to puka co chwile i co,mam.nie otwierać??? Po prostu jestem juz tym bardzo zmęczona, czuje sie ciagle na swieczniku. Były miedzy nami i inne spory ale kompletnie teściom nie ufam, mam do nich niechęć. Z tym, ze tesciu jak do nas zajdzie to raz w tygodniu i to w niedziele a teściowa na co dzień jest od 8-12 razy dziennie a w niedziele tylko 2-4. Nawet pewien psycholog na to zwrócił mi uwagę ale niestety nie dostałam od nikogo żadnej informacji zwrotnej, jak postąpić,żeby zadbać o swoja prywatność!!
 zona: 06.12.2015, 21:29
 Witam ja mieszkam z teściami juz 9 lat i z roku na rok jest coraz gorzej. Pisze to bo moze kogos przestrzege jesli sie zastanawia nad mieszkaniem z tesciami. Teście przepisali dom i gospodarstwo meza jeszcze przed ślubem wiec teoretycznie dom powinien należeć do niego. A w praktyce jest tak ze mamy jeden pokój w ktorym śpimy razem z dzieckiem 8 letnim, i osobna kuchnie. Tesciowa przez to ze mnie nie lubi nie pozwala na remont i zrobienie pokoju dla dziecka. W domu jest jeszcze 5 pomieszczeń: Pokój teściowej w ktorym śpi, pokój teścia bo wygnala go ze swojego pokoju, pokój kuzyna któremu mąż pozwolil u nas mieszkać, pokój siostry męża ktorej pozwolił mieszkać, kuchnia teściowej i pokój dzienny teściowej, i garaż teściowej. Lazienka wspolna. W żadnym z tych pomieszczeń nie moge przebywać, żadnego tez nie pozwala przerobić na pokój dla naszego syna. Wszyscy mogą wszędzie przebywać tylko nie ja. Zaluje ze nie wyprowadzilam sie dawno temu jak zaczynalo byc dziwnie, czyli grzebala nam po szafach, niszczyla niby przypadkiem moje rzeczy, sledzila mnie jak wychodziłam do ogrodu, nastawiala męża przeciwko mnie opowiadając ze np. Nie robię prania tylko powieszam suche rzeczy na sznurku, albo piorę w pralce rzeczy mojej siostry, kiedy mowila na chrzcinach gościom" to to nie jest matka, Monika( jej córka, ktorej życie sie nie ulozylo) to twoja matka. Zapalala mi się ostrzegawcza lampka ale mąż uspakajal żeby się nią nie przejmować i robic swoje. Zaluje. Teraz po 8 latach nadal mamy jeden pokój, nie ma szansy żeby zrobić dziecku pokój mimo tylu pomieszczeń. Tesciowa szantazuje męża ze ma siedziec cicho inaczej zabierze mu gospodarstwo i dom i przepisze komuś innemu z rodziny a on będzie z rodzina w piwnicy mieszkal.smutne ale to są jej słowa które słyszę za każdym razem kiedy domagam sie szacunku dla moje osoby. Zaluje ze zostałam. Tesciowa wszczyna klotnie ze mną o wszystko, byle bzdury ze drzwi nie zamklam jest awantura, gdzie np drzwi są tylko pretekstem zeby zwyzywac mnie od najgorszych.A najgorsze, ze po tylu latach prania mózgu mój mąż juz nie jest mój, nie staje w ogóle w mojej obronie, brzydko sie do mnie odzywa nawet przy dziecku, prowokuje mnie do awantur po czym idzie do matki i mówi zupełnie inaczej ze to ja wszczynam klotnie. Nie wytrzymuje tego wszystkiego, coraz częściej mówi ze mam się wynieść bo on chce miec w końcu święty spokój w domu.Widze ze ma dosyc. Częściej siedzi z matka niż ze mną i synem. A najgorsze ze teraz tesciowa czuje sie pewnie, zaczepia mnie ciągle do awantur, mówi przy wszystkich na mnie " ta szmata" jak idę np do łazienki i to jeszcze tak głośno żebym tylko slyszala. Nikt nie reaguje. Jak nie idę do pracy w sobotę to budzi mnie jej podniesiony glos, obgaduje mnie przy śniadaniu i zawsze jak mnie obgaduje to mówi na tyle glosno żebym slysza, żeby mnie sprowokować do awantury. A najgorsze ze nie ma żadnych oporów i coraz częściej rzuca sie na mnie z pięściami, szarpie mnie za włosy, czasami jej oddam, czasami oberwę. Nikt nie reaguje. Widzę ze reszta domowników tez się jej boi. Co mam zrobić teraz? Dziecko nie chce się wyprowadzać, bo fascynuje je gospodarstwo i wracam po pracy do tego domu tylko dla niego. Z pokoju wychodzę tylko do łazienki, jezeli ide do ogrodu to biorę dziecko ze sobą bo się jej boje. Najgorzej jest latem bo przesiaduje pod drzwiami wejściowymi, żeby wejść do domu musialabym kolo niej przejdc wiec czekam czasem kilka godzin aż sobie pójdzie żeby wejść do domu. Ostatnio słyszałam jak mowila do męża ze ma mnie wygnać bo dziecko juz duże jest to juz matki tak nie potrzebuje i wmawia mężowi, zesiedze tutaj tylko dla ich pieniędzy. Co robic? Czy iść do pomocy społecznej ? Jak mam zyc?
 mama, tesciowa: 09.07.2015, 22:40
 Współczuję wszystkim mieszkającym razem rodzicom i dzieciom. Pomogłam córce 27 letniej usamodzielnić się. Remontowałam zakupione mieszkanie w bloku(własnościowe). Ona leżała w szpitalu chorowała. od -dziestu lat mam chorego męża nie mówi nie pisze po operacji mózgu. ma afazję -nie wszystko rozumie. miałam działkę budowlaną 1500m2 - chciałam mieć jakieś zabezpieczenie na starość. córka wyszła za mąż, urodziła dziecko. Przed urodzeniem dzieciątka płakała jak sobie poradzi. pocieszyłam że damy radę. Mogłam przejść na emeryturę i to uczyniłam. po 4 miesiącach córka - jedynaczka poszła do pracy. zajmowałam się maleństwem, dojeżdżałam do niej do pracy, bo karmiła do 9 miesięcy, dochodziłam z mężem na rehabilitację. Zięć dojeżdżał do pracy wracał o 19 tej. Wszystko na mojej głowie: obiady pranie sprzątanie a Oni do swojego mieszkania jechali na nocleg. Zawsze marzyłam o domku i to mnie zgubiło. Wspólnie wybieraliśmy projekt, młodzi ze względu na koszty nie chcieli podziału na dwa mieszkania. załatwiałam wiele spraw związanych z budową. Notarialnie przepisałam działkę na córkę aby mogła wziąć kredyt. Umowa :moje mieszkanie w bloku zostawiamy dla wnuka, przedszkole nauka itp Młodzi sprzedają mieszkanie, wykończą dom, zamieszkamy razem zobaczymy jak się ułoży. Ja będę pomagać. Córka nie mogła sprzedać swojego mieszkania nie uzgadniając ze mną ogłosiła informację o sprzedaży mojego mieszkania. Poszło na pniu. Ja się zgodziłam ale cały czas w głowie ostrzegawczy dzwonek dzwonił!!!! Po trzech latach doprosiłam się zapisu u notariusza 1/3 działki i zabudowy.Za zapis musiałam zapłacić. Płacę młodym 1/2 opłat ale nie mam ciepłej wody gdy ich nie ma, często słabo ogrzewanie. Po urodzeniu 2 -go dziecka młodzi obiecali ,że będzie niania ale potem zięć stwierdził,że nie będzie dowoził dziecka do niani-3km. To ja mam odebrać starszego 9 latka ze szkoły zająć się małym, rehabilitacją męża i leczeniem własnych schorzeń . Mój organizm nie zniósł obciążeń. Mam depresję, neuralgię barkową i inne choroby ludzi w starszym wieku. Teraz młodzi pracują na zmianę. Chcę żyć swoim życiem jestem tak znerwicowana, zdesperowana ze poszłabym na stancję. Od momentu gdy wymusiłam zapis-chciałam zabezpieczyć męża i siebie-atmosfera pogarsza się każdego dnia. Sama uwikłałam się ,nie sądziłam że moja córka będzie tak bezwzględna. Zgłosiłam się do psychiatry oczekuję na wizyty u psychologa "uciekam" z domu zostawiając męża samego. BARDZO ŹLE SIĘ Z TYM CZUJĘ. ROZMOWY PROWADZĄ DO ..... NAWET DO RĘKOCZYNÓW!! BARDZO ŻAŁUJĘ SWOJEJ I W IMIENIU MĘŻA PODJĘTEJ DECYZJI. TAK DOBRZE DLA NIEGO MYŚLAŁAM. DZIAŁKA BĘDZIE MÓGŁ SWOBODNIE CHODZIĆ.
 wiktoria.: 18.05.2015, 21:53
 witam.razew z mezem mieszkam z rodzicami i dwojka dzieci.mamy wyremontowane poddasze itam sa3pokoje. na 1pietrze mierzka moja siostra z mezem i malutkim dzieckiem.razem wszyrcy mamy jedna kuchnie.problem w tym ze mńja siostra nic nie robi ,siedzi tylko w pokoju i dziebkiem sie zajmuje.ja obiad gotuje ,sprzatam pranie robie a moja matka pracuje2dni w tygodnu.nic jej niepowie zeby cos zrobila tyle razy jej muwi zeby jej muwila a ona nic. pomozcie bo juz psychicznhe nie daje rady.
 wiktoria.: 18.05.2015, 21:04
 witam.razew z mezem mieszkam z rodzicami i dwojka dzieci.mamy wyremontowane poddasze itam sa3pokoje. na 1pietrze mierzka moja siostra z mezem i malutkim dzieckiem.razem wszyrcy mamy jedna kuchnie.problem w tym ze mńja siostra nic nie robi ,siedzi tylko w pokoju i dziebkiem sie zajmuje.ja obiad gotuje ,sprzatam pranie robie a moja matka pracuje2dni w tygodnu.nic jej niepowie zeby cos zrobila tyle razy jej muwi zeby jej muwila a ona nic. pomozcie bo juz psychicznhe nie daje rady.
 ana: 13.03.2015, 17:50
 Od dwudziestu lat mieszkam z mamą w domu moich rodziców. Niedługo po naszym ślubie zmarł mój tato. Nie wyobrażałam sobie zostawić mamy w dużym domu samą. Zostaliśmy i żałować tej decyzji będę do końca życia. Od dwóch lat mam okazję pomieszkiwać tylko z mężem i dziećmi, bo mama pomieszkuje u swej chorej siostry. Mama nigdy nie robiła mi krzywdy, niewiele się wtrąca, wręcz przeciwnie powiedziałabym, że mało co ją obchodzi. Ma swój świat seriali i krzyżówek. Od chwili owdowienia przerzuciła na mnie cały obowiązek utrzymania i opieki nad domem (notabene jej domem). Prócz obowiązków nie dała mi praw.Wy płaćcie , remontujecie, ale dom jest mój. Moi znajomi, rodzina męża w jej domu czują się jak intruzi. Potrafiła drzwiami walnąć przed nosem widząc gości naszych w progu. Nigdy pomagała w opiece nad dziećmi, chodziły do nianiek i przedszkoli.DOpiero po niemal 20 latach małżeństwa dowiedziałam się czym jest radość mieszkania tylko z mężem i dziećmi. Mój syn się usamodzielnił, mieszka sam z dziewczyną w wynajętym mieszkaniu. Córka mówi :nigdy mieszkania z rodzicami. Dziękuję mojemu mężowi, że dał radę to 18 lat wytrzymać. Dam rade wszystkim tu zaglądającym - dajcie dyla póki czas. Czemu piszę dziś? Mama zjeżdża na parę tygodni. Od tygodnia mam depresję, jak zawsze gdy słyszę w słuchawcę "przyjadę".
 Laura: 31.01.2015, 21:45
 jestem po ślubie kilka miesiecy,mieszkam razem z mężem i jego rodzicami w domu,który mąż dostał jako darowiznę od nich.Teściowa niby dobra osoba ale wtrąca sie we wszystko.Przychodzi do nas do pokoju kiedy chce,nawet do łazienki wchodzi gdy ja tam jestem.Kiedy wyjezdzam do swojego domu rodzinnego ona zagląda mi po szafkach,szpera w moich osobistych rzeczach.Niby męza dom ale nic nie mozemy tam zrobic po swojemu.Dom jest duzy a my mamy tylko jeden pokój połączony z kuchnią,resztę zajmuja oni a nam nie wolno z tego korzystać.Ja gotuje obiad dla męza a ona przynosi mu drugi....masakra nie wiem czy wytrzymam tam na dłuższą metę,ale moj mąż chyba nie widzi w tym problemu i to jest najgorsze...
 Karolina: 29.12.2014, 21:05
 A ja chciałabym wszystkich ostrzec przed zamieszkaniem z rodziną po ślubie. Ja i mąż mieszkamy z moimi rodzicami. Przed ślubem bardzo go lubili a po ślubie już mniej. Wszystkiego się czepiają a to że za późno chodzimy spać a to że za głośno otwieramy drzwi a to komu mój mąż kubek zostawia do mycia przed pracą. I starałam się to jakoś załagodzić ale widzę, że zawsze się coś znajdzie czego można się przyczepić. Trochę trudno wyprowadzić nam się na stancję bo mamy tu swój kąt. Jak się wyprowadzić to tylko do swojego ale patrząc na to z drugiej strony ile kosztuje prywatność i spokojne życie? Bo tak naprawdę to ja zbieram potem z dwóch stron i od męża i od rodziców bo każdy chce żyć po swojemu. Trochę tak jest że jak mieszkasz z rodzicami po ślubie to mimo że zarabiasz i płacisz rachunki to i tak traktują nas jak dzieci a nie jak dorosłych.
 Edyta: 25.06.2014, 20:24
 Pani Halino, a może tak Pani córkę wychowała? Niemożliwe, żeby nie miała żadnych zalet? Napisała Pani, że krytykuje, a sama Pani to robi na cały świat. Pracuje jak wszyscy? Znam córki, które nie pracują, rodzice utrzymują i jeszcze nie dostają dobrego słowa. Proszę nie prać i nie gotować córce...zgłodnieje i nie będzie w co się ubrać to zadba o siebie.
 HALINA: 07.06.2014, 19:06
 Kochani, rodzice też mają prawo do intymności, też im czasem przeszkadzacie, krytykujecie, wyśmiewacie. Moja córka pracuje tak jak wszyscy. W domu bardzo rzadko coś zrobi. Obiad raz na tydzień albo dwa potem kłóci się ze swoim mężem kto ma wymyć naczynia. Rzadko sprząta, rzadko pierze-stale krytykuje, nie porozmawia. Mam większy kontakt z zięciem niż z córką.Na święta nigdy nic nie przygotowała. Teraz mają zamiar się wyprowadzić. Życze im wszystkiego dobrego.
 elka: 06.03.2014, 12:06
 Dlatego idealnym rozwiązaniem na zaradzenie takiej sytuacji, jest program Mieszkania dla Młodych! My z mężem skorzystaliśmy i w końcu możemy czuć się swobodnie i cieszyć się własna przestrzenią! Polecamy innym to samo rozwiązanie.
 majka: 17.02.2014, 23:56
 ta
 Aga: 06.02.2013, 01:51
 Wynajmujemy dużym kosztem mieszkanie. Czasem zastanawiam się czy to warte takich pieniędzy ! cała pensja). Z drugiej strony sobie nie wyobrażam zamieszkania z matką lub teściową. No nie i już! Ale czasem żal ściska na samą myśl, że niektórzy nie muszą się tak wyżynać. Mamy dwoje dzieci i samo przebywanie z matkami to katorga - ciągłe uwagi: a załóż mu sweterek, a nie dawaj mu tego, nie karm tak. No masakra. Wracam DO SIEBIE, zamykam drzwi, wyłączam telefon i mogę być sobą i robić po swojemu!
 Felicyta: 24.01.2013, 16:26
 Mieszkam z mężem u teściowej już 2 rok od początku jak się mieliśmy wprowadzać to wiedziałam ze to niedobry pomysł , ale lepszego nie było. Pani artykuł przedstawia bardzo dobrze cała tą sytuację.Po wzięciu ślubu mieszkałam przez miesiąc u moich rodziców mąż w tym czasie robił mi prowizoryczna kuchnie na korytarzu jakieś 1,5 m szerokości kuchenka i zlewo zmywak to był mój warunek żadnego gotowania wspólnie. Dostaliśmy spory pokój wstawiliśmy do niego lodówkę i szafkę żebym miała jak nam przygotowywać posiłki. Moja teściowa nie jest złą osobą nie wyzywa mnie nie robi żadnych uszczypliwych uwag jednak od początku mieszkania dala mi strasznie w kość . Mianowicie za bardzo ingerowała w nasze życie nachodziła nas po kilka razy dziennie o każdej porze dnia i nocy musieliśmy nieraz udawać że śpimy po mimo tego że zamykaliśmy drzwi na klucz to i tak pukała aż do otwarcia jak mieliśmy gości to przychodziła i siedziała z nami.Pytała się i dalej pyta gdzie idę, gdzie byłam jak nie zauważy że wychodzę bądź wychodzimy. Jak coś gotuje po mimo tego że mam osobną kuchnie przychodzi i patrzy co gotuje. Jak jesteśmy ze znajomymi podsłuchuje pod oknami ,a jak zobaczy że ktoś ja widział to tłumaczy to tym że kwiaty pieliła o 12 w nocy:/ . Wchodzi pod naszą nie obecność do naszego pokoju bo ma do niego klucz. I nie widziała do tych czas problemu w niczym podejrzewam że wynika to z tego że ona była przyzwyczajona do tego jak mieszkała z teściami i jej to nie przeszkadzało taki typ człowieka . Jednakże ja czuje się w tym domu jak osoba obdarta z prywatności co nie zrobimy z mężem to ona musi to widzieć albo wiedzieć o tym.Po 2 latach znalazłam na to rozwiązanie powiedziałam mężowi ze ma to załatwić to jego matka i ma z nią porozmawiać. Po rozmowie polepszyło się o tyle ze nie przychodzi do nas jak są znajomi i nie przychodzi wieczorami co prawda zdarzy jej się od czasu do czasu,ale nie już tak często jak kiedyś. Na inne rzeczy nie ma rady dla tego kłamiemy żeby mieć święty spokój. Oczywiście dążymy do tego żeby mieć swój kąt bez teściów bo tu nie będziemy mogli zostać jak będziemy mieli dzieci bo nie zniosła bym niczyjej ingerencji w wychowanie mojego dziecka , albo ciągłych wizyt czuła bym się że mnie ktoś okrada z macierzyństwa. Dodam że nie jestem osobą konfliktową zdaje sobie sprawę z tego że to nie jest mój dom. Do dzisiaj nie trzymam swoich rzeczy ani męża w łazience bo nie ma tam dla nas miejsca nie awanturuję się o półkę na nie, sprzątam ja na zmiany z teściową jak i inne części wspólne nie chodzę do niej nie zaproszona.Trzymam się na dystans żeby mi nie weszła na głowę.
 Renata: 16.04.2012, 06:50
 a ja mieszkam z tesciowa i w sumioe ciocia - druga mam mojego meza chcialaby zyc naszym zyciem razem z jego mama codziennie. I wiecie co? Teraz juz po 7 latach malzenstwa (mieszkam z tesciowa od pol roku) nie przejmuje sie w ogole czy mnie lubi czy nie, jestem mila i staram sie we wszystkim, ale ona zawsze do sasiadek powie ze ona wszystko w domu robi, sluchajcie dziewczyny, chocbyscie zlote byly, one zawsze cos powiedza, cos dokucza , itd... Przestancie sie nimi przejmowac!!!!!!! Zyjcie z mezem bo to z nim macie sie kochac , nie z tesciowa, a tesciowa szanujcie, ale bez zadnych podlizywan, itd, badzcie soba, nie chowajcie sie po katach, to glupstwo....zycze wszystkim powodzenia, my na szczescie wyprowadzamy sie do naszego domku juz za niecaly rok.
 Monka: 06.04.2012, 10:14
 dzięki za te komentarze i za ten artykuł pana Pulikowskiego. wiem jedno, że zbyt dużo stresów przeżywam w pracy by potem męczyć się z przyszłymi teściami w domu.będę dążyć do nawet małego mieszkanka z 1 malutkim pokojem, ale tylko ja i mój przyszły mąż!a Bóg na pewno nam pomoże
 Karolcia : 08.03.2012, 15:03
 ja opowiem co ja mam w domu nawet wytrzymać nie można. Ja dzielę z bratem pokój ale mam męża i dziecko. Pytanie kiedy mama weźmie go z pokoju przecież nie wypada mieć w pokoju małżeństwu brata czy siostrę. to jest dla mnie niedopuszczalne. w sumie mama moja w dupie co gadają jej w ośrodku pomocy postawiła na swoim. ale ja wiem że pani z opieki mi pomoże. W moim domu tak zawsze było . Jak mój brat z żoną i malutkim nie mieli się d=gdzie podziać mamusia ich wzięła bo chce mieć syna przy sobie jest jej kierowcą . bratowa za złe miała to . odbiło się na jej zdrowiu . moja średnia siostra musiała z nimi być bo nie było miejsca już do spania. ja niestety w pokoju rodziców ! to już było przegięcie . potem jak brat wyprowadził sie z zoną mieszkali rok na wynajmowaniu znowu musieli iść do bloku gdzie my mieszkaliśmy ale piętro wyżej za sąsiadów . zadłużyli się znowu mamusia ich wzięła . ja znowu do rodziców spać . teraz ja muszę z bratem głupim alkoholikiem dzielić pokój nie można współżyć bo brat za zasłoną . jak tu normalnie mieszkać
 Kasiula: 14.11.2007, 12:55
 Od dwóch lat mieszkam u teściów, to dobrzy ludzie, kochają swoje dzieci, pomagają nam jak mogą. Szanuję ich zwyczeje bo to ich dom, bo przecież my tylko przejściowo tu mieszkamy. Staram się jak mogę żeby nie zauważać problemów, ale to nie takie łatwe. Mamy jeden pokój (mi to nie przeszkadza) za to wspólną kuchnie - i to już jest PROBLEM. Nie wymagam oddzielnej ale odrobiny swobody, nie dość, że nigdy nie ma miejsca aby coś postawić to jescze naczynia potrafią leżeć całą dobę w zlewie. ( nie jestem jakąś księzniczką żeby miec wszystko dla siebie, umiem się dzielić, kiedys mieszkałam z siostra w jednym pokoju kilkanaście lat) więc..na poczatku myłam wszystko, teraz nie, myję odrazu to co zabrudzę ja lub mój Grześ (mąż). Jak komuś nie przeszkadza bałagan to przeciez nie będe pouczać bo mi nie wypada, ich sprawa, szanuję to. Ja bym tylko czasem chciała mieć kuchnie tylko dla siebie 2 godz wystarczy, chyba że teściowa przestanie patrzec mi sie na ręce jak gotuję (straszne uczucie). Staram się to bagatelizować ale napięcie jest nie do zniesienia, czuje sie jak w więzięniu, żadnej swobody. dlatego często bliska załamania siedzę sama w pokoju i nie chce mi się wychodzić, bo niby po co, żeby słuchać co powinnam robić tak a nie inaczej. Niestety jestem, taka, że nie potrafię się przeciwstawić. Wiem, że Ona nie chce źle, ale to tak bardzo boli, czuje się taka baznadziejna. A może tez powinnam sie wymądrzać, tylko że ja bym się wstydziła. To bardzo wartościowa kobieta i bardzo ją lubie ale nie potrafie się z nią zaprzyjaźnić, a szkoda bo uniknełabym wiele łez. Ja naprawdę nie chce tam niczego psuć, dlatego siedzę cicho, czasem tylko męzowi coś wspomnę. Przyznaje mi rację ale nic z tym nie robi, bo jak jego poucza to on potrafi się bronić. Stałam się nerwowa i zamknełam się w sobie, cięzko cieszyc sie życiem w takiej sytuacji. Trochę mi głupio, że się żale ale tutaj mogę, jestem anonimowa i mam nadzieję że ktoś mnie zrozumie. Tak bardzo bym chciała wrócić do domu, do rodziców, chociaż na godzinkę, poczuc sie jak wtedy, kiedy zycie było takie piekne, niemal sielankowe, ale potem wrócic do mojego kochanego męża. Swój dom, nawet gdyby był stary i brzydki to i tak byłabym szczęśliwsza niż w najpiekniejszym pałacu. Jesze jedno, wydaje mi się, że teściowa jest wobec mnie trochę fałszywa, wiadomo, że chwali swoje dzieci ale to jest już zbyt widoczne i czasem trochę boli.
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej