Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Kościół wobec związków niesakramentalnych

     Związki niesakramentalne to bardzo palący problem naszych czasów zarówno w odczuciu społecznym jak i nauczaniu Kościoła. Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele konstatuje, że: "Spośród licznych spraw, które dziś budzą powszechną troskę, należy rozpatrzyć przede wszystkim następujące: sprawy małżeństwa i rodziny, kultury ludzkiej, życia gospodarczo-społecznego oraz politycznego, solidarności rodziny ludzkiej i pokoju. Niech każdą z tych spraw rozjaśniają zasady i promienie światła przechodzącego od Chrystusa, niech one prowadzą chrześcijan i oświecają wszystkich ludzi w poszukiwaniu rozwiązania tylu powikłanych problemów"! (KDK 46). Dziś, kiedy fala rozwodów zalewa i niszczy społeczeństwo i Kościół, rozwiązanie powikłanych problemów życia małżeńskiego i rodzinnego jest szczególnie aktualne.

Postawienie problemu

     Zgodnie z wezwaniem Soboru należy podejść do wyżej postawionego zagadnienia pozytywnie. W dotychczasowej praktyce Kościoła ludzie pozostający w związkach niesakramentalnych postawieni byli w stan oskarżenia jako ci, którzy nie zachowują Prawa Bożego, nadto łamią kanony dyscypliny kościelnej. Konsekwentnie musieli też ponosić skutki wynikające z sytuacji w której się znaleźli, mimo, że wielu z tych ludzi nie akceptowało owych skutków. Patrząc ze swojego punktu widzenia, odwracali problem i stawiali Kościół w stan oskarżenia pomawiając go o bezduszność wobec ludzkich problemów, a w związku z aggiornamento w Kościele o zacofanie i wsteczne poglądy. Jak widać z powyższego takiego podejście do problemu nie sprzyjało wyjściu stron z konfliktu ku sobie. Mimo ewidentnej odpowiedzialności par będących w związkach niesakramen-talnych za swoją sytuację część tych par zabiegała o utrzymanie więzi z Kościołem, znalezienie jakiegoś status quo w Kościele z gotowością poniesienia pewnych ofiar w tym celu. Psychologicznie prezentuje się ten problem na podobieństwo grzechu pierworodnego, bowiem po spożyciu owocu z drzewa poznania dobrego i złego Adam i Ewa zobaczyli, że są nadzy, to znaczy uświadomili sobie co się naprawdę wydarzyło (Rdz. 3, 6-7).

     Niezależnie od odbioru społecznego tego zagadnienia i racji subiektywnych będących w konflikcie z Kościołem, trudno jest mówić o winie Kościoła. Nie może On, i to trzeba sobie jasno powiedzieć, zrezygnować z wartości zbawczych i powierzonej sobie misji. Do tego zagadnienia jeszcze wrócimy.

     Przyjrzyjmy się temu problemowi najpierw od strony statystycznej. Dane Podkomisji Episkopatu do spraw duszpasterstwa kobiet w Polsce na rok 1982 ukazują powagę i wielkość zjawiska. W latach od 1960 do 1982 roku roczna liczba rozwodów wzrosła o 215%. Dotyczy to szczególnie miast. Dane oparte na Roczniku Demograficznym z roku 1983 wskazują, że w samej Warszawie w 1982 roku na 100 zawartych małżeństw 36,7 uległo rozpadowi. Województwo stołeczne Warszawskie charakteryzuje się nieco niższym wskaźnikiem, bo na 100 zawartych małżeństw 29,9 zdecydowało się na rozwód.

    Rocznik Statystyczny z 1989 roku podaje iż w roku 1989 w województwie warszawskim na 14 400 zawartych małżeństw przypadło 4 600 rozwodów, co daje 32,6%. Nieco lepiej wygląda statystyka ogólnokrajowa. Na ogólną liczbę 246 800 zawartych małżeństw przypada 48 200 rozwodów, co stanowi około 20%, czyli co piąte małżeństwo posiada charakter tylko czasowy. Nietrwałość tych związków rodzi wiele zagrożeń dla samych małżonków, a zwłaszcza .w odniesieniu do dzieci, dla których trwałość rodziny jest fundamentem rozwoju psychicznego, osobowościowego i religijnego. Problem jest tym ważniejszy, że powoduje nieodwracalne, w określonym przedziale czasu przynajmniej, skutki społeczne dla rodziny. Także sam Kościół staje wobec nieskuteczności swoich poczynań duszpasterskich.

    Nadmienić trzeba, że powyższe statystyki obejmują rozwody globalnie, nie wyszczególniając rozwodów cywilnych i stwierdzenia nieważności sakramentu małżeństwa. Problem w całości dotyczy Kościoła, gdyż są to ludzie, którzy w olbrzymiej większości uważają się za ludzi wierzących, bądź związanych z Kościołem.

     Wreszcie uwzględnić też trzeba tak zwane związki wolne, których rejestracji nikt nie prowadzi, w związku z czym nie posiadamy żadnych danych statystycznych dotyczących tego problemu.

     Powiedziałem, że Kościół stawiany jest często w stan oskarżania o bezduszność, brak dobrej woli, zamknięcie na problemy współczesnego świata. Wprawdzie te zarzuty są chybione w odniesieniu do istoty misji Kościoła, to jednak posiadają pewną wagę i nie są pozbawione całkowicie racji w stosunku do metod pracy Kościoła, spełnianych funkcji duszpasterskich. Objawiająca się agresja opinii publicznej zawarta w pomówieniach i wrogości ma swoje źródła w sytuacji małżonków, którzy znaleźli się w potrzasku i są bezsilni wobec stworzonej przez siebie sytuacji.

     Problem występuje jeszcze ostrzej w stosunku do dzieci tych małżeństw czy związków, które w niczym nie zawiniły, a ponoszą konsekwencje błędu czy lekkomyślności swoich rodziców.

     Nasuwa się zatem pytanie, co może zrobić Kościół dla ludzi i ich dzieci, a zwłaszcza tych, którzy uznają swój błąd i dążą do naprawienia swojej wadliwej sytuacji życiowej jeśli to możliwe, a przynajmniej zminimalizowania skutków społecznych i religijnych wobec swoich dzieci. Oczywistą sprawą jest, że okopywanie się w pozycjach obronnych, szczególnie dotyczy to Kościoła, w niczym nie przyczyni się do rozwiązania problemu, a raczej jego pogłębienia. Chcę tutaj podkreślić, że to oferta Kościoła wyjścia naprzeciw tym ludziom może doprowadzić do rozwiązania wielu problemów, a w najgorszym przypadku ich złagodzenia. Ukazanie rzeczywistej sytuacji małżonków będących w konflikcie z wyznawaną wiarą leży w gestii Kościoła i jego charakterze misyjnym.

Związki niesakramentalne

     Termin ten ma dość szeroki zakres i obejmuje wiele sytuacji ludzkich. Zgodnie z nauką Jana Pawła II należy tutaj wymienić:

     1. Katolików żyjących w seperacji i rozwiedzionych, którzy nie zawarli nowego związku małżeńskiego. Nie są oni w bezpośrednim konflikcie z Kościołem na gruncie prawa kanonicznego, ale należy pamiętać, że pozostają w konflikcie sumienia. Często nie akceptują nauki Kościoła o sakramencie małżeństwa, nie ze względu na obiektywną jej treść, ale na wewnętrzne poczucie krzywdy doznanej od współmałżonka i braku pomocy ze strony duszpasterzy. Sytuację jeszcze pogarsza obojętność lub odepchnięcie przez tych ostatnich. Efektem jest obojętność religijna, niewiara, rezygnacja z katechizacji dzieci.

     2. Rozwiedzeni, którzy zawarli nowy związek cywilny. Ci już w pełni treści tego terminu stanowią związki niesakramentalne. Związek, który zawarli, w ich mniemaniu stawia ich poza wspólnotą Kościoła. Słusznie bowiem uważają, że przynależność do tej społeczności związana jest z udziałem w życiu sakramentalnym. Odmowa rozgrzeszenia lub usankcjonowania sakramentalnego nowego związku budzi ich zdziwienie lub gniew poparte agresją i pomówieniami.

     3. Inną grupę stanowią katolicy złączeni tylko ślubem cywilnym nie posiadając żadnych przeszkód. Generalnie rzecz biorąc są to ludzie wykazujący niezrozumienie chrześcijaństwa, wyzwoleni z tak zwanego tradycyjnego katolicyzmu, indyferentni. Związane jest to również z brakiem odpowiedzialności za drugiego człowieka. Nierzadko tkwi w podłożu tych związków egoizm i hedonizm. Nie posiadając żadnych przyczyn obiektywnych i nie licząc się z nimi oparli swe życie na subiektywizmie jako przesłance zasadniczej. Wartości obiektywne podporządkowali własnym interesom.

     4. Wolne związki ludzi, którzy uważając się za wierzących nie akceptują form życia Kościoła. W ich mniemaniu formy życia rodzinnego, małżeńskiego ograniczają ich wolność. Nie dostrzegają oni, że zamienili wolność chrześcijańską formami własnego zniewolenia, narzuconego sobie. Wielu z nich opiera się na względach ekonomicznych lub obyczajowych czy ideologicznych.

     5. Tak zwani zawierający małżeństwo na próbę. Najczęściej są to ludzie, którzy nie wynieśli z domu wartości kultury chrześcijańskiej i ulegli presji propagandy antykościelnej. Przykładem może być książka p. Mysłakowskiego "O kulturze współżycia", który proponuje studentom i młodym ludziom dopasowanie się seksualne przed podjęciem decyzji o małżeństwie. W podłożu tej postawy tkwi nieufność do człowieka i sprowadzenie wartości wewnętrznych do kulturalnego układu zewnętrznego. Nasuwa się pytanie, czy jest on w ogóle możliwy, a jeśli tak, czy pewny.

     6. Istnieje wreszcie jeszcze grupa ludzi, z których jedna strona zawiera nowy związek, druga natomiast, najczęściej porzucona, stara się zachować związek z Kościołem. Ta grupa formalnie jest w porządku ale również wymaga szczególnej troski ze względu na krzywdę i okaleczenie moralne. Szczególnie dotyczy to tych osób, które pozostają samotne z dziećmi.

Misja Kościoła

     Uniwersalizm zbawienia - powszechna wola zbawcza Boga, nie wymaga dzisiaj szczególnego uzasadnienia, jest bowiem po Soborze Watykańskim II szczególnie oczywista. Chociaż nie znaczy to, że oczywistość nauki Kościoła jest oczywistością wewnętrzną na płaszczyźnie świadomości. Ale tutaj wystarczy odwołać się do dokumentów Soboru, a zwłaszcza dwu Konstytucji o Kościele.

     Pewien szok budzi zawsze zetknięcie z tymi, którzy znajdują się gdzieś, na marginesie Kościoła. Dodać tutaj trzeba, iż opinia publiczna o grzeszności człowieka nie musi odpowiadać jego sytuacji wewnętrznej i kontaktowi z Bogiem oraz odwrotnie. Niech posłuży tutaj jako przykład opowiadanie Sw. Łukasza o zaproszeniu Jezusa na ucztę przez faryzeusza (Łk 7, 36-50). W tym spotkaniu faryzeusza Szymona z nawróconą grzesznicą dostrzegamy istotny rys. W wymiarze zewnętrznym tych dwoje należy do różnych światów, a jednak Chrystus prowadzi ich w tym samym kierunku - ku miłości. Jeśli sytuacja zewnętrzna jest klarowna, bo wiemy kto jest kto, to Chrystus wskazuje na ich sytuację wewnętrzną, na miłość. W wymiarze wewnętrznym sytuacja już nie jest tak klarowna i przez Szymona nie w pełni uświadomiona. Wniosek prawidłowy, jaki można wyciągnąć, to ten, że o wewnętrznej więzi z Bogiem decyduje miłość, co akcentuje sam Chrystus. Jest więc zadaniem Kościoła przygotowanie grzesznika do nawrócenia. Wymaga to troski i zwrócenia się ku niemu, aby gdy zaistnieją warunki mógł pojednać się z Bogiem a także i to, by w ostatecznym rozrachunku zwyciężyła miłość.

     Mówiąc o tej grupie ludzi, która jest w konflikcie z Kościołem na płaszczyźnie prawa i miłości, albo samej miłości, a ciągle dość licznej, pamiętać również trzeba o słowach Chrystusa u Mt 9, 12.

     Po powołaniu Mateusza na ucznia spotykamy Jezusa na uczcie u niego wśród celników i grzeszników. Zgorszenie spowodowane tą wizytą prowadzi do dialogu, w którym Chrystus stwierdza, że: "nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają", a dalej: "starajcie się zrozumieć co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Kościół w swojej misji kieruje się ku człowiekowi, ale przyświeca mu zawsze ten podstawowy cel - zbawienie. Jeżeli zaś chce osiągnąć skuteczność swej misji, to nie może zamknąć się w roli strażnika Prawa. Zgodnie z nauczaniem i postawą Chrystusa oczywistym jest, że tylko miłość wyzwala, jednoczy, przemienia.

     Wydaje się, że jest znakiem czasu wymóg, by Kościół zdecydowaniej odsłonił oblicze miłości i miłosierdzia wobec wszystkich, a zwłaszcza co do owiec zaginionych (por. Łk 15, 1-7). To sam Jezus jest Bramą owiec i Dobrym Pasterzem gotowym dać życie swoje za owce, dlatego miłuje Go Ojciec ponieważ pragnie odzyskać te zaginione (por. J 10, 7-17).

     Będzie jeszcze mowa o konflikcie między Prawem a Miłością, ale zauważyć trzeba, że Jezus nie przyszedł znieść prawa, ale je wypełnić (Mt 5, 18). Owo wypełnienie nie jest prostym potwierdzeniem Prawa Bożego Starego Testamentu. Treść tego wypełnienia ukazuje nam Chrystus w swojej egzystencji wypełnionej miłością do Ojca, a objawiającej się w stosunki do drugiego człowieka. Nie tylko w stosunku do wiernych, ale również i do grzeszników, Jezus atawia miłość ponad Prawem, przebaczenie ponad sądem, zawsze, gdy znajduje odzew we wnętrzu człowieka. Można powiedzieć, że pasją Jezusa Nauczyciela i Proroka było prowadzenie ku życiu i wydobywanie ze stanu śmierci, czy letargu ducha ludzkiego.

     Wydaje się więc, że i ten obszar ludzkich problemów winien stać się przedmiotem intensywniejszej troski duszpasterskiej Kościoła. Nakaz Chrystusa wynikający z przykazania miłości jest jednoznacznym wezwaniem pod adresem Kościoła, który w nauce Soboru daje pełną odpowiedź.

     Współczesny świat, jak nigdy, wyczulony jest na różne problemy społeczne. Potrzeba wolności jest dziś dominująca, a zarazem rodzą się nowe formy zniewolenia społecznego i psychicznego. Dążenie do jedności i solidarności rodziny ludzkiej staje się powszechne, tymczasem wybuchają coraz to nowe konflikty rozrywające z trudem budowaną jedność. Problemów tych jest bardzo wiele i stanowią one tło zmagań ludzkich także na polu rodziny i małżeństwa.

     "Dlatego Sobór zaświadczając i wykładając wiarę całego ludu Bożego zebranego w jedno przez Chrystusa, nie potrafi wymowniej okazać swojej solidarności, szacunku i miłości dla całej rodziny ludzkiej, w którą jest wszczepiony, jak nawiązując z nią dialog na temat owych różnych problemów, przynosząc światło czerpane z Ewangelii oraz dostarczając rodzajowi ludzkiemu zbawczych sił, jaki Kościół sam pod przewodnictwem Ducha Świętego otrzymuje od Swego Założyciela.

     Kościół nie powoduje się w tym żadną ambicją ziemską, lecz zmierza ku jednemu tylko, a mianowicie, by pod kierownictwem Ducha Świętego Pocieszyciela prowadzić dalej dzieło samego Chrystusa, który przyszedł na świat, żeby dać świadectwo prawdzie, żeby zbawiać, a nie sądzić, żeby służyć, a nie, żeby Jemu służono" (KDK, 3). Stąd też "radość, nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych" (KDK 1).

Przyczyny

     Stwierdzić tutaj trzeba, że nie sposób uchwycić i skatalogować wszystkich przyczyn postawionego problemu. Należałoby chyba rozprowadzić ankietę środowiskową, a także statystyczną, by móc pełniej określić głębię i zakres rosnącego zjawiska, jak się ono kształtuje w przyczynach. Obecnie bowiem jest ono nam znane w skutkach, a uwidaczniające się zwłaszcza w czasie kolędy w miastach. Dodać tutaj także trzeba, że podjęcie działań w przyczynach daje perspektywę zmniejszenia zakresu zjawiska, podczas gdy zaradzenie skutkom - już powstałym problemom ogranicza te możliwości do minimum.

     Najpierw zwróćmy uwagę na przyczyny natury religijnej z powodu których narasta zjawisko związków niesakramentalnych. Trudno jest ustalić hierarchię przyczyn obiektywnych, gdyż subiektywnie, to znaczy w przeżyciu człowieka, każda z nich wydaje się najważniejsza, prowadząc do rozpadu małżeństwo i nowych związków.

     Wymieńmy zatem:

     - nieumiejętność ułożenia małżeństwa z niewierzącymi lub brak zgody niewierzącego na przyjęcie tego sakramentu,

     - zaniedbanie katechezy często już w wieku szkoły podstawowej i wynikająca stąd obojętność religijną,

     - odmowa posługi sakramentalnej lub religijnej, na przykład pogrzebu, nawet gdy było to uzasadnione istniejącą sytuacją,

     - niezrozumienie wartości sakramentu i negacja wartości ewangelicznych,

     - religijność zewnętrzna, tak zwana tradycyjna, odświętna, niepogłębiona,

     - niezrozumienie godności i przeznaczenia człowieka oraz brak zaangażowania osobowego w problemy wiary, Kościoła, zbawienia,

     - traktowanie Kościoła jako instytucji usługowej i brak kontaktu z księdzem. Przykładem - zamknięte drzwi przed wizytą duszpasterską,

     - wybiórcza akceptacja wartości moralnych, zwłaszcza w dziedzinie życia seksualnego,

     - urazy wobec Kościoła spowodowane postawą katolików, którzy mogą być jedynie antyprzykładem. Do tego dochodzą różnego rodzaju zgorszenia wynikające ze zmaterializowania, czy też braku moralności ze strony wierzących, a czasami i samego księdza,

     - nieumiejętność oraz brak pomocy w rozwiązywaniu konfliktów małżeńskich i rodzinnych,

     - problem zabijania nienarodzonych, zwłaszcza, gdy jedna ze stron zostaje przymuszona do u-czestniczenia w aborcji,

     - niezrozumienie misji i zadań małżeństwa i rodziny jako środowiska zbawczego i poprzestawania na naturalnej wspólnocie losu,

     - lekceważenie wartości wynikających z wiary oraz łaski sakramentalnej,

     Drugą grupę przyczyn odnajdujemy na płaszczyźnie socjologiczno-psychologicznej i kulturowej. Uwzględnić tutaj trzeba:

     - zmianę środowiska wiejskiego na miejskie i związane z tym wyzwoleniem spod presji środowiska i rozluźnienie obyczajowości i moralności,

     - ciasnota mieszkaniowa i związany z tym niski poziom kultury, brak mieszkań dla młodych małżeństw,

     - atmosfera w środowisku pracy i grupie społecznej,

     - zmaterializowanie i duża swoboda społeczna przy jednoczesnym zmniejszeniu autorytetu Kościoła i księdza,

     - problem teściowych, które z pobudek egoistycznych i rzekomych praw do swojego dziecka doprowadzają do rozpadu związku małżeńskiego,

     - duży stopień znerwicowania społeczeństwa i brak i odporności na stresy i problemy codzienności,

     - oddziaływanie środków masowego przekazu - brutalność, zmaterializowanie, pornografia, niszczenię ideałów, brak wychowania do wartości,

     - istnieje jeszcze wiele innych przyczyn losowych takich jak oddalenie i rozejście się ludzi spowodowane drugą wojną światową, której skutki na tym polu trwają jeszcze do dziś, emigracja polityczna np. na skutek wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, emigracja za pracą, konflikty ideologiczne i inne,

     - bieda materialna i niezdolność utrzymania rodziny,

     - nędza moralna: pijaństwo, narkotyki.

     Wystarczy spojrzeć na wymienione wyżej przyczyny by zorientować się, iż wielu z nich Kościół nie jest w stanie zaradzić, gdyż nie posiada ani możliwości, ani też środków. Jednakże jest i wiele takich, wobec których nie może on przejść obojętnie i jest zobowiązany podjąć wysiłek duszpasterski, I w tym właśnie rzecz, by nie zarzucić problemów, których rozwiązanie leży bezpośrednio w gestii Kościoła. Zwłaszcza tych, które wprowadzają człowieka bezpośrednio w proces zbawczy.

     Analizując wyżej wskazane przyczyny zagrożenia zbawienia należy dostrzec jeszcze inny aspekt podziału.

     Na pierwszym miejscu trzeba postawić te, które wynikają z woli człowieka. To sam człowiek, jako osoba podejmuje decyzję i stawia siebie w sytuacji konfliktu z Kościołem. Przypadki, w których nastąpił świadomy nieprawidłowy wybór, z całą pewnością są trudne duszpastersko, a pomoc okazuje się możliwa często dopiero po wielu latach. Dopiero przeżycie negacji wartości chrześcijańskich i jej skutków, przeżycie zła i pustki w odniesieniu do sensu życia, skłania tych ludzi do zmiany postawy i próby szukania pomocy w Kościele.

     Drugą grupę stanowią przyczyny wynikające z okoliczności życia, mentalności środowiska, sytuacji wymuszonych konfliktami, alkoholizmem i jeszcze wiele innych. W tych przypadkach pomoc duszpasterska wydaje się nieco łatwiejsza, gdyż jest już punkt odniesienia. Można się odwołać do człowieka, jego godności, wartości ewangelicznych, ponieważ w nim samym jest dążenie do wyjścia z patowej sytuacji. Dotyczy to szczególnie tych sytuacji, w których chodzi o dobro dzieci. Pamiętać trzeba o tym, iż niejednokrotnie nie będziemy mogli zmienić sytuacji formalnej - prawnej małżonków, możemy im natomiast pomóc zachować wiarę i przygotować ich do pojednania z Bogiem i Kościołem w momencie, kiedy okaże się to możliwe.

     Czytając uważnie ewangelię, dowiadujemy się, że ostatecznie przyczyną podstawową jest słabość ludzkiej natury. Dotknięcie tych ludzi przez Chrystusa w sensie dosłownym, czy w sensie duchowym zmieniało nastawienie tych ludzi do życia, ich wewnętrzną postawę (kobieta cudzołożna, Maria Magdalena, Zacheusz itd.). Odwołanie się więc do człowieka na gruncie miłości powinno pomóc w dotarciu do niego.

Możliwości pomocy

     Jak już zostało powiedziane, jedni będą szukali pomocy sami, ale jak uczy doświadczenie nie jest ich zbyt wielu, do innych trzeba wyjść, wyciągnąć pomocną rękę tak, by dostrzegli w tym troskę Kościoła i ludzką życzliwość. Nie chodzi tutaj o kontakty towarzyskie, czy pewne formy zewnętrzne, ale ukazanie realnych możliwości w konkretnej sytuacji życiowej.

     1. W naturalny sposób, zerwanie więzi z Kościołem prowadzi do izolacji przez środowisko lub samoizolacji. Pierwszą więc możliwością pomocy będzie przezwyciężenie samotności tych ludzi, pozostawionych samym sobie. Najczęściej są oni świadomi swojej winy spotęgowanej powszechną dyskryminacją. To, co możemy uczynić dla nich, to być z nimi w ich cierpieniu, by swoje "być" nie zamienili na "mieć" i nie pogrążyli się we własnym egoizmie i materializmie praktycznym. Dotrzeć do nich można poprzez wizyty duszpasterskie - nie pomijając ich mieszkań. Także przez dzieci, które dotarły na katechizację z woli rodziców, czy też poza ich wiedzą. Wreszcie przez kancelarię parafialną - raczej jednostkom - gdy są zmuszeni załatwić różnego rodzaju zaświadczenia lub przychodzą zamówić intencję na Mszę św. Można też do nich dotrzeć przez ludzi zaangażowanych w życiu Kościoła i chcących coś zrobić dla parafii.

     Wpatrując się w metody pracy Chrystusa musimy dostrzec, że i tych ludzi zamiast wzgardą należy otoczyć miłością, że i oni godni są szacunku i wreszcie duszpastersko jesteśmy za nich odpowiedzialni. Święty Jan Ewangelista umieścił epizod z niewiastą cudzołożną (8, 1-11). Warto zauważyć iż cała sprawa rozegrała się na terenie świątyni. Pomijając problem zasadzki na Jezusa, ujawnia się postawa represyjna faryzeuszy. Jezus stawia problem prawidłowo: "kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci na nią kamieniem". Nie pochwala grzechu, ale i nie potępia człowieka, wzywając do porzucenia grzechu.

     Zatem konieczny wydaje się kontakt z tymi ludźmi, by otworzyć ich na Boże miłosierdzie, wyrwać ich z płaszczyzny przedmiotowego traktowania praw wiary, gdyż większość z nich dobrze wie czego mu nie wolno i jak należy żyć. Przemiana jest możliwa dzięki spotkaniu z Chrystusem przez pośrednictwo duszpasterza.

     2. W tym momencie dochodzimy do drugiego ważnego środka pomocy, jakim jest spotkanie osobowe. Wiara, miłość, przebaczenie, pojednanie wyrasta zawsze z relacji osobowych. Ewangelie uczą nas takiej właśnie postawy. Chrystus wkraczający w życie grzeszników radykalnie zmieniał ich stosunek do życia, do wartości ludzkich, do drugiego człowieka. Zasadniczą barierą, jaka występuje w odniesieniu do ludzi będących w niezgodzie z Kościołem jest konflikt między prawem a miłością.

     "Dla wyjaśnienia tego problemu posłużmy się interpretacją przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 30-37). Kapłan i Lewita, którzy nie udzielili pomocy rannemu uczynili to z powodu prawa, które nakładało na nich obowiązek zachowania czystości rytualnej podczas służby w świątyni. Dialog faryzeusza z Jezusem świadczy o tym, że uczony świadom był tego problemu. Samarytanin zapomniał w tym momencie o wszystkich antagonizmach z Żydami i udzielił pomocy rannemu. Zachęta Jezusa "idź i ty czyń podobnie" jest jednoznaczna. Stać się bliźnim, to okazywać miłosierdzie i w tym widział Jezus istotę stosunku jednego człowieka do drugiego. W rzeczywistości prawo nie jest przeciw miłości, gdyż droga do Świątyni, do Boga prowadzi zawsze przez drugiego człowieka.

     W odniesieniu do związków niesakramentalnych, podobnie jak w stosunku do owego rannego , prawo nie zabrania pomocy, to znaczy okazania życzliwości, miłości. Rany nie odrazu się zagoją, formalne trudności być może nigdy nie znikną, albo dopiero na łożu śmierci, natomiast można ocalić wiarę i nadzieję w zbawczą moc Boga, otworzyć ludzi na dobro, obdarzyć ich zaufaniem.

     Myślę, że ta sytuacja ukazana w przypowieści powtarza się wielokrotnie w konfesjonale. Mamy do czynienia z poranionym duchowo człowiekiem. Możemy go minąć, lub z miłością zająć się nim. Minąć go, to znaczy zasłonić się prawem Kościoła, dyscypliną. Można natomiast ukazać nieprawidłowość sytuacji, ponieważ grzech i łaska nie mogą współistnieć, że nawrócenie wymaga przemiany życia, że najpierw trzeba zlikwidować nieprawidłową sytuację o ile to możliwe. Włączyć penitenta w decyzję, by nieudzie-lone rozgrzeszenie nie było odepchnięciem lub karą, a rozpoczętym leczeniem.

      Można i trzeba organizować spotkania i rekolekcje dla tych ludzi, z miłością ukazać im ich realną sytuację, ale dostrzec w nich człowieka i w tym co możliwe pomóc, a zawsze .okazać życzliwość. W ten sposób można utrzymać żywą więź tych ludzi z Kościołem. Ma to ogromne znaczenie dla uchwycenia dzieci tych rodzin na katechezę. Niektóre parafie oraz wspólnoty podjęły tę pracę i wydaje się, że efekty będą dobre.

     3. Posługa sakramentalna. Spora część tych ludzi, świadoma skutków własnych błędnych decyzji, będzie żar biegała o chrzest własnych dzieci, przygotowanie ich do pierwszej Komunii Świętej. Skądinąd wiadomo, że wielu z nich poprzestaje na osiągnięciu tych celów. Jest więc rzeczą wiadomą, że z tych względów często spotyka ich odmowa.

     Prawo kanoniczne (can 868) nie stawia właściwie żadnych przeszkód do udzielenia chrztu, z wyjątkiem zdecydowanej odmowy rodziców. Natomiast stawia wymóg duszpasterski, konieczność zagwarantowania wychowania religijnego dziecka tak, aby mogło uczestniczyć w życiu sakramentalnym Kościoła. Stąd sakrament ten powinien być udzielany w parafii macierzystej dziecka, a nie innej, jak to dotychczas często bywało, gdyż w parafii własnej można zagwarantować pomoc rodzicom w wychowaniu religijnym dziecka.

     Możliwość udzielenia chrztu, jak i przygotowanie do pierwszej Komunii Świętej jest okazją do kontaktu z ludźmi żyjącymi bez sakramentu małżeństwa. Kontakty osobiste, spotkania grupowe, jak katecheza przygotowująca do życia sakramentalnego ich dzieci, katecheza o sytuacji rodziców, może im pomóc w utrzymaniu więzi z Kościołem, mimo pozbawienia udziału w sakramentach. W oparciu o nauczanie Lumen Gentium (KK 14, 15, 16) trzeba stwierdzić, że jest wolą Kościoła, aby utrzymać tych ludzi będących w konflikcie ze wspólnotą zbawienia na płaszczyźnie wiary przez głoszone im słowo i życie modlitwy. Bowiem tylko na tej drodze można ich przygotować do pełnego udziału w ofierze Chrystusa i zbawienia. Oczywistą jest rzeczą, że praca ta nie może się odbywać kosztem tych, którzy w pełni są związani z Kościołem.

     Zatem organizowane spotkania, katechezy, rekolekcje, winny ukazywać im nadzieję, perspektywę eschatologiczną, która i dla nich jest otwarta. Istnieją też próby stworzenia "kontaktów zaufania", które nie są naśladownictwem sakramentu pokuty (poza konfesjonałem), dla wyjaśnienia problemów osobistych i podtrzymania w zmaganiu o utrzymanie się na gruncie wartości chrześcijańskich. Może również służyć przygotowaniu małżonków do życia w celibacie (zwłaszcza starszych). Innymi słowy chodzi tutaj o formę pośrednictwa duszpasterskiego, które będzie drogą do kontaktu i zachowania więzi z Kościołem.

     Problemem szczególnym jest śmierć i potrzeba katolickiego pogrzebu. Zabiega o to olbrzymia większość tych ludzi. W końcu swego życia zabiegają oni o pojednanie z Kościołem i tę ostatnią posługę. Aby duszpasterz nie stawał w drastycznej sytuacji konfliktu z rodziną, dobrze będzie jeśli podejmie działanie wcześniejsze, przygotowujące do rozwiązania tych trudności. Na wzór dnia chorych, których odwiedza się z posługą sakramentalną można zorganizować odwiedziny ludzi chorych i starszych chcących powrócić na łono Kościoła. Z całą pewnością mogą tu pomóc wierzący świeccy, przygotowujący grunt do takiej wizyty. Stwarza to również szansę dotarcia do całej rodziny, jeśli potrzebuje pomocy duszpasterskiej.

     4. Pomoc pozasakramentalna. Kościół realizuje swoją misję także na płaszczyźnie charytatywnej. W odniesieniu do tej grupy ludzi szczególnie rodzin wielodzietnych, należy się zorientować na ile tej pomocy potrzebują i nie pominąć ich. Dotyczy to środków materialnych, zorganizowania pomocy lekarskiej, troski o opiekę nad samotnymi. Są to raczej środki ubogie, małe, ale otwierające ludzi, budzące zaufanie, tworzące atmosferę.

     Z Ewangelii wiadomo, że Chrystus wielokrotnie zabraniał mówić o swoich dobrych czynach po udzieleniu pomocy potrzebującym, grzesznikom (por. Mk 7, 36). Lecz im bardziej zabraniał, tym bardziej rozgłaszali to, co im uczynił. Nie chodzi tutaj o manipulowanie opinią i propagandą, ale o rzeczywistą pomoc, która jest najlepszą formą reklamy misji Kościoła. Dobro doznane musi się wykrzyczeć. To właśnie konwertyci, pojednani z Kościołem są często najlepszymi świadkami obecności Kościoła wśród ludzi.

     Po odpowiednim przygotowaniu i wytworzeniu właściwej atmosfery (np. przygotowanie parafii przez tematyczne kazania) można włączyć niektórych z tych ludzi do pomocy charytatywnej. Takie próby są już czynione i według opinii duszpasterskiej są bardzo cenione.

     5. Pomoc prawna. W tej dziedzinie głos należy do prawników. Odnowione posoborowe prawo jest bardziej nastawione na dobro człowieka. Przewiduje wielość złożonych, skomplikowanych sytuacji ludzkich, włącznie do nieważności związku małżeńskiego. Nic nie zastąpi tutaj kompetencji prawników. Pomoc należałoby zorganizować na dwóch płaszczyznach. Najpierw wydaje się koniecznym by zorganizować poradnictwo prawne dla rozeznania ludzkich problemów i w jaki sposób można pomóc. Na pierwszym etapie może to uczynić sam duszpasterz zapoznawszy się z Kodeksem Prawa Kanonicznego. Jeżeli stwierdzi, że istnieje możliwość stwierdzenia nieważności związku, sprawę powinien skierować do kompetentnej instytucji. Jednakże ważną jest sprawa zająć się tymi ludźmi z okazji konfesjonału, wizyty duszpasterskiej, czy jeszcze innych, nawiązać kontakt, zaprosić do parafii. Pamiętać należy, że do większości tych ludzi trzeba dotrzeć, gdyż sami nie zrobią kroku we własnej sprawie.

     Dla wielu sprawą ambicji i honoru jest zachowanie incognito wobec własnego środowiska. Dobrze byłoby rozpropagować informacje o punktach duszpasterskich porad prawnych, czy wprost małżeńskich porad prawnych. Wydaje się, że zwłaszcza w parafiach miejskich wymaga to zorganizowania. Ciekawą inicjatywę proponuje ks. Władysław Szafrański w kwestii poradnictwa małżeńskiego. Proponuje zorganizowanie takich punktów w dużych skupiskach wypoczynkowych. Eksperyment okazał się udany, jednakże z całą pewnością nie wystarczający.

     Wiadomą jest rzeczą, że to właśnie duszpasterz opiniuje sprawę przy wniesieniu jej do sądu. Stąd potrzebna najczęściej jest pomoc oczywiście nie w sądzie, a w małżeństwie czy rodzinie. Chodzi o kulturę zachowania godności człowieka, wzajemnego poszanowania. Praktyki uchylania się od tej pomocy mogą okazać się bolesne dla małżonków i w momencie korzystnym dla powrotu do Kościoła, mogą zostać odepchnięci.

Uwagi końcowe

     1. Największa troska biskupa nie zastąpi wysiłków i inicjatywy oddolnej, wyrastającej z parafii. To duszpasterz ma najlepsze rozeznanie środowiska.

     2. W aktualnych warunkach społecznych nie oczekiwać na dyrektywy odgórne, a szukać środków i wypracować je w konkretnych warunkach.

     3. Przykłady:

     - Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości Matki Teresy z Kalkuty,

     - Zgromadzenie Małych Braci, Sióstr od Jezusa.

     Niemożliwe okazuje się możliwe. Służą człowiekowi w każdych warunkach i w każdej sytuacji.

     3. Pamiętać należy, że mamy do czynienia z człowiekiem. Skuteczność pomocy zależy w pierwszym rzędzie od wyzwolenia w człowieku woli zmiany swojej sytuacji, a potem dopiero odpowiednie środki.


Ks. dr Janusz Strojny




   


Dyskretny Przyjaciel Dyskretny Przyjaciel
Giulia Paola di Nicola, Attilio Danese
Kto daje siłę, aby nie ulec pesymizmowi? Kto hamuje zbyt łatwy optymizm? Kto przekonuje o słuszności dokonanego wyboru i powołuje do spotkania tej określonej osoby? Jak zdecydować się na ten wielki krok? Jak zdobyć pewność, że wierność, tak nasza, jak i małżonka, oprze się czasowi?... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Benedykt.: 04.01.2015, 17:58
 Redakcji tego portalu powinny być znane oficjalne kościelne statystyki. O tuż w roku 2010 kościół udzielił 1813 rozwodów z przyczyn: zmuszenia do małżeństwa przez rodziców, niechcianej ciąży, niedojrzałość psychicznej małżonków, brak zrozumienia dla praw, jakimi rządzi się małżeństwo i rodzina, nieskonsumowanie związku, ukrycia przed współmałżonkiem ważnych faktów, które mogłyby mieć wpływ na decyzję o zawarciu związku małżeńskiego (np. poważna choroba, alkoholizm, narkomania, impotencja), a także podawanie się za kogoś innego, bigamia. Ja w swojej nieświadomości żyłem tyle lat i myślałem, że rozwód kościelny można uzyskać jedynie z przyczyn nie skonsumowania związku. Jest to jeszcze jeden sposób na pozyskiwanie dochodów przez kościół, jego obłudę. Dodam jeszcze, że od roku 1989 prawie trzykrotnie wzrosła liczba odwołanych sakramentów małżeńskich. Moim zdaniem blisko tej instytucji do SYMONI.
 ada: 12.08.2014, 13:33
 W tym tekście osoby, które się rozwiodły lub żyją w separacji i nie zawarły żadnego innego związku, żyją same, są podciągnięte pod pierwszy punkt związków niesakramentalnych. Już po tym punkcie ktoś, kto napisał ten tekst jest dla mnie mało wiarygodny. Poza tym przykro mi, kiedy ci ultrakatoliccy małżonkowie mówią tak (cytat nota bene z książki katolickiej): "Jeśli my, przykładne małżeństwo z katolickiej, kościółkowej wspólnoty, chluba całej rodziny, rodzice z trójką ułożonych dzieci, mamy takie problemy w relacji po dwudziestu latach małżeństwa, to co powiedzą ludzie bez ochrony: ci ze związków niesakramentalnych albo żyjący na kocią łapę? Nic dziwnego, że im się to szybko rozlatuje i że się rozstają". Ja wiem, że ultrakatolicy są najświętsi i już lokują się w pokojach niebieskich, a ci z niesakramentalnych na pewno zostaną zamknięci w komórce piekielnej. Tylko w moim środowisku znam katechetów, liderów grup, księży, którzy poszli na lewo z panienkami, zostawiając żony, dzieci i służbę Kościołowi. I znam tych "upiornych" niesakramentalnych, którzy są bardzo dobrymi ludźmi, żyją kochając bliźniego i są ze sobą wiele lat, co traktują jako zadanie do wypełnienia przez siebie samych z miłości do siebie, a nie coś, co im się należy z góry. I do Boga się modlą... może nawet częściej niż co oszołamiaści katoliccy działacze, których często mam serdecznie dość, bo to krętacze, złośliwcy i nieuczynni, bufonowaci mądrale!
 kamil: 02.09.2011, 21:06
 Dlaczego Kościół tak mąci ludziom w głowie i owija w bawełnę? Ktoś, kto zdradził małżonka i wziął ślub cywilny z innym po prostu żyje w cudzołóstwie, a nie w żadnym związku niesakramentalnym. Kościół jakby ze strachem podchodzi do ludzi, którzy rozbili swoje małżeństwa i jest gotów zaakceptowac ich trwanie w grzechu, byle tylko oni nie zapomnieli całkiem o Bogu i posyłali dzieci do kościoła. Taka podwójna moralność i hipokryzja
 Redakcja Adonai.pl: 01.03.2010, 06:36
 Kościół nie akceptuje rozwodu. Natomiast w przypadku przemocy w rodzinie można rozważyć np. separacje.
 ania: 28.02.2010, 22:20
 M: ten tomek chyba upadł na głowę. Jeśli ktoś tu mógłby do kogoś wrócić, to on do ciebie, a gdybym była na twoim miejscu nie chciałabym go widzieć na oczy. Nie rozumiem stanowiska kościoła tej kwestii. Moja babcia rozwiodła się z dziadkiem, bo bił ją, moją mamę i wujka. Teraz babcia nie moze sie spowiadać bo wg kościoła trwa w grzechu. A gdyby pozwoliła dalej bić siebie i dzieci mogłoby dojść do tragedii, i wtedy byłoby ok. Księżom łatwo jest oceniać, ale ich "porady" mają się nijak do życia.
 M:: 09.07.2009, 11:34
 jak tak bedziemy sobie odpowiadac na listy co pol roku, to winszuje! Myslalam ze tu mozna z kims pogadac...
 M:: 09.02.2009, 08:42
 Powiedz mi Tomku jak mam wrocic do mojego meza? przeczytales uwaznie co napisalam? to on mnie zostawil dla innej... wiec?
 P:: 13.01.2009, 21:07
 Droga Iwono; a co z ludzką uczciwością, sumieniem katolika? Czy tylko duszpasterstwo ma dbać o świadomość religijną? Dlaczego ktoś kto się mieni katolikiem nie podejmuje żadnych starań, aby zgłębiać swą wiarę? Twoim zdaniem ksiądz jest odpowiedzialny za duchowe lenistwo wiernego? Zarzucasz brak odpowiedniego przygotowania przedślubnego, pytam wiec ile par narzeczeńskich faktycznie z zaangażowaniem uczestniczy w naukach? A ile rozgląda się tylko za możliwością jak najłatwiejszego otrzymania zaświadczenia o ukończeniu kursu? Prawda jest taka, że spora część polskich katolików XXI wielu, przypomina sobie o Panu Bogu tylko z okazji ślubów, chrztów, itd. Wiedzę z zakresu podstaw wiary posiadają na poziomie ucznia kl. II, który przygotowuje się do I Komunii Św. A i to pewnie niewielu poda Dekalog, nie wspominając o innych przykazaniach. Oczywiście to nie reguła, jednak spora cześć "tak ma". Ignorancja i głupota, zatrzymanie się na poziomie wiary, że Jezus się urodził w szopce pokrytej śniegiem, bo skoro w Polsce w grudniu jest śnieg to musiał leżeć i w Betlejem...świadczy o znajomości konstytutywnych zagadnień wiary. Ciągle się czegoś tylko oczekuje, niczego nie oddając.
 Tomek: 06.12.2008, 23:01
 M masz wrócic do swojego meza jestes z nim zwiazana przysiagą małzeńską.
 M:: 06.12.2008, 15:55
 Czy ktos wogole sie interesuje co my piszemy na tej stronie? Zadalam pytanie 9 miesiecy temu i niema wciaz odpowiedzi... Zreszta nie tylko ja czekam
 Iwona: 20.03.2008, 14:45
 Dlaczego tak łatwo udziela się ślubów w Kościele Wiele osób przyjmuje ten sakrament bez żadnej świadomości religijnej a czasami wręcz mechanicznie. Czy to jest zgodne z nauką Chrystusa. mam wrażenie ,że spadła by wtedy ilość ślubów zawieranych w kościele i wpływy finansowe w parafiach. Powinno się dobrze przygotować kandydatów : czy są i chcą być naprawdę chrześcijanami. tak wszystko się rozmywa i traci swój sens i wartość. Znam wiele osób, które po ślubie nie chodzą do kościoła a nawet są do niego wrogo nastawieni, nie aprobują podstawowych zasad wiary. Nie wiem o co tu chodzi. Jeśli Kościół tego nie zmieni to będzie coraz gorzej.
 M:: 10.03.2008, 18:21
 Jestem 11 lat po rozwodzie cywilnym, lecz w dalszym ciagu jestem zwiazana z moim ex-mezem w Kosciele... czy to oznacza ze musze byc sama do konca zycia? On ma juz 4-ta zone a ja wciaz sie borykam z problemami i trojka dzieci.
 Ania: 10.05.2007, 11:25
 Czy trwają w związku nieskaramentalnym mozna byc zbawionym? czy taki zwiazek przekresla czlowieka i po smierci "idzie" on do piekla?
 Andrzej: 24.01.2007, 23:29
 Dlaczego od razu "uniewaznić"? Przecież dla Pana Boga, który uswięcił Wasz związek swoim sakramentem nie ma rzeczy niemozliwych! Cuda się zdarzają - dzieki wierze w Boga i współpracy z laską sakramentu małzeństwa. Zapraszam na strony wspólnoty trudnych małżeństw SYCHAR: www.sychar.alleluja.pl www.kryzys.org
 E: 03.01.2007, 00:28
 Mam pytanie.Czy mozna uniewaznic małzenstwo kiedy rok po slubie 2 strona zostawi męża i nie chce ani sepacracji ani ratowania, nie podejmuje zadnej walki?czy taka porzucona osoba ma juz całe zycie byc sama? czy to nie okrutne i niesprawiedliwe?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej