Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
O współżyciu i czystości małżeńskiej

     Chciałbym w tym artykule skomentować fragment jednego z listów, który - jak sądzę - odzwierciedla pytania i problemy wielu małżeństw. Czytelniczka, nazwijmy ją Agnieszka (nie jest to jej prawdziwe imię), pisze: "Bóg zawsze był mi bliski i za łaskę z Jego strony uważam to, że przeczytałam Wasz artykuł, chociaż przewrócił on całe moje życie do góry nogami. Nie stosowaliśmy z mężem środków antykoncepcyjnych, a dni płodne określam od lat metodą objawowo-termiczną. Jednak podczas dni płodnych nie zachowywaliśmy całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej. Pieściliśmy się nawzajem aż do całkowitego zaspokojenia. Zawsze uchodziliśmy za wyjątkowo dobraną parę. I naprawdę uważaliśmy, że bardzo się kochamy, a każde zbliżenie wypływało z miłości. [...] Mąż nie widzi żadnego logicznego wytłumaczenia, aby zachowywać całkowitą wstrzemięźliwość w czasie moich dni płodnych. Twierdzi, że właśnie dlatego, że mnie kocha, chce mnie przytulać, czuć moje ciało, być blisko mnie i dotykać. A konsekwencją tej bliskości jest rosnące w nim podniecenie. Nie widzi nic złego w tym, aby zaspokajać się pieszczotami, bo to wypływa z miłości i oddania, a jednocześnie przybliża nas do siebie, coraz bardziej umacnia naszą miłość i wierność sobie nawzajem."

     Zło jednych grzechów jest oczywiste, innych zaś mniej.

     Oceniając np. kradzież, pobicie, zabójstwo, pijaństwo itp. nie mamy wątpliwości, że popełniono grzech. Czasami jednak zaciera się nam granica między dobrem a złem. Nie zawsze zło moralne jest oczywiste w naszych oczach (zawsze jest oczywiste w Bożych oczach). Mówimy np.: "Ale ja (my) - przecież nikomu nie szkodzę". Przekraczanie norm moralnych danych przez Boga przynosi zawsze, wcześniej czy później jakąś szkodę, rani nas, niszczy. Grzech niszczy człowieka! Ze złem moralnym zawsze powiązane jest cierpienie, które ujawni się prędzej czy później . Przykazania Boże zostały nam dane nie po to, aby nas ciemiężyć, "ograniczać wolność" itp., lecz aby uchronić nas od cierpienia, a wskazać drogę do szczęśliwego, pełnego życia. Bóg nasz - dobry, troskliwy, a równocześnie wszechwiedzący Ojciec - wie jak mamy żyć, aby to życie było szczęśliwe już tu na ziemi, a po śmierci stało się doskonale szczęśliwe na całą wieczność.

     Kościół, kiedy naucza oficjalnie w sprawach moralnych, nie głosi prywatnych teorii księży, biskupów czy papieży, ale przekazuje Bożą wolę, a później, nie zmuszając nikogo do jej pełnienia, może tylko modlić się usilnie, aby została ona przyjęta. Wie, że człowiek nie zdoła inaczej osiągnąć prawdziwego szczęścia, którego pragnie całą swą istotą, jak tylko zachowując Boże prawa. Człowiek w swojej wolności może jednak odrzucić, pogardzić Bogiem - swoim dobrym Ojcem.

     Ważne, byśmy uwierzyli (skoro nazywamy się wierzącymi) w miłość Boga i Jego Kościoła do nas także wtedy, kiedy naucza prawdy trudne do zrozumienia czy wypełnienia. Mówią niektórzy, że nie zgadzają się z tym, co naucza Kościół w sprawach etyki seksualnej. Czy mogą wiedzieć lepiej, niż Bóg? Może lepiej powiedzieć: "Nie rozumiem" i poszukiwać zrozumienia. Nie tyle czekać, aż ktoś nas przekona o słuszności nauki Kościoła, co samemu poszukiwać prawdy. Nie można też czekać z wypełnieniem Bożych przykazań aż do chwili ich zrozumienia. Konstruktywną postawę przyjęła p. Agnieszka. Jej list jest prośbą o wytłumaczenie pewnych zasad, które, po przeczytaniu artykułu, zdecydowała się z całą stanowczością spełnić. Postaram się wytłumaczyć poruszony problem jak najlepiej potrafię. Gdyby jednak nie udało mi się kogoś przekonać, nie znaczy to oczywiście, że istnieje jakaś niedoskonałość w nauce Kościoła, ale świadczy to wyłącznie o mojej własnej nieudolności.

     Czy "zaspakajanie się pieszczotami" czyli tzw. petting, albo - mówiąc po prostu - wzajemna masturbacja, przybliża małżonków do siebie, "umacnia miłość i wierność sobie nawzajem"? Skoro sam seks umacnia miłość, można sądzić, że im więcej seksu, tym więcej miłości. Gdybyśmy poszli dalej za tym rozumowaniem, musielibyśmy dojść do wniosku, że ci małżonkowie, którzy współżyją ze sobą np. raz w tygodniu, miłują się mniej niż ci, którzy współżyją dwa razy w tygodniu, a ci z kolei mniej, niż współżyjący codziennie. Musielibyśmy także stwierdzić, że wraz z wiekiem, a więc maleniem aktywności seksualnej, zanikałaby również miłość małżeńska. Jak się to dzieje - można by także zapytać - że mimo niewątpliwego wzrostu aktywności seksualnej, w tym małżeńskiej, w ostatnich kilku dziesięcioleciach, wzrasta liczba rozwodów? Powinno być przecież odwrotnie!

     W USA w roku 1950 rozpadało się w ciągu roku jedno na 36 małżeństw, a w 1995 jedno na 8. (Oblicza się - nawiasem mówiąc - że prawie połowa Amerykanów do lat dziewiętnastu przejdzie przez dramatyczne doświadczenie rozwodu swoich rodziców. Z tej liczby kolejna połowa przejdzie przez drugi rozwód. Czy to ma być wyraz miłości, której źródłem jest seks?). Można pójść jeszcze dalej w powyższym rozumowaniu. Skoro seks umacnia miłość, to należy zalecać przedmałżeńskie współżycie, a najlepiej w ogóle tzw. "wolną miłość". Gwiazdy pornograficznych filmów i panie lekkich obyczajów powinne być, w związku z tym, najbardziej kochającymi osobami na świecie... Oczywiście są to absurdalne wnioski. Nie każde działanie seksualne na jakie się ma ochotę umacnia miłość. Nie seks jest źródłem miłości, a więc sam z siebie nie pomnaża jej. A jednak współżycie seksualne może i powinno umacniać miłość małżeńską. Taki jest jeden z zaplanowanych dla niego przez Boga celów. Kiedy więc spełnia się ów cel, a kiedy nie? Umacnia miłość tylko takie działanie seksualne, które jest zgodne z wolą Bożą, z planem Bożym. Nie wszystko wolno małżonkom, bo nie wszystko jest dobre! Świadectwo zawarcia ślubu nie jest pozwoleniem na robienie wszystkiego, na co się ma ochotę. Jedno działanie seksualne może być Bogu miłe, błogosławione przez Niego, święte, inne zaś obrażające, bo grzeszne "...miłość jest z Boga" - pisze św. Jan (1 J 4, 7). Bóg jest źródłem miłości! Działanie wbrew Bogu oddziela od źródła miłości, a w konsekwencji rujnuje miłość małżeńską, a nie umacnia!

     Masturbacja jest poważnym nieładem moralnym, bez względu na to, czy odbywa się przed zawarciem małżeństwa czy po, w samotności czy "z pomocą" kogoś. Ten ostatni przypadek - tzw. grzech Onana - opisuje Księga Rodzaju (30, 8-10).

     Miłość. A co to właściwie znaczy: kochać współmałżonka? Mówi się obecnie coraz więcej o "kochaniu się z kimś", a coraz mniej o "kochaniu kogoś". To pierwsze wyrażenie oznacza - jak wiadomo - współżycie seksualne. Czyli miłość = seks, seks = miłość? Ośmielę się stwierdzić, że wielu ludzi, w tym małżonków, stawia znak równości między seksem-pożądaniem, a miłością. To, że podoba mi się żona (mąż), że czuję do niej (do niego) fizyczny pociąg, że jest nam "dobrze ze sobą", że "kochanie" czy współżycie seksualne przynosi nam dużo przyjemności, wszystko to nie świadczy, że się kochamy czyli miłujemy. Miłość to nie to samo co fizyczny pociąg, cielesna atrakcyjność, pożądanie, przyjemność seksualna. Nie zadowalajmy się taką koncepcją "miłości"! Prawdziwa miłość to coś dużo, dużo więcej, albo nawet coś zupełnie innego.

     Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Młode małżeństwo. Kochają się "do szaleństwa". Przez pierwszy "miodowy" rok wszystko idzie jak z płatka. Podobnie mija drugi rok. Ale później przychodzi tragedia. W wypadku samochodowym żona zostaje ciężko ranna. Z uszkodzonym kręgosłupem leży w szpitalu przez długie miesiące. Prognoza lekarzy jest nieubłagana: do końca życia pozostanie sparaliżowana. Młode małżeństwo! Czy rzeczywiście kochali się "do szaleństwa"? Albo było to może tylko zakochanie, zauroczenie, zafascynowanie ciałem, pożądanie? Czy małżonek uzna, że ma prawo do normalnego życia, także seksualnego? Czy znajdzie sobie kogoś innego? "Miłość nigdy nie ustaje" - pisze św. Paweł (1 Kor 13, 8). Prawdziwa miłość nigdy nie ustaje. Warto zastanowić się, co zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. Nie można prawdziwie kochać bez wzoru miłości aż do ofiary na krzyżu, bez perspektywy życia wiecznego, bez jedności z Bogiem - jedynym źródłem miłości.

     A jakie wzory relacji międzyludzkich proponują mass media? Mass media, a zwłaszcza TV pokazuje nam stale ludzi jak gdyby żywcem wyjętych z Listu św. Pawła do Tymoteusza: "A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga (2 Tym 3, 1-4). Weźmy to ostatnie, jakie trafne określenie: "miłujący bardziej rozkosz niż Boga". Dla "bohaterów" może 95% filmów pokazywanych w telewizji, a które z takim zainteresowaniem oglądają każdego dnia "wierzący w Chrystusa", ważniejsza jest rozkosz niż Bóg. Czy można się dziwić, że później tak wielu ma trudności ze zrozumieniem i praktykowaniem Bożych zasad dotyczących współżycia seksualnego? Czy nie czas zaprzestać tej auto-indoktrynacji przez wiele godzin dziennie? Dla swojego własnego dobra!

     Czy "pieszczenie się nawzajem aż do pełnego zaspokojenia..." umacnia wierność sobie? Słyszę tutaj echo pokutującego wśród kobiet mitu, że męża trzeba stale zaspokajać seksualnie i robić to tak jak on tego chce, w przeciwnym bowiem wypadku znajdzie sobie kogoś innego, kto będzie to robił. Jest to mocno upokarzająca dla mężów teoria ponieważ zakłada, że reagują oni seksualnie jak zwierzęta w czasie rui, tzn. nie mają żadnego innego wyboru jak tylko pójść za każdym seksualnym impulsem. Człowiek to nie zwierzę! Ma wolną wolę i może przy jej pomocy sterować swoimi zachowaniami seksualnymi.

     Niestety bywa, że w tym micie jest jakaś cząstka prawdy. Niektórzy mężczyźni stali się bowiem tak uzależnieni od seksu jak można być uzależnionym od alkoholu czy narkotyków. Spełnianie przez żonę wszelkich zachcianek seksualnych męża, bez liczenia się z zasadami moralnymi, prowadzi właśnie do uzależnienia. Taka bowiem "dbałość" o potrzeby męża rozbudza w nim pożądanie, nad którym może w końcu stracić kontrolę. (Mogło to już nastąpić w okresie przedmałżeńskim). Współżycie małżonków ma być wyrazem miłości a nie pożądania. Pożądanie trzeba umieć wziąć w karby, poskromić, "uśmiercić" - jak mówi św. Paweł: "Zadajcie więc śmierć temu | co przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy..." (Kol 3, 5). A cóż znaczą słowa: "A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami" (Gal 5, 24)? Kiedy to czynić, skoro nigdy nie zachowuje się wstrzemięźliwości? Potrzebna jest okresowa wstrzemięźliwość; czas uczenia się panowania nad sobą, krzyżowania namiętności, poskramiania ciała, abyśmy to my byli jego panami, a nie ono naszym.

     Pożądanie jest złem. Przez jego prymat stopniowo zaczyna się widzieć w małżonce głównie - jeśli nie jedynie - ciało. Traktuje się ją jako narzędzie do zaspokajania nieopanowanej namiętności. Współżycie staje się stopniowo coraz bardziej bezbarwne, płytkie, mechaniczne, jak każdy nałóg. Czyż mało kobiet cierpi przez to, że ich mężowie stali się niewolnikami seksu?

     Dużo seksu w małżeństwie wcale nie umniejsza prawdopodobieństwa zdrady! Seks nie zawsze wzmacnia miłość, może też umacniać pożądliwość, a tym samym zwiększa prawdopodobieństwo zdrady. Pożądanie bowiem ma tendencję do rozrastania się. Pożądanie jest przecież nienasycone, szuka wyuzdania, szuka nowości, "uśmierca miłość".

    Potrzebne jest małżonkom zachowanie okresowej wstrzemięźliwości. Uczy ona panowania nad sobą. O owocach owej umiejętności samokontroli pisze papież Paweł VI w encyklice "Humanae vitae": "...to opanowanie, w którym przejawia się czystość małżeńska, nie tylko nie przynosi szkody miłości małżeńskiej, lecz wyposaża ją w nowe ludzkie wartości. Wymaga ono wprawdzie stałego wysiłku, ale dzięki jego dobroczynnemu wpływowi, małżonkowie rozwijają w sposób pełny swoją osobowość, ubogacają się o wartości duchowe. Opanowanie to przynosi życiu rodzinnemu obfite owoce w postaci harmonii i pokoju oraz pomaga w przezwyciężaniu innych jeszcze trudności, sprzyja trosce o współmałżonka i budzi do niego szacunek, pomaga także małżonkom wybyć się egoizmu, sprzeciwiającemu się prawdziwej miłości oraz wzmacnia w nich poczucie odpowiedzialności. A wreszcie dzięki opanowaniu siebie rodzice uzyskują głębszy i skuteczniejszy wpływ wychowawczy na swoje potomstwo..." (21).


Jan Bilewicz


Publikacja za zgodą redakcji

nr 9-10/1998



Miłość nigdy nie ustaje Miłość nigdy nie ustaje
Anna Matusiak (oprac.)
Album ten to niezobowiązujący prezent dla PAŃSTWA MŁODYCH. Będzie on dla obdarowanych niezwykłą pamiątką niezwykłego wydarzenia, jakim jest zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego. Jest w nim miejsce na zdjęcia. Eleganckie wydanie, ze złoceniami na okładce.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Niezaspokojony: 24.01.2017, 22:32
 W większości komentarzy zawarte jest co chciałbym napisać. Miłość bez seksu to miłość "ułomna", miłość dla impotentów, czyli ludzi chorych.
 Ania: 16.10.2016, 03:26
 do gosia: 27.11.2007, 22:53 Ty nie powinnaś "pożądać" męża, Ty go powinnaś pragnąć...
 Agnieszka 89: 23.05.2016, 19:42
 Troche to dziwne wszystko. Nie wyobrażam sobie, że gdy wejdę w małżeństwo z tym jedynym mężczyzną to będę mogła się z nim kochać raz lub pare razy na miesiąc a reszta to grzecznie trzymamy się za rączki... a tak na prawde oboje będziemy pragneli zbliżenia.. to może spać w oddzielnych łóżkach. Mam 27 lat jestem dziewicą i kiedy na studiach na zajęciach z biologii prowadzący mówił już kobiety wiedzą kiedy mają dni płodne, wtedy nie wiedziałam o co mu chodzi. Zrozumiałam po 2 latach, kiedy to nawet nie wiem skąd właśnie w dni płodne mój popęd seksualny sięga zenitu. Tłumaczę sobie to tym że jest to właśnie najlepszy czas na dzieci.. no ale najpierw maż :)
 religijnaaa: 21.11.2015, 18:48
 pożądanie to zło - co za bzdurami karmicie ludzi, po to Bóg stworzył pożądanie między kobietą a mężczyzną aby mogli czerpać przyjemność z aktu seksualnego. Bez pożądania nie ma seksu! I nigdzie Bóg nie powiedział że wzajemne pieszczoty małżonków są czymś złym. Nie karmcie ludzi tymi bzdurami i nie róbcie wody z mózgu - Bóg nie jest taki jak tu przedstawiony
 religijnaaa: 21.11.2015, 18:45
 pożądanie to zło - co za bzdurami karmicie ludzi, po to Bóg stworzył pożądanie między kobietą a mężczyzną aby mogli czerpać przyjemność z aktu seksualnego. Bez pożądania nie ma seksu! I nigdzie Bóg nie powiedział że wzajemne pieszczoty małżonków są czymś złym. Nie karmcie ludzi tymi bzdurami i nie róbcie wody z mózgu - Bóg nie jest taki jak tu przedstawiony
 żona: 10.10.2015, 15:22
 Wiecie co, jestem 10 lat po ślubie, staraliśmy się zawsze żyć wg Bożych zasad, mamy 2 dzieci za planowanych , od zawsze stosujemy tylko NPR ale...widzę od wielu lat, że to sztuczne oddalanie się od siebie poprzez NPR powoduje chłód w naszym małżeństwie a w III fazie to ja nie mam ochoty na seks i się muszę zmuszać a w II fazie uwielbiamy się pieścić bez stosunku, bo oboje mamy wieeeelką ochotę na seks a więcej dzieci już nie planujemy i jest cudownie i umacnia to naszą miłość. Mąż też uwielbia jak czasem tylko jego popieszczę i ja też to lubię i on potem nie pozostaje dłużny w ciągu dnia potem, jest bardziej czuły, wyrozumiały etc.. Każde małżeństwo ma swoją historię i swoje sposoby na związek. Nie można wszystkich temperamentów seksualnych wpasować w ramy NPR bez innych pieszczot itd.itp. Przez wiele lat spowiadałam się z pieszczot w okresie płodnym (mąż nie) ale nawet O.Knotz w swojej książce pisze, że wolno w II fazie się pieścić byle orgazmu nie było (no i to jest właśnie totalna abstrakcja ).
 Doradca: 10.07.2015, 14:21
 (UWAGA,nad niniejszym komentarzem trzeba pomyśleć kilka razy zanim z Hejtujesz)Jeżeli dwie osoby bardzo się kochają,MIŁOŚĆ PRAWDZIWA, to mogą czerpać przyjemność(zastanów się nad znaczeniem tego słowa)z bliskości,nie potrzeba im seksu.Po prostu się kochają.Lecz seksu też nikt nie zabrania.To najwspanialsze okazanie miłości,choć nie zawsze jest wykorzystywane jak powinno...Można pieścić,ale nie miejsca intymne(masturbacja)bo to iluzja seksu(też się zastanów nad znaczeniem).
 edek: 30.04.2015, 17:46
 no to moja żona właśnie stosuje metodę zabijania libido, na okres płodny, tylko, że potem nie jest wstanie wrócić do normalnego życia z mężem i kończy się na krótkim programie obowiązkowym. Jakoś nie wydaje mi się, że taki jest Boży Plan względem męża i żony. A mąż od 20 lat stara się i zabiega... jak długo jeszcze.
 złygmunt: 08.04.2015, 04:28
 Stwierdzam cenzurę tj. niedopuszczenie tekstu do publikacji
 złygmunt: 08.04.2015, 04:14
 Uważam, że wzajemne pieszczoty małżonków tylko cementują ich wspólnotę. A im silniejsza więź tej wspólnoty tym lepiej. Na wielkopostnych rekolekcjach ksiądz z naciskiem mówił, że obowiązkiem męża jest dbanie o wszelkie potrzeby żony, w tym i pieszczoty. A tutaj próbuje nam się wmówić, że najlepsza jest wzajemna oziębłość małżonków, bo tak to odczytuję.
 ADKI: 31.03.2015, 07:52
 Jesteśmy małżeństwem z ponad 25 letnim stażem. Niestety bezdzietnym mimo,że o to nie zabiegaliśmy. Współżyjemy ze sobą, nasienie zawsze składane jest w pochwie żony.Mamy problem .Podczas normalnego współżycia żona nie osiąga satysfakcji,którą jest w stanie osiągnąć podczas pieszczot manualnych. Jako kochający mąż staram się zapewniać żonie taką satysfakcję.Czy to coś złego?
 kochająca: 13.02.2015, 19:39
 Ja widzę to tak. Pożądanie jak ktoś już wyżej napisał pojawia się zazwyczaj w dni płodne. Dlaczego? No dla mnie jasne. Po to właśnie żeby współżyć i być może jeśli Bóg da pocznie się z tego właśnie współżycia dzieciątko. Możemy zatem współżyć jeśli odczuwamy to właśnie pożądanie, ale za każdym razem trzeba się liczyć z tym,żę może przybędzie nam kolejny członek rodziny :-) No a jeżeli podejmujemy decyzję, że już nie chcemy mieć żadnych dzieci to tym samym decydujemy się na to, że nie będziemy współżyć. No dla mnie to logiczne i proste. Mamy z mężem 2 dzieci i podjęliśmy decyzję,że na 2 poprzestaniemy i powstrzymujemy się od współżycia chociaż czasami to trudne. Zdajemy sobie jednak sprawę,że jesteśmy tylko ludzmi i może ulegniemy, ale wtedy też liczyć się trzeba z tym ,że może za 9 miesięcy będziemy mieli kolejnego bobasa i tyle :-)
 rys: 13.10.2014, 23:39
 Z tego wynika ze malzenstwo jest bardzo niebezpieczne i zagraża zbawieniu lepiej sie nie żenić ponieważ codzienne dzielenie łoża to okazja do silnych pokus i ciężkiego grzechu.
 basia: 16.06.2014, 11:24
 W takim razie jak przetrwać dni płodne,bo wtedy jest największe pożądanie.Nie chcę spać osobno i odwracać się od męża, mam pozostawać obojętna wobec jego pieszczot i zalotów ,kiedy się zatrzymać,aby nie przekroczyć granicy i nie zgrzeszyć?
 Basia: 29.09.2013, 18:42
 Czytając powyższy artykuł nie mogę się opszeć wrażeniu, że większośc argumentów jest mocno naciąganych;-( Mimo najgłębszych starań nigdy nie rozumiałam, dlaczego pieszczoty małżonków, zakończone orgazmem -bez penetracji-mają być złem. Czytam ,czytam i dalej nie rozumiem....cyt:"Czy "pieszczenie się nawzajem aż do pełnego zaspokojenia..." umacnia wierność sobie? Słyszę tutaj echo pokutującego wśród kobiet mitu, że męża trzeba stale zaspokajać seksualnie i robić to tak jak on tego chce, w przeciwnym bowiem wypadku znajdzie sobie kogoś innego, kto będzie to robił. Jest to mocno upokarzająca dla mężów teoria ponieważ zakłada, że reagują oni seksualnie jak zwierzęta w czasie rui, tzn. nie mają żadnego innego wyboru jak tylko pójść za każdym seksualnym impulsem. Człowiek to nie zwierzę! Ma wolną wolę i może przy jej pomocy sterować swoimi zachowaniami seksualnymi. ". Ale przecież-mówimy tu o obopulnym pragnieniu zbliżenia, a nie zaspokajaniu męskich, "samczych pragnień! A nawet, jeżeli czasami kobieta chce zaspokoić pożadanie męża, to czy nie jest to też rodzaj daru? Każda z nas wie, jak to cudownie widzieć spełnienie w oczach ukochanego. A on nie pozostaje dłużny. Eh.....tam, gdzie szacunek wzajemny, nie będzie nadużyć! O to się przecież rozchodzi, a nie o częstotliwość współżycia, czy rozpamiętywanie, czy orgazm zaczął się z członkiem w pochwie czy poza nią......
 Madlene Daisy: 23.09.2011, 05:36
 Kochani, zrozumcie w końcu, że pożądanie nie jest żadnym, jak to sobie bezmyślnie tłumaczycie, "darem Bożym", tylko złem - skutkiem grzechu pierworodnego! A to chyba ogromna różnica, prawda? Przecież była o tym mowa w wielu innych artykułach dotyczących małżeńskiej czystości i nie tylko... To smutne, że tak mało się o tym mówi i później okazuje się, że istnieją małżeństwa, które nawet nie wiedzą, jakim złem jest to egoistyczne pożądanie, jak uprzedmiotawia człowieka i rani, niszczy miłość. Pożądanie jest zupełnym przeciwieństwem miłości! "Powiedziano Wam: nie cudzołóż. A ja Wam powiadam - każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swym sercu dopuścił z nią cudzołóstwa!" "A Ci, którzy należą do Chrystusa, ukrzyżowali swoje ciało wraz ze wszystkimi jego namiętnościami i pożądaniami". "Albowiem wolą Bożą jest Wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i w czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie". Uważacie się za wierzących katolików i tego nie wiecie? Chodzicie do Kościoła i nie słuchacie Słowa Bożego? To przykre, że są małżeństwa, które nawet nie wiedzą, że ich współżycie ma być CZYSTE - ma być czułym wyrazem bliskości i miłości, a nie seksualną gorączką polegającą na podniecaniu się jak największą przyjemnością i zaspokajaniu swoich namiętności!
 Agnieszka: 06.12.2010, 22:07
 Ja też po prostu nie wierzę, że okazywanie sobie miłości w taki sposób w jaki oboje małżonkowie tego chcą nie może być czymś złym, o ile nie mają intencji, że robią to zamiast "normalnego" seksu, bo nie chcą mieć dzieci, a po prostu chcą być blisko siebie.
 spokojny: 09.10.2009, 15:12
 Pożądanie - a szczere i całkowite pragnienie kogoś kogo się kocha - to dwie różne rzeczy. Proszę Was o dojrzałość.
 Do Asi: 10.08.2009, 19:27
 Asiu, to nie jest złe, że wzbudzasz pożądanie męża, pisze wyraźnie: "Nie pożądaj żony BLIŹNIGO swego" a nie pisze:" Nie pożądaj swojej żony". Tylko w małżeństwie seks jest wolą Boża, pod warunkiem, że człowiek nie będzie chciał być panem życia i nie będzie stosował antykoncepcji, a jeśli nie planuje dzieci, to powstrzyma się od współżycia w dni płodne.
 Aśka: 19.07.2009, 00:40
 Zaraz.. W 10 przykazaniach jest takie cos "nie pożądał żony bliźniego swego" czyli pożądanie nie swojej żony/męża jest zle.. Wiec jezeli podoba mi sie ciało współmałżonka to chyba dobrze.. Ja akurat jestem ładna i to jest źle że będę budzić pożądanie męża?? A co do popędu seksualnego, Moniko, Bóg go mam dał tak samo jak uczucie głodu, mamy sie opanować i gdy jesteśmy głodni to nie wcinamy wszystkiego z lodówki.. Tak samo z seksem ;) buśś
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej