Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Z miłością niosę ten krzyż

     Małżeństwem jesteśmy 28 lat. Związek małżeński zawarliśmy 9 września 1978 r., a 16 października Karol Wojtyła został wybrany na papieża. Jak braliśmy ślub, Leszek chodził bez kul, miał sprawne ręce, mówił normalnie. Po upływie ok. 3 lat pojawiły się u niego problemy z utrzymaniem równowagi, zaczął chodzić o kulach. Po następnych dwóch latach nie mógł się już poruszać o własnych siłach i rozpoczął życie na wózku inwalidzkim. Pojawiło się także utrudnienie mowy. Dzisiaj już prawie nie mówi, ale wszystko rozumie. W początkowej fazie stosowano leczenie farmakologiczne. Dwa razy w roku mąż otrzymywał serie zastrzyków, które powodowały straszne bóle. Nie mógł spać leżąc, klęczał w nocy przy łóżku, a ja obok niego. Byłam bezsilna.

     Kiedy zawieraliśmy małżeństwo, będąc oboje lekko niepełnosprawnymi, nie przypuszczaliśmy, że stan męża tak szybko i intensywnie znacznie się pogarszać. Uczciwie powiem, że gdybym wiedziała, że to tak będzie się rozwijać, to nie zdecydowałabym się na to małżeństwo. Bóg miał inne plany wobec nas. Dzisiaj rozumiem, co to znaczy: "Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci". W dniu ślubu nie przypuszczałam, że może być gorzej. Wielu naszych znajomych ma taką chorobę, ale poruszają się dosyć swobodnie, mówią, pracują. Różne osoby doradzały mi, abym zostawiła Leszka, oddała go do domu opieki.

     Wiem, że wierność przysiędze i wiara spowodowały, że bardzo szybko otrzymaliśmy duże mieszkanie z pochylnią, wewnątrz dostosowane do wózka inwalidzkiego. Bóg daje wszystko, abym tylko miała siłę nieść ten krzyż. Można też powiedzieć, że Bóg wynagradza wierność i trud krzyża. Jesteśmy małżeństwem, które żyje tylko po to, aby nieść ten krzyż, aby pomagać sobie, aby też innym służyć. Służyć przez świadectwo, ale też przez posługę na rzecz chorych i niepełnosprawnych. Bardzo mocno modlę się, abym miała tyle siły, żebym nie musiała Leszka oddać do domu opieki. Raz musiałam go oddać w związku z mojąchorobąna pół roku, ale kiedy go odebrałam, był w stanie opłakanym, bardzo schudł. Kiedy leżał już w swoim łóżku, był bardzo szczęśliwy. Zrozumiałam, że istotą Ewangelii jest postawa służby i ja, jako żona, muszę opiekować się mężem. To ja mam umywać mu nogi, tak jak Jezus uczniom, nieść krzyż posługi wobec niego. Mam nadzieję, że w niebie u boku Jezusa będziemy razem z Leszkiem zdrowi i sprawni w 100%, oczywiście w innym znaczeniu niż ta ziemska sprawność.

     Wszyscy mi mówią, że to jest mój upór, że ja nie chcę go oddać pod opiekę instytucji - ale to jest mój wybór. Razem z nami mieszka jeszcze moja mama, która ma ponad 80 lat. Na mnie spoczywa obowiązek gotowania, robienia zakupów, sprzątania i załatwiania wszystkich spraw, ale robię to z radością, mając świadomość, że żyję i poświęcam się dla nich. Bardzo często brakuje mi sił, czuję, że jestem na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej, ale modlitwa i niedzielna Eucharystia są dla mnie źródłem nowych sił na przetrwanie kolejnego dnia. Często kładę się spać całkowicie wykończona, ale rano odmawiam część bolesną różańca, bo moje życie jest właśnie takie jak Jezusa w Jego ostatniej drodze, i znowu chce mi się żyć, znów mam siłę do pracy. Bardzo ważną dla mnie modlitwą jest też koronka do Miłosierdzia Bożego.

     Dzisiaj bardzo wiele małżeństw się rozpada, kiedy przyjdzie pierwsza przeszkoda, pierwsza przeciwność losu; boją sif postawy służby, krzyża. Ich myślenie jest zupełnie nieewangeliczne. Najczęściej jest postawa oczekiwania, a nie dawania siebie. Dla mnie miłość małżonka to całkowite spalanie się, umieranie dla drugiego człowieka. Dzisiaj rozumiem, że ja nie żyję dla siebie. Kiedy już zupełnie tracę siły, klękam, chwilę się pomodlę i otrzymuję od Boga taką moc, że bez problemu mogę dalej robić wszystko w danym dniu. Wówczas bardzo wyraźnie widzę w Leszku Jezusa, tak jak bł. Matka Teresa z Kalkuty w swoich ubogich.


Irenka i Leszek z Warszawy




   


Najpiękniejsza historia miłości Najpiękniejsza historia miłości
ks. Marek Dziewiecki
Niniejsza książka przedstawia najbardziej niezwykłego mężczyznę i najbardziej niezwykłą kobietę w historii - Józefa i Maryję. Tych niezwykłych małżonków rzadko postrzega się jako bohaterów najpiękniejszej i najszlachetniejszej historii miłości... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Km: 14.06.2016, 18:44
 Trzeba mieć nadzieje . Zawsze trzeba modlić się o cud, nawet jeśli po ludzku to jest ponad siły. Ale świat nie akceptuje takiej miłości, dla świata to jest złe. Ale dzięki takiej miłości stajemy się silni, i choć jest ona bardzo rzadka to jest prawdziwa.
 W.: 09.02.2013, 17:02
 Taka miłość to coś rzadkiego...
 ld: 01.06.2011, 04:37
 Ireno to bardzo podnosi na duchu co napisalas, nie wiemy dlaczego ludziom sie zdarzaja takie sytuacje ale to jak Ty sobie z tym radzisz jest wspaniale
 Marzena: 02.07.2009, 00:35
 Modlę się, aby ludzie młodzi, osoby mojego pokolenia, w tym również ja potrafili tak poważnie traktować słowa przysięgi małżeńskiej, jak potraktowałaś je Ty. Ja rok temu ślubowałam mojemu mężowi: miłość wierność oraz że go nie opuszczę aż do śmierci. Teraz każdego dnia uczę się, że o miłość trzeba dbać, a nieraz i walczyć!!! Dziękuję za Twoje świadectwo... Życzę wytrwałości i błogosławieństw
 Sylwia: 01.01.2009, 21:26
 Irenko chialoby sie napisac wiele ale wszystko ujmuje jedno słowo DZIEKUJE..
 ja: 05.11.2008, 11:41
 Witaj Ireno! Dziękuję Ci za Twoje świadectwo.Lzy płyną mi po policzkach ze wzruszenia Waszą historią, ale też dlatego, że ja jestem w podobnej sytuacji z tym, że chorą jestem ja, a mój mąż mi pomaga.Ze swojego doświadczenia wiem, że okazywanie miłości i troski ma ogromne znaczenie dla osoby chorej.Najgorzej czuć się wśród swoich jak pacjent, lub obowiązek -a nie jak ukochana osoba. Dlatego dziękuję Ci, że tak troskliwie zajęłaś się swoim mężem.Niech Ci Bóg wynagrodzi i obdarza siłą.
 BERCIA : 29.07.2008, 14:52
 CUDOWNE ,O TO CHODZI W ZYCIU JESTESMY POWOLANI DO SLUZBY DRUGIM ,CO AMY TYM SIE DZIELIMY ,KOCHAC BLIZNIEGO TO ZYC DLA NIEGO NIE DLA SIEBIE .DUZO LUDZI TEGO NIE ROZMUMI ,BOJA SIE MIEC DZIECI WIECEJ ,BOJA SIE OPIEKOWAC STARSZYMI ,SZKODA ZE LUDZIE NIE WIEDZA ILE BOG DAJE LASK PRZEZ ZAJMOWANIEM SIE INNYM ,NIECH PAN BOG WAS BLOGOSLAWI I POMAGA DALEJ
 mamamoher: 20.03.2007, 15:42
 Piękne świadectwo i potrzebne bo opowiada o wierności jako normalnym obowiazku wynikającym z przysięgi małżeńskiej. Im spokojniej podchodzi sie do obowiązków i korzysta z modlitwy tym więcej radości, którą daje dobrze spełniony dzień i współcierpienie, czasami potrzeba tak niewiele potrzymać kogos za rękę , milczenie tuż obok - a jednak ludzie sie tego boją! Dziękuję!
 Agata: 08.03.2007, 21:50
 Irenko iLeszku swoim świadectwem przekonałiście mnie, że w życiu najważniejszy jest drugi człowiek.Moje problemy stały się bardzo małe w stosunku do waszych. Przypomiały mi się słowa: jeżeli w życiu będzie Ci źle, to obejrzyj się za siebie , a zobaczysz, że inni też mają krzyż. Może cięższy od Twojego. życzę dożo wytrwałości.
 Lidia: 08.03.2007, 06:13
  Ireno, to właśnie jest miłość, taka prawdziwa przez wielkie M. Ty jesteś Cyrenejczykiem, który pomaga nieść krzyż Chrystusowi. Tak bardzo było mi potrzebne Wasze świadectwo. Bóg zapłac!
 siosrta Beata: 07.03.2007, 21:52
 Wasze świadectwo umacnia moją wiarę i powołanie...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej