Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Czystość małżeńska III

     Dość powszechnie mówi się, w różny zresztą sposób, o czystości przedmałżeńskiej. Propagowanie czystości to piękna i ze wszech miar pożyteczna idea, która owocuje dobrem w przyszłych małżeństwach i w realizacji innych powołań życiowych młodych ludzi. Idea ta sprzeciwia się brudom tego świata i zachęca do płynięcia pod prąd, bo tylko tą drogą można dotrzeć do źródła - Miłości - Boga (patrz: Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski).

     Niestety, wielu mówiąc o czystości przedmałżeńskiej spłyca tę ideę i ogranicza jaw sposób formalny do "niewspółżycia" przed ślubem. Co prawda dobre i to, lecz postawa młodych przy takim formalnym podejściu wcale nie musi być właściwa i budująca. Przykładowo, spotkałem kiedyś parę studentów (w trakcie ich przygotowania do małżeństwa), którzy programowo z założenia nie współżyli. Jednak uprawiali petting (pobudzające pieszczoty), doprowadzając ciała obojga do reakcji orgazmu, jak w czasie współżycia. Można by nazwać takie działanie masturbacją w parze. Oni naprawdę nie widzieli w swym działaniu niczego niestosownego czy grzesznego. Przecież nie współżyli, a ponadto "się kochają" i "niedługo, bo za 5 miesięcy, się pobiorą". Pamiętam długą nocną rozmowę, w której odpowiedzieliśmy sobie na pytanie "dlaczego nie". Zrozumieli, podjęli decyzję o wyborze prawdziwej czystości i zrezygnowali z wszelkich działań pobudzających, a wynikających z pożądania. Wiem, że się to im udało i weszli w małżeństwo z właściwą postawą (tylko proszę nie mówić, że to niemożliwe, bo było to faktem, a z faktami się nie dyskutuje).

     Przejdźmy jednak do czystości małżeńskiej, o której się niemal nie mówi. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe wobec płytkiego rozumienia czystości w ogóle. Przed ślubem "nie wolno", po ślubie "wolno", więc nie ma o czym mówić. Zwróćmy uwagę, że do stanu czystości poza małżeństwem współżycie płciowe "nie przynależy", podczas gdy do czystości małżeńskiej "przynależy" i to, można rzec, obligatoryjnie. W czystość małżeńską wpisane jest więc współżycie jako element j ą budujący. Oczywiście musi to być współżycie "czyste", czyli zgodne z naturą, lub — inaczej mówiąc - z zamysłem i planem Stwórcy. Wielce myli się ten, kto myśli, że w małżeństwie wszystko wolno. Oczywiście wolno czynić wszystko, co buduje komunię, służy dobru i prawdziwie rozumianej miłości, lecz nie wolno niczego, co miłość niszczy. W szczególności nie wolno "zanieczyszczać" relacji małżeńskich, czyli występować przeciwko czystości małżeńskiej. Doświadczenie uczy, że wprowadzona w życie prawdziwa, głęboko rozumiana czystość małżeńska ma zasadniczy wpływ na powodzenie małżeństwa, jego trwałość i dozgonne szczęście (nie mówiąc już o szczęściu wiecznym). Gotów jestem zaryzykować twierdzenie, że czystość małżeńska jest najważniejszym warunkiem do osiągnięcia szczęścia, a jej zniszczenie zawsze prowadzi do ruiny małżeństwa. Rzeczywiście, praktyka w poradni małżeńskiej potwierdza, że rozpadowi małżeństw towarzyszy prawie zawsze nieczystość w sferze płciowości, w seksualnych relacjach małżeńskich.

     Spróbujmy zatem zdefiniować czystość małżeńską. Można mówić o czystości w sensie szerokim, obejmującym całą rzeczywistoSć małżeńską i w sensie węższym - koncentrując się na sferze płciowości. Czysty - znaczy stuprocentowy bez domieszek i zanieczyszczeń, a więc taki, jaki powinien być ze swej natury (np. czyste powietrze, czysta woda itd.). Jednocześnie czysty, czyli funkcjonujący w sposób najbardziej zgodny ze swą naturą, przeznaczeniem przez Stwórcę, a tym . samym w efekcie - najbardziej szczęśliwy.

     Tak więc chcąc się poważnie zastanawiać nad czystością małżeńską, musimy powiedzieć sobie, co jest naturą małżeństwa, czyli, czym małżeństwo tak naprawdę powinno być.

     Po pierwsze: małżeństwo to powołanie, jedna z dróg (najpowszechniejsza) do świętości, zbawienia. Małżeństwo powinno być trwałą, dozgonną, wierną i wyłączną wspólnotą dwojga kochających się osób - mężczyzny i kobiety, czyli męża i żony, wspólnotą osób zbudowaną na zasadach miłości, czyli wzajemnej troski o dobro. Skoro największym dobrem człowieka jest świętość i zbawienie, to małżeństwo powinno być wspólną drogą do świętości.

     Drugim celem małżeństwa (obok świętości) jest rodzicielstwo.

     Małżeństwo powinno być otwarte na przekazywanie życia, a nawet powinno odczuwać powinność w tej dziedzinie. Winno być gotowe na przyjęcie i wychowanie każdego poczętego dziecka, nawet wówczas, gdy poczęło się niespodziewanie, i gdy wymaga to ogromnego trudu i poświęcenia. W dziedzinie przekazywania życia małżeństwo powinno kierować się roztropnością i wielkodusznością. Roztropnością, by każdemu poczętemu dziecku móc zapewnić godne człowieka warunki rozwoju i wielkodusznością, by odważyć się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, mimo niewątpliwego. trudu wychowania większej gromadki dzieci. Słowem, małżeństwo w dziedzinie przekazywania życia powinno być odpowiedzialne. Odpowiedzialne rodzicielstwo to termin, którym posługuje się nauka Kościoła, a świat robi wszystko, by się Kościołowi przeciwstawić, by odpowiedzialne rodzicielstwo zniszczyć, zdeformować, zredefiniować, albo nawet ośmieszyć. Powstają zatem w świecie takie kuriozalne i makabryczne zarazem pomysły jak kontrola urodzeń (birth control), gdzie w imię rzekomej odpowiedzialności zachęca się do zabicia dziecka poczętego, jeżeli nie miałoby mieć odpowiednich warunków rozwoju lub pełni zdrowia po urodzeniu. Podobnie, znowu pod hasłami "odpowiedzialności", postuluje się na skalę masową niszczenie własnego zdrowia w dziedzinie płodności (zgódźmy się, że płodność jest elementem zdrowia). Gigantyczna światowa machina przemyski antykoncepcyjnego, której celem jest niszczenie zdrowia, usprawiedliwia się pokrętnie rozumianą odpowiedzialnością za przekazywanie życia. Jeśli dodamy, że środki antykoncepcyjne mają ukryte działania poronne, to zaiste, swoista to "odpowiedzialność" za dobro poczętego dziecka. Pomysł, by likwidować chorobę przez zabijanie pacjenta, jest rzeczywiście makabryczny. A przecież badania prenatalne (przed-urodzeniowe) nierzadko robi się wyłącznie w celu wykrycia choroby, co pozwala "legalnie" (zgodnie z prawem stanowionym, oczywiście nie naturalnym) wykonać wyrok śmierci na zupełnie bezbronnym i całkowicie niewinnym dziecku. Jeśli dodamy, że postuluje się takie działanie, wzywając do odpowiedzialności za zdrowie przyszłych pokoleń, to włos się jeży na głowie. Pewien profesor, dyrektor kliniki, deklarował: W naszej klinice już niedługo rodzić się będą wyłącznie dzieci zdrowe. Brzmi to pozornie pięknie, tyle że w jego ustach znaczyło: Wytropimy wszystkie dzieci chore i zamordujemy je zanim się zdążą urodzić! Myślę, że nie warto w tym miejscu zajmować się omawianiem szerokiej gamy wynaturzonych i tym samym nieczystych pomysłów szerzących się w świecie. Znacznie pożyteczniej będzie przyjrzeć się normie pozytywnej zawartej w nauce Kościoła.

     Kościół naucza, że pierwszym i najważniejszym celem pobytu człowieka na ziemi jest zbawienie. Zatem najważniejszym celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości. Tak więc wszystko, co sprowadza z tej drogi, zasługuje na miano nieczystości. Jest to bardzo szerokie widzenie czystości i nie będziemy się nim w tym momencie zajmowali.

     Drugim celem małżeństwa jest rodzicielstwo - przekazywanie życia dzieciom i wychowywanie ich. Odpowiedzialne rodzicielstwo i bezpośrednio z nim związane działania na terenie płciowości wytyczają niejako pole czystości małżeńskiej, rozumianej w sensie węższym. Takie jest potoczne rozumienie czystości i takim się zajmiemy. Tak więc o czystości małżeńskiej decydują wszelkie działania składające się na przekazywanie życia w miłości, działania zgodne z naturą, czyli zgodne z planem Stwórcy. Są to jednocześnie działania zgodne z nauczaniem Kościoła, który plan Stwórcy najlepiej odczytuje i tłumaczy. Jakiekolwiek działania sprzeczne z naturą płciowości niszczą czystość małżeńską.

     Przyjrzyjmy się zatem naturze rzeczy. By nie błądzić po obrzeżach tematu, dotknijmy od razu sedna sprawy. Myślę o współżyciu płciowym. Współżycie płciowe ma nierozerwalny podwójny sens: jedność dwojga i przekazywanie życia - rodzicielstwo. Działanie wbrew temu sensowi staje się bezsensowne i niszczące dla człowieka. Tak więc żadne, nawet najgorętsze, pragnienie jedności nie usprawiedliwia współżycia poza małżeństwem, bo tylko małżeństwo może zagwarantować potrzebne poczętemu dziecku warunki rozwoju. Mówiąc otwarcie: współżycie poza małżeństwem jest zawsze nieczyste, grzeszne, niszczące ludzi i ich więzi. Z drugiej strony, nawet najszczersze pragnienie "posiadania" dziecka nie usprawiedliwia działań godzących w jedność małżeńską. Takim działaniem jest bezsprzecznie każde współżycie poza małżeństwem (zarówno to nastawione na zażywanie nieuprawnionej przyjemności, jak i to by "zrobić sobie" dziecko, by mieć "coś" swojego). Zauważmy też, że sztuczne unasiennienie czy skorzystanie z techniki in vitro eliminuje element jedności małżeńskiej. Każde dziecko ma prawo do poczęcia na skutek miłosnego aktu jego rodziców. Godność osoby ludzkiej - dziecka poczętego się tego domaga. Dziecka, w którego poczęciu brali udział rodzice jako współpracownicy samego Boga Stwórcy. Porażająca jest świadomość bezbronności Boga uczestniczącego w akcie stworzenia każdego dziecka nawet wówczas, gdy rodzice postępują niegodnie i grzesznie. Oczywiście jawnie nieczyste jest zarówno współżycie godzące w jedność (zdrada, gwałt), jak i "oprzyrządowane" środkami niszczącymi płodność (antykoncepcja, środki poronne, sterylizacja). Wreszcie nieczyste jest zamierzone złożenie nasienia poza miejscem z natury do tego przeznaczonym (otwarta na przyjęcie nasienia męża pochwa żony).

     Słowem, współżycie płciowe (choć wpisana jest w nie przyjemność) nie może stać się terenem rozrywki wyrwanym z kontekstu rodzicielstwa ani też (choć naturalnym skutkiem może być poczęcie dziecka) nie może stać się terenem "produkcji" dziecka. Zatem nieczystość małżeńska może być dwojakiego rodzaju: jako wynik niszczonej jedności lub (i) niszczonej płodności.

     Płciowość i płodność jest pięknym darem ofiarowanym człowiekowi do zagospodarowania. Oczywistym zamysłem Stwórcy jest, by dar ten wykorzystywać w celu budowy jedności małżeńskiej (komunii) i przekazywania życia w miłości. Każde inne wykorzystanie daru prowadzi do nieszczęścia nieczystości.

     Wielkim bólem dzisiejszego świata i źródłem wielu tragedii jest rozprzestrzenianie się nowej koncepcji płciowości (antykoncepcji) przeciwnej koncepcji Stwórcy. Głosi ona, że płciowość jest do zabawy, a płodność jest przeszkodą, przypadłością, którą należy skutecznie usunąć, wyeliminować.

     Zauważmy od razu, że jawnym celem wszelkiej antykoncepcji jest niszczenie płodności. Antykoncepcja również rozbija jedność. Potwierdzaj ą to badania i statystyki. Małżeństwa korzystające z "dobrodziejstw" antykoncepcji rozwodzą się częściej niż te, które po nią nie sięgają. Nie może być mowy o czystości małżeństwa współżyjącego antykoncepcyjnie. Idąc dalej, małżeństwa sprzeciwiające się czynnie Bożej koncepcji płciowo-ści i płodności, łamiąc swą własną naturę, są, bo muszą być, nieszczęśliwe. Nieszczęśliwe, bo nie mogą zażywać pełni szczęścia, jaką Bóg przygotował człowiekowi już tu na ziemi. (Temat postawy antykoncepcyjnej i jej skutków dla małżeństwa, rodziny, świata, temat trudny i bolesny podejmiemy osobno w najbliższym czasie.)

     Jedyną drogą do czystości małżeńskiej jest dostosowanie działań płciowych do natury, którą Stwórca wpisał w swe stworzenie. Natura płciowości i płodności jest dziś tak dobrze poznana, że każde odpowiedzialne małżeństwo może zapanować nad żywiołem płodności. Każdy żywioł (ogień, woda...) nieokiełznany staje się siłą niszczycielską, lecz ujęty rozumem ludzkim w odpowiednie ramy staje się wielką, przyjazną i pomocną człowiekowi siłą. Żywioł płciowości i płodności ludzkiej może być potężną siłą budującą jedność małżeńską i służącą przekazywaniu życia w miłości, odpowiedzialnemu rodzicielstwu. Trzeba tylko użycia dwóch elementów: rozumu - by nauczyć się rozpoznawać dni, w których współżycie może doprowadzić do poczęcia, a w których nie, i woli - by potrafić zrezygnować ze współżycia, gdy jego skutek mógłby być sprzeczny z aktualnymi zamierzeniami prokreacyjnymi małżeństwa.

     Wiem, jak wiele osób w tym miejscu zaprotestuje, powołując się na szczególne przypadki. Wiem, jak wielu ludzi jest obolałych, bo zostało zbałamuconych i ogłupionych nachalną, niemal wszechobecną propagandą rzekomych dobrodziejstw antykoncepcji. Jestem jednak pewien (i nie jest to buta ani nieskrom-ność, a wynik przekonania o mądrości Stwórcy), że w żadnym indywidualnym przypadku życiowym nie będzie potrzeby odwołania wypisanych powyżej tłustym drukiem zdań. Chętnie podejmę polemikę, wierząc, że może ona wyjaśnić szereg subtelnych zagadnień szczegółowych.

     Podejmując tematykę czystości małżeńskiej, myślałem o przeciwstawieniu się fali nieczystości zalewających świat. Rozszerza się idea czystości przedmałżeńskiej między innymi propagowana przez Ruch Czystych Serc. Jako mąż pytam - czy czystość ma być zarezerwowana dla młodych? Wydaje się zupełnie naturalnym, a nawet oczywistym, że Ruch Czystych Serc powinien mieć swoje przedłużenie w małżeństwie. Przecież czystość przedmałżeńska nie jest celem samym w sobie i, jak sama nazwa - przedmałżeńska - wskazuje, jest przygotowaniem do czystości małżeńskiej.


Jacek Pulikowski


Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-2003



O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1 O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1
Ks. Stanisław Orzechowski
Rozmowy z księdzem Stanisławem Orzechowskim o małżeństwie, to zbiór najważniejszych prawd o tym co robić, by życie w małżeńskim stanie nie gasło, nie szarzało, ale z każdą minioną chwilą zyskiwało nowe treści... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Zwykły katolik: 04.09.2016, 00:29
 Do THAI GIRL: tak, może oddać do adopcji.
 THAI GIRL: 21.08.2014, 17:30
 co np powinna zrobic mężatka która została zgwałcona przez obcego faceta i zaszła w ciąze czy moze oddac dziecko do adopcji?
 żona-matka: 13.05.2014, 11:06
 Zgadzam się z opisem Jana, mówi się o celu współżycia bez osiągnięcia celu, czyli zapłodnienia jednak naturalna antykoncepcja jest dobra a inna zła? rozumiem, że środki hormonalne nie wchodzą w rachubę gdyż zawierają środki wczesnoporonne lub niszczące kobiety ciało od środka, jednak czy kondomy lub kontrolowany wytrysk jest czymś gorszym, oczywiście pod warunkiem że obie strony tego chcą. Mówi się tu o roztropnym planowaniu potomstwa wiec jeśli ma się problem typu w sytuacji Karola to wydaje mi się że to antykoncepcja nienaturalna byłaby właściwa. Po za tym jeśli chodzi o potomstwo, to wydaje mi się że nie chęć ich posiadania jest zła a nie roztropne planowanie go. Jeśli się mylę to mnie poprawcie..
 jan: 23.04.2014, 09:29
 Wg autora współżycie ma koniecznie służyć przekazywaniu życia, przy czym dopuszcza się stosowanie naturalnej antykoncepcji. Antykoncepcję, w tym naturalną można zdefiniować jako zbiór różnorodnych metod mających na celu niedopuszczenie do zapłodnienia przez plemnik komórki jajowej cytując wikipedię. Podsumowując mamy wykonać działanie żeby osiągnąć cel wykonując wszystko żeby się nie powiódł. Można by powiedzieć nielogiczne, śmieszne ale niestety też tragiczne bo brak rozsądnego rozwiązania z tym się niestety wiąże dla wielu ludzi.
 Do karola: 26.06.2013, 22:23
 Ale śmieszna prowokacja. google pomoże "npr" i proszę się nie bać :)
 Karol: 26.06.2013, 09:40
 Nasza płodność zagraża życiu żony. Nie powinna ze względów zdrowotnych zajść w kolejną ciążę. Obserwacja cyklu jest zawodna w przypadku jej choroby. Może to się sprawdza w przypadku zdrowej sooby. U nas nie - wiemy to z doświadczenia. Czy w naszym przypadku antykoncepcja jest grzechem? A może koniecznością?
 monikaneska: 26.10.2012, 21:36
 Ludzie, pamiętajcie, nie oszukujcie natury, nie bójcie się, niech strach was nie ogranicza, nie dajcie się dławić
 spalinka: 13.07.2010, 15:58
 Racjonalisto - a co rozumiesz przez "maszynę do robienia dzieci"? Skoro Bóg dał człowiekowi dar płodności i przekazywania życia, to miał w tym swój cel, który jest niepodważalny i nie trzeba być księdzem, by to rozumieć. My przede wszystkim nie jesteśmy MASZYNAMI SEKSUALNYMI, które muszą rzucać się na siebie za każdym razem, gdy przyjdzie chwila pożądania. Miłość, zwłaszcza małżeńska jest po to, by umieć być ze sobą nie tylko dla seksu - a jeśli nie umiesz czekać kilka dni na okres niepłodny (poczytaj sobie o metodach naturalnych) - to gdzie tu miłość i oddanie? Dla nas te kilka dni powstrzymywania się to okres ekscytujący i zwiększający apetyt na zmysłowość - bo jak trzeba trochę poczekać, to jest dużo przyjemniej, niż jak masz to zawsze na wyciągnięcie ręki. Czy twoim zdaniem antykoncepcja jest SPONTANICZNA? Wsadzanie sobie kapturków, gumek i pakowanie w siebie hormonów faktycznie jest baaaaardzo spontaniczne :) Nie jesteśmy zwierzątkami w rui, które MUSZĄ, ale kochającymi się ludźmi, którzy PRAGNĄ i potrafią te pragnienia dostosować do okoliczności. Jeżeli kobieta nie potrafi rozpoznać u siebie dni płodnych i niepłodnych (temperatura, śluz, etc.), a mężczyzna sam nie ma o tym pojęcia, to nie są osobami dojrzałymi do współżycia, tylko właśnie maszynami spełniającymi automatycznie swe zachcianki.
 Racjonalista: 27.05.2010, 21:18
 Co wy możecie wiedzieć o bożych zamysłach? Czy to nie są raczej zamysły starych kawalerów w zabawnych czapeczkach i którzy nie mają pojęcia o rodzicielstwie i wspólnym życiu. Życie poważnie się rozmija z tym co głoszą biskupi i tzw. "nauczanie Kościoła". A swoją drogą - pieszczoty z żoną są bardzo przyjemne, zwłaszcza,kiedy się można zabezpieczyć przed niechcianą (tj. nieodpowiedzialną) ciążą. Antykoncepcja daje pełny komfort i satysfakcję z bycia razem. Nie jesteśmy maszynami do rozpłodu.Płodzić dzieci to żadna sztuka (gdzie tu tzw. zamysł boży?), potrafi to byle głupek. Odpowiedzialność to mieć dzieci, kiedy się tego naprawdę chce.
 Tomek: 04.11.2009, 07:57
 3 dzieci do wielki skarb - dziękuj Bogu za nie. My czekamy na jedno juz 5 lat :(
 Salsera: 04.11.2009, 01:05
 Mozesz tutaj nalezc metody naturalnego planowania rodziny. Opieraj sie one na obserwacji swojego organizmu, dziei tym obserwacjom potrafisz zidentyfikowac kiedy masz jajeczkowanie i unikac wtedy zblizen.
 Niepocieszona: 03.11.2009, 22:02
 Mamy zmężem trójkę dzieci :) Małych dzieci: 4 lata, 2,5 roku i 9 miesięcy. Jest w nas srtach przed poczęciem kolejnego dziecka. Chcemy jednak współżyć bez piętna grzechu. Więc szukam odpowiedzi na pytania i tu też niestety nie znalazłam. Autor mówi: współżycie płciowe nie może stać się terenem rozrywki wyrwanym z kontekstu rodzicielstwa ani też nie może stać się terenem "produkcji" dziecka. A my chcemy na jakiś czas zaprzestać "produkcji dzieci" :) Jednak wstrzemiężliwość już niszczy naszą jedność w małżeństwie, na dłuższą metę się nie nadaje.
 Zachwycony Zachwyconym :): 22.10.2009, 21:34
 Brawo Kolego! Całkowicie popieram!
 Zachwycony:): 09.10.2009, 13:09
 Podoba mi się zwrot "nieczyste ... jest zamierzone złożenie nasienia poza miejscem z natury do tego przeznaczonym". Właściwie jeden mądry człowiek napisał "zamierzone". A gdy żona pieści męża podczas aktu seksualnego to niech mąż pamięta, żeby wszystko było spontaniczne i żeby nie skupiał się na osiągnięciu orgazmu przy tych pieszczotach - bo byłby to egoizm i zgrzeszyłby. Niech to będzie naturalne. Pieszczota może zakończyć się stosunkiem, albo nie... Nigdy nie wiadomo, namiętność w małżeństwie jest jak fala, nigdy nie wiadomo kiedy i skąd przyjdzie i kiedy rozbije się o brzeg. Gdy na skutek rosnącej przyjemności nastąpi wytrysk nasienia - to nie był on przecież przez męża zamierzony. Wszystko powinno być naturalne, czyste i piękne.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej