Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Kwestia władzy

     Jednym z najważniejszych problemów, przed jakimi stoją młodzi ludzie rozpoczynający życie we dwoje, jest kwestia władzy.

     Pytanie, kto ma decydować o wspólnych sprawach, pojawia się bardzo wcześnie, chociaż nie zawsze od razu musi stwarzać duże problemy. Niemniej od początku zagadnienie to istnieje i jest bardzo poważnie, dlatego mądrość małżeńska nakazuje skupienie się na nim, nie czekając, aż stanie się ono zagrożeniem dla wspólnoty.

     Po pierwsze, trzeba za wszelką cenę unikać walki o władzę. Wejście w konflikt o władzę zawsze bowiem przynosi szkody i nigdy niczego nie rozwiązuje. Jeżeli w tej walce siły partnerów okażą się wyrównane, to konflikt o to, kto ma rządzić może trwać latami i zniszczyć wszystkie pozytywne więzi osobowe łączące partnerów. Nie kończące się zmagania małżonków czynią ich dom piekłem na ziemi, unieszczęśliwiają ich oraz ich dzieci i mogą doprowadzić do tego, że dzień powszedni w ich domu będzie koszmarem, od którego wszyscy będą uciekać.

     Jeżeli natomiast jeden z partnerów okaże się mocniejszy i zdoła podporządkować sobie współmałżonka, to znowu obie strony bardzo wiele tracą. Osoba pokonana zostaje bowiem ograniczona w swojej wolności osobistej, czyli w pewnym sensie ubezwłasnowolniona. Taka sytuacja jest źródłem głębokich frustracji hamujących proces dojrzewania wewnętrznego człowieka. "Zwycięzca" także ponosi zasadniczą stratę, ponieważ ubezwłasnowolniony partner przestaje być w pełni wartościowym towarzyszem życia, przestaje być współtwórcą ich wspólnoty małżeńskiej.

     Tak więc jeżeli na przykład "zwycięzcą" okaże się mężczyzna, to będzie miał w domu bezpłatną kucharkę, nałożnicę, wychowawczynię swoich dzieci itp. Nie będzie miał jednak żony, to znaczy najbliższego przyjaciela, osoby, z którą może dzielić swoje sprawy i która może dać mu oparcie w trudnych chwilach.

     Nierzadko zdarza się, że do walki o władzę zachęcają partnerów najbliżsi przyjaciele i rodzina, nie zdając sobie sprawy z tego co robią. Wszelkie życzliwe rady, które sugerują, żeby się "nie dać" albo żeby "nie być naiwnym", żeby się nie zgadzać i nie pozwalać partnerowi na coś, muszą być przyjmowane ze szczególną ostrożnością. Uwikłanie się w konflikt o władzę jest bardzo łatwe, natomiast wycofanie się przychodzi dużo trudniej. W dzisiejszych warunkach walka o władzę stanowi zagrożenie dla każdego małżeństwa, podczas gdy w tradycyjnym modelu rodziny problem ten prawie nie istniał. Tradycja czyniła bowiem mężczyznę głową rodziny, a więc oficjalnym decydentem w domu. Dość szczególnie określała także zakres kompetencji obojga małżonków. Obecnie tradycyjny model jest już zdezdaktualizowany, współczesne małżeństwa muszą zagadnienie władzy w rodzinie rozwiązywać inaczej. Powstaje pytanie, jak to zrobić? Podział uprawnień między małżonkami, jeśli chodzi o decyzję, może nastąpić albo samorzutnie, albo poprzez wspólne ustalenia, które z czasem doprowadzą do uregulowania tej sprawy.

     Samorzutne rozwiązanie problemu jest tym bardziej prawdopodobne, im bardziej małżonkowie różnią się od siebie pod względem skłonności przywódczych. Im bardziej jedna ze stron ujawnia tendencję do dominacji, a druga przeciwną do niej, tym łatwiej inicjatywa decyzja w naturalny sposób przesunie się w kierunku partnera wykazującego wrodzony temperament przywódczy. W takim układzie nierównomierne rozkładanie się decyzji dotyczących wspólnych spraw stanowi element prawidłowej równowagi małżeńskiej. Mądra strategia nakazuje jednak, aby dominujący partner nie pozwolił na zbytnie wycofanie się współmałżonka z podejmowania decyzji. Ucieczka od decydowania jest bowiem równocześnie ucieczką od odpowiedzialności i jeżeli na skutek nieuwagi i zbytnie zapatrzenia się w siebie partner-przywódca dopuści do tego, że sam będzie o wszystkim decydował, nastąpi niepożądana dekompozycja układu małżeńskiego.

     Jeżeli w małżeństwie nie ma warunków do naturalnej dominacji jednego z partnerów, wówczas podział uprawnień decyzyjnych powinien następować poprzez podejmowanie odpowiednich ustaleń. Zagadnienie to będzie więc musiało być przedmiotem rozważań i dyskusji, a być może nawet sporów, w wyniku czego wyłaniać się będą konkretne rozwiązania. Niektórzy małżonkowie będą mieli problemy z osiągnięciem równowagi w sferze wzajemnych ustępstw, inni mogą mieć trudności z powodu niedoboru inicjatywy w podejmowaniu decyzji jednego lub obojga partnerów. Generalną zasadą, której zawsze warto się trzymać, jest rozdzielanie zakresu uprawnień, a tym samym obowiązków podejmowania decyzji odpowiednio do podziału zadań, który musi istnieć w każdym małżeństwie. Tak więc w przypadku niemożliwej do usunięcia różnicy zdań raczej powinien przeważyć pogląd tej osoby, która jest praktycznie bardziej zaangażowana w przedmiot sporu. Najprawdopodobniej ona będzie lepiej znała problem, a poza tym jako osoba bezpośrednio zaangażowana w realizację decyzji powinna w miarę możliwości móc postępować w zgodzie z własnym przekonaniem. Ma to istotny wpływ zarówno na sposób działania, jak i na jego skuteczność.

     Powodzenie w rozwiązywaniu problemu władzy w małżeństwie zależy od kilku czynników. Pierwszym z nich jest zrozumienie przez małżonków wagi problemu, który można i trzeba starać się wspólnie rozwiązywać. Innym czynnikiem, który także ma duże znaczenie, jest pozbycie się naturalnej obawy przed popadnięciem w zależność od partnera. Tego rodzaju niepokój jest udziałem większości, jeżeli nie wszystkich ludzi wstępujących w związek małżeński. Niepokój ten, niekoniecznie uświadomiony, bywa główną przyczyną przyjmowania wobec współmałżonka postawy obronnej. Postawa ta bardzo sprzyja rodzeniu się konfliktów, które łatwo mogą się przekształcić w walkę o władzę w małżeństwie.

     Rozwiązywanie problemu władzy jest także zależne od umiejętności komunikowania się pary. Im lepiej małżonkowie potrafią się ze sobą porozumieć, tym łatwiej będzie im radzić sobie z tą sprawą.

     Właściwe zestrojenie się małżeństwa w tej sferze wymaga także od obojga rozwinięcia umiejętności przyjmowania decyzji podejmowanych przez partnera. Szczególnie trudno jest akceptować decyzje i działania, które człowiek ocenia jako niesłuszne. Dojrzała lojalność małżonków polega na tym, by pozwolić partnerowi rozwiązywać stojące przed nim zadania "po swojemu", ale także dopomagać mu w tym zgodnie z wymogami sytuacji, tak aby to, co partner zamierzył, przyniosło jak najlepsze rezultaty. Prawdziwa lojalność małżeńska domaga się także dużej powściągliwości w krytykowaniu partnera, zwłaszcza wtedy, gdy upiera się przy swoim zdaniu, a nie wszystko wychodzi mu najlepiej. Przeżywanie satysfakcji z tego, że partner upierając się przy swoim zdaniu potknął się, jest dużą pokusą i mądra lojalność małżeńska nakazuje powstrzymywać w sobie tego rodzaju reakcje. Tylko bowiem wtedy mogą z czasem wytworzyć się psychologiczne warunki sprzyjające wykorzystywaniu doświadczeń współmałżonka w podejmowaniu własnych decyzji. Pożytek jaki z tego wyniknie, staje się udziałem obojga.


Stanisław Sławiński


Tekst pochodzi z pisma formacyjnego
Ruchu Światło-Życie "Wieczernik"




   


Dwanaście kłamstw, które żony mówią mężom Dwanaście kłamstw, które żony mówią mężom
Tim i Sheila Riter
Dlaczego żony czasami wybierają okrężną drogę, gdy komunikują się z mężem? Prawda może w takich warunkach stracić na sile, zniekształcić się, a nawet zostać wywrócona zupełnie do góry nogami! Każde kłamstwo uniemożliwia żonom doświadczanie prawdziwej bliskości z mężem.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 kobieta: 09.09.2012, 14:30
 Do Cybsa:Małżeństwo to nie wojsko.To bardziej wspólnota kochających się osób niż instytucja,więc inne w niej panują relacje.Przyznasz,że w wojsku raczej nie ma relacji oblubieńczych:)
 kobieta: 09.09.2012, 14:25
 Najmądrzejszy artykuł,jaki przeczytałam o podziale władzy w małżeństwie.
 Gośka: 08.08.2012, 23:28
 Że tradycyjny model rodziny był dobry?Na pewno prostszy w obsłudze,ale to jeszcze nie świadczy o jego wyższości nad tym partnerskim.Poza tym,punkt widzenia zależy od punktu siedzenia:inaczej ocenią mężczyźni,inaczej kobiety. Że "mężczyzna uczy się pokory, gdy musi prosić żonę o współzycie, a żona uczy się pokory gdy musi prosić męża o pieniądze"?Co to za myślenie?Kasa i seks jako elementy obrotu towarów i usług?Straszne.Zwłaszcza,że sprowadza kobietę do poziomu polującej na forsę,a mężczyznę do roli kopulatora.
 Cybs: 13.07.2012, 08:17
 Ani słowa o tym, że w sytuacjach spornych ostateczną władzę sprawuje mąż. Gdyby w wojsku nie było dowódców, a jedynie "partnerstwo", "ustalenia", "dialogi", to takiego wojsko natychmiast przestałoby istnieć. MUSI istnieć ostateczna instancja władzy, inaczej następują podziały - szczególnie niemile widziane w Małżeństwie!!!
 Kasia: 09.08.2011, 08:27
 oj Johnny...teraz toteż kobieta zarabia pieniądze. Poza tym inne czasy i inaczej podchodzi się do obowiązków. Nie można wymagać, ze kobieta będzie robić wszystko w domu, przy dzieciach, pracować zawodowo i jeszcze nie mieć prawa do własnego zdania. Nigdy nie będzie czuć się szczęśliwa tylko zniewolona...a przecież nie o to chodzi w małżenstwie.
 Johnny: 25.10.2010, 13:51
 Jeżeli tradycyjny model rodziny był dobry, to może warto by było do niego wrócić? Jeżeli w tradycyjnym modelu to mężczyzna decydował to co się działo jak trafił na kobietę, która chciała decydować? Co się działo, jeżeli miała cechy przywódcze? Cierpiała bardzo, ze nie może decydować? Czy św. Paweł brał jakieś cechy osobowościowe pod uwagę, gdy mówił o posłuszeństwie żon? Moim zdaniem to mężczyzna uczy się pokory, gdy musi prosić żonę o współzycie, a żona uczy się pokory gdy musi prosić męża o pieniądze. Sądzę, że jest to prawda i że jest to dobre.
 Sinka: 22.09.2007, 21:39
 Hm, nigdy tak o tym nie myślałam, gdzieś podświadomie może nie chciałam w moim przyszłym małżenstwie przyjmować jednej z tych ról, ale tak "na surowo" oceniłam to dopiero teraz... Dobrze jest mieć odrobinę czasu przed złozeniem przysięgi, choćby parę miesięcy - na drobną korektę poglądów i nastawień w tej sferze:) Dziękuję, ze mam okazję o tym pomyśleć:) TAK BARDZO NIE CHCIAŁABYM BYĆ DLA NIEGO WREDNĄ ZOŁZĄ, TYLKO PRZYJACIÓŁKĄ NA CAŁE ŻYCIE... NIE ZAGUBIĆ TEJ PIERWOTNEJ WRAŻLIWOŚCI NA JEGO DOBRO, A ROZWIJAĆ JĄ TYM BARDZIEJ... Pozdrawiam:)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej