Czekając na dziecko. Prawdziwa historia wieloletniej walki z niepłodnością Czekając na dziecko. Prawdziwa historia wieloletniej walki z niepłodnością
Katarzyna Jarosz
Bardzo wzruszająca książka. Czytając ją czułam się tak jakby to moją historię opisywano. Dzięki tej książce każdy może poczuć to co czują pary starające się o ukochane dziecko » zobacz więcej

Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
U początku życia

     Pani Małgorzata podskoczyła nerwowo, gdy rozległ się dzwonek w przedpokoju. Był jakiś mocny, głośny i szybki. Odstawiła gotującą się zupę z kuchenki i pobiegła, żeby otworzyć.

     - Pawełku! a to ty! moje kochanie! A czemu to tak głośno i przeciągle dzwonisz? I sam jesteś, a gdzie tatuś? Nie przyszedł po ciebie? No chodź, boś zmarzł i...

     - A... bo mam mamusi coś ważnego powiedzieć - zawołał Pawełek, zrzucając z siebie tornister z książkami - bo wie mamusia, byłem w kościele...

     - Jak to, syneczku? Nie poszedłeś na lekcję religii, tylko do kościoła? - spytała pani Małgorzata. - Przecież dziś jest sobota i mieliście z siostrą Teresą religię. Zapomniałeś?

     - Wcale nie! - zaprzeczył żywo Pawełek - dziś jest święto Maryi. No, wie mamusia: Najświętszej Maryi Panny. A jak jest święto, to nie ma lekcji i poszliśmy z siostrą Teresą do kościoła.

     - A prawda, syneczku! Dobrze, że mi przypomniałeś. Dziś jest ósmy grudnia: święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

     - Mamusiu... proszę, powiedz mi: jakie jest to święto Najświętszej Maryi? - z wyraźnym błaganiem w głosie pytał Pawełek-ja, mamusiu, nic nie rozumiem.

     - No, jakże. Przecież dopiero co powiedziałam: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny.

     - Tak, ale co to jest?... to Nie - po - ka - la - ne Po - czę - cie? - z największym trudnem wymówił Pawełek i zaraz dodał: bo wiesz, mamusiu, ja chcę się wszystkiego nauczyć. Chcę wszystko wiedzieć.

     - Ach ty mój pilny uczniu! - rzekła matka i przytuliła chłopca, całując go w rumiany i chłodny policzek - chcesz już wszystko wiedzieć? Ale pamiętaj, że dzieci z zerówki dopiero zaczęły się uczyć. Więc na pewno, zanim dorośniecie, nauczycie się dużo, choć człowiek nigdy wszystkiego nie będzie wiedział. Co jednak "wiem o Niepokalanym Poczęciu Maryi, to ci powiem. - Tu pani Małgorzata zagarnęła ręką syna i posadziła go obok siebie na wersalce. - Otóż, dziś wszyscy chrześcijanie cieszą się bardzo i świętują Poczęcie Najświętszej Maryi Panny.

     - Mamusiu, ale co to jest poczęcie? przerwał Pawełek.

     - Po prostu początek życia Maryi. Rozumiesz? Każdy człowiek ma swój początek. O! Popatrz. Mam kłębek wełny; będzie z niego sweterek dla Ani. O! Widzisz? Tu jest początek wełnianej nitki... Tu, gdzie jest początek, coś się zaczyna, jest. Jest nitka i cały kłębek wełny. Był początek - poczęcie Pawełka i dzięki Bogu jest już siedem lat twojego życia synku. Było Poczęcie Maryi, dlatego, że Pan Bóg chciał Ją mieć Matką Pana Jezusa. Właśnie dlatego, że Maryja jest Mamusią Syna Bożego Jezusa Chrystusa, świętujemy Jej Poczęcie. No i dlatego Ją czcimy, że Maryja była poczęta bez grzechu pierworodnego. Czyli od początku swojego życia, gdy Bóg Ją stworzył, była świętą. Mówimy, że była Niepokalaną.

     - No już teraz wiem - zawołał Pawełek - Nie... poka... lana to zawsze święta, zawsze dobra i zawsze piękna. Tak mówił ksiądz w kościele... Czy tak, mamusiu?

     - Tak, syneczku. Od początku życia, od Poczęcia.

* * *

     W czasie opóźnionego obiadu rodzina państwa Świerkowskich była razem przy wspólnym stole. Pan Tomasz opowiadał najpierw, jakie miał kłopoty (po odprowadzeniu Pawełka do punktu katechetycznego) z dostaniem się do swoich rodziców, mieszkających w innej dzielnicy miasta. Ponieważ w wolne soboty MKS-y kursują rzadziej, musiał dłużej czekać na przystanku. Najbardziej chodziło mu o Anię, która koniecznie chciała odwiedzić dziadziusiów, ale za to płakała na przystanku, że jest zimno i że woli już do swojego domku. Babcia i dziadziuś ucieszyli się z odwiedzin, szczególnie z Ani. Babcia częstowała syna i wnuczkę słodkim plackiem i sokiem malinowym, jako lekarstwo na zmarznięcie i przeziębienie. W powrotnej drodze pan Tomasz wstąpił do punktu katechetycznego, ale Pawełka już nie zastał.

     Pani Małgorzata opowiedziała również o samotnym powrocie syna do domu i o jego zainteresowaniach świętem Niepokalanego Poczęcia. Pawełek pilnie słuchał opowiadań rodziców, później zagadnął:

     - Tatusiu, ile ja mam lat?

     - A to już powinieneś wiedzieć - odrzekł ojciec - wiesz, że dzieci idące do zerówki mają po sześć lat. Ty też.

     - Mamusia mi mówiła, że mam siedem.

     - Tak? - zdziwił się tatuś - a to nie wiedziałem. Małgosiu! - zawołał pan Tomasz na żonę, bo właśnie odniosła talerze do kuchni. - Ile lat ma Pawełek? - Pawełek pytał mnie o początek życia ludzkiego - wyjaśniła mężowi - więc powiedziałam, że żyje już siedem lat, za co niech będą dzięki Panu Bogu.

     - Ano słusznie, synku - potwierdził pan Tomasz.

     - Najpierw Pan Bóg stwarza człowieka, dając mu początek życia, istnienia. Jednak ten człowiek w swoim poczęciu, w swoim początku jest tak maleńki, że niewidoczny dla ludzkiego oka, dlatego Bóg ukrywa go pod sercem matki - w jej wnętrzu. Każde dziecko, od chwili stworzenia go przez Boga, rośnie w macicy, u swojej mamy przez dziewięć miesięcy. Po tym czasie dziecko opuszcza wnętrze mamy. Mówimy wtedy, że mama urodziła dziecko, że przyszło ono na świat. Jest to dzień narodzin dziecka. Od tego dnia liczymy u nas w Polsce lata życia ludzkiego; są jednak i takie kraje, gdzie czas życia człowieka obliczają od momentu jego poczęcia. A więc do dnia narodzin dodają dziewięć miesięcy życia, które dziecko przeżyło razem z mamą. Dziewięć miesięcy to prawie rok życia. Dlatego mamusia powiedziała ci, synku, że od poczęcia żyjesz już siedem lat. Mamuś? - zwrócił się pieszczotliwie pan Tomasz do żony - czy ja dobrze wyjaśniłem Pawełkowi? - i zaraz szeptem powiedział do ucha synka: trzeba zawsze pytać mamy, bo wiesz, one -matki - nas nosiły w sobie i najlepiej o tych sprawach wiedzą.

     - Mamusiu! Proszę powiedz mi jeszcze raz, gdzie ja byłem w tobie?

     - Aj Pawełku! Przecież już mówiłam ci wiele razy, że byłeś w moim sercu, bo cię bardzo kocham. Byłeś w mojej głowie, bo ciągle myślałam o tobie; nawet po nocach mi się śniłeś. Byłeś naturalnie w owej macicy, to jest w takim miejscu, gdzie ty stawałeś się naszym dzieckiem, a ja stawałam się twoją mamą. Tam, synku, sam Bóg cię kształtował... - tutaj pani Małgorzata sięgnęła po Pismo święte i powiedziała do syna:

     - Posłuchaj, Pawełku, jak jedna matka w czasie niewoli żydowskiej mówiła do siedmiu swoich synów, których skazano na śmierć: "Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swej litości ponownie odda wam tchnienie i życie" (2 Mch 7, 22-23). Tak więc Bóg stwarza człowieka, a następnie go kształtuje w łonie matki. Właśnie to miejsce, które jest w kobiecie i w którym kształtuje się dziecko, nazywa się łonem.

     - Zaraz, mamusiu! Ja to gdzieś słyszałem! -wrzasnął z radością Pawełek.

     - Naturalnie, że słyszałeś. Przecież codziennie w modlitwie mówimy do Maryi: "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona" (Łk 1, 42). W paciorku to trochę inaczej brzmi: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.

     - Mamusiu? a ja... ja chciałbym wiedzieć, kiedy Pan Bóg stwarza człowieka?

     - Synuś, dobrze, że mi przypomniałeś o Mszy św. Sam zamiast na religii byłeś w kościele. My też z tatusiem wybierzemy się na wieczorową Mszę św. Skoro ty już byłeś na Mszy św., posiedzisz w domu z Anią. Czy tak?

     - Tak, ale mamusia nie powiedziała mi, kiedy Bóg mnie stworzył...

      - Bardzo krótko, Pawełku, bo naprawdę spóźnimy się do kościoła: - to było wtedy, gdy poślubiłam Tomasza Świerkowskiego, gdy staliśmy się małżeństwem i bardzo kochaliśmy się. Wtedy Panu Bogu podobała się nasza miłość, nasza wzajemna dobroć i dał nam ciebie. Uznał też w swojej Bożej miłości, że mamy kochające serca i będzie ci z nami dobrze. Bóg ciągle widzi naszą miłość, dlatego jest i Ania, i może jeszcze ktoś będzie...

     Gdy rodzice wyszli z mieszkania, Pawełek czule uciszał Anię, tłumacząc jej, że rodzice zaraz wrócą, bo są dobrzy i bardzo ich kochają.


Ks. Jan Śledzianowski


Jak zostać uzdrowionym? Jak zostać uzdrowionym?
Francoise Stutzmann
Książka niesie pomoc w cierpieniach psychicznych i towarzyszących im dolegliwościach ciała. Omawia najtrudniejsze sytuacje w życiu człowieka, jak cierpienie spowodowane chorobą, samotność, brak poczucia sensu, nieuleczone zranienia, niszczące uzależnienia, ciężkie patologie, depresja, strapienie, sytuacje kryzysowe... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 Ja: 10.11.2010, 11:16
 Świetne opowiadanie!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej