Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Trzydziesty czwarty górnik

     Niespełna dwa miesiące po wyjściu z zasypanej kopalni w Chile lider ocalałych górników przybył do Fatimy w pielgrzymce dziękczynnej.

     Sztygar Luis Urzua wyznał w portugalskim sanktuarium, że mimo głodu i niepokoju odczuwanych w kopalnianym schronie nigdy nie stracił wiary w Bożą Opatrzność. Kiedy 5 sierpnia 2010 r. rozpoczynał pracę w położonej na chilijskiej pustyni Atakama kopalni miedzi i złota San Jose, nie przypuszczał, że będzie to jego najdłuższa zmiana w więcej niż trzydziestoletniej karierze. Niespodziewane zawalenie się chodnika i ponad dwa miesiące spędzone pod ziemią na dobre odmieniły życie jego i pozostałych pracujących z nim feralnego dnia 32 górników. Odtąd nic nie było już tak jak dawniej.

     WIARA SZTYGARA

     Urzua zawsze miał pod górkę. Ojca pamięta słabo: zmarł, kiedy Luis był mały. W domu nie było luksusów. Matka samotnie wychowująca szóstkę dzieci mogła jednak liczyć na pomoc najstarszego syna. Dziś 78-letnia Nelly Iribarren wspomina, że Luis zawsze był bardzo ofiarny i zdyscyplinowany. To on pod jej nieobecność dowodził pozostałym rodzeństwem.

     Silne poczucie odpowiedzialności i zdolności przywódcze Urzui okazały się decydujące po uwięzieniu chilijskich górników na głębokości 700 metrów pod ziemią. Do czasu rozpoczęcia akcji ratunkowej sztygar wspierał .na duchu swoich kolegów, rozdzielał żywność i zlecał zadania, zyskując sobie szybko miano lidera grupy. Urzua przejął też pełną odpowiedzialność za 32 towarzyszy podczas akcji wyciągania uwięzionych i - jak na kapitana przystało - ostatni opuścił zasypaną kopalnię. - Nigdy nie straciliśmy wiary i nadziei na uwolnienie, choć pierwsze dni pod ziemią były dla nas bardzo trudne - wspomina chilijski sztygar. - Doskwierał nam głód i niepokój, lecz nie poddaliśmy się zniechęceniu.

     RATUNEK W ROCZNICĘ

     Świat zamarł w oczekiwaniu 13 października 2010 r. Ruszyła długo oczekiwana akcja wydobycia chilijskich górników, transmitowana na żywo przez światowe media. O swoich modlitwach zapewniał papież Benedykt XVI i wielu biskupów. Przebywający w tym dniu w Fatimie brazylijski kard. Geraldo Agnelo prosił o modlitwę w intencji górników zgromadzony przed bazyliką tłum wiernych, przybyłych do sanktuarium na uroczystości rocznicy objawień. Wierni odpowiedzieli gromkimi brawami.

     Luis Urzua na zawsze zapamięta dzień swojego ocalenia. Datę rozpoczęcia operacji wydobycia górników kojarzy dziś z ostatnim objawieniem Maryi w Fatimie. - Znam bardzo dobrze historię trzech pastuszków i wiem, co wydarzyło się w tym miejscu w 1917 r. Fatima jest bardzo popularna w Ameryce Południowej. Po moim ocaleniu postanowiłem tu przybyć, aby osobiście podziękować Matce Bożej Różańcowej za wstawiennictwo - wyznał 10 grudnia w portugalskim sanktuarium Urzua.

     Dwa miesiące spędzone pod ziemią wiele w nim przewartościowały. Kto by pomyślał, że ten zagorzały fan futbolu, pełniący przed laty funkcję trenera jednego z chilijskich zespołów, odmówi zaproszenia do Manchesteru wystosowanego przez piłkarskie gwiazdy. Zamiast spotkania z Rooneyem, Van der Sarem i Owenem wybrał pielgrzymkę do Fatimy.

     CODZIENNA MODLITWA

     Historia Luisa Urzui przypomina opowieść o Jonaszu. Obaj ocaleli z katastrofy: prorok na rozszalałym morzu znalazł się we wnętrzu ryby, chilijski górnik - głęboko pod ziemią w kopalnianym schronie. Podobnie jak starotestamentowy prorok, sztygar nigdy nie zwątpił, że Bóg towarzyszy mu w ciemnościach. - Od momentu zasypania do chwili uwolnienia bardzo często modliłem się wraz z kolegami. Zanim 22 sierpnia świat dowiedział się, że czekamy na ratunek pod ziemią, w schronie panował już zwyczaj codziennej modlitwy. Nie przeszkodziła nam w zachowaniu tej duchowej jedności różnica wyznań. Prosiliśmy Boga za nas i nasze rodziny, a pewnego dnia rozpoczęliśmy modlitwy także za ekipę ratowniczą, by nie ustała w poszukiwaniach i nie zniechęciła się w drążeniu tunelu - wspomina Urzua. Pocieszająca była świadomość, że Bóg towarzyszy im pod ziemią... jako trzydziesty czwarty górnik.


Marcin Zatyka


Tekst pochodzi z Tygodnika

9 stycznia 2011



   


Wasze komentarze:
 grzesiek: 12.01.2011, 11:31
 świetne swiadectwo wiary górnika,górników. Brawo dla nich! Oby bylo wiecej takich ludzi! Z Bogiem można pokonać wszystkie przeciwności losu! Serdeczne pozdrowienia!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej