Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Piesza pielgrzymka... na wózku!

     Jestem niepełnosprawny ruchowo, pomimo to jednak pragnąłem wyruszyć na opolską pielgrzymkę do Częstochowy. Przede wszystkim dlatego, aby nie stać w miejscu - zwłaszcza na tej drodze, po której Maryja prowadzi nas do Jezusa. Wiedziałem jednak, że nie jest łatwo przejść tak długą drogę samemu, więc wielokrotnie rezygnowałem. Trudno mi było uwierzyć, że znajdą się osoby, które chciałyby pchać mój wózek. Od dwóch lat jednak sam Bóg przejął inicjatywę - nie mam wątpliwości, że to właśnie On zsyłał mi ludzi, którzy chcieli mi pomagać.

     Najpierw zadzwoniła Monika i zapytała: "Jacek, idziesz na pielgrzymkę?" Odpowiedziałem, że niestety feie, bo nie znalazłem nikogo, kto mógłby stale mi towarzyszyć... Monika zaproponowała: "Może poszedłbyś ze mną?" Czy można było oprzeć się takiej propozycji? Muszę przyznać, że podziwiam jej odwagę i wiarę w to, znajdą się także inne osoby chętne do pomocy, bo cięż ta cudowna "kruszyna" nie byłaby w stanie długo pchać wózka.

     Podobnie było podczas następnej pielgrzymki, moim "Aniołkiem" została Ola - już sama jej obecność przy mnie była znakiem Bożej opieki. Jestem przekonany, że Bóg daje nam siebie i okazuje nam swą Miłość,

także poprzez drugiego człowieka.

     Wiedziałem, że Bóg pomaga, ale nie wyręcza. Toteż już pierwszego dnia pielgrzymki poprosiłem o pomoc zupełnie przypadkowo spotkanego chłopaka. Dla Sławka był to pierwszy kontakt z osobą niepełnosprawną, więc początkowo wywoływało to jego zakłopotanie -nie wiedział, jak się zachować, o czym rozmawiać. Gdy jednak chwycił za wózek i wymieniliśmy parę zdań, przełamały się w nim bariery i stał się moim niezawodnym towarzyszem.

     W czasie pielgrzymki mogłem przekonać się, że pojawiające się problemy polegają tylko na tym, że czasem rzeczywistość rozmija się z naszymi oczekiwaniami, po to aby mogły zrealizować się znacznie wspanialsze plany Opatrzności! Było tak m.in. wtedy, gdy nagle dowiedziałem się, że nasza grupa ma nocleg w innej miejscowości niż ta, w której miałem zarezerwowane miejsce. Monika musiała pójść z naszą grupą, gdyż pojechały tam jej bagaże, a ja potrzebowałem opieki także podczas snu... Wówczas niebiosa zesłały mi ponownie przyjaciół - Magdę i Andrzeja, którzy mogli pójść ze mną. W sytuacjach, gdy byłem bezradny,

wystarczyło zaufać Bogu,

     a On dawał mi to, co jest najlepsze i najwspanialsze!

     Szczególnie cieszy mnie, że Magda przez parę godzin mogła odpocząć, siedząc na moich kolanach. Dzięki temu trudy pielgrzymki odczułem także na własnych nogach!

     Myślę, że każda z tych osób, która mi pomagała, dawała wspaniałe świadectwo tego, że prawdy głoszone przez Jezusa we współczesnym świecie nie pozostały tylko pustymi słowami, gdyż są ludzie, którzy

potrafią prawdziwie żyć Ewangelią

     Być może przykład ten pomoże zastanowić się, czy takiego świadczenia dobra bliźnim nie brakuje w naszym życiu, po to aby nabrało ono większego sensu, wartości, a nawet radości? A może wręcz uświadomi, że właśnie w ten sposób indywidualne istnienie przestałoby być bezcelową wędrówką, w której jedynym drogowskazem jest czubek własnego nosa... Mam nadzieję, że dzięki temu ktoś przypomni sobie o sąsiedzie na wózku i pomyśli: "czyja nie mógłbym pomagać jakiejś osobie niepełnosprawnej podążać z tą pielgrzymką, którą jest każdy dzień życia..."?

     Jeszcze kilka lat temu także przy mnie nie było żadnej osoby, którą mógłbym nazwać przyjacielem lub kolegą. Wówczas trudno mi było nawet poprosić o pomoc, wszyscy wydawali mi się tacy odlegli, a nawet obojętni... Dopiero gdy zacząłem wjeżdżać na obozy, spotkania, rekolekcje, w moim życiu pojawili się ludzie, poprzez których Bóg okazuje mi, jak wielka jest Jego Miłość, Wszechmoc, Troska. By tego doświadczyć,

musiałem wyjść do ludzi,

     m.in. zdecydować się na udział w pielgrzymce. Musiałem zaufać Opatrzności, bo ten kto nic nie ryzykuje, ten również nic nie robi, nic nie ma i jest nikim, bo niczego nie doświadcza ani nic nie wnosi do życia drugiego człowieka. Jestem przekonany, że właśnie w obliczu tego, co wydaje się przekraczać nasze możliwości, trzeba dać sobie szansę, aby wzrastać i rozwijać się; aby nasze życie nie ograniczyło się do dreptania w miejscu, lecz by wciąż odnajdywać Boga w tym, co On nam przygotował. Myślę, że nasz Ojciec w Niebie postępuje podobnie jak rodzic, który staje w pewnej odległości przed uczącym się chodzić dzieckiem, aby mogło ono zrobić pierwsze samodzielne kroki.

     Dojście do Jasnej Góry było dla mnie ogromnym umocnieniem - dzięki temu udało mi się przełamać kolejną barierę moich ograniczeń, które istnieją przede wszystkim w umyśle - w wyobraźni, lękach, kompleksach... To właśnie one sprawiają, że tak wielu ludzi ogranicza się jedynie do biernej obserwacji życia, np. w telewizji, a przecież tak naprawdę żyjemy na tyle,

na ile istniejemy dla innych osób

     Oczywiście łatwiej jest współczuć jakiemuś "inwalidzie" z te-lenoweli niż w rzeczywistości pomóc komuś na wózku np. wejść do kościoła. W takich sytuacjach, gdy dajemy siebie drugiemu człowiekowi, nasze życie staje się szczególnie cenne i bogate - zwłaszcza w oczach Boga. Niejednokrotnie przeszkodą jest błędne przekonanie, że tylko ktoś wyjątkowy może towarzyszyć osobie niepełnosprawnej. Moje doświadczenia jednak mówią, że w każdym człowieku kryje się ogromny potencjał dobra, a tylko poprzez otwarcie się na innych ludzi, dobro ma szansę rozwijać się w nas i w ten sposób czynić świat piękniejszym.

     Warto wciąż przekraczać granice własnych obaw i słabości, bowiem tylko wtedy można wzrastać w Wierze, Nadziei i Miłości, a także aktywnie żyć dla Boga i drugiego człowieka. Skoro życie doczesne jest drogą, na której czasem wznoszą się góry, to można stanąć przed jedną z nich i już tylko czekać... na swój koniec... lub można próbować pokonywać te przeszkody, aby iść wciąż dalej... śladami pozostawionymi przez-Jezusa...


Jacek Ryng

   


Wasze komentarze:
 Monika: 05.04.2008, 16:35
 Jacku gdybys mieszkal w Szkocji to zobaczylbys inny swiat. Niepelnosprawni sa wszedzie i jest to normalne. Chodza na basen, kina restauracji, przyjezdzaja do hoteli lataja samolotami i jest to normalne. Nawet ostatnio obsluguja w sklepach. U mnie w pracy kolezanka przygotowuje sniadania. Nie wiem dlaczego w Polsce jest kult piekna i bogactwa a tu zyje sie normalnie.
 mm: 04.04.2008, 22:00
 To prawda lęki i kompleksy tworzące się w naszych umysłach potrafią niekiedy przyćmić wszystko to co piękne wokół nas! Zamknąć nas na drugiego człowieka; nie pozwalają być w pełni sobą... Dziękuję za wspaniałe świadectwo. Niech Pan zawsze nad Tobą czuwa!
 bela: 04.04.2008, 10:42
 ''Jesteś wyjątkowy''- DROGA JEST TRUDNA, POMAGAJMY SOBIE WZAJEMNIE. DROGA JEST PEŁNA RADOŚCI, DZIELMY SIĘ NIĄ.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej