Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Krokodyl dla ukochanej... warto wspierać rozwój mężczyzny Krokodyl dla ukochanej... warto wspierać rozwój mężczyzny
Jacek Pulikowski
Lektura tej książki, dzięki realizacji 12 postulatów zaproponowanych przez autora, nauczy Cię stawiania mądrych wymagań mężczyźnie, aby rozwijać jego możliwości, by nauczyć go "góry przenosić" czy sprostać wyzwaniom... » zobacz więcej




  Paweł, 22 lata
50
11.08.2005  
Wydaje mi się , że ludzie dzielą się na dwie grupy pierszwa cześć chce za wszelką cenę zaciągnać kogoś do łóżka druga ( wierzący) do ołtarza . Ja natomiast czuję się poza tymi grupami . Na razie nie chce mieć żony ani kochanki , ale dziewczynę ( kogoś z kim można pożartować , iść do kina czy klubu ,przytulić się od czasu do czasu , a nie od razu rejestrować związek). Związku z tym nie pocieszają mnie ani propozycje niewierzących \"zaspokojenia\" ani pocieszania w stylu ze może znajdę kogoś pożźniej nie chce jeszcze rodziny ( i wierzę , że nikt nie jest gotowy do jej założenia jeśli nie był w jakimś poważniejszym związek conajmniej rok może dwa ) ale tylko kogoś bliskiego . Czy jest to złe , czy dlatego Bóg mi nie dał nikogo . Nie rozumien tego . Jak mam dłużej przetrwać samotność .
Nie chodzi mi (na razie ) ani o seks ani o małżeństwo chce kogoś bliskiego czy to źle .


* * * * *

Jeśli chcesz: pożartować czy iść do kina to potrzebny Ci przyjaciel.
Jeśli zaś do tego chcesz się "przytulić od czasu do czasu" to już inaczej się sprawy mają.
To normalne, że chcesz mieć kogoś bliskiego, to normalne też, że w tym wieku nie jesteś gotowy do małżeństwa. Tylko musisz najpierw jasno określić o co naprawdę Ci chodzi. Widzisz, jest tak, że nie da się tak po prostu dziewczyny przytulić "od czasu do czasu". No bo o jaki czas chodzi? Raz na tydzień? Na miesiąc? Raz na dzień? A poza tym limitem już nie da rady?
Albo szuka się miłości i z kimś się jest (i żadne limity przytuleń nie wchodzą w grę) albo szuka się przyjaźni, ewentualnie kumpla do przyjemnego spędzenia wolnego czasu.
Ja tak teraz może trochę upraszczam, ale chodzi mi o pokazanie, że Twoje oczekiwania mogą być przez dziewczyny źle odebrane: jako chęć znalezienia kogoś po prostu do towarzystwa.
Piszesz, że wierzący chcą zaciągnąć kogoś do ołtarza. Moim zdaniem, nie o ołtarz tak od razu tu chodzi tylko o określenie charakteru relacji i posiadanie jakiejś pewności, że chłopak nas traktuje poważnie, a nie jak zabawkę, która może zostawić, kiedy mu się znudzi.
Kobieta w związku potrzebuje bezpieczeństwa, oparcia, szacunku i perspektywy na przyszłość. I to wcale nie oznacza, że trzeba się jej od razu oświadczyć albo co najmniej przyobiecać ożenek po jakimś tam czasie, tylko o to, by - tak jak napisałam - czuła, miała pewność, że facet traktuje ją poważnie. Że jest z nią nie dlatego, by miał towarzystwo, miał z kim się pokazać, tylko dlatego, że ją kocha, że mu na niej zależy i że liczy się z jej uczuciami. To nie jest tak, że będziesz miał dziewczynę, abyś Ty mógł się od czasu do czasu przytulić tylko będziesz przytulał dlatego, że ona tego potrzebuje, wiesz? I nie czasem tylko tyle razy ile ona będzie tego potrzebowała. Oczywiście - jak Ty będziesz potrzebował to ona też Cię przytuli. Ciebie, nie tylko "się".
Miłość prawdziwa jest wtedy gdy potrafimy przekroczyć granice własnego egoizmu aby pragnąć dobra dla drugiego człowieka.
Będąc w związku mężczyzna powinien patrzeć na swoją dziewczynę jak na ewentualną przyszłą żonę. I znowu - nie musi robić założenia, że na pewno się z nią ożeni, ale zaczynając z nią chodzić powinien brać pod uwagę ewentualność, że może tak być. I pod tym kątem rozpatrywać ewentualne kandydatki "do chodzenia". Gdyby tak było, gdyby chłopcy (i dziewczyny oczywiście też!!!) zaczynając się z kimś spotykać brali pod uwagę ewentualność przyszłego małżeństwa z tą osobą to o wiele mniej byłoby bolesnych rozstań, pomyłek i rozczarowań. Ja nie chcę powiedzieć, że na pierwszej czy drugiej randce należy się określić, że należy o tym mówić. Nie! Żebyśmy się dobrze zrozumieli: chodzi mi o to, żeby nie zaczynać spotykać się dla rozrywki, z nudów, tylko dlatego, że ktoś jest przystojny, a z innych względów nam nie odpowiada, no ale z nim jestem "bo jest zabawny", "bo inne na niego lecą", bo "mam z kim iść na imprezę", "bo inne mają chłopaka", "bo już wypada" itd. Żeby nie egoistyczne pobudki posiadania kogoś kierowały naszą chęcią bycia z kimś tylko pragnienie dobra dla tego człowieka.
No to wracamy do tego ciągnięcia przed ołtarz :) Nie przeczę, że są pewne osoby, którym się przed ten ołtarz spieszy, z różnych powodów, głównie daleko już posuniętego (ich prywatnym zdaniem) staropanieństwa; no, starokawalerstwa też, ale częściej to dotyczy chyba pań. Nie przeczę, że istnieje druga grupa, ciągnąca do łóżka. Tak.
Ale między tymi grupami są takie jednostki jak Ty. Część tych jednostek to dziewczyny. Dziewczyny mają co do zasady inną psychikę (tu polecam książkę Johna Graya "Mężczyźni są Marsa, kobiety są z Wenus"), a co za tym idzie - inne oczekiwania. No i może być tak, że to co Ty (i znaczna część facetów) bierzesz za "ciągnięcie przed ołtarz" jest po prostu wspomnianą przeze mnie wyżej potrzebą poczucia poważnego traktowania, no i tej perspektywy na przyszłość. Bo kobieta generalnie nie uznaje spotykania się dla samego spotykania.
Uff, no mam nadzieję, że trochę Ci pomogłam. Reasumując: szukaj miłości, ale weź pod uwagę też oczekiwania dziewczyny. No i nie zaczynaj związku tylko dlatego, że doskwiera Ci samotność, to nie jest dobry powód. Czasami lepiej poczekać dłużej i być naprawdę gotowym niż przeżywać rozczarowania.

  Monika, 16 lat
49
10.08.2005  
Czy mogę być zakochana w osobie w moim wieku?

* * * * *

No, oczywiście! A czemu nie?

  Misia, 34 lat
48
10.08.2005  
mam bardzo powazne problemy ze soba:(:(:( gdzie moge szukac pomocy...

* * * * *

Jeśli jesteś z Warszawy:

Stowarzyszenie Chrześcijańskich Psychologów przy Caritasie
ul. Bednarska 28/30
tel. (022) 542-89-90, 542-87-07, 542-87-01

Jeśli nie jesteś zadzwoń tam i spytaj o podobne placówki w Twojej okolicy.

  Natalia
47
10.08.2005  
hmm.. mam taki problem.. więc ... mniej więcej 4 lata temu poznalam chlopaka.. powiem szczerze, ze odrazu cos mnie do niego ciągneło..na poczatku bylo to zwykle zauroczenie.. ale pozniej.. hmm.. mysle ze bylo i jest to cos wiecej..duzo wiecej.. bylismy razem..ale..nie moglismy sie dogadac.. czeste klotnie..slowa, ktore czasem bardzo raniły.. jednak zawsze umieliśmy sobie to wytłumaczyć..on nauczyl się słowa \"przepraszam\".. ja - patrzenia na ludzi mniej wymagającym wzrokiem..juz nie szukalam ideałów.. bo on napewno nim nie był..kazda rozmowa z nim..ehh..znaczyla dla mnie bardzo wiele.. jednak jest podstawowa bariera i problem.. - on jest strasznie zamkniety w sobie..moze poprostu wplywa tak na niego otoczenie.. jest tzw \"pseudo kibicem\"..albo jak kto woli \"kibolem\" =/ ..czyli jak to mowia moi rodzice \"typowy margines społeczeństwa\" jest uzalezniony od alkoholu.. papierosow.. i chyba nawet narkotyków..chcialam go wyciagnąc z tego bagna.. i nawet mi sie to udawalo.. jednak po kolejnej klotni stwierdzil ze on nie moze byc \"inny\"... musi byc \"zly\" bo jego \"przyjaciele\" takim go znaja..i nie akceptuja innej - dobrej strony jego charakteru.. modlilam sie..prosilam Boga zeby mu pomogl.. czy cos sie zmienilo?nie wiem.. raczej nie.. nie jestesmy teraz razem.. zburzylismy wszystko.. nie wiem czy mozna to odbudowac..przez te wszystkie lata probowalam na przemian zapomniec i modlic sie..bylam na pielgrzymce w jego intencji..pozniej mialam operacje z tego wzgledu.. - cale cierpienie ofiarowalam za niego..ale Pan Bóg..ehh ... moze poprostu nie jest mi dane byc z tym chłopakiem?...ale.. ja go kocham.. mimo tego, że jestesmy z dwóch roznych swiatów... on-rozbita rodzina, kumple...dziwne wartosci.., ja-ulozona dziewczyna z \"dobrej\" rodziny ... za wiele nas dzieli? ... mozliwe.. mam dalej sie starac? miec nadzieje, ze kiedys wszystko sie ułoży.. czy odpuścić i probować zyc ..bez niego.. chce ufać Bogu.. wiem ze ma wzgledem mnie plan.. tylko nie wiem czy ja mam jeszcze sile... by go realizowac...

* * * * *

Natalio, bardzo poruszyła mnie Twoja historia. Niesamowite ile masz w sobie siły, cierpliwości i wytrwałości. Aż dziw bierze, że Wasze światy w ogóle się spotkały, że ten chłopak spotykał się z Tobą i jeszcze byłaś w stanie wywierać na niego jakikolwiek wpływ. Dlatego jestem przekonana, że nie jest tak do końca "zły". Na pewno jednak ma bardzo pokręcony życiorys i aby wyjść z tego w czym tkwi musi sam chcieć. Ty zrobiłaś już tak dużo, że więcej już chyba nie można. A jeśli on widząc to co zrobiłaś mimo wszystko nie zrezygnował z obecnego stylu życia to znaczy, że tej zmiany nie chce. Pokazałaś mu inne możliwości, inne perspektywy - nie skorzystał z nich.
Nie myśl, że Twoje wyrzeczenia i Twoje cierpienie były na darmo. Nie. Pan Bóg to wszystko widzi i na pewno pomogło to temu chłopakowi. To na pewno zaprocentuje. Być może gdyby nie Twoja ofiara jego życie wyglądałoby jeszcze gorzej, a być może dopiero w przyszłości będą tego efekty. Ale na pewno nic się "nie zmarnowało".
Każdy z nas ma rozum i wolną wolę. On też. Nikogo wbrew jego woli do niczego nie można zmusić. Do wszystkiego w życiu trzeba dojrzeć, wszystkiego trzeba samemu zapragnąć. Bardzo często jest tak, że chcemy kogoś (zwłaszcza kogoś kogo kochamy) uchronić od złego, bo wiemy jakie to będzie miało konsekwencje. Robimy coś "na siłę", dla czyjegoś dobra. Nieraz cierpimy, poniżamy się, błagamy, wręcz robimy coś za kogoś, aż do obłędu. To jest troska, to jest miłość z naszej strony.
Ale dopóki dana osoba nie zechce sama ująć wyciągniętej do niej ręki to nie ma takiej siły, żebyśmy jej coś narzucili.
Nie można żyć za kogoś.
To właśnie tajemnica wielkości człowieka dana nam przez Boga: to nasza wolność. Jesteś wolny, masz prawo wybierać. Od Ciebie zależy co uznasz za wartość. "Ja kładę dziś przed Tobą błogosławieństwo i przekleństwo..."(czyt. daję Ci ludzi, którzy pokazują Ci, ze można inaczej, stwarzam okoliczności i sytuacje abyś się przekonał, że jest wiele dróg) ale to TY CZŁOWIEKU wybierasz. Dałem Ci do tego wolną wolę, dałem Ci rozum abyś rozeznał.
Droga Natalio, nic z tego co zrobiłaś się nie zmarnowało. Jeśli masz jeszcze siłę - możesz się modlić. Ale nie szarp się, by wydostać go z tego bagna. Jesteś człowiekiem i nie masz takiej mocy. To Bóg ją ma i jeśli On zechce to w jednym momencie może tego chłopaka tak dotknąć swoją miłością, że sam zapragnie do Niego wrócić. I to też będzie jego wolna decyzja.
Pytasz czy mieć nadzieję, czy go sobie "odpuścić"? Wydaje mi się, że to on sobie "odpuścił" spotykanie się z Tobą, bo nie mógł jednocześnie być z Tobą i być takim jakim chce.
Co robić? Na pewno nie rezygnować ze swoich ideałów, zasad dla niego (no ale chyba tego to nie muszę Ci mówić, sam Twój list jest dowodem Twojej siły duchowej). Na pewno nie czekać w nieskończoność, aż on może się zmieni. Bądź otwarta na innych. Może nie szukaj specjalnie ale też nie zamykaj swojego serca przed innymi.
Daj Panu Bogu szansę, bo On wie co jest dla Ciebie najlepsze.
Jedyne co możesz zrobić to modlić się: za tego chłopaka (jeśli jeszcze dasz radę) i o rozeznanie woli Bożej w Twoim życiu. Przykładowe modlitwy znajdziesz tu: [zobacz]
Nie skupiaj swego życia wokół tego jednego chłopaka. Na pewno Ci na nim zależy, ale to on też musi chcieć. Nie pozwól, by walka o niego przesłoniła Ci wszystkie radości życia, abyś się "wypaliła", abyś nie miała już siły kochać. Nie możesz do tego dopuścić. Ty też masz prawo do szczęścia. Po prostu żyj, bądź sobą, ciesz się tym co masz i nie myśl obsesyjnie co jeszcze możesz dla niego zrobić.
Bo może Bóg ma dla Ciebie inny plan i też cierpliwie czeka, abyś się otworzyła na to co Ci przygotował?

  Ania, 21 lat
46
10.08.2005  
znamy się od lat.razem chodziliśmy do podstawówki,razem do liceum,teraz studiujemy osobno ale w tym samym mieście.ja i mój przyjaciel.każdą wolną chwilę spędzamy razem.jesteśmy prawie nierozłączni.cięszę się z tej pięknej przyjaźni ale od paru miesięcy czuję się jakoś tak dziwnie-czuję, że zaczyna mi na nim zależeć ale nie tylko jako przyjacielu ale kims więcej....czuję że zaczynam go kochać,już nie tylko miłością przyjacielską...czasem mam wrażenie ,że jemu też na mnie zależy -jak na dziewczynie a nie przyjaciółce.i choć w żartach padały różne słowa i gesty to jednak nigdy o tym nie rozmawialiśmy. z jednej strony chciałabym wiedzieć jakie są te nasze,jego relacje ale z drugiej strony nie chcę aby coś popsuło tą przyjaźń-zbyt wiele dla mnie znaczy.co robić?czekać aż samo się wyjaśni?przecież to może trwać kolejne miesiace....a znając siebie wiem , że nie zdobę się na szczerą rozmowę z nim z moje inicjatywy....ciężko mi:(

* * * * *

To normalne, że przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną zaczyna przeradzać się w miłość. Być może jest tak właśnie w Waszym przypadku. Rozumiem, że się boisz, że to może zepsuć przyjaźń - to prawda, później nie byłoby już tak samo. Być może tego też boi się Twój przyjaciel...i dlatego żadne z Was nie zrobi pierwszego kroku w tym kierunku. Oboje macie wrażenie, że jednym zbyt śmiałym ruchem można zniszczyć to co budowaliście tyle lat.
To prawda też, że może to trwać jeszcze długo...chyba, że któreś z Was nie wytrzyma napięcia.
Moim zdaniem to chłopak powinien zainicjować jakąś rozmowę na ten temat lub zaaranżować sytuację wyjaśniającą. Może on nawet chce to zrobić ale paraliżuje go strach przed odrzuceniem z Twojej strony.
Uważam, że Ty jako kobieta nie powinnaś pierwsza wychodzić z inicjatywą. Mężczyzna nie lubi jak się go stawia w takiej sytuacji, on lubi czuć, że to on panuje nad sytuacją, to on jest "zdobywcą". Ty zaś możesz mu delikatnie dawać do zrozumienia, że na to czekasz, że nie musi się bać, że chcesz. Możesz to wyrażać wzrokiem, uśmiechem, życzliwością, jakimiś drobnymi gestami np. w towarzystwie siadaj koło niego, słowem (ale ostrożnie!). Po prostu daj mu odczuć, że nie jesteś przeciwna, by między Wami było coś więcej. Nie podam Ci konkretnych przykładów zachowań, okazje wynikną z sytuacji, zresztą znacie się tyle lat, wiesz jak z nim rozmawiać, jak reaguje. Powodzenia!

  Dominika, 20 lat
45
10.08.2005  
Czy ludzie w dzisiejszych czasach potrafia tak naprawde kochać???

* * * * *

Potrafią!!!

  Asia, 11 lat
44
10.08.2005  
czy jezus mnie kocha?

* * * * *

Oczywiście! Najlepszym, dowodem na to jest fakt, że Cię stworzył :)

  Foczka, 15 lat
43
10.08.2005  
Witam wszystkich chciala bym podzielic sie z Wami swoim problemem a wiec. Chlopak mojej bylej przyjaciolki ,,swirowal,, do mnie, pisalismy sobie smski, buszczlismy sygnalki w koncu on powiedzial mi o swoim uczuciu(ale nie tak otwarcie, tylko tak pomalutku zebym sie sama domyslila).Puzniej odwazyl sie poprosic mnie o rozmowe aby wyjasnic to wszystko. Spotkalismy sie. on mi mowil ze nie chce mnie zranic itp. W koncu wyszlo ze nie bedziemy ze soba z powodu ktory sie nazywa BRAK CZASU. Powiedzial ze boi sie ze nie bedzie mogl byc przy mnie wtedy kiedy bede go potrzebowala. A ja nie musze z nim byc caly czas przecierz sa telefony sa wekendy itp. Nie wiem co mam zrobic napisalam mu ze mi bardzo na nim zalezy i poprosilam o spotkanie ale zupelnie nie wiem co mam mu powiedziec... Prosze o wasze opinie na tet temat musle ze moga mi one bardzo pomuc z gory dziekuje. FOCZKA

* * * * *

Brak czasu? Trochę to dziwne tłumaczenie. Wydaje mi się, że po prostu chłopak z jakichś względów się rozmyślił. Brak czasu nie jest przeszkodą w spotykaniu się z kimś kogo się kocha: tak jak napisałaś - są maile, smsy, telefony i weekendy. Nikt przecież nie oczekuję, że będzie z tą drugą osobą 24 godziny na dobę, przecież tak nie jest nawet w małżeństwie. Każdy ma swoje obowiązki. Poza tym jak się kocha to się stara tę odrobinę czasu na spotkanie wygospodarować, nawet kosztem innym zajęć.
Moim zdaniem on się boi przyznać, że nie chce się z Tobą spotykać - no smutne to, ale wydaje mi się, że tak jest. Jeśli jesteś wystarczająco silna to poproś go o szczerą rozmowę i powiedz, że uszanujesz każdą jego decyzję, ale niech będzie wobec Ciebie uczciwy i nie zwodzi Cię brakiem czasu.
Napisałaś też, że jest to były chłopak Twojej przyjaciółki (w zasadzie napisałaś, że jest to chłopak byłej przyjaciółki, no ale chyba nie chciałabyś się spotykać z aktualnym chłopakiem nawet byłej przyjaciółki?). Czy jesteś pewna, że on definitywnie zakończył tamtą znajomość? Bo może wcale tak nie jest?

  Joanna, 16 lat
42
10.08.2005  
Witam! Mam na imię Joasia, lat 16. Mimo swego młodego wieku, spotkałam się z poważnym problemem. Otóż kilka miesięcy temu poznałam chłopaka-właściwie mężczyznę. Mimo 7 lat różnicy świetnie się porozumiewamy :-) Spotkaliśmy się kilka razy(nasza znajomośc trwa już pół roku),codziennie rozmawiamy, piszemy do siebie sms-y. Ten chłopak, nie wiedział, że się we mnie szczerze zakocha, mimo, że później okazało się iż od ponad 4 lat ma już dziewczynę. Teraz okazuje się, że kocha nas obie..:-( Jednak pozostał z tamtą. Ostatnio spotkałam się z nimi u nich w domu, to była dość trudna sytuacja. Ja i mój \"przyjaciel\" nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Oboje chcemy mimo wszystko w jakiś sposób \"mieć\" siebie dla siebie. Ja mimo 16 lat, jestem pewna, że go pokochałam. Teraz nasuwa się pytanie: Czy on faktycznie kocha tę dziewczynę?, a może jest z nią tylko z przyzwyczajenia? Skoro on mnie kocha, a ja jego, to mam prawo o niego walczyć? Co mam począć? Proszę o odpwoiedź, z góry dziękuję.

* * * * *

Asiu, odpisałam Ci już odp. nr 26

  Nieznajoma, 19 lat
41
09.08.2005  
Moja syt.jest dosc trudna. bardzo mi na kims zalezy. nawet mysle ze go kocham. chlopak o ktorym mowie nigdy mnie nie poprosil o chodzenie. tak tylko sobie klikalismy.pewnego dnia mnie pocalowal i potem zaczelismy flirtowac. po jakism miesiacu on mi naposal maila zebym o nim nie myslala. nie zapomniala ale nie myslala.trudno mi bylo...w koncu powloli zapomianala. i pewngo dnia spotkalismy sie na imprezie. jak wracalismy to zlapal mnie za reke.nie wiedzialam co zrobic. spotykalismy sie.bylo b.milo.jednak oficjalnie nie bylismy para, mimo ze wszyscy tak o nas mysleli. on przy innych byl o mnie zazdrosny.dbal o mnie i okazaywal zaisnteresowanie. w koncu ja nie wytrzymalam.powiedziala mu ze nie moge tak dluzej.chodzilo mi o to ze powinnismy byc razem oficjalnie. wszystko sie rozpadlo.on powiedzial ze sie martwi ze bede myslec ze mnie wykorzystal.ja tak nie mysle.kocham go... on mowi ze nie potrafi kochac.chcial czuc moja bliskosc.wiecm ze sie z nikim nie zwiazal i nie mysli o tym.mi tak bardzo zalezy...nie wiem co robic....wiem ze teraz on pije,.ma problemy...jestem bezsilna...

* * * * *

No najwyraźniej chłopak ma problemy i to chyba duże i chyba nie tylko z miłością skoro leczy je ...alkoholem??? Nie znam jego sytuacji rodzinnej, ale wydaje mi się, że tam może być źródło tych jego trudności. Z tego co opisujesz wynika, że "chce ale się boi", sam mówi, że nie potrafi kochać - ja myślę, że po prostu nie jest jeszcze gotowy nie tyle na miłość co na związek z kimś. Zachowuje się tak jakby bał się zostać pokochanym, jakby myślał, że gdy on pokocha to ktoś go skrzywdzi i stąd lęk przed zaangażowaniem. Nie wie też jak postępować z dziewczyną, nie widzi, że swoim zachowaniem krzywdzi naprawdę.
W tej sytuacji bycie z nim na siłę nic nie da, bo do wszystkiego trzeba dorosnąć. Może więc tak być, że nawet jeśli zdecydowałby się być z Tobą to zaraz znów by uciekł i taka karuzela trwałaby w kółko, aż Ty byś tego nie wytrzymała. On musi najpierw dojść do ładu z samym sobą, musi zaakceptować siebie, być może pogodzić się z sytuacją w domu, p o k o c h a ć s i e b i e i dopiero będzie gotowy, by pokochać inną osobę.
Nie można w pełni kochać drugiej osoby nie kochając (nie akceptując) siebie.
Co Ty możesz robić? Możesz przede wszystkim dać mu wolność. Jeśli będzie mu na Tobie zależało szybciej weźmie się w garść i zrobi wszystko, by zapewnić Ci poczucie bezpieczeństwa. Bo na razie facet, który problemy leczy piciem nie jest oparciem dla kobiety, on nawet sam dla siebie nie jest oparciem. Reagowanie w ten sposób jest poważnym sygnałem ostrzegawczym dla kobiety, że ten facet nie jest dość silny. On musi dojrzeć. Ty nie zrobisz tego za niego. Możesz mu tylko pomóc modlitwą.

  Elżbieta, 36 lat
40
09.08.2005  
Jak wytrwać i dochować wierności gdy kocham bez wzajemnoąci, jak mam wierzyć w miłość nie czując jej od mojego męża?

* * * * *

Hmm, trochę mało informacji i bez rozeznania sytuacji trudno coś radzić w ciemno. Myślę, że powinnaś na ile to możliwe udać się do Poradni Życia Rodzinnego w Twojej miejscowości, tam na pewno Twoim problemem (jeżeli za tym stoi rzeczywiście jakiś problem) zajmą się specjaliści.
Poza tym nie wiem czy mąż rzeczywiście Cię nie kocha czy może jednak choć trochę się stara a Ty "nie czujesz" - pisałam o tym problemie w odp. nr 13 i 15.
Może też być tak, że różnice w psychice i zachowaniu kobiety i mężczyzny powodują między Wami niezrozumienie i konflikty. Bo mężczyzna zupełnie inaczej okazuje uczucie niż kobieta: jest mniej wylewny, woli działać a nie mówić. Nie chcę jednak na ten temat teraz rozpisywać się szerzej, bo jesteś dojrzałą kobietą i pewnie to wiesz. Chciałabym tylko polecić Ci książkę Johna Graya "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus," - to zaskakujące jak wiele nieporozumień można rozwiązać i aż dziw bierze, że przez naszą odmienność dobre intencje mogliśmy źle zrozumieć.

  Anka, 19 lat
39
09.08.2005  
Zastanawiam się, co powinnam wybrać. Jestem młodą osobą, więc stoi przede mną wybór powołania. Czuję dwie możliwe drogi : miłość do pewnej osoby - a więc małżeństwo, druga - to droga zakonna (lub bycie pastorem, ewentualnie...). Chcę być blisko Boga, chcę mu służyć bardziej wyjątkowo niż tylko uczestnictwem w Mszy św., lecz w mym sercu jest ktoś. Ktoś, kto nie wie o moim uczuciu, ale oboje tak naprawdę podsiadomie już sobie to przekazaliśmy. Widzę to po spojrzeniu, uśmiechu, dziwnej pewności....
Co powinnam wybrać ? Czuję się jak na rozdrożu. Obydwie drogi pociągają mnie i frapują.


* * * * *

Wybrać musisz sama i nikt na świecie Ci na to pytanie nie odpowie. Żadna z tych dróg nie jest też lepsza ani gorsza. Nie jest tak, że małżeństwo jest gorszym powołaniem ani też, że przez nie mniej się służy Bogu. Na pewno jednak służy się inaczej: są zupełnie inne obowiązki no i po prostu nie ma czasu nawet na codzienną Mszę św. Jest to bardziej służba Bogu poprzez służbę ludziom.
Jesteś jeszcze młoda, nic dziwnego, że trudno jest Ci się zdecydować i na szczęście nie musisz tego robić już dziś. Daj sobie czas, po prostu żyj, ucz się, pracuj. Jeśli myślałaś o studiach to się na nie zdecyduj itp., nie czyń żadnych radykalnych ruchów.
Obserwuj też obie drogi: jeśli masz styczność z małżonkami i osobami duchownymi to z nimi rozmawiaj, może pojedź na jakieś rekolekcje lub na kilka dni do jakiegoś zakonu aby przyjrzeć się życiu sióstr. No i nie uciekaj od uczucia do człowieka, które się w Tobie rodzi. Jeśli Twoje powołanie do życia zakonnego jest prawdziwe to przetrwa z pewnością, a to nic złego, że będziesz miała za sobą doświadczenie ziemskiej miłości (w zasadzi nawet teraz zaleca się, aby osoby wybierające życie duchowne miały jakieś "ludzkie" doświadczenia w tej dziedzinie - przynajmniej w seminariach tak jest, co do zakonów to nie mam pewności). Przynajmniej będziesz bardziej pewna, że to nie była Twoja droga. A jeśli wolą Bożą jest abyś była małżonką to też daj Bogu szansę :) Po prostu Aniu módl się o rozeznanie woli Bożej w Twoim życiu robiąc dokładnie to co robisz teraz. A modlitwy o rozeznanie powołania znajdziesz tu: [zobacz]

  Monika, 21 lat
38
09.08.2005  
witam :)juz od roku jestem bardzo szczesliwa z chlopakiem ktorego bardzo kocham , no wlasnie ja go kocham a on ??? byl przedemna z kims 6lat i teraz wiem ze mu trudno na nowo kochac. czasem poprostu juz przestaje wierzyc ze kiedykolwiek mnie pokocha ale wiem ze to Bog postawi go na mej drodze i Jemu nas powierzam . wiem ze to moze glupie pytanie ale czy warto czekac ? wierzyc ? jedyne czego pragne to odwzajemnienia swej milosci ...pomozcie i podtrzymajcie mnie przy nadzieii...z gory dziekuje i serdecznie pozdrawiam :)

* * * * *

A czy on Ciebie nie kocha czy tylko "nie czuje"? Poczytaj co napisałam w odp. nr 13 i 15.

  Olka, 15 lat
37
09.08.2005  
Tydzień temu poznałam fajnego chłopaka. Bardzo mi się podoba, jednak jestem osobą nieśmiałą i nie wiem jak zacząć rozmowę, jak przezwyciężyć strach? Jak pozanać czy też mu się podobam. proszę pomóżcie.

* * * * *

Spróbuj pożyczyć od niego jakąś książkę lub płytę albo poprosić o pomoc w jakiejś drobnej sprawie. Możesz spytać czy nie ma przypadkiem ładowarki do Twojej komórki. Jak zrobi to chętnie - jest do Ciebie pozytywnie nastawiony :)

  Bożena, 24 lata
36
09.08.2005  
poznałam chłopaka ktory jest odemnie 5 lata młodszy ale wogle nie odczuwam tej roznicy wieku jest mi z nim dobrze jest zabawny i przedewszystkim co lubie najbardziej czuły.problem polega natym ze mieszka kilkanascie kilometrow odemnie i nie mozemy sie codziennie spotykac.czy taka miłosc na odległosc ma sens??? prosze o rade

* * * * *

Niejedno małżeństwo zostało zawarte mimo odległości kilku tysięcy kilometrów między narzeczonymi (oczywiście wymaga to dużej dojrzałości i wytrwałości dwojga); czymże zatem jest kilkanaście kilometrów? Poza tym to wcale nie jest tak, że trzeba spotykać się codziennie. Ja nawet z narzeczonym nie spotykałam się codziennie (nie licząc gorączki przedślubnej ;-)), po prostu każdy ma swoje obowiązki, naukę, pracę itp. i nie zawsze jest na to czas.
Bożeno, to jeszcze nie miłość na odległość! Poza tym myślę, że trochę sprawę ułatwiłby rower :) (przyjemne z pożytecznym).
Inna kwestia to różnica wieku między Wami. Czy na pewno dobrze się dogadujecie na wszystkie tematy? Bo tak naprawdę dzieli Was trochę inna "odległość" - mniej więcej całego okresu studiów.

  Smerfetka, 13 lat
35
09.08.2005  
Miałam chłopaka o kilka lat starszego od siebie. Po jakimś czasie on zerwal ze mną muwiąc mi ze mam za malo lat. Nie wiem co mam zrobic. Nie moge tak po prostu odejsc bo ja go kocham.

Pomuzcie mi.


* * * * *

Ale to już nie ten etap, żeby rozważać czy odejść bo to już się stało.
Widocznie chłopak doszedł do wniosku, że nie dogadujecie się w równym stopniu we wszystkich dziedzinach. Przykro mi, ale przynajmniej był szczery (swoją drogą jeśli był kilka lat starszy to powinien przewidzieć, że może tak być a nie robić Ci nadziei i budzić w Tobie uczucia a teraz po prostu odejść). No cóż, pozostaje niestety pogodzić się z tym i czekać na swoją prawdziwą miłość. Z czasem przestanie boleć, a teraz staraj się z nim nie widywać i zająć czymś absorbującym, może pomóż starszej sąsiadce albo mamie w domu? Nie myśl, że Cię zbywam, to naprawdę Ci pomoże dojść do siebie. Zobaczysz jaką czuje się radość pomagając innym. Poczytaj też co napisałam Smutaskowi (odp. nr 28) o starszym chłopaku.

  Oliwka, 16 lat
34
08.08.2005  
znalazlam super chlopaka jestem z nim pol roku wiem ze mnie kocha, ale mielismy mala przerwe bo nie bylam zdecydowana podobal mi sie ktos inny tzn wolalam tego kogos ale gdy stracilam kacpra zrozumialam ze go kocham i wrocilsmy do siebie teraz caly czas spedzma z kolezankiami i bartkiem chlopakiem dla ktorego rzucilam kacpra... czuje sie przy nim super... ale i tak jak narazie wole kacpra nie woem co robic moj chlopak wyjechal a ja zostalam, z bartkiem... na niego kazda leci a on chcial mnie wiem ze nadal mu na mioe zalezy i wiem ze pod nieobecnosc kacpra cos sie stanie. Nie zdradze go bo jestem wierna ale pewnie sie w sobie zakochamyco mam zrobic?

* * * * *

No wiesz czegoś nie rozumiem: to kochasz tego Kacpra czy nie? Jak kochasz to czemu miałabyś się zakochać w Bartku jak on wyjechał? Dlaczego miałoby się "coś stać"? Argument, że "każda na niego leci a on chciał mnie" jest słabym argumentem. Przecież kocha się kogoś dlatego, że spotkało się bratnią duszę, a nie dlatego, że ma powodzenie u innych. Nie można iść za tłumem. Trzeba być sobą.
A jeśli jednak kochasz to nie rozumiem czemu teraz spędzasz czas z Bartkiem?
Poczytaj co napisałam wcześniej o miłości i zakochaniu. Życzę trafnych wyborów!

  Asia, 16 lat
33
08.08.2005  
mam problem... przynajmniej tak mi sie zdaje... moj przyjaciel obdarzyl mnie uczuciem, ktore nazywa sie miloscia... (chociaz ja w nia juz nie wierze... a moze po prostu boje sie jej...) zastanawiam sie dlaczego on we mnie sie zakochal... przeciez ja tego nie chcialam, nie dawalam zadnych \"znakow\" czy cos takego... od dawna czekalam na kogos wyjatkowego na kogos, kogo pokocham i kto bedziedzie mnie kochal... wiem, ze jeszcze mam duzo czasu, ale pragne tego bardzo goraco... zakochal sie we mnie ktos kogo sobie nie wyobrazam by mogl byc ze mna, a ja z nim... po prostu to jest nierealne... wiem, ze kiedy bede mu odpowieadac, ze nie mozemy byc razem zranie go bardzo mocno, ale ja inaczej nie umiem... pewnie dlugo bede sie wymigiwac od odpowiedzi, ale jednak bede musiala mu to kiedys powiedziec... nie chce go tak bardzo zranic... nie chce by prze ze mnie cierpial on, ani ktokolwiek inny... bo ja zbyt wiele sie nacierpalam przez nie odwzajemniona milosc... dlatego w nia juz nie wierze... pomocy nie wiem co mam robic...

* * * * *

"Serce nie sługa", nie zmusimy do miłości ani siebie ani innej osoby. Dobrze, ze jesteś szczera i uczciwa wobec tego chłopaka. No cóż, pewnie pocierpi jak się dowie, że nic z tego ale przynajmniej będzie miał jasną sytuację. I nie wymiguj się od tej rozmowy: ja wiem, że to nie jest przyjemne, ale im szybciej tym lepiej, przynajmniej nie będziesz go zwodzić i robić nadziei. Tak bywa, a nie można przecież z kimś być na siłę. A później o ile to możliwe to unikaj kontaktu z nim, niech boli jak najkrócej.
Zastanawia mnie tylko jedno: piszesz, że sama się nacierpiałaś z powodu nieodwzajemnionej miłości. Czy czasami nie jest tak, że się po prostu zraziłaś i nie dajesz teraz szansy innym bo się boisz ponownego zranienia? A może od tamtego uczucia minęło jeszcze mało czasu i rany się nie zabliźniły? Czasem jest tak, że obawa przed kolejną porażką paraliżuje nas i tracimy jakąś szansę.
Jeśli rzeczywiście nic do niego nie czujesz to powiedz mu to szczerze i możliwie jak najdelikatniej (np. że go lubisz, że możecie się przyjaźnić ale obawiasz się że się nie dogadacie w różnych dziedzinach na tyle by mogło Was połączyć uczucie, że stawiasz sprawę jasno i jeśli chce to możesz nie pojawiać się na jego horyzoncie, żeby było mu lżej). Jednak zanim to zrobisz pomyśl czy to nie obawa ponownego zranienia powstrzymuje Cię od dania szansy (może naprawdę wartościowemu) chłopakowi?

  Ola, 13 lat
32
08.08.2005  
dlaczego kochamy tych ludzi ktorym nasza milosc jest nie potrzebna ??

* * * * *

Jest potrzebna, tylko nie zawsze do tego do czego nam się wydaje. Uczucie nigdy się nie marnuje: w niebie poznamy jego owoce.

  Asia, 22 lata
31
08.08.2005  
Kocham i jestem kochana przynajmniej tak sądzę jednak nie do końca jestem pewna czy ta osoba jest tą właśnie z którą chciała bym być do końca życia i nie wiem jak znależć odpowiedź na to pytanie, czy wogóle da się na nie odpowiedzieć??

* * * * *

Jednoznacznie to się na pewno odpowiedzieć nie da, można tylko próbować - zatem zobacz co napisałam Kasi (odp. nr 19).

  Asia, 15 lat
30
07.08.2005  
Zakochałam się w chłopaku, którego prawie w ogóle nie znam... Wiem, że mnie nie kocha, nie wiem w ogóle czy mnie pamięta, ale kocham go... przynajmniej tak mi się wydaje. Nie widziałam go już tydzień i strasznie tęsknię za tym, żeby go w ogóle zobaczyć (mam jego zdjęcie, ale to nie to samo;() Modlę się do Boga, żebyśmy się spotkali i żeby on odwzajemnił moje uczucie, ale... Czy to wypada? Czy wypada prosić Boga o odwzajemnienie uczucia?? ?

* * * * *

Na pewno wypada, a nawet trzeba modlić się o rozeznanie swojego powołania. Bóg wie, że Ci na nim zależy, więc nie musisz Mu tego mówić :. A może warto też spróbować nawiązać jakiś kontakt z tym chłopakiem? Może ktoś z Twoich znajomych go zna? Może Ty wiesz kiedy ma zajęcia? Może interesuje się czymś konkretnym i mógłby Ci pożyczyć na ten temat jakąś książkę? A może po prostu zagadaj na gg? Bo Pan Bóg wprawdzie wie czego nam potrzeba ale człowiek też musi czasem wykonać jakiś ruch, "dać Panu Bogu szansę", bo inaczej będzie jak w tym kawale o pewnym Żydzie, który całe życie modlił się o to, by wygrał na loterii ale nigdy nie kupił losu ;-) Jeśli masz możliwość to spróbuj nawiązać jakiś kontakt, to będzie ten Twój ruch, a jeśli będzie to zgodne też z wolą Bożą to już Pan Bóg na pewno dalej zadziała. Powodzenia!

  Kamila, 14 lat
29
07.08.2005  
8 miesięcy temu zakochałam się w o 5 lat starszym chłopaku... kocham go do teraz... on o tym wie... za miesiąc zacznie studiować, ma zamiar zostać księdzem, ale nie jest jeszcze do końca o tym przekonany, bo kocha inną, która go nie chce... nawet jeżeli on by nie został księdzem to myślę że i tak nigdy z nim nie będe... co mam zrobić? Ja go naprawde kocham.

* * * * *

Ten chłopak jak widać szuka swojej drogi życiowej.
Jeśli pójdzie do seminarium to masz ułatwione zadanie: odnajdzie swoją drogę, będzie miał konkretne powołanie: służyć Bogu. Będzie na swoim miejscu w życiu.
Jeśli się na to nie zdecyduje i nadal będzie szukał to też będziesz musiała uszanować jego wybór. On wie o Twoim uczucia ale go nie podziela. Nikogo nie można zmusić do miłości, choć to bardzo przykre gdy kocha tylko jedna strona, gdy ofiarując tak wiele nic w zamian nie otrzymujemy. Nie wiń się za to uczucie. Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy.
W każdym przypadku musisz uszanować to co wybierze. Jeśli Ci bardzo ciężko to postaraj się ograniczyć kontakty z nim, przynajmniej do czasu gdy na coś się zdecyduje (zdaje się, że zajęcia w seminarium zaczynają się od września, a więc już niedługo). Pan Bóg wie co robi. Może przewidział dla Was inną drogę? Może on będzie wspaniałym księdzem a na Ciebie czeka gdzieś równie wspaniały chłopak?
Na razie módl się w intencji rozeznania swojego powołania.

  Smutasek, 13 lat
28
06.08.2005  
Mam 13 lat, chłopak w którym sie zakochałam ma 21 lat. On tez mnie kocha. Wszyscy odradzają mi tej miłości. Jestem pewna ze gdybym chciała być z nim musiałabym wybrać albo on albo przyjaciele. A on nie ma tyle czasu zeby ciągle się ze mną spotykać. Co mam robić ? Narazie nie jestem z nim ale strasznie mi go brak :( nie wytrzymuje bez niego.

* * * * *

Smutasku, a skąd wiesz, że on Cię kocha? Powiedział Ci to wyraźnie? Widzisz, trochę się nie dziwię, że wszyscy odradzają Ci ten związek, ponieważ jest między Wami duża różnica wieku. Niby 8 lat to nie tak dużo, ale dla np. trzydziesto- czy czterdziestolatków a nie dla Was. Tak się zastanawiam o czym Wy rozmawiacie na randkach? Co robicie? Macie wspólne zainteresowania? Troszkę to dziwne, że student (no w każdym razie chłopak w wieku studenta III roku - bo wiem czy studiuje) interesuje się dziewczynką z początków gimnazjum. Nie znam dokładnie sytuacji, ale wydaje mi się, że albo jest trochę niedojrzały emocjonalnie albo bardzo go pociągasz - ale fizycznie, bo jakoś naprawdę nie chce mi się wierzyć, że dogadujecie się w każdej dziedzinie.
Bycie z kimś wymaga pewnej jedności w kilku sferach: zarówno fizycznej, jak i intelektualnej, emocjonalnej, także duchowej. Zastanów się czy na pewno jesteście w tych wszystkich płaszczyznach na takim samym etapie? Czy byłabyś gotowa wyjść za niego za mąż? Nie? W ogóle nie jesteś gotowa wyjść za mąż? No pewnie, bo masz 13 lat, ale ten chłopak jest już dorosły i dziewczyny, z którymi się spotyka powinien rozpatrywać już pod kątem przyszłej kandydatki na żonę. Ja nie mówię, że ma się w tym wieku żenić, ja tylko zaznaczam, że powinien tak patrzeć na dziewczyny: jak na ewentualną przyszłą żonę - i tak je traktować.
Mówisz, że musiałabyś wybrać między nim a przyjaciółmi. A wiesz dlaczego? Bo przyjaciele doskonale czują tę przepaść między nim a sobą. Po prostu nie czuliby się dobrze w jego obecności, bo o czym innym rozmawia się w gimnazjum a o czym innym na studiach. To zupełnie różne światy!
Jesteś nim zauroczona (bo miłość to zupełnie inny stan - poczytaj o tym w odp. nr 15 i 19) i z Twojej strony to nic dziwnego. Czy jednak na pewno ten chłopak traktuje Cię poważnie?

  Ania, 21 lat
27
06.08.2005  
Mam problem chodze z chlopakiem od 9 miesiecy, i uprawiamy petting czy to jest grzech ?

* * * * *

Tak, jest to grzech ciężki.

  Joasia, 16 lata
26
06.08.2005  
Pół roku temu poznałam mężczyzne. Bardzo się sobie spodobaliśmy, lecz on nie powiedział mi, że od 4 lat ma narzeczoną:( Żałował, poniewaz nie wiedział, ze się we mnie naprawde zakocha. Liczył tylko na pzyjaźń. Niestety on pozostał z tą drugą kobietą. Twierdzi, że kocha nas obie.... Wczoraj się z nim i jego dziewczyną spotkałam. Widziałam jaki jest \"nieswój\". Ustaliliśmy, ze zostaniemy przyjaciółmi....Co ja mam zrobić? On jej nie zostawi, razem mieszkają, itd. A moze to tylko kwestia przyzwyczajenia?

* * * * *

Wiem co czujesz :( To bardzo nie w porządku ze strony tego chłopaka, że nie powiedział Ci o narzeczonej. A jeśli liczył tylko na przyjaźń to tym bardziej nie powinien ukrywać tego faktu. Obawiam się, że możesz mieć rację, że z jego strony to tylko przyzwyczajenie, pewne symptomy na to wskazują: czteroletnie narzeczeństwo i brak decyzji o ślubie? Ukrywanie faktu narzeczeństwa?
Wydaje mi się, że ten chłopak nadal szuka swojej miłości a z tą dziewczyną jest bo jest, bo nikt inny "się nie trafił" i boi się zostać sam. To taka rezerwa.
Może być tak, że facet jest z dziewczyną z przyzwyczajenia, szuka prawdziwej miłości, a gdy ją znajduje wycofuje się, bo boi się nowego, boi się ryzyka, a poza tym te ładne kilka lat razem nie pozwala ot tak się rozstać. Znałam taki przypadek. Narzeczeństwo trwało....18 lat! Naprawdę... Rozleciało się z wielkim hukiem, w bólu i łzach. To była konsekwencja strachu przed decyzją o małżeństwie - ale to już osobny temat.
Bardzo mnie zdenerwowało, że powiedział, że kocha Was obie. Dlaczego nie będzie na tyle odpowiedzialny, żeby podjąć decyzję???? Dlaczego nie zachowuje się jak mężczyzna, tylko obie Was zwodzi?
W tej sytuacji ruch należy tylko do niego: albo się żeni albo rozstają się z dziewczyną i facet określa czego chce. Żal mi Ciebie. Pozostaje Ci trzymać się ostatnich ustaleń, by nie narażać się na ciągłą huśtawkę nastrojów i nowe nadzieje. A jeśli znów zmieni zdanie - rozluźnić kontakty. Nie wolno mu igrać z Twoimi uczuciami. Bo w tym momencie on nie myśli co czujecie Wy obie tylko wybiera to co jemu w danej chwili bardziej odpowiada. Tak nie można.

  Adam, 22 lat
25
06.08.2005  
Witam wszystkich. Mój problem jest dosc zlozony, wiec troche tego bedzie ... Bedac w szkole sredniej bardzo podobala mi sie jedna dziewczyna. Chcialem sie z nia spotkac, nawiazac jakis blizszy kontakt ... nie udalo sie. Zawsze bylem skryty i raczej nie wierzylem w siebie, nie umialem okazac tego co czuje ... Przez 4 lata szkoly meczylem sie. Nawet po ukonczeniu szkoly mnie to meczylo. Zaczalem sie zarliwie modlic, zebym poznal kogos, z kim bede juz zawsze ... Na pielgrzymce pojawila sie ona - Ania. Od razu mi sie spodobala ... Jednak ja poszedlem na studia, ona zostala w naszym rodzinnym miescie- jest mlodsza. Przez okolo rok okazywalem jej zainteresowanie, jednak ona odbierala to jako przyjazn ... Wyjechalismy grupka na wakacje, i tam wszystko sie wyjasnilo. Jednak ona byla zainteresowana kims innym ... dlugo cierpialem, ale przyjalem to. Rok pozniej znowu pielgrzymka .. znowu Ania. Ten drugi ktos juz dla niej nie istnial, postanowilem sprobowac ... Jednak nic z tego nie wyszlo. W domu nie zaznalem milosci, nie umialem dac jej tego, czego potrzebowala ... Ciagle czekalem na nia. Pojawil sie ktos inny i ... powiedziala mi wprost zebym dal sobie spokoj. Meczylem sie z tym 1,5 roku ... udalo mi sie spojrzec na nia tak, ze nic mnie nie ruszalo. Poznalem kogos innego. Jednak oto paradoksalnie Ania widzac mnie z tym kims innym zaczela o mnie walczyc ... Listy, sms-y, prezenciki ... Postanowilem dac jej jeszcze jedna szanse. Nie od razu, bo nie wiedzialem co mam robic ... ale postanowilem. Wszystko trwalo ok. 6 miesiecy, kilkanascie razy polecielismy zbyt daleko we wzajemnych kontaktach. Nie chcialem tego ... Zawsze chcialem byc fair wobec niej i nie uzywac jej ciala do swoich egoistycznych zachcianek. Jednak ona byla innego zdania ... uleglem. Pieszczoty szly dalej i dalej ... czulem sie zle z tym, jednak nie chcialem jej tego mowic - wiedzialem jak zareaguje ... Ona tez czasami czula sie zle. Przestalismy ze soba rozmawiac, stracilismy przyjazn, ona zerwala ... Bedzie studiowac w innym miescie. Moze to smieszne... sporo sie modlilem i dostalem duzo znakow, ze to wlasnie ONA ... Jednak teraz to juz nie wiem. Bog mi i jej wybaczyl to wszystko, jednak ona zerwala, nie dala mi szansy poprawy ... To zbyt krotko zeby to opisac, jednak moze tyle wystarczy. Nie jest idealem - ale to musi byc cos silnego skoro trwa tak dlugo. A moze boje sie zaryzykowac z kims innym i po prostu nie ufam Bogu? ...

* * * * *

Wytrwały jesteś - to fakt. Cecha godna podziwu. Zrobiłeś jednak jeden błąd - pozwoliłeś, żebyście się za daleko posunęli w kontaktach fizycznych. Ty uważasz, że ona tego chciała - i pewnie tak było. Ale to Ty jesteś facetem, a facet to przewodnik w związku. Nie władca, tylko przewodnik. Zapewnia kobiecie oparcie, poczucie bezpieczeństwa i delikatnie nakierowuje związek na właściwe tory, jeśli coś jest nie tak. Kobieta ma inną, złożoną psychikę i czasami może się pogubić. Mężczyźni czasem robią pewien błąd. Pozwalają kobiecie decydować o wszystkim, myśląc, że w ten sposób okazują jej szacunek. Spełniają wszystkie jej zachcianki sądząc, że ona będzie tym zachwycona.
Panowie, to nie tak!!!!
Kobieta wcale nie oczekuje, że spełnisz wszystkie jej zachcianki. Kobieta pragnie, byś to Ty wziął ster w swoje ręce i poprowadził ją w swojej mądrości przez skomplikowane ścieżki życia. Żebyś był jej podporą - doradził, przeanalizował, przemyślał i wspólnie z nią podjął właściwą decyzję. To Ciebie natura wyposażyła w analityczny, trzeźwo myślący umysł i nie pozwoliła (jak kobiecie) kierować się emocjami i podejmować decyzji w przypływie euforii czy rozpaczy.
Kobieta, której facet pozwala o wszystkim decydować jest w głębi duszy sfrustrowana i podenerwowana faktem, że UWAGA - ONA TAK MYŚLI!!!!! - wszystko musi robić sama. Jeśli nawet na początku znajomości będzie jej to imponowało to nie dalej jak za trzy miesiące zacznie być tym zmęczona, a później przerażona perspektywą posiadania faceta o idealnych zadatkach na pantoflarza.
Nie chcę tu powiedzieć, że kobieta nie ma w związku nic do powiedzenia. Owszem, ma bardzo dużo (nie na darmo przysłowie mówi, że mężczyzna jest głową, a kobieta szyją ;-)) ale nie może być tak, że to ona na swych barkach niesie ciężar decydowania o wszystkim: od tego jaką zupę ugotować po decyzję o kredycie hipotecznym. A facet na wszystko się zgadza, no bo on tak żonę kocha. To dlatego napisałam, że ma być przewodnikiem. Nie władcą, tylko przewodnikiem - żeby nam się te pojęcia nie pomyliły.
Jak kochasz to prowadź. Bądź odpowiedzialny. Bądź przewodnikiem.
Może myślisz Adamie, że ja tu na inny temat piszę. Ten wstęp był konieczny, żebyś zobaczył jaki zrobiłeś błąd. Pozwoliłeś dziewczynie decydować o kierunku Waszego związku. Zostawiłeś jej decyzję o czystości, mimo, iż Ci to nie odpowiadało. Napisałeś, że ona też czasem czuła się z tym źle. Pewnie! A wiesz dlaczego? Bo oczekiwała, że będziesz silny i to przerwiesz. Że znajdziesz logiczne argumenty przeciw takiemu zachowaniu. Nawet jeśliby początkowo temu zaprzeczała - kobiety są czasem takie przekorne: chcą się przekonać czy facet naprawdę wierzy w to co mówi.
Myślę, że Anię "zjadły" wyrzuty sumienia i czuła rozgoryczenie w stosunku do Ciebie, że nie zdecydowałeś inaczej, że nie obroniłeś Waszego związku przed pokusami, że nie byłeś wystarczająco silny. Dlatego boi się zaufać Ci ponownie. Boi się, że znów będzie to samo i znów będzie czuła na sobie odpowiedzialność.
Co teraz zrobić? Udowodnić, że jest inaczej. Módl się, a Bóg da Ci szansę i pozwoli Ci się wykazać. Nie wiem czy z Anią. Po prostu się módl. Ufam, że Ci się uda. Powodzenia!

  niewinna, 22 lata
24
06.08.2005  
Miałam chłopaka z którym byłam pięć lat moja pierwsza cudowna miłość.Zostawiłam go bo polubiał zabawe i dziewczyny ,miałam dosyć siedzenia w domu kiedy on bawi sie z kolegami. teraz mam swietnego chłopaka ideał, jest cały czas przy mnie i bardzo mnie kocha,ale jego jedyna wada to zazdrość.Mowi mi jak mam sie ubierać i praktycznie nigdzie nie wychodzimy bo on jest zazdrosny o kazde spojrzenie.Meczy mnie to juz czasami bo jestem porzadna dziewczyna a on daje mi odczuc ze w sposobie bycia i rozmowy z chłopakami jestem kokietka,a ja poprostu usmiecham sie i jestem miła jak kazda dziewczyna.Dlaczego tak sie zachowuje?

* * * * *

Kochana, no to ideał czy zazdrośnik? Zazdrość bo bardzo poważna zła cecha. To w zasadzie najgłupsze uczucie, bo - abstrahując już od wszelkiej innej oceny moralnej - jedyne zachowanie, z którego człowiek nic nie ma. Zazdrościć komuś czegoś - to życzyć mu aby nie miał tego co ma, mimo, iż samemu się tego nie zyska. Gdzie tu logika? Zazdrosny chłopak to chłopak, który chce mieć dziewczynę na własność. Chce by nikt inny jej nie oglądał, z nią nie rozmawiał itp. Bo myśli, że ktoś ją poderwie albo ona go zostawi dla innego. A dlaczego? Bo jej nie ufa. Przecież w normalnym zdrowym związku, gdy chłopak ma dziewczynę to jest dumny z tego faktu, chce, by cały świat o tym wiedział. Żeby była największą brzydulą dla niego jest najpiękniejsza, nie wstydzi się tego i pragnie by wszyscy widzieli jaka jest wspaniała.
Jeśli ludzie sobie ufają nie zamykają się nawzajem w klatce, nie podcinają sobie skrzydeł, tylko nawzajem dopingują. Mądry mężczyzna chce by jego kobieta była zadbana, wykształcona i lubiana przez innych. Nie zamyka jej w domu. Pragnie jej szczęścia i rozwoju a nie egoistycznego zaspokojenia potrzeby posiadania jej tylko na własność (w ogóle nikogo nie można posiadać, można tylko z kimś być).
To zupełnie zrozumiałe, że to Cię męczy. Masz prawo się uśmiechać, masz prawo się ładnie (nie wyzywająco tylko ładnie) ubierać, masz prawo rozmawiać z ludźmi. Masz prawo wychodzić ze swoim chłopakiem. I nie musisz się tłumaczyć dlaczego spojrzałaś w tamtym kierunku i co wtedy myślałaś. Czy on jest od Ciebie dużo starszy? Bo czasami mężczyzna wiążąc się z młodszą kobietą robi się chorobliwie zazdrosny czując się mniej atrakcyjny od jej rówieśników. Pogadaj szczerze ze swoim chłopakiem, powiedz o swoich odczuciach, zapewnij o swoim uczuciu i o tym, że może Ci ufać. Pamiętaj, że zazdrość (szczególnie tego rodzaju) z wiekiem może się pogłębiać.
Związek musi dawać wolność a nie zniewolenie.

  Olka, 17 lat
23
05.08.2005  
jestem z kims ale nie jestem pewna czy on cos do mnie czuje. I czy ja do niego nie chce go zranic jak on mnie kocha a ja jego nie. Jest o starsz i mam wielkie obawy ze mi cos zrobi. I dla tego nie jestem pewna

* * * * *

Co do tego czy to miłość - zobacz co napisałam Kasi (odp. nr 19). Niepokoi mnie tylko dlaczego piszesz, że chłopak może Ci coś zrobić? Domyślam się, że jest od Ciebie sporo starszy i boisz się, że po jakimś czasie będzie dążył do kontaktu fizycznego, tak? Pamiętaj, że na nic nie musisz się zgadzać, na pewno wiesz gdzie są granice. Jeśli Cię kocha naprawdę to będzie Cię szanował. Jeśli nie - to czy warto z nim być? Poczytaj sobie na tej stronie dział "Miłość", szczególnie "Listy do dziewcząt".

  Aneta, 23 lata
22
05.08.2005  
cztery tygodnie temu mój mąż odszedł z moją kuzynką chciałabym wiedzieć czy jest jeszcze szansa na uratowanie naszego małżeństwa

trzy tygodnie temu poznałam Czarka chciałabym wiedzieć czy myśli o mnie poważnie ponieważ ja tak i czy mógłby się we mnie zakochać

Chcę żeby mj mój mąż wrócił chociażby dlatego że potrzebuje go nasz siedmioletni syn i dlatego że go kocham lecz wydaje mi się że szansa na jego powrót jest nikła, odszedł z inną kobietą do tego jeszcze moją bliską kuzynką, która ma dwoje dzieci twierdzi że ją kocha i że jest z nią szczęśliwy nie wiem czy jest to prawdziwa miłość czy tylko chwilowe zauroczenie jak narazie trwa to miesiąc próbuje więc ułożyć sobie życie na nowo tylko nie wiem czy z Czarkiem jest to możliwe wiem tylko że przy nim czuje się dobrze i jest mi łatwiej odnależć się w tej sytuacji i przeżyć to wszystko nie wiem co robić co mi radzisz czekać na męża czy zostać z Czarkiem (nawiasem mówiąc mam 23 lata urodziłam Mateusza gdy miałam 16 lat przez siedem lat byliśmy małżeństwem Mariusz był moim pierwszym mężczyzną jeśli chodzi o Czarka ma on 20 lat ale mi to wogóle nie przeszkadza) proszę doradź mi co mam robić piszę do Ciebie ponieważ nie mam za bardzo możliwości porozmawiać z kimś kto jest całkowicie bezstronny w tej sytuacji mam nadzieję że Ty mi pomożesz proszę Cię o to pozdrawiam Aneta


* * * * *

W pierwszej chwili zastanawiałam się czy ten list jest pisany na poważnie.
Jeżeli tak to jestem tą sytuacją przerażona - i to z różnych względów.
Po pierwsze dlatego, że tak młodzi ludzie mogą mieć już za sobą takie doświadczenia.
Po drugie- jak można być na tyle niedojrzałym egoistą, żeby po prostu odejść od rodziny i związać się z kobietą, która również - jak podejrzewam - ma męża? No, w każdym razie ma dzieci. I tak po prostu twierdzić, że się ją kocha? - co za bzdura! Ten człowiek chyba nie ma zielonego pojęcia o miłości!!!
Po trzecie - zastanawia mnie fakt, że mimo miłości do męża (tak piszesz) tak po prostu zakładasz możliwość związania się z jakimś Czarkiem, poznanym -o zgrozo! tydzień po odejściu męża?

Nasuwa mi się pytanie czy Wy w ogóle macie ślub kościelny?
Nie jest to pytanie zadane bez powodu. Jeśli tak - to dylemat "czy czekać na męża czy zostać z Czarkiem" nie powinien tu w ogóle mieć miejsca. Wiesz bowiem komu i przed Kim przysięgałaś "...i że Cię nie opuszczę" (tak na marginesie nie jest to zobowiązanie do fizycznego trwania np. przy mężu alkoholiku - Kościół przecież dopuszcza separację, tylko zobowiązanie do duchowego nieopuszczenia, czyli nie związania się z kimś innym). Być może nie macie ślubu kościelnego, co wcale nie zwalnia z odpowiedzialności. Ślub cywilny jak sama nazwa wskazuje jest ślubowaniem wywołującym skutki w prawie cywilnym, a formuła przysięgi zaczyna się przecież od słów: " Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny..."ŚWIADOMY. No, chyba, że ktoś nie jest świadomy, ale niestety przed ślubem cywilnym nie ma nauk przedmałżeńskich, protokołów itp. A szkoda. Bo odpowiedzialność za założenie rodziny dotyczy każdego, nie tylko wierzących. Wierzący tylko decyzję bycia z kimś wyrażają przed Bogiem, a osoby biorące ślub cywilny przed urzędnikiem państwowym i ich małżeństwo ma określone skutki dla państwa.
Droga Aneto, ja naprawdę bardzo Ci współczuję sytuacji w jakiej się znalazłaś, ale spróbuj spojrzeć na to trochę obiektywnie. Masz syna. Jesteś odpowiedzialna za jego rozwój w każdej dziedzinie. Tak samo jest za to odpowiedzialny Twój mąż. To, że on odszedł nie rozwiązało automatycznie Twojego małżeństwa ani nie zlikwidowało obowiązków Was obojga. Czy to jest zdrowa sytuacja, że tydzień po odejściu męża wiążesz się z dwudziestolatkiem a na to wszystko patrzy Twój siedmioletni syn? Kim jest dla niego Czarek?
Ja myślę, że znalazłaś się w sytuacji, która Cię przerosła. Jesteś młoda, a masz siedmioletniego syna -musisz wychowywać dziecko, musiałaś to robić sama będąc jeszcze dzieckiem.
Teraz zostawił Cię mąż. To normalne, że boisz się zostać sama i że pragniesz męskiego ramienia. Kobieta potrzebuje oparcia, poczucia bezpieczeństwa. Ja się nie dziwię, że nie jesteś w stanie podźwignąć ciężaru i szukasz kogoś kto by Ci pomógł. Ale nie tą drogą! Potrzebujesz fachowej porady, nawet konkretnej pomocy. Proponowałabym, żebyś się zgłosiła w swojej miejscowości do poradni rodzinnej, tam będziesz mogła porozmawiać z fachowcami. Możesz porozmawiać też z kimś z Twojej (lub innej) parafii. Czy masz oparcie w swoich rodzicach?
W tej chwili Ty i Twój syn potrzebujecie po prostu pomocy. Potrzebujecie pieniędzy, wsparcia, może pomocy psychologa. W każdym razie konkretów.
Nie wiem jak zachowa się Twój mąż. Mam nadzieję, że się opamięta i wróci dojrzalszy. Czekać zawsze warto. Wiążąc się z Czarkiem nie czekasz i stajesz się tak samo winna rozpadu małżeństwa jak on. A może chcesz się z nim związać, żeby mężowi zrobić na złość, pokazać, że też możesz kogoś mieć?
Ufam, że podejmiesz właściwą decyzję, a jaka jest właściwa to sama doskonale wiesz.
I nie bój się skorzystać z pomocy. Potrzebujesz jej.

  Majka, 17 lat
21
05.08.2005  
Podoba mi sie pewein chłopak. Mam jego nr GG od jego kumpla . Czy moge do niego tak porostu zagadać? Czy wypada?

* * * * *

Wypada :)

  Olga, 19 lat
20
05.08.2005  
Swojego chopaka zam od 3 lat Chodzic zaczelismy 1,5 roku temu. Jest starszy odemnie o 5 lat. Bardzo sie kochamy dlatego postanowilismy rozpocząc współżycie po ślubie a planujemy go po studiach. Jednak niedawno doszło do czegos czego żałuje zaczelismy dotykac swojego ciała. Dotyk piersi i ich pieszczoty. Wiem ze to złe i boleje nad tym. Nie wiem jak powiedziec o tym mojemu chłopakowi żebysmy przestali boje sie ze moze jest juz za pózno boje sie ze moze dojsc za jakis czas do czegos gorszego. Zdradzilismy swoje ideały. Wiem ze mój chłopak jest tym mężczyzna z którym chce przejsc przez swoje życie. Wiele juz razem przeszlismy zarówno chwil dobrych jak i złych. Wiem ze moge na nim polegac i niechce go straciać. wiemy ze chcemy założyć rodzine miec dzieci. Ale boje sie ze to zachowanie nas zniszczy. Prosze powiedzcie jak mam z nim zaczac rozmowę? Prosze o szybka odpowiedz.

* * * * *

Na szczęście wiesz, że to jest złe i chcesz z tym skończyć. Niepokój ducha jest znakiem, że przekroczyliśmy pewne granice. Pytanie czy Twój chłopak ma tego świadomość, ale jest mu z tym dobrze czy też takiej świadomości nie ma? Tak czy owak należy mu jak najszybciej powiedzieć dokładnie to co napisałaś tutaj: że przekroczyliście granice, zdradziliście ideały i że takie zachowanie Was niszczy. Że rozbudzenie Waszych ciał spowoduje, ze będziecie chcieli pójść dalej, a przecież tego nie chcecie. Że takie zachowanie jest grzechem i powoduje Twoje wyrzuty sumienia. Że przecież ustaliliście, ze współżycie będzie po ślubie i że bardzo chcesz, żebyście zachowali czystość. Że jeśli Cię kocha to niech uszanuje Twoje ciało. Niech pomyśli jak chciałby, żeby ktoś inny traktował jego przyszłą żonę i sam niech się tak zachowuje.
A jak zacząć rozmowę? Skoro jesteście ze sobą już 1,5 roku to w zasadzie chyba nie powinno z tym być problemów? Znasz go, wiesz jak reaguje. Możesz powiedzieć, ze zauważyłaś, że Wasze kontakty ostatnio bardzo się zacieśniły, że staliście się sobie bardzo bliscy, że ..(tu za coś go pochwal koniecznie!) a później powiedz, ze niepokoi Cię tylko jedna rzecz: że zaczynacie łamać swoje postanowienia i że Ty nie chcesz aby nadal tak było. Jeśli chłopak Cię kocha to na pewno przemyśli sprawę i to uszanuje. A wtedy pozostanie tylko twardo trzymać się zasad. Może pomoże Wam w tym Ruch Czystych Serc? (szczegóły na tej stronie). Możecie też sobie poczytać "Miłujcie się" - to specjalistyczne pismo od "tych spraw". Powodzenia!

  Kasia, 20 lat
19
05.08.2005  
Szczęść Boże :) Ja chciałam zadać - z pozoru dla niektórych może się to pytanie wydać banalne - pytanie o następującej treści: SKĄD BĘDĘ WIEDZIAŁA, ŻE MÓJ CHŁOPAK JEST TYM, NA KTÓREGO CZEKAŁAM CAŁE ŻYCIE?? SKĄD BĘDĘ WIEDZIEĆ CZY MIĘDZY NAMI JEST PRAWDZIWA MIŁOŚĆ??? (jesteśmy razem już dośc długo - ponad rok) Pozdrawiam :)

* * * * *

Banalne? Kasiu, zadałaś jedno z najtrudniejszych pytań w tym dziale. Na ten temat napisano wiele książek i rozpraw, a tak naprawdę nikt nie zna na nie odpowiedzi, tylko Bóg.
Bo tylko Bóg wie wszystko, a my możemy jedynie domniemywać jak jest Jego wola. Prawdziwa miłość to taka gdy dobra drugiego człowieka pragnie się bardziej niż własnego dobra.
Jeśli na tyle zależy nam na tej drugiej połówce, że jesteśmy w stanie zrezygnować z własnego egoizmu, aby wielkodusznie ofiarować coś jej. Jeśli szczerze i bezinteresownie zależy nam na rozwoju tej drugiej osoby w każdej dziedzinie: duchowej, intelektualnej, także fizycznej (i mam tu na myśli zarówno sport jak i urodę, bo o to też trzeba dbać). Jeśli chcemy by ta osoba miała odpowiednie do swoich zdolności wykształcenie i pasjonującą pracę - nie dlatego, żeby sporo zarabiała to i my z tego skorzystamy, tylko dlatego, że przez to będzie rozwijać swoje talenty.
Skąd wiadomo, że ta osoba to ta właściwa? Ano w zasadzie nie wiadomo. Nawet stojąc przed ołtarzem podejmujemy ryzyko. Nie istnieją żadne testy pozwalające określić właściwy wybór kandydata na męża czy żonę, a modne teraz mieszkanie razem przed ślubem, żeby się "sprawdzić", "przetestować" to bzdura, bo przecież człowiek to nie kuchenka elektryczna czy inny sprzęt AGD, żeby na nim testy robić, a małżeństwa i tak się nie wypróbuje dopóki się go nie zawrze. Po to jednakże jest okres narzeczeństwa i wcześniejszy - chodzenia ze sobą, żeby tą drugą stronę POZNAĆ. A potem ZDECYDOWAĆ czy chcę z nim być czy nie.
Miłość to nie ulotne zakochanie, stan fascynacji i ciągłego zachwytu (wcześniej pisałam o różnicach miedzy miłością i zakochaniem i błędzie popełnianym przez ludzi sądzących, że "jak nie czuję to nie kocham"). Małżeństwo to decyzja, że z tą właśnie osobą będę iść przez życie.
Tak więc doszliśmy do tego, że prawdziwa miłość opiera się na:
     1. poznaniu,
     2. decyzji i
     3. pragnieniu dobra dla drugiej osoby.
Oczywiście, nie możemy w tym rozeznawaniu właściwej osoby nie pamiętać o najważniejszym: o modlitwie. Tak jak napisałam wcześniej: tylko Bóg zna prawdę i tylko On wie co jest dla nas najlepsze. Musisz zatem także modlić się o rozeznanie woli Bożej w tym względzie. Znakiem właściwego rozeznania jest pokój w sercu i radość z wyboru. A tego wyboru życzę Ci jak najtrafniejszego.

  somebody, 16 lat
18
04.08.2005  
Otóż zakochałem się w dziewcznie którą dobrze znam i od stycznia ja bardzo mocno pokochałem ale ona niestety nie odwzajemnia tego uczucia . I nie wiem co robic bardzo mi na niej zależy ale nie wiem już co zrobić ażeby ona także mnie pokochała jest mi strasznie trudno . Jej z resztą też bardzo proszę o jakieś wskazówki . Czy walczyć czy raczej rezygnować ?? tak bardzo mi na niej zależy. Nie potrafie o niej nie myśleć.Ona wie że ja kocham ale nigdy nie powiedziałem jej tego wprost boje się . Nie wiem już co robić staram się ale nic mi nie wychodzi :( czy opłaca się czekać,starać kochać ??

* * * * *

No i całe szczęście, że jej nie powiedziałeś, że ją kochasz - to dopiero byś dziewczynę wystraszył! No cóż, zasadniczo to nikogo nie można zmusić do miłości. Albo jest tak, że rzeczywiście się dziewczynie nie podobasz (no i trudno, zdarza się, przynajmniej jest szczera - widocznie nie jesteście sobie przeznaczeni) albo zbyt natarczywie dajesz jej do zrozumienia, że Ci na niej zależy. Zainteresowanie należy okazywać stopniowo i delikatnie, tak aby tej drugiej strony nie krępować swoimi uczuciami tylko dać jej prawo wyboru. Dowody uczucia muszą być dyskretne i dostosowane do sytuacji, nie wolno podczas pierwszych kontaktów obsypywać dziewczyny kwiatami, wyznawać miłości ani opowiadać historii swojego życia. Wypada zaprosić gdzieś, ale zachowywać się tak jakby samemu niczego się nie oczekiwało, żeby ta druga strona czuła, że niczym nie musi się rewanżować ani też broń Boże! niczego deklarować. Warto natomiast czymś dziewczynie zaimponować. Jeśli zależy Ci na kontaktach z nią możesz dowiedzieć się czym się interesuje i zacząć rozmowę na ten temat. A może Ty masz jakąś dziedzinę, w której pewnie się czujesz i o której mógłbyś jej coś opowiedzieć (tylko proszę, raczej nie o samochodach ;-))? Jeśli jesteście w tej samej klasie to jeśli np. wszyscy robicie porządki, pomóż jej przenosić krzesła lub po prostu pomóż w jakiejś podobnej sytuacji - zaimponuj jej swoją, dobrze rozumianą męskością. Tutaj trzeba naprawdę dużo delikatności, absolutnie nie wolno naciskać, po prostu w kontaktach z nią zachowuj się tak jakbyś był jej bardzo życzliwym kolegą. Być może jeszcze nic straconego. Ale jeśli rzeczywiście w dalszym ciągu nie będzie Tobą zainteresowana to niestety musisz uszanować jej wybór.
A w wolnej chwili polecam Ci małą lekturkę: "Miłość niejedno ma imię" M. i P. Wołochowiczowie oraz - już trochę poważniejsze - "Zanim powiesz kocham" ks. M. Maliński.

  Poisonivy, 19 lat
17
04.08.2005  
Miałam przyjaciela. Jednak się w nim zakochałam, ale mu nic nie mówiłam o moim uczuciu. Czekałam. Jednak on nadal traktowała mnie jako przyjaciółkę i gdy już się z tym pogodziła, on zrobił pierwszy krok. Byłam szczęśliw ai wniębowzięta. Widziałam że on też się cieszy. Nasze szczęscie trwałao niecałe dwa tygodnie. Bo on ut nagle z nienacka mówi mi ż enie potrafi na razie z nikim być i ż ewybiera mnijesze zło odchodząc teraz ode mnie. Od tego zdarzenia minęły już ponad cztery miesiące a ja nadal coś czuje do tego chłopaka i nie mogę o nim zapomnieć. Widujemy się od czasu do czasu na jakiś imprezach ale to nie jest już tak jak dawniej. On tak jakby chciał ale zarazem się bał ze mną rozmawiac a ja bym tka bardzo chciałą odnowić naszą przyjaźń. Tęsknie za nim. Moż epowinnam dalej o niego walczyć ? Moż ezrobiłam błd że się poiddałam??

* * * * *

Ciężka sprawa. Wygląda na to, że chłopak sam nie wie czego chce, być może nie dojrzał jeszcze do miłości w ogóle, do bycia z kimś. Zachował się tak jakby sytuacja w pewnej chwili go przerosła - i uciekł. W sumie dobrze, że był szczery i nie udawał, ze wszystko ok. Być może po jakimś czasie żałował tego kroku, ale duma nie pozwoliła mu zwrócić się do Ciebie ponownie. Jeśli widzisz, że teraz ma ochotę z Tobą porozmawiać ale się boi to możesz mu trochę ułatwić sytuację. Śmiało możesz Ty zacząć z nim rozmowę - niejako na własne ryzyko, bo niestety nie możesz być pewna jego stosunku do Ciebie (oczywiście rozmowę na jakieś neutralne tematy a nie o Waszych uczuciach - jeśli chłopak ucieszy się na Twój widok to dobry znak, jeśli będzie uciekał no to raczej nie jest zainteresowany). Na szczęście od rozstania minęło już trochę czasu, wystarczająco, by na całą sytuację spojrzeć trochę spokojniej. Twoje uczucie do niego nie minęło, a więc Ty wiesz czego chcesz, jak porozmawiasz z nim to wyczujesz jak to wygląda z jego strony. Możesz też delikatnie podpytać np. jakąś koleżankę, która ma z nim kontakt. Bo być może rzeczywiście on chciałby ponownie nawiązać kontakt, ale jest mu głupio albo boi się odrzucenia z Twojej strony. Szanse pół na pół, ale pewnie warto spróbować.
I nie miej pretensji do siebie, w żadnym wypadku nie popełniłaś błędu, przecież nie mogłaś się narzucać gdy chłopak jasno się określił.

  Stella, 42 lata
16
04.03.2005  
Pokochalam wspanialego czlowieka.Jest spelnieniem wszystkich moich mazen i oczekiwan Kocham i jestem kochana.Nasza Milosc jest Cudem,poniewaz po ludzku nie ma prawa istniec,z woli BOGA tak.Jednak musialam zaplacic BOGU ogromna cene.Ta cena jest nieustajaca modlitwa,ciagle powierzanie NAS BOGU przez NAJUKOCHANSZEGO PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA:JEZU UFAM TOBIE:

* * * * *

Dziękuję za świadectwo.

  Adi, 20 lat
15
03.08.2005  
Witam wiec tak od poczatku poznalismy sie w wrzesniu ubieglego roku po moze 3 miesiacach stwierdzilem ze ja kocham i tak jest ona wyznala to samo bylo super wogole 0 klutni rozumielismy sie ufalismy sobie ale od moze 3 tygodni jest nieco dziwnie ja wysylam sms dzwonie itd a ona mi powiedziala ze nie czuje ze ja kocham :( i mowi ze to nie moja wina bo widzi ze sie staram czy to moze oznaczac ze ona mnie przestaje kocham i poprostu nie dostrzega mojej milosci? pozdriawiam czesc.

* * * * *

Jest miłość i zakochanie. Zakochanie to pewien stan (jak podają fachowe źródła trwający do ok. 18 m-cy), objawiający się drżeniem rąk i nóg na widok ukochanej osoby, mocnym kołataniem serca, podniesionym ciśnieniem, poceniem się itd. - reakcje podobne jak w przypadku stresu. Jednocześnie we krwi pojawiają się substancje chemiczne - endorfiny (tzw. hormony szczęścia; nawiasem mówiąc podobno podobny stan powstaje po zjedzeniu naraz trzech czekolad - niestety z obawy o linię nie sprawdzałam ;-)), które powodują euforyczny nastrój, dodają skrzydeł i energii do przenoszenia gór.
Zakochanie przeważnie (ale wcale to nie jest reguła!) jest początkową fazą związku, niejako wstępem do miłości. Po jakimś czasie ustępuje miłości coraz dojrzalszej. Powoli spadają z nosa różowe okulary, zaczynamy widzieć nie tylko zalety ale i wady drugiej osoby. Odkrywamy nie tylko łączące nas podobieństwa ale i różnice, zaczyna się także przyjaźń. Jest to czas długich, szczerych rozmów, spacerów, opowieści o swoim życiu. Jeśli dana osoba podoba nam się coraz bardziej i akceptujemy ją pomimo tych cech, które nam nie odpowiadają, jeśli czujemy dotkliwie jej brak zaczyna się miłość. Miłość zaś to pragnienie dobra dla drugiego człowieka, to stan gdy ten drugi jest ważniejszy niż my sami. Kochamy "jego" a nie zakochujemy "się".
Widzisz Adi, według mnie to Wy jesteście na etapie gdy to euforyczne znieczulenie zaczyna odpuszczać. Twojej dziewczynie właśnie te okulary spadły i trochę pewnie jest tym przerażona. No bo przestała czuć ten słodki stan, przestała tak emocjonalnie reagować i dlatego mówi, że NIE CZUJE, że ją kochasz. Tak naprawdę to ona nie czuje tych wszystkich objawów, które miała na początku Waszej znajomości i może jej się nawet wydawać, że to nie jest miłość. A Wy po prostu przeszliście pierwszy etap związku. No i całe szczęście chciałoby się powiedzieć, bo jakby człowiek całe życie czuł taką adrenalinę to bardzo szybko umarłby z wyczerpania. Często ludzie będący w związku na tym etapie popełniają błąd: myślą, że miłość się skończyła, skoro nie ma już tych cudownych odczuć. Rozstają się szukając nowych partnerów, z którymi znów czują to samo i wydaje im się, że teraz to właśnie miłość. Dopóki nie uświadomią sobie, że związek przechodzi etapy będą cały czas zakochiwać się i rozstawać, myśląc, że jeszcze nie znaleźli właściwej osoby albo, że nie są zdolni do miłości. Niektórzy tkwią w takim przeświadczeniu całe życie nie będąc w stanie związać się z kimś na poważnie i założyć rodziny.
Myślę, że powinieneś pokazać swojej dziewczynie to co Ci napisałam no i nie przerażać się, że ona postaje Cię kochać. Przed Wami teraz piękny choć trudny okres poznawania się i "docierania". Wkraczacie w nowy etap, zatem powodzenia.

  Julka, 18 lat
14
03.08.2005  
Od roku (chyba) interesował się mną pewien chłopak. Często do mnie dzwonił, lubiłam z nim rozmawiać. Dwa razy próbował się ze mną spotkać. Ja jednak nie chciałam, bo wtedy nie byłam jeszcze nim zainteresowana. Mimo wszystko pisał do mnie, pytał co słychać. Byłam całkowicie obojętna. Po pewnym czasie przestał do mnie wydzwaniać. Niedawno zaczął mi się podobać, chciałabym się z nim spotkać, ale boję się, że teraz jest już za późno. Poradźcie mi co mam robić. Zależy mi na nim, ponieważ jest naprawdę wartościowym chłopakiem.

* * * * *

Zobacz co napisałam Magdzie (odpowiedź nr 2).

  Zosia, 22 lata
13
03.08.2005  
Szczęść Boże, zacznę może od tego, iż bardzo dużo czytałam na temat miłości, zakochania, małżeństwa i ogólnie relacji między chłopakiem i dziewczyną. Wydawało się to piękne i proste aż do czasu, gdy kogoś poznałam. Od kilku miesięcy spotykam się z pewnym chłopakiem, bardzo go lubię, może nawet wiecej już sama nie wiem..., jest mi bardzo bliski, mamy podobne poglądy, kierujemy sie podobnymi zasadami w życiu,dobrze się razme czujemy. Wydaje mi się, że sporo nas łaczy, gdy jednak wracam myślami do tgeo, co czytałam, dochodzę do wniosku, ze ja tak naprawdę się w nim nigdy nie zakochałam, nie pamiętam przynajmniej, żebym była jakoś szczególnie nim zauroczona, żebym widziała w nim ideał czy coś w tym rodzaju. ZDaję sobie sparwę z tego, że miłość i zakochanie to dwie rózne rzeczy, po zakochaniu może przyjśc miłośc, ale przecież nie musi, oczarowanie drugim człowiekim może szybko minąć. Wiem też, że miłośc nie przychodzi z dnia na dzień, że trzeba sie jej uczyć każdego dnia i do niej dorastać, że wymaga pracy nad sobą, ale zastanawiam się czy jest możliwe pokochanie parwdziwą, czystą miłością kogoś, w kim nigdy nie było sie zakochanym. W końcu dojrzała miłośc jest pewnym zobowiązaniem, obietnicą bycia ze sobą na dobre i na złe, a nie chwilowym uczuciem, które słabnie z czasem. Chciałam, by ktoś podpowiedział mi czy rzeczywiście to zakochanie jest tak istotne, że bez niego nie można pokochać drugiego człowieka? Niech Wam wszystkim błogosławi Pan Jezus.

* * * * *

Skoro sama rozróżniasz miłość i zakochanie to ten temat pominiemy :) Pewnie chodzi o to, że czytając książki na temat miłości przeczytałaś, że zakochanie jest pierwszym etapem miłości i z przerażeniem odkryłaś, że Ty tego etapu nie przeszłaś, więc być może w tym związku nie ma szans na miłość.
Zosiu, książki to książki, teoria to teoria. One są po to, żeby przedstawiać ogólne, najczęściej spotykane schematy. Co wcale nie oznacza, że u wszystkich przebiega to tak samo. Życie jednak jest na tyle bogate, że na szczęście niesie ze sobą różne odstępstwa od "normy", zresztą we wszystkich dziedzinach życia, także w tej.
Właściwie to trochę się uśmiechnęłam czytając Twój list, gdyż miałam wrażenie, że czytam samą siebie.
Ja też nie przeszłam etapu zauroczenia na początku znajomości, była to dobra znajomość, w zasadzie przyjaźń, wspólnota zainteresowań itd. Bezustannie zadawałam sobie pytanie czy kocham, kiedy pokocham, czy to ma szansę...? Miało - i dziś jestem już żoną, a owo zauroczenie chyba sobie u mnie pomyliło etapy, bo pojawiło się ...po ślubie! Dzięki temu coraz mocniej kocham mojego męża, nasza miłość jest ciągle świeża i sami się nie możemy temu nadziwić.
Słusznie piszesz, że miłość to zobowiązanie, to pragnienie dobra dla drugiego człowieka, troska o niego. Jeśli pragniesz dobra dla swojego chłopaka, tak bezinteresownie, jeśli dopingujesz go to tego, żeby się rozwijał, jeśli zależy Ci, żeby osiągnął coś w życiu a on pragnie tego dla Ciebie to Wasz związek jest dojrzały i jest na dobrej drodze.
Zakochanie nie jest konieczne, wcale nie musimy mdleć na widok ukochanego. Być może autorom książek chodziło o to, żeby w ogóle czuć jakiś pociąg, także fizyczny do tej drugiej strony, bo małżeństwo to wprawdzie rodzaj przyjaźni, ale takiej szczególnej, związanej też z fascynacją fizyczną, a nie przyjaźń taka "koleżeńska". Musi więc ta osoba odpowiadać nam także fizycznie, po prostu się podobać, bo nie można przecież zbudować związku z osobą, która absolutnie nam nie odpowiada wizualnie, ale z którą dobrze się dogadujemy.
Słusznie też piszesz, że miłość powstaje każdego dnia, trzeba o nią dbać i nad nią pracować, ona nie przychodzi jak burza. Prawdziwa miłość jest cicha, prawie niezauważalna, czasem wymaga dużego trudu i poświęcenia. Buduje się ją pomalutku. Aż pewnego dnia stwierdzamy, że mamy potężną budowlę, że nie sposób dalej bez tej miłości żyć i ma się ochotę ją dalej budować przez całe życie.
No i wtedy zwykle mają miejsce oświadczyny ;-)

  Małgorzata, 25 lat
12
03.08.2005  
Jak rozpoznać prawdziwą miłość. Jak przebaczyć człowiekowi, który podnosi na ciebie rękę. Jest twoim mężem i ojcem twojego dziecka. Proszę pomóżcie i proszę o modlitwę.

* * * * *

Bez poznania szczegółów problemu trudno doradzić coś konkretnego. Na pewno problem jest bardzo poważny i na pewno trzeba chronić siebie i dziecko. Najlepiej, żebyś zgłosiła się do poradni rodzinnej w swojej miejscowości, tam spotkasz specjalistów z różnych dziedzin, którzy pomogą Ci profesjonalnie.
Przebaczenie w tym przypadku na pewno jest trudną sprawą i trzeba się o nie dużo modlić. Na pewno sporo można osiągnąć spokojem, czasem przemilczeniem czegoś.
Przebaczenie jednak nie zawsze musi równać się z cierpieniem i znoszeniem wszystkiego, tym bardziej, że jest dziecko. Ono ma prawo do normalnego domu.
Proszę porozmawiać z kimś z poradni i ze spowiednikiem.

  Iwona, 45 lat
11
03.08.2005  
Pokochalam osobe duchowna, jest to tragedia nie umie sobie z tym poradzic. Prosze pomozcie mi wyjsc ztego bo zdaje sobie sprawe ze to niepowinno zaistniec, pomozcie mi.

* * * * *

No nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Najważniejsze, że chce Pani wyjść z tego, a to już połowa sukcesu. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba posłuchać rozumu. Ten człowiek ma już swoje powołanie: służy Bogu. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Jest na swoim miejscu w życiu. Pani też jest na swoim miejscu (nie wiem czy jest Pani mężatką czy nie, ale bez względu na to realizuje Pani swoje powołanie). Wasze światy nie mogą się spotkać.
Nie może się Pani obwiniać za to, że pokochała Pani osobę duchowną, jest Pani natomiast odpowiedzialna za to co Pani z tym uczuciem zrobi.
Myślę, że powinna Pani rozluźnić Wasze kontakty na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z Pani parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę gdzie indziej, jeśli po prostu pomaga Pani w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. To trudne nie myśleć i całkiem tak się nie da, ale zajęcie myśli i czasu czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje umysł.
Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię? Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Proszę zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

  Kasia, 20 lat
10
02.08.2005  
....pare lat temu zakochalam sie....ten chlopak choc bardzo mnie lubil nie czul do mnie nic wiecej poza przyjaznia i miloscia ale ta boza....obecnie jest klerykiem....jest blizej 6 roku niz 1....mimo ze mijaja lata,ze mam swiadomosc ze on bedzie ksiedzem to ja jednak ciagle darze go jakims uczuciem....kazdego dnia modle sie zeby byl dobrym ksiedzem ale zastanawiam sie czy jest to do koncza szczeraz modlitwa czy czasem gdzies tam podswiadomie nie marze aby zrezygnowal z seminarium.....mamy kontakt ze soba....przyjaznimy sie....ale chwiulami naprawde mi ciezko patrzec na niego jako na przyszlego kaplana a nie jako na faceta....:(

* * * * *

To bardzo przykre gdy kocha tylko jedna strona, gdy ofiarując tak wiele nic w zamian nie otrzymujemy.
Wydaje mi się Kasiu, że mimo tej trudnej sytuacji w jakiej się znalazłaś masz jednak ułatwione zadanie: chłopak, którego kochasz ma już powołanie i jest wobec Ciebie uczciwy. Ty po prostu wiesz, że jeśli Bóg chce go dla siebie to nie możesz z nim być. Rozum jednak nie może sercu nakazać pozbyć się uczuć, nie czuj się zatem winna, że nie modlisz się szczerze, żeby był dobrym księdzem. Może to przekracza Twoje siły; jeśli tak - to się na razie o to nie módl. Nie masz takiego obowiązku jeśli czujesz, że robisz to wbrew sobie. Może też to wcale nie tak dobrze, że macie kontakt ze sobą, piszesz, że się przyjaźnicie....Tzn. on się z Tobą przyjaźni, a Ty cierpisz. Myślę, że jeśli on wie o Twoim uczuciu i go nie odwzajemnia to powinien trochę odsunąć się od Ciebie, żeby ułatwić Ci życie. No chyba, że nie wie...? W takim razie Ty powinnaś troszkę rozluźnić Wasze kontakty.
Wiem, że nie masz na to ochoty, bo gdzieś w głębi duszy tli się iskierka nadziei, że może jednak będziecie razem... Na dzień dzisiejszy jednak jest inaczej. Musisz mu pozwolić realizować swoje powołanie, które wybrał, a przez to Ty też będziesz wolna.
Pamiętaj: Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy.

  Smutna, 21 lat
9
02.08.2005  
kocham dwóch chlopakow:( z pierwszym bylam 7 lat wiem to dlugo ale nie byla to milosc czysta:( chociaz nigdy nie doszlo do wspolzycia, ale i tak wiele brudu sie wdalo w nasze serca; on nie potrafil ze mna rozmawiac, :( szukalam czegos glebszego i znalazlam; pokochalam innego chlopaka, jest bardzo dobry, mozemy pogadac zawsze, czego brakowalo mi wczesniej i kocha mnie bardzo ale ja wciaz mysle o moim pierwszym chlopaku; dlaczego wciaz Go kocham; za czym mam isc: za miloscia czy rozsadkiem; kocham ich dwoch przestalam przez to wszystko sie modlic, stracilam nadzieje na milosc; czuje ze juz nie jestem taka jaka bylam kiedys; pomozcie prosze

* * * * *

No właśnie. To ważne co piszesz na początku, że nie była to miłość do końca czysta. Jest tak, że gdy dwoje ludzi zbliża się do siebie fizycznie zaczyna działać wiele mechanizmów: tacy ludzie bardziej wiążą się ze sobą psychicznie, duchowo - bo każdy z nich otrzymuje cząstkę drugiego. Szczególnie zaś mocno się to uwidacznia gdy dzieje się między ludźmi po raz pierwszy. Mechanizm ten staje się potężną siłą gdy w grę wchodzi współżycie, dochodzi do tego tzw. "prawo pierwszych połączeń" i poważny problem gotowy. U Ciebie jednak na szczęście do tego nie doszło, a zatem nie będę o tym pisać szerzej.
To co Cię pociąga w pierwszym chłopaku to siła, której nie rozumiesz pytając: "dlaczego wciąż go kocham?" To się dzieje w Twojej podświadomości i sądzę, że raczej nie miałoby teraz miejsca gdyby Twoje relacje z pierwszym chłopakiem wyglądały tak jak z obecnym, gdyby były czyste.
Pytasz czy masz iść za miłością czy rozsądkiem? Niech Cię Pan Bóg broni, żeby "w tych sprawach" kierować się tylko rozsądkiem i robiąc matematyczną analizę wyliczyć sobie, że to ten. A zatem za miłością. Tak, za miłością. Ale miłością rozsądną.
Tak na marginesie: ja w ogóle nie rozumiem czemu ludzie uważają, że albo rozsądek albo miłość, zakładając, ze miłość nic nie ma z mądrością wspólnego, a rozsądek z uczuciem. Nic bardziej błędnego!

Rozsądek bez uczucia to wyrachowanie.

Miłość bez rozsądku to szaleństwo.

Piszesz, ze tamten chłopak nie potrafił z Tobą rozmawiać. Wiesz, ja myślę, że oboje - wtedy jeszcze baaardzo młodzi - tęskniliście za tym czego w Waszym wieku się szuka: za czułością. On jako chłopak jeszcze mocniej odczuwał też potrzeby seksualne (to normalne!), stąd te "trochę brudu". Tęskniąc za nim tęsknisz za tym szaleństwem, które teraz wydaje Ci się miłością, a które z perspektywy lat troszkę chłodniej ocenisz. Tęsknisz też dlatego, że był to Twój pierwszy chłopak, a takie pierwsze doświadczenia bardzo mocno zapadają w pamięć.
Teraz chcesz wybrać. Żeby to zrobić musisz zdać sobie z sprawę z tego co dzieje się w Twojej psychice, zadać sobie pytanie na czym Ci zależy i wyobrazić sobie jak wyglądałby teraz Twój związek z tym pierwszym chłopakiem. Czy nie byłoby tak, że po krótkim okresie fascynacji zaczęlibyście się poważnie kłócić, bo nie mielibyście za bardzo o czym rozmawiać? Bo najważniejsza jest wspólnota dusz, a sfera fizyczna - choć też ważna - powinna jednak być na drugim planie. No bo nie da się budować związku na fizycznej fascynacji.
Piszesz, ze straciłaś nadzieję na miłość, bo myślisz, że prawdziwa miłość objawi Ci się z taką gwałtownością jak Twoje pierwsze uczucie. A to wcale nieprawda. Może przyjść cichutko, niezauważalnie, a może już jest?? Bo miłość to nie samo uczucie, to postawa wobec tej drugiej osoby, to pragnienie dla niej dobra. I to jest właśnie ta mądrość w miłości.

Myślę, że musisz dać sobie trochę czasu, żeby wszystko przemyśleć zanim wybierzesz. Wybierz miłość rozsądną. Powodzenia!

  Feli, 25 lat
8
02.08.2005  
Czy duza roznica wiekowa miedzy kobietą i mezczyzną ma jakiekolwiek znaczenie? Ponad dwanascie lat. Kobieta przed trzydziestką, mezczyzna po.

* * * * *

Pytanie chyba trochę podchwytliwe ;-)
W pierwszym odruchu chciałoby się odpowiedzieć, że jeśli ludzie się kochają to nic ich nie podzieli, a wiek to ma już tutaj najmniejsze znaczenie. W zasadzie różnica wieku o jakiej piszesz, zwłaszcza dotycząca ludzi w tym przedziale wiekowym nie powinna mieć zasadniczego znaczenia, gdyż są to już ludzie dorośli, o ukształtowanym charakterze, wiedzący czego chcą w życiu. Jest wiele znanych (nie tylko biblijnych) przykładów udanych związków osób, których dzieli znaczna różnica wieku. Myślę, że prawie każdy ma w swym otoczeniu takie osoby np. moja prababcia będąc 45-letnią wdową po wojnie poślubiła 22-letniego młodzieńca, nota bene własnego pracownika i żyli długo i szczęśliwie. Dzieci wprawdzie już nie mieli (prababcia miała 4 synów z poprzedniego małżeństwa, z których najstarszy...był starszy od swego ojczyma - nie mówię, że było łatwo między tymi chłopakami ale jakoś się dogadywali :) i naprawdę, szczególnie już w starości stanowili w swojej wsi przykład udanego małżeństwa.
Trzeba jednak powiedzieć, że na pewno taki związek jest trudniejszy niż związek rówieśniczy. Nieco odmienne zainteresowania, nawyki, znajomi. Młodsza dziewczyna (no, powiedzmy, że dziewczyna, bo z reguły to dziewczyna jest młodsza, choć są i odwrotne przypadki) może się nudzić towarzysząc swemu chłopakowi podczas służbowych spotkań: oni rozmawiają o interesach, ona nie ma pojęcia o czym mówią, na dodatek musi wyglądać reprezentacyjnie, uśmiechać się i dobrze by było, żeby od czasu do czasu wtrąciła jakąś inteligentną uwagę choćby na temat sztuki... Albo ona ma ochotę iść potańczyć a czterdziestoletniemu mężowi już nie bardzo się chce szaleć na dyskotece. Na początku ona może rezygnować z tej dyskoteki na rzecz teatru, na początku to może nawet on się przełamie albo poczuje drugą młodość i wybierze się z jej przyjaciółmi na imprezę, ale z czasem oboje będą się czuć nieswojo. Mam taką koleżankę, jej narzeczony jest z 15 lat starszy od niej. Kiedy ja opowiadam o urlopowych rowerowych szaleństwach z mężem, jak to zmokliśmy w lesie i komary nas pogryzły, jak w ciągu jednego tygodnia nocowaliśmy w pięciu miejscach i rano wyjeżdżaliśmy nie wiedząc gdzie wylądujemy wieczorem widzę taki mały smuteczek w jej oczach: "Ach, Tobie to fajnie, ja z moim Mirkiem to tak nie pojeżdżę". No nie pojeździ. Bo co roku jeżdżą na zorganizowane wczasy w tym samym ośrodku. Trochę smutne. Co wcale nie oznacza, że ona swojego Mirka kocha mniej niż ja męża. Absolutnie. Ona tylko tak sobie z nim nie pojeździ.
Jeszcze jeden aspekt. Starszy partner (z reguły) szybciej odejdzie, zostawi tę drugą stronę wdową lub wdowcem. Tak jakoś wcześnie...a mieli razem na emeryturze chodzić na spacerki i cieszyć się wnukami. Starszy mąż (powiedzmy tak pod siedemdziesiątkę) zaczyna narzekać na kręgosłup albo jakąś inną dolegliwość i pięćdziesięciokilkuletnia żona choć jeszcze w sile wieku parzy mężowi ziółka i smaruje maścią - kochająca żona tak robi i to z miłością - to normalne przecież, tylko tak jakoś...ona jeszcze młoda i na wycieczkę by pojechała i to czy owo zrobiła, ale to już nie na męża siły i samego go przecież nie zostawi.
Kolejny aspekt to dzieci. Jeśli starszy małżonek ma mniej sił i cierpliwości to ciężar wychowania dzieci w większym stopniu spada na młodszego.
No i tak by można jeszcze długo. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.
Oczywiście są i dobre strony. Starszy partner jest (a przynajmniej powinien być) bardziej dojrzały, mądrzejszy życiowo, często tego młodszego potrafi przestrzec przed popełnieniem jakiegoś błędu, doradzi, przewidzi konsekwencje takiej czy innej decyzji.
Raczej nie wygłupi się w towarzystwie.
Na pewno młodsza dziewczyna czuje się przy boku starszego faceta bezpiecznie (gorzej gdy kiepskie relacje z własnym ojcem i brak poczucia bezpieczeństwa z jego strony popychają taką dziewczynę w ramiona starszego mężczyzny, gdy podświadomie szuka ona relacji ojcowskiej w takim związku - no ale to już osobny problem i odskok od tematu).
Podkreślam, że ja tu absolutnie nikogo nie chcę odwodzić od związku z kimś starszym, choćby o kilkanaście lat. Tak jak mówiłam, moja prababcia żyła długo i szczęśliwie. Ja tylko chcę zwrócić uwagę, że różnica wieku pociąga za sobą inne różnice między nami i choć prawdziwa miłość "wszystko przetrzyma" to nie zawsze będzie jej łatwo.

  Natalia, 15 lat
7
02.08.2005  
Czy mozna zostac przyjaciolmi po rocznym zwiazku??

* * * * *

Naukowo mówiąc w tym temacie "jest spór w doktrynie". Zdania są bardzo podzielone, zwolennicy przytaczają tyleż samo argumentów co przeciwnicy. Generalnie to można. Ale rzadko się zdarza. Dlaczego? Bo przeważnie ludzie, którzy się rozstają mają do siebie o coś jakiś żal, często to jedna strona jest porzucana, czasem stoi za tym ktoś trzeci, no jednym słowem raczej się tacy ludzie w przyjaźni nie rozstają. Raczej - bo oczywiście są sytuacje gdy dwoje ludzi dochodzi do wniosku, że zbyt wiele ich dzieli i uczciwie przedstawiają sprawę. To takie związki kiedy rozstanie przynosi ulgę (broń Boże nie mówię, że się wtedy nie cierpi, bo chyba każde rozstanie jest bolesne) a nie rozpacz z powodu utraty osoby, którą się kocha i z którą nadal chce się być.
W takim przypadku wierzę w możliwość przyjaźni między takimi osobami.
A co w pozostałych przypadkach?
Też bywa to możliwe. Szczególnie gdy:
- od rozstania minął już odpowiednio długi czas (nie umiem powiedzieć jaki to jest czas odpowiednio długi, u każdego jest to sprawa indywidualna, myślę, że to moment kiedy nie czuje się już żalu do tej osoby); często przyjaźnią się osoby już dorosłe, które były ze sobą jako nastolatki; chodzi o ten moment kiedy już nas "nic nie rusza" na widok byłego chłopaka czy dziewczyny,
- obie strony zaangażowały się uczuciowo z innymi osobami i są szczęśliwe,
- osoba zraniona przebaczyła.
Taka przyjaźń jest możliwa choć jest trudna. No i oczywiście warunek - żeby to obie strony chciały się przyjaźnić, a nie tylko jedna a druga nadal miałaby nadzieję, że będzie coś więcej (taka sytuacja jest bardzo męcząca i prędzej czy później zakończy się awanturą z wielkim hukiem).
Reasumując - jest możliwa taka przyjaźń ale wymaga wielkiej dojrzałości i szczerych intencji obu stron.

  Bartek, 21 lat
6
02.08.2005  
Zadam pytanie w formie wiersza, w którym sam juz sobie prubowałem na nie odpowieidzieć, ciekaw jestem jaką Wy macie odpowiedź na pytanie czy to ma sens....
Walka o Miłość ... 
 
Czy to wogóle ma sens, 
czy warto jeszcze walczyć o Miłość...? 
- pytałaś z kroplami łez na policzku,
zrezygnowaniem w sercu, 
brakiem nadziei...

Jeśli to co Was łączy to prawdziwa Miłość 
- to wszystko ma sens. 
Nawet największe wyżeczenia i najdłuższe oczekiwanie. Dziś gdy prawdziwa miłość deptana jest na każdym kroku, gdy walczy się już tylko o pieniądze, tytuły, zaszczyty - walka o Miłość staje się najsłuszniejszą i najbardziej pożadaną walką, staje się heroiczną walką o lepsze jutro ... Genesis


* * * * *

Ma sens :)

  Agata, 23 lata
5
02.08.2005  
Jestem zakochana w facecie, o którym wiem, że kochał (kocha) inną. Tamta dziewczyna nie odwzajemnia Jego uczucia (powiedziała Mu, że mogą być przyjaciółmi). Czy walczenie o Niego jest uczciwe i czy ma sens?

* * * * *

Uczciwe to jest - bo nikogo przez to nie krzywdzisz (tamta dziewczyna wyraźnie określiła jakie mogą być relacje), ale czy ma sens? Przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz zaryzykować miłość bez wzajemności. Oczywiście może być tak, że ten chłopak kiedyś odwzajemni Twoje uczucie ale może tak nie być. A zatem czy jesteś gotowa ponieść ciężar tego, że tylko Ty (przynajmniej na chwilę obecną) będziesz kochać nic nie otrzymując w zamian. Widzę, że mocno Ci na nim zależy i masz nadzieję, że on też Cię pokocha. Jeśli jesteś na tyle silna, by nie mieć do niego żalu jeśli nic nie wyjdzie - to próbuj. No i nie zapominaj o modlitwie w intencji dobrego męża :)

  Javka, 15 lat
4
02.08.2005  
Wiem ze to taki glupi wiek, i takie milostki zdarzaja sie czesto. Chlopak z klasy poprostu zakochal sie we mnie. On nie jest ani przystojny, ani madry dlatego nie zainteresowalam sie nim. Wlasciwie to dalam mu taka malutka nadzieje ze moze cos z tego bedzie. to byl moj blad. zrobilam to z glupoty albo ze zlosciwosci, nie wiem. potem gdy on dosyc niezdarnie zacza sie do mnie zblizac,szorstko go odrzucilam.no i sie zaczelo.zacza mnie przezwac, klocic sie ze mna,opowiadac o mnie niestworzone historie itp. ja jako osoba o nielatwym i zaczepnym charakterku nie pozostalam dluzna. wiem ze to brzmi jak opowiadanie z 1 klasy ale sprawa jest powazna. poradzcie mi cos aby zazegnac ten konfikt. pozdrowionka!

* * * * *

Hmm, mężczyźni mocno przeżywają urażoną dumę. Widać, że w tym przypadku Twój adorator poczuł się bardzo dotknięty, bo mówiąc po prostu "wyszedł na głupka", na dodatek na oczach całej klasy. Próbuje zatem nieudolnie odzyskać swoją dawną silną pozycję, a zatem zachowując się ten sposób daje do zrozumienia otoczeniu (może nawet podświadomie), że wcale nie byłaś taka wspaniała i że teraz absolutnie mu na Tobie nie zależy. Czuje się poniżony, więc próbuje oszczerstwami poniżyć Ciebie, gdyż od Ciebie doznał upokorzenia. To taka forma rehabilitacji. Cóż, jedynym wyjściem z sytuacji jest zaprzestanie walki z Twojej strony, gdyż Ty "nie będąc mu dłużna" jeszcze bardziej go pobudzasz do gniewu, on po prostu nadal doznaje upokorzenia i nadal się broni. Jeśli tego nie przerwiesz to będzie to trwało. Po prostu musisz z cierpliwością i spokojem znieść jeszcze trochę jego wściekłości z powodu kosza jaki mu dałaś, a gdy zobaczy, że już go nie atakujesz to zaprzestanie walki. Oczywiście nie od razu bo musi pokazać innym, że to on jest górą, ale zaprzestanie. Życzę Ci powodzenia!

  Natalka, 16 lat
3
02.08.2005  
Pierwszy raz spotkałam Go ponad miesiąc temu na pielgrzymce. Zapoznał mnie z Nim kolega. I nie wiem czy to jest miłośc czy zauroczenie... pielgrzymka trwała 3 dni... i byłam taka szczęśliwa widząc Go... a potem juz Go nie widziałam... od ponad miesiąca... próbuje sobie przypomnieć Jego twarz i Jego uśmiech... i strasznie za tym tęsknię... pomocy...

* * * * *

No coż, jak na razie to po prostu spodobał Ci się ten chłopak. Spróbuj nawiązać z nim jakiś kontakt - pewnie najłatwiej przez tego kolegę, który Cię z nim poznał. Spróbuj też - jeśli to jest możliwe - delikatnie się dowiedzieć co on o Tobie myśli...

  Magda, 19 lat
2
02.08.2005  
Nie wiem czy chłopak, który mi się podoba jest mną zainteresowany. Wcześniej dużo do mnie pisał, interesował się tym co robię. Kilka razy chciał się ze mną spotkać, ale mu odmówiłam. Od jakiegoś miesiąca w ogóle się do mnie nie odzywa. Nie wiem co o tym mysleć.

* * * * *

No wiesz, jeśli mu odmówiłaś to pewnie stwierdził, że nie jesteś nim zainteresowana. Po prostu uniósł się chłopak ambicją i postanowił się więcej nie narzucać. A zatem jeśli doszłaś do wniosku, że on Ci sie podoba (lub już wcześniej podobał ale nie chciałas tego okazać) to spróbuj nawiązać z nim jakiś kontakt. Widujesz się z nim? To spróbuj pożyczyć od niego jakąś książkę czy płytę. Jeśli zrobi to chętnie to pewnie nadal chce się z Tobą spotykać :)

  Wiki, 18 lat
1
02.08.2005  
Pokochalam osobe, ale nie moge z nia byc, gdyz rodzice sie na to nie zgadzaja bo twierdz ze jest za niski, a ja nie wiem jak mam z Tego wybrnac, a co najgorsze to sama nie jestem pewna Jego uczuc

* * * * *

To chyba nie o wzrost chodzi. Myślę, ze rodzice z jakichs względów nie darzą sympatią tego chłopaka, tylko nie powiedzielei Ci tego otwarcie. Radziłabym Ci z nimi na ten temat szczerze porozmawiać, bo przecież nie dyskwalifikuje się osoby tylko dlatego, że jest niska.
Co do tego, że sama nie jesteś pewna jego uczuć to już inna sprawa. Czy daje Ci do zrozumienia, że jest Tobą zainteresowany? Czy tylko Ty jesteś zauroczona jego osobą? Myślę, że czas to pokaże, Ty sama nie rób nic na siłę. A póki co obserwuj tego chłopaka w różnych sytuacjach - w ten sposób dojdziesz do wniosku czy Ci odpowiada czy nie.


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej