Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Młodzi w poszukiwaniu szczęścia. Szczęście - Miłość - Seksualność Młodzi w poszukiwaniu szczęścia. Szczęście - Miłość - Seksualność
Ks. Marek Dziewiecki
Książka ks. Dziewieckiego jest skierowana przede wszystkim do młodych ludzi. Nie jest ona wynikiem jakichś teorii czy ideologii, ale praktycznym wnioskiem z sukcesów i porażek, które przeżyli młodzi ludzie.... » zobacz więcej




  ZaKłOpOtAnA, 15 lat
500
15.11.2005  
Mój problem nie będzie dotyczył miłości, ale czegoś zupełnie innego. Nie mam kogo zapytać i dlatego cieszę się, że trafiłam na tą właśnie stronę :) Chodze do 3 klasy gimnazjum i w tym roku będe bierzmowana (o ile wszystko pójdzie ok)... mój problem jest następujący: nie mam pojęcia jakiego wybrać sobie patrona :( jakie imie? :( a kolejny problem tkwi w tym kto powinien być moim świadkiem :( zwykle jest tak, że dziewczynie świadkiem jest kobieta, ale ja nie mam bliskiej cioci, przyjacółki, które by się nadawały :( czy moim świadkiem mógłby być mój brat? Proszę o odpowiedź... i z góry bardzo dziękuję :)

* * * * *

Moja Droga, chętnie bym Ci pomogła, ale nie mam wiadomości czy Twoim świadkiem mógłby być Twój brat. Nie spotkałam się z taką sytuacją, musisz zapytać o to księdza. A może mogłaby to być Twoja mama lub dobra sąsiadka? Moim świadkiem właśnie była sąsiadka, bo też nikogo takiego nie miałam.
A co do patrona: może zajrzyj do książki "Mój patron" albo jakiejś książki o świętych i wybierz na podstawie życiorysu tego, który najbardziej Ci się spodoba. A jak już nic nie wymyślisz to może pomyśl o imieniu Maria (od Maryi- w sumie wspaniale jak sama Matka Boża byłaby Twoją patronką) albo Faustyna - na pewno słyszałaś o jej "Dzienniczku" i o tym, że to jej Pan Jezus podyktował Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Powodzenia! :)

  Paty, 16 lat
499
14.11.2005  
czy mozna kochac dwoch chłopaków na raz?

* * * * *

Tak, jest to możliwe, poczytaj w odp. nr 9.

  Olga, 16 lat
498
14.11.2005  
przeglądałam ostatnie wpisy i nie zauważyłam takiego, o jaki mi chodzi. (nie chciałam się powtarzać). jestem z moim chłopcem od ponad roku. znamy się od 3 lat. w jaki sposób mamy rozwijać naszą miłość? uczymy sie razem, czytamy książki lub artykuły, rozmawiamy, chodzimy razem do kościoła (mamy tę samą parafię), dajemy sobie małe prezenciki (wierszyk lub jakiś drobiżdżek) ale to ciągle mało. jak jeszcze możemy pomóc naszej miłości? piszę, ponieważ większość książek traktuje o powstawaniu miłości, a nam chodzi o jej wzrost. dziękuję. to ogromnie fajna strona. znalazłam ją 2 dni temu i jestem zachwycona.

* * * * *

Pisałam o tym w odp. nr 255. Rozwój miłości odbywa się dokładnie w taki sposób w jaki działacie :) To co mogłabym Wam jeszcze poradzić pozornie nie ma nic wspólnego z miłością - to wspólne działanie. I nie ma specjalnego znaczenia w jakiej dziedzinie. Może to być wspólnota religijna, wolontariat, rozwój swoich zainteresowań. Ponadto wspólne poznawanie okolicy, wycieczki, zainteresowanie się historią swej miejscowości, fotografia - może akurat rozbudzi w Was jakąś pasję?
Szczególnie polecam Wam na wakacje udział w Oazie Rekolekcyjnej Diakonii Życia (nie trzeba być w oazie, żeby pojechać) - to specjalne ośmiodniowe rekolekcje mówiące o miłości, jej dojrzewaniu i wzroście. Informacji poszukaj na tej stronie: www.oaza.org.pl
No i dialog. Sztuka rozmawiania, dyskusji, wyrażanie swojego zdania, o tym pisałam w odpowiedzi, którą Ci podałam na początku.
Życzę powodzenia!

  Sara, 13 lat
497
14.11.2005  
mój byly chlopak jest caly czas w moim sercu caly czas o nim mysle i dalej go kocham ale zerwalismy ze soba juz 5 i ostatni raz bo to bylo strasznie uciazliwe on caly czas mowil ze to nie ma sensu bo jestem od niego starsza o rok i teraz ide do gimnazjum a wlasciwie jestem;] no i on mowil ze jego koledzy mowili ze i tak sobie znajde tam innego ja mu nie potrafilam tego wytlumaczyc ale i tak prawie wogole sie do siebie nie odzywalismy bo tak jakos wstydzilismy sie siebie;(

* * * * *

A czy to była miłość jeśli się siebie wstydziliście??? No, moja Droga, miłość akceptuje drugą osobę i jest z niej dumna. Jeśli ktoś nie jest dumny ze swej dziewczyny/chłopak to go nie kocha naprawdę! A już twierdzenie, że to nie ma sensu, bo jesteś rok starsza to już pomieszanie z poplątaniem. Zrywać związek, "bo jest to uciążliwe"??? Współczuję Ci z powodu zranionego uczucia, ale polecam Ci na razie lekturę odp. nr 19 i 15 - o tym co to jest miłość. Myślę, że Wy po prostu nie dojrzeliście jeszcze do związku. Oczywiście możecie pozostać przyjaciółmi, a jeśli kiedyś odczujecie potrzebę dawania większą niż brania, jeśli będziecie pragnęli dobra drugiej osoby bardziej niż własnego wtedy przyjdzie czas na miłość. Niekoniecznie będzie to ta osoba. A na razie módl się o swój miłość: [zobacz]

  Ania, 14 lat
496
14.11.2005  
Jak być osobą wesołą pomimo tylu zmartwień?

* * * * *

No, fakt, proste to nie jest. Ale pomyśl sobie tak: sam fakt, że istnieję to już coś, to już powód do wdzięczności, że Bóg mnie stworzył. Potem pomyśl o tym co otrzymałaś: zdrowie, sprawność, zdolności, rodziców, żyjesz w świecie cywilizowanym i podczas pokoju a nie wojny. Możesz się uczyć. Masz przyjaciół. Nasz problem braku radości polega na tym, że ciągle martwimy się tym czego nie mamy zamiast cieszyć się tym co już posiadamy. Nie oznacza to, że mamy rezygnować z dążeń, marzeń, nie - mamy do tego wszystkiego dążyć ale cieszyć się też z tego co już otrzymaliśmy. Polecam Ci jako lekturę ten tekst: [zobacz]

  paulina, 11 lat
495
14.11.2005  
Bóg mnie nie kocha!

* * * * *

A skąd to wiesz? Powiedział Ci to wprost? Bo mnie się zdaje, że przez całą Biblię mówi co innego. Poczytaj sobie odp. nr 296.

  ala, 13 lat
494
14.11.2005  
jestem strasznie zakochana w moim sąsiedzie który tez ma 13 lat. ja go kocham ale nie wiem czy on mnie jak moge to sprawdzić???

* * * * *

No nie ma takich testów, które pozwoliłyby to sprawdzić, ale możesz spróbować poznać sąsiada bliżej, zaprzyjaźnić się z nim i wtedy wyczujesz jak jest do Ciebie nastawiony. Skorzystaj z rad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 Tylko nie mów mu od razu o swoich uczuciach! O tym w odp. nr 18, 61, 74, 217

  krzysiek, 19 lat
493
13.11.2005  
Jestem autorem pytania numer 154. Niedawno widziałem pewna dziewczynę ładna nawet się uśmiechała, jednak zaraz dostrzegłem, że nie ma obu rak i to był dla mnie szok!!! Nie mogę sobie wyobrazić takiego życia. W tym właśnie momencie wszystkie moje problemy stały się dla mnie jakby błahostkami i przyznam się zrobiło mi się trochę głupio, ale do czego zmierzam: przecież każdy człowiek zasługuje na miłość zasługuje na szczęście. Już nie wiem jak to jest z ta miłością człowieka do człowieka. Wiem każdy człowiek ma swoje powołanie i nie musi być to małżeństwo. Jednak czy brak rąk jest powołaniem do samotności albo do służby w zakonie, bzdura! Dlaczego istnieje taka ogromna niesprawiedliwość na tym świecie? Nic już nie rozumiem może mi ktoś wytłumaczy, o co chodzi?
Pewnie zadaje zbyt trudne pytania. Nie wiem, dlaczego ale takich pytań w moim życiu jest coraz więcej, na które nie mogę znaleźć nigdzie odpowiedzi.


* * * * *

Brak rąk absolutnie nie świadczy o powołaniu do samotności ani tym bardziej do zakonu - wprost przeciwnie jestem w 99,99 % pewna, że zakon odpada, bo przecież zakon to służba drugiemu i to służba czynna i z tego co wiem trzeba być zdrowym, żeby zostać przyjętym do zgromadzenia.
Ta dziewczyna może wyjść za mąż. Naprawdę może! Nie ma żadnych przeszkód ani kanonicznych ani prawnych. Oczywiście to straszne co ją spotkało, ale to naprawdę nie wyklucza prawa do szczęścia, do miłości. Tylko oczywiście miłości trudniejszej. Wiesz, czytałam swego czasu jakieś gazety u babci i prawie w każdym numerze znajdowałam podobne świadectwa - osób kalekich lub chorych, które tworzyły normalną rodzinę: mężczyzna bez rąk, kobieta bez nóg, która nawet urodziła dzieci!, ludzie na wózkach, niewidomi itp. Myślę, że Ty też słyszałeś o takich przypadkach.
Fakt, że im jest dużo ciężej. Przede wszystkim muszą trafić na osobę, która pokocha ich takimi jacy są, która będzie bardzo świadoma pewnych ograniczeń we wspólnym życiu i będzie na tyle dojrzała, żeby ten ciężar ponieść. Nie dla każdego taka droga i nie można mieć o to do kogoś pretensji, bo ludzie mają różną psychikę. Nie każdy może wszystko. Ale zapewniam Cię, że są tacy ludzie, dla których brak rąk, nóg lub jakiegoś zmysłu nie będzie przeszkodą do miłości. Czy ta dziewczyna na kogoś takiego trafi - nie wiem. Życzę jej aby trafiła. Widzisz, najważniejsza jest przecież dusza człowieka, jego wnętrze, myśli, charakter. Uroda jest na jednym z końcowych miejsc. Niewątpliwie jednak kalectwo fizyczne ma duży wpływ na możliwość realizacji pewnych zawodów, a nawet funkcji życiowych. Wiadomo, że w takim wypadku znaczna część obowiązków spada na tę drugą osobę. I teraz od jej woli i jej miłości zależy czy się tego podejmie. Jeśli jednak ona nie spotka takiej osoby to jej życie też nie będzie przegrane. Na pewno Jezus, który chce szczęścia każdego da jej takie zajęcie, takie powołanie, że będzie wspaniale służyć ludziom i będzie naprawdę szczęśliwa. Przecież Bóg troszczy się o rośliny i zwierzęta, to co dopiero o człowieka!
Dlaczego ją to spotkało - nie wiem. We mnie również rodzi się myśl, że to niesprawiedliwe, ale widocznie Bóg wie lepiej czego komu potrzeba. Może chociażby po to ją to spotkało aby Ci, którzy się nią opiekują przez ten krzyż się uświęcili? Naprawdę nie wiem. Tę odpowiedź poznamy dopiero kiedyś. Zaufaj, że Bóg wie lepiej. I poczytaj sobie przypowieść o krowach chudych i tłustych - o życiu Józefa, którego spotkało wiele absurdów a dopiero potem się okazało, że przez te absurdy i cierpienia został uratowany Egipt.
Tak więc nic w życiu nie dzieje się bez sensu!

  marika, 13 lat
492
13.11.2005  
Chodziłam kiedyś z Piotrkiem. Zerwałam z nim bo on mi robił różne przykrosci. Minęło pare miesięcy. On zaczął palić, pić alkochol (ma 13 lat) i bardzo się zmienił na gorsze odkąd koleguje się ze starszym od siebie towazrystwem. Chciałabym mu pomóc z tego wjść ale on mówi że to nie moja sprawa i żebym się nie wtrącała. A ja wciąż go kocham ale on chyba o tym nie wie! Prosze pomóżcie!

* * * * *

Pisałam kiedyś o takim problemie w odp. nr 47 - zajrzyj tam, na pewno znajdziesz jakąś radę.
Moja Droga! Nie można żyć za kogoś. Chcesz pomóc, robisz wszystko ale on nie chce. Widzisz, człowiek może powiedzieć "nie" nawet Bogu - robi to zawsze popełniając grzech. Skoro więc nawet Bogu może się przeciwstawić to co dopiero człowiekowi. Współczuję Ci, ale nie zmusisz go do niczego. To on sam wybrał takie życie. Wie jak może być inaczej, wie jak było z Tobą ale wybrał co innego.
Teraz tym co możesz dla niego zrobić jest modlitwa. Bóg jest silniejszy niż człowiek i nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. Proś Go. Możesz mówić jakąś konkretną modlitwę lub po prostu modlić się swoimi słowami, możesz czasem ofiarować Komunię św. w jego intencji. To naprawdę będzie duża pomoc.

  marta, 13 lat
491
12.11.2005  
Witaj!mam na imię Marta!MaM wiele pytań do Pani związanych z moim życiem.Może zacznę od razu. 1.Mam problem z moim wyglądem.Mam dużo pryszczy z którymi tracę pewność siebie.mam 159cm wzrostu przy wadze 48kg.Nie wiem czy to dużo czy w sam raz? 2.Jestem zazdrosna o moje koleżanki z różnych powodów.choćby i z tego że są bardziej lubiane odemnie i chłopcy je podrywają.Co mam z tym zrobić? 3.Wszyscy moi rówieśnicy spotykają się i chodzą gdzieś.ogólnie spędzają razem czas,a ja siedze w domu...jaki jest najlepszy sposób na samotność? 4.Co zrobić aby ludzie bardziej mnie polubili?w podstawówce byłam lubiana a w gimnazjum już nie.Czemu??? 5.Jaki jest najskóteczniejszy sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów?wiem że to pytanie nie na miejscu ale prosze o odp. i to chyba wszystko!prosze o odpowiedz

* * * * *

Ad 1 i 5) - Twoja waga jest zupełnie odpowiednia. Nie wolno Ci chudnąć jak dojrzewasz, bo rozregulujesz sobie gospodarkę hormonalną i będziesz miała problem z okresem. Co do pryszczy - polecam dermatologa, on najlepiej wie jak sobie z nimi poradzić. Tylko nie daj się namówić na tabletki hormonalne - narobiłyby Ci wiele szkód w organizmie, są inne metody leczenia trądziku.
Ad 2) Zazdrość to głupie uczucie, bo nic przez nie nie zyskujesz. Zamiast zazdrościć koleżankom znajdź swoje mocne strony. Założę się, że potrafisz rzeczy, których Twoje koleżanki nie potrafią np. piec, zrobić szpagat, robić na szydełku czy układać kwiaty. Co do podrywu przez chłopaków poczytaj odp. nr 461.
Ad 3) A po co Ci sposób na samotność? Czy Ty nie możesz wyjść z domu? Na pewno masz jakąś koleżankę, umów się z nią na herbatę lub do kina. Zacznij działać w harcerstwie lub wspólnocie. Od razu będziesz miała okazje do wyjścia. Ad 4) Nie wiem co było powodem, że Cię w podstawówce lubili a teraz nie. Może Ty sama odizolowałaś się od innych (o tym świadczyłoby to, że chcesz radę na sposób na samotność), może oczekujesz, że inni "przyjdą i będą Cię lubić". Wychodź do ludzi, uśmiechaj się, częstuj paluszkami jeśli akurat je masz. Spytaj o coś, pochwal koleżankę za ładną bluzkę. To małe gesty, ale pomogą!

  PoLa, 15 lat
490
12.11.2005  
KoCham PewNeGo ChlOpaKa..NiesTeTy On JesT BrzyDki i SyScY Sie Ze Mnie SmiEja Ze Go KoCham.Co mam ZrObiC..Nie ZwaZaC Na To UwaGii>??

* * * * *

A jAk Ci SiĘ WyDaJe? PoCzYtaJ o MiŁoŚcI w OdP. Nr 19.

  Magdalenka, 16 lat
489
12.11.2005  
Czy Pani zdaniem jest szansa na związek 16-letniej dziewczyny z dojrzałym 25-letnim mężczyzną? Jeśli i on i ona pragną być ze sobą?

* * * * *

Naturalnie, że jest szansa, ale: pod warunkiem, że oboje będą na tyle dojrzali, żeby zrozumieć ile ich dzieli i pójść wzajemnie na kompromis. Proszę przeczytaj odp. nr 8 tam pisałam o tym problemie.

  Marta, 16 lat
488
12.11.2005  
Mam pytanie jak mam się wyzwolić z nałogu onanizmu. Nie potrafię sięo odciążyć o tego grzechu. Bardzo trudno mi się jest także z tego wyspowiadąć. Proszę o rade, bo naprawdę nie wiem co mam z sobą zrobić.

* * * * *

Moja Droga! Przede wszystkim pomyśl sobie, że nie jesteś z tym problemem sama. Masz przecież Jezusa. On jest Twoją siłą i Jego proś o pomoc. Powiedz Mu: "Panie, weź ode to mnie, Ty wszystko możesz. Ja o własnych siłach nie dam rady". Proś Go o ulitowanie się, odmawiaj koronkę. Jak pójdziesz do spowiedzi i nie może Ci to przejść przez gardło powiedz księdzu, że masz problem z czystością, ale wstydzisz się to powiedzieć. Wtedy ksiądz Ci pomoże. Tylko pójdź do spowiedzi jak będzie mało ludzi, żeby ksiądz miał czas. Polecam też lekturę "Miłujcie się", tam masz świadectwa osób, które z tego wyszły.
Trzymaj się.

  Wojtek, 14 lat
487
12.11.2005  
Chodzę do drugiej gimnazjum(powinienem chodzić do pierwszej, rodzice mnie wysłali rok wcześniej) i zakochałem się w pewnej dziewczynie. Mam do niej gg i numer telefonu, rozmawiam z nią przez gg \"tak po prostu\" nie mówiąc jej że ją kocham. Nie wiem czy to zauroczenie, ale raczej nie. Zakochałem się kiedyś w innej dziewczynie i wasze słowa\"nie mów jej że ją kochasz na pierwszej randce\" poczułem na własnej skórze:/. Teraz już mam nauczkę. Ale ta dziewczyna w której się zakochałem teraz jest zakochana w innym chłopaku. Ten chłopak ma już dziewczyne, jest takim klasowym \"alfonsem\", zakochało się w nim 3/4 dziewczyn w klasie. Czy to co ona do niego czuje to chwilowe zauroczenie? Czy mam jakieś szanse. Czy dobrze postępuje jak na razie?

* * * * *

Wiesz, nie wiem czy to co ona do niego czuje to zauroczenie, ale skoro dotknęło to ? dziewczyn z klasy to pewnie tak jest. Czy Ty masz szansę? Tak, pod warunkiem, że kiedy jej przejdzie ( i jeśli Ty zdecydujesz się czekać) ona będzie Tobą zainteresowana. Postępujesz dobrze, na Twoim miejscu starałabym się jakoś zainteresować sobą dziewczynę, zaimponować jej czymś (bez narzucania się oczywiście) np. zaproponować jakąś ciekawą wycieczkę po mieście (przygotuj się na temat paru ulic i ich zabytków), wizytę w zoo czy pójście na ciekawy film. Opowiadaj jej jakieś ciekawostki. W ten sposób jest większa szansa, że ona "odkocha się" w tamtym a zainteresuje Tobą.

P.S. A czy Ty wiesz kto to tak naprawdę jest "alfons"? W wolnym znaczeniu "stręczyciel". Chyba tym kimś nie jest ten chłopak z klasy, co? ;-)

  Anna, 18 lat
486
12.11.2005  
w jaki sposob można sobie poradzic z takim zachowaniem: niemal od kad zaczelam wogole interesowac sie chlopakami, nieustannie potrzebuje miec osobe o ktorej moge myslec, poswiecac jej swoje marzenia, wiem ze to nie milosc, ale wyobrazam ja sobie, idealizuje z pewnoscia. podkreslam, ze w sumie nie bylam w zadnym zwiazku. czy to nastoletni romantyzm? czy to burza hormonow, cos na ksztalt pozadania? (nie mysle o chlopakach tlyko w strefie łożka) czy to jest chore, bo ogranicza? powinnam zaprzestac ciaglego zaintresowania chlopakami, chodzi glownie o myslenie o nich, poniewaz na ogol jestem niesmiala wiec absolutnie nie flirtuje na kazdym kroku.

* * * * *

Ale czy Ty musisz mieć realną osobe czy to wszytsko odbywa się w Twojej wyobraźni? Jeśli to drugie przeczytaj odp. nr 441. Jeśli to uczucie do konkretnej, realnej osoby, która znasz to po prostu głód miłości, głód pierwszego związku, pierwszego zainteresowania. Chore to nie jest, Ty po prostu tęsknisz już za miłoscią. Ale pewnie CI troche pzreszkadza. Wartio więc troche bardziej zająć się czyms co Cię pochłania, jakąś swoją pasjką, zainteresowaniami, czyms co wciąga i daje zadowolenie, wtedy te myśli troche odejdą na bok. A miłość nadejdzie, możesz zresztą już teraz się o nią modlić: [zobacz]

  Milena, 19 lat
485
12.11.2005  
Witam, Mój problem polega na tym, że obdarzam jakimś uczuciem zbliżonym do miłości przyjaciela. On już ma dziewczyne, wiec moje szanse sa zerowe. Przyjaciel wie, co do niego czuje. przez jakiś czas miałam wrażenie, że jakby przestał mi ufać = zwierzac sie. teraz powoli wszystko wraca do normy, choc nie jest juz tak bliskim przyjacielem, oddalilismy sie od siebie. Mimo to moje uczucie pozostało. Nie wiem jak mam sie zachowac. Mysle, ze gdybym odeszła, \"nie pobiegłby za mną\", ale tego nie moge wiedziec. Czasem jeszcze myśle o Nim, jak o kimś kto kiedyś w przyszlości mogłby byc moim chłopakiem, ale świadomosc, ze tak sie nie stanie wzrasta, choc jak wiadomo do konca nie umarła. nadzieja matka glup[ich jak mowią. może to ze od wielu miesiecy nie spotkala mnie zadna sytuacja, ktora mialaby rozbudzic moje nadzieje, sprawiło,ze mniej o nim myslalam, ale jednak gdy sie pojawia co jakis czas i rozmawiamy wszystko jakby wraca... wiem, ze najgorsze jest myslenie, marzenia o nim, bo to tylko w rzeczywistosci poteguje cierpienie z powodu samotnosci. Ja po prostu nie wiem czy powinnam dla swojego dobra po prostu zerwac z nim kontakt... trudno mi powiedziec w jakim stopniu zabiegałby o jego przywrocenie. Moze wogole po jakims czasie dałby sobie spokoj, w koncu ma dziewczyne z ktora spedza cale dnie i nie jestem mu potrzebna. Strasznie to egoistycznie zabrzmi, ale skoro zwraca sie do mnie czesto tylko wtedy gdy pokloci sie ze swoja dziewczyna, to moze powinnam przestac go pocieszac bo to mnie boli. Moze jestem egoistka, pewnie to wszystko swiadczy jak niedojrzałe jest to uczucie, ale trudno zeby dojrzało, skoro na starcie podcięto korzenie... a jednak wszystko boli... Jedyne lekarstwo i najskuteczniejsze to nowa miłość. ale to nie takie proste. Odejsc czy pozostać? wybrac chwile rozmow, podczas ktorych czuje, ze poswiecony mi czas oznacza, ze nie jestem dla niego obca dziewczyna, czy odejsc i odciac od siebie cos co nie ma przyszlosci? Bardzo prosze o jakąs refleksje.

* * * * *

Jeśli odejdziesz stawiając sprawę otwarcie - stracisz przyjaciela.
Jeśli odejdziesz bez słowa - on poczuje się dotknięty, będzie myślał co zrobił złego a Ty będziesz się bała spojrzeć mu w oczy podczas przypadkowego spotkania.
Jeśli zostaniesz - ten stan będzie trwał. Co zatem zrobić.
Moim zdaniem kontaktu nie zrywać, ale nie robić sobie nadzieji. On teraz ma dziewczynę, a nawet gdyby jej nie miał nie masz pewności czy byłabyś z nim, bo on może nie widziałby Cię jako swojej dziewczyny. Kontakt utrzymuj, ale nie angażuj się zbytnio w jego sprawy i problemy, nie pocieszaj zbyt intensywnie gdy się pokłóci z dziewczyną - nie możesz być poduszką do wypłakania się. Sama na to zresztą wpadłaś.
Nie szukaj też sama okazji do kontaktu. Musisz bowiem myśleć też o sobie, a skoro nie zdecydujesz się na całkowite zerwanie musisz chronić swoją wyobraźnię i serce - sama pisałaś, że gdy go nie widzisz jest lepiej. Nie jesteś egoistką, ale nie można dawać nic w zamian nie otrzymując. Nie musisz się katować oglądaniem jego szczęścia.
Masz rację, że lekarstwem byłaby nowa miłość - tak, ale pod warunkiem, że nie byłby to klin tylko w tym celu. Ale z listu wynika, że raczej tak by nie było, jesteś dojrzałą osobą.
Polecaj tę sytuację Bogu i módl się o swoja, prawdziwą miłość, a z przyjacielem utrzymuj kontakt tylko o tyle o ile Cię to nie rani, o ile nie powoduje pogorszenia Twego samopoczucia. Życzę Ci znalezienia prawdziwej miłości.

  Joanna, 20 lat
484
11.11.2005  
Witam i chciałam powiedzieć na początku, że jestem zachwycona ta strona internetowa. Piszę bo mam problem i naprawdę nie wiem komu mogę się zwierzyć. Ja siebie próbowałam zrozumieć i nieraz analizowałam swoje zachowanie. Wydaje mi się, że znalazłam źródło moich problemów choć nie jestem psychologiem i mogę się mylić. Zacznę od tego, że wychowywałam się bez ojca i byłam blisko anoreksji w wieku 15 lat (to może być ważna informacja w związku z moimi późniejszymi decyzjami) W wieku 16 lat zgrzeszyłam ciężko. Byłam zauroczona chłopakiem i byłam dość naiwna. 2 razy pozwoliłam mu żeby dotykał moje ciało po czym on ze mną zerwał. Choć chodziliśmy ze sobą zaledwie 3 miesiące miał wielki wpływ na moje życie. Doszłam do wniosku, że nie jestem godna by mieć dobrego (=pobożnego) chłopaka. Moja następna miłość trwała 20miesiecy. Byliśmy w tym samym wieku. Na początku wydawało mi się, że będę z nim do końca życia, ale później mi zaczęł przeszkadzać, zauważyłam, że nie jest dobrym kandydatem na męża i że za bardzo się różnimy, przeszkadzało mi to że nie chodził do Kościoła i że współżył już wcześniej z 2 kobietami i że zanim był ze mną używał narkotyki. Często dochodziło do pieszczot. Te sytuacje prowadziły mnie do łez i czasami do spowiedzi ... i znowu pieszczoty – łzy- spowiedź...etc. Między czasie on mnie przepraszał, nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja się powtarzała. 3 miesiące temu postanowiłam z nim się rozstać właśnie z tego powodu. To była trudna decyzja. Teraz jestem bardziej zagubiona niż kiedykolwiek. Tęsknię za nim. Wątpię w to że zakocham się w kimś, że zaufam komuś na tyle by opowiedzieć mu całą moja przeszłość. Zastanawiam się czy w ogóle jestem na tyle godna by w przyszłości być z dobrym chłopakiem =taki który NIE ma za sobą burzliwej przeszłości i jest pobożny, czysty. Czasami też nachodzą mnie myśli, ze chciałabym mieć dzieci sama bez męża tzn. wcale nie chciałabym być czyjąś żoną... nawet nie wyobrażam siebie w tej roli. Jestem bardzo zagubiona duchowo...aktualnie nie chodzę do spowiedzi ani do komunii. Czy z takimi problemami można w ogóle przychodzić do księdza do spowiedzi? i JESzcze jedno ostatnie pytanie: czy jak się już ma męża czy trzeba mu mówić wszystko o swojej przeszlości czy można mieć przed nim tajemnice i nie mowic o swojej przeszlosci wszystko. Pozdrawiam serdecznie i obiecuję że pomodlę się w intencji pani, która odpowiada na ten wszystkie listy :)

* * * * *

Droga Joasiu! Wiele w życiu przeszłaś i widzę z Twojego listu, że wiele Cię to nauczyło. Gratuluję Ci odwagi i szczerej wiary. Ty się pytasz czy z takimi problemami można pójść do księdza - a kto ma przychodzić? "Nie zdrowi potrzebują lekarza, a ci, co się źle mają" - powiedział Jezus, prawda? Przychodzisz zatem do Jezusa. A On przyjmuje wszystkich.
Zrobiłaś w swoim życiu duchowym dużo i ciągle chcesz się nawracać - to niesamowite! Nie wszyscy tak dojrzale podchodzą do życia. Oczywiście, Twoje życie w dzieciństwie ma odzwierciedlenie w problemach, które przeżywasz (polecam w tym zakresie odp. nr 468 - nie jest to taka sama sytuacja, ale częściowo podobna), ale z tego da się wyjść. Ja też nie jestem psychologiem, ale jeśli chcesz to możesz oczywiście do psychologa jakiegoś chrześcijańskiego się wybrać. Polecam link: www.spch.pl
Z tym, że chyba bardziej niż psychologa brakuje Ci Jezusa w Eucharystii. Nie zwlekaj, pójdź do spowiedzi i często chodź do komunii, ona Cię umocni. To nie jest nagroda dla najlepszych tylko pokarm duchowy dla słabych. Naturalnie, że zasługujesz na pobożnego, mądrego i dobrego chłopaka. I wierzę, że taki właśnie będzie Twój mąż. Jezus kocha Cię jak każdego i jesteś tak samo wartościowa. Masz piękną duszę, ja naprawdę rzadko się spotykam z taką determinacją w dążeniu do świętości (tak, nie waham się użyć tego słowa). Będzie dobrze, Joasiu. Poczytaj odpowiedź, którą Ci poleciłam i pomyśl nad tym.
A co do męża:
Nie, nie ma obowiązku mówienia wszystkiego ani z przeszłości ani z teraźniejszości. Nie mamy żadnego obowiązku mówienia np. o swoich grzechach, swoich przykrych doświadczeniach, upadkach. Oczywiście tu trzeba zachować ostrożność. Nie wolno zataić pewnych rzeczy przed - już nawet narzeczonym. Przed ślubem narzeczeni są badani kanonicznie tzn. odpowiadają na pytania spisywane do protokołu. Te pytania dotyczą wiary, naszych poglądów na wychowanie dzieci, zdrowia fizycznego i psychicznego. Tak więc np. nie można zataić (jeśli się wie, bo przeważnie się nie wie), że nie można mieć dzieci czy, że choruje się na jakąś ciężką chorobę. Oczywiście prócz tych obowiązkowych informacji jest też kwestia sumienia. Jeśli ktoś z kimś wcześniej współżył to nie wyobrażam sobie nie powiedzenia tego narzeczonemu - fakt wyjdzie w noc poślubną i może być początkiem końca. A co do Twojego przypadku, pewnie chodzi Ci o pieszczoty, ja osobiście bym wspomniała o tym swojemu narzeczonemu - że byłam z kimś i do tego doszło. Czego bardzo żałowałam, poprawiłam się, wyspowiadałam itd. Jezus mi przebaczył, więc ufam, że Ty też. Jeśli chłopak będzie Cię naprawdę kochał (a odnośnie prawdziwej miłości polecam odp. nr 19) to przecież nie będzie dla Ciebie surowszy niż Jezus, prawda? Zresztą nikt z nas bez grzechu nie jest. Nie bój się zatem tego i śmiało o tym powiedz. No, może nie na pierwszym spotkaniu, ale jeśli będzie to poważny związek to tak. Oczywiście bez żadnych szczegółów, tylko tak jak mówię - wspomnieć, że tak było - to po prostu będzie uczciwe z Twojej strony i da Ci spokój, nie będziesz się bała, że to nad Tobą wisi.
A co do kobiety z dziećmi bez męża - na razie nie komentuję, kochana, bo jak kogoś pokochasz to całkiem zmienisz zdanie :)
Życzę Ci naprawdę pięknej, prawdziwej miłości i nabrania zaufania do mężczyzny, którego pokochasz i który pokocha Cię taką jaka jesteś.

  Karolina, 15 lat
483
11.11.2005  
Bardzo zalezy mi na pewnej osobie czuje ze jest to cos wiecej niz tylko przyjazn powiedziałam mu szczerze o moich uczuciach a on mnie zbył tekstem ze podoba mu sie inna dziewczyna... nie wiem co mam o tym myslec wiem w pewnym sensie co on czuje.podoba mu sie inna a chce byc z nim jeszcze ktos inny.mam to samo własnie on mi sie podoba a kocha sie wemnie całkiem inna osoba do której nie odwzajemniam uczucia... nie wiem co mam o tym wszystkim myslec.pomózcie mi i napiszcie co powinnam zrobic.ale pamietajcie ze naprawde mi na nim zalezy i bardzo chce z nim byc!!!!na zapas dziekuje!!!

* * * * *

Nawet jeśli Ci bardzo zależy to chyba wiesz, że do miłości trzeba dwojga. Więc jeśli on nie jest zainteresowany i podoba mu się ktoś inny to nic nie wskórasz.
Sama przecież wiesz jak to jest, prawda? Nie dam Ci tu żadnej złotej rady bo sama wiesz, że taka nie istnieje.
Poczytaj odp. nr 65 i 33, 77, 90, 119, 185, 224.
A poza tym: zrobiłaś błąd mówiąc chłopakowi na wstępie o swoich uczuciach - o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217

  Sylwia, 22 lat
482
11.11.2005  
Spotykam się od niedawna z kolęgo z pracy ,którego znam już blisko rok .na początku naszej znajomości on od razy zwrócił na siebie moją uwagę gdyż był w grupie osób ,które zajmowały się szkoleniem takich nowych osób jak ja wiec przez pewiem czas byliśmy na siebie po prostu skazani:)ja wtedy miałam chłopaka z którym spotykałam się już ponad 2 lata i nie traktowałam Sylwka (bo tak ma imię) jako potencjalnego partnera w moim życiu. Ale odkąd rzuciłam wszystko na jedną karte i powiedziałam sobie muszę chociaż spróbować ...okazało się ,że o takim mężczyźnie właśnie marzyłam...choc nie jest to mój pierwszy chłopak wiele rzeczy robię z nim pierwszy raz w życiu i to jest właśnie mój problem bo boję się ,że to wszystko pryśnie niczym bańka mydlana i wiem ,że tego bym raczej nie zniosła. Czuję się jakbym mogła oddać się temu facetowi cała i bez trosko ale boję i nie mogę się tego uczucia pozbyć ,że któregś dnia obudzę się a jego już nie będzie...jak ma się pozbyć tego nieznośnego lęku?

* * * * *

Szczerze mówiąc nie wiem czego się obawiasz, bo "miłość usuwa lęk". Oczywiście, w każdym związku jest jakieś ryzyko. Czy zostałaś kiedyś porzucona i masz uraz? Nic o tym nie piszesz. A może to właśnie dlatego, że "rzuciłaś wszystko na jedną kartę" i tak jak mówisz: "jakbym mogła oddać się temu facetowi cała i bez trosko" - to jest błąd. Nie wolno tak robić. Nie wolno ofiarować wszystkiego drugiemu. Nie wolno, bo człowiek wtedy traci swoją integralność, zatraca się. Nawet w małżeństwie nie wolno się zatracić, trzeba zachować odrębność. Przecież masz swoją godność, swoje wartości i są rzeczy, które chciałabyś zachować tylko dla siebie. A więc ostrożnie z tym robieniem dla kogoś wszystkiego.
Podstawą w związku jest zaufanie. Jeśli nie ma tego to pojawiają się lęki i obawy. A może ten lęk wynika z jakiejś historii w życiu tego chłopaka, o której wiesz i która napawa Cię niepokojem?
Polecam Ci jeszcze kilka odp. o miłości prawdziwej: 19, miłości jako decyzji: 273, 276, 311, 313, 356, 370 i oczywiście o pielęgnowaniu miłości: 255. Możesz też poczytać o czystości (być może to jest powodem obaw?): 462. Powodzenia!

  tina, 13 lat
481
11.11.2005  
jak zdobyć świetnego chlopaka??? POLECAM OGLĄDANIA SERIALU M JAK MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ TO TEZ RADOSC!!!

* * * * *

Co do serialu: nie wypowiadam się, bo - z wyboru - nie mam telewizora :) A co do chłopaka - w odp. nr 3, 30, 37, 134 znajdziesz rady jak nawiązać kontakt. Ale nawiązanie kontaktu to nie równa się zdobycie. Poza tym: czy Ty naprawdę jako dziewczyna chciałabyś sobie zdobyć chłopaka? A może powinno być odwrotnie? Może to chłopak powinien starać się o Twoje względy?

  Zuzaneczka, 16 lat
480
11.11.2005  
Witam :) Mam pewien , dla pani mysle błahy, problem. Otóż mam chłopaka, mój rówieśnik, jest naprawde troskliwym facetem, i nasze uczucie traktuje śmiertelnie poważnie . Czuje się przy nim bezpieczna , owszem, ale mimo to boję się w wieku 16 lat zachowywać prawie jak zona. Co tu dużo mówić , młodzi ludzie sa spontaniczni i chcą cieszyć sie życiem a nie być cały czas poważnym. Poza tym , podkreślam że facet jesn naprawde bardzo fajny . Jednak w ostatnim czasie zaczął sie mną interesować pewien chłopak , również z mojej szkoły do którego w swoim czasie potajemnie wzdychałam ( i wzdycha nadal cała szkoła ,a raczej jej żeńska częśc) To jest bardzo bardzo przystojny facet , utalentowany i popularny więc iesze się że zainteresował się właśnie mną , dodajac że moja uroda jest powiedzmy przeciętna . Połączyła nas muzyka i miłość do sceny , poznaliśmy się zupełnie przypadkowo , podczas prób przed koncertem. Prosze o rade . Czy rzucić się w wir życia , cieszyc się nim i smakowac ( carpe diem po prostu ) czy obstawać przy bezpieczeństwie i jasnej i prostej jak kij przyszłości??

* * * * *

Droga Zuzanko!
Każdy wiek ma swoje prawa i wymagania. Absolutnie nie możesz zachowywać się jak żona (cokolwiek to oznacza, domyślam się, że chodzi Ci o bycie poważną, choć nawet w małżeństwie wcale nie trzeba i nie można zachowywać śmiertelnej powagi, trzeba być sobą i być radosnym, a czasem szalonym - i to z wiekiem nie ma nic wspólnego). Skoro jesteś dziewczyną zachowuj się jak dziewczyna, jak radosna 16-latka. Trochę dziwię się, że Twój chłopak jest taki bardzo poważny i tak ambitnie podchodzi do związku w tym wieku, ale być może to kwestia charakteru. Oczywiście chwała mu za to, że jest opiekuńczy, odpowiedzialny i troskliwy - naprawdę wielkie brawa, bo rzadko który chłopak to potrafi. Ty jednak nie masz obowiązku dostosowywać się całkowicie do jego zachowań i oczekiwań. Ty masz pozostać sobą. Nie wiem ile ze sobą jesteście, czasem jest tak, że po kilkuletnim byciu ze sobą takie związki wyglądają jak "stare, dobre małżeństwa" - dlatego niedobrze jest jak narzeczeństwo trwa bardzo długo. Ale ta sytuacja Was nie dotyczy, bo jesteście bardzo młodzi. Tak sobie myślę, że być może ten Wasz "konflikt interesów" to po prostu odmienność charakterów, usposobień - bardziej niż oczekiwań. Rozumiem, że w kwestiach zasadniczych się zgadzacie, macie taki sam światopogląd i wizję przyszłości, tylko Ty jesteś żywszego usposobienia a Twój chłopak jest spokojny. Czy tak? Jeśli tak, to wszystko ok i pozostaje Wam kwestia kompromisów gdy Ty chcesz np. iść na imprezę a on woli posiedzieć w domu. Jeśli zaś on inaczej widzi związek i rolę dwojga w związku a ponadto oczekuje, że Ty będziesz "zachowywać się jak żona", być może jeszcze przy tym ograniczając Cię w działaniu i kontaktach z ludźmi to już jest niedobrze.
Przemyśl to wszystko i odpowiedz sobie na te pytania. Odpowiedz sobie też na pytanie czego Ty oczekujesz w związku: teraz i na przyszłość, a nie tylko na przyszłość, bo do małżeństwa to jeszcze dla Ciebie daleka droga, nieprawdaż? Nie możesz trwać przy kimś tylko dlatego, że daje Ci pewną gwarancję Twojej przyszłości, bo to nie ten etap związku. Nie możesz teraz więc zmuszać się, by potem cieszyć się stabilizacją.
Co do chłopaka, który się Tobą zainteresował: tu też ryzykujesz. To nie jest tak, że będziecie razem i będzie cudownie i zgadzać się będziecie we wszystkim. To też nie będzie tak. Dwoje ludzi to dwa światy, w nim też znajdziesz cechy, które nie będą Ci się podobały.
Nie powiem Ci kogo wybrać, nie mnie decydować o Twoim życiu. Musisz rozeznać czego chcesz i - uwaga - co Ty możesz komuś ofiarować. Nic na siłę - to pewne. Pamiętaj też, że nie zawsze to, że nie czuję, że kocham oznacza brak miłości. Poczytaj o tym w odp. nr 15 oraz o różnicach między dwojgiem osób: 385. Życzę Ci trafnych wyborów.

  jaccek, 17 lat
479
11.11.2005  
witam! jestem osobą towarzyską i otwartą na nowe znajomości, ale jednak samotną, która z owym uczuciem przyzwyczaiła się żyć... wszakże samotność jest dobrym przyjacielem... nie opuszcza, nie zawodzi... raczej nie wierzę za bardzo w swoje możliwości, co jest spowodowane doświadczeniami w sprawach \"sercowych\"... nie narzekam na brak dziewczyn w towarzystwie, aczkolwiek tej jednej jedynej nie miałem z różnych powodów... bo jak się jakaś znalazła to nie była to ta, o której marzyłem, a jak się znalazła jush ta, o której marzyłem, to nic z tego nie wyszło... moshe chciałem zdobyć dziewczynę za szybko, moshe byłem zbyt skąpy i przez to chciałem ją mieć tylko dla siebie... nie wiem... ale teraz sprawa wygląda tak, że spotkałem cudowną dziewkę, taką o jakiej marzyłem... lecz podchodzę do tego dość sceptycznie... nie próbuję jej podrywać, bo nie wierzę, że mi się to moshe udać... bardzo ją lubię, a moshe i coś więcej, ale nie przyjmuje do wiadomości tego, że to moshe być miłość... no bo po co... i tak nic z tego nie wyjdzie, a w dodatku moge coś zrobić lub powiedzieć, co moshe ją urazić lub skrzywdzić... staram się ją traktowac jaką dobrą koompelę i ona tesh mnie tak chyba traktuje... trudno się tak zachowywać, ale swoje jush w życu zaryzykowałem i nic dobrego z tego nie wyszło, więc teraz wolę być dla niej tym kim jestem i nie ryzykować, a nie próbować być kimś więcej i w wypadku popełnienia jakiegoś błędu stracić ją całą... wszakże najważniejsze jest dla mnie jej dobro i szczęście, a nie moje pragnienie... nie wiem czy to jest jakiś problem, ale co wy sądzicie na ten temat...? pozdrawiam!

* * * * *

Wiesz problemem jest to, że Ty będąc 17 -letnim chłopakiem mówisz jak zgorzkniały czterdziestoparoletni stary kawaler, który ma swoje nawyki i niczego pozytywnego nie widzi. Więcej optymizmu i życiowej energii! Jak poznajesz dziewczynę to przyjaźnij się z nią no i przede wszystkim rozwijaj w sobie te cechy, które "przydadzą Ci się" jako mężczyźnie w życiu i w związku. Określ swoje oczekiwania i zastanów się co Ty możesz dziewczynie ofiarować. A o tym czego kobieta i mężczyzna w związku oczekują poczytaj w odp. nr: 25, 50, 340 oraz 234.

  ANIA, 21 lat
478
10.11.2005  
witam bardzo gorąco! mój problem jest związany z pewnym zdażeniem. a mianowicie: poznałam jakiś czas temu pewnego chłopaka. na początku był to tylko kolega, z którym lubiłam spędzać czas, bardzo często mnie odwiedzał. ot tak, bo akurat przejeżdżał, albo chciał porozmawiać. zawsze znalazł się jakiś powód. nie ukrywam, że bardzo lubiłam spędzać z nim czas. po jakimś czasie zaczęłam nazywać go swoim przyjacielem, on mnie swoją przyjaciółką... to że mi się podoba uświadomiłam sobie w połowie czerwca, czyli dość późno. nie chciałam z nim zaczynać rozmowy na ten temat, bo nie chciałam srtacić takiego człowieka. wystarczyło mi że był, nie musiał być moim chłopakiem. no i nadszedł ten dzień, którego nie zapomnę nigdy w życiu, piękny a zarazem bardzo przykry... znów mnie odwiedził, nie byłoby nic w tym dziwnego bo przecież od 2 miesięcy przychodził codziennie, gdyby nie to, że chciał ze mną szczerze porozmawiać. usiedliśmy na wprost siebie patrząc sobie w oczy, zaczął mówić. nie będę przytaczała dokładnie tych słów, ale ogólnie chodziło o to, że według niego jestem osobą, z którą mógłby spędzić resztą życia i założyć rodzinę. ale zastanawia się nad seminarium... powiedział że jeszcze nie wie, ale coś go tam ciągnie. nie rozumiałam tego i w sumie nie rozumiem do dziś. uważam że takią decyzję nie podejmuje się w ciągu jednego dnia. musiał o tym myśleć wcześniej. mam do niego o to właśnie żal, że nie powiedział wcześniej. mino że przepłakałam przeszło 2 tyg. i nie widziałam dla siebie sensu życia nie zrobiłam nic, żeby wpłynąć na jego decyzje. powiedziałam, że nie rozumiem, ale nie stoje mu na drodze i nigdy nie będe stała. póżniej byłam na niego wściekła, bo on tan super mu mija czas a ja siedzę i rozczulam się nad sobą. z drugiej strony wie że jakby nie udało mu się skończyć seminarium to moglibyśmy być razem. pomyślałam sobie: nie mam obowiązku czekać na niego 6 lat, bo może sie rozmyśli. wiem że spotkałam cudownego człowieka na swojej drodze, ale z drugiej strony wiem że nie jesteśmy sobie przeznaczeni. od tego czasu minęło już trochę czasu i nareszcie zrozumiałam, że muszę sobie zacząć układać życie bez niego. i chyba Bóg tak chciał, że poznałam kogoś na uczelni. bije od niego taka radość i optymizm. uwielbiam z nim rozmawiać. zapominam o swoich problemach. tak wogóle to na każdej przerwie \"przez przypadek\" wpadamy na siebie. i to jest właśnie ten problem, z jednej strony chciałabym żeby nas coś łączyło więcej, ale chyba nie potrafie mu zaufać. boję się że z nim też może mi sie nie ułożyć. albo że tylko ja do nogo coś czuje a on mnie traktuje tylko jak koleżankę. nie potrafię z nim porozmawiać na ten temat, po prostu boję się kolejnego rozczarowania z góry dziękuje.

* * * * *

Jeśli ten chłopak ze studiów Ci się podoba a Ty jemu to zaryzykuj. Nie bój się tego uczucia. Być może to jeszcze nie ten jedyny, ale nie będziesz tego wiedziała jeśli nie spróbujesz. Co do tamtego chłopaka - oczywiście, masz rację, że nie będziesz na niego czekać, bo być może nie ma na co czekać, bo on zostanie księdzem. Nie wiem czemu nie powiedział Ci wcześniej o swoich planach - być może dopiero zastanawiał się co jest dla niego w życiu ważniejsze a gdy zobaczył, że w Tobie rozwija się uczucie odważył się na rozmowę. Mam nadzieję, że dokonał słusznego wyboru i będzie szczęśliwy. Ty też masz prawo do szczęścia i odkrywania swojej miłości bez brania go w rachubę. A z chłopakiem ze studiów spotykaj się, przyjaźnij, poznawajcie się - może warto? Nawet jeśli nie zdecydujesz się z nim być to może być to wartościowa znajomość. Czy on Cię nie potraktuje jak koleżankę - no widzisz, tego nie wiem. Myślę, że po jakimś czasie przebywania z nim wyczujesz to. No i absolutnie nie rozmawiaj z nim na temat uczuć, wiele pisałam dlaczego nie można za wcześnie mówić o uczuciach - polecam odp. nr 18, 61, 74, 217.

  niewiadomaX, 22 lat
477
10.11.2005  
Witam! Często Pani piszę,że to chłopak jest tym \"zdobywcą\"i stara się o dziewczyne... a czy dziewczyna w jakiś \"dyskretny\" sposób też moze się starać o chlopaka? Pytam dlatego, że zależy mi na kims bardzo... jest to moj przyjaciel, a wlasciwie moge napisać,że byly przyjaciel, bo nasza znajomość się powoli rozpada... :( a ja chcę to wszystko uratowac... Czemu się rozpada? Nasza przyjazn rozwiajala sie powoli i tak samo powoli zmierzala do czegoś wiecej... (tak mi się wydaje) chlopak naprawde się staral, był bardzo wyrozumialy i cierpliwy... jednak ja jestem bardzo nieśmiała, w ogole mam niską samoocene... i uciekłam, poprostu stchurzylam... przestalismy sie spotykac... wiem ,że było mu przykro z tego powodu... ale ja poprostu sie boje, jeszcze ta niesmialosc - malomownosc z mojej strony... (tylko na gg potrafilam sie otworzyć i normalnie z nim rozmawiac) a po kazdym spotkaniu łapalam strasznego dola... On fajny chlopak, a ja taka sierota wiec pomyslalm sobie, że i tak nie mam u niego szans... wiec chcialam uniknac tych meczarni gdy patrze na niego i postanowilam ograniczyc kontakt do rozmow na gg(jemu napisalam, ze to wynika m.in. z tego, że mi sie podoba...a wiem ,że i tak to wszystko jest nieraealne - nic nie odpowiedzial) Rozmawialismy dlaej na gg poczatkowo bylo ok... teraz juz w ogole nie rozmawiamy... puszcza mi tylko codziennie syg. -to cały nasz kontakt... Wiem,że to moja wina ale chce zeby bylo jak dawniej... czy to w ogole mozliwe? czy moge liczyc na drugą szanse... Jak mu okazać, że nadal mi zalezy, że popelnilam wtedy blad...Nie wiem czy jemu jeszcze na mnie zalezy...(po tym cos się dzieje przypuszczam ze juz nie :( ) Jednak chce walczyc o niego...ale nie chce sie tez narzucac, czy jakos go wystraszyc... chce dac mu delikatnie do zrozumienia ,że mi bardzo na nim zlezy... Bardzo prosze o rade i przepraszam za ten haos, trudno w paru zdaniach dokladnie wszystko opisac... Pozdrawiam :)

* * * * *

Jeśli Ty mu się podobasz a on Tobie to szansa jest. Kobieta również może zainicjować spotkanie - pisałam o tym w odp. nr 3, 30, 37, 134. Opamiętaj tylko, że on się może obawiać, że znowu uciekniesz. Musisz się zebrać na odwagę, a przede wszystkim nie wmawiać sobie, że jesteś niewarta uczucia. Przeczytaj też odp. nr 2.

  Aga, 16 lat
476
10.11.2005  
Nie wiem co mam robić... czuję sie bardzo nieszczęśliwa a nawet nie mam powodów do takich uczuć. Tzn mam rodzine, nie jestem biedna, mam co jeść, mam przyjaciół. Niby powinnam być szczęśliwa a nie jestem! Czuje straszną pustkę. Nie ma we mnie wogóle radości... Może jest tą związane z płcią przeciwną, ale każda dziewczyna w moim wieku czuje to samo, chce kochać i być kochaną, ale to raczej nie jest powód mojego nieradosnego życia. Ja czuję się tak jakbym wegetowała i nie wiem co jest tego powodem... bardzo się męczę... Nic się nie zmieniło w moim życiu oprócz tego, że uwierzyłam w Boga... i właśnie od tego czasu się zmieniłam... nie wiem dlaczego... :( :( Nie cieszę się z małych rzeczy tak jak kiedyś, gdy się wogóle nie modliłam itd... :( Proszę o pomoc, czuję, że moje życie nie ma sensu, co by się nie działo mnie to nie rusza i nic nie czuję... :(

* * * * *

Moim zdaniem powinnaś porozmawiać z jakimś duchownym (nawet z księdzem przy spowiedzi) bo być może jest to jakiś duchowy problem. Oczywiście może to być coś bardziej prozaicznego np. brak witamin, przemęczenie albo nawet napięcie przedmiesiączkowe. Zauważ czy to się zaczęło w okresie dojrzewania. Wejdź na stronę www.lmm.pl i poczytaj o cyklu kobiecym.

  Ania, 16 lat
475
10.11.2005  
Czy jak się kogoś kocha powinno się walczyć o te uczucie?I zrobić wszystko aby przetrwało?

* * * * *

To zależy. Generalnie tak - w sensie dbania o miłość, pielęgnowanie jej, rozwój - jak najbardziej - pisałam o tym w odp. nr 255. Ale jeśli ta walka miałaby polegać na odbiciu komuś chłopaka (no bo jak się kocha to trzeba walczyć) to już absolutnie NIE. Również jeśli walkę rozumielibyśmy jako trwanie przy kimś kto ans nie szanuje, oszukuje, nie dba o nas to NIE.

  Kasia, 13 lat
474
10.11.2005  
Czy powinnam chodzić z chlopakiem ktory mieszka 100km odemnie?

* * * * *

A czy odległość jest jedyną przeszkodą? Poczytaj na temat odległości odp. nr 97, 120.

  Anna, 26 lat
473
10.11.2005  
Mlośc a zazdrosc??? dokladnie chodzi mi o miłosc zaborczą-- czy to miłosc?

* * * * *

Miłość zaborcza generalnie jest miłością bardziej skierowana ku sobie niż ku drugiej osobie. Pisałam o tym w odp. nr 24, 377.

  Anik, 16 lat
472
09.11.2005  
Co mam zrobić...Chłopak mnie zostawił dla jakiejs innej dziewczyny ... przekonał sie ,ze nic do niej nie czuje i chce teraz wrocic do mnie . Co mam zrobic ??

* * * * *

A czego Ty chcesz? Chcesz jego powrotu? Zaufasz mu znowu? Nie będziesz się bała, że to się powtórzy? Czasami warto dać komuś drugą szansę, jeśli faktycznie widzi swój błąd, czasami jest to powrót z wygody. Najważniejsze jest to co Ty czujesz i jakie były wasze kontakty przed rozstaniem. Jeśli czujesz się na siłach - trzymam kciuki!

  iza, 17 lat
471
09.11.2005  
czuje sie oszukana.ktos zawiodl moje zaufanie...otoz,mam przyjaciela.myslalam, ze to ten prawdziwy przyjaciel, ktory slucha moich zwierzen i doradza mi obiektywnie, gdyz nie czuje nic do mnie jako facet.a teraz co...dzis jego kumpel,co mi sie podoba,a ten przyjaciel o tym wie,napisal do mnie, ze ten moj przyjaciel powiedzialmu, ze ja mu sie podobam nie jako kolezanka....spadlo to na mnie tak nagle....cos tam wysmyslilam,a potem sie okazalo ze moj prezyjaciel caly czas przy nim siedzial i widzial to....zawiodlam sie....bo ja naprawde nie wiem co teraz robic.mowilam mu wszystko.wiedzial o roznych sprawach.o tych co m isie podobaja. o moich najlepszych wyskokach itp.aranzowal spotkania i niby dzialal na moja korzysc, a teraz nie wiem co robic...bo kim on dlam nie jest? nie pofdoba mi sie jako facet.ale chyba nie mam prawa mu mowic o tym co czuje do kogos innego, gdyz on wtedy cierpi...stracilam przyjaciela:-( w dodatku ten co mi sie podoba wie ze ja sie podobam tamtemu.....:-(

* * * * *

Droga Izo! Dość skomplikowany ten Twój list. Ale zrozumiałam z niego tyle, że Tobie nie podoba się chłopak, któremu Ty się podobasz, a Tobie podoba się ktoś inny, kto jest jego kolegą. Co do twojego przyjaciela: oczywiście, że teraz kiedy już wiesz, co on do Ciebie czuje nie powinnaś mu się zwierzać z Twoich uczuć do innych, bo będzie cierpiał. Zastanawia mnie tylko fakt czy to co Ci ten jego kolega powiedział jest prawdą. A jeśli nawet - to dlaczego on to Tobie powiedział? Przecież jeśli Twój przyjaciel chciałby, żebyś Ty o tym wiedziała to powiedziałby Ci to osobiście. Nie sadzę, żeby chciał, żebyś to wiedziała przez osobę trzecią. Więc albo to nie jest prawda - a ten kolega powiedział to nawet w dobrej wierze, bo tak mu się wydaje, bo tak to wyinterpretował ze słów i odczuć Twojego przyjaciela- albo jest prawdą ale Twój przyjaciel nie chciała, żebyś się o tym dowiedziała, skoro nie powiedział Ci tego osobiście, a kolega po prostu "chłapnął" (być może nawet też w dobrej wierze, bo myślał, że mu robi przysługę).
Oczywiście głupio jest spytać się przyjaciela wprost, bo może nawet - w obawie o Waszą przyjaźń - się nie przyznać. Najbezpieczniej jest udawać, że nic się nie stało. Skoro bowiem nie masz pewności co do tej sytuacji to lepiej jej nie pogarszać. Jedynie zachować ostrożność w kontaktach z przyjacielem. Jeśli zauważysz zachowanie wskazujące na to, że on czuje do Ciebie coś więcej niż do koleżanki to musisz delikatnie z nim porozmawiać, że Twoje uczucia są inne.
A teraz co do kolegi. Jeśli ten kolega jest Tobą zainteresowany, a Ty nim i jeśli Twój przyjaciel też o tym wie to pozostaje mi życzyć Wam powodzenia. Przecież nie może mieć pretensji o to, że dwoje ludzi się sobie podoba i chce ze sobą być. Wtedy jednak - by nie narażać go na cierpienia - zachowałabym ostrożność w kontaktach i mówieniu o zbyt intymnych rzeczach.
Powinnaś też szczerze pogadać z tym kolegą jak to naprawdę było z tą rozmową między nimi. Powodzenia!

  ala, 17 lat
470
09.11.2005  
dlaczego Bog nam kaze zyc? po co naprawde jest ten swiat? mam go dosc.kazdy dzien jest taki sam.nic sie nie rozni.wciaz ten sam smutek, troska,zal...brak radosci....gdy cos sie skonczylo,odeszlo uczucie to zycie stracilo barwy...po co tak zyc? no po co?ja nie wiem...skoro zycie to tylko cierpienia...gdzie te piekne chwile. nie ma ich dla mnie? czemu faceci opdchodza tak lekkomyslnie do milosci? ja angazuje sie mocno...a teraz co? co robic? wiem ,ze pewnie pisze bez sensu, ale trudno mi jest zebrac mysli...upadek bywa bolesny.trudno odbic sie od dna...

* * * * *

Bóg nie każe nikomu żyć. On stwarzając nas z miłości zaproponował nam przygodę na tej ziemi. Od nas zależy czy z tej propozycji skorzystamy. Można psioczyć na życie, być nieszczęśliwym, nawet mimo obiektywnie braku powodów do zmartwień. Można też - mimo inwalidztwa, samotności itp. być szczęśliwym. Nie jest najważniejsze to co nas w życiu spotyka ale jak na to reagujemy. Spotykają nas różne rzeczy: dobre i złe. Ty masz 17 lat, na pewno wiele rzeczy Cię jeszcze spotka. Teraz wydają Ci się one złe, niesprawiedliwe, niepotrzebne. Z perspektywy lat spojrzysz na nie inaczej. Może być tak, że teraz cierpisz, że chłopak Cię zostawił. Po latach możesz poznać kogoś, kto zostanie Twoim mężem, z kim będziesz szczęśliwa i będziesz Bogu dziękować, że nie zostałaś z tym, bo on np. zaczął pić. Albo nawet nie zaczął, ale Twój mąż będzie dla Ciebie prawdziwym szczęściem. A zatem to co teraz jest złe, może okazać się błogosławieństwem. I tak może być z wieloma rzeczami.
Poza tym jest takie powiedzenie: "Co nas nie zabija to nas wzmacnia". Cierpienie choć nie jest przyjemne, jakoś uszlachetnia człowieka, powoduje jego wzrost, jego dojrzałość, umiejętność radzenia sobie z problemami. Mnie osobiście pomaga poczucie - jak już nie widzę zupełnie sensu tego co mnie spotyka - że może to wszystko jest po to, bym lepiej rozumiała innych. Bo jak ktoś przez coś przeszedł to później zrozumie czyjś problem i może doradzić. Widzisz, nawet to, że ja teraz do Ciebie piszę jest konsekwencją tego, że wiem co czujesz. Więc może to, że teraz jesteś w dołku pomoże Ci zrozumieć i pomóc komuś z jego dołku wyjść. Po jakimś czasie widzi się wszystko w innych barwach, bez emocji i wtedy możemy ocenić czy to co się działo zaszkodziło nam czy pomogło. Życzę Ci mądrego rozeznawania i pokoju ducha.

  magda, 21 lat
469
09.11.2005  
mam ogromny problem.otóż jestem zakochana w kleryku.nie umiem sobie z tym poradzić chociaż próbowałam juz wszelkich mozliwych sposobów.pomózcie bo już nie wiem co robić

* * * * *

Proszę skorzystaj z rad w odp. nr 10, 29, 157, 364. Co robić? Przede wszystkim przestań bywać tam gdzie on! Bez tego ani rusz. Zacznij chodzić do innego kościoła.

  Karolina, 17 lat
468
09.11.2005  
Witam! Mój problem jest dość dziwny i szczerze sama nie wiem skąd się bierze...Chodzi o to, że za każdym razem, gdy poznam jakiegoś chłopaka, na początku jest cudownie... Dopiero później, gdy okazuje się, że coś może nas połączyć nie potrafię zaangażować się w związek. Nie wiem dlacego, ale odczuwam lęk, boję się być z kimś. Wiem, że jestem jeszcze bardzo młoda. Czy to możliwe, aby na mój problem wpływała osoba mojego Ojca? Nigdy nie doznałam od niego Miłości, czułości ojcowskiej. Choć mieszkam z nim pod jednym dachem prawie nigdy z nim nie rozmawiam, a gdy widzę go na ulicy nie wiem co robić- najczęściej udaję, że go nie widzę, lub powiem zwykłe \"cześć\" i jak najszybciej odchodzę... Mój ojciec jest alkoholikiem, wcześniej dopuszczał się przemocy nad moją Mamą. Czy to możliwe, że przez niego odczuwam strach przed mężczynami? A może pop orstu nie dojrzałam jeszcze do związku? Z góry dziękuję za pomoc i obiecuję modlitwę...

* * * * *

Droga Karolino! Pewnie trafiłaś w samo sedno sprawy. To, że być może nie dojrzałaś jeszcze do związku to inna sprawa, ale dojrzałość w jakiejś części też bierze się z pozytywnego wzorca rodziny, z zaznania miłości w rodzinie. Jeśli człowiek dobrze się w rodzinie czuje, bezpiecznie, jeśli ma pozytywny obraz rodziców, ich małżeństwa to nie boi się wchodzić w związki i chce założyć swoja rodzinę, bo jawi się ona dla niego jako normalne środowisko i niejako normalna kolej rzeczy. W rodzinie gdzie relacje są zaburzone, gdzie rodzice nie spełniają funkcji ojca i matki, gdzie nie ma miłości małżeńskiej dzieci nie czują się dobrze, a ponadto wizja własnej rodziny jest dla nich albo bardzo odległa - nie chcą jej zakładać, żeby nie wyglądała tak samo jak ta albo też - paradoksalnie - bardzo szybko wchodzą w związki z pierwszym napotkanym człowiekiem, który da im namiastkę ciepła. Stąd później mnóstwo poranionych, młodziutkich dziewcząt, które pchają się w ramiona pierwszego chłopaka, któremu się spodobają. Bardzo często okazuje się to ogromną pomyłką, za którą przychodzi im płacić do końca życia. Zaślepione w miłości nie widzą, że ukochany często jest jak ich ojciec i - pozwalają się wykorzystywać jak ich własna matka. Natomiast ta pierwsza grupa, o której pisałam, dla której wizja rodziny jest odległa związków się boi. Albo postanawia rodziny nie zakładać albo bardzo trudno im nawiązać i utrzymać relacje uczuciowe. Ciągły strach pobudza w nich zazdrość, podejrzliwość i często są nie tacy jakimi chcieliby dla tego ukochanego człowieka być. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia, że właśnie nie tacy są, niska samoocena i zwątpienie, że ktoś może pokochać ich takich jakimi są, tak po prostu, za nic. Ci ludzi mają też często zaburzoną relację z Bogiem, który jawi im się jako surowy sędzia, czyhający na ich grzechy. Nie znają ojca miłosiernego i wybaczającego, więc sadzą, że Bóg też jest tylko sprawiedliwy. Stąd skrupulatne sumienie, wyrzuty z powodu drobiazgów, rozpamiętywanie czegoś co było już dawno i analizowanie czy przypadkiem nie powiedziałem za mało na spowiedzi. Albo przeciwnie - odrzucają wiarę i Boga - bo takiego Boga oni nie chcą, a innego nie potrafią dostrzec.
Wydaje mi się Karolino, że należysz do pierwszej opisanej grupy - tych, którzy się związków boją.
I paradoksalnie - lepiej, że należysz do tej niż do tej, o której pisałam wcześniej.
Dlaczego? Jest mniejsze prawdopodobieństwo popełnienia pomyłki, a przynajmniej większa szansa, że nie nastąpi to tak szybko.
A teraz jak z tego wyjść?
Proste to nie jest.
Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że w mojej rodzinie nie wszystko jest ok. Że ojciec czy matka (mimo całego szacunku i miłości do nich) nie są dobrym wzorcem dla mnie. Tu nie chodzi o potępianie czy pretensje, raczej o uświadomienie sobie, że oni są nieszczęśliwi, że nie należy naśladować ich złych cech (dobre jak najbardziej) i że właściwym uczuciem jest tu współczucie i próba - na ile to możliwe - pomocy. Przykrym też faktem ale niestety prawdziwym będzie konieczność uświadomienia sobie, że nie otrzymamy od nich wsparcia, że będziemy musieli sobie sami wypracować wzory i nieraz sami sobie radzić.
Drugim krokiem jest odkrycie własnej godności. Tego, że ja jestem wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego jakich miałem rodziców i jak zostałem wychowany. Jestem zdolny, wartościowy i mogę do czegoś w życiu dojść. Zasługuję na szacunek, przyjaźń, miłość. Nie jestem gorszy! W niektórych rzeczach wręcz przewyższam swoich rówieśników: jestem dojrzalszy i bardziej zaradny, potrafię rozwiązać problemy, o których innym się nawet nie śniło. Mój wygląd, moje ubóstwo materialne nie świadczą o mojej duszy. Ona jest piękna. Mam równy dostęp do sakramentów i mogę z nich czerpać siłę. Mam równy dostęp do nauki, choć będzie mnie to więcej wyrzeczeń kosztowało niż innych. Tu trzeba sobie uświadomić, że ta moja godność wynika z tego, że w oczach Boga mam taką samą godność jak inni. Bóg w momencie stworzenia dał mi duszę i czyste konto, dał mi to wszystko w równym stopniu jak innym. W Jego oczach zawsze będę wartościowy, nawet jeśli ja sam poplączę sobie w życiorysie On i tak mnie będzie kochał. On chciał mojego zaistnienia, niezależnie jak się ono dokonało, niezależnie czy byłem chciany, oczekiwany czy jestem dzieckiem nieślubnym, czy poczętym "po pijaku" jako szóste czy ósme. Tu też trzeba zrozumieć, że Bóg nie jest jak mój ojciec - alkoholik. On przebacza, kocha, kocha tak, że dał ludziom na opamiętanie Swojego Syna i nie zgładził ludzkości po tym jak Go zabiła. Stworzył mnie. Z miłości, bo dlaczegóż miałby mnie stwarzać? Czyż to nie jest największy dowód tego, że on jest dla mnie dobry?
Krok trzeci to uwierzenie w to, że moja własna rodzina, którą mogę w przyszłości założyć nie musi być taka jak moja obecna rodzina. Ona będzie taka jaką będę chciał założyć. Ode mnie zależy kogo wybiorę na męża/żonę i ojca/matkę moich dzieci. Przyszłość moja i moich dzieci leży w moich rękach. Nie muszę pozwalać sobie na takie traktowanie jakie spotyka moją matkę, nie będę bita i wykorzystywana, nikomu nie wolno się nade mną znęcać psychicznie, nie wolno upokarzać. Mój mąż nie będzie alkoholikiem i nie będzie przepijał pensji, będzie czułym, opiekuńczym mężczyzną, który będzie mi kupował kwiaty i dbał o nasze dzieci. Będę miała w nim pomoc.
To bardzo trudne, ale do zrobienia.
Najważniejsze to zachować spokój i nie chcieć ani za szybko uciekać z domu (ryzyko pomyłki i wpadnięcia z deszczu pod rynnę) ani też nie zakładać, że rodzina to nie moje powołanie (bo się nie nadaję, bo nie potrafię kochać, bo ktoś nie pokocha mnie). To, że mieliśmy taką nie inną rodzinę nie wpływa na naszą godność i wartościowość jako człowieka.
Karolino, kiedy spotykasz chłopaka nie uciekaj od niego, poznawaj go. Nie czyń założenia, że musisz z nim być, że musisz go pokochać. Być może ten chłopak zostanie tylko Twoim kolegą i nie musisz mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Kiedy widzisz, że rodzi się między Wami uczucie pozwól mu się rozwinąć. Oczywiście nie czyń tego na siłę. Możesz spokojnie powiedzieć chłopakowi, że nie jesteś gotowa, że nie chcesz zrobić kolejnego kroku, że chcesz, żeby poczekał. Możesz to zrobić, to naturalne, nie możesz przecież robić czegoś wbrew sobie oszukując drugą osobę. Jednakże jeśli czujesz, że ten chłopak Ci się podoba, jeśli go poznałaś i masz do niego zaufanie pozwól sobie na kroczek naprzód. To jeszcze nie ślub, nie zobowiązanie. W ten sposób tylko możesz nauczyć się ufać. To ryzyko, ale warto je podjąć. Na pewno ogrania Cię strach, bo we własnym kokoniku jest bezpieczniej ale nie wychodząc z niego nie rozwiniesz się w pięknego motyla. Tak samo ptak kiedy jest mały nie nauczy się fruwać jeśli nie odważy się na ryzykowny krok z gniazda w przestrzeń. Potrzeba Ci odwagi. Trochę się natrudzisz, ale Twoja nagroda będzie wielka. Będzie nią prawdziwa miłość i szczęśliwa rodzina. Niech otuchą będą dla Ciebie słowa Jana Pawła Ii :"Nie lękajcie się". Nie lękaj się Karolino, to gra o Twoje szczęśliwe życie.
A poza tym proponuję Ci pójść na spotkanie grupy DDA -Dorosłych Dzieci Alkoholików. Wprawdzie jeszcze nie jesteś dorosła, ale niedługo będziesz. To grupa wsparcia, która poprzez swoje doświadczenie udzieli Ci potrzebnych, praktycznych rad i pokaże jak wyjść z Twego problemu. Poszukaj w swojej parafii, diecezji, wpisz w wyszukiwarkę, spytaj w kościele. Na pewno ktoś Ci ją wskaże.
Możesz skorzystać też z tych linków:
www.alkoholizm.akcjasos.pl, www.semestr.pl/2,622.html, www.dda.bhd.pl
Powodzenia!

  Zagubiona, 18 lat
467
09.11.2005  
dziękuję za słowa otuchy... (384) co do skorzystania z pomocy tego ośrodka -próbowałam wejść na te strone, ale wyskakuje error;/ poza tym co to znaczy \"skorzystać z pomocy?\" szczerze, to nie bardzo rozumiem w jaki sposób mogę tam znaleźć pomoc:(

* * * * *

Rzeczywiście, był błąd w linku, już został naprawiony. Skorzystać z pomocy to umówić się na wizytę do psychologa w Twojej miejscowości albo w miejscowości najbliżej niej. Można też zadzwonić i porozmawiać. Twój problem jest poważny i wymaga pomocy specjalisty, ja przez internet nie jestem Ci w stanie zaoferować terapii, bo się na tym nie znam. Dlatego zaproponowałam Ci skorzystanie z pomocy chrześcijańskiego psychologa. Możesz też porozmawiać z jakimś księdzem. I nie poddawaj się, walcz. Jezus Cię kocha taką jaka jesteś i bardzo chce Ci pomóc. Nie zniechęcaj się.

  magdalena, 25 lat
466
09.11.2005  
Kocham ateiste. Jest dobrym, wrażliwym człowiekiem.Niestety urodził się w rodzinie, w której od pokoleń wiary katolickiej nie uznawano. Ja wierzę i praktykuję. Ciężko pogodzić mi się z tym,że tak bliskiej mi osobie Bóg jest obcy,wiara niepotrzebna...Z tą sytuacją wiąże się także niechęć ze strony całej mojej rodziny...Próbuje odgadnąć sens spotkania takiego człowieka w moim życiu. Póki co daję świadectwo ze swojego życia i postępowania. Obawiam się jednak że poprzez takie tylko działanie nie uzyskam nawrócenia człowieka na ktorym tak bardzo mi zależy...Co robić?? Pomóżcie!!

* * * * *

Magdaleno, właśnie przez swoje zachowanie, takie jak dotychczas osiągniesz najwięcej. Może nie od razu, ale "kropla drąży kamień nie siłą lecz częstym padaniem", dlatego wyprawy krzyżowe nie odniosły rezultatu. Widzę, że jesteś mądrą dziewczyną i zastanawiasz się nad sensem takiego związku. Absolutnie Ci go nie odradzam. Jeśli tylko chłopak nie odciąga Cię od Boga, jeśli szanuje Twoje zasady i Ciebie to nawet związek z niewierzącym może być szczęśliwy. Oczywiście będzie trudniejszy, bo jednak wspólny światopogląd to bardzo dużo. Ale wiele też zależy od dojrzałości ludzi, od ich akceptacji różnic, od dobrze rozumianej tolerancji. Musisz jednak mieć świadomość, że ciężar wychowania katolickiego dzieci spadnie na Ciebie, że może być tak, że on się nie nawróci, że nie będzie wzorem dla dzieci i że będzie Ci samej ciężko w wierze. Życzę Ci jak najlepiej i polecam odp. nr 69, może tam też najdziesz jakąś radę. Powodzenia!

  ktoś bezradny:(, 18 lat
465
09.11.2005  
Mam chłopaka, z którym jestem 6 miesięcy. Zaczęło się od pielgrzymki do Częstochowy 2004r. Wpadliśmy sobie woko można powiedzieć odrazu. Miłość odwzajemniona. Ale pod koniec pielgrzymki poznał dziewczynę do której nic nie czuł oprócz znajomości i dziewczyna po jakimś czasie sprzątnęła mi go sprzed nosa:( Zwlekaliśmy ze związaniem się ze sobą ze względu na dużą różnicę wzrostu. Mój chlopak jest t5eraz oczywiście ze mna, ale kocha jednocześnie mnie i tamtą dziewczyne. Nie może o Niej zapomnieć:( Co mam robić? Czy taki związek ma wogóle sens jeżeli on kocha również inna dziewczyne? Pewnego razu nie było rodziców w domu i przyszedł do mnie. Doszło do tego, że zaczęliśmy uprawiać petting. Później oczywiście żałowałam i powiedziałam to swojemu chłopakowi, ale on się oburzył i powiedział, że to niejest nic złego. I teraz nie wiem co mam robić i co mam myśleć? Mamy na ten temat całkiem odmienne zdania. On tego chce a ja nie bardzo:( Nie wiem co mam czynić:( Za każdym razem kiedy do mnie przychodzi i nie ma rodziców boję się, że sytuacja się powtórzy, że ulegne kolejny raz, wkońcu to są chormony i nie wiadomo co może jeszcze strzelić do głowy. Nie wiem czy chcę dalej z nim być, bo on nie szanuje mojej decyzji:( Uważa, że nie ma w tym nic złego:( Prosze POMÓŻCIE MI! Jestem bezradana:(

* * * * *

No po pierwsze to ja bym na cztery wiatry przegoniła tego, kto oszukuje jednocześnie dwie dziewczyny. Jak może być z Tobą kochając tamtą???? Nie może się zdecydować? To nie dorósł do miłości i nie powinien nikomu głowy zawracać. Zupełnie nie rozumiem jak możesz sobie pozwalać na takie traktowanie. Odpowiada Ci bycie numerem dwa??? No sorry, ale bigamii w Polsce nie ma i należy tu postawić ultimatum: albo w tą albo w tamtą. A teraz co do pettingu. Kolejny brak dojrzałości, brak szacunku i bark zasad (aż dziwne, ze poznaliście się na pielgrzymce jeśli on ma przykazania gdzieś). Jeśli Ci dziewczyno z tym źle to w imię czego się godzisz na to? Chyba jesteś wartościową dziewczyną, chyba masz do siebie szacunek? Czy chciałabyś, żeby ktoś kiedyś tak traktował Twoją córkę? To dobry test. Co byś jej poradziła? Uciekaj jak najdalej, bo ten facet Cię nie szanuje, niszczy Twoją relację z Bogiem. Dba tylko o własną przyjemność i na dodatek jest na tyle bezczelny, że śmie Ci się zwierzać z uczucia do byłej dziewczyny. Szok po prostu. Nie zasłużyłaś na takie traktowanie. To nie jest miłość. O miłości możesz poczytać sobie w odp. nr 19 i 25. Czego chce Twój chłopak? Chyba nie Twojego dobra, tylko dogodzenia sobie.
Czy nie lepiej zatem poczekać na prawdziwą miłość?
Polecam "Miłujcie się", polecam odp. nr 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363 o czystości, ewentualnie rozmowę z księdzem,. Najlepiej przy najbliższej spowiedzi, bo i tak będziesz musiała się z tego wyspowiadać.
I walcz o swoje szczęście i prawdziwą miłość! Ona gdzieś na Ciebie czeka.

  Andrzej, 33 lat
464
09.11.2005  
Mam wątpliwości co do swojego uczucia wględem osoby z poza związku małżenskiego. Nie odwzajemniam miłości żonie, która mnie ją obdarowała bo pokochałem inną osobę, z którą nie powiniennem być. Nie wiem czy to miłość czy przelotne zauroczenie ? Czy 2 zwiazek moze być szcęśliwszy od piewrszego uświęconego sakramentem?

* * * * *

A ślub kościelny macie? Jeśli macie to dlaczego zadajesz to pytanie? Chyba słowa przysięgi powinny być dla Ciebie drogowskazem. W sakramencie Duch św. umocnił waszą miłość i dał siłę na trudności, to jak możesz pytać czy związek cudzołożny (tak, śmiem używać takiego słowa) może być szczęśliwszy od pobłogosławionego przez Boga? Jesteś mężczyzną? To jakie masz wątpliwości? Walcz! Facet powinien być facetem a miarą jego męskości jest to jak się zachowuje. Jak się poddaje (w jakiejkolwiek dziedzinie) bo on jest taki słaby, malutki, bezradny (także wobec uczucia) to nie zasługuje na miano mężczyzny i współczuję kobiecie, która zaufała mu na tyle, że została jego żoną. Powiem Ci tak:
nie jesteśmy odpowiedzialni za to co nas w życiu spotyka, nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, ale za to co z nimi zrobimy. Nie będę się szerzej rozpisywać, bo niedawno odpisałam w tej sprawie pewnemu mężczyźnie. Polecam zatem lekturę odp. nr 372, ewentualnie innych pokrewnych odpowiedzi: 281, 22, 60 i życzę wyborów trafnych a nie wygodnych. Szczęść Boże!

  Jakub, 16 lat
463
08.11.2005  
JEst taki problem zakochałem się w dziewczynie od 1 klasy gimnazjum. Nie wiem co ona do mnie czuje ale chciałbym się do niej zbliżyć. Co zrobić żeby wiedzieć czy ona chce tego czyn nie i co trzeba zrobić żeby zrozumieć kobiety. Bo ona czasami zachowuje się tak jakby chciala ze mną chodzić a mówi mi żebym jej o chodzenie nie prosił bo lepiej żebyśmy zostali przyjaciółmi. Wydaje mi się że ona się boi osób które zareagują na to że my ze sobą chodzimy. Czy mogę ją pocałować znienacka????

* * * * *

Całować nie radzę, bo ucieknie i jeszcze na obraźliwe uwagi się narazisz. No i masz gwarantowane, że już z Tobą nie będzie chciała chodzić. Co zrobić? Polecam rady w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411. No i koniecznie pamiętaj, że nie wolno za wcześnie powiedzieć słowa "kocham" - o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217. No i dla Ciebie jako mężczyzny jak być przewodnikiem w związku - odp. nr 25. A kobietę nie tak łatwo zrozumieć. Polecam lekturę Johna Graya "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" i "Płeć mózgu". Powodzenia!

  Natalia??, 20 lat
462
08.11.2005  
Witam :o) Ja chciałam się zapytać dlaczego czystość seksualna jest taka ważna?? Dlaczego Kościół jest przeciw środkom antykoncepcyjnym?? Czy jeśli dwoje ludzi się kocha - szczerze i bardzo się kocha - dlaczego współżycie jest grzechem?? Jeśli się kochamy i oboje jesteśmy zdecydowani na to, że chcemy To zrobić, czy to jest naprawdę złe?? Pozdrawiam wszystkich :*

* * * * *

A skąd pomysł, że współżycie jest złe? Jest wspaniałe pod kilkoma warunkami. Podstawowym z nich jest małżeństwo. Ponieważ w małżeństwie jest bezpieczeństwo, mężczyzna, który się zaopiekuje żoną, gdy zajdzie w ciążę i brak strachu kiedy w tą ciążę się zajdzie. Poza tym sensem współżycia jest po pierwsze: przekazywanie sobie miłości między małżonkami, jej wyrażanie w sposób fizyczny a drugim przekazywanie życia. Dlatego Kościół jest przeciwny środkom antykoncepcyjnym, także w małżeństwie - bo niszczy drugi z tych celów. Współżycie zaś przed małżeństwem jest grzechem, ponieważ Bóg tak stwierdził, dając szóste i dziewiąte przykazanie. Bóg, który jest największą mądrością wie co jest dla nas dobre, dlatego skoro zakazał tego przed małżeństwem tzn. że coś nam chciał przez to powiedzieć, przed czymś uchronić. Ponadto dopóki małżeństwo nie zostanie zawarte nie masz pewności że ten człowiek, z którym współżyjesz Twoim mężem zostanie. Są przecież różne wypadki - nikomu źle nie życząc. I wtedy co? Zostajesz sama i nie masz już co ofiarować (pod tym względem) swojemu mężowi - temu przyszłemu, którego poznasz. Nie będzie już tym pierwszym, nie dostanie tego wyjątkowego daru, który można dać tylko raz. Istnieje też coś takiego jak prawo pierwszych połączeń. To silna więź psychiczna, która wytwarza się pomiędzy ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy. Dlatego rozstania są później tak dramatyczne i pozostaje poczucie wykorzystania, ofiarowania wszystkiego co najlepsze, żalu, gniewu. Rozstania pomiędzy ludźmi nie współżyjącymi też są bolesne, ale nie aż tak pełne żalu. Ponadto dochodzi porównywanie partnera do poprzedniego. No i już wspomniany strach przed ewentualną ciążą. No i mogłabym jeszcze tak długo, ale nie chcę się powtarzać. Polecam Ci "Miłujcie się" - świadectwa żywych ludzi, którzy albo przez to przeszli i żałują albo zachowali czystość i opisują dlaczego to było ważne. Polecam też te odpowiedzi: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363. Polecam też książkę ks. Pawlukiewicza "Porozmawiajmy o tych sprawach".
I jeszcze moja osobista refleksja: noc poślubna była dla mnie niezwykła jeszcze dlatego, że oboje z mężem mogliśmy przeżywać radość wzajemnego odkrywania się, poznawania swoich ciał, taka prawdziwa noc po- ślubna. No i to, że przeżyliśmy narzeczeństwo w czystości spowodowało, że nie byliśmy "zaślepieni" tym prawem pierwszych połączeń, które powoduje tak duże przywiązanie, że nie pozwala obiektywnie patrzeć na drugiego, że mogliśmy "trzeźwo" oceniać swoje postępowanie, dostrzegaliśmy swoje wady, potrafiliśmy szczerze rozmawiać o błędach i tym co się nam w drugim nie podoba. Na spotkaniach poznawaliśmy swoje poglądy, poznawaliśmy swoje dusze a nie ciała. Chodziliśmy na wycieczki, do kina, do znajomych a nie szukaliśmy okazji na ukradkowe współżycie. Myśleliśmy jak sobie sprawić przyjemność, np. ja: co zrobić na kolację, on: jakie mi kwiaty przynieść a nie w co się ubrać na wieczór, by było bardziej podniecająco i jak się zabezpieczyć. Chodziliśmy razem do kościoła i do komunii mogąc spojrzeć w oczy Jezusowi.
Nasze narzeczeństwo było narzeczeństwem a nie zabawą w małżeństwo.
A w dzień ślubu ofiarowaliśmy sobie prócz dusz także ciała i to była dla nas prawdziwa radość. Radość czystej miłości.

  gosia, 13 lat
461
08.11.2005  
witam mam problem dziewczyny z mojej kl i wogle ze szkoły w moim wieku już mialy chłopaków i nadal ich maja a ja niemiałam jeszcze ani jedniego kolezanki mi muwą ze jestem ładna i niewiedzą czemu chłopcyna na mnie nie cecą zawsze jak ktos się wemnie zabuja to maja po 10 lat po 11 albo i mniej no bez przesady o co w tym wszystkim chodzi??

* * * * *

No ja też nie wiem o co w tym wszystkim chodzi jak dziewczyny w tym wieku zadają mi pytania "dlaczego nie mam chłopaka"? A czy jest jakiś przymus posiadania chłopaka w tym wieku? W ogóle w żadnym wieku nie ma takiego obowiązku, to "posiadanie chłopaka" to nie jest towar albo usługa, którą kupujemy. Miłość jest czymś na tyle pięknym ale i odpowiedzialnym, że nie warto jej rozmieniać na drobne, warto poczekać na miłość prawdziwą. Jeśli Twoje koleżanki mają chłopaków to spytaj je po co z nimi chodzą. No tak, bo wszystko musi mieć jakiś sens i cel. A zatem po co? Chyba nie zamierzają w najbliższym czasie wyjść za mąż? Dla samego chodzenia? To instrumentalne traktowanie drugiej osoby.
Wiek w którym się znajdujesz jest fantastycznym czasem do rozwoju przyjaźni, do nauczenia się wielu rzeczy, do rozwoju zainteresowań. A miłość przyjdzie, tylko trzeba być na nią gotowym. Jeśli się nie jest, nie potrafi się jej właściwie przyjąć to potem jest rozczarowanie, frustracje i właśnie dlatego Twoje koleżanki miały już kilku chłopaków. Bo nie potrafiły ani one ani ci chłopcy wytrwać w związkach. Przecież nie chodzi o to, by mieć jak najwięcej chłopaków, żeby jak największej ilości osób się podobać. Nie chodzi o to, żeby zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne albo popisać się przed rówieśnikami. W miłości chodzi o to by dać dobro drugiemu człowieku. Poczytaj o tym w odp. nr 19.
A zatem spytaj koleżanki o tych ich chłopaków, czemu z nimi chodzą. Ciekawe która będzie potrafiła odpowiedzieć.

  Diannca, 25 lat
460
08.11.2005  
Pani Ewo, ja chciałam podziękować za pani nieocenioną pomoc...Nie pisałam nigdy tu ale czytam pani odpowiedzi i ciągle dziekuję Panu Bogu za panią:)Za to,że ten dar rady nie zatrzymuje pani dla siebie ale się nim dzieli......Jak to dobrze czytać takie mądrości:)...Wiem, wiem..to Duch Swiety ale gdyby nie pani głowa,serce,ręce:)to na nic by się zdał tu Duch Świety:):):), prawda? Chwała Panu!

* * * * *

Dziękuję za tak ciepłe słowa! Naturalnie, że to Duch święty a ja cieszę się, że mogę służyć, także dzięki swoim wcześniejszym doświadczeniom, uczuciom, także przez samotność, której długo doświadczałam i wszystkie zranienia, które mnie spotkały. Dzięki temu lepiej rozumiem niektóre problemy.
I o jest dowód na to, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez celu i bez sensu, ale choćby po to, żebyśmy mogli podzielić się z innymi. I za to chwała Panu!

P.s. Ja nie jestem Ewa, tylko Kasia :)

  kasik, 19 lat
459
07.11.2005  
dziękuję za ostatnią odpowiedź. Już się trochę uspokoiłam przemyślałam parę rzeczy i myślę, że jeszcze wiele przede mną.. chcę jeszcze dodać,że to nie tak że nigdy z nikim nie byłam. Byłam... no i właśnie chyba za bardzo zaufałam i stąd ten sceptycyzm i gorzkie słowa... bo niedawno znów myślałam że spełni się moje marzenie o tym, by ktoś powiedział, że mnie kocha, ale znowu musze postarać sie zapomniec że tak swietnie nam sie rozmawialo i ze narobilam sobie o ja glupia nadziei.. nie bylo wielkiego rozstania ot tak po prostu wyszlo.. banalne tez bym tak chciala zapomniec i obiecuje ze mi sie ua. musze jeszcze troche wytrzymac prawda?? \'i ludziom takze wybaczyc trzeba ze nie sa stali bo gdy odejda zapomna jakby nigdy nie znali...\' pozdrawiam...

* * * * *

Trzymaj się. Cieszę się, że już u Ciebie lepiej. Pisałam, że pewnie z nikim nie byłaś, bo taki wniosek wysnułam na podstawie Twego listu. Zatem przyczyną Twojego rozgoryczenia może być zranienie, brak zaufania, oszukanie przez kogoś. A może to jest tak, że tak bardzo pragnąc miłości widzisz ją w tym z którym "dobrze Ci się rozmawia" - znam to uczucie. Często jednak z tej drugiej strony to zupełnie inaczej wygląda. A potem boli. Często też jest tak, że zachowanie tego kogoś faktycznie wskazuje na zainteresowanie naszą osobą, a potem okazuje się, że on nas traktował "jak koleżankę" - to boli jeszcze bardziej, bo wydajemy się sobie naiwne, bezwartościowe, brzydkie i nie warte niczyjego uczucia. Zapewniam Cię, że znam to z autopsji! Wiem, że to trudne, ale należy uwierzyć, że Bóg nie stworzył nas przez przypadek i nie dzieli na kategorie. Wszyscy jesteśmy w jego oczach równi i wobec każdego ma swój wspaniały plan. Ja wierzę, że Twoja miłość, ta prawdziwa przyjdzie. Jesteś bardzo wartościową dziewczyną. Módl się o miłość. No i może wpisz się do Źródełka...?

  Marta, 16 lat
458
07.11.2005  
Mam chlopaka, starszego o 3 lata. naprawde czuje, ze to ten, jes inny niz wszyscy. dba o mnie, troszczy sie, pomaga, jest moim przyjacielem, moge mu zaufac,, widze ze mu zalezy... Ale ja jestem potwornie zazdrosna.. i on twierdzi, ze musze to zmienic, bo tak nie moze byc....Ale ja nie wiem jak... Jak czuje ten okropny niepokoj w srodku, gdy rozmawia z jakas kumpela, czy ma sie z nia spotkac, albo jak nawet spojrzy na jakas ladna dziewczyne..co mam zrobic, zeby sie tak nie bac...wiem, ze musze mu zaufac i w ogloe, ale jak sie pozbyc tego dziwnego uczucia??? ja nie moge zniesc mysli, ze jemu moze sie kto inny spodobac (bo jest tyla ladnych osob), chcialabym aby on patrzyl tylko na mnie....Meczy mnie to juz...pomozcie...

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr 24, 377.

  Basia, 20 lat
457
07.11.2005  
Dlaczego chłopak, który wcześniej do mnie pisał, już teraz się nie odzywa? Może i byłam obojętna, nie chciałam się z nim umówić, ale chciałabym, aby wszystko wróciło do normy.

* * * * *

Przeczytaj proszę odp. nr 2.

  kasia, 17 lat
456
07.11.2005  
co mam zrobić jeśli zakochałam się w chłopaku mojej koleżanki czy powinnam jej o tym powiedzieć

* * * * *

No chyba żartujesz! A chcesz już nie mieć koleżanki? Co Ci to da? Przecież ten chłopak automatycznie nie zacznie z Tobą być. Poza tym obowiązuje prosta zasada: jak ktoś ma chłopaka/dziewczynę to mu się w związek nie wtrącam. Albo jeszcze prościej: nie robię drugiemu co mi jest niemiłe. Pomyśl zawsze z drugiej strony: co ja bym wybrała na miejscu koleżanki? Chciałabym, żeby ona mi powiedziała, że się zakochała w moim chłopaku? No, chyba nie.
A co Ty masz zrobić? Zapomnieć. No niestety, będzie Ci ciężko, ale nie ma innego wyjścia. Poczytaj odpowiedź wcześniejszą i nr 80.

  Madzia, 17 lat
455
07.11.2005  
dlaczego zakochujemy sie w nieodpowiednich osobach, osobach z którymi i tak nie bedziemy bo to jest nie mozliwe

* * * * *

Serce nie sługa. Zakochać można się praktycznie w każdym - to kwestia uczuć, za które nie jesteśmy odpowiedzialni. Jeśli jednak widzimy, że jest to osoba z jakichś względów nieodpowiednia albo z którą nie możemy być to do nas ruch należy - od nas zależy co z tym swoim uczuciem zrobimy. Oceniani jesteśmy za czyny a nie uczucia. A zatem wówczas należy podjąć konkretne kroki: nie widywać się lub - jeśli nie jest to możliwe - to unikać bezpośredniego spotkania, nie pisać, nie dzwonić. Zająć się czymś absorbującym, rozwijać swoje zainteresowania, pomagać innym, wtedy nasze problemy nie będą nas aż tak przytłaczać. Modlić się o światło Ducha św., o zabranie tego uczucia. To nie jest proste, oczywiście. Ale to jedyna droga, żeby zapomnieć, żeby się uwolnić, żeby nie pogrążyć się w rozpaczy. I wierzyć, że nasza prawdziwa miłość dopiero nadejdzie.

  Gosia, 17 lat
454
06.11.2005  
No wiec moja sytuacja wyglada nastepujaco: mam chlopaka, na poczatku naszej wspólnej wedrowki wydawalo mi sie ze go kocham, powiedzialam mu o tym( ze go kocham). Pewnego dnia poznalam kogos innego...i sie zaczelo! Karzdego dnia zamiast myslec o tym z ktorym jestem mysle tamtym...Nie wiem nawet czy tamten cos do mnie czuje, podejrzewam ze nie...

* * * * *

No i co? Tyle razy mówię, że nie wolno za wcześnie powiedzieć słowa "kocham". To jest słowo zarezerwowane dla pewnego etapu związku, na którym potrafimy już wziąć za nie odpowiedzialność, inaczej jest kłamstwem. Pisałam o tym wielokrotnie- odp. nr 18, 61, 74, 217. Teraz musisz się zdecydować czy naprawdę chcesz być z tym chłopakiem i to bez względu na to czy tamten coś do Ciebie czuje. Przecież nie jest się z kimś tylko dla samego bycia, żeby nie być samemu. Zapytaj siebie czego chcesz, na czym Ci zależy, czy czujesz się bardziej wolna będąc z nim czy wyobrażając sobie sytuację gdy jesteś sama (tamtego nie biorąc na razie pod uwagę). Zapytaj siebie też dlaczego myślisz o tamtym, być może u tego chłopaka brakuje Ci jakichś cech, które - masz nadzieję - tamten posiada. Dobrze by było tez abyś dowiedziała się o tamtym czegoś więcej - jaki jest naprawdę. Bo może się okazać, że po prostu pokochałaś swoje wyobrażenie o tamtym chłopaku?

  WIKTORIA, 25 lat
453
06.11.2005  
PROSZE PANI,POSZŁAM DO KSIĘDZA ŻEBY SIĘ SPYTAĆ JAK TO JEST Z TĄ MIŁOŚĆIĄ, CZY JEŻELI NIE MA UCZUCIA TO MOŻNA MÓWIĆ KOCHAM Z TEGO POWODU,ZE PRAGNIEMY DOBRA I TROSZCZYMY SIĘ O DRUGĄ OSOBĘ I CZY TO NIE GRZECH I CZY WYCHODZĄC ZA MĄŻ Z ROZSĄDKU TO GRZECH. TRAFIŁAM NA KSIĘDZA PROBOSZCZA I NA OBA PYTANIA NIE ODPOWIEDZIAŁ MI ANI TWIERDZĄCO ANI PRZECZĄCO. POWIEDZIAŁ TYLKO ŻE UCZUCIE TEŻ MUSI BYĆ, PRZY MÓWIENIU KOCHAM. A WIĘC PROSZĘ PANI JESTEM ZASMUCONA Z TEGO POWODUŻE NIE MOGE MÓWIĆ KOCHAM, BO NIE MAM UCZUCIA DO MOJEGO MĘŻCZYZNY, ALE JEST RTOSKA, PRAGNIENIE DOBRA I ON JEST DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZY WŻYCIU, ALE Z TEGO POWODU CO MI POWIEDZIAŁ KSIĄDZ NIE MOGĘ MÓWIĆ KOCHAM I WIELCE NAD TYM BOLEJE. GDYBYM SPOTKAŁA INNEGO KSIĘDZA Z INNYMI POGLĄDAMI, TO CO MIAŁABYM ZROBIĆ, CO POWINNAM ROBIĆ,CZEGO , KOGO SIĘ SŁUCHAĆ? CHCIAŁABYM MÓWIĆ KOCHAM TAK JAK PANI TO TŁUMACZY, ALE JAK KSIĄDZ NIE ZEZWALA TO MUSZĘ POSTĘPOWAĆ TAK ABY NIE GRZESZYĆ. BARDZO PROSZĘ O POMOC, NA CZYM POWINNAM OPIERAĆ SIĘ MÓWIĄC KOCHAM, BO KAŻDY KSIĄDZ MOŻE MIEĆ INNE ZDANIE. DZIĘKUJĘ ZA ODP.

* * * * *

A może czas - skoro masz naprawdę już 25 lat - zacząć się kierować własnym rozsądkiem i własnym sumieniem? Ksiądz czy ja możemy jedynie dawać rady, określać pewnie kierunki natomiast nie znamy tego wszystkiego co dzieje się w środku danej osoby i to ta osoba powinna sama decydować. Polecam Ci zatem lekturę wszystkich listów na ten temat: 273, 276, 311, 313, 356, 370 oraz - po raz kolejny już - lekturę odp. nr 19 na temat prawdziwej miłości.

P.S. A może warto byłoby wreszcie podać swoje prawdziwe imię i wiek a nie podpisywać się za każdym razem inaczej?

  GRATENA, 25 lat
452
06.11.2005  
PRZYSYŁAM DRUGI RAZ TEN LIST, BOB NIE DOCZEKAŁAM SIĘ ODPOWIEDZI:Czy nie grzeszę mówiąc że kocham z tego powodu że troszczę się o drugą osobę,życzę i pragnę jej dobra czy tylko kocham należy mówic z tego powodu,że coś się czuje i wtedy dopiero to nie jest grzech? Czym jest miłość wg katolickiej nauki kościoła? Bo całe życie myślałam ,że miłość to uczucie, a teraz dowiaduje się ,że prawdziwa miłość to miłość woli a nie uczuciowa, i że miłość to decyzja , troska i życzenie dobra drugiej osobie. jak to jest naprawdę. Co kościół sądzi i na czym się opiera? dziękuję serdecznie za odp. to dla mnie ważne

* * * * *

Odpowiedziałam Ci już (odp. nr 390). Poza tym jak możesz przeczytać w formularzu na stronie czas oczekiwania to ok. 20 dni. Was są setki, a ja jedna.

  Matwusz, 12 lat
451
06.11.2005  
Czy ja mu się podobam?

* * * * *

Nie wiem.


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej