Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Kochałem dziewczynę Kochałem dziewczynę
Walter Trobisch
Książka ta została przetłumaczona na 70 języków i cieszy się ogromną popularnością wśród młodzieży całego świata... » zobacz więcej




  FIFI, 11 lat
550
28.11.2005  
Zakochałam się w jednym z 6 klasiście. On ma dziewczynę i nie zwraca na mnie uwagi.Traktuję go jak dobrego kumpla.jak zwrócić na siebie uwagę??

* * * * *

Jak ma dziewczynę to po co chcesz zwracać na siebie jego uwagę???
Chciałabyś, żeby jakaś dziewczyna próbowała zwracać na siebie uwagę Twojego chłopaka?

  krasnoludek, 20 lat
549
28.11.2005  
Dziekuje bardzo za odpowiedz tylko wydaje mi sie ze zle mnie Pani zrozumiala. Mnie bardziej boli brak przyjaciela\\ciolki niz brak chlopaka, kogos ........ komu bede mogla sie wygadac wyplakac. Czytalam wszystkie odpowiedzi dotyczace samotnosci wiekszosc z nich sa to pytania dlaczego nie mam chlopaka\\dziewczyny mnie natomiast nurtuje pytanie dlaczego nie mam przyjaciela\\przyjaciolki, dlaczego nikt nie potrzebuje mojej pomocy wsparcia.........pozdrowiam

* * * * *

Z Twojej poprzedniej wypowiedzi nie wynikało, że chodzi Ci o przyjaźń.
Dlaczego uważasz, że nikt nie potrzebuje Twojej pomocy? Mylisz się. Jest bardzo wiele osób, którym Twoja pomoc bardzo by się przydała. Oczywiście, w pierwszym rzędzie myślę tu o ludziach chorych, samotnych, starszych. Tak, o nich myślę, bo to zaprzeczenie Twojej teorii, że nikomu nie jesteś potrzeba. Więc jesteś. Wystarczy spytać w parafii. Jeśli zaczniesz pomagać ludziom w ten sposób poznasz osoby, które też pomagają. Będą to osoby w Twoim wieku. Wspólna praca, wspólne ideały mogą Was połączyć. Może to się rozwinąć w przyjaźń albo przynajmniej dobrą znajomość, a to też coś, prawda? Zawsze można czasem pójść na kawę i miło spędzić czas. Takie możliwości daje też wspólnota, nie wiem czy w jakiejś jesteś. Jeśli nie, może warto spróbować. Tu też wspólne wartości mogą pomóc w zaprzyjaźnieniu się. Ludzie bowiem przyciągają się na zasadzie podobieństw.
Jeśli nikt nie wychodzi naprzeciw Ciebie Ty zrób pierwszy krok i wyjdź naprzeciw komuś. Inaczej będziesz rozpaczać i użalać się nad sobą. Tak to już w życiu jest, że raczej nic do nas samo nie przychodzi. Jeśli zaś Ty zaczniesz działaś to pierwsze jest szansa na przyjaźń a po drugie poczujesz się niesamowicie potrzebna i da Ci to ogromną satysfakcję.

P.s. Jeśli piszecie po raz kolejny to proszę podawać numer poprzedniego pytania, niesamowicie ułatwi mi to szukanie :)

  Luke , 18 lat
548
27.11.2005  
Bog jest Miłoscia . Czy mozna kocha kogos bez milosci do Boga?? (na przyklad ateisci).

* * * * *

Ciekawe pytanie. Wiesz, ja myślę, że ateiście też kochają w odniesieniu do jakiegoś absolutu, jakichś wartości. Dla nich tym punktem odniesienia jest dobro, piękno, miłość doskonała. Każdy człowiek bowiem nosi w sobie tęsknotę za wartościami wyższymi, nawet jeśli tą wartością nie jest dla niego Bóg. Wydaje mi się, że w ogóle dobre uczucia i pragnienia rodzą się w człowieku z jakiejś głębszej duchowej potrzeby, wewnętrznej tęsknoty. Tak naprawdę za tym stoi Bóg.
Ateiści nie wierzą w Boga ale tak samo mogą pragnąć dobra dla drugiej osoby, liczyć się z jej uczuciami itp. Oni bowiem Boga przekładają na swoje wartości. Gdyby tak nie było kłamstwem byłyby ich słowa o miłości, a Kościół nie dopuszczałby małżeństw mieszanych niejako nie dowierzając, że ich przysięga małżeńska będzie prawdziwa. Również wtedy nie byłoby możliwe zbawienie ateistów skoro nie byłoby w nich miłości. Wiemy jednak, że tak wcale nie jest. Jest możliwe i ich zbawienie, a ich życie w wymiarze uczciwości, życzliwości itp. czasem może być wzorem dla nas wierzących. Moim zdaniem więc możliwa jest miłość do osoby bez miłości do Boga jako osoby ale w odniesieniu do Boga - wartości, absolutu - jakąkolwiek by Mu nadać nazwę, który jest źródłem tej miłości.

  Katarzyna, 18 lat
547
27.11.2005  
witam:) mam dwa pytania...pierwsze czy używanie takich srodków jak prezerwatywy w małżeństwie jest grzechem?i czy jesli rozmawiamy z chłopakiem o seksie to czy jest rozmowa o rzeczach nieskromnych i równoczesnie grzech przeciw czystości? pozdrawiam:)

* * * * *

Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: tak.
Na drugie pytanie: to zależy. Zasadniczo nie, bo przed małżeństwem trzeba na wszystkie tematy porozmawiać, w tym o seksie. Jeśli rozmawiacie o tym jak wyobrażacie sobie przyszłe współżycie, jaki macie stosunek do dzieci, do antykoncepcji itp. to nie ma mowy o grzechu. Jeśli natomiast rozmawiacie o tym po to aby się podniecić to nie są to budujące rozmowy. Zawsze w razie wątpliwości możesz spytać spowiednika.

  Aneta, 17 lat
546
27.11.2005  
Od 9 miesięcy chodzę z chłopakiem, którego znam już 3 lata. Jest on o 4 lata starszy ode mnie. Był moim znajomym, potem przyjacielem. W listopadzie 2004 zmieniło się jednak coś, nasze uczucia wzrosły. Jednak aby to zrozumieć, potrzebowaliśmy aż 4miesięcy. Teraz jesteśmy szczęśliwi razem. Kocham go, i wiem, że on mnie też kocha. Jednak czasami nachodzą mnie myśli, dziwne myśli. Zastanawiam się, czy on naprawde jest tym, z którym chcę spędzić moje życie? Widzę na ulicy chłopaków, mężczyzn, i myślę sobie: \"ten chłopak lepiej wygląda, ten się lepiej zachowuje\". Kocham mojego chłopaka, a jednak myślę takie rzeczy. Tymi myślami ranię go i siebie samą... Co mam zrobić, poradźcie mi prosze!!!!

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr 19 a także o przeznaczeniu: odp. nr 58 i 86.

  Maria, 23 lat
545
27.11.2005  
czesto zagladam do Waszej rubryki i postanowilam napiusac kilka slow:)widze duzo pytan, czy istnieje prawdziwa Milosc, ile trzeba na nia czekac, czy istnieja wartosciowi chlopcy itd...chcialabym sie podzielic krociutkim swiadectwem, bez wnikania w szczegoly;) moge powiedziec na 1000%, ze ISTNIEJA! trzeba tylko sie modlic, bardzo wytrwale - ale oddajac Panu Bogu dokladnie wszystko, bo ON najlepiej zna czas i miejsce, kiedy masz spotkac JEGO. I wierzcie mi, wybierze najwlasciwsza osobe - jasne, ze lawto jest przegapic, ale jezeli sie prosi Pana Boga, Maryje, Świętego Józefa - to Pan Bóg obdaruje Was, dziewczyny, takim wspanialym Mężczyzną, że ten Prezent przejdzie Wasze najsmielsze oczekiwania!!!!! wiem, co mowie, bo sama tego doswiadczylam, sama pytalam, czy istnieja wartosciowi faceci - a raczej czy taki czlowiek bedzie chcial byc ze mna: mialam pelna swiadomosc swoich slabosci, wiem, ze mam bardzo trudny charakter,z wieloma sprawami sobie nie umialam poradzic... i po wielu nieudanych probach zwiazania sie z kims, znalezienia kogos - oddalam Panu Bogu wszystko tak na 100%, przestalam Mu sie naprzykszac, przestalam ustawiac swoje schamaciki, jaki ma byc TEN JEDYNY... to, co Pan Bóg dla mnie przygotowal, przeszlo moje najsmielsze oczekiwania... najbardziej niesamowite w tym wszystkim jest to, ze Michal byl moim prezentem urodzinowym - dokladnie tego dnia powiedzial mi, ze mu na mnie zalezy, ze chcialby, zebysmy sprobowali zbudowac cos pieknego... nigdy nie marzylam, ze dostane kogos takiego!!!! dziewczyny, nie traccie nadziei! wspaniali mężczyźni istnieją, trzeba tylko zaufac tak na 100% Panu Bogu, modlic sie wytrwale - i miec oczy szeroko otwarte, bo czesto Miłośc czai sie za tym rogiem ulicy, gdzie nigdy bys jej nie szukala!!!!!

* * * * *

Dziękuję za piękne świadectwo i podpisuję się pod Twoimi słowami :)

  help ona, 17 lat
544
27.11.2005  
mam taki problem: a mianowicie zerwalam z chlopakiem, ale on nie daje mi spokoju. nachodzi mnie, dzwoni co 30 min, wysyla smsy. nie mam zycia!!!! mam go dosyc, czasem wydaje mi sie ze on ma jakas manie na moim pkt. co zrobic zeby wkoncu dal mi spokuj???!!

* * * * *

Zajrzyj do odp. nr 224. Nie wiem jak dawno się rozstaliście ale jakiś czas to może jeszcze potrwać. Cóż, chyba trzeba przeczekać. Po prostu, no bo innego wyjścia nie ma. Najlepiej zatem nie odpowiadać na żadne zaczepki z jego strony, aż mu się znudzi, bo jakikolwiek kontakt z Twojej strony będzie wskazywał na to, że udało mu się zwrócić na siebie Twoją uwagę (nawet jeśli udało mu się Ciebie tylko zdenerwować) - a o to mu chodzi a zatem to go tylko rozochoci. Całkowite milczenie z Twojej strony.

  Joanna, 16 lat
543
26.11.2005  
Witam sredecznie. Mam swego rodzaju problem.... Otóż jestem już w szkole średniej i od ponad 3 miesięcy chodzę do klasy z b. sympatycznym chłopcem, na dodatek przystojnym.. Dopiero od miesiąca mamy ze sobą dobry konatkt - rozmawiamy na gg, On prosi mnie często o pomoc, o wytłumaczenie czegoś, czego nie rozumie. Poza tym bardzo często się na mnie patrzy - uśmiecha się... Uważa, że jestem przesympatyczna, ale... I problem w tym, że ja do Niego coś poczułam i chciałabym, żeby z tej znajomości \"wyszło\" coś poważnego. Moja przyjaciółka twierdzi, że On ma \"coś\" do mnie, ale ja sama nie wiem... Na dodatek ma koleżankę, z którą ostatnio się spotyka, choć znają się niedługo-poznali się przez internet... Jak mam odebrać, te Jego znaki? Co zrobić, żeby się do Niego zbliżyć? Czy to jest w ogóle możliwe? Proszę o odpowiedź. Dziękuję bardzo.

* * * * *

No przede wszystkim musisz rozeznać co go łączy z tą internetową koleżanką, żeby komuś w paradę nie wchodzić. Poza tym: jeśli podobasz się temu koledze to on prędzej czy później da Ci to do zrozumienia. Ty sama absolutnie mu tego nie mów ( i tu możesz przeczytać odp. nr 18, 61, 74, 217, 514 o tym dlaczego nie należy tak robić). Kontakt macie dobry więc nie będę Ci nic radzić w tym temacie. Możesz ewentualnie poprosić koleżankę, by postarała się bardziej wybadać sytuację...i jeszcze trochę poczekać na rozwój wydarzeń.

  Gocha, 15 lat
542
26.11.2005  
Darzę uczuciem pewnego chłopaka-Karola.Jest ode mnie 3 lata starszy i ma dziewczynę.Nie wiem dlaczego ale powiedziałam mu że mi na nim zależy.On na to że ma dziewczynę z którą jest dość długo i że są zgraną parą.Twierdzi że między nami nic się nie zmieniło i dalej jesteśmy przyjaciółmi ale ja czuję tą zmianę. Nie potrafię o nim nie myśleć.Widzimy się co niedziela.Kiedyś Lao Cy powiedział:\"Kto dla miłości walczy, dla miłości zwycięża\".Można wierzyć tym słowom?Im więcej o nim myślę zaczyna mi się na myśl nasuwać jego najlepszy kolega z klasy,z którym również widzę się co niedziela.Czuję się zdezorientowana.Proszę o pomoc.

* * * * *

A przepraszam, czy dalszy ciąg tego cytatu, który przytaczasz brzmi "...nawet czyimś kosztem..."?
Ja zawsze w takiej sytuacji radzę postawić się na miejscu tej drugiej strony. Jak Ty byś się czuła gdyby ktoś chciał się Tobie wtarabanić w związek i w imię szczytnej idei (przerobionej na własny użytek) "walczył" z Tobą o Twojego chłopaka. Założę się, żebyś się wściekła i powiedziała konkurentce co o niej myślisz. Zatem Tobie też to się należy. Dlaczego nie potrafisz uszanować czyichś uczuć?
Chłopak Ci jasno, wyraźnie, kulturalnie i stanowczo przedstawił sprawę a Ty nadal chcesz się narzucać i niszczyć jego związek??? Zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego co chcesz zrobić? I tak masz szczęście, że chłopak był na tyle kulturalny, że nadal chce się z Tobą przyjaźnić po takim wyznaniu. Miłość, prawdziwa, zawsze buduje, nigdy nie niszczy. A Ty chcesz zniszczyć czyjąś miłość, żeby zająć jego miejsce. To egoizm, a nie miłość.
Zostaw chłopaka w spokoju. Nigdy nie można budować własnego szczęścia czyimś kosztem.

  Ewa, 13 lat
541
25.11.2005  
Mam problem. Podoba mi się chłopak, któremu podoba sie inna dziewczyna. Najgoirsze jest to ze on prosi mnie o porady. Nasuwa mi sie pytanie mam mu podpowiadac czy nie. Jest drugie pytanie .. powinnam czekac az sie w niej odkochja czy mzoie probowac sie w nim odkochac ... ??? Z gory dzikeuje :)

* * * * *

Przeczytaj odp. nr 210, 501.
Co do czekania na odkochanie: oryginalny masz pomysł, ale pomyśl sobie, że możesz tak czekać w nieskończoność. Bo przecież nie po to się zakochujemy, żeby zaraz się odkochać. Poza tym Ty sama chyba nie chciałabyś być w takiej sytuacji, że jakaś dziewczyna czeka w kolejce aż Twój chłopak się w Tobie odkocha i ona zajmie Twoje miejsce?

  Olga, 16 lat 
540
24.11.2005  
czemu pożądamy? co to jest pożadanie? czy ono jest czemuś potrzebne?

* * * * *

Wiesz, gdyby nie było potrzebne to by go nie było. Najbardziej biologicznie rzecz ujmując służy przedłużeniu gatunku. Człowiek jako stworzenie podlega działaniu instynktów, jednym z których jest właśnie instynkt przedłużenia gatunku. Gdyby go nie było to ludzie nie za bardzo chcieliby się rozmnażać. Szczególnie w obecnych czasach gdy jest nas coraz mniej i jest dążenie do ograniczania narodzin. Pożądanie potocznie i na pierwszy rzut oka ma w naszej mentalności raczej pejoratywny charakter. Kojarzy się z czymś brudnym, grzesznym, brutalnym. Jawi się jako nieokiełznana siła, która dąży do "użycia", zaspokojenia a przed ślubem rodzi frustrację, bo "nie wolno". Tymczasem tak naprawdę pożądanie jest pewną siłą, pewnym impulsem przyciągającym nas do drugiej osoby w aspekcie fizycznym, w aspekcie płciowości, seksualności. To sprawa chemii, hormonów powodująca, że dana osoba podoba nam się, że odczuwamy do niej pociąg, a w podświadomości - że wybieramy ją jako osobnika, którego geny w połączeniu z naszymi chcemy przekazać następnemu pokoleniu. Oczywiście w podświadomości, bo przecież nikt tak nie myśli odczuwając fascynację dziewczyną czy chłopakiem. Samo pożądanie zatem absolutnie nie jest czymś złym, wprost przeciwnie. Szczególnie w małżeństwie ta siła "przydaje się" gdy chcemy zjednoczyć się z małżonkiem. Jest niejako zachętą do współżycia i znów - w podświadomości - do zrodzenia dzieci. Oczywiście samo rozmnażanie nie jest jedynym celem współżycia, jest nim także pogłębienie więzi między małżonkami, wyrażenie miłości cieleśnie i owo pożądanie nam w tym pomaga. Bóg mówiąc do ludzi "rozmnażajcie się" dał pożądanie odczuwane jako impuls domagający się zjednoczenia z drugą osobą i w efekcie dający odczucie przyjemności. Tak więc niejako "zachęcił" ludzi do przedłużania gatunku. Bez pożądania i odczuwanej z jego spełnienia przyjemności współżycie byłoby po prostu chyba jedną z wielu czynności życiowych, zupełnie neutralnych emocjonalnie takich jak oddychanie czy odżywanie się. A że oddychać czy odżywiać się człowiek musi aby żyć a współżyć seksualnie nie to skoro nie byłoby to przyjemne to ziemia szybko by się wyludniła :)
Nie wiem czy o to pytasz czy raczej chodzi Ci w podtekście o to "czemu pożądamy skoro nie możemy"? Ano, Bóg wszystkich ludzi tak samo skonstruował w ich fizycznych właściwościach. Każdemu dał też pożądanie (poza małymi wyjątkami świętych, którym to odebrał, by nic im nie przeszkadzało w idealnej więzi z Bogiem jak np. św. siostrze Faustynie). Dał też każdemu rozum i wolną wolę, by ich używał do rozeznawania i podejmowania decyzji. Dał nam też siłę w modlitwie, by bronić się przed pokusami.
Samo odczuwanie pożądania w żadnym stanie i wieku nie jest samo w sobie złe, tak jak nie jest złem odczuwanie głodu czy senność. Jak to się ma do powiedzenia Jezusa "każdy kto pożądliwie spojrzy na kobietę..."? Ano tak, że złe nie jest samo pożądanie tylko nasze (dobrowolne) działanie z tym związane. Zauważmy, że Jezus nie powiedział "każdy kto odczuje pożądanie..." tylko "każdy kto pożądliwie spojrzy...", a zatem ten, kto zacznie poddawać się temu pożądaniu i ukierunkuje je na konkretne działanie. Gdyby samo odczuwanie pożądania było grzechem to Bóg wymagałby od nas rzeczy niemożliwych, bo chyba nie ma na ziemi człowieka który tego nie czuł (nie mówię o zmarłych niemowlętach oczywiście). Poza tym działałby alogicznie skoro sam nam ten dar dał.
No bo reasumując pożądanie to dar. I nie należy się go bać, tylko używać właściwie. Jak zresztą wszystkiego w życiu. A o tym jak bardzo jest potrzebny i dlaczego jest dobry i piękny przekonasz się w małżeństwie :)

  monia, 14 lat
539
24.11.2005  
dlaczego tak trudno o nim zapomnieć? wiem, że on mnie nie pokocha, lecz nie potrafię uwolnić się od tego uczucia. Co mam zrobić?

* * * * *

Proszę, przeczytaj odp. nr 80, tam znajdziesz rady.

  magdalena, 16 lat
538
24.11.2005  
Witam Mam na imię Ania, mam 16 lat i ..... jestem samotna i to bardzo. Owszem mam wiele koleżanek ale tylko koleżanek. Jestem inna niż wszyscy, nie lubię imprez, tłumu ludzi i wielkich koncertów. Jestem spokojna i opanowana ale tez otwarta na ludzi. Moje koleżanki mają chłopaków, kochają i są kochana a ja... zawsze sama, jak już z kimś wychodzę to zwykle jako ta trzecia... To nie jest miłe widzieć ciągle jak inni się przytulają, cieszą sobą a ja... mogę się czuć jedynie wtedy skrępowana. Nie chcę się zmieniać, nie lubie imprez i zabaw nic na to nie poradzę, nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. Poza tym cierpie na chorobę dzisiejszych czasów, mianowicie \"brak czasu\" ciąglę się uczę robie wiele rzeczy... Bardzo chciałabym mieć kogoś kto przytuli i pocieszy, dla kogo wyzdrowieje z tej mojej strasznej choroby. Kogoś dzięki komu będę się czuła kochana i piękna. Bardzo gorliwie proszę o to Pana Boga jednak nie otrzymuję odpiwiedzi... Wiem że mam jeszcze czas ale... dni mijają a nic się nie zmienia, wszystko jest takie samo...

* * * * *

Aniu, przeczytaj odp. nr 537, tam poruszałam trochę podobny problem. Przeczytaj też odp. nr 56, 302. Widzisz wcale nie trzeba być osobą "imprezową" by znaleźć miłość. Po prostu każdy ma inny charakter. Poza tym ludzie wbrew pozorom przyciągają się na zasadzie podobieństw a nie przeciwieństw (co nie oznacza oczywiście, że są tacy sami), jeśli zatem chcemy poznać osobę nam podobną to nie znajdziemy jej tam gdzie nie lubimy bywać, bo tam bywają osoby, którym to środowisko odpowiada. Aniu, czy jesteś w jakiejś wspólnocie? Może warto? A może masz jakieś konkretne zainteresowania, hobby? Może zaczniesz bywać w takich grupach? Choćby pomoc innym, Caritas a nawet klub górski czy cokolwiek innego.
No i za całego serca polecę Ci wpisanie się tutaj: [zobacz]
mamy już bardzo dużo par :), a ostatnio wpisuje się dużo chłopaków ;-). No i módl się tak jak się modlisz, wiem, że Cię to nie pociesza, bo nie widzisz efektów modlitwy w realnych kształtach drugiej osoby, ale ona gdzieś jest. Może tylko nie jest jeszcze gotowa na miłość? Zajrzyj tu: [zobacz]
Powodzenia!

  Ania..., 15 lat
537
23.11.2005  
Szcześć Boże... Bardzo prosze o pomoc... Bo ja mam taki mały problem, który strasznie uprzykrza mi życie... Bo ja jestem potwornie nie pewna siebie... Totalnie zakompleksiona istota i przez to jestem zamulona i wiele osób mnie nie lubi i trudno mi załapać kontakt... Wprawdzie mam jednanaprawde prawdziwa i kochana przyjaciółkę i jestem wkrecona do paczki, ale mam wrażenie, ze w tej paczce jestem tylko przez nia... Naleze do wspolnoty, ktora bardzo kocham, ale nie czuje sie potrzeba... Nia mam żadnego talentu, jestem brzydka i egoistyczna... Jak ktoś mnie zaczepia, to tylko wtedy kiedy jestem z przyjaciółką, która jest szalona i ładna i mam wrażenie, że to tylko przez nia... Prosze pomóżcie mi, bo to mnie strasznie blokuje... Dziękuję ślicznie i z góry pozdrawiam... :* :)

* * * * *

Przeczytaj odpowiedzi nr 136 i 421.
To niemożliwe, abyś nie miała żadnego talentu. Może umiesz (lub lubisz) gotować, robić na szydełku albo układać kwiatki. A może po prostu potrafisz słuchać innych? To bardzo duży talent i właśnie u Ciebie go podejrzewam. To Ci otwiera duże pole do popisu - do pomocy innym,. Wiesz, ja też od tego zaczynałam, miałam identyczne odczucia, dosłownie jakbym sama siebie słyszała. Zaczęłam od drobiazgów. Dużo dało mi pójście na studia, kiedy to musiałam sobie radzić sama z wieloma sprawami i zamieszkałam w mieście gdzie nikogo nie znałam. Zaczęłam pisać opowiadania. Wygrałam konkurs w studenckim czasopiśmie. Zaczęłam z nimi współpracować. Nadal byłam nieśmiała, ale nie zmuszałam się do publicznych wystąpień, robiłam to co mogłam w samotności, cichości. Mój proces asymilacji z otoczeniem trwał długo i powoli. Ale pomalutku wychodziłam z tego złego myślenia o sobie. Jestem brzydka? To co? Mogę być fajna. Nie potrafię błyszczeć w towarzystwie? Ale potrafię słuchać ludzi i oni przychodzą do mnie po radę. Małe sukcesy zaczęły mnie cieszyć i podnosić na duchu. Podnosiły też moją wartość. Teraz wiem, że każdy jest wartościowym człowiekiem, tylko najpierw musi być kokon, by rozwinął się niego motyl. Za szybko z kokonu nie można wyfrunąć bo nie jesteś na to gotowa. Musisz dojrzeć. I tak się stanie, zobaczysz. Daj sobie czas i szansę. Działaj pomalutku i szukaj w sobie czegoś co lubisz i rozwijaj to a zanim się spostrzeżesz będziesz pięknym motylem. Powodzenia!

  nikola, 20 lat
536
23.11.2005  
jestem w zwiaku zchlopakiem 3lata bardzo sie kochamy planujemy wspolna przyszlosc ale pojawil sie ten trzeci iczuje zeprzy nim odrzylam jest inaczej dlaczego?moje uczucia sie gubia czuje ze wszystko sie psuje te 3lata to bardzo duzo on sie stara bardzo aja chyba szukam pretekstu i jestem do niczego nieumiem sie skupic nieiwem co mam robic zalezy mi na obydwuch ale czy ten zktorym bylam 3lata zasluguje teraz zeby tak to poszlo sobie wzapomnienie izeby posiwecic dla tego nowego warto ryzykowac i ranic go bo chyba tak niepotrafie :(

* * * * *

Moja Droga! Chodzenie ze sobą to jeszcze nie małżeństwo. Oczywiście, słusznie się zastanawiasz czy 3 lata można ot, tak sobie zapomnieć. Oczywiście nie. Ale: nie jesteś skazana na bycie z kimś, kto Ci nie do końca odpowiada dlatego, że z nim chodzisz już 3 lata. Czasem ludzie się rozstają po o wiele dłuższym okresie. I tak naprawdę lepiej, że się rozstają niżby mieli być nieszczęśliwi w małżeństwie. Po to w końcu jest czas chodzenia ze sobą i narzeczeństwa, by daną osobę poznać i rozeznać czy to ta osoba, z którą chcę spędzić życie. Czasem okazuje się, że nie. Wtedy lepiej przedstawić sprawę jasno (pamiętając oczywiście o zasadach rozstania się - pisałam o tym wielokrotnie) niż tkwić w związku i odczuwać coraz większą frustrację i upływ czasu.
Pytanie oczywiście w jakim momencie pojawił się ten ktoś trzeci i co w nim dostrzegłaś. Czy daje Ci to czego nie otrzymujesz w tym związku czy tylko jest powiewem świeżości. Czy swojego chłopaka naprawdę kochasz czy jesteś z nim, bo nikogo innego nie ma obok Ciebie. Na te pytania musisz sobie odpowiedzieć sama, bo ja Was nie znam. Jeśli zdecydujesz się jednak na rozstanie pamiętaj, żeby nie winić się zanadto. Nie wiąże Was ślub.
Ja oczywiście wcale nie namawiam do lekkomyślnego traktowania swojego chłopaka czy dziewczyny, bo w każdym przypadku należy się nad takim krokiem głęboko zastanowić. Jeśli jednak wszystkie okoliczności za nim przemówią nie należy się tym ciągle zadręczać. Jeśli bowiem jesteśmy pewni decyzji to ją podejmujemy i nie oglądamy się wstecz. Po prostu zbyt wiele naooglądałam się i nasłuchałam się historii o małżeństwach zawartych pomimo pewnych "ale" którejś ze stron. Prędzej czy później (i raczej prędzej) takie małżeństwo się rozpada, bo nic nie zrobi się samo i nic się "jakoś" nie ułoży.
Jeśli zatem podejmiesz decyzję broń Boże nie szukaj "pretekstu" i nie rań tym chłopaka. Nie szukaj jego błędów, słabych stron itp. bo to przerzucanie ciężaru winy na drugą stronę i w efekcie niepodejmowanie odpowiedzialności za rozstanie. Jeśli się rozstaję to zawsze: ja nie umiem, ja nie potrafię, ja nie jestem gotowy/gotowa. Trzeba pozwolić temu drugiemu zachować twarz, nie dać mu odczuć, że był do niczego.
Nie wiem co zrobisz i trudno mi cokolwiek Ci doradzić.
Najlepiej byś zrobiła gdybyś mogła przez kilka dni z chłopakiem się nie spotykać (i z tym drugim też!!!), tak by w ciszy i samotności podjąć obiektywną decyzję.
Zastanów się wtedy czy Ci go brakuje, a jeśli tak to czego brakuje Ci najbardziej. Czy chciałabyś być z nim całe życie czy na myśl o tym czujesz strach. Czy chciałabyś by był ojcem Twoich dzieci.
Zadaj sobie te pytania bez względu na to czy będziesz z tym kimś "trzecim" czy nie. Może się tak zdarzyć, że z nim Ci się nie ułoży a powrotu do tego przecież nie będzie.
Może Ci nie pomogłam ale to Ty musisz dokonać wyboru. Po prostu zapytaj siebie czego oczekujesz od chłopaka, co Ty chcesz mu dać.
Może pomocą będą dla Ciebie też te odpowiedzi: 25, 50, 340, 234.

  Gosia:(, 17 lat
535
23.11.2005  
szcześć Boże!!! mam chlopaka...jest mily,rozsadny ma wiele wspanialych zalet, ale nie widze w nim ideau. bywa chamski, ale nie w stosunku do mnie tylko do swojej rodziny. ale to nie wszystko, najwiekszy problem mam z tym ze on mi wogole nie ufa!!! na poczatku jak chodzilismy razem, myslalam ze sie w nim zakochalam i powiedzialam mu to. teraz bardzo tego zaluje, bo dochodze do wniosku ze go nie kocham, moze wtedy sie w nim zakochalam ale nie przerodzilo sie to w milosc. mialam nadzieje ze to sie zmieni i prubowalam z nim byc na sile, ale sie nie zmienilo i to przeciaganie bylo kolejnym bledem, bo teraz nawet jesli zdecyduje sie go opuscic to mnie zjedza wyrzuty sumienia...zrezygnowal dla mnie z pracy w niemczech...co mam zrobic, byc z nim czy zerwac....??? nie kocham go ale mi glupio??? co zrobic, jestem zalamana ta sytuacja...czuje sie jak....no brak mi slow:( wszystko zle, dlatego juz sama nie chce podjac zadnej decyzji i prosze o pomoc!!!!

* * * * *

Gosiu!!! Szczerość i tylko szczerość! Nie wolno Ci się zmuszać do bycia z kimś wbrew sobie. Nie kłamałaś mówiąc, że się w nim zakochałaś no bo pewnie tak było. Teraz czujesz zobowiązanie wobec niego. Jeśli on Ci nie odpowiada to nic dobrego z tego nie będzie, będziesz się czuła coraz gorzej. Te jego zachowania, które opisujesz mogą okazać się poważne w skutkach. Nie bez powodu się mówi, że jak chłopak traktuje swoją matkę/babcię/siostrę tak będzie traktował żonę. To, że nie widzisz w nim ideału to jednak normalne, bo ideału nie ma i jeśli ktoś tak twierdzi to jest w błędzie i szybko się rozczaruje. Przecież nie poślubiamy aniołów tylko ludzi. KAŻDY ma wady.
Na pewno jest Ci bardzo ciężko i nieciekawą masz sytuację. Jeśli jednak zdecydujesz się z nim rozstać zrób to jak najdelikatniej, tak, by nie poczuł się nikim. Jak to zrobić z ludzką twarzą? Skorzystaj z rad w odp. nr 185 i 224. Mów zawsze we własnej osobie "ja nie potrafię" itp.

  Kasia, 15 lat
534
23.11.2005  
Czy może istniec przyjaźń pomiedzy kobietą, a meżczyzną? Czy mozliwe jest, zeby obie strony chciły sie ze sobą zaprzyjaźnić, nie pragnąc niczego więcej? Mogę zaufac koledze, który twierdzi, ze chce tylko przyjaźni?

* * * * *

Pewnie, że jest to możliwe, ale każdy przypadek jest inny. Nie można wykluczyć, ze któraś ze stron poczuje coś więcej i wtedy będzie tak jak w tych sytuacjach: 46, 72. Oczywiście nie przekonasz się jeśli nie spróbujesz :)

  nikt ważny, 20 lat
533
22.11.2005  
Już sama nie wiem co mam robić zależy mi na Robert, niestety nie tylko mnie na nim zależy. Moja bardzo dobra koleżanka Ala również darzy go uczuciem. Chciałabym tego uczucia się pozbyć, walczę z nim, jednak ponoszę porażkę. Nie mogę przestać o nim myśleć, nie śpię po nocach, a każde nawet przelotne spotkanie potrafi uszczęśliwić tak że zapominam o wszystkich smutkach. Jest to zastanawiające ponieważ R jest bardzo zamknięty w sobie, ogrodzony szczelnym murem który ciężko ominąć. Jest krytyczny wobec siebie i innych i często jego słowa potrafią dotkliwie zranić. Znam go jednak od dziecka i wiem że potrafi być czuły i opiekuńczy. Piszę ponieważ przytłacza mnie to i musze to z siebie wyrzucić. Nikt o tej całej sytuacji nie wie. Pare lat temu miała miejsce dokładnie ta sama sytuacja. Ala wszystkim opowiadała jak jej zależy na Robercie a ja skrywałam to przed całym światem. Domyślałam się że mu na mnie zależy jednak postawiłam na przyjaźń. Ktoś bliski którego niestety nie mogę się teraz doradzić powiedział abym czekała i nic nie robiła. Pomimo że dowiedziałam się że i jemu również na mnie zależało, nie żałuje tej decyzji wiem że by to nie przetrwało… Jednak teraz powtarza się cały schemat i mam już tego dosyć. Cała sytuacja jest bardziej skomplikowana ponieważ podczas imprez coś między nimi zachodziło, jednak później wydawałoby się jakby nic nie było. Teraz kiedy jesteśmy razem mam czasami wrażenie jakby Robert szukał mojego towarzystwa, zresztą Ala parokrotnie powiedziała że jest o mnie zazdrosna, nawet o takie zwykłe dziecinne wygłupy. Uniknąć jego towarzystwa nie mogę ponieważ mamy wspólnych znajomych jednak staram się unikać jego wzroku i rozmów znim. Bo wiem że to wszystko nie ma sensu. Jednak to bywa przytłaczające.

* * * * *

Moja Droga ale dlaczego tak się męczysz? Jeżeli chłopak jest Tobą zainteresowany to nie musisz przejmować się tym czy koleżanka będzie o Ciebie zazdrosna. Ale tu najpierw trzeba wyjaśnić kwestię jego odczuć wobec Was. Jeśli mu zależy na Tobie to sam zacznie działać, jeśli chcesz możesz skorzystać z rad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 i spróbować w ten sposób wybadać sytuację, tzn. jak jest do Ciebie nastawiony. Oczywiście nie rób tego na oczach koleżanki. Jeśli on będzie chciał i Ty będziesz chciała to życzę Wam powodzenia, a katowanie się wymazywaniem chłopaka z serca tylko dlatego, że koleżance się podoba nie ma sensu! Możesz przeczytać też odp. nr 359.

  Drake, 11 lat
532
22.11.2005  
Jak mam podejsc,do dziewczyny którą bardzo lubie.Gdy już mam do niej zagadać to ,któraś z jej koleżanek mi przeszkadza.Co mam zrobic...Prosze o odpowiedz i odrazu z góry dziękuje..:)

* * * * *

Pewnie czytałeś odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 o tym jak nawiązać kontakt. Hmm, no cóż musisz "polować" na okazję kiedy będzie sama. Nie ma innego wyjścia.

  Ania, 18 lat
531
21.11.2005  
Przez cale wakacje spotykalam sie z chlopakiem ale nic z tego nie wyszło... wydaje mi sie ze wszystko działo sie za szybko... Tzn za szybko dla mnie... fajnie mi sie z nim gadalo ale byly chwile kiedy jemu rozmowa nie wystarczala...chcial bliskosci fizycznej, ale nie tylko przytulania i zwyklych pocałunkow, czesto gdy sie calowalismy on mnie obmacywał, nie chcialam tego ale balam sie ze inaczej sie obrazi albo cos...i mowilam sobie ze wiekszosc tak robi( bo to prawda). Czy mozliwe ze on nie chcial ze mna byc bo bylam za latwa? Za szybko pozwilam mu dotykac niemal calego swojego ciala? oczywiscie nie doszlo do zadnego stosunku bo na to napewno bym sie nie zgodzila ale i tak to zaszlo za daleko...Teraz zaluje bo mysle ze moze przez to on zrezygnował, ale niewiem jak on mysli...czy jest jeszcze jakas szansa?

* * * * *

A ja myślę, że on dążył do kontaktu fizycznego i brał tyle ile mu dawałaś. Gdybyś dawała mniej - mniej by brał.
Facet po prostu sondował na ile może sobie pozwolić. To bardzo smutne, gdy wyrazem "miłości" chłopaka do dziewczyny jest pobudzanie seksualne. Czy to jest miłość? Wątpię. Dziewczyna nie powinna pozwalać na to czego nie chce, ma prawo bronić swojej godności i zasad. A jak komuś one nie odpowiadają to trudno. Lepiej poczekać na tego komu będą odpowiadały niż godzić się bo odejdzie czy się obrazi. Będzie chciał to odejdzie, będzie chciał to się obrazi i nie będzie do tego potrzebował żadnych pretekstów. Jak zresztą było w Twoim przypadku. Mój mąż twierdzi, że mężczyźnie zawsze bardziej imponuje kobieta, którą nie tak łatwo zdobyć. I nie o seksie tu mówię, tylko w ogóle o "zdobywaniu". To mężczyzna jest rycerzem i przewodnikiem związku. Pisałam o tym w odp. nr 25, 50, 340.
Gdy kobieta pozwala na zbyt wiele mężczyzna przestaje się starać. Poza tym każda ze stron ma prawo mówić jak się czuje i niejako "regulować" tempo związku. Jeśli coś jest dla Ciebie za szybko musisz o tym powiedzieć, a nie liczyć na to, że ktoś się domyśli. Nie domyśli się, bo jemu jest dobrze, a skoro Ty nie protestujesz to znaczy, że Tobie też. Trzeba o tym rozmawiać!!!!
A teraz co do Twojego pytania: czy odszedł bo byłaś za "łatwa"? Poniekąd. Tzn. ja nie daję Ci gwarancji, że gdybyś była bardziej stanowcza to on by został, bo nie wiem czego on oczekiwał. Ale na pewno byłabyś mniej rozgoryczona, a wręcz dumna z siebie, że pozostałaś sobą, że byłaś na tyle silna, żeby być kobietą, która nie musi żebrać o miłość i zadowalać się jego gestami płacąc za tym konfliktem sumienia. Może zachwyciłby się Tobą, dostrzegając w Tobie siłę i wierność zasadom i sam zrozumiałby swój błąd a może odszedłby szybciej nie otrzymując tego czego chciał, ale Ty byłabyś mniej poraniona.
Czy coś da się zrobić? Szczerze mówiąc nie wiem, bo musielibyście cofnąć czas i wydarzenia i zacząć spotykać się na nowo jasno i wyraźnie określając swoje cele i zasady. Nie znam Was, nie wiem czy jesteście do tego gotowi i na tyle dojrzali. No i na ile jemu na Tobie zależy.
Jeśli nawet nic nie wyjdzie droga Aniu zapamiętaj na przyszłość to co Ci tu napisałam, przeczytaj te odpowiedzi, które Ci tu podałam. I zawsze bądź sobą. Jeśli będziesz sobą znajdziesz chłopaka, który będzie Cię szanował i akceptował zasady. A przecież o prawdziwą miłość w życiu chodzi a nie o jej namiastki, prawda?

  Ania, 19 lat
530
21.11.2005  
Dlaczego rodzice mi nie pozwalaja spac u mojego chłopaka? Witam jestem Ania mam 19 lat i mam chłopaka ma 20 lat na imie ma Krystian. Bardzo sie kochamy, codziennie sie widujemy, kłocimy niewiem czemu i dlaczego. Jestesmy ze soba 11 miesiecy a znamy sie 15 miesiecy. Krystian jest okropnie zazdrosny o mnie kilka razy dzwonie co robie? czy dzisiaj gdzies wychodze? Ciesze sie ze mnie pilnuje, dba o mnie, dzwoni do mnie codziennie a nawet kilkarazy dziennie, pisze smsy. Ciesze sie ze go znalazłam ize jestem z nim. Bardzo bardzo mocno Go Kocham!!! Jest jeden problem Krystian poprosił mnie miesiac temu zebym mogła uniego spac moja mama sie zodziła i jego rodzice tez. Tydzien temu chciał zebym u niego spała ale moja mama nagle zmieniła zdanie nie!!! Dlaczego? Przeciez i tak nie spimy razem tylko oddzielnie jak zostaje u niego. Rozumiem ze za wczesnie jest zeby razem spac ale spimy narazie oddzielnie. Napiszcie mi dlaczego ona zmieniła zdanie ze nie moge u niego spac????? Pozdrawiam goraco

* * * * *

Co do zazdrości w związku poczytaj odp. nr 24, 377, nie jest dobrze gdy któraś ze stron chce mieć kogoś na własność.

A co do tego spania. Pytanie zasadnicze: po co chcesz u niego spać?
Czy dzieli Was duża odległość i rzadko się widujecie? Chyba nie skoro piszesz, że ma to miejsce codziennie, czyli mieszkacie w tym samym mieście. A zatem po co? Masz jakieś konkretne argumenty? Chyba masz swój dom i swoje łóżko. Nawet dziwię się chłopakowi, że nie chce się wykazać rycerskością i odprowadzić Cię do domu tylko idzie na łatwiznę. Takie powroty są bardzo romantyczne i dają tę nutkę tajemniczości, tęsknoty...
Samo spanie u chłopaka grzechem nie jest. Ale: narażasz jego rodzinę na plotki. Przecież nie wiesz co myślą ich sąsiedzi, nie wiesz też co myślą Twoi sąsiedzi jeśli nie wracasz na noc. Poza tym Twoja mama się obawia. Macie 19 lat, kochacie się a hormony robią swoje. Jasne, że mama Cię nie upilnuje bo jesteś dorosła i zrobisz co zechcesz, ale mieszkając pod jej dachem masz obowiązek dostosować się do reguł jakie ustalają Twoi rodzice. Skoro są przeciwni uszanuj to. Nie będę Ci prawiła morałów bo jak zechcesz to sama przeczytasz odpowiedzi na temat czystości, wiedz tylko jedno: po ślubie jest czas i miejsce by spać razem. Żeby było jasne: o spaniu mówię, nie o samym współżyciu bo o to nie pytasz i tu się pewnie zgadzamy. Ale droga Aniu małżeństwo to czas nie tylko współżycia ale i odkrywania siebie nawzajem. Zostawcie sobie trochę tajemniczości, świeżości i radości z uchylania tego rąbka tajemnicy na potem. Nie odkrywajcie przed sobą wszystkiego, nie bądźcie jak "stare, dobre małżeństwo", które zna się na wylot. To naprawdę jest fascynujące przeżycie jak się to odkrywa w małżeństwie. Pisałam o sobie na ten temat w odp. nr 462.
Jestem pewna, że macie mnóstwo pomysłów na ciekawe spędzanie czasu, na wycieczki, kino itp. Bądźcie tym kim jesteście: dziewczyną i chłopakiem. Ten czas jest niezapomniany i nie ma co przeskakiwać etapów związku, bo on nie będzie mógł się właściwie rozwijać. To tak jak z uczeniem się czegoś. Nie możesz przejść dalej jak nie przyswoisz wcześniejszego materiału, bo będą braki. Z uczeniem się miłości jest tak samo. Wszystko ma swoje miejsce i swój czas.
A zatem radości z odkrywania tego co jest TERAZ życzę Tobie i chłopakowi. Trzymaj się!

  Justyna, 15 lat
529
21.11.2005  
No, więc. W mojej szkole jest chłopak, w którym się zakochałam bez pamięci, ale on raczej nie traktuje mnie poważnie....Jeszcze bronię się tym że on jest \"nieśmiały\".... powoli zaczynam w to wątpić. Płaczę po nocach gdy mi nie odpisuje. A jeszcze do tego ostatnio jest jakiś dziwny... a szczególnie dla mnie... Jego kumple też widzą, że coś jest z nim nie tak. Ale ja juz niewiem co mam robić żeby on mnie zauważył... pomóżcie...przecież ja się wypłaczę na śmierć, a on i tak nie zwróci na to specjalnej uwagi. Nie pomyślcie, że nie wpadłam na to żeby go troche pokokietować, no ale cóż...gościu albo jest ślepy, albo jest naprawdę tak nieśmiały, że szok...:(:(:(:(

* * * * *

Albo nie jest zainteresowany. Jeżeli próbowałaś nawiązać z nim kontakt, a on nie reaguje to chyba nie chce. Nikogo nie można zmusić do miłości. Widocznie ma jakieś powody, dla których nie chce być z Tobą. Trudno, rozumiem, że Ci przykro, ale musisz to uszanować. Też byś nie chciała, żebyś ktoś Ci się na siłę narzucał. To, że on jest nieśmiały też nie jest wytłumaczeniem, bo jeśli jest aż tak nieśmiały no to nie jest gotowy do związku. A przecież facet musi być facetem i to on ma starać się o dziewczynę. W końcu gdybyś nawet z nim była też byś oczekiwała jakiejś inicjatywy z jego strony, przecież nie brałabyś wszystkiego na siebie. Szybko by Ci się to znudziło. Poczytaj zatem o tym w odp. nr 25 i...czekaj na tego, kto zwróci na Ciebie uwagę.

  Aneta, 15 lat
528
21.11.2005  
Szczęść Boże!Chciałabym prosić was o pomoc.Moja sytuacja jest troche dziwna więc dużo osób jej nie rozumie ale zobaczymy może wy coś na to poradzicie.Więc tak podoba mi się taki chłopak z którym się bardzo dobrze koleguje spotykam,gadam,wygłupiam itd. ...On wie o moim uczuciu przed wakacjami powiedział że musi przemysleć czy chce czegoś więcej odpowiedział że chce zebyśmy się przyjażnili.Teraz ten chłopak się dziwnie zachowuje wygłupia się ze mną ,zawsze znajdzie pretekst zeby mnie przytulić itd.... (o dziwo do innych moich koleżanek się tak nie zachowuje też sie z nimi wygłupia ale nie aż tak,ale nieraz niewiem co mu odbija ale potrafi przejść obok mnie i mnie wogule nie zauważyć i nie powiedziec czesc.Nie rozumiem jego zachowania niewiem co on czuje i jak mysli.Moze wz mi pomozecie_Powiedzcie co ja mam o tym wszystkim sadzic_proszew odpiszcie...czekam...

* * * * *

Mnie się wydaje, że on chce czegoś więcej niż przyjaźń ale boi się odrzucenia z Twojej strony. Boi się, że może Wam nie wyjść, a wtedy straci nie tylko miłość ale i Twoją przyjaźń. Nie podejmuje zatem radykalnych kroków, zadowalając się tym co bezpieczniejsze. W ten sposób wie, że ma pewność Twojej przyjaźni. Napisałaś, że on Ci się podoba. To co możesz zrobić to dać mu jakoś do zrozumienia, że jesteś otwarta nie tylko na przyjaźń z nim. Oczywiście absolutnie nie mów mu o swoich uczuciach, bo się chłopak przestraszy lub wścieknie, że to Ty jako dziewczyna mu to mówisz. Po prostu daj mu odczuć, że lubisz go bardziej niż innych. Jak? Nie znam go, więc nie będę Ci dawać nieostrożnych rad. Ty sama wiesz jaki on jest. Poczytaj też odp. nr 46, może tam znajdziesz coś dla siebie.

  milka, 29 lat
527
21.11.2005  
Wiem to już było... ale ile można czekć na miłość nie chcę być sama, kocham dzieci, proszę Boga o miłość i czekam... i nie mam już dwudziestu lat... i zwątpienie coraz większe... to nie jest tak, ze myślę tylko o tym, ale samotność czasem boli...

* * * * *

Bardzo trudny temat. Wiem jak to jest gdy człowiek ma dość czekania, gdy nic go nie cieszy, bo nie ma pewności. Najgorszy jest brak nadziei. Nie będę Ci pisać, że masz czas. Może i masz ale jego upływ boli. Mogę Ci polecić odp. nr 56, tam pisałam o samotności. Mogę Ci też napisać, że naprawdę Cię rozumiem, sama przez to przeszłam. Nie wiem czy to wszystko Cię pocieszy. W każdym razie naprawdę trzymam kciuki i życzę Ci spotkanie tego jedynego. No i koniecznie wpisz się tutaj: [zobacz], naprawdę mamy już kilka małżeństw:

  An, 23 lat
526
20.11.2005  
jak mam zapomnieć o kimś kto mnie bardzo skrzywdził lecz pomimo to bardzo kocham tą osobę ze wszystkimi jej wadami i zaletami i całą taką jaka jest. dziękuję Bogu za to,że postawił mi tak cudownego mężczyznę na drodze i stale pytam: Panie dlaczego było tak pięknie i wszystko się skończyło? Dlaczego pozwoliłeś żeby on mnie zranił i później odszedł???? i wciąż nie umiem zapomnieć...chcę tego, chcę na nowo odnaleźć całą radość życia która mi gdzieś uciekła ale nie umiem... ;((( czy warto kochać kogoś gdy on już o tym nie myśli i przestało to byc dla niego ważne??? ja czuję,że nidgy nie przestanę... to uczucie jest silniejsze ode mnie...i jednocześnie dziękuję Panu, bo pokazał mi, że MIŁOŚĆ do bliźniego wznosi na szczyty Nieba...

* * * * *

Moja Droga, szczerze współczuję. Pisałam o tym w odp. nr 80, zajrzyj tam. Pytasz czy jest sens kochać kogoś kto już Cię nie kocha. W sensie ludzkim, oblubieńczym nie ma sensu. Tylko przestać kochać to wcale nie jest tak łatwo. Nie wyrywaj go na siłę ze świadomości, jesteś człowiekiem, masz uczucia i trudno wymagać byś nagle wymazała ze swej pamięci to co było. To co możesz zrobić, co leży w zakresie Twoich możliwości to nie dążenie do kontaktu, nie drążenie tego, nie rozpamiętywanie, generalnie: nie podejmowanie żadnych fizycznych wysiłków by utrzymywać z nim jakikolwiek kontakt. Jak to Ci się uda to już będzie dobrze, to już będzie więcej niż połowa sukcesu. Nie wiem ile już nie jesteście ze sobą, ale zapewniam Cię z doświadczenia: kiedyś przestaniesz go kochać. Zostanie Ci sentyment, może żywsze bicie serca na dźwięk jakiejś melodii czy widok jakichś rzeczy mających z nim związek. Pozostaną te miłe wspomnienia. Jednak uczucie takie, jakim teraz go darzysz przycichnie, przyschnie. To nastąpi, tylko nie od razu. Możesz sobie w tym pomóc. Tylko nie zamykaj swojego serca na innych. Nie dąż oczywiście na siłę do innych kontaktów ale bądź otwarta, pozwól się zapraszać. To Cię oderwie od niego i otworzy Twoje serce. Powodzenia!

  Lina, 15 lat
525
20.11.2005  
Czy można poznać po kimś że jest w tobie zakochany?? Podoba mi się pewien chłopak ale nie wiem czy on to odwzajemnia, co robić??

* * * * *

:) Na pewno nie pytać go o to. Spróbuj nawiązać z nim kontakt. Jeśli ucieszy się na Twój widok to już dobry znak. Jak się lepiej poznacie (chyba, że już się znacie) to przebywając ze sobą poznasz jak jest do Ciebie nastawiony. Skorzystaj z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411

  maryśka, 19 lat
524
20.11.2005  
mam pytanie czy osoba duchowna (ksiądź) może być najlepszym przyjacielem dziwewczyny w moim wieku ?? czy poprostu będzie to z zewnątrz dziwnie wyglądało ??

* * * * *

Na pewno będzie to dziwnie wyglądało, a poza tym jak by to nie wyglądało to nie sądzę, by dziewczyna w Twoim wieku była najlepszym przyjacielem księdza, a przecież przyjaźń wymaga wzajemności. Poza aspektem uczuciowym, tzn. Ty się możesz w nim zakochać, on w Tobie to weź pod uwagę, że ksiądz jest pasterzem dla szerokiego grona ludzi i nie można "zagarniać" go dla siebie. Prawidłową relacją łączącą Cię z tym księdzem może być kierownictwo duchowe - to zupełnie co innego. Jeśli on się na to zgodzi to ok. A przyjaciół szukaj w swoim gronie.

  Kasia, 18 lat
523
20.11.2005  
Mam bardzo poważny probelm... Chyba zakochałam sie w kleryku... Kilka razy się spotkalismy, a na ostatnim spotkaniu nie wiem jak sie to stało, ale zaczęliśmy się całowac... Nie wiem co robić... Czy to jest grzech?

* * * * *

A jak myślisz? Dziewczyno, dlaczego w to brniesz? Dlaczego sama się unieszczęśliwiasz? Dlaczego rozbudzasz w sobie uczucia do kogoś, z kim być nie możesz? Dlaczego się z nim spotykasz??? Sama widzisz do czego to prowadzi. Ja na Ciebie nie krzyczę, ja właściwie powinnam to nie Tobie pisać ale temu klerykowi, bo jemu się lanie należy. I to porządne. Na szczęście ma od tego przełożonych. A Ty przeczytaj sobie odp. nr:10 , 29, 157, 364 i szczególnie odp. nr 381 - o tym jak chłopak jednocześnie chciał być klerykiem i mieć dziewczynę i o tym co z tego wyszło. Życzę Ci rozsądnych wyborów!

  Madzia, 18 lat
522
19.11.2005  
Mam przyjaciela, ktory jest zarazem moim chlopakiem... nasza znajomosc ma juz (albo dopiero) trzy latka... Jest mi bardzo bliski.. dobrze sie rozumiemy, czuje sie przy nim bezpiecznie i wiem ze zawsze mnie zrozumie a jesli nie to przynajmniej bedzie sie staral zrozumiec.. Wojtek jest dla mnie oparciem a nasza znajmosc jest chyba najlepsza rzecza jaka mogla mnie spotkac, bardzo go lubie i czuje ze jest mi bliski tak duchowo.. W ostatnim czasie powiedzial mi ze mnie kocha,nie powiedzialam mu nic oprocz tego ze potrzebuje czasu i nie jestem pewna co do niego czuje... pocichu dopuszczam do siebie mysl czy to moze byc naprawde to?.....wiem ze wy nie zadecydujecie za mnie ale czy wydaje sie wam ze w takiej sytuacji jest to mozliwe...
Z gory dziekuje za odpowiedz i pozdrawiam z Bogiem +


* * * * *

Możliwe oczywiście jest. To od Ciebie zależy :) Poczytaj też odp. nr 46.

  Asia, 15 lat
521
19.11.2005  
Zakochałam się na obozie w pewnym chłopaku. Ledwo co Go znam... W każdym razie próbowałam się postarać o jakiś kontakt do Niego, kiedy okazało się że ma dziewczynę. Nie widziałam GO od ponad 3 miesięcy i strasznie za Nim tęsknię, ale nie chcę też mu przeszkodzić w czymś, co może być dla Niego ważne. Ale czy dobrze robię?

* * * * *

Jeśli on ma dziewczynę zostaw go w spokoju. Chyba nie chciałabyś, żeby się Tobie ktoś do związku tarabanił? Pisałam o tym wielokrotnie.

  ge, 13 lat
520
19.11.2005  
Mój ojciec mnie zgwałcił.Kiedyś zostałam sama z tatą w domu.Na początku kiedy przechodziłam obok niego oglądał filmy porno i bardzo mnie to źdzwiło.Potem wszedł do mnie do pokoju i powiedział:\"Tata ci coś pokarze\".I mnie zgwałcił..Brutalnie...Od tej pory zgwałci mnie przynajmniej raz w miesiącu.Starałam się uciec z domu,ale nie mogę...nie wytrzymam już!

* * * * *

To bardzo poważna sprawa, musisz zwrócić się do kogoś, kto udzieli Ci profesjonalnej pomocy. Najlepiej zadzwoń na "niebieską Linię": www.niebieskalinia.pl
Poinformuj o tym mamę lub kogoś dorosłego z rodziny, wychowaczynię, księdza lub katechetkę. Koniecznie musisz się do kogoś zwrócić, przez internet nie jesteśmy w stanie Ci pomóc!

  sylwia, 12 lat
519
19.11.2005  
Czy mnie pokocha

* * * * *

Nie wiem, może...

  kama, 11 lat
518
19.11.2005  
Mam kompleksy przez moje koleżanki, które \"tylko tak ze mnie żartują\". czy jakoś można jakoś im udowodnić, że się mylą?

* * * * *

Ale na jaki temat żartują? Jeśli po prostu Ci dokuczają to odpowiadając na ich zaczepki tylko ich pobudzasz do takiego zachowania. Najlepiej zatem nie odpowiadać a jak Cię bardzo denerwują to możesz zachowywać się następujący sposób:

  1. uśmiechać się milcząc,
  2. odpowiedzieć im jakimś przysłowiem ludowym np. "Lepszy wróbel w garści lub gołąb na dachu", "Ta krowa, która dużo ryczy mało mleka daje". Może to być jakiekolwiek przysłowie, bez związku z sytuacją chodzi o to, by wprawić ich w osłupienie. A jeśli Cię zapytają co chcesz przez to powiedzieć to powiedz by nad tym pomyślały,
  3. Jeśli mówią, że jesteś głupia lub częstują Cię jakim innym przymiotnikiem zapytaj ich w ten sposób: " Co masz na myśli mówić "głupia", "Co rozumiesz przez określenie..."?
  4. Powiedz: "Podziwiam Twój sposób wysławiania się" i zrób taką minę jakbyś była rzeczywiście tym zachwycona,
  5. Powiedz "aha!", "no, proszę, no, cóż" albo coś w tym stylu.
Pamiętaj, nigdy nie komentuj ich zachowania i nie wchodź w dyskusję. Powodzenia!!!!

  olcia, 16 lat
517
olcia, 16 lat  
podoba mi sie jeden cudny chlopak. tyle tylko ze ja mam baaardzo malo wiary w siebie i do tego jestem strasznie niesmiala ( on podobno tez). jak mam nawiazac znim kontakt i czy wodole cos z tego wyjdzie???

* * * * *

Poczytaj odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 i o nieśmiałości: 37, 136, 236.

  Magda, 23 lat
516
19.11.2005  
CZesc. Mam pewien problem. Ponad rok temu poznalam chlopaka. Wysylalismy do siebie sms i bylo calkiem sympatycznie. Kiedy sie spotkalismy po raz pierwszy urzekl mnie calym soba. Bylam nim zauroczona, jego manierami i zachowaniem w stosunku do kobiet. Nasza znajomosc bardzo szybko przerodzila sie w milosc. Wtedy tak myslalam. Wszystko dzialo sie zbyt szybko pznawanie jego rodziny itp. Pozniej do naszego zwiazku wkradla sie chorobliwa zazdrosc. Podejrzewal mnie o zdrade, flirty i kokietowanie innych mezczyzn. Czulam sie jakna uwiezi. Na wakacje wyjechal do pracy. Nie mial potrzeby zatelefonowania do mnie, uslyszenia mojego glosu. Kiedy ja dzwonilam wmawial mi ze dzwonie tylko po to aby go sprawdzac. Juz nie bylo tak jak wczesniej. Byl zimny i odnosze wrazenie ze spotykal sie tylko ze mna kiedy mial ochote na kontakt intymny. Bardzo mnie to boli. kocham go nadal ale nie wiem czy mozemy byc razem. Powiedzielismy sobie zbyt duzo bolesnych slow. Wiem ze nie moge z nim byc bo predzej czy pozniej nasz zwiazek sie rozpadnie. Nie wiem czy mam zerwac z nim kontakt calkowicie sie od niego odizolowac czy moze spotykac sie z nim na stopie kolezenskiej. Ja wciaz mam nadzieje ze on sie zmieni i nie bedzie chorobliwie zazdrosny. Kiedy sie spotykamy idziemy razem na kawe jest naprawde super. Rozmawiamy ze soboa opwiadamy o problemach i przy tym jest tak spokojnie jak nigdy. Zadnych klotni, nerwow. Jednak ja wciaz go kocham.

* * * * *

Magdo, zazdrość to bardzo zła cecha, a w związku niszczy. I tak naprawdę świadczy o niedojrzałości drugiej strony. Nikt nie może nikogo posiadać na własność. O zazdrości w związku pisałam w odp. nr 24, 377. Ja nie każę Ci rzucać tego chłopaka, ale widzę tu wiele sprzeczności. A może one były od początku tylko Ty ich nie dostrzegałaś? Dziwi mnie też to, że on nie odczuwał potrzeby kontaktu z Tobą, bo miłość pragnie bliskości. Z jednej strony był zazdrosny a z drugiej brał ze związku to co sam chciał, nie przyznając Tobie prawa do tęsknoty itp. Nie wiem co masz na myśli mówiąc "kontakt intymny", ale może tu tkwi przyczyna? Może jemu tylko o to chodziło a tu zapatrzona w niego tego nie widziałaś. Trudno mi go oceniać i poradzić Ci coś konkretnego, naprawdę. Nie chcę też wydawać jednoznacznych sądów nie mając zbyt wielu danych. Nie wiem czy to trafna diagnoza, ale skłaniam się ku myśleniu, że on myśli o sobie, nie dając Tobie w zamian tego czego Ty potrzebujesz. Myślę, że wkradła się tu cielesność, która powoduje w nim egoizm. Z Twojego listu wynika bowiem, że jest ok. wtedy jak Ty niczego nie chcesz i gdy on dostaje to czego chce. Przemyśl wszystko dokładnie, pomyśl czy chcesz tak trwać czy wystarcza Ci to co jest teraz. Czy może pragniesz czegoś więcej? Jeśli zdecydujesz się z nim zerwać licz się z tym, że będzie Cię błagał o powrót i robił sceny, wpędzając w poczucie winy, a Ty w końcu ulegniesz. Poza tym przeczytaj odp. nr 7, tam pisałam czy przyjaźń po związku jest możliwa. Do tego trzeba dojrzałości. Powodzenia!

  guga, 14 lat
515
19.11.2005  
Jestem 14-latką, która wychowywała się bez ojca. Wydaje mi sie, że mam pewne problemy z nawiązywaniem kontaktów z chłopakam. Nie potrafię z nimi rozmawiać ani \'\'chodzić\'\'.Miałam 2 chłopaków w życiu i obydwoje byli młodsi(byli strasznie dziecinni). Bardzo sie przy nich krępowałam i nigdy nie wiedziałam co powiedzieć. Jestem bardzo samokrytyczna i czuje sie tak, jakby ludzie uważali mnie za inna niż wszyscy. Przez to jestem nieśmiała. Mam z tego powodu straszny problem, bo rozmowa z chłopakami to podstawa do chodzenia ze sobą,miłości. Czy to, że wychowywałam się bez ojca to ma jakiś związek z tym, że nie umiem nawiązywać kątaktów z chłopakami??? Jak można to zmienić??

* * * * *

Tak, generalnie może to mieć wpływ. Wprawdzie u jednych ten wpływ jest minimalny a u innych bardzo duży. Jednak powód do niepokoju pojawia się wtedy gdy ma to miejsce w dorosłym życiu. Często też tak jest, że posiadanie rodzeństwa odmiennej płci ułatwia takie kontakty. Nie wiem czy masz brata? Jeśli jednak piszesz, że w wieku 14 lat miałaś już dwóch chłopaków to chyba z nie jest tak źle. Gdybyś miała 15 lat więcej to ten problem byłby poważny, ale w Twoim wieku nie ma jeszcze powodów do obaw. To zupełnie normalne, że jest taki czas w życiu człowieka, że krępuje go płeć przeciwna, nie ma o czym z nią rozmawiać itp., a nawet wstydzi się przejść obok. To nie jest wcale powód do niepokoju. To normalny etap dojrzewania człowieka. Możesz zapytać mamy lub kogoś starszego czy tak nie miał. Ja sama jako starsza od Ciebie mogę Ci napisać, że nawet w liceum tak się wstydziłam chłopaków, że jak stali po jednej stronie ulicy to przechodziłam na drugą, o jakiejkolwiek rozmowie w ogóle nie wspominając. Chłopcy z kolei wstydzą się dziewczyn ale okazują to inaczej: ponieważ męska duma nie pozwala przyznać się do słabości to usiłują pokryć swój wstyd zaczepianiem dziewczyn, dokuczaniem, wymyślaniem różnych głupot. To ich sposób ukrywania wstydu. Tobie to bym wręcz pogratulowała przełamywania barier jeśli odważyłaś się, ośmieliłaś być z chłopakiem.
Myślę zatem, że nie powinnaś myśleć o tym zbyt wiele, to po prostu przejdzie, nawet już są dobre efekty. Nie myśl też sobie, że nie potrafisz nawiązywać kontaktów z chłopakami. Zresztą co Ty uważasz za kontakt? Przecież kontaktem już jest zwykła rozmowa a nie od razu chodzenie.
Jeśli zaś chcesz pewnych rad jak nawiązać kontakt z chłopakiem, który Ci się podoba przeczytaj odp. nr 3, 30, 37, 134, 411. I głowa do góry! Nie jesteś inna, po prostu dojrzewasz.

  Pomorskie Słoneczko, 19 lat
514
18.11.2005  
Mam taki problem: chodziłam w gimnazjum do klasy z pewnym chłopakiem, w którym niemalże od razu się zakochałam. To uczucie z czasem się coraz bardziej pogłębiało, dobrze go poznałam widując się z nim codziennie w szkole, zaakceptowałam jego wady... Po jakimś roku on też zaczął wykazywać mną takie subtelne zainteresowanie (co prawda czasem jego zachowanie trudno by opisać mianem subtelne), tylko że oboje byliśmy nieśmiali i żadno z nas nie odważyło się na pierwszy krok. Ja ciągle byłam zakochana, po ukończeniu gimnazjum też, kiedyś mu to powiedziałam, ale myślę, że to było o wiele za późno. W tamtej chwili on odpowiedział na to pozytywnie, ale później straciliśmy kontakt, zaczął mnie unikać, nie przyznawać się nawet czasem. Poza tym była jeszcze jedna dziewczyna, Beata, która trochę w naszych wzajemnych relacjach namieszała. Przez okres liceum podobali mi się różni chłopcy, ale na nikim tak mi nie zależało jak na nim. On chodził do innej szkoły, teraz jest na innych studiach, czasem tylko na siebie wpadamy. Kiedy jestem przy nim, tak blisko, otwiera mi się niebo, czuję się spokojnie, bezpiecznie, dobrze, jak przy nikim na tym świecie... Wszystko wtedy we mnie się ucisza... Tak, on umie to sprawić samą swoją obecnością, swoim istnieniem. Ale nie umiem sprawić, żeby mnie pokochał. Nawet nie wiem co on czuje. Może już za późno?... Jestem bardzo wrażliwą i nerwową osobą, dlatego wszystko co on robi biorę sobie bardzo do serca. Czy mam robić cokolwiek w jego kierunku? Czy to uczucie kiedyś przeminie, czy już zawsze będzie boleśnie tkwiło w moim sercu, jak zadra, jak dotychczas, od 6 już lat? Mam mieszane uczucia, nie chcę cierpieć za każdym razem jak go spotkam. Czy to wszystko tak boli, dlatego że jest to miłość niespełniona, naiwna?

* * * * *

Widzisz, to nie za późno mu powiedziałaś o uczuciach, ale...za wcześnie! Zdziwiona jesteś? To poczytaj odp. nr 18, 61, 74, 217 dlaczego nie wolno za wcześnie mówić "kocham", ponadto zrobiłaś to Ty będąc dziewczyną i to ubodło jego męską dumę. Poczuł się naciskany, nie poczuł się tak jak powinien mężczyzna. To facet jest zdobywcą, stara się i w końcu wyznaje miłość. On poczuł się tak jakby dama jego serca zwaliła go z konia, przygniotła do ziemi i zmusiła do miłości. Tego żaden facet nie przeżyje. A dlaczego zareagował najpierw pozytywnie? Bo Cię lubił, może kochał, szanował, nie chciał zranić. Ale potem poczuł się beznadziejnie, jak nie facet. Jego duma została bardzo urażona, do tego stopnia, że nie był w stanie znieść tej porażki - i uciekł. To klasyczny scenariusz. Mężczyźni nie lubią jak się ich wyręcza w ich roli, jak się za nimi ugania, wyznaje miłość i...nie pozwala się wykazać. Gdyby dziewczyny były choć trochę cierpliwsze, gdyby były bardziej dziewczęce, gdyby potrafiły zająć się tym co do nich należy, a nie wyrywały chłopakom miecz z ręki i sama tłukły smoka to o wiele więcej byłoby szczęśliwych par i o wiele więcej facetów czułoby się dowartościowanych. Polecam Ci odp. nr 25, 50, 340 - kim w związku powinien być mężczyzna i 234 - czego oczekuje kobieta.

  Kamila, 15 lat
513
18.11.2005  
Wszystko zaczęło się gdy na pewnej lekcji religii nasz ksiądz mówił nam o miłości.Postanowił że zrobimy małą inscenizację ślubu.Wypadło na mnie i...Andrzeja.To był pierwszy jego rok w mojej szkole,ale od początku dobrze się rozumieliśmy.Kiedy \"wzięliśmy ślub\" czuliśmy do siebie pewne zobowiązanie.Tak jak to jest w normalnym małżeństwie.Pomagaliśmy sobie,rozumieliśmy się.Ja nie byłam do końca przekonana co do niego,bo do grzecznych osób to Andrzej nie należy.Tak minęły dwa lata,ale gdy nadeszła trzecia klasa coś się zmieniło...Teraz już nie rozumiemy się tak dobrze.prawie ze sobą nie rozmawiamy.Chciałam z nim pogadać ale boję się że dla niego jestem TYLKO jakąś dziewczyną z klasy,na którą nawet nie zwraca uwagi.Jego zachowanie co prawda nie świadczy tak do końca o tym,bo wiem że się na mnie cały czas patrzy,tylko jak ja na niego zerkam to odwraca wzrok.Jak widać mnie to dręczy-a jak on nawet sobie tym nie zawraca głowy?Męczy mnie to,bo nadal bym chciała być jego dobrą koleżanką-przyjaciółką!!!Proszę pomóżcie!!!Nie pozwólcie by to tak po prostu się skończyło między nami...

* * * * *

Na pewno ksiądz robiąc inscenizację nawet nie pomyślał, że w tym wieku można coś odebrać inaczej...
Karolino, NIE WOLNO dopatrywać się w tym jakiegoś znaku dla Was, naprawdę. To, że to wzmocniło Wasza przyjaźń to ok, ale na pewno nie było to powodem abyście mieli się inaczej tylko z tego powodu traktować, albo jakbyście mieli jakieś zobowiązania wobec siebie. Myślę, że Twoja dziewczęca fantazja trochę Ci tu napsociła i teraz masz problem. On być może na początku też się tym zachwycił, ale "wyrósł" już z tego. Być może podoba mu się kto inny? A może on nawet wcale tak nie pomyślał i nawet nie ma pojęcia, że Ty to tak traktujesz? Ma do tego prawo. Nie ma obowiązku traktować Cię jak swoją dziewczynę, a Ty jego jak chłopaka. Możesz z nim pogadać, ale obawiam się, że usłyszysz, że on jest dla Ciebie kolegą i zawsze tak było i to Cię zrani. Absolutnie nie próbuj mówić mu o swoich uczuciach, bo "ucieknie" i już całkiem Wam się kontakty pogorszą. Rozumiem, że Ty oczekujesz czegoś innego, szczególnego traktowania, ale widocznie on jest innego zdania. Jeśli chcesz zachować przyjaźń zachowuj się normalnie, nie wymagaj od niego szczególnych zachowań. Jeśli będzie chciał sam się do Ciebie zbliży, ale jeśli Ty zaczniesz to robić to możesz niestety pogorszyć Wasze kontakty.
Widzisz, ile może wyobraźnia....

  Martyna, 12 lat
512
18.11.2005  
Mój przyjaiel mnie tylko lubi a ja go kocham.Natomiast jego przyjaciel mnie kocha a ja go tylko lubie. Co mam robić ??

* * * * *

Co do Ciebie: przeczytaj odp. nr 65 i 72.
A co do przyjaciela, który Ciebie kocha: odp. nr 33.

  Karolina, 37 lat
511
18.11.2005  
Bylam zagubiona,zamknieta na uczucie milosci,wyszlam za moz zabezpieczajac sie przed miloscia zeby nie odczuc uczucia zranienia,zabezpieczylam sie i moja podswiadomosc otworzyla sie na milosc ,wiedzac ze sie zabezpieczyla przed zranieniem,teraz poznalam mezczyzne,ale nie dla mnie on .Doszlam do wniosku ze sama siebie zranilam co mam zrobic ,pogrzebac swoje uczucia za zycia?Prosze o pomoc

* * * * *

Droga Karolino, ja nie bardzo rozumiem co chodzi.
Domyślam się, że wyszłaś za mąż a teraz pokochałaś kogoś innego, czy tak?
Wobec męża nie potrafisz się otworzyć, a wobec tego poznanego człowieka tak. Dobrze rozumuję?
Jeśli tak jest to potrzebujecie z mężem pewnej terapii małżeńskiej. Mąż jako osoba Ci najbliższa musi zapewniać Ci poczucie bezpieczeństwa i to na niego musisz być najbardziej otwarta. Czy masz powody, by bać się zranienia z jego strony? Jeśli nie to musisz przełamywać w sobie ten lęk, tę barierę, którą wytworzyłaś. To się uda tylko może niekoniecznie własnymi siłami. Pozwól innym pomóc sobie. Radziłabym Ci wizytę w poradni małżeńskiej lub weekend dla małżonków: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl ewentualnie katolickiego psychologa, informacje znajdziesz tu: www.spch.pl
A co do uczucia, którym obdarzyłaś tamtego człowieka to poczytaj odp. nr 281, 372, 424, 464 może znajdziesz w niej odbicie swojej sytuacji i radę, ja na podstawie tego co napisałaś nie mogę Ci konkretnie poradzić.

  MARTA, 18 lat
510
18.11.2005  
MNIAŁAM CHŁOPKA IMIENIEM MARCIN BYŁAM Z NIM 3 TYGODNE ALE W CZASIE NASZEGO ZUROCZENIA POZNAŁA CHŁOPAKA O IMIENIU IREK JEST MI Z NIM DOBRZE ALE TO NIE CHODZI O TO ? IREK MNAŁ DZIEWCZYNE O KTURA ZACZNAŁA WYDZWANIAC DO NIEGO NIE WIEM CO MAM ROBIĆ A POZATYM ZASTANAWIAM SIĘ CO ZROBI IREK A CO JA MAM TERAZ ZROBIĆ PROSZE POMUSZCIE??

* * * * *

A to dziwne, że jego dziewczyna do niego dzwoni?
Co masz zrobić? A dać spokój chłopakowi, który ma dziewczynę.
Co on ma zrobić? A nie wie co ma zrobić? Jak traktuje swoją dziewczynę poważnie to powinien wiedzieć.

  tomek, 21 lat
509
18.11.2005  
Mój problem dla mnie jest poważny, chociaż wszyscy mi mówią że jest bez znaczenia. Jakieś dwa lata temu (pamiętam dokładnie kiedy ale to jest teraz nieistotne) poznałem kogoś. Bez pamięci się w niej zakochałem, ale nie odpowiadała na żaden sygnał z mojej strony. Prubowałem chyba wszystkiego i nic. Prubowałem też dać soie z tym spokój ale w żaden sposób nie potrafiłem odpuścić. Teraz nie potrafię myśleć o nikim innym. Doszło nawet do tego że straciłem wiarę w cokolwiek, i ten stan trwa do dziś. Jeśli potraficie to sprubujcie mi pomóc.

* * * * *

Wiesz, jeśli Cię zignorowała to widocznie miała ku temu powody: albo jej się nie podobałeś, albo kogoś miała, albo nie była gotowa na związek, albo jeszcze coś innego, co jest jej sprawą. Dziwne, że tak długo Cię to "trzyma". Jeśli jednak będziesz myślał tylko o niej, a ona wyraźnie Cię nie chce to będziesz miał serce i umysł zamknięty na innych. Być może zatem nie dostrzeżesz kogoś wartościowego obok Ciebie. Może zatem trzeba uszanować jej decyzję i nie tracić czasu na wyobrażenia? Sam siebie tym krzywdzisz. Musisz sam przed sobą przyznać się do tego, że ONA NIE CHCE, szanuję to i...szukam kogo innego. Poza tym pomyśl, że w rzeczywistości ona mogłaby się okazać wcale nie taka jak sobie wymarzyłeś (a przez 2 lata to można dużo sobie nawyobrażać) i być może nie ma cech, które jej przypisujesz. Może szybko byś się rozczarował? Może więc kochasz swoje wyobrażenia? Życie jest za krótkie, by je tracić na coś nierealnego. Poczyta też odp nr 80, może tam znajdziesz radę jak "zapominać".

  Magda, 16 lat
508
18.11.2005  
tak...zabujałam się w osobie z którą nie mogę być...i to nie dlatego że ten ktoś nie chce.....tutaj jest bardziej skomplikowana sprawa...chcemy byc razem, ale przez moją mamę, i małe różnice w poglądach [np na sprawy Kościoła takie jak czesta spowiedz - on nie jest do tego przekonany:(] po prostu nie możemy.....byliśmy razem 2 miesiące, ale rozpadło się...nie wytrzymywałam psychicznie...z jednej strony mój chłopak z którym chce być, a z drugiej moja mama i przyjaciółka które nie potrafią go znieść...nie umiem ich zrozumieć....w dodatku moja mama ocenia kogoś, kogo nawet nie widziala na oczy!!!;( myslalam że potrzeba nam troche czasu rozłąki, ale powoli trace nadzieje.....ech....za chwile bedzie mi potrzebny psychiatra:(

* * * * *

Dwoje ludzi w związku nigdy nie będzie identycznych. Trochę dziwne byłoby gdybyście nie mogli być razem z powodu różnicy poglądów co do częstej spowiedzi. Nie wiem co dla Ciebie oznacza częsta. Jeśli raz na tydzień to nie wymagaj tego samego od tego chłopaka, bo dla niego odpowiednia może być raz na miesiąc, dwa lub trzy i też jest dobrze. Gorzej gdy nie widzi powodu do spowiedzi częściej niż raz na rok i nie traktuje jej poważnie. Każdy ma swoją duchowość, swoją wrażliwość i nic tu nikomu nie wolno narzucać, nawet w małżeństwie. Udowodnione jest ponadto, że religijność kobiet jest inna niż mężczyzn, więc tym bardziej nie próbuj zmieniać chłopaka w tej dziedzinie. Poczytaj też o różnicach w odp. nr 385.
Co do przyjaciółki: ona nie ma prawa się wtrącać i nie musi go znosić, to nie jej chłopak. Nikt jej nie każe go widywać. Oczywiście jeśli w dobrej wierze daje Ci obiektywne rady, możesz jej wysłuchać, ale oceny i decyzji dokonujesz Ty sama.
Co do mamy: ja bym chyba zaryzykowała i przyprowadziła chłopaka do domu (najlepiej niespodziewanie), żeby mama miała okazję go poznać. Jeśli i wówczas będzie go źle oceniać to można nad tym dyskutować, ale ocena kogoś na odległość nie jest czymś właściwym. Oczywiście ona może mieć rację, bo zna Ciebie i chce dla Ciebie dobrze, ale może się przecież mylić. Ja jej się trochę dziwię, bo ja bym chciała poznać chłopaka mojej córki osobiście. Rozmawiaj z mamą i chciej, by Ci przedstawiła konkretne cechy, które jej się nie podobają, nie ogólnie, że jest "nie dla Ciebie". Musisz się nauczyć i dyskutować i przekonywać mamę i podejmować decyzje, czasem mama może być typem nadopiekuńczym, dla której nigdy nikt nie będzie odpowiedni i stad całe zamieszanie Poczytaj o tym w odp. nr 67.

  Neszka, 22 lat
507
18.11.2005  
bardzo nie lubie starszej siostry mojego narzeczonego, bo oddała sie swojemu obecnemu meżowi gdy miala 16 lat a potem w malzenstwie stosowala antykoncepcje hormonalną. moj narzeczony bardzo ją lubi a ja jestem o to zazrdosna jak on ją może aż tak lubieć. jestem zazdrosna bo on chcialby czesciej do niej jezdzic- ale ona mieszka na drugim koncu Polski. ja nie mam w domu najciekawiej. moj ojciec cale moje dziecinstwo przepil a matka wiecznie faworyzowala starsza siostre i mnie z nią porównywala. od kiedy pamietam mam tylko siebie... jestem strasznie smutna. ja nie widze swiata poza Jackiem, mam tylko jego. szkoda ze on nie jest w takiej samej sytuacji co ja... wiem że jestem straszną egoistką... jak się zmienić zeby go nie stracić i sie tyle z nim nie kłócic o totalne pierdoły? jeszcze wspomne ze czekamy z sexem do ślubu i już na początku znajomości ustalilismy ze bedziemy stosować naturalne metody planowania rodziny. strasznie mnie boli ze byl taki obojetny na los zabijanych dzieci swojej siostry... teraz juz podobno nie bierze tych tabletek bo ma jakas wade serca-pewnie wlasnie przez nie... szkoda mi tylko jej urodzonych 2 synkow i tych dzieci ktorym nie pozwolila sie narodzic... duzo czytam na temat antykoncepcji i aborcji. strasznie mnie boli i przerasta ze tak malo moge zrobic w tej sprawie, praktycznie nic... Jacek niby tez jest przeciwnikiem antykoncepcji ale jakoś jak Gosia mordowala wlasne dzieci to milczal bo to jej sprawa... prosze o modlitwe

* * * * *

Moja Droga! Wspaniale, że chcecie stosować npr i że żyjecie w czystości. Przykre jest to, że siostra Twojego narzeczonego ma inne zdanie. Jednak nie jest to powód by jej nie lubić. Widzisz czyn co innego a sam człowiek też co innego. Jezus przecież nie potępiał nigdy nawet najgorszych bandytów i rozmawiał z prostytutkami, a to było w tamtych czasach wręcz niedopuszczalne obyczajowo. Grzesznikom mówił: "nie czyń tego więcej, ale Ja Cię kocham", a nie przeganiał ich ani nie potępiał. To ważna sprawa: oddzielić czyn od człowieka. Za siostrę narzeczonego i za te dzieci módl się, ale nie bądź jej sędzią. To Bóg ją oceni, nie wiesz też czy ona jeszcze się nie nawróci, albo może już teraz dokonuje się w niej ten proces. Ona sama zapłaci cenę za to co robi. Jeśli tylko będzie chciała Bóg wybaczy jej wszystko, a Ty przecież nie jesteś większa od Boga, by ją potępić. Pamiętasz co Jezus powiedział: "kto jest bez grzechu...", a nikt z nas bez grzechu nie jest. Takiego czy innego. Co do tego, że Twój narzeczony nie zapobiegł temu: ja nie wiem jaka jest sytuacja, nie znam go, nie wiem, czy mógł mieć wpływ. Jeśli ktoś tu zawinił, to nie Twój narzeczony ale mąż siostry - ojciec tych dzieci. Z narzeczonym możesz rozmawiać, ale czasu nie cofniesz, więc już mu tego nie wypominaj, tym bardziej, że on chce czystości i uzgodniliście jak Wy będziecie żyć. Siostra ma swoje życie i swoją odpowiedzialność. Nie możesz jawnie obnosić się z niechęcią do niej, bo Ty nie odpowiadasz za jej czyny. Możesz się tylko modlić - tym zrobisz coś dobrego, a Twoja niechęć w niczym tu nie pomoże przecież, prawda? Tylko może pogorszyć stosunki. A w życiu chodzi przecież o to, by budować a nie niszczyć. Nie możesz tez zazdrościć narzeczonemu jego miłości do siostry! On ją kocha miłością braterską a Ciebie oblubieńczą, każdy więc ma odpowiednie miejsce w jego sercu. Rozumiem, że zostałaś poraniona w życiu, w domu rodzinnym - co do tego proszę przeczytaj odp. nr 468.
Jednak nie zajmuj się więcej sprawą życia siostry Twojego narzeczonego. Wiesz co powiedział Bóg św. Antoniemu, gdy ten głosem pełnym żalu "wypominał" Bogu , że są takie niesprawiedliwości na świeci, jest tyle zła i pytał Boga o konkretnych ludzi? Powiedział mu na to wszystko: "nie twoja sprawa, Antoni". Nie Twoja to sprawa życie tej kobiety. Bóg zatroszczy się i o nią i o te dzieci, które teraz niewinne są w Jego chwale. Módl się i spojrzyj na nią oczami Chrystusa, a nie rzucaj w nią kamieniami. A dla Ciebie i narzeczonego polecam świetne rekolekcje, które zastąpią Wam kurs przedmałżeński. To "Wieczory dla zakochanych". Poczytaj o nich tu: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
I pamiętaj: zazdrość to bardzo głupie uczucie, czy nie piękniej ofiarować komuś miłość?

  Asia, 15 lat
506
16.11.2005  
Mam proble..chociaz nie wiem czy to mozna nazwac problemem.. Mam wspanialego przyjaciela..jestesmy ze soba na dobre i na zle..prawde mowiac poznalismy sie dwa lata temu ale zaprzyjaznilismy sie dopiero gdzies ok. 5 miesiecy temu..Czesto rezygnujemy dla siebie z roznych przyjemnosci zeby pogodac, pomoc sobie itd itp..Ale ostatnio zauwazylam ze jest to cos wiecej niz przyjazn..Kiesy sie z nim widzie to serce zaczyna mi walic jak mlot i nic innego juz nie ma sensu..on tez sie zmienil..Ma do mnie inny stosunek..Nie taki jak przyjaciele ale jakby on tez czul cos wiecej..Tylko jest w tym problem ze on jest baaardzo niesmily i nie wiem co mam robic zeby dowiedziec sie czy on cos do mnie czuje!! Prosze pomozcie mi wybrnac z tej sytuacji!!

* * * * *

Po pierwsze: nie pytaj go o to co czuje. Może się wystraszyć i "uciec". Nie mów mu również o swoich uczuciach, o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217 . Po prostu przyjaźnij się nadal, bądź z nim, róbcie wiele rzeczy razem, poznawajcie się coraz lepiej. Po jakimś czasie na pewno wyczujesz co tak naprawdę on do Ciebie czuje. A może nawet Ci to powie... Powodzenia!

  Agnieszka, 31 lat
505
16.11.2005  
Moj problem jest dosyc skomplikowany. Modlilam sie caly czas, by Bog postawil na mojej drodze zycia czlowieka, z ktorym moglabym przez to zycie przejsc. I - wedlug mojego rozeznania - tak sie stalo 4 lata temu. Cos mi mowilo, ze to ten czlowiek. Zobaczylam go raz i nie moglam o nim zapomniec. Wyjechal i nawet nie wiedzialam gdzie i nie wiedzialam jak ma na imie. Przez rok modlilam sie, by Bog dal mi go poznac, jezeli to ta osoba. A jezeli nie - to chce o nim zapomniec. I po roku zupelnie przypadkowo \"wpadlismy\" na siebie. Poznalismy sie i znowu 3 miesiace milczenia. Po 3 miesiacach przyjechal a mieszka 400 km ode mnie. Przywiozl mi maly prezencik, zaprosil na spotkanie. I tak przyjezdzal przez rok. Okazal sie wpanialym czlowiekiem. Mielismy taki sam system wartosci, takie samo poczucie humoru, taki sam gust. Z nikim do tej pory tak dobrze sie nie rozumialam, on twierdzil to samo. Bylismy Przyjaciolmi i chyba zadne z nas do niczego innego nie dazylo. On mial za soba nieudany zwiazek i przykre wpsomnienia, ja chyba z 8 roznych zwiazkow, mniej lub bardziej udanych. Bylo nam ze soba po prostu dobrze. Spotykalismy sie 2 razy w miesiacu po kilka dni mimo dzielacej nas duzej odleglosci. I po roku znajomosci cos innego zaczelo sie miedzy nami dziac. Chyba ja pierwsza zaczelam zauwazac, ze z mojej strony jest cos wiecej niz tylko przyjazn. Ale i Artur zaczal mnie inaczej traktowac. Zauwazyl we mnie kobiete i nasza znajomosc zaczela przeradzac sie w cos innego. Sluchalam, ze jestem najwspanialsza kobieta jaka kiedykolwiek spotkal, ze mam w sobie \"to cos\" co nieczesto maja dziewczyny. Imponowalo mu moje wnetrze, swiat wartosci (szczegolnie dochowanie czystosci), atrakcyjny wyglad. Powiedzial mi kiedys, ze to Bog postawil nas sobie na drodze i on wie, ze to dzielo Boga. Bylam chyba najszczesliwsza osoba na swiecie. Niestety, nie tylko go kochalam ,ale bylam tez bez pamieci zakochana. I uwierzylam rowniez w to, ze Pan Bog chce bysmy sie fizycznie \"kochali\". Zreszta - \"jezeli cos by sie stalo, to on sie przeciez mial ozenic\". I stalo sie. Po tym porozmawialismy powaznie, ale chyba stracilam do niego zaufanie. Mimo ze nadal chcial wspolzycia, juz do niego nie doszlo. Wyjechal i przez internet mi powiedzial, ze to wszystko miedzy nami to przyjazn, bo przyjazn jest takim balansowaniem \"pomiedzy a pomiedzy\". Bylam zszokowana, tym bardziej, ze dodal, ze owszem mowil, ze sie ozeni, ale to byl zart. Myslal, ze znam sie na jego poczuciu humoru. Nie bylam nawet jego dziewczyna, bo jak na dziewczyne to za malo mnie calowal. A poza tym ja na zone sie nie nadaje, bo ze mna to tylko o Bogu mozna rozmawiac. Innych jego bredni nie chce tutaj powtarzac, bo to nic budujacego. Po pewnym czasie przeprosil mnie za wszystko. Kiedys napisal, ze zalezy mu na tej znajomosci, ze bardzo ja sobie ceni itp. Prosil, bym nie rezygnowala i chcialby utrzymywac ze mna kontakt. Od roku przebywa zagranica i przez ten rok caly czas mielismy kontakt ze soba. Raz bylo dobrze raz zle. Czasem milo, czasem klotnie. Pogodzilismy sie jednak. Mielismy szczerze porozmawiac. I wlasnie kiedy jechal do mnie, poznal dziewczyne i po pierwszej rozmowie, jak twierdzi, pokochal ja. Powiedzial mi to szczerze. Ale nadal chce utrzymywac ze mna kontakt. A ja nie wiem czy mam na to sile. I nie wiem co mam robic. Kocham tego czlowieka. I tak po ludzku patrzac, to trudno mi uwierzyc, ze on mnie nie kocha po tym co razem przeszlismy. On twierdzi, ze po prostu cos bylo, ale wygaslo i teraz tego \"nie czuje\". A przeciez milosc to nie to co sie czuje, bo ja chwilami czuje, ze mam ochote go trzepnac porzadnie po glowie a mimo to, wiem ze go kocham. Ale chyba nie mam tez juz sil na ciagle znoszenie jego chwiejnosci. Czasem sobie mysle, ze to Pan Bog dal mi to doswiadczenie z powodu tego naszego upadku. Wczesniej wszystko bylo naprawde cudowne, po tym - wszystko runelo. I sama nie wiem, czy \"odpuscic sobie\" czy prosic Boga o te milosc, ale czy mozna prosic Boga o milosc?

* * * * *

Droga Agnieszko! Jestem wstrząśnięta Twoją historią. Nie mogę uwierzyć, że on się tak wobec Ciebie zachował! Czy można modlić się o miłość? Tak, można, ale trzeba pamiętać, że Bóg wie lepiej co dla nas jest dobre. Możesz się modlić, ale: czy masz jakąś z nim perspektywę? Moim zdaniem nie. Oczywiście to moje zdanie, ale z boku to tak właśnie wygląda. Nie chcę Twojego chłopaka odsądzać od czci i wiary, ale jeśli nie został z Tobą tylko dlatego, że nie pozwoliłaś mu na współżycie (czyli de facto domagałaś się szacunku dla swojego ciała i zachowania Bożych przykazań) to nie wierzę w jego miłość bezinteresowną. Miłość nie stawia warunków, nie kocha "jeśli...". A żart, że się ożeni był kiepskim żartem. Jak można? Jak można było tak się zachować?
Uważam, że to jego wściekłość i jego porażka (bo się nie zgodziłaś) kazała mu powiedzieć, że między Wami jest tylko przyjaźń i że nie byłaś nawet jego dziewczyną. To strasznie tandetny chwyt niektórych mężczyzn, nie potrafiących przyznać się błędu i wzięcia odpowiedzialności za to co robią - bo im duma na to nie pozwala. Wierz mi, mnie też coś takiego spotkało i usłyszałam standardowe "traktuje Cię jak koleżankę". Oni chyba nie zdają sobie sprawy, że dla kobiety to jeden z najgorszych policzków, potraktowanie jej jak idiotki, która sobie wymyśliła to całe uczucie. Nie zamierzam Ci prawić kazań, że lepiej było nie ulegać bo to wiesz sama, no właśnie nigdy do dnia ślubu nie wiemy czy ten człowiek zostanie naszym mężem. Jeśli byłaś dziewicą to boli Cię to na pewno jeszcze mocniej. Bardzo, naprawdę bardzo chciałabym Ci jakoś pomóc, rozumiem, że go kochasz, ale nie będę Ci radzić, by o to walczyć. Dlaczego? Nie dlatego, że współżyliście, to dałoby się jakoś poukładać (choć nawiasem mówiąc podejrzewam, że nie byłaś jego pierwszą i że prędzej czy później w związku tego oczekuje) tylko dlatego, że tak Cię zostawił. Że tak okrutnie z Ciebie z tym ślubem zakpił. Że miał czelność powiedzieć Ci, że po prostu zakochał się od pierwszego wejrzenia w kimś innym. On Cię strasznie rani, Agnieszko. Nie zasługujesz na takie traktowanie. Chciałabym się mylić, chciałabym, by się opamiętał i żebyście byli szczęśliwi. Tylko widzisz, jak takie rzeczy mówi chłopak 18- , 20 - letni to się mówi, że jest niedojrzały, ale jak to mówi 30-latek to znaczy, że tak myśli. Kochana, nie chciałabym, żebyś któregoś dnia będąc jego żoną została postawiona przed faktem: "odchodzę, bo się zakochałem". Więc może lepiej, że to stało się teraz? Rozumiem Twój ból. Jednak wierzę, że Twoja prawdziwa miłość jeszcze Cię odnajdzie. Wiesz, moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie - pisałam o tym w odp. nr 58 - proszę przeczytaj.
Masz racje, że miłość to nie "czucie" - pisałam o tym w odp. nr 15, szkoda, że on jeszcze tego nie odkrył. Takim myśleniem całe życie będzie szukał miłości, bo przecież uczucia, emocje wygasają i zostają decyzja i wybór. Wiesz, autentycznie mam ochotę razem z Tobą go porządnie rąbnąć, żeby przestał myśleć o sobie i wreszcie zmądrzał. Na Twoim miejscu nie traciłabym czasu. Na pewno znajdziesz kogoś, kto nie będzie Cię oszukiwał i nie będziesz się musiała znać na tak specyficznym poczuciu humoru. Oczywiście to moje zdanie. Ale jestem osobą z zewnątrz, więc jestem bardziej obiektywna. Jemu się należy przytyczek od życia, pokazanie, że nie jest pępkiem świata, że nie potrzebujesz go by żyć i być kochaną. Że są wartości większe niż bycie z nim by nie być samotną. O miłość, tę prawdziwą trzeba się modlić. Trzeba zawierzyć siebie Bogu, by to ON nam dopomógł wybrać. Jeśli będziemy w zgodzie z Bogiem to zawsze wygramy.
Kiedyś byłam w takiej sytuacji, że musiałam wybrać: chłopak albo Bóg. Jeśli facet to życie w grzechu ale nie byłabym samotna, pozorne szczęście no i zakochana byłam okrutnie. Wybrałam Boga, zostałam sama, bardzo cierpiałam. I wtedy zaczęłam czytać księgę Hioba. Na koniec przeczytałam zdanie "...i Bóg wynagrodził Hiobowi jego cierpienia w dwójnasób...". Po kilku miesiącach poznałam chłopaka, który jest teraz moim mężem. Nie wyobrażam sobie innej wersji mojego życia. Ale mało brakowało, bym zmieniła jego bieg.
Od tego czasu wiem, że w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.
Czego i Tobie z całego serca życzę. Trzymaj się!

  zakochana, 14 lat
504
15.11.2005  
Witam!Poznałam bardzo fajnego i ładnego chłopaka który jest ode mnie o 3 lata starszy ma 17 lat.Ale ani jemu ani mi nie przeszkdza różnica wieku:).Kocham Go a on coś do mnie czuje ale nie wiem co.Chciała bym z nim chodzić a on ze mną.Mieszka 20 km dalej ode mnie.Proszę o jakieś wskazówki!Chciała bym aby między nami coś wyszło ale nie wiem w jakis sposób to zrobić!proszę o odpisanie

* * * * *

Jeśli oboje jesteście sobą zainteresowani to gratulacje. Jak nawiązać kontakt poczytaj w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 a odległość to też nie problem, nieraz ludzie mieszkają na innym kontynencie, o tym w odp. nr 97, 112, 120, 132, 278.

  Karolina, 13 lat
503
15.11.2005  
podoba mi sie pewna osoba... i to od dluzszego czasu.Nie sadze ze to zauroczenie (chodz wszystko mozliwe) lecz gdy go widze zaczynam nowe zycie... i dowiedzialam sie ze podoba mu sie pewna dziewczyna.Nie wiem co mam robic w takiej sytuacji?i czy to napewno milosc?

* * * * *

No jeśli ta dziewczyna na poważnie mu się podoba to chyba nie ma sensu czegokolwiek czynić w jego kierunku. Ale jeśli chcesz zobaczyć jaki ma stosunek do Ciebie to skorzystaj z rad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 , pomoże Ci to nawiązać z nim kontakt.
Czy to miłość? Jeszcze nie, po prostu on Ci się podoba. Poczytaj o miłości w odp. nr 15 i 19.

  nieszczęsliwa w szczesiu, ?? lat
502
15.11.2005  
Witam mam chłopaka , kocham go bardzo macno on też mnie kocha(tak sądzę) on nie chce ze mną gadać na przerwach w szkole wcześniej przed naszym związkiem normalnie siadał obok mnie rozmawiał itd. a ostatnio jak szłam do klasy podszedł do mnie i powiedział mi że mnie przeprasza ale nie miał czasu (widziałam jak siedział i nie robiąc nic cały czas na mnie patrzył ) Nie chodzi mi oto aby nie odstępował mnie na krok ale niech mi na przerwie poświęci te pare sekund wtedy bedę czuła że to nie jest związek dla szpanu ale to jest takie szczere smutno mi jest wiem że on jest wrażliwy i gdybym z nim zerwała to on by to przeżył a nie chcę go zranić bo go kocham a zreszta takie dziewczyny z jego klasy mówiły że chciał chodzic z taką inną dziewczyna ale ona po godzine go rzuciła więc nie wiem co mam robić kocham go ale nie wiem mimo wszystko proszę odpowiedziec na moje pytanie jak najszybciej bo nie wiem jak mam żyć w nie wiedzy!!!!!!!!!!!za odpowiedź z góry serdecznie dziękujębardzo dziękuję POZDRAWIAM

* * * * *

No dobrze, ale dlaczego sądzisz, że Cię kocha skoro nie chce z Tobą rozmawiać na przerwach? A po lekcjach normalnie rozmawia? Czy tylko w szkole się spotykacie? W takim przypadku to nie "masz chłopaka" tylko on jest Twoim kolegą. Jaki to związek bez spotykania się? Poza tym co to znaczy, że go dziewczyna rzuciła po godzinie? W trakcie chodzenia z Tobą próbował być z inną? No i chyba nie był z nią skoro za godzinę miała go dość? Poza tym: mówisz, że go kochasz, a zastanawiasz się nad zerwaniem od którego powstrzymuje Cię to, że on jest wrażliwy. Oj, chyba powinnaś poprosić go o rozmowę po lekcjach i szczerze sobie z nim pogadać. Może określilibyście Wasze relacje i wiedzielibyście na czym stoicie. Bo jak na razie to związek wielu niewiadomych.

  Magda, 25 lat
501
15.11.2005  
dzien dobry! 3 miesiace temu poznalam pewnego chlopaka, ktory mieszka w innym miescie. Jestesmy znajomymi, piszemy sobie od czasu do czasu maile; 2 razy sie spotkalismy. Wiem, ze ma dziewczyne, i tu pojawia sie moj problem.(moze bym inaczej sie czula z tym,gdybym ja tez miala chlopaka, ale nie mam) Nie wiem, czy powinnam sie z nim spotykac, czy nie jest to tj.\"brak szacunku\" dla jego dziewczyny. On nigdy nic o swojej dziewczynie nie opowiada, nawet jak ogladalismy zdjecia, na ktorych ona tez byla, nic nie zagadal, choc wiem, ze sa juz kilka lat razem. Ale czy ja moge jego w tym wypadku odwiedzac? ostatnio bylam u niego w domu(mieszka sam) i tak myslalam, ze to chyba nie fair wzgledem jego dziewczyny. A zapytac, to mi glupio bylo...wiem, ze powinnam to raczej zrobic. Jestesmy znajomymi i nie chce tracic tej znajomosci. Ale troszke nie wiem co robic. I takie pytanie ogolne: czy wlasnie jesli ktos jest w zwiazku, to co wtedy robic? czy \"mozna\"spedzac caly dzien z ta osoba sam na sam? Moze wydadza sie Pani smieszne moje pytania, ale troszke sie tu gubie... A co znaczy jesli chlopak nic o swojej dziewczynie nie opowiada? nie mowi np. jaka jest fajna, ze \"musisz ja poznac\"! Jesli ja miala bym chlopaka, to bym jego wszystkim znajomym przedstawiala . Troche poplatalam! mimo wszystko bede wdzieczna, za odpowiedz. Chyba dobrym pomyslem bedzie, jak zaprosze ich razem do mnie... albo powiem, ze chce poznac jego dziewczyne. Niech Bog Pani blogoslawi

* * * * *

Droga Magdo! Materia jest delikatna. Na pewno nie trzeba rezygnować ze znajomości dlatego, że ktoś ma dziewczynę, ale uwaga! Tu jest kilka pułapek. Nie powinno się dążyć do przyjaźni z takim człowiekiem (znajomość to co innego, a przyjaźń to już głęboka więź). Nie powinno się, gdyż albo jedna albo druga strona jeśli nawet się nie zakocha to może być odrobinkę zazdrosna - tak irracjonalnie, ale jednak, że np. nie z nią się dzieli tymi najlepszymi wiadomościami, nie z nią idzie na najlepszy film, nie wszystko jej mówi itd.. To jeden aspekt.
Drugi to uczciwość. O ile ci znajomi mogą być bardzo fair, to dziewczyna/chłopak jednej ze stron może (i w sumie nawet słusznie) być zazdrosna o ilość czasu jaki oni spędzają razem. Jeśli z kolei spotykali by się zawsze we trójkę to też trochę dziwne, bo ta osoba samotna niejako może się czuć w roli "przyzwoitki" i będzie trochę skrępowana albo będzie jej przykro, że jest sama.
Masz zatem rację mając pewne opory. Uważam, że nie powinnaś spędzać u niego całego dnia - to i nie w porządku wobec jego dziewczyny i sama sobie bat pleciesz, bo nie wiesz kiedy on przestanie być dla Ciebie uczuciowo tylko kolegą...czasem naprawdę niewiele trzeba, wystarczy, że zachwyci Cię uśmiech czy nawet sposób wykonywania jakiejś pracy... i będziesz się męczyć.
Masz rację, że on powinien "pochwalić się dziewczyną". Jedyne tłumaczenie jakie mi przychodzi do głowy dlaczego tego nie robi to delikatność z jego strony - może nie chce Ci mówić, żeby Ci nie było przykro. Ale nawet mimo tego powinien Ci ją pokazać choć na zdjęciu.
Generalnie masz super pomysł, że chcesz ich zaprosić razem. Oczywiście! Powiedz, że chcesz ją poznać i zaproś ich. Chcesz przecież by i ona wiedziała o Twoim istnieniu, chcesz być uczciwa. To nie będzie przecież częste spotykanie się, tylko okazjonalne. Zobaczysz ponadto jak ona zareaguje na jego znajomość z Tobą, jak będzie do Ciebie nastawiona. Jak zatem widzisz sama wpadłaś na rozwiązanie problemu. Życzę powodzenia!


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej