Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Kochałem dziewczynę Kochałem dziewczynę
Walter Trobisch
Książka ta została przetłumaczona na 70 języków i cieszy się ogromną popularnością wśród młodzieży całego świata... » zobacz więcej




  Janek, 18 lat
600
10.12.2005  
Witam serdecznie. Świetna strona. Ale do rzeczy. Ostatnimi czasy spotkałem sie z opinią, że dzieciom, które żyły w patologicznych rodzinach jest trudno założyc dobrą i piękną rodzine - taka jakiej dla człowieka chce Bóg. Słyszałem nawet, że istnieją jakieś uwarunkowania psychiczne, które sprawiają, że założenie dobrych rodzin przez dzieci, o których pisze, jest wręcz niemożliwe. Ten, który tak sądzi podal nastepujacy przyklad: \"Ojciec opuscil rodzine w wieku 43 lat. Jego syn przyzekl sobie ze nie postapi jak ojciec. Obiecal sobie ze bedzie czuly, dobry i szczesliwy w swojej rodzinie. W wieku 43 lat opuscil zone i trojke dzieci\". Czy jest prawdą, że te przeżycia z dzieciństwa uniemożliwiają zalozenie i zycie w pieknej i szczesliwej rodzinie? Dla lepszego zrozumienia przez Pania sprawy chce dookreslic pojecie \"patologiczna\". Nie chodzi mi tylko o pijacego ojca. Mysle tez o rodzinach niepełnych, gdzie dziecko jest sierota, o rodzinach rozbitych, gdzie dziecko zyje z jednym rodzicem, o rodzinach gdzie dziecko jest owocem nieprawego loza itp. Interesuje mnie tez czy dwoje ludzi pochodzacych z takich rodzin moze zalozyc szczesliwa rodzine np. sierota z dzieckiem z nieprawego loza? Czy w takim przypadku nie wystapi pewien paradoks- z powodu na swoja przyszlosc bedzie im latwiej budowac swoj zwiazek? Czytalem juz teksty 468 i 484. Duzo dzieki nim zrozumialem. Dziekuje za to. Prosze tez o wyczerpujaca odpowiedz na moje pytania.

* * * * *

No to tak. Po pierwsze nie jest prawdą stwierdzenie, że "przeżycia z dzieciństwa uniemożliwiają zalozenie i zycie w pieknej i szczesliwej rodzinie". Gdyby tak było to wszyscy z takich rodzin byliby z góry skazani na niepowodzenie, a więc lepiej, żeby w ogóle rodziny nie zakładali. Tymczasem historia zna wiele przykładów bardzo dobrych, pobożnych własnych rodzin osób pochodzących z takich środowisk i to nawet w przypadku gdy oboje mają takie doświadczenia. Natomiast ostrożna bym była w stwierdzeniu, że im może być łatwiej. Otóż statystycznie jest ciężej. Dlaczego? No niby wiedzą czego nie robić i jak się nie zachowywać ale też nie wiedzą tak do końca (bo nie mają wzorców) jak się zachowywać. Owszem, dokoła widzą prawidłowe relacje i z pewnością je naśladują, ale jest coś takiego jak podświadomość. Tam zaś siedzą negatywne obrazy, negatywne emocje, o których chcieliby jak najszybciej zapomnieć, ale nie do końca się da. Czasem stłamszone wychodzą w zupełnie nieoczekiwanym momencie i to moim zdaniem jest owe tajemnicze wytłumaczenie tego przykładu, który podałeś na początku. Podświadomość. Przecież chyba każdy czasem złapał się na tym, że zrobił lub pomyślał coś o co nigdy by siebie nie podejrzewał, prawda? Tacy ludzie zatem mają może większą motywację, by tworzyć inną, lepszą rodzinę, ale jednocześnie muszą bardziej się pilnować i wiele więcej wysiłku włożyć w jej budowanie.
Z drugiej strony to co przychodzi trudniej bardziej się ceni.
To co samemu buduje się od postaw jest trudniejsze, bo wiele rzeczy trzeba odkrywać samemu, do pewnych wniosków dochodzić na własnych błędach, podczas gdy człowiekowi z "normalnej" rodziny jest łatwiej o tyle, że on pewne rzeczy w domu widział, są dla niego naturalne i mu wpojone, a jeśli nawet nie są to zawsze może zapytać rodziców o radę. Pozytywny przykład małżeństwa własnych rodziców rodzi w nas poczucie bezpieczeństwa i jakby naturalną chęć powielenia pozytywnych wzorów, jednocześnie dając nam wiarę w siebie, że taką rodzinę uda się stworzyć (no bo jeśli rodzicom się udało to dlaczego ja miałbym sobie nie potrafić?). Człowiek taki ma w sobie więcej siły, mniej lęku i wie, że w razie czego może liczyć na pomoc rodziców (i to nie materialną, ale wsparcie, radę, pewne wskazówki). Człowiek, który sam do wszystkiego dochodzi mając negatywne wzorce jest zalękniony (jeśli rodzicom się nie udało to jak ja będę potrafił to zrobić?), a w razie wątpliwości musi liczyć na siebie lub szukać pomocy z zewnątrz. Oczywiście może być tak, że potrzeba założenia rodziny - własnej i szczęśliwej - będzie u niego jeszcze silniejsza, ale wtedy jest możliwość wpadnięcia w pułapkę, o której pisałam w cytowanych przez Ciebie odpowiedziach - że np. młode dziewczyny spragnione miłości rzucają się w ramiona pierwszego nie najlepszego kandydata na męża.
Cóż zatem robić?
Pisałam o tym poprzednio - budować w sobie pozytywny obraz samego siebie: ja jestem wartościowym człowiekiem, ja potrafię, mnie się uda. W razie potrzeby psycholog lub jakiś kurs (świetnym przygotowaniem do życia w małżeństwie jest Studium Życia Rodzinnego - w zasadzie istniej w każdej diecezji lub przy katolickiej uczelni np. w Warszawie przy Papieskim Wydziale Teologicznym, gdzie w przystępny sposób można dowiedzieć się baaaaaardzo przydatnych rzeczy. Jeśli ktoś jest bliżej zainteresowany to proszę o maila na adres: admin@adonai.pl).
Należy wierzyć, że to możliwe, ale nie polegać tylko na sobie. Oczywiście, najważniejszy jest Bóg, dlatego trzeba modlić się i o dobrego kandydata na męża/żonę i o mądrość w tworzeniu związku, ale też korzystać z pomocy ludzi. Nie bać się i nie wstydzić. W razie potrzeb i problemów (nawet już w małżeństwie) korzystać z poradni rodzinnych i małżeńskich, prosić nawet na spowiedzi księdza o jakiś kontakt czy nawet jego samego o radę. Wbrew pozorom ksiądz, który rodziny nie ma tylu rzeczy się nasłuchał w konfesjonale może dać doskonałą, wyważoną radę.
Pytać, dociekać, czytać. Nie polegać tylko na swoich siłach. No i bardzo, bardzo ważne: nie zamykać się w sobie. Nie chować urazów, nie gromadzić żalów. ROZMAWIAĆ. O wszystkim. O każdym problemie czy wątpliwości - z małżonkiem czy nawet już z narzeczonym czy chłopakiem. Należy nauczyć się dialogu. Ogromny procent rozstań nie doszłoby do skutku jeśli ludzie by ze sobą rozmawiali. A nie obrażali się i narzekali przyjaciółce na męża. Problemy małżeństwa rozwiązuje się w małżeństwie, ewentualnie korzystając z pomocy fachowców.
Drogi Janku, nie wiem czy moja wypowiedź jest wyczerpująca. Napisałam to co myślę na temat możliwości stworzenia szczęśliwych rodzin przez osoby z takich "patologicznych" rodzin. Jest to możliwe. Tylko trzeba nad tym pracować.
Jeśli masz jeszcze jakieś pytania - napisz.

  Marlenka, 14 lat
599
10.12.2005  
już nie mam sił... mam 158 wzrostu i ważę 55 kg. nawet dobrze czuję się z tą wagą, gdyby nie moje koleżanki... śmieją się ze mnie że jestem gruba... fakt, czasami zjem coś więcej... w domu, jem nawet często... ale mam słabą przemianę materii... no i na nieszczęście \'\'po tacie\'\' mam duże uda i pośladki... a mimo to brzuch chudy... czy ja będę szeroka w biodrach już do końca życia? dlatego że to \'\'genetyczne\'\' ? chyba nic nie mogę już zmienić, na dodatek jestem niska i wyglądam grubo... coraz częściej myślę o sobie \'\'spaślak\'\' a koleżance nie odpowiem że \'\'ty jesteś chudzielcem!\'\' bo ona lubi jak tak się ją nazywa... wtedy widać jeszcze większą różnicę między nami... pozdrawiam i dziękuję

* * * * *

Ależ moja Droga, Twoje koleżanki zazdroszczą Ci Twojej kobiecej figury. Ty ważysz normalnie!!!!! Uwierz mi. Nie katuj się głodówką ani odchudzaniem, w tym wieku to bardzo niebezpieczne i mogłabyś później mieć problemy z okresem.
Twoje "szerokie biodra" są bardzo kobiece, chłopcy uwielbiają takie kształty, a później gdy będziesz w ciąży docenisz je, bo Tobie będzie łatwiej nosić dziecko i je urodzić niż Twoim patykowatym koleżankom.
Niczym się nie przejmuj, te głupie teksty w końcu ich znudzą. Poczekaj aż zaczną się Wami chłopcy interesować, zobaczymy kto im się będzie bardziej podobał :)

  Agnieszka, 31 lat
598
10.12.2005  
Dziekuje serdecznie za odpowiedz (505). Jest Pani bardzo madra kobieta. Wlasciwie to takiej odpowiedzi sie spodziewalam, choc podswiadomie oczekiwalam rady, by o to walczyc, zapomniec, wybaczyc i probowac na nowo, bo przeciez milosc cierpliwa jest, laskawa jest.... A tymczasem wszyscy wokol mi radza, by ten rozdzial zycia zamknac i zapomniec, choc nie znaja nawet czesci prawdy i tego co bylo miedzy mna a Arturem. Kiedys nawet przyjechal do mnie jego Brat z zona, ktory mnie zupelnie nie znal i powiedzial, ze nie chce sie wtracac i zrobie co uwazam, ale on chce mi tylko powiedziec, ze Artur mnie zniszczy. Zreszta, teraz stwierdzil, ze nie ma juz brata, wykasowal jego numer telefonu. Wiem ze nie rozmawiaja ze soba. Tylko ja teraz nie wiem czy potrafie sie \"oderwac\" od tego czlowieka. I czy bede potrafila jeszcze komus zaufac. Za duzo serca wlozylam w te znajomosc i w budowanie tego \"czegos\" (bo jak to inaczej nazwac). Nie mial pracy, pomagalam mu jak moglam, wspieralam, w koncu znalazlam mu prace zagranica. Chcial jechac, by zarobic na domek, podszkolic jezyk. Gdy byl chory, leczylam go na wlasna karte i wlasne ubezpieczenie, proszac znajomych lekarzy, by sie zgodzili. Gdy brakowalo pieniedzy, sama pojechalam zagranice do pracy fizycznej (pracowali tylko mezczyzni). On w tym czasie mial problemy w swojej pracy i mial wracac do Polski. Balam sie, bo byl \"taki slaby psychicznie\", poraniony, odrzucony. Poniewaz Ojciec wyrzucal go czesto z domu, pomyslalam, ze wezme kredyt mieszkaniowy, bo mam stala prace, i kupie mieszkanie, by w razie czego mial sie gdzie podziac. No i duzo by jeszcze mozna pisac. Nie chce wyliczac \"ile dla niego zrobilam\", chodzi mi tylko o to, ze nie umiem sie teraz z tym \"pozbierac\" i nie moge uwierzyc, ze czlowiek ktoremu daje sie serce na dloni jest zdolny do czegos takiego co zrobil mi Artur. Oczywiscie, bylam dziewica i nigdy nie przyszloby mi nawet do glowy, ze nie dochowam dziewictwa do slubu. Skladalam tez w konfesjonale slub, ze bede nalezec tylko do Boga dopoki nie postawi na mojej drodze zycia czlowieka. Nosze nawet obraczke z wyrytym Imieniem Jezusa. I Artur byl odpowiedzia Boga na moja modlitwe. Moj spowiednik tez tak uwazal i Artur tez tak uwazal. Wiem, ze nie jestem bez winy, bo nie jestem juz nastolatka, dostalam porzadna formacje do Milosci a jednak upadlam. Ma Pani racje, ze do dnia slubu nigdy nie wiadomo, kto bedzie moim Mezem. I Bog daje nam dopiero czlowieka w momencie, gdy stajemy przed Nim i slubujemy sobie. Artur byl kiedys w zakonie - 5 lat. To duzo. Mial formacje do milosci i odpowiedzialnosci. To budzi zaufanie. Wydawal sie wrazliwym i szlachetnym czlowiekiem. Ja z natury jestem nieufna, ale on mial tyle danych do szlachetnej postawy, ze zdobywal moje zaufanie dzien po dniu. Ja mam swoj swiat wartosci. Nawet moj pierwszy \"powazny\" pocalunek mial byc dopiero z narzeczonym. Mialam wiele zwiazkow, niektorzy nie potrafili tego zaakceptowac, wiec odchodzili. Z Arturem laczyla mnie na poczatku tylko przyjazn, ale prawdziwa przyjazn. Moglismy sobie wszystko powiedziec, moglismy razem \"konie krasc\". Myslalam, ze znam go na tyle, ze moge mu ufac, ze mnei nie skrzywdzi. Poza tym bylam beznadziejnie zakochana. Byl czas, ze modlilam sie, by Bog dal mu poznac caly ogrom bolu i krzywdy, ktora mi wyrzadzil i prosilam Boga, by sie o mnie upomnial. Mialam pozniej wyrzuty sumienia z powodu takiej modlitwy, ale dla jego dobra powinien chyba to poznac. To prawda, nie jestem jego pierwsza dziewczyna. Sa tez takie, ktore go przeklinaja, choc ja nie chcialam w to wierzyc i chyba nadal nie chce. Wole myslec, ze jest dobry i prawy, tylko ze pogubil sie mocno. Czasem mysle, ze jezeli Pan Bog da mu tutaj laske nawrocenia i zobaczenia wszelkiego zla, ktore wyrzadzil, to bedzie dla niego odpowiednio wielka kara. Ma Pani racje, ze Bog wie najlepiej czego nam potrzeba i ze moze moja milosc jeszcze gdzies czeka. Zastanawiam sie tylko dlaczego dopuszcza na nas takie doswiadczenia

* * * * *

Moja Droga Agnieszko!
W zasadzie nie muszę Ci niczego pisać, sama wszystko wiesz, wszystko sobie poukładałaś. Masz rację we wszystkim, myślę, że Bóg "nie obrazi się" za taką modlitwę. Trzeba siebie także ratować.
Nie musisz go przeklinać, nigdy też go nie zapomnisz, proś jednak Boga, by ratował Ciebie, by się nad Tobą ulitował. A jego zostaw w spokoju - niech żyje jak chce. Ja również po tym co mi napisałaś aż nie mogę uwierzyć, że mógł zrobić coś takiego.
Dlaczego Bóg zsyła na nas takie doświadczenia? Kiedyś go o to zapytamy. Ja sobie zawsze to tak tłumaczę, że to nas czegoś uczy, chociażby lepszego rozumienia innych...
Agnieszko, życzę Ci z całego serca znalezienia Twojej prawdziwej miłości: tego, który będzie Cię kochał, szanował i tak po ludzku "doceniał". Módl się o niego, bo na takiego właśnie zasługujesz. A może wpiszesz się tutaj: [zobacz], mamy już kilka szczęśliwych małżeństw.

  karolina, 16 lat
597
10.12.2005  
witam... piszę, gdyż nie wiem co zrobić... nigdy nie miałam powodzenia wśród chłopców, 2,5 roku temu spodobał mi się pewnien chłopak, z którym zapoznaliśmy się z mojej incjatywy. Okazało się że ma na imię Karol i jest ode mnie rok starszy. Byliśmy przez krótki czas ze sobą, jednak nie wyszło z jego powodu. Źle mnie wtedy potraktował... byłam wyzywana przez niego i jego kolegów, wszyscy się ze mnie naśmiewali na jego polecenie. Jednak po ponad roku nieodzywania się, przyszedł do mnie i przeprosił mnie, chciał żebyśmy byli nadal razem ja jednak nie określiłam się i przez następne pół roku nadal się do siebie nie odzywaliśmy. Potem poznałam jego kolegę, zmieniłam jego (tego kolegi) opinię na swój temat i spotykaliśmy się na stopie koleżeńskiej. Po czasie zaczęłam także spotykać się z Karolem. Znów chciał żebyśmy byli razem, jednak w tym czasie poznałam Roberta, z którym postanowiłam wcześniej spróbować, a więc Karolowi zaproponowałam koleżeństwo, miał do mnie żal. Nie potrafiłam o nim zapomnieć, więc zakończyłam tamten rzekomy \"związek\". Karol po tym zdarzeniu znalazł sobie także dziewczynę, jednak gdy dowiedzial się, że jestem \"wolna\", zerwał z nią tłumacząc ze nie mógł o mnie zapomnieć. Przez kolejnych kilka miesięcy kolegowaliśmy się tylko. Myślałam, że nie jest już zainteresowany bliższą znajomością. Pewnego wieczoru gdy wracałam do domu, czekał na mnie nieznajomy. Okazało się, że mieszka w pobliżu. Przychodził codziennie. Miał na imie Artur i miał 20 lat. Początkowo nie podobał mi się. Jednak w miarę czasu gdy go poznawałam, zauroczyło mnie jego wnętrze a potem cała osoba. Po 1,5 miesiąca znajomości zaczeliśmy chodzic ze sobą. Na wakacje on wyjechał do pracy. Nie kontaktowałam się w tym czasie już z Karolem, jednak gdy on dowiedział się, że mam chłopaka, powiedział, że nie chce mi teraz psuć związku ale, że cały czas na mnie czeka bo mnie kocha. Te słowa poruszyły mnie... Gdy Artur wrócił nie układało nam się, powiedziałam, że nie potrafie z nim być. Zabolało go to, jednak powiedział, że nie odpuści i przychodził dalej, dalej rozmawialiśmy... czasem nawet godzinami. Słowa Karola nie dawały mi jednak spokoju. Postanowiłam się do niego odezwać. Jak powiedział tak i czekał na mnie. Postanowiliśmy spróbować. Jednak co drugi dzień się kłóciliśmy. Zrywaliśmy i wracaliśmy do siebie. W między czasie dalej przychodził Artur. I tak jest do tej pory... Jestem z Karolem i gdy z nim jestem , jestem pewna, że to właśnie z nim chcę być. Jednak gdy przychodzi Artur zaczynam mieć wątpliwości... i wtedy chcę być z Arturem... Męczy mnie to, bo nie chcę działać na dwa fronty. Nie wiem co czuję i do kogo. Nie chcę nikogo zranić. Artura rodzice traktuja mnie już jak członka rodziny, nie wiedzą, że nie jesteśmy razem. Powiedział mi także ostatnio, że mnie kocha i chiałby spędzić ze mną reszte życia. Okazuje mi cały czas, że mu zależy. Nigdy nikomu na mnie tak nie zalezalo. Wszyscy mówią, że się teraz zmienił na lepsze. a Karol...? Karol ma bardzo trudny charatkter, łatwo go zdenerwować, a wtedy potrafi powiedzieć wszystko... nie zna wagi słow, które ranią. Jednak wiem, że nie jest zły, że w gruncie rzeczy chce dobrze. Tylko kogo mam wybrać, żeby nikogo nie zranić...? Nie wiem co czuję do jednego i drugiego... przy obu czuję się dobrze, może nie dokońca... bo spotykając się z Arturem mam wyrzuty sumienia, jednak nie potrafię powiedziec mu żeby sobie poszedł.

* * * * *

No tak i Ty mówisz, że nie miałaś powodzenia...ehh...
Oczekujesz, że my Ci podamy gotowe rozwiązanie i to takie, które chcesz usłyszeć.
No cóż, moja Droga, musisz się zdecydować i wiesz...niekoniecznie na któregoś z nich. Może nie jesteś gotowa na związek i na miłość w ogóle? Może to jeszcze nie Twój czas? A może nie ten człowiek? Jest wprawdzie możliwe, żeby kochać 2 osoby na raz (zobacz odp. nr 9), ale mam wrażenie, że Ty w ogóle nie kochasz żadnego z nich. Jesteś z nimi z grzeczności, nie wiesz co czujesz, nie chcesz zranić...wiesz to jeszcze nie jest prawdziwa miłość. Pomyśl o sobie, o tym czego naprawdę teraz chcesz, bo w związku trzeba samemu też być szczęśliwym a nie tylko być szczęściem dla kogoś. Bo na razie dogadzasz wszystkim wokół, a nie określasz co Ty naprawdę chcesz...

  mucha, 14 lat
596
09.12.2005  
Kiedyś spotkałam takiego chłopaka, nie wiem czemu, ale wydawało mi sie, ze nadaje sie na mojego przyjaciela, bo zawsze takiego chciałam mieć, chociaż przecież tak dobrze nie znałam. Po prostu tak sie na to uparłam. Duzo o nim myslałam i po dwóch miesiąca zrozumiałam, ze ja przecież jestem w nim zakochana. Problem w tym, ze on mnie nie lubił. Niestety po pewnym czasie zrozumiałam, ze on nie jest takim ideałem jakim wydawał sie na początku i bardzo wiele mu brakuje, wtedy nadszedł u mnie okres rozmyślań etc. Kiedy to wszystko przemyślałam uznałam, ze jednak dalej jestem w nim zakochana. Teraz po pół roku znajomosci dalej jestem w nim zakochana. Przez ten czas on dużo razy \"dał mi w kość\" potrafił zranić, przez to również spadło poczucie mojej własnej wartosci. A jednak coś do niego czuje i wiem, ze mogłabym dla niego wiele zrobić, a z każdym dniem wydaje mi się, że coraz więcej. Boje się tylko, bo ciężko mi przeżywać kolejne rozczarowania, a każde w pewnym stopniu niszczy jakąś część mnie ;(.
Może to głupie pytanie, ale co ja mam zrobić w tym przypadku, czy zapomnieć, dac sobie spokój? I czy to jest chwilowe zauroczenie, czy coś trwalszego?


* * * * *

Widzisz, jeśli on Cię nie lubi, robi Ci przykrości itd. no to raczej jednoznacznie określa do Ciebie swój stosunek. Przez ten czas gdyby był zainteresowany to by się określił. Myślę, że szkoda Twojego czasu i cierpienia dla niego. Pomyśl sobie, że nie ma co "marnować" uczuć. Lepiej je zachować i ofiarować temu który pokocha Cię z wzajemnością. Przecież gdzieś taki chłopak jest. Może jeszcze go nie poznałaś bo on nie jest gotowy na związek. Ale bądź pewna, że "wszystko ma swój czas i miejsce" i Bóg w tym odpowiednim czasie i miejscu pozwoli Wam się poznać. A o tym chłopaku lepiej zapomnieć, gdyż nie jest to budujące uczucie. O tym jak sobie z tym radzić pisałam w odp. nr 80.

  Anonim
595
09.12.2005  
od roku zalezy mi na nauczycielu,wiem ze ja mu tez niejestem obojetna.cały czas na mnie patrzy.prosze Cie zebys mi napisała jak mam z nim złapac kontakt.on ma zone i dwojke dzieci.on uczy w-f,czasami jak gadam z innymi nauczycielami od w-f to gada tez z nami.on mnie nie uczy.wiem ze miedzy mna a nim nic niebedzie,ale bardzo bym chciała z nim czesto gadac,złapac z nim bardzo dobry kontakt.zastanawia mnie dlaczego tak na mnie patrzy i jest blisko mnie.pomoz prosze.

* * * * *

A przepraszam bardzo jakiej pomocy Ty oczekujesz? Że powiemy Ci jak "złapać kontakt" z żonatym nauczycielem? O jakim "kontakcie" mówisz? I po co ? Czy coś ci się przypadkiem nie pomieszało? Chcesz szkolnej awantury i wstydu przed całą szkołą?
Dlaczego on na Ciebie patrzy? Być może podoba mu się Twoja uroda. I tyle. Ty sama jako normalna dziewczyna, nawet gdyby on był Tobą zainteresowany powinnaś uciekać gdzie pieprz rośnie. Bogu dziękuj, że on Cię nie uczy. Unikaj kontaktu z nim, udawaj, że nie widzisz jak na Ciebie patrzy. Nie dochodzi do Ciebie, że robisz coś nie tak? Że samymi swoimi pragnieniami i "zachętą" spojrzeniem wyrządzasz krzywdę jego żonie, jemu i sobie samej?
Czy Ty mając męża i dzieci chciałabyś, żeby jakaś małolata chciała "złapać z nim bardzo dobry kontakt"? No chyba byś się wściekła i robiła z tym porządek.
Zastanów się dziewczyno tak poważnie nad swoim postępowaniem. To ani moralne ani uczciwe.
W życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. A jak chcesz poczytaj odpowiedzi na pytania osób w małżeństwie, gdzie pojawia się jakaś osoba trzecia: 22, 60, 281, 372, 424, 464. To prawdziwy dramat, więc może wyciągniesz stad jakieś wnioski.

  Adam, 25 lat
594
09.12.2005  
Szczesc Boze. Jak wiekszosc mam pytanie sorrki ze takie troche dlugie ale moja sytuacja jest troche co najmniej dziwna Bylismy razem z moja dziewczyna przez ponad dwa lata, planowalismy malzenstwo, lecz z braku pieniedzy na slub Ona postanowila wyjechac za granice, aby zarobic, ja poniewaz mialem prace w Polsce musialem zostac i po zakonczeniu mialem do Niej dolaczyc. Przyjechalem dopiero po trzech miesiacach. Jeszcze w czasie mojego pobytu w Polsce, gdy Ona dzwonila do mnie zauwazylem ze troche sie zmienila... Lecz dopiero po moim przyjezdzie zobaczylem ze miedzy nami juz nie jest tak jak bylo dawniej. Po trzech tygodniach dowiedzialem sie ze spotyka sie z innym chlopakiem, wiec rozstalismy sie. Ja sie wyprowadzilem i niemamy obecnie zadnego kontaktu ze soba. Ale pomimo tego ze nie jestesmy juz para ja wciaz mam nadzieje ze Ona kiedys opamieta sie i wroci do mnie. A co do tego chlopaka, to anglik, jest od niej 10 lat starszy, ma juz dziecko i chcial byc z matka swojego dziecka, a poza tym jest niewierzacy.
Wlasnie znajac te szczegoly chcialem zapytac czy taka sytuacja ma jakis sens, bo wiem ze Ona sie w nim zakochala, ale mi sie wydaje ze to zauroczenie powinno kiedys minac, dlatego goraco obecnie modle sie o to zebysmy kiedys znow byli razem. Dodatkowo przed rozstaniem jak rozmawialisy, to wypomniala mi ze myslala, ze przed Jej wyjazdem ja sie Jej oswiadcze i jak mi sie wydaje mowila calkiem powaznie. Czy jest dalej sens modlic sie o cos takiego?? Czy moze lepiej dac Jej spokoj i czekac ( kierujac sie slowami: \"że każdy związek trwający co najmniej rok i zdający się zmierzać prosto na ślubny kobierzec będzie musiał przejść przez ostateczną próbę. Zerwanie nastąpi tylko wtedy, kiedy jeden z partnerów da ku temu powód. Osoba odrzucana powinna wiedzieć, że ich wspólna przyszłość zależy od jej/jego umiejętności przejścia przez ten kryzys. Jeśli osoba cierpiąca potrafi w ciszy znosić swój ból, następnym krokiem będzie przypieczętowanie związku przez zawarcie małżeństwa. Często się tak dzieje. Jeśli jest inaczej, żadne próby poprawienia tego niczego nie zmienią.) , czy moze starac sie w jakis sposob (maile smsy, listy) przypominac o sobie, bo boje sie zeby calkiem o mnie nie zapomnala????? Bo czekac w milczeniu jest bardzo trudno.


* * * * *

Drogi Adamie! Smutna jest Twoja wypowiedź. Nie wiem naprawdę co mam Ci doradzić, bo sam wiesz, że to Twoja decyzja. Widzisz, uważa się, że nie jest dobrze, jak małżeństwo (a moim zdaniem również ludzie w tak poważnym związek jak Wasz) wyjeżdżają osobno na długo. Wiadomo, inne środowisko, kultura, brak oparcia ze strony bliskich mogą powodować, że człowiek tak bardzo potrzebuje ciepła, że przyjmuje je od pierwszej napotkanej osoby. Z drugiej strony jeśli kocha się naprawdę to..."miłość wszystko przetrzyma...". Wiesz, bardzo się dziwię Twojej dziewczynie, że zaangażowała się w taki związek "bez przyszłości" - tak to odbieram. O tym Angliku nie najlepiej świadczy, że tak szybko pocieszył się nową dziewczyną. Abstrahując od jego wiary nie jest to zachowanie fair choćby wobec matki jego dziecka. Nie wiadomo czy po jakimś czasie znów nie zapragnie nowości a Twoja dziewczyna przejrzy na oczy i zobaczy, ze jest sama. Być może - przyszło mi jeszcze do głowy - mając pewien żal do Ciebie za te oświadczyny pragnęła pewnego dowartościowania na zasadzie "ja Ci udowodnię, że faceci się mną interesują" i dlatego się z nim związała? Tak, byś Ty walczył, albo bardziej byś zobaczył co tracisz. Może ona właśnie chce żebyś walczył choć mówi co innego?
Rozumiem z drugiej strony Ciebie: nie wiadomo czy ona wróci do Ciebie a Ty nadal jesteś zaangażowany...
Widzę jednak jakąś możliwość, jakieś światełko nadziei. Sama jestem kobietą, chciałabym zatem, żeby ten, z którym planowałam małżeństwo walczył o mnie: nie dla mojej próżności ale żebym mogła zrozumieć, że prawdziwa miłość czeka.
Widzisz Adamie ja niczego Ci nie zagwarantuję. Nie obiecam Ci, że jak będziesz walczył to ona wróci. Tego nie wiem. Ale może warto spróbować, by potem nie mieć do siebie pretensji. Jeśli ją kochasz... spróbuj jej otworzyć oczy. Może ona podświadomie właśnie na to czeka?

  magda, 15 lat
593
09.12.2005  
Witam!czytając te wszystkie pytania stwierdziłam, ze mozecie mi pomóc poznac siebie..to co robie...Mam pewnych dwóch kolegów,sa braćmi....jednego zawsze uwazalamza bóstwo, za chłopca moich marzen...drugi(patryk0pozostawał zawsze w cieniu...ale przyszedl czas kiedy zaczęłam interesowac sie Patrykiem....poznałam go blizej i wpadlam jak sliwka w kompot.Motylki w brzuch to byl znak...zakochalam sie...ale nie tak jak moje kolezanki:nie mowiłam o nim bez przerwy i nie rumieniłam sie na kazde jego słowo...ja modlilam sie za niego...Patryk chyba domyslil sie,ze darze go jakims uczuciem...dzieki niemu poszlam napielgrzymke..było fajnie:wiecej nie moglam juz chciec:cale 10 dni tylko dla mnie....ale pomylilam sie...powiedzial mi ze ma dziewczynei nie moglby byc z nikim innym....moja reakcja byla nispodziewana...przytuliłam sie do niego i rozpłakalam a on powiedział mi ze mnie kocha jak przyjaciela.. po pielgrzymce duzo sie zmieniło miedzy nami.juz nie było tak jak kiedys...te wspomnienia dalej wywołuja we mnie łzy pommo ze stało sie to rok temu....teraz on jest szczesliwy z nia...a ja ciesze sie ich szczesciem:)Chociaz n nie darzy mnie uczuciem takiegim jakiego od niego oczekiwałam, nie czuje sie przegrana..poniewaz wiem, ze on mnie kocha..tak prawdziwe...,nienachalnie...zwierza mi sie ze wszystkich problemow..nie ignoruje mnie...czyje, ze nie jestem mu obojetna.... moja przyjaciolka mówi, ze powinnam walczyc...tylko ja nie potrafie....dlugo zastanawialam sie jak on musial odczuwac ta moja \"miłosc\"..czy jemu nie bylo ciezko powiedziec mi ze kocha inna....dzisiaj wszystko sie układa..zycze im jk najdluzszego bycia ze soba i wszystkiego co dobra..ale ja dalej nie moge pogodzic z sama soba..a moze powinnam walczyc?czy kiedys jeszcze zdobede odwage na wyznanie komus miłosci?bo jak narazie nie dopuszcam do siebie zadnych uczuc....nie pozwalam sobie znow obdarzyc kogos uczuciem...bo z drugiej strony wiem, ze we wszystkich ludziach szukalabym jego....czy mysle normalnie?to dziwne pytanie, wiem...ale znajomy ksiadz powiedzial,ze jestem za dojrzala jak na swoj wiek co tych spraw...moze Wymi rozjasnicie moją sytuacje..bo sama juz sie gubie:(

* * * * *

Droga Magdo! Ja również Ci gratuluję tak poważnego podejścia do miłości i dojrzałości.
Nie ma racji Twoja koleżanka, że powinnaś walczyć, bo byłaby to walka o czyjeś nieszczęście: o gruzy czyjejś miłości, by mogła powstać Twoja. To ani uczciwe ani moralne. Tak pięknie przecież pokazałaś swoją miłość, że chyba teraz nie zniszczyłabyś tego wszystkiego. Jemu na pewno było ciężko powiedzieć Ci prawdę, ale widzisz odważył się, był uczciwy.
Ty masz rację, że nie czujesz się przegrana, bo nie jesteś.
Widzisz, nic w naszym życiu nie jest bez celu. Pewnie to uczucie było po to, żebyś zobaczyła swoją reakcję na miłość, żebyś nauczyła się kochać bezinteresownie. Pięknie zdałaś ten egzamin. Nagrodą dla Ciebie będzie prawdziwa miłość, ktoś kto kiedyś Cię pokocha i kogo Ty pokochasz tak albo jeszcze mocniej niż Patryka. A gdy kogoś takiego poznasz to nie martw się o swoje uczucia, na pewno Ci ich wystarczy. Tylko pamiętaj, by zbyt wcześnie ich nie ujawniać. O tym w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514
Módl się o tą miłość i czekaj na nią: [zobacz]
Powodzenia!

  Karolina, 30 lat
592
09.12.2005  
Witam serdecznie.Swojego chlopaka poznalam 2 lata temu.Na poczatku byl to zwiazek na odleglosc,(zylismy w dwoch roznych krajach) co bylo dla nas bardzo trudne,spotykalismy sie raz w miesiacu.Ja mimo wszystko chyba lepiej radzilam sobie z ta sytuacja, on po wizycie u mnie i wspanialych chwilach jakie spedzalismy razem a nastepnie powrocie do siebie zrywal ale potem znowu chcial byc ze mna. W koncu doszlo z jego strony do zdrady, ktora mu wybaczylam(ale nie zapomnialam).stracilam do niego zaufanie i ...zaczelam go kontrolowac.Tzn.sprawdzalam telefon i skrzynke mailowa.Kiedy to wyszlo na jaw , jemu bylo bardzo trudno mnie to przebaczyc, tym bardziej ze ja po tym jak obiecalam ze wiecej tego nie zrobie, nie dotrzymywalam slowa.Mysle ze moja zazdrosc spowodowana byla takze dodatkowo faktem , ze gdy jeszcze bylismy znajomymi on opowiadal mi o swojej poprzedniej dziewczynie,jak bardzo ja kochal.Pzez pomylke widzialam jej zdjecia, ktore byly caly czas w jego komputerze, stawalam sie coraz bardziej zazdrosna...Kiedys, po klotni powiedzial mi ze do niej wraca, czego w rezultacie nie zrobil.Utknelismy w blednym kole,ja go ciagle sprawdzalam i porownywalam sie z tamta dziewczyna, co bardzo zle wplynelo na moje poczucie wlasnej wartosci.Ona chciala do niego wrocic, kilka razy przysylajac mu maile,o czym on mi powiedzial-to jeszcze bardziej \"podkrecilo\" moja zazdrosc.Ostatnio powiedzial mi ze ona jest z kims innym.(Ja jestem zazdrosna nawet jesli tylko rozmawiaja przez tel. lub internet-ona mieszka w innym kraju) Znowu zamnknelismy sie w blednym kole-ja sprawdzalam go , on kiedy to wyszlo na jaw znowu powiedzial ze ona byla jego najwieksza miloscia , i chce do niej wracac, po czym wszystko jest ok i zostaje ze mna...po czym ja jestem jeszcze bardziej zazdrosna i mysle ze on wolalby byc z nia.Co robic???

* * * * *

Moja Droga coś tu jest nie tak!
Owszem wynikło kilka błędów w Waszym zachowaniu: Ty mu przebaczyłaś, ale wracałaś pamięcią do tamtego wydarzenia, wypominałaś mu to, miałaś pretensje, sprawdzałaś go. Wybaczenie to zachowywanie się tak jakby tego wydarzenia nie było. Naturalnie, że będziesz o tym pamiętała. Tylko widzisz danie drugiej szansy to takie zewnętrzne "zapomnienie", mimo tego, że w środku jeszcze trochę boli.
Poza tym nie można wymagać od kogoś by wymazał z pamięci poprzednią dziewczynę czy chłopaka - to tak jakby kazać mu wymazać ten okres ze swego życia. A to było jego życie i nawet jeśli był z kimś innym to nie zapomni tych lat. Z innej strony on źle robił opowiadając Ci o swojej byłej dziewczynie: to jego wspomnienia, jego doświadczenia i nie ma prawa obarczać Cię nimi i sprawiać Ci cierpienie - no bo wiadomo, że nie są to dla Ciebie miłe opowieści. To było dużą głupotą z jego strony. Jak się zamyka jakiś rozdział to się ciągle do niego nie wraca a już na pewno nie każe się go oglądać swojej dziewczynie/chłopakowi. To może po prostu świadczyć o tym, ze tamto uczucie u niego wtedy nie wygasło.
Natomiast całkowicie nie rozumiem tej gierki "wraca do niej - nie wraca, ona wraca, ona kogoś ma, on tęskni"... itp. Co to ma być? Dorosły człowiek związany z Tobą a zachowuje się jak dziecko, które nie wie czego chce. Jak w ogóle może coś takiego mówić? Owszem, mogło się tak zdarzyć, że powiedzmy w przypływie sentymentu przez moment zatęskniłby za nią i zaczął myśleć "co by było gdyby",(zwłaszcza, że ona gnębiła go mailami), ale nie wolno mu było tego przerzucać na Ciebie i zwierzać się z tego Tobie. Jak Ty to w ogóle wytrzymałaś?????
Facet ma być tą skałą emocjonalną i dawać oparcie kobiecie a nie kobieta ma "ustawiać" emocjonalnie faceta. I co, on oczekuje, że Ty będziesz sobie spokojnie czekać, aż on biedny się zdecyduje którą z Was kocha? No przesada! Jeśli się z Tobą związał, przypuszczam, że wyznał miłość, a tamta dziewczyna jest z kimś to sprawa jest prosta: w tą albo w tą. On musi zdecydować czy chce być z Tobą. A ponadto powinien liczyć się też z Twoimi uczuciami, a nie myśleć tylko o sobie!
Pisałam kiedyś o mężczyźnie jako przewodniku w związku - odp. nr 25, 50, 340.
Karolino! Masz prawo wymagać od niego. Wymagać decyzji, deklaracji i kroku w tą albo w tą. Ma się jednoznacznie opowiedzieć a nie zwracać Ci głowę swoimi sentymentami. Jeśli Cię kocha to wybór powinien być prosty.
Porozmawiajcie szczerze. Przecież na czymś takim jak jest teraz związku nie zbudujecie.
Nie można mieć jednego a tęsknić za drugim bo wtedy człowiek nie jest szczęśliwy. A o to przecież w miłości chodzi, prawda?

  ?katia, 21 lat
591
09.12.2005  
jesteśmy razem ponad pół roku, jeszcze nadal jesteśmy... poznaliśmy się we wspólnocie, mamy wspólnych przyjaciół, wspólne przeżycia, doświadczenia...jestem pewna, ze to ten jedyny, kocham go. Te pół roku było cudownym czasem, oboje uczyliśmy się siebie, wspieraliśmy by wystrwać w czystości, modlilismy się wspólnie i było tak, jak zawsze o tym marzyłam. Byłam pewna, że to Bóg dał mi jego, żebym z nim przeszła przez życie... A teraz on mówi, ze xle mu z świadomoscią, ze on nie kocha tak bardzo jak ja, że na początku naszego związku miał wątpliwości, że teraz nie potrafi tak do końca cieszyć się nami., że nie wiem czy jest we mnie zakochany... przeczytałam odp. o miłości i zakochaniu. w pełni rozumiem, ze nie musi go być. choć to boli to potrafię to zaakceptować i czekać aż kiedyś się we mnie zakocha (byćmoże)... wczoraj postanowiliśmy dać sobie czas, on się pogubił, chce wszystko przemyśleć. dam mu ten czas, nie chce w zaden sposób nalegać, naciskać... jest mi cięźżko ale będę czekać na niego... ale co mam robić? czy mogę jakoś o niego walczyć? o nas? nie chcę go stracić. Powiedział, że wolałby mnie zostawić niż mnie ranić i żebym trwała w zwiąku, który nie da mi szczęścia... co mam teraz robić? kocham go - tego jestem pewna. czy mogę w ogóle coś zrobić, oprócz cierpliwego czekania?

* * * * *

Daj jemu do przeczytania te odpowiedzi o miłości i zakochaniu: 13, 15 i 19, niech on też wie co się w nim dzieje. Ty to rozumiesz, choć cierpisz, ale on może nie mieć pojęcia, że to co odczuwa to normalne...

  Marta, 17 lat
590
08.12.2005  
Witam. Mam problem, który być może jest błahym, jednak dla mnie jest istotny. Jestem z moim Chłopakiem prawie 3 miesiące, widujemy się ni często ni rzadko, ale codziennie staramy sie rozmawiac telefonicznie. Wiec mozna powiedziec, ze jako tako mamy ze soba dobry kontakt. Problem lezy w dwoch kwestiach. Zarowno On jak i ja mielismy przed naszym zwiazkiem innych partnerow. Moj poprzedni zwiazek traktowalam bardzo powaznie, moj eks jest duzo starszy (8lat), wiec planowalismy slub, rozmawialismy o wspolnej przyszlosci. A moj Chłopak (rowiesnik) taki nie jest. Twierdzi, ze traktuje mnie powaznie, ale nie rozmawia ze mna na takie tematy, ucieka od nich jak od ognia. A mnie to troche boli, bo mam ciut inne spojrzenie na zycie. Po drugie, niestety Nasze zainteresowania sa praktycznie w 80 % rozniace sie i czasem mam wraznie, ze nie pasujemy do siebie. Ja staram sie myslec bardziej rzeczowo, a On tak lekko... Poza tym np. na sylwestra On wybiera sie do kumpla i tam sobie bedzie wraz z innymi przyjaciolmi, a ja praktycznie zostalam na lodzie... Boje sie, nie wiem co robic, by Go nie stracic, bo bardzo mi na Nim zalezy, z drugiej strony, czy takie cos ma sens?

* * * * *

Zrozumiałe jest, że jeśli on jest młodszy niż tamten chłopak to unika takich tematów. Bardzo bym się zdziwiła gdyby 17-latek zapragnął się ożenić! To niestety musisz zrozumieć. Każdy wiek ma swoje oczekiwania, pragnienia, marzenia i potrzeby. Ty prawdopodobnie jesteś trochę bardziej dojrzała bo byłaś ze starszym chłopakiem, a poza tym dziewczyny szybciej pod tym względem dojrzewają od chłopaków i - przede wszystkim - mają inną psychikę! Polecam książkę "Płeć mózgu" - naprawdę ciekawa! Co do przeciwieństw to przeczytaj odp. nr 385, 508.
Nie podoba mi się jednak ten sposób spędzania Sylwestra i nie rozumiem go. Owszem, można czasem pójść osobno na imprezę, ale Sylwester to wyjątkowa impreza i on powinien się zatroszczyć o to byś się dobrze bawiła i przede wszystkim być wtedy z Tobą. Nie czuł takiej potrzeby? Może on faktycznie jest trochę dziecinny i nie dojrzał jeszcze do związku z kimś. Za tego Sylwestra to bym mu uszu natarła ;-). Takich rzeczy możesz się domagać, on to powinien zrozumieć.

  Monika, 14 lat
589
08.12.2005  
Witam. Bardzo się cieszę, że istnieje taka strona. Nazywam się Monika. Chodzę do 3, na szczęście już ostatniej klasy gimnazjum. Piszę, na szczęście, bo zaczynam mieć szczerze dość swojej klasy. ja po prostu nie potrafię z nimi rozmawiać! Jeśli konwersacja ma tematach typu: seks, przekleństwa, papierosy, przekleństwa i tak dalej, to ja bardzo dziękuję! A później wychodzi, że jestem cicha i małomówna. To nie sprawiedliwe, nauczyciele ich lubią tylko dlatego że są mocni \'\'w gębach\'\'. A ja się uczę! I co z tego mam? Nawet nie potrafię zgłosić się na lekcji do odpowiedzi :((( To też mój duży problem. Pozdrawiam i z góry dziękuję!

* * * * *

Poczytaj co pisałam w tej odpowiedzi: 136. Nic się nie martw, pomalutku rób kroczek do przodu. Bóg widzi jaka jesteś. Masz swoją wartość i to Twoja nagroda. Ciesz się, że taka jesteś! A w nowej szkole na pewno będzie lepiej!

  Agnieszka, 18 lat
588
08.12.2005  
Bardzo ciezko mi dzielic sie swoimi odczuciami,ale wierzac ze ma to wysoki sens,zaryzykuje: Moj problem jest mysle dosc zlozony ,choc jednoczesnie niestety prosty. Mianowicie dotyczy on wlasciwie zagadnienia milosc w internecie: jakis czas temu wskutek narastajacej frustracji wynikajacej z samotnosci w wymiarze nie tylko damsko-meskim ale ogolnie ludzkim, wlasciwie w momencie krytycznej potrzeby kontaktu z druga osoba (czlowiek istota spoleczna!) postanowilam zalogowac sie w jednym z randkowych serwisow. Jednakze wynikalo to glownie z potrzeby chwilowego zaspokojenia obcowania z druga osoba ,zdecydowalam sie na stworzenie kreacji nie wiele majacej wspolnego z moja wlasna osoba(duzo bardziej atrakcyjna, nieco starsza) uzasadnialabym to pragnieniem wiekszej efektywnosci zalozonego proflu. I sposrod wielu malowartosciowych wiadomosci znalazla sie taka ktora stwarzala mozliwosc spelniania moich potrzeb. W ten oto sposob zainicjowana zostala wspaniala znajomosc. Oczywiscie na plaszczyznie wirtualnej, oparta na odkrywaniu mojej prawdziwej osobowosci,pod delikatnym kamuflazem profilu. Jak to sie zdarza znajomosc przerodzila sie bystrze w rzeczywista milosc, do czego nie mam watpliwosci. Oczywiscie odwzajemniajac to wspaniale uczucie mialam swiadomosc, o zgrozo ze po czesci nie do mnie bylo ono adresowane, jednakze uzaleznilam sie jakby o tego kontaktu, dawal mi on nadzieje i chec zycia, pomijajac fakt bycia kochanym. Przy resztkach odpowiedzialnosci stopniowo staralam sie ukrucic ta sytuacje,poneiwaz zdawalam sobie sprawe ze ranie w ten sposob tego ktorego kocham. Wielokrotnie chcialam odejsc,ale on mi na to nie pozwalal.Tak wiec po ponad polrocznej znajomosci\" zdecydowalam sie na krok ostateczny- wyjawilam prawde przy ambwiwalencji uczuc: z jednej strony ulga pozbycia sie ciezaru klamstwa z drugiej smutna swiadomosc zblizajcego sie kranca znajomosci. Okazalo sie jednak ze z Jego strony uczucie bylo kierowanie przeciez do mnie,czemu trudno zaprzeczyc, poniewaz osobowosc nie podlegala kreacji. Po zapewnieniach szczerego uczucia wzgledem mojej osoby zgodzilam sie na spotkanich. Warto tu zaznaczyc 14letnia roznice wieku ktora dotcyhczac miala mniejszy 8 letni wymiar\". Choc spotkania te byly udane, odczuwalam ze niestety nie moge liczyc na kontynuacje moich dotychczasowych marzen.Mimo zapewnien o jego uczuciu,\"kocham Cie ale w inny sposob\", postanowilam sie wycofac poniwaz nie moglam zniesc mysli o smutnej przyszlosci tej znajomosci. Egoistycznie nie chcialam sobie pozwolic na stopniowe obserwowanie agonii pieknej milosci bez szansy nawet na jakze cenna przyjazn. Byc moze przyczynilo sie do tego rowniez moje niedowartosciowanie ,ale w efekcie powiedzialam mu ze mecze sie w takim ukladzie, za bardzo go kocham zeby funkcjonowac w takim wymairze i musze sie od niego uwolnic. Pozwolil mi odejsc choc prosil o zachowanie kontaktu. Po pewnym czasie i ciaglej swiadomosci ze Go kocham, nie umialam sie opanowac przed probami powrotu.Te jednak napotkaly sie z pewna obojetnoscia. Wciaz kocham szczerze i nie umiem sobie poradzic z ta sytuacja, choc nie dzialam juz w tym kierunku. Kocham dlatego tez nie umiem sobie ulzyc stwierdzeniem typu: nie byl mnie wart czy pewnie kwestia wygladu Go odepchnela ode mnie. Co zrobic aby nei odchodzic juz dluzej od zmyslow? Czy probowac jeszcze naprawic bledy. Bardzo prosze o odp. Bog zaplac.przepraszam za brak poslich znakow

* * * * *

To nie dlatego spotykasz się teraz z "pewną obojętnością", że nie spełniasz jego kryteriów tylko dlatego, że został odepchnięty więc teraz boi się kolejnego powrotu, boi się takiej zabawy jego uczuciami.
Widzisz, sam internet jako źródło poznania kogoś nie jest zły, tylko po co było to kłamstwo? Teraz Ty przez to cierpisz, Ciebie boli. Sama sobie tak zrobiłaś. Oczywiście nie czas teraz na moralizowanie.
Jeśli chcesz o nim zapomnieć ponieważ nie widzisz w tym przyszłości urwij te kontakty. W odp. nr 80 pisałam co zrobić, żeby zapomnieć. Nie wiem czy możliwe jest naprawienie błędów, bo nie bardzo rozumiem o jakich błędach mówisz. Prawdę mu powiedziałaś. Czy błędem była Twoja rezygnacja? To była Twoja decyzja. On ją uszanował i w odruchu obronnym zachowuje teraz rezerwę. Słusznie. Nie masz pewności czy gdybyście do siebie wrócili to znów byś nie odeszła, prawda? On o tym wie. A może po prostu poznał kogoś innego? W serwisach randkowych przecież o poznanie chodzi...

P.S. Co to znaczy: \"kocham Cie ale w inny sposob\", oraz "nie moglam zniesc mysli o smutnej przyszlosci tej znajomosci".
Czyżby ten pan był w jakiś sposób zajęty (może żonaty?) i stąd ten smutek? Bo coś mi tu nie pasuje....

  zraniony, 17 lat
587
08.12.2005  
jestem ze swoją dziewczyna prawie 18 miesięcy (wiem mało ale to jak narazie moj najdłuższy zwiazek) w te wakacje a dokładnie pod koniec ona wyprowadziła sie do rodzinnej miejscowości jej rodziców (dosc daleko ponad 200 km ode mnie) wszystko było dobrze dopkoki nie \"wkręciła\" się w towarzystwo w swojej kalsie poznałą kolegę ktory jej sie spodobał i byl a znim za moimi plecami....dowiedzialem sie o tym ostatnio....postanowilem jej wybaczyć...czy dobrze zrobiłem?? czy moze ona znów to zrobi.... zapewnia mnei ze mnei kocha ze chce być tylko ze mną ze tylko ja się licze dla niej....chcialbym w to uwierzyć...jestem na dobrej doridze zeby znoof bylo wszystko dobrze ale czy dobrze postąpiłem czy dobrą drogę wybrałem...ja naprawde cche być tylko z nią przy niej czuje się jak w niebie ona mi daje wieeele szczęscia...kocham ją myślę ze tak już mogę powiedzieć...Kocham.

* * * * *

No widać, że kochasz, skoro wybaczyłeś i ciągle chcesz z nią być. Czy dobrze zrobiłeś? Dobrze, pod warunkiem, że będziesz na tyle silny, by dać sobie radę z tą sytuacją. Tzn. jeśli wybaczyłeś to nie wracaj pamięcią do tamtego chłopaka, nie wypominaj jej tego, nie miej już pretensji. Zachowuj się tak jakby tego nie było. Naturalnie, że będziesz o tym pamiętał. Tylko widzisz danie drugiej szansy to takie zewnętrzne "zapomnienie", mimo tego, ze w środku jeszcze trochę boli. Potrafisz to zrobić? Jeśli potrafisz i nie będziesz ciągle rozglądał się za nowym zagrożeniem to znaczy, że jesteś naprawdę dojrzały a Twoja miłość jest prawdziwa i wybaczająca. Pozostaje mi życzyć Ci powodzenia!

  Magdalena, 23 lat
586
07.12.2005  
Witam Nie wiem jak postępowąć właściwie żeby nie zniszczyć związku z chłopakiem, z którym jestem prawie od półtora roku. To dla mnie pierwszy chłopak, choć mam prawie 23 lata. Proszę o radę i pomoc, bo dręczą mnie złe myśli. Pochodzę z rozbitej rodziny. Przez lata bałam się jakichkolwiek związków, bólu, niepewności i strachu jaki mi się ze związkami kojarzył. Po wielu miesiącach od momentu kiedy zaczęliśmy się spotykać podjęłam decyzje: pozwolę się kochać człowiekowi, który chce ofiarować mi miłość i sama chce i będę go kochać. Jednak na nowo dręczą mnie obawy, czuje, że nie potrafię kochać. Boję się zaufać, ciągle myślę o jego przyszłej zdradzie, odejściu, Jestem coraz bardziej smutna. Opętała mnie zazdrość- czuje się gorsza od każdej innej dziewczyny, więc każdą traktuję jako zagrożenie. Proszę o radę i modlitwę.

* * * * *

Moja Droga, widzisz tak to jest, że negatywne doświadczenia z rodziny przenoszą się na naszą teraźniejszość, na nasze związki. Pisałam o tym w odp. nr 468, proszę przeczytaj. A co do zazdrości: proszę, nie myśl tak, zazdrość zniszczyła niejedno piękne uczucie. Jeśli on nie dał Ci powodu do zazdrości, to mu zaufaj. Wierzysz, że on Cię kocha? To dlaczego miałby Cię zdradzić? Tak samo jak Ty byś jego nie zdradziła tak on Ciebie nie skrzywdzi, bo Ciebie wybrał, o Tobie myśli, Ciebie kocha. Gdyby tak nie było to by z Tobą nie był. ZAUFAJ. Daj mu szansę i zaufaj, bo sama zniszczysz swoją miłość, bo on kiedyś nie wytrzyma tego psychicznie, będzie miał dość ciągłych podejrzeń. Pisałam też o zazdrości w odp. nr 24, 377.

  Ivona, 20 lat
585
07.12.2005  
Mam przyjaciela, jest na 2 roku formacji zakonnej, sama też byłam zakonnicą, ale odeszłam. Na tych wakacjach gdy się z nim widziałam coś zaiskrzyło między nami. Nasze dusze się połączyły, a ja nie mogłam wytrzymać tej rozłąki. Powiedziałam a raczej napisałam list (gdyż na nowicjacie nie ma odwiedzin) o tym co czuje. Wiem że on tęskni za mną i to bardzo. Czy moge \"walczyć\" o niego z Jezusem?? Chce dla niego szczęścia i jeśli powie, że nie odejdzie z zakonu zrozumiem. Ale czy moge mieć jakieś nadzieje na to że być może kiedyś będziemy razem? Wiem że to nie ode mnie zależy ale od Boga... ale serce nie sługa.

* * * * *

No wiesz, Iwono, najbardziej to zależy od Boga i wolnej woli chłopaka. Czy możesz walczyć o niego z Jezusem? Ty mnie o to pytasz?? Dlaczego o to pytasz, znasz odpowiedź. Wiesz, że nie. Słusznie rozumujesz, że pragnąć dla niego dobra to pragnąć by był szczęśliwy. Dobrze, że zostawiasz mu wybór i szanujesz jego wolę. To co teraz możesz zrobić to nie naciskać, wręcz się nie odzywać, by w spokoju przemyślał to wszystko. Decyzję podejmuje on, to jego życie. Ty nie bądź mu przeszkodą do realizacji powołania, żyj tak, by nigdy nie miał do Ciebie pretensji, że to "przez Ciebie". Rozumiem bardzo dobrze, że "serce nie sługa...". Oczywiście nie możesz się winić za uczucie jakim go obdarzyłaś, jednak odpowiedzialna jesteś za to co z tym uczuciem zrobisz. Daj mu teraz czas. Jeśli on rzeczywiście Cię pokochał to zdecyduje się być z Tobą, ale na pewno potrzebuje czasu i spokoju by podjąć decyzję. I to on Cię o tym zawiadomi, Ty nie potrzebujesz upominać się o odpowiedź. Przecież prócz tego, że jest zakonnikiem jest także facetem. Musi zatem sam podjąć wolną decyzję, musi czuć, że to jego wybór. Módl się. Tylko jeśli go kochasz módl się o jego dobro, o realizację woli Bożej w jego życiu. Przecież z Jezusem nie będziesz konkurować :)

  bezimienna, 15 lat
584
07.12.2005  
W wakacje poznałam fajnego chłopaka , zaczeło miedzy nami cos iskrzyc ale zaraz potem wrócilismy do domow. Utrzymywalismy kotakt przez gg i sms , ale sie urwał. Ostatnio przyjechał do mnie z innego miasta i poszlismy do kina,on płacił ale nawet nie wiem czy to była randka?! A ponadto teraz nie jestem pewna swoich uczuc . Moze z nim o tym porozmawiac ? podpowiedz mi kasiu

* * * * *

Rozmawiać z nim na temat uczuć to za wcześnie. Pisałam o tym w odp. nr: 18, 61, 74, 217, 514 Ale jeśli przyjechał do Ciebie i poszliście do kina to ja myślę, że to była randka :) W końcu jeśli chłopak przyjechał do Ciebie z innego miasta tzn., że mu się podobasz i mu na Tobie zależy. Utrzymuj tą znajomość, rozwijaj ją, ale nie przyspieszaj biegu wydarzeń. Wszystko musi dojrzeć. Nie zrywa się przecież niedojrzałych owoców tylko cierpliwie czeka aż dojrzeją. W miłości też tak jest. A to, że swoich uczuć nie jesteś pewna to zupełnie naturalne. Jak możesz być pewna po jednej randce? Pisałam o etapach miłości: 15, 19. Niczym się nie martw, jeśli chłopakowi zależy to będzie się starał, a Ty po prostu to odwzajemniaj. Powodzenia!

  Piotrek, 16 lat
583
07.12.2005  
Pokochałem pewna dziewczyne. Jest odemnie starsza o 2 lata, chodzimy do tej samej szkoły. Ona ma chłopaka i widze go kocha on tez odwzajemnia Jej milosc...Ten chłopak tez chodzi do \"naszej\" szkoły. Bardzo ja kocham, ciagle o Niej mysle... nie zalezy mi na takiej \"glupiej\" milosci na krotko, zalezy mi na niej bardzo, chce z Nia byc. Nie wiem nawet jak Ona ma na imie, jak Jej chlopak ma na imie. Nie znam osob, ktore mogly by mnie jakos z nia zapoznac... :( jestem \"w kropce\" nie wiem co mam robic. Jestem Lektorem, zalezy mi na prawdziwej wiecznej milosci...Czuje, ze nic z tego nie bedzie, ale pisze do Was aby uzyskac porade... Modle sie do Boga o to, zeby jakos to dobrze wyszlo wszystko.. zebym z Nia byl... ale nie wiem czy to nie bedzie grzech??? Bo Ona kocha innego...nie moge sobie z tym poradzic...

Szczęsć Boże


* * * * *

A po co chcesz się z nią zapoznać jeśli ona ma chłopaka i są szczęśliwi? Chciałbyś, żeby ktoś Tobie tak przeszkadzał w miłości, żeby próbował dotrzeć do Twojej dziewczyny, bo ją kocha? No chyba byś się nieźle wkurzył i załatwił z nim sprawę po męsku. Nie prowokuj więc takiej sytuacji w odniesieniu do siebie. Bóg da Ci miłość jakiej pragniesz ale nie czyimś kosztem. Nie buduje się własnego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Jako lektor i chłopak związany z Kościołem powinieneś to wiedzieć. Jeśli chcesz zapomnieć skorzystać z rad w odp. nr 80.

  K., 17 lat
582
06.12.2005  
witaj! nurtuje mnie pytanie: ja i moj mezczyzna jestesmy razem od siedmiu miesiecy. na poczatku bylo bajkowo pieknie, pozniej nasz zwiazek przypominal troche wykres sinusoidy ;) o ile z wiekszoscia problemow (mojej slabej wiary, jego \'zdrady\', ogolnego zwatpienia w zycie, zwiazek i wszystko) sobie poradzilismy, zostal jeden bardzo, ale to bardzo istotny: seksualnosc. niestety, znamy swoje ciala. uprawialismy petting przez pewien okres dosc intensywnie, od kilku miesiecy probujemy przestac. ale czasami tak ciezko sie opanowac - on jest tak piekny, ja rowniez jego zdaniem. chcemy utrzymac czystosc do ewentualnego malzenstwa, chcemy zyc zgodnie z nasza wiara.
ale widzisz, nasze ciala poznaly juz co to orgazm, jak przyjemny potrafi byc dotyk drugiej osoby. bliskosc czesto wplywa na nas elektryzujaco. walczymy z tym - najczesciej poprzez unikanie sytuacji w ktorych nasza wola bylaby wystawiana na probe. udaje sie przez tygodnie, ale czasami - jak dzis - jedno z nas nie wytrzymuje i pociaga do tego drugie. nie jest do seks, a jedynie pieszczoty, co jednak za kazdym razem ma fatalny wplyw na zwiazek.
On watpli, mowi, ze za duzo zrobilismy, ze nasze fundamenty to piasek, ze spieprzylismy taka piekna, czysta milosc, jaka byla na poczatku. chociaz chcielismy i pewnie nadal chcemy byc ze soba do konca. to wlasciwie nasz pierwszy powazny zwiazek (on mial wiele dziewczyn z ktorymi nic go nie laczylo, ale byl moim pierwszym). dla mnie jest inaczej. ciagle pracujemy nad soba razem i osobno. dla mnie jego silna wiara zmienila cale moje puste zycie na lepsze, on rowniez sie zmienil. nie chce go tracic, tym bardziej, ze obydwoje wiemy, ze zwiazek z inna osoba borykalby sie z tyn tym samym problemem. czy milosc ma szanse rozwinac sie w cos trwalego pomimo tego, ze popelnilismy te niezbyt chlubne czyny? chcemy tego i jestesmy gotowi walczyc, jesli jest o co.
prosze o szczera odpowiedz i pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie. sama nie wiem, dlaczego napisalam. nie lubie zwierzania sie przez internet, ale Twoje odpowiedzi, ktore czytalam, byly zawsze takie rozwazne, pelne troski i ciepla, pewnie dlatego teraz to czytasz :)


* * * * *

Moja Droga! Jest możliwa piękna miłość między Wami. Każdemu zdarza się upaść, sztuką jest się podnieść. Rozumiem, że doświadczyliście dużo i trudno Wam przestać. Może zatem nie róbcie stanowczego założenia, że nigdy już tego nie zrobicie, ale, że będziecie się starali wytrzymać ile tylko się da. I każdy czysty dzień będzie dla Was prezentem czystej, pięknej miłości. Musicie skupić się na wspólnym robieniu ciekawych rzeczy, na wycieczkach, może sporcie, pomocy innym, może działaniu we wspólnocie. Zapiszcie się do Ruchu Czystych Serc (jest na tej stronie) i żyjcie jego zasadami. Nie sztuką jest poznać ciało i reakcje drugiego człowieka, sztuką jest poznać jego duszę. Bo codzienne życie w małżeństwie to wspólne życie, a współżycie, życie intymne to malutki procencik. Co zatem w pierwszej kolejności należy rozwijać i ubogacać, aby wspólne życie było piękne i żeby "dało się dogadać"? Da się uratować Waszą miłość, tym bardziej, że macie świadomość błędów, które popełniliście. Czytajcie "Miłujcie się" gdzie ludzie opisują swoją drogę wyjścia z uzależnienia. Poczytaj też odp. nr: 20, 75, 79, 85, 92, 144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462,488 i ten artykuł: [zobacz]
Powodzenia!

  nina, 19 lat
581
04.12.2005  
Witam ponownie (wczesniej pisalam, chyba 320). Z chlopakiem sie juz rozstalam. Takze nie o to mi chodzi. Chcialam Pani podziekowac... Jestem jednego ciekawa tylko... Ale dojde do tego. Po kolei. Od jakichs 3-4 lat jestem tak jakby taka mala poradnia. Przychodza do mnie ludzie, u mnie jest czynne 24h na dobe i wszyscy sie zala, opowiadaja i ida i znikaja... a im wiecej przychodza i opowiadaja tym bardziej mi wmawiaja ze jestesmy przyjaciolmi. Lecz kiedy ja mam problem chce pogadac to juz zadnego klienta nie ma wokol mnie i zostaje sama. A kiedy juz klient rozwiaze swoj problem, znika... i pojawia sie rzadko, az do nastepnego problemu. I to mnie boli... to ze niby rozmawiam z wieloma osobami a nikt nigdy nie ma czasu dla mnie. A pytanie brzmi: czy Pani tez tak ma?? Czy to moze ze mna jest cos nie tak?? :/

* * * * *

No czasami też tak mam... I wtedy sprawdza się powiedzenie, że ..."szewc bez butów chodzi...". Widzisz, nie każdy ma takie predyspozycje, by umieć słuchać i doradzać innym. Ty je masz. Ludzie, którzy przychodzą oczekują rady i zrozumienia. Ale być może sami nie potrafią tego dawać innym. Czasem to przykre, bo trzeba sobie samemu radzić. Cóż, może to kolejne wyzwanie i doświadczenie? A może własne przemyślenia będą dla nas najlepsze? Tego nie wiem, trzeba po prostu jakoś sobie radzić...

  Magdalena, 15 lat
580
04.12.2005  
Chodzę (i chodziłam również w podstwówce) do klasy z pewnym chłopakiem. Powiedzmy że ma na imię Adam. Nigdy wcześniej go nie zauwazałam. A po tegorocznych wakacjach nagle wszystko się zmieniło. On nie rozmawia ze mną na przerwach, tylko z kolegami. Natomiast w internecie potrafiliśmy gadać przez kilka godzin. Ja nigdy mu się nie narzucałam, nie prosiłam go żeby ze mną rozmawiał. On nic nie wiedział jak zmienił się mój stosunek do niego...Na lekcjach czasem spotykaliśmy się wzrokiem, uśmiechaliśmy się i odwaracaliśmy głowy. Ja ani on nie mieliśmy odwagi odezwać się do siebie w szkole. Za to prawie codziennie nocą gadaliśmy o wszystkim a szczególnie o tym co byśmy sobie powiedzieli w szkole na temat jakiegoś zdarzenia.Taka dziwna była ta nasza przyjaźń. I nagle koniec. On przestał pojawiać się w internecie, ale nadal uśmiechał się do mnie w szkole....Ja łudziłam się i nadal łudzę się że coś jednak znaczę dla niego. Przecież kiedyś zawsze pierwszy zagadywał a to było 2 miesiące temu! Jak można się tak zmienić w ciągu 2 miesięcy?! Może on mnie unika? A może coś odkrył i już nie chce ze mną rozmawiać? Wiem jedno. Bardzo mi brakuje tych naszych nocnych rozmów! A boję się podejść do niego i zapytać co się nagle stało... bo właściwie przecież nie było żadnych deklaracji o przyjaźni a jednak....W jaki sposób odkryć o co mu chodzi? Rozmowa w cztery oczy to raczej ostateczność.... prosze o rade w tej pokręconej sprawie=]

* * * * *

Wiesz, do końca nie wiem dlaczego nastąpiła taka zamian. Być może on zauważył, że Ty zaczynasz traktować go troszkę inaczej niż kolegę, a nie jest gotowy na związek z kimś. No po prostu nie czuje jeszcze takiej potrzeby i gotowości. Albo też sam zaczął czuć do Ciebie coś więcej niż przyjaźń, przestraszył się tego, może nie był pewien jak Ty do tego podejdziesz i czy go nie odrzucisz. Może bał się stracić pewną przyjaźń na rzecz niepewnej miłości...? Tak się zdarza. Pisałam o tym w odp. nr 46, 72.

  Asia, 15 lat
579
04.12.2005  
Szczęść Boże... Mam troszeczkę nietypowe pytanie, które za pewne nie powinno sie znaleźć w tym dziale, ale bardzo mi zależy na odpowiedzi, a za bardzo nie wiem gdzie mogę je umiescic, więc licze na cierpliwość i wyrozumiałośc kochanej pani Redaktor :) W opowiadaniach , które znajdują się na tej stronce można bardzo dużo wyczytac o tym, że należy nosić swój krzyż, że każdy ma dopasowany do siebie i mimo, ze jest on trudny, bo to w końcu krzyż jest on dopasowany do naszych możliwości... to wsyztsko juz wiem i rozumiem tylko... Co moze być moim krzyżem? Nie mam pjojęcia co nim jest, a bardzo chciałabym wiedzieć, zeby go przypadkiem nie odstawiac i żeby go miec cały czas przy sobie, abym mogła godnie przeżyc moje zycie... Dziękuje za przeczytanie mojego listu, mimo, że nie nalezy to do Pani obowiazków i życze Bozego błogosławieństwa :)

* * * * *

Droga Asiu! Gwarantuję Ci, że swojego krzyża nie przegapisz. Nosić swój krzyż to znaczy zgadzać się na wolę Bożą i realizować ją w swoim życiu. To może być znoszenie cierpienia w chorobie, opieka nad kimś z rodziny wymagającym troski, a nawet "zwyczajne" życie -wypełnianie swoich obowiązków: dobre, uczciwe. Dawanie dobrego przykładu innym. Bóg na pewno w swoim czasie da Ci poznać swoją wolę - ten właśnie krzyż. Jest nim też przecież nasze powołanie. Teraz też masz swój mały krzyż - Twoją szkołę, rodzinę, obowiązki. Może ludzi, których trudno Ci znieść. To czas na ćwiczenie się w tym krzyżu, ćwiczenie się w wypełnianiu woli Bożej. Powodzenia!

  gosia, 18 lat
578
04.12.2005  
Witajcie.Mozliwe ze ktos juz zadal te pytanie..ale.. otoz interesuje mnie Wasze zdanie na temat wspolzycia.Ja zyje przekonaniem\"dopiero po slubie\" jednak poznałam chlopaka, ktory najprawdopodobniej juz wspołzył.To sa moje domysly..znam jego byla dziwczyne dlatego tak sugeruje.jednak nie wiem jak go o to zapytac..jest to dla mnie wazne.jak to wyglada ja nie on tak..a co z ofiarowaniem sobie tego po slubie? boje sie tego ze on naprawde kochał sie juz z kobieta i nie chce zeby mnie potraktował jak jakas staroswiecka.co powinnam zrobic jezeli on juz wspołzył?jak to wyglada w oczach kosciola? pozdrawiam Was serdecznie.

* * * * *

W oczach Kościoła współżycie przedmałżeńskie od zawsze wygląda tak samo: jest grzechem ciężkim. I nasze zdanie jest takie samo Domyślam się, że trudno Ci tak wprost go o to zapytać, ale może postaraj się jakoś skierować rozmowę na tematy czystości. Najlepiej zapytaj go jaki ma stosunek do rodziny, np. czy lubi dzieci. Potem ile by chciał mieć itp. i w jakim wieku je mieć. I co myśli o naturalnych metodach planowania rodziny. Stąd można przejść do czystości, oczywiście w formie pytania: co myślisz na temat czystości, a nie czy z kimś współżyłeś, no ale to oczywiste. W ten sposób dowiesz się co on o tym myśli. Wtedy też będzie dobra okazja, by wyrazić swoje zdanie na ten temat. On będzie znał Twoje zasady a Ty jego - nie będzie później niedomówień lub nieporozumień. Będziecie wiedzieli na czym stoicie.
O czystości pisałam też w odp. nr 20, 75, 79, 85, 92, 144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462,488 , może tam też najdziesz coś dla siebie.

  Rosaires1989, 16 lat
577
04.12.2005  
WITAM! Z moim problemem borykam się już pół roku i czuję się coraz gorzej no więc zacznę od poczatku.Chlopak który mi się podoba jest młodszy ode mnie o rok,ma 15 lat.Jest to typ chłopaka,jakich bardzo mało tzn.jesli sie zakocha to jest bardzo oddany itd.Z nim jest taki wlasnie problem:ze zakochal sie PIERWSZY RAZ nieszczesliwie,dostal od tej dziewczyny kosza: ((ona go zranila,ale on niestety nie moze nadal sie odkochac,mimo iz minal juz rok.Ona powiedziala ze dla niej on jest nudny i nic juz nie chce z nim....no wiec taki biedak z niego: ((Cierpi a przy okazji cierpie ja...a dlaczego???... No wiec...jestem taka sama jak on...gdy sie zakocham to mocno i szczerze,nie lubie zmian...tak tez bylo ze mna darzylam mocnym uczuciem pewnego chlopaka,niestety on tez mnie odrzucil tak jak tamta dziewczyna Roberta,cierpialam przez 3 lata,nie moglam sie odkochac i nie chcialam mimo ze nie mialam szans:(pewnego dnia bylam bardzo smutna bo zobaczylam Mateusza ze swoja dziewczyna na korytarzu(Mateusz to ten co darzylam go uczuciem 3 lata)i gdy weszlam do klasy siedzialam taka smutna:((i nagle postanowilam podokuczac mojemu koledze,i w pewnym momencie powiedzialam cos czego znaczenie zrozumialam dopiero pozniej zapytalam go \"CZY ROBERT ma dziewczyne? (Roberta znalam tylko z 2 widzen,nigdy mnie nie interesowal nie obchodzil mnie,ledwo na czesc bylismy i koniec...a tu takie pytanie-ZATKAŁO mnie!No i tak sie wlasnie zakochalam!!!Drugi raz w zyciu...poczatkowo myslalam ze to zauroczenie...Ale z kazdym dniem to rosło,nawet nie wiedziałam ze az tak szybko...i zakochałam się w nim...rzadko sie widywalismy bo on mieszka 7 km ode mnie,i chodzimy do innych szkol...ogolnie...a poza tym on nadal nieszczesliwie zakochany jest w tamtej...gdy tylko dowiedzial sie ze mi sie podoba zaczal do mnie pisac smski- wprawdzie taki krotki typu\"Co slychac\" albo jakies slodkie wierszyki na dobranoc(nigdy sie nie rozpisywal,bo jest bardzo niesmialy)i tak sie to wszystko ciaglo przez miesiace...nie wykazywal takiego strasznego zainteresowania moja osoba...ale niedawno to sie zmienilo...tylko niestety on NADAL zakochany jest w tamtej..bylam wlasnie 2 tygodnie temu na urodzinach u kolegi i on tam byl!!!Spodziewalam sie najgorszego ze pewnie znowu wroca do siebie z tamta dziewczyna itd...bylam na to przygotowana...ale to sie niesprawdzilo...i potem siedzielismy razem,rozmawialismy niestety on byl po kilku piwach...(wpadl w ten nałóg przez kolegow)i rozmawialismy razem,potem zalozylismy sie o cos tam...i to byla dobra wymowka zeby trzymac sie za rece,,,,no wiec glupio to zabrzmi ale zalozylismy sie o buziaka...potem pod koniec imprezki...powiedzialam do niego\"NIE POZEGNASZ SIE ZE MNA?\"no i ywszedl ze mna na korytarz tam sie przytulilismy i wymienilismy buziakami w policzek..potem on poszedl dalej za mna i tam znowu stalism ytacy wyprzytulani i postanowilam ze go pocaluje\"ale tylko w taki sposob-NORMALNY tj.musne go w usta...on chyba myslal o tym samym,patrzylismy sie sobie w oczy i...pocalowalismy sie...i to kilka razy...potem powiedzialam do niego tak specjalnie,prowokujaco\"WIEM ZE JESTEŚ WYPITY,I ROBISZ SOBIE ZE MNIE ŻARTY,ZE DO JUTRA O WSZYSTKIM ZAPOMNIESZ\"i on zaprzeczal potem zapytalam go \"WIEM ZE TY KOCHASZ INNA I WOGOLE...\"a on sie tak dopytywal \"kOGO\" wiec powiedzialam mu...no i jak juz pojechalam do domy,to 15 minut potem napisal mi smsa\"CZY DOJECHALAM JUZ\"i do tego dodal zdrobnienie mojego imienia co rzadk osie zdarza u niego...(ale szczegoly podaje ,prawda?Przepraszam):(no wiec odpisalam mu ze dojechalam i na to on odpisal mi ze tez jest w domu I O WSZYSTKIM PAMIETA...i jak sie okazalo poszedl do domu zaraz po tym jak pojechalam do domu,mimo ze tam byla ta dziewczyna na ktorej mu zalezy... Na nastepny dzien pierwszy zaczal ze mna smsowac...Napisal mi ze o wszystkim pamieta itd...A na nastepny dzien jak mowil,dotrzymal slowa z zakladu i przyjechal na probe tanca,troche go unikalam bo sie wstydzilam po tym pocalunku gadac z nim albo cos...no ale on pierwszy do mnie podszedl mimo ze nigdy wczesniej tego nie robil i zaczal rozmowe...potem po probie gdy wyszlismy na dwor...to podeszlismy do siebie i przytulilismy sie na pozegnanie i stalismy tak przytuleni i patrzylismy sobie w oczy,on chyba chcial zeby znowu powtorzyl sie ten pocalunek tak to wygladalo i caly czas sie usmiechal do mnie...na koniec powiedzial cos co mnie troche zaskoczylo\"jutro bede w waszej miejscowosci bo mam zawody\"powiedzial to tak jakby chcial sie spotkac,tak to odebralam i potem machal mi caly czas z auta jak juz jechal... na nastepny dzien dostalam od niego sms co u mnie i ogolnie troche sobie popisalismy i na tym sie skonczylo potem juz nic nie pisal bo nie mial na koncie...w piatek dowiedzialam sie ze powiedzial koledze\"ze chyba nic ze mna nie bedzie,bo on nadal\"kocha \"tamta...albo rzekomo mojej kolezance powiedzial\"ze mnie bardzo lubi,al tylko z tamta chce byc i z nia kiedys bedzie,albo jeszcze innej\"zebym sobie nadziei nie robila\",\"ze to ja zaczelam pocalunek itd\"nie wiem czy powinnam w to wierzyc,,,,zwlaszcza ze jak widzialam sie z nim ostatnio to wcale nie zachowywal sie jakby mnie mial gdzies...zreszta czytaliscie o gory...ze byl mily itd..wlasnie wtedy tez czulam ze mnie trzymal za reke...no a tu takich rzeczy sie dowiaduje jeszcze przez innych,o nsam mi tego nie powiedzial,dlatego nie wiem czy powinnam w to wierzyc,no a poza tym...pisal do mnie prawie w dzien w dzien jak sie o tym dowiadywalam,jakby nigdy nic,normalnie...ostatnio we wtorek puscilam mu sygnala ale nie odpuscil i dopiero wieczorem napisal mi jakis wierszyk na dobranoc,nie odpisalam mu bo postanowilam go troche\"przytrzymac\" i nie odzywalam sie przez 2 dni ani nie dawalam zadnego znaku...i on sam od siebie po dwoch dniach puscil mi sygnala,oczywiscie odpuscila...i w piatek postanowilam to ja sama mu puscic,ale niestety nie odpuscil mi(chce podkreślic ze to bylo w ten piatek)i wczoraj napisalam mu wreszcie wierszyk na dobranoc i do tej pory nic nie odpisuje ani nic...czyzby sie na mnie obrazil albo cos?Prosze o pomoc,nie wiem co o tym wszystkim myslec...jeszcze w czwartek bylo dobrze??Czy wogole mam jakies szanse??/PRZEPRASZAM ze takie szczegoly tu opisywalam,ale poprostu chcialam zeby ktos wczul sie w moja sytuacje i cos mi doradzil...bede bardzo wdzieczna...z gory dziekuje...i pozdrawiam...

* * * * *

Przeczytaj odp. nr 575 - o pierwszym uczuciu. Ono jest na tyle mocne, gdyż jest pierwsze, że zostawia w nas duży ślad i trudno się od niego uwolnić. Pewnie taki problem ma chłopak, który Tobie się podoba. A poza tym: chłopak nie lubi jak dziewczyna mu się narzuca. A Ty to niestety robisz. Myślisz, że od pocałunku związek się zaczyna? Nie. Tak samo domu od dachu się nie zaczyna budować. Najpierw trzeba człowieka poznać, zaprzyjaźnić się (bo przyjaźń jest podstawą miłości) a dopiero później jest miejsce na pewne gesty czułości. Co Ty tak naprawdę o nim wiesz? Wiesz jak całuje, jak trzyma za rękę, jakie pisze smsy a czy wiesz coś o jego rodzinie? O jego zainteresowaniach? O jego kompleksach? O jego wierze, zasadach? O tym co lubi robić, w czym jest mocny a co jest jego słabą stroną? Jaką zupę lubi, czego się wstydzi a z czego jest dumny? Wiesz to? Potrafisz bezinteresownie mu pomóc? Jeśli nie bardzo przeczytaj odp. 18, 61, 74, 217, 514 o tym dlaczego nie wolno za wcześnie ujawniać swoich uczuć i o poszczególnych etapach miłości: nr 15 i 19 i nie buduj związku od końca, bo z kimkolwiek byś nie była to aby miłość przetrwała musi mieć solidne fundamenty.

P.S. Nie można zwalać na kolegów winy za to, że ktoś wpadł w nałóg picia piwa, przecież to on sam pije, koledzy mu go do ust na siłę nie wlewają.

  A., 19 lat
576
03.12.2005  
Byłam z pewną osobą 3 lata. Przez ten czas mieliśmy swoje wzloty i upadki, ale zawsze, mimo wszystkiego dążyliśmy do tego aby być ze sobą.Jakieś 8 miesięcy temu powiedział, że odchodzi..Nagle..w przeciągu tygodnia wszystko się zmieniło...Pozostawił mnie dla innej, dużo młodszej...Początkowo w ogóle nie odzywaliśmy się do siebie. Po pewnym czasie spotkaliśmy się, porozmawialiśmy. Widujemy się raz w tygodniu ze względu na zajęcia dodatkowe. Czasem zadzwoni do mnie i wyjdziemy na jakiś spacer...Wtedy traktuje mnie nie jak koleżankę. Prawi komplementy, uśmiecha się, mówi że mnie uwielbia. Mimo wszystko nadal jest z tą dziewczyną dla której mnie zostawił. Co prawda dużo się kłócą i nie układa im się dobrze, ale są ze sobą. A ja wciąż darzę go ogromnym uczuciem, tęsknię...Nie ma dni bez łez..Czuję się źle, samotnie..On wie co do Niego czuję(kiedyś zapytał..), ale mimo wszystko nie chcę wykorzystywać sytuacji i nie ingeruje w jego związek. Nie wiem co robić..to wszystko tak bardzo wykańcza psychicznie..Czuję się wypalona...

* * * * *

Wiesz co? Weź Ty dziewczyno się nie katuj, co? Ja rozumiem, że Ci ciężko, ale czy nie widzisz, że on ma wszystko a Ty nic??? On ma dziewczynę, jest mu dobrze i jeszcze się z Tobą pospotyka bo to miłe chełce jego męską dumę (dowartościowuje go to, że się w nim kochasz). A Ty??? Zostawił Cię a żebrzesz o odrobinę jego obecności? Masz swoją godność przecież. Dlaczego tracisz czas na kogoś kto Cię nie kocha? Dlaczego nie myślisz o sobie? Dlaczego zamykasz swoje serce na innych? Przecież w ten sposób NIC NIE OSIĄGNIESZ! Jedynie rozdrapujesz rany. W ten sposób nie zapomnisz. Być może utrzymujesz ten kontakt, bo masz nadzieję na bycie z nim. Czy naprawdę tego byś chciała? Po tym jak Cię tak zostawił i jak na Twoich oczach chodzi sobie z inną? Gdyby on miał trochę ambicji i trochę myślał o Twoich uczuciach to sam by Ciebie unikał. Ale nie robi tego z powodów o których Ci wyżej pisałam - że to go miłe podbudowuje.
Proszę przeczytaj odp. nr 80 i pomyśl czy naprawdę chcesz tak żyć?

  takasobieja, 18 lat
575
03.12.2005  
Co zrobić z tym uczuciem? Postaram się napisać jak najkrócej o swoim problemie. Chyba zaczęło się od tego,ze jak miałam 13 lat poznałam na spotkaniach wspólnoty pewnego chłopaka.Własciwie znałam go juz troche wczesniej,ale dopiero w pewnym momencie,pewnego dnia (wszystko to apmietam...) coś zaiskrzyło. I tak zaczęły się spotkania,rozmowy,takie koleżeńskie. Po pewnym czasie byliśmy już parą.Mnie oczywiście,takiej trzynastolatce to się w głowie kręciło.. :)Wiele rozmawialiśmy,był dla mnie wtedy bardziej przyjacielem niż chłopakiem,mówiliśmy sobie o problemach w szkole i w domu (mój ojciec nadużywający alkoholu..w tamtym czasie bardzo,moze nawet alkoholik,nie wiem...).On był po prostu moją \"pierwszą miłością\",jak to się mówi..Dla wszystkich zawsze przykładna,fajna para. Po jakims czasie powiedział mi,że mnie kocha..ja to odwzajemniłam. I tak sie ze sobą spotykaliśmy, takze w szkole (to samo gimnazjum).Były spacery,pocałunki.Nie wychodzilismy nigdy do kina itp. bo ja sie bałam zapytać taty. I w pewnym momencie wszystko sie zawaliło-problemy jakie miałam w domu,powodowały,ze byłam wciaz zdenerwowana,agresywna,nie radziłam sobie z tym. Więc on ze mna zerwał..Chodzilismy ze sobą 1,5 roku. Po tym zerwaniu było mi bardzo ciezko.opusciłam się w nauce,musiałam barc krople na uspokojenie bo naprawde było mi źle..oczywiście jak go widziałam płakałam,jak ze mna rozmawiał histeryzowałam..dochodzenie do siebie trwało kilka miesięcy i było raczej zewnątrz, nie w środku.W 3 klasie gimnazjum wpakowałam sie w dwa beznadziejne związki,w tym jeden z chłopakiem o 3lata starszym..to było dziwne,niedojżałe i zraniłam tym sama siebie..Ostatnio znów zaangazowałam sie emocjonalnie w relacje,bo zwiazek to nie był,z kims,o kim wiedziałam wiele złe rzeczy,ze moze mnie zranic..Od jakiegos czasu modliłam sie do Matki Bozej,ze jesli jakas znajomosc miałaby zagrazac mojej czystości,niech zostanie przerwana..i chyba ta moja ostatnia znajomosc zagrazała,tak mysle,i sie skonczyła, nie zaluje..Ale yciągam wnioski i wiem,mysle ze ja w chłopaku szukam tej swojej pierwszej miłosci.Podobieństwa moze nie fizycznego,ale wartości,charakteru..A czasem wydaje mi sie,ze nie wyleczyłam sie z tego,ze mysle o nim jako o tym jedynym..albo ze poza tym pierwszym chłopakiem,nie miałam wartosciowego,raczej uosobiali oni cech,których nie chciałam..tak jakbym \"przyciągała\" takich..nie wiem..z moją pierwsza miłoscia po jakims czasiemiałam dobry kontakt,on nawet chodził z moja przyjaciółką,czuł do niej cos naprawde wielkiego ale im nie wyszło.i kiedy ze mna o tym rozmawiał oczywiscie czułam ukłucie,ze to nie ja-ale przezwyciezyłam to modlitwą i chęcią jego szcescia.a teraz sama nie moge zrozumiec,czemu mysle o nim przed snem,czesto w ciagu dnia,cos wspominam itd..czemu gdy słuzy do Mszy patrze i czuje,ze on jest dla mnie..czy to moje mysli,pragnienia chcą mnie oszukać?chyba sobie cos wmówiłam...nie chce juz tak:((Nie szukam,nie potrzebuje chłopaka na teraz,uwazam,ze będzie kiedy będzie..tylko myslenie o tamtym czasem boli,czuje się jakbym tworzyła sobie złudzenie ze nie teraz,tylko za jakis czas cos odzyje. Jak z tym skonczyc,uporac się?

* * * * *

Widzisz, bo tak to już jest, że ta pierwsza miłość zostawia w nas największy ślad. Największy mamy do niej sentyment i z największym rozrzewnieniem ją wspominamy. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że była pierwsza. Podobnie jest ze wszystkim co pierwsze. Na ogół to pamiętamy, bo jak coś robimy po raz pierwszy to najmocniej utrwala nam się w podświadomości. Doskonale Cię więc rozumiem, że "tęsknisz", że wspominasz, że porównujesz.
Jest jednak jeszcze jeden aspekt. To, że coś jest pierwsze to - w zależności od sytuacji oczywiście - często jest takie niepewne, nieuformowane: pierwszy krok, pierwsza litera. Prawda? Z miłością trochę też tak jest, szczególnie jak jest w bardzo młodym wieku, tak jak to było u Ciebie. Teraz tak miło to wspominasz, ale czy chciałabyś się cofnąć do tego okresu i kochać tak jak wtedy? Chyba nie do końca, bo potrafisz przecież więcej. Tak jak nie chciałabyś chodzić jak dziecko tak pewnie nie chcesz kochać jak dziecko.
Ta pierwsza miłość jest miłym, ubogacającym nas doświadczeniem. Dzięki niej uczymy się kochać bezinteresownie, poznawać płeć przeciwną, dzielić się i rozmawiać ze sobą. To cenne doświadczenia. Ale na takim etapie nie można trwać wiecznie. Trzeba iść dalej, trzeba się rozwijać. Tego chłopaka będziesz zawsze miło wspominać, ale z czasem gdy będziesz z kimś w poważnym związku te wspomnienia zbledną. Bo to z narzeczonym, a później z mężem będziesz przeżywać inne, pierwsze, nowe rzeczy a Wasza miłość będzie dojrzalsza, pełniejsza. Tylko nie rób błędu - nie porównuj każdego chłopaka do tamtego, nie doszukuj się cech tamtego, bo każdy jest inny! I tak samo cenny! Jeśli tak będziesz robić będziesz nieszczęśliwa, bo drugiego takiego nie znajdziesz.
Jak widzisz, nie masz zatem powodu do niepokoju, to nie jest tak, że zawsze będziesz myśleć o tamtym. Głowa do góry!

  Aga, 13 lat
574
03.12.2005  
Miałam takie marzenie, zeby miec takiego przyjaciela, z którm bedę sie dzielic o moich wszystkich troskach, zmartwieniach, radościach. Być moze kiedys to sie przerodzi w miłość, ale nie koniecznie. I kiedys spotkałam odpowiedniego chłopaka. Przynajmniej tak mi sie wydawało. Tylko, ze on nie za bardzo mnie lubił. Jednak po głebszym poznaniu jego okazało sie, ze tak naprawde on nie jest taki jak mi się spoczatku wydawało. Nie był ładny, ale był typem takiego egoisty. Bardzo sie wtedy rozczarowałam i przez to wydarzenie mój system wartości troche uległ zmianie, prawde mówiąc przestałam wierzyć w marzenia i przestałam je miec. Czy to moja wina? Czy postawiłam sobie zbyt wygurowane marzenie i czy wogóle taka przyjazn moze istnieć?

* * * * *

Wiesz, ideałów nie ma czy to chodzi o przyjaźń czy o miłość. Tajemnicą jednego i drugiego jest to, że akceptujemy osobę właśnie taką jaka ona jest. Oczywiście to nie znaczy, że na wszystko trzeba się zgadzać. Po prostu jedna osoba nam się podoba, wręcz zachwyca nas coś w niej i nawet jesteśmy gotowi na coś innego w niej przymknąć oko a inna nie - po prostu.
Oczywiście swoje zasady trzeba mieć i się ich trzymać ale nie zakładać, że dana osoba będzie taka, taka i taka i z nikim innym się nie zadawać. Trzeba być otwartym na ludzi. Może się zdarzyć, że to co nam się nie podobało potem się spodoba i na odwrót.
Myślę, że jak się w kimś zakochasz, albo naprawdę zaprzyjaźnisz to tego problemu nie będziesz miała.

  Daria, 10 lat
573
03.12.2005  
Jezeli moj chlopak powiedzial mojej mamie ze mnie kocha to co to znaczylo? I jesli spotykami sie zadko , a jego siostra 5-letnia nam przeszkadza to da sie zniesc?

* * * * *

To znaczy, że Cię bardzo lubi :) A z siostrą czasem się pobawcie bo ona po prostu zwraca na siebie Waszą uwagę.

  Katarzyna, 18 lat
572
03.12.2005  
mam jeszcze taki problem...oboje z chłopakiem pragniemy życ w czystości ale nie raz nam sie zdarza siedzieć w takiej pozycji ze ja jestem na jego kolanach i własciwie jesteśmy w pewnym zensie zzłaczeni w intymnym miejscu..nie mamy przy tym zadnych pobudzeń seksualnych...czy jest to grzech przeciw czystości?

* * * * *

A po co tak właśnie siedzicie? Samo siedzenie grzechem nie jest ale płynie stąd pewne pobudzenie (jeśli nawet nie dla Ciebie to dla Twojego chłopaka, nawet jeśli Ci o tym nie mówi) i nie wiecie kiedy może być powodem niepotrzebnego gestu. Po co się narażać?
Pewnie, że fajnie jest siedzieć na kolanach chłopaka ale trzeba uważać. I mówić sobie wszystko szczerze. Mój mąż powiedział mi na samym początku: "nie narażajmy się w ten sposób, ja jestem facetem". I w ten sposób po raz pierwszy usiadłam mu na kolanach już po ślubie, chociaż bardzo mi tego brakowało wcześniej. Ja absolutnie nie mówię tu, że wszyscy muszą tak czynić, to była nasza droga. Chcę tylko podkreślić, że tak się da i, że uszanowałam jego pragnienie. A tak w ogóle to gesty miłości nie są takie same dla wszystkich i granica czystości też jest różna. Poczytaj o tym w tym linku: [zobacz]

  Wera, 19 lat
571
03.12.2005  
Jesteśmy razem 4 lata. Zawsze nam się układało. Nasz związek opiera się głównie na przyjaźni i zaufaniu. Ostatnio T. powiedział, że już nie czuje do mnie tego co kiedyś, ale będzie walczył, żeby było tak samo i to uczucie wróciło. Spotykamy się tak jak zawsze. Wiem, że on się bardzo stara, ale nie może powiedzieć, że mnie kocha. Źle się czuję kiedy mnie przytula i mówi, że zależy mu na mnie. Nie wiem, czy on to robi z czystym uczuciem, czy tylko chce sprawić, aby nie było mi przykro. Pomóżcie mi, nie wiem co mam robić w tej sytuacji... On chce, żeby to był taki sam związek jak kiedyś, ale ja już straciłam nadzieję, że będzie tak jak dawniej. Może potrzeba mu jeszcze więcej czasu?

* * * * *

To co przeżywacie jest zupełnie normalne! Związek przechodzi różne etapy od zauroczenia po dojrzałą miłość. Nie można ciągle "jechać" na hormonach, bo człowiek nie wytrzymałby tego psychicznie i fizycznie :) Proszę przeczytaj i daj do poczytania swojemu chłopakowi odp. nr 15.

  Smutny, 27 lat
570
03.12.2005  
Mam 27 lat od urodzenia walczę z rdzeniowym zanikiem mięśni. W tej chwili jeżdżę na wózku, ale trzymam się jak tylko mogę. Rok temu poznałem dziewczynę, niczego przed nią nie ukrywałem mówiłem, że jestem chory i nie jest łatwo. Najpierw długo rozmawialiśmy przez Internet, poznając się. Później nadszedł czas na spotkanie - I tak zostaliśmy parą. Minął cudowny rok bez jednej łzy i ani jednej kłótni i nagle ona oświadczyła, że odchodzi. W ciągu 12 godzin wszystko stanęło na głowie. W jeden dzień wszystkie zapewnienia o miłości wszystkie wyznania i wszystkie obietnice straciły ważność. Tłumaczyła mi, że ciężko jej ze mną żyć, że nie da rady. Rozumiem to, nie mogę jednak zrozumieć, dla czego tak się stało. Co wieczór modliłem się o siłę dla niej i dla mnie. O to by Bóg pozwolił nam zostać mężem i żoną i żyć spokojnie i szczęśliwie. Dla niej chciałem zachować czystość i robiłem wszystko by była szczęśliwa. Dziś jestem sam i nie mogę tego zrozumieć, dlaczego odeszła, jak w ciągu kilku chwil można przestać kochać. Jak mam teraz wierzyć w to, że ktoś mnie pokocha? Czy mam prawo do miłości skoro życie ze mną jest trudnym wyzwaniem? Patrzę na otaczający mnie świat i widzę ile zła wyrządzają sobie ludzie na wzajem. Ja tez nie jestem świętym i wiem dobrze, że zrobiłem w życiu sporo złych rzeczy, ale wydaje mi się, że inni są w tym bezkarni a ja płace za wszystko od razu, co tylko się dzieje. Gdzie jest ta wolna wola, którą nam dano, dla czego ja też nie mogę żyć tak jak chcę? Tak bardzo chce kochać i być kochanym, tak bardzo pragnę mieć przy boku kobietę, która nigdy mnie nie zawiedzie. Cierpienie jest darem i uszlachetnia czy jednak nie da się być szlachetnym i nie cierpieć?

* * * * *

Drogi Smutny!
Rzeczywiście smutno czyta się Twój list...
Nie wiem czy cokolwiek Cię teraz pocieszy, po prostu musi minąć czas żałoby, muszą opaść emocje. Twoja dziewczyna - w sumie - była uczciwa i dobrze, że zrobiła to teraz a nie po ślubie. Wiem, to banalne stwierdzenie i pewnie wszyscy Ci je powtarzają, ale to prawda. Źle tylko zrobiła, że odbyło się to w taki sposób - nagle. Jesteś niepełnosprawny, tak ale czy to coś zmienia w miłości? Nie.
Wiesz, mi się wydaje, że ona ukrywała przed Tobą swoje odczucia, ukrywała to, że jest jej ciężko, że może nie daje rady. Tłumiła w sobie uczucia, aby nie sprawiać Ci przykrości, aby Cię nie ranić. Te negatywne emocje w niej rosły i gromadziły się nie znajdując ujścia. Aż w końcu wybuchła. To tak jak z każdymi emocjami - nagromadzone rosną i potem jest wybuch.
Do tych emocji miała prawo, naturalnie, tak samo jak i Ty i jak każdy inny. Tylko błędem było to, że nie rozmawiała o tym z Tobą wcześniej. W każdym związku należy ze sobą o wszystkim rozmawiać, trzeba być szczerym, a gdy pojawiają się trudności, problemy to tym bardziej należy je rozwiązywać na bieżąco. Tak musi być, bo inaczej rośnie w nas żal, urazy. Tego się trzeba uczyć przed ślubem, bo potem są awantury i "niedopasowanie". Piszesz, że był to rok bez kłótni, bez jednej łzy. No właśnie. Ja nie mówię, że należy rzucać talerzami i wrzeszczeć na siebie, ale nie bardzo wydaje mi się to możliwe by nigdy nie odczuć negatywnych emocji w stosunku do tej drugiej osoby. A jeśli się odczuje należy to na bieżąco wyjaśnić. Twoje słowa moim zdaniem potwierdzają moją teorię, że ona przed Tobą udawała. Tzn. nie udawała miłości, tylko udawała, że wszystko jest ok. Źle robiła. Jeśli ona tego nie zrozumie, nie zrozumie, że tak nie można to w jakimkolwiek związku by nie była zawsze się to tak zakończy. I nie ma znaczenia czy ktoś będzie niepełnosprawny, przystojny czy nie wiadomo jaki: przed nikim nie wolno udawać. Bardzo możliwe, że to leży w jej charakterze, bardzo możliwe, że jest wrażliwą, delikatną dziewczyną, która boi się sprawić innym przykrość. Ja zawsze powtarzam, że w związku należy samemu również być szczęśliwym, a nie tylko być szczęściem dla kogoś. Twoja dziewczyna widocznie jeszcze tego nie odkryła i chciała być tym szczęściem dla Ciebie nie myśląc o sobie.
Ja jej nie usprawiedliwiam oczywiście, ja cały czas piszę abstrahując od Twojej niepełnosprawności. A teraz co do niej. Jeśli wiążemy się z kimś, poznajemy go to bierzemy za niego coraz większą odpowiedzialność. Są pewne cechy człowieka, które poznajemy na samym początku. Taką cechą jest np. niepełnosprawność, choroba, brak urody itp. Ją widać i każdy musi liczyć się z tym, że ta druga osoba taka jest i będzie. Jeśli zatem wiążemy się z taką osobą to akceptujemy w niej właśnie te cechy, ponieważ akceptujemy ją jako osobę, a ta - powiedzmy "ułomność" jest jej częścią. Tym większa zatem odpowiedzialność i tym bardziej przemyślane powinny być decyzje. Oczywiście, pewne rzeczy wychodzą " w praniu". Oczywiście też, nie ze wszystkimi cechami możemy się pogodzić i nie wszystko udźwignąć. Po to zatem jest czas chodzenia ze sobą i narzeczeństwa, by zobaczyć, rozeznać. Czasem ludzie się rozstają.
Pamiętać jednak należy, że człowiek to nie sprzęt agd i nie wytestuje się go - w żadnym wymiarze. Trzeba zatem bardzo przemyśleć decyzję: czy podołam, czy mi to nie przeszkadza? Czy się tego nie wstydzę? Czy mam świadomość co się z tym wiąże? Jakie ograniczenia? No, nie można potem mieć pretensji do chłopaka czy dziewczyny na wózku, że nie można z nią potańczyć wyczynowo.
Są zatem takie rzeczy, które widać wcześniej i wiążąc się z kimś trzeba się z nimi liczyć.
Mój Drogi!
Daleka jestem od oceniania postępowania Twojej dziewczyny. Wierzę, że dla niej na pewno też była to ciężka decyzja. Owszem, rozegrała to źle. Mam nadzieję, że to ją czegoś nauczy.
A Ty...nie traktuj tego proszę jako życiową porażkę, jak klęskę. Potraktuj to jak doświadczenie, które Cię czegoś nauczyło. Bo przecież tak było, prawda? Nauczyłeś się kochać bezinteresownie, nauczyłeś się czułości. Nauczyłeś się kobiecej psychiki. Doświadczyłeś dobra i piękna. To wszystko w Tobie pozostanie. O to jesteś bogatszy. To wszystko będziesz mógł ofiarować tej, która Bóg postawi na Twej drodze. Teraz zapytasz czy postawi? Mam taką nadzieję. Ty też na pewno ją masz. Proś Go o to. Wpisz się tutaj, mamy już kilka małżeństw: [zobacz]
Drogi Smutny (nie znam twego imienia), proszę pomyśl też o pozytywnym aspekcie tego związku. To nie tylko tak, że coś zostało Ci zabrane, ale też coś dane było Ci przeżyć. Jesteś więc w lepszej sytuacji niż ten kto nigdy miłości nie doświadczył.
Teraz jeszcze będzie boleć, to normalne. Jeśli chcesz przeczytaj odp. nr 80, może znajdziesz tam coś dla siebie. Trzymaj się mocno i uwierz, że przez swoje nastawienie możesz przyciągnąć do siebie kogoś kto pokocha Cię naprawdę. Czego Ci z całego serca życzę.

  Kinga :\'(((, 15 lat
569
02.12.2005  
Witam serdecznie... Proszę o radę - choćby najmniejszą... Moja sytuacja jest, bądź co bądź, dość nietypowa... Przyjaźnię się z pewnym chłopakiem (bo nie będę ukrywać, że nie jest to jeszcze mężczyzna - w końcu 15 lat to nie tak dużo...) od pewnego już czasu - jesteśmy już, zdaję się, nierozłączni. Kochamy się naprawdę - jako przyjaciele? Tak, raczej tak. Może się wydawać że 15 lat - co to jest, jeszcze przyjdzie czas... Ale nie jesteśmy parą, w oficjalnym tego słowa znaczeniu... Choć co dzień się spotykamy a środowisko również myśli i mówi swoje... Lecz od pewnego czasu pojawiła się jeszcze ONA - imienia nie będę podawać. Druga siostra (bo niby jako rodzeństwo byliśmy). Druga. I teraz ONA też spędza z Nim sporo czasu. Bardzo sporo. Czy moje odczucia to zazdrość? jeśli tak, to... Czy to złe? Jeszcze niedawno ONA miała swojego oficjalnego chłopaka (co mnie zdziwiło, bo JĄ trzeba znać...) Teraz już go nie ma, czemu – nie wiem. Ale kiedy... No, dość trudno pogodzić się z tym że chłopak, który zawsze o Tobie pamięta, pomaga, nawet całuje... że teraz ma również drugą przyjaciółkę (?). Bo tak jest. Żeby trochę rozjaśnić sytuację - ONA była kiedyś moją przyjaciółką (?!), choć zbyt blisko nie byłyśmy nigdy - ale przez 5 lat jedna ławka, jedna drużyna, ta sama szkoła i jakoś tak... pół roku temu po prostu przez jeden jej gest odrzucenia zrozumiałam, że ONA mnie nie potrzebuje... znalazła inne, własne i nowe środowisko... Ja również. I teraz, choć nadal w jednej klasie, już prawie nie rozmawiamy. No i co Wy na to? Bo... choć nadal powtarza, że jestem tylko jego (?), to... jest teraz także ona. W szkole rozmawia z nią itd. ... Nic nie ukrywa. Dopóki jesteśmy przyjaciółmi to niby nic (?)... Ale... taka sytuacja jest dla mnie już nie do zniesienia. Wydaje mi się, że on woli JĄ. Nie, nie wydaje mi się – ja to widzę. Ciągle gdzieś razem chodzą itd. Choć oczywiście to przyjaźń...(!) Ile ja cierpię przez tą sytuację... Kiedy jestem z nim – sami – wszystko jest ok. Ale teraz jest już inaczej... I nie tylko mnie denerwuje ta sytuacja, nasze koleżanki również zaczynają mieć czegoś takiego dość. Nie wiem czy opisałam jasno, o co mi chodzi... Proszę, pomóżcie... Jeśli nie wyjaśniłam jakiejś kwestii wystarczająco, to piszcie - zrobię co w mojej mocy... :\'( Bo już naprawdę brak mi sił...

* * * * *

A mi się wydaje, że ten chłopak, który jest Twoim przyjacielem zaczyna Ci się po prostu podobać! I nic w tym w złego, często się tak zdarza. Możesz przeczytać o tym w odp. nr 46, 72 223, Rozumiem więc Twoje zdenerwowanie z powodu pojawienia się tej koleżanki. Trudna sytuacja, bo przecież nie możesz tak po prostu powiedzieć mu co do niego czujesz i kazać wybierać. Zresztą pewnie niewiele by to dało, bo on też ma w końcu w tej sprawie coś do powiedzenia. Nie wiem co on czuje i jak odbiera Was obie. Chyba po prostu musisz jeszcze trochę poczekać aż sytuacja się bardziej wyklaruje. Chłopak po jakimś czasie będzie musiał coś z tym zrobić, opowiedzieć się z którąś z Was. Nie będę doradzać Ci radykalniejszych kroków, żeby niczego nie zepsuć. Wiem, że to trudne, ale musisz poczekać. Wiesz, czasem cierpliwość jest nagradzana. Czego Ci życzę. Trzymaj się!

  Aleksandra, 19 lat
568
02.12.2005  
Mój chłopak i ja jesteśmy ze sobą półtora roku. Znamy się dłużej bo nasz związek wyniknął z przyjaźni. Wiążemy ze sobą przyszłość i myślimy o sobie poważnie. To tak dla przedstawienia sytuacji. Problem jest taki że ja nie moge znieść u niego jednej rzeczy i nie wiem co na to poradzić. Nie moge rozmawiać z nim o moich problemach, o smutkach, nie pokazuje mu że mam akurat doła itd bo kiedy tak robie on zamiast mnie wysłuchać zaczyna mówić o sobie, jaki to on jest zmęczony i jakie jego problemy są straszne i że ja nie powinnam sie tak martwić bo on ma gorzej. Oczywiście nie mówi tego tak dosłownie ale ja tak to odbieram i przez to zamykam sie przed nim a tego wcale nie chce. W dodatku prawie nigdy nie zauważa mojego zmęczenia czy przygnębienia jeśli ja tego nie powiem. Jest troche egoistą prawda? co moge zrobić, jak do tego podejść?

* * * * *

Olu! To, że nie zauważa dopóki nie powiesz to może wynikać z tego wyłącznie, że jest facetem, a "oni tak mają" ;-). Naprawdę. Jak facetowi czegoś na stół wyraźnie nie wyłożysz, palcem nie pokażesz to w ogromnej większości przypadków on tego nie zauważy. Ja nie piszę tego złośliwie, to kwestia ich psychiki. Trochę dziwne jest to, że on zaraz zaczyna opowiadać o swoim zmęczeniu jako reakcja na Twoje problemy ale myślałam nad tym i wydaje mi się, że to też może wynikać z innej cechy męskiej. Mianowicie mężczyzna nie uznaje wyżalania się, wygadywania dla samego wygadywania. Nie, on musi działać. Jeśli on ma problem to natychmiast poszukuje rozwiązania. Kobieta natomiast chce sobie po prostu pogadać i po tym samym czuje się lepiej. Nie potrzebuje żadnych rad. Ale facet jest inny i o tym nie wie. Traktuje więc ją tak jakby chciał, by jego potraktowano. Co więc robi? Bagatelizuje problem, pomniejsza go i daje rady - bo tak sam chciałby być potraktowany. Twój chłopak prawdopodobnie pomniejsza Twój problem lub zmęczenie poprzez porównywanie go ze swoim, abyś...poczuła się lepiej. Nie ma pojęcia, że Cię w ten sposób obraża. Jest jeszcze jeden aspekt. Facet chce by jego kobieta była szczęśliwa i najlepiej mu jak ona jest zadowolona. Jak tak nie jest, jak ona zaczyna narzekać to on trochę wpada w panikę, bo to oznacza, że ona zadowolona nie jest. A zatem on czuje się kiepsko, bo nie mógł jej dobrego samopoczucia zapewnić. Zatem znów zaczyna pomniejszać problem, by w ten sposób pokazać, że np. inni mają gorzej, ona przesadza lub ten problem da się szybko rozwiązać.
Wszystko to zmierza do tego, by temu problemowi "łeb ukręcić" i żeby ona znów była zadowolona. W tym wszystkim nie bierze pod uwagę, że kobieta ma inną psychikę i nie tego od niego oczekuje.
Więc to jest wytłumaczenie zachowania Twojego chłopaka. Po prostu: różnice w psychice kobiety i mężczyzny I w zasadzie mogłabym o tym jeszcze dłuuuugo, ale polecę Ci znakomite książki na ten temat: "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" Johna Graya i "Płeć mózgu", a także moje odpowiedzi o kobiecie i mężczyźnie w związku: 234, 25, 50, 340, 385, 508.

  sylwia, 13 lat
567
02.12.2005  
Nie wiem czy ja go kocham czy tylko on mi się podoba? A tak w ogóle to nie wiem czy on mnie kocha i czy będzie miał odwagę żeby ze mną chodzić gdyż mam trochę duże oczy ale poza tym jestem pękną blonpynką a kolor oczu też mam ładny (niebieski) i jestem wysoka???????????????????????????????????????

* * * * *

No to gratuluję urody :) A o tym czy to miłość czy zakochanie poczytaj w odp. nr 15, 13, 19.

  Paweł , 22 lat
566
02.12.2005  
To znowu ja ( 50, 220, 256, 336) Właściwie nie zamierzam o nic pytać przemyślałem parę spraw przejrzałem kilka książek i postanowiłem dać kilka rad nadzieję , że komuś pomogę oczywiście proszę Cię abyś potwierdziła lub zaprzeczyła czy mam rację. Przyczynę moich problemów problemów widzę jak zwykle bywa w relacji między rodzicami i większości znajomych małżeństw . Nie chodzi mi ani o alkoholizm , ani o bicie ani nic podobnego tego na szczeście nie było rownież dość na ile mogą spełniają obowiązki zabezpieczenia finasowego itp. Więc gdzie ktwi problem. Ano jest i to poważny mianowicie w całkowitym braku czułości jak żyję (a urodziłem sie 10 mięsięcy po ślubie ) nigdy nie widziałem , że tata objął mamę pocałował ją czy coś podobnego nie widziałem tego w prawie żadnym małżeństwie. Uznałem więc pewnie całkiem niesłusznie , że po ślubie wszelka czułośc ginie zostaje tylko sam seks pozbawiony jakichkolwiek \"ozdobników\" tylko po to by powołać do życia potomstwonic więcej .Długiczas wydało mi się że jeśli ciepła i czułości nie znam przed ślubem to na pewno , póżniej nie będzie na to czasu dziś wiem , że to nie prawda.Wszystko zależy od pary niektórzy nawet 30 po ślubie pieszą się jak nastolatki . Problem ten leży również w braku czułości względem dzieci nie pamiętam , żebym jak mały był przytulany czy pieszczony przez rodziców , choć oczywiście potrzeby materialne miałem zakojone (nie chodziłem głodny , brudny itp. ) Postanowiłem dać wszystkim pewną radę bardzo poważnym błędem jaki popełnia wiele par chcącym zachować czystość jest całkowita abstynencja fizyczna brak pieszczot pocałunków nawet chodzenia za rączki . Jest to nadinterpretacja uważam , że ktoś kto nie umie dać dośc ciepła swojemu partnerowi , nie da go rownież swoim dzieciom wyniku czego będą miały takie problemy jak ja dzisiaj . Mówiać przykładem z innej dziedziny \"Nie jest sztuką uciekać przed ogniem , ale umieć boso chodzić po rozżażonych węglach\" ludzie którzy robią takie wyczyny mają przecież pełen szacunek do ognia Podobnie my będąc związku powinniśmy nauczyc sie panować nad naszym egoizmem i popędem mając peęln respekt do niego, Panować nad nim przytulać czy całować kogoś nie dlatego, że to jest dla nas przyjemne , ale po to by druga osoba wiedział a, że jest dla mnie ważna by uspokoiły sie jej myśli , stawiając ją na pierwszym mniejscu tylko wtedy gdy ona tego pragnie i to jej nie szkodzi. Co do ludzi samych takich jak ja mam dla nich też parę rad Nie będę pisał otym co wszyscy bo i po co kogo pocieszy to , że kiedyś znajdzie tą właściwą osobę lub że inni też są sami gdy problem leży w braku bliskości . Oto one : 1.Czułość nie jest niczym złym nie dewaluuj jej mniemów nie potrzebuje nikogo dobrze mi samemu , bo nie umiał zbudować dobrej relacji gdy kogoś spotkasz . Mów raczej \"Tak ciężko mi jest bez kogoś bliskiego chciałbym odrobiny dotyku , ciepła możliwości zwierzeń , ale coż na razie muszę żyć bez tego i potrafię od tego braku się nie umiera umiem sobie bez tego poradzić\' 2. Nie ubóstwaj czułości nie mów , że nie możesz bez niej żyć. Nie ma w niej nic złego jeśli nie zrobisz z niej bożka mi się natomiast ten bożek istnieje masz problem ( To chyba najważniejsze źrodło moich frustracji ) Pamiętaj , że nawet stałym zwiąku czy małzeństwie będą chwile gdy partner nie chce dotyku i trzeba to uszanować 3.Nie bądź zły na Boga,że twoja kolejny start do kogoś jest nieudany , gdyz zdobyte przy niej doświadczenia pomogą Ci w następnych próba dzięki takim próbom coraz lepiej wiesz jakiej osoby chcesz oraz budujesz własny charkter stajesz się coraz dojrzalszy dla tej właściwej osoby . Wiem po sobie jak dzięki takim próbom sie rozwijam bez stałbym w tej dziedzinie w mniejscu. Nie bądź bierny i próbuj szukaj nawet jak sięnie uda będziesz bliżej celu. Jak naukowcy w Cernie w jednym ekseperymencie może się zdarzyć , że od razu ustawią aparaturę prawidłowo i uzyskają odpowiednie wyniki może być , że próbując kolejne ustawienia znajdą je w 5 , 10 , 15 czy 100 podejściu ale po każdej nieudanej próby nastepna ma wieksze szanse powodzenia bo mają jej wyniki lepiej wiedzą gdzie szukać . Analizując swoje niepowodzenia lepiej wiesz Co zrobić z następną osobą i jak ją wybrać . 4.Samotność samemu , jest zła jest , ale samotność w związku gorsza w małżeństwie to tragedia. Nie trzeba nikomu tłumaczyć że będąc związku ( małżeństwie ) można byc samotnym 5. Zamiast \"Z nią źle bez nich gorzej\" Mów \" Bez niej dobrze , z nią lepiej\" No dobra kończę ten mój wywód liczę na jakieś poprawki , gdy nie zgadzaszssię moimi przemślenia mam nadziej że komuś pomogłem.

* * * * *

Paweł, zgadzam się Tobą dokładnie w 100 %.
Powiem Ci, że mam takie same doświadczenia z domu i też wiele nad tym myślałam i doszłam do takich wniosków.
Twoje przemyślenia są bardzo cenne.
Tak, nie należy uciekać przed czułością, bo ona sama w sobie wcale nie jest zła. Należy o nią dbać i właściwie rozwijać, by później nasze dzieci nie maiły problemów emocjonalnych. Należy nią obdarzać małżonka i dzieci i w odpowiednim stopniu także siebie nawzajem przed ślubem. Ja też się zastanawiam czemu tak jest, że pary tak bardzo stęsknione siebie przed ślubem po ślubie przestają dbać o rozwój emocjonalny, o drobne fizyczne gesty miłości - i to paradoksalnie właśnie wtedy kiedy mogą je - bez obaw, że się zajdzie za daleko - wyrażać.
Zmieńmy to!
Ja z mężem przełamuję ten stereotyp i Tobie również tego życzę.
Twoją wypowiedź jeśli pozwolisz umieszczę na głównej stronie tego działu w "Najczęstszych pytaniach". Niech inni też z Twoich wniosków korzystają.
Dziękuję! :)

  Zagubiona, 18 lat
565
01.12.2005  
...ja juz nie potrafię, już nie wiem jak sobie radzić, jak walczyć, jak znów dobrze żyć:( pisałam już nie raz (249, 384)... już było lepiej... ale to bez znaczenia... dokładnie tydzień temu zrobiłam ważną dla mnie rzecz -wyspowiadałam się ze wszystkiego i.. nie wiem jak to opisac, ale bylam tak szczesliwa, tak dobrze sie cuzlam... no ale coz to wszystko czas przeszły... mówi się, że jeśli ktoś liczy czas np niepicia to jest uzalezniony.. a ja, a ja liczyłam czas kiedy potrafiłam zachować czystość myśli... tydzień... tylko tydzień potrafiłam walczyć:(( i... ja nie wiem, nie mam pojęcia co robić, nie wiem jak walczyć, jest mi dziś tak strasznie, strasznie źle... to niewymysł, że grzech boli, bardzo... chciałam, chciałam skończyć, zacząć od nowa... adwent, nowe życie... ja tak bardzo bym chciała być blisko Niego, czuć Jego obecność... a sama, swoim zachowaniem, swoją słabością... odchodzę, odracam się od niego.. nie wiem, nie mam pojęcia jak , JAK walczyć!! ??

* * * * *

Wytrzymałaś aż tydzień. Gratulacje! Proszę poczytaj "Miłujcie się". Tam ludzie piszą jak z tego wyszli, może skorzystasz z ich rad. Trzymaj się!

  magda, 13 lat
564
01.12.2005  
niedawno zakochalam się. on dawał mi wyrażne znaki ja również, ale on nawet do mnie niepodeszedł, on jest ministrantem w kościele caały czas się na mnie patrzył ja też, w szkole tak samo, ale gdy po wakacjach wróciłam do szkoly nic sie niezmieniło nawet niechciał sie ze mną zapoznać. niedawno joa i on braliśmy udział w jakiejś akademnimoje złośliwe koleżanki (wrogi) powiedzieli mu że go kocham. wtedy zaczoł się zachowywć dziwnie patrzył się na mnie ale gdy ja na niego zrknełam odrazu spószczał głowe albo niby coś do kogoś mówił, na andrzejkach cały czas się na mnie przyglądał gdy ja i moja pszyjaciółka weszliśmy do kółka wktórym on tańczył, przez pół godz. niespószczał ze mnie wzroku, a ja z niego gdy chciałam zawiązć sobie potem usiadłam pod oknem a on stanoł obok mnie gdy wstałam z koleżankom było całkiem pusto więc zaczeliśmy tańczyć on po 5 min podeszedł do jakiej dziewczyny i zaczoł z nią tańczyć ,, wolnego\" wtulony w nią chodził wzrokiem za mną. Widze jak on nieprzechodzi obok mnie nieobojętnie ale przez cały rok nawet nieodezwał się do mnie słowem. Co on do mnie czuje, czy choć troche zależy mu na mnie, czy kiedyś wogóle czół do mnie???? I czy ja niepowinnam czegoś zrobić?????

* * * * *

On po prostu nie wie co Ty do niego czujesz, czy to co Twoje koleżanki mu powiedziały jest prawdą i jak Ty zareagujesz jak on nawiąże z Tobą kontakt. Boi się po prostu Twojej reakcji i ewentualnego odrzucenia.
Czy coś powinnaś zrobić? Jeśli chcesz poznać go bliżej to skorzystaj z rad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411.
Jeśli chętnie będzie z Tobą rozmawiał to pewnie mu się podobasz, a zatem bezpiecznie możesz kontynuować tę znajomość. Tylko absolutnie nie mów mu o swoich uczuciach wobec niego bo się przestraszy i ucieknie. Dlaczego? Poczytaj odp. nr 18, 61, 74, 217, 514.

  Ona, 13 lat
563
01.12.2005  
Witaj(jestem wierząca)Nie wiem czy mój problem jest powarzny ponieważ nie rozmawiałam o niem z nikim i właściwie duszę go w sobie, więc nie potrafię określić czy jest to rzeczywiście poważny problem czy może tylko zwyczajny okres dorastania.Chodzi o to, że nie mam już po co żyć.Przynajmniej tak mi się wydaje.Nawet teraz nie widzę sensu pisania tego listu, ale wciąż mam nadzieję, że coś lub ktoś mi pomoże.3 miesiące temu poszłam do gimnazjum.Myślałam,że nowa szkoła odmieni moje życie, że zaczne wszystko od nowa, że poznam nowych ludzi...Oczywiście w pewnym sensie tak się stało, ale nadal czuję się beznadziejnie.Jestem samotna, każdy dzień jest dla mnie taki sam i chociaż może mi Pani nie wierzyć, ale coraz częście myślę o tym żeby ze sobą skończyć.Chociaż zbliżają się święta nie jest tak jak dawniej...wogóle się nie cieszę, nic nie sprawia mi radości.Przyjaciele się do mnie nie odzywają, a właściwie mam tylko 2 przyjaciółki...ale to chyba nie przyjaźń. Poprostu ja czuję ,że jeżeli nic się nie zmieni to...nawet śmierć chyba nie załatwi problemu.Czuję się z tym podle tymbardziej ,że kiedy patrze na moich rówieśników ona wręcz kwitną...a ja?Mam tylko 13 lat i wiem ,że pewnie u młodzieży w moim wieku nie ma takich problemów...i to jest właśnie najgorsze.Już nie mam na co czekać!!:(

* * * * *

Masz rację w jednym: śmierć nie załatwi problemu, bo co nią osiągniesz? No pomyśl tak logicznie.
Wiesz, żeby ocenić co jest przyczyną Twojego stanu musiałabym znać Ciebie, Twoją rodzinę, mieć więcej informacji.
Nie wiem jak jest u Ciebie w domu, czy masz normalną rodzinę, czy nie ma w niej jakiegoś poważnego problemu. Może oczywiście być tak, że jest to efektem okresu dojrzewania, że działają na Ciebie hormony. A może zauważyłaś, że ten Twój nastrój jest cykliczny? Może się to dzieje co jakieś dwa - trzy tygodnie i trwa kilka dni? Bo może to Twój cykl miesiączkowy i syndrom napięcia przedmiesiączkowego tak Ci miesza w psychice. Zajrzyj na stronę www.lmm.pl i poczytaj o cyklu kobiecym. Może to po prostu to?
Poczytaj też odp. nr 470, 314, 421, 468 może tam znajdziesz coś dla siebie, bo ja naprawdę nie potrafię na podstawie tych informacji powiedzieć nic więcej.

  gosia, 27 lat
562
30.11.2005  
mam 27 lat jestem bardzo samotna nie potrafie spotkac osoby, z ktora chcialabym zwiazac sie, albo odchodze albo odchodza ode mnie,jestem zmeczona

* * * * *

Gosiu, samotność to ogromny problem. Bardzo chciałabym Cię jakoś pocieszyć, może przeczytasz co pisałam osobom w podobnej sytuacji? Odp. nr 56, 302, 346.

  Marysia, 18 lat
561
30.11.2005  
Mam 18 lat i mam chłopaka o xx lat starszego. Przeczytałam juz prawie wszystkie odp i pytania ale anii jedna opd mnie nie sfatysfakcjonuje. Chodzi mi mianowicie o to czy trzeba długo czekac na dyspenze ze stolicy Apostaloskiej albo cos podobnego, gdyż mój chłopak jest Ksiedzem i w najbliższej przyszłosci chcemy ze sobą być. Chce wiedziec czy wogole po jakims czasie mozliwy jest ślub koscielny?? Prosze o odp. pozdrawiam

* * * * *

Nie jestem teologiem i nie wiem ile się czeka na dyspensę i czy możliwy jest w tej sytuacji ślub kościelny. Może zadaj to pytanie na Forum Pomocy na stronie: www.katolik.pl/forum/list.php?f=1
P.S. Póki ta sytuacja trwa chyba poprawniej byłoby używać nie słowa "chłopak" tylko "ksiądz, z którym jestem związana"?
P.S.2 Czemu nie napisałaś ile jest od Ciebie starszy? Wstydzisz się?

  Natalia, 14 lat
560
29.11.2005  
mam pewien problem:( na poczatku wakacjiu zakochałam sie w pewnym chlopaku gdy mu o tym powiedziałam i miało byc juz wszystko dobrze moja przyjaciółka zrobiła mi okropne swinstwo... powiedziała mu ze jej sie podoba i dzieki temu nie chciał byc ze mną tylko z nia bo była ładniejsza;/:((:(:(:( teraz ona nie chce z nim byc a on przez to stracił zaufanie do dziwczyn i nie chce byc z nikim!! co mam zrobic boje sie ze gdy mu cos powiem obrazi sie nie na mnie:(:( prosze pomozcie mi!:(

* * * * *

No to się narobiło.
Po pierwsze: Ty zrobiłaś błąd mówiąc mu o swoich uczuciach. Chłopcy tego bardzo nie lubią. Dlaczego? Przeczytaj odp. nr: 18, 61, 74, 217, 514.
Po drugie: Twoja koleżanka faktycznie brzydko się zachowała po warunkiem, że wiedziała o Twoich uczuciach. No bo jak nie wiedziała to inna kwestia.
Po trzecie: masz szczęście, że on nie chciał z Tobą być. Wiesz dlaczego? Bo jak kieruje się tylko tym, że któraś jest "ładniejsza" to znaczy, że nie ma pojęcia o miłości. Poza tym może nie chce z nikim teraz być bo doszedł sam do wniosku, że nie jest na miłość gotowy.
Co zrobić? Nic. Uszanować jego decyzję i czekać na swoją prawdziwą miłość. Możesz prosić o pomoc w rozeznaniu św. Józefa: [zobacz]

  Basia, 25 lat
559
29.11.2005  
Jest chłopak-wartościowy,religijny,dobry.Trochę się znamy,on ma do mnie dobre nastawienie(na pewno przyjażń).Tylko tak:jest on osobą,która po prostu szuka żony.Ja ze swojej strony lubię go i szanuję,ale w zaden sposób nie czuję się nim zauroczona,po protu nic nie czuję.I teraz czy spotykać się z nim dalej i czekać ,aż uczucie ,,się pojawi\'\' czy przerwać to.Nie chcę zabierać czyjegoś czasu,zwłaszcza,że on chce jasnej sytuacji.Z drugiej strony wiem,że mogę nie spotkać już kogoś tak wartościowego,że mogę stracić swoją szansę. Ta sfera uczuciowa jest jednak ważna,bo uczucia nie można udawać.Chcę jego dobra,chcę,żeby był szczęśliwy,ale boję się,że to takie po prostu przyjacielskie.

* * * * *

Hmm, no w zasadzie w tym przypadku jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedziała czy uczucia się pojawią czy nie, czy go pokochasz czy nie. Myślę, że dobrym wyjściem byłoby chyba takie delikatne danie do zrozumienia, że bardzo go lubisz jako przyjaciela a gdy będzie się domagał większego wyznania powiedzenie, że nie jesteś jeszcze pewna. Może to głupio brzmi ale to jest najprostsza droga, która boimy się iść, bo boimy się kogoś zranić. Ale czy jest sens udawać uczucie lub odwrotnie - rezygnować od razu? No chyba nie. Z drugiej strony Basiu, to nie jest tak zawsze, że od razu czujemy zauroczenie, nie. Może być tak, że kogoś "tylko" lubimy a miłość, najprawdziwsza miłość rodzi się pomalusieńku. Narasta. Być może tak będzie w Twoim przypadku? Na Twoim miejscu na pewno bym nie unikała tego chłopaka, utrzymywała z nim kontakty jednocześnie - gdy trzeba - stawiając sprawę jasno. Piszesz też, że on szuka żony. No dobrze, ale czy jest gotowy ożenić się z każdą dziewczyną? Bo jeśli spotyka się z Tobą to chyba mu się przynajmniej podobasz?
Reasumując: ryzykować warto, ale gdy czujesz do niego choć sympatię, gdy coś Cię w nim zachwyca i dopuszczasz możliwość pokochania go. Natomiast dla samego tylko faktu "nie znalezienia w przyszłości nikogo tak wartościowego" nie warto chyba ryzykować całego życia.
Polecę Ci jeszcze odp. nr 15, 19 i 13 o "czuciu" miłości" i nr 58 o przeznaczeniu, może znajdziesz coś tam dla siebie?

  Iwona, 20 lat
558
29.11.2005  
Otoz mam problem.Bo jestem z chlopakiem 3 miesiace ale jak mysle ze kiedys bede jego zona i bede miec z nim dzieci to nie wyobrazam sobie tego.Nie wiem czy chce z nim byc:( bo nie wiem czy go kocham.Wiem ze on mnie bardzo kocha.Czy bedac z chlopakiem ktorego sie nie kocha popelnia sie grzech?Nie chce go oszukiwac alenie chcxe go tez zranic mowiac nie kocham cie :(

* * * * *

Droga Iwonko! Spokojnie! Przypominają mi się moje rozterki. Teraz wiem, że są one normalne a kiedyś byłam też tak przerażona jak Ty. Otóż 3 miesiące to bardzo mało czasu i Ty masz prawo nie wiedzieć. Po prostu. Lubisz chłopaka, podoba Ci się i tyle. I nie wiesz co będzie dalej. I to normalne. Nie mówmy tu o żadnym grzechu. Przecież kolej rzeczy jest taka, że najpierw zaczynasz z kimś być, poznajesz go, zbliżacie się do siebie a uczucia rodzą się powolutku. Po jakimś czasie stwierdzasz, że go kochasz. Nie ma przepisanej długości czasu po którym należy to zacząć czuć! To sprawa bardzo indywidualna. W przeciwnym razie grzechem byłyby wszystkie randki, no bo spotykalibyśmy się z kimś kogo jeszcze nie kochamy.
W zasadzie bardzo dobrze, że nie powiedziałaś "kocham", jeśli tego nie czujesz, bo tego słowa nie wolno powiedzieć za wcześnie. Poczytaj o tym tutaj: 18, 61, 74, 217, 514.
A tutaj w odp. nr 15, 19, 13 poczytaj o etapach związku i nie martw się, "na wszystko jest czas i miejsce pod słońcem".
Jeśli zaś ze strony chłopaka czujesz presję to powiedz mu jasno i wyraźnie, że nie jesteś gotowa na takie wyznanie, poproś go o czas. Ważne przecież jest, by być szczerym a słowo "kocham" powiedzieć z radością, a nie pod przymusem, prawda?

  kasia, 21 lat
557
29.11.2005  
Inicjatywa wyszla z jego strony, bylismy razem jakies 3 miesiace. Czesto sie spotykalismy, duzo rozmawialismy, bylismy naprawde blisko, no i pare razy posunelismy sie troche za daleko... On jest naprawde wartosciowym czlowiekiem, ale ja juz wiem ze to nie jest ta wlasciwa osoba, zaluję ze nie przemyslalam tego wczesniej. On cierpi, bo tęskni, ja cierpie bo zrozumialam swoj bład. Próbujemy jakos tą sytuację naprawic. Dojsc do jakiesj normalnej relacji. Jest ciezko. Co moge zrobic? Czy pownnam całkowicie zniknąć z jego zycia?

* * * * *

A broń Boże! A co Wam to da? Trzeba pójść do spowiedzi, pogadać poważnie, ustalić, że zachowujecie czystość i... budować na nowo! Jeśli tylko czystość Was podzieliła to polecam lekturę odp. nr: 20, 75, 79, 85, 92, 144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462,488
No, chyba, że z innych względów też doszłaś do wniosku, że to nie jest właściwy człowiek, to wtedy kieruj się swoimi odczuciami, bo nic na siłę. Jeśli chcesz naprawdę odejść a on tego nie chce to powiedz mu to szczerze. Tylko tak, by nie poczuł się nikim, pozwól mu zachować twarz. Powiedz, że nie jesteś gotowa budować teraz z nim związku, że oczekujesz czegoś innego i że Ty nie jesteś mu w stanie dać tego co on oczekuje. Że chcesz pobyć sama, przemyśleć kilka rzeczy i dojść do ładu ze sobą. Przeproś, że go ranisz i mów cały czas we własnej osobie: że nie potrafisz, nie chcesz itp. tak by go nie oskarżać, nie upokarzać. Musisz być przygotowana jednak na to, że on będzie jakiś czas o Ciebie walczył. Jeśli zatem zdecydujesz się na ten krok lepiej rzeczywiście zniknąć. Nie jest możliwe natychmiastowe przejście od miłości do koleżeństwa, zwłaszcza jeśli jedna ze stron się na to nie zgadza. W ogóle przyjaźń po związku jest wielkim wyzwaniem. Pisałam na ten temat w odp. nr 7.

  aNoNiM, 18 lat
556
29.11.2005  
Mam chłopaka w wieku 19 lat,, jestesmy ze soba od 6 miesiecy a juz zdazylismy uprawias sex, sex oralny i petting czy to jest grzech??

* * * * *

Tak.

  Ewa, 23 lat
555
29.11.2005  
Chłopak odszed z inną i chyba to była moja wina. Co ja mam zrobić ?

* * * * *

Trochę mało napisałaś. Nie wiem czy uważasz się za winną rozpadu związku czy tego, że chłopak znalazł sobie inną i odszedł, bo to dwie różne sprawy i za tą drugą nie możesz się winić.
Nie wiem co chcesz zrobić. Jeśli chcesz zapomnieć przeczytaj odp. nr 80. Jeśli zostawił Cię bez słowa to masz prawo usłyszeć wyjaśnienia i masz prawo domagać się rozmowy z nim.
Jeśli chcesz na przyszłość uniknąć takiej sytuacji bo myślisz, że popełniłaś jakiś błąd polecam lekturę książek: "Młodzi i miłość", "Zanim powiesz kocham", "Porozmawiajmy spokojnie o tych sprawach...".

  Lewi, 19 lat
554
28.11.2005  
To trudne... Jak rozpoznać, czego Bóg od nas oczekuje? Poznaliśmy się na gg. Rozmawialiśmy dużo i o wszystkim - dużo o sobie wiemy (teraz z przyczyn technicznych bardzo się to ograniczyło). Ona była gotowa przejechać 400 km, by spędzić ze mną kilkanaście godzin powiedzieć mi o swoich problemach, głównie związanych oczywiście z facetami. A ja, kiedy odjeżdżała, poczułem smutek... Bo zależy mi na jej szczęściu, po prostu boję się o nią. Jak odnaleźć swoją rolę w tej sytuacji? Nie wiem, czy potrafię być tak bezinteresowny, by być tylko ramieniem do oparcia i sumieniem (sama twierdzi, że często ma wyrzuty przy robieniu czegoś złego ze względu na mnie) drugiej osoby. Zagadka życia?

* * * * *

No widzisz, nie jest łatwo odczytać wolę Bożą. Powiem więcej: to najtrudniejsze a jednocześnie najważniejsze zadanie naszego życia. Domyślam się, że chodzi Ci o to czy ta dziewczyna jest tą właściwą, tak? Czy powinieneś rozwijać tą znajomość? Nie mogę Ci jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie ale polecę Ci odpowiedzi, z których możesz wyciągnąć pewne wskazówki:
Najpierw o tym czy to prawdziwa miłość? - odp. nr 19
Potem o tym czego kobieta i mężczyzna oczekują w związku: 234, 25, 50, 340
O tym, że miłość to decyzja: 273, 276, 311, 313, 356, 370
I na koniec o tym, że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, tzn., że nie istnieje jedna, jedyna przeznaczona dla nas przez Boga osoba: 58, 86

  wiktoria, 14 lat
553
28.11.2005  
Czy jeśli nie chce mieć chłopaka, to oznacza to, iż powinnam wstąpić do zakonu? Wiem jedno, nie chcę być sama, ale nie ciągnie mnie do chłopaków. Może jestem za młoda? Jaki jest odpowiedni wiek na miłość? Dzięki za odp.

* * * * *

Odpowiedni wiek na miłość to całe życie. Oczywiście w wymiarze miłości oblubieńczej górnej granicy nie ma a dolna jest bardzo indywidualna. Zależy od dojrzałości, wewnętrznych potrzeb, charakteru, uwarunkowań kulturowych i mnóstwa innych czynników. Bardzo możliwe Wiktorio, że Twój czas jeszcze nie nadszedł i absolutnie nie powinnaś się tym niepokoić. Niektórzy dojrzewają do miłości, do potrzeby bycia w związku w wieku kilkunastu lat, inni trzydziestu a inni jeszcze później. Niektórzy wcale takiej potrzeby przez całe życie nie odczuwają i to też wcale nie jest złe - po prostu wybierają inne powołanie.
To, że w wieku 14 lat nie chcesz mieć chłopaka jest normalnym, zdrowym objawem a sam fakt, iż być może wszystkie Twoje koleżanki mają o niczym nie świadczy. To media tak ukierunkowują obecnie naszą mentalność, iż wydaje nam się, że to jest czymś nienormalnym. Tak wcale nie jest. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu "posiadanie" chłopaka nawet w liceum było rzadkością. Możesz zapytać swoich rodziców jak to było. Tym zaś, którzy uważają, że "należy" mieć chłopaka polecam odp. nr 461 i zadaję pytanie "po co"? Bo jeśli wszystko musi mieć w życiu swój sens to ja pytam po co, w jakim celu? Ale to już temat do odrębnych rozważań.
Oczywiście te Twoje potrzeby, a raczej ich brak nie oznaczają, iż powinnaś pójść do zakonu. A broń Cię Boże przed takim myśleniem. Do zakonu idą ludzie, którzy mają powołanie. Oczywiście jeśli Ciebie Bóg powoła to możesz o zakonie myśleć, ale dlatego, że Cię powoła i że nie będziesz sobie wyobrażała większej miłości a nie dlatego, że w wieku 14 lat nie chcesz mieć chłopaka.
Ja myślę, że jesteś po prostu zdrową, normalną dziewczyną, która do własnego dowartościowania nie potrzebuje "mieć" chłopaka. Że znasz własną wartość, masz swoje zainteresowania i wiesz, że Twój czas dopiero nadejdzie. Wszystko jest przed Tobą. Bóg wie co dla Ciebie dobre i we właściwym czasie da Ci to odczuć. Jeśli chcesz możesz modlić się w ten sposób: [zobacz]

  KATi 16, 25 lat
552
28.11.2005  
Hej! chodze z chłopakiem którego wydawało mi sie ze kocham, ale po kryjomu przed nim spotykam sie z jego wrogiem...:( ktory mi sie bardzo podoba i cos do niego czuje nawet wydawało mi sie ze go kocham.:( w pewnym momencie on powiedział ze to juz koniec bo mam chłopaka ale znowu sie zaczeło:( z tym chłopakiem z którym nie chodze dobrze sie dogaduje i rozumiem Jego a on mnie. z moim chłopakiem jest mi dobrze ale boje sie ze o tylko przywiazanie a pozatym nie potrafie z nim zerwac bo on ma problemy o których mówi tylko mi...:( Co mam zrobic bo niechce ich ranic!!??

* * * * *

Masz 16 czy 25 lat? Bo obie cyfry podałaś przy nicku.
A do rzeczy: możliwe jest darzenie uczuciem dwóch osób naraz. O tym w odp. nr 9. A może jest tak, że to co czujesz do obydwóch to po prostu fascynacja czymś w każdym z nich. A może mocna sympatia a wcale nie miłość? Może Twoja miłość dopiero nadejdzie? W każdym razie Twoim motywem bycia z którymkolwiek z nich nie może być fakt, że nie chcesz ich ranić.
W związku trzeba samemu też być szczęśliwym a nie tylko być szczęściem dla kogoś.
Związek to nie instytucja charytatywna. Musisz zastanowić się przy którym czujesz się bezpieczna, który zapewnia Ci oparcie a nie tylko fascynuje (w jakimkolwiek wymiarze), z którym widzisz siebie po 5 czy 15 latach i wreszcie: którego żoną chciałabyś zostać gdyby padła taka propozycja. Wybierz to na czym Ci zależy, a nie sprawiaj przyjemności byciem z nimi. To Twoje życie.

  Justyna, 15 lat
551
28.11.2005  
Mam taki nieciekawy problem. w przykazaniu miłości jest takie zdanie że bedziesz miłował bliźniego siebie jak siebie samego. Chodzi o to że ja się nie potrafie zaakceptować i pokochać czy to oznacza cz nie moge na prawdę kochać drugiego człowieka? Mam chłopaka i wydaje mi sie że jednak Go kocham. Czy to jest mozliwe?

* * * * *

A może Ty po prostu jakiejś swojej określonej cechy albo czegoś w swoim wyglądzie nie lubisz, przeszkadza Ci to i chcesz się tego pozbyć? Bo jeśli nie masz problemu z akceptacją i uczuciami do chłopaka to chyba nie jest z Tobą tak źle. Przeczytaj odp. nr 421 im sama oceń. Przeczytaj też o prawdziwej miłości odp. nr 19. Miłość to pragnienie dobra dla drugiego człowieka. To nie oznacza przecież traktowania go dokładnie tak samo tak samo jak siebie.


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej