Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  aska, 16 lat
650
28.12.2005  
czy jestes wierna/wierny swej milosci??

* * * * *

Ja? Tak. A dlaczego pytasz?

  Oleya, 18 lat
649
27.12.2005  
Poniewaz przeczytalam wszystkie pytania i odpowiedzi dotyczace czystosci przedmalzenskiej a nie odnalazlam sytuacji podobnej do mojej wiec odwazylam sie napisac. Otoz mam 18 lat, moj chlopak jest odemnie o 4 lata starszy. Wspolzyjemy od okolo roku. Jest nam ze soba wspaniale. Nasz zwiazek nie opiera sie tylko na \"lozku\". Potrafimy dostrzegac piekno z bycia razem. Umiemy sie cieszyc ze wspolnych spacerow, wypadow chociazby do lasu na grilla. On szanuje mnie a ja jego. I tak byloby nam \"jak w niebie\" gdyby nie jedna sprawa. Otoz ja zostalam wychowana w rodzinie wierzacej, w ktorej ogromnie szanowane i przestrzegane sa tradycje chrzescijanskie. On natomiast nie chodzi do kosciola, mimo ze jego rodzice tak. Jego rodzice wiedza ze my wspolzyjemy a moi nie. I choc zdaje sobie sprawe, ze to, co robimy jest grzechem to nie chce tego rpzerywac. I dlatego mi tak ciezko. Jestesmy dla siebie pierwszymi partnerami, to ze soba \"uczylismy sie\" swoich cial, to po raz pierwszy przy nim poczulam sie prawdziwa kobieta a on prawdziwym mezczyzna. Kilka razy spowiadalam sie z grzechu nieczystosci ale czy jest sens chodzic do spowiedzi bez checi i ochoty poprawy? Nie wiem co robic ani z kim o tym porozmawiac. Jestem pewna, ze gdybym poprosila o wstrzemiezliwosc mojego chlopaka to nie robilby wiekszych problemow... ale problemem jest to, ze ja chce z nim wspolzyc... :-( Pomozcie...

* * * * *

No to w czym ja mam Ci pomóc? Przecież nie powiem Ci, że dobrze robisz, bo nie robisz. Szukasz usprawiedliwienia dla swojej postawy? Masz rozum i wolną wolę i sam Bóg to szanuje. Jezus sam jest bezsilny jak człowiek się uprze. Chcesz współżyć to współżyjesz. Pamiętaj tylko o konsekwencjach tego co robisz w stosunku do siebie i swojego chłopaka w sferze nie tylko cielesnej ale i duchowej. Odciągasz go od Boga. Dobrze Ci z tym? To jest prawdziwa miłość?
Jeśli kochasz naprawdę to chcesz dobra swojego chłopaka. A czy jest większe dobro niż pragnienie zbawienia dla osoby, którą się kocha? Na razie mu to uniemożliwiasz, a nie pomagasz.
Poczytaj sobie "Miłujcie się", tam masz świadectwa ludzi, którzy nie zachowali czystości. Zobacz czy się z tego cieszą. Rób co uważasz za stosowne, żebyś tylko później nie płakała i nie miała pretensji do Boga: bo to Ty tak chcesz robić, a nie On.

P.S. A odkąd to wyznacznikiem czucia się kobietą/mężczyzną stał się seks? W takim razie duchowni są osobami bezpłciowymi.

Odwagi! Zrób pierwszy krok dla dobra Waszego związku i zerwij z nieczystością a zobaczysz czy świat nie będzie piękniejszy. Jezus Ci zawsze pomoże tylko musisz tego chcieć.
A Twojemu chłopakowi poleciłabym odp. nr 25 o przewodnictwie w związku. Jakby Cię naprawdę szanował to sam by Ci na seks nie pozwolił. Ale cóż...jemu z tym po prostu wygodnie...

  Marta, 18 lat
648
26.12.2005  
Hej w sumie to chyba nie wiem o co zapytac w sumie ostatnio stwierdziłąm ze pomimo tego ze mam wielu przyjaciół kochającą rodzinkę wiele w zyciu osiągnęłam to od niedawno cos sie zaczeło walic w moim zyciu jestem coraz bardziej nieufna i czuje sie strasznie samotna powoli przez swoje banie sie zycia zaczynam racic wszystko juz nie długo pewnie strace to co jest jedynym sensem mojego zycia nie bede mogła spiewac bo za bardzos ie poswiecałam dla innych swoim głosem ale czyz pan bóg nie kazał nam rozwijac swe talenty i dzielic sie nimi tylko ze tu nie tylko o to chodzi kiedy s umiałam sie cieszyc zyciem a teraz jak juz sie ciesze to tylko przez dzien najwyzej dwa wiem ze jezus jest ze mna i nie jestem sama ale chciałabym miec kogos na kogo zawsze moge liczyc na zbyt wielu ososbach a poza tym chce poczuc choc raz ze ktos mnie kocha i przestac sie dołowac .......... co mi z tego ze sie dobrze ucze ze pomagam innym kiedy nie jestem tak do konca szczesliwa przez to co robie bo wiem ze spiewac mi zabroniono i wogole jestem beznadziejna bo jeszcze nikomu na mnie nie zalezało chcałabym poczuc to ze jestem dla kogos wazna Jak znalezc sens życia i jego radośc kiedy wokół tyle przeciwności???

* * * * *

Kto Ci zabronił śpiewać???? Bo nie rozumiem. Jeśli chcesz to robić, czujesz, że to Twój talent i chcesz go rozwijać to walcz o swoje!
A co do samotności: tak, to przykre, kiedy jesteśmy sami i wydaje nam się (albo tak jest faktycznie), że nikomu na nas nie zależy. Ale Ty masz dopiero 18 lat, może Twój czas jeszcze nie nadszedł? Może Bóg wie, że nie jesteś jeszcze gotowa na związek i kogoś byś (nie chcąc tego oczywiście) poraniła? A może ten ktoś, kogo jeszcze nie znasz nie jest gotowy i dopiero do tego dojrzewa? Proszę przeczytaj odp. nr 56, 302, 346 może to Ci pomoże.

  ania, 25 lat
647
26.12.2005  
Zakochałam sie w zajemnością w osobie duchownej. Nie chce by zostawił sutanne-ale jednoczesnie bardzo go kocham~co robić?

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr 11, 183.

  Ewa, 27 lat
646
25.12.2005  
Witam! Jestem nieco zdumiona odpowiedzia na jedno z pytań, że \"małżeństwo z rozsądku\" nie jest grzechem. Czy to oznacza, że wystarczy chęć posiadania męża, rodziny, domu... \"Dogadanie sie\" z facetem, że jemu chodzi o to samo, poznanie się na tyle,żeby umieć się porozumieć i siup! Czy to na prawdę wystarczy?

* * * * *

Oczywiście, że nie jest grzechem! Możesz zapytać księdza :) Inaczej grzeszne byłyby wszystkie małżeństwa naszych i nie tylko naszych władców i tych wszystkich, którzy swoją żonę nieraz po raz pierwszy na ślubie widzieli. Tak jak pisałam poprzednio: miłość, którą ślubujemy przed ołtarzem jest troską o drugiego, pragnieniem jego dobra a nie zakochaniem - o tym pisałam w odp. nr 13, 15 i 19. A zatem tak naprawdę wychodzimy za mąż nie tyle bez miłości co bez zakochania. A to przecież żaden grzech. Miłość jednak powinna nas łączyć. Oczywiście właśnie ta miłość rozumiana jako decyzja, postawa. Ciężko bowiem byłoby zmusić się do życia z kimś pod jednym dachem, gotować mu i prać jego skarpetki gdyby nasza postawa nie wypływała właśnie z miłości: ofiarowania mu swojego czasu, pracy, chęci, z żywienia do niego życzliwości, pragnienia jego dobra. Jeśli kogoś nie lubimy, działa nam na nerwy, różnimy się w charakterze, wyznawanych wartościach itp. to ciężko byłoby z nim "dogadać się" na tyle, by stworzyć rodzinę, prawda?
Czy to wystarczy? Tak naprawdę to bardzo dużo. I gdyby ludzie z takiego "rozsądku" czyli życzliwej troski, świadomi konsekwencji się pobierali to nie byłoby tak wielu rozwodów, awantur i "żarcia się" między sobą małżonków jakże w sobie wcześniej "zakochanych".
Zastrzeżenie jest jedno: trzeba właściwie ten "rozsądek" rozumieć.
Bo nie chodzi o to, by rozumieć go tak: mam już dwadzieścia parę lat, nikogo nie mam, boję się, że zostanę starą panną więc dogadam się z kolegą, który też jest samotny i pobierzemy się. Moją motywacją nie jest chęć czynienia dobra dla niego ale strach przed staropanieństwem, opinią publiczną, znalezienie oparcia, zabezpieczenie przyszłości itp. Nie o taki rozsądek tu chodzi.
Natomiast jeżeli tym rozsądkiem byłaby postawa: mamy wspólnotę poglądów, zależy mi na jego dobru, jemu na moim również, chciałabym realizować swoje powołanie i uczynię wszystko, byśmy byli szczęśliwą rodziną a do tego nie czuję jakiegoś wstrętu do tego człowieka, do jego ciała to gwarantuję, że jeśli nawet tego mocnego bicia serca na widok narzeczonego nie będzie to rodzina będzie trwała i szczęśliwa.
Oczywiście, ja nie chcę przez to powiedzieć, że jeśli się jest zakochanym to związek nie będzie trwały. Nie. Najlepiej by było, gdyby ów rozsądek i uczucia szły w parze, jednak na samych uczuciach daleko się nie zajedzie. Chodzi zatem o to, by owe przyjemne emocje nie były motorem działania. One mogą nam towarzyszyć i dodają miłości uroku ale nie można tylko na nich polegać. Uczucia bowiem się zmieniają, zakochanie odchodzi a zostaje tylko to co zbudowaliśmy trwałego: życzliwość, troska, dobro. Spytaj pary staruszków co sobie cenią najbardziej w ich związku. Czymże zatem jest ów "rozsądek" w miłości".
Pisałam wcześniej w wielu odpowiedziach, iż miłość bez rozsądku byłaby głupotą, rozsądek bez miłości byłby wyrachowaniem.
I tak owo wyrachowanie jako "rozsądek bez miłości" rozumiem tak jak w tym przykładzie dotyczącym motywacji założenia rodziny: żeby mi było dobrze, ale nie poświęcę się, nie zależy mi na dobru drugiego. Wtedy to jest wyrachowanie.
A głupota jako "miłość bez rozsądku" to właśnie odwrotna sytuacja: bazowanie na emocjach, uczuciach, motylki w brzuchu itp. ale nieważne co nas dzieli a co łączy i jaką mamy wizję rodziny, jak będziemy realizować naszą miłość w rodzinie na co dzień.
Reasumując: w związku chodzi o miłość rozsądną. Taka, która kocha tzn. chce dobrze, zależy jej na zbawieniu drugiego jak i jego realizacji jako osoby w tym życiu, która się troszczy i umie rezygnować z siebie. Która myśli a nie tylko czuje. Bez egoizmu w którąkolwiek stronę.
I to jest miłość rozsądna. A stopień emocji jaki jej towarzyszy jest już naprawdę mniej istotny.
Odpowiadając wprost na Twoje pytanie: jeśli tak będziemy "rozsądek" pojmować to nie jest to grzechem i do stworzenia dobrego małżeństwa wystarczy. W innym przypadku możemy sobie i komuś zmarnować życie.

  Viktoria, 14 lat
645
25.12.2005  
Mam straszne kompleksy czy mnie jakis chlopak pokocha.

* * * * *

A z czego wynikają Twoje kompleksy? Jesteś nieśmiała? Masz urazy psychiczne co do obrazu rodziny z domu rodzinnego? Strasznie ogólnie piszesz więc mogę Cię tylko odesłać do odp. nr 421, 468, 484, 520, 37, 136, 256.

  Kasia, 18 lat
644
23.12.2005  
Dziekuję za poprzednią odpowiedź... Dziś rozmawiaąłm jeszcze z mamą... I mam mieszane uczucia. NIe potrafie powiedizec stop temu, że się z nim(kleryk) spotykam... Postanowiłam po prostu zaufac Bogu i powierzyc tą sprawę w jego ręce... Jesli kleryk zdecyduje się by zostać w seminarium, przyjmę to z pokorą. Jesli Bóg pozwoli mu odejśc i służyć mu w inny sposób, tj. w małżeństwie, będe dziekować Bogu. Trzeciej drogi nie ma. Tylko teraz... Jeśli odejdzie z seminarium przez społeczeństwo uznawana będę za wyklętą, tą co odebrałą Bogu jednego z jego sług, grzesznicę... Czy to jest prawidłowe postepowanie społeczeństwa? Czy tak powinno być? Jak w ogóle pojmować sprawę odejścia mężczyzny z seminarium?

* * * * *

Nie wiem czy chodzi o odp. nr 523 bo nie podałaś numeru pytania.
Jeśli chłopak odejdzie z seminarium dlatego, że uzna, że to nie jest jego droga to nie będziesz uznawana za żadną grzesznicę. I społeczeństwu nic do tego. Jednak spotykanie się z nim gdy jeszcze jest klerykiem to gruba przesada. Co to znaczy, że nie potrafisz sobie powiedzieć stop? Problem nie leży w tym, że wiążesz się z kimś kto był w seminarium. Również nie w tym, że się w nim zakochałaś, bo za uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni. Jednak za to co z nimi zrobimy już tak. Dlatego Twoja odpowiedzialność nie leży w tym, że coś do niego czujesz, że chcesz z nim być i że ewentualnie byłabyś z kimś kto był klerykiem. Leży w tym, że spotykasz się (tu właśnie chodzi o owe działanie) z klerykiem.
Uczciwe z Twojej strony byłoby to gdybyś - owszem dała Panu Bogu wolną rękę i przyjęła Jego wolę, ale do czasu jego decyzji powstrzymała się od działań. Od działań a nie od uczuć. Pozwól temu chłopakowi podjąć wolną decyzję, by właśnie "nie mieć go na sumieniu".
I to chyba tyle. Myślę, że rozumiesz różnicę. Życzę Ci dobrego - słusznego wyboru.

  Monika, 14 lat
643
23.12.2005  
Witam! Mam pewien problem zakochałam się w chłopaku, ktorego prawie w ogóle nie znam..wiem o nim niewiele od koleżanek..nie wiem co mam robic bo ciagle o nim mysle! Chciałabym go poznac, ale nie wiem jak to mam zrobić bo jestm zbyt nieśmiała..

* * * * *

No to spróbuj skorzystać z rad nr 3, 30, 37, 134, 411 jak nawiązać kontakt. Poza tym zasięgaj informacji od koleżanek, które go znają. Może macie jakichś wspólnych znajomych, może zatem udałoby się Wam spotkać na jakiejś wspólnej imprezie lub ktoś by Was sobie przedstawił?

  Joanna, 16 lat
642
23.12.2005  
Witam serdecznie Droga Redakcjo !
Otóż mam swego rodzaju problem.
Od 4 miesięcy znam chłopca z którym chodzę do klasy. Jest On bardzo miły, sympatyczny, ułożony, poważny i taki tajemniczy. Ma sporo znajomych ze wszystkimi się dogaduje. Jego zaletą jest także fakt, iż jest naprawdę przystojny. Niestety spodobał się także i mnie - być może zakochałam się. Rozmawiamy ze sobą dość często w realu, ale także i na komunikatorze gadu-gadu, On często prosi mnie o pomoc np. w lekcjach, uśmiecha się i co najważniejsze b. często patrzy - ale, zupełnie inaczej niz na innych (inne dziewczyny), widzę, jak szuka mnie swoim wzrokiem - podczas Wigilii klasowej przy składaniu życzeń dałam mu buziaka w policzek, mmm On się troszkę ztremował, ale przytulił Swój policzek do mojego.... Stwierdził też, że jestem przesympatyczna, ale ...
Jest inna dziewczyna, znają się od około 3 miesięcy, nigdy się nie wiedzieli - poza ujrzeniem zdjęcia. On wyznał mi, że to narazie przyjaźń, ale można powiedzieć, ze Ona jest dla Niego najwazniejsza, że miło by było, gdyby ze sobą byli.
Więc, zapytałam się Go czysto-teoretycznie: \"A, gdybyś mi się podobał, co w takim wypadku\"? On: \"zostawie to bez komentarza\". Za żadne skarby nie chciał mi odpowiedzieć na to pytanie, choć nalegałam. Często unika odpwiedzi na pytania o uczucia itd. No, ale skoro traktowałby mnie tylko jako dobrą koleżankę, to napisałby mi, że Go nie interesuje - tymbardziej, ze nie uraziłby mnie, bo pytałam się teoretycznie...
Moja przyjaciółka uważa, że On tak naprawdę nie wie czego chce ode mnie i od tamtej dziewczyny, więc musi się przekonać. Wszystko wskazuje na to, że \"coś\" do mnie ma, ale co? Może to tylko faktycznie czysta znajomość i sympatia? Proszę o pomoc i udzielenie mi odpowiedzi, jak Państwo zapatruja się na to wszystko. Dziękuję.


* * * * *

Może Cię to nie pocieszy, ale gdyby faktycznie "coś" do Ciebie miał to by działał, a nie wpatrywał się w koleżankę ze zdjęcia. Twoja koleżanka ma trochę racji - że on nie wie czego chce. Prawda jest taka, że on nawyobrażał sobie nie wiadomo czego o tamtej dziewczynie, zakochał się w jej wyobrażeniach (a jest to możliwe ) i wmówił sobie, że z nią byłby szczęśliwy. Może tak by było, a może grubo się myli. Tylko widzisz łatwiej "kochać" wyobrażenia bo one zawsze są takie jakie chcemy, a osoba w realu jest taka jaka sama chce być.
On boi się Ciebie urazić i dlatego nie odpowiedział Ci na Twoje pytanie. A nie odpowiedział bo domyśla się Twoich uczuć i boi się, że gdyby powiedział prawdę to byś była na niego wściekła/zrobiła mu awanturę/rozpaczała - zależnie od charakteru. Więc wolał nie ryzykować.
Co możesz zrobić? Przy jakiejś okazji powiedzieć mu o tym kochaniu wyobrażeń (tak nie w odniesieniu do niego tylko w ogóle) - może coś zrozumie. A jeśli nie to znaczy, że musi sam do tego dorosnąć. Jak się nie spotka z tamtą dziewczyną to nadal będzie sobie wyobrażał. A dopóki będzie sobie wyobrażał to nie zwróci uwagi na Ciebie. A zatem musisz mu delikatnie coś wytłumaczyć. Nie żądaj jednak, by odpowiadał na pytania o uczucia bo będzie się wykręcał albo poczuje się naciskany i odsunie się od Ciebie.
Facet na razie jest na etapie marzeń i chyba nie dojrzał jeszcze do realnej miłości w związku. Jeśli masz ochotę i cierpliwość to z nim rozmawiaj, ale na razie nie licz na to, że on zacznie działać w Twoim kierunku, abyś nie czuła się zraniona.

  kamila, 15 lat
641
23.12.2005  
Zakochałam sie bez wzajemnści unikam go ale to niepomagam licze na waszą pomoc liczę na odpowiedz

* * * * *

Proszę poczytaj odp. nr 80 i 65. I daj sobie czas. Jeśli nie będziesz prowokować spotkań to czas uleczy ranę serca. Jednak nie nastąpi to od razu. Zajmij myśli czym innym. Całkowicie go z pamięci nie wyrzucisz, ale będziesz żyć nie tylko nim. Zajmij się swoją pasją. To minie, tylko musisz sobie w tym pomóc.

  Paula, 15 lat
640
22.12.2005  
Mam 15 lat i od 2 miesięcy chodzę z chłopakiem w moim wieku. Jest jednak problem....Dość szybko zaczęliśmy uprawiać \"petting\" i symulować stosunek przez ubrania odpowiednimi ruchami ciał... Wiem,że to złe....Jednak kiedy jestem z Nim nie potrafię się pochamować, a dopiero potem zastanawiam się :\"co ja robię?\". Powiedziałam,że chcę przynajmniej przerwy na jakiś czas.... Czy to jest grzech ciężki??? Co mam robić???

* * * * *

Jest to grzech ciężki.
A co powinnaś zrobić?
1. iść do spowiedzi,
2. zaprzestać koniecznie tego i porozmawiać poważnie z chłopakiem, bo to będzie się rozwijało,
3. najlepiej zapisać się z nim do Ruchu Czystych Serc (jest na tej stronie) i przestrzegać zasad,
4. poczytać sobie "Miłujcie się" (tam są rady co robić w takich sytuacjach) i - jeśli chcesz odp. na pytania nr: 20, 75, 79, 85, 92, 144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462,488

  Agata, 16 lat
639
21.12.2005  
Dziękuje za radę, jaka Pani mi udzieliła. ( odp 364 i 448). Ten chłopak wyjechał już z mojego miasta. Jednak odczuwam jego brak. Bardzo trudno pogodzic mi się z tym, że nie moglismy być razem, trudno mi jest to zaakceptować. Wciąż myślę o nim. Co moge poradzić na ten mój smutek??

* * * * *

No cóż, mogę Ci poradzić to co "standardowo" radzę przy nieodwzajemnionej miłości lub po rozstaniu. To jakaś Twoja strata, musisz ją przeżyć. Skorzystaj z porad w odp. nr 80. I nie martw się: gdzieś czeka na Ciebie ten, z którym będziesz mogła być bez przeszkód.

  Alicja, 17 lat
638
21.12.2005  
Ja często udzielam się w kościele, jestem prawie codzienie na mszy św.. Niedawno jednak poznałam pewnego chłopaka, który jest w seminarium. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Sądziłam, że jest między nami tak jak między bratem a siostrą. Później jednak zaczęłam zdawać sobie sprawę, że chyba jestem w nim zakochana. Pomimo tego nie wyjawiłam mu swoich uczuć, bo nie chciałam platać jego życia. Starałam się ogrnicyć moje kontakty z nim. Lecz on wyznał mi pewnego dnia, że mnie kocha i nie chce, żebym go unikała. Powiedział, że zrezygnuje z seminarium, aby być ze mną. Mówiłam mu, że nie poinien tego robić, ale nadal ukrywałam przed nim moje uczucia. On odparł jednak, że jest przekonany, iż ja również go kocham. Co ja mam robić???!!!! Proszę o radę

* * * * *

No to zostaje mi życzyć Wam powodzenia! Jeśli oboje chcecie tego samego to może taka jest wola Boża? Nie opieraj się. Jeśli to nie Ty "wyciągasz" go z seminarium tylko on sam to rozeznał to nie jesteś niczemu winna. On mógł się mylić co do powołania. A może ten okres pobytu w nim miał mu coś uświadomić (np. że to nie jego droga), może miał mu pomóc wzrosnąć duchowo i tylko (a może aż) tyle. Nie wiem ile on był w tym seminarium, ale ludzie rezygnują nieraz przed samymi święceniami, bo widzą, że to nie to.
Przecież możecie stworzyć świętą rodzinę. I tego Wam życzę. Nie obwiniaj się, byłaś uczciwa, nic nie mówiłaś o swoich uczuciach. Proś Boga o rozeznanie i jeśli go kochasz to pokażcie światu piękną, czystą miłość. Powodzenia! :)

  Magda, 16 lat
637
20.12.2005  
ponowna odpowiedż do numerku 508:) heh to znowu ja:) chciałam sie podzielić taką info, że teraz dopiero czuję się szczęśliwa że nie jestem z tym chłopakiem:) on jakieś 2 tygodnie po naszym rozstaniu zadowolił się już swoją byłą dziewczyną (nie bede sie tu bardziej rozpisywać na ten temat...) w każdym razie ja oczywiście dowiedziałam sie ostatnia...i dopiero to pokazało jak \"bardzo\" mu na mnie zależało:/:/ nom...tak bywa..... a co do mamy to i tak mam do niej malutki żal że przekreśliła kogoś z góry, bo mogła przez to zniszczyć faktycznie coś dobrego miedzy nami... [zakładając że mój chlopak móglby być odpowiedni] a co do spowiedzi, to on nie był do niej prawie 2 lata, przez co tyle czasu także nie chodził do Komunii....:( po moich delikatnych namowach w jednym dniu ze mna przystapil do spowiedzi, powiedział nawet że odniósł z tego korzyść - co mnie ogromnie ucieszylo, ale zaraz potem powiedzial ze zastanawia sie czy jego decyzja wyspowiadania sie nie była \"moralnie przewrotna\" :/:/:/ i to zgasiło moją radość... no ale teraz już jest wszystko ok, jestem free, i jestem happy:):) pozdrawiam wszystkich:]

* * * * *

Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Dużo dla niego zrobiłaś (myślę o spowiedzi) a to co on z tym zrobi to już nie Twoja odpowiedzialność. Może to go "ruszy" w życiu duchowym? Widzisz to jest właśnie przykład na to, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez sensu. Może po to miałaś go poznać? W każdym razie życzę Ci spotkania tego właściwego :)

  Magda, 14 lat
636
20.12.2005  
Witam!! Pisałam już kiedyś do Pani, było to pytanie nr 177 i jeszcze któreś. Otóż minęło już dużo czasu, a ja dowiedziałam się wielu rzeczy na Jego temat, ale teraz znów mam pewien dylemat. Wiem gdzie mieszka Ten chłopak, jak ma na imię i nazwisko oraz mam jego numer domowy, bo pytałam jego kolegi, którego nawet nie znam, on jest po prostu z JEGO miejscowości. Mam również numer na komórkę do jego brata, jako, że \"szukam zespołu na wesele\". Skłamałam komu sie dało ale mam wszystkie dane na jego temat. Nawet zdobywałam je z innego konta na gg, żeby w razie czego nikt nie wiedział kim naprawde jestem. Teraz znalazłam go, przekazałam mu pozdrowienia przez tego kolegę, on mi też, jest podobno pozytywnie nastawiony, ale nawet nie wie kim tak naprawdę jestem, a poza tym nie ma gg ani komórki. Teraz gadam z jego kolega ale tak naprawde to nie wiem co mam mu mówić, bo tak jakoś głupio przez trzecią osobę, no a on ... właściwie to nie mam pojęcia co robic dalej. ON raczej nie ma szans mnie namierzyć,a ja nie chce żeby to wszystko wynikało tylko z mojej inicjatywy. Prosze mi pomóc!! Niech Pani mi poradzi co mam robić??? Czy pytać dalej tego kolegę i mówić MU przez kolegę skąd go znam itp (ON o to pytał) czy moze kogos innego albo moze odezwac sie do brata, moze to będzie prostsza droga? TYlko ze ten brat już z nim nie mieszka, więc to też tak troche głupio! O żadnej dziewczynie nie słyszałam, więc chyba droga wolna;) ale boję sie ośmieszyć przed nim, zę niby tak latam czy coś. Prosze o jakieś wskazówki i z góry dziekuję:) Pozdrawiam

* * * * *

Wiesz, jak zaczniesz kłamać to w końcu na jakimś kłamstwie noga Ci się podwinie i głupio wyjdzie. Jeśli on pyta skąd go znasz to się przyznaj. Byliście razem na weselu, zapamiętałaś go, podobało Ci się jak grał. To prawda. A może jemu się przypomni? Wiesz, dużo więcej zrobić nie możesz bo faktycznie on zorientuje się, że to Ty się nim interesujesz. A może prześlesz mu przez gg lub sms życzenia imieninowe? Podpisz się swoim imieniem, może go zaintrygujesz. Jeśli zacznie się dopytywać to powiedz skąd się znacie. Nic innego nie przychodzi mi do głowy tak byś się za bardzo nie narzucała. Jeśli on się zorientuje kim jesteś to jeśli mu się podobasz powinien sam zacząć działać.

  Sebastian, 19 lat
635
19.12.2005  
Witam. Zauważyłem, że od dłuższego czasu zacząłem się pdobać jednej dziewczynie. Mi ona też się bardzo podoba. Mieszkamy dość blisko siebie, często się widujemy, czy to na ulicy, czy w kościele, ale jeszcze ani razu nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa - nawet nie mówimy sobie cześć. Nie wiem, może Ona jest nieśmiała, ale rzadko mam taki problem, bo już przecież z nieraz się spotykałem z różnymi osobami, z dziewczynami też, ale nie potrafię Jej nawet powiedzieć cześć. Już nieraz próbowałem, ale jak ją widzę to za każdym razem odejmuje mi mowę i nie potrafię z siebie nic wydobyć. Jest na prawde świetną dziewczyną, ale nawet nie znam jej imienia. Jest ode mnie młodsza o 4 czy 5 lat (chyba :-)), ale mi to w ogóle nie przeszkadza (chyba nie ma w tym nic złego?). To tak już od ponad pół roku jest odkąd (chyba) oboje wpadliśmy sobie w oko. Gdy już np. mijamy się, to często patrzymy sie na siebie, ale Ona nie próbóje odwracać wzroku ode mnie i gdzie indziej się patrzyć. Przez ostatnie dni to już nie potrafię o niczym innym nie myśleć, jak tylko o Niej. Hmm... Pozdrawiem serdecznie

* * * * *

No to bracie wreszcie się odważ zanim odważy się ktoś inny. Przeczytaj odp. 3, 30, 37, 134, 411 jak nawiązać kontakt i...do dzieła! Spytaj o jakiś drobiazg na początek a jak będzie zainteresowana to drąż temat :)

  Agata, 19 lat
634
19.12.2005  
Witam. Moim problemem jest to, że nie potrafię zachować przy sobie chłopaka dłużej niż miesiąc...wiem, że to brzmi co najmniej dziwnie, ale taka jest prawda... Taka sytuacja miała już miejsce dwukrotnie. Wyglądało to tak, że przez pierwszy tydzień zawsze było super, widziałam, że o mnie zabiegali, przychodzili do mnie prawie codziennie, dzwonili, wysyłali SMSy... podobało mi się to bardzo, chociaż próbowałam to brać z dystansem, żeby w razie niepowodzenia nie rozczarować się zbyt mocno...natomiast kiedy mijały kolejne dni a im nadal zależało na naszej znajomości, wtedy i ja zaczęłam to wszystko traktować bardziej serio...tylko, że właśnie zawsze w tym momencie, oni się wycofywali... nie wiem, dlaczego tak się działo:( Zaczęłam myśleć nad tym, że może to ze mną jest coś nie tak skoro po miesiącu wszyscy się mną nudzą?:( Co powinnam zrobić? Dlaczego tak się dzieje? :(

* * * * *

Dwa razy to nie zawsze :) A poza tym: może za bardzo byłaś na dystans przez ten pierwszy okres? Może oni ten dystans mylnie brali za brak zainteresowania lub Twoją wyniosłość? A może przeciwnie - potem byłaś za bardzo wylewna i tym ich odstraszałaś?
A może po prostu akurat tacy dwaj Ci się trafili? Nie podajesz więcej szczegółów, więc nie mogę napisać nic więcej.

  Ela, 27 lat
633
18.12.2005  
Witam! Nie mam pytania - jedynie uwagę. Bardzo podobała mi się Pani odpowiedź na pyt. 434 dla pewnego męża który obsesyjnie podchodził do czystości przedmałżeńskiej swojej żony.
Dodałabym jeszcze, że istnieje pojęcie \"wtórnej czystości\" odnoszące się do osób, które kiedyś niestety zrobiły coś czego teraz żałują i żyją w czystości do dnia ślubu.
Poza tym podejście takie\" ja zachowałem czystość, więc NALEŻY MI SIĘ także tylko i wyłacznie czysta małżonka\" to przejaw pychy - \"jaki to JA jestem doskonały\", jeśli on kocha żonę to kocha ją jako dar który otzrymał od Boga - czy można odrzucić Boży dar jakikolwiek by nie był?? Czy można tak wybrzydzać?
A może Bóg postawił mu tą kobietę na drodze po to by sprowadził ją na właściwą drogę, pomógł jej odnaleść się w tym wszystkim??

Pozdrawiam serdecznie,
Elka


* * * * *

Dziękuję Elu za Twoją uwagę - dokładnie tak jest jak mówisz :)

  Marta, 18 lat
632
18.12.2005  
W klasie jestem uważana za \'\'niedostępną\'\'. Jak to zmienić? Przez dobre kilka miesięcy, zdążyłam się zmienić, stać się inną osobą! Nie jestem już tą samą Martą! Ale nikt tego nie dostrzega, bo wciąż nie wypowiadam się publicznie itd. Kończę liceum, a w komórce nie mam nawet numerów osób z klasy! Po 3 latach znajomości?! Wchodzę do klasy, wszyscy mnie ignorują. Siedzą w grupkach, nikt nawet nie zwraca na mnie uwagi, kiedy nie ma mnie w szkole :( Nauczyciele uważają, że nie rozmawiam z chłopakami! W ogóle! Ale na przerwach ( w innych klasach) mam kupę KOLEGÓW. Których poznałam nieco później, tuż po mojej ZMIANIE. Ja już nie jestem tą samą osobą! Tylko jak im o pokazać... :( PS. W klasie, koledzy mnie nie lubią :( Koleżanki też tk średnio... Myślą, że mnie interesuje TYLKO i WYŁĄCZNIE nauka. It\'s not fear!

* * * * *

No, ciężko Ci to będzie zmienić i nie wiem czy zdążysz przed końcem liceum. Najważniejsze jednak, że zmiana się dokonała, że w ogóle znajomych masz. Pomyśl sobie, że jak pójdziesz na studia to będziesz miała czyste konto i pokażesz się od tej strony od jakiej będziesz chciała. Tam nikt nie będzie miał uprzedzeń. Rozumiem, że już teraz w klasie chciałabyś to zmienić, ale jak mówisz - robisz wszystko a efekty są mizerne. Bo oni mają inny Twój obraz w sobie. Może zacznij od jakiejś jednej koleżanki, tej najbardziej neutralnej w stosunku do Ciebie. Jeśli i to nie podziała skup się na tych znajomych, których poznałaś po zmianie. I pamiętaj: pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Tam gdzie będziesz ludzie "ocenią" Cię po - podobno - pierwszych 30 sekundach. Oczywiście potem mogą mienić zdanie, ale pierwsze wrażenie jakoś się utrwala. Dlatego tak ciężko Ci z klasą. Pokaż im, że z innym dogadujesz się świetnie. Pokazuj się na korytarzu z chłopakami z innych klas. Niech zobaczą, że inni Cię lubią.

  Marta, 18 lat
631
18.12.2005  
NIe potrafię kochać! wszyscy mówią, że prawdziwa miłość jest darem z siebie, a ja nie umiem dawać, nie umiem się poświęcić i zapomnieć o sobie, a jednocześnie bardzo chciałabym kogoś mieć, czuję się samotna a wogóle nie wiem czy zasługuję na to, by ktoś chciał być ze mną \"na serio\"Zaczynam coraz bardziej wątpić w to, że będę kogoś miała, że ktoś mnie pokocha i wytrzyma z moim wybuchowym charakterem, przewrażliweniem i humorami.Mam kompleksy nie akceptuję siebie i w związku z tym boję się zaufać chłopakom,związki traktuję bardzo serio i jeśli kiedykolwiek z kimś będę to chciałabym żeby tak zostało, ale nie wierzę, ze ludzie po 30 latach małżeństwa moga się dalej kochać.Wiem, może piszę bzdury, wiadomo, nie zawsze tak jest, może na moje myślenie ma wpływ to co widzę w domu, ale w takim razie proszę, niech ktoś pomoże mi uwierzyć, ze może być inaczej!!

* * * * *

No i sama sobie odpowiedziałaś na pytanie: dzieje się tak dlatego, że to co widzisz w domu nie jest takie jak byś sobie wyobrażała swoją przyszłą rodzinę. Ty nie chcesz TAKIEJ rodziny a jednocześnie nie widzisz innej więc nie wierzysz, że można inaczej. Wiesz, ja miałam podobny problem. I pomógł mi wyjazd na rekolekcje. To była Oaza Rekolekcyjna Diakonii Życia Ruchu Światło- Życie. Tam zobaczyłam "normalne" rodziny, kochające się małżeństwa, ludzi na co dzień żyjących wiarą. To był dla mnie szok. Od tej pory zaczęłam pragnąć takiego życia dla siebie. Zobaczyłam i uwierzyłam, że to jest możliwe. Bo jest. Musisz tylko takich ludzi zobaczyć. I nieprawda, że nie umiesz kochać. Przecież jeśli miłość Ci się do tej pory nie przytrafiła to nie możesz powiedzieć czy potrafisz. Przeczytaj sobie te odp. 468, 484, 520 o problemach w rodzinie, może z nich cos dla siebie znajdziesz? I pamiętaj: gdy spotkasz swoją miłość to będziesz w stanie przełamać się dla kogoś, po prostu będziesz chciała coś dla kogoś robić, zobaczysz. Nie łam się. Pracuj nad sobą a przede wszystkim musisz zobaczyć normalność. Jeśli chcesz namiary na te rekolekcje to napisz na adres: admin@adonai.pl

  Kasia, 30 lat
630
18.12.2005  
Znamy sie z Markiem od pół roku.To jest mój pierwszy mężczyzna.Kiedyś obiecałm sobie ze zachowam czystośc az do slubu.Złamałam tą swoją zasade bo zakochałam sie i byłam pewna ze to z tym człowiekiem bede całe swoje zycie.Poza tym nie bedę oszukiwała-poprostu tego chciałam.Szczerze mówiąc wstydziłam sie ze mam 30 lat i jestem dziewicą.Ale to nie dlatego kochałam sie z nim.Zrobiłam to z miłości.Marek zawsze zapewnia mnie o swojej wielkiej do mnie miłosci.Zawsze jednak kiedy chce poruszyc temat małżenstwa sytuacja staje sie napieta i słysze jedynie ze wszystko w swoim czasie.Zdenerwowałam sie poniewaz na sex tez mogłam dac odpowiedz ze w swoim czasie.Nie zrobiłam tego.Czy załuje?Załuje tylko ze popełniłam grzech .Jestem katoliczką praktykującą i ma to dla mnie ogromne znaczenie.Dlatego obiecałam sobie ze juz więcej sie to nie powtórzy i ze ze wszystkich sił bede sie starała unikac sytuacji które mogłyby do tego doprowadzic.Marek powiedział ze uszanuje kazdą moją decyzje i poczeka tyle ile trzeba bedzie.Pogubiłam sie w tym wszystkim.Chciałabym byc z nim na zawsze ale coraz czesciej wydaje mi sie ze on nie chce sie zenic a mi wolny związek nie odpowiada.Marek mówi ze mamy czasu duzo a mi sie spieszy!!!Przeciez ja mam30 lat !!!Nie wiem czy potrafie tak czekac .Kocham go ale chce załozyc rodzine ,miec dzieci,miec meża dla którego chce dom utrzymywac w czystosci i wychowywac jego dzieci....czy zbyt wiele chce?Dlaczego do sexu nie musielismy tyle czekac a do małżenstwa jemu sie wcale nie spieszy?Przez 30 lat byłam sama.Myslałam ze jak sie zakochałam to juz nigdy sama nie bede .Okazuje sie ze teraz czasem czuje sie bardziej samotna niz wtedy gdy nikogo nie miałam....

* * * * *

Kasiu! Różnie się radzi w takich sytuacjach. Jedni mówią, żeby pozwolić facetowi dojrzeć i nie naciskać, drudzy, żeby przedstawić jasno i konkretnie swoje oczekiwania i ultimatum: albo w tą albo w tą. I jedni i drudzy mają trochę racji.
Doskonale Cię rozumiem, że wcale tak dużo czasu nie masz i ze chcesz mieć już rodzinę. Nie wiem ile Marek ma lat, ale przypuszczam, że mniej więcej tyle samo? Ok., facet tą potrzebę czuje później, ale też bez przesady.
Jednak prócz wieku trzeba też wziąć pod uwagę czas jaki się jest ze sobą. Pół roku to naprawdę niewiele. Oczywiście nie o sam czas tu chodzi tylko o dobre poznanie się nawzajem. Być może Marek nie jest jeszcze na 100 % pewien, że chce byś była jego żoną. Wiem, to brutalnie brzmi. A czy Ty na 100 % jesteś pewna, że chcesz z nim spędzić życie i chcesz by był ojcem Twoich dzieci? Rozumiem Twoją frustrację, rozumiem, że boisz się, że nic z tego nie wyjdzie, a Ty z nim straciłaś dziewictwo i co to będzie jak Cię zostawi. Oczywiście moralizować nie zamierzam, bo masz 30 lat i wiesz co robisz.
Skoro zatem rozmowy o ślubie na razie nie dają efektu to pewnie on jeszcze nie dojrzał do decyzji. Zaznaczam: do decyzji a nie do małżeństwa w ogóle. Dobrze by było gdybyście wybrali się wspólnie teraz na tzw. "Wieczory dla zakochanych". To nieprawda, że trzeba być narzeczonymi by w nich uczestniczyć. Fakt, po ich ukończeniu kurs przedmałżeński ma się "z głowy" ale nie o to chodzi. To cykl spotkań, na których rozmawia się we dwoje na najważniejsze tematy. Ustalicie sobie Wasze oczekiwania, hierarchię wartości, ustalicie co i kiedy. To Wam ogromnie dużo da.
Myślę, że Marek jest Tobą poważnie zainteresowany, bo gdyby tak nie było to nie zgodziłby się czekać ze współżyciem do ślubu. Skoro czeka to Cię kocha i szanuje. To dobrze wróży. Poproś go więc o uczestnictwo w tych "Wieczorach...". Myślę, że powinno to go zachęcić i dodać mu odwagi. Namiary tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Jeśli jednak i to by nie pomogło i po kilku następnych miesiącach byłoby to samo to należy już postawić sprawę jasno. Wiesz, ja nie znam też jego charakteru i sytuacji rodzinnej, relacji jego rodziców. Czasem człowiek ma jakiś uraz z domu rodzinnego, czasem się boi, czasem został poraniony w poprzednim związku- to wszystko trzeba wziąć pod uwagę. Niekoniecznie jest tak, że on po prostu nie chce się żenić, bo lepiej mu w stanie wolnym. Powiem Ci jedno, już tak z doświadczenia, mojego ale nie tylko: facet myśli czasem długo, intensywnie, rozważa wszystkie za i przeciw, czasem to długo trwa. Czasem dla niego (choć o tym nie mówi) czynnikiem decydującym o oświadczynach jest to czy potrafi zapewnić żonie środki finansowe.
Poczekaj trochę. W tym czasie dużo ze sobą rozmawiajcie, o tym jak sobie wyobrażacie pewne kwestie np. npr, wychowanie dzieci, Waszą pracę - niekoniecznie w kontekście Was = przyszłej rodziny tylko po prostu przedstawiając swój punkt widzenia. No i koniecznie wybierzcie się na te "Wieczory...". Będzie dobrze!

  Aśka, 16 lat
629
18.12.2005  
Co robic kiedy widze że chłopak w którym jestem po uszy zakochana rozmawia z innymi dziewczynami a kiedy ja rozmawiam z kolegami to wtedy bardzo dziwnie sie na mnie patrzy pomóżcie mi bo nie wiem co mam robić .

* * * * *

Facet trochę ma w sobie takiej męskiej zaborczości: "to jest moja kobieta". No ale generalnie to go nie usprawiedliwia. Nie wiem na jakim etapie jesteś z tym chłopakiem: czy jesteście ze sobą "oficjalnie" czy jeszcze nie. Jeśli nie to to jego patrzenie pewnie jest oznaką jego zainteresowania Tobą. To nie powód byś przestała rozmawiać z kolegami. Zachowuj się normalnie. Jeśli on faktycznie chce z Tobą być to pewnie szybko - w obawie, by ktoś inny się Tobą nie zainteresował - zacznie działać.

  Neli, 18 lat
628
18.12.2005  
Mam pytanie chodzę z chłopakiem, z którym spotykam się tylko raz w tygodniu, chciałabym to zmienić, ale on mieszka daleko ode mnie , co mam robić? Ja go kocham i nie chciałabym go stracić, ale mam wątpliwości, bo ta odległość. POMÓŻCIE proszę!!!

* * * * *

Odległość nie jest powodem do rezygnacji z miłości. Raz w tygodniu to i tak nieźle, jeśli macie do siebie daleko. Ludzie czasem są oddaleni od siebie tysiące kilometrów i im się udaje. Pisałam na ten temat też ostatnio w odp. nr 620, może zaczerpniesz z niej coś dla siebie? I pomyśl o tych studiach w jednym mieście.

  J., 16 lat
627
17.12.2005  
jestem dziewczyna i mam problem z masturbacja. od kilku lat... nie wiem dokladnie od ilu ale wiem ze to sie ciagnie strasznie dlugo. wiem ze mie to zniewala jest mi strasznie wstyd za to co robie. probowalam kiilka razy z tym skoczyc - na marne. o tym wie tylko moj spowiednik... jak z tym skonczyc, co mam zrobic?

* * * * *

Słuchaj spowiednika. To przede wszystkim. Stosuj się ściśle do jego wskazówek. Czytaj też pismo "Miłujcie się", tam są świadectwa ludzi, którzy wyszli z nałogu i radzą jak z tym walczyć. Przepraszam za taką lakoniczną odpowiedź ale myślę, że z tych źródeł zaczerpniesz więcej niż z moich słów. Tym bardziej, że nie zamierzam Cię przekonywać jak ważna jest czystość, bo jeśli chcesz o nią walczyć to znasz jej wartość. Życzę Ci powodzenia i wiary, że ze wszystkiego można wyjść! Bo można. Trzymaj się!

  Małgosiek, 19 lat
626
17.12.2005  
Witam. Jestem w kropce... Rok temu poznałam pewnego chłopaka... Zaczął mi się podobać...Tylko jest mały problem...on ma dziewczynę. Gdy jesteśmy w większym gronie ciągle zerka w moją stronę i szuka mojego towarzystwa...Nie wiem jak mam to odczytać...Dużo ze sobą rozmawiamy ale jak do tej pory nie powiedziałam mu o moim uczuciu, gdyż wiem że on by się tym bardzo przejął, a nie chciałabym żeby sobie robił wyrzuty z mojego powodu...Jak mam to rozegrać żeby nasza przyjaźń nie ucierpiała?

* * * * *

Ty chcesz jego przyjaźni a on co? Bo nie końca rozumiem tego szukania Twojego towarzystwa przez niego? W jakim celu? Też tylko przyjaźni? Jeśli tak to byłabym ostrożna, bo w końcu ma dziewczynę i to wcale nie jest taki "mały problem", to ona ma być jego największą przyjaciółką. Poza tym czy naprawdę chcesz kontynuować przyjaźń i katować się widokiem jego szczęścia? Ja bym sobie trochę odpuściła. O uczuciach to masz rację, że nie rozmawiasz.
Widzisz, ja nie bardzo widzę tu możliwość, by przyjaźń nie ucierpiała. Zawsze ktoś ucierpi. A najprawdopodobniej będziesz to Ty, bo naprawdę ciężko Ci będzie znieść jego obecność i nieodwzajemnioną miłość.
Daj sobie samej trochę czasu, aż te Twoje emocje i uczucia przygasną, unikaj na razie kontaktu - dla własnego dobra. Jeśli poczujesz, że możesz normalnie koło niego przejść, jeśli nic Cię nie będzie "ruszało" wtedy przyjaźń będzie możliwa. Na razie będzie to cierpiętnictwo.

  Agata , 19 lat
625
17.12.2005  
Mam mały problem...Podoba mi się jeden chłopak...Bylismy nawet razem na studniówce. Jak jesteśmy w większej grupie to czasem się zerka w moją stronę. Rozmawialiśmy już o uczuciach ale nic z tego nie wyszło konkretnego bo stwierdził że on nie chce mieć dziewczyny (przynajmniej na razie). Wszyscy znajomi uważają że świetnie do siebie pasujemy i że on teraz do mnie na pewno coś czuje (od tamtej rozmowy minęło już parę miesięcy). Nie wiem co robić...jestem zagubiona...prosze o dobrą radę!

* * * * *

Wiesz, wydaje mi się, że jeśli on rzeczywiście coś czuje to na pewno sam zacznie działać. Absolutnie nie możesz "wymuszać" na nim określenia uczuć ani próbować przyspieszać akcji. Pozwól chłopakowi działać. Bardzo prawdopodobne, że skoro wcześniej tak powiedział to jeszcze może nie czuć się na siłach być w związku, może dopiero do tego dojrzewa. Próba rozmowy na ten temat tylko popsuje wszystko - on poczuje się naciskany, poczuje, że Ty oczekujesz więcej niż on może Ci w tej chwili dać i nie wytrzymując napięcia ucieknie. Może tego nie widzisz ale ta jego poprzednia odpowiedź też mogła być jego ucieczką: Ty zaczęłaś mówić mu o swoich uczuciach, on był przerażony, bo nie czuł tego samego, więc...uciekł mówiąc, że nie chce jeszcze dziewczyny. Nie widzisz tego? Poczytaj odp. nr: 18, 61, 74, 217, 514 dlaczego nie można zbyt szybko mówić o uczuciach. I poczekaj trochę, kto to widział, by dama serca sama wsiadała na konia i wyrywała rycerzowi miecz z ręki? ;-) Zostaw chłopakowi to co do niego należy.

  Julia, 15 lat
624
17.12.2005  
Szczęść Boże... Może odpowiedź na to pytanie jest oczywista, ale ja na prawde nie wiem co mam robić... Bo chodzi o to, że na wakacjach przyjechal do mojej koleżanki pewnien chłopak... Ma on 19 lat... Na poczatku nie zwrócił mojej uwagi... Rozmawiałam z nim tak jak kazdy inny i robilam to chyba tylko dlatego, żeby nie poczul sie głupio... Taj nocy nie mogłam zasnąć... Następnego dnia uświadomiłam sobie, że pierwszy raz w życiu zakochałam się w kimś tak, że czułam tego objawy (nie mogłam naprawde w nocy spać, nie chciałam jeśc, myślałam o nim...) Tą osoba był ten chłopak... Chciałam być cały czas w jego towarzystwie, rozmawiac z nim i w ogole... Moja kolezanka dowiedzila sie z pewnych źródeł, że ja jemu tez sie podobam... Ucieszylam sie i w ogole pisalismy do siebie i chodzilismy na spacery... On wyjechal i w ostatni dzien bylismy na spacerze... Bylo troche smutno, ale obiecal mi, ze napisze do mnie list... Czar prysł, kiedy się okazało, ze moja inna koleżanka zaczęła z nim krecić i pisali do siebie podobne smsy, jakie on pisal ze mna... tylko, ze w tych smsach moja kolezanka pisala mu, ze go kocha i w ogole...Ja caly czas utrzymywalam z nim kontakt... Napisal mi obiecany list... Po jakims czasie tamtej kolezance napisal, ze milosc na odleglosc nie ma sensu... Mieszka 60 km od nas... Ale ja nadal do niego pisze i chyba tylko jako jedyna utrzymuje z nim staly kontakt... Wiem, ze jest w kims zakochany, ale nie wiem w kim... isal, zebym nie pytala, bo i tak mi nie powie, przynajmniej nie teraz i nie przez smsy... Takze nie mam pojecia w kim.... I nie wiem, co mam robic... Czy warto miec nadzieje, ze cos z tego bedzie, jesli on mieszka tak daleko? Nawet nie wiem, jaki on ma stosunek do mnie... O co mam prosic Boga w modlitwie?? A moze w ogole \"nie naruszac jego tamatu\"? Przepraszam, ze tan list jest taki zamotany, ale trudno zebrac mysli... Dziekuję z góry za przeczytanie i zycze blogoslawienstwa Bozego... Pozdrawiam goraco cala redakcje :)

* * * * *

No wiesz, Julia ja się boję, że to typ chłopaka, który potrzebuje Twojej obecności, żeby po pierwsze: trochę się dowartościować, że dziewczyna chce utrzymywać z nim kontakt. A po drugie: przywiąże Cię do siebie, Ty będziesz wysłuchiwać jego żalów, będziesz rozwiązywać jego problemy emocjonalne, robić co możesz, zakochasz się na dobre a on Ci powie, że zawsze byłaś koleżanką i nic więcej a w dodatku to ma dziewczynę. Uwaga na takich panów!!! Oni potrzebują tzw. "śmietnika emocjonalnego", żeby wyrzucić swoje emocje a nie wmyślą co ta druga osoba czuje. Poza tym pomyśl o tym co napisał tamtej dziewczynie: "że milosc na odleglosc nie ma sensu". A Ty też jesteś na odległość... Wiesz, ja bym się ratowała póki czas... Wszystko wskazuje na to, ze to ten typ. Tym bardziej, że już teraz mówi Ci, że się zakochał itp. I na dodatek masz o nic nie pytać. Normalne to jest? Przecież nawet gdyby chciał przyjaźni to by Ci spokojnie powiedział kim jest ta osoba. Nie myśli o Tobie. Bardzo mi przykro, ale ja nie widzę tego w różowych barwach i to nie ze względu na odległość. Na niego... A Boga proś o dobrego chłopaka dla Ciebie i o miłość wzajemną np. : [zobacz]

  Krzysiek, 16 lat
623
17.12.2005  
Ona ma chłopaka. Co robić?

* * * * *

Dać sobie spokój i nie psuć jej związku.
Zawsze w takich wypadkach należy sobie pomyśleć jak by się czuło na miejscu jej chłopaka.

  sara, 12 lat
622
17.12.2005  
Mialam chlopaka i z nim zerwalam. zostalismy przyjaciolmi. Po pewnym czasie dowiedzialam sie ze on mnie wyzywa za plecami wiec powiedzialam ze jest chamem i on sie bardzo obrazil. ma do mnie pretensje i nie wiem o co, a ze mna nie chce gadac co mam etraz robic??

a wiec chodze teraz do nowej szkoly od niedawna takze do nowej klasy. Mam tam juz przyjaciolke. W klasie są super chlopaki. Jeden wpadl mi w oko. Zarywa mnie na lekcji różnymi gestemi, swoją miną i całusklami. sczerze mowiac zakochalam sie w nim. Nie wiem czy on mnie tez kocha, chciaz zarywanie jest mile. Nie wiem co o tym ma sądzić?


* * * * *

Wiesz, "zarywanie" to mi się kojarzy z nieprzespaną nocą, ale prawdopodobnie chodzi Ci o tzw. podryw. Ja też nie wiem co o tym sadzić, może faktycznie wpadłaś mu w oko, a może po prostu się wygłupia, bo w tym wieku chłopcy czasem chcą się takim zachowaniem po prostu popisać. Tak więc trochę ostrożności tu potrzeba, zresztą wydaje mi się, że jak chłopakowi się dziewczyna podoba to powinien robić to trochę subtelniej, ale cóż, podobno o gustach się nie dyskutuje.
A teraz co do poprzedniego chłopaka - dajcie sobie spokój. Trochę się podąsa i mu przejdzie. Jak to nie wiesz za co się obraził? Za nazwanie go chamem. Ty zresztą też się poczułaś obrażona jak on Cię wyzywał. Przeczekajcie aż emocje opadną i zapomnicie o wszystkim.

  Paola, 17 lat
621
16.12.2005  
Cześć :) pisałam tu już kiedyś (nr. 98). No cóż przemyślałam to co mi napisałaś. Rzeczywiście przyznałam Ci rację na początku, gdy to przeczytałam, ale po pewnym czasie coś mi zaczęło niepasować! Wiem co! Ja nie potrafię kochać go tylko miłością do bliźniego. To niezupełnie tak, że sobie powyobrażałam różne sceny i dlatego go pokochałam. Wcześniej bardzo go lubiłam, ale nie zwracałam na to uwagi, bo przecież widziałam go codziennie w szkole i jego obecność mi wystarczała! Dopiero, gdy go zabrakło zdałam sobie sprawę, że coś nie tak. I od tego się zaczęło. Mam wrażenie, że gdyby nie to co się stało prędzej, czy później zorientowałabym się, ż to coś więcej! Nie udało mi się przez te 2 lata zapomnieć o nim, wręcz przeciwnie! :) Pokładam nadzieję w Bogu, że wszystko wkońcu się ułoży :) Nie wiem czemu Bóg niepozwala mi o nim zapomnieć, bo kiedy nachodzi mnie myśl, żeby dać sobie z tym spokój, to Bóg daje mi subtelne, ale rozpoznawalne znaki, żebym tego nie robiła! Dlatego nie mogę o nim zapomnieć! Może to dziwne, ale gdy myślę o kimś innym to mam ogromne poczucie winy wobec M.... Nie wiem czem

* * * * *

No to poczucie winy to mocna przesada, nie wolno Ci w ten sposób myśleć! Przecież nie popchnęłaś go pod samochód, żeby wpadł w śpiączkę. Tak naprawdę czujesz pewien żal i tęsknotę za nim. Ja nie neguję Twojego zakochania. Ja tylko zwracam uwagę, że gdyby on wyzdrowiał to niekoniecznie byłby taki jaki chcesz, żeby był, niekoniecznie by się tak zachowywał a już całkiem pod znakiem zapytania stoi jego uczucie do Ciebie. Czy warto zatem zamykać swoje serce i uczucia i czekać na niego? On może z tego nie wyjść. Ty ciągle będziesz czekać? A może w tym czasie poznałabyś kogoś z kim spędzisz swoje życie. Możesz się za niego modlić, darzyć go sentymentem, ale nie wyobrażaj sobie filmowych scenariuszy z nim w roli głównej.

  Szymon, 16 lat
620
16.12.2005  
Szczęść Boże ! Mam pytanie jestem ze swoją dziewczyną juz ponad rok (prawie 14 miesiąc). Niestety głupio wyszło i moi rodzice sie przeprowadzili.Co oznacza,że ja tez. Bylo nam trudno się z tym pogodzić.Płakaliśmy.Z jednej strony to bylo piękne,że ktoś płacze za utrata drugiej osoby.Naszczęście nadal jesteśmy razem i spotykamy sie co 2 tygodnie. I nadal się kochamy oi jesteśmy sobie lojalni. I czasami wprowadza nam się w życie troche zazdrości (prawie 0% uzasadnionej) ,ale jest.Od niedawna (zawsze ,ale teraz bardziej gorliwiej) się modlę i chodzę do kościoła. I o dziwo zauważyłem,że to pomaga. Okazało się,że rodzice traktują mnie poważniej. Wiedzą,że chcemy być razem bo nasza miłośc działa w dwie strony.Przyjeżdza do mnie do Warszawy (ona z Łódzi w ktorej też mieszkałem i nadal się modle o powrót).Bardzo się z tego ciesze. Czy może jest jakieś lekarstwo żeby nasza miłość nadal trwała ? bo naprawde chce być z nią. I uważam raczej ,żę to sie tak szybko nie skończy i będziemy razem. Bóg mi pomogł, że pozwala nam być razem nadal i mam nadzieję , aby to trwalo caly czas. CZY NASZA MILOSC BEDZIE TRWAC ? CZY JEST JAKIES LEKARSTWO NA PODTRZYMANIE TEGO ? JAKAS RADA ?

Bardzo prosze o pomoc.

A tutaj chciałbym opisać moje dwa przypadki pomocy przez Boga:

1.Kiedy byłęm zdenerwowany na moja nauczycielke , chcialem z kolegami \"pobrudzić\" auto naszej nauczycielki. Przygotowywalismy sie od tygodnia. I okazalo sie wlasnie ,ze w ten dzien złamałem noge. Znak ?
2.Kiedy się przeprowadzałem do W-wy strasznie bylem smutny i sie okazalo ze 2 dni po mnie okazalo sie , ze moj przyjaciel tez sie przeprowadzil do Warszawy. ;) Napewno to jest sprawka Boga.

Bardzo w niego wierze i modle sie codziennie.


* * * * *

Mój Drogi, odległość to nie powód by miłość umarła. Jeśli uczucie jest prawdziwe, jeśli Wam na sobie zależy to macie tylko większe pole do popisu. Odczuwacie swój brak, tęsknicie - to Wam bardziej uświadamia jak jesteście dla siebie ważni. Trudniej Wam bo np. kiedy potrzebujecie nagłej obecności drugiego to nie zawsze jest to możliwe. Ale to dla Was czas na umocnienie miłości, taka mała próba. Czasem ludzie są od siebie oddaleni tysiące kilometrów ale to nie jest przeszkodą i decydują się na ślub. To zatem jest możliwe.
Między Łodzią a Warszawą na szczęście nie jest taka duża odległość, można spokojnie spotkać się np. w weekend. A to, że jesteś w Warszawie daje Tobie- facetowi duże pole do popisu - możesz zabierać dziewczynę na ciekawe wycieczki, do kina, teatru. Ostatnio wyszedł świetny przewodnik "Warszawska Praga" - polecam!!! Pewnie sam dobrze nie znasz jeszcze Warszawy, więc macie oboje okazję poznać wiele ciekawych miejsc. Piszcie do siebie listy - to może archaizm, ale jakże miło do nich sięgnąć po latach. Dzwońcie. Macie już 16 lat, za 2 lata przed Wami wybór studiów. Postarajcie się studiować w jednym mieście. Widzisz zatem, niedługo możecie być razem.
Przykłady, które przytoczyłeś wskazują, że faktycznie we wszystkim jest jakiś sens, prawda? W tym zatem też. Na pewno może być z tego wiele dobrego. Postaraj się o to. Powodzenia!

  perełka, 17 lat
619
16.12.2005  
boje się zaryzykować... strasznie podoba mi się chłopak od pierwszego momentu jak go zobaczyłam... myślę tylko o nim... chyba go kocham... tylko boję się spróbować :(:( nie mam odwagi i ten okropny strach...

* * * * *

Proszę, skorzystaj z porad w odp: 3, 30, 37, 134, 411 , nie rób wszystkiego na raz, zrób maleńkie kroczki, drobiazgi. I nie mów o uczuciach! : 18, 61, 74, 217, 514

  Daria, 16 lat
618
16.12.2005  
nie umiem kochać. wierzę w Boga, ale nie rozumiem miłości. to, co czuję do moich rozdziców, to raczej wdzięczność i zaufanie. raz w życiu miałam chłopaka... zraniłam go. po prostu poczułam, że mam go dość, denerwował mnie jego romantyzm i opowiadania, jak to wspaniale mu jest ze mną. był za dobry. nie umiałam go kochać. od kilku miesięcy jestem zauroczona... ale boję się sama siebie. jestem zazdrosna jak nie wiem co, nie panuję nad swoją złośliwością wobec niego... to nie jest miłość. ja mam takie swoje własne wyobrażenie o miłości... takie moje marzenie... bez białych koni, róż i kwiatów... czuć, że mogę zrobić dla kogoś wszystko... nawet umrzeć... nie potrafię kochać. jestem zła.

* * * * *

Potrafisz. Właśnie Twoja miłość, codzienna jest prawdziwą miłością. Poczytaj o tym w odp. nr 19, 15, 13. Ty po prostu nie lubisz lub wstydzisz się lub tak zostałaś wychowana okazywania uczuć. A to dwie różne sprawy. Nie wiem z czego to wynika. Nie znam Ciebie ani Twojej sytuacji. Musiałabyś porozmawiać z kimś kto Cię zna i wie jak jest u Ciebie w domu.
Prawdziwa miłość to nie róże, białe konie itp. tylko szorowanie garów i rozwiązywanie problemów.
Pewnie, że zakochani uwielbiają całą otoczkę romantyczności. Nie należy z tego powodu gonić każdego chłopaka, który tak się zachowuje; on się tak zachowuje, bo myśli, że dziewczyna tego oczekuje. Jak go pogonisz, jak powiesz, że ma Cię w drzwiach nie przepuszczać i kwiatków nie przynosić to się zrazi. Pozwól na to. No trudno, musisz ścierpieć. Sama też troszkę się przełamuj. Nie pokazuj facetowi, że Ci na tym nie należy, bo stwierdzi, że nie jesteś kobieca, a chłopcy nie lubią "męskich" kobiet. Może przeczytaj sobie odp. nr 234 , 25, 50, 340 o kobiecie i mężczyźnie w związku, może to Ci trochę pomoże? I nie załamuj się, jeśli nie "podpadasz pod stereotypy". Pamiętaj, każdy człowiek jest inny, a poza tym jesteś bardzo młoda i Twoje kobiece cechy dopiero się rozwijają. Trzymaj się!

  Mariusz, 23 lat
617
16.12.2005  
Witam.. Cóz moje pytanie... Jestem z dziewczyną juz ponad rok ale od pewnego czasu gdzieś straciła sie moja miłość czytałem różne wypowiedzi tutaj, o zakochaniu, o kochaniu i zdaje sobie z tego sprawe, że gdzieś zauroczenie opadło a mnie zaczeły dopadać wielkie wątpliwości(nic oczwiście jej nie mówiłem mysląć, że to przejdzie). dla nas Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu trudno jest mi podjąc jakąkolwiek decyzje ponieważ razem na początku wierzyliśmy ze to właśnie Bóg nas połączył(np. poznaliśmy sie w kościele i tysiące spraw jeszcze) ten okres jest dla mnie bardzo ciężki i sam nie potrafie go pojąć. Wiem że miłość to chcieć zrobić wszystko dla tej drugiej osoby i wiem że w moim przypadku oznaczałoby, przynajmniej na dzień dzisiejszy, staraszne cierpienie ponieważ nie potrafie mi ją znieść. na początku wierzyłem, że jest pewna możliwość, modlitwa, prosiłem żebyśmy razem sie modlili(takie życzenia składałem nowożeńcom na ślubach) niestety jej to nie odpowiadało. Nadzień dzisiejszy nawet nie widze iskierki nadziei.. chyba, że tutaj.. wiem, że jest wartościową osobą i niesamowitą, ale nie czuje, że nie jesteśmy stworzeni dla siebie. Mogę sie założyć że trudno bedzie tu odpowiedzieć na to pytanie ponieważ nie jest znana cała sytuacja Czy modlitwa razem jest tak wielkiem problemem?? dla mnie nie jest ale być może jest to moje subiektywne zdanie prosiłbym o odpowiedz... w jednym z wypowiedzi przeczytałem że miłośc to wtedy gdy chce sie przebywać z kims pomimo wad które tak bardzo gryzą... a gdy tak nie jest??... jest we mnie wiele lęku przed podjęciem decyzji... Czy może za wiele wymagam.. czy może chciałbym zabardzo by było po mojej myśli?? chciałbym jeszcze tylko dodać, że przezcałą ta sytuację maja relacja z Bogiem jest bardzo trudna a \"Bez Boga to ani do proga\" tymi słowami kończe... mam nadzieje, że w jakiś sposób przekazałem moje uczucia, które szczerze powiedziawszy trudno jest mi zdefiniować..

* * * * *

Co do wspólnej modlitwy: jeśli Twoja dziewczyna pochodzi z religijnej rodziny, jeśli jej rodzice się modlą, jeśli są praktykujący, jeśli była we wspólnocie, nie jest zamknięta w sobie to nie powinna wspólna modlitwa być dla niej problemem. Ale: zdarzają się osoby, dla których modlitwa jest czymś tak intymnym, że nie mogą się przełamać by modlić się na głos czy z kimś, takie problemy mają ludzie nawet w małżeństwie. Może na początek zaproponujesz by każde z Was modliło się samo w myśli, ale przez moment klęczelibyście razem? My od tego zaczynaliśmy i było ok. A teraz co do zasadniczego problemu. Jeśli wiesz o etapach miłości itp. to oczywiście może być tak, że stwierdzasz, że to nie ta osoba... Na szczęście po to jest okres wspólnego bycia przed ślubem, by rozpoznać.
Jednak rok czasu to nie jest bardzo długi okres i na Twoim miejscu dałabym sobie (i jej) jeszcze trochę czasu. Może ten okres zniechęcenia minie? Może trzeba Wam świeżości, jakiegoś urozmaicenia randek? Może Ty chcesz wejść na kolejny etap a ona jeszcze nie widzi takiej potrzeby? Wiesz, nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, pewnie o tym wiesz, pisałam o tym w odp. nr , więc nie można przeceniać okoliczności wskazujących na to, że to właśnie ten czy ta. Jednak decyzja o odejściu również wymaga głębokiego zastanowienia i odpowiedzi na pytanie czy chcę odejść bo on czy ona nie są takie jak sobie wymarzyłem czy dlatego, że faktycznie nie wyobrażam sobie wspólnego życia? Tak jak słusznie pytasz: czy mnie to oddala od Boga czy do niego przybliża?
No widzisz, nie odpowiem Ci konkretnie na Twoje pytanie co powinieneś zrobić, módl się. A może pojechalibyście(albo poszlibyście) na "Wieczory dla zakochanych"? Nie tylko pary narzeczeńskie mogą w tym uczestniczyć. Tam poznalibyście się bardzo dobrze, odpowiedzielibyście sobie na wszystkie wątpliwości. Więcej informacji znajdziesz tu: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Powodzenia!

  Unknown_User, 19 lat
616
15.12.2005  
Szczęść Boże.Na wstępie chciałbym bardzo podziękować redakcji za utworzenie tego działu na mojej ulubionej stronie. Przeczytałem wszystkie posty i naprawdę wiele z tego można dobrego wyciągnąć i nauczyć się.Pani Kasiu [mam nadzieję że dobrze pamiętam]wielkie DZIĘKUJĘ i niech Pani Pan Bóg w dzieciach wynagrodzi:) za wspaniałe dzieło, które się tutaj dokonuje przez Pani pracę.

Już posłodziłem...teraz czas na gorzką prawdę...

Zawsze marzyłem o tym, żeby dochować czystości przedmałżeńskiej, a także żeby dochowała jej moja przyszła żona. W moich poprzednich\"związkach\" niestety miał miejsce petting [ nienawidziłem siebie za to, za łamanie swoich zasad], poza tym w ciągu mojego jeszcze nie tak długiego życia, miałem poważny problem z onanizmem, piszę miałem choć jeszcze niedawno mi się to przytrafiło, ale walczę i jestem na dobrej drodze myślę.Ponadto zapisałem się do RCS i to też uważam za mój sukces, bo długo się do tego zabierałem, a teraz wiem że jestem \"formalnie\" zobowiązany do trzymania się pewnych pięknych zasad.

Dzisiaj jednak przyszło mi stawić czoła pewnej trudnej kwestii. Choć już wczoraj przeczuwałem [ Pan Bóg mnie na to przygotowywał - tak to interpretuję], że dzisiaj się dowiem od mojej dziewczyny o czymś co nie będzie dla mnie łatwe do przyjęcia.Jesteśmy ze sobą bardzo krótko, znamy się też stosunkowo niedługo, ale oboje czujemy, że to wyjątkowa relacja, bardzo rowijająca, budująca i dobrze rokująca.Ponadto różni się od tych poprzednich, bo budowana jest na Bogu i z Bogiem, opatrzona pięknymi ideami, postanowieniami i pomysłami. Dzisiaj dowiedziałem się, że moja dziewczyna ma za sobą swój pierwszy raz. Było to dla mnie i nadal jest dość trudne do przyjęcia.Chyba dlatego, że zburzyło to mój ideał i że zupełnie mi to do niej nie pasuje. Ponieważ jednak zależy mi na Niej i na tej wyjątkowej relacji to powiedziałem, że to przyjmuje, że przyjmuję ją taką właśnie, z tą historią, z tym doświadczeniem i chcę budować dalej ten wyjątkowy związek mimo trudności jakie będę miał z pogodzeniem się z tym faktem, ale w imię tych pięknych ideałów jakie teraz razem wyznajemy i w oparciu o nie. Ponieważ wiem że Ona żałuje łatwiej mi było w duchu powiedzieć wybaczam.Do tego jeszcze to o czym Pani pisała, że skoro Pan Bóg przebacza to my nie możemy być ponad Nim, być surowsi od Niego i też powiniśmy przebaczyć.

Wydawałoby się więc, że nie ma problemu, że nic innego tylko budować dalej to zbożne, piękne dzieło.Niestety coś jednak jest. Mimo że to przyjąłem i zaakceptowałem, to cieżko mi się z tym pogodzić. Kusi mnie żeby zapytać dlaczego?czy warto było? czy to był raz czy kilka? Z jednej strony odpowiedź na te pytania mogłaby mnie uspokoić, z drugiej jednak gdby odpowiedzi okazały się być tymi \"nie najłagodniejszymi\", to byłoby jeszcze trudniej, to bym się jeszcze bardziej zadręczał i nie ma z resztą chyba sensu rozdrapywać tego, bo to nic nie wniesie. Dręczą mnie jednak myśli, że umarło \"marzenie o dziewicy\", że Ona \"to\" zrobiła\", że ja jeśli będziemy mieli być razem nie będę mógł być tym pierwszym i do tego jeszcze myśl/wyobrażenie tego jak/kiedy/z kim i w jakich okolicznościach to się stało ...a to z kolei rodzi złość, żal i gniew przeciw \"tamtemu\".

Jak sobie poradzić z tymi myślami? Jak zaakceptować taki stan rzeczy jaki jest?Jak zapomnieć - bo czy to nie najlepsze rozwiązanie? W ogóle boję się...że to może siedzieć potem we mnie jak drzazga i niekorzystnie wpływac na tą relację, być może w przyszłości małżeńską, że to będzie wciąż sprawiało ból..

Dziękuję za odpowiedź i przepraszam że tak się rozpisałem.

Z Bogiem


* * * * *

Mój Drogi! Gratuluję dojrzałości w podejściu do tematu. Prawić morałów Ci nie będę bo sam sobie wszystko pięknie poukładałeś.
Rozumiem, że mimo wybaczenia może tkwić to "coś", tak jak mówisz - "umarło marzenie o dziewicy". No bo umarło, fakt. Widzisz, zawsze po jakiejś stracie jest okres żałoby. Jest po śmierci czyjejś, po rozstaniu, jest po jakiejś porażce, po utracie złudzeń. To normalne. To czas na to, by przyjąć w pełni do świadomości, że utrata nastąpiła i oswoić się z tą myślą oraz pomyśleć jak z tym czymś żyć. Tak więc Twoja drzazga jest czymś normalnym - to Twój - może nawet podświadomy - okres żałoby. Musisz przez niego przejść. Po co on jest? Ano to taki okres ochronny spowodowany naszą wrażliwością. Niemożliwe przecież jest przejście z dnia na dzień do porządku dziennego w takich przypadkach. To świadczyłoby o tym, że na tym czymś/kimś nam nie zależało. Gdyby chłopak na drugi dzień po rzuceniu go przez dziewczynę nie czuł żalu to by znaczyło, że jej nie kochał, prawda? Im coś miało dla nas większe znaczenie tym dłuższy okres czasu jest potrzebny na dojście do siebie. Daj sobie zatem troszkę czasu.
A teraz jak się pogodzić? Przebaczenie to podstawa, a zatem ten krok masz już za sobą. Zdecydowałeś się być z nią dalej - tzn., że widzisz w niej wartości większe niż fizyczne dotrwanie w czystości do ślubu. Brawo. Wypisz sobie wszystkie jej cechy, które podziwiasz. Pomyśl jaką byłaby żoną i matką i czy chcesz takiej kobiety. Jeśli tak, to niedużo już masz do zrobienia.
A teraz Cię rozczaruję. Wiesz czym? Obaleniem mitu jak to jest w noc poślubną. Zaznaczam od razu, że będę pisać o stronie fizycznej, nie mającej nic wspólnego z duchowością, to całkiem inna sprawa. Otóż, media mocno rozdmuchują ten temat, wprowadzając w błąd. Zdecydowanej większości się wydaje, że ta noc jest magiczna, ekstaza sięga zenitu, wszystko idzie jak z płatka, mężczyzna wie co ma robić, kobieta wie jak się zachowywać, a potem oboje przezywają orgazm i pełni rokoszy opadają na poduszki wyznając sobie miłość. Otóż nie tak to wygląda. Po pierwsze noc poślubna często wcale nie jest tą pierwszą nocą bo tej pierwszej...na ogół nie ma. Nad ranem albo już całkiem rano państwo młodzi wracają spoceni i z resztkami makijażu (kobieta :) i jedyne o czym marzą to ..tak jest, łóżko! Ale nie w tym wymiarze. Kilka godzin przerywanego z emocji snu i albo poprawiny, albo bieganina i uprzątanie wesela. A zatem druga noc. Też niewyspani, bo nie było kiedy, ale już lepiej. Do tego dochodzi kwestia naturalnego planowania rodziny: jeśli nie planują od razu dziecka to ze współżyciem czasem trzeba się wstrzymać kilka dni. Ale do rzeczy. Defloracja czyli przerwanie błony dziewiczej wcale nie jest takie proste. Otóż nieźle się muszą małżonkowie namęczyć, żeby tego dokonać. Fakt, u jednych idzie łatwiej u innych trudniej, ale przeważnie to wcale nie jest tak, że uda się za pierwszym razem. Dlaczego? Otóż kobieta, która jest dziewicą instynktownie broni się przed współżyciem. To dla niej coś obcego, trochę przerażającego i na początku nieprzyjemnego. Więc to jest pierwsza trudność- ogromna wrażliwość jej ciała na dotyk męża, na dotyk intymnych części, których nikt jej nigdy nie dotykał. To przeraża jej męża, który nawet fizycznie nie jest do końca w stanie utrzymać wzwodu - no bo który kochający facet byłby podniecony i czuł się przyjemnie gdyby jego ukochana zwijała się z bólu podczas próby intymnego zjednoczenia? Chyba żaden. Kobiece narządy płciowe muszą być wilgotne - to wypływa z podniecenia, i jest warunkiem, by przyjąć męskie. Inaczej jest to rozrywający ból. Pochwa nieprzywykła do stosunku jest wąska i obkurczona, wejście do niej zamknięte. Czasem w ogóle nie można nawet tego "namierzyć". O orgazmie (kobiety) to w ogóle można zapomnieć. Tak więc nieraz dopiero po kilku tygodniach (lub miesiącach) możliwy jest "normalny" stosunek płciowy. Do czego zmierzam?
Do tego, że nawet jeśli Twoja dziewczyna przeżyła pierwszy raz to możesz być pewien, że nie czerpała z tego przyjemności. Przypuszczam - choć mogę się mylić- że była to niejako wymuszona decyzja, którą ona była później mocno rozczarowana. Do tego doszły wyrzuty sumienia, żal, że to nie z mężem i wiele, wiele innych rzeczy. Poza tym może być tak, że ona nie do końca to fizyczne dziewictwo straciła. Rozumiesz to w kontekście tego co napisałam wyżej? Nie od razu i nie do końca udało im się zjednoczyć. Oczywiście czystość to inna sprawa i fakt, że duchowo dziewicą nie jest, choć...ale o tym za chwilę. Jeśli ona nie opowiadała Ci sama o tym to na razie byłabym ostrożna z wypytywaniem o szczegóły. Jestem jednak pewna, że nie wspomina tego dobrze.
Dlaczego zatem noc poślubna jest tak opiewana? Pomijam media całkiem świeckie, zachęcające do współżycia, bo to się łączy z kupowaniem środków antykoncepcyjnych itd. Ale media katolickie? Otóż, noc poślubna od strony fizjologicznej - a o takiej jak zaznaczyłam tu pisałam - rzeczywiście nie jest czymś zachwycającym tylko bolesnym, rozczarowującym, a nawet frustrującym (szczególnie dla mężczyzn - trudności z utrzymaniem wzwodu, poczucie, że nie może zaspokoić żony i szok, że ją to boli zamiast dawać przyjemność). Piękno i urok nadaje jej fakt, że przeżywana jest z mężem, po cudownej uroczystości zaślubin, gdzie dwoje ludzi oddaje się sobie na wieczność, gdzie mogą już w każdym wymiarze wyrazić swoją miłość, gdzie nawet mimo braku fizycznych przyjemnych wrażeń cieszą się sobą, swoją obecnością. W "pierwszym razie" bez tej otoczki (czyt. z chłopakiem) co może pozostać? A kiedy dojdą do tego wyrzuty sumienia? To chce się pewnie o tym jak najszybciej zapomnieć.
Co chcę Ci przez to powiedzieć? Otóż to, że mimo tego, że Twoja dziewczyna nie jest dziewicą masz szansę na piękną miłość i piękny związek, bo zdecydowałeś się z nią być "pomimo" - no ale to już wiesz. Ale poza tym - o czym pewnie nie wiesz - macie szansę na niepowtarzalną noc poślubną. Pełną romantyzmu, miłości i oddania się sobie - bo to przecież jest najważniejsze. Być może ona będzie wiedziała już pewne rzeczy ale dla Niej Ty będziesz tym jedynym, pierwszym (a "pierwszy" znaczy tyle co "mający pierwszeństwo", czyli najważniejszy). To ta noc będzie najważniejsza i dla Ciebie i dla niej, a nie tamta. Weź jeszcze pod uwagę psychikę kobiety. Kogo będzie wspominać? Faceta, który daje jej poczucie bezpieczeństwa, miłość i który zostanie z nią na zawsze, a nie tego, który pozbawił ją dziewictwa i zostawił z wyrzutami sumienia. No tak logicznie: czy nie tak będzie?
I już na koniec. Pisałam o tym dziewictwie nie końca utraconym. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i pomyśl: czy dla Boga są rzeczy niemożliwe? Nie ma. Jeśli dwoje ludzi się kocha i ma dobre chęci i dobrą wolę i modlą się o łaskę to Bóg aż się uśmiecha. Trzymaj się! I aby więcej było takich chłopaków jak Ty!

  Kinga, 17 lat
615
14.12.2005  
Mam pytanie...bo niedawno przyjaciółka mojej mamy powiedziała jej, że jestem ładną dziewczyną, ale nawet gdyby jakiś chłopak chciał do mnie zagadać to by nie mógł. W każdym razie chodziło o to że we mnie jest jednak coś co odpycha. Bardzo mnie to zasmuciło, ponieważ staram sie być miła dla wszystkich, pomocna, serdeczna. A jednak sie to nie sprawdza i to nie tylko dlatego, że nie miałam jeszcze do tej pory chłopaka, ale tez w tym, że widzę, iż niektórzy ludzie mnie nie lubią. Widze to w ich oczach, choć naprawde nic im nie zrobiłam, ani ich nie obmawiałam. Nie wiem co mam robić, czasem mam pretensje do Boga o to. A potem czuje się jeszcze gorzej, bo Go obrażam. Wszędzie pisze, że Bóg wszystkich kocha jednakowo. Ja powoli przestaje w to wierzyć. Nic mi się nie udaje, moje modlitwy nigdy nie zostaja wysłuchane, choć mocno wierzę. Nie rozumiem... niektóre moje koleżanki, które nie są zbyt cnotliwe i miłe maja to czego zapragną. Czasem sobie to tłumaczę w ten sposób ( choć pewnie uznasz go za kretyński), że Bóg ma tak wiele dzieci, że o mnie może zapomniał. Wielokrotnie już płakałam przez to wszystko. Jeszcze się całkowicie nie poddaje, ale jestem tego bliska. Nie wiem jak mam sobie pomóc, a co najważniejsze- jak znów uwierzyc w to , że Bóg mnie kocha,pewnie mnie wyśmiejesz albo coś, no ale... ;( bardzo mi źle....i nikomu o tym jeszcze nie powiedziałam...z góry dziekuję za odpowiedź,pozdrawiam

* * * * *

Nie zamierzam Cię wyśmiewać, bo każdy z nas ma chwile zwątpienia, każdy prosi Boga i nie rozumie dlaczego nie otrzymuje. Ja również. Tłumaczę sobie, że Bóg wie co dla mnie dobre i wie jakie konsekwencje miałoby to, że teraz dałby mi to czego chcę. Może nie miałoby to dobrych skutków. Kiedyś Go o to zapytamy...Oczywiście modlić się trzeba, ale tak jak mówimy w "Ojcze nasz" "...bądź wola Twoja" tak musimy brać pod uwagę, że ta Jego wola może być inna niż nasza. On jest nieskończoną mądrością i dobrocią, więc chce dla nas dobrze. Jeśli to czego oczekujemy jest z tą wolą zgodne - otrzymamy. Może jeszcze nie teraz, ale w najlepszym dla nas momencie. Wiem, trudno w to uwierzyć, mi też na co dzień bardzo ciężko. Ale tak jest.
A teraz co do tej teorii przyjaciółki Twojej mamy. Nie wiem czy to prawda czy jej wymysły, w każdym razie należy się koniecznie dowiedzieć co miała na myśli. Na pewno szczerze i w dobrej wierze to mówiła więc niech Ci to wyjaśni. Powiedziała Twojej mamie o co chodzi? Spytaj się koniecznie. Może faktycznie jest coś, czego Ty nie dostrzegasz a co da się zniwelować małym wysiłkiem. Może popracujesz nad tym i będzie ok. Kochana, nie załamuj się tymi słowami i nie wiń się za to! Jednak musisz wyjaśnić sytuację, bo nie rzuca się słów na wiatr, ot, tak sobie. Może pogadaj też z mamą, może ona też to coś widzi?
A jak już wyjaśnisz spróbuj popracować. I trzymaj się, powodzenia!

  Myszka, 18 lat
614
14.12.2005  
zakochałam sie w chłopaku który ma 24 lata... znamy sie ok pół roku ale ciagle kiedy tylko trafi sie okazja pogadac, to wydaje mi sie ze on mnie unika. Chciałam mu dac prezent na swieta ale nie wiem jak zaeraguje nie chce żeby sie domyślił...

* * * * *

Prezent na święta to lekka przesada w tym wypadku, wystarczyłoby złożyć życzenia, ewentualnie wysłać kartkę. Jeśli nie chcesz, żeby się domyślił to nie należy wysyłać jednoznacznych sygnałów. Nie wiem co on o Tobie myśli, jeśli wydaje Ci się, że Cię unika. Albo faktycznie unika bo nie jest zainteresowany albo jest nieśmiały. W każdym razie jedyne co możesz zrobić to skorzystać ze "standardowych" rad jak nawiązać kontakt w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 Jeśli nadal będzie Cię unikał to chyba nie chce tej znajomości...

  PIOT(ER), 17 lat
613
14.12.2005  
witam=) mam troche dziwny problem.. i niewiem do konca czy to mozliwe ze tak jest no ale zaczne od początku.. pod koniec wakacji poznałem na Gadu.. kuzynke od mojego przyjaciela.. z początku była to zwykła znajomość, normalna rozmowa na gg jak kazda inna.. ale z czasem zaczeło sie to zmieniac.. przyjaciel duzo opowiadal mi na temat tej dziewczyny... sam ja zdazyłem juz dosc dobrze poznac.. lecze niestety niemielismy okazji sie zobaczyc na live.. ale z czasem zaczelismy do siebie dzwonić... duzo ze sobą rozmawiac esemesowac i wogule.. i poczułem sie tak jak bym był zakochany w jej charakterze.. niewiem do konca jak wyglada.. a jednak czuje ze jestem zakochany.. dla mnie to jest strasznie dziwna sytuacja bo nigdy w takiej niebyłem.. i nieczułem sie nigdy tak jka teraz sie czuje.. ta dziewczyna wniosła duzo do mojego zycia.. całkiem inaczj sie czuje niz przed tym zanim ją poznałem.. i chciałe msie zapytac.. czy wogule jest moziwe zakochac sie w kims nieiwedzac jak ta osoba wyglada.. czy t otylko jakies dziwne zauroczenie? niewime co mam o tym myslec.. dlatego prosze o pomoc.. z gory dziekuje=) pozdrawiam:)

* * * * *

Owszem, można zakochać się nie wiedząc jak dana osoba wygląda, tylko jest pewne niebezpieczeństwo: można sobie nawyobrażać nie wiadomo co - odnośnie jej wyglądu, ale też charakteru, zachowania itp. i później się rozczarować. Dlatego ważne jest by zobaczyć się w realu. Jeżeli czujesz, że coś mogłoby z tego być, czujesz do niej sympatię to zaproponuj spotkanie. Pisałam o internetowych związkach w odp. nr: 59, 118 , może znajdziesz tam coś dla siebie?

  Magda, 20 lat
612
13.12.2005  
Czy istnieje tzw. miłość od pierwszego wejrzenia? Mam czasami wrażenie, że tak. W moim przypadku chyba było to zakochanie się od któregoś tam spojrzenia z kolei, bo na pewno nie było od pierwszego ;) Ale określam to trochę mianem jakby \"zakochaniem się od pierwszego wejrzenia\", dlatego, że moje uczucie do tego chłopaka rozwinęło się w zasadzie w ciągu niespełna 2 dni. Dodam, że było/jest to bardzo silne uczucie. Było to na 5 dniowych rekolekcjach w wakacje. Początkowo w ogóle się nim nie zainteresowałałam - ot zwykły chłopak, trochę nawet dziwny jeśli chodzi o urodę. Ale kolejnego dnia zrozumiałam, że zaczynam się nim coraz bardziej interesować, no i... trach. Zakochałam się :( W swoim życiu zakochiwałam się wiele razy, ale w tym wypadku pojawiło się jakby coś nowego. Nie mam pojęcia czy da się to w ogóle słowami opisać. Ale po raz pierwszy w życiu, doświadczyłam tak silnego przeświadczenia, że ten właśnie chłopak byłby idealnym dla mnie kandydatem na męża. Coś mi w środku mówiło, że jest to bardzo prawdopodobne! Wcześniej nigdy czegoś tak silnego nie czułam, choć byłam parę razy naprawdę mocno w kimś zakochana. Wszystko mi jakby w środku krzyczało - to ten! to ten! na pewno ten! Czy coś takiego jest w ogóle możliwe, czy to tylko emocjonalny psikus??? I nawet jeśli to faktycznie był ten, to musiałam oczywiście wszystko rozwalić swoją nieśmiałością. Bałam się z nim nawiązać częstszy kontakt. Właściwie to wszystko pewnie zaprzepaściłam :( Nie wiem nawet skąd on jest. Nie zdąrzyłam wymienić się z nim kontaktami :( I myślę o nim dzień w dzień od tamtego czasu. I bardzo tęsknię. Jest to zarówno tęskonta fizyczna jak i duchowa. Strasznie żałowałam, że te rekolekcje trwały tak krótko, bo jestem pewna, że gdyby trwały parę dni dłużej, prawdopodobnie mogłabym z nim być, albo chcoiaż dobrze się zaprzyjaźnić. A tu taka klapa :( Nie wiem czy kiedykolwiek go jeszcze spotkam. Pewnie to nikłe prawdopodobieństwo. Ale bardzo tego pragnę i modlę się o to. Proszę Boga, by postawił go jeszcze raz na mojej drodze, proszę też o to, bym mogła być z tym chłopakiem, ale równocześnie boję się, że nie taka jest wola Boża. Boję się tego zawodu właśnie. Że ja tu tak tęsknię i myślę i wtedy miałam tak silne przeświadczenie, że ów chłopak był mi być może pisany, a tu się okaże, że to wszystko jedna wielka bujda :( Strasznie nie lubię cierpieć z tego powodu. Nigdy nie rozumiem, dlaczego Bóg stawia mi kogoś na mojej drodze, mimo, że nie jest mi on pisany??? Mimo, że Bóg wie, iż się w tym kimś zakocham i, że to uczucie będzi bardzo silne. Dlaczego Bóg na takie coś przyzwala??? Jaki jest w tym cel? Kiedy w końcu kogoś znajdę i ten ktoś znajdzie mnie? Ile mam jeszcze czekać? Naprawdę bardzo mnie to boli i sprawia, że już momentami odechciewa mi się żyć. Moja samotność odbiera mi radość życia. A tu w kółko to samo. Ktoś się pojawia, ja sie zakochuję jak idiotka, bardzo mi zależy, a później taki zawód :( Wiem, że w przypadku tego chłopaka z rekolekcji mogłoby coś wyjść, ale ja oczywiście wszystko musiałam spartaczyć! Wszystko przez tą nieśmiałość do chłopaków. Trudno jest mi z nimi nawiązywać bliższe relacje. I dla czego przez to ma mi miłość przejść koło nosa??? Dlaczego Bóg na to wszystko pozwala i tego nie zmieni? Jest mi naprawdę bardzo smutno :(

* * * * *

Odnośnie miłości od pierwszego wejrzenia: moim zdaniem czegoś takiego nie ma. Najpierw jest zauroczenie, zakochanie i potem miłość. Nie będę się rozpisywać, pisałam o tym w odp. nr 15, 19 i 13. Prawdopodobnie u Ciebie było to bardzo silne zauroczenie, które się rozwinęło.
A teraz co do tego chłopaka: po pierwsze: jaki on miał do Ciebie stosunek? Bo, że Ty byłaś zakochana to jasne, ale co on na To? Rozmawialiście? Dał Ci coś odczuć? Bo może było tak, że Ty się zakochałaś ale on nie miał o tym pojęcia? Albo próbował Cię zagadywać a Ty byłaś za bardzo nieśmiała i on się wycofał, co? Pewnie tak było, prawda? Co teraz? Znasz jakiś jego adres, telefon, gg? Znasz kogoś kto zna? Spróbuj zdobyć jakiś kontakt, napisz i spytaj o wrażenia z rekolekcji i czy nie wie czy znów w najbliższym czasie gdzieś będą. Skorzystaj też z rad w odp. nr 30, 134. Nie jest taż tak, że Bóg nam kogoś zsyła bez sensu, nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, zobacz odp. nr 58, 86. Jeśli nawet z kimś nie będziemy to każde spotkanie ma sens. Możemy się nauczyć kochać, dawać bezinteresownie, może czegoś się od tego kogoś nauczymy albo on od nas. A modlić się zawsze trzeba, skorzystaj np. z tej modlitwy: [zobacz]

  ***, ** lat
611
13.12.2005  
jak mam zmusić się do bycia aktywną na lekcji? jestem troszkę nieśmiała, i mam okropne osoby w klasie, ale CHCIAŁABYM się zgłaszać!

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr 136 i 256, to Ci pomoże w ośmieleniu się w ogóle. Jeśli coś wiesz to przełam się, niemal na siłę wyciągnij rękę. Jak nauczyciel Cię poprosi cały strach minie i będziesz z siebie dumna. Skup się tylko na tym wyciągnięciu ręki, bo później pójdzie jak z płatka, więc nie myśl o całym procesie odpowiedzi. Tylko to. Każdy sukces zdopinguje Cię do następnych. Powodzenia!

  Paweł, 16 lat
610
12.12.2005  
Skrzywdziłem dziewczyne, która znaczyła dla mnie bardzo bardzo wiele, zrobiłem to niechcący. Powiedziałem nieumyślnie do niej kilka bardzo przykrych słów. Źle zrozumiała co miałem na myśli. Znienawidziła mnie do granic możliwości nie chce mnie widzieć nie chce słyszeć tego co mówie. Przepraszałem ją cały dzień, ale to nic nie pomogło. Czy da się coś zrobić. Nie chce dawać jej żadnych prezentów kwaitów itp bo powiedziałem że odrazu je wyżuci. Wyjaśniłem jej wszystko jak tylko mogłem najlepiej ale nie pomogło. Czy da się coś jeszcze z tym zrobić, aby to naprawić. Proszę pomóżcie.

* * * * *

Pawle, nie miałeś złych intencji. Przeprosiłeś. Żałujesz. I na razie tyle.
Oczywiście, nie wyjeżdżaj od razu z kwiatami bo to ją tylko rozzłości. Powinieneś dać jej teraz trochę czasu na ochłonięcie. Niech emocje opadną. A potem, po jakimś tygodniu możesz znów ją zagadnąć i spytać czy Ci przebaczyła. Wierzę, że tak będzie. Na pewni Cię nie znienawidziła bo to wcale nie tak łatwo. Po prostu mocno się wkurzyła i chce Cię ukarać.
Swoją drogą dziwię się, że tak mocno zareagowała jeśli jej wszystko wytłumaczyłeś i przeprosiłeś. Nie wiń się już. Jeśli Ty wykazujesz dobrą wolę a ona nie to ona ma problem. Wiem, to łatwo powiedzieć, jeśli chce się utrzymywać dobre kontakty i boli gdy ktoś podejrzewa o złe intencje.
Ale po ludzku - co innego możesz zrobić gdy ktoś zamyka serce? Nic. Możesz się jeszcze modlić. Bądź wobec niej uprzejmy i nie narzucaj się, nie tłumacz po 10 razy, bo to da odwrotny efekt. Odczekaj trochę i wysonduj jak jest nastawiona.

  Madzia, 15 lat
609
12.12.2005  
Mam dopiero 15 lat a już wiele razy zostałam bardzo zraniona przez facetów. Oni zawsze mnie traktowali jak panne na jeden wieczór, mimo, że ani wyglądem ani zachowaniem tego nie okazywałam. Aż w końcu pojawaił się w moim życiu chłopak, który jestw moim wieku i chodzi do mojego gimnazjum. Przedtem chodziliśmy do równoległych klas w podstawówce, ale poznaliśmy się rok temu, kiedy po raz pierwszy poszłam na oaze w mojej parafi. Na początku nie zwracałam na niego uwagi, aż w końcu w grudniu czyli 4 miesiącu uczęszczania na oaze zaczęłam coś do niego czuć. Ale jakoś to mineło. Tyle, że moje zauroczenie wróciło gdzieś tak w marcu. Z jego strony można było odbierać jakieś syganły. Nasi znajomi pytali czy my jesteśmy razem, ale jakoś ja niedopuszczałąm do siebie myśli, że moglibyśmy być razem. W między czasie pojawił się kolega z jego klasy. w czerwcu się z nim umówiłam, ale po niemiłym incydencie zakończyłam znajomość. Za to Bartek (w którym byłam zakochana na poważnie) zaczął się dziwnie zachowywać przestał rozmawiać, pisać sms-y... Zaczełam się martwić... Moje przyjaciółi powiedziały, że On musiał do mnie na prawde czuć. Przepłakałam dużo nocy. W końcu przyszły wakacje. Moje przyjaciółki mieszkają koło niego. Całe wakacje byłam w Jego i ich towarzystwie. Bartek zaczął ze mna rozmawiać, aż któregoś dni napisał do mnie na gadu gad, że wie o wszystkim co do niego czuje i jest mu przykro ale nic z Tego nie będzie. Ale powiedział, że nadal mnie lubi i będziemy dalej mogli rozmawiać tak jakby nic się nie zmieniło, ale on nie chce mieć żadnej dziewczyny do końca życia. Po tej wiadomości świat mi się zawalił. ja Go nadal kocham i nie potrafie o nim zapomnieć. Treaz jest kolejny rok szkolny, a on się zachowuje jakby mnie nie znał po czym po kilku dniach znowu mnie zaczepia na korytarzu w szkole i tak się to cały czas powtarza, a ja już nie wiem co robić nie wiem jak o nim zapomnieć. A najdziwniejesze jest to, że intuicja mi mówi żebym nie zapominała o nim....nie wiem co robić żeby zapomnieć i żeby on znowu był moim kolegą jak dawniej. Z góry dziękuje za odpowiedź.

* * * * *

Wiesz, pocieszę Cię. W wieku 15 lat ja też nie chciałam mieć chłopaka do końca życia, a mój mąż uważał, że dziewczyny tylko przeszkadzają. A teraz jesteśmy małżeństwem. Madziu, ja absolutnie nie wierzę, że Bartek będzie tak myślał za 2, 3 czy 5 lat. Choć teraz, owszem może mieć taki "pomysł na życie". Ale mu przejdzie. Być może myśli teraz o powołaniu i dlatego tak powiedział? Tego nie wiem. Jest jeszcze jedno. Chłopcy w ogóle później niż dziewczyny dojrzewają do potrzeby bycia z kimś, miłości i związku. Więc on jeszcze tego nie czuje. Kiedy poczuje - nie wiem, każdy jest inny.
Intuicja Ci mówi, żeby czekać. Hmmm, tak możesz czekać, ale nikt Ci nie da gwarancji ile będziesz czekać i czy się doczekasz, bo np. on może zakochać się w innej i wtedy będziesz to czekanie uważała za stratę czasu. Poza tym zamkniesz się na innych. Tak nie można. Trzeba mieć otwarte serce, bo nie wiesz jakie Bóg ma dla Ciebie propozycje. Może poznasz kogoś innego?
A zatem nie traktuj poważnie tego co on mówi, ale absolutnie nie daj mu tego odczuć ani nie mów, że nie wierzysz. Czekaj, ale miej oczy otwarte. Powodzenia!

  Wariatka, 20 lat
608
12.12.2005  
Od dłuższego czasu podoba mi się pewien chłopak. Nie mogę powiedzieć, czy to jest prawdziwa miłość czy tylko na razie zwykła fascynacja. Jedno sie, że będzie mi mógł pomóc w drodze do świętości, że będzie wiwrny i uczciwy. Tylko, że ostatnio przestał do mnie w ogóle dzwonić. Rozmawiam z nim tylko na spotkaniach wspólnoty. Bo z jakichś względóe nie pozwala mi się z nim spotkać. A on chciał się ze mną umówić, ale ja nie chciałam. Raz go zaprosiłam na zabawę, ale potem doszłam do wniosku, że nie chcę z nim iść. Może się bać, zę po jakimś czasie \"chodzenia\" też mu powiem, że jednak nie chce z nim być. Co mam o tym myśleć?

* * * * *

No dokładnie może tak myśleć. Jeśli on definitywnie nie chce to na siłę go do tego nie zmusisz, ale jeśli jest tak jak piszesz, że on się boi odmowy po raz kolejny to musisz przekonać go do siebie i udowodnić, że jest inaczej. No bo bardzo brzydko jest kogoś zapraszać a potem nagle powiedzieć, mu że się nie chce. Nie dziw się, że on czuje się urażony, po prostu jest na Ciebie za to zły i ma do tego prawo. A jak Ty byś się czuła na jego miejscu? Lepiej było już z nim pójść, nawet jeśli nie miałaś za bardzo ochoty. On mógł poczuć się przedmiotowo - nie chcesz to go odstawiasz. Nic więc dziwnego, że do Ciebie nie dzwoni. Po prostu mocno się wkurzył a jest na tyle delikatny, że udaje, że nic się nie stało. Przeczytaj odp. nr 2 i nigdy więcej nikogo tak nie traktuj!

  magda, 21 lat
607
11.12.2005  
Na wstępie chciałabym wam podziekować za odpowiedz na moje pytanie, które wyslałam do was jakiś czas temu.Jak pisałam do was za pierwszym razem chyba podałam za mało szczegółów dotyczących mojej sytuacji.tak jak pisałam poprzednio, jestem zakochana w moim koledze z podstawówki, który jest klerykiem (3 rok).Tak jak mi radziliście nie bywam tam, gdzie on, ale jeśli Rafał(bo tak ma na imię ten kleryk), przyjeżdża do domu(ma to miejsce mniej więcej raz na kwartał), przeważnie jestem na tej samej mszy w niedziele(9:00) ponieważ mam pewne obowiązki, związane z moim byciem w Ruchu Światło-Życie, które na tej mszy spełniam.Dlatego często nasze spotkanie w kościele jest nieuniknione.Wtedy przeważnie Rafał patrzy sie na mnie przez prawie całą mszę, co mnie bardzo denerwuje.Ale jest coś jeszcze co denerwuje mnie bardziej.Otóz pewna dziewczyna rok starsza ode mnie(zreszta moja imienniczka) ciągle sie Rafałowi narzuca,co ja uwazam za całkowity brak taktu.Mało tego, ona przychodzi do niego jak go nie ma w domu i wypytuje jego rodziców i brata o niego.Czy to nie jest wścibstwo? Próbowałam z nią rozmawiać na ten temat(choć nie wiem czy dobrze zrobiłam)i ona powiedziała mi że między nimi jest tylko przyjaźń ale ja w to nie wierzę.Widzę że ona na niego leci.Co mam zrobić żeby do niej dotarło że Rafał jest klerykiem i nie zamiarza wiążać się ani z nią ani z żadną inną dziewczyną? Magda niby ma chłopkaka (powiedziała mi o tym) ale ja czuję że to tylko \"zasłona dymna\".Ją obchodzi tylko Rafał.Pomóżcie mi bo ja już nie wiem jak wytłumaczyć tej dziewczynie że zachowuje się jak zwykła zołza.

* * * * *

Droga Magdo! Faktycznie, czasem Wasze spotkanie jest nieuniknione, rozumiem to.
Ten jego wzrok musisz po prostu przetrwać. Widocznie to jest jakaś próba, jakiś krzyż dla Ciebie. No nic innego nie możesz zrobić, bo co? To on źle się zachowuje a nie Ty.
Co do tej dziewczyny - też uważam, że się narzuca. I to w bardzo złym stylu. Szczerze mówiąc dziwię się, że jego rodzice jej nie pogonili. A co on na to?
Podziwiam Cię za odwagę, że z nią porozmawiałaś i rozumiem, że denerwuje Cię to tym bardziej, ze sama starasz się o nim nie myśleć. Podświadomie albo i świadomie dążysz do tego by ochronić go przed nią, no bo skoro nie może być z Tobą to żeby ona go dla siebie nie zagarnęła. Zrobiłaś jednak dużo, by dać jej do zrozumienia, że źle robi. Reszta to kwestia jej sumienia. Ja najbardziej dziwię się temu chłopakowi, że on sobie na coś takiego pozwala. Przecież to właśnie on jako przyszły kapłan powinien "świecić przykładem". A Ty? Nie musisz brać na siebie odpowiedzialności za działania tej dziewczyny. Przeczytaj odpowiedź wcześniejszą. Tam pisałam o tym co można zrobić dla kogoś, ale i o tym, że nie możemy za kogoś żyć i że nie ponosimy odpowiedzialności za jego czyny. Porozmawiałaś z nią - ok, teraz ona sama powinna sobie radzić. Co zrobi nie wiadomo, ale to ona za wszystko odpowie. A Ty czekaj na tego, który będzie dla Ciebie i którego nie będziesz musiała przed nikim chronić. Zaufaj Bogu, on zatroszczy się o wszystko.
Trzymaj się!

  Mat, 19 lat
606
11.12.2005  
To jeszcze raz ja. Pani Kasiu, na ile możemy wpływać na innych? Co mam zrobić, jeśli dziewczyna robi głupstwa za namową chłopaka, który się jej podoba? Jest mu uległa, a on po prostu ją podkopuje :/ Nie mogę na to patrzeć. Sama mówi, że chce zerwać tę znajomość, a jednocześnie... zachowuje się jak dziecko, a nie dorosły człowiek... A mi pęka serce, bo zależy mi na jej szczęściu...

* * * * *

Mój Drogi, próbowałam znaleźć Twoje poprzednie pytanie, ale znalazłam tylko nr 93 i mam wątpliwości czy to akurat Ty jesteś jego autorem, bo dominuje w nim inna tematyka. Tak więc nie mogę ustosunkować się do poprzedniej treści. Na przyszłość: proszę podawajcie numer poprzedniego pytania pisząc ponownie.
A teraz do rzeczy: trudna sprawa. Nawet bardzo trudna, bo normalne jest to, że pragniemy dobra osób, na których nam w jakiś sposób zależy. Z drugiej strony jest granica wolnej woli tego człowieka i jego autonomii. I teraz jak pogodzić te dwie rzeczy a jednocześnie komuś pomóc?
Po pierwsze to zależy od stopnia bliskości. Co innego i w inny sposób można powiedzieć bratu a co innego koleżance z klasy. Po drugie: znajomość charakteru tej osoby, bo to co jednym można powiedzieć za to inni się obrażą. Jedni wolą szczerość wprost, przy innych trzeba ważyć słowa. No i po trzecie: materia. Miłość, związek z kimś to tematy bardzo delikatne i łatwo za "wtrącanie się" dostać po głowie. To co mi przychodzi do głowy gdy widzimy takie sytuacje jak opisałeś to podsunięcie jakiejś literatury na ten temat np. danie z jakiejś okazji (urodziny, imieniny, święta itp.) dobrej książki. Poza tym sprowokowanie rozmowy na temat związku, ale nie tego konkretnego tylko w ogóle, bez nawiązywania do danej sytuacji i przedstawienie własnego stanowiska na jakiś temat np. o roli kobiety czy mężczyzny. Po prostu zapytanie :"co myślisz o..., bo ja uważam..." lub nawet mała manipulacja: "wiesz, widziałem(czytałem/słyszałem) ostatnio o takiej sytuacji... (i tu nawiązanie do podobnej sytuacji, która nam się nie podoba w tym związku - bez szczegółów oczywiście!) i uważam, że ten chłopak przesadził w..../że ta dziewczyna nie widzi, że.../ja nigdy bym tak swojej dziewczyny nie potraktował, bo..../że on nie daje jej poczucia bezpieczeństwa.../że ona za bardzo mu ulega..., a co Ty o tym myślisz?". To daje możliwość dyskusji.
Tyle można zrobić. Czasami to poskutkuje, czasami nie. Ale robimy to co możemy. Trzeba pamiętać, ze Bóg posługuje się ludźmi, ale może tez nadzwyczajnie pokierować okolicznościami. My nie jesteśmy odpowiedzialni za efekt naszych starań. Bóg ocenia nasze intencje wbrew popularnemu powiedzeniu, że "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane".
Rozumiem, że ciężko jest patrzeć jak ktoś bliski sobie sam własnymi rękami chrzani swoje życie. Ale nie możemy żyć za kogoś. Możemy mu pomóc, wskazać drogę, ale decyzje podejmuje on sam, bo ma wolną wolę. I nie myślmy, że nasze wysiłki idą na marne. Czasem może być przecież tak, że właśnie "dzięki" nieposłuchaniu naszej rady faktycznie stanie się coś złego, ale to coś spowoduje, że ktoś przejrzy na oczy, dojrzeje, zrozumie coś o wiele bardziej niż gdyby nas posłuchał. Brutalne ale skuteczne. Bóg jednakże nad wszystkim czuwa i wie co robi.
Powodzenia!

  asia, 20 lat
605
11.12.2005  
Dlaczego nie potrafie zaufać Bogu? Tylko wciąż pytam Go dlaczego jest tak a nie inaczej?

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 178, 296, 314, 470
Musisz uwierzyć, że Bóg wie co jest dla nas dobre, nawet jeśli my tego nie czujemy i wydaje nam się inaczej.
Nie bierz wszystkiego na siebie, pozwól Jezusowi wziąć Twoje cierpienie i pozwól Mu sobą pokierować.

  Kasia, 15 lat
604
11.12.2005  
Gdy podoba mi się chłopak szaleje za nim dopóki nie zwróci na mnie uwagi...gdy to już nastapi czuje do niego wstręt i obrzydzenie....dlaczego tak jest??

* * * * *

A może Twoim celem jest po prostu zdobywanie, by dowartościowywać się tym, że chłopakom się podobasz? Może nie kieruje Tobą wcale uczucie i pragnienie dobra dla tego człowieka. Poczytaj o tym co to jest miłość w odp. nr 19 i 15 i porównaj swoją motywację.

  Myszka, 13 lat
603
11.12.2005  
Czy ja kiedyś będę miała szczęście?

* * * * *

A co rozumiesz przez szczęście? Nie jesteś szczęśliwa?

  Marcin, 15 lat
602
11.12.2005  
Mam pytanie,czy mam szansę jeszcze być z dziewczyną,którą mój qmpel obraźił na gg podając się za mnie.Ja jej to wytłumaczyłem .Fajnie nam się rozmawiało a tak on wszystko w proch obrucił.Pomocy!! co ja mam zrobić nawet nie jestem pewien czy mnie kocha. Przez 5 miesięcy nie gadaliśmy ze sobą ale jak jej wytłumaczyłem to ze sobą rozmawiamy ale nie jest tak jak kiedyś.Wiem że to możliwe aby z nią być tylko jak??

* * * * *

Jeżeli jej to wytłumaczyłeś to nic więcej nie możesz zrobić, by Ci uwierzyła. Bądź jej dobrym kolegą, pomagaj jej (pytaj czy czegoś nie potrzebuje), uśmiechaj się, wyślij jej czasem miłego sms-a lub zadzwoń. Pytaj o jej sprawy. Po prostu pomału pokazuj jej jakim jesteś człowiekiem i dlaczego warto się z Tobą przyjaźnić. Ona musi się "oswoić", bo być może po tamtym incydencie trudno jej się przełamać. Cierpliwości, nic na siłę, nic za szybko. Zdobywaj jej zaufanie wytrwałością. A co do tego czy Cię kocha. Miłość to poważne uczucie, być może czuje do Ciebie sentyment, ale to jeszcze nie miłość. Ty tez jej za szybko uczuć nie wyznawaj. Poczytaj o tym w odp. : 18, 61, 74, 217, 514.

  Magda, 27 lat
601
10.12.2005  
Witam. Nasza znajomość trwa rok...Poznaliśmy się na gg. Odleglość, jaka nas dzieli, to kilkadziesiąt kilometrów... Na początku bylo to zwyczajne pisanie...od czasu, do czasu. Po kilku miesiącach internetowej znajomości zauważylam, że Piotr nie jest mi obojętny, że rodzi sie między nami jakaś więź, że zależy mi na nim...On też daje mi odczuć, że nie jestem mu obojętna...(nie mówimy nic o naszych uczuciach, jest to znajomość czysto koleżeńska) Najgorsze jest to, że czas leci, a my trwamy w miejscu... Spotkaliśmy sie raz 3 m-ce temu (Ja zaproponowalam spotkanie...i zgodzil się...) Milo spędziliśmy razem czas, ale na tym się skończylo...Piotr jest dobrym i wartościowym czlowiekiem, doskonale się rozumiemy, potrafimy godzinami rozmawiać o wszystkim...tylko, że to mi już nie wystarcza. Na początku myślalam , że to tylko jakieś przyzwyczajenie...albo uzależnienie od niego...teraz wiem, że to coś więcej, czego nigdy przedtem nie czulam do żadnego mężczyzny. Czy będzie to coś nierozsądnego proponować mu następne spotkanie...? Czy to on nie powinien wyjść z inicjatywą...?Tyle, ze boję sie, że tego nigdy nie zrobi...( Jest osobą trochę nieśmialą, nigdy nie byl z nikim związany na poważnie...Odnoszę wrażenie, że z jednej strony zależy mu, a z drugiej, jakby się boi ...tego uczucia, jakie mogloby się narodzić... nie potrafię tego wytlumaczyć_) Pewnie powiesz, że może ma kogoś, czy jest żonaty...ale tak nie jest...od kilku lat jest sam (a wiem o tym, bo mam znajomego, który go zna osobiście...czasami świat jest rzeczywiście maly...:) Nie wiem, co robić...Nie chcę zrywać tej znajomości...Chociaż już próbowalam...ale kilka dni bez rozmów z nim, bylo bardzo trudne do wytrzymania... Może powiesz, że jak na mój wiek....to mam troche niepoważny problem...może i tak...ale nie wiem co robić... Czy to może być milość....? czy wogóle to wszystko ma jakiś sens...? Jak jeszcze dlugo to będzie trwalo...?Czy jak powiem mu o swoich uczuciach nie zepsuję wszystkiego...?Czy jest jakiś sposób na tą jego nieśmialość i obawy...?Co mogę zrobić...? Bardzo mi na nim zależy, codziennie modlę się w jego intencji i dziękuję Bogu za niego... Nie wiem, czy mogę tutaj jeszcze coś zrobić...mam nadzieję, ze mi coś poradzicie... a może stanie się maly cud..... :) POZDRAWIAM:)

* * * * *

O uczuciach na razie bym nie mówiła, a nawet w ogóle bym - jako dziewczyna- pierwsza nie mówiła. Jeśli nie czuje jeszcze tego samego przestraszy się, poczuje się naciskany i ..może uciec. Poza tym on jako facet nie zniesie, że to dziewczyna wyznaje mu miłość. Poczuje się bardzo nieswojo.
Faktycznie czasem tak jest, że facet nie jest pewien czasem co on czuje, co kobieta i czy nie zostanie odrzucony i tak to wszystko trwa. Czasem trzeba mu "dopingu". Myślę że spotkanie możesz spokojnie zaproponować, najlepiej połączone z czymś konkretnym np. kinem. Jeśli jest nieśmiały będzie mu łatwiej, będziecie wspólnie coś "robić", a potem będzie temat do rozmowy. Ciężko mi podsuwać Ci jakieś rozwiązania tej sytuacji, bo nie wiem co on czuje.
Rozumiem, że chcesz pójść naprzód, on być może nie czuje takiej potrzeby, a z drugiej strony Ty nie będziesz czekać w nieskończoność. W zasadzie możesz przez jakiś czas wychodzić z inicjatywą spotkań, to nie będzie narzucanie się pod warunkiem, że poprosisz go o jakieś konkretne propozycje na te spotkania. No bo nie może też tak być, że Ty jesteś za wszystko odpowiedzialna i faktycznie kierujesz tym wszystkim (pisałam trochę o tym w odp. nr 25).
Powodzenia!


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej