Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Jak wygrać małżeństwo? Instrukcja obsługi Jak wygrać małżeństwo? Instrukcja obsługi
Mariola i Piotr Wołochowiczowie
Przed każdym zakupem, sprzedażą, zastanawiamy się więcej niż przed ślubem. A przecież małżeństwo jest "aż do śmierci"! Zakochanie przychodzi samo, ale aby stworzyć szczęśliwe małżeństwo, trzeba się napracować. Trzeba też dużo wiedzieć i trzeba jeszcze mieć chęć i siłę wprowadzić to w życie... » zobacz więcej




  ONA, 18 lat
750
24.01.2006  
Mam straszny prblem mianowicie zakochałam sie w...kleryku i wiem ze to nie jest zauroczenie poniewaz trwa juz 3 lata niewiem jak mam żyć cały czas mysle tylko o Nim niemoge sie na niczym innym skupic nawet na nauce strasznie Go kocham w te wakacje powiedziałam mu o tym ale on jak zreszta sie spodziewałam powiedziła ze wybrał inną droge cp ja mam zrobić zeby zapomniec prosze pomóżcie!!Bardzo sie boje ze juz nikogo niepokocham bo miałam taką sytuacje ze chłopaka chciał zebysmy zostali parą ale ja poprostu niepotrafie byc z kims innym bardzo mi z tym ciezko:(POMOCY

* * * * *

Moja Droga! Skoro on wybrał, to z Bogiem nie będziesz walczyć. A o tym jak sobie radzić pisałam tutaj: 10, 29, 157, 364, 381, 523, 644, 11, 183, 524.
To nieprawda, że nie pokochasz nikogo innego. Musisz tylko uwolnić swoje serce od tego uczucia, otworzyć je na innych. Unikaj tego kleryka, to bolesna, ale jedyna droga.

  Aldona, 24 lat
749
23.01.2006  
Jestem meżatką i mam pytanie dotyczące antykoncepcji i tego dlaczego jest ona zabroniona przez Kosciół. Zastanawiam się nad argumentem, mówiącym, iż antykoncepcja jest nienaturalna. Przecież w ten sposób mozna by zakwestionowac większość współczesnej medycyny, przeciez transfuzja krwi czy przeszczep organow czy zwykla operacja tez sa nienaturalne, a jednak akceptowane przez Kosciol.

* * * * *

Droga Aldono! W skrócie: nienaturalna jest dlatego, że polega na obezpłodnieniu zdrowego, normalnie funkcjonującego organizmu; na ingerencji w coś co jest zdrowe i upośledzeniu jego funkcji. A przeszczepy, operacje, transfuzje - odwrotnie: chory organizm czynią zdrowym. Zresztą na temat antykoncepcji i stosunku Kościoła do niej napisano całe tomy, tak więc ja nawet nie próbuję czynić tu swoich wywodów. Na początek polecam encyklikę "Humane vitae", "Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły, katechizm Kościoła Katolickiego, odpowiednie wątki na Forum Pomocy i Forum Dyskusji www.katolik.pl oraz "Porozmawiajmy o wierze" na www.opoka.org.pl, stronę www.lmm.pl, czasopismo "Miłujcie się" ewentualnie dział "Czystość" na tej stronie. Miłej lektury!

  Dragoniti, 16 lat
748
23.01.2006  
Witam. Od kilku miesięcy jestem w związku z chłopcem, w którym jestem zakochana, na którego mogę zawsze liczyć, bo łączy nas równiez przyjaźń. Niestety nasze życie od poczatku nie przypominało bajki, otaczały nas problemy, nawarstwiło sie ich tak wiele, że stres doprowadził mnie do zagubienia. Z czasem zatarła się prze de mną granica dobra i zła, a otoczyła mnie obojętność,kłamstwo, złość. Nie trwało to długo bo w porę \"obudziłam się\" i zrozumiałam jakie błędy popełniłam. Jednym z nich było nadmierne zbliżenie się z moim chłopcem. Przed rokiem przyjełam szkaplerz i byłam mu wierna, jednak w tym wziązku złamałam obowiązek czystości, gdyż doszło między nami do pieszczot. Pan Bóg jednak ukazał mi drogę dobra i trwania w nim. Boje się, że mój chłopiec nie zrozumie zmiany mojego zachowania i poczuje się odepchnięty lub niekochany. Boję się też, że bardziej łączy nas więź fizyczna niż emocjonalna (mimo iż jestem pewna jego i swojej miłości), chciałbym to naprawić, powrócić do uczucia pragnienia dobra a nie dotyku. Jednak nie wiem jak mogę mu to wytłumaczyć, ponieważ on nie wierzy Boga. Straciłam przez swoje uczynki szacunek do siebie i straciłam szacunek moich rodziców.Nigdy nie chciałam zachować się jak łatwa dziewczyna, ale tak zostałam oceniona przez ojca. Nie wiem jak postąpić by wszyscy byli szczęśliwi, by nie zranić osoby której oddałam swoje serce i duszę...

* * * * *

Widzisz, to przykre ale zawsze jest droga wyjścia. Jeśli Twój chłopak naprawdę Cię kocha to Cię uszanuje: uszanuje Twoje ciało i poglądy. Poproś go o to w imię szacunku i miłości właśnie. Powiedz, że chcesz być w zgodzie ze sobą.
Jeśli Cię kocha - zrozumie i nie będzie się zachowywał jak egoista. Jeśli się nie zgodzi to nie kocha Ciebie tylko Twoje ciało. Nie można dogodzić wszystkim: nie możesz dawać chłopakowi tego czego on chce jednocześnie będąc wierna Bogu i sobie.
Powiem Ci jedno: wierność Bogu zawsze popłaca, niewierność zawsze się "mści" na nas w postaci złych konsekwencji. O znaczeniu i wartości czystości możesz poczytać sobie w odp. nr: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582 oraz piśmie "Miłujcie się". Widzisz, z chłopakiem będą rozbieżności skoro on jest niewierzący. Albo go takim zaakceptujesz, a on zaakceptuje Ciebie z Twoimi zasadami albo się nie dogadacie. Pisałam o tym w odp. nr 69, 466.
Czasem trzeba podjąć bolesną rozmowę, czasem trudną decyzję. Trudną ale oczyszczającą. Musicie ustalić reguły, po prostu musicie, innej drogi nie ma. Myśl o sobie - to nie egoizm, to ratowanie swojej duszy. W życiu najważniejsze są wybory słuszne a nie wygodne - z nich będziemy rozliczani. I takiego wyboru Ci życzę. Powodzenia!

  Pati, 14 lat
747
23.01.2006  
Dlaczego kieruje swe uczucia do niewłaściwych osób, skąd wiadomo kiedy mogę się zaangaźować, a kiedy lepiej się wycofać?

* * * * *

Skąd wiadomo? No przede wszystkim z obserwacji tych osób i ich poznania. Widzisz, cały problem polega na tym, by nie "pofolgować" swoim emocjom i nie pozwolić im zanadto się rozwinąć dopóki nie nawiąże się relacji z tym człowiekiem. Często bowiem po bliższym poznaniu nasz zapał opada, bo okazuje się, że za wiele nas różni (poglądy, zachowanie, oczekiwania itp.) i zadajemy sobie pytanie jak taki ktoś mógł nam w ogóle się spodobać.
Oczywiście jest to trudne, bo często jest tak, że najpierw ktoś nam się spodoba i to bardzo, zaczynamy o nim marzyć i różne rzeczy sobie wyobrażać a dopiero potem jest okazja by się bliżej poznać. Nie należy jednak czynić założenia już na samym początku, że moglibyśmy z tym kimś być - przeciwnie, lepiej zakładać, że on już kogoś ma lub nie jest nami zainteresowany (a często i tak bywa). Lepiej przeżyć miłe zaskoczenie niż się rozczarować. Należy obserwować tą osobę i jej zachowanie nie tylko w stosunku do nas ale i innych - nie jest przecież tak, że mimo wulgarnych odzywek do kolegów przy nas będzie jak aniołek, a jeśli nawet przez jakiś czas tak by było to nie będzie to szczere. Należy patrzeć realnie a nie idealizować, nie tłumaczyć jego zachowania. Nie dlatego klnie, że akurat tak strasznie go coś zdenerwowało tylko dlatego, że taki ma sposób bycia, że myśli, że to mu dodaje męskości. Należy zauważać drobne rzeczy, oczywiście nie tylko złe ale i dobre, jednym słowem: mieć oczy szeroko otwarte. To połowa sukcesu.
Ponadto: nie interpretować każdego gestu i wypowiedzianego słowa czy uśmiechu na swoją korzyść. Jeśli uśmiecha się do wszystkich to jest sympatyczny i kulturalny...ale niekoniecznie daje dowód zainteresowania nami.
Potrzebny jest też czas. Ja osobiście nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia (o czym już pisałam), co najwyżej jakieś mocne zauroczenie. To nie tak, że ktoś nagle spojrzał i nas kocha. Miłość dojrzewa powoli i nie jest abstrakcyjna. Tzn. że aby kogoś pokochać trzeba coś (a nawet całkiem sporo) o nim wiedzieć i czymś w nim się zachwycić. Zawsze trzeba umieć odpowiedzieć na pytanie: co mi się w nim podoba? Co mnie pociąga? Czym on mi imponuje? Jeśli na takie pytanie pada odpowiedź: "nooo...bo jest fajny/ładny..." lub zalega pełna zadumy cisza - sorry, ale to nie miłość.
Kiedy się wycofać? Na pewno wtedy kiedy się dowiemy, że ktoś faktycznie ma dziewczynę/chłopaka - bo nie można budować szczęścia na czyimś nieszczęściu. Zawsze wtedy należy pomyśleć jakbyśmy się czuli na miejscu tej dziewczyny/chłopaka. Ponadto wtedy gdy osoba, która nam się podoba ewidentnie nie jest nami zainteresowana, unika nas, mówi półsłówkami, by nas zbyć lub odzywa się tylko z grzeczności, sama nie wychodzi z żadną inicjatywą i nie wykazuje zainteresowania naszymi propozycjami.
To wszystko nie jest łatwe, ale wiedząc i obserwując pewne rzeczy możemy wcześniej uniknąć rozczarowania, a wtedy i ból będzie mniejszy. Można też wcześniej dotrzeć oznaki zainteresowania :)

  Anka, 17 lat
746
23.01.2006  
kocham moją nauczycielkę, co robić, jak z tym walczyć?

* * * * *

Pisałam o podobnych problemach w odp. nr 140, 143, 155. Czasem zdarza się takie uczucie do tej samej płci w wieku dojrzewania, później przechodzi. Pytanie ile ono trwa, jak się przejawia. Jeśli niedługo - trzeba przeczekać i nie skupiać się na nim, jeśli już jakiś czas - być może jest to zalążek problemu, ale i wtedy można mu zaradzić. Przeczytaj poprzednie odpowiedzi i ewentualnie skontaktuj się z instytucjami, o których pisałam.

  alina, 14 lat
745
23.01.2006  
czy krzysiek kiedys ze mna bedzie??????????????????????

* * * * *

Nie wiem ....ale myślę, że prędzej czy później sama się o tym przekonasz.

  Wiktoria, 12 lat
744
22.01.2006  
Jak kocham jakąś sławną osobę to jest normalne?

* * * * *

Tak, w Twoim wieku to zupełnie normalne, że zakochałaś się w kimś sławnym. Zakochałaś się w jego wyglądzie, może głosie, sposobie bycia. Podoba Ci się. Wyobrażasz sobie różne historie z nim. To nic złego, mimo, iż tak naprawdę są to po prostu Twoje wyobrażenia o tej osobie. Bo tak naprawdę przecież to Ty jej nie znasz, nie wiesz jaka jest na co dzień, jakie ma poglądy, przyzwyczajenie, wady. Nie wiesz czy mogłabyś z nią wytrzymać i o czym byście rozmawiali. Nie możesz zatem powiedzieć z całą stanowczością, że ją kochasz (pisałam o tym w odp. nr 19 i 15) tylko że się w niej zakochałaś.
W tym wieku to się często zdarza i nie powodu do niepokoju :)

  Szczesliwy chlopak, 18 lat
743
22.01.2006  
Jestem prawie rok z moja dziewczyna. Jest naprawde super, miedzy nami sie wspaniale uklada, jest nam razem dobrze. Pewnego razu powiedzielismy sobie ze bedziemy juz na zawsze razem. Czy jest szansa na to, ze jednak bedziemy razem, czy raczej jest to malo prawdopodobne ?

* * * * *

Mój Drogi, mnie o to pytasz? Przecież to zależy od Was! Szansa jest, ale musicie dbać, zarówno o Waszą miłość, jak i o swój rozwój. Musicie ciągle wzrastać, ciągle się poznawać i budować Wasz związek - z myślą o przyszłości.
Polecę Ci te odp: 15, 19, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 234, 25, 50, 340, 568, 674, 715 przeczytajcie, pomyślcie i nigdy nie ustawajcie w rozwoju! I nie zapominajcie, że Wasza miłość nie będzie ciągle taka sama, tak jak i Wy będziecie się zmieniać. Nie rozpaczajcie nad tym, bo to będzie oznaczało wzrost, gdyby wszystko było ciągle tak samo to by znaczyło, że stoicie w miejscu. A to już byłby koniec miłości. Życzę Wam powodzenia!

  mająca problem, 17 lat
742
22.01.2006  
Martwie sie poniewaz moj bliski przyjaciel(...tzn ja jestem dla niego tylko przyjacielem ale on dla mnie czyms wiecej) chce porzucic szkołe a jest w pierwszej klasie liceum.Mieszka wprawdzie zagranica i mimo ze wiekszasc swojego zycia mieszkał w Polsce to nie poszedł do szkoły dla obcokrajowcow.Kłopot w tym ze sobie nie radzi..jest zagrozony z wielu przedmiotow i wie ze nienadrobi zaległosci ale ja wiem jestem tego pewna ze bedzie tego załował w przyszłosci.Skonczył tylko gimnazjum wiec ma marne szanse na dobra prace-mowie mu to ciagle ale on nie chce mnie słuchac.Błagam pomozcie mi ,podajcie jakis sposob- jak go namowic zeby nie rezygnował z edukacji.Bardzo mi na nim zalezy i choc sa marne szanse ze z naszej przyjazni narodzi sie prawdziwe i silne uczucie to chce dla mniego jak najlepiej...

* * * * *

Każdy człowiek powinien dbać o swój rozwój, a argumenty, że trzeba mieć z czego żyć są chyba najważniejsze. To co on chce w życiu robić? Jeśli się pomylił, nie radzi sobie to może warto zmienić szkołę, ale na pewno nie rezygnować z niej całkowicie, bo kiedyś będzie tego żałował.
Nie odpowiem Ci konkretnie na to pytanie, bo ono nie jest związane z istotą tego działu, więc proszę zadaj je na Forum Pomocy www.katolik.pl, tam na pewno ktoś doradzi Ci coś konkretnego.

  Magda, 25 lat
741
21.01.2006  
dzien dobry! moj znajomy mieszka razem ze swoja dziewczyna od 5 lat . na pytanie dlaczego sie nie pobiora padla odpowiedz: bo nie wiemy, czy jestesmy dla siebie przeznaczeni!(tego to nawet nie skomentuje!brak slow)maja po 28 lat. Rozmawialam dzis z nim na ten temat, ale mialam jakos \"pustke\" w glowie i nie potrafilam dokladnie wyjasnic dlaczego jest to zle. Oni nie sa za bardzo \"religijni\", dlatego argumenty sfery religijnej nie sa \"przyjmowane\"... Bardzo prosze Pania o argumenty(bardziej te nie zwiazane z wiara) przeciw mieszkaniu razem przed slubem . Z gory dziekuje!

* * * * *

Magdo! Skoro przez 5 lat nie odkryli czy do siebie pasują to marne szanse by za kolejne 5 lat nagle na to wpadli. Im jest po prostu tak wygodnie!
A poza tym ja uważam, że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie (pisałam o tym w odp. nr 58, 86) - człowiekiem nie kieruje ślepy los tylko jego własny rozum i jego własna wolna wola. To oni dokonują wyborów i od nich zależy czy chcą "zaryzykować" czy nie. Jakby mi chłopak powiedział po 5 latach, że on nadal nie wie czy jestem odpowiednią kandydatką i tak mnie "testował" jak mikrofalówkę to bym to odebrała jako brak szacunku i uciekała od niego jak najdalej.
Na ten temat genialnie mówi ks. Piotr Pawlukiewicz, zatem nie będę powtarzać tu jego słów tylko polecę Ci jego audycje, znajdziesz w nich wszystko: www.sielskiefale.pl

  Mróweczka, 16 lat
740
21.01.2006  
Witam! Jestem normalną 16-latką, chodzę do najlepszago liceum w województwie, mam najlepszą średnią w klasie , wspaniałych przyjaciół. Wszystko pieknie i wspaniale. Problem zaczyna sie w domu. Jestem dość dobrze sytuowana, mam szanowaną i lubianą w towarzystwie rodzine. Wiec nie ma w niej miejsca na patologie ani nic takiego. Tylko że ja musze wiecznie wysłuchiwać utyskiwan i awantur mojej mamy \" jaki to ze mnie jest leń, nic nie robie, zachowuje sie jak królewna\" . A ja wkuwam od rana do nocy tylko ona chyba tego nie widzi. Kiedy przynoszę świadectwo z średnią 5,8 ! ( Tak 5,8) to ona tylko spojrzy i rzuci \"Dobrze\". Kiedy wygryam olimpiadę za olimpiadą, przelądy pianistyczne to tez rzuci krótko\" Moze byc\" . Ja juz mam dość. Nie wytrzymuję tego. Blagam poradzcie coś bo mi juz łez do płakania nie starcza

* * * * *

Moja Droga, chętnie bym Ci pomogła, ale nie do końca potrafię zdiagnozować Twój problem bez bliższych szczegółów. A w zasadzie chyba nawet nie Twój problem tylko Twoich rodziców. Nie wiem czy mają jakieś kłopoty czy tak surowo Cię wychowują i mają tak wysokie wymagania wobec Ciebie czy kwestia dotyczy jeszcze czegoś innego. Bez szczegółowej analizy, bez znajomości stosunków w Twojej rodzinie nie mogę znaleźć rozwiązania. Nie chce Cię jednak odsyłać z kwitkiem, dlatego proszę zadaj to pytanie na Forum Pomocy www.katolik.pl. Mam zagląda wiele osób różnych specjalności, także osób duchownych i na pewno ktoś Ci coś doradzi. A może ktoś kto przeżył to samo podzieli się swoim doświadczeniem?

  kaska, 17 lat
739
21.01.2006  
witam..mam pytanie, bo tak mieszkanie razem przed ślubem jest grzechem, a jak np. dziewczyna przespi się z chłopakiem ( nie chodzi mi o współzycie tylko poprostu, że razem spędzą noc, śpiąc razem bez żadnych bliższych kontaktów) czy to również jest grzech? bardzo serdecznie Panią pozdrawiam:) i z góry dziękuję za odpowiedź

* * * * *

Zasadniczo nie jest to grzech, ale należy to rozpatrywać w szerszym aspekcie, przede wszystkim celowym: po co? Bo być może w Tobie nic się nie dzieje, ale jak Twój chłopak jest zdrowy to nie ma możliwości, by go Twoja obecność, zapach, dotyk, ciepło nie "ruszało". A jak tak nie jest to powinien się przejść do lekarza, bo by to oznaczało, że nie czuje pociągu seksualnego do kobiet. A jeśli czuje to po co narażać go na takie udręki? On się może nawet do tego nie przyzna, bo mu duma nie pozwoli wyznać, że nie panuje całkowicie nad swoim organizmem. Złem zatem tutaj jest narażenie na pokusę.
Zależy też w jakich okolicznościach to się odbywa, czy jest to jakiś zwyczaj? Pisałam o podobnym problemie w odp. nr 530.
Jeżeli jednak masz jakieś wątpliwości powiedz o nich spowiednikowi, pewnie Ci coś doradzi.

  Lidka, 18 lat
738
21.01.2006  
Mam problem...jestem z chłopakiem (ma 22 lata) od 9 miesięcy. Dla niego zerwałam z poprzednim (ten związek nie ma przyszłości, ponieważ nasze osobowości są całkiem różne). Ten aktualny był napoczątku cudowny, starał się o mnie było nam dobrze chociaż popełniał błędy. Kiedy na imprezie za duzo wypił chciał ode mnie zbyt wiele... Wiem że już wtedy powinnam go zostawić... Tzn. tak myślę teraz...ale wtedy uważałam że to się zmieni...i zmieniło sie...było super. Ale z biegiem czasu wyszło że on mnie oszukuje, tzn że kiedyś mówił że tylko ze mną jest tak a ostatnio przypadkiem powiedział ze z innymi ludźmi też tak było. Zdażyło się jeszcze wiele takich sytuacji, które bolały i bolą do tej pory. Np. ma do mnie pretensje że spotykam się ze znajomymi a robie to bardzo rzadko bo widuję się z nim 6 dni w tygodniu. Nie lubi jak ktoś do mnie puszcza sygnały, pisze sms-y czy tez dzwoni... Najchętniej chyba zamknąłby mnie w klatce i nie wypuszczał z niej... Powtarza ciągle że mnie kocha i że chce być ze mną do końca życia... Ja też czuje to samo (o ile on jest szczery) ale czy powinnam nadal być z człowiekiem, który zadaje mi tyle bólu? Pomóżcie proszę.........

* * * * *

Lidko, przeczytaj odp. nr 24, 377 o zazdrości. Zdecydowanie zachowanie Twojego chłopaka nie jest zdrowe. Absolutnie nie wolno drugiego "zamykać w klatce", nie wolno go ograniczać. Zdrowy związek po tym się poznaje, że dwie osoby wzajemnie się mobilizują, że uskrzydla, a nie dołuje. Tak nie wolno robić! Nie wolno zabijać chęci, ambicji, osobowości drugiego. Nikt nie jest niczyją własnością i nie ma prawa do takiego zachowania. Nie jest normalne bycie z człowiekiem, który zadaje ból. Będąc w związku masz być pełna życia, radości i masz się rozwijać. Proszę poczytaj odp. 25, 50, 340, 234 o kobiecie i mężczyźnie w związku i pytaj siebie czy otrzymujesz to co powinnaś, czy jesteś szczęśliwa? Nie namawiam Cię do rozstania tylko do refleksji, a decyzję podejmujesz Ty.
No i ważna rzecz: na pewno nieczystość tu nabałaganiła. Dużo by o tym pisać, nie znam szczegółów dlatego muszę odesłać Cię do tych odp. 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582
Zerwijcie z grzechem to po pierwsze. Zobaczysz czy kochacie się naprawdę. Dopiero wtedy możecie próbować układać relacje na nowo.

  Kasia, 16 lat
737
21.01.2006  
Moj problem nie dotyczy w bezposredni sposob milosci, chociaz podobnie jak w przypadku wielu piszacych mam problem z samotnoscia tyle, ze inaczej pojmowana. Ja mianowicie mam od roku chlopaka, ktory jest cudowna osoba a przede wszystkim najlepszym przyjacielem jakiego kiedykolwiek mialam. Jednak od kiedy zaczelismy sie spotykac, spedzac razem coraz wiecej czasu, bardzo oboje wydorsolelismy (min. duchowo, stalismy sie bardziej odpowiedzialni). Stopniowo mniej czasu spedzalismy z dotychczasowymi znajomymi, z ktorymi zaczynalo brakowac tematow do rozmow. Oddalalismy sie od ludzi z materialistycznie-lekkim podejsciem do zycia, traktujacych Boga jeko kogos zupelnie niepasujacego do wspolczesnego obrazu swiata i czlowieka. Z moimi dotychczasowymi przyjaciolkami stracilam kontakt, bedacy chyba wynikiem mojej autentycznej przemiany wewnetrznej, rzec by mozna: nawrocenia. Czulam gleboki dystans miedzy nami, jakgdyby kazda z nas zyla w zupelnie innym swiecie. I teraz wlasciwie jestesmy na takim etapie, gdzie mamy siebie, jestesmy dla siebie najlepszymi przyjaciolmi, ale mi bedacej z natury osoba towarzyska brakuje szerszego grona ludzi z ktorymi moglabym nawiaac glebszy kontakt. Mam szerokie grono kolezanek i kolegow, z ktorymi moge pozartowac na przerwach czy nieco powazniej porozmawiac, ale to wlasciwie tyle. Okazuje sie, ze ja w swoim srodowisku (szkola, kregi znajomych) praktycznie nie spotykam ludzi o podobnym systemie wartosci. Nikt z moich rowiesnikow nie zrozumialby mojej wiary, milosci do Jezusa... noszenia przy sobie podarowanego mi przez moja \"druga polowe\" rozanca. I efekt jest taki ze pozostajemy jakby \"odizolowani\". Chociaz lubimy spedzac czas w szerszym gronie, wychodzic gdzies w grupie, dyskutowac i wymieniac poglady to zwyczajnie nie mamy z kim. Probuje nawiazywac kontakty z roznymi ludzmi, wychodze inicjatywa spotkan, ale to czesto okazuje sie, ze ta druga strona nie ma czasu czy wycofuje sie. Ferie chcialam spedzic wlasnie na odgrzewaniu starych znajomosci i tworzeniu nowych, powysylalam smsy i wiekszosc z nich nie doczekala sie odpowiedzi. Nie jestem zamknieta na ludzi... a jednak nie spotykam sie w ostatnim czasie z nikim. Czy moze byc tak, ze tak jak niektorzy ludzie czekaja na spotkanie swojej milosci ja musze czekac na spotkanie serdecznego grona ludzi? przyjaciol? A moze majac wspanialego chlopaka, kochajacych rodzicow (notabene tez moge nazwac ich moimi prawdziwymi przyjaciolmi), wymagam zbyt wiele?

* * * * *

Kasiu! Jest na to tylko jedna rada: wspólnota. Zacznijcie działać, tam poznacie ludzi o takich samych poglądach, którzy będą z Wami utrzymywać kontakty koleżeńskie. A z dotychczasowymi również nie należy zrywać znajomości, no ale na tematy religijne raczej sobie nie pogadacie. Ważne jest aby wyjść do ludzi, bo związek nie może być odizolowany, nie można opierać się tylko na sobie, bardzo łatwo wtedy o niebezpieczeństwo "samowystarczalności" i jak coś się dzieje nie tak w związku to człowiek się załamuje, bo rozpada mu się cały świat. A zatem rozejrzyjcie się i znajdźcie coś co Wam będzie najbardziej odpowiadało.

  Oleya, 18 lat
736
20.01.2006  
Witam, to jeszcze raz ja:650. Przeczytalam odpowiedz... I z gory chcialabym sprostowac: uzylam tam takiego sformulowania, ze \"przy moim chlopaku, z ktorym po raz pierwszy wspolzylam poczulam sie kobieta a on przy mnie mezczyzna\". Moze rzeczywiscie uzylam troche kiepskich slow bo chcialam wyrazic zupelnie cos innego... ale to juz jest malo istotne... Co do jego szacunku do mnie tez bym dyskutowala bo nie mozna takich rzeczy okreslac tym czy para ze soba wspolzyje, czy tez nie. Chocby moi rodzice sa para juz z wieloletnim starzem, bardzo sie kochajacy i do tej pory nie widzacy swiata poza soba a wspolzyli przed slubem. Wiec wedlug mnie to nie ma zadnego znaczenia i absolutnie nie mozna na tej podstawie osadzac stosunku mojego chloapak do mnie. Ale wlasciwie to nawet nie dlatego pisze.... pisze bo ostatnio sobie pomyslalam.. gdzie wlasciwie jest napisane czy powiedziane, ze nalezy zachowac czystosc przedslubna? (oczywiscie oprocz wypowiedzi ksiezy)... Skad sie wziela mysl ze nalezy zachowac czystosc? Z gory dziekuje za odpowiedz, pozdrawiam

* * * * *

No tak, już diabełek podjudza. Klasyczny przykład tego, że jak ktoś ma z czymś problem to zaczyna podważać zasadność rządzących tym reguł.
Nie wiesz gdzie jest napisane?
Na kamiennych tablicach danych Mojżeszowi, przykazanie VI "Nie cudzołóż". Prócz tego możesz sobie poczytać encyklikę "Humanae vitae", Katechizm Kościoła katolickiego i wszystkie Ewangelie. Sam Jezus to mówi. Ale to dobrze, że tu piszesz, że wchodzisz na tą stronę. Widać czujesz jeszcze jakiś wyrzut sumienia, widać Jezus jeszcze próbuje Cię pochwycić.

  Marta, 17 lat
735
20.01.2006  
Witam serdecznie. Po tej stronie kabelka Marta z wielu pytan, miedzy innymi 590. Niestety Nasz zwiazek rozpadł się w ten wtorek. Wszystko zaczęło się psuć od tego sylwestra, ja stałam się bardziej oschła On również. Później chciałam wszystko naprawić, starałam się jak mogłam. Ale nie wyszło, bo w tych staraniach nie było wzajemnosci. Później było lepiej i znowu mała sprzeczka wszystko popsula. I tak to się toczyło. 3 na 4 miesiace bycia ze soba byly cudowne. Czułam sie tak szczesliwa i radosna. Budziłam sie z uśmiechem na twarzy i zasypiałam z nim. Czułam się wolna i rozumiana. A teraz tego nie ma. Czuje się pusta w środku. Wypalona. Wiem, ze sie pozbieram, bo jestem silna i ufam Bogu. I nie moge powiedziec, zebym zalowala tego, ze zerwalismy, poniewaz mielismy inne wizje zwiazku i nie pasowalismy pod tym wzgledem do siebie. Ale.... Zdałam sobie sprawe, ze byłam zakochana, a nawet, ze umialam Kochac. To On mnie tego nauczył. Teraz sie boje, boje sie mysli ze mialabym znowu kogos Kochac, a pozniej stracic. I jeszcze druga sprawa. Chciałabym bardzo przyjaźni z Nim, mysle, ze On tez nadal mnie lubi. Ale moja Mama uwaza, ze przez to bede siebie tylko niepotrzebnie ranic, ze zyjac wspomnieniami zniszcze sobie przyszlosc. Ja sie z tym nie zgadzam, bo nie chce zyc wspomnieniami, ale po prostu nie chce stracic waznej dla mnie osoby. Czy takie cos jest rzeczywiste? I co zrobic z Mama, ktora jest trudnym czlowiekiem i z gory ma na wszystko wyrobione zdanie? Z Bogiem

* * * * *

Marto, przykro mi, ale czasem lepiej faktycznie się rozstać jeśli nie można się "dogadać". Masz rację, że nauczyłaś się kochać i nie żałujesz tego, widzisz to jest dowód na to, że nic nie dzieje się w życiu bez sensu. Jego z pewnością też coś to nauczyło.
Teraz co do tej przyjaźni. Mama trochę ma racji. Dlaczego? Przeczytaj odp. nr 7. Faktycznie, dopóki rany się nie zgoją lepiej ich nie rozdrapywać.

  Kasia, 20 lat
734
20.01.2006  
witam!Należę do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym.I tam poznałam chłopaka.Cieszyłam się,że jest wierzący,że jego wiara jest równie radosna jak moja.Dużo rzeczy nas połączyło.Bardzo szybko zaczęliśmy ze sobą chodzić.Dużo rozmawialiśmy o naszych poglądach,też o seksie.Bardzo sie cieszyłam,że szanuje moją decyzję pozostania w czystości do ślubu.On ju niestety nie mógł tego rzec w stosunku do swojej osoby.Był po\"tym\",czego,jak mówił bardzo żałuje.Wszystko było wspaniale.Aż tak,że rozmawiałam z księdem,czy jest to możliwe,że czujemy sie jakbyśmy całe życie sie znali,bo takie mieliśmy wrażenie.Bynajmniej ja.Pewnego dnia chłopak powiedział,ze musimy sie rozstać,bo \'on chyba za długo był sam\'(1.5 roku).Powiedziałam,że rozumiem,bo troche go rozumiałam.W gruncie rzeczy to tez byłam długo sama .Teraz,gdy juz pogodziłam sie naszym rozstaniem i nie cierpię,gdy go widzę- jest dla mnie normalnym super przyjacielem,on zaczyna dawać mi znaki,że chce byśmy znowu byli razem.Tylko ja nie wiem czy tego chcę.Modlę sie do św.Józefa by mi pomagał,ale mi trzeba jeszcze cierpliwości,której zaczyna mi brakować.Wiem,że gdybym była z nim,nasze życie na pewno byłoby uświęcone,byśmy byli dla siebie opoką wiary.Cy pozwolić mu znowu wejść do mego serca?

* * * * *

Kasiu!
Wiesz, że nie mogę Ci jednoznacznie na to odpowiedzieć, to Ty sama podejmujesz decyzję. Troszkę mnie dziwi decyzja Twojego chłopaka o tym nagłym odejściu, nie wiem czym mogła być spowodowana, a może było tak, że nie byliście na tym samym etapie w związku? Może on zostawał w tyle? Może nie nadążał? Może nie był gotowy na jakieś deklaracje i wyznania, które padły? Nie wiem, to tylko moje domysły. Jeśli tak było pamiętajcie, że ludzie w związku muszą być mniej więcej na tym samym etapie zaangażowania, jeśli jedno jest dalej musi poczekać na drugie i nie wymagać więcej.
Czy powinnaś pozwolić mu wrócić? Jeśli chcesz - tak. Zawsze można zacząć od początku. Być może on przemyślał, może ochłonął, stwierdził, że Ciebie mu brakuje. Możesz mu dać szansę, dlaczego nie?
Powodzenia!

  Klaudynka, 15 lat
733
19.01.2006  
Witaj. Podoba mi się pewien uroczy chłopak. Niestety tak jak mojej Przyjaciółce oraz kolezance. Boje sie cokolwiek z nim zaczynać by nie stracić Ich koleżeństwa! Moje kontakty z nim nie sa na poziomie wiecej nież koleżeństwo. Mamy jednak wiele wspólnego i bardzo mi zależy na dalszej znajomosci... Niestety to zwykły lowelas. Dlategoteż nie mam pojecia co robic!? Kasiu prosze pomóż mi!

* * * * *

No zaraz, ale coś tu jest niepoukładane.
Po pierwsze i podstawowe: co on na to? Bo jak nic to problem masz z głowy. Jeśli zaś podoba mu się któraś z Was to też chyba problem jest rozwiązany. Przecież do miłości trzeba dwojga.
Po drugie: co to znaczy, że on jest "zwykłym lowelasem"? I czy koniecznie chcesz z takim być? Który ogląda się za każdą dziewczyną? Nie denerwowałoby Cię to?
Klaudia, przemyśl sobie to wszystko jeszcze raz, a jeśli on naprawdę Ci się podoba i chcesz spróbować to skorzystaj z rad w odp. nr : 3, 30, 37, 134, 411, tylko proszę nie wyobrażaj sobie za wiele, bo będziesz załamana jak nic z tego nie wyjdzie. A jak wyjdzie to Twoje koleżanki nie będą miały nic do powiedzenia, bo jak pisałam - do miłości trzeba dwojga. Jeśli zatem na nie nie zwróci uwagi no to trudno, ma do tego prawo, a Ty nie będziesz przecież temu winna. W końcu nie koleżanki Ci się podobają tylko ten chłopak, prawda? Powodzenia!

  Asia **Jolka**, 17 lat
732
19.01.2006  
Wiec tak... podczas rekolekcji powolaniowych u Siostr Zakonnych i chyba odkrylam swoje powolanie do slurzby Bogu ale co mam zrobic aby te moje ,,powolanie\" nie zwiedlo zeby nie uslo prosze dajcie mi jakas rade.... Asia

* * * * *

Asiu droga, ja nie jestem specjalistką od powołania zakonnego, nic Ci nie mogę doradzić. Proszę skontaktuj się najlepiej z którąś z tych sióstr u których byłaś na rekolekcjach i ją zapytaj o radę. Ewentualnie z jakąś inną siostrą zakonną lub księdzem/zakonnikiem, oni z doświadczenia Ci coś doradzą.

  migotka, 15 lat
731
19.01.2006  
Ok roku temu miałam problem z moim kolegą...tzn,ja mu się podobałam i twierdził, że coś do mnie czuje a ja go tylko lubiłam.W końcu się z tym pogodził.Po kilku miesiącach zaproponował żebyśmy zostali przyjaciółmi.Zgodziłam się choć nie byłam pewna czy tego tak do konca chcę,nie umiałam jednak odmówić...on był wtedy taki samotny,odrzucony przez wszystkich.Wszystko było ok, przynajmniej dla mnie.On jednak uparcie twierdził, że ja mu nie potrafię zaufać i to go bardzo boli.Szczerze mówiąc to bała mu się tak do końca zaufać.Bałam się, że on to moze źle odebrać, że może się odrodzić tamto wczesniejsze uczucie.Próbowałam więc przyjaźni z pewnym dystansem.Ale kilka dni temu dowiedziałam się, że on mnie kocha...tak przynajmniej twierdzi.Że tamto uczucie nie mijało tylko sie nasilało,a on udawał, że nic się nie dzieje.Nie powiedział mi tego sam.Zrobiła to moja najlepsza przyjaciółka, a zarazem jego przyjeciółka.Dochowaywała sekretu który jej powierzył dość długo ale juz nie mogła wytrzymać.Nie chciała mnie dłużej okłamywać.I teraz cała nasza trójka ma problem.Ja-nie wiem jak mam sie w stosunku do niego zachowywać, nie wiem czy będę potrafiła się z nim przyjaźnic wiedząc o tym.Moja przyjaciółka-on się do niej nie odzywa,bo zdradziła sekret,ale jeżeli by mi nie powiedział to by mnie okłamywała a przyjaźń bez szczerości to nie przyjaźń...On natomiast powierzając jej swoja tajemnicę miał świadomość, że ona przyjaźni sie również ze mną...ON-nie wiem co czuje bo się do mnie nie odzywa, do mojej przyjacióki też... Co robić???

* * * * *

Na początek małe sprostowanie: jeśli on prosił ją o zachowanie tajemnicy to ona maiła obowiązek ją zachować a przyjaźń z Tobą niczego tu nie zmienia i wcale by Cię nie okłamywała. Kłamstwo polega na mówieniu nieprawdziwych rzeczy. Zachowanie tajemnicy w odniesieniu do Ciebie miało status tzw. "prawdy nienależnej" - ona nie należała Ci się do wiadomości. I koniec. Przyjaźń wymaga szczerości ale nie zdradzania czyichś tajemnic. Tak więc przyjaciel ma słuszne pretensje i to Twoja koleżanka ma problem.
Z drugiej strony on też postąpił źle, bo myślał, że przez przyjaźń z Tobą zdobędzie Twoje uczucie. Taki miał plan, może naiwny, ale ona mu wszystko zepsuła. On nie powinien liczyć na to, że przyjaźniąc się z Tobą zdobędzie miłość (choć i takie przypadki się zdarzają) po tym jak wyraźnie określiłaś granice Waszej znajomości.
Najbardziej "niewinna" w tej sytuacji jesteś Ty, ale też nie masz łatwego zadania. Co powinnaś zrobić? Wobec niego zachowuj się normalnie, odezwij się, niech wie, że nie jesteś na niego zła. On się teraz bardzo wstydzi i strasznie mu głupio. Czuje się tak jakby został odtrącony, jego duma została bardzo urażona. Możesz mu pomóc wyjść z tego, pokaż, że go nadal lubisz i - jeśli on nie zacznie tematu - udawaj, że nic się nie stało. Ty nie zmieniłaś zdania, nadal przecież chcesz się z nim przyjaźnić, prawda? Dla niego jako mężczyzny jest to bardzo trudna sytuacja.
A z koleżanką to niech sobie sam załatwi sprawę, Ty się nie pakuj w to i nie proponuj pośredniczenia w ich relacjach bo wszystko się jeszcze bardziej zepsuje. On odsunie się również od Ciebie i po co?
Widzisz, tak naprawdę koleżanka - wprawdzie w dobrej wierze - mocno namieszała. Gdyby tego nie zrobiła to on po jakimś czasie pewnie chciałby ponownie spróbować związku z Tobą, Ty byś odmówiła, ale to byłaby sprawa między Wami, czy pozostalibyście dalej przyjaciółmi czy nie. I nikt nie miałby pretensji do osób trzecich.
Bądź teraz sobą i bądź życzliwa w stosunku do niego.

  SARCIA, 13 lat
730
19.01.2006  
Mam nadzieje ze ta pomoc jest nie tylko w milosci? W przyjazni potzrebuje pomocy:( Ostatnio doszlam do nowej klasy. Poznawalam zupelnie obcych mi ludzi. Zaprzyjaznilam sie najbardziej z jedna dziewczyna. Ciagle jestesmy ze soba w trudnych sytuacjach sobie pomagamy. To jest moim zdaniem prawdziwa przyjazn. Lecz nie w tym jest problem. Moja przyjaciolka wczesniej (dopóki ja nie przyszlam do klasy) kolegowala sie z inna dziewczyna. Dopiero jak ja sie zjawilam wybrala mnie. Ta dziewczyna ktora zostala na uboczu teraz na wyklina. Nienawidzi mnie. W szkole jak na mnie patrzy ma ochote wydrapać mi oczy. Ciesze sie ze mam przyjaciolke ale mam poczucie winy ze zniszczylam ich przyjazn. Nie chce z niej rezygnowac, ale chce zeby bylo dobrze. Co ja mam teraz zrobic zeby z niej nie rezygnowac?? prosze o pomoc:(:(:(:(

* * * * *

Zasadniczo jest to pomoc w problemach miłosnych ale co do Twojego problemu:
Rozumiem, że jak przyszłaś do klasy to Twoja przyjaciółka sama zaczęła się z Tobą przyjaźnić, a nie Ty "rozbiłaś" ich przyjaźń? Jeśli tak było to nie powinnaś mieć poczucia winy bo nic złego nie zrobiłaś. Co najwyżej Twoja przyjaciółka zachowała się nieelegancko w stosunku do tamtej. Tamta dziewczyna ma prawo być rozżalona, bo jest odtrącona ale nie upoważnia jej to do takiego zachowania, zwłaszcza w stosunku do Ciebie.
Myślę, że dziewczyny powinny to załatwić między sobą. Przecież to wcale nie jest tak, że przyjaźnić można się tylko w dwójkę, może byłaby to bardzo fajna przyjaźń Was trzech? Ja właśnie miałam taką sytuację i bardzo miło ją wspominam, zostałyśmy przyjaciółkami do dziś.
Poproś swoją przyjaciółkę by pogadała z tamtą, może warto czasem pójść gdzieś czy pogadać właśnie w trójkę, by tamta nie czuła się odtrącona. A może z jakiejś okazji Ty tamtą zaprosisz do Was? Wiesz, nie ma innej drogi niż rozmowa i jakieś gesty życzliwości w stosunku do tamtej, inaczej ona ciągle będzie miała pretensje, a to przecież bez sensu.

  Edyta, 24 lat
729
19.01.2006  
Od zawsze wiedziałam, że moim powołaniem jest rodzina, mąż, dzieci. Spotykałam w swoim życiu wielu ludzi, jednych poznawałam mniej innych bardziej, ale żaden z tych których poznałam nie okazał się tym jedynym. Modliłam się o dobrego męża, modliłam się o poznanie odpowiedzniego mężczyzny na całe życie, czułam, że jeśli go poznam od razu będę wiedziała ze to on. Spotykałam się z kilkoma chłopcami, poznawalismy się , a ja ciągle czułam ze to nie to. Po ostatnim rozstaniu zaczełam tracic nadzieje ze gdzies jest ktos przeznaczony przez Boga dla mnie. Wtedy tez rozstal sie ze swoją narzeczoną moj dawny przyjaciel w podwórka. Zaczeliśmy ze sobą rozmawiać i spędzac coraz wiecej czasu. I wtedy nagle razem odkryliśmy, że mieszkaliśmy całe życie obok siebie i całe życie czekaliśmy na siebie. Wiem, że Bóg wysłuchał moje modlitwy. Wystarczy być cierpliwym i zaufać Bogu. On wie w którym momencie naszego życia mamy spotkac tego jedynego. Myslę że to szczescie bliskości i uczucia drugiego czlowieka jest dane kazdemu kto to prosi,ale Bóg sam wie kiedy jesteśmy gotowi na przyjecie tak wielkiego i cennego daru. Jezli do tej pory nie spotkaliście swojej drugiej połowki nei martwcie się tym. Spotkacie ją wtedy kiedy będziecie na to gotowi. Ten cenny Skarb bardzo łatwo stracić, dlatego na Wielka i Prawdziwą Miłosc trzeba się pryzgotować. Życzę wszystkim takiego szczęscia i pewnosci jaką ja doświadczyłam. Powodzenia

* * * * *

Dziękuję za świadectwo, oby więcej takich :)

  Agata, 19 lat
728
18.01.2006  
Skąd mam wiedzieć, że to właśnie ta wyjątkowa, odpowiednia dla mnie osoba? Skąd Pani wiedziała, że Pani mąż (wtedy jeszcze narzeczony) to ta osoba, z którą chce Pani spędzić resztę życia? Długo się Pani nad tym zastanawiała? :) Wiem, że to Pani prywatne sprawy i zrozumiem, jeśli nie będzie Pani chciała odpowiedzieć. Po prostu zastanawiam się czy \"bycie razem\" ma jakikolwiek sens... Pozdrawiam.

* * * * *

Agatko! No trudne pytanie mi zadałaś. Na podobne pisałam w odp. nr 19, 15, 13 i tam opisałam swoje przemyślenia. Pisałam też o odpowiedniej osobie do małżeństwa w odp. nr: 78, 89, 106, 192, 271, 390., o konieczności zapewnienia poczucia bezpieczeństwa: 169, kompromisie: 189, o kłótniach: 228 i o tym czy można wyjść za mąż bez miłości: 201, 646. Pisałam o kobiecie i mężczyźnie w związku: 25, 50, 340, 234.
To nie tak, że nie chcę mówić o sobie tylko zastanawiam się co tak naprawdę Ci powiedzieć. Każdy człowiek i każdy związek jest inny i to, że ja tak myślałam, czułam itp. nie oznacza, że każdy tak ma czuć i moje oczekiwania i przemyślenia też mogą się różnić od Twoich. Nie mam monopolu na prawdę i nie chciałabym, żeby to co piszę było potraktowane jako jedyna słuszna droga. Każdego Bóg prowadzi inaczej.
Czy się zastanawiałam? Oczywiście. Długo? Chyba tak. Do końca nigdy nie wiadomo jak będzie i czy to właściwy wybór, tu na ziemi możemy tylko domniemywać. Jest taki czas w narzeczeństwie a jeszcze wcześniej w chodzeniu ze sobą, że się człowiek nad tym bardzo mocno zastanawia. Szczególnie jak dotrze do niego, że to na całe życie, że nie ma odwrotu, że ludzie się zmieniają (i to niekoniecznie na lepsze). Targały mną wątpliwości czy nie przestanie nam się "chcieć starać" czy plany w zderzeniu z rzeczywistością nie runą itp. Wiele, wiele pytań. Odpowiedzi na nie poznamy dopiero po ślubie a i to nie od razu, więc dlatego nie ma tej 100 % pewności.
Czasem jest tak, że jakaś sytuacja, zdarzenie w ciągu kilku chwil przekonuje nas do podjęcia decyzji co do tej osoby (o takich sytuacjach pisze np. ks. Pawlukiewicz w swoich książkach). U mnie nie było takiego momentu, że wiedziałam już, że to ten, to był proces, powolne dojrzewanie do decyzji. Powiedzenie "tak" nie było łatwe. Mimo, że owszem, chciałam tego, to pewien niepokój był, owa świadomość nieodwracalności decyzji. Owszem, radość ze ślubu była większa niż ten niepokój. Być może ten niepokój jest większy z wiekiem (my braliśmy ślub mając po 30 lat)? Bo dochodzą do tego pewne przyzwyczajenia, może troszkę obawa utraty wolności robienia tego co się chce i kiedy się chce. Bo już zdążyło się zaznać samodzielności. Może we wcześniejszym wieku jest łatwiej podjąć taką decyzję, choć z kolei pod innymi względami może być trudniej.
Pamiętam jak bardzo się denerwowałam przed ślubem, gdy zadawałam takie pytania: skąd wiedzieć że to ten? A inni mi odpowiadali: to się czuje, będziesz wiedziała. Niepokoiłam się, bo właśnie nie czułam, nie wydarzyło się nic takiego po czym bym "poczuła". Po prostu był to bardzo długi proces. Dziś wiem, ze u każdego to inaczej przebiega i to jest normalne. Nie będę więc Ci ja tak pisać, że poczujesz. Jeśli określisz swoje oczekiwania, potrzeby, skonfrontujesz je z tym co otrzymujesz od swojego chłopaka a on zrobi to samo, jeśli uznasz, że chciałabyś mieć rodzinę, dzieci i nadajesz się do tego, jeśli określicie swoje wspólne dążenia, światopogląd, jeśli zależy Wam na sobie, swoim szczęściu i rozwoju, jeśli dbacie o siebie, jeśli potrafisz wyobrazić sobie Was za 5, 10 i 20 lat, jeśli wyobrażasz sobie tego chłopaka jako ojca swoich dzieci, jeśli czujesz, że wspólnie będziecie się "dogadywać" i będzie Wam ze sobą dobrze...to znaczy, że się kochacie i możecie "zaryzykować". To oznacza, że to właśnie TEN. Jeśli na myśl o ślubie i byciu zawsze razem poczujesz prócz małego niepokoju także radość to oznacza, że trafiliście na siebie.
Nie potrafię ująć tego w jednym zdaniu, to bardzo poważna życiowa decyzja i składa się na nią szereg czynników. Starałam się je tu i w cytowanych odpowiedziach przedstawić. Niestety, nie ma testu, po rozwiązaniu którego uzyskuje się jednoznaczną odpowiedź :)
Nie wspomniałam jeszcze o jednym, chyba najważniejszym. Pytaj Boga. On Ci nie powie wprost i nie wskaże palcem: "tak, za niego wyjdź" ale da Ci delikatnie do zrozumienia czego od Ciebie oczekuje w życiu, da Ci powołanie i predyspozycje, postawi na Twojej drodze chłopaka. Ułoży okoliczności, które może nazwiesz "zbiegiem okoliczności" a które będą delikatnymi znakami, sugestiami, propozycjami. Módl się o dobrego męża, proś Boga o niego i o dobrą decyzję, a gwarantuję Ci, że On nie zostawi Cię samej z problemem.
No i jeszcze jedno. Jak już będziecie się decydować to polecam słynne już "Wieczory dla zakochanych" - one definitywnie rozproszą Wasze wątpliwości. Informacje znajdziesz tu: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
A teraz pozostaje mi życzyć Ci powodzenia!

  Natalia, 17 lat
727
18.01.2006  
Chciałabym przede wszystkim upewnić się czy bierne działanie w tym przypadku ma sens. Podoba mi sie pewien chłopak, może nie jest kto wie jaki ładny, ale ma w sobie to coś, a najbardziej podobają mi się jego niebieskie oczy....Wydaje mi się,że on \"mnie zauważa\" bo trudno określić co to jest naprawdę, i własnie to jest mój problem...Zawsze muszę być pewna wszystkiego na 100%. Stało się wiele sytuacji, ktore mogłoby sie wydawać ze o czyms świadczą, ale nie jestem pewna.Wracając do tematu. Ten chłopak jest naprawdę nieśmiały ( jestem pewna, zresztą to długa historia,jego sisotra moze być żoną mojego brata ciotecznego:) ) Na dyskotece specjalnie kilka razy wszedł we mnie specjalnie, często sie patrzy prosto w oczy, zdarzyło się,że wypowiedział moje imię ( byłam w 7 niebie ;) ,ale to tak nawiasem )i nie wiem czy to może świadczyć o jakimś zainteresowaniu? Chciałąbym poznać tego chłopaka, fascynuje mnie jego nieśmiałość, wydaje mi się ze jest dobrym człowiekiem i nie wiem czy powinnam jakoś zadziałać... Wspomnę tylk,ze ja tez jestem niesmiała, muszę być wszystkiego pewna...Nie wiem, co zrobić...

* * * * *

Natalia, nigdy nie będziesz miała 100 % pewności, zawsze jest jakieś ryzyko. Pytanie czy chcesz je podjąć. Owszem, chłopak może być bardzo nieśmiały i nawet jak mu się podobasz to nie wie co zrobić, bo nie wie co o nim myślisz i boi się ewentualnej porażki. W takim wypadku można chłopaka delikatnie zachęcić, uśmiechać się, pytać o jakieś drobiazgi, na wspólnej imprezie zacząć dłuższą rozmowę i stosować takie i inne "zaczepki" opisane w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411. Tylko: z umiarem, bardzo delikatnie i tak, żeby go nie wystraszyć. Nie można być bardzo natarczywym, narzucać się, bo ...ucieknie. Broń Boże nie deklarować swoich uczuć, o tym tutaj: 18, 61, 74, 217, 514. No i uzbroić się w cierpliwość. Nie będziesz wiedziała od razu, nie będziesz wiedziała na pewno. Ale jeśli Ci zależy - zaryzykuj, może akurat warto?

  Ania, 16 lat
726
18.01.2006  
Moja przyjaciółka zakochała się niefortunnie pod koniec gimnazjum w pewnym chłopaku. Przez około cztery miesiące raz przechodziła górki a raz dołki, bo a to raz na nią spojżał a raz nie... Wmawiała sobie że on na nią patrzy. Był raczej nieśmiałym chłopakiem, nie miał dziewczyny.... więc moja przyjaciółka uważała że ma u niego duże szanse. Wszystko skończyło się kiedy on poszedł do liceum w innym mieście... Wtedy się załamała. Nie wiedziałam jak ją pocieszać....Nawet nie byłam pewna czy ona naprawdę mu się podobała. Ta cała historia zdażyła się ponad rok temu a ona nadal go pamięta i jest w nim zakochana.Nie potrafi zainteresować się nikim innym...Może ona naprawdę go kochała? Chciałabym jej jakoś pomóc. Czy mam jej go wybijać na siłę z głowy, czy może dać jej jeszcze więcej czasu? Proszę o radę

* * * * *

Oj, no tak to czasem bywa...Twoja koleżanka pokochała swoje wyobrażenia o tym chłopaku i mocno je pielęgnowała. W momencie gdy się okazało, że nic z tego załamała się. Co możesz zrobić? To zależy od jej charakteru. Jeśli jest osobą otwartą, wylewną, chce rozmawiać, lubi opowiadać o swoich odczuciach bo jej to przynosi ulgę - rozmawiaj z nią, jeśli tego nie chce - daj czas. Pogadaj z nią i zapytaj jak jej możesz pomóc. Najlepiej jak od czasu do czasu gdzieś ją zabierzesz: do kina, na spacer, na ciastko, może pomyślcie o jakiejś wspólnocie. Zrób dla niej coś co sprawi, że nie będzie siedziała w domu i rozpamiętywała swojego nieszczęścia. Dopóki nie uwolni swojego serca od tamtego uczucia to nie będzie w stanie otworzyć się na innych. Powiedz jej to. I powiedz, że nie można pielęgnować w sobie negatywnych uczuć, lubować się w nich, bo może długo "zdrowieć". Szkoda na zgorzknienie marnować życia. Niech robi sobie przyjemności: rozwija hobby, chodzi na aerobik, kura językowy lub cokolwiek co pozwoli jej oderwać myśli.

  Mateusz, 18 lat
725
18.01.2006  
Witam! Nie chciałbym sie tutaj rozpisywać o historii swoich miłości ale dręczy mnie jedno trudne i niezrozumiałe dla mnie pytanie. Mam kochającą mnie rodzinę, przyjaciół na których mi zależy, wiele znajomych. Często jestem rozrywkowym młodzieńcem. Miałem wiel kobiet lecz żadną nie zaznałem prawdziwego odwzajemnionego uczucia. Jestem osobą wierzącą. Naprawdę wierzę!!! Bardzo!!!. Moje pytanie brzmi: Dlaczego mimo tego całego dobra jakie mnie otacza JA WCIĄŻ CZUJĘ SIĘ SAMOTNY... co mam zrobić by osiągnąc szczęście. Jestem bardzo nietypową osobą lecz moje pytanie jest chyba dośc pospolite i częste ze strony osób w moim wieku... Oczkuję szczerej odpowiedzi/ Mateusz

* * * * *

Mateuszu, ale czy sprecyzowałeś swoje oczekiwania w stosunku do kobiet z którymi się spotykasz? Czy wiesz czego chcesz i jakiej kobiety szukasz? I czy Ty też określiłeś co możesz kobiecie zaofiarować? Bo może jest tak, że spotykają się dwie osoby, bardzo wartościowe, wierzące i dobre...ale ich oczekiwania się rozmijają? A może - bardziej prozaicznie - żadna z nich tak naprawdę Ci się nie podobała, nie pociągała Cię jej uroda, sposób bycia? Może też Bóg uznał, że to jeszcze nie Twój czas i nie chce, byś rozmieniał swą miłość na drobne tylko ofiarował to wszystko co masz tej wybranej? Może Ty lub ona (gdzieś istniejąca) nie jesteście jeszcze gotowi na związek i tylko byście się poranili? Widzisz, Bóg nas bardzo dobrze zna, wie czego nam trzeba i na co nas stać i co nam jest w danym momencie potrzebne. Ja też bardzo długo czekałam, mój mąż również, ale gdy teraz na to patrzymy to dziękujemy Bogu, że nie spotkaliśmy się w wieku 17-20 lat bo byliśmy kompletnie niedojrzali do związku i pewnie długo by on nie przetrwał (choć wtedy absolutnie tak nie myśleliśmy).Więc Bóg wiedział o tym i dlatego tak pokierował naszymi losami, że nastąpiło to prawie 10 lat później. Wiem jak trudno jest być samotnym i nie czuć miłości odwzajemnionej. Bardzo trudno. Ale nie jest to czas stracony. To czas doskonalenia siebie, zdobywania tych umiejętności, które kiedyś w związku będą potrzebne. To czas dojrzewania, precyzowania celów i poglądów. Popatrz na siebie sprzed trzech lat. Myślałeś tak samo jak teraz? Nie, prawda? Za trzy lata też będziesz myślał inaczej, jeszcze dojrzalej.
Wiesz, polecę Ci lekturę odp.: Mężczyzna w związku - 25, 50, 340, Kobieta w związku - 234, Różnice w psychice kobiety i mężczyzny - 568 - o kobiecie i mężczyźnie w związku, ot tak celem refleksji. No i o samotności: 56, 302, 346, której Ci życzę jak najkrótszej. Powodzenia!

  Sarcia, 13 lat
724
18.01.2006  
a wiec jest pewnie chlopak, ktory bardzo bardzo mi sie podoba. NIe dawno wlasnie zerwala z nim dziewzczyna, bardzo to przezywa bo ja kocha. ja probuje go pocieszac ale mam w tym cel zeby zwrocil na mnie uwage. ostatnio zrobil sie troche zrzedliwy. jest dla mnie chamski i nic mu nigdy nie pasuje. kocham go ale nie wiem w jaki sposob mam go pocieszyc jeseli on nie chce ze mna chodzic to trudno ale hce zeby byl szzcesliwy. jeszcze raz moje pytanie: jak mam go pocieszac co mam takiego robic zeby zwrocic na siebie jego uwage??

* * * * *

Czy naprawdę chcesz być z chłopakiem, który "jest dla mnie chamski i nic mu nigdy nie pasuje"? Bo ja bym nie chciała. Po drugie: chcesz żeby on był szczęśliwy czy Ty skoro to Ty na siłę chcesz go do siebie przyciągnąć? No zastanów się jak to jest. Po trzecie: nie kochasz go tylko chcesz z nim chodzić, ewentualnie jesteś nim zauroczona, choć nie wiem jak może zauroczyć chamstwo. No, ale jak widać są różne gusta :. A o miłości, zakochaniu itp. poczytaj w odp. nr 15, 19.
Jeśli on nie chce z Tobą chodzić (a jest to o tyle zrozumiałe, że - jak napisałaś - kocha tamtą dziewczynę i jest rozżalony z powodu rozstania z nią) to daj mu spokój. Pozwól mu przeżyć swoją "żałobę" po tamtym związku, pozwól ochłonąć jego uczuciom, nie pocieszaj na siłę, on nie tego teraz potrzebuje. Poza tym mężczyzna inaczej reaguje na takie sytuacje: zszywa się w swojej jaskini i "przeżuwa", obmyśla co zrobić. Nie potrzebuje dzielić się uczuciami i wylewać swoje żale. To tłumaczy jego zrzędliwość - jest zdenerwowany tym, że ktoś daje mu rady.
Najlepsze co możesz teraz dla niego zrobić to dać mu czas na dojście do siebie. Dopiero gdy pogodzi się z sytuacją będzie w stanie skierować swoje uczucia ku komu innemu.

  A., 15 lat
723
18.01.2006  
Witam :) Moja sytuacja jest dokładnie taka sama jak chłopaka z pyt. 636, z tym, że to ja jestem tą nieśmiałą dziewczyną, która zainteresowała się chłopakiem. W moim jednak przypadku, zdobyłam się na odwagę spytania go jednego razu, jak ma na imię. Przedstawił się bardzo miło i nawet - serdecznie. Potem widziałam go miesiąc później, gdy go mijałam uśmiechnął się i spojrzał na mnie. Jednak potem znowu stał się nieco zalękniony, jak wcześniej.. Gdy mu powiedziałam cześć, nic nie odpowiedział - pokiwał głową. Często spogląda na mnie, czasem uśmiecha, ale ja chciałabym go nareszcie bliżej poznać, wiedzieć coś więcej niż imię. No i nie wiem, czy powinnam czekać, aż się chłopak \"obudzi\", czy mogę sama dalej rozwijać tą znajomość? Myślę że nie byłoby to nic złego ani nachalnego, skoro odbieram z jego strony jakieś znaki i sama staram się mu nie narzucać? Z drugiej strony, może powinnam zostawić mu pole do popisu? Podobno chłopcy nie lubią, jak to dziewczyna pierwsza się nimi interesuje. Tylko czy on się zdecyduje? Wśród kolegów jest przebojowy i dowcipny, a przy mnie gdy jest sam, odbiera mu mowę i całą pewność siebie.. Proszę o radę, czy mogę coś zrobić, a jeśli tak-co? Czy jednak może mam czekać? Z góry dziękuję za odpowiedź. Jeśli mogę, proszę o nieodsyłanie mnie do innych pytań :) Pozdrawiam

* * * * *

Możliwe są dwa rozwiązania: albo on jest taki onieśmielony Twoją obecnością, bo mu się podobasz albo właśnie nie jest i boi się kontaktów z Tobą, boi się, że będziesz chciała z nim nawiązać bliższe relacje a on nie jest gotowy lub nie podobasz mu się albo z jakichś względów po prostu nie chce rozwijać tej znajomości.
Pierwszy krok już zrobiłaś i on teraz zamiast się przybliżać do Ciebie to się wycofuje i to właśnie jest niepokojące.
Jeśli chcesz "mieć spokojne sumienie" to poproś go o coś - jeśli ten kontakt go nie ośmieli to najbardziej prawdopodobna niestety jest ta druga sytuacja...

  Magda, 14 lat
722
17.01.2006  
Witam! Znów jedno pytanie (od 177)... Mam nadzieję, ze to już ostatnie, bo nie chce nie potrzebnie zapychac skrzynki pisząc jedno i to samo ;) Gdy czytałam tą odpowiedź na moje poprzednie pytanie moja sytuacja była juz zupełnie inna. Chciałabym żeby ktos czyli Pani spojrzała na ta sytuację bez takich emocji i uczuc jak ja. Otóż Ten chłopak kupił sobie komórkę, oczywiście od razu dostałam od jego kolegi numer. Wysyłałam sygnałki i w koncu on po paru dniach napisał mi smsa kim jestem. Pisalismy wtedy do siebie całe popołudnie. Gdy powiedziałam mu cos tam o sobie i zaczęłam wyjaśniać kim jestem itd on przypomniał mnie sobie, okazało sie że te usmiechy do mnie były nieprzypadkowe. Napisał mi że spodobałam mu się i ze wyglądałam wtedy bardzo ładnie,a w ogóle to sie we mnie zakochał (oczywiście nie powiedział mi tego w jednym smsie tylko tak od słowa do słowa). Wpadłam w euforię, on wysyłał mi sygnałki smsy że tęskni i mysli o mnie ale gdy ochłonełam po 2 dniach zaczełam sie nad tym zastanawiać. Jak to mozliwe żeby gość który widział mnie raz w zyciu i praktycznie mnie nie zna mógł mi wyznawac takie rzeczy. Pisał mi ciagle że naprawde mu sie podobam, tęskni, mysli, ZAKOCHAŁ SIĘ. Troche mnie tym wystraszył i szczerze mówiąc rozczarował bo liczyłam najpierw na kolezeństwo, przyjaźń dopiero później aż takie wyznania. Nie powiem było to miłe, ale ile można jesli nie prowadzi to do niczego, bo on o niewiele rzeczy pyta jesli chodzi o mnie. Bardzo mi na nim zalezało i szukałam go cały czas od spotkania ale gdy juz znalazłam to rozczarowałam się troche i nie wiem czy dalej w to \"inwestować\" tym bardziej ze teraz on nagle zamilkł i odpuszcza tylko rzadko na sygnałki, a wczesniej puszczalismy sobie czasmi dobrych pare minut. Chciałabym żeby Pani to oceniła, czy naprawde mogłam mu sie spodobac i jest taki odwazny i - niestety - troche zbyt narwany lub może sie zgrywa i tak sobie tylko mówił. Jednak on wysyłał mi mnóstwo miłych smsów, raz zadzwonił a poza tym pamiętał to wesele i MNIE i to by sie jakos kupy nie trzymało. Naprawde nie wiem co mam robić. Mnie skończyła sie kasa na koncie i nie moge do niego pisac i on wie o tym. Chce to jakos rozegrać i nie bawić sie już w te \"słodkości\" które do niczego nie prowadzą. Chcę go zapytać o wszystko wprost i wtedy zdecydowac co dalej, ale może ja mu sie juz znudziłam i to byłą tylko taka gierka? A co z ewentualnym spotkaniem? Co robić?????????? Proszę Panią o pomoc, bo Pani popatrzy na to bardzo obiektywnie i oceni Pani jego i moje zachowanie, bo u mnie jest w tym duzo emocji i trudno mysleć racjonalnie. Z góry dziekuję za radę, która jest mi ogromnie potrzebna do uporządkowania swoich mysli.

* * * * *

Magda! Prawda jest taka, że Ty do tego dążyłaś bardzo usilnie i wiele byś oddała za to co jest teraz, mimo wszystkich niesprzyjających okoliczności . Nie chciałaś nic widzieć. Niejako "wymusiłaś" na nim to wyznanie, prawda? Przecież za wszelką cenę próbowałaś nawiązać z nim kontakt. Teraz gdy w zasadzie masz czego chciałaś przyszedł czas na refleksje. Ochłonęłaś, przejrzałaś na oczy - i chwała za to! Widzisz więc, że coś tu nie gra. I masz rację. Tak, nie może chłopak, który Cię raz widział, potem Cię nie pamiętał nagle oszaleć na Twoim punkcie. Nie przyszło Ci do głowy, że jakiś kolega opowiedział mu o Tobie, o Twoich próbach kontaktu? Tak pewnie było. On więc "dla świętego spokoju" lub dobrej zabawy udawał, że się zakochał, że Cię pamięta itp. Chciał mieć spokój, choć złą drogę wybrał. Mówisz, że o niewiele pyta - no właśnie, powinien pytać o wszystko. Myślisz, że jakby się zakochał to by zamilkł? Nigdy w życiu. To, że Ty nie masz nic na koncie nie znaczy, że on nie może się odzywać, prawda? Moim zdaniem ktoś "zlitował" się nad Twoimi poczynaniami i namówił go by trochę pograł. Tak to wygląda. Oczywiście mogę się mylić, ale to wszystko rzeczywiście się kupy nie trzyma.
Jak zatem widzisz, nie zawsze warto na siłę i za wszelką cenę dążyć do swego. Ważniejsza jest szczerość niż udawane uczucie.
Jak wybrnąć? Proponował Ci spotkanie? Ok, spotkaj się i zobacz jak się będzie zachowywał, tylko broń Boże nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego, podejdź do tego z dystansem! Nic sobie nie obiecuj. Jeśli ma dobre zamiary to musicie zacząć od początku tj, od koleżeństwa. Jeśli zaś od razu będzie Ci wyznawał miłość -m nie wierz! Chyba wiesz dlaczego nie można za wcześnie powiedzieć kocham, prawda? O tym w odp. nr: 18, 61, 74, 217, 514. I jeszcze o etapach miłości: 15 i 19. A jak się nie zjawi na spotkaniu albo będzie się wykręcał - odpowiedź masz gotową. Powodzenia! I znalezienia swojej prawdziwej miłości Ci życzę! Trzymaj się !

  Jazzmine, 21 lat
721
17.01.2006  
hej!jestem studetkną 2 roku ,od roku spotykam sie z młodszym o 3 lata chłopakiem.Hmm zastanawiam sie co przyniesie nam przyszłość...w sumie to jestesmy na innym etapie życia.Czy to wogółe mozna pogodzić?Jakoś udawało nam sie....ale czasem zauważam pewne róznice wiekowe....i strasznie mnie to denerwuje...chciałabym aby troche dorósł...stał sie opaniowany,stanowczy,odpowiedzalny.poprostu aby dojrzał:] sama czasem sie zastanawiam czy dobrze że jesteśmy razem...czy to wszystko ma sens...ja zaczynam mysleć o małżeństwie i o partnerze na całe zycie...i boje sie że ten związek nie ma szans...w każdym raze jesli to z nim bede to musze sobie poczekać jeszcze zanim bedzie gotowy do bycia męzem i ojcem....i tego sie boje chyba najbardziej....to jest jakies ryzyko...przezież możemy sie rozstać....poza tym mamy problemy z czystością....to pewnie dlatego te obawy....to jest mój pierwszy \"partner\" i ja jego też(strasznie tego oboje żałujemy...) ostatnio nie udłada nam sie dobrze....cieżko sprecyzować dlaczego...może dlatego że nasze spotkania juz mnie tak nie cieszą,są nudne bo albo oglądamy jakis film i siedzimy w domu albo pójdziemy (rzadko)do jakiegoś klubu...nawet nie mamy wspólnych znajomych :(czasem uda nam sie jakaś ciekawa rozmowa...wtedy jestem happy...ale to rzadko.... zasem mam wrazenie że stoimy w miejscu,że sie nie rozwija nasz zwiazek...być może mało sie staramy? o chodzimy razem na kurs tańca to tez jest nasza wspólna rozrywka:) ale ciągle mi mało,czegoś mi brakuje...ale czego?chiałabym abysmy nalezeli do jakiejś grupy duszpasterstwa...no tak ale godziny spotkań mi nie pasują wiec lipa:/poza tym może macie namiary na jakieś spotkania wakacyjne dla par :)strasznie bym chciała pojechać z moim chłopakiem:)prosze niech ktos odpowie na mój list sensowenie;) z Bogiem ! pozdrawiam :)

* * * * *

Droga Jazzmine! Różnica wieku między Wami nie jest powalająca, a nawet gdyby była większa to też jest do przeżycia (przeczytaj odp. nr 8).
Tylko teraz: sfera cielesna wciąga bardzo mocno i przysłania nam spojrzenie na wiele spraw. Być może zatem było tak, że tych cech chłopaka, które Cię teraz denerwują wcześniej nie widziałaś? Mam nadzieję, że z tym problemem już sobie poradziliście, jeśli nie polecam przeczytanie odp. nr: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582
może coś znajdziecie w nich pomocnego?
Co do tego, że on jest dziecinny, podobne pytanie było tutaj: 674. Jest mężczyzną, więc jest inny, jest też młodszy, więc fakt - niektóre jego zachowania będą Cię denerwować i nie ma co z tym walczyć, ale niektóre możesz zmienić, możesz wymagać i przez to pomóc mu dojrzewać. O miłość dbajcie, nie może zgnuśnieć, a niepielęgnowana umiera. O tym jak o nią dbać poczytaj tutaj: 255, 498, 566. A co do rekolekcji.
Owszem, znam takie! Są świetne. Trwają 8 dni - w pierwszej połowie sierpnia. Nazwa: Oaza Rekolekcyjna Diakonii Życia. Nie ma chyba jeszcze terminu na rok 2006, ale np. o ubiegłorocznych poczytaj tutaj: www.oaza.org.pl
Jeśli chcesz bliższe namiary to napisz proszę w tej sprawie na mail: admin@adonai.pl Byłam kilkakrotnie (wtedy jeszcze z chłopakiem) i były to nasze najlepsze rekolekcje w życiu!

P.S. A jak godziny spotkań duszpasterstwa Wam nie pasują to może duszpasterstwo innej uczelni? Zawsze coś wybierzecie.

  Katarzyna, 27 lat
720
17.01.2006  
Kochałam kiedys chłopaka. Odrzucił mnie. Bolało ale sobie poradziłam. Pokochałam drugiego. Nigdy nie bylismy razem bo ma dziewczyne z która ma dziecko i po prostu jest z nią. Ale on też nie jest wobec mnie obojetny. Nie maja slubu kościelnego. Wiem że on od niej nie odejdzie ze względu na dziecko. Co mam zrobić. Życ nadzieja że jednak kiedyś dana nam bedzie szansa bycia razem?

* * * * *

A interesuje Cię bycie numerem dwa? Fakt, ślubu kościelnego nie mają i formalnie "nie ma przeszkód", ale jest dziecko i jest tamta kobieta i - jak piszesz - "on z nią jest".
Praktycznie zatem ma jakieś zobowiązania wobec i tej dziewczyny i dziecka i - weź pod uwagę - że będzie je mieć zawsze, bo dziecko jest jego.
Właściwie co to znaczy, że z jest z nią? Czy tylko ze względu na dziecko, na przyzwoitość czy tak mu wygodnie? Jeżeli on stawia sprawę jasno: nie odejdzie to Kasiu czeka Cię rola kochanki/odskoczni/tej drugiej - jakby tego nie nazwać. Nie obraź się za tą kochankę, nie mam tu na myśli aspektu seksualnego, choć pewnie wcześniej czy później on będzie do tego dążył.
Co zrobić? Rozumiem, że kochasz. I za to, że kochasz nie możesz się obwiniać, bo nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia tylko za to co z nimi zrobimy.
Przemyśl całą tą sytuację, zastanów się czego chcesz od życia: namiastki związku, faceta na "dochodne" i ewentualne życie w grzechu, bez widoku na małżeństwo, normalną rodzinę, dzieci czy bycie prawowitą, szczęśliwą żoną bez wyrzutów sumienia.
Postaw się też w miejscu tamtej dziewczyny: ona ma dziecko, ma zobowiązania i faceta, który nie dość, że nie jest jej mężem to jeszcze podkochuje się lub zdradza ją na boku. Chcesz jej awantur jak się dowie? A wiesz, że za jakiś czas Ty też możesz być w takiej sytuacji jak ona? A jak czujesz się w stosunku do tego dziecka? Kim dla niego jesteś lub będziesz? Nie wiesz? Tą, która tatusia mamusi zabrała, bo dziecko tak myśli i tak zostanie przez matkę ustawione. Pomyśl o tym chłopaku. Czy on jest odpowiedzialny? Czy daje tamtej kobiecie - którą pewnie bardzo kiedyś kochał skoro spłodzili dziecko - poczucie bezpieczeństwa? Oparcie? Jakim jest ojcem dla dziecka? Jakim wzorem? Czy szuka odskoczni? Czy kocha Cię naprawdę? Czy go pociągasz? Czego Ty od niego oczekujesz a czym musisz się zadowalać?
Piszesz o szansie na bycie razem. No jakaś szansa jest, ale wiesz z czym się to wiąże: z zostawieniem dziecka, z tym, że będzie płacił alimenty a Ty będziesz tą wredną przez którą odszedł. Ok, może nawet kiedyś weźmiecie ślub kościelny (choć mocno w to wątpię, bo skoro nie wziął go z matką swojego dziecka to dlaczego miałby go mieć z Tobą) to dziecko i zobowiązania wobec niego nie znikną. A jak wtedy wytłumaczysz własnym dzieciom, że inne też mówi do ich ojca "tatusiu"? O takiej szansie mówisz?
Ale jak na razie to on Ci nawet takiej nie daje bo jasno się wyraził.
Możesz czekać. Możesz też być w zgodzie ze sobą.
W życiu nie powinno się zadowalać namiastkami, tylko mierzyć wysoko. Dlaczego nie chcesz chłonąć miłości pełną piersią tylko cieszy Cię to co on Ci wydzieli?
Nie chcesz być szczęśliwa w pełni?
Decyzja jest Twoja, ja nie oceniam tego chłopaka, bo go nie znam, ja tylko Ci zwróciłam uwagę na pewne aspekty, których - być może - nie widzisz.
Wiesz, problem nie tkwi tylko w ślubie kościelnym. Że jak ktoś go nie ma to jest "ok" i można z nim wszystko, choćby nie wiadomo co robił i kobietę z dziećmi zostawił a jak ma to już jest "be". Czasem spotykam się a takim krzywdzącym uproszczeniem. Wszystko zależy od człowieka. Tak, sakrament daje łaskę, ale nic nie zmieni jak człowiek jest niedojrzały, wygodnicki itp. Ślub tu nic nie zmieni. Gdyby tak było żonaci byliby zawsze odpowiedzialni a jednak życie pokazuje, że wcale tak nie jest. To nie tylko kwestia ślubu.
Nie odsądzając od czci i wiary tego chłopaka - nawet gdyby był najlepszy to nie zmienia faktów, o których Ci napisałam.
W życiu należy dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. I tego Ci życzę.

  Tomek, 25 lat
719
16.01.2006  
Witam!Generalnie nie wiem od czego zaczac.Zaczne od tego ze poznalem Anie w pracy.Zauroczyla mnie od razu,miala jak to sie mowi to cos,no i byla(jest) bardzo piekana.Nie tylko mi sie podobala,ale kazdemu.Widzialem to dobrze jak z nia szedlem po ulicy.Ale nie to mi chodzi.Chodzi o to ze kiedy ja poznalem miala chlopaka juz 2,5 roku.Mieli sie 5 miesiecy pozniej sie pobrac.Ale po kilku rozmowach w pracy(bo nie chciala sie na poczatku spotkac ze mna poza praca),chciala byc fair co do niego!Zreszta mi sie to podobalo.Powiedziala ze nie jest z nim szczesliwa i nie jest do konca przekonana o tym czy faktycznie chce za niego wyjsc.Minala jakis czas.Miedzy czasie juz spotkalismy sie 3 albo 4 razy juz poza praca.I byly to bardzo cudowne spacery.Potrafilismy sie spotakac o godzinie 20 i spacerowac tak do 5 rano.Bardzo mi sie to podobalo.Przyszedl w koncu taki dzien na ktory czekalem.Umowilismy sie i pokazala mi palec na ktorym wczesniej byl pierscionek zareczynowy,nie bylo juz go na jej palcu.wiedzialem juz co sie stalo i nie chcialem juz jej o nic pytac bo wiedzialem,ze to byla dla niej trudna decyzjaAle bylem w tym momencie bardzo szczesliwy.Minal jakis czas i bylismy juz razem.Bylo nam razem cudownie.Spotykalismy sie razem ze znajomymi i kazdy po nas widzial ze Jestemy soba zachwyceni,ze jest miedzy nami cudowna energia.Widac po prostu ze jestesmy ze soba szczesliwi.Piekny czas!!!minelo 6 miesiecy.Zaczalem zauwazac ze cos zlego sie dzieje miedzy nami,ze cos jest nie tak.Zrobila sie zimna i chlodna.Coraz czesciej odmawiala mi spotkan,a jak sie spotkalismy to juz na krotszy czas.Zreszta ten czas juz nie byl tak przyjemny jak wczesnij.Juz tylko sie ograniczalismy do siedzenia w domu i patrzenia sie w telewizor.Nie chciala juz nigdzie chodzic.Pytalem co jest grane?co sie dzieje.Ania(bo tak miala na imie)powiedziala ze chce odpoczac ode mnie i w ogole od chlopakow.Chce wiecej czasu poswiecic sobie,rodzinie,domowi,przemyslec sobie wszystko.

* * * * *

Drogi Tomku!
A może ona po prostu jeszcze nie dojrzała do etapu stałego związku? Może właśnie dokładnie tak "umarł" jej związek z tamtym chłopakiem? Może zafascynowała ją nowość? Może ciągle potrzebuje takich impulsów, żeby się dowartościowywać? Może ma problemy wyniesione z domu i boi się wiązać?
Bardzo wiele niewiadomych. Nie znam jej, nie mogę Ci powiedzieć nic konkretnego, to są moje domysły.
Generalnie dorosła dziewczyna nie powinna zachowywać się w ten sposób, zwodzić kogoś. Oczywiście każdemu potrzeba przemyśleń, zastanowienia się, dystansu. Ale nie w ten sposób. Nie można kogoś tak ranić, nie można najpierw czegoś zrobić a potem dopiero myśleć nad sensem. Przecież jest jeszcze druga osoba, która też ma uczucia.
Myślę, że jej błędem było tak szybkie związanie się z Tobą po rozstaniu z tamtym. Dała się ponieść emocjom. Nie jest dobrze gdy tak się dzieje z tego względu, że nie ma się wtedy obiektywnego spojrzenia. Wydaje się, że w tym nowym związku i nowym człowieku odnajdzie się to wszystko czego brakowało w poprzednim. Początkowo faktycznie może się tak wydawać, bo nowy człowiek jest inny niż poprzedni, czasem jest dokładnym jego przeciwieństwem. To zachwyca, pozwala odkryć inne horyzonty, zainteresowania, sposób życia. Ale po jakimś czasie różowe okulary opadają i widzimy również wady. Wydaje nam się wówczas, że nikt tak naprawdę nie jest w stanie dać nam tego czego potrzebujemy.
Przychodzi rutyna, zniechęcenie.
Ty nie wziąłeś pod uwagę tej jej emocjonalnej fali, bo byłeś szczęśliwy, że jesteście razem. Byliście zakochani. Dlatego po rozstaniu z kimś nie powinno się od razu rzucać w ramiona innej osoby, tylko właśnie wtedy dać sobie czas na przemyślenia: co było złe, w czym ja zawiniłem, co można było poprawić, czego ja naprawdę oczekuję i mogę komuś dać?
Może też być tak, że Ania tak naprawdę tylko "brała" nastawiona na zaspokojenie jej emocjonalnych potrzeb, a nie była w stanie "dawać". Skoro zatem nie otrzymywała tego czego chciała to zrezygnowała. Może sama (albo Wy oboje) nie dbała o Waszą miłość? Pisałam o tym dbaniu w odp. nr: 255, 498, 566. A może ona po prostu była zakochana i nigdy nie doszła do etapu miłości, a może brak odczuć wzięła za brak miłości? O tym w odp. nr 15, 13, 19.
Nie wiem Tomku, które z tych założeń sprawdzi się w odniesieniu do Ani. Ty pewnie sam na to wpadniesz, może te słowa będą dla Ciebie jakąś wskazówką.
Przykro mi że Cię to spotkało, nie wiem co Ci doradzić, bo nie wiem czy się ostatecznie rozstaliście.
Przeczytaj to wszystko, pomyśl. Życzę Ci dojrzałej, prawdziwej miłości w życiu.

  (*\\*), nie ważne lat
718
16.01.2006  
Szczęść boże!!zaprzecza że ją kocha ale jesli romawia z nie którymi swoimi rówiesnikami to mówi im że ja bardzo kochaale ona boi sie do niego podejść i z nim porozmawiac na ich temat bo boi sie być odrzucona.Za pomoc ona naprawdę będzie wdzięczna!! Dziekuję i pozdrawiam:))

* * * * *

A można jaśniej???? Bo nie bardzo zrozumiałam w czym problem i o kim mowa?

  aga, 13 lat
717
16.01.2006  
Zgodzilam sie byc z pewnym chlopakiem ktorego znam od 9lat. jest on naprawde strasznie mily dobry wrazliwy. Ale ja poprostu nic do niego nie czuje. To napewno nie milosc. Nie mam sily odwagi powiedziec mu to prosto w twarz. Jak inaczej moge z nim zerwac. Wiem ze bedzie mu bardzo ciezko ale mi jest ciezko byc w takiej parze, to byloby chore.

* * * * *

Ale Ty naprawdę nic do niego nie czujesz czy nie czujesz, że kochasz? Najpierw przeczytaj odp. nr 15 i 13 i 19. Jeśli naprawdę nic do niego nie czujesz to dlaczego się zgodziłaś z nim być? To niepoważne i raniące dla chłopaka. Jeśli chcesz z nim zerwać przeczytaj odp. nr 680. Nie możesz z nim zerwać inaczej niż realu, nie rań go jeszcze bardziej i nie rób z siebie osoby niekulturalnej. Mów we własnej osobie, że to Ty nie potrafisz z nim być, że nie dojrzałaś do związku, że Ty nie jesteś gotowa. Absolutnie nie udowadniaj mu winy, nie mów o jakiś jego wadach. No cóż, popełniłaś błąd i trudno. Teraz tylko musisz zdobyć się na odwagę i szczerze i spokojnie z nim porozmawiać. Przez żadną koleżankę/maila/sms-a/gg tego nie załatwisz. Postaw się na jego miejscu i pomyśl czy chciałabyś, żeby Ciebie ktoś tak potraktował. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie ostrzeżeniem przed kolejnymi błędami tego typu.

  Beata, 23 lat
716
16.01.2006  
W zeszlym roku wyszłam za mąż .Bardzo kocham swego męża i wiem ze on mnie tez ale czasem czuje lek przed zbliżeniem ( w przeszlosci probowano mnie zgwałcic ) Moj mąż wie o wszystkim wspiera mnie pomaga jednak to nie pomaga Gdy mam chwile słabosci i leku to czesto mysle o smierci watpie w MIlosc Boga do mnie ( choc wiem ze to nie prawda) czytam prase katolicka szukam pomocy ale nikt nie potrafi mi chyba pomoc Zwracalam sie z tym problemem do wielu moich ksiezy jednak nadal czuje taka pustke ..
Czy ja taka zla jestem czy to jest moja wina ??


* * * * *

Nie jesteś zła, nie jest to Twoja wina. To traumatyczne przeżycie "siedzi" w Twojej podświadomości. Myślę, że nie tyle do księży powinnaś się z tym zwracać tylko pójść do katolickiego psychologa (namiary masz tutaj: www.spch.pl) lub choć do jakiejś poradni rodzinnej. Bardzo dobrze, że mąż Cię rozumie i masz w nim oparcie. Potrzeba Ci jednak pomocy fachowca, który da Ci konkretne wskazówki jak sobie z tym radzić. Nie męcz się z tym sama. Będzie dobrze, zobaczysz, tylko pozwól sobie pomóc.

  kasia, 17 lat
715
15.01.2006  
hej! jak wzbudzic w chłopaku uczucie?? tzn zeby pokazywał, że kocha żeby nie tłumił w sobei uczuć, żeby nie był zimny, nie wiem bo chłopak mówi (żadko bardzo ) że mnie kocha. chciałabym to słyszeć cześciej i żeby mi okazywał to wydaje mi sie że on nie wiem nie wie jak albo boi sie

* * * * *

Proszę, przeczytaj odp. nr 694, mężczyźni i kobiety różnią się między sobą, chłopak nie tłumi uczuć, on po prostu inaczej je okazuje... Kobieta ma potrzebę mówienia o swoich uczuciach, ciągłego wyrażania swojej miłości słowami, a mężczyzna "działa". On woli coś "zrobić" (słynny przykład umycia przez mężczyznę kobiecie samochodu jako wyraz miłości). Mówi o uczuciach rzadko. Wychodzi z założenia, że skoro raz coś powiedział i zdania nie zmienił tzn., że ta deklaracja obowiązuje. Oczywiście tutaj trochę upraszczam, każdy mężczyzna jest inny, ale generalnie męska natura taka jest. Więcej na ten temat w książkach: "Płeć mózgu" i "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus".

  Ania, 13,5 lat
714
14.01.2006  
dlaczego niemam chłopaka, jeszcze?

* * * * *

Proszę zobacz odp. nr 461.

  Kicia, 16 lat
713
14.01.2006  
Mam nie mały problem,,,, Może pomyślisz ze jestem przewrażliwiona, albo coś, ale ja się boję... Boję sie ptasiej grypy, boję sie wojny nuklearnej,,, czasem nie mogę zasnąc... ostatnio w telewizji mówili ze ptasia grypa zabiła 3 osoby... wyszłam z pokoju, bo nie chciałam słuchać nic więcej. Albo na pewnej lekcji historii rozmawiałam z nauczycielką i ona ni z tad ni z owad powiedziała, że teraz takie czasy,,, i ślyszała wypowiedź pana Lema, że czuje bliskość bomby atomowej... dodała ze pisarz miał wczesniej takie wizje, które się sprawdziły... Szczerze nie mogłam po tym spać.... nie mówię nikomu o moich lękach, bo pomyslą ze jestem nienormalna,,,,,,,, jestem>>?? dziękuje.

* * * * *

Poczytaj np. to:- dość ciekawa dyskusja: www.gimbla.pl/forum/pokoje/viewtopic.php?t=32445 Co do bomby atomowej: czytałaś np. "Bajki robotów" Lema? Jeśli tak, to powinnaś wiedzieć skąd on ma takie wizje - facet całe życie pisze książki sciece-fiction.
Nie jesteś nienormalna, tylko dałaś się ponieść emocjom, uwierzyłaś tym, którzy sztucznie rozdmuchują problemy. Przecież każdego dnia np. w wypadkach samochodowych ginie mnóstwo ludzi, mnóstwo też umiera z głodu w Afryce a jednak nie boisz się, że umrzesz z głodu, prawda?
Nie myśl o tym tyle. Skup się każdego dnia na tym co pozytywnego usłyszałaś i pomyśl, że właśnie jakaś miła rzecz może Ci się przydarzyć. No bo dlaczego nie?
I jeszcze jedno: czy takie lęki masz od dawna? Czy dotyczą też innych dziedzin życia? Jeśli tak, to może warto porozmawiać z psychologiem?

  Jasmina, 16 lat
712
14.01.2006  
Mam chłopaka, pisał już do ciebie w tej sprawie, ale ja też bym bardzo prosiła o radę,,, Jesteśmy ze sobą już 14 miesięcy, bardzo sie kochamy, jesteśmy bardzo nietypową parą, wszyscy nam to mówią. Jednak w wakacje stało sie coś strasznego... wyprowadzka. ja mieszkam w łodzi, a on w warszawie. Widzimy sie co 2 tygodnie, czasem co miesiąc. Widzę jak on się stara... moi przyjaciele mówią ze by zerwali ze mną na jego miejscu, bo by im sie nie chciało. Od jakichś 2 miesięcy czujęze kocham go mniej,,,, Czy jest coś, co mogłoby sprawić abym znów go pokochała, tak jak dawniej?? Bardzo mi na nim zależy i chcę z nim przeżyc wszystko co mnie czeka. Ostatnio nawet zaczęłam rozważać, czy może jest to poprostu przyzwyczajenie do tej odległości>>?? Nie umiem sobie poradzić, ta odległośc mie wykończy,,,, czasem chcę ucieć przed siebie,,, pojechać taksówką do tej Warszawy!! ,,, a może bóg nas wystawia na próbe?? dziękuję za odpowiedź, serdecznie pozdrawiam..

* * * * *

Jasmino, chyba nasze odpowiedzi się rozminęły. Odpisałam na jego pytanie w nr 620 a Ty pewnie międzyczasie napisałaś swoje pytanie.
Pomyślcie o tych studiach w jednym mieście, to już naprawdę niedługo, a przecież odległość, która Was dzieli też wcale nie jest jakaś przerażająca - możecie się spotykać co weekend, czemu spotykacie się co miesiąc? Tak, to próba Waszych uczuć, ale nie jest pewnie wcale tak, że Ty go nagle kochasz mniej, tylko Twój organizm "przystosowuje się" do tej rozłąki, do tęsknoty, żebyś nie cierpiała cały czas. A w tym czasie kiedy nie możecie się widzieć tak układajcie swoje zajęcia i naukę, byście starali się jak najwięcej nadrobić, żeby mieć jak najwięcej czasu na bycie ze sobą. Na pewno nie umrzecie od tej odległości, Wasza miłość też nie, wprost przeciwnie - ma szansę na inny wymiar, na rozwój, na większą dojrzałość. Powodzenia!

  Wariatka, 20 lat
711
14.01.2006  
Wcześniej tutaj pisałam (odp. 608). Zastanawiam się jak to mogę wszystko naprawić, jak go do siebie przekonać. Bo w sumie po tej zabawie, to on pół roku do mne pisał. Tylko ja mu nigdy nie dałam odczuć, że znaczy dla mnie coś więcej. I w sumie po pewnym czasie, to tylko ja z nimutrzymywałam kontakt. On w sumie ze mną rozmawał normalnie, ale sam już nie miał ochoty do mnie się pierwszy odzywać. A bardzo zależy mi na tym uczuciu.

* * * * *

To co możesz zrobić teraz to zachowywać się normalnie, być wobec niego uprzejma i życzliwa, uśmiechać się, pomóc mu w czymś jak masz okazję. No nic innego nie mogę Ci doradzić, bo przecież to nie czas ani na rozmowy na temat przeszłości ani przyszłości. Tak jak Ci poprzednio pisałam: on może się bać, że spotka go to samo, ma pewien uraz. Tylko swoim zachowaniem możesz mu pokazać, że jest inaczej, ale zachowaniem przy nadarzającej się okazji. Nie wiem, może sama wpadniesz jeszcze na jakiś pomysł, w sumie to Ty go znasz, może podpytaj koleżanek, które też go znają.

  muszka, ** lat
710
13.01.2006  
Zakochalam sie w chlopaku z mojej klasy. Problem w tym ze on zupełnie nie zwraca na mnie uwagi... A na dodatek raz, gdy wracałam ze szkolnej zabawy,zdenerwowana ze nie poprosil mnie do tanca,z rozpedu podalam jego numer dziewczynie ktorej tez sie podoba...Nie mialam jeszcze chlopaka...Nie wiem czemu...

* * * * *

A ile masz lat? Jakbyś podała swój wiek to bym Ci powiedziała czemu nie masz jeszcze chłopaka, a tak musisz sobie przeczytać o tym w odp. nr 461. To, że dałaś jego numer koleżance to była zemsta, prawda? Wyładowanie złości. Tylko widzisz, sobie tym w niczym nie pomogłaś.
Poza tym: jeśli on zupełnie, ale to absolutnie nie zwraca na Ciebie uwagi, bo np. nie podobasz mu się to nic na siłę nie osiągniesz. Przecież też nie chciałabyś być zmuszona do chodzenia z kimś kto Ci się nie podoba. Może poczekasz na tego komu się spodobasz?

  Kasia, 18 lat
709
13.01.2006  
Hej. Jestem osobą niepełnosprawną- a mianowicie niesłyszącą. Będąc na jednym z czatów poznałam uroczego chłopaka tak samo jak ja niesłyszącego. Problem w tym, że on ma 27 lat... Rozmawiamy tylko na gg albo przez skype, bo jeszcze się nie spotkaliśmy, choć mieszkamy dosyć blisko siebie. Ta znajomość trwa ponad 3 miesiące. Bardzo chcielibysmy się spotkać, ale nie wiem jak zareagują na to moi rodzice... A także mam obawy i wątpliwości co do tego spotkania, gdyż ja niesłyszę nic i aparaty mi nie pomagają, a on słyszy w aparatach. Bardzo boje się tego spotkania i nie wiem co mam zrobić. Boje się, że nie będziemy mieli o czym rozmawiać i przede wszystkim jak, bo ja komunikuje się z innymi za pomoca kartki i długopisu...boję się odtrącenia, gdyż jestem w nim po uszy zakochana... Jak powinnam się zachować? Pozdro.

* * * * *

Zaraz, ale problem leży tylko w różnicy wieku? Bo jeśli chodzi o porozumiewanie się to on chyba zna język migowy, prawda? Nie bój się, zaryzykuj. Nie widzę powodu dla którego on miałby Cię odtrącić. A co do reakcji rodziców: jeśli ich o tym uprzedzisz to chyba zanim go poznają to nie mogą wydawać żadnych sądów, nie bój się przed czasem, że im się nie spodoba, może będzie zupełnie odwrotnie.
A o różnicy wieku poczytaj sobie w odp. nr: 8, nie Wy pierwsi i nie ostatni :)

  Magda, 20 lat
708
13.01.2006  
A propos odpowiedzi 612. To znowu ja ;-) Dziękuję serdecznie za odpowiedź. No cóż, jak już napisałam, nie zdąrzyłam wymienić się kontaktami z tym chłopakiem - za szybko wyjechał z tych rekolekcji ostatniego dnia, akurat tuż przed tym, jak się wszyscy zaczęli wymieniać adresami, telefonami itp. Pech po prostu :/ Nie wiem nic kompletnie. Ani skąd jest (bo niezbyt dobrze go słuchałam na wieczorku zapoznawczym, bo kto by pomyślał, że się w nim tak zauroczę... Jakbym wiedziała, pewnie bym słuchała ;) Tzn. może i słuchałam, ale nie przywiązywałam do tego zbyt wielkiej uwagi i kompletnie nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie mówił), ani ile ma lat... Znam tylko imię i nazwisko, ale niewiele mi to da. Nie znam również osoby, która mogłby jego znać. Czyli \"mniej niż zero\"... :( Jeśli chodzi o jego stosunek do mnie... Hmmm cóż, kilka razy się z nim zetknęłam - graliśmy razem w ping-ponga, często wspólnie pomagaliśmy w kuchni przy zmywaniu naczyń po posiłkach. Na jakąś zaczepkę, odpowiadał zaczepką np. gonitwą po refektarzu :P oczywiście wszystko w ramach wygłupów. Takich incydentów było naprawdę niewiele, wydaje mi się, że to moja i tylko moja wina :( To ja uczyniłam siebie taką niedostępną. Czasami jego spojrzenie czy pewne gesty sprawiały wrażenie, że zwraca na mnie jakąś uwagę, a ja co? Zamiast coś z tym zrobić, po prostu uciekałam, bo się obawiałam... :( Najlepiej chciałabym mieć od razu potwierdzenie, że komuś się podobam a komuś nie, ale z gestów niewerbalnych niekiedy często wyczytać coś dosłownie. A nawet gdyby było dosłownie, to ja chciałabym jakiegoś potwierdzenia jeszcze dosłowniejszego... I tak jest niemal za każdym razem, kiedy ktoś mi się spodoba. Niestety mam niskie poczucie własnej wartości, podejrzewam, że jest to chyba wynik tego, że w dzieciństwie byłam często poniżana przez własnego ojca. Zresztą teraz też mu się zdarza mnie poniżać, ale staram się nie brać tego do serca. Tylko to, co wpłynęło na mnie w dzieciństwie... tego już po prostu nie zmienię. Wychodzi teraz wszystko na wierzch - boję się nawiązywać kontakty z chłopakami, nawet jak mi na kimś bardzo zależy, to boję się uczynić czegokolwiek, by z nim nawiązać bliższe relacje. Jestem zakompleksiona i nie wierzę, że mogę się komuś naprawdę spodobać. Dlatego to samo było na rekolekcjach. Wiem, że gdybym naprawdę uwierzyła w siebie i się postarała, udałoby się coś z tej znajomości pewnie zrobić... Ale ja uciekałam. Z jednej strony niby domyślam się, że ta przyczyna leży w mojej psychice, a z drugiej nie mam pojęcia co mam z tym zrobić. Nie chcę na pewno iść do psychologa, wbrew pozorom takie wizyty często nic nie dają. Chcę, żeby Bóg mnie z tego wyciągnął. Przecież widzi jak się męczę. Moje koleżanki przeżywają już swoje pierwsze \"miłości\" i miłości, a ja wciąż nic. Proszę Go o pomoc, ale póki co nic się nie zmienia. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Czy jest jeszcze szansa, że kiedyś jeszcze go spotkam? Strasznie chciałabym znać wolę Bożą co do tej sytuacji, do tego co było... Okropnie jest żyć w niepewności. Tak samo chciałabym mieć poznanie, czy faktycznie komuś się podobam i mogę spokojnie do niego \"startować\", czy może lepiej nie... Nie wiem jak mogę nazwać to silne przeświadczenie z rekolekcji, że on byłby dla mnie dobrym kandydatem, że u niego mam szansę. Czy było to jakieś światło? Nie mam pojęcia, naprawdę. Nawet jeśli było, to zaprzepaściłam. Ciężko mi czasami pojąć zamiary Boże i ciężko mi je czasem przyjąć. Jestem bezradna, nie mam pojęcia co robić. Czy właściwe jest mówienie, że jeśli ktoś jest mi przeznaczony to i tak na niego trafię i tak, choćby nie wiem co? Bardzo trudno to wszystko wyrazić słowami. Za Waszą wyrozumiałość dziękuję i pozdrawiam!

* * * * *

Magdo!
Nigdy (albo prawie nigdy) nie będziesz wiedziała od razu czy ktoś jest Tobą zainteresowany czy nie, bo nie można wiedzieć czy ktoś nam odpowiada czy nie dopóki się go nie pozna. To raz.
Dwa: Nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie i nie można mówić, że on był Ci przeznaczony. Przecież to by był absurd i oznaczałoby, że jeśli go już nie spotkasz to na 100 % zostaniesz "starą panną". O tym w odp. nr: 58, 86 Trzy: nie wiń się za to, że nie zdobyłaś jego namiarów albo, że nie zrobiłaś nic więcej. Gdyby on był faktycznie Tobą bardziej zainteresowany sam by się o namiary na Ciebie postarał i nie dopuścił do urwania kontaktu. Cztery: Twoje doświadczenia z domu mogą mieć wpływ na Twoje działania, ale chyba nie w takim dużym stopniu - wnioskując po Twoich listach. Poczytaj na ten temat odp. nr: 421, 537,468, 484, 520, 600
No i moja diagnoza: Ty się po prostu w nim zakochałaś. Po raz pierwszy w życiu tak mocno. Nie masz jednak z nim kontaktu. Nie wiem czy się jeszcze spotkacie. Nie możesz jednak uważać, że tylko on, tylko z nim itp. Owszem, jeśli się spotkacie to dobrze i wtedy zobaczysz co dalej (a nawet i wówczas może nic z tego nie wyjść, bo nie wiesz tak naprawdę jaki jest jego stosunek do Ciebie). Musisz zatem żyć własnym życiem i być otwarta na innych. Nie unikaj innych. Oczywiście to uczucie jeszcze jakiś czas w Tobie będzie, ale nie rób błędu podsycając go swoimi wyobrażeniami. Bo może się okazać, że kochasz wyobrażenia i nie widzisz innych wokół siebie. Bo może stracisz szansę poznania kogoś wartościowego. Módl się do św. Józefa, on jest patronem osób poszukujących swojej drogi: [zobacz]

  Mateusz, 18 lat
707
12.01.2006  
Witam, mam ogromny problem, moja dziewczyna mnie zdradza ale ja ją bardzo kocham, nie moge żyć bez niej. Jestem tak zrozpaczony,że miałem nawet przez momęt myśli samobójcze. Proszę powiedźcie mi jak mam zareagować na tą sytuacje. PROSZE!!!!

* * * * *

Ooo, mój Drogi zdrada to już poważny problem. Pisałam trochę o tym w odp. nr 165. Miłość wymaga wyłączności, nie może tak być! Niestety, w tym wypadku trzeba być twardym i postawić sprawę jasno: albo ja albo tamten. No nie ma innego wyjścia. Chyba nie wyobrażasz sobie związku w trójkącik i dzielenia się dziewczyna z kimś jeszcze??? Rozumiem, że ją kochasz, że Cię boli. Ja nie każę Ci jej rzucać, ale musisz dbać o swoją godność. Nie może jedna ze stron robić co chce raniąc drugiej. Pomyśl o sobie. Postaw ultimatum. Jeśli nie poskutkuje to znaczy, że nie była Ciebie warta, że Wasze oczekiwania się rozmijają, że nie kocha Cię naprawdę, skoro nie chce być tylko z Tobą. I pomyśl sobie też, że Ty jesteś wartościowym facetem i nawet bez niej Twoja wartość nie zmaleje. Ona nie jest jej wyznacznikiem. Masz dla kogo żyć, choćby to była Twoja własna osobna. Jezus Cię do życia powołał, bo uznał to za stosowne. Bo Cię kocha. Tak samo jak ją. Z nią czy bez niej - jesteś takim samym, wartościowym mężczyzną zasługującym na miłość. Którą otrzymasz i którą kogoś obdarzysz - swoją przyszłą żonę. Ktokolwiek nią będzie. Tyle pięknych lat przed Tobą, pomyśl o przyszłości. Jest w zasięgu Twojej ręki. Trzymaj się!

  iwona, 22 lat
706
12.01.2006  
Witam...moj problem nawet niewiem jak zaczac jakies 3,5roku temu poznalam pewnego chlopaka byl to przyjaciel mojej kolezanki na poczatku nie wywar na mnie ogromego wrazenia choc wszystkie dziewczyny szczebiotały na jego widok pisal wiersze przystojny wygadany dlamnie byl to podrywacz taki casanova podrywajacy dziewczyny na wiersze...jego wada bylo to ze byl złosliwy...powiedzialam sobie ze ja niedam mu sie oczarowac...unikalam z nim rozmow ale suchalam jak rozmawia z innymi czasami rozmawialismy ale o takich malo waznych rzeczach choc potem wszystko sie zmienilo czesto z nami przebywał raz 1 dnia złapałam sie na tym ze cos w nim mi sie spodobało chyba jego zachwyt nad zyciem po jakims czasie polubilam go mimo ze byl zlosliwy lecz nigdy w moim stosunku i niemogalm tego zrozumiec pojechalismy cala grupa na dyskoteke no i byl on powiedzial ze przyjdzie do naszego kolka a ja do niego a po co....no i przyszedl bawilsmy sie i poprosil mnie do tanca a ze ja nieumialam tanczyc w pary to powiedzial ze mnie nauczy i tak uplynela cala noc a ja zlapalam sie w sidla gdy przyjechalam do domu czulam sie jak po spowiedzi jak bym sie pozbyla grzechu taka lekka szczesliwa spotykalismy sie potem . Gdy byly rekolekcje ze pisalam sama wiersze wreczylam mu po mszy karteczke ale powiedzialam zeby ja przeczytal w domu ale pozniej zrozumialam ze zle zrobilam bo troche zmienil do mnie stosunek..Potem wakacje i ja musialam wyjechac z rodzicami jak co roku i po powrocie dowiedzialam sie ze spotykal inna poznal ja na ognisku i swiat sie zawali plakalam 3 noce i jeszcze dluzej niechcialam go widziec strasznie bolalo porozmawialam z nim a on ze ttrafilam z uczuciami w nieodpowiedni moment ize nadzieja zawsze jest plakalam iplakalam minal miesiac dwa i kiedys znow na dyskotece podszedl do mnie a ze mimo dumy powinam sie uniesc i nieodzywac bawilam sie z nim z swiadomoscia ze moze wroci a nastepnego dnia przeprosil mnie ze dal mi nadzieje od tej pory jestem sama swiat mnie malo cieszy przestalam chodzic do kosciola choc ostatnio zaczelam gdy jakis chlopak sie do mnie zbliza zaraz daje mu do zrozumienia ze nic z tego niebedzie czy ja juz niepotrafie sie zakochac a moze juz niebede umiala mam pretensje do boga modle sie ale wydaje mi sie Bog mnie nieslyszy....czekalam dlugo...na niego i niewiem czy jeszcze nie czekam...kiedys sobie pomyslalm bede rozkochywac w sobie chlopakow a potem ranic ale jestem zbyt wrazliwa aby robic takie rzeczy...bardzo mnie bolalo a jak tego kogos kogo bym skrzywdzila...czy ja bede potrafila sie zakochac jeszcze a moze Bog zaplanowal dlamnie samotnosc ja niechce....a moze ja niepotrafie juz obdazyc uczuciem...czy jest dlamnie jakas nadzieja

* * * * *

No tak. Wiesz czym go przyciągnęłaś? Właśnie swoją niedostępnością, tym "nie szczebiotaniem" na jego widok. Po prostu byłaś INNA niż te wszystkie dziewczyny wokół niego, pierwszy raz musiał się wysilić i to go pociągało. Postawił sobie cel: przełamanie Twojego oporu, może nawet nie rozkochanie, ale odniesienie zwycięstwa. A Ty pomału ulegałaś. Nic w tym złego, to normalne. Ale widać nie o Twoje uczucia mu chodziło, tylko o dowartościowanie siebie, o sprawdzenie siebie. Przykre, bardzo przykre. Nie wiem po co dał Ci teraz nadzieję. Dla świętego spokoju? Żebyś go adorowała, a to też go dowartościuje? A potem znów powie Ci, że traktuje Cię jak "koleżankę"? Do kitu z takim obiektem uczuć. Każdy chce kochać z wzajemnością. On rozbestwiony powodzeniem chyba nie zna smaku miłości jednostronnej, zawsze ma kogoś i nie wczuje się w Twoją sytuację, bo jej nie rozumie. Dlatego nie liczy się Twoimi uczuciami i tym, że nieopatrznie dał Ci nadzieję.
Iwono! Cóż mogę Ci doradzić? Przyjąć do wiadomości, że on niekoniecznie jest dla Ciebie. Że gdzieś jest ktoś kto czeka na Twoją miłość i będzie umiał ją docenić. Że nie on jeden na tej ziemi. Że potrafisz kochać i na pewno pokochasz tego kogoś a ten będzie Ci całkiem obojętny. Teraz w to nie wierzysz, ale tak się właśnie stanie gdy uwolnisz od niego swoje serce i otworzysz je na innych. Daj sobie szansę. Jak ktoś chce się z Tobą umówić, przyjmij zaproszenie, idź na kawę i baw się dobrze nie porównując tego kogoś z tamtym. Każdy jest inny. Pomyśl: po co Ci taki za którym wszystkie się oglądają? Miej swojego na wyłączność. Takiego który Ciebie będzie widział i nie będzie mu zależało na adoracji innych. Módl się, to niedobrze, że odeszłaś od Kościoła, w takich chwilach szatan na uciechę i łatwy łup. To on podsyca w Tobie poczucie beznadziejności i małej wartości. Zacznij żyć sakramentami, nawet trochę " na siłę" - Jezus CHCE Ci pomóc, szatan CHCE Cię zniszczyć.
JEST dla Ciebie nadzieja. Gwarantuję Ci, że jeśli zastosujesz w życiu parę rad z odp. nr 80, 526, 653 nie dalej jak po roku będziesz roześmianą, pewną siebie ( a może zakochaną już z wzajemnością?) dziewczyną. Czego Ci życzę!!! Powodzenia :)

  Kamisia, 18 lat
705
11.01.2006  
Witam. Już nie pierwszy raz pisze do Pani. I za każdym razem otrzymują odpowiedź, która daje mi wiele do myślenia. Więc postanowiłam i tym razem... Wiem, że mój problem może być banalny... Jak do tej pory byłam sama. W moim krótkim życiu przewinęło sie paru chłopaków, ale żadnego nie obdarzyłąm Miłością. Teraz poznałam dwóch chłopaków. Jeden ma zainteresowania bardzo podobne do moich. Gra na pianinie, jest bardzo sympatyczny, kulturalny, fajny. Czuję, że coś mnie do niego ciągnie. Może to zauroczenie- sama nie wiem. Z nim mam nawet dobry kontakt. Ale jest jeszzce drugi chłopak- interesuje się czymś, co mnie wogóle nie ciekawi. Również jest fajny, tyle, że znamy się tylko przez internet. Mieszka w tym samym mieście co ja. Pare razy mijaliśmy się na ulicy. Wiem, że z obydwu znajomości może być cos więcej. tylko nie potrafię zdecydować się, którą znajomość pogłębić. Z pierwszym czy drugim chłopakiem. Według mnie nie powinnam obydwu, gdyż jeśli z jednym coś wyszłoby, mogłabym zranić drugiego. A tego nawet nie dopuszczam do myśli. Boję się równiez, że jeśli już zdecyduję się, mój wyybór może być zły. A wtedy sama rozczaruję się. Czym powinnam kierować się przy tym \'wyborze\'? Co powinnam zrobić?
Hmmm.. Dopiero teraz widzę jak moje pytanie i sytuacja są trywialne. Rozumiem, że Pani nie może podejmować za mnie deyczjii. I że ta sprawa może wydać się Pani dziecinna, ale mi ona nie daje spokoju. Dlatego prosze choć o krótką radę. Z modltwą... Kamisia


* * * * *

To prawda, że nie powinnaś zwodzić obu. Odpowiedz sobie na pytanie przy którym z nich lepiej się czujesz, z którym masz więcej tematów do rozmowy, którego wartości są Ci bliższe. Skoro tego drugiego znasz przez internet to może spotkać się pod jakimś pretekstem w realu (bo rozumiem, że to mijanie na ulicy było anonimowe???). Czasem bowiem może się zdarzyć, że w realu ktoś jest zupełnie inny. Może wtedy przestaniesz mieć dylematy. Daj sobie też troszkę czasu, przecież nie musisz decydować się już dziś. Obserwuj ich, poproś może obydwu o jakąś przysługę i zobacz jak reagują. No jednoznacznego testu nie ma, musisz obserwować, rozmawiać z nimi na jak najwięcej tematów, myśleć i słuchać swojego serca.

  MartusiaaS, 18 lat
704
11.01.2006  
Witam! Mam ogromny problem... nie wiem o czym to swiadczy... chodzi o to ze miałam romans z ksiedzem:( trwało to moze pół roku potem skonczyliśmy z tym. Własciwie to bylo strasznie egoistyczne...chodziło chyba tylko o zaspokojenie swoich pożadliwości. I własciwie tylko jemu. Ja jestem młoda, powiem ze atrakcyjna troche i mogłabym miec wielu ale wybrałam własnie Jego -35letniego faceta... Ja mysle ze z mojej strony to dlatego ze brakowało ciepła w moim domu i moze szukałam w nim taty. Ale wracajac do tematu: własciwie to ja go nie kocham(choc pewna nie jestem), ale cos w nim było, co mnie pociągło, ale teraz sa trdune chwile kiedy jaza nim tesknie... nie wiem co to oznacza. I w ogole to...sa momenty kiedy chciałabym cofnąc czas i byc nadal z nim chocby dlatego zeby mnie przytulił...wiem, wiem to jets ksiadz, am juz swoje powołanie ale... coś mnie napedza w jego kierunku...:( moze to jednak miłosc? w ogole jak z tym skonczyc? Czesto Go wi duje,odwiedzam i nie potrafie sobie rozkazac bo nie isc do koscioła zeby go nie spotkac...poprostu nie potrafie:((

* * * * *

Marto!!
Brak mi słów komentarza pod adresem tego księdza i jego zachowania. To się powinno skończyć przeniesieniem na inną parafię. Zrobił Ci dużą krzywdę i zastanawiam się nawet nad sensownością powiadomienia jego przełożonych.
Co do Ciebie: o "szkodliwości" takich związków i ich bezsensowności pisałam już w odp. nr 11, 183, 524 więc nie będę się powtarzać. Teraz czas na ratowanie Ciebie.
To nieprawda, że nie możesz sobie nakazać" iść do innego kościoła. Możesz. To kwestia siły woli. Proś Jezusa, by Cię od tego uwolnił. Idź do spowiedzi do jakiegoś mądrego księdza i kieruj się tym co Ci powie. Musisz ratować siebie. Za wszelką cenę.

  Piotrek, 20 lat
703
11.01.2006  
Nie wiem jak interpretować. Zanam ją od 13 lat chdziliśmy razem do podstawówki potem do gimnazjum, po gimnazjum nasze drogi się rozeszły. Nie widzieliśmy się 3 lata, ale pewnego dnia spotkałem ją \"przypadkiem\" w autobusie, zamieniłemz nią kilka zdań i się porzegnaliśmy. I tu zaczyna się dziwna rzecz od tamtej chwili widujemy się coraz częściej. Nie wiem czy ona czuje to samo w do mnie, nie wiem też czy ma chłopaka. Ale wiem że to Bóg postawił ją na mojej drodze, i że to spotkanie w autobusie nie było zwykłym przypadkiem. Jak rozpoznać czy ona czuje coś do mnie (tylko prosze bez żadnych :porzycz książke, płyte), jak to rozpoznać po jej zachowaniu.

* * * * *

A może zamiast zastanawiać się co czuje po prostu zaprosić ją na kawę, korzystając z tego spotkania "przypadkiem". Tam sobie pogadacie, dowiesz się co u niej słychać. Czy to nie prościej, bezpieczniej, sensowniej? Masz już chłopie 20 lat, to nie czas abstrakcyjnego zastanawiania się co może czuć, tylko działania :) Odwagi!

  Kasia, 17 lat
702
10.01.2006  
Poznaliśmy się w bardzo dziwnych okolicznościach. Łukasz włamał się na skrzynkę pocztową mojego kolegi. Tak po prostu, z nudów. Znalazł tam mój adres e-mail i napisał do mnie, nie wiedząc kim jestem. Zaczęliśmy do siebie pisać maile, potem doszły rozmowy na gg. Po jakimś czasie dowiedziałam się kim jest, ale nigdy do niego nie podeszłam (widziałam go codziennie w szkole). Nie wiedziałam co o nim myśleć. Podobał mi się, owszem, ale chwilami wydawało mi się, że mnie nie lubi - czasami był bez powodu bardzo nieprzyjemny dla mnie. Tak nasza znajomość ciągnęła się przez trzy lata. Łukasz wiedział o mnie więcej, niż niektóre osoby. Bo przecież łatwiej jest się żalić osobie, której się nie zna, prawda? Ale nadszedł taki dzień, kiedy Łukasz chciał się ze mną spotkać. Nie wiedziałam czy traktować to jak żart - nasze spotkanie miało się odbyć 1 kwietnia. Ale przyszedł. Od tamtego czasu zaczął do mnie przychodzić codziennie, jesteśmy prawie 9 miesięcy razem. Wydaje mi się, że naprawdę go kocham i wiem, że jemu też bardzo zależy na mnie. Problem jest w tym, że jestem bardzo dziwną i nerwową osobą. Kiedy się kłócimy, nie zdaję sobie sprawy co mówię, zawsze powiem coś, co go mocno zrani. A ja nie chcę mu sprawiać bólu! Krzyczę, a ja nie wiem nawet, że krzyczę. W tym momencie najchętniej niszczyłabym wszystko co jest w zasięgu mojej dłoni i - co gorsza - mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Łukasz jest bardzo wrażliwym chłopakiem i często płacze przeze mnie. Nie potrafię nad tym zapanować. Próbowałam z tym walczyć, ale bezskutecznie... to naprawdę jest bardzo uciążliwe. Czym są spowodowane te moje niekontrolowane zachowania? Wiem, że on mnie kocha, ale boję się, że w pewnym momencie go stracę, że powie \"dość!\". Proszę, pomóżcie .. Naprawdę nie chcę go stracić.

* * * * *

Najpierw przeczytaj odp. nr 385, 508, 568 o różnicach i nieporozumieniach. Czy takie napady agresji zdarzają Ci się tylko wobec niego czy w innych okolicznościach też? Być może potrzebujesz pomocy psychologa. Proszę zajrzyj na tę stronę www.spch.pl

  Bardzo smutna, 18 lat
701
10.01.2006  
Moj związek(półroczny) z chłopakiem wisi na włosku i nie wiem czy mam go dalej ciągnąc.Moj chłopak deklaruje,że mnie kocha,to on o mnie walczył i w pewien sposób usidlił... Jestesmy zupełnie różni-ja kieruje sie głównie sercem,on rozumem i portfelem.Nie wierzy w Boga.Poza tym jest osobnikiem zrównoważonym,a ja wrecz przeciwnie,co sprawia,ze często nie rozumiemy swoich zachowan.Tzn głównie on moich,co doprowadza mnie do frustracji.Z drugiej strony jest cierpliwy i wyrozumiały.Często stara się byc dla mnie oparciem.Mimo to noszę w sobie ogromny żal do niego i to z najróżniejszych powodów.Wydaje mi się,ze nigdy go tak naprawde nie kochałam i może stąd te żale,nieumiejętnosc wybaczania. Nie wiem czy mam ciągnac ten związek,czy spróbowac zacząc życ nowym życiem... Znaleźc prawdziwą miłosc,obustronną... Czuję,że jednym z głównych czynników,przez które nie chcę zerwania jest moja egoistyczna potrzeba oparcia,które czasem w nim znajdowałam,a także myśl,że czułam się zobowiązana do pokazania mu Boga.Nie mam też sumienia go zranic. Z drugiej strony strasznie chciałabym kogoś pokochac,kogos kto ma chociaz podobny kręgosłup moralny co ja.Chciałabym też poczuc dreszcz zakochania,za którym tak tęsknie.Tu tego nie ma i chyba nigdy nie będzie...

* * * * *

Droga Smutna, decyzja należy do Ciebie. Wiążąc się z kimś musisz akceptować go takim jakim jest, godzić się na to, że jest niewierzący i macie inne zainteresowania, a nie myśleć, że to się zmieni. Jeśli się zmieni to ok., ale to wcale nie musi się zmienić. To nie jest tak, że dwie osoby w związku są identyczne. Nie są i nigdy nie będą. O takich problemach jak Twój pisałam w odp. nr: 69, 466, 385, 508 proszę przeczytaj może Ci to pomoże podjąć decyzję. I pamiętaj: pół roku to bardzo niewiele, dopiero się poznajecie, musicie się jeszcze dotrzeć. Pamiętaj też, że jesteście odmiennej płci: to normalne, że kobieta kieruje się sercem a mężczyzną rozsądkiem, z tym nie ma co walczyć, to natura: 568. A co do tego dreszczu zakochania: nigdy go nie poczułam, a jestem bardzo szczęśliwą mężatką :) O tym w odp. nr 13, 15, 19.


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej