Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Krokodyl dla ukochanej... warto wspierać rozwój mężczyzny Krokodyl dla ukochanej... warto wspierać rozwój mężczyzny
Jacek Pulikowski
Lektura tej książki, dzięki realizacji 12 postulatów zaproponowanych przez autora, nauczy Cię stawiania mądrych wymagań mężczyźnie, aby rozwijać jego możliwości, by nauczyć go "góry przenosić" czy sprostać wyzwaniom... » zobacz więcej




  ..Kochająca..., 18 lat
800
09.02.2006  
Witam serdecznie. Długo zastanawiałam się, jak rozpocząć- pisząc i kasując tekst kilka razy... Potrzebuję pomocy, modlitwy. Pan mnie doświadcza, czuję to bardzo mocno i uczę się być wdzięczna...nawet za cierpienie, które przecież tak do Niego zbliża. Staram się ufać... Chciałabym napisać, jak wielką siłę ma Ufność w Panu. Miłość, Wiara i Nadzieja...Czasem myślę, że jestem niewdzięczna. Dostrzegam tak wiele trudności w moim życiu, narzekam, a nie potrafie sie cieszyć drobiazgami, tak znaczącymi przeciez... Wycowałam się w rodzinie, w której tak naprawde bardzo brakowało miłosci. Tak częsty był smutek i gniew. Mój brat jest niepełnosprawny, nie potrafi samodzielnie funkcjonować, nie mówi, \'nie rozumie\', jeśli można tak powiedzieć. Jest starszy ode mnie 8 lat, także niepełnosprawność była obecna w moim życiu od zawsze... Byłam świadkiem ciągłych kłótni rodziców, nie dostrzegałam milości, nie doswiadczałam jej, choć wiem, że gdzies na dnie serc była i jest obecna. Dlatego właśnie pragnęłam bliskości. Wszędzie słyszałam, ze jestem zbyt dojrzała jak na swój wiek,rzadko potrafiłam się porozumieć z rówiesnikami. Pan mi podarował muzykę, aby sie wyrażać. Pozwala mi tworzyć, grać i przeżywać ją bardzo głęboko... Jednak muzyka nie wystarczyła, a ja byłam w ogromnym błędzie- myślałam, że nie potrafie kochać.. Że jestem zbyt wrazliwa, że nie zniosłabym cierpiernia, ryzyka tak często związanego z kochaniem...Skrzywdziłam zatem kilku wspaniałych ludzi...Aż pewnego dnia na mojej drodze pojawiła się człowiek, ktorego, byłam pewna, pokochałam. Był starszy ode mnie 5 lat. Byliśmy mocno związani ze sobą, byłam szczęśliwa, doświadczałam miłości...Jednak ciągle w moim sercu był lęk. Lęk, który sprowadzał się do wiary. On nie wierzył, po prostu nie wierzył w Boga, który jest dla mnie na pierwszym miejscu, to Jemu złożyłam naszą miłośc, by nas poprowadził. My grzeszyliśmy przeciw Bogu. Nieczystością naszej miłości, jesli w ogóle nią była... sami ją niszczyliśmy. Czułam ogromne wyrzuty sumienia, ale on mówił, przekonywał. Nigdy nie doszło między nami do pełnego oddania, zarezerwowanego tylko dla małżeństw, ale nasze pocałunki były nieczyste, nasz dotyk.. potrzeba bliskości przerodziła się w nieczyste pragnienie, aby posiąśc drugiego człowieka. Zabieraliśmy sobie wolność... Pan mnie uratował. Wyrwał z tego związku, podczas którego nie przystępowałam do sakramentu pojednania, bo mój egoizm wygrywał. Boleśnie wybawił mnie Chrystus, który postawił na mojej drodze przyjaciela, wcześniej nie doscenianego, będącego nawet powodem zazdrości mojego uwczesnego ukochanego. To z nim mogłam rozmawiać o Bogu - a był to temat nieporuszalny, powodujący kłótnie miedzy mną a człowiekiem, którego kochałam. Czy kochałam? Czy tylko chciałam posiąść? Trudne to jest.. Aż w końcu, wierzę ze zgodnie z Boża wolą rozstaliśmy się, w bólu, bo tak naprawdę nikt z nas tego nie chciał, razem było nam wygodnie. Mój przyjaciel był ze mną, modliliśmy się razem, to nim posługiwał sie Chrystus, czułam to tak silnie. Przyjaciel nauczył mnie sie modlić, czytać Pismo, mówić... A po pewnym czasie - kochać. Czysto. 3 albo 0 - wiedziałam już...Pan nas połączył, to takie cudowne, gdy mogę mu pomagać, pragnę być darem z siebie. W czystości, która odmienia oblicze Miłosci i ją \'uprawdziwia\'. Zdarzył się w moim zyciu prawdziwy cud- bo to co piękne, jest trudne... Trudne jest i teraz. Bardzo się kochamy, przyjaciel pozostał przyjacielem, ale stał się również miłością, taką, której niegdy nie doświadczyłam przed nim... Tak mocno czuję Bożą Obecnosć miedzy nami. Ilekroś jestesmy razem, moje serce z radości jest takie lekkie... On również jest starszy ode mnie 5 lat, wiele przeżył, jego również mocno Pan doświadcza... Ostatnio duzo rozmawialiśmy, pojawiła sie kolejna trudność, nasze sumienia. Zaczynamy zauważać, ze mogą mieć błedny charakter, skrupulatny.. Nawet, mimo ogromnego pragnienia, nie pocaławaliśmy się tak po prostu- z miłoscia. Boję sie niczystosci nie chcę do niej powrócić, pragnę pielegnować ten wielki Dar, dlatego nawet pocałunki nie doszły w naszym związku do skutku... Choć wiem, że jesli będą dobrej, czystej intencji- uświęcą sie. Jak pokonać tą przeszkodę? On cierpi, sumienie wyrzuca mu cierpienie mojego byłego chłopca, ciagle sie przepraszamy, choć czasem uświadamiam sowbie, że wcali nie robimy nic złego, bo w przytuleniu przepełnionym miłością, w spojrzeniach, w wspólnym snie w przytuleniu nie ma zła... Rozumiem to, ale boję się samejsiebie - wczesniej tak nieczystej... Prosze o modlitwę i w miarę możliwości o poradę, jak uleczyć własne sumienie.... Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziekuję.

* * * * *

Twój ukochany jest Twoim przewodnikiem. Ufasz mu i czujesz się przy nim bezpiecznie. Więc nie myśl już więcej, że to Ty musisz ponosić całą odpowiedzialność za to, byście nie poszli dalej, nie dopuścili się nieczystości. Jego Bóg na Twej drodze postawił jako Twego obrońcę - obrońcę także przed zakusami szatana. Zaufaj mu w pełni. On Cię zna, zna Twoją przeszłość, Twoją historię. Wie czego się obawiasz. Czy myślisz, że potrafiłby Cię skrzywdzić? Myślę, że nie. Nie bój się bliskości i czułości - ona też jest konieczna. Nie bój się, że na tym nie poprzestaniecie. Twój ukochany zadba o to! Daj mu dowód swojego zaufania. Lękając się mówisz: "nie wierzę, byś potrafił kontrolować nasze zachowanie, więc lepiej na nic Ci nie pozwolę, bo się boję". Tak, on cierpi , ale bardziej nie z powodu braku bliskości tylko braku zaufania. On cierpi jako mężczyzna, wiesz? Jego męska odpowiedzialność jest hamowana i nie może się rozwinąć. Daj mu szansę, pozwól mu wziąć ster odpowiedzialności w swoje ręce. To nie znaczy, że Ty masz nie myśleć. To znaczy, że powinnaś pozwolić się poprowadzić i nie być jednocześnie na tym polu i kobietą i mężczyzną. Będzie dobrze. Jeśli on Cię kocha i szanuje to będzie Twoim prawdziwym przewodnikiem. Bo takie jest zadanie mężczyzny. Ufasz mu w innych dziedzinach? Zaufaj i w tej. To uleczy Twoje serce.
Proszę przeczytaj co pisałam o mężczyźnie w odp. nr 25, 50, 340. Pisałam też o kobiecie: odp. nr 234. Odnajdujesz tam siebie? Módlcie się wspólnie, módlcie się o czystość a nic Wam się nie stanie.

  Jaga, 18 lat
799
08.02.2006  
na 100 dniówce poznałąm fajnego chłopaka:) miły przystojny i... zaczarowałmnie wpadł mi w oko:) przez całę 8 godzinek balu bawiłam sie świetnie. Dodatkowo ten chłopak przez cały czas usmiechał sie do mnie puszczałmi oczko, kiedy mijalismy sie zawsze gdzies mnie dotknął, tzn objołw talii, poklepałpo ramieniu złapałza dłon. kiedy szedłtanczyc z dziewczyna z która przyszedł oglądałsie za mna, kiedy tanczyłam patrzył jak to robie. jak siedział sam proponowałbym sie dosiadłą, kiedy juz to zrobiłam zaczynalismy rozmawac, gadało nam sie super. w jednakowy sposób rozumiemi świat, z tych samych rzeczy sie smiejemy:) mi przynajmniej sie podobało, neiwiem jak on to odbierał. studniówka jednak sie skonczyła, nie porzegnalismy sie ze soba, dzien poźniej zdobyłam jego nr kom. poesemesowalismy i ... wszystko jakby zamilkło. ja przyznam sie bez bicia ze podobało mi sie i nigdy jeszcze sie tak nei czułam, teraz czekam az on mi cos napisze albo strzałke pusci sam z siebie i nic cisza;/ mnie to boli, nei iwem co mam myslec, kolezanki mowia ze sie jeszcze ułozy. ja jednak nei jestem tego taka pewna poniewaz na tej studniowce pierwszy raz w zyciu go widzałam i mam nadzieje ze nie ostatni. pomózcie, jak mam sie zachowac co myslec, nie chce sie narzucac;)

* * * * *

Wiesz, on się jednak swobodnie na tej studniówce wobec Ciebie zachowywał, więc istnieje domniemanie, że wobec wszystkich dziewczyn, które "wpadają mu w oko" taki jest. Jeśli koniecznie chcesz coś zrobić to może skorzystaj z którejś z rad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411.
No, niestety, nic więcej Ci nie mogę poradzić, w sumie i tak dużo zrobiłaś. Może jeszcze jakiś sms? A jak nie odpowie no to chyba nie jest niestety zainteresowany.

  Ada, 19 lat
798
08.02.2006  
Zastanawiam się nad tym, czy dwie osoby o odmiennych temperamentach mogą stworzyć szczęśliwy związek? Czy jest sens takiego związku? Bo przyjaciół przeważnie dobiera się na zasadzie podobieństw, a partnera? z tym bywa różnie. I czy w codziennym życiu bardziej przeszkadza różnica temperamentów, charakterów czy tez inny system wartości? Bo jeśli dwie osoby mają podobny charakter to wydaje mi się, że lepiej im się porozumieć, lepiej rozumieją swoje potrzeby i zachowania, reagują w podobny sposób. A z kolei ludzie o różnych charakterach mogą się wiele od siebie nauczyć, łatwiej im zobaczyć błędy w swoim sposobie bycia, w pewien sposób się uzupałniają. Ale taki związek, moim zadniem, wiąze się z większą potrzebą kompromisów. Co też po dłuższym czasie może chyba prowadzić do jakichś frustracji. Miłość z pewnością może początkowo usprawiedliwiać pewne różnice, a nawet przez to stać się bardziej atrakcyjna, ale czy przy zderzeniu z codziennością te różnice nie zaczynają coraz bardziej razić? Miłość na pewno wiąże się z akceptacją drugiego człowieka, takim, jaki jest, również z jego wadami i z odmiennymi cechami charakteru. Ale jeśli jedna osoba jest bardzo spokojna, taki domator, a z kolei druga jest bardzo towarzyska, potrzebująca obecności dużej grupy ludzi, to czy możliwy jest tu kompromis? z pewnością nie zmieni się natury człowieka, bo on zawsze w głębi duszy będzie taki sam, ale może właśnie te różnice będą mogły wpłynąć na niego pozytywnie i go w jakiś sposób ubogacić, pozwolić spojrzeć na świat inaczej. Sama nie wiem. A co do systemu wartości, to moim zdaniem, jest to fundament, bez którego ciężko zbudować prawdziwą relację, ale czy w szarej, codziennej rzeczywistości takie rzeczy nie schodzą na drugi plan, a właśnie charakter i temperament nie są ważniejsze? Poprosiłabym o odpowiedź oparta przede wszystkim na osobistych doświadczeniach.

* * * * *

W zasadzie sama sobie poprzez swoją wypowiedź odpowiedziałaś na pytanie, wiesz? Dokładnie tak, zbliżone charaktery ułatwiają życie, ale odmienne też mają swoje plusy. Nie ma jednej, właściwej odpowiedzi. Generalnie jest tak, że dobieramy się na zasadzie podobieństw, ale to nie znaczy, że różnice wykluczają udany związek. Na temat podobieństw i różnic pisałam w odp. nr 385, 508. Zresztą te różnice nie są jedyne, dochodzą tu jeszcze różnice w psychice między kobietą i mężczyzną (odp. nr 568, 674, 715) i ewentualnie różnice wieku (odp. nr 8).
Co do fundamentu jakim są wyznawane wartości. Może się wydawać, że one wychodzą na wierzch np. tylko w niedzielę kiedy jest kwestia pójścia do kościoła, a na co dzień liczy się charakter ale tak nie jest. Wartości wbrew pozorom rzutują na nasze codzienne zachowanie i to bardziej niżby nam się wydawało. W życiu małżeńskim mają np. wpływ na nasze podejście do współżycia, szczególnie w sytuacji odkładania poczęcia dziecka. Pojawi się wtedy dylemat co zrobić. Czekać kilka dni, kiedy nie można współżyć czy antykoncepcja? Pomiędzy wierzącymi tego problemu nie ma. Poza tym kwestia wychowania dzieci. Kwestia przykładu dla nich. Kwestia modlitwy rodzinnej i małżeńskiej. O ile łatwiej modlić się wspólnie, powierzać Bogu wspólnie problemy. Kwestia zachowywania postu w piątek. Kupić piracką płytę czy nie? Zrobić zakupy w niedzielę czy nie? Drobiazgi? Może a jednak potrafią bardzo utrudnić lub ułatwić życie. Jeśli chodzi o moje małżeństwo (trochę pisałam w podanych wcześniej odpowiedziach) to my jesteśmy raczej z tych "podobnych". O wartościach nie mówię, bo tu się zupełnie zgadzamy.
Ale są i inne dziedziny, też ważne. Taką rzeczą jest np. spędzanie wolnego czasu czy zainteresowania. Mamy je częściowo wspólne (mówię częściowo, bo mój mąż nie robi na szydełku tylko pisze programy komputerowe ;-)). Lubimy poznawać okolicę, robić wycieczki, czytać przewodniki, ganiać z mapą po chaszczach szukając ruin fortów. Co do wakacji też nie ma dylematu: góry czy morze.
Różni nas rytm dnia. Ja jestem skowronkiem, mąż sową. On uwielbia słodycze i frytki, a herbata mogłaby dla niego nie istnieć (co mi czasem ciężko zrozumieć bo ja uwielbiam posiedzenia przy herbatce; on nie odróżnia smaku żadnej z nich, po prostu "ciecz to ciecz", a szkoda, bo takie posiedzenia nie często zatem się zdarzają). Charaktery też mamy zbliżone. Oczywiście mi jako kobiecie jest troszkę trudniej powstrzymywać emocje, poza tym dochodzi sławetny syndrom napięcia przedmiesiączkowego;-). Jeśli coś nas różni, w czymś się nie zgadzamy po prostu rozmawiamy. I to jest najlepsze lekarstwo na wszystko. Dialog.
W Ruchu Światło - Życie, a ściślej w Domowym Kościele jest coś takiego jak comiesięczny dialog małżeński Otóż, dobrze jest (tak mniej więcej raz w miesiącu) usiąść we dwoje przy jakiejś herbacie na spokojnie i pogadać ze sobą.
Podziękować sobie za coś (konkretnie: za obiady, za zakupy, no wszystko co nam przychodzi do głowy). A potem powiedzieć sobie wprost co jest nie tak, co chcielibyśmy żeby się poprawiło.
Ten dialog zmusił nas niejako do powiedzenia sobie szczerze wszystkiego "co do siebie mamy" zdecydowania co z tym zrobić, ale też do dostrzeżenia tego co jest w nas dobre. A wszystko na spokojnie (nie w nerwach, emocjach wtedy gdy coś akurat nie zostało zrobione) i na poważnie (postanawiamy ten problem rozwiązać).
Działa, naprawdę. Bo tak naprawdę rozmowa jest ogromnie ważna w związku. Spokojna, rzeczowa, wyrażająca nasze odczucia i prośby.
Generalnie zatem: (dla mnie przynajmniej) najważniejsza jest wspólnota wartości, po niej charakter, temperament, potem te wszystkie cechy indywidualne. Tak na marginesie: nie chcę absolutnie tutaj potępić związków z osobami niewierzącymi, bo takie też mogą być udane, jeśli pamiętamy o kilku zasadach (pisałam o tym w odp. nr 69, 466). Wszystko jednak i tak najbardziej zależy od dobrej woli dwojga. Znane są przecież przykłady szczęśliwych związków osób będących totalnym przeciwieństwem jak i sytuacje, gdzie bardzo zgodne, ciche małżeństwo nagle ni z tego niż z owego się rozwodzi. Podobieństwa zatem ułatwiają nam życie ale nie są czynnikiem decydującym o szczęśliwym związku. Ado! Nie wiem czy ta wypowiedź Cię zadowala, ale temat jest tak rozległy, że książki o nim piszą, więc ja nie jestem w stanie ująć go wyczerpująco w kilkudziesięciu zdaniach. Może kiedyś napiszę coś więcej :)

  Madzia, 15 lat
797
08.02.2006  
Na wakcjach poznałam wspaniałego chłopaka. Jak tylko go zobaczyłam przykół moją uwagę swoim zachowaniem i podejściem do ludzi. Już wtedy coś we mnie drgneło. Po jakimś czasie poznałam go bliżej i bardzo się do niego przywiązałam. Ale niestety on mieszka troche odemnie i jakoś cześciej nie jesteśmy w stanie sie widywać, więc tylko gadamy z soba na gg. Po jakim czasie dowiedziałam się że mu bardzo na mnie zależy i nie jestem mu obojętna. Bardzo mnie to ucieszyło, bo chyba własnie tego chciałam. Postanowiliśmy się spotkać i porozmawiać o tym, ale gdy się spotkalismy nie potrafilismy sobie powiedzieć tego o co nam chodziło. Rozmawialismy ciagle o czymś innym. Probowaliśmy kilka razy już sobie powiedzieć prosto w oczy że chyba się w sobie zakochaliśmy, ale ciagle albo coś stawało na przeszkodzie, albo to my nawalaliśmy. W końcu powiedział mi że dużo dla niego znacze i że nigdy nie poznał kogoś takiego jak ja. Ja też mu powiedziałam podobnie. Ale w ciąż coś mnie dreczy, wiem że czegoś mu nie powiedziałam, gdy go nie widze wszysttko jest takie łatwe, ale jak stoje przed nim mowe mi odbiera i nic nie potrafie zrobic... a tyle mam mu do powiedzenia. I w ogóle mam żal do siebie o to że nie zachowuje się przy nim tak jak zawsze się zachowuje, zmieniłam się chyba brak mi pewności siebie. No i co ja mam zrobić z tym wszystkim?

* * * * *

Nic nie robić. To zupełnie normalne. Wiesz, jakby te słowa padły to powaga sytuacji by Was przerosła, no bo coś dalej należało by powiedzieć, zrobić. Ale co?? No właśnie. Coś Was powstrzymało i dobrze. Wszystko musi rozwijać się stopniowo. Poza tym "kocham" to duże słowo i należy wziąć za nie odpowiedzialność. Zobacz ile jest problemów poprzez jego przedwczesne powiedzenie: odp. nr 18, 61, 74, 217, 514. Kontynuujcie znajomość, spotykajcie się. Nic Was nie goni. Poznawajcie się, przyjaźnijcie i nie dążcie do przeskoczenia na siłę kolejnych etapów.

  KINGA, 20 lat
796
07.02.2006  
Witam.Głupio mi pisać iż nie wiem jak mam sie z tego wyspowiadac.Mam 20 lat i jestem z chłopakiem od 3,5 lat.W wakacje wstępujemy w związek małżenski,a problem jet w tym iż pozwoliliśmy sobie na bliższe dotyki całego ciała,pieszczoty naszych intymnych rzeczy ale nie współrzyjemy ze soba bo to akurat pragniemy to zrobic dopiero po slubie,ale zdażyło nam sie iż mój partner swoim pacem dotykał moich intymnych miejsc i nie wiem jak to mam powiedziec na spowiedzi a nie chce opowiadac całej histori,.Prosze odpowiedzcie na moje pytanie.

* * * * *

Kingo, nie mogę, nie mam prawa udzielać Ci takich porad. Generalnie powinnaś powiedzieć tak jak tutaj napisałaś, nie wchodząc oczywiście za bardzo w szczegóły, a jak ksiądz będzie miał wątpliwości to dopyta. Po prostu - tak jak napisałaś - nie współżyliśmy ale nie zachowaliśmy czystości poprzez...

  Agata, 19 lat
795
Agata, 19 lat  
To znowu ja( 634). Przeczytałam Pani odpowiedź i doszłam do wniosku, że ja chyba jestem po prostu zbyt \"zimna\" i nie potrafię okazywać uczuć (szczególnie tych pozytywnych). Obawiam się, że stąd te moje problemy. No w końcu jaki normalny chłopak chciałby mieć dziewczynę, która nie okazuje uczuć (choć bardzo chciałaby się tego nauczyć). Problem w tym, że ja nie wiem jak się tego nauczyć. Długo się nad tym zastanawiałam i myślę, że być może znam powód mojego zachowania: Otóż jakiś czas temu miałam chłopaka, na którym bardzo mi zależało. Ojj bardzo... Tak bardzo, że chyba kompletnie straciłam instynkt samozachowawczy. To prawda, byłam z nim szczęśliwa, ale cały czas \"coś\" podpowiadało mi, że jest coś nie tak, że będę przez niego cierpieć... no i stało się. Okazało się, że Robert ( tak ma na imię) zamierza rozpocząć studia w Krakowie( czyli ok. 600 km od mojego miasta) Na początku nie mogłam się z tym pogodzić, ale głęboko wierzyłam, że uda się nam, że będziemy szczęśliwi, tym bardziej, że on cały czas mnie o tym przekonywał. Niestety po jakimś czasie zaczęłam zauważać zmiany w jego zachowaniu: nie odpisywał na SMSy, albo odpisywał po kilku godzinach tłumacząc, że nie miał przy sobie komórki; nie dzwonił; potem już nawet nie przyjeżdżał, choć dzień wcześniej gwarantował, że zobaczymy się następnego dnia. W końcu po kolejnym dniu oczekiwania za jego wizytą, nie wytrzymałam i dzień przed jego wyjazdem do Krakowa napisałam mu SMSa, że to koniec itd. Wiem, że zrobiłam okropnie, załatwiając tę sprawę na SMSa...teraz tego żałuję. Natomiast on w ogóle na to nie zareagował... wtedy uświadomiłam sobie jak \"bardzo\" mu na mnie zależało:( Od tamtego czasu bardzo się zmieniłam, przestałam być tak naiwna i ufna w stosunku do innych ludzi. Po jakimś czasie poznałam bardzo miłego chłopaka, z którym na początku świetnie się rozumiałam. Dopiero potem uświadomiłam sobie, że on nie traktuje mnie jak zwykłą koleżankę. A po jakimś czasie i on stawał mi się coraz bliższy. Problem w tym, że kiedy poczułam, ze nie jestem mu obojętna, zupełnie zmieniłam swoje zachowanie: celowo nie odpisywałam na SMSy, unikałam go, mowiłam mu niejednokrotnie wiele przykrych słów; jednym słowem dawałam mu do zrozumienia, że mi na nim nie zależy, choć tak naprawdę było zupełnie inaczej. Teraz tak sobie myślę, że może gdyby powiedział mi co tak naprawdę do mnie czuje, nie zachowywałabym się tak. Prawda jest taka, że z Wojtkiem odbyliśmy tylko jedną poważniejszą rozmowę, podczas której powiedział, że bardzo mu się podobam, ale on obawia się tego, że może mnie skrzywdzić tak jak 3 inne dziewczyny ( które podobno się w nim zakochały, a do których on nic poza sympatią nie czuje) Dlatego właśnie chciałby mnie poznawać STOPNIOWO. I właśnie tu się zaczyna problem... chodzi o to, że ja nie przyjmuję takiego czegoś do wiadomości. Mnie się wydaję, że jeżeli chłopakowi naprawdę zależy na dziewczynie, to powinien się o nią starać, zabiegać i ... działać...a nie czekać i \"stopniowo\" ją poznawać przez niewiadomo jak długi czas... Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że ja chyba po prostu obawiałam się tego, ze znowu się zaangażuję i znowu będę cierpieć. Stąd to moje zachowanie w stosunku do Wojtka... robiłam wszystko, żeby go od siebie odsunąć, chociaż tak naprawdę chciałam, żeby się nam udało:( Najgorsze jest to, że teraz mam jeden wielki mętlik w głowie... i nie chodzi tylko o Wojtka...bardzo boję się tego, że kiedy poznam kolejnego sympatycznego chłopaka, scenariusz się powtórzy i jemu także nie będę okazywała uczuć, a on uzna to za brak zainteresowania z mojej strony.... Nie chcę, żeby sytuacja się powtórzyła, tylko nie bardzo wiem, co zrobić, aby temu zapobiec... Dziękuję za radę i pozdrawiam.

* * * * *

No, wnioski masz słuszne. Ty po prostu bałaś się kolejnego bólu odrzucenia więc zastosowałaś metodę obrony przez atak. Wojtek Cię nie atakował, ale Ty się broniłaś przed ewentualnym skrzywdzeniem. Nie wiem ile czasu minęło między pierwszym i drugim związkiem. Może za mało? Może jeszcze nie wyschły zły po tamtym? Szybkie angażowanie się w coś nowego wbrew pozorom nie rozwiązuje sytuacji. Wtedy bowiem porównuje się te dwie osoby, złości to, że ten nie ma tego co miał tamten itp. Wojtek prawdopodobnie bał się powiedzieć Ci co do Ciebie czuje, bał się zostać odrzucony. Dlatego to stopniowe poznawanie - to był jego "sposób na Ciebie", być może on chciał Cię "oswoić". To wcale nie takie głupie i być może było to spowodowane jego poprzednimi doświadczeniami. On pewnie wiedział już, że słowa "kocham" nie można powiedzieć zbyt szybko, poczytaj o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514. Może kiedyś nawet zrobił ten błąd? Poza tym - jak każdy facet - bał się ewentualnej porażki, gdybyś nie odwzajemniała jego uczucia. Stopniowe poznawanie jest mądrym krokiem. Przecież nie można kogoś pokochać nie znając go. Mam wrażenie, że chciałaś trochę (może podświadomie) zastosować metodę klina. Tamten Cię porzucił, więc szybko chciałaś znów prawdziwej miłości. A Wojtek może sam nie był na to gotowy. Chłopak był szczery przynajmniej i to świadczyło o tym, że nie chce Cię oszukiwać.
Agato, niepotrzebnie się obawiasz, że nie będziesz potrafiła okazywać uczuć. W Tobie jest właśnie ogromny ich głód i nie ma obawy, że będziesz "zimna". Tylko musisz zrobić jedno: uwolnić całkowicie swoje serce ze starego uczucia zanim się zaangażujesz. I tyle. Bo nie może tamten jeszcze siedzieć w sercu a nowy już do niego zaglądać. Musisz mieć serce wolne i gotowe na przyjęcie chłopaka takiego jakim on będzie. Nie stosować metody klina, nie wiązać się zbyt szybko. W końcu co jest ważniejsze: samo uczucie czy osoba? Zakochanie czy poznanie kogoś, by móc go pokochać prawdziwie? Euforia i fakt, że "masz chłopaka" czy miłość, która choć rodzi się powoli jest prawdziwa? Poczytaj też o etapach miłości w odp. nr 15 i 19. No i powodzenia!

  Oleyla, 18 lat
794
06.02.2006  
No wiec to znow ja:650 736. Chcialam napisac, ze ani nie szukam wytluamczenia dla siebie ani nie zamierzam podwazac niczego. Najprosciej w swiecie szukalam odpowiedzi na pytanie... \"Cudzolozenie\" zawsze mi sie kojarzylo ze zdrada malzenska lub tez zmienianiem partnerow seksualnych jak rekawiczki.... Napisalas takze, ze mozna znalezc fragmenty w pismie swietym gdzie sam Jezus mowi o czystosci, a moge prosic o konkretniejsze namiary?

* * * * *

Polecam szczególnie: Ewangelia św. Mateusza, rozdział 5 - "Osiem błogosławieństw", Ewangelia św. Marka, rozdział 7, wersety 14-23, List do Galatów, rozdział 5 zwłaszcza od 16 wersetu, 2 List do Koryntian, rozdział 6 wersety: 4-7.
Jeśli naprawdę go kochasz to chcesz jego dobra. Największym dobrem dla człowieka jest jego zbawienie. Zatem kochać kogoś naprawdę to chcieć jego zbawienia.
Więc nawet jeśli własny los jest Ci obojętny pomyśl o jego duszy i nie utrudniaj mu zbliżenia do Chrystusa. Życzę Ci wyborów słusznych a nie wygodnych.
A w razie wątpliwości zawsze pytaj spowiednika.

  Paweł , 23 lat
793
05.02.2006  
( 50,220,256,336, 566, 691) Witam znonowu dziś chciałbym napisać moje nowe : Przeglądając moje stare pytania zauważycie pewnie , że narzekałem na moje samotność , że Bóg mnie tak \"źle\" zozumiałem wrzeszcie dlaczego powód był prosty grzechy pycha , chciwość , zazdrość . Bóg na mojej drodze ustawił wiele wspaniałych kobiet wiele razy próbowałem i \"nic\" , zupełnie nic nie udawało mi się z kimś umówić nawet na jedną randkę. Żadna nie dała mi szansy nawet w formie koleżeńskiej , zawsze byłem spławiany od razu bez żadnych nadziei po ostatniej porażce byłóem już całkowicie załamany , mimo moich starań nie udaje mi się nawet ruszyć , ciagle ten sam etap , poznaje kogoś , poboda mi sie zbieram sie na odwage próbuje i ciągle kosz kosz ani , kroku dalej wydało mi sie , że wogóle nie postępu, dużo czytałem na twmat miłości potrzeb dziewcząt itp. , bardzo starałem sie być jak najlepszym osiągnąć jak najwięcej , kochać bez warunków z dnia na dzień wszystkie egoistyczne powodu znikały , Bóg mnie kszałtował i sprawiał , że stawałem sie coraz lepszy nie widziałem jednak tego wydawało mi się , że nic się nie dzieje o ile stosunku do moich wybranek stawałem sie jak najlepszy to do reszty coraz gorszy byłem zły na cały świat , że jestem sam , opanowała mnie chorobliwa chwiwość na relacje która właściwie już nic mi nie dawała chciałem być z kimś tylko by być . Nie szukałem w tej relacji nic bo przecież miłośc nie szuka swego . sądze , że pozbyłem sie zazdrości o dziewczynę , nauczyłem się cieszyć jej bliskością bez nawet trzymania za ręce , wszystko było by w tym dobre gdybym nie uznał , że dlatego bardziej należy mi się mieć dziewczynę niż innym uważałem , że skoro tyle osiągnełem , a to dużo to powinnien ustawić mi na drodze odpowiednią kobietę , napełniłem sie pychem uważałem , że jestem lepszy od innych , a to nie była prawda nie był bym taki gdyby nie dał mi tego Bóg . Uznałem , że skoro tyle zrobiłem to Bóg powinien dać mi ją , albo chociaż kogoś kogo mógłbym adorować. W końcu jednak zrozumiałem , że NIC MI , SIE NIE NALEZY , MILOSC JEST DARMOWA I TAK SAMO NALEZY SIE MI JAK CHłOPAKOWI , KTORY CHCE TYLKO KOGOS , SKRYWDZIC .Myslałem , że stająć się coraz lepszym zapracuje na miłośc , ale na nią nie da się zapracować , w końcu postanowiłem zaakceptować to ,że jestem sam unałem , że nie mam innegoi ratunku , da żadająca partnerki postawa mnie zniszczy oddałem tą sprawę Bogu i wtedy podczas modlitwy rozumniałem , że nie miałem racji często pisałem , że Bóg nie usiądzie na kolanach nie przytuli nie weźmie za rękę itp po prawda , ale nie do końca , gdyż nie chodzi przecież o same gesty tylko o poczucie euforii jakie dają podczas mojej ostatniej modlitwy poczułem , że napełnia mnie taka sama euforia , jaką miałem podczas przytulania się do dziewczyny , zrozumiałem , że nie ma nic co może dać mi kobieta , a nie może dać mi Bóg on daje szczeście a nie kobieta . Nadal jestem sam , lae pogodziłem się z tym nawet gdybym miał umrzeć i nigdy nie być zwiazku to żadna tragedia. Jak Bóg kiedyś da mi kobietę , będę się z tego cieszył jak nie trudno tak jest też dobrze. Nie ma co zazdrościć trzeba , brać z życia co najlepsze i wszystko co można a nie \"gonić za tą kiełbaską \" , której może nigdy nie dostanie. Nie Ma co się , pocieszać , że kiedyś kogoś się znajdzie bo gawrancji nie lepiej zyć tym co teraz jest dobre,a nie przyszłością, co do której gwarancji.Dalej jednak chce szukać , lae nie bęe już się przejmował porażkami Bóg dal mi się nie mam problemów , zezdrowiem , ani kasą , ani też na studiach , mam wspaniała pasję ( kosmonautyka) , chce napisać poweść sf , chce zapisać się do koła brydzowego mam wiele więcej niż inni. Więć sie magjem , ale żyję tym co mam , amiłośc jak się znajdzie to dobrze , a jak to też dobrze. P.S. MOżesz jak chcesz uśmieścić moją wypowiedź w najczętszych pytaniach jak i poprzednia (566)

* * * * *

Pawle, dziękuję! Super, że masz tak wiele pomysłów na życie, tak trzymaj.
A co do dziewczyny: próbowałeś kiedyś zajrzeć tutaj?: [zobacz]

  Agnieszka , 17 lat
792
04.02.2006  
piszę gdyż mam problem jestem z chłopakiem juz około pół roku. on jest o mnie zazdrosny szczególnie o moich kolegów z ktorymi znam sie oddawna, z kolegami (i kolezankami) jestesmy w jednej grupie działajacej w miescie, mówiłam mu wiele razy że nie musi się o nich bać, lecz on dalej przy róznych okazjach dogaduje mi nimi. co mam robić?? :(

* * * * *

Proszę przeczytaj o zazdrości odp. nr 24, 377. Nie jesteś jego własnością i nie może czynić Ci takich wyrzutów. Jeśli Twoje kontakty z innymi są w granicach normy, a tym bardziej jeśli łączy Was jakaś działalność to nie masz powodu mieć z tego tytułu jakichkolwiek wyrzutów sumienia.

  angel, 21 lat
791
04.02.2006  
Bylam w zwiazku przez prawie 4 lata w przyszlym roku zamierzalismy sie zareczyc. ostatie pol roku srednio nam sie ukaldalo w zwiazku,zdarzaly sie momenty kiedy On bardzo chcial odejsc(nieraz probowal), ale nigdy nic z tego nie wyszlo. Dzis on postanowil sie ze mna rozstac dla naszego dobra, naszego szczescia. Ja wiem, ze to wszystko przeze mnie,bo ostatnio trudno mi było dojsc do ladu z sama soba, tak trudno bylo sie zdobyc choc na usmiech..i on sadzi teraz ze nie potrafi mnie uszczesliwic. Wszystko to do czego doprowadzilam:(..ale ja wiem, ze On mnie kocha..a ja Jego..nie wiem co robic:(

* * * * *

Przykro mi, tylko nie wiem dokładnie dlaczego się rozstaliście. Powodów mogą być tysiące, ale nie piszesz o nich. Być może nie zrozumieliście się w różnicach między Wami, w oczekiwaniach, w odbiorze swoich zachowań? Jeśli jednak się kochacie to dlaczego macie się rozstawać?
Nad związkiem czasem trzeba mocniej popracować i będzie dobrze.
Teraz to co przychodzi mi do głowy to wspólne uczestnictwo w "Wieczorach dla zakochanych". Informacje znajdziesz tu: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
To swoisty "test" dla osób w Waszej sytuacji. Tam sobie wszystko wyjaśnicie. On nie jest tylko dla narzeczonych! (wbrew obiegowej opinii).
Polecam też książki dotyczące różnic np. "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" oraz książkę ks. P. Pawlukiewicza "Porozmawiajmy o tych sprawach" i książki pp. Pulikowskich.
Spróbujcie. A może szczęście jest w zasięgu ręki?

  kasia, 19 lat
790
04.02.2006  
dopiero znalazlam ta stronke.Przeczytalam pare listow i nie wiem czy ktorys bedzie odpowiadal mojemu jesli tak to przepraszam:) 3 lata temu poznalam chlopaka.pozniej byl on najlepszym przyjacielem mojego brata i tak jest do dzis.Zaczelo sie cos miedzy nami.w sumie przez alkohol:/ale ja sie zakochalam od pierwszego wejrzenia.kiedys pod wplywem alkoholu zaczelismy sie calowac pozniej doszlismy do wniosku ze to beznadziejne i ze to juz sie nie potorzy ale to sie nie skonczylo i trwa do dzis:/ wiele razy sobie powtarzalam zejuz nigdy wiecej ale ja go takbardzo kocham chociac wiem ze w ten sposob mu tego nie udowodnie: (on oczywiscie ma inne dziewczyny ze mna sie caluje i piesci tylko czasem:/wiem ze to wyglada jakbym nie miala szacunku do samej siebie ale to naprawde jest gleboka znajomosc.Kiedys powiedzial mi ze chyba sie zakochal i ze z zadna dziewczyna nie przezyl tego co ze mna i nie chodzi o \"to\" ale ze nie moze byc ze mna bo moj brat jest jego najlepszym przyjacielem i ze wtedy spedzal by z nim mniej czasu i wogole.wiem ze jestem niemadra ale ja go naprawde kocham i czuje ze jest moja jedyna miloscia ale nie wiem co zrobic modle sie i prosze Boga zeby prowadzil mnie swoja droga zeby bylo tak jak On chce i czekam i wierze ze nasze drogi sie kiedys polacza:/:(

* * * * *

Kompletnie nie wiem co przeszkadza mu być jednocześnie Twoim chłopakiem i przyjacielem Twojego brata. Myślę, że to tania wymówka, żebyś nie chciała za dużo. Po prostu szuka usprawiedliwienia dla fizycznych kontaktów z Tobą bez zobowiązań. Miłość to to na pewno nie jest. Rozumiem, że się zakochałaś. Ale on wyraźnie nie chce tej znajomości przekształcić w związek, nie chce brać odpowiedzialności za to co robi i za Ciebie, nie chce angażować się emocjonalnie. Jemu jest tak wygodnie. Dziwi mnie, że Twój brat pozwala na takie traktowanie Ciebie przez niego! Powinien - jeśli jest jego przyjacielem - pogadać z nim po męsku. Powinien wziąć Cię w obronę. Nie można patrzeć jak ktoś wykorzystuje własną siostrę!
Kasiu! Ogromnie Ci współczuję, ale nie można żyć w zaślepieniu i przymykać oczy na wszystko, byle mieć namiastkę miłości. Pomyśl: przecież Ty absolutnie nie otrzymujesz od niego tego co kobieta w związku z mężczyzna powinna otrzymać. Pogrążasz się tylko. Ile jeszcze tak wytrzymasz? Przyjdzie frustracja, rozgoryczenie i wstręt do niego- że zabiera Ci to co najlepsze. Miarą miłości chłopaka do dziewczyny jest szacunek. Tutaj go nie ma. Chcesz tak żyć? Czy nie lepiej poczekać na kogoś kto będzie Cię kochał naprawdę? Na pewno przeżywasz trudne chwile, ale im szybciej zrozumiesz jak to wygląda tym mniej będziesz cierpieć. Jesteś zbyt wartościową dziewczyną, by nie zasługiwać na miłość. Poczekaj na nią. Módl się: [zobacz]
Poczytaj też odp. nr 19 i 25.
Proś Jezusa by wziął Twoje uczucia i uwolnił Cię od nich. Trzymaj się mocno! I pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. Powodzenia!

  panna nikt, 17 lat
789
03.02.2006  
Moja sytuacja jest dosc nietypowa ale mam jednak nadzieje ze mi tez cos poradzicie.Poznałam kogos przez internet-nie powiem ze jets to moj ,,chłopak\'\' poniewaz tak naprawde nigdy sie nie widzielismy nawet(poniewaz on mieszka w innym kraju)-a rozmawialismy połtora roku ze soba ale mimo wszystko jest on dla mnie kims waznym i jestem doniego przywiazana.Martwie sie bo od dłuzszego czasu wogule sie do mnie nie odzywa-tzn nie zauwazyłam tez by był dostepny na gg wuec nie wiem co sie stało- martwie sie o niego i juz sama nie wiem co myslec-czy cos mu sie stało?czy moze zakochał sie i nie chce mnie zranic(bo wie jak mi na nim zalezy)..naprawde sama juz nie wiem...

* * * * *

A nie masz innego kontaktu z nim? Telefonu? Adresu? Maila? Może po prostu wyślij mu kartkę, choćby wirtualną? Trochę to dziwne, bo nawet gdyby zmienił miejsce zamieszkania powinien się odezwać. Wszystkie z wymienionych przez Ciebie sytuacji są teoretycznie możliwe, ale nie dowiesz się jak się nie odezwiesz do niego.

  Renata, 34 lat
788
03.02.2006  
Witam serdecznie ,szczerze mowiac mam bardzo beznadziejne podejscie ,choc zdecydowalam sie napisac .Moj problem jest bardzo skomplikowany:( .KIedys zmienilam wzyznanie ,bylam u ewangelicznych chrzescijan ,spedzilam tam 7 lat ,byly to ciezkie chwile i nie odnalazlm sie tam doswiadczylam strasznego \'\'prania mozgu \'\' i wielu zranien ,jednak w tym czasie poznlam meza ,jest holendrem ,wydawal sie czlowiekiem prawym ,poczulam sie zakochana ale to nie bylo glebokie -nie mniej po tym co przeszlam w KP jego obecnosc w mym zyciu byla jakby podaniem pomocnej dloni .Od 10 lat jestesmy malzenstwem ,przezywamy koszmar -zupelnie sie nie rozumiemy ,nie zbudowalismy zadnej wiezi ,obecnie sa tylko klotnie.Ja powrocilam juz od 9 lat do KK jednak pewnien Kaplan ni eudzielil mi rozgrzeszenia uwazajac ze zwiazek malzenski jako zawarty w KP jest niewazny .Zlozylam wiec papiery aby dokonac zawarcia zwazku w KK -problem w tym ze ja wiem i mam swiadomosc ze nie kocham meza ,ze nasz zwiazk to konsekwencja KP z ktorym nie chce mec nic do czynienia ,czuje ze wiez jaka mam z mezem niszczy mnie i wypala emocjonalnie ,nie czuje sie kochana przez niego choc on mowi ze kocha -czuje sie bardzo nieszczesliwa w tym zwiazku ,wpadlam w depresje ,zastanwaiam sie czy w takiej sytuacji przysiega mazenska nie bedzie klamstwem ?Bardzo mi zalezy abym mogla znow przystepowac do Eucharystii ,nie potrafie zyc bez niej:(( A ten problem ciagnie sie juz tak dlugo .Dodam jeszcze ze mamy dwojke dzieci w wieku 7 i 9 lat realcja syna z mezem nie jest dobra .Prosze o pomoc bo ja juz nie mam sil ,nie wiem co dalej robic ,tak pragne kochac i czuc sie kochana ,czy to jeszcze mozliwe ??Pozdrawiam i prosze o wsparcie -Renata

* * * * *

Droga Renato! Bardzo chciałabym Ci pomóc jednak anonimowa rozmowa przez internet niewiele tu da. Najlepiej żebyś poszła do Wojewódzkiej Poradni Rodzinnej (nie wiem w jakim mieście mieszkasz???). Adres warszawski znajdziesz tu:

Archidiecezjalna Poradnia Katolicka
00-695 Warszawa, ul. Nowogrodzka 49, tel. 629 02 61
Kierownik: Ks. prałat lic. Marian Raciński, tel. 621 18 32, 53 17 243

Tam uzyskasz wszechstronną pomoc: zarówno od strony prawnej, pomoc w zakresie prawa kanonicznego, pomoc psychologiczną. Co do relacji z mężem - być można potrzebna jest terapia? Być może to wypalenie? Nie śmiem stawiać żadnych tez, żeby nikogo nie skrzywdzić osądem dlatego proszę przynajmniej zadzwoń pod wskazany adres, tam wskażą Ci ośrodek najbliżej Ciebie. Pójdź i przedstaw sytuację. Na pewno uzyskasz fachową, kompleksową pomoc.

  Lalcia, szalona 13 lat
787
03.02.2006  
hi nie mam jeszcze chlopaka czy to normalne w moim wieku?

* * * * *

Tak, normalne, przeczytaj proszę odp. nr 461. Ja też w Twoim wieku i jeszcze długo później nie miałam i setki innych dziewczyn też.

  Andrzej, 15 lat
786
03.02.2006  
Mam takie pytanie.. może jest ona głupie i zadane sporadycznie, lecz mam taki problem. Poznałem dziewczyne przez internet. Jakieś forum na początku, następnie GG etc. Wyszło że jesteśmy z tego samego miasta. Po pewnym czasie się spodkaliśmy. Było miło, zaczeliśmy spotykać sie cześciej, co pewien czas. Łącznie było tych spodkań jakieś 10. Bardzo mi sie spodobała, powiedziałem że ją kocham, lecz ona tego nie odwzajemniła. Nawet ją pocałowałem. I wtedy mi powiedziała, że to może być tylko przyjaźń, nic więcej. Załamałem się i kompletnie nie wiem co mam zrobić ....

* * * * *

A może zrobiłeś to za szybko? Klasyczny błąd. Dziewczyna nie była przygotowana na takie wyznanie i...uciekła. Jeszcze nic straconego tylko musisz trochę przystopować . Przeczytaj proszę odp. nr 18, 61, 74, 217, 514 o tym dlaczego nie mówić zbyt wcześnie "kocham".

  nieważnekto, 23 lat
785
03.02.2006  
Napissz mi co zrobić by przyspieszyć to czekanie i skrocić czas a nie wyglaszaj stalke tych samych bredni,że kogoś znajdę tylko musze poczekać , czekam już stanowczo za długo . Co ja mam jeszcze zrobić przeczytałem tyle ksiązek na temat miłości przejrzałem tyle artykułow . Tak bardzo się staram ze wszystkich sił być jak najlepszy dla taj osoby wyzbyłem się wyobrażenia o ideałe nie szukamkogoś super , ale dziewczyny , która by po prostu była po prostu przeciętnej osoby , ktora stanie się dla najwżniejsza,nauczyłem się nawet cieszyć czyjąść bliskościa bez żadnego dotyku . modle się o to wręcz błagam, Boga , a on nic i nic nic , co mam zrobić by mieć to czego tak pragn e chyba On o mnie zpomniał. Nie mam już dlaej siły ta koncentracja mnie niszczy zaniedbuje inne ważne sprawy , wciaż próbuje z róznymi osoby i ciągłe kosz i kosz tak bardzo chiałbym mieć kogoś bliskiego nic , Błagam tylko nie pisz ,żebym odpuścił bo jak to zrobię to Bóg uzna aha on już pogodził się z tym , że jest sam więć po co mu kogoś ustawiać on i tak już tego nie potrzebuje . Czemu Bóg jest taki podły że innym , którzy starają się mniej daje kogoś a nie czemu pozwala innym krzywdzić a mi nie daje kochać .

* * * * *

Ok, nic Ci nie będę radzić. Mam propozycję: idź do kościoła jak będzie Adoracja Najświętszego Sakramentu i powiedz Bogu dokładnie to wszystko co mi tu napisałeś. Możesz użyć tych samych słów, a nawet wydrukować swój list i Mu odczytać.
To On ma wpływ na Twoje życie a nie ja, więc masz zupełną rację, że nie chcesz rad ode mnie. Wykrzycz Mu swoją złość i żal i niech On coś z tym zrobi!

P.s. Zaglądałeś tutaj: [zobacz] Jest mnóstwo wpisów wartościowych dziewczyn. Ale to trzeba działać, a nie czekać aż samo przyjdzie, w końcu jesteś facetem, prawda?

  Arkadiusz, 23 lat
784
02.02.2006  
Jestem z dziewczyna 5,5roku. Pierwsze cztery lata naszego związku moge uznać za udane. Pótora roku temu Ona poznała innego chłopaka..przez internet:( Spotkała sie z nim kilka razy. Doznałem szoku gdy powiedziała mi nagle, ze nie wie co do mnie czuje!! Czułem sie strasznie. Ona zresztą nie lepiej, bardzo schudła, nie spała po nocach, załamała się. Byłem przy niej przez cały czas. Nie zostawiła mnie. Mijają miesiące, jesteśmy razem, ale nic nie jest tak jak dawniej. Jest jakaś taka nieobecna, zamknieta w sobie. Nie mówi mi ze mnie kocha. Nie wiem co mam robić! Jednego jestem pewien: przez te 4 pierwsze lata kochała mnie!! To nie było żadne zauroczenie. Byliśmy ze sobą na dobre i złe, była ze mną w każdym nieszczęsciu czy chorobie. Znaliśmy sie na wylot. Znam każdą jej wade i zalete, kazdą słabość. Wiem, ze bardzo to wszystko przeżyła. Znam ją dobrze i nie moge uwierzyć, ze tak poprostu przestałem sie dla niej liczyć. Kocham Ją pomimo wszystko, nie wiem co musiałaby zrobić zebym przestał Ją kochać, ale wydaje mi sie, ze się męczy. Równocześnie nie moge znieść myśli, ze mógłbym Ją stracić. Juz 2 lata temu mielismy zaplanowane, że pod koniec tego roku pobierzemy się, wtedy bylismy szczęśliwi: liczenie ewentualnych gosci i wogóle rozmowy na temat slubu sprawiały nam wielką przyjemność. Termin zbliża sie wielkimi krokami a w Niej nie widze raczej entuzjazmu. Niby sie stara, ale.. sam nie wiem:( Czy jest sens ciagnać to dalej?? Co moge zrobić??

* * * * *

Arkadiusz, jeśli jej się oświadczyłeś, jeśli się zgodziła to ktoś jej namieszał w głowie po prostu. Nie wiem dlaczego zgodziła się w takich okolicznościach spotkać z tamtym chłopakiem. Z ciekawości? Z głupoty? Widzisz, to dowód na to, że narzeczeństwo nie powinno trwać zbyt długo.
Teraz jest jedno rozwiązanie: jedźcie lub idźcie KONIECZNIE (nie wiem gdzie mieszkacie) na "Wieczory dla zakochanych". Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Przy okazji będziecie mieli "zaliczony" kurs przedmałżeński. Ale nie to jest istotne. To czas gdzie odpowiecie sobie na najważniejsze pytania. Gdzie się zdecydujecie. Albo w tą albo w tą. Taki stan trwać nie może.
Swoją drogą nie wiem czy nie powinieneś wcześniej rozmówić się z tym chłopakiem. W końcu Ty jako mężczyzna musisz bronić swojej kobiety. A on był zagrożeniem. To co zrobił było chamskie, prostackie i niemęskie. Mam nadzieję, że ta historia z nim jest definitywnie zakończona i ona już nie ma z nim kontaktu. Jeśli jest inaczej Ty musisz wkroczyć do akcji.

  Justyna, 17 lat
783
02.02.2006  
Witam serdecznie:) Pisze chyba nie z potrzeby otrzymania jednoznacznej odpowiedzi dotyczacej mojego problemu, ale chyba z potrzeby wyrzucenia z siebie tych wszystkich spraw, ktore kryja sie we mnie, musze sie wygadac, a przyjaciolkom i rodzinie nie moge wszystkiego powiedziec, bo jak juz sie kilka razy przekonalam zbytnia szczerosc i otwarcie nie wyszlo mi na dobre. Pisalam kiedys tu odnosnie milosci przez internet (118), teraz pojawila sie nowa sprawa. Otoz ta znajomosc internetowa nadal utrzymujemy, jednak nic nie idzie w kierunku spotkania sie. Nadal sie boimi, jednak ja bylabym w stanie przelamac sie i spotkac, ale Kuba wstydzi sie nawet porozmawiac telefonicznie, wiec co tu mowic o spotkaniu na zywo. Nie wiem co o tym wszystkim myslec. Zawarlismy uklad ze jestesmy przyjaciolmi, rzeczywiscie tak jest, jednak ta granica pomiedzy ukladem przyjacielskim a partnerskim zatraca sie czesto. Jest mi poprostu bliski. Czuje ze jestem z nim polaczona emocjonalnie. umiem czesto wyczuc, ze dzieje sie cos z zlego u niego, rozpoznac co go gnebi. Rozmawiamy ze soba ponad rok i nauczylam sie juz odczytywac niektore jego zachowania. Jednak pojawila sie nowa sprawa. Mam kolege.., ktory jak wszyscy wkolo uwazaja czuje do mnie miete. Mi rowniez nie jest calkowicie obojetny. Lubie z nim spedzac czas, wyglupiac sie, przytulac. Jest dla mnie czuly, troskliwy, patrzy gleboko w oczy, jednak nie daje mi takich czystych znakow, ze oczekuje ode mnie czegos wiecej. Rozmawialam o nim z Kuba. Napaczatku nie lubial o nim slyszec, a teraz wrecz mnie nagabuje zebym sie znim czesciej spotykala i tlumaczy ze chce mojego szczescia, zebym nie byla samotna. Tylko ja nie wiem, czy to co on mowi jest szczezre, czy ja jestem mu juz obojetna, ze chce abym byla z innym, czy moze pod tymi slowami kryje to co mysli naprawde. ciezko mi go rozpracowac pod tym wzgledem. I nie umiem pojac czemu chlopakom tak ciezko mowic co naprawde czuja:) Głupole jedne, tyle spraw komplikują:) Jestem miedzy mlotem i kowadlem:) z jednej strony jest Kuba..ktory starsznie mnie ciekawi i ciagnie mnie cos do niego. i z drugiej strony mateusz, ktory jest blisko mnie, jednak nie umie sie sprecyzowac co ode mnie oczekuje. W zyciu Kuby podobno pojawila sie tez jakas kolezanka. No tak, skoro ja mam mateusza to czemu on nie moglby miec kolezanki..ma do tego prawo przeciez. Jednak jak o tym syze to lzy cisna mi sie do oczu! Mowi o niej zadko, ale jak cos powie to tak zawsze to sformuuje zeby zrobic mi przykrosc, wzbudzic jakas zazdrosc czy co.. Bedac z Matuszem czuje sie dobrze, zawze jest wesolo. Czuje jednak ze czegos mu brakuje. znamy sie dobre 11 lat, jest kolega, ktorego ne lubilam w podstawowce, olewalam w gimnazjum i teraz jakos nasze drogi sie zbiegly..i wlasnie moze to czyni, ze jest jakis taki zwyczajny, nie ma w sobie czegos oryginalnego co ciagneloby mnie do niego. Ja wiem ze w zwiaku to nie jest takie wazne, chlopak zgrywajacy kasanove, mogacy wiele, wiem ze wazne jest zaufanie, opiekunczosc..i to mateusz ma...no ale.. O Kubie chba wie tak powierzchownie, czuje ze jest zazdrosny gdy wysylam do kuby smsa w jego towarzystwie, odrazu zmienia stosunek, robi sie bardziej osschly i stopuje. Boje sie, ze strace ich dwoch. Mysl o tym ze miedzy mna i kuba wiez sie urywa, doprowadza mnie do dreszczy. tyle w sumie razem przeszlismy..dlaeko..osobno ale razem. tyle wspomnien, przezyc! Mateusza tez nie chcialabym zranic... No i co tu poczac:) te chlopaki zawsze tak namieszaja:) dziekuje za przeczytanie moich wypocin, teraz dopiero widze jak tu namieszalam i jak zagmatwana jest ta sprawa:) ale chyba wszystkie sprawy dotyczace uczuc sa takie pokrecone:)

* * * * *

Justyna! A moja teoria jest następująca: Kuba jest nieśmiałym, wrażliwym chłopakiem. Nie jesteś mu obojętna, no właśnie - jesteś mu tak dalece nieobojętna, że aż boi się z Tobą spotkać, żeby wszystkiego nie schrzanić. On się przeraźliwie boi porażki, tego, że Ci się nie spodoba, że nie będzie taki jak sobie wyobraziłaś, oczekujesz. Że okaże się nie dość męski. Nie dość przystojny. Że nie poradzi sobie. Że nie będzie wiedział o czym rozmawiać. Że nie będzie wiedział jak się zachować i co Ci zaproponować. Że zacznie się jąkać. Że spocą mu się ręce. A może ma pryszcze? Dlatego chowa się za znakomitym parawanikiem internetu. Tak bezpieczniej. Nikt go nie widzi, nawet nie słyszy i po tamtej stronie kabla jest dla Ciebie bossem, jest supermanem, jest rycerzem pokonującym smoka. Urzeka Cię. Panicznie boi się, że jak się spotkacie to zobaczysz cherlawego chłopaczka w wymiętej kurtce, z przysłowiowymi pryszczami, któremu zabraknie słów. I nie wytłumaczysz mu, że nie to jest dowodem męskości, że liczy się wnętrze. Jego męska duma mówi : NIE, nie pakuj się w to, możesz ponieść porażkę.
Pierwsza reakcja na wieść o Mateuszu - zazdrość. Szczera, prawdziwa reakcja. No jasne. Nagle ktoś zaczyna adorować jego kobietę. Złość.
A potem...strach. I maksymalne wkurzenie na siebie. Byłem na tyle ciapowaty, że inny mnie ubiegł, inny zaczął się starać, inny miał w sobie więcej odwagi niż ja...widocznie jestem nie rycerzem tylko pachołkiem, który najwyżej może prawdziwemu rycerzowi miecz podać. Albo buty. Wkurzenie sięga zenitu. Ja jestem taki??? Ok, dobra, zagramy inaczej. Zagramy w "nie zależy mi". Kolejny parawan.
Koleżanka nie istnieje, wiesz? Jej nie ma. Albo faktycznie fizycznie nie istnieje albo jest pierwszą lepszą koleżanka z klasy, która nie ma pojęcia jaka rolę pełni w jego wirtualnej znajomości.
Ech, ci faceci... Tchórz z tego Kuby i tyle. Ale nie to, że mu nie zależy.
On po prostu wybrał łatwiejsze, bezpieczniejsze rozwiązanie. Teraz udaje, że mu z tym dobrze i tym bardziej Cię popycha do związku z Mateuszem: żeby mieć usprawiedliwienie dla swojej bierności. Widzisz, Ty za niego tego nie zrobisz. Nie będziesz rycerzem, nie wyciągniesz go z domu.
Rozumiem Twój dylemat. Nie chcę Ci doradzać, bo to Twoje życie, Twoje uczucia. Chciałam Ci tylko nakreślić prawdziwy obraz sytuacji.
A może jeszcze raz poprosisz go o spotkanie? Może na gruncie przyjacielskim? Jeśli chce być przyjacielem to nie powinien bać się spotkania, prawda? Bo powinno mu być wszystko jedno czy Ci się fizycznie spodoba czy nie.
Kuba nie dorośnie jeśli nie zaryzykuje. Nie stanie się mężczyzną jeśli nie zmierzy się ze swoim strachem, jeśli nie zaryzykuje porażki. Jeśli jego ciekawość i chęć udowodnienia sobie, że potrafi, że się ośmieli nie będzie większa od jego kompleksów i strachu.
Kuba, jeśli to czytasz, Ty i Tobie podobni chłopcy: zaryzykujcie. Radość ze zwycięstwa będzie olbrzymia. Wasze ego momentalnie poszybuje dwa piętra wyżej. A porażka będzie nauką męskości, doświadczeniem, które Was ubogaci. Justyna! Powiedz Kubie, że nie oczekujesz supermana, tylko zwykłego chłopaka. Powiedz, że chcesz go poznać, nawet jeśli mu na Tobie nie zależy. Jeśli odmówi: trudno. Widocznie jego czas jeszcze nie nadszedł. Wtedy spokojnie czekaj na swojego rycerza.

  Joanna, 21 lat
782
02.02.2006  
Witam!!! Mam takie pytanko... mowila Pani, ze milosc ma rozne etapy. No i na poczatk jest etap fascynacji...pozniej sa rozne etapy az ta milosc staje sie dojrzała. Jestem z moim chlopakiem 2 lata i on nadal przezywa etap fascynacji. Nie ukrywam, jest to bardzo mile, ale ciekawe jestem kiedy nadejdzie ta dojrzała miłość. Bo chciałabym aby ten etap nadszedl przed slubem (to moze byc za pare lat :)) , aby on mogl trzezwym okiem na nasza milosc spojrzec. Czy w ogole nadejdzie taki etap? A jezeli nie nadejdzie do dnia ślubu to co mam wtedy zrobic? Bardzo serdeczne pozdrawiam!!! Bog zaplac za odpowiedz:)

* * * * *

Joasiu, nie wiem ile czasu potrzeba jeszcze Twojemu chłopakowi, żeby przejść przez ten etap, to są bardzo indywidualne kwestie. Dobrze jednak rozumujesz, chcąc, by to nastąpiło przed ślubem. Z reguły taki stan zakochania nie trwa dłużej niż 3 lata, bo inaczej człowiek nie wytrzymałby takiego natężenia hormonów w organizmie. A może on po prostu ma taki charakter? A może Ty za mało wymagasz? Na razie polecam odp. nr 25, 50, 340 - o mężczyźnie. No i jeszcze jedno: tak naprawdę miłość dojrzewa i "dorośleje" przez całe życie, po ślubie też. To nie jest tak, że w dniu ślubu już jest "gotowa" i się nie zmieni.

  monika, 18 lat
781
01.02.2006  
czesc mam chłopaka o 6 lat starszego chodzimy 9 miesięcy nigdy się nie kłocilismy i wspólnie podejmujemy decyzje niestety on moim zdaniem działa jeszcze na emocjach a na tym nie polega milośc uważa że jesteśmy gotowi do wspołżycia i jeśli sie kochamy to po co czekac przez dlugie rozmowy probuje mu wytłumaczyc ze na wszystko przyjdzie czas a poza tym jestem osoba bardzo wierzącą i chcialabym seks zaczac po slubie ale dla niego to jest śmieszne. A tak wogole czy po takim krotkim czasie mozemy wiedziec czy to jest naprawde miłośc?

* * * * *

Na temat miłości pisałam w pytaniu nr 19, 15 i 13. Nie ma terminu, po którym można stwierdzić, że coś jest miłością, jedni potrzebują czasu więcej inni mniej. Ale co innego jest u Was problemem: Twój chłopak myli miłość nie tyle z zakochaniem co z seksem, smutne to bardzo. Jeśli rzeczywiście Cię KOCHA to poproś go wspólne zapisanie się do Ruchu Czystych Serc. Poproś go o czystość i szacunek, o wspólne zachowywanie przykazań. Po jego reakcji poznasz czy Cię kocha naprawdę. Przeczytaj też wcześniejszą odpowiedź i oceń czy naprawdę on Cię kocha? Bo na razie to ja tylko widzę napalonego 24-latka, który chce po prostu współżyć i roztacza Ci piękne acz kłamliwe wizje miłości. Bądź ostrożna!!!!

  smerfetka , 21 lat
780
01.02.2006  
mam na imie monika. od roku jestem z chlopakiem,ale tak naprawde nie wiem co nas łączy. doszło miedzy nami do bliskich kontaków. trzy miesiace temu poprosilam go, żebysmy zaczęli sie szanować, na co on zareagował smutkiem... nie chcialam go zranic, ale zle sie z tym czulam. wychowalam sie w religijnej rodzinie. chcialam zaczekac ze współzyciem do ślubu. długo nie mogłam sobie wybaczyć. mój chlopak bardzo mnie martwi od momentu kiedy z nim o tym porozmawiałam. ciągle ogląda sie za innymi dziewczynami, lubi oglądać kuso ubrane dziewczyny na zdjęciach, prosi żebym sie ubierala jak nasze koleżanki z roku(spódniczki, bluzki z dekoldem). czy on mnie kocha??? czy tylko szuka przyjemności. ciagle mi powtarza ze seksownie wyglądam,choc staram sie ubierac skromnie. czy istnieje szansa ze bedziemy sie kochac czystą miłościa... tak bym tego chciala.

* * * * *

No Moniko.... masz problem, a raczej Twój chłopak go ma. Jeśli na prośbę o szacunek do Waszych ciał reaguje smutkiem...to jest przywiązany do doznań i ich szuka w związku. Pamiętasz bogatego młodzieńca w przypowieści? Jezus mu proponuje: "sprzedaj swój majątek i chodź za mną", a on odchodzi ze smutkiem był bowiem bardzo bogaty. Twój chłopak smuci się gdy prosisz go o czystość, zależy mu bowiem na doznaniach erotycznych. Coś tu jest nie tak. Egzekwuj stanowczo to o co prosisz. Spytaj go wprost: co jemu się w Tobie podoba? Niech Ci wymieni te rzeczy.
Powiedz co Ty cenisz w nim. Widzisz, ja Ci mogę radzić, ale nie lubię odpowiedzi na pytania: co on czuje, o co mu chodzi - dlatego, że ja mogę tylko gdybać. I nawet jeśli to moje gdybanie będzie trafne to nie załatwi sprawy. Bo ludzie w związku muszą przede wszystkim ze sobą rozmawiać. To jest podstawowa sprawa i odnosi się i do wierzących i niewierzących. Dialog. Rozmowa w cztery oczy. Pytanie - odpowiedź. Co czujesz, co myślisz, czego chcesz, czego Ci potrzeba. Ty pytaj jego, on Ciebie. Inaczej setki takich stron jak ta nie pomogą. Bo ja Ci naszkicuję problem, ale go nie rozwiążę. Rozwiązać możecie go sami. Porozmawiaj z chłopakiem. Powiedz mu o swoich oczekiwaniach, postaw warunki. Masz do tego prawo. Masz obowiązek wymagać. Jeśli nie będziesz wymagać grzeszysz. I to nie nieczystością tylko nie pozwalaniem na to, by Twój chłopak stał się odpowiedzialnym mężczyzną. My, kobiety mamy ogromną władzę w rękach. Dobrze rozumianą - jako możliwość kształtowania naszych panów, by stali się mężczyznami, rycerzami, a nie pantoflarzami w przydeptanych kapciach. Pozwalając na wszystko mówimy: jesteś ok, jesteś w sam raz, już nie rośnij, taki mi wystarczysz, nic od Ciebie nie chcę. Czy tak jest naprawdę? NIE! Nasze kobiecie serce tęskni za mężczyzną - przewodnikiem, mężczyzną dającym poczucie bezpieczeństwa, oparcie, broniącym nas przed niebezpieczeństwami życia. Wymagaj! Jeśli Cię kocha to Cię szanuje. Jeśli nie szanuje = nie kocha. Bo kocha się nie dla "czegoś", nie "z powodu", nie dla doznań i korzyści. Bo chce się dobra dla drugiego. Czy dobrem jest wymaganie by moja ukochana kobieta wystawiała swoje wdzięki (przeznaczone w przyszłości dla mnie jako jej małżonka) na publiczny widok dla innych panów? Normalny facet nie chce się dzielić swoim skarbem. Normalny facet chroni swój skarb. Kochający chłopak szanuje kobietę i zachwyca się nią. On pielęgnuje w niej jej skarb i ukrywa go przed wzrokiem innych. To jest miłość.
Moniko! Przeczytaj odp. nr 25 - o mężczyźnie przewodniku. Jeśli chcesz przeczytaj też odpowiedzi o czystości. I wymagaj. Chyba chodzi Ci o miłość prawdziwą a nie jej namiastkę, prawda?

  Karolcia, 17 lat
779
31.01.2006  
Witam bardzo serdecznie. W zeszłym roku poznałam chłopaka. Jest bardzo wartościowy, dojrzalszy niż inni chłopacy. Jednak poznałam go przez interent. Na początku nie sądziłam, że coś między nami może się zrodzić. Bo przecież przez interent?? Nie wierzyłam w to. Po 5 miesiącach znajomości przez gg postanowiliśmy się spotkać. Ja nie należy do dziewczyn \"pierwszych lepszych\". Dlatego podeszłam z dystansem do tego spotkania. On powiedział, że lepiej byłoby gdyby rodzice wiedzieli o tym spotkaniu i o nim, bez żadnych tajemnic. A ja i tak zrobiłabym to, nawet gdyby on tego nie chciał bo nie mam zamiaru ukrywać tak ważnych spraw przed rodzicami. Powiedziałam rodzicom o nim, i o tym, że coś między nami jest. Wtedy nie mogłam jeszcze nazwać tego Miłością. Oczywiście był warunek: \"jeśli chcesz się z nim spotkać to ja musze jechać z Tobą na spotkanie i podać mu ręke, przedstawić się, żeby być pewna, że nie jest on jakimś \"niedobrym\" człowiekiem (jak tak to bywa w internecie). Powiedziałam mu o warunku, powiedział, że przeżyje to. Z resztą tate na następnym spotkaniu też zapoznał :) Jednak jest odległość między nami. Obecnie dzieli nas 410km. Spotykamy się czasem w weekendy. On przyjeżdza w moje okolice i przesypia i znajomych. On już studiuje (na II roku) - ja jestem w liceum. Wkrótce ja zaczne studiować, ale do tego czasu to zadecyduje gdzie studiować byśmy byli bliżej siebie. Czuje, że Nasza Miłość nie jest czymś, co kończy się po roku, dwóch etc. Ona jest głębsza. On nie postępuje tak jak chłopacy, o których słysze z opowiadań. On jest \"inny\". Postępuje racjonalnie. Zanim coś powie musi być tego pewien. Nie rzuca słowami. Oboje wytrzymujemy odległości chociaż bardzo tęsknimy. \"Miłość to uczucie, które rodzi się powoli\" - to przeczytałam w podrozdziale kilka minut wcześniej. Ufam jemu - on mi. Wiem, że z lękiem, zazdrością i obawą nie stworzymy \"czystego\", najprawdziwszego uczucia. Czy jednak jeśli jestem odrobine o coś zazdrosna, albo jeśli czuje lęk, że może może kiedyś Nas nie będzie, czy to zniszczy \"NAS\"? Myśle, że lekkie obawy są naturalne ze względu na taką odległość, ale chce się upewnić, czy moje myslenie jest zdrowe. Wiem na pewno - nie zrezygnuje z tej Miłości ze względu na 410km! Aha - i oboje jesteśmy pewni swoich uczuć. Ale boje się, że zdarzy się coś takiego, że kiedyś się rozstaniemy. Że on znajdzie jakąś dziewczyne, ktora będzie dla niego znaczyła więcej niż ja. Czy moje obawy są \"zdrowe\" czy zupełnie niepotrzebne? Czy mogłabym jakoś uspokoić swoje obawy? Jak wyżej napisałam - ufam mu - ale gdzieś w środku we mnie jest coś takiego, że nie chce przestać obawiać się o nasze wspólne życie. Ciągle myśle, że coś nam nie wyjdzie, że rozsypie się, chociaż w głebi serca czuje, że wszystko będzie dobrze. Ale teraz zauważam, że mój umysł i serce prowadzą wojne. A rozumiem przecież że taki strach potrafi zniszczyć uczucie. Dlatego czasem w nocy płacze i nie chce za dużo mu o tym mówić, by nie myślał, że nie ufam lub coś w tym stylu. Ale jak uspokić umysł? Czy to normalne? Jeśli moge prosić o tyle - prosze o uspokojenie mnie, lub zmienienie mojego błędnego myślenia.

* * * * *

Módl się. Po prostu. Powierz Bogu swoje obawy, polecam też modlitwy do św. Józefa - patrona mężczyzn i związków. To normalne, że masz obawy, szczególnie, że dzieli Was odległość. Ale widzę, że idziecie w dobrym kierunku: wiele rozumiesz. Pomyśl właśnie nad studiami w tym samym mieście.
Sama nie możesz spowodować, że będziecie zawsze razem, ale Jezus wie co dla Was dobre. Proś Go o to. Po prostu. To najskuteczniejsza metoda.

  Grażyna, 20 lat
778
31.01.2006  
Czy można zgrzeszyć poprzez masaż partnerski(masaż pośladków) tak aż doprowadza się drugą osobę do zachwycenia.
Czy jest to grzech jeśli chłopak pieści moje piersi?? A ja nie widze w tym nic złego podoba mi się to. I czy jest grzechem jerzeli chłopaka doprowadzam do orgazmu? Ale nie uprawiamy seksu.


* * * * *

W przypadku wątpliwości zawsze proszę poradzić się spowiednika. Ja nie jestem księdzem i nie mogę rozstrzygać czy zgrzeszyliście. A jako lekturę polecam ten artykuł: [zobacz]

  Ktoś, 22 lat
777
30.01.2006  
Czytajać pytanie 616 zatanawiam się po co wogóle Bóg kszałtując ciało kobiety stworzył błonę dziewiczą i tak nie przystosowane narządy . Błona te nie spełnia żadnej fizjologicznej ani innej funkcji jest zbyteczna a tylko boli jej rozrywnie . Gdybym naprawdę na kochał dał by nam narządy takie , żeby kobiety czuły rokosz już ot pierwszego razu . A taka budowa ciała to nic innego jak chamstwo jego stwórcy . Męczy kobiety i mężczyzn również a nic z tego nie ma

* * * * *

Mylisz się. Błona dziewicza chroni przed infekcjami. To naturalna zapora przed wszelkiego rodzaju bakteriami. To dlatego ogromna większość różnego rodzaju zakażeń atakuje mężatki. Tylko wtedy można już je leczyć bo można dostać się do środka co jest niemożliwe w przypadku dziewictwa. Jak zatem widzisz nie takie to głupie ze strony Stwórcy. A że boli przy pierwszych próbach współżycia - to wyzwanie dla męża, żeby był delikatny, czuły i właśnie w ten sposób udowodnił swoją męskość, a nie tylko dziką żądzę.

  Hania, 18 lat
776
30.01.2006  
Mój problem polega na tym, że mimo, że mam już 18 lat, nigdy nie miałam jeszcze chłopaka, ani nigdy nikomu się nie podobałam, choć mi już paru chłopaków sie podobało. Być może wynika to z tego, ze troszkę sie izoluję, bo np. ostatnio byłam na mojej pierwszej imprezie - studniówce, na której ztreszta sie swietnei bawiłam. Mam mało znajomych, choć w klasie jestem w miarę lubiana. Mam jedną bliską przyjaciółkę. To, ze nikomu nigdy się jeszcze nie podobałam sprawia, że mam wiele kompleksów: uważam, ze jestem brzydka i ogólnie niefajna. Nie mam powodu, by myśleć inaczej. Ostatnio nawet zaczynam się bać, ze zostanę starą panną....Wiem, ze to głupie, bo mam jeszcze trochę czasu jeśli o to chodzi, ale skoro jeszcze nie znalazł się nikt, kto by sie mna zainteresowal, to czemu nagle miałby się pojawić ktoś, kto sie we mnie wręcz zakocha.... Nie wyobrażam sobie życia bez rodziny. Nie widziałabym w nim sensu. Czasem sie pocieszam, ze moze małżeństwo to moje powołanie od Boga, skoro tak tego pragnę, a od powołania przecież sie nie ucieknie... Bardzo chciałabym mieć chłopaka, to by spowodowało, ze miałabym większą samoocenę (teraz nie akceptuję siebie) i nie czułabym się tak często samotna.... Ale nie wiem, co mogę zrobić, nie chcę szukać na siłę, ani być irytująca.

* * * * *

Samotność jest problemem (pisałam o tym w odp. nr 56, 302, 346, 138). Nie myśl jednak, że chłopak zlikwiduje Twoje kompleksy, bo Twoim prawdziwym problemem jest brak akceptacji własnej osoby. Gdy uporasz się z tym, gdy uwierzysz, że wcale nie jesteś taka jak sobie wmówiłaś to ani się obejrzysz a będziesz szczęśliwie zakochana. A jako "lekarstwo" poczytaj proszę odp. nr 421 oraz książkę "Urzekająca" Johna & Stasi Eldredge. Uwierz, że jesteś wartościową, piękną, dojrzewającą dziewczyną. Jesteś taka, ale aby to zobaczyć nie potrzebujesz potwierdzeń ze strony mężczyzny. Ty możesz tę swoją piękność, swój urok pokazać i zaoferować mężczyźnie, możesz go tym urzec, ale to nie on pierwszy powie Ci, że taka jesteś. Powie Ci to najpierw Jezus, który Cię stworzył. Zobacz to w sobie. Stań przed lustrem. Jesteś normalną dziewczyną! Załóż spódnicę, nie chodź w workowatych spodniach. Zepnij lub obetnij włosy. Pomaluj usta błyszczykiem i uśmiechnij się. Lepiej??? No jasne! Przyjmuj zaproszenia na imprezy. Bądź sobą. Nie udawaj nikogo innego, nie wysilaj się, by błyszczeć. Bądź sobą, śmiej się, uśmiechaj. Będzie coraz lepiej.
I nie myśl obsesyjnie o chłopaku, to, że jeszcze go nie masz to nie jest dowód twojej nieatrakcyjności tylko tego, że Bóg nie chce byś rozdrabniała swą miłość na miłostki, On chce Ci dać kogoś naprawdę ekstra. Głowa do góry.

P.s. Jeśli Cię to pocieszy, to ja swojego pierwszego chłopaka miałam w wieku 26 lat, a wcale nie uważam się za ufoludka. Wściekałam się, płakałam, a teraz Bogu dziękuję, że nie pozwolił mi chodzić z tymi wszystkimi chłopakami, którzy mnie otaczali we wcześniejszych latach.

  Asiula, 17 lat
775
30.01.2006  
Witam Mój problem dotyczy głownie czystości... Żeby nie było niedomówień - jestem dziewicą i zamierzam nia zostać do ślubu. Od pół roku chodze z cudownym chłopakiem. Obydwoje udzielamy się we wspólnotach Kościoła, ja naleze do scholii, mój chłopak do lektorów, oraz jest animatorem pewnego ruchu katolickiego. On równiez pragnie zachowac czystosć do ślubu. Jest on moim pierwszym chłopakiem, on miał przede mną dwie dziewczyny. czytam wiele na temat czystosci na tej własnie stronce. Wiem, jaka jest jej wartośc. A jednak, gdy tylko zaczynamy się całować wszytsko uchodzi z głowy, robi się nieważne... Nieraz posuneliśmy się chyba nieco za daleko... to znaczy, nie rozebralismy się nigdy, najwyżej pokazałam mu mój nagi brzuch i plecy. Zawsze miałam na sobie stanik, a on nie okazuje najmniejszej chęci sciągniecia go. Mówi, że za bardzo mnie szanuje żeby mógł mi zrobić krzywdę. Tak jest, szanujemy się, ale czasem zapominamy się i mimo że nie dochodzi do niczego naprawdę poważnego to mam wyrzuty sumienia że nie jestem całkiem czysta. Martwi mnie to, że mój chłopak nie ma tych wyrzutów sumienia... On jest wierzący, choc czasem cięzko mu zyć w zgodzie z ta wiarą. Dla mnie nie pije juz ani kropelki, a wczesniej chodził z kolegami na piwo. Nadal spotyka się z kumplami, ale nie pije. Ale wracając do tematu... Rozmawiamy duzo na ten temat. Nieraz płakałam przy nim i modliłam się. jednak czasem zapominamy się i ja wyraźnie go kokietuje. Po prostu zapominam się... Staje się to dla mnie nieważne, zmysłowośc przysłania mi to co dobre i słuszne... Co mam zrobić? chce byc całkiem czysta, ale nie wiem czy dam radę... dla mnie nawet te namiętne pocałunki nie są do końca czyste, coś mi to wyrzuca... napisz proszę mi to, co mam dokładnie powiedzieć mojemu chłopcu, dlaczego ta czystosć jest tak ważna bo ja choć wiem o co chodzi, nie umiem tego oddac w słowach. z góry dziękuję.

* * * * *

Asiu, jedna, konkretna rada: zapiszcie się do Ruchu Czystych Serc, poznajcie jego zasady i żyjcie nimi. To co robicie to balansowanie na linie. Na bardzo cienkiej linie. Tak nie można. Proszę przeczytaj odp. nr: 462, tam pisałam dlaczego to było ważne dla mnie i dlaczego warto zachować dla męża nie tylko dziewictwo, ale i czystość w innym wymiarze. Ważne jest odkrywanie siebie wtedy gdy nie masz wyrzutów sumienia, że to robisz. I o to chodzi w całej frajdzie z nocy poślubnej.

  myszka
774
30.01.2006  
Witam, jestem osobą szczerą i bardzo kochającą, ale nie lubię żadnych świąt, bardzo nie lubię dostawać prezentów.Właśnie dowiedziałam się że mój chłopak chce mi kupić jakiś prezent na walentynki.I znowu będzie mi głupio że ja mu nic nie kupiłam ale ja nie mam pieniedzy bo nie jestem najbogatszą dziewczyną w mieście.jestem taka przeciętna.Bardzo go kocham on mnie też kocha cały czas tak mówi.ja mu wysylam jadynie walentynkę i napisala tam ze go kocham\"pocztą walentynkową w szkole\"jego nie bylo przez dwa tygodnie w szkole bo byl chory.teraz znowu bede jakoms debilką która tylko czeka na prezenty od swojego chlopaka. Mi naprawdę nie chodzi o jakieś głupie prezenty ja chcę żeby on mnie tylko kochał bo to jest dla mnie najważniejsze.On czasem pyta mnie co chcę dostać do ja zawsze mu odpowiadam że nic, potem leci do moich kolezanek i pyta co bym chciala dostać.one potem mu gadaja, on mi cos tm kupuje ja udaje ze sie ciesze ale ja naprawde nie lubie dostawac prezentowa wszyscy tylko o9 tym ze ja chodze z nim dla jakchs durnym prezentów nie wiem co mam robic za odpowiedz serdecznie dziekuję!!POZDRAWIAM!!:((

* * * * *

Czasami zmuś się do przyjęcia prezentu i ofiarowania go: to przecież znak miłości. Taki drobiazg. Powinien Cię cieszyć nie dlatego, że ma wartość materialną tylko dlatego, że jest od niego, że myślał nad tym co lubisz, że szukał tego i że Ci to ofiarował. A jak Cię to nie przekonuje to pomyśl o milionach samotnych kobiet, które nigdy niczego nie dostają i ciesz się, że w Twoim przypadku jest inaczej. Tu nie chodzi o wielkie rzeczy ale o drobiazgi: kartka, czekoladka - to znak pamięci. Pozwól swojemu chłopakowi na tą radość. On jest mężczyzną i dla niego przejawem miłości, czułości i troski jest działanie, nie słowa. On w ten sposób mówi, że Cię kocha. Mówi to gestem, czynem. Chyba nie chcesz go tego pozbawiać?

  Karolina, 21 lat
773
30.01.2006  
:) Mam takie pytanie może trochę dziwne. A właściwie dwa związane ze sobą pytania. Po pierwsze czy mogłaby mi Pani polecić jakiąś książkę / stronę internetową a może Pani zna jakieś sprawdzone sposoby na rozwinięcie miłości i dobre przeżycie okresu narzeczeństwa. Niestety wszystko, co do tej pory udało mi się znaleźć dotyczy głównie czystości przedmałżeńskiej. To już przyjełam do wiadomości i się udaje :). Chciałabym poprostu dowiedzieć się, co mogę zrobić, żeby ten czas dobrze przeżyć, a nie tylko czego mam NIE robić :))) Drugie moje pytanie dotyczy czulości w związku. Otóż mój Narzeczony nie lubi się całować. Moze to głupio zabrzmiało ale po prostu jemu to nie jest potrzebne. A mi owszem. Czuje się nieatrakcyjna i w ogóle brzydka. POtrzebuje tego. Mówiłam mu juz o tym, ale za każdym razem jest tak, że on mówi, że rozumie, że sie postara, ale jakos nic sie nie zmienia. A ja nie chce go zmuszac do czegoś czego on nie lubi, na co nie ma ochoty... Mam nadzieję, że Pani zrozumie o co mi chodzi. Ja nie chce się cały czas całować, całowanie nie jest najważniejsze, ale może by tak raz na jakiś czas... Dziękuję z góry za pomoc :) Pozdrawiam :)

* * * * *

Karolino! Masz rację, jest bardzo mało książek na temat co robić, a większość kręci się wokół czystości. Też miałam problem z taką literaturą swego czasu :)
Ja pisałam trochę jak rozwijać miłość w odp. nr 255, 498
Ciekawe są książki o różnicach w psychice kobiety i mężczyzny, o tym jak je odbierać, a co za tym idzie - jak zrobić przyjemność drugiej stronie. Pewnie je znasz ale powtórzę: "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus", "Płeć mózgu", oraz dla mężczyzn o męskości : "Dzikie serce" - Johna Eldredge oraz dla kobiet o kobiecości "Urzekająca" Johna & Stasi Eldredge.
Działajcie wspólnie. Nic tak nie zbliża ludzi do siebie jak wspólne działanie. Nie musi to być od razu coś wielkiego, to mogą być nawet drobne sytuacje, które pozwolą Wam się jeszcze lepiej poznać i pokochać. Organizujcie sobie wycieczki, choćby z aparatem w najbliższą okolicę, odkrywając nieznane zakątki. Ugotujcie czasem razem obiad w domu któregoś z Was. Wbrew pozorom nawet obieranie marchewki może być pouczające ;-). Pamiętajcie o małych rocznicach, pamiętajcie o malutkich niespodziankach: kartka, choćby wirtualna, czekoladka itp. Miłość musi być pielęgnowana, żeby nie umarła. Chwal go - jako mężczyzna potrzebuje tego. Mów mu, że czujesz się przy nim bezpiecznie, że cenisz jego siłę i umiejętności. Uśmiechajcie się do siebie i dziękujcie sobie za wszystko.
Spróbujcie razem się modlić, choćby czasami. Jak byliśmy przed ślubem pewien ksiądz jako "pokutę przedślubną" zadał nam następujące zadanie: do ślubu codziennie razem módlcie się o jakiś dar dla Waszego przyszłego małżeństwa. I tak zrobiliśmy. Zapisywaliśmy to wszystko i teraz mamy pamiątkę. Zbierajcie pamiątki swojej miłości: bilet do kina, list, karteczka, nawet opakowanie po małym prezenciku może tworzyć swoistą historię Waszego związku. Ja przez cały okres narzeczeństwa zbierałam wszystko co dotyczyło naszego ślubu np. wydrukowane z internetu listy zespołów, do których dzwoniliśmy wraz z odręcznymi notatkami dlaczego ich nie wybieramy ;-), to co dotyczyło naszych zaproszeń ślubnych, poszukiwań sali, zdjęcie zapowiedzi w gablotce przykościelnej, zdjęcia moich próbnych fryzur i makijażu, sukni. Później to wszystko oprawione w dekorację mego pomysłu jako wielką księgę ślubnych przygotowań ofiarowałam mojemu mężowi dzień po ślubie - wiesz jakie było zaskoczenie i wzruszenie? Warto robić takie rzeczy. A teraz druga sprawa. Wiesz, szczerze mówiąc zaskoczyłaś mnie mocno. Spytam zatem najpierw wprost: czy pociągacie się seksualnie? Ty na pewno to czujesz w stosunku do swojego narzeczonego, ale czy on również? Jeśli tak to przychodzi mi na myśl tylko jedno wytłumaczenie: może działasz na niego tak bardzo, że boi się pocałunków, by nie pójść dalej? Może tak być i dmucha na zimne. Z drugiej strony dorosły facet, narzeczony powinien już potrafić nad sobą panować i wiedzieć na ile może sobie pozwolić a na ile nie. Jak z innymi gestami Waszej miłości? Jak z trzymaniem za rękę, z przytulaniem, głaskaniem po twarzy? Jeśli tego również nie ma to jest bardzo poważny problem. Pocałunki w narzeczeństwie być powinny. Nie mówię tu oczywiście o pocałunkach rozbudzających ale o normalnych. Każdy wie jakie dla niego są normalne i nie powodujące nadmiernego podniecenia. Nie jest dobre jak ich nie ma. I NIE WIERZĘ, że zdrowy facet ich nie potrzebuje. Nie wierzę. A jak naprawdę nie potrzebuje to coś z jego seksualnością jest nie tak. W małżeństwie też nie ma zamiaru Cię całować? A co będzie ze współżyciem? Karolino, musisz bardzo poważnie i szczerze porozmawiać z narzeczonym. Nie musi się Ciebie wstydzić. Już lepiej niech powie wprost, że podnieca go to okropnie i dlatego woli nie całować Cię w usta, a nie wymyśla, że nie potrzebuje i się postara. Jak może tego nie lubić i nie mieć ochoty? Nawet nie wiesz jakie później mogą być tego opłakane konsekwencje i problemy.
No nic, nie straszę Cię na razie, bo nie nam jego prawdziwych motywów, ale Ty powinnaś je poznać i nie brać ślubu dopóki ta sytuacja nie będzie wyjaśniona!

  Alka, 20 lat
772
30.01.2006  
Witam! Mam poważny problem, z którym nie moge sobie poradzić... dowiedziałam się od rodziny mojego chłopaka (rówieśnik), z którym jestem już od bardzo długiego czasu i planujemy małżeństwo, że był w młodości molestowany seksualnie... i to przez długi okres czasu... sam mi tez to niedawno wyznał i zastanawiamy się jak mu pomóc. Ciężko mi było nie zmienić o nim zdania, ale staram się tego nie zrobić, Kocham go i postaram się zaakceptować z całą jego przeszłością, ale teraz pytanie.... co mogę dla niego zrobić? wiem, że Bóg potrafi działać cuda i oboje modlimy się do niego prosząc o oczyszczenie z tego całego brudu, strachu i wstydu, ale chciałabym zrobić coś jeszcze... Czuję się okropnie, bo zanim zaczęliśmy stosować się do zaleceń Chrystusa i RCS (szczerze mowiac dlatego, że nie wiedzielismy o tym) to byliśmy ze sobą dość blisko fizycznie i nie mogę się teraz pogodzić z myślą, że nieświadomie \"zmuszałam\" go znowu do tego samego, do czego był zmuszany przed laty... kiedy zaczelismy przestrzegac czystosci powiedzial mi, ze sie zle czuł z nasza bliskoscią psychicznie, ale wtedy nie wiedzialam o co chodzi... Dzieki czystosci jestesmy z sobą duzo duzo duzo bardziej związani emocjonalnie i dlatego potrafimy swobodnie rozmawiac o takich sprawach... nie wiem co zrobic, czuje sie okropnie, a do tego dochodzą uczucia nienawisci do tamtych osob, ktore mu to zrobily, zazdrosci, a także ogromnego smutku, że tak wartościowa osoba, jak moj chlopak tak bardzo przez to musiała i musi cierpiec... bo tego przeciez nie da się wymazać gumką i te wszystkie doświadczenia i uczucia pozostaną... w obecnej chwili nie mogę sobie wyobrazic naszego życia malzenskiego... w ogole nie moge sobie wyobrazic, jak bede go dotykac z myslą, ze kiedys ktos robil to tak samo w ten sam sposob i on się czuł do tego zmuszany psychicznie... nie potrafię ocenic, jak wiele zlego musialam mu wyrządzic, nie wiedząc o jego przeszlosci :((( czuje sie okropnie... Dochodzi jeszcze kwestia jego poczucia wlasnej wartosci - wiem, ze zawsze mial niską samoocenę, ale nie wiedzialam, ze dlatego... teraz wszystko zmienia postać rzeczy. Odkąd jestesmy razem stał się śmielszy i spokojniejszy, ale przeciez wstręt i nienawisc do swojego ciała pozostanie... czy to się da zmniejszyć? czy da się to jakoś przejść? Bardzo proszę o pomoc, błagam :( naprawde nie wiem, co zrobic i do kogo się zwrócić... chcialam isc do moich dwoch zaprzyjaznionych ksiezy (moj chlopak ich zna), ale nie chce tez tak bardzo wyciągać z niego tej całej przeszlosci (bo przeciez musialby z nimi niejednokrotnie porozmawiac), nie wiem jak on to zniesie... już mówiąc mi o tym był na skraju zalamania psychicznego, a co dopiero, gdyby musial mowic o tym prawie obcej osobie :(( nie wiem co zrobić, co myslec, co czuc, prosze o pomoc ;( Kocham go i nie zostawię z tym problemem samego, wierze, ze uda nam się jeszcze mimo tego zbudować dobre życie i dobrą rodzinę, ale... jak? prosze, pomozcie

* * * * *

Alu! Masz rację, że to ma wpływ na jego psychikę i może mieć wpływ na Wasze życie małżeńskie. Sami tego nie naprawicie. Tutaj potrzebny jest specjalista - ktoś kto powie mu jak z tego wyjść. Osoba, która go nie zna ale która będzie wiedziała co doradzić. Z całym szacunkiem do tych księży ale oni mogą nie wiedzieć tego co psycholog. Polecam Ci zatem tę stronę: www.spch.pl Poszukajcie ośrodka najbliżej Was albo zadzwońcie i zapytajcie gdzie się udać. Nie można tej sprawy zostawić samej sobie, samo nie przejdzie. I pamiętaj: Jezus ma moc "zatrzeć" te wspomnienia, uzdrowić je, a zapewniam Cię (jako mężatka) , że w stosunku do żony będzie miał zupełnie inne odczucia w sferze seksualnej niż wobec tamtych ludzi. Twoja miłość i akceptacja tu może zdziałać cuda. Wybraliście najlepszą drogę: czystości przedmałżeńskiej i RCS. Tak trzymać! Jezus już go powoli uzdrawia. Módlcie się o to. Pozwólcie jednak też pomóc sobie. Od tego są specjaliści. Może mu pomóc krótka terapia i szybko z tego wyjdzie, po co macie się męczyć całe życie? Życzę Wam powodzenia a jeśli chcesz trochę otuchy to proszę poczytaj sobie artykuły z działu "Czystość" na tej stronie i "Miłujcie się" - tam jest mnóstwo świadectw osób, które wyszły z negatywnych doświadczeń seksualnych i ich życie małżeńskie jest naprawdę szczęśliwe. Powodzenia!

  Edyta, 23 lat
771
30.01.2006  
Byłam w związku, który był jak bajka.Mieliśmy poważne plany życiowe.Wspólnie budowaliśmy nasze szczęście.Niestety nasze drogi się rozeszły. Oboje jestesmy tego winni.Minął rok od naszego rozstania, a moje serce wciąż tęskni i kocha.Niedawno się odezwał.Powiedział tylko,że żałuje tego co się stało, że zrobił krok do tył, as czasu nie da sie już cofnąć. Wiem, że jego uczucia były szczere,a co najgorsze- wiem,że to był ten. Dziś kiedy moge zbudować nowy i szczęsliwy związek z wartościowym człowiekiem, nie potrafię być sobą.Nie potrafię okazać uczuć. Uciekam od szczęścia i nie wiem jak zapomnieć.

* * * * *

A dlaczego nie chcecie spróbować ponownie? Jeśli zrozumieliście swoje błędy, jesteście bardziej świadomi trudności i czegoś Was to rozstanie nauczyło to czemu nie dać sobie drugiej szansy? Nie musisz zmuszać się do nowego związku jeśli to nie byłoby szczere.
Może potrzeba Wam poważnej, szczerej rozmowy? Zaryzykujcie. Zobaczycie na ile się zmieniliście i czy możliwe byłoby jeszcze bycie razem.
Tylko jedna mała uwaga: to nie jest tak, że on i tylko on, bo nie istnieje coś takiego jak przeznaczenie i jeśli z nim nie będziesz to nigdy nie zaznasz szczęścia. Pisałam o tym w odp. nr 58, 86

  Jagoda, 17 lat
770
29.01.2006  
Chyba zakochałam się w chłopaku z którym nigdy nie rozmawiałam. Na dodatek on jest o rok młodszy.On podoba mi się od roku,ale dopiero niedawno wzięłam jego numer telefonu od mojego kuzyna i napisałam smsa.Napisałam że jego numer mam przypadkowo...bo przecież nie mogłam napisać prawdy.On wie kim ja jestem,bo znamy się z widzenia.Później napisałam jeszcze jednego smsa i odpisał, potem był jeszcze jeden.Ale zawsze to ja pisałam pierwsza.Teraz czasami puszczam mu sygnał i on odpuszcza.Ale on nigdy nie zrobił niczego pierwszy..I myślę,że on chyba nie chce mnie poznać...I nie wiem co mam teraz robić.Czy powinnam napisać coś jeszcze, czy jeszcze robić jakiś krok?Czy starać się zapomnieć, choć będzie ciężko..?Bo teraz to myślę że jeśli on też by chciał mnie poznać to napisałby coś pierwszy...Proszę o radę.Dziekuje i pozdrawiam:)

* * * * *

Hmm, dużo zrobiłaś i on faktycznie nie wykazuje zainteresowania. Możesz jeszcze spróbować skorzystać z porad w odp. nr 3, 30, 37, 134, 411 jeśli i to nie pomoże to chyba faktycznie nie chce Cię poznać... Może on po prostu jeszcze nie jest gotowy na miłość? To wcale nie musi wynikać z niechęci do Ciebie tylko tego, że on po prostu jeszcze nie czuje takich potrzeb.

  ivon, 22 lat
769
29.01.2006  
Jak to jest z ta szczeroscia---mam dwie przyjaciolki jestem z natury osoba ktora nielubi sprawiac ludziom przykrosi (słownych) na ogol mowie ludziom to co dobrego widze w nich choc ludzie zdarzaja sie czasami ze powiedza mi cos przykrego nie przygryzam im ...odajac im to w zlosci. Uzywam delikatniejszych slow do zrozumienia ale kiedys pod namowa przyjaciolek ktore mi powiedzialy ze jak bede taka mila dla ludzi to mnie zdepcza i zjedza to zaczelam byc bardziej szczera uzywalam mocniejszy ostrzejszych argumentow slownych i zauwazylam ze moim przyjaciolkom sie to nie podoba a wlasciwie ta zmiana ...TO powiedzialam ze to wlasnie ich odbicie...jaka jest wkoncu ta granica szczerosci....czy dac sie z policzkowac czy odac...odpowiadac uzywajac dosadnych slow ...raniacych...czy raniace szybciej dzialaja...i daja do myslenia...

* * * * *

Zawsze pomyśl jak w tej sytuacji zareagowałby Jezus. On nie zawsze był potulny jak baranek: potrafił się naprawdę wkurzyć jeśli chodziło o wielką sprawę (patrz przykład wygonienia kupców ze świątyni) ale były też sytuacje kiedy milczał, choć na logikę - powinien mówić. Widzisz wszystko zależy od sytuacji i od osoby, do której mówimy. Na jednych podziała powiedzenie mu prawdy w oczy, na innych nie. Trzeba to wyczuć. Jeśli znasz te osoby to wiesz co do nich trafia. Natomiast na pewno nie można przykładać jednej miary do wszystkich, bo będzie bardzo różny efekt.
Oczywiście, w chrześcijaństwie wcale nie chodzi o to by dać się zdeptać, bo każdy człowiek ma swoją godność i nasza misją wcale nie jest cierpiętnictwo i pozwolenie na wykorzystywanie. Jednak wszystko wymaga dużej rozwagi. Nawet wtedy gdy używamy argumentów "wprost" to absolutnie nie należy używać słów wulgarnych czy przekleństw - wbrew pozorom one umniejszają wagę wypowiadanych przez nas słów a nie powiększają. Powodują, że uwaga słuchacza skupia się na nich (przy okazji budując negatywny obraz osoby je wypowiadającej - jako najzwyczajniej niekulturalnej) a nie na naszych argumentach. Lepiej powiedzieć coś stanowczo lecz uprzejmie niż w złości wyrzucić z siebie lawinę żalów naładowanych bardzo negatywnymi emocjami. Trudno jest później wrócić do normalnej rozmowy z taką osobą, prawda? A to pociąga za sobą następny krok - urazy, obrazę itp. Niepotrzebnie. Efekt żaden.
Nie opisujesz dokładnie o jakie sytuacje chodzi więc mogę Ci odpowiedzieć też ogólnie.
Zatem w skrócie: najpierw wyczuć co na tą osobę działa, potem obrać słowa adekwatne do sytuacji, by nie przesadzić w żadną stronę no i używać konkretów i to najlepiej w pierwszej osobie. Np. "ja nie lubię jak tak mówisz...", "mnie się nie podoba to czy tamto", "nie będę w ten sposób rozmawiać", "nie życzę sobie"... I bez udowadniania i uzasadniania. W ten sposób nikt nie może zakwestionować tego, że Ty naprawdę tak czujesz i naprawdę sobie tego nie życzysz.
A tak w ogóle to na takie sytuacje polecam książkę Barbary Berckhan "Inteligentny sposób radzenia sobie z głupimi uwagami i docinkami" - propozycje na każdą okazję.

  Jakub, 16 lat
768
29.01.2006  
jak zwrócić uwage dziewczyny ktora mi się podoba ale jest jedno ale ma chlopaka . gadamy ze sobą i jest git powiedzilem jej że ją kocham ale ona traktuje mnie jak przyjaciela co mam zrobić?

* * * * *

Po raz kolejny się powtórzę: jeśli ona ma chłopaka to daj jej spokój. Zawsze w takiej sytuacji należy sobie wyobrazić siebie na miejscu tego chłopaka. Co zrobiłbyś w sytuacji gdyby ktoś próbował zwrócić na siebie uwagę Twojej dziewczyny? Chyba załatwiłbyś sprawę po męsku, prawda? No to masz odpowiedź na swoje rozterki. Zresztą sama dziewczyna określiła się jasno traktując Cię jak przyjaciela. Czy w tej sytuacji masz jeszcze jakąś wątpliwość? Nie buduje się własnego szczęścia na gruzach szczęścia czyjegoś. Módl się o miłość wzajemną.

  Marta, 16 lat
767
29.01.2006  
Mam na imię Marta. Mam 16 lat. Co roku swoje wakacje spędzam u rodziny na wsi. Wraz z bratem pomagamy im w pracy. W owej miejscowości na wakacje do swojego wujka przyjeżdża pewien chłopak, Albert. On ma 19 lat. Z tego co wiem nie posiada dziewczyny. Po ostatnich wakacjach gdy osobiście go poznałam doszłam do wniosku że się w nim zakochałam. Nie mam z nim kontaktu ani przez gg, ani telefon, ani nawet tradycyjną pocztą. Widze go jedynie w wakacje, gdyż przez reszte roku studiuje na drugim końcu Polski. Czy sądzi Pani że warto się z nim jakos skontaktować i powiedziec o tym co czuje? Czy to by miało sens, skoro dzieli nas odległość ponad 400 km?

* * * * *

Skontaktować się pewnie warto, natomiast absolutnie nie mówić co do niego czujesz!!!! Przecież w ten sposób będzie zszokowany, poczuje się osaczony, naciskany i nie będzie chciał kontynuować znajomości. Dlaczego? O tym poczytaj w tych odp. : 18, 61, 74, 217, 514. Poznawajcie się, zaprzyjaźnijcie i zobaczycie czy wyjdzie z tego miłość. Co do odległości: są i większe. A poza tym całe wakacje byście się widzieli. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy, ale jest do przeżycia. Pisałam o tym w odp.: 97, 120, 112, 132, 278, 620. Na razie jednak poznajcie się jak najlepiej i zdecydujcie czy chcecie ze sobą być.

  Olga, 16 lat
766
29.01.2006  
Cześć, mam dwa pytania i jedno niezwiązane z miłością, a drugie jak gdyby:
1. W psalmach często na końcu wersów jest wyrażenie \"Sela\". Co ono oznacza?
2. Gdzie można znaleźć artykuły na temat miłości? Oczywiście oprócz Waszej strony, ale je już przejrzałam i wciąż jestem żądna wiedzy.

Pozdrawiam i dziękuję!


* * * * *

1. Wyrażenie sela spotykane w psalmach najprawdopodobniej oznacza "pauze" lub "podniesienie tonu" lecz zdania z tej kwestii są do dzis podzielone wśród badaczy.
2. Na dole tego działu są polecane przez nas książki, poza tym pismo "Miłujcie się" oraz audycje ks. Piotra Pawlukiewicza: www.sielskiefale.pl

  Kasia, 15 lat
765
28.01.2006  
Od pewnego czasu podoba mi sie jeden chłopak. Moja koleżanka doskonale o tym wiedziała. Poszłam na impreze razem z nią mając nadzieje, że poderwe moją miłość:) Zaczęło sie calkiem dobrze... Moja przyjaciółka miała pogadać z tym chłopcem czy ja też mu się podobam, odpowiedział jej że mu sie podobam ale nie jestem a jego typie... Wiedziałam, że mojej kol podoba się ktoś ale ona zaczęła zarywać do mojej miłości... Odwzajemniał jej zachowanie... Nie zostawiał jej samej nawet ne krok... Jest mi źle tym bardziej, że mam jakieś szanse, a jej chodzi tylko o flirt, a nie o jaieś powazniejsze uczucie... Zraniło mnie to iż nie uprzedziła mnie, że Piotruś (tak ma na imie ten chłopiec) również jej się podoba. Rozmawiałam z nia i powiedziała, że zrozumiała co do niego czuje dopiero gdy zaczęła z nim flirtować... Nie wiem co mam robić, walczyc o chłopaka czy odstapić go koleżance, która robi go w konia???

* * * * *

Ale jak chcesz walczyć jak on nie jest Tobą zainteresowany? Przecież nikogo do miłości się nie zmusi. Koleżance zwróciłaś uwagę, wie, że źle robi, nic więcej nie możesz zrobić. Jeśli dla niej to flirt to pewnie szybko jej się znudzi. Swoja drogą czy nie ma już innych zainteresowań poza flirtem? Naprawdę są fajniejsze sposoby spędzania wolnego czasu.

  MAGDA, 19 lat
764
28.01.2006  
JESTEM Z MOIM CHLOPAKIEM 19 MIESIECY BARDZO SIE KOCHAMY, WIEMY ZE BEDZIEMY RAZEM.... CO TYDZIEN WSPOLNIE UCZESTNICZYMY WE MSZY SWIETEJ MODLIMY SIE ZA SIEBIE... WSZYSTKO JEST PIEKNE ALE JEST JEDEN PROBLEM .... NIE RADZIMY SOBIE Z CZYSTOSCIA... NIE WSPOLZYJEMY ZE SOBA ALE DOTYKAMY SIE W MIEJSCACH INTYMNYCH CO PROWADZI DO PODNIECENIA ...... MODLE SIE ALE GDY JESTESMY BLISKO ZAPOMINAM O CZYSTOSCI.... WIEM ZE NIE PRZEKROCZYMY PROGU KTORY SOBIE POSTAWILISMY- NIE BEDZIEMY WSPOLZYC! ALE JA NIE CHCE RANIC BOGA NIE WIEM CO MAM ZROBIC JAK SIE MODLIC NIE CHCE TEZ RANIC MOJEGO CHLOPAKA .... PROSZE POMOZCIE MI

* * * * *

Madziu! Módlcie się razem, na tej stronie znajdziecie modlitwy: [zobacz]
Może zapiszecie się do Ruchu Czystych Serc? Musicie walczyć oboje!!! Polecam Wam też audycje ks. Piotra Pawlukiewicza o czystości: www.sielskiefale.pl
oraz pismo "Miłujcie się" - tam są świadectwa ludzi jak dawać sobie radę. Możesz poczytać też odp. dotyczące czystości w tym dziale: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582.
I nie ustawajcie, nie poddawajcie się! Warto wytrwać w czystości, naprawdę warto!

  Czarek, 22 lat
763
28.01.2006  
To bardzo długo historia ale postaram się ją opowiedzięć w jak największym skrócie, Otóż gdy miałem niespełna 18 lat poznałem dziewczyne o imieniu Basia (imie zmieniłem nie musi nikt wiedzieć o kogo chodzi). Tak jakoś przypadkiem gdy biegłem sobie po miejscowości gdzie mieszkam przystałem na chwile żeby odpocząć i usłyszałem w oddali znajome głosy moich kolegów. Poszedłem tam i ona tam była z dwoma koleżankami. Jakoś odrazu zaczeła sięinteresować moją osobą, zagadywała i zaczepiała mnie chcieć zwrócić na siebie swoją uwagę. Po jakimś czasie zaczeliśmy się umawiać na spotkania, dużo chodziliśmy na spacery i rozmawialiśmy, wydawała mi się wtedy dziewczyną moich marzeń, choć nie bardzo chciałem z nią być gdyż uroda od niej pozostawiała wiele do życzenia. Ale mimo to spotykaliśy się dalej aż w końcu wyznała mi że chce żemną być i że się jej podobam. Bardzo zaskoczyła mnie swoją szczerością i zmieszany na to wszystko nic nie odpowiedziałem. Ale z czasem postanowiłem spróbować, mówiąc sobie że jeśli mogę z kimś być, i uczynić kogoś szczęśliwym to czemu nie zaryzykować, może z czasem się zakocham. Zaczeliśmy chodzić i ja jakoś mimowolnie bardzo szybko się w niej zakochałem. I już byłem pewny że chce z nią być, lecz ona się zmieniła, jej koleżanka robiła ogniska na które mnie nie chciała zapraszać wiec Basia chodziła sama nia nie, I zawsze na drugi dzień mówiła mi żę zrobiła coś złego co by mi się nie spodobało, np że pojechała na dyskoteke z kolegą. Zauważyłem wtedy że ważniejsze są dla niej koleżanki i zaczałe mnie męczyć ta znajomość. W końcu nadszedł dzień naszego rozstania ona poszła na ognisko z okazji zakończenia szkoły a ja spokojnie siedziałem w domu naprawiając motorower, aż w końcu dowiedziałem się od kolegów że ona na tym ognisku paliła trawke, całowała się jakimś kolegą i potem szli objęci razem do domu, ja na drugi dzień pojechałem odrazu do niej żeby to zakończyć, w sumie ona tez chciała już zemną zerwać gdyż jak twierdziła nie ma siły już mi się tłumaczyć, Jednak na drugi dzień uzmysłowiłem sobie że jednak bardzo ją kocham, chciałem jej wybaczyć i wrócić do niej, ale ona już nie chciała gdyż twierdziła że zrobiła coś złego i nie może już zemną być. I tak przed wakacjami straciłęm dziewczyne. Spotykalem się z nią bo byliśmy z innymi znajomymi wielką paczką. Ona zaczeła chodzić z moim kolegą i bardzo bolało mnie to jak w mojej obecności całowali się ze sobą, gdyż ja dalej ją kochałe i nie umiałem o sobie zapomnieć. Po jakimś czasie ona zaczeła się odzywać do mnie i zapraszać mnie do domu, zaczeliśmy się znowu przyjaźnić, ona opowiadała mi o swoim chłopaku a moim koledze, że on myśli tylko o seksie i namawia ją do tego a ona nie chce, że nie może z nim porozmawiać tak jak zemną, W końcu chciała do mnie wrócić, ja nie chciałem się zgodzić gdyż nie mogłem tego zrobić koledze, zaczołęm kłamać ją że podoba mi się jej koleżanka że właśnie z nią chce być. Ona bardzo to przeżyła że do niej nie wróce ale znajomość z kolegą też skończyła. I jakoś nie wiem czemu jak spotkaliśmy się znowu ona zaczełam płakać że mnie kocha, że to zrozumiała i że zmieni się dla mnie, już nie będzie tego co kiedyś było. Ja postanowiłem zaryzykować i zacząć z nią wszystko od nowa z tym że powiedziałem jej że jeśli zrobi jakieś głupstwo to nie ma co już u mnie szukać. No i było nam dobrze, ona była taka jak ja chce, ja taki jak ona chce, po prostu już myślałem że to właśnie jest ta jednyna na całe życie, dwa lata były naprawde szczęśliwe, bez wiekszych kłótni, zakochani w sobie i szczęśliwy żyliśmy tym że kiedyś będziemy razem. Jednak po dwóch latach miała miejsce wycieczka szkola jej klasy. Pojechała na nią i po powrocie oznajmiła mi że całowała się z innym kolegą z klasy, ale przestała gdyż powiedziała mu że ma chłopaka. Ja oczywiście w tej samej chwili zerwałem z nią. Wyrzuciłem obrączkę którą kiedyś kupiliśmy sobie na znak naszej miłości, spaliłem wszystkie zdjęcia i nie umiałem opanować bólu jaki mnie wtedy przeszywał. Cały czas zastanawiałem się nad tym dlaczego to się stało, bo przecież zawsze byłem na każde jej zawołanie i robiłem wszystko żeby ona była szczęśliwa, pomagałem jej w każdej sprawie często tracąc na tym to że moje problemy musiały poczekać. Ale gdy emocje odeszły wróciliśmy do siebie ale to już nie było to samo, ja straciłe zaufanie i cały czas gryzłem się z myślami, w końcu ona zemną zerwała mówiąc że to bez sensu. Ja się nawet z tego ucieszyłem i poczyłem ulge. Ona oczywiście po dwóch dniach zmieniła decyzje i chciała powrotu ale moje serce było twarde, nie chciałe sie z nią spotykać ale po tygodniu już mi jej zabrakło. I znowu wróciliśmy do siebie. Jakoś dalej nie było idealnie ale powoli zaczynało się wszystko układać. Do czasu kiedy ona powiedziała mi że dostała zaproszenie i wylatuje do U.S.A. na całe wakacje. Ja no co byłem załamany całe wakacje bez niej, tęsknota będzie wielka. Ale w końcu zaczołem się zastanawiać czy warto czekać. Gdyż ona na dwudniowej wycieczce potrafiła mnie zdradzić to co będzie przez dwa miesiące. Ale nic postanowiłem jej zaufać. Ale jakoś tak przed samym odlotem do U.S.A. pokłóciliśmy się, powiedziała za dużo słów które mnie zraniły i wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Ona nie dawała znaku życie wiec postanowiłem pierwszy wyciągnąć dłoń na zgode i pojechałem do koleżanki od niej ponieważ Basia właśnie tam była. Zadzwoniłem do niej i chciałem porozmawiać, wyjaśnić bo nie lubie jak konflikty się długo ciągną, ale ona nie chiała zejść i rozmawiać. Wiec pytam się czy zależy jej jeszcze na mnie, a ona mówi że tak. No to proszę ją żeby zeszła jak jej zależy, pogadamy chwile i pójdzie spowrotem do koleżanki, ale ona no cóż nie chiała wyjść w końcu zdenerwowany powiedziłem jej że albo schodzi albo to koniec naszego związku. Nie zeszła wiec zerwałem z nią przez ten telefon. Potem wieczorem jak przyjechała od koleżanki chciała sie spotkać, ale moje serce wtedy było już jak z kamienia, nie spotkałem się z nią, nie odpisywałem na smsy a jak odpisywałem to tylko to że już jej nie kocham. I cały czas byłem twardy zaczynały się wakacje, spotykałem się wreście z kolegami i poznawaliśmy nowe dziewczyny. Aż do wyjazdu Basi byłem twardzielem ale gdy przyszedł termin wylotu i wiedziałem już że jej tu nie ma zapłakałem jaki wielki błąd popełniłem, jak wiele miałem i jak wiele straciłem przez własną głupotę. Ona odzywała się przez internet i dzwoniła do mnie, ale ja musiałem być twardy ponieważ wiedziałem że nasz związek byłby już bez sensu. Ona bardzo przeżyła nasze rozstanie, wpadła w kłopoty ze zdrowiem i miała małe załamanie psychiczne. I tak czasem zaczołem się zastnawiać bo cały czas jakoś podświadomie czekałem aż zadzwoni, albo będe mógł z nią rozmawiać. I w końcu nadszedł dzień kiedy wróciła. Pojechałem po nią do domy ponieważ chciała się spotkać z moją mamą i sobie pogadać. Jak ją zobaczyłem serce zaczeło mi mocniej bić, wyglądała pięknie, zmieniła się bardzo w tej ameryce. Nie mogłem na nią spojrzeć gdyż wydawało mi się że widzę anioła. Pojechaliśmy do mnie ja jej pokazałem zdjęcia z wakacji ona mi też ale w końcu nie wytrzymałem i wyszedłem z domu mówiąc jej że nie moge z na nią patrzeć gdyż wszystko mi wraca. Pojechałem do znajomych ale gdy wróciłem do domu długo płakałem dlaczego taki głupi byłem i z nią zerwałe. Ale na moje szczęście ona zadzwoniła wtedy spotkaliśmy się i całą noc przesiedzieliśmy w samochodzie. To było naprawde super noc. Seksu nie uprawialiśmy przez cały czas trwania naszego związku gdyż nie umieliśmy, cały czas miałem problem żeby w nią wejść i tak już pozostało że poczekamy na inną okazje. Ale wracając do historii ona na drugi dzień już była inna, powidziała mi że to bez sensu żebyśmy do siebie wracali. że ona nauczyła się żyć już sama, że jej rodzina nie zrozumie tego że znowu jesteśmy razem gdyż widzieli jakie miała problemy po zerwaniu przezemnie z nią. I tak to się toczyło wracaliśmy do siebie i zrywaliśmy, i tak może 6 razy. Aż ona w końcu definitywnie zerwała ponieważ poznała jakiegoś chłopca i chciała z nim być. Ja zostałem jej przyjacielem i sam osobiście zawiozłem ją na spotkanie z nim. Ona powiedziała mi że ten koleś jest zamieszany w narkotyki i sprzedaje je innym ludzią. Ja nie umiałem tego zaakceptować i próbwałe ją ostrzec żeby nie pakowała się w życie z kimś takim. Ona twierdziła że on już z tym skończył i przy niej sie zmieni. Nie byliśmy długo przyjaciółmi bo ona nie chciała mnie słuchać i twierdziła że nie jest dzieckiem i że mam jej nie prawić kazań. W końcu zostaliśmy kolegami. Ja miałem swoje życie, ona swoje i nikt się nie wtrącał w niej swoje sprawy, była luźna rozmowa i tyle. Ale po jakimś czasie ona zaczeła pisać mi na gg że zmarnowała sobie młodość przezemnie. Że jest w ciąży z tamtym i czy przyjde na jej ślub. Nie rozumiałem jej zachowanie, dlaczego ma do mnie peretensje że życie sobie zmarnowała. I dlaczego po trzech tygodniach znajomości mówi mi że jest z nim w ciąży, skoro zemną prawie przez trzy lata nie chciała uprawiać seksu. Pomyślałem sobie wtedy czyżby tak szybko poszła z nim do łóżka. Bardzo mnie to zabolało gdyż miałem o niej inne miemanie. I wtedy się zaczeło na drugi dzień mi pisała że kłamała ale była do mnie bardzo agresywnie nastawiona, zaczeły się wyzwyska, robiliśmy sobie nawzajem nazłość. Ja w tym czasie chciałem poznać kogoś nowego z kim mógłbym zacząć wzystko od nowa ale każdą dziewczyne którą spotykałem na swojej drodze nie umiełem pokochać ani nawet się zauroczyć, bo po dwóch spotkaniach z nowo spotkaną dziewczyną miałem jej już dość, nikt mi nie pasował, ale niektóre chiały zemna być i robiły wszystko żemy się zemną związać, ja jednak nie potafiłem. Po trzech miesiącach takich zmagań i ze sobą ona zadzwoniła że chce mi oddać telefon który kiedyś jej pożyczyłem i porozmawiać. Umówiliśmy się na kawe, gdy przyjechałem na spotkanie byłem bardzo uśmiechnięty ale ona była zdenerwowana. Opowiedziała mi wszystko jak wygląda jej życie, że chłopak z którym jest okazał się kłamcą, że przestała chodzić do szkoły a jest w klasie maturalnej, że pogubiła się w życiu i nie wie jak z niego wyjść. Pojechaliśmy do mieszkania jej rodziców bo oni tam jeszcze nie mieszkają i matka od niej dała nam klucze bo zdała sobie sprawe że tylko ja mogę jej pomóc. Gadaliśmy wtedy dużo, w sumie to ja gadałem bo ona cały czas płakała. Ja w końcu zapytałem się jej za co ona mnie kocha i po co chce do mnie wrócić. Ona odpowiedziała mi że za to że mam dobre serce. Ja zaczołe się zastanawiać czy można powświęcić swoje życie po to aby uratować czyjeś. Zdecydowałem się do niej wrócić. Ona powiedziała mi wszystko nawet to że nie jest już dziewicą. Miałem straszny żal do siebie i do niej że oto chłopak mając wieksze doświadczenie potrafił się z nią kochać a ja nie umiałem. Pomogłem wyjść jej z problemu ze szkołą, bała się tam znowu zacząć chodzić po tak długiej przerwie wiec żeby mieć pewność że pójdzie osobiście ją zawoziłem do szkoły. Zerwała z tym chłopakiem ale ja obowiałem się tego czy czasem nie jest z nim w ciąży bo mówiła że kochała się z nim bez zabezpieczenia. Ja byłem gotów na to żeby przyjąć ja z dzieckiem i nawet się ożenić żeby dziecko miało normalną rodzine. Ale zaczołe się modlić różaniec i postanowiłem sobie że nie przestane się nigdy modliś jeśli Matka Najświętsza wysłucha mnie i ona nie będzie w ciąży i wysłuchała mnie i modle się do dzisiaj. Ale Basia z czasem zaczełam nie ranić, ważniejsze było dla niej koleżanki, zabawa, nawet jakiś jej przyjaciel który rzekomo ma problemy. Bardzo mnie to baloło wszystko bo w końcu powiedziała mi że mnie nie kocha, nie czuje tego co czuła kiedyś. Że jest zemną szczęśliwa bo czuje sie bezpiecznie, bo bezemnie sobie nie poradzi w życiu i tak jak ja nie umie sobie znaleźć partnera bo nikt nie będzie dla niej tak dobry jak ja. To zabolało mnie najbardziej ja wróciłem do niej pomogłem a ona po prostu mnie wykorzystała. Ale z czasem faktycznie zauważyłem że ona bezemnie sobie nie poradzi. Rani mnie cały czas swoim zachowaniem. Ostatnio nawet była w knajpie z koleżankami i dałem jej mój aparat cyfrowy i to co zobaczyłe to mnie zamurowało. Otóż na zdjęciach było pokazane że całuje się z innym kolegą. Ona tłumacząc mi powiedziała że to była głupia zabawa że nie całowała się znim tylko sobie tak usta przykładali, takie głupie zachowanie i tyle. Przyjrzałem się zdjęcią i faktycznie nie wyglądało to jak pocałunek ale jednak odrazu je wymazałem i powiedziałem jej że nie będe traktował takiego zachowania. I taki mam wielki dylemat życiowy, wiem jak było mi bez niej źle, kocham ją jak nikogo na świecie stąd tyle dobra we mnie dla niej, serce ciągle mnie ciągnie do niej ale rozum podpowiada co innego. Codziennie się modle o to żeby się zmieniła. Ale ona sama nawet twierdzi że mi się dziwi że wszystko znosze, że ciągle mnie rani i że ona nie wierzy w miłości i nie zmieni się nigdy. Mi rozum podpowiada że mam uciekać, ale nie chce jej zostawić bo serce ją kocha, bo boje się że znowu się stoczy na samo dno. Nie poradzi sobie bezemnie. Ale nie widzę przyszłości dla naszego związku. Cóż mam robić proszę o pomoc, nie mam już siły choć codziennie modle się o nią i o to żeby Bóg wlał w jej serce miłość taką jaką ja ją daże. To bardzo długa historia i wiem że może nie zamieścicie ją na waszej stronie ale chociaż proszę o odpowiedź na e-maila bo naprawde już sam jestem słaby w tym wszystkim, nie umię podjąć jakiś decyzji. Bo miłość do niej jest tak silna że nie potrafi odejść i zapomnieć. Miłość stała się dla mnie cierpieniem i chorobą.

* * * * *

Nie można żyć za kogoś.
Zrobiłeś dla niej dużo, ale ona się nie zmienia. Najważniejsze w związku nie jest to jaki ktoś jest tylko jak się zmienia. A ona cały czas myśli o sobie, nie widzisz tego? Nie myśli o Tobie, tylko o sobie, a Ty ratujesz ją ze wszystkich opresji, w które bezmyślnie się pakuje. Moim zdaniem to nie miłość. Jeśli potrafi zdradzić, albo chociaż beztrosko całować się z kimś na wycieczce absolutnie nie myśląc o Twoich uczuciach i trwa to już kilka lat to nie kocha. Nie zmienisz jej. Ona będzie taka dopóki będzie chciała a Ty po jakimś czasie zaczniesz czuć frustrację, żal i upływ czasu. Czy warto? Czy nie lepiej być z kimś kto kocha z wzajemnością?
Poza tym: czy naprawdę jedyną motywacją nie współżycia z nią było to, że potrafiłeś? To byłoby szokujące. Czystość jest naprawdę ważna a czystość ciała rzutuje na duszę. Czy dla niej w ogóle istnieją jakieś wartości?
Moim zdaniem to nie miłość. Miłość to pragnienie dobra dla drugiego człowieka (pisałam o tym w odp. nr 19). Przeczytaj, porównaj czy Wasz związek na takich wartościach się opiera.
Życzę Ci dobrej decyzji, takiej byś jej nie żałował. Jeśli czujesz zamęt poczytaj proszę jeszcze odp. o kobiecie i mężczyźnie w związku: 234, 25, 50, 340, o tym czym powinni siebie obdarzać i o czystości: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582
Rozumiem, że po tylu latach można już mieć dość i nie wiedzieć co zrobić.
Módl się o miłość dla siebie: [zobacz], a jej pozwól dojrzeć samodzielnie, bo nie możesz całe życie nieść jej na rękach. Wtedy nigdy nie nauczy się chodzić.

  Malcia, 18 lat
762
28.01.2006  
Witam! Wlasciwie to nie wiem od czego mam zaczac. Po prostu brak mi sil... Moje zycie tak nagle sie zmienio. Niestety na gorsze. Chyba nie ma w tym nic dziwnego, ze ma to zwiazek z chlopakiem. Po raz kolejny zawiodlam sie na plci meskiej... Jakis czas temu zaczelam flirtowac z pewnym chlopakiem przez smsy. Juz wczesniej mi sie podobal. To ja pierwsza zwrocilam na niego uwage. W koncu on zainteresowal sie mna. Bylam zadowolona, jednakze uwazalam, ze taki smsowy romans nie ma szans przetrwania... Gdyz wczesniej sie nie spotkalismy nigdy sam na sam... Z tego tez powodu oprocz z nim flirtowalam tez z innymi. Tak bez zobowizan... Po prostu. On wciaz do mnie pisal... Z czasem tak sie do tego przyzwyczailam, ze czekalam kazdego dnia na smsy. On wciaz nalegal na spotkanie. Nie wiedzial jak wygladam, ja wiedzialam jak on wyglada... W koncu kiedys na miescie go zaczepilam... Chwila rozmowy. Dosc milej. Zachwycilam go... Naleze do ladnych dziewczyn i sama o tym wiem. Po tym jakze krotkim spotkaniu, jego zainteresowanie jeszcze wzroslo. Mi on rowniez stal sie jeszcze blizszy. On mieszka w moim miescie, ale uczy sie w innym. Jego koledzy z internatu tak czesto widzieli, ze do mnie pisze itp., ze az uznali, ze jestemy para... On wciaz chcial sie spotkac... Nalegal, jednak mi jakos albo nie pasowalo albo mialam jakies problemy w domu, co niestety u mnie sie zdarza. Przejmowal sie tym, ale powiedzial, ze poczeka. W koncu sie spotkalismy u mnie w domu. Pare godzin rozmowy. Jakze dla nie cennej. Wiele sie dowiedzialam... I to najrozniejszych rzeczy... Nawet sie okazalo, ze mamy wspolnych znajomych... Zdziwila mnie jego delikatnosc, ale zarazem bardzo zaintrygowala oraz to jak mnie potraktowal... Hmmm... Wlasciwie nie wiem jak to ujac... Gdy wychodzil, pozegnal sie ze mna jak kolega, tylko jak kolega, w czasie swojej wizyty ani razu nie probowal mnie pocalowac, co sie zdarzalo innym dupkom (przepraszam za wyrazenie), z ktorymi sie wczesniej widywalam. Jak doszedl do swojego domu, oczywiscie do mnie napisal, ze nie moze sie doczekac kolejego spotkania... Potem byl sylwester (na drugi dzien). On poszedl tam, gdzie mial isc i ja tam, gdzie mialam zaplanowane. Bawilam sie dobrze, ale myslalam o nim. Raniutko, jak tylko sie obudzilam czekaly smsy od niego. O podobnej tresci, jak moje mysli. Rozumieslimy sie. Czulismy to samo. Jednak na mojej drodze pietrzyly sie problemy, ktore uniemozliwily mi widywanie sie z nim. Dwa tyg.temu on mial swoja 100dniowke. Byl z inna, bo jak ja zaprosil, to jeszcze sie nie widzielismy nawet. Ok, moglam to przebolec. Na drugo dzien mi napisal, ze bylo fajnie, ale wolalby byc ze mna. Ze mna wie, ze bylby sie najlepiej bawil. Potem w tyg.caly czas pisal do mnie. Czulam sie jakbysmy byli razem. Wiem, ze to glupie, ale naprawde tak bylo. Az do srody. Wtedy sie od niego dowiedzialam, ze w czwartek nie idzie do szkoly. Przyjezdza do domu, bo w piatek znowu idzie na 100dniowke z przyjaciolka i musi wziasc garnitur. Troche sie zdenerwowalam. Ba... nawet bardzo. Napisalam mu, ze jestem zazdrosna, ale skoro tylko z przyjaciolka to zycze mu dobrej zabawy. W piatek zyczylam mu tej dobre zabawy jeszcze raz. On juz mi nic nie odp.tylko odp.syg. W sobote w ogole sie nie odzywal. Bardzo mnie to martwilo, mialam ze przeczucie. Czulam cos dziwnego w sercu, zal , pustke, nie wiem jak to wyjasnic. Wieczorem napisalam do niego. Ale mi nie odpisal. Puszczalam mu wciaz syg., ale odp.mi tylko co ktorys. Martwilam sie ogromnie. Chcialo mi sie plakac, bo wew.glos mi podpowiadal, ze sie nie myle. W nocy napisalam do niego cos milego, chcialam sie tak jakby uspr. za to, ze wczeniej nie mialam czasu dla niego. Balam sie, ze mu sie to znudzilo. Napisal mi nastepnego dnia, ze przeprasza, ze sie nie odzywal. Nie wie co ma zrobic. Ten nocny sms dal mu do myslenia. Potrzebuje wiecej czasu, zeby to madrze rozegrac i nikogo nie skrzywdzic. Bardzo sie zmartwilam. Zapytalam o co chodzi, co sie stalo, poprosilam o wyjasnienie, bylam bardzo zdenerwowana. On mi naisal, ze tym smsem dalam mu do zrozumienia, ze oczekuje cos czego on do konca nie moze mi dac. Napisal, ze nie chce tracic ze mna kontaktui ze musmy uzgodnic nasze oczekiwania wzgledem siebie. Jeszcze raz grzecznie poprosilam o wyjasnienie sprawy, on mi napisal, ze prosi nie dzis... Nie wie co ma robic i z trudnoscia przychodzi mu takie pisanie.Czulam ogromna gorcz. Przepelniala mnie do konca. Gdy lzy kapaly mi po policzkach napisalam mu, ze juz mi nic nie musi wyjasnic. Nigdy tego robic nie musi i ze go zegnam. Po tym sie rozplakalam. Beczalam tak bardzo dlugo. Czekalam na jakis odzew z jego str., ale nic. To bylo tydzien temu, a on sie nie odzywa. Nie puscil mi sygn., nic nie napisal. Jest mi smutno. Nie wiem co zrobic. W ostatnim czasie rozw.inne znajomosci, bo chcialam byc wobec niego w porzadku. Wczoraj bylam u jego kolegi, takie spotaknie po kolezensku. Gdy przechodzilam kolo jego drzwi to serce mi tak bilo. Chcialam, aby przypadkiem wyszedl, ale tak sie nie stalo. Czekalam na piatek i sobote, az bedzie u mnie w miescie. A teraz nie mam gdzie sie podziac, gdzie znalesc sobie miejsca w domu. Mysle o nim i tylko o nim. pragne jeszcze dodac, ze po tej swoje 100dniowce pisal do mnie jeszcze czy wyobrazam sobie nas jako pare, czy mysle o nim, czy sie nim nie znudzilam, czy sie chce jeszcze z nim spotykac, bo on wciaz chce... Ja wtedy czulam, ze on caly czas bedzie przy mnie. Nie uznaje takie pisania w smsach, wiec mu pisalam, ze sa to glupie pytania i ma ich mi nie zadawac. Teraz cierpie. Martwie sie, ze moze to ja mu sie znudzilam, ze znalazl na 100dniowce inna. Ale ja chce byc z nim i tylko z nim. Co mam zrobic? Nie chce mu sie narzuca. Tego naprawde nie chce. Nie chce tracic dobrej opinii, ale tez nie chce tracic jego... Boje sie, ze to koniec... :-(

* * * * *

Spotkajcie się, wyjaśnijcie sobie wszystko! Nie można "spotykać się" sms-owo. Może źle się stało, że wcześniej się z nim nie spotkałaś, może on robił to co Ty - "flirtował" z innymi, niezobowiązująco i też się zaplątał? To, że na pierwszym spotkaniu zachował się jak się zachował bardzo dobrze o nim świadczy - a czego oczekiwałaś? Przecież dopiero się poznawaliście.
Właściwie wszystko rozumiem do momentu tej ostatniej studniówki - rozumiem, że koleżanka go zaprosiła i z nią poszedł i Twoja zazdrość tu była nieuzasadniona, ale potem jakoś mi się rozmywa to wszystko.
Bo jeśli z nią tylko poszedł na studniówkę to dlaczego nie odzywa się do Ciebie? A jeśli to nie tylko koleżanka to po co utrzymywał znajomość z Tobą?
A może właśnie jest tak jak się domyślam: że "kręci" na kilka frontów.
Nie ma innej rady jak rozmowa. Spotkajcie się, nawet gdyby to miało być ostatnie spotkanie: powiedzcie sobie o co każdemu z Was chodzi. Tylko niech on się nie wypiera, że traktował Cię tylko jako koleżankę, bo tak nie było.
Masz prawo do wyjaśnień. Tylko wtedy dowiesz się o co mu chodzi.

  Myszka, 17 lat
761
28.01.2006  
Mam poważny problem... Chyba kocham swojego przyjaciela... ( nie wiem czy moge go tak nazywać, bo na początku zaczełam z nim się przyjaźnić, tylko dlateko, bo chciałam się poprzez niego zbliżyć do jego dobrego kolegi) teraz tego zaluje, bo przyjaźn powinna być bezinteresowna... Daniel (tak ma na imie) na początku \"startował\" do mnie, ale ja go \"olewałam\", udawałam, że tego nie widze, bezprzerwy pisał do mnie smsy, w szkole czesto, a nawet bardzo czesto ze sobą rozmawialismy... ja myslalam ze miedzy nami nic nie bedzie wiecej poza przyjaznią... Ktoregos razu poiwedzial mi, ze sie we mnie zakochał, a ja m u powiedzialam ze mam kogos innego na oku... i teraz zaluje... On ma dziewczynę, z ktora zaczął chodzic juz po tygodniu znajomosci... Kiedy o niej rozmawiamy jestem zla, czuje do siebie nienawisc, bo go straciłam... Ostatnio powiedzial ze jest w nas obu zakochany, ale ja nie wierze ze tak jest,... Albo którąś kocha, albo nie... Chcialabym go odzyskac, ale wiem ze teraz nie mam do niego prawa, nie wolno mi... nie wolno mi zepsuc tego co on zbudował ze swoją dziewczyną... Cierpie... Czasami mam dosc wszystkiego, ja juz nie chce byc tylko jego przyjaciolką, z ktorą mozna o wszyskim porozmawiac, ktora go pocieszy czasem... ja chce być kims waznym w jego zyciu, ale wiem ze juz drugiej szansy nie dostanę i nie wiem, czy jest jakis sens dalej utrzymywac tą przyjazn??? Bo z mojej strony ona nie jest bezineresowna...;(((

* * * * *

Myszko! Nie miej do siebie pretensji, byłaś szczera. Przecież wtedy nie przypuszczałaś, że się w nim zakochasz. Faktycznie teraz to nie możesz rozbijać jego związku. Nie musisz się katować będąc jego przyjaciółką i wysłuchując jego problemów oraz patrząc na ich szczęście. Nie musisz. Możesz rozluźnić kontakty. To zależy od Ciebie. No przykro, że tak się stało, bywa. Może nie byłabyś z nim szczęśliwa? Nieodwzajemniona miłość boli, ale czas leczy rany. Może skorzystasz z jakichś rad w odp. nr 80, żeby zapomnieć?
Kontakty z nim dostosuj do swoich możliwości, pamiętaj: przyjaźń nie może boleć. Masz prawo nawet odejść, to zależy na ile jesteś w stanie tę sytuację wytrzymać.
Życzę Ci znalezienia miłości wzajemnej, polecaj tę sprawę Bogu: [zobacz]

  Bartek, 20 lat
760
26.01.2006  
Mam na imię Bartek i w kwietniu kończę... 20 lat, w tym roku zdaję maturę. Jestem lektorem, chodę na oazę. No i właśnie na oazie (w czerwcu zeszłego roku) poznałem Kasię. To może brzmi banalnie ale zakochałem się w niej. Spotykaliśmy się przez całe wakacje, potem także aż do teraz... No a teraz problem. Ona też koło kwietnia kończy 16 lat... Na początku zastanawiałem się czy to ma sens, ale jak juz poznaliśmy się bliżej to bardzo lubię z nią spędzać czas i nie przeszkadza mi różnica wieku. Moja mama wiedziała że się z kimś spotykam ale nie wiedziała z kim i ile ona ma lat. Ostatnio się dowiedziała i poprostu była bardzo zła. Mówi że to niemoralne z mojej strony że się z nią spotykam, że moga z tego wyniknąć poważne konsekwencje. Ponadto mieszkamy w niewielkiej miejscowości i plotki też robią swoje (tzn że ludzie plotkują o nas i dla mamy to wstyd) Jeśli chodzi o konsekwencje fizyczne to jestem przekonany że nie zrobię jej krzywdy. Czasami się całujemy, przytulamy i o współżyciu nie ma mowy. Ale mówiła też że potem mogą byc problemy, że jak się nie będziemy już spotykać, ja będę studiował albo jak np. ja zerwę tą znajomość, to ona może tego niezrozumieć, zrobić sobie krzywdę i będę miał ją na sumieniu... przynajmiej tak to zrozumiałem bo ostatnio przeprowadzamy takie rozmowy, w których łez nie brakuje.... Tydzień temu miałem studniówkę i byłem na niej z Kasią i niestety była tez na niej moja mama jako opiekun. Pisze niestety bo to na niej zobaczyła że jesteśmy ze soba blisko, że jesteśmy zaangażowni, okazujemy sobie czułość... I od tej pory praktycznie postawiła sprawę jasno-mam zerwac tą znajomość... To dla mnie straszna sytuacja... Z jednej strony mama która to bardzo przeżywa, gryzie się tym i stresuje-przezemnie, a z drugiej ta piękna znajomośc, w której przez te pół roku byłem tak szczęśliwy i czuję że to co robię nie jest złe (choć nie jestem tego pewien- dlatego piszę) i sumienie nic mi nie wyrzuca. Oboje z Kasią dobrze się uczymy, nie zawalamy nauki przez naszą znajomość. Ja pochodzę z tzw. \"dobrego\" domu... Ona jest półsierotą (nie ma ojca) no i jej dom jest można powiedzieć patologiczny. Jej babcia jest alkoholiczką, mama chyba ma problemy z psychiką, ma liczne rodzeństwo (większość już dorosła). Jestem bardzo zakochany w niej, byłem bardzo szczęsliwy... Proszę o radę! Czy nasza znajomośc jest niemoralna, niewłaściwa? Czy powinienem posłuchać mamy? Czy jest jakiekolwiek wyjście z tej sytuacji, które nie wymagałoby zerwania tego związku? Bardzo proszę o pomoc!

* * * * *

Bartku! 4 lata różnicy są problemem??? To przeczytaj odp. nr 8! Absolutnie nie jest Wasza znajomość niemoralna (niemoralne to są zachowanie niemoralne) i nie widzę powodu dla którego miałbyś jej zrobić krzywdę???? Plotki??? Co to za miejscowość, co to za mentalność, że ludziom solą w oku jest różnica wieku 4 lat?? Przecież nie "uwodzisz" 12- latki?? Owszem, argument o tym, że pójdziesz na studia, być może tam kogoś poznasz a ona tu zostanie i będzie nieszczęśliwa nie jest całkiem pozbawiony sensu, ale jeśli ludziom na sobie zależy to i to jest do przebrnięcia. Przecież ona za 3 lat też pójdzie na studia i co stoi na przeszkodzie byście studiowali w tej samej miejscowości? A przez ten czas też będzie okazja do spotykania gdy Ty będziesz przyjeżdżał do domu, a ona też może jeździć do Ciebie - bardzo dobrze, zobaczy większe miasto, zabierzesz ją do kina, teatru, trochę pozwiedzacie, może będzie mogła korzystać z bibliotek ucząc się do egzaminów? To od ludzi zależy czy ich miłość przetrwa. Nieraz narzeczeni są oddaleni tysiące kilometrów i jakoś nikt nie zrywa, nikt nie jest nieszczęśliwy, choć na pewno jest to trudne, bo się tęskni, bo nie ma tej osoby kiedy potrzeba tylko wtedy kiedy akurat można się spotkać.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że Twojej mamie chodzi tylko o jej wiek. Wydaje mi się, że ma zastrzeżenia do jej rodziny - pisałeś, że nie jest tam najlepiej - a wiek to tylko wymówka.
Bartku, porozmawiaj poważnie ze swoją mamą i niech Ci poda konkretne argumenty, a Ty wyłóż swoje. A co na to Twój ojciec? Pogadaj z nim jak z mężczyzną, niech przekona mamę.
Oczywiście, Ty masz obowiązek rodziców szanować i liczyć się z ich zadaniem, ale nakazywanie 20-letniemu chłopakowi zerwanie z dziewczyną z jakichś lichych powodów jest nadużyciem. Jeśli to zrobisz to dopiero skrzywdzisz dziewczynę argumentem "bo mama mi kazała". Masz już 20 lat. Broń swoich racji przed rodzicami, grzecznie ale stanowczo, mów o konkretach, powiedz im jak widzisz rolę mężczyzny w związku i co będziesz chciał zapewnić swojej dziewczynie (możesz poczytać odp. nr 25, 50, 340). Oczywiście zrób to jeśli tak czujesz, jeśli jesteś gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność za ten związek, jeśli podołasz. Ale w końcu jesteś mężczyzną, prawda? A to zobowiązuje :)
Powodzenia!

  Ewa, 28 lat
759
26.01.2006  
Ponad rok temu poznałam mojego obecnego chłopaka.Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.Z każdym dniem,powoli poznawałam go,uczyłam się zaufania,przyjaźni aż nadszedł dzień,że stwierdziłam,że to miłość.Chciałam jak najwięcej czasu spędzać z Nim,gdy Go nie było bardzo tęskniłam,często o Nim myślałam i czułam że jestem szczęśliwa,że odnalazłam miłość swojego życia.Sytuacja się zmieniła gdy w pracy poznałam pewnego chłopaka,który bardzo chce być ze mną a ja nie wiem co mam zrobić..Gdybym z nikim się nie spotykała to napewno spróbowałabym być z tym nowo poznanym chłopakiem bo coś mnie do niego ciągnie.Boję się rozstać z moim chłopakiem bo wiem,że On mnie kocha i strasznie Go tym skrzywdzę ale też coraz czeęściej myślę o rozstaniu bo nie umię sobie odpowiedzieć na pytanie czy jestem z Nim szczęśliwa,czegoś mi w tym związku brakuje.Proszę o pomoc co mam zrobić?Rozstać się czy trwać dalej w tym związku?

* * * * *

Ewa! Masz 28 lat a pytasz jakąś anonimową babkę przez internet czy rozstać się z chłopakiem? A co ja Ci mogę powiedzieć? Tak lub nie i Ty tak zrobisz?
Powiem Ci jedno: jeśli stwierdziłaś, że to miłość to dlaczego chcesz odejść?
A jeśli chcesz odejść to czy to na pewno miłość?
Nie wiem czego nie dostajesz a czego byś pragnęła, nie wiem jakie masz priorytety i poglądy.
Jeśli Ci to ułatwi sprawę to przeczytaj odp. nr 234, 25, 50, 340 o kobiecie i mężczyźnie w związku.
Może też być tak, że przechodzicie taki etap w związku, że brakuje już tych emocji i zapragnęłaś powiewu świeżości. Poczytaj zatem odp. nr 19, 15 i 13 o odczuciach i spytaj siebie czy to nie kryzys, nie spowszednienie?

  Agnieszka, 17 lat
758
26.01.2006  
chodziłam z chłopakiem 3 miesiące.zerwaliśmy, potem znowu próbowaliśmy wrócić do siebie, lecz na próżno, bo zassze cos albo ktos przeszkadzał. jak dowiedzieć się, czy jeszcze on coś do mnie czuje??? dodam,ze nie jestem na tyle śmiała, by zapytać się go prosto w oczy. czy można jakoś to sprawdzić??? POMOCY!!!

* * * * *

Zacznij od początku. Zachowuj się tak jakbyś go dopiero poznała. Może skorzystasz z podpowiedzi w odp. nr 2 ?

  Wiola, 19 lat
757
26.01.2006  
Byłam z pewnym chłopakiem... szczerze mówiąc był to mój pierwszy chłopak. poznalismy sie juz kilka lat temu, nasza pierwsza znajomosc nasze \"chodzenie ze sobą\" bylo dosc infantylne, choc nie zaprzecze, ze bylo rowniez wiele wspanialych chwil. on mieszkal dosc daleko ode mnie, idywalismy sie 1-2 razy w tygodniu. po pewnym czasie zaczelo mi czegos brakowac w tym zwiazku. gdy bylismy razem wszystko bylo w porzadku, po spotkaniu jeszcze jakies 2 dni bylam w tej \"euforii\" ale juz pozniej zaczynalam sie konkretnie zastanawiac nad ym, czy takie spotykanie sie od czasu do czasu ma sens. potrzebowalam kogos, kto bedzie blisko, do kogo bede mogla w kazdej chwili przybiec, i sie przytulic. Byl to rowniez okres w moim zyciu, gdy poszukiwalam Boga, zaczelam zblizac sie do kosciola. Rowniez wlasnie Boga brakowalo mi w tym zwiazku. Postanowilam zakonczyc ten zwiazek, i jak sie okazalo, jego stanowisko bylo podobne. po niedlugim czasie od zerwania zaczelam zblizac sie do pewnego chlopca, ktory posiada wszystkie te cechy, ktorych wlasnie brakowalo mi we wczesniejszym zwiazku. To jednak rowniez sie nie udalo,chlopiec ten byl dla mnie bliski, ale jak przyjaciel, i gdy z jego strony uczucie coraz bardziej roslo, pomyslalam ze bezpieczniej byloby to przerwac. nie zaluje tej decyzji, choc wiem,ze bardzo go wtedy skrzywdzilam. byl to taki okres, gdy myslalam,ze chyba nigdy nie bede potrafila kochac. mialam sobie strasznie za zle to,ze go wtedy zranilam. wtedy stala sie rzecz taka, ze zaczelam sie znowu widywac z tym moim 1 chlopakiem. przyjezdzal do mnie,duzo rozmawialismy, i wtedy tak naprawde zaczelam go poznawac. pewnego dnia powiedzial mi o tym, ze teraz, gdy juz nie jestesmy razem to zauwazyl dopiero,jak bardzo mu na mnie zalezy, i chcial bym wiedziala o tym. tak jakos wyszlo;), ze postanowilismy sprobowac po raz drugi. doszlam do wniosku, ze on bardzo sie zmienil, i ja rowniez. z poczatku wszystko szlo dobrze, jednak po pol roku czsu, w moim serduszku znowu pojawila sie niechec, powrocily dawne sprawy,dawne problemy. zaczelam obawiac sie, ze do tego, by znowu sprobowac byc z nim sklonila mnie plciowosc, uczucie pozbawione czegos glebszego. powiedzialam o tym temu chlopakowi,o tym,ze to chyba nigdy sie nie uda, i z mojej strony nie widze sensu, ze chyba nie chce juz tego ciagnac, choc wolalabym by byla to nasza wspolna decyzja. powidzial,ze przemysli, ale juz kolejny tydzien nie mam od niego zadnej informacji. nie wiem co mam z tym zrobic, czy nalegac, bysmy sie spotkali, bo ja w zasadzie po tych kilku tygodniach jestem pewna, ze powinnam z nim zerwac, ale najprawdopodobniej jest to kolejna osoba ktora skrzywdze, zwlaszcza dlatego, ze juz to jest nasze kolejne rozstanie. najgorsze jest to tzn. dla mnie w tym momencie jest to wspaniale, ale zupelnie tego nie rozumiem:( ,ze na horyzoncie pojawia sie kolejna osoba, ktora jestem zainteresowana. wiem rowniez ze nie zakonczylam jeszcze tej sprawy z \'moim jeszcze obecnym\' partnerem. ale nie wiem CZY MAM PRAWO DO KOLEJNEGO ZWIAZKU??? czy to nie bedzie kolejne skrzywdzenie chlopaka, ja nie przezyje, jesli jeszcze kiedys bede musiala z kims zerwac;( trace sens w milosci... po raz kolejny nic mi sie nie udaje. po raz kolejny zawodze sie na uczuciu, ktore tak naprawde wydaje sie byc juz TYM, juz tym ostatnim, na zawsze. czy to jest normalne, ze czuje sie dobrze w czyimś towarzystwie, ze mowie mu ze jest mi z nim dobrze, a za miesiac mowie to samo innej osobie i naprawde tak czuje!! ????? Modle sie do Boga, by postawil mi na drodze juz tego jedynego, ostatniego, z ktorym mam spedzic zycie do konca. nie chce juz tego przezywac, nie chce sie juz zawodzic, ale co najgorsze nie na czyiś tylko na moich wlasnych uczuciach!!!!!!!!!! prosze o kilka slow....

* * * * *

A może Ty mylisz miłość z zakochaniem?
Może wydaje Ci się, że miłość to ciągłe emocje i nieustanne bicie serca? Może "powszednieje" Ci związek wtedy kiedy brak tej "chemii"? Wiesz, prawdziwa miłość to co innego. Ona nie znika dlatego, że ktoś inny się pojawia, ona pragnie dobra dla tej osoby, jest wytrwała i nie powierzchowna. Proszę przeczytaj odp. nr 19, 15 i 13 o miłości, zakochaniu, o odczuciach. Pomyśl też czego Ty oczekujesz od chłopaków, czego oni Ci nie dają, że odchodzisz. Może podpowiedzią będą odp. nr 234, 25, 50, 340.
Wiesz, nic więcej na razie nie mogę Ci doradzić, być może jeszcze nie pragniesz związku na stałe, może nie jesteś na niego przygotowana? Czasem trzeba zaryzykować, podjąć pracę nad związkiem, żeby się przekonać, że to właśnie TO. Tego się nie czuje tak po prostu.

  Anka, 17 lat
756
25.01.2006  
To jeszcze raz ja! Zauważyłam że \"interesują, ciekawią\" mnie kobiety 30-40 lat, które mają jakieś problemy. To tak jakbym widziała i czuła ich ból, cierpienie. Chciałabym im pomóc ale nie wiem jak. Nie jestem pewna czy najpierw nie musze sama sobie pomóc?! Czy to jest coś złego? Czy to jest jakieś zboczenie? Oczywiście nie ma mowy o żadnym porządaniu cielesnym! Tak po prostu, ich psychika strasznie mnie ciekawi... Czy to jest jakaś choroba, coś nienormalnego? Proszę o pomoc

* * * * *

Aniu! Żadne zboczenie, może po prostu odkryłaś swoje powołanie do studiowania psychologii? Pomyśl na serio nad tym kierunkiem studiów.
Wiesz, tak do końca to na razie ich psychiki nie zrozumiesz, bo nie przeszłaś przez te etapy życia co one, ale interesować Ci się wolno. Może na razie polecę Ci lekturę takich "lżejszych" książek psychologicznych: "Płeć mózgu" i "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus".

  Iza, 12 lat
755
24.01.2006  
Czemu nie mam chlopaka wiem kogo kocham i chce z nik hcodzic o n po czesci o tym wie i wogule niemam szabns mu to powiedziec ze sie zakochalam w nim na serio boi go dawno nie bylo na gg!???Co robic?!

* * * * *

Iza przeczytaj odp. nr 461. A co do nieodwzajemnionej miłości: 65. Poza tym jak powiesz chłopakowi, że chcesz z nim chodzić i że go kochasz to masz 100 % pewności, że już nigdy się na tym gg nie pokaże i zacznie Cię bardzo szerokim łukiem omijać. Dlaczego? O tym w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514. Wszystko musi mieć swój porządek.

  Ania, 18 lat
754
24.01.2006  
Chciałam się zapytać o taką rzecz, czy szczerość wobec drugiej osoby jest zawsze konieczna? Konkretnie chodzi mi o to, czy jeśli mam dość powazne problemy sama ze soba, to czy nalezy o nich mówić swojemu chłopakowi? Bo od dłuzszego czasu mam silne stany lękowe, duże wahania nastroju, stale odczuwam niepokój,mam ogólnie złe samopoczucie, czasami nie moge sie do niczego zmobilizowac i jest mi obojętne, co ze mną będzie. Mam tez problemy z zasypianiem. Stale jestem zmęczona. Jest mi bardzo ciężko i niestety coraz gorzej, bo nie umiem sobie z tym sama poradzić. a mama sie martwi, ale wciaz powtarza, ze za bardzo sie nad soba uzalam. ale to naprawde mnie przerasta. Myślałam nawet nad psychologiem. Ja naprawdę nie widzę już nadziei, ze w przyszlosci to sie zmieni. I nie wiem czy mówić mu o tym. On widzi, ze coś jest nie tak, ale ja staram sie to przed nim ukrywac i wciaz udaje, ze wszystko jest w porzadku. On ciągle doszukuje się przyczyny mojego smutku w sobie. Boję sie, ze jak mu powiem, to zmienia sie nasze relacje na gorsze. albo ze moze sobie o mnie cos zlego pomyslec. znamy sie dość dlugo i tak ogólnie mam do niego zaufanie, to jednak strach przed tym zeby mu powiedziec jest silniejszy. Mi samej jest bardzo trudno mówic o swoich uczuciach i problemach i to on jest bardziej wylewny niz ja. a te moje problemy sprawija, ze nasz zwiazek nie jest do konca taki, jaki byc powinien i mysle, ze z czasem beda zle wplywac na nasza znajomość.

* * * * *

Aniu, po pierwsze: radziłabym Ci najpierw pójść do jakiegoś księdza np. do spowiedzi, ale nie na Mszy św., tylko wtedy gdy jest mało ludzi i zapytać o te lęki. Czasem bowiem może to być jakaś przyczyna duchowa. Po drugie: chłopaka nie można oszukiwać, mówić, że jest ok jeśli nie jest ok., bo faktycznie pomyśli, że to jego wina. Nie musisz mu opowiadać wszystkiego ze szczegółami, ale powiedz w skrócie o co chodzi, poproś go o radę - poczuje się doceniony i będzie się starał Ci pomóc. Jeśli ukrywasz to Tobie się wydaje, że on nic nie widzi, on zaś jest zaniepokojony i oboje się męczycie. Myślisz, że on mógłby odejść po tym wyznaniu? To by znaczyło, że Cię nie kocha. Kochanej osobie chcemy pomóc. Takim postępowaniem jak teraz właśnie pogarszasz Wasze relacje. No pomyśl, nie chciałabyś, żeby Twój ukochany z czymś się męczył i ukrywał to przed Tobą, prawda? Zrobiłabyś wszystko, żeby go z tego wyciągnąć. On na pewno też tak myśli. Poproś go o wsparcie a na pewno Ci go udzieli. Pytasz o szczerość w związku, tak, ona powinna mieć pewne granice, pisałam o tym w odp. nr 91, ale w innym aspekcie niż Twój. Aniu, nie ukrywaj smutku przed chłopakiem, znasz powiedzenie, że "boleść dzielona połową boleści"?
Po trzecie: może powinnaś zrobić sobie badania, może to np. choroba tarczycy? Może mama Ci coś doradzi?
Zaobserwuj też czy to zdarza się cyklicznie w miesiącu, bo może się okazać, że to po prostu silny zespół napięcia przedmiesiączkowego Cię dopada. Zajrzyj na tę stronę www.lmm.pl i poczytaj o objawach, bo może się okazać, że to nic groźnego.
A jak już naprawdę te wszystkie ewentualności odpadną to faktycznie możesz wybrać się do psychologa. Namiary masz tutaj: www.spch.pl
I pamiętaj: cokolwiek będziesz robić, to - poza spowiedzią - nie powinnaś ukrywać przed chłopakiem, bo to właśnie osłabia więź a wspólne pokonanie problemów umacnia i rozwija. Powodzenia!

  ukaka, 18 lat
753
24.01.2006  
mój chłopak może nie wygląda jakksiąże z bajki... nie ma 1.90 wzrostu nie jest przystojnym brunetem... ale jest wspaniałym człowiekiem, który dla mnie zrobiłby wszystko... kocha mnie i okazuje mi to... gdy jestem z nim to moja nerwica znika... czuje się bezpieczna jak nigdy.... jednak dla moich rodziców to się nie liczy... uważają, że zasługuję na kogoś ładniejszego, wyższego ..? czytak robią robią rodzice, a przed wszystkim ludzie starsi, którzy to mnie powinni uczyc, że wygląd się nie liczy, liczy się wnętrze, charakter i przede wszystkim miłość... przecież dobrze widzi się tylko sercem... czemu nie potrafią mnie, nas zrozumieć... on nie jest przecież Quasimodo z \"Dzwonnika z Noter Damu\"... jest przeciętnie wyglądającym chłopakiem.. bardzo wesołym, żywym, energicznym, potrafi zorganizować wszystko no i mnie kocha... czemu rodzice, którzy zdają się być tak ważnymi dla mnie ludzi tak mnie krzywdzą i wpędzili mnie w chorobę, z której trudno wejśc- nerwicę... czemu ?? w dodatku moi rodzice nie dopuszczają do siebie myśli, że ja też potrzebuję, żeby ktoś mnie przytulił, potrzymał za rękę.... gdy raz jedyny widzieli jak on trzymał mnie za rękę, to powiedzieli, że na coś takiego to tylko kurwa sobie może pozwolić... a to boli.. tak bardzo boli, że czasami zastanawiam się czemu zawsze wszystko jest takie trudne i wymaga tyle cierpienia... tak kocham Go..., bo to pierwszy normalny chłopak, z którym jestem... po tylu ciepieniach w końcu trafiłam na kogoś takiego... im chodzi też nie tylko o urodę, ale o to,że ja mam 1.76 amój chłopak jakieś parę cm mniej... uważają, że to dla mnie wstyd pokazywac się z niższym chłopakiem... pewnie wolałabym, żeby był wyższy, ale jak kocham to akceptuję całego... oni nie zauważają w nim żadnych zalet, tylko same wady... tylko wady... a trudno jest wytrzymać w takiej sytuacji.. musimy wymyslać powody, żeby pobyć razem, bo inaczej jakbym powiiedziała, że chcę się z nim spotkać to zaczęłoby się piekło... on był u mnie w domu tylko raz... i mama powiedziała, że jeśli juz musi do mnie przyjśc, to niech już będzie, ale tylko na godzinę (sic!).. akich sytuacji było duzo dużo więcej.. więc same widzicie, że czasami jest bardzo trudno wytrzymać psychicznie... mnie to się niestety nie udało... po raz pierwszy zdecydowałam się napisać o tym komuś kto jest związany z Bogiem tak blisko. Mam przyjaciela duchownego, ale... z pewnych przyczyn nie mówię mu wszystkiego Więc bardzo proszę o odpowiedź

* * * * *

Moja Droga, proszę przeczytaj odp. nr 67, 114, 251, 207, 400. Nie znam osobiście Ciebie i Twojej rodziny, nie wiem czym spowodowane są obawy Twoich rodziców, wierzę, że troską o Ciebie. Czasem jednak ta troska przybiera postać nadmiernych zakazów, braku zaufania i nieuzasadnionych pretensji. 18 lat to nie tak dużo ale też nie tak mało - to wiek, by pozwolić swojemu dziecko na dorastanie, na podejmowanie decyzji i ponoszenie za nie konsekwencji. Obecność rodziców ma pomagać a nie przeszkadzać. Jeśli faktycznie pretensje nie mają realnych podstaw i sprowadzają się do zarzutu typu: niski wzrost czy trzymanie za rękę to coś tu jest nie tak. Jednak dopóki się nie usamodzielnisz i dopóki mieszkasz w domu rodziców to ich ograniczenia np. dotyczące tej godziny pobytu musisz przestrzegać. No niestety, to ich dom. Najlepiej by było, żebyś próbowała porozmawiać w domu o nim, spytać rodziców co konkretnie (poza tym wzrostem) im się w nim nie podoba. Ale konkretnie a nie np. że on nie jest dla Ciebie. Być może rodzice pod przykrywką tego nieszczęsnego wzrostu chowają inne, poważne zastrzeżenia. Jeśli tak jest to trzeba by przemyśleć, zastanowić się. A może oni mają pretensje, że np. się nie uczysz lub nie pomagasz w domu i dlatego nie pozwalają Ci się z nim spotykać? Rozmowa jest podstawą. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie w każdym domu może ona mieć miejsce. Może zatem w takim razie należałoby poprosić o rozmowę z rodzicami kogoś zaufanego? Jakąś ciocię, babcię, kogoś z kim będą chcieli rozmawiać. A z tym duchownym też rozmawiaj, on pewnie zna Ciebie lepiej i może Ci wskazać właściwą drogę. Powodzenia!

  Jola, 14 lat
752
24.01.2006  
Kocham słuchać muzyki i oglądać teledyski. Niestety, czasami gdy zobaczę jakiegoś fajnego chłopaka w teledysku, zakochuję się. Później przez długi czas o nim myślę, co zrobić z takim \"uczuciem\"?

* * * * *

Jolu, to naturalne, chyba nie ma osoby, która nie ma takich doświadczeń w swoim życiu. Ja też w tym wieku czasem zachwycałam się jakimś aktorem lub piosenkarzem. To co Cię dopada to po prostu zakochanie się w wyobrażeniach o tej osobie. Pisałam o tym w odp. nr 744. Co zrobić? Nic konkretnego, po prostu żyć normalnie i nie próbować na siłę wypędzać tego uczucia, bo właśnie wtedy będzie wracało. Nie skupiaj się na nim, rozwijaj inne zainteresowania, przejdzie samo.

  Melania, 26 lat
751
24.01.2006  
Jakieś kilka lat temu pojawiło się w moim życiu dwóch chłopców. Podjęłam decyzję i wybrałam jednego z nich - zaczęlismy się spotykać. Jednak przez cały ten okres czasu myśl o tym drugim nie dawała mi spokoju - stale ich porównywałam, choś tak naprawde tego drugiego nie znam dobrze, myślałąm co ten drugi zrobiłby w danej sytuacji itd. Kiedyś rozmawiałam z tym, którego odrzuciłam - okazało się, że po 5 latach o mnie nie zapomniał, co gorsze powiedział, że nie chce być z nikim innym bo kocha własnie mnie i wie to na pewno, choć to dziwne bo przecież nie zna mnie dobrze to nie chce być z nikim innym. Czasami nawet myślałam że wolałabym z nim być, choć tak naprawde nie dopuszczałam tej mysli do siebie tak do końca. Kocham chłopaka z którym jestem - jednak kiedyś odkryłam, że moja miłość do niego nie była doskonała, była zbyt egoistyczna - kiedy to zobaczyłam zaczęłam sie modlić, by Bóg naszą miłość umocnij, uzdrowił, bym ja potrafiła wyjść z własnego egoizmu i pragnęła szczęścia mojego chłopaka bardziej niż swojego, bym potrafiła rezygnować z siebie dla niego i tak naprawdę zaczęło się dziać. Zapragnęłam troszczyć się o niego ze wszystkich sił i mieć na uwadze jego dobro. Kocham go. Jestem gotowa dla niego prać gotować, opiekować się w chorobie itd. Martwi mnie tylko jedno - dlaczego nie potrafię zapomniec o tamtym, dlaczego ciągle jest w moich myślach, nie potrafię go wyrzucić, może wydaje mi się, że właśnie jego wybrał dla mnie PAn Bóg. Choć jak to sobie uświadamiam to dzieje się coś dziwnego - bo tak naprawdę to ja tego nie chcę, nie chcę by mnie dotykał, przytulał - Nie chcę, a jednak myśli powracają i ciągle mam niepokój w sercu. Proszę o odpowiedź.

* * * * *

Melanio, wpadłaś w pułapkę, która się nazywa " moje wyobrażenia". Ty tak naprawdę nie znasz dobrze tamtego chłopaka, a jeśli kiedyś go znałaś to nie wiesz jak się zmienił przez te 5 lat. Ty sobie przez ten czas wyobrażałaś różne rzeczy, różne sceny, dopisywałaś swoje scenariusze i ani się spostrzegłaś jak stworzyłaś sobie serial z nim i sobą w roli głównej. Jak on się ma do rzeczywistości to inna kwestia. Bo być może ma się nijak. I czy dasz głowę za to, że byłabyś z tamtym szczęśliwa? Że byście się zgadzali? No, nie dasz. No właśnie.
Coś Tobą przecież kierowało gdy wybrałaś TEGO chłopaka. Przypomnij sobie co zdecydowało, że chciałaś być z tym a nie z tamtym. Coś czego tamten nie ma. Widzisz, owszem, nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie i człowiek może wybierać. I Ty właśnie wybrałaś. Może byłabyś z tamtym szczęśliwa, a może Wasz związek rozpadłby się po dwóch miesiącach. Na pewno jednak byłby inny niż ten. A Ty chciałaś właśnie takiego.
Bardzo mnie dziwią słowa tamtego: że Cię kocha. Dziwne, wiesz dlaczego? Bo miłość żąda obecności. Nie widział Cię, nie kontaktował się z Tobą, nawet dobrze nie poznał, a kocha? Nie wierz w to. Być może on też padł ofiarą swojej wyobraźni.
Miłość prawdziwa to nie wyobrażenia i emocje, to pragnienie dobra dla drugiego. Ty je realizujesz w swoim związku. Dopadła Cię jednak pokusa odskoczni, zobaczenia jak byłoby z innym... tylko gdyby przyszło co do czego to byś się tego bała i byś tego nie zrobiła. Bo to Twoja psychika płata Ci figla. Być może też dopadło Cię trochę znużenie - w tym związku musisz się napracować, pojawiają się pewnie jakieś konflikty i problemy, znacie się "jak łyse konie", a tamten wnosi jakąś świeżość, prawda? Jest w nim coś pociągającego, coś nieznanego, tajemniczego. Twoje uczucia do tego chłopaka trochę "oklapły" - Wasza miłość przeszła już przez kilka etapów, a tamten ciągle jest na etapie zauroczenia. Zawiera to w sobie pewną dawkę emocji, chemii więc pociąga.
Którego z nich kochasz? Wiesz to sama. Jak pozbyć się tamtego uczucia? Przestań wierzyć w jego miłość. Obserwuj go (jak masz możliwość). Czy naprawdę jest chłopakiem z Twoich snów? A może wprost przeciwnie? Nie spotykaj się z nim. Pomyśl: czy mogłabyś zostawić swojego chłopaka dla tamtego i rozpoczynać od nowa, niepewnie? Pomyśl jak byś się czuła gdyby Twój chłopak odszedł? Nie chcesz tego? No to Ci na nim zależy. Módl się o uwolnienie od tego uczucia. Naprawdę się módl. A teraz poczytaj odp. nr 19, 15 i 13 i pomyśl czy nie jest tak jak Ci napisałam?


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:16


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej