Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Bóg oszalał z miłości Bóg oszalał z miłości
o. Leon Knabit OSB
Ku czemu powinien kierować się człowiek, który chce być szczęśliwy? Znany mnich benedyktyński podpowiada: ku światłu, a nie ku ciemności; ku łasce, a nie ku grzechowi; ku życiu, a nie ku śmierci — ku MIŁOŚCI... » zobacz więcej




  anonim, 20 lat
1000
07.04.2006  
Witam! Mam zamiar wyjechac z narzeczona tego lata na wakacje pod namiot, jednak drecza mnie pewne obawy, mianowicie, czy uda sie nam powstrzymac i wytrwac w czystosci. Wczesnij dochodzilo do peetingu, jednak kiedy przeczytalismy na Waszej stronce o tym, ze jest to grzech to skonczylismy z ta praktyka. Czy moglibyście coś nam doradzić, jechać czy nie jechać? Osobiście myśle, ze udało by się nam wytrwac, ale w którymś z \"listów do narzeczonych\" było napisane, ze takie świadome ryzykowanie to też jest grzech ciężki. pozdrawiam anonim :]

* * * * *

Weźcie dwa namioty albo jedźcie ze znajomymi i nie śpijcie sami w jednym namiocie lub pokoju. Jesteś facetem i wierzę, że staniesz na wysokości zadania i wymyślisz coś, żebyście mogli spokojnie pojechać i cieszyć się wakacjami bez strachu, ryzyka grzechu i narażania narzeczonej. Życzę Wam owocnego przeżywania okresu narzeczeństwa.

  Agnieszka, 21 lat
999
07.04.2006  
Chcaiałam sie poradzic co mam zrobić w następującej sytuacji... Byłam z chłopakiem przez 1,5 roku.Kiedy go poznałam byłam nim zauroczona i nie do konca wiedzialam czy napewno chce z Nim byc.On sie bardzo zadłużył i zakochał szalenie...Do tego stopnia ze byl w stanie zrobic dla mnie wszystko...Ale ja wciaz nie bylam pewna i go wstrzymywalam.W tym czasie cierpialam z powodu poprzedniego zwiazku(mojej pierwszej milosci,czulam jeszcze ze kocham tamtego chlopaka).Po wielu wspolnych perypetiach zwiazanych z moja niepewnosci zgodzilam sie byc z nim razem...bardzo o mnie dbal mimo iz wiedzial ze moje uczucia sa nie do konca takie jak powinny(tzn.cos do niego czulam ale nie wiedzialam czy to napewno to...)Bardzo duzo czasu spedzalismy razem,wyjazdy na ferie,wakacje , wolne dni...i wtedy zrozumialam ze cos sie we mnie zmienilo...zaczelam coraz bardziej czuc milosc...az do tego stopnia ze bardzo sie zakochalam.A jego uczucie w tym czasie jakby osłabło.Rozmawialismy juz nawet o wspolnych planach na przyszlosc...I nagle wszystko sie popsło...wiadomo jak w kazdym zwiazku mielismy klotnie i problemy...I nagle on stwierdzil ze juz mnie nie kocha i ze to tylko przywiazanie...ze nie ma sily starac sie byc ze mna i wogole wszystko mu stalo sie obojetne(caly swiat stracil dla niego kolor)Probowalam dociec co sie stalo...Powiedzial mi ze juz od pół roku jego uczcie slablo ale mi o tym nie mowil bo nie chcial mnie zranic...ale juz nie wytrzymal.Powiedzial mi ze nie to koniec...ale rowniez ze nie daje mi nadzieji ale tez ze nie moze mi jej odebrac...Kocham go bardzo i zrobie wszystko zeby go odzyskac!!!Ale jak to mozliwe ze z takiego silnego uczucia tak oslaby?Czy to tylko chwilowe załamanie i brak pewnosci w uczuc?Czy mam szanse go odzyskac?Bardzo mi zalezy jestem w stanie zrobic dla niego wszystko...Teraz twierdzi ze potrzebuje samotnosci (bo jak twierdzi musie sie uporac ze swoimi emocjami)wiec sie nie narzucam,jestem dla niego ciepla i mila...ale czy to cos da?Czy jego milosc sie odrodzi?Czy jest to tylko chwilowe zwiazane z nagromadzeniem sie problemow?Kazdy z nas ma czasami gorsze i lepsze dni w zyciu...Prosze o w miare szybka odpowiedz bo bardzo cierpie...Z gory dziekuje...

* * * * *

Prawdopodobnie Wy cały czas byliście na innych etapach związku. To niemożliwe, żeby tak nagle przestać kochać, ale bardzo możliwe, że on po wielkim, silnym zakochaniu przeszedł na inny etap związku, a Ty dopiero rozpoczęłaś poprzedni. On nie wiedział co się dzieje i zaczął myśleć, że miłość się kończy. Tak wcale nie było. Twój chłopak nie wiedział o tych etapach i bardzo Cię zranił tym "nie mogę Ci obiecać". On po prostu klasycznie pomylił miłość z zakochaniem. Proszę przeczytaj i daj mu do przeczytania odpowiedzi dotyczące tego tematu: 15, 906, 19, 728, 13, 273, 276, 311, 313, 356, 370.
I jeszcze na koniec po raz kolejny powtórzę: NIE WOLNO dla nikogo zrobić wszystkiego. Bo co to znaczy? Że ktoś jest w naszym życiu ważniejszy niż Bóg? Proszę przeczytaj na ten temat odp. nr 975.

  Joanna, 26 lat
998
07.04.2006  
Witam Piszę z następującym problemem. Co zrobić, gdy po dwóch latach bycia w związku z moim chłopakiem dowiedziałam się, że przez okres tych dwoch lat on oglądał systematycznie filmy pornograficzne. Jestem zupełnie załamana, zszokowana. Czuję się oszukana i zdradzona. Dowiedzialam się o tym dopiero teraz.

* * * * *

Szczerze porozmawiaj z chłopakiem dlaczego to robił i czego w jego życiu brakowało. Pornografia wypełnia jakąś pustkę - nie, wbrew pozorom wcale nie brak kobiety. Chodzi o pewną pustkę duchową. Mężczyźni uzależnieni często w ten sposób "dowartościowują" siebie, próbując sobie udowadniać swoją męskość. Wtedy czują się mężczyzną. Dotyczy to zwłaszcza tych mężczyzn, którzy nie mają w życiu wyraźniej pasji, albo ciągle zmagają się z własnymi kompleksami. Którzy rozpaczliwie chcą poczuć się mężczyzną i wybierają najprostszą, ale bardzo zwodniczą drogę. Jeśli mężczyzna zna swoją wartość to nie musi szukać jej potwierdzenia. Czasem też pornografia jest ucieczką - przed problemem, z którym trudno sobie poradzić albo przed własnym sumieniem, którego wyrzuty zagłusza. Nie wiem jaka jest relacja Twojego chłopaka z własnym ojcem. Czy jest on dla niego wzorem czy go rani, uważając go za nieudacznika. To bardzo ważne. Chłopiec odbija się w oczach swojego ojca - jeśli ten jest z niego dumny to on też znając swoją wartość jest z siebie zadowolony. Jeśli nim pogardza - chłopiec szuka czegoś co jego męskość potwierdzi. Często jest to pornografia.
Joanno! Rozumiem Twój ogromny ból i żal. Masz do niego prawo. Spróbuj jednak poważnie porozmawiać z chłopakiem DLACZEGO to robił. Bo nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Być może on sam będzie zdziwiony i nie będzie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Nie szkodzi. Powiedz mu, że w Twoich oczach jest normalnym, nie potrzebującym się dowartościowywać w ten sposób mężczyzną. Przedtem zapytaj siebie czy tak jest faktycznie: czy czujesz się przy nim bezpiecznie, czy on daje Ci oparcie? Czy przypadkiem nie bierzesz wszystkiego w związku na swoje ramiona i nie wyręczasz go? Czy czujesz się przy nim kobietą? Czy ten związek Cię cieszy, dodaje skrzydeł czy jesteś zmęczona, przytłoczona?
Proszę, kup mu koniecznie (a i sama przeczytaj) książkę Johna Eldredge "Dzikie serce". Po niej wiele zrozumie. No i koniecznie spowiedź oraz Twoje wybaczenie. Nie zmuszaj się do niego od razu. Jeśli jednak nadal zależy Ci na tym związku i chcesz mu dać szansę to musisz wybaczyć.
Nie zrozum mnie źle. Ja nie bronię twojego chłopaka, bo to co robił, oszukując Ciebie jest karygodne. I jeśli chce być z Tobą nadal to MUSI z tym skończyć. Nie może tak wejść w małżeństwo. Ty też masz swoją godność jako kobieta i jeśli on będzie problem bagatelizował albo nie widzi potrzeby zmiany zachowania to znaczy, że chyba nie chce dorosnąć i nie wie czym jest miłość. Pytanie, które na koniec mi się nasuwa to takie w jaki sposób się dowiedziałaś? Czy on Ci sam powiedział czy wiesz to od kogoś czy odkryłaś to przypadkowo a on wcale nie miał zamiaru tego ujawniać. To ma duże znaczenie.
Pomyśl nad tym wszystkim. Spytaj siebie po pierwsze czy do tej pory (nie wiedząc o tym fakcie) byłaś w tym związku szczęśliwa. Potem z nim porozmawiaj i zobacz co on zamierza z tym zrobić. A potem podejmij decyzję. Nie spiesz się, musisz to wszystko przetrawić w sobie i odreagować. Pamiętaj o tym, że jesteś wartościową kobietą i nie musisz godzić się na wszystko. Masz prawo do szacunku i miłości. Tej prawdziwej. Powodzenia!

  Kinga, 17 lat
997
07.04.2006  
4 lata temu pokochałam pewnego chlopaka. Myśle, ze jest to prawdziwa milość, mimo jego wielu wad zaakceptowalam go takim jakim jest, stał się on najwazniejszą osobą w moim zyciu i zrobilabym dla niego wszystko - o ile dzięki temu stałby się szczęśliwszy. Problem w tym, że on nie darzy mnie zbyt wielką sympatią i chociaż nie zna mnie nawet dobrze od razu jestem dyskwalifikowana w jego oczach. Przez cały ten okres, w którym jestem w nim zakochana próbowałam o nim zapomnieć. Niestety bez skutku. Musze również codziennie go widywać, więc wszelkie formy unikania odchodzą. Wiele razy prówałam również zakochac się w kims innym przestac o nim myślec. Niestety kiedy rodzi się we mnie jakieś uczucie do innego chłopaka \"zatrzymuje\" je, gdyz za bardzo sie boje, a ono \"wyparowuje\" Prosze. Powiedz co mam robić. z góry dziekuje.

* * * * *

Jeżeli on faktycznie nie darzy Cię sympatią to nic nie możesz zrobić. Nie można nikogo zmusić do miłości. Rozumiem, że Ci bardzo ciężko, ale jedyną drogą wyjścia z tego jest niepodsycanie tego uczucia. Rozumiem, że musisz go widywać, ale ogranicz to do minimum. Nie szukaj jego obecności, nie przebywaj- jeśli nie musisz - w miejscach w których on jest. To będzie cały proces, więc na pewno trochę potrwa. Nie tłum w sobie uczuć do innych - to co robisz to klasyczne zamykanie serca. Dopóki go nie otworzysz dopóty tamten chłopak będzie w nim siedział. A może omija Cię coś wspaniałego? Zaryzykuj. Pozwól sobie na zainteresowanie kimś innym, nie katuj się wspomnieniami. W imię czego Ty masz o nim ciągle myśleć i cierpieć podczas gdy on o Tobie nawet nie myśli?
I jeszcze jedno: mówisz, że był najważniejszą osobą w Twoim życiu i zrobiłabyś dla niego wszystko - to bardzo niedobrze. Przez takie właśnie podejście teraz cierpisz tak bardzo. Uczyniłaś go bowiem całym światem, a gdy się nie udało, to ten cały Twój świat runął. Poczytaj w odp. nr 975 dlaczego nie powinno się tak robić. I głowa do góry. Odwagi!

  zamknięta, 15 lat
996
07.04.2006  
mam problem. Już ponad rok temu założyłam na pewnej stronie swój profil. Jakiś czas temu ktoś złamał mi na ten profil hasło. na tym profilu są moje zdjęcia. Ta osoba teraz podając się za mnie `bardzo przezywa` wiele osób, a one myślą, że to ja. Koleżanka mówiła mi, że 17-nastoletnie dziewczyny przychodziły do mojej szkoły i szukłay mnie. Sądzę, ze chciały mi coś zrobić. teraz boję się chodzić do szkoły. jestem zrozpaczona. CO MAM ZROBIĆ?!

* * * * *

Napisać do operatora tej strony z opisem sytuacji i oprosić o zamknięcie profilu. Tego typu działania są przestępstwem i w zasadzie należałoby zgłosić sprawę na policji. A osoby, które Cię "nachodzą" informuj o zaistniałej sytuacji. Zamknięcie profilu będzie potwierdzeniem prawdziwości Twoich słów.

  elka, 15 lat
995
07.04.2006  
kogo kocham Piotrka czy Rafała a może Pawła??

* * * * *

A co to, wyliczanka?
Pewne żadnego z nich skoro pytasz o to mnie.

  ania, 19 lat
994
06.04.2006  
moje pytanie jest dosc dziwne, gdyz zdaje sobie sprawe,ze tak naprawde moge na nie odpowiedziec tylko sama. jednak sama sie chyba zamotalam...:( wyglada to tak: jest pewnien chlopak - ON - ktory juz od dluzszego czasu byl mna zainteresowany. jakies 2lata temu o tym rozmawialismy,powiedzial mi, ja jednak bylam wtedy z kims innym. Nie ukladalo nam sie,nie pasowalismy do siebie,mielismy iny swiatopoglad, i rozstalismy sie. nic to jednak nie zmienilo w moich kontaktach z NIM. przez caly okres czasu bylismy w zasadzie blisko, bo widywalismy sie przynajmniej 2razy w tyg w grupie znajomych lub na spotkaniach ruchu. nie rozmawialismy wiecej o jego uczuciu do mnie, wydawalo mi sie nawet,ze juz mu \'przeszlo\' , choc nie mial zadnej innej dziewczyny. niedlugi czas temu, ja poczulam cos do NiEGo. zaczelam coraz bardziej doceniac jego towarzystwo, byc zawsze jak najblizej (jakos tak podswiadomie;)). i on to tez wyczul. zapewne rozniecilo to jego prawdopodobnie gasnace z powodu mojej niewzajemnosci <;)> \'dawne\' uczucie. doszlo do tego, ze porozmawialismy o tym, bylismy kilka razy razem na kawie czy koktajlu i wyraznie dalam mu do zrozumienia, ze cos miedzy nami moze \'zaiskrzyc\' a wlasciwie, ze z mojej strony tak sie dzieje, bo bylam pewna ze on jest w \'siodmym niebie \' z tego powodu. powiedzialam mu, ze potrzebuje jednak czasu (niedawno rozstalam sie jeszcze z kims innym i jak sadze - nie potrafie chyba jeszcze na stale sie zwiazac (choc bardzo bym tego pragnela). nie wiem jak mozna sie tego nauczyc ) ???? i teraz pojawia sie problem,ze wiem ze z JEGO strony to jest naprawde powazne, a ja obawiam sie siebie, ze znow po jakims czasie mi \'przejdzie\' tzn. ze chyba nie potrafie (nie chce?) sie wiazac, a zwlaszcza ranic innych poprzez ten egoizm. i tak naprawde to zdalam sobie sprawe,ze chyba chcialabym sie wycofac ........... (z tego co mu powiedzialam, ze tylko potrzebuje czasu, ale praktycznie jestem pewna ze bedziemy razem) teraz jak rozmawiam z nim, zastanawiam sie czy on dalej czeka na ten jakis moj sygnal, az wreszcie \'minie ten czas\' i bedziemy mogli byc naprawde razem, czy tez wyczuwa sie takie rzeczy, jak watpliwosci i chec wycofania sie drugiej strony. ja wiem,ze nic na sile. nie moge zgodzic sie na bycie z nim, tylko dlatego ze wlasciwie mu to obiecalam i glupio odmowic, ale z drugiej strony chyba jestem straszne dziecko, ale wlasnie boje sie mu to powiedziec. no bo przeciez bedzie to kolejna osoba ktora skrzywdze. no bo prawda jest taka, ze chopak czekal na taki moment sporo czasu, a ja sobie najpierw daje mu nadzieje, a potem chce sie wycofywac... eh......;/ a co jesli za jakis czas pomysle ze zmarnowalam szanse na wspaniale malzenstwo (chlopak jest naprawde wspanialy, ma wartosci, jakich sie w dzisiejszych czasach szuka ze świeczka) czy to jest normalne ze ktos tak zmienia zdanie, czy po prostu nie spotkalam wlasciwej osoby? czy chcac byc z kims nie powinnam miec watpliwosci , ani bac sie tego, ze mi przejdzie?

* * * * *

Po prostu się boisz. Ale nie każ chłopakowi się domyślać i "wyczuwać" co jest grane. Taki stan zawieszenia też nie może trwać w nieskończoność. Nie wiem dlaczego nie chcesz spróbować. Zaryzykuj, daj szansę sobie i jemu. Jeśli się okaże, że faktycznie do siebie nie pasujecie to nic na siłę nie rób. Ale pamiętaj, że miłość nie zawsze od razu przybiera postać wielkiego zakochania, czasem zaczyna się od przyjaźni. Poczytaj o tym w odp. 15 i 13. Nie chodzi o to, żebyś z nim była bo mu obiecałaś, to byłoby dziecinne, chodzi o to, że czasem trzeba zaryzykować, żeby się przekonać. I nie myśl, że kiedyś będzie tak, że będziesz od razu pewna. Czasem Bóg chce byśmy trochę popracowali nad naszymi oczekiwaniami i sami rozeznali czego chcemy. Bo nie jest tak, że wskazuje nam palcem właściwą osobę. O tym w odp. nr 58, 86. Odwagi!

  Zosia, 17 lat
993
06.04.2006  
Witam:) Pytanie które chcę zadać nie tyczy się dokładnie miłości międzyludzkiej, ale przecież cały świat opiera się na miłości i tym stwierdzeniem pozwalam sobie napisac tutaj. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad swoim powołaniem. Kedyś w żartach powtarzałam ze gdybym była mężczyzna zostałabym księdzem, a teraz powaznie zastanawiam sie nad powołaniem zakonnym. Jestem obecnie w związku z chłopakie, jestem z nim szczęśliwa i kocham go jednakże zastanawiam się czy to z nim jest moja droga życiowa czy z Bogiem w klasztorze.Jedyne co boli mie w tym związku to to iz mój chłopak nie jest tak wierzący jak ja. rzadko chodzi do kościoła. Wierzy w Boga al neguje instytucję kościoła. Ale wracając do powołania. Jestem osoba towarzyską otwartą o wielu zaiteresowaniach, głodną sukcesu i nieskromnie mówiąc dość inteligentną (uczę się w jednym z najleszych liceów w kraju). Chciałam prosić o radę a także propozycję zakonów których charyzmat opierałby się na pracy z ludźmi, młodzieżą, w szpitalach oraz misjach. Dziękuję

* * * * *

Droga Zosiu, nie mam takich informacji. Wpisz sobie te dane w wyszukiwarkę lub zadaj pytanie na Forum Pomocy www.katolik.pl, wtedy może Ci doradzi ktoś z własnego doświadczenia. Proponuję także pojechać na jakieś rekolekcje powołaniowe i tam się przekonać czy jest to ta droga. No i podpatrywać jak żyją i co robią siostry, które spotykasz w swoim otoczeniu. Może z jakąś z nich umówisz się na rozmowę?

  Luke, 19 lat
992
06.04.2006  
Wiele razy w pani odpowiedziach mozna bylo przeczytac, ze czlowiek nigdy nie jest odpowiedzialny za uczucia tylko za to co z nimi robi.Ale czy gwalciciel nie pracowal na swoje uczucia przez wiele lat.Czyli uczucia jednak mozna modelowac??

* * * * *

A czy gwałciciel odpowiada za uczucia czy za czyny?

  no_name, 19 lat
991
06.04.2006  
Mam problem i to nie chodzi o konkretnego chłopaka, ale o mnie samą.zacznę od tego, że jestem okropną egoistką, trochę może rozpieszczoną,w dodatku introwertykiem -analizuję swoje uczucia i myśli bardzo dogłębnie, skupiam się na sobie. często czuję, że brak mi kogoś- chłopaka, którego nigdy nie miałam. Ale na pytanie, dlaczego chcę go mieć odpowiadam: by był ktoś, kto mnie rozumie,kocha, dla kogo jestem kimś superważnym, z kim mogę porozmawiać, do kogo mogę się przytulić(słowem-esensja egoizmu), poza tym pozostaje presja otoczenia- znajomi kogoś mają lub mieli, a ja-nie.czy jestem jakaś gorsza, czy odstraszam chłopców?Mimo zaniżonej samooceny i masy kompleksów stwierdzam jednak- nie. Są tacy, którzy zadawali pytanie, czy chcę być z nimi, ale ja zawsze odpowiadałam-nie. Problem w moim zachowaniu. Mam tendencję do bawienia się chłopakami, choć w rzeczywistości chcę chyba być z nimi szczera. Pociągają mnie tzw \" luźne związki\"- takie bez zobowiazań- przytulanie się, chodzenie za rękę itd. I wilk syty i owca cała-mam się do kogo przytulić, komuś na mnie zależy, ale jestem wolna. Wiem, ze to okrutne. I jeśli moge się usprawiedliwić, to myślę, ze to jest takie garnięcie się \" do ciepełka\"-żeby było dobrze i miło-jak już mówiłam, jestem trochę rozpieszczona, a psycholodzy mówią, ze wizerunek mężczyzny kształtujemy na podstawie własnego ojca- tatuś mnie rozpieszczał, gdy byłam dzieckiem więc w sumie oczekuję dalej tego samego.o co mi właściwie chodzi??O to że mam chyba trochę wypaczone podejście do tego wszystkiego- chcę kogoś mieć i daje wszystkim \" kosza\", pragnę prawdziwej szczerej miłości, a poniewż nie potrafię kochać więc idę na skróty po najniższej lini oporu, bawię się chłopakami i szukam \" na siłę\", trochę \" za plecami \" Pana Boga. co ze mną jest nie tak? moze nie dorosłam do tego, by być z kimś, dlatego pan Bóg ciągle nie stawia na mej drodze KONKRETNEJ osoby, z którą chciałabym być i do której czułabym coś? A moze ja jestem idealistką i szukam księcia z bajki i zyję w swoim pięknym, wyidealizowanym świecie? Wiem, zę to wszystko jest zakręcone, ale moze Pani coś z tego zrozumie i odpowie mi.

* * * * *

Polecam ten artykuł: [zobacz] A dlaczego Bóg nie stawia na Twej drodze konkretnej osoby? Bo Bóg nam niczego nie nakazuje tylko stwarza możliwości. Poczytaj o tym w odp. nr 58, 86.

  Julka, 17 lat
990
06.04.2006  
Nie uważam się za ładną nie jestem szczupła. Mam koleżanki i kolegów. Ale dlaczego nie mam chłopaka przez wygląd? Czy wygląd jest taki ważny? Czy mogę być nie atrakcyjna i mieć kogoś z kim mogę pogadać przytulić się? Czy muszę specjalnie schudnąć aby mieć kogoś. Wiem że tyle listów macie dużo ale ja ... nie wiem co zrobić... Nie chcem przez swoją głupotę i nie odpowiedzialność zniszczyć sobie zdrowie... Co mam zrobić?

* * * * *

Dlaczego uważasz, że nie masz chłopaka przez wygląd? Wygląd nigdy nie jest przyczyną braku chłopaka. Nie masz go, bo nikt do tej pory się Tobą nie zachwycił na tyle, by z Tobą być. Albo jeszcze do tego nie dojrzał. Nie zachwycił się Twoim wnętrzem, a nie wyglądem, bo jak mówi przysłowie: "Każda potwora znajdzie swego amatora". Wiesz po czym poznasz, że miłość będzie prawdziwa? Że ktoś pokocha Cię taką jaką jesteś. A co robić by walczyć ze swoimi kompleksami poczytaj w odp. nr 421, 537 i jak przygotować się na miłość w odp. nr 461, 817.

  Ania, 25 lat
989
06.04.2006  
szczęść Bożę. własnie chodze z chlopakiem bardzo dlugo bo az 7 lat. bedac na studiach widzielismys ie praktycznie tylko co weeknd. bylo ji z tym dobrze bo tak prawde mowiac to zawsze na 1 miejscu stawialam szkole iznajomych.niz jego. co prawda on tez byl ale mimo to wybieralam inne rzeczy.on biegal za mna.zawsze gdy zle cos zrobil bez problemu pokonywal troche kilometrow zeby przeprosic zebym byla znim.wielokroc razy nie chcialam byc z nim poniewaz nie moglam zaakceptowac jego zachowan typu agresja, nerwowość, czasem chamskie odzywki.ale mimo to tez byl dobry dla mnie bo duzo mu zawdzieczam materialnie duzo mi bardzo pomogl. nie wiem czy to milosc z mojej strony czy tez nie. Wiem ze napewno z jego strony byla to bardzo wielka milosci i jest do tej pory. ciaglew mowil mi z emnie kocha.zabiegal ciagle o mnie. gdy tylko bylo cos zle chlopak zaraz sie pojawial.teraz skonczylam studia jestem w domu czesciej sie sportykamy bardzo czesto ja nawet jestem czesciej u niego.ale czy to jest milosc z moejj strony nie wiem .przyzwyczajenie przez tyyleee lat bardzo wkroczylo.pojawils ei inny chlopak na studiach zauroczyl mnie rozkochal byl romantyczny chcialm go wybrac ale nie umialam sie zdecydowac i jestem dalej z tym co bylam. czasem zaluje bo spelnily by sie moje marzenia mam nadzieje przynajmniej bo bylabym w miescie,on byl romantyczny a ten z ktorym jestem niestety taki nie jest.zareczylismy sie.w sierpniu cchemy wziasc slub...ale ale nie wiem czy to dobra decyzja. gsdyz owego czasu zauwazylam z ebardzo nie aldnei sie do mnei zrwaca..przeklina na kazdym kroku.jak ma humor to jest dobrze, a jak nie ma to wyzywa innych i mnei czase,wiele razy plakalam przez niego. wiele razy zrywalam a mimo tego jestem znim bo to on walczyl o mnie. teraz widze zegdy sie widzimy czesto on zaczyna byc pewnyms iebie,mnie odpycha swoim zachowaniem i martwie sie tym co bedzie po slubie. zostalo 4 miesiace do slubu a ja nie wiem czy to dobra decyzja. dla niego liczy sie tylko praca,a dla mnie nie tylko bo rozrywka czasem musi byc od monotoni.co to za zycie jak jest tylko praca praca anie ma sie zadnych przyjemnosci. czasem gadam na gg z tym chlopakiem nowym co go poznalam spotykamys ie pokryjomu bo jednak o nim mysle.on jest romantyczny.umial mnie czasem gdzies zabrac. milo powiedziec.nie wiem czemu go nie wybralam a nie zostawilam tego co jzu tak duzo lat znim chodze. teraz mis ei tak odwdziecza zenie mile slowa na mnei mowi ja dbam o zwiazek staram sie byc mila a on czasem nie.psuje to wszystko co mogloby byc piekne. zmeinil sie abrdzo az za bardzo. nie wiem co mam robic pomożcie mi RPosze POMOżCIE MI CO MAM ZROBIC???JAK MAM ZROBIC ZEBY BYL INNY ZEBYM GO POTRAFILA KOCHAC???ON SWOIM ZACHOWANIEM NIC NIE WNOSI WRECZ PRZECIWNIE MNIE ODPYCHA.MIESZKAMY NA WSI I TAKIE SA UROKI ZYCIA ZE TYLKO ROBOTA I CZLOWIEK NIC NIE WIDZI :((.CHCE OTWORZYC SWOJA DZIALALNOSC PRACUJE CIEZKO ALLE TO NIE JEST POWOD ZEBY BYC NIE MILYM DLA MNIE SZCZEGOLNIE. PROSZE POMOZCIE MI CO MAM ROBIC??????

* * * * *

Byłaś z nim, bo było Ci tak wygodnie. Czy go kochałaś - nie wiem.
Czy on Cię kocha - nie wiem, może tak, ale wiesz, miłość to też szacunek do drugiej osoby i nie wyobrażam sobie, że można źle traktować narzeczoną. Czy on już jest taki pewny Twoich uczuć, taki pewny, że Ciebie zdobył? A co będzie po ślubie? Strach pomyśleć. Piszesz też, że dzieli Was pogląd na życie w pewnych kwestiach - jeśli tak to będzie ciężko, będą kłótnie. Aniu, widzę, że jesteś bardzo niepewna. Jeśli nie jesteś przekonana to odłóżcie decyzję o ślubie. Nie można z kimś być dla samego bycia, wyjść za mąż, żeby nie być samotną. Nie zrozum mnie źle, ja nie namawiam Cię do zerwania, ale bardzo mnie Twój list zaniepokoił. A już szczególnie to, że masz potrzebę spotykania się z kimś innym. To jest poza wszystkim nieuczciwe wobec narzeczonego. Dam Wam radę: jedźcie (koniecznie!) na kurs dla narzeczonych. On jest inny niż standardowy, bo polega na rozmowie między Wami, a nie słuchaniu księdza, a jest normalnie "zaliczany". Po nim pary albo bardziej upewniają się w swojej decyzji albo się rozstają, bo odkrywają, że więcej niż dzieli niż łączy. Bo nie może więcej dzielić. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl, tylko pospieszcie się bo terminy są oblegane. I jeszcze jedno. Przeczytaj sobie moje odpowiedzi na temat odpowiedniej osoby do małżeństwa: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728,189, 82, 536 i odpowiedz sobie na pytania: czy Twój narzeczony zapewnia Ci poczucie bezpieczeństwa i szacunek i czy Ty jesteś w porządku wobec niego? Czy chcesz z nim spędzić życie - takim jaki jest a nie mając nadzieję, że się zmieni? Czy chcesz mieć z nim dzieci? Co tobą kierowało, że przyjęłaś oświadczyny? Nie podejmuj pochopnej decyzji. Całe życie przed Wami. Trafnych decyzji!

  Marika, 21 lat
988
06.04.2006  
Mam problem.Moj przyjaciel ktorego znam od 4 lat mnie kocha ale ja go nie:(O jego milosci wiem juz od dawna,staralam sie mu wytlumaczyc ze niemozemy byc razem ze ja go poporstu nie kocham ze jest wspanialym przyjacielem ale nic wiecej ale on mimo to nie dawal za wygrana.Wkoncu postanowilam byc stanowcza ale stracilam w ten sposob przyjaciela.Coprawda on napisal do mnie esemesa ze mimo wszystko co mu powiedzialam i ze go nie kocham on nie potrafi beze mnie zyc i chce chociarz mnie widywac.Jest mi bardzo cierzko podajc decyzje czy odezwac sie do niego,nie chce by dalej zyl nadzieja ale tez nie potrafie sie nieodzywac za bardzo wazny jest dla mnie.Martwie sie za kazdym razem jak o tym mysle,dowiedzialam sie od wspolnych znajomych ze od kiedy ja mu powiedzialam stanowczo ze nie ma na co liczyc on zaczal znow palic:(Martwie sie o niego i niewiem czy powinnam sie odezwac.Bardzo mi smutno z tego powodu ze go zranilam,to moj przyjaciel ktory mnie roumie jak nikt inny.Oboje przeszlismy wiele podobnych rzeczy i teraz sobie pomagalismy.pomuzcie.Pozdrawiam

* * * * *

W przyjaźni między dwojgiem osób różnej płci zawsze pojawia się ryzyko, że jedna ze stron przestanie być tylko przyjacielem. Oczywiście nie zawsze tak bywa, ale często. Co wtedy?
Jeśli powiedziałaś mu szczerze, że nie możecie być razem a on mimo wszystko nie może się z tym pogodzić to nie znaczy, że Ty masz ulegać. Z drugiej strony nie można od niego wymagać by się z Tobą przyjaźnił, jeśli mu serce pęka. On nie musi katować się Twoim widokiem jeśli lepiej mu jest jak Cię nie widzi. Oczywiście Ty też jesteś w tym układzie ważna i nie możesz ustępować dlatego, że on np. zaczął palić. No przecież Ty za to nie jesteś odpowiedzialna, to on wybrał taki sposób radzenia sobie ze stresem.
Pytasz czy się odzywać? Spytaj siebie co w tej sytuacji byłoby rozsądniejsze. Jeśli zaczniecie się widywać nie licz na czystą przyjaźń, bo on odbierze to jako Twoja słabość i będzie sobie nadzieję robił. Mimo tego, że się do tego nie przyzna tak będzie. Najlepiej by było dać mu czas na ochłonięcie. Bo trudno przestać kochać jak obiekt miłości ciągle jest w pobliżu.
Proszę, poczytaj też inne odpowiedzi na ten temat, może znajdziesz coś dla siebie: 33, 77, 90, 119, 185, 224, 680.

  asia, 13 lat
987
06.04.2006  
Dlaczego gdy ja próbuje flirtować z moim kolegą który mi się podoba. On traktuje mnie jak powietrze?? I patrzy na moją koleżankę a mnie obdarza obojętnością????????? Przoszę odpiszcie to bardzo pilne mam poprostu zlamane serce!

* * * * *

Powody są dwa: po pierwsze to pewnie Ty mu się nie podobasz tylko koleżanka.
Po drugie: jeśli chcesz flirtować to znaczy, że nie traktujesz poważnie jego ani jego uczuć, bo flirt to zabawa. Więc być może tego również się boi.

  Anna, 25 lat
986
05.04.2006  
witam serdecznie. mam pytanie czy ja jako kobieta powinnam coś robic konkretnego by ratować związek? jestem w związku ale od jakiego czasu toczy sie on na rowni pochyłej w doł: rzadkie spotkania, wieczny brak czasu a nawet niekiedy brak odzewu z jego strony jakbym kompletnie dla niego nie istniała. nawet nie widze jakiegos takiego wysiłku i staran z jego strony ale zasade: bedzie to bedzie nie to nie. wiec sobie mysle czy moze ja za mało sie starałam...a juz nie wiem jak kobieta powinna sie starac zeby było dobrze. czy powinnam wydzwaniac i prosić o spotkania czy wyjasnienia? kiedy widze ze drugiej stronie jakos tak juz mniej zalezy? przeciez mam tez swoj honor i nie wyobrazam sobie wisiec na słuchawce i błagac o spotkania. zawsze myslalam ze to jest działka faceta, ze w jego rekach jest tzw kierowanie związkiem, przejmowanie inicjatywy, nie chcialabym pozbawiac go tej roli, bo niestety samej mi to nie wychodzi, ze swej strony proponuje spotkania i rozmowe, ktorą naprawde mozna wiele zdziałac, ale jak narazie nic. a moze odpuścic i czekac na nie wiadomo na co? poprostu czuje ze zbyt wiele jest na moich barkach, nie mam siły ciągnąć za dwoje ale z drugiej strony nie jest mi łatwo tak sobie odpuścic, mysle o tym zalezy mi nadal ale sie zatracam. jest sens ciągnąć cos takiego? tak nawiasem mowiąc to moze i stąd wynika problem tkwienia kobiet w beznadziejnych związkach bez przyszłość z nadzieją ze moze da sie coś uratowac i rozmyslaniem jak to było fajnie na początku...czekam na Pani opinię i pozdrawiam serdecznie:)

* * * * *

Generalnie masz rację: to facet jest przewodnikiem. To on powinien zabiegać o kobietę. Oczywiście to nie znaczy, że ona ma siedzieć z założonymi rękami i czekać na jego telefon. Ale nie może być tak, że ona doprosić się nie może spotkania, a on od niechcenia, z łaski rzuca jej jakieś ochłapy czułości. Zresztą którejkolwiek strony by to nie dotyczyło to świadczy o lekceważeniu i cóż - chyba nie za dużej chęci na dalszy rozwój tej znajomości. Nie może być tak, że tylko jedna strona się stara, a drugiej się to "należy". Nie może być tak, że jedna strona ciągle daje a druga tylko bierze. Odpowiedzialność za związek, za jego kształt za miłość spoczywa na obojgu, z tym, że to facet ma bardziej zabiegać o dziewczynę, no oczywiście! A jak inaczej? W końcu jest facetem czy nie? Jak chce być prawdziwym mężczyzną, jak chce być głową rodziny i mężem? Jak ma zapewnić kobiecie bezpieczeństwo i obronić ją i dzieci? Jak chce osiągać szczyty skoro pozwala czy wręcz oczekuje, że to dziewczyna podjedzie na koniu i uwolni go z wieży, a może jeszcze zaproponuje małżeństwo? Do kitu z takim rycerzem, z taką męskością. No, nie dajmy się zwariować, w końcu Bóg się nie pomylił stwarzając mężczyznę i dając mu opiekę nad Ewą. Jakby było inaczej to by Bóg Ewę najpierw stworzył, dał jej dzidę i Adasia na ręce, żeby się nim opiekowała. A tak to chyba się nie odbyło, prawda? Dzisiaj chyba się niektórym trochę pomieszało i im się wydaje, że to kobiety mają właśnie o chłopaka zabiegać, jego bronić itp.
A zatem Drogie Panie, pozwólcie waszym mężczyznom, by Was zdobywali, nie biegajcie za nimi i nie róbcie wszystkiego za nich.
Moje pytania do Ciebie są takie: czy od początku u Was tak było? Jaką osobowość ma Twój chłopak? Czy długo się starał zanim zaczął się z Tobą spotykać? Jak przebiegały spotkania? Ile czasu jesteście ze sobą? Jak daleko od siebie mieszkacie? Co Was dzieli? Czego oczekujecie od siebie nawzajem?
Generalnie to tak nie powinno wyglądać. Jeśli Ty zawsze brałaś za wszystko odpowiedzialność to twoje zmęczenie i sfrustrowanie jest naturalną koleją rzeczy a on nadal nie wie o co chodzi. Jeśli tak dzieje się od jakiegoś czasu to co jest przyczyną? Musicie szczerze porozmawiać. Nie można nie mieć czasu dla ukochanego/ej. Rozumiem sytuacje zupełnie wyjątkowe ale Wy nie jesteście dziećmi, które muszą odrobić lekcje i którym mama nie pozwoli wyjść na podwórko. A jeśli już o mamie mowa to muszę zapytać o jego relacje z matką. Czy to nie jest typ "maminsynka" (przepraszam!), chłopięcia uwieszonego maminej spódnicy? Bo może wchodzi w grę jakaś toksyczna relacja, może jego matce się nie podobasz Ty? Jakie masz relacje z jego rodziną? Jest bardzo wiele niewiadomych i trudno mi przez internet postawić jakąś diagnozę. Dlatego proszę poczytaj najpierw odpowiedzi: Mężczyzna w związku - 25, 50, 340, Kobieta w związku - 234 oraz: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728,189 i pomyśl czy któryś z przedstawionych problemów jest podobny do Twojego? Jeśli nie lub jeśli chcesz opisać swoją sytuację bardziej szczegółowo to proszę napisz jeszcze, postaram się odpowiedzieć konkretniej. Na razie nie mogę to mogę się kompletnie pomylić. Pozdrawiam!

  Kasia, 14 lat
985
05.04.2006  
Dlaczego wszyscy chłopcy którzy podobają się mnie,traktują mnie jak fajną kumpelę

* * * * *

Bo pewnie jesteś bardzo fajną kumpelą. Ale chyba rozumiem Twój problem. A czy nie za bardzo starasz się być właśnie "fajna", dorównać w pewnych rzeczach chłopakom lub godzisz się na zbyt wiele? Czy czujesz w sobie kobietę? Czy wiesz czego oczekujesz od chłopaków? Bo może nie określiłaś swoich oczekiwań a może stwarzasz za duży dystans jako kobieta i oni się Ciebie po prostu boją? Proszę poczytaj "Urzekającą" Johna i Stasi Eldredge i odpowiedz sobie na pytanie czego tak naprawdę pragniesz.

  Joanna, 15 lat
984
04.04.2006  
Moje pytanie nie wiąże się bezpośrednio z głównym tematem, ale w pewnym sensie dotyczy miłości, a dręczy mnie już od pewnego czasu. Słyszałam o osobach, które naprawdę głęboko i szczerze kochały Boga i razem z nim przeżywały męki Chrystusa podczas drogi krzyżowej, modlitw i adoracji. Podczas tych spotkań z Bogiem zostały naznaczone stygmatami. Czy stygmaty są wyłącznie znakiem cierpienia razem z Jezusem? Czy może zostać nimi naznaczona osoba głęboko miłująca Boga i żyjąca w czystości, zgodnie z przykazaniami, ale głosząca radość życia? Czy to prawda, że niektóre stygmaty \'znikają\', by pojawić się znów po pewnym czasie?

* * * * *

Zapewne osoby, które zostały naznaczone, albo lepiej - obdarowane stygmatami nie tylko cierpiały z Chrystusem, ale były osobami pogodnymi, właśnie niosącymi radość życia. Jednak jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej to proszę zapytaj duchownego lub poczytaj jakąś literaturę na ten temat. Chciałabym Ci pomóc ale nie jestem teologiem i nie mogę wypowiadać się w imieniu Kościoła.

  Luke, 19 lat
983
04.04.2006  
Czy można przestac kogos kochać??

* * * * *

Przestać kochać w wymiarze oblubieńczym można, a czasem nawet trzeba. Jednak nie można pozwolić na to, by to puste miejsce w naszym sercu wypełniła nienawiść do tej osoby. Dlaczego o tym piszę? Bo ludzie często uważają, że albo miłość albo nienawiść. Zaczynają się więc pretensje do tej osoby, żal, wymazujemy z pamięci dobre wspomnienia i opowiadamy wszystkim jaką ten ktoś nam krzywdę zrobił i w ogóle jaki był okropny. Pomijając sytuacje, że czasem faktycznie tak było, często jest to działanie odwetowe, "dla zasady". To nie jest dobre. Przestając kochać miłością oblubieńczą (oczywiście jest to długotrwały i czasem bolesny proces) nie powinniśmy przestawać kochać w ogóle. Miejsce tej miłości powoli, po zabliźnieniu ran powinna wypełniać życzliwość, dobre wspomnienia, przebaczenie. Jednym słowem miłość bliźniego. Być może patetycznie to zabrzmiało, ale zmierzam do tego, że w zasadzie to nie powinniśmy przestawać kochać w tym znaczeniu, że nie powinniśmy przestawać żywić do kogoś ciepłych, serdecznych uczuć, a przynajmniej źle temu komuś nie życzyć. Nie powinno nam się wydawać, że aby wyrzucić tą osobę z serca należy ją znienawidzić.
Czasem rzeczywiście jesteśmy pokrzywdzeni i poranieni. Wtedy powinniśmy ograniczyć czy nawet zerwać kontakt, czasem dla własnego bezpieczeństwa i zdrowia należy tak zrobić, żeby ratować siebie. Trzeba też przeżyć swoją żałobę po rozstaniu, wypłakać się, dojść do siebie, nie zgrywać od razu bohatera i nie udawać, że nic nas to nie obeszło. Ale nie żywić urazy do końca życia. Bo przestać kochać oblubieńczo nie oznacza przestać kochać jako człowieka.

  Obojętne, 13 lat
982
04.04.2006  
Szczęść Boże !! Potrzebuje kogoś kto mógłby mi doradzić w tej sprawie !! A sprawa wygląda tak: Ponieważ od niedawna mieszkam w malej miejscowosci dopiero ostatnio bylam na meczu. Bylo fajnie, swietnie sie bawilam. Moi koledzy z klasy wolali mnie i moja psiapsiole na lawke ale nam sie nie chcialo siedziec z nimi. Otóż tez nie dawno poklocilam sie z moja byla przyjaciolka. Jak tylko zobaczylysmy ze ona podeszla do chlopakow, to poszlysmy takze do nich. tyle ze ona tylko kolo nich stala, ale nie rozmawiala. my chcialysmy zrobic jej na zlosc zaczelysmy gadac z takim chlopakiem: kumplem naszych kolegow z klasy. nie znalam go ale moja przyjaciolka znala. zapoznalismy sie i gadalismy. gdy bylo juz po meczu, usiadlam na kompa i gadalam ze znajomymi. po jakims czasie przyszla wiadomosc od NIEGO !! pisal tam ze sie mu podobam i ciagle w opisach mial jakies wierszyki. zrobilo mi sie glupio, bo ja wcale nic do niego nie czuje !! Opowiedzalam to mojen przyjaciolce, i zesmy sie z tego smialy. Ja nie potrafie komus powiedziec ze mi sie nie podoba tak prosto zmostu. I do jest wlasnie moja wada. !! Chcialabym mu powiedziec ze nic nie wyjdzie, ale wszystko co robie wydaje sie byc na odwrot! co mam zrobic ?? Prosze o pomoc !!!

* * * * *

Jeśli faktycznie on Ci się nie podoba to proszę przeczytaj odp. nr 185 i 680 jak to zrobić najmniej boleśnie dla niego i samej wyjść z tego z twarzą.

  Justyna, 17 lat
981
03.04.2006  
Pisze tu juz po raz trzeci. Zawsze otrzymuje satysfakcjonującą odpowiedz, ktora odzwierciedla prawde i ukazuje mi jak postepowac i co myslec:) Dziekuje za to bardzo serdecznie:) Pani odpwowiedzi otwieraja oczy na wiele spraw:) Otoz zaistniala kolejna sprawa:) Chlopak , z ktorym komunikuje sie przez gg staje mi sie coraz blizszy, chce dla niego dobra, ciepla, radosci. Z nim Dziele kazda moja radosc, slabosc. Uwielbiam z nim rozmawiac, umie mnie zrozumiec, oczywiscie nieraz podniesie mi cisnienie swoimi pogladami, ale staram sie go rozumiec i szanowac jego decyzje i poglady. Jednego tylko nie umiem pojac, jego stosunku do wiary! Przestal chodzic do kosciola. Jak mi wiadomo kiedys byl ministarntem, a teraz nawet w niedziele nie chodzi, co dla mnie jest niewyobrazalne. Uznaje sie za chrzescijanina, ale jak to teraz modne \"wierze ale nie praktykuje\", przeciez to absurdalne. Papieza nie uznaje za swietosc i ojca, uwaza ze to zwykly czlowiek, ktory nawet nie jest autorytetem. Gdy to od niego uslyszalam, to az mi sie lza w oku zakrecila, ze on moze tak mowic. Jestem pewna,ze tkwi w nim zalazek wiary. On nie odrzuca istanienia Boga, identyfikuje sie z chrzescijaninami, nosi medalik..no ale co z tym kosciolem...Wiem ze najlepsza metoda zeby go sprowadzic na dobra droga jest wlasne swiadectwo. i tak tez robie, oczywiscie na odleglosc nie za wiele moge zdzialac, ale opowiadam mu, ze bylam w kosciolku, ze to i to sie stalo, ze ksiadz powiedzial takie slowa, przedstawiam mu wszystko w dobrym swietle, zeby wiedzial, ze z tych spotkan w kosciele wyplywa milosc. Chcialabym zeby sie w jakis sposob nawrcocil.Wiem, ze cos w nim tki, nie jest do konca taki pusty, i dlatego chce zadbac aby jego wnetrze nie bylo wydmuszka, bo wtedy niedaleko azby w jego oczach ukazala sie pustka, a z pustki nienawisc. Ubzdural sobie,ze Jezus go nie lubi i w niczym mu nie pomaga, i jak w modliwtwie go o cos prosi to On robi mu na przekor i nigdy nic sie nie spaelnia. Rzeczywiscie mial pare porazek w zyciu, ale mowie mu ze w modlitwie trzeba cierpliwosci, ale uparł na swoim i koniec.Nieraz prosi zebym w jego imeniu o cos sie pomodlila, bo uwaza ze mnie Pan Jezus bardziej wyslucha. Jemu glendze o cierpliwosci, a sama nie wiem, czy wytrwam. nie wiem czy powierzanie jego sprawy ma sens. Ja nie cierpie porazek, a nie wiem czy uda sie go nawrocic, a tak bym chciala.

* * * * *

Rozumiem, to naturalne, że chcesz, by Twój chłopak wierzył i żył wiarą. Sama też rozumiesz, że nic nie zrobisz na siłę i że najlepszy jest własny przykład. Ja myślę, że Twój chłopak tak całkiem od Kościoła nie odszedł. Świadczy o tym kilka rzeczy. Może nie to, że był ministrantem (co niektórzy lewicowi politycy też byli), ale np. to, że nosi medalik - to naprawdę świadczy o tym, że ma on dla niego jakąś wartość. No i najważniejsze - to, że Cię prosi o modlitwę. Czyli wierzy w jej moc. Wydaje mi się, że on albo się czymś zraził albo - co wydaje mi się bardziej prawdopodobne- ma z czymś problem i boi się spowiedzi. Tak mi to wszystko wygląda. Wtedy łatwiej powiedzieć, że się "nie praktykuje" niż zrobić porządek ze swoim sumieniem - bo to wymaga odwagi, przyznania się do błędu (pamiętajmy o męskiej dumie) i - tak po ludzku patrząc - pewnego ukorzenia. Dopóki więc nie zrobi w swoim życiu porządku z jakimś grzechem dopóty będzie Tobie (i sobie) wmawiał, że jest niepraktykujący.
Justyno! Módl się dla niego o łaskę nawrócenia i pojednania z Bogiem. Jednocześnie możesz próbować bardzo delikatnie wybadać o co chodzi. Może coś już zauważyłaś? Może jakiegoś tematu unika? Może zaczął akceptować coś co przedtem było dla niego nie do przyjęcia? Oczywiście nie pytaj go o to wprost i nie twierdź, że ma jakiś problem bo się zaprze. Możesz czasem powiedzieć, że np. trafiłaś na fantastycznego spowiednika, byłaś na super rekolekcjach, znasz wyrozumiałego księdza. To będą takie znaki dla niego, że może się ośmielić. Jeśli się uda - podsuń mu jakieś dobre pismo. Np. "Miłujcie się". I nie wiersz w to jego zatwardziałe "niepraktykowanie" - to jeszcze jest reformowalne!
No i na koniec: nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałam, ale mam nadzieję, że Ty się z nim normalnie też widzisz, nie tylko rozmawiacie na gg? A jeśli to są początki to macie zamiar się spotkać? Bo wiesz, na odległość - jak sama powiedziałaś - dobrze kogoś nie poznasz... Powodzenia!

  Taka sobie ja, 21 lat
980
03.04.2006  
Nie wiem jak zacząć...Mój problem, który za chwilę opiszę, wydaje mi sie bezgranicznie głupi, ponieważ takie rzeczy przytrafiały mi się jak miałam mniej więcej 14, 15 lat...czyli \"ładnych pare latek temu\". Teraz... co tu ukrywać...powinnam się ustatkować, wyjść za mąż a nie zawracać sobie głowę czymś takim...Czym? Już piszę. Zacznę od początku. Na jedej z imprez, poznałam chłopaka (pewnie myślisz: \"facet-rutynowa problematyka\". Zdaję sobie sprawę z tego, że duuużo osób-w podobnej sytuacji jak ja-pisze do Ciebie. Dlatego mam nadzieję że będziesz w stanie mi pomóc). Kontynujuąc. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym: o życiu, o studiach etc. Potem, wydarzyło się między nami coś wiecej niż zwyczajana rozmowa. On mnie pocałował (wiem, że to brzmi tak jak słowa 14-letniej, dojrzewającej dziewczyny, mającej problem typu : \"Pocałował mnie...i co teraz?\". Nie. Nie chcę żebyś zrozumiała to w ten sposób. Tu chodzi o to, że ja-nie od razu, ale dopiero po jakims czasie- zrozumiałam, że zakochałam się w nim. Chciałabym zaznaczyc, że nie stało sie tak z powodu tego pocałunku. ujmę to w ten sposób : obrót spraw jest niewytłumaczalny). Po tej impezie, po jakimś czasie, przypadkiem spotakliśmy się. Zaczęła sie rozmowa, w której zręcznie omijaliśmy wydarzenia tamtego czasu...Mój problem polega na tym, że nie potrafie sobie poradzić z ta sytuacją. Chcę zapomnieć, ale nie potrafię tego zrobić, bo...NIE CHCĘ. Wiem, że to paradoksalne, ale choć rozsądek podpowiada co bylo by lepsze to, jednak serce mówi całkiem co innego...Proszę, nie mów mi, żeby zapomnieć. Wierz mi. Próbowalam...Długo próbowałam. Bezskutecznie. Pewnie powiesz mi, że mój problem nie jest głupi , i że muszę się teraz dużo modlić /tylko, że...już nie wiem jak:(/. Powiesz, że muszę Mu zaufać i całkowicie poddać się Jego woli. Tak. To wiem. Ostatnio moja modlitwa wygląda tak: \"Boże, nie mam pojęcia jakie są Twoje plany wobec mnie, ale błagam Cię o jedno. Cokolwiek zamierzasz, pomóż mi to zaakceptowć\". Wiem, że nie umiem z Nim rozmawiać, wiem także, że nie umiem Go słuchać...pewnie to jest przyczyną tego, że nie potrafię zaakceptować sytuacji w jakiej się znalazłam...Wracając do mijego problemu. Nie wiem \"na czym stoję\". Nie rozmawiałam z tym chłopakiem o moich uczuciach, ponieważ boję się tego, czego juz mialam w swoim życiu nieprzyjemność doświadczyć... boję sie odzrzucenia...Teraz boli, ale może boleć bardziej..dlatego wybrałam tzw. \"mniejsze zło\". Chciałabym rówież zaznaczyć-bardzo długo nad tym myślałam- i teraz wiem NA PEWNO: to co czuję, to nie jest zauroczenie. Jestem tego bardziej niż pewna- kocham go. Nie wiem czego mogę od Ciebie oczekiwać... Proszę o radę.

* * * * *

Omijacie ten temat, bo wstydzicie się tego wydarzenia: tego, że ono zaszło w takich okolicznościach, w zasadzie przypadkowo. W sumie to dobrze o Was świadczy, o Waszej wrażliwości. O uczuciach z nim nie rozmawiaj, bo to pogorszy sytuację, nie wiesz jak zareaguje. Poza tym dlaczego nie można tego za szybko robić poczytaj w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514. Wiesz co mi się wydaje? Że pewnie mu się podobasz, tylko on nie wie co o nim myślisz i czy nie masz mu za złe tego wydarzenia. Boi się zatem zbliżyć do Ciebie, żeby nie dostać kosza i nie narażać się na pretensje. Być może czuje, że zawiódł jako facet, że nie potrafił zapanować nad sobą i że uważasz go za podrywacza. Tak może myśleć. I nie wie jak jest naprawdę. Co możesz zrobić? Nie będę Ci radzić zapominania o nim bo dlaczego? Wprost przeciwnie. Próbuj nawiązać z nim kontakt (możesz skorzystać z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411). Odwzajemniaj uśmiech, nawiązuj rozmowę. Daj mu odczuć, że nie masz do niego pretensji. Jak to zrozumie to być może zacznie się Wasza prawdziwa znajomość?

  Dziewczyna, - lat
979
03.04.2006  
[815] Dzięki Pani odważyłam się wybrać tą słuszną opcję, i chyba wszystko jest na dobrej drodze. Dobrze się czuję w towarzystwie tej osoby i właśnie za pomocą uśmiechu i pomocy zaczynam budować \"początki znajomości\". Tym bardziej, że modlę się o znaki, które potem otrzymuję i umacniam się w swojej decyzji. Dziękuję :) i pozdrawiam !

* * * * *

No to wspaniale! Życzę Wam pięknej, budującej miłości. I tak jak Twojej poprzedniczce polecam wszystkie odpowiedzi o tym jak rozwijać miłość i o kobiecie i mężczyźnie np.: 255, 498, 566 (przemyślenia Pawła),773, 25, 50, 340, 234, 568, 674, 715, 18, 61, 74, 217, 514.

  Ola, 16 lat
978
03.04.2006  
Czytając zamieszczone na stronie pytania i odpowiedzi wiem... ze tak naprawde mój problem nie jest tak ogromny jak niektóre ale jednak znacząco mnie gryzie!!! Poznałam kolege... ma 19 lat (w marc konczyl 18), jest niesamowicie wierzącym chłopakiem. Jest nawet organistą, chodzi do szkoły muzycznej...kiedy go poznałam miał dziewczynę która byla niewporządku wobec niego... takie jakies dziwne klamstwa itp... zwierzyl mi sie że czuje powolanie!!! Przyjełam to spokojnie i modliłam sie aby mu sie powiodło. Zerwał z dziewczyną. Bylismy przyjaciółmi więc nic dziwnego ze czasem przyjechal (2razy), ale dzwoni i pisze na gg codziennie... i w pewnym momęcie BUM !!! Chyba się zakochalam... był u mnie 4 dni temu i jak pojechal to nie wytrzymalam pojechalam rowerem sie wyrzyc a potem przyszlam na gg i powiedzialm mu że on mi sie podoba... a on na to... ze mial mi powiedziec to samo tylko bal sie mojej reakcji!!! byl u mnie wczoraj... sam jego zapach czyni że odpływam hehe ;p ale... powiedzial mi jakby specjalnie ze idzie na studia muzyczne i teraz czuje się... jakbym robila coś zlego... arazie to nie jest absolutnie związek bo znamy sie od niedawna ale widze ze oboje baaaardzo sie lubimy ja caly czas dostaje jakies komplementy no i ja jestem pewna ze sie w nim zakochalam... on tego otwarcie mi nie powie narazie ale widze ze chyba jest tak samo... moze robie zle czy to nie jest grzech ze jakgdyby odciągnelam go od mysli o semiarium??? blagam odpowiedzcie bo ja juz sie gubie w tym wszystkim... tylko w kosciele czuje sie dobrze a tak to jestem szczesliwa ze on niedaleko jest ze mój pokój pachnie jego perfumami ale gryzie mnie mysl ze byc moze robie zle...

* * * * *

Ola!
Powiem jedno - szczęścia Wam życzę :. A jako lekturkę wszystkie odpowiedzi o tym jak rozwijać miłość i o kobiecie i mężczyźnie np.: 255, 498, 566 (przemyślenia Pawła),773, 25, 50, 340, 234, 568, 674, 715, 18, 61, 74, 217, 514. No i oczywiście modlitwa w tej intencji np. ta: [zobacz]

  Zosia, 20 lat
977
03.04.2006  
Mam pytanie, może to zabrzmi głupio: czy całowanie się jest grzechem?? Tylko całowanie. Przytulamy sie, całujemy, ale do niczego więcej nie dochodzi.... Oczywiscie nie chodzi mi o całowanie, kiedy jest się w związku małżeńskim. Przpraszam, za takie banalne pytanie. Ale ostatnio koleżanka mi tak powiedziała....

* * * * *

Samo całowanie grzechem nie jest. Ale: trzeba sobie zawsze odpowiedzieć na pytanie po co to robimy. Jeśli pocałunek autentycznie wyraża miłość, czułość to jest właśnie znakiem tej naszej miłości. A jeśli robimy to z nudów, bo wszyscy tak robią, bo to jest podniecające to jest po prostu bez sensu. Oczywiście mówię tu o normalnych pocałunkach, a nie takich, które mogą być wstępem do współżycia, czyli głębokich, autentycznie podniecających. Takie są zarezerwowane dla małżonków.
Reasumując: w czystych pocałunkach nie ma nic złego. A jeśli masz wątpliwości, zawsze lepiej jest spytać spowiednika.

  Łukasz, 21 lat
976
02.04.2006  
Dolacze sie do grona osob, ktorych uczucie zostalo nieodwzajemnione. Wiem, ze zostane zapewne skrytykowany, \"ze nie da sie na nikim wymusic milosci\", ale jest tez tego drugi aspekt. Czesto niestety niektore osoby stawiaja niby sprawe jasno, ale obok daja kontrargumenty. Dam ze swojego przykaldu zyciowego: \"Mam chlopaka, ale jak sie zakocham to od niego odejde\", Ona: \"Po wszystkim pojdziemy razem na piwo\" tydzien pozniej:- \"nie bede z toba chodzila na piwo, bo nie chodza z nikim na randki, poza moim facetem\" kilka dni pozniej: Ona: \"Mam faceta, kocham go i bede tylko z nim: ona (jeszcze kilka dni pozniej): \"Musze cie przeprosic ze bylam wredna, ale nie mam juz zwiazku, to tylko formalnosc i mam mu tylko do powiedzenia ze odchodze (po 5 latach) Po prostu od 2 lat nam sie nie uklada.\". A na koncu dobijajacy text typu \"nic ci nie obiecywalam\". A i na sam koniec znajomosci, \"nie szanujesz mnie, skoro nie potrafisz uszanowac mojej decyzji ze nie bedziemy znajomymi. Cala reszta sie nie liczy\". Pytanie jest teraz takie: zgodnie z tym co wyczytalem z \"nieodwzajemnionych uczuc\", ze to osoba ktora ma problem z druga zakochana osoba, \"nie dawala powodow\" do tego, aby druga osoba cos poczula wiecej.. zauroczyla sie... tak sie momentami zastanawiam, czy moze niektore osoby sa same sobie winne ? jezeli chodzi o moj przypadek, to znajomosc nie miala miejsca przez lata, tylko 1,5 miesiaca. Pol roku z soba nie gadalismy, ale czulem ze ona probuje nawiazac ze mna gadke, chociaz to zlewalem. Pozniej zagadalem, bylo milo. W prawdzie od razu postawila sprawe jasno ze ma faceta... ale sama sobie przeczyla.. a pamietajac ze jednak kobiety zawszze mowia to co chca powiedziec.. Pozatym nie sadze, ze jak drugi raz u niej siedzialem w pokoju po pierwsze jak chcialem zeby jej kolezanka byla, to powiedziala tylko \"ze nie chce kolezanki, bo sie ze mna umawiala\", a nie z nia. Pozniej byly wspolne zakupy, lazenie po miescie. Najbardziej mnie rozbilo zaproszenie na impreze, a kilka dni pozniej jak sie poklocilismy to \"twierdzila, ze tylko powiedziala mi, ze jest impreza, ze jak chcialem to moglem nie przychodzic (a tak szczerze mowiac, bylem tam z osob znajacych sie ja, ona i jej kolezanka). Teraz sie wszystko posypalo po tym jak po 2 meisiacach powiedzialem jej wlasnie ze sie w niej zakochalem. Powiedziala mi jedynie ze \"nie nadaje sie do zwiazkow i ze wyjezdza i ze zwiazek na odleglosc nie istnieje\". W porzadku zaakceptowalem jej decyzje. Chociaz z oporami. W sumie wyslalem jej jeszcze kwiaty. Odezwala sie tylko z zapytaniem czemu to zrobilem i ze \"jak narazie nie mamy sobie nic do powiedzenia\". Moze troche kobiet nie rozumiem, ale nie kazda osoba ktorej milosc jest nieodwzajemniona wymyslila to sobie. Taka jest moja konkluzja. A obecnie juz 4 dni nie rozmawiam z nia, tak jak sobie zyczyla. Moze chociaz znajomosc zostanie, chociaz wiem ze bardzo chcialbym z nia byc. Ale na to nie mam wplywu. No ale coz :) Life is brutal. Maybe tommorow will come better day.

* * * * *

Naturalnie, że nie zawsze jest tak, że osoba, której miłość nie została odwzajemniona to wszystko sobie wymyśliła. W większości tak nie jest. Z doświadczenia własnego mogę powiedzieć, że właśnie owo nieszczęśliwe zakochanie ma przeważnie jakieś zaczątki w zachowaniu drugiej osoby. Pewnie, że zdarza się zakochać w kimś kto jest nam całkowicie obojętny, nawet kogo nie znamy, a zakochujemy się w swoich wyobrażeniach o nim ale najczęściej jest tak, że ta druga osoba coś nam swoim zachowaniem mówi o swoim stosunku do nas. Czasem oczywiście nadinterpretujemy pewne gesty lub słowa. A czasem jest też tak, że ta druga osoba świadomie wzbudza w nas zainteresowanie, ale po jakimś czasie się wycofuje, bo...nie jest pewna/zainteresowała się kimś innym/byliśmy w rezerwie itp. I ten ostatni przypadek to jest właśnie nieczyste zagranie. Wtedy pojawiają się sławetne teksty o "traktowaniu jak koleżankę", "w sumie o nic mi nie chodziło", "to Twoja interpretacja".
Co do dziewczyny, o której piszesz. Dopóki ona faktycznie była z tym chłopakiem - to cóż, to było Twoje ryzyko. Skoro jednak byłeś w pobliżu to być może byłeś takim "kołem ratunkowym", "furtką bezpieczeństwa" - na wypadek gdyby nic jej nie wyszło z tamtym (a miała powody tak myśleć, jak sam pisałeś) to jesteś jeszcze Ty. Więc trzymała Cię w pewnej odległości od czasu do czasu rzucając jakieś cieplejsze słowo, żebyś się przypadkiem nie rozmyślił i sobie nie poszedł. Gdy sprawy się potoczyły tak jak się potoczyły pewnie przez jakiś czas byłeś jej emocjonalnie potrzebny, a może faktycznie się zastanawiała czy by nie spróbować. Ale zrezygnowała. Prawdopodobnie przestraszyła ją prawdziwość Twoich zamiarów - owo wyznanie uczuć. Faktycznie dotarło do niej, że Ty to traktujesz poważnie. To ją zszokowało, bo cały czas byłeś "w rezerwie" i to ona miała decydować czy chce z Tobą być czy nie i jak blisko. Dotarło do niej, że Ty też masz prawo do decyzji. A ponieważ nie brała Cię aż tak poważnie pod uwagę - zrezygnowała. I teraz próbuje Ci wmówić, że od początku niczego od Ciebie nie chciała i nie powinieneś się niczego z jej strony spodziewać. Oboje wiecie, że to nieprawda. Tzn. Ty wiesz to na pewno, ona być może mniej sobie to uświadamia, to działała bardziej pod wpływem emocji.
Chyba po raz kolejny zatem wychodzi stara prawda, że nie należy robić sobie nadzieji w stosunku do kogoś, kto jest w jakimś związku. Nawet jeśli ten związek się sypie. Jasne, może się zdarzyć, że się uda i będziecie szczęśliwi, ale zawsze jest takie ryzyko jak w Twoim przypadku - że zostaniesz potraktowany jak ktoś do otarcia łez, a jak wszystko już będzie ok - to cóż...
Oczywiście za późno już na moralizowanie. Nie zamierzam Cię krytykować, wprost przeciwnie. Jeśli naprawdę zależy Ci na niej to walcz o nią. Tylko nie nachalnie. Daj jej teraz trochę czasu (tak jak sobie tego życzy), bo faktem jest, że tak naprawdę to ona jeszcze po tamtym nie ochłonęła, całkiem jej nie wywietrzał, jej rana jeszcze się nie zagoiła. A potem określ czego chcesz i do dzieła. Nie będę Ci mówić jak to robić, jesteś mężczyzną, znasz ją i na pewno sobie poradzisz. Tylko nie mów jej na razie o swoich uczuciach. Bo to ją dobije. Będzie czuła, że nie może jeszcze tego odwzajemnić, a jednocześnie będzie czuła presję z Twojej strony. Poczekaj z wyznaniem. Poczytaj o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514.
Nie obiecam Ci, że się uda. Ale jeśli wiesz czego chcesz to działaj tak, byś nie żałował, że czegoś nie zrobiłeś.
Powodzenia!

  Bartek, 20 lat
975
02.04.2006  
Witam. Od dłuższego czasu odwiedzam waszą stronę, czytając i rozmyślając na temat... \"miłości\". Szczerze mówiąc, to pierwszy raz takiego rodzaju zapytanie piszę, ale może już czas, abym to uczynił. A moje pytanie brzmi następująco: Czy miłość jest tak silna, że nawet po odejściu tej osoby (nie śmierci) kochamy ją wciąż i nadal, nawet kiedy ona rani i łamie twoje serce? Co się kryje w tych słowach, że człowiek poświęca wszystko dla drugiej osoby, nawet marzenia, brnie przez najcięższe kłopoty i łamie narastające przeszkody? Czym jest ta \"miłość, że człowiek dla niej biegnie, pomimo wszystko i w najgorszy ogień?... Wiele długich i nieprzespanych godzin poświęciłem nad rozważaniem jakże popularnego pytania \"czym jest miłość?\". A mówię tak, bo sam doświadczam tego, czego sam nie rozumiem. Ktoś kiedyś powiedział, że jak kochasz, to pozwól odejść. Ja pozwoliłem, bo ona sama tego chciała. I teraz, kiedy minęło prawie pół roku, ja wciąż widzę jej twarz w swoich snach, wciąż mieszczę ją w moim sercu, na nowo przeżywam te wszystkie chwile, które spędziłem z nią razem. I to nie jest kwestia wspomnień. To ta \"miłość\" ,którą kiedyś zapoczątkowałem, którą żyłem, i którą teraz nie potrafię przestać nosić w sobie. Zdaję sobie sprawę, ze dużo wielorakich pytań zasypują was internauci. Lecz może to jest jedyną z możliwych dróg do poznania prawdy. Słów, na które kiedyć natrafiłem w swoim życiu. Słów związanych z pewną osobą. Przekazu mówiącego: \"Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś\". To chyba wszystko, co chciałbym napisać i co chciałbym się zapytać. Jeżeli znacie odpowiedź na te pytania, to będę za nie niezmiernie wdzięczny. Dziękuję za wysłuchanie.

* * * * *

Jeżeli miłość jest prawdziwa to nie umiera z dnia na dzień. Jeżeli po odejściu drugiej osoby nie czulibyśmy bólu to znaczy nie kochalibyśmy naprawdę. O tym czym jest miłość - tak w pigułce - pisaliśmy tutaj: [zobacz]
Odejście to wyrwanie z serca tego wszystkiego co budowaliśmy. A więc musi boleć. Zostaje rana. I dlatego trzeba czasu i lekarstw, aby ta rana mogła się zabliźnić. Po odejściu przeżywamy żałobę. To wprawdzie nie śmierć osoby ale śmierć naszych planów, śmierć tej osoby w naszym sercu. W okresie prawdziwej żałoby też myślimy o tym kto odszedł, tęsknimy i brakuje go nam. Tak jest po rozstaniu. I czasem ten etap trwa dłużej niż rzeczywista żałoba. Dzieje się tak szczególnie gdy daną osobę widzimy, czasem ją spotykamy. Wtedy wszystko odżywa z nową siłą i rana mocniej krwawi.
Pytasz co się kryje w tym, że człowiek poświęca dla drugiej osoby wszystko: marzenia, pokonuje przeszkody itp. Tu się chwilę zatrzymam. Mam nadzieję, że dobrze rozumiem Twoje słowa. Niestety, czasem właśnie problem polega na tym, że się poświęca WSZYSTKO. I druga osoba staje się CAŁYM światem. Jeśli tak jest odejście oznacza faktyczny koniec świata, bo nie zostaje nic. Dlatego ja zawsze powtarzam, że nie wolno poświęcać wszystkiego i nie wolno czynić tego drugiego wszystkim. Nie wolno w szczególności rezygnować z marzeń, choć oczywiście czasem trzeba je mocno ograniczyć. Jeśli jednak dla drugiego jesteśmy gotowi zrobić wszystko to bardzo niedobrze, to taki związek nie jest zdrowy. Nie wolno bowiem z człowieka czynić Boga. Nie wolno poświęcać dla drugiego swojej wiary, wartości i zasad. Nie wolno oddawać całego siebie w tym sensie, że od tej chwili wszystko należy się Tobie a moje potrzeby i uczucia są już nieważne. Miłość nie niszczy bowiem tylko buduje. Jeśli miłość nie uskrzydla, nie dopinguje do działania tylko każe rezygnować z marzeń to nie jest miłość, tylko egoizm. Jeżeli chłopak przy dziewczynie nie czuje siły, by góry przenosić, a ona czuje się przytłumiona wyłącznie jego potrzebami to znaczy, że niewłaściwie miłość rozumieją. Miłość musi dodawać energii i sprawiać, by się chciało.
Czasem miłość przytłacza. To sytuacja gdy ta druga osoba "nieba nam przychyla" i głaszcze aż zagłaszcze. Nic sami nie możemy zrobić bo wszystko jest gotowe, nie mamy możliwości zawalczyć o coś, nad czymś popracować. Wtedy przychodzi znudzenie, ciężar nie do uniesienia i jedyną drogą pozostaje ucieczka.
Natomiast pokonywanie trudności dla miłości to całkiem inna sprawa. Nie wierzę, że jakikolwiek związek nie miał nigdy trudności. A jak nie miał to: albo będzie miał, albo oboje zrezygnowali ze swoich marzeń i po prostu trwają sobie tak cukierkowo, byle trwać. Mówią, że nigdy się nie kłócą (no bo nie ma o co) - w co wierzę ale też chyba nigdy tak naprawdę nie przeżyli przygody. Można tak trwać, ale czy to jest prawdziwa miłość czy wygrzewanie się w ciepełku?
Dlatego trudności nie są czymś negatywnym, ale wyzwaniem i sprawdzianem naszej miłości. Mogą dotyczyć praktycznie wszystkich dziedzin życia: od wiary po czystość, od wizji rodziny po sposób krojenia cebuli. Pokonywanie trudności świadczy o tym, że człowiekowi "chce się" budować tę relację, że mimo odmienności tej osoby chce z nią być i dąży do tego, by to było możliwe.
Dlaczego człowieka ciągnie do miłości, dlaczego ciągle - mimo zranień - jej szuka? Bo takie jest przeznaczenie człowieka. To jest zadanie, które Bóg dał Adamowi stwarzając Ewę. I dlatego mimo bólu i zranień człowiek nie zazna spokoju dopóki tej miłości nie znajdzie (mam tu na myśli nie tylko miłość do drugiej osoby, bo skrzywdziłabym osoby duchowne lub samotne - chodzi mi o miłość jako siłę napędową naszego życia jakiekolwiek znajduje ona ujście). To ogromna siła, odwieczny instynkt, wewnętrzny imperatyw, który pcha do przodu. To jest coś co decyduje o naszym człowieczeństwie. Jak lew ma instynkt, który każe mu przetrwać i zachować gatunek tak człowiek od wieków walczy o to, by wypełnić swoje życie najgłębszym sensem swego istnienia.
"Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś". Tak, to znaczy, że ponosimy konsekwencje swoich wyborów. Że nie można bawić się niczyimi uczuciami, że należy myśleć co nastąpi jeśli zrobię taki a taki krok. To wzięcie odpowiedzialności za to co robimy w swoim życiu, w tym co robimy z miłością. Jeśli mówimy "kocham" to nie znaczy, że jest nam fajnie i podniecająco, to znaczy, że podejmuję decyzję, że będę się o Ciebie troszczył. Mówię tym, że mi naprawdę na Tobie zależy i będę dążył do Twego szczęścia - tu na ziemi i wiecznego w niebie oraz, że uczynię wszystko co w mojej mocy w tym kierunku.
Bartku! Twoja miłość żyje, bo kochałeś prawdziwie i dlatego, że pozwalasz jej żyć. Nie namawiam Cię, byś tą dziewczynę wyrzucił ze swoich myśli, bo - jak sam piszesz - nie bardzo jest to możliwe. Poza tym nie chcesz tego uczynić. Dopóki nie zechcesz dopóty ona będzie w Tobie trwać. Musisz przeżyć swoja żałobę. Po prostu. Pamiętaj tylko, że żałoba też nie może trwać zbyt długo, bo jeśli tak jest to zamyka serce na innych. Dlatego na imieninach u cioci spotykamy zatwardziałych kawalerów i zgorzkniałe stare panny, które rozpamiętują miłość sprzed 30 lat, o której nigdy się nie wyrzekły. Musisz pamiętać, że jeśli odejście było jej dobrowolnym wyborem to nie stało się to po to, byś Ty był nieszczęśliwy tylko dlatego byście oboje byli jeszcze szczęśliwsi. Nie teraz, ale kiedyś z kimś innym. Bóg ma dla Was inne propozycje. Dlatego Bartku przeżyj swoja żałobę ale nie zamykaj na wieki swojego serca. Zamknięte serce umiera za życia.
Nie wiem czy odpowiedziałam na Twoje pytania, nie wiem czy tego oczekiwałeś. Napisałam to co sama wiem. Jeśli Ci to choć trochę pomogło to znaczy, że moje przemyślenia nie były na darmo.
Życzę Ci trafnych wyborów i pełni życia. A także prawdziwej, odwzajemnionej miłości.

  anetta, 20 lat
974
02.04.2006  
Napisalam bo mam pewien problem. wlasciwie to jeszcze nie miałam żadnego chłopaka tak na dłużej i poważnie. Raz mi na kimś bardzo zależało ale ta osoba bardzo mnie zraniła i juz niepotrafie sie otworzyć na innych chłopaków. Bardzo sie blokuję i nawet jak mi sie ktoś spodoba to odpuszczam sobie bo myślę sobie że mnie i tak nikt nie zechce albo ze szybko się tej osobie znudze i znajdzie sobie atrakcyjniesza dziewczynę. Tak już mam ze za bardzo nie wierze w siebie ... Boję sie zaangażowania i że ktos mnie znowu skrzywdzi. Z natury jestem nieśmiała mało gdzie wychodzę, czasami z przyjaciółmi. Boję się że nikogo nie spotkam miłego, i nikt mnie nie zechce a tym bardziej być ze mną...Potrzabowałabym kogoś kto by mi pomogł z tego wyjsc...

* * * * *

Znam taką osobę. Ty też ją znasz. To Jezus. I nie namawiam Cię wcale na chrześcijańskie terapie psychologiczne ani ruchy w stylu Odnowa w Duchu Świętym czy Neokatechumenat (z całym szacunkiem dla tych ruchów, bo robią wiele dobrego).
Namawiam Cię do zastanowienia się kim jesteś, do refleksji nad swoją tożsamością, nad tym po co On Cię stworzył. Bo na razie Twoim problemem nr 1 nie jest brak chłopaka tylko brak akceptacji swojej osoby. Pisałam o tym w odp. nr 421, 537 - proszę przeczytaj. Doskonale wiesz, że to, że ktoś Cię zranił wcale nie jest gwarancją, że tak się stanie znowu. I wycofujesz się nie dlatego tylko dlatego, że boisz się ryzyka, boisz się, że sobie nie poradzisz, że nie jesteś warta uczucia. Jest tak prawda? Jeśli napiszę, że jeśli nie spróbujesz to się nie przekonasz to będzie prawda, ale Ty i tak tego nie zrobisz. Dlatego dopóki nie popracujesz nad sobą nie możesz liczyć na to, że jakikolwiek chłopak wyleczy Cię z Twoich kompleksów. Musi stać się odwrotnie. Jak tego dokonać? Zacznij od drobnych rzeczy. Skorzystaj z rad w odp. nr 136, 256. Nie unikaj ludzi, przyjmuj zaproszenia, może nawet sama wychodź z inicjatywą np. wspólnej wycieczki po okolicy dla znajomych. Rozwijaj swoje hobby i nie chodź w workowatych ubraniach. Obetnij twarzowo włosy.
A jako lektura obowiązkowa: "Urzekająca" Johna i Stasi Eldredge.

  Ewa, 19 lat
973
02.04.2006  
Witam,to znowu ja z pytania 824.Zrobiłam tak jak mi pani kazała,zaczęłam po prostu zapominac, przestałam dzwonic.Zdałam wszystkie egzaminy i studiuję dalej,pomogli mi w tym rownież moi przyjaciele.Powoli zaczęłam oswajac się z myślą ,że tamten chłopak to już przeszłośc.Dzięki mojej przyjaciółce poznałam Zbyszka i zaczęliśmy się spotykac,na razie na stopie koleżeńskiej,ponieważ bardzo trudno jest mi teraz komuś na nowo zaufac.Wiem jednak ,że Zbyszek czuje do mnie coś więcej.Powoli zaczęłam otwierac się na świat i znów poczułam się szczęśliwa!!!Pojawił się tylko jeden problem,ON zadzwonił,zadzwonił po tak długim milczeniu przepraszając mnie za wszystko.Powiedział jednak ,że nie zobaczymy się wcześniej jak dopiero w wakacje, ponieważ on ma dużo nauki i nie będzie miał dla mnie czasu.Ale w końcu mieszkamy w tym samym mieście i przed nami święta...tak mu powiedziałam.A on zbył to milczeniem.Zapewnil jednak że nadal mu na mnie zależy.Jestem teraz zupełnie zbita z tropu i nie wiem co robic, tym bardziej ,że zaczęłam coś czuc do Zbyszka.Czy jest sens ratowac stary związek?Czuję się troche jak taka maskotka, którą mozna przytulic jeśli on będzie miał tylko na to czas. Minęły 3 miesiace odkąd go nie widziałam i chociaż przyjeżdżał do domu zawsze wymawiał się od spotkania nawałem nauki.Wiem trzeba sie uczyc ale są rzeczy wazniejsze tym bardziej jeśli w grę wchodzą uczucia. Co mam robic w tej sytuacji?Jestem zupełnie zagubiona... moje serce również.

* * * * *

Ewa, nie ma sensu. Doskonale wiesz jak się tęskni za kimś kogo się kocha. Gdyby on zatem nadal Cię kochał, gdyby mu na Tobie zależało to by na uszach stanął. Jeśli nawet na aluzję dotyczącą świątecznego spotkania nie odpowiada to znaczy, że NIE chce dalej tego kontynuować i że mu NIE zależy. A dlaczego Ci tak mówi? Bo nie ma odwagi cywilnej powiedzieć inaczej. Bo chce do końca być górą. Bo nie chce być przegrany. Pewnie to męska duma.
Ewa, odniosłaś sukces - nie dałaś się pogrążyć w depresji, zdałaś egzaminy, zaczęłaś oddychać pełną piersią. Miej go w nosie. To może dosadne, ale jestem przerażona, bo ostatnio dostaję dużo listów, z których przebija ból kobiet tak fatalnie traktowanych. Które myślą, że powinny cierpieć w milczeniu, bo mężczyzna może wszystko a one powinny potulnie to znosić. Guzik prawda. Kobieta ma swoją godność. Żaden mężczyzna nie może jej traktować tak jak mu się podoba, jakby była jego własnością. Jak ktoś tak czyni to nie jest prawdziwym mężczyzną.
Żyj swoim życiem. Spróbuj - jeśli zadzwoni - choć raz nie odebrać jego telefonu, nie odpisać na sms-a. To nie zemsta. To wyzwolenie.
Jego czas już minął. Już udowodnił kim jest i na co go stać.
Rozwiń swoje skrzydła, spotykaj się z tym Zbyszkiem, uśmiechaj się, bądź piękna i rób na co miałaś zawsze ochotę. A jak go przypadkowo spotkasz na ulicy to odpowiedz z uśmiechem "cześć" i idź dalej.
Nie wierz w to, że mu na Tobie zależy, choćby Cię o tym zapewniał. Jeśli ktoś mówi, że spotkać się może za kilka miesięcy, mimo, iż mieszka w tym samym mieście to są kpiny a nie zainteresowanie. To jest żałosne. Wyzwól się od niego. Potrafisz to - już sobie to przecież udowodniłaś. Wierzę w Ciebie. Powodzenia!

  Natka, 13 lat
972
01.04.2006  
Od początku roku szkolnego bujam się w chłopaku. Ale on stara się pokazać, że nie mam u niego szans, że mnie nie znosi. Ale od pewnego czasu on się na mnie patrzy jak tylko jest okazja. Ostatnio widziałam kątem oka, że stanął obok mnie, ale nic nie zrobił.. poszedł. Jak mogę sprawdzić czy on mnie lubi, a może coś więcej? POMOCY!!!!!!

* * * * *

Może działa na zasadzie "Kto się lubi ten się czubi"? Albo faktycznie na początku mu się nie podobałaś, ale później mu się odmieniło? Co zrobić? Najlepiej nic. Bo jakikolwiek ruch z Twojej strony wywoła reakcję odwrotną - z przekory. Bądź sobą i czekaj na rozwój wypadków.

  ania, 20 lat
971
01.04.2006  
czy mozliwa jest przjazn po rozpadzie zwiazku?

* * * * *

I tak i nie. Pisałam o tym w odp. nr 7. A sama mam doświadczenia pół na pół.

  kasia, 23 lat
970
31.03.2006  
mam pytanie, otoż czytam uwaznie Pani odpowiedzi i musze przyznac ze wiele mi pomagaja rozwiewając wiele moich wątpliwości. Ale zauwazylam ze często poleca Pani ksiażke pana Graya o rożnicach miedzy męzczyznami a kobietami nawiasem mowiac mam zamiar sobie ja przeczytac:) ale o co mi chodzi, otoż w jednej ze swoich wypowiedzi wspomniala Pani podpierajac sie ww książką, iz faceci generalnie potrzebują odrobine swobody, sa mniej wylewni pod wzgledem uczuć, są jak \"spręzynki\".Wszystko ok tylko czy to mozna traktowac jak usprawidliwienie ze strony faceta jesli sie przez pare dni nie odzywa i nie obchodzi go ze dziewczyna umiera z tesknoty i zamartwia co sie z nim dzieje, znika, nie wiadomo o co chodzi, bo nie odpisuje na smsy itd. a potem jak gdyby nic odzywa sie i dziwi ze sie w ogole dziewczyna zamartwiala i myslala ze coś było nie w porzadku. Czy tu dzialala natura faceta(bo niby potrzebował tej swobody dla siebie) czy poprostu juz mu na niej nie zalezy i sie z nia nie liczy i jej uczuciami? Brzmi ogolnie i mam nadzieje ze niezbyt zawile:)ale pisze to z autopsji. Pozdrawiam i z góry dziekuje za odp:)

* * * * *

No nie, no, taka swoboda to już nie potrzeba tylko lekceważenie. Mówiąc o swobodzie miałam na myśli to, że są takie dni, kiedy mężczyzna jest właśnie mniej wylewny, potrzebuje oddalenia, czasem nawet jaskini i faktycznie musi wtedy być sam. Ale to absolutnie nie oznacza, że ma w ciągu kilku dni nie interesować się całkowicie życiem swojej dziewczyny. A jakby jej się coś stało? A jakby wzywała pomocy? A czy w małżeństwie też przez tydzień nie będzie się do żony odzywał? Fakt, ludzie są różni i jedni mają większe potrzeby inni mniejsze ale nic nie może odbywać się kosztem ranienia czyichś uczuć. Co innego jak facet siedzi kilka godzin w jaskini i gryzie się i myśli to wtedy faktycznie trzeba mu dać spokój, ale co innego jak jest akurat na drugim końcu sprężynki (a wiadomo, że to trochę trwa). Wtedy można się umówić chociaż na codzienny 10-minutowy telefon, sms-a, można wysłać maila. Choćby po to, by kobieta wiedziała, że nim wszystko ok, że nadal ją kocha. To naprawdę niewiele a daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Jeśli Twój chłopak nie wie o co chodzi, no to mu powiedz, że chodzi właśnie o informację zwrotną, o to, by Ci dał (dosłownie!) znak życia. Że jeśli nawet on nie widzi takiej potrzeby to niech zrobi to dla Ciebie. Bo takiej sytuacji jak opisujesz to sobie nie wyobrażam. Nigdy w związku z moim jeszcze wtedy chłopakiem nie zdarzyło się, byśmy umierali z niepokoju co się dzieje z drugą osobą. Nie wiem jak można nie odpowiadać na sms-a (no oczywiście jeśli nie jest on wysyłany co pół godziny ;-). Nie wiem czy mu na Tobie zależy, pewnie zależy, ale niedobrze, że nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Jeśli się kogoś kocha to się myśli o tym co on przeżywa, to się szanuje jego uczucia. Poproś go o to. Poproś by robił to dla Ciebie.

  Matylda, 18 lat
969
31.03.2006  
Czy trenowane jogi (w domu, od czasu do czasu, zupełnie nieprofesjonalnie) jest grzechem? Ktoś, kiedyś powiedział mi coś takiego, dlatego pytam. Co myśli pani o np. tai-chi, pilatesie, astandze? Czy to też grzech? Czy dziewczyny w wieku, np. 15/16 lat również mogą wykonywać takie ćwiczenia (pytały mnie o to moje koleżanki)? Pozdrawiam!

* * * * *

Co do jogi i podobnych praktyk polecam te linki: [zobacz], [zobacz], [zobacz]

W razie wątpliwości zawsze możesz porozmawiać z jakimś duchownym, ale gwarantuję Ci, że będzie miał takie samo zdanie na ten temat. Niedopuszczalne są wszystkie wschodnie sposoby ćwiczeń i medytacji. A jeśli chodzi o ćwiczenia to polecam aerobik i siłownię :)

  karolina, 21 lat
968
30.03.2006  
WITAM! OD JAKIEGOS CZASU PRZEGLADAM LISTY ALE NIE ZNALAZLAM TU SYTUACJI ZBLIZONEJ DO MOJEJ. NIE WIEM CO POWINNAM ZROBIC, W CZASIE WAKACJI POJECHALAM DO PRACY ZA GRANICE I TAM POZNALAM WSPANIALEGO CHLOPAKA.BYL TYLKO 10 DNI A JA CALY CZAS MYSLALAM TYLKO O NIM I WCIAZ ZA NIM TESKNIE.WIEM ZE I JA NIE JESTEM JEMU OBOJETNA PISZE DO MNIE ZE BARDZO TESKNI WCIAZ O MNIE MYSLI I NIE MOZE SIE DOCZEKAC KIEDY SIE ZOBACZYMY ALE Z DRUGIEJ STRONY KIEDY BYLISMY W GRECJI OPOWIADAL ZE MA DZIEWCZYNE. DLACZEGO W TAKIM RAZIE WZBUDZA ROWNIEZ WE MNIE TO UCZUCIE?? CZY ON SIE ZAKOCHAL?? I CZY JA POWINNAM MU POWIEDZIEC O TYM CO DO NIEGO CZUJE.NIE CHCE NICZEGO ZEPSUC ALE Z DRUGIEJ STRONY BARDZO CIERPIE...POMIMO ZE NIE WIDZIELISMY SIE PRAWIE ROK TO I TAK WIDZE JEGO SPOJRZENIE, KAZDY GEST NO I TEN USMIECH... TEGO SIE NIE ZAPOMINA...CO MAM ROBIC??

* * * * *

Ma dziewczynę i tęskni za Tobą? Coś tu jest nie tak. A może dla niego to dobra zabawa, może to go dowartościowuje? A może pisze z grzeczności, że tęskni, skoro Ty tak piszesz, a tak naprawdę nie ma na myśli nic więcej niż koleżeństwo? Ej, żebyś się nie wpakowała w coś nieprzyjemnego!
Jeśli on ma dziewczynę to przestań się nim zajmować. Bo jesteś nie fair wobec niej. Jak się przekonać? Następnym razem gdy będziesz coś do niego pisać to dopisz pozdrowienia dla jego dziewczyny. Jeśli faktycznie ją ma - podziękuje za pozdrowienia. Jeśli to przemilczy i jeszcze być może długo się nie będzie odzywał - to znaczy, że jej nie ma a tym tekstem o niej chciał Cię zbyć, trzymać na dystans, powiedzieć że nie masz szans. Pamiętaj jeszcze o jednym: Ty go tak naprawdę nie znasz. Widziałaś go 10 dni, ale go nie znasz. I jak na razie to pokochałaś nie jego a swoje wyobrażenia o nim. Przeczytaj odp. nr 441, 868 i odpowiedz sobie na pytanie czy Twoje uczucie nie jest podobne do opisanych sytuacji?

  Ula, 18 lat
967
30.03.2006  
...zaczne od tego ze przez pewien czas spotykalam sie z chlopakiem 2 lata starszym czyli ma 20 lat i bylo faajnie. Nie bylismy para ale spotykalismy sie.. prawie jak przyjaciele. ale niestety, pernego dnia powiedzial ze w niewlasciwej osobie ulokowalam uczucia :( i nasz kontakt sie urwal. minelo juz 5 miesiecy od kiedy go nie widzialam :( ... dzis jechalam z kolezanka ktora mi przywrocila wiare w czlowieka.. pomyslalam sobie czy nie spotkac sie z nim jutro?? zazwyczaj to ja PRAWIE wszystko organizowalam i tu wlasnie tkwil moj błąd :( napiszcie mi czy warto proponowac mu spotkanie... jak napisac smsa zeby sie ze mna spotkal? dodam ze nie jest on raczej takim kozaczkim jak wielu jest raczej czlowiekiem z pasja, romantykiem ... wiec co mam robic??

* * * * *

Nie działaj pod wpływem emocji. To zły pomysł. Pomyśl nad tym kilka dni. Jeśli na chłodno, na trzeźwo stwierdzisz, że warto to spróbuj. Ale nie spodziewaj się cudów. Jeśli on zerwał, bo - jak piszesz - "zazwyczaj to ja PRAWIE wszystko organizowalam" to znaczy, że on miał dość, że czuł się przytłoczony i uciekł. Bo nie wytrzymał napięcia. Jeśli więc znów wyjdziesz z inicjatywą to czego możesz się spodziewać? Entuzjazmu? Być może on z grzeczności rzeczywiście się z Tobą spotka, czym zrobi Ci nadzieję i...znów będzie tak samo. Chcesz tak? Myślę, że Twój problem tkwi właśnie w tym, że to Ty za dużo działałaś, że może nie dałaś mu się wykazać, że nie pozwoliłaś jemu być przewodnikiem w związku tylko sama trzymałaś lejce. Tak nie można. Na przyszłość, by uniknąć takich sytuacji przeczytaj proszę o kobiecie i mężczyźnie w związku: odp. nr 25, 50, 340, 234.

  Marta, 22 lat
966
30.03.2006  
Jestem z chlopakiem od ponad roku i... wiadomo, że mężczyźni potrzebują czasami czasu dla siebie, tzw. jaskini. Ja to rozumiem, ale nie wiem jak w tym czasie mam się zachowywać. Przeżywam to, a najbadziej, gdy wraca... bo ja w tym czasie zamykam się w sobie. To jest dziwne, bo on odchodzi by za mną zatęsknić, a gdy wraca to tak jakbym ja wchodzila do jaskini. Może źle to sformuowalam, ale czuję się obdarta z godności, to że kiedy ma ochotę może przyjść do mnie, a ja czekam na niego z otwartymi ramionami. Kocham go i wiem, że on mnie też kocha. Jak się zachowywać w czasie powrotu? chcę, żeby trochę o mnie powalczyl, ale też nie chcę go ranić moim zachowaniem.Jak mam się zachować, żeby wiedziaL, że go kocham, ale też być taką niedostępną, żeby o mnie walczyl? mam nadzieję, że dobrze wytlumaczylam mój problem:). Pozdrawiam.

* * * * *

Wiem co czujesz, bo ja też jestem zła jak mój mąż siedzi w jaskini. Wiem, że ma wtedy problem, zły humor czy coś do przemyślenia i tak bardzo chciałabym mu wtedy pomóc, że moim naturalnym odruchem jest włażenie za nim do tej jaskini i próba wyciągnięcia z niego jakichś informacji. Jednocześnie wiem, że źle robię i powinnam mu dać spokój. A zatem wycofuję się i usiłuję zająć czymś innym. Jednak ciągle o tym myślę i źle się czuję: jakbym była odepchnięta. Bo my, kobiety gdy mamy problem to potrzebujemy rady, wygadania się i właśnie obecności drugiego i tym samym chcemy się odwdzięczyć mężczyźnie. Przykładamy zatem do niego naszą miarkę i wydaje nam się, że coś co jest dla nas dobre pomoże też jemu. Gdy on wychodzi z jaskini - odprężony i stęskniony my mamy dosyć, bo przecież byłyśmy niepotrzebne to niech sobie teraz on potęskni i poczuje jak to dobrze! Taka jest nasza psychika. Co z tym zrobić? Trzeba tłumaczyć sobie to rozumowo, bo sercem nie da rady. Ja wtedy zajmuję się czymś co lubię, czymś dla mnie, bo wykonywanie w tym czasie domowych obowiązków frustruje mnie jeszcze bardziej (jak to, ja tu haruję a on sobie myśli!). Piszę listy, czytam, odpowiadam na Wasze pytania :. I choć pewne naburmuszenie mi zostaje to tłumaczę sobie, że taka jego natura. Jednocześnie widzę, że gdy ja mam problem mój mąż też chce mi ułatwić życie i...zostawia mnie samą. Muszę mu wtedy tłumaczyć, że ja nie potrzebuję jaskini a jego obecności, dotyku i słowa. Trochę to śmieszne. Ale cóż, trzeba się tego po prostu nauczyć i zaakceptować. Nie ma innej rady, trzeba przyjąć, że jesteśmy różni.
Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby on o Ciebie walczył jak wraca z jaskini. Takie zachowanie spowoduje, że on się będzie bał jaskini, będzie u niego powodowała wyrzuty sumienia. Po kilku takich sytuacjach on sobie zakoduje, że jaskinia = późniejsza kara z Twojej strony. I zacznie jej unikać albo kryć się z tym. A jeśli to zrobi to zacznie tłumić swoją naturę, zabijać swoją męskość. Będzie cierpiał, bo będzie miał wybór taki: albo jaskinia i potem kara albo Twoje zadowolenie za cenę cierpienia. Będzie jak lew, któremu obcięto pazury. Chyba tego nie chcesz prawda? Tak jakby Ciebie właśnie w chwili gdy go najbardziej potrzebujesz zostawić samą sobie. Nie każ mu walczyć o siebie gdy wraca. Pozwól mu na jego jaskinię, bo to część jego męskiej natury. A Ty w tym czasie rób to na co brakuje Ci czasu, coś dla siebie.
Może to trochę poboli zanim się przyzwyczaisz, ale związek to też konieczność kompromisu, niestety... Powodzenia :)

  Samotna, 17 lat
965
28.03.2006  
Na początku może przedstawię krótko jak to wszystko się zaczęło: Uczyliśmy się w tej samej szkole w równoległej klasie. W listopadzie 2004 odważyłam się i napisałam mu pierwszego sms- a. Po pewnym czasie napisałam mu, że mi się podoba. On odpisał: "Że chyba raczej nic z tego nie będzie. Zostańmy na stopniu kolezeńskim" Jednak z dnia na dzień co raz bardziej się w nim zakochiwałam, a mój kontakt z nim był tylko sms-owy. Pod koniec marca napisał mi sms-a czy możemy się spotkać i się lepiej poznać. No i od tamtej pory byliśmy razem. Tworzyliśmy udaną parę. Nie długo...14 sierpnia 2005 spotkaliśmy się kolejny raz. Siedzieliśmy razem na ławce. On trzymał mnie za rękę i powiedział, że nie możemy już razem być. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego tylko, że ON przez cały czas tej rozmowy płakał razem ze mną. Z tego wszystkiego wynikało, że on nie chce zerwać, ale musi... bo ma wśtpliwości do tego co do mnie czuje.Szczerze mówiąc do tej pory nie wiem co było przyczyną tego wszystkiego. Teraz mamy bardzo słaby kontakt. Rzadko go widuje bo mieszka na drugiej stronie miasta, a uczy się w innej szkole. Czasami tylko jak napisze mu sms-a.I tu zaczyna się mój problem. Czy jest jakikolwiek sens na to czy do siebie wrócimy? Przecież w zasadzie on nie chciał zerwać... A może tym razem to ja powinnam zrobić jakiś krok w jego stronę. Jeśli tak to jaki? Na ile mogę sobie pozwolić, żeby go nie przestraszyć i żeby nie pomyślał, że mu się narzucam?Z niecierpliwością czekam na Pani odpowiedź i wszystkie uwagi lub spostrzeżenia na ten temat. Pozdrawiam serdecznie :)

* * * * *

Albo to była doskonała gra, żeby mieć pretekst do zerwania albo...poczuł się zbyt mocno przez Ciebie naciskany. Być może było tak, że nie byliście na tym samym etapie związku, on czuł na sobie presję psychiczną, zobaczył, że Ci nie dorównuje i...uciekł. Wydaje mi się, że ta ostatnia diagnoza może być trafna, gdyż jak napisałaś - gdy po raz pierwszy napisałaś mu, że ci się podoba to on napisał, że nic z tego nie będzie. Ty klasycznie poszłaś za daleko, on się wystraszył i wycofał. Potem być może chciał spróbować, ale Ty znów go wyprzedziłaś. Stą jego słowa o wątpliwości co czuje. O tym czemu nie należy tak robić poczytaj w odp. nr 18, 61, 74, 217, 514. Czy wrócicie? Nie wiem. Myślę, że on się boi. Żebyście wrócili to on musiałby tego chcieć, wychodzić z inicjatywą i o Ciebie się starać. Na razie tak nie jest....A może przez jakiś czas nie pisz i poczekaj aż on sam się odezwie? W ten sposób dasz mu się wreszcie wykazać.

  Maja, 22 lat
964
28.03.2006  
Mojego chłopaka poznałam,kiedy on spotykał sie z Izą.Nie układało sie miedzy nimi najlepiej,Iza czuła się przez niego lekceważona, zaniedbywana. Chyba starała się spróbować ratować ten związek, ale Tomasz sprawiał wrażenie, że mu nie zależy. Rozstali się z inicjatywy Izy,ktora twierdziła,ze nie mogla juz dluzej wytrzymac takiego traktowania. Ja i Tomasz spotykaliśmy się jakiś czas, razem wracalismy do domu, bo studiujemy na tej samej uczelni. Zaczelam zdawac sobie sprawe z tego,ze staje mi sie coraz bardziej bliski.Zdarzało nam sie zupełnie spontanicznie chwytac się za ręce albo obejmowac. Zdarzyło się, ze kilka osob zapytalo mnie, czy ze soba jestesmy, a wtedy zdalam sobie sprawe z tego,ze to tak naprawde moze wyglądać, i że nie wiem tak naprawdę, jak naszą znajomość traktuje Tomasz, wiec postanowilam z nim o tym szczerze porozmawiac. I to jest dopiero początek... Tomasz opowiedział mi o dziewczynie,ktora poznał kilka lat temu,podczas wakacyjnego stażu. Okazało się,że łączyło ich naprawdę wiele,w podobny sposob patrzyli na życie, mieli mnóstwo wspólnych zainteresowań - wydawało się, że są dla siebie wprost stworzeni! Dla Tomasza byla to pierwsza,poważna znajomosc, i mocno sie zaangazowal. Wiem, ze zdazalo im sie planować wspólną przyszłość. Jednak po prawie dwóch latach znajomości, Agnieszka zerwała z nim, tłumacząc,że nie jest przekonana, czy to właśnie z Tomaszem chce realizowac te marzenia. T.przez długi czas nie potrafił się z tym pogodzić, dzwonił i pisal smsy do A. KIedy mi o tym opowiadał, powiedział m.in(nawiązując do innej naszej rozmowy),że to wlasnie dlatego jest teraz zupełnie innym człowiekiem, niz był kiedyś. Zgubił jakiś cel, stracił ważny dla niego sens, który ( z tego, co zrozumiałam) był całkowicie uzależniony od A. Jakiś czas pozniej poznal Ize. Z poczatku łączyły ich tylko kontakty \"służbowe\"(wykonywał dla niej jakiś projekt), ale poniewaz Ize niedawno rzucił chłopak, znalezli szybko wspolny temat, potem, chyba na zasadzie próbu wzajemnego ukojenia złamanych serc, zaczęli sie ze sobą spotykać. Tomasz stwierdzil, że nawet zpoczątku wydawało mu się, że zapomniał o A. Pozornie bylo im ze soba dobrze,ale wystarczyl jeden telefon ze zleceniem od Agnieszki(T.zajmuje sie wykonywaniem projektów), żeby wszystko wg. jego słów \"wróciło\". Tym tłumaczy swoją obojętnośc wobec Izy,a zapytany, czemu od razu nie zerwał tej znajomości odpowiedział, żę wolał, żeby Iza skończyła, bo on nie potrafi nikomu złamać serca (hehe...). Teraz zaczyna sie moja historia: czuję,ze zaangazowałam się w zwiazek z T.,i chcialam,zebysmy byli razem, chciaz Tomasz mial (jak sie wyrazil)mnostwo obaw, bo uwaza,ze ciazy nad nim conajmnej jakies fatum, i ze moze mnie skrzywdzic, tak jak skrzywdzil Ize. Powiedzialam mu wtedy,ze to, czego chce zalezy tylko od niego, i to on jest odpowiedzialny na swoje zycie. NIe rozwijajac tego dluzej, nasza decyzja byla wynikiem ciezkich przemyslen i zasakujaco(jak na ten etap znajomosci)powaznych rozmow. I fajnie, tylko ktoregos pieknego wieczoru, sprowokowany toczaca sie rozmowa Tomasz z pewnym ociaganiem oswiadczyl mi,ze jest super i ok jak jestesmy razem, idziemy do kina,czy rozmawiamy i wyglupiamy sie,ale jak wraca do domu, to teskni, ale za...Agą!!!Musze przyznac,ze dla mojej kobiecej dumy, byl to cios tyle spodziewany,co jednak niesamowicie bolesny. I jak sie okazało, nie tak łatwo o tym zapomnieć....... I właśnie to mnie boli - nie wiem,nie chce być drugą, zastępczą, pocieszaczem i lekarstwem na smutki. Moja próznośc chce byc mile łechtana poprzez bycie ta jedyną i wymarzoną. Kiedy jesteśmy daleko, zawsze zastanawiam sie, o ktorej z nas Tomasz teraz mysli. Myslalam, ze w ogole nie dam rady, chcialam skonczyc nasza znajomosc tamtego feralnego dnia, kiedy powiedzial mi, ze ciagle wraca myslami do Agi. ale ja - konkretna, chłodna obserwatorka i cyniczny komentator otaczajacej mnie rzeczywistości, przepłakałam jak nastolatka cała noc w poduszke, i zadzwoniłam do niego rano. Tylko, że taki związek jest obiektywnie stwierdzając - po prostu chory. I meczący. Opisałam sie, bolą mnie palce(klawiatura się zacina), nie wiem, czy udało mi sie sprecyzować problem - pewnie nie, ale on jhest naprawde mało precyzyjny....wiem, ze pewnie otrzymam odp w stylu:\"pomyśl, czego ty tak naprawde chcesz od tego zwiazku, porozmawiaj z Tomkiem, powiedz mu o swoich uczuciach, co jest dla Cibie wazna, zapytaj siebie, czy wart\". sama bym tak odpowiedziala komus w podobnej sytuacji. i co wiecej, wiem, ze to chyba najlepsze, co mozna powiedziec..... ale moze mialam wewnetrzna potrzebe,zeby o tym napisac, kto wie, moze wewnetrzne potrzeby to nie tylko wymysl amerykanskich psychoterapeutów...?

* * * * *

Powiem Ci inaczej: on jest rozpaskudzony (tak, to najwłaściwsze słowo) powodzeniem u kobiet. Za łatwo mu to przychodzi. Dlatego pozwala sobie na myślenie o jednej, a bycie z drugą. Super układ: wszystkie potrzeby są zaspokojone. Egoista z niego. Tak. Czy on myśli o Tobie? Czy myślał o Izie? O potrzebach kobiet, z którymi się spotyka? Czy on wie czego pragniesz, co lubisz i czego oczekujesz? Nie, on myśli o sobie.
Wiesz, nie wiem na ile on tą Agę faktycznie kocha, a na ile kocha swoje wyobrażenia o niej. Bo przez takie rozdmuchiwanie tego uczucia, pielęgnowanie go to on sobie hoduje w wyobraźni jej idealny wizerunek. Nie jestem wcale pewna czy gdyby ona zdecydowała się nagle z nim być to wszystko by nie pękło jak bańka mydlana. Bo łatwiej jest kochać coś w swoich wyobrażeniach dlatego, że to jest zawsze piękne, miłe, dobre i dobrze się kończy. Nie będę Cię wcale namawiać do rozmowy z nim, bo to może nic nie dać. On Ci może jeszcze raz powiedzieć to co Ci powiedział. Porozmawiaj ze sobą. Spytaj siebie czy Ty myślisz również o sobie w tym związku czy tylko o jego potrzebach? Czy stawiasz jemu wymagania czy tylko spełniasz jego pragnienia? Czy jesteś szczęśliwa nie pytam, bo jasne, że nie jesteś. Pomyśl czy chcesz by taki układ trwał, czy na to się godzisz. Słusznie zauważyłaś, że jesteś numerem dwa. To upokarzające dla kobiety być takim "śmietnikiem emocjonalnym", do którego facet wrzuca swoje żale i czuje ulgę. Nie zasługujesz na to. Nie jesteś "opakowaniem zastępczym". Nie jesteś po to, by tylko on był szczęśliwy. To Ty masz również być szczęśliwa, bo związek nie polega na tym, by być tylko szczęściem dla kogoś. My, kobiety, czasami wpadamy w sidła pewnych schematów. Te schematy każą nam z pokorą znosić humory mężczyzny, każą nam jemu dogadzać a zapominać o sobie. Ale my też jesteśmy istotami pełnoprawnymi i pełnowartościowymi. Nie dodatkiem do mężczyzny. To on ma zabiegać o nasze względy A nie my mamy go obsługiwać.
A że boli? I to jak! Odkrycie swojej tożsamości i swoich potrzeb boli, bo nagle okazuje się, że my te nasze potrzeby chowamy gdzieś głęboko, tłumimy je, ukrywamy ze wstydem w szufladzie z napisem "tak już musi być". Nic nie musi. Nie możemy godzić się na wszystko tylko dlatego, by być z mężczyzną.
Moja Droga! Rozwiń skrzydła. Poczytaj proszę "Urzekającą" Johna i Stasi Eldredge. Twoje marzenia nie są nienormalne. Nienormalne jest tłumienie ich. Zasługujesz na miłość. Na bycie wybraną, jedyną. Masz do tego prawo. Realizuj je. Inaczej za kilka lat będziesz zgorzkniała, znerwicowana i pewna, że nie jesteś warta nikogo innego. Ja trzymam kciuki za Ciebie, bo widzę, że jesteś na dobrej drodze. Walcz o swoje szczęście! Z Bogiem!

  Asia, 15 lat
963
28.03.2006  
Chyba się zakochałam... Fatalnie... Nie mogę z nim być, boje się porozmawiać, chcę ograniczyć nasze spotkania. Ale wciąż o nim myślę. Nie umiem sobie z tym poradzić. Uwierz, on naprawde nie jest dla mnie. Ja to wiem i wiedzą o tym też inni. Co zrobić, by zapomnieć? Ta jednostronna \"miłość\" trwa już przeszło 3 lata i nie widać końca. Mam nadzieje, że on o niczym nie wie. Ale wydaje mi się, że kiedyś się domyślał. Podobno dziwnie na niego patrzyłam. Nie wiem, jak się zachowywać, gdy go spotykam? Nie chce by coś nas łączyło (może to dziwne), ale dla jego dobra tak będzie lepiej. W jego obecności jestem bardzo zakłopotana i skrępowana. Nie chcę tej \"miłości\", ale nie da się jej tak po prostu wyrzucić. Czy jestem egoistką? Nikt nie może wiedzieć o moim uczuciu. To byłoby coś strasznego, gdyby ktoś znajomy się dowiedział.

* * * * *

Droga Asiu!
Nie wiem dlaczego mówisz, że "on nie dla Ciebie", ale szanuję to i nie będę Cię przekonywać, że jest inaczej, widocznie wiesz co mówisz (choć czasem warto zaryzykować).
Co zrobić, żeby zapomnieć? Ja mam na to rady, które ujęłam w odp. nr 80, 526, 653. Gdy go spotykasz bądź sobą. Nawet jeśli się czerwienisz i nie wiesz co powiedzieć. No trudno. Tak jest i tyle. Jeśli przestaniesz zwracać uwagę na swoje reakcje (tzn. będziesz mówić mimo tego, że nieskładnie Ci to idzie, będziesz na niego patrzeć, mimo, iż oblewasz się rumieńcem) to one z czasem osłabną a nawet całkiem znikną.

  Joanna, 15 lat
962
28.03.2006  
chyba poczułam cos do mojego kolegi z klasy...nie dawno pani przesadzała naszą klase, i ja z moja przyjaciółka siedzimy razem za fajnym kolegom...na poczatku wcale ani nam ani jemu to sie nie podobało, ale teraz jest fajnie. gadamy razem on mnie rozśmiesza i wogóle, dzisiaj na lekcji jessica powiedziała ze ze soba chodzimy, ale to nie jest prawda...obawiam sie ze mój kolega stanie sie inny i znowu sie zmieni nie bedzie zwracał na mnie uwagi..........a moja przyjacółka jest chyba zazdrosna i dlatego tak mówi a po za tym to nie pierwszy raz: zastanawiam sie co mam zrobić.....prosze o pomoc

* * * * *

No pewnie jest tak, że Twojej koleżance też się on podoba.
Pytanie zasadnicze: która z Was podoba się jemu?
Jak masz się zachowywać? Normalnie. Naturalnie. Jeśli on Ci się podoba to nie musisz tego ukrywać przed koleżanką, bo jeśli on odwzajemni Twoje uczucia to ona nic na to nie poradzi. Nie będziesz przecież "odstępować" go koleżance, żeby się nie obraziła, prawda? Bądź sobą i czekaj na dalszy rozwój sytuacji. Jeśli jemu się podobasz to na pewno niedługo zacznie działać w tym kierunku. Tylko absolutnie nie przejmuj inicjatywy i nie wyznawaj mu pierwsza uczucia. Dlaczego? Poczytaj odp. nr 18, 61, 74, 217, 514.

  Angela, 28 lat
961
28.03.2006  
Od kilku tygodni spotykam się z cudownym chłopakiem, naprawde go kocham. Dla niego jestem pierwszą w zyciu dziewczyną. Ja mam już za sobą związki. Mój problem polega na tym, że nie jestem już dziewicą. Współzyłam ze swoim poprzednim chłopakiem i żałuję tego. Żałuję, że żyłam w grzechu, z daleka od Boga i Kościoła. Żałuje i nie chcę tego błędu więcej popełnić, nawróciłam się. Czuję, że powinnam powiedzieć to wszystko mojemu obecnemu chłopakowi, nie mogę tego ukrywac, ale boję sie. Nie wiem jak i kiedy mu to powiedziec. On jest bardzo wrażliwy i bardzo wierzący. Boję się, ze on nie zaakceptuje tego, ze nie jestem dziewicą, że mi nie wybaczy, że to co jest pięknego pomiędzy nami skończy się. Zdaję sobie sprawę, że takie rozstanie jest konsekwencja moich poprzednich czynów, powinnam to pokornie zaakceptować, ale i tak jest mi smutno i się boję. Co zrobić? Czy ja w ogóle moge cokolwiek zrobić?

* * * * *

Moja Droga! Najważniejsza jest Twoja postawa i Twoja czystość. To, że zerwałaś z grzechem, żałujesz i chcesz żyć inaczej. Najważniejsza jest czystość duchowa, a tą można zawsze odzyskać. Polecam na ten temat ten artykuł: [zobacz]
Co do rozmowy z chłopakiem. Powinien to wiedzieć. I to w miarę szybko. Rozumiem, że się boisz, ale to jednak ważna sprawa. Wiesz, że jeśli Cię kocha to nie będzie to czynnik decydujący. Jak to zrobić? Ty go znasz i wiesz czy lepiej będzie postawić sprawę jasno czy najpierw sprowokować rozmowę na ten temat i delikatnie nawiązać do swojej osoby.
Ważna jest Twoja postawa. Rozmawiając z nim musisz przede wszystkim wyjść od tego, że to dotyczy Twojej przeszłości a nie teraźniejszości, to już zamknięty rozdział Twojego życia. Tak kiedyś było, owszem, ale teraz już nie jest. Dlatego musisz o tym mówić jako osoba z nową, czystą tożsamością a nie jak potępieniec ze spuszczoną głową, który może spodziewać się tylko upokorzenia i odrzucenia. Nie możesz oczekiwać ani prowokować tego odrzucenia, nie możesz zakładać, że tylko to Ci się należy. Bo to nieprawda. Musisz to powiedzieć z godnością. Owszem, możesz liczyć się z tym, że chłopak być może nie będzie w stanie tego zaakceptować i odejdzie ale odejdzie dlatego, że nie będzie w stanie tego unieść, a nie dlatego, że na to odrzucenie sobie zasłużyłaś, że to będzie dla Ciebie kara. Widzisz różnicę? Bo jest zasadnicza. Osoby, którym zdarzyło się to nieszczęście, że straciły dziewictwo ale tego żałują nie mogą myśleć, że jedyną słuszną reakcją na ich wyznanie tego przed drugą osobą może być tylko upokorzenie i potępienie. Powinno być przebaczenie, no, ale wiadomo, że z tym różnie bywa. Takie wyznanie jest miarą miłości dwojga ludzi w związku. To będzie ciężka próba, na pewno. Ale jeśli ją przejdziecie to znaczy, że kochacie się naprawdę i liczy się osoba a nie przymioty jakie ona posiada. Bo chyba nie chodzi o to, by mieć dziewicę (jakąkolwiek) tylko mieć ukochaną, wybraną osobę - właśnie tą a nie inną, prawda? Kobieta w takiej sytuacji musi znaleźć oparcie w mężczyźnie. Nie wolno mu tego nigdy jej wypominać, roztrząsać i czuć żal. Jeśli on tego nie zaakceptuje to lepiej żeby odszedł, niż żeby zatruwał Ci całe życie wyrzutami z tego powodu. Jeśli chcesz się przekonać jak to jest gdy mężczyzna tego nie zaakceptuje to proszę przeczytaj pytanie nr 434. Proszę przeczytaj też moją odpowiedź oraz odp. nr 616. Jeśli ktoś kocha to z miłością pomoże drugiemu nieść ten ciężar - bo on już karę poniósł. Jeśli jednak nie może wybaczyć to lepiej, żeby odszedł teraz. Należy pamiętać, że czystość - dar nikomu się nie NALEŻY. To piękne gdy można go komuś ofiarować, ale nie można, nie wolno żądać go od innego i uważać, że skoro ja mogłem dochować tej czystości to i mnie się ona należy. Dar jest dobrowolny, a zatem nikomu się nie należy z urzędu.
Przełam się, porozmawiaj. Ja wierzę, że miłość Twojego chłopaka jest prawdziwa, choć być może będzie potrzebował trochę czasu by wszystko przemyśleć, przetrawić, pogodzić się z tym. Daj mu go. Nie naciskaj na natychmiastową decyzję, choć oczywiście to zastanawianie się nie może trwać w nieskończoność. Zaufaj Bogu. On wie co dla Was dobre. Jeśli Twój chłopak odejdzie to widocznie nie był na tyle silny, by Tobie zapewnić oparcie. Módl się i wierz. Wierz w to, że jesteś wartościową, czystą dziewczyną i zasługujesz na mężczyznę silnego, dzielnego, dla którego będziesz liczyła się TY, Ty cała i Twoja miłość. Który da Ci oparcie i któremu będziesz mogła zaufać, że nigdy Ci tego nie wypomni i Cię nie zostawi. Nie możesz być z kimś komu będzie to przeszkadzać, bo Twoje życie zmieni się w koszmar. Dlatego - bez względu na reakcję - bądź silna i ufaj, że taka jest właśnie wola Boża.
Z Bogiem!

  P, 16 lat
960
28.03.2006  
W odpowiedzi nr 904 na pytanie czy seks oralny w malzenstwei to grzech napisała pani ze tak. A ja słyszałam, że nie jest grzechem w małżenstwie seks oralny, jesli jest zakonczony normalnym stosunkiem. CZy to nie prawda?

* * * * *

A bo widzisz, Ty mylisz dwa pojęcia. Jeśli chodzi Ci o pieszczoty oralne jako tzw. grę wstępną, które są zakończone normalnym stosunkiem to naturalnie, że nie są one grzechem.
Natomiast sam seks oralny grzechem jest. Tak samo jak każdy inny seks nie zakończony wytryskiem w pochwie kobiety. Bo o to generalnie chodzi. Każdy stosunek musi być otwarty na życie, a zatem musi się kończyć wytryskiem w drogach rodnych kobiety - przecież nie może być otwarty na życie jeśli nasienie ląduje gdzie indziej. Natomiast same pieszczoty, jakiekolwiek by one nie były jeśli są zakończone właśnie owym "normalnym" stosunkiem nie są grzechem.

  Małgosia, 16 lat
959
28.03.2006  
Z moim chłopakiem spotykamy się od 5 miesięcy. Na początku wszystko było cudownie, jednak jakieś 2 miesiące temu coś się zaczęło zmieniać... Nie ma dla mnie juz tyle czasu co kiedyś i kiedy pytam co takiego wtedy robi, mówi ze nie muszę wiedzieć, nie powinno mnie to interesować. Ma przedemną tajemnice (mówi, ze przecież nie musi sie mi ze wszystkiego zwierzać). Doszło w końcu do tego, że jak pytałam co robi, to zaczął mówić, ze go kontroluję... a ja wcale nie uważam żeby to było kontrolowanie. Zależy mi na nim i nie chciałabym go stracić, proszę poradźcie mi jak mam z nim porozmawiać, zeby mu wytłumaczyć ze ja chcę tylko trochę bliskości, jego zainteresowania. Zalży mi na szybkiej odpowiedzi, pozdrawiam :)

* * * * *

Zwierzać ze wszystkiego może i nie trzeba natomiast kwestia informowania drugiej osoby o tym co się robi to już inna kwestia. Jeśli chłopak uważa, że nie powinno Cię to interesować to chyba nie dojrzał do tego, żeby mieć dziewczynę. Jeśli inne zajęcia są dla niego ważniejsze to znaczy, że powinien nadal się im oddawać, a nie zawracać Ci głowy. Nie dość, że nie wie jak się zachować to jeszcze wykazuje się brakiem szacunku, a to już mocna przesada. Poradziłabym Ci poważną rozmowę z nim, o tym jak nadal widzicie Wasz związek, o Waszych oczekiwaniach (możesz podeprzeć się odp. nr 234, 25, 50, 340) bo coś mi się wydaje, że on się zaczyna pomału wycofywać... Obym nie miała racji, ale mimo wszystko trzeba to wyjaśnić.

  Teresa, 17 lat
958
26.03.2006  
Czy jęsli podoba mi się postulant, a ja w jakis sposób próbuje zwrócić na siebie jego uwage to jeest to grzech??

* * * * *

No a jeśli Ty byś miała chłopaka, a jakaś dziewczyna próbowała by zwrócić na niego swoją uwagę to byłby grzech? Jak myślisz? A jakby nawet nie był to byłoby fair wobec Ciebie? Bo postulat to takie "chodzenie", nowicjat to "narzeczeństwo", a potem śluby tylko, że to wszystko w odniesieniu do Pana Boga. Tak więc pomyśl i zastanów się czy to w porządku.

  wojtek, 17 lat
957
26.03.2006  
mam pytanie .bo poznałem 2 dziewczyny na wyjeżdzie z kościoła neokatechumenat .spodobały mi się ,wydaje mi się że fajnie gadaliśmy ze sobą na tym wyjeżdzie (choć było mało czasu).przymilały się nawet do mnie,jednak po drugim dniu nasze stosunki się oziębiły trochę ,choć dostałem nr telefonu do nich i gg .wracająć nawet ze sobą nie gadaliśmy ,mało. one poznały koleżanki i z nimi gadały.teraz czuje do nich a przynajmniej do jednej z nich pragnienie w wsercu spotkania się .pisałem tego samego dnia sms-y z zaproponowaniem wspólnego wyjścia do kina ,ona jednak odpowiadała że mam mało czasu i że kiedyś napewno.choć będziemy spotykać się 2 razy w tygodniu w kościele na liturgii i na eucharystii to wciąż czuję niedostatek.bo chciałbym sam na sam się z nią spotkać,to dziwne bo na tym wyjeżdzie sprawiała wrażenie sympatii ku mnie a teraz wydaje mi się że tak jak by nie chciała ze mną sie spotkać.ja wydaje mi się że czuję do niej miłość bo jest naprawde fajna.a ona do mnie no właśnie proszę o pomoc co mam zrobić?

* * * * *

No wiesz, mnie tak też się wydaje, że chyba nie jest zbyt zainteresowana (może jej się "odwidziało"?), bo jeśli by była to Twoją propozycję przyjęłaby z radością. A co masz robić? Jeśli naprawdę Ci na niej zależy to po którymś spotkaniu w kościele (za jakiś czas np. 2 tygodnie) ponów propozycję. Jeśli znów Ci odmówi to chyba naprawdę nie chce. To przykre, ale nic na siłę nie zrobisz...

  Kaszka, 18 lat
956
26.03.2006  
Rafała poznałam na spotkaniach oazowych,jednak nasza znajomość kończyła sie tylko na zwykłym \"cześć\"..w ubiegłym roku spotkalismy sie przypadkiem na pieszej pielgrzymce..wspólnie spędzone dni,rozmowy o wszystkim i o niczym, pokonywanie trudności \"w drodze\"..to wszystko zbliza ludzi..po powrocie do domu,wiedziłam juz ze nie jest dla mnie zwyłym kolegą..i to uczucie nie minelo wraz z końcem wakacji..spotykalismy sie rzadko,przewaznie tylko na oazie i to raz na kilka tygodni..ale Rafał pisał do mnie takie smsy,z których mozna bylo wnioskowac,ze cos do mnie czuje(np.ze lubi na mnie patrzeć,ze jestem jego gwiazdeczką itd)..pewnie bym sie jeszce nad tym zastanawiala ale przyjaciele tez mowili mi ze tak wlasnie jest..i uwierzyłam w to..cieszyłam sie bo jak sie nie cieszyc w takiej sytuacji..?Niby wszystko było wporzadku..gdy juz sie spotykalismy to potrafilismy długo ze soba rozmawiać,przytulać sie,ale Rafał ani słowem nie wracał do tego co pisał do mnie np 3 dni wczesniej..a ja czekałam na jakis jego konkretny ruch..myśłałam ze moze potrzebuje czasu..i tak zyłam przez prawie 8 miesiecy...jednak ostatnio dowiedziałam sie ze on ma dziewczyne..to byl dla mnie szok..czyłam jakby mi sie grunt pod nogami zawalil..to tak jakbym przez cały czas zyła w kłamstwie a to co wierzyłm było fikcja...nie potrafie zrozumiec dlaczego dawał mi nadzieje..a moze to poprstu ja sie pomyliłam i zle odczytałam jego intencje..?Nie potrafie tego zrozumiec..czuje sie tez bardzo nie fair w stosunku do tej dziewczyny..wiem ze to on powinien sie tak czuc a nie ja..ale to i tak nic nie zmienia...Nie wiem co mam teraz zrobic z tym uczuciem..Byłabym bardzo wdzeczna gdyby Pani mi napisala co o tym mysli..potrzebuje obiektywnej oceny..pozdrawiam!

* * * * *

No rzeczywiście chłopak brzydko się zachował. Masz rację, że to co pisał i jak się zachowywał świadczyło, że nie jesteś dla niego tylko koleżanką. Dlaczego tak się stało?
Widzisz, niektórzy chłopcy (a o zgrozo także i dojrzali mężczyźni) zostawiają sobie furtkę. Jak nie są na 100 % zdecydowani, że właśnie z tą dziewczyną chcą być to wprawdzie wykazują nią zainteresowanie, ale jednocześnie są otwarci na inne znajomości. W tej pierwszej znajomości zachowują "bezpieczną" - ich zdaniem oczywiście - odległość. Tzn. traktują bliżej niż znajomą, ale nigdy się nie zadeklarują jednoznacznie. Żeby w razie czego (czytaj: spotkania kogoś innego) zawsze bezpiecznie przez tą furteczkę się wycofać i w razie czego - udać zdziwionego: "Jak to???? To ona ma jakieś pretensje? Przecież traktowałem ją jak koleżankę!". Oczywiście to wspaniałe kłamstwo, bo obie strony dobrze wiedzą jak się koleżankę traktuje i że ich relacje z koleżeństwem li tylko to niewiele miały wspólnego. Ale widzisz, facet ma męską dumę. Dobrze, że ją ma, ale czasem ta duma jest strasznie przerośnięta. I ta przerośnięta, zmutowana duma każe im kłamać, oszukiwać i robić z dziewczyny wariatkę. To przecież lepsze, wygodniejsze niż przyznać się do własnego błędu, niż się upokorzyć. Tak to działa. To obrzydliwe, zgadzam się z Tobą, bo znam smak takiego potraktowania. Dlatego kobiety na dźwięk słów: "traktuję Cię jak koleżankę" dostają gęsiej skórki. To tak od strony psychologicznej.
Teraz co do Ciebie: absolutnie nie możesz czuć się "nie w porządku" wobec tamtej dziewczyny". W zasadzie czuć to powinnaś wściekłość, złość i żal - wobec tego chłopaka, bo on Cię klasycznie w opisany sposób załatwił. Jeśli chcesz, jeśli masz odwagę i godzisz się na to, że Wasze relacje mogą ulec zerwaniu - możesz mu o tym powiedzieć. Powiedzieć jak się czujesz i co myślisz. Bo nie można pozwalać na wszystko. Bo on powinien wiedzieć, że zachował się źle, paskudnie, że Cię upokorzył, że tak nie wolno robić. Że to wcale nie było męskie. Bo męskie by było gdyby wykazał się odwagą cywilną, a on uciekł. Jeśli chcesz możesz mu to powiedzieć lub napisać.
A Ty... musisz teraz leczyć rany i wierzyć, że z nim nie byłabyś szczęśliwa. Że Bóg ma dla Ciebie inne propozycje. I że będzie dobrze, że znajdziesz swoją miłość.
Poczytaj odp. nr 80, 526, 653, 825 - tam pisałam jak leczyć się z uczucia, może znajdziesz coś dla siebie. Życzę Ci miłości - tej prawdziwej.

  Anja, 19 lat
955
26.03.2006  
chcialam sie tylko podzielić ciekawą lekturą John Powell \"Jak kochać i być kochanym\" odpowiedź na wiele nutrujących pytań:) pozdrawiam

* * * * *

Dziękuję. Ja również polecam tę książkę.

  Emil, 11 lat
954
26.03.2006  
dlaczego dziewczyna mnie olewa??

* * * * *

Pewnie nie jest Tobą zainteresowana. Zawsze możesz ją o to zapytać.

  Dziewczyna, 13 lat
953
26.03.2006  
Szczęść Boże !! zaczne od poczatku !! Mam brata starszego o dwa lata. Dzieki niemu zaprzyjaznilam sie z jego kolegami z klasy. Wszyscy (prawie) to moi kumple. Jednak jeden z nich...mi sie strasznie podoba !! Wiem ze mnie lubi ale nie wiem w jaki sposob. Gdy wchodze na gg od razu do mnie pisze !! Na poczatku mi dokuczal(ale nie tak powaznie tylko dla zabawy ) Chcialbym z nim byc ale teraz nie weim co mam zrobic. jak sprawdzic co do mnie czuje itp. Prosze o pomoc!!

* * * * *

No właśnie moja Droga jak wchodzisz na gg i on pisze to właśnie sprawdzasz co do Ciebie czuje. Na pewno Cię lubi i w jakiś sposób jest Tobą zainteresowany to jakby nie był to by się nie odzywał. Ja myślę, że wszystko jest na dobrej drodze i on czeka na właściwy moment, by pójść dalej. Zaczekaj. Daj mu się wykazać. Nie rób nic za niego, bo wszystko zepsujesz. Odwzajemniaj zainteresowanie i pozwól mu realizować jego plan. To facet i na pewno coś wymyślił. Bądź cierpliwa a pewnie niedługo się przekonasz.

  Marcheweczka, 18 lat
952
25.03.2006  
Moje pytanie jest troche dziwne..mianowicie czy Bóg moze nam dawac znaki wskazujacena konkretna osobe..ze ta z nia mamy sie związać..czy moze tak sie nam tylko wydaje i nadinterpretujemy pewne zdarzenia..? Z gory dziekuje za odpowiez!

* * * * *

Znaki Bóg daje, oczywiście, ale nie takie wyraźnie - "to ten" i ciach - piorun w tą stronę leci, tylko Bóg stwarza sytuacje, w którym możemy dokonać wyboru. Tzn. też nie MUSIMY z tych sytuacji korzystać ale możemy. Pisałam o tym obszernie w odp. nr 58, 86.

  Kasia, 18 lat
951
25.03.2006  
Szczęść Boże!! Mam takie pytanie: czy jezeli chlopak zrobi dziewczynie przykrosc (swiadome badz nie) ona powinna mu o ty powiedziec i domagac sie przeprosin czy moze lepiej jest zostawic sprawe i \"przełkąć\"swoje cierpienie w samotności..bo z tego co zauwazylam raczej nie mozna liczyć na to ze chlopak sam sie zorientuje,nim mu sie o tym powie:) pozdrawiam serdecznie!

* * * * *

Chłopak nie zawsze sam się zorientuje, bo taka jest męska natura. Zakładam, że dotyczy to jakichś drobnych rzeczy, a nie czegoś ważnego, bo jakby takich ważnych nie zauważał, to nie wiem czy warto być z takim chłopakiem. Jeśli jest to rzecz dla Ciebie ważna to oczywiście, że warto mu to powiedzieć. Tylko zachowując opisane już przeze mnie niejednokrotnie tutaj zasady dialogu a nie "opieprzu". Tzn. mówisz, że miała miejsce taka to a taka sytuacja i że Ty się źle z tym poczułaś, Tobie zrobiło się przykro, Ty tego nie lubisz. Rozumiesz? Mówisz w pierwsze osobie (ja ...) a nie masz pretensji typu "Ty się zachowałeś jak cham". Mówisz o swoich odczuciach "było mi przykro..." itp. a nie " to było takie a takie". Wiesz jaka jest różnica? Ty przedstawisz swój punkt widzenia. On wtedy nie może polemizować z Tobą, bo nie może kwestionować Twoich uczuć. W innym przypadku mógłby kwestionować i się bronić i jeszcze z Ciebie zrobi panikarę.
No i jeszcze jedna sprawa: warto zachować jakiś rozsądny odstęp czasowy, tzn. jeśli to było kilka dni temu to ok, ale jeśli kilka miesięcy to chłopak może autentycznie nie pamiętać sytuacji i tylko dojdzie do awantury.
Absolutnie NIE WOLNO dusić w sobie przykrości, "przełykać jej w samotności"- NIGDY. Bo to tylko powoduje nagromadzenie żalu, urazów i w konsekwencji wielki wybuch kiedyś tam - o jakiś drobiazg. Bo się przeleje czara goryczy. Dobrze, że pytasz o to na tym etapie związku. Bo czasem są małżeństwa, które tak sobie gromadzą i gromadzą, a potem dochodzi do wybuchu. Mądre to nie jest. Po to człowiek posiada dar mowy, żeby się słowami z drugim porozumiewać. I wyjaśniać sobie wszystko na bieżąco. A zatem - dialog!


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:17


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej