Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Młodzi w poszukiwaniu szczęścia. Szczęście - Miłość - Seksualność Młodzi w poszukiwaniu szczęścia. Szczęście - Miłość - Seksualność
Ks. Marek Dziewiecki
Książka ks. Dziewieckiego jest skierowana przede wszystkim do młodych ludzi. Nie jest ona wynikiem jakichś teorii czy ideologii, ale praktycznym wnioskiem z sukcesów i porażek, które przeżyli młodzi ludzie.... » zobacz więcej




  gosia, 22 lat
1900
02.10.2007  
witam serdecznie od calkiem niedawna jestem z moim chłopakiem darkiem lecz myslimy o naszym zwiazku przyszlosciowo gdyz duzo paroletnich perypetii za nami(zanim stalismy sie para)... niestety przez ostatnie 2miesiace bardzo sie oboje poranilismy swoim zachowaniem wobec siebie...oboje zaczelismy nagle wytykac sobie to co nam sie nie podoba w bardzo bolesny sposob w sprzeczkach i wymianie zdan...ratujemy sie modlitwa. Choć rzadziej jednak nadal te konfrontacje sie zdarzaja i nadal sa bardzo bolesne dla nas obojga...Moge tu pisac raczej tylko o sobie choc podejrzewa ze darek czuje sie podobnie. Ja caly czas mam w glowie jego slowa i wyrzuty jaka to ja jestem niedoskonala, ze mysle tylko o sobie, ze nie mam cierpliwości...odwoluje te wyrzuty do konkretnych sytuacji...ja tez mu nie pozalowalam paru gorzkich i bolesnych slow i tez odwoluje sie do tego co mnie denerwuje np. to ze nie chce ze mna rozmawiac o trudnosciach ze jset malo konkretny i konsekwentny... teraz klócimy sie przynajmniej raz wtyg i to bardzo boli! boli mnie i jego. zamykam sie on tez jest coraz ciezej nam obojgu choc sie modlimy i staramy sie byc razem gdy jest ciezko to wszystko zazwyczaj sie konczy sie sprzeczka...np nie umiem z nim spedzic spokojnie wieczoru bo nie wiem czym tym razem zawinie i czego on naprawde chce...
staram sie tez zmieniac w sobie to co nie tak i to co go wkurza ale wczoraj sie okazalo ze on nawet tego nie zauwazyl....mam wrazenie ze brniemy w bledne kolo i sie pograzamy...caly czas slysze to samo i to ze on chyba na mnie nie zasluzyl skoro tyle od niego wymagam! a czy to tak duzo gdy wymagam konkretnosci(hmm i to ja kobieta???zazwyczaj to mezczyzna niej wymaga od kobiety)konsekwencji i checi rozmowy... i tego by bylo jak dawniej spokoju...
zaznacze ze mamy tez postanowinie wyjasniania sobie wszystkiego od razu i podczas spokojnej rozmowy z milosci jednak teraz sie dowiaduje rzeczy sprzed paru miesiecy o swoim postepowaniu a spokojne rozmowy ostanio wychodza tylko z mojej inicjatywy...a moze ja za duzo chce rozmawiac?? ale przeciez tez sie staram dzialam! a darek nie jest super otwarta osoba ale tez nie zamknieta...
znamy sie od jakis 6lat i mimo mlodego wieku duzo ze soba juz przeszlismy a jestesmy krotko ale ja wiem jedno to mezczyzna mojego zycia!!!Chce byc z nim do konca...co wobec tego mam zrobic z tym co jest teraz???
On juz nie ma sily i watpi w nas...prosze o ciut pomocy!


* * * * *

Gosiu, jak sama piszesz Wasz związek trwa 6 lat. Dawno zatem za Wami zauroczenia i motylki w brzuchu oraz różowe okulary. Nadszedł kolejny etap związku, etap, w którym widzicie nie tylko zalety ale i wady wzajemne. One zaczynają Was denerwować. Jest to czas pełnego, prawdziwego poznania się. Bardzo potrzebny czas. Jest on po to, żeby - gdybyście się zdecydowali na małżeństwo - wejść w nie w prawdzie, wiedząc w pełni z kim się wiążecie. Bardzo ważne jest właśnie wyjaśnianie sobie wszystkiego na bieżąco. To, że dowiadujesz się rzeczy sprzed kilku miesięcy jest pewnie spowodowane tym, że on się bał lub krępował o czymś Ci powiedzieć. Oczywiście tak być nie może i dlatego od teraz trwajcie w tym postanowieniu. Tak jak piszesz konieczna jest spokojna i rzeczowa rozmowa. Jeśli macie jakieś zarzuty to usiądźcie spokojnie naprzeciw siebie i najpierw…podziękujcie sobie za coś dobrego nawazajem. To jest konieczne, by nie tworzyć atmosfery napięcia i żalu tylko ją rozluźnić. Potem powiedzicie co Wam się konkretnie nie podoba i dlaczego, ale mówiąc to w pierwszej osobie n: ja nie lubię, gdy… zamiast: Ty zawsze! Mówicie o swoich odczuciach, o tym, że np. Ciebie coś rani, że nie lubisz czegoś tam, a nie że on jest taki i taki. Nie mówicie: zawsze i nigdy. Bo na pewno tak nie jest, że on zawsze coś robi lub nigdy czegoś nie robi. To tak w skrócie. Pomyślcie co dobrego razem przeżyliście, czego nauczyliście się od siebie, co w sobie lubicie i cenicie, co macie wspólnego. To Wam pomoże spojrzeć na problemy jak na coś co trzeba rozwiązać, a nie jako działania drugiego wymierzone w Was. Na pewno macie dobrą wolę. Na pewno chcecie być szczęśliwi. Na pewno jesteście sobie nawzajem za coś wdzięczni i się kochacie. Wiadomo - miłość to nie zakochanie (pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]) więc nie ma co się przerażać, że nie jest taka jak na początku. To po prostu etap. Po nim będzie coraz lepiej, tylko bądźcie wobec siebie szczerzy i wyrozumiali. Dajcie też sobie czas na poprawę. I takie rozmowy przeprowadzajcie regularnie, a nie tylko jak się coś negatywnego nagromadzi. Rozmowa, dialog może i powinna być też dziękczynieniem a nie tylko "ochrzanianiem się". Próbujcie nadal. I módlcie się, rówież razem. Jeśli będziecie wspólnie prosić Boga o światło co do tego związku na pewno On Was nie zostawi z problemem. A może pomyślicie o jakichś rekolekcjach? Polecam "Wieczory dla Zakochanych": www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Super sprawa. Z Bogiem!

  znana, 16 lat
1899
02.10.2007  
Zakochałam sie w księdzu On - mieszka daleko ode mnie ale go bardzo szczerze kocham. Nie potrafie tej miłości zakończyć ponieważ to uczucie jest mocniejsze ode mnie trwa ponad rok poznałam Go na spotkaniach wolontariuszy często uśmiechał sie do mnie rozmawiał ze mną a co najważniejsze rozumiał mnie... Nie umiem po prostu o Nim zapomnieć o tym uczuciu

Chce nawiązać jeszcze do jednej sytuacji : W mojej miejscowości mieszka MAłżEńSTWO w którym mężem jest były ksiądz...Przyjmuje nadal Komunię na ten związek zgodził się sam Jan Paweł II ...Żyją szczęśliwie mają trójkę dzieci... Zastanawiam także sie dlaczego papież sie na ten związek zgodził...


* * * * *

Nie wiem dlaczego papież zwolnił tego księdza ze święceń - to są bardzo indywidualne i rzadkie przypadki, ale widocznie w tym przypadku miał ku temu podstawy.
Moja Droga! Rozumiem, że jest Ci ciężko, bo ciężka jest miłość, w której kochać nie należy. Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz]. Baź silna, módl się. Bóg Cię od tego uwolni, tylko chciej tego. Jesteś w stanie nad tym zapanować, bo przecież nie może uczucie być mocniejsze od Ciebie. Jesteś człowiekiem, masz wolną, silną wolę i w Bogu możesz wszystko. Trzymaj się!

  Aleks, 17 lat
1898
02.10.2007  
Ostatnio zaczęłam się sppotykać z chłopakiem, który ma 29 lat i jest starszy ode mnie o prawie 12. Jest nam ze sobą cudownie, dużo rozmawialiśmy o tym i doszliśmy dow niosku, że dalej chcemy ze soba przebywać. Niestety największa przeszkodą są rodzice, nie mogę im powiedziec, że on ma tyle lat ile ma. Powiedziałam im , że miedzy mna a nim jest 6 lat różnicy a ona i tak uwaza ze to zbyt dużo. Naprawde ciezko mi t oukrywać, zwłaszcza jeśli mam się z nim dalej spotykać. I mam dylemat. Nie wiem, o robic. Nie chce okłamywać rodziców, ale gdybym im powiedziała kazaliby mi pewnie zerwać z nim wszelki kontakt. Poza tym moja matka boi się o to, ze chłopak starszy chce mnie wykorzystac i zostawic, że moge zajsc w ciaze itd. Czy
powinnam jej wszystko powiedziec??? Jest jeszcze taki mały problem. On miał wczesniej dziecko. To znaczy ma, ale nie widział tego dziecka od 7 lat. Troche to mnie dreczy, ale pomyslałam, ze moze to rzeczywiscie nie ma sensu myśleć o tym. Co Pani sadzi na temat tego zwiążku???


* * * * *

No i gdyby nie ostatni akapit to poleciłabym Ci po prostu odpowiedzi o różnicy wieku.
ALE: on nie miał dzicka, tylko je MA. A to, że go nie widział od 7 lat świadczy o tym, że go nie kocha, bo który kochający ojciec nie chciałby widzieć dziecka? Powinien zrobić wszystko, żeby go widzieć i mieć wpływ na jego wychowanie. Nie może tłumaczyć się, że ktoś mu to utrudnia, bo nawet jak tak jest to jego obowiązkiem jest dziecko i utrzymywać i mieć z nim kontakty. Przecież w życiu dziecka ojciec jest niezbędny.
Druga kwestia to taka, że jeśli on mnic złego nie widzi w niewidzeniu się z dzieckiem to znaczy, że nie jest odpowiedzialny. Nie był przecież odpowiedzialny gdy dziecko się poczęło skoro tak sytuacja wygląda. Czy naprawdę nie widzisz nic złego w takiej sytuacji? Czy nie daje Ci to do myślenia, że ten chłopak nie nadaje się na ojca? Wiem, że w tej chwili o tym nie myślisz, ale to naprawdę ważna sprawa, bo na chłopaka trzeba patrzeć pod kątem ewentualnego męża.
Po trzecie: obawy mamy są jak najbardziej słuszne. Nie wiem czemu ten argument do Ciebie nie przemawia skoro już raz on właśnie tak zrobił: wykorzystał dziewczynę i zostawił i to z dzieckiem. Nie boisz się, że to i Ciebie spotka?
A jaki on ma w ogóle stosunek do Boga, do czytsości? Szanuje Ciebie? Traktuje poważnie? Zachowujecie czystosć? Moja Droga! JEST SENS myśleć nad tym wszystkim. Jest sens zastanowić się co dalej i jakie mogą być konskewkcje. Jest sens myśleć co by było gdyby Ciebie to spotkało. Jeste sens pomyśleć też co on w Tobie widzi, dlaczego mu taka różnica wieku nie przeszkadza. O czym rozmawiacie na randkach?
Pomyśl bo mama ma słuszne obawy. A poza tym na kłamstwie daleko się nie zajedzie. Proszę pomyśl, przemódl to. Z Bogiem!

  Monika, jeden siedem lat
1897
08.09.2007  
/1790/1668/
Witam.To znowu ja :) Od dłuższego czasu się nie spotykalismy, nie gadaliśmy i wogóle. Ale od pewnego czasu on mi się śni,śni mi się on i osoby jemu bliskie. Śni mi się, że rozmawiają o nas i pokazują "drogę", którą mamy iść do własnego porozumienia. Nie wiem to dziwne, dlaczego mi się śni , co to oznacza? Dziękuje za odpowiedzi na trapiące mnie pytania. Z Panem Bogiem!


* * * * *

Czy na pewno dobrze podałaś numery poprzednich pytań? Bo raczej to nie Twoje.
Generalnie w sny wierzyć nie wolno. To, że on Ci się śni to znaczy, że często o nim myślisz - po prostu. Na pewno nie wolno tego traktować jako wyrocznię i postępować zgodnie ze snem. Wierzyć i ufać należy tylko Bogu i do Niego modlić się rozwiązanie tej sytuacji. Z Bogiem!

  Agata, 17 lat
1896
08.09.2007  
Witam. Mam trochę dziwne pytania... Pierwsze- Zaczęłam się modlić do św. Józefa o dobrego męża... i w ogóle zaczęłam odmawiać wszystkie te modlitwy związane z moim przyszłym mężem. I jest tam takie zdanie: "Jeżeli wolą Bożą jest, abym wyszła za mąż(...)" A jeżeli nie jest wolą Bożą? Czy modlę się na darmo? Czy nie ma tak, że tam u góry jest zapisane wszystko? Może Bóg wymyślił, że mam być samotna? Wierzę w to, że Bóg ześle mi męża, że będę szczęśliwą żoną i matką w przyszłości(Gdybym nie wierzyła, to bym się nie modliła;)). Jednak ostatnio jakoś się tak nad tym zastanawiałam...

I druga sprawa... W Piśmie Świętym jest napisane: "Wszystko o co w modlitwie prosicie stanie się Wam, tylko wierzcie, że otrzymacie." Albo w jakieś pieśni: "Sam powiedziałeś nam: Proście o co chcecie, a dam." Ale czasami tak się nie dzieje, ponieważ Bóg wie lepiej, co jest dla nas lepsze... ja to rozumiem, że skoro nie zesłał mi jeszcze mojej 2 połowy, to ma to coś na celu, może musimy oboje dojrzeć, czy coś.. Kiedyś modliłam się mając 12 lat o miłość pewnego chłopaka(wiem, żałosne w tym wieku...) Teraz dziękuję Panu, że nie wysłuchał tej modlitwy;) Ale właśnie... nie wysłuchał... skoro prosiłam, a skoro tak napisano w Piśmie.. to dlaczego? Wie co jest dla mnie lepsze, ok. ale dlaczego tak napisano w Piśmie?

Bardzo proszę o odpowiedzi. Z góry dziękuję. Pozdrawiam. :)


* * * * *

Droga Agato!
Przeczytaj proszę najpierw odp. nr: 58, 86, 863, 896 tam pisałam o tym, że nie ma przeznaczenia, tzn. Bóg naturalnie ma swoje plany wobec nas, ale nie jest tak, że z góry wszystko jest zaplanowane i nic nie mamy do powiedzenia. Przeczytaj też ten artykuł: [zobacz].
Bardzo słusznie postępujesz modląc się o przyszłego męża. Bóg widzi Twoje pragnienia, widzi Twoje predyspozycje do tego, by mieć rodzinę i słucha Cię. Naprawdę. Owszem, zdarza się tak, że czasem wola Boża jest inna lub Bóg "nie wysłuchuje". Bo widzisz, nam się wydaje, że wyrywkowe przeczytanie fragmentu z Pisma św. gwarantuje nam "sukces". I w zasadzie to gwarantuje tylko czasem faktycznie ten sukces jest inny niż nasze wyobrażenia. Bo Bóg który nas zna i chce dla nas tylko dobrze wie w czym się spełnimy i co nam posłuży do zbawienia. I czasem nie daje tego o co prosimy. Dopiero po latach widzimy, że w sumie dobrze się stało. Czasem sami też zmieniamy zdanie. Twojej prośby o chłopaka też Bóg "nie wysłuchał". Ale widzisz, to co wtedy było Twoją tragedią dziś jest pewnie błogosławieństwem. Bo skąd wiesz jak potoczyłoby się Twoje życie gdybyś była wtedy z tym chłopakiem? A może by Cię źle potraktował? Może będąc nieprzygotowani do związku poranilibyście się mocno i teraz miałabyś uraz do chłopaków i trudno byłoby Ci nawiązać relacje? Może jeszcze coś innego miałoby miejsce? Bóg znał Cię wtedy i tego chłopaka i wiedział jak mogłoby się to skończyć, dlatego Cię uchronił.
Natomiast ta modlitwa na pewno nie poszła na darmo, bo nie ma jednego słowa, które Bóg by zignorował. Ty mu wtedy poweidziałaś, że potrzebujesz ciepła, miłości, tak jak mówisz to teraz. On chce by Mu mówić o naszych pragnieniach. Dlatego módl się nadal. I nie martw się - On zatroszczy się o Ciebie, O Twoje życie i o to byś była szczęśliwa. Z Bogiem!

  19-stolatka, 19 lat
1895
08.09.2007  
Witam serdecznie.
Mój problem dotyczy tego iż podobają mi się dużo starsi mężczyźni.
Pamiętam, że od dziecka zwracałam większą uwagę na ojców moich kolegów niż na rówieśników. Zastanawiam dlaczego tak się dzieje.
Byłam związana kilkakrotnie z mężczyznami po 30-stce, natomiast teraz wdałam się w romans z 46-letnim panem. Czuje, że potrzeba mi wiele czułości, ciepła, opieki,akceptacji.Nasz romans, jak można się domyślić opiera się na seksie, z jego strony to czysta przyjemność i zaspokojenie, natomiast ja czuje, że zaczynam darzyć go czymś więcej, a moje odczucia to nie tylko pożądanie i chęć zaspokojenia potrzeb.
Wiem, że to grzech, wiem, że tak nie powinno być, ale nie mogłam, nie potrafiłam opanować swych potrzeb, to było silniejsze ode mnie.
Jak mam sobie poradzić z rosnącym we mnie pożądaniem i uczuciem wobec niego.
Ten związek nie ma szans, nie ma sensu i zdaję sobie z tego sprawę, ale jak oszukać w takim razie serce, które mówi co innego?
Ciężko mi z tym, bo zdaję sobie sprawę, że grzeszę, ale gdy jestem z nim, nie żałuje tego co robię, jak sobie z tym poradzić?
Proszę o pomoc.
Pozdrawiam


* * * * *

W Twoim przypadku pierwsze pytanie to pytanie o relacje z ojcem. Jeśli nie są poprawne, jeśli Twój ojciec był w domu nieobecny albo po prostu nie spełniał swojej funkcji tak jak należy to nie otrzymałaś od niego tego co dziecko powinno otrzymać od ojca. Czujesz brak ciepła, poczucia bezpieczeństwa, dowartościowania. Pragniesz, by ktoś Ci to wszystko zapewnił, by Cię przytulił, by Ci powiedział, że jest z Ciebie dumny, że jesteś piękna, chcesz czuć oparcie i bezpieczeństwo. Dlatego podświadomie poszukujesz kogoś kto Ci to zapewni. Dlatego interesują Cię starsi mężczyźni, a nie rówieśnicy, którzy są - Twoim zdaniem - pewnie zbyt dziecinni. Bo Ty czujesz pewien brak, niedosyt a często niedojrzałe jeszcze reakcje kolegów po prostu Cię denerwują. Starsi mężczyźni zaś faktycznie dają Ci tego czego potrzebujesz - albo przynajmniej namiastkę tego, co powoduje, że czujesz się przez jakiś czas dobrze w ich towarzystwie. To pragnienie jest w Tobie tak duże, że nawet zgadzasz się na rzeczy, które w gruncie rzeczy są wykorzystywaniem Ciebie, traktowaniem przedmiotowo i upokorzeniem, Ty wiesz o tym, ale wydaje Ci się, że to lepsze niż nic. Zgadza się?
Moja Droga! Najważniejsze, że masz świadomość, że te relacje nie są normalnymi relacjami 19-latki. Że wiesz o tym, że ci panowie nie traktują Cię poważnie, jak równorzędną partnerkę i nie planują z Tobą przyszłości. Skoro to wiesz to musisz pomyśleć nad tym wszystkim i zapytać siebie: do czego to zmierza? Ile to jeszcze może potrwać? Czy faktycznie lepsze chwilowe bezpieczeństwo a potem ból porzucenia i poczucie wykorzystania? Czy przypadkiem nie rozmieniasz się na drobne i nie tracisz szansy poznania wartościowego chłopaka? Pomyśl też nad swoimi relacjami z ojcem. Pomyśl czego nie dostawałaś w domu, o co masz do niego żal. Pomyśl czy to było jego zaniedbanie, a może w jakiś sposób dotknięty jest nałogiem lub chorobą (także jakimiś zaburzeniami osobowości), które mu to uniemożliwiają? Jak wygląda jego relacja z Twoją matką? I porozmawiaj z nią o ojcu - jeśli będzie naturalnie chciała rozmawiać. Jeśli zaś w grę wchodzi nałóg polecam terapię dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Poszukaj w wyszukiwarce, jest w każdej diecezji, może nawet w Twojej parafii.
Widzisz, wszyscy jesteśmy w jakiś sposób poranieni, każdy z nas odczuwa w życiu jakiś brak. Ale często da się "nadrobić" to co czego zabrakło wcześniej. Trzeba tylko uświadomić sobie czego brak dotyczy i z czego wynika. A potem potrzebujemy terapii. Nie zawsze takiej profesjonalnej terapii, choć nieraz tak, ale nawet poczytania o problemie, porozmawiania z kimś. No i naturalnie uzdrowienia Bożego. Jasne, że trzeba zerwać z grzechem, że trzeba skończyć ten związek ale trzeba też po prostu tego, żebyś odczuła, że Bóg interesuje się Twoim losem, że nikt Cię nie przekreśla i że możesz z tego wyjść, że możesz sobie poradzić. Bo możesz. Jezus uzdrawia (poczytaj książkę ks. Piotra Pawlukiewicza "Bóg miłosierny aż tak?". Nie zawsze dzieje się to nagle i z zatarciem śladów, ale naparwdę, pomału może być coraz lepiej. Musisz tylko uwierzyć, że możesz zacząć od nowa i tego chcieć. W odp. nr: 80, 526, 653, 825 pisałam jak sobie poradzić po rozstaniu, jak zapomnieć, przeczytaj proszę. Wiem, że trudne jest rozstanie z kimś kogo się kocha, szczególnie gdy to tylko jedna strona decyduje się na rozstanie a druga jej tego nie ułatwia. Ale jest to możliwe i tutaj konieczne - aby Twoje dalsze życie, Twoje związki były szczęśliwe i abyś była w nich traktowana jak kobieta a nie jak dziewczynka. Aby szanowano Twoją godność a nie traktowano jak zabawkę. Aby były to związki trwałe i prawdziwe - z miłości, a nie na chwilę. Zobacz jak to wyglądało do tej pory: czy była to prawdziwa miłość? Nie, prawda? Przynajmniej nie ze strony tych mężczyzn. Oni po prostu wykorzystywali Twoją sytuację, a potem wcale nie martwili się tym co czujesz. Powiem Ci, że żaden dojrzały, odpowiedzialny mężczyzna nie potraktowałby by tak nastoletniej dziewczyny. Bo kto kocha nie rani. Miłość jest pragnieniem dobra dla drugiej osoby a nie zaspakajaniem swojej żądzy. Miłość szanuje i daje a nie wykorzystuje słabszego.
Moja Droga! Trudna to sytaucja i dlatego potrzebujesz pomocy. Porozmawiaj z mądrym księdzem, nie wstydź się prosić o pomoc. Masz do niej prawo przecież. Jeśli czujesz, że potzrebujesz też np. pomocy psychologa wejdź na stronę www.spch.pl i umów się na rozmowę.
Podejmij jakieś kroki, przerwij to, bo w mię czego masz dawać siebie i darzyć uczuciem kogoś kto Cię nie kocha i nie szanuje? Dlaczego masz ofiarować wszystko nie dostając tego na co zasługujesz? Przecież jestes warta prawdziwej miłości a nie jej namiastek. I takiej Ci życzę. Módl się o to, przynajmniej próbuj. I nie rezygnuj z fachowej pomocy. Z Bogiem!

  Alice, 18 lat
1894
07.09.2007  
Mam olbrzymi problem,dla niektorych to mzoe wydawac sie nieproblemem,ale mnie naprawde zaczyna to wszystko przytłaczac juz.Poznalam fajnego chlopaka na necie 6 lat starszego ode mnie,niestety okazalo sie ze jest zareczony z kims od kilku lat:(zaczelismy pisac codziennie po kilka godzin dziennie,smsowac,i dzwonic do siebie i rozmaiwac po kilka godzin,choc znamy sie krociotko rozumiemy sie jakbysmy sie znali cala wiecznosc,a ja juz zdazylam sie w nim zakochac.Nasz kontakt sie rozwijal...w koncu powiedzialam mu prawde,ze mi zalezy,byl zaskoczony i pisal mi ze martwi sie o mnie i ze bardzo sie tym przejal,ze jedynie co mzoe zrobic to mi podziekowac,i wogole mowil ze kocha swoja narzeczona,ale do mnie go cos ciagnie...i wogole caly czas utrzymuje ze mna kontakt...co o tym wszystkim myslec?

* * * * *

Współczuję narzeczonej, której narzeczonemu nie przeszkadza korespondencja przed ślubem z kimś innym. Współczuję, bo nigdy nie będzie miała pewności czy po ślubie takie sytuacje się nie zdarzą. Współczuję Tobie, że padłaś ofiarą kogoś tak nieodpowiedzialnego, że bawi się Twoimi uczuciami a potem udaje, że nie wie o co chodzi. No cóż wszystko wygląda na to, że on traktował to jako niezobowiązującą rozrywkę a Ty wzięłaś to na poważnie. Pytanie tylko: dlaczego zaczęłaś tą znajomość - jeśli wiedziałaś, że jest zaręczony? A jeśli się dowiedziałaś później to czemu nie zreagowałaś i nie zerwałaś kontaktu? Czego się spodziewałaś? Że rzuci narzeczoną dla Ciebie? A Ty byś się dobrze czuła gdyby Twój narzeczony tak sobie korespondował z kimś innym? Chyba nie. Przeczytaj proszę odp. nr: 210, 501, 542, 583,768 i na przyszłość unikaj takich sytuacji. Im więcej ostrożności i rozważenia ewentualnych konsekwencji tym mniej poranień.
A może w ogóle ta narzeczona to tylko wymówka, żeby rozluźnić z Toba kontakt, bo się znudził? Albo, żebyś niczego od niego nie chciała? Zastanów się nad tym, zwłaszcza jeśli powiedział Ci o tym dopiero teraz. I jeszcze jedno: internetowe znajomości muszą być kontynuowane w realu, inaczej kochasz nie realną osobę, tylko wyobrażenia o niej, pisałam o tym w odp. nr: 441, 868. Z Bogiem!

  Sylwia, 17 lat
1893
07.09.2007  
Mój chłopak ma 19 lat. Nigdy nie planowałam, iż mogłabym zostać jego żoną, myślę, że w moim wieku za wcześnie na takie przemyślenia. Oczywiście istnieje zawsze ewentualność, że osoba, z którą jesteśmy zostanie naszym małżonkiem, ale w moim wieku nie można tego ani trochę przewidzieć. Mam poważny problem. Mój chłopak dowiedział się podczas badań, iż jest bezpłodny. Oczywiście badania te należy powtórzyć, ale dla niego brzmi to jak wyrok. Nie ukrywam, że jest to cios również dla mnie. W momencie, kiedy się o tym dowiedział, kazał mi odejść. Nie odeszłam, lecz przez kilka dni nie utrzymywałam z nim kontaktu, aby to wszystko przemyśleć na spokojnie. I w zasadzie nic nie wymyśliłam. Podczas szczerej rozmowy wyznałam, że go kocham i że nie jest mi tak łatwo odejść. On wyznał, że zawsze byłam jego ostoją (miał wcześniej pewne problemy, a ja mu pomogłam) i ma co do mnie poważne plany, jednak ten "wyrok" wszystko niszczy. Jestem z nim nadal, ale mam świadomość, iż lepiej byłoby odejść teraz, niż później. Tylko, że ja NIE CHCĘ odchodzić. I pomyśli Pani, że ja się nad nim lituję, to nieprawda, bardzo dużo przeszliśmy, to jest miłość. On bardzo chciałby mieć w przyszłości dzieci, mówił mi, iż jedyną szansą jest adopcja i on przyjął to już do wiadomości. Czy grzechem byłoby, gdybym wyszła za niego za mąż? Moja mama twierdzi, że tak, gdyż wyglądałoby to tak, jakbym cieszyła się z tego, że nigdy nie urodzę dziecka. Krzysiek mnie nie zatrzymuje, a ja nie umiem bez niego żyć. Przecież, jeśli się rozstaniemy, żadna dziewczyna nie zgodzi się na związek z kimś, kto powie, że jest bezpłodny! A on nie zamierza tego ukrywać, bo wie, że liczy się szczerość. Wcześniej nie myślałam o małżeństwie, teraz coraz częściej wybiegam myślami w przyszłość. Jestem gotowa, by zaadoptować dziecko. Wiem, że wybieram trudniejsze życie, ale czego się nie robi dla miłości. Czy po to musieliśmy tyle przejść (o jego dawnych problemach można by stworzyć oddzielny temat), żeby teraz odchodzić z takiego powodu? To niesprawiedliwe. Poproszę o komentarz.

* * * * *

Absolutnie nie popełnisz żadnego grzechu wychodząc za kogoś kto jest bezpłodny! Gdyby tak było to Kościół nie zezwalałby na małżeństwa takich osób i to byłaby ogromna krzywda dla nich. A co byłoby z osobami, które dowiedziały się o swojej niepłodności już po zawarciu małżeństwa (takich jest przecież pezeważająca większość)? Zrodzenie dzieci jest jednym z celów małżeństwa, ale nie wyłącznym. Przecież jeśli ktoś w swej fizyczności został takiej możliwości pozbawiony (czyli nie wybrał jej dobrowolnie) to jakżeby mógł być za to ukarany? To jest jego wielka tragedia i należy, także do obowiązków Kościoła podtrzymywanie takich ludzi na duchu, wspieranie i pomoc. Płodność małżeńska może pięknie przejawiać się też w adopcji dzieci, choć oczywiście podjęcie takiej decyzji nie jest łatwe i trzeba mieć świadomość wielu rzezy. Trzeba też otwarcie powiedzieć, że niepłodni małżonkowie nie są zobowiązani do adopcji dzieci- naturalnie mogą to uczynić gdy czują takie pragnienie ale nikt nie może ich do tego zmusić. Takie małżeństwo jest ważne i może być szczęśliwe. To do strony formalnej.
Jednak Sylwio co innego mnie zaoniepokoiło. Nie wiem o jakim badaniu mówisz podczas którego mogłaby być stwierdzona niepłodność Twojego chłopaka. Akurat ja dobrze orientuję się w tym temacie, wiem jak to wygląda i muszę Ci powiedzieć, że nie jest to proste i nie zleca się tego standardowo nastolatkom tylko małżeństwom starającym się o poczęcie. Metody pobrania nasienia do badania też są (jeśli mają być zgodne z przykazaniami) zarezerwowane tylko dla małżonków. Przeczytaj proszę ten artykuł, możesz też napisać do mnie prywatnie na maila: admin@adonai.pl to kilka rzeczy Ci wyjaśnię.
Może to daleko wysunięty wniosek ale czy jesteś pewna, że chłopak mówi prawdę i nie jest to pretekst do zerwania? Jeśli nie, jeśli masz pewność, że to prawda (ale wtedy naprawdę powinnaś wiedzieć co to było za badanie, w jakim celu itp.) to rzeczywiście musisz rozważyć czy podołasz takiej sytuacji. Tak jak mówiłam, grzech to żaden nie jest ale czy dasz radę - z pełną taką świadomością? No i oprócz tego jeśli miałoby dojść do małżeństwa to musicie się naprawdę dobrze poznać i zdecydować czy pod innymi względami pasujecie do siebie.

  KaSIa, 19 lat
1892
06.09.2007  
Rozumiem po co jet czystość przedmałżeńska, rozumiem dlaczego jest tak ważna- żeby później móc kontynuować ją w małżeństwie. Ale czym tak naprawdę jest czystość małżeńska? Czy chodzi tu tylko o stosowanie naturalnych metod planowania rodziny i unikanie hmmm... perwersji? Tak naprawdę trudno znaleźć informacje na czym polega czystość w związku małżeńskim, bo... chyba nie na tym, że w dni płodne u kobiety małżonkowie żyją z sobą jak brat z siostrą? Czy pieszczoty są wtedy dozwolone czy wszelkie zbliżenia, aby nie były grzechem muszą sprowadzać się do stosunku? No cóż... moje pytanie było dość... dziwne, ale często słyszę o \"nieczystości w małżeństwie\" a tak naprawdę nikt mi nie przybliżył tego określenia, wiem, że jest tutaj artykuł na ten temat, ale nie znajduję w nim do końca odpowiedzi...

* * * * *

Proszę przeczytaj ten artykuł: http://adonai.pl/malzenstwo/?id=91 , bo nie wiem czy o nim myślisz -doskonale wszystko wyjaśnia.
A tak gwoli krótkiego komentarza: czystość małżeńska nie polega na unikaniu "perwersji", bo cóż miałoby to oznaczać? Kościół ani chyba żadne inne źródło nie podaje żadnej definicji prewersji. Czystość polega ona na miłości i szanowaniu małżonka. Jeśli to ma miejsce w małżeństwie to także w sferze fizycznej nie będzie z tym problemu, czyli nie będzie wymuszania zbliżeń gdy ktoś jest chory, zmęczony lub po prostu nie ma ochoty. To będzie zaspakajanie potrzeb drugiej osoby a nie tylko swoich. To także poszanowanie naturalnego rytmu płodności. Kobieta tak jest "skonstruowana", że ma okresy płodne i niepłodne w swoim cyklu - po prostu. I poszanowanie tego rytmu, czyli nieingerowanie sztucznymi środkami tylko powstrzymanie się od współżycia w okresie płodnym gdy małżonkowie z jakichś względów chcą odłożyć poczęcie jest właśnie zachowaniem czystości. Naturalnie jeśli nie chcą odkładać poczęcia to się nie powstrzymują - a należy wziąć pod uwagę, że nie każde współżycie nawet w okresie płodnym owocuje dzieckiem. Szanse kształtują się u osób, które nie mają problemów z płodnością tylko na poziomie 30%, a czasem są to miesiące czy lata starań o dziecko, więc nie należy naprawdę pochodzić do tego tematu tak bardzo ostrożnie. A poza tym małżonkowie są powołani także do zrodzenia dzieci, więc tak naprawdę to tylko ważne przyczyny uzasadniają odkładanie poczęcia. Jak się od tej strony spojrzy naprawdę dziwi, że tak wiele osób boi się poczęcia dziecka w małżeństwie - i to nie wiadomo dlaczego. Oczywiście, że małżonkowie nie żyją jak "brat z siostrą", bo są małżeństwem, czyli żyją jak małżonkowie. Natomiast nie zawsze seks jest możliwy, wskazany i nie zawsze ma się na niego ochotę. Zapewniam Cię, że małżonkowie też potrzebują gestów czułości - dotknięcia, przytulenia, pocałunku, pogłaskania, wzięcia za rękę - nie tylko seksu. A "wytrzymanie" kilka dni naprawdę jest możliwe i wcale nie takie trudne. A tak na marginesie: w małżeństwie jest tyle obowiązków, pracy i zmęczenia, że na codzienne współżycie nie ma czasu, chęci i ...siły.
Reasumując: czystość małżeńska jest wypełnieniem słów przysięgi w zakresie uczciwości, wierności i miłości względem małżonka. Nie jest umartwianiem, ascezą na siłę czy karą albo męczeniem się z wypełnianiem nakazów narzuconych przez Kościół. Jest częścią i warunkiem szczęśliwego małżeńskiego życia. I tego Ci życzę. Z Bogiem!

  Kropka, 17 lat
1891
06.09.2007  
mam problem dotyczący mnie samej... bardzo chciałabym żeby wszyscy mnie lubili albo chociaż akceptowali. Powoli zaczynam zdawać sobie sprawę że to niemożliwe, a jednak po raz kolejny gdy poszłam do nowej szkoły, zmieniam się jak kameleon w zależności od tego z kim akurat przebywam. Jeśli osoba słuchająca np. metalu wydaje mi się fajna, zaczynam przejmować jej styl ubierania, mówienia, słuchania muzyki... problem pozstający na poziomie koleżeńskim nie jest szkodliwy sam w sobie, jednak zaczynam się bać kiedy poznaję nowego kolegę, który jest np. artystą, ja również podświadomie i także świadomie zaczynam zachowywać się tak jak on byle by się do niego zbliżyć... nie potrafię odkryć samej siebie, tego kim jestem, czego chcę w życiu, jakie wyznaję wartości.... tak bardzo boję się odrzucenia że nie jestem w stanie pokazać swego "ja".... nie chciałabym aby mój kolejny chłopak był znów kimś do kogo się upodobniłam na siłę-a nie byłam z nim bo ma podobne do mnie zainteresowania, wartości...

* * * * *

No i najważniejsze, że widzisz problem. Masz rację, że nie jest możliwe, by wszyscy nas lubili. Ale czy to nam jest konieczne do życia?
Ja myślę, że najpierw powinnaś porozmawiać "sama ze sobą". Określić co Ty lubisz, jakie Ty masz zainteresowania, styl itp. Bo na pewno jakieś masz. I pokazuj to na zewnątrz. Nie możesz zakładać, że to dotyczy Ciebie jest bezwartościowe, a tylko to co lubią inni jest ważne. Zauważ też, że raczej nikt nie wymaga byś była taka jak ten ktoś - to raczej denerwuje, że ktoś "małpuje". Tak naprawdę każdy z nas jest inny i każdy ubogaca innych swoją innością. Skąd wiesz, może i Ty kogoś zainspirujesz? Pokazuj swoją twarz, a jeśli Ci trudno postanów sobie co miesiąc uwidaczniać jakąś małą rzecz. Np. ubieraj się tak jak lubisz, potem jak kogoś poznajesz mów jakiej Ty słuchasz muzyki i naprawdę jej słuchaj itp. Takimi małymi kroczkami, ale konsekwentnie. I trzymaj się tego. Zobaczysz ile satysfakcji Ci to sprawi, bo to będzie Twoje "ja". A inni zaczną Cię cenić i szanować jako osobę mającą swoje zdanie i swój styl. Przez to poczujesz się silniejsza i nie będziesz potrzebowała dowartościować się przez naśladowanie innych. Ty też jesteś wyjątkowa!

  Załamana, 21 lat
1890
06.09.2007  
Nie wierzę w miłość. Boję się, że nie będę mogła zaufać już żadnemu chłopakowi. Byłam już w dwóch nieudanych związkach. Z pierwszym chłopakiem rozstałam się po dwóch miesiącach. Wydawało mi się, że mu na mnie zależy, a on powiedział wtedy, że jestem tylko jego koleżanką. Po raz drugi związałam się z moim najlepszym przyjacielem. Wszystko się dobrze układało, planowaliśmy wspólną przyszłość, ślub... A on tak nagle zerwał, bo stwierdził, że mu opadły emocje; że tęskni za swoją byłą. Bardzo mnie to zabolało. Powiedział mi to z zaskoczenia, nie miałam od niego sygnału, że coś jest nie tak. Zapewniał mnie, jak bardzo mnie kocha. Jesteśmy przjaciółmi, ale na razie poprosiłam go, by mi dał czas...na zapomnienie. Chciałabym, aby do mnie wrócił, ale on kocha swoją byłą. Stwierdził, że popełnił błąd rozstając się z nią. Bardzo to zabolało. Poczułam się, jakbym była pomyłką. Jak był ze mną, to mówił, że nie wyobraża sobie, jakby wyglądała jego rodzina z tamtą, a teraz chce do niej wrócić. Nic z tego nie rozumiem.Nie wiem gdzie ja soibie teraz znajdę chłopaka. Większość chłopaków, których znam jest już zajętych. Nie wiem, czy któremuś w ogóle będę musiała zaufać. Mam już 21 lat, chciałabym zaraz po studiach założyć rodzinę i mieć dzieci. Ale nie wiem, czy któryś chłopak się w ogóle mną zainteresuje. Ostatnio rozmawiałam z pierwszym chłopakiem. Powiedział, że mu się podobałam, że chciał mnie poprosić o chodzenie, tylko się bał. Nie wiem czego. Wydaje mi się, że on nadal coś do mnie czuje, ale nie chce do niego wracać. Czasem mam ochotę się z nim spotkać, przytulić się, tak, żeb zapomnieć o tym drugim. Ale wiem, że w ten sposób to tylko go zranię. Wiem, że nie powinnam się na siłę zakochiwać, ale strasznie brakuje mi bliskości. Nikt nie mówi do mnie zdrobniale, nikt mnie nie przytula. Czułam się niedawno taka wyjątkowa, a teraz czuję ogromną pustkę w srcu. To boli...bardzo...

* * * * *

Moja Droga! Rozstania są zawsze bolesne i musi minąć okres "żałoby" byśmy mogli dojść do siebie, żeby zabliźniły się rany i mogli na nowo zaufać innym. Abyśmy mieli wolne serce. Bez tego zaufanie jest niemożliwe. Masz całkowitą rację, że związanie się z kimś, by zapomnieć o kimś innym jest bez sensu, bo wtedy ta osoba jest traktowana przedmiotowo - jako środek do celu.
Twoje odczucia są naturalne, ból jest normalny. Dlatego musisz dać sobie czas, a tymczasem wykorzystuj rady z odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć. Skąd jednak w Tobie taki strach przed samotnością? Dziewczyno, masz dopiero 21 lat! Rozumiem Twoje pragnienie rodziny, ale widzisz aby małżeństwo było szczęśliwe trzeba się do tego dobrze przygotować, dojrzeć. Jeśli ludzie nie są dostatecznie dojrzali w związku kończy się tak jak w Twoim przypadku. Twój chłopak bardzo Cię poranił swoim brakiem odpowiedzialności. Najpierw wyznał Ci milość, planował ślub a potem okazało się, że pomylił zakochanie z milością. Czy on wiedział czym w ogóle jest miłość? Ja zawsze mówię, że nie jest dobrze jak ludzie w bardzo młodym wieku, po krótkiej znajomości planują ślub. Po co się aż tak spieszyć? Naprawdę, małżeństwo jest trudnym zadaniem. Im coś jest trudniejsze w naszym życiu tym lepiej trzeba się do tego przygotować. Nawet jak idziemy na wyprawę w góry to wcześniej ćwiczymy, gromadzimy i sprawdzamy sprzęt, prognozę pogody itp. Tym bardziej zatem powinniśmy się przygotować do czegoś co ma trwać całe życie. Dlatego ten czas jest Ci dany po to, by wyciągnać wnioski z poprzednich związków i błędów i aby ich nie popełniać. Przeczytaj też proszę te artykuły: [zobacz], [zobacz] to Ci pomoże określić czego oczekujesz i co możesz w sobie rozwijać, by Twój związek był udany. Przeczytaj też ten artykuł o miłości: [zobacz] to zrozumiesz dlaczego Twój chłopak tak się zachował i jak się pomylił.
Droga Załamana! Po pierwsze daj sobie czas i nie spiesz się. Jestem pewna, że znajdziesz wspaniałego chłopaka, choć może trochę dłużej to potrwa niż byś sobie tego życzyła. Zawsze mamy jakieś plany, ale nie wiadomo czy te plany są zgodne z planem Bożym, czy na pewno bylibyśmy szczęśliwi gdyby nasze pragnienia spełniły się do razu. Ja też bardzo długo czekałam na męża, ale dziś jestem szczęśliwa i na pewno dojrzalsza niż kiedyś. I dlatego moje małżeństwo wyglada inaczej niż gdybym wyszła za mąż 10 lat wcześniej. Tak więc módl się o dobrego chłopaka, przygotowuj do związku i ulecz swoje serce po zranieniach. Z Bogiem!

  ja wstydliwa, 20 lat
1889
06.09.2007  
witam dziekuje za odpowiedz (1852) oczywiscie nie spowiedam sie u niego bo wiem ze nie moze. skoro Bóg mnie kocha to dlaczego nas połączył przeciez on wie co zamierzamy czynic a nie chroni nas od grzechu:( modle sie o wywiazanie nas z tego ale boje sie ze moja modlitwa juz nic nie daje a ja juz nie mam siły do dziwignia tego bólu i upokorzenia ze strony otoczenia i rodziny. co mu powiedziec bysmy razem zwalczyli to sztanskie uczucie. pozdrawiam i dziekuje za pomoc prosze o modlitwe

* * * * *

Ale moja Droga, to nie Bóg Was połączył. Pisałam, że każdy ma wolną wolę i dokonuje wyborów sam, to był Wasz wolny wybór. Bóg przecież nie traktuje nas jak kukiełki w teatrzyku i nie pociąga za sznurki, tylko nazywa nas synami, a zatem wolnymi.
Bóg przez Twoje wątpliwości zasiewa w Tobie (może też w nim, nie wiem) ziarenko prawdy. Wiesz, że to co robicie jest złe i chcecie z tego wyjść. To już bardzo dużo. Modlitwa nigdy nie jest bez sensu i bądź pewna, że Bóg wysłuchuje Twojej modlitwy (jej obocem są właśnie Twoje wątpliwości). Natomiast ponieważ Bóg nas do niczego nie może zmusić tak więc chce byście sami podjęli konkretne kroki. To Wy musicie chcieć przestać się spotykać... i praktycznie to robić. Nikt Was przecież na siłę nie rozdzieli, to Wy musicie zacząć działać. To trudne, oczywiście, bo nie jest łatwo przestać kochać, nawet jeśli nie można. Czy przeczytałaś artykuł, który Ciu poleciłam? Jeśli tak to powinnaś wiedzieć co mu powiedzieć. A może jest tak, że to Ty sama walczysz a on nie? Jeśli tak to jesteś w trudniejszej sytuacji ale na pewno jesteś w stanie z tego wybrnąć. Polecam Ci też odp. nr: 80, 526, 653, 825 jak samemu uwolnić się od uczucia. Zastosuj te rady w praktyce, przełam się, a zobaczysz, że się uda. I módl się, nawet wbrew sobie - czasem tak trzeba. Jeśli tylko zechcesz - zwyciężysz. Z Bogiem!

  Piotr, 17 lat
1888
05.09.2007  
To ja od ptytania numer 1866,

Wyjaśniam w życiu przyszłym, czyli studenckim, i po studjach...
dziękuje za odpowiedż na moje pytanie, ale chce się jeszcze spytać czy moge coś zrobić aby być z nią razem, w następnym roku kończe 18 lat, więc istnieje "jakaś alternatywa" czyli przeprowadzka do krakowa, ale z drugiej strony czy to nie jest zbyt ryzykowne, choć chce sprubować wszystkiego. Ale jeszcze raz z kolejnej strony nie chce jej skrzywdzić, i to mnie przerasta...
Może się powtórze, ale nigdy takiej osoby pięknej wewnętrznie, nigdy nie spotkałem i dlatego sądze, że to "Ta jedyna"...


* * * * *

Tak, rzeczywiście, możesz zacząć studiować w Krakowie, ale ta decyzja nie może być spowodowana tylko jej osobą. Natomiast jeśli ona by wyraziła chęć kontynuowania znajomości to jeśli w Krakowie byłby kierunek który Cię interesuje to możesz rozważyć taką ewentualność. Ale - tak jak mówię - jeśli tylko ona miałaby być tego powodem to nie. To bardzo daleko od rodziny i byłoby Ci trudno.
Co możesz jeszcze zrobić? No właśnie wybadać ją jeśli macie kontakt co o Tobie myśli. Z Bogiem!

  Agnieszka, 18 lat
1887
05.09.2007  
Z moim chłopakiem jestem około pół roku. Może to niedługo, ale uważam że istnieje między nami wyjątkowa i głęboka więź. Pasujemy do siebie pod bardzo wieloma względami ( np. gust lub nawet na zasadzie kontrastów). Niestety jest jedna rzecz która bardzo mnie kłuje w oczy. Jak on kiedyś to stwierdził że jeśli miałby coś we mnie zmienić to dbałośc o moją wiarę.. A wcale jakąs fantyczką religijną nie jestem. On sam jest wierzący, ale sam ma czasem trochę dziwne poglądy i nie umie sie dostosowywac do grupy. Zgodził się ze mną czekac z seksem do ślubu, ale np. wg jego pojęcia żaden pocałunek nie jest grzechem przed slubmem ( choc nie zmusza mnie nigdy do niczego). Poza tym rozmawialismy przez sms gdy on był na miesiąc za granicą i wyszedły różne tematy etyki seksualnej małżeńskiej ( wiem ze nie był odpowiedni moment na takie rozmowy) też trochę sie poróżniliśmy ale potem stwerdizlismy ze to nie jest wcale powod do zerwania poweidzial ze jest w stanie zaakceptwac moje zdanie bo nie rozni się jakos diamteralnie ale po prostu na jego zdaniu nie ma az takiego piętna wiary. On chodzi do kosciola co niedziele, ale gdy ostatnio zaprooponowalam mu zeby poszedl ze mną na grupe modlitewną ( a nie bylam naniej odkad z nim jestem-ale nie z jego powodu ale to inna historia) oswiadczyl ze mi niczego nie zabrania ale zebym przynjamniej jego nie ciągneła. Startam się być toleranycjna , ale to dla mnie bardzo duża rysa, bo nie chce żeby w przyszłości wyszły różne dziwne sytuacje, mardzylam o tym żeby mój chłopak był w głębkokiej wieżi z Bogiem, bo wiedzialam że gdy na nim się oprzemy wszystko się ułoży. On jest ambitny, ma pomysł na przyszłość, ale boje się że tego jednego filaru może zabraknąć. Wiem że istnieją także małzeństwa nawet wierzący z niewierzącym może panikuije stawiając sprawe w takim swietle.Poza tym jego ojciec jest alkocholkiem a jego matka wyjechala jakos utryzmac jego rodzinę, więc on niejako robi za głowę tej rodziny ( praktycznie jest w moim wieku). Może dlatego że miał takie dziecisnntwo czy raczej go nie miał jest takim scpetykiem co do niektórych rzeczy. Wiem że nikt za mnie nie zdecyduje i jeszcze dużo sie okaże ale czy jest możliwę że będę z nim szczęśliwa, skoro czuję się z nim bardzo szczęśliwa niemal w każdej chwili oprpcz tego gdy dochodzi między nami do jakis niesnasek na tle religijnym? Parę razy ( choc moze pare to za duze słowo) powiedzial cos takiego że mialam szansę w nim zobaczyc iskrę jakiejs takiej "zywej wiary" np. gdy powiedzial mi ze kiedy wszystko było nie tak sobie w zasadzie mnie wymodlił...
Nie wyobrażam sobie z nim zerwania a jednak czuję chwilami że bardzo nie podoba mi się to że nie patryzmy tak do konca w jednym kierunku.. co powinnam zrobic?


* * * * *

Droga Agnieszko!
Spokojnie. Jesteście ze sobą dopiero pół roku, więc za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje czy dalekosiężne plany, choć naturalnie masz rację, że bierzesz pod uwagę małżeństwo, bo tak właśnie powinno się patrzeć na chłopaka czy dziewczynę. Jednak po to właśnie jest czas poznania się, by zobaczyć jaki ktoś jest, jakie ma poglądy, charakter, jak się zachowuje a mając pełną wiedzę zdecydować czy nam to odpowiada, czy jesteśmy w stanie z kimś takim być, czy potrafimy, czy udźwigniemy itp. Związek jest też szkołą kompromisu - naturalnie mam na myśli kompromisy nie dotyczące rzeczy najważniejszych, bo moim zdaniem nie może poświęcać dla kogoś zasad.
Wiara jest ważnym czynnikiem w związku bo warunkuje światopogląd. Należy jednak pamiętać, że nie każdy przeżywa ją tak samo i że religiność może nas dzielić. Inna jest też religijność kobiet i mężczyzn. Kobieta ma większą potrzebę bycia we wspólnotach czy działania na zewnątrz (stąd wiekszość członków Caritasu czy wolontariuszy w hospicjach to kobiety) bo to wynika z jej natury. Zresztą tak jest nie tylko jeśli chodzi o religię, kobieta po prostu jest stworzona do relacji międzyludzkich. Mężczyzna woli działać ale w wierze preferuje częściej osobistą relację z Bogiem, a nie działanie wspólnotowe. To Was różni - jak widzisz i jeśli to nie wynika z kwestionowania jakichś prawd wiary (słowa "piętno wiary" bardzo mi się tu nie podobają, bo wiara nie jest piętnem - to się jakoś negatywnie kojarzy) to nie bardzo jest z czym walczyć. Natomiast faktycznie, masz rację, że będąc z kimś chcielibyśmy by podzielał nasze poglądy i byśmy się angażowali razem. W małżeństwie takie sprawy mogą mocno przeszkadzać i faktycznie jest najlepiej, gdy oboje małżonkowie są we wspólnocie razem. Wtedy nie ma oskarżeń o "marnowanie czasu", zaniedbywanie rodziny itp. Są przecież specjalne wspólnoty dla małżonków np. Domowy Kościół, ale nie tylko.
To co mogę Ci poradzić to nie przekonywać chłopaka na siłę ale pomalutku własnym przykładem pokazywać, że warto, pokazywać, że jesteś szczęśliwa, uspokojona po powrocie ze spotkań modlitewnych, że wlewają w Ciebie siłę. Może choć z ciekwości się zainteresuje?
Być może jest też tak jak piszesz, że jego sceptyczna postawa wynika z doświadczeń życiowych. Poza tym obraz ojca wpływa na nasz obraz Boga. I to bardzo, pisałam o tym w odp. nr 1180. Jeśli jego ojciec jest czy był alkoholikiem to on po prostu nie wierzy w to, że Bóg jest miłosierny i troskliwy. Myśli zapewne, że wszystko musi sobie wypracować sam, że Bóg niczego za darmo nie daje, że musi liczyć na siebie. I stąd takie mocne stąpanie po ziemi. Musisz to zrozmieć i musisz mu dać czas. Mów mu też o dobroci Boga, pokazuj ją. Jeśli zasady macie takie same to jest duża szansa, że w końcu osiągniecie kompromis. Tylko on musi pomału uwierzyć, że Bóg jest dobry, że Bóg nie jest taki jak jego ojciec. Polecam też dla niego książki ks. Piotra Pawlukiewicza "Bóg miłosierny aż tak?" i Johna Eldredge "Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy". Poznawajcie się Agnieszko, próbujcie zrozumieć i po prostu rozwijajcie Wasz związek. Z Bogiem!

  Alicja, 25 lat
1886
04.09.2007  
Witam
Moja sytuacja jest dziwna i zupełnie nie wiem jak powinnam się zachować...

Byłam przez prawie 3 lata z pewnym chłopakiem (nazwijmy go X). Nasz związek okazał się jedną wielką pomyłką. Zerwaliśmy ze sobą i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Poczułam się wolna i szczęśliwa. Obecnie jestem z innym chłopakiem, dobrze się rozumiemy, zaręczyliśmy się, niedługo się pobieramy. Z X-em chciałabym zerwać całkowicie kontakt, ale niestety nie mogę. Dlaczego?

Otóż X zabiega obecnie o względy mojej o 2 lata młodszej siostry. Jeszcze pod koniec naszego związku śmiejąc się mówił, że jeśli my zerwiemy to on sobie poradzi, poderwie moją siostrę i będzie szczęśliwy. Teraz jak widać zabrał się do realizacji planu. Nie wiem czy naprawdę się w niej zakochał czy tylko robi mi na złość. To jest człowiek który nie rozumie słowa "nie", należy do osób które "wypchnięte drzwami" wrócą oknem. Siostra z kolei jest typem szarej myszki, pilnej studentki, nie prowadzi bujnego życia towarzyskiego, dużo siedzi nad książkami. Jest przy tym totalnie nieasertywna: twierdzi że obecność X-a ją męczy, zabiera zbyt dużo czasu, ale jednocześnie nie potrafi wyrzucić go z pokoju. Przychodzi do niej kiedy chce, bo mieszkają w tym samym akademiku. X męczy ją o wyjście do kina - ona dla świętego spokoju zgadza się, prosi ją o bycie osobą towarzyszącą na jakimś weselu - ona dla świętego spokoju zgadza się. Tymczasem on zachęcony swoimi sukcesami z jeszcze większym uporem miesza się jej w życie.

Nie byłoby w tym nic skomplikowanego, gdyby nie moja rodzina. Otóż siostra jeszcze nie miała chłopaka i mama z babcią bardzo boją się, że zostanie starą panną. Dlatego gorąco starają się zachęcić siostę, by nie odrzucała wzgędów Xa, w końcu jest takim "dobrym wesołym chłopakiem". Ciekawe - gdy ja 2 lata temu zrywałam z nim, obie kibicowały mi, twierdziły, że to nie jest chłopak dla mnie, że zasługuję na kogoś lepszego; teraz uważają że lepszy taki niż żaden. Ja oczywiście nie chciałabym aby moja siostra związała się z tym chłopakiem - jedna pomyłka w rodzinie wystarczy, chcę oszczędzić siostrze tego co sama przeżywałam. Poza tym nie chcę widzieć Xa w swojej rodzinie - ani jako męża ani jako szwagra, nie po to z nim zrywałam. co więcej - nie wyobrażam sobie, abym siedziała przy stole na swoim weselu pomiędzy mężem a byłym chłopakiem (chcę by siostra była świadkową na ślubie). Mój narzeczony nie akceptuje Xa i wcale mu się nie dziwię. Tymczasem przez mamę jestem oskarżana o zazdrość, nieracjonalną nienawiść, blokowanie siostrze drogi do szczęścia (bo największym szczęściem jest mieć męża, nie ważne jakiego) a babcia zaprasza X-a na obiady.

Więc nie wiem jak się zachowywać. Nie wiem czy mam wbrew mamie i babci zachęcać siostrę do asertywności czy dać sobie spokój i spróbować się nie przejmować? Ale naprawdę zimnym potem oblewa mnie myśl, że dla świętego spokoju siostra posłucha mamy i babci a ja od Xa nie odczepię się do końca życia.


* * * * *

Sytuacja bardzo głupia i…niebezpieczna. Skoro z nim zerwałaś to najwyraźniej miałaś ważne powody i wiesz co takiego było w jego charakterze i zachowaniu, że nie chciałaś za niego wyjść.
Jednak zdanie decydujące ma tutaj Twoja siostra, której dziwię się podwójnie. Po pierwsze: jeśli chłopak jej się nie podoba, nie chce z nim być to musi stanowczo mu o tym powiedzieć. Godzenie się dla świętego spokoju jest dla niego tylko zachętą. Zapewne myśli, że ją "rozmiękczy". Po drugie: skoro znała go wcześniej jako Twojego chłopaka i wie, że z nim zerwałaś i dlaczego to tym bardziej powinno jej to dać do myślenia. W tym kontekście niezrozumiała jest też postawa Twojej rodziny. Trudno naturalnie obronić się przed presją jednak pamiętać należy, że to siostra będzie ponosiła bezpośrednie konsekwencje życia z tym kimś a nie rodzina, która ją do tego zachęca. Tym bardziej, że siostra jest jeszcze bardzo młoda, ma 23 lata więc co to za gadanie, że lepszy taki ktoś niż żaden! Całe życie przed nią i nie wiadomo kogo jeszcze spotka. A może Bóg szykuje dla niej niespodziankę? Na pewno powinna wziąć sprawy w swoje ręce i zdecydowanie opowiedzieć się za lub przeciw, bo przecież nikt za nią jednoznacznej decyzji nie podejmie. Musisz z nią rozmawiać, powiedzieć szczerze co Cię skłoniło do zerwania i co Ty o tym myślisz. Musisz jej powiedzieć, że to jej życie i nie może go zmarnować wiążąc się z kimkolwiek, kogo nie kocha. Tak więc masz rację: zachęcaj do asertywności tak, żeby to była jej wolna i świadoma decyzja, nawet wbrew rodzinie. Ślub musi wynikać z miłości a nie strachu przed samotnością, bo wspólne życie z kimś nie ma być gehenną w imię "posiadania męża". Nieprawda, że lepszy byle jaki byle był. Ile to już było takich ludzkich dramatów! Niech nie będzie on udziałem Twojej siostry.
I na koniec: nasuwa mi się jeszcze jedna myśl. Czy nie przyszło Ci do głowy, że ten chłopak nie pogodził się z Twoją decyzją (zwłaszcza jeśli była jednostronna) i próbuje Ciebie w ten sposób zdobyć? Że poprzez kręcenie się w Twojej rodzinie jest ciągle w Twoim pobliżu? Że siostra to tylko pretekst? Że swoją obecnością zmusza Cię do myślenie o nim, że w ten sposób nigdy nie zniknął z Twojego punktu widzenia? Nieważne co o nim myślisz, ważne, że myślisz - a przecież myślisz ciągle! Że myśli, że może w końcu się przełamiesz? Może gra a wcale nie ma zamiaru żenić się Twoją siostrą i jest ona dla niego tylko środkiem? Może po prostu próbuje dotrzeć do Ciebie a ją zostawi gdy to się nie uda? No bo tak coś mi się nie chce wierzyć, że jest mu wszystko jedno czy będzie z Tobą czy z Twoją siostrą a historia różne przypadki zna, takie też. Tak gdybam, ale taki scenariusz też możesz rozpatrzeć, naprawdę. Jeśli masz jakieś podejrzenia porozmawiaj też z nim - stanowczo i konkretnie.
Coś tu na pewno jest nie tak i należy czym prędzej tą sytuację rozwiązać. Porozmawiaj z siostrą, może też poproś narzeczonego by z nią porozmawiał - tak z męskiego punktu widzenia, może jej powie jak tamten chłopak może to widzieć. I choć to trudne - nie ulegajcie rodzinie. Z Bogiem!

  Justyna, 19 lat
1885
04.09.2007  
Szczęść Boże.
Historia mojej znajomości jest zapisana tu już w wielu zapytaniach :) (118, 783, 981, 1224, 1288, 1316, 1361, 1485, 1620, 1730). Nasz milosc rozwija sie w odpowiednim tempie. poznajemy sie i kochamy z dnia na dzien coraz bardziej. Jeszcze kilka miesecy temu mysl o slubie byla dla mnie bardzo odlegla. A w tym roku kiedy bylismy nad morzem na wakacjach rozmawialismy o slubie. Pierwszy raz potraktowalam to tak powaznie i ta mysl wcale mnie nie przerazala. Jestesmy jeszcze bardzo mlodzi. Zaplanowalismy ze za 2 lata moglby byc nasz slub:) P. jest ode mnie starszy o 2 lata. Podoba mi sie takie mlode malzenstwo, przekonane o tym ze chca byc ze soba. Mam nadzieje ze Bog bedzie przy nas i nie pozwoli nam niczego zniszczyc. Jednak teraz gdy mysle o tym, to pojawiaja sie pewne obawy, ze nie wiem jak to bedzie, nie chcialabym zebysmy sobie zniszczyli zycie, rozczarowali sie. mieszkamy od siebie kawalek drogi i amy mozliwosci spotykac sie mniej wiecej co 2 tygodnie. nieraz jest to na jeden dzien, nieraz na 2-3. jednak nie mozemy ze soba obcowac dzien w dzien. i dlatego mam obawy ze nie mielismy okazji poznac sie tak naprawde. boje sie ze dopiero po slubie wyjda prawdziwe oblicza. P. jest troszke porywczy i szybko sie denerwuje ale w spospb takispokojny:) zamnknie sie w sobie i musi porozmyslac. jak bylismy na wakacjach to obcowalsimy ze soba non stop przez 10 dni. byl to dla nas swojego rodzaju sprawdzian, bo nigdy nie mielismy mozliwosci zeby przez tyle dni byc ze soba. I okazalo sie ze jest cudnie nam ze soba. oczywiscie klimatyzowalismy sie przez kilka dni i bylo troszke nieporozumien, ale potrafilismy ze soba rozmawiac i kazdy problem wyjasnic:) bylo naprawde pieknie. Poznalam jaki P. jest zaradny, dzielny, opiekunczy, towarzyski i dobry takze dla innych ludzi, nie tylko dla mnie. Kocham Go nad zycie. pojawia sie jeszce jeden problem otoz P. miewa czasem takie dzwine zmiany nastrojow i popada w jakis dol i sadzi ze jest do niczego i inny od innych, troszke mnie to niepokoi, zeby w przyszlosci nie rozwinelo mu sie to. Ja staram sie go dowartosciowywac i mowic mu jaki jest kochany, zaradny i wspanialy.


* * * * *

Ale jaki masz konkretny problem Justyno? Chodzi Ci o zachowania chłopaka? To, że mężczyzna od czasu do czasu zamyka się w sobie i musi pewne rzeczy przemyśleć jest czymś normalnym. Jest to tzw. "jaskinia". O tym i o innych różnicach w psychice między kobietą i mężczyzną pisze John Gray w książce "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus". Proszę poczytajcie oboje a rozwieje to wiele Waszych wątpliwości.
Co do tego, że masz obawy co do ślubu. No to naturalne, jesteś jeszcze bardzo młoda, choć naturalnie nie ma jedynego właściwego wieku do zawarcia małżeństwa i ludzie w różnym wieku do niego dojrzewają. Jeśli jesteście ze sobą długo, jesteście ze sobą szczerzy i macie okazje widzieć się w różnych sytuacjach to raczej nie ma obaw, że po ślubie będzie inaczej. Niemożliwe żeby nagle po ślubie ten drugi człowiek okazał się kimś zupełnie innym. Z tym, że aby tak było muszą się ludzie naprawdę dobrze poznać a poza tym muszą zawierać małżeństwo nie w stanie zakochania a miłości (o tym pisałam w tym artykule: zobacz]). Jest to konieczne, by decyzja była świadoma, byśmy wiedzieli z kim tak naprawdę się wiążemy, abyśmy byli świadomi nie tylko jego zalet ale i wad. Po prostu im mocniej stąpamy po ziemi przed ślubem tym wyżej unosimy się nad nią po ślubie. Poczytaj też te artykuły: [zobacz], [zobacz], może to Ci pomoże w podjęciu decyzji. Z Bogiem!

  Misia, 16 lat
1884
04.09.2007  
Zakochałam się w młodszym o rok chłopaku. To już trwa 3 rok. Próbowałam już wiele razy o nim zapomnieć (z powodu słów mamy) usunełam nawet jego numer z komórki. Przez kilka tygodni była cisza ale znów zaczął pisać, dzwonić. Potem jakiś miesiąc przerwy i znów to samo. Tak było 6 miesięcy. Wkońcu poprosiłam żeby przestał mnie męczyć. Moje słowa doszły do skutku ale na swoje 15 urodziny dostał od rodziców i brata motor. Zaczął na nim jeździć obok mojego domu no i znów wszystko powróciło. Zaczęłam o nim myśleć, śni mi sie po nocach, kiedy tylko słyszę odgłos motora biegnę do okna jak szalona i patrze czy to nie on. Nie wiem co robić. Mama jest przeciwna naszym rozmowom i twierdzi że ciągle siedze przy komórce, zabiera mi telefon bo uważa że on do mnie nie pasuje dlatego chce o nim zapomnieć ale nie potrafie. Co powiedzieć mamie by jednak jakoś ją przekonać. Wiem że to może nie ma sensu ale ja naprawde go kocham. Jeśli nie moge z nim być to nie wiem czy mam jeszcze po co żyć.

* * * * *

A ja nie rozumiem w czym problem, w tym, że on jest o rok młodszy? Jeśli tylko tego to kompletnie niezrozumiała sytaucja. No chyba, że chodzi o coś więcej ale w takim razie porozmawiaj z mamą i niech Ci powie konkretnie co jej się nim nie podoba. Sam fakt, że ktoś jest młodszy nie jest równoznaczny z tym, że się do siebie "nie pasuje", bo co to tak naprawdę oznacza? Muszą być konkretne pwoody. A może chodzi o to, że się nie uczysz jak się z nim spotykasz lub nie pomagasz w domu a może on ma jakiś inny zły wpływ na Ciebie? Musisz to z mamą wyjaśnić i udowodnić swoim postępowaniem, że nic na Waszej relacji nie ucierpi. Pwoodzenia!

  Aniołek, 21 lat
1883
03.09.2007  
Miałam przecudnego chłopaka. Przez pierwsze dziesięc miesięcy byliśmy przyjaciółmi. W tym czasie bardzo dużo rozmawialiśmy- o harcerstwie, wierze, systemie wartości, poglądach na życie, itp. On był we mnie zakochany, ale dla mnie był tylko zwykłym kolegą. Z resztą na początku miał dziewczynę, z którą był zaręczony. Po paru miesiącach rozstał się z nią, podobno mieli powód i była to ich wspólna decyzja. Tak wtedy mówi. Zaraz po tym rozstiu, ja zaczęłam się spotykać z innym chłopakiem, on nadal był przy mnieiedy go potrzebowałam. Kiedy się z tamtym rozstałam, zaczęłam myśleś o moim przyjacielu. Miałam na początku wątpliwości i w tym czasie, nie dawałam mu żadnego znaku, że o nim myślę. Dopiero po 10 miesiącach od naszej pierwszej rozmowy zdecydowałam się z nim być. Wiedziałam wtedy, że ten związek ma sens. Czułam, że to jest ten mężczyzna, z którym chce spędzić życie. Byliśmy ze sobą pół roku. Przez ten czas utwierdziłam się w tym, żeby z nim stworzyć rodzinę. On z resztą też mówił, że bardzo chciaby, abym była jego żoną, rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, dzieciahc, zaręczynach. Stale zapewniał jak bardzo mnie kocha. Niedawno zerwał ze mną. Powiedział, że mu emocje opadły, że dziś nie może powiedzieć, że mnie kocha. Że myśli o swojej byłej narzeczonej, że chce do niej wrócić. Że popełnił błąd rozstając się z nią. Przeżyłam szok, bo trzy dni wcześniej zapewniał mnie o swojej ogromnej miłości od mnie. Nie umiem się po tym pozbierać. Z mojej strony było to prawdziwe uczucie, a z jego- zwykła fascynacja. To tak bardzo boli. Czuję się oszukana, boję się, że nie znajdę sobie męża. Tak bardzo potrzebuję jego, jego bliskości. Ale już jest ewidentnie. Powiedział, że wyjeżdża, by wszystko przemyśleć, ale już do mnie nie wróci. Chciał, żebym na niego nie czekała. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. najgorsze jest to, że on chyba z niczego nie wyciąga wniosków. Ma świadomość, że zranił dwie osoby bardzo mu bliskie, a on wyjechał, by przemyśleć, czy naprawdę kocha tamtą i czy powinien do niej wracać. Tak przynajmniej mówił.

* * * * *

Pomylił miłość z zakochaniem. Niestety często tak bywa, pisałam o tym w tym artykule: zobacz]. Dziwi mnie tylko, że tak postąpił chłopak, który miał już doświadczenie w związku i to narzeczeńskim. Czy z narzeczoną też zerwał, bo "emocje mu opadły"? Czy on naprawdę nie odróżnia uczuć od prawdziwej głębokiej relacji? Czy w ogóle potrafi taką zbudować? Ile on ma w ogóle lat, bo zachowuje się jak nastolatek?
Aniołku, oczywiście, że to boli. Boli tym bardziej, że Ty traktowałaś go poważnie i myślałaś, że z jego strony jest tak samo. Tym bardziej, że wcześniej wyznał Ci miłość. Miłość - a nie, że Cię lubi lub mu z Tobą fajnie. Czy on nie bierze odpowiedzialności za to co robi i mówi? Czy nie myśli o odczuciach drugiej strony?
Widzisz, myślałaś, że to ten człowiek, ale to jeszcze nie ten. Ten jeszcze nie dojrzał. Wiem, że jest Ci teraz Ciężko i że jeszcze jakiś czas tak będzie. Nie traktuj jednak tego czasu jako porażki, bo każda relacja nas czegoś uczy. Mam nadzieję, że nauczyła także jego.
Nie szukaj teraz z nim kontaktu, a gdyby nawet chciał, byś była jego "przyjaciółką" - nie ulegaj. Jestem pewna, że trafisz na odpowiedzialnego chłopaka, który Cię tak nie potraktuje.
A na razie poczytaj odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak się odnaleźć po rozstaniu. Z Bogiem!

  Marta, 20 lat
1882
03.09.2007  
Mam na imię Marta od miesiaca jestem z chlopakiem ktory jest 7 lat odemnie straszy na poczatku myslalam że 5 ale po penym czasie wydało sie wszystko teraz sie zastanawiam czy to ma sens a z drugiej strony czy różnica wieku może dzielic ludzi?? bo ja mam 20 lat a on 27 trudno mowic o miłości po tak ktrótkim czasie jednak cos mnie ciagnie do niego jego głos spojrzenie na świat ma cos w sobie chce go poznawać bardziej ale i mysle o różnicy wieku ktora nas dzieli czy to może być przeszkodą?? czy jest za dużo starszy odmnie??Bardzo prosze o odpowiedz Dziękuje i pozdrawiam

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253.

  Aleksandra, 23 lat
1881
31.08.2007  
Witam Panią serdecznie. Mam problem z chłopakiem , z którym rozmawiam przez internet. Bardzo lubię z nim gadać na gg (rozmawiamy nawet po dwie, trzy godziny dziennie). Bardzo go lubię i cenię -wyznajemy podobne wartości, mamy wspólne zainteresowania, jest wierzącym i praktykującym katolikiem. Po dwóch tygodniach naszej znajomości on zaproponował mi spotkanie. Ja niestety nie byłam wtedy jeszcze gotowa, żeby się z nim spotkać... Potrzebowałam najpierw mu zaufac. Tym bardziej, że mieszkamy w różnych miastach. On to zrozumiał tylko, że problem jest w tym, że on teraz już chyba nie chce tego spotkania, na które ja jestem już gotowa. Być może znalazł sobie kogoś innego albo boi się, że znowu mu odmówię. Napisałam, że ja chcę się z nim spotkać a on nic na to nie odpowiedział. Rozmawiamy już ze sobą ponad trzy miesiące. Co zrobić w takiej sytuacji? Czy mam prawo mieć do niego o to żal, że jest mi przykro, że nie chce już tego spotkania czy też wina leży po mojej stronie bo wiadomo jak to jest z internetem lepiej spotkać się wcześniej a nie tworzyć sobie tę osobę we własnej wyobraźni a potem być rozczarowanym. Nie jest mi jednak łatwo zerwać tę znajomość bo tak jak pisałam bardzo dobrze się dogadujemy i uwielbiam z nim rozmawiać. Chcę zapytać jeszcze o to, czy w takiej sytuacji można mieć do kogoś pretensje o brak uczciwości, jeśli równocześnie rozmawia on np. z jeszcze innymi dziewczynami? Czy mam prawo na tym etapie znajomości wymagać od niego, żeby rozmawiał tylko ze mną albo żeby w końcu się zdecydował czy chce czegos więcej czy już nie. Tylko, że kiedy postawię sytuacje w taki sposób to stracę go jako wspanialego znajomego... Czy powinnam zaryzykowac? Proszę o pomoc! Pozdrawiam!

* * * * *

Nie możesz mieć pretensji do siebie o to, że po 2 tygodniach nie byłas gotowa na spotkanie z nieznajomym chłopakiem. Twoje obawy były normalne, bo jednak internet zawsze jest jakimś ryzykiem i miałaś prawo lepiej go poznać przed spotkaniem. On powinien to zrozumieć. Dziwię się, że nie chce się teraz z Tobą spotkać skoro dobrze Wam się rozmawia. Jeśli mu zależało na tym, by Cię poznać to nagle przestało mu zależeć? Myślę, że powinnaś mu jeszcze raz wprost zadać pytanie o spotkanie i poprosić, żeby jasno określił czy chce czy nie.
Jest możliwe, że rozmawia z innymi lub kogoś poznał i o to nie możesz mieć pretensji, bo same rozmowy na gg nie są związkiem i do niczego nie zobowiązują.
Masz jednak prawo wiedzieć na czym stoisz i jeśli on będzie się wykręcał od spotkania możesz poprosić by określił czy chce kontynuować zanjomość z Tobą, czy chce Cię poznać. Jeśli określi się jasno to ok., jeśli nie to może nie tracić czasu angażując się coraz bardziej?

  xxx, 18 lat
1880
31.08.2007  
Wiem może, ze to pytanie nie do końca na miejscu i w ogóle, ale myślę, że to ważna kwestia. Chodzi mi o czystość w małżeństwie. Jeszcze mnie to nie dotyczy, ale to ważna kwestia i nie wiem jak to sobie ułożyć. Nie umiem o tym mówić delikatnie dlatego powiem prosto z mostu: co w współżyciu małżeńskim jest grzechem? Jakie pieszczoty są dozwolone? Czy seks oralny jest dozwolony ( tu ponoć trzeba rozróżnić czy doszło do orgazmu czy nie). Wiem, że może nie piszę o tym z należytym szacunkiem... Moim zdaniem wszystkie kontakty małżeńskie powinny być wyrazem miłości, ale czy miłość można wyrażać tylko poprzez współżycie (wprowadzenie członka do pochwy?). Rozumiem, że sam seks oralny, pieszczoty dłonią są złe, ale jeśli są wstępem do właściwego współżycia? Zrozumiem jeśli to pytanie nie zostanie opublikowane, ale są to dylematy, które dotyczą prawie wszystkich, a rzadko są poruszane, a jak już są to w sposób mało satysfakcjonujący. Pozdrawiam i przepraszam jeżeli nie właściwie o tym napisałam.

* * * * *

Pytanie wcale nie jest na miejscu, choć w Twoim przypadku to chyba trochę za wcześnie się tym martwić. Tak naprawdę współżycie jest bowiem tylko jedną z dziedzin życia w małżeństwie i pozostałe dziedziny wpływają na nie w wielkiej mierze.
Dlatego najpierw należy poznać się dobrze z każdej innej strony, bo może się okazać, że zupełnie co innego może być przyczyną naszej frustracji.
O tym zaś "co wolno" poczytaj w tym dziale: http://adonai.pl/malzenstwo/ a w szczególności w tym artykule: zobacz] który dokładnie i prosto wszystko wyjaśnia.

  _girl, 18 lat
1879
31.08.2007  
1648. Spotkaliśmy się ponownie w wakacje, powiedział,że okłamał mnie i że tak naprawdę nie potrafił poradzić sobie z moim brakiem zaufania. Zaczął się spotykać z inną kobietą , w końcu nic z tego nie wyszło. Podczas tych wakacji też powiedział tej przyjaciółce, której wysłał smsa, że ją kocha (to było przed naszą rozmową). Ona oczywiście go odrzuciła.Podczas naszej rozmowy powiedział „Ty nadal coś do mnie czujesz” ja „tak, ale Ty nie więc sprawa jest prosta” on „tego nie powiedziałem”. Poczułam się jak opcja awaryjna, zresztą sam powiedział, że mu przykro, ale jestem kobietą numer 3 w jego życiu obecnie. Z nimi dwiema mu się nie udało,zaczął się odzywać znowu do mnie. Z jednej strony bardzo to uderza w mój szacunek do samej siebie, jeszcze jego hasła, że czy to takie trudne zadzwonić i powiedzieć „zależy mi na Tobie” , walczyć o ten związek, zamiast czekać,tylko czemu ja mam to robić, kto tu włożył więcej starań( może źle to traktuję, ale to dla mnie trochę poniżające) ? z drugiej wiem, że jeśli usiądziemy i przegadamy to wszystko to jestem w stanie mu wybaczyć. Na razie trzymam go na dystans, nie jestem na każde wyciągnięcie jego ręki, będzie musiał pokazać, że zależy mu na tym naprawdę i że nie podda się przy następnym tak naprawdę małym problemie. Trudny człowiek, czy można w ogóle mu jeszcze zaufać, czy to już zachowania 25latka, który szuka jakiejkolwiek opcji z desperacji?

* * * * *

Nie tylko upokarzające ale i bezczelne. Jak ktoś tak mówi kobiecie to gdzie tu szcunek do jej osoby nie mówiąc o miłości? Czy jemu się wydaje, że wszystkie kobiety są jego i zawsze ktoś będzie na niego czekał w rezerwie? Niepojęte, jak tyle lat starszy chłopak może tak się zachować. Ty choć tyle młodsza, jesteś znacznie dojrzalsza. No i jesteś silną dziewczyną, która na pewno sobie poradzi i nie da się poranić - to widać z Twoich listów i tak trzymaj. Po prostu nie daj się zranić.
Nie musisz mu "wybaczać wszystkiego", nie musisz godzić się na numer 3 czy 10 ani na cokolwiek. Widać jak na dłoni, że on zostawia sobie furtki i że nie jest to miłość. Miłość jest wyłączna, miłość pragnie dobra dla drugiej osoby bardziej niż dla siebie. A jakiego on TWOJEGO dobra pragnie? On zachowuje się jak tchórz i wydaje mu się, że może sobie w stosunku do Ciebie pozwolić na wiele, bo ma świadomość co do niego czujesz. Ale czuć nie znaczy godzić się na wszystko. Pokaż mu swoją godność i swoją siłę. Nie zadowalaj się namiastkami związku, bo szybko poczujesz się samotna i sfrustrowana. Zasługujesz na kogoś kto Ciebie wybierze. Ciebie, bez żadnych wyjść awaryjnych i numerów. Kto Ciebie pokocha a nie zrani jak mu się znudzi. Tego jesteś warta. Naprawdę na nim świat się nie kończy. On nie może bezczelnie wykorzystywać Twojego zaufania i uczuć, to czysty egoizm. Trzymaj się dziewczyno i bądź sobą. Z Bogiem!

  Łukasz, 19 lat
1878
31.08.2007  
Witam. Większość pytań zadają dziewczyny, to teraz chłopak dla odmiany... Ze swoją dziewczyną jestem rok. Na początku była to piękna czysta miłość, niestety stopniowo przesówaliśmy granice tak, że w końcu została nam ostatnia. Problem polega na tym ze ja próbuję się powstrzymać, natomiast dla niej zbliżenie co pewien czas jest OK. Próba 'narzucenia czystości na siłe' też się nie sprawdziła i widzę że chęć życia w czystości musi być po obu stronach. Próbowałem ją przekonywać ale każdy argument potrafiła podważyć (dlatego proszę nie odpowiadać fragmentami artykułów zamieszczonych na stronie, bo na nie znalazła jakieś logiczne wywody...). Proszę mi pomóc, bo nie wiem jak zmienić jej myślenie.

* * * * *

A to czytałeś?: zobacz]. Widzisz, ja tam właśnie zamieściłam wszystkie swoje argumenty i napisałam jak przekonać dziewczynę. Jeśli ona to podważa to znaczy jedno: nie traktuje poważnie Jezusa i jego przykazań. Nie traktuje, bo gdyby traktowała to w Jego imię pozwoliłaby Ci na niepopełnianie grzechu. To jedno. A drugie: kocha Cię naprawdę? Jak naprawdę kocha to nawet jak sama uważa czystość za głupotę to dla Ciebie, z szacunku do Ciebie powinna Tobie pozwolić na Twoje zasady. Powinna je uszanować. Jeśli ktoś naprawdę kocha, czyli pragnie dobra drugiej osoby to nie myśli najpierw o sobie, o swojej przyjemności tylko o tym drugim. Jest tak w Waszym przypadku?
Bo może to nie sprawa tylko czystości tak naparwdę, ale w Waszym związku coś szwankuje?
No jak to jest Łukasz, jesteś pewny, że wszystko dobrze? Przeczytaj proszę te artykuły: [zobacz], [zobacz] i zadaj sobie kilka pytań.
Masz rację, że chęć zachowania czystości musi być po obu stronach, nawet jeśli wynika z całkowicie innych pobudek. Zobacz, są przecież związki osób wierzących z niewierzącymi, które zachowują czystość. Dzieje się tak bo obie strony się szanują i nikt nikogo nie zmusza do czynów wbrew sobie, wbrew swojemu sumieniu.
Dlatego mówię: jeśli nawet Twoja dziewczyna uważa czystość za głupotę (choć dziwię się, że te argumenty do niej nie trafiają) to z miłości do Ciebie powinna Cię uszanować. Jeśli nie to pomyśl czy to naprawdę jest miłość i czy tak sobie wyobrażałeś związek? Co jest dla Ciebie priorytetem? Jak Wam się układa w innych dziedzinach, czy też ona narzuca swoje zdanie we wszystkim? I wreszcie: czy to ta właściwa dziewczyna?
Jej myślenia na siłę nie zmienisz, ale jesteś mężczyzną, więc potrafisz Ty też na pewno wysunąć logiczne argumenty i wziąć sprawy w swoje ręce. Z Bogiem!

  Małgorzata, 22 lat
1877
27.08.2007  
Witam, Mój chłopak wyznał mi że miał problemy z narkotykami. Nawet kilka razy przedawkował i i wylądował w szpitalu. Jest czysty od półtora roku. Nie znaliśmy się wtedy.

Poznałam go jako ambitnego, pracowitego i bardzo wrażliwego człowieka. On mi teraz przysięga że skończył z narkotykami na 100 % Czuje że powinnam dać mu szansę, ale boje się o niego, ponieważ wiem, że jednak sporo osób wraca do nałogu. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać. Czy wracać do tego tematu, czy nie?

Czy w ogóle taki związek z ma szansę? Boje się o nas...


* * * * *

W takiej sytuacji trudno doradzać jednoznacznie. Szanse na związek są oczywiście, bo każdy może się podnieść i zacząć od nowa. Tym bardziej, że - jak piszesz - on już z tym skończył i to nie pod wpływem chwili czy uczucia np. dla Ciebie tylko zanim Ciebie poznał. To jest duży plus i dobrze rokuje. Z drugiej strony minęło dopiero półtora roku i nie wiadomo jak będzie dalej. Poza tym na 100 % te wydarzenia nie pozostały bez wpływu na jego organizm. Nawet jeśli w tej chwili nic mu nie dolega nie wiadomo co będzie dalej. Na pewno ma osłabiony organizm i łatwiej może zapadać na różne infekacje. Nie wiadomo też jak odbije się to np. na jego płodności, czy będzie mógł mieć dzieci a jeśli tak to czy nie będzie to powodem jakiegoś defektu genetycznego. Wiem, że pewnie w tej chwili o tym nie myślisz ale jeśli poważnie myślicie o przyszłości to trzeba to wziąć pod uwagę. Nie wiadomo też jakie szkody nartotyki wyrządziły w jego psychice. Nie wiadomo czy nie będzie to w przyszłości przyczyną nerwic, lęków itp. Nie straszę Cię Małgosiu, bo nie odradzam Ci tego związku, chcę tylko zwrócić uwagę na pewne aspekty, o których może na razie nie myślisz, a które są bardzo ważne we wspólnym życiu. Radziłabym Ci po prostu też sięgnąć po jakąś przystępną literaturę medyczną i po prostu poczytać o skutkach narkotyków - nie żeby sobie chłopaka obrzydzić tylko żeby mieć świadomość. Bo żeby być z kimś trzeba być świadomym z kim się jest i co może się zdarzyć.
To jedna sprawa. Inna to jego obecne życie, obecne zachowanie - bo to buduje rzeczywistość i to jest najistotniejsze.
Pytasz czy rozmawiać z nim o tym. Jeśli on sam zaczął rozmowę na ten temat to nie traktuje tego tematu jako tabu i spokojnie możesz z nim porozmawiać. Możesz pytać o wszystko, bo masz prawo do tego i on powinien szczerze Ci wszystko mówić.
Polecam Ci też odp. nr: 350, 686, 1061, 1312, 1362, 1522, 1535,z tym, że tam pisałam o przypadkach, w których narkomania jest obecna w związku, więc nie bierz wszystkiego do siebie. Twój przypadek jest o tyle inny, że to przeszłość, jednak jak chcesz to do nich zajrzyj.
Wszystko zależy od tego jak dalej będzie się Wasz związek rozwijał, jak on traktuje ten etap swojego życia, czy żałuje, czy uważa to za głupotę młodości, czy ma świadomość konsekwencji czy też myśli, że to tylko taki epizod, wybryk i w sumie nic się nie stało. Na pewno wiele też zależy od tego jakie to były narkotyki, ale to już wiedza medyczna.
Nie mogę jednoznacznie Ci powiedzieć czy masz z nim być czy nie, nie mam takiego prawa. Rozważ to sama, odpowiadając sobie na pytania czego się boisz i czy jesteś w stanie pewne sprawy udźwignąć. Rozumiem oczywiście, że gdyby wrócił do nałogu Ty byś tego nie akceptowała, prawda? Jeśli zaś odciął się od tego, chce żyć normalnie to jest naturalnie taka szansa, ale to wszystko musicie sami rozważyć poznając się dobrze. A jak jego życie duchowe? Z Bogiem!

  Ania, 26 lat
1876
27.08.2007  
Przeczytałam ten tekst: "Czujesz powołanie do małżeństwa? Jeżeli tak, to spróbuj usunąć wszystkie przeszkody. Może w tym pomóc psycholog, kierownictwo duchowe, zdemaskuj w sobie fałszywe rzeczy i spróbuj uzdrowić zranienia, które w tobie powstały. Szukaj człowieka. Stwarzaj okazje ku temu, by go znaleźć, by on Cię znalazł."
I teraz moje pytanie - czy z tego wynika, że dziewczyna może szukać chłopaka? Poznałam ciekawego kolegę, ale nie mamy możliwości, aby się bliżej poznać. Czy powinnam się "zakręcić" w jego okolicy, żeby np. "przez przypadek" go spotkać? Czy czekać, aż może tak się złoży, że na siebie gdzieś wpadniemy? Czy takie "stwarzanie okazji" to nie jest przypadkiem zachowanie wbrew przeznaczeniu?
Z góry dziękuję za odpowiedź


* * * * *

Jasne, że może dziewczyna "szukać chłopaka", tzn. może inicjować spotkania lub stwarzać okoliczności, by móc się lepiej poznać. Oczywiście, nie może to być nachalne i za wszelką cenę, nie można nikomu innemu chłopaka odbijać ani przejmować inicjatywy całkowicie za mężczyznę. Nie może być tak, że to ona zachowuje się jak chłopak. Natomiast stwarzanie możliwości poznania się jest jak najbardziej normalne. Nie jest to działanie "wbrew przeznaczeniu", bo przeznaczenia jako takiego w miłości nie ma, pisałam o tym w odp. nr: 58, 86, 863, 896. No i módl się o rozeznanie woli Bożej, o rozeznanie czy to ten chłopak. Z Bogiem!

  Aldona, 25 lat
1875
27.08.2007  
Jestem w związku od ok. 3 lat i nagle wytworzyła mi się potrzeba spotykania z innymi chłopakami; właściwie żeby sobie porozmawiać, popatrzeć na wszystko z innej perspektywy, pośmiać się; przemknęły mi mysli o flirtowaniu. Wiem że pewne rzeczy byłyby nie w porządku -przeciez nie moge tak poprostu sobie pójśc na spotkanie z innym facetem , ale z drugiej strony czy jeżli nie robie nic złego , nieuczciwego wobec mojego chłopaka czy mi nie wolno. Ja mam troche swiadomośc że mój chłopak miał o wile więcej dziewczyn czy przyjaciółek i myślę że dlaczego ja nie mogę mieć znajomych płci przeciwnej i czasem sie spotykac na kawie itp. itd.ogólnie jestem osoba bardzo towarzyską więc trochę to na pewno z tego wynika; wiem ż ejak się jest w związku to niektóre rzeczy nie pasuja ale czy już trzeba sie ograniczać i odizolowywac od ludzi; mój chłopak wie trochę o tym ż elubię się spotykać ogólnie z ludźmi i towrzystwem i to akceptuję jest wyrozumiały ; oczywiście o indywidualnych spotkaniach nie wpsominałam. Podsumowując - co wolno w stosunku do innych męźczyzn , będąc w stałym związku.

* * * * *

Hmm, nie ma katalogu zachowań dozwolonych, to wszystko musi wynikać z charakteru znajomości, z kutury danego środowiska i mentalności no i ze zwykłej uczciwości w stosunku do tej drugiej osoby. Oczywiście, że będąc w związku nie trzeba być odludkiem. Jednak trochę inaczej to wygląda gdy mamy znajomych sprzed związku a trochę inaczej gdy zawieramy nowe znajomości. Spotkania z tymi ostatnimi - jeśli są z osobamui płci przeciwnej - a nie dotyczą np. kontaktów zawodowych powinny odbywać się jednak w trójkę lub czwórkę (jeśli ta druga osoba też jest w związku). Dlaczego? Ano dlatego, że jak wspomniałam, w zwiazku obowiązuje uczciwość względem siebie i nie powinniśmy mieć przed chłopakiem czy dziewczyną tajemnic z kimś innym płci przeciwnej. No bo co takiego się dzieje na takich spotkaniach, że chłopak nie może o tym wiedzieć? Jeśli coś takiego jest to znaczy, że przekraczamy granice uczciwości. W przypadku wspólnych spotkań nie ma dziwnych sytaucji ani obaw, że ktoś się w kimś zakocha. Nie ma podejrzeń i zazdrości. Jest trochę luźniej, ale czasem nawet fajniej. To jest najzdrowsza sytuacja. Trochę inaczej jest gdy są to znajomi sprzed związku, bo wtedy jesteśmy przywyczajeni do wspólnych rozmów czy też mamy pewne wspomnienia sprzed kilku lat. Możemy wiedzieć o rzeczach z życia tamtej osoby, które powierzyła nam w tajemnicy i o których nasz chłopak niekoniecznie musi wiedzieć. Jednak i wtedy raczej powinniśmy spotykać się (chodzi oczywiście cały czas o osoby płci przeciwnej) z chłopakiem czy dziewczyną, a tylko w wyjątkwoych sytuacjach na osobności (właśnie np. wtedy gdy ktoś chce się zwierzyć z czegoś o czym tylko my wiemy i potrzebuje rady).
Nie byłoby zdrowe celowe dążenie w takiej sytaucji jak Twoja do poznawania nowych chłopaków i spotykania się z nimi bez Twojego chłopaka. No bo pomyśl z drugiej strony: czy Ty chciałabyś, by Twój chłopak czuł potrzebę posiadania nowych koleżanek? Pisałaś, że miał więcej dziewczyn wcześniej, ale czy chciałabyś, żeby poznawał teraz nowe? Nie czułabyś się zagrożona w swojej pozycji? Nie pomyślałabyś, że Ty mu nie wystarczasz?
Ja tu widzę jeszcze jeden aspekt: po co Ty chcesz tych innych chłopaków poznać? Czy nie jest tak, że jesteś trochę zmęczona lub znużona w swoim związku, czy nie jest tak, że Twój chłopak jakoś nie końca Ci odpowiada, że chcesz się przekonać czy to ten? Czy może nie czujesz się do końca przy nim bezpieczna lub dowartościowana jako kobieta, czujesz jakieś braki? Może szukasz u innych powtierdzenia, że się podobasz? Pomyśl nad tym, bo często tak własnie jest, że jak czegoś nam brakuje w związku to szukamy u innych. Przeczytaj też te artykuły: [zobacz], [zobacz]. Z Bogiem!

  Weronika, 23 lat
1874
27.08.2007  
Nie wiem jak mam sobie radzić z tą sytuacją. Niedawno rozstałam się z chłopakiem. Nie mogę się po tym pozbierać. Mówił, że kocha i planuje ze mną przyszłość i nagle ze mną zerwał, bo stwierdził, że myśli o swojej byłej dziewczynie. To było zupełnie niespodziewane...

* * * * *

To zawsze bolesne i przykre wydarzenie, szczególnie jeśli motywy są takie jak podajesz. Nie wyobrażam sobie planowania z kimś przyszłości a potem tak nieodpowiedzialnych zachowań. Widocznie z jego strony nie była to prawdziwa miłość, szkoda tylko, że Ty padłaś ofiarą.
Jak sobie radzić? Dać sobie przede wszystkim czas. Na pewno to jeszcze długo będzie Cię bolało, na pewno tym bardziej im dłużej byliście ze sobą. Musisz teraz przeżyć swoją żałobę po tym wydarzeniu, po tej stracie. Praktyczne rady jak się zachowywać zawarłam w odp. nr: 80, 526, 653, 825, proszę przeczytaj. Z Bogiem!

  Gosia, 22 lat
1873
24.08.2007  
Witam,
Jeszcze dwa lata temu oznajmiłam rodzicom że chcę iść do zakonu.. nie dlatego, że byłam sama, zakompleksiona itd. chociaż byłam... każdy ma ciemne strony życia... ale ja starałam się znaleźć słońce w tym wszystkim i odnalazłam - Boga. Czułm pokój w sercu, radość taką całkiem zwykłą ale prawdziwą... ale brakowało mi ludzi w moim życiu... patrząc z perspektywy żyłam trochę w odcięciu od wszystkiego, w swoim świecie na uboczu życia .. żyłam bardziej wewnątrz niż na zewnątrz... Rodzina poprosiłabym zrobiła studia a później postąpię jak zechcę... Spytałam księdza proboszcza powiedział podobnie... jeżeli moje powołanie jest prawdziwe to przetrwa czas studiów... poszłam na studia ... Spotkałam chłopaka...
Niedawno rozstałam się z chłopakiem... byliśmy z sobą rok.. to był mój pierwszy chłopak i pierwszy związek... Ja byłam pierwszą dziewczyną, z którą był tak długo... Poznaliśmy się na rodzinnej uroczystości (ja go zaprosiłam jako osobę towarzyszącą) i tak zostaliśmy razem. Na początku nie było między nami wielkiego uczucia... ale chęć bycia z kimś... był odemnie rok starszy... on studiuje ja pracuje i studiuje... on trochę lekkoduch a raczej student... ja studentka ale już pracująca... z większym bagażem doświadczeń... i nie tylko w pracy ale doświadczeń życiowych... ja dobrze wychowana, niekoniecznie zawsze grzeczna dziewczynka... bo wiele zasad w życiu złamałam zarówno swoich jak i tych wskazywanych mi przez innych... a może złamałam wszystkie prawie zasady.. za wyjątkiem jednej... on również dobrze wychowywany przez rodziców... ale jak to ują on wychował się sam... Na początku było wszystko dobrze... jedyne co od początku budziło we mnie niepokój i zalegało ciężarem w sercu to to że nie zachowywaliśmy czystości... nasza znajomość poprostu zaczęła się nie od początku jakby... od samego początku prawie były pieszczoty, pocałunki i szło to coraz coraz dalej... dla niego to było nic wielkiego... coś naturalnego... dla mnie może też ale jednak coś było nie tak... i nie szło to w paże z budowaniem więzi duchowej... nie było między nami \"łączności dusz\" były tylko cielesność... byliśmy ze sobą ale mi brakowało jego obecności chociaż był tuż obok... ale przywiązałam się do niego, zaangarzowałam się całkowicie i ten związek dawał mi siłe, nadzieje, chęć do życia... Może dlatego że do tej pory byłam sama... nie miałam nikogo ani też wielu znajomych... należe do osób które mają niewielu znajomych lecz jednego dobrego przyjaciela... Do tej pory życie sprawiało mi przykrość... nie odnajdywałam się nie żyłam lecz walczyłam żeby jakoś przetrwać... nigdy nie akceptowałam siebie... I do tej pory nie akceptuję... ale już toleruję ponieważ świadomie i za wszelką cenę dążyłam do tego żeby się zmienić... swój wygląd, charakter i sposób bycia... i trochę mi się udało... jestem typem bulimiczki... walcze z sobą... do tej pory walczyłam z przeszłością, i mogę powiedzieć że w pewnym stopniu udało mi się z nią uporać... Związek z moim chłopakiem dał mi nową szansę... udowodnił, że jestem coś warta, jestem kobietą, mogę się podobać... Dawał mi siłę do walki... Wiem to źle... Siłę, motywację, chęć życia , działania, przekonanie o własnej wartości i wartości życia powinnam mieś w sobie... nie powinnam tego czerpać ze związku tylko... bo jak widać akurat ten związek okazał się nietrwały... Ale nie posiadam tego w sobie...
Nasz związek okazał się cudownym doświadczeniem szkoda że tylko cielesności ale mam nadzieję że gdy spotkam tego który jest mi pisany i nasza miłość będzie pełna to będzie jeszcze cudowniej... Dlaczego nasz związek się rozpadł? Widocznie miał słabe fundamenty... a może nie miał wcale ... Ja nie mogę pogodzić się z tym że mój chłopak nienawidzi ludzi czarnoskórych -jak sam powiedział byłby gotów ich zabić... może to tylko słowa ale nawet jeśli... gdy są wypowiadane z pełną świadomością przekonaniem - ja nie mogę się na nie zgodzić, pozatym coprawda po roku- mój chłopak oczekiwał że oddam mu się całkowicie... ale nie oddałam mu się... chociaż tego pragnęłam... Dlaczego? przecież jestem dorosła...? Czułam że coś jest nie tak między nami... czegoś brakuje... nie byłam pewna głębokości jego uczuć... czółam, że on poprostu jest niedojrzały... w każdym razie czółam się starsza psychicznie... czółam że on to traktóje bardziej npod kątem cielesności... chociaż jesteśmy na 3 roku studiów nie myślał poważnie... a chciał tak wiele ode mnie... ale ja na tym etapie nie mogłam mu dać to czego chciał... A kiedy okazało się ze narazie postawiłam granicę... nasz związek się rozpadł...rozstaliśmy się... w zgodzie ... a ja chociaż byłam tego wszystkiego świadoma... ciągle miałam nadzieję że się jakoś ułoży, że On się zmieni , że mu na mnie zależy... ale On odszedł poprostu... i nawet nie prubował wrócić a serce boli ale z drugiej strony mam świadomość że dobrze zrobiłam że zachowałam tę ostatnią granicę , zostawiłam część siebie dla siebie... Czy wszystkim facetom zależy tylko na seksie? Czy to jedyny dowód miłości? Nie uważam żeby moje pragnienie pujścia do zakonu było głupie albo niedojrzałe... Chociaż przez jakiś czas miałam w sercu lęk, że pójde do piekła za to że nie pójde do zakonu... Przyjaciel mi powiedział, że to nieprawda... A co ja teraz chce? Boje się że to źle jeśli mam powołanie a nie poszła do zakonu ... ale z drugiej strony myślę że jeżeli będę dobrym człowiekiem i bądę dobrz rzyć to się zbawię... Chciałabym spotkać Chłopaka który mam nadzieje jest mi przeznaczony, i przeżywać z nim PEŁNĄ cudowną miłość... i spłodzić dzieci i żyć pełnią żyća... budować swoje życie i w nim w pełni uczestniczyć... Proszę jeśli to możliwe odpowiedzieć na mój list... wiem że umieściłam tu tak wiele wątków, i może to wszystko bżmi banalnie ... ale to treść mojego serca mojego życia mojego istnienia... proszę pomóc mi ją uporządkować... wiem że nie można upożądkować tego wszystkiego w jednej chwili... ale potżebowałam się tym podzielić z kimś... Dziękuję


* * * * *

Droga Gosiu! Wasz związek zniszczyła nieczystość. Masz rację mówiąc, że nie miał on fundamentów: bo podstawą była bliskość fizyczna a nie oparcie na Bogu. Jeśli dwoje ludzi na randkach myśli o pieszczotach a nie kończy lub zaczyna ją modlitwą to są zaślepieni swoją cielesnością i patrzą na siebie przez pryzmat ciała nie ducha. Nie ma wtedy szansy dobrze się poznać. Nie chcę tego bardziej rozwijać, pisałam na ten temat w tym artykule: zobacz] i zobacz]. Nie jest tak, że każdy facet myśli tylko o seksie, natomiast na pewno myśli o nim więcej niż kobieta. Jednak nie jest tak, że mężczyzna kieruje się instynktem i nie może się powstrzymać. Z Twojego listu widzę, że Twój chłopak jednak tej cielesnosci i przyjemności jednak najbardziej od tego związku oczekiwał. Czy on miał wcześniejsze doświadczenia w tej dziedzinie? Tak to wygląda. Wygląda też na to, że on Cię nie traktował zbyt poważnie, że nie chodziło mu o związek prowadzący do ołtarza - potwierdzają to jeszcze Twoje słowa o tym, że nie był poważny. To, że odszedł w momencie kiedy postawiłaś granicę i nie starał się wrócić, nie starał się Cię odzyskać niestety odkrywa smutną prawdę o nim. Bogu dziękuj, że nie zaszło to zbyt daleko, że nie oddałaś mu się całkowicie i nie zostałaś wykorzystana i porzucona. Spójrz prawdzie w oczy: on dążył do seksu, do przyjemnosci i nia miał zamiaru się z Tobą żenić. Nie była to miłość prawdziwa, bo taka nie żąda dla siebie tylko troszczy się o dobro drugiego człowieka. Ty początkowo poczułaś się w tym związku dowartościowana, bo ktoś się Tobą zianteresował, doznawałaś czułości. I to Ci zaciemniło obraz sytuacji. Byłaś bardzo spragniona tej miłości i dlatego pozwalałaś na tak wiele łudząc się, że będziesz z nim szczęśliwa. Czy nie ma to podłoża rodzinnego? Czy masz dobrą relację z ojcem? Czy Twoi rodzice żyją w zgodzie? Bo coś mi się wydaje, że nie najlepiej u Ciebie i dlatego rzuciłaś się w ramiona tego człowieka nie zastanwiając się jak to będzie i że ta znajomość źle się zaczyna.
Co do powołania to myślę, że powinnaś może pojechać na rekolekcje powołaniowe i zobaczyć czy takie życie jest dla Ciebie. Jeśli nie pójdziesz do zakonu nie spotka Cię za to żadna kara ani nie będziesz miała grzechu. Natomiast odpowiedz sobie na pytanie czy nie jest to Twoja ucieczka przed życiem? I pomyśl jaki obraz Boga nosisz w sobie skoro mówisz o piekle, potępieniu za grzechy, o karze. To nie tak. Człowiek sam wybiera piekło odwracając się od Boga a nie Bóg go tak z mściwości wrzuca za nieodmówiony pacierz. Bóg jest miłością. Często nasz obraz ojca wpływa na nasz obraz Boga. Z tego co piszesz odnoszę wrażenie, że coś nie tak jest z Twoim ojcem, czy to prawda? Gosiu! Przeczytaj książkę ks. Pawlukiewicza "Bóg miłosierny aż tak?" i spróbuj pojechać na rekolekcje powołaniowe. Skończ też studia - to była dobra rada. Co do chłopaka: bądź na przyszłość ostrożniejsza! Nie ufaj chłopakowi, który od razu Cię całuje. Nie sztuka poznać czyjeś ciało i rekacje, sztuka poznać jego duszę. Na poznaniu buduje się związek nie na przyjemności. Módl się o rozeznanie drogi życiowej i staraj się akceptować siebie. Jesteś wartościową dziewczyną. Z Bogiem!

  na drugie Ania, 21 lat
1872
24.08.2007  
Szczęść Boże ! nawet nie wiem jak mam zacząć. Tak bardzo mi wstyd i wstyd to jedno z najmniej nieprzyjemnych uczuć, które mna miotają teraz. Wstyd, pogarda dla siebie, brak zaufania sobie samej, wstręt. Popełniłam straszną głupote - wspołżyłam z mężczyzną. Nawet nie potrafie powiedzieć dlaczego to zrobiłam, nie kochałam go, prawie się nie znaliśmy, nawet chyba mnie nie pociągał.(teraz mieszkamy 1000 km od siebie i pozostał bardzo słaby kontakt mailowy i smsow.Nie wiem czy się spotkamy kiedykolwiek jeszcze. Mieszka w miejscowości w której żyje moja rodzina. Należy do rodziny, ale nie jesteśmy spokrewnieni.Chyba wolałabym już nie. Przed nim też się wstydze.) Nie wiem dlaczego to zrobiłam i to jest w tym jeszcze gorsze, poprostu zachowałam się jak głupi, nieodpowedzialny człowiek, który nie ma dla siebie wogóle szacunku. Teraz tak bardzo tego żałuje, ale jest stanowczo za późno, czasu cofnąć sie nie da. Nie potrafie przestać o tym myśleć jest mi źle ze sobą i swoim sumieniem. Postanowiłam że pójde do spowiedzi, chociaż tak boje się, ale muszę. Muszę w tym sensie że dla siebie to zrobić.
Kiedyś miałam chłopaka, byliśmy razem 5 lat. Bardzo go kochałam i wiem że on mnie też. Chociaż dużo sie wydarzyło i dokłanych przyczyn naszego rozstania nie znam (to on zdecydował o rozstaniu), mam do niego dużo żalu( mimo ze wybaczyłam i wiele czasu już upłynęło), jednak nie potrafie przestać myśleć o nim z miłością. Wiem też że nie będziemy nigdy razem(chociaż wiele ludzi twierdzi że będziemy razem kiedyś - ja myśle że to bzdurne gadanie). Z tym chłopakiem nie współżyłam, zachowaliśmy oboje czystość. Myślałam że zawsze będziemy razem - oczywiście myliłam się. Ale wtedy tyle młodsza byłam mądrzejsza niż teraz. Potrafiłam mieć szacunek do siebie, a teraz straciłam go zupełnie. Ten jeden przypadek był moim pierwszy razem, tym bardziej to boli mnie. Dlaczego byłam taka głupia, naiwna, bezmyślna i nieodpowiedzialna
Czytałam wiele listów i Pani odpowiedzi na listy dotyczące czystości, chyba tylko po to żeby chociaż troche uspokoić swoje sumienie. Niestety jest tylko gorzej. Boje się, że nawet jeżeli spotkam kiedyś mężczyzne, którego naprawde pokocham a on mnie (w co i tak wątpie) to on nie będzie mnie chciał gdy się dowie, będzie sie mną brzydził. Boje się. Nie chce być zawsze sama. Boje się samotności.


* * * * *

Droga Aniu! Tak, to głupie co zrobiłaś, ale najważniejsze, że zdajesz sobie z tego sprawę. Różne głupoty w życiu robimy i choć nie chcę bagatelizować tego co się stało to chcę Ci powiedzieć, że te głupoty nas nie przekreślają. I Ciebie też to nie przekreśla. Tak, nie jesteś już fizycznie dziewicą, ale możesz i powinnaś nadal zachowywać czystość. I jak przystąpisz do spowiedzi to Jezus Ci przebaczy i będziesz na nowo czysta. Tak, ja wiem, że to nie tylko o to chodzi. Ty nie możesz sobie tego wybaczyć i chcesz cofnąć czas. I właśnie dlatego powinnaś jak najszybciej pójść do spowiedzi, zobaczysz o ile będzie Ci lżej. Przeczytaj też proszę odp. nr: 616, 961, 1070, 1819, 462 oraz ten artykuł: zobacz]. Ja wiem, że teraz nic tak do końca Cię nie uspokoi, bo masz straszny żal do siebie i tego człowieka. Masz rację, że nie powinnaś mieć z nim kontaktu.
Nie możesz też mysleć, nie wolno Ci tak myśleć, że nikt Cię nie zechce. Pisałam o tym właśnie w odpowiedziach, które Ci polecam. Uwierz, że jak ktoś Cię naprawdę pokocha to przyjmie Cię taką. Jeśli to będzie prawdziwa miłość i ten chłopak będzie widział w Tobie wszystkie Twoje dobre cechy, będzie Też widział Twoją czystość i Twój żal z powodu tego wydarzenia to Cię nie odrzuci. Tak, na pewno nie wszyscy będą potrafili to zrobić. Pisałam wielkorotnie o tym, że jak chłopak nie może pogodzić się z tym, że jego dziewczyna nie jest dziewicą to powinien odejść i nie dręczyć siebie i jej nie ranić swoją nieakceptacją. Bo znajdzie się ktoś to będzie potrafił to przyjąć. I dlatego piszę, że ten komu naprawdę będzie na Tobie zależało nie odrąci Cię - tak jak nie odrąci Cię teraz Jezus. Bo co innego przecież jak ktoś jest dumny z tego, że ma takie powodzenia i nic sobie z czystości nie robi a co innego taka postawa jak Twoja - raz, z głupoty. Nie możesz płacić za to przez całe życie, nie możesz płacić samotnością. I dlatego ważne jest aby zanim kogoś poznasz wybaczyła sobie. Żebyś nie czuła się gorsza i nie uważała, że musisz pozwalać chłopakowi na wszystko bo Ty nie jesteś już dziewicą. Musisz mieć poczucie, że jesteś tak samo wartościowa - skoro się nawróciłaś i żyjesz w czystości. Zaczynasz od nowa.
Aniu! Będzie dobrze. Tylko daj sobie czas i bądź dla siebie dobra. Wybacz sobie i uwierz, że jesteś warta miłości. Módl się, polecam Adorację Najświętszego Sakramentu. Bóg naprawdę ma moc Cię z tego uleczyć i sprawić, byś odzyskała godność i swoją wartość. I ma moc sprawić, byś znalazła wspaniałego chłopaka, który Cię zaakceptuje i stworzy z Tobą szczęśliwą rodzinę. Zam takie przypadki osobiście. Z Bogiem!

  smutna..., 18 lat
1871
24.08.2007  
Moje życie było na zakręcie, przeprowadzka, nowa szkoła, nowi ludzie...stres...i on...mówiłam mu, że to nie ma sensu...że związek na odległość to nie jest dobry pomysł....że będzie lepiej dla nas obojga jak o mnie zapomni...on jednak upierał się przy swoim...mówił, że nie potrafi żyć beze mnie...że się zabije jak nie dam mu szansy...wtedy doszłam do wniosku, że to co robię to egoizm...że nie mogę dłużej go ranić...nie mogłam chronić siebie cudzym kosztem....zaczęliśmy razem spędzać coraz więcej czasu...pierwszy raz w życiu poczułam się bezpiecznie...w domu nigdy nie miałam tego poczucia...wychowywałam się w rodzinie z problemami...bez miłości....on dał mi to czego mi brakowało od dziecka...cały czas jednak bałam się...byłam przerażona tym, że to może się skończyć...czas mijał szybko...wyjechałam...spotkaliśmy się we wrześniu...pokłóciliśmy się...pojechałam nie rozwiązując problemu...było mi strasznie ciężko, bo miałam masę innych problemów...wtedy po raz pierwszy ktoś dał mi żyletkę...tak zaczęło bagno...pocięte dłonie, pytania ludzi....pojechałam z myślą, żeby wszystko między nami wyjaśnić...tak też się stało...wszytko sobie wyjaśniliśmy i żegnaliśmy się z uśmiechem...wtedy widzieliśmy się po raz ostatni...pisał mi, że jestem jego całym światem...ja stawiałam czoło wszystkim problemom....miałam dla kogo żyć...szkoła, dom-było ciężko ale wiedziałam, że nie mogę się poddać...
Pamiętam ten dzień jak dziś...byłam w szkole...dostałam sms-a...że on już nie ma siły i nie widzi sensu...nagle świat przestał istnieć...wiem, że poszłam do internatu i szlochałam na łóżku...ktoś przychodził, ktoś wychodził...wszystko było mi obojętne...przez kilka następnych dni jakoś się ogarnęłam...nie mogłam uwierzyć w to co się stało...tylko gdy sobie uświadamiałam to wszystko znów zaczynałam płakać...minęło trochę czasu...pojechałam tam...chciałam się z nim zobaczyć, wyjaśnić...wydawało mi się, że chyba mi się to należy...on jednak najpierw udawał że nic się nie stało, później napisał, że nie chce mi sprawiać bólu rozdrapując to wszystko...nie wiedział, że nie rozmawiając ze mną i niczego nie wyjaśniając skazuje mnie na powolne umieranie...z dnia na dzień było gorzej...przestałam wierzyć w cokolwiek...przestała mnie interesować szkoła...nic nie było ważne...tylko czasami gdy wszystko mi się przypominało... czułam się jakby mi ktoś bandaże z ran odrywał ...musiałam tam czasami jeździć...wszystko mi się kojarzyło.......wtedy brałam żyletkę w ręce i próbowałam zapomnieć...taki stan utrzymywał się kilka miesięcy...aż pewnego dnia postanowiłam z tym wszystkim skończyć...podcięłam żyły...nie udało mi się...teraz cieszę się, że żyję...
Później było różnie...gdy wydawało się, że wszystko już jest w porządku...nagle coś się psuło...i znów się czułam jak gdyby mi ktoś zasadził kopniaka prosto w twarz...znów się cięłam...gdy go spotykałam robiło mi się słabo...on udawał, że mnie nie zna...obojętność tak bardzo bolała...
Rozmowy z psychologiem mało pomagały...przyjmowania psychotropów stanowczo odmawiałam...Do dziś boję się dotyku innych ludzi...myśl o tym, że mam komuś zaufać mnie przeraża...
Teraz, po roku jest lepiej...dużo mnie kosztowało żeby się podnieść...tylko nie potrafię sobie radzić z wspomnieniami...przechodząc obok miejsc gdzie byliśmy razem dalej robi mi się słabo...i ten nałóg...wtedy mam ochotę znów wziąć żyletkę w ręce... odpycham te myśli...boję się tylko, że kiedyś mi się to nie uda...że znów to zrobię...
A to wszystko dla drugiego człowieka...nie chciałam być egoistką...nie chciałam zranić...


* * * * *

No widzisz…nie chciałaś być egoistką a stało się tak, że padłaś ofiarą cudzego egoizmu. Jeśli byłaś uczciwa wobec niego, stawiałaś sprawę jasno, że nie chcesz lub nie możesz z nim być i tak naprawdę czułaś to nie powinnaś ustępować, nie powinnaś poświęcać siebie. To on Cię zaszantażował a później zostawił poranioną. I czy to nie był jego egoizm? Widzisz do czego to wszystko doprowadziło? Masz dopiero 18 lat a tak wiele za sobą.
Oczywiście, że potrzebujesz wsparcia i to fachowego. Psycholog na pewno ale może nie tylko psycholog. Powinnaś porozmawiać z jakimś księdzem, może znaleźć grupę wsparcia, ludzi, którzy pomodlą się w intencji Twojego wewnętrznego uzdrowienia. Bo tak naprawdę tylko Jezus może i chce Cię uwolnić. I zrobi to jeśli tylko zwrócisz się do Niego. To może nie będzie szybki i łatwy proces ale jest to konieczne, byś zaczęła normalnie żyć. Pierwszy krok już zrobiłaś-weszłaś na stronę Pomocy Duchowej. Koniecznie powinnaś pójść do mądrego kapłana, najlepiej przy jakimś zakonie, który pokieruje Cię dalej. Nie możesz tak tego zostawić, bo samej będzie Ci bardzo trudno. I nie ma sensu samemu się męczyć.
Co do tego chłopaka - no cóż…oczywiście, że należała Ci się rozmowa, słowa wyjaśnienia. Nawet rozstanie powinno być kulturalne, tym bardziej jak ktoś twierdzi, że kochał tą osobę. Czy wobec tego w imię tej miłości nie należy mu się kilka słów wytłumaczenia? Jak z tego wyjść pisałam w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Wiem, że Ci ciężko, ale to nie jest normalna miłość.
Módl się i podejmij kroki, by z tego wyjść. A na przyszłość pamiętaj, że w związku trzeba samemu też być szczęśliwym a nie tylko być szczęściem dla kogoś. Z Bogiem!

  Martyna, 14 lat
1870
22.08.2007  
Nie potrafie znalezc sobie tego jedynego chlopaka. Mialam juz duzo ich, ale zazwyczaj konczylo sie nie powodzeniem. Przewaznie to inna osoba wtracila sie w nasze sprawy, albo po protu nie udawalo sie. Nie wiem co mam zrobic, bo ciezko mi jest zyc z tym, ze byc moze w zyciu nikt mnie juz nie pokocha, ze nie znajde sobie tego wlasciwego chlopaka, a przeciez ja pragne tak malo: szczescia, milosci i usmiechy drugiej osoby. Mam takie wieczory, w ktorych chialabym przytulic sie lub pocalowac chlopaka i wtedy najbardziej chcialabym, zeby to byl ten moj kochany, na ktorego czekalam caly czas, ktory mowil mi, ze kocha mnie taka jaka jestem. Ciekawe czy moje najwieksze marzenie kiedykolwiek sie spelni. Prosze Was, pomozcie mi stanac na nogi. Pozdrawiam serdecznie.

* * * * *

W wieku 14 lat miałaś już dużo chłopaków? Twoje odczucia i pragnienia są naturalne ale przeczytaj sobie poprzednią odpowiedź no i odp. nr: 461,1265.
Twoje marzenie na pewno się spełni, ale najpierw trzeba do miłości dobrze się przygotować. O tym jak przeczytaj w odp. nr 817. No i módl się o dobrego chłopaka!

  Klaudia, 16 lat
1869
22.08.2007  
Witam. W dzisiejszych czasach istnieje przekonanie, że każda dziewczyna rozpoczynając liceum powinna mieć za sobą przynajmniej jeden, a najlepiej kilka związków. Większość moich koleżanek (nie mówiąc już o kolegach) obiera sobie za wzór właśnie taką postawę. Ja natomiast nie miałam ani jednego chłopaka i jestem z tego dumna. Po prostu nie chcę "mieć" drugiej połówki, tylko chcę ją "kochać" czyli dawać, a nie brać. Inaczej niż moi rówieśnicy definiuję słowo "związek" i jest dla mnie nierozerwalnie złączone ze słowem "miłość". Przez ludzi, którzy mnie znają (a może raczej nie znają) jestem postrzegana jako staroświecka, niedoświadczona. I może rzeczywiście, mają rację, ale uważam że warto czekać na tę jedyną miłość i chcę na nią czekać. Nie bawi mnie "chodzenie z kimś" dla samego chodzenia i po to, by się popisać, jakie to ma się powodzenie...
Nie jestem ani wyjątkowo ładna, ani atrakcyjna, ot taka zwyczajna, jakich wiele. Jednak podobam się chłopakom, choć nic w tym kierunku nie robię, niejeden powiedział mi otwarcie, że się zakochał. Tylko, że nie mogę być z żadnym z nich na siłę, a oni nie rozumieją, że chcę poczekać na to prawdziwe uczucie. Być może zamykam się na miłość i - jak to określają - "z góry przekreślam, nie daję szans", ale nie chcę nikogo okłamywać. Wiem, że zraniłam niejednego chłopaka, bo nieodwzajemniłam jego uczuć, ale wolałam postawić sprawę jasno już na samym początku, zanim to rozwinęło się w coś naprawdę poważnego. Mi także było i jest ciężko opierać się tej modzie "na chodzenie". Moda - jak każda - przeminie, a miłość jest dla mnie czymś zbyt poważnym, głębokim, by można było sobie z niej kpić, wyznając ją na prawo i lewo.
Niestety, pawie nikt nie rozumie takiej postawy, a ja jestem już zmęczona ciągłym tłumaczeniem.
Trochę to chaotyczne, ale mam nadzieję, że zrozumiałe.


* * * * *

Pewnie, że zrozumiałe i ja w pełni popieram Twoją postawę. Jesteś uczciwa i szczera. Szczerze mówiąc zaskoczyłaś mnie tą modą i dziwnym przekonaniem. No bo chodzenie dla samego chodzenia? A gdzie tu miłość? Bo przecież z miłości tworzymy związek a nie dlatego, że taka moda. Drugi człowiek jest osobą a nie przedmiotem, nie środkiem do celu. I łącząc się z nim należy mieć na względzie jego uczucia i jego odbiór rzeczywistości. Natomiast w postawie o jakiej piszesz taki człowiek jest traktowany przedmiotowo- jako środek: bo jest mi potrzebny żeby z kimś być. Nie jesteś ani staroświecka ani nie zamykasz się na miłość. Jesteś na nią bardziej otwarta niż ci ludzie o których piszesz. Jest tak bo czekasz na miłość a nie na jakikolwiek związek z jakimkolwiek chłopakiem. Nie rozmieniasz się na drobne tylko myślisz poważnie o miłości. I dlatego Twój związek będzie pełny i prawdziwy. A o taki przecież chodzi. Nikt nie powiedział, że w jakimś wieku wypada kogoś mieć ani nie jest to w żadnym razie wyznacznikiem dojrzałości. Ja przez 26 lat życia nie miałam chłopaka i ani nie mam z tego tytułu kompleksów ani nie miało to negatywnego wpływu na mój rozwój uczuciowy. Teraz jestem szczęśliwą mężatką i cieszę się, że moja miłość była dojrzała a nie dla mody.
A zatem tak trzymaj! Polecam Ci też odp. nr 817 o tym jak przygotować się do miłości. Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza. Jesteś całkiem ok. i chłopak, którego pokochasz będzie miał szczęście, bo potraktujesz go poważnie a nie będziesz z nim dla mody. Z Bogiem!

  Tomek, 23 lat
1868
21.08.2007  
Jak mają żyć osoby i jak ich życie wygląda (jeżeli pani wie?), które pobrały się w zakochaniu, a nie podczas występowania prawdziwej miłości, którą należy pogłębiać? Wiem przecież, że jak zakochanie przeminie to często ta druga osoba staję się kims obcym, kimś nieważnym, a tutaj proszę - małżeństwo. Proszę o odpowiedź.

* * * * *

No oczywiście nie zawsze takie małżeństwo jest porażką. Jak wygląda? No jest to taki proces jak w przypadku związku jeszcze przed ślubem, zgodnie z etapami, które opisałam w tym artykule: [zobacz]. Tak samo opadają emocje, zaczynamy zauważać wady, zaczynają nas pewne rzeczy drażnić, zaczynamy czuć się rozczarowani. To wszystko jest naturalnym procesem, ale niebezpieczeństwo tu jest takie, że my fakt tej zmiany kojarzymy ze ślubem. Tzn. wydaje nam się, że przed ślubem ten ktoś było inny, po ślubie nie chce mu się starać itp.
Normalne procesy bierzemy za niekorzystną zmianę po ślubie. Dlatego ważne jest, by w małżeństwo nie wchodzić w stanie uniesienia, zakochania, tylko poznać się dobrze wcześniej. Tak, by nie za dużo nas po ślubie zaskoczyło. Bo i tak nas mogą pewne rzeczy zdziwić: w końcu spotykają się dwa światy, które od tego momentu stale ze sobą przebywają i wszystko przed ślubem nie wyjdzie. Tak naprawdę człowieka poznaje się całe życie i zawsze nas może coś zaskoczyć. Ale chodzi o to, by zaskoczyo nas mniej niż więcej i bardziej pozytywnie niż negatywnie. A uczucia związane z zakończeniem etapu zakochania są jak spadnięcie z obłoków na twardą powierzchnię. I lepiej zobaczyć także wady przed ślubem i w pełni świadomie zwiazać się z daną osobą akceptując je (co nie znaczy, że nie mamy nad nimi pracować, ale musimy o nich wiedzieć). Decyzja o ślubie musi być w pełni świadoma, tzn. musimy wiedzieć z KIM tak naprawdę się wiążemy, żeby potem właśnie nie stwierdzić, że jesteśmy z kimś obcym, że naprawdę się nie znamy. Po prostu: im mocniej stąpamy po ziemi przed ślubem tym bardziej unosimy się obłokach po ślubie. I tak być powinno. Wiemy o co chodzi? Im lepiej kogoś poznamy przed ślubem, im pełniejszy jego obraz mamy tym mniej nas negatywnie zaskoczy i tym bardziej jesteśmy zadowoleni po ślubie. Bo się nie rozczarowujemy tylko możemy w pełni cieszyć urokami małżeństwa.
No a co robić jak się jednak w zakochaniu pobrało? No po pierwsze mieć świadomość, że miłość przebiega etapowo i że to co się zdarzy, to opadnięcie emocji nie jest związane z samym faktem ślubu tylko jest normalną koleją rzeczy. Że takie coś nastąpi. I jak nastąpi to nie mieć do siebie pretensji, że jestesmy inni tylko starać się przyjmować te nasze odmienności, pracować nad wadami. Akceptować siebie nawzajem. Być dla siebie wyrozumiałymi i nadal rozwijać swoją miłość. Doskonalić ją, dojrzewać wspólnie. Rozwijać dialog małżeński, nie dusić w sobie urazów tylko szczerze ze sobą rozmawiać. Pojechać na rekolekcje małżeńskie (informacje na stronach: www.malzenstwo.pl; www.spotkaniamalzenskie.pl). Sakrament małżeństwa da siłę i moc do przezwyciężenia trudności. Trudniej jest budować takie małżeństwo, to prawda, ale nie jest to niemożliwe. Pod warunkiem, że ma się tego świadomość i dobrą wolę. I wtedy z Bożą pomocą, o którą należy się modlić będzie dobrze. Z Bogiem!

  zagubiona :(, 16 lat
1867
17.08.2007  
Witam serdecznie!
Pisałam do Pani już kilkakrotnie (np pytanie 1176), ale tym razem piszę z zupełnie innym problemem :(
Z chłopakiem się rozstałam - pewnie do kwestia odległości, innej mentalności - i nie mam o to żalu ani do niego, ani do siebie, jestem mu tylko wdzięczna za ten czas, który spędziliśmy razem.
Natomiast problem dotyczy tego, iż w tym roku moi rodzice się rozwiedli, w czasie rozwodu byłam świadkiem wzajemnej rosnącej niechęci (pomimo mieszkania w różnych krajach). Teraz oboje rodzice są w nowych związkach, przez co zostałam wplątana w kombinacje typu "ani słowa mamie", "a o tym możesz powiedzieć, ale lepiej nie mów, rozważ to w swoim sumieniu", szczególnie ze strony taty, który przez półtora roku ukrywał przede mną, że jest z kimś, a następnie okłamał mnie co do długości trwania tego związku, czego dowiedziałam się przez przypadek. Czuję się z tym źle, ponieważ nie lubię jakiegokolwiek kombinowania, tym bardziej, że po rozwodzie to nie powinno mieć już znaczenia. Poza tym wiele trudności sprawia mi to, że jestem osobą wierzącą (grekokatoliczką, uwierzyłam w Boga mając 14 lat), nie mogę do końca akceptować nowych związków, ale staram się tolerować nową sytuację i mówię rodzicom, że cieszę się, że są szczęśliwi, chociaż moje poglądy są dla nich oczywiste.
Niedawno ksiądz powiedział mi, że powinnam zdawać sobie sprawę z tego, że doświadczenia z domu rodzinnego mogą mieć zły wpływ na moje życie uczuciowe w przyszłości. Właściwie to ja zdawałam sobie z tego sprawę jeszcze przed rozmową z księdzem, bo już od dłuższego czasu odczuwam, że staję się obojętna, jeśli chodzi nawet o najgłupsze zauroczenia. Kiedyś mogłam po prostu idąc ulicą spojrzeć na jakiegoś chłopaka i pomyśleć, że jest fajny i mogłam też zaangażować się na poważnie, tak jak pisałam rok temu. Teraz ani się nie angażuję, ani nawet nie zwracam uwagi na chłopców. Nie jest mi z tym źle, bo mam tylko 16 lat i wydaje mi się, że to trochę za wcześnie na prawdziwą miłość. Mam świetne koleżeńskie i przyjacielskie kontakty z osobami obu płci, ale przestaję wierzyć w miłość (w znaczeniu damsko-męskim). Ja oczywiście wiem, że ona istnieje i że są bardzo szczęśliwe małżeństwa, które trwają ponad 50 lat. Ale ogólnie w dzisiejszym świecie jest większe przyzwolenie na rozwody (myślenie typu: "jeśli nam coś nie wychodzi, nie możemy się dogadać - to po co się męczyć?"). Ja nie mogę tego zaakceptować z powodu mojej wiary... i zwykłej moralności. Przecież drugi człowiek nie jest zabawką, ani narzędziem do rozładowywania napięcia seksualnego, które w razie potrzeby można wymienić na "lepszy model" :( Szczególnie, jeśli w małżeństwie pojawiają się dzieci, takie współczesne rozumowanie jest nie do przyjęcia :(
Wiem, że na pewno napisze Pani, że nie wszyscy ludzie są tacy - ja o tym doskonale wiem! Ale wie Pani, czego ja się najbardziej boję? Wcale nie tego, że trafię na nieodpowiedzialnego faceta. Bardziej boję się tego, że to ja nie wywiążę się odpowiednio z obowiązków żony i matki w przyszłości. W mojej rodzinie zawsze były problemy - szczególnie z brakiem komunikacji, ja też czuję, że jestem trochę \"dzika\" - kiedy jest mi smutno, uciekam raczej w milczenie i lubię być sama, tak jak mój tato. Również szybko zniechęcam się do wszystkiego, co mi nie wychodzi - a to mnie szczególnie martwi w perspektywie przyszłego ewentualnego małżeństwa.
Nie chcę uciekać w samotność (co nie oznacza również, że chcę od razu szukać sobie chłopaka, ale przeraża mnie to, jak zamknęłam się w sobie) i nie będę wmawiać sobie na siłę "powołania do samotności", bo marzę o tym, by stworzyć szczęśliwą rodzinę.
Co powinnam zrobić, aby pozbyć się strachu, że mogę tylko unieszczęśliwić kogoś? Jak można "nadrobić" to, czego nie wyniosłam z domu, chodzi mi szczególnie o komunikację?...
Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź!


* * * * *

Moja Droga!
To, że zdajesz sobie sprawę z trudności, to, że się lękasz, że Tobie też może się to przytrafić, że nie akceptujesz rozwodów świadczy tylko o tym, że własnie masz ogromną szansę, by Twoje życie potoczyło się inaczej. Świadomość to połowa sukcesu. Ty ją masz. Masz coś znacznie więcej - bolesne doświadczenia. One oczywiście zostaną w Tobie na zawsze i siłą rzeczy będą napawały Cię lękiem - jeśli przez coś przeszliśmy będziemy się tego bali. Natomiast Ty wiesz patrząc z perspektywy na swoich rodziców czego nie robić. Jak się nie zachowywać i czego unikać. Gorzka ta wiedza, niepotrzebna w tym wieku, ale - mimo wszystko budująca. Kasiądz na pewno nie chciał Cię przestraszyć. Natomiast pewnie chciał byś właśnie na ten aspekt zwróciła uwagę: na to czego nie robić. Tak, doświadczenia z domu kształtują nasze widzenia świata ALE nie są wyznacznikiem naszego życia. Przecież dzieci z rodzin patologicznych potrafią tworzyć piękne rodziny, choć im trudniej niestety. Proszę przeczytaj odp. nr: 468, 484, 520, 600, 699 a znajdziesz wiele odpowiedzi na Twoje pytania.
Teraz co do rodziców. Nie masz żadnego obowiązku udawać ani cieszyć się, że są w nowych związkach. To kłóci się z wiarą, którą wyznajesz i nie musisz pochwalać tego co robią. Wprost przeciwnie, masz prawo im mówić, że cierpisz z tego pwoodu, że nie robią dobrze i że Ty wolałbyś mieć normalną rodzinę. W Twoim życiu wiele się zawaliło i rodzice mają tego świadomość. Inna rzecz, że tą świadomość usiłują zepchnąć w podświadomość. Ty zaś udając, że to akcpetujesz tylko ich utwierdzasz w tym, że nic się nie stało. Dzięki temu mają "spokojne sumienie". Nie musisz tego robić! Oczywiście nie chodzi tu o to, byś robiła rodzicom wykłady, czy prowokowała awantury ale nie musisz przytakiwać, że jest ok., nie musisz im mówić, że się cieszysz. Bo nie można zmuszać dziecka by się cieszyło, że ma rozbitą rodzinę.
Moja Droga! Nie wiem czy nie potrzebujesz fachowej pomocy. Dobrze, że rozmawiasz z księdzem i uciekaj się do tych rozmów jeśli ich potrzebujesz. Potrzebujesz wsparcia i utwierdzenia w wierze teraz, kiedy nie masz takiego wsparcia ze strony rodziców. Unikaj też kłamstwa. Oczywiście nie musisz mówić wszystkiego, ale już lepiej milczeć lub powiedzieć, że to bolesne, że nie chcesz o tym mówić niż trzymać którąś stronę, byle tylko komuś nie było przykro. To Twoi rodzice i jesteś im winna szacunek ale to nie znaczy, że musisz zgadzać się na wszystko, a w szczególności na grzech ani popierać tego co robią źle.
Przeczytaj proszę polecane odpowiedzi i módl się. O siłę i mądrość. O rozeznanie i o właściwego człowieka. Zapewniam Cię, że jeśli na takiego trafisz on pomoże Ci wytrwać razem, pomoże Ci w zrozumieniu pewnych rzeczy i wspólnym budowaniu dobra. To nie będzie tak, że to Ty się nie wywiążesz. Dom buduje się wspólnie. Twoi rodzice też oboje przyczynili się do rozpadu, niue jedno z nich, prawda? Musisz też wiedzieć, że jest mnóstwo wspaniałych rekolekcji i kursów, na których można zobaczyć normalne rodziny. Można dowiedzieć się wielu rzeczy i tego jak budować szczęśliwą rodzinę.
Jak będziesz miała chłopaka możecie się wybrać na któreś z nich. Jeste też mnóstwo książek i kursów dotyczących komunikacji: przed ślubem i w małżeństwie. Nie chcę teraz o tym pisać, bo za wcześnie, ale są opracowane specjalne założenia dialogu małżeńskiego. Bo masz całkowitą rację, że o komunikację tu chodziło i że ona jest najważniejsza. Ale da się to wypracować.
Będzie dobrze, uwierz. Ja mam też nieciekawe doświadczenia z domu a teraz jestem szczęśliwą żoną. Też potrzebowałam tej normalności, wiedzy ale się udało.
Nie bój się! Bóg widzi Twoje zycie i to czego Ci trzeba. On zatroszczy się o Ciebie i Twój przyszły dom. Módl się o to!
I daj sobie czas. To, że teraz masz taki stosunek do chłopaków wynika z tego, że rana jeszcze boli. To wszystko jest bardzo świeże. Po prostu masz uraz. Ale gdy pokochasz prawdziwie i zaufasz obawy znikną. Z Bogiem!

  Piotr, 17 lat
1866
17.08.2007  
Sformułowanie takiego pytania jest dla mnie baardzo trudne, gdyż sytuacja jest wyjątkowa, ujmę to prosto co ja mam zrobić aby żyć normalnie?

A więc troche wyjaśnie moją sytuację, na wakacjach pod żaglami poznałem dziewczynę, Agatę, która mi się spodobała, pomyslałem sobie "aby urozmaicić wakacje, bardziej odpocząć od szkoły zwiąże się z Nią, tak tylko na wakacje". I oczywiście tak sie nie stało gdyż zakochaliśmy się po uszy spedziliśmy prawie mięsiąc ze sobą jeżdząc po znajomych i rodzinie w całej Polsce, aż pewnego dnia, ona zaczeła bardzo poważną rozmowe, "mieszkamy bardzo daleko od siebie, (toruń-kraków) jak to sobie wyobrażam po wakacjach" powiedziałem Jej szczeże "bedziemy się spotykać od święta do święta[...]" poczym przekonała mnie że to zły pomysł i owinniśmy się rozstać, Ona nie chciała mnie skrzywdzić rozstaniem, ale miłość na tą odległość nie wchodziła w grę, tak jak i przeprowadzka. Agata jest najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem, dobranie jej cech osobowości, jest cudowne, i zgraliśmy się prawie od razu, po kilku dniach rozumieliśmy się bez słów, a rozmowa ze soobą sprawiała nam ogromną radość,...
Teraz zastanawiam się tak, owszem prawdopodobieństwo spotkania się w życiu przyszłym, potem zejście się jeszcze raz, bez naszej ingerencji jest tak małe, jak natrafienie na inną taką osobę. Boje się także że jeżeli zejde się z jakąś dziewczyną to bede sbie ją kojażył z Agatą i skrzywdze je obię, chociaż najcięższym dla mnie jest powrut do normalnego życia, nie moge nie myśleć o tym, o Niej, i żyć normalnie...
Prosze o pomoc, bo jest mi z tym bardzo ciężko, jaka kolwiek rada, może być pomocna...


* * * * *

No widzisz, masz dokonały dowód na to, że najpierw trzeba pomyśleć a potem zrobić. Nie rozumiem jak sobie wyobrażałeś (i czy uważałeś za uczciwe) związanie się z dziewczyną "na wakacje, by urozmaicić sobie ten czas". Nie uważasz, że to było bardzo egoistyczne? Nie pomyślałeś co może poczuć ta dziewczyna? Myślałeś naprawdę, że któraś się zgodzi na taki układ? Że potem się rozstaniecie i nie będzie miała pretensji?
Sam zresztą przekonałeś się, że tak się nie da, bo zakochałeś się w niej - tu Bóg Ci pokazał, że wpadłeś we własne sidła. Agata patrząc w przyszłość zaczęła myśleć o konsekwencjach Waszego związku i słusznie zadała Ci pytanie jak sobie wyobrażasz dalsze spotkania. No a skoro Ty powiedziałeś, że od święta…. no to się skończyło jak się skończyło. Rozumiesz w ogóle dlaczego Wasz związek się skończył? Bo nie potwierdziłeś, że chcesz go kontynuować. Gdybyś powiedział, że Ci na niej zależy, że będziecie próbować, że postarasz się, byście się spotykali kiedy to tylko będzie możliwe, że będziecie pisać, dzwonić…- jednym słowem, że chcesz by ten związek był stały, żeby się rozwijał, że chcesz byście się dalej poznawali to - moim zdaniem - mielibyście szansę nadal być razem. Ale Ty tak nie powiedziałeś tylko dałeś do zrozumienia, że nie traktujesz jej poważnie, że chcesz tylko czasem się z nią zobaczyć. No to ona dokonując rozrachunku i będąc zawiedziona(!) zdecydowała, że lepiej się rozstać! No ja to tak widzę, zresztą możesz zapytać ją (jeśli macie kontakt) jaką decyzję by podjęła gdybyś zdecydował o kontynuowaniu związku. Oczywiście, że przeprowadzka nie wchodziła w grę, jesteście młodzi, chodzicie do szkoły, macie swoje rodziny. Miłość na odległość, o której piszesz jest oczywiście trudna i ma wiele wad, to też prawda. Natomiast jeśli ludziom naprawdę na sobie zależy to nie jest to miłość na odległość tylko spotykanie się kiedy to tylko możliwe.
No nic, stało się jak się stało. Pytasz co robić dalej. Jeśli uważasz ten rozdział za zakończony skorzystaj z rad w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Tam pisałam jak zapomnieć i dojść do siebie. Daj sobie czas. To normalne, że po tak krótkim czasie nie doszedłeś do siebie i że w każdej dziewczynie widzisz tamtą. To jeszcze trochę będzie trwało. To własnie jest powód, żebyś na razie nie wiązał się z nikim. Bo serce masz zajęte. I dopóki nie będziesz miał wolnego, dopóki wspomnienie Agaty nie będzie wspomnieniem a raną to nie będzie w nim miejsca dla nikogo innego. Dlatego potrzebny jest czas. I dopiero wtedy można budować inny związek. Jeśli będziesz prawdziwie wolny nie ma obaw, że każdą dziewczynę będziesz do niej porównywał. Z Bogiem!
Na marginesie: co masz na myśli mówiąc "spotkanie w przyszłym życiu"? Bo dziwnie to zabrzmiało.

  Kinga, 17 lat
1865
16.08.2007  
Szczesc Boże. Przed rokiem Daniel zakochal się we mnie, a ja w nim. Ja bylam już gotowa stworzyć powazny związek i egoistycznie wypominałam mu, co mi obiecywał i co pisał. Teraz dopiero zrozumiałam, że moje zachowanie mogło go „wystraszyc”. Przez kilka nastepnych miesiecy zachowywał się tak, jakby się nagle „odkochał”. Po jakimś czasie znów zaczął dawać nieśmiałe znaki. Tak jest już od pół roku, jednak widzę, że jego zachowanie jest już ostrożniejsze. Chciałabym też pokazać mu, że nadal mi na nim zależy. Wiem tez, że on sam także cos próbuje, ale teraz ja za kazdym razem zastanawiam się, czy znów nie popełnię żadnego błędu. Jak mam się zachowywać, żeby znów go nie „wystraszyć” i nie stracić? Ja chciałabym też ze swojej strony coś zrobic (np. zaproponować wspólne wyjście z naszymi przyjaciółmi) ale boję się, ze zrobię taki krok, który powinien należeć do niego.

* * * * *

Nie wiem co takiego mu powiedziałaś, że aż się wystraszył, ale faktycznie niektóre zachowania mogą przedwcześnie okazane zniechęcić lub wystraszyć, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Co teraz możesz zrobić? Skorzystaj rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486. Zawsze jest jakieś ryzyko, jednak pamiętaj, że jak chłopakowi zależy to nie zniknie od zaproszenia na wspólne wyjście z przyjaciółmi - tego się nie bój. Nie możesz ciągle się obawiać, że czymś go urazisz lub zrobisz coś za dużo. Bądź ostrożna ale też bądź sobą - zachowuj się tak jakbyście zaczynali zupełnie od początku. Z Bogiem!

  Nina, 19 lat
1864
16.08.2007  
Mam Problem! Jestem bardzo nieśmiała, mam niską samoocenę i mnóstwo kompleksów co sprawia, że żatko wychodzę z domu, mam mało znajomych i nie mam chłopaka choć bardzo bym chciała ale przecież jak niby miałabym go poznać? Siedząc ciągle w domu? Gdy mam kontakt z nowo-poznaną osobą jestem tak onieśmielona(zwłaszcza gdy jest to chłopak)że nie potrafię powiedzieć nic sensownego w głowie mam czarną dziurę, dziwnie się zachowuję i w rezultacie robię z siebie idiotkę to dziwne bo nie jestem jakaś tempa a są znajomi którzy uważają mnie za bardzo gadatliwą i rozrywkową, poza tym nie potrafię sobie znalezć środowiska w którym bym się dobrze poczuła oazy i parafialne kółka młodzieżowe to nie dla mnie a do imprezowiczów dla których liczy się dobra zabawa, sex i szpan też mi daleko(poznałam kilku takich chłopaków nie ufam im mają jedno w głowie, jestem dość ładna i przyciągam takich kolesi którym zależy tylko na fizycznym aspekcie znajomości to sprawiło że podchodzę do mężczyzn z dystansem i nieufnością)
Czuję się bardzo samotna, brakuje mi bliskości i ciepła drugiej osoby, szczerej rozmowy, poczucia bezpieczeństwa i świadomości że komuś na mnie zależy, co zrobić żeby wreszcie to odnaleźć?


* * * * *

A dlaczego uważasz, że oazy i parafialne kółka młodzieżowe są nie dla Ciebie? A może właśnie tam jest szansa spotkać kogoś wartościowego? Może masz niewłaściwy obraz tych grup? To nie jest tak, że tam młodzież tylko klęczy przy różańcu (choć oczywiście modlitwa jest ważna i ja absolutnie tego nie umniejszam!) ale są i wycieczki i spotkania i imprezy. Na pewno właśnie tam masz dużą pewność spotkania osoby wartościowej. Możesz też wpisać się tutaj: [zobacz] zobacz  ] To, że chłopcy Cię onieśmielają, że nie wiesz jak się zachować i co mówić to normalne. Czego nie znamy tego się boimy. I właśnie dlatego powinnaś oswajać się z obecnością chłopców właśnie spotykając ich w dużej grupie. Będziesz obserwować jak się zachowują, jak rozmawiają, Ty sam będziesz miała okazję porozmawiać z nimi na tematy neutralne i w obecności innych. Masz rację, że w samotności niewiele zdziałasz bo nikt o Tobie nie usłyszy ani Ty nikogo nie poznasz. Zacznij robić coś dla innych, choćby małe rzeczy: wysłuchaj koleżankę, pomóż babci - to Cię ośmieli, da satysfakcję i zachęci do dalszego działania. Sprawi, że nie będzie dla Ciebie problemem rozmowa czy działanie. Co do kompleksów przczytaj odp. nr: 421, 537, 950. Odwagi! Z Bogiem!

  karolka, 22 lat
1863
13.08.2007  
Witam. Chciałam się zapytać o różnice w wykształceniu pomiędzy partnerami. Czy wg Pani związek dwóch osób o różnym wykształceniu(np szkola zawodowa- wyzsze, średnie-wyższe) ma realne szanse na przetrwanie.
Jestem w właśnie w takiej sytuacji. Do tego dochodzą jeszcze ciągłe uwagi moich rodziców, którzy nie potrafią zaakceptować mojego chłopaka. Dodam, że jesteśmy ze sobą 2 lata i dobrze nam razem. Uwielbiamy spędzać razem czas na spacerach i rozmowach. Uzupełniamy się wzajemnie własnymi zainteresowaniami (ja literaturą on sportem). Jest dla mnie czuły, opiekuńczy i dobry, ale słowa rodziców zasiały w moim sercu ziarno niepewności.. pozdrawiam serdecznie


* * * * *

Przeczytaj proszę odp nr: 1387, 1498. Z Bogiem!

  monika, 14 lat
1862
13.08.2007  
mam problem ktory polega na tym ze zakochalam sie w chlopaku z pewnego serialu. po raz pierwszy zobaczylam go w telewizji 10 miesiecy temu i do teraz go kocham nie wiem co robic bo on mieszka w warszawie a ja 300 km od stolicy. wiem wiem ze w tym wieku czest sie spotka z takimi przypadkami ze ktos sie zakocha w kims kogo wogole nie zna i nigdy nie widzial na zywo ale ja jestem przekonana ze go kocham on ma 16 lat. mam nadzieje ze jak bede starsza to pojade do warszawy i go odnajde. chlopacy z mojej szkoly zaproponowali mi juz kilka razy bym chodzila z jakims ale ja wszystkim odmawiam bo kocham i czekam tylko na tamtego znalazlam juz w internecie jego fancalub nie wiem co mam robic czy ja kiedys z nim bede? prosze o pomoc.. ciagle gadam ze musze jechac do warszawy moi rodzice juz nie moga tego sluchac. nie ma dnia zebym o nim nie myslala... moze powinnam isc do psychloga??? pomocy... z radosnej dziewczyny stalam sie ciagle smutna.. kocha go!!!

* * * * *

Przeczytaj proszę odp. nr: 441, 868. Tak, masz rację, to częste w Twoim wieku. W podanych odpowiedziach znajdziesz rady. Myślę, że psycholog to za duży kaliber na taki problem. Z Bogiem!

  Magda, 25 lat
1861
09.08.2007  
Poznałam wspaniałego mężczyznę. Nie będę rozpisywała sie co do naszego związku, ale po prostu dobrze nam ze sobą. Chciałabym się z nim związać na zawsze. Mam jednak duże wątpliwości. Nigdy nie będziemy mogli wziąć słubu kościelnego, a dla mnie jest to bardzo ważne. On jest rozwodnikiem. Ożenił się młodo, z dziewczyną, z którą chodził kilka lat. Pierwsza miłość. Okazało sie jednak szybko, że nic ich nie łączy. Rozstali sie już po roku. Ona jest teraz mężatką, mam dziecko z innym mężczyzną. Z nim nie łączy go już nic. On jest teraz sam. Nie związał się z nikim przez długi czas. Dopiero ze mną. A ja mam wątpliwości. Czy możemy być razem?

* * * * *

W jakim sensie mnie pytasz? Formalnie nie możecie, a co do innych rzeczy przeczytaj proszę odp. nr: 1034, 1100 oraz 1669. Warto się nad tym zastanowić. Nie mów też że nic ich nie łączy. Łączy ich przysięga złożona przed Bogiem. A poza tym łączyła ich miłość skoro zdecydowali się pobrać. Nie patrz tak jednostronnie i nie lekceważ tego. Nie widzisz też sprzeczności w swojej wypowiedzi? Bo piszesz, że ślub kościelny jest dla Ciebie bardzo ważny a jednocześnie że chcesz się z nim związać na zawsze. No nie można dwóch srok za ogon złapać. Jeśli wiara ma dla Ciebie znaczenie przeczytaj polecane odpowiedzi i zastanów się kim jest dla Ciebie Jezus?
Magda! Na pocieszenie powiem Ci, że wiem co czujesz i wiem jak trudna jest taka decyzja. Powiem Ci też, że da się z tej sytuacji wybrnąć i zdecydować słusznie - bo takiej decyzji Ci życzę. Nagroda za wierność Bogu naprawdę jest wielka. Ufaj, módl się, a wybierzesz dobrze i będziesz szczęśliwa. Z Bogiem!

  Magda, 25 lat
1860
08.08.2007  
Witam. Mam problem i nie potrafie sobie z nim sama poradzić, proszę o zrozumienie i rade. Opowiem wszystko od początku.
Pochodzę z niezbyt zamożnej, ale kochającej się rodziny. W domu było nas czterech, jestem najstarsza, miałam dwóch braci i siostrę, właśnie miałam…brat zmarł w wieku 11 lat na raka, ja miałam wtedy 12. To był straszny cios dla moich rodziców, nie mogli sobie z tym poradzić, mieli jeszcze nas, nie poddali się. Ale zanim to się stało mieliśmy niezwykle piękne dzieciństwo, mieszkaliśmy z dziadkami, to oni nas wszystkiego uczyli. Nauczyli nas zrozumienia, szacunku, posłuszeństwa, wiary, nauczyli nas modlitwy, nauczyli nas jak żyć.
To był dobry dom. Po śmierci brata przeprowadziliśmy się z rodzicami do nowego domu. Rodzice rzucili się w wir pracy i jakoś tak żyliśmy, póki mama nie straciła pracy. Nie mogła znaleźć nowego zajęcia, wszystko ją przerastało, zaczęła uciekać się w alkohol, niestety razem z tatą. Mama już ma nową prace i powoli staje na nogi, już niedługo będzie też organistką w naszej parafii. Modlę się za rodziców żeby żeby już nie uciekali w nałóg, z rodzeństwem zrobimy wszystko żeby im pomóc.
W tym roku kończę studia na Politechnice, mój brat skończy za rok. Nie było nam łatwo, byliśmy daleko od domu na pomoc rodziców nie mogliśmy liczyć. Z pomocą dziadka i dzięki samozaparciu jestem dumna z siebie że tyle udało mi się w życiu osiągnąć! To więcej niż bym sobie mogła wymarzyć!
Zdobyłam uznanie i szacunek i wielu prawdziwych przyjaciół.
Od trzeciego roku miałam przyjaciela, był ze mną w grupie, niezwykle dobry i radosny chłopak. Od pewnego czasu łączy nas jednak coś więcej. Byłoby wszystko pięknie, ale…
Jego rodzicom od początku nie podobało się że z kimś się spotyka. Dawid jest jedynakiem, nigdy nie miał dziewczyny, sam się bał i rozumiem strach jego rodziców. Opowiadał mamie o mnie, bo tylko ona się tym interesowała, tato od początku był przeciwny, jego zdaniem najpierw powinien skończyć szkołę, a potem ewentualnie, ale my już mamy po 25 lat!
Dawid jest bardzo religijny i spodobało mi się to bardzo, potrafi mnie szanować jako kobietę i ja chce kochać taką czystą miłością. Jego rodzice również są bardzo religijni i mają bardzo konserwatywne poglądy. Wiedziałam o tym dlatego opowiedziałam mojemu kochanemu o problemach moich rodziców. On powtórzył moją historie swoim rodzicom. Nie zdążyli mnie poznać, a teraz już nawet o mnie nie chcą słyszeć, poradzili Dawidowi żeby zakończył znajomość, powiedzieli że nie dadzą mu życia zniszczyć. Uważają że z jakiego domu się pochodzi, taka ma się szanse rodzinę stworzyć. Moim największym marzeniem jest mieć taką rodzinę jak moi dziadkowie, oboje bardzo się kochają i szanują do dziś, stworzyli dom pełen miłości i w tej miłości wychowali jeszcze mnie i moje rodzeństwo.
Bardzo mnie ta sytuacja zabolała, to tak jakby wszystkie moje wysiłki poszły na marne, zakwalifikowali mnie do rodziny patologicznej, dziewczyna z przeszłością, bez przyszłości. Dawid bardzo kocha rodziców, był rozdarty między mną a nimi. Nie kazałam mu wybierać, nie musiałam, rodzice za niego wybrali, rozstaliśmy się.Nie potrafię zrozumieć ich zaciętości, wiem że chcą jak najlepiej, ale nie próbowali nawet zrozumieć. Nie reagują na żadne argumenty. Jestem bezradna. Nie wiem co zrobić, aby zmienili zdanie i popatrzyli przychylniej. Bez akceptacji z ich strony nie mamy szans być razem, Dawid szanuje rodziców, a ja nie chce być powodem kłótni między nimi. Nie dam tez sobą poniewierać, bo w ostatnich dniach czułam się jak śmieć, wiem na co mnie stać i co chcę w życiu osiągnąć. Nie chcę nikogo skrzywdzić, nie chcę żyć w ciągłym strachu że każdy mój błąd zostanie wytknięty, jeśli kiedyś dane nam będzie żyć razem. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Czy jest sens walczyć? Szczera rozmowa jest najlepsza, ale jakich argumentów użyć, jak ja sprowokować, jego rodzice mnie nie znają i zaznaczyli wyraźnie że nie chcą poznać. Czy jest jakaś szansa żeby ten związek uratować, wiem że Jemu na mnie zależy, ale nie chce krzywdzić rodziców. Czy warto walczyć?


* * * * *

Madziu!
Przeczytaj najpierw odp. nr: 468, 484, 520, 600, 699 i uwierz w siebie. Tak, oczywiście, rodzina na wpływ na nasze życie, ale nie wolno nikogo szufladkować na takiej zasadzie. Nie można. Oczywiście, że można będąc nawet z patologicznej rodziny zbudować wspaniały własny dom. Znam bardzo wiele takich przykładów. Ja sama wiele musiałam osiągnąć i wiele rzeczy z mojej rodziny pochodzenia mogłoby się nie podobać. Czy z tego względu mój mąż miałby się ze mną nie ożenić? Przykro mi niezmiernie, że tak zostałaś potraktowana, że nawet rodzice Dawida nie chcieli Cię poznać.
Ale jeszcze bardziej nie rozumiem Twojego chłopaka. Nie mieści mi się w głowie jak 25-letni chłopak może tak ślepo słuchać rodziców w tak ważnej kwestii. Czy on Cię kochał? Jeśli by Cię kochał prawdziwie zrobiłby wszystko co możliwe żeby rodzice Cię zaakceptowali. A nawet gdyby do tego nie doszło i tak byłby z Tobą, gdyż to Ty jesteś wartością, a nie przeszłość Twoich rodziców. To on jako mężczyzna powinien wykazać się siłą i mądrością i Ciebie obronić przed takim potraktowaniem i nie pozwolić Ci się podłamać pochopnym osądem. Źle rozegrał tą sytuację. Powinien najpierw Ciebie im przedstawić, byś Ty swoją osobą i zachowaniem mogła się "obronić". Sytuacja w Twoim domu - choć tak jak wspomniałam ma pewien wpływ na Twoją psychikę - jest czymś drugorzędnym. Szacunek do rodziców nie polega na ślepym posłuszeństwie i pozwalaniu na manipulację sobą. Smutne to co powiem, ale jeśli on teraz na to pozwala to tak samo prawdopobnie będzie w jego małżeństwie: rodzice będą się we wszystko wtrącać. Jeśli on nic z tym nie zrobi to współczuję jego rodzinie i przyszłej żonie. To jest szerszy problem: tu nie tylko o Ciebie chodzi a o jego postawę życiową. On potulnie daje się prowadzić za rękę rodzicom. Jaki z niego mężczyzna? Jakim chce być mężem i ojcem? Jak chce budować związek?
Pytasz co zrobić. Ty nie możesz wiele zdziałać. To Twój chłopak powinien CHCIEĆ coś z tym zrobić, on powienien dążyć do tego, byś Ty nie czuła się źle i do tego, by przekonać rodziców. Jeśli on nic z tym nie robi to co Ty możesz zrobić? Nie Twoim zadaniem jako kobiety jest walczyć o chłopaka tylko jego o Ciebie. To on ma być przewodnikiem w związku. Poczytaj też proszę ten artykuł: [zobacz], [zobacz]. Z Bogiem!

  lucy, 19 lat
1859
08.08.2007  
jestesmy razem ponad 2 lata... niestety nie byla to zawsze sielanka, napotkalismy duzo problemow, ja przechodzilam nerwowe zalamanie i byly czeste klotnie, nieprzyjemne sytuacje na co dzien, ja bardzo czesto plakalam.. mimo tego wszystkiego ciagle jestesmy razem, jest teraz lepiej miedzy nami,poradzilismy sobie z pewnymi problemami a mimo to ja nadal czesto bywam smutna, i czesto placze Bardzo mecza mnie wspomnienia, gdy nachodza mnie odechciewa mi sie wszystkiego... Przypominaja mi sie wszystkie zle chwile, nasze klotnie, nieprzyjemne sytuacje w towarzystwie ktore w gniewie wywolywalismy... jak mam o tym zapomniec... mam dosc lez i roztrzasania bolesnej przeszlosci... rozmawialam o tym z chlopakiem wiele razy, wracalismy do wielu sytuacji po to by wyjasnic je sobie by moc o nich zapomniec.. a mnie wciaz bola wspomnienia...
drugie moje pytanie dotyczy przyjazni damsko-meskiej... czy bedac z kims mozna miec przyjaciela plci przeciwnej? czy faktycznie popelnilam straszne glupstwo przyjazniac sie z kims bedac rownoczesnie w zwiazku? mam wspanialego przyjaciela jednoczesnie bardzo zalezy mi na moim chlopaku.. w sumie mialam,bo niestety stwierdzam ze tych dwoch rzeczy nie da sie polaczyc.. przyjazn ta byla powodem naszych klotni.. chlopak chcial wiedziec dokladnie kiedy spotykalam sie z przyjacielem, czytac nasze smsy, wiedziec o czym dokladnie rozmawialismy.. ja nie mowilam mu o tym dokladnie, ukrywalam kilka naszych spotkan tylko dlatego ze balam sie rekacji chlopaka, nie chce pokazywac mu prywatnych smsow bo to osobista sprawa... ale czuje sie z tym jak wstretny klamca... czy powinnam sie do tego przyznac? czy postepuje slusznie-nie mam obowiazku tlumaczenia sie z kim i co robilam jesli nie bylo to zagrozeniem dla mojego chlopaka?


* * * * *

Co do pierwszego pytania: czy jesteś do końca szczęśliwa w tym związku i pewna miłości? Bo jeśli powracasz do złych wspomnień, jeśli ciągle rozdrapujesz rany zamiast patrzeć w przyszłość z nadzieją to czy do końca ufasz chłopakowi? Czy chcesz z nim być? A może masz do niego uraz, może go nie akceptujesz do końca, może jesteś z nim trochę na siłę?
A jak reaguje Twój chłopak? Czy chce zapomnieć o złej przeszłości i jest optymistą co do dalszego rozwoju Waszego związku?
Widzisz, w każdym związku są dobre i złe sytuacje, są kłótnie i nieporozumienia. Ale gdy je wyjaśniamy, rozwiążemy problemy to nie powinniśmy nimi żyć tylko zaczynać budować od nowa.
Dlatego moje pytania. I czy na pewno wszystko sobie wybaczyliście? A może nie i coś tylko zostało "przykryte", niewyjaśnione?
To wiąże się z Twoim drugim problemem. Jeśli potrzebujesz wsparcia innego chłopaka i to na zasadzie przyjaźni to czy na pewno w Twoim związku wszystko już ok.? Mam wrażenie, że Twój chłopak nie spełnia do końca Twoich oczekiwań, a przyjaciel jest odskocznią, kimś kto Cię rozumie. Ja w przyjaźń damsko- męską nie wierzę, bo różnie to się może kończyć i bardzo często się zdarza, że jedna ze stron się angażuje bardziej. Trochę o tym pisałam w odp. nr 501. Co do tego czy masz obowiązek tłumaczenia się przed chłopakiem. W ogóle takie przyjaźnie powinny być oparte na trójkącie. Owszem, możesz spotkać się z kolegą, ale nie możesz tego ukrywać, a najzdrowsza sytuacją jest ta, gdzie spotykacie się w trójkę. Nie powinnaś mieć tajemnic przed chłopakiem, nie powinnaś kłamać ani potajemnie się spotykać bo to rodzi podejrzenia.
Przemyśl to wszystko, przemyśl czy otrzymujesz to czego oczekujesz. Polecam Ci też ten artykuł: [zobacz], [zobacz]. Z Bogiem!

  anonim, 18 lat
1858
08.08.2007  
zakochałam się w facecie, który chce iść do WSD. Obecnie się spotykamy, te spotkania nie wygładają czysto przyjacielsko... całujemy się. Czy te spotkania mają w ogóle jakiś sens? Już w zeszłym roku spotykaliśmy się. Złożył papiery do WSD i po dwóch tygodniach nie wrócił tam. Zapewniał mnie, że to nie przeze mnie zrezygnował. Boję sie powtórki z "rozrywki". Nie chce stawać na jego drodze. Powiedziałam mu o tym, on powiedział mi jak jest... że musze sie z tym liczyć, że on może tam wrócić. Mimo tego zdecydowaliśmy się być ze sobą. Ja uważam,że lepiej cieszyć się czymś krótko niż wcale. Co powinnam zrobić?

* * * * *

Nieprawda, że lepiej cieszyć się czymś krótko niż wcale. Po co dokładać sobie cierpienia i żyć złudzeniami? Jeśli on naprawdę chce iść do seminarium to te spotkania nie mają sensu ale to nie Ty powinnaś się tym gryźć tylko on powinien podjąć w końcu jednoznaczną decyzję i głowy Ci nie zawracać!
Co to znaczy, że "musisz się liczyć z tym, że on tam wróci". Rozdwojenie jaźni? Nie można mieć dwóch powołań. Proszę przeczytaj odp. nr 381 o tym co może wyniknąć z takiego podejścia. Obyś nie musiała przez to przechodzić. Masz prawo zażądać od niego jednoznacznej deklaracji, bo na razie wygląda to na zabawę i zostawianie sobie furtek. A gdzie w tym prawdziwa miłość, która myśli o odczuciach drugiej osoby? Z Bogiem!

  Laura, 15 lat
1857
08.08.2007  
kiedy miłość a kidy podkochiwanie???


* * * * *

Polecam ten artykuł: [zobacz]

  Agnieszka, 21 lat
1856
08.08.2007  
Jestem Katoliczka należę do Grupy Modlitewnej, ostatnio poznałam chłopaka który jest zupełnie inny, nie chodzi do kościoła. Fakt dużo rozmawiamy na ten temat ale boje sie że może zajść między nami do nieczystości do współżycia. Jak mam mu to powiedzieć, że ja nie chcem wpółżyć przed ślubem, ale jednocześnie żeby go nie stracić???? Proszę odpiszcie coś dla mnie najlepiej na e-maila.

* * * * *

Najpierw przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
A teraz: skoro masz zasady to dlaczego miałabyś je naginać do chłopaka? Jeśli on Cię będzie szanował to nie będzie od Ciebie wymagał czegoś sprzecznego z Twoimi poglądami. Jeśli będzie inaczej to nie będzie prawdziwa miłość. I to nie Ty masz "pilnować, żeby między Wami do czegoś nie doszło", to on ma być odpowiedzialny za to!
Po drugie: nie rozumiem dlaczego uważasz, że skoro chłopak jest niewierzący zaraz dojdzie między Wami do współżycia. I wierzący i niewierzący mają pokusy i popędy ale rozum u wszystkich tak samo działa i potrafią nad sobą panować.
Co masz mu powiedzieć? Zupełnie prosto, dokładnie to co myślsz: że jesteś wierząca, masz takie i takie poglądy, czystość jest dla Ciebie ważna i chcesz dziewictwo zachować dla męża. Reszta argumentów w polecanym artykule. Nie myśl, że go stracisz. Jeśli chłopak odejdzie dlatego, że nie chesz z nim współżyć to wiedz, że nie kocha Cię tylko pożąda, a to zasadnicza różnica.
Skup się też na dobrym poznaniu tego chłopaka, na tym czy pasujecie do siebie, czy czujesz się przy nim bezpiecznie. Rozmawiajcie o swoich planach i oczekiwaniach.
Z Bogiem!

  ania, 24 lat
1855
08.08.2007  
Od ośmiu lat jestem związana z mężczyzną który jest starszy odemnie o 15 lat. Mamy czteroletniego synka. Jednak moj partner nie chce się zgodzić na ślub. A od pewnego czasu relacje między nami sa coraz gorsze.Mój partner pracuje za granica i przyjeżdża raz na dwa tygodnie na weekend, jednak nie przyjezdza do naszego domu tylko jedzie do matki. Do nas przyjezdza na noc (tez nie zawsze) a zaraz z rana jedzie do mamy,nasz dom traktuje jak hotel. Przez ta sytuacje nie czuję się jak jego druga połowa tylko jak dziewczyna lekkich obyczajów. Próbowałam z nim rozmawiać na ten temat ale on nie widzi problemu. Po za tym cały czas oskarża mnie o to że kogoś mam a jeśli nie to na pewno sobie kogoś znajdę, ubliża mi. Od pewnego czasu czuję do niego niechęć , jak sobie pomyślę że ma przyjechać do domu to ogarnia mnie złość i wolałabym żeby nie przyjeżdżał. Chciałabym naprawić ten związek ale myślę że zrobiłam już wszystko co w mojej mocy i nic z tego nie wyszło. Czy widzicie jakąś szanse na uratowanie tego związku? Bo ja juz naprawdę nie wiem co robić?

* * * * *

No i po raz kolejny ręce mi z bezsilności opadają. To nie jest związek, to jest wykorzystywanie.To nie jest miłość, to jest wygoda - z jego strony.
Jeśli Cię kocha - niech się z Tobą ożeni. Dlaczego? Przeczytaj w odp. nr 1836.
Jeśli nie chce tego zrobić i tak Cię traktuje to czy jest sens dalej w tym tkwić?
To jest tylko dowód na to jak ważna jest prawidłowa kolejność w relacjach: najpierw dobre poznanie się, potem podjęcie decyzji, ślub, rodzina. Nie dziwię się, że źle się z tym czujesz, że nie czujesz się jak osoba kochana i szanowana. Życzę Ci dużo siły i mądrości w podjęciu właściwej decyzji. Z Bogiem!

  Marta, 17 lat
1854
07.08.2007  
Mam problem...podoba mi się przyjaciel mojego byłego!! Nie wiem co z tym zrobić?? Jak się zachowywać! Jesteśmy przyajciółmi spędzamy z sobą dużo czasu! Jestesmy blisko! NIe wiem czy walczyć o to uczucie?? Proszę o pomoc !!

* * * * *

A w czym problem? Jeśli to przyjaciel byłego chłopaka no to były chłopak nic do tego nie ma. Jeśli Ty też się temu chłopakowi podobasz to pozwól sobie na rozwój tej znajmości. Oczywiście pod warunkiem, że to będzie wzajemne. Z Bogiem!

  Sławek, 19 lat
1853
07.08.2007  
Dlaczego tak trudno sprawic aby pokochała nas osoba którą my tak bardzo kochamy???

* * * * *

Ponieważ każdy ma wolną wolę i sam decyduje. Do miłości nikogo zmusić nie można, a zresztą co warte by było takie wymuszone uczucie?

  ja...wstydliwa , 20 lat
1852
07.08.2007  
witam! będe szczera juz na wstepie. nie powinnam kochac tego człowiek a jednak go kocham. jest księdzem i choc wiem że on już jest zajęty że oddał swoje serce komuś innemu to ciągle udze się że może kiedyś będziemy mogli byc razem. już nie wiem jak mam życ bez niego jest mi cieżko a przecież on nie może codziennie u mnie przesiadywac. nie dopuszczam do siebie myśli że kiedyś go strace. dzwonimy do siebie po 3-4 razy dziennie i rozmawiamy naprawde długo ja zwieżam mu sie z moich problemów a on opowiada jak jemu jest cieżko na parafi i uciekamy w grzechy nieczyste poprzez rozmowe spodkania "bliższe lub dalsze"( intymne) czasem nachodza mnie myśi samobójcze ale gdy pomyśl o tym żeon zostanie wtedy sam bo ja odejde to nie potrafie tego zrobic. gdy sie posprzeczamy to jest mi cieżko czuje z każym dniem że nietrafie bez niego życ. codziennie sie modle lecz Bóg chyba nie wysłuchuje mojej prośby by odsunąc nas od siebie chce byc z nim na stopie przyjacielskiej chce go kochac i pomagac mu ale jak siostra. bo wiem ze Bóg mnie karze za to ze z nim jestem i wszystkie niepowodzenia spadaja na mnie za to co czynie. nie wiem jak zaczac z nim ten temat bysmy zostali przyjaciółmi boje sie jak on na to zareaguje czy nie bedzie myslał ze go zdradziłam bo obiecalismy sobie ze bedziemy zawsze razem:(( ale ja juz nie mam siły dłuzej ciągnąc naszej namietnosci czest sie sopwiadam i jest mi cieżko opowiadac o moich grzechach myśle ze Bóg i tak mi tego nie wybaczy. prosze pomóżcie mi jak z nim rozmawiac by go nie urazic i bysmy byli nadal razem jak przyjaciele. tylko nie piszcie mi ze mam zerwac kontakt bo tak bedzie najlepiej dla nas bo wiem ze tak nie bedzie nigdy. ps bardzo prosze o modlitwe za nas o wybór mądrości życiowej.

* * * * *

Po pierwsze: u kogo się z tego spowiadasz? Chyba nie u niego, bo on nie ma prawa Cię z tego rozgrzeszać.
Po drugie: Bóg Cię nie karze, bo Bóg nie jest złośliwy. Natomiast na pewno nie taka jest wola Boża a konsekwencje, które Cię spotykają są wynikiem Waszych wyborów. Bóg też na pewno wysłuchuje Twopich modlitwa, ale dał Ci wolną wolę i nie może działać za Ciebie, działania pzreciez podejmujesz Ty.
Po trzecie: koniecznie przeczytaj ten artykuł: [zobacz]. Tam pisałam o miłości do księdza, o różnych wariantach i wyjściach z sytuacji.
No i módl się. Z Bogiem!

  Magdalena, 18 lat
1851
06.08.2007  
Chciałabym przedstawić moją sytuacje..
Mam 17 lat i cały czas jestem samotna, "nie jestem sama, ale jestem samotna". Jednym słowem chodzi o to, że jeszcze nie spotkałam "swojej drugiej połówki" ale także jeszcze nigdy z nikim "nie byłam". Czasami to jest już silniejsze ode mnie, wiem, że nie można szukać na siłę, ale bywa tak że już nie daję sobie rady z tą samotnością, nie jestem wtedy sobą, jestem przygnębiona, nieprzyjemna dla rodziców i znajomych i to bez żadnych powodów.. dotychczas spędzałam wolny czas z przyjaciółkami, ale teraz One spotkały już swoich wybranków i teraz im poświęcają czas..
Ale chciałam opowiedziec co sie zdarzyło w przęciągu ostatniech miesięcy... kiedy zmieniłam szkołe, pozanałam pewnego chłopaka, dużo ze sobą "rozmawialiśmy" ale niestety przez internet, na gg, rozmawiało nam się cudownie, wydawało mi się że tak doskonale się rozumiemy, strasznie mi imponował., niestety w szkole mało rozmawialiśmy, tak na żywo, czasami, ale to bardzo czasami.. ale z czasem doszło do tego że On zaczął ode mnie dużo wymagac, np. zebym odrabiała mu prace domowe, poznawała z innymi dziewczynami, kazał odpowiadac na wiele intymnych pytań, a ja robiłam wszystko co chciał i właśnie tu jest problem... próbuje przed tym uciec, ale ja się w nim 'z a k o c h a ł a m', i nawet doszłam do wniosku że powinnam mu powiedziec co czuje, ale on tak dziwnie zareagował, po prostu powiedział "że nie może być nic więcej, nawet gdyby bardzo chciał".. ostatnio doszło do tego, że on mi opowiada o swoich nowych dziewczynach, (a warto zauważyc ze ma ich wiele i często "wymienia"), prosi żebym mu z nimi pomagała, doradzała itp. a ja oczywiscie to wszystko robie..
a raczej robiłam, bo pare tygodni temu, przestał sie do mnie odzywac przez jakiś głupi powód, zerwał znajomośc tak nagle, bez powodu.. a mi jest teraz tak p u s t o, bo niby nic mnie z Nim nie łączyło, ale poświęcałam Mu dużo czasu, robiłam dla Niego wszystko, był dla mnie kimś ważnym, chciaż wiedziałam ze nie moge myslec o "niczym więcej"... ale ja go chyba nadal kocham i nie moge sobie z tym poradzic.. obwiniam się za to jak jest teraz..


* * * * *

Oj, Magda, Magda, a Ty nie widzisz, że on Cię zwyczajnie wykorzystuje? Zauważył, że Ci się podoba i bezczelnie wykorzystuje. Inaczej tego nie można nazwać i jak sama powoli i dokładnie sama przeczytasz swój list to dojdziesz do takich samych wniosków. Nie rozumiem zupełnie dlaczego zgadzałaś się na to wszystko. A już to, że chciał żebyś go poznawała z innymi dziewczynami jednoznacznie wskazuje na to, że nie traktował Cię poważnie, wcale się Tobą nie interesował tylko byłaś mu potrzebna! Dlaczego to nie zwróciło Twojej uwagi? Dlaczego tak dałaś sobą manipulować? Tak naprawdę bardzo dobrze się stało, że on przestał się do Ciebie odzywać. I to wcale nie z jakiegoś powodu tylko znudziłaś mu się a poza tym już nie mógł za wiele zyskać dzięki Tobie. Jestem zbulwersowana jego zachowaniem i zdziwiona tym, że mu na to pozwoliłaś wobec siebie. Ciesz się, że uwolniłaś się od niego.
Rozumiem, że darzysz go uczuciem, ale uwierz: w związku samemu też trzeba być szczęśliwym a nie tylko być szczęściem dla kogoś. Jeśli miłość jest prawdziwa to jest to obustronne pragnienie dobra dla siebie wzajemnie. Jest Ci ciężko, to prawda. W tych odpowiedziach pisałam jak z tego wyjść: 80, 526, 653, 825.
Co do samotności: tak, jest ciężko. Ale wiesz możesz ten czas wykorzystać na przygotowanie się do niej, o czym pisałam w odp. nr 817. Musisz też być otwarta na innych, nie unikać spotkań towarzyskich, pozwalać się zapraszać. Być może wśród ludzi, którzy Cię otaczają będzie ktoś wartościowy. Będzie dobrze, tylko nie dąż do niczego na siłę. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:17


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej