Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Kochałem dziewczynę Kochałem dziewczynę
Walter Trobisch
Książka ta została przetłumaczona na 70 języków i cieszy się ogromną popularnością wśród młodzieży całego świata... » zobacz więcej




  basia, 32 lat
2350
01.07.2008  
Zakochałam się z wzajemnością. I pewnie byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, gdyby nie to, że on jest po rozwodzie. Na dodatek ma dziecko (to on je wychowuje, żona kilka lat temu wyjechała za granicę i zostawiła ich oboje, tam powtórnie wyszła za mąż). To naprawdę wspaniały człowiek, bardzo opiekuńczy, czuły, dobry. Przy nim czuję się kochana i bezpieczna. Ostatnio zaczął mówić o tym, że chciałby się ze mną ożenić, mieć dzieci... A ja nie wiem co robić. Gdyby nie to, że on jest po rozwodzie to nie wahałabym się ani chwili. Ale w istniejącej sytuacji mam mnóstwo wątpliwości natury etycznej, religijnej. Czuję się zagubiona. Proszę o poradę.

* * * * *

No to witaj w klubie. Byłam w takiej sytuacji, wyszłam z tego a to co mogę Ci poradzić zawarłam w tych odp: 1669, 1847, 1848, 1986. Ogromnie Ci współczuję, bo wiem jak się czujesz. Ufam, że dobrze wybierzesz. Pamiętaj, że w życiu najważniejsze są wybory słuszne a nie wygodne. Ufaj, że Bóg Cię nie zostawi i że ma dla Ciebie plan. Wierność Bogu zawsze "popłaca", niewierność nigdy nie przynosi korzyści. Wiem, że w tej chwili Twoje serce się buntuje, rozumiem Cię doskonale. Ale uwierz, że to jest do przejścia i do rozwiązania. Bóg doświadcza czasem tak jak Hioba, by potem wynagradzać w dwójnasób. To jest próba dla Ciebie, znajdź w sobie tyle siły, by wyjść z niej zwycięsko. Tylko trzymaj się Go mocno, z Bogiem!

  Gośka, 24 lat
2349
29.06.2008  
Witam! Nie wiem jak zacząć ja już nie umiem ze sobą poradzić. Rozstałam sie z chłopakiem chodziliśmy ze sobą 7 miesięcy Kocham Go i to bardzo myślałam, że on mnie też bardzo kocha ale okazało się ,że chyba bardzirj kocha swoją mame, która niechciała byśmy razem byli. Nawet nie wiem dlaczego. Jakoś nie umiem sobie z tym poradzić w każdy dzień płacze nie umiem żyć już normalnie nie umiem się cieszyć z życia nie umiem już tak rozmawiać z ludźmi jak dawniej było mi tak z nim dobrze byłam szczęśliwa. Prosze o modlitwe i pomoc

* * * * *

Gosiu to dla mnie niepojęte, że nie znasz powodów. Masz do nich prawo. Jeśli faktycznie dla chłopaka była w tej chwili ważniejsza opinia matki to znaczy, że nie był gotowy na związek, na miłość. Sam wybrał, trudno. Współczuję Ci bardzo i polecam te odp: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563 o tym jak sobie radzić w takiej sytuacji. To jeszcze jakiś czas będzie bolało, niestety, bo musisz przeżyć swoją żałobę. Ale ufam, że Bóg zabierze Ci to uczucie i w odpowiednim czasie pozwoli poznać męża. Módl się o to, z Bogiem!

  Beata, 23 lat
2348
28.06.2008  
Od roku mam stałego chłopaka, i dwa problemy. On chce rozpocząć współżycie, ja nie. Zna moje zdanie i oczywiście mówi że szanuje i bez mojej zgody do niczego nie dojdzie, ale posuwamy się coraz dalej. Sama nie wiem jak to powstrzymać bo tak samo wychodzi. Drugi problem to Kościół. On wcześnej nie chodził regularnie, wie że dla mnie to ważne i jak spędzamy niedziele razem sam prpopnuje pójście do Kościoła i jest o.k. tylko robi to dla mnie a nie z potrzeby, jak się nie widzimy sam nie pójdzie. Boje się że za bardzo się różnimy, nasze poglady na ważne tematy są całkiem inne, mimo to chce być z nim, jak to pogodzić?

* * * * *

Oboje przeczytajcie ten artykuł: [zobacz], tak dokładnie i pomyślcie nad nim, podyskutujcie. A potem ustalcie sztywne, konkretne granice, których nie chcecie przekraczać. Nie da się inaczej zachować czystości jak tylko walcząc o nią. Nic samo się nie zrobi i tylko jeśli będzicie chcieli to powstrzymacie się wobec określonych gestów. Aby było łatwiej polecam zapisanie się do Ruchu Czystych Serc (informacje znajdziesz na tej stronie) a na początku każdej randki króciutka wspólna(!) modlitwa np. ta: [zobacz]. To będzie podwójna korzyść bo i uchroni Was przed posuwaniem się coraz dalej i nauczycie się wspólnie modlić. Co do drugiego problemu, proszę przeczytaj odp nr: 1358, 1710, 69, 466, 1682. To, że chłopak chodzi do Kościoła, choćby dla Ciebie to już mały sukces, pomalutku może to pójść dalej. Módl się o to. Musicie ze sobą dużo rozmawiać, na wszystkie tematy. Tylko przez rozmowę i wspólne działania możecie się naprawdę poznać, możecie podjąć decyzję czy chcecie ze sobą być. Życzę Wam dobrej decyzji i owocnego rozwoju związku, z Bogiem!

  natalia, 14 lat
2347
27.06.2008  
1) jakies rok temu moze wiecej poznalam super chlopaka mogla mu powiedziec o wszystkim on jedyny wiedzial o mnie wszystko jakies jeszcze w czasie szkoly spotkalismy sie bylo super tez go bardzo dobrze znam po tym spotkaniu powiedzial ze mnie kocha ja tez odrazu cos do niego poczulam pisalaismy duzo ale od jakiegos czasu to sie zmienila mysle ze mnie oklalmywal mnie ze wszystkim rozni sie od innych chlopakow jest to taki cwaniak jest on fajny tylko ma pare wad mial problemy z policją ale nic takiego przestaismy pisac mowi ze nie ma kasy ale nie wydaje mi sie ma mnie juz dosc nie wiem co mam zrobisc pomuszcie mi ciagle o nim mysle :(:(:(:(:

2) mam takie pytanie jak rozpoznac ze chlopak nadal cie kocha??


* * * * *

1) Bardzo prawdopodobne, że znudziło mu się bycie z Tobą, ale nie ma tyle odwagi, żeby Ci o tym wprost powiedzieć. Zbyt szybko padło tu wyznanie miłości i najwyraźniej on tego słowa w ogóle nie rozumie. O tym czym jest miłość pisałam w tym artykule: [zobacz]. Natomiast on za miłość wziął zakochanie, zauroczenie, które minęło. I teraz Cię unika. Nie narzucaj mu się, bo będziesz jeszcze bardziej cierpieć. Trudno, widocznie on nie jest jeszcze gotowy na związek, na miłość. Poczekaj na tego właściwego. Z Bogiem!

2) A już przedtem kochał? Przeczytaj odp nr 2.

  natalia, 14 lat
2347
27.06.2008  


* * * * *


  sara, 32 lat
2346
26.06.2008  
Pisalam juz tu o swoim problemie pare miesiecy temu (2177). Nie niecierpliwie sie ze nadal jest mi trudno, w zasadzie modle sie nadal i ciagle mam wieksza albo mniejsza nadzieje ze moze jakos mi sie jeszcze ulozy. Bardzo dziekuje Pani za odpowiedz wtedy. Chcialabym prosic o pomoc w sprawie ktora bardziej dotyczy mnie niz kochanego przeze mnie czlowieka. On po kilku miesiacach po rozstaniu przyznal ze nie byl gotowy na nowy zwiazek, podziekowal ze pomoglam mu to sobie uswiadomic, ze odwiedza rodzine zmarlej zony,ale jego zdaniem rzadziej...oni zreszta, jak pisal w liscie, pytaja jak uklada sie jego zycie osobiste...czuje sie samotny, ale zmaga sie ze zobowiazaniami wobec zmarlej zony...mi zyczyl abym spotkala kogos kto mnie naprawde pokocha i spelni moje potrzeby...wszytko to bylo odpowiedzia na moje wczesniejsze proby nawiazania z nim kontaktu - bo ciagle wierzylam ze moze przemysli swoje decyzje... .Brakowalo mi w tym liscie slowa 'przepraszam' ale moze 'dziekuje' znaczy wiecej, nie wiem. No coz po takim liscie, choc mieszkamy w sasiednich miasteczkach, podziekowalam za to ze sie podzielil swoimi odczuciami, zyczylam mu cierpliwosci. Tu tez pojawia sie moj problem - jak odbudowac w sobie poczucie godnosci? tak zabiegalam o te milosc gdy juz zwiazek sie rozsypywal...uwierzylam gdy mowil ze jestem za bardzo impulsywna i niecierpliwa - czy to sa cechy ktore ostaraszaja mezczyzn?...wreszcie, wiedzac ze ukochana przeze mnie osoba tak wiele sie modli,mysle ze jest nadal powszechnie lubiana, jak pozbyc sie chyba zazdrosci ze komus innemu podaruje swoja milosc?...wiem ze moje pytania sa dziecinne, ale moze odpowiedzi Pani pomoga mi wyjsc z kregu powracajacych mysli.

* * * * *

Trudne pytania mi zadajesz, bo moim zdaniem Twoja godność nie została tu naruszona - w sensie, o którym piszesz. Bo chodzi Ci o to, że czujesz się niejako upokorzona, że starałaś się o niego, że zabiegałaś, że mimo wszystko próbowałaś z nim być? Jeśli o to Ci chodzi to powiem Ci, że to jest zupełnie naturalne, bo skoro zależało Ci na nim to po prostu robiłaś wszystko co możliwe, pragnęłaś jego dobra, byłaś dla niego. To zupełnie normalne, choć teraz z perspektywy czasu może wydawać Ci się narzucaniem. Cechy, o których mówisz są typowymi cechami kobiety, nie wiń się za nie, ponadto rozumiem Cię, bo chciałaś wiedzieć na czym stoisz. Dlaczego sądzisz, że on komuś innemu podaruje swoją miłość? Mnie się tak nie wydaje. Bo skoro on teraz będąc już w związku z Tobą nie potrafił wytrwać, nie potrafił otrząsnąć się z tamtego to pomyśl o ile trudniej będzie mu zaczynać z kimś na nowo. Chyba, że naiwnie myśli, że spotka kogoś, kto wraz z nim będzie to wszystko rozpamiętywał i był dla niego tylko dodatkiem, towarzystwem. Bo może on tak rozumie teraz związek? Jeśli tak to nie uda mu się stworzyć normalnego związku. A im będzie starszy tym mniej będzie miał cierpliwości i chęci, by coś w sobie zmieniać, by poświęcać się dla drugiej osoby. Tym bardziej będzie żył wspomnieniami i roztrząsał przeszłość. Nie wiem ile on ma lat, ale wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne by jeszcze w ogóle chciał z kimś innym być. Natomiast co do samego uczucia zazdrości - no cóż, kochasz go jeszcze i myśl, że mógłby być z kimś innym po prostu rodzi Twój bunt - bo to Ty włożyłaś tyle wysiłku w to wszystko. Myślę, że potrzeba Ci jeszcze czasu i ochłonięcia. Módl się, by Bóg pomału zabierał Ci to uczucie, by w odpowiednim czasie pozwolił poznać kogoś innego. Za niego też się módl, ale nie żałuj i nie myśl, że może zrobiłaś błąd. Pamiętaj, że w każdym związku masz prawo być tą pierwszą. Życzę Ci ułożenia sobie życia i wyjścia z tego co teraz przechodzisz. Z Bogiem!

  Ola, 22 lat
2345
25.06.2008  
Moje pytanie,moze wydac sie sie glupie,ale mnie ta sprawa naprawde nie daje spokoju,ostatnio w moim zyciu znowu pojawil sie moj eks chlopak,z ktorym rozstalam sie jakis czas temu z powodu odmiennnych pogladow na kwestie seksu,ale teraz wydaje sie ze dojrzal i chce sie ze mna umowic i nie jestem pewna czy to zrobic choc z drugiej strony nie moglam go wyrzucic z serca i pamieci...tylko ze jest drug sprawa ja studiuje za granica i nie wiem czy ma sens pakowanie sie w jakikolwiek zwiazek...prosze o pomoc

* * * * *

Nie mogę podjąć za Ciebie decyzji, ale mogę polecić Ci ten artykuł: [zobacz]. Podeślij go jemu i niech się na ten temat wypowie. Jeśli całkowicie się z nim zgadza to być może faktycznie coś przemyślał. Spotkać się z nim zawsze możesz, porozmawiać, ale nie róbcie od razu założenia, że zaczniecie na nowo. Ludzie się zmieniają, naturalnie również na dobre, nieraz rozumieją gdzie popełnili błąd, ale trzeba najpierw ze sobą poprzebywać, poznać się na nowo, żeby móc zdecydować. Jeśli więc spotkasz się z nim to na razie na luzie. A co do tego, że Ty studiujesz a granicą: hmm, poczytaj odp nr: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121 o miłości na odległość i zdecyduj czy to by Ci odpowiadało. Ale najpierw trzeba zdecydować czy w ogóle moglibyście i chcielibyście ze sobą być. Bo może po pierwszym spotkaniu się okazać, że nie. Życzę Ci owocnej decyzji. Z Bogiem!

  Aleksandra, 20 lat
2344
25.06.2008  
Nie myślałam, że jeszcze będę musiała do Ciebie pisać w tej sprawie (pyt 1981), a jednak…

Przez wiele miesięcy byłam przekonana, że zdążyłam już o nim zapomnieć. Że już mnie nie męczy. Że żyję normalnie. Nawet spotykałam się z jakimiś chłopakami – ale nic z tego nie wyszło, sama nie wiem dlaczego.. Za parę dni minie rok, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy na tej kolonii. I czuję, że wspomnienia wracają. Staram się im nie poddawać, jednak to nie jest łatwe. Wczoraj dowiedziałam się, że on przyjął święcenia diakonatu. Wiem, że jest szczęśliwy, ale ja nie potrafię się z tego cieszyć, choć naprawdę bardzo bym chciała! Proszę Boga, żeby pozwolił mi zrozumieć po co to wszystko się stało, a jeśli nie zrozumieć, to chociaż się z tym pogodzić. Proszę Go o wiarę, że jeszcze kogoś pokocham, bo podobno na starą miłość najlepsza jest nowa.. Ale na razie dostaję wiele łask, jednak żadna nie daje ukojenia w tej sprawie.. Jak już na początku napisałam, przez długi czas żyłam w przekonaniu, że już jest dobrze. Ale skoro jest dobrze, to dlaczego dowiedziawszy się o jego święceniach płakałam jak bóbr? Przecież wiedziałam, że to kiedyś nastąpi.. Boję się, że tak będzie każdego roku.. że z początkiem każdych wakacji wszystko będzie mi się przypominało.. Chciałabym nic do niego nie czuć, ale nie wychodzi mi to. Co mam robić? Oczywiście oprócz modlitwy.. Czuję, że nawet ona przestaje już pomagać.. Jeśli proszę Boga o pomoc i zapomnienie, a On mi zapomnieć nie pozwala, to nie wiem co mam jeszcze zrobić..
Próbowałam rozmawiać o tym z księdzem, ale on mi chyba nie pomógł. Dowiedziałam się tylko, że mam chore serce, że myślę głową nie sercem, i że jak tak dalej pójdzie to nie będę w stanie stworzyć pięknego małżeństwa..


* * * * *

Przede wszystkim nie jest prawdą, że na starą miłość najlepsza jest nowa. Metoda klina w tym wypadku absolutnie się nie sprawdza, bo wtedy tą drugą osobę traktuje się przedmiotowo: jak śodek do celu, którym jest zapomnienie. W nowy związek można wejść mając wolne serce - wolne dla tej osoby. Zupełnie naturalne są Twoje odczucia, wspomnienia wracają i nic w tym dziwnego, że jest Ci przykro, że przeżywasz to tak mocno. Gdyby tak nie było to by znaczyło, że go nie kochałaś. Oczywiście jest też tak, że nie widząc go rozpamiętujesz i wspominasz to co było, niejako rozdmuchując to uczucie i tak naprawdę w tej chwili kochasz też swoje wyobrażenia o nim. Bo z pewnością tworzysz w swojej głowie sytuacje, dialogi i dopisujesz inne możliwe rozwiązania. Pielęgnując to w ten sposób nie możesz się uwolnić od uczucia. Najważniejsze jest to, że Ty WIESZ, że dobrze wybraliście a jego święcenia tylko potwierdzają tą prawdę. Ponadto - jeśli dobrze zrozumiałam - była to Twoja pierwsza miłość a ta bardzo mocno wyciska na nas piętno, pisałam o tym w odp nr 575. Olu, ofiaruj to cierpienie za niego, za siebie, za swoje przyszłe małżeństwo. Odpraw jakąś nowennę, módl się. Bóg zabierze Ci to uczucie tylko módl się o to. I korzystaj z rad w odpowiedziach, które poleciłam Ci poprzednio. Pomyśl, że oddałaś coś Bogu, że on teraz będzie służył większej liczbie ludzi, że dzięki niemu ludzie będą przyjmować sakramenty, będą się nawracać, może będzie wychowawcą młodzieży. Tysiące ludzi pojedna z Bogiem. To piękna i wielka sprawa. A Twoje doświadczenie potarktuj jako ofiarę i współuczestniczenie w krzyżu Chrystusa. Ofiaruj je a nie pójdzie na marne.
A Bóg w swoim czasie da Ci poznać tego, z którym stworzysz rodzinę, tylko będzie to wtedy kiedy będziesz w stanie to już przyjąć. Trzymaj się mocno, z Bogiem!

  Kaśka, 15 lat
2343
25.06.2008  
Dlaczego ciągle zależy mi na osobie, którą już skreśliłam?

* * * * *

Nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, które się w nas rodzą, ale za to co z nimi zrobimy. Mimo zatem, iż starasz się zapomnieć emocje jeszcze jakiś czas będą w Tobie i może trochę potrwać zanim wygasną. Proszę poczytaj odp nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie radzić z takim stanem.

  Asia, 29 lat
2342
24.06.2008  
Nie wiem co mysleć o zachowaniu mojego chłopaka. Wyglądało na to, że myśli poważnie o mnie, o rodzinie. Znamy się od XI 2007. Po kilku mieisącach oświadczył mi się, snuł wizje wspólnej przyszłości, chciał abym poznała jego rodzinę. Dla mnie było to troche za wczesnie, ale oswajałam sie z ta myślą, w koncu bardzo pragnę mieć już swoją rodzinę.Przez pół roku wszystko układała się dobrze, było zaufanie, szacunek, sympatia. On nie jest wierzący,ale chodzil ze mna do Kosciola, walczylismy o czystość, niestety doszło do wspólzycia, oboje mielismy wczesniej doswiadczenia. Bardzo chciałąm jednak z Bogiem budowac tę relację. Aby lepiej rozeznać mielismy jechać na rekolekcje dla narzeczonych. Na 2 dni przed, Paweł powiedział, ze to moze jednak za wczesnie,że nie wie czy to miłośc czy czułośc i pragnienie bliskości. Poczułam się oszukana i zraniona, jednak dalej bylismy razem. Po kilku dniach doszło do nieporozumienia, powiedzialam coś głupiego, że moze powinnam poszukac innego, ze moge skoro my sie spotykamy bez zobowiązań. Obrazil się i nie odzywa się od 2 tyg. Napisalam czy nie powinnismy porozmawiać, odowiedzial ze tak, ale teraz jest zle nastawiony do tematu i lepiej to przeczekać. Mowil mi ze jak się gniewa to milczy, ze zdarzaly sie chiche dni i tygodnie w jego poprzednim zwiazku. Ale ja czuje sie opuszczona- rozmowa to dla mnie podstawa związku. Nie wiem moze on szukał pretekstu żeby zerwać. Wygodniej byłoby myśleć ze mnie wykorzysał, zmanipulował dając nadzieje na wspolną przyszłość, jednak obawiam sie ze prawda moze byc taka ze poznał mnie bliżej stwierdził, że to nie to. Oprócz kilku smiesznyc rzeczy zarzuca mi ze mam pesymistyczne podejscie do zycia. Pewnie tak, ale mam tez trudną sytuację, umierającą mamę, wizję mojej operacji. Obawiam się ze Paweł ma cieżki charakter, ze teraz dopiero sie poznajemy naprawde, przyszly nieporozmienia i nieumiejetność rozwiazywania konfliktów. Meczy mnie ta sytuacja, nie wiem sama czego chcę, czy mnie juz porzucił czy mysli o tym.

* * * * *

Asiu, nie odpowiem Ci jednoznacznie na to pytanie, ale mnie też się tu parę rzeczy nie podoba. Oczywiście bardzo negatywnie odbiło się na Waszej reaklcji współżycie. Bo jak się patrzy przez pryzmat fizyczności to trudno tak naprawdę kogoś poznać, poczytaj o tym w tym artykule: [zobacz]
Z innych spraw: jeśli jemu naprawdę na Tobie zależy to jako mężczyzna winien Cię wspierać w tej trudnej sytuacji. Zrozumiałe, że możesz mieć przez to gorszy nastrój, ponadto jesteś kobietą i masz wahania hormonale. Poczytaj o oczekiwaniach w związku i różnicach w psychice między kobietą i mężczyzną w tych artykułaach: [zobacz], [zobacz] i tych odp: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 . Miłość nie jest tylko na dobre, to właśnie w trudnych sytuacjach można naprawdę kogoś poznać i zdecydować czy chce się z nim być przez całe życie, o tym pisałam tutaj: [zobacz]
Bardzo niedobrze się stało, że na te rekolekcje nie pojechaliście, bo po nich wiele watpliwości się rozwiewa. One nie są tylko dla narzeczonych, spokojnie nawet przed zaręczynami można na nie jechać. Nie wiem czy myślimy o tym samaym, ale ja mówię o "Wieczorach dla zakochanych", informacje o tym znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl. To naprawdę wartościowa rzecz i jeśli chcecie się przekonać czy jesteście dla siebie jedźcie, koniecznie.
Domagaj się rozmowy. Masz rację, że to podstawa. Absolutnie nie rozwiązuje się problemów przez przeczekiwania, milczenie. Nic to nie daje. Trzeba zaraz wszystko wyjaśniać, są nawet takie ćwiczenia dla małżonków tzw. dialog małżeński. Czy on sobie wyobraża, że po ślubie też nie będzie się odzywał? To, że w jego poprzednim związku tak było to jego sprawa, teraz jest inny związek, jesteś Ty i Ty nie akceptujesz takiego rozwiązania. Pójdź do niego, nawet jak się czuje nieprzygotowany itp. to Ty powiedz co masz do powiedzenia. I niech on nad tym myśli. Tylko rozmową można coś rozwiązać. Asiu, przykro mi i nie wiem jak się to dalej potoczy, jest taka ewentualność, że po bliższym poznaniu nie chce z Tobą być ale Ty masz prawo usłyszeć to wprost. Masz prawo do wyjaśnień i domagaj się ich. Módl się o światło Ducha św. i nie odpuszczaj rozmowy. Z Bogiem!

  mirek, 24 lat
2341
23.06.2008  
witam

Mam dziewczyne. Dajmy jej imie Ania, rowniez ma 24 lata :) Znamy sie od kilku lat, jestesmy z soba pol roku. Bylem w niej juz kiedys zakochany(ok 16 roku zycia), ale przeszkadzalo mi to ze sie bawila, chodzila na imprezy. Postanowilem wtedy zapomniec o niej. Chcialem kogos cichego spokojnego, takiego jak ja. W krotce wyjechalem do stanów.

Rok temu odeszla od chlopaka (byla z nim 3 lata, z nim tez wspolzyla). Ten chlopak kontrolowal ją, bil ją. Potem ja przyjechalem do Polski na wakacje i ja spotkalem. Zakochalem sie w niej, potem ona we mnie. Jestesmy z soba teraz pol roku. Do dzisiaj staram sie zapomniec o tym ze nie jest dziewica(powiedziala mi o tym), i chociaz na poczatku bylo okropnie ciezko, to wyglada na to ze sie udalo... chociaz jeszcze mi czasem smutno z tego powodu.

Ona nie uznaje kosciola za cos wartosciowego. Jest raczej zrazona kosciolem... No coz duzo zla w kosciele... Ale powiedzila ze naszym dzieciom da przyklad i bedzie chodzic do kosciola, spowiedzi, komuni, i ze jako rodzina bedziemy sie modlic. Z tego sie ciesze.

No wiec niby jest fajnie, bo jakos sobie radzimy z tym ze nie jest dziewicą, ze mieszkamy daleko, ze ona nie wierzy w kosciol. Ale jednak... mam problem. Z wielkim zaskoczeniem, przyznaje sie ze z trudem jej ufam. Jestem zazrdosny, podejzliwy. Nie podoba mi sie to, i bardzo mnie meczy. Niczego jej nie zabraniam, bo wiem ze nie moge, ona nie jest moja wlasnoscia. Boje sie ze mnie zrani, ze mnie oszukuje, ze cos chowa.
Mozemy widziec sie ok 3 miesiace w roku. W kortce chcielibysmy wziac slub, ale...

... jestem zazdrosny, boje sie o to zo powiedza inni jesli mnie zdradzi, boje sie ze ona mnie zrani, oszuka. Jak mam nad soba pracowac, co mam zrobic zeby z czasem to sie zmienilo? Ona wie o wszystkim, bo jej mowie o wszystkim. Ją tez ta sytuacja meczy, bo chociaz ją nie kontroluje, i nie zabraniam jej niczego, to jednak ona widzi, ze sie męczę, ze sie boje.

Jak mam sie zmienic?
dziekuje za pomoc,


* * * * *

Mirku, to, że nie do końca jej ufasz może wynikać z tego, że masz jednak w sercu mały żal, że ona nie jest dziewicą, że nie zachowywała czystości, że nie żyje wartościami. I nie chodzi tu tylko o fizyczne dziewictwo ale o pewną jej niekonsekwencję, którą widać już teraz bardzo wyraźnie i zrozumiale budzi to Twoje obawy. Ona zapewnia, że dla przykładu dzieci będzie przykładną katoliczką, tak? To dlaczego nie zaczyna już teraz? Jeśli faktycznie poważnie Ciebie traktuje, chce się z Tobą związać to niech da dowód takiej postawy. Mirku, nie chcę Cię rozczarowywać, ale jako mężatka z kilkuletnim stażem mówię Ci, że NIGDY nie jest tak, że ktoś diametralnie zmienia się po ślubie. Nie, nie i jeszcze raz NIE. To właśnie przed ślubem, kiedy chcemy wypaść jak najlepiej, chcemy zrobić jak najlepsze wrażenie, chcemy "zdobyć" tą osobę staramy się być jak najlepsi. Jeśli przed ślubem ona nie chodzi od kościoła, niewiele robi sobie z zasad to nie wierzę, że po ślubie będzie inaczej. Po ślubie motywacja jest mniejsza, a to dlatego, że już ta druga osoba jest "nasza", wiemy, że nie tak łatwo się rozstać, że ta druga osoba i tak wiele zniesie. Więc co pokażemy przed ślubem tak będzie i po ślubie. Naprawdę nie znam takiego przypadku, żeby alkoholik nagle po ślubie przestał pić a niewierzący od dnia ślubu zaczął żyć sakramentami. NIE. A jeśli ona tak twierdzi to Ty masz prawo wymagać by dała tego dowód już teraz. Inaczej Mirku będzie Wam naprawdę ciężko a Twoja frustracja z niedotrzymania obietnic i potęgowana faktem, że nie byłeś pierwszym mężczyzną w jej życiu będzie rosła i poczujesz się oszukany. Bo to będzie na zasadzie: to ja się tak staram, ja dotrzymuję postanowień a ona nie i co ja z tego mam? Zaczną się pretensje i żale. Mój Drogi! Jeśli jesteś zdecydowany z nią być to najpierw polecę Ci te odp: 616, 961, 1070, 1819 , być może pomoże Ci to w pogodzeniu się z faktem braku jej dziewictwa. A zaraz potem poczytaj te odp: 1358, 1710, 69, 466, 1682 i dobrze przemyśl pewne sprawy. Bo nie fizyczny brak dziewictwa jest tu problemem a jej postawa. Moim zdaniem to takie obietnice, żebyś jej dał spokój. Ot, obiecała, że potem zacznie chodzić do kościoła, Ty uwierzyłeś i na razie ma spokój. A potem? No bo jeśli faktycznie chce się nawrócić to dlaczego nie robi tego już teraz małymi krokami? Pomyślałeś nad tym? Jeśli ktoś szczerze pragnie czegoś czy to Boga czy miłości innej osoby czy czegokolwiek innego to od razu stara się to osiągnąć a nie czeka nie wiadomo na co. No wyobrażasz sobie taką sytuację, że chłopakowi podoba się dziewczyna ale ustala, że zacznie się o nią starać za dwa lata? Albo ktoś chce nauczyć się języka bo wyjechał za granicę ale postanawia, że przez pierwszy rok nie nauczy się ani jednego słowa. Czy to logiczne? No nie, dlatego coś w tym jest nie tak. Da się stworzyć małżeństwo nawet z osobą niewierzącą natomiast musi to być - jak zawsze podkreślam - osoba niewierząca a nie wróg Kościoła. A to co piszesz o jej "zrażeniu się" świadczy o niechęci. Jak jest niechęć to jest szukanie ciemnych stron Kościoła by usprawiedliwić swoje zachowanie. Ponadto czy dorosła osoba może tłumaczyć się zrażeniem? Sama ma rozum i wolną wolę, ocenia i wybiera. To, że ktoś w Kościele się źle zachował to nie powód by na Boga się obrażać. Czy rzucamy szkołę, bo jeden z nauczycieli kiedyś nam dwóję postawił? To co jest centrum naszej wiary: Bóg czy jeden z księży? Warto o tym wszystkim pomyśleć. Nie jest za dobrze, ale oczywiście nic nie jest jeszcze przesądzone i jeśli chcesz przekoanć się, czy jesteście dla siebie zabierz ją na "Wieczory dla zakochanych" jak będziesz w Polsce. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Po tym wątpliwości się rozwieją. Polecam Ci też te artykuły: [zobacz] [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz] i dużo, dużo modlitwy. Poproś ją by - choć dla Ciebie - modliła się razem z Tobą. Jak się spotykacie to troszeczkę, choćby jakieś wspólne westchnienie. I nie spiesz się z decyzją o ślubie, poznajcie się pewniej, by mieć większą pewność i przede wszystkim świadomość. Jeśli fakt, że widzicie się przez tak krótki czas jest spowodowany odległością to poczytaj dodatkowo te odp.: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121, 59, 118, 1072. Jeśli jesteście dla siebie, Bóg da Wam znak, będzicie czuli pokój w sercach, będzicie szli wspólną drogą. Moim zdaniem jeszcze na ślub za wcześnie, zbyt wiele Was jeszcze dzieli. Możesz też poradzić się jakiegoś księdza co robić w takiej sytuacji, jak zachęcić ją do Kościoła. Życzę Ci dobrej, przemodlonej decyzji i owocnej pracy nad związkiem. Z Bogiem!

  Kasia, 20 lat
2340
21.06.2008  
Mam pewien problem. Nie wiem czy już był poruszany, ale nie jestem w stanie przeczytać wszystkich pytań i odpowiedzi. Będąc w liceum i wcześniej nie miałam chłopaka, czasem mnie to martwiło, ale zawsze marzyłam o tym aby spotkać kogoś, kogo pokocham i kto pokocha mnie, kogo będę rozumieć i na odwrót. Kiedy poszłam na studia poznałam Łukasza. Od razu okazało się że się wspaniale rozumiemy, że mamy podobne przeżycia, poglądy, podobnie podejmujemy decyzje, mamy wspólne zainteresowanie. Nie wiem czy było to za szybko, ale po miesiącu postanowiliśmy się ze sobą związać, ponieważ było nam ze sobą tak dobrze, a on mówił nawet wtedy że chciałby być ze mną zawsze. Przez pół roku było wspaniale i byliśmy szczęśliwi. Potem wydaje mi się, że stałam się egoistką, albo n e stałam się tylko byłam nią wcześniej a zaczęło to ze mnie wychodzić. Zaczęłam widzieć na pierwszym miejscu siebie, chociaż nie było do końca świadome. Zaczęliśmy się kłócić. Ja miałam zły humor jak coś było nie po mojej myśli, dlatego Łukasz zaczął rezygnować z pewnych rzeczy. Mnie wtedy było źle, że on rezygnuje i starałam się go zmusić do powrotu i było jeszcze gorzej. Po jakimś czasie zaczęłam go dodatkowo ranić. Mówić że na pewno nie ma dla niego różnicy czy jest ze mną czy z kim innym, że jest beż serca, zaczęłam się odsuwać, nie pozwalać dotykać, nie przytulać, a wciąż chciałam i czekałam żeby do mnie przyszedł. Po każdej kłótni postanawiałam się zmienić bo jednak mi na nim zależało, ale nie wychodziło. Po ostatniej kłótni, kiedy on chciał załagodzić sprawę, trzy razy odrzuciłam jego rękę i nie było odwrotu jak zwykle. Rozstaliśmy się mówiąc sobie że się kochamy tylko coś jest nie tak. Powiedział że jak się nauczę szanować siebie i innych to może się zejdziemy. A ja teraz nie mogę sobie poradzić z byciem samotnym, wiem że on mnie kocha, chcę wrócić, czuje że mogę się zmienić ale on się boi i myślę że słusznie że znowu mi się nie uda. Czy mogę prosić o jakąś pomoc?

* * * * *

Kasiu, no to po kolei. Po pierwsze to, że przez pół roku było wspaniale a potem jakoś zaczęło się psuć jest normalnym procesem. Dzieje się tak dlatego, że poznając kogoś przeważnie najpierw zakochujemy się, nie widzimy wad, jest nam dobrze, bo działają duże emocje i uczucia. Potem powoli mija zauroczenie i zaczynamy widzieć rzeczy, których nie dostrzegaliśmy wcześniej. Oznacza to, że skończył się pierwszy etap - zakochanie i rozpoczyna szansa na prawdziwą miłość. Ale ludzie przeważnie o tym nie wiedzą i biorą to przejście za koniec miłości. Szerzej na ten temat pisałam w tym artykule: [zobacz] i tych odpowiedziach: 15, 906, 19, 728, 1086, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 13, proszę przeczytaj. To, że zaczęłaś się złościć może wynikać z tego, że pewne rzeczy zaczęły Cię w jego zachowaniu denerwować, może nie mogliście się porozumieć w pewnych kwestiach a może po prostu tak prozaicznie nie braliście pod uwagę, że jesteście odmienni - jako kobieta i mężczyzna. Nie wiedząc o pewnych sprawach można głęboko się poranić. Dlatego przeczytaj te odp: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 oraz artykuły: [zobacz], [zobacz]
I jak już to wszystko przeczytasz i przemyślisz to jestem pewna, że wiele rzeczy zrozumiesz. Wtedy spróbuj podesłać te artykuły chłopakowi, a jak on je przeczyta spróbujcie się spotkać i spokojnie porozmawiać. Bez zakładania, że na pewno do siebie wrócicie, ale porozmawiajcie, bo pewnie już choć w części będziecie wiedzieli co było nie tak i jakie popełniliście błędy. I jeśli stwierdzicie, że nadal Wam na sobie zależy to możecie pomału próbować od nowa - z większą wiedzą, świadomością i pewnością, że miłość ma etapy i że Wy się różnicie. Związek wymaga kompromisów, zawsze i wszędzie. To nie jest tak, że albo ludzie pasują do siebie od razu albo wcale i tak będzie całe życie. To my poznając się, kształtując decydujemy czy chcemy pracować nad pewnymi sprawami czy nie. Bo nie ma przeznaczenia w miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Kasiu, módl się o światło Ducha św. i chyba na Twoim miejscu próbowałabym to odbudować. Życzę Ci owocnej, dobrej decyzji i powodzenia. Z Bogiem!

  nieszczęśliwa, 21 lat
2339
19.06.2008  
Chciałabym podzielić się z Wami moim problemem. Zacznę może od tego że od miesiąca jestem za granicą i poznałam tu wielu naprawdę fajnych ludzi. Wśród nich jest pewien chłopak. W zasadzie nawet nie wiem czy powinnam go określać tym mianem ponieważ jest ode mnie starszy i to o 10 lat. Nie zmienia to jednak tego że się w nim zakochałam. Nie wiem czy on coś do mnie czuje. Poznałam go lepiej gdy wybraliśmy się całą paczką na 2-dniową wycieczkę i od tamtej pory wiem, że to z nim chciałabym być. Nie wiem jednak co mam zrobić, by dowiedzieć się czy traktuje mnie tylko jako koleżankę czy chciałby się bardziej zaangażować w znajomość ze mną. Na dodatek jestem osobą bardzo nieśmiałą. Brak mi pewności siebie. Może dlatego, że wszyscy dookoła dawali mi zawsze do zrozumienia że jestem brzydka. I sama zaczęłam tak na siebie patrzeć. Tylko przyjaciółki starają się mnie przekonać, że tak nie jest. Mówią, że jestem wspaniałą osobą i że ktoś w końcu to zobaczy. A jeśli tak nie będzie? Boję się, że zostanę sama. Gdy podobał mi się jakiś chłopak wolałam tego nie okazywać. Ale teraz mi naprawdę zależy na tym facecie i zastanawiam się czy nie powinnam czegoś zmienić? Może wcześniej robiłam błąd chowając swoje uczucia?
Co powinnam zrobić? Pomóżcie! Z góry dziękuję i pozdrawiam


* * * * *

Polecam Ci odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 o tym jak nawiązać bliższy kontakt oraz o tym czy dziewczyna może przejąć inicjatywę: 1306 a także o różnicy wieku: 8, 28, 87, 310, 916, 1253. Widzisz, dopóki nie spróbujesz nie będziesz wiedziała czy on jest Tobą zainteresowany. Oczywiście on może jeszcze tego nie wiedzieć, więc tu potrzebny jest czas. Moim zdaniem trzeba wykorzystywać sytuacje, o których jest mowa w polecanych odpowiedziach i czekać na rozwój wydarzeń. Jeśli on z nikim nie jest, jeśli mu się podobasz to szanse są spore, bo ta różnica wieku nie jest aż tak porażająca, choć naturalnie pewne odmienności mogą wyjść na wierzch. Ale to wszystko zależy od konkretnego człowieka. Módl się o światło Ducha św., o miłość: [zobacz] i działaj deliaktnie. Polecam Ci też ten artykuł: [zobacz] - o tym dlaczego nie wyznawać na razie uczuć. Powodzenia. Z Bogiem!

  ania, 22 lat
2338
19.06.2008  
co jest jesli jestem zła pełna goryczy...zostawilam chlopaka...tak poprostu...trodna decyzja, to boli...chcialam pokochac go bez interesownie a nie potafilam, mowi Kocham...a ja uciekam, zamykam sie, wiem ze nie potrafilam dac milosci takiej na jaka zasluguje, nie wiem co zrobie gdy go zobacze, uciekne, ciagle mysle dlaczego tak postapilam, bo nie czulam sie przy nim szczesliwa, ze go ludzie nie zawsze okceptowali, bylo mi dobrze przy nim, wiem na 100% ze bardzo go lubilam ale czy to wystarcza do milosci, nie czulam radosci wielkiej, ogromnej, jedynie ciepło gdy moglam sie wtulic w jego ramiona...chcialabym sie odciac od swiata, wiem ze go bardzo ranilam...nie zasluguje na nikogo...on bedzie zly,nigdy sie nie odezwie do mnie jusz go nie bedzie, nigdy. Dlaczego ja zawsze popelniam błedy dlaczego!!!! nie chce mi sie zyc, smiac, nie mam ochoty, to ja to wszystko zakonczylam, a to tak boli bardzo. Nie bylo zadnych iskier w oku, radosci gdy go widywalam, byl zawsze, tego,czulam ze cierpi przy mnie, ze juz nie bedzie w stanie czekac az go pokocham, czy zrobilam to dla niego czy dla siebie? czemu moje zycie znów robi kolo i znow sie niszczy? czuje sie jagby niedlugo mialo nastapic cos gorszego, co co tego juz nie wytrzymam....

* * * * *

Poczytaj najpierw o miłości w tych odp: 15, 906, 13, 19, 728, 1086 oraz tym artykule: [zobacz]
Nie musimy czuć miłości, wystarczy ją realizować. Miłość prawdziwa nie jest uczuciem, emocją, jest decyzją, wyborem i postawą. Być może kochałaś ale nie wiedziałaś o tym? Jeśli tak poczytaj, pomyśl i może spróbujesz jeszcze raz coś z tym zrobić? Jeśli z jakichś względów nie możesz lub nie chcesz z nim być nie oskarżaj się, nie wiń. Być może to jeszcze nie ten człowiek i nie ten czas. Nie ma przeznaczenia w miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Musisz dojść do siebie i rozważyć co dalej. Jeśli nie będziesz z nim polecam odp nr: 80, 526, 653, 825,241, 248, 304, 1091, 1161, 1563. Módl się o światło Ducha św., o dobrą decyzję. Z Bogiem!

  ania, 16 lat
2337
18.06.2008  
chcialabym opisac cos dla mnie waznego... 3 lata temu poznalam pewnego chlopaka tylko ze to jest troche dziwna sytuacja bo poznal nas przez smsy bo mieszka 600 km ode mnie ten chlopak jest jego kolega...na poczatku pisalam z nim mozna powiedziec ze zakumplowalismy sie... bardzo fajnie nam sie pisalo na rozne tematy,a ja stopniowo zaczelam sie w nim zakochiwac jeszcze nigdy nie mialam takiej sytuacji poniewaz nie tak latwo sie zakochuje a tu tak nagle i to w taki sposob przez esy...tylko ze on traktowal mnie jak mlodsza siostre bo on ma 20 lat a ja 16 ! ostatnio w ferie pojechalam z kuzynka do miejscowosci w ktorej on mieszka zeby odwiedzic rodzine ale tak wyszlo ze nie moglam sie z nim spotkac ... mysle ze w wakacje uda mi sie tam pojechac ale boje sie troche tego spotkania bo nie chce sie przed nim zblaznic i obawiam sie ze strace szanse na to zeby cokolwiek moglo miedzy nami byc ... boje sie ze ogarnie mnie niesmialosc bo czesto tak mam:( co mam zrobic? prosze doradzcie mi cos...kocham go i juz to zbyt dlugo trwa bo ponad 2 lata :(

* * * * *

Moja Droga! Nie można kochać przez sms-y, koniecznie trzeba poznać się w realu. A dlaczego on choć ma 20 lat przez 2 lata ani razu do Ciebie nie przyjechał? Wiem, że to daleko, ale on jest pełnoletni i w dodatku jest chłopakiem, to nie jest ponad jego możliwości. Nie był Ciebie ciekawy? W każdym razie koniecznie musicie się spotkać i porozmawiać w realu, bo może się okazać, że to wcale nie to! A może też być wprost przeciwnie, okaże się, że jeszcze bardziej się sobie spodobacie. Proszę przeczytaj odp nr: 59, 118, 1072, 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121. Co do nieśmiałości i strachu: no cóż, to jest nieuniknione, bo zawsze stresujemy się czymś na czym nam zależy. Pomyśl sobie jednak, że to on powinien bardziej się stresować, gdyż on jest mężczyzną i to do niego należy pierwszy ruch. Ty tylko odpowiadaj na jego zainteresowanie i bądź sobą. Najważniejsze, żebyście się poznali takimi jakimi jesteście naprawdę. Nie bój się "zbłaźnienia", na pewno na początku może być trochę sztywno i na pewno będziecie oboje chcieli wypaść jak najlepiej, ale to normalne. Przygotuj sobie kilka tematów, w których pewnie się czujesz, na pewno możesz nawiązywać do listów, które piszecie. Tylko absolutnie nie wyznawajcie sobie miłości! O tym dlaczego poczytaj w tym artykule: [
zobacz]. Pomódl się o śwoiatło Ducha św. w tej inencji. Z Bogiem!

  Rozalia, 17 lat
2336
18.06.2008  
Szęść Boże!
Może zacznę tak... Jestem z pewnym chłopakiem od 5 miesięcy. Wczesniej tez coś nas do siebie ciągnęło, ale on nie był pewnien ponieważ rzuciła go dziewczyna i nie chciał od razu byc ze mna, bo nie wiedział co dokładnie do mnie czuje, a nie chciał mnie traktować jak "lekarstwo". Było mi ciężko, ale prawie dałam sobie spokój, przestawałam o nim myślec. Wtedy on napisał mi, że jednak chciałby, aby było coś między nami, bo beze mnie mu też ciężko. Więc spróbowaliśmy, chociaż ja nie byłam pewna, czy to, że mu beze mnie ciężko nie oznacza tego, że jak jest ze mną a nie sam, to mniej o niej myśli. Miałam watpliwości, byłam do niego zdystansowana, ale nie potrafiłam bez niego. Jakoś się nam układało, było coraz lepiej, on dziękował mi za kazdy dzień spędzony ze mną, dziękował że jestem, planował studia tak, abysmy dalej mogli być razem, wszystkie plany wiązał z nami... Ostatnio powiedział mi, że znów coś się dzieje, ze on chyba jednak nie jest gotowy, że to już nie chodzi nawet o tamtą dziewczynę, ale jakieś problemy rodzinne i ogólnie kilka rzeczy z przeszłości o których lepiej żebym nie wiedziała i że nie może juz wtrzymać w domu i w naszej miejscowosci... Nie myślałam że aż tak się zakochałam... Nie wiedziałam co mu powiedzieć, coś mnie zabolało. Nie chce go tu trzymać, jak ma się męczyć, a on oczekuje ode mnie że to ja podejmę decyzje co robimy a mówi mi to wszystko bo chce być uczciwy wobec mnie... Ale ja nie potrafię podjąć decyzji, bo bez niego będzie mi bardzo cięzko, ciągle mam nadzieje, że to by się jakoś ułozyło, przeciez było tak fajnie, nie wiem w ogóle o co chodzi a on niechce powiedzieć, ale z drugiej strony, jeżeli on się będzie lepiej czuł jak się rozstaniemy i wyjedzie, to chyba już wolę to, bo widziałam go często jak miał jakieś załamki i... wiadomo. On zachowuje się jakby cos mu kazało rozstać się ze mna, ale on niechce tego. Miał łzy w oczach gdy rozmawialiśmy. Co mam robić? Proszę o jakąś radę! Pogubiłam się... Bóg zapłać z góry!


* * * * *

Nie, to on ma podjąć decyzję. To on chce coś zmienić, to on chciał z Tobą być, to on jest mężczyzną. To on ma zdecydować. Nie wolno mu tego przerzucać na Ciebie, bo o czym Ty masz tutaj zdecydować? O jego miłości do Ciebie? Nie wiem o co chodzi, ale wiem, że bezwzględnie powinein powiedzieć Ci prawdę. Nic nie ukrywać, wyznać szczerze co jest, nawet gdyby powodem chęci rozstania była tamta dziewczyna. Jak się jest w związku nie ma się takich tajemnic, a już na pewno masz prawo znać powody rozstania. I masz prawo tego od niego żądać. Bardzo możliwe, że on chce się rozstać bo stwierdził, że jednak z jakiegoś względu mu nie odpowiadasz albo chce wrócić do tamtej dziewczyny ale głupio mu o tym powiedzieć i nie ma odwagi. Jednak to go nie tłumaczy, bo jest mężczyzną, a poza tym ma zobowiązania względem Ciebie. Ty masz prawo do szczerości i prawdy. On ma prawo z Tobą zerwać ale po ludzku. Absolutnie o niczym nie musisz decydować, to on musi decyzję podjąć. Tobie życzę wiele siły i światła Ducha św. Módl się w tej intencji ale bądź twarda wobec niego. Z Bogiem!

  Alicja, 20 lat
2335
18.06.2008  
Dzien dobry,rostałam sie z chłopakiem,stwierdziłam ze nie moge go pokochac,ze to co oczekuje,ja nie moge spełnic,bardzo sie starałam, pragnełam go pokochac,mysle o tym ciagle,jest beznadziejnie,dlaczego tak postapiłam,tak bardzo mi zalezało,czułam sie ze musze go pokochac bo przeciesz on mnie kocha. Byłam przybita do scianymówił KOCHAMbałam SIE TEG,a tak bardzo pragnełam GO pokochac tak po prostu,byc przy Nim, dawac mu radosc dac taka miłosc na jaka zasluguje, szanował mnie,oj bardzo,bolało mnie gdy nie chcial przyjmowac ode mnie pomocy,ja tez chyba nie chciałam,bałam sie ze pokaze swoja słabosc.Glupie.Na poczatku widzialam go jako doskonalego, potem wady,dostrzegłam ze, to co widziałam w nim to były moje wady był odbiciem moich niedoskonałosci. Nigdy nie chciał mówic mi czy mam w sobie cos zmieniac,pytalam co mu niepasuje we mnie, zawsze mówił ze akceptuje mnie taka jaka jestem, był dobry,poznałam Go:)bardzo dobrze na ile było obecnie potrzeba:( a jednak zrezygnowalam.jezeli miałabym jeszcze raz od nowa przezywac zycie chcialabym zeby Go poznac, zeby było tak samo, zadnej chwili nie zmieniac.Nigdy!mam czasami wrazenie...czuje ze moge Go pokochac, nie miec lecz byc przy Nim, pomagac, DAC TO CZEGO DO TEJ PORY NIE MOGŁAM...ale stopniowo sie przyblizac bez obowiasku, przymusu...powoli aby miłosc sie rodziła, cieszyc sie tym ze moge Mu cos dac a On to przyjmie...mało rozmawialismy, wspólnych tematów nie było, o studiach, jak było w domu, mogłam mówic co mnie trapi, kto mnie zdenerował, ale nie potrafilam do konca powiedziec o swoim strachu, ze musze Go pokochac bo On Kocha(nie potrafie z WŁASNYMojcem i wzajemnie rozmawiac,jest i tyle). Przy CHŁOPAKU :) i tak juz duzo osiagnełam,akceptuje swój wyglad, wiem ze jednak moge sie podobac, ze nie jestem taka zła( ale teraz)sadze ze grałam na Jego uczuciach, a ja chciałam tylko pokochac, dac szczescie,radosc, ale widocznie tego nie potrafie :( Jest mozliwosc, nadzieja ze bede z NIM?przy NIM? pokochaM? DA ON MI SZANSE?czy warto?

* * * * *

A jaka jest jego obecna sytuacja? Ma kogoś? Jeśli nie to owszem, jest jakaś szansa, że możecie zacząć jeszcze raz - pod warunkiem, że oboje będziecie tego chcieli i uwaga! - będziecie na to gotowi. A to oznacza, że przede wszystkim musisz uświadomić sobie, że NIE MUSISZ go pokochać na siłę, nie wolno Ci nawet. Nie możesz dlatego, że on Ciebie kocha.
Natomiast wiesz, ja się zastanawiam czy Ty dobrze rozumiesz miłość. Bo może to co Ty brałaś za brak miłości było tylko brakiem emocji? Miłość to zupełnie co innego, proszę poczytaj te artykuły: [zobacz][zobacz]
[zobacz]
[zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 13, 15, 906, 931 i pomyśl jak było naprawdę. A może on zbyt szybko wyznał Ci miłość i byłas na to nieprzygotowana, czułaś się zmuszona odwzajemnić uczucie, choć było na to zbyt wcześnie? Z drugiej strony piszesz, że nie było wspólnych tematów do rozmów. To też źle. Bo rozmowa jest podstawą związku. Tak, tak, właśnie rozmowa w ludzkim związku jest podstawą. Być może jest też tak, że po tym jak się rozstaliście Ty zaczęłaś go idealizować, pamiętasz tylko dobre strony i chwile i wydaje Ci się, że teraz byłoby dobrze? Nie wiem z czego wynika Twój strach, może z niedobrego przykładu małżeństwa rodziców, może ze strachu przed samotnością, przed tym, że nikogo już nie poznasz, że lepsze ten niż żaden, z litości do niego? To niedobre motywy. Poczytaj to co Ci poleciłam, pomyśl i jeśli rozumiesz w czym był błąd możesz spróbować się z nim spotkać i naprawdę szczerze porozmawiać. Może wiele rzeczy się wyjaśni? Z Bogiem!

  Ania, 17 lat
2334
16.06.2008  
Ostatnio bardzo się wyciszyłam w życiu. Nie robie chłopakom nadziei, nie obiecuję nic, chciałam odpocząć. Często modliłam się o chłopaka, z którym będę szczęśliwa, będę się doskonale z nim rozumieć, który będzie mnie szanował i prawdziwie pokocha.
Poznałam chłopaka z podobnymi zainteresowaniami, wspaniale się dogadujemy. Już od początku naszej znajomości, widziałam, że mu się spodobałam. Ale traktowałam go jako zwykłego kolegę, bo ma dziewczynę.
Rozmawiamy ze sobą bardzo dużo, to na gadu-gadu, to spotykamy się na godzinkę gdzieś w parku. Nie spotkałam jeszcze takiej osoby w swoim życiu. Oboje czujemy, jakbyśmy się bardzo dobrze znali, nie mamy przed sobą tajemnic, potrafimy mówić sobie o najbardziej bolesnych chwilach w życiu i czuję, że to jest naprawdę szczere. Czasem wspominał, że jestem czarująca, mam wspaniały charakter... Ostatnio powiedział mi, że bardzo mu się podobam, że jestem wyjątkowa i że nie jestem mu obojętna, że kiedy mnie nie widzi, bardzo tęskni, często o mnie myśli. Z drugiej strony wiem, że dwa lata spędzone z drugą osobą bardzo zbliżają. Wciąż mi powtarza że nie może zawieść swojej dziewczyny, ale dodaje, że coraz częściej zastanawia się nad sensem bycia z nią. Wydaje nam się ze wspaniale do siebie pasujemy. Jednak nie chcę psuć czegoś, co może okazać się później niesłusznie popsute, nie chcę ranić tej dziewczyny, bo wiem że ona jest bardzo dobra dla niego i myślę, że go kocha. Zastanawiam się jednak czy przepuścić takie wyjątkowe uczucie i czy nawet jeśli teraz jakoś to zatrzymamy, to czy kiedyś nie wróci. Muszę dodać, że nasze ostatnie spotkanie skończyło się pocałunkiem.
Bardzo chciałabym usłyszeć co najlepiej zrobić.
Często czytam pytania typu "podoba mi się chłopak, ale ma dziewczynę, jak mam zwrócić jego uwagę".
Ale ta sytuacja wygląda inaczej. To on pierwszy zwrócił na mnie uwagę.
A ja wierzę, że mogłabym go pokochać całym sercem. On chyba też.


* * * * *

Jeśli on naprawdę zastanawia się nad sensem związku z tamtą dziewczyną i naprawdę mu się podobasz to możesz zrobić tylko jedno: dać mu teraz czas BEZ CIEBIE by mógł podjąć decyzję. Jeśli faktycznie Ciebie pokocha i jest Tobą zainteresowany to sparwa rozwiąże się bardzo szybko. Jeśli tego nie zrobisz i nadal będziesz ciągnąć taki stan rzeczy to obawiam się, że mocno się rozczarujesz. Bo w tej chwili wygląda to bardzo niepoważnie. Wygląda to tak jakby bawił się Twoimi uczuciami zdradzając przy okazji swoją dziewczynę. Chce "dwie sroki za ogon złapać". Nie wierzyłabym mu dopóki nie podejmie zdecydowanych kroków: albo zrywa z tą dziewczyną albo przestaje się spotykać z Tobą i nie oszukuje Was obu. Bo w tej chwili w ogóle nie jest wiarygodny. Ja się nawet dziwię dlaczego godzisz się na taki układ, bo jest beznadziejny. Tzn. nie daje w tej chwili nadzieji na szczęśliwy koniec. Chyba nie odpowiada Ci rola tej drugiej? Bo co z tego wynika poczytaj w odp nr: 720, 210, 501, 542, 583,768. Na Twoim miejscu nie ufałabym chłopakowi, który nie podejmuje decyzji i tak naprawdę krzywdzi Was obie. Bo czy nie widzisz że w takim układzie tylko jemu jest wygodnie? Ani Tobie ani jego dziewczynie. Jeśli już teraz prezentuje taką postawę to pomyśl czy kiedyś nie będzie tak z Tobą. Jeśli teraz jest w stanie za plecami swojej dziewczyny całować inną to skąd masz pewność, że kiedyś tak nie zrobi Tobie? A jeśli za jakiś czas on dojdzie do wniosku, że jednak chce być z nią, a Ciebie w sobie rozkocha i zostawi? Moja Droga! Ja stoję niezmiennie i zawsze na takim stanowisku: jeśli ktoś ma dziewczynę czy chłopaka to bezwględnie nie należy się nim spotykać. Bo jesteś nie w porządku wobec jego dziewczyny a także siebie samej pozwalasz krzywdę robić. I do czasu jednoznacznego wyjaśnienia sytuacji nie powinnaś się z nim spotykać. Bo to jest z jego strony zwyczajna zdrada, przynajmniej duchowa. Poproś go o decyzję, daj mu czas, ale czas - bez Ciebie. Tylko wtedy jego decyzja będzie wolna i prawdziwa. Ja Ci życzę słyusznego wyboru, módl się o siłę, powierz tą sprawę Bogu. Jeśli jest to zgodne z Jego wolą - bedziecie razem. Ale nigdy za cenę krzywdy innej osoby i tego musisz mieć świadomość. Z Bogiem!

  Ola, 17 lat
2333
15.06.2008  
Moja przyjaciólka ma problem w rodzinie. Jej mama jest bardzo surowa. Jest to dla niej bardzo uciązliwe, często przez nią płacze Nie pozwala jej na nic. A już o tym żeby spotkała się z chłopakiem nie ma nawet mowy. Nie idzie z nią porozmawiać na spokojnie bo jej unika i krzyczy jeżeli już próbuje. Uczy się bardzo dobrze jest i była zawsze najlepsza w szkole. Po szkole jest jak aniołek. Zupełnie nie wiem jak jej pomóc.Zwłaszcza ze dziewczyna nie wie jak powiedzieć o tym chłopakowi nie chodzi tu o to, że jej mama jest zwyczajnie surowa chodzi tu o to że jej mama nie pozwala jej na nic. Dla mnie to jest straszna przesada ale już probowałam wszystkiego nie wiem jak jej pomoć. Dlatego proszę o rade.

* * * * *

Polecam Twojej koleżance te odpowiedzi: 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839. Nie wiem co stoi za takim zachownaiem mamy, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Może jej mama jest chora, może ma jakiś poważny problem, może nie układa jej się w małżeństwie. Nieraz ludzie ukrywają różne rzeczy i usiłują zachować "zimną krew" udając, że nic się nie dzieje. Jednak tłumione emocje znajdują ujście w inny sposób np. taki jak opisujesz. Może mamie potrzeba po prostu uczucia, rozmowy, dobrego słowa? Może jest jej bardzo ciężko w życiu? Bo my nieraz widzimy tylko jedną stronę medalu. Niech koleżanka próbuje pomalutku dotrzeć do mamy próbując wyciągnąć ją na spacer, kupując jej czasem jakiś drobiazg, pomagając, robiąc herbatę, pytając czy czegoś jej nie trzeba. Z pewnością jest to trudna sytaucja ale nie wierzę, że mama jest "bezinteresownie" taka surowa. No i koniecznie modlitwa za nią. A z chłopakiem musi rozmwiać szczerze i mówić mu wszystko wprost. Chłopak jest osobą, do której ma się zaufanie i od której mamy prawo oczekiwać wsparcia. Trzeba tutaj być szczerym, bo inaczej zaczną się jakieś podejrzenia, że się coś ukrywa. Poza tym lżej jest jak się można komuś wygadać i uzyskać wsparcie. Z Bogiem!

  Aga, 17 lat
2332
15.06.2008  
Witam! Mam pytanie na które zawsze próbowałam sobie udzielić odpowiedzi ale mi to nie wychodziło. Co to jest prawdziwa miłość? bardzo banale by się wydawało ale jaka nie banalna jest na nie odpowiedź. Kiedy szanujemy druga osobę, patrzymy na jej wnętrze, czujemy do niej troskę, pragniemy likwidować dla niej swe wady? Czy właśnie to jest miłość? Proszę o odpowiedź.Z góry dziękuje

* * * * *

Tak, to właśnie jest miłość. Proszę przeczytaj też ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 13, 817, 1939,19, 728, 1086. Z Bogiem!

  Agnieszka, 22 lat
2331
13.06.2008  
Czy jeśli osoba nie ma zamiaru zapomnieć o tym kogo pokochała a On ma już swoje powołanie (służba Bogu i ludziom) czy jest to grzech ?Czy muszę się z tego wyspowiadać ? Modlę się w sposób szczególny za niego ale nie chcę zapomnieć o tym którego pokochałam a rozmawiałam na spowiedzi o tym . Ale nie powiedziałam księdzu na spowiedzi że nie chcę zapomnieć o tym którego pokochałam . Bo nie chcę niestety ale on i tak nie wie o niczym . Trwa to już trzy lata. Ja tego nie wiem.
WIEM ŻE BYŁO WIELE LISTÓW NA TEMAT MIŁOŚCI DO OSOBY DUCHOWNEJ ALE JA NIE WIEM CZY MUSZĘ WYSPOWIADAĆ SIĘ Z TEGO ŻE NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ O NIM BO NIE CHCE MIMO TO ON O NICZYM NIE WIE I NIGDY SIĘ NIE DOWIE. NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ O NIM ALE ON I TAK NIE WIE O TYM UCZUCIU . BĘDĘ WDZIĘCZNA ZA UDZIELENIE ODPOWIEDZI?


* * * * *

No ale dlaczego nie chcesz? Jeśli nie chcesz to sama sobie odbierasz szansę na normalną miłość i szczęście w życiu. Bo to tak jakbyś dobrowolnie skazywała się na cierpienie do końca życia. Moim zdaniem należy uszanować wolę tej osoby i układać sobie życie bez niej. Ja naturalnie wiem, że to bardzo boli i że na początku nie chce się zapomnieć. Ale czas leczy rany, naprawdę. A czy należy się wyspowiadać? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, powinien o tym zdecydować spowiednik, porozmawiaj z nim. Ale pomyśl też z tej strony: jeżeli tak, jeżeli trzeba i to jest grzech to jeśli robisz postanowienie, że jednak nie chcesz zapomnieć a spowiadasz się z tego to jakie tu jest postanowienie poprawy? Jeżeli się wyspowiadasz to musisz chcieć "dać sobie spokój" i starać się zapomnieć. Inaczej na co spowiedź? Droga Agnieszko, rozumiem Twój ból i bardzo Ci współczuję. Proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] jeśli jeszcze go nie czytałaś. I pomyśl, że Bóg nie chce Twojego nieszczęścia tylko szczęścia. I że dla Ciebie przewidział określone powołanie. Ty zaś chcąc cały czas myśleć o tym duchownym sprzeciwiasz się woli Boga w realizacji swojego powołania (no bo chcesz o nim myśleć, pewnie nie chcesz wyjść za mąż tylko cały czas rozpamiętywać), mówisz Bogu, że nie chcesz jego drogi i marnujesz swoje życie. A to już jest grzech. Módl się, poradź jakiegoś księdza i powierz to uczucie Bogu. On najlepiej będzie wiedział co z nim zrobić. Z Bogiem!

  Kinga, 22 lat
2330
13.06.2008  
Nr mojego poprzedniego pytania: 2286.
Dziękuję bardzo za odpowiedź. Trochę mi Pani pomogła, ale i tak trudno mi się było przełamać, jednak starałam się wykazywać więcej inicjatywy, ale nie więcej niż on. Było OK, a nawet więcej, bardzo dobrze, cieszyłam się juz na zapas, bo zapowiadała się obiecująca znajomość. Ale chyba jednak znów czeka mnie czarny finał... Jakoś tak jest, że jak mi zaczyna zależeć, to nagle już nie ma o czym mówić;( Strasznie mi z tym smutno...;( Jest miły dla mnie, tak jak był, ale wydaje się mniej zainteresowany... Czy to dlatego, że ja się zaczęłam interesować? To jest jakaś paranoja!!! Nie wiem, jak w takim razie zachować się, gdy kolejny chłopak się mną zainteresuje? Bo teraz mam jeszcze mniej nadziei na udaną znajomość i związek... Kiedyś ktoś powiedział, że w momencie, w którym mówisz "kocham", przegrywasz... Ja przecież mu nie wyznałam miłości, tylko pokazałam, że go lubię i chcę z nim pogadać, stworzyłam miłą atmosferę, choć wciąż miałam trochę dystansu, ale wychodzi na to, że on chciał tylko sprawdzić, czy mu się uda mnie poderwać, a na takiego nie wyglądał. Bo gdyby się interesował mną na serio, to by się ucieszył, że chcę z nim pogadać, upewnił się, że ma grunt pod nogami i zaczął działać? Bez sensu to wszystko, uczestniczę w jakichś damsko-męskich grach, jak w takim razie się więcej tak nie nadziać, nie pomylić, bo to okropnie boli...;( Udawanie niezdobytej twierdzy też chyba nie jest dobre.


* * * * *

Hmm, jeśli to trwa jakiś czas i nie posuwa się do przodu to chyba faktycznie on nie ma ochoty na bliższą znajomość. Przykro mi. A może spróbuj się trochę wycofać? Jeśli i to nie pomoże to chyba jednak znowu nie ten. Jak temu zapobiec? No, za bardzo się nie da. Związek ma to do siebie, że są pewne etapy a pierwszym z nich z jest takie poznawanie się. I albo pójdzie to w konkretną stronę albo się rozmyje. Nie da się tego ryzyka ominąć, trzeba przez to przejść. No niestety tak jest, chyba, że od razu chłopak jest pewny i zdecydowany ale to bardzo rzadkie przypadki. Bo zawsze najpierw "sondujemy" jaki ktoś jest, by potem zdecydować. Niestety, musisz modlić się i szukać dalej. W końcu znajdziesz, może już niedługo? Z Bogiem!

  Gośka, 22 lat
2329
12.06.2008  
Jestem z chłopakiem już kilka miesięcy. Pochodzę z dość tradycjonalistycznej rodziny i moi rodzice uważają, że to chłopak powinien zabiegać i zdobywać dziewczynę, dlatego też t on powinien do niej przyjeżdżać, on powinien przebywać u nie w domu a nie na odwrót. Krotko mówiąc, uważają że dziewczynie nie wypada jeździć i przebywać w domu chłopaka, a wieczorami to już wogóle. A mój chłopak nie ma samochodu, dostęp do auta ojca ma tylko w weekendy, a skoro mieszkamy od siebie jakieś 5 km to ciężko o spacer do mnie, a autobusy też jeżdżą do 19, a ja mam tą komfortową sytuację, że samochód posiadam. I chłopak chciałby abym często do niego jeździła, jeśli on nie ma jak. Skoro mam tę możliwosć, że mam samochód to jeśli chcę się z nim spotkać to powinnam przyjeżdżać tam stresu? Nie ma w tym nic złego?wypada? jego rodzice z tego co mowi chłopak nie mają nic przeciwko.

* * * * *

A może rower? Chyba idealne wyjście, tym bardziej, że wnioskuję, że skoro autobusy jeżdżą do 19 to nie jest to duża miejscowość. 5 km piechotą jako trening dla chłopaka to też nie jest taki wyczyn, choć tu może być kwestia ograniczonego czasu. Oczywiście, nie ma nic złego jeśli czasem dziewczyna jeździ do chłopaka, zwłaszcza jeśli ma większe możliwości. Natomiast chodzi też o to, by jemu się za wygodnie nie zrobiło. Bo rodzice generalnie mają rację: chłopak musi się o dziewczynę postarać. Twojemu chłopakowi też powinno na tym zależeć, by mógł się wykazać, by trochę go jednak wysiłku kosztowało spotkanie z Tobą. Na pewno byłaby większa satysfakcja. Zresztą czy nie da się czasem umówić gdzieś w połowie drogi? On by Cię potem odprowadził do domu. To i romantyczne i zdrowe (ruch) i daje szanse na dłuższe rozmowy (wręcz je wymusza - i bardzo dobrze!) czy nawet zwiedzenie czegoś po drodze. Reasumując: możesz czasem Ty do niego pojechać ale nie nie dopuść, by on się rozleniwił w tym względzie, to naprawdę nie jest taka duża odległość. Wymagaj od niego, to zaprocentuje. Z Bogiem!

  wiola, 22 lat
2328
12.06.2008  
jak odbudowac małózenstwo po zdradzie ? i jak dalej zyc z tym?

* * * * *

Proszę przeczytaj odp nr: 188,1304, 1314. Polecam też rekolekcje dla małżeństw, szczególnie w takich sytuacjach: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl

  Ewa, 22 lat
2327
10.06.2008  
Mam bardzo dobrego kolegę z roku w którym chyba się zakochałam. Nie wiem co zrobić aby przejść z relacji koleżeńskiej na coś bliższego... Co wypada zrobić dziewczynie? On jest dla mnie miły i mnie lubi ale nie wiem czy nie jestem dla niego tylko koleżanką. Jak to sprawdzić? Czy dziewczyna może zrobić ,,pierwszy krok"? Jeśli tak to w jaki sposób?

* * * * *

Proszę przeczytaj odp nr 1306 - o tym czy kobieta może przejąć inicjatywę i o tym jak nawiązać kontakt: - 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Z Bogiem!

  Patrycja, 16 lat
2326
10.06.2008  
Czasem zastanawiam się dlaczego ta pierwsza miłość, jakby mnie omija. Teraz z perspektywy ok.3 lat wiem, ze nie wszyscy chłopcy byliby właściwi dla mnie i przekonałam sie. Ale poznałam jednego, był dla mnie wyjątkowy (pisze był bo teraz juz sama nie wiem jak jest naprawde, czy dalej go uwazam za kogos waznego w moim zyciu czy juz nie) Poznałam go w kosciele, ja chodze na RAM a on na Oaze, w dodatku jest lektorem w parafii, to wszystko bylo przypadkiem. I wszystko byłoby dobrze, nawet przynałam sie ze cos czuje(na pewno wtedy nie miłosc bo to za duze słowo) rozmawaialismy o tym, wyglądało na to ze potrzebujemy tylko czasu zeby to sie samo toczyło. A jednak cos mnie omineło, albo to ja cos złego zrobiłam nie wiem juz sama i nie wiem tez co robic, teraz pojawiła sie jakas dziewczyna, z tego co wiem nic ich nie łączy, ale tego nie wiem na 100% Moze to znak ze to juz koniec mojego szczescia akurat z nim? Zle mi z tym bo wiem, ze mimo moich prob zdystansowania sie do niego nie potrafie zapomniec tego co sie stało, posunełam sie do tego, ze nie odzywałam sie (az do teraz) do niego zreszta i tak mialam powod , ale nie dotyczył bezposrednio mnie. Nie wiem czuje ze zle robie, ze nie poiwinnam tak, a to i tak nie przynosi mi ulgi. Pamietam tez ze na samym poczatku modliłam sie zeby tylko nic nie czuc do niego a stało sie odwrtonie teraz tez modle sie zeby zapomniec i tez jest odwrtonie. Znam siebie dobrze i wiem ze duzo czasu upłynie zanim na dobre zapomne o nim i nie potraktuje go jak zwykłego znajomego czy kolege.

* * * * *

A może powiedziałaś za dużo? Nie można na początku znajmości deklarować, że coś się czuje. Bo druga osoba może nie być na takim etapie, może się zastanawiać i takie wyznanie tylko ją zblokuje i dobrze zapowiadająca się znajomość nie wyjdzie. Bo karty zostały odkryte. Ten chłopak być może nie miał szansy zastanowić się czy się Tobie podoba, nie miał szansy postarać się o Ciebie, bo od początku wiedział, że jesteś nim zainteresowna. Chłopcy tego nie lubią, bo jeśli po bliższym poznaniu się okaże się, że to nie to - to jest duży problem z wycofaniem się i pada słynny tekst o "traktowaniu jak koleżanki". A nawet jeśli dziewczyna się chłopakowi podoba to on i tak chce o nią powlaczyć. Gdy nie musi - zniechęca się. Czuje się też przyciśnmiety do muru, bo ona oczekuje wzajemności. Proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] , tam pisałam o zbyt wczesnym wyznaniu uczuć. Ja wiem, że Ty nie wyznałaś samej miłości ale mechanizm jest podobny. Co o tej dziewczyny, która się pojawiła. Czy on okazuje nią zainteresowanie, są ze sobą? Jeśli tak to niestety nic nie zrobisz. Jeśli nie ale on Tobą też nie wykazuje zainteresowania mimo upływu czasu to też niestety nie jest dobrze. Do miłości nikogo nie można zmusić. Nie wiem co zdecydowało, że on nie zainteresował się jednak Tobą. Może właśnie się wystraszył a może po prostu Bóg wie, że nie stworzylibyście dobrego związku, może któreś z Was jest jeszcze na to nieprzygotowane? Może wyszłyby znaczne różnice i tylko byście się poranili? Ty tego nie wiesz ale Bóg tak - i dlatego dopuszcza takie sytuacje. Jesteś jeszcze naprawdę młoda, ja byłam 10 lat starsza gdy miałam pierwszego chłopaka. Z perspektywy czasu nie żałuję. Lepiej wejść w związek będąc trochę dojrzalszym, bo wtedy jest większa szansa utrzymania go i porozmienia się. Jestem pewna, że wszystko jeszcze przed Tobą. A jeśli chcesz, żeby Ci przeszło proszę przeczytaj odp nr: 80, 526, 653, 825 i nie załamuj się, gdzieś jest Twoja prawdziwa miłość. Z Bogiem!

  Ewelina, 17 lat
2325
10.06.2008  
Czy możliwa jest przyjażń miedzy chlopakiem a dziewczyną,którzy sobie sie podobają, czy zawsze potem rodzi się milosc?

* * * * *

Moim zdaniem nie jest możliwa, chyba, że:
- te osoby są w szczęśliwych związkach z innymi ososbami
- różni ich tak wiele, że nie chcą i nigdy nie chcieli ze sobą być albo też nie podobają się sobie fizycznie (ale tu się wszystko może zmienić)
- sa to osoby, które już były kiedyś w związku, rozstały się i od rozstania minęło np. kilka lat i nic ich "nie rusza" na widok tej osoby.
W przeciwnym razie a szczególnie w sytuacji kiedy się sobie podobają nie wierzę w przyjaźń. Zresztą już podobanie się sobie to coś więcej niż przyjaźń.
Takie jest moje zdanie.
Przeczytaj też odp nr: 46, 72. Z Bogiem!

  marta, 23 lat
2324
10.06.2008  
Witam:) od pięciu miesięcy jestem z chłopakiem którego bardzo kocham..mam tylko wątpliwości czy on czuje do mnie to co ja..dwa lata temu świat mu się zawalił bo zrozumiał że bardzo kocha pewną dziewczynę,która też darzyła go swoim uczuciem choć nie mówiła tego w prost. Gdy chciał jej to wyznać okazało się że już za późno.Opowiedział mi o tym wszystkim co do niej czuł kim dla niego była i że nie chce być sam..choć powiedział że mnie kocha i czasem to czuję w tym jaki dla mnie jest, to jednak czuje że kocha mnie tylko jak przyjaciółkę, że nigdy nie będę dla niego kimś takim, a jestem tylko ucieczką..czy warto czekać na odwzajemnienie?czy powinnam z nim o tym rozmawiać skoro nie chce już o niej mówić?

* * * * *

Myślę, że powinnaś rozmawiać z nim nie tyle o niej co o sobie. Jeśli jest z Tobą a wspomina tamtą (choćby w myślach) i od 2 lat nie może się od tego uczucia uwolnić to coś jest nie tak. Właściwie bardziej prawdopodbne jest to, że on po prostu kocha już nie ją tylko swoje wyobrażenia o niej (pisałam o takiej sytuacji w odp nr: 441, 868), bo przez ten czas to jednak nie mając bezpośredniego kontaktu nie da się miłości pielęgnować a jedynie dobre wspomnienia. Prawdopodobnie jest więc tak, że on pielęgnuje w myślach jej wizerunek, uważa ją za ideał, a tymczasem nie docenia tego co ma w Twojej osobie. Więc rozmawiaj z nim jak on widzi Wasz związek, kim dla niego jesteś i obserwuj go. Pięć miesięcy to jeszcze nie tak długo i można jeszcze nie wiedzieć czy się chce z kimś być na stałe, czy już się kocha, natomiast trzeba być uczciwym. Bo nie powinno się wchodzić w związek bez zamkniętej przeszłości. Inaczej krzywdzi się osobę z którą się jest. Przeczytaj też o tym problemie w odp nr 1269. Z Bogiem!

  EWA, 21 lat
2323
08.06.2008  
witam, od dzis jestem w strasznym dolku... nie chce przedluzac ale kiedys bylam z chlopakiem 1,5 roku po czym sie rozstalismy. ja po pewnym czasie zrozumialam bład i chcialam do niego wrócic, udalo to sie dopiero po 2 bardzo trudnych dla nas obojga latach. teraz jestesmy razem ponad 2 lata i planujemy wspolna przyszłość. Wszystko dobrze szlo ale niestety ostatnio ojciec mojego chlopaka naprawde przegiał i moj chlopak bardzo ciezko to znosi i powiedzila ze musi sie wyprowadzic. Powiedzial ze nie pojdzie na stancje bo prawie nic nie będzie mogl zaoszczedzic a musi myslec o przyszlosci no i powiedzial ze wyjedzie za granice na 2 lata... strasznie sie boje i w ogole sobie tego nie wyobrazam bo to bedzie legalna praca no i on bedzie mial 3 tyg wolnego w roku. Chodzi o to ze on chce zaoszczedzic pieniadze i kupic mieszkanie zebysmy mogli byc razem. On juz wczesniej wyjezdzal ale nie na tak dlugo. Boje sie ze cos sie stanie i zostane sama a nie wytrzymalabym po raz drugi utraty ukochanej osoby. Z drugiej strony wiem jak jest mu teraz cięzko. On mial zupelnie inne plany ale niestety zawsze cos albo ktos musi cos zepsuc. Mam mu pozwolic na ten wyjazd? dodam tylko ze ja studiuje i nie moge wyjechac z nim

* * * * *

Hmm, a Twój chłopak nie studiuje, pracuje już? Jestem też przekonana, że jeśli znajdzie pracę to za sam pokój na stancji wcale tak dużo nie zapłaci. Zresztą możesz mu pomóc szukać czegoś tańszego pytając np. w rodzinie. Wyjazd za granicę choć sam w sobie wydaje się pociągający nie jest wcale łatwym kawałkiem chleba. Faktycznie są duże koszty utrzymania, mieszkania. Rzeczywiście widywalibyście się rzadko. Najgorsze chyba jest to, że na takim wyjeździe ciągle jest pokusa, by zostać dłużej. I tak się to ciągnie latami, a potem nie ma za bardzo do czego wracać. Jeśli tylko jest możliwość innego rozwiązania to trzeba by o nim pomyśleć. Ale jeśli już on zdecyduje się wyjechać to ustalcie jasne zasady kontaktu. Telefony, maile. Ustalcie konkretną granicę czasową. Rozmawiacie o przyszłości? O ślubie?
Z drugiej strony chwalebne jest to, że chłopak jest samodzielny, odważny, że chce zarobić na mieszkanie, więc jeśli faktycznie nie da się inaczej to - jeśli jesteś go pewna - nie wstrzymuj go tak zdecydowanie. To też będzie ciężki sprawdzian dla Waszego związku. Tak naprawdę jeśli on faktycznie Cię kocha i chce z Tobą być to będzie się trzymał celów tego wyjazdu. Życzę Wam dobrego rozeznania i dobrej decyzji, módlcie się o to. A może jednak stosunki z jego rodziną się ustabilizują, może da się coś naprawić? Z Bogiem!

  Bert, 22 lat
2322
07.06.2008  
Witam. Od jakiegoś czasu zaglądam na waszą stronę i widzę, jak dużo ludzi zmaga się z wieloma trudnymi pytaniami nt miłości. Częste pytania, to po co?, dlaczego?, co zrobić?, gdzie szukać pomocy?, itp. Trochę przykre jest to, że my ludzie młodzi, ambitni i wszechwiedzący, do który przecież świat należy - zmagają się z takim pytaniami, chciałoby się rzecz: sercowymi. Tak jakby wszystko było ok i to w jak najlepszym porządku, tylko... No właśnie, tylko te (czasem by się chciało powiedzieć) "głupie" serce. Ja także mam taką prośbę o postaranie się udzielenia mi odpowiedzi na jedno, jakże nutrujące mnie pytanie. Tak jak wiele osób w tym "dziale" na portalu, także jestem w związku z dziewczyną, do której czuję odwzajemnioną miłość. Są doliny, ale i są także wyżyny - no chciałoby się rzecz tak jak w każdym związku. Jednak czas idzie do przodu i na nas nie będzie wiecznie czekał. Tak więc mam w związku z tym pytanie: Kiedy mężyczna wie, że to odpowiedni moment, aby się oświadczyć? Bo przecież różnie życie karty rozdaje i wiele jeszcze jest życia przed nami i nie zawsze możemy doskonale przewidzieć, że ten moment to ten i żaden inny. Jak zatem ten moment rozpoznać, aby - jak ten pasażer - nie przegapić swego pociągu zmierzającego do upragnionego i ukochanego? Prosiłbym o możliwość odpowiedzi na te pytanie. A wam wszystkim, którzy to czytacie, no cóż - życzę powodzenia i nie załamujcie się. Pozdrawiam.

* * * * *

Proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] oraz te: [zobacz], [zobacz]
Jeśli jesteście już ze sobą długo, jeśli dobrze się poznaliście, jeśli przeżyliście ze sobą dobre i złe chwile, jeśli wyznaliście sobie miłość i rozmawialiście trochę o przyszłości (w sensie: jak sobie oboje wyobrażacie swoje życie) to może to już być ten czas. Chłopak zwykle potrafi wyczuć kiedy dziewczyna czuje się przy nim tak bezpiecznie, że chce z nim być (może mu np. dawać delikatne sygnały ze jest gotowa)

  Kitka, 20 lat
2321
06.06.2008  
(2142) Chciałabym się dopytać o to, co napisała pani w odp.2259, o tym że, Bóg daje znaki i pociąga nas ku sobie. Ale to w takim sensie, ze jeśli nam się nam z kimś nie układa albo kiedy czujemy, że to jednak nie to? W jakim sensie znaki? Czy przez to, ze widzimy, ze są inni potencjalnie lepsi kandydaci na partnera w sensie np. wiary? Czy te znaki mają nam powiedzieć , co jest zle.
Bo w moim przepadku, jest to uczucie świadome, widzę wady, widzę różnice między nami. Nie do końca to akceptuję, ale staram się zrozumieć, bo wiem, że różnice między nami wynikają głównie z faktu, ze pochodzimy z bardzo różniących się rodzin. I mam świadomość, że z kimś innym, może byłoby mi łatwiej, bo tu pojawia się problem alkoholu w jego rodzinie i trudniejszej sytuacji finansowej. Ale czy z tego powodu trzeba rezygnować? Bo przecież nikt nie jest idealny i każdy ma jakieś zranienia. Czasami nie jest nam łatwo się porozumieć, ale juz przez długi czas radzimy sobie. Tylko męczy mnie ta świadomość, że być może z kimś innym byłoby łatwiej i pod względem materialnym i być może rodzinnym. Mamy trochę inny system wartości, ale powoli też staramy się go budować wspólnie z dużym zrozumieniem dla dzielących nas różnic. Chociaż te różnice często dają o sobie znać. Może jest nam trudniej, ale nie chcę rezygnować. A z drugiej strony nie wiem, czy to mnie kiedyś nie przerośnie.


* * * * *

Bóg daje znaki w życiu codziennym. To są naprawdę proste rzeczy, ale trzeba żyć wiarą i dopuszczać myśli, że one są a nie jest to tylko zwykły zbieg okoliczności. Tymi znakami jest też to, o czym Ty piszesz: nasze myśli, osoby, które z nami rozmawiają, nieraz książka, którą czytamy. Czasem słowo Boże, czasem na modlitwie otrzymujemy jakieś przekonanie. A może być i tak, że modląc się do Ducha św. po jakimś czasie sami dochodzimy do określonych wniosków. I to też jest działanie Boga.
Co do Twojego problemu: moim zdaniem nie jesteś jeszcze gotowa być przez całe życie z tym człowiekiem. Bo rozterki są naturalne, ale Ty wprost mówisz, że myślisz, że z kimś innym mogłoby być Ci łatwiej itp. Jeśli się naprawdę kogoś kocha to mimo świadomości, że z kimś mogłoby być łatwiej mimo wszystko chce się być właśnie z tą osobą i z nią pokonywać trudności. Mimo, iż wiadomo jakie ta osoba ma wady to chce się z nią być. Pytasz czy kiedyś Cię to nie przerośnie. Musisz zapytać siebie czego Ty oczekujesz. Zapytać co Ty możesz ofiarować jemu. Ustalić hierarchię wartości i odpowiedzieć sobie na pytanie na czym najbardziej Ci zależy. Musisz pamiętać, że w każdym związku będą trudności, jak nie takie to inne. Naturalnie, że nie musisz godzić się na wszystko, po to mamy rozum i wolną wolę, żeby wybierać. Ale wybierać na zasadzie wspólnoty poglądów, zasad i tego co chce się sobie ofiarować. Natomiast nie na zasadzie z kim byłoby najłatwiej. Bo miłość to decyzja, to pragnienie dobra drugiego człowieka. I tam gdzie jest ono tak bardzo silne nie chcemy już nikogo innego. Poczytaj proszę ten artykuł: [zobacz i módl się o światło Ducha św., o rozeznanie i znaki. A chłopakowi potrzebna jest terapia Dorosłych Dzieci Alkoholików, bo takie problemy nie mogą zostać nierozwiązane. Tam gdzie w rodzinie jest alkohol to zawsze jakoś się negatywnie odbija na związkach i na całym późniejszym życiu członków rodziny. Dlatego warto przejść terapię, by wiedzieć jak sobie lepiej radzić. Z Bogiem!

  Dawid, 19 lat
2320
04.06.2008  
Sprawa wygląda tak:
Przez całe LO pewna dziewczyna chodziła z chłopakiem, który ją krzywdził, oszukiwał itd. Pod koniec 3 klasy(tj. w tym roku) zerwała z nim i była sama, ale bardzo nieszczęśliwa jak to bywa w takich przypadkach. Ja bardzo chciałem jej pomóc, bo jest naprawdę dobrą dziewczyną. No i zbliżyłem się do niej znacznie. Po prostu chciałem pomoc(rozmawialem z nią, pocieszalem itd). A teraz widzę, że sam potrzebuje pomocy. Bo sama mi napisała, że traktuje mnie jak przyjaciela, że nie czuje się na siłach, aby angażować się w związek. Ona sama powtarza, że nie wie czy to jest dobre, że ze sobą tyle piszemy, przebywamy itd. A ja po prostu chciałbym żeby była szczęśliwa-bo coś do niej czuję. Nawet jeżeli ma być z inną osobą. Moje pytanie brzmi co dalej robić? Dać spokój? Odpuścić? Nie chce jej zostawiać samej ze sobą. Czy może wyjść coś więcej z tego? Dodam, iż jest to mój pierwszy tak bliski(i tak długi) kontakt z dziewczyną. Tzn. nigdy wcześniej nie miałem partnerki. I jakoś bliskiej przyjaciółki też nie...
Przepraszam, że tak sie rozpisałem. Liczę chociaż na najmniejsze słowo pociechy czy też radę...


* * * * *

No typowo się wpakowałeś. Mój Drogi! Ja wiem, że jeśli nawet miałeś dobre i czyste intencje to przeważnie tak wychodzi. I dlatego ja nie wierzę w przyjaźń między kobietą i mężczyzną. Pisałam na ten temat w odp nr 72 oraz 1409. Widzisz, nie chce mi się wierzyć, że potrafiłbyś tak po prostu "odpuścić" i spokojnie patrzeć jak byłaby z innym. Zawsze czułbyś zazdrość i żal. Jeśli dziewczyna deklaruje jasno, że nic z Waszego związku nie będzie to uwierz jej i nie trwaj w tym na zasadzie "a może jednak po jakimś czasie…". Bo jeśli po jakimś czasie ona kogoś pozna i się zakocha będziesz miał pretensje, że marnowałeś czas, że robiła Ci nadzieję itp. Typowy sposób na dziewczynę ze strony chłopaków jest taki, by być właśnie przyjacielem, trwać, bo może i tak się ją do siebie przekona. Czasem to się udaje, ale czasem nie i są pretensje. Zdecyduj się czy chcesz kochać bez wzajemności. Jeśli nie - właśnie odpuść, rozluźnij kontakty. Im głębiej będziesz się angażował tym bardziej będziesz cierpiał. Pogadaj z nią szczerze i jeśli ona podtrzyma swoje stanowisko wycofaj się delikatnie. Ona przecież już daje Ci sygnały, że chyba nie jest dobrze jak tak bardzo się angażujesz. Daje je - bo nie może Ci oferować miłości i nie chce Cię ranić. Podejmij zdecydowane kroki. Im wcześniej tym lepiej. Z Bogiem.

  marta, 19 lat
2319
03.06.2008  
Witam.
jestem z chłopakiem krótko, prawie 4miesiące, jednak dużo czasu spędzamy ze sobą, poznajemy się, odkrywamy. Ja jestem osobą wierzącą, praktykującą, należę do wspólnoty, więc oczywistym dla mnie jest to, że chcę zachować czystość do ślubu. Kamil jest osobą poszukującą, ostatnio zaczął się modlić, chodzi do Kościoła regularnie, Sakramenty zaczynają być dla niego bliskie. Szanuje mnie, to, że chcę zachować czystość i sam też o to dba.
Nie wiem, czy uda nam się stworzyć rodzinę, jestem na to jeszcze za młoda (Kamil jest 3lata starszy),jednak zdaję sobie sprawę, że ten czas-czas poznawania-jest ważny, bo przecież to wszystko później zaowocuje.
Naszym problemem jest Mama Kamila. Ich relację znam jedynie z jego strony- ciągłe kłótnie, awantury,brak szacunku ze strony Mamy i wybuchowość ze strony Kamila. Ciężko opisać to wszystko.. tam chyba brakuje miłości.
Jego mama często nie traktuje go jak dorosłego człowieka, kontroluje go, jest zła, kiedy jest u mnie, kiedy rozmawiamy ze sobą przez tel.,mówi, że jest czarną owcą w rodzinie itp.
Szanuję jego mamę, jest po rozwodzie, może to ma jakiś wpływ na to, jednak wiem, że nie chcę rezygnować z człowieka, który staje mi się coraz bliższy. Zresztą- czy to miałoby sens?
Kamil wcześniej nie miał dziewczyny, może jego mama nie jest przyzwyczajona do tego, że jej syn w końcu wyjdzie z domu?
Widzę, że dla Kamila ta sytuacja jest trudna, że kiedy się ze mną widuje to potem ma awanturę w domu (jego mama twierdzi, że mnie lubi), jednak nie możemy przecież zrezygnować z widywania się.
Trochę boję się o nas. W październiku wyjeżdżam na studia, będę w innym mieście i co- Kamil dostanie szlaban na przyjeżdżanie do mnie chociaż raz na jakiś czas? To niepoważne. (ja będę przyjeżdżać, ale nie wiem jak często)
Kamil szuka pracy,chce się usamodzielnić,chce zacząć dorosłe życie, jednak nie jest to takie łatwe.
Co mam zrobić,żeby nie być przeszkodą w ich relacji?Z drugiej strony-co zrobić, by ich relacja nie przeszkodziła naszej?
Z Bogiem


* * * * *

Widzisz, Marto, ja myślę, że sprawa jest skomplikowana na linii ich wzajemnych relacji. Obawiam się, że jego mama jest osobą nadopiekuńczą, która - być może - po rozwodzie swoje uczucia przelała na syna. Rozżalona na męża ujście swoich emocji i potrzeby bliskości znalazła w synu. W ten sposób niejako zagarnęła go dla siebie i zrobiła sobie z niego substytut męża. Jeśli on nie ma rodzeństwa lub jest jedynym lub najstarszym synem ta opcja jest jeszcze bardziej prawdopodobna. Jest to trudne, bo praktycznie niemożliwe jest by to zmienić. Jeśli Kamil ma choć po części tego świadomość to będzie się bronił, będzie wiedział, że gdy zechce się ożenić to żona będzie najważniejsza. Z tego co piszesz wynika, iż on nie daje się całkowicie zdominować przez matkę. Moim zdaniem nie możesz czuć się winna ani tym bardziej myśleć, że przeszkadzasz w ich relacji. Bo ta relacja może nie do końca być zdrowa jeśli jego matka faktycznie jest typem nadopiekuńczej mamuśki. Wtedy każda dziewczyna, która się pojawi będzie zagrożeniem jej relacji do syna. To wszystko bardzo skomplikowane i polecam Ci książkę "Jak pokochać teściową" Jacka Pulikowskiego naturalnie nie dlatego, że ona z pewnością Twoją teściową zostanie tylko dlatego, że tam jest wyjaśniony ten mechanizm i to co można zrobić. Twój chłopak powinien się usamodzielnić. Nie sądzę też, by musiał uzyskiwać w wieku 22 lat zgodę matki na odwiedzenie dziewczyny. Nie jesteście dziećmi. Oczywiście nie chodzi tu o to, by on zaczął matkę ignorować, tym bardziej, że póki co ona mu pomaga w utrzymaniu. To co Ty możesz zrobić to oczywiście szanować jego matkę i nie mówić o niej źle, ale nie ulegać. To on jest mężczyzną i to on musi tą sytuację rozwiązać, to on musi sobie z problemem poradzić. Nie stawiaj naturalnie sprawy na ostrzu noża i nie każ mu wybierać ale też nie zgadzaj się na wszystko. Ty masz prawo do spotkań, do tego, by on do Ciebie przyjeżdżał, to on ma tu być przewodnikiem w związku, ma Ci zapewniać oparcie. Możesz wymagać od niego samodzielności i tego, by grzecznie i z szacunkiem tłumaczył mamie, że Ty też jesteś ważna. I żeby jej nie ulegał we wszystkim. Ona musi zrozumieć, że kiedyś w życiu syna pojawi się inna kobieta. A jak będzie w małżeństwie? Proszę poczytaj też te odp: 842, 930, 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839 i te artykuły: [zobacz], [zobacz].
Musicie ze sobą duzo rozmawiać, na temat tego jak widzicie Wasz związek, jak często i w jakich okolicznościach będziecie się spotykać, jak to będzie jak pójdziesz na studia. Niech on zaproponuje jakieś rozwiązanie. Módlcie się też w swojej intencji. A z mamą należy postępować spokojnie, ale nie ulegać we wszystkim. To trudne, bo może się obrazić, może wzbudzać w Was poczucie winy. Jednak intuicyjnie będzicie wiedzieli gdzie jest granica jej opiekuńczości a gdzie ją przekracza. Z Bogiem!

  Gosia, 18 lat
2318
03.06.2008  
Witam! Moje pytanie dotyczy aktualnych dla mnie spraw damsko-meskich (a wlaściwie dziewczęco-chlopiecych). Nie mialam jak dotad chlopaka, jedynie pare razy sie zauroczylam - niestety bez wzajemnosci. Od pewnego czasu natomiast jeden z moich kolegow zachowuje sie wobec mnie inaczej - sam nawiazuje ze mną kontakt, chetnie mi pomaga, lubi ze mna rozmawiac. Czesto uśmiecha sie do mnie, spoglada na mnie, mowi mi mile rzeczy na temat mojej osoby. Wyraźnie mnie lubi, wiele osob uwaza, ze za tym stoi tak zwane coś wiecej. Ja jednak jestem osoba nieufna i sceptyczną w tej materii. Zwyczajnie nie wierze w to, ze ktos chcialby o mnie zabiegac przez dluższy czas, zakladam z gory, ze mu sie w koncu znudze i bardzo sie tego boje, poniewaz bardzo polubilam tego chlopaka (wlasciwie dlatego, ze wykazal inicjatywe i dal mi sie poznac od innej strony, w koncu przekonalam się, jakim jest czlowiekiem - wczesniej kierowalam sie wrażeniami, bylismy dla siebie obojetni). Moge robic coś wiecej, niz odwzajemniac jego zainteresowanie i od czasu do czasu samej dac mu znak swojej checi pomocy, sympatii? Zastanawiam sie, czy jeśli faktycznie lubi mnie bardziej niz mysle, to da mi to odczuc w jakiś szczegolny sposob? Własciwie w jaki sposób chlopak okazuje dziewczynie, ze jest nia mocno zainteresowany i jej nie oszuka, udajac w razie czego, ze byl tylko kolega? Moze moglaby Pani spytac meza :)
Pozdrawiam i dziekuje z gory za odpowiedz.


* * * * *

Widzisz, na ostatnie pytanie nie jest tak łatwo odpowiedzieć, dlatego, że może zdarzyć się tak, że chłopak początkowo faktycznie jest dziewczyną zainteresowany ale po bliższym poznaniu (lub raczej przyjrzeniu się jej) rezygnuje. Ponieważ dostrzeże w niej coś co się kłóci z jego poglądami, zrazi go coś w jej zachowaniu itp. lub na odwrót - okaże się, że dziewczyna jest z zasadami a jemu to nie bardzo odpowiada. I ponieważ głupio mu się z nią rozmówić, wycofuje się chyłkiem i wtedy pada słynne stwierdzenie, że traktuje dziewczynę "jak koleżankę". Więc nie ma jednego wyraźnego wskaźnika szczerego zinteresoawnia chłopaka. Natomiast sytuacja, którą opisujesz wskazuje faktycznie na to, iż ten chłopak jest Ci życzliwy. Czy będzie to "coś więcej" nie da się na razie na tym etapie stwierdzić. Natomiast duże szanse na ową uczciwość wobec dziewczyny są w wypadku gdy znasz tego chłopaka jako osobę poważną - w sensie odpowiedzialną. Jeśli nie jest to typ podrywacza, który każdej dziewczynie mówi to samo tylko chłopak, który raczej do tej pory dziewczyny nie miał, jeśli nie wstydzi się być wobec Ciebie kulturalny, jeśli cieszy się na Twój widok, potrafi z Tobą rozmawiać nawet gdy ktoś jest w pobliżu, czyli jednym słowem nie obawia się, że zostanie to przez osoby postronne odebrane jako zaintreresowanie Tobą i na to się godzi - to ok. To znaczy, że stawia sprawę uczciwie i jest gotów ponieść ryzyko ewentualnej odmowy. Co Ty możesz zrobić? Poczytaj proszę o tym w odp nr: 1409, 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Tak, możesz przejawiać sama zainteresowanie, zaczynać rozmowę, uśmiechać się na jego widok czy prosić o pomoc. Obserwuj go także w kontaktach z innymi ludźmi, kolegami, patrz jak się odzywa do innych i jak zachowuje. Na tym etapie naturalnie nie da się przewidzieć jak się sytuacja dalej potoczy, choć na razie wygląda to optymistycznie. Rozumiem, że boisz się rozczarowania. Ale zawsze jest jakieś ryzyko. Nie jest też powiedziane, że Ty będziesz chciała z nim dalej być jeśli go bliżej poznasz. Jeśli on faktycznie jest Tobą bliżej zainteresowany to z pewnością - gdy dasz się poznać - oznaki sympatii będzie Ci dawał wyraźniejsze. Na razie zatem próbujcie przebywać ze sobą, rozmawiać. Nawet jeśli się okaże, że nie chcecie być ze sobą to doświadczenie z pewnością Was ubogaci. Odwagi, cierpliwości i nie wątp w swoją wartość, bo każdy wart jest miłości, Ty też. I módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  Kasia, 23 lat
2317
03.06.2008  
Czy to narmalne, że już nic nie czuję do mojego chłopaka? Jesteśmy razem 6 miesięcy. Przed związkiem znaliśmy się rok czasu. Nie chodzi o to, że się rozczarowałam, bo zaakceptowałam jego wady, choć na początku było ciężko. Po prostu przestałam już czuć i nie wiem czy go potrzebuję jako chłopaka czy kolegę. Jest bardzo wartościowym człowiekiem, szanuje mnie i byłby wspaniałym mężem i ojcem. A może to przejście z etapu zakochania do miłości? Może to nie chodzi o to, żeby czuć? Bo właśnie z takim człowiekiem jak on chciałabym spędzić resztę życia. Tylko nie wiem czy to on i czy mi na nim zależy. Jest mi z nim dobrze, mamy wspólne wartości, zainteresowania, poglądy.

* * * * *

Tak, nie chodzi o to, by to "czuć", pisałam o tym w odp nr 13 i tym artykule: [zobacz]
Proszę przeczytaj. Przeszłaś właśnie pierwszy etap związku i otwiera się przed Tobą szansa na miłość prawdziwą, gratulacje! Wykorzystaj ją, spróbuj, a zobaczysz jak można kochać odpowiedzialnie i dojrzale. Teraz jest właśnie czas by poznać się dobrze i zdecydować co dalej. Módl się też o rozeznanie, ja Ci życzę powodzenia. Z Bogiem!

  Nel, 22 lat
2316
02.06.2008  
Kochana Pani Kasiu
Pewnie uzna mnie Pani za niedojrzala, egoistyczna osobe. Ja nie chce dorosnąć. Mam 22lata i nie potrafie pogodzic się z tym, ze mam chłopaka i Czekaja mnie powazne wybory… Brzmi zalosnie ale ja nie czuje się gotowa nawet na bycie z kims na stale. Jestem w związku 2 lata i czuje jak powoli się wypalam…zginęły gdzies moje radosne szczeniece uczucia, proste ale piekne marzenia, przestalam marzyc o idealnym chłopcu, przestalam snic, rzadko się smieje, nie podejmuje wyzwan. Zyje wygodnie ale zupełnie bez celu… Tak naprawde zawsze chcialam tylko podziwiac z boku pary, marzyc ze będę z kims kto będzie moja bratnia dusza, moim najlepszym przyjacielem, chłopakiem ze snu. Odkad jestem z kims, wszystkie te dziecinne marzenia runęły i wcale nie jest mi dobrze, mimo ze mój chłopak jest fajnym, madrym i atrakcyjnym czlowiekiem. Czuje się nieodpowiedzialna, niedojrzala na takie dorosle Zycie :( chce znowu być taka jak kiedys, i nawet jeśli moje Zycie będzie niedoskonale to przynajmniej powroca moje piekne, doskonale marzenia, które kiedys w zupełności mi wystarczaly..Przepraszam za chaos w tym liscie. Zastanawiam się czy to moja wina, ze co jakis czas zakochuje się w kims innym i nie jest to mój chłopak… czy to takie zle, ze chce aby moje serce zawsze szybko bilo? Ze jak powietrza potrzebuje uroku innych ludzi, wolności, zakochania, zmian, młodzieńczych uczuc? Nie chce kochac dojrzale bo to zobowiazuje.. nie chce deklarowac miłości tylko dlatego, ze mam już swoje lata i jestem z kims tak dlugo… Potrzebuje jakiejs wskazowki;(


* * * * *

Myślę, że jesteś taką marzycielką, która myśli, że tylko to jest piękne co jest nieosiągalne. Można tak żyć tylko…czemu? Czy nie lepiej żyć zasadą "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu"? Bo to co odległe zawsze wydaje się lepsze, bardziej kolorowe. I dlatego tak często się zakochujesz w chłopakach- bo póki z nimi nie jesteś wydają Ci się romantyczni a gdy już jesteś nagle spostrzegasz, że to takie zwyczajne. Tak naprawdę miłość a szczególnie ta pierwsza zawsze w jakimś sensie "rozczarowuje". Ja też pamiętam jak się zdziwiłam będąc z kimś po raz pierwszy, że jest tak "normalnie", bo mi się wydawało, szczególnie po naczytaniu się w wieku nastoletnim powieści dla dziewczyn, że to będzie jak ciągłe chodzenie w obłokach. Tymczasem realny związek ma i problemy i ludzie bywają zmęczeni i mają przyziemne potrzeby, więc to w pewnym sensie rozczarowuje. Możliwe też, że Ty wchodzisz w związek z nastawieniem, że pierwotne zakochanie, zauroczenie będzie trwać wiecznie. Tymczasem tak nie jest, bo to jest tylko pierwszy etap związku, przeczytaj o tym w tym artykule: [zobacz] a nawet zadrza się miłość całkowicie tego etapu pozbawiona, o tym pisałam w odp nr 13. Dlatego moja Droga musisz wiedzieć, że zawsze z kimkolwiek byś się związała i bez względu na to jak pięknie będzie na początku to przyjdzie taki moment, że coś wygaśnie - będzie to ta cała otoczka "pierwszego zachwytu". Tak naprawdę to bardzo dobrze, że tak się dzieje, bo inaczej związek byłby tylko bajką a zawarcie małżeństwa mijałoby się z jego celami. No bo kto zajmowałby się dziećmi, gotował czy zarabiał na życie jeśli oboje tylko czytaliby poezję w parku pełnym kwitnących bzów. Naturalnie kwitnące bzy w parku są bardzo pociągające i jak najbardziej trzeba łapać takie chwile, ale nie tylko z nich powinno składać się życie. Pytasz czy to źle, że nie chcesz kochać odpowiedzialnie. No nie jest to dobrze dlatego, że bojąc się odpowiedzialności wyrzekasz się prawdziwej miłości. Tak naprawdę bowiem prawdziwa miłość jest troską i pragnieniem dobra drugiego człowieka. Cóż bowiem za filozofia chodzić ze sobą i być tylko w dobrych chwilach? Sztuką jest doświadczać wsparcia gdy nie jest najlepiej, gdy mamy problemy. Czy nie chciałabyś aby ktoś tak troszczył się o Ciebie? Czy faktycznie wystarczy Ci tylko podziw Twojej urody czy wolałabyś by ktoś oprócz tego opiekował się Tobą i był z Tobą zawsze? Moja Droga! Poczytaj ten artykuł o miłości, ewentualnie jakąś inną literaturę na ten temat. I nie martw się na zapas. Jestem pewna, że z czasem poczujesz potrzebę bycia z kimś na zawsze, posiadania rodziny. Tylko daj szansę chłopakowi, nie zrywaj zaraz gdy emocje przeminą. Wejdź w głębszy związek, pobądź z nim, poznajcie się lepiej. Zobaczysz jak fascynujące może być wspólne bycie i w dobrych chwilach i podczas trudności. Wierzę, że Ci się uda. Módl się o to. Z Bogiem!

  Maria, 18 lat
2315
02.06.2008  
Przeczytałamodp napyt.dot.miłości przez int.także ziązane z różnicąwieku,jednak mój problem jest bardziej skomplikowany. pół roku temu poznałam nakatolickim portalu..kleryka.Prowadziliśmy wówczas długie-podkreślam-intelektualne rozmowy,oczywiście przez internet.Później przenieśliśmy się na gg.Byłbardzo dobrym rozmówcą.Wówczas mogłam odkryć,że jest prawdopodobnie człowiekiem inteligentnym, przedsiębiorczym,odpowiedzialnym,mającym swoje zdanie.Następnie kontakt się urwał.Specjalnie się tym nie interesowałam.Pomiesiącu odezwał się do mnie,w rozmowie dowiedziałam się,że..rezygnuje z seminarium i wraca na normalne świeckie studia do miasta położonego150kmod mojego.Ponieważ wiedziałam,że"porzucił"swój duchowny stan,zainteresowałam się nim.Nasze rozmowy na gg przybrały nieco innycharakter.Przyznaję, że to ja początkowo zaczęłam wychodzić z inicjatywą-na tyle na ile mogłamna to pozwolić będąc kobietą.Ucieszyłam się,gdyż on ją podtrzymywał,wykorzystywał sytuacje,które mu stwarzałam.I tak spotkaliśmy się po raz pierwszy wjego mieście.Jednym słowem-było wspaniale.Później były kolejne spotkania.Do tej pory to ja do niego przyjeżdżałam(oczywiście pod pozorem załatwienia spraw w jego mieście,a to stwarzało okazję spotkania).Itak trwamy w naszej znajomości-gg,kom.,od czasu do czasu spotkania.Jednak to co jest teraz mnie nie satysfakcjonuje.Chciałabymz oczywistych względów, by to on przede wszystkim do mnie przyjeżdżał,on tłumaczy się pracą-tym,że teraz nie może wziąć urlopu.Jednak chce przyjechać do mnie na wakacjach-wtedy podobno będzie mógł wziąć urlop.Staram się zrozumieć sytuację,choć traktuję to wszystko zdystansem.Zasłabo goznam,bymóc mu całkowicie ufać choć wydaje się być uczciwym Ja Zrobiłam Chyba Wszystko,By Rozwinąć Tę Znajomość. Problem W tym, Ze On Choc Wykorzystuje Sytuacje Przeze Mnie Stwarzane, To Jednak Sam Niewiele Działa.Czy To Znaczy Ze Mu Niezalezy Po Co Wiec Mi Odpowiada? Za Rok Ide Na Studia Do Jego Miasta. Jak Duza Jest Szansa Na Utrzymanie Tej Znajomosci Do Tego Czasu? Czy Ma Ona Sens? Dodam Ze Jest 6 Lat Starszy.

* * * * *

Ta różnica wieku nie jest taka duża, ponadto jego już teraz jasna sytuacja powinna skutkować normalnym rozwojem Waszej znajomości.Powinna ale…no właśnie. Tak, masz rację, że Ty chyba zrobiłaś już wszystko, zresztą o inicjatywie kobiety w związkach pisałam w odp nr 1306. Teraz ruch należy do niego. Jedyne co mi się nasuwa w aspekcie jego rezerwy i dystansu to to, że jeśli jest na świeżo po wystąpieniu z seminarium to może trochę boi się kobiet, związków, no po prostu nie ma żadnego "obycia" w tej mierze. A to dlatego, że będąc w szkole średniej myślał o seminarium, więc nie wchodził w żadne relacje damsko- męskie. Tak domniemuję, bo jeśli dobrze się dogadujecie to w czym byłby problem? Myślę, że musicie więcej rozmawiać, musisz też mu wprost pewne rzeczy powiedzieć np. zaproponować spotkanie w Twoim mieście. Polecam Ci też te artykuły: [zobacz], [zobacz] o oczekiwaniach kobiety i mężczyzny, przeczytaj je i będziesz wiedziała czego możesz od niego wymagać. Rozumiem naturalnie, że jesteście na wczesnym etapie i ciężko jest prowadzić rozmowy o samym związku ale jeśli przez kolejnych kilka miesięcy on nadal będzie zachowywał taką postawę to trzeba by kiedyś zapytać kim dla niego jesteś, jak Cię odbiera. 150 km to nie jest taka odległość by trzeba było czekać na specjalne okazje, wystarczy weekend. Tym bardziej, że to on pracuje, on jest starszy i to on jest mężczyzną, więc to powinno być oczywiste, że to częściej on do Ciebie przyjeżdża. Módl się o rozeznanie i rozmawiajcie jak najczęściej na żywo - ale najpierw zaproponuj, żeby w weekend przyjechał do Ciebie. Z Bogiem!

  Ewelina, 18 lat
2314
01.06.2008  
Witam! Mam straszny problem!!! Od pół roku mam chłopaka, którego bardzo kocham i czuje że to już ten na całe życie on tez tak czuje bo mi o tym mówił. Ale nie w tym tkwi problem otóż podjęliśmy decyzje o współżyciu, długo to rozważaliśmy i analizowaliśmy . W końcu już prawie doszło do zbliżenia, pisze prawie bo nie było stosunku. Ale mój problem polega na tym, że ja mając 13 lat złożyłam przed Bogiem ślub dochowania czystości przedmałżeńskiej. Teraz czuje że nie byłam wtedy dojrzała emocjonalnie i teraz myślę że nie złożyłabym tego ślubu. Chciałbym rozpocząć współżycie z moim ukochanym ale boje się konsekwencji i nie chodzi tu wcale o niechcianą ciąże czy chorobę tylko o konsekwencje jaką Bóg może na mnie zesłać. Mój chłopak mówi że zaakceptuje każdą moją decyzję, bo ja mu o tym ślubie powiedziałam. Z drugiej strony zarówno on jak i ja dojrzaliśmy emocjonalnie do podjęcia współżycia, bardzo się kochamy i wierzymy że jest nam pisane bycie aż do śmierci! Pomóżcie co mam w tej sytuacji zrobić! Proszę o mądrą radę. Z góry dziękuje za wyrozumiałość

* * * * *

Mądrą radę? Przestańcie bawić się w małżeństwo skoro nim jeszcze nie jesteście tylko zajmijcie solidnym poznawaniem się. A do solidnego poznania się konieczna jest czystość, gdyż związek fizyczny mocno przesłania to co najważniejsze. Bo ja mam pytanie: po co chcecie współżyć? Nie dlaczego (bo powiesz, że z miłości) tylko w jakim celu? Czy czujecie się gotowi do zawarcia związku małżeńskiego (bo tylko on zezwala na podjęcie współżycia)? Jeśli tak to weźcie ślub. Jeśli piszesz, że wiecie, że jesteście dla siebie, czujecie się dojrzali w każdym wymiarze - weźcie ślub, jesteście przecież pełnoletni. Jeśli nie to podziękuj Bogu, że masz takiego chłopaka, który jest gotów poczekać i wykorzystaj to do rozwoju pięknej, czystej miłości, która zaprocentuje prawdziwym szczęściem. A wtedy oddanie się sobie w noc poślubną będzie niezwykłym przeżyciem. Zgoda na czystość w związku jest dowodem, że chłopak kocha a nie tylko pożąda.Proszę przeczytajcie oboje ten artykuł: [zobacz]
i porozmawiajcie o nim. A od strony formalnej: jeśli złożyłaś jakiś ślub to on obowiązuje i tylko spowiednik może go z Ciebie zdjąć i z nim musisz o tym porozmawiać. Natomiast jak wyobrażasz sobie przywolenie na grzech? Życzę mądrej, przemodlonej decyzji, z Bogiem!

  Zgubiona., 16 lat
2313
31.05.2008  
Właściwie sama nie wiem, do czego zacząć, bo to wszystko jest złożone. Zawsze byłam osobą, która nawet jak była lubiana, była traktowana inaczej - jako, że jestem 'sierotką życiową', wiecznie mi się coś przydarza, to nawet ze strony przyjaciół, słyszalam szydercze uwagi. Nie przeszkadzało mi to... Przywykłam, powiedzmy. Ostatnio jednak odnosze wrażenie, że przez to, tak naprawdę nikt nie traktował mnie poważnie.
Przeżyłam w życiu pewną rewolucję ostatnimi czasy. W związku z tym, wiele się zmieniło. Znalazłam się w oazie, przez co straciłam przyjaciółkę, bo nasze poglady się rozeszły, a ona uważała, że ja to potępię (choc nie było tak), a najlepszą obroną jest atak, to cóż... Przykro mi z tego powodu, bo była mi to bardzo bliska osoba, ale nie umiej już z nią rozmawiać, wręcz się tego boję. Pochłodniały moje kontakty z moim dawnym towarzystwem, właśnie z powodu oazy.
A z drugiej strony... Jeśli chodzi o oazę, to ludzie naprawdę są niesamowici. Uśmiechnięci, mili, pozytywni... Ale tak naprawdę, to oni są ze sobą zżyci, a ja... Znowu robię odrobinę za odrzutka albo może sobie tak roję. A może przyczyna jest inna - mam niesamowitą potrzebę bliskości innych ludzi, a nie do końca mogę ją zaspokoić... Mam też to do siebie, że często siedo ludzi przytulam etc., taka po prostu moja natura... Choć staram się to jakoś ograniczać.
Jestem po prostu ostatnio w takiej sytuacji, że niby są ludzie wokół, a tak naprawde nie ma nikogo. Jeśli ja nie wyjdę z inicjatywą czegoś, to nikt sobie o mnie nie przypomni. Jestem chyba po prostu nie potrzebna...
Do tego dochodzi inna sprawa. Jestem pierwszy rok w nowej szkole i poznałam w klasie pewnego chłopaka. Nasza znajomość zaczęła się dziwnie - nasza klasa była przekonana, że ze sobą 'kręcimy'. W zasadzie, szczerze mówiąc, też myślałam, że może 'coś z tego kiedyś będzie'... A teraz, gdy myślę o tamtych chwilach, łzy stają m iw oczach. Od tego czasu, bardzo się ze sobą związaliśmy, zaprzyjaźniliśmy się, a może to za duże słowo. (cd. dalej) Ale z drugiej strony, kolezenstwem tego też nie można nazwać. W każdym razie, tamtą sytuację sobie wyjaśniliśmy - że nic do siebie nie mamy etc. ... A później, cóż. On od samego początku chciał mnie wciagnąć do oazy, chciał, żebym była bliżej Boga. Ale mu się nie udawało. Udało mu się po pół roku... I nie sprawiły tego jego namowy, ale rekolekcje. I mniej więcej w tamtym okresie, odkryłam, że zależy mi na nim bardziej niż na przyjacielu, że nie kocham go jak brata... ale ze chciałabym z nim być. On był obok, ja byłam szczęśliwa z jego obecności, myślałam, że jeszcze trochę i coś z tego wyjdzie. Ale nie... okazało się, że on znalazł sobie dziewczynę. Osoba świetna, w zasadzie znałam ją nawet wcześniej niż jego... Są razem szczęśliwi. Powinnam się z tego cieszyć, staram się. A dodatkowo jestem na etapie wyrzucania sobie, co ona ma, czego ja bym nie miała. Do tego ona i ja mamy podobne zainteresowania, charaktery, sposób bycia... Więc wyrzucam sobie, czemu wybrał ją, a nie mnie. Pomysł, żeby zacząć go unikać nie przejdzie - widzimy się praktycznie codziennie, siedzimy w jednej ławce, jesteśmy w jednej wspólnocie i obracamy się w kręgu tych samych znajomych. I tak przebywam z nim i nawet już nie mam siły walczyć z tym, żeby się do niego nie przytulić etc. Żyję głupią nadzieją, że może jednak kiedyś... I dodatkowo wiem, że nie będzie już jak kiedyś - wspólnych spacerów, rozmów... To naprawdę boli. Nigdy nie trafiłam wcześniej na faceta, na którym by mi tak zależało, z którym rozumiałabym się bez słów.
Żeby już tak złożyć tu wszystko - jest jeszcze jedna sprawa. moje stosunki z moim ojcem, są wręcz chore - nie potrafimy rozmawiać. On pije, kłócimy się... Teraz na szczęście pracuje za granicą, mamy ograniczony kontakt. Ale gdy patrzę na troskliwych ojców moich koleżanek, to chce mi się płakać. Cóż poradzić...
Zdawało mi się, że odką należę do oazy, jestem bliżej Boga, to jest mi łatwiej. A teraz to wszystko jest tylko coraz bardziej skomplikowane... Już nie wiem nawet z kim bym mogła o tym porozmawiac. Chyba z nikim. Trudno mi... A może ja po prostu tylko użalam się nad sobą.
Przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi.
Pozdrawiam serdecznie.

/przepraszam, że wypowiedź taka długa... nie umiem inaczej./


* * * * *

A może problem polega na tym, że ludzie odbierają Twoją potrzebę bliskości jako narzucanie się i myślą, że będziesz chciała "zagarnąć" ich do siebie? Faktycznie, taka postawa pewnie jest konsekwencją pewnych deficytów emocjonalnych w rodzinie, braku zaspokojonej bliskości ze strony rodziców. I teraz próbujesz to rozpaczliwie nadrobić szukając ukojenia w ludziach. Ale ktoś, kto nie ma o tym pojęcia może czuć się zagrożony i zaniepokojony. Bo widzisz, każdy z nas ma jakąś indywidualną granicę bliskości i niektórzy mogą to odczuwać jako zagrożenie ich wolności. Może zatem nie wypierając całkowicie ze swego serca tych pragnień postaraj się nie okazywać takich fiozycznych oznak zainteresowania wobec osób, które są tylko koleżankami lub kolegami. Poza tym - w przypadku chłopaków - może tu mieć miejsce uzasadnione podejrzenie, że jesteś nimi zainteresowana w aspekcie damsko - męskim. Co do tego chłopaka: no przykro mi bardzo ale widzisz, no każdy ma wolną wolę. Nie możesz patrzeć w ten sposób, że tamta dziewczyna ma coś czego Tobie brakuje. Z pewnością jesteście inne ale żadna nie jest lepsza. Bo Ty masz cechy i umiejętności, których ona nie ma. I teraz: widocznie temu chłopakowi odpowiada to co ma tamta dziewczyna a dla kogoś kto zwiąże się z Tobą to Ty będziesz idealna! To nic złego i to nie jest tak, że Ty musisz się dostosować do tego chłopaka. Ty bądź sobą, bo taka jaka jesteś jesteś wartościowa i sobą będziesz kogoś ubogacać, bo Twojemu przyszłemu chłopakowi właśnie Twoje cechy będą potrzebne a nie inne. Naszym życiem nie rządzi przeznaczenie, wszystko możemy sami wybierać, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Nie możesz się tak zadręczać ani umniejszać swojej osoby. Bóg chciał Ciebie stworzyć taką i taka jesteś, niczego Ci nie brakuje. Będziesz odpowiednia dla swojej prawdziwej miłości, która spotkasz we właściwym czasie. No i właśnie: to nie przypadkowe, że jeszcze teraz nikogo nie masz. Myślę, że Bóg chce byś trochę popracowała nad sobą, nad swoim poczuciem wartości i weszła w związek pewna siebie i pewna swojej wartości bez poczucia, że to Ty do kogoś musisz się dopasować.
Co do taty: tak, jest to problem. Proponuję Tobie i Twojej mamie ( i rodzeństwu jeśli je masz i jest przynajmniej w wieku nastoletnim) pójście przy jakejś parafii na spotkanie DDA. Informacje znajdziesz tutaj: www.dda.pl . Zrozumiecie pewne rzeczy, znajdziecie rozwiązanie wielu problemów, uleczycie swoje zranienia. To naprawdę konieczne w rodzinach gdzie pojawił się alkohol.
Na spotkania oazy chodź. Tylko nie oczekuj, że od razu znajdziesz tam przyjaciół takich "od serca". Paradoksalnie - uważam, że jeśli będziesz wychodzić z inicjatywą ale jednocześnie nie oczekując głębokiego zaangażowania ze strony jej członków to szybciej te znajomości się nawiążą. Bo wszystko robione w wolności zachęca, a na siłę - zniechęca. Życzę wielu łask Bożych!

  krzysztof, 27 lat
2312
31.05.2008  
zczesc boze wszystkim. mam ogromny problem lub jak kto kłopot, bo zaznaczam zgóry ze żyję w związku cywilnym(tzn.niesakramentalnym)i mam jedno dziecko a drugie w drodze. A od dłuższego czasu zauwarzyłem że się nie dodaduje ze swoją żoną. Coraz czesciej się kłucimy np.o porządek w mieszkaniu.A żona nie pracuje siedzi w domu,a ja pracuje po 12 godzin i ta sytuacja trwa już ze 2 lata. a ja się męczę z pytaniem co mam robić. Co mam robić i czy nadal mam trwac w tym tzw. chorym związku ze względu na dzieci?

* * * * *

Po pierwsze: jeśli żona jest w ciąży a do tego macie już jedno dziecko to jak możesz powiedzieć, że ona "siedzi" w domu? Czy chciałbyś choć na jeden dzień zamienić się z nią? Jak można wymagać od kobiety w ciąży i do tego opiekującej się dzieckiem, pewnie gotującej obiad itp., by to ona tylko sprzątała w mieszkaniu? Chwalebne, że zarabiasz na życie ale też masz obowiązki w domu, wiesz?
A co do meritum. To nie jest tak, że jak nie macie ślubu kościelnego to nie masz żadnych zobowiązań wobec rodziny. Bo czy gdybyście mieli ślub kościelny i sytuacja byłaby taka sama i też nie moglibyście się dogadać to też byś chciał ją opuścić? Ja zawsze mówię, że ślub cywilny też zobowiązuje, pisałam o tym w odpowiedziach dotyczących kłopotów w małżeństwie, proszę poczytaj.
To co Wam potrzeba to odnowa Waszego związku, porządny dialog, rozmowa o tym czego Tobie brakuje, czego jej i jak możecie to rozwiązać. Rozmowa spokojna, bez oskarżeń, nie kłótnie. Tylko mówieniem w pierwszej osobie, o własnych odczuciach i chęcią zmiany można coś polepszyć. Nie uważam, by sensowne było tkwienie w związku tylko ze wględu na dzieci. Natomiast uważam za sensowne próbę naprawy Waszego związku ze względu przede wszystkim na Was samych. A gdy już się porozumiecie to zastanowiłabym się poważnie nad sakramentem. Bo on jednak daje siłę i łaski, argumenty na ten temat zawarłam w tej odp: 1836. Polecam Ci też te odp: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 i te artykuły: [zobacz], [zobacz], bo jestem też przekonana, że wiele nieporozumień wynika z Waszych odrębności jako kobiety i mężczyzny i pewnie to co jest "wadą" w Twoich oczach jest po prostu częścią jej kobiecej psychiki i odwrotnie. Życzę byś przemyślał to wszystko i spojrzał nowym spojrzeniem na żonę jako na kobietę, która jednak z Tobą jest, która urodziła Twoje dzieci, która z jakichś względów zdecydowała się z Tobą być a Ty z nią. I błagam nie mów, że tylko dlatego, że było dziecko w drodze. Bo ono z czegoś się wzięło i nikt Wam go nie dał bez Waszego dobrowolnego udziału. Życzę naprawdę dobrego porozumienia i słusznych, a nie tylko wygodnych decyzji. No i polecam jeszcze rozmowę z jakimś księdzem albo choć lekturę forum dla osób żyjących w związkach nieskaramentalnych: www.sychar.alleluja.pl
Z Bogiem!

  Monik, 17 lat
2311
31.05.2008  
Rozstałam się z chłopakiem. Byliśmy razem pół roku. Sama nie wiem dlaczego tak się stało. Nie oddzywaliśmy się telefonicznie do siebie przez 2 dni. O tym że zerwaliśmy dowiedziałam sie nie od niego tylko od innych kumpli/koleżanek. To przykre. Myślałam ze wszystko jest w porządku a w jego oczach zobaczyłam obojętność, tak jakby mnie nie znał. Zabolało cholernie. Zrozumiałabym gdyby mi to powiedział sam, a tak musiałam się dowiadywać od innych. Traktuje mnie tak jakbym umarła. Chyba mam prawo wymagać od niego jakiegoś wyjaśnienia a nie tak bez słowa. Nie wiem co zrobić. Akceptuje jego decyzje ale powinien przynajmniej mnie o niej powiadomić sam. To tak jakby za pstryknięciem palców był już kimś innym. Jak mam się z nim dogadać jakich argumentów użyc??? Bo nie moge tego zostawić bez niczego. Tu było mówione o miłości o byciu razem zawsze a teraz? Coś go zmieniło... Nie rozumiem go. Znałam go na tyle ale nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego. Dla mnie był to szok.Co robić teraz???

* * * * *

Naturalnie, że masz prawo usłyszeć to do niego i to z solidnym uzasadnieniem dlaczego. Skoro to nie on Cię powiadomił to ja traktowałabym ten związek jako nadal istniejący. To w ogóle niedopuszczalne co Cię spotkało. Koniecznie zażądaj rozmowy. Masz prawo znać powody, bo nie wolno ot, tak sobie w taki sposób kogoś potraktować. Nawet "oficjalne" zerwanie powinno odbyć się w sposób szanujący czyjąś godność i w sposób wyjaśniający dlaczego nie można razem być. Proszę przeczytaj odp nr: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563 oraz te: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie radzić po rozstaniu. Współczuję Ci i ufam, że Bóg ma dla Ciebie prawdziwą miłość. Módl się o nią. Z Bogiem!

  Lech, 24 lat
2310
30.05.2008  
Co Kościół mówi na temat tzw. miłości francuskiej w małżeństwie? Czy taka forma "seksu" jest zakazana?
Drugie pytanie? czy petting w małżeństwie jest zakazany?


* * * * *

Wszystko co Kościół mówi na temat seksu w małżeństwie zawarte jest w encyklice "Humane vitae", którą szczerze polecam. A tak w skrócie co do Twoich pytań: i jedna i druga forma w małżeństwie dopuszczalna jest jako element stosunku małżeńskiego. Warunek jest tylko taki, by podczas współżycia nasienie znalazło się w pochwie żony, poza tym Kościół nie nakazuje ani nie zakazuje żadnych pozycji. Natomiast jest to naturalnie niedopuszczalne jeśliby miało stanowić tylko środek zastępczy tzn. miałoby miejsce bez współżycia. W razie jakichkolwiek wątpliwości trzeba zapytać spowiednika no i koniecznie przeczytać tą encyklikę - dużo wyjaśnia.

  Mateusz, 18 lat
2309
28.05.2008  
Czy dziewczyna może kochać dwóch chłopaków naraz? Byc z jednym dwa lata a drugiemu mówić, że go kocha? (i oczywiście cały czas być w związku z tym pierwszym i go okłamywac, że tylko jego kocha?).

Można kochac naraz dwie osoby? Czy ona kocha tylko tego drugiego a w związku jest z tym kogo nie kocha?

Pozdrawiam


* * * * *

O tym czy można kochać dwie osoby naraz pisałam w odp nr: 9, 705, 751, 885, 1095, 1673, proszę przeczytaj. Alke to są rzadkie przypadki. Natomiast to co piszesz wygląda mi na jakąś niemożność zdecydowania się i oszukiwanie tych osób. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Pozrzeba tu konkretnej rozmowy bo musisz wiedzieć na czym stoisz. Z Bogiem!

  karol, 19 lat
2308
28.05.2008  
Mam 19 lat, miesiąc temu poznałem pewną dziewczyne w moim wieku. Często z nią pisze na gg i sms i oczywiście spotykamy sie kilka razy w tygodniu. Zakochałem się w niej, ona we mnie również, bardzo mi sie podoba. Problem jest w tym że po prostu nie mamy o czy gadać, wydaje mi się ze nie mamy wspólnych tematów bo rozmowa wogole sie nie klei. Jak jestesmy razem to jakoś jeszcze gadamy, ale jak rozmawiam przez tel to juz calkiem klapa i cisza kompletna, nieumiem znalezc tematu. Ale całkiem inna sytuacjajest kiedy piszemy na gg albo smsy, wtedy piszemy i jest bardzo fajnie. Przyznam że oboje jestesmy nie smiali ale nie tak zeby zamykac sie w sobie. Czy to minie? Czy to jest zwykla nie smialosc? Czy nas zwiazek moze nie przetrwac? Czy może mam jej powiedzieć ze nie pasuje do Ciebie i dać sobie z nia spokój? i szukac innej? Co radzicie? czy ten zwiazek ma sens

* * * * *

Jeśli pisze Wam się łatwiej niż mówi to owszem, może to wskazywać na nieśmiałość i na pewne jeszcze takie - nieoswojenie ze sobą. Nie, absolutnie nie świadczy to o tym, że nie pasujciecie do siebie, po prostu jest jeszcze wczesny etap. To co może Wam pomóc to konkrety, a mianowicie: randki planujcie! Koniecznie, nie można iść na żywioł w tej dziedzinie. Kup jakiś przewodnik po Waszej okolicy i róbcie sobie wycieczki. Czytajcie potem razem w ciekawych miejscach ich historię, a potem możecie o tym porozmawiać. Przygotuj też sobie kilka tematów, w których dobrze się czujesz. Jeśli znacie swoje hobby mówcie o tym. Opowiedzcie sobie o swojej rodzinie, może macie jakeiś ciekawostki, może jakiś wujek pasjonuje się czymś niezwykłym, może ktoś z rodziny podróżuje i można o tym opowiedzieć. Przede wszystkim jednak róbcie coś wspólnie chocby miało to być skoszenie trawy na działce, spacer z psem czy wspólne zrobienie galaretki u któregoś z Was w domu. No i chodźcie w konkretne miejsca, tak aby był punkt zaczepienia do rozmowy. Jak się stopniowo oswoicie, będzicie śmielsi to rozmowa będzie się sama kleiła, zobaczysz. No i jeszcze przeanalizuj to co do siebie piszecie na gg i próbuj rozmowę prowadzić też w ten sam sposób. Może też zbyt często się spotykacie jak na początek znajomości? Bo tak też może być. No w każdym razie bez paniki, tylko miej zawsze jakiś plan. A jak rozmowa przez telefon nie wypala to ograniczajcie je. Ja np. też bardzo nie lubię przez telefon rozmawiać. Nie zmuszajcie się do tego co na razie nie wychodzi, skupcie się na tym co jest ok. Z czasem wszystko będzie łatwiejsze. No i coś co Wam bardzo pomoże: może jakaś malutka modlitwa na początku lub na koniec spotkania? A jeśli jeszcze się krępujecie to ustalcie, że np. sami w domu o jakiejś konkretnej godzinie wieczorem nawzajem modlicie się za siebie np. dziesiątką różańca. Z Bogiem!

  mała, 27 lat
2307
27.05.2008  
Witam. jestem mężatką od 7lat. Zanim byliśmy małżeństwem wiele razy się rozstawaliśmy: raz ja go zostawiłam , potem on mnie ale głownie to ja zawodziłam. Nie wiem dlaczego. Potem nasze drogi znów się zeszły i zrozumieliśmy że Bóg chce abyśmy byli ze sobą-mąż pochodzi z trudnej rodziny gdzie jest dużo alkoholu , on też kiedyś przebywał wśród rówieśników z tymi problemami, ale wyszedł z tego. Można powiedzieć że nauczyłam go wiary do Pana Boga-i to jest dla mnie niesamowity dar, cud. Chodzimy na pielgrzymki, modlimy się , korzystamy z Eucharystii...Ostatnio poznałam znajomego męża i co najgorsze-podoba mi się, nie wiem co się ze mną dzieje, on traktuje mnie jak koleżankę, ja go też jako kolegę ale coś się ze mną dzieje nie tak...pomóż, proszę

* * * * *

Proszę przeczytaj odp nr: - 281, 372, 22, 60, 424, 464, 1099, 1189, 1349, 1828. Za uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni natomiast za to co robimy już tak. Jeśli tak działa na Ciebie znajomy męża to go unikaj. Zerwij kontakty, staraj się zająć myśli czymś innym. Przypomnij sobie wszystkie dobre chwile z mężem, przede wszystkim ślub. Wyciągnij zdjęcia ślubne, zaplanuj rocznicę ślubu, pomyśl co czułaś stojąc przed ołtarzem i prosząc Ducha św. o siłę wytrwania. Przecież więcej łączy Cię z mężem niż z obcym facetem. Ponadto tamtego nie znasz tak naprawdę, nie wiesz jaki jest, więc w dużym stopniu działa tutaj wyobraźnia. Takie pokusy mogą się pojawić w każdym małżeństwie, ale nie ma co wpadać w panikę, po prostu trzeba potraktować to jako próbę. Całe nasze życie jest walką, a szatan uderza zawsze tam gdzie jest najczulsze miejsce człowieka. Będzie dobrze, na pewno, tylko działaj. Bo czyny są w Twojej mocy. Módl się, by Bóg oddalił od Ciebie to uczucie, by tak pokierował okolicznościami, byście nie mieli możliwości się widywać a i Ty sama rób co możesz by się z nim nie spotykać.
A co do problemu alkoholizmu w rodzinie męża to polecam terapię dla Dorosłych Dzieci Alkoholikow, zobacz na stronie www.dda.pl. Dobrze by było, żeby mąż naprawdę w tytm uczestniczył, a Ty razem z nim. Dowiecie się wielu rzeczy, o których nawet nie myślicie, że mogą być Waszą trudnością i sposoby by je zwalczać.Trudności umacniają związek jeśli się im biernie nie poddamy tylko stawimy czoła problemom. Wyjdziecie z tego silniejsi a Wasza miłość się umocni. Tylko módlcie się i działajcie! Proście Boga o znaki. Bądź silna, tyle już pzreszłaś, tyle wywalczyłaś. Nie pozwól by to wszytsko poszło na marne. Pamiętaj, ze miłość parwdziwa nie jest uczuciem, jest decyzją, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Trzymaj się i walcz o Was! Warto. Z Bogiem!

  Karolina, 18 lat
2306
27.05.2008  
Witam! Mam ze sobą poważny problem. Trwa to już jakieś 2 lata. w kwietniu 2006 roku poznałam K. jest starszy ode mnie o 14 lat. Po miesiącu rozmów telefonicznych i pisaniu wielu smsów dziennie zauroczyłam się (bliższy kontakt był niemożiwy, ponieważ mieszkamy w dwóch różnych województwach). Chciałam dla tego człowieka dobrze. Nie chciałam go oszukiwać. W czerwcu wyznał mi miłość i poprosił o bycie razem. Zgodziłam się. Na początku było wspaniale, ale potem coś we mnie pękło. Zaczęłam go okłamywać żeby zwrócił na mnie większą uwagę (choć i tak wiele czasu mi poświęcał) Przyjeżdżał, dzwonił, pisał, wysyłał mi kwiaty, prawił komplementy a mi wciąż było mało. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. Coraz więcej i cięższych kłamstw tylko po to by zaczął mnie bardziej adorować. Doszło do tego, że zazdrościłam ludziom udanego związku, narzeczeństwa czy ślubu. Byłam do tych ludzi uprzedzona, czasem wredna. Nie wiem skąd brały się u mnie te stany. Przez to wiele razy chciałam odejść od K. bo byłam nieszczęśliwa, ale jak mogłam być szczęśliwa skoro ciągle chciałam więcej i więcej. K. oświadczył mi się rok temu. Zaręczyny przyjęłam, ale czuję się niedojrzała do jakiegokolwiek związku nie mówiąc już o związku z dojrzałym facetem po 30. Czuję się gorsza, niepotrzebna, beznadziejna. Niszczę miłość, którą obdarzył mnie ukochany człowiek. Część z tych rzeczy o których tu pisze mu wyznałam. On chce mi pomóc, a ja nie wiem czy się jeszcze da. Chce żeczy było tak jak na poczatku. Przyczyna tego wszystkiego może jest to, że jak byłam mała rodzice nie poświęcali mi zbyt wiele czasu, teraz też nie mam z nimi dobrego kontaktu. Poza tym bardzo dokuczją mi moi rówieśnicy, wyśmiewają się ze mnie i nie akceptuja....
Nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Boję się, że już nic ze mnie nie będzie. Boję się siebie, tego co robie, jak się zachowuje. Co mogę dla siebie zrobić? Proszę o podpowiedź. To może być ostatnia deska ratunku....
Z góry dziękuję.


* * * * *

Po pierwsze przeczytaj te odp: 8, 28, 87, 310, 916, 1253 i przeanalizuj czego z tego się boisz, czego nie akceptujesz. Moim zdaniem to "wciąż mało" mogło wynikać z tego, że Ty oczekiwałaś od niego takich zachowań jakie są właściwe dla Twoich rówieśników, może tego, że będzie trochę bardziej szalony, a on już do czego innego dąży. A może też tego, że owo zauroczenie na początku znajomości wzięłaś za miłość, potem Ci "przeszło" i byłaś zła i rozczarowana? Może on po prostu zaimponował Ci tym, że jest starszy, że okazywał Tobą zainteresowanie, że już kogoś miałaś? Swoją drogą, wiesz ja się trochę dziwię, że dojrzały człowiek oświadczył się 17-latce. Trochę mnie to niepokoi, bo może z kolei świadczyć o jakiejś jego niedojrzałości. Dlaczego nie szukał kobiety w swoim wieku? Jak jemu się z Tobą rozmawia, czy naprawdę jego wszelkie oczekiwania są spełnione? A co na to Twoi rodzice? Zgadzają się na ślub? To, że Ty nie czujesz się gotowa jest normalne, ja bym się zdziwiła jakby było inaczej. Nie musisz jeszcze chcieć wychodzić za mąż, masz prawo do przemyśleń, do normalnego "chodzenia", do młodości. Nie musisz od razu stać się panią domu. Wydaje mi się, że musisz bez żadnych nacisków spokojnie sama pomyśleć czego chcesz w życiu - przyszłym ale i teraz w perspektywie kilku lat. Jak wyobrażasz sobie dalszą naukę? Jak częste są Wasze kontakty w realu? Jak zbieżne są Wasze oczekiwania? Przeczyataj te artykuły: [zobacz], [zobacz][zobacz] i koniecznie wybierzcie się na "Wieczory dla zakochanych", to będzie ostateczny sprawdzian dla Waszego związku. Informacje znajdziesz tutaj: Życzę owocnej, przemodlonej decyzji, wielu szczerych rozmów z narzeczonym i prawdziwego szczęścia. Tu chodzi o całe Twoje życie. Z Bogiem!

  Aneta, 21 lat
2305
27.05.2008  
Jestem z moim narzeczonym 3 lata, znamy się od dzieciństwa, w październiku zaręczyliśmy się a w sierpniu pragniemy pobrać się:D Żyjemy w czystości i jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi:)) Jednak od pewnego czasu, mamy problem z pocałunkami, a konkretnie niewiem jak wytłumaczyć mojemu narzeczonemu, że nie zawsze, kiedy On chce, mam ochotę na całowanie, On mówi, że nierozumie, ale chciałby zrozumieć, a ja niewiem, jak mu to wytłumaczyć, mówie poprostu, że nie mam ochoty:( czy to wogle normalne, że czasami nie mam ochoty na całowanie?? pozdrawiam i czekam na odp.

* * * * *

Najpierw zapytaj siebie czemu nie masz ochoty i w jakich okolicznościch. Bo może przyczyna jest bardzo prozaiczna np. on jest nieogolony lub bardziej skomplikowana np. doszło do jakiegoś nieporozumienia. Wtedy żadna kobieta nie będzie miała ochoty. A potem powiedz mu to o czym piszesz i nawet jeśli on tego nie rozumie to poproś by to uszanował. Rozumieć do końca mnie musi, wszak jesteście kobietą i mężczyzną, zatem nie jesteście tacy sami. Polecam też te artykuły[zobacz], [zobacz]
i skoro ślub niebawem zachęcam do wybrania się na "Wieczory dla zakochanych" - znakomite utwierdzenie się w decyzji i wyjaśnienie wszelkich niedopowiedzeń. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  Marta, 18 lat
2304
26.05.2008  
Wietam! Mam 18 lat od września spotykam się z moim chłopakiem... dokładniej mówiąc od września jestem z Nim ... znalixmy się już wcześniej... zaprzyjaźnilismy się ... przez wakacje spodobał mi się straszy odemnie kolega... teraz mysle że ja chyba jemu też ... dawał mi to nieśmiało do zrozumienia... potem zaczełam chodzić z Kamilem... Tamto wakacyjne zauroczenie chodzi mi po głowie...jakoś nie mogę o tym zapomnieć...czy to znacy że nie kocham Kamila?? zastanawia mnie to pytanie...bo chce być fair wobec niego...

* * * * *

No a kto podoba Ci się bardziej, z kim chcesz być, kto bardziej Cię pociąga, z kim lepiej Ci się rozmawia? A może jest tak, że to co jest nieznane wydaje nam się atrakcyjniejsze niż to co realne? Może przy bliższym poznaniu tamtego chłopaka czar by prysł? Bo widzisz, miłość to nie jest uczucie, to decyzja o byciu z kimś, pisałam o tym tutaj: [zobacz]. Musisz się zastanowić czy faktycznie tamten chłopak jest taki jak myślisz czy tylko tak go sobie wyobrażasz. Bo widzisz, nie będąc z kimś realnie łatwo pokochać swoje wyobrażenia, pisałam o tym w odp nr: 441, 868. Pomyśl, zastanów się, pomódl w tej intencji. Myślę, że jeśli związek z Kamilem będzie się rozwijał i dawał Ci satysfakcję to szybko o tamtym zapomnisz. Życzę spokoju serca. Z Bogiem!

  Ewa, 17 lat
2303
26.05.2008  
moj chlopak ciagle powtarza mi ze nie okazuje mu milosci przez czyny i nie chodzi mu o sex . On poprostu chce zeby dziewczyna mało gadała a dużo czynila. Ja sie staram jak moge zeby bylo ok, a mu ciagle mało i mało jestesmy ze soba poł roku. wymaga odemnie mnie zmiany i ja chce sie zmienic i zmieniam sie ale on tego nie widzi. nie mam juz sily. Prosze pomozcie mi jakie to maja być czyny.

* * * * *

No to polecam te artykuły: [zobacz], [zobacz] i te odp: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 bo najwyraźniej Twój chłopak nie widzi różnicy między kobietą a mężczyzną. Przecież to naturalne, że to mężczyzna wyraza miłość przez czyny a kobieta przez gesty i słowa! Ewo, jesteś normalna, normalnie reagujesz. Nie musisz się zmieniać, bo nie możesz przecież zmienić się w mężczyznę! Koniecznie to przeczytajcie razem i myślę, że Wasze nieporozumienia się skończą. Z Bogiem!

  Amy, 16 lat
2302
25.05.2008  
Czy pocałunek jest grzechem...?

* * * * *

To zależy. Może być grzechem gdy budzi pożądanie, gdy całujemy się zbyt wcześnie, gdy nie jest wyrazem prawdziwej miłości a tylko przyjemności. Zawsze należy zadać sobie pyatne: po co to robimy i co ma to wyrażać? Czy rzeczywiście jesteśmy na takim etapie związku, jesteśmy pewni chęci bycia z drugą osobą i miłości, że wyrażamy to przez pocałunek? Co czujemy podczas niego? I najważniejsze: czy jesteśmy w stanie natychmiast po tym przystąpić do Komunii św.? Bo najważniejsze jest to czy potrafimy po jakimś geście spojrzeć w oczy Jezusowi. Wtedy będziemy wiedzieli czy coś było grzechem czy nie.
Od strony praktycznej radzę nie całować się zbyt wcześnie. Po to, żeby nie mieć dylematów, żeby w razie rozstania- mniej bolało. Dla mnie osobiście pocałunek jest wyrazem miłości wtedy gdy kochamy prawdziwie, chcemy dobra tej osoby i jesteśmy gotowi iść z nią przez życie. Inaczej jest wyrazem przyjemności i nic nei wnosi do związku. Polecam też te artykuły: [zobacz] [zobacz][zobacz] Z Bogiem!

  xx21, 21 lat
2301
24.05.2008  
Dzien dobry. Pisałam juz do Pani (nr2051) niestety a może i dobrze nie posłuchałam Pani rady. Nie wiem czy to było rosądne, ale wiem napewno, ze jeśli bym nie zdecydowała sie z Nim być to bym załowała. Pewnego dnia idąc ulicą zobaczyłam napis "MIŁOŚĆ NIE PAMIETA ZŁEGO"- BARDZO TO MNIE PORUSZYŁO. Tak jakoś nie moge zapomniec tych słów, choć przeciesz dawniej były mi znane. Przepraszał On mnie, widywałam się z Nim zanim tak naprawde zaczełam z Nim chodzic. Chodziliśmy czesto w niedziele do kościoła. Pewnej nidzieli był jakiś inny, w kościele chciał coś powiedziec. Oj pamietam broniłam sie coś, mówiłam coś tylko zeby nic nie powiedział, aż wkońcu zdecydowałam ze jestem gotowa. :)troche głupie alc cóż. Wyznał mi Miłość szczerze :) piekne :) przeprosił mnie za tamta sytuacje, powiedział ze sie wystraszył, ze nie był pewny(kazdemu sie moze zdazyc)i ze skłamał o piciu. Nic nie powiedziałam, tak bardzo chciałam z Nim byc, ze sie wystraszyłam, byłam gotowa odmówic. Nie rozumiałam czemu tak bardzo pragnełam być z NIM a potem chciałam uciec. Kolezanka poradziła mi zebym poczekała przemyslala i nie podejmowała zbyt szybko decyzji. Podjełam po pewnym czasie decyzje. Jestem z NIM. Teraz dostrzegam Jego wady i zalety( choć jestem jakąs dziwną osobą bo głownie zwracam uwage na wady- moze pragne zeby było idealnie a przeciesz nigdy do końca nie bedzie). Zalezy Mu na mnie, dla mnie sie stara zmieniac, mówi mi o swoich problemach, to co czuje, ja ucze sie od Niego, staram sie rozmawiac o tym co mnie gryzie. Powiedziałam Mu ze nie jestem pewna co do Niego czuje, zrozumiał i dal mi czas, tyle ile go BEDE POTRZEBOWAŁA i ze zrozumie jesli powiem NIE, ze nie bedzie miał pretensji do mnie(a ja nie chce zeby czekał,a jesli sie okaże ze na marne, nie chce ranić). CIĄGLE SIE ZASTANAWIAM CZY TO TEN JEDYNY, czuje ze go ranie tym ze nie jestem pewna. Napewno chciałby wiedziec czy Tak czy Nie. Czasem poruszam ten temat a On mówi ze poczeka az bede pewna. Nie wiem czemu ja mam ciagle watpliwości...:(

* * * * *

A dziwisz się, że masz wątpliwości? To normalne, zwłaszcza w kontekście jego wcześniejszego zachowania. No cóż, pozostaje mi dla Ciebie jedna rada: poznawajcie się. Rozmawiajcie szczerze i o wszystkim, pracujcie razem, widujcie się w różnych sytuacjach życia codziennego- aż będziecie gotowi podjąć deyzję, że to miłość. Polecam też te artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz].
Módlcie się o rozeznanie. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 02.08.2008, 13:07


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej