Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  Dorota, 29 lat
2400
18.08.2008  
Znamy sie ponad rok,jesteśmy zaręczeni,a ja czasem miewam wątpliwości,czy to na pewno ten. Czy to jest normalne? Jestem osobą zmienną emocjonalnie,trochę pogmatwaną wewnętrznie,kapryśną,miewam nastroje depresyjne.

* * * * *

Trochę mało napisałaś. Oczywiście, że wątpliwości są normalne, w końcu zmienia się całe życie. Mogą one też wynikać też stąd, że rok to jednak mało na poznanie kogoś na tyle, by za niego wyjść. Generalnie musisz odpowiedzieć sobie na wiele pytań i wiele rzeczy musisz z narzeczonym ustalić i "obgadać". Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz]
Musisz też pomyśleć z czego wynikają Twoje nastroje. Może to zwyczajny cykl hormonalny, napięcie przedmiesiączkowe a może po prostu jesteś normalną kobietą, która przecież jest bardziej chwiejna w emocjach niż mężczyzna? A może jednak coś Cię w narzeczonym denerwuje, z czymś nie możesz się pogodzić. Musisz sama przemyśleć i odpowiedzieć sobie na pytanie o co chodzi. Jeśli dojdziesz do wniosku, że wszystko jest w porządku i jesteś gotowa przeżyć całe życie z tym człowiekiem to same drobne wątpliwości przed ślubem nie są niczym dziwnym. Dochodzi stres, napięcie, pośpiech, a wtedy łatwo o nerwy. Życzę Ci dobrego rozeznania. Módlcie się wspólnie o światło Ducha św., a On Wami pokieruje. Polecam Wam też "Wieczory dla zakochanych", informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Z Bogiem.

  ania, 22 lat
2399
18.08.2008  
Dzien dobry. 2 miesiące temu chłopak, którego bardzo kochałam zostawił mnie dla innej. Po 1,5 roku bycia razem. Dodam, ze byl to zwiazek na odleglosc ale caly czas walczylismy by kazdą chwilę móc spędzic razem. I tlumaczę sobie ze miał prawo, w końcu nie zostawił mnie przed ołtarzem. Skoro po ludzku wszytsko wydaje się takie w porzadku to dlaczego czuje ze cos jest nie tak. Ze moje serce rozsypało się na milion kawałków i bije resztką sił. Skoro dałam mu wszystko co najlepsze z siebie a i tak odszedl. Nie jem, nie spie,juz nie wiem jak sie mam modlic, nic nie pomaga, troche mniej płacze ze względu na bliskich. Czuje taką ogromną pustkę,niemoc, zal, ból. Za rok kończe studia, przyjaciele mają juz wlasne zycie, wlasne problemy. Zostalam sama z setką pytanan, dlaczego? czemu? czym jest miłość, odpowiedzialność za drugiego człowieka? Jak to jest mozliwe ze ofiaruje się komuś tyle ciepła, opieki, troski a potem nagle się to wszytsko zabiera i tak po prostu odchodzi. Bardzo dlugo modlilam sie o miłość, potem za niego. Myślalam ze to uśmiech od Pana Boga, dar z nieba. Nigdy nie kłamał, czasem nawet myślalam ze mogę na nim polegać bardziej niz na sobie.A on po prostu przyszedł pewnego dnia i powiedzial, ze juz nie chce mnie kochać, ze chce spróbować z kimś innym, ze chyba nie myslalam, ze bedziemy razem do końca. Obwinialam się, ze za duzo od niego wymagałam (kwestia czystości przedmałżeńskiej)Skoro czułam ze to ten jedyny na cale zycie, to moze trzeba bylo pójść na kompromis i to zrobić. Juz nie wiem nic, czas płynie a ból wcale nie mija. Napisał, ze jest szczęśliwy. Powinnam się cieszyć. Podobno Pan Bog zsyła nam tyle cierpienia ile jesteśmy w stanie unieść. A może sam człowiek nie wie, ile jest w stanie wytrzymać. Moze to czego doświadczam, to i tak mało. Moze nie był za wiele wart, skoro tak postapil. Jednak ma prawo walczyć o swoje szczęcie. Ale skoro tak ma to wygladac, to ja juz nie chce, nie potrafie. Mam ochote iść na koniec świata...

* * * * *

Aniu, bardzo Ci współczuję. Nie wyobrażam sobie nagle przestać kochać, nagle powiedzieć coś takiego. Moim zdaniem on tak naprawdę nie kochał do końca, może nawet nie wie czym jest miłość, wziął za nią zakochanie, które minęło. Pisałam o tym tutaj: [zobacz]. Masz prawo znać konkretne powody rozstania i absolutnie nie myśl, że wymagałaś za dużo. Czystość przedmałżeńska nie jest za dużym wymogiem, jest czymś co nam Bóg przykazał. Poza tym jak się okazało on nie był tym jedynym. I wyobraź sobie teraz jak byś się czuła idąc na taki "kompromis" (nawiasem mówiąc to nie kompromis tylko zwyczajne cudzołóstwo) i on by Cię zostawił. Dopiero byłaby tragedia i wyrzuty sumienia. Nigdy nie należy ulegać w tej dziedzinie, bo chłopak który nie szanuje dziewczyny nie kocha naprawdę, poczytaj sobie o tym w tym artykule: [zobacz]. A teraz polecam Ci jeszcze te odpowiedzi: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 80, 526, 653, 825 i życzę dużo siły i mądrości oraz prawdziwej miłości, która nie żąda takich kompromisów. Jestem pewna, że znajdziesz kogoś wartościowego, módl się o to. Z Bogiem!

  Asia, 18 lat
2398
17.08.2008  
Jestem w cięzkiej sytuacji. Otóz podczas wakacji poznałam Georga, Jeo Mama pochodzi z Rumunii, a Tata z Egiptu. Takze i On mieszka od 10 msc. w Egipcie wraz ze swoim Tata, poniewaz tutaj maja prace. Poznalismy sie w Gizie gdzie potem poprosil o numer, ja wowczas oburzylam sie przez co on zaczal mnie przepraszac i mowic, ze jesli nie chce dac to on rozumie. Potem jednak dalam Mu moj numer, zadzwonil, zaczelismy sie spotykac. Spedzilismy razem cudowne chwile, nigdy nie byl tak opiekunczy wzgledem mnie, nikt na mnie tak nie patrzyl. Nie bal sie nawet calowac mnie w dlon w obecnosci swoich znajomych, szanowal mnie i moje poglady, kiedy z Nim bylam czulam sie wyjatkowa, kochana, wiedzialam, ze nawet jakbym niemiala nic, a bylabym z Nim to i tak bylabym najszczesliwsza kobieta na swiecie. I tak minely nam 2 tyg. podczas ktorych kazda wolna chwile Geroge spedzal ze mna. Na cale szczescie nie jest wyznawca islamu. Nalezy do kosciola prawoslawnego. Podczas naszego ostatniego spotkania umowilsimy sie, ze on do mnie przyleci i ja do Niego, tak aby sie minimum 4 razy w roku widziec. Ma przyleciec teraz w pazdzierniku. Piszemy. Tesknimy. Ale... zastanawiam sie czy to na prawde ma sens kiedy moi rodzice sa przeciwni? Kiedy mowia, ze to nie ma sensu, bo jest inna mentalnosc, inna kultura... A w rzeczywistosci Mama mowi: bo sie bede musiala wstudy przez Ciebie najesc...
Jeszcze nigdy mi z nikim tak dobrze nie bylo, nie czulam si etak wspaniale. Kiedy razem smialismy sie, rozmawialismy, kiedy calowal mnie po czole i szeptal, ze nigdy nie znal tak wyjatkowej dziewczyny. Dawniej byl w zwiazku na odleglosc z Rosjanka, ale po trzech lat spotykania sie kilka razy w roku Ona zrezygnowala. Cierpial bardzo. ..
Obecnie co wieczor placze, tesknie za Jego glosem, jego slowami, jego usmiechem.. Tak bardzo chce z Nim porozmawiac, pobyc, isc na spacer, isc na zakupy... Nie potrafie myslec juz o nikim innym jak tylko o NIm, bo to jest chlopak z ktorym chcialabym spedzic cale zycie..co mam zrobic?


* * * * *

Przeczytaj proszę te odpowiedzi: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121, bo Wasz związek też byłby związkiem na odległość. I trochę się dziwię, bo skoro on już coś takiego przeżył to wie jak to wygląda i nie wiem dlaczego decyduje się na to powtórnie. Bo nie jest to łatwe. Poza tym nie podchodziłabym tak bezkrytycznie do fascynacji Twoją osobą. Rodzice mają obawy, bo to jest inna kultura, inna narodowość, wyznanie, mentalność. A Ty jesteś bardzo młoda i w takim wieku nie można podejmować decyzji na całe życie. Ile on ma w ogóle lat? Pewnie jest starszy od Ciebie skoro już pracuje? Rozumiem, naturalnie, że się zakochałaś. I tak naprawdę teraz ta odległość może być sprawdzianem dla Was. Zobaczysz czy jego zapał nie osłabnie, czy trudności go nie zniechęcą, zobaczysz ile razy będziecie się widzieć. Oczywiście nie możesz zapominać o różnicach miedzy Wami, bo musicie rozmawiać na wszystkie tematy i musicie "obgadać" wszystkie kwestie. Poczytaj też proszę odp nr: 1545, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130 i te artykuły: [zobacz], [zobacz][zobacz] [zobacz] [zobacz], a także o sytuacji kiedy rodzice są przeciwni: 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839. Z rodzicami rozmawiaj, proś, by Ci przedstawili konkretnie wszystkie obawy, poproś by ocenili go na żywo, kiedy przyjedzie. Bo tak naprawdę to dopiero widząc kogoś można o nim coś powiedzieć. I daj sobie czas na ocenę sytuacji i jego osoby, nie deklaruj się tak od razu. Z Bogiem!

  Osiemnastolatka, 18 lat
2397
16.08.2008  
Spodobał mi się chłopak ze szkoły(jakiś rok temu)i podłączyłam się do niego przez gg-rozmawialiśmy wiele razy,odkryłam szybko, że dobrze nam się rozumie i że jest w nim coś fascynującego.Często poruszaliśmy tematy dotyczące naszych poglądów, uczuć, opowiadaliśmy o tym, jak cierpieliśmy.Okazało się, że sporo przeżył.Bardzo go polubiłam,a on mnie.Trudno przeczyć, że się nim zauroczyłam(tak chorobliwie,pocieszam się, że mam choć świadomość, że zakochanie to bardzo złudne uczucie)Mimo to tych wiele rozmów na gg sprawiło,że stał się dla mnie naprawdę ważny i zależy mi na nim.Nigdy się nie poznaliśmy osobiście, nad czym ubolewam,ponieważ zdaję sobie sprawę,że tylko w ten sposób jestem w stanie go naprawdę poznać.Niestety, gdy ja zaczęłam przełamywać lody i proponować spotkanie, on nie chciał się zgodzić. Jest osobą dość specyficzną, izoluje się od ludzi i stwierdził, że nie chce angażować się w bliższe relacje z innymi, gdyż to przynosi tylko cierpienie.Chciałabym mu pokazać, że niekoniecznie...Poza tym wyjechał na rok za granicę.Nie mam z nim obecnie kontaktu,choć obiecał,że gdy to będzie możliwe, odezwie się.Rozmowy z nim zawsze tak mnie radowały, dawały energię do życia, chęć do bycia dobrą,a teraz..Strasznie mi przykro,czuje się bardzo źle i modlę się o to, by Bóg pomógł mi z nim się znowu skontaktować.Nie twierdzę,że to miłośc,ale bardzo chciałabym się o tym przekonać,poznać go wreszcie,próbować się w pewien sposób do niego zbliżać,spróbować,bo nie chcę by to była kolejna bezsensowna znajomość w moim życiu, poza tym wiem,że jedynie osobiste poznanie pokaże mi,kim jest dla mnie ten człowiek..Niestety,stałam się bardzo pochmurna,ciągle o nim myślę i z utęsknieniem wyczekuję na jakąś wiadomość..:(Dużo fantazjuję,idealizuję,ale wiem, że to robię i jestem gotowa zobaczyć jaka jest rzeczywistość.Czy mam o nim zapomnieć,bo skoro cały rok nic z tego nie wyszło a teraz nie mamy kontaktu,to ta znajomość jest bez sensu,nie mam na co czekać,pokochałam wyobrażenia,nie jego..:(?

* * * * *

Moja Droga! Jego zachownaie świadczy o tym, że jednak nie chce z Tobą realnego kontaktu. Być może na początku, kiedy byłaś w bezpiecznej odległości, po drugiej stronie "kabelka" był na tyle odważny, że rozmawiał z Tobą, a gdy wszystko stało się realne po prostu uciekł. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że brak mu odwagi, może od początku zakładał taką niezobowiązującą znajomość, może chciał się tylko wygadać. W każdym razie to co się dzieje nie rokuje najlepiej. Do niczego go nie zmusisz, a on najwyraźniej nie czuje się gotowy do bycia z Tobą, przypuszczam, że do jakiegokolwiek związku. Współczuję Ci, ale jeśli Twoje próby kontaktu nie dają rezultatu to chyba nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Poza tym tak naprawdę nie wiesz jaki on jest i czy by Ci odpowiadał na żywio. Przykro mi i polecam Ci te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  jagoda, 16 lat
2396
14.08.2008  
mam problem znam chłopaka rok a jetsem z nim 10 miesięcy
jednak nigdy sie z nim nie widziałam poniewaz mamy do siebie 500 km . bardzo bysmy chcieli sie spotkac ale jego rodzice pozwolą mu na przyjaz dopiero za rok .
mówia ze jak skonczy szkołe to dopiero wtedy próbowlaismy byc przyjaciółmi ale nie umiemy bo mówimy sobie słowo kocham cie rozmawiamy ze sobą przez telefon 7 godzin dziennie i piszemy cały czas czy to moze byc miłosc czy poprostu sie tylko zauroczylsmy ja swiata za nim nie widze a jestm juz z nim tyle czasu


* * * * *

Nigdy go nie widziałaś? Proszę poczytaj te odpowiedzi: 59, 118, 1072, 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121. Ile on ma lat? Jeśli tyle co Ty to nie jest to chyba problem dla chłopaka przyjechać w wakacje nawet 500 km? W młodszym wieku jeździłam sama na takich odległościach. A może to tylko jego tłumaczenie, że rodzice nie pozwolą? A puśiliby go na rekolekcje? Jeśli tak to wybierzcie się razem na pielgrzymkę lub rekolekcje. Polecam np. Ozaę Rekolekcyjną Diakonii Życia - rekolekcje o miłości. Informacje znajdziesz tutaj: www.oaza.org.pl. Pamiętaj, przebywanie ze sobą na żywo jest niezbędnym elementem poznania się, inaczej nie można mówić o związku. I jeszcze jedno: odważyliście się wyznać sobie miłość nie widząc się nigdy? To nie za odważne? Polecam te artykuły: [zobacz] [zobacz]
Wymyślcie coś, żeby się spotkać i poznać naprawdę. Z Bogiem!

  *Paula*, 18 lat
2395
14.08.2008  
Witam!
Pojawił się w moim życiu bardzo poważny problem i to już kilka miesięcy temu. Kiedy byłam w pierwszej LO biologii uczyła mnie niezbyt przyjemna pani profesor. Miałam u niej tylko dopuszczającą. W drugim semestrze pierwszej klasy pani ta odeszła na emeryture i przyszedł ON- przystojny młody, powiedział, że będzie nas uczył biologii. Przez drugi semestr bardzo się poprawiłam pod jego wpływem. Był miły, często żartował i śmiał się, poprostu zachęcał do nauki. Poprawiłam się o dwa stopnie i na koniec pierwszej klasy miałam 4. W pierwszym półroczu drugiej klasy również otrzymałam ocenę dobrą. Ale po tem coś się wydarzyło. Zauważyłam, że z jego przedmiotu chce być najlepsza, bałam się go zawieść, chciałam by mnie docenił i zwrócił na mnie uwagę. Chciałam mieć piątkę. Pękałam z dumy jak mówił że to mu się podoba tzn moje podejście do nauki. Nie chciałam dopuścić, by ktoś był lepszy. osiągnęłam swój cel byłam najlepsza. ON nawet wskazał mnie palcem przy całej klasie, że mnie widzi na maturze z biologii. Kiedy go widziałam pociłam się i trzęsły mi się ręce. Cieszyłam się jak dziecko. Postanowiłam że w trzeciej klasie znów będę najlepsza. Przez wakacje nawet zajrzałam do książki, żeby sobie coś przypomnieć. Teraz już wiem, że się zakochałam. On jest żonaty z tego co wiem ma dzieci. Nie chce niszczyć rodziny, nic nie mówiłam mu o tym co czuję i nie zamierzam. Wiem, że mogłyby być z tego kłopoty i dla mnie i dla niego. Chcę jego dobra, chce, żeby był szczęśliwy, ale nie mogę zapomnieć, bo ciągle go widzę. Będzie przygotowywał mnie do matury. Jestem skazana na jego towarzystwo. Co w tej sytuacji robić? Nie chce się katować uczuciem do niego, bo nie ma ono prawa bytu.
Pozdrawiam


* * * * *

No rzeczywiście trudna sytaucja. Nie możesz tak po prostu uciec, przestać go widywać. Musisz przemęczyć się jeszcze rok. Musisz uznać, że po prostu tak się stało, zakochałaś się. Takie rzeczy się zdarzają. Zakochałaś się nieszczęśliwie, bo ten człowiek ma już powołanie, mą swoja rodzinę, już komuś miłość ślubował. Na szczęście świetnie to rozumiesz. Teraz zatem musisz przetrwać, usiłując na ile to możliwe nie pielęgnować w sobie tego uczucia, nie starać się go widywac kiedy nie musisz.
Musisz zadać sobie też ważne pytanie: czy Ty chcesz zdawać z biologii maturę? Czy naprawdę Cię to tak interesuje, czy robisz to dla niego, by jego nie zawieść? Wiesz, to ma znaczenie, bo będzie rzutowało na Twój kierunek studiów. Jeśli faktycznie biologia Cię zafascynowała to ok., może nawet właśnie dlatego się w nim zakochałaś, może Bóg po to dopuścił to uczucie. Może masz się w przyszłości czymś z tej dziedziny zajmować i będziesz w tym dobra? Może właśnie takie dobro ma z tego wyniknąć?
Cóż mogę Ci poradzić? Módl się o uleczenie serca, nie wyobrażaj sobie go w różnych sytuacjach, staraj się nie rozmyślać. Wiem, że to trudne, natomiast wiesz doskonale, że nie możecie być razem. Samo takie uczucie nie jest grzechem, dopiero działania mogą być złe. Dlatego staraj się ograniczać kontakt tylko do tego na lekcji. I módl się. Polecam Ci też (w ograniczonym w tym przypadku zakresie) te odp: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Ania, 19 lat
2394
14.08.2008  
Witam Panią serdecznie. Pisałam do Pani już wiele razy, często o mojej miłości do sławnej osoby... I otóż właśnie :( Ona ciągle we mnie tkwi, to już 2,5 roku nieustannego uczucia do kogoś kogo w zasadzie jakby nie ma, bo jak nazwać to inaczej, skoro on jest sławną osobą? Nie ma go i nigdy nie będzie... Ale mimo tego, że zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego to nie potrafię przestać go kochać. Rozumie Pani? Nie potrafię! ;( Kiedy patrzę na jego zdjęcie robi mi się cieplej w sercu, uśmiech sam wita się z twarzą. Patrzę w te jego oczy, oglądam jakieś filmiki, słucham jego głosu, śmiechu, patrzę na jego szczery dziecięcy uśmiech i czuję w środku jak coś we mnie rośnie, na chwilę odrywam się od świata i czuję się wtedy taka szczęśliwa. On ożenił się co prawda niecały rok temu, a ja czuję jakby to było wczoraj, czuję jakbym to wczoraj go pokochała. I jest mi tylko trochę przykro, gdy widzę go na zdjęciach, na których obejmuje swoją żonę, ale za chwilę patrzę w jego twarz, a na niej maluje się szczęście i już nie boli mnie nic, uśmiecham się przez łzy, bo on jest szczęśliwy. Może to brzmi nieprawdopodobnie, Pani sama pewnie myśli, że jestem chora psychicznie, ale ja nie chcę iść do psychologa, bo zrobią ze mnie wariatkę. Być może mam jakieś zaburzenia osobowości, bo w końcu mam 19 lat, a kocham się w swoim idolu... nie wiem. Nigdy nie czułam do kogokolwiek czegoś równie wielkiego, nigdy nie tak długo... Czy mogę to nazwać miłością? Może się Pani wydawać, że nie, że kocham jego wygląd, swoje wyobrażenia o nim. Owszem kocham jego wygląd, jego niedoskonałości, to jaką ma czasami niezadowoloną minę, bo coś nie idzie po jego myśli. I wyobrażam sobie go w życiu codziennym, facet ciągle zabiegany, zmęczony, często nerwowy, impulsywny, siędzący w zamyśleniu nad kawą z papierosem w dłoni, bałaganiarz straszny... Kocham to. Co mam zrobić? Niech mi Pani coś poradzi ;( Wizyta u psychologa? Czekać aż samo minie? Pozdrawiam

* * * * *

Widzisz, ja już wiele razy Ci pisałam, że są to Twoje wyobrażenia o nim. Ty się w nim zakochałaś. Natomiast miłość jest relacją codzienności. Uczucia, ciepło, miłe wspomnienia, podobanie się, myśli - to jest zakochanie, natomiast nie wiesz co byś czuła i czy byś w ogóle czuła gdyby był z Tobą na co dzień, czy byście się w ogóle dogadali. Tak naprawdę to go nie znasz. Co robić? A czego pragniesz? Prawdziwej, realnej miłości z żywą osobą czy wiecznego, dziecięcego zachwytu nad plakatem? Jeśli tego drugiego - nie rób nic, ale czas Ci ucieka. Jeśli pierwszego polecam odp nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć. Ty masz sytuację ułatwioną. Unikaj jego muzyki, plakatów, skup się na czymś innym, umawiaj się ze znajomymi - może ktoś się Tobą zainteresuje, może Tobie ktoś się spodoba?
Przypuszczam, że psycholog mógłby niezyt poważnie potraktować Twój problem, chyba, że uznałby, że masz pewne zaburzenia osobowości. Natomiast ja jestem przekonana, że jest to kwestia pielęgnowania w sobie tego uczucia. Gdybyś tego nie robiła to ono by wygasło. Tylko musisz chcieć. Zapewniam Cię, że o wiele bardziej przyjemna jest relacja z żywym człowiekiem. Życzę Ci dobrej decyzji i prawdziwej miłości. Z Bogiem!

  Aga, 25 lat
2393
13.08.2008  
witaj mam pewien problem gdyż mam niedosłuch nabyty boję się że przez to nikt mnie nie pokocha.Miałam kiedyś chłopaka ale nie mógł mnie pokochać podejrzewam że, to przez niedosłuch skrzywdził mnie nieraz.Przeżyłam wielką miłość do niego on też niby coś czuł do mnie bardzo mocno potrafił mnie przytulić.Ale nie mogę zrozumieć dlaczego nie może być ze mną?przecież podobałam sie mu bardzo,jestem atrakcyjna.Mówi sie że nie wygląd jest najważniejszy ale serce i nie mogę zrozumieć dlaczego potrafił mnie zostawić.Pomóż mi bo nie mogę o nim zapomnieć już 4 lata.Modle się żeby Bóg zabrał mi to uczucie ale niestety bez skutku.Innego nie potrafię już mieć,boję się że mnie też ktoś skrzywdzi.co mam robić bo nie czuję się wartościowa pozdrawiam

* * * * *

Bardzo mi przykro, że tak się stało. Przecież nie kochamy dlatego, że ktoś jest idealny tylko dlatego, że właśnie w tej osobie widzimy wartość. Przecież on poznając Cię miał świadomość Twojej wady słuchu i chyba nie zakładał, że ona zniknie? Skoro zatem odszedł z tego powodu to zachował się bardzo nie w porządku i faktycznie bardzo Cię skrzywdził. Oczywiście nie jest tak, że nikogo nie spotkasz i nie pokochasz, bo nie każdy jest taki sam. Ja wiem, że obawiasz się ryzyka, bo ono zawsze istnieje. Ale nie ryzykując nie zyskujesz. Czasem trzeba jednak nawet narazić się na zranienie, żeby zwyciężyć. Oczywiście, musi minąć trochę czasu, musisz dojść do siebie, przeżyć swoją żałobę po rozstaniu i uwolnić się od tego uczucia. Jak ? Polecam Ci odp nr: 80, 526, 653, 825. Polecam Ci też te odpowiedzi: 1490, 421, 537, 950 oraz 570. Życzę Ci, byś poznała swoją prawdziwą miłość - która patrzy w serce. Może spróbujesz szukać tutaj: [zobacz]. Módl się o to! Z Bogiem!

  Natalia, 19 lat
2392
12.08.2008  
Witam. Nie mam chłopaka, ani nie miałam ale to nie jest problem. Jest prawdopodobne, że kiedyś będę mieć i wtedy być może bym rozważała małżeństwo. Chociaż tak szczerze powiedziawszy nie chciałabym zakładać rodziny i tak w tym niechceniu trwam już od kiedy miałam 12lat. Nie chciałabym mieć dzieci, nie wyobrażam sobie, że musiałabym babrać się w pieluchach i siedzieć przy garach. Po prostu nie przepadam za małymi dziećmi, jako dziecko nigdy nie lubiłam się bawić w mamę i córeczkę(a wiele dziewczynek bardzo to lubi) wolałam chodzić po drzewach, płotach itd. Mam młodsze rodzeństwo i też nie lubię się nim zajmować, nie odczuwam jakiejś szczególnej czułości do małych dzieci, dla większości ludzi to co piszę może wydawać się dziwne, ale taka jestem. I załóżmy, że chciałabym żyć w małżeństwie(jak na razie wolałabym być wolna, ale serce nie sługa), to czy gdybym nie chciała mieć dzieci(przypuśćmy, że stosowałabym naturalne metody pl. rodziny) to czy z katolickiego punktu widzenia byłoby to złe, tzn. czy trzeba koniecznie starać się o dziecko? Bo ja jestem niemal w 100% pewna, że nie mam powołania do macierzyństwa tylko do kariery naukowej i pewnie będę tzw. starą panną :)

* * * * *

Droga Natalio, nikt nikogo, nawet Bóg do małżeństwa nie zmusza. Oczywiście, że możesz być naukowcem i możesz być sama. Nie jest to nic złego. Ja zawsze piszę, że w takim przypadku można mówić o takim powołaniu - jeśli czyjaś pasja, nauka, chęć robienia czegoś dla innych jest tak silna, że przerasta chęć założenia rodziny. Przecież naukowcy też są światu potrzebni. Nie ma obowiązku poszukiwania męża i wychodzenia za mąż, czasem nawet rodziny naukowców są naprawdę pokrzywdzone, bo niestety nie ma tyle czasu na rodzinę ile ona potrzebuje. Nic zatem na siłę.
Natomiast jeśli jednak zdecydowałabyś się wyjść za mąż to niestety nie możesz wykluczać posiadania dzieci. Takie wykluczenie jest przeszkodą małżeńską, jest to jedno z pytań zadawanych i spisywanych w protokole kanonicznego badania narzeczonych. A zatem nie można dobrowolnie i bez bardzo ważnej przyczyny (np. ciężkiej choroby) wykluczać starania się o dziecko w małżeństwie. Z Bogiem!

  Agnieszka, 25 lat
2391
10.08.2008  
koleżanki i kontaktował się z nimi.Raz mi powiedział że ciężko mu być razem bo ciężko z jego uczuciami.Dlaczego tyle czasy zawracał mi głowę a potem ci powie dowidzenia a jak chciałam zakończyć kontakt to się bronił?Wzbudził we mnie uczucia i co ja mam teraz zrobić,boję się że już więcej nikomu nie zaufam.Pomóż mi Pozdrawiam

* * * * *

Odpowiedź pod numerem 2393

  Łukasz, 17 lat
2390
10.08.2008  
rok temu podobała mi się pewna dziewczyna. dużo pisaliśmy do siebie, potem się spotkaliśmy kilka razy. Zdałem sobie sprawę że ją kocham. Ona bardzo szybko to wyczuła i dała mi do zrozumienia (nie wprost), że nie chce być ze mną. Załamałem się.
Nie udało mi się zerwać z nią kontaktu, nie chciałem..
koledzy mówili żeby sobie ją odpuścić, czymś się zająć itd. to co się zawsze mówi. Wiedziałem że to przejdzie. Początki były bardzo ciężkie.. było coraz lepiej, ale nie mogłem o niej zapomnieć, mimo że tak bardzo chciałem.Po jakimś czasem wogóle kontakt zaniknął. ze mną niby było coraz lepiej.
Ale to tak mi się wydawało. Coraz cześciej myslałem o niej.
a teraz:
Przeszły mi moje wszystkie zainteresowania. Siedzę przed komputerem non-stop kilkanaście godzin/dobę.
Straciłem także przyjaciół. Nie potrafię już z nikim normalnie rozmawiać. Od wakacji znowu piszemy. Jej też się nie układa. Pocieszam ją czasami. Chyba jestem dla niej kimś ważnym.
A może to tylko jak jej jest źle.
jak sobie pomyślę że ze mną nie jest źle, to się zaczyna najgorsze. Strasznie za nią tęsknię. Nic mi się nie chcę. Leże pogrążony w rozpaczy..najgorsze chyba że ona o tym wie co ja czuję. Starałem się żeby tego nie było widać. Boję się i nie zapytam jej o to wprost(żeby powiedziała, że nie chce być ze mną).
Dlaczego? Wiem co odpowie.. a ja tego nie wytrzymam.
Mam już mniej siły niż rok temu. A przy życiu mnie trzyma nadzieja. tylko tyle. już nawet w Boga przestaję wierzyć(naprawdę, byłem inny). Teoretycznie wiem, że jest.
co tu jeszcze powiedzieć..próbowałem czymś się zająć, porozmawiać z kim innym.było lepiej. ale to na 30 minut.Modliłem się..
nie chcę czegokolwiek zmieniać, bardzo się boję że będzie jeszcze gorzej. I tak się czuję koszmarnie. Z każdym dniem jest coraz gorzej, a ja nie mam siły. mówli że to przejdzie.
minął rok. Nie przeszło. jest jeszcze gorzej.

w szkole jest dobrze, mam wysoką średnią.
To są jedyne sukcesy w tym roku. Reszta to same porażki..

Proszę o pomoc..


* * * * *

Jesteś meżczyzną więc napiszę Ci krótko i konkretnie: prawdopodobnie zrobiłeś duży błąd na etapie kiedy ona jeszcze nie wiedziała co o Tobie myśli, zaś Ty za bardzo dałeś jej to odczuć. Poczuła się naciskana i…uciekła. Skoro jednak utrzymuje z Tobą kontakty to nie jesteś jej całkiem obojętny ani nie jest na Ciebie zła. Jest zatem szansa byście byli razem, ale tym razem musisz to rozegrać zupełnie ianczej.
O tym co się stało i co zrobić poczytaj w tym artykule: [zobacz]. A teraz metoda małych kroczków i wyczucia. No chyba, że by znów wyraźnie Cię odtrąciła. Wtedy powinieneś zerwać z nią kontakt, bo nie można pozwalać tak się traktować. Ale póki co - uważam, że możesz próbować. Nie poddawaj się tak łatwo, zaproś ją gdzieś np. na spacer do parku. Oczywiście rozmawiajcie na razie bardzo neutralnie. Im więcej jej dasz swobody tym bardziej ona się do Ciebie przekona. Nic na siłę, bo ma uraz. Z Bogiem!

  Mika, 18lat lat
2389
08.08.2008  
Witam! Chciałam napisać o tzw "zauroczeniu". Jestem z moim chłopakiem prawie rok. Pamiętam jeszcze jak wspaniale było na początku związku :) Wszystko było takie "pierwsze"... I nieznane nam dotąd. Teraz też jest dobrze, ale jesteśmy już jak "stare małżeństwo". Znamy się na "wylot". Doskwiera nam nuda w związku. Non stop dzieje się to samo. Chciałabym "odświeżyć" jakoś nasz związek, ale nie wiem jak. Chciałabym wnieść więcej romantyzmu i tego "zauroczenia", tego uczucia jakiego doświadczaliśmy na początku związku... Strasznie za tym tęsknię... Chcę, żeby wróciło do mnie to co kiedyś. Czy to w ogóle jest możliwe? Nie chcę zmieniać chłopaka na innego tylko po to, żeby to znowu poczuć... Nie wiem czy zostanę zrozumiana... Jednak mam nadzieję, że mój list pozostanie poważnie potraktowany, ponieważ to bardzo dla mnie ważne. Pozdrawiam z całego serca :*:)

* * * * *

Moja Droga! To co było na początku to było piękne i pierwsze, ale były to tylko uczucia i emocje. Opisujesz klasyczne objawy zakochania, tymczasem normalne jest, że po jakimś czasie emocje mijają i związek znajduje się na rozdrożu: albo przekształci się w prawdziwą miłość albo ludzie się rozstaną uznając niesłusznie, że "miłość wygasła". Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] i odpowiedziach: 15, 906, 19, 728, 1086, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 575. To bardzo dobrze, że chcecie odświeżyć swój związek, bo to jest bardzo potrzebne, oczywiście, że trzeba o miłość dbać. O tym co można zrobić pisałam w odp nr: 255, 498, 566, 773 . Natomiast nie da się już wrócić do tego co było na samym początku, przede wszystkim dlatego, że wówczas byłoby to cofnięcie się w rozwoju związku. Miłość bowiem nie polega na "czuciu" tylko na "działaniu". Wy podejmujecie decyzję po poznaniu się czy chcecie być ze sobą w różnych życiowych sytuacjach, czy chcecie rozwiązywać razem problemy i być na dobre i złe. Samo zakochanie choć piękne nie prowadzi do szczęścia, nie daje poczucia bezpieczeństwa, oparcia, nie czyni ludzi gotowymi do poświęceń. Jest tylko dobrem w wymiarze "dla mnie" - bo "mnie jest miło i dobrze" a nie ukierunkowuje się na drugą osobę. Tak więc ożywienie związku tak, dbanie o czułość, o planowanie randek, o coraz lepsze poznawanie się prowadzące do decyzji czy to ta osoba - jak najbardziej; natomiast samo czucie dla czucia nie bo jest cofaniem się. Nikt przecież nie chciałby wracać do czasów kiedy nie umiał mówić, nikt po zasmakowaniu prawdziwej miłości, takiej kiedy wiadomo, że druga osoba naprawdę chce z nami być i można jej zaufać nie chciałby wracać do niepewności pierwszego etapu. Miłego ale nietrwałego i ulotnego. Nie znaczy to wcale - choć tak by się mogło w pierwszej chwili wydawać - że tylko zakochanie jest czymś atrakcyjnym a miłość jest nudna. Wcale nie. Owszem, to przejście z pierwszego etapu po opadnięciu świeżości emocji, zwłaszcza jeśli jest to pierwsza miłośc może być troszkę rozczarowujące. Ale jeśli się je pomyślnie przejdzie to potem jest naprawdę fascynująco, bo jest stałość, bezpieczeństwo a uczucia naturalnie też są. Będzie tak jak sobie to zorganizujemy - a czułość i dbanie o rozwój miłości jest do tego konieczne. Życzę Wam zatem powodzenia! Z Bogiem!

  Gośka, 24 lat
2388
08.08.2008  
Witam!!! Nie wiem jak mam napisać ale potrzebuje jakiegoś wsparcia nie umiem sobie poradzić już nic mi się niechce. Po 7 miesiącach rozstałam się z chłopakiem którego bardzo kocham,ale teraz wiem że on nie kochał mnie. Od trzech tygodni nie jesteśmy już razem a on ma już inna.Tak bardzo ufałam mu tak bardzo Go kocham to tak boli. Od kiedy dowiedziałam się ze ma inną coś we mnie pękło miałam nadzieje, że kocha mnie i jeszcze zejdziemy się. A on ma już inną to tak bardzo boli i czuje sie teraz jakby serce mi pękło niechce mi się nawet żyć. Codziennie płacze i żyje z dnia na dzień. Prosze o modlitwe i duchowe wsparcie. Czy da się zapomnieć i dalej żyć. To był mój pierwszy chłopak boje się że nie znajde już nikogo i będe sama.

* * * * *

Gosiu, bardzo mi przykro. Mam nadzieję, ża czas troszkę zagoił Twoje rany. Polecam Ci te odp: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 80, 526, 653, 825. Tak, jest możliwe, żeby żyć dalej i być szczęśliwą, choć nie jest to proste i nie nastąpi od razu. Trzeba przeżyć swoją żałobę. Cierpimy dlatego, że nam na kimś zależało, że kochaliśmy, gdyby tak nie było to znaczy, że nic wcześniej nie czuliśmy i że ta osoba nie była ważna. Domyślam się jak musisz się czuć z faktem szybkiego wejścia przez niego w nowy związek, ale uwierz, że nie jest to dowód tego, że to z Tobą było coś nie tak. Widocznie on nie dojrzał do miłości, do bycia z kimś skoro tak łatwo mu to przychodzi. Widocznie zupełnie nie wie czym jest miłość. Nie zdziwiłabym się gdyby i ten jego związek szybko się rozpadł. Oczywiście, że będziesz z kimś i będziesz szczęśliwa. W sumie - dobrze, że nie z nim skoro nie był odpowiednim kandydatem. Przeczytaj proszę polecane odpowiedzi. Życzę Ci dojścia do równowagi i znalezienia prawdziwej miłości. Z Bogiem!

  pytajnik, 20 lat
2387
08.08.2008  
Czy osoba, która jest typem samotnika, lubi przebywać w samotności, jest w stanie zbudować jakiś związek? Czy dobrze takiej osobie będzie np. w małżeństwie? Czy może być powołana do małżeństwa? Czy w małżeństwie może znaleźć również czas dla siebie, czas na chwilę samotności?

* * * * *

Częściowo odpowiedziałam Ci w poprzedniej odpowiedzi. Myślę, że każdy samotności potrzebuje i jest całkiem naturalne, że będąc w małżeństwie też się takich chwil potrzebuje i się z nich korzysta. Tak, jest na to czas - przy obupólnym szacunku i zrozumieniu swoich potrzeb. Szczególnie takich chwil potrzebują mężczyźni, to kobieta jest raczej nastawiona na ciągłe bycie z kimś, ale oczywiście nie jest tak, że samotności nie potrzebuje. To nic złego - normalna potrzeba człowieka w każdym stanie. Osoba, która jest bardziej samotnikiem niż inni też może być powołana do małżeństwa. Poza tym jest tak, że w małżeństwie po prostu pragnie się obecności tej drugiej osoby, chce się z nią dzielić troskami i radościami, po prostu razem przebywać, więc samotnicy jakby mniej mają ochotę nimi być. Z Bogiem!

  pytajnik, 20 lat
2386
08.08.2008  
Czy można dwa razy, 3 razy itd zakochać się w tej samej osobie? Albo czy można drugi raz zakochać się w tej samej osobie? Pisała kiedyś Pani, że jeśli się nie czuje, że się kocha dana osobę, to nie oznacza to, że się Ją nie kocha...ale jak to tak? Racja, uczucia są zmienne. Ale np. można kochać, nie wiedząc o tym? To jak w takim razie się przekonac o tym, ze kocha się daną osobę? Skąd wiedzieć,czy się Ją kocha, czy też nie? A co jak się tego w ogóle nie wie i jest to trochę męczące, no bo jak się okreslic?
Kolejna kwestia. Czy można zbudować jakiś związek, jesli jest się bardzo zamkniętym w sobie? Czy można to pokonac?
Czy wybierając drogę małżeństwa można znaleźć czas na działalność społeczną, czy też wolontariat? Czy w małżeństwie ogranicza się jedynie do rodziny i pracy?
Dziękuję za udzielona mi odpowiedź.


* * * * *

Proszę przeczytaj odp nr 13, 15, 906 oraz te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Czy można drugi raz zakochać się w tej samej osobie? Ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że tak pod warunkiem, że minęło sporo czasu lub ta osoba się zmieniła. Wtedy rodzi się nowa fascynacja. Jeśli zaś ma to miejsce w krótkich odstępach czasu to zaryzykuję stwierdzenie, że jest to cały czas ta sama miłość, która nie wygasła, te same emocje, tylko raz są bardziej tłumione i wydaje nam się, że już się odkochaliśmy, a potem wszystko wraca z nową siłą np. wtedy gdy tą osobę znów zaczynamy spotykać, mamy z nią kontakt albo rozpamiętujemy przeszłe wydarzenia.
Gdy jest się zamkniętym w sobie jest naturalnie trudniej zbudować związek, ale oczywiście jest tak, że budując z kimś relację, poznając się, spotykając otwieramy się na niego, dopuszczamy go do naszych spraw, naszych tajemnic i ta osoba po prostu uczestniczy w naszym życiu. To otwarcie ułatwia nam także kontakty z innymi ludźmi. Jest trudniej, bo trzeba bardziej się przełamywać, bo trudniej coś o sobie opowiedzieć, dać wyraz odczuciom. Dlatego trzeba nad sobą pracować, nad swoją nieśmiałością i poczuciem wartości- nie tylko będąc w związku. To zaprocentuje na przyszłość i pomoże właśnie w relacjach z chłopakiem. Polecam te odp: 37,136, 256, 421, 537, 950, 1490, 138, 693.
Co do ostatniego pytania: naturalnie, że w małżeństwie można (jeśli się chce) znaleźć czas na działalność społeczną. Gdyby tak nie było to wszystkie Wasze pytania pozostałyby bez odpowiedzi a może i tej strony by także nie było. Z Bogiem!

  Kaśka, 17 lat
2385
07.08.2008  
Co zrobić kiedy mój brat jest przeciwny mojemu związkowi z pewnym chłopakiem??

* * * * *

A czemu jest przeciwny? Porozmawiaj z bratem, może on go po prostu zna, może wie, że np. nie można mu ufać, może Cię oszukuje, może wie coś, o czym nie wiesz Ty. A jeśli nic z tych rzeczy nie wchodzi w grę to trudno, ale Twój chłopak nie musi się Twojemu bratu podobać, najważniejsze, żebyście Wy się dogadali. Ale oczywiście przedtem doradzam rozmowę z bratem, bo może ma rację? Z Bogiem!

  Kaśka, 17 lat
2384
07.08.2008  
Nie jestem pewna czy facet z którym jestem to na pewno ten jedyny??
Skąd mam to wiedzieć??
Poczuję,że to właśnie ten??


* * * * *

Poczuć to się tak bardzo nie poczuje, raczej trzeba zdecydować. Poczytaj proszę te artykuły: [zobacz] [zobacz][zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 273, 276, 311, 313, 356, 370, 15, 906, 19, 728, 1086. Z Bogiem!

  Zabłąkana owieczka, 21 lat
2383
05.08.2008  
Nie chodzi mi o miłośc do chłopaka. Musze sie z kimś tym podzielic bo nie mam już sił, chodzi o sytuacje rodzinną. Dokładnie o mojego tate i jego rodzonego brata z którym mieszkamy w jednym domu. Kłótnia toczy się o dom w którym mieszkamy..to sa zbyt zawiłe sprawy żeby o nich tu pisac i tłumaczyc. To co przechodzi moja rodizna to piekło..wczoraj wujek wyzwał mnie i moja mame..co najbardziej mnie boli było to przy moim dziadku,który nawet sie nie odezwał nawet nie stana w mojej obronie,dzis znowu sie to powtórzyło poweidział "jestes taka sama ku... jak twoja matka".Nie moge znieśc tych słow.Ciągle wyzywa się z moim tata od złodzieji..mimo,że nic mu nigdy nie zabraliśmy.Nie mamy normalnczyhc swiąt, jezdzimy zawsze do rodziny mamy bo u taty zawsze jest jeden temat : kto ile sie dorobił ,jak bardzo jest bogaty,że mam chłopaka który nie posiada żadnego majątku.. Nie potrafie juz tego słuchacpostanowiłam że nie bede juz odwiedzała dziadków bo zwyczajnie ni chce ich znac:( NIe dopuszczę też aby moje dzieci poznały rodzine taty..nie chce żeby wychowywały się w otoczeniu materialistów,fałszu,obłudy i niesprawiedliwości. Prosze o radę co ja mam zrobic?jestem jedynym dzieckiem moich rodziców i nie potrafie stac obojętnie i słuchac jakie oszczerstwa wygaduje moj wujek pod adresem naszej rodziny. Dlatego często wtrącam sie w to wszytsko bo mój tata jest sam nikt nie staje po jego stronie..jest bardzo nerwowy,czasem rano słysze jak mówi sam do siebie:(Wiem że walczy o tę sprawiedliwośc dla mnie..Dzieci wujka już od 15 lat nie mówią do mojej mamy dzien dorby..mijaja ja jak..prosze poradzic co ja mam zrobic..gdzie mam sie zgłosic? Mysle że jedynym rozwiązaniem jest sąd.Mój tata nie boi sie tego bo nigdy nikomu nic nie zabrał i ma czyste sumienie.Tyle że nie mamy pieniędzy na to żeby taka sprawe założyc. od 15 lat nasze życie to piekło..nie ma normalnych swiąt,smiechów zawsze wszytsko sie sprowadza do tej kłotni.Mam juz dośc łez swoich i rodziców:( błagam o modlitwe i pomoc

* * * * *

No wiesz, kluczowa rola jedank w tym wszystkim jest Twojego taty. To on jako mężczyzna i głowa rodziny może podjąć jakieś konkretne kroki, to on musi Was bronić.
Najlepiej byłoby gdybyście mieszkali osobno - gdyby brat taty Was spłacił, a Wy kupilibyście jakieś mieszkanie osobno. Bo ta sytuacja zdrowa nie jest. Niestety nikt prócz Twojego ojca tej sprawy nie rozwiąże i do niego należy znalezienie najlepszego wyjścia - nawet za cenę zerwania kontaktu z wujkiem.
Nie da się tak żyć.Porozmawiaj z rodzicami czy takie rozwiązanie nie wchodziłoby w grę. Może wujkowi też by było to na rękę? Akurat sądzenie się nie jest czymś co pomoże - to ostateczność, natomiast gdybyście się wyprowadzili to chyba wszystkim by ulżyło. Wiem, że są to trudne sprawy i w sumie rodzi się bunt czemu to Wy macie rezygnować z tego domu ale co jest lepsze? Tyle lat udręki nie rokuje niczego lepszego na przyszłość. Tak więc moja rada jest właśnie taka: niech tata zdecyduje czy nie powinniście się przenieść. Z Bogiem!

  Martyna, 20 lat
2382
02.08.2008  
Ponad miesiac temu poznalam chlopaka, na ktorego od samego poczatku patrzylam jak na zwyklego kolege. Caly czas zabiegal o moje wzgledy i duzo rozmawialismy. O swoich poprzednich nieudanych zwiazkach, ale jak juz wspominalam traktowalam go jako tylko i wylacznie kolege. Po jakims czasie zaczelismy ze soba krecic, ale wiele razy chcialam mu powiedziec, ze to nie ma sensu, bo ja nic nie czulam. Nie powiedzialam tego, poniewaz balam sie zranic jego uczucia, a byl naprawde zlotym i cieplym chlopakiem. Jemu bardzo zalezalo, a ja wiedzialam, ze potrzebuje takiej osoby jak on. Kochanej i oddanej. Potem zaczelam cos do niego czuc i zaczelismy byc ze soba. Nie byl to dlugi okres, bo bylismy razem okolo misiaca. Nic nie wskazywalo na to, ze bedzie zle. Ale nagle napisal mi, ze dluzo ostatnio nad tym myslal, ze jestem atrakcyjna kobieta, ale ze nasze charaktery sie roznia i nic z tego nie bedzie. I chyba nie czuje tego co czul na samym poczatku. Spadlo to na mnie jak grom z jasnego nieba. Zrobil to, kiedy zaczelam lokowac w nim jakiekolwiek uczucia. Wiem, ze wszystko co robil bylo szczere i mnie nie oszukiwal. Ale nie potrafie zrozumiec, ze uczucia tak szybko sie wypalaja... czy to naprawde jest mozliwe i jestem mu obojetna?

* * * * *

Zachowanie w tym wieku trochę niepoważne i o ile nie jest to zła wola to niezrozumienie na czym polega miłość. Prawdopodobnie było tak, że on się Tobą zauroczył, zakochał, a potem emocje opadły i wydaje mu się, że już nie kocha. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz], może mu go podeślesz jeśli chcesz wyjaśnić tą sprawę. Bo masz prawo do jej wyjaśnienia.
Przykro mi, że tak wyszło. Z Bogiem!

  Agnieszka, 21 lat
2381
31.07.2008  
Cztery lata temu, poznałam pewnego chłopaka. Zakochałam się w nim ze wzajemnością. Nasz związek trawał 16 miesięcy; zerwał ze mną. Byłam naprawdę załamana tym co mi się przytrafiło. postanowiłam jednak o niego walczyć. Po 2 miesiącach wrócił do mnie, byłam w tedy najszczęśliwsza osoba pod słońcem. Jednak ta radość nie trwała długo, po 6 miesiącach sytuacja się powtórzyła. To rozstanie naprawdę mnie zabolało, straciłam chęć do życia, myslałam nawet o saomobójstwie. przestało mi na wszystkim zależeć. W pozbieraniu siebie, pomógł mi pewien ksiądz, który stał się moim przyjacielem, mówiłam mu o wszystkim. Pomogło to trochę. Znalazłam nowego chłopaka, z którym się zareczyłam po roku znajomości, po czym zerwalam zaręczyny. Jaki był powód? No właśnie chodzi o to że mimo tych dwóch lat, które mineły od tamtego rozstania, ja nadal kocham tego chłopaka. Teraz gdy jestem sama, wracają do mnie wszystkie wspomnienia, chwile które razem z nim spędziłam. Oglądam nasze fotografie, słucham smętów i wyobrażam sobie jakby wygladało moje życie gdybyśmy byli razem. Jestem naprawdę w martwym punkcie. Problemem moim jest to, że ja chyba naprawdę go kocham, mimo to, że bardzo mnie zranił. Szukam z nim jakiego kolwiek kontaktu; piszemy ze sobą, zaproponowałam mu nawet spodkanie, na które się zgodził, lecz boję się, że się domyśli o mich uczuciach i że zrani mnie poraz kolejny. Nie chodzi mi tu o zwykłe zakochanie sie, bo gdyby tak było, już dawno miałabym to za sobą. Prawdziwa miłość wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje, nie kończy się wtedy, gdy nas ktoś skrzywdził, czy zranił, ale trwa nadal i pokonuje wszystkie przeciwności. Nie wiem co robić! Czuję, że tylko z nim moge być naprawdę szczęśliwa, ale z drugiej strony boję sie że kolejny raz mnie zrani. Prosze o radę.

* * * * *

Agnieszko! Ale on już wybrał - życie bez Ciebie. Musisz to uszanować i nie możesz go zmuszać do tego, by z Tobą był. Z kolei Ty robiąc to co robisz nie dość, że pielęgnujesz swoją tragedię to jeszcze coraz rozpaczliwiej zakopujesz się w dołku i nie chcesz z niego wyjść. Sobie marnujesz życie i przy okazji skrzywdziłaś już niewinnego chłopaka. No ile tak można? Pamiętaj, że każdy ma wolną wolę i prawo wyboru. I on wybrał. A to co Ty robisz to klasyczne kochanie czyjegoś obrazu, wspomnień, wyobrażeń i rozpamiętywanie tego co się nie zdarzy. Nie szkoda życia? Możesz być szczęśliwa, ale nie z nim. Zresztą ja to bym się nawet bała spotykać z kimś kto tak się zachował. Uciekaj od tego i zacznij żyć. Bóg ma dla Ciebie kogoś kto Cię pokocha a Ty uparcie nie dajesz się uszczęsliwić. Owszem, można umrzeć jako stara panna rozgrzebując wspomnienia i fotografie ale to się kończy tak jak w przypadku Marty z "Nad Niemnem" Nieciekawie. Można, tylko po co? Daj mu żyć tak jak on chce. Odizoluj się i pokaż, że możesz i chcesz być szczęśliwa. Jak on nie chce to nie. Przeczytaj proszę te odpowiedzi: 441, 868, 80, 526, 653, 825 i nie spotykaj się z nim. Prwdziwa miłość zaś to pragneinie dobra dla drugiego człowieka. Być może Ty go kochasz ale on Ciebie…? Czy w ogóle była to miłość z jego strony? Przeczytaj te artykuły: [zobacz] [zobacz] i te odpowiedzi: 975, 983, 1442. Módl się o uzdrowienie swego serca, a Bóg zabierze Ci to co czujesz i da serce wolne. Z Bogiem!

  Anna, 40 lat
2380
29.07.2008  
Mam kolegę ,kiedyś łączyło nas coś więcej ,ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Teraz łączy nas chyba tylko przyjaźń ,no właśnie i co do tego mam wątpliwości. Spotykamy sie kilka razy w roku przyjeżdża do mnie ale nigdy nie zaprasza mnie do siebie ,odpisuje na moje sms ,ale sam bardzo rzadko pisze pierwszy. Kiedyś napisałam mu że mam problemy powiedział mi ,że się będzie za mnie modlił ale nigdy nie pytał co się stało. Sama nie wiem czy nie jest ,,ze mną,, z grzeczności. Co o tym sądzicie , czy gdybym przestała się odzywać to wszystko by się skończyło? Nie potrafię go do końca zrozumieć. Mógłby się przestać odzywać i wszystko byłoby jasne ,ale on to w jakimś celu podtrzymuje.

* * * * *

Ale to Ty zawsze jesteś tą inicjatorką? Powiem tak: jeśli chłopakowi zależy to się stara. To szuka okazji, by z dziewczyną być, a nawet jak jest nieśmiały to jej zachęta go ośmiela. Tu tak nie jest. Może on kogoś ma a może jego sytuacja osobista jest na tyle skomplikowana, że np. nie może z nikim się związać? Czy wiesz o jego przeszłości? A może jest jednostronnie zakochany w kimś z kim z kolei on nie może być? W każdym razie "coś" jest. Bo nawet przyjaźń wygląda inaczej. Może zrób test i przez jakiś czas nie odzywaj się, ciekawe czy wtedy się zainteresuje co się dzieje. A jeśli Ci na nim zależy to za jakiś czas możesz nawet pokusić się o szczerą osobistą rozmowę, bo jesteście dorośli a to już długo trwa. Masz prawo wiedzieć o co mu chodzi, bo masz prawo ułożyć sobie życie jeśli nie z nim to z kimś innym. Z Bogiem!

  Jan, 23 lat
2379
29.07.2008  
Witam! Piszę, bo mam pewien problem, chyba nieco nietypowy. Z moich pragnień odczytuję, że moim powołaniem jest rodzina. Z jednej strony jestem jeszcze młody, ale patrząc na innych widzę, że większość osób już kogoś ma lub miała. Ja natomiast nigdy nie miałem dziewczyny i powoli zaczynam zastanawiać się, czy to we mnie nie leży przyczyna i czy to ja nie jestem po prostu niedojrzały. Mam za sobą jednodniowy "związek" - złamałem komuś serce ogłupiony pragnieniem bliskości fizycznej (dzięki Bogu do niczego nie doszło). Wszystko się ułożyło (ona buduje na Bogu z kimś innym), ale chyba nadal to nade mną wisi. Naprostował mi się obraz współżycia w małżeństwie, chyba przyjąłem także to, że nie ma jednej przeznaczonej od Boga osoby. To drugie było (jest) dla mnie trudne, bo staję w sytuacji, w której nie wiem, co robić. Należę do dużego duszpasterstwa, w którym jest wiele dziewczyn. Moje pytanie brzmi: jak wybierać? Czym się kierować? Z jednej strony są dziewczyny, o których wiem po ich sygnałach, że im się podobam, ale chcąc być szczerym po prostu sam nie odpowiadam na te sygnały. Z drugiej strony jest kilka dziewczyn, które mi się podobają. Chyba z tym kilka jest problem. Z którą osobą spróbować coś zbudować? Jak o tym zadecydować? Nie ma jednej dziewczyny, z którą czuję, że chciałbym spędzić resztę życia. Każda z nich ma w sobie coś, co mnie pociąga: jedna żywiołowość, druga ciepło i zrozumienie, inna (pewnie subiektywnie) bardzo mi się podoba z wyglądu. Wszystkie są wspaniałymi kobietami i myślę, że z każdą byłbym w stanie zbudować coś pięknego. Chyba po prostu boję się, że gdybym próbował poznać tą trzecią dziewczynę (a chyba obecnie najbardziej do niej mnie ciągnie), to przyznałbym, że uroda jest najważniejsza. Co do tej osoby to mam też wątpliwości, bo sprawia wrażenie zamkniętej w sobie i trzymającej wszystkich mężczyzn na dystans. Czy i jak długo warto walczyć o taką dziewczynę, próbować złamać jej niechęć? A może żadna z tych osób? Może powinienem dalej szukać?

* * * * *

Masz rację, że nie ma jako takiego przeznaczenia w miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Czym się kierować? Przede wszystkim wspólnotą pogladów i wartości, charakterem, zainteresownaiami. Polecam też te artykuły: [zobacz], [zobacz] i odpowiedzi: 817, 1939, 553. Być może jest tak, że tak naprawdę jeszcze żadna dziewczyna nie pociągała Cię na tyle, żebyś chciał z nią być. Naturalnie nie ma sensu robić nic na siłę z uwagi na to, że inni już kogoś mieli. Przecież nie chodzi tu o to, by kogoś mieć, tylko, żeby być z właściwą osobą. Oczywiście nie można też popadać w drugą skrajność i tylko czekać aż ta osoba "sama się trafi". Ty jako chłopak masz większe pole manewru. Nie jest źle, że podoba Ci się czyjaś uroda, uśmiech czy sposób bycia. Nie powiem Ci jednoznacznie kogo masz wybrać bo nie wiem. Polecam Ci natomiast modlitwę o rozeznanie no i próbę poznania bliżej tych dziewczyn. Bo takie bliższe poznanie będzie działało na plus i na minus i być może dopiero wtedy będziesz mógł dokonać wyboru. Może zupełnie różnego od tego o którym teraz myślisz. A ile się starać? Jeśli dziewczyna jednoznacznie od początku daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowana to nie ma sensu robić długich podchodów, bo być może podoba jej się ktoś inny albo Ty jej się po prostu nie podobasz. Jeśli jest inaczej - dotąd dopóki poczujesz, że ona przejawia jednak jakąś sympatię (wtedy starasz się dalej) albo wprost przeciwnie - ta sympatia znika, ona przestaje się odzywać, uniaka Cię itp. To zależy od konkretnej sytuacji. Nic na siłę i an szybko. Poznawaj ludzi. Myślę, że będzie tak, że w końcu którąś zachwycisz się tak, że będziesz chciał zaryzykować. Z Bogiem!

  Anka, 17 lat
2378
29.07.2008  
Niedawno poznałam fajnego chłopaka, z którym się spotkałam parę razy. Lecz nie dawno wyjechałam na parę dni na wakacje.Kiedy wróciłam on się nie odzywał.Napisałam do niego to odpisał,lecz ja czułam,że coś się zmieniło.Spytałam się go co się stało i czy nie chce już kontynuować znajomości tej, a on napisał,że idzie spać. I koniec. Zmienił temat tak po prostu.Czemu nie chce mi napisać prawdy? Nawet jeśli mnie to będzie bolało??O co mu chodzi?

* * * * *

Nie wie jak Ci powiedzieć, że mu się "odwidziało". Brak odwagi cywilnej. Szkoda, bo jako mężczyzna mógłby nie być takim tchórzem.

  Obłudna, 22 lat
2377
29.07.2008  
Witam! Bardzo dawno temu zajrzałam na ta stronkę zalana łzami chcąc poznać odpowiedź na pytanie...dlaczego jeszcze nie mam chłopaka? Pytanie miliona nastolatek;);) Pytanie bez odpowiedzi:) Jedyne co utkwiło mi w pamięci to "Czekaj" (w które nie wiem jakim cudem) uwierzyłam. Dzisiaj jestem już za duża na zalewanie się łzami ... i w sumie nie bardzo jestem w stanie sprecyzować w jakim celu piszę...może chcę usłyszeć parę ostrych słów po których się odnajdę?? Może chcę to komuś powiedzieć i nie zobaczyć obrzydzenia w oczach odbiorcy??? i chyba chcę żeby ktoś wirtualnie "przytulił" i powiedział, że nie wszystko stracone... tak bezdotykowo...bezinteresownie? ... nie wiem. Ktoś z nas musi krzyknąć, żeby zmienić bieg wydarzeń.
Zacznijmy od tego, że wreszcie miałam chłopaka;) Piękny z wyglądu, trochę mniej piękny z charakteru...ale chłopak...mój chłopak. Pierwszy sygnał ostrzegawczy: gdy wykrzyczał w twarz: "nie jestem od spełniania Twoich marzeń" Drugi sygnał kończący: "Jak to?? 20 laat?? i jesteś dziewicą!!! gdzieś Ty sie uchowała!!! Przecież nie jesteś ze wsi?!!" Wyśmiał i 3 miesiące później powiedział pa. Wyjechałam na studia i wykrzyczałam: sama je spełnię! Sama sobie poradzę!. I tak się stało... odważyłam się pójść na kurs tańca...odnalazłam swoją największą pasję i poczułam się cudownie. Tyle tylko, że wciąż radzę sobie sama ... sama chodzę na wesela, przyjaciółki przyzwyczaiły się, że jestem sama...sama nawet się zaspokajam. Dlaczego się masturbuję wieczorami? Żeby czuć jeszcze większe obrzydzenie do siebie rano??? Fizyczna przyjemność trwająca sekundy a później myśli...widzisz Boże teraz możesz mnie już nienawidzić...możesz karać brakiem jego...no bo jak to jest? Przyjaciółka z którą od dzieciństwa chodziłam na drogi krzyżowe, na niedzielne msze...planuje ślub, ma chłopaka od 2 lat ... a kiedyś obie wyłyśmy do księżyca o miłość...chyba kiedyś było lżej...czekałyśmy...teraz czekam...sama. I z każdym dniem nienawidzę siebie za to, że czekam...czekam gdy inni kpią!


* * * * *

Moim zdaniem problem masturbacji ma u Ciebie podłoże psychologiczne. To nie jest po prostu potrzeba fizyczna, to jest Twoje nieradzenie sobie z brakiem. Zajrzyj na stronę www.onanizm.pl i poczytaj świadectwa i rady jak wyjść z tego. A co do miłości. Jeśli kiedyś czytałaś moje odpowiedzi na ten temat to wiesz, że ja sama dopiero w wieku 26 lat kogoś poznałam i to jeszcze nie tego, który został moim mężem. Wiem zatem jak bardzo czekanie boli i jak darżni i boli to, że wszyscy inni kogoś mają. Tak samo jak bardzo boli mnie teraz to, że tyle lat po ślubie nie mam dzieci a wszyscy inni tak. I też mam chwile, że wyrzucam Bogu moją czystość, moje trwanie przy Nim, moje zasady i zastanamwiam się gdzie jest sprawiedliwość? Moja Droga! Nie jesteż obłudna i nie mam zamiaru Cię potępić, ja po prostu wiem jak się czujesz. Wiem jak to jest tak bardzo pragnąć i nie otrzymywać. I nie wiem co Bóg chce Tobie i mnie przez to powiedzieć, nie znam odpowiedzi. Wiem tylko, że Bóg nie jest złośliwy i że chce szczęścia dla każdego, choć ja nie rozumiem Jego dróg. Podziwiam Cię, że potrafiłaś tak otrząsnąć się po tamtym związku i obie wiemy, że bardzo dobrze przecież się stało, że się rozstaliście. Posłuchaj, może Cię to rozdrażni ale masz DOPIERO 22 lata. Proszę wpisz się tutaj: [zobacz] bardzo dużo osób kogoś tu poznało, wartościowego. Nie myśl, że dla Ciebie wszystko stracone, nie brzydź się sobą i nie myśl, że kogoś to odstraszy. Mnóstwo ludzi w ten sposób odreagowuje probelmy, to niestety konsekwencje cywilizacji. Jest z tego wyjście. Spowiedź, może rozmowa z psychologiem lub kapłanem o podstawowym problemie ale przede wszystkim modlitwa o uzdrowienie. Znajdź takie Msze w swojej okolicy. Polecam Ci też ten mój artykuł: [zobacz]. Już nie mówię Ci tylko "czekaj", mówię Ci też "działaj". Proś Boga i pracuj nad problemem masturbacji. Jeśli realizujesz się przez taniec - kontynuuj to, może tam kogoś poznasz? Bądź aktywna, a przede wszystkim uwierz, że jestes wartościowa. Jesteś naprawdę silną i wartościową kobietą, świadczy o tym choćby sposób, w jaki radziłaś sobie po tamtym rozstaniu.
My modlimy się za osoby samotne, o to, by znalazły swoją prawdziwą miłość. Wierzę, że Ty też ją znajdziesz. Nie wiem jak i kiedy, to wie Bóg. Jego pytaj, buntuj się i krzycz. Trzymaj się mocno, ja ze swej strony życzę Ci naprawdę krótkiego czekania i miłości takiej, która przejdzie Twoje najśmielsze oczekiwania. Zasługujesz na to. Z Bogiem!

  agnieszka, 22 lat
2376
28.07.2008  
witam. zakochalam sie w zonatym mezczyznie, w dodatku 14 lat starszym ode mnie. nie wiem co robic. niedawno wyznal mi milosc, powiedzial ze mnie kocha i ze chce ze mna byc. chce zostawic dla mnie zone. boje sie tego. nie chce by tamta kobieta cierpiala. pogubilam sie. teraz gdy widze jak on mnie kochai ze jest gotowy zostawic dla mnie to co przez tyle lat budowal zastanawiam sie czy powinnam mu na to pozwolic. teraz boje sie wlasnych uczuc. nie wiem co myslec i co robic. pomozcie prosze

* * * * *

Uciekaj! Jak najdalej! O tym jak to wygląda i co trzeba robić przeczytaj proszę w odp nr: 1034, 1100, 1669, 1847, 1848, 1986. Pamiętaj, że nigdy nie można i nie wolno budować własnego szczęścia na gruzach czyjegoś domu a mężczyzna który gotów jest zostawić żonę, której przed Bogiem złożył przysięgę nie jest wiarygodny. Bo skoro Boga się nie boi i wobec tej, która oddała mu siebie nie ma oporów moralnych to jak potraktuje Ciebie? Poza tym czy Ty byś chciała żyć bez Boga? Przeczytaj te odpowiedzi będziesz wiedziała co robić. Życzę Ci dużo siły i mądrości i wyborów słusznych a nie wygodnych. Z Bogiem!

  Dominika, 16 lat
2375
27.07.2008  
Jestem już z chłopakiem ponad rok, jest mi z nim bardzo dobrze...chociaż jest to miłość na odległość. Mieszkamy od siebie ponad 300 km, widujemy się na wakacjach i czasami w weekendy ale podczas roku szkolnego nawet wcale, ale za to bardzo dużo ze sobą rozmawiamy. Nasza rozmowa telefoniczna trwa czasami nawet po 4h..nie możemy się nagadać...chociaż czasami bardzo boli, łzy same się cisną to wiem, że bez Pana Boga nasza miłość nie przetrwałaby. Modlę się codziennie o to byśmy coś dobrego wynieśli z tej znajomości, czasami mam takie uczucie, że mogłabym zostać z tym człowiekiem już na zawsze. Miałam jednak ogromne wątpliwości.... Należę do RCS nie chcemy by nasza miłość opierała się na pożądaniu bo to tak naprawdę nie miłość. Są momenty w których trzeba powiedzieć STOP sobie samemu bo człowiek jest tylko człowiekiem, a wola Pana Boga jest najważniejsza. Jednak chciałabym zapytać czy znajomość na odległość może zrodzić prawdziwą miłość w wieku 16 lat? To nie za szybko? czy to tylko moje młodzieńcze odczucie zakochania. Prawdziwa miłość to ofiara ale czy te kilometry w niczym nie przeszkadzaja...Owszem pomagamy sobie jeżeli mamy problemy w szkole to nawet przez tel, lecz nie chcę kiedyś zawieść go i powiedzieć, że to wszystko nie miało sensu, lecz w środku czuję że nawet te słowa nie potrafiłyby przecisnąć w tej chwili mi przez usta. Nie mogłabym patrzeć na ból mojego chłopaka kiedy on tak wiele już mi obiecał i ja w 100% wiem że będzie wytrwały...a przecież "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" Szczęść Boże!!

* * * * *

Bez względu na wiek miłość na odległość jest trudna. Właśnie ze względów, o których piszesz: niemożności spotkania się wtedy gdy się tego potrzebuje, niemożności widzenia się i poznawania w codzienności. Proszę poczytaj o tym szerzej w tych odpowiedziach: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121. Natomiast co samego młodego wieku to w odpowiedziach nr pisałam o wieku odpowiednim i o tym jak do miłości się przygotować: 553, 817, 1939.
Widzisz, ja nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć Ci na Twoje pytanie bo to wszystko zależy od Was, od Waszej dojrzałości i tego czy będzie wkrótce szansa na miłość nie tylko na odległość. Bo jeśli nie to zawsze będzie to tylko miłość odświętna, a na takiej nie zbuduje się przyszłości, bo się tak naprawdę drugiej osoby nie pozna. Pomyślcie o tym gdzie będziecie studiować i czy nie może to być to samo miasto, o tym czy nie da się widzieć częściej w czasie roku szkolnego. Módlcie się o rozeznanie i stwarzajcie sobie jak najwięcej okazji by się widzieć. Tylko wtedy będziecie mogli podjąć decyzję czy chcecie ze sobą być i czy to ta właściwa osoba. A póki nie macie takiej możliwości to bardzo ostrożnie z deklaracjami i obiecywaniem czegokolwiek, bo w realu może się okazać, że to jednak nie to i będzie niezręcznie się wycofywać. Z Bogiem!

  Katarzyna, 20 lat
2374
26.07.2008  
Jestem z chłopakiem, który jest buddystą. Zaimponował mi swoim optymizmem i dobrocią, którą nosi w swym sercu. Chociaż ja jestem praktykującą chrześcijanką, zaakceptowałam jego odmienną wiarę. Jest nam razem bardzo dobrze - on wiele mnie uczy, a co najważniejsze - nie próbuje nawrócić na buddyzm.
Mam pytanie, czy taki związek może być pobłogosławiony?


* * * * *

Może być tzw. ślub jednostronny - kiedy Ty składasz przysięgę a on nie. Ty musisz jednak zobowiązać się do katolickiego wychowania dzieci a on do nieprzeszkadzania w tym. A co do związku z człowiekiem odmiennej wiary przeczytaj proszę odp nr 1545.

  ******, 19 lat
2373
26.07.2008  
Przeżyłam kolejne rozczarowanie...po roztaniu z moim chlopakiem wydawalo mi sie, ze juz nigdy sie z nikim nie zwiaze, roztalismy sie w gniewie, glownym powodem rozstania bylo to ze nie chcialam z nim sypiac,bo uwazalam ze jeszcze do tego nie dojrzalam... tylko on nie potrafil tego zrozumiec... wiele razy mnie zranil, ale wybaczylam mu to (bylismy ze soba na odleglosc)...
przeszlo 8 miesiecy temu poznalam Krzyska, jest starszy ode mnie o 6 lat, mimo ze zarzekalam sie ze juz nigdy nie zwiaze sie z chlopakiem na odleglosc, a jednak to sie stalo, dzielilo nas zaledwie, a moze az 150 km, na poczatku bylo jak w bajce, pozniej zaczelam lamac swoje zasady, z nim stracilam dziewictwo, a pozniej wszystko zaczelo sie komplikowac, dowiedzialam sie od niego ze ma dziecko- nie byl zonaty,zadziej sie odzywal, czesto znajdowal wymowki, aby sie nie spotkac, a ja czulam sie taka samotna, wykorzystana... zaczelam jezdzic na dyskoteki, zdradzilam go- to byl tylko pocalunek z innym, ale to przeciez zdrada, tlumaczylam sie tym ze nie moge byc pewna co on robi, bo przeciez go nie bylo przy mnie... mielismy oczywisie plany ze razem zamieszkamy,obiecywalismy sobie, ze bedziemy ze soba juz zawsze... ze nie skrzywdzimy siebie na wzajem, ale widocznie to bylo nie uniknione, od dwoch tygodni, on sie nie odzywa, pisalam, dzwonilam, ale on nic, po prostu cisza, zero reakcji... a ja nie mam sily, odwagi nawet prosic go zeby wrocil...nie wiem czy to ma sens....
pogodzilam sie z tym ze to juz koniec, ale nie radze sobie z ta sytuacja, czuje sie samotna, czuje ze nikt mnie nie rozumie...
teraz ide na studia do wielkiego miasta, gdzie bede sama, bez niego, boje sie samotnosci... dlaczego zycie musi byc takie skaplikowane?! wiem ze powinnan odejsc od niego gdy tylko dowiedzialam sie o dziecku, ale pomyslalam ze po wielu przezyciach on tez zasluguje na szczescie... nie wiem jak sie pozbierac po tym wszystkim... modle sie, rozmawiam z Bogiem, ale nie slysze zadnej odpowiedzi od Niego... :(


* * * * *

No właśnie. Wszystko złe bierze początek z grzechu. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] a będziesz miała odpowiedź na swoje pytania. Gdyby on bał się Boga (bał w pozytywnym znaczeniu tego słowa, czyli miał dla Niego szacunek) to zachowywałby przykazania. Wtedy nie byłoby tej przeszłości, wstydu i okłamywania Ciebie. Gdybyście oboje szanowali Boże przykazania nie doszłoby do tego co ma teraz miejsce.
Mam wrażenie, że trochę Ci się wartości pomieszały: nie współżyje się przed ślubem nie dlatego, że "nie jest się jeszcze na to gotowym, dojrzałym" tylko dlatego, że to grzech i obraza miłosiernego Boga. Co z tego może być masz najlepszy dowód: skrzywdzone kilka osób,w tym niewinne dziecko, któremu nie dano szansy urodzić się w pełnej, normalnej, kochającej rodzinie.
Nie mieszka się razem przed ślubem bo się uważa, że tak bardzo się kocha tylko bierze się ślub skoro tak się kocha. To czy chłopak szanuje dziewczynę i czy jest gotów się z nią ożenić jest dowodem jego miłości a nie seks.
Współczuję Ci sytuacji, ale uważam, że na takim fundamencie nie da się zbudować. Nie można ufać komuś kto nie ma zasad i kto okłamuje od początku. Pomyślałaś jakim on jest ojcem? Polecam Ci także te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825 o tym jak z tego wyjść oraz ten artykuł [zobacz] - tak na przyszłość. Potraktuj to jako odpowiedzi na swoje pytania. Nie potrzebujesz osobistego wykładu Boga, potrzebujesz przebaczenia w sakramencie spowiedzi i wzmocnienia sakramentów. Życzę Ci wiele sił i odwagi do rozpoczęcia na nowo. Z Bogiem!

  ktoś, 18 lat
2372
24.07.2008  
Witam mam 18 lat mam dziewczyne tego samego wieku tylko 11 dni starsza problem polega na tym ze ona była w dziecinstwie molestowana przez kuzyna kilka razy dowiedziałęm sie o tym przypadkiem troche wymousiłem teraz załuje i nie może o tym zapomniec kiedy mi o tym mówiła to sie popłakalismy nie moge o tym zapomniec ze moją dziewczyne cos takiego spotkało myśle o tym czasami i tylko proisze Boga zeby odpedził te mysli ale zostałem przy niej teraz juz po prawie roku chodzenia z nia te wspomnieniaa coraz bardziej ja prześladuja a ja nie wiem co robic do psychologa nie chce isc do rodziców tym bardziej jest melancholiczka i łatwo zbiera sie jej na płacz a ja chce zeby zapomniała zeby była szczesliwa nie wiem co robic pomózcie prosze wszystko sie mi sypie jestem w depresji :(

* * * * *

Nie jeteście w stanie o własnych siłach sobie z tym poradzić, bo to bardzo poważny problem i wymaga terapii. Koniecznie musi ona o tym powiedzieć rodzicom i pójść do dobrego, katolickiego psychologa, może informacje znaleźć tutaj: www.spch.pl
Polecam też Msze św. o uzdrowienie. Z Bogiem!

  Aniołek, 26 lat
2371
24.07.2008  
Mam wspaniałego chłopaka, z ktorym planuję przyszłość. W tym miesiącu mało się widzieliśmy, bo byliśmy w rozjazdach. Na praktykach zaprzyjaźniłam się z jednym chłopakiem. Trochę mnie sobą zafascynował, tak, że na chwilę zapomniałam o swoim obecnym chłopaku. Ja wiem, że z tym drugim chłopakiem nigdy nie będę, bo nie odpowiada mi on jako mężczyzna mojego życia. Nie widzę go jakomojego męża, jako ojca moich dzieci. Po prostu miło mi się z nim rozmawiało. Czy to, że zafascynował mnie tamten chłopak jest zdradą? Czy mogę nadal być z moim chłopakiem? Bo ja wiem, że chciałabym, aby był moim mężem i ojcem moich dzieci i to właśnie z nim widzę moją przyszłość. Co mam robić?

* * * * *

No ale zupełnie nie piszesz o konsekwencjach tej fascynacji. Bo sam fakt, że ktoś Ci się spodobał, że dobrze Ci się z nim rozmawiało, że mieliście wspólne tematy albo uważasz go za przystojnego nie jest jeszcze niczym złym. Bo za nasze emocje i uczucia, które się w nas budzą nie jesteśmy odpowiedzialni, natomiast za to co z nimi zrobimy już tak. Nie wiem zatem jak wygladały konsekwencje tej fascynacji - co robiliście. Jeśli zatem dręczy Cię samo poczucie, że mógł Ci się przelotnie spodobać ktoś inny to nie ma powodu do wyrzutów sumienia, jeśli natomiast były jakieś dalsze kroki to już sama musisz rozważyć jakie, co one oznaczały i jakie może to mieć konsekwencje.
Jest też inna strona: czy nie jest tak, że Twój chłopak nie ma jakichś cech, które chciałabyś, by miał i nie możesz się z tym pogodzić a w momencie kiedy znalazłaś je u kogoś innego tak Cię to pochłonęło, że zaangażowało całą Twoją osobę? Czy te braki są duże i zasadnicze czy można z nimi żyć? To musisz sama przemyśleć, a dla ułatwienia polecam Ci poczytanie tych artykułów: [zobacz], [zobacz], [zobacz] i odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130. Z Bogiem!

  Wiki, 20 lat
2370
24.07.2008  
Troche sie pogubilam w swoich uczuciach. Od ponad roku spotykam sie z chlopakiem, wlasciwie to po raz pierwszy jest cos tak 'na powaznie', wczesniej zostalam zraniona przez innego bo sam nie wiedzial czy chce byc ze mna czy nie a ja sie zaangazowalam ale jakos mi przeszlo. I wtedy na mojej drodze pojawil sie P. Rozmowy, smsy, przypadkowe spotkania... Zaczelo mi na nim coraz bardziej zalezec ale balam sie zaufac, nie chcialam sie znowu rozczarowac. To on zrobil pierwszy krok, bylo
cudownie miec kogos bliskiego, czuc sie kochana i potrzebna.
Spotykalismy sie praktycznie codziennie dzieki niemu matura nie byla taka straszna bo moglam mu powiedziec jak bardzo sie boje itp. Zdalam bez problemow, na studia poszlismy do jednego miasta (on pracuje i studiuje zaocznie, a ja dziennie). Czasami codzienne spotkania byly dla mnie za czeste ale gdy sie nie widzielismy, bylo mi smutno i tesknilam. Teraz jestem za granica (na 2 m-ce), on zostal w Polsce. Kontaktujemy sie codziennie a ja znow sie zastanawiam czy to nie za czesto, ale ciesze sie gdy rozmawiamy. Sama nie wiem co czuje, nie mam juz 'motylkow' w brzuchu tak jak na poczatku, widze ze ma wady, ale staram sie je akceptowac i rozmawiac o tym co mi nie odpowiada. Obydwoje chodzimy do kosciola wiec skrajnych roznic nie ma... Wiem, ze jest ze mna szczery i ze bardzo mnie kocha. Boje sie ze bardziej niz ja jego i ze go zranie. Czasami nie wiem czy chce z nim byc i spedzic zycie, choc czesto marze o wspolnej przyszlosci. Czy to normalne, ze tak sie czuje?Jak sobie z tym radzic? Drugi problem to jego klotnie z mama . Na wakacjach mieszka w domu bo latwiej mu znalezc prace niz w miescie w ktorym studiujemy ale jego mama nie chce zeby przyjezdzal. Ostatnio nie rozmawiaja ze soba. Na studiach utrzymuje sie sam, jest ciezko i ta praca naprawde mu pomoze. Jak mu pomoc gdy jest smutny, nie wierzy ze moze byc dobrze i czuje sie winny tej sytuacji?
Z gory dziekuje za odpowiedz. Pozdrawiam serdecznie:)


* * * * *

No i wszystko jest na najlepszej drodze. Czujesz się zupełnie normalnie, jak każda dziewczyna, która poważnie traktuje chłopaka i związek. Wątpliwości nie są niczym złym ani dziwnym, to normalne, że się zastnawiamy, bo to przecież nasze życie. Przeszłaś już etap zakochania, zaczęła się prawdziwa miłość, poczytaj o tym w odp nr: 15, 906, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 13 i tym artykule: [zobacz]. Polecam też te artykuły: [zobacz], [zobacz] o oczekiwaniach oraz te odp: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130 o różnicach między Wami. To powinno Ci wiele wyjaśnić. Codzienny kontakt telefoniczny gdy się przebywa z daleka od siebie nie jest zbyt częsty, wprost przeciwnie, ja sobie osobiście nie wyobrażam, by nie dać przysłowiowego znaku życia kochanej osobie gdy się jest tak daleko. Oczywiście pod warunkiem, że nie jest wielogodzinny i nie zabiera nam całego czasu na odpoczynek.
Co do kłótni z mamą to owszem, należałoby się temu przyjrzeć, bo tak być nie powinno. Chyba musi być coś na rzeczy skoro jego mama nie chce, by on przyjeżdzał, normalne to nie jest. Nie wiem na czym polega konfilikt, ale jeśli Ty wiesz to możesz go wspierać a jednocześnie tłumaczyć co robi nie tak. Nigdy jedna strona nie jest winna, natomiast trzeba robic wszystko, by dojść do porozumienia z własną matką. Inaczej on siłą rzeczy, nawet nieświadomie będzie Cię jakoś nastawiał wbrew niej a gdy zdecydujecie się na małżeństwo taki konflikt już na wstępie będzie bardzo źle rzutował na przyszłość. No i w ogóle tak być nie powinno. Spróbuj się dowiedzieć o co chodzi, bo może nawet jest to jakaś kwestia na tle różnic między kobietą i mężczyzną, o których oboje nie wiedzą. Może jak Ty spojrzysz na to kobiecym okiem to szybko problem się rozwiąże? Módl się też o rozeznanie, o światło Ducha św. co do dalszego rozwoju związku. Z Bogiem!

  impresjonistka, 14 lat
2369
20.07.2008  
Jeżdżę konno w pewnym klubie. Poznałam tam chłopaka - dla mnie jest prawie idealny. Nigdy nie kończą nam się tematy, mamy wspólne pasje i zainteresowania, skończył szkołę, do której chodzę. Jedyny problem w tym, że on ma 19 lat. Przyjaciel mówi, że starszy facet to dla mnie nie powinien być problem, bo jestem strasznie dojrzała jak na swój wiek i dużo już przeszłam. Moja mama nie akceptuje chłopaków, którzy są ode mnie starsi nawet o 2 lata, a mój ojczym i Jego ojciec przyjaźnią się. Wiem, że On mnie lubi, ale nie wiem, czy coś więcej. Czuję się przy nim swobodnie, bezpiecznie i przede wszystkim, jestem szczęśliwa. Nie widziałam Go zaledwie od kilku dni, a czuję się, jakby upłynął rok. Nie mam żadnych objawów szczenięcego zauroczenia - motylków w brzuchu, rumieńców, uginających się kolan itp. Pocą mi się dłonie, przybrana siostra mówi, że sprawiam wrażenie, jakbym miała podwyższoną adrenalinę a gdy jest blisko czuję lekki ucisk w dołku. Po raz pierwszy przeżywam coś takiego. Czy to jest miłość i czy ten związek miałby sens, gdyby On coś do mnie czuł?

* * * * *

O różnicy wieku przeczytaj tutaj: 8, 28, 87, 310, 916, 1253, 553. Nie powinien to być duży problem, faktycznie, natomiast rodzice z pewnością po prostu boją się, że starszy chłopak mógłby Cię skrzywdzić. Tym bardziej, że masz dopiero 14 lat. Co do tego, że nie jesteś klasycznie zakochana - nic w tym złego, bo nie zawsze zakochanie jest wstępem do miłości, pisałam o tym w odp nr 13. Polecam Ci także ten artykuł: [zobacz]. Jeśli Wasi ojcowie się przyjaźnią to tak naprawdę masz dużą okazję, by rodzice wyrobili sobie o nim dobrą opinię. Może po prostu przy jakiejś okazji przyszedłby do Was, by mogli go poznać? Wtedy nie byłby to anonimowy starszy chłopak, czego boją się rodzice tylko ten konkretny kolega, którego znają. Co do tego co on czuje: tego nie wiem, ale jeśli chętnie z Tobą rozmawia, cieszy się na Twój widok to jest duże prawdopdobieństwo, że czuje do Ciebie jakąś sympatię, że Cię lubi. Nie wiem jak to się dalej rozwinie, możesz w swoich działaniach korzystać z rad w odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 i na razie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Z Bogiem!

  Nina, 18 lat
2368
17.07.2008  
Czy ma sens przyjażń z chłopcem, w którym było się zakochanym z wzajemnością, przeszło się na "przyjażń" mimo tych uczuć, a on po krótkim czasie znalazł sobie nową dziewczynę? A w czasie gdy się spotykaliśmy ranił mnie?

* * * * *

Moim zdaniem nie. Proszę przeczytaj odp nr 7, 1561, 1571. Z Bogiem!

  gosia, 14 lat
2367
16.07.2008  
podoba mi sie pewien chłopak
Wojtek jest w moim wieku ale nie wiem jak mu powiedzieć ze chciała bym z nim chodzić porostu boje sie ze on mnie odtrąci
i jego reakcji co powinnam zrobić?


* * * * *

No tego powiedzieć mu nie możesz bo niepowodzenie murowane. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Z Bogiem!

  zrozpaczona, 20 lat
2366
16.07.2008  
Od okolo 7 lat modlilam sie do sw. Jozefa o dobrego meza, i stawialam Boga na pierwszym miejscu i myslalam, ze w koncu spotkalo mnie cos dobrego bo jakos mnie zycie nie rozpieszczalo, pomimo mojego mlodego wieku,kiedy poznalam tego wymarzonego, dobrego , o takich samych pogladach, kochajacego , wygadanego,dobrze ulozonego,szalenie inteligentego chlopaka, maja pokrewna dusze, z ktorym rozumialam sie bez slow ktory sie o mnie staral, ale pomimo, ze chyba w zyciu nikt mi nie okazal tyle ciepla co on ,ja balam mu sie pokazac, ze odwzajemniam jego uczucie,bo sie balam , ze jak mnie dobrze pozna to sie zawiedzie. Moze przez to , ze w dziecinstwie nie zaznalam milosci ze strony rodzicow , a ze strony ojca zaznalam nienawisc. I ten chlopak czekal dlugo , ale od pewnego czasu stalam sie mu sie calkiem obojetna. Ostatnio powiedzialam mu , ze go przepraszam jesli zrozbilam cos nie tak, a on powiedzial ze nie wie co mi chodzi i, i nie ma powodu zebym go przepraszala, ale rozmawial ze mna jakbym byla kims obcym. Rozumiem, ze moze ma zal do mnie, ale nie moge zniesc tego chlodu wobec mojej osoby .Od dawna modlilam sie juz o to , zeby on byl szczesliwy, i jesli taka jest wola Boga , zebym nie byla z nim to mimo ze go kocham, musze sie z tym pogodzic. Tak bardzo pragne, przynajmniej akceptacji mojej osoby przez niego.Co mam robic?Czy jest szansa, ze spotkam kogos kogo conajmniej rownie mocno pokocham? Stworzenie udanej rodziny juz od zawsze bylo moim marzeniem. O Pomimo ze strasznie cierpie, staram sie je ofiarowac za innych i ufac Bogu, ofiaruje swoje ci , ale juz powoli mam wrazenie, ze Bog jest gluchy na moje modlitwy.Nie tylko ze wzgledu na ta sytuacje, ale tez wiele innych w moim zyciu.Jak ufac, skoro mam wrazenie jakbym sie ciagle zawodzila na Bogu. Nie mam sil na nic, nawet juz na placz. Czy jest jeszcze cien nadzieji , ze bedziemy razem ? Czy moge sie o to modlic? Prosze o bomoc. Dziekuje z gory za odpowiedz.

* * * * *

Oczywiście, że możesz się modlić, natomiast nie rozumiem juego zachowania. Piszesz, że on czekał. Ale w jakim sensie? Tzn. był Tobą zainteresowany a Ty się bałaś, tak? Jeśli był naprawdę zainteresowany a Ty dawałaś mu nadzieję, to skąd teraz obojętność? A jeśli to był tylko "słomiany zapał" no to nie była to miłość. To, że nie byłaś od razu gotowa na związek nie jest niczym dziwnym.Gdy dwoje ludzi się spotyka to nie zawsze są od razu na takim samym etapie i czasem tak jest, że jedna musi poczekać na drugą. A skoro on czekał to dlaczego teraz Cię tak traktuje? A może nie chciał czekać?
Nie wiem czy będziecie razem, jeśli Ci na nim zależy to możesz próbować rad z odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 i modlić się o rozeznanie, o światło Ducha św., o to co robić dalej.
Natomiast jeśli jemu faktycznie znudziło się czekanie na Ciebie to nie była to jeszcze Twoja prawdziwa milość. Oczywiście, że masz szansę spotkać kogoś takiego jak Ty, kto pokocha Cię naprawdę. Bóg ma dla każdego propozycje i z pewnością chce byś była szczęśliwa. Dlatego rób co możesz, ale nie am siłę, a jeśli się okaże, że on już nie jest Tobą zainteresowany to módl się o tego właściwego. Z Bogiem!

  zastanawiająca się, 20 lat
2365
15.07.2008  
Skąd tak naprawdę wiemy, czy to ta osoba? Niektórzy mówią, że to sie czuje, że to po prostu się wie...ALe pytam jak i po czym? Jak tak naprawdę jest z tą miłością? Z moim byłym chłopakiem nie udalo się, ponieważ przygniatała mnie Jego niedojrzałość, dusiłam się w tym związku, w ktorymś momencie zaczynał być toksyczny, czułam z Jego strony zaborczość...a może sama też nie byłam jeszcze gotowa na taki związek? Trochę zakończył się burzliwie. Potem pojawiło się kilku chłopcow na horyzoncie, jedna z żadnym nie zaczęłam chodzić, uważałam Ich jedynie za kolegów. Potem pojawił się trochę starszy ode mnie chłopak, w jakiś sposób wydawało mi się, że jesteśmy do siebie podobni, no i może coś w tym jest. Ale głównie odległość sprawiła, że nie jesteśmy razem, bo praktycznie zaczęliśmy chodzić, gdy musieliśmy się rozdzielić każdy w innym mieście. Spotykamy się, ale nie jako para. Tzn On chyba chciałby coś nadal, ale ja tak nie chcę, nie na odległość...Nie mieliśmy czasu nawet poznać się, więc jak teraz w odległości mielibyśmy na to czas? Niedawno pojawił się tez taki chłopak, ale zdecydowanie za szybko się to dzieje...i potencjalnie jesteśmy parą, chociaż do mnie to jakoś nie dochodzi...póki co na wakacjach nie mamy jak się zobaczyć, ale smsujemy. Tylko czasem mam wrazenie, ze jeszcze nie znalazłam tej osoby...Ktos pomysli, ze mam wymagania, ale ja tylko chce prawdziwie kochac i byc kochana przez ta wlasnie wybrana osobe, byc zrozumiana i sam rozumiec, umiec przebywac w ciszy i rozmawiac dlugimi godzinami z ta osoba...czy Pani mnie rozumie? jak to więc z tym wszystkim jest? Zapewne i na to jest czas, ale mozeb yc tak, ze nigdy sie nie znajdzie...

* * * * *

No widzisz, nie ma konkretnych testów pozwalających określić czy to ta osoba. Bóg daje mam rozum i wolną wolę, byśmy mogli wybrać. Rozumowo określamy swoje oczekiwania a wolną wolą decydujemy czy dana osoba nam odpowiada. Jako pomoc polecę Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 15, 906, 19, 728, 1086, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102. Na pewno trzeba dobrze poznać się na żywo, żeby wiedzieć jaki ktoś jest naprawdę, na co dzień. I dopiero wtedy można podjąć decyzję. Oczekiwania mieć można i trzeba bo nie wiążemy się z kimkolwiek tylko z osobą, z którą chcemy być. Poczytaj, pomyśl, spotykajcie się i rozmawiajcie, róbcie wiele rzeczy razem. I daj sobie czas. No i módl się o rozeznanie, ono przyjdzie w swoim czasie. Z Bogiem!

  Weronika, 19 lat
2364
15.07.2008  
Szczęść Boże. Moj kolega ma problem ze swoja czystoscia( masturbacja, gazety pornograficzne) Był u seksuologa( on uważ ato za normalne) u ksiedza też, ale nikt mu za bardzo nie pomógł.. Co powinnien zrobic? pozdrawiam:)

* * * * *

Niech zajrzy na stronę www.onanizm.pl, tam są świadectwa innych i rady jak z tego wyjść. Polecam też czaspoismo "Miłujcie się", no i koniecznie częsta spowiedź. U seksuologa nie ma czego szukać, bo on go może tylko wprowadzić w błąd (sama zresztą mówisz, że on to uważa za normalne). Po prostu trzeba walczyć, unikać okazji do grzechu i czytać o wartości czystości, polecam ten artykuł: [zobacz] i tą odpowiedź: 2093.

  Amelia, nastolatka lat
2363
14.07.2008  
Jestem nastolatką. Chłopak, a konkretnie syn mojego chrzestnego ojca (nie jesteśmy spokrewnieni) podobał mi się już od dawna. To znaczy, podobał mi się 'od zawsze', a dopiero od kilku lat zaczęłam to dostrzegać, dlatego, że dorosłam i zaczęłam patrzeć na chłopaków pod innym kątem. Owy chłopak jest starszy o 4 lata, przez co traktuje mnie jak małe dziecko. Jakby tego było mało, widzimy się raz w roku, na wakacjach. Czytałam dużo opinii, o tym, jak rozpoznawać miłość, a przez to, że Tego Chłopaka rzadko widuję mogę spojrzeć na to wszystko z dystansem, i uważam, że się w nim zakochałam. próbowałam się tego pozbyć, oduczyć się, zapomnieć - ale co roku czuję to samo podniecenie na myśl, że zobaczę go po roku. Nie wiem, co mam robić, ponieważ co roku patrzę, jak się zmienia, i i cierpię, widząc jak mimo wszystko nie chce dostrzec rosnącej we mnie kobiety. Uprzejmie proszę o pomoc.

* * * * *

Możesz albo czekać z nadzieją, że coś się zmieni i jednocześnie próbować nawiązywać z nim bliższy kontakt (jak to zrobić poczytaj w odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932) albo faktycznie próbować się "odkochać". Ponieważ widzicie się tak rzadko tak naprawdę dobrze się nie znacie i w Twoim przypadku może być też tak, że Ty go bardzo idealizujesz, że dodajesz mu pewnych cech, że kochasz też swoje wyobrażenia o nim, pisałam o tym w tych odp: 441, 868. A jeśli chcesz definitywnie pozbyć się tego uczucia polecam odp nr: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Monika, 17 lat
2362
13.07.2008  
Czy przytulanie się jest grzechem? Czy bycie z chlopakiem, ktory jest niewierzacy i jego rodzina tez jest czyms niewlasciwym? Nie rozmawiamy na tematy wiary.

* * * * *

A to bardzo źle, że nie rozmawiacie, bo rozmawiać trzeba na wszelkie tematy, również trudne. Poprzez rozmowę możecie poznać się naprawdę i zdecydować czy dacie radę ze sobą być czy nie. O tym czy bycie z nim to coś właściwego czy nie - nie mogę Ci odpowiedzieć, bo to zależy co jest dla Ciebie ważne. Polecam Ci tylko te odpowiedzi: 69, 466, 1682, 1358, 1710. A przez przytulanie co rozumiesz? Polecam ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132.

  Agnieszka, 18 lat
2361
13.07.2008  
Moim marzeniem zawsze było, żeby mój chłopka, później mąż, uczył mnie wiary. Żeby przysiągł mi przed Bogiem miłość, pochwalił się:Boże, mój Ojcze kochany, przedstawiam Ci tą, którą kocham, i kochać będę. Mój chłopak jest niewierzący. Ślub z kimś takim jest dla mnie nieważny, bo jaką ma wartość, jeśli ktoś przysięga Bogu miłość do drugiej osoby, skoro nie wierzy w Jego istnienie. Modlę się ciągle o nawrócenie. Tak strasznie mi na tym zależy. Próbuje z nim rozmawiać. ale nie wiem co powinnam jeszcze zrobić. To jest strasznie trudne.

* * * * *

Proszę przeczytaj odp nr: 69, 466, 1682, 1358, 1710. A co ważności ślubu: możliwy jest ślub jednostronny - obowiązujący tylko Ciebie. Tylko rozumiem Twoje wątpliwości, bo to faktycznie bardzo ciężka decyzja. Polecam Wam "Wieczory dla zakochanych", gdzie porozmawiacie na wszystkie tematy i pomoże Wam to podjąć ostateczną decyzję. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Życzę dobrego wyboru i prawdziwego szczęścia. Módl się o rozeznanie co masz robić w tej sytuacji. Z Bogiem!

  Gosia, 18 lat
2360
11.07.2008  
Witam! Otrzymalam od Pani odpowiedz w pytaniu 2318, przeczytalam wszystkie polecone odpowiedzi. Bardzo dziekuje :) Moze nie powinnam zawracac glowy, ale co do chłopaka, o którym pisalam - ma te wszystkie cechy, ktore wymienila Pani (odpowiedzialnosc, nie miał jeszcze dziewczyny, nie wstydzi sie nawiązywac ze mna kontaktu mimo, ze najczęsciej konczy sie to zlośliwosciami ze strony innych obecnych znajomych - itd.), natomiast zaczynam dochodzic do wniosku, ze nie jest to osoba zainteresowana wchodzeniem w bardziej "intymną relacje". Nie sprawia mu problemu przebywanie ze mną na osobności, ale z drugiej strony sam nie wychodzi z inicjatywa spotkania. Jest zly, kiedy przez jakis czas nie nawiązuje z nim kontaktu, ale gdy juz sie odzywam - zdaje sie nie "wykorzystywać" tej szansy. Generalnie wykazuje wyraźne zaangażowanie i radosc wtedy, gdy sam podejmuje inicjatywe. Inne osoby mowia mi, ze podobam sie mu, ale gdyby tak bylo na pewno - dążylby do spotkan sam na sam, przynajmniej tak sadze? Mógłby byc az tak nieśmiały, by bac sie zaproponowac coś, tak jakby to mialo odslonic jego intencje czy uczucia? Ja na pewno nie wyjde z tak odwazna inicjatywą, bo uwazam, ze to nie jest rola dziewczyny, a poza tym jak juz wspomniałam, balabym sie, że w takim wypadku pokazywalby niezadowolenie. Obecnie otrzymuje od niego dosc wyraźne oznaki sympatii i checi utrzymywania bliskiego kontaktu, ale no wlasnie - brakuje mi jakiejs konkretnej inicjatywy w postaci spotkania. Nie wiem, czy warto sie "przejmować" ta relacja w takiej sytuacji, czy moze jednak nastawic sie na kolezenstwo - bo może juz sie nie doczekam na wyrazniejsza propozycje, a chyba w zaden inny sposób nie jestem w stanie z niego wyciagnac, co mu w duszy gra.

* * * * *

Czekaj. Jeszcze trochę wykaż cierpliwości i zachowuj się tak jak teraz. Jednym trzeba mniej czasu i od razu wykładają karty na stół, inni potrzebują go więcej. I to jest bardzo prawdopodobne w kontekście tego co opisujesz, szczególnie w powiązaniu z tym, że jeszcze nigdy nikogo nie miał. Więc też może za bardzo nie wiedzieć jak to "technicznie" rozegrać. Ale z tego co piszesz to źle to nie wygląda. Czekaj, jeszcze czekaj wykorzystując sytuacje, które on stwarza i darząc go życzliwością. Rozumiem, że nie chcesz wychodzić z inicjatywą i masz do tego prawo ale musisz przekazywać mu informację zwrotną - że jesteś zainteresowana tym co on robi. Jeśli on jest zadowolony w sytuacjach własnego działania to właśnie się stara i mu zależy, traktuje to jako swój sukces. Byłabym póki co dobrej myśli. Nie naciskaj, polecam Ci też ten artykuł: [zobacz] - o tym, by nic nie zrobić zbyt szybko. Z Bogiem!

  Marta., 19 lat
2359
10.07.2008  
Witam.
Trafiło mi się szczęście i razem z chłopakiem budujemy już prawie pół roku naszą relację. On jest poszukujący, na bardzo dobrej drodze- dbający o sakramenty, codzienną modlitwę. może nie wszystko jeszcze rozumie- jak np. współżycie przed ślubem,ale z miłością traktuje wszystkie moje "zasady" i przyjął na siebie przewodniczenie w związku-zwłaszcza, jeśli chodzi o naszą czystość.
Mój problem polega na tym, że kilka lat temu miałam problem z onanizmem- tak jak w większości przypadków nie byłam świadoma tego, że to grzech, a kiedy już to zrozumiałam- byłam w tym głęboko. Z Bożą pomocą poradziłam sobie z tym i od kilku lat żyję w czystości.
Czy powinnam powiedzieć o tym swojemu chłopakowi? Nie mamy przed sobą tajemnic, jesteśmy otwarci na wzajemne odkrywanie się. Jest to dla nas niezwykły czas- pewnie dlatego, że żadne z nas nie miało nikogo przedtem (on jest trzy lata starszy).
Jednak ta sfera jest niesamowicie delikatna, nie wiem, jak on na to zareaguje. Trochę się boję i nie wiem, czy jestem gotowa mu to powiedzieć teraz, ale z drugiej strony- jest strach, że jak powiem mu to "kiedyś" to on może mieć żal, że tak późno.
Nasza relacja jest oparta o wzajemne zaufanie i troskę, ale czy mogę wydawać się fałszywa- ja, której teraz tak zależy na czystości przedmałżeńskiej, a która dopuściła się onanizmu?
Już dawno wybaczyłam sobie tę słabość, ale wiem, że dla człowieka, który poważnie traktuje bycie ze mną- może to być trudne.
Wewnętrznie tak naprawdę czuję, że powinnam powiedzieć, ale proszę o rozjaśnienie choć trochę. I nakierowanie.

z góry dziękuję.
I niech Panią i Pani Rodzinę Pan Bóg błogosławi i strzeże


* * * * *

Jeśli wyjdzie to przy jakiejś rozmowie - powiedz. Jeśli chcesz i czujesz, że powinnaś powiedzieć - powiedz. Jeśli przez ten fakt nie jesteś dziewicą - powiedz koniecznie. Jeśli jednak jest to zamknięta sprawa między Tobą a Bogiem, która nie ma teraz wpływu na Twoje życie, oczekiwania, czystość to nie masz takiego obowiązku. Tym bardziej, że jesteście razem dopiero pół roku. Marto, nie zadecyduję za Ciebie jednoznacznie, możesz jeszcze poradzić się spowiednika. Oczywiście nie powinnaś tego faktu ukrywać ani kłamać ale nie jest tak, że wszystkie swoje grzechy, słabości i fakty z przeszłości (zamkniętej przeszłości) mamy wyjawiać. Z Bogiem!

  Karolina, 18 lat
2358
10.07.2008  
Witam! Chciałabym nawiązać do poprzedniego pytania (pyt.2306). Mi się wydaje, że nie oczekuje od niego, żeby był szalony sama jestem osobą spokojną i raczej unikam imprez. A co do zauroczenia. Myślę, że ten etap mam już za sobą. Kiedyś rzeczywiście był to wielki zachwyt jego osobą. Teraz już tak nie jest, ale nie wyobrażam sobie bez niego życia. Czasem boję się że odejdzie i wtedy łzy napływają do oczu. Zależy mi na jego dobru, ale jednocześnie robie mu takie świństwa. Staram się jednak poprawić. Ale może to tylko przezwyczajenie? Jeśli chodzi o mojego narzyczonego. On miał w przeszłości dwie partnerki. Jedna była 13 lat starsza a druga chyba w jego wieku. Obie zdradziły go czego był naocznym świadkiem. Z obiema współżył, co czasami mnie złości, bo sama jestem dziewicą i jest mi przykro, ale moja koleżanka śmieje się z tego, że oczekuje od faceta po 30stce dziewictwa. Mówiłam mu o tym. On stwierdził, że nie powinnam wracać do tego co było, bo teraz tylko ja się liczę. Moi rodzice na ślub oczywiście się nie zgadzają. Rozmawiamy ze sobą codziennie, piszemy smsy, ale ze spotkaniem to już gorzej. Ostatnio widzieliśmy się 4 miesiące temu. Ja nie potrafię się przełamać. Boję się i sama nie wiem dlaczego. Problem jest jeszcze taki, że on często pyta mnie czy chciłabym z nim przeżyć tzw. pierwszy raz. Ja nie jestem gotowa i raczej chce to zrobić z moim mężem. Kiedyś mu to mówiłam, uszanował to i na jakiś czas przestał pytać, ale potem wróciło to samo. Za każdym razem mnie przeprasza, że o tym mówi. Oczekiwania mamy podobne. Różnimy się tylko poglądami jeśli choszi o współżycie. On nie widzi w tym nic złego a jak widzę. Z nauką wszystko ok. Radze sobie i zamierzam iść w przyszłym roku na studia. A na te wieczory dla zakochanych chyba się wybierzemy.
Bardzo dziękuję za odpowiedź. Dała mi pani wiele do myślenia.
Niech dobry Bóg ma Panią i całą Pani rodzinę w swojej opiece.


* * * * *

No i chyba jest jakiś trop. Słusznie się boisz. A ja (oby niesłusznie) podejrzewam, że on faktycznie dąży do współżycia, do tego żebyś mu się oddała. Nie zgadzam się z koleżanką, że jak mężczyzna ma 30 lat to nie można po nim oczekiwać dziewictwa. Można i trzeba! Jak ktoś jest kawalerem to nawet jakby miał 50 czy 60 lat ma obowiązek zachować dziewictwo. I nie jest to nic nienormalnego. Przykazania obowiązują bez względu na wiek, Jezus nigdy nie powiedział "nie cudzołóżcie do 30. roku życia". Wprost przeciwnie. Same jego pytania w powiązaniu z jego wiekiem są dla mnie mocno niepokojące. Nie można mieć poczucia bezpieczeństwa jeśli narzeczony tyle lat starszy (i powinno się tu dodać: mądrzejszy) pyta o seks! Moja Droga obym się myliła, ale mam poczucie, że on po prostu dąży do kontaktu cielesnego z Tobą, że być może ma tylko takie zamiary wobec Ciebie. I stosuje wszelkie środki, by to osiągnąć. Jeśli kochałby Cię naprawdę to nigdy by Ci tego nie proponował, bo wiedziałby, że się tego boisz. Szanowałby Twoje poglądy i Ciebie. Nie oświadczyłby Ci się jeszcze. Tak, naparwdę. Bo to nie jest poważne oświadczać się dziewczynie, która jeszcze chodzi do szkoły. Poza tym nigdy ktoś kto kocha nie pozwoliłby na 4-miesięczną przerwę w kontaktach.
Karolino czy kwestia rozmowy na tematy współżycia, czystości wychodzi zawsze wtedy gdy się widzicie? Jeśli tak to jest to dla mnie jasny dowód na to, że nie jest to czysta, prawdziwa miłość tylko pożądanie. I nie dziwię się, że rodzice się nie zgadzają. Wieczory dla zakochanych to dobry pomysł, natomiast polecam jeszcze i Tobie i jemu ten artykuł: [zobacz], przeczytajcie i porozmawiajcie o nim. Przy okazji Ty będziesz miała "z głowy" tłumaczenie mu dlaczego nie chcesz teraz współżyć. Z Bogiem!

  Marcin, 26 lat
2357
09.07.2008  
Witam. Przeprowadzam się do miasta i mam możliwość wynajęcia mieszkania wraz z znajomą koleżanką. Jej koleżanka z którą mieszkała wyjeżdża i zwalania miejsce, a jej samej nie będzie stać opłacić mieszkania. Ona ma chłopaka, który się zgodził, gdyż mnie zna. Mieszkanie ma 2 pokoje oddzielne, jest wspólna kuchnia i łazienka. Jednak zastanawiam się jeszcze czy aby na pewno dobrze zrobię, jeśli zgodzę się z nią mieszkać. Jak na takie zamieszkiwanie patrzy Kościół i co ja mogę na takim zamieszkiwaniu stracić?

* * * * *

Hmm, sprawa jest kontrowersyjna, a ja z ostrożności polecam Ci ten artykuł: [zobacz]. Sytuacja tam opisana nie dotyczy Cię tak bezpośrednio, ale pewne aspekty będą wspólne a ponadto możesz sobie niestety zepsuć kontakty z koleżanką a szczególnie z jej chłopakiem. Swoją drogą niezmiernie mu się dziwię. Bo popatrz z tej strony: czy Ty byś się na taką sytuację zgodził wobec swojej dziewczyny? Radzę poszukać innego lokum, będzie mniej wątpliwości. A możliwości z pewnością będą, może nawet znajdziesz coś tańszego? Z Bogiem!

  Monika, 18 lat
2356
08.07.2008  
Witam!
Cierpię po stracie chłopaka. Zostawił mnie. Staram sobie to wytłumaczyć w taki sposób, że to nie była prawdziwa miłość. Ale jak można przyrzekać że się kocha i że będzie się z ta osoba na zawsze a potem ją tak zostawić bez słowa, bez żadnego konkretnego powodu... Nie wiem czy będę potrafiła jeszcze zaufać. Jak uleczyć swe serce z cierpienia???


* * * * *

Nie wiem jak tak można. Bardzo Ci współczuje i polecam te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563.

  karolina , 26 lat
2355
08.07.2008  
Trudno mi pisać o tym. Nie mogę zapomieć osoby, którą poznałam. I chyba miała Pani rację co do tego, aby zbytnio się nie angażować, że należy najpierw kogoś poznać, żeby się zapoznać. Na przekur temu wszystkiemu nadal o nim myślę choć nie mamy ze sobą kontaktu. Tak trudno jest zrezygnować, gdy ktoś pozostaje w pamięci na dłużej. Dlatego mam pytanie co robić, czy mogę jeszcze próbować, zadzwonić albo w inny sposób dać tej osobie do zrozumienia, że wciąż o niej myślę ?

* * * * *

No ale rozumiem, że ta osoba nie jest Tobą zainteresowana? Jeśli nie jest to absolutnie bym się nie narzucała. Nie wiem czy to było rozstanie czy tylko wczesna znajomość, podobanie się? Jeśli to drugie to ewentualnie możesz mu się z jakiejś okazji przypomnieć, ale jeśli nie odpowie lub nie będzie wykazywał inicjatywy to już nie drążyć. Wiem, że ciężko to przeżyć, że ciężko się pogodzić. Współczuję Ci bardzo, ale pomyśl, że widocznie to jeszcze nie ta osoba, że Bóg wie co robi i że ma dla Ciebie kogoś innego a z tym człowiekiem widocznie nie stworzyłabyś dobrego związku.
Polecam Ci te odp: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie poradzić i zapomnieć. Módl się, a Bóg uleczy Twoje serce, da Ci poznać Twoją prawdziwą miłość. Z Bogiem!

  Paweł , 25 lat
2354
08.07.2008  
Jak nauczyć się żyć bez miłości dogodzić się z jej brakiem mam 25 lat i
nigdy nie miałem dziewczyny nigdy nie zaznałem smaku miłości między kobietą i mężczyzną i już nie zaznam pytasz mnie skąd wiem bo wiem od 2 lat choruję na zaburzenie afektywne dwubiegunowe chorobę polegającą na przeplataniu się stanów euforii i depresji leczę się u psychiatry biorąc leki neuroleptyczne zostałem uznany przez komisję w ZUSie za całkowicie niezdolnego do pracy i pobieram rentę socjalną ale co to jest niespełna 500 zł na miesiąc nie widzę siebie w roli męża i ojca. A jednocześnie bardzo mnie boli , że nie mam nikogo bliskiego mojej choroby nabawiłem właśnie na punkcie dziewczyn nie mogłem znieść kolejnych zawodów miłosnych i odrzuceń całe studia bardzo pragnąlem mieć kogoś bliskiego ( czyt. dziewczynę) z kim mógłbym pospacerować za rękę przytulić się kogo mógłbym pocieszyć gdyby jest smutna i samemu otrzymać pocieszenie ale tego nie otrzymałem. Bardzo mnie boli jak widzę zakochane pary przytulają się całują się a to już nie dla mnie bo się do tego nie nadaje chciałbym kiedyś poczuć taką bliskość ale nic z tego moja choroba wszystko przekreśliła. Czuje się nikim człowiekiem bez przyszłości perspektyw nie wiem po co żyć.


* * * * *

Nie wiem zbyt dużo o Twojej chorobie, natomiast wiem, że ludzie z takim schorzeniem zakładają rodziny. Z pewnością byłoby to trudniejsze, ale skoro innym się udaje to może nie jest to niemożliwe? Polecam Ci tę stronę: www.spch.pl może powinieneś porozmawiać ze specjalistą oraz jakimś kapłanem czy to byłoby możliwe w Twoim przypadku. A jeśli formalnie jest możliwe to jeśli spotkasz osobę, która będzie chciała być z Tobą to wierzę, że ta motywacja będzie tak duża, że będziesz pracował nad sobą i będziesz robił wszystko co w Twojej mocy. Nie chcę Ci naturalnie robić złudnych nadzieji, ale ja naprawdę słyszałam o takich przypadkach. Pytasz jak żyć bez miłości. No właśnie bez miłości żyć się nie da. Jeśli nie do drugiej osoby to w innej formie, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Jesteś jeszcze bardzo młody. Być może diagnoza była nietrafna a jeśli nawet tak to czy Bóg nie czyni cudów? Jeśli Twoja choroba nie jest genetycznie uwarunkowana to najważniejsze jest wyeliminowanie źródła tej choroby. To już rola psychiatry, psychologa i…Boga. Może pojedziesz do jakiegoś sanktuarium np. Lourdes, gdzie było bardzo wiele cudów uzdrowień? No i módl się, nie rezygnując z leczenia. Pytaj Boga jaką ma dla Ciebie w życiu misję, jakie masz powołanie i staraj się je rozponać. Bóg nie jest złośliwy i niczego nie czyni bez sensu, więc może Twoja choroba jest przejściowa, może jest "po coś". Może musisz to odkryć, a może Bóg wysłucha Twojej modlitwy? On wie co jest dla Ciebie najlepsze, dlatego pytaj Go i proś o zmiłowanie. Z Bogiem!

  wioletta, 28 lat
2353
06.07.2008  
Jak się nauczyc miłosc,jak rozpoznac i przede wszystkim dac tą prawdziwą miłośc,i jak znaleśc tą prawdziwą miłośc..pozdrowieniami z pamięcią

* * * * *

No jednym zdaniem na takie pytanie nie da się odpowiedzieć. O miłości polecam następujące artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz] i odpowiedzi: 817, 1939,553, 15, 906, 13, 747, 255, 498, 566,773, 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132, 1306. Z Bogiem!

  ja, 16 lat
2352
04.07.2008  
Raczej twardo stąpam po ziemi. A on jeszcze bardziej ode mnie. Jest poważny jak na te swoje 16 lat. Plany na życie, praca. Powazna praca ,z dorosłymi ludźmi, bardzo odpowiedzialna swoją drogą. Kocha to co robi.Jest niezwykle inteligentny.I dojrzały.
Odnaleźliśmy się trochę przypadkiem,był moim kolegą sprzed lat.Internet i te sprawy- gadaliśmy po 6 godzin dziennie na gadu -gadu ,powiedział ,że jeszcze z nikim mu się tak nigdy nie rozmawiało.Mi także.Umówiliśmy się.Bałam się,czy mu będę odpowiadać, czy nie zrobię z siebie kretynki ,bałam się ,tego,jaki on bedzie.Okazało się, że nie miałm czego.Było naprawdę miło, cały czas mieliśmy o czym rozmawiać,momentami tylko czasem jakoś dziwnie się krępowałam niektórych jego spojrzeń.Nie wiem czemu,bo nie były to zbereźne spojrzenia, raczej takie..czułe. I jak tylko zbliżał się ,choć na 20 cm do mnie, to jakoś się od niego odsuwałam. Nie mam pojęcia czemu,nigdy tak nie miałam.Ale ogólnie bardzo pozytywne wrażenia.Czułam się przy nim taka bezpieczna i luźna. Nie musiałam nikogo udawać, on chyba też nie.Po 3 h pożegnaliśmy się, miałam wrażenie ,że chciał mnie pocałować, w polik.Jednakże jakoś tak dziwnie wyszło,głupie uśmiechy, po czym on pierwszy odszedł.Mówiąc szczerze już nie martwiło mnie, czy napisze po naszym spotkaniu - a wcześniej obawiałam się,że może spotkanie wszystko zepsuje. Napisał następnego dnia na gg. Byl mily, dziekował za fajny wieczor.
Tylko smial sie ,ze chyba uznałam go za beznadziejnego, bo takie miał czasem wrażenie jak na niego patrzyłam.a nawet przez chwilę tak o nim nie pomyślałam.Pisał ciągle.Niektórymi swoimi tekstami sprawiał nawet wrazenie zauroczonego. W realu zresztą też tak wtedy było,czasem coś powiedział na mój temat i uśmiechnął się, a potem w zamyśleniu się przyglądał.Po naszym spotkaniu gadaliśmy,ale jakoś już tak inaczej niż wcześniej. Krócej, bez takich zwierzeń jak przed spotkaniem.
O głupotach, często nawet sobie dogryzaliśmy że tak to nazwę.
W każdym razie-gadaliśmy z czasem coraz mniej.Nie proponował drugiego spotkania.uznałam ,że chyba coś jest nie tak,więc też nie zagadywałam.Po jakimś tygodniu milczenia zadzwonił do mnie w nocy,będąc u jakiegoś kolegi,był chyba trochę podpity,sama nie wiem. Ale po tym telefonie znów gadaliśmy na gadu.Ostatni raz, dzień przed moim wyjazdem.Było miło ,jednak rozmowa zakończyła się jakoś dziwnie.Napisał:"jadę i nie będzie mnie do połowy lipca.cieszysz się?".wyjechał.Nie odzywa się,nie wiem chyba nawet nie ma telefonu tam gdzie jest.Zresztą-ja nie wiem gdzie on jest, bo nie zdążyliśmy na ten temat pogadać.Jedno mnie dręczy, dlaczego nie zainicjował drugiego spotkania?Mówił w sumie ,że jest bardzo zajęty, że praca go pochłania itp.Jednak ja już sama nie wiem.Może mi się tylko wydawało ,że na tym spotkaniu jakoś tak dziwnie na mnie patrzył i tak uwaznie mnie sluchal?Może on wcale nie uznał mnie za interesującą..A odzywał na gg z nudów..?nie wiem co robic, napisac do niego, czy czekac cierpliwie az wroci ..?A jeśli wróci i nadal będzie milczał?Co mam zrobić, zagadać?Ja nie chcę się narzucać. A może ja po prostu za szybko czegoś oczekuje..?To dojrzały chłopak, rozmawialiśmy wtedy na spotkaniu o milosci.Oboje przynazlismy ,ze nie mozna sie zakochać po paru rozmowach czy czymś takim..I ja nie zakochalam sie.Ale ..Brakuje mi go.I jakoś tak, na myśl o nim,nic nie moge przegryźć...czuje ,że z każdym dniem milczenia jest mi coraz dalszy,z drugiej strony coraz bardziej za nim tęsknie.Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to,że ja po wakacjach wyjeżdżam.Inne miasto,szkola,jednak w weekendy będę tu,gdzie on zostaje.W rzeczywistości jak się spotkaliśmy,miałam wrażenie,że za każdym razem gdy wracaliśmy do tego tematu on smutniał. Ale może to tylko wrażenie?Co ja mam z tym zrobić,czekać?A jeśli to czekanie nie ma sensu..?Mogłabym czekać na niego długo gdybym tylko wiedziała, że jest choć cień szansy..Dziękuje za wysłuchanie.potrzebowalam tego bardziej aniżel sądziłam.dziekuje:)


* * * * *

Być może on w tym czasie po prostu myśli. Skoro - jak piszesz - poważnie podchodzi do życia to i o Tobie, o Was myśli poważnie. Tzn. zastanawia się mocno zanim coś zrobi. Może dlatego nie zaproponował drugiego spotkania bo Wasze rozmowy były bardzo szczere i otwarte jak na pierwsze spotkania i obawiał się, żebyś zaproszenia na drugie spotkanie nie odebrała już tak bardzo jednoznacznie? Może sam nie wiedział co zrobić? Jeśli w ogóle się odzywał to jednak wydaje mi się, że chce utrzymywać z Tobą kontakt i przynajmniej się zastanawia nad tym związkiem. Ten sms świadczył o przekorze, on chciał, żebyś zaprzeczyła, powiedziała, że wcale się nie cieszysz i że będzie Ci go brakowało. Chciał wybadać jaki masz do niego stosunek. Nie wiem co mu odpisałaś. Wydaje mi się, że po powrocie powinien za jakiś czas chcieć się z Tobą spotkać. A jeśli tego nie zrobi to jeśli nei odpisałaś mu wtedy tak jakby chciał to możesz, owszem, odezwać się pierwsza. Zapytaj jak było, jakie wrażenia, tak niezobowiązująco. Myślę, że niepotrzebnie się niepokoisz, to są naprawdę początki i nie można od nikogo oczekiwać już jednoznacznej decyzji. Choć wiem, że ta niepewność męczy i chciałabyś wiedzieć na czym stoisz. Ale cierpliwości. Polecam Ci też te odp: 1306, 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Jeśli Ty mu się podobasz to na pewno będzie coś robił w tym kierunku. Ale być może potrzebuje więcej czasu do przemysleń. Powodzenia, z Bogiem!

  KASIA, 26 lat
2351
03.07.2008  
NIE WIEM CZY DOBRZE TRAFIŁAM I CZY DOJDZIE MÓJ LIST ALE WIEM ŻE DZISIAJ (3 LIPCA) JEST 4 ROCZNICA ŚLUBU ZAŁOŻYCIELI ADONAI
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO
PROSZĘ NAPISZCIE ZE WARTO KOCHAC I CIESZYC SIĘ SWOJA MILOŚCIA NAWET GDY SĄ CIEZKIE DNI
JA STALE CZEKAM NA SWOJĄ MIŁOŚC DZIEKI TEJ STRONIE ODKRYWAM SIEBIE I ODNALAŻLAM PRZYJACIELA, W DZISIEJSZYCH CZASACH GDY JEST WSZYSTKO "MI SIĘ NALEŻY" ZAPOMINA SIĘ SIĘ ŻE MILOŚC TO CUD
ZAPOMINA SIĘ ŻE TRZEBA OTWORZYC SWE SERCE NA MILOŚC KTÓRA KWITNIE W TOBIE CZASAMI TRZEBA CZEKAC ALE JA MAM WIARE I NADZIEJĘ W MILOŚC
BO NIE WSZYSTKO JEST W NASZYCH RĘKACH
JESTEM TEGO ŚWIADOMA M.IN ZA SPRAWĄ WASZEJ STRONY
JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W DNIU WASZEGO ŚWIĘTA!
KASIU I TOMKU
A TOMKU TOBIE JESZCZE Z OKAZJI IMIENIN ŻYCZĘ BYŚ NIGDY NIE ZAPOMINAŁ O TYM, ŻE JESTEŚ SZCZEŚCIARZEM BO JEST PRZY TOBIE TWOJA MIŁOŚC
DOBRZE ŻE JESTEŚCIE


* * * * *

Bardzo dziękujemy za życzenia. Oczywiście, że warto czekać na swoją miłość, warto kochać i warto przezwyciężać to co nas dzieli, bo nagrodą jest właśnie miłość.
A o tym jak bardzo warto powstaje właśnie książka.
Pozdrawiamy serdecznie autorkę tej wiadomości jak i wszytskich odwiedzających tą stronę. Wszystkim czekającym życzymy odnalezienia swojej prawdziwej miłości a tym, którzy już ją znaleźli - wytrwania w niej i wzajemnego rozwoju. A wszystkim wielu łask Bożych.


Ostatnia aktualizacja: 05.10.2009, 18:05


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej