Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  Kasia, 19 lat
2500
15.12.2008  
Witam
Chciałam spytać o to, w jaki sposób moge rozwijać męskośc, odpowiedzialnosc, odwagę itp. w swoim chlopaku? Jak pomoc mu byc przewodnikiem w naszym związku?
Serdecznie pozdrawiam


* * * * *

Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz] i odp. nr 1689, 25, 50, 340, 1101, 1447. Polecam Ci też odp. o różnicach w psychice: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102. Przede wszystkim chwal chłopaka, mów, że jesteś z niego dumna, podkreślaj, że jest silny i mądry. Pochwal zawsze za to co zrobi, podziwiaj to czym Ci imponuje np. prowadzenie samochodu, radzenie sobie w sprawach technicznych, ustąpienie komuś miejsca w tramwaju. Proś go o pomoc np. przy komputerze, naprawie czegoś w domu - i pochwal jak to zrobi. Poproś by nieraz on zdecydował co będziecie robić, proponuj wycieczki w terenie wymagające czytania mapy i orientacji, zwiedzanie bunkrów, rozmawiajcie na tematy historyczne. To jest właśnie rozwój męskiej strony psychiki. Zobacz czym się interesuje i poproś o opowiedzenie o tym. Mężczyzna musi czuć się potrzebny - zatem nie wyręczaj go w jego roli. Na wycieczki spakuj kanapki i swetry ale jemu pozwól zatroszczyć się o stronę techniczną: mapę, aparat, baterie. Nie rób z niego "misiaczka" - nie mów, że ładnie się ubiera i nie poprawiaj mu publicznie fryzury. Nigdy publicznie nie krytykuj, a jeśli już musisz powiedzieć mu o czymś co należałoby poprawić - zawsze w cztery oczy i delikatnie. Resztę podpowie Ci intuicja i poszczególne sytuacje. Powodzenia, Z Bogiem!

  Gośka, 24 lat
2499
10.12.2008  
Witam mam na imię Gośka jestem już ze swoim chłopakiem rok bardzo często się kłócimy a są to kłótnie tylko o jedno o seks. Mój chłopak jest starszy ode mnie o 6 lat i on chce normalnie żyć chce żebyśmy żyli teraz tak samo jak i po ślubie. On wiele razy na spotkaniach próbował aby doszło do zbliżeniaale a jakoś nie chciałam poprostu boje sie że on mnie kiedyś zostawi mam jakiś cholerny lęk ale też bardzo bym chciała zachować czystość do ślubu ale niestety on nie chce. Kocham go i boje się że jeśli nie okaże mu miłości to on mnie zostawi a ja jakoś nie umiem żyć bez niego. Ale też zastanawiam się nad tym bo on twierdzi że jeszcze nie zrobiłam nic by mu zabiło serce mocniej by mi sie oświadczyć. Planowaliśmy razem życie ale boje sie już teraz że jeśli mu ulegne będe całe życie pod jego wpływem .On twierdzi że jeśli nasz stosunek nie zmieni sie to znaczy ja jeśli nie zaczne żyć bez żadnych zasad przeszkód to staniemy się sobie obojętni i się rozejdziemy. Zapytałam sie go czy jeśl i nic sie nie zmieni to czy będziemy razem a on na to że po co mamy być razem jak o niego nie dbam i po co mamy sie męczyć. On ma pole ma gospodarstwo ja nigdy nie pracowałam na gospodarstwie i on chce i powiedział że jeśli będziemy razem to będe musiała robić on chce też mieszkać u mamy aj nie chce bo ona nigdy nie była za mną nawet próbowała nas rozdzielić więc jak mogłabym żyć z taka osobą pod jednym dache nie umiem. Kocham Go i to bardzo nie umiem sobie wyobrazić swojego życia bez niego. Ale widze że musiałabym sie mu tylko poporządkować a ja tak nie chce chce zacząć żyć normalnie wiele już przez niego płakałam już dwa razy rozstawał sie ze mną. Mam 24 lata i to jest mój pierwszy chłopak zawsze czułam sie samotna nic nie warta ale teraz czasami też się tak czuje. Boje sie też że jak się rozstaniemy ja zostane sama a ja tak pragnę mieć swoją rodzinę mieć dzieci chce być szczęśliwa tak samo jak inni. Jeśli mam żyć sama to nie chce prosze co mam zrobić

* * * * *

Gosiu! Ty już decyzję podjęłaś, tylko chcesz utwierdzenia, prawda? Smutne jest to co piszesz, ale we wszystkim masz rację. Cóż Ci mogę powiedzieć więcej? Jest dokładnie tak: jak chłopak chce by dziewczyna żyła bez zasad to sam zasad nie ma i nie szanuje jej i - co najważniejsze - NIE KOCHA! Jeśli by kochał to nawet gdyby był niewierzący i sam nie widział sensu czystości, nie potrafił tego zrozumieć to w imię miłości i szacunku - zachowywałby ją . Dla niej - bo jej na tym bardzo zależy. Jeśli zaś tak stawia sprawę to nie na niej mu zależy tylko na seksie - to jasno widoczne. Nie masz żadnej pewności, że nawet gdybyś uległa (a zapewniam Cię, że byłoby to dla Ciebie wielką tragedia i wyrzutami sumienia) to on się z Tobą ożeni. Żadnej, a wręcz uważam, że wcale do tego nie zmierza skoro padły takie słowa! Co to znaczy, że nic nie zrobiłaś żeby Ci się oświadczył? A co takiego miałabyś zrobić? Oddać mu się tak? No bo o to chodzi. No bo czy nie spotykasz się z nim, nie troszczysz o niego, nie chcesz jego dobra i go nie szanujesz? Z pewnością tak jest a zatem o co mu chodzi? Oczywiście o seks. Moja Droga! Nie ufałabym absolutnie chłopakowi, który tak stawia sprawę. Który Boga się nie boi. Bo jak ktoś Boga się nie boi to nie jest godzien zaufania. A już chłopak, który usiłuje wbrew woli dziewczyny doprowadzić do zbliżenia? Jakie to poczucie bezpieczeństwa? A wyobraź sobie co by było gdybyś uległa a on by Ciebie zostawił. To dopiero byłaby tragedia! Bo jeśli macie się rozstać to lepiej w takim stanie niż miałby Cię pozbawić dziewictwa i porzucić.
Moja Droga! Przeczytaj i daj jemu do przeczytania ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 20, 75, 79, 85, 92,144, 249, 252, 258, 269, 300, 309, 320, 363, 428, 462, 488, 531, 572, 582, 780, 877, 1080, 1084, 1093, 1126, 1117, 1134. Jeśli nie uzna tych argumentów to uciekałabym daleko. Ratuj siebie!
Kolejna sprawa to mieszkanie po ślubie z rodzicami. Sam fakt posiadania gospodarstwa rzeczywiście w jakiś sposób ogranicza wybór i determinuje zajęcie w przyszłości ale... polecam odp. nr: 1334.
Gosiu! Moim zdaniem bardzo źle to wygląda. On po prostu chce Cię wykorzystać. Rozumiem, że się boisz samotności. Ale popatrz, masz dopiero 24 lata. Byłam kilka lat starsza od Ciebie gdy z wielkim bólem serca zrezygnowałam ze związku, by żyć w zgodzie z Bogiem. Bardzo bałam się samotności, naprawdę myślałam, że nigdy już nie wyjdę za mąż. I wiesz co? Bóg nie pozwolił mi czekać po rozstaniu nawet pół roku…Postawił na mej drodze chłopaka, który został moim mężem. I w najśmielszych marzeniach nie myślałam, że będzie tak wspaniale. Nie chcę sobie wyobrażać co by było gdybym wtedy została z tamtym człowiekiem i jak wyglądałoby moje życie. To są bardzo trudne wybory. To wielki ból, rozpacz, strach, samotność. Ja to wszystko znam. Ale wiedz, że wierność Bogu zawsze popłaca, a niewierność obraca się przeciw nam. Tak jest Gosiu, bo na logikę: czy można żałować że się nie zgrzeszyło? Czy można żałować wierności Bogu?
Gosiu, przemyśl to wszystko, przemódl(!), poczytaj jeszcze odp. nr: 189, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728 i te artykuły: [zobacz], [zobacz]
[zobacz]
[zobacz]
i zdecyduj.
Pamiętaj jednak, że w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. Wierność Bogu jest drogowskazem i gwarancją, że dobrze robimy. Ratuj siebie, kochana, a Bóg nie da Ci zginąć. I może być tak jak w moim przypadku: Ty oddasz Bogu ten związek a On wynagrodzi Ci to w dwójnasób. Życzę Ci prawdziwego szczęścia, prawdziwej miłości. Módl się o to. Odwagi! Z Bogiem!

  Anna Maria, 24 lat
2498
10.12.2008  
Witam. Mam na imię Anna, w tym roku kończę studia.Jak wiadomo to czas pewnych podsumowań,zamykania pewnego etapu, odkrywania nowych ścieżek.Mój problem polega na tym, że nie potrafię z całą pewnością określić co jest moim powołaniem.Myślę, że dobrze jest to wiedzieć, wówczas człowiek może ukierunkować swoje działania tak, aby jak najpełniej to powołanie realizować, może się doskonalić w tym kierunku, bez rozpraszania się.Sytuacja wygląda tak:
1.Nigdy nie marzyłam o założeniu rodziny ani o dzieciach.Tak jest do dzisiaj.Swoje życie od zawsze widziałam jako samotne poświęcone rozwijaniu się, kontaktowi z Bogiem i służbie drugiemu człowiekowi
2.Jednocześnie podobają mi się mężczyźni, mam potrzebę dostawania od nich ciepła.Kiedy widzę, że mężczyźnie na mnie zależy i dba o mnie, dostaję skrzydeł i czuję się szczęśliwsza niż w samotności.
3.Jestem dziewicą, ale czuję dość duże zainteresowanie seksualnością.
Zastanawiam się więc czego Bóg ode mnie oczekuje.Jakie plany ma co do mojego życia.Dość często też myślę, że potrzebuję mężczyzny, ale nie dzieci.Domyślam się, że to co napisałam egoistycznie brzmi, ale nic nie poradzę, że nie czuję w sercu pragnienia macierzyństwa i zakładania rodziny. Nie wiem co myśleć o tej całej sytuacji.Być może moja postawa jest niedojrzała. Czuję, że czas podjąć jakieś bardziej radykalne kroki, ukierunkować się. Byłabym wdzięczna za ustosunkowanie się do mojego "problemu".Z góry dziękuję


* * * * *

Potraktuj co napiszę bardzo ostrożnie, bo nie mnie wyrokować co do Twojego powołania. Z mojego punktu widzenia (osoby z boku) wygląda to tak, że masz jednak powołanie do małżeństwa (świadczy o tym zainteresowanie płcią przeciwną). To, że nie myślisz teraz o dzieciach wcale mnie nie dziwi. Rzadko kiedy instynkt macierzyński u kobiety jest tak silny, by przed poznaniem tego właściwego mężczyzny, a nawet już go mając ale przed ślubem myśleć o dzieciach. Zaspokojenie potrzeby niższego rzędu warunkuje wystąpienie potrzeby wyższego rzędu. Nie chcę przez to powiedzieć, że mąż to jest ktoś niższego rzędu niż dzieci, ale to, że najpierw w sposób naturalny pragnie się drugiej połówki a dopiero ją mając odczuwa się potrzebę poszerzenia tej miłości i przedłużenia jej w dzieciach.
Moim zdaniem zatem jeśli jakiś mężczyzna zainteresuje Cię tak, że go pokochasz a on pokocha Ciebie i to tak, że zdecydujecie się przeżyć razem całe życie to wtedy odczujesz potrzebę macierzyństwa. Przecież Adam po stworzeniu też odczuwał brak - kobiety, najpierw kobiety, nie dzieci. Ty dzieci nie wykluczasz. Nie piszesz, że nie chcesz ich mieć nigdy, Ty piszesz o potrzebie i pragnieniu a to co innego. Ja tak to widzę, kluczowe jest też Twoje zdanie: "Kiedy widzę, że mężczyźnie na mnie zależy i dba o mnie, dostaję skrzydeł i czuję się szczęśliwsza niż w samotności". Polecam Ci jeszcze ten artykuł: [zobacz] może on Ci pomoże rozeznać. No i doradzam rozmowę może z jakimś duchownym o powołaniu, może jakieś książki w tej tematyce, a może nawet jakieś rekolekcje powołaniowe, choćby po to by wykluczyć tą drogę? Nie twierdzę też, że powinnaś koniecznie założyć rodzinę, ale - jak się przekonasz po przeczytaniu mojego artykułu - ja uważam, że aby pozostać samotnym trzeba naprawdę tego bardzo chcieć i mieć wyraźny pomysł na życie i służbę, bo inaczej frustracja gotowa. Nie uważam, by Bóg kogokolwiek "przeznaczył" do samotności gdy nie jest ona z wyboru. Życzę Ci rozeznania drogi (naturalnie módl się o to) i odnalezienia szczęścia. Z Bogiem!

  Kobieta, 37 lat
2497
09.12.2008  
Serdecznie witam!
Chciałam opowiedzieć historię, która przydarzyła mi się w życiu, a która może również stanie się wskazówką dla innych dziewczyn (kobiet)co zrobić w podobnej sytuacji...
Ja również zakochałam się w księdzu. Gdy uprzytomniłam sobie tą sytuację, byłam załamana. Robiłam sobie ogromne wyrzuty- do skraju załamania, że ja- matka i żona, tak bardzo zgrzeszyłam, bo poczułam miłość do osoby duchownej. Nie wiedziałam dlaczego, zadawałam sobie tysiące pytań- dlaczego właśnie mnie się to przydarzyło..-jednak uczucie przyszło same- nieproszone.. Wtedy dowiedziałam się, że stało się to dzięki mojej wolnej woli, że w ten sposób potwierdziłam własną kobiecość. Dowiedziałam się również, że nie jest grzechem to co czuję, tylko to co zrobię z tym uczuciem. Byłam w szoku, szukałam wyjścia z tej sytuacji, między innymi właśnie wtedy czytałam Wasze redakcyjne listy i odpowiedzi. Nie było mi łatwo- czytając je, rozpaczałam, bo nadal go kochałam. Starałam się zapomnieć (robiłam różne rzeczy)ale do końca nie umiałam. Wkrótce ksiądz wyjechał. Zapytacie- czy on wiedział?Tak, wiedział. Dzisiaj, z perspektywy czasu wiem, że nie powinnam mu o tym mówić, że nie powinnam Go absorbować ani swoją osobą, ani swoimi uczuciami, bo to dla drugiej strony wcale nie jest łatwe, wręcz przeciwnie -rzeczywiście odsuwa go od jego powołania. Wiem jedno- jedyną rzeczą którą mogłam dla niego zrobić- i którą zrobiłam-właśnie z miłości - to chcieć dla niego tego co najlepsze - wolności jego serca, jego duszy i umysłu.Po prostu usunęłam się z jego życia na zawsze.
Na pewno teraz ktoś zadałby pytanie- czy przestałam kochać i czy zapomniałam? Wbrew temu co się na ogół mówi czy pisze, nie jest łatwo zapomnieć, ani przestać kochać.. Tu zbawienny okazuje się czas....
Kończąc, powiem,że nauczyłam się jeszcze jednego- przestałam buntować się przeciwko uczuciom. Akceptuje je takie, jakie są, jednak staram się przy tym, z ich powodu, nie robić nikomu krzywdy.


* * * * *

Wielkie dzięki za to świadectwo! Jeśli pozwolisz umieścimy je również w dziale "Świadectwa". I dzięki Bogu, że zakończyło się to w ten sposób. Oczywiście, że nie jest łatwo zapomnieć, natomiast - tak jak w Twoim przypadku - można przestać "działać". I to wystarczy, a Bóg i czas zrobi resztę. Tobie życzę pokoju i uwolnienia serca. Proś Boga o to, On jest wszechmocny. Z Bogiem!

  Monika, 20 lat
2496
08.12.2008  
Witam, mam 20 lat, od ponad roku spotykam się z chłopakiem 4 lata starszym. Poznaliśmy się jakieś 4 lata temu, więc to nie jest chwilowe zauroczenie, bo dosyć dobrze się znamy. Nasze relacje są bardzo (przynajmniej tak mi się wydaje) poważne. Kochamy się, jesteśmy osobami wierzącymi, dla których sprawy wiary nie są obojętne. Jednak mamy problem z czystością. Nie współżyliśmy (na szczęście) ze sobą, ale peting i inne sposoby sprawiania sobie nawzjem przyjemności seksualnej pojawiają się bardzo często. Jest mi z tym bardzo źle. Mam wyrzuty sumienia po każdej takiej "akcji". Jest Adwent, chciałabym go przeżyć radośnie i cieszyć się za niedługo z Narodzenia Pana, ale nie potrafię. Chciałam dodać, że myślimy o ślubie, oboje studiujemy. Planujemy pójść na nauki przedmałżeńskie. Ale może najpierw powinniśmy ratować naszą czystość, a potem myśleć o ślubie? Chciałabym być taka jak bł. Karolina Kózkówna, ale nie potrafię...jestem smutna, "zdołowana", proszę o pomoc....

* * * * *

Tak, zdecydowanie najpierw musicie wziąć się za czystość. Przed wszystkim przeczytajcie ten artykuł: [zobacz] (razem) i podyskutujcie o tym. Potem ustalcie reguły. Spiszcie je sobie na kartce. I - co bardzo ważne - planujcie randki. Randki bez planu wymykają się spod kontroli i z braku innego pomysłu zaczynamy się przytulać, całować. To, że Was do siebie ciągnie to zupełnie normalne i w miarę rozwoju związku będzie ciągnęło bardziej. Ale to nie znaczy, że mamy iść za tym pragnieniem bezkrytycznie. Ja zawsze proponuję pewne doświadczenie: postarajcie się na jednej z randek w ogóle się nie dotykać. Nic a nic. Spotkajcie się w kinie, na spacerze lub nawet w domu rozmawiając o czymś (choć w domu jest najtrudniej) i mówcie do siebie. Rozmawiajcie, żeby zobaczyć czy co naprawdę Was łączy, czy macie o czym rozmawiać i czy jesteście dla siebie tak interesujący by wytrzymać bez dotyku. Będzie ciężko! Ale da się i wtedy zobaczycie co naprawdę do siebie czujecie. No i bardzo ważne: przed każda randką ( i może też być po) módlcie się króciutko wspólnie, nawet tylko jakimś aktem strzelistym. Zobaczycie jak Was to ochroni. Ciężko jest przecież uprawiać petting gdy chwilę wcześniej wspólnie patrzyliśmy na Chrystusa na krzyżu. A po randce podziękujcie: za Waszą miłość i proście o rozeznanie i o dalszą opiekę. Możecie też w dni w które się nie widzicie wyznaczyć sobie jakąś godzinę wieczorem gdzie nawzajem oboje będziecie się za sobie i za Wasz związek modlić. Mozę to być dziesiątka różańca lub nawet coś krótszego, ale szczerze. No a gdy przydarzy się upadek: do spowiedzi jak najszybciej, oboje, razem. To, że upadacie nie jest czymś najgorszym. Bo najważniejsze by powstać. Walcząc razem przygotowujecie się do małżeństwa, które jest przecież jednością. Polecam Wam jeszcze zapisanie się do Ruchu Czystych Serc (jest na tej stronie). Życzę Wam sukcesów na drodze czystości i rozwoju pięknej, prawdziwej, czystej miłości. Walczcie o nią, bo naprawdę warto! Polecam też "Wieczory dla zakochanych" jako formę ciekawych nauk przedślubnych - dialog tylko we dwoje na wszystkie tematy. Szczegóły znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Z Bogiem!

  ania, 19 lat
2495
08.12.2008  
witam:) pewnie ten temat był już wielokrotnie poruszany, ale ja cały czas nie znajduje sensownej rady. Chodzi o samotność... Mimo, że wielu chłopaków przewinęło się przez moje życie to z żadnym z nich nie udało mi się stworzyć normalnego, poważnego związku, a cały czas czuję silne pragnienie miłośći... Mam jej tyle w sobie, że bardzo chciałabym kogoś nią obarować, chciałabym o kogoś się troszczyć, sprawiać mu radość i wspierać w trudnych chwilach. Nieprawdą by było gdybym napisała, ze ja tego nie oczekuję, pewnie mój egoizm sprawia, ze chciałabym żeby to była odwzajemniona miłość. Mam wielu przyjaciół i kolegów, ale cały czas czekam na tą prawdziwą Miłość! I przez to za każdym razem jak gdzieś ide czy kogoś poznaje pojawia się w mojej głowie myśl "może teraz się uda", staram się z nią walczyć, próbuje nie czekac na miłość, ale nie potrafie... cały czas gdzieś w podświadomości czekam i mam nadzieję, nawet jeśli wmawiam sobie ze od dzisiaj daje sobie spokój i ze bedzie co ma by c. Okłamuje samą siebie... najgorsze jest to, ze jak spodoba mi się jakiś chłopak to juz widze w nim kandydata na chłopaka albo nawet męża. Rady w stylu "znajdz sobie jakies hobby" albo "staraj się czymś zająć i myśleć o czymś innym" się nie sprawdziły. Dodatkowym problemem u mnie jest to, ze jak podoba mi się jakiś chłopak to jestem przy nim bardzo niesmiała, a nawet udaję że on mnie w ogóle nie obchodzi! A z normalnymi kolegami jestem bardzo swobodna, gadam z nimi o wszystkim, wygłupiam się i często oni odbierają to jako sygnał podobania... dlaczego jestem cała na opak?! to chore, ze chłopak za którym szleje, myśli ze mam go gdzieś a kolega do którego nic nie czuje mysli ze mi sie podoba... jestem załamana i nie wiem co mam z tym zrobić... sama cierpie a przy tym ranie innych, bo moj organizm wysyła sygnały nieadekwatne do sytuacji, co mam zrobić? proszę o pomoc! pozdrawiam

* * * * *

Aniu, ja w Twoim zachowaniu nie widzę nic dziwnego. To normalne reakcje: jak nam na czymś zależy, ktoś nam się podoba to się stresujemy. Zapominamy "języka w gębie", boimy się, żeby czegoś głupiego nie zrobić, co by nas zdyskwalifikowało w jego oczach, jesteśmy nieśmiali, czerwienimy się i jąkamy. I to normalne. A gdy do kogoś tego nie czujemy to jesteśmy swobodni, jesteśmy sobą. Co robić? Może jesteś zbyt śmiała w kontaktach z kolegami? Bądź sobą ale nie przekraczaj granicy poza którą Twoje zachowanie może być odebrane dwuznacznie. Rozmawiaj, bądź uprzejma, nawet się powygłupiaj, ale nie poruszaj tematów damsko - męskich, nie mów komplementów, nie sugeruj, że być może do kogoś coś czujesz, nie "kokietuj". Jednym słowem - więcej dystansu i spokoju. A gdy ktoś Ci się podoba to nie udawaj obojętności. Mimo stresu przynajmniej się uśmiechnij - to będzie świadczyło o sympatii. Możesz też skorzystać z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 - jak nawiązać kontakt. A to, że gdy ktoś Ci się podoba rozważasz jego osobę jako ewentualnego kandydata to całkowicie normalne bo na miłość jednak czekasz, jednak jej szukasz. I bardzo dobrze. Wcale nie musisz tego wypierać ze świadomości, nie musisz się tego bać ani wstydzić. Jak można zapomnieć o czymś na czym nam najbardziej zależy? Nie można. Więc czekaj, szukaj, choć staraj się oczywiście, by nie stało się to jedynym celem w życiu. Myśli o tym i tak będą dominować, ale próbuj przygotować się do miłości, pisałam o tym w odp. nr 817, 1939, jak też rób rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność, a na które możesz nie mieć czasu gdy już z kimś będziesz. No i oczywiście módl się o dobrego męża. Możesz też próbować zajrzeć tutaj: [zobacz] może kogoś poznasz? Mamy już ponad 20 małżeństw. Z Bogiem!

  Bartek, 20 lat
2494
07.12.2008  
Witam serdecznie!
Mam problem.Mianowicie na tegorocznych wakacjach na oazie dla osób niepełnosprawnych ruchowo,na której można by powiedzieć znalazłem się przez czysty przypadek[chociaż nic nie dzieje się przez przypadku;)]gdzie byłem opiekunem poznałem wspaniałą dziewczynę 3 lata ode mnie młodszą.Przez ten okres kilku tygodni,poznawaliśmy siebie nie tylko poprzez dłuuugie rozmowy,ale również przez czyny,ponieważ na takiej oazie niekiedy są sytuacje nazwijmy to extremalne,gdzie i tak wyjdzie wszystko to co chcielibyśmy przed sobą ukryć.No i zakochałem się w tym aniele z którym jesteśmy parą od 4 miesięcy;)niestety mieszka Ona ok 550 km ode mnie,nieopodal Krakowa,i tak jeżdżę sobie do niej co miesiąc.Chcemy budować związek oparty na czystości i prawdziwej miłości,z tym,że na tym etapie naszej znajomości pragnę ją kochać jako najdroższą przyjaciółkę,być jej wsparciem i troszczyć się o nią zdaje sobie sprawę,że na początku jest zakochanie,a później podobno czar pryska,ale ja pomimo tego chciał bym zaryzykować.Dlatego postanowiłem we wrześniu przeprowadzić się do Krakowa na uczelnię o tym samym profilu,na którym teraz obecnie się znajduję.Nie jest to słomiany zapał,ponieważ zacząłem chodzić w weekendy do pracy,gdzie jak na młodego chłopaka wypłata wcale nie jest taka mała i sobie odkładam aby móc się utrzymać w Krakowie, ponadto dużo się uczę,żeby szkoła,o którą się ubiegam chciała takiego ucznia:]Powstaje problem z rodzicami,którzy nie chcą tego słuchać,ich tłumaczeniem jest to,że jestem zakochany i myślę nieracjonalnie,a ja wiem,że może tak się zdawać,ale ale ja jestem w pełni świadomy swoich wyborów,i nie wiem jak z nimi rozmawiać,proszę o pomoc w tym temacie.Chciałem dodać,że modlę się codziennie przed Najświętszym Sakramentem o Nasz związek,bo wiem,że w początkowym etapie taka odległość stanowi ogromny problem,ale wierze w to,że jeżeli taka będzie wola Pana Boga to pomoże nam w następnym roku być bliżej siebie.Proszę o modlitwę i serdecznie panią Pozdrawiam:)


* * * * *

No Twoje przedostatnie zdanie jest kwintesencją i jednocześnie odpowiedzią na Twoje pytanie. Jestem pod wrażeniem tego ile zrobiłeś - faktycznie jak na taki młody wiek to się rzadko zdarza. Z pewnością udowadniasz, że jesteś wytrwały i odpowiedzialny. A co do rodziców. Czytając ten list zastanawiałam się właśnie co oni na to. Bo patrząc na to i z ich perspektywy i z boku zupełnie to faktycznie wygląda to jak taki nagły zryw, takie młodzieńcze uczucie. Wygląda tak dlatego, że jesteście ze sobą dość krótko, by podejmować takie decyzje. Ale do września jeszcze sporo czasu i jeśli faktycznie Wasza miłość się rozwinie, jeśli będziecie chcieli dalej budować to będzie to wystarczający czas, by zdecydować. Wtedy również rodzicom udowodnisz, że jednak jest to coś poważnego, że kochasz tą dziewczynę, że sobie radzisz, że się sam utrzymujesz. Tylko w ten sposób możesz udowodnić swoją dojrzałość - i właśnie to robisz. Z rodzicami rozmawiaj, ale nie tyle próbuj ich przekonywać co właśnie pokazuj swoim postępowaniem, że jesteś dorosły. Pokazuj to przez codzienne czynności, nie tylko związane z przeprowadzką ale z pomocą rodzicom, z codziennym życiem, nauką i pracą. Może powiedz rodzicom właśnie w ten sposób: że jeśli do września będzie razem to wtedy się przeniesiesz, że Ty masz takie plany, a to zależy też od niej i od tego jak się to rozwinie no i od tego czy dostaniesz się na tamtą uczelnię. Czy masz rodzeństwo? Bo może jak wyjedziesz to rodzice zostaną sami i tego się obawiają? Z pewnością też obawiają się najbardziej o Ciebie, Twoje życie, tego, że z dziewczyną może nie wyjść a Ty rzucisz tą szkołę, nie wiadomo jak będzie z tamtą, będziesz od nich daleko, nie będą mieli z Tobą takiego kontaktu ani wpływu na Ciebie. To są normalne troski rodziców i nawet jeśli Ty jesteś odpowiedzialny i nic "głupiego" nie zrobisz, nawet jeśli dziewczyna jest mądra a Wy zbudujecie związek to oni i tak będą się martwić. Temu nie zapobiegniesz, tak już jest. Pozostaje Ci tylko minimalizować ich obawy poprzez właśnie udowadnianie, że to nie jest kaprys. Powinieneś też przywieźć dziewczynę do rodziców, by ją poznali - zawsze spotkanie na żywo bardziej przekonuje niż opowieści i zdjęcia. Jesteście oboje dorośli, macie odpowiednią hierarchię wartości, jesteś zaradny - to wszystko pozwala Wam działać samodzielnie. Zróbcie sobie założenie, że JEŚLI do września będzie ok. to będziesz próbował się przenieść. I tak mów rodzicom, to ich uspokoi, a czas zrobi resztę. No i oczywiście módl się o rozeznanie, bo Bóg wie najlepiej czego Ci potrzeba i czy ta decyzja jest dobra. Ja Wam życzę powodzenia, z Bogiem.

  Przemek, 15 lat
2493
07.12.2008  
Jak rozpoznać czy osoba, która kocham jest we mnie zakochana? Help!

* * * * *

No tak najprościej: czy chętnie z Tobą rozmawia, uśmiecha się na Twój widok, podchodzi do Ciebie, prosi Cię o pomoc, zaczyna rozmowę, nie wstydzi się Ciebie w obecności innych? Jeśli tak jest to dobry znak i oznacza zainteresowanie. Czy rozwinie się to w miłość tego nie wiem, ale polecam Ci ten artykuł o miłości, też powinien Ci pomóc: [zobacz]
I jeszcze jeden: [zobacz] o tym jak nie zepsuć dobrze zapowiadającej się relacji przedwczesnym wyznaniem miłości. Z Bogiem!

  Ania, 14 lat
2492
06.12.2008  
Podoba mi się chłopak z mojej klasy. Długo było tak że mogłam być jedynie zazdrosna o moje koleżanki które z nim rozmawiały. Teraz jednak z każdym jego spojrzeniem i kolejną rozmową na gg czułam że on też chce ze mną być. Powiedziałam mu o tym że mi się podoba. Długo nie odpowiadał a gdy w końcu napisał stwierdził że to nie jest rozmowa którą można ciągnąć dalej na gg i że porozmawiamy w szkole. Co mam zrobić jeżeli powie po prostu: NIE? Zależy mi na nim i nie wiem co mam dalej robić jak już do naszego spotkania dojdzie. Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.

* * * * *

No i zrobiłaś błąd, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Moja Droga! Wystraszyłaś go i poczuł się przyparty do muru. Po co? Dlaczego nie dałaś mu czasu do namysłu i do tego, by sam działał? Przecież to chłopak, to jego rola! Teraz poczuł się tak jakbyś mu wyrwała miecz z ręki i sam zaczęła wojować. Nie jak facet. Teraz trudno będzie wybrnąć z tej sytuacji. To co możesz zrobić to właśnie…nic nie robić. Absolutnie nie ponawiać wyznań, zachowywać się zwyczajnie i pozwolić, by to on narzucał tempo i się wykazywał. Tylko w ten sposób można coś zyskać lub wręcz uratować relację. Ty możesz skorzystać z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, czyli możesz prosić go o pomoc, zaczynać rozmowę, ale nie wyręczać faceta! Z Bogiem!

  Marta, 16 lat
2491
05.12.2008  
Droga Redakcjo,
Przez 10 miesięcy tworzyłam związek z pewnym chłopakiem. Niestety nasze drogi z każdym dniem się rozchodziły. Jednego dnia potrafiliśmy się pokłócić 5 razy. Równocześnie z każdym kolejnym dniem moje uczucie wygasało, czułam, że muszę się z Nim spotykać. To jednak był Mój Chłopak - tak należy. Nie chciałam się z Nim rozstać, może był to strach przed samotnością, może zwykłe przyzwyczajenie... Dzisiaj zdobyłam się na odwagę by Mu o wszystkim powiedzieć. Zaczął płakać, a ja razem z Nim. Myślałam, że to będzie łatwe. Spotkanie to zakończyliśmy ze łzami. Widzę jak On cierpi... Strasznie mi jest przykro, że właśnie przeze mnie... bardzo bym chciała się z Nim widywać - w końcu jest mi bardzo bliski... Boję się, że będę igrać z Jego uczuciami... Nie chce Go bardziej ranić. Czuję się podle, czuję się okropnie, czuję się beznadziejnie.. Po raz pierwszy w życiu... Nie wiem co mam ze sobą zrobić, czuję, że moja decyzja była słuszna...


* * * * *

Jeśli czujesz, że Twoja decyzja była słuszna to znaczy, że były jakieś konkretne powody, tak? Nie chodzi tylko o to, że uczucia wygasły? Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Bo czasem ludzie wygaśnięcie uczuć biorą za koniec miłości. Ale jeśli nie dogadywaliście się, jeśli czułaś, że to nie ten, że spotykasz się z nim na siłę i nie budujecie to nie miej do siebie pretensji. Tak, rozstania zawsze bolą i są traumatycznym przeżyciem - dla obu stron. Ale tak lepiej niż tkwić w czymś co nie jest budujące i sztucznie coś przeciągać raniąc jeszcze bardziej. Marto, po to chodzimy ze sobą, by się poznać i podjąć decyzję - czy to ten. Czasem ta próba wypada niepomyślnie i Bogu trzeba dziękować, że rozeznaliśmy to teraz a nie po ślubie. Wiem, że bardzo źle się z tym czujesz. Ale nie możesz się winić, choć z pewnością potrzebujecie czasu. Polecam Ci te odp.: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 80, 526, 653, 825, tam pisałam o rozstaniu. Teraz próbuj się odsunąć, by nie dawać mu złudnej nadziei, że jeszcze można coś naprawić no i żeby zwyczajnie nie cierpiał widząc Ciebie. To minie, tylko dajcie sobie czas. Módlcie się, by Bóg uleczył Wasze serca. Kiedyś poznacie kogoś z kim będziecie szczęśliwi.

  Narzeczona, 24 lat
2490
05.12.2008  
Witam! Jestem w związku od 3 lat z młodszym ode mnie 3 lata chłopakiem, przeszliśmy już wiele i dobrych chwil i kłotni - oboje jesteśmy uparci i jesteśmy świadomi swoich wad, rozmawiamy otwarcie, choć on się na mnie czasem blokuje. Jesteśmy oazowiczami, choć ja już nie jstem tak aktywna, a on dopiero rozwija skrzydła jako animator. Niedawno nawet się zaręczyliśmy się, planujemy wspólne życie, ślub w niedalekiej przyszłości, ale jest coś, co mnie niesamowicie zasmuca i już sama nie wiem, czy ja jestem za bardzo zaborcza, czy rzeczywiście jest coś nie tak. Mianowicie mój narzeczony jest bardzo związany ze swoim rodzeństwem, ma 1 siostrę i 5 braci, miał wspaniałe dzieciństwo. Czasem podporządkowuje nasz rytm, nasze spotkania pod nich, np. wystarczy telefon od siostry, żebyśmy zawrócili z przejażdżki rowerowej, albo odwołać obiecane kino, bo siostra wprosiła się na wieczór, z braćmi jest podobnie (on jest najmłodszy, a wszyscy juz pozakładali rodziny, ale mieszkają w jednej wsi, praktycznie na jednym podwórku w kilku domach) - odwozi ich do domu z pracy, od kolegów, z zabaw sylwestrowych, wesel, pomaga przy budowie domu, pilnuje dzieci, odbiera dzieci z przedszkola i co mnie najbardziej boli, to to że robi zakupy żonom tychże braci. Odbywa się to kosztem naszego wspólnego czasu, naszych spraw, jak wyjeżdżamy do miasta naszych studiów (ja w czerwcu skończyłam i znalazłam tam staż, żebyśmy mogli być w 1 mieście, sama się utzrymuję i nie jest mi łatwo) to trochę się poprawia, ale siostra postanowiła pójść na studia zaoczne do tego samego miasta, dlatego wprosiła się na sobotni wieczór i noc. Rozumiem, że to jego siostra i że chce jej pomóc, ale ja pracuje 5 dni w tygodniu, daję korepetycje i jestem zmęczona, więc weekend to jedyny moment na spokojne budowanie relacji, dodam, że on w pt i sob poświęca się oazie. I właśnie on nie rozumie, że chiałabym więcej czasu dla nas, nie docierają do niego żadne argumenty i myśli, że go ograniczam, a ja czuję się zaniedbana pomocy...

* * * * *

No widzisz, tu chyba wychodzi ta różnica wieku. Młodszy chłopak nie jest jeszcze tak dojrzały jak kobieta, inaczej jeszcze pewne rzeczy spostrzega. Sam fakt dobrych relacji w rodzinie jest czymś wspaniałym, ale masz rację. To nie może być tak, że dzieje się to kosztem Waszej relacji. Absolutnie niedopuszczalne jest to, by potrzeby rodzeństwa przerywały Wam wspólne, zaplanowane chwile. Ja rozumiem pomoc czy jakąś nagła awarię ale nie zwyczajne, niezapowiedziane odwiedziny. To Ty masz być jego żoną i to Ty masz być na pierwszym miejscu. A jak on sobie to wyobraża po ślubie? W ogóle gdzie zamierzacie mieszkać? Bo mam nadzieję, że nie u których rodziców, pisałam o tym w odp. nr 1334, pisałam też o zbytnim związaniu z rodzicami: 842, 930. Z tego co piszesz wygląda na to, że on chyba na małżeństwo nie jest jeszcze do końca - przynajmniej w pewnym wymiarze - gotowy. Jeszcze nie odciął pępowiny łączącej go z domem. Chciałby mieć Ciebie ale tak, by nic się nie zmieniło. Oczywiście wszystko jest do nadrobienia, ale trzeba świadomości i chęci. Musisz z nim rozmawiać, uświadamiać mu to, bo jeśli tak zostanie to po ślubie będzie koszmar: Twoje żale i wymówki, niego niezrozumienie sytuacji, pretensje rodziców. Musicie ustalić reguły, on musi wykazać więcej asertywności i Ciebie już postawić na pierwszym miejscu. I musicie to przećwiczyć już teraz, bo po ślubie nic się nie zrobi samo. Poza tym może też być tak, że on jest po prostu trochę wykorzystywany: jest najmłodszy, nie ma jeszcze rodziny, więc zwala się na niego obowiązki. I z pewnością wszyscy oczekują, że tak zostanie, a potem też takie obowiązki przerzucą i na Ciebie. Tak nie może być, bo Wy też macie swoje życie i potrzeby. A jak jest z kwestią utrzymania? Czy on już pracuje? Czy masz w nim oparcie, czy czujesz się bezpieczna? To najważniejsze pytania, pisałam o tym tutaj: 189, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728. Poczytaj proszę i dużo rozmawiajcie. Polecam też książki Jacka Pulikowskiego, on bardzo mądrze pisze na ten temat. Módlcie się wspólnie, rozmawiajcie, ustalajcie reguły. Nikt nie może po ślubie być ważniejszy niż współmałżonek, choć oczywiście nie mówię, że należy odcinać się od rodziny. Ale nie może tu być poczucia wykorzystywania i uczucia pomijania przez męża czy żonę. A ja zapraszam Was na wspaniałe "Wieczory dla zakochanych", cykl rozmów we dwoje, który pozwoli Wam ustalić właściwą hierarchię i podjąć ważne decyzje. Szczegóły znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  Agnieszka, 22 lat
2489
04.12.2008  
Witam serdecznie! Ciekawi mnie jedna sprawa, są zamieszczone na tronie teksty o tym że "ona nie była dziewicą", a co zrobić jeśli ja byłam dziewicą a mój mąż nie był prawiczkiem, ja czekałam na niego a on na mnie nie?Czy czystość przedmałżeńska dotyczy tak samo kobiet i mężczyzn?Odnoszę wrażenie że bardziej kobiet a o mężczyznach w tym wypadku mówi się mniej...

* * * * *

Tak, Agnieszko, dotyczy w takim samym stopniu i kobiet i mężczyzn. A dlaczego ja piszę o kobietach? Tylko dlatego, że te pytania zadali mi mężczyźni. Tylko dlatego; kobiety o to nie pytały. Ale to nie oznacza, że u mężczyzn to mniej ważne, bo ważne jest tak samo, tylko u kobiet jest bardziej "widoczne", no bo inaczej wygląda utrata dziewictwa u kobiety, inaczej u mężczyzny. Ale mechanizmy psychiczne, prawo pierwszych połączeń działa tak samo. Tak więc odpowiadam: czystość przedmałżeńska dotyczy TAK SAMO obu płci. Z Bogiem!

  xyz, 19 lat
2488
04.12.2008  
Ponad rok temu poznałam przez neta 16 lat starszego mężczyznę. Choć byłam pełna obaw dużo rozmawialiśmy, byliśmy sobą zauroczeni. Bałam się jednak różnicy wieku, odległości (mieszka za granicą), reakcji otoczenia i tego, czy taki związek jest wogóle możliwy. On nalegał na spotkanie, jednak ja nie byłam pewna. Około lutego postanowiłam zerwać znajomość- nie słuchając serca tylko rozumu i rad otoczenia. W marcu przyjechał do mojego miasta. Ja jednak nie spotkałam się z nim. Wiem, że zachowałam się być może nie słusznie wobec niego, ale tak wtedy czułam. Po tym zdarzeniu nie odzywaliśmy się do siebie prawie wogóle. W między czasie on poznał dziewczynę o której poważnie myślał. Cieszyłam się, bo chciałam by się mu ułożyło. Przez wakacje znów zaczeliśmy rozmawiać, po prostu dobrze nam się gadało jako znajomym- czasem mówił coś dwuznacznego, ale zawsze go upominałam i mówiłam, że to nie wporządku. We wrześniu spotkaliśmy się tak na stopie koleżeńskiej, choć emocje były silne. Za ja kiś czas on zerwał z tamtą dziewczyną. Nie chciałam z nim się wiązać bo wiem, że da nowej miłości trzeba mieć wolne serce, jednak ciągnęło nas do siebie. Spotkaliśmy się w listopadzie i bylo już to spotkanie o charakterze randki. Teraz po 2 tyg. właściwie całkowicie popsuł się nasz kontakt. On powiedział, że musi być pewny kobiety, musi wiedzieć, że go kocha, ja mocniej zauważyłam jak różne mamy podejścia do niektórych spraw-(on. np chce mieć dziewczynę dziewicę jednak nie uważa, że seks jest przeznaczony tylko dla małżonków, a już napewno chciałby pieszczot z dziewczyną). Pozatym przestałam mu chyba ufać, bo ciągle w jakimś stopniu obecna jest w jego życiu była dziewczyna. Rozumiem to, że nie da się wszystkiego szybko skonczyć tylko niech będzie konsekwentny w działaniu- niech nie mówi mi jednego, a nie robi czego innego? Co Pani o tym sądzi? Czy ktoś może zostać postawiony na naszej drodze dla sprawdzenia jak ważne są dla nas nasze wartości?Tym bardziej, że on akceptuje mnie z moimi "brakami"

* * * * *

Moja Droga! Słuszne są Twoje obawy. Ja jeszcze zapytam (tak z ostrożności) jaki jest jego stan cywilny? Czy przypadkiem nie jest po rozwodzie? Pytam, bo jest w wieku, w którym nie powinien się interesować dziewczynami tyle młodszymi i być może ma już za sobą jakiś związek? Jeśli nie to i tak uciekałabym od chłopaka, który jawnie głosi takie teorie o seksie przedmałżeńskim i czystości. W ogóle to jakaś mocna sprzeczność: chce dziewicę ale chce z nią współżyć przed ślubem. To zwyczajne ubliżanie kobiecie i brak szacunku. To traktowanie kogoś jak przedmiot. Jakim prawem chce by dziewczyna ofiarowała mu swoje dziewictwo nie będąc jego żoną? Chce tylko przyjemności bez odpowiedzialności? Jestem wręcz pewna, że on nie dochował czystości, a skoro tak to jak może wymagać by jego dziewczyna była dziewicą? Co do obaw co do odległości i wieku pisałam w tych odpowiedziach, poczytaj: 8, 28, 87, 310, 916, 1253, 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121. Moja Droga! Nie mogę podjąć decyzji za Ciebie, bo to Twoje życie, ale mnie się to jakoś nie podoba. Z tego co piszesz nie wyłania się obraz osoby szczerej i dającej poczucie bezpieczeństwa, wprost przeciwnie - obawiam się, że traktuje dziewczyny jako przygodę, zabawkę. Szczególnie, że interesuje się dziewczynami tyle młodszymi. Oznacza to, że nie spieszy mu się do ślubu i wie, że takie dziewczyny tego od niego jeszcze nie będą chciały. A to źle gdy dojrzały mężczyzna nie myśli o ślubie i odpowiedzialności. Co on chce ofiarować kobiecie? Jeśli chcesz możesz jeszcze z nim poważnie porozmawiać, postawić jasno sprawę co do swoich wartości, próbować ustalić reguły. Próbuj się też więcej dowiedzieć o jego życiu. Jednak nie możesz naginać swoich zasad i wartości dla niego, bo skończy się to klasycznie: wykorzystaniem i Twoim wielkim żalem i cierpieniem. Polecam Tobie i jemu ten artykuł: [zobacz] niech go przeczyta i się wypowie. Jeśli nadal będzie trwał na swoim stanowisku to nie wiązałabym się z nim. Módl się o rozeznanie, rozmawiaj z nim, ale bądź ostrożna. Z Bogiem!

  Beata, 23 lat
2487
04.12.2008  
Czy zawsze mieszkanie z chłopakiem przed ślubem jest grzechem ciężkim? Mój chłopak chce iść na studia do miejscowości w której ja studiuje. bez sensu jest żebyśmy płacili za dwie stancje skoro możemy obniżyć te koszty mieszkając razem. Nie jest tak że uciekamy od odpowiedzialności, chcemy zbierać pieniądze na ślub. Co do czystości on szanuje moje poglądy i gdybyśmy podjęli taką decyzje nie nalegały na współżycie. pewnie odpowiedz będzie brzmiała że to grzech, ale czy nie ma wyjątków?

* * * * *

Polecam serdecznie ten artykuł: [zobacz]A żeby było taniej niech on zamieszka z kolegą, a Ty z koleżanką. Moja Droga! Ja też przechodziłam przez taką sytuację, że musiałam wynajmować i uwierz, że są drogi wyjścia. Bóg z pewnością Ci pomoże, tylko módl się w tej intencji a zobaczysz, że znajdzie się ktoś z kim będziecie mogli taniej wynająć mieszkanie albo ktoś będzie poszukiwał współlokatora lub będzie miał tańszą stancję. Nie jesteście skazani na mieszkanie ze sobą. I nie trzeba i nie warto. Pomijając nawet kwestię współżycia (choć polecam ten artykuł: [zobacz] zostawcie sobie pierwsze chwile mieszkania ze sobą na po ślubie, zobaczycie jak będzie pięknie. Z Bogiem!

  Karina, 22 lat
2486
02.12.2008  
Witam :)
Chciałabym zapytać, co zrobić by mój chłopak chciał sam o czymś zadecydować, coś wymyślić nowego. On najczęściej pyta mnie co chcę robić, jakie mam marzenia. Po części to dobrze, jednak brakuje mi u niego właśnie tej stanowczości, tego by mi czasem sam powiedział co wymyślił, żeby sam miał jakiś pomysł, zaprosił mnie gdzieś sam bez mojej zachęty :)
Tak spełnia każde moje życzenie, ale nie chcę tak! Jak go przekonać by zmienił swoje nastawienie w tej sprawie? (próbowałam jemu wytłumaczyć- chyba nie zrozumiał i było mu przykro).
Jestem z nim szczęśliwa, tylko naprawdę mi brakuje jego inwencji. A chciałabym spełnić i jego marzenia, sprawić jemu radość. On jest wrażliwym człowiekiem, lubi pomagać innym i uważa, że powinien się do mnie przystosować, bym była zadowolona. Czy ma Pani jakiś pomysł by w jakiś sposób wytłumaczyć mu że nie musi spełniać wszystkich moich ,,zachcianek''? :)


* * * * *

No to polecam Wam obojgu te artykuły: [zobacz], [zobacz] tam omawiałam takie kwestie.
Pewnie jest tak, że Twój chłopak myśli, że Tobie tym sprawia przyjemność. Twoje oczekiwania zaś są naturalne, bo chłopak musi wykazywać inicjatywę. Wtedy Ty czujesz większe oparcie i masz poczucie bezpieczeństwa. Przeczytajcie oboje, pomyślcie. Z Bogiem!

  Kaśka, 19 lat
2485
02.12.2008  
Witam! chciałabym się dowiedzieć, czy zna Pani jakiś sposób by osobę która może być tylko moim przyjacielem przestać traktować jako kogoś więcej? On nie wie o tym uczuciu, ja jednak widzę, że nie ma ono szans. Pielęgnowałam je przez prawie dwa lata i nie umiem się go pozbyć...To ważna dla mnie osoba i wartościowa, ale nie mogę go uważać za kogoś więcej bo tylko przez to krzywdzę siebie. Nie widzę go od paru miesięcy bo pracuje daleko za granicą. Ale wciąż o nim myślę. Jak utrzymać z nim kontakt przyjacielski i wyzbyć się tego uczucia, żeby nie bolało ? I jak uwierzyć znowu że może i mi jest przeznaczony ktoś na świecie, ktoś inny od tego kogoś z kim być nie mogę ? Dodam że modliłam się p to by moc być z tą osobą bardzo długo, bo jest ona dla mnie bardzo ważna, ale jednak nie udało się i przez to też mam jakieś skrzywione podejście do modlitwy, do marzeń, bo to czego tak pragnęłam nie zostało mi dane, mimo ze bardzo w to wierzyłam. Teraz ciężko to wszystko poukładać sobie... Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za odpowiedź. Kasia.

* * * * *

Kasiu, polecam Ci te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825, tam pisałam jak się "odkochać". Tylko widzisz, ja nie bardzo widzę możliwość takiego płynnego przejścia od miłości do przyjaźni. Bo odkochanie wiąże się z rozluźnieniem kontaktu, czasem nawet jego zerwaniem - z tego powodu, że obecność wpływa negatywnie. Więc konieczne jest odizolowanie na jakiś czas. U Ciebie sytuacja jest ułatwiona, bo on nie wie o twoim uczuciu i na dodatek pracuje za granicą. Przyjaźń zaś to relacja głęboka i obecności żądająca. Więc to się wyklucza. Jasne, jest możliwe przyjaźnienie się z kimś takim kiedyś - ale po jakimś czasie, kiedy już nic nas nie będzie "ruszać" na jego widok, kiedy sami będziemy już kogoś mieli. Wtedy tak - i mówię to z doświadczenia. Ale póki coś jeszcze czujemy nie radziłabym budować żadnej relacji nawet przyjacielskiej, bo nie wyplączemy się z tej niespełnionej miłości. Tak więc Kasiu, najpierw musisz uwolnić swoje serce, musisz próbować mniej o nim myśleć (właśnie w zaproponowanych odpowiedziach piszę jak to zrobić) a dopiero potem ewentualnie się z nim przyjaźnić. Ale na to musisz dać sobie czas. Co do modlitwy w intencji o której piszesz. Wiem jak to boli. Tak, to prawda, że to może zniechęcić do modlitwy, kiedy bardzo czegoś pragniemy a nie otrzymujemy. Ja nie wiem kto jest dla Ciebie. Nie wiem kogo Bóg Ci zaproponuje, wiem jednak, że będzie to najlepsza możliwych propozycja. Dlatego módl się teraz o uwolnienie serca, o uwolnienie z tego uczucia i o dobrego męża - po prostu. A Bóg we właściwym czasie pozwoli Ci go poznać. Daj sobie czas, nie spiesz się, jesteś młoda. Ja wierzę, że spotka Cię prawdziwa, piękna miłość. I o nią się módl. Jeśli ci to pomoże polecam Ci tez ten artykuł, o przeznaczeniu w miłości: [zobacz] Z Bogiem!

  Wojtek, 28 lat
2484
02.12.2008  
Znam Ją ponad półtora roku, ale tylko wirtualnie Ją znam.
Nie chce spotkania realnego mimo że piszemy do siebie przez gg niemal co dzień po nawet kilka godzin.
Początkowo nie chciała spotkania bo chorowała, ale mimo wszystko uważałem że to nie przeszkoda, po operacji mówiła że źle wygląda i nie wie jak wyniki wyjdą. Było to mniej więcej rok temu zakończyło sie dobrze.
Na wiosne zdecydowałem się pojechać do Niej, jechałem w ciemno była przeciwna nie znałem jej adresu ale czułem że Ją kocham i chce być z nią, zamieszkałem w hotelu, nie spotkałem sie z Nią.
Kilka tygodni później została zgwałcona okazało sie później że zaszła w ciąże.
Po tygodniu milczenia zaczęła pisać do mnie, kilka krotnie chciała popełnić samobójstwo i usunąć dziecko, na szczęście nic z tych rzeczy nie zrobiła. Cały czas źle czuła się psychicznie po tym zdarzeniu całkiem sie zamknęła jednak pisze do mnie niemal co dzień. Na chwile obecną jest miesiąc przed urodzeniem dziecka. Chce być z Nią realnie, lecz ona nadal chce tylko witrualnie.
Co zrobić aby ta sytuacja uległa zmianie , abyśmy byli razem szczęśliwi ?


* * * * *

Mam pytanie czemu wtedy nie spotkałeś się z nią skoro tam pojechałeś? Gdybyś to zrobił miałbyś jasną sytuację. Ja bardzo mocno wątpię w te jej opowieści.
Nie wierzę, bo jak kobieta ma problem to potrzebuje wsparcia i właśnie chciałaby się z Tobą spotkać. A jeśli nie chce to czemu? No właśnie: CZEMU? Co ukrywa? A może bawi się Twoim kosztem? A może służysz jej do wylania swoich żalów i frustracji?
Jesteście w takim wieku, w którym ludzie poważnie traktują siebie nawzajem.
Ja osobiście przestałabym chyba korespondować z tą dziewczyną, bo tak naprawdę to nie masz nawet pewności kim ona jest. To co Ci naopowiadała jest mocno naciągane. Ale jeśli chcesz się ostatecznie przekonać to pojedź ale tym razem ją odwiedź. I wtedy dowiesz się prawdy i będziesz mógł podjąć decyzję. Bo póki co poruszasz się w jakiejś wirtualnej przestrzeni. Czy to jest na miarę mężczyzny w Twoim wieku? Weź sprawy w swoje ręce i załatw to po męsku. I tak za długo to trwa. Masz prawo poznać ją na żywo - bez względu na jej sytuację. Masz prawo do prawdy - nawet jeśli będzie okrutna. Tylko w realu możesz coś zrobić. Zbierz się na odwagę. Ja Ci życzę powodzenia. Z Bogiem!

  Marian, 21 lat
2483
02.12.2008  
O moim życiu i o moich związkach..
Między uczuciem i darzeniem miłości, a oznakami przeciwieństwa miłości w relacjach, które napotkałem do tego czasu oraz powstające w życie złe zdarzenia..
Oraz o przełamaniu różnicy wiekowej..


Przez pewne zdarzenia w życiu stałem się bardzo poważnym,
rozsądnym człowiekiem, jednak to bardzo wielkim kosztem.
Mówiąc krótko straciłem część swojego dzieciństwa
na korzyść dorosłości. (1 Kor 13,11)

Zaczynam poruszać niebezpieczeństwa nawet te skrajne
między wiarą a psychologią, ponieważ miałem w jakiś sposób styczność z tym. Wierzyłem i wierzę nadal w Boga,
nawet jeśli były sytuacje kiedy człowiek mógłby odrzucić go..

Wszystkie nieszczęścia zdarzały mi się z powodu miłości,
czułem się sponiewierany przez osoby,
w którym serce swoje powierzyłem.
Mając 15 lat doświadczyłem pierwsze upokorzenie,
które spowodowała rówieśniczka i koleżanka z klasy.
Trwało to mniej więcej równe 2 lata. Pokazywała się ze starszym chłopakiem i jeszcze igrała z uczuciami. Najpierw z premedytacją całowała się tak bym to widział, a później podczas jednej lekcji z plastyki na temat jakiejś scenki, odegrała ceremonię ślubu.

0,5 roku minęło. i zakochałem się w siostrze o rok starszej,
rozmawiałem z nią normalnie, aż po roku na przystanku zrobiła to samo co jej siostra z pocałunkiem jakiegoś chłopaka. Po czasie przez przypadek zauważyłem ją w tramwaju
i spojrzałem wzrokiem, który przywrócił uczucie i tęsknotę, które sponiewierała
i po pewnym czasie czekała za mną. Wiem na pewno, że była ingerencja Opatrzności Boskiej
i dała mi do zrozumienia, żebym odrzucił..
Znowu 0,5 roku trwała bolączka.
W tym wszystkim jeszcze zdarzyło się kilka przypadków, powiązany ze sobą albo i nie..

Mając 10-11 lat spadłem z dachu, w wyniku tego straciłem jeden ząb,
ale nie odbiło się na mojej psychice, a Opatrzność Boska czuwała nade mną..

Mając 15 lat otrzymałem cios z płaskiej ręki od starszego chłopaka
"boyfrienda" koleżanki z mojej klasy..

W wieku, gdy byłem technikum mama poszła do bioenergoterapeuty ze mną..

Mając bodajże 17 lat przez przyadek wpakowałem się we wróżenie cyganki,
spanikowałem (powiedziała przykre słowa związane z przeszłości, które wzbudziły strach) i prosiłem o zwrot kasy, ktore zabrała i uciekłem..
Powiedziała coś złego..

W jakimś czasie zaczęły się problemy z kręgosłupem, uczucie wielkiego bólu..
Byłem u kręglarza, później u innego bioenergoterapeuty..
Po pewnym czasie ustało (nieco dłuższym)..

Mając 18 lat zostałem pobity przez jednego o kilka starszego faceta,
kilka ciosów z pięści i zabrał telefon kom. - sprawa do policji,
znalezienie aparatu telef. lecz sprawca nie skazany za przestępstwo,
ponieważ nie wytypowałem tego..

Mając 20 lat zaczęły się problemy w okolicach lewej piersi ale troszkę poniżej,
czasem miałem chuśtawki w uczuciach, ponieważ szkolna miłość przerodziła się w gorycz,
nienawiść.. Przy tym zawalało się naukę..
Pewnego dnia wracając z dodatkowego zajęcia z przedmiotu maturalnego, z j. polskiego,
gdy tematem przewodnim była miłość, poczułem powrócenie silnego bólu w tych okolicach
jakby ktoś chciałby mi coś wyrwać.. prowadziłem wtedy auto, poczułem szybkie bicie serca, zdążyłem na czas zatrzymać się na stacji i omdlałem.
Po ok. 40 minutach uspokoiłem się i wróciłem.
Zdarzało mi się kilka nocy ale nie pod rząd, aby coś takiego się zdarzało..
Po pewnym czasie przestało.. ale gdzieś poniekąd powtarzało się,
gdy moja siostra zaczęła się spotykać z chłopakiem, a później mój brat z dziewczyną.


* * * * *

Drogi Marianie! KONIECZNIE jak najszybciej udaj się do księdza i powiedz o kontaktach z bioenergoterapią i wróżką. Jestem przekonana, że to te praktyki - zakazane przez Kościół i bardzo niebezpieczne - są przyczyną dziwnych problemów ze zdrowiem (charakterystyczne są właśnie takie omdlenia i bóle), o psychice nie wspomnę. Zostaniesz pokierowany odpowiednio, w każdym razie będzie konieczna spowiedź z tego. Powiedz też o tym Twojej mamie, bo z pewnością był nieświadoma, że to jest zakazane, a ona też powinna się wyspowiadać. Poczytaj proszę dział "Zagrożenia" na tej stronie, szczególnie to co dotyczy bioenergoterapii. Jestem przekonana, że uwolnienie jakie dokona się podczas sakramentu pozwoli Ci normalnie funkcjonować i poprawi zdrowie. Z Bogiem!

  dotKA, 20 lat
2482
02.12.2008  
czy mozliwe jest by z onanizmu wyzwolic się raz na zawsze? czy ci co sie uwolnili od tego mają wieksze szanse od innych ze wrocą do tego?

* * * * *

Polecam Ci serdecznie tą stronę www.onanizm.pl, tam znajdziesz rady i świadectwa. Z pewnością jest to możliwe, tylko trzeba walczyć nawet mimo upadków. Ale odsyłam do tej strony, tam naprawdę znajdziesz wszystko. Ja życzę Ci powodzenia i polecam gorąco modlitwę, by Bóg Cię od tego uwolnił. On może wszystko. Walcz, warto! Z Bogiem!

  Ona, 24 lat
2481
02.12.2008  
Nie wiem jak poradzić sobie z tym, ze mój chłopak miał przede mną wiele dziewczyn:( Że je całował, przytulał, z pierwszą dziewczyną miał kontakty seksualne :( Kocham go, ale przykro mi. No bo ja czekałam na niego.

* * * * *

Rozumiem Twój smutek. Ale najważniejsze jest to jaki on teraz jest. Jak się zachowuje, jaki ma stosunek do tego co było? Wstydzi się tego, żałuje, że nie dotrwał do ślubu? Pojednał się z Bogiem, uważa to w ogóle za grzech? Obiecuje zachowywać z Tobą czystość? Szanuje Ciebie, Twoje zasady? Jeśli tak to pozostaje Ci pogodzić się z tym i zacząć od nowa - do jego "nowa", wiedząc, że czystość to nie tylko dziewictwo. W takim razie polecam Ci te odpowiedzi: 616, 961, 1070, 1819 (piszę tam o kobiecie ale odnosi się to w takim samym stopniu do mężczyzny) i ten artykuł: [zobacz]
Ale jeśli dla niego nie był to problem, jeśli nie uważa czystości za wartość, jeśli i Ciebie namawia na takie kontakty, jeśli pozwala sobie na zbyt wiele wzbudzając w Tobie poczucie winy i wyrzuty sumienia to wycofałabym się z takiego związku. Bo dobrze to nie wróży. Podejście do czystości jest wyznacznikiem także naszych zasad i wyrazem szacunku do drugiej osoby. O Bogu nie wspomnę. Polecam Wam wspólną lekturę tego artykułu: [zobacz] a Tobie przemyślenie kwestii, o których napisałam. Zaproponuj mu wstąpienie do Ruchu Czystych Serc i wspólną modlitwę o czystość serca np. tą: [zobacz]
Jeśli zareaguje pozytywnie, jeśli ustalicie zasady i będziecie się ich trzymać jest szansa, by było dobrze. Z Bogiem!

  Asia, 22 lat
2480
01.12.2008  
Czy można zminimalizować szansę zdrady przez małżonka? Boję sie wyjść za mąż bo boję się zdrady. Zawiodłam się na początku mojego związku na moim chłopaku. Teraz jest w porządku, ale ja i tak ciągle się boję małżeństwa:(((

* * * * *

Skoro masz takie negatywne doświadczenia to zrozumiałe, że się boisz. Natomiast widzisz małżeństwo to coś więcej niż chodzenie ze sobą. W małżeństwie ta druga osoba ślubowała nam przed Bogiem i świadkami tą wierność i jest do tego zobowiązana przysięgą. Jaka jest gwarancja wierności? Zaufanie wzajemne. Tylko ufając sobie, będąc siebie pewnym można "ryzykować" wyjście za mąż i mieć "gwarancję", że mąż będzie nam wierny. Tak naprawdę zatem dobry wybór współmałżonka jest najważniejszy. Jeśli ludzie kochają się naprawdę tak bardzo, że chcą ze sobą być całe życie to znaczy, że tak zachwycili się drugą osobą, że nie chcą nikogo innego. Tą osobę wybrali i to z nią chcą być. Ten wybór uświęcony w sakramencie i poparty przysięgą powinien być trwałą gwarancją wierności. Oczywiście wiemy, że nie zawsze tak jest, ale to dlatego, że ludzie nie kochali się naprawdę, nieraz nawet nie rozumieli czym jest miłość. Droga Asiu, polecam Ci ten artykuł: [zobacz] i odp. nr 1836. Módl się o dobrego męża i nie martw na zapas. Jeśli naprawdę będziecie się kochać i ufać sobie to nikt inny po prostu nie będzie Was interesować. Z Bogiem!

  Natalia, 20 lat
2479
01.12.2008  
Witam,od 5 lat cały czas jestem zakochana w tym samym chłopaku mimo tego że w między czasie byłam już w innym zwiazku ale wciąż nie mogłam zapomniec o tamtym. Zwariowałam na jego punkcie ciągle o nim myśle szukam go na różnych portalach typu nasza klasa aby obejrzec jego zdjecia. Ale on o niczym nie wie i chyba nie bardzo w sumie jest zainteresowany. Co ja mam robic?? pomozcie? czy moge sama mu zaproponowac jakies spotkanie?czy to wypada?

* * * * *

No ale czy Ty już nim kiedyś byłaś czy cały czas jesteś zakochana a on nie wie o tym? Jeśli to drugie to owszem, możesz podjąć pewne działania, pisałam o tym w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Ale oczywiście ostrożnie! Tak, żeby się nie zniechęcił i nie poczuł naciskany. Żadnych wyznań! Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]Spotkania na razie nie proponuj. Pamiętaj też, że przez ten cały czas tworzyłaś sobie w głowie jego wizerunek i on w rzeczywistości może być zupełnie inny. Możesz się rozczarować. Próbuj, przynajmniej będziesz wiedziała czy on się Tobą zainteresuje czy to nie ten. Masz teraz dobrą okazję, bo zbliżają się święta i możesz złożyć mu życzenia i w ten sposób nawiązać kontakt. Z Bogiem!

  Karolina, 24 lat
2478
01.12.2008  
Witam....wszyscy z rodziny wciąż mi powtarzają..- oj będziesz starą panną, wielu znajomych już wzięło ślub....a ja wciąż...szukam i szukam. Nie uważam sie za starą panne jak to niektórzy mówią...aczkolwiek ..myśle ze może coś jest nie tak. Uchodzę za dość atrakcyjną, miłą, inteligentną dziewczynę, nie mam problemu z zainteresowaniem swoją osobą mężczyzn..ale moj problem polga na tym...że wciąż mi 'coś nie pasuje' w drugiej osobie. Nie chodzi tutaj o wyglad, bo to odrębna kwestia, ale raczej o charakter, podjeście do życia. Moja mama twierdzi,że mam zawyżone wymagania. A ja....poprostu chcę znależc męzczyznę z którym bedę dobrze się czuć...przez całe życie. Faktycznie jest coś takiego, że odrzucam odrazu męzczyzn, którzy zdają się być pantoflarzami..poprostu ja jestem z natury zdecydowna, odważna, mam wiele cech męskich dlatego męzczyzna musi mi imponowac w jakiś sposób. Zauwazam jednak, że jesli chłopak jestw porządku to ja zaraz doszukuję się czegoś....np. zbyt niski poziom intelektualny, brak ułożenia, skąpstwo lub picie zbyt dużej ilości alkoholu.....być moze są to takie kwestie nad kórymi ' da się przejść'...ale...u mnie potęguje to do rangi....wielkiej wady..i skreślam taką osobę. Wychodzę z założenia ze męzczyzn nie da się zmienic, nigdy mi sie to nie uda...wiec jesli jest coś co mi przeszkadza....to nie ma sensu wchodzic w związek z tą osobą, bo zawsze, będzie mnie męczyć 'to coś' w charakterze.....
Spotykam się ostatnio z pewnym wartosciowym(tak mi się wydaje- bo znamy się od miesiaca) chlopakiem.Oczywiście już doszukałam się pewnych...niepokjących zachowań. Np. wydaje mi się że może on pić trochę wiecej ' od przeciętnej', za każdym razem jak sie spotykamy to przy oakzji idziemy do pubu na wino lub piwo....Poza tym....czasami się dłuzej do mnie nie odzywa tj dwa dni..ale to może jeszcze nie tragedia?Ja oczywiście jak coś mi sie nie podoba to się dystansuje...i czekam na kolejny krok. A może mama ma rację?za wysoko stawiam poprzeczkę?nikt nie jest idealny?


* * * * *

Na pewno nikt nie jest idealny. Co nie oznacza, że mamy zgadzać się na każdego. Karolino, bardzo dobrze, że masz określone wymagania i wyobrażenia. Ja wiele razy mówię, że nie chodzi o to, by być z "kimkolwiek" tylko o to, by być z tą właściwą osobą. Natomiast musisz też założyć, że nie znajdziesz kogoś, kto w 100 % będzie odpowiadał Twojej wizji. I nie znaczy to, że jak takiej osoby nie znajdziesz to zostaniesz "starą panną", bo nie znalazłaś tego właściwego. Po prostu: w każdej dziedzinie życia czegoś pragniemy i mamy marzenia. I powinniśmy je realizować. Ale rzeczywistość nigdy nie będzie dokładnie taka jak sobie wymarzyliśmy i możemy albo się z tym pogodzić "schodząc" trochę z naszych oczekiwań, akceptując, że coś będzie inaczej albo całe życie szukać i być nieszczęśliwym. W relacjach damsko - męskich wygląda to tak, że powinniśmy określić podstawowe oczekiwania wobec chłopaka czy dziewczyny. Te, które są najważniejsze tj. dotyczące wspólnych zasad, wyznania, poczucia bezpieczeństwa, pewnych cech charakteru. Natomiast na pewno nie można robić założenia co do urody, konkretnego wykształcenia czy konkretnych zainteresowań - w sensie takim bardzo ścisłym. Inaczej ciągle coś nam nie będzie pasowało i zamiast skupić się na dobrych rzeczach i cechach to skupiamy się na wadach i narzekamy, że nie możemy nikogo znaleźć. Tymczasem chłopak czy dziewczyna może i wygląda inaczej niż sobie wyobraziliśmy, może ma trochę inny charakter czy zawód ale daje nam to co najważniejsze z naszego punktu widzenia i zgadzamy się w tym co jest podstawą w związku. Co do Twoich pytań szczegółowych. Sam fakt, że chłopak (po miesiącu znajomości) nie odzywa się przez 2 dni nie jest niczym dziwnym. Nie jesteście jeszcze na takim etapie związku by oczekiwać częstszego kontaktu, a poza tym mężczyźni są inni i z ich męskiej natury wynika "fazowość" w emocjach i potrzebach bliskości. Oni działają "falami". Nie jest to nic niepokojącego. Natomiast to, że zawsze na spotkaniach on sięga po alkohol to już poważna sprawa. Nieważne, że piwo czy wino, że się nie upija. Nawet jeśli "tylko" dodaje sobie tym odwagi to już coś jest nie tak. Ja rozumiem stres na początku znajomości, wiem jak to jest. Ale może to świadczyć o sposobie rozwiązywania przez niego problemów. Z pewnością w życiu spotkają go bardziej stresujące sytuacje. Czy wtedy również będzie pił? To na pewno nie jest dobre i o tym powinniście porozmawiać. Może okazać się, że to po prostu taka poza i chce na Tobie zrobić wrażenie - tylko tyle. Powiedz śmiało, że to Ci nie odpowiada, powiedz, że wolisz cappuccino i chciałabyś byście poszli do kawiarni czy do kina. Jeśli dostosuje się do Twojej prośby prawdopodobnie nie ma powodu do niepokoju a on po prostu myślał, że Ty tego oczekujesz albo brał przykład z kolegów i myślał, że "tak trzeba". Co do tego czy mężczyźni się zmieniają. Ależ oczywiście! I mężczyźni i kobiety. Ja wcale nie uważam (a jest to poparte doświadczeniem), że jaki kto jest taki zostanie na zasadzie "jakiego mnie Boże stworzyłeś takiego mnie masz". Każdy z nas wręcz zobowiązany jest do zmiany, bo to jest po prostu rozwój i ciągłe dojrzewanie. Nie chcę przez to powiedzieć, że jak dziewczyna wychodzi za alkoholika to on przestanie pić po ślubie ani tego, że dziewczyna zmieni chłopaka. Nie, to nie to. Natomiast każdy człowiek, każdy chłopak już w fazie robienia wrażenia na dziewczynie musi się zmieniać a potem tworząc relację coraz dojrzalszą musi widzieć swoje wady, musi widzieć potrzeby kobiety i pod tym kątem zmieniać swoje zachowanie. Również kobieta. Właśnie najważniejsze jest to JAK się ktoś zmienia w relacji, jak się stara - to jest wskaźnik na przyszłość. Ale naturalnie te zmiany muszą następować z własnej inicjatywy (co nie oznacza, ze kobieta nie może pewnych rzeczy chłopakowi podpowiedzieć, a raczej ukierunkować go na pewne sprawy). Właśnie o tym i o odpowiedniej osobie oraz oczekiwaniach i funkcji i roli kobiety i mężczyzny pisałam szczegółowo w odp. nr: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 189, 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130 i tych artykułach: [zobacz], [zobacz] Polecam Ci też lekturę książki "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" i życzę powodzenia. Z Bogiem!

  Natalia, 19 lat
2477
01.12.2008  
dzien dobry, moj problem polega na tym ze jestem z chłopakiem juz dokłądnie od 29 miesięcy jestesmy razem bardzo szczesliwi a jego pasja od zawsze były motory. Ale to nie takie jakies zwykłe tylko szybkie i ostre maszyny. Co roku pracował gdzies w wakacje żeby tylko troche dorobic i spełnic swoje marzenie. Zawsze mu jednak barkowało. Wciąz opowiadał jednak że kupi a ja wiedziałam ze i tak nie ma jeszcze odpowiedniej kwoty. Jednak tydzien temu pojechał oglądac jeden model który sobie upatrzył ponoc juz ma wystarczajaca kwote pieniedzy aby kupic. A ja jestem strasznie przerażona nie popieram tej pasji. Uważam że motory są strasznie niebezpieczne i nie chce na to narażac kogos tak dla mnie ważnego. On oczywiscie mnie zapewnia że jest odpowiedzialnym chłoopakiem ze bedzie jeźdzł wolno i na pewno nic mu się nie stanie ale ja wim, że każdy jak ma nowy sprzęt to chociaż raz sprawdza jego moc. Wiem, że jesli zgodze się na ten motor a nie daj Boże cos by mu się stało to ja sobie tego nigdy nie wybaczę a znowu z drugiej strony nie wiem czy moja "moc" pozwala mi aż do tego stopnia ograniczac drugiego człowieka. Ja go kocham i chce żeby był szczęśliwy, chce aby spełniły się jego wszystkie marzenia ale chce również zatroszczyc się o Jego bezpieczenstwo. Co robic?? Zabronic mu kupna pod ultimatum zerwania? czy może pozwolic na kupno?? JAk powinna się zakochwac mądra odpowiedzialna i przede wszystkim kochająca dziewczyna??

* * * * *

Natalia, mam problem z odpowiedzią. Bo z jednej strony jest mężczyzną i to leży w jego naturze. A drugiej strony Ty jesteś kobietą i Ty też masz rację. I ja bym pewnie zachowała się tak jak Ty. Jedyne co przychodzi mi do głowy to jakieś ustalenie zasad np. że nie będzie jeździł szybciej niż... ale zdaję sobie sprawę, że to mogą być tylko takie obietnice, a tak jak mówisz - on będzie sprawdzał moc, popisywał się przed kolegami itp. Jedyny sensowny argument jest taki, ze ma dla kogo żyć. Że Ty się boisz i chcesz z nim być, być może będzie Twoim mężem i ojcem Waszych dzieci. I chcesz by nim był i dlatego się boisz o niego.
Ja osobiście bym się nie zgodziła, choć nie pod groźbą zerwania. Gdy mój mąż przebąkiwał o motorze tak właśnie mu powiedziałam - że się boję i że ma dla kogo żyć. Na szczęście jednak motor nie jest jego pasją tak jak Twojego chłopaka.
Chyba powiedz co czujesz, wyraź swoje obawy. Natomiast on pewnie i tak zrobi swoje. Nie wiem, przyznaję - nie wiem co Ci powiedzieć jednoznacznie. Może poradź się jeszcze mamy, ojca, brata, porozmawiaj z nim. On podejmie decyzję, ale musi znać Twoje zdanie. Z Bogiem!

  Marta, 22 lat
2476
01.12.2008  
Dzien dobry... pisze bo nie mam sie do kogo zwrocic a sama nie wiem jak mam postapić. Jestem osobą bardzo wrażliwa, chyba nawet zabardzo, nie potrafie się kłócić ani w sumie nawet do końca wypowiedzieć swojego zdania gdy widze że to może kogoś zranić. Zawsze staram sie zrealizować oczekiwania innych wobec mnie i nie raz wychodzi na to ze sama jestem nieszcześliwa przez to. Dzieje sie tak zarówno w stosunku do moich rodziców jak i mojego chłopaka. I to oni stanowią moj najwiekszy problem z ktorym sobie nie radze. Z Adamem jestem juz 3,5 roku, rodzice od poczatku go nie akceptuja bez żadnego powodu, nawet go nie znaja nigdy z nim nie rozmawiali. Adam uważa, że chodzi o pieniądze, moi rodzice je mają on nie... Przez to czesto mam sprzeczki zarowno z chlopakiem jak i rodzicami. i to jest moje pierwsze pytanie jak mam ta sytuacje rozwikłać? A drugie dotyczy Adama. To cudowny chlopak, czuje sie przy nim bezpieczna. Nie chcem tu się rozpisywac jak jest kochany i jak mi z nim dobrze, ale naprawde tak jest. Tylko chodzi o jego charakter, a wlasciewie zachowanie w kłótni, otóż wtedy to zupełnie inny chlopak. Mówi do mnie różne rzeczy tylko po to żeby mnie zranić, np. ze jest ze mna z litosci, ze jestem gruba i brzydka, ze nikt inny nie bedzie mnie chcial. Obraża sie gdy tylko zwroci mu sie uwage. Poźniej nawet nie przeprasza, tylko znow staje sie kochany i udaje ze nic nie bylo. Gdy ja do tego wracam to mowi ze to moja wina, albo sie obraza i przestaje sie odzywać. Czy on mnie kocha?dodam tylko ze on sie tak zachowuje wobez wszystkich,jak sie z kims pokloci to potrafi sie nie odzywac przez bardzo długi czas, dopoki tamta osoba pierwsza nie wyciagnie reki.Przez moich rodzicow bardzo sie boje tego co bedzie w przyszlosci, przez gadanie moich rodzicow mam koszmary, boje sie ze bedzie mnie bil itd.Czy moje obawy są słuszne?Jak długo mam mu wybaczac, bez słowa?Pierwsza wyciagac do niego ręke po kłotni? czy to ma sens ja go kocham i chyba nie potradie zie z ni m rozstac...Pomóżcie

* * * * *

Droga Marto! To zaczniemy od drugiego pytania. Jego zachowanie świadczy o tym, że nie potrafi przyznać się do błędu. Nie potrafi przeprosić. Bo pewnie uważa, że takie zniżenie się jest dla niego czymś upokarzającym, że przez to on będzie strona przegraną. A to nie jest dobra cecha i dobrze nie wróży. Związek jest po części kompromisem i nieraz jest tak, że nawet jak racja jest po mojej stronie to trzeba ustąpić. Kłótnie się zdarzają, ale kłótnie powinny być konstruktywne, to nie mają być awantury tylko wymiana zdań w celu osiągnięcia kompromisu. To co on mówi w kłótni przeraziło mnie. Ewidentnie świadczy o tym, że on musi się dowartościowywać poprzez udowadnianie komuś, że jest gorszy. To niedopuszczalne. Nie może być tak, że on potem nawet nie chce o tym rozmawiać - a nie chce, bo wie, że źle zrobił i powinien Cię przeprosić - a tego właśnie nie chce. Nie pozwalaj sobie na to. Nie pozwalaj by Cię obrażał. Bo kochana osoba tak nie mówi. Owszem, nieraz w złości, gniewie palniemy coś głupiego ale potem, po ochłonięciu gdy sobie to uświadomimy to nam wstyd i przepraszamy, bo wiemy, że źle zrobiliśmy i że to co mówiliśmy nie było prawdą. Natomiast takie zachowania jak jego wskazują na pewną zarozumiałość i brak szacunku. Ja bym się poważnie zastanowiła czy naprawdę jest dobrze między Wami. Moim zdaniem jest masa rzeczy do naprawy. Koniecznie musicie porozmawiać i wyjaśnić sobie to wszystko. A jeśli on nie chce teraz rozmawiać to co będzie potem, po ślubie? Skoro już teraz sobie na to pozwala? Obawiam się, że nie będzie Cię szanował i padną jeszcze gorsze słowa. A wtedy odwrotu już nie będzie. Marto, rozmowa - szczera, nieraz do bólu i przepraszanie siebie to podstawa małżeństwa. Czyli brakuje w Waszej relacji podstawy! Tego co najważniejsze. Bez tego nie można zbudować dobrego związku, bo wszystko runie! Moim zdaniem powinniście od tego zacząć, powinniście pracować nad tym, tzn. on powinien a Ty musisz mu w tym pomagać. A pomagać możesz nie pozwalając się tak traktować i doprowadzając do rozmowy. A jeśli on ewidentnie nie będzie chciał ani rozmawiać ani nigdy przeprosić to zastanawiałabym się nad sensem tego związku, naprawdę. Bo może to zamienić życie w koszmar.
A teraz co do pierwszego pytania. Może rodzice wiedzą o tym i to jest przyczyną jego nieakceptacji? Może mówiłaś im o tym? Jeśli nie o to chodzi to powinni go zobaczyć, porozmawiać, by ocenić. On po prostu powinien przychodzić do Ciebie do domu.
Póki co nic innego Ci nie doradzę, bo najpierw musisz dojść sama z nim do porozumienia. Zabierz się za to, proszę. Szanuj siebie. Teraz jeszcze dasz radę to zrobić, po ślubie będzie za późno. Z Bogiem!

  mała, 20 lat
2475
01.12.2008  
Witam. Mam 20 lat i pewnie jak każdy problemy i związane z tym pytania... 2 lata temu zagubiłam się...coś zaczęło mnie łączyć z koleżanką...na początku nie miałam nad tym kontroli...i przez pewien czas wytworzył się między nami pewnego rodzaju związek...niestety doszło do najgorszego...straciłam swoją czystość...ale zaczęłyśmy walczyć i pomału z tego wychodzimy...wiemy,że to był wielki błąd i,że to nas zniszczyło! starałam się chodzić do spowiedzi dość często. Dziś wiem że to była pomyłka i, że nie interesują mnie kobiety. Zwracam uwagę na mężczyzn a tamto to nie wiem co było:(
jedno mnie martwi... czy jeśli spotkam kogoś w swoim życiu, jakiegoś mężczyznę którego pokocham powinnam mu powiedzieć?? ja tego żałuje i bardzo się wstydzę...czy on będzie musiał o tym wiedzieć...wiem,że związek powinien być oparty na szczerości... ale jak wytłumaczyć to co było...??? to w pewien sposób mnie zniszczyło:( czy takie coś się zdarza? czy ja mogę powiedzieć, że tamto to był upadek porażka i iść dalej... wiem,że nigdy tego nie zapomnę choć chciałabym...


* * * * *

Dokładnie tak musisz to potraktować: jako upadek, z którego się podniosłaś, który Bóg ci przebaczył, a więc sama sobie też musisz przebaczyć. Nie możesz być dla siebie surowsza niż Bóg. Bardzo się cieszę i Ty za to najbardziej Bogu dziękuj, że to był właśnie taki epizod, że nie są to Twoje skłonności. Czy tak się zdarza? Tak, zdarza się, w wieku dojrzewania, że w pewnym okresie może nas interesować płeć ta sama. Ja naturalnie nie usprawiedliwiam zachowań fizycznych, natomiast jest tak, że można "zakochać się" np. w nauczycielce. To przejściowe i jeśli mija tak jak u Ciebie to nie świadczy o skłonnościach homoseksualnych.
Rozumiem Twój ból, bo doszło do utraty czystości (a właśnie czystości czy dziewictwa? - bo to dwie różne rzeczy). Dziewictwo jest stanem fizycznym, czystość jest pojęciem szerszym i oznacza całą sferę myśli, pragnień i zachowań. Nawet nie będąc dziewicą można i należy żyć w czystości. Polecam ten artykuł: [zobacz]
Co do przyszłego chłopaka. Jeśli straciłaś faktycznie dziewictwo to należy mu o tym powiedzieć, bo to i tak wyjdzie. A lepiej, żeby wyszło na etapie "chodzenia ze sobą" niż w dramatyczny sposób w noc poślubną. No i kwestia szczerości. Jest to ważna rzecz. Natomiast jest to pewien zamknięty okres. Gdy będziesz z chłopakiem na takim etapie znajomości, że będzie to coś poważnego lub jeśli wyjdzie to (nawet wcześniej) w trakcie rozmowy na takie tematy to powiedz. Ale powiedz to właśnie tak jak mi napisałaś: że to był epizod, upadek, w młodym wieku, że się wyspowiadałaś, że żałujesz, że to się nie powtórzyło i że te skłonności Cię nie dotyczą. Nie rób z tego przed nim tragedii swojego życia, bo tak jak to przedstawisz to tak on to odbierze. I jeszcze jedno: z pewnością możesz mieć poczucie, że jesteś gorsza, ze np. na tego chłopaka nie zasługujesz. Polecam Ci zatem te odp : 616, 961, 1070, 1819, one są wprawdzie o utracie dziewictwa z chłopakiem, ale chodzi mi o pokazanie jak należy podejść do samego faktu, jak należy o tym mówić i jak się zachowywać w kontaktach z chłopakiem, będąc w takiej sytuacji. Módl się, by Bóg uleczył Twoje serce, by dał Ci odwagę i chłopaka, który to zrozumie i pokocha Cię właśnie taką. Z Bogiem!

  Wojtek, 20 lat
2474
01.12.2008  
Witam Serdecznie,
Mam pewien problem, mianowicie... Od kilku miesięcy znam super dziewczynę ale tylko wirtualnie. Jest starsza ode mnie o 3 lata. Znam ja 5 miesięcy - ona jednak ma uraz po ostatnim związku, chłopak ja skrzywdził ( proponował jej sex bardzo natarczywie w momencie kiedy ona nie chciała ) podobno tez był zazdrosny i to wszystko spowodowało że się rozstali. Teraz ona daje mi do zrozumienia że nie chce mieszać się w związek mimo to jesteśmy bardzo blisko siebie, nie potrafimy żyć bez wiadomości o sobie. Proponowałem spotkanie w realu już nie jednokrotnie. Jednak za każdym razem pojawia się odpowiedź jeszcze nie teraz chcę zapomnieć. Przyznam się szczerze że takie czekanie bardzo mnie zniechęca do niej. Nie pozwala mi na bliższe poznanie jej. Wiem że nie spotyka się z chłopakami, wiem że potrzebuje dziewczyna czasu... Ale nawet nie chciała się spotkać w obecności swojej kuzynki...
Reasumując znam dziewczynę 6 miesięcy tylko wirtualnie, zależy mi na niej, bardzo dobrze się dogadujemy, tylko dla mnie znajomość wirtualna to o wiele kroć za mało ... :( Nie wiem czy dać jej jeszcze czas czy poszukać sobie nowa znajomość ... proszę o pomoc


* * * * *

No masz całkowita rację: nie możesz jej poznać. Ja również rozumiem potrzebę dystansu od poprzednich wydarzeń, potrzebę przeżycia swojej żałoby po rozstaniu - i to takim. Natomiast nie może być tak, że ona chroniąc się za ekranem komputera kontynuuje znajomość z Tobą nie myśląc co Ty czujesz. Bo ewidentnie robi Ci nadzieję a w momencie gdy chcesz się zbliżyć ona ucieka. Tak, ta ucieczka może być spowodowana strachem, obawą przed powtórzeniem scenariusza czy brakiem gotowości na związek - tak pewnie jest. Natomiast jeśli tak jest to nie powinna teraz nawet w takiej formie mieć z Tobą takiego kontaktu. No bo nie jest to kontakt tylko towarzyski, przynajmniej z Twojej strony i ona o tym wie.
Moim zdaniem spotkanie w realu jest konieczne. Naturalnie nie musi ono mieć od razu charakteru randki. Przecież o tym, o czym rozmawiacie przez interenet możecie porozmawiać na żywo. Nie musi (i nawet nie powinno) być na razie mowy o uczuciach, nie może być żadnych deklaracji. Po prostu spotkanie przy kawie, spacer i rozmowa. Uważam, że nie powinna odmawiać (tym bardziej, że nawet zgodziłeś się na obecność kuzynki), bo jeśli kiedykolwiek mogłoby być między Wami coś więcej to powinniście się zobaczyć. Zresztą co to za znajomość kiedy nigdy się nie widzieliście? Nawet mając kumpla chciałbyś się z nim spotkać, prawda? No właśnie, a co dopiero z dziewczyną. Na pewno jesteś ciekaw jak wygląda, jak się uśmiecha, jaka jest. I ona też powinna być ciekawa Ciebie. Przecież nie proponujesz jej od razu związku, nie wyznajesz miłości (o tym dlaczego zbyt wcześnie nie należy tego robić pisałam tutaj: [zobacz] Podejmij jeszcze jakąś próbę, powiedz, że będzie to tylko na gruncie towarzyskim, że zwyczajnie porozmawiacie. Możesz też (jeśli uznasz, że to jej nie wystraszy) podsunąć jej te odp.: 59, 118, 1072 - o znajomości przez internet.
Być może ona jest taka nieśmiała (choć nie wydaje mi się to prawdopodobne skoro miała już chłopaka), może wyczuwa nacisk z Twojej strony, myśli, że będzie musiała się zadeklarować, że to pierwsze spotkanie będzie już początkiem nowej miłości? Wytłumacz jej, że nie oczekujesz tego od niej od razu, że chcesz tylko ją zobaczyć. Mam nadzieję, że się przełamie. A jeśli jednak uparcie będzie odmawiała mimo Twoich zapewnień i dawania jej czasu to być może jest tak, że ona czując się bezpiecznie za ekranem po prostu potraktowała tą sytuację jako możliwość upustu emocji, potraktowała Ciebie jako "psychoterapeutę" (pisałam o takim zachowaniu w odp. nr: 1138, 1959). Wtedy chyba należy zrezygnować, bo Ty też masz jakieś uczucia. Nie można tylko dawać, nie otrzymując, nie można być z kimś tylko wirtualnie. Miłość, znajomość pragnie obecności. Jeśli jej nie pragnie to skupia się tylko na sobie i swoich odczuciach, a nie myśli o drugiej osobie. Pomyśl, spróbuj jeszcze raz zapewniając ją o tym, że nie musi się deklarować. Może wyznacz sam sobie jakiś czas do kiedy możesz jeszcze czekać. Życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  Ania, 21 lat
2473
30.11.2008  
Witam. Pisałam już kiedyś, 1387. Chłopak jest ten sam;) Co do moich wcześniejszych wątpliwości - już jest lepiej, bo i rodzina polubiła mojego chłopaka i chyba zauważyli, że mimo niższego wykształcenia jest w porządku. Teraz mam inny problem. Chciałam się zapytać co Pani myśli o tym, że po ślubie jedno ze współmałżonków dni powszednie spędza w innym mieście - studiując. Chodzi mi o to, że studiuję w innym mieście (2,5 godz pociągiem). I nie chcemy odkładać ślubu do końca moich studiów, czyli jeszcze prawie 5 lat. A nie ma raczej szans na przeprowadzkę mojego chłopaka. Ja nie mogę studiować w innym miejscu:( Nasze relacje są bardzo dobre, wydaje mi się że przez to że się widujemy tylko w weekendy, albo co drugi weekend nie pozwala nam to na "przyzwyczajenie się do siebie", bo jednak każdy ma teraz w dużej mierze swoje życie - nie planujemy znajęć w oparciu o "plan zajęć tego drugiego". A każde nasze spotkanie jest bardzo miłe, właśnie przez to że widujemy się rzadziej niż zazwyczaj inne pary. Ale wracając do kwestii ślubu. Nie byłoby problemu z mieszkaniem - bo mam to szczęście że mam własne w jego miejscowości. Ogólnie pieniądze nie mają raczej wpływu na naszą decyzję o wspólnym życiu. Dodam, że nie współżyjemy ze sobą. Podjęliśmy taką decyzję na początku naszego związku i twardo się trzymamy (a to już 2,5 roku). Chcemy stosować się w małżeństwie do NPR. Ale nie ukrywam, że wiem, że mojemu chłopakowi brakuje tej bliskości fizycznej i to chyba normalne. (ja tego aż tak nie odczuwam). Ale trwamy w naszym postanowieniu. Jak tak sobie myśle o tym wszystkim, to czasem mnie nachodzą różne myśli. Bo ja jestem typem osoby, która zwykle siedzi w domu, rzadko spotykam się ze znajomymi poza zajęciami, nie lubię za bardzo wychodzić na dyskoteki itp., a mój chłopak jest 4 lata starszy i też już się wybawił, teraz pracuje (ma stałą pracę). I właściwie to ja już chyba czuję się na tyle dojrzała, żeby wyjść za mąż. Dużo napisałam, ale mam nadzieję, że coś mi Pani doradzi :)

* * * * *

Aniu, ja nie widzę żadnych przeciwwskazań do tego, by było tak jak piszesz. Przecież to normalne, że jeśli Ty jeszcze studiujesz to musisz być na zajęciach. Nie wyjeżdżasz dla przyjemności tylko dlatego, by się uczyć, zdobyć zawód. Jasne, że tylko z tego powodu nie ma sensu odkładanie ślubu o kilka lat. Podkreślam - tylko z tego powodu, bo jeśli są jeszcze jakieś inne powody to co innego. Oczywiście, że lepiej jest, jeśli spędza się ze sobą więcej czasu i stale przebywa razem po ślubie. Ale jeśli weekendy będą wspólne, ferie i wakacje przecież też, a Wy sobie ufacie to nic się nie stanie. Znacie się nie od dziś, a i studia nie trwają przecież w nieskończoność. Ta sytuacja się unormuje, zresztą na ostatnim roku nie będziesz miała byt wielu zajęć i częściej będziesz w domu. A i teraz próbuj na ile się da tak układać zajęcia, by móc mieć np. jeden dzień w tygodniu wolny. Na ile się da, bo jak się nie da to trudno. Jeśli oboje ustalicie, że tak będzie i oboje się na to zgadzacie to Wasza decyzja i macie prawo tak postąpić. Tylko wtedy tak jak mówiłam - starajcie się najwięcej czasu spędzać razem, a w te dni gdy się nie widzicie to częsty kontakt np. ustalcie jedną godzinę wieczorem gdy do siebie dzwonicie, mówicie sobie co było w ciągu dnia. Ustalcie też np. jakąś godzinę, o której się modlicie - i Ty i on. No i postarajcie się zaraz po ślubie trochę czasu ze sobą spędzić np. gdyby ślub był w wakacje. Wyjedźcie też w podróż poślubną. A co do pokus fizycznych - polecam Wam obojgu ten artykuł: [zobacz] To piękne, że trwacie w czystości, to naprawdę zaprocentuje potem w Waszym życiu małżeńskim.
Aniu, ja życzę Wam powodzenia. Módlcie się o rozeznanie co do Waszego ślubu i polecam wam "Wieczory dla zakochanych", informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  weronika, 30 lat
2472
29.11.2008  
Witam serdecznie. jestem załamana i prześladuje mnie zyciowy pech, wiele lat poświeciłam na służbe w kosciele, prowadze schole , zespół koło muzyczne .... nie wiem czemu Bóg mnie zostawił, tyle dla Niego czyniłam .... a teraz kiedy Go prosze o pomoc nic sie nie dzieje. kocham pewnego człowieka ,ktory równiez poswieca sie społecznie. nasza przyjazn trwa 3 lata. w końcu zakochałam sie , daje to do zrozumienia , a on nic ..... miłość bez wzajemności. nie wiem jak sobie z tym poradzić. zaczynam tracic sens życia, juz nie chce takiego życia które nigdy sie nie układa. prosze Boga by mnie powołał do siebie. Dlaczego nikt mnie nie kocha.

* * * * *

Droga Weroniko, to może zacznę od końca. Jeśli mimo Twoich prób nawiązania bliższego kontaktu (a zakładam, że z pewnością takie były) on "nadal nic" to coś jest "na rzeczy". Albo on faktycznie nie chce być z Tobą - z jakichś względów albo z żadną dziewczyną. Bo skoro 3 lata się znacie i w tym czasie on też z nikim nie był to jest jakaś przyczyna dla której z nikim się nie wiąże. Może zastanawia się nad swoim powołaniem a może np. ślubował czystość i chce być sam właśnie poświęcając się takiej pracy? Nie jest to nieprawdopodobne, tak może być. Wtedy i Ciebie i każdą inną dziewczynę będzie traktował tylko jak koleżankę. Nie wiem na ile dobrze go znasz, na ile próbowałaś rozmawiać z nim o jego wizji życia. Możesz nie wiedzieć pewnych rzeczy, może on Ci ich nigdy nie powiedzieć a może właśnie ma jakąś przyczynę. Bo 3 lata to jest wystarczający czas, by kogoś zauważyć i przynajmniej próbować wejść w relację, zwłaszcza gdy druga strona jest zainteresowana.
Cóż Ci poradzić? Wiem, że Ci na nim zależy. Jeśli masz w sobie odwagę i chcesz definitywnie wiedzieć na czym stoisz porozmawiaj z nim. Naturalnie nie wyznawaj miłości i nie pytaj wprost co czuje ale spytaj co planuje w życiu. Delikatnie spytaj kim dla niego jesteś. Wiem, że się tego boisz bo może to zakończyć Wasze dobre relacje ale czasem nie ma już innej drogi. Rzadko komu ją doradzam, a tu akurat widzę taką możliwość. Bo nawet jeśli on się odsunie - to będziesz wiedziała na czym stoisz. Będziesz wiedziała, że nic nie wyjdzie z Waszego związku. I będziesz mogła kupić się na kimś innym. Powiem brutalnie - nic nie tracisz.
Co do pierwszego problemu. To delikatna materia i broń Boże nie chcę nikogo urazić. Ale czasem tak jest, że takie duże zaangażowanie w pracę czy społeczną czy działalność przy Kościele powoduje, że człowiek bardzo się w tym zatraca, żyje tym i nie ma czasu na nic innego. Czuje, że ma jakąś misję, że jest nieodzowny w parafii i poświęca temu cały swój czas. Nieraz księża to doceniają, nieraz jest im to tak na rękę, że jeśli ktoś jest chętny no to proszą jeszcze o to czy o to. Nie wypada odmówić a nawet nie chce się tego robić - bo to przecież dowartościowuje. I potem czas leci a my zostajemy sami z naszą aktywnością i nagle przychodzi rozgoryczenie. Bo jak to? To ja tyle lat się poświęcam i co z tego mam? Jestem sam, a Bóg? No właśnie dlaczego nie daje mi drugiej osoby skoro ja tyle dla Niego a On dla mnie nic?
Moja Droga! Jeśli czujesz, że małżeństwo jest Twoim powołaniem to zrób coś w tym kierunku a nie tylko w kierunku poświęcania się dla innych. Bo to wspaniale, że pomagasz ale miłość własna też obowiązuje. W końcu mamy kochać bliźniego jak siebie samego - a nie zamiast siebie samego. Nie możesz działać kosztem siebie jeśli czujesz, że nie jest to Twoje jedyne powołanie. Wiem, że robisz to z potrzeby serca ale właśnie nadszedł taki moment, że ta działalność po prostu nadmiernie Cię obciąża. Zrób coś dla siebie. Nic się nie stanie jak odmówisz tego czy tego. Jeśli chcesz z kimś być to wpisz się np. tutaj: [zobacz], staraj się kogoś poznać. Jeśli z tym chłopakiem nic nie wyjdzie to nie rezygnuj, szukaj aktywnie nadal. Módl się o dobrego męża i próbuj coś robić w tym kierunku. Pozwalaj się zapraszać innym, odpowiedz na czyjeś ogłoszenie. Zadbaj o samą siebie! Ja nie wiem dlaczego Bóg do tej pory nie dał Ci chłopaka. Nie chcę wcale powiedzieć, że to Twoja wina, bo działałaś przy parafii zamiast chodzić na dyskoteki - absolutnie nie to miałam na myśli. Natomiast chciałam tylko zaznaczyć, że poprzez duże zaangażowanie czasem ludzie tracą możliwość poznania kogoś, bo nie mają szansy go spotkać. Spędzając większość czasu na pracy społecznej czy parafialnej po prostu nie bywają gdzieś indziej gdzie ktoś mógłby na nich zwrócić uwagę. No nie czarujmy się - zwykle taka działalność to domena kobieca i mało jest tam chłopaków w ogóle, prawda? A zatem szanse na poznanie kogoś nie są duże.
Droga Weroniko! Polecam Ci ten artykuł: [zobacz] Polecam Ci wpisanie się do naszego "Źródełka".
I rozmowę z tym chłopakiem.
No i modlitwę. Nie ustawaj. Ja wiem, że Ci bardzo ciężko i tracisz nadzieję, rozumiem to, bo wiem jak to jest wiele lat o coś się modlić i nie słyszeć dopowiedzi. Ale Bóg słyszy. I wie. Może to nie ten chłopak ale ktoś inny, ktoś kogo poznasz przez Internet albo gdzieś indziej, już niedługo? Tego Ci życzę z całego serca.
Nie traktuj też broń Boże tego czas poświęconego innym jako straconego. Bóg wie co robiłaś.
Trzymaj się mocno i nie ustawaj w nadzieji na tego jedynego. Z Bogiem!

  Marcin, 24 lat
2471
29.11.2008  
Witam ma na imie Marcin mam 24 od roku i trzech miesiecy jestem z dziewczyna. Oboje mieszkamy w U.S.A. Jestem tutaj na wizie studenckiej, jestem kompletnir sam, rodzice sa w Polsce a ja studjuje. Jest mi ciezko, nie pochodze z bogatej rodziny sam musze tutaj zapracowac na swoje utrzymanie oraz szkole. Moja milosc poznalem w pracy, wczesniej bylem w toksycznym zwiazku przez ponad rok ktory nie mial przyszlosci. Wtedy to poznalem A. Spodobalismy sie sobie, pojawila sie chemia. Potem milosc zalezalo nam bardzo na sobie!. Siwata nie widzielismy poza soba! Jednak niedawno wszystko sie zmienilo. A. ma wsrod swoich znajomych paru chlopakow ktorzy pragneli byc wczesniej z nia! Teraz oni mowia jej ze przezemnie sie oddalila od nich! A ciagle robi mi wyrzuty z tego powodu. Ja nigdy jej nie zatrzymywalem, nie tzrymalem w domu etc. A. strasznie sie zmienila ciagle czuje sie traktowany jak ktos zbedny w jej otoczeniu, ciagle slysze przykre slowa pod moim adrsem, zlosliwe zagrania, fochy, krzyki, wypominanie ze jestem niedorosly. A. ciagle pisze sms z tymi chlopakimi, mam zabronione zblizanie sie do jej telefonu. Ostatnio gdy wychodzilismy z dyskoteki jeden z tych kolegow powiedzial zeby zostala jeszcze bo on chce z nia zatanczy i z jej rozkazu bez zapytania sie mnie o zdanie zostalismy. Czuje sie niepotrzeby jej, mysle ze przestala mnie kochac, boje sie ze nigdy nie kochala! Do tego dochodzi jeszcze jeden chlopak z ktorym kiedys prawie byla! Ten chlopak ma wkrotce przyjechac do USA na 3 tygodnie. Ona ma zamiar jechac po niego na lotnisko bo mu to obiecala, juz umawiaja sie na wspolne wyjscia i dyskoteki. A ja? Czemu nie zapyta mnie co ja o tym mysle? A. zaczela sama decydowac o wszystkim co sie dzieje w naszym zwiazku co robimy gdzie wychodzimy, ostatnio doszlo do awantury o moja podwyzke- dostalem za malo! Nie moge pojac jak ktos tak bardzo moze sie zmienic! Wszyscy i wszystko satlo sie wazniejsze odemnie od nas! BOLI TO STRASZNIE! NIE MA CHYBA A. I CHYBA JUZ NIE WROCI! :(

* * * * *

No kiepsko to wygląda. Nie wiem co było przyczyną takiej zmiany, ale być może powodzenie ją gubi. Może to zabrzmi brutalnie ale może Ty też byłeś taką nowością, osobą, którą się zachwyciła, bo ją adorowałeś a kiedy to wszystko "spowszedniało" szuka nowych adoratorów? Może to jej sposób na dowartościowywanie się? Tak też bywa. A może zakochała się w Tobie a gdy emocje wygasły wzięła to za koniec miłości? Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Jej zachowanie wskazuje na pewne zniecierpliwienie, na to, że ona by chciała dostosować Ciebie do swoich potrzeb i wyobrażeń. Nie branie Ciebie pod uwagę w ważnych sprawach jest dowodem braku szacunku. Drogi Marcinie, współczuję Ci i musicie szczerze i poważnie porozmawiać. Musicie wyjaśnić kim dla siebie jesteście, jak wyobrażacie sobie dalsze relacje. Nie może tak być dalej. Albo jesteście razem i ona Cię uwzględnia w swoich planach i spotkaniach - także z innymi albo się rozstajecie. W związku można mieć znajomych płci przeciwnej ale na sensownych zasadach, pisałam o tym w odp. nr 1875. Proszę pomyśl, poczytaj, poproś ją o rozmowę. Wiem, że to dla Ciebie bolesne, ale lepiej wyjaśnić sprawę niż trwać w takim układzie. Jest możliwe odbudowanie relacji ale musicie oboje się o to starać. Módl się światło, o rozeznanie i zbierz się na odwagę, by z nią porozmawiać, powiedzieć jak się czujesz i czego oczekujesz. Ustalcie zasady. Bycie z kimś wymaga szacunku i uwzględniania tej osoby w planach. Polecam Ci też te odp: 25, 50, 340, 1101, 1447, 234 - o roli mężczyzny i kobiety w związku. Nie bój się mówić i działać, bądź bardziej stanowczy. Z Bogiem!

  Piotr, 21 lat
2470
29.11.2008  
Mam problem z koleżanką, która mi się podoba. Nasza znajomość trwa rok, przyczym ten rok obfitował w liczne i długie spotkania. Jak ją poznałem miała chłopaka (nie wiedziałem o tym), z którym wiązała swoją przyszłość (znali się 8 mięsiecy). Jednakże zostawił ją dla innej, powiedział jej to przez telefon. Mimo tego spotykaliśmy się. Miło się spędzało czas. Ona wie, że mi się podoba, że czuje do niej specjalne uczucie. Jednakże nie jesteśmy razem, jak to powiedziała, jej serce ma wątpliwości... Wszystko było pięknie do wakacji. W wakacje urwał się z nią kontakt, mimo że miałem jej nr tel. Zupełnie stała się niedostępna. Boje się, że cały czas kocha tamtego chłopaka czy też tamta znajomość powoduje, że nie ufa facetom. Jak twierdzi teraz (rok po rozstaniu) nie szuka bliskich znajomości z chłopakami. Po wakacjach spotkaliśmy się dwa razy co zupełnie mi nieodpowiada, ale nie chce jej się narzucać. Nie wiem jak do niej trafić, bo wydaje mi się, że ciagle nie może zapomnieć tamtej sytuacji, a ja nie wiem co zrobić, żeby zaufała przeciwnej płci. Zależy mi na niej, ale ta sytuacja bardzo mnie męczy. Nie wiem jak powinienem postąpić. Wycofać się ? Czy może zaatakować ? Prosze o radę, bo samemu ciężko mi podjąć decyzje.

* * * * *

Prawdopodobnie Twoja teoria jest trafna; tamta znajomość ją zniechęciła do chłopaków albo jeszcze tamtego kocha. Wiesz, rozumiem Cię, natomiast nic na siłę. Jeśli Ci na niej zależy to musisz dać jej trochę czasu, bo ona na razie nie jest w stanie się przełamać i być z kimś innym. Aby rozpocząć nowy związek trzeba mieć otwarte serce. Naturalnie przez ten czas utrzymuj z nią kontakt, pamiętaj o życzeniach świątecznych, urodzinach, próbuj się czasami spotkać. Możesz też wykorzystać propozycje z odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Ale nie narzucaj się i broń Boże nie wyznawaj jej miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Ale to jeśli Ci zależy i chcesz zaryzykować i poczekać. Jeśli nie - wycofaj się. Bo z pewnością nie będzie tak, że zaraz, natychmiast ona będzie Twoją dziewczyną. Jeśli z tamtym chłopakiem wiązała nadzieje, to zwyczajnie ją to wszystko jeszcze boli. Musi przeżyć okres swojej żałobny, pozbierać się, dojść do siebie. Przeczytaj polecany artykuł i odpowiedzi, pomyśl. Jeśli zdecydujesz się czekać - powodzenia. I módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  GRZEGORZ, 21 lat
2469
29.11.2008  
Witam mam na imię Grzegorz i pochodzę z Oświęcimia . Mój problem jest następujący gdyż poznałem na początku roku dziewczynę która po dwóch miesiącach miała wypadek samochodowy i później mi napisała że się musimy rozstac ale nie poznałem dokładnej przyczyny . Po długim okresie nawiązałem z nią kontakt ale dalej jest tego samego zdania i wiem że chciałbym do niej wrócic bo naprawdę ją kocham niestety teraz mam ograniczony kontakt bo mieszka obecnie w łodzi , a nie chcę po prostu zaczynac innego związku gdyż wiem żebym myślał o niej , A nie jest zwykłą dziewczyna tylko jest osobą po bardzo ciężkich przeżyciach . Zostawię swój nr GG [ciach] proszę o jak najszybszą odp z góry dziękuje za udzieloną mi pomoc

* * * * *

No na gg to ja nie odpisuję, ale postaram się w kilku słowach napisać odpowiedź. Przede wszystkim mam pytanie czy Wy widzieliście się na żywo? Bo jeśli tylko poznaliście się przez Internet to może być wiele wersji motywu zakończenia tego związku. Łącznie z takim, że żadnego wypadku nie było a ona po prostu zrezygnowała z tej znajomości i nie wiedziała jak to zakończyć. Jeśli jednak znacie się na żywo a ona miała wypadek to dlaczego jeszcze Cię przy niej nie ma? Jeśli naprawdę coś jej się stało to z pewnością oczekiwała, że do niej przyjedziesz, że będziesz przy niej w tej sytuacji. I może to właśnie jest przyczyną: że Ciebie tam nie było, więc poczuła się opuszczona, poczuła, że nie jest dla Ciebie ważna. Sam piszesz, że po długim czasie nawiązałeś kontakt. Należało natychmiast zareagować, pojechać, być z nią. A może było tak, że wtedy przy niej byłeś a dopiero potem ona napisała, że nie chce z Tobą być? A może poznała kogoś innego? Snuję domysły, bo nie napisałeś tego wprost. Tak czy inaczej ja mam jedną radę: jeśli Ci na niej zależy to musisz do niej pojechać i wyjaśnić sprawę. Nawet jeśli jej już nic nie jest, nawet jeśli ona nie chce z Tobą być to musicie się zobaczyć, bo masz choćby prawo do poznania rzeczywistej przyczyny rozstania. Jesteś mężczyzną, weź sprawy w swoje ręce. Nawet jeśli z tej znajomości nic nie będzie to przynajmniej będziesz wiedział na czym stoisz i będziesz znał przyczyny. Bo na odległość to można smuć różne rozważania, ale do niczego one nie doprowadzą. Jedź tam i się przekonaj, choćby ta rozmowa miała być ostatnią. Odwagi, z Bogiem!

  Kaja, 20 lat
2468
28.11.2008  
Witam, i dziękuję za stworzenie tak niesamowicie pomoznej strony :)
Jednocześnie mam pytanie dotyczące związku.
W odpowiedzi na ktoreś z pytań napisała Pani, że Miłość jest dbaniem o dobro drugiego człowieka, o jego rozwój, także zawodowy, intelektualny, duchowy itp.
Chciałabym wiedzieć jak zmobilizować, zachęcić swojego 'faceta' do podjęcia studiów. Teraz on pracuje, jednak czuję, że nie czuje się z tym najlepiej, ponieważ ja studiuję w zupełnie innym mieście, niż on mieszka. Widujemy sie ze sobą dość rzadko głównie przez to ze on nie zawsze dostaje urlop, bądż pracuje w weekendy, a ja również mam sytację, gdy na weekendy dość często musze wracać do domu. Chciałabym, aby znalazł się w tym samym mieście co ja, może nie jasno coś napisalam, moze nie wszystko wjaśniłam, ale Pani ma wyjątkowy dar odpowiadania na najdziwniej zadane pytania, więc mam cichą nadzieję, że zrozumi mnie Pani. Pozdrawiam serdecznie.


* * * * *

A czy to on się źle czuje ze swoim wykształceniem czy Ty z jego? Czy źle się czujecie w związku z odległością? Generalnie intencje masz dobre. Musisz użyć argumentów donoszących się do jego przyszłości, rozwoju zawodowego. Podkreśl, że on sobie na pewno da radę, że przyda mu się to w życiu, że dzięki temu będzie mógł awansować. Powiedz, że jako mężczyzna z pewnością będzie się lepiej czuł w związku gdy oboje będziecie mieli takie samo wykształcenie. Ale przede wszystkim podkreślaj jego zdolności i to, że sobie poradzi, że z pewnością "stać go" (nie w sensie materialnym) na to by miał wyższe wykształcenie, czyli generalnie odwołuj się do jego ambicji. No i to, że będziecie w tym samym mieście, że będziecie mieli więcej czasu dla siebie. Polecam Ci też te odpowiedzi: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130. Z Bogiem!

  Ania, 22 lat
2467
28.11.2008  
Witam! byłam z chłopakiem 9 miesiecy, niestety on zerwal ze mna, jak mowil z powodu odleglosci.. dzielilo nas 50 km, spotykalismy sie tak czesto jak moglismy, ale jednak mu to rpzeszkadzalo. Myslalam nawet o przeprowadzce zeby byc blizej niego, ale teraz nie wiem czy mam jakiekolwiek szanse u niego. Nie chce mu sie narzucac, ale bardzo za nim tesknie:( Teraz utrzymujemy kontakt tylko przez internet, ale przewaznie to ja sie odzywam..Nie wiem co powinnam robic.... Probuje zapomniec ale on znaczy dla mnie bardzo wiele. POwinnam probowac go odzyskac? starac sie?

* * * * *

50 km to nie odległość. Jeśli on tak tłumaczy rozstanie to możesz zbyć prawie pewna, że chodzi o coś innego. Być może wygasły emocje związane z zakochaniem i on wziął to za koniec miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Powiedz jak często się spotykaliście? A teraz powiedz jak często spotykają się ludzie z podobnym stażem jak Wasz mieszkający w jednej miejscowości? Podobnie, prawda? Ja zawsze piszę, że miłość na odległość jest trudna i że nie da się poznać kogoś dobrze. Ale myślę wtedy o odległości znacznie większej. 50 km w Waszym wieku nie jest miłością na odległość. W Warszawie i jej okolicach nieraz są podobne odległości a przecież ludzie i tak przeważnie spotykają się w weekendy bo wtedy jest więcej czasu. Jak ktoś chce to tak poukłada zajęcia, spręży się w tygodniu, by mieć czas w weekend.
Co robić? No na pewno nie przeprowadzać się z tego względu. Tym bardziej, że jak piszesz - to Ty inicjujesz kontakty. Moja Droga, to bolesne i brutalne, ale moim zdaniem on wykorzystał odległość jako pretekst do zerwania z Tobą. Znam wiele par, które dobrze funkcjonują przy większej odległości - bo im na sobie zależy, po prostu. O tym co zrobić, by zapomnieć i w ogóle o rozstaniu pisałam w odp nr: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563 przeczytaj proszę. Módl się by Bóg uleczył Twoje serce i dał Ci prawdziwą miłość. Z Bogiem!

  Dorota, 22 lat
2466
27.11.2008  
Witam Panią serdecznie. Na wstępie dziękuję za wspaniałą stronę, wielokrotnie bardzo mi się przydała. Gratuluję pomysłu i podziwiam za cierpliwość, z jaką odpowiada Pani na każde pytanie.
Mam problem ze swoimi emocjami w związku. Jesteśmy ze sobą ponad miesiąc i jest to mój pierwszy prawdziwy związek, ale chyba nie do końca ma to znaczenie, bo o związkach czytam dużo i od wielu lat, więc całkiem dobrze się w związku odnalazłam. Jednak wychodzi jeden mój problem, z którego zresztą wczesniej zdawałam sobie sprawę i w innych relacjach z ludźmi. Chodzi o to, że potrzebuję dużo znakow miłości, najchętniej zapewnień o uczuciach, a czegos takiego przecież nie mogę wymagac po dopiero co miesiącu związku. Łatwo budzą się we mnie podejrzenia, że on mnie już nie chce, że mu się znudziłam (tu wychodzą też przykre doświadczenia z kimś, kogo nieszczęśliwie kochałam). Staram się nad tym panować, wiem, że mężczyzna jest jak sprężynka i potrzebuje oddalenia, a mimo to trudno mi to "przełknąć", kiedy mówi, że dziś się nie spotkamy - i mówi mi, dlaczego, nie jest tak, że się ode mnie odwraca i tyle, ale ja sie ciągle boję, że stracę jego milość. Gdzieś tam w głębi serca myślę, że muszę zasłuzyć na jego miłość, dawać duzo, ale jednoczesnie wiem, że nie mozna dawać w nieskończonośc, poza tym mimo, że lubię dawać, to chcę też otrzymywać, a kiedy daję za dużo, to on daje mniej. Wiem, że to naturalne, ale kobieca natura każe dawać, tym bardziej, że od dawna chciałam miec chłopaka i dawać mu dużo miłości. Mam takie myslenie, że muszę zasłużyc na miłośc innych, jak z tym walczyć? Kiedy on nie odzywa się cały dzień, kiedy widzę, że jest zdystansowany, to zaczynam się robic bardzo smutna i zaniepokojona, mimo, że jeszcze parę dni temu byl cudowny i dawał dużo. Dodam na koniec, że boję się też, że może on ma kogoś jeszcze...byłam ostatnio "świadkiem" okropnej zdrady w związku który wydawał mi się idealny i odtąd jestem bardzo nieufna...Jak zachować równowagę? Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź


* * * * *

No masz typowy kobiecy problem i chyba nie bardzo można dać prostą receptę. Twoje potrzeby są naturalne - jak każdej kobiety. Z kolei wiesz, że nie można wymagać tego po miesiącu - i słusznie. I wiesz też, że mężczyzna jest w tych znakach bardziej oszczędny. To co mogę Ci zatem odnośnie tego poradzić to lektura książki "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" i tych artykułów: [zobacz], [zobacz][zobacz]
Natomiast co do poczucia, że na miłość musisz zasłużyć to cofnęłabym się w Twoją przeszłość, do relacji rodzinnych. Często jest tak, że takie poczucie mają osoby, których rodzice byli bardzo wymagający, wiecznie niezadowoleni z wyników np. w szkole. Dzieci, które czuły, że rodzice oczekują od nich tego, by były najlepsze, by miały ciągłe sukcesy, bo tylko wtedy będą kochane. Dzieci, które nie były kochane po prostu dlatego, że są. Ja nie wiem jakie były relacje w Twojej rodzinie i czy to co napisałam ma odniesienie do Ciebie. Jeśli tak to musisz wiedzieć (wiedzieć, rozumieć, bo czuć już trudniej), że miłość nie jest za coś i jeśli chłopak zdecydował się z Tobą być to znaczy, że Ty mu się taka jaka jesteś podobasz, że taką Cię chce. To się łączy też z Twoim poczuciem zazdrości (tak, bo obawa, że "on kogoś ma", to zazdrość o relacje z innymi. Owszem, to, że byłaś świadkiem zdrady mogło Tobą wstrząsnąć. Jednak nie możesz myśleć, że u Ciebie będzie podobnie. Jesteście ze sobą bardzo krótko. No pomyśl tak logicznie: czy ten chłopak zadawałby sobie trud zdobywania Ciebie gdyby ktoś inny mu się podobał? Ja myślę, że to nawet nie obawa zdrady tylko właśnie to poczucie, że nie jesteś warta, by ktoś kochał Cię naprawdę, że naprawdę zasłużyłaś na miłość. To jakieś poczucie niższości powoduje, że się boisz. Jest tak, prawda? Moja Droga, polecę Ci te odpowiedzi: 1490, 421, 537, 950 poczytaj, pomyśl. Musisz najpierw uwierzyć w siebie, w swoje siły. To, że masz chłopaka tak naprawdę Ci w tym pomoże - bo jest to już jakieś "dowartościowanie". Módl się w intencji tej relacji. Z Bogiem!

  Karol, 25 lat
2465
27.11.2008  
Prawie rok temu rozstałem się z dziewczyną. Właściwie to ona rozstała się ze mną, bo jestem taki czy taki (np. nie zaradny, nie pewny siebie). Ale do dziś myślę o niej, o tym co by było gdybym się zachował inaczej, gdybym był taki czy taki. A właściwie takim jakim ona by pragnęła bym był. Ale ideałem niestety nie jestem. Teraz czuję do dziewczyn jakąś dziwną awersję, dystans i chłód. A ja nie wiem jak sobie poradzić po tym rozstaniu. Ona była moją pierwszą dziewczyną i może dlatego chciałem aby wszystko było super. Ale nie udało się i trochę czuję że zawaliłem sprawę, że dałem plamę, że nie jestem zdolny do utrzymania związku. Wciąż mam nadzieję, że się zejdziemy, że będzie jak dawniej, ale z drugiej strony miłość to też wolność wyboru. Czy mimo tego spróbować się z nią skontaktować czy dać sobie spokój? Jeśli zostawić przeszłość za sobą to jak sobie poradzić z tymi ciągle wracającymi myślami o niej, nas? Chyba czuję się winny i temu też tyle o tym myślę i wracam w przeszłość.
Jak sprawić żeby poczuć się, że jestem wolny, otwarty na inne kobiety? Dużo pytań, ale proszę o jakieś porady, bo ja już sam nie umiem nic wymyśleć. Pozdrawiam


* * * * *

A jaki jest jej stosunek do Ciebie? Widujecie się, rozmawiacie? Czy rozstaliście się w gniewie i nie macie w ogóle kontaktu? Czy ona z kimś jest? Czy podejmowaliście próby naprawy? Jeśli rozstanie nie było zbyt burzliwe i konkretnie wiesz dlaczego ona odeszła to po roku mając świadomość tego co było złe i chęć zmiany możesz próbować nawiązać z nią kontakt. Na początku polecę Ci zatem po poczytania te artykuły: [zobacz], [zobacz] Polecę je też jej, bo tak naprawdę to nie wiem czy to co ona Ci zarzuciła było faktycznie czymś nie do zaakceptowania czy z nieznajomości np. psychiki męskiej miała do Ciebie pretensje o coś co jest normalne. Bo i to możliwe. Polecę Ci też te odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130 o różnicach miedzy kobietą i mężczyzną. Poczytaj, pomyśl. Jeśli dojdziesz do wniosku że robiłeś coś źle i będziesz teraz potrafił to naprawić to próbuj. Ale nie możesz też myśleć, że zawsze w każdym wypadku musisz być dokładnie taki jak ona czy jakaś inna kobieta sobie życzy. Bo miłość nie polega na dostosowywaniu się do czyjegoś wyobrażenia, choć wielokrotnie wymaga kompromisu. No ale nie wiem na czym polegały jej zarzuty, nie wiem czy dotyczyły Twojego zachowania czy po prostu Twojej osoby, charakteru itp. Z pewnością przez ten czas dojrzałeś, przemyślałeś wiele spraw. Jeśli decydujesz się na kontakt to zrób to delikatnie, nie narzucając się. W zasadzie zacznijcie tak jakbyście dopiero się poznawali, zaczynali od początku. Jeśli zaś nie uda Ci się do niej wrócić to nie spiesz się z kolejnym związkiem. Nic na siłę. Dopiero gdy jakaś dziewczyna Cię zafascynuje podejmij jakieś kroki. Ale oczywiście, musisz mieć do tego otwarte serce i nie rozmyślać ciągle o tej, o swoich błędach i o swojej porażce. Polecam Ci też te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563. Powodzenia, z Bogiem!

  Madzia, 17 lat
2464
27.11.2008  
...Zakochałam się w chłopaku rok młodszym, znamy się już dłuższy czas. Pisze do niego wiersze i wysyłam je pocztą tak żeby się nie zorientował że to ode mnie... Znamy się dość dobrze ale teraz wystąpił pewien problem jestem jego animatorką z bierzmowania i nie wiem jak mam sobie poradzić z tym wszystkim(on chyba zauważa że mi się podoba)a jego docinki (że niby jestem jego dziewczyną) powodują że inni bierzmowańcy myślą iż prościej będzie mu wszystko pozaliczać i zostanie od razu dopuszczony... Jak pogodzić uczucie z zadaniami które muszę wykonywać?? Jak o nim zapomnieć albo co zrobić by udało mi się z nim być?? Proszę o pomoc...

* * * * *

A może nie w ten sposób? Bo skoro on się zorientował, że to Twoje działania (jego słowa najprawdopodobniej o tym świadczą) to jeśli nie jest zainteresowany i publicznie da Ci to odczuć to wiąże się z upokorzeniem albo jeśli jest a Ty działasz w ten sposób - wystraszy się i nic z tego nie będzie, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. Najlepiej próbować nawiązać bliższy kontakt, o tym jak to zrobić pisałam w tych odp: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Jeśli będziesz zrobiła to delikatnie i umiejętnie, nie narzucając się to sam fakt, że jesteś jego zwierzchnikiem nie będzie w niczym przeszkadzał. Natomiast takie niby anonimowe działania z pewnością nie wpłyną dobrze na Waszą relację, tym bardziej, iż - moim zdaniem - on się zorientował, że to Ty. Oczywiście to, że on Ci się podoba nie może mieć wpływu na to, że będzie lepiej traktowany. Właśnie szczególnie musisz być przy tym ostrożna, bo narazisz się na zarzut, że go faworyzujesz i jesteś niesprawiedliwa. Nie wiem ile jeszcze czasu zostało do Bierzmowania, ale jeśli mało to może lepiej wstrzymać się z konkretnymi działaniami. Jeśli zaś sporo to przeczytaj polecane odpowiedzi i spróbuj z nich skorzystać. Powodzenia, z Bogiem!

  Piotrek, 20 lat
2463
06.11.2008  
Witam.Jakiś tydzien temu wpadła mi w oko pewna dziewczyna z mojej szkoły.Ja jej chyba też bo często mi się przygląda i nie jest to wzrok osoby, która chce tylko popatrzeć na mnie jak na każdą osobę która koło niej przechodzi ale jest on ciepły i miły.Nie mam odwagi podejść do niej i zagadać.Zauważyłem że w towarzystwie jest miła i uśmiechnięta ale też trochę tajemnicza.Myślę że mógłbym się w niej zakochać.Mój przyjaciel zachęca mnie do działania ale ja jakoś nie potrafię.Mówi żebym nie czekał bo mi ją ktoś weźmie z przed nosa.Chce mieć dziewczynę ale nie żeby tylko ją mieć bo jeśli się nie ma to jest się jakby ułomnym albo żeby ją mieć dla uciech cielesnych.Chce po prostu zaznać miłości i dać komuś tą miłość.Co mam zrobić żeby moje serce się otworzyło i żebym "powalczył" o miłość?

* * * * *

Jeśli wiesz czego chcesz a ona Ci się podoba to spróbuj skorzystać z podpowiedzi w odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Tam pisałam jak nawiązać kontakt. Sytuacje masz ułatwioną jeśli i ona zwróciła na Ciebie uwagę. To nie jest łatwe, ale musisz się przełamać i spróbować. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie to będziesz miał poczucie, że coś zrobiłeś i nabędziesz doświadczenia. Odważ się. Pamiętaj tylko, żeby nie wyznawać na początku miłości (pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]) i nie zakładać, ze to już jest ta właściwa tylko po prostu założyć na razie, że jest to interesująca osoba, która warto by było poznać. Pomódl się przed decyzją, pomódl się też o odwagę. Z Bogiem!

  Kaśka, 18 lat
2462
06.11.2008  
Witam,
Mam pewne wątpliwości i nie bardzo mam z kim o tym pogadać więc pomyślałam że może napiszę.
Nw tych wakacjach poznałam chłopaka Kamila na początku go "olewałam" był pijany. A ja przeciaz nie szukam nikogo na chwilę dla zabawy. Jednak on nie dawał za wygraną dzwonił, pisał i można powiedzieć że mu się udało bo dałam mu szansę spotkaliśmy się. Ja wcześniej nie miało nikogo zawsze chciało zeby ten pierwszy był zarazem ostatnim żeby był wyjątkowy. Po tym spotkaniu był następne i następne i tak do dzisiaj. Zmienił sie, już nie naduzywa alkocholu jest w trakcie żucania palenia. Stara się widzę, że mu zależy na mnie, zrezygnował już z wielu rzeczy dla mnie. Ale jest coś co mi przeszkadza on miał wcześniej już kilka dziewczyn i z DWOMA był naprawdę BLISK. Choć powiedziałam mu że ja do łużka pójdę tylko z mężem i on to zaakceptował. Choć niektóre sytuacje wymkneł się z pod kątroli mimo tego że tak kródka się znamy. Rozmawiałam z nim pużniej na ten temat ale on to przyjmuje z takim spokojem jakby się nic nie stało ja miałam wyrzuty sumnienia choć nic się nie stało to przekroczyłam pewną granicę. Obiecał mi że nie pójdzie ze mną do łużka aż do slubu (jeśli oczywiście do tego dojdzie) bo ja tego chcę i nawet jeśli bym zmieniła zdanie to on zamierza dotrzymać obietnicy mimo wszystko ;) Jesteśmy troczę z "innych bajek" i boję się że te różnic są za duże. Dla mnie Bóg jest najważniejszy, a dla niego ? Nie wiem czy dobrze robie że się z nim spotykam...czy mam to nadaj ciągnąć ? Mi na nim zależy ale nie potrafię mu jak narazie zaufać i boję się ze może mnie skrzywdzić.


* * * * *

Przeczytajcie oboje razem ten artykuł: [zobacz]
Nie jest dobrze, że sytuacje upadku w czystości on traktuje normalnie i przechodzi nad tym do porządku dziennego. Jest tak, gdyż z pewnością nie jest zbyt wierzący i jest to dla niego normalne. Ty jednak powinnaś mówić o tym na spowiedzi, zresztą pewnie tak jest. Z kolei na plus są zmiany w jego zachowaniu, o których piszesz i to, że szanuje Ciebie. Ty jednak w tym związku musisz mieć kontrolę nad czystością, co z kolei obciąża Ciebie jako kobietę i nie jest czymś do końca naturalnym. Myślę, że zasadnicza kwestia, która Was dzieli to światopogląd i wiara. Porozmawiajcie o tym spokojnie i szczerze. Dobrze by było gdyby on się wyraźnie określił: czy jest wierzący, jakie ma zasady. Musisz bowiem wiedzieć na czym stoisz. Jest możliwy związek nawet z niewierzącym jeśli oboje szanują nawzajem siebie i swoje zasady, choć z pewnością jest to trudniejsze, pisałam o tym w tych odpowiedziach: 69, 466, 1682, 1358, 1710.

  *Paula*, 19 lat
2461
06.11.2008  
Witam!
Chciałam nawiązać do poprzedniego pytania (2395). Wiele od tamtej pory się zmieniło. Z jednej strony wydaje mi się, że Bóg sam obmyślił taki plan, że fakultety z biologii do grudnia prowadzi nauczycielka, która mnie osobiście uczy w-fu(ale z wykształcenia jest magistrem biologii), żebym nie musiała go tak często widywać, z drugiej zaś strony Bóg pozwolił mi poznać głębiej jego charakter. W tym roku kiedy ten nauczyciel miał dyżur w szatni nagle zasłabłam. Od tamtej pory strasznie zaczął się przejmować moim zdrowiem, mną. Lata za moją wychowawczynią pytać, co ze mną. Kiedy jesteśmy sami np. w szatni, gdy się przebieram i nikogo nie ma zatrzymuje się przy mnie, pyta, co u mnie. Na korytarzu często na mnie patrzy jakby się bał, że znowu mi się coś złego przytrafi. Z jednaj strony się nie dziwię, bo zdarza mi się to ostatno dość często. Kiedy tak przystaje przy mnie, patrzy, pyta, zatrzymuje, żeby ze mną porozmawiać, doradza lekarzy, odpoczynek moje uczucie pogłębia się. Moja wychowawczyni zauważyła, że on tak strasznie się martwi, powiedziała mi to w cztery oczy.
Jeśli chodzi o to czy wybrałam biologię ze względu na niego, to raczej nie. Od dziecka interesowałam się ludzkim organizmem, ostatnio zajełam pierwsze miejsce egzekwo z olimpiady z biologii, noty mam całkiem dobre. A biologię wybrałam, bo marze o kierunku, który pozwoli mi pomagać chorym, potrzebującym. Nie wiem, co teraz mam robić. Ja staram się sama nie zaczynać rozmowy, to on podchodzi, zatrzymuje kiedy tylko jest okazja. Niegrzecznie jest tak olać pytanie(raz tak zrobiłam i potem miałam straszne wyrzuty, że zachowałam się niegrzecznie). Ostatnio kiedy mnie zaczepił i powiedziałam mu, że lekarze podejrzewają padaczkę w jego głosie usłyszałam przerażenie. Strasznie mnie to ujeło. Dzięki niemu mam wrażliwsze sumienie na zło i krzywdę niż wcześniej. Chyba wkopałam się na dobre, choć wiem, że z jego strony to tylko albo aż czysta sympatia i dobre serce. Z Bogiem


* * * * *

No faktycznie nie masz zbyt dużego pola manewru. Ale sama widzisz, że Bóg się troszczy i stworzył sytuację, o której napisałaś. Z pewnością jest on dobrym pedagogiem i troszczy się o swoich uczniów, stąd jego troska o Twoje zdrowie. Być może też ma w swojej rodzinie kogoś chorego i jest wyczulony na wszelkie takie sytuacje. Naturalnie jak pyta to grzecznie odpowiadaj, ale sama nie inicjuj rozmowy - tak zresztą jak do tej pory robisz. Prawdopodobnie właśnie ta sytuacja była po to, byś się utwierdziła w wyborze kierunku studiów. Módl się nadal w tej intencji, w intencji uleczenia serca i przetrwaj jeszcze te kilka miesięcy. Idzie ku dobremu. Życzę Ci też dużo zdrowia, z Bogiem!

  julia bez romea..., 19 lat
2460
05.11.2008  
mam problem,i to chyba ze sobą...nie potrafię do końca siebie zaakceptować...potrafię wymieniać swoje wady charakteru i wygladu w kółko,a jeśli ktoś mnie spyta o zalety to już dużo gorzej...czuję się jak "wybrakowana",jakby Pan Bóg nie włożył w moje stworzenie tyle ile powinien...w środku czuję się ładna,ze względu na niektóre chcechy charakteru i na komplementy od niektórych,ale jeśli ttylko spojrzę w lustro to widzę tylko wielki nos,krzywe zęby,nieładne powieki...nie mialam nigdy chłopaka,więc nie wiem po czym poznać,że któryś sie mna ewentualnie interesuje...nie wiem jak mam się zachowywać w towarzystwie chłopaka który jest mi szczególnie bliski...nie wiem jak mogę dać mu do zrozumienia,że jestem zainteresowana,tak żeby on się nie zorientował od razu i żeby nie zrobić z siebie idiotki...we wspólnocie jestem uważana za bardzo towarzyską,zyczliwą i wiecznie uśmiechniętą...ludzie mówią,że przyciągam innych do siebie zarażam optymizmem,ale mnie nie chodzi o przyjaźń bo tej mi we wspólnocie nie brakuje...czuję się niekochana,chcialabym,żeby to się zmieniło...codziennie się zadręczam pytaniami czemu jest tak jak jest,czemu nie mogę być szczęśliwa...marzę o dobrym mężu,dzieciach ,ale wiadomo,że najpierw muszę mieć chłopaka,tylko czemu nikt mnie nie chce?boję się znowu zakochać bo nie chcę żeby było jak zawsze czyli że nic z tego...chłopcy traktują mnie jak dobrą kumpelę ale nic więcej...wydaje mi się że całe moje życie bedzie takie jak jest,a tego bardzo nie chcę...nie wiem już co mam robić,modlę się o jakąś zmianę,ale jak na razie to żadnej nie zauważyłam..."reakcja Jezusa na nasze wołanie jest natychmiastowa,ale owoce mogą byc widoczne po długim czasie"no fajnie,ale ile jeszcze mam czekać???brak mi cierpliwosci i ufności,że będzie dobrze...

* * * * *

Rozumiem Cię, bo Twoje odczucia są mi bardzo bliskie. Czułam podobnie. A teraz jak widzisz mam męża, więc moje wołanie nie pozostało bez echa. Polecę Ci to co napisałam odnośnie poczucia niskiej wartości i wiary we własne siły: 421, 537, 950, 1490, 138, 693. Zapewniam Cię, że to o czym piszesz przestanie istnieć gdy ktoś naprawdę się Tobą zainteresuje. Będziesz tym zdziwiona, będziesz niedowierzała a jednak ktoś wybierze właśnie Ciebie. I wtedy w ogóle przestaniesz myśleć o swoich wadach, one nie będą się liczyły skoro będzie ktoś, kto wybrał właśnie Ciebie - bo taka mu się podobasz. No właśnie, ale problem w tym kiedy ten ktoś się znajdzie, prawda? Nie wiem. Ja czekałam długo. Być może dlatego, że Bóg wiedział, że nie byłabym w stanie wtedy stworzyć dobrego związku, może oboje nie byliśmy wtedy dojrzali na tyle, by się nie poranić? Może wtedy byśmy się rozstali a teraz tworzymy dobre małżeństwo? Nie wiadomo. Bóg to wie i pewnie my też się kiedyś dowiemy. Czy szkoda mi tego czasu? Chyba nie. W zasadzie nie, bo ufam, że Bóg wie co robi. Nie jest to czas łatwy, czas samotności, ale pozwala na pewno bardziej docenić później to co się otrzyma. Bo co nie przychodzi łatwo i szybko jest prawdziwym skarbem, darem z niebios i o niego dba się mając w pamięci czas kiedy tego nie było. Z pewnością spotykając w wieku 27 lat mojego męża byłam już bardziej ukształtowana w swoich poglądach i zasadach, bardziej wiedziałam czego chcę w życiu i bardziej poważnie też siebie traktowaliśmy, wiedząc, że to już na poważnie. Ja naturalnie nie mówię i nie życzę Ci, byś jeszcze tyle czekała, ale pokazuję Ci jak było u mnie. Naturalnie, że miałam poczucie beznadziejności zarówno swojej osoby jak i sytuacji, tym bardziej, że zdecydowana większość znajomych z kimś była. Też zadawałam sobie pytanie dlaczego nie ja, co we mnie jest gorszego, czemu nie zasługuję na miłość. Tak jak napisałam odpowiedź na to zna tylko Bóg, na pewno jednak nie jest to kwestia bycia kimś gorszym lub mniej kochanym. Teologowie twierdzą, że wręcz przeciwnie, choć nam będącym w cierpienie nie chce się w to wierzyć. Ale pewnie tak jest. Droga Julio bez Romea, życzę Ci by ten Romeo znalazł się w jak najodpowiedniejszym momencie i by okazał się tym właściwym. A co do tego jak się zachowywać gdy ktoś Ci się podoba polecam odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 817, 1939 i ten artykuł: [zobacz]
Z pewnością nie można wyznawać miłości i okazywać jawnego zainteresowania w sensie "odkrywania kart", bo ktoś się wystraszy i ucieknie. Poza tym jesteś kobietą, więc daj się zdobywać i nigdy nie pełnij roli mężczyzny. Poczytaj, pomyśl, no i módl się o dobrego męża! Tego ci życzę, z Bogiem!

  Krzysztof, 16 lat
2459
05.11.2008  
Czy pornografia jest grzechem ciężkim? Czy po obejrzeniu np. filmu, czy zdjeć pornograficznych moża pójść do Komunii, czy najpierw trzeba się wyspowiadać? Czy każde obejrzenie takiego filmu, nawet przypadkowe wejście na taka stronę jest grzechem ciężkim? Czy istnieją jakieś wyjątki od pornografii?

* * * * *

Jeśli przypadkowo otworzyła się jakaś strona a Ty szybko ją zamknąłeś no to trudno tu mówić o grzechu. Jednak co to znaczy przypadkowo? Rzadko się to zdarza jeśli ktoś nigdy na takie strony nie wchodził i nie zapisały się w jego komputerze. Absolutnie nie można po obejrzeniu filmu czy zdjęć (dobrowolnym i świadomym) pójść do Komunii, bo jest to forma cudzołóstwa. Pamiętasz co Jezus powiedział o pożądliwości? Że nawet spojrzenie na kobietę może być cudzołóstwem w sercu. Z pewnością pornografia jest formą zdrady - przyszłej żony. Pomyśl o tym od tej strony: nie wolałbyś przeżywać tego wszystkiego z ukochaną kobietą, z która będziesz na zawsze i bez wyrzutów sumienia? Nie wolałbyś by była pierwszą kobieta, którą zobaczysz w takiej intymnej sytuacji?. Nie chciałbyś, by i ona Ciebie pierwszego zobaczyła? Z pewnością nie życzyłbyś sobie, by Twoja przyszła żona oglądała takie sceny i takie filmy. A zatem Ty tez nie powinieneś tego robić. Pornografia jest przeżywaniem przyjemności seksualnej w oderwaniu od współżycia małżeńskiego. I jako taka jest grzechem podobnie jak masturbacja. Zresztą polecam szczerą rozmowę ze spowiednikiem. Przeczytaj też te odpowiedzi: 998, 1764. Z Bogiem!

  Irena, 27 lat
2458
05.11.2008  
Na poczatku Pszepraszam za blady, bardzo mnie pszykro, jestem bielorusinka, studjue na pierwszym roku Instytuta Polskiego w Bialorusi.
Mam 27 lat , zakochalam sie rok temu v Taize w chlopaka moego wieku, bardzo bylo nam dobrze. Studiowal w Warszawe, ale juz skonczyl swoje studje wrocil dodomu w Bialorus, ale zyje daleko ode mnie, ale wiem ze odleglosc nie jest pszeczyna.Pisalismy listy emailowy kazdy den , napochatku takie proste, ale potem bardzo glebokie, ya wiem ego kontakt z Bogiem lepej niz moj z nim, razmoviamy o wszystkim, tylko nie o nas. Nigdy nie pyta sie jak sie masz o w jakim jestem humoru, tylko listy o istnenii Boga y naszy doswiadczennia, bo on tak jak i ja stara sie byc w kosciele kazdy den. Spotykalismy 3 raza za rok ale to bylo tak spontaniczne, tylko jeden raz kiedy bylam na Parafiade z decmi, spotykalismy, chodzili do teatru, bral za reke, przynosil moje ulubiony kwiaty, ale byl bardzo zamkniety i nic nie wyszlo z naszych spotkan.Teraz jest w Bialorusi, ale tez nic.Boje sie ze nie chce mnie dac nadzei dlatego milchy, bo nie czuje sie nic do mnie i dlatego mowi ze jest zbyt zajety w domu z praca.czasam mnie podaje sie ze bardzo kocha mnie tez, ale czasem- ze tylko to jest moje iluzji. Codziennie modle sie o nim, zeby raspoznal Wole Boga i swoje powolannie, ale tak ciezko trwac w ciemnosci tak dlugo.Moze naprwdwe to jest moji illuzji, ze on potszebuje mnie, i musze pokonac z nimi???Moze dlia niego ja jestem przyjacielka ktora moza wysluchac wszystko , a ja sobie wyobrazila cos???Jak nauczyc sie cichutko kochac w glebi serca i nie oczekiwac na list albo sms???Pszepraszam bardzo za blady.
Pozdrawiam!


* * * * *

Moja Droga, jeśli wygląda to tak jak opisujesz to moim zdaniem Twoja intuicja Cię nie zawodzi - on nie jest zdecydowany na związek z Tobą. Dobrze mu się rozmawia z Tobą, macie takie same poglądy, natomiast on albo nie chce się z Tobą wiązać (bo np. uważa, że nie jest to miłość) albo w ogóle nie chce się wiązać z nikim. Może nie czuje się gotowy na miłość. A może zastanawia się nad swoim powołaniem? Inna rzecz, że nie powinien Cię brać za rękę i sprawiać wrażenia zainteresowanego jeśli nie chciał dawać Ci nadziei. A może też było tak, że początkowo był zainteresowany ale stwierdził, że to nie to? Albo, że miłość na odległość nie ma sensu? Wiem, że dla Ciebie nie jest to problemem ale może dla niego jest? A może poznał kogoś innego na miejscu? Rok to już sporo czasu, by podjąć jakieś działania. Nie chodzi o wyznawanie miłości ale o to, by druga osoba wiedziała na czym stoi. Moim zdaniem możesz zapytać kim dla niego jesteś. Tak po prostu. Nie wyznawać miłości oczywiście, bo się wystraszy i ucieknie, pisałam o tym tutaj: [zobacz] ale zapytać jak widzi Wasze dalsze kontakty. Ty musisz wiedzieć czy dalej się w to angażować czy nie. Z tego co piszesz to ja też bym tak właśnie odczytała jego zachowanie - jako zainteresowanie Twoją osobą, ale może faktycznie jemu chodziło o coś innego? W każdym razie próbuj delikatnie dowiedzieć się co on dalej zamierza w swoim życiu, jak chce się z Tobą kontaktować czy zamierza się z Tobą spotkać. Wykręcanie się pracą dobrze nie wróży i jeśli nadal będzie to traktował jako wymówkę, jeśli pierwszy nie będzie się odzywał- to raczej nie jest Tobą zainteresowany na tyle by tworzyć związek. Bo gdy chłopakowi podoba się dziewczyna to robi wszystko, by się z nią zobaczyć, by mieć z nią kontakt. Tutaj tak nie jest więc trzeba delikatnie wyjaśnić sprawę. Tak czy inaczej życzę Ci znalezienia prawdziwej miłości i wiele Bożego błogosławieństwa. Z Bogiem!

  Anka, 19 lat
2457
04.11.2008  
Czy prawdziwa miłość istnieje tylko raz?czy mozna pokochać osobe tak bardzo jak kochało sie kiedys inną...??

* * * * *

Nie ma tylko jednej właściwej miłości, bo nie ma przeznaczenia w miłości. Polecam na ten temat ten artykuł: [zobacz]. Moim zdaniem jest możliwe, by pokochać drugi raz tak samo a nawet bardziej inną osobę. Z Bogiem!

  monika, 22 lat
2456
04.11.2008  
Czy jest możliwy związek z osobą, z dalszej rodziny, jest to syn córki od siostry dziadka.Pozdrawiam.

* * * * *

Jeśli Cię dobrze zrozumiałam to tak. Ale polecam na www.katolik.pl artykuł prawnika - kanonisty o przeszkodach małżeńskich. Z Bogiem!

  dorot, 21 lat
2455
03.11.2008  
Witam. Dlaczego moi rodzice ( a w szczególności mama) jest przeciwna mojemu zwiazkowi??? Jesteśmy z T. już 6 lat razem. bywało różnie, raz lepiej raz gorzej ale nadal jesteśmy razem i chcemy by tak bylo zawsze. Mój chłopak jest chory. Ma cukrzyce. jest to choroba z która normalnie żyje, choć czasem jest mu cieżko. Moja mama uważa że to nie jest odpowiedni kandydat dla mnie :( Czy to ze jest chory oznacza ze nie mozemy byc razem??? Że mama ma racje i nie powinnam z nim byc??? Kocham go. Co mam zrobic?? Bardzo proszę o pomoc.

* * * * *

Sam fakt, że Twój chłopak ma cukrzycę absolutnie nie dyskwalifikuje go jako męża. A co by było gdyby zachorował po ślubie, czy Twoi rodzice też by go wtedy odrzucili? Rozumiem jednak, że Twoja mama po prostu boi się, że nie będzie on w stanie zapewnić bytu rodzinie lub Tobie poczucia bezpieczeństwa? A może chodzi jeszcze o coś innego? Może choroba to tylko pretekst a w rzeczywistości Twoim rodzicom on się nie podoba z innego (lub jeszcze innego) powodu? Należałoby z nimi szczerze porozmawiać. Pozostaje też pytanie czy oni go znają? Bo może nie i kierują się tylko swoimi błędnymi wyobrażeniami? Czy on bywa u Ciebie w domu? Dobrze by było by mieli okazję go poznać i zobaczyć, że jest ok. Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną i nikt nie ma pewności, że nie zachoruje, to się każdemu może zdarzyć. Jeśli tylko o to chodzi to nie można zgodzić się z tym, że (jeśli naprawdę tylko o to chodzi) osoba z cukrzycą nie jest odpowiednia. Może być dużo lepszą osobą niż ktoś zdrowy, bo wie czym jest cierpienie, umie współczuć. Czy gdyby nie był chory Twoi rodzice nie mieliby zastrzeżeń? Porozmawiaj z nimi jeszcze raz i udowadniajcie oboje, że sam fakt choroby nie zmienia tego, że się kochacie, że myślicie poważnie o życiu, że macie zasady. Nie zawsze rodzicom podobają się kandydaci na małżonka ich dzieci. Ale to nie znaczy, że mamy im się ślepo podporządkować. Natomiast należy ich wysłuchać i kierować się swoim sercem, swoimi zasadami. Pokazywać, że jest dobrze. Z czasem często tak bywa, że rodzice się przekonują. Tego Ci życzę. Módlcie się o to i módlcie się o rozeznanie czy macie być razem. z Bogiem!

  Hadassa, 17 lat
2454
03.11.2008  
Czy można się całować bez zobowiązań? Tzn. nie być w związku z osobą, a mimo to całować się?

* * * * *

Nie, absolutnie nie można. Pocałunek jest tak intymnym wspaniałym gestem, że można go podarować tylko osobie, którą się naprawdę kocha, o której poważnie się myśli. Zawsze każdy gest musi odzwierciedlać stopień naszego zaangażowania w związku. Pocałunek jest zarezerwowany tylko do wyrażenia naprawdę głębokiej miłości - a to dlatego, że tylko wtedy po prostu coś znaczy. Inaczej nie ma żadnej wartości, wprost przeciwnie jest to odarcie go z jego znaczenia i co najważniejsze - potraktowanie drugiej osoby zupełnie przedmiotowo - jako przedmiotu do zaspokojenia swojej przyjemności. Bo przecież w takim pocałunku chodziłoby tylko o przyjemność, prawda? A zatem byłoby to zwykłe wykorzystywanie. Zostaw pocałunek dla tego kogo pokochasz naprawdę a zobaczysz jak może być piękny i budujący. Z Bogiem!

  Klaudia, 12 lat
2453
03.11.2008  
Kiedyś odrzyciłam miłość bardzo ładnego chłopaka.Teraz chciałam to jakos odwrócić ,ale on już nie chce.. Czy mam jakieś szanse u niego jeżeli podoba mu się inna dziewczyny i w dodatku ładniejsza?

* * * * *

No jeśli inna mu się podoba to już nie. I nawet nie próbuj nic robić w tym kierunku bo to byłoby to nie fair. Jestem jednak pewna, że poznasz kogoś innego. Z Bogiem!

  Ania, 20 lat
2452
03.11.2008  
Witaj!Bylismy ze soba 1,5 roku,od rozstania minął miesiac a mi nadal jest ciazko.Poznalismy sie jeszcze w gim. wiedzilam ze mu sie podobam i chcial sie ze mna spotykac,jednak tylko sie kolegowalismy.Po pojsciu do innych liceow nasz kontakt urwal sie,czasem tylko rozmawialismy na GG czy wyslal mi sms-a.Zaprosilam Go na studniowke.Czesto spotykalismy sie,mielismy podobne zainteresowania,sluchalismy podobnej muzyki,lubilismy ten sam rodzaj ksiazek.Po studniowce powiedzial mi ze mnie kocha i ze przez te lata liceum nie mogl o mnie zapomniec,a kiedy juz prawie zapomnial znowu sie pojawilam.Nie chcialam z nikim sie wiazac,bo balam sie milosci i zwiazku z kims.Nie naciskal,powiedzial ze bedzie czekal na mnie nawet jakby sie mial nie doczekac.Po miesiacu zgodzilam sie.Bylo wspaniale,spotykalismy sie bardzo czesto,nawet jak pojechalam na studia wracalam co weekend do domu aby sie z nim widziec.Planowal wspolna przyszlosc,chcial wziasc ze mna slub chcial miec ze mna dzieci.Pierwsza powazna klotnia wynikla kiedy rzucil studia,na poczatku nie zgadzalam sie z tym jednak pozniej zaakcepotwalam to.Kiedys zdenerwowal mnie i spotkalismy sie wtedy powiedzialam mu ze wie gdzie mieszkam i odeszlam. Wtedy pwoiedzial ze nie chce byc ze mna i rozplaklalam sie a wtedy powiedzial ze zartuje,bo nie wyobraza sobie zycia bezemnie.Pozniej bylo juz ok.Od wrzesnia poszedl na studium, pod koniec wrzesnia znow sie poklocilismy ale to byla blahostka nie odzywal sie przez 5 dni wrescie ja zadzwonilam i sie spotkalismy wtedy pwoiedzial ze nie chce ze mna byc ze ja zasluguje na kogos lepszego ktory nie bedzie sie obrazal.Rozstalismy sie bez slow kiedy spytalam sie czy jest pewny tej decyzji to powiedzial ze nie wie.Teraz calkowicie sie zmienil chodzi do pubow pali papierosy(choc mu nie wolno bo ma torbiela na mozgu), slucha muzyki metalowej, zablokowal mnie na GG, kiedy mnie widzial odwrocil glowe. Strasznie mi ciezko, wiem ze nie chodzilo o inna dziewczyne. Do ostatnich dni mowil ze bardzo kocha. Pozd

* * * * *

Albo kłamał albo nie wie czego chce albo…zakochał się a kiedy uczucia wygasły wziął to za koniec miłości. Droga Aniu, nie można mówić, że się kogoś kocha i nagle odejść, zablokować kontakty itp. On po prostu pomylił miłość z zakochaniem. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś kto kocha po prostu się obraża i "po prostu" mówi, że zasługujesz na kogoś innego. Moim zdaniem to tylko pretekst. Rozumiem, że Ci ciężko. Polecam Ci ten artykuł: [zobacz] tam pisałam właśnie o tym czym jest miłość i czym jest zakochanie. Moim zdaniem on nie był gotowy na związek, nie był dojrzały by być z kimś na poważnie. Świadczy o tym choćby jego obecne zachowanie. Wygląda na to, że on myślał, że związek to same przyjemności a gdy przyszła codzienność i jakieś nieporozumienia po prostu zrezygnował. Nie jest to właściwa, dojrzała postawa. O tym jak odnaleźć się w tej sytuacji poczytaj w odp. nr: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563. Módl się, by Bóg uleczył Twoje serce i dał Ci poznać tego właściwego chłopaka. Ten nie był jeszcze tym dla Ciebie. Z Bogiem!

  Anonimowa, 18 lat
2451
02.11.2008  
Zakochałam się w chłopaku, którego rodzice rozwiedli się jakieś 5 lat temu. Bardzo to przeżył i zamknął się w sobie po tym wydarzeniu. Kocham go i chciałabym, żeby był szczęśliwy. Wiele wskazuje na to, że odwzajemnia moje uczucia, jednak na propozycję zbliżenia się do siebie stanowczo odmówił i stwierdził, że chce żeby było nadal jak jest - żebyśmy się kolegowali. Jednak nie potrafię nie okazywać mu czułości i myślę, że jego decyzja wypływa głównie z lęku przed bliższymi związkami z ludźmi, jaki spowodował rozwód jego rodziców. Powiedziałam mu jak czuję i myślę. Jestem gotowa poświęcić całą swoją "dumę", żeby pomóc mu zrozumieć, że go kocham jaki jest i naprawdę nie ma czego się bać. Może to za wcześnie, żeby poważnie myśleć o związku, ale niektórych rzeczy nie można odkładać w wieczność. Jak mu pomóc? Jak wyjaśnić, że miłość łączy się nie tylko z negatywnymi emocjami? Pozdrawiam.

* * * * *

Ja myślę, że on po prostu bardzo boi się związków właśnie po tym negatywnym wydarzeniu. Po prostu aż nie wierzy, że jego mógłby zakończyć się inaczej albo jest wstrząśnięty faktem, że miłość (jego rodziców) mogła mieć taki finał. Choć z drugiej strony 5 lat to dość dużo czasu i emocje już opadły. Może też być tak, że on po prostu (lub dodatkowo) nie jest jeszcze gotowy na jakikolwiek związek. W tym wieku chłopcy nie pragną jeszcze stabilizacji, nie wiedzą jeszcze czego chcą. Może też być tak, że on nie wie czy tak naprawdę Ty do końca mu się podobasz, czy chciałby z Tobą być. Na pewno nie możesz go do niczego zmuszać. Nie wiem jak długo się znacie, ale jeśli Ci na nim zależy to daj mu czas, próbując jednocześnie delikatnie zbliżyć się do niego wykorzystując np. sytuacje opisane w odp nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Jeśli on będzie pozytywnie na nie odpowiadał to jest jakaś szansa. Jeśli jednak przez miesiące nic się nie zmieni to być może on po prostu nie chce jeszcze związku - z kimkolwiek, bo nie dojrzał do tego. Możesz też polecić mu, jak też sama przeczytać te odpowiedzi: 468, 484, 520, 600, 699, 1985 i porozmawiać z nim. A może po prostu było tak, że Ty zbyt wcześnie się zadeklarowałaś? On poczuł się naciskany i się wycofał. O tym dlaczego nie należy tego robić i jakie są tego konsekwencje przeczytaj w tym artykule: [zobacz] Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 05.10.2009, 18:05


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej