Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Kochałem dziewczynę Kochałem dziewczynę
Walter Trobisch
Książka ta została przetłumaczona na 70 języków i cieszy się ogromną popularnością wśród młodzieży całego świata... » zobacz więcej




  sara, 33 lat
2550
29.01.2009  
Po moich doswiadczeniach (2177)trudno mi uwierzyc ze ktos mnie pokocha taka jak jestem. Stale wraca wspomnienie kobiety do ktorej 'odszedl' kochany przeze mnie czlowiek...sa momenty kiedy winie sie za to ze nie jestem taka jak ona byla...wreszcie ze moja milosc i marzenia okazaly sie niczym w porownaniu do ogromnej milosci meza kochajacego zmarla zone...Przekonalam sie ze kiedy pojawia sie nadzieja ze moze kogos spotkam, zaczynam sie strasznie bac - w koncu tamten czlowiek stawial Boga na pierwszym miejscu i dlatego tak szybko mu zaufalam..nie chodzi mi o jakas wyszukana poboznosc, raczej wiernosc Bogu, zasadom...wydawalo mi sie ze bedzie tak cudnie bo znalazlam kogos takiego a przeciez, mieszkajac za granica widze, ze chyba trudniej spotkac czlowieka dla ktorego Bog jest na najwazniejszym miejscu...nie umialabym byc z kims kto mysli inaczej - a moze jestem zbyt radykalna?...ale boje sie tu pojsc na kompromis - w moim calym poplatanym zyciu, to chcialabym ocalic...Bog jest na jwazniejszy...
Jak to zrobic zeby byc soba i obdarzyc drugiego czlowieka miloscia? Pewnie kobiety w moim wieku maja za soba problem z samoocena, ja mam z nia klopot...do tego dochodzi jeszcze i to ze czesto czuje sie winna poznajac kogos mlodszego od siebie, wydaje mi sie ze taki mezczyzna instyktownie albo mnie zaraz odrzuci albo zrobi to pozniej...ufam ze Pan Bog chce dla mnie jak najlepiej ale po prostu boje sie ze przez swoje kompleksy nie naucze sie wybierac...


* * * * *

A skąd pewność, że dla tego człowieka Bóg był na pierwszym miejscu? A może na pierwszym miejscu była zmarła żona? Może on nigdy nie pogodził się z tym, że Bóg ją zabrał do siebie i właśnie pamięć o niej, wspomnienia postawił na pierwszym miejscu i je pielęgnował? Może on wcale z Bogiem nie jest tak naprawdę pogodzony? Gdyby tak było to albo byłby w związku z Tobą nie wymagając od Ciebie takiego zaangażowania w sprawy związane z żoną i to Ty byłabyś dla niego najważniejsza (bo właśnie byłby pogodzony) albo - gdyby uznał, że jednak nie jest gotowy na inny związek, że nie chce być z nikim innym, bo ona była dla niego najważniejsza - pozostałby wdowcem w ogóle nie angażując się w związek z Tobą. Tak więc ja byłabym tu ostrożna z tym, że on był taki idealny. Bo stąd już tylko krok do takiego właśnie myślenia: to ze mną było coś nie tak, skoro z TAKIM mężczyzną mi nie wyszło. Stąd krok do postrzegania siebie jako tej nie umiejącej stworzyć związku. Moja Droga! Przykro mi bardzo, że tak się to skończyło, ale wiesz, że podjęłaś dobrą decyzję. Nie dało się inaczej, to już Ci pisałam. Teraz to co Ci pozostaje to prosić Boga o dwie rzeczy: o zabranie do końca tego uczucia, o to, byś przestała siebie obwiniać i o spotkanie tego właściwego mężczyzny. Tak, wiem, że bardzo boisz się odrzucenia, zranienia, że boisz się zaangażować. Ale zawsze jest jakieś ryzyko. Zawsze, niestety. Można nie ryzykować ale nic się nie zyskuje. Tak, nie masz gwarancji sukcesu. Ale jeśli nie podejmiesz wyzwania to się nie przekonasz jakie to ma szanse. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo znaleźć osobę z podobnymi wartościami, tym bardziej za granicą. Jesteś tam na stałe czy zamierzasz wrócić? Korzystaj z portali katolickich, na których można kogoś poznać, próbuj. Proś Boga o uwolnienie, o to byś miała wolne serce. Prosisz? Ale bardziej prosisz czy bardziej rozpamiętujesz: swoje błędy, jego błędy, winisz siebie i rozmyślasz co mogłaś zrobić lepiej i co mogłoby być gdybyś jednak z nim została? Bardziej proś. Bardziej oddaj to Bogu (nie, nie chcę powiedzieć, żebyś przestała myśleć - to niemożliwe, chodzi mi o to, byś prosiła, żeby Bóg Ci to zabrał - ten żal, smutek, to Twoje zaangażowanie). On leczy, naprawdę. Ale pozwól na to i przestań się obwiniać! Nie jesteś winna tej sytuacji, że ktoś nie będąc gotowym do związku w niego wszedł. Że ktoś mając serce kim innym zajęte chciał mieć i tamtą miłość i Ciebie - jako towarzyszkę. Nie Twoja to wina, to jego niegotowość (czasowa albo nawet stała). Módl się i próbuj. Z Bogiem!

  Ania, 19 lat
2549
28.01.2009  
Znam go od trzech lat, od roku jesteśmy razem.
Kiedy teraz patrzę na nas to myślę,że zakochanie się skończyło i jest szansa na prawdziwą miłość... . Chciałabym tego, bo to wartościowy chłopak. Dbamy o czystość i wspólne są dla nas wartości chrześcijańskie, staramy się dbać o kontakty z Jezusem i prowadzić się nawzajem do Boga. Chciałabym Go kochać prawdziwie... .
Co mogę zrobić by mogła rodzić się prawdziwa miłość, bo chcę podjąć decyzję jaką jest miłość? Decyzja,ale co dalej?Jak to ma wyglądać w praktyce?
Mam jeszcze problem, by Mu zaufać. Czasami okazuję zazdrość i chcę Go ograniczać. Jak się tego pozbyć, by nie chcieć zamykać Go w klatce i zaufać Mu,że nie odejdzie, że ja jestem dla Niego najważniejsza, bo mi to powtarza, ale słabo skutkuje...?
Dziękuję za odpowiedź:)


* * * * *

Co do zazdrości poczytaj odp. nr: 24, 377, 1343, 1385. A co do rozwoju miłości odp. nr: 255, 498, 566, 773. Dbajcie o siebie nawzajem, o drobiazgi, pamiętajcie o rocznicach. Rozmawiajcie ze sobą na wszystkie tematy, róbcie wspólnie wiele rzeczy. Wspólna inicjatywa to cos co bardzo łączy. No i trwajcie - w waszej miłości, we wspólnej modlitwie o rozwój tego związku. Powodzenia, z Bogiem!

  Paweł , 21 lat
2548
27.01.2009  
Witam Panią , mam taki problem . Chodzę z dziewczyną od ponad trzech miesięcy (22 lata ma a ja 21) co raz bardziej się otwieramy . I cały czas analizuję czy z tego coś będzie,w sensie ewentualność malżeństwa . Wiem , że marzenie o dziewicy już umarło i nawet sobie z tym radzę .Chcę przebaczyć .Powiedziała mi raz , że miała tylko jeden poważny związek i że mieszkała potem z tym chłopakiem przez miesiąc. To mnie uderzyło , ja rozumiem , że może się zdarzyć dziewczynie pare razy współżycie ale dwuletni związek plus mieszkanie to już jest regularne współżycie, co mnie dość zasmuciło.W ogóle to spędziła ostatnie 3 lata poza domem w innym mieście wiec moje obawy wzrosły . Z jednej strony nie powinno się rozmawiać o byłych związkach gdyż to powoduje negatywne wspomnienia, a liczy się to co jest teraz , a tamto to zamknięty rozdział. I tak bym to zostawił .Z drugiej jednak strony należy poznać całkowicie przeszłość drugiej osoby co nie ? Czy uważa Pani , że powinienem o swojej dziew czynie (ewent.przyszłej żonie) takie rzeczy wiedzieć ( dlaczego mieszkała , ile czasu , czy żałuje , że tak sobie żyła w grzechu raniąc przyszłego małżonka itp.) ?Przecież jej nie rzucę z takiego powodu... .Czy może nigdy nie powinienem o czymś takim z nią rozmawiać , żeby potem nie bolało i zapomnieć o całej sprawie zanim dojdzie do jakiś zwierzeń ? Sam nie wiem czy chce to wiedzieć :/ Czy powinna takie rzeczy druga połówka wiedzieć czy nie ? prosze od odp., pozdrawiam
Ps. oboje jestesmy katolikami , ale ona chyba o czystości ma pojęcie jak każdy , czyli pewnie że to bzdura. sam z nią o tym jeszcze nie gadałem,a w każdej chwili może do czegoś dojść bo ona jest co raz śmielsza . Między nami do współzycia jeszcze nie doszło i sam muszę narazie o to dbać .Ja nigdy nie współzyłem i czekam na żone . Kontakt z ojcem ma dobry z tego co widze. Czy rozmawiać w ogóle o czystości z nią i jak :( ?


* * * * *

Oczywiście wszystkiego o tej drugiej stronie wiedzieć nie musimy, natomiast takie rzeczy jak czystość czy utrata dziewictwa i okoliczności w jakich to się stało - tak, bo to i tak wyjdzie. Masz rację, że jest różnica między jednorazowym upadkiem a długotrwałym współżyciem. Różnica jest taka, że w tym pierwszym przypadku najczęściej bywa tak, że dana osoba orientuje się co zrobiła, żałuje tego i postawia więcej tego nie powtórzyć i żyć w czystości. W drugim przypadku większe jest prawdopodobieństwo postawy o jakiej piszesz - że dla kogoś jest to po prostu normalne, nie widzi w tym nic złego i może wcale nie żałuje. I o ile związek z osobą, która dziewictwo utraciła ale w czystości chce żyć jest naturalnie możliwy to w tym drugim przypadku byłabym bardzo ostrożna. Dlatego, że taka postawa rzutuje na określony światopogląd i na późniejsze życie małżeńskie, przede wszystkim w dziedzinie płciowości ale także na codzienne życie, bo przecież brak poszanowania dla czystości jest konsekwencją braku wiary, wiary "letniej", braku poszanowania dla zasad. Uważam zatem, że tak, powinniście porozmawiać, bo Ty musisz mieć świadomość na co się decydujesz i jakie są tego szanse. A jak zacząć? Polecam Ci ten artykuł: [zobacz] podeślij go jej, mówiąc że coś takiego znalazłeś i co ona o tym myśli. A potem porozmawiajcie. Powiedz jakie Ty masz zasady i czego oczekujesz. Jesteś mężczyzną, więc Twój światopogląd ma tu ogromne znaczenie. Czy wiesz, że wierzący mężczyzna pociąga swoim przykładem 87 % najbliższego otoczenia? Masz potężny oręż w ręku - swoją postawę. Dzięki niej Twoja dziewczyna może odkryć wartość czystości, może się tym zachwycić i po prostu nawrócić. Możesz ją po prostu przyprowadzić do Boga! Wykorzystaj to, a będziesz szczęśliwy i Ty i ona. Absolutnie nie należy naginać swoich zasad, rezygnować z nich. Nawet gdyby ona chciała, nalegała - nie pozwól! Zawsze powinno się ciągnąć do wyższego poziomu. I Ty możesz ją pociągnąć, Ty jako mężczyzna i przecież - przewodnik tego związku. Podczas samej rozmowy bądź delikatny i obserwuj jej reakcje. Gdy zobaczysz, że ona autentycznie żałuje, pojednała się z Bogiem i że mówienie o tym sprawia jej przykrość bo żałuje (a nie dlatego, że to jej sprawa) to nie wnikaj w szczegóły. Bo najważniejsze jest to co z Ty z tej rozmowy chcesz wynieść. Nie samą wiedzę rzecz jasna tylko to jaki ona ma teraz do tego stosunek, czy żałuje i jaka jest jej postawa. To chcesz wiedzieć, by móc zdecydować i móc przyjąć określony kierunek działania. Pamiętaj, bądź "twardy" i zasadniczy w zasadach - a zobaczysz, że to zaprocentuje. Powodzenia, z Bogiem!

  Paulina, 17 lat
2547
27.01.2009  
Osobę bliską memu sercu, poznałam niespełna dwa lata temu w pewnej grze. Właściwie to od pierwszego dnia, zawładnęła mą myślą. Rozmowa z nim, jest mi lekiem na całe zło ;)
Mamy bardzo podobne poglądy na świat, (często sobie partnerujemy na różnych portalach), słuchamy podobnej muzyki, mamy podobne cele w życiu. On co prawda jest ode mnie rok młodszy, lecz to nie jest dla Nas jakaś szczególna bariera. Zastanawiam się jednak, czy warto jest to wszystko brać na poważnie. Czy warto jest brać jego i mnie jako nas razem. Jakiś czas temu, zaczął snuć nam plany na przyszłość. Wtedy jednak, ukróciłam je stwierdzając iż jeszcze nie czas na takie myśli ;) Jednak z czasem, sama zaczęłam o tym rozmyślać. "A co by było gdyby..." ;) W nowy rok, zapytałam się go, czy nadal wiąże z nami plany (nie wiem co we mnie wstąpilo żeby go zapytać), w każdym razie odpowiedział że tak. Lecz chciałabym zapytać szanowną redakcję co o tym wszystkim uważa ;)
Czy warto dążyć do realnego spotkania się?
Czy warto snuć marzenia o osobie poznanej przez internet?
Czy warto odrzucać ludzi realnych na rzecz myśli o tej wirtualnej?

Z góry dziękuję za odpowiedź.
To wspaniały portal.


* * * * *

Rzeczywiście jesteście bardzo młodzi. Nie wiem czego dotyczyły te Wasze plany na przyszłość ale jeśli jeszcze nie małżeństwa to chyba ok. ;-). A tak na poważnie: oczywiście, że spotkajcie się na żywo! To jedyna metoda aby poznać kogoś naprawdę, zobaczyć jaki jest i czy warto utrzymywać kontakt (bez względu na te plany). Tylko na żywo możesz zobaczyć czy ten ktoś Ci odpowiada, czy mówi prawdę o sobie, jak się zachowuje, możesz go dotknąć i usłyszeć. W ogóle dziwię się, ze wytrzymaliście dwa lata bez takiego realnego kontaktu! Polecam Ci te odpowiedzi: tam wiele pisałam na ten temat: 59, 118, 1072. Zatem: snuć plany i marzenia warto tylko jeśli poznacie się na żywo, inaczej ciągle będzie to tylko kochanie się w wyobrażeniach, o czym pisałam tutaj: 441, 868. Proponował Ci spotkanie? Jeśli nie to Ty zaproponuj, po jego reakcji poznasz czy traktuje Cię poważnie. Powodzenia, z Bogiem!

  anonimka19, 19 lat
2546
27.01.2009  
Witam serdecznie,mój problem jest następujący.w ostatnim czasie mam lepszy kontakt z kolegą, który tak samo jak ja przynależy do Oazy, tylko innej parafii. Spotykamy się w gronie innych ludzi, zauwazyłam, że On zawsze musi powiedzieć mi jakiś komplemen... byliśmy na zabawie tanecznej organizowanej w kościele-często ze mną tańczył. Ogólnie to wszystko byłoby
OK gdybym nie wiedziała, że ten chłopak ma problem z czystością,wiem,że juz długo walczy z masturbacją,dowiedziałam się o tym kiedyś jak jeszcze wogóle się nie znaliśmy(mówił świadectwo)Po rozmowach z nim mam wrażęnie że jeszcze sie od tego nie uwolnił,czasem mi pisze że czuję się źle bo nie ma siły by walczyć,że ciągle upada, ale nigdy nie powiedział wprost o co chodzi, mi jest czasem tak głupio bo przecież nie powiem,że ja wiem.Raz się zdarzyło że szłam z nim sama sam poruszył temat, że dzisiejszy świat nastawiony jest na same"piękne"reklamy w których ludzkie ciała są prosto z photoshopa a potem ludzie kompleksy mają(chodziło o twarz,zgrabną sylwetkę)i że kobiety są pokazywane jako towar,a chłopacy przez to też mają problemy.Co mogłam zrobić nie boję się takich tematów więc też wyraziłam swoje zdanie itp.
Jest On rok starszy odemnie,nie przekreślam Go,wyznaje takie same wartości ja jak,walczy ze słabościami.i tu mam pyt w razie gdyby coś z tej znajomości mogło wyjść głębszego.czy jest jakaś granica(wiem,że mężczyźni potrzebują więcej bliskości-niechodzi o współżycie tylko przytulenie, dotyk) miedzy tym co naturalne i normalne,a jego wzbudzoną pożądliwością?czasem boje się że na stopie koleżeńskiej zwykłe przytulenie(np na pożegnanie)może byc dla niego czymś więcej i wtedy będe postrzegana jako"coś w pewnym sensie do zaspokojenia potrzeby" Tak samo w tańcu troche nie swojo się czułam, może to ja już tak mam, że na wszystko patrze z jednego punkt?
Chciałam porozmawiać o tym z zaufanym kapłanem, tylko trochę się wstydzę... dlatego piszę do Pani.
Dziękuję za odp. pozdrawiam


* * * * *

Moja Droga! Wydaje mi się (nie znam tego chłopaka, ale z tego co piszesz), że on właśnie jest wręcz przewrażliwiony na wszelkie formy kontaktu i że jest wręcz ostrożniejszy niż inni, nie mający tego problemu. Myślę tak, ponieważ z tego co piszesz - on stale walczy a zatem czystość jest dla niego bardzo ważna. Skoro zdecydował się powiedzieć świadectwo to znaczy, że uznaje swój problem i wszelkimi siłami stara się go przezwyciężyć. Ja zatem raczej nie obwiałabym się o to co piszesz, bo on ma dużą świadomość tego czym grozi nieostrożny gest i jakie reakcje wzbudza. A że on z tymi reakcjami walczy to właśnie wszelkich okazji musi unikać. Nie sądzę zatem, by on traktował Cię (nawet podświadomie) przedmiotowo, właśnie dlatego, że ma bardzo dużą świadomość. Masz rację, że póki jesteście na stopie koleżeńskiej nie możesz mu dać wprost do zrozumienia, że wiesz z czym ma problem. Jednak gdyby doszło do takich rozmów jak opisujesz możesz powiedzieć mu coś dodającego otuchy np. że dla Boga nie ma nic niemożliwego, że najważniejsze jest powstawanie (to gdyby mówił, że walczy ze słabością). Jeśli rozmowa zejdzie wprost na temat masturbacji to też możesz otwarcie wyrażać swoje zdanie. Polecam Ci też (dla pozbycia się obaw tą stronę: www.onanizm.pl, zresztą jemu też, choć podejrzewam, że zna ją dobrze. Tam są świadectwa i rady. Zaś dla ewentualnych, przyszłych Waszych kontaktów polecam Ci ten mój artykuł: [zobacz] przeczytaj go i będziesz spokojna gdzie jest granica. Myślę, że chłopak jest naprawdę wartościowy skoro wciąż trwa, wciąż walczy i jeszcze daje świadectwo. Nie każdego na to stać. Nie chcę go oczywiście idealizować ani nie twierdzę, że to na pewno jest ktoś dla Ciebie ale z tego piszesz to odnoszę wrażenie, że jest to z pewnością człowiek z wartościami. Bo nie jest najważniejsze, że się upada tylko to, ze się powstaje i idzie dalej. A kluczowe jest dla mnie to co napisałaś: że gdybyś nie wiedziała, że ma problem z masturbacją to nigdy byś go o to nie podejrzewała, bo wszystko poza tym jest ok. A skoro tak to nie ma chyba zbytnich powodów do obaw? A z księdzem możesz porozmawiać oczywiście, jeśli znasz kogoś zaufanego to nie ma tu powodu do wstydu, kapłan już niejedno na spowiedzi słyszał i nie z takimi rzeczami miał do czynienia. Życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  wazka, 20 lat
2545
27.01.2009  
Witam, moje pytanie odnosi się do szacunku. Chciałabym spytac co sądzic o moim chlopaku,który ostatnio czesto sie ze mnie smieje, choc nie jest to szydercze. Z reguly sa to drobne sprawy, ale czasem denerwują. Czy mam to odebrac jako brak szacunku, milosci? On czesto tez smieje sie sam z siebie,wiec nie widzi problemu, moze to ja jestem przewrazliwiona? Co powinnam zrobic?

* * * * *

No ale czego to dotyczy? Bo być może ma taki styl bycia i wypowiedzi, że wszystko w żart obraca (co też potrafi być denerwujące) czy przez ten śmiech Cię krytykuje? Porozmawiaj z nim, bo ja nie wiem o co chodzi. Spytaj dlaczego się śmieje. Nie odbierałabym tego jako brak szacunku czy miłości, ale może po prostu nie wie, że Ciebie to denerwuje. Bo jeśli Ty masz inne poczucie humoru to też powinien to uszanować. On najwyraźniej nie zdaje sobie z tego sprawy więc - rozmowa! Rozmowa jest najważniejszym elementem porozumiewania się ludzi. Odwagi, pytaj śmiało. Z Bogiem!

  Asia, 21 lat
2544
26.01.2009  
Jakiś czas temu poznałam chłopaka,który ma 27 lat ja skończyłam 21,spotkaliśmy się dwa razy i bardzo dobrze nam się rozmawiało,ale potem on próbował mnie pocałować,a ja go odepchnęłam.Nie wiem czy dobrze zrobiłam,wtedy nie byłam na to gotowa,zresztą wyjasniłam mu to potem.Mówił,że rozumie.Umówiliśmy sie na spotkanie,ale nie doszło do niego.Potem drugi raz obiecywał że się zobaczymy ale też nic z tego nie wyszlo.Niestety nie potrafię wyrzucic go tak łatwo z pamięci.Z drugiej strony,nie wiem czy jesli znów się do niego odezwę,nie będzie niezręcznej sytuacji,jeśli pomyśli,że się narzucam.Nie wiem co o tym sądzić.Pomóżcie

* * * * *

No to chyba chodzi o to, że chodziło mu o przyjemność- tylko. Po pierwsze: nigdy nikt nikogo na pierwszych spotkaniach nie powinien całować, bo pocałunek to nie jest gest dla zabicia czasu, z nudów czy nawet dowód sympatii lecz poważny gest będący wyznaniem miłości i powinien mieć miejsce między ludźmi, którzy bardzo poważnie o sobie myślą. Pisałam o tym wielokrotnie. Nie dziwię się zatem Twojej reakcji, bo sama kiedyś taką sytuację miałam i tak się zachowałam, to jest normalny odruch dziewczyny, która siebie szanuje. To jemu powinno być głupio, powinien Cię przepraszać i prosić o kolejne spotkania. A skoro jest jak jest to zorientował się, że nie tak z Tobą łatwo a on najwyraźniej nie ma ochoty na poważny związek tylko na chwilową przyjemność. Stąd wymigiwanie się od spotkań. No tak, bo gdyby nawet tak było, że on faktycznie się zagalopował, ale spostrzegł co robi, albo nawet z szacunku do Ciebie - bo Ty nie jesteś na to gotowa- powinien po prostu Cię przeprosić i próbować naprawić sytuację. Ale jemu w ogóle nie jest głupio choć powinno! Co robić? No Asiu, ja bym chyba "odpuściła", bo faktycznie nie możesz się narzucać, a po drugie: nawet jakby doszło do spotkania to on znów by próbował Cię całować a Ty...? Pewnie byś uległa bo byś nie wiedziała co masz zrobić. A potem byś czuła niesmak. Nic na siłę. Widocznie jemu chodzi o taką powierzchowność i przyjemność i nie nadajecie "na tych samych falach". Miłość to coś więcej, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]. A pocałunek, zwłaszcza ten pierwszy w relacji jest czymś zbyt pięknym by miał być pod przymusem albo wtedy kiedy nie jest jeszcze jego czas. Przykro mi ale widocznie to jeszcze nie ten chłopak. Jeśli chcesz zapomnieć polecam Ci odp. nr: 80, 526, 653, 825. Módl się o dobrego męża. Z Bogiem!

  Karolina, 20 lat
2543
26.01.2009  
Witam!
Piszę, bo wierzę, że będzie miała Pani obiektywne spojrzenie na to, co dzieje się w moim związku. K. poznałam w kwietniu 2006, w czerwcu byliśmy już razem. Przez pierwsze dwa lata nie mogłam mu nic zarzucić. Pracował dużo zawsze od 8 do 20, ale kilka dni znalazł wolnego i w tedy przyjeżdzał do mnie(mieszkamy w sąsiednich województwach). Zawsze prawił mi komplementy, okazywał uczucia, pomagał. Codziennie mówił, że kocha. We wrześniu ubiegłego roku nagle wszystko prysło. Znalazł drugą pracę w pizzerni. Wiadomo jak wygląda taka praca, czasem trzeba sidzieć do 4 rano(oczywiście z pierwszej pracy nie zrezygnował). Przestał dzwonić, pisać, nie mówi, że kocha. Jeżeli ja się nie odezwę to on to zrobi dopiero po około tygodniu. Wiem, że dużo pracuje, że jest zmęczony. Mówię mu, żeby trochę odpuścił, ale on zaprzecza, mówi, że czuje się świetnie. Nie śpi po nocach. Nie ma czasu przyjechać do mnie. Jestem cierpliwą osobą. Znosiłam to od września i żadko robiłam mu z tego wymówki. Kiedyś po tygodniu odezwał się. Miał zadzwonić poprzedniego wieczoru, ale tego nie zrobił. Przepraszał, mówił, że jest beznadziejny itd. Ja zaprzeczałam, ale niestety znowu jest to samo. Ostatnio widzieliśmy się w sierpniu! Znajomi mówią mi, żebym sobie dała z nim spokój, że się marnuje przy nim, że on mnie nie szanuje, że tak nie postępuje chłopak ze swoją dziewczyną. Ja go kocham i staram się to przetrzymać, ale już nie daję rady. Wczoraj napisałam mu, co o tym myśle. Napisałam mu, że to JA tworze z NIM związek, a nie MY. Nie odpisał mi na to. Kiedy zapytałam kiedy mnie odwiedzi to nie odpowiedział(ja nie mogę do niego pojechać). Co ja mam o tym myśleć. Czy facet aż tak może stracić głowę dla pracy? Czy ona jest ważniejsza? Czasami przychodzą myśli, że może on kogoś ma. Wiem, że nie powinnam dopuszczać do takich myśli, ale ja naprawdę nie wiem, co się dzieje. Niby mogę na nim polegać tak jak mnie zapewnia, ale odzywa się dopiero jak to na nim wymuszę jakąś pretensją. Proszę Panią o pomoc.


* * * * *

No cóż, znajomi mają rację: nie tak postępuje chłopak ze swoją dziewczyną.
Osobiście skłaniałabym się ku Twojej teorii: jest bardzo prawdopodobne, że on kogoś ma i bardzo możliwe, że jest to jakaś dziewczyna właśnie z tej pizzerii. Tym większą ma motywację do siedzenia w pracy. Osobiście Karolino nie wierzę, że można tak funkcjonować bez szkody dla organizmu, bo nie da się pracować 20 godzin na dobę, nie spać i czuć się świetnie. Ja pracowałam kiedyś bardzo długo ale po 3 miesiącach byłam wykończona. Długo się tak nie da. Zresztą: co jest przyczyną takiego jego rzucenia się w wir pracy? Bo nawet w pieniądze nie wierzę, bo po prostu po jakimś czasie z przemęczenia można umrzeć. No człowiek ma ograniczone możliwości i wytrzymałość. Jego zachowanie jest dziwne, wskazuje faktycznie na to, że nie jesteś dla niego najważniejszą osobą i nie traktuje Cię jak swoją dziewczynę. Więc pewnie kogoś ma. Albo z jakichś względów nie chce dłużej z Tobą być ale boi się o tym Ci powiedzieć, nie Am odwagi, więc robi uniki. Poproś go o rozmowę, najlepiej na żywo (o ile się da). Niech postawi sprawę jasno, choćby prawda była przykra. Ty nie możesz dłużej tak funkcjonować, musisz wiedzieć na czym stoisz. Przykro mi z powodu takiego obrotu sprawy, ale musisz podjąć zdecydowane kroki dla własnego dobra. Z Bogiem!

  Ola, 18 lat
2542
25.01.2009  
Właściwie nie do końca wiem po co piszę..Chyba chciałabym,żeby ktoś spojrzał z dystansem na moją sytuację,a nie jestem zdolna opowiedzieć o niej komukolwiek osobiście.Rok temu po rekolekcjach skontaktował się ze mną chłopak(nazwę go tutaj X),którego na wyjeżdzie nie zdążyłam zbyt dobrze poznać,więc zdziwiło mnie,iż chce utrzymać ze mną kontakt.Pisywaliśmy ze sobą 2-3 razy w tygodniu przez pół roku,umówiliśmy się nawet,że pojedziemy na wakacje w tym samym terminie,ale ja traktowałam to wszystko jako typowe koleżeństwo.W tym momencie muszę zaznaczyć,że długo przed tym złożyłam Bogu nietypową prośbę:chciałam,aby zabrał z mojego życia wszystkie przypadkowe miłostki i pozwolił mi zakochać się dopiero w tym człowieku,którego On mi przeznaczy.I rzeczywiście do wakacji nikt nie zrobił na mnie wrażenia,chociaż spotykałam wielu fajnych chłopców.Dopiero X latem na wyjeżdzie zapadł mi w serce.Pokochałam go(a nie zakochalam się w nim)jak jeszcze nikogo-czułam,że to miłość przez Miłość Chrystusa,że mogłabym z X spędzić resztę życia,więcej!byłam pewna,iż tak będzie.On też okazywał mi duże zainteresowanie:szukał mojego towarzystwa,dużo rozmawialiśmy,wiele mogłam też wyczytać z jego gestów.Podobał się większości dziewczyn,które wręcz mu się narzucały,a on zdawał sie być zakochany we mnie,czuły,troskliwy,uczucia wisiały w powietrzu.Nie chciałam jednak niczego przyśpieszać.Spodziewałam się,że po wakacjach będziemy się po prostu nadal przyjaźnić,ale on zachował się strasznie dziwnie!Przestał wogóle do mnie pisać,kiedy ja próbowałam,czasem nawet nie odpisywał.Nie potrafię tego zrozumieć,on zachowuje się,jakby nic się między nami nie działo.To nie jest typ chłopaka,który bawi się dziewczynami.Ma klasę i kocha Jezusa,nie krzywdziłby więc nikogo celowo.Myślałam,że zapomnę,modliłam się o zabranie tego uczucia,jeśli ono do niczego nie prowadzi,ale mimo to wciąż go bardzo kocham.Zastanawiałam się nawet czy to nie złudzenie,ale wiem,że kocham żywego człowieka,a nie wyobrażenie o nim. ???

* * * * *

Olu! Wyjść jest kilka: albo poznał kogoś innego. Albo poznał Cię bliżej i z jakichś względów zrezygnował. Absolutnie nie możesz mieć tu do siebie pretensji, bo nie wiesz o co chodzi. Albo uznał (a może tak było faktycznie), że Ty jego zainteresowania nie odwzajemniasz albo nie odwzajemniasz tak jak on by sobie tego życzył. Ja nie wiem jak wyglądały Wasze codzienne kontakty, jak on się zachowywał, co mówił, pisał i jak Ty na to reagowałaś. Jeśli normalnie, po koleżeńsku (a tak na razie należało), jeśli nie ignorowałaś go, odpisywałaś, byłaś mu życzliwa, uśmiechałaś się, zagadywałaś czasem to nie masz sobie nic do wyrzucenia i nastąpiła któraś z pierwszych możliwości. Może też być jeszcze tak, że on zaczął głębiej się zastanawiać nad powołaniem. Może właśnie zaczął go odkrywać, myśli nad seminarium lub zakonem. Albo też doszedł do wniosku, że jeszcze nie jest po prostu gotowy na miłość, na związek.
Masz jakiś kontakt do niego? To napisz lub zagadaj. Tak neutralnie, cokolwiek. I wybadaj jaki ma do Ciebie stosunek: czy chętnie Cię widzi, czy odpowiada z uśmiechem, jest chętny do pomocy. Czy też wymiguje się brakiem czasu, nie odzywa. Wtedy możesz delikatnie zapytać czy coś jest nie tak, bo widzisz, że Wasze relacje uległy zmianie. Czy czymś go uraziłaś itp. A może jest tak, że ktoś mu coś o Tobie naopowiadał? W każdym razie próbuj delikatnie to wybadać a jeśli on stwierdzi, że nic się nie stało to będzie znaczyło, że z jakichś względów nie chce z Tobą być albo w ogóle być z kimkolwiek. Ale nie jest to Twoja wina, a jedynie jego decyzja. Tak bywa, choć to przykre. A może coś się pozytywnie wyjaśni? Życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  Kasia, 21 lat
2541
25.01.2009  
Witam. Mój problem dotyczy tak popularnej ostatnimi czasy znajomości internetowej... Piszę z pewnym chłopakiem już ponad rok. Często odzywamy się do siebie na gg, piszemy smsy, maile. Powiedzieliśmy sobie bardzo wiele, często się sobie zwierzaliśmy, on przyznał się, że wiem o nim dużo więcej niż niektórzy jego realni znajomi. I tu jest właśnie problem. Nieraz nalegałam na spotkanie, ale on stwierdził że boi się być ze mną sam na sam. Że za dużo mi powiedział, że się wstydzi trochę, że boi się intymnych i szczerych rozmów ze mną. Zgodzi się jedynie na spotkanie w grupie, wśród dużej liczby innych osób. Mówi wprost, że możliwość zbliżenia się do mnie nie tylko w świecie wirtualnym go przeraża, że powiedział mi już za dużo i za daleko to doszło, żeby teraz tak o po prostu się poznać... Mam pewność, że nie ściemnia, by pisać skąd musiałabym się za dużo rozpisywać. W każdym razie oboje wiemy jak wyglądamy, oboje się lubimy, oboje dużo o sobie wiemy. Też mnie trochę niepokoi przejście do realistycznego świata, ale jestem na to gotowa, już rok się znamy i bardzo chciałabym sie z nim zaprzyjaźnić, tym bardziej że odczuwam coraz bardziej jego brak obok siebie, kontakt interentowy już mi nie wystarcza, tęsknię za jego obecnością. chcę poznać go, jego wady, zalety, zachowania, przekonać się jaki jest naprawdę, rozmawiać z nim dużo... Wiem, że to osoba niezwykle skryta, nie lubiąca za bardzo ludzi, bardzo specyficzna... Ale jednak zależy mi na nim.Jak mam go przekonać, że chować się nie warto przed sobą i że nie ma się mnie bać...? Chcę się przekonać jaki jest... Już za bardzo męczę się ograniczeniem wyłącznie do świata wirtualnego. Dziękuję bardzo za odpowiedź i pozdrawiam.

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 59, 118, 1072. Widzisz, przyszedł ten moment, że chcesz go zobaczyć, dotknąć, poznać w realu. I bardzo dobrze. Dlaczego on nie chce? Tłumaczenie się nieśmiałością to za mało. Oczywiście, że jest stres, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu, ale jeśli zależy mu na Tobie to chęć zobaczenia Cię na żywo, a nawet ciekawość powinna zwyciężyć. Kasiu, musisz postawić sprawę trochę bardziej zdecydowanie: powiedzieć, że Tobie już taka znajomość nie wystarcza, że Ty też się stresujesz, że spróbujecie poznawać się jakby na nowo. Że Ty chcesz go zobaczyć, że za tym tęsknisz. Jeśli on pisze, że poznanie się w dużej grupie ludzi byłoby wyjściem to niech coś takiego zaproponuje. Bo skąd Ty mu nagle taką grupę weźmiesz? A może chodzi mu o jakąś imprezę kulturalną czy pielgrzymkę? Może wybierzcie się razem np. na drogę krzyżową ulicami miasta - i zobaczycie się i nie będziecie musieli od razu rozmawiać zbyt dużo. Potem on by Cię np. odprowadził do domu. Albo idźcie do kina chociaż czy na wystawę - na coś co sprawi, że będziecie ze sobą ale nie będziecie skupieni tylko na sobie. Rok to już naprawdę bardzo dużo i czas się zobaczyć. Kasiu, po prostu zaproponuj coś takiego albo poproś go by on coś wymyślił. A jeśli nadal będzie się opierał nawet takiemu bezpiecznemu wyjściu to zaczęłabym podejrzewać, że wcale nie chce lub nie jest gotowy na realną znajomość, że tylko gra kogoś przed ekranem, bo tak wygodniej, bo nie trzeba twarzy pokazywać. Uczciwość zobowiązuje do pokazania się, do przyznania się, że ja to ja, że istnieję i faktycznie mi zależy. Tak właśnie zrób. Módl się w tej intencji i wyznacz sobie jakiś czas do kiedy możesz czekać. Nie ma sensu przeciągać tego na kolejne miesiące bo do niczego to nie prowadzi. Ja naprawdę rozumiem nieśmiałość i strach, ale w końcu on tu jest facetem, on powinien dążyć do tego, by Cię sobą zainteresować i podejmować kroki byś chciała z nim być. Nie możesz cały czas tylko Ty wykazywać inicjatywę i ciągnąć go za sobą. Życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  M., 19 lat
2540
24.01.2009  
Mam przyjaciela. Ma On dziewczynę, która jest straszną zazdrośnicą i materialistką. Ma naprawdę dużo wad i nie nadaje się na żonę. Tyle zła Mu wyrządziła... Tyle cierpienia zadała... Nie są ze sobą bardzo długo, ale On coś czuje do Niej. Wiele razy Mu radziłam co zrobić by było lepiej w Ich związku. Czasem to pomagało, a innym razem nie. Wiele razy też się mnie pytał czy nie powinien Jej zostawić. Ja Jej wtedy nie znałam. Bałam się, że może On trochę przesadza. Ale kiedy Ją poznałam, to zrozumiałam jak wiele dużych błędów popełniłam. On nie powinien z Nią być. Teraz to wiem. Ona jest gorsza niż myślałam... Żałuję, że nie wiedziałam tego wcześniej... :( Chcę, żeby On był szczęśliwy, więc muszę coś z tym zrobić. Tylko nie wiem co. Nie wiem co mam Mu powiedzieć i jak mam Ją przepędzić z Jego życia... Proszę pomóżcie... ;(

* * * * *

Przestań się wtrącać. Brutalne stwierdzenie? Owszem, ale to co robisz i mówisz to przesada. Naturalnie rozumiem Twoją troskę o przyjaciela i pragnienie, by był szczęśliwy. To naturalne. Ale nie traktuj go jak osoby bez wolnej woli i rozumu, jak małego dziecka, które nie wie co robi. Być może w istocie jego dziewczyna nie jest kimś dla niego odpowiednim, ale: nie Tobie to oceniać - to po pierwsze, a po drugie: skoro zdecydował się z nią być to coś nim kierowało i być może ma taki właśnie gust. A nawet jak zdecyduje się z nią rozstać to musi to być jego suwerenna decyzja i jego wybór. Może musi się "przejechać" żeby zrozumieć? Może sam musi dojść do takiego wniosku? Ty wyraziłaś swoje zdanie, powiedziałaś co o niej myślisz. I na tym Twoja rola niech się skończy. Inaczej stracisz przyjaciela. A wiesz dlaczego? Bo albo ta dziewczyna się zorientuje, że prowadzisz krucjatę przeciwko niej i zrobi Ci karczemną awanturę albo sam przyjaciel poczuje się urażony, że w końcu jego, przez niego wybraną dziewczynę krytykujesz i de facto - rozwalasz ich związek. Zrozum, że on jako dorosły chłopak ma prawo o sobie decydować. Powiedziałaś co myślisz, co Twoim zdaniem jest źle, poradziłaś co mogłaś. Nie zerwiesz za niego, nie podejmiesz decyzji za niego. I nawet Ci nie wolno. Bo nie wolno wtrącać się w niczyj związek. Pomyśl jak Ty byś się czuła gdyby przyjaciółka Twojego chłopaka chciała "przepędzić Cię z jego życia"?
A tak na marginesie: nasuwa mi się wniosek, że chyba za tą gorliwością w Twoim działaniu stoi jakieś Twoje uczucie do tego przyjaciela, czy nie jest tak?
Pomyśl proszę nad tym co Ci napisałam i jeśli naprawdę chcesz pomóc to się módl za niego: o dobre podjęcie decyzji, o dobrą żonę dla niego, o działania zgodne z wolą Bożą. Zapewniam Cię, że jeśli ta dziewczyna nie jest dla niego Bóg sam tak pokieruje wszystkim, że nie będą ze sobą, Ty osobiście nie jesteś za to odpowiedzialna i nie będziesz z tego rozliczana. Z Bogiem!

  mika, 19 lat
2539
24.01.2009  
Witam! Ostatnio rozstałam się z chłopakiem z którym byłam prawie 2lata. Bardzo Go kocham do tej pory, ale to był mój wybór. Skończyłam tą znajomość, ponieważ był o mnie chorobliwie zazdrosny i strasznie zaborczy. Nie znam nikogo aż tak upartego. Nie ufał mi. Wciąż myślał, że Go zdradzam. Nic nigdy nie dało Mu się przetłumaczyć. Mimo to bardzo Go kochałam. Dobrze zrobiłam zrywając z Nim? Dziękuję z góry za odpowiedź.

* * * * *

Moja Droga, poczytaj o zazdrości w odp. nr: 24, 377, 1343, 1385 i sama oceń czy dobrze zrobiłaś. Czy dałabyś radę żyć z kimś takim? To jest koszmar a nie prawdziwa miłość. Jeśli się kocha to się ufa. Jak się posądza o zdradę, nie dowierza to znaczy, że się nie wierzy w miłość tej osoby. Bo gdy się kocha to jest się ukierunkowanym tylko na tą osobę i do głowy nam nie przychodzi myślenie o kimś innym. A jak komuś przychodzi to przez ten pryzmat ocenia innych. A zatem sam nie jest w porządku. Skoro zdecydowałaś się na zerwanie to znaczy, że nie mogłaś już wytrzymać. Nie musisz mieć wyrzutów sumienia, że zerwałaś skoro kochałaś, bo miłość nie zobowiązuje do trwania przy kimś z kim nie da się żyć. Oczywiście, jest ból i rozdarcie ale miłość jest decyzją a nie samymi uczuciami. I nie istnieje przeznaczenie w miłości, o czym pisałam w tym artykule: [zobacz], tzn. nie jest tak, że jak zerwałaś z tym chłopakiem to "przegapiłaś" swoją jedyną i prawdziwą miłość. Rozumiem Twój ból i rozterki, musisz teraz dać sobie czas na przeżycie swojej żałoby i "dojście do siebie", polecam Ci zatem odp. nr: 80, 526, 653, 825 . Módl się, by Bóg uleczył Twoje serce i dał spokój z dobrze podjętej decyzji. Z Bogiem!

  smutna, 20 lat
2538
24.01.2009  
Znam się z chłopakiem od 1,5 roku, jednak razem jesteśmy od troszkę ponad 2 miesięcy, choć od początku znajomości była między nami "chemia." Miałam jednak wiele wątpliwości dlatego nie wiązaliśmy się ze sobą. On mieszka za granicą (nasze poznawanie odbywało się przez internet).On pracuje tam, ja studiuje tutaj.On chce bym przylatywała do niego w weekendy, ale ja troszkę tego nie widzę...Gdy wyjeżdzał ostatnim razem byłam pewna naszego związku, mimo tego, że w czasie jego pobytu nie działo się dobrze(poddaliśmy się pożadaniu i naszej cielesności),postanowiliśmy, że to się zmieni, że zaczynamy wszystko od nowa...Teraz po nie całym miesiącu mam wiele wątpliwości...Czuję się z tym paskudnie, bo przecież tak nie dawno mówiłam, że chcę z nim być, że mimo trudności będziemy się starać.Tylko, że ja uświadomiłam sobie, że gdy jestem przy nim to jest fajnie, choć denerwuje mnie w wielu sprawach i właśnie w kontekście tego co mnie drażni nie wyobrażam sobie naszego wspólnego życia-zwłaszcza wychowywania dzieci, bo jak wychowywać dzieci z kimś kto np.wciąż źle wyraża się o innych (zwłaszcza o Polakach),ktoś kto chodziłby ze mną do kościoła i z dziećmi, choć on dobrego słowa nie powie na kościół i księży i gdy dziecko by dorosło być może chciałby mu powiedzieć, że kościół jest taki i taki, chodziliśmy do kościoła, ale teraz wybieraj możesz chodzić do kościoła lub nie i mieć Boga w sercu.Zupełnie nie rozumiem takich pomysłów.Pytanie jednak moje, czy przez moją miłość, wzór zycia nie powinnam mu pokazywać pewnych prawd, czy to nie zło tak po prostu odejść, bo coś zaczęlo mi się nie podobać?Czy nie powinnam raczej być znim, bo być może tylko kochająca osoba może wskazać mu drogę, a jeśli tego nie zrobię?Czy mogę go mieć " na sumieniu"Milość to troska i decyzja, martwię się o niego, chciałabym by był szczęśliwy, nie umiem jednak podjąc tej decyzji. Martwi mnie pewien mój egoizm. Chciałam by w końcu zaznał miłości(nie było jej w jego życiu)a gdy pojawiły się trudności sama się waham?

* * * * *

Wydaje mi się, że już zadałaś to pytanie (inaczej sformułowane a ja Ci odpowiedziałam w odp. nr 2535). No ale jeśli nie to i tak tamtą odpowiedź przeczytaj, pasuje do Twojej sytuacji. A poza tym: to, że masz wątpliwości i rozterki to dobrze, to normalne i tak powinno być. To znaczy, że nie jesteś " ślepo" zakochana. Oczywiście, że wiele Was dzieli i masz rację, że nie może być tak, że teraz Ty nagle poświęcisz wszystko i przyjedziesz do niego. Masz rodzinę, studia. Nie możesz tak po prostu z tego zrezygnować i on nie ma prawa tego od Ciebie wymagać. Jeśli poważnie by myślał o Tobie to mimo wszystko by poczekał aż skończysz się uczyć widując się z Tobą na tyle na ile to możliwe. Rozumiem, że on jest Polakiem, tak? To niepojęte jest dla mnie złe wyrażanie się o swoich rodakach. Ja rozumiem, że być może chodzi mu o zachowanie Polaków za granicą, bo faktycznie pozostawia nieraz ono wiele do życzenia, ale uogólniać nie można. Nie można odwrócić się od ojczyzny dlatego, że się wyjechało. Kraj powchodzenia zawsze wiąże a obywatelstwo zobowiązuje, choćby do poszanowania kraju, który go wydał i jego historii a także tych, którzy za ten kraj zginęli. On jako dorosły chłopak powinien to wiedzieć i nie dąsać się. Kolejna kwestia to wiara. Moja Droga! Wielokrotnie piszę, że możliwy jest związek nawet z osobą niewierzącą ale niewierząca, prawdziwym ateistą a nie wrogiem Kościoła. I choć ten pierwszy związek jest trudny to możliwy, to ten drugi już nie. Dlaczego? Pisałam o tym szczegółowo w tym artykule: [zobacz] proszę przeczytaj. Nie, nie jest tak, że Ty jako strona wierząca musisz trwać przy kimś PO TO by być może go nawrócić. Właśnie przeciwnie: będąc z kimś niewierzącym należy robić założenie, że on się nie nawróci. Oczywiście, może tak nie być i może się zdarzyć (czego zawsze życzę), że to nawrócenie nastąpi, ale nie wolno się na to nastawiać. Bo co jeśli nie? Związek pod warunkiem? A jeśli nie to czy jesteś gotowa ponieść trud takiego związku? Z Twojego listu wynika, że nie. Kolejna kwestia: czystość. To już dla mnie jednoznacznie wskazuje na niepoważne jego zamiary. Gdyby Cię kochał to by Cię szanował. Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i pomyśl. Nie wyrzucaj sobie egoizmu. Po to jest czas poznawania się, chodzenia ze sobą, żeby wybrać, zdecydować. A na tą decyzję ma wpływ wiele czynników, np. takich jak przez Ciebie opisane. Piszesz, że on nie zaznał miłości. Jeśli postępował tak jak z Tobą to jak miał mu się udać związek? Jeśli zaczynał od końca, od cielesności? Jak miał mu Bóg błogosławić jak on Boga nie chce znać? Jak miał dojść do porozumienia z drugim człowiekiem skoro źle wyraża się o swojej ojczyźnie? To nie tak, że Ty masz misję zrobienia z niego "człowieka" i uszczęśliwienia go. To on musi bardzo wiele w swoim życiu zmienić i przemyśleć, otworzyć się na Boga i ludzi. Ale Ty nie jesteś zobowiązana do tego. Ty nie możesz brać na siebie takiego ciężaru, nikt od Ciebie tego nie wymaga. Mogłabyś mu pokazywać Boga i miłość, ale jak to możliwe skoro on tego nie chce ? Nie byłoby łatwe kształtowanie takiego człowieka, bo on już jest dorosły i ma swoje ukształtowane, nie najlepsze poglądy. Droga Smutna, współczuję Ci. Ale nie uważaj się na kogoś kto musi się dla niego poświęcić. Związek to relacja wzajemna i nie może jedna strona się spalać całkowicie w imię dobra dla tej drugiej w sytuacji gdy ta druga nie widzi, że od niej należy wiele rzeczy. Ty też jesteś ważna. Czy Twoje potrzeby i oczekiwania są zaspokojone? Myśl o nich, nie tylko o jego potrzebach. Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Módl się o dobrą decyzję, o pokój serca, o rozeznanie i odwagę. Z Bogiem!

  Marika, 16 lat
2537
23.01.2009  
Witam:)
Mam jedno pytanie. Poznaje chłopaka, który jest na 1 roku studiów. Ja idę w tym roku dopiero do liceum. Czy ta znajomość ma sens? Nie ukrywam, że podoba mi się on. To jest bardzo trudne do zniesienia i jeszcze najważniejsze. Moja mama zakazuje mi "chodzenia" z chłopakami, bo uważa, że jestem za młoda. Ciągle to powtarza. Jak mam jej powiedzieć, że ja też mam uczucia i może mi się ktoś podobać:(. Ona nawet nie próbuje tego zrozumieć.
Pozdrawiam!!


* * * * *

Odnośnie wieku przeczytaj proszę odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253 a odnośnie mamy: 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839. Rozumiem obawy Twojej mamy, jednak jeśli swoim postępowaniem udowodnisz jej, że nic nie zawalasz, nauka i obowiązki domowe nie ucierpią, jeśli pokażesz jej tego chłopaka a ona będzie miała okazję z nim porozmawiać to być może zmieni zdanie. Tylko nie tyle dyskutuj co pokazuj to wszystko swoim postępowaniem. Módl się też o rozeznanie czy to "ten" chłopak. Z Bogiem!

  Jola, 37 lat
2536
23.01.2009  
witam...jestem mezatka, poznalam mezczyzne starszego ode mnie o 15 lat znamy sie pol roku zakochalismy sie w sobie, z mezem stosunki sie ochlodzily ale kocham go i boje sie decyzji ktora moze zapasc odnosnie opuszczenia go. Mamy dwojke dzieci 17 i 13 lat. Tamten mezczyzna chce byc ze mna jest po rozwodzie pare lat. Kocham Go bardzo. Ale boje sie przyszlosci. Nie wiem co mam zrobic. Czy byc szczesliwa i zostawic meza czy zyc w zwiazku tylko z rozsadku choc jeszcze ta milosc sie tam tli. Nie wiem......wiem ze decyzje musze podjac sama ale prosze o pomoc.

* * * * *

No to ja Ci polecam odp. nr: 281, 372, 22, 60, 424, 464, 1099, 1189, 1349, 1828 oraz te: 1669, 1847, 1848, 1986. Poczytaj i pomyśl. Choć chyba wiesz co trzeba zrobić skoro piszesz na stronę katolicką, skoro targają Tobą wątpliwości. Za uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni, ale za to co z nimi zrobimy już tak. Pomyśl o Waszym dniu ślubu, pomyśl o czasach narzeczeństwa, popatrz na owoce Waszej miłości - dzieci. Pomyśl o tych wspólnych latach. Ja też jestem mężatką, więc mówię to wszystko z pełną świadomością każdego słowa. Pomyśl co ślubowałaś i jak się wtedy czułaś. Tak, pokusy mogą być ale Ty zdecydowałaś przed Bogiem i świadkami być z tym człowiekiem - mimo wszystko całe życie. Polecam ci też form na stronie www.sychar.pl. Ale przeczytaj najpierw polecane odpowiedzi. Ja wierzę, że podejmiesz słuszną decyzję - bo tylko słuszne a nie wygodne decyzje mają w życiu wartość. Obiecuję modlitwę. Ty też módl się o siłę i światło Ducha św. Z Bogiem!

  she, 19 lat
2535
22.01.2009  
Szczęść Boże! 16 miesięcy temu poznałam przez internet mężczyznę 35 letniego. Rozmawialiśmy, pisaliśmy, różnie bywało, ale we wrześniu spotkaliśmy się, później w listopadzie i w grudniu (on mieszka za granicą). Sylwestra spędziliśmy razem. Jesteśmy parą- tak można to nazwać... Tylko... ja już nie chcę... Wiem, że wykazałam się straszną niedojrzałością i w pewien sposób zabawiłam się jego uczuciami. Wiedziałam, że miał ciężkie życie, że został zraniony przez dziewczyny, a teraz i ja mam zamiar odejść choć wiem, że on jest bardzo, bardzo zaangażowany. Dlaczego? Myślałam, że znam go dobrze, jednak zaczęłam zauważać pewne rzeczy, zdałam sobie sprawę, że nie widzę naszego wspólnego życia, wychowywania dzieci. Wiem, że dziwne po tak krótkim czasie bycia ze sobą pisać o małżeństwie, ale z racji jego wieku muszę myśleć o tym. Mamy inne podejście do wielu spraw, do wiary, kościoła, do innych ludzi, do naszej ojczyzny... Ponad to mimo, że tak krótko jesteśmy razem to doszło do bliskich kontaktów fizycznyc(niestety- nigdy tego nie chciałam). I teraz gdy to wszystko sobie uświadomiłam postanowiłam skończyć tą znajomość, choć nie jest mi łatwo, bo jest to pierwszy mężczyzna dla którego stałam się bliska. Ale przede wszystkim martwię się o niego, że nie zniesie kolejnego bólu i rozstania... Boję się, że może zrobić coś naprawdę strasznego, w sumie nie wiem do czego jest zdolny. Nie wiem jak zakończyć tą znajomość, bo do niego w nie docierają moje argumenty (on uważa, że jak się kocha to jest się gotowym poświęcić wiele- tylko, że to ja musiałabym poświęcać- studia, wyjazd z kraju? itp), a nie chcę być brutalna. Nie wiem jakbym przeżyła to jakby jemu coś się stało przeze mnie... Wiem nie mogę brać odpowiedzialności za dorosłego mężczyznę, myślę, że moja decyzja jest słuszna, ale jednak się martwię, bo mimo wszystko jest on dla mnie bardzo ważny, nie wyobrażam sobie stracić z nim kontaktu, ale patrząc w dalszej perspektywie myślę, że jest to konieczne... Proszę bardzo o radę...

* * * * *

Moja Droga!
By być ze sobą potrzeba wspólnoty poglądów, zainteresowań, a przede wszystkim decyzji, że chce się z tą osobą być. Po to jest czas poznawania się, chodzenia ze sobą, żeby zdecydować - również jeśli jest to decyzja na "nie". Jeśli po bliższym poznaniu się uważasz, że nie widzisz przyszłości z tym człowiekiem to nawet uczciwość zobowiązuje Cię do jasnego postawienia sprawy. Rozstanie zawsze jest trudne i masz rację, że trzeba patrzeć też przez pryzmat uczuć tej drugiej osoby. Natomiast nigdy nie wolno trwać wbrew sobie, tylko dlatego, żeby komuś nie było przykro. Bo to też jest oszustwo - nie kochasz a zabierasz czas i robisz nadzieję.
Naturalnie można żałować tu dwóch rzeczy: tego, że tak pochopnie podjęłaś decyzję o spotykaniu się z nim w sytuacji kiedy wiedziałaś, że dorosły chłopak myśli o założeniu rodziny a nie przelotnej znajomości - to po pierwsze. A po drugie - kontakty fizyczne. Piszesz, że ich nie chciałaś. No to dlaczego do nich doszło? Na siłę? To przestępstwo. Tak czy inaczej zgodziłaś się - bardzo źle. Ale mino tego nie zmienia to sytuacji. Nie wolno Ci być z nim dlatego, że myślisz że on nie zniesie rozstania. Zapewniam Cię, że 35-letni mężczyzna nie myśli i nie czuje tak jak 19-letnia dziewczyna. Nic sobie nie zrobi. Nawet jeśli to przeżyje boleśnie bo miał w stosunku do Ciebie jakieś poważne zamiary (w co mimo wszystko wątpię, bo gdyby tak było to nie dążyłby tak szybko do kontaktów fizycznych z młodą dziewczyną, bo przyszłą żonę się szanuje) to nie znaczy, że Ty nie masz nic do powiedzenia. To trudna sytuacja - dla Was obojga i wcale Ci nie zazdroszczę tej rozmowy. Jednak stań w prawdzie i podejmij decyzję. Ja Ci polecam odp. nr: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 80, 526, 653, 825. Łatwiej będzie Wam obojgu, bo nie widzicie się na co dzień. A na przyszłość bądź ostrożniejsza. Módl się o rozeznanie, o ta rozmowę, również w jego intencji i zbierz się na odwagę. Z Bogiem!

  Jola, 50 lat
2534
10.01.2009  
Proszę o poradę. Jak reagować i ustosunkować się do postwy osoby, która często się obraża? Choć nie czyję się winna lecz taka obrażająca się osoba wprowadza trudne relacje ze mną i otoczeniem, nie wiem jak się zachować. Jest to osoba mnie bliska.

* * * * *

Proszę zadaj pytanie na Forum Pomocy www.katolik.pl. Tam z pewnością uzyskasz przekrój odpowiedzi od różnych osób, które mają takie doświadczenie. Moja odpowiedź może być bardzo subiektywna i ogólna zarazem, bo nie znam tej osoby i nie wiem "co na nią działa". Ja albo bym porozmawiała szczerze albo nie brała sobie do serca tej obrazy albo uznała, że to jej problem, ale to trudno powiedzieć, bo to zależy od konkretnej sytuacji i tej osoby. Z Bogiem!

  Rainbow, 22 lat
2533
10.01.2009  
Witam :) Moje pytanie może być trudne do ujęcia, ale spróbuję. Nikt nigdy nie był mną zainteresowany (poza pewnym księdzem, który chciał sobie znaleźć zabawkę i który oczekiwał, delikatnie mówiąc, za wiele, i z któremu na szczęście dawno powiedziałam, że nie interesuje mnie taki układ), nikt mi nigdy nie pokazał, że jestem ważna jako kobieta, zawsze musiałam być sama i radzić sobie sama. Nikt nigdy nie odwzajemnił mojego uczucia. Jestem osobą, której ludzie ufają, wiele osób przychodzi się poradzić na temat swoich związków, swoich relacji. Ja zawsze z uśmiechem odpowiadam, potem ludzie mówią mi, ze bardzo im pomogłam. Szkoda tylko, że zawsze mam wrażenie, że mówię o czymś, co mnie nie spotyka, co jest dla mnie tylko teorią, i co mogę sobie tylko wyobrazić poprzez empatię i pewne uniwersalne pragnienia kobiece. Ale czuję, że jedyną osobą, która jeszcze wierzy, że jestem coś warta jakos kobieta jestem ja sama. To jest takie trochę beznadziejne, bo nie można siebie przekonywać w nieskończoność, nie mając pokrycia w rzeczywistości. To wszystko nie rujnuje mi życia i ja sobie poradzę, ale dochodzi do tego, że czasem nie mam ochoty się spotykać ze starymi znajomymi, którzy właśnie znaleźli sobie pary. Nie mogę na nich patrzeć, choć udaję, ze wszystko jest w porządku. Zastanawiam się, co jest ze mną nie tak.
I to nie jest też tak, że ja z kimś w związku muszę być. Mogę zostać sama, jeśli Bóg chce. Tylko niech właśnie powie czego chce, bo będąc w takim stanie, kiedy czuję, że nie mam swojego miejsca na Ziemi, czuję się trochę jak zabawka. Na pewno wiele rzeczy wyolbrzymiam, mówiąc poprzez żal, ale to wszystko to część mnie i nie umiem się tego pozbyć. Jeśli cokolwiek jest tu zrozumiałe, to proszę od odpowiedź. Z Bogiem. :)


* * * * *

Wszystko jest z Tobą w porządku. Przecież to jasne, że nie masz ochoty spotykać się z kimś kto właśnie kogoś sobie znalazł jeśli Ty jesteś sama. Kobieta, która bezskutecznie stara się o dziecko latami też nie może patrzeć na kobiety w ciąży. I to jest normalne. To po prostu odczucia: żalu, smutku, nawet złości - że ja cierpię, a inni mają to czego ja nie mam. Więc się tego unika. To psychika. Nie musisz sobie tego wyrzucać, tylko kiedy nie czujesz się na siłach to się nie spotykaj wtedy z takimi znajomymi. Jednoczące natomiast jest spotkanie z osobami z takim samym problemem. Masz takich znajomych, koleżanki?
Co do odpowiedzi Pana Boga. Nie potrafię jednoznacznie nic Ci tu doradzić prócz tego, byś prosiła nadal i starała się nadal. Widzisz, ja też długo czekałam zanim w ogóle z kimkolwiek byłam. Miałam wtedy 26 lat. Nie wiem czemu czekałam tak długo, a są przecież osoby, które czekają jeszcze dłużej i też zadają sobie pytanie dlaczego i po co to czekanie? Być może dlatego, że osoba, z którą będziesz jeszcze nie jest do związku gotowa i Bóg nie pozwala Wam się spotkać byście się nie poranili i nie rozstali? Być może Ty masz jeszcze dojrzeć i coś zrozumieć lub coś zrobić. Nie wiem. A może to jest próba dla Ciebie, być była bliżej Boga, byś się wytrwale modliła? A może spróbujesz wpisać się tutaj?: [zobacz]
Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic to przyjdź 21 marca o 19.00 na Mszę św. do kościoła na ul. Skaryszewską 12. Właśnie ruszają Msze św. dla osób poszukujących drugiej połówki. Zawsze w trzecią sobotę miesiąca. Jeśli jesteś z daleka po prostu módl się w tej intencji, podejmij jakieś konkretne zobowiązania np. codziennie dziesiątek różańca lub nowenna w intencji znalezienia dobrego męża. Próbuj i módl się. Polecam Ci też ten artykuł: [zobacz]
Życzę Ci znalezienia tej prawdziwej, jedynej miłości i niedługiego oczekiwania. Z Bogiem!

  Jeremi, 17 lat
2532
10.01.2009  
Tak, ale NIE powiedziałem dziewczynie, że ją kocham...Ona mi także tego nie powiedziała. Nie szastamy więc słowem "kocham". Między zakochaniem a miłością jest przepaść i my to rozumiemy...w okresie zakochania jest się oczarowanym drugą osobą. Przy miłości emocje już opadają. Powiedzieliśmyu sobie niemal równocześnie, że sie w sobie zakochalismy. I rozumiemy róźnice co to znacyz "zakochać się" i "pokochać". Pisał o tym np. ksiądz Maliński. Czytałem to także na tym portalu...Nie rozumiem więc odpowiedzi na moje poprzednie pytanie... A czy pocałunek, nie jakiś namiętny jest zarezerwowany tylko dla narzeczeństwa? Naprawdę uważamy na to, by nie prowadził do czegoś złego. Jest to zwykłe muśnięcie bliskie czystości. Żadnego egoizmu czy pożądliwości...

* * * * *

A którego poprzedniego Twojego pytania dotyczy ta wypowiedź? Ja zawsze proszę byście podawali numer poprzedniego pytania bym mogła je znaleźć i się do niego odnieść. Widzisz, mnie chodziło o to, że nie powinno się wyznawać uczuć. Nawet wyznanie zakochania jest formą deklaracji, prawda? Nie powinno się deklarować zbyt wcześnie.
A co do pocałunków to jeśli masz wątpliwości spytaj spowiednika. Moim zdaniem nie są one zarezerwowane tylko dla narzeczeństwa, natomiast są zarezerwowane dla osób, które już naprawdę poważnie myślą o przyszłości razem. Wtedy właśnie są okazaniem tej miłości - prawdziwej. Wtedy ubogacają, a nie powodują niepotrzebnego napięcia (choć i wtedy trzeba się pilnować, nie czarujmy się) Teraz piszesz, że jest to bliskie czystości. Być może, ja tego nie kwestionuję, ale wiesz przecież, że z czasem pragnie się czegoś więcej, prawda? I Ty jako chłopak będziesz czuł to bardzo wyraźnie. I wtedy można nawet się nie zorientować kiedy tą granicę czystości się przekroczy, kiedy pocałunki będą po prostu dla przyjemności. Zadaj sobie pytanie: po co całujesz dziewczynę? Nie "dlaczego" bo powiesz, że to jest wyrazem uczucia tylko "po co"? I czy naprawdę moglibyście natychmiast po tym przystąpić oboje do Komunii św.? Pozdrawiam, z Bogiem!

  Gosia, 16 lat
2531
10.01.2009  
Jestem zakochana w chłopaku o 6 lat starszym... Nie ma dziewczyny;) On na mnie w ogóle nie zwraca uwagi. Od zawsze darzę Go jakimś uczuciem. Dzieki niemu podjęłam bardzo ważna decyzję w moim życiu. Pół roku temu przyjęłam Chrzest. ZRobiłam to dla siebie, ale jednak miał on na to bardzo duzy wpływ. Doskonale widziałam, że jeśli nie będę chodziła do koscioła, to on nigdy się mną nie zainteresuję. Chodzić do koscioła zaczełam rok temu, bo chciałam Go częsciej spotykać, gdyż jego mozna spotkac jedynie tam i oczywiście w domu. Praktycznie nigdzie nie wychodzi. Wydaje mi się, że On coś podejrzewa, ale nie mam pewności. Chciałabym móc sie na niego nie patrzec w ksociele, bo to mnie zdradza, ale nie potrafię. Nie wiem co mam teraz zrobić, poniewaz doskonale zdaje sobie sprawe z tego, że nigdy nie będziemy mogli być razem. Nigdy nie nawiązemy kontaktu. Ale nie potrafię poradzic sobie z myślą, że kocham kogoś z kim nie mogę być... Kilkakrotnie miałam myśli samobójcze, a nawet podejmowałam pewne próby, jedank wiem, że tego nie moge zrobić, bo to niczego nie zmieni...Jak mam żyć z myślą, że będe Go widywac przez całe życie, lae nigdy nie będziemy razem? Próbowałam zapomnieć, ale nie potrafię, to jest silniejsze ode mnie... Prosze Was o pomoc...

* * * * *

A dlaczego sądzisz, że nie będziecie mogli być razem? Jeśli on nikogo nie ma to możesz podjąć pewne próby nawiązania kontaktu. Tak, on jest starszy, ale nie jest to różnica wykluczająca bycie razem. A może właśnie dlatego do tej pory nie zainteresował się Tobą, bo też sądził, że jesteś za młoda? Proszę przeczytaj odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 tam pisałam jak można delikatnie próbować nawiązać kontakt. Jeśli spotykasz go w kościele to naprawdę nie jest źle, bo masz punkt zaczepienia. Podejdź po Mszy św. i zapytaj czy nie wie kiedy jest…(i tu wymień jakąś uroczystość w kościele), spytaj czy nie ma maila lub telefonu do ks. x. Gdyby był zdziwiony to wyjaśnij, że często widzisz go w kościele, wiesz, że jest tam zaangażowany więc pomyślałaś, że będzie miał takie informacje. Próbuj, nawet jeśli on zdecydowanie nie będzie wykazywał inicjatywy to przynajmniej będziesz miała jasną sytuację. Po 2-3 próbach bez rezultatu możesz zrezygnować, ale przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś i że to nie ten jedyny. A może jednak się uda? Nie nachalnie, ale zrób to dla siebie. A co do myśli samobójczych: czy w ten sposób spowodujesz, że z nim będziesz? Nie, więc widzisz, że to bez sensu. Tylko żyjąc możesz coś w swoim życiu zrobić i możesz być szczęśliwa. Wspaniale, że przyjęłaś chrzest, natomiast z pewnością Twoja wiara potrzebuje jeszcze umocnienia. Porozmawiaj o tych myślach z jakimś księdzem. Może też pójdziesz dalej i zdecydujesz się na przyjęcie Komunii św.? Byłoby wspaniale, gdybyś mogła w pełni uczestniczyć w Eucharystii. O, widzisz, możesz wykorzystać potrzebę zdobycia namiarów na takiego księdza w rozmowie z tym chłopakiem. Spytaj go np. czy wie który z księży z parafii zajmuje się przygotowaniem do sakramentów osób dorosłych. Nie musisz tłumaczyć, że chodzi o Ciebie, po prostu spytaj. Odwagi i powodzenia. No i módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  Marika, 16 lat
2530
04.01.2009  
Szczęść Boże!
Ja wiem, że było dużo takich listów, ale żaden jakoś do mnie nie pasowal i dalej nie moge sobie poradzic. Spróbuje w skrócie to napisać.
Otóż znam jego imię: Rafał. Dowiedziałam się od koleżanki, ale ona tylko to o nim wie i że ma 19 lat. Jest lektorem. Chodzi do kościoła. Ale zawsze gdy się na niego natkne jego tata juz do niego podchodzi i nie mam jak do niego zagadać. Bardzo mi się on podoba :). I wydaje mi się na bardzo porządnego chłopaka. Gdy czasami w kościele jest i on i ja próbuje na niego patrzeć i nie powiem, że nie zerka też czasami na mnie. Myślę o nim ciągle.. i to już trwa 2 lata:(. Dołujący ból, ale jakoś daję radę! Czy mam dalej coś z tym zrobić? Boję sie, że jeśli kieeedys tam zagadam albo pierwsza wyjde z inijatywą by go poznac to on siię zrazi, ale ja już nie wiem jak to zrobić:(!! Proszę o radę!


* * * * *

Nie powinien się zrazić. Natomiast może nie chcieć kontaktu i wtedy trudno. Ale nie będziesz tego wiedziała jeśli nie spróbujesz. Polecam Ci te odp.: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 o tym jak nawiązać kontakt. Piszesz, że widzicie się w kościele. A on zawsze tam jest z tatą? Chyba nie, co? A nawet jeśli tak to kiedyś bądź pierwsza od taty lub nawet w obecności taty spytaj czy możesz zamienić słówko. Wtedy na boku spytaj go o coś. Tylko musisz wcześniej mieć przygotowany temat dotyczący np. Drogi Krzyżowej ulicami parafii, jakiejś uroczystości, spotkania, namiaru do księdza - po prostu pytasz czy ma maila lub komórkę do księdza opiekującego się jakąś grupą itp. Cokolwiek. Jeśli chętnie Ci odpowie i poważnie potraktuje Twój problem to dobry znak. Następnym razem będziesz znów mogła podejść i mu podziękować, mówiąc, że kontakt czy informacja bardzo się przydała. Wiem, że to może trochę sztuczne, no ale nie ma innej rady. Odważ się, a będziesz wiedziała na czym stoisz. Powodzenia, z Bogiem!

  Ania, 24 lat
2529
04.01.2009  
Witam
Czy mogę związac się z bratem męża mojej siostry?
Pozdrawiam :)


* * * * *

A on jest kawalerem? Jeśli tak to nie ma przeszkód (jeśli naturalnie i on tego chce).

  Iza, 18 lat
2528
04.01.2009  
Mam 18 lat i jestem w zwiazku z 25 letnim mezczyzna. Moj problem polega na tym ze ja mam zamiar poczekac z seksem do slubu a Piotrek?No coz niby nie nalega ani nic...(coprawda jestesmy razem dopiero miesiac) ale boje sie ze dlugo nie wytrzyma...Dlaczego tak uwazam??Otoz moj chlopak nie chodzi do kosciola,mial w swoim zyciu niejedna partnerke seksualna i to niektore tylko na jedna noc...Ale mimo wszystko mam nadzieje ze uda mi sie go zmienic,ze mnie pokocha bezinteresowna miloscia bo w glebi serca czuje ze nie jest zlym czlowiekiem...i ze jakos sie nam ulozy..moze jestem naiwna?? Czy mozliwe jest zeby dojrzalemu mezczyznie wystarczyly tylko moje pocalunki??czy bedzie czul sie niezaspokojony i poszuka innej partnerki?? Sama juz nie wiem...co mam robic?? ehhh wiem ze to glupie:(( Prosze o pomoc:(

* * * * *

To, że dojrzały mężczyzna a już szczególnie mężczyzna rozbudzony seksualnie czuje takie potrzeby to nie jest niczym dziwnym - w końcu sam się w taki stan wprawił szukając wciąż nowych doznań. Natomiast czy jest możliwe, że "wytrzyma" bez seksu do ślubu? Zdecydowanie TAK, mój mąż i inni są tego przykładem. Jeśli chłopakowi (choćby był niewierzący) zależy na dziewczynie i szanuje ją, jej poglądy, jej dziewictwo, jej pragnienia to "wytrzyma". Szczegółowo o czystości i wszelkich argumentach pisałam tutaj: [zobacz] proszę, przeczytaj i daj do przeczytania ten artykuł chłopakowi.
Pojawia się natomiast tutaj jeszcze jeden problem: czy Wy się dogadujecie? Rozumiem, że na razie jesteście sobą zafascynowani, zakochani, bo to jest też jakaś nowość, ale jak z Waszymi poglądami na życie? Jak z rozmowami, zainteresowaniami? Sam wiek nie jest tutaj jakąś bardzo dużą przeszkodą, choć naturalnie należy brać pod uwagę odmienności z tego wynikające, pisałam o tym w odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253. Ale jak z codziennością? Rozumiem, że on nie wierzy a Tobie jest z tym ciężko i się obawiasz. I słusznie, polecam Ci odp. nr: 1358, 1710, 69, 466, 1682 o tym jak można odnaleźć się w związku z taką osobą i co zrobić by ewentualnie (!) delikatnie do Boga ją przybliżyć. Widzę jednak bardzo duże zagrożenie wynikające z tego, że jego przeszłość seksualna nie tyle jest bogata co z tego, że jest to dla niego normalne. Bo o ile ktoś faktycznie wcześniej miał takie doświadczenia ale zrozumiał, że nie tędy droga, że czystość ma sens i wartość to wszystko (lub prawie wszystko) jest do nadrobienia. Ale jeśli dla kogoś to nie jest absolutnie żadna wartość ani problem to nie wiem jak jest możliwe połączenia takich dwóch światów jak Wasze. Bo prędzej czy później on będzie na seks nalegał. I nawet nie dlatego, że nie "wytrzyma" (zresztą to fatalne określenie, tak jakby człowiek był zwierzęciem, a Ty tylko przedmiotem od zaspakajania jego pragnień) tylko dlatego, że dla niego związek = seks. Po prostu. Droga Izo! Przeczytaj polecany artykuł, daj go do przeczytania chłopakowi, poznaj jego zdanie na ten temat - i zdecyduj co dalej. Jeśli on go jednoznacznie odrzuci to znaczy, że odrzuci też Twoje zasady. A jeśli tak to nie da się stworzyć związku be szacunku i miłości czystej. Pomyśl i zastanów się. Z Bogiem!

  Basia, 18 lat
2527
03.01.2009  
Witam.
Z Arkiem jesteśmy parą od wakacji, ale znamy się od kilku lat. Mimo że na co dzień dzieli nas 100 kilka km, znajdujemy czas dla siebie, spotykamy się, poznajemy swoje rodziny i znajomych. Jestem bardzo szczęśliwa.
Mieszkamy w odległych miastach. Niedługo matura, studia i związana z tym sprawa zmiany miejsca zamieszkania. Dzięki tej stronie zrozumiałam, jak istotne, racjonalne i korzystne jest NIEzamieszkanie ze sobą przed ślubem. Myślę, że Arek też to rozumie. Właśnie -ja tak MYŚLE, ale tego nie wiem. Bo nie rozmawiamy na takie tematy. Przyszłość, studia, ewentualne mieszkanie w tym samym mieście.. Nie wiem dlaczego tak jest.. Sama nie poruszam tego tematu.. nie chcę go wystraszyć. Patrzę na nasz związek obiektywnie, wiem, że zależy mu na mnie. Jestem kobietą, potrzebuje jakiegoś słowa zapewnienia, a nie wiem jak mu to zasugerować?


* * * * *

Proszę, przeczytaj sama i poleć mu ten artykuł: [zobacz] tam napisałam o wszystkich argumentach. A dodatkowo odnośnie czystości: [zobacz]. A tak w ogóle to dlaczego myślisz, że on może być innego zdania? Jeśli oboje szanujecie się wzajemnie, znacie się i macie takie same zasady to nie sądzę, by on myślał, że będziecie razem mieszkać. Ale naturalnie rozmawiać o przyszłości powinniście. Tylko nie zaczynajcie od rozmowy o mieszkaniu ze sobą tylko o tym jak to będzie jak pójdziecie na studia. Możesz zasugerować, że szukasz koleżanki do wspólnego pokoju lub będziesz się starać o miejsce w akademiku. Mów tak, by dla Ciebie było to zupełnie oczywiste (bo tak jest), że Ty będziesz mieszkać z koleżanką a on z kolegą. Przecież mieszkanie w jednym mieście nie oznacza automatycznego mieszkania razem! Ja również przez kilka lat zanim wyszłam za mąż mieszkałam z koleżankami a mój chłopak, potem narzeczony po prostu mnie odwiedzał, ja bywałam u niego ale nigdy nie przyszło nam do głowy by razem mieszkać, Sytuacja nigdy tego nie wymusza, bo są akademiki, stancje, możliwość wynajęcia mieszkania lub pokoju z koleżanką, mieszkanie u cioci, nieraz możliwość zamieszkania w bursie przy jakimś zakonie itp. Jak ktoś naprawdę chce to naprawdę znajdzie takie mieszkanie. Basiu, rozmawiajcie właśnie od strony takiej oczywistości, a przy okazji możesz się powoływać na argumenty z tych artykułów. Choć dobrze by było, by Twój chłopak sam je przeczytał i wtedy możecie podyskutować. Z Bogiem!

  Agata, 20 lat
2526
30.12.2008  
Szczęść Boże. Jestem z moim chłopakiem 3 lata. Poznałam go w liceum do którego razem chodziliśmy, on jest ode mnie rok starszy. Inicjatywa na początku wyszła ode mnie. To znaczy zauważyłam go w szkole, coś mnie do niego pociągało. Po prostu mi się podobał. Chciałam jeszcze dodać,że zanim go poznałam długo modliłam sie o to aby poznać kogoś, pokochać i aby on mnie pokochał. Gdy pojawił sie Michał myślałam więc, że może to jest właśnie ta osoba o którą się modliłam, tym bardziej że okazało się, że ja Michałowi też sie podobam. Miłość wyznaliśmy sobie wcześnie, po jakichś 4 miesiącach spotykania się. Mniej więcej po takim upływie czasu Michał powiedział mi, że jest uzależniony od pornografii i onanizmu. Znam ten problem bo sama byłam kiedyś od tego uzależniona. Od tamtej pory gdy się o tym dowiedziałam cały czas staram się mu pomagać w walce z nałogiem. Również wtedy zaczęły się we nie pojawiać nowe uczucia. Często czułam się zdradzona, wykorzystywana. Od jakiegoś roku zaczę łam się zastanawiać czy go kocham. powiedziałam mu o moich wątpliwościach praktycznie od razu gdy się one pojawiły. i taki stan trwa od dzisiaj. miesiąc temu powiedziałam Michałowi, że go nie kocham. Rozstaliśmy się. Wiem , że tak chciał Bóg. Dużo się wtedy modliłam i wiem że w tym był Bóg. Myślałam że tak zostanie, że to koniec znajomości. Rozstałam się z Michałem bo nie wiedziałam czy go kocham i chciałam mu pomóc zerwać z nałogami. I tak się rzeczywiście stało. Obecnie odkryłam na nowo Boga, staram się być blisko Niego i wydaje mi się, że wszystko zaczyna sie układać. Michałowi udaje się przezwyciężać nałóg i również jest bliżej Boga niż kiedyś, często o tym rozmawiamy, modlimy się razem. No właśnie. Myślałam , że to będzie koniec znajomości, ale gdy się rozstaliśmy Michał potrzebował po jakimś czasie mojej pomocy. I teraz spotykamy sie, jest tak jak byśmy byli razem i chyba znowu jesteśmy. Nie wiem czy go kocham. Nie rozumiem już tego. nie wiem co robić. Chyba się bardzo zagubiłam.

* * * * *

No właśnie. Popełniliście błąd wyznając sobie tak wcześnie miłość. Skoro nie wiedziałaś czy go kochasz, potem stwierdziłaś, że nie to po co padły takie wyznania? Teraz to dopiero się poraniliście! Rozumiem, że po prostu pomyliliście miłość z zakochaniem i myśleliście, że się kochacie. No niedobrze, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Ale wszystko jest do nadrobienia. Co do samego problemu to polecam mu (choć pewnie to zna, stronę www.onanizm.pl), tam są świadectwa i rady. Ty też możesz ją poczytać, by móc go wspierać. Oczywiste, że jak się nawet rozstaliście a potem utrzymywaliście kontakt to uczucia będą wracały. Jeśli faktycznie chcieliście się rozstać to nie powinniście utrzymywać kontaktu. Tylko ja właściwie nie rozumiem po co Wy się chcieliście rozstać? Dlatego, że nie byłaś pewna czy go kochasz? Widzisz, miłość to nie uczucia, po prostu minęło zakochanie, a Ty to wzięłaś za koniec miłości. Tymczasem ona mogła dopiero się zacząć. Poczytaj na ten temat ten artykuł: [zobacz] Agata! Widzę, że oboje jesteście zaangażowani, że się dobrze rozumiecie i wspieracie. Bardzo dobrze, że się modlicie o rozeznanie tej sytuacji. Natomiast spróbujcie pomału i nie tak gwałtownie po prostu być ze sobą, poznając się w codzienności i pomagając sobie nawzajem. Poznajcie się dobrze, dajcie sobie szansę. To nie jest tak, że miłość jest jak burza i od razu się wie. To nie tak, że emocje będą trzymać całe życie. Pomału, spokojnie! Gdzie Wam się spieszy? Budujcie ta relację, a gdy będzie to zgodne z wolą Bożą to będziecie razem, a jeśli nie to się rozstaniecie. Jednak do tego, by podjąć decyzję (jakąkolwiek) potrzebny jest czas. Z Bogiem!

  Radoslaw, 26 lat
2525
30.12.2008  
Witam!
Nie wiem do kogo mógłbym się zwrócić z moim problemem, Obecnie pracuję za granicą i tu poznałem dziewczynę ,która jest Rosjanką(wyznania prawosławnego)jest niepraktykująca,jesteśmy parą.Wszystko układało się wspaniale aż do czasu ,kiedy powiedziała mi o swojej przeszłości.Otóż przed wyjazdem była w innym związku i zaszła w ciążę,którą usunęła.Jej były partner zostawił ja samą z tym problemem.Jak twierdzi bardzo chciała tego dziecka,ale sama nie byłaby w stanie wychować dziecka.Jej rodzina nie jest zamożna,ona kończy studia,nie miała pracy i pieniędzy na samotne wychowanie,mówi że bardzo się tego bała.Teraz bardzo tego żałuje, ma ogromne poczucie winy,wiadomo czasu nie da się cofnąć.Oboje się kochamy,chcieliśmy być razem,ale od tego momentu ja mam ogromne wątpliwości czy ten związek ma jakąś przyszłość.Ja jestem praktykujący i wiem jak na te sprawy zapatruje się kościół.Wiele czytałem na ten temat, ale z nikim nie rozmawiałem.Jeżeli to tylko możliwe bardzo proszę o pomoc, o j akiekolwiek wsparcie,bardzo tego potrzebuję.Chcę żyć według przykazał kościoła,ale nie wiem jak postąpić,czy jako katolik mógłbym to zaakceptować,być z kimś kto dokonał aborcji i jest innego wyznania.Czekam na pomoc jeśli to możliwe.
z poważaniem Radek!!!


* * * * *

Wiesz Radku, ja myślę, że przede wszystkim ona musi się z tym uporać. Bez względu na to czy jest wierząca potrzebuje ona wsparcia dla kobiet po aborcji. Poszukaj w wyszukiwarce pod hasłem "aborcja - wsparcie" a z pewnością znajdziesz jakąś stronę, jakąś instytucję, która zajmuje się takimi kobietami.
Rozumiem Twoje rozterki. Rozumiem, bo Ty jesteś wierzący a jej wcześniejsze przeżycia świadczą o tym, że nie jest dla niej ważna np. czystość, że ma inne zasady. Sam fakt innego wyznania nie musi być przeszkodą uniemożliwiającą wspólną przyszłość, ale koniecznie należy przede wszystkim poznać odrębności swojej wiary, różnice i zasady. W przypadku prawosławia wiesz, że dopuszczalne są rozwody a Ty musiałbyś sam się zobowiązać do katolickiego wychowania dzieci gdyby ślub był w Kościele katolickim? Właśnie, to kolejny dylemat: czy ona zgodziłaby się na ślub w Twojej wierze? Czy w ogóle jest zainteresowana ślubem kościelnym? To, że jest "niepraktykująca" oznacza, że należałoby de facto traktować też ten związek jak związek z osobą niewierzącą, o tym poczytaj w odp. nr: 69, 466, 1682, 1545, 1358, 1710. Czy jesteś na to gotowy? Bo widzisz, sama przeszłość też jest ważna, ale ważna jest i teraźniejszość i przyszłość. Z pewnością dzielą Was zasady, hierarchia wartości, światopogląd, kultura, mentalność. I aby się zdecydować na związek trzeba te swoje odrębności poznać i zaakceptować. Czy potrafiłbyś się pogodzić z faktem, że Twoja żona nie wierzy, nie praktykuje? A co z wychowaniem dzieci, chrztem? Co w dziedzinie czystości teraz a naturalnego planowania rodziny po ślubie? Rzeczywiście, masz trudną sytuację. Ja Ci absolutnie nie odradzam tego związku, bo nie mam takiego prawa, poza tym nie mogę zaprzeczyć, że być może jest to wartościowa dziewczyna. Natomiast trochę się pogubiła. Myślę, że miał na to wpływ też cały bagaż ateizmu, który wyniosła ze swojego kraju. Bo nie czarujmy się - wierzyć w Rosji jest trudniej niż w Polsce, bo tam wykorzenianie religii było daleko drastyczniejsze.
Mój Drogi! Wiele dylematów przed Tobą, wiele pytań, na które musisz sobie odpowiedzieć i które musisz z nią przedyskutować.
Po pierwsze kwestia wiary, o której już pisałam. A jeśli to nie stanowi przeszkody to kwestia ustalenia zasad, wspólnych "reguł gry". Kwestia czystości przedmałżeńskiej, bo rozumiem, że ona szanuje Twoje poglądy? Polecam Wam ten artykuł: [zobacz]
No i kwestia Twojego pogodzenia się też z tym, że ona nie jest dziewicą, o tym pisałam w odp. nr: 616, 961, 1070, 1819. No i bardzo trudne kwestie poaborcyjne, ale to jak już pisałam - wymaga porady specjalisty. Nie wiem w jakim kraju jesteś, ale z pewnością w ruchach obrony życia są osoby lub stowarzyszenia, które się w tym specjalizują, oni też mogą polecić dobrego psychologa (wierzącego!, wierzącego dlatego, że wytłumaczy to pod kątem przebaczenia - sobie, a nie uzna, że to przeszłość i należy po prostu zapomnieć). Czy Ty mógłbyś być z nią mimo tego? Teoretycznie tak, pod warunkiem, że Ty też jej przebaczysz. Że ona sobie przebaczy a Ty się pogodzisz z tym. Że pogodzisz się z tym, że dziewczyna, z którą jesteś jest inna niż Twoje pierwotne wyobrażenia. I jak już się pogodzisz, to nigdy nie będziesz jej tego wypominał i nie będziesz miał żalu, że taka właśnie jest jej historia i że ona nie jest taka jak oczekiwałeś. Natomiast nie "musisz" się godzić, tylko możesz - jeśli czujesz się na tyle silny. Natomiast musisz najpierw być świadomy i poczytaj o świadectwach z osobami niewierzącymi i innej wiary, może porozmawiaj z mądrym księdzem, który poradzi Ci coś jeszcze od strony duchowej. Rozmawiaj też z nią - jak wyobraża sobie swoją przyszłość, wiarę, bycie z Tobą? Módl się o rozeznanie tej sytuacji i korzystaj z porad specjalistów - tam, na miejscu. Z Bogiem!

  Zdezorientowana, 20 lat
2524
29.12.2008  
Kilka lat temu podobał się mi chłopak(Staś). Nawiązał się między nami kontakt: smsy, wspólne spacery, koncerty. Miałam swego rodzaju przeczucie, że coś może z tego wyniknąć, ale nie robiłam sobie dużych nadziei. Moi Rodzice Go nie akceptowali, uważali, że zasługuję na kogoś lepszego (chodziło o to, że nie jest jakoś bardzo mądry). No i rzeczywiście, pojawił się inny, zostaliśmy parą. Gdy tylko S dowiedział się o tym przerwał znajomość. Próbowałam to jakoś naprawić, ale się nie dało. On w między czasie poszedł do seminarium, ale po roku zrezygnował. Podjął pracę i studiuje. Mój związek skończył się, był to bardzo wyniszczający dla mnie czas i dziękuję Bogu, że ten okres życia mam za sobą. Później pojawiało się kilku chłopaków w moim życiu, odzyskałam dzięki temu wiarę w mężczyzn, ale z żadnym z nich się nie związałam. Ostatnio uzmysłowiłam sobie, że żałuję, że te kilka lat temu na przekór wszystkiego nie czekałam na rozwiązanie sytuacji z S. Może nic by z tego nie było, ale je dnak jest we mnie żal. I nagle, przed kilkoma dniami Staś zaczął się do mnie normalnie odzywać. Zaczęło się od życzeń świątecznych, kilka wiadomości przesłanych i... cisza. Nie chcę na Niego w żaden sposób naciskać, ale czuję się strasznie niezręcznie, zwłaszcza, że On wie, że kiedyś się mi podobał. Czy wg Pani powinnam coś zrobić?
I druga sprawa: osoba którą uważałam za przyjaciela od jakiegoś roku jest we mnie zakochana. Przyznał się do tego niedawno, ja powiedziałam, że nie widzę szansy na to wszystko i że dziwnie mi z tym, że przez ten czas nie starał się nic zrobić, by ze mną być, ale urwał kontakt. Jest mi szalenie głupio, bo naprawdę zależy mi na Nim, ale nie czuję do Niego nic poza sympatią. Pojawiają się w mojej głowie myśli, że może jednak dać Mu szansę, tylko nie wiem co dalej. Nie jest ideałem (wiem, ze takich nie ma) i ciągle męczy mnie sytuacja z S. Co by Pani zrobiła na moim miejscu? Iść w coś pewnego, czy czekać nie wiadomo na co? Pewnie jest wyjście awaryjne, ale go nie widzę..


* * * * *

Co do Stasia: polecam odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 o tym jak nawiązać kontakt. Być może on chce spróbować jeszcze raz, może testuje co Ty o nim myślisz. Metodą małych kroczków możecie próbować. Tylko nie naciskaj, żeby się nie wystraszył, pisałam o tym w tym w tym artykule: [zobacz] Natomiast nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów co do okresu sprzed kilku lat, bo wtedy widocznie tak miało być. Może potrzebny był właśnie ten czas, choćby jemu - ten czas w seminarium. Czasu nie cofniesz, może nie bylibyście wtedy w stanie stworzyć związku i tylko byście się poranili? Absolutnie nie żałuj, patrz w przyszłość.
Co do drugiego chłopaka: jeśli faktycznie nie chcesz z nim być to dobrze, że postawiłaś sprawę jasno i uczciwie. Natomiast to, że on teraz zerwał kontakt nie jest niczym dziwnym - zrobił to by nie cierpieć, ja sama radzę takie rozwiązanie sytuacji. Możesz poczytać o tym w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Nie naciskaj, nie dzwoń, nie chciej się spotykać, jego to z bardzo teraz boli. Ale nie miej tez wyrzutów, bo nie masz obowiązku się zmuszać. No i módl się o rozeznanie, o światło Ducha św. Z Bogiem!

  Oleńka, 22 lat
2523
27.12.2008  
Otóż mój problem jest dość skomplikowany...zakochałam się w rozwodniku,a on we mnie zapewnia mnie o tym,ja też daję mu do zrozumienia że jest dla mnie bardzo ważny,ale właśnie wiele osób sprzeciwia się temu związkowi,ja wiem co na ten temat mówi Kościół,ale z tego co wiem istnieją przesłanki do stwierdzenia nieważności tego małżeństwa, czy powinnam o to walczyć?Druga sprawa jak zniechęcić mojego ukochanego do seksu?On proponuje mi to co jakiś czas,a ja jednak cenię sobie czystość...No i kolejna sprawa czekają mnie jeszcze 2 lata studiów za granicą czy powinnam się angażować w jakikolwiek związek? Sama już nie wiem jak postąpić,księża się mnie czepiają,rodzina każe zająć nauką, a ja żyję w jakimś poczuciu winy czuję się jak pod obstrzałem,jak ryba złapana w sieć...Nie wiem jak postąpić,kiedy nie byłam zakochana wszystko było proste,teraz nie wiem gdzie jest moje rozeznanie,czuję się jakbym balansowała nad przepaścią albo szła gdzieś na oślep. Proszę o radę jest mi tak źle...

* * * * *

Pierwsze pytanie jest najważniejsze a odpowiedź na nie determinuje odpowiedź na kolejne. Proszę Cię przeczytaj zatem odp. nr: 1669, 1847, 1848, 1986. Co do przesłanek stwierdzenia nieważności małżeństwa: skąd wiesz, że istnieją? A ja Ci powiem, że gdyby istniały faktycznie to on sam z siebie, nie dlatego, że kogoś poznał już dawno by o to stwierdzenie wystąpił. A skoro tego nie zrobił to znaczy, że raczej takich podstaw nie ma albo - jemu nie zależy na tym stwierdzeniu. A jak nie zależy to jest mu wszystko jedno czy żyje z Bogiem czy nie. Twoje dalsze pytania jak najbardziej to potwierdzają. Jeśli nalega na seks to gdzie tu zasady? Nawet gdyby sam nie wierzył to w imię szacunku do Ciebie i Twoich poglądów by Cię uszanował. Nie widzisz, że jemu po prostu na tym zależy a nie na poważnym związku z Tobą? Gdyby to był faktycznie człowiek wierzący, któremu rzeczywiście życie się poplątało, ale szuka dróg wyjścia to kolejność byłaby zupełnie inna. On sam wystąpiłby do sądu biskupiego, uzyskał stwierdzenie a dopiero później interesował się innymi kobietami. A seks byłby po ślubie. Wiem Olu, że jesteś zakochana, że szukasz potwierdzenia, że Wam właśnie się uda. Ale wiesz, ja też coś takiego przeszłam i wiem, że nie tak to wygląda. I nawet jak on jest po rozwodzie, czyli teoretycznie po świecku "wolny" to nie znaczy, że jest to dobry kandydat na męża. Co do czystości polecam ten artykuł: [zobacz] ale przede wszystkim wcześniej podane odpowiedzi. Poczytaj, pomyśl i dokonaj słusznego wyboru. Z Bogiem!

  Kasia, 25 lat
2522
27.12.2008  
Czy mimo tego, ze nie widuje sie z tym Ksiedzem dla dobra naszego ,ale mamy kontakt tel.pomimo wszystko i tak mysle o nim nie zawsze, ale mysle mam go w sercu i mysle ze zawsze w nim bedzie czy to zle???zadaje sobie to pytanie i odp na nie myslac, ze nie jest to zlem jest kims waznym w moim zyciu i zawsze bedzie. Bog jest najwazniejszy, potem kolejne osoby czyli rodzina,on- Tomek...

* * * * *

No ale jakiego rodzaju ten kontakt telefoniczny macie? I w jakim celu? Moim zdaniem sam fakt, że tak właśnie myślisz jest dowodem, że to za dużo - mimo wszystko. Bo on jednak jest w Twoim umyśle, mimo wszystko myślisz, mimo wszystko nie chcesz rezygnować z marzeń. I przez to serce Twoje nie jest wolne i nie jesteś gotowa na inną miłość. Dlatego jest to złe - złe w tym wymiarze - w wymiarze psychicznym, dla Twojego dobra. Trochę to przypomina "zwyczajną" sytuację po rozstaniu - kiedy nie powinniśmy mimo wszystko pielęgnować relacji, a czasem (zwłaszcza na początku) w ogóle utrzymywać kontaktu.
Domyślam się, że Twój list jest kolejnym pytaniem i że znasz ten artykuł: [zobacz] dlatego polecę Ci po prostu odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak "zapomnieć". Dla samej siebie zrezygnuj z tego kontaktu, żeby się "wyleczyć' z tego uczucia. Proś o to Boga.

  Ania, 19 lat
2521
27.12.2008  
Witam! Uważnie przeczytałam odpowiedzi na temat przeznaczenia i całkowicie zgadzam się z tym, że jeżeli przeznaczona byłaby nam tylko jedna osoba na świecie to byłoby to ograniczenie naszej wolnej woli. Pieknie Pani to wszystko wyjaśniła, ja mam tylko problem ze zrozumieniem tego dlaczego Bóg, wiedząc czego pragniemy i znając nasze oczekiwania względem przyszłego małżonka, stawia na naszej drodze taką własnie osobe, która bardzo nam się podoba i sepłania te nasze oczekiwania, a mimo to nie daje nam być razem. Kiedyś bardzo zalezało mi na pewnym chłopaku, poznalizmy się na Oazie, był właśnie takim moim wymarzonym chłopakiem. On jednak nie odzwajemniał mojego uczucia i bardzo cierpiałam, wiele łez przez niego wylałam, ale przede wszystkim dużo się nauczyłam. Myślę, ze takie nieodwzajemnione uczucia skłaniają nas do pracy na sobą. W moim przypadku tak było i dziś jestem wdzięczna Bogu za to doświadczenie. Wiele zrozumiałam. Wyjechałam na studia do innnego miasta, trafiłam do dus zpastrerstwa akademickiego i Bóg znowu postawił na mojej drodze chłopaka, który bradzo mi się podoba. Wydaje mi się, że on nie jest mną zainteresowany, bo jedynym znakiem że mogłoby być inaczej jest to że wodzi za mną wzrokiem, często nasze spojrzenia się spotykają, ale nic więcej. Poza tym może mi się tylko wydaje, ze on zwraca na mnie uwagę, bo sama to robię. Nie wiem. Jest to chłopak dość pewny siebie, wręcz dusza towarzystwa, ma wiele kolezanek i myslę, ze gdyby był zainteresowany to zrobiłby jakiś krok. Ale chodzi mi o to że znowu zostałam postawiona w podobnej sytuacji. Domyślam się, że Bóg znów próbuje mnie czegość nauczyć albo zmusić do pracy nad sobą. Tylko czy tak już bedzie zawsze? Może to jedyny sposób aby czegoś mnie naczuć, ale przecież nigdy nie bede idealna i zawsze bedzie cos nad czym bede musiała pracować. Wiem że Bóg robi to z miłości do mnie i dla mojego dobra, ale nie wiem czy sprostam Jego oczekiwaniom i czy kiedyś bede w Jego oczach gotowa do Miłości. Największą zagadką dla mnie jest to że dwoje ludzi podoba się sobie w tym samym czasie. Mi się to nigdy nie zdarzyło. Albo podobałam się komuś, kto mnie nie interesował albo sama wzdychałam do kogoś, kto nie był zainteresowany mną. "W tym jest cały ambaras, żeby dwoje chciało na raz" :) no własnie... Przecież na to jakie osoby nam się podobają ma wpłwiele czynników. Głównie dzieciństwo, to w jakiej rodzinie się wychowaliśmy, to z jakimi dziećmi chodziliśmy do szkoły, w jakim towarzystwie przebywaliśmy i czego doświadczyliśmy, nasz gust itp. To wszystko wpłyneło na to czego oczekujemy od naszego partenra i jakiego partnera szukamy. Tylko problem jest z tą drugą osobą. Bo ktoś kto nam się bardzo podoba i w jakimś stopniu spełnia te nasze oczekiwania, może szukać czegoś zupełnie innego. Może jego dzieciństwo, doświadczenia życiowe czy gust sprawiaj ą, że nie szuka on kogoś takiego jak przykładowo ja, Ania. Podoba mi się chłopak, nawet nie wiem do końca dlaczego, ale moje dzieciństwo i doświadczenia sprawiają, że właśnie on a nie ktoś inny mnie interesuje. Tylko, że on może oczekiwac od dziewczyny czegoś innego niz mogę dać mu ja. I tego nie rozumiem, jak tu trafić. Wielu chłopaków się przewineło przez moje życie, ale nigdy jakby to powiedzieć dwa serca nie zabiły tym samym rytmem w jednym czasie i zastanawiam się czy kiedyś taka chwila w ogóle nadejdzie. Przecież każdy z nas ma jakieś oczekiwania wzgledem drugiej osoby i spotkany chłopak może spełniać moje oczekiwania, ale ja nie koniecznie muszę spełniać jego... I na odwrót zresztą też. To trochę jak loteria... i co z tym zrobić? Chyba czekac i ufać, że Bóg w końcu postawi na mojej drodze właściwego chłopaka i nasze serca zabiją tym samym rytmem w jednym czasie:) tylko tyle mogę.. i tak nigdy nie zrozumiem jak to się dzieje, że ludzie jakoś na siebie trafiają:) to Boż a tajemnica:) pozdr.

* * * * *

Aniu! Ponieważ właśnie każdy ma wolną wolę to mimo, że on się Tobie podoba to Ty jemu nie musisz - on wybiera. A co do jednoczesności procesu podobania się sobie - rzadko tak się zdarza, naprawdę. Zwykle jest tak, że jedna osoba zauważa drugą, zaczyna się nią fascynować. Ta druga zauważa to zainteresowanie i albo je odwzajemnia albo nie. A nawet jeśli tak to najczęściej nie od razu, nie wtedy kiedy tamta osoba tego pragnie. Nieraz trwa to naprawdę długo, sama pewnie słyszałaś o przypadkach, że chłopak miesiącami (czasem nawet latami) starał się o dziewczynę, zanim ona wreszcie go dostrzegła. Jasne, z pewnością mają na to wpływ nasze oczekiwania. I one rzadko kiedy są bardzo zbieżne. Na pewno nie są zbieżne w 100 %. Dlaczego zatem dwoje ludzi decyduje się być ze sobą? Bo poznając drugą osobę bliżej fascynuje się jego cechami, które mogą być różne od jej oczekiwań, trochę na pewno rezygnuje ze swoich albo odkrywa, że to co do tej pory było ważne już nie jest tak ważne, a ważne staje się co innego. A jeszcze jednym ważnym czynnikiem jest to, że kobieta i mężczyzna nie znają dobrze nawzajem swojej natury. Podświadomie więc kobieta oczekuje od mężczyzny, że on będzie jak kobieta i odwrotnie. I nie podobają im się nawzajem w sobie te cechy, które właśnie są normalne i o ich odmienności świadczą. Pisałam o tym w tych artykułach: [zobacz], [zobacz] i tych odpowiedziach: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130, proszę przeczytaj. To ważna wiedza, bo można "przegapić" wiele wartościowych osób nie wiedząc właśnie, że są wartościowe dzięki tym cechom a czekając w nieskończoność na inne.
Pytasz czy czekać aż serca zabiją jednym rytmem. No, moim zdaniem nie czekać. Jasne, może się tak zdarzyć, ale uważam, że to wyjątkowe przypadki. Jeśli zauważysz, że chłopak jest Tobą zainteresowany to nie skreślaj go od razu, bo Ty nie jesteś. Spotkaj się 2, 3 razy. Gwarantuję Ci, że po spotkaniach zauważysz coś innego niż na początku, że wyda Ci się inny. Nie mówię, że masz się decydować na związek z kimkolwiek, może się tak zdarzyć, że tylko utwierdzisz się w przekonaniu, że to nie ten ale dajcie sobie szansę. A gdy Tobie ktoś się podoba też możesz poczynić delikatne kroki w jego kierunku, skorzystaj z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Chyba tyle mogę Ci poradzić. A nie, przepraszam, zapomniałam o najważniejszym: módl się o dobrego męża! Mów Bogu czego pragniesz i módl się. Bóg stawia na naszej drodze różnych ludzi. Ty wybierasz - gdy masz taką możliwość. Ale by wybrać poznaj choć trochę i wtedy dopiero Twoja wola będzie w tym wyborze wolna - bo będziesz wiedziała na czym stoisz. Powodzenia, z Bogiem!

  ona, 20 lat
2520
26.12.2008  
Piszę, bo nie potrafię sobie poradzić. Ponad rok byłam z chłopakiem.To był dość dobry związek, pomimo tego, że mieliśmy trochę inne wyobrażenia co do tego, jak on powinien wyglądać. Mówił mi, że jestem spełnieniem jego marzeń, powtarzał, że kocha i...zostawił, tak po prostu- stwierdził, że przestał mnie kochać.
Chciałam zapytać- czy to możliwe, żeby miłość ,, przeszła'' jak przechodzi kaszel? Nie rozumiem tego. Gdyby tak było, to przecież rozpadałoby się o wiele więcej małżeństw ( ,, przepraszam ,ale ja już cię nie kocham, musimy się rozwieść'' ).
Nie rozumiem.. i cierpię. Rodzina, przyjaciele mówią, że to nie był chłopak dla mnie. Oni na to patrzą z boku, pewnie mają rację. Ale mi tak ciężko...ja tęsknię, codziennie płaczę.. czasem nie widzę sensu we wstawaniu rano.Ja do szczęścia potrzebuję drugiej osoby.A osoba, która jeszcze niedawno mi mówiła, że nie wyobraża sobie już życia beze mnie teraz nie wyobraża sobie życia ze mną :(


* * * * *

Oczywiście, że miłość nie może nagle się skończyć, nie można nagle przestać kochać. Znajomi mają rację. Ten chłopak pomylił miłość z zakochaniem, a gdy uczucia wygasły wziął to za koniec miłości. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Współczuję Ci bardzo, ale uwierz, że on nie był jeszcze dojrzały do związku. Człowiek dojrzały odróżnia uczucia od prawdziwej miłości, nie rzuca słów na wiatr i nie krzywdzi ukochanej osoby. On nie wie jeszcze na czym polega miłość i związek. Polecam Ci te odp: 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563 o tym jak sobie teraz poradzić. Uwierz, że jeszcze będziesz szczęśliwa. Teraz natomiast musisz przeżyć swój żal, swoją żałobę. Proś Boga by zabrał Ci to uczucie, by uwolnił Twoje serce i dał Ci w przyszłości poznać kogoś, z kim zbudujesz prawdziwy związek. Z Bogiem!

  Ania, 22 lat
2519
26.12.2008  
Mam taki problem. W sumie to dokładnie sama nie wiem o co mi chodzi więc może zacznę od początku. Jestem z moim chłopakiem od około 4 miesięcy. Ja go naprawdę bardzo kocham tylko nie wiem co on czuje do mnie. Otóż są dni kiedy wydaje mi się że naprawdę mnie kocha jest miły sympatyczny przytula mnie całuje, rozmawia itd. (wiem że miłość nie tylko na tym polega) Ale jest czasem tak że nawet nie chce mnie objąć porozmawiać, w ogóle nic.. Jakbym była zupełnie obcą osobą. Najczęściej jest miły gdy nie uda nam się do końca zachować czystości.. tzn nigdy nie współżyliśmy ale niestety zdarzały nam się grzechy nieczystości, wtedy był dla mnie najbardziej miły, po prostu taki jakbym chciała żeby był zawsze albo się przynajmniej starał być. W końcu doszło do tego że często pozwalam mu na wiele więcej niżbym chciała tylko po to żeby chociaż mnie przytulił- wiem że to było głupie. A może to dlatego właśnie się tak dzieje że się na to zgadzałam sama nie wiem co myśleć. Próbowałam z nim roz mawiać na ten temat. Powiedział że traktuje mnie poważnie że nie chce mnie skrzywdzić itd. Zabierałam go też w różne miejsca (na spacer basen, pobiegać do kina na pizze itd) żebyśmy sami nie zostawali w domu i żeby jakoś rozwijać nasza miłość bo gdzieś przeczytałam że to pomaga. Namówiłam go na rekolekcje ale to raczej też niewiele zmieniło. Już nie wiem co mam robić, nie wiem co on do mnie czuje a może powinnam z nim zerwać, tylko po prostu nie chce tego robić bo naprawdę go kocham. Tylko jak z nim być jak on nie okazuje mi uczuć. Rozumiem że może mieć gorszy dzień ale to ze przez 3 dni się do mnie prawie nie odzywa i nawet nie powie dlaczego, to chyba nie jest ok. Nie wiem co myśleć, a może to ja przesadzam... A może dalej mam próbować jakoś pogłębić naszą miłość a może po prostu on ma taki charakter a moze powinnam jednak z nim zerwać... tylko naprawde nie chcę :( Wiem ze to naprawdę głupia i dziwna sytuacja ale proszę o wyrozumiałość i radę. Z góry dziękuję. Pozdrawiam

* * * * *

Ania! No więc przyczyny mogą być dwie: po pierwsze - jesteście ze sobą dopiero 4 miesiące i jeszcze nie poznaliście nawzajem dokładnie swojej natury. A natura kobieca jest taka, że domaga się okazywania uczuć i czułości i to jest normalne a męska jest taka, że działa jak "sprężynka" tzn. są dni gdy mężczyzna jest ożywiony, bardziej pragnie obecności kobiety a są dni kiedy się oddala i nawet nie daje znaku życia. To jest normalne, choć dla nas niezrozumiałe. I dlatego będąc w związku trzeba poznać swoją psychikę nawzajem, zrozumieć i …pójść na kompromis. Wielokrotnie pisałam, że trzeba ustalić z chłopakiem, że my jako kobiety potrzebujemy kontaktu, tego, by w dni kiedy się nie spotykamy on dał nam znak życia. Krótka rozmowa przez telefon czy sms nie kosztuje wiele a dla kobiety ma duże znaczenie. I dlatego musisz mu o tym powiedzieć. Podobnie jest z rozmową o uczuciach, chociaż jeśli jesteście ze sobą 4 miesiące to absolutnie nie domagałabym się tutaj zapewnień o miłości, bo na takie wyznanie jest jeszcze za wcześnie. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Dlatego nie spieszyłabym się tutaj z gestami i słowami.
Ale jest też druga przyczyna. Siłą rzeczy gdy chłopak chce zbliżyć się do dziewczyny to zabiega o to. Wtedy jest miły, skłonny do wyznań byle tylko osiągnąć cel. I być może jest tak, że chłopak jest po prostu zafascynowany cielesnością, Twoją urodą, ciałem. Może właśnie po to wyznaje uczucia, by Cię do tego nakłonić? Moja Droga! Czystość jest bardzo ważnym elementem związku. Jest podstawą prawdziwego poznania się. Przeczytajcie zatem oboje ten artykuł: [zobacz] i pomyślcie nad tym. Musicie ustalić reguły, zasady, bo inaczej nie poznacie się, a Wasze randki będą skupiały się na fizyczności. A to nie tędy droga. Jeśli chcesz przekonać się co chłopak naprawdę do Ciebie czuje i czy mu zależy na Tobie zaproponuj jedną randkę bez dotyku w ogóle. Wtedy okaże się czy macie o czym ze sobą rozmawiać, czy jesteście dla siebie atrakcyjni przede wszystkim duchowo. I wymagaj od niego. To nie może być tak, że to Ty zapewniasz atrakcje, proponujesz zajęcia i Ty pilnujesz czystości. On ma za to być odpowiedzialny. Polecam Wam także te artykuły: [zobacz], [zobacz] o wzajemnych oczekiwaniach i różnicach. Z Bogiem!

  Kaja, 19 lat
2518
25.12.2008  
Szczęść Boże. Mam pytanie. Czy wobec mężczyzn trzeba stosować jakieś taktyki, sztuczki itp.? Czy będąc normalną, ciepłą, czułą dziewczyną, nie będę nigdy ich intrygować czy fascynować? Nie umiem być zimną kokietką, flirciarą , nie znam żadnych sposobów na facetów. Kiedy ktoś kto jest dla mnie ważny i np. wysyła mi wiadomość, nie umiem zgrywać twardej sztuki i nie odpisać, albo napisać coś krótkiego i zimnego. Nie umiem dawać nauczki, nie potrafię owijać sobie chłopaka wokół palca swoją niedostępnością. Mam za miękkie serce. Szanuję siebie i swoje ciało, mam swoje zasady, ale nie mam umiejętności flirciarskich, nie strzelam fochów, nie gniewam się długo... Może dlatego, że nie jestem dobra w te klocki, nie mam za bardzo powodzenia u płci przeciwnej. Jestem szczera choć łagodna, otwarta,ale subtelna, ciepła ale zdystansowana, mimo to, wydaje mi się czasem że w dzisiejszych czasach trzeba umieć grać "twardą babkę", żeby zasłużyć na zainteresowanie. Czy Bóg ustalił takie "zasady gry"? :/ A może to jest wpisane jakoś naturalnie w bycie kobietą, a ja nie posiadam takich umiejętności...? pozdrawiam.

* * * * *

Kto Ci takich rzeczy naopowiadał? To media lansują taki wizerunek kobiety i miłości. Absolutnie żadnych sztuczek i gier, żadnej sztuczności, bo to i tak wyjdzie i okaże się, że jesteśmy inni. Bądź taka jaka jesteś, bądź sobą. Tylko taka jaka jesteś możesz się komuś pokazać bez obaw, że gdy przestaniesz grać zainteresowanie zniknie. Zauważ, że takie sztuczne flirty i miłostki mają bardzo szybki finał i nie prowadzą do ołtarza. Absolutnie odradzam. A o tym czy i dlaczego chłopcy "wolą" takie dziewczyny przeczytaj w odp. nr 1153. Z Bogiem!

  justyna, 16 lat
2517
24.12.2008  
powiedzcie mi czy jak kochałam jednego i zerwaliśmy i jest następny czy mam mu dać szanse czy go pokocham
????


* * * * *

A dlaczego nie? Nie ma limitu w miłości, nie ma jednego "przeznaczonego". Więcej na ten temat w tym artykule: [zobacz]

  Wioletta, 22 lat
2516
24.12.2008  
Dowiedziałam się nie dawno, że mój chłopak od 10 lat ma problemy z onanizmem. Walczy z tym.Czy ja mogę mu jakoś pomóc i wspierac go? i czy to sie nie odbije jakos na współzyciu, kiedy bedziemy małżeństwem? Troche sie tego boje.

* * * * *

Przede wszystkim poleć mu stronę www.onanizm.pl. Tam znajdzie fachowe rady i świadectwa, dowie się jak skutecznie z tego wyjść. A wyjść faktycznie trzeba, bo rzeczywiście może to się odbić na współżyciu małżeńskim. Ale nie traćcie ducha, z pewnością rzecz jest do pokonania, a jak - właśnie dowiecie się na tej stronie. Z Bogiem!

  Rilka, 17 lat
2515
23.12.2008  
Szczęść Boże! Jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku. To wspaniały człowiek, któremu nie mam właściwie nic do zarzucenia (w sensie charakteru). Jednak doszliśmy ostatnio razem do wniosku, że nasze kontakty się zmieniły, nie mamy wspólnych tematów -> tzn. mamy ich dużo mniej niż na początku znajomości, a obydwoje zdajemy sobie sprawę z faktu, że powinno ich raczej przybywać. Nie mamy żadnej wspólnej pasji, połączyły nas raczej wspólne wartości. W dodatku okazuje się, że dzieląca nas różnica wieku (3 lata) jest jakby przepaścią, mamy inne oczekiwania, tryb życia (on jest studentem, ja uczę się w liceum), w wielu sprawach rozmijamy się. Jednym słowem, coraz więcej nas dzieli.
Zastanawiam się, czy możliwe jest odnalezienie na nowo tematów do rozmów i czy istnieje coś takiego jak miłość, jeśli nie ma w niej przyjaźni. Czy taki związek ma szanse, czy też lepiej pozwolić drugiej osobie odejść i ułożyć sobie życie z kimś, kto być może bardziej będzie do nas pasował? Kto będzie miał z nami więcej wspólnego, niż "tylko" wartości. Obydwoje chcemy dla siebie jak najlepiej, jestem o tym przekonana. Dlatego szukam odpowiedzi, co jest dla mojego chłopaka, i oczywiście dla mnie, w takiej sytuacji, najlepsze.
Z góry dziękuję za odpowiedź i życzę wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia :)
Z Panem Bogiem! :)


* * * * *

Dziękuję za życzenia. Najpierw oboje przeczytajcie ten artykuł: [zobacz] i te odp: 15, 906, 19, 728, 1086, 273, 276, 311, 313, 356, 370, 13, 201, 646, 1120. Przypuszczalnie przeszliście pierwszy etap związku, zakochanie, wygasły emocje a Wy myślicie, że miłość się skończyła. Tymczasem tak naprawdę ona może właśnie się zaczynać. Bo miłość nie jest uczuciem! Jest decyzją, jest pragnieniem dobra dla drugiego człowieka. Tam gdzie kończy się fascynacja a my nadal chcemy dobra dla tego człowieka: tego, by się rozwijał, by był zdrowy, drżymy gdy się spóźnia i nie daje znaku życia, gdy jest chory, gdy łączą nas wartości (ogromnie ważne!), gdy chcemy sobie pomagać, gdy wspólnie coś robimy i jest nam dobrze (nawet gdy jest to gotowanie obiadu), gdy szukamy otuchy w trudnościach w siebie to właśnie przyjaźń, a może ta prawdziwa miłość. Bo tak naprawdę to tak ona wygląda.
Oczywiście, ja nie mówię wcale, że Wy macie ze sobą być, bo może wcale tak nie jest. Ale chciałam napisać jak to naprawdę jest, bo ludzie bardzo często nie wiedząc o tym popełniają właśnie taki błąd: myślą, że miłość się skończyła, bo zaczyna być zwyczajnie, bo nie czujemy zbyt wiele. Co do różnicy wieku i odmienności polecam te odp: 8, 28, 87, 310, 916, 1253, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130, a o oczekiwaniach te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Poczytaj i przemyśl to. Być może dojdziecie do wniosku, że należy się rozstać i nic w tym nie będzie nagannego, bo w końcu po to jest czas chodzenia ze sobą, by się poznać i zdecydować. Ale może odkryjecie coś innego? Oczywiście polecam modlitwę o rozeznanie. Z Bogiem!

  Gośka, 21 lat
2514
22.12.2008  
Nasz problem to nieczyste gesty, dotyk w miejscach intymnych... Po spowiedzi oboje wiedzieliśmy, że nam nie wolno, że nie możemy.. Ale emocje wzięły górę nad rozsądkiem i zaczęliśmy się pieścić.. w miarę szybko zorientowaliśmy się jak wielki błąd popełniamy... potem chwila milczenia, bo każdemu głupio i wstyd.. a moje pytanie... czy popełniliśmy grzech ciężki i nie możemy pójść do komunii?

* * * * *

Moja Droga! Wyznacznikiem jest właśnie niepokój sumienia. Ja zawsze powtarzam, że jeśli do danym geście moglibyście natychmiast przystąpić do Komunii św. to jeśli Wasze sumienia są dobrze ukształtowane to nie było nic złego. Ale jeśli pojawiają się wątpliwości to oznacza, że wstydzicie się spojrzeć w oczy Jezusowi i potrzeba oczyszczenia w sakramencie pokuty. Gosiu! Polecam Wam (obojgu!) ten artykuł: [zobacz]>
Walczcie o czystość, naprawdę warto. Starajcie się a gdy upadniecie powstawajcie na nowo. Każdą randkę zaczynajcie króciutką modlitwą. Trudniej o grzech gdy przed chwilą prosiło się Jezusa o wstawiennictwo. Planujcie randki!>
O tym wszystkim piszę w polecanym artykule. I jeszcze jedno: skoro nieczystość jest Waszym problemem a chcecie się przekonać co naprawdę do siebie czujecie to proponuję jedno spotkanie bez dotykania się w ogóle. Będzie ciężko! Ale spróbujcie umówić się gdzieś i po prostu rozmawiać. Możecie też pójść do kina na wystawę lub wycieczkę ale w ogóle się nie dotykajcie! Zobaczycie czy macie o czym rozmawiać i co Was w sobie fascynuje. To znane, fajne ćwiczenie i wiele o nas mówi. Powodzenia! Z Bogiem!

  KOSZUCHA, 21 lat
2513
22.12.2008  
Wszystko u mnie i mojego narzeczonego wygląda pięknie. Ja uczę się zasad npr, staramy się żyć w czystości... po prostu sielaneczka.

Ale... sen z powiek spędza mi jedna sprawa. Mój narzeczony będzie dla mnie pierwszym mężczyzną, ale dla niego nie będzie to "pierwszy raz". Choć udowodnił już, że mnie kocha- czekając cierpliwie do ślubu przez 3 lata naszego związku, to... po prostu jestem zazdrosna, że ktoś już przede mną był.

Niby rozumiem, że to przeszłość, że tamto minęło, że teraz tylko ja, ale jest mi i tak przykro i boję się, że dla niego nie będzie to wyjątkowe...

Jak mam zmądrzeć?:(


* * * * *

To, że Ci przykro to normalne, bo wiadomo, że każdy chciałby, żeby obie strony były dla siebie tymi pierwszymi. No ale skoro tak nie jest to nie warto tego roztrząsać, bo czasu nie cofniesz i tego stanu nie zmienisz. Polecam Ci te odp: 616, 961, 1070, 1819 tam pisałam o tym jak należy do tego podejść. Wprawdzie tam jest mowa o dziewczynie ale dotyczy to tak samo chłopaków. Polecam też ten artykuł: [zobacz]
No i sprawa kluczowa: czy Twój narzeczony tego żałuje, czy gdyby mógł drugi raz by tego nie zrobił, czy pojednał się z Bogiem i jest to dla niego bolesne? Jeśli tak to jest praktycznie pewność, że właśnie Ty będziesz dla niego wyjątkowa i nie masz się czego obawiać. Gorzej gdyby nic sobie z tego nie robił i przeszedł nad tym do porządku dziennego. O tym jaka to różnica poczytaj w polecanych odpowiedziach.
A zasad npr to macie uczyć się RAZEM bo to sprawa małżeństwa, nie tylko Twoja! Z Bogiem!

  Dominika, 15 lat
2512
22.12.2008  
Witam serdecznie.
Nie wiem od czego zaczac moja historie, otoz to mam wielki problem.
Jestem osoba niepelnosprawna, nazywam sie Dominika i mam 15 lat, na brak przyjaciol nie narzekam, rodzine mam cudowna, na brak urody rowniez nie narzekam, probuje sil w fotmodelingu,mam nadzieje, ze sie uda, ale nie o tym chce teraz pisac.
Od roku jest z najcudowniejszym mezczyzna, moim wymarzonym. Ma 16 lat:) kocha mnie i ja jakiego. Duuzo razem przeslismy, jest on osoba sprawna. Ma fajna mame, z jego siostra sie przyjaznie, a z ojcem mam problem. Nie zgadza sie na ten zwiazek, ostatnio powiedzial mu, ze nie chce zeby byl w przyszlosci nianka dla wlasnej zony, ze kolezanka tak! dziewczyna nie! Krzywdzi mnie to, plakac mi sie chce, nie wiem co robic, on tez nie wie. Jestesmy w 3 gimnazjum, mieszkamy od siebie 8 km, uwierzcie - ta milosc jest tak niezywkla, on sie tak poswieca, nosi mnie na rekach.. on mnie kocha. Jego tata jest okrutny:( napisalam mu, ze nie wolno przestawac walczyc o milosc, gdy przestajesz walczyc tracisz zycie.

Kochani, ja go kocham, ja zrobie dla niego wszystko! Powiecie, ze to nastoletnia milosc, ale nie, ja bylam zakochana kilka razy, mialam chlopaka, rozpadlo sie. A teraz czuje to, czuje ta chemie. Pomozcie, prosze... pomozcie mi, odpuscic? pozowlic odejsc... ? walczyc? jak on powinien sie zachowac?wiem, ze tez mu jest ciezko. ..


* * * * *

Dlaczego miałabyś "odpuszczać" skoro chłopak Cię kocha? Jeśli kocha Cię naprawdę, jeśli Wasza miłość jest prawdziwa to przetrwa. Czas tutaj wszystko zweryfikuje - także postawę jego ojca. Słowa o "niańce" są bardzo krzywdzące. A co by się stało gdyby ożenił się z osobą sprawną ale zaraz po ślubie uległa wypadkowi? Też byłby "niańką". A przecież w małżeństwie też są takie sytuacje, że trzeba się mężem czy żoną czy dzieckiem opiekować - z powodu choroby, której wcześniej nie było ale pojawiła się w rodzinie. I co? Wyrzuca się taką osobę z domu? A gdyby jego żona (matka Twojego chłopak) uległa wypadkowi to co by było? Nie byłby sam "niańką"?
Oczywiście, jest pewna różnica między związaniem się z osobą o której wiemy z góry, że wymaga i będzie wymagała opieki a stanięcie przed taką sytuacją niespodziewanie. Ale właśnie w tym pierwszym przypadku postawa będzie dojrzalsza a miłość ma większą szansę przetrwać bo jesteśmy świadomi. Bo wiemy, mamy wiedzę, widzimy, tak namacalnie stwierdzamy jaka jest sytuacja i wiemy co nas czeka. I jeśli w takiej sytuacji ktoś decyduje się na związek to robi to zupełnie świadomie, ma realne oczekiwania i nie spodziewa się, że dana osoba nagle będzie sprawna. Właśnie taka postawa jest odważna i godna podziwu i jeśli chłopak w takich sytuacjach się sprawdza to ja nie widzę żadnego powodu byś miała "odpuszczać". Zresztą on sam nie może odpuścić dlatego, że ojciec sobie tego życzy. Rozumiem oczywiście, że ojciec po prostu martwi się o syna, boi się jak sobie poradzicie, nie wie czy on da sobie radę, boi się nadmiernego obciążenia np. w sytuacji gdy mielibyście dzieci. Same obawy są naturalne i ojciec ma prawo je przedstawiać (ale jemu, na osobności, nie Tobie), natomiast nie może ani zakazywać ani zniechęcać czy mówić takich przykrych rzeczy. Twój chłopak musi z ojcem nawet nie tyle rozmawiać co po prostu pokazywać, że jest szczęśliwy, że sobie radzi, że wie co robi. Jego rodzice Cię znają? Bywasz u nich? Jeśli tak to tym bardziej powinni zauważyć, że jesteś osobą dojrzała, że sobie świetnie radzisz.
Myślę, że to wszystko wynika ze strachu przed nieznanym - zapewne nie było w jego rodzinie takich sytuacji i nie wie jak się zachować.
Co robić? Zachowywać się normalnie. Nie kłócić z ojcem, nie przekonywać bo będzie odwrotny skutek. Robić swoje i pokazywać swoim życiem, że jesteście dojrzali. Że radzicie sobie w szkole, z obowiązkami w domu, że miłość w niczym Wam nie przeszkadza. Tak naprawdę to dobry sprawdzian dla chłopaka, widzisz jakim byłby mężem.
Mam tylko jedno zastrzeżenie: nie mów, że zrobisz dla niego wszystko, bo nie wolno nigdy robić dla kogoś "wszystkiego". Nie wolno np. rezygnować z zasad. Bo nigdy chłopak czy dziewczyna nie może być całym światem. Najważniejszy jest Bóg i właśnie o rozeznanie Jego woli módlcie się oboje. Bardzo możliwe, że Bóg po to Was zetknął ze sobą byście byli dla siebie wsparciem. Może tak nie jest ale może jest właśnie tak? Bo przecież to, że Ty jesteś niepełnosprawna nie oznacza, że nie jesteś pomocą dla niego, prawda? Z pewnością jesteś. Dlatego módlcie się właśnie o rozeznanie względem siebie, o to czy macie być razem, o rozwój Waszej miłości i o przemianę postawy ojca. Ale nie przekonujcie go słowami tylko czynami. Polecam Wam obojgu również te artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz]
Miłość to nie chemia, nie odczucia. To decyzja i pragnienie czyjegoś dobra. Dlatego pomalutku, nie spiesząc się rozwijajcie ją, pielęgnujcie, nie spieszcie z wyznaniem miłości. Czas wiele zweryfikuje a Bóg da Wam znaki gdy będziecie o to prosić. Z Bogiem!

  Ania, 19 lat
2511
21.12.2008  
Witam. Tyle razy zasięgałam Pani rady i po raz kolejny to robię. W końcu poznałam bardzo fajnego chłopaka, spodobał mi się od razu, ale okazało się, że ma dziewczynę od dwóch lat, mieszka z nią. Dałam sobie spokój, rozmawiałam z nim normalnie, nie prowokowałam ani nic z tych rzeczy. Nagle on po dwóch miesiącach zaczął dawać mi wyraźne sygnały, że mu się podobam. Jakieś uśmiechy, ciągle o mnie mówił, ciągle do mnie mówił, zawsze na mnie czekał po zajęciach. Zaczął coraz częściej pisać sms-y, dzwonić itp. zaczął przychodzić, było miło. Ale mi nie było wygodnie, po prostu moja moralność nie pozwalała mi spotykać się z kimś, kto był z kimś związany, więc zaczęłam drążyć temat i dałam do zrozumienia, że mnie taki układ trójkowy nie pasuje. Tym co mówiłam chyba poruszyłam jego sumienie, bo po dwóch dniach powiedział mi, że to był błąd, że bardzo kocha dziewczynę. Od tego dnia moja psychika rozpadła się na części. Nigdy mi nie wyszło z żadnym chłopakiem, każdy mnie ranił, najczęściej nie odwzajemniał uczucia, on odwzajemnił, cieszyłam się tak strasznie, zrobił mi nadzieję, a potem rzucił i wrócił do niej. Ona mu wybaczyła, są dalej razem, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. W dodatku on chce żeby wszystko było tak jak kiedyś i ma do mnie pretensje o to, że zmieniłam do niego stosunek. A ja po prostu już nie potrafię uśmiechać się do niego bez powodu, nie jestem obrażona, rozmawiam z nim normalnie, na pewno nie tak jak przedtem. Ale nie potrafię udawać całkowicie, że nic się nie stało. Że jestem kimś bez uczuć i w ogóle nie cierpię z jego powodu. Nie potrafię tak dalej żyć, nie potrafię żyć porażkami... Nic już nie potrafię. Czuję się gorsza od wszystkich, czuję, że ciąży nade mną jakaś klątwa. A mimo wszystko tak bardzo mi na nim zależy... Nie mam już nadziei na nic, nie chcę żyć. Nie można żyć, czując się niekochanym i nikomu niepotrzebnym. Nie wiem co myśleć o tym chłopaku, jak to wszystko rozegrać. Pozdrawiam serdecznie.

* * * * *

Droga Aniu! Rozumiem Twój ból. Ale wszystko wskazuje na to, że to jednak nie był odpowiedni chłopak. No sama zobacz od strony moralności: mieszka z dziewczyną, zapewne z nią współżyje, w tym czasie flirtuje z inną. Czy to dobry kandydat? Czy chciałabyś być z kimś takim? Ja wiem, że Ci się podobał, że byłaś szczęśliwa, że ktoś odwzajemnił uczucie, bo to Cię dowartościowało. Ale nie z każdym kto odwzajemnia można stworzyć związek, choćby nawet za Tobą szalał. Po to mamy rozum i wolną wolę, żeby wybierać. I nawet gdyby on chciał Ty chcieć z nim nie powinnaś. Dlaczego? Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Pomyśl nad tym. Tak naprawdę dobrze się stało, że nie jesteście razem, bo nie szanowałby Twoich zasad i byłabyś wykorzystywana. Chciałabyś żyć w grzechu? To nie jest szczęście. To jeszcze nie ten człowiek. Wiem, że ciężko Ci zapomnieć. Przeczytaj odp. nr: 80, 526, 653, 825 i daj sobie czas na dojście do siebie. Absolutnie nie zmuszaj się do kontaktów z nim i nie rób niczego, by "było jak dawniej". Według niego nic się nie stało? Wiesz, zachowałaś się bardzo dobrze i to Twoje zwycięstwo. Jestem pewna, że Bogu się to podobało i że postawi na Twojej drodze kogoś innego, z kim będziesz mogła być bez wyrzutów sumienia. Tego Ci życzę. Ufaj i módl się o to. I proś Boga, by zabrał Ci to uczucie, uleczył Twoje serce i dał Ci poznać tego właściwego człowieka. Z Bogiem!

  x, 23 lat
2510
21.12.2008  
Czy to, że dorosłego chłopaka podniecała mała dziewczynka, oznacza ze ma skłonności pedofilskie? czy może to powracac w przyszłości?

* * * * *

Nie wiem. Natomiast generalnie mała dziewczynka powinna w dorosłym chłopaku wzbudzać opiekuńczość i troskę a nie podniecenie, więc nie jest to naturalny odruch. Poradź się osoby, która ma wiedzę z tej dziedziny lub chociaż zadaj pytanie na Forum Pomocy www.katolik.pl.

  Jeremi, 17 lat
2509
20.12.2008  
Poznałem 3 miesiące temu dzieczynę dwa lata młodszą ode mnie. Bardzo dużo rozmawialiśmy, dalej rozmawiamy. Spotykaliśmy sie na każdej przerwie. Powiedziałem jej niedawno, że jestem w niej zakochany. Odpowiedziała, że ona we mnie też. Rozmawiałem dużo z moim księdzem, ale powiedział, że to że jej powiedziałem o tym zakochaniu było decyzją przedwczesną. I ja i ona rozumiemy, że zakochanie to jeszcze nie prawdziwa miłość, że naszą miłośc trzeba zbudować, że trzeba się modlić, że tak jak na maratonie pierwszych 100 metrów nie można przebiec sprintem bo się 'wysiądzie', tak tutaj nie możemy sie posuwać za szybko i pochopnie. Wiemy, że musimy się poznawać i dbać by to bylo coś pięknego i dobrego. Codziennie razem się modlimy o wyznaczonej porze -ona w swoim domu, ja w swoim. Ale czy rzeczywiście to, że jej powiedziałem ze sie w niej zakochałem było przedwczesne, jak uważa mój ksiądz? Ksiądz też powiedział, że należy unikać na razie takich gestów jak trzymanie się za rękę czy poca łunki. Czy , to rzeczywiście jest złe? Rozumiem , że pocałunek ma oznaczać prawdziwą miłość...ale czy w okresie zakochania jest zły czy nieodpowiedni? I czy gdy idąc z nią przez miasto jest czymś złym trzymac się za ręce? Mój ksiądz uważa, że to trochę nieodpowiednie i przedwczesne...i że na razie nie wypada. No i jak rozsądnie przechodzić powoli od zakochania do miłości? Jak tę miłość budować?

* * * * *

Co do wyznania miłości to polecam ten artykuł: [zobacz] Przeczytaj, pomyśl i zdecyduj. Moim zdaniem trochę za wcześnie, niepotrzebnie padło to stwierdzenie, bo być może dziewczyna poczuła się naciskana i nawet jeśli Ci tego nie powiedziała to mogła się wystraszyć. Co do pocałunku: oczywiście, że za wcześnie. Z powodów takich samych jak wyznanie miłości. Pocałunek jest gestem tak naprawdę bardzo poważnym, nie może być z nudów lub dlatego, że jest przyjemnie. Ma być wyrazem prawdziwej miłości, rzeczywistego zaangażowania, popartego chęcią wzięcia odpowiedzialności. Ponadto nie czarujmy się - pocałunki rozbudzają, a po co niepotrzebnie się narażać? Co do trzymania za rękę to nie będę się wypowiadać, bo to zależy od związku, ale nie jest to gest zarezerwowany tylko dla narzeczeństwa. Polecam Ci odp. nr: o czułości, czyli "co wolno": 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132 o pielęgnowaniu miłości: - 255, 498, 566,773, o propozycjach na randki: 1809. I artykuły o czystości: [zobacz] i miłości: [zobacz]
Ale muszę Cię też pochwalić: za to, że się modlicie wspólnie i że radzisz się osoby duchownej. To bardzo dobrze, że chcesz wiedzieć, że pytasz, bo to znaczy, że Boga traktujesz poważnie. Uważam, że jesteście na dobrej drodze, ale nie pędźcie nią za szybko, bo nie zauważycie wielu pięknych rzeczy. Powodzenia. Z Bogiem!

  Edyta, 29 lat
2508
19.12.2008  
Od 3 lat mam chłopaka.Dzieli nas 450 km.Spotykamy się co2-3tyg.Cóż- ten związek to istne stanie w miejscu,bez celu,bez planów.Od roku otwarcie o tym mówię N,nalegam na podjecie decyzji.Jako, że 2 lata temu N nie potrafił określić czy chce być ze mną czy nie,wiem że decyzja może być dwojaka.Problem tkwi w tym,że N nie jest w stanie/nie umie podjąć żadnej decyzji. Chce być ze mną i nie chce.On nie wie- ja czekam.Czekanie sprowadziło mnie na dno psychiczne. Zaczęły się problemy z pamięcią, koszmary senne, apatia itp.Kocham go.Oddałam siebie dla tego związku,bo inaczej sobie nie wyobrażam miłości.Lecz nie umiem dłużej znieść bycia w niebyciu,tkwić w miejscu,bez celu.Mocno się modlę o wskazanie drogi.Pragnę z nim być,lecz jeżeli Wola Boga jest inna,niech się wypełni.Terminy,które ustalamy jako ostateczne on odkłada.Przychodzi czas rozmowy,a on wciąż nie wie.Ja tymczasem czuję się potworem,który zmusza 32-letniego mężczyznę do decyzji.Bywało, że nie mogąc już dłużej znieść tego, po stanawiałam odejść.Wewnętrznie stawałam przed Bogiem i z pokorą chciałam przyjąć rozstanie. Wtedy N na to nie pozwalał.I tak trwa to do dziś.N dalej nie wie.Prosi o czas, który mu daję kosztem mojego zdrowia.Chcę z nim być/chciałam.Wierzyłam, że jeżeli są dwa serca i kochają się to nie może się nie udać. Dziś mam problem ze swoją psychiką i dylemat,co dalej.Przeżywam osamotnienie i odrzucenie.Czuję,że N kopie naszą Miłość,że nie daje jej szansy. Czuję żal za to,że nie poczułam się nigdy kobietą jego życia,że zawsze były osoby,rzeczy ważniejsze niż ja.Może rzeczywiście to co piękne zniszczyliśmy wspólnym sypianiem,a jak postanowiliśmy przestać to było już za późno?Może N się boi(jego rodzice się rozwiedli)?Może to nie jest prawdziwa miłość,ta,o którą prosiłam,skoro tak boli?Nie wiem już nawet czy moge z kimś takim być,bo bycie z N przez ten brak decyzji to ruchome piaski, niepewność.Boję się, że na tym nic się nie uda zbudować, że już za późno, nawet gdyby N się określił.Nie mam sił...pomóżcie.

* * * * *

A może on zafascynował się cielesnością a kiedy emocje opadły została pustka? Może była to tylko fascynacja ciałem a nie duchem? Absolutnie nie zamierzam tutaj moralizować, tym bardziej, że jednak postanowiliście z tym skończyć. Jednak ja zawsze twierdzę, że oddanie się nie pozostaje bez wpływu na dalszy związek, choćby z tego względu, że nie da się dobrze kogoś poznać. Tylko czystym sercem widać naprawdę, cielesność fałszuje obraz. A co do zdecydowania. Polecam Ci odp. nr: 630, 1261, 1836 oraz jednak szczerą i bardzo konkretną rozmowę. Tzn. chyba nie ma innego wyjścia, jak tylko postawić jakąś granicę czasową - nieprzekraczalną. Bo nie jest to normalne gdy 32-letni chłopak po 3 latach spotykania nadal NIE WIE. A może nie chce być z Tobą (z kimkolwiek?) tylko nie ma odwagi Ci o tym powiedzieć? A może taki układ mu odpowiada? A może boi się odpowiedzialności? Jeśli się kocha naprawdę to przecież chce się być z tą osoba, to się chce jej dobra i chce się wziąć za nią odpowiedzialność. To chce się nią opiekować, o nią dbać. To chce się iść z nią przez życie. Takie zwlekanie jest dowodem lekceważenia drugiej osoby: jej uczuć, zaangażowania, czasu. Rozumiem, że można zdecydować, że to jednak nie ta osoba. Ale to też wymaga decyzji. Nie można trwać w zawieszeniu. Na pewno go kochasz, na pewno masz poczucie rozżalenia tym większe, że oddałaś mu siebie. I to tym bardziej powinno go zobowiązać do poważnego potraktowania Ciebie. Niech będzie mężczyzną, niech poniesie konsekwencje swojego zachowania. Wiem, że decyzja może być dramatyczna, że będzie bolesna, ale jeśli on nadal w rozsądnych granicach czasowych nic nie postanowi to będzie znaczyło tyle, że nie kocha tak, by chcieć z Tobą być. No tak to trzeba będzie zinterpretować - negatywnie, bo on sam pozytywnie tego nie interpretuje. Nie może być tak, że w nieskończoność mu będziesz dawała szansę. A może on wykorzystuje tą sytuację, bo myśli, że Ty i tak nie odejdziesz? Albo brak mu odwagi. Jeśli on nie zdecyduje - zdecyduj Ty. A może poznasz kogoś z kim będziesz naprawdę szczęśliwa? To już nie jest normalne, jeśli odbywa się Twoim kosztem: zdrowia, psychiki, czasu, cierpienia. Gdy ktoś pozwala cierpieć - nie kocha.
Droga Edyto! Przemyśl to i zdecyduj. Z Bogiem!

  Karolina, 24 lat
2507
18.12.2008  
Witam.Moje pyatnie brzmi następujaco. Pisałam już do Pani nie raz i pisze znowu...Mam troche mętlik w głowie. Zastanawia mnie jedna rzecz. Czy warto spotykać się z chłopakiem( spotykamy się od miesiąca), który wydaje mi się być trochę egositą. Nie odprowadza mnie zazwyczaj na przystanek gdy się spotkamy, także kwestia płacenia na randkach wygląda tutaj troche dziwnie...Otóz ja wciaż szukam pracy, nie mam obecnie zbyt dużo pieniędzy a on tak jakby oczekiwałby ze raz on placi( na jednym spotkaniu) a raz ja....Nie wiem co o tym myslec...Moze to normalne. Ostatnio namawiał mnie do zakupu pewnego sprzętu zimowego, ja mu mowila ze nie mam za bardzo kasy...on to niby rozumial ,a le moja mama stw ze gdyby był porządnym facetem to by np. dołozyl się do tej inwestycji( łyżwy). Eh kurcze, ogolnie wydaje się byc ok. Ostanio był ze mna w kościele na moją prośbę, on nie chodzi, ale jest otwarty, mimo to czuje że nie jest tym zbyt zainteresowany. Także zaczał mnie testować, tzn tak jak odzywal sie codziennie to taraz wyrażnie czeka az ja pierwsza się odezwę. Tak wiec po 3 dniach milczenia się odezwałam, on się wyrażnie tym ucieszyl...ale czy tak być powinno?Spotykamy się często....ale trochę czuję ze jesteśmy z innej bajki.....

* * * * *

Wiesz, za wcześnie aby stwierdzić coś jednoznacznie, bo to dopiero miesiąc. I właśnie dlatego, że to miesiąc to jeszcze nie traktowałabym tego tak kategorycznie. Chodzi mi zwłaszcza o kwestie finansowe. Jasne, że gdybyście byli ze sobą dłużej to trochę inaczej by to wyglądało, ale fakt, że po miesiącu nie dokłada dziewczynie do łyżew nie jest niczym dziwnym. A może też jest tak, że on też nie ma za bardzo pieniędzy? W każdym razie Ty też powinnaś mu bardzo wprost mówić, że szukasz pracy i nie masz. Powinien zrozumieć. A co do kontaktu to wiele razy mówiłam, że w przypadku mężczyzn jest tak, że są to takie "przypływy i odpływy". Mężczyzna czasem nie odczuwa potrzeby kontaktu kilka dni. Nie jest to oczywiście sytuacja normalna dla kobiety, więc powinna go poprosić, żeby dał jej znak życia wtedy kiedy się nie spotykają. Myślę, że w tym przypadku on po prostu nie wie, że Ty tego kontaktu codziennego potrzebujesz i nie widzi (dosłownie!) problemu. Jednak nie traktowałabym tego jak testowanie, raczej to, że wie jak się zachować.
Co do odprowadzania na przystanek to już trochę inaczej, bo jako dżentelmen powinien to robić w stosunku do koleżanki nawet a nie tylko dziewczyny, którą jest zainteresowany. Początki znajomości są trudne. Wiele rzeczy na początku wygląda nie tak jakbyśmy chcieli i jak sobie wyobrażamy. Mnóstwo wynika z nieznajomości psychiki kobiety i mężczyzny nawzajem. Dlatego nie trzeba zbyt szybko się zrażać, tylko delikatnie mówić sobie nawzajem o swoich potrzebach np. o tym odprowadzaniu możesz mu śmiało powiedzieć. Nie w formie pretensji ale tak żartem, że byłoby Ci miło gdyby się z Tobą przeszedł. Po kilku takich razach powinno być ok. Póki co docierajcie się. A może jesteś jego pierwszą dziewczyną i on faktycznie zupełnie nie wie jak się zachować i celuje na oślep?
A co do wiary polecam odp. nr: 1358, 1710.
Po to jest ten czas poznawania się, chodzenia, by zdecydować. Piszę tak ostrożnie, bo to naprawdę niewiele czasu. Dajcie sobie jeszcze szansę nie oczekując od razu zbyt wiele. A potem - zobaczysz. Polecam Ci też odp. nr: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 i te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Powodzenia, z Bogiem!

  Kinga, 20 lat
2506
18.12.2008  
Szczęść Boże! Bardzo dziękuję za odpowiedź (pyt. 2280) . Zrobiłam tak, jak Pani mi radziła. Ale On znów chce zostać tam w Anglii dłużej niż mi obiecał. Twierdzi, że robi to dla mnie, dla nas. Ale ja nie chcę jego pieniędzy. W Polsce też można znaleźć pracę, mimo iż zarobki na pewno będą trochę niższe. Ja chcę czuć jego obecność, wiedzieć, ze mogę na niego liczyć, a jak to ma być kiedy widzimy się 3 razy w roku... Znów kolejne święta spędzimy osobno. Rozmawialiśmy dużo, ale do niego nie trafiają żadne moje argumenty. Ja już naprawdę nie wiem jakich mam użyć słów. Mówi, że liczy się z moim zdaniem, ale robi zupełnie coś innego. Gdy rozmawiamy przez telefon i zacznę temat jego powrotu, to nie chce o tym rozmawiać, bo twierdzi, ze trzeba to zrobić w 4 oczy. Tylko ta rozmowa będzie dopiero za 4 miesiące, bo wtedy zamierza przyjechać na kilka dni. Z wielu rzeczy dla niego zrezygnowałam, bo robiłam to dla naszego wspólnego dobra. Zawsze wszystko robiłam z myślą o nim. I nie wyobraża m sobie świąt.. już nawet nie chodzi o mnie, ale o niego. Co to za święta kiedy nawet do kościoła nie ma się czasu iść, bo praca, praca... Boję się, że przez tą pracę w jego życiu zabraknie miejsca dla Boga.. Obiecał mi rok temu, że święta i Sylwestra spędzimy razem. nawet jak nie dostanie urlopu, to zostawi ta pracę i wróci... do mnie. A ja tak bardzo wierzyłam... Ale to okazało się moim złudzeniem. Nie przyjedzie. Ta sytuacja jest dla mnie bardzo trudna. Nie wyjadę do niego, gdyż studiuję. A poza tym byłam tam na wakacjach i nie chcę tam żyć na dłużej. Chciałabym się czuć dla niego kimś najwazniejszym, wiedzieć, że dla mnie jest w stanie z czegoś zrezygnować, że jest kiedy go potrzebuję. Ale jego nie ma... chwilami już naprawdę tracę wszystkie siły na to, by żyć normalnie. Proszę o pomoc. Z Bogiem.

* * * * *

Hmm, no to nieciekawie. Rzeczywiście rozmowa powinna być "na żywo", ale on nie daje nawet na nią szansy. Wszystko wskazuje na to, że jednak praca pochłonęła go na tyle, że to ona stała się najważniejsza. Niepokojące jest to, co napisałaś o Bogu. To on nawet w święta pracuje? Jeśli praca jest tego typu, że wymaga od nas rezygnowania z zasad, z Boga, kiedy nie ma czasu na niedzielną Mszę św. to znaczy, że nie jest to dobra praca, nie jest to właściwa droga. Nikt nie jest zmuszony tak pracować. Za żadną cenę - a już przede wszystkim cenę sumienia. Bo co jest najważniejsze? Tym bardziej, że zarobić i utrzymać inaczej się da. Najwyżej skromniej, ale w spokoju sumienia, z czasem dla bliskich.
Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz: a może on tam kogoś poznał tylko nie ma odwagi Ci o tym powiedzieć więc Cię tak zwodzi i wykręca od przyjazdu? Czy jesteś pewna, że tak nie jest? Jeśli nie to i tak nie jest dobrze, bo oznacza, że on już tak się zatracił w tym co robi, że nikt nie jest ważny: Bóg, Ty, rodzina… Najdziwniejsze jest to, że Ciebie mu nie brakuje. Miłość żąda obecności, bez niej ginie.
Mam poważne wątpliwości. Potrzeba tutaj naturalnie poważnej rozmowy i decyzji. Może napisz do niego list? Taki pisany ręcznie, nie maila. Opisz jak się czujesz, czego oczekujesz i jak sobie wyobrażałaś związek. Napisz, że w zasadzie jesteś sama, bo się nie widzicie i nie ma na to perspektyw. Napisz, że obiecywał co innego. Przeczytaj też odp. nr: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121 o miłości na odległość i tam znajdź jakieś dodatkowe argumenty. Nie można funkcjonować w ten sposób. Owszem, czasem ludzie długo się nie widzą, ale zawsze muszą mieć przed sobą konkretną wizję. A tu jej nie ma. Moja Droga! Napisz list, przemyśl to wszystko i podejmij decyzję. Nie możesz mieć wirtualnego chłopaka, bo to niczego nie prowadzi. Jak macie się poznawać, jak macie się kochać? Przemódl to wszystko i spróbuj z nim właśnie tak porozmawiać. Z Bogiem!

  Zagubiona, 23 lat
2505
18.12.2008  
Dzień dobry :) Bardzo dziękuję za odpowiedź na moje pytanie. Chciałabym też zapytać, czy napisała Pani może jakąś książkę na temat miłości i związków? Bardzo chętnie bym przeczytała, bo uwielbiam wprost czytać to, o czym tu Pani pisze, Pani słowa są takie proste, szczere i tak trafiają do serca i rozumu, że bardzo bym chciała przeczytać jakąś książkę Pani autorstwa. Pozdrawiam serdecznie :)

* * * * *

Bardzo miło mi czytać takie słowa. Akurat dobrze trafiłaś, bo właśnie skończyłam książkę dotyczącą tej tematyki. Powinna ukazać się w połowie roku a informacje o niej będą na naszej stronie. Z Bogiem!

  Marta, 24 lat
2504
17.12.2008  
Witam, Jestem w zwiazku juz 15miesiecy, trudno to nazwac zwiazkiem, bo on mieszka w innym kraju i nie widujemy sie czesto.On jest moja pierwsza wielka miloscia i ja jego tez.I t co jest miedzy nami jest czyms magicznym.Rozni nas wiele kultura, wyznanie, ale tak samo patrzymy na zycie. Mamy takie same poglady, to samo smuci nas, mamy taka sama wrazliwosc. Zanim go poznalam mialam w zwyczaju picie alkoholu. Po podjeciu decyzji, ze chcemy byc razem ograniczylam sie do kieliszka wina raz na jakis czas.On nie pije, ale akceptowal to.Ja niestety skrywalam przed nim pewna tajemnice, ale odwazylam sie mu powiedziec i wiedzialam, ze to bedzie koniec naszego zwiazku, ale wolalam to 'wyrzucic' z siebie niz oklamywac kogos kogo kocham. I to 'byl' koniec... Wtedy obiecalam sobie i Bogu, ze jesli on wybaczy mi i bedzie jeszcze chcial byc ze mna ja nie wezme alkoholu do ust. I on wrocil, powiedzial, ze nie moze mnie zostawic, bo nie bylby mezczyzna gdyby mi nie pomógł w tych ciezkich chwila ch. I bylo cudownie kilka miesiecy, planowalismy kolejne spotkanie, zareczyny. Az mnie cos podkusilo i napilam sie wina na imieninach u cioci. Napisalam mu o tym! Dostalam tylko odpowiedz, ze mowil mi, ze jesli jeszcze raz tkne alkohol to jest koniec. Ja stracilam jego zaufanie,wstyd mi przed rodzina.Ale ja chcialam dobrze, chcialam byc szczera. Wiem, ze zle zrobilam, wiem, ze obiecalam nie tylko jemu ale tez Bogu! I wiem, ze moglam odmowic, ale cos mnie tknelo, ze jeden kieliszek to nic zlego a jak odmowie to ciocia zacznie namawiac i pytac sie dlaczego itd. Po tym wszystkim on jednak napisal, ze chce byc ze mna i ze szanuje moja szczerosc, ale musimy placic, za moj blad i nie bedziemy rozmawiac do nowego roku a potem zobaczymy co dalej. Ale im wiecej dni mija ja zaczynam miec watpliwosc czy ja tak naprawde go chce.Moze ja poprostu boje sie zostac sama, boje sie,ze nikt inny mnie nie zechce, moze boje sie zaryzykowac? Bo tak naprawde nie wiem jak to jest byc z kims innym...

* * * * *

Może nie należało składać takiej drastycznej obietnicy - że nigdy, może należało ustalić, że właśnie okazjonalnie? No chyba, że było to Twoje wyrzeczenie, że wiedziałaś co robisz i że tak właśnie chcesz żyć - w zupełniej abstynencji, w imię wyższych celów. Naturalnie, obietnic należy dotrzymywać i on z pewnością przestraszył się, że nie masz silnej woli, że to się będzie powtarzać. Co Ci poradzić? Czekaj. Decyzja należy do Was, pierwszy krok należy do niego. Zawiodłaś jego zaufanie i on może Ci przebaczyć i dać szanse ale tylko on. Co do Twoich obaw - ja myślę, że wynikają one też z odległości, z tego, że nie możecie być ze sobą realnie na co dzień. Zapytam jak często się widzicie? Polecam Ci odp. nr: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121 o miłości na odległość. Z tego co piszesz wydaje mi się, że jest to rozsądny, odpowiedzialny człowiek, który chce Ci pomóc. Natomiast musisz też go szanować i budować zaufanie. Bo nawet jak dostaniesz kolejną szansę musisz popracować nad sobą - musisz dbać o to, by on też mógł Ci ufać. Nie mogę Ci poradzić nic innego: czekaj i pracuj nad sobą. I módl się - o silną wolę, o rozeznanie co do tego związku, o światło Ducha św. Powodzenia. Z Bogiem!

  Paweł , 25 lat
2503
17.12.2008  
Witam kilka lat temu korzystałem z Waszej pomocy pytania 50 i inne !!! Wchodząc na Wasze źródełko poznałem dziewczynę na początku naszej internetowej znajomości poinformowała mnie że miała wcześniej chłopaka i że to była czysta miłość więc wszystko w porządku jednak jakiś czas poźniej przyznała się , że uprawiała z nim wzajemną masturbację a nawet seks oralny ( choć jeśli chodzi o błonę jest dziewicą) Poczułem się oszukany przecież to nie była czysta miłość nieczystość mógłbym jeszcze wybaczyć ale kłamstwo , poza tym złożyła mi propozycje byśmy zrobili to samo co z tamtym na tę wiadomość zrezygnowałem z wyjazdu do niej nie wiem czy dobrze robię tyle czekałem na szansę a jak ktoś się mną zainteresował odrzucam to

* * * * *

Paweł! Tak pamiętam Cię. Bardzo mi przykro. Nie rozumiem dlaczego Cię okłamała, być może ze strachu, być może, żeby zrobić dobre wrażenie? Oczywiście, że Cię oszukała. Czystość to nie tylko dziewictwo fizyczne, to coś więcej. Oczywiście, że dobrze zareagowałeś na jej propozycję, w ogóle nie mogę zrozumieć jak można coś takiego komuś zaproponować i w dodatku nie widzieć problemu? Pozwalając na wpis w "Źródełku" zakładamy dobrą wolę i wyznawanie wartości prezentowanych na tej stronie. Zakładamy, że są to osoby wierzące i praktykujące. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie wszystkiego sprawdzić i zawsze można oszukać, w końcu to tylko Internet…Ale trwają prace nad modernizacją "Źródełka" i może takich sytuacji będzie mniej...
Paweł! Przykro mi, że się sparzyłeś, to kolejne smutne doświadczenie, ale nie traktuj tego jako porażkę tylko zwycięską próbę. Dokładnie tak, bo dla Boga zrezygnowałeś z tej dziewczyny, w imię zasad. Brawo! To Twoje zwycięstwo, choć boli. Ale w walce nawet wygranej rany zawsze bolą. Nie zrażaj się. Szukaj dalej. Jesteś bogatszy o to doświadczenie, umocniłeś siebie i swoją silną wolę, swoje zasady. Nieraz trzeba zrezygnować z miłości, z e związku - właśnie w imię tego. Też znam to uczucie. Ale Bóg wynagradza wierność. Jestem pewna, że znajdziesz kogoś wartościowego. Szukaj i módl się o to. Ja życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  Kaktus, 22 lat
2502
17.12.2008  
Chciałam się poradzić kogoś, kto potrafi kochać. Jak to Pani zrobiła? W jaki sposób doceniła Pani swojego męża, w jaki odnalazła? Jak zaczerpnąć tej odwagi??Pewności?? Niepewności? Jakieś dziwnej pokory wobec drugiego człowieka? sama nie wiem ..Czego szukać? Na co zwracać uwagę?
Mnóstwo artykułów, mnóstwo ciekawych doświadczeń innych...heh mnóstwo naiwnych pytań.
Właśnie pojawił się w moim życiu okres, w którym targają mną tak sprzeczne emocje, myśli ... że się nie odnajduję zupełnie. Warto? Naprawdę warto? W dzisiejszych czasach? Gdy wszyscy chcą brać?
Moi rodzice się nienawidzą. Chwilami wydaję mi się, że trochę kochają..jakąś chorą miłością...tylko chwilami. Nie mam wiec autorytetu, nie wiem jak powinien wyglądać szczęśliwy związek. Do 21 roku życia nie umawiałam się na randki, nie dopuszczałam do siebie wielu wartościowych chłopców aby nie popełnić błędu mamy. Zero cierpień..zero wspomnień. Teraz jestem otwarta na nowe znajomości, mam dosć duże powodzenie. I dzieję się rzecz straszna. Przyciagam do siebie tylko dwa typy facetów: 1-nieśmiali, niezaradni, niedoświadczeni...hmm tacy chłopcy, którym trzeba "matkować" ... takich nie szanuję. Albo nie potrafię docenić. 2-pewni siebie, doskonale odnajdujący się w sztuce uwodzenia intryganci, którzy chcą mnie przelecieć. ooo albo stosować na mnie techniki NLS:) Jeden z ostatnich przypadków, który bardzo zawrócił mi w głowie. Rozbudził we mnie emocje jakich nie znałam okazując mi lekceważenie, chłód, dystans. Emocje, które sprawiają, że wciąż o nim mysle i analizuje. I czuje wew ciepło towarzyszące zazwyczaj zauroczeniu. Podejrzewam, że dużą rolę odgrywa fakt, że nadal jestem dziewicą..a brak doświadczenia bywa groźny...Jest świetną pożywką dla manipulacji, usypia czujny rozum. Dziewictwo, które zostało kilkakrotnie wyśmiane, hmm i tak ze szczerego serca ...ja sama chyba przestałam je doceniac rownież...przynajmniej nie tak jak kiedyś...chroni mnie przed cfaniaczkami, stracilo jednak miano "daru"Gdzie odnalezc autorytet?


* * * * *

No co do ostatnich wynurzeń to proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] To, że ktoś Cię wyśmiał nie znaczy, że ten ktoś ma rację. Skoro Bóg wymyślił dziewictwo i czystość to coś miał na celu. A chyba Bóg jest mądrzejszy niż ci, którzy dziewictwa nie szanują, bo…go nie zachowali. Jest to ich podświadoma złość i zazdrość wobec tych, którzy zachowują czystość i stąd wyśmiewanie, deprecjonowanie tych wartości, chęć by inni też nie mieli tego czego ja już nie mam. Zdecydowanie nie jest prawdą, że dziewictwo nie ma wartości. Przeczytaj powyższy artykuł, tam pisałam wiele o tym i o tym jakie ma to znaczenie po ślubie. Napisałaś też coś ważnego: że ochroniło Cię przed niektórymi, osobami, powstrzymało przed relacjami. Czy to nie dar, nie wartość? Dziewczyno a skąd wiesz co by było, gdybyś go nie miał i byłoby Ci może "wszystko jedno". Ile cierpienia by było i tragedii? Nie mów tak o dziewictwie, bo gdy poznasz przyszłego męża zobaczysz jak będziesz dziękować Bogu, że je posiadasz. WARTO! Mówię Ci z doświadczenia.
Co do pierwszej kwestii.
Widzisz, ja też nie mam pozytywnych doświadczeń z domu, więc wiem jak jest trudno budować samemu bez autorytetów. Wiem jaki to strach, że nie wyjdzie, że będzie tak samo. I chęć unikania, odsuwania relacji, by nie cierpieć. Znam to, przeszłam przez podobny mechanizm obronny. Ale mimo to jest możliwe zbudowanie dobrej, pozytywnej relacji z mężem, choć jest to trudniejsze, pisałam o tym w odp. nr: 468, 484, 520, 600, 699, 1985. Jak odnalazłam męża? Poznałam na spotkaniach jednej z grup działających przy Kościele - no jakby nie było jest to pewna gwarancja lub chociaż prawdopodobieństwo, że chłopak będzie "porządny". Jak doceniłam? Podobała mi się w nim uczciwość, zasady, którymi się kierował, ważne było to, że jest wierzący - a zatem ma pewną hierarchię wartości. Mając podobne poglądy jest dużo łatwiej. Działaliśmy wspólnie, więc mogliśmy się poznać z tej strony. Na co zwracać uwagę? Polecę Ci te odp.: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 189 i te artykuły: [zobacz], [zobacz], tam pisałam o tym szeroko.
Jak zaczerpnąć odwagi i pewności? No, to jest trudne. Trzeba zaryzykować. Innej drogi nie ma. Gdy kogoś poznajemy musimy podjąć ryzyko wejścia w bliższą relację, by z bliska zobaczyć jaki ten ktoś jest, niejako spróbować czy możemy być razem, ile nas łączy, czy to ten, czy chcemy z nim być. Czy stanowi dla nas taką wartość, że zaryzykujemy całe życie. To właśnie jest odwaga. Nie jest to łatwe, bo zawsze jest ryzyko zranienia, rozczarowania, nieraz bólu rozstania. Ale nie ma innej drogi. Ja też nie trafiłam od razu na męża, też "ryzykowałam" wcześniej poznając innych chłopaków, nieraz cierpiąc, że to nie ten, że muszę szukać dalej. Kierowałam się tak jak Ci już powiedziałam tym jakie chłopak ma wartości, jaki jest (czy czuję się bezpiecznie przy nim), czy mnie szanuje, czy mamy o czym rozmawiać, czym się interesuje, czy jest odpowiedzialny, czy poważnie mnie traktuje.
Gdy odpowiesz sobie pozytywnie na te pytania to prawdopodobnie będzie właśnie ten. Jasne, że może być inny od marzeń. Z pewnych rzeczy można a nawet trzeba zrezygnować. Natomiast gwarancją dobrego wyboru jest to, by nigdy nie rezygnować dla kogoś z własnych zasad i wartości. Tych naginać nie można. Jeśli chcesz znaleźć osobę wartościową, podobną sobie to takiej szukaj - takiej, która ma właśnie et wartości. Jeśli nagniesz swoje zasady do kogoś to zawsze będziesz rozczarowana - bo niby z kimś będziesz ale to nie tak miało być… Dlatego w poznawaniu kogoś pamiętaj: najpierw Bóg (jaki ma do niego stosunek, czy jest wierzący, czy ceni właśnie dziewictwo), potem Ty i inni ludzie (czy Cię szanuje, jak się zachowuje, jak się donosi do innych), potem co sobą przedstawia (umiejętności, dawanie oparcia), a dopiero potem inne cechy, zainteresowania, pasje. Módl się o dobrego męża. Mówię serio, módl się już teraz, codziennie. Może to być jakaś modlitwa np. ta: [zobacz] lub dziesiątek różańca, cokolwiek. Proś Boga, by postawił na Twojej drodze właściwego człowieka. Ja Ci życzę powodzenia i znalezienia właśnie tego. Z Bogiem!

  Jenny, 23 lat
2501
16.12.2008  
Czy można uchronić się od zdrady w związku?

* * * * *

Jeśli ludzie się kochają, ufają sobie, wierzą sobie nawzajem to słowo "zdrada" nawet nie powinno istnieć w ich słowniku. Czy można się uchronić? No oczywiście, nie jesteśmy do końca w stanie przewidzieć i zapobiec temu co zrobi druga strona. Natomiast najlepszą ochroną jest zaufanie, szczerość, wyjaśnianie na bieżąco sytuacji konfliktowych i nieporozumień, niedopuszczanie do gromadzenia się urazów. Jeśli ludzie kochają się naprawdę, widzą w sobie wartość, szanują się i są dla siebie atrakcyjni (nie tylko fizycznie, ale po prostu odnaleźli siebie, chcą ze sobą być i są sobą zafascynowani) to po prostu nikt inny ich nie interesuje i nie jest dla nich tak atrakcyjny jak druga połówka. Uchronić się od zdrady to po prostu kochać prawdziwie i być kochanym tak samo.


Ostatnia aktualizacja: 10.04.2009, 13:23


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej