Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  hania, 22 lat
2600
04.04.2009  
Witam Pani Kasiu,
chciałam się poradzić, może trochę wyżalić... Rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam prawie 3 lata.. Czasem byłam strasznie nie fair w stosunku do niego, tzn. od kilku tygodni rozstawaliśmy się i schodziliśmy, całe te rozstania były właściwie moją decyzją. A powroty inicjował on a ja (nie wiem dlaczego :/) zgadzałam się na jeszcze jedną (i kolejną) próbę.. Ten chłopak mówi, że bardzo mnie kocha i cierpi z powodu moich decyzji. Mi też bardzo zależy na nim i na jego szczęściu ale wiem, wydaje mi się...że nie potrafię mu go dać. Mam dziwne wrażenie, że byłoby nam źle w małżeństwie, że często byśmy się kłócili. On mi czasem nie ufa, kiedy mówię coś o jego rodzicach to (nie wiem dlaczego) on odbiera to jako atak, szuka podtekstów; prawdę mówiąc nie czuję się przy nim całkowicie bezpieczna, zdarzały się sytuacje kiedy nie stawał po mojej stronie, w mojej obronie - kiedy bardzo tego potrzebowałam. Bywało tak, że wyrzucał mi jakieś błędy z przeszłości, za które wcześniej przepras załam. Winił mnie również za swoją depresję, spowodowaną tym, że w pewne wakacje wyjechałam do pracy za granicę i zostawiłam go samego. Oczywiście sama nie jestem aniołem, popełniłam wiele błędów, wiele razy go krzywdziłam, myślę że częściej niż on mnie... Właściwie wszystkie moje lęki są wewnątrz mnie, intuicyjnie czuję, że to nie tak... Że kolejny powrót do siebie byłby krzywdą i dla mnie i dla niego. Czy powinnam wierzyć intuicji? Przeczuciu? Wydaje mi się, że kocham tego chłopaka, ale że nie ma sensu próbować dalej.. Czy to się wzajemnie nie wyklucza? Będę Pani bardzo wdzięczna za każdą odpowiedź. Pozdrawiam.


* * * * *

Nie potrafię jednoznacznie ocenić Twojej sytuacji. Samemu przeczuciu ufać nie można bo to co bierzemy za przeczucie może być po prostu emocją lub strachem przed nieznanym. Ale oczywiście jeśli próbowaliście wiele razy a Ty nie czujesz się przy nim bezpiecznie to być może należy podjąć decyzję na "nie". Nie wiem czemu on odbiera wszystko jako atak, może jest przewrażliwiony, a może Ty po prostu mówisz prawdę, której on nie dopuszcza do siebie? Może jest coś w jego rodzinie co go boli i co on chce jak najgłębiej ukryć więc wyciąganie tego na światło dzienne powoduje złość? A być może jest emocjonalnie uzależniony od matki? Oskarżanie Cię o depresję z powodu wyjazdu do pracy na wakacjach to już jakieś mocne nadużycie, żeby nie powiedzieć - bzdura. Nie byliście jeszcze małżeństwem - to po pierwsze, a po drugie wakacje to nie taki długi okres. On wręcz powinien być dumny, że jesteś zaradna i chcesz zarobić. Z pewnością dla zdrowego, dorosłego chłopaka rozstanie na dwa miesiące z dziewczyną (kiedy jest jasno określony cel) nie skutkuje depresją. A jak skutkuje to coś z jego zdrowiem jest nie tak. Czyżby był tak słaby, żeby wymagał nieustannej Twojej opieki i obecności? Takie trochę wrażenie odnoszę: poprzez zarzucanie Ci ciągle czegoś, jakiejś jego krzywdy, poprzez wymaganie nieustannej obecności. To jak chce stworzyć związek? Szuka żony czy opiekunki? To on chce dawać poczucie bezpieczeństwa czy potrzebuje by nim się zająć? Proszę przeczytaj odp. nr: 189, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 228 i te artykuły: [zobacz], [zobacz], [zobacz], [zobacz]
Pomyśl i módl się. Pytaj Boga, proś o rozeznanie, o znak czy macie być razem. I dużo rozmawiaj z chłopakiem: jak on sobie to wszystko wyobraża, czego oczekuje, jakie ma wizje przyszłości. A potem próbuj podjąć decyzję. Możesz też wybrać się na rozmowę z jakimś mądrym księdzem, on doradzi Ci coś od strony duchowej. Z Bogiem!

  Asia, 19 lat
2599
04.04.2009  
(pyt. 2573) przemyślałam odpowiedz na moje pytanie, i postanowiłam nie być taka kategoryczna. Rozmawialismy dużo, w prawdzie nie zdążyliśmy jeszcze spotkać się po raz kolejny, ale to też jest w planach. Chyba coraz bardziej go lubię, czuję się przy nim bezpieczna. Tylko trochę boję się zaangażować. Wydaje mi się że jesteśmy bardzo różni. On jest duszą towarzystwa, z każdym znajdzie wspólny język. A ja mam swoich wypróbowanych przyjaciół, do których nieczęsto dołącza nowa osoba. Poza tym, moim zdaniem on za dużo pije. Niemal każdy weekend spędza ze znajomymi w ten sposób. Trochę na niego wpłynełam, nie mówiąc mu tego wprost, i on postanowił się zmienić. Nie łudze się że jest to możliwe, ale widzę że zmienił się, ma cel w życiu, chociaż wciąż często pije. Naprawdę go lubię, wyjaśniło się wiele moich wątpliwości, jednak wciąż mam ich całe mnóstwo. Po prostu boję się dać mu szansę.

* * * * *

A widzisz, to trochę zmienia postać rzeczy. Alkohol - często i dużo to już poważny problem. Nawet jeśli on jest dorosły to nie znaczy, że spędzanie w ten sposób weekendów jest najlepszym pomysłem. Być może to taki "szpan", chęć upodobnienia się do kolegów lub zachłyśnięcie dorosłością ale trzeba mieć kontrolę nad sobą a poza tym CZEMU on tak spędza czas? Czy nie ma innych zainteresowań, hobby, innych znajomych? Czy Tobie też to proponuje? Czy nie próbuje zrobić na Tobie wrażenia w inny sposób np. zabrać Cię na wycieczkę, wystawę? Czy nie chce Ci naprawdę zaimponować swoją męskością, dojrzałością? Zaproponuj inny weekend. Zaproponuj coś ciekawego i zobacz jak on zareaguje. Jeśli zgodzi się z chęcią, będzie tym zainteresowany, jeśli potem będzie sam coś proponował to byłabym spokojna, bo być może po prostu usiłował dostosować się do kolegów, może nie znał innego sposobu spędzania czasu. Ale jeśli nie będzie chciał, jeśli nie wyobraża sobie weekendu bez picia i kolegów a żadne wycieczki i wystawy go nie interesują to bym uciekała daleko. Nie wiem jaki jest "stopień" tego jego picia i dlatego na wszelki wypadek polecę Ci te odp.: 350, 686, 1061, 1312, 1362, 1522, 1535. Być może to nie ten rodzaj no ale nie znam go, więc na wszelki wypadek poczytaj. Rozmawiaj z nim na ten temat i w ogóle próbuj zwrócić jego uwagę na co innego, inne rozrywki, inne cele. To on jako chłopak ma Ci dawać poczucie bezpieczeństwa. Jeśli pije regularnie i jest to dla niego ważne - nie może dać tego poczucia. A ono jest niezbędne w związku. Jeszcze raz poczytaj dokładnie te artykuły i odpowiedzi, które poprzednio Ci poleciłam. Z Bogiem!

  K, 17 lat
2598
03.04.2009  
to ja z pytania 2564, ma Pani racje, ktos mnie pocalowal. Zrobilo mi to taki metlik w glowie, bo ja nie mialam wczesniej zadnych powazniejszych zamiarow. Tzn naprawde lubilam i lubie spotkania z nim, ale to bylo dla mnie o wiele za wczesnie-po jakichs 3 miesiacach znajomosci. On potem mnie przeprosil, powiedzial ze zrobil to zanim pomyslal, ale cos zaczelo byc inaczej niz normalnie. Spotykalismy sie nadal, niby wszystko bylo tak jak wczesniej ale potem tak jakos wyszlo ze zow ja dalam mu buziaka na pozegnanie, uplynelo troche czasu i zaczelismy sie traktowac jak ktos wiecej niz tylko przyjaciele (chodzi tak o gesty-przytulanie, buziaki, trzymanie sieza reke). Zaczelam sie z tym zle czuc bo ciagle wydawalo mi sie ze wszystko stalo sie za szybko i nie bylam pewna co czuje. I w koncu powiedzialam mu o tym bo nie moglam sobie z tym sama poradzic-mialam straszny metlik w glowie i ciagle czulam jakis niepokoj, nie moglam spac w nocy. Naprawde mnie to meczylo. Nie widzialam innego r ozwiazania niz mu o tym powiedziec, chociaz balam sie ze nasza znajomosc moze sie skonczyc. Powiedzial, że myslal ze wszystko jest w porzadku, że sadzil ze mu na to pozwolilam. Teraz mysle ze nie wie jak sie zachowac. Te moe gesty wczesniej chyba wynikaly z tego ze nie wiedzialam do konca jak sie zachowac, chcialam jakos okazac to co czuje ale nie wiedzialam do konca co to jest. Powiedzialam mu (w tej rozmowie)że pocalunek to dla mnie za powazny gest. Wiem, że to bylo o wiele za szybko. Nie umialam sie zachowac, nie wiedzialam co robic, on jest pierwszym moim tak bliskim przyjacielem i po prostu chcialam wyrazic ze go podziwiam, i ze lubie go bardziej niz zwyklych kolegow. Caly czas nad tym mysle i staram sie siebie zrozumeic jakos logicznie ale chyba jestem za mloda zeby siebie rozumiec, a moze nigdy siebie nie zrozumiem;) Teraz tylko boje sie ze te przedwczesne gesty i te moje watpliwosci mogly zepsuc nasza przyjazn, a moze cos wiecej niz przyjazn...Bede bardzo wdzieczna z a pomoc i uwage.

* * * * *

No właśnie. Ja zawsze mówię, że chłopak się nie domyśli i że na ile mu dziewczyna pozwoli na tyle będzie działał. On nie wie, że dla niej cos jest za dużo lub za szybko jeśli mu o tym nie powie, jeśli na to się zgadza. Dlatego nie można robić czegoś wbrew sobie, bo zaczniemy się z tym źle czuć i w końcu wybuchniemy a druga osoba nie będzie wiedziała o co nam chodzi. To tyle tytułem wstępu. A jeśli chodzi o Twoją sytuację: bardzo rozsądnie się zachowałaś. Skoro dla Ciebie pewne gesty były zbyt szybkie i źle się z tym czułaś to wyraźnie mu o tym powiedziałaś. I dobrze. Teraz jednak być może zaobserwujesz, że on się trochę odsunie. Będzie tak dlatego, że on się poczuł głupio, bo myślał, że wszystko jest w porządku. Więc jego urażona duma każe mu trochę rozluźnić kontakty na jakiś czas - ale wiedz, że nie jest to Twoja wina tylko skutek tego, że on się głupio poczuł. Ty natomiast zachowuj się naturalnie. Dałaś już do zrozumienia, że pewne gesty to dla Ciebie za dużo, więc nie wychodź z ich inicjatywą i na nie nie pozwalaj ale nie wracaj już do tego, chyba, że sytuacja się powtórzy. Poza tym zachowuj się normalnie, tak jak przedtem. Tak trochę jakbyście zaczynali od początku. Nie oddalaj się od niego, nie unikaj go. Musi minąć pewien czas, kiedy on to w sobie "przetrawi" i będzie dobrze. A potem tą znajomość rozwijajcie powoli. Złe wrażenie się zatrze i jeśli obojgu Wam na sobie zależy to będzie dobrze. Z Bogiem!

  makówka pusta, 21 lat
2597
03.04.2009  
ie potrafię go słuchać...
może na początek przedstawię sytuację: jesteśmy razem od ponad 3 miesięcy, może to nie zbyt długo, ale jestem najbardziej pewna na świecie, że to właśnie ta osoba, na którą czekałam. skąd wiem? nie mam pojęcia, tak czuję, tak czujemy oboje. Nie ma nikogo, kto bardziej pasowałby do mnie:)
Jednak ostatnio zaczyna się psuć. Ja zaczynam psuć. Nie celowo, ale inaczej chyba nie umiem. Jest na każde moje skinienie, robi wszystko, o co tylko poproszę, a ja nawet nie umiem mu pokazać, że jest dla mnie ważny, nie umiem wyczuć, kiedy potrzebuje odpocząć, kiedy może wolałby pobyć sam. Najchętniej wszystko ustalałabym sama...problem jest taki, że ja się spełniam w byciu z ludźmi-biegam non stop z miejsca na miejsce i najchętniej podejmowałabym się wszystkiego, co tylko zmieści się w jednej dobie. A on nie do końca...może myśli, że jestem okropnie zmęczona(a wcale tak nie jest, bo ja tym właśnie żyję) , może próbuje mi dorównać(i też zaczyna biegać, bo mu głupio "nic nie robić")- więc ja: żeby się męczył mniej rezygnuję z niektórych zajęć, on: biega więcej niż da radę, co powoduje zwyczajne zmęczenie..Mogę na niego liczyć zawsze, jest ze mną za każdym razem, gdy poproszę, robimy rzeczy, które wydają mi się fajne(koncert, spacer,byle coś robić), a później muszę oglądać ile go to kosztuje, jak bardzo jest zmęczony...nie wiem, co powinnam zrobić, żebyśmy oboje nie zwariowali...tak bardzo bym chciała, żeby wiedział, że liczę się z jego zdaniem, że jest dla mnie na prawdę ważny i nie potrafię mu tego okazać...


* * * * *

A przeczytaj proszę te artykuły: [zobacz], [zobacz] tam pisałam o oczekiwaniach kobiety i mężczyzny. Polecam Ci też te odp.: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130, 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102 o różnicach. Nie jesteście tacy sami i musisz się z tym liczyć. Nie możesz chłopaka dopasowywać do siebie, bo póki co jeszcze się na to zgadza, ale potem zacznie go to mocno frustrować. Związek to sztuka kompromisu, raz Ty rezygnujesz, raz on a najczęściej ustalacie wyjście pośrednie. Przystopuj. Przeczytaj też ten artykuł: [zobacz] Tam pisałam o miłości, zakochanie, etapach miłości. Być może jesteś na wyższym niż on? Nie poganiaj go, bo każdy ma swoje tempo. Spokojnie, pomału. Wiem, ze masz inne usposobienie, ale próbuj zwolnić i cieszyć się nim, byciem z nim, samym związkiem. Więcej rozmawiajcie. Nie chodzi o to, by zrobić jak najwięcej ale by robić coś wspólnie. Poznawajcie się pomału. Nikt Was nie goni. Będzie dobrze, tylko zwolnij i delektuj się każdym dniem, bo on już nie wróci. Módlcie się też o rozeznanie i o rozwój Waszej miłości. Z Bogiem!

  Magda, 25 lat
2596
02.04.2009  
Dzień dobry. Postanowiłam do pani napisać ponieważ nie wiem już gdzie szukać pomocy. Moje życie to jedna wielka beznadzieja. Nie mogę znaleźć pracy choć szukam jej już prawie dwa lata, nie mówiąc o życiowym partnerze. Czuję się nikomu niepotrzebna, bezwartościowa, do niczego. Przyszła wiosna a ja z każdym dniem czuję się coraz gorzej. To wszystko coraz bardziej mnie przytłacza. Kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jestem tym wszystkim kompletnie zdołowana. Nie potrafię się do niczego zmotywować, nic mnie nie cieszy. Najbardziej dobija mnie to że co chwilę dowiaduję się że któraś z moich koleżanek wyszła za mąż lub urodziła dziecko. Boję się że już zawsze będę sama jak palec. Najgorszy jest ten brak pracy. Boję się że nigdy nie znajdę pracy i coraz bardziej tracę nadzieję na to że gdzieś mnie zatrudnią. To nie wszystko. Jest jeszcze coś co ostatnio spędza mi sen z powiek. Od jakiegoś czasu prześladują mnie myśli o śmierci moich najbliższych. ja do tej pory owszem, wiedziałam że kiedyś to nastąpi i że jest to coś nieuniknionego, ale od jakiegoś czasu myśli te dręczą mnie tak bardzo że nie mogę w nocy spać i płaczę po kątach. Zupełnie nie wiem jak sobie pomóc. Ciągle chce mi się płakać. boję się co będzie jak moich bliskich zabraknie. Bardzo panią proszę o radę i pomoc......

* * * * *

Prawdopodobnie pomału zaczyna Cię dopadać depresja, stąd skumulowanie złych myśli, szczególnie tych o śmierci.
Przede wszystkim: skąd jesteś? Jeśli z Warszawy lub okolic lub większego miasta to nie jest tak źle. Co do samotności to polecamy Msze św. w intencji poszukujących małżonka w każdą trzecią sobotę miesiąca o godz. 19.00 na ul. Skaryszewskiej w Warszawie (kościół oo. Pallotynów) a także wycieczki, spotkania itp. Jeśli nie - możesz wpisać się tutaj: [zobacz] lub próbować poprzez inne portale katolickie. Polecam ci też to świadectwo: href="http://adonai.pl/samotnosc/?id=32" style="font-weight: bold">zobacz]
Módl się i ufaj, a także próbuj sama. Wychodź do ludzi, nie odmawiaj spotkań towarzyskich. Przeczytaj też ten artykuł: [zobacz]
Co do pracy. Rozumiem, że skończyłaś studia, starasz się i nic. To bardzo frustrujące. I znów to pytanie: skąd jesteś? Bo może warto szukać w większym mieście? Tak, to się wiąże z wyjazdem, ale czasem nie ma wyjścia. Sama musiałam wyjechać prawie 500 km, żeby znaleźć pracę. A póki nie masz czegoś w swoim zawodzie to próbuj w ogóle znaleźć pracę, choćby była najprostsza. Da Ci źródło utrzymania a szukać będziesz dalej. Lepsze to niż nic. Nie muszę Ci pisać, byś pytała znajomych, szukała ogłoszeń itp. bo sama to wiesz. Po prostu weź cokolwiek, choćby sezonowego jeśli na razie nie masz nic lepszego. To pomoże Ci i finansowo i pomoże uwierzyć we własne siły.
Wiem jak dołuje fakt, że znajomi zakładają rodziny. Ja też późno wyszłam za mąż, miałam prawie 30 lat, znam zatem ten smak. Dlatego rozumiem Cię i zachęcam do szukania i modlitwy. Jesteś jeszcze młoda, więc nie trać nadziei. Bóg widzi Twoją sytuację, widzi czego Ci trzeba. Zbliża się niedziela miłosierdzia. Proś Boga, by mienił Twoje życie, by coś się w nim ruszyło. On z pewnością chce Ci pomóc i ma dla ciebie jakieś propozycje. Proś Go o to gorąco korzystając z tego święta. I pomału mając oczy szeroko otwarte próbuj coś zmieniać pytając Boga o Jego wolę. On da Ci znak gdy będziesz Go prosić. Trzymaj się i powodzenia. Z Bogiem!

  Karolina, 19 lat
2595
01.04.2009  
Witam. Mam jedno krótkie pytanie. W którym momencie jedna osoba zaczyna narzucać się drugiej, kiedy jej kontaktowanie się z tą osobą staje się trochę zbyt nagminne? Czy jest w ogóle jakaś granica? Np. że raz na tydzień można się odezwać na gg, raz na miesiąc napisać smsa, a może nawet to jest za często? Nie chcę, żeby pewna osoba myślała, że jestem zbyt nachalna, ale brakuje mi go, więc czasem się nie mogę powstrzymać, staram się chociaż raz na dwa tygodnie odezwać na gadu, bo obecnie nie mam z nim osobistego kontaktu, jednak czasami boję się, że on już się na to wkurza, myśli sobie, że chcę czegoś więcej (chcę, ale nie chcę tego okazywać;) ), albo jest po prostu zmęczony. Nie chcę w żadnym wypadku nigdy być dla kogokolwiek zbyt upierdliwa ;) Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam !

* * * * *

No to zależy od rodzaju relacji, stopnia zażyłości i charakteru tej osoby.
Rozumiem, że ktoś po prostu Ci się podoba, tak? No to kluczową kwestią jest tutaj to jak on reaguje na Twój kontakt i co ważniejsze: jakie jest jego zaangażowanie. Czy sam z siebie też się odzywa, pisze, dzwoni? Jeśli nie to każdy kontakt z Twojej strony to jest "za dużo", bo najwyraźniej on sobie tego w ogóle nie życzy. Gdy ktoś nie odwzajemnia kontaktu to po kilku próbach należy "dać sobie spokój", bo to oznacza, że nie jest nami zainteresowany. Jeśli zaś odwzajemnia to zobacz z jaką częstotliwością to robi i jaką wykazuje inicjatywę własna. Zawsze chłopak powinien robić "trochę więcej". Nie powinnaś zatem pisać częściej niż on. Polecam Ci też odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 o tym jak nawiązać kontakt. Próbuj pytać go o coś konkretnego, zwrócić się z jakąś prośbą, no i przede wszystkim próbować spotkać się na żywo - jeśli do tej pory tego nie było. Patrz zawsze jak on reaguje: jeśli chętnie się odzywa, cieszy na Twój widok, jest życzliwy i chętny do pomocy - to można mieć nadzieję. Ale jeśli wykręca się brakiem czasu, zbywa - to nie chce kontaktu. Z Bogiem!

  Marta, 41 lat
2594
01.04.2009  
Prosze o modlitwe za moje malzenstwo ktore dazy ku upadkowi i o wlasciwy wybor drogi zycia.Mieszkam obecnie z moja mama i dwojka dzieci a maz pracuje w Niemczech.Tak zyjemy od 12 lat ale teraz kiedy nasze drogi coraz bardziej sie rozchodza mam dylemat.Nie chce zostawic mojj mamy ale jak tez nie zdecyduje sie pojechac z dziecmi do meza to nie wiem jak dlugo wytrwamy.Nie znam jezyka nie mam tam zadnych przyjaciol czy znajomych a ze nam sie nie uklada to i ochoty nie mam na to aby tam zyc.Jestem wykonczona psychicznie,szkoda mi kazdego z nich i nie wiem co mam robic.Prosze o pomoc!!

* * * * *

Czy Twój mąż nie może wrócić? Jeśli pojechał tam do pracy, a tu jest cała rodzina, dzieci, ich szkoła to chyba jemu łatwiej wrócić i pracować tu niż Wam wszystkim nagle się przenosić? Z pewnością powinniście być razem jeśli to małżeństwo ma funkcjonować. Droga Marto! Proszę wejdź na stronę www.sychar.pl i poczytaj: rady, świadectwa. Tam są też ludzie w takiej sytuacji jak Twoja. Umów się z jakimś księdzem i porozmawiaj. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic polecam ks. Jana Pałygę. To poważna sprawa, nie da się dać jednoznacznej rady przez internet. Modlitwę i owszem, obiecujemy, ale musisz podjąć jakąś decyzję po konsultacjach ze specjalistą: psychologiem, duchownym. Musisz to rozeznać i przemodlić. A co na to Twój mąż? Jaki on ma pomysł? Może da się spokojnie i poważnie coś z nim ustalić? Może jakiś kompromis, że np. za rok wraca? Przecież tutaj też pracę znajdzie, może mniej płatną ale za to będziecie razem jako rodzina, to ważniejsze. Rozmawiaj z nim, z mądrym księdzem i módl się gorąco o rozeznanie. Z Bogiem!

  Agniecha, 20 lat
2593
31.03.2009  
Dowiedziałam się, że mój chłopak kiedy spytał czy zostanę jego dziewczyną zrobił to gdyz wydawałam mu się wspaniałą dziewczyną, ale nie podobałam mu sie:( dopiero teraz mu sie zaczełam podobać, teraz jestem dla niego najpiekniejsza. dziwnie mi z tym i przykro :(

* * * * *

No trochę nie rozumiem. To nie podobałaś mu się a mimo wszystko chciał z Tobą chodzić? To co go urzekło? Piękno Twojej duszy? Dobre i to. Wiesz, ja tak naprawdę myślę, że on się tak niefortunnie wyraził. Że chciał powiedzieć, że podobasz mu się teraz coraz bardziej, bardziej niż wtedy, że jesteś coraz ładniejsza, że coraz bardziej się Tobą zachwyca. Nie znaczy to, że wtedy mu się zupełnie nie podobałaś, bo gdybyś mu się nie podobała to by z Tobą nie był. Uwierz, żaden chłopak nie robi takich rzeczy tylko "z rozsądku". Z pewnością mu się podobałaś, ale ta jego fascynacja Twoją osobą tak rośnie, że wydaje mu się, że w porównaniu z dniem dzisiejszym wtedy prawie mu się nie podobałaś. Jestem przekonana, że coś zamieszał i sam nie wie jak z tego wybrnąć. Mężczyźni są bardzo dosłowni i nie myślą, że czymś takim mogą sprawić przykrość. Ja bym nie traktowała tego tak bardzo serio, naprawdę. Grunt, że teraz Wasza miłość rośnie! A jeszcze z doświadczenia Ci powiem, że takie związki, w których stopniowo odkrywa się coraz więcej i w których chłopak mówi, że dziewczyna coraz bardziej mu się podoba są bardziej trwałe - bo to oznacza, że miłość się rozwija i dojrzewa a nie był to ulotny zachwyt. No i nie zdziwiłabym się, gdybyś np. za rok powtórzyła mu tą rozmowę a on by się wyparł twierdząc, że zawsze mu się podobałaś. Ja bym była spokojna. Z Bogiem!

  Klaudia, 12 lat
2592
31.03.2009  
Bardzo czesto chozę do Kościoła i moje koleżanki uważają ze to nie z wiary lecz dlatego że chce pokazać ludzią i Księżą że wierze.
Jak mam im wytłumaczyć żę to nie przymus czy coś w tym stylu?
Proszeę o pomoc.


* * * * *

Nie musisz nikomu się tłumaczyć z tego, że wierzysz. Ale możesz np. powiedzieć jak Cię pytają, że zaczęłaś się interesować Pismem św., kulturą żydowską, liturgią itp. Że zafascynowała Cię osoba jakiegoś świętego (np. siostry Faustyny). Że w waszym kościele są kazania bardzo trafiające do serca, takie "życiowe", że modlitwa zawsze Ci pomaga w problemach i dzięki temu masz poczucie, że nie jesteś sama, że nie musisz się bać. Że chcesz wyprosić jakieś łaski dla swojej rodziny. Pokazywać ludziom i księżom niczego nie musisz bo co i po co, prawda? Do Kościoła chodzisz i wierzysz dla siebie, dlatego, że chcesz rozeznać powołanie i żyć zgodnie z wolą Bożą. Prawdopodobnie Twoje koleżanki jeszcze tego nie odkryły, może zatem jak im o tym powiesz to same się zainteresują? Módl się też za nie. A może pomyślisz o jakiejś wspólnocie np. oazie, scholi, bielankach? Tam znajdziesz osoby o takich samych poglądach i zainteresowaniach jak Ty. Z Bogiem!

  Klaudia, 12 lat
2591
31.03.2009  
Wiem że możecie nie odpowiedzieć na moje pytanie bo juz wiele jest podobnych... no ale warto próbować tymbardziej ze nie znalazłam odpowiedzi na moje pytanie. A więc:
Mój katecheta jest bardzo fajny i bardzo go lubie. Fajnie sie z nim rozmawia. Co mam zrobić zeby pokazać Księdzu ze bardzo go lubie i ze to dzieki niemu zaczełam pogłębiać swoja wiarę i że coraz mocniej wierze w Boga?

Prosze o pomoc bo nie wiem co mam zrobić tym bardziej ze Ks. mi tego problemu nie pomaga rozwiążać. Z góry dziękuję. Szczęść Bożę


* * * * *

A po co chcesz mu to mówić? Nie ma takiej potrzeby, ewentualnie możesz mu po prostu podziękować np. przy okazji składania życzeń imieninowych lub z jakiejś innej okazji i powiedzieć dokładnie tak jak napisałaś: że dziękujesz mu, że tak fajnie prowadzi religię, bo jest ciekawie i dzięki niemu zaczęłaś się nią bardziej interesować i to Ci pozwala pogłębić wiarę. I tyle. Nie ma sensu wdawać się w szczegóły. Z Bogiem!

  Darek, 19 lat
2590
30.03.2009  
Witam! Sytuacja wygląda tak: od 2 lat jestem zakochany w pewnej dziewczynie. Niedawno wyszło tak, że dałem jej kwiaty jako wyraz mojej miłości. Niedługo potem po rozmowie z Nią uświadomiła mi że nie możemy być razem, bo Ona nic nie czuje. Teraz po 0.5 roku troche mnie gryzie że nigdy wprost Jej nie powiedziałem, że ją kocham. poza tym widze że nasza relacja nie jest dobra, bo nawet jak gadamy to jest takie dziwne napięcie, niedopowiedzenie. Pytanie brzmi: czy sądzicie że powinienłem z Nią pogadać i jeszcze raz wyjaśnić wszystko?

* * * * *

Wiesz, ja myślę odwrotnie: właśnie zbyt "mocno" zadziałałeś. Jeśli ona Tobie się podobała a niekoniecznie o tym wiedziała lub niekoniecznie odwzajemniała to uczucie to po wręczeniu kwiatów zrobiła to co każda osoba na jej miejscu by zrobiła: uciekła. Wiesz dlaczego? Pisałam o tym szczegółowo w tym artykule: [zobacz] proszę przeczytaj i będziesz wiedział gdzie zrobiłeś błąd. Absolutnie nie wyrzucaj sobie, że nie wyznałeś jej miłości, bo efekt byłby jeszcze gorszy. Powinieneś działać łagodnie dając jej pole manewru i możliwość decyzji. A Ty postawiłeś ją pod ścianą, odkryłeś karty i ona poczuła, że Ty oczekujesz od niej tego samego. A niekoniecznie była w stanie Ci to dać.
To co możesz zrobić (jeśli chcesz zaryzykować), to pomału, powoli, nawiązywać z nią kontakt, próbować z nią rozmawiać na tematy neutralne i bardzo małymi kroczkami się do niej zbliżać. A być może nawet na jakiś czas przedtem zrobić małą przerwę w kontaktach, tak, by ona poczuła, że jest swobodna, że Ty się nie narzucasz i że nie jesteś nachalny. Polecam Ci te odp.: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. To nic, że się znacie, działaj tak jakbyście się dopiero poznawali. Ona musi poczuć wolność. Nie masz gwarancji sukcesu, ale jeśli Ci na niej zależy to pewnie zaryzykujesz. Tylko żadnych deklaracji, żadnych wyznań miłości! Jeszcze na to zdecydowanie za wcześnie. Pomyśl jak Ty byś się czuł gdybyś nie był zdecydowany a ktoś by Ci się tak narzucał. Życzę Ci powodzenia, z Bogiem!

  Paulina, 16 lat
2589
30.03.2009  
Byłam z chłopakiem dwa tygodnie.Byłam przekonana że mnie kocha.Ale później gdy już się rozstaliśmy powiedział że chodził ze mną dla zabawy.Ale w szkole ciągle na mnie patrzy czasami to jest krępujące.A najgorsze jest to że ja go nadal kocham mimo tego jaki zadał mi ból.Chciałabym z nim porozmawiać o tym co czuje ale nie wiem co zrobi.Boje się że mnie wyśmieje.Chciałabym wiedzieć jak zacząć rozmowę z nim?

* * * * *

Wiesz, ja nie wiem czy jest sens z nim rozmawiać. Po tym jak Cię potraktował to chyba nawet nie warto. Rozumiem naturalnie Twoje uczucia ale on jednoznacznie dał Ci do zrozumienia, że go nie wzruszają. To, że na ciebie patrzy jest wręcz bezczelne - bo bada Twoją reakcję. Chce wiedzieć co czujesz, natomiast gdy okażesz słabość i powiesz o swoim zaangażowaniu to nie dość, że Cię wyśmieje to jeszcze będzie triumfował: bo będzie górą. Bo poczuje się jak zdobywca - udało mu się Ciebie w sobie rozkochać i będzie dumny, że ktoś jest nim zainteresowany i że komuś się podoba. To (w jego mniemaniu) podniesie jego męską wartość.
Natomiast Ty zostaniesz ponownie zraniona i upokorzona. Na Twoim miejscu starałabym się (na ile to możliwe) nie zwracać na niego uwagi, pokazać mu, że jesteś silna i że wcale nie jesteś nim zainteresowana. On wtedy może jeszcze bardziej się Tobie przyglądać lub wręcz zaczepiać, bo nie będzie wiedział o co chodzi i będzie ciekawy. Ale w końcu się znudzi. Trzeba wziąć go na przeczekanie. Trudno, to nie ten właściwy chłopak. Nie jest dojrzały, nie wie czym jest miłość, potraktował Cię źle. Zerwij kontakt, żeby ratować siebie i żeby zapomnieć, polecam odp. nr: 80, 526, 653, 825. Tylko ignorowaniem go coś zyskasz. W przeciwnym wypadku on pognębi Cię jeszcze bardziej. Trzymaj się i bądź silna. Z Bogiem!

  Ewka, 14 lat
2588
29.03.2009  
Mam trójkę przyjaciół. Adrian, Patrycja i Kamil. Adrian jest chłopakiem Patrycji, a Kamil twierdzi, że mnie kocha. Ja jednak nie odwzajemniam jego uczucia, co więcej, kocham Adriana. Wiele razy w naszym gronie mówiliśmy sobie, że kochamy się jak przyjaciele. Ale ja jednak nie jestem szczera w takich sprawach, bo nie chcę żeby Adrian wiedział że ja kocham go inaczej, nie tak jak przyjaciela. Rozmawiałam z nimi wszystkimi o pewnym przykrym incydencie. Adrian koniecznie chciał wiedzieć kto zrobił mi przykrość, i rzecz jasna w jaki sposób. Powiedziałam im w czym rzecz. Mianowicie pewna dziewczyna powiedziła że nikt mnie nie kocha i że powinnam się zabić. Adrian powiedział od razu, że przecież oni mnie kochaj a. Patrycja jak przyjaciółka, a on i Kamil tak samo, inaczej. Nie wiem co przez to sugerował. Mama powiedziała mi że może on też czuje do mnie coś więcej. Ja jednak wiem, że Adrian będzie szczęśliwszy z Patrycją, dlatego nie będę mu mówić o moim uczuciu. Nie chcę żeby się z nią rozstawał dla mnie, bo wtedy tak na prawdę oboje będą cierpieli. Tylko jak mam sobie poradzić, z tą miłością do niego? W jaki sposób żyć, żeby nie wpaść w depresje, ponieważ wciąż za nim tęsknię.

* * * * *

Jeżeli naprawdę nie możesz sobie poradzić to musisz niestety mniej się z nim widywać. Inaczej będziesz coraz więcej myśleć i sobie wyobrażać. Nie sądzę, by on był Tobą bardziej zainteresowany skoro ma dziewczynę. Dlatego jeśli czujesz, że Cię to przerasta to musisz trochę rozluźnić kontakty. Masz natomiast rację, że nie powinnaś mu mówić o swoim uczuciu, bo nic dobrego to nie przyniesie a tylko sprawi, że on się odsunie. Weź też pod uwagę w tym wszystkim osobę Kamila. Czy jego nie boli Twój widok i Twoja obecność? Czy swoim zachowaniem nie robisz mu złudnej nadziei? Polecam Ci też te odp.: 223, 210, 501, 542, 583,768,65, 33, 77, 90, 119, 185, 224, 680, 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Mandy, 19 lat
2587
29.03.2009  
mam problem, gdyż sama gubię się już we własnych myślach, boję się podjąć decyzję dotyczącą związku... ja od zawsze byłam chyba 'nadgorliwa'; swojego przyszłego chłopca, męża idealizowałam w wyobrażeniach, a w rzeczywistości napotkane osoby rozliczałam w myślach, czy spełniają wszystkie postawione przeze mnie kryteria... Wiem, że to nie było zbyt dobrym posunięciem, ale w ten sposób chciałam bronić się przed przypadkowymi znajomościami, nieodpowiedzialnymi związkami, nie mającymi przyszłości... dlatego też nie miałam nigdy chłopaka - obdarzałam natomiast uczuciem tych 'odpowiednich' wg mnie chłopców, którzy nie byli mną zainteresowani... Teraz mam dylemat, bo rozwijam znajomość z kimś, kto nie jest takim aż 'wymarzonym' chłopcem. Boga stawia na pierwszym miejscu i wiem, że co do tego nigdy nie zgodziłabym się na kompromisy... ale co z innymi kwestiami? Najchętniej chciałabym spotkać mężczyznę, który, niemalże jak ideał, nigdy nie miał styczności z alkoholem, nie używał wulgaryzmów... i wątpię, żebym kiedykolwiek taką wzorową osobę spotkała.. przecież pełnoletni chłopak może wypić piwo, a i każdemu z nas czasami w złości zdarza się wyrażać się nie tak pięknie... Chciałabym prosić o wskazówki: na teraz, i na przyszłość, dla mnie, oraz dla innych dziewcząt wrażliwych tak jak ja... aby wiedziały, jak podejmować decyzje, których nie będą żałować, ale z drugiej strony, aby umieć porzucić czasami zbyt wygórowane wymagania i zaakceptować drugiego człowieka takim jakim jest... Czy kontynuować tę znajomość? Czy ryzykować? Czy może czekać na osobę, która, być może, kiedyś stanie na mojej drodze i będę wtedy pewna, że to właśnie ta..?

* * * * *

Moja Droga! Cały ten dział jest właśnie o tym, poczytaj. Ja wielokrotnie pisałam, że nie ma ideałów, nawet jeśli ktoś na pierwszy rzut oka taki się wydaje to potem można się rozczarować. Nie czekaj na rycerza z bajki bo się nie doczekasz. Zależy Ci na tym chłopaku, podoba Ci się? No to próbuj. Kto z nas jest bez grzechu? Nikt, Ty też nie. Jak byś się czuła gdyby ktoś uznał, że w 1 procencie nie spełniasz kryteriów więc musicie się rozstać?
I jeszcze jedno: nigdy nie będziesz pewna na 100 %. Nie będzie tak, że kogoś poznasz i będziesz wiedziała. Bo miłość to nie grom z jasnego nieba tylko ciężka praca: nad poznawaniem siebie nawzajem, nad przełamywaniem swoich słabości i egoizmu, nad kompromisami, nad podjęciem decyzji. Miłość się buduje, ona nie przychodzi gotowa. A buduje się w stosunku do konkretnej osoby a nie w oderwaniu od rzeczywistości, w teorii, którą się potem dopasowuje do człowiek i patrzy jak leży: pasuje czy nie. To na żywym przykładzie, z konkretną osobą budujemy miłość i relacje. I od nas zależy jaką zbudujemy i jak nam w tym będzie. Oczywiście, trzeba mieć swoje zasady i jakieś oczekiwania, bo nie możemy godzić się na każdego. Ale nie można najpierw wymarzyć sobie chłopaka, tak w szczegółach a potem na niego czekać. Należy być otwartym i jeśli dana osoba ma podobne poglądy i zasady, podoba nam się, jest sympatyczna, dobrze nam się rozmawia to być może właśnie "ten". W każdym razie jest to zalążek miłości, który być może nią się stanie. I wtedy jest czas na poznawanie siebie i na decyzje. Na budowanie. Tak to się odbywa. Dlatego nie czekaj na ideał tylko bądź otwarta. Polecam Ci też te artykuły: [zobacz] [zobacz] [zobacz], [zobacz] Z Bogiem!

  Patrycja, 19 lat
2586
28.03.2009  
Czy powołanie do życia zakonnego, które raz jest bardzo silne, a potem nagle "odchodzi" jest TYM powołaniem ?? Czy to tylko chwilowa fascynacja... a moze próba ?? Były momenty w moim życiu kiedy byłam wrecz pewna na 100% ze to moja Droga. Bardzo się cieszyłam, bo czułam to. Natomiast potem nagle jakby uciekało... Potem znów wraca. Nie rozumiem tego. Wraca tak niespodziewanie i tak niespodziewanie znika... by znów powrócić w momencie kiedy najmniej sie tego spodziewam. Jednak te powroty są takie piękne. Nie rozumiem tego. Czy to moja wyobraźnia, złudzenie, a może jednak cos więcej ??

* * * * *

Proponuje pojechać na jakieś rekolekcje powołaniowe, tam siostry odpowiedzą na Twoje wątpliwości, opowiedzą Ci swoje historie. Zajrzyj też do działu "Powołanie" na tej stronie i do tych odpowiedzi: 39, 93, 215, 381, 383. Z Bogiem!

  Kasia, 28 lat
2585
28.03.2009  
Szczęść Boże! Miesiąc temu zostawił mnie narzeczony z którym planowaliśmy ślub w tym roku. Rozstaliśmy się po kłotni, dotyczącej spraw drugorzędnych (kredyt mieszkaniowy, organizacja wesela itp). Ja chciałam się pogodzić-Krystian powiedział, że miłość mu wygasła, że oświadczyny nie były przemyślane . Znalismy się prawie 2 lata, jeszcze tydzień przed ostatecznym zerwaniem mówił, że mnie kocha, że będę dobra żoną itp. Ja go naprawdę kochałam i moja miłość tak szybko nie wygasa. Teraz jestem przygnębiona, moje życie legło w gruzach. Zastanawiam sie teraz, czy istnieją jeszcze normalni meżczyźni, którzy nie oszukują kobiet. Krystian wydawał mi się naprawdę uczciwym człowiekiem-oboje wierzymy w Boga, nasze życie budowalismy na zasadach moralnych, on nawet służył do mszy przez kilka lat. Decyzję o małżeństwie podjęlismy po Rekolekcjach dla narzeczonych-stwierdzilismy, że jesteśmy dla siebie-podobnie myślimy o sprawach najważniejszych. Nie wiem dlaczego Krystian zerwał i na to wygla da, że się nie dowiem. Może przestraszył się odpowiedzialności? Co zrobić, zeby mnie znów ktoś tak boleśnie nie oszukał? A moze on jeszcze do mnie wróci? Czy na niego czekać, czy dać sobie spokój? Same pytania bez odpowiedzi.
Pozdrawiam gorąco
Kasia


* * * * *

Nie mieści mi się to w głowie. Naprawdę, nie jestem w stanie odpowiedzieć na Twoje pytanie dlaczego, bo nie mogę wyobrazić sobie, że ktoś dorosły podejmuje świadomie i na chłodno taką decyzję… Jasne, czas przed ślubem jest bardzo stresogenny i kłótnie, sprzeczki, nieporozumienia właśnie w takich sprawach jak piszesz są na porządku dziennym - bo jest napięcie, nerwy jak to wszystko wypadnie, stres, że to już na zawsze. Miłość wygasła? Nie, miłość tak szybko nie wygasa. Co najwyżej mogło wygasnąć zakochanie, o, tak z tym się zgadzam, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Może on myśli właśnie, że nie czuje i dlatego wydaje mu się, że nie kocha? O tym pisałam w tych odp.: 15, 906. Może sparaliżował go strach, odpowiedzialność? Kasiu! No ja bym tego tak nie zostawiła. Może oboje popełniliście jakieś błędy, może faktycznie jednak nie jesteście dla siebie, no ale o tym trzeba się przekonać. Nie zrywa się zaręczyn po jednej kłótni! W małżeństwie będą i kłótnie i poważne problemy i nikt nie zabiera zabawek i nie wychodzi. Przed ślubem musimy nauczyć się rozwiązywać problemy, by potem móc dojść do porozumienia. Ja bym jeszcze próbowała to ratować. No bo skoro coś Was do tych zaręczyn doprowadziło (słowa, że decyzja była nieprzemyślana ja uważam za "chlapnięcie" w nerwach, no bo nie wierzę, że można ot, tak sobie zaproponować komuś małżeństwo a potem stwierdzić, że było to pod wpływem impulsu), skoro macie (tak piszesz) wspólne zasady, hierarchię wartości, coś Was łączy - no to próbujcie! Koniecznie spotkajcie się i porozmawiajcie, wylejcie wszystkie żale, może były takie rzeczy ukryte, które tłamsiliście w sobie, o których się nie mówiło? Powiedzcie sobie wszystko. Przedtem jednak polecam Wam lekturę wspomnianego artykułu o miłości. Ja nie wierzę, że tak po prostu na takim etapie coś wygasa i jest koniec. Skoro były i rekolekcje i modlitwa i rozmowy…? Módl się Kasia i koniecznie jak najszybciej się umówcie. Być może jednak nie dojdziecie do porozumienia i stwierdzicie, że się rozstajecie. Ale to musi być przemyślane i przemodlone! Oboje pytajcie Boga czy tak ma być. Może to tylko kryzys wywołany stresem? Może właśnie on coś w sobie dusił i nigdy nie mówił, by Cię nie zranić? Przeanalizujcie wszystko. Nawet jeśli się rozstaniecie Ty masz prawo wiedzieć dlaczego a on ma obowiązek Ci o tym powiedzieć. Nie wolno nigdy nikogo zostawić bez słowa, bez wytłumaczenia a już na pewno nie na tym etapie! A może to szatan miesza bo widzi, że bylibyście dobrym małżeństwem?
Teraz są święta, to zawsze czas większej wrażliwości. Idźcie razem na Mszę w tej intencji a potem na spokojnie na neutralnym gruncie porozmawiajcie. Nie wierzę, że jemu Ciebie nie brakuje. Tylko pewnie męska duma nie pozwala mu się przełamać. Więc Ty zacznij. Życzę Wam naprawdę dobrej decyzji, przynajmniej wyjaśnienia sobie wszystkiego. Módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  kasia, 22 lat
2584
28.03.2009  
Nie wiedzialam ze czlowiek tak pozornie silny jak ja okazuje sie slaby gdy traci kogos kogo kocha...Ja i moj byly chlopak Piotrek poznalismy sie jak mielismy 16 lat...bylismy bardzo w sobie zakochani...ostanie dwa lata spedzilismy w dwoch roznych krajach spotykajac sie co pare miesiecy...planowalismy wspolna przyszlosc...ja pewnego dnia poznalam czlowieka ktory wydawal mi sie lepszy od Piotrka i ktory zostal deportowany...szukalam go bedac z Piotrkiem i pewnego dnia zadzwonil do mnie a ja pojechalam do jego kraju...nic nie zaszlo miedzy nami ale po powrocie Piotrek powiedzial ze to juz koniec...blagalam o przebaczenie...po paru tygodniach dowiedzialam sie od niego ze sie zakochal i ze to przeznaczenie i ze planuje przyszlosc z inna. z kobieta z ktora rozmawia 4 godz dziennie przez telefon od trzech miesiecy i ze poznali sie na portalu randkowym i ze widzieli tylko swoje zdjecia. Dowiedzilam sie ze Piotrek bedac ze mna wchodzil na takie portale...czytalam juz chyba wszystkie artykuly o wirtualnej milosci...zdania sa podzielone...bylam juz pare razy w Polsce proszac o przebaczenie ale on mowi ze to koniec i ze kocha tamta kobiete...choc jej jeszcze nie widzial...a co jesli sie spotkaja i dalej beda sie kochac, a co jesli nigdy sie nie zobacza i zawsze ja bedzie idealizowal..zastanawiam sie czy nie za wczesnie sie poznalismy, czy moze to tak odleglosc...to moja wina glownie chyba...on mowi ze chcial odejsc juz dawno odemnie ze zawsze czegos szukal tak jak ja...ja juz wiem ze to ten jedyny na cale zycie ale on kocha kogos innego...boje sie..czy mozna rozkochac w sobie po raz drugi tego samego czlowieka? walcze o nasz zwiazek juz 3 miesiace ale do niego nic nie dochodzi...moze musze dac jemu czas zeby sam sie przekonal ze to my...obwiniam sie i prosze co noc Boga zeby mi pomogl..

* * * * *

No być może Wasz młody wiek spowodował, że później nawet z takiej "głupiej ciekawości" chcieliście zobaczyć jak to jest być z kimś innym. Widzisz, no nie zmusisz go do miłości. Ja mu się dziwię i trochę nie wierzę w jego wymówki. Bo jeśli faktycznie chciał odejść wcześniej to dlaczego tego nie zrobił? Tylko czekał na okazję by winę zwalić na Ciebie? Jeśli chciał - czemu nie miał odwagi cywilnej, by Ci o tym powiedzieć?
Widzisz, znajomość internetowa w momencie kiedy oni się nie widzieli grozi dokładnie tym co opisałaś. Ale to on podejmuje ryzyko. Być może bardzo się rozczaruje. Nie nalegałabym i nie ratowała tego na siłę. Dopóki jemu nie przejdzie, dopóki nie spotka się z tamtą kobietą i nie rozczaruje, dopóki Tobie głupio nie udowodni, że też może kogoś mieć i nie spowoduje, byś też poczuła jak to się cierpi - to nic nie wskórasz. A może faktycznie on się "odkochał" i ta kobieta jest tylko wymówką? Poczekaj, daj czas sobie i jemu. Jeśli jednak mimo upływu czasu on nadal nie będzie chciał no to przykro mi, ale to jego wybór. Oboje popełniliście błędy ale nie czas je tutaj sobie wyrzucać. Obserwuj rozwój wydarzeń i módl się o rozeznanie, ale nie nalegaj. Może to jeszcze nie ten właściwy człowiek, może Bóg pozwoli Ci w swoim czasie poznać kogoś innego? Z Bogiem!

  Lisa, 24 lat
2583
25.03.2009  
Witam:)
W tym związku jestem od około roku. Mam strasznie dużo wątpliwości. Wiem, że rok to mało, ale w jakimś sensie mój chłopak myśli już o wspólnym życiu, robi plany, na co ja sama nie jestem jeszcze gotowa.
Czy czuję się z nim szczęśliwa? Bywa. Czy jestem w nim zakochana? Może na początku byłam trochę zauroczona, ale nie przerodziło się to później w zakochanie. On bardzo szybko mi wyznał swoje uczucie, powiedziałam mu to samo( bardzo mi się podobał, miałam nadzieję, że potrzeba mi tylko czasu by to naprawdę poczuć). Potem on zaczął opowiadać o swojej sytuacji, współczułam mu, mówił często że sobie coś zrobi gdybym go zostawiła, zmartwiłam się, rozmawiałam z nim o tym. Czy czuję się przy nim bezpieczna? Hm, niekoniecznie, nie zawsze. Czy mu ufam? Może w pewien sposób tak. Choć najczęściej czuję, że mu nie mam nic do powiedzenia. Czy on ma dużo pozytywnych cech? Oczywiście, uważam, że jest wspaniałym człowiekiem i ma dobre serce. Czy w sprawach religijnych się zgadzamy? To trudne, ale widocznie nie, miałam nadzieję, że zmienię jego podejście. Czy obawiałabym się z nim zerwać? Tak, bałabym się i o niego, poza tym sama mam problemy, obawiam się że może nie będzie nikogo innego kto by mnie pokochał. Może nie ma co robić sobie niepotrzebnych problemów? Może wyolbrzymiam? A może jednak nie poddawać się i dalej z nim być, a z czasem naprawdę w końcu ,,to'' poczuję?


* * * * *

Po pierwsze: nie musisz "czuć", żeby kochać, naprawdę. Pisałam o tym w odp. nr 13, 15, 906. Błędem natomiast jest wyznanie miłości w nadziei, że jej odwzajemnienie to tylko kwestia czasu. Te deklaracje padły prawdopodobnie zbyt szybko. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Wiesz dlaczego nie do końca czujesz się bezpiecznie? A jak można czuć się bezpiecznie skoro on straszy Cię, że coś sobie zrobi? No to jest dorosłość, dojrzałość, odpowiedzialność? Gdzie tu troska o drugą osobę? Jak można w ten sposób straszyć kobietę? Jeśli on do tego jeszcze faktycznie tak myśli no to nie dojrzał do bycia w związku. Bo nawet jeśli Cię tak kocha, że życia sobie bez Ciebie nie wyobraża to jak można kogoś tak szantażować? Przecież w najbardziej kochającym się małżeństwie zawsze jedna osoba szybciej odejdzie, więc co? Kochający małżonek powinien natychmiast po pogrzebie drugiego popełnić samobójstwo? Takie podejście świadczy o egoizmie. To on chce dobrze się czuć, więc Ty masz z nim być. A jak nie będziesz to on sobie coś zrobi. Poza tym, że w to nie wierzę to jestem zbulwersowana taką postawą, bo to nie jest miłość. On nie daje Ci prawa wyboru, nie daje Ci prawa do zastanowienia się, do decyzji czy chcesz z nim być. Chce Cię przywiązać do siebie taką groźbą. Która kobieta czułaby się bezpiecznie gdyby jej mężczyzna był tak słaby, że ewentualnego rozstania by nie przeżył? To świadczy o bardzo emocjonalnym podejściu do życia, do problemów. Potwierdza to fakt, że on Cię swoimi problemami zarzuca a Ty się zamartwiasz. Nie wiem jakie są jego relacje z ojcem, ale coś tu jest nie tak. On sobie z Ciebie robi opiekunkę i terapeutkę i podświadomie wymaga byś to Ty nim się opiekowała. A gdzie jego troska o Ciebie? Moja Droga! Przeczytaj proszę te odp.: 189, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 69, 466, 1682, 1358, 1710 i te artykuły: [zobacz], [zobacz] i pomyśl. Nie wolno Ci zmuszać się do bycia z nim ze względu na jego straszenie. Tak jak mówiłam - nie wierzę w to, a poza tym Ty nie jesteś za niego odpowiedzialna. Ewentualnie dałabym znać jego rodzicom, jeśli się boisz. Nie chcę powiedzieć jednoznacznie, że nie powinnaś z nim być, zauważyłam natomiast, że chyba nie jest jeszcze gotowy na tworzenie związku a co dopiero małżeństwa. Przede wszystkim - to nie Bóg jest dla niego na pierwszym miejscu tylko miłość (jak jej zabraknie świat się zawali i on sobie coś zrobi) a poza tym nie jest gotowy stawiać czoła problemom. Nie możesz tez myśleć, że jak nie ten to żaden i będziesz sama. Nie Am na tym świecie przeznaczenia, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Jeśli nie ten to Bóg pozwoli Ci poznać kogoś innego.
Pomyśl i módl się o rozeznanie a także szczerze z nim rozmawiaj. Z Bogiem!

  Adam, 21 lat
2582
25.03.2009  
Czy można nazwać dziewicą kobietę, która wcześniej uprawiała seks oralny?

* * * * *

Duchowo nie, a fizycznie - pewnie tak. Jednak pamiętać należy, że prócz dziewictwa (które jest ważne) jest jeszcze czystość, która jest ważniejsza. Bo dziewictwo to pewien stan a czystość to postawa i jest pojęciem szerszym. Wiąże się nie tylko z cielesnością ale całym życiem duchowym, myśleniem, zasadami, czynami. Polecam te artykuły: [zobacz] [zobacz] i odp. nr: 616, 961, 1070, 1819.

  Marta, 40 lat
2581
24.03.2009  
od 12 lat mieszkamy osobno,poniewaz maz pracuje za granica a ja tu wychowuje 2 naszych dzieci.Od pewnego czasu zaczelo sie dziac bardzo zle miedzy nami.Podejrzewam go o zdrady,klastwa a na dodatek uzaleznil sie od marihuany.Nasze rozmowy do niczego nie prowadza bo ja ciagle go podejrzewam o kobiety,mowie z rzuceniu palenia trawy a jego to wkurza.On uzala sie ze okazuje mu malo ciepla(a to jest prawda bo zdrada jego mnie dobija) i tylko o wszystko mam do niego pretensje.Na okres feri i wakacji wyjezdzam z dziecmi (5 i 10 lat)do niego ale dla mnie nie jest to przyjemnosc a dla dzieci pewno tez nie bo duzo sie klocimy.Ostatnio zaczal mnie namawiac na spotkania erotyczne z innymi parami a ja jestem wierzaca i nie chce sie zgodzic,i to kolejny temat naszych klotni bo w jego mniemaniu to nas do siebie zblizy.Modle sie za siebie i za niego ale juz nie wiem co mam roic.Chcialabym zeby bylo dobrze ale juz nie wiem jak mam postepowac co mam zrobic aby nie bolaly tak te zdrady i klamstw a i abysmy na nowo mogli sie pokochac i byc szczesliwym.Tak bardzo chcialabym o tym nie myslec,nie podejrzewac jak to mam zrobic.Jak go mam naklonic do leczenia do nawrocenia.Jak mam go na nowo pokochac??

* * * * *

Jak najszybciej skontaktuj się z duchownym specjalizującym się w problemach rodzinnych. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic napisz do nas na maila: admin@adonai.pl, my Ci kogoś polecimy. Wejdź na tą stronę: www.sychar.pl na forum, popytaj ludzi, poczytaj, przypuszczam, że ktoś Ci poleci jakiegoś kapłana lub terapeutę. Problemy są zbyt duże, by coś radzić przez internet. Potrzebna jest terapia i rady fachowca. Ja mogę Ci tylko polecić modlitwę, co sama uskuteczniasz. Oczywiście, taka rozłąka małżonków nigdy nie jest dobra. Czy mąż zamierza wrócić? Bo w tej chwili to Ty jesteś praktycznie samotną matką. Po wieku dzieci widzę, że nigdy nie miały tak naprawdę ojca. Proszę skorzystaj z pomocy profesjonalistów, tych problemów nawarstwiło się bardzo dużo. Ufaj też Bogu. Proponuję, byś w Wielki Piątek rozpoczęła nowennę przez Bożym Miłosierdziem (9 dni), informacje znajdziesz na tej stronie w dziale Miłosierdzie. Jak najszybciej zacznij ratować Wasze małżeństwo. Z Bogiem!

  Taka jedna, 16 lat
2580
23.03.2009  
Poznaliśmy się na imprezie. O swoim istnieniu wiedzieliśmy już wcześniej, ale nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Zatańczyliśmy i wtedy zaczęła się rozmowa tak, jakbyśmy znali się dobrych parę lat. On miał dziewczynę, chodził z nią 3 lata. Tańczyliśmy już do końca imprezy. Myślałam, że kontakt po prostu się urwie... Ale napisał - na naszej klasie. Zaczęliśmy rozmawiać. W sumie obydwoje mamy takie charaktery, że 'obrażaliśmy siebie' na żarty :) oboje mieliśmy się z czego pośmiać, bo wiedzieliśmy, że to tylko dowcipy z naszej strony. Bardzo je polubiłam. Zaczęliśmy rozmawiać na gg, zaczęły się smsy. Zaczęłam coś do niego czuć, jednak on mi w tym przeszkodził. Powiedział, że chce być fair co do swojej dziewczyny więc musimy ograniczyć kontakt. Nie rozmawialiśmy prawie wcale.
Spotykamy się w tym samym miejscu - niewielkim lokalu, gdzie można wypić sok, zjeść coś. I tak też się stało. Tam zaczęliśmy rozmawiać, opowiedział, jak bardzo go zraniła i zdradziła dziewczyna. Jednocześnie zaczął być dla mnie bardzo miły, oczywiście wieczór skończył się odprowadzeniem mnie do domu, wieloma czułymi słowami i pocałunkiem... a raczej pocałunkami. Przez kolejny tydzien bardzo się zaprzyjaźniliśmy, pocieszałam go, bo złapał doła przez swoją byłą dziewczynę, w końcu był z nią aż 3 lata (on w tym roku skończy 19 lat). Udało mi się. Pod koniec tygodnia znów się tam spotkaliśmy. Znów mnie odprowadził. Znów było to samo co w tamtym tygodniu... Jednak kilka dni później znów złapał doła. Przestał się odzywać, stwierdził, że nie jestem w stanie mu pomóc więc nie chce mnie gnębić.Nie rozmawialiśmy, czego mi bardzo brakowało, bo... pokochałam go... tęskniłam... Dziś napisałam do niego, zaczęliśmy rozmawiać tak jak kiedyś, śmialiśmy się i żartowaliśmy z siebie. Chciałabym, żeby on mnie pokochał... nie zraniłabym go... nigdy ! Wiem, że nie można zmusić do miłości... Chcę zrobić coś, by zwrócił na mnie uwagę, a później zniknąć by zatęsknił, aby się zaczął starać. Pomocy :( kocham go.. na prawdę !


* * * * *

A nie widzisz, że jesteś dla niego terapeutką? Widzisz, nawet jeśli on naprawdę zerwał ze swoją dziewczyną i jest wolny to potrzeba trochę czasu, by jego serce było naprawdę wolne, żeby faktycznie mógł zainteresować się Tobą jako kobietą a nie żebyś mu służyła jako ocieracz łez i pocieszyciel. On jako mężczyzna może uważać, że skoro jasno Ci powiedział jakie ma uczucia w stosunku do swojej dziewczyny, to Ty zrozumiałaś, że póki co nie masz szans. Ale Ty jako kobieta myślisz, że może być inaczej, zresztą już się zaangażowałaś. I wiesz co może być? Ty będziesz to wszystko w sobie pielęgnować, pewnie parę razy jeszcze się spotkacie, w końcu nie wytrzymasz i powiesz co czujesz a potem usłyszysz zdziwienie w jego głosie i słowa, że traktuje Cię jak koleżankę. Że przecież nigdy Ci nic nie obiecywał. I dopiero będziesz cierpieć i będziesz miała pretensje. Widzisz błędem z Twojej strony było angażowanie się w tą znajomość w sytuacji kiedy wiedziałaś, że on ma dziewczynę Na co liczyłaś skoro on Ci się podobał? Że będziecie tylko znajomymi? Bzdura, takie rzeczy nigdy nie wychodzą. I teraz cierpisz. Daj mu czas, by ochłonął., daj sobie czas. Jeśli on faktycznie chce definitywnie z dziewczyną się rozstać to po jakimś czasie dam powinien SAM chcieć nawiązać z Tobą kontakt. Ale wtedy jego decyzja o rozstaniu musi być suwerenna, nie podjęta pod Twoim wpływem - gdyż tylko wtedy będzie prawdziwa i nie będziesz się obawiała, że zaraz znów do siei wrócą. Jeśli jednak wrócą do siebie - Ty się odsuń - w imię własnego dobra. Nie pozwól się wykorzystywać. Przeczytaj proszę odp. nr: 1138, 1959, 1409. Z Bogiem!

  Anita, 20 lat
2579
16.03.2009  
jestem ze swoim chłopakiem od roku i powoli zaczelismy przekraczac pewne granice bliskosci i niejednokrotnie stalo się ze upadlismy. I tak zaczely sie moje wyrzuty sumienia, zal za utraconym dziewictwem,klotnie. To ja ciagle mowie ze zle robimy, ze nie chce tak dluzej, ze to jest wbrew moim zasadom. On mnie do niczego nie zmuszał i nadal nie zmusza ale ma inny system wartosci, często prowadzimy rozmowy na ten temat, ale to bardziej wyglada na przekonywanie do swoich racji. Chodzi miedzy innymi o wspolzycie przed slubem, sposób tego jak to robic, zabezpieczenie, Boje się ze za duzo nas rozni. Nie chce tu pokazywac ze on jest tym zlym a ja ta dobra, bo wcale się tak nie czuje On przynajmniej mowi i robi to co mysli, a ja chociaz ciagle mowie ze to był ostatni raz i pragne zachowac czystosc do slubu to i tak upadam, bo trudno mi jest się naprawde powstrzymac-łamię swoje zasady, z tego powodu mam wyrzuty i to jest bledne kolo. Być może latwiej by mi było dotrwac w czystosci gdyby m nie przekroczyla tej granicy,naprawde bardzo tego żaluje, teraz caly czas musze prowadzic walke z sama soba.Jestesmy osobami wierzacymi, planujemy wspolna przyszlosc. Akceptuejmy swoje zasady, ale ja nie potrafie swoich dochowac z tego powodu czuję się nieszczęśliwa, ostatnio przesuwamy granice coraz dalej. Cos co było dla mnie kiedys nie do pomyslenia staje się powszechne, zle się z tym czuje, bo to wbrew mojemu sumieniu, ale nigdy nie bylam osoba dosc asertywna. Caly czas walcze, pomaga mi bardzo modlitwa ale tez czuje się z tym samotna bo wlasciwe nie ma mi kto pomoc,On mowi ze to naturalne i normalne. Ja nie chce takiej normalnosci.Chce ratowac ten zwiazek bo zalezy mi na tym chlopaku i chcialabym żeby miał takie zasady jak ja, wiem ze wtedy latwiej by nam było wytrwac w czystosci bo powstrzymywalo by jedno drugiego. Mam pytanie wiec czy z taka roznica w pogladach, możemy budowac wspolna przyszlosc?Boje sie kompromisu:ze to ja ulegne i będę cale zycie nieszczesliwa.Nie wiem co robić...

* * * * *

Jeśli naprawdę ulegniesz i złamiesz swoje zasady wbrew sobie to albo całe życie będziesz nieszczęśliwa, bo wyrzuty sumienia będą Cię zjadały - a będą (i Bogu dzięki, bo to Chrystus będzie ciągle upominał się o Ciebie) albo stłamsisz je w sobie, zobojętniejesz i pójdziesz w drugą stronę - negowania wartości, przekonywania, że to co jest złe jest dobre.
Ani jedno ani drugie wyjście nie jest dobre. Proszę Cię bardzo przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i daj go do przeczytania chłopakowi albo czytaj mu go na głos i porozmawiajcie o tym. Tam napisałam wszystko. Jeśli on po jego przeczytaniu zrozumie, że Twoje zasady przynajmniej dla Ciebie są ważne i je uszanuje to jest szansa, że związek może się udać, choć będzie trudny. Jeśli nie, jeśli wyśmieje, zdenerwuje się, zarzuci Ci ciemnotę - ja bym uciekała. Jak najdalej. Bo widzisz, tu już nawet nie o samą czystość chodzi (choć jest bardzo ważna! I jest fundamentem poznania się w prawdzie) ale o szacunek do Ciebie. Nawet jeśli ktoś jest niewierzący to jeśli ukochana osoba prosi go o coś, błaga w imię swoich zasad, tego, że to dla niej ważne, bo ona źle się z czymś czuje to taka osoba uszanuje ją i nawet jeśli sama nie będzie wierzyć w sens tych zasad - zachowa je z miłości do ukochanej. Co do różnicy, aż takiej różnicy poglądów polecam Ci odp. nr: 69, 466, 1682, 1358, 1710. Anita! Nie będę wiele pisać - przeczytajcie. I zdecyduj. Tylko stań w prawdzie przed Bogiem i sobą, żebyś nie żałowała całe życie. Bo widzisz, w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. I takiego Ci życzę. Porozmawiaj też o tym ze spowiednikiem, z jakimś mądrym księdzem, umów się na rozmowę. Nie na spowiedzi podczas Mszy bo to dłuższa rozmowa. Z pewnością on Ci to jeszcze wyjaśni od strony duchowej. Módl się proszę o rozeznanie, błagaj Boga o światło i siłę, o to, byś poznała co masz robić. Bądź odważna - tu idzie o całe Twoje życie - i obecne i przyszłe. Z Bogiem!

  telimena, 22 lat
2578
16.03.2009  
Witam!Chodzę ze swoim chłopakiem 3 lata. Spędzamy ze soba dużo czasu-mieszkamy w tym samym akademiku.Wydawało sie ze nic juz nie jest w stanie nas rozłaczyć.Byliśmy szczęsliwi do czasu kiedy zaczełam zastanawiać sie czy go kocham.Wszystko to co czułam do niego tak jakby odeszło.Dwa tyg poźniej mój chłopak mie się oświadczył.Zgodziłam się bez zastanowienia.Narzeczony rozpoczal rozmowe o slubie i uswiadomiałam sobie ze ja tego nie chce.Potem było juz tylko gorzej. Stan moj moge porówanac do depresji.Brak sił, zero koncentracji,brak sensu istnienia. W tym czasie bardzo potrzebowałam mojego narzeczonego choć cały czas zastanawiam sie czy go kocham. Nikt nie dawał mi takiego poczucia bezpieczeństwa jak on.Na poczatku wydawało sie nam ze to kryzys w zwiazku,ze rozstaniemy sie na 2 miesiace i potem bedzie wszystko ok,bedziemy szczesliwi. Nie rozstaliśmy sie ponieważ przeze mnie było to niemożliwe.Raz chciałam zeby był przy mnie a za 2 minuty juz nie chciałam.Czasem nie miałam ochoty na niego patrzeć. Jak był w pracy to nie mogłam znieść ze go nie ma bo chciałam żeby przyszedł do mnie i mnie uspokoił, przytulił i powiedzial ze wszystko bedzie dobrze. Caly czas zastanawiałam sie/zastanawiam czy go kocham a z drugiej strony nikt mnie nie uspokoja tak jak on.Nie potrzebuje od jakieś innego faceta pocałunku i tego zeby mnie przytulil tylko od mojego narzeczonego.Całkowicie zamknełam sie na ludzi.Walcze z tym próbuje wychodzic ze znajomymi,z narzeczonym i wyciskać z tego jakaś przyjemność,jednak jest różnie. Sa lepsze dni gdzie wydawałoby sie ze wszystko wraca do normy a sa dni w których nic nie ma znaczenia.Te dni własnie sa najgorsze bo wtedy wyrzycam narzeczonemu,ze go nie kocham itd po czym z nim zrywam a za 2 godziny czekam na jego telefon. Jak nie dzwoni to jest mi zal i jest mi przykro. I wtedy wracam do niego.Czasem przez jakąs mgłe czuje ze go kocham a potem znów załamka i wszystko od poczatku.Nie wiem czy to jakaś depresja czy nasz związek się rozpada. Pomóżcie!! Pozdrawiam!

* * * * *

Chyba jednak kochasz. Jak tak reagujesz to chyba jednak kochasz. Tylko pewnie boisz się małżeństwa jako takiego (nie wiem z jakiego względu) albo na oświadczyny było jeszcze za wcześnie. Może on wyprzedza Cię w etapie tego związku, Ty nie nadążasz ale biegniesz bo nie wypada zostawać w tyle? Może pewne gesty, pewne słowa podczas całego Waszego związku były dla Ciebie zbyt szybkie, może nie byłaś na to przygotowana? Może teraz też tak się czujesz? Że nie jesteś gotowa a musisz bo on od Ciebie tego oczekuje? Jeśli tak poproś po prostu o czas. Nie chodzi o rozstanie tylko o spokojny czas. Ok, jesteście zaręczeni ale np. przez miesiąc nie mówcie o ślubie, nic jeszcze nie planujcie. Żyjcie tak jak przed oświadczynami. Ty się uspokoisz, poczujesz bezpieczniejsza. A może chodzi o coś jeszcze. Może boisz się, że się nie utrzymacie, nie będziecie mieli gdzie mieszkać albo grozi Wam mieszkanie z rodzicami? Jak to wygląda? A może po prostu przestałaś "czuć" że kochasz narzeczonego, bo wygasły emocje i nie jest tak różowo jak na początku? Poczytaj o tym tutaj: [zobacz] Jeśli chłopak daje Ci poczucie bezpieczeństwa, szanuje Cię, nie naciska, jest odpowiedzialny i dobrze się przy nim czujesz to nie zadręczaj go swoją niepewnością w dziedzinie uczuć. Nie opowiadaj non-stop o swoich rozterkach! Nie na uczuciach związek się opiera. To, że nie czujesz nie znaczy, że nie kochasz. To tylko oznacza dokładnie to: że nie czujesz. Nie czujesz że oddychasz albo że serce Ci bije albo że trawisz a jednak tak się dzieje. Miłość nie jest czuciem. Prozę poczytaj te odp.: 15, 906, 13, 201, 646, 1120, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 189 i pomyśl spokojnie. Tylko nie mów mężczyźnie o wszystkich swoich emocjach bo on nie jest w stanie się w nich połapać. Może to wszystko błędnie odebrać i poczuje się zagrożony. Co dla Ciebie jako kobiety jest rozterką dla niego jest stwierdzeniem faktu. Jak mówisz, że chyba nie kochasz to Ty nie czujesz a dla niego to jest jasny komunikat. Nie funduj mu takiej huśtawki. Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz] i spokojnie! Poproś o czas, będzie dobrze. Módl się o to. I jeszcze jedno, bardzo ważne. Zapraszam Was na "Wieczory dla zakochanych". Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Zapewniam Cię, że to ostatecznie rozwieje Wasze jakiekolwiek wątpliwości (a przy okazji "zaliczy" Wam kurs przedmałżeński). Z Bogiem!

  Paweł, 25 lat
2577
16.03.2009  
Poznałem kogoś przez internet. Przyznam ,ze strasznie podobały mi się jej zdjęcia i dlatego nawiązałem znajomość. Rozmawialiśmy 3 miesiące. Codziennie rozmawialiśmy niemal , czułem że szykuje się fajna znajomość. Rozmowy z czasem stały się bardziej zaawansowane bo padło wiele komplementów z obu stron co do naszych wyglądów (wysyłaliśmy sobie dziesiątki zdjęć , widywaliśmy się na kamerce). Bardzo mnie to cieszyło, że nie tylko dobrze się rozmawia , ale że również image nasz odpowiada nam. Rozmowy były nawet zbyt czułe jak na znajomość internetową( padały czułe określenia i nawet wspólny wyjazd był planowany).Cały czas starałem się jednak pamiętać, że to tylko Internet i że nic nie jest pewne. Wiedziałem, że spotkanie w realu będzie nieco regresją, bo się zobaczymy na żywo.
A spotkaliśmy się właśnie po 3 miesiącach., bo dzieliła nas spora odległość. Pierwsze wrażenie to minimalny zawód. Ale z każdą chwilą rozmowy było coraz fajniej. Spotkanie minęło w luźnej atmosferze. Widziałem ,że ona dobrze się czuje w moim towarzystwie. Potrafiliśmy sobie szczerze miło i spoglądać w oczy, nawet, gdy na chwilę rozmowa się urywała. Czułem,że chętnie przyjadę po raz kolejny. Po powrocie jednak nie porozmawialiśmy prędko. W końcu się dodzwoniłem po kilku dniach od spotkania. I stwierdziłem,że chętnie przyjadę po raz kolejny. Ona jednak dała mi do zrozumienia, że jeśli chce przyjechać jako ktoś starający się o jej względy to nie ma sensu, bo to nie jest to. Serce mi stanęło ze smutku. Poczułem się oszukany. Nie mogłem jeść i spać. Rozpocząłem proces zapominania. Martwi mnie jednak fakt, że mam w sobie coś odpychającego? (tylko nie wiem co). Nie pierwszy raz ktoś mnie odrzucił, ale tym razem zbyt dużo nadziei było na powodzenie.. Co prawda znajomość przeszła już do historii, ale ciekawi mnie czy jedno spotkanie naprawdę może zweryfikować przyszłą relację? Chciałbym przestrzec przed zbytnią poufałością przez Internet, gdyż można poznać dwie osoby na raz – urojoną i prawdziwą.


* * * * *

Hmm, no właśnie. Ja zawsze mówię, żeby dawać sobie szanse i nie oceniać po pierwszym spotkaniu! Nie można po jednej randce powiedzieć, że na pewno nie pasujemy do siebie. Pomijając przypadki ewidentnego chamstwa, nienajciekawszych, otwarcie manifestowanych poglądów itp. nie można tak robić. Dziwię się reakcji tej dziewczyny, że tak szybko podjęła decyzję. Dziwię się tym bardziej, że przecież rozmawialiście ze sobą, widzieliście się nawet i wtedy wszystko było ok. Oczywiście, że nie można przed spotkaniem się na żywo składać żadnych deklaracji ani pójść za daleko w zaangażowaniu bo potem można się rozczarować. Ale żeby się prawdziwie rozczarować też potrzeba czasu i poznania się. Takiego na żywo. Moim zdaniem ona działa zbyt pochopnie. Nie wiem dlaczego. Może rozczarował ją wygląd? To byłoby zupełnie bez sensu, bo Cię widziała wcześniej no i czego się spodziewała? Co takiego zaprezentowałeś jej na żywo, że ją to zniechęciło? Ja myślę Paweł, że absolutnie nie możesz myśleć, że jesteś odpychający tylko ona po prostu wymarzyła sobie pewien ideał, rozdmuchała go jeszcze podczas tej korespondencji, nawyobrażała sobie nie wiadomo co i stwierdziła, że w tym i tym nie jesteś dokładnie taki jak było w marzeniach. No nie na tym miłość polega. Przykro mi, że tak zostałeś potraktowany. Nie możesz myśleć, że to z Tobą coś jest nie tak. Możesz natomiast (do czego sam doszedłeś) nie angażować się zbytnio dopóki nie spotkasz się z kimś na żywo. Bo faktycznie potem bardziej boli odrzucenie. No cóż, nic na siłę. Skoro ona nie chce to widocznie jeszcze nie ta. Proś Boga cierpliwie i wyciągnij wnioski. Z Bogiem!

  kto pyta nie błądzi, 19 lat
2576
15.03.2009  
Pytanie być może głupie, choć podobno nie ma głupich pytań...
Czym właściwie jest miłość? Często pisze Pani, że jest ona decyzją, ale chyba nie tylko. Ja osobiście zastanawiam się nad dwoma, jak dla mnie czasem sprzecznymi, twierdzeniami/poglądami na temat miłości. Zastanawiam się nad tym skoro miłość często niesie za sobą ofiarę, wymaga poświęcenia, pragnie tego by druga osoba stwała się leszpą, jest dawaniem z siebie i siebie, wiąrze się z wyżeczeniem, jest akceptacją drugiej osoby z wadami i zaletami, jest kochaniem mimo wszystko to jak ma się do tego druga kwestia tego, że od drugiej osoby mamy wymagać szacunku, że dziewczyny mają mierzyć wysoko (chłopcy również), wysoko w sensie moralno- kulturalnym. Niby oczywiste i te dwie rzeczy wiąrzą się ze sobą, bo skoro my mamy dawać to i ta druga osoba ma to robić. Ale na ile nasza miłość może być poświęceniem, ile możemy zaakceptować w imię miłości, jak to wszystko ułożyć by nie kierować się egoizmem i własnym dobrem, a równocześnie nie dać się krzywdzić? Jak zrównoważyć dobro swoje i tej drugiej osoby? Być może to wszystko jest proste, ale widocznie ja nie dorosłam do tego.


* * * * *

No ale jest właśnie tak jak piszesz. Co do granicy tego poświęcenia to moim zdaniem trzeba pamiętać o właściwej hierarchii wartości: Bóg, wartości, moje zasady.
Nie możemy akceptować nawet w imię wielkiej miłości tego, że druga osoba szydzi z Boga i wiary (nie chodzi to o osobę niewierzącą jak wielokrotnie pisałam, tylko o wroga Kościoła), że nie szanuje wartości ogólnoludzkich: jest obojętny wobec cudzej krzywdy, nie uważa za grzech nieuczciwości, kradzieży, nie szanuje cudzego małżeństwa no i nie szanuje naszych zasad w dziedzinie wiary, czystości itp. Granica akceptacji właśnie tędy przebiega. Ja myślę, że gdy kogoś poznasz to w praktyce nie będziesz miała z tym problemów, bo w codziennych sytuacjach zobaczysz jak ktoś się zachowuje, jak się wyraża, jakie ma poglądy. Odczujesz na własnej skórze czy jesteś szanowana, co ten ktoś w Tobie ceni. Zobaczysz jaki jest wobec innych ludzi, swojej rodziny. Zobaczysz czym żyje i co wyznaje. I na tej podstawie ocenisz na ile jest to zbieżne z Twoimi wartościami i podejmiesz decyzję czy chcesz z nim być czy nie. Właśnie rozum i wolna wola na to Ci pozwoli. Miłość nie jest ślepa. Miłość ma oczy szeroko otwarte (w przeciwieństwie do zakochania które widzi tylko zalety) i potrafi nawet nie zgodzić się na coś, wręcz ostro się sprzeciwić właśnie w imię tej miłości. Nie możemy pozwolić robić sobie krzywdy. Oczywiście w związku z kimś trzeba pójść na kompromis, nieraz z czegoś zrezygnować, nieraz się "poświęcić" - ale tylko gdy chodzi o prawdziwe dobro a nie o naginanie zasad. Nie można pójść na kompromis w dziedzinie czystości ale można a nawet trzeba zrezygnować z wycieczki gdy druga osoba jest chora. Nie można pozwolić na brak szacunku wobec siebie i innych, ale trzeba zaakceptować, że ktoś nie jest dokładnie taki jakiego sobie wymarzyliśmy, że nie ma takich uzdolnień czy zainteresowań dokładnie jak sobie zaplanowaliśmy. Trzeba pogodzić się, że nie zarabia tyle ile byśmy chcieli albo nie jest lekarzem ale nie można akceptować nieuczciwości. O takie rzeczy chodzi. Nie możemy iść na kompromis w tych trzech dziedzinach: Boga, wartości ogólnospołecznych (dobrze rozumianych, bo teraz za "wartości" nieraz uważa się antywartości) i swoich zasad. Jeśli czujemy się źle w związku, jeśli czujemy, że ktoś wymaga od nas tego na co nie możemy się zgodzić, jeśli czujemy się samotni ze sowimi poglądami, jeśli ktoś próbuje nas namawiać do złego, do grzechu po prostu (w jakiejkolwiek dziedzinie) to nie jest to już miłość. Bo miłość to pragnienie dobra dla drugiego człowieka. Ale to działa w dwie strony. I jeśli chłopak namawia dziewczynę na petting to on dobra dla niej nie pragnie a więc nie kocha jej prawdziwie. I to już nie jest miłość i nie mamy obowiązku tak się "poświęcać" w imię pragnienia jego "dobra". Moja Droga! Nie opiszę wszystkich możliwych sytuacji. Zaznaczyłam tylko gdzie jest granica i przez jaki pryzmat mamy patrzeć na dobro drugiego człowieka i miłości do niego. Oczywiście, że należy mierzyć wysoko i wymagać - od innych i od siebie. W praktyce wszystko będzie widoczne jak na dłoni. Z Bogiem!

  Iwona, 18 lat
2575
15.03.2009  
Witaj! Chyba jak każda dziewczyna pragnę prawdziwej miłości. Mimo osiemnastu wiosen nie miałam jeszcze chłopaka. Odczuwam pewne kompleksy, ponnieważ mam nadwagę i nie jestem pięnością. A mi wydaje się, ze im tylko na wyglądzie dziewcząt zależy. I mam mały problem, bo znam takiego chłopaka i zauroczył mnie swoją postawą. Chciałabym go lepiej poznać, bo wydaje mi się, że jest takim Don Juanem i obawiam się, że nie będzie traktował mnie poważnie. Nie wiem, co mam robic? szukać kontaktu z nim? czy po prostu dać sobie z nim spokój? A najgorsze jest to, ze ja ciagle o nim myśle i boję sie ze zakocham sie w moich wyobrażeniach o nim. Tylko czemu to dziewczyna musi stawiać pierwszy krok? czy to nie ośmieszy jej? nie zdradzi? proszę o odpowiedź

* * * * *

Iwona, przeczytaj najpierw te odpowiedzi: 421, 537, 950, 1490, 461,1265, 817, 1939, 1153, 441, 868. Możesz zrobić pierwszy krok jeśli ten krok będzie w miarę neutralny, jeśli nie będzie żadną deklaracją, wyznawaniem uczuć ani narzucaniem się. Jeśli nie dasz mu jednoznacznie do zrozumienia, że jesteś nim zainteresowana i że Ci się podoba. O tym jak to zrobić i czy wypada poczytaj w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 1306. Proponuję też trochę poobserwować tego chłopaka, dowiedzieć się czegoś więcej. Bo jeśli faktycznie on ma taki lekki stosunek do dziewczyn to może nie warto się angażować żeby się nie poranić. Owszem, zawsze jest jakieś ryzyko, ale jeśli taka opinia o nim krąży to może faktycznie on jeszcze nie dojrzał do miłości i związku. Ale spróbować nawiązać kontakt możesz. Jeśli Cię zignoruje - daj spokój, jesli nie to możesz kontynuować. Powodzenia, z Bogiem!

  marta, 29 lat
2574
27.02.2009  
Poznalam wspanialego faceta. Bardzo inteligentny, delikatny, z poczuciem humoru, bardzo dobry czlowiek. Po prostu ideal partnera, meza, ojca...bardzo mnie lubi i bardzo sie stara, zebym otworzyla przed nim swoje serce. Ale ja nie moge. Dopiero niedawno, po poznaniu go, uswiadomilam sobie, ze zawsze pociagali mnie tzw bad boys, faceci szaleni, zwariowani, lubiacy zabawe, czasem alkohol. Bylo ich w moim zyciu bardzo wielu ale pomimo to nigdy nie udalo mi sie stworzyc z nimi jakiegos zwiazku, znajomosci te zazwyczaj przemijaly ot tak, po prostu, po kilku miesiacach. Jednak pozostaje faktem, ze ten typ mezczyzn zawsze zwracal moja uwage, wywolywal te oslawione motylki w brzuchu. Zastanawiam sie wiec, czy cos ze mna jest nie tak, ze zwracam swoja uwage w strone osob, ktore na dluzsza mete nie dadza mi szczescia, ktore z duza dawka prawdopodobienstwa unieszczesliwia mnie predzej czy pozniej??? Dzieki mojemu wspanialemu nowemu znajomemu dotarlo do mnie, ze mam problem i nie wiem, jak go rozwiazac? Nie chce odrzucic kogos tak wartosciowego, szczerze mna zainteresowanego, kto sprawia, ze czuje sie bezpiecznie. Boje sie, ze zostane sama...

* * * * *

A no widzisz, odpowiedziałaś obie sama: tamci chłopcy, mimo, że pociągający szczęścia Ci nie dawali i związku z nimi się nie stworzy. To tak jak pisałam w odp. nr 1153 o tym, że "wyzywające" dziewczyny pociągają chłopaków ale na żonę się nie nadają. Dlaczego Cię pociągają? A może przy nich czujesz się lepiej jako kobieta, przy nich możesz błyszczeć, oni Cię dowartościowują, możesz "zaszaleć" bez żadnych zobowiązań? Może dlatego, że WIESZ, że związku z nimi nie stworzysz czujesz się przy nich tak swobodnie i po prostu dobrze się bawisz? Bo nad tymi relacjami nie musisz pracować, możesz pokazać się z tej strony z której chcesz i nikt od Ciebie niczego poważnego nie oczekuje? Po prostu jest to przyjemność a nie konieczność pracy nad sobą, nad związkiem, rezygnacji z siebie, przełamywania się? Może chodzi o to, że dobrze się czujesz adorowana wtedy kiedy chcesz, tyle ile chcesz a sama nie musisz ani wgłębiać się w czyjąś przeszłość ani prezentować swojej ani budować przyszłości. Może potrzebujesz tej adoracji bo to niweczy świadomość Twoich kompleksów? Może wbrew pozorom to jest problem poczucia niskiej własnej wartości (możesz przeczytać odp. nr: 421, 537, 950). Wiesz jednak doskonale, że na dłuższą metę to nie wypali, bo nie o to w życiu chodzi. Jak wygląda Twoja relacja z ojcem? Wszystko w porządku? Ojciec jest dla Ciebie autorytetem? A może go nie masz lub jest nieobecny w Twoim życiu albo nie możecie się dogadać? Może jest zbyt surowy i na zasadzie przeciwieństwa szukasz mężczyzny, który od Ciebie zbyt wiele nie wymaga? A może małżeństwo Twoich rodziców się rozpadło i Ty się podświadomie boisz wejść z kimś w poważną relację? Wiem jak to jest, też się bałam, ale uwierz, że to jest możliwe, choć kosztuje trochę strachu. Proszę przeczytaj odp. nr: 468, 484, 520, 600, 699, 1985 - być może któryś z tych problemów dotyczy Ciebie i przekłada się na Twoje relacje w związku? Przeczytaj też odp. nr 1180 tam pisałam jak nasz obraz ojca przekłada się na obraz Boga i jaki ma wpływ na nasze życie. Zaryzykuj. Jesteś z tym chłopakiem, daje Ci poczucie bezpieczeństwa, pociąga Cię w jakiś sposób - swoją dojrzałością, tym, że możesz mu zaufać. Więc zaryzykuj. Przeczytaj te artykuły: [zobacz] [zobacz] [zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728. I pomyśl czy nie dasz rady. Moim zdaniem poradzisz sobie. Spróbuj raz inaczej. Może będzie trudno, bo nie znasz takich relacji, może zrobisz błędy. Ale jeśli temu chłopakowi zależy na Tobie to będzie Cię z miłością wspierał. Może Bóg właśnie zrobił Ci prezent i dał Ci tego chłopaka, żebyś nauczyła się kochać i żebyś poznała jak to jest być kochaną prawdziwie. Nie zniechęcaj się, trwaj. I módl się o rozeznanie. Ja wierzę, że się Wam uda! Z Bogiem!

  Asia, 19 lat
2573
27.02.2009  
Wiem że jestem młodą dziewczyną. Wiem że mam jeszcze czas na miłość i tego typu banały. Wszyscy mi to mówią, a jednak ja nie potrafię się z tym pogodzić. Nie spotkałam jeszcze kogoś kto odpowiadał by mi w dużej większości, przy kim czułabym się dobrze. Zawsze dostosowywałam się do czyichś wymagań. Nigdy też nie miałam chłopaka, chociaż odrzuciłam dwóch, którzy chcieli ze mną być. Podświadomie czułam że nie czułabym się przy nich dobrze, mimo iż byli moimi przyjaciółmi. Nie wiem czy słusznie, ale czuję że nie mogę wiązać się z kimś, przy kim nie czuję się dobrze, nie musze niczego udawać. Wiem to wszystko, sama doszłam do takich wniosków, a jednak po raz kolejny pakuję się w taki niespełniony związek, który nigdy nie stanie się faktem. Bardzo go lubię, jednak wiem że nie porozumielibyśmy się w bardzo wielu kwestiach. Chyba go wykorzystuję, bo brakuje mi bliskości. Tylko dlatego go przytulam, pozwalam na ciepłe uściski. Oszukuję go, a jednocześnie ta pozorna bliskość jest dla m nie niemal jak narkotyk, nie potrafię się jej wyzbyć. Kiedyś było tak samo. Zraniłam nie tylko ich ale i siebie. Nie wiem jak wyplątać się z mojej obecnej sytuacji, jak uleczyć moje chore myślenie na temat miłości.

* * * * *

Masz rację, że zmuszać się do niczego nie musisz, że nie możesz być z kimś tylko dlatego, żeby mu nie zrobić przykrości. Związek jest relacją wzajemną i obie strony muszą chcieć być ze sobą dobrowolnie i bez przymusu. Nie znaczy to jednak, że te obie strony są idealnie takie same i idealnie we wszystkim się porozumiewają. Często trzeba się dotrzeć, przeprowadzić nieskończone ilości rozmów i dyskusji. Trzeba się najpierw poznać, żeby stwierdzić czy chcę być z tą osobą czy nie. Jasne, jak kogoś wcześniej znasz, znasz jego poglądy i wiesz, że nie dogadalibyście się to nie ma co w taki związek wchodzić. Ale nie można po pierwszym spotkaniu z całą pewnością stwierdzić, że się do siebie nie pasuje. Nie wiem na jakiej konkretnie podstawie sądzisz, że z chłopakiem, z którym teraz jesteś nie stworzyłabyś dobrego związku ale jeśli faktycznie tak jest i jesteś tego pewna to natychmiast(!) coś z tym zrób. Nie wolno dawać drugiej osobie nadziei, oszukiwać jej a tym bardziej stwarzać pozory, że jest się nią zainteresowanym poprzez takie gesty. To, że Tobie jest dobrze nie daje Ci do nich prawa. Tyle - że może jednak zbyt pochopnie oceniłaś tego chłopaka jako złego kandydata? Czy czujesz się przy nim bezpiecznie? Czy zasady, które prezentuje są Ci bliskie? Czy dobrze Ci się z nim rozmawia? Jeśli tak to może warto popracować nad sferami, w których się nie do końca zgadzacie? Nie możesz czekać na kogoś kto będzie idealny i taki jakiego sobie wymarzyłaś, bo takich ludzi nie ma. I nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyda Ci się, że takiego spotkałaś, to rozczarowanie potem może być duże. Proszę poczytaj najpierw odp. nr: 817, 1939, 747, 138, 693,385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728 oraz te artykuły: [zobacz] [zobacz], [zobacz], [zobacz] i pomyśl: nad tym związkiem i ewentualnie nad tym dlaczego boisz się miłości lub czy nie oczekujesz ideału. I módl się o rozeznanie i o dobrego chłopaka. Z Bogiem!

  Kasia, 21 lat
2572
09.02.2009  
Witam!Mam problem.. przejdę odrazu do rzeczy.Poznałam chłopaka który zachwycił mnie swoja prostota i duchowoscią. Dał mi do zrozumienia, że zwrócił na mnie swoja uwagę, trzymał mnie za rekę podczas snu, później napisał, że "namieszałam mu tu i uwdzie" studiujemy w dwóch różnych miastach, ale rozmawiamy na gg i sms-ujemy a raczej pisaliśmy.. Bratek też nie jest mi obojętny. Czasami miałam wrazenie, że to ja piszę zbyt często do niego i wtedy przestawałam, po czym on odzywał sie pierwszy do mnie.. do pewnego momentu.. często w rozmowie zapraszałam go do siebie a on nie wykluczał, że mnie odwiedzi, ale nigdy tez się nie zdecydował na odwiedziny,w pewnej rozmowie zaprosiłam go po raz kolejny,po czym on zapytał dlaczego mi tak na tym zalezy. Więc napisałam, ze tesknie za nim, że go potrzebuje i mi gobrakuje.. po czym Bartek napisał ze sam nie wie co o tym sądzić, ale że on za mną też.. później odważyłam sie na pytanie czy gdyby cofnął sie czas to on trzymałby mnie za rękę napisał, ze nic by nie zmienił, ja mu podziekowałam a on napisał ze nie bedzie mi teraz dziękował,że chce to zrobic osobiscie, po czym na drugi dzień nawiązał rozmowę ze mną i czułam,że oczekuje zaproszenia po raz kolejny, ale ja tego nie zrobiłam, bo niechciałam sie narzucać. Wydaje mi sie ze zbyt często pytałam czy nie uraziłam go swoją bezposredniością, szczerościa- twierdził,że nie,że wrecz przeciwnie... a teraz milczy już 5 dzień, nie wiem czy powinnam pierwsza pisać,mam złe przeczucia, nie chce sie nażucać, ale martwię sie bo niepokoi mnie to milczenie.. powinnam czekac czy działać?

* * * * *

O co chodzi z tym trzymaniem za rękę podczas snu? Jemu się to śniło, spaliście razem czy miało to miejsce jakoś bezwiednie np. w autobusie podczas wycieczki? Bo trochę nie rozumiem. Nigdy Cię nie odwiedził nawet więc skąd taka sytuacja? Nie wiem czy się mu za bardzo narzucałaś, jeśli nie wyznawałaś uczuć, nie dzwoniłaś codziennie to wydaje mi się, że było ok. Może po prostu on się zastanawia, myśli, próbuje podjąć decyzję. 5 dni to jeszcze nie tak dużo jak na taki etap zaangażowania jak Wasz. Poza tym mężczyźni trochę inaczej reagują: oni potrzebują czasowego oddalenia, pobycia samemu lub w męskim środowisku i to jest normalne. Do głowy im też nie przychodzi, że kobieta może się o nich martwić i dlatego nie dają znaku życia. Dopiero w relacji z dziewczyną ona musi ich uczyć, że należy od czasu do czasu się odezwać. Natomiast sam fakt, że przez kilka dni się nie spotykacie nie jest niczym dziwnym i nie powinien Cię niepokoić. No chyba, że to się przeciąga a on nie odpowiada na Twoje sms-y. Polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz] o wzajemnych oczekiwaniach kobiety i mężczyzny, może pomogą Ci zrozumieć pewne zachowania. Jeśli minęło więcej czasu to odezwij się do niego. Z Bogiem!

  Anka, 21 lat
2571
09.02.2009  
Poznalismy się przez internet, przez znany portal klasowy. Po kilku wysłanych wiadomościach poprosił o numer GG aby "poznać się" bliżej. Zgodziłam się, rozmawialiśmy długo i wydał się fajnym facetem. Po paru tygodniach rozmów zgodziłam się na spotkanie, które on zaproponował. Spotkaliśmy się i było bardzo sympatycznie, od razu spytał się kiedy będzie nastepne spotkanie. Niestety nie moglismy się spotkac bo studiujemy w innych miastach a wyjeżdzaliśmy właśnie za pare dni. Potem nadal rozmawialismy na GG i nawet na Skype. Ja w żartach napisałam mu że może wyjdzie coś z tego więcej, to powiedział ze nie szuka na razie dziewczyny. Powiedziałam, że nie ma sprawy, że to było tylko takie pytannie na żarty. Lecz nadal rozmawialiśmy ze soba, wysyłalismy smsy. Mówił, że mnie lubi, że lubi ze mna rozmawiać, lecz ostatnio spytałam się Go kiedy znajdzie dla mnie czas na spotkanie, ponieważ obydwoje jesteśmy teraz w domu, to powiedział ze jeszcze dokładnie nie wie i od tamtej pory nie odzywa się do mnie, nie chce mu pisac smsów zeby nie pomyslał ze się narzucam. Mieszka 20 km odemnie więc spotkanie nie jest utrudnione. Nie rozumiem takiego postepowania, sam się do mnie odezwał a teraz unika rozmów. Badzo Go polubiłam i nie stracic z Nim kontaktu. Pozdrawiam

* * * * *

No prawdopodobnie niepotrzebnie to powiedziałaś. Bo może nawet on miał jakieś zamiary wobec Ciebie, a może dopiero rozważał i zastanawiał się a tymczasem Ty dałaś mu do zrozumienia, że jesteś nim zainteresowana. Ja wiem, że obróciłaś to w żart i bardzo dobrze, ale on się pewnie trochę wystraszył. Bo uznał, że Ty od niego tego samego oczekujesz i naturalnie do tego będziesz dążyć. A on w tym momencie nie ma wyjścia. Więcej na temat takich wyznań pisałam w tym artykule: [zobacz]
20 km to bardzo mała odległość, więc faktycznie nie ma problemów ze spotkaniem, choć naturalnie na codzienne kontakty to jeszcze za wcześnie. Ale od czasu do czasu - owszem. A może on po prostu ma taki sposób bycia, może "flirtuje" z różnymi dziewczynami? Spróbuj napisać teraz do niego na święta, złożyć mu życzenia i zobacz jaka będzie reakcja. Jeśli nadal będzie Cię unikał to z jakichś względów chce zakończyć tą znajomość i lepiej się nie narzucać. Spotkanie dwojga osób zawsze jest ryzykiem. Być może zatem to jeszcze nie ten właściwy. Z Bogiem!

  Krzysztof, 17 lat
2570
09.02.2009  
Szanowna Redakcjo (Pani Kasiu ?), mam problem, z którym nijak nie idzie się uporać. Powoli zaczynam planować swoje życie, szukam swojego powołania. Zastanawiam się nad małżeństwem oraz samotnością. Ta druga wydaje się być odpowiednia, bo chciałbym zostać zawodowym kierowcą, a zostawianie rodziny samej w domu na całe tygodnie jakoś mi się nie podoba. Jednak jeżeli Pan Bóg dałby mi tak długie życie że doczekam starości, to samotność już się nie uśmiecha... Ale marząc wręcz o takiej pracy równocześnie marzę o żonie, dzieciach, domu pełnym ciepła... I tu właśnie pojawia się problem. Mam pewny problem z układem płciowym. Nie dyskwalifikuje mnie ona z roli ojca, ale podejrzewam że podczas stosunku mógłbym zadawać żonie ból fizyczny. A tego nie chcę... A nawet jeśli wszystko byłoby ok, to myślę że zawsze przy tej okazji byłoby mi głupio, czułbym się "gorszy". Byłem u lekarza, jednak tam zamiast pomocy otrzymałem upokorzenie, a oprócz tego otrzymałem informację, że sposobu na leczeni e jako tako nie ma i tak już musi być. Tak więc szans na zmianę sytuacji nie ma, pozostało mi tylko modlić się o cud. Czy powinienem w tym wypadku zrezygnować z małżeństwa? A jeśli tak, to czy powinienem także zrezygnować z bliższych "znajomości" z płcią przeciwną zadowalając się przyjaźnią? Nie chciałbym żadnej dziewczyny skrzywdzić rzucając ją kiedy ta już mnie pokocha czy coś takiego. Byłoby to egoistyczne z mojej strony.

Wiem że nie dostanę konkretnej odpowiedzi typu tak/nie, ale czytając wpisy widzę ogromną mądrość i doświadczenie, które są wykorzystywane by pomóc innym. Docelowo zamierzam przeczytać wszystkie wpisy... :-) Bóg zapłać za odpowiedź, nie tylko na moje pytanie, ale także wszystkie inne, z których bardzo dużo wziąłem sobie do serca. Przepraszam za długość mojego wpisu.

P.S. Jako rowerzysta dziękuję za promowanie tego środka lokomocji. ;-)


* * * * *

Mój Drogi! Od strony medycznej: proponowałam napisanie na maila: redakcja@adonai.pl o co konkretnie chodzi, myślę, że mój mąż jako dorosły mężczyzna prywatnie doradzi Ci coś konkretnego a może w ogóle rozwieje Twoje obawy. Nie rozumiem postępowania lekarza, widocznie nie trafiłeś na dobrego skoro tak Cię potraktował. Nie wydaje mi się, żeby czegokolwiek teraz nie można było leczyć a nawet jeśli to się przynajmniej próbuje i daje pacjentowi rady a nie upokarza. Więc być może Twoje cierpienie nie musi wcale trwać a Ty nie musisz się dołować. Może wystarczy inny (dobry) specjalista, który naprawdę Ci pomoże.
Natomiast co do powołania. Nie sądzę, by rola kierowcy dyskwalifikowała jako męża i ojca. Być może będziesz mógł być kierowcą na krótszych trasach, może będziesz pracował w komunikacji miejskiej lub jakiejś firmie, która nie będzie wymagała długich wyjazdów. A może w ogóle po jakimś czasie zmienisz zdanie co do zawodu lub coś innego wciągnie Cię bardziej? Albo będziesz miał taki zawód, który będzie się łączył też z prowadzeniem samochodu? Jak pewnie wiesz czytając tą stronę ja uważam, że powołania do samotności jako takiej nie ma i każdy człowiek prócz drogi do własnego zbawienia powinien też działać na rzecz innych właśnie rozwijając swoje powołanie. I nie chodzi tylko o zapewnienie sobie opieki na starość tylko o realizację tego do czego Cię Bóg powołał. Jeśli czujesz, że chciałbyś mieć rodzinę to do tego dąż i módl się o taką pracę, byś dał radę pasję z powołaniem połączyć. I módl się o możliwość realizacji swojego powołania. Bóg wie z czym sobie poradzisz i co będzie dla Ciebie dobre. Jeśli zatem będziesz się modlił o wypełnienie tej Bożej woli w Twoim życiu to Bóg sam tak pokieruje okolicznościami, że będziesz mógł dokonać wyboru. I być może postawi na Twojej drodze dziewczynę, która zostanie Twoją żoną. Nie obawiaj się przedwcześnie i nie unikaj na siłę dziewczyn. Po prostu bądź otwarty i módl się. Z Bogiem!

  Alicja, 22 lat
2569
09.02.2009  
Mój chłopak na początku bycia razem przez kilka miesięcy flirtował z innymi dziewczynami, pożądał ich i mnie okłamywał :( Teraz już rozumie ze to była zdrada, że to grzech, żałuje tego bardzo. I zaczął od nowa. Ale ja nie umiem od nowa mu zaufać. Ciągle się boję i wypominam mu to. On to znosi chociaz go bardzo tym ranię i stara sie zebym mu zaufała. Tez chce zaufać, ale nie wiem jak sie tego lęku pozbyć. Zależy mi na nim.

* * * * *

No ja Ci się wcale nie dziwię. Nie wiem czy bym potrafiła zaufać po czymś takim. Rozumiem, że Ty na początku o tym nie wiedziałaś Pytanie zasadnicze: co nim kierowało w takim zachowaniu? Czy Ty mu nie wystarczałaś, nie podobałaś się, nie kochał Cię? Jak można wybrać kogoś a za jego plecami robić takie rzeczy? To poza tym, że niemoralne po prostu dziwne. Więc Twój lęk jest jak najbardziej zrozumiały. Oczywiście, jeśli on żałuje przeprasza i rzeczywiście jest lepiej to możesz mu dać jeszcze jedną szansę - pod warunkiem, że jesteś w stanie mu ją dać. Jeśli nie potrafisz sobie poradzić z lękiem i zaufaniem nie masz obowiązku się zmuszać, bo cały czas będziesz podenerwowana a on zacznie Ci wyrzucać zazdrość. Alu! Popatrz jak jest teraz: czy on się zmienił, jak się zachowuje, czy jest mu przykro, czy wyspowiadał się z tego? Jeśli tak i, jeśli widzisz w nim poprawę, jeśli Ci na nim zależy to możesz zaryzykować. Jeśli dasz radę. Tylko już nie wypominaj mu tego. On się przyznał, żałuje, wiec jeśli macie tworzyć na nowo to spróbuj do tego nie wracać i zobacz jak jest gdy o tym nie mówisz. Może wtedy on będzie w stanie faktycznie dać Ci poczucie bezpieczeństwa, bez lęku, że cokolwiek zrobi będzie źle no i Ty poczujesz się bezpiecznie. Módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  Ela, 21 lat
2568
08.02.2009  
Witam, mam prblem z wyborem ogólnie mówiąc między rodziną - małżeństwem, a karierą. W sumie to nie do końca karierą, ale po prostu z ambicjami, chęcią nauki. Wiem, że to można połączyć, ale chodzi o to, że jestm już z chłopakiem prawie 3 lata, myślimy o małżeństwie, z tym że przez 3-4 lata musielibyśmy mieszkać oddzielnie - studiuję w innym mieście. Ale to też nie byłby taki problem. Tylko że jeszcze chcę wyjechać na roczne stypendium (studiuję filologię, i taki wyjazd jest niemal niezbędny, bo wiadomo że to jest kontakt z żywym językiem). A mój chłopak musiałby zostać. Dużo myślałam, rozmawiałam z różnymi osobami, z rodziny i ze znajomymi. I opinie był bardzo różne. I boję się, że jak wyjadę, to miłość moja i mojego chłopaka może osłabnąć, albo możemy się oddalić od siebie. Teraz też nie spotykamy się często, ale jednak dość regularnie (mniej więcej co 2 tygodnie). Wiem, że jestm młoda, ale mój chłopak jest 4 lata starszy i boi się że jeśli nam coś nie wyjdzie to nie znajdzi e żony itp. A ja znowu boję się, że jeśli nawet wyjdę za mąż w czasie studiów, powiedzmy że po tym stypendium (bo tak bym chciała, bo znamy się już dobrze, i nie ma chyba sensu odwlekać tego w nieskończoność, a do tego żyjemy w czystości przedmałżeńskiej, i chcialibyśmy wytrwać aż do ślubu, i jeśli będziemy czekać aż skończę studia i osiągnę to co bym chciała, to takie czekanie bęzie chyba trochę wbrew naturze). A dziecko będziemy mogli mieć dopiero po ukończeniu studiów, czyli już bede miała 27 lat. Zawsze chciałam być młodą mamą, a poza tym z tego co wiem co do 25 lat to najlepszy czas dla kobiety na urodzenie pierwszego dziecka. W sumie to trudno mi opsiać dokładnie to co mam w tej chwili w gowie i nie wiem czy w tym co napisałam jest istota mojego problemu. Mam nadzieję, że zrozumiała Pani o co mi mniej więcej chodziło. Pozdrawiam i czekam na radę, albo chociaż jakiś komentarz na temat łączenia rodziny z realizacją ambicji zawodowych.

* * * * *

Same ambicje - w sensie wykorzystywania talentów nie są złe. Połączenie studiów i małżeństwa też pewnie jest możliwe, ja się na ten temat nie wypowiadam, bo nie mam doświadczenia. Z pewnością jest trudniej a gdy przychodzi na świat dziecko przeważnie jest tak, że studia idą w odstawkę i wraca się do nich w formie zaocznej po kilku latach i jest ciężko. Dlatego na pewno naturalniejszą koleją rzeczy jest najpierw skończenie szkoły a potem ślub, tym bardziej, że Wy naprawdę (oboje!) jeszcze młodzi jesteście. Tu też jest jeszcze jeden ważny czynnik - czy jesteście samodzielni? Bo ja nie wyobrażam sobie bycia po ślubie na utrzymaniu rodziców. Małżeństwo powinno nie tylko mieszkać osobno ale i samodzielnie się utrzymywać. Nie chodzi to o kupowanie domu, samochodu itp. ale po prostu po posiadanie pracy, choćby najzwyklejszej, by dawała ona pieniądze na życie. I pod tym kątem też musicie patrzeć: czy jesteście gotowi na ślub? Co do wieku na urodzenie dziecka też się nie wypowiadam. Przecież nie chodzi tylko o biologię ale i o utrzymanie tego dziecka i dojrzałość psychiczną do jego wychowania! Zresztą nigdy nie wiadomo w jakim wieku tak naprawdę będziesz mogła mieć dziecko. Planowanie planowaniem a różnie w życiu bywa. Na pewno nie jest dobrym pomysłem mieszkanie oddzielnie Ty i oddzielnie mąż po ślubie. Małżeństwo polega na tym, że tworzy się wspólnotę - całkowitą. Po to się ślub bierze, by móc być ze sobą - właśnie w codzienności. A oddzielne mieszkanie mocno frustruje i nie jest dobrym pomysłem. Ela, rozmawiaj z chłopakiem przede wszystkim. Czy on w ogóle już Ci się oświadczył? Jeśli tak to z nim uzgadniaj jak widzicie Waszą przyszłość. Możecie kogoś się radzić, ale to Wasza decyzja, indywidualna, bo to Wy wiecie czy podołacie czy nie. Módlcie się o rozeznanie i rozmawiajcie ze sobą. Z Bogiem!

  Brzydula, 19 lat
2567
07.02.2009  
Witam! Jestem ze swoim chłopakiem od prawie 2 lat. W naszym związku było raz lepiej, raz gorzej. Zdarzało nam się, że na pewien okres rozstawaliśmy się. Oboje mamy problem z onanizmem. Kiedyś potrafiliśmy o tym rozmawiać i starać się wspierać, ale po jakimś czasie ten temat ucichł w naszym związku. Może dlatego, że pojawił się petting i pocałunki prowokujące go. Teraz rzadko kiedy o tym rozmawiamy, bo chyba nie chcemy do końca uwierzyć, że to jest nasz kolejny problem. Prawie na każdym spotkaniu dochodzi do zbliżenia. Czasem sama się sobie dziwię, że nie jest nam wstyd robić takie rzeczy nawet w publicznych miejscach chowając się przed innymi ludźmi. Co jakiś czas pojawiają się szczególnie u mnie wyrzuty sumienia, że jednak nie radzimy sobie z powstrzymywaniem się. Na początku jest mi przykro i źle. Czasem pojawiają się łzy i uczucie, że jestem zupełnie bezradna wobe tego wszystkiego. Nie wiem co dalej robić z naszym problem. Czasem już nie wiem czy jesteśmy razem z miłości czy z przywiązania do zaspokajania się. Nie wiem jak poznać czy to rzeczywiście miłość... Każdy by powiedział, że najłatwiej się rozstać, ale nie chcę zrobić czegoś pochopnie... Proszę o radę.

* * * * *

Nie chodzi tu o rozstanie ale o czystą miłość. Czystą bo tylko taka jest prawdziwa. Tylko życie w czystości pozwala prawdziwie ocenić drugą osobę, prawdziwie ją poznać i pokochać taką jak ona rzeczywiście jest - bez patrzenia na nią przez pryzmat własnej przyjemności. To co Ci polecę to ten artykuł: [zobacz] przeczytajcie go razem z chłopakiem i przedyskutujcie. Ustalcie sobie zasady i granice, których nie będziecie chcieli przekroczyć. Jasne, że nie będzie to łatwe i mogą się zdarzyć upadki. Ale rzecz nie w tym by nigdy nie upaść ale by zawsze powstać. Polecam Wam też stronę www.onanizm.pl, tam znajdziecie rady i świadectwa oraz czasopismo "Miłujcie się". I nie mów o sobie "brzydula" bo po pierwsze to nieprawda, skoro swojemu chłopakowi spodobałaś się tak, że chce z Tobą być a po drugie wmawiasz sobie przez to, że jesteś gorsza od innych a tak nie jest. To tylko podszepty szatana, by Cię jeszcze bardziej zgnębić. Bóg który tworzy na swój obraz i podobieństwo nie tworzy byle jak. I nie stworzył Cię brzydulą tylko piękną kobietą - i fizycznie i duchowo. Proszę przeczytajcie wskazane rzeczy i próbujcie. Musicie się podnosić, bo życie takie jak teraz zmierza po równi pochyłej. Stąd już tylko krok do wzajemnych oskarżeń, pretensji i rozstania. A nie o to chodzi. Jest możliwa czysta miłość w Waszym przypadku. Zacznijcie pomału, zacznijcie ją tworzyć, bo to JEST w zasięgu Waszej ręki. Znam też pewien "test" na to co ludzi łączy ze sobą. Zróbcie sobie jedną randkę bez dotyku - w ogóle. Spotkajcie się albo na spacerze albo na wystawie albo gdziekolwiek (odradzam siedzenie w domu, bo jest trudniej) i rozmawiajcie ze sobą. Po prostu tylko rozmawiajcie w ogóle się nie dotykając. Nie chodzi tylko o czyste gesty ale o gesty w ogóle. Spróbujcie wytrzymać be dotyku. I zobaczycie co Was łączy i czy macie o czym ze sobą rozmawiać (ostrzegam, że nie będzie łatwo, ale jaka duma potem!). I módlcie się oboje razem choć króciutko przed każdą randką. Choć jednym zdaniem albo dziesiątką różańca albo Zdrowaś Mario, no cokolwiek. Zobaczycie o ile będzie łatwiej wytrzymać gdy przez chwilą oboje patrzyliście na krzyż. Ja Wam życzę powodzenia w budowaniu. Będzie dobrze, zobaczycie, tylko próbujcie. Z Bogiem!

  asdf, 22 lat
2566
06.02.2009  
Witam.
Mam problem,otoz jestem zakochany. Byłem z dziewczyna ponad 4 lata. Ona stwierdzila, ze to(CHYBA!)nie to-ze teraz nie jest w stanie ze mna byc,ze bedzie mnie krzywdzila.Kwestia jest taka, ze ja wiem co czuje, jestem tego swiadom,zupelnie naturalnie do mnie to dociera - jest to dla mnie tak oczywiste, ze nie potrafie tego wytlumaczyc. Nie potrafie sobie z tym poradzic, nie wiem co mam robic. Aktualnie chcialbym moc cos zrobic, zeby ja odzyskac, ale ograniczam sie do nie kontaktowania, jedynie odpisywania na jej wiadomosci, pytania. Nie umiem byc jej przyjacielem, bo dla mnie ona jest kobieta, z ktora mialem stworzyc rodzine, miec dzieci - ona jest moim prywatnym idealem, spelnieniem marzen. Nawet teraz spogladam na inne kobiety, to widze ich powierzchownosc, w ogole nie interesuja mnie one.. od naszego rozstania minely prawie 3 miesiace, widzielismy sie ostatni raz w II Dzien Swiat.
Na prawde nie wiem co mam robic, czym sie teraz zajmowac.. Zapewne ktos mi powie czas, ze czas wszystko wyleczy. Ale jesli nie? Przeciez ja teraz moge powiedziec, ze to jest milosc mojego zycia - czy to jest blad tak myslec? Problem w tym, ze ja nawet nad tym nie mysle, ja to WIEM. ;-/ I to jest moj problem - nie chce sie odkochiwac, przeciez (jak juz napisalem) to jest moj ideal, moja idealna i ukochana zona...
co moge z taka sytuacja poczac? Jak temu wszystkiemu zaradzic? Nie chce zmuszac nikogo do uczucia - z drugiej strony nie bede udawal, ze moge byc (teraz - nie wiem, czy kiedykolwiek bede - szczerze, to watpie w to) tylko przyjacielem. Nie bede sie ograniczal, jesli czuje, ze ja caly czas kocham. Nie mam pretensji, czy zalu - przeciez to sa uczucia..
w pewnym momencie, gdy przez dluzszy okres nie mielismy kontaktu bylem w Kosciele i po rozmowie z Bogiem stwierdzilem, e jesli jest nam pisane bycie razem, to ona sie odezwie do nastepnej Mszy - tego samego wieczora napisala, czy zjemy razem obiad.. zapytalem dlaczego - powiedziala, ze przeciez tak dobrze sie znamy.........
asd


* * * * *

Mój Drogi! Kilka kwestii: Po pierwsze: wręcz szokuje mnie fakt, że ona będąc z Tobą ponad 4 lat NIE WIE czy chce z Tobą teraz być. Przez tyle czasu? Ja rozumiem, że można być niepewnym kilka miesięcy, może rok ale nie 4 lata! No, ale powiedzmy, że stwierdziła, że to NIE to a nie "chyba" nie to.
Po drugie: no masz całkowitą rację, że nie dasz rady być jej przyjacielem! Nikt od Ciebie tego nie wymaga, a ona nie ma prawa nawet proponować Ci takich "przyjacielskich" spotkań. Jeśli ktoś odchodzi a proponuje przyjaźń to sobie zostawia furtkę i przy okazji krzywdzi drugą osobę, bo każe jej patrzeć na siebie, słuchać i…nie doznawać spełnienia poprzez możliwość bycia z nią. To takie pokazywanie cukierka przez szybkę. Jestem takich relacji zdecydowanym przeciwnikiem i nie masz żadnego obowiązku się na to godzić. Ja rozumiem jednak, że godzisz się, bo masz nadzieję. I dlatego się z nią spotykasz i korespondujesz. Tylko w taki sposób Ty się ani nie odkochasz ani nie będziesz z nią i stąd taki Twój stan. No niestety jeśli ktoś decyduje się na rozstanie to albo w ta albo w tą - stanów pośrednich nie ma. Zresztą przeczytaj odp. nr: 7, 1561, 1571, tam o tym obszernie pisałam.
Po trzecie: hmm, rozumiem Twoją determinację, ale z całym szacunkiem - nie możesz wiedzieć, czy naprawdę ta dziewczyna jest tą, z która stworzyłbyś dobrą rodzinę. Tzn. Ty tak możesz myśleć, bo jak sam piszesz - to Twój ideał. Ale: po pierwsze to ona nie chce (a ma rozum i wolna wolę, więc może nie chcieć), po drugie: nie wiesz kogo Bóg da Ci poznać w przyszłości i jak będziesz Mu za to dziękował. Wiem, że teraz odrzucasz to co piszę, ale uwierz, że życie pisze zaskakujące scenariusze, czego sama doświadczyłam.
Zatem nie rób Bogu takich numerów, że jak ona dziś się odezwie to Ty to potraktujesz jako znak od Niego, jak coś tam to coś tam. Zauważ, że ona ma tez rozum i wolną wolę i może robić co chce, nawet wbrew Bogu. Nie wiesz jaka jest Boża wola w tym względzie. Nie wiesz czy było Jego wolą, żebyście się wtedy spotkali. A jeśli nie?
Zatem módl się o rozeznanie. Nie o tą dziewczynę konkretnie tylko o rozeznanie jaka jest w tym względzie Boża wola wobec Was. Jak będziesz się tak modlił to poczujesz ulgę. No i ja na Twoim miejscu jednak mocno rozluźniłabym kontakty. Wiem, że teraz nie zapomnisz, ale musisz coś zdecydować. Jeśli ona nie chce być Twoją dziewczyną to w imię czego masz być dla niej towarzystwem bez zobowiązań, kiedy ona tego zapragnie? Ty - bez żadnych perspektyw i nadziei? Odsuń się, by spojrzeć z dystansem, by nie być zaślepionym jej widokiem i obecnością. Dla samego siebie tak zrób. I w sumie dla niej - żeby ona też poczuła, ze faktycznie zdecydowała się z Tobą ROZSTAĆ a nie zmienić częstotliwość i charakter spotkań. Musicie oboje to poczuć, zwłaszcza ona.
A jeśli poczuje to może zobaczy, że zrobiła błąd? Kto wie? Może stwierdzi, ze jednak chce być z Tobą? Ale żeby stwierdzić trzeba stanąć z boku. Polecam Ci też tą odp.: 975, 983, 1442 o tym czy można przestać kochać i ten artykuł: [zobacz]
o tym, czy istnieje na świecie jedna, jedyna miłość. Życzę Ci abyście byli szczęśliwi, oboje, żebyście rozeznali. Módl się o to, a jeśli to jest wolą Boga to On tak pokieruje okolicznościami, że będziecie razem. Tylko pozwól Jemu działać, nie uważając, że Ty masz na pewno rację. Z Bogiem!

  Anna, 17 lat
2565
06.02.2009  
Szczęść Boże!
W ubiegłym roku zakochałam się w chłopaku, ale się nie udało, on nie chciał. Nie odzywaliśmy się do siebie 6 miesięcy. Teraz jest pięknie, rozmawiamy, śpiewamy razem. Lubimy się nawzajem.
Ja nie chciałabym,żeby cokolwiek się zmieniało. Zwłaszcza na lepsze.
Jednak koleżanka uważa, że znowu powróciło dawne uczucie. W końcu "serce nie sługa"
Nie wiem co robić, nie chcę żeby coś się zmieniało.
Nie potrafię też powiedzieć czy to uczucie wróciło...


* * * * *

Jeśli nie wiesz czy czujesz coś "więcej" i na dodatek nie chcesz czuć to nie drąż tematu, nie zastanawiaj się, nie wsłuchuj w swoje emocje. Jeśli jesteś w stanie przebywać razem z nim nie rozmyślając potem całymi dniami co by było gdyby…i czy on coś jednak czuje to być może właśnie udało Ci się i poradziłaś sobie z tym uczuciem. A może nawet Ci "przeszło". Nie wiem na jakiej podstawie koleżanka tak twierdzi, czy zobaczyła coś co jej zdaniem może wskazywać na Twoje zaangażowanie. Jeśli tak to niech Ci wprost o tym powie a postarasz się coś z tym zrobić np. mniej przebywać w jego towarzystwie. To nie jest tak, że jak raz coś poczuliśmy to musi trwać wiecznie. Ty masz jasną sytuację - on nie chce więc wiesz na czym stoisz. Jeśli jesteś w stanie funkcjonować w jego obecności to być może właśnie "odkochałaś się". To jest możliwe. Jeśli jednak zauważysz niepokojące objawy to się odsuń. Z Bogiem!

  K, 17 lat
2564
06.02.2009  
Czy pocałunek w czoło, policzek, nos albo nawet lekki w usta musi od razu oznaczac "kocham Cie"? Czy może być tylko znakiem czułości, mowic "zalezy mi na Tobie"

* * * * *

Każdy pocałunek może oznaczać wszystko, a zależy to do intencji całującego.
Nie ma żadnego "rejestru" gestów i objaśnień co one oznaczają.
W czoło czy policzek mogą całować rodzice i jest to oznaką czułości i miłości do dziecka. Może tak pocałować chłopak czy dziewczyna i może to oznaczać troskę i sympatię. Pocałunek w usta może być wyrazem czystej miłości narzeczeńskiej a może być przejawem pożądania. Tak jak mówię - wszystko zależy od intencji, a gesty powinny być dostosowane do etapu zaawansowania związku. Z Twojego pytania wnioskuję, że ktoś Cię tak pocałował i nie wiesz co to oznacza. Ja też nie wiem dokładnie, bo nie wiem kto to zrobił. Tzn. domyślam się, że chłopak ale kim on dla Ciebie jest? Chłopakiem, kolegą? Zasadniczo nikt nikogo w usta nawet "lekko" nie powinien całować jeśli nie ma poważnych związanych z małżeństwem (nawet w pewnej odległości czasowej) zamiarów. Jasne, nie chodzi o to, że ślub musi być już za 2 tygodnie ale tak jak wielokrotnie pisałam - gest musi odzwierciedlać etap naszego zaangażowania. No bo PO CO całować kogoś w usta (kogoś z kim nie jesteśmy związani), no tak logicznie? Przecież nie chodzi tu tylko o przyjemność?
Moja Droga! Jeśli masz wątpliwości to nie pozwalaj się tak całować, tylko obróć sytuację w żart mówiąc np. że nie całujesz się z kolegami. A już na koniec: jeśli chłopak kocha dziewczynę, naprawdę kocha to daje jej to do zrozumienia tak, że ona o tym wie a nie musi się domyślać. Z Bogiem!

  Sonia, 21 lat
2563
02.02.2009  
Myslałam, że to będzie prawdziwe uczucie... Myślałam o nim stale, robiło mi się cieplej na serduszku... On czuł to samo. Nawet więcej... Jednak któregoś dnia po pierwszych pocałunkach coś we mnie pękło i już wiedziałam... Nie potrzebuję jego bliskości, jego ciepła... Chcę mieć w nim przyjaciela, a nie towarzysza w życiu. Wyznałam mu prawdę... Wiedziałam, że bardzo tym go ranię... Odczuwałam taki ból psychiczny, że aż fizyczny... Teraz on jest dla mnie bardzo chłodny, choć wiem, że w głębi duszy pragnąłby mieć mnie przy sobie. Tak bardzo mnie to boli... Płaczę każdego dnia... Jak mam postąpić? Dać mu spokój czy starać się zyskać w nim Przyjaciela? Proszę... Doradźcie mi coś... Nie wytrzymuję już tego bólu... Jeśli stracę Go na zawsze- coś we mnie umrze...
Pozdrawiam Serdecznie, SoNiA.


* * * * *

A czy Ty się przestraszyłaś może tempa? Bo na to mi wygląda: że wszystko szło za szybko, że może te pocałunki były za wcześnie, może wyznania jakieś padły - i za wcześnie. Może potrzebowałaś właśnie najpierw rozwinąć przyjaźń z nim, poznać się lepiej, może on za bardzo "pędził". Może nie byliście na tym samym etapie?
Czy teraz Ci go brakuje? Takiego np. z początków znajomości? Jeśli tak to jest prawdopodobieństwo, że właśnie on zbyt szybko szedł do przodu a Ty nie nadążałaś.
Ale jeśli byliście ze sobą długo, poznaliście się i Ty stwierdziłaś (podjęłaś decyzję), że to nie ten to inna sprawa. A może po prostu to było zakochanie, którego emocje minęły i myślisz, że miłość się skończyła? Może tak jest? Może wydaje Ci się, że skoro nie czujesz tego co na początku, może skoro odkryłaś, że pocałunki to taka trochę przyziemna rzecz (inaczej niż na filmach i w wyobraźni gdy jeszcze nigdy się tego nie doświadczyło) to wydaje Ci się, że już go nie kochasz?
Nie potrafię jednoznacznie "zdiagnozować" co było przyczyną, dlatego daję Ci kilka możliwości. Proszę przeczytaj jeszcze ten artykuł: [zobacz] i pomyśl. Może wcale nie przestałaś go kochać?
Ale może jednak to nie ten i trzeba sobie to powiedzieć wprost. Jeśli jednak definitywnie nie chcesz z nim być to ABSOLUTNIE nie naciskaj na żadną przyjaźń. To się nie uda prawdopodobnie, a nawet jeśli on zdecyduje się utrzymywać z Tobą kontakt to skrzywdzisz chłopaka jeszcze bardziej, bo ciągle będziesz mu robić nadzieję. Bo ciągle będzie na Ciebie patrzył i będzie cierpiał. Zatem jeśli uznasz, że nie - definitywnie zerwij (dla jego dobra) z nim kontakt. Pisałam o tym w tych odp.: 7, 1561, 1571, 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  piotr, 18 lat
2562
02.02.2009  
Witam
Od września podoba bardzo podoba mi sie pewna dziweczyna która jest młodsza ode mnie. Rozmawiam z nia przez gg lub tel . komórkowy ale to tyle. Chcaiłem sie z nią umówić lecz cały czas odmawia...rozmawiałem nawet z nia na ten temat ze ona mi sie podoba, ale zostałem spławiony. Teraz mam taki problem że wydaje mi sie jakby to była kobieta z którą mógłbym spędzić reszte życia. Nawet sie modle, żeby jakoś to wyszło....I teraz gdy zostłem spławiony to po prostu czuje jakby życie było pozbawione sensu...wszystko dookoła takie dziwne i cały czas o niej myśle. Strasznie mi ciężko. I mam taki dylemat czy przeczekac ten okres zakochania- bo niewątpliwe taki jest i odpuścić sobie jak mi powiedziała. Czy dalej sie starac? - co teraz uważam za oczywiste.


* * * * *

No a po co jej mówiłeś tak wprost, że Ci się podoba? Nie spotkałeś się z nią na żywo a już takie wyznania? To ją właśnie przestraszyło, bo uświadomiła sobie CEL Waszego spotkania. Zrozumiała czego Ty od niej oczekujesz a ponieważ wcale nie jest jeszcze na to gotowa to …ucieka. Powinieneś dać jej prawo wyboru, nie narzucać się. Zaproponować spotkanie, owszem, ale dając wolność i prawo zdecydowania czy w ogóle chce z Tobą być. Jak wyłożyłeś jej wszystko to poczuła się naciskana. Proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] tam szerzej pisałam na ten temat. Co teraz możesz zrobić? Odczekać, zwolnić tempo. Wyślij jej życzenia świąteczne albo nawet zadzwoń z życzeniami i od czasu do czasu się odzywaj ale dyskretnie np. bardziej pisz niż dzwoń. I nic już nie mów o uczuciach! Po prostu czekaj, aż ona poczuje, że nie jest zagrożona i być może będzie chciała się z Tobą zobaczyć. Jeśli ona będzie odbierała telefony, będzie z Tobą rozmawiała bez zniecierpliwienia, będzie odpisywała to dobry znak. Naturalnie nie bombarduj jej wiadomościami, tak jak mówiłam - od czasu do czasu, dyskretnie i na neutralne tematy. Jak będzie dobrze szło to po jakimś czasie możesz ponowić propozycję np. spaceru albo pójścia na wystawę czy do kina - chodzi o to, by było to coś co Was zajmie i pozwoli na jakiś temat rozmawiać, nie krępując Was wyłącznie koniecznością przebywania twarzą w twarz tylko ze sobą. Oczywiście, módl się: o rozeznanie, o to, jeśli to zgodne z wolą Bożą, by jakoś to się naprawiło w jej odczuciach. Natomiast jeśli będziesz się wprost modlił o to, by została Twoją dziewczyną to możesz się rozczarować jeśli ona nie będzie tego chciała. Zatem módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  Butterfly, 24 lat
2561
01.02.2009  
Witam :)
On jest moim pierwszym chłopakiem, czasem nie wiem jak się zachować. Mnie głównie wychowywali mężczyźni i raczej traktowali mnie jak chłopca. I obecnie jestem trochę przewrażliwiona na punkcie niektórych rzeczy. Kolegowanie się z większą ilością mężczyzn nie stanowi dla mnie problemu. Rzadko cokolwiek czuję więcej do któregokolwiek z nich. Mojemu chłopakowi nie przeszkadza to, że mam kolegów i tak mało koleżanek- praktycznie rozmawiam z nimi raz na tydzień, gdy z kolegami tak na co dzień. Czasem czuję się bardzo odpowiedzialna za mojego chłopaka, odprowadzam go do domu, i martwię się o niego. Raczej nie spodziewam się, że on martwi się tak o mnie ;) Raczej o nim nie myślę często, prawie zawsze się wyłączam gdy od niego wychodzę. Lubię takie samotne spacery, przemyślenia i jakoś nie potrzebuję od niego zapewnień, że o mnie pamięta.Choć on jest bardzo wylewny. Nie mam męskiego charakteru, jednak czasem naprawdę ciężko mi się dogadać z kobietami, są jak dla mnie zbyt niepokojąc e i tajemnicze ;)
Nie wiem, czy powinnam się wiązać z kimkolwiek? Naprawdę potrzebuję mieć wielu kolegów, potrzebuję tak się nieraz odciąć i pomyśleć na spokojnie, obawiam się, że byłabym w przyszłości złą matka i żoną :( Nie za bardzo też znam się na relacjach między ludzkich, na takich różnych niuansach. Czasem tęsknie za kimś kto mógłby mnie zrozumieć :( Czytam dużo książek dla kobiet, o wierze i psychologii, jednak sama siebie w tym nie odnajduję. I jeśli naprawdę nie nadaje się na żonę, to czy warto dalej utrzymywać związek z kimś kto ma około 30 lat i naprawdę marzy o założeniu rodziny?Czy może nie pozwalam mu w pełni być mężczyzną? Naprawdę obawiam się, że jestem na tle innych kobiet zbyt dziwna, w tym kobiecym świecie bym się strasznie pogubiła :( Co mogę zrobić gdy nie czuję się kobietą?
Pozdrawiam serdecznie.


* * * * *

Moja Droga! To nie tak, że będziesz złą żoną i matką tylko dlatego, że lepiej dogadujesz się z chłopakami. No po prostu masz taki charakter i już. Jeśli Twój chłopak akceptuje to, bo Ci ufa i wie, że to Twoi starzy znajomi, nie czuje się zagrożony to w porządku. Owszem, z nowymi znajomościami to już byłabym ostrożniejsza, pisałam o tym w odp. nr 1875.
Natomiast co innego mnie niepokoi, właśnie to co napisałaś: nie pozwalasz jemu być w pełni mężczyzną. Chodzi o drobiazgi: odprowadzanie Cię do domu czy na przystanek, wyłączanie komórki gdy wychodzisz. Po co to robisz? Tego możesz NIE robić, bo po co on ma się martwić? No bo zakładam, że on się martwi. Że nie jest dla niego komfortowa sytuacja, że to Ty go odprowadzasz? Pozwala na to w ogóle? To niedobrze. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że gdybyście się pobrali to na Ciebie spadłby główny ciężar odpowiedzialności za dom. A to dla kobiety jest fatalne z różnych powodów. Najbardziej prozaiczny - będzie przemęczona i zacznie zrzędzić. Ja rozumiem, że możesz woleć spodnie niż sukienki, że nie potrzebujesz codziennych zapewnień o miłości i kwiatów, że nie lubisz rozmawiać przez telefon albo nie potrafisz gotować. To jeszcze ok. Nie musisz lubić większości rzeczy, które lubią kobiety, ale nie możesz zabierać chłopakowi jego roli w związku! Przeczytaj proszę te odp.: 25, 50, 340, 1101, 1447 oraz te artykuły: [zobacz], [zobacz] tam bardzo obszernie o wszystkim napisałam. Nie pełnij jego roli tylko dlatego, że potrafisz ją pełnić, bo on będzie sfrustrowany i poczuje się niepotrzebny! I póki jeszcze Ci o tym nie mówi, bo jesteście na zbyt wczesnym etapie to przyjdzie taki moment, że wybuchnie a Ty nie będziesz wiedziała o co mu chodzi. Albo wmówi sobie, że jest do niczego i przerzuci całą odpowiedzialność na Ciebie. I Ty w końcu wybuchniesz bo nie podołasz a wtedy nie będzie już tak prosto wszystko odkręcać i uczyć się swoich ról. Moja Droga! Poczytaj i pomyśl. Nie chodzi o to, żebyś zaczęła być kimś zupełnie innym tylko o to, że będąc z kimś w związku trochę musisz ustąpić. Bo obie strony muszą iść na kompromis. I Ty musisz dać mu troszeczkę pola do popisu. Chyba nie chcesz mieć chłopaka - pantoflarza? Zacznie Cię to wkrótce "wkurzać", zobaczysz, w szczególności gdy zobaczysz jak chłopcy Twoich koleżanek je traktują. Jak będziesz taką wojowniczką to w końcu zrobi Ci się przykro jak spostrzeżesz, że Ty sama zawsze wracasz wieczorem, nikt Ci płaszcza nie podaje, nikt się o Ciebie nie martwi jak nie wracasz. I co, chcesz tak? A chcesz tak z dziećmi? Wiem, że się buntujesz, że może nie podoba Ci się to co piszę. Powtarzam jeszcze raz: nie musisz radykalnie się zmieniać, nie możesz tylko wyrywać chłopakowi miecza z ręki i udowadniać, że jesteś taka samodzielna i go nie potrzebujesz (no tak, niektóre zachowania to właśnie mówią: nie potrzebuję Cię do tego…, nie jesteś mi potrzebny w tym…) bo on znajdzie kogoś kto będzie go potrzebował. Bo stłamsisz jego męskość i to on nie będzie się z tym dobrze czuł. Zależy Ci na nim? To właśnie od jego strony na to spojrzyj. Pomyśl, naprawdę. Bo w pewnych sprawach możesz ustąpić, niewiele Cię to będzie kosztowało. A może nawet Ci się spodoba? Życzę Wam wszystkiego dobrego, z Bogiem!

  aga, 18 lat
2560
01.02.2009  
Uprawialam peting i seks oralny z chlopakiem. juz z nim nie jestem,ale czuje sie jakbym nie byla juz w pelni wartosciowa dziewczyna, czuje sie wybrakowana, mysle ze i porzadni chlopacy tak beda mnie odbierac. kiedys kolega ktory mi sie podoba powiedzial, ze dziewczyna ktora juz z kims spala jest jak nadgryzione jablko i kazdy wybierze to nienadgryzione... jest mi bardzo zle i smutno z tym, nie wiem co robic....... mam chyba jakies obrzydzenie do siebie:(

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 616, 961, 1070, 1819. Myślę, że to co przeszłaś i co czujesz jest dla Ciebie wystarczająco przekonującym doświadczeniem, że warto iść przez życie z Bogiem. Po co narażać się na takie sytuacje? Teraz najważniejsze jest abyś trwała w czystości - po prostu. Z chłopakiem, którego poznasz będziecie tworzyć na nowo i będzie to czysta karta. Może to być też czysta miłość - to zależy od Was. I myślę, że właśnie takiej pragniesz. Polecam Ci zatem na przyszłość ten artykuł: [zobacz] Ale przede wszystkim: wyspowiadałaś się z tego? Bo najważniejsze to dojść do porozumienia z Bogiem. Dla Niego nie jesteś mniej wartościowa, On czeka i chce Cię uleczyć, więc od tego powinnaś zacząć. Potem przeczytaj ten artykuł: [zobacz] Czystość i dziewictwo to nie są tożsame pojęcia, czystość to cos więcej - to postawa i wybór. Można nie być dziewicą a być czystą i tworzyć czysty związek i w czystości wejść w małżeństwo. Jest to możliwe i tego Ci życzę. Tylko musisz od teraz tak zacząć żyć i obojętne z kim będziesz tak właśnie żyć i nigdy nie naginać zasad i wartości. Gdy chłopak będzie wiedział, że żałujesz i że było to dla Ciebie ciężkie, smutne doświadczenie to nie będzie gorzej Cię oceniał. A jeśli tak by było to będzie oznaczało, że to nie jest chłopak dla Ciebie i że nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Jeśli ktoś pokocha Cię naprawdę, pozna Cię naprawdę to zaakceptuje Twoją przeszłość i będzie chciał tworzyć z Tobą związek oparty na Bogu - bo zobaczy w Tobie wartości. Tak, popełniłaś błąd, ale żałujesz tego i nie może być tak, że błąd młodości skreśli Twoje całe życie i Twoją miłość. Ten błąd możesz potraktować właśnie jako doświadczenie, które nauczyło Cię bardzo wiele: nauczyło czystości, zastanowienia się nad tym co się robi i przede wszystkim pozwoliło ocenić czy miłość jest prawdziwa. Tamta nie była prawdziwa, skoro chłopak wykorzystał Cię i zostawił albo z jakichś względów się rozstaliście. Nie była, bo patrzyliście przez pryzmat cielesności i przyjemności. Nie poznaliście się prawdziwie a on Cię nie szanował skoro proponował Ci seks przed ślubem, nie mając do tego prawa bo nie byłaś jego żoną. Ten, który pokocha Cię prawdziwie będzie chciał z Tobą być bez seksu. Moja Droga! Nie myśl, że jesteś gorsza, bo to podszepty szatan. Przeczytaj to wszystko co Ci poleciłam i stań na nogi czekając na swoją prawdziwą miłość. Tego Ci życzę, z Bogiem!

  Renata, 42 lat
2559
01.02.2009  
Jestem rozwiedziona. Wyszłam za mąż za człowieka który lubil alkohol, miałam nadzieje ,że się zmieni. Gdy byliśmy zaręczeni nakłonił mnie do "próby przedmałżeńskiej", nie chciałam ale ponieważ kochałam go uległam. wiedziałam że to zle , ale on utweirdzał mnie że to dobrze. Pamiętam że tylko ja się z tym źle czułam, mój chłopak starszy 9 lat wyśmiewał się z tego. U spowiedzi kilka miesięcy przed ślubem, kiedy opowiedzialam o tym księdzu, powiedzial "dziecko nie wychodź za niego za mąż...ale byłam już w ciąży, wstyd nie pozwolił mi zmienić decyzji, moje życie małżeńskie trwało 13lat, dłużej nie mogłam wytrzymać z jego nałogiem, nie chcę obwiniać tylko jego, sama powinnam coś zauważyć wcześniej, zerwać, być może za mało modliłam się. Jestem sama od osmiu lat , tzn rozeszłam się z mężem. Nie było lekko , zreszta i dziś nie jest. Ten czas poświęciłam moim dzieciom które ogromnie kocham . Dziś moi synowie to dorośli mężczyźni / 20 i 18 lat/ , jestem dumna z tego że sama potrafiłam wychować porządnych chłopaków.
Jednak mam marzenie . Chciałabym kochać i być kochana.
Czy mogę , czy powinnam o tym myśleć , czy mam prawo do szczęścia. Czy rozwiedziona osoba, już na zawsze powinna samotnie żyć


* * * * *

Moja Droga! Ze smutkiem czytałam Twój list i nie zamierzam nic do niego dodawać, bo sama widzisz wszystkie konsekwencje: jedna zła rzecz pociągała drugą. Czego się spodziewasz? Co chcesz usłyszeć? Że możesz się związać z kimś innym? A wiesz, że ja Ci tego nie napiszę. Bo nie możesz i Ty wiesz, że nie możesz. Bo jak się zwiążesz będziesz żyć w związku niesakramentalnym i to będzie cudzołóstwo, które wykluczy Cię od sakramentów. No wiesz to przecież. Rozwiedziona osoba ma prawo do szczęścia, natomiast to szczęście i miłość w przypadku takiej osoby nie może polegać na związaniu się z kimś i życiu z nim pod jednym dachem bez ślubu. No Renata, masz tyle lat ile masz, no przecież nie zdawaj takich pytań. Naprawdę szczerze Ci współczuję takiego małżeństwa. Co możesz zrobić? Możesz pójść do kurii spytać o możliwości stwierdzenia nieważności tego małżeństwa albo możesz tego nie robić - bo uznajesz sama, że nie ma podstaw. Ale nie możesz żyć z kimś bez ślubu. Nie możesz, bo nawet gdyby Twoje zbawienie było Ci obojętne (a zakładam, że nie jest) to w imię czego miałabyś prawo tą drogę zbawienia zamykać osobie, z którą byś się nieskaramentalnie związała? Wiesz jakie to obciążenie sumienia? A jaki przykład dla Twoich synów? Piszesz, że sama ich wychowałaś, że są porządni. Szczerze Cię podziwiam i gratuluję. No to chyba nie chcesz teraz tego zepsuć? A jakie byś miała argumenty gdyby oni zaczęli mieszkać z dziewczynami bez ślubu i konsekwentnie powtarzali Twoje błędy młodości? No, żadne, bo sama żyłabyś znów bez ślubu. Nie widzisz tego, nie widzisz co pokazywałaś dzieciom? A pokazywałabyś, że można żyć bez Boga. I co jaką oni mieliby motywację do życia zgodnie z przykazaniami skoro własna matka robi co innego? Renata, jak kochasz swoje dzieci, jak kochasz Jezusa, jak życie w zgodzie z Bogiem (a po takich doświadczeniach to chyba Ciebie nie trzeba przekonywać, że życie z Bogiem ma sens) jest dla Ciebie najważniejsze to ...jakie pytanie zadajesz?
Wiem, że to krzyż i wiem, że nie jest łatwo. I właśnie dlatego, że trochę wiem polecam Ci odp. nr 1375 oraz 1669, 1847, 1848, 1986. Polecam Ci też gorąco tą stronę: www.sychar.pl, tam znajdziesz rady i świadectwa osób w takiej sytuacji jak Twoja. Renata, pamiętaj, że w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych. Tyle razy się o tym przekonałaś na własnej skórze. I dlatego jestem przekonana, że mimo słabości wybierzesz dobrze. Tego Ci z całego serca życzę. I o to się módl. Z Bogiem!

  monika, 24 lat
2558
01.02.2009  
Zrobiłam coś, czego bardzo żałuje. Pierwszy raz w życiu czuję, że to był mój największy błąd jaki do tej pory popełniłam. Pół roku temu, będąc za granicą, poznałam mężczyznę o 28 lat starszego ode mnie. Od samego początku okazywał fascynację moją osobą, ja mimo, iż byłam nim zainteresowana, wzbraniałam się przed uczuciem...i przyszedł dzień, kiedy się w nim zakochałam. To były najwspanialsze chwile w moim życiu, miłość, szczęście, radość, przyjaźń, zaufanie, bezpieczeństwo, wszystko czego od zawsze szukałam, znalazłam u dużo starszego od siebie mężczyzny. Bałam się bardzo, tego co powiedzą najbliżsi, rodzina, przyjaciele, współpracownicy...i dzisiaj wiem, że ten strach zabił nasz związek. Wróciłam do Polski by ukończyć studia, jeszcze tylko jeden rok do końca, rozstanie było ciężkie, nie wiedziałam czego się mogę spodziewać...mile rozczarowana codziennie odbierałam wiele połączeń telefonicznych, wiadomości tekstowych, maili. Czułam się kochaną. Przez pewien czas ukrywałam zwi ązek przed rodziną, przyszedł czas kiedy im wszystko wyjawiłam, przeszłam ciężkie chwile - spotkałam się z brakiem akceptacji z ich strony. Mimo wszystko związek na odległość trwał dalej, obiecaliśmy sobie, że mimo wszystko będziemy razem, skończę studia i będziemy mogli założyć wspólnie rodzinę. Jednak tak się nie stanie... Z okazji moich urodzin pojawił się mój mężczyzna, najlepszy prezent jaki mogłam sobie tylko wymarzyć!!! Spędziliśmy miłe chwile do czasu kiedy dopadły mnie wątpliwości, wstydziłam się go, nie chciałam by czule całował mnie w policzek gdy inni ludzie byli w około, spacery za rękę też nie wchodziły w grę i ten strach prze rodziną, że się dowiedzą, że on tu jest... Stchórzyłam, uciekłam od niego bez pożegnania, zostawiając go samemu sobie, w obcym państwie, nie znając języka. Tak bardzo tego żałuje... Jak mogłam potraktować w taki sposób osobę, która oddała mi się całym sercem?! Proszę...potrzebuję pomocy.

* * * * *

Monika! Pierwsze pytanie: w jakim stanie (cywilnym) był ten pan? Rozumiem, że był kawalerem, nie był żonaty, nie był rozwodnikiem, tak? Po prostu "uchował" się taki kawaler po 50-tce? Zakładam, że tak właśnie było, bo rozmawiamy na portalu katolickim, więc w przypadku gdyby ten pan miał rodzinę moje rady wyglądałyby zupełnie inaczej. Ale nic o tym nie piszesz, więc zakładam, że to kawaler.
Monika! Twoja reakcja świadczy o tym, że to jednak nie był mężczyzna dla Ciebie? Dlaczego? Zobacz co piszesz: wstydziłam się, bałam, miałam wątpliwości, uciekłam. Wiesz o czym to świadczy? Że tam, za granicą czułaś się z nim bezpiecznie. Z różnych względów. Przede wszystkim dlatego, że byłaś zdana tylko na niego, byłaś Ty sama, słaba w obcym państwie, a on otaczał Cię wszechstronną opieką. Był starszy - więc wiele więcej wiedział i było też bezpieczeństwo finansowe (nie, nie chodzi mi, że go wykorzystywałaś, tylko naturalną koleją rzeczy on się przez ten czas dorobił i nie musiałaś będąc z nim martwić się o pieniądze). Tam, za granicą byliście sami, w innej bajce, w innym świecie. Nikogo nie znałaś, więc niczyja opinia Cię nie obchodziła. Nikt o nim nie wiedział, więc nikomu nie musiałaś z niczego się tłumaczyć. Żyłaś oczarowana, tylko nim, w zupełnie innej rzeczywistości! Może tego nie widzisz, ale to była Twoja odskocznia od życia. Gdy wróciłaś do polski on był TAM, nie tu więc marzenia i wspomnienia można było do woli pielęgnować. Ale czy będąc jeszcze tam myślałaś w ogóle o tym jak by to wyglądało TU, w Polsce? Czy myślałaś jak inni go przyjmą, a przede wszystkim - jak TY będziesz mogła funkcjonować z nim tutaj, w tej polskiej, codziennej rzeczywistości? Nie na wycieczkach, zwiedzaniu obcego kraju, gdzie nikt Was nie widzi, a jak widzi to nic go to nie obchodzi. Nie chodzi o to czy bałaś się tych reakcji, bo sama piszesz, że tak, ale czy oprócz strachu miałaś jakąś wizję Waszego pobytu tutaj?
Moja Droga! Wygląda na to, że bajkowa rzeczywistość nie przetrwała próby codzienności. Nie byłaś jak widać gotowa stworzyć z nim związku. Nie byłaś, bo związek tworzy się na co dzień, w tym środowisku w jakim jesteśmy, z tymi osobami z jakimi żyjemy. Nie w marzeniach i nie od święta. Tylko na co dzień. Pytasz jak mogłaś go tak potraktować? No fakt, jeśli go zostawiłaś samego w obcym mieście to trochę niefajnie, ale wiesz o czym to świadczy? O Twojej zupełnej nieakceptacji jego osoby. Ja nie wiem, ale może Ty podświadomie wcale nie akceptowałaś przede wszystkim jego wieku, pochodzenia, może jeszcze innych spraw? Nie byłaś z pewnością dojrzała, by być z nim właśnie - bo gdyby było inaczej potrafiłabyś przetrwać, potrafiłabyś przeciwstawić się opinii otoczenia i bronić go przed rodziną. Gdyby to był prawdziwa (akceptująca) miłość to by przetrwała, a Ciebie opinia znajomych mało by obchodziła.
Ja mam jeszcze inne wątpliwości. Co taki mężczyzna widział w młodej dziewczynie? No nie, ja wiem, co taki mężczyzna może widzieć, natomiast jaką on miał wizję Waszego związku na co dzień? Czy naprawdę traktował Cię poważnie? Jak wyobrażał sobie przyszłość - nie tylko tam, ale np. święta z Twoimi rodzicami w Polsce? Mówił coś o tym, proponował? Przedstawiał Cię swoim znajomym, rodzinie? Czy też się ukrywał z Tobą traktując to jako bajkową przygodę? A może nie miał wcale poważnych zamiarów? Może gdyby miał to by rozmawiał z Twoimi rodzicami? A może miał skoro przyjechał ale Ty mimo wszystko nie byłaś gotowa tego przyjąć? Czy jak tiu był to z Twoimi rodzicami się widział? Monika! Ja Cię wcale nie oceniam, ja Cię rozumiem. Moim zdaniem ta sytuacja Cię przerosła, nie udźwignęłaś ciężaru jego wieku, kraju, ewentualnego wyjazdu. I miałaś do tego prawo. Po to jest ten czas poznawania się, by zdecydować. Ta próba wypadła niepomyślnie. Ale widzisz ten sprawdzian w postaci jego przyjazdu był konieczny, by pokazać prawdę o tym związku. Nie byłaś na niego gotowa. Nie mówię, że nie kochałaś. Ale nie byłaś gotowa, bo nie zawsze miłość jest równoznaczna z małżeństwem. Czasem musimy z miłości, nawet prawdziwej dobrowolnie zrezygnować.
Jedyne o co możesz mieć do siebie pretensje to (jeśli dobrze zrozumiałam) o tą ucieczkę bez słowa, o zostawienie go samego. No ale nie będę Cię dobijać bo Ciebie i tak to gryzie. Przeproś go, nawet listownie. Napisz list, nawet taki pisany. Kilka słów wyjaśnienia o swojej niegotowości i przeprosiny. On pewnie nie odpisze (i lepiej!), a nawet jeśli to Ty już nie kontynuuj korespondencji. Zamknij ten rozdział i potraktuj jako naukę. Możesz też poczytać odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253 może tam znajdziesz jeszcze jakąś przyczynę, dla której tak się zachowałaś. I nie rozpamiętuj tego w nieskończoność. To nie był ten człowiek. To była Twoja bajkowa, zagraniczna miłość, która nie mogła przetrwać w normalnym środowisku. Trudno. Proś Boga o zabranie tego uczucia, polecam Ci jeszcze odp. nr: 80, 526, 653, 825. Módl się o uwolnienie serca i dobrego męża. Bóg w swoim czasie pozwoli Ci go poznać . Z Bogiem!

  Żaneta, 15 lat
2557
01.02.2009  
Witaj, mam problem z jakim nie potrafię sobie poradzic. Mam chłopaka z którym jestem już od 9 miesięcy i ciągle sie kłucimy o drobnostki...jest między nami coraz gorzej.. ale wiem że on mnie kocha i ja jego toż kocham nie chcemy sie rozstawać.. ale musimy ciś zrobić z tymi częstymi klótniami. Potrafimy kółcić sie nawet pare razy dziennie... Myślę że to przeznaczenie bo poznaliśmy sie w kościele na rekolekcjach...To była miłość od pierwszego wejżenia... pomóżcie ma prosze nie chcę żeby taka miłość sie rozpadła.Pozdrawiam..

* * * * *

Po pierwsze: przeznaczenia w miłości nie ma, poczytaj o tym w tym artykule: [zobacz] To my sami decydujemy z kim chcemy się spotykać i czy w ogóle chcemy, a jakby przeznaczenie istniało to gdzie byłaby wolna wola nasza? Po drugie: połączyło Was zauroczenie a to, że zaczynacie się kłócić to pewnie dlatego, że opadają emocje i zaczynacie dostrzegać nie tylko swoje zalety ale i wady, macie różne poglądy na pewne sprawy. Nie jest to nic złego. Czy te kłótnie to awantury czy po prostu gorące dyskusje, wymiana poglądów? Jeśli to drugie to ok., bo to jest coś konstruktywnego, co tak naprawdę pozwala Wam się poznawać. Jeśli się przy tym nie obrażacie, nie krzyczycie na siebie to może to nie są kłótnie jako takie tylko sprzeczki? Nie uciekajcie przed nimi, bo w związku nie chodzi o to, by tylko gruchać jak gołąbki i nigdy się nie pokłócić. Aby się dobrze poznać, co jest podstawą miłości trzeba wiele o sobie wiedzieć. A dowiedzieć się można przez rozmowę. Ustalcie sobie pewne reguły tych rozmów, ustalcie, że nie podnosicie głosu, nie robicie tego w obecności innych, nie oskarżacie się i nie obrażacie nawzajem. Mówcie do siebie w pierwszej osobie: np. mnie się nie podoba gdy coś robisz tak i tak. Czuję się źle gdy mówisz to i to. A nie: Ty jesteś taki i owaki. Widzisz różnicę? Mówcie o swoich odczuciach a nie oceniajcie się nawzajem! Poćwiczcie najpierw taki dialog a zobaczysz, że będzie lepiej. Powodzenia, z Bogiem!

  Jolka, 20 lat
2556
01.02.2009  
Szczęść Boże!
Całkiem przez przypadek weszłam na tą strone i bardzo mnie ona zaciekawiła otóż mam problem. Byłam z chłopakiem o 3 lata młodszym(to był mój pierwszy chłopak) czułam sie przy nim cudownie był dobry i dbał o mnie chodziliśmy ze sobą ponad 2 miesiące wiem że to bardzo krótko niestety bardzo rzadko widywaliśmy sie bo on jeszcze nie miał prawa jazdy. Pewnego dnia mi napisał że to koniec bo ma inną i rzeczywiście jest z dziewczyną ze swojej szkoły codziennie sie widują i i najwyrażniej jest z nią szczęsliwy bardzo cierpie bo wciąż jest ważny dla mnie ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu na święta wysłał mi smsa z życzeniami i ja jemu i na tym już koniec. Codziennie modle sie do Boga by postawił na mej drodze chłopaka który by naprawde mnie uszczęsliwił codziennie płacze i czasem już całkowicie trace nadzieje na to że kiedykolwiek bede szczęsliwa tak sie boje że to nie zgadza sie z wolą Bożą że już sawsze sama bede nieszczęśliwa. Prosze o odpowiedz i jakięś słowa nadziei bardzo ter az tego potrzebuję i z góry dziękuje za odpowiedż:)


* * * * *

Czy sadzisz, że wolą Bożą jest byś była sama i nieszczęśliwa? No żartujesz chyba, Bóg nie jest złośliwy i nie chce naszego nieszczęścia. To, że ten chłopak Cię zostawił (i to tak paskudnie i niedojrzale - powinien przede wszystkim spotkać się osobiście i mieć odwagę powiedzieć Ci to twarzą w twarz jak również wyjaśnić przyczyny; Ty po prostu miałaś prawo wiedzieć dlaczego) nie oznacza, że Ty jesteś do niczego ani że to był jeden, jedyny właściwy. Wygląda mi na to, że on się w Tobie po prostu zakochał a gdy uczucia wygasły uznał, że to nie miłość i poszedł tej miłości szukać dalej. Popełnił błąd biorąc uczucia za miłość. W ten sposób może szukać w nieskończoność, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Moja Droga! Przykro mi bardzo, że tak się to skończyło, to co mogę Ci poradzić to lekturę tego artykułu: [zobacz] o tym jak to jest z tym "przeznaczeniem" w miłości oraz odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie teraz radzić. Widzisz, każdy ma wolną wolę i ten chłopak zrobił to co uznał za stosowne. Jego postępowanie wskazuje naprawdę na niedojrzałość do miłości i związku. Pewnie wynika to też z jego młodego wieku. Widocznie nie był to jeszcze chłopak dla Ciebie. Nie trać nadziei, módl się o uwolnienie serca, o dobrego męża, o to, by Bóg postawił w odpowiednim czasie na Twojej drodze właściwego chłopak. Z Bogiem!

  Aniołek, 26 lat
2555
01.02.2009  
Poznałam w czasie wakacji pewnego chłopaka, z którym bardzo się zaprzyjaźniłam. Na początku próbował do mnie uderzać, ale jak się dowiedział, że już jestem w związku, to dał sobie spokój. W tej chwili mamy ze sobą kontakt SMS-owy, raz nam się udało spotkać. Jest dla mnie normalnym przyjacielem, nie robi żadnych gestów, które by świadczyły o czymś więce. Problem tkwi w tym, że mój narzeczony go nieakceptuje, nie mogę się z nim nawet spotkać. Z jednej strony czuję, że powinna z tamtym chłopakiem zerwać kontakt, wtedy uszczęśliwie swojego chłopaka, ale ja się z tym do końca nie będę mogła pogodzić. A z drugiej strony chciałabym normalnie z tamtym rozmiawiać, ale boję się, że wtedy popsuje relacje w związku i wszystko się rozpadnie. Lubię tamtego chłopaka, ale mój narzeczony jest dla mnie najważniejszy i nie wiem, czy warto wszystko postawić na jedną kartę i dalej się przyjaźnić ryzykując utratę narzeczonego? Jedyne co mu się nie podoba, to to, że jest ode mnie 8 lat starszy :(

* * * * *

A dziwisz się narzeczonemu? Ja nie. O tym czy w związku można mieć znajomych płci przeciwnej pisałam w odp. nr 1875, proszę przeczytaj. Ja rozumiem, że Ty chcesz utrzymywać z tym chłopakiem kontakt neutralny, może przyjacielski, ale zadaj sobie pytanie: po co? Co to wniesie do Twojego życia, do jego życia, do życia Twojego narzeczonego? Czemu ten kontakt ma służyć? I pamiętaj moja Droga, że w takiej "przyjaźni" prawie nigdy nie zdarza się, żeby jedna strona nie czuła "czegoś więcej". A już w takiej sytuacji jak Wasza? Jak Ty mu się podobałaś i pewnie nadal podobasz? No nie sądzisz, że on tą "przyjaźń" traktuje tylko koleżeńsko. Może nawet podświadomie ale ma może ciągle nadzieję i nie chce tracić z Tobą kontaktu, bo "a nuż"? A jeśli uważasz go za tak wartościową osobę, jeśli chcesz mieć z jakichś względów z nim kontakt np. na tle zawodowym czy jakiejś innej działalności to owszem spotykajcie się ale w trójkę - z narzeczonym. Tak będzie uczciwie. No bo co takiego by się działo na tych spotkaniach, że narzeczony nie mógłby o tym wiedzieć? Nic takiego? No to jaki problem spotykać się w trójkę? Kto by tego nie chciał? Ten chłopak czy narzeczony? Obaj? A, to jeśli tak, to nie jest to czysty układ. Moja Droga! Ostrożnie z taką "przyjaźnią"! Pomyśl co jest dla Ciebie najważniejsze i dokonaj wyboru: albo zrywasz kontakt albo spotykajcie się w trójkę. Nic za plecami narzeczonego. Z Bogiem!

  Joaśka, 21 lat
2554
01.02.2009  
Mój chłopak na początku kiedy zaczynaliśmy być razem czesto pożądał inne dziewczyny, nie wiedział jakie to złe. Kiedyś rozmawialiśmy i wyszło to w rozmowie. Wiem ze to przeszłość, że zrozumiał swój błąd ale teraz nie czuję się bezpieczna i w kazdej dziewczynie i koleżance widzę zagrożenie. I nie umiem wyjść z nim na spacer i się tym cieszyc bo myślę o kobietach nas mijających. Wiem ze to głupie. Czy to przejdzie? Czy można coś z tym zrobić, bo to niszczy nasz związek.

* * * * *

Moja Droga! A jak chłopak teraz się zachowuje? Bo na przeszłość nie masz wpływu, ale jeśli on teraz już wie co jest złe (swoją drogą nie bardzo mi się chce wierzyć, że nie wiedział, po prostu dawał upust swoim pragnieniem w wyobraźni) to co z tą wiedzą robi? Widzisz, pociąg seksualny szczególnie u mężczyzny w tym wieku bez względu na to jakie wartości wyznaje jest, po prostu jest. Tylko pozostaje kwestia co on z nim robi? Bo jeśli idzie w tym kierunku to będzie coraz gorzej, bo będzie się w nim rodziła coraz większa potrzeba doznań. A jeśli wiedząc, że musi go jakoś przetwarzać, nie idzie ślepo za pragnieniami i ma motywację: wytrwać w czystości to tak będzie się starał nim kierować, by jednak wytrwać. Wszystko zależy od tego czy on ma świadomość po co jest czystość i czy chce ją zachowywać. Tak więc ja bym z nim porozmawiała właśnie na ten temat, na temat sensu czystości przede wszystkim. Bo gdy pozna pewne argumenty będzie mu łatwiej. Bo widzisz tu nie chodzi tylko o to, byś Ty miała pewność, że on się za żadną dziewczyną już nie obejrzy bo i tak nie wiesz co siedzi w jego głowie tylko też o to, by on naprawdę rozumiał o co w tym chodzi i jaki to ma sens. Polecam Wam zatem lekturę tego artykułu: i dyskusję - co o tym sądzicie. Jak tak szczerze porozmawiacie, sięgniecie sedna problemu to poczujesz się znacznie bezpieczniej, bo będziesz wiedziała, że on po prostu się stara i że razem o tą czystość musicie walczyć. A wtedy on naprawdę nie będzie zwracał uwagi na inne dziewczyny i nie będzie rozbudzał w sobie pożądania, bo będzie wiedział jakie to może mieć konsekwencje i dlaczego nie należy tego robić. A wtedy będziesz mogła być spokojna. Poczytajcie, porozmawiajcie. I módlcie się oboje o czystość, najlepiej razem, na każdej randce. Skoro jego problem jest dla Ciebie jawny to naprawdę spokojnie możecie się wspierać modlitwą w tej intencji bez skrępowania. Wystarczy choćby jeden akt strzelisty, krótka modlitwa, cokolwiek. Wstydzicie się? Spróbujcie, naprawdę, po kilku dniach tak Wam to wejdzie w krew, że będzie czymś oczywistym. A jeśli nie chcecie swoimi słowami to albo znajdźcie jakąś modlitwę albo odmówcie choćby jedno "Zdrowaś Mario" - razem, już nie tylko w intencji czystości ale i Waszego związku w ogóle. Z Bogiem!

  smutna, 19 lat
2553
01.02.2009  
Od dawna miałam problem z samogwałtem.Wiedziałam,że to zło,że niszczy czlowieka itp.ale jednak ciągle się to ciągnęło i ciągnie.Dziękowałam jednak Bogu,że na mojej drodze nie postawił do tej pory żadnego chłopaka,bo wiedziałam,że jestem za słaba,by w związku walczyć o czystość.Jednak sytuacja zmieniła się,poznałam sporo starszego chłopaka,on wiedział o moim grzechu,o moim problemie,często mówiłam mu,że chcę to zmienić,że chcę walczyć o czystość,bo mimo tego co robiłam było to dla mnie ważne.Chciałam by to mój mąż był moim pierwszym mężczyzną.Niestety stało się inaczej,mam żal do tego chłopaka,czuję się zraniona,choć wiem,że wina leży po obu stronach.Przecież przyzwalałam mu na to i czasem sama chciałam.Już nie jestem z nim,sama o tym zdecydowałam z tego i innych względów.Fizycznie jestem dziewicą,ale przecież nie chodzi o samą bonę,dziewictwo i czystość to przecież coś o wiele głębszego.Wiem,że żałując,starająć się zmienić można w jakimś stopniu naprawić swój błąd,jednak nie będzie to już to samo gdyby zachowało się czystość.To są właśnie konsekwencje,wiem,że muszę je ponieść jednak jest mi bardzo ciężko.Przestałam widzieć piękno w sobie,nie czuję się wiele warta,a przede wszystkim nie czuję się warta miłości chłopaka, który czystość zachował.Nie wiem jak spojrzę w twarz moiejmu przyszłemu mężowi,nie wiem jak pozbyć się wyrzutów sumienia,jak z tym zyć.Przeraża mnie i jakoś obrzydza to co robiłam.Żałuję,że moje marzenia o pierwszej,pięknej miłości są już tylko przeszłością.Wiem,że jeśli kiedyś z kimś się zwiąrzę to będę chciała walczyć o czystość(na własnej skórze doświadczyłam tego,że gdy nie ma czystości,to wszelkie uczucia wypalają się),jednak ta walka nie będzie już taka sama.Wiem też,że narazie muszę i chcę byś sama by uporządkować swoje zycie i poczekać,aż rana w moim sercu zagoi się.Proszę jenakd o radę jak to zrobić,jak teraz żyć..?Źle mi również z tym,że zawsze mówiłam, że chcę zachować czystość, a teraz co mam powiedzieć choćby mamie, k tóra zawsze mi ufała?

* * * * *

Moja Droga! Droga do czystości wciąż stoi przed Tobą otworem. Na szczęście nie doszło do współżycia, tak? Więc chociaż tyle. Widzę, że masz dobre rozeznanie, że wiesz, że czystość to coś o wiele głębszego. Dlatego w każdym związku, który stworzysz będziecie (oboje) mieli czystą kartę - bo Wy (oboje) będziecie mogli ze sobą czystość zachowywać. Rozumiem, że masz wyrzuty sumienia. Jeśli wyspowiadałaś się, to wiesz, że Bóg Ci już przebaczył. Teraz pozostaje kwestia przebaczenia sobie samej. Jeśli chłopak będzie Cię kochał to będzie chciał być z Tobą - taką jaka jesteś. Jeśli sama żałujesz to znaczy, że czystość jest dla Ciebie ważna. I nie może być tak, że jeden błąd młodości rzutuje na wszystko. Nie bój się, jesteś normalną, wartościową dziewczyną, bo nadal o czystość walczysz! A o tym jak teraz sobie radzić ze swoim poczuciem winy przeczytaj w tym artykule: [zobacz]
i tych odpowiedziach: 616, 961, 1070, 1819. Módl się o czystość codziennie i walcz o nią. Nie ukrywaj oczywiście przed chłopakiem tego co było ale nie mów tego z poczuciem wielkiej winy i nie myśl, że to Cię przekreśla. Tak, żałujesz, a skoro Bóg Ci przebaczył to Twój przyszły mąż nie może być surowszym sędzią niż Bóg. Uwierz, że ten który pokocha Cię naprawdę przyjmie Cię całą, z całym Twoim bagażem. I masz rację, daj sobie czas na zagojenie ran. Co do mamy: nie rozumiem dlaczego masz jej o tym opowiadać? Prosiła Cię o to? Grzechy mamy obowiązek wyznawać Bogu, nie mamie. Jeśli chcesz naturalnie możesz z mamą porozmawiać jeśli czujesz, że mama Cię wesprze, ale nie masz obowiązku opowiadać jej wszystkiego ze szczegółami. Ważne, że nadal chcesz zachować czystość i nadal o nią walczysz. Zdarzył Ci się upadek ale powstałaś. Módl się, Bóg chce Twojej wytrwałości i chce Cię obdarzać łaskami. Uwierz, że da Ci męża, który Cię taką pokocha i nie będzie Ci tego wypominał. Z Bogiem!

  Ewka, 19 lat
2552
31.01.2009  
Od dwóch lat przyjaźnię się z pewnym chłopakiem. Świetnie się rozumiemy, lubimy ze sobą przebywać, opowiadamy sobie o własnych problemach damsko-męskich i doradzamy. Wszystko było wspaniale do czasu pewnej imprezy, byliśmy pijani, tańczyliśmy, on zaczął mnie obejmować, potem całować, ja za wiele nie myślałam, było mi przyjemnie dlatego pozwoliłam mu na to. I trwało tak do rana. Nie ukrywam, że była to dla mnie cudowna noc. Kilka dni później on mnie przeprosił, wyjaśniliśmy sobie wszystko i miało być jak dawniej, niestety tak nie jest. Ja nic od niego nie chce, on ode mnie też, ale nie potrafimy już ze sobą rozmawiać jak dawniej, jest teraz strasznie dziwnie i on zaczyna mnie unikać. Nie wiem czy da się te nasze kontakty w jakiś sposób naprawić, bardzo go lubię i nie chciałabym stracić tej znajomości. I nie rozumiem jego postawy to on zaczął to wszystko, dlaczego teraz nie umie sobie z tym poradzić?

* * * * *

Dlaczego? Bo widocznie ma wyrzuty sumienia. A Ty nie masz? Przecież to nie było normalne. Jeśli jesteście wierzący to nawet powinniście mieć wyrzuty sumienia, bo było to zachowanie dalekie od czystości. On albo otrzeźwiawszy zdał sobie sprawę z tego jak się zachowywał i mu bardzo głupio i wstyd (po prostu nie śmie Ci spojrzeć w oczy) albo też trzyma dystans bo wie, że zachował się głupio i boi się, że Ty będziesz sobie "za dużo wyobrażać", że potraktujesz to jako jego zainteresowanie Twoją osobą a on tego nie chce. Tak czy inaczej trzyma Cię na dystans bo mu głupio. Co możecie zrobić? No właśnie nie za wiele. Już sobie wyjaśniliście wszystko, przeprosiliście się, więc nie ma sensu do tego wracać. Ale musi trochę czasu upłynąć aż zatrze się tamto wrażenie. Dajcie sobie ten czas. Z Bogiem!

  Anna, 19 lat
2551
30.01.2009  
czy prawdziwa miłości istnieje tylko raz?czy mozna kochac tak jak sie kiedys kochało inną osobe mimo ze ta osoba bardzo zraniła i zadała wielki ból,i po takim czyms mozna pokochac jeszcze raz kogos innego? jak to jest z tą miłościa bo juz sama niewiem;(;(;(;(;(.............

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 975, 983, 1442 o raz ten artykuł: [zobacz] Gdyby kochało się tylko raz to straszne by było, bo po jednym nieudanym związku nie mielibyśmy już nigdy szans na szczęście. A gdzie wtedy byłaby nasza wolna wola? Nie ma też przeznaczenia w miłości. Z pewnością można ponownie pokochać tak samo albo nawet bardziej. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej