Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi
Jacek Pulikowski
O miłości myślą, mówią i marzą wszyscy, lecz jakoś mało konkretnie. Tymczasem Jacek Pulikowski - konkretnie, po męsku - określa ścisłe zasady koniecznego przygotowania i niezbędnych wyrzeczeń, reguły gry i kryteria zwycięstwa, by każdy wiedział, co musi zrobić, ile z siebie dać, aby w swoim życiu WYGRAĆ MIŁOŚĆ... » zobacz więcej




  Hubert, 19 lat
2800
29.09.2009  
mam problem i niewiem co do końca zrobić znam ją od 2,5 roku traktujemy siebie jak rodzenstwo, ale czuje ze ją kocham, jak ją widze to serce zaczyna mocniej bić, boje sie powiedziec jej prawde bo wydaje mi sie ze to moze wplynac na nasz kontakt, srece mowi powiedz jej prawde ale glowa mowi zastanow sie bo za duze ryzyko, codziennie wysylamy do siebie wiadomosci mile słowka na dobranoc, co w tym wypadku mogłbym zrobić, jak sie do niej zbliżyć aby ona nie poczula sie urazona ale jednak wiedziala ze czegos chce

* * * * *

No masz rację, że obawiasz się tak wprost wyłożyć kawę na ławę, bo słusznie przypuszczasz, że to mogłoby zniszczyć Waszą relację - szczególnie gdyby ona nie chciała nic więcej ponad to co jest teraz. O tym dlaczego nie należy wyznawać od razu uczuć pisałam tutaj: [zobacz]
Generalnie o tym jak nawiązać kontakt pisałam w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742, 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493, 46, 72, 2320.
Wiem, że pewien etap już za Wami bo dobrze się znacie ale może niektóre sytuacje wykorzystasz. Musisz też po prostu obserwować jej zachowanie, czasem prowokować pewne tematy i patrzeć jak reaguje, co myśli. Generalnie niełatwo jest przekształcić relację przyjaźni w miłość, przeważnie jest tak, że obie strony tego chcą. Z tego co piszesz wydaje mi się, że ona jest bardzo życzliwie do Ciebie nastawiona, z pewnością bardzo Cię lubi i chce relację podtrzymywać. Być może czuje to samo co Ty tylko ma takie same obawy lub czeka na Twój ruch. Zbliżaj się do niej coraz bardziej po prostu obserwując. Zapraszaj do kina, na spacer, na wycieczki, na kawę. To na pewno da jej do zrozumienia, że jesteś nią bardziej zainteresowany niż normalnie. Bardzo prawdopodobne, że wyjdzie jakaś sytuacja w której lub po której oboje po prostu będziecie wiedzieli, że coś się wydarzyło. Powodzenia, z Bogiem!

  PATRYCJA, 30 lat
2799
29.09.2009  
Witam,strasznie cierpie,poznalam chlopaka 7 miesiecy temu,tak bylo pieknie,rozumielismy sie do szlenstwa,ale on byl rok po rozstaniu z dziewczyna ,ktora chciala go oszukac finansowo(mieszkanie)odeszla do innego.on moj ukochany,bardzo zaradny ,ideal.nie umie sobie z tym poradzic,mowil ze kocha 4 miesiace bylismy para,przez glupote rozstalismy sie,ja nadal czekalam i kochalam,i z now zatesknil,i znow sie nie udalo,wszystko jest super ale pojawia sie drobny problem i on odwraca sie ode mnie na 3 tygodnie twierdzac ze juz nie chce,nie kocha a potem znow teskni,najgorsze too ze ja modle sie tak goraco i placze o niego i zaraz on sie zjawia a to okazuje sie tylko powrotem na kilka dni,zadaje sobie pytanie czemu Bóg mi tak robi,bardzo go pokochalam bo jest dobrym czlowiekiem choc mysle ,ze po tym rozstaniu z nia ma problem z psychika,ostatnio mialam taka sytuacje ,ze wracalismy z wczasow i zepsoly nam sie kieronkowskazy,a to bardzo niebezpieczne na ruchliwej drodze,i powiedzialam ,ze zaraz to wymodle i tak bylo 10minut i zaczely dzialac,byl w szoku,to dalej prosilam Boga zeby sprawil by on mimo cierpienia po niej mogl mnie pokochac na zawsze, i on tego dnia powiedzial ze poczol w podrozy ze zakochal sie na nowo ale nastepnego dnia znow nie byl pewien,wiec ja zakonczylam ta znajomosc tlumaczaz ,ze nie mam juz sil zyc w niepewnosci,a on ze potrzebuje czasu,ze chce bym byla,ale ja tak nie potrafie,ja mam 30 lat on 27,ja chce miec rodzine,a on...?nie wiem co myslec/pomocy!prosze!bo siedze szukam rozwiazania w internecie itd... i nie wiem,co mam zalamanie i modle sie to on sie zjawia,ae za chwile to mija i nadal jestem w tym samym punkcie,strasznie rozpaczam,zna Pani rade w swej madrosci na taka sytuacje?

* * * * *

To nie Bóg Ci tak robi tylko chłopak Ci tak robi. A skoro tak robi to chyba nie jest to taki ideał? Taka huśtawka emocjonalna nie wróży za dobrze. Nie wiem jak można deklarować miłość a za kilka dni to odwoływać. On najwyraźniej wcale nie wie czym jest miłość i nie kocha tak naprawdę. Być może został poraniony i nie jest gotowy na kolejny związek ale nie upoważnia go to do takiego traktowania Ciebie. Moim zdaniem powinniście porozmawiać poważnie i coś ustalić. Nie chodzi tu o deklaracje, zresztą miłość to nie same uczucia, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] On musi się zdecydować czy chce z Tobą być, ale być na poważnie, ze wszystkimi konsekwencjami i zobowiązaniami jakie z tego wynikają. A jakie wynikają poczytaj w tych artykułach: [zobacz], [zobacz] Ty nie musisz zgadzać się na wszystko, musisz określić swoje oczekiwania i wymagać tego od niego. Nie pozwalać sobie na takie traktowanie, na to, byś była zabawką kiedy on ma ochotę. Albo poważny związek albo się rozstajecie bo on nie jest gotowy żeby się zaangażować.
Tylko tędy droga. Z Bogiem!

  wojtek, 23 lat
2798
28.09.2009  
Witam?Mam 23 lata i od 6 lat jestem w związku z dziewczyną.Bardzo ja kocham ale ona już mnie chyba nie.Powiedziała,że ma do mnie uraz.Ma dosyć tego,że cały czas ją kontroluje,jestem chorobliwie zazdrosny,wypytuje się jak jest ubrana itp.Dużo zepsuło się,gdy mieszkaliśmy razem studiując.nigdy nie chciała ze mną bawić się.z drugiej strony denerwowała się o to,że się bawię z kolegami.Gdy skończyliśmy razem mieszkać,to dla odmiany poznała dużo nowych znajomych z którymi schodzi na piwo co tydzień.Wiem,że to nie jest dobre,ale teraz jestem zrozpaczony,bo do tego wszystkiego spotkała w barze chłopaka,którego zawsze uważała za najprzystojniejszego.Powiedziała,że świetnie się z nim rozmawia i w ogóle.Uznała to za zdradę i przeprosiła,ale boję się,że znowu go spotka i w końcu mnie zostawi.Jak odzyskać znowu jej miłość.Kiedyś była we mnie bardzo zakochana a teraz nie chce nawet ze mną nigdzie wyjść,nie chce powiedzieć nic miłego i mówi,że cierpi bo nie wie co się dzieje w jej sercu.Boj ę się,że ona mnie nie kocha.Dodatkowym minusem jest to,że jestem okropnie nieśmiały.Czuje się skrępowany obecnością ludzi których nie znam dobrze.Nie wiem co zrobić,bo ona nie chce mnie skrzywdzić i widzę,że się stara coś naprawić ale czuje,że odpycham ją.Prawie codziennie wpada w złość,bo coś robię nie tak.Kiedyś spotykaliśmy się prawie codziennie a teraz jeśli spotka się ze mną raz w tygodniu,to jestem jej wdzięczny.Jeżeli to ma jakieś znaczenie,to od kilku miesięcy nie chodzimy razem do łóżka.Czuje,że ją odpycham;(.Do tego wszystkiego dopadła mnie depresja.Za dwa dni idę do lekarza.Czułbym się dobrze gdybym znowu miał w niej oparcie.Gdyby znowu mnie kochała.Bardzo proszę o pomoc.

* * * * *

Dziwisz się, że ma uraz, bo ja kontrolujesz? Poczytaj proszę o zazdrości w odp. nr: 24, 377, 1343, 1385, 2208 i zobacz gdzie "przegiąłeś". Na pewno dużo złego przyniosło też mieszkanie ze sobą, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Czy ma znaczenie, że nie współżyjecie? Ma, ale akurat na plus. Czy wiesz na jaką stronę piszesz? Generalnie poczytaj te artykuły: [zobacz], [zobacz] i zobacz, że budowaliście związek od końca, bez podstaw. Poczytaj a zrozumiesz, że miłość opiera się najpierw na poznaniu drugiej osoby, na pragnieniu jej dobra a nie na współżyciu i wyglądzie. Wiele spraw w Waszym związku wymaga poukładania i przewartościowania. Poczytaj, pomyśl, zobacz gdzie były błędy i zacznijcie od nowa, ale na solidnych podstawach. I jeszcze jedno: to nie Ty masz szukać oparcia i poczucia bezpieczeństwa w jej ramionach tylko sam je dawać dziewczynie. To Ty jesteś mężczyzną. Z Bogiem!

  słoneczko, 21 lat
2797
27.09.2009  
Jak szukać Woli Bożej?

Mój chłopak przywiązuje ogromną wagę do tego, by iść za Wolą Pana, wiele decyzji przemadla. Ja nie mam takiej wiary, wiem, czym jest przemodlenie, ale boję się i nie do końca ufam...

Martwię się, że w przyszłości on nie będzie umiał sam podjąć ważnego, męskiego postanowienia. On zaś uważa, że "pójście za przemodleniem" jest bardzo odpowiedzialne i gdy ja się sprzeciwiam, gdy proszę, by wziął pod uwagę czynniki czysto logiczne, zarzuca mi, że nie pozwalam mu "być mężczyzną"...

Co mam zrobić?


* * * * *

Widzisz, generalnie podejście Twojego chłopaka jest dobre, bo my jak najbardziej mamy szukać woli Bożej w naszym życiu. Szukać woli Bożej to pytać Boga co w tym momencie jest dobre, jaką decyzję podjąć, pytać jak On by sobie tego życzył. To rozeznawać jakie konsekwencje każdego wyboru staną się naszym udziałem i według tego działać. Pytanie jest takie czego dotyczą te sprawy i decyzje? Bo poważne, życiowe wybory muszą być przemodlone, może nawet skonsultowane z kierownikiem duchowym. Problem pojawiłby się wtedy gdyby on zastanawiał się nad wyborem butów czy pójściem na film i za każdym razem w drobnych rzeczach potrzebował duchowych konsultacji - wtedy faktycznie należałoby się zastanowić czy nie jest zbyt mało decyzyjny i konkretny. Ponadto ważne jest jakie on decyzje podejmuje, czym się kieruje. Jeśli te decyzje są zupełnie nielogiczne a on uważa, że są dobre bo się modlił nad nimi to trzeba zobaczyć jakie owoce wydają. "Po owocach ich poznacie". Jak to się przekłada na rzeczywistość? Może on bierze pod uwagę w rozeznaniu tylko jeden aspekt, duchowy a ziemskiego już nie? Może mu obojętne np. jaką szkołę wybierze byle tylko nie było zajęć w niedzielę? Wtedy faktycznie należałoby coś przewartościować i wziąć pod uwagę też inne aspekty życia. Trudno mi odpowiedzieć konkretnie bo i pytania są bardzo ogólne.
Generalnie o tym jak zmotywować mężczyznę do bycia bardziej sobą pisałam w odp. nr: 1689, 2500. Polecam Wam też te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Z Bogiem!

  Monika, 23 lat
2796
26.09.2009  
Witam! Od kilku dni jestem zainteresowana pewnym chłopakiem. poznaliśmy się na urodzinach mojej koleżanki. Ja chyba też mu wpadłam w oko - miło sie nam rozmawiało i w ogóle dobrze się przy nim czułam. Jednak mój entuzjazm ulotnił sie po rozmowie z kolegą, który bardzo dobrze zna tamtego chłopaka. Kolega naopowiadał mi różnych złych rzeczy o tamtym - że nie jest on dobrym kandydatem na stałego partnera, że ma dosć cieżki charakter, źle traktuje swoich bliskich i jest trochę niodpowiedzialny. I tu własnie moje pytanie. Czy powinnam posłuchać kolegi i dać sobie spokój z tym chłopakiem, czy raczej starać sie go lepiej poznać i samej przekonać sie o jego wadach. Nie chciałabym się najeść później wstydu, ze znajomi mnie ostrzegali, a ja mimo to spotykałam sie z nieodpowiednim facetem. Nie wiem czy warto słuchać opinii innych i juz na starcie uprzedzać się do danej osoby. Proszę o pradę co powinnam zrobić. Dodam, ze ten chłopak wydał mi sie na prawdę miły i interesujący.

* * * * *

Nie wiem czy ten kolega powiedział prawdę - życzliwie z troski o Ciebie (i wtedy pewnie bym go posłuchała) czy np. naopowiadał złych, nieprawdziwych rzeczy z zazdrości. Na ile znasz tego kolegę i można mu wierzyć? Tak czy inaczej, bez angażowania się zbytniego możesz jeśli będzie taka możliwość przebywać w towarzystwie tego chłopaka (w grupie innych osób) i poobserwować - jaki jest, jak się zachowuje, jak się odzywa, jakie ma poglądy. Wtedy będziesz mogła wyrobić sobie zdanie na jego temat - samodzielnie. I jeśli masz możliwość to też zasięgnij informacji na jego temat z innych źródeł, od osób, które go znają. Dopóki nie zorientujesz się bardziej to nie angażowałabym się za mocno uczuciowo, żeby potem nie cierpieć. Z Bogiem!

  Mi, 25 lat
2795
23.09.2009  
Witam,

piszę prosząc o poradę. Otóż poznałam w pracy pewnego chłopaka, z którym mamy się 'ku sobie'. Problem polega jednak na tym, iż jest on dość nieśmiały, sam to przyznaje i nie wydaje mi sie ,aby kiedykolwiek był w poważnym związku. Na początku naszej znajomości, postanowiłam 'przejąć ster w swoje ręce' i wyszłam z inicjatywą. On zaproponował pierwsze spotkanie poza pracą, lecz potem to glównie ja inicjowałam kolejne. On po każdym spotkaniu dystansował się do mojej osoby, unikał mnie, jakby się 'bał' tego co może nastąpić. Zmęczyła mnie ta sytuacja i dałam sobie spokój. Ostatnio jednak, po wspólnym integracyjnym wyjezdzie z pracy, na którym było bardzo swobodnie i sympatycznie, on zaczął znowu wysyłać mi sygnały. Tym razem już śmielsze. Proponowal kino, lecz asekuracyjnie w towarzystwie znajomych, wiem że po prostu wstydzi się, bądz obawia sytuacji 'sam na sam'. Nie wiem zbytnio jak sie zachowywać. Z jednej strony starciłam już cierpliwość i mniej mi zależy, ale wiem że to wartościowy chłopak , a na dodatek bardzo mi sie podoba. Stosuje trochę takie wyparcie, aby przypadkiem znowu nie wpaść w to samo co bylo na początku znajomości...czyli sytuacje wyczekiwania na jakiś ruch z jego strony....Staram sie go traktować na luzie jak kumpla, aby nie czuł sie w żaden sposób ' osaczony' moją osobą...Ech. Co robić??? Pozdrawiam serdecznie i dziękuje!


* * * * *

A może robiłaś troszkę za dużo, może on naprawdę nie wiedział co do Ciebie czuje i czuł się naciskany? Nie chcę powiedzieć, że byłaś nachalna tylko, że dla niego to mogło być za dużo.
No, jeśli on Ci się podoba i nie boisz się troszkę zaryzykować to odpowiadaj na jego zainteresowanie. Sama może za dużo nie rób ale tylko odpowiadaj na jego inicjatywy, uśmiechaj się, rozmawiaj z nim. Nic nie musisz postanawiać ani deklarować. Polecę Ci ten artykuł: [zobacz]
by wiedzieć czego ewentualnie unikać lub zorientować się gdzie być może podziałałaś za dużo (chodzi o sam mechanizm, nie o wyznawanie uczuć, o czym jest ten artykuł). Polecę Ci też odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742, 1306 o tym co ewentualnie możesz zrobić. Delikatnie i bez pokazywania za bardzo, że Ci na nim zależy traktuj go jak kolegę, a czas pokaże jak będzie dalej. A może on zrozumiał i nabrał rozpędu? Z Bogiem!

  Agnieszka, 24 lat
2794
22.09.2009  
Witam!
Jestem mężatką od 3 m-cy. Mój mąż był uzależniony od pornografii i masturbacji, ale gdy już ponad 0,5 roku dawał sobie z tym radę postanowiliśmy wziąć ślub. Teraz to wróciło, nie wiem co mam robić, ponieważ mąż zupełnie się zmienił, jest opryskliwy, egoistyczny,ciągle na mnie krzyczy bez powodu i odpycha od siebie. Dla nikogo nie ma czasu. Od ponad m-ca obserwowałam zmiany w jego zachowaniu, a gdy stały sie skrajne, wybuchłam i przyznał się do wszystkiego. Dowiedziałam się, że mój wygląd nie odpowiada jego wyorażeniom i stąd te zmiany (wyglądam jak przeciętna dziewczyna, a nawet uważam, że mam bardzo proporcjonalną, wysportowaną, kobiecą sylwetkę). Powiedziałam, że zmienie coś w miarę możliwości (w końcu to jemu powinnam się podobać), ale dla niego to za mało. W ogóle ma koszmarne, nierealne wymagania. Mam zrobić z siebie potwora? Obiecałam pomimo wszystko, że będę się starać (i staram się), ale nadal obserwuję to samo: ciagle mnie odpycha, rani, ze wszystkiego nie jest zadowolony. Zwykle świetnie dogadywaliśmy się (znamy się od 2,5roku) i mieli we wszystkim podobne zdanie. Naprawdę byłam szczęśliwa, on chyba zreszta też. Teraz ta jedna sprawa nie pozwala prowadzić normalnego życia (mi na myśl o przyszłości chce się płakać, a on jest wiecznie zdenerwowany i niezadowolony. Naprawdę nie wiem co robić. To wszystko się pogłębia i zaczyna coraz bardziej mnie przerastać.
Z góry bardzo dziękuję za każde słowo, radę


* * * * *

Z przerażeniem przeczytałam Twój list. Naprawdę nie wiem czy Twój mąż spodziewał się, że Ty - jego ukochana żona, którą wybrał chyba nie ze względu na ciało będzie wyglądała jak panie, które handlują swoim ciałem? Czy on wie co Ci w ogóle powiedział? Z jakich względów wybrał Cię na żonę? Czego oczekiwał? Dlaczego, skoro udawało mu się radzić z problemem jednak do niego wrócił? Bo oczywiście wszystko wygląda na to, że wrócił, niestety. A może nigdy z tym nie skończył tylko Cię oszukiwał, żeby wziąć ślub a po ślubie uznał, że już nie musi się kryć? To naprawdę straszne i to co mi przychodzi do głowy to po prostu to, że on nie do końca chyba zdawał sobie sprawę z tego czym jest małżeństwo. Czy tylko dla zaspokojenia popędu się ożenił? A gdy stwierdził, że żona nie wygląda tak jak on by chciał to ma się zmienić? I to jak zmienić? Czy on w ogóle myśli, że te panie z pism i filmów naprawdę tak wyglądają? Czy jest tak naiwny? Przecież zdjęcia są tak wyretuszowane, że aż sztuczne! Czy on w ogóle był dojrzały do małżeństwa? Moja Droga! To co Ci muszę poradzić to koniecznie rozmowa z nim i zażądanie, by wyrzucił natychmiast to wszystko co ma: zdjęcia, pisma, filmy, skasował wszystko z dysku. By zaczął żyć sakramentami, by zaczął walczyć z tym nałogiem i przestał Cię poniżać! Absolutnie nie wolno Ci ulegać i mówić, że się zmienisz, postarasz. Postarasz co? Wyglądać jak prostytutka? O to mu chodzi? No, chyba się tu komuś coś pomieszało! Czy według niego małżeństwo to tylko seks? Jak rozmowa nie przyniesie skutku to może rekolekcje małżeńskie, poradnia lub nawet terapia dla niego? Oczywiście musi się na to zgodzić ale czy widzi inne wyjście jeśli chce z Tobą być? Czy on w ogóle Cię kocha? Jak rozumie miłość? Jak wyglądały Wasze relacje przed ślubem? Dlaczego się z Tobą ożenił, co zdecydowało? Jak wyobraża sobie Wasze dalsze życie? Co by było, gdybyście z jakichś względów nie mogli współżyć jakiś czas? Zadaj mu te pytania i nie Ty masz obiecać poprawę tylko on! I to on powinien Cię przeprosić za takie (może bezmyślne, bo aż nie chce mi się wierzyć w takie myślenie) słowa. Proszę, porozmawiaj też z jakimś mądrym kapłanem, najlepiej specjalizującym się w problemach małżeńskich, może zadaj też pytanie na forum pomocy www.katolik.pl, może ktoś podzieli się pomysłem, zajrzyj na www.sychar.pl
Nie wolno tego tak zostawić, nie wolno pozwalać się upokarzać, nie wolno też pozwalać, by mąż w tym tkwił. To bagno wciąga i jest coraz gorzej. Strasznie przykre jest to, że spotyka Cię to zaraz po ślubie, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Wygląda na to, że on wcale do końca się nie "wyleczył". Że to już w takim poważnym stopniu go angażuje, że stało się najważniejsze, że go opanowało i nawet Ty - świeżo poślubiona żona nie jest ważniejsza. To jest nałóg, z którego trzeba się leczyć! Z tego co wiem przy niektórych parafiach działają też grupy Anonimowych Seksoholików, może spróbuj znaleźć takie grupy w wyszukiwarce. Zajrzyj też i poleć mężowi stronę www.onanizm.pl. Koniecznie walcz o swoją godność i czystość małżeńską. Im szybciej tym lepiej. Absolutnie nie zgadzaj się na naginanie zasad i wartości, domagaj się szacunku dla siebie. I walcz bo warto! Z Bogiem!

  Paula, 19 lat
2793
21.09.2009  
Witam!
Mam bardzo duży problem.. a właściwie nawet nie problem po prostu nie potrafię zrozumieć..
Dotyczy to miłości.. miłości do kleryka. wiem ze ten temat już był. nawet wnikliwie go przeczytałam. Mój problem jest jednak bardziej złożony. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.. mimo, że minął już rok.
Kiedyś poznałam chłopaka. BYł on całkowicie jak to się mówi "w moim typie".. nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia.. tym razem jednak to było to! Od razu poczułam, że to ten. On tez wykazywał zainteresowanie moją osobą.. ciągłe spotkania rozmowy.. niewinne buziaki w policzek i wszelkie miłe gesty.. Historia jak z filmu.. tylko tym razem nie było happy endu.. po jakimś czasie (kilka miesięcy.. ponad pół roku) On przyszedł do mnie i powiedział mi, że zamierza wstąpić do seminarium, a właściwie, że już wstąpił i we wrześniu wyjeżdża, zaczął coś mówić, że to było silniejsze od niego. Tłumaczył, że jak mnie poznał chciał zmienić decyzje, myślał, że się nam uda. ale zanim cokolwiek mogło się udac on to przekreślił i wybrał inną drogę. Zostawił mnie.. Złamał mi życie, załamałam się. Czułam się wykorzystana. Miałam być taką zabawką? tylko na chwile? żeby miło spędzić czas?
Zrozumiałabym to wszystko gdyby nie to, że On dawał mi do zrozumienia, że będziemy razem, planowaliśmy już przyszłość.. nasze wspólne życie.. aż tu nagle ta jego decyzja. Nie potrafię tego zrozumieć jak można postanowić coś takiego jednocześnie spotykając się z dziewczyną?
nie potrafię tego zrozumieć.
On cudowny chłopak.. lepszego nigdy nie spotkałam.. On mój przyjaciel.. a wręcz (dla mnie) chodzący ideał) złamał mi serce, życie. zostawił.
Nie potrafię tego zrozumieć, jego zachowania.. całej tej sytuacji..
jak pisałam minął już rok a ja dalej siedzę i myślę DLACZEGO?
Co powinnam zrobić? Porozmawiać z nim o tym? czy po prostu postarać się zapomnieć?
Nie wiem.
Proszę o pomoc.
..P.


* * * * *

No właśnie ja też nie rozumiem po co obiecywać dziewczynie wspólne życie a potem z dnia na dzień tak po prostu wstąpić do seminarium. Bo owszem, nic to złego, że się odczuje powołanie i zostawi dziewczynę ale domniemuję, że nie następuje to z dnia na dzień. Rozeznawanie powołanie ma miejsce przynajmniej przez miesiące jeśli nie lata. W tym czasie można dziewczynę na to przygotować a nie udawać, że jest ok. i któregoś dnia nagle wyjechać. To co ja myślę na ten temat zawarłam w odp. nr: 10, 29, 157, 364, 381, 523, 644, 940, 2182, 2648.
A Tobie współczuję ale radzę definitywnie zerwać kontakt. Jeśli on od roku zdania nie zmienił (mam tylko nadzieję, że teraz już w głowie Ci nie mąci) to potraktuj jego powołanie jako prawdziwe, jako jego wybór i nie czekaj. On ułożył sobie życie, Ty też ułóż. Rozumiem, że Ci ciężko ale uszanuj to, nawet jeśli on nie był wobec Ciebie całkiem w porządku. Polecam Ci te odp.: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć. Musisz przestać myśleć, że on wróci i będziecie razem, bo pewnie tak nie będzie. Bo gdyby miało być to już by było. Ty musisz "odkochać się", uwolnić swoje serce i dopuścić do siebie myśl, że to nie był jeszcze TEN a Twój przyszły mąż będzie inny. Gdy go poznasz zrozumiesz, że lepiej, że tak się stało. Widocznie z kimś innym będziesz szczęśliwsza a on lepiej będzie służył innym będąc księdzem. Módl się o uwolnienie od tego uczucia i nie życz mu źle. Będzie dobrze, z perspektywy czasu to dostrzeżesz. Z Bogiem!

  Julia, 23 lat
2792
19.09.2009  
Witam.
Jestem w dziwnej sytuacji. Znam pewnego chłopaka rok, bardzo często ze sobą rozmawiamy. Ostatnio nasze relacje bardzo się zbliżyły. Ewidentnie czuć ze rodzi się między nami uczucie. Pochodzimy z dwóch różnych światów. Jego wychowała ulica, rodzice się rozwiedli, nie wyszedł mu związek ponieważ został zdradzony. Ja znowu pochodzę z kochającej się rodziny, pełnej wiary i miłości. Gdy zgadaliśmy się o naszej relacji powiedział mi że posiadam cechy kobiety z którą mógłby spędzić życie ...lecz on chce być sam. Nie chce mi zakręcać w głowie , boi się ze mógłby mnie skrzywdzić, sprowadzić na złą drogę . Wdł.niego jestem zbyt kochana, miła i grzeczna żeby być z nim.
Ja sama wiem o tym doskonale że on nie jest idealny i nie złe z niego było kiedyś ziółko. Lecz wiem tez że jest człowiekiem z wielkim sercem ale pogubionym.
Co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Uczucie kiełkuje a tak naprawdę nie powinno. Nie potrafię udawać już tylko jego koleżanki.Widzę że i on tak jak by chciał ale się bał. Gdy zrobi jakis krok nagle zawraca i robi dwa do tyłu. Czy najlepiej będzie zerwać z nim kontakt? Nie wiem czy była bym w stanie.Jak to zrobić skoro on pisze że nie chciał by świata bez ze mnie, ze jestem mu bliska. Ale wciąż powtarza ze szczęście widzi w samotności.
Dziękuje za jakiekolwiek porady.


* * * * *

No musisz porozmawiać z nim tak szczerze dlaczego uważa, że powinien być sam. Bo tylko znając powody można rozwiać obawy lub nie. To, że jesteś "za grzeczna i za miła" to nie jest konkret, zresztą dotyczy Ciebie. On musi powiedzieć o sobie, o tym czego on się boi w relacjach, dlaczego uważa, że nie potrafi stworzyć związku. Być może faktycznie jest tak poraniony, że wydaje mu się, że to się nie uda lub że kogoś krzywdzi. Być może potrzebuje terapii, np. DDA. A może to tylko jego bezpodstawne obawy? Tak czy inaczej to nie Ty jednostronnie możesz podjąć decyzję czy z nim być, bo ta decyzja należy do Was obojga. Natomiast musi być oparta z Twojej strony nie na litości lub chęci pomocy tylko na pewnych wartościach, które w nim widzisz. Musisz sobie sama też odpowiedzieć na pytania czy czujesz się z nim bezpiecznie, czy masz w nim oparcie i czy możesz na niego liczyć. Czy macie wspólne tematy? Z wartościami na pewno jest ciężko ale coś musi Was łączyć, coś musiało Cię w nim zachwycić. Więc co? Polecam Ci też te artykuły: [zobacz], [zobacz] i te odp.: 468, 484, 520, 600, 699, 1985 i ten artykuł: [zobacz] - choć to bardziej dla niego. Porozmawiaj z nim. Może się otworzy, może w tej rozmowie odkryje czego tak naprawdę się boi. Z Bogiem!

  Agnieszka, 19 lat
2791
19.09.2009  
Okłamałam osobę, na której mi bardzo zależy. Krótko mówiąc jest to moja pierwsza miłość.Kłamstwo trwało 7 miesięcy. Potem wszystko mu wyznałam...wstydzę się tego i wiem,że źle zrobiłam. Od kwietnia [a wtedy mnie zostawił] nie mogę normalnie funkcjonować. Brakuje mi Go bardzo i bardzo tęsknie.Co robić? Czemu zostałam odrzucona...i mimo że obiecał mi drugą szansę..nie dotrzymał obietnicy...

* * * * *

A dlaczego kłamałaś? I to tak długo? Prawdopodobnie chłopak poczuł się zagrożony, pomyślał, że skoro przez tyle czasu był oszukiwany to nie wiadomo czy nadal tak nie jest (w jakiejś innej kwestii) lub nie będzie w przyszłości. Widocznie tak bardzo zawiodłaś jego zaufanie, że nie był w stanie już dłużej funkcjonować w tym związku. Widzisz, nie wiem czego tak naprawdę dotyczyło to kłamstwo, czy poważnej rzeczy czy nie. Co do tego dlaczego on nie dał Ci drugiej szansy musiałabyś porozmawiać z nim. On tylko wie jak bardzo go to dotknęło i jak bardzo ważne było dla niego to w czym kłamałaś. W każdym takim przypadku reakcja jest zależna od konkretnej osoby, nie można odpowiedzieć tutaj w sposób uniwersalny. Jeśli naprawdę nie ma już możliwości powrotu do siebie to niestety musisz się jakoś pogodzić z tym. Nikogo do niczego się na siłę nie zmusi. Każde rozstanie jest ciężkim przeżyciem i trzeba czasu, by zabliźniły się rany. Proszę przeczytaj te odp.: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713, 80, 526, 653, 825, 575, 2722. Z Bogiem!

  Sylwia, 24 lat
2790
18.09.2009  
Witam!
Z góry dziękuję za odpwiedż na moje rozterki w związku. Jestem z moim chłopakiem, a w zasadzie z narzeczonym już od prawie pięciu lat razem. Dobrze się rozumiemy i dogadujemy, lubimy ze sobą przebywać. Ja cenię jego towarzystwo i to że jest osobą dobrą, ambitną. Jest tylko jedno ale. On regularnie (powiedzmy raz na miesiąc) obraża się na mnie o małe, drobne rzeczy. Kiedy widzę, że znów on reaguje złością (bo np powiedziałm, że jest zbyt krytyczny - jakaś niedelikatna uwaga w moją stronę) i mnie odpycha, ja reaguje jeszcze większą. Złoszczę się na niego zato, że on się obraża i tak jest już któryś raz. Razem złościmy się na siebie. To znaczy przeważnie jest mi przykro jak mnie traktuje (wstaje pierwszy od stołu z restauracji obrażony, mimo, że nie dokończyliśmy posiłku, potem idzie kilka kroków z przodu). Po prostu boli mnie to i denerwuje, że z powodu małych rzeczych on tak się obraża i złości. Nie wiem, czy rozmowa coś pomoże - już rozmawiałam z nim o tym. Starałam się załgodzić i pierwsza wyciągnąć rękę. W takich chwilach jednak mam ochotę zerwać, bo boję się cierpieć w przyszłości. Być może to duma nami kieruje, że po takiej scenie nie potrafimy się od razu pogodzić, tylko chłodno się rozstajemy. Ja przeważnie jestem w szoku, że on tak się po raz kolejny zachowuje i az zastygam w sobie. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo zmienić charakter człowieka już ukształtowanego - dorosłego. Właśnie ta sprawa nie daje mi spokoju kiedy myślę o małżeństwie z nim i to, że przez niego z tego powodu płaczę. Może jestem zbyt wrażliwa, może nie dojrzeliśmy jeszcze w związku. Proszę o pani opinię. Pozdrawiam!


* * * * *

No faktycznie, to jest powód do niepokoju. Takie zachowanie może mieć różne podłoże, może np. wynikać z relacji rodzinnych. To się często zdarza np. u dzieci alkoholików - reakcje agresywne, napady złości. Jak było u niego w domu, jak relacje z ojcem, jakie miał wzorce? Jeśli faktycznie tak to może powinien przejść terapię DDA. Jeśli jednak było ok. to musisz koniecznie porozmawiać z nim i powiedzieć, że zawsze kiedy coś mu się nie podoba musi z Tobą wyjaśnić na spokojnie poprzez rozmowę. Oczywiście w związku zdarzają się różne chwile, czasem coś nam się nie podoba ale zawsze należy to wyjaśniać poprzez rozmowę, a nie kłótnie czy obrażanie się. Nie w tym wieku! Poza tym takie zachowania jak opisujesz są po prostu niekulturalne i świadczą o braku szacunku do Ciebie jako kobiety.
Nie możesz dopuścić do tego, by tak rozwiązywać problemy. Dziwi mnie bardzo szczególnie to, że on jako chłopak się obraża. Przychodzi mi jeszcze do głowy to, że być może on jest cholerykiem ale to go nie tłumaczy. Tzn. może tłumaczyć gwałtowność reakcji ale nie takie traktowanie Ciebie. Dialogu można i trzeba się nauczyć jeśli chce się zawrzeć związek małżeński, inaczej można się pozabijać. Jak on sobie wyobraża przebywanie z Tobą cały czas? Koniecznie, pomału musicie się nauczyć rozmawiać ze sobą - po jakiejś sytuacji na osobności, nigdy publicznie i przy kimś. I na spokojnie, mówiąc w pierwszej osobie, np. "mnie się nie podoba gdy". Bez oskarżeń i dołowania kogoś, bez mówienia:" Ty zawsze…" albo "Ty jesteś taki i taki". Mówimy o swoich odczuciach, bo tego nie można zakwestionować. Generalna zasada jest taka, że traktujemy kogoś tak jak sami chcielibyśmy być potraktowani. Nie jest przyjemnie jeśli kogoś czymś zdenerwowaliśmy ale jeszcze gorzej gdy ktoś z tego powodu daje nam odczuć że jesteśmy gorsi. Tak więc tylko rozmową i spokojem można osiągnąć jakiś efekt. I tego musisz wymagać! Z Bogiem!

  Hania, 18 lat
2789
16.09.2009  
Tydzień temu zgodziłam się być z pewnym chłopakiem. Znaliśmy się rok, ale nie utrzymywaliśmy jakiś specjalnych kontaktów. Miesiąc temu dowiedziałam się, że mimo tego iż dałam mu już raz kosza, on wciąż czekał na "moje skinienie". W ciągu ostatniego miesiąca poznalismy się trochę lepiej (bo niewiele można dowiedzieć się w ciągu miesięcznego kontatku najczęściej droga internetową). Chyba byłam bardzo samotna, więc postanowiłam "skinąć" czyli innymi słowy dać mu szansę. Wiem że to nie powinno tak wyglądać, powinnam się w nim zakochać i nie mieć wątpliwości. A ja zdecydowałam się bo on ujmuje mnie swoją troskliwością, czułością, pogodą ducha i wspaniałym charakterem. Spotykamy się bardzo rzadko, bo oboje mamy niewiele czasu, a jednak coraz bardziej się do niego przywiązuje. Nie mogę jednak przestać myśleć, że kiedy on pozna mnie lepiej, rozczaruje się. On jest tzw. "duszą towarzystwa", ma wielu znajomych, zawsze wokół niego jest pełno ludzi. Ja natomiast mam kilku naprawde wspanialych przyjaciół i mi to wystarcza. Jestem też raczej realistką, twardo stojącą na ziemi, a on jest niepoukładany, ale jednocześnie radosny i zawsze uśmiechnięty. Nie chciałabym żeby czul się ze mna zle, albo się rozczarował

* * * * *

A kto Ci powiedział, że powinnaś się zakochać i nie mieć wątpliwości? Wątpliwości zawsze są i są pozytywnym zjawiskiem, bo świadczą o tym, że zastanawiamy się nad tą osobą, że poważnie ją traktujemy. Nie wiążemy się przecież z kimkolwiek. Nie zawsze tez jest tak, ze etap zakochania występuje, nie jest on nieodzowny, pisałam o tym w odp. nr 13. Natomiast nie wolno Ci myśleć, że jesteś gorsza od niego. A tak myślisz, wiesz? No oczywiście zrozumiałe jest to, że chcesz wypaść jak najlepiej, że się starasz. Natomiast musisz wiedzieć, że skoro on się Tobą zainteresował to jesteś warta jego uwagi, że chce się z Toba spotykać. Nie musisz więc cały czas uważać na to co robisz i mówisz, bo będziesz sztuczna. A jemu spodobałaś się właśnie taka jaka jesteś naprawdę. Okres poznawania się, chodzenia ze sobą jest czasem kiedy widzimy i wady i zalety drugiej strony i decydujemy czy chcemy z kimś być czy nie. Nie musisz przejmować się tym, że jesteście inni, to naturalne. Różnice i przeciwieństwa są ubogacające i nie musisz stresować się tym, że on jest bardziej towarzyski niż Ty. Proszę przeczytaj też te odp.: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130. Z Bogiem!

  daria, 21 lat
2788
13.09.2009  
mam pytnie czy wrato jest wracac do eks chłopaka jeżli po rozstaniu jeteśmy przyjaciółmi ale od jakiegoś czasu oboje dajemy sobie znaki,że zależy nam na sobie musze dodać,że miedzy nami jest różnica 9 lat.

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 2184, 2386, 2681. Czasem owszem jest tak, że rozstajemy się a potem widzimy jakie błędy popełniliśmy i chcemy je naprawić. Sama różnica wieku nie ma chyba znaczenia jeśli już byliście ze sobą? W każdym razie w tym względzie polecam odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253. Z Bogiem!

  Aleksandra, 16 lat
2787
11.09.2009  
Szczęść Boże!
Znalazłam się w dość trudnej sytuacji.
Poznałam na Lednicy Kamila. Sympatyczny, religijny, inteligentny, wesoły. Od razu nawiązaliśmy kontakt, wydawaliśmy się podobni w wielu kwestiach. Przede wszystkim nasze poglądy religijne były bardzo zbliżone. Bardzo mi się spodobał, ja jemu także.
Po kilku miesiącach bardzo częstych spotkań, rozmów wywiązała się między nami więź, powoli przeradzająca się w uczucie...
Jednak z mojej strony w pewnym momencie zaczęło się coś psuć...Irytowały mnie pewne jego zachowania, wypowiedzi... Czułam się z tym źle. Wiedziałam, że coś opadło... Coś co nie trwało zbyt długo, bo zaledwie przez część wakacji. Czy byłam w nim zauroczona? Czy może opadły "różowe okulary" i zaczął się następny etap w Miłości? Najgorsze jest to, że on swoje uczucie wciąż deklaruje....

Nowy rok, nowa szkoła.
Na mojej drodze stanął Maciek. Ten chłopak jest niesamowity... Właściwie sama nie wiem co ma w sobie takiego magnetyzującego... Odkąd go poznałam, codziennie o nim myślę, czuję, że mi się podoba i chciałabym go poznać. Jednak odzywa się moje sumienie- Kamil. Dlaczego nie czuję się przy nim tak jak powinnam się czuć? Spełniona, szczęśliwa... Za każdym razem, gdy próbuję mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie czuję jakąś pustkę, żal... Sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie daje mi to spokoju. Nie chcę oddalić się od Pana Boga przez nielojalność... Proszę o radę!
Z Bogiem!


* * * * *

Trudno dać Ci jednoznaczną radę, bo do Ciebie należy wybór. Bardzo możliwe, że w przypadku Kamila było to zauroczenie, które jednak wcale nie było pierwszym etapem miłości tylko właśnie samym zauroczeniem. Bo jeśli podoba Ci się ktoś inny i nie masz ochoty na dalszy rozwój tamtej znajomości to być może właśnie zachwyciłaś się pewnymi wartościami tego chłopaka a przy bliższym poznaniu zapał osłabł. Poznaliście się i jak piszesz - zaczęły Cię pewne zachowania drażnić, irytować. Zaczęłaś po prostu zauważać jego wady a nie tylko zalety. Nie zawsze jest tak, że przy bliższym poznaniu zyskujemy, czasem tracimy. Może tak jest z Wami? Nie napisałaś tego, ale może wchodzi tu w grę jeszcze odległość? Może rzadko się widzicie, może właśnie na odległość wydawał Ci się inny a przy bezpośrednim kontakcie traci? Nie powiem Ci co zrobić bo nie mam takiego prawa. Na pewno jednak nie możesz zmuszać się do bycia z kimś tylko dlatego, żeby komuś nie robić przykrości. Proponuję przeanalizować co konkretnie sprawia, że nie masz ochoty rozwijać tej znajomości a co pociąga Cię w Maćku (może tylko nowość)? I w wolności podejmij decyzję - wiedząc dlaczego tak wybierasz. Z Bogiem!

  Aniela, 21 lat
2786
07.09.2009  
Moj problem dotyczy chyba bardziej mnie niz chlopaka z ktorym jestem. Otoz wydawaloby sie ze nie moze byc lepiej, mam to co chce tzn On sie na wszystko zgadza, pozwala mi an wszystko i robi wszystko to co ja chce, ale ja chyba nie chce zeby juz tak bylo. Czasem sie mowi ze dziewczyny zle wybieraja ze wola chlopakow ktorzy ich bija ale takie decydowanie o wszystkim tez jest meczace.To nie jest poczatek zwiazku bo znamy sie juz 2 lata, i okres zakochania tez juz mamy za sobą. Nie wiem czy On tak robi bo nie chce mnei stracic czy dlatego ze tam mu po prostu wygodniej.Nie jest zazdrosny wszystko przyjmuje bardzo spokojnie nawet moje humory ktore wiem ze czasem sa bezpodstawne, przeprasza mnie nawet jak wina lezy po mojej stronie a ja pozwalam sobie na coraz wiecej w mojej zlosci, i braku szacunku do niego;( chyba potrzebuje bardziej meskiego i stanowczego mezczyzny... Nie wiem co robic. nie wiem czy ratowac ten zwiazek czy tego chce...Chcialbym dowiedziec jak to wyglada z obiekty wnego punktu widzenia...

* * * * *

No właśnie, samo sedno: kobieta wcale nie chce, by mężczyzna na wszystko się zgadzał! Kobieta chce odpowiedzialnego, zdecydowanego, silnego faceta, który umie podejmować decyzje! Tymczasem Twój chłopak - z powodu źle pojętej miłości - staje się idealnym pantoflarzem i nie zdając sobie sprawy z Twoich oczekiwań myśli, że dobrze robi. Moja rada: OBOJE przeczytajcie te artykuły: [zobacz], [zobacz] i przedyskutujcie. Tam opisałam to wszystko o czym piszesz i możliwości naprawy tego stanu. Twoje odczucia są naturalne i uzasadnione. Z Bogiem!

  Marta, 17 lat
2785
06.09.2009  
Witam,
poznałam chłopaka. Ma 23 lata. To już stanowi dla mnie pewną barierę. Studiuje teologię, więc cieszyłam się, że odnalazłam kogoś, kto kocha Boga tak jak ja. Jednak dowiedziałam się kilki rzeczy, które mnie męczą. On już współżył, myślałam, że to może tylko błąd młodości, ale on jest gotów to powtórzyć. W dodatku nie chodzi do spowiedzi. W takim razie jak może uczyć się Boga i o Bogu, skoro tak go lekceważy. Rozum mówi nie, jednak serce wyrywa się w drugą stronę...


* * * * *

Jak to? Studiuje teologię a lekceważy zasady wiary, którą studiuje? O co tu chodzi? Masz pewność, że on faktycznie jest na teologii? Bo dla mnie to nie do pojęcia. Moim zdaniem jeśli on tak na wstępie prezentuje takie swoje poglądy to "daruj" go sobie. Obawiam się, że mógłby po prostu Cię skrzywdzić. To nie jest odpowiedzialne zachowanie chłopaka szanującego dziewczynę. Nie tak się zdobywa czyjeś względy, nie tędy droga. Śmiem nawet twierdzić, że może nie chodzi mu wcale o miłość, o związek tylko okazję do współżycia. Zerwij z nim kontakty, póki jeszcze tak bardzo się nie zaangażowałaś. A jak chcesz się ostatecznie przekonać to podeślij mu ten artykuł: [zobacz]
Jeśli go wyśmieje to nie warto się z nim spotykać. Za żadną cenę nie warto rezygnować ze swoich zasad i wartości, lepiej poczekać na kogoś z takim światopoglądem jak Ty. Z Bogiem!

  Basia, 19 lat
2784
05.09.2009  
Poruszyła mnie historia dziewczyny zakochanej w księdzu, który w tej trudnej sytuacji zmienił parafię na oddaloną o 100km, a mimo to doszło między nimi do spotkania na wakacjach w.. Bułgarii. Pierwszą moją myślą było -a może tak własnie chce Bóg? Może ten mężczyzna wybrał nie właściwą droge? Może w ten sposób dany im został znak, że nie muszą uciekac od tego uczucia? Jak duże było moje zdziwienie, gdy przeczytałam Pani odpowiedź, że to ich niesamowite spotkanie to działanie nie Boga, nie przypadku lecz.. szatana!
7 lat temu na wakacjach poznałam pewnego chłopca. Tydzień znajomości.. zauroczenie.. i powrót do domów, każde na inny koniec kraju. Przez lata często wracałam do niego myślami, spotykaliśmy sie sporadycznie na pielgrzymkach, aż pewnego dnia spotkaliśmy się nad mazurskim jeziorem! Tym razem podtrzymaliśmy kontakt, częste spotkania doprowadziły do tego że zostaliśmy parą na kilka miesięcy. Rozstaliśmy się przez kłótnie o jego stypendium na studia za granicą i długą rozłąkę. Dziś dowiedziałam się, że z jakiegos powodu podejmie naukę w Polsce, tak jak ja. Na dodatek również w stolicy. Najdziwniejsze jest to, że będzie mieszkał.. (nadal w to nie mogę uwierzyc) na tej samej ulicy co ja! Czy w takich przypadkach można dopatrywac się działania Boga? Szatana?
Dziękuję za poświęcony czas, bardzo cenie sobie Pani mądre odpowiedzi. Z Panem Bogiem!


* * * * *

A nie widzisz różnicy między Twoją sytuacją a tamtej dziewczyny? Ty i ten chłopak jesteście wolni i możecie być ze sobą, żadne jeszcze nie wybrało swojego powołania. Trudno oceniać czy Wasze spotkania i te wszystkie wydarzenia są celowym planem Boga wobec Was czy może ten chłopak specjalnie dąży do kontaktu z Tobą właśnie w taki sposób - tego nie wiesz. Nawet jeśli nie to w tym przypadku można mówić o "propozycji" Boga, choć nie można też jednoznacznie odczytać tego tak, że MUSISZ być z tym chłopakiem. Nic nie musisz, bo nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, pisałam o tym tutaj: [zobacz]
Poza tym bardzo często (choć nie wiem dlaczego) zdarza się właśnie tak, że jak się z kimś rozstaniemy lub z jakichś względów nie chcemy spotykać to właśnie wtedy takie spotkania następują. Być może my jesteśmy bardzo wyczuleni na takie sytuacje, na które w normalnych okolicznościach nie zwracalibyśmy uwagi i wydaje nam się, że te spotkania są częstsze niż zazwyczaj. A czasem tak jest naprawdę. Ja również miałam taką sytuację, że gdy rozstałam się z chłopakiem i chciałam zerwać kontakt to praktycznie codziennie w dziwnych miejscach na siebie wpadaliśmy. Ale zostawmy ten wątek. W opisywanym przez Ciebie na początku tego listu przypadku nie wolno twierdzić, że ksiądz wybrał źle. Gdyby tak było to wiele rzeczy przed przyjęciem przez niego święceń na to by wskazywało: jego rozterki i niepokój, sytuacje, przełożeni, którzy nawet mogliby podjąć decyzję o niedopuszczeniu do święceń. Jeśli on jednak w wolności, świadomości i pełnym przekonaniu zdecydował się zostać księdzem to znaczy, że to właśnie było jego powołanie. Zauważ, że to nie było tak, że ten ksiądz zanim poznał tą dziewczynę chciał z kapłaństwa zrezygnować, on po prostu się zakochał - co się ludziom zdarza. Zdarza się to i małżonkom i co? Też powiemy, że wybrali źle, że się pomylili zakładając rodzinę i mając dzieci? Nie! Nie, bo w wolności i świadomie związali się z kimś kogo kochali potwierdzając swój wybór przed Bogiem i świadkami. I nawet jakby im się zdarzyło w kimś zakochać potem to nie należy z tego robić dramatu tylko wiernie trwać przy swoim małżonku i odpowiedzialnie podjąć kroki, by z tamtą osobą zerwać kontakt. Za uczucia bowiem nie jesteśmy odpowiedzialni ale za to co z nimi zrobimy już tak. Nikt z nas nie jest bezwolnym stworzonkiem kierującym się instynktem. Możemy wybierać. I Ty też w swojej sytuacji możesz wybierać. Nie musisz wcale mimo, iż będziecie koło siebie mieszkać widywać się z nim (celowo). Jasne, spotkań przypadkowych nie da się uniknąć ale Ty możesz zdecydować czy będziesz specjalnie wychodzić wtedy kiedy on by wpaść na niego czy nie. Ty możesz chcieć z nim nawiązywać kontakt, pisać, dzwonić, zaczepiać na ulicy bądź nie. Ty wybierasz - bo jesteś wolna. Tamten ksiądz też wybierał - wybrał nawet mądrze, bo przeniósł się gdzie indziej. Ich spotkanie było przypadkowe i mogło być dziełem szatana, któremu przecież zależy na upadku człowieka a nie jego dobru, więc stworzył "okazję". Z całą stanowczością twierdzę jednak, że Bóg tak nie chciał - bo Bóg nigdy nie chce zła dla człowieka i nie chciał by mieli okazję do grzechu, by się ze sobą związali. No bo jak sobie wyobrażasz: czy Bóg mógł chcieć by "nie uciekali od uczucia" i żyli w grzechu? No gdzie tu logika? Tobie zaś proponuję po prostu modlitwę - o rozeznanie co do tego chłopaka. Z Bogiem!

  zagubiona, 23 lat
2783
03.09.2009  
Witam,
Od dzieciństwa miałam przyjaciela, który później został moim chłoakiem. Był dla mnie bardzo wazny nie mieliśmy żadnych tematów tabu, uwielbiałam z nim spędzać czas był dla mnie sporym wsparciem. Zerwałam z nim jak miałam 19 lat bo sie bałam. Był Świadkiem Jehowej, bity przez ojca mimo że strasznie się starał czasem w jego obecności czułam się bardzo niepewnie. mój kolejny zwiazek trwał 2 lata rozpadł sie bo nie zapomniałąm o pierwszej miłości. Mój pierwszy chłopak przez 4 lata chciał do mnie wrócic ale ja sie ciagle bałam, spotykałam się z innymi chłoakami, wszyscy byli podobni emocjonalnie do mojej pierwszej miłości, po 2 mies zwykle sie wycofywałam. Gdy wkoncu to ja chciałam wrócic powiedział ze starał sie o mnie zbyt długo i juz nie ma siły. On równiesz zmienia dziewczyny bardzo czesto bo jak powiedział obiecał sobie ze zadna go nie zrani odejsciem tak jak ja. Obecnie znów spotykam sie z chłopakiem, który wychowywał sie bez ojca. Jest w porzadku ale ja mam wrazenie ze nigd y z mojego serca nie wyrwe tej pierwszej miłości. Choć miedzy nami nigdy doniczego nie doszło, poza pocaunkiem. Stałam się zgorzkniałą starą panna za młodu. Pomóżcie mi prosze i potrząśnijcie mną wreszcie.


* * * * *

No mój Droga! Poczytaj o pierwszej miłości i o tym dlaczego to taki silnie w nas tkwi. A po drugie i chyba ważniejsze - polecam te odp.: 441, 868 tam pisałam o kochaniu swoich wyobrażeń. I to się właściwie do Ciebie odnosi. A wiesz dlaczego? Bo Ty kochasz nie tyle tego chłopaka realnie co wspomnienia i wyobrażenia, jakie w sobie pielęgnujesz przez lata i które wyolbrzymiasz a które z rzeczywistością nie mają już pewnie wiele wspólnego. Wiesz jak się można zmienić przez tyle lat? To już nie ten sam chłopak! Ja nie mówię, że gorszy tylko, że inny - taki jakiego Ty nie znasz. Ty też jesteś już inna, wiele rzeczy zrozumiałaś i czego innego oczekujesz. Bardzo prawdopodobne, że spotykanie się z nim bardzo by Cię rozczarowało i to dość szybko. Póki co uszanuj to, że on nie chce z Tobą tworzyć związku, ma wolną wolę i prawo do tego. Być może tak właśnie miało być, może to wcale nie jest chłopak dla Ciebie, może byście się poranili. Być może Twoim mężem ma zostać kto inny, albo obecny chłopak albo jeszcze ktoś inny. Rozluźnij z nim kontakty i staraj się zapominać. Przeczytaj podane odpowiedzi i jeszcze te: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Anna, 21 lat
2782
01.09.2009  
Czy osoby adoptowane w wieku 3 miesięcy i wychowane w wierze katolickiej i przez cudownych rodziców w przyszłości mogą się okazać zupełnie innymi osobami niż są teraz? Tzn, teraz są one pracowite, opikuńcze, miłe i wrżliwe i wierne a w przyszłości będą zdolne do zdrady, do lenistwa, ponieważ nie znają oni swoich "biologicznych" rodziców i nie wiedzą co mogli odziedziedziczyć?

* * * * *

Gdzie naczytałaś się tych bzdur o genach? Naprawdę przykro się robi jak w XXI wieku ludzie wierzą w takie rzeczy. Gdyby tak było to dzieci porządnych rodziców byłyby zawsze porządne a marginesu społecznego zawsze patologią. Jak wiemy tak nie jest w każdym przypadku. Pomyśl logicznie: co ma wpływ na kształtowanie człowieka: chromosomy czy miłość i opieka jakiej doznaje, zasady i środowisko? Zapytasz w takim razie dlaczego dzieci alkoholików też piją? No nie dlatego, że rodzą się z alkoholem we krwi tylko dlatego, że od kołyski widzą jak mama i tata sięgają po butelkę i nie znają innego życia. Zdecydowanie wychowanie ma wpływ na to jaki jest człowiek a nie geny.
Jeśli poznałaś chłopaka, który był adoptowany to patrz na to jaki jest teraz i jak się rozwija, traktuj go normalnie jak każdego innego a nie oceniaj go przez pryzmat adopcji i nieznanych genów. A skąd wiesz jacy byli jego biologiczni rodzice? A może nie patologiczni tylko zginęli w wypadku lub z jakich względów nie mogli się nim zajmować? Może właśnie w mądrości wiedząc, że nie podoła matka zrzekła się praw do niego by mógł zostać adoptowany i wychowany w normalnej rodzinie? Może wcale nie ma tu żadnych podejrzanych genów? A nawet jak tak nie było, jak biologiczni rodzice byli patologiczni to jego rodzice adopcyjni, (prawdziwi, bo ci co wychowali) włożyli w jego kształtowanie duży trud, który przyniósł - jak widzisz - tak namacalne efekty, że nie wiem jak możesz myśleć o jakimś odziedziczeniu lenistwa.
Niestety takie opinie są kolejnym dowodem na to, że ludziom adoptowanym społeczeństwo przypina tak krzywdzącą etykietę. Jakby to było coś wstydliwego - adoptować i być adoptowanym. To piękny gest miłości, powód do dumy. To po prostu normalność i powszechność, zwłaszcza w dobie niepłodności. Nigdy nie wiadomo co kogo w życiu spotka. Może też adoptuje dziecko i na pewno opinie o dziedziczeniu zdrady i lenistwa będą ciosem w serce. Reasumując: nie patrz na fakt adopcji tylko na serce tego człowieka i jego miłość. Na to jak się zachowuje, jakie ma zasady, jakie ma relacje z rodzicami i otoczeniem. I sama oceń. A jak nie wierzysz poczytaj strony o adopcji. Z Bogiem!

  Klaudia, 17 lat
2781
30.08.2009  
Znam swojego chłopaka od 3 lat. Jesteśmy ze sobą półtora roku, wliczając w to półroczną przerwę. Rozstaliśmy się i później znowu zeszliśmy. Mój chłopak jest ateistą. Ja zostałam wychowana w rodzinie katolickiej, ale na pewnym etapie mojego życia poprostu się pogubiłam, oboje uważaliśmy, że seks przedmałżeński nie jest czymś złym. Jednak niedawno Bóg otworzył mi oczy, zrozumiałam, że popełniam wraz z moim chłopakiem ciężki grzech. Jednak on nadal nie wierzy w Boga. Szanuje moją wiarę, powiedziałam mu ostatnio, że chcę poczekać ze współżyciem do małżeństwa. Zdziwił się i zirytował, bo przecież nigdy wcześniej nie miałam nic przeciwko, a tu nagle taka zmiana poglądów. Ale gdy już się uspokoił powiedział, że postara się to uszanować, ale nie wie czy uda mu się wytrzymać, bo to nie są jego poglądy tylko moje Oboje się kochamy, ale jest to trudna miłość też ze względu na nasze bardzo różne charaktery. Boję się, że może nam się nie uda wytrwać i, że będziemy musieli się rozstać. Codziennie modlę się o jego nawrócenie. Czy uda nam się przetrwać? Co powinnam zrobić, walczyć czy się poddać?

* * * * *

Moja Droga! To trudny temat i mimo, iż jest oczywiście możliwy udany związek między osobami o różnych poglądach to nie jest łatwo. Poczytaj proszę przede wszystkim te odp.: 69, 466, 1682, 1358, 1710. Nie musisz z nim zrywać dlatego, że jest niewierzący ale możesz dawać przykład. Musisz też zrobić założenie, że być może on nigdy nie będzie wierzący. I co wtedy? Czy dasz radę? Czy zgadzasz się na to, byś tylko Ty była tą stroną dbającą o zasady? Póki co przyjęłaś jednak najlepszą strategię - realizowania w życiu codziennym własnych wartości i zasad. Brawo za odwagę! Postawa Twojego chłopaka, reakcja na to będzie najlepszym sprawdzianem tego czy uda Wam się osiągnąć kompromis i przetrwać. Ty po prostu zachowuj się jak chrześcijanka, nie nawracając na siłę, nie przekonując tylko robiąc swoje i zachowując przykazania. Być może Twój chłopak się tym zachwyci i postanowi też tak żyć. Być może "tylko" to uszanuje i nie będzie robił problemów. A może nie wytrzyma, będzie miał pretensje i odejdzie. To będzie oznaczało, że nie daliście rady. Czekaj i rób swoje. Obserwuj. Czas jest tu sprzymierzeńcem. Nie idź na kompromisy niezgodne ze swoim sumieniem i módl się o rozeznanie - czy to ta właściwa osoba. Z Bogiem!

  lena, 21 lat
2780
30.08.2009  
Co dalej jeśli minie okres zakochania?? poznamy juz swoej wady i zalety?? czesciej sie klocimy ale dochodzinmy do kompromisow. jak zrobić żeby On nadal zabiegal i mówił czułe słowa, żeby nadal wykazywal inicjatywe, zeby tez troche czarowal a nie juz tylko proza zycia. Czy to znaczy ze juz sie doskonale poznalismy i teraz mamy sie pobrac?? nie jest nudno ale jest juz tak bez "motylkow w brzuchu". Czy to ze mija okres zakochania to naturalny okres w zwiazku?? Czy ten okres minal dlatego ze wczesniej wspolzylismy ze soba a teraz chcemy z tym zaczekac do slubu?? prosze o pomoc

* * * * *

Proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz] Na pewno fakt, że współżyliście wpłynął na to, że nie poznaliście się tak od podszewki, tak otwarcie, bo byliście zachłyśnięci cielesnością i fakt obecnej decyzji o braku współżycia powoduje, że czegoś zabrakło, że nagle zrobiła się jakaś pustka. Ale oczywiście to są pozory bo właśnie dzięki temu możecie zobaczyć tak naprawdę dlaczego się sobą zafascynowaliście, co spowodowało, że chcecie być ze sobą, zdecydować czy chcecie być razem. Teraz - kiedy nic już nie przesłania Waszych wszystkich, prawdziwych cech. O tym dlaczego warto było podjąć taka decyzję przeczytaj tutaj: [zobacz]
Oczywiście okres zakochania musi minąć i to jest naturalne, ale nie znaczy, że to coś złego, teraz bowiem właśnie jest ten okres prawdziwego sprawdzianu i możliwości miłości pełnej, prawdziwej, nie opartej tylko na emocjach. Co do tego, żeby nie było nudno ani szaro przeczytaj proszę odp. nr: 255, 498, 566, 773 o tym jak pielęgnować miłość. Polecam także artykuły o wzajemnych oczekiwaniach w związku: [zobacz], [zobacz]
A żeby podjąć decyzję o ślubie zapraszam na "Wieczory dla zakochanych", szczegółowe informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  K., 20 lat
2779
29.08.2009  
Podobno miłość to nie zakochanie itd. Że uczucie bez tych różowych okularów na nosie jest wówczas pełniejsze, glębsze i bardziej wartościowe. Ok, ale czy to źle, że każdy chce jednak przeżyć w życiu tę magiczną miłość, która zaczyna się przez etap zakochania, radosnego ogłupienia itp? To jednak na jakiś czas pozwala być beztrosko szczęśliwym. Czemu mam się cieszyć, że znalazłam kogoś fajnego na swojej drodze, przyzwoitą partię, która zapewni mi bezpieczeństwo, z którą nawet dobrze się rozuiem i w ogóle, ale jednak nic do tego kogoś nie czuję? Nie chcę, żeby mnie dotykał nawet palcem i nei sprawia mi radości fakt, że go zobaczę. Nie chce mi się po prostu z nim być, nie czuję żadnego pragnienia spędzenia z nim życia. Jednak gdy byłam zakochana kiedyś w pewnym chłopaku, to byłam czysto szczęśliwa mogąc z nim być... I wiem, że to uczucie niesamowite. Nie rozumiem tego. Chcę miłości prawdziwej, ale chcę najpierw jeszcze przeżyć z kimś te cudowne chwili wzajemnej fascynacji sobą, o prócz serca mam też rozum i wiem, że to się kiedyś skończy, ale i tak chcę to przeżyć, tym razem odwzajemnione. czy to źle?

* * * * *

Oczywiście, że nie jest to złe natomiast chodzi o to, że samo zakochanie nie może trwać całe życie i na samych uczuciach niczego solidnego się nie zbuduje. To co Ty opisujesz to nie miłość tylko pewne nawet wyrachowanie - spotkanie dobrej partii. Jeśli nie masz ochoty tego kogoś widzieć, nie chcesz by Cię dotykał itp. to absolutnie nie jest miłość. Miłość to stan, w którym bardzo chcemy być z daną osobą, nawet pomimo braku (lub już po takim etapie) samych uczuć i emocji. Pragnienie tych emocji jest naturalne, pewnie, że każdy chciałby to przeżyć. Jednak nie można pragnąć TYLKO tego, bez głębszego aspektu - bez pragnienia dobra, dbania o kogoś, pomagania sobie, możliwości polegania na kimś. Także sam fakt, że ktoś nie przeżył etapu zakochania nie przekreśla możliwości stworzenia związku, ale nie na takiej zasadzie o której Ty piszesz. Nie chodzi o to, by znaleźć kogoś, kto jest "porządny" ale nic do niego nie czujemy, nie podoba nam się, może nawet jest dobrym kolegą ale absolutnie nie chcemy z nim spędzić życia. Chodzi o to, by poznając kogoś tak się nim zachwycić, żeby właśnie pragnąć jego obecności - i to jest miłość, bez względu na to czy towarzyszą temu bardzo silne emocje czy nie. Jak sama piszesz byłaś kiedyś zakochana i był to cudowny stan. Ale dlaczego ta relacja nie przetrwała? Czego w niej zabrakło? Może właśnie dalszego ciągu i tego fundamentu? Polecam Ci także odp. nr: 201, 646, 1120 i ten artykuł: [zobacz] Z Bogiem!

  Dziewczyna, 18 lat
2778
28.08.2009  
Szczęść Boże, moja poprzednia wiadomość 2735... otóz dowiedziałam sie, że chłopak ten ma przyjaciółkę, której mówi, że będą ciągle przyjaciółmi, ale ona powiedziała mojej koleżance, że ona cos do niego czuje i że on do nie też, tylko, że te gadki, że będą przyjaciółmi... i tak sama nie wiem co robić... od czasu jak zaproponowałam mu jakąś wycieczke rowerową już do niego nie pisałam... byłam na koncercie jego chóru wczoraj i jak mnie widział to był speszony, ale ja nie byłam tam tylko z jego powodu(chodzi mi o koncert)... i tak jak sobie go odpóściłam, bo nie chciałam przeszkadzać w jakikolwiek sposób tej dziewczynie, tak jak go zobaczyłam, znów sobie uświadomiłam, że mi na nim zależy... i już sama nie wiem co robic... jak sie zachowywać, zwłaszcza, że za niedługo rozpocznie sie szkoła i bede sie z nim częsciej widziec... a znów odwagi mi brak...
Pozdrawiam ;) Z Panem Bogiem :)


* * * * *

Możesz jeszcze spróbować kilka razy o coś go zagadnąć np. pochwalić koncert, poprosić o pomoc lub poradę w czymś na czym on się zna, próbować coś pożyczyć itp. Ale jeśli i te próby nie dadzą efektu to należy jednoznacznie uznać, że z jakichś względów nie chce bliższej znajomości z Tobą. Z jakiej - nie wiem, może faktycznie jest zainteresowany tą dziewczyną tylko jest nieśmiały a może też być tak, że zastanawia się nad swoim powołaniem i np. myśli o seminarium - stąd te słowa o przyjaźni. Może być i tak. Z Bogiem!

  xxx, xx lat
2777
27.08.2009  
Witam Panią,
Piszę ten list od paru dni..
Jestem z chłopakiem w związku od kilku lat. Jestem już prawie pewna, że nigdy nie będę z nim do końca szczęśliwa. Że tak naprawdę to wciąż jestem z nim, bo on nalega. Sama nie czuję pełni radości. Nic z siebie nie daję. Nie staję się przy nim lepsza, ale przeciwnie… obojętnieję, staję się egoistką, tylko biorę i jeszcze narzekam.. Nie rozumiem tego, ale jemu wciąż zależy, żeby to podtrzymywać. Całkiem się przy mnie zatracił. A ja już nie chcę próbować. Jestem tylko zdenerwowana, że to tak długo trwa, zła na siebie, że nie potrafię kategorycznie zerwać.
Jest jeszcze problem poboczny, który właściwie sam się rozwiązał. Od paru miesięcy mam lepszy kontakt z jego przyjacielem. Jakiś czas temu pocałowaliśmy się. Następnego dnia wyznaliśmy sobie, że jesteśmy w sobie zakochani i że tak nie można.. Powiedział, że nie powinien był nigdy tego robić i że więcej nie powinniśmy się spotykać. Zgodziłam się. Nie widzieliśmy się od tamtej pory.
Chłopak oczywiście się określił i nie zamierzam mu się narzucać, choć nie ukrywam, że jest w nim wiele cech, których próżno szukać u mojego chłopaka. Niestety, naprawdę się w nim zakochałam.
Mój chłopak, z kolei, choć dobry, uczciwy i lojalny, przestał mnie interesować. Nie chcę go już poznawać. Potwornie się z tym czuję.
Widzę tylko jedno wyjście z tej sytuacji: przestać się spotykać z obojgiem. Bo sama przyjaźń z chłopakiem będzie podtrzymywać jego nadzieję i narazi mnie na kontakty z jego przyjacielem. Zresztą on pewnie nie zechce samej przyjaźni.. Bardzo Panią proszę o jakieś dobre słowo, odpowiedź. Co Pani myśli o tym. Pozdrawiam słonecznie.


* * * * *

Masz właściwie rację. Przede wszystkim powinnaś zakończyć relację z obecnym chłopakiem i na razie nie spotykać się z tamtym, tylko na trzeźwo i spokojnie ocenić dlaczego tak się stało, czego zabrakło, co było nie tak. Natomiast zrywać kontaktu z tamtym nie musisz, porozmawiaj tylko z nim poważnie i powiedz, że potrzebujesz czasu. Rozumiem, że on nie chce się spotykać teraz, bo póki co masz chłopaka i w dodatku jest to jego przyjaciel, więc chce być uczciwy. Ale pewnie to jedyny powód, więc zrobił to wbrew sobie, z uczciwości. Być może jednak będziecie mogli stworzyć związek, bo coś zdecydowało, że zainteresowaliście się sobą. Może właśnie to "ten"? Nie warto tracić szansy. Jednak póki co musicie mieć czyste konto a Ty powinnaś uczciwie doprowadzić sprawy do końca. Nie zwlekaj i nie rób obecnemu chłopakowi nadziei. Oczywiście zgadzam się, że przyjaźń z nim to zły pomysł, rozstanie musi być naprawdę konkretne gdyż inaczej zawsze ktoś będzie niepotrzebnie liczył na coś więcej, pisałam o tym tutaj: 7, 1561, 1571. Przeczytaj też te odp.: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563 o rozstaniu. Nie wiń się zbytnio, może tak właśnie miało być, może tą drogą miałaś poznać swojego przyszłego męża? Ważne, że to wszystko zrozumiałaś, nie każdy związek przecież musi doprowadzić do ślubu, po to jest czas chodzenia ze sobą, by się poznać i zdecydować. Czasem jest to decyzja na "nie". Daj sobie czas, poukładaj wszystko i niekoniecznie zrywaj tę drugą relację, bo w sumie dlaczego? Z Bogiem!

  dorota, 24 lat
2776
25.08.2009  
Mam takie krótkie pytanie, na które nie usłyszałam jeszcze nigdy jednoznacznej odpowiedzi, Czy całowanie się jest grzechem?

* * * * *

A ja tak wiele razy o tym pisałam. To zależy - kogo całujesz, w jakich okolicznościach, kim ta osoba jest dla Ciebie, w jakiej jesteście relacji, jakiego rodzaju to pocałunek. Inaczej ocenia się pocałunek narzeczonych, inaczej małolatów, którzy całują się z nudów albo dlatego, że wydaje im się, że jak się ze sobą chodzi to trzeba. Absolutnie nie trzeba i nie warto całować się za wcześnie, tylko dopiero wtedy gdy relacja jest już dojrzała, traktujemy się poważnie, myślimy o małżeństwie, jeśli dany gest nas zbliża, ubogaca, a nie zubaża i powoduje wyrzuty sumienia. Generalnie sprawdzianem czy jest to dobre czy nie jest samopoczucie. Jeśli moglibyście natychmiast po pocałunku przystąpić do Komunii św. nie czując wyrzutów sumienia to przypuszczalnie jest to dobre, zbliżające. Ale jeśli nie, jeśli zastanawiasz się to nie. Lepiej zawsze zrobić mniej, relacja na tym nie ucierpi niż za dużo. I niech to będzie wyznacznikiem na przyszłość. Poza tym zawsze w razie wątpliwości warto zapytać spowiednika. Z Bogiem!

  Aśka, 21 lat
2775
25.08.2009  
Witam. Mam przyjaciela za granicą. Pracuje tam już dłuższy okres czasu. Zawsze im na nim zależało bardzo w sensie chłopaka. Ale odkąd wyjechał nasze kontakty stały się rzadsze... On ma tam inny świat, pracę, swoje zycie, ale ja za nim tęksnię... I mi na nim bardzo zależy. Czy kilka rozmów na gg w miesiącu to wystarczająco by na razie podtrzymać nasz kontakt, żeby całkowicie o sobie nie zapomnieć i dawać mu tak do zrozumienia że jest kimś ważnym dla mnie? Czy warto to w ogóle podtrzymywać skoro on ma tam swój świat i nie wiadomo czy jescze mu zależy na kontaktach z Polską? Wiem, że na stałe tam imeszkać nie chce. Dla mnie związek na odległość, gdyby odwzajemnił moje uczucie nie jest problemem... Wiem z czym to się wiąże i jak o to dbać. Ale jak pokazać komuś że jest wyjątkowy jeśli jest tak daleko i nie ma możliwości tak częstego kontaktu? Pozdrawiam.

* * * * *

No ale przed wyjazdem byliście razem czy nie? Jeśli tak to o miłości na odległość poczytaj w odp. nr: 97, 120, 112, 132, 278, 620, 864, 2121. Ale jeśli on Ci się podoba i to Ty chcesz, byście byli razem ale on niczego nie deklarował to z pewnością taka odległość nawiązaniu bliższej relacji nie służy. On wyjeżdżając wybrał jakiś priorytet. Rozmowy na gg są tylko kontaktami towarzyskimi. Poza tym to on musiałby wyjść z inicjatywą - mając pewność, że wróci i tutaj będziecie mogli tworzyć coś wspólnie. Gdy on nie wykazuje takiej inicjatywy to odradzałabym angażowanie się uczuciowe w taką niewiadomą. A może on nie wróci nigdy albo za kilka lat? A może tam kogoś pozna? A może w ogóle nie bierze Ciebie pod uwagę jako dziewczyny? Zbyt duża odległość i zbyt mało okazji by próbować moim zdaniem. Z Bogiem!

  Agata, 22 lat
2774
23.08.2009  
Mam problem. Mój chłopak przyznał mi się, że kilka razy w zyciu uprawiał sex przez internet z obcymi dziewczynami :((( Jeden raz nawet dość niedługo zanim zaczęlismy byc razem. Wiem ze on tego żaluje, brzydzi się, ale ja nie rozumiem! nie umiem sie z tym pogodzić, zawsze myslałam ze tylko jacyś zboczeńcy tak postępują :( nie wiem jak mógł:(

* * * * *

Ale jak można uprawiać sex przez internet? Chodzi o to, ze oglądał strony pornograficzne, flirtował przez komunikator? Jeśli on żałuje, jeśli się przyznał to znaczy, że jest wobec Ciebie uczciwy i chce się zmienić. Jeśli się wyspowiadał, ma ochotę cofnąć czas i to się już nie powtarza to warto dać mu szansę. Być może był to błąd młodości, jakaś ciekawość. Nie można przez coś takiego kogoś skreślać - jeśli ktoś autentycznie żałuje. Polecam Ci poczytanie odp. nr: 616, 961, 1070, 1819 tam pisałam jak radzić sobie z faktem, że ukochana osoba nie dochowała czystości, to zbliżony temat. Jeśli potrafisz - przebacz - jeśli Ci na nim zależy i jeśli on teraz swoim zachowaniem okazuje Ci szacunek. To co już było może być też dobrą szkołą na przyszłość. Musisz ochłonąć, przemyśleć i obserwować jego zachowanie teraz. Z Bogiem!

  Ola, 18 lat
2773
23.08.2009  
Mój chłopak kiedyś miał poważny problem z masturbacją. Rozmawialiśmy o tym, chcemy żyć w czystości, stwierdziliśmy, że warto na siebie uważać.. Zastanawiam się, jak oprócz modlitwy mogę mu jeszcze pomóc, tzn. żeby jakoś go nie pobudzić, żeby nie miał okazji..
Pozdrawiam.


* * * * *

Polecam Wam oboju ten artykuł: [zobacz] tam jest mowa o tym dlaczego warto żyć w czystości i czemu to służy. To powinno go zmotywować. A to co Ty możesz robić to oczywiście uważanie na to jak się ubierasz i jak oboje się zachowujecie. Odradzam naturalnie siedzenie na kolanach u chłopaka czy mocne pocałunki. A reszta - no po prostu w granicach rozsądku i poproś go, by zawsze Ci mówił jeśli coś na niego zbyt mocno podziała. Tobie ciężko jest się przecież czasem domyśleć a on najlepiej wie jak się z czymś czuje. No i naturalnie polecam na początek randki wspólną, krótką modlitwę m.in. w intencji czystości. Ty też możesz sama za niego się modlić. Z Bogiem!

  sara, 29 lat
2772
22.08.2009  
Witam mam problem jestem z facetem od 10 lat bardzo sie kochalismy bynajmniej ja ale on tez nigdy nie dał mi odczuc ze jes inaczej nagle sie okazało ze on mnie zdradza z dziewczyną o 17 lat młodszą trwa to ok 2 miesiecy choc dowidziałam sie o tym nie poyrafie go znienawidzic nawet jestem wstanie jemu wybaczyc lecz on nie chce bo twierdzi ze zraniłmnie i nie potrafi spojzec mi w twarz Czy zemną jest cos nie tak ze nie potrafie przestac go kochac ze nadal chce walczyc o nas Co mam robic prosze o odp.pozdrawiam

* * * * *

Nie musisz go znienawidzić, bo co to da? Pytanie natomiast jakie powinnaś mu zadać jest takie czy on chce być z Tobą czy z tamtą dziewczyną. Bo jego zachowanie wskazuje na to, że on po prostu nie chce być dłużej w związku z Tobą i szuka wymówki. Jeśli kochałby Cię naprawdę to by Cię błagał o wybaczenie i chciał wrócić. Dlaczego nie chce nawet w sytuacji kiedy Ty mu wybaczasz taką rzecz? To jest zastanawiające. Powinniście szczerze bez obwijania w bawełnę porozmawiać. On musi się określić i nie trzymać Cię w niepewności. Bo można wybaczyć jeśli ktoś tego wybaczenia pragnie i go przyjmuje, a on tego wyraźnie nie chce. Porozmawiaj z nim i przemyśl to wszystko. Z Bogiem!

  Gosia, 22 lat
2771
22.08.2009  
Witam

Od pewnego czasu mam problem z praktykowaniem swojej wiary co jest związane z traumatycznymi przeżyciami ostatnich lat.
Jednak, gdy pojawia się problem, próbuje znależć rozwiąznie opierając się na nauczaniu Kościoła. Odwiedzając ten portal nie przypuszczałam jednak, że kiedykolwiek tu napiszę, ale poczułam się naprawdę bezradna.
Mianowicie, parę dni temu szczerze porozmawiałam ze swoim bardzo dobrym Kolegą(jesteśmy w podobnym wieku). Zszokowało mnie, bo po roku znajomości powiedział mi, że jest homoseksualistą.Jego rodzice nic o tym nie wiedzą, a On przyznał się do tego tylko kilku swoim przyjaciołom.Teraz przez internet szuka partnera do stworzenia związku. Jego rodzice nic o tym nie wiedzą, a On przyznał się do tego tylko kilku swoim przyjaciołom. Poza tym nie chce mieć nic wspólnego z Kościołem. Swojej orientacji nie chciałby zmienić bo wg Niego to niemożliwe. Powiedział mi też, że nie czuje się nieszczęśliwy.
Ja mam mętlik w głowie. Na pewno moje relacje z Nim się nie zmienią, ale bardzo bym Mu chciała pomóc.Tylko nie wiem jak. I czy w ogóle miałoby to jakiś sens.
Proszę i z góry dziękuję za odpowiedź.
Pozdrawiam


* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 140, 143, 155, 1797, 2129 tam pisałam o tym co można poradzić i zaproponować takim osobom. Przede wszystkim skieruj go na stronę www.odwaga.oaza.pl Mimo, iż nie chce mieć nic wspólnego z Kościołem niech tam zajrzy i przynajmniej pozna fakty. Rozmawiaj z nim normalnie, ale tak by nie czuł się "rozgrzeszony", Ty masz prawo nie akceptować jego wyboru nie przekreślając jego jako osoby. To nieprawda, że nie da się z tego wyjść. Dowodem tego jest wspaniała książka biograficzna Alana Medingera "Podróż ku pełni męskości" - która możesz mu podarować lub polecić. Z Bogiem!

  Agnieszka, 23 lat
2770
22.08.2009  
Są wakacje i czasem mój chłopak przyjeżdza do mnie na kilka dni. Spi w osobnym pokoju. Czasem jeździmy na jakies jednodniowe wycieczki. Moja rodzina bardzo go polubiła. Nie wiem czy tak powinno być przed ślubem ale ten czas spędzany razem u mnie w domu bardzo nas przybliża. Taka codzienność, w której mogę na niego liczyć, chociaz kady tez ma swoje sprawy. Ustaliliśmy że on robi i będzie robił w małżeństwie dla mnie sniadania. Ja jakoś nigdy nie mogę zmusić się do zjedzenia czegoś rano, a wiem ze to niezdrowe i on o to dba i widzę ze sprawia mu to radość. Bo zrobienie kanapek ani jajecznicy nie przerasta jego sił a napawa dumą i motywuje do nowych działań:) Albo jak mam duzy obiad do przygotowania, sprzątanie, zakupy- wiem, ze zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Wiem, że zajmie się mną doskonale w ciązy i kiedy pojawi się dziecko. Tak łatwiej mi się żyje, dzięki niemu. Też na studiach, kiedy odwiedza mnie w akademiku. Wiem ze kupi leki, jak zachoruję, zrobi jakiś prosty obiad ki edy ja mam dużo nauki i mi przywiezie. Ale to nie było tak od początku, musiał nauczyć się o mnie dbać a ja zawsze od niego wymagałam. On jest teraz szczęsliwy ze go potrzebuję i że mi może pomagać. Tak mi dobrze, łatwiej, dużo rozmawiamy, chodzimy do kościoła, modlimy się przed posiłkami. Są też kłótnie, trudne rozmowy ale zakończone zgodą dają dużo satysfakcji. Czy to wystarczy? Mi sie wydaje że już niczego nie potrzebuję, oczywiscie ze ciągle sie siebie uczymy i jakoś rozwijamy nasz związek, ale już mogłabym za niego wyjść.. Czasem się tylko boję, że co jak on się zmieni kiedyś, bo różnie z ludźmi jest. ale z drugiej strony wiem, ze on ma ciągłą potrzebę stawania się lepszym, że chce budować miłośc a nie czeka na gotowe. Sama się dziwie swojej pewności, spokojowi i temu że taka pewna jestem w tej spokojnej miłości, w której nigdy nie było zakochania ale nie brakuje pięknych chwil. Tak często patrzę na niego ze łzami w oczach i wdzięcznością dla Boga. Czy tak powinnam czuć ? Czy taka jest miłość?

* * * * *

Tak, taka jest miłość. Oczywiście, że nie można zagwarantować, że ktoś się nie zmieni, bo to niemożliwe. I chyba nawet nie o to chodzi, bo brak zmian to też stagnacja, to znaczy, że ktoś "osiadł na laurach" i do niczego nie dąży. W związku nie jest najważniejsze jaki ktoś jest ale jak się zmienia. Oczywiście na lepsze - a tak jest jak piszesz w Twoim przypadku. To bardzo dobrze rokuje na przyszłość. Brak gwałtownych emocji nie sprawia, że miłość jest mniejsza, wprost przeciwnie - świadczy o miłości dojrzałej i ugruntowanej. Gratuluję Wam takiej relacji i zapraszam wobec tego na "Wieczory dla zakochanych" gdzie ostatecznie będziecie mogli utwierdzić się w swojej decyzji. Szczegóły tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  Ania, 14 lat
2769
21.08.2009  
Może na początku się przedstawię. Otóż mam na imię Ania i mam 14 lat. Mój problem dotyczy mojego aktualnego chłopaka, który jest ode mnie o dwa lata starszy. Ale problem wcale nie tkwi tutaj... otóż jest on ode mnie niższy o jakieś 5-6cm. Wiem, że to może dla niektórych błahostka, ale ja osobiście jakoś głupio się z tym czuję ;/ Niektórzy się śmieją, że jest prawie o głowę niższy ode mnie, ale ja na to nie mogę przecież nic poradzić...jak staniemy obok siebie to komicznie to wygląda...poza tym ja naprawdę jestem wysoka, wszyscy mi to mówią, nawet chodzę na siatkę (mam prawie 178! ). Moi rodzicie tez twierdzą, że jeśli znajdę kiedyś chłopaka (obecnie nie wiedzą, że chodzę z M.) to chcą, żeby był wyższy ode mnie, przystojny i w ogóle...I co ja mam zrobić? Z jednej strony coś do niego czuję... poza tym wiem, że on mnie bardzo kocha( kiedyś nawet omal nie stracił życia przeze mnie, a wszystko przez to, bo chciał mnie uratować..i to zresztą nie pierwszy raz...) Wiele razy udowodnił jak mnie kocha, nie jesteśmy ze sobą długo, bo dopiero niedawno do niego wróciłam (rozstaliśmy się w grudniu) ale on nadal mnie przez ten cały czas kochał i na mnie czekał, miał nadzieję..teraz jest ze mną bardzo szczęśliwy jak do niego wróciłam, tylko, że teraz nie wiem czy i ja jestem z nim do końca szczęśliwa.. Bardzo proszę o jakąś poradę, bo naprawdę nie wiem co mam zrobić, z góry pięknie dziękuję. Pozdrawiam i Szczęść Boże :)

* * * * *

No ale jeśli on ma 16 lat to jeszcze jest szansa, że urośnie! - to po pierwsze.
A po drugie: rozumiem, że to może być dla Ciebie problem. Ale widzisz, jest to taka rzecz, która jest od niego niezależna. Więc nie można do niego czuć żalu ani mieć pretensji - to przecież wiesz. A zatem - choć to trudne - należy ten fakt po prostu zaakceptować - jak każdą rzecz jeśli nie ma innego wyjścia. Pomyśl sobie o nim w różnych aspektach i pomyśl co zdecydowało, że z nim jesteś. Jeśli pod innymi, ważnymi względami on Ci odpowiada to byłoby zbyt okrutne żeby się rozstawać z powodu kilku centymetrów, prawda? A skoro tak to należy być pewnym siebie, nie wstydzić się i nie tłumaczyć nikomu, bo Wy macie prawo być razem i nikomu nic do tego. Nawet rodzice nie mają prawa z tego tytułu robić wymówek Tobie ani jemu. Jest to jakiś trud, który Was spotkał i który musicie nieść razem - jeśli chcecie razem być. I jeszcze jedno: nigdy mu tego nie wypominaj ani nie traktuj jako nieszczęście. Dowartościowuj go w innych sferach, mów jaki jest silny, mądry, zaradny, odważny. Bo pewnie taki jest prawda? Więc mów o tych pozytywnych jego stronach - jemu i innym - z dumą, że masz takiego chłopaka. To w jakim świetle go przedstawisz będzie rzutowało na jego odbiór przez innych. Jeśli Ty nie będziesz się wstydzić - to inni też inaczej spojrzą, on będzie się czuł dobrze i pewnie a i Ty przestaniesz to spostrzegać jako wadę. Przestanie Ci to przeszkadzać i będziesz z niego dumna. I o to chodzi, odwagi! Z Bogiem!

  Lenka, 20 lat
2768
20.08.2009  
Mam poważne zmartwienie... Oświadczył mi się chłopak po krótkim czasie znajomości. Różnie było między nami, źle zaczęliśmy znajomość, ale teraz powoli jakoś odbudowywaliśmy znajomość, to co zniszczyliśmy no i właśnie on, on oświadczył się... Dlatego, żebym widziała, że on traktuje mnie poważnie, nie kazał odpowiadać w tym momencie, ale chce bym wiedziała, że czeka na mnie. Byłam tak w szoku i nie wiem chyba nawet zła, że oddałam mu pierścionek. Nie zdążyliśmy sobie wyjaśnić wiele bo on musiał już wyjeżdzać. On jest fajnym facetem i nie wiem czy w przyszłości nie myślałabym o małżeństwie z nim, ale to po czasie, gdy dojrzeje, gdy się lepiej poznamy... A On tą odmowę potraktował chyba jako koniec znajomości. Ja nie umiałam jednak przyjąć pierścionka i zastanawiać się, bo dał mi czas, oddałam go, ale to nie znaczy, że chcę kończyć znajomość, choć nie jestem pewna, że chce z nim być. Dodam jeszcze, że ja mam 20 lat, zaczynam dopiero drugi rok studiów, on jest sporo starszy, mieszka za granicą (ma taką pracę, że przez 5 miesięcy mógł by ewentualnie być w kraju). Wiem, że wydaje się to wszystko być dziwne, jego zachowanie, ale tu nie miejsce by wszystko tłumaczyć i pisać o nim, o jego zyciu i o tym co może powodować takie zachowanie itp. Proszę jednak w miarę możliwości o poradę, nie wiem co robić...

* * * * *

No przede wszystkim musisz być w zgodzie ze sobą, ze swoimi uczuciami. Nie możesz robić czegoś na siłę, dlatego, by komuś nie zrobić przykrości lub dlatego, że tak wypada. Moim zdaniem zachowałaś się słusznie - nie mogłaś przecież podjąć tak ważnej, kluczowej, życiowej decyzji pochopnie. Tym bardziej, że on Cię zaskoczył, że zrobił to za szybko, naciskając i nie pozwalając dojrzeć do tego etapu. Problem między Wami prawdopodobnie polega na tym, że nie jesteście na tym samym etapie - on jako starszy dąży już do stabilizacji ale nie bierze pod uwagę, że Ty jesteś młoda, nie musisz jeszcze myśleć o małżeństwie. Poza tym niekoniecznie wiesz już nawet czy chcesz z nim być w związku a co dopiero wychodzić za mąż. Masz do tego prawo i nie czuj się winna. Mechanizm, który tu zadziałał opisałam częściowo w tym artykule: [zobacz] Wprawdzie tam głównie piszę o wyznawaniu miłości ale chodzi o pewien schemat działania, poczytaj proszę a wiele zrozumiesz. Chłopaka poproś o czas i powiedz mu to wszystko co ja Ci tu piszę - o tym pospieszeniu się przez niego, o Twojej niegotowości na małżeństwo, o byciu na różnych etapach. Jeśli Cię kocha to zrozumie. Może on nie wie, że to tak jest ale jeśli mu na Tobie zależy to poczeka i uszanuje. Rozumiem to, że oddałaś mu pierścionek - na jakich zasadach miałabyś go nosić skoro nie zaręczyliście się? To on popełnił błąd kupując Ci go a nie upewniając się jak byłoby to przyjęte. On musi pomyśleć przede wszystkim teraz o Tobie - jest za to odpowiedzialny jako mężczyzna i jako starszy. To on Cię wystraszył i trochę zraził do siebie i on powinien to naprawić. Poczytaj, pomyśl. Nie win się i bądź dobrej myśli - jeśli to jest ten właściwy człowiek to dojdziecie do porozumienia i będziecie razem. A jeśli nie, jeśli on uniesie się honorem, nie będzie chciał zrozumieć - to widocznie jeszcze nie ten, widocznie jeszcze nie jesteście gotowi na małżeństwo. Z Bogiem!

  Lily, 20 lat
2767
18.08.2009  
Chciałam o czymś opowiedzieć i się poradzić... jak widzę te wszystkie fora, na których młodzi chłopcy w wieku około 20 lat ubolewają nad tym, że są prawiczkami i inni przekonują ich , że czas najwyższy zacząć, to zastanawiam się czy naprawdę warto utrzymywać czystość, skoro wkrótce nie będzie dla kogo? 20-letnia dziewica i 20-letni prawiczek to coś tak niespotykanego jak śnieg w lecie... I smuci mnie to, że prawdopodobieństwo że trafię na czystego chłopaka w życiu jest coraz mniejsze, im starsza jestem... Boję się że się zakocham w kimś, kto potem mi wyzna że już nieraz w życiu "sobie używał" a ja nie będę miała siły, by mu to przebaczyć...:( Będzie tak bolało, że nie będę w stanie...:( Pozdrawiam.

* * * * *

Tylko widzisz, prawda jest taka, że ci chłopcy w większości tylko się przechwalają. Pytałam nawet męża w tej kwestii i stwierdził jednoznacznie, że są to tylko męskie przechwałki nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Nie wierz zatem tym co piszą, Internet jest miejscem gdzie każdy może napisać wszystko i nikt tego przecież nie sprawdzi. Nie wiesz nawet tak naprawdę kto to pisze, jakiej jest płci i w jakim wieku. Poza tym pytanie na jakich forach to czytasz? Bo chyba nie na katolickich? A zatem może nie trafiłaś też we właściwe miejsce.
Powiem Ci z doświadczenia, że tak naprawdę chłopcy bardzo cenią dziewczyny, które dochowały czystości i z badań przeprowadzonych wśród nich wynika, że prawie każdy chłopak marzy o tym by jego wybranka była dziewicą. Jeśli masz wątpliwości poczytaj proszę pytania o dziewictwo z tego działu - z pytań nadsyłanych do mnie przez chłopców wynika, iż właśnie fakt, że dziewczyna nie jest już dziewicą jest dla nich bolesny i czasami nie mogą sobie z nim poradzić. Mało tego - są to chłopcy, którzy właśnie czystości dochowali. Uwierz, jest ich bardzo dużo we współczesnym świecie (nawet jeśli głoszą co innego - by pokazać wśród kumpli jacy to oni są zdobywcy). A dlaczego WARTO czystość zachować? Poczytaj o tym proszę w tym artykule: [zobacz]
Uspokoisz się, że jednak warto czekać i warto oczekiwać też tego od chłopaka z którym się spotykasz. A co wieku to powiem Ci, że my pobraliśmy się w wieku 30 lat i mimo wszystko czekaliśmy na siebie, więc da się i się zdarza. A ludzi o podobnych poglądach możesz poznać np. dziale Źródełko na tej stronie. Z Bogiem!

  Karolina, 20 lat
2766
17.08.2009  
Witam. Znam od kilu lat chłopaka. od zawsze coś do niego czułam. Kilka miesięcy temu wyjechał za granicę. I nie wie, na jak długo. Tęsknię za nim , myślę o nim.Zależy mi na nim strasznie. Jest moją bratnią duszą, tego jestem pewna. I w sumie tylko tego. Mogłabym za nim czekać, nawet znosić trudy związku na odległość. Ale jak mogę to zrobić, skoro on sie w sumie tam zamknął w swoim świecie. Ma pracę, swoje życie. Odzywamy się do siebie (gg, smsy, telefony), ale i tak za mało, by stworzyć więź, zbudować coś co mogłoby byc chociaż zaczątkiem miłości. Mimo że dawno się nie widzieliśmy, nie przeszkadza mi to w marzeniu o byciu z nim... Ale czy to ma sens? wszyscy mówią, że powinnam się rozejrzeć za kimś dokoła, a o nim zapomnieć. Ale czy tak się robi, postępuje wbrew swemu sercu, temu co sie czuje, na siłe zapomina... Może jednak jest jakaś nadzieja, może warto czekać. Nie wiem:/ Pozdrawiam.

* * * * *

Rozumiem, że nie byliście parą tylko on Ci się podoba, tak? Jeśli tak się odizolował to znaczy, że nie chce bliższej relacji z Tobą. Chce stworzyć sobie sam swój świat właśnie tam. Świadczy o tym choćby nieokreślony czas na który tam pojechał. Wygląda na to, że nie traktuje Cię poważnie, tzn. jak kogoś z kim chciałby być. Co w takiej sytuacji? Znajomi mają rację. Bo można czekać na kogoś, znosić odległość ale gdy ma się podstawy by sądzić, że będzie się razem, gdy obie strony chcą być ze sobą. A w takiej sytuacji nie wiadomo na co miałabyś czekać. Nawet gdyby on wrócił to przecież nie jest to miłość odwzajemniona. Gdyby był Tobą zainteresowany to dużo wcześniej zacząłby działać. Każdy ma wolną wolę i on nie musi chcieć być z Tobą. Wiem, że to dla Ciebie smutne ale niestety, uważam, że lepiej nie żyć złudzeniami i nie tracić czasu. Powinnaś pomału faktycznie próbować zapominać, o tym jak to zrobić pisałam w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Tak naprawdę jego nieobecność będzie temu sprzyjać. No przykro mi, ale prognozy tu nie są optymistyczne. Trzymaj się i czekaj na swoją prawdziwą, realną miłość. Z Bogiem!

  Ewa, 29 lat
2765
15.08.2009  
Prawie od pięciu lat, czekam na proces unieważnienia małżeństwa. Mężczyzna, z którym wzięłam ślub, jakieś osiem lat temu, okazał się nieodpowiedzialnym, niemyślącym o założeniu rodziny człowiekiem, który mnie bił. Po rozstaniu z nim, przez pewien czas byłam sama. Prawie trzy lata temu poznałam chłopaka, oboje mamy nadzieję spędzić resztę życia razem. Czuję, że to on jest tym, na którego czekałam. Oboje jesteśmy religijni, w każdą niedzielę chodzimy do kościoła. Problem polega na tym, że nie możemy być razem, w pełnym znaczeniu tego słowa, bo ja nie otrzymałam jeszcze unieważnienia ślubu kościelnego. Nie wiem, czy w ogóle dostanę to unieważnienie, a z byłym mężem nic mnie już nie łączy (nawet dzieci nie mieliśmy). Tak bardzo chcę mieć szansę na nowe życie, z ukochaną osobą. Niedługo skończę 30 lat, pragnę założyć szczęśliwą rodzinę. Dlaczego Bóg nie pozwala?

* * * * *

Skąd wiesz, że nie pozwala? Jeśli są podstawy to otrzymasz stwierdzenie nieważności.
Ewo! Bóg nie narzucił Ci Twojego męża, Ty sama za niego wyszłaś. Być może nie widziałaś pewnych rzeczy, być może myślałaś, że mimo wszystko jakoś to będzie, a może było i tak, że tego nie dało się zobaczyć lub on tak dobrze się kamuflował.
Przecież jeśli tak było faktycznie, jeśli ten człowiek nie był dojrzały do małżeństwa to otrzymasz stwierdzenie nieważności. Dziwi mnie tylko to, że tak długo to trwa. Interweniujesz w tej sprawie? Może jest skomplikowana?
Jednak tak czy inaczej dopóki jednak jesteś żoną nie możesz wiązać się z nikim innym, wiesz o tym. Bóg wie jak cierpisz i zna Twoje serce. Jeśli ta miłość jest prawdziwa i a Twoje małżeństwo rzeczywiście nieważne to przetrwa i będziecie razem. A póki co próbowałabym przyspieszać proces. Z Bogiem!

  Aneta, 26 lat
2764
15.08.2009  
Mam problem w zyciu i pecha zawsze jak znajde chlopka to moja randka trwa dwa dni a potem on nie chca ze mna zobaczyc bo jestem taka latwa i kazdy mi mowi ze nigdy nie znajde milosci swojego zycia a przeciez ja chce z kis pojsc do kina pochodzisz gdzies na ostaniej randce chlopak mi powiedzial ze wraca do swojej dziewczyny dawnej bo nie bedzie sie zadal dziewczyna ktora nigdy niemiala chlopka.Czasami sobie mysle ze jestem brzydka i glupia i ze nigdy kogos pozadnego nie znajde ze stane stara panna.

* * * * *

O co chodzi z ta łatwością? Zbyt szybko zgadzasz się na pewne rzeczy, zbyt szubko wyznajesz uczucia? Szukaj w kręgach, o których wiesz, że są wartościowe, w których nikt Ci tak nie powie. Widocznie faktycznie pechowo trafiałaś jeśli spotykałaś się z takim brakiem kultury. Polecam Ci, wpisz w tym dziale: [zobacz] i tą stronę: www.dla-samotnych.pl Z Bogiem!

  Ania, 29 lat
2763
14.08.2009  
Witam!Mój problem polega na tym,że mężczyzna , którego bardzo kocham jest rozwodnikiem, a dodatkowo jesteśmy spokrewnieni (Jego mama i mój dziadek byli rodzeństwem)...czy można tu mówic o szansie na piękną miłośc i małżeństwo?W tej chwili zrobiłam krok do tyłu, mówiąc mu, że nie możemy byc razem właśnie z powodu tych przeszkód.Ale czy rzeczywiście dobrze zrobiłam?Czy tego typu relacja w naszym przypadku jest z gruntu zła i skazana na pohańbienie?Dziękuję za odpowiedz,

* * * * *

Powiem Ci tak: wiem co czujesz, przeszłam to a wszystko co mam do powiedzenia opisałam w tym artykule: [zobacz] proszę, przeczytaj i sama to przemyśl. Poza tym pokrewieństwo wydaje mi się i tak zbyt bliskie, ale należy upewnić się o tym od strony prawnej. Z Bogiem!

  Maria, 21 lat
2762
14.08.2009  
Witam. Już wkrótce bede na trzecim roku studiów. Przez całe liceum należałąm do Ruchu Światło - Życie, jeździłam na oazy, byłam dwa razy animatorem, żyłam tym bardzo. Gdy poszłam na studia też znalazłam w poblizu akademicką grupe oazową. Przez ten oczywiście miewałam wątpliwości w wierze ale innego typu. Zwątpiłam. Od dwóch lat cały czas żyję wątpliwościami.Cały czas szukam. Zawsze marzyłam sobie aby z mężem moim przyszłym należeć do Domowego Kościoła - prowadzić prawdziwe Boże życie.Wydaje mi się że zapomniałam czym wtedy żyłam. Jestem z chłopakiem, który jest 'antykościelny' i w ogóle chyba mało wiarą żyje.A ja bardzo tęsknie za tymi licealnymi marzeniami. A z nim ono chyba bedzie niemożliwe do zrwealizowania. Potrzebuje aby mój mąż był dla mnie przewodnikiem w wierze bo ja czesto jestem zbyt słaba. Jesteśmy ze sobą krótko - cały czas sie zastanawiam czy to ma sens:/ Czy nie lepiej poczekać na 'spełnienie marzeń'. On jest dobrym człowiekiem, jest mi z nim dobrze - naprawde. Ale nie wiem czy życie wiarą w przyszłosci nie jest dla mnie zbyt ważne. Nie wiem co robić... Nie moge go zmuszać aby nagle zaczął bardziej żyć Bogiem, nie chce aby robił to przeze mnie.

* * * * *

No moja Droga, to bardzo ciężki problem i dobrze, że się nad tym zastanawiasz. Bóg dopuszcza te wątpliwości właśnie po to, byś dobrze rozeznała: co jest dla Ciebie ważne, jakie masz priorytety, co cenisz w tym chłopaku, czy będziesz potrafiła z nim być nawet jeśli on się nie zmieni (a musisz to wziąć pod uwagę). Polecam Ci odp. nr: 1358, 1710, 69, 466, 1682 poczytaj, pomyśl. Życzę Ci dobrego rozeznania i spełnienia marzeń. Z Bogiem!

  Agaa, 17 lat
2761
10.08.2009  
Kocham chłopaka już od samej podstawowki wczesniej bardzo sie przyjaznilismy ale potem nasze drogi się rozeszly..
ale czasem choć bardzo rzadko się widywaliśmy , on ma teraz dziweczynę z którą planuje przyszłość
Pewnego wieczoru powiedzialam mu o swoich uczuciach o tym ze zawsze coś do niego czułam i ze nadal trwa
lecz grubo podkresliłam ze chce by był z dziewczyną szczęśliwy i ze dla mnie to sie naprawde liczy. (tak naprawde czuje w sercu , chociaż go kocham bo tego jestem pewna ze to miłość nigdy nie chcialam poprostu wywierać na nim presji swoimi wyznaniami miałam wiele okazji ale własnie nie chciałam nic robić gdyż nie chcialam mu sie nazucac) on przyjął to bardzo spokojnie i dobrze wie ze nie zrobiła bym mu zadnego "świństwa". Lecz czy mogłam tak postąpić? Bo dziewczyna nie powinna wyznawać milosci ale ja tu nie liczylam na zadne efekty ? Czy to co zrobiłam było w porzadku?
z góry dziekuje


* * * * *

Oczywiście, że nie było. Bo nic tym nie osiągnęłaś prócz tego, że on wie i że będzie się od Ciebie odsuwał, choćby dlatego, by Ci nie sprawiać przykrości swoją obecnością. Pomijając fakt, że dziewczyna nie powinna pierwsza wyznawać miłości, to po pierwsze nie można tego robić ot, tak po prostu, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] a po drugie w sytuacji kiedy on jest z kimś innym to już w ogóle było bezcelowe. Bo co chciałaś przez to osiągnąć? To, żeby on wiedział i widział co traci? Czy chciałaś wzbudzić w nim wyrzuty sumienia, że Ty go kochasz a on jest z kimś innym? Chciałaś, żeby się zaczął zastanawiać czy być z tamtą dziewczyną?
Tak czy inaczej teraz radziłabym odsunąć się, rozluźnić kontakty, tak by widział, że naprawdę nie chcesz się wtrącać w ich związek. Rozumiem, że Ci ciężko, to naturalne, ale nawet dla własnego dobra, po to, by zapomnieć odsuń się. Będzie Ci łatwiej gdy nie będziesz go widzieć. Z Bogiem!

  oliwia, 17 lat
2760
09.08.2009  
Miesiąc temu poznalam pewnego chłopaka. bardzo sympatyczny,jednak od początku, wiedziałam ,że ma dziewczynę więc nie starałam się nawet w jego stronę startować. Przyznam szczerze, nie patrzyłam na niego ,jak na potencjalnego "kandydata na chłopaka".Wkrótce po tym, Znalazł mnie na pewnym portalu społecznosciowym i napisał do mnie. Niby niewinnie,ale tak się tylko zaczęło...Pisaliśmy do siebie na każdy temat, potem przeszlismy na gg. Okazało się, że mamy podobne zainteresowania i upodobania muzyczne. Nigdy nie mówił o swojej dziewczynie, nawet kiedy ja pyttałam o nią ,lub wspominałam o niej. To był temat tabu w naszej znajomosci. Miałam wrazenie czasem, że mnie podrywa-ale szybko starałam się to lekceważyć. Postanowilismy się znów spotkać. Było świetnie, rozmawialiśmy jak najęci , z trudem się rozstaliśmy. Po tym spotkaniu, wyraźnie zaczął do mnie uderzać,byłam tego pewna. Nadal nie mówił o swojej dziewczynie, nawet kiedy poruszałam ten temat. Pewnego razu,w przypływie szczeroś ci, napisał mi,ze nie układa się między nimi,że nie jest już tak jak dawniej. Twierdził ,że czuje się z jej strony niekochany. Miałam ochotę mu odp:"A czy Ty jestes wobec niej fair?",ale przeciez nie chcialam psuć naszych stosunków,byliśmy tylko kumplami. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, a on coraz bardziej się spoufalał. Pewnego dnia zrobił sobie opis na gg,jakiś miłosny,skierowany do NieJ. Wkurzylam się,ale nie na niego tylko na siebie. Postanowiłam zaprzestac tych flirtow,ja mam zasady, nie odbijam nikomu faceta. Wprawdzie Nie sprawia wrażenia niewiernego,ale niektóre jego teksty w stosunku do mnie to chyba nie jest zwykły flircik koleżenski...
Zrobilam się dla niego oschła,niemiła.brakuje mi naszych rozmów i spotkań...boje się jednak,czy to gra warta świeczki? Czemu on się tak zachowuje, jest niewierny,nie kocha jej czy po prostu żartuje sobie ze mnie..?jestem rozdarta.


* * * * *

No widzisz, to typowe zachowanie chłopaka, który nie wie czego chce, który nie kocha na tyle, żeby był wierny i cenił wyłączność. Prawdopodobnie wcale nie dojrzał jeszcze do związku, poszukuje. Natomiast to nie tłumaczy jego zachowania w stosunku do swojej dziewczyny, a i w stosunku do Ciebie też. Nie można grać na dwa fronty i zostawiać sobie furtek w razie gdyby coś nie wyszło. Ona ma prawo żądać wyłączności, Ty masz prawo do tego, by traktował Cię z szacunkiem i określił się. Nikt nie chce być tą drugą, rezerwową. Na Twoim miejscu nie angażowałabym się dopóki on nie uporządkuje swojego życia. Jeśli chce kontynuować znajomość z Tobą musi mieć czystą sytuację. Inaczej stawia Cię w bardzo niezręcznej sytuacji. Spróbuj rozluźnić kontakty, nie wychodzić z inicjatywą. Ciekawe jak odbierze taka przerwę. Bądź ostrożna, byś nie została posądzona o wtrącanie się do czyjegoś związku. Bo jest bardzo prawdopodobne, że on wtedy wszystkiego by się wyparł, ponieważ jesteś tylko jego odskocznią od problemów w związku z tamtą. Z Bogiem!

  Piotr, 20 lat
2759
09.08.2009  
Witam. Chciałbym przedstawić swoją historie: Kiedyś chodziłem na basen. Zobaczyłem ładną dziewczynę. Zagadałem do niej. Ona uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Niestety po jakimś czasie kontakt się urwał. Myślałem o tej dziewczynie codziennie. Po 3 latach odnalazłem ją na Naszej Klasie. Odezwałem się. Nie poznała mnie ale przyjęła mnie wśród znajomych. Korespondujemy ze sobą. Kiedyś poinformowałem ją o likwidacji konta. Ona nie chciała żebym usuwał konta. Chciałbym w związku z tym zapytać: Czy to może być boży plan? Czy to jest jakaś moja misja? Nie wiem jak to interpretować w moim życiu? Czy Bóg chce abym nadał jej życiu sens?

* * * * *

Ale co jest Twoją misją? Ta dziewczyna? Moim zdaniem Bóg postawił ją na Twojej drodze jako możliwość, a co Ty z nią zrobisz należy do Ciebie. Przeznaczenia jako takiego nie ma, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Jeśli masz z nią kontakt to kontynuuj znajomość, przypomnij jej o tym, że się poznaliście. Możesz też skorzystać z propozycji nawiązania kontaktu w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Z Bogiem!

  Lisa, 24 lat
2758
09.08.2009  
Piszę tu po raz trzeci.
Mój chłopak o parę lat starszy jest wspaniałym człowiekiem. Dobrze mi się z rozmawia, spędza czas. Kupiłam mu książkę jaką Pani radziła i.. oddam ją swej mamie. Nie wiem, czy nasz związek jest związkiem takim prawdziwym. Zdałam sobie sprawię z tego, że kocham go owszem, ale jak przyjaciółkę. Jest dla mnie jak przyjaciółka. Jest kompletnie innym typem mężczyzny niż np. mój ojciec. Patrzyłam kiedyś na swego ojca z podziwem gdy byłam mała. Był taki silny, zaradny, wiedział gdzie zmierza, więcej robił niż mówił. Choć co innego może mówiła moja mama, jednak był on kiedyś dla mnie wzorem jakim powinien być mniej więcej mężczyzna :)
Nie czuję tego czegoś do swego chłopaka co do innych mężczyzn. Czuję się czasem za niego odpowiedzialna, za to, że mnie pokochał, za to, że jest taki wrażliwy i nie chcę go ranić. Nie wiem, jednak są chwile, gdy brak mi bardzo czegoś, brak mi poczucia bezpieczeństwa, takiej siły, tego czegoś co by mnie zmobilizowało do pozytywnych zmian, czy do dalszego rozwoju. Czuję się nieraz taka samotna, czuję się wręcz otoczona przez kobiety, koleżanki, wrażliwe, dobre osoby, które niejako ,,chronią się pod moje skrzydła''. I czasem jestem zmęczona :( Już nie wiem, czy szukać kogoś jeszcze czy jednak skoro na swój sposób jestem szczęśliwa z moim chłopakiem to z nim zostać. Można zawsze trafić ,,gorzej''. Może przesadzam? Przez ten związek czuję się bardziej męska, silniejsza, konkretniejsza, więc może są tego dobre strony? Złą stroną, jeśli już jest tylko moja frustracja i lekkie rozdrażnienie, zmęczenie... Tylko tyle. Więc czemu narzekam?


* * * * *

Nie mogę odnieść się do poprzednich pytań, bo nie podałaś ich numerów.
A co do problemu. A czy nie jest przypadkiem tak, że w jakiś sposób zamieniliście się rolami w związku? Piszesz, że Ty się czujesz bardziej odpowiedzialna. Jeśli jeszcze za uczucia to ok., ale jeśli za wszystko, jeśli czujesz, że musisz decydować, bo on decyzji nie podejmie, jeśli czujesz, że musisz być zaradna bo on sobie rady nie da to już jest źle. Na początek zatem polecę Ci te artykuły[zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 1689, 189, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728. Przeczytaj, przeanalizuj, a jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania to pisz tylko powołaj się na poprzednią odpowiedź.
A książkę "Dzikie serce" koniecznie przeczytaj sama i daj chłopakowi, dlaczego dałas ja mamie? Czy bardziej ufasz mamie i przy niej czujesz się bezpieczna niż przy chłopaku? Z Bogiem!

  L., 20 lat
2757
07.08.2009  
Dowiedziałam się ostatnio z pewnego programu naukowego, że w naturalny sposób mężczyźni, poznając dziewczynę, zwaracją najpierw uwagę na jej wygląd, dopiero potem na resztę. czyli staranie się o kogoś płci męskiej nie ma żadnego sensu, jeśli nie podoba się tej osobie z wyglądu, bo tak i tak nie będzie się ineteresowała bliższą znajomością? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

* * * * *

Być może coś w tym jest, bo mężczyźni są wzrokowcami. A zatem naturalne jest u nich to, że najpierw WIDZĄ. Natomiast nie jest to jedyny czynnik, a poza tym można zmienić zdanie, można się do kogoś przekonać. Moim zdaniem zatem jest sens starania się, a przynajmniej próby nawiązania kontaktu - naturalnie z umiarem i bez narzucania się. O tym w jaki sposób to zrobić pisałam w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Oczywiście w przypadku gdy obiekt zainteresowania nas unika, wykręca brakiem czasu lub nie chce nigdy przebywać z nami sam na sam to oznacza, że ewidentnie tego kontaktu nie chce, więc należy "dać sobie spokój" - i jemu, bo każdy ma wolną wolę i prawo wyboru. Szanse jednak zawsze są, bo nawet jeśli mężczyzna nie zwraca na kobietę uwagi, bo niczym ona jego uwagi na początku nie przyciągnie to zawsze może się zachwycić tym co ona sobą prezentuje, jej uśmiechem, sposobem zachowania, rozmową. Nigdy zatem nie należy od razu kogoś skreślać. Z Bogiem!

  Klaudia, 16 lat
2756
07.08.2009  
Dzień dobry. Ja jestem normalną dziewczyną można powiedzieć głęboko wierzącą, mój przyjaciel Piotr ma 16 lat i też mocno wierzy w Pana Boga. Już od jakiegoś roku nasze więzy przyjaźni się zaciskają, ja to nawet bym chciała żebyśmy byli razem i czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń, ale nie wiem czy on czuje, na co mogę liczyć z jego strony, może on chce tylko przyjaźni, a ja wyolbrzymiam naszą znajomość? pomóżcie... proszę... czuję, że to jest chłopak mojego życia.

* * * * *

No ale ja nie wiem co on czuje i jak Cię traktuje. To wszystko wyjdzie z czasem. Jeśli chcesz się przekonać, to próbuj nawiązać z nim bliższą relację, możesz skorzystać z porad np. w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Natomiast nie naciskaj i nie wyznawaj żadnych uczuć, bo może to mieć odwrotne skutki, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Wychodź delikatnie z inicjatywą, obserwuj i czekaj. Czas jest tu sprzymierzeńcem. Z Bogiem!

  Marta, 18 lat
2755
06.08.2009  
Mówi się, że miłość to czyny, nie słowa.

jakie to czyny?


* * * * *

Wszystko co robisz może być z miłości. I uratowanie komuś życia i usmażenie placków ziemniaczanych - jeśli robisz to z myślą o tym kimś. Z Bogiem!

  Magda, 22 lat
2754
06.08.2009  
Chcę poruszyć temat czystości i małżeństwa.Nie oczekuję konkretnej porady.To będzie raczej refleksja.Czytałam wszystko na tym portalu dotyczące tej tematyki.Zgadzam się z artykułami o czystości.Mam 22lata,chłopak 26.Jesteśmy razem ponad 3lata.Czystość zachowujemy i jesteśmy z tego dumni.Odkąd sprawy seksualności zaczęły mnie interesować,dużo czytałam,rozmawiałam.Większość osób uważa nas za "dziwnych".Ale my swoje wiemy.Czytałam o "niedopasowaniu" -i moje wnioski: to raczej niemożliwe,bo pod względem fizycznym zdarza się niezwykle rzadko,a temperament -cóż,jak się z kimś spędza dużo czasu to chyba wiadomo jaki ma temperament.Znajomi uważają,że taka decyzja jest spowodowana wiarą.Fakt.Ale teraz widzę dużo innych powodów -nie związanych z religią,by poczekać do ślubu.Ze ślubem u nas jest mały problem.Bo tak mi się w życiu poukładało,że dopiero za 4lata skończę studia (w innym mieście).Chcielibyśmy wziąć ślub wcześniej,bo inne warunki (mieszkanie,kwestie finansowe)to nie problem. Mój chłopak pracuje.Ja mam własne mieszkanie,które mogę sprzedać i kupić inne tam gdzie będziemy mieszkać.Ale problemem są te 4lata.Nie chcę mieszkać po ślubie we wspólnym mieszkaniu tylko w weekendy i w wakacje.A znów czekać jeszcze4 lata to też niełatwe.Chcielibyśmy już za2 lata wziąć ślub,mieć wspólny kąt,mieć do kogo wracać(bo ja mam rodzinę w jego miejscowości i jak tam jeżdżę,to nocuję u babci,do której jeździłam od dziecka).No i problem współżycia.Oczywiście -można czekać.I tak zamierzamy.Ale jesteśmy w takim wieku,że takie potrzeby się nasilają.Chyba normalne jest to,że zdarza się, że jesteśmy sami.I to że wyjeżdżamy razem we dwoje w wakacje(bo przecież już swoje lata chyba mamy..)Unikamy sytuacji które by powodowały podniecenie itp.(śpimy oddzielnie,nie chodzimy w bieliźnie),ale chyba Pani rozumie,że jest coraz trudniej.I to przecież naturalne.Tylko nie wiem co teraz robić.Jesteśmy szczęśliwi.I nie chcemy tego popsuć.Nie wiem czego od Pani oczekuję,ale może coś mi Pani odpisze :)

* * * * *

Przede wszystkim gratuluję silnej woli i wytrwania! Pomyślcie nad wcześniejszym ślubem i nad tym jak możecie najwięcej przebywać wtedy razem. Nawet jeśli przez jakiś czas będą to tylko weekendy. To nie jest oczywiście najlepsze wyjście ale być może w tej sytuacji jedyne możliwe. A może Ty tak poustawiasz zajęcia, że uda Ci się więcej niż tylko w weekend być z mężem? Na piątym roku zajęć jest już mniej, właściwie pod koniec to już tylko pisze się pracę magisterską. Do Was i Waszej pomysłowości należy takie ułożenie zajęć i wymyślenie takich możliwości, byście byli jak najwięcej razem. Z pewnością też Twój chłopak ma jakieś pomysły, porozmawiaj z nim o tym. Powodzenia, z Bogiem!

  Karolina, 19 lat
2753
05.08.2009  
Wiatm!

Zacznę może od tego, że w tym roku zdałam maturę i staram się dostać na studia (fizjoteriapia). Bardzo lubię uczyć się anatomii człowieka. Cały swój wolny czas poświęcam na rozwijaniu tych zaintereswoań i ewentualnie na spotkania z przyjaciółką. Chcę w przyszłości pomagać niepełnosprawnym. Problem polega na tym, że ja nie wiem czy moje zainteresowania nie są ucieczką od prawdziwego życia. Byłam w 2 nieudanych związkach. Oba po pewnym czasie się posypały. Teraz nie potrzebuję już chłopaka, miłości oblubieńczej. A może potrzebuję tylko się boję? Cierpię na bardzo dziwną fobię. Paniczny lęk przed wymiotowaniem. Choruję na to od lat, ale ostatnio bardzo się to nasiliło. Prawie nic nie jem, bo uważam, że wszytsko mi zaszkodzi. Jedzenie chowam po szufladach, potem wyrzucam. Odmawiam sobie wszystkiego. Nie zjem torta u kolegi, bo mi zaszkodzi, nie zjem loda z automatu, bo salmonella, nie wyjdę na imprezę, bo tam ktoś będzie wymiotował po alkoholu. Często chodzę o głodzie. Ciało domo ga się jedzenia, umysł nie ścierpi. Nie jem prawie nic. Dziwię się, że jeszcze mam normalną wagę. Zrezygnowałam już z małżeństwa, bo tam jest obowiązek wychowania dzieci, a ciąża = wymioty. Nie zniosłabym tego. Nie stać mnie na leczenie. Leki przeciwlękowe są bardzo drogie, moi rodzice żyją z renty, a jeszcze jak by doszły studia... Stronię od chłopców. Moją miłością jest budowa człowieka, jego funkcjonowanie. Czuję się w tym dobra, czuję, że to jest to, co chce robić -> dzięki wiedzy pomogać chorym osobom. Jak już pisałam prawie cały wolny czas poświęcam na rozwijanie pasji. Czy ja jestem egoistką, bo niby myślę tylko o sobie, o tym, że mam lęki do pewnych rzeczy a nie umiem z imię miłości do dziecka tego przezwyciężyć? A może Bóg dopuścił tą fobię, bo małżeństwo to nie moje powołanie? Może ja mam się realizować jako np. fizjoterapeuta i poświęcić się całkowicie dla chorych ludzi? Nie wiem, co mam robić, co myśleć o tym wszystkim, więc porszę o pomoc w rozeznaniu. Dziękuję.


* * * * *

Co do Twojej pasji: zważywszy na Twój młody wiek nie traktowałabym tego jako ucieczka od życia, tylko po prostu odnalezienie swojej pasji, zawodu. Bardzo dobrze, że interesujesz się czymś konkretnym, rzadko który młody człowiek wie tak dokładnie co chce robić w życiu zawodowym. Tylko pogratulować! Nie może to tez być egoizm, skoro łączy się to z pomocą innym. Natomiast co do lęków związanych w wymiotami to już radziłabym jednak skonsultować się z lekarzem, najpierw z gastrologiem, ewentualnie z psychologiem, bo nie wiem jakie to może mieć podłoże. Tylko specjalista może się tu wypowiedzieć i takiej pomocy potrzebujesz. Niekoniecznie leki muszą być drogie, są przecież zamienniki, a może wystarczy po prostu terapia, spotkania z psychologiem a nie leki? Co do małżeństwa: nie ma nic dziwnego w tym, że JESZCZE tego nie pragniesz lub tego się boisz. Ja myślę, że po prostu nie jesteś gotowa na małżeństwo i dlatego swoimi lękami podświadomie tłumaczysz sobie niechęć np. do ciąży. Masz prawo nie być jeszcze gotowa i nie musisz rozmyślać o tym tak intensywnie. Wiedz, że gdy będziesz gotowa, gdy pokochasz kogoś tak bardzo, że będziesz chciała iść z nim przez życie to lęki znikną. Nie będziesz myślała tak jak teraz a poza tym kochana osoba z pewnością Ci pomoże. Daj sobie zatem czas i do niczego się nie zmuszaj. Masz prawo nie wiedzieć jeszcze dziś jakie jest Twoje powołanie. Nie szukaj go na siłę. Jeśli to ma być małżeństwo to Bóg postawi na Twojej drodze chłopaka - w swoim czasie, kiedy będziesz na to gotowa. W rozeznaniu Twojego powołania może pomóc Ci też kierownik duchowy, spowiednik i myślę, że jemu powinnaś przedstawić swoje rozterki. Ale z pewnością masz prawo nie mieć jeszcze ochoty na rodzinę i małżeństwo. Natomiast powinnaś udać się do lekarza w sprawie tej niechęci do jedzenia, bo niezależnie od przyczyn jest to groźne. Musisz to zrobić dla siebie, bez względu na to jak będzie wyglądało Twoje życie. Nawet pomagając innym musisz choćby dla nich być zdrowa i mieć siłę. Wiesz jak funkcjonuje ciało człowieka więc dbaj o nie - choćby dla innych. Z Bogiem!

  Adrian, 19 lat
2752
04.08.2009  
Pokochałem już kiedyś swoją przyjaciółkę. Jednak boję się jej powiedzieć co do niej czuję. Kiedyś próbowałem z nią być ale wtedy nam nie wyszło. Boję się po raz kolejny rozczarować. Nie wiem czy ona coś do mnie czuje (wydaje mi się, że raczej nie). Co mam robić? To już trwa ponad 2 lata a ja nie mogę nic na to poradzić.

* * * * *

No mówić to nie bardzo powinieneś skoro nie wiesz co ona do Ciebie czuje, bo to mógłby być początek końca, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Ale możesz pomału zbliżać się do niej, sondować, obserwować, proponować pewne rzeczy. Generalnie skorzystaj z porad w odp. nr: 2, 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932. Powodzenia, z Bogiem!

  Kasia, 16 lat
2751
04.08.2009  
Mam 16 lat, znajomi w moim wieku przezyli już swoja pierwsza miłość ja nigdy nie miałam chłopaka. Czy jest ze mną coś nie tak? nie podobam się żadnemu chłopakowi?

* * * * *

Z pewnością wszystko z Tobą ok. Ja pierwszego chłopaka miałam w wieku 26 lat i nie uważam się na dziwoląga. Normalnie wyszłam potem za mąż. Przeczytaj proszę odp. nr: 461,1265, 553, 817, 1939.


Ostatnia aktualizacja: 17.02.2010, 13:37


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej