Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  Brygida, 20 lat
2900
14.03.2010  
Witam serdecznie. Mam 20 lat, ponad dwa lata temu poznałam bardzo sympatycznego, ciepłego i mądrego mężczyznę. Jest starszy ode mnie o 8 lat, ma małego syna i - gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy - miał także żonę. Wydawali mi się szczęśliwym małżeństwem, często powtarzałam, że w przyszłości chciałabym mieć równie zgodną rodzinę. Wyjechałam za granicę na cały rok, w tym czasie nie spotkaliśmy się ani razu. Wróciłam parę miesięcy temu i przypadkowo wpadłam na Damiana (bo tak ma na imię ten mężczyzna). Okazało się, że jest w trakcie rozwodu, wyprowadził się z domu... Powiedział, że próbował ratować swoje małżeństwo, ale w końcu się poddał i walczy o możliwość jak najczęstszego widzenia z synem. Jako że zawsze łączyły mnie z Damianem wspólne zainteresowania, znów zaczęliśmy widywać się na m.in. na koncertach. Nie zauważyłam, kiedy Damian zaczął stawać się dla mnie kimś bliskim. Czuję, że ja także nie jestem mu obojętna... Dlatego zanim sprawy zajdą zbyt daleko, postanowiłam do Pani napisać. Czy taki związek ma sens? Zdaję sobie sprawę, że jego synek już zawsze będzie obecny w naszym życiu, ale ja bardzo dobrze się z nim dogaduję i na pewno nie utrudniałabym mu kontaktów ze swoim tatą (wiem, jak jest to ważne - sama pochodzę z rozbitej rodziny), a wręcz przeciwnie. Obawiam się jednak, że prawie była żona Damiana będzie chciała go odzyskać i pewnie będzie miała do tego prawo. Jednak zastanawiam się, czy moje szczęście może być budowane na gruzach nieudanego małżeństwa, choć wcale nie przyczyniłam się do jego rozbicia? Czy Damian ma prawo do układania sobie życia na nowo, z nową partnerką i czy mogę być to ja - dwudziestolatka, która poznała gorzką stronę życia, ale nie doświadczyła zbyt wiele miłości? Czy będę w stanie pokochać dwójkę mężczyzn - tego dużego i tego małego, bezbronnego człowieczka? Czy powinnam zapomnieć o obojgu i wyjechać jak najszybciej, zanim zdążę poważnie się zaangażować? Proszę o rady. Pozdrawiam gorąco.

* * * * *

Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 1669, 1847, 1848, 1986, 2523, 2885.
Poza tymi wszystkimi pytaniami, które zadajesz, a na które jest odpowiedź w podanych pytaniach i artykule ja zapytam Ciebie: czy masz świadomość, że gdybyś się związała z tym mężczyzną byłby to związek niesakramentalny, cudzołóstwo? Czy masz świadomość, że nie mogłabyś przystępować do sakramentów? Bo oprócz pytania czy można, czy warto i innych, które zadałaś (które są bardzo ważne!) trzeba mieć jeszcze i tę świadomość - że to już byłoby na zawsze bez Boga. Chyba nie jest Ci ten fakt obojętny skoro piszesz właśnie tutaj. Życzę Ci uważnej lektury i owocnej, słusznej decyzji. Moja odpowiedź jest oczywista bo z doświadczenia - odejdź. Z Bogiem!

  dorota, 29 lat
2899
13.03.2010  
Witam. moje pytanie bedzie odnosnie czystosci.Dlaczego zly jest seks przed slubem ?czy takie zwiazki sa gorsze od tych w ktorych sie od niego wstrzymuja?Czy jesli mezczyzna po dluzszym czasie zostawi kobiete po nie da mu seku tak naprawde jej nie kocha?-choc wczesniej jej caky czas to okazywal-ale powiedzmy nie wytrzymal.?Czy zna pani pary- a poziej malzenstwa w ktorych seks po slubie okazl sie najlepszym wyborem-a nie np niedopasowniem-nieskonsumownym malzenstwem?Ja osobiscie znam pary gdzie seks byl od poczatku i sa juz dlugo razem-prosze mi powiedziec czy warto czekac na tego jedynego-kogos kto pomimo wszystko uszanuje zasady dziewczyny-czy np widzi pani roznice pomiedzy pani malzenstwem a malzenstwem ludzi w ktych czystosc nie byla zachowana?Ostatnio poznalam faceta ktory chcial seksu po tygodniu znajomosci- nie zgodzilam sie-ale wiem ze gdyby tak bylo to z pewnoscia dalej bysmy sie spotykali-bo wczesniej byl w dlugim ziazku - i wiem ze chcial zeby cos z tego wyszlo-al e powiedzial ze jak facet nie dostanie jednego od kobiety to pojdzie do innej.Napisze pani ze jemu chodzilo tylko o seks-ale skoro byl z wczsesnijszy dziewczyna tyle czasu to widocznie nie chodzilo tylko o seks...Dziekuje za odpowiedz.

* * * * *

Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] tam napisałam wszystko dokładnie. A czy znam małżeństwa, w których seks po ślubie okazał się najlepszym wyborem? Tak, np. moje. Z Bogiem!

  Weronika, 28 lat
2898
13.03.2010  
Witam. Mam pytanie odnosnie 'przeznaczenia"-zgadzam sie z pania ze nie ma czegos takiego ze np Bog mi przeznaczyl na meza alkoholika i nie ma wyjscia-wiem ze tak nie jest. Kazdy ma wolna wole i rozum.Wiec w takim razie po co modlitwa-czytalam swiadectwa, ze kogos Bog wysluchal-ze spotkal druga polowke w beznadziei, nie wtedy kiedy sie spodziewal.Wiem ze nie kazdy mezczyzna napotkany musi byc moim mezem-ale chyba to nie jest przypadek ze spotkalam takiego a nie innego-czyz to nie Bog stawia osoby na naszej drodze??-a jesli nie ma przeznaczenia- to dlaczego jedni zakochuja sie na cale zycie w wieku 20 lat a inny nie?-ja np mysle ze jestem normalna kobieta, ponoc niebrzydka. nie mam jakies wygorowanych wymagan i tak mi sie zycie uklada ze nie spotkalam nikogo z kim moglabym stworzyc dluzszy zwiazek-przewaznie trafialam na mezczyz dla ktorych"jedno"bylo najwazniejsze.Modle sie do Boga-nieustannie-przeciez jakby chcial to postawil by kogos na mojej drodze-ludzie spotykaja sie w ro znych okolicznosciach.Czasem mam wrazenie ze pomimo tego ze czlowiek sie stara i tak wszystko uklada sie jakby swoim tokiem..

* * * * *

Też mam czasem takie wrażenie... Widać Bóg ma w tym swoje racje skoro działa tak a nie inaczej. Zgadzam się z Tobą całkowicie, że to bardzo trudne i niezrozumiałe czemu jednym daje kogoś w wieku 20 lat a inni czekają do 40-tki. Nie wiem dlaczego tak jest, też mam takie sfery życia, których nie rozumiem i nie chcę czekać a mimo modlitw nic się nie dzieje. Nie wiem, pewnie kiedyś to zrozumiemy a póki co jesteśmy ludźmi i nasze emocje i pragnienia, nasz żal i nierozumienie sytuacji są normalne. Jak sens ma modlitwa? Wiesz, to chyba tak jak w przypowieści o tej wdowie, która nachodziła sędziego - może trzeba być tak wytrwałym, aż do skutku?
Może ten człowiek, który z Tobą będzie na razie nie jest w Polsce albo nie jest jeszcze z jakichś względów, w jakiejś sferze gotowy na związek albo związek konkretnie z Tobą i byście się poranili? Może to Ty teraz czegoś byś nie zaakceptowała u kogoś (nie mówię tu o wartościach) a ten człowiek, który z Tobą będzie ma tę cechę i Bóg czeka aż Ty zmienisz w czymś myślenie - to tylko przykład, nie twierdzę, że tak jest. Nie wiem, czemu tak się dzieje. Wiem tylko, że warto się modlić i prosić, choćby dlatego, żeby "przypominać" się Bogu stale, żeby wiedział czego pragniesz (i tak wie, ale mów Mu to). Mimo zwątpienia i rozczarowania, nie poddawaj się. Polecę Ci też ten artykuł: [zobacz] tam piszę o tym, by próbować, działać, nie rezygnować z pragnień. Być może Twój czas jest już bardzo, bardzo bliski? Czego Ci życzę. Możesz tez wpisać się np. tutaj: [zobacz] Z Bogiem!

  Pola, 18 lat
2897
12.03.2010  
dziekuje za odp;))
ale własnie w tym jest problem bo nie wiem co mam zrobic...;/
On mi przeciez powiedzial ze nie zrezygnuje...
Ale z drugiej strony po co do mnie pisze ...i to takie smsy...?
sama juz tego nie rozumiem i nie zabardzo wiem co mam zrobic...


* * * * *

Zawsze proszę, żebyście pisząc po raz drugi podawali numer poprzedniego pytania. Ja nie mogę się do tego ustosunkować bo nie wiem komu odpowiadam i na jakie pytanie... Z Bogiem!

  Martyna, 20 lat
2896
12.03.2010  
Co zrobic z tym jeśli nasza sympatia zastępuje miejsce Boga? Jak nieco zdystansowac się emocjonalnie? Czy jest na to jakiś sposób? Mam problem z tym że chłopak w którym się skrycie podkochuję przysłania mi obraz Boga

* * * * *

No ale jak to się objawia? Bo może źle to odczytujesz? Drugi człowiek zajmuje miejsce Boga jeśli dla niego zrobilibyśmy wszystko, tzn. poświęcilibyśmy nasze zasady i hierarchię wartości, kiedy np. zgodzilibyśmy się na współżycie przedmałżeńskie lub zrezygnowalibyśmy z praktyk religijnych byle tylko go nie stracić jeśliby groził odejściem. To sytuacja kiedy ktoś np. wiąże się z osobą po rozwodzie rezygnując z życia duchowego, bo ta osoba jest ważniejsza niż życie sakramentami. To jest taka sytuacja, że nie wyobrażamy sobie życia bez niego i w sytuacji gdybyście się rozstali nie widziałabyś sensu życia. Czy tak jest z Tobą? Pewnie nie. Gdyby tak było to najpewniej byś tego nie widziała natomiast twierdziłabyś, że ten chłopak jest Twoim całym światem. W sytuacji zaś gdy się zastanawiasz nad tym a w dodatku podkochujesz się skrycie(czemu skrycie, może trzeba zrobić pierwszy krok?) prawdopodobnie po prostu myślisz o nim stale, bo Ci się podoba. I to myślenie bierzesz za coś innego. A chyba tak źle nie jest? Z Bogiem!

  Magda, 21 lat
2895
12.03.2010  
Witam serdecznie,
Bardzo proszę o pomoc.

Czy związek z osobą borykającą się z tzw. " uzależnieniem od doznań seksualnych" ma sens i rację bytu ?
Powiedział mi, iż kilka lat temu zaczął się jego problem z masturbacją z głupiej, czystej ciekawości, miał wtedy ok. 17 lat. Dostrzega w tym grzech, chce to zakończyć. Powiedział też, że odkąd jest ze mną nie masturbuje się, chce być wobec mnie w porządku.
Nie na tym jednak koniec problemu - skoro nie masturbuje się, nie współżyje , czyli " nie rozładowuje napięcia" , jest mu ogromnie ciężko z samym uzaleznieniem... Nie chciał/ nie mógł mnie wtedy przytulić, pocałować, aby to napięcie nie wzrastało. Dochodziło nawet do tego,że nie mógł ze mną rozmawiać przez telefon!
A ja, jako kobieta, potrzebuję najzwyczajniej w świecie ciepła, czułości i nie mam na myśli jakichkolwiek podtekstów seksualnych..A dla niego wszystko jest ogromnym utrudnieniem.
Powiedziałam, że lepiej chyba pozostać w zdrowej relacji przyjacielskiej, niż w "chorym " związku... Nie jesteśmy więc parą, jednak mamy nadzieję, że kiedyś będziemy razem, spotykamy się, rozmawiamy, chodzimy razem do kościoła.
Czy to uzależnienie ma szansę "zaniknąć", czy będzie odżywać za każdym razem, kiedy on będzie próbował mnie przytulić? A co w przypadku współżycia małżeńskiego? Czy jego żona stanie się tylko narzędziem, kiedy uzależnienie "odżyje " ..?


* * * * *

Hmm, no trudna sytuacja jeśli jest aż tak jak opisujesz. Przede wszystkim on powinien walczyć z nałogiem dla samego siebie, nie dla Ciebie nawet tylko dla siebie to jego to niszczy przede wszystkim. Całe szczęście, że on to widzi i z tym walczy. Generalnie jest tylko jedna rada: walczyć cały czas, do skutku. Spowiadać się tak często jak trzeba i traktować jako sukces każdy dzień bez masturbacji. Przedłużać te okresy wstrzemięźliwości na ile tylko można. Zająć się czymś fizycznym, co pozwoli spalić testosteron: sport, praca fizyczna, jakaś pasja. Zablokować wszelkie erotyczne strony w komputerze - jeśli je ogląda, a przypuszczalnie może to mieć miejsce, bo skądś się to pobudzenie bierze. Do tego potrzeba najlepiej mieć kapłana, u którego stale się spowiada z tej prostej przyczyny, że on już będzie znał sytuację i nie będzie trzeba każdemu nowemu od początku opowiadać całej historii. Trzeba też mieć w sobie motywację do trwania w czystości. Może nią być właśnie myśl o przyszłym małżeństwie, o tym dlaczego warto czystość zachowywać. Pokonanie nałogu może być wspaniałym treningiem przed czasem bycia z drugą osobą -przed takim czasem, kiedy będzie miał dziewczynę i narzeczoną, czyli na czas czystości przedmałżeńskiej jak i na czas po ślubie - czas w małżeństwie kiedy też nie zawsze można współżyć. Po to też żeby pokonać mechanizmy wdrukowane w świadomość podczas masturbacji - żeby małżonka nie traktować przedmiotowo. Pytasz czy to może mieć wpływ na współżycie małżeńskie. Tak, naturalnie, bo jeśli ktoś traktuje masturbację jako chęć rozładowania napięcia to może ten schemat przenieść na współżycie w małżeństwie i - nawet podświadomie- traktować małżonka jako obiekt to zaspokojenia pożądania, nie myśląc o jego odczuciach i potrzebach. To, co Tobie mogę poradzić to lekturę tych odpowiedzi: 2093, 2377 i przesłanie ich jemu a także tego artykułu: [zobacz]
Niech też poczyta świadectwa i rady na stronie www.onanizm.pl On musi mocno wziąć się za siebie i walczyć. To, że Ty boisz się takiego związku to zrozumiałe. Nic nie rób na siłę. Oczywiście jest możliwe, by z tego wyjść i tworzyć normalny, zdrowy związek. Tylko ten proces leczenia musi się przed ślubem odbyć, a najlepiej w ogóle przed związaniem się z kimś, żeby potem związek była czasem poznawania się nawzajem i budowania relacji a nie ciągła szarpaniną o czystość jednej ze stron. Módl się w jego intencji. Z Bogiem!

  beata , 27 lat
2894
12.03.2010  
Może zacznę od tego że nazywam się Beata mam 27 lat a po ślubie jestem już od 5 lat i czuje że mąż już mnie nie kocha. Nie wiem co się stało z naszym związkiem ale czuje się taka samotna.Wiem że życie to nie bajka, że są plusy i minusy bycia razem ale zawsze sądziłam że jeśli jest miłość między dwojgiem ludzi to potrafią przezwyciężyć każdą przeciwność. Jednak właśnie tej MIŁOŚCI nam brakuje . Mój mąż przestał już na mnie zwracać uwagę , śpimy razem w jednym łóżku jednak już od 1,5 roku ze sobą nie współżyjemy ( mimo że czystość zachowaliśmy do ślubu ) brak tez zwykłej normalnej rozmowy z jego strony to tylko burczenie podaj to, daj tamto , zrób to itp. Wiecznie na mnie krzyczy jeśli coś źle zrobiłam ( np. ostatnio wylałam kawę na dywan zaczął się na mnie wydzierać i wyzywać od najgorszych , klnąc na mnie i uderzył mnie )według niego wszystko robię źle .Na pierwszym miejscu zawsze stawia swoich kolegów i przyjaciół nawet psa lepiej traktuje niż mnie . Sądzę ze nawet by nie zauważył gdyby mnie na świecie już nie było. Tak naprawdę nie mam komu się zwierzyć niby mam siostrę ale ona ma takie cudowne życie , wspaniałego męża , porostu życie bez problemów wiec po co mam zawracać jej głowę moimi problemami a po za tym cała moja rodzina uwielbia mojego męża wiec komu mam powiedzieć o swych problemach .
Pisałam pamiętnik ale nie wiem jakim cudem dorwał go i wszystko przeczytał i zaczęło się wyzywanie , dręczenie i oczywiście nie odzywał się do mnie przez tydzień . Wkurzyło go to ze ja śmiem pisać to w pamiętniku bo przecież ja sobie na to zasłużyłam.
Czasem mam już dość tego traktowania złapałam się ostatnio na tym , że nawet marzę o śmierci , modle się o nią bo sama nie potrafię odebrać sobie życia .
Ja go tak bardzo kocham zrobiłabym dla niego wiele wiec czemu on mnie tak traktuje ?


* * * * *

No właśnie a jak go pytasz to co Ci odpowiada?
Musi być coś o czym nie wiesz, coś w jego zachowaniu, psychice. To niewyobrażalne, żeby tak traktować żonę, żeby tak żyć. Nie zgadzaj się na takie upokorzenia, koniecznie dąż do wyjaśnienia o co mu chodzi. Miłość nie wygasa nagle, nie jest tak, że ktoś kocha prawdziwie, ślubował to w sakramencie małżeństwa a potem nagle tak się zachowuje. Nie wiem czy to jakieś niewyjaśnione problemy, o których sobie nie mówicie, czy brak dbałości o siebie nawzajem ale na pewno trzeba coś z tym zrobić. Oczywiście najlepiej by było gdybyście pojechali na taki weekend małżeński, szczegóły znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
natomiast nie wiem czy Twój mąż się zgodzi. Jeśli nie to idź do poradni małżeńskiej (nawet sama), do mądrego ksiądz i powiedz co się dzieje, porozmawiaj. Zajrzyj też na stronę www.sychar.pl - to strona dla małżeństw z problemami. Trzeba by wysłuchać i Ciebie i jego i z Wami porozmawiać by wiedzieć co się dzieje naprawdę, przez internet, na dodatek kiedy Ty nie wiesz co jest grane nie da się nic konkretnego stwierdzić. Natomiast na pewno trzeba małżeństwo ratować. Rozmawiaj z nim, żądaj wręcz rozmowy, proś by Ci mówił o co chodzi. Tylko nie oskarżaj go w tej rozmowie, nie krzycz tylko spokojnie (choć to wiele kosztuje) próbuj wyciągnąć o co chodzi. Spokojem możesz pokonać jego agresję. A może oskarżacie się wzajemnie o jakieś rzeczy wynikające z Waszej odmiennej psychiki? To częste problemy, choć naturalnie nie są główną istotą Waszego problemu, bo nawet nie rozumiejąc się, trzeba się szanować. Jednak przeczytaj proszę te odp.: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 oraz te artykuły: [zobacz], [zobacz] może w tym znajdziesz jakiś klucz do problemu? Walcz, nie zostawiaj tak tego, zwróć się do kogoś w realu i przede wszystkim z mężem rozmawiaj, nie róbcie sobie cichych dni bo to tylko pogorszy sprawę. Poczytaj też te odpowiedzi: 147, 2312, 188,1304, 1314, 1347, 1438, 1453, 1547 może w nich coś znajdziesz? No i oczywiście modlitwa: za męża i za Wasze małżeństwo, o światło, rozeznanie, ratunek. Czy on w ogóle jest i był (w chwili ślubu) wierzący? Z Bogiem!

  Anna, 23 lat
2893
11.03.2010  
Czy dwoje ludzi, którzy chodzą ze sobą mogą się całować (oczywiście chodzi mi o całowanie się w usta, a nie w policzek)? I nie o cmoknięcie, ale taki namiętny pocałunek? Mnie się wydaje, że nie, bo to budzi pożądanie, ale chciałam zapytać o zdanie, bo specjalnie się nie mówi teraz na ten temat, a jeśli już to zdania są różne.

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 2302, 2454, 2564. Z Bogiem!

  Marta, 21 lat
2892
08.03.2010  
Jestem z chłopakiem od ponad roku i mam problem z jego mamą.W wakacje doprowadziła do mojej wyprowadzki od niego i od tamtej pory się ukrywamy.Chcialabym znowu z nim zamieszkać ale już bez jego mamy ale on tlumaczy że nie może jej zostawić samej.Czy taki związek ma sens???Jeśli tak to co robić żeby było lepiej.

* * * * *

Chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Mieszkałaś z nim i jego mamą, w dodatku bez ślubu? A dziwisz się, że ona się na to nie zgadza? A co na to Twoi rodzice?
Na początek przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] a potem przemyśl to wszystko. Jeśli jesteście gotowi razem mieszkać, jesteście gotowi założyć rodzinę i ją utrzymać to czemu nie weźmiecie ślubu? A jeśli nie jesteście gotowi to nie bawcie się w małżeństwo tylko bądźcie sobą, tym kim jesteście: chłopakiem i dziewczyną, nie trzeba razem mieszkać by się poznać. Z Bogiem!

  Karolina, 17 lat
2891
07.03.2010  
Witam:) dziekuje za odpowiedz na poprzedni list.Dał mi duzo do myslenia.Wiele zrozumiałam.Ale teraz sprawy sie pokomplikowały, nawet bardzo.Zrezygnowałam z niego. Powiedziałam mu ze mozemy sie tylko przyjaznic ale nic wiecej (duzo o tym myslałam, rozmawiałam z przyjaciłomi) za szybko sie to dla mnie działo. On mi powiedziła ze bedzie czekał na mnie. No ale długo nie czekał... to wszystko sie działo około listopada. I spodobał sie mojej przyjaciołce. I tak sie poskładało ze sa razem juz jakis czas, Lecz jest jeden problem. Ja żałuje tego jak sie to potoczyło, z nim sie zaprzyjaźniłam i teraz czuej ze potrzebowałam czasu ze teraz by było całkiem ineczej, rozumiemy sie bardzo dobrze. Powiedziła mi ze jestem dla niego bardzo ważna. Mnie teraz nie wystarcza przyjazn...lepiej go teraz poznałam. Chciałabym sie do niego przytulilc.. pobyc tylko z nim... Jednak on jest z moja przyjaciołka i ona go kocha i jemu na niej zalezy kiedy rownoczesnie on tez czasem załuje tego jak sie potoczyło. Chce byc w zyciu sczcesliwa (z reszta jak kazdy) on jest wspaniałym człowiekiem. Ale kocham moja przyjaciołke, ważne jest dla mnie jej szczescie. Nie chce jej zranic. Dodam jeszcznie wie o tym ze ja zaluje( uznalam ze tak jest lepiej) co robić? Dziekuje:) i serdecznie i goraco pozdrawiam, jest Pani niesamowita osobą:)

* * * * *

Dziękuję za ciepłe słowa. Szkoda, że nie podałaś numeru poprzedniej odpowiedzi, no ale trudno, sytuacja i tak się zmieniła. Widzisz, to, że tak szybko zaangażował się w nowy związek świadczy o takiej jeszcze niedojrzałości jego uczuć, o tym, że zakochanie bierze za miłość. Bo skoro emocje wygasły uznał, że pewnie miłość się skończyła, czekanie nie ma sensu bo nie czuje tak jak przedtem - i się zaangażował z kimś innym. Trochę nieładnie wobec Ciebie się zachował skoro powiedział, że będzie czekał. No i widocznie wcale taka ważna dla niego nie jesteś teraz skoro się pocieszył.
Rozumiem Ciebie, Twoja postawa świadczy o tym, że Ty zrozumiałaś istotę tego problemu, on zaś mu "łeb urwał". Niestety, skoro oni teraz są w związku to już nie możesz interweniować i z uwagi na kwestie etyczne (żeby nie rozbijać czyjegoś związku) jak i choćby dlatego, że on już nie byłby zainteresowany budowaniem na nowo z Tobą. Z tego co piszesz tak właśnie wnioskuję - on po prostu jeszcze do tego nie dojrzał.
Rozumiem, że to trudna sytuacja i musisz pomału "zapominać" o nim w sensie uczuciowym. O tym jak to robić pisałam w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Dlatego ogranicz kontakty a już na pewno nie katuj się widokiem ich obojga. Twoja przyjaciółka też powinna zrozumieć, że Ciebie to boli, więc nie chcesz na razie bliższej relacji i potrzebujesz czasu, który zabliźnia rany. Powinna to uszanować skoro jest Twoją przyjaciółką. Bo nawet jeśli myśli, że skoro Ty zerwałaś to "nie ma sprawy" to się myli, bo sprawa jest choćby z tego względu, że przestając być z kimś w związku nie przestaje się nagle czuć i widok tego byłego jeszcze jakiś czas powoduje ukłucie w sercu. I to im obojgu możesz powiedzieć gdyby byli zdziwieni Twoją niechęcią do kontaktu. Teraz od tego kontaktu ważniejsze jest Twoje poranione serce. I dlatego dbaj o siebie. Z Bogiem!

  Aga, 22 lat
2890
06.03.2010  
Jestem zaręczona i szczęśliwa. Od pewnego czasu jednak pewna myśl nie daje mi spokoju. Otóż mojego narzeczonego łączy bardzo silna więź z matka. Nie mowie, że to źle, ale wydaje mi sie, że po ślubie, mimo że teraz zaprzecza, będzie bardzo liczył sie z jej zdaniem. Jego ojciec jest alkoholikiem , matka sama wychowywała 5 dzieci moj narzeczony jest najmłodszym dzieckim, został w domu sam z rodzicami, kiedys powiedział mi ze chciałby zabrac mame z tego chorego domu. Później mowił,, że to tylko tak powiedział i wcale nie chce z nią mieszkać po ślubie. Częśto jej pomaga, słucha się jej, czasem mysle, ze nie potrafi spojrzeć na nią z dystansem. Ciągle chce jej dziekować za to że tyle się wycierpiała w życiu chce jej to wynagrodzić, ale ja mysle inaczej...skoro nie odeszla od męża tzn ze jest jej dobrze i nie należy jej az tak załować. Rozumiem że jest już schorowana i nalezy jej pomaać ale bez przesady. Martwię się...chce odwiedzac jego rodziców ale nie chce żeby ciągle byli obecni w naszym życiu, Może ejstem pzrewrazliwiona ale boję się, że może nie zauważałam tego wczesniej a on jest poprostu mamin-synkiem? Jak to sprawdzić czy jest na to jakiś sposób? czy można z tym walczyć i pokazać mu, że tak nie powinno być?

* * * * *

mm, to co opisałaś generalnie jest wytłumaczalne w pewien sposób i z jednej strony dobrze o nim świadczy (np. że nie ma do matki pretensje o swoje życie, o to, że nie odeszła od męża itp. tylko widzi jej cierpienie i chce jej pomóc). Ale z drugiej strony, zwłaszcza z uwagi na fakt, że jest najmłodszy może występować tutaj pewne od niej uzależnienie. Nie wiem na ile jego działanie jest przejawem szacunku i miłości do niej, a na ile uzależnieniem.
Tak czy inaczej Wy przed ślubem musicie jasno ustalić pewne zasady, nawet je spisać (tak, nie ma w tym nic dziwnego, bo zawsze można potem do tego wrócić i zobaczyć co było dla nas ważne). Musicie ustalić sposób spędzania świąt, częstotliwość odwiedzin u Twoich i jego rodziców i ogólnie sposób podejmowania decyzji. Niedopuszczalne jest, by rodzice w decyzje się wtrącali . Mogą doradzić ale nigdy nie naciskać. Musie ustalić też sposób pomocy dla jego matki (nawet materialnej gdyby zaszła taka potrzeba). Natomiast rzeczywiście mieszkanie razem nie jest dobrym pomysłem. Jeśli sytuacja zagrażałaby jej zdrowiu lub życiu to on wspólnie z rodzeństwem powinien ustalić w jaki sposób trzeba by mamie pomóc (np. wynająć jej jakieś mieszkanko) ale nie brać jej do siebie jeśli jest osobą sprawną fizycznie a zwłaszcza w sytuacji gdy będziecie młodym małżeństwem. To nigdy nie wychodzi na zdrowie. W pierwszym okresie małżonkowie powinni mieszkać sami, by potem nie mieć do nikogo pretensji. To wszystko zależy zatem od Waszych ustaleń, od rozsądku, od trzeźwej oceny sytuacji. Natomiast co do "testu" to nie tylko w tej dziedzinie ale i w innych polecam Wam odbycie "Wieczorów dla zakochanych" czyli takiego kursu, na którym porozmawiacie ze sobą na wszystkie tematy i ustalicie zasady. Przy "okazji" zaliczy Wam to kurs przedmałżeński. Polecam, świetna sprawa, informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Rozmawiaj zatem z narzeczonym, ustalajcie ile się da i trzymajcie się tego. Nawet jeśli przy okazji się pokłócicie to niech będą to konstruktywne kłótnie, pozwalające poznać się jeszcze lepiej. I jeszcze coś: skoro jego ojciec jest alkoholikiem to i jego matce i jemu potrzebna jest terapia dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Ty nawet też powinnaś z nim na nią pochodzić, by lepiej zrozumieć pewne mechanizmy jego działania (nie tylko w tej dziedzinie) i motywacje, bo to nie jest takie łatwe i w codziennym życiu wiele złych rzeczy wyjdzie. Jeśli nie będą przepracowane i zrozumiane to będą konflikty. Im szybciej się za to weźmiecie tym lepiej a już koniecznie przed ślubem! Informacje powinnaś znaleźć przy parafii, ewentualnie wpisz w wyszukiwarkę DDA najbliżej Was. To naprawdę bardzo ważne. Z Bogiem!

  Beata, 24 lat
2889
06.03.2010  
Witam Pani Kasiu!
Ostatnio pisałam do Pani 2 lata temu. Teraz znowu "sypie się" moje życie.
Po krótce opiszę Pani moją sytuację.
2 lata temu zostawił mnie chłopak (starszy odemnie 4 lat) - Robert. Z dnia na dzień dla innej. Był to dla mnie cieżki szok, jednak nie preżyłam żałoby.(Chciałam zaznaczyć, że nasz związek nie był oparty na czystości. W środku nie chciałam, płakałam przy każdym oddaniu, ale robiłam to dla Niegoa, On to wkorzystywał) Udawałam, że wszystko jest Ok. On wracał, odchodził.. i tak kilka razy przez następne miesiące. Wreszcie się go pozbyłam.
Zapisałam się na kartolicki portal randkowy i zaczęłam umawiać się z rożnymi facetami, choć po pierwszym spotkaniu.. jak tylko wyczuwałam, że im się podobam. a ja nie bardzo.. to zrywałam znajomość. I tak od randki do randki.
Prawie 8 miesięcy temu poznałam Andrzeja. Wspałaniły mężczyzna, o jakim marzy każda Kobieta. Było Nam ze sobą dobrze, snuliśmy plany.. myślałam, że nareszcie odnalazłam Tego Jedynego. Ale nie czułam tych wszystkich uczuć, co z poprzednich.. zaczęłam się zastanawiać? Na poł roku podarował Nam srebne obrączki. Wtedy zaczął się kryzys.. mój kryzys. Zdałam sobie sprawę, że jesteśmy na dwóch innych poziomach, że ja nie czuję tak jak On, tak mocno.. nie potrzebuję aż takiego zaangażowania w związek, takiej niezależnosci. On tylko ze mną się spotykał, Koledzy poszli na bok. A ja mam uczelnię, dobrą pracę, koleżanki, kolegów.. z którymi też chcę spędzać czas. Stałam się dla Niego nieprzejmna i obojętna.. On już nie mógł tego znieść.. i odszedł 2 dni temu.
Rozumiem go. Ale czy można się zmusić się do bycia z Kimś, jak się w środku czuje wewnętrzne nie? Mam wrażenie, że marzę o przeżyciu wielkiej przygody.. a nie spokojnym byciu. Choć czuję, że to nie da mi szczęścia.. i to będzie błąd.


* * * * *

Widzisz, zmusić się nie można, ale nie trzeba było chyba aż tak drastycznych kroków. Z tego co piszesz wydaje mi się, że on był tak w Tobie zakochany, że… Ciebie w tym nie widział. Że zakochał SIĘ w Tobie tak mocno, że był "na fali" tego uczucia i nie widział Twoich odczuć i obaw, nie wyczuwał, że Ty nie jesteś tak zaangażowana jak on. Fakt podarowania po pół roku nawet takich obrączek świadczy o tym wszystkim jednoznacznie. Nic dziwnego, że Ty nie wytrzymałaś presji. Obrączki (nawet takie) są symbolem pewnej przynależności. A jak Ty mogłaś czuć przynależność po pół roku mając w dodatku w sobie ból zranionego uczucia?
Rozumiem Cię, bo miałam podobne doświadczenie i też nie wytrzymałam w pewnej chwili napięcia. Wtedy właśnie poprosiłam o czas, bo zrozumiałam, że nie jesteśmy na tym samym etapie. I to był właśnie Wasz problem - nie byliście na tym samym etapie. On tego nie widział, wymagał, byś była tak zaangażowana jak on a czy Ty o tym mu mówiłaś? Może nie z obawy, że go urazisz? Widzisz, nie można robić czegoś wbrew sobie. Nie można odwzajemniać gestów, wyznań jeśli się tego nie czuje i nie jest na to gotowym. Ale jest na to rada: szczera rozmowa i konieczność "poczekania" przez osobę bardziej zaangażowaną. Innego wyjścia nie ma. On powinien na Ciebie po prostu poczekać, pozwolić Ci pomału dojrzewać, pomału rozwijać tę relację a Ty powinnaś mu o tym mówić i prosić o czas. Tymczasem oboje nie rozumieliście siebie nawzajem, Ty byłaś przytłoczona nadmiarem jego miłości a on rozczarowany brakiem Twojego entuzjazmu.
Inna kwestia to taka, że to, że nie czułaś tego samego co przy tamtym chłopaku to normalne i że nie możesz oczekiwać ponownie takiego samego entuzjazmu. Dlaczego? Podejrzewam, że tamten związek był Twoją pierwszą miłością. Pewnie tak, prawda? Jeśli tak przeczytaj odp. nr 575, 2722. A nawet jeśli nie to był związkiem, w którym dużą rolę odgrywały emocje, uczucia, byliście zakochani, czułaś "motylki" itp. A teraz było inaczej. A było, bo Ty jesteś starsza, bo byłaś poraniona i teraz już ostrożniej podchodzisz do ludzi i dlatego, że on zbyt szybko pędził w tej relacji. I dlatego. Zresztą zakochanie nie musi był tym pierwszym etapem związku. Pisałam o tym szczegółowo w odp. nr 13 oraz tym artykule: [zobacz] proszę przeczytaj i zobaczysz gdzie robisz błąd w założeniu. Miłość dojrzała nie musi być oparta na uczuciach. Jasne, uczucia jej towarzyszą ale brak zakochania w relacji nie dyskwalifikuje jej. Nie spodziewaj się więc proszę porywów uczuciowych bo gdy nie nastąpią będziesz rozczarowana i będziesz myślała ciągle, że "to nie to" a jeśli nastąpią i przeminą (co jest normalne) będziesz zszokowana, że "miłość wygasła". Ani jedna ani druga sytuacja zaś nie będzie prawdziwą miłością.
Czy zależy Ci na tym chłopaku? Jeśli tak to przeczytaj proszę to wszystko co Ci poleciłam oraz odp. nr 931, pomyśl i poproś go o rozmowę. Wytłumacz mu właśnie te etapy, pokaż gdzie zrobiliście błąd i spytaj czy chciałby z Toba go naprawić. Jesteście w stanie zbudować dobrą relację gdy będziecie wiedzieli o pewnych mechanizmach i byli w zgodzie ze sobą. Nie zmuszając się do czegoś na siłę. Gdy będziecie brali pod uwagę nawzajem swoje odczucia i mówili sobie o nich. Gdy strona "szybsza" da czas tej która jeszcze nie jest na tym samym etapie. Wtedy relacja będzie dojrzewać a Wy zobaczycie w sobie naprawdę osoby, z którymi chcecie iść przez życie. Tylko dajcie sobie czas i szanse. Módl się o rozeznanie tej sytuacji. Moim zdaniem jeszcze nic straconego, jeśli chcesz i on chce możecie to naprawić. Z Bogiem!

  Adam, 21 lat
2888
04.03.2010  
Mam okropny problem! Jestem z moją dziewczyną już prawie 2,5 roku. Trochę nam się nie układa. Oboje chyba mamy problem z miłością. Dużo się kłócimy, ja nie rozumiem jej, a ona mnie. Jest między nami różnica wieku dwóch lat, i ja myśle już poważnie o małżeńtwie, po prostu tego pragnę, ona podchodzi do tego kompletnie nie poważnie i bardzo mnie tym rani. Nie dogadujemy się za bardzo i do tego jeszcze jesteśmy jak ogień i woda, strasznie się różnimy. Oprócz tego, że mam tyle przez to wątpliwości to jeszcze poznałem inną dziewczynę, starszą i poważniejszą, która myśli już o małżeństwie o samo rozwoju jako kobiety itp. No i tak stoję pomiędzy i nie wiem jak do tego podejść, z jednej strony pragnę tej starszej dziewczyny, choćby ze względu, że uważam ją za lepszą kandydatkę, a znam już ją trochę, a z drugiej strony wiem że miłość to nie spontaniczne uczucie i nie chcę po prostu grać na emocjach i sobie i tej starszej dziewczynie - szczególnie że miedzy nami iskrzy. Czy szukając "ka ndydatki " na żonę można podchodzić tak bezwzględnie, po prostu uważają jedną za lepszą ją wybrać, czy to nie jest tak że Bóg wie lepiej kto to, choćby miała to być osoba trudna, może mniej się nawet nadająca, z trudnej rodziny (jej ojciec pracował za granicą, przyjeżdżał raz w miesiącu na kilka dni) , przez którą można cierpieć, czując się ciągle niezrozumianym i w ogóle?

* * * * *

Wiesz, zaskoczyłeś mnie, że już myślisz o małżeństwie, naprawdę. Rzadko się to zdarza, żeby chłopak w Twoim wieku do tego dążył. To nic złego, naturalnie, jeśli jesteś już w stanie zapewnić byt rodzinie. Może jest tak, że Twoja dziewczyna nie jest po prostu jeszcze na tym etapie? Nie zdziwiłabym się, bo 19-letnia dziewczyna nie musi być jeszcze dojrzała do małżeństwa. Może najpierw myśleć np. o studiach i nie być gotowa na rodzinę. Nie możesz jej poganiać, bo nie można przeskoczyć etapów związku, trzeba przejść pomału przez wszystkie. Jeśli ona jeszcze nie jest gotowa Ty musisz po prostu na nią poczekać. Natomiast co do Twojego pytania. To nie jest tak, że Bóg nam wskazuje kogo mamy wybrać. Bóg tylko tworzy okoliczności, byśmy mogli się poznać ale decydujemy sami. Nie ma bowiem "przeznaczenia" czyli jednej konkretnej osoby, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Co do tej starszej dziewczyny to nie wiadomo czy ona jest Tobą zainteresowana i nie wiadomo też czy już jest gotowa na małżeństwo - z Tobą . Zresztą sama gotowość nie wystarczy, trzeba jeszcze zbudować relację z daną, konkretną osobą, ja pokochać i chcieć być właśnie z nią, a nie tylko w ogóle chcieć wyjść za mąż. Może też być tak, że Ty nie będąc w związku z tą starszą dziewczyną poniekąd ją idealizujesz trochę, a nie wiadomo jaka by się okazała w relacji z Tobą. Natomiast swoją dziewczynę znasz z różnych stron, także tych nie najkorzystniejszych i wydaje Ci się, ze tamta byłaby lepsza.
To, że ze swoją dziewczyną się kłócicie to nie jest najdziwniejsze. Przypuszczam jednak, że wynika to z niezrozumienia swoich oczekiwań nawzajem a przede wszystkim - swoich różnic. Dlatego zanim oskarżycie się nawzajem o niezrozumienie i zdecydujecie rozstać przeczytajcie (oboje) te pytania: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 i te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Piszę tam o różnicach w psychice i konfliktach na tym tle i o oczekiwaniach kobiety i mężczyzny. Może się okaże, że te kłótnie nie maja racji bytu, bo kłócicie się o …to, że jesteście innej płci. Poczytaj, pomyśl, porozmawiaj ze swoją dziewczyną. Polecam Ci też konstruktywne kłótnie tzn. spokojne, bez oskarżeń, dążące do wyjaśnienia problemu a nie wyrzucenia tylko swoich emocji. Bo kłótnie też muszą mieć sens. Musicie wiedzieć co jest podłożem konfliktu i chcieć problem rozwiązać dochodząc do kompromisu. Samo pokłócenie się bez efektu nie ma sensu. Z Bogiem!

  Kasia, 32 lat
2887
04.03.2010  
witam :)juz od dwóch i pół roku jestem bardzo szczesliwa z chlopakiem którego bardzo kocham,on chyba tez bo widać że mu na mnie zależy jest zazdrosny w stosunku do mnie ,problem jest w tym że jesteśmy razem już dwa i pól roku,a on nadal nic nie wspomina o małżeństwie czy nawet o wspólnym mieszkaniu tym bardziej że nie jesteśmy już tacy młodzi,a przecież nie musimy się już pobierac wystarczy ze cos o tym wspomni że np.za pare lat,ale on nic niewiem co mam juz o tym myśleć,jak go zmusic do jakiejś rozmowy pomozcie i podtrzymajcie mnie przy nadzieii...z gory dziekuje i serdecznie pozdrawiam :)

* * * * *

No chyba dobrze, że nie wspomina o wspólnym mieszkaaniu, bo mieszkać przed ślubem razem nie wolno, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Natomiast faktycznie w Waszym wieku i z Waszym "stażem" związku to pomału należałoby się bardziej określić. Nic dziwnego, że chciałabyś wiedzieć, bo potrzebujesz pewnej stabilizacji. Może spróbuj jakoś ukierunkować rozmowę na te tematy, może nie tak wprost pytaj, ale próbuj wybadać co on zamierza w najbliższym czasie, jakie ma plany na przyszłość. A jak to nic nie da to w zasadzie masz prawo zapytać jak on nadal widzi Wasza przyszłość razem, tylko tyle. Wtedy będzie musiał się wypowiedzieć. Proszę poczytaj też odp. nr: 630, 1261. Z Bogiem!

  Olga, 19 lat
2886
02.03.2010  
Jestem ze swoim chłopakiem prawie 3 lata. Od początku znajomości ustaliliśmy, że współżycie nie wchodzi w grę. Nadal się tego trzymamy. Czasem jednak leżymy w swoich objęciach, całujemy się wtedy i rozmawiamy. Czy to jest grzech? Czy w ogóle pożądanie to grzech? Pytam, gdyż chcę mieć pewność, ze to co robimy jest czyste i dobre.

* * * * *

Poczytaj o pożądaniu w odp. nr: 540, 1527. Grzechem u Was jest to, że świadomie narażacie się na pokusę i niepotrzebnie się podniecacie. Myślisz, że w Twoim chłopaku się nie gotuje? Może Ty to jakoś znosisz, ale on z pewnością kiepsko sobie radzi, nawet jak Ci o tym nie mówi. Zdecydowanie odradzam takie zachowanie, czemu ono ma służyć zresztą? Aby było łatwiej zachować czystość należy właśnie unikać takich pokus i sytuacji. Przeczytaj też ten artykuł: [zobacz] i te pytania: 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132, 2302, 2454, 2564. Z Bogiem!

  megi, 26 lat
2885
02.03.2010  
witam serdecznie:) mam tyle watpliwosci:( poznalam chlopaka kawaler ale ma juz dziecko:( wiem ze to dobry czlowiek pierwsza osoba ktorej tak naprawde ufam, podoba mi sie jego patrzenie na swiat, hierarchia wartosci to jak widzi przyszla rodzine , malzenstwo..a najbardziej ze stawia boga na pierwszym miejscu:) bardzo go polubilam ale na drugim spotkaniu powiedzial mi ze ma dziecko.. chcial sie ozenic z matka dziecka ale nie wyszlo...teraz ona juz zalozyla rodzine a on placi tylko alimenty na dziecko ...wiem ze bardzo to przezyl...polubilam go od razu choc nawet nie byl w moim typie:) on szybko sie we mnie zakochal a ja nie moglam powiedziec co czuje ..balam sie nie chcialam go ranic i powiedzialam ze lubie go bardzo ale niewiem co ja mam zrobic...ta sytuacja byla naprawde dla mnie trudna balam sie reakcji m amy ludzi no i balam sie o przyszlosc...wiem co to brak ojca bo tata nas zostawil:( balam sie juz o moje przyszle dzieci ze im tez zabraknie ojca bo beda musialy sie dzielic z tamtym dzieckiem...balam sie ze nigdy nie bede go miala w 100%...jak to wyglada czy jest szansa na stworzenie szczesliwej rodziny???? czy on nadal musi placic alimenty jak bedzie mial swoje dzieci (kilka) ja naprawde widze w nim dobrego czlowieka ojca i meza tylko nie wiem jak sobie z tym poradzic...prosze o jakas rade:(

* * * * *

Ze strony formalnej: tak, on zawsze będzie musiał płacić alimenty, nawet jak się ożeni i będzie miał inne dzieci, mało tego - z pewnością ma przez sąd wyznaczone dni na widzenie się z dzieckiem (chyba, że z matką dziecka dogadali się polubownie) i zawsze tym dzieckiem będzie musiał się zajmować.
A teraz od innej strony: dla mnie osobiście byłby to za trudny związek. Dla mnie. Nie wiem jak dla Ciebie, ale z pewnością zanim się zdecydujesz powinnaś wiedzieć parę rzeczy. Od razu zaznaczam, że nie odradzam, bo nie mam takiego prawa i nie znam tego człowieka, ale kilka rzeczy napiszę. Jeśli zdecydujesz się za niego wyjść to tak jak słusznie zauważyłaś zawsze będziesz się musiała (Ty i Wasze dzieci) nim dzielić z tamtym dzieckiem. Bo ono też będzie miało prawo do spędzenia z ojcem wakacji czy świat, a jak pojawia się problemy wychowawcze to on będzie musiał interesować się problemami i po prostu uczestniczyć w jego wychowaniu. To kwestia odpowiedzialności. To się wiąże z tym, że i dla Ciebie i dla Waszych dzieci nie będzie to sytuacja łatwa, bo trzeba będzie i dzieciom to sensownie wytłumaczyć i Ty będziesz miała poczucie, że nie jest wyłącznie Wasz.
Druga kwestia to taka, że Ty już teraz masz świadomość, że nie byłaś pierwsza. Że on już z kimś był i to tak głęboko związany, że mają wspólne dziecko - i ono zawsze ICH dzieckiem pozostanie. Pomijam tu (choć może nie trzeba właśnie pomijać) faktu, że nie będziesz też dla niego pierwsza pod względem fizycznym. Nie wiem czy on tego błędu młodości (w sensie współżycia przedmałżeńskiego, nie dziecka) żałuje czy nie. Jeśli tak, to owszem, można mieć nadzieję, że przemyślał sprawę, że potrafi jakoś to wszystko pogodzić. Jeśli nie widzi w tym nic złego to oznacza, że jednak Bóg nie jest u niego na pierwszym miejscu.
Kolejna sprawa, choć wiążąca się z pierwszą: jak on wyobraża sobie przyszłość z Tobą? Jak wyobraża sobie codzienne życie, święta i urlopy wiążąc to z faktem tamtego dziecka? Bo jakoś musi. Musi to życie jakoś podzielić a Ty musisz mieć tego świadomość i na to się godzić jeśli będziesz chciała z nim być. Bo przecież nie może być tak, że on się od niego odetnie. Nie zaufałabym człowiekowi , który nie utrzymywałby kontaktów ze swoim dzieckiem, który by je po prostu porzucił i nie interesowałby go jego los, jego własnego potomka.
Jaki ma stosunek do Ciebie, do czystości przedmałżeńskiej (czy może uważa, że skoro i tak już nie jest taki czysty to nie warto się starać?), jak szanuje Ciebie, jaką ma wizję rodziny, domu, swojej pracy?
I najważniejsze: jak Ty się z tym czujesz? Chyba nie za dobrze, skoro piszesz, prawda?
Ja absolutnie nie kwestionuję, że być może (piszę "być może", bo dla mnie jak wspomniałam byłoby to za trudne) stworzyć z nim dobry związek i rodzinę. Ale to zależy też od wielu innych czynników, nie tylko dziecka. Od tego jaki on jest, czy jest dojrzały, czy to wydarzenie czegoś go nauczyło, czy nim wstrząsnęło, czy jest gotów naprawić błędy i rozpocząć inne życie (o tej gotowości świadczyć może choćby fakt, że chciałby w związku z Tobą mimo wszystko czystość zachowywać). Jak wyraża się o tym dziecku i jego matce? Czy nie zwala na nią winy, nie uważa, że "wrobiła go w dziecko"? Nie chodzi oczywiście o to, by utrzymywał z nią dobre, przyjacielskie relacje tylko o to, by jako dojrzały mężczyzna uznał też w tym swój udział a nie chcąc wybielić się przed Tobą zwalał na nią winę.
Wszystko zależy od tego jaki on jest teraz, ile czasu minęło od narodzenia dziecka (ten czas pokazuje jak on jako ojciec się sprawuje) i jak się zmienia.
Poradziłabym Ci poczytanie odp. nr: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 2341, 2568, 2627, 2717, 2724, tak ogólnie o dojrzałości do małżeństwa no i zadanie mu tych pytań, o których tu napisałam. Z jego odpowiedzi wywnioskujesz co zamierza i jak on to widzi. Bez tych odpowiedzi, bez obserwacji jego osoby, bez poznania jego zasad i wizji i jego samego w codziennym działaniu nie można powiedzieć czy będzie dobrze czy nie i czy warto ryzykować. Nie ośmielam się ani doradzać ani odradzać, bo nie mam prawa. Być może jest najlepszym kandydatem ale może tak nie jest. To Ty musisz analizując to wszystko podjąć decyzję. Tylko przemyśl to wszystko, miej świadomość i rozmawiaj z nim i obserwuj. Świadomie można na wiele rzeczy się zgodzić, ale trzeba właśnie pewną wiedzę mieć i mieć w sobie zgodę i tak naprawdę - też przebaczyć mu. Bo jeśli będziesz miała w sobie żal to nic z tego. Życzę Ci trafnych decyzji. I jeszcze jedno: może też udałoby Ci się porozmawiać z kimś kto założył rodzinę z kimś kto miał już dziecko? To byś zobaczyła jak to jest w praktyce. Nie znasz kogoś takiego w swoim otoczeniu? Z Bogiem!

  Agnieszka, 22 lat
2884
01.03.2010  
Witam,
chodze z chłopakiem ok 0,5 roku on jest we mnie zakochany niestety sa dni gdzie jest super czuje sie szczesliwa i zaczynam wierzyc w ta miłosc ale sa dni gdzie mamy rozne poglady na tematy i moj chłopak ogranicza rozmowe. Nie jest mezczyzna ktory jets przystojny ale ujał mnie a własciwie zainteresowalm sie nim gdyz słyszałam o nim dobre rzeczy, po tych informacjach na jeog temat pomyslalam sobie ze to dobry kandydat na męza. Spotykajac sie z nim przez ten okres doswiadczyłam jego ciepła, odpowiedzialnosci, wrazliwosci. chcialam spotkac faceta religijnego rodzinnego i prostego z takiej rodziny jak ja. Wie wszystko o mnie i to akceptuje czym mnei zadziwia tylko ja czasami nei czuje az takiej miłosci, niektre wady bardzo mi przeszkadzaja i czasami probuje ta niechec do nich przezyciezyc im wiecej sie staram tym bardziej czuje tylko do neigo ta przyjazn. Wiem jedno ze jakbym z nim zerwała brakowałoby mi ososby ktora mnie akceptuje taka jaka jestem , tych rozmów tego poczucia bezpieczenstwa. Nie wiem czy dalej walczyc czy zrezygnowac zadaje to pytanie sobie czesto. czemu jest tak ze boje sie czasami powiedziec mu ze go kocham?


* * * * *

No taki właśnie jest związek i taka właśnie jest miłość. A to, że się boisz powiedzieć mu, że go kochasz jest najzupełniej normalne, bo za krótko jeszcze jesteście ze sobą, by to wiedzieć. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] proszę przeczytaj. Absolutnie nie zmuszaj się do żadnego wyznania, mało tego - jeśli on wyznaje Ci miłość, a Ty nie jesteś an to gotowa możesz spokojnie porozmawiać z nim i to powiedzieć. Absolutnie nie należy robić czegoś wbrew sobie jeśli chodzi o gesty i wyznania. To co Ci poradzę to po prostu rozwijać nadal Waszą relację i nie przejmować się tak bardzo tym co czujesz każdego dnia, nie analizować tego. W związku są właśnie takie dni, kiedy wydaje nam się, że to właśnie to a są dni, że mamy ochotę zerwać - szczególnie w początkowym etapie relacji. Nic w tym dziwnego. Polecam Ci też jeszcze ten artykuł: [zobacz] i te odp.: 13, 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 2341, 2568, 2627, 2717, 2724. Poczytaj, pomyśl, z pewnością dojdziesz do wniosku, że Twój związek jest całkiem normalny. Daj szansę tej miłości! Z Bogiem!

  andrzej, 48 lat
2883
28.02.2010  
kocham jeszcze bez wzajemnosci

* * * * *

A starasz się o nią? Skorzystaj z porad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742, zaryzykuj, może będzie z wzajemnością?

  Karolina, 19 lat
2882
24.02.2010  
Szczęść Boże! Mam problem, z którym borykam się od kilku tygodni. Sama nie wiem, co czuję. Przyjaźnię się z pewnym chłopakiem, jest w moim wieku. Nasza przyjaźń trwa już właściwie 3 lata, dlatego wnioskuję, że już zdążyliśmy się dobrze poznać. Na początku wydawało mi się, że to jedynie przyjaźń, choć bardzo silna i jak na nasz wiek dojrzała, to tylko przyjaźń i nic poza tym. Jednak niejednokrotnie mogłam doświadczyć czegoś, czego doświadczyć może kobieta adorowana. Czasem padały pytania jak wyobrażałabym sobie nasze bycie razem, coraz częściej mówił mi, że brakuje mu dziewczyny. Ja jednak próbowałam wybrnąć z tego w wymijający sposób i udawało mi się to. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, mamy do siebie całkowite zaufanie. Bałabym się to wszystko zepsuć, bo być może nasz związek byłby naszą życiową porażką. A wtedy nic nie byłoby już jak dawniej. Czułam, że on chciał zbadać moje podejście, nie składając przy tym żadnych deklaracji. Gdy ja byłam trudno dostępna, on postanowił zmi enić, być może na pozór, swój stosunek do mnie. Już nie mówił, że pragnie partnerki itp. Opowiadał mi za to o innych dziewczynach, które mu się podobały, ale chyba tylko po to żeby wzbudzić we mnie zazdrość. Oczywiście ja mogłabym zaryzykować i spróbować stworzyć z nim związek. Ale czy można się zakochać w przyjacielu? Jak mam się upewnić jego uczuć do mnie, ale nie w bezpośredni sposób? Już zupełnie nie wiem co mam robić, z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że on jest dla mnie bardzo wyjątkowym człowiekiem, jesteśmy bardzo do siebie przywiązani. Czuję, że z nim mogłabym być szczęśliwa. Czy warto w ogóle iść w związkowanie się, ryzykując przy porażce pogorszenie naszych relacji? Czy poprostu zostawić to tak,jak jest? Oboje jesteśmy samotni, dobrze się znamy, możemy na sobie polegać i, bądź co bądź, obdarowujemy się nawzajem uczuciami. Boję się ryzyka, ale jednocześnie chcę tego. Co robić? Czy miłość zrodzona z przyjaźni jest pójściem w dobrym kierunku ?

* * * * *

Zawsze jest jakieś ryzyko, pisałam o tym w odp. nr: 46, 72, 2320. A być może on jako mężczyzna biorący wszystko dosłownie uznał, że skoro się wykręcałaś to nie masz ochoty na związek, że może to być tylko przyjaźń i tak Cię teraz traktuje - jak koleżankę. Jeśli diametralnie zmienił do Ciebie stosunek, częstotliwość kontaktów i pewne gesty, których doświadczałaś już się nie powtarzają to najpewniej tak właśnie jest: on próbował ale uznał, że Ty nie chcesz. To co możesz zrobić to zaryzykować wychodząc z inicjatywą w drobnych sprawach: zaprosić go na jakąś imprezę jako osobę towarzyszącą, zaproponować wspólne wyjście np. do kina czy jakąś wycieczkę wspólną. Jeśli on zobaczy ciepło z Twojej strony i inicjatywę właśnie to jeśli jest Tobą zainteresowany jako kobietą to wykorzysta to na pewno. Jeśli nie to być może po prostu przeszło mu zauroczenie i stwierdził, że może Was łączyć tylko koleżeństwo. Trudna decyzja i ryzyko. Ale jeśli faktycznie chciałabyś z nim być, widzisz pewne symptomy tego, że też się jemu podobasz to daj mu dyskretnie do zrozumienia, że też jesteś zainteresowana. Jeśli będzie chciał wykorzysta to z pewnością. Bo kobieta też może wykazywać inicjatywę pisałam to odp. nr 1306. Jeśli zaś nie wyjdzie- no cóż… zawsze jest ryzyko i obawa, że i przyjacielskie kontakty ulegną rozluźnieniu i Ty zostaniesz w pewien sposób upokorzona - bo oto odkryłaś uczucia i nie spotkałaś się z odzewem. Ale widzę, że tego chcesz i jak nie zrobisz kroku w jego stronę to pewnie będziesz się cały czas zastanawiać co on czuje i taka sytuacja będzie trwała w nieskończoność. Oczywiście uczuć nie wyznawaj, bo może to się źle skończyć, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] ale proponuj spotkania, uśmiechaj się do niego częściej, nie unikaj trudnych tematów. Musi zobaczyć, że darzysz go sympatią nie tylko koleżeńską. Bo może też być i taka możliwość, że on ciągle Cię kocha i stwierdził, że nawet jeśli Ty nie odwzajemniasz uczuć to on by być z Tobą w kontakcie pozornie zgodzi się na układ koleżeński i przynajmniej cały czas będzie blisko Ciebie i może po jakimś czasie osiągnie cel. Z Bogiem!

  Łukasz, 22 lat
2881
24.02.2010  
Witajcie. Moja dziewczyna jest 2 lata młodsza ode mnie. Oboje jesteśmy katolikami, żyjemy w czystości razem od roku. Ona mieszka ze swoimi dwiema koleżankami w mieszkaniu studenckim i wyczuwam, że gdy tam jest i rozmawiamy przez telefon, to jest jakaś inna, jakby się wstydziła, bardziej chłodna, zdystansowana. W listopadzie i teraz w lutym poszły we trójkę do swoich kolegów z liceum do ich mieszkania posiedzieć i pogadać, w obu przypadkach do ok.4 rano. Mnie to się nie spodobało, mówiłem wcześniej, że będę się z tym źle czuł i że nie chcę by szła ale otrzymałem argument "ale co powiedzą, chłopak jej nie puścił". Nawet przez myśl mi nie przechodzi, że miałoby tam stać się coś złego ale i tak boli mnie, że ona tam jest. Co jest złego z obu stron?

* * * * *

Łukasz, nic nie jest złego, wszystko ok. Co do rozmów telefonicznych: po prostu i zwyczajnie ona czuje się skrępowana rozmawiając przy innym o Waszym sprawach. Więź z Tobą jest czymś intymnym i nie ma się ochoty jej szczegółów ujawniać na zewnątrz. Nie każdy musi słyszeć Wasze wyznania miłości, prawda? Bo są Wasze i nikt inny nie ma prawa do Waszej prywatności. Jej zachowanie jest całkowicie zrozumiałe, ja też mieszkałam w wynajętym mieszkaniu i gdy mój chłopak dzwonił to próbowałam (na ile kabla mi starczało) przenosić telefon do mojego pokoju i rozmawiać z nim gdy byłam sama. Zobacz, Ty zapewne masz swobodę rozmowy a czy czułbyś się dobrze gdybyś musiał rozmawiać z nią przy swoich kolegach? Pewnie nie. Sprawa wizyty u kolegów. No widzisz, było jej głupio odmówić, a nawet niekoniecznie być może miała ochotę na tę wizytę, a pewnie nie tak długo. Ale było głupio. Coś jest w naszej naturze takiego, że identyfikujemy się z grupą, boimy się "odstawać". To co Ty mogłeś zrobić w tej sytuacji to po prostu przyjechać po nią. Nie byłoby w tym nic złego i na drugi raz spokojnie możesz to zrobić - pokażesz jej, że boisz się o nią a ponadto będzie miała pretekst, by wyjść wcześniej, jeśli nie ma ochoty tyle siedzieć. Zresztą porozmawiaj z nią szczerze, czy faktycznie tak dobrze się tam czuła i czy aż tak długo była z własnej woli czy dlatego że inni byli a może dlatego, że po prostu nie miała czym wrócić? A może w ogóle nie ma ochoty na takie spotkania więc niech będzie asertywna i odmówi. Być Mozę jednak sprawia jej to jakąś przyjemność, pewnie chcieli spotkać się paczką z dawnych czasów i powspominać. Są to znajomi sprzed związku z Tobą więc nie ma co kategorycznie stawiać sprawy - o ile oczywiście ona ma na to rzeczywistą ochotę a nie robi tego tylko dlatego, że głupio jej odmówić. Inna sprawa gdyby takie wypady były częste, gdyby były to spotkania tylko z kolegami, bez tych koleżanek - to tak, można się niepokoić. Ale póki co nie była to sytuacja w której zaufanie zostałoby nadużyte. Spokojnie, z Bogiem!

  anna, 24 lat
2880
23.02.2010  
podoba mi sie pewien facet, pracujemy razem i ostatnio sie zaprzyjaznilismy i spedzamy duzo czasu ze soba.. swietnie sie dogadujemy, mamy wspolne zainteresowania i nigdy nie koncza nam sie tematy do rozmow.. problem jest taki ze ja poowli sie w nim zakochuje a on jakos nie wykazuje zadnej inicjatywy.. jest niesmialy i do tej pory nie mial zadnej dziewczyny, tyle ze nie znam powodow bo jest tak skryty ze unika takich tematow :/ i nie wiem co robic.. kolezanki podpowiadaja mi aby go sprawdzic, i zaczac troszke ignorowac, moze wtedy zrobi jakis krok.. co o tym myslicie?? to dobry pomysl by zaczal sie mna troche interesowac jako dziewczyna a nie tylko jako kolezanka?

* * * * *

Możesz wypróbować rady koleżanek, by się przekonać czy sam wykaże jakąś inicjatywę a choćby zainteresuje czemu Ty pierwsza się nie odzywasz. Poza tym poszukaj możliwości wśród rad z odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742 a szczególnie 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493. To, że razem pracujecie jest bardzo dobrym pretekstem do rozmów, do wspólnych działań. Oczywiście Ty jako dziewczyna też możesz wykazywać inicjatywę, pisałam o tym w odp. nr 1306 Natomiast wiadomo, że nie możesz w nieskończoność czekać na ruch z jego strony. Jeśli po jeszcze kilku próbach on nie będzie samodzielnie działał, ciągle tylko Ty będziesz pierwsza rozmawiać, pierwsza coś proponować itp. to poczujesz się sfrustrowana. I być może należało będzie uznać, że nieśmiałość nieśmiałością ale być może on nie chce być w związku z Tobą albo w związku w ogóle. Przyczyny tego mogą być bardzo różne i nie ma sensu o nich dywagować. Po prostu - zrób co jeszcze możesz, przypuszczalnie odniesie to skutek ale jeśli nie, jeśli poczujesz się już zmęczona tym ciągłym przewodzeniem i nawet próba zdystansowania się też nie odniesie skutku no to niestety będziesz musiała odpuścić. Ale faktycznie pomysł lekkiego zdystansowania się nie jest najgorszy, może on po prostu teraz nie ma okazji się wykazać bo Ty ciągle wychodzisz z inicjatywą? Może czeka właśnie na taki moment, żeby móc zadziałać samodzielnie? W każdym razie powodzenia! Z Bogiem!

  Judyta, 24 lat
2879
23.02.2010  
Witam serdecznie,

mam taki problem- boje się, że nie będę mogła mieć dzieci. W tym roku biorę ślub i z narzeczonym planowaliśmy pierwsze dziecko, ok. 2 lata po ślubie. Ale teraz ciągle się zastanawiam, czy nie zacząć starać się od razu. Co prawda, mam jeszcze rok studiów, ale jakoś bym sobie poradziła. Bardzo się boję, ze się okaze ze nie będziemy mogli tych dzieci mieć, chociaz nie mam ku temu zadnych podstaw. Nie mam pojęcia skąd ten lęk i jak sobie z nim poradzić. Bez sensu:)


* * * * *

Nie wiem z czego to wynika a może masz takie przykłady w swoim otoczeniu i się wystraszyłaś lub wynika to z chorób, które przeszłaś? Jeśli to drugie to wybierz się do ginekologa, on Cię skieruje na badania. Ale generalnie jeśli nie masz podstaw to czemu się boisz? Jesteś młoda to szanse masz duże. Jak masz mieć to będziesz miała niezależnie od tego kiedy zaczniesz się starać a jak nie to przyspieszenie nic tu nie da. Z Bogiem!

  Anna, 22 lat
2878
22.02.2010  
Czy jest sens starać się o czystość przed ślubem ? Piszę to pytanie nie dla tego , że nie znam pięknych teorii o tym ,ale chodzi mi o to czy ma to sens w praktyce , bo gdy patrzę na chłopaków i słucham o tym co robią moje koleżanki (jesteśmy studentkami) to załamuję ręce . Chodzi mi o to czy są jeszcze na tym świecie ludzie którzy cenią sobie wartości moralne , religijne i czy oni potrafią tym żyć a nie tylko o tym mówić .Bo mam chłopaka który owszem wierzy , chodzi do kościoła ,ale w wielkim poście chodzi na imprezy , je mięso w piątki i ogólnie podchodzi w sposób lekceważący do spraw wiary i czystości przed małżeńskiej i nie wiem za bardzo co z tym zrobić . Przecież ja go na siłę zmieniać nie będę .A jeżeli czegoś nie chce to jeżeli będzie się starał robić to na pokaz tak bym ja to widziała to , to nie ma sensu .No a ja czytam dość sporo na te tematy i tak sobie myślę , że to wszystko ładnie i pięknie brzmi ale czy to ma sens w praktyce , czy jeszcze można spotkać w życiu ko goś takiego , kto podchodzi poważnie i z szacunkiem do tych spraw . Ja wiem ,że Pani nie jest wyrocznią :)i nie jest w stanie wejść w ludzkie serce , ale czy dążenie do doskonałości , rozwój osobisty , wymaganie od siebie mają sens ?Czy jest możliwe spotkanie takiego mężczyznę , co również by pragnął się doskonalić , zachowywać pewne normy?I co ja mam zrobić z tym moim chłopakiem , czy od razu go rzucić ? On mi się podoba i to nawet bardzo , ale ja nie chcę się z nim męczyć .

* * * * *

Jest sens. Moje małżeństwo jest dowodem tego, że ma to głęboki sens. I nie jest to teoria, bo ja piszę z praktyki i napisałam w więcej na ten temat w tym artykule: [zobacz]
Jasne, że jest zdecydowana mniejszość ludzi, którzy czystość i rozwój wewnętrzny cenią ale przecież nie chodzi o ilość tylko o jakość. Niestety, ma to przełożenie na fakt, że rzeczywiście coraz trudniej znaleźć odpowiednią osobę na małżonka, wyznającą takie same wartości. Jednak są takie osoby z całą pewnością, o czym świadczy choćby Ruch Czystych Serc, do którego zapisują się ludzie zobowiązujący się dbać o wartości. Co do Twojego chłopaka: widzisz, wybór należy do Ciebie. Jane, że nie zmienisz go ani na siłę ani nie na siłę. Nawet Twój przykład może go pociągnąć lub nie. I musisz liczyć się z tym, że on może się nie zmienić. I do Ciebie należy wybór czy go takiego zaakceptujesz czy zgodzisz się an bycie z kimś takim czy nie. Tylko teraz należałoby zadać mu pytania: co jest jego celem i sensem życia? Widzisz, bo nie można wychodzić w rozmowie od zasad, bo one w oderwaniu od pewnej głębi pozostaną tylko czymś powierzchownym, jakimś rytuałem, którym nie należy się przejmować. To, że ktoś wierzy, praktykuje, choćby nie je mięsa w piątki nie jest tylko przyzwyczajeniem tylko z czegoś wynika. Dla nas, chrześcijan jest to dowód szacunku dla Jezusa, który tego dnia umarł an krzyżu. Zapytaj chłopak czy nie czciłby pamięci kogoś bliskiego? Gdyby np. ten zmarły miał wolę by w soboty zapalać mu świeczkę lub położyć co miesiąc kwiaty na grobie - czy on by tego nie robił. Pewnie by robił gdyby to była bliska osoba, którą by kochał i wspominał. To byłby dowód szacunku i pamięci dla tej osoby. I tak jest z naszą wiarą. Jeśli dla Ciebie fakt, że Jezus nas odkupił jest ważny to nie zjesz mięsa w piątek - by Go uszanować. Czy on wierzy w Boga? W to, że dokonało się Zbawienie? Jeśli tak to właśnie dlatego - z szacunku dla tego co Bóg dla niego zrobił nie pójdzie w piątek na dyskotekę. Bo Bóg będzie dla niego ważny. To wcale nie jest skomplikowane, tylko należy się zastanowić z czego coś wynika. My to wszystko po coś lub z jakiejś przyczyny robimy. Tylko tą przyczynę trzeba znać. Dlatego trzeba wyjść od sensu życia, od tego czym jest człowieczeństwo, jaką ma wartość, od szacunku dla drugiej osoby. Bo można nawet nie rozumieć wartości czystości ale szanować swoją dziewczynę i z tego szacunku nigdy jej współżycia nie zaproponować. Nie musisz rzucać swojego chłopaka, ale nie musisz też zgadzać się na wszystko. Jeśli dla Ciebie coś jest ważne - masz prawo a nawet obowiązek mówić to wprost i domagać się poszanowania swoich zasad. Natomiast też musisz być gotowa wyjaśnić mu dlaczego Ty coś robisz lub nie robisz, dlaczego to jest dla Ciebie ważne, wyjaśnić to tak od siebie a nie dlatego, że "Kościół tak mówi". Bo dla niego może to nie mieć znaczenia ale jeśli Ty mu coś wyjaśnisz to może to zrozumie, może się tym zachwyci lub przynajmniej nad tym zastanowi. Bycie z kimś w związku nie jest proste. Naprawdę jest bardzo trudną sztuką kompromis, tolerancja i szacunek. To nie są umiejętności automatyczne, tego trzeba się uczyć. Docieranie się trwa długo i jest bolesne. Odpowiedź na pytanie czy ten człowiek jest tym z kim chcę iść przez życie zależy od nas samych. Nikt nie jest w stanie zdecydować za nas.. Jane, nigdy nie znajdziemy osoby idealnej. Ale nie o to chodzi. Chodzi o taką granicę, kiedy czujemy, że to co jest inne jesteśmy w stanie znieść - nie cierpiąc z tego powodu. Kiedy inność drugiej osoby nam nie szkodzi, nie urąga naszym wartościom, nie przeszkadza tak, że cierpimy i nie możemy normalnie żyć. Jeśli potrafimy coś znieść nie czując się sfrustrowanym i pokrzywdzonym przez życie. Pamiętajmy - swoje życie w dużej mierze (nie licząc wypadków losowych) kształtujemy sami. Wybór małżonka jest od nas zależny, bo nikt się nigdy nikomu nie "trafia" i nie ma przymusu w zawieraniu małżeństwa. Nie ma też przeznaczenia w miłości, pisałam o tym tutaj: [zobacz]
Dlatego rozmawiaj ze sowim chłopakiem, wyjaśniaj mu swój punkt widzenia i proś by on robił to samo. Ustal co dla Ciebie jest ważne i trzymaj się tego nie idąc na ustępstwa powodujące wyrzuty sumienia. Oceń czy mogłabyś z nim być całe życie gdyby nigdy się nie zmienił. I módl się o rozeznanie, o właściwy wybór. Z Bogiem!

  załamana, 16 lat
2877
22.02.2010  
Dwa miesiące temu zerwał ze mną chłopak. Powodem byli inni chłopcy, z którymi rozmawiałam. Budziła się w nim zazdrość. Kilka dni później strasznie się kłóciliśmy. Od ponad półtora miesiąca nie rozmawiamy ze sobą wcale. Dodam jeszcze, że chodzimy razem do klasy i trudno mi o nim zapomnieć. Chciałabym, żeby wrócił, bo przy żadnym innym chłopaku nie czułam się tak bezpiecznie. Kocham go. Co powinnam zrobić? Proszę o jak najszybszą odpowiedź.

* * * * *

No ale zerwał z Tobą dlatego, że tylko rozmawiałaś z innymi chłopakami? To jakieś nieporozumienie. Widocznie on wcale nie rozumiał czym jest związek, nie był do niego gotowy i mylił zazdrość z wyłącznością, pisałam o tym w odp. nr: 24, 377, 1343, 1385, 2208. Co zrobić? Jeśli tak się zachowywał to nie ma sensu nakłanianie do powrotu - tym bardziej, że on tego nie chce - gdyż sytuacja przy najbliższej okazji się powtórzy. Tak jak mówię - jeśli ktoś tak się zachowuje - nie dojrzał zupełnie do miłości i nie potrafi jeszcze kochać. Oczywiście trudno Ci o nim zapomnieć kiedy chodzicie do tej samej klasy. O tym co Ci może pomóc pisałam w odp. nr: 80, 526, 653, 825 proszę, poczytaj. Oczywiście nie wszystkie rady będziesz mogła wprowadzić w życie ale to co jest od Ciebie zależne, tzn. unikanie celowe sytuacji w których możesz go spotkać koniecznie zastosuj. Musisz pomału zapominać, starać się nie pielęgnować w sobie tych uczuć, wręcz modlić się o uwolnienie od nich. Inaczej będziesz nieszczęśliwie zakochana podczas gdy jemu będzie to obojętne. Musisz dać sobie czas na przeżycie swojej żałoby ale jednocześnie mieć świadomość, że nie ma szans na stworzenie z nim związku. Dlatego próbuj uwolnić się na ile możesz od tego uczucia, bo ono Cię niszczy. Będzie dobrze, tylko popracuj nad tym. Z Bogiem!

  albertina, 22 lat
2876
17.02.2010  
Witam. proszę pomóżcie mi. Otóż poznałam przez internet chłopaka. Tak naprawdę to on najpierw napisał do mnie i zaczęła się nasza znajomość. troszeczkę poznaliśmy się pod względem tym gdzie mieszkamy (miejscowość, bez dokładnego adresu), co robimy na co dzień (czyli nauka, praca itp), widzieliśmy się jak wyglądamy (zdjęcia). itd. czasami do siebie piszemy. a raczej ja próbuję co raz napisać bo poczułam sympatię do niego. Nigdy nie miałam chłopaka a chciałabym naprawdę kogoś mieć. I naprawdę wygląda na rozsądnego człowieka. napisałam do niego żeby napisał coś więcej o sobie. a on zaproponował spotkanie.I teraz mam problemik. on mieszka ok.40km odemnie, ale to nie problem, dojadę, ale co ja powiem rodzicom, nie chciałaby im mówić to że jadę do niego bo usłyszę odpowieć np. "to on nie może przyjechać" a pozatym wstydzę się o tym narazie mówić. kolejnym problemem jest to że gdy np. dojdzie do tego spotkania nie wiem jak zachować się, będę pierwszy raz w takiej sytuacji, a pozatym jestem małomówna i troszeczkę wstydliwa. Myślałam także żeby iść do księdza o tej sytuacji porozmawiać, ale nie mam odwagi. A tak wogóle co ja mam mu odpisać odnośnie spotkania tego??? proszę o szybką odpowiedz. dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

* * * * *

No właśnie: a on dlaczego nie może przyjechać? Wypada by chłopak pierwszy przyjechał do dziewczyny. A może umówcie się w jakimś neutralnym miejscu w innej miejscowości. No chyba, że on mieszka np. w większym mieście gdzie jest więcej możliwości i chce Cię wziąć w konkretne miejsce? Czy jakieś konkrety padły? Czy zaprasza Cię do siebie do domu? Jeśli do domu to byłabym ostrożna bo nigdy nic nie wiadomo. Ale i tak na pierwszym randkach najlepiej spotykać się na neutralnym gruncie, żeby nikt nie był skrępowany. Poproś o szczegóły tego spotkania, po prostu spytaj czy coś konkretnego zaplanował, czy już wie gdzie byście się spotkali (jako pretekst możesz podać, że np. nie wiesz jakie buty wziąć bo jeśli będzie to wycieczka w plenerze to wtedy inaczej się ubierzesz). Wtedy będziesz wiedziała czy ma jakiś pomysł. Bo generalnie randki muszą być zaplanowane, pisałam o tym w odp. nr 1809. Przygotuj sobie kilka tematów w których dobrze się czujesz, określcie granice czasowe tego spotkania np. powiedz na początku, że masz autobus o tej i o tej, tak by nie przebywać zbyt długo ze sobą po raz pierwszy i żeby nie było kłopotliwej sytuacji kto ma zakończyć spotkanie. Możesz też wykorzystać rady z odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742, może tam znajdziesz jakąś podpowiedź. A z czasem możesz Ty też mieć jakieś propozycje na spotkania. Z Bogiem!

  Pola, 18 lat
2875
15.02.2010  
Poznałam go rok temu...równy rok temu...wtedy był lektorem w naszej parafii. Na początku znajomości pisaliśmy ze sobą bardzo dużo.Można powiedzieć że ja zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Bardzo chciałam aby on także się mną zaineterosował. W końcu dowiedziałam się przez przypadek że on zamierza wstąpić do seminarium..Nie mogłam w to uwierzyć...bo przecież on.najbardziej 'niegrzeczny' chłopak ze wsi ma zostać księdzem?? Nikt nie chciał w to wierzyć.Jednak mimo to spotykaliśmy się dość często..Ja oczywiście wiedząc o jego zamiarach nie mówiłam mu tego ze znaczy dla mnie coś więcej.Postnowiłam zostawić to dla siebie..chociaż on mimo to nie ukrywał tego że mu się podobam..mile komplmenty ciepłe sms-y.W końcu nadszedł wrzesień..ON wyjechał..pożegnaliśmy się życzyłam mu szczęścia.. Jednak ciągle o nim myślałam ...nie mogłam zapomniec...kochałam go. I kiedy przyjechał na święta...pokłóciliśmy się ale tylko przez sms..o drobną rzecz..i wtedy zadal pytanie dlaczego mi tak na nim zależy napisalam ze po prostu go kocham...wyznałam mu miłośc przez sms...bardzo potem tego żałowałam...Kiedy potem rozmawialiśmy wytlumaczył mi ze gdyby wiedział o tym wcześnie to nie poszedł by do seminarium wogóle a teraz jest już za póżno..ja powiedziałam mu żeby zapomniał o tym że wogóle cos takiego mu napisałam...przeprosiłam..
Piszemy często sms...on pisze że nie jestem mu obojętna .Jest na drugim koncu Polski więc gdy przyjeżdża czasem to się spotykamy...on wiele dla mnie znaczy...a gdy po ostatnim spokaniu pisaliśmy ...powiedział ze często myśli o tym jakby to bylo jakbyśmy byli razem...ale jednak zarzeka ze jest juz za pózno..
Pogubilam się juz w tym wszystkim...sama nie wiem co mam o tym myśleć przecież zdaję sobie sprawe z tego że to właśnie Bóg kieruje naszym życiem po to abyśmy byli szczęśliwi i może tak miało być...?ale dlczego w takim razie ciągle o nim myśle...kocham go...


* * * * *

Za całą odpowiedź proszę Cię o przeczytanie tych odp.: 10, 29, 157, 364, 381, 523, 644, 940 i o to byś nie wierzyła w takie bzdury które on opowiada. O, teraz to się zdenerwowałam. Na co jest za późno? Po święceniach jest z późno a nie teraz. Co to znaczy, że jakby wiedział to by nie poszedł? To dlaczego poszedł? Z powołania, dla Boga czy w innym celu - jakim?
Nie wierz w takie rzeczy. Bo gdyby mu na Tobie zależało, gdybyś mu się podobała to by do seminarium nie poszedł, a gdyby zakochał się w Tobie później to by wystąpił i koniec. Z pewnością za późno nie jest. Dlatego moim zdaniem on wcale poważnie Cię nie traktuje. Po prostu gra na Twoich uczuciach nie zdając sobie sprawy co Ty przeżywasz. Gra dla niego jest bezpieczna, bo na odległość, bez zobowiązań. Nie pozwalaj sobie na to. On musi się zdecydować - albo w tą albo w tą. Nie daj się nabrać, że na coś jest za późno. Zażądaj decyzji. Poczytaj proszę polecane odpowiedzi i konkretnie poważnie z nim porozmawiaj, bo nie można żyć w takim zawieszeniu. Ani Ty nie możesz ani on długo tak nie pociągnie, bo po prostu go wyrzuca jak zobaczą że gra na dwa fronty. Zresztą to jest nieuczciwe z obu stron. Niech on sobie konkretnie odpowie na pytanie po co tam jest, bo chyba do tej pory tego nie odkrył. A potem niech się zdecyduje i albo wystąpi albo przestanie Ci głowę zawracać - nie pozwalaj sobie na to, bo to się może ciągnąć latami i Ty będziesz nieszczęśliwa a potem zostaniesz na lodzie. Zrób coś. Z Bogiem!

  Magda, 19 lat
2874
12.02.2010  
Witam :)
Czasem zastanawiam się nad jedną rzeczą. Dlaczego na tym świecie jest tak, że nie można wybrać osoby do kochania? O ile łatwiej byłoby wtedy!
Mam przyjaciela(Kubę), który jest we mnie zakochany już od dobrych paru lat. Na poczatku ukrywał się ze swoim uczuciem, potem zaczał robic wszystko, żeby mi pokazać jak bardzo jestem dla niego ważna. W pewnym momencie myślałam, że tez do niego coś czuję i chciałam spróbowac jak bedzie nam razem- ale niestety wszystko mi mówiło że to nie to... Mając tak cudownego czlowieka obok siebie(mogę mu powiedzieć o wszystkim, śmiać się, płakać itd) ja caly czas kocham mojego byłego chlopaka, który złamał mi serce 1,5 roku temu, a teraz znowu pojawil się w moim życiu. I chociaż wiem, że on sie tylko bawi uczuciami i tak naprawdę pewnie nic dla niego nie znaczę- ja cały czas o nim myślę i czekam na jakiś cud- że możę jednak coś zrozumiał...
Nie wiem jak sobię z tym poradzić. Staram się zaufać, że wszystko co się dzieję, ma swój głębszy sens, ale to naprawdę bardzo trudne. Ranię i odrzucam kogoś, kto mnie kocha, a sama tkwię w uczuciu do osoby, która nawet nie wyobraża sobie ile wciąż dla mnie znaczy (i z pewnością nie chce tego wiedzieć)...
To tyle. Będę wdzięczna za jakąkolwiek rade.
Pozdrawiam :)


* * * * *

No właśnie, to jest to co napisałam Twojej poprzedniczce: że kochasz dobre wyobrażenia i wspomnienia o kimś a nie jego samego, pisałam o tym w odp. nr: 441, 868. Jeśli się rozstaliście to coś było tego przyczyną, prawda? Choćby fakt, że on nie chciał, czy że nie mogliście być ze sobą. I teraz jeśli tamten związek się skończył z jakiegoś powodu to Ty kochasz go nadaremno. Bo on nie kocha Ciebie i Ty się po prostu zadręczasz. Aby się uwolnić od tego przeczytaj proszę odp. nr: 80, 526, 653, 825 - o tym jak zapomnieć i unikaj kontaktu. Jeśli zdecydowaliście lub nawet tylko on zdecydował, że nie będziecie razem to pielęgnowanie uczuć tylko Cię frustruje, zamyka serce na innych i nie pozwala się zaangażować z kimś nowym. I do niczego to nie prowadzi. Aby móc pokochać na nowo trzeba mieć serce wolne. I dlatego powinnaś dla własnego dobra starać się o uwolnienie siebie. Módl się o to, by Bóg zabrał Ci to uczucie a i Ty sama nie prowokuj sytuacji w których będziesz się pogrążać. Unikaj miejsc, w których on jest i nie dąż do kontaktu. Dopiero wtedy będziesz gotowa na inny związek. Faktem jest, że zbyt szybko zaangażowałaś się w nowy związek. Teraz staraj się po prostu nie iść za szybko, tzn. nie odwzajemniaj gestów na które nie jesteś przygotowana, nie wyznawaj uczuć jeśli nie kochasz. Poczytaj ten artykuł: [zobacz] będzie Ci łatwiej. Po prostu poproś Kubę o czas, gdyż nie jesteś jeszcze na tym samym etapie co on. Jasne, nie opowiadaj mu o swojej byłej miłości i o przyczynach tego innego etapu ale nie pozwalaj się poganiać ani nie rób czegoś wbrew sobie. A ponadto przeanalizuj motywy zerwania i zachowanie tamtego chłopaka i zastosuj rady z odpowiedzi, które Ci poleciłam. Będzie dobrze, coraz lepiej, tylko nie pielęgnuj tamtego uczucia - tzn. módl się i sama nad tym pracuj. Może z czasem okaże się, że tak naprawdę to Kuba jest Twoją miłością a do tamtego już nic nie czujesz? Gdybyś jednak odkryła, że jesteś z nim na siłę, bez przekonania to nie ma sensu męczenie się i dawanie nadziei chłopakowi. Wtedy po prostu odejdź. Ale póki co próbuj zapomnieć o tamtym. I jeszcze jedno: tak naprawdę to możemy - w jakimś zakresie - wybierać osobę do kochania, bo nie ma przeznaczenia, poczytaj o tym w tym artykule: [zobacz]
Z Bogiem!

  dominika, 18 lat
2873
09.02.2010  
Witam Was bardzo serdecznie, na początku nie byłam pewna czy chce zapytać, poradzić się...Zawsze myślałam,ze sama sobie ze wszystkim poradzę. Niestety, z czasem zrozumiałam,że to nie jest możliwe, ze potrzeba nam do życia innych ludzi, którzy pomogą, którym będziemy mogli zaufać.
Piszę, gdyż jestem z pewnym chłopakiem od ponad półtora roku, na początku byłam nim zauroczona, potem myślałam,ze się zakochałam, tak szczerze i prawdziwie... Jednak podczas tego całego czasu myslałam czasem o pewnym chłopaku, z którym poznałam się dużo wcześniej, często pisaliśmy kiedys, wzajemnie szanujac swoje mysli, powierzając najskrytsze sekrety. Nie mogłam o nim zapomnieć, nawet teraz gdy jestem w obecnym związku. Próbowałam o tym nie mysleć, ale gdy widziałam go w szkole coś we mnie pękało, czuje sie czasem nawet o niego zazdrosna...A przecież nie mam takiego prawa...
Nie chce oszukiwać mojego obecnego chłopaka, nie chcę go zranić, bo wiem, że to z każdą chwilą będzie dla niego coraz trudniejsze. Nie chce robić mu złudzeń i nadziei... Wiem,że tamta dawna znajomość nadal coś znaczy dla mnie i dla tamtego chłopaka, wiem, ze on do mnie czuje coś ważnego tylko boi się o tym opowiedzieć, bo pod tym względem jest bardzo skryty i rozważny. Zupełnie nie wiem jak powinnam postąpić, czy mój obecny związek jest tylko przyzwyczajeniem?


* * * * *

Widzisz, problem polega na tym, że gdy z kimś nie jesteśmy to zaczynamy kochać nie jego a swoje wyobrażenia o tym kimś. Wyobrażamy sobie różne sceny, dopowiadamy rozmaite zakończenia historii. Gdy jest to ktoś z kim już byliśmy to pielęgnujemy w sobie dobre wspomnienia. I z tego wszystkiego powstaje w naszym umyśle pewien obraz, który może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Jednak dopóki nie staniemy "oko w oko" z obiektem naszych westchnień ciągle ten obraz będziemy w sobie nosić. Natomiast bardzo prawdopodobne jest, że zderzenie z prawdziwym "ja" tego człowieka byłoby bolesne, bo okazałoby się, że on jest po prostu inny niż nam się wydawało. W przypadku osób, które kiedyś ze sobą były jest jeszcze jedna kwestia: dlaczego nastąpiło rozstanie? A w Twoim przypadku: dlaczego nie stworzyliście związku? Chodzi mi o to, że idealizujmy kogoś. I jest takie niebezpieczeństwo, które i Ciebie spotkało: wydaje Ci się, że z tamtym chłopakiem byłoby Ci lepiej, że ten związek to tylko przyzwyczajenie itp. Dzieje się tak ponieważ zamiast cieszyć się swoim związkiem i myśleć o swoim chłopaku Ty patrzysz w przeszłość i myślisz o tym co już było. Pytanie po co? Przecież tak naprawdę gdyby tamten chłopak był Tobą tak żywo zainteresowany to z pewnością by działał. Gdyby on był dla Ciebie ważniejszy niż obecny chłopak -tak ważny, że byłabyś zdecydowana z nim być (bo on tez by tego chciał) - to nie byłabyś w obecnym związku, bo by do niego nie doszło. A jeśli tak się nie stało to ani Ty nie jesteś jego pewna ani on nie jest tak na Ciebie zdecydowany. Nie możesz też z całą pewnością powiedzieć, że on coś do Ciebie czuje ważnego - nie wiesz tego na pewno, to Twoje domysły. I jeszcze jednak kwestia - co zdecydowało, że jesteś z obecnym chłopakiem? Coś musiało Cię w nim zauroczyć, pociągnąć, że mimo, iż (jak deklarujesz) tamten chłopak był dla Ciebie ważny zdecydowałaś się być z innym? A może tamto pisanie, tamta znajomość była tak niekonkretna, że przestałaś liczyć na coś więcej z jego strony? Może to tylko na pisaniu się kończyło a żadnych konkretnych kroków nie było? Może właściwie on wcale nie miał zamiaru być z Tobą a "traktował Cię jak koleżankę" natomiast Ty po prostu dopowiadasz sobie pewne rzeczy? Proszę przeczytaj odp. nr: 441, 868 i przemyśl co zdecydowało że jesteś ze swoim chłopakiem i przeanalizuj zachowanie tamtego. Czy kiedykolwiek dał Ci do zrozumienia, że jest Tobą bliżej zainteresowany? Zaprosił Cię gdzieś, próbował się spotykać? Jeśli nie - od razu uznaj, że to było takie tylko właśnie pisanie, taka znajomość na odległość, tą bezpieczną, by się nie angażować, bez zobowiązań. Bo co stało na przeszkodzie kiedy byłaś jeszcze wolna, by on działał? Byście zaczęli się spotykać? Jeśli on nie proponował Ci spotkań to szkoda Twojej energii na zastanawianie się co by było. To znaczy, że nic by nie było bo on nie miał wobec Ciebie poważnych zamiarów. I srogo byś się mogła rozczarować gdybyś z tym chłopakiem zerwała a tamten by oświadczył, że jesteś dla niego tylko koleżanką. I tedy po prostu przestań o nim myśleć, unikaj kontaktu a ciesz się swoim związkiem. Gdy chłopakowi zależy - działa a nie tylko marzy - jak dziewczyna. Gdyby chciał z Tobą być - to by działał kiedy mógł. Z Bogiem!

  Patrycja, 15 lat
2872
08.02.2010  
Witam
chcialabym się dowiedzieć czegoś wiecej o milosci do duchownego...
czy sa jakies stronki?
a moze jakies ksiazki?
bylabym bardzo wdzieczna za pomoc...


* * * * *

Przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
Z Bogiem!

  m, 23 lat
2871
03.02.2010  
a ja chcę żeby moim mężem był Jezus, On nigdy mnie nie zawiedzie. być może to się wyda niektórym śmieszne ale już uczyniłam swoje osobiste z Nim zaręczyny, to jest piękne. Teraz zostało wybrać Zakon, w którym chce mnie widzieć. Pozdrawiam wszystkich!

* * * * *

No to gratulacje, tylko wiesz, nie bądź ostrożna z tymi "zaręczynami" i nazywaniem Jezusa "mężem". Bo "zaręczyny" to chyba dopiero śluby czasowe w zakonie. No i jeszcze jedno: chcesz wstąpić do zakonu dlatego, że czujesz takie powołanie czy dlatego, że się na ludziach zawiodłaś? Bo pisząc, że Jezus Cię nie zawiedzie (co jest prawdą) mam wrażenie, że czujesz jakiś żal do kogoś kto zawiódł. Nie jest tak? Bo to byłaby kiepska motywacja. Z Bogiem!

  Magda, 21 lat
2870
03.02.2010  
Witam waszą stronę mam problem zakochałam się w chłopaku który ma 24 lata jest o 3 lata starszy ode mnie co mam robić z tym problemem

* * * * *

Ale w czym konkretnie tkwi problem? W wieku? Nie znasz par, w których ktoś jest starszy? Polecam odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253

  Pola, 17 lat
2869
02.02.2010  
Od dłuższego czasu rozważam wstąpienie do zakonu. Postanowiłam najpierw zdać maturę, ale nie wiem czy tyle wytrzymam...ten czas wydaje się być wiecznością... A ja tak bardzo tęsknie za klasztorem, za ludźmi, którzy tam mieszkają, za ogrodem, za Panem. Czy ta tęsknota to tylko zauroczenie tamtym miejscem, czy to może być prawdziwe powołanie? Modlę się o rozeznanie, o znaki, jakiekolwiek, nawet najmniejsze...

* * * * *

Nie wiem. Musisz porozmawiać z jakąś siostrą zakonną, księdzem, pojechać na rekolekcje powołaniowe. Proces powołania kształtuje się powoli, wymaga przemodlenia i rozeznania, także oceny osób z zewnątrz. Z pewnością samo miejsce wzbudza w Tobie emocje ale nie o same emocje chodzi, prawda? Natomiast maturę z pewnością musisz zdać, bo inaczej już w klasztorze by Cię wysłali do szkoły, więc i tak by Cię to nie ominęło. Przypuszczalnie nawet nie byłabyś przyjęta przed maturą. A poza tym jeśli powołanie jest prawdziwe to ten czas do matury z pewnością przetrwasz, będzie to dodatkowym sprawdzianem jego prawdziwości. Módl się o rozeznanie i porozmawiaj z osobami duchownymi, one najlepiej Ci doradzą. Poczytaj też dział "Powołanie" na tej stronie. Z Bogiem!

  marta, 22 lat
2868
31.01.2010  
dlaczego facet co innego mówi a co innego robi??? zakochałam się w koledze który dobrze wie co do niego czuje przytula mnie i całuje po czym mówi ze nic z tego nie będzie.. jak się widujemy w śród znajomych jego zachowanie takie jakby mnie nie znał a gdy zostajemy sami scenariusz się powtarza(przytula mnie) jestem słaba emocjonalnie potrzebuje uczucia ale to jest nie do zniesienia czuję się wykorzystywana a od lat próbuje sobie go wybic z głowy i nie potrafię albo nie chce:(. czuję się jak wariatka i żałuję że mu pozwoliłam się pocałowac to tylko pogorszyło sytuacje

* * * * *

No to dlaczego sobie na to pozwalasz? Jeśli on na osobności zachowuje się tak jakbyście byli parą, a przy innych udaje, że Cię nie zna to ewidentnie nie chce z Tobą być, wstydzi się tej relacji, nie chce by inni Was razem kojarzyli. Natomiast na osobności być może traktuje Cię przedmiotowo - do zaspokojenia swoich pragnień fizycznych. Po pierwsze: nie zgadzaj się na taką rolę, po drugie: poważnie porozmawiaj z nim na osobności dlaczego - skoro twierdzi, że nic z tego nie będzie - całuje Cię i przytula? Dlaczego rani Twoje uczucia i rozbudza nadzieję skoro niczego nie obiecuje? Zdecydowanie podejmij jakieś kroki bo to do niczego nie prowadzi, gdyby Cię kochał to by Cię tak nie ranił. Przeczytaj też odp. nr 1409 oraz nr: 80, 526, 653, 825 - o tym jak zapomnieć. Z Bogiem!

  pytająca o sens, 19 lat
2867
30.01.2010  
Witam, piszę już nie po raz pierwszy, ale pewne myśli nie dają mi spokoju.. Czytałam Pani odpowiedź o pożądaniu, gdyż padło już takie pytanie (nr 540), jednak skupiła się Pani tam na pożądaniu w małżeństwie, które niewątpliwie jest darem, potrzebnym i pięknym. Mi jednak wciąż trudno zrozumieć psychikę mężczyzny, który kocha, a jednak odczuwa pożądanie na widok wszystkiego, co ma w sobie element seksualności. Koncerny zarabiają na popędzie płciowym, a narzeczone, żony... cóż, cierpią. Nie mówię oczywiście tu o dobrowolnym rozbudzaniu pożądania. Nawet to nieświadome, ten instynkt, którego u mężczyzny się nie zmieni - on też trochę boli :( i pytam Boga znów, czemu ta miłość taka nieidealna, po co to wszystko, jak żyć i jak kochać..?

* * * * *

Ale o co konkretnie Ci chodzi? O to, że w ogóle istnieje popęd seksualny? A dzięki Bogu, inaczej ludzkość już by wymarła. Być może masz na myśli taki popęd, który powoduje cierpienie innych, sytuacje w których mąż czy chłopak jest uwikłany w pornografię, zdradza, ogląda się za każdą dziewczyną? Tak bywa ale nie jest to reguła. Mężczyzna nie jest bezwolnym zwierzątkiem, które "musi". To nie jest tak, że na mężczyznę działa wszystko. Absolutnie! Jasne, działa więcej niż na kobietę, działa więcej niż kiedyś - to jest wpływ mediów. Kiedyś po prostu nie było dostępu do pewnych rzeczy, a poza tym obyczajowość była inna i pewne rzeczy po prostu powszechnie uchodziły za nieprzyzwoite. Teraz świat zwariował i to co jest dobre, skromne, normalne jest wyśmiewane a nienormalność jest promowana. Ale nawet dostępność Internetu czy prasy nie powoduje, że można wszystko i że trzeba wszystko. Każdy, także mężczyzna ma wolną wolę i rozum i potrafi się opanować, powstrzymać od pewnych działań. Z pewnością mądry chłopak nie zachowa się tak, by jego dziewczyna cierpiała, a jak jest wierzący to przecież przykazania go obowiązują. Poczytaj więcej w tym artykule: [zobacz] I nie martw, się jak poznasz chłopaka to nie musisz zgadzać się na wszystko, po prostu nie zgodzisz się być z takim dla którego czystość nie jest ważna. Z Bogiem!

  Wiola, 31 lat
2866
30.01.2010  
Pomóżcie mi.Nie wiem co mam robić 5 lat temu w wypadku zginął mój mąż.Jutro czyli 31 stycznia była by nasza 12 rocznica ślubu ale już nie mozemy jej razem świętować bo go nie ma.5 miesięcy temu poznałam wspaniałego człowieka który twierdzi ze mnie kocha i chce być ze mną ale jest problem on ma zonę i dwoje dzieci z tego zwiazku.Wiemy ze zona też ma kogoś innego ale boje się boję się tej miłości a tym bardziej ze coraz częściej myslę ze już nie będę umiała bez niego zyć on dla mnie jest całym światem całym moim życiem.Nie wiem co robić coraz częściej mam mysli samobójcze i nie chce mi się zyć poprostu życie bez niego nie ma dla mnie sensu.Pomóżcie mi dajcie mi siły.Pozdrawiam

* * * * *

Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i módl się z całych sił, by Bóg zabrał Ci to uczucie. Zerwij kontakt i nawet nie myśl o nim. Nie buduj szczęścia na gruzach innego, bo szczęśliwa nie będziesz. Nic nie stoi na przeszkodzie byś szukała męża, ale nie spośród osób, które już mają rodzinę. Z pewnością męża kochałaś i szanujesz jego pamięć. Pomyśl jak byś się czuła gdyby w Twoim małżeństwie jakaś kobieta próbowała Ci go zabrać? To czy jego żona ma czy nie ma kogoś innego jest bez znaczenia, zresztą nie wiadomo czy to prawda. Nawet jeśli tak i tak nie wolno Ci wchodzić w taką relację. Nie myśl, że nie przeżyjesz, owszem, dasz sobie radę z tym uczuciem. Ja też kiedyś dałam sobie radę. Będzie dobrze, tylko dokonuj słusznych wyborów. A skąd wiesz czy Bóg nie ma dla Ciebie niespodzianki i za jakiś czas nie poznasz kogoś z kim będziesz mogła być bez wyrzutów sumienia? Przeczytaj, pomyśl i zacznij się modlić, Bóg da Ci siłę i inne możliwości. Z Bogiem!

  Iwona, 24 lat
2865
29.01.2010  
Boję się, że nie jestem wolna od przeszłości. Za pół roku biorę ślub, a ciągle myśle o byłym chłopaku. Historia sprzed kilku lat, "wielka miłość", rozstanie po kilku miesiącach i pół roku płaczu. Miłość do narzeczonego zrodziłą się z przyjaźni. Z tamtym życie byłoby "przygodą", a z moim narzeczonym czeka mnie zwyczajne życie, boje sie ze może troche nudne, tylko ze to życie z nim jest 2 razy łatwiejsze... Niech pani nie myśli, ze ja chcę wrócić do tamtego. Nie chcę, wiem, ze był niedojrzały. Rozumem go teraz odrzucam i głównie rozumem wybrałam innego. Tak sobie myślę, ze nie chcę utrzymywać kontaktów z byłym, nie powinnam go widywać, bo mimo wszystko na mnie działa i emocje wracają. Nie warto się wystawiać na pokuszenie. Nie bede tego robić. Ale czy tak powinno być? Czy wychodząc za mąż nie powinnam być wolna od byłego a nie wiedzieć, ze bede go musiała unikać? Te uczucia są poza mną, i wiem, ze ja tak bede reagować na niego dopóki sie nie zakocham w innym. Zawsze tak było.. . Jedyny sposób, zeby być wolną od tego typu rzeczy (przynajmniej na jakiś czas) to wyjść za mąż za kogoś w kim się zakocham. Ale to chyba nie jest rozsądne, skoro mam najwspanialszego mężczyznę pod słońcem, danego mi od Boga.
Chciałabym usłyszeć, ze to nie jest nic złego, ze nie powinnam się tym przejmować. Jak Pani uważa?
Proszę o pomoc


* * * * *

Rozumiem Cię, naprawdę Cię rozumiem. Przeszłam coś takiego. I to co mogę Ci poradzić to oczywiście żadnych kontaktów z byłym. Ile czasu minęło od rozstania? Jak często musicie się widzieć? A może nie musicie wcale to wtedy będzie łatwiej. Wiesz co jest problemem w takich relacjach? Wspomnienia. Bo pamiętamy te dobre uczucia, miłe sytuacje. Bo to chcemy pamiętać. O tych złych, o przyczynach rozstania się nie myśli. Wyobrażamy sobie różne sceny, wymyślamy scenariusze co by było gdybyśmy nadal byli razem. I stąd już tylko krok do kochania wyobrażeń, pisałam o tym w odp. nr: 441, 868. Bo pielęgnując tylko dobre wspomnienia i pozwalając sobie na emocje tworzymy w wyobraźni swój nierzeczywisty wizerunek kogoś kto faktycznie jest inny. Coś spowodowało rozstanie, prawda? Nawet jeśli nie było ono z Twojej inicjatyw to fakt, że on nie chciał lun z jakichś względów nie mógł z Tobą być jest przecież wystarczający. Oczywiście pewnie jest tak, że Tobie brakuje w nowym związku tych uczuć, emocji itp. co w tamtym. Ale widzisz, jest to spowodowane tym, że albo zbyt szybko weszłaś w nowy związek nie mając wolnego serca i tamten po prostu "nie wywietrzał Ci z głowy" albo on, nie zgadzając się na rozstanie ciągle próbuje Cię odzyskać, albo po prostu jest tak, że mądrzejsza o tamto doświadczenie a jednocześnie poraniona po tamtym związku i w nowym będąc ostrożniejsza nie potrafiłaś już tak beztrosko odczuwać tego wszystkiego co z tamtym. To normalne! Nie znaczy to wcale, że narzeczonego nie kochasz, że jakość tego związku jest gorsza, bo nie ma odczuć. Pisałam o tym szczegółowo w odp. nr 13, 15 i 906 oraz tym artykule: [zobacz]
Oczywiście, że byłoby nierozsądne czekać na kogoś w kim się zakochasz. A jak się nie zakochasz? Jeśli tamto uczucie było jedyne w swoim rodzaju (a mogło być takie zwłaszcza jeśli było Twoją pierwsza miłością, pisałam o tym w odp. nr 575. Mówiąc "jedyne w swoim rodzaju" mam na myśli emocje i ową "pierwszość" wszystkiego co Cię spotykało a także usposobienie tamtego chłopaka. Po prostu jako młoda dziewczyna zakochałaś się i wspominasz tamto uczucie jako coś wspaniałego. Ale nie bierzesz pod uwagę faktu, że zakochanie nie jest miłością i choć było fajnie, to w codziennym życiu mogłoby być koszmarnie i moglibyście się rozstać bardzo szybko (uwzględniwszy Twoje nabyte doświadczenia i oczekiwania). A zatem nie znaczy to wcale, że z tamtym byłoby ci lepiej. Jeśli wiesz jakiego wyboru dokonać (a z Twojego listu wynika, że wiesz) to jest kwestia jeszcze owej wolności serca. I tu Cię pocieszę. Wychodząc za mąż to mężem będziesz przeżywać pierwsze, nowe zdarzenia i będą to tak silne wrażenia, że już zawsze będziesz je tylko z nim kojarzyć. Przesłonią one całkowicie tamte chwile młodzieńczej miłości, które pozostaną miłym wspomnieniem ale nie będą czymś co będzie zaburzało Twój spokój ducha. Dlatego kontaktów z byłym unikaj TERAZ dla własnego komfortu psychicznego, dla uspokojenia serca, natomiast nie ze strachu, że zaczniesz znowu kochać i będziesz nieszczęśliwa w małżeństwie. Zapewniam Cię, że tak nie będzie. Możesz też poczytać jeszcze odp. nr: 201, 646, 1120 i modlić się - by Bóg zabrał Ci te emocje. Ale i Ty Bogu pomóż nie stwarzając sytuacji po których się zastanawiasz. Będzie dobrze, gratulacje z powodu ślubu! A gdybyś jeszcze chciała się upewnić do wyboru to zapraszam na "Wieczory dla zakochanych", po nich będziesz wiedzieć na pewno. informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Z Bogiem!

  mariusz, 32 lat
2864
29.01.2010  
Witam
Mam problem , zakochalem sie z wzajemoscia w dziewczynie , kotra jest innego wyznania ,konkretnie Świadek Jehowe.
Rozmawailem z nia na ten temat wile razy i mowielm , ze jesli mamy byc razem to niemoze nas nic dzielic a napewno nie wiara.
Niewiem co mam robic , żyć mi sie niehce , wciaz o niej mysle,
Dodam ,że ta cala sytuacja trwa prawie trzy lata i nie doszlo miedzy nami do zblizenia seksualnego .
prosze o pomoc .. jak rowniez o kontak do Ksiedza , ktory moglby zemna porozmawiac .
Serdecznie dziekuje za odpowiedz
pozdrawiam
Mariusz


* * * * *

Bardzo trudna sytuacja i ciężko coś poradzić, bo to nie jest nawet inne wyznanie tylko sekta. No i zasadniczym problemem może być to, że ona będzie chciała Cię jednak na swoją stronę przeciągnąć. Przeczytaj proszę odp. nr 316 oraz książkę Andrzeja Wronki "Świadkowie Jehowy", zastanów, się, pomyśl. A to, że do zbliżenia seksualnego nie doszło to bardzo dobrze, przykazania przecież zobowiązują. Niestety nie mam kontaktu do konkretnego księdza, ale może napisz tę prośbę na Forum Pomocy na stronie www.katolik.pl , może tam znajdziesz konkretny namiar na kogoś kto specjalizuje się w tym temacie. Z Bogiem!

  Marta, 22 lat
2863
28.01.2010  
Jestem na etapie budowania relacji z chłopakiem. Chodzimy na randki, piszemy ze sobą, dużo ze sobą rozmawiamy. Podobały się mi Jego wartości, to co sobą prezentuje. Nie rozmawialiśmy nigdy na temat czystości, bo jakoś wydawało się mi to naturalne, że on animator Oazy, lektor wie czemu jest ważna itp. Do głowy mi nie przyszło, że on może już być po swoim pierwszym razie. A jednak. Powiedział mi to dziś, a ja nie mam pojęcia co z tym zrobić. Nie kocham go, ani chyba nie jestem zakochana, ale naprawdę myślałam, że coś może z tego być. Nie chcę go odrzucać, ale czuję się tak jakbym go odrzucała.
Wiem, że Pan Bóg mu przebaczył i ja nie mogę nie przebaczać, ale co robić dalej?


* * * * *

Widzisz, generalnie ja też byłabym bardzo zdziwiona. Polecam Ci te odpowiedzi: 616, 961, 1070, 1819 ALE z zastrzeżeniem. Bo tam generalnie mówię o relacji już trochę dojrzalszej, a Wy jesteście na bardzo wczesnym etapie, więc nie wszystko musisz odnosić do siebie. Widzisz, wszystko zależy do tego jak poważnie traktujesz tą znajomość (i on oczywiście), ile jesteś w stanie zaakceptować i wybaczyć. Nie możesz też mieć poczucia winy jeśli po prostu nie chcesz być z kimś kto już współżył. Masz prawo wyboru i jeśli nie jesteś w stanie tego udźwignąć to nie musisz z nim być, bo nie ma przecież przeznaczenia w miłości, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] No i kwestia najważniejsza. Jak on TERAZ do tego podchodzi? Żałuje tego, obiecał, że Wy będziecie żyć w czystości, szanuje Ciebie? Bo to jest bardzo ważne, gdyż można popełnić błąd w młodości ale go zrozumieć i chcieć zacząć nowe życie. Więc jeśli zdecydujecie się być razem i Ty zdecydujesz się mimo tego z nim być to polecam Wam obojgu ten artykuł: [zobacz] - żeby było łatwiej. A podane na wstępie odpowiedzi oczywiście przeczytaj ale potraktuj trochę luźniej jeśli nie jesteś jeszcze zdecydowana z nim być. Z Bogiem!

  Jarek, 40 lat
2762
27.01.2010  
mam problem jestem żonaty od 15 lat mam trzy córeczki problem dotyczy naszego sexu przed aktem żona potrzebuje wstępu i musimy oglądać film porno żeby żona się rozkręciła inne formy czułosci nie skutkują a drugi problem jeżeli chcemy ze sobą obcować to nie dział żaden klendarzyk bo żona ma nieregularny okres pozdro z Bogiem

* * * * *

A jak brzmi pytanie? Generalnie nie muszę chyba pisać, że oglądanie pornografii jest grzechem ciężkim a odpowiedzialna regulacja poczęć to nie kalendarzyk małżeński. Więcej na te tematy w encyklice "Humane vitae" oraz na stronie www.npr.pl. Z Bogiem!

  Beatka, 19 lat
2861
27.01.2010  
Wiem, że nie można mówić zbyt wcześnie słowa 'kocham', ale moja sytuacja wygląda następująco: Mam 19 lat, on ma 29 (nie ma żony, dzieci, nie jest ksiedzem ani klerykiem). Znamy się ponad rok, ale rozmawiamy ze sobą od około 5 miesięcy. Na początku bardzo mi się podobał, starałam się delikatnie nawiązać znajomość i nawet mi się udało. W końcu zaprosiłam go na studniówkę i było cudownie, z zaufanego źródła wiem, że jemu też bardzo się podobało. Cały czas tańczyliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy, jedynie na tzw. wolnych się peszył. Mój problem polega na tym, że od początku znajomości to zawsze ja pierwsza musiałam pisać smsy, czy zagadywać, rzadko inicjatywa wychodziła od niego, po tej studniówce nic się nie zmieniło.Od naszego wspólnego znajomego wiem, że on zawsze był dziwny jeśli chodzi o uczucia. Nie mam już sił na czekanie, aż on łaskawie odpisze na smsa (często nawet nie odpisuje). Chciałabym mu powiedzieć, że się w nim zakochałam (nie, że go kocham, tylko, że się zakochałam !) i, że niczego od niego nie oczekuję, tylko chcę, żeby wiedział i jeśli chce to coś z tym zrobił. Za pół roku wyjeżdżam na studia i jeśli nic się nie zmieni to i tak będzie to koniec naszej znajomości, więc wiele do stracenia nie mam. Czy powinnam mu to powiedzieć? jeśli nie to co w takim razie mam robić? Odpuścić sobie czy dalej liczyć na zbiegi okoliczności i kombinować jak się z nim spotkać, bo wiadomo, że dziewczynie nie bardzo wypada zapraszać chłopaka do kawiarni. ;)
Pozdrawiam.


* * * * *

Nie, absolutnie nie mówić, bo efekt będzie taki sam jakbyś powiedziała "kocham". Na tym etapie dokładnie tak będzie. Co robić? To nie do końca tak, że dziewczynie nie wypada przejmować inicjatywy, pisałam o tym w odp. nr 1306. Inna rzecz, że Ty tą inicjatywę wykazujesz od dawna i nie spotykasz się z reakcją. Wiec być może on z jakichś względów nie chce być z Tobą, być może chodzi mu nawet o różnicę wieku. Jeśli masz ciągle ochotę i nadzieję to próbuj rad z odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 - dopóki starczy Ci cierpliwości, ale też w jakichś rozsądnych granicach czasowych - i obserwuj jego reakcje. Jeśli po kilku kolejnych próbach on nadal nie będzie wychodził z żadną inicjatywą ani odpowiadał an twoje zaangażowanie to należy przyjąć, że nie jest zainteresowany. Bo nawet bardzo nieśmiały chłopak (szczególnie w tym wieku) jeśli dziewczyna daje mu tyle czasu i takie szanse i ma tyle punktów zaczepienia z pewnością będzie potrafił to wykorzystać jeśli mu zależy. Jeśli zaś nic nie robi to nie chce bliższej znajomości ale nie ma odwagi się od tej relacji uwolnić i do tego przyznać. Zaręczam Ci, że on wie o tym, że on Ci się podoba, naprawdę nie musisz mu tego mówić. Z Bogiem!

  Julia, 19 lat
2860
27.01.2010  
Witam serdecznie!
Przez 8 lat borykałam się z problemem jakim jest trądzik. Leczyłam się różnymi lekarstwami między innymi tetralysalem. Brałam to lekarstwo przez rok, schudłam do 43 kilogramów. Na każde kolejne lekarstwo reagowałam strasznie. Po kuracji trądzik powracał. W ciągu tych 8 lat leczyłam się u 4 dermatologów. Dopiero ostatni zlecił mi badania hormonalne. Znaleziono źródło problemów z cerą. Po wielu badaniach pan doktor przepisał mi tabletki hormonalne (antykoncepcyjne). Trądzik ustąpił. Po odstawieniu trądzik nie wrócił. Czy stosowanie tych tabletek było grzechem?


* * * * *

Nie, nie było grzechem oczywiście, bo nie brałaś ich w celu antykoncepcyjnym. Jednak dobrze, że już je odstawiłaś, bo generalnie przepisywanie takich tabletek w wieku dojrzewania jest hormonalnym zabójstwem dla naturalnej gospodarki hormonalnej i nie rozumiem lekarzy, którzy tak łatwo podejmują decyzję o zlecaniu nastolatkom tabletek antykoncepcyjnych. Ich działanie bowiem polega na hamowaniu owulacji poprzez wyłączenie działania własnych hormonów a w momencie kiedy organizm się rozwija i dojrzewa może to zakłócić cały ten proces. Obserwuj teraz swój cykl i objawy płodności. Z Bogiem!

  Agnieszka, 24 lat
2859
27.01.2010  
Droga Pani Kasiu! Nie mogę sobie poradzić z odpowiedzią na pytanie czy mój związek to miłość czy tylko przyjaźń. Większość osób, które o to pytałam, powiedziały, że miłość i pożądanie muszą współistnieć. Ja tego pożądania nie czuję :( Jest coś, co sprawia, że "ciągnie" mnie do mojego chłopaka, że chcę z nim przebywać, przytulać się, ale to na pewno nie jest pożądanie. To dziwne, ale powiedziałabym, że mój chłopak raczej mnie rozczula niż jest moim obiektem pożądania. Czy taki związek ma w takim razie sens? Czy można coś zrobić, żeby to pożądanie się pojawiło czy też skoro go od początku nie ma, to już nie będzie? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie! :)

* * * * *

No ale pytanie czym jest pożądanie, jak Ty to rozumiesz. Bo pożądanie jako takie nie jest czymś dobrym, przynajmniej przed ślubem - przecież zakaz pożądania kogoś kto nie jest naszym małżonkiem jest nawet jednym z Dziecięciu Przykazań. Sam pożądanie bowiem jest pragnieniem zaspokojenia popędu seksualnego w oderwaniu od osoby. Natomiast Tobie pewnie chodzi o pociąg seksualny, fizyczny pociąg do swojego chłopaka. Ile jesteście ze sobą? Jeśli niedługo to zupełnie normalne, że go nie odczuwasz, jeśli trochę dłużej to pewnie właśnie to co opisujesz jest właśnie formą fizycznego pociągu do niego. Nie wiem kogo pytałaś (ludzi o jakich poglądach) ale generalnie to co czujesz jest zupełnie naturalne. To media ostatnio tak ukierunkowują naszą mentalność, że młodym ludziom wydaje się, że miłość jest jednoznaczna z pragnieniami seksualnymi i koniecznością ich zaspokojenia. Tak wcale nie jest, a przynajmniej nie od razu. Oczywiście, że związek ma sens - bo jest normalny, problem byłby większy gdybyście byli bardzo rozbudzeni i musieli się hamować. Natomiast to, że czuje się "za mało" jeszcze nikomu przed ślubem nie zaszkodziło. Zresztą w miarę rozwoju znajomości to pragnienie siłą rzeczy będzie się pogłębiać i jeszcze będziecie mieli problemy w drugą stronę. A żebyś mogła się upewnić czym jest miłość i jak się ma do seksualności to polecam te dwa artykuły: [zobacz], [zobacz]

Z Bogiem!

  katarzyna, 19 lat
2858
22.01.2010  
moj problem jest taki,że kocham niesamowicie chłopaka, który jest taki inny niż wszyscy.. ma swoje zasady, na pierwszy rzut oka bardzo ułożony, mądry chłopak..Ale im dlużej jesteśmy tym bardziej wiem,że to jest pozór... zaangażowałam sie w ten związek,staram się mu wszystko wybaczać... nie chcę go stracić,ale jak długo można wszystko tolerować.. kiedyś byłam inna, uwielbiałam dyskoteki, tańczenie z moją przyjaciółką i ogniska. miałam wielu przyjacieli,ale zawsze miałam swój rozum, nie piłam, nie uprawiałam seksu, zachowywałam granice... nie zapominałam o swoich obowiązkach szkolnych-byłam najlepsza w szkole. a teraz mój chłopak ciagle wypomina mi moją przeszłość,że on nie chce być z ku.. itp.tłumaczę mu, nie daję powodów do takiego myslenia ale wraz jest żle. a kiedy już nie ma nic na mnie to krzyczy że jestem za dobra,że dopóki się nie zmienie to on ze mną nie będzie.. bo przeszkadza mu to że szanuje ludzi,że często rezygnuję z czegoś dla siebie na korzyść innych.. ja nie chcę się zmieniać, wiem że nie jestem k.. ale nie chcę go stracić, bo tak go kocham

* * * * *

Słuchasz takich rzeczy i jeszcze z nim jesteś? Są jakieś granice - szacunku dla samej siebie. Raz bym coś takiego od chłopaka usłyszała i to by był ostatni raz. Może właśnie w tym problem: że wszystko mu wybaczasz, wszystko u niego tolerujesz? Dlaczego? W imię czego? Przecież w ten sposób nie wymagasz od niego i on coraz bardziej się panoszy. Wiesz co powinnaś zrobić? Poważnie z nim porozmawiać i poprosić, by konkretnie powiedział Ci co mu w Tobie nie pasuje. Ty też przemyśl co nie podoba Ci się w nim. Skonfrontujcie Wasze oczekiwania i uczciwie określcie czy jesteście w stanie ze sobą być. Nie mieści mi się w głowie, by chłopak kochał dziewczynę i w ten sposób się do niej odezwał. Nie wiem czego on chce i co nim kieruje, poproś by Ci to wyjaśnił. I pamiętaj, że nigdy nie wolno rezygnować ze wszystkiego dla kogoś, na wszystko pozwalać, niczego nie wymagać. Nigdy druga osoba nie może być dla nas całym światem i nie może być na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu jest Bóg i własne zasady i wartości. Nikt nie powiedział, że w związku trzeba zrezygnować z całej siebie, ze swoich pragnień i zainteresowań, sposobu bycia. Jeśli nie robisz niczego złego, niczego, co by szkodziło Wam obojgu to on nie ma prawa wymagać od Ciebie byś całkowicie dostosowywała się do niego. A czy to miłość? Naprawdę miłość, która tak traktuje dziewczynę? Miłość to też szacunek. Z Bogiem!

  Bozena, 28 lat
2857
22.01.2010  
Witam.Odrazu przejde do sprawy.Chodzi o to ze poznalam kilka miesiecy temu chlopaka w moim wieku. Byl on rok po po 4-letnim zwiazku)ona go zdrazila i zostawila dla innego).Poznalam go przypadkowo) i tu dowiedzialam sie od innej osoby ze czesto kupowal tej bylej erotyczna bielizne) i nie wiedziam czy sie umawiac czy nie i tu przyszla z pomoca druga osoba ktora powiedziala ze chlopak jest bardzo fajny itd..Mowil ze jest wierzacy, ze Boga kocha, duza rozmawialismy- ale z rozmowy wywnioskowalam ze seks jest dla nie go "bogiem".Ogolnie nie powiem bo bardzo fajnie sie nam rozmawial, smialo-ale on "raczek przy sobie nie trzymał"Po kilku dniach znajomosci zaproponowal mi petting-oczywiscie odmowilam.Juz wtedy widzialam zmiane w zachowaniu-czy To jest az tak wazne, zeby pomimo tego ze spoko sie rozumielismy zeby po tak krotkim czasie na to nalegac) i to jescze foch pokazywal jak go odsunelam)?-on urwal kontakt.Ja mam swoje zasady i wartosci i bym sie nigdy nie zgodzila ale jakbym naw et ich nie miala to czy normalne jest zeby facet pokazywaly zlosci jak dziewczyna odmowi po tak krotkim czasie.?Po co Bog daje mi takich mezczyzn-przeciez wie ze sie nie zgodze?I chodz wiem ze postapilam wlasciwe to mam poczucie straty ze on taki fajny byl ..Modle sie do Boga o dobrego meza, ale nigdy tak naprawade nie bylam w powaznym zwiazku.Dlaczego Bog tak robi, ze jedni maja juz rodziny a drudzy nikogo?Czy to wogole Bog tym kieruje?

* * * * *

Kochana bardzo współczuję, ale i gratuluję postawy. Dziękuj Bogu, że byłaś tak silna i mądra, że uciekłaś od niego. Chwała Bogu, zobaczysz jak Ci to w życiu zaprocentuje. Co do Twojego pytania: trafnie to wszystko sama określiłaś - dla niego seks jest bogiem a takie zachowanie jednoznacznie świadczy wręcz o jakimś uzależnieniu. Skoro po tak krótkim czasie wymaga takich rzeczy i tak się zachowuje - w szczególności chodzi o jego reakcje po Twojej odmowie - to świadczy naprawdę jednoznacznie, że tylko i wyłącznie o seks mu chodzi. Nie o żadne związek na poważnie. Naprawdę nie zdziwiłabym się gdyby był uwikłany jeszcze np. w pornografię itp. A że był fajny? Chyba nie taki fajny skoro traktował Cię jak przedmiot do zaspokojenia swojej żądzy? A to, że był miły i "miał gadane" to jakaś forma zwabienia kobiety. Nawet nie wiesz jak mężczyźni mogą być "fajni" jak chcą seksu. Bądź pewna, że natychmiast po otrzymaniu tego co chciał wszystko zaczęłoby się psuć.
A dlaczego Bóg Ci go dał? Widzisz, nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie w miłości i nie jest tak, że każdy kogo poznamy musi zostać naszym mężem. Poznajemy wielu ludzi naokoło ale każdy ma wolną wolę i sam wybiera. Ty wybrałaś słusznie. To nie jest tak, że Bóg złośliwie go na Twojej drodze postawił, żebyś została zraniona. Proszę poczytaj o tym w tym artykule: [zobacz]
I módl się nadal. Skąd jesteś? Jeśli z Warszawy lub okolic zapraszamy Cię na Msze św. i spotkania dla poszukujących małżonka, więcej na stronie www.dla-samotnych.pl
Jeśli z innego miasta poszukaj może przez internet? Choćby tutaj: [zobacz] Nie trać nadziei, przeczytaj jeszcze ten artykuł: [zobacz] i módl się wytrwale. Z Bogiem!

  Magda, 17 lat
2856
22.01.2010  
Witam, piszę z nadzieją na pomoc w tym co mnie ostatnio trapi, moze to moja kolejna głupota ale...Więc chodzi o chłopaka. Poznałam pewnego własciwie to koleżanka podała mu mój numer i tak sie wszystko zaczeło. Pisałam z nim dzien nastepnego sie spotkalismy , potem jeszcze pare razy wkoncu bylismy ze soba i tu chyba cały problem bo tym "byciem ze sobą" nacieszyłam sie zaledwie pare dni nawet tygodnia nie było... napisdał mi poprostu ze nie wie czy znowu bedzie umiał ufac i kochac cos w tym stylu a zamiast porozmawiac z nim na spokojnie odpisałam zeby sobie najlepiej wszystko darował.no i skonczyło sie był koniec cały tydzien chodziłam wsciekła ;/ > No dobra ale przeszło zaczynałam o nim wcale nie pamietac wszystko wracało jak było. Ostatnio On odezwal sie do mnie niby tylko napisał co u mnie słychac ale wszszystko wróciło. Znowu zaczełam tesknic. Ja dopiero po tym jak go straciłam zrozumiałm ze chyba sie w nim zakochałm tak pierwszy raz naprawde. Nie wiem czy jest jeszcze sens zeby moze odezwac sie do niego . Chciałabym coffnąć czas zeby wszystko wróciło tak jak dawniej tylko ze już zapóźno chyba . Nie wi8em co mam o tym wszystkim myslec co mam robić. Czy warto sobie jeszcze zawracac nim głowe. Po tym jak ze mną postapił???
Miłość to uczucie piekne ale tak samo i bolesne.


* * * * *

Wiesz, moim zdaniem on wysłał Ci jasny sygnał, że nie chce być z Tobą i żebyś przypadkiem niczego sobie nie wyobrażała. Rozumiem, że Ci się podoba ale jest wielce prawdopodobne, że zaangażujesz się, znów zaczniecie pisać, a potem znów usłyszysz podobne słowa. A wtedy zaboli bardziej niż przedtem. Bo odezwał się być może tylko z nudów albo żeby się jakoś dowartościować obecnością dziewczyny. Chyba bym sobie darowała, bo chłopak ewidentnie jeszcze nie wie czego chce. Gdy chłopak jest naprawdę zainteresowany działa zupełnie inaczej. Z Bogiem!

  Kinga, 23 lat
2855
21.01.2010  
Witam Panią serdecznie! Chciałabym zapytać Panią, w jaki sposób rozpoznać, że ktoś jest odpowiedni dla nas, że z tego może być związek i warto zacząć się angażować. Bo, przyznam, dla mnie zaczyna być to bolesny problem, kiedy wielokrotnie się nie udaje. I zaczynam się zamykać na miłość, mocno angażując w naukę i rozwój. Nigdy nie miałam chłopaka, nie miałam do tego szczęścia i nawet jeśli zdarzyło mi się raz, że czułam, że to może być ta bardzo odpowiednia osoba, to ostatecznie okazało się, że ten ktoś nie chce ze mną być. A to boli, bo jakoś dotyka mojej ambicji - ostatecznie zaczęło mi zależeć (podjęłam wewnętrzną decyzję, żeby pozwolić sobie się zakochać, a później otworzyć na ewentualną miłość) i nagle...trach. Nic z tego nie ma. No i to "kosztuje" pewien rozstrój emocjonalny na jakiś czas, dopóki nie wrócę do normalnego życia, czyli skupienia na nauce, rozwoju, czy przyjaźni. No ale bez miłości... I kolejnym razem tym trudniej jeszcze zacząć się z kimś spotykać tak na lu zie, zaczynam na zimno oceniać szanse, czy ewentualnie bylibyśmy dobraną parą (żeby nie zacząć niepotrzebnie inwestować emocji i się nie rozczarować), zamiast cieszyć się samymi randkami. No i stresuję się, czy w ogóle kolejne spotkanie jeszcze się odbędzie, bo mi on się podoba, lubię go i chcę go dalej poznawać, ale może on mnie zwodzi, bawi się i zaraz wystawi do wiatru. Wiem, że Pani do 27 roku życia nie miała chłopaka, ale mi nie chodzi o to, by mnie Pani pocieszała, że mój czas też kiedyś nadejdzie, tylko co zrobić, żeby przejść pomyślnie czas randek i na czym to polega, że ludzie mówią "poczujesz, jak to będzie ten", po czym ja to niby czuję, a okazuje się, że to kulą w płot. Z Bogiem.

* * * * *

Na czym to polega, że ludzie mówią "poczujesz, jak to będzie ten"? No ja właśnie nie wiem na to czym to odczucie miałoby polegać, bo ja nigdy tego nie rozumiałam i nie odczułam. Tak jak pisałam, mnie to denerwowało i nie było takiego momentu, że ja coś nagle poczułam. Po prostu był to długi, powolny proces w którym oboje dojrzewaliśmy - do tworzenia związku, do miłości, do decyzji o ślubie. Być może niektórzy mają takie momenty, że w jednej chwili wiedzą ale często tak wcale nie jest. A po czym poznać czy to ten? No, tak jak pisałam wielokrotnie: chodzi o to, by się sobie spodobać, zacząć się poznawać, określić swoje oczekiwania co do drugiej osoby, poznać nawzajem swój poglądy, zasady, hierarchię wartości. Oczywiście wiedzieć, czy sytuacja osobista pozwala na związanie się z tą osobą (chodzi o to, czy ktoś nie jest w związku małżeńskim, nie jest księdzem, w seminarium, nie ma dziewczyny i narzeczonej - może to oczywiste, ale jak sama wiesz jest mnóstwo listów od osób zakochanych w kimś kto jest już zajęty). Trzeba poznać swoje zainteresowania, styl bycia, pomysły na przyszłość. Konfrontacja naszych oczekiwań z drugą osobą pozwoli nam określić czy do siebie pasujemy. A jak określić oczekiwania? Polecam te artykuły [zobacz], [zobacz]
i te odpowiedzi: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 189. Przeczytaj też artykuły o miłości i wyborze: [zobacz], [zobacz]
Nie potrafię inaczej odpowiedzieć na pytanie "czy to ten", bo nie ma prostej odpowiedzi jednym zdaniem. Piszę to wszystko na podstawie własnych doświadczeń, drogą przemyśleń i rozmaitych wydarzeń w moim życiu doszłam do wniosku, że skoro nie można nagle czegoś poczuć, a nie istnieją żadne "testy na męża" to tylko własna wolna decyzja może spowodować wybór właściwej osoby. I ta wola musi mieć jakieś podstawy tego wyboru - o czym właśnie Ci piszę.
Widzisz, zawsze się ryzykuje. Nawet już stojąc przed ołtarzem a co dopiero na randkach. No nie wiadomo czy warto się angażować dopóki kogoś trochę nie poznasz. Dlatego ja zawsze polecam kilka spotkań - by dawać sobie nawzajem szanse. Nie można uniknąć ryzyka trafienia na nieodpowiedniego człowiek czy zawodu miłosnego. Trzeba by nie próbować - inaczej zawsze jest ryzyko zranienia. Ale każde zranienie może być naszym doświadczeniem o które jesteśmy mądrzejsi. Mimo, że boli. Ale życia nie da się przejść bezboleśnie. Ja też wiem czym są zranienia, żal, płacz, "wyjście na idiotkę" itp. I chyba każdy wie. Pewnie Cię nie pocieszyłam. Musisz próbować. Próbować ryzykując. W końcu trafisz - ktoś się Tobą z wzajemnością zainteresuje i się "dogadacie". Mało romantyczne? Taka właśnie jest miłość- prawdziwa, a nie tylko zakochanie. Będzie dobrze, tylko próbuj. I naturalnie módl się o tę właściwą osobę, o to, by Bóg postawił ją na Twojej drodze. Powodzenia, z Bogiem!

  Zagubiona, 25 lat
2854
21.01.2010  
Witam serdecznie,

za kilka miesięcy wychodzę za mąż, za dobrego mądrego chłopaka. Wiem, że nie ma dla mnie lepszego, kocham go. Ale jest jeden problem. Nigdy nie bylismy w sobie zakochani, nasza miłość zaczeła sie od przyjaźni. Wczesniej byłam dwa miesiące z chłopakiem, w którym byłam szaleńczo zakochana... On mówił, ze na mnie czekał, opowiadał o marzeniach dot. naszego ślubu, wspólnego życia... Potem zakochanie mu mineło i mnie zostawił. Do tej pory do konca tego nie rozumiem i to wraca, myśli o nim wracają. Chciałabym się tego pozbyć, zakonczyć te wspomnienia. Czasem widuje sie z tym byłym... I to jak moje ciało reaguje na niego mnie przeraża :( to, jak bardzo mi się on podoba, przede wszystkim zewnętrznie. Bo jak sobie pomysle, ze miałabym z nim sie znowu związac to się najnormalniej w swiecie boje. on jest marzycielem, ma 27 lat i co kilka miesiecy opowiada mi o tym ze znowu sie zakochał.
Boję się, że kiedyś skrzywdze mojego ukochanego, przez to, ze ten byłty tak na mnie działa :( tyle sie słyszy o dawnych miłosciach przez które rozpadają sie małżeństwa:( boje sie, ze ulegnę kiedys pokusie, że bedzie mi brakowało zakochania, emocji :( Nie chce tego! Mam najcudowniejszego mężczyznę na świecie ale boje sie, ze ten mój "bajkowy książe" zawsze gdzies bedzie we wspomnieniach, oby tylko we wspomnieniach...
Prosze o pomoc


* * * * *

A wiesz, że właściwie sama sobie odpowiedziałaś? Zobacz, masz dwie postawy: zakochanie - i nic więcej oraz miłość choć nieco pozbawiona emocji. Ale powiem Ci, że Cię rozumiem, bo też miałam taką sytuację w życiu. Wiem zatem jak jest się trochę rozczarowanym gdy w dobrym związku brak większych porywów serca ale wiem też (i Ty też wiesz), że na samych emocjach wiele się nie zbuduje.
Co do Twojego byłego chłopaka. Zachował się klasycznie: pomylił zakochanie z miłością. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Proszę poczytaj to zrozumiesz co i dlaczego się stało i dlaczego on naprawdę Cie nie kochał. Rozumiem też, że może on Ci się nadal podobać, bo kojarzy Ci się właśnie z takim pięknym, porywającym okresem w życiu, z tym wspaniałym uczuciem, z emocjami, drżeniem serca itp. I myśląc o nim właśnie to pamiętasz. ALE: sama wiesz jak Cię potraktował, wiesz, że poza tymi emocjami nic nie było, żadnej podstawy, żadnego prawdziwego pragnienia dobra dla Ciebie, wyłącznie jego przyjemne przeżycia. Świadczy o tym choćby fakt, że opowiada Ci bez skrupułów o swych nowych miłostkach nie patrząc na Twoje odczucia. Przecież gdyby nie był egoistą to by pomyślał, że choćby przez szacunek dla Ciebie i Waszej przeszłości powinien Ci oszczędzić takich opowieści - bo teraz daje do zrozumienia, że jesteś mu całkiem obojętna, a liczą się tylko jego uczucia. To po pierwsze. Po drugie: unikaj kontaktów z nim. Unikaj, bo zaczynasz wyobrażać sobie różne rzeczy, sceny i na nowo zakochiwać się nie w nim ale w swoich wyobrażeniach o nim. Pisałam o tym w odp. nr: 441, 868. A że życie z nim nie byłoby bajką świadczy zdrowy u Ciebie odruch strachu gdy wyobrażasz sobie powrót. Więc sama obalasz swój mit na jego temat - i bardzo dobrze.
Nie bój się, że wyjdziesz za mąż., a "bajkowy książę" ciągle gdzieś będzie. Nie, to tak nie jest. Po ślubie a nawet jeszcze przed inne, ważniejsze rzeczy łączą Cie z narzeczonym. Sam ślub jest wydarzeniem, które tylko z mężem będziesz kojarzyć a wspólne życie na tyle Was połączy, że nawet nie będziesz myśleć o tamtym. Bo po co? No właśnie. Nowe, małżeńskie życie da Ci takie spełnienie i będzie taką radością, że właśnie w mężu będziesz widzieć swojego wybranego "księcia". Tylko musisz też włożyć w to minimum wysiłku w postaci ograniczenia kontaktów z tamtym właśnie po to, żeby błędne wyobrażenia nie przeszkadzały Ci w cieszeniu się narzeczeństwem, ślubem i małżeństwem. No tak na logikę: on o Tobie nie myśli, po co Ty masz myśleć o nim, cierpieć niepotrzebnie, co na dodatek odwróci Twoją uwagę od męża i zepsuje Ci radość. Poczytaj polecany artykuł i odpowiedzi to zrozumiesz o czym mówię i co możesz stracić. A odnośnie braku zakochania w swoim związku przeczytaj odp. nr 13, 15, 906 oraz 201, 646, 1120. Z Bogiem!

  Asia, 15 lat
2853
20.01.2010  
Dlaczego kocham swojego wujka ?

* * * * *

Ale miłością bliźniego czy oblubieńczą?

  Dziewczyna, 19 lat
2852
19.01.2010  
szczęsć Boże! Ja pisałam juz kilka razy, niestety nie pamietam nr wiadomości, ale chodzi o to, ze poznałam chłopaka, który jest wstydliwy a i ja nie należę do bardzo odważnych. Niedawno rozmawalismy czy ja "komus" nie przeszkadzam, na to on powiedział, że nie ma dziewczyny i że ceni sobie znajomość ze mną. Jendka i tak w sumie nie wiedziałam i nie wiem na czym stoję. Moje kolezanki postanowiły za moimi plecami wziąć sprawy w swoje ręce i pogadały z tym chłopakiem, że mnie to dręczy, że myślę o tym i czy on mógłby jakos sie okreslic bym wiedziała na czym stoję. Chciał pogadać, ale ja wtedy nie mogłam. O tej całej rozmowie powiedziała mi koleżanka, którą to gryzło. Jestem lekko wkurzona, ale najbardziej to nie wiem jak sie mam zachowywać :/ co robic, co mówić? Czy mam mu dac jakos bardziej znacząco do zrozumienia, że nie jeste mi obojętny? Co chyba powinien już od jakiegoś czasu wiedzieć. Powiedział on im, że to przemyśli i potem zadziała... nio i chciał pogadac, nie wyszło niestety, nie z mojej ani jego winy, ale teraz cisza... mijamy sie i ja nie wiem co dalej. Bardzo mi na nim zależy, ale z drugiej strony bardzo głupio mi i jeszcze ta wstydliwość. Modlę sie, ale potrzebuje też takiej ludzkiej porady. Bardzo dziękuję! Z Panem!
Pozdrawiam :)


* * * * *

No to Cię trochę koleżanki wkopały. Bo znajomość może i zapowiadała się ciekawie ale one się wtrąciły, namieszały, przycisnęły chłopaka do muru i poczuł się idiotycznie. Dlaczego? To przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i zobacz dlaczego nie wolno mówić na początku o uczuciach i zmuszać kogoś by się określił. Naturalnie koleżanki miały dobre intencje ale nie miały pewnej wiedzy więc i im podrzuć ten artykuł, żeby nie popełniały takiego błędu w przyszłości. Co robić? No jak już przeczytasz ten artykuł i rady w nim to po prostu staraj się zachowywać tak, jakby tej rozmowy nie było. Traktuj go jak kolegę, daj mu czas, stwarzaj taką atmosferę, by nie czul się naciskany. Jak będzie czuł swobodę to - jeśli mu się podobasz - zacznie działać. Ale musi mieć czas i swobodę. Wbrew pozorom często chęć przyspieszenia powoduje zahamowanie. Ale jeszcze nic straconego, tylko postępuj mądrze. Z Bogiem!

  Kasia, 17 lat
2851
18.01.2010  
witam. Proszę o radę bo nie wiem jak mam sobie już radzić..
poznałam chłopaka rok temu nawet prawie już półtora mama dowiedziała się jakoś miesiąc po naszej znajomości o nim niestety byłam przestraszona ze jeśli się dowie ze jest miedzy nami 10 lat różnicy będzie kazała nam się rozstać.. wiec powiedziałam jej ze jest 7 lat różnicy mówiła owszem ze mam sobie poszukać młodszego ale jakos po pewnym czasie przestała. Byłam szczęsliwa ze będziemy razem i w ogóle.. niestety po roku naszej znajomości mama dowiedziała sie od wścibskich ludzi ze jest po rozwodzie .. również kościelnym więc nie powinno być problemu bo możemy przeciez wziąć ślub jednak ona nie chce o nim słyszeć twierdzi ze ludzie już gadają ze taka młoda dziewczyna z takim starym mężczyzną i jeszcze rozwodnikiem.. nie wiem jak mam mame i tate przekonać do niego prosze o jakieś argumenty. Pozdrawiam


* * * * *

Trudna sytuacja i ciężko radzić coś konkretnego, tym bardziej, że jesteś zakochana i pewnie nie bardzo będziesz kogoś słuchać. Co do różnicy wieku to poczytaj te odp.: 8, 28, 87, 310, 916, 1253. Ale to jedna strona medalu i nie najważniejsza, choć ważna w Twoim przypadku bo jesteś jeszcze bardzo młoda.
Mam pytanie: czy Ty wiedziałaś od początku o jego sytuacji czy dowiedziałaś się po jakimś czasie? Jeśli wiedziałaś od początku to podziwiam za odwagę. Dlaczego? Bo widzisz, kwestia tego, że on jest formalnie wolny to tylko jeden aspekt. Na marginesie: nie ma czegoś takiego jak rozwód kościelny tylko jest stwierdzenie nieważności małżeństwa, czyli uznanie, że małżeństwo nigdy nie zostało ważnie zawarte. Jesteś w ogóle przekonana, że on to ma? Po drugie: czy ma dzieci? Jeśli ma - będą poważne problemy. Po trzecie: nawet jak nie ma dzieci i ma faktycznie stwierdzenie nieważności małżeństwa to i tak jest wiele kwestii wątpliwych. No bo dlaczego ma to stwierdzenie? Co było przyczyną? Z reguły jest nią niedojrzałość do małżeństwa. I teraz- z czyjej strony? Dopytałaś się? Bo jeśli z jego lub również z jego to prawdopodobnie jest to przeszkoda, z powodu której właśnie ślubu nie będzie mógł wziąć. Wiesz to wszystko, poznałaś całą prawdę? A może nie i teraz dziwisz się co ja w ogóle piszę. Jeśli cokolwiek Cię zdziwiło to wejdź na stronę np. www.katolik.pl i poczytaj o przeszkodach, o stwierdzeniu nieważności itp.
Po czwarte: nawet jeśli (zakładając optymistyczny wariant) on jest zupełnie "czysty" (w co wierzyć mi się nie chce) to wyobraź sobie sytuację sprzed paru lat kiedy on nie tylko chodził ze swoją dziewczyną, ale i jej się oświadczał i brał z nią ślub. Chyba ją kochał, tak? A zatem co takiego się stało, że przestał? Że doszło aż do takich dramatycznych kroków jak rozwód cywilny i wystąpienie o stwierdzenie nieważności? Mówił Ci o przyczynach rozpadu jego związku? Nie? To dopytaj się, bo niestety ludzi mają tendencję do powtarzania schematów i nie wiesz czy z Tobą nie byłoby tak samo. I przeczytaj proszę to: 1669, 1847, 1848, 1986. Te odpowiedzi dotyczą rozwodu cywilnego, zgoda, ale on też go ma, prawda? Więc kieruję do Ciebie te słowa, które dotyczą tamtego związku - który nawet nieważnie zawarty BYŁ, istniał i z pamięci się go nie wymaże. A także dlatego, że kwestia "moralności formalnej" jaką jest "czysta" sytuacja osobista to jeden aspekt ale jest jeszcze wiele innych, pamiętaj o tym. Bo nawet jeśli coś jest możliwe to nie znaczy, że jest proste i łatwe.
Przeczytaj na spokojnie i przemyśl. Kolejna sprawa: dlaczego on zainteresował się tak młodą dziewczynką zamiast szukać kogoś w swoim wieku, z podobnymi doświadczeniami? Wiesz dlaczego? Bo Ty niewiele jeszcze wiedząc uwierzysz mu we wszystko. Po piąte: czy on już chce się żenić? A może w ogóle nie ma takiego zamiaru? A Ty? Jesteś gotowa? Przeczytaj to wszystko co Ci polecam i przemyśl i teraz innym okiem spójrz na to co mówią rodzice. Przynajmniej posłuchaj i poproś, by przedstawili Ci swoje argumenty. Konkretne, bo też masz prawo je znać, nie może być przecież zakaz dla samego zakazu. Pomyśl, pomódl się o rozeznanie i podejmij decyzję. Ja generalnie uważam, że osoby w Twoim wieku powinny wiązać się z mniej więcej rówieśnikami, osobami w podobnej sytuacji życiowej bo wtedy jest po prostu najlepsza płaszczyzna porozumienia. Różnica wieku już stwarza bariery a już takie doświadczenia są ciężarem naprawdę poważnym i tylko ludzie dojrzali i świadomi pewnych rzeczy powinni decydować się na takie związki. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 06.07.2010, 13:28


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej