Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Dlaczego warto się zaręczać? Odpowiedź dla dwojga zakochanych Dlaczego warto się zaręczać? Odpowiedź dla dwojga zakochanych
Philippe i Catherine Timmel
Autorzy, na podstawie własnego świadectwa, ukazują znaczenie przedmałżeńskiego stanu, nazywając go "czasem serca". Książka jest dla tych, którzy pytają, dlaczego się zaręczać, i dla już zaręczonych, którzy szukają głębokiego sensu swojego związku i chcieliby jak najpełniej przygotować się do małżeństwa... » zobacz więcej




  Julka, 22 lat
2950
13.05.2010  
Teraz już wiem, że źle postąpiłam. Napisałam do mojego przyjaciela list. Napisałam wszystko co chciałam aby wiedział. Przyjaźniliśmy się od trzech lat, tak wspaniale było spędzać z nim czas. Teraz wszystko się popsuło. Nie widujemy się prawie w ogóle. A jeśli się widujemy to zawsze ja jestem ze swoimi znajomymi , a on ze swoimi. Nie rozmawiamy ze sobą. Czy w ogóle powinnam prosić go o rozmowę? Czy powinnam spotkać się z nim sam na sam i powiedzieć mu jak strasznie się czuję gdy mijamy się a ja wiem że on zna moje uczucia. Ostatni czas jest dla mnie bardzo ciężki. Nie mogę normalnie funkcjonować. Tak trudno jest tak po prostu uznać że tej osoby nie ma skoro tak bardzo jet we mnie zakorzeniona. Cieszy mnie tylko jedna myśl, że kiedyś gdy będę już stara, nie będę żałować że nic nie zrobiłam aby pomóc swoim marzeniom. "Coś" zrobiłam może nie do końca tak jak trzeba ale zrobiłam... Dziękuję za każde słowa otuchy i za to że jest ktoś kto to przeczyta i mam nadzieje mnie zrozumie...

* * * * *

No ale co Ty konkretnie zrobiłaś? Rozumiem, że powiedziałaś mu o swoich uczuciach i okazało się, że to było w złym momencie bo on się odsunął. Pisałam o takiej sytuacji w tym artykule: [zobacz] przeczytaj go, bo tam też napisałam co robić potem. Widzisz ,no wygląda na to, że było tak, że on nie czuł tego samego co Ty. Poczuł się zatem przyciśnięty do muru, bo zrozumiał, że oczekujesz od niego wzajemności. Wystraszył się i uciekł, bo tego nie czuje. Zbyt szybko podziałałaś. To co możesz teraz zrobić to dać Wam obojgu czas na ochłonięcie i przez ten czas zachowywać się normalnie - jak koleżanka, jakbyś tego listu nie napisała, jakbyś nic do niego nie czuła. Absolutnie nie powinnaś teraz prosić go o rozmowę i mówić jak się czujesz, bo wywoła to odwrotny skutek: on zobaczy że naciskasz (bo nadal Ci zależy) i osunie się bardziej. I na dodatek powie Ci coś co Cię zrani i odbierze nadzieję: że Cię nie kocha, że zawsze traktował Cię tylko jak koleżankę, że nie możecie być razem itp. Natomiast jak zobaczy, że zachowujesz się normalnie to przestanie czuć zagrożenie z Twojej strony i po jakimś czasie być może ośmieli się. Jeśli do tego podobasz mu się i może ma do Ciebie ciepłe uczucia natomiast wyznaniem go zaskoczyłaś - to jest szansa, że sam zacznie działać. Tego nie wiem na pewno, bo nie wiem co on czuje, ale z pewnością czas jest potrzebny i brak nacisku. Uśmiechaj się gdy go widzisz, zamiast wodzić za nim oczami ze zbolałą miną i dawać do zrozumienia, że cierpisz. Takie zachowanie tylko go wytrąci z równowagi. Bądź sobą, bądź wesoła (nawet jeśli będzie to trochę udawane), a zobaczysz że to pomoże w Waszej relacji. Módl się też o rozeznanie, o światłość jak się zachowywać. Z Bogiem!

  Iza, 28 lat
2949
12.05.2010  
Byłam z moim narzeczonym 6 lat, mieszkaliśmy razem 5 lat, później kazałam sie jemu wyprowadzić, jednak nie rozstalismy się,byliśmy razem tylko inaczej. Ja się zmieniłam w stosunku do niego ,byłam nie przyjemna, używałam wielu niestosownych słów, odtrącałam go, nieraz zadawałam jemu pytanie dlaczego jest ze mną ,skoro ja jestem dla niego niedobra, ale on twierdził, ze będzie mnie kochał zawsze, mimo moich wad, ale niestety postanowił odejść. Ja w jednej chwili zrozumiałam co tracę i jaka byłam okropna, chciałam go zatrzymać, próbowałam przekonywać, że się zmienię itd, ale on był nieugięty, jednak ja nie zamierzam zniszczyć tej miłości do końca, powiedziałam jemu,że poczekam aż może coś się w nim odmieni i znów zobaczy we mnie osobę w której się zakochał, jak przekonać go znów do siebie nie narzucając się i nie osaczając go?

* * * * *

Tylko rozmowa między Wami. Należałoby wrócić do początków, do przyczyn nieporozumień, bo przecież nic się nie bierze z niczego. Należałoby zastanowić się kiedy i w jakich okolicznościach zaczęły się problemy. Może było to niezrozumienie różnic w psychice, może odmienność zasad, oczekiwań, może "znużenie" podczas mieszkania razem? Trudno mi się wypowiadać nie znając przyczyn. Wy sami musicie do tego dojść, ochłonąć (dlatego nic na siłę ale dać sobie i jemu czas) i potem zacząć rozmawiać na spokojnie wracając do tego co było konfliktem. Trzeba wyjaśnić sobie wszystko, by nie chować urazów i żalów. Nie ma jednej idealnej recepty na teraz. Trzeba pomału odbudowywać to co jest zniszczone między Wami. Na początek polecę Wam te artykuły: [zobacz], [zobacz] [zobacz] i te odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 poczytajcie, może coś z tego było przyczyną? Tylko i wyłącznie spokojną rozmową, dialogiem można coś naprawić. Tylko zmianą swojego postępowania po zrozumieniu gdzie popełniło się błąd można z powrotem przekonać do siebie drugą osobę. Musicie wyjaśnić to wszystko i zacząć od początku. Jeśli oboje chcecie. Jeśli on nie chce to daj mu trochę czasu i nie naciskaj ale spróbuj ponownie z nim rozmawiać np. za miesiąc czy dwa. Muszą minąć emocje, musicie być w stanie spojrzeć na to wszystko troszkę z perspektywy czasu. Nic na siłę. Być może jeszcze nic straconego. Módl się o to, o rozeznanie czy macie być razem. Z Bogiem!

  majka, 21 lat
2948
11.05.2010  
Mam cudownego chłopaka, jesteśmy razem 2 lata 4 miesiące, znamy się jeszcze dłużej. Bardzo się kochamy i oboje chcemy zachować czystośc do ślubu (który chcielibyśmy wziąc jnajszybciej ak tylko to bedzie możliwe). Jednak coraz częściej upadamy. Namiętnie się całujemy, dotykamy pod koszulkami... Staramy się, aby do tego nie dochodziło, ale udaje nam się tydzień, góra dwa i sytuacja znowu sie powtarza. Nie wynika to bynajmnej z pożądliwości, ale z miłości, dzieje się tak ponieważ właśnie sie kochamy. Cięzko nam znależć jakąś granicę i jej dotrzymać. Powoli tracimy już nadzieję i siły, aby z tym walczyć. Żadne z nas nie wierzy już w to gdy obiecujemy sobie, że już nigdy więcej się nie dotkniemy... Przecież to niemożliwe do zrobienia przez te 3-4 lata... Oczywiste jest, że do łożka ze sobą nie pójdziemy, może więc już z tym nie walczyć i zostać na tym etapie?

* * * * *

Na pewno nie pozostać na tym etapie, bo po pierwsze: to permanentne trwanie w grzechu a po drugie: przecież doskonale wiesz, że pragnie się coraz więcej i bardzo szybko poszlibyście na całość. I to by zabiło Wasza miłość. A co robić? Pisałam na ten temat cały artykuł: [zobacz] proszę przeczytajcie go oboje i podyskutujcie nad nim. Ustalcie granice. Nie pozwalajcie sobie na więcej bo będzie źle. Po każdym upadku idźcie do spowiedzi. No i jeszcze jedno: piszę wielokrotnie, że w takim przypadku należy sprawdzić co Was łączy.
Czyli: zaplanujcie jedną randkę bez dotykania się. Całkowicie. Wcale nie chodzi tutaj o niemożność zgrzeszenia tylko o odkrycie czy macie o czym ze sobą rozmawiać. Czyli tak: spotykacie się gdzieś (lepiej w miejscu publicznym, będzie łatwiej), idziecie np. na wystawę, wycieczkę, do teatru, muzeum. Przez całą drogę rozmawiacie ze sobą. Potem możecie iść na kawę (ale do cukierni nie w domu) i dalej rozmawiacie (na jakiekolwiek tematy). Gdy będziecie mieli o czym rozmawiać, nie będzie krępującej ciszy ale z fascynacją będziecie sobie patrzeć w oczy i nie będziecie mogli się nagadać to znaczy, że wiele Was łączy i musicie "tylko" popracować nad cielesnością i będzie dobrze. To będzie dobrze wróżyło związkowi. Ale jeśli nie będzie tematów a Wy będziecie rozdrażnieni to będzie znaczyło, że cielesność nad Wami panuje. Jeśli na randkach głównie się dotykacie to bardzo szybko przestaniecie być dla siebie atrakcyjni, bo uwierz, że fizyczna fascynacja nie trwa wiecznie z taką samą intensywnością. Jeśli wytrzymacie bez dotyku to pogratulujcie sobie, jeśli nie - bardzo poważnie zastanówcie się nad związkiem, bo może tylko pożądanie Was łączy.
Reasumując: przeczytajcie polecany artykuł, wprowadźcie w życie rady i planujcie randki, byście zawsze mieli co na nich robić, o pomysłach pisałam w odp. nr 1809. No i jeszcze jedno: wspólna króciutka modlitwa na początku każdej randki dużo pomoże. Módlcie się o czystość, o Was. Z Bogiem!

  Ona, 20 lat
2947
09.05.2010  
Mam 20 lat, mój chłopak 22.Jesteśmy z sobą już 3 lata. Oboje studiujemy, wiec w najbliższym czasie (ok. 3 lat) z powodów finansowych nie będziemy w stanie zawszeć związku małżeńskiego. Nurtuje mnie jedno pytanie: dlaczego nie powinno się chodzić z sobą zbyt długo? Często spotykam się z taką opinią. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to fakt, że może być ciężko zachować czystość. Ale my staramy się żyć w czystości. Jakie są inne przeciwwskazania zbyt długiego chodzenia? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :)

* * * * *

Moim zdaniem każdy przypadek jest indywidualny i nie można jednoznacznie powiedzieć jakie chodzenie jest "za długie". Każdy powinien chodzić ze sobą tyle czasu ile potrzebuje - aż dojrzeje do decyzji o byciu z kimś na zawsze. Na pewno nie ma sensu na siłę przyspieszać ślubu, zwłaszcza w młodym wieku, kiedy ludzie nie są w stanie żyć samodzielnie, choćby skromnie. Oczywiście, tak jak piszesz trudniej jest wytrzymać w czystości jeśli jest się ze sobą coraz dłużej i coraz bardziej chce się być razem. Często niestety ludzie wtedy nie wytrzymują i zamieszkują ze sobą a to już jest złe. I to główny powód. Długie przeciąganie narzeczeństwa może też świadczyć o niedojrzałości jednej ze stron, która odwleka ślub w nieskończoność. Sama znam przypadek, gdzie dziewczyna tak zwlekała ze ślubem, że trwało to…18 lat i zakończyło się rozstaniem. Potem chłopak poznał inną dziewczyną i bardzo szybko się ożenił. Ze strony tej dziewczyny widać zaś było pewną niedojrzałość do małżeństwa, gdyż była bardzo mocno związana z rodzicami i chciała z nimi mieszkać po ślubie no i w sumie z nimi została nie wychodząc za mąż. Więc chodzi też o umiejętność podejmowania decyzji, branie odpowiedzialności i decydowanie o sobie.
Kluczowe tu są właśnie te umiejętności a także dojrzałość samego związku tzn. ufanie sobie, poczucie bezpieczeństwa i co ważne - wizja na przyszłość. Bo pobierając się trzeba mieć wizję swojego małżeństwa i rodziny, ślub to nie tylko kolejny etap w byciu razem ale po prostu nowa rzeczywistość, za którą trzeba wziąć odpowiedzialność i być na nią gotowym. Bo wiele się w życiu zmienia.
W Twoim przypadku bardzo pozytywne jest to, że trwacie w czystości. Nie podejmujcie decyzji o ślubie pod żadnym naciskiem. Jesteście bardzo młodzi, nic Wam nie uciekanie. Gdy będziecie na tyle dojrzali, że będziecie gotowi tworzyć rodzinę, będziecie siebie pewni to się pobierzcie. Nie przeciągajcie tego w nieskończoność ale nie róbcie tego tylko dlatego, że "już wypada". Z Bogiem!

  Sara, 14 lat
2946
09.05.2010  
Kocham pewnego chłopaka, on o tym wie i także chciałby mnie pokochać ale nie potrafi! Co zrobić żeby mnie pokochał?

* * * * *

No ale skąd wiesz, że chciałby Cię pokochać i skąd on wie o Twojej miłości? Jeśli sama mu ja wyznałaś to zrobiłaś błąd. I być może teraz jest tak, że on czuje się "przyciśnięty do muru", czuje, że musi to samo odwzajemnić - bo Ty tego oczekujesz, a nie jest jeszcze na tym samym etapie. Albo nawet - brutalniej - nie kocha Cię ale nie wie co Ci powiedzieć, chce być delikatny, żebyś się nie obraziła i nie chce robić Ci przykrości odmową i dlatego mówi, że nie potrafi Cię pokochać. I to jest taka jego wymówka. Najpierw zatem przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i pomyśl czy tak nie było.
A jeśli widzisz, że jednak chłopak jest Ci życzliwy i Cię lubi to po pierwsze: nie wyznawaj mu więcej miłości a po drugie: zachowuj się swobodnie, naturalnie, tak jakbyś była tylko jego koleżanką. Brak nacisków z Twojej strony spowoduje jego większą swobodę i śmiałość i szybciej doczekasz się wzajemności (jeśli on faktycznie ma wobec Ciebie poważne zamiary). Na pewno nie naciskaj, bo to normalne, że ludzie nie od razu są na tym samym etapie, być może Ty musisz na niego trochę poczekać. Powodzenia, z Bogiem!

  Magda, 22 lat
2945
09.05.2010  
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy w moim związku panują prawidłowe relacje. Miałam dość trudne dzieciństwo i mało kontaktu z ojcem. Zawsze myślałam, że jestem silną kobietą, ale od jakiegoś czasu odkrywam w sobie dziecko przy moim chłopaku. Są między nam normalne relacje chłopak-dziewczyna: miłość, podziw, przyjaźń, partnerstwo. Ale zdarzają sie, relacje typu ojciec - córka. Lubie czasem pobyć małym dzieckiem, lubie żeby mój chłopak utulił mnie do snu przed wyjściem, przeczytał bajkę, czule mówił. Z jednej strony tego potrzebuję, i też wiem, że mój chlopak będzie kiedyś wspaniałym ojcem, ale z drugiej zastanawiam sie czy to jest normalne? Wiem, że to sa moje braki z dzieciństwa, ale nie wiem czy powinnam pozwalać nam na wchodzenie w takie "role". Chciałabym dodac ze nie jest tak, że w zwiazku zawsze jestem dzieckiem, bo jesteśmy związkiem partnerskim, dużo rozmawiamy i jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Ale gdy go potrzebuję, jest mi źle, ciężko, mój chłopak j est dla mnie opiekunem i daje mii bezpieczeństwo przez tą czułość i zabawę. Ważne sprawy i problemy zawsze przedyskutowujemy i modlimy się wspólnie. Ale jak dopadną mnie jakieś małe kobiece wątpliwości czy smutki, mój chłopak, żeby mnie pocieszyć, opowiada mi bajki nawiązujące do mojej sytuacji. Chociaż wymyśla je na poczekaniu to są one tak mądre i ciepłe, że od razu czuję się lepiej :)

* * * * *

Ale to nic złego jeśli Wam obojgu to odpowiada i nie przekracza to rozsądnych granic. Przytulenie przed wyjściem, czułe słowa to całkiem normalne i naturalne odruchy w związku nie mające nic wspólnego z wiekiem. A bajki - jeśli to taki Wasz świat, element zabawy to nic w tym złego. To, że chłopak daje Ci oparcie, poczucie bezpieczeństwa, jest z Tobą w trudnych chwilach to bardzo pozytywne i też normalne, bo każdy chłopak jest trochę opiekunem, "rycerzem" swojej kobiety. Gorzej by było, gdybyś potrzebowała od niego relacji czysto ojcowskich i zaspakajała potrzeby emocjonalne jak córka a nie jak partnerka. Gdybyś np. nie czuła do niego pociągu fizycznego, gdybyś Ty nie czuła potrzeby wykazania się przy nim jako kobieta. Gdybyś nie czuła potrzeby, by ładnie wyglądać i słyszeć komplementów jako kobieta. Gdybyś nie potrafiła jemu dać tego co daje w związku kobieta: czułości, opieki, troski o to gdy jest chory lub wyjedzie, dowartościowania, motywowania do pracy i sukcesów. Gdybyś uważała, że on jest wszechwiedzący i najmądrzejszy i nie potrzebujesz wcale z nim rozmawiać i dyskutować bo on ma zawsze rację. Gdybyś bezkrytycznie przyjmowała wszystko co robi lub mówi i uważała, że zawsze trzeba go słuchać. Gdybyś bała się z nim pokłócić, by go nie urazić i ciągle czuła tylko wdzięczność, że Cię w czymś wyręcza. Gdybyś nie czuła się w obowiązku wspólnie z nim budować przyszłą rodzinę, zarabiać i troszczyć się o wszystkie sprawy, tylko zostawiałabyś wszystkie decyzje jemu.
Wtedy możnaby powiedzieć, że coś jest nie tak. Polecę Ci jeszcze odp. nr 1180, tam pisałam o tym jak nasz obraz ojca przekłada się na obraz Boga. Ponieważ wspomniałaś coś o niezbyt dobrych relacjach z ojcem to może warto, byś to przeczytała.
Nie ma póki co powodu do niepokoju - prawdopodobnie masz jakieś niedobory tej ojcowskiej miłości (na to już nic poradzisz) i właśnie dlatego spotkawszy chłopaka, któremu możesz zaufać poczułaś się tak bezpieczna jak niemalże dziecko? Tak, to jest pewien syndrom dziewczyn, które miały niedobór tej miłości ojcowskiej ale u Ciebie nie przekracza to normalnych granic, zatem moim zdaniem - wszystko jest ok. Gdyby to wykraczało poza ramy układu partnerskiego to trzebaby nad czymś popracować ale póki co - raczej nie. Z Bogiem!

  Ania, 16 lat
2944
07.05.2010  
Cześć. Mam 16 lat, za 3 miesiące 17. Od pewnego czasu spotykam się z Adrianem- jest ode mnie młodszy o rok, nie jesteśmy parą. znamy się już bardzo długo, jednak od 9 miesięcy się przyjaźnimy. kochamy się, i czasami sprawiamy wrażenie jakbyśmy byli parą, chociaż nią nie jesteśmy. Dużo ludzi stoi nam na drodze, jednak nie zwracamy na nich uwagi. Mamy przez to wrogów, są ludzie, którzy chcą nas rozdzielić, a wręcz nam zaszkodzić. W wakacje był zakład, że Adrian rozkocha mnie w sobie w ciągu kilku dni, jednak mu się nie udało. Przeciwnie, to właśnie On się zakochał. Jesteśmy dla siebie najważniejsi. Kocham go, On mnie też. ale jednak czasami mam wrażenie, że wszystkie jego słowa to żarty. Boję się, że jednak, moje przypuszczenia okażą się prawdą. Co mam zrobić ? Pomocy, nie chcę go stracić.

* * * * *

Ale w czym tak naprawdę jest problem? Piszesz, że go kochasz i on Ciebie też. Co stoi Wam na przeszkodzie być razem? A może Wy po prostu faktycznie jesteście razem tylko tego tak nie nazywacie? Czy boicie się czegoś? Czy Ty mu nie dowierzasz, że to co on mówi i robi jest prawdą? Ale w takim razie czemu piszesz, że się w Tobie zakochał? Może właśnie czas na jakieś deklaracje i postanowienia? Może nazwijcie formalnie Wasz związek albo nawet nie nazywajcie ale po prostu bądźcie ze sobą - nawet tak jak teraz i cieszcie się tym. Może on boi się jednoznacznie wyznać Ci miłość, bo boi się Twojej reakcji nie wiedząc jaka będzie? A może właśnie coś szykuje i to będzie niespodzianka?
Naprawdę, ja nie widzę żadnych przeszkód, żebyście byli razem i nie uważam też, żebyś miała się czegokolwiek obawiać ani go stracić. Z Bogiem!

  Magda, 25 lat
2943
06.05.2010  
Szczęść Boże!
Ja mam pytanie czy możliwa jest miłość bez zakochania? bo takie rzeczy z tego, co mnie wiadomo się czuje, a moim przypadku takiego czegoś nie ma. Spotykam się z chłopakiem, fajnie się rozmawiam, myślę, że przez to, że kierujemy się takimi samymi wartościami, ale ja jakoś nie czekam z ustęsknieniem na kolejne spotkanie... To jest na pewno wartościowy chłopak, ale nasze wychowanie znacząco się różniło, ja jestem przyzwyczajona do pracy, radzenia sobie w różnych sytuacjach, On za to nie i troche mnie denerwuje taka życiowa niezaradność, wydaje mnie się, że chłopak powinien się sprawdzać w wielu sytuacjach. Oczywiście wiara w Boga to podstawa i co do tego nie mam wątpliwości ale czy to naprawdę wystarczy? Czy wiedzą, że ktoś jest zakochany w Bogu i Nim kieruje się na co dzień czy to jest pewnik udanego związku? czy a takiej sytuacji wszystko inne przestaje mieć znaczenie?
Pozdrawiam serdecznie i gratuluję pomysłu na ten portal:) jest rewelacyjny:)
Z Panem Bogiem


* * * * *

Dziękuję za miłe słowa. Poruszasz dwie sprawy. Miłość bez klasycznego zakochania jest możliwa, ja sama tego doświadczyłam, pisałam o tym w odp. nr: 13, 19, 728, 1086, 2576, 2678 i tym artykule: [zobacz] A co do drugiej części Twojej wypowiedzi: to jest to kwestia charakteru i ogólnie zaradności życiowej oraz dojrzałości do związku i do pełnienia swojej funkcji. To nie jest tak, że wystarczy kochać Boga i samo wszystko przyjdzie. Oczywiście, ludzie, którzy kierują się w życiu zasadami i dla których Bóg jest najważniejszy będą mieli właściwą hierarchię wartości. Ale ta hierarchia jest wieloelementowa i nie ogranicza się tylko do kochania Boga. Bóg nigdy nie powiedział: kochaj Mnie i nic nie rób. Wprost przeciwnie, powiedział: czyńcie sobie ziemię poddaną, czyli pracujcie. Prawdą jest, że chłopak powinien się sprawdzać i być zaradny, gdyż w związku pełni rolę przewodnika, taką rolę będzie też pełnił w swojej rodzinie. Nie wiem czego konkretnie dotyczą Twoje obawy dlatego polecę Ci szerzej odp. nr: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 2341, 2568, 2627, 2717, 2724 oraz te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Poczytaj to i zastanów się, bo może też być tak, że właśnie fakt, że ten chłopak nie do końca Ci odpowiada powoduje, że nie możesz całkowicie mu zaufać, to Cię zniechęca do niego, bo boisz się o przyszłość i stąd poczucie, że brakuje temu związkowi uczucia? Jeśli tak jest zobacz w jakiej dziedzinie jest coś nie tak i delikatnie próbuj coś chłopakowi sugerować oraz dawać mu wolną rękę w rzeczach, w których będzie mógł się wykazać. Proś go śmiało o zrobienie czegoś, o wybranie czegoś, podjęcie jakiejś decyzji. Jak to zrobi będzie sam czuł się lepiej, będzie się czuł potrzebny i kompetentny. A jak się sprawdzi raz czy drugi jako mężczyzna to mu się ta rola spodoba i będzie dużo lepiej. Bo czasem warto też dać komuś szansę na rozwój, na dojrzewanie, bo może się okazać, że szybko się "wyrobi" gdy zrozumie pewne rzeczy. Zresztą nie jest najważniejsze (szczególnie w młodym wieku) jaki ktoś już jest w związku ale jak się zmienia - i czy chce to robić. A może też być tak (nie wiem bo nie znam kontekstu), że on np. zgadza się na wszystko nie podejmując żadnej decyzji bo myśli, że przez to okazuje Ci szacunek. A Ty, która sama decydujesz odczuwasz frustrację, że musisz sama wszystko robić a on jest taki niezaradny. To może też wynikać z niezrozumienia wzajemnie swojej psychiki i dlatego poleciłam Ci artykuły o oczekiwaniach kobiety i mężczyzny w związku. Poczytaj, pomyśl, dużo rozmawiajcie, bądźcie szczerzy wobec siebie (choć delikatni w rozmowach). Związek to też wspólne dojrzewanie. Z Bogiem!

  Artur, 22 lat
2942
06.05.2010  
nie wiem co robic. zainteresowalem sie znajoma kolezanka w styczniu 2009. pare razy spotkalismy sie, imprezy spacery itp. wkoncu zaczalem cos czuc do niej. w lipcu 2009 juz regularnie zaczelismy sie spotykac, poczulem ze sie zakochuje. pod koniec wrzesnia 2009 wspolnie postanowilismy ze bedziemy rzem, wyznalismy sobie milosc, ze sie wspolnie kochamy. od wtedy do poczatku grudnia bylem najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi. moje serce bilo dla niej. bylem caly jej. pod koniec grudnia zaczelo sie wszystko psuc, mowila ze mnie kocha ale chyba nie pasujemy do siebie. swieta i sylwestra jeszcze jakos razem spedzilismy. po nowym roku juz wszystko zaczelo sie walic mi na glowe. stracilem prace, i czulem ze ja tez trace. zaczelo mi odbijac gdy dopuszczalem mysli ze trace ja. od stycznia do kwietnia 2010 byly tylko rozstania i powroty, kilka razy z mojej inicjatywy z moich staran probowalismy byc razem, ale ona nie chciala juz mnie. mowila mi zawsze ze mnie bardzo kocha i ze chce zebym przy niej zawsze byl, zebysmy byli razem na zawsze. a teraz mi mowi ze mnie klamala ze mnie kochala, ze nie chce mnie znac, ze nic dla niej nie znacze, nie istnieje dla niej. po tych slowach zamknalem sie w sobie, nie wychodze z domu, nie rozmawiam z nikim nawet z rodzina, mam juz czasem tak dosc dosc tego co mnie spotkalo z jej strony ze mam nawet czasem mysli samobojcze. nie wiem jak mam zyc bez niej. zakochalem sie w niej calym sercem, am ja caly czas w myslach w glowie. nie chce nawet ze mna porozmawiac, wyzywa mnie caly czas, zebym dal jej swiety spokoj, zebym zniknal z jej zycia na zawsze, nie chce mnie nigdy widziec wiecej. nie wiem co robic. placze caly czas. kocham ja nad zycie. nie chcem zyc bez niej. nie wiem co robic?

* * * * *

Niepojęte! Czy ona naprawdę nie wyjaśniła Ci powodu rozstania? Jeśli były nieporozumienia między Wami to o co? Czy rozmawialiście ze sobą i wyjaśnialiście sobie co jest nie tak, o co macie pretensje? Często ludzie tu popełniają duży błąd: czują do kogoś uraz, ale nie mówią o co chodzi. Żal rośnie aż wybucha i wtedy ma się pretensje o wszystko. Tymczasem powodem może być drobnostka (albo i nawet poważna sprawa) ale to trzeba sobie od razu wyjaśnić. Trzeba ze sobą o wszystkim, także nieprzyjemnym w związku rozmawiać. A może było tak, że Twoja dziewczyna się zakochała a potem minął ten etap, stwierdziła, że nie CZUJE i że to koniec miłości a to co jej się wydawało miłością było kłamstwem? Tu jest kolejny błąd: bo zakochanie, emocje to nie miłość. I że uczucia mijają to normalne, ale miłość nie mija tylko się zmienia. Poczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 15, 906, 2779, 13, 19, 728, 1086, 2576, 2678 i pomyśl czy przypadkiem coś takiego nie miało miejsca.
A może miało miejsce coś jeszcze o czym wiesz lub nie wiesz a ona Ci nie powiedziała?
Tak czy inaczej Ty masz prawo wiedzieć co było nie tak i dlaczego ona nie chce być z Tobą. Z tego co piszesz ona raczej nie wróci do Ciebie ale niech Ci wyjaśni dlaczego! Masz prawo to wiedzieć, bo dlaczego masz sobie wyrzucać, że coś źle zrobiłeś kiedy to nie musi być prawda. A może po prostu ona stwierdziła, że nie pasujecie do siebie bo macie np. inne spojrzenia na podstawowe sprawy, inne zasady itp. ale to też Ci powinna powiedzieć. Nigdy rozstanie nie może tak wyglądać, nigdy nie wolno tak kogoś zostawić, z poczuciem że jest się gorszy, niedorajdą, poczuciem winy - może niesłusznie. Przeczytaj proszę te odp.: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713 o rozstaniu i te: 80, 526, 653, 825 o tym jak to przeżyć, jak się odkochać, jak dalej żyć. Te szczególnie, bo to bardzo ważne! Szczerze Ci współczuję i dla samego siebie, dla własnego poczucia wartości spróbuj się z nią spotkać żeby na spokojnie Ci wyjaśniła dlaczego- konkretnie. A jeśli nie będzie chciała się spotkać to niech Ci napisze - w np. mailu, próbuj, może się uda, a jeśli nie to trudno, musisz wtedy przyjąć, że to nie Twoja wian tylko jej nieumiejętność trwania w związku lub nieumiejętność rozstania się na poziomie. Nie myśl, że jesteś gorszy, bo dziewczyna Cię rzuciła. To wcale nie musi być Twoja wina. Jeśli Ci nic nie wyjaśni to tym bardziej tak nie myśl.
Rozumiem ból po starcie. Tak, masz prawo do niego, masz prawo do żałoby, nawet rozpaczy. Nie musisz być herosem i udawać, że Cię to nie ruszyło. Ale nie myśl też, że ten przykry stan będzie trwał wiecznie, że Ty jesteś nic niewarty. Pomyśl, że to nie była ta właściwa dziewczyna. No tak, bo właściwa by tak się nie zachowała. To jeszcze nie była prawdziwa miłość - przynajmniej z jej strony. Teraz daj sobie czas - na zasklepienie ran. Jesteś bogatszy o to doświadczenie. Twoja rana to nie dowód Twojej porażki tylko siły - gdy już przez to przejdziesz. Módl się teraz by Bóg zabrał Ci ten ból, rozpacz i te uczucia. I żeby w swoim czasie pozwolił Ci poznać kogoś, kto będzie Twoją prawdziwą miłością. Będzie jeszcze dobrze, zobaczysz - to nie takie pocieszenie, to FAKT. I o to się módl. Z Bogiem!

  Ola, 17 lat
2941
04.05.2010  
Popełniłam duży błąd i nie wiem jak go teraz naprawić. Działałam na tzw. "dwa fronty". Pisałam SMS-y z dwoma chłopakami, nie mogłam się zdecydować, którego z nich wybrać. W końcu odpowiedź sama się pojawiła, bo z jednym z nich kontakt nagle się urwał. Zaczęłam się spotykać z tym drugim. Jednak okazało się, że to nie to, po prostu uważałam że do siebie nie pasujemy. I wtedy napisał do mnie ten pierwszy, wyjaśnił mi powód tego, że się nie odzywał. Poprosił o spotkanie. Następnego dnia, ten drugi kazał mi wybierać-albo on, albo Maciek. Ale był jeden haczyk - jeśli wybiorę Maćka, on go znajdzie i pożałuje że się urodził. Więc nie miałam wyboru. Dawid napisał SMS z mojego tel. do Maćka. Pisał, że Maciek może być tylko moim kolegą, gdyż mam chłopaka... Tłumaczyłam później wszystko Maćkowi, ale on mi nie uwierzył, że nie miałam wyboru i chciałam go chronić. Z Dawidem już wszystko skończone. Teraz nie wiem, jak na nowo odbudować moje relacje z Maćkiem...

* * * * *

Myślę, że powinnaś się z nim spotkać i powiedzieć całą prawdę. No niestety, może troszkę wstydu się najesz ale inaczej niczego nie wyjaśnisz a brnięcie dalej w dziwne tłumaczenia i motanie się spowoduje, że znowu wpadniesz w pułapkę i będziesz się pilnowała, by czegoś nie powiedzieć. Normalnie się z nim spotkaj i powiedz, że wtedy i wtedy miałaś kontakt z nimi dwoma, że Dawid był Twoim dobrym kolegą, spotykałaś się z nim, ale później zaczął Ci robić takie numery, że to on pisał z Twojej komórki, że Cię szantażował. Owszem, na chłopaku taka groźba może nie zrobiłaby wrażenia ale Ty jesteś dziewczyną i się przestraszyłaś. Możesz zrobić tylko tyle mówiąc, że on może Ci uwierzyć albo nie. Ma do wyboru czy Ci uwierzy czy nie, natomiast Ty tylko prawdę masz na swoją obronę. Jeśli mu na Tobie zależy to może "zaryzykować" i Ci zaufać - Ty nic więcej zrobić nie możesz ani inaczej go przekonać. Jeśli Ci nie uwierzy - trudno, widocznie to też jeszcze nie ten - skoro nie potrafi Ci zaufać. Bo że Dawid nie był odpowiednim chłopakiem to już wiesz - po jego zachowaniu. Tylko wtedy, gdy Maciek Ci zaufa będzie możliwe stworzenie związku. A zaufa jeśli uwierzy. Jeśli nie - to i tak związku byście nie stworzyli, bo podejrzewałby Cię o to, że nie mówisz prawdy, że go oszukujesz itp. A takie szarpanie się i wzajemne oskarżenia nie mają sensu. Spróbuj - mówiąc prawdę. I zobaczysz co będzie. Z Bogiem!

  *Paula*, 21 lat
2940
03.05.2010  
Witam!

Chciałabym, aby mój przyszły mąż (jeżeli moim powołaniem jest małżeństwo) był lekarzem. Mam ku temu sposobność, bo obracam się w środowisku medycznym. Czy jest w tym coś złego? Niektórzy wmawiają mi, że mam wygórowane wymagania i z takim podejściem do sprawy zostanę "starą panną". Wydaje mi się, że nieco przesadzają. Szukam dobrego mężczyzny,lekarza, a nie księcia z bajki. Sama mogę też wiele ofiarować w zamian. Co jest w tym złego? Może ja czegoś nie dostrzegam?

Pozdrawiam.


* * * * *

No ale dlaczego konkretnie lekarzem? I jakiej specjalności? Wiesz, takie postawienie sprawy jest dziwne, bo jeśli zainteresuje się Tobą np. prawnik lub informatyk to odmówisz mu tylko dlatego, że nie jest lekarzem? I co jest ważniejsze: zasady, taka sama hierarchia wartości, dogadanie się w wszystkich sprawach, wsparcie czy zawód? Owszem, jeśli obracasz się w takim środowisku to pewnie masz jakieś szanse poznania lekarza, ale nie stawiaj sobie, Bogu i przyszłemu mężowi takich ograniczeń, bo może Bóg ma dla Ciebie inny plan, jeszcze piękniejszy niż Ci się wydaje? Ja też nie myślałam, że mój przyszły mąż będzie miał taki zawód jaki ma a dzięki temu właśnie okazało się, że możemy wspólnie tworzyć różne dobre rzeczy. Przeczytaj także odp. nr: 88, 156, 1108, tam pisałam o tym czy można modlić się o konkretną osobę. Przeczytaj także ten artykuł: [zobacz] o przeznaczeniu w miłości.
Widzisz, nie jest najważniejsze jaki współmałżonek ma zawód tylko jaki jest, jak Cię kocha. I weź pod uwagę jeszcze jedno: z zawodem lekarza wiążą się też różne ograniczenia, które mogą Ci przeszkadzać w małżeństwie: nocne dyżury, grafik, który koliduje z Twoim planem urlopów w pracy, wyjazdy na szkolenia, wezwania do chorych w momencie, kiedy Ty potrzebujesz go w domu, nie wspominając o ciągłym doskonaleniu się, robieniu specjalizacji itp. - to nie sam "miód". Daj Bogu wolną rękę - módl się po prostu o dobrego męża. Bóg zaś zna pragnienia Twego serca i jeśli uzna, że lepsze małżeństwo stworzyłabyś z lekarzem to z pewnością da Ci możliwość poznania takiego człowieka, ale nie przekreślaj innych tylko dlatego, że lekarzami nie będą. Z Bogiem!

  x, 23 lat
2939
03.05.2010  
Szczęść Boże. Jestem w ponad 2-letnim związku z pierwszym mężczyzną, którego kochałam. Niestety, tego czasu nie mogę nazwać `sielanką`. T był naprawdę ciężki okres docierania się, wspólnych konfliktów, płaczu, ciąąąągłych rozmów..i tak w kółko. Najgorsze jest to, że praktycznie ciągle chodziło o to samo. Jak go poznałam ja byłam trochę `zahukana`,nieśmiała itd.z powodu wcześniejszych rozczarowań z chłopakiem. On-pewny siebie imprezowicz, szwędający się notorycznie nocami po osiedlu pijąc po kolegach. Na początku trochę odżyłam i postanowiłam nie czepiać się tego picia. Milczałam jak przychodził na chwilę, bo potem był umówiony na piwo, albo, gdy nie przychodził na spotaknie, bo wolał kolegów itp. Najbardziej zabolało mnie, jak przyszłam do niego,a on dostał tel. i poprosił mnie, żebym sobie poszła, bo chce iść na piwo. Powoli jego problemy z alkoholem, znikanie na 2-3 dni i szukanie go po izbach wytrzeźwień, bo się rzucał na policjantów po pijaku, zaczęło mi przeszkadzać. Jej ..ile ja nocy nie przespałam przez niego. W mom.kiedy zrobiliśmy sobie przerwe,po której postanowiłam zerwać, on przysięgał, że się zmieni. I na jakiś czas się zmienił. Potem powoli zaczęły wracać te wypady. Dużo rzadziej, ale zdarzały się izby wytrzeźwień, znikanie itp. I zawsze miał potem kaca moralnego. Oprócz tego czułam, ze mnie nie szanuje. Nie potrafie podać przykładów-po prostu powoli zaczynam czuć się przy nim zła,niegodna poświęceń itp. Ostatnio jestem na zakręcie..wybieram się do psychologa. Mam stany lekowe, nie zdziwiłabym się, jak by stwierdzono depresję. Zrobiliśmy sobie przerwę, bo czuję, że się już wypaliłam. Nie wiem nic. Nie tęsknię za nim. Jest mi cudownie samej. Ale boję się, że to może być spowodowane ogólną moją apatią i obojętnością na wszystko. Wiem, ze powinnam podjąć decyzje jakąś. Nie chcę być nie fair w stos.do niego, bo też to przezywa. Ale boję się przyszłości z nim. Nie wiem co robić…

* * * * *

Kochana, uciekaj. Uciekaj ratując siebie, bo zaczynasz wpadać w syndrom osoby współuzależnionej. Sytuacje, o których piszesz są niewyobrażalne i jednoznacznie świadczą o braku jakiegokolwiek szacunku do Ciebie. I niestety o jego uzależnieniu, bo widać jak bardzo alkohol jest dla niego ważny. Zastanawiam się dlaczego tyle czasu pozwalałaś sobie na takie zachowania? Rozumiem miłość. Ale widzisz, miłość to nie jest zgadzanie się na wszystko i pozwalanie na nieszanowanie siebie. Miłość to pragnienie dobra dla drugiego człowieka, a tym dobrem nie jest to co robisz. I z miłości trzeba czasem odejść, by dać komuś szansę przejrzeć na oczy, otrząsnąć się. Jeśli z nim jesteś to on myśli, że to ok., że Ty to zniesiesz, no bo ciągle dajesz szanse. Więc on się nie zmieni, bo jemu jest wygodniej tak jak jest, a Ty i tak jesteś. Uciekaj, proszę. Idź do psychologa, na terapię a jego omijaj szerokim łukiem bo Cię niszczy. Przecież jesteś normalną, wartościową dziewczyną i masz prawo być szanowana i kochana! Masz prawo czuć oparcie i czuć się bezpiecznie. A co zapewniasz sobie przez związek z nim? Niepewność, awantury, picie, brak środków do życia. Jakie życie zapewnisz przyszłym dzieciom jeśli zdecydujesz się z nim być? Ojca -alkoholika? Chcesz całe życie wyciągać go z knajp a dzieci skazać na konieczność terapii od początku swego istnienia, bo nie będą wychowywane w normalnej rodzinie? Pomyśl o tym, bo jesteś za to odpowiedzialna i one będą miały (i słusznie) kiedyś do Ciebie pretensje.
Po co Ci to? Nie lepiej żyć normalnie? A jeśli myślisz, że on się zmieni i przestanie pić to proszę pójdź na spotkanie DDA i porozmawiaj z pierwszą lepszą osoba, która miała w rodzinie alkoholika. Przeczytaj też proszę odp. nr: 350, 686, 1061, 1312, 1362, 1522, 1535. Ja ze swej strony mówię Ci: uciekaj - dla własnego dobra i dlatego, że zasłużyłaś (jak każdy człowiek) na NORMALNOŚĆ a nie patologię. Z Bogiem!

  Jaro, 21 lat
2938
02.05.2010  
Witam! Piszę ponieważ mam nadzieję znaleźć tutaj pomoc,... Wczoraj po 3 miesiącach znajomości moja dziewczyna oświadczyła mi że czuje do mnie miłość,ale nie taką jak zwykle się czuje będąc z kimś lecz jak do brata,... :( Od jakiegoś czasu czułem że coś jest nie w porządku.Kiedy chciałem się z nią spotkać (zwykle to były popłudnia) ona zawsze miała zajęty czas a ja tak bardzo liczyłem na spotkanie,... ;( Powiedziała żebym dał jej czas na przemyślenia,... Widać że cierpi i jest jej bardzo smutno i przykro z całej tej sytuacji a ja nie wiem co zrobić :( Nie wiem czy w ogóle się do niej odezwać żeby to jakoś odkręcić,czy dać jej spokój na razie,... Dodam że mieszkamy 10 km. od siebie,...

* * * * *

Hmm, no przykra sprawa, ale wygląda na to, że ona z jakichś względów nie chce być z Tobą. A powiedz czy tak było od początku (tzn. że była niepewna) czy teraz dopiero coś się stało? Bo jeśli przez jakiś czas było ok. to znaczy, że ona musiała dojść do wniosku, że z jakichś względów nie możecie być razem -ale Ty masz prawo wiedzieć dlaczego i dlatego poproś ją o podanie przyczyn. Samo twierdzenie, że jest to miłość "jak do brata" to tylko przykrywka. Być może nie chce Cię ranić i dlatego tak powiedziała. Ale może też być tak, że ona od początku się wahała, tylko ukrywała to bo było jej głupio lub np. nie chciała Ci robić przykrości albo myślała, że Cię pokocha. A może stało się tak dlatego, że byt mocno naciskałeś? Czy przypadkiem nie wyznałeś jej miłości zbyt wcześnie? Przeczytaj koniecznie ten artykuł: [zobacz] i zobacz czy nie zrobiłeś błędu. Może zbyt szybko chciałeś przeskoczyć pewne etapy i ona czuła się przyciśnięta do muru i w końcu nie wytrzymała? Jeśli tak to faktycznie należy ją przeprosić, porozmawiać i dać czas - a będzie szansa na naprawę sytuacji. Tak czy inaczej porozmawiaj z nią szczerze, niech Ci powie o co chodzi tak naprawdę. Jeśli natomiast myśli, że musi CZUĆ miłość no to nie musi. A już na pewno nie po 3 miesiącach. Polecam odp. nr 13 i ten artykuł: [zobacz]
Jesteście na początku związku, kiedy jest czas na zastanawianie, luźniejszy kontakt i żadne deklaracje paść nie powinny - bo przecież dopiero rozeznajecie i nie wiecie czy będziecie ze sobą. Ja bym Ci radziła poczytać te polecane artykuły, zobaczyć czy nie był to jakiś błąd i spotkać się z nią porozmawiać spokojnie i poważnie. Jeśli wyjaśni Ci przyczyny lub nie będzie chciała tego zrobić ale nie będzie też chciała z Tobą być - to faktycznie dać spokój i ewentualnie obserwować jej stosunek do Ciebie. Jeśli będzie Cie unikała - to znaczy, że faktycznie nie ma szans i to nie była jeszcze ta właściwa osoba. Jeśli jednak mając swobodę i czas zacznie z czasem do Ciebie ciepło się odnosić to może oznaczać, że faktycznie coś było dla niej za szybko i za dużo i jest jeszcze szansa. Z Bogiem!

  anna, 26 lat
2937
01.05.2010  
dlaczego osoba którą kocham nie chce ze mną być mimo iż to wie

* * * * *

Ponieważ jest wolna. Nikogo do miłości zmusić nie można i jeśli ona Cię nie kocha to mimo Twojej miłości do niej z Tobą nie będzie. To tak jakby Ciebie zmusić do bycia w związku np. ze sprzedawcą w sklepie na Twoim osiedlu. Nawet jeśli on by Ciebie kochał to Ty go nie i nie miałabyś ochoty z nim być. Ale naturalnie rozumiem przykrą sytuację i współczuję Ci. Polecam Ci odp. nr: 65, 2655, 80, 526, 653, 825.
Módl się, by Bóg zabrał Ci to uczucie i postawił na Twojej drodze człowieka, którego pokochasz z wzajemnością. Z Bogiem!

  Ula, 24 lat
2936
30.04.2010  
Witam serdecznie,

tak się zastanawiam, czy to tak zawsze jest, że nadchodzi w zwiazku taki czas, że się wie, że to już? Już czas na ślub, na wspólne życie, że już dalej tak osobno się nie da? Bo mnie chyba cos takiego dopadło. Mama 24 lata, narzeczony jest 2,5 roku starszy, za pół roku ślub. I chociaż czasem mnie dopadają takie myśli, że to może za szybko, że może trzeba przełożyc ślub, to jak sobie pomyślę, o tych dodatkowych latach osobno, to jest to dla mnie coś starsznego. Niby nasz związek by wyglądał jak teraz, ale wydaje mi się, że już by nie było radości z czekania, a przede wszystkim jakieś zniecierpliwienie, irytacja. Tak czuję jakby ten etap związku już dobiegał końca i żeby prawidłowo się rozwijał dalej i żeby nasza miłość wzrastała to potrzebny jest dalszy krok.

Nie wiem czy dobrze świadczy o naszym związku, ale mi się wydaje, że ta nasza miłość przestałaby się rozwijać, gdybyśmy tak jeszcze długo byli narzeczonymi. Teraz nam się marzy cieszenie się sobą w pełnym wymiarze, wspólne zasypianie, radości, urządzanie mieszkania, wspólne śniadania... A najsmutniejsze sa chyba osobno spędzane Święta... Bardzo nam tego brakuje, takiej codzienności. Wydaje mi się, że ta nasza miłość by umarła, gdyby takie randki, jak teraz trwały nadal. Mam znajomych, którzy sa już razem po 5 lat i więcej, nie mieszkają razem, spotykają się, odwiedzają (też współzyją niestety) i dziwię się, że im się to nie nudzi, że nie chcą czegoś więcej, że taka forma związku im wystarcza.

Nie wiem, czy to normalne, że ja tak czuję. I czy to dobrze świadczy, że wydaje mi się, że nasz związek by się zepsuł, gdybysmy tak trwali bez zmian.


* * * * *

No i masz rację. Skoro tak czujesz to najwyraźniej już jest ten czas. Bardzo fajnie, że odczuwasz to tak wyraźnie, bo nie zawsze tak jest. Tylko pogratulować! Zresztą pisałam troszkę na ten temat w tym artykule: [zobacz] przeczytaj, a zobaczysz, że to normalne.
Przy okazji: macie już kurs przedmałżeński? Jeśli nie to zapraszam na "Wieczory dla zakochanych". Świetna sprawa, bardzo nietypowe i ciekawe spotkania. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Z Bogiem!

  Beata, 24 lat
2935
24.04.2010  
Witam!
Jestem zareczona, niedługo wesele. Wszystko pięknie się układa, tylko czasem mam wrażenie ze mój narzeczony nie mowi mi wszyskich planów tylko dowiaduje się o nich od mojej przyszłej teściowej, boje się że po ślubie mama będzie ważniejsza. Rozmawiałam z nim na ten temat i zapewnia mnie że tylko mi się wydaje i że ja jestem najważniejsza, po czym gdy rozmawiam z jego mam znowu mi mówi że rozmawiała z synem na pewien temat a moim zdaniem już ze mna powinien o tym rozmawiać. Co mam o tym myśleć?
Zgóry dziękuje za odpowiedź.
Pozdrawiam


* * * * *

Być może prozaicznie: jeśli mieszka z rodzicami to coś mu przyjdzie do głowy, powie to od razu w formie jakiegoś dalekiego planu czy takiego tylko mglistego projektu a z Tobą jeszcze nie zdążył tego omówić albo nawet zrezygnował z tego pomysłu. Natomiast jego mama to wie i dzieli się tym z Tobą.
Jeśli z nim rozmawiasz i on naprawdę nie robi tego ze złej woli to po prostu możesz mu tylko wierzyć. Zwłaszcza gdy dotyczy to rzeczy drobnych a nie ważnych życiowych decyzji, bo wtedy to już inna sprawa i faktyczny powód do niepokoju. Jeżeli w innych dziedzinach życia masz do niego zaufanie i wszystko jest w porządku, nie zawiódł Cię to być może to tylko jakieś przyzwyczajenie, cecha charakteru np. mój brat dużo o wszystkim mówi, opowiada, snuje plany a potem jakiś mały procent tego jest realizowany a jednak całe jego otoczenie wie o jego planach na najbliższą pięciolatkę, niezrealizowanych zresztą. Może to "tylko" tyle? Inna sprawa natomiast to taka, że musicie o wszystkim co dotyczy Was, Waszych relacji z rodzicami i o mieszkaniu przede wszystkim(!) porozmawiać i ustalić wcześniej - ze sobą najpierw. Bo mam nadzieję, że pomysłów na mieszkanie z teściami nie macie? Pisałam o tym w odp. nr 1334.
Ponieważ jesteście narzeczeństwem to polecę Wam też "Wieczory dla zakochanych", szczególnie jeśli nie macie jeszcze kursu przedmałżeńskiego. Świetna sprawa, bardzo nietypowe i ciekawe spotkania. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Z Bogiem!

  Basia, 20 lat
2934
20.04.2010  
Z moim pierwszym chłopakiem byłam ponad 3 lata. Podjęliśmy wspólną, przemyślaną decyzję o rozstaniu, ponieważ poczynania drugiej osoby spotykały się zwykle z bezbrzeżnym rozczarowaniem. Bardzo mnie bolało, że Marcin nie okazuje mi zaufania. Był zazdrosny o wszystko i wszystkich,nawet kuzyna (to znaczy czas spędzony z kuzynem zamiast z nim). Byłam rozliczana, z kim się spotkałam, gdzie, co robiłam itd. Myślę, że to brało się z bardzoniskiej samooceny. Próbowałam mu pomagać ją podwyższyć, ale było ciężko, bo każde moje spotkanie z przyjacielem traktował jako zdradę. Ja z kolei rozcarowywałam go lekkomyślnością oraz kiepskimi stosunkami z rodzicami, którzy z powodu braku szczerych rozmów nie do końca akceptowali mój wybór partnera.
Teraz, po kilku tygodniach, Marcin błaga o spotkanie, każe mi wybierać między dwiema opcjami: albo związek jak dawniej, albo brak kontaktu w ogóle.
Bardzo mi na nim zależy jako przyjacielu. Myślę, że gdy oboje troszkę przemyślimy nasze zachowanie i dogadamy się co do jakichś ustepstw z obustron, moglibyśmy jeszcze kiedyś być razem. Tyle razem przeszliśmy. Wiem, że on wciąż mnie kocha, dlaytego tak się wścieka, że nie chcę wrócić do niego na zawołanie. Mam mętlik w głowie. Mój miły na domiar złego zdaje egzamin zawodowy w najbliższym czasie i twierdzi, że skoro nie chcę z nim być,to znaczy,że wcale nie zamierzam go wspierać w tej ważnej chwili.
Co mogę zrobić,by do niego wreszcie dotarło, że związek-rozcarowanie mnie nie interesuje, ale chcę przyjaźni? Jak mogę mu pomóc? Jak wesprzeć, nie będąc jego dziewczyną?


* * * * *

No widzisz, zdziwię Cię ale... ja też bym nie chciała przyjaźni po związku. Pisałam o tym w odp. nr: 2325, 80, 526, 653, 825, 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713, proszę, przeczytaj i przemyśl to. Bo w zasadzie czym jest przyjaźń? Relacją dwojga ludzi, którzy w każdej chwili mogą na sobie polegać, chcą i potrzebują być ze sobą. A jaka może być przyjaźń między ludźmi, którzy się rozstali (tzn. coś ważnego, bardzo ważnego ich podzieliło)? Może to być co najwyżej znajomość, relacja oparta nie na wrogości ale sympatycznym życzeniu komuś dobrze…z daleka. Natomiast z przyjaźnią nie ma to wiele wspólnego. Poza tym nawet gdybyście postanowili się przyjaźnić to masz bardzo wyraźne sygnały z jego strony, że jemu to nie wystarczy, bo nadal mu na Tobie zależy. I prędzej czy później znów próbowałby Cię skłonić do bycia razem, co spotkałoby się ze złością z Twojej strony, że tak Cię podchodzi.
Basiu, jeśli jesteś pewna, że dobrze zrobiłaś rozstając się (tzn. po przemyśleniu doszłaś do wniosku, że nie da rady razem budować) to nie możesz czuć wyrzutów sumienia ani myśleć że jemu będzie przykro. Musisz myśleć też o sobie. Związek wymaga wzajemności i nigdy nie wolno być z kimś z litości.
Naturalnie, jeśli uważasz, że moglibyście jeszcze spróbować być razem (ale teraz, nie w jakiejś perspektywie tylko teraz, bo np. chcesz mu dać drugą szansę) to oczywiście możecie zaryzykować ale to musi być Twoja decyzja, Ty musisz tego chcieć. Jeśli natomiast odrzuca Cię, nie chcesz być z nim, denerwuje Cię wiele rzeczy to chyba lepiej dać sobie spokój i rozstać na etapie kiedy jeszcze nie poraniliście się bardziej i nie macie do siebie nienawiści. A może jeśli dacie sobie czas, w którym faktycznie nie będziecie się kontaktować bliżej (nie to, żebyście udawali, że się nie znacie, ale zero spotkań i smsów) po to, by przemyśleć kilka spraw i zobaczyć jak to jest bez siebie to właśnie zaważy na tym, że jednak będziecie chcieli być znów razem. Ale nie do razu.
Jak wesprzeć nie będąc jego dziewczyną? No i on chyba tego nie potrzebuje i nie oczekuje i dla Ciebie byłoby to awykonalne. Nie wesprzesz go jako przyjaciółka. I lepiej. Natomiast zawsze możesz się modlić za niego i dobrze mu życzyć (nawet mu powiedzieć, że mu dobrze życzysz). Powiedz mu o tej przerwie w kontaktach, może jest Wam potrzebna. I poczytaj te artykuły: [zobacz], [zobacz] i odpowiedzi o zazdrości: 24, 377, 1343, 1385, 2208 Z Bogiem!

  Jovita, 20 lat
2933
19.04.2010  
Witam. Chciałam powiedzielic się moim szczęściem... ponad rok temu poznałam chłopaka, który uczył sie w moim liceum. Jakoś wcześniej go nie dostrzegałam i on mnie też. Poznalismy się na zajęciach przygotowywujących do matury. Nasza znajomośc zaczęła się od października ubiegłego roku. Od Października widzimy sie codziennie, nie liczac dni, kiedy są święta lub on pracuje i nie moze jechac ze mną do naszego rodzinnego miasta-( studiujemy poza rodzinna miejscowością).

Od kiedy go poznałam to zaznaje tyle miłości, tyle dobrego z jego strony czego brakowało mi w dzieciństwie..Bóg zabrał do siebie moją mamę, gdy miałam 10 lat. Ojca nigdy nie miałam. Dziękuję Bogu za to, ze jest przy mnie. Za to, że postawił mojego kochanego Krzysia na mojej drodze. Mam nadzieję, że nasza Miłość będzie kwitła i wzrastała.

Chwała Panu!


* * * * *

No wspaniale, dziękujemy za świadectwo. My ze swojej strony polecamy Wam naszą książkę "Miłość czy miłość, czyli sztuka chodzenia ze sobą": http://www.tolle.pl/pozycja/milosc-czy-milosc?pp=252
Życzymy prawdziwej, dojrzewającej każdego dnia miłości! Z Bogiem!

  ala, 22 lat
2932
18.04.2010  
Mam pytanie odnośnie NPR. Zdaje sobie sprawę, że może nie jest to miejsce na tego typu pytania ale nikt mi nie potrafi udzielić odpowiedzi.Nie mogę nigdzie kupić termometru owulacyjnego, rtęciowego czy z inną rozciągliwą cieczą. W metodzie którą chcę stosować niedopuszczalny jest termometr elektroniczny. Może pani wie gdzie mogę go kupić? Ze smutkiem muszę stwierdzić, że bardzo trudno dostępna jest literatura i tego typu rzeczy.
Z góry dziękuję za odpowiedź.


* * * * *

Kilka lat temu w aptekach Cefarmu był termometr AS POLONA owulacyjny, rtęciowy. Zapytaj w tych aptekach lub poszukaj w Internecie. Możesz też zadać pytanie na forum www.npr.pl, może tam ktoś będzie zorientowany gdzie jeszcze można go dostać? Z Bogiem!

  Ola, 17 lat
2931
18.04.2010  
Cześc. Mam taką dziwną sytuacje bo byłam u kuzyna na imprezie i poznałam tam fajnego chłopaka. Na drugi dzień mieliśmy się spotkac w szkole bo chodzimy do tej samej bo jest ode mnie o rok starszy. Później jakoś urwał nam się kontakt. A ja po jakimś czasie zrozumiałam że się w nim zakochałam na zabój i już tak od 2 miesięcy cierpie. Nie mogę zapomniec o nim ,ciągle jest w mojej głowie jeszcze nigdy sie tak nie czulam on jest calym moim zyciem. Oddałabym wszystko aby z nim byc. Sama nie podejde do niego. Bo mam zasady że chłopak powinien. Ale on nic. I boje się ze juz na zawsze bede tak cierpiec z tej nieszczesiwej milosci . Pomożcie co mam robic? bo juz trace nadzieje .. chce sobei nieraz cos zrobic bo zycie traci dla mnie sens..

* * * * *

Spokojnie, do końca życia cierpieć nie będziesz bo dużo wcześniej coś się wyjaśni. Podoba Ci się ten chłopak? Masz jakiś kontakt z nim? No to napisz albo podejdź i o coś zapytaj. Nic się nie stanie jeśli to dziewczyna pierwsza zagadnie chłopaka. Zrób pierwszy krok i zobaczysz: albo on się też zainteresuje Tobą albo Ty się nim rozczarujesz i cała miłość Ci przejdzie. Nie żyj w niepewności. To co teraz przeżywasz to zakochanie się w swoich wyobrażeniach o nim, pisałam o tym w odp. nr: 441, 868. I im dłużej to będzie trwało tym bardziej idealny jego obraz stworzysz sobie w wyobraźni i tym większe będzie ewentualne rozczarowanie. Dlatego skorzystaj z porad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742,1306 i przekonaj się czy jest wart Twoich emocji. Tylko naturalnie nie wyznawaj uczuć, bo wszystko zepsujesz, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Z Bogiem!

  Martyna, 20 lat
2930
18.04.2010  
Dziekuje serdecznie za odpowiedź. Wracając do swojego wcześniejszego listu napiszę, że objawiało sie to tym że był czas kiedy myślałam o nim częściej niż o Panu Bogu. Modliłam sie źle, bo modliłam się o to żeby być z tym człowiekiem a zarazem o to by Pan Bóg prowadził nasza relację. Dodam jeszcze to, że kiedy modliłam się i w modlitwie wspominałam o nim to czułam takie wewnętrzne ciepło. Zawsze kiedy oddawałam to pragnienie Panu Bogu i prosiłam o jakis znak od Niego bym wiedziała, że ten chłopak byc może też coś czuję w stosunku do mnie to następnego dnia zawsze były jakieś sytuacje związane z ta osobą albo go bezpośrednio spotykałam albo coś słyszałam o nim. Jesli chodzi o ten pierwszy krok to na pewno sie nie podejmę dlatego, że od jakiegoś czasu ma dziewczynę więc starałam się nie myśleć już o nim i udało sie to z Panem Bogiem i Maryją naprawdę ale teraz sam zaczął się mną interesować choć ja sobie to tłumaczę jako czystą ciekawość z jego strony bo przecież ma dziewczynę. Pyta sie co u mnie, czego mnie nie ma na spotkaniach modlitewnych. W sumie to mam nadzieje ale tylko na bliższe poznanie nic więcej. Jestem osobą raczej zagubioną i niesmiała a on czasem daje mi wsparcie To miłe z jego strony bo tak naprawde słabo sie znamy. Pozdrawiam

* * * * *

Na drugi raz: koniecznie podaj nr pytania, na które się powołujesz. Na szczęście znalazłam Twoje poprzednie pytanie bo było niedawno, ale generalnie zawsze podawajcie poprzedni numer, bo nie mogę się ustosunkować.
A więc tak sprawa wygląda. No to faktycznie, nie zrobisz tego kroku.
Ale i jego obraz też Ci Boga nie zasłania - z tego co piszesz tak nie wynika.
Co w takiej sytuacji?
Wycofać się dyskretnie z tej relacji.
Być może z jego strony to tylko ciekawość ale po co Ty masz się męczyć? I tak przecież wiele trudu kosztowało Cię "odkochanie się". Relacja z nim teraz (obojętnie na jakiej stopie) może nieświadomie pogłębić w Tobie ciepłe uczucia i zanim się spostrzeżesz znów będziesz cierpieć. Dlatego nie wchodź bliżej w tę relację. Tylko tyle kontaktu ile to konieczne. Zawsze bliskość osoby do które żywiło się ciepłe uczucia jest niebezpieczna. Chroń siebie.
Z Bogiem!

  Michał, 19 lat
2929
17.04.2010  
Powiem krótko! Pomiędzy mnie i moją dziewczynę(jestem z nią 2lata) wkradło się pożądanie. Kocham ją ponad życie i wiążę z nią plany na przyszłość. Mam swoje zasady i nie planuje, nie ma mowy o tym, żebym poszedł z nią do przysłowiowego łóżka przed ślubem, chociażby z szacunku dla niej. Mieszkam od niej blisko 200km i ja będąc jeszcze w liceum jestem zmuszony do tego, żeby widywać się z nią nie częściej aniżeli raz na 2tygodnie, głównym powodem takiej a nie innej sytuacji jest szkoła i brak funduszy. Jest to zarówno dla mnie jak i dla niej niesamowicie trudna sytuacja. Oboje strasznie cierpimy. To cierpienie jest tak potworne, że my, spotykając się raz na 2tygodnie jesteśmy dla siebie niesamowicie czuli, aż do przesady. Wydaje mi się, że jest to wszystko spowodowane tą odległością i straszną tęsknotą, bo my będąc ze sobą, jesteśmy dla siebie bardzo czuli i próbujemy tą czułością się naładować, żeby tylko nam wystarczyło na te 14dni. Nie chcę tego, bo jestem naprawdę wierzącym i wiem, że często przekraczamy tą jakże cienką granicę, z miłości przechodząc do pożądania, a w konsekwencji, do grzechu. W ciągu 365 dni spotykamy się tak na dłużej(po ok. 7dni) raptem 2 razy w roku(wakacje i ferie). Teraz idąc na studia planuję studiować w jej rodzinnym mieście, ponieważ chcę za wszelką cenę częściej być przy niej! Chce towarzyszyć Jej zarówno w tych chwilach radosnych jak i smutnych. Jest mi Ona bardzo bliska i bardzo mi na niej zależy! Kocham ją bardzo i nie chcę stracić jej przez tą głupią tęsknotę i grzech! Poznajemy siebie w różnych sytuacjach. Np ja przyjeżdżając do niej pomagam jej zrobić obiad, zjadać wspólne posiłki zarówno z nią jak i jej rodziną. Tylko problem w tym, że My widując się 2dni/14 strasznie za sobą tęsknimy i przez tą tęsknotę często grzeszymy nawet nieświadomie. Co robić w takiej sytuacji? Co zrobić, żeby przemóc te wszystkie pokusy? z góry dziękuję za pomoc!

* * * * *

Przede wszystkim gratuluję dojrzałej postawy. Serio. A po drugie: nieświadomie zgrzeszyć się nie da. Warunkiem grzechu jest świadomość zła, które się czyni i zgoda woli. Nie wiem zatem co masz na myśli mówiąc o nieświadomym grzechu. Może po prostu chodzi Ci o to, że podnieca Cię jej widok, obecność i zachowanie? Jeśli tak, to samo w sobie grzechem nie jest tylko reakcją organizmu. No naturalnie, jeśli masz tego świadomość to należy dążyć do tego, by pokus unikać. Jeśli zaś chodzi o myśli (fantazje) o niej to wtedy, w takiej chwili musisz próbować skupiać się na czymś innym co będzie absorbujące, tak byś musiał coś robić innego i na tym się skupić, najlepiej by było to połączone z czymś fizycznym np. jazda na rowerze - (musisz wtedy uważać) lub choćby jakaś praca w domu albo nawet czytanie książki, która Cię wciągnie. W krytycznych momentach módl się jakimś aktem strzelistym. Rozumiem naturalnie problem o którym piszesz. Natomiast bardzo dobrze próbujesz z niego wybrnąć: to słuszne, że chcesz studiować w jej mieście jeśli to możliwe. Bardzo dobrze. Natomiast jest kwestia jeszcze tego "teraz" no i przyszłości, kiedy będziecie widywali się częściej ale będziecie już na bliższym etapie związku i podobnych sytuacji też nieraz nie unikniecie. No jedyną metoda jest wyznaczenie sobie granic. Po prostu. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
i tych odpowiedziach: 1809,773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132 proszę przeczytaj, będą dla Ciebie radą. Ponadto nie załamywać się ewentualnym upadkiem tylko podnosić z niego i spowiadać jeśli to konieczne. Po trzecie, wiążące się z pierwszym: unikać tych sytuacji, które powodują podniecenie. Tak konkretnie: jeśli wiesz, że akurat pocałunek ma taki wpływ to całujcie się tylko w policzek, jeśli przytulenie tak działa, obejmij ją inaczej. No niestety innej rady nie ma - tylko kontrola swojego zachowania i unikanie pokus. No i co bardzo ważne - planowanie randek. Jeśli będziecie wiedzieli co będziecie robić na randce to unikniecie sytuacji nudy i po prostu przytulania bo nic innego nie ma do roboty. Planujcie zatem wyjścia do ludzi, w miejsca publiczne, na wycieczki gdzie można się zmęczyć (spala się energię a ponadto angażuje myśli tym co się widzi), rozmowy. Proponuję też krótką wspólną modlitwę na początku każdej randki - patrząc wspólnie na krzyż trudniej zaraz potem zgrzeszyć. Proście Boga w modlitwie wspólnej i indywidualnej o czystość, o wytrwanie. To się da zrobić, naprawdę. Jesteście na dobrej drodze! Polecam Wam też naszą właśnie wydaną książkę: http://www.tolle.pl/pozycja/milosc-czy-milosc?pp=252
Z Bogiem!

  ania, 24 lat
2928
15.04.2010  
Co zrobic z pewnym Wodnikiem? Znamy sie juz troche się, chyba nawet mnie lubi, problem w tym ze jak jesteśmy sami to jest ok, wspaniale nam się rozmawia, o wszystkim.... a jak tylko jesteśmy w większym towarzystwie to całkowicie mnie ignoruje, tak jakby mnie tam nie było Spogląda tylko i patrzy się tylko czy się smieję z jego żartów albo czy w ogole patrze na niego. Strasznie mnie to denerwuje i zastanawiam sie czy nie zwrocic mu uwagi?

* * * * *

A o co chodzi z tym Wodnikiem? To nazwisko, pseudonim czy znak zodiaku? Jeśli to ostatnie to tylko przypominam, że chrześcijanin w takie rzeczy wierzyć nie może. Zresztą tak na logikę - co ma czyjaś data urodzenia do tego jaki kto jest? Przecież każdy ma rozum i wolną wolę i nie jest zdeterminowany żadnym "przeznaczeniem"! Gdyby tak było to WSZYSCY urodzeni w konkretnym miesiącu bez względu na rok nawet byliby tacy sami. A jak wiemy nie są. A co do zachowania tego chłopaka: być może testuje co o nim myślisz i jak reagujesz. Albo: wcale nie ma poważnych zamiarów co do Ciebie, gdyż najwyraźniej wstydzi się lub krępuje przyznać w towarzystwie, że Cię zna. A może ma kogoś i jesteś tylko towarzystwem do miłej pogawędki - na osobności, żeby nikt Was razem nie zobaczył?
Owszem, możesz sam na sam zapytać go dlaczego tak się zachowuje. Z Bogiem!

  Mariola, 30 lat
2927
14.04.2010  
przeżywam straszny bol i smutek nie moge sobie poradzic z ta sytuacja która obecnie jest. jestesmy 1,5 roku po slubie mieszkalismy z moimi rodzicami oczywiscie maz ciagle mial jakies pretensje ze nie chce z nimi mieszkac mimo ze mieszkanie jest zapisane na mnie , pod koniec lutego sie wyprowadzil i poszedl mieszkac do domu gdzie kiedys mieszkal po slubie mieszka tam jescze jego siostra stanu wolnego a mieszkanie jest wlasnoscia ojca, ja nie chcialam tam isc mieszkac ale mowil ze cos kupimy swojego i sie wyprowadzimy. Ja zgodzilam sie mieszkalam 1 miesiac ale bylo zle ciagle mial jakies sekrety z siostra, ze mna malo rozmawial, siostra ta wiecznie chciala zeby bylo po jej stronie, poprawiala za mna jak cos zrobila, maz jej jeszcze sprzyjał chociaz mu mowilam jaka sytuacja oa słuchał siostry. powiedzialam mu ze kupie mieszkanie w miescie w bloku a on po cichaczu pojechal do banku zabral polowe naszych wspolnych pieniedzy i powiedzial ze on nie bedzie mieszkal w bloku tylko tuta j gdzie mieszka. nie wytrzymalam tego okłamał mnie zabral pieniadze, ja sie wyprowadzilam i wróciłam do rodziców. obecnie szukam mieszkania kawalerki w bloku zeby pojsc na swoje. Maz wcale sie nie odzywa, nie odpisuje na smsy, jak to sie wszystko zakończy nie wiem, czy nasze małżenstwo sie rozpadnie co dalej jestem załamana co robic .Mariola

* * * * *

Ojej, strasznie daleko to zaszło. Trudna sytuacja ale na szczęście od ślubu minęło niewiele czasu. Błędem był mieszkanie z rodzicami po ślubie, bo zawsze rodzi to konflikty, żeby nawet rodzice byli aniołami. I nawet nie chodzi o jakieś kłótnie ale choćby dlatego, że małżonkowie świeżo po ślubie nie będą czuli się swobodnie w obecności kogokolwiek z nimi mieszkającego a już szczególnie teściów. Pisałam o tym w odp. nr 1334. Teraz sprawy zaszły daleko ale naturalnie jest możliwe pojednanie tylko powinniście ze sobą zacząć rozmawiać. Nie wiem jak do niego dotrzeć, może przez tę siostrę? To niemożliwe, by tak krótko po ślubie ludzie przestali się kochać, w końcu po to się pobierali! Trzeba ratować małżeństwo, przynajmniej próbować.
Nie rozumiem do końca akcji z tymi pieniędzmi i kupowaniem mieszkania, ale to jakieś nieporozumienie, jak można samodzielnie o czymś takim decydować? On nie miał prawa tak robić ale czy kwestii mieszkania w ogóle nie omawialiście przed ślubem? A jeśli omawialiście to jakie były ustalenia?
Wiesz, strasznie trudno mi poradzić Ci coś konkretnego, natomiast z pewnością powinnaś jakoś próbować kontaktować się z nim i spokojnie -na ile to możliwe - rozmawiać co dalej. Zapytać jak on to widzi, powiedzieć co do niego czujesz i spytać o to samo. Spytać czy Cię kocha a jeśli tak to (zaledwie półtora roku temu ślubował Ci miłość na wieczność) przecież powinien dążyć do pojednania. Ustalić coś z tym mieszkaniem w końcu. Próbuj dotrzeć przez kogo możesz: tę siostrę teściów, znajomych, może swoich rodziców. Koniecznie też powinnaś pójść do poradni małżeńskiej, księdza specjalizującego się w tej dziedzinie, wejść na stronę www.sychar.pl i tam zasięgać rady. Poczytaj też odp. nr: 188,1304, 1314, 147, 2312, 1347, 1438, 1453, 1547, może w nich znajdziesz jakieś wskazówki?
No i najważniejsze: ustalić CO jest SEDNEM tego konfliktu? Skąd to się wzięło, co było początkiem i jak to naprawić? Czy chodziło o samo mieszkanie z teściami czy jeszcze coś innego, a to było przykrywką? Musiały chyba nawarstwić się jakieś problemy i niedomówienia bo chyba tak łatwo ludzie się zaraz po ślubie od siebie nie wyprowadzają?
Wiem, że on pewnie teraz uniósł się honorem ale Ty tego nie rób. Za wszelką cenę spotkajcie się i rozmawiajcie. Módl się też o to, o to, by on chciał rozmawiać. Zobacz, znaleźliście się, poznaliście i pobraliście, a tyle osób przecież jest samotnych. Bóg zaś Wam pozwolił być razem, nie możecie zmarnować tego daru. Walczcie o siebie, bo warto! Z Bogiem!

  zetka, 20 lat
2926
13.04.2010  
Podobne pytania zapewne padały trudno jednak przejżeć wszystkie, a każda sytuacja jednak czymś się różni.
Mam chłopaka, znamy się już dosyć długo, on wzasadzie mi się oświadczył, ale to było raczej takie z jego strony, aby mi pokazać, że mogę mu ufać, mogę być przekonana, że on poważnie myśli o mnie i nie oczekuje ode mnie deklaracji, której ja z wielu przyczyn nie mogę mu dać (nie jestem gotowa, pewna swojego powołania,chcę skończyć studia itp).
Mój chłopak jest mi osobą bliską, chcę dla niego dobra, jednak ma kilka cech, poglądów, których nie umiem zaakceptować (nie chodzi do kościoła, nie szanuje Polski i Polaków, czasem bardzo źle mówi o innych). Ale on nie jest złym człowiekiem, jednynie bardzo poranionym.
Jest jeszcze to, że on mieszka za granicą, tam ma pracę zobowiązania i nie może często przyjeżdżać do Polski i tu mam pytanie. Czy ja mogę jeździć do niego na kilka dnia? Lub na wakacje np. na 2 tygodnie? On mieszka sam, miałabym oddzielne łóźko. Niestety nie udało nam się zachować czystości ale walczymy o to bo widzimy jak wiele to niszczy. Czy to będzie grzech? Musimy się jakoś poznawać.
Bardzo chciałabym żyć w czystości i blisko kościoła. Co do mojego chlopaka jeszcze to czasem wydaje mi się bardzo bliski, a czasem nawet za nim nie tęsknie. Zawsze marzyłam o kimś troszkę innym, ale widzę w moim chłopaku też dobro i piękno, ale nie wiem czy to to i czy go kocham. Na pewno chciałabym byon był kochany i szczęsliwy. Jest jeszcze kwestia powołania, że nie wiem gdzie Pan mnie woła. Czy to moja niedojrzałość? Nie chcę go ranić i wiem, że zastanawianie nie może trwać całe wieki, ale chcę też żyć w zgodzie z samą sobą.
Co Pani o tym wszystkim sądzi, co Pani radzi. Bardzo proszę o odpowiedź, radę. Dziękuję i pozdrawiam.


* * * * *

W wieku 20 lat nie jest niedojrzałością to, że jeszcze nie wiesz jakie jest Twoje powołanie. Dobrze by było, żebyś porozmawiała z księdzem lub siostrą zakonną czy nawet pojechała na jakieś rekolekcje powołaniowe lub choćby dzień skupienia. Choćby po to, żeby się przekonać że to nie ta droga.
Co do drugiej kwestii: przeczytaj odp nr: 530, 739. Tam pisałam o wspólnym nocowaniu ALE jeśli Wy nie wytrzymujecie w czystości to byłabym bardzo ostrożna i raczej nie wystawiałabym się na pokusę. Bo jeśli wiecie że nie dochowacie czystości to chyba jasne jest to, że jednak nie powinniście spać w jednym pokoju. Tym bardziej jeśli on mieszka sam. Oczywiście, że Wasza sytuacja jest trudna bo poznać się jakoś musicie. Jednak nie poznacie się wcale jeśli będziecie współżyć, bo cielesność przesłoni Wam cały obraz siebie. Dlatego musicie zrobić od razu założenie i się go trzymać, że dochowujecie czystości. Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Mnie niepokoi jeszcze coś innego: że w sumie już teraz widzisz w nim (to dobrze że widzisz) tyle cech, które Ci nie odpowiadają. I to są poważne wady. Bo jeśli nawet teraz w obliczu takiej tragedii narodowej nie obudziły się w nim uczucia patriotyzmu to czym jest dla niego ojczyzna? Co musiałoby nim wstrząsnąć? A czy taki obraz chcesz przekazać swoim dzieciom? Czy będzie łatwo żyć z nim jeśli już teraz on Ciebie i Boga nie szanuje? Oczywiście, każdy może się zmienić. Poznawajcie się, byś mogła podjąć decyzję. Jednak pomyśl czy nie czujesz się wykorzystywana i czy na pewno masz w nim oparcie. Czy jesteś w stanie go zaakceptować i być z nim na zawsze pomimo tych wszystkich rzeczy, które Ci nie odpowiadają? Spotykanie się raz na jakiś czas nie służy dobremu poznawaniu się. To trudna sytuacja. Być może potrzebujesz więcej czasu by rozeznać, więcej spotkań z tym chłopakiem i rozmów. Nie spiesz się. I módl się o rozeznanie. Z Bogiem!

  LIDIA, 46 lat
2925
13.04.2010  
Nie wiem co mam myślec o miłości mojego męża do mnie.Często czuję ze mnie wrecz odpycha.Jest człowiekiem z którym nie ma diologu.Chciałabym mu pomóc( jest uzalżniony od alkoholu) .Myśłe ze tylko sprawy intymne nas łączą..... Nie wiem jak dalej żyć, jak postępowąc jak mu pomagać wyjść z tego nałogu.Może już nie ma dla nas nadziei

* * * * *

No to problem głęboki, na który nie znajdzie się prostego rozwiązania w Internecie. Przede wszystkim należy leczyć nałóg męża. O tym, że to skomplikowane wiem dobrze i nawet nie próbuję doradzać, należy udać się na jakieś spotkanie DDA w kościele i zapytać co zrobić w pierwszej kolejności. Można też pójść do poradni rodzinnej. No i rozmawiać z mężem, po prostu rozmawiać, mówić o miłości, pytać go o nią, nie krzyczeć tylko na trzeźwo (!) z nim rozmawiać o tym jak on widzi Wasze dalsze życie, pytać czy Cię kocha. Wejdź też na stronę www.sychar.pl, tam znajdziesz i konkretne namiary i świadectwa i rady. Z Bogiem!

  Karolina, 12 lat
2924
06.04.2010  
Jak odrużnić prawdziwą miłość od zauroczenia?

Kocham chłopaka który w zeszłym roku zapytał się mnie czy będe z nim chodziła. Ja się nie zgodziłam bo mu nie wierzyłam że mówi prawde.Teraz pewnie ma iinom dziewczyne. Czy on mnie kocha i czy da mi drugom szanse?


* * * * *

O tym jak odróżnić miłość od zauroczenia napisałam tutaj: [zobacz]

 
2923
ania, xx lat  
witam, od paru miesięcy widuję chłopaka, który zawsze patrzy mi głęboko w oczy, ogląda się za mną na ulicy, zwraca uwagę, gdziekolwiek by mnie widział..., ale nic poza tym. Dodatkowo ma dziewczynę. Co mam o tym (o nim) myśleć? Ps On bardzo mi się podoba i chciałabym, żeby to miało jakiś ciąg dalszy...

* * * * *

No ale jeśli ma dziewczynę to jaki to może mieć ciąg dalszy?
Jego zachowanie jest po prostu nieetyczne i to zarówno stosunku do Ciebie (miesza Ci w głowie) jak i przede wszystkim w stosunku do swojej dziewczyny. Póki on z kimś jest to absolutnie unikaj takich sytuacji i ignoruj go. Nie możesz pozwalać sobie na takie zachowania jeśli nie mają one żadnego pokrycia. Nie możesz pozwolić się traktować jak zabawka a potem usłyszeć że on "traktuje Cię jak koleżankę". Z Bogiem!

  Gabriela, 30 lat
2922
06.04.2010  
Co Pani sądzi o tym artykule?Czy jest on zgodny z nauczaniem Kościoła?

* * * * *

Proszę skierować pytanie do Episkopatu Polski. Ja nie jestem jego oficjalnym przedstawicielem i nie mogę w jego imieniu się wypowiadać. Z Bogiem!

  Mateusz, 18 lat
2921
05.04.2010  
Cześć, nie wiem od czego mam zacząć i czego się uchwycić, mam straszny mętlik w głowie. Jestem z dziewczyną, bardzo zamkniętą w sobie, dziewczyną, która do tej pory była zamknięta przed światem. Ja zaś jestem osobą, bardzo otwartą, wręcz odwrotnie do niej. Zależy mi na niej. W naszej relacji, ona nie potrafi mi zaufać, robi to w bardzo małym stopniu. To jest tak złożone, tyle jest jakiś problemów na różnej stopie, z zaakceptowaniem siebie, z wiarą, z zaufaniem do mnie, z otwarciem się na mnie i na innych również. Staję na głowie, by to choć trochę zmienić, by ona się na mnie otworzyła, by dała coś z siebie również mnie. Jesteśmy ze sobą 3 miesiące, a ja mam wrażenie, jakbym tylko dawał. Nie potrafię przebić się przez jej mur, wieżę, którą się obwarowała. Tak jakbym otrzymał 30% jej na moje 100%. Brakuje mi jej wkładu w nasz związek, brakuje pokazania z jej strony, że jej też zależy i wpuszczenia mnie głębiej, bo w dalszym ciągu jestem tylko obok.
Wiem, że to nie jest dla niej takie łatwe, bo swoje przeżyła, bo jestem być może 1 osobą przed którą próbuje się otworzyć, ale nie wiem na ile jeszcze starczy mi cierpliwości i sił i karmienia się małymi znakami, tego że coś się zmienia, ale w żółwim tempie i strasznym dla mnie kosztem, męczę się. Może i wymowa tego co napisałem zakrywa o egoizm, ale ja ją kocham, robię dla niej bardzo dużo i ona to widzi, tyle, że potrzebuję odpowiedzi zwrotnej.
Moje pytanie jest bardzo ogólne: co robić?
Wiem, że mogę i powinienem o nią walczyć, ale ja też mam swoje granice i jakieś tam potrzeby. Nie da się nakreślić sprawy w paru zdaniach, przynajmniej ja nie potrafię, więc może to być niekompletny obraz.


* * * * *

Ale Ty wiesz z czego to wynika? Co przeszła i jakie ma problemy? Jeśli wiesz (choć też możesz mieć niepełne dane) to rozumowo przyjmij, że dla niej to bardzo trudne. Do tego może dochodzić jej lęk przed zranieniem, skrzywdzeniem, brak zaufania, bo się sparzyła, pewien test czy może pomału się otwierać. Jeśli widzisz, że ona się stara to nie możesz jej popędzać bo wszystko zepsujesz i ona zamknie się jeszcze bardziej. Nie wiem dokładnie o co chodzi ale wiem, że pewne rzeczy potrafią skutecznie kogoś paraliżować w otwarciu się na drugiego człowieka. Ty tego nie zaznałeś więc nie jesteś w stanie zrozumieć do końca co ona czuje. I dlatego powiedziałam Ci, żebyś rozumowo to przyjął bo nie można wymagać byś czuł - emocje i uczucia są od nas niezależne. Do tego może też dochodzić też jej charakter - może być osobą małomówną, nieśmiałą, domatorka - więc jeszcze trudniej Wam się dogadać. Jeśli Ci na niej zależy, jeśli w ogóle widzisz jakiekolwiek sygnały z jej strony, że jej zależy to już dobrze. Jasne, nie musisz tego wszystkiego znosić w nieskończoność ale powiem Ci że 3 miesiące to bardzo mało. Naprawdę. Mój mąż musiał o wiele dłużej czekać aż ja się otworzę. I to nastąpiło - a to dlatego, że dał mi czas. O który w zasadzie ja sama go poprosiłam. Dlatego jeśli czujesz, że wystarczyłby Ci jakiś mały gest z jej strony, jakiś sygnał, który jej nie przerasta - powiedz jej o tym, poproś ją o to, bo widzisz, ona może się nie domyśla, że Ty tego potrzebujesz? Większość problemów wynika z tego, że ludzie nie mówią sobie nawzajem czego potrzebują tylko liczą na to, że druga strona się domyśli. A przecież nikt w nikim nie siedzi i nie wie. Dlatego mów śmiało, najwyżej Ci powie, że nie jest gotowa albo że się boi. Tak czy inaczej podziwiam Cię za odwagę i mądrość - w Twoim wieku to rzadkość, by tak spostrzegać problem. Dlatego z pewnością jesteś w stanie jeszcze trwać, ale być może powinieneś też jakoś zwolnic tempo. Jeśli Cię to frustruje to rób mniej. A może się okaże że i dla niej to tempo jest za szybkie i jak zwolnisz to ona będzie miała większą swobodę i prędzej doczekasz się wzajemności?
Dlatego: po pierwsze - rozmowa. Po drugie - przyhamowanie. Zrób tak i poobserwuj czy jest lepiej. Tylko daj Wam czas i szansę.
Polecam Ci też ten artykuł [zobacz]i te odp.: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130
Polecam je dlatego, żebyś poczytał sobie o różnicach, może coś z tego wyjaśni jakiś Wasz problem. Nie wiem też konkretnie o co chodzi i dlatego polecam wszystkie te odpowiedzi. A artykuł naturalnie nie jest całkiem adekwatny do Waszej sytuacji ale tam piszę też o tym przyhamowaniu, o tym całym mechanizmie. Dlatego poczytaj, może coś dla siebie znajdziesz. Módl się też za swoją dziewczynę - o takie otwarcie, uzdrowienie jej wspomnień i relacji, o siłę i odwagę dla niej. Z Bogiem!

  Agnieszka, 14 lat
2920
01.04.2010  
Witam! Mam wielki problem,a mianowicie zakochałam się w diakonie.Wiem, że to nie ma sensu ale jakoś nie mogę przestać o Nim myśleć. Niedługo wyjeżdża a ja płacze wieczorami. Dzisiaj byłam w kościele, popłakałam się i wtedy stwierdziłam, że nie umiem sobie sama z tym poradzić ;(

* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 10, 29, 157, 364, 381, 523, 644, 940, 2182, 2648. Jeśli on nic nie wie o Twoim uczuciu to absolutnie go nie informuj i unikaj sytuacji, w których możesz go spotkać. Traktuj po prostu tę sytuację jak każdą inną nieodwzajemnioną miłość, rady jak o nim zapomnieć znajdziesz tutaj: 80, 526, 653, 825. Jeśli zaś on był inicjatorem tej znajomości to zerwij kontakt. Rozumiem Twoje emocje, nie jesteś za nie odpowiedzialna. Jednak dla własnego i jego dobra musisz przetłumaczyć sobie, że nie jest to jeszcze ten właściwy chłopak. Odkochasz się, zobaczysz, tylko staraj się nie rozmyślać o nim i unikaj miejsc w których on bywa. Z Bogiem!

  Blanka, 17 lat
2919
31.03.2010  
Witam, moje pytanie dotyczy księdza, ale nie proszę o radę co z tą miłością, czy coś. Chciałabym się zapytać czy on coś do mnie czuje ? Ksiądz M. jest w stosunku do mnie inny, niż do innych osób; zauważyła to nawet moja przyjaciółka. Na lekcji siedziałam w pierwszej ławce, to myślałam, że to normalne, że co chwile coś chciał, a to gumkę, a to temperówkę, a to linijkę... Ale przesiadłam się do przedostatniej ławki i było to samo, ale to nie wszystko. Ciągle się na mnie patrzy, nawet na mszy, a jest to krępujące. Kiedyś szłam korytarzem, a on podszedł do mnie i zapytał która godzina, a miał zegarek na ręce, komórkę w kieszeni, a w pokoju nauczycielskim jest zegar. Ostatnio nawet mnie przytulił mnie, jak nikogo nie było w klasie! Mogłabym wymieniać, a wymieniać... Nie mam już pojęcia, co o tym myśleć. Proszę o radę. Bardzo go lubię, ale jego zachowanie jest wkurzające, szczególnie, że koleżanki i koledzy z klasy przed religią zawsze do mnie "Blanka, doczekałaś się w końcu religi i" i wszyscy się śmieją... Pozdrawiam.

* * * * *

No rzeczywiście niepokojąca sytuacja. Oczywiście nie mogę na 100 % powiedzieć jakiego typu są te jego odczucia bo nie wiem, ale nie dziwię się, że się niepokoisz, szczególnie, że rówieśnicy zaczynają Ci dokuczać. Niezręczna sytuacja. Czy masz chłopaka? Jeśli masz dobrze by było po prostu kiedyś "przypadkiem" się temu księdzu właśnie z chłopakiem pokazać. Jeśli nie masz - musisz po prostu być bardzo chłodna w tych relacjach, tak, by nie można było Tobie nic zarzucić. A uwagi rówieśników zbywaj tym, że nie wiesz o czym mówią, że być może to jego problem a Ty nic nie widzisz. Gdyby jednak te zachowania stały się bardziej nachalne to powiedz o tym rodzicom. Z Bogiem!

  Marcin, 26 lat
2918
28.03.2010  
Nie wiem nawet za bardzo jak zacząć. Niedługo biorę ślub z moją narzeczoną. Widziałem czasem, że ją coś trapi od czasu zaręczyn i po szczerej rozmowie okazało się ze ona boi się ślubu. Powiedziała, że mnie kocha i że chce ze mną być, ale że się boi tego przeświadczenia potem, że to ""na zawsze", że nie ma odwrotu, że będzie ze mną bo będzie musiała a nie tak jak teraz że chce. Nie wiem co mam zrobić. Pytałem ją czy przekładamy ślub, ale ona nie chce. Mówi ze to jest głupie myślenie, że pewnie się boi tego, bo jej rodzice się rozstali. Jesteśmy wierzący i zależy nam na tym by udzielić sobie tego sakramentu. Nie chcę jednak, żeby ona wychodziła za mnie z taką obawą. Nie wiem co zrobić

* * * * *

Wiesz, no niewiele możesz zrobić w sensie takiego aktywnego działania. Twoja narzeczona zapewne przeżywa stres przedślubny, który jest typowym syndromem dopadającym przed ślubem głównie kobiety. Większość osób przez to przechodzi i to po prostu mija po ślubie. Może też być momentami jeszcze gorzej, bo bieganina przedślubna, nerwy, pośpiech spowoduje, że nagle będziecie się kłócić o drobiazgi. Może naturalnie być coś w tym, że jej rodzice się rozstali. Osoby pochodzące z rodzin, które nie były pełne lub były w pewien sposób dysfunkcyjne, gdzie rodzice nie kochali się lub były konflikty mają podwyższony poziom obawy przed wiązaniem się, bo mają negatywny przykład bliskich, którzy przecież kiedyś też dobrowolnie się pobrali postanawiając być ze sobą na zawsze. Widzisz, jeśli naprawdę o nic innego nie chodzi jak tylko o to, to musisz ją uspakajać twierdzeniem, że jej nie zostawisz, że w każdym przypadku jakość związku tworzą ludzie i że od Was zależy czy wytrwacie. Bo tak naprawdę jest. Ja osobiście też nie miałam dobrych wzorów z domu i też bałam się ślubu. Też miałam wątpliwości i obawy. Jednak "zaryzykowałam" i teraz, z pozycji mężatki mogę stwierdzić, że to jak ludzie sobie ułożą życie w związku, w relacji ze sobą zależy od nich. Jasne, są sytuacje losowe, spada choroba, nieszczęście, problem zewnętrzny. Ale i z tym można sobie we dwójkę, wspierając się poradzić. Bo od Was zależy czy będziecie dbać o siebie, być dla siebie czułymi, rozmawiać zamiast się kłócić. Od Was zależy jak ustalicie pewne sprawy. Możecie sobie spisać pewne postanowienia. Tak, ja nie żartuję, to fajna sprawa. My sobie spisaliśmy np. takie, że będziemy pamiętać o swoich rocznicach, że będziemy szanować nawzajem swoich rodziców, że będziemy robić sobie niespodzianki i często razem gdzieś wyjeżdżać i miło nam się do tego wraca. I staramy się wcielać to w życie. Twoja narzeczona odczuwa pewien brak - miłości i pewności z domu dlatego tak ważne jest Twoje wsparcie. Nie obawiaj się, że ona od czasu do czasu będzie o tych obawach mówić - taka jest kobieta, że musi z siebie to wyrzucić co ją gnębi. A Ty nie bierz tego do siebie, nie myśl, że Ty się nie sprawdzasz czy że nie zapewniasz jej wystarczającego poczucia bezpieczeństwa tylko staraj się popatrzeć na nią przez pryzmat jej doświadczeń. I zapewniaj o miłości i wierności, zapewniaj, że u Was będzie inaczej, że dacie radę. Bo dacie - jeśli tylko będziecie chcieli i będziecie oboje się starać. Przyszło mi jeszcze do głowy uczestnictwo w "Wieczorach dla zakochanych" - takim fajnym kursie, gdzie szczerze ze sobą pogadacie. Po nim rozwieją się Wasze wątpliwości a może wyjdzie na jaw coś czego ona jeszcze się obawia, ale gdzieś to w niej siedzi podświadomie. Może to być drobiazg. To naprawdę Was umocni. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl I módlcie się razem do ślubu o jakiś dar dla Waszego małżeństwa. My mieliśmy taka pokutę przedślubną: codziennie razem modlić się o jakiś dar dla naszego przyszłego małżeństwa. Więc módlcie się i o siłę i o pewność. Pamiętaj, że gdzie dwaj lub trzej zgodnie o coś się modlą to Bóg wysłuchuje tych modlitw. Przeczytajcie też ten artykuł: [zobacz] tam pisałam, że miłość to nie uczucie tylko postawa i decyzja i że jak się chce to się uda! Powodzenia, radosnej uroczystości zaślubin! z Bogiem!

  agnieszka, 17 lat
2917
26.03.2010  
hej jestem agnieszka, moj chlopak nazywa sie mariusz. Jetesmy razem poltora roku, ale niestety nasz zwiazek byl bardzo burzliwy. Bylo wiele cudownych chwil i duzo tych kiepskich:( mariusz mial bardzo ciezkie zycie, stracil mame w wieku 12 lat... ja tez nie mialam kolorowego zycia. W tamtegorocznym maju mialam operacje, on byl ze mna caly czas. Jednak bardzo sie klocimy.. przewaznie to ja zaczynam sie klocic bo nie podoba mi sie jego zachowanie i po kazdej duzej klotni sie rozstajemy.. A wlasciwie to ja go rzucam, nie umiem sie klocic, boje sie ze jak teraz mu popuszcze to w przyszlosci bedzie sobie za duzo pozwalal i z tego wynikaja rozstania. Potem on mnie blaga zebysmy jeszcze sprobowali i wracam do niego.. czy ja go kocham? czy to jest po prostu taki gest ze wracam bo mi go szkoda po tym jak wiele przeszedl? a moze to po prostu lek przed samotnoscia?... prosze odpiszcie, pomozcie mi bo ja sie w tym wszystkim pogubilam a przez co moze nie potrzebnie ranie druga osobe..

* * * * *

No ale przede wszystkim nie napisałaś O CO się kłócicie i dlaczego kłócicie zamiast rozmawiać? Z czego to wynika, o co jest konflikt? No bo piszesz o jego zachowaniu ale jakim? Chodzi o rzeczy zasadnicze, o drobiazgi, a może niepotrzebnie o coś co jest charakterystyczne dla płci każdego z Was i nawzajem nieświadomie oskarżacie się o coś na co nie macie wpływu? Bo wiesz, bardzo często i tak bywa. Przeczytaj zatem proszę najpierw te odp.: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 i te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Pomyśl, porozmawiajcie, a jak pojawi się problem to następnym razem nie kłóćcie się, tylko spokojnie powiedzcie sobie co Wam się nie podoba. Tylko bez krzyków i oskarżania drugiej osoby. Nie mów, że on coś "zawsze" lub "nigdy" tylko powiedz jak Ty się czujesz jak on coś robi tak i tak albo tak czy tak mówi. Po prostu trzeba wyjść od własnych emocji żeby ktoś nie mógł tego co mówimy zakwestionować. Bo on nie może zaprzeczyć Ty się źle z czymś czujesz, prawda? Może kwestionować swoje zachowanie, tłumaczyć się ale nie negować Twoich odczuć. Spróbuj tak zrobić, powiedzieć jak Ty się z czymś czujesz a może się okaże, że w ogóle nie ma powodu do kłótni bo okaże się, że oboje chcecie dobrze, tylko inaczej coś odbieracie, rozumiecie albo on zachowuje się tak dlatego, że jest mężczyzną i nie przyjdzie mu do głowy, że Ciebie może coś urazić albo że Ty to inaczej interpretujesz? Z Bogiem!

  Kasia, 16 lat
2916
25.03.2010  
Przez ostatnie wakacje taki jeden chlopak cały czas sie o mnie starał, mówił mi ze jestem wyjątkowa itd. Chciał ze mną być lecz gdy mu na to odpowiedziałam, że jak narazie nie chce i jedynie możemy zostać przyjaciółmi to chyba stracił wszystkie nadzieje i zerwał ze mna znajomość. Twierdził, żę tak będzie lepiej, bo nie chce cierpieć i wie, że jak tego nie zrobi to się zakocha...Był ode mnie 5 lat starszy, ta róznica wieku bardzo mnie przerażała. Pozwoliłam mu odejśc chodz uważałam go za ideała (z charakteru)... Po pół roku spowrotem do mnie napisał. Na początku rozmawiał ze mną jak ze zwykła koleżanką, pózniej widać było że mu na mnie zależy...
Pisałam z nim tak przez 4 tygodnie i znów doszło do takiej sytuacji kiedy to zaproponował mi bycie ze sobą...znów odmówiłam ale tak żeby wiedział, że jakieś szanse ma...Czułam cos do niego ale sie czegoś bałam, nie wiem czego... Po ostatnim spotkaniu czekałam pare dni aż odezwie się, chciałam wtedy mu powiedzieć, że chce z nim być, spróbowac z nim żyć. Nie napisał więc ja odezwałam się(ale nie ujawniłam mojego celu pisania), nie odpisał... Teraz mijają tygodnie odkąd ze soba nie rozmawiamy, a on zawchwca sie jakimiś gwiazdeczkami z telewizji, bynajmniej ma takie głupie opisy na gadu-gadu... Chłopak jakby żył fantazja, a nie rzeczywistością... I nie wiem co mam robić, znów mam do niego napisać? Może gdybym była pewna jego uczuć jak wtedy zrobiłabym to ale teraz nie jestem...


* * * * *

Ale czemu się dziwisz? Najpierw mu odmawiasz więc chłopak logicznie rozumując nie chce cierpieć i odsuwa się. Bardzo dobry krok - jeśli wie, że nie ma na co liczyć. Ponieważ jednak nie mogłaś mu wyjść z głowy spróbował ponownie - może zmieniłaś zdanie skoro chętnie z nim rozmawiałaś. Znów odmowa więc dał sobie spokój. Widzisz, mężczyzna traktuje wszystko wprost i dosłownie. On nie bawi się w podchody, bo nawet nie widzi pewnych niuansów, zawiłości, podtekstów. Tak to tak, nie to nie. Być może wcale nie zauważył tego, że "dajesz mu jakieś szanse". Więc przestał się odzywać, może nawet udało mu się "odkochać". Możesz oczywiście wykorzystując pretekst świąt złożyć mu życzenia i zapytać co u niego, ewentualnie jeśli jesteś na tyle odważna to zapytać jaki ma stosunek do Ciebie lub nawet przyznać się, że przemyślałaś sprawę i zaproponować spotkanie (jeśli nie boisz się ewentualnego odrzucenia). Możesz zatem zaryzykować jeśli chcesz ale bez gwarancji sukcesu. Upewnij się też, że numer gg na jaki piszesz na pewno jest jego, bo może zmienił? A na przyszłość pamiętaj, że z mężczyzną trzeba prosto i klarownie. Z Bogiem!

  ola, 15 lat
2915
24.03.2010  
czemu muj były ktorego kocham 3 lata ktory szalał za mną , jest teraz obojętne tak mi się wydaje strasznie go kocham , w szkole cały czas mie zaczepia ,pyta mie się o coś podchodzi bez powodu ?? co ja mam zrobic skoro kocham go a on mi się wydaje obojętny???? jak zrobic by byl zazdrosny??

* * * * *

O co Ty pytasz? Jak spowodować zazdrość u kogoś? Zazdrość to jeden z grzechów głównych. A może chodzi Ci o to, że rozstaliście się, Ty nadal jesteś zaangażowana uczuciowo, on twierdzi, że nie a jednak jego zachowanie na co innego wskazuje i chcesz wiedzieć czy nadal jest Tobą zainteresowany? W takim razie przeczytaj odp. nr: 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493. Możesz też wprost z nim porozmawiać i zapytać dlaczego tak się zachowuje. Jeśli zaprzeczy, że coś do Ciebie czuje to uznaj, że on nie chce z Tobą być i daj sobie spokój. I przestań reagować na jego zaczepki, bo być może tylko Cię testuje - na ile nadal Cię "rusza" jego osoba. Po co tracić czas i energię na kogoś komu jesteśmy obojętni? Z Bogiem!

  mariola, 19 lat
2914
24.03.2010  
skad mam wiedzieć że to juz?? że on jest tym pierwszym i jedynym?? boję się odżucenia, bo to mój pierwszy... pomocy

* * * * *

Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 15, 906,13, 2779, 19, 728, 1086, 2576, 2678 tam pisałam właśnie o tym jak poznać, jak rozeznać, jak podjąć decyzję. To nie jest tak, że nagle wiemy, ze to ten albo że jest ktoś jest nam przeznaczony bo nie ma przeznaczenia w takim sensie, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Obserwuj, rozmawiaj, zastanawiaj się. I daj sobie i jemu czas i szansę. Trzeba przeżyć ze sobą dobre i złe chwile, poznać się dobrze by móc stwierdzić czy chcemy iść z tym kimś przez życie czy nie. To jest cały proces a nie jedna chwila. No i oczywiście módl się o rozeznanie. Powodzenia, z Bogiem!

  Marysia, 22 lat
2913
24.03.2010  
Witam. Pisałam do Pani jakieś pół roku temu(2716). Od tego czasu dużo się zmieniło. Dałam nam miesiąc czasu, przez miesiąc się nie widzieliśmy, ale i tak nas do siebie ciągnęło. Wydaje mi się że przez swojej poprzednie doświadczenia seksualne Przemek był zbyt śmiały wobec mnie. Mimo że wg mnie jasno przedstawiłam swoje stanowisko na temat 'czułości' pomiędzy nami to on albo mnie nie zrozumiał albo tez ma z tym problem. Stopniowo posuwaliśmy się coraz dalej. Za każdym razem po facie już mówiłam że nie chce tak, miałam wyrzuty sumienia. Tak bardzo mnie to wszystko rozbudziło że mam jeszcze większe problemy ze sobą niż miałam. Wydawało mi się że już całkiem dobrze sobie radziłam z czystością i nagle to. Teraz jest tragicznie - nie mogę się oprzeć jemu a często rozbudzona sama rozładowuje nakumulowane napięcie. On patrzy na to inaczej niż ja. Ja widze że to np że śpimy raz na jkiś czas razem wcale nam nie pomaga, a nawet przeszkasza. A On uważa że musimy sobie z tym radzić w kazdej sytuacji bo jak bedziemy małżeństwem to co. Niby się ze mną zgadza że to niedobrze że to nas zniewala i widze że też się stara, ale mam żal do niego że to ise w ogóle zaczeło. Nie chce zwalać na niego winy bo to nie tak ale wiem że gdyby nie zaczął to ja sama bym się napewno nie odważyła go dotknąć. Nie spaliśmy ze sobą ale kilka razy uprawialiśmy peeting, wiele razy się w porę opamietaliśmy. Nie chce tak żyć. Czasem widze w nim mądrego faceta a czasem duże dziecko które myśli tylko o sobie. Przez te 'czułości' już dw arazy chciałam się z nim rozstać bo nie mogłam tego wytrzymać, teraz jest lepiej, ale i tak mam cały czas wątpliwości. Nie chce przegrać życia. Boję sie że nie bedziemy potrafili stworzyć dobrego związku, bo cały czas każde z nas stawia na pierwsyzm miejscu siebie a nie drugiego. Wiem że nie musze z nim. Z jednej strony chce, a z drugiej tak bardzo nie chce - tak bardzo się boje. Nie wiem co ze sobą i z nami robić.

* * * * *

No ja tego TERAZ tak jak to przedstawiasz dobrze nie widzę. Dałaś mu do przeczytania ten artykuł? [zobacz] Rozmawiałaś z nim o tym? Postawiłaś granice? Jeśli postawiłaś a on ich nie szanuje to znaczy, że kieruje się egoizmem a nie miłością. A jeśli nie postawiłaś to dlaczego? Przecież jeśli sama masz problem z czystością to wiesz jakie to ważne.
Zrób test. Spróbujcie na jednej z randek w ogóle się nie dotykać. Nic a nic. Zobaczycie co Was naprawdę łączy, czy macie o czym ze sobą rozmawiać i co robić. Będzie trudno, ale jeśli Wam się uda to znaczy, że prócz seksualności widzicie w sobie inne wartości. Jeśli się nie uda to prawdopodobnie pociąga Was w sobie głównie fizyczność. Jeśli nie planujecie randek to nic dziwnego, że skupiacie się tylko na jednym. Jeśli zaczęliście od pettingu to nic dziwnego, że chcecie ciągle być ze sobą fizycznie- bo to ciągnie, bo zaspakaja pożądanie. Ale czym w takim razie jest podstawa Waszego związku? Na czym on się opiera? Dlaczego ze sobą jesteście? Bo jest przyjemnie? Bo siebie nawzajem pociągacie? A jak emocje wygasną to co? Co zostanie? Stwierdzicie, że miłość się skończyła? A może źle rozumiecie miłość? Wróć proszę od poprzedniej odpowiedzi i jeszcze raz dokładnie przeczytaj polecane artykuły oraz te odpowiedzi: 2274, 530, 739, 1809. Przeczytaj też te artykuły: [zobacz], [zobacz]
bo zaniepokoiło mnie to co piszesz o nim jako o "dużym dziecku". To mężczyzna przecież ma dawać oparcie kobiecie a nie kobieta ma matkować chłopakowi. Gdzie tu odpowiedzialność? Pamiętaj, że swoje życie kształtujemy sami. Tu nie ma przeznaczenia i nie mamy obowiązku zgadzać się na każdego człowieka, ani na wszystkie rzeczy w nim, szczególnie gdy nas to krzywdzi. A już spanie w jednym łóżku z pewnością nie pomaga i nie jest czym z czym musicie sobie poradzić teraz by funkcjonować jako małżeństwo. Wprost przeciwnie: teraz nie jesteście małżeństwem więc z czym niby macie sobie radzić? Jak będziecie nim to z zupełnie innej perspektywy będzie to wszystko wyglądało. Wtedy perspektywa możliwości współżycia za kilka dni będzie czymś zupełnie innym niż teraz gdy jej nie ma wcale, prawda? Więc teraz jest to niepotrzebne podniecanie się i stwarzanie sytuacji niepotrzebnego napięcia podczas gdy w małżeństwie będzie czymś naturalnym. To nieporównywalne sytuacje i nie daj się na to nabrać. Głowa do góry, poczytaj, pomyśl, porozmawiaj z chłopakiem. Bądź wymagająca. Jeśli Cię kocha to niech Cię szanuje -to bardzo prosta i podstawowa zasada. Z Bogiem!

  Rafki, 24 lat
2912
23.03.2010  
Mam problem. Za 4 miesiące wychodzę za mąż za najcudowniejszego mężczyznę na świecie. Jednak czasem nachodzą mnie myśli, jak by potoczyło się może życie bez niego. Często rozmyślam o studiach czy pracy w innym kraju. Czasem mam ochotę wszystko odwołać i wyjechać, jednak zawsze gdzieś pojawia się on. Wiem, że będzie wspaniałym mężem i chciałabym z nim stworzyć szczęśliwą rodzinę. Poza tym mam trochę problemów. Mam trudności z napisaniem pracy magisterskiej. Martwi mnie, że nie znajdę sobie Boję się, że nam się nie ułoży, chociaż wszystko jest na właściwiej drodze, zgadzamy się w najważniejszych kwestiach. Nie wiem już sama, co mam o tym myśleć. Może to jest stres jakiś przedślubny. Jakoś tak wszystko spowszedniało, zwłaszcza, że nasz okres narzeczeństwa trwa trochę długo i mniej się z tego wszystkiego cieszę.

* * * * *

Pewnie stres przedślubny. Zresztą wątpliwości zawsze ślubowi towarzyszą - jakby nie było - to zmiana na całe życie a wręcz na wieczność! Taka waga sprawy powoduje, że myślimy, analizujemy. To bardzo dobry znak, gdybyś bezkrytycznie tylko się zachwycała to nie byłoby dobrze bo oznaczałoby, że być może nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Wiesz, pewności 100 % to nigdy się nie ma, nawet stojąc przed ołtarzem. Nigdy nie wiemy przecież jak potoczy się życie, co nam się przydarzy. W małżeństwie są piękne chwile, ale jest i zwykły trud codzienny i te chwile złe, problemy, nieszczęścia, choroby, stres. Żadne małżeńskie życie nie jest wyłącznie pasmem sukcesów. Jednak nie podejmować ryzyka to nie chcieć żyć naprawdę. Poza tym bardzo wiele zależy od ludzi. Niezależne są sytuacje losowe, ale jeśli ludzie się kochają to wszystko razem przejdą, może nawet to ich umocni. To zaś potoczne rozumienie "jak się ułoży" jest od nas w pełni zależne bo jak między nami się ułoży to już my decydujemy. Czy będziemy na siebie otwarci, czy będziemy się o siebie troszczyć, miłość pielęgnować, czy będziemy świadomi swoich różnic i nie będziemy mieli do siebie pretensji o rzeczy niezależne. To wszystko jest w naszej mocy. Jeśli nie masz konkretnych zastrzeżeń do narzeczonego, tylko po prostu myślisz jak inaczej mogłoby się potoczyć życie to prawdopodobnie oznacza, że to jednak stres. Ewentualnie poleciłabym Wam "Wieczory dla zakochanych" - świetny sposób na rozwianie ostatnich wątpliwości i spędzenie czasu ze sobą na rozmowie. Informacje znajdziesz tutaj:. www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Naprawdę gorąco polecam. I jeszcze jedno: jeśli myśl o małżeństwie prócz lekkiego niepokoju budzi radość, jeśli myśl o osobie narzeczonego sprawia, że jednak wolisz być z nim niż bez niego to prawdopodobnie to dobry wybór. Powodzenia, z Bogiem!

  Ewelina, 22 lat
2911
21.03.2010  
Witam, nie mam konkretnego problemu, tylko tak sobie czasem rozmyślam o czystości przedmałżeńskiej. Wcześniej dużo o tym czytałam, na tej stronie chyba wszystko co było, Pani odpowiedzi na pytania także. I ja, jak zawsze, niezmiennie chciałabym przeżyć ten perwszy raz dopiero po ślubie. Tylko tak się zastanawiam, co mają robić ludzie, którzy np. poznają się w wieku 20-22 lat, i powiedzmy możliwość zawarcia związku małżeńskiego mają dopiero za kilka dobrych lat (bo jeszcze studiują, nie pracują, nie mają pieniędzy, ani mieszkania, bo mieszkają z rodzicami itp.), czyli 'chodzą' ze sobą np. 5-6 lat (być może mnie też to czeka, ale mam nadzieję, że moje sprawy tak się ułożą, że uda nam się jednak trochę szybciej założyć rodzinę). To chyba trochę nienaturalne. Pani często podaje swój przykład, i nie chciałabym być zbyt wścibska, ale czy Pani też tak długo spotykała się z obecnym mężem przed ślubem? Bo ja całkowicie się zgadzam ze wszystkim co Pani pisze w tej sprawie (np. artykuł dlaczego warto zachować czystość) i często jak mnie pytają, i mówią że 'a bo kościół tak mówi, to ty też tak uważasz', podaję dużo argumentów zupełnie nie związanych z kościołem (np. że wg badań częściej rozpadają się małżeństwa, jeśli osoby mieszkały ze sobą przed ślubem itp.). Ale tak po prostu ostatnio się zastanawiałam i pomyślałam, że napiszę. Pozdrawiam!

* * * * *

Przed ślubem byliśmy ze sobą ok. 3 lat. Natomiast wcześniej też czuliśmy popęd seksualny, bo byliśmy młodymi ludźmi, ja sama byłam związana z kimś innym więc też musieliśmy czekać. Piszę zatem na własnym przykładzie i mojego męża że i do 30-tki poczekać się da. A że nie jest łatwo to inna sprawa, bo jeśli się długo już ze sobą jest to oczywiste, że pragnie się być także w wymiarze fizycznym. Czasem zatem można aż tak długo na ślub nie czekać, nie trzeba mieć mieszkania na własność, można coś małego wynająć. Natomiast faktycznie bywa trudno i czasem ten czas oczekiwania na ślub jest długi. No cóż… tak po prostu jest. Dlatego napisałam te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Czystość nie jest gotowym darem, trzeba o nią walczyć i się starać. Ale warto, jak sama wiesz. Bóg wiedział co robi dając nam konkretne przykazania. Bo to Bóg wymyślił czystość, nie Kościół. A skoro tak to miało to jakiś sens. Jaki? Przekonasz się po ślubie. Ale dobrze, że o tym myślisz i że podajesz znajomym konkretne argumenty, bardzo fajnie. Oby więcej młodych ludzi tak myślało : Z Bogiem!

  zdezorientowana, 21 lat
2910
20.03.2010  
witam! często Pani podkreśla, że Pan Bóg nie przeznacza nam konkretnej osoby na współmałżonka, nie wybiera jej dla nas. Natomiast w modlitwie do św. Józefa są takie słowa: "Ty wiesz w Bogu, kto ma być moim mężem". A w modlitwie (z książeczki komunijnej) o dobrą żonę (tak sobie zerknęłam, o jaką żonę proszą chłopaki :)) są słowa jeszcze bardziej wzbudzające wątpliwości co do tego, jak to naprawdę jest. Modlitwa ta kończy się słowami: "Proszę Cię o rozwagę i cierpliwość, bym znalazł dobrą towarzyszkę i matkę mych dzieci, KTÓRĄ TY DLA MNIE WYBRAŁEŚ, ZANIM URODZILIŚMY SIĘ. Amen". Tu nawet nie jest tak, że Pan Bóg podpowiada nam, doradza czy pomaga wybrać dobrą żonę/męża w czasie naszego życia, ale już przed urodzeniem przeznaczył nas sobie. Przyznam szczerze, że już nic nie rozumiem... Ale tego wszystkiego, jak to naprawdę jest, pewnie dowiemy się dopiero po drugiej stronie życia :D

* * * * *

No, należałoby zapytać autora tych modlitw co miał na myśli. A tak na poważnie: modlitwy układane są przez ludzi. Nie są pisane pod natchnieniem Ducha św. tak jak Pismo św. więc nie można ich przyjmować bezkrytycznie. Bardzo możliwe, że ich autor faktycznie wierzył w takie przeznaczenie, może to wynikało z poglądów wśród jakich się wychował lub nawet jakie były kiedyś w Kościele głoszone. Nie wiadomo z jakiego okresu pochodzą te modlitwy. Ja tak napisałaś uważam, że nie istnieje przeznaczenie w takim sensie (gdyż człowiek ma wolną wolę), co podkreśliłam w artykule o przeznaczeniu. Konsultowałam się z osobami duchownymi na ten temat i nie zostało to zakwestionowane. Nasza książka o miłości, w której poruszamy też to zagadnienie, a która niebawem się ukaże otrzymała imprimatur, zatem mam pewność, że nie głoszę herezji. Jakiś czas temu również ks. Piotr Pawlukiewicz w "Katechizmie poręcznym" przeczytał mój artykuł i powiedział, że się z nim zgadza. Zatem uznaję, że głoszone przez mnie poglądy o przeznaczeniu nie są sprzeczne z poglądami Kościoła katolickiego.
A w książeczkach do nabożeństwa można spotkać różne rzeczy.
W mojej np. w rachunku sumienia znajduje się pytanie: " Jaki grzech z już wyznanych i odpuszczonych chcesz dla większego żalu dodać podczas spowiedzi"? Nie dalej jak tydzień temu na kazaniu usłyszałam wprost, że takich rzeczy robić nie wolno, bo rodzi to skrupulanctwo, że nie wolno patrzeć wstecz na swoją grzeszność, nie wolno ciągle wyznawać grzechu, który został już odpuszczony. Mało tego - taka postawę krytykował już o. Pio, który zakazywał penitentom takich praktyk. Dodajmy, że o. Pio zmarł w roku 1968 a moja książeczka jest z roku 1979...
Z Bogiem!

  Adelajda, - lat
2909
19.03.2010  
Witam wszytskich.Mam pewien problem.Pewien ks,kóry 2 lata temu odszedl z mojej parafi napisal mi wczoraj(odezwal sie po 2 latach),ze udaje wiare w Boga.Rozmawialam z nim godzine na gg-co prawda nie chcial powiedziec kim jest,ale od początku wiedzialam,ze to on.Zanim odszedł poznalismy się,ale z naszych najgorszych stron.Przeprosił mnie raz,tuz przed wyjazdem. Myślałm,ze będe mniec spokój.Było mi przykro,ze dałam sie poniesc emocją.Potem próbowałam normalnie z nim porazmawiac i pokazac,ze nie jestem potworem za jakiego mnie uwaza.Bardzo duzo przez niego płakałam...Jest strasznie pewny siebie,a moje szczere chęci,przeprosiny i żal były zupelnie bezsensowne.To może smieszne,ale bałam sie go.Był taki chłodny,niemiły,egoistyczny.Nawet,kiedy mu to powiedziałam,to mnie wyśmiał.Nigdy tego nie pojmowałam...wydawał sie takim wspaniałym ksiedzem:przykładnym,pobożnym!Człowiekiem z którym moza porozmawiac.Teraz nie wiem,co mam zrobic.Wierze w Boga,kocham Go.Mam przestac chodzic do kościoła?Musiał dowiedziec sie,ze dalej się modle od swojego przyjala-ks z mojej parafi.Co powinnam uczynic?

* * * * *

Powinnaś zerwać z nim kontakt. Po pierwsze nie masz 100 % pewności, że to on. A może ktoś robi Ci brzydki kawał? A jeśli to on jednak to tym gorzej. Po co Cię zaczepia, po co wzbudza w Tobie emocje, po co prowokuje? Jeszcze się nie przedstawia a to już kompletny brak klasy. Czego od Ciebie oczekuje? Ty się przejmujesz, myślisz, cierpisz. Po co? Wyjechał, zerwaliście kontakt i było dobrze. Dlaczego masz przestać chodzić do kościoła? A co to ma z nim wspólnego? Ty masz swoją relację z Bogiem, on swoją. Nikt nie ma prawa Cię oceniać i krytykować! On już z pewnością nie musi się martwić o Twoją duszę, Ty sama się o nią troszczysz. To jakaś wyjątkowa bezczelność!
Przeprosiłaś go kiedyś, chciałaś wyjaśnić, wytłumaczyć się -on tego nie przyjął - jego problem. Ty nie jesteś niczemu winna a niewinności nie trzeba udowadniać. Absolutnie zerwij kontakt. Dla własnego dobra. Nikt nie ma prawa mieszać Ci w głowie. Twoje życie i Twoja wiara jest Twoją sprawą i Ty przed Bogiem będziesz się z niego tłumaczyć, przed nikim innym.
Zdecydowanie przestań mu odpisywać na gg i w ogóle się nie odzywaj. Z Bogiem!

  samotna, 22 lat
2908
18.03.2010  
Czas nie leczy ran przyzwyczaja nas do życia w tym bólu -poznałam kogoś wydaje mi się że dobrze było nam ze sobą ,musiał odejść zerwać kontakt ze mną ,był klerykiem .Czuję się podle bo on owszem wyspowiadał się przewodnik duchowy mu darował bo przecież nie grzech zakochać się tylko ważne jest co się z tym uczuciem zrobi.Wiem że gdybym mogła być dłużej z nim? to było by inaczej .Nikt mi nie pomógł jak poszłam z tym do spowiedzi to zrobiłam to ostatni raz ,ksiądz inny przyszedł z kolędom i mówi że jest u nas w mieście dziewczyna co się z księdzem zadawała nie wie która ale dojdzie do tego kto to? i co ja mam zrobić ? on jest pod ochronką a ja?

* * * * *

Masz rację, to nie jest tylko problem Twój ale i jego. Faktycznie, w naszym społeczeństwie dominuje tendencja do usprawiedliwiania kleryka a napiętnowania dziewczyny. A faktycznie oboje ponoszą taką samą odpowiedzialność, a może nawet on większą bo jest mężczyzną, w dodatku w seminarium więc i świadomość wagi sytuacji powinien mieć większą. Droga Samotna! To już za Tobą. Oczywiście, nie jest Ci łatwo ale próbuj pomału zapominać, przeżyj swoją żałobę, módl się o zabranie tych uczuć i bądź pewna, że ból minie, tylko staraj się nie rozdrapywać ran. Przeczytaj proszę odp. nr: 80, 526, 653, 825 one powinny Ci pomóc. Czy jesteś pewna, że ten ksiądz miał na myśli Ciebie? Przecież nie zadawałaś się z księdzem, bo kleryk to nie ksiądz a jeśli sytuacja już minęła to po co jakieś dochodzenie? Czemu ma to służyć? I nie myśl, że gdybyś była z nim dłużej to mogłoby być inaczej. Tylko bardziej byś cierpiała, bo dłużej by to trwało a on i tak wybrał - on wybrał, więc co mogłaś zrobić? Ja myślę, że w ogóle niepotrzebnie pozwoliłaś sobie na bycie z nim, bo nie była to sytuacja czysta i jednoznaczna. On nie powinien dopuścić do tak bliskich kontaktów między Wami - póki był w seminarium. A jeśli mu się podobałaś to powinien najpierw wystąpić a potem głowę Ci zawracać. No ale trudno, stało się. Życie często nas rani. Chodzi o to, by te rany były dowodem naszej siły a nie osłabiały nas. Dlatego nie traktuj tego jako swojej porażki tylko jako doświadczenie. Nigdy nie wiąż się z kimś kto nie ma jasnej, czystej sytuacji. Módl się o uwolnienie i o prawdziwą miłość - wzajemną i możliwą. Jeszcze będzie dobrze, zobaczysz, tylko daj sobie czas. Musisz pozwolić ranom się zabliźnić. Z Bogiem!

  Basia, 45 lat
2907
18.03.2010  
Jestem kobietom po 40 dużo czytam ,nurtuje mnie jedno pytanie o celibacie dlaczego? jak można być katolikiem ,księdzem i żyć w celibacie? w piśmie świętym nie ma zakazu wręcz przeciwnie napisane jest aby połączyć się z kobietom ,rozmnażać się ,więc ksiądz jest tego zaprzeczeniem tych młodych chłopców się ogłupia ,okłamuje ,poznałam paru kleryków w seminarium i twierdze że to jest zakłamanie nie miłość .Czy to jest miłość do bliżniego jeżeli on mówi ,że zakochał się ? boją się odejść z seminarium ,boją się konsekwencji,zastrasza się ich a z kont to wiem? mój syn był w seminarium zakochał się ,chciał odejś bo był już po czwartym roku zrobiono mu takie pranie mózgu że strach ,przez chwilę zwątpił bał się odejść ale Bóg czuwał nad nim i dał mu siły ,odszedł teraz studiuje co innego .GDY GO ZAPYTAŁAM co dalej to powiedział że teraz sam się sobie dziwi że tam tyle wytrzymał a teraz to zrozumiał . Kocha mnie ,kocha Kasie a Bogu jest wierny na swój sposób.

* * * * *

Dlaczego celibat? Może dlatego, że aby poświęcić się Bogu nie powinno się rozpraszać na rodzinę, żonę, dzieci i kłopoty domowe? Może aby myśleć o wielu nie powinno się martwić o zapewnienie bytu swojej rodzinie? Może dlatego Jezus się nie ożenił? W seminarium nikt nikogo nie ogłupia, nie zamyka, nie każde składać ślubów na siłę. Wprost przeciwnie - odejść zawsze można i jak wskazują statystyki - do ślubów dochodzi tylko 30 % alumnów. Inną rzeczą jest rozeznawanie, wahanie, wątpliwości. Jeśli zaś znasz KONKRETNY przypadek zastraszenia kogoś i zmuszenia do złożenia ślubów proszę spełnić obowiązek obywatelski i zgłosić to do prokuratury gdyż jest to przestępstwo. Zresztą śluby złożone pod przymusem są nieważne. Z Bogiem!

  Pola, 17 lat
2906
17.03.2010  
[2869]
Dziękuję serdecznie za odpowiedz. Przy najbliższej spowiedzi mam zamiar porozmawiać z kapłanem. Właśnie, czy spowiedź jest dobrym do takiej rozmowy momentem? Ja bardzo długo się wahałam, aż w końcu zdecydowałam, że przy którejś spowiedzi opowiem wszystko kapłanowi, nie wiem czy odważyłabym się inaczej, w innych okolicznościach.

Jest jeszcze jeden problem a pro po. Mianowicie, mam chłopaka. Jestem z nim już ponad pół roku. On strasznie się zaangażował. Już kilka razy próbowałam to zakończyć, nawet mu wszystko powiedziałam, że zakon, że ja wybieram tę drogę, ale on jest nieugięty. A ja...nie mam serca. Co zrobić?
Z góry dziękuję za odpowiedź. :)


* * * * *

Oczywiście, że możesz powiedzieć o tym przy spowiedzi. A co do chłopaka: najpierw porozmawiaj z księdzem, pojedź na jakieś rekolekcje powołaniowe, pomyśl. Jeśli Twoje powołanie jest prawdziwe to ono będzie się w Tobie kształtowało i chłopak sam to z czasem zobaczy. Sam zobaczy, że nie ma sensu Cię zatrzymywać, bo będziesz "nieobecna duchem". Ale daj czas sobie i jemu, on po prostu na pewno na razie nie wierzy w to Twoje powołanie, musi się oswoić. Czas będzie tu najlepszym sprawdzianem -i dla Ciebie i dla niego. Z Bogiem!

  Marta, 23 lat
2905
17.03.2010  
Ja mam taki problem. Jestem z chłopakiem już dwa lata i myślę, że mam najcudowniejszego chłopaka na świecie, tylko, że jak wracam pamięcią do przeszłości, to czuję niesmak... Po pół roku naszego zwiazku wyszło na jaw, że on sie masturbuje. Najgorsze było dla mnie to, że robi to oglądając zdjecia swoich koleżanek albo obcych dziewczyn na portalach społecznościowych. Bardzo mnie to bolało, że wybrał mnie a ciągnęło ich do nich:( Bardzo gwałtownie zareagowałam wtedy, ale nie bede opisywać szczegółów. I chociaż on miał z tym nałogiem problem od wielu lat, to kiedy zobaczył mój ból, to zrozumiał co on robi i przestał w jednej chwili grzeszyć w ten sposób. Od półtora roku żyje w czystości, wykasował wszystkie konta itd. I ja wiem, że nie kłamie, chociaż to dziwne, żeby tak jedno wydarzenie uwolniło z tego grzechu, zwykle latami ludzie z tego wychodzą... Ale nie w tym rzecz, to już było dawno, wybaczyłam, odbudowaliśmy zaufanie do siebie i jesteśmy szczęśliwi. Tylko że czasem nachodzą mnie takie myśli, że ja przez to, że mu to wybaczyłam poniżyłam się... Że on mnie ewidentnie nie szanował tak postępując, a ja nie uszanowałam siebie dając szansę zamiast odejść wtedy.Źle sie z tym czuję:(

* * * * *

To szatan podsuwa Ci te myśli, ponieważ widząc piękną miłość usiłuje ją zniszczyć. Rozumiem, że nie była to sytuacja łatwa dla obu stron. Szczerze podziwiam i wręcz jestem zaskoczona, że tak Wam się obojgu udało z tym poradzić. Szczere gratulacje. A jeśli nachodzą Cię myśli, że przebaczając poniżyłaś się to pomyśl jak bardzo codziennie poniża się i upakarza Bóg widząc nasze grzechy? Takich ohydztw jakich codziennie ludzie się dopuszczają On jako istota doskonała ma nawet prawo nie wybaczyć - a jednak to robi.
Nigdy wybaczenie nie jest dowodem słabości tylko właśnie siły. Bo nie każdego na to stać. Wybaczyć coś komuś to wspaniałomyślnie pomóc mu nieść ciężar jego słabości i grzechu. To być ponad tym grzechem, to widzieć w człowieku wartość pomimo jego grzechu, właśnie widzieć człowieka a nie tylko grzech. Wybaczenie jest wspaniałomyślnym darem i dowodem dojrzałości człowieka. Jeżeli Twój chłopak naprawdę uporał się z problemem, jesteś tego pewna to postaraj się daj mu szansę. Tak, coś złego było, to złe upokarzało Cię (bo czułaś się zdradzona jako kobieta) ale on skończył z tym, zrozumiał, wyspowiadał, a Bóg mu przebaczył. Już tego nie robi i najchętniej by cofnął czas. Jest tak? Jeśli tak jest to tego grzechu już po prostu nie ma. Nie ma, Bóg go wykasował, Twój chłopak go wykasował, to już przeszłość, to już nie istnieje. Co teraz może Cię w jego zachowaniu poniżać? Jest coś takiego? Jeśli nie to co on jeszcze może więcej zrobić? Już nic. I Ty też już nic więcej nie możesz zrobić. Więc po co dręczysz się niepotrzebnie? Do czego to prowadzi? Tylko do żalu i nerwicy. I po co? zamiast się cieszyć, że znaleźliście w sobie tyle siły by pokonać grzech (Ty żeby wybaczyć) i mimo tego jesteście ze sobą to cieszcie się owocami pokoju! Cieszcie się a nie zatruwajcie sobie życia rozpamiętywaniem czegoś co JUŻ nie ma miejsca! Nie pozwól by Twoja duma była ważniejsza niż Wasza miłość i to co wspólnie zbudowaliście. Jeszcze raz powtórzę: przebaczenie nie jest dowodem Twojej słabości a siły i jeśli już nic w jego OBECNYM zachowaniu Ci nie przeszkadza w tej dziedzinie to potraktuj przeszłość jako zamknięty rozdział. On zrobi co mógł. Ty też możesz - nie wracać do tego. Przed Wami piękniejsze chwile (bo czyste!) niż za Wami. Czemu by nie zacząć nimi żyć? Módl się by Bóg zabrał Ci ten żal i te negatywne emocje. Z Bogiem!

  Iwona, 19 lat
2904
16.03.2010  
Na wstępie chciałabym, by Pani wiedziała, że podziwiam to, co Pani robi, bo wiem, że to nie jest proste. Wiem, że Pani przez długi czas nie miała chłopaka. Ja mając 19 lat też jeszcze nie mam chłopaka. I nie wiem czy to powino byc dla mnie takie ważne. Jednak wśród moich koleżanek to ja jedyna nie mam doświadczeń z chłopakami, tzn. nie byłam na żadnej randce itp. I czasem się zastanawiam czy problem tkwi w tym, że nie jestem dośc atrakcyjna, ponieważ mam nadwagę, krzywy zgryz i dużo by tego wymieniac. Popadam w kompleksy przez to, że nie interesują się mną chłopcy. Porównuję się z prawie każdą dziewczyną, która ma chłopka i która nie jest koniecznie pięknością. I zastanawiam się w czym tkwi moja wina? Wiem, że to głupie, ale przez samotnośc takie rzeczy przychodzą mi do głowy. I czuję ogromny lęk przed tym, źe będę sama i nie będę miec męża ani dzieci, których pragnę . W dodatku rodzina wywiera na mnie małą presję, ponieważ ciągle robią aluzje mi abym znalazła sobie kogoś i przez to jeszcze bardziej nie wierzę w siebie. Najgorsze jest, ze wyobrażam sobie pewnych chłopców z mojego otoczenia idealizując ich i marząc o wielkiej miłości. Przypisuję im cechy i zachowania, które nie są zapewne prawdą. Zastanawiam się czy to Bóg wystawia mnie na próbę? Czy to ja jestem sama sobie winna? Nie należę do fanek dyskotek ani nie wierzę w znajomości przez Internet. Mieszkam na wsi i znajomych mam tylko w szkole. Koleżanka powiedziała mi, że jestem osobą skrytą, więc na tym moze polega mój problem? Trudno mi jest otworzyc się przed kimś i dlatego nie mówie dużo o sobie i jestem raczej nieufna. Proszę o pomoc, bo nie wiem co mam robic. Czuję się zagubiona. Z góry dziękuję za pomoc :)

* * * * *

Dziękuję za miłe słowa! Co do twojej sytuacji: wina jest niczyja a rodzina nie powinna wywierać na Tobie nacisku. Wręcz powinni się cieszyć, że jesteś rozsądną dziewczyną, która chce poczekać na kogoś wartościowego a nie wiązać się z kimkolwiek byle tylko kogoś mieć. Rozumiem Twoje poczucie osamotnienia jeśli wszystkie koleżanki kogoś mają. Jednak na pewno sama widzisz, że to "kogoś" nie zawsze oznacza tego właściwego. Z pewnością nie z wszystkimi tymi chłopakami mogłabyś i chciałabyś być. Dlaczego jeszcze nikogo nie masz? Pewnie dlatego, że Bóg znając Twoje serce, myśli i pragnienia chce pozwolić Ci spotkać kogoś wartościowego, kogoś na Twoją miarę. Być może ten ktoś nie mieszka w Twojej miejscowości, może go poznasz dopiero na studiach, w duszpasterstwie czy w pracy. Może ten ktoś nie jest jeszcze gotowy na związek, może teraz byście się poranili? Może Ty lub on albo oboje musicie jeszcze coś zrozumieć, jeszcze czegoś się dowiedzieć, by móc razem być? Bóg to wszystko wie, bo widzi naprzód. Normalna natomiast jest Twoja potrzeba bycia kochaną, bycia z kimś bliskim. Dlatego nie wypieraj pragnienia miłości, tylko się módl, byś mogła go spotkać. Módl się już teraz o dobrego męża. Nie wiem kiedy go poznasz ale wykorzystaj ten czas dobrze. Tak, to prawda, ja długo nikogo nie miałam i też się zastanawiałam co ze mną jest nie tak. Może też być tak, że ten czas jest Ci potrzebny, byś mogła uwierzyć w siebie, w swoją wartość, może coś w sobie zmienić. Widzę tu trochę zaniżone poczucie własnej wartości. Dlatego przeczytaj te odpowiedzi: 1490, 421, 537, 950, 37,136, 256, 138, 693, 461,1265. Musisz popracować nad sobą, by nie myśleć o sobie źle, jako o osobie mniej wartościowej - bo to nieprawda. I módl się. Bóg odpowie na Twoje pragnienie a i Ty staraj się siebie polubić, byś mogła pokochać drugiego człowieka - by go móc zaakceptować i przyjąć. A co możesz próbuj w sobie zmienić. Internet też nie jest najgorszym miejscem do zapoznania kogoś. Oczywiście nie rób niczego na siłę ale nie przekreślaj tego narzędzia, przez naszą stronę poznało się ok. 30 małżeństw. Z Bogiem!

  Adrian, 23 lat
2903
16.03.2010  
Szczęść Boże... Jestem z dziewczyna dwa lata. Kochamy się i wszystko między nami dobrze się układa. Jest młodsza o rok ode mnie. Jest to moja pierwsza prawdziwa miłość. Problem polega na tym, że ja nie jestem jej pierwszą miłością... Była wcześniej z innym chłopakiem. Będąc z tym innym wcześniej dopuszczała się grzechu - uprawiali petting. Rozmawialiśmy o tym i mówiła, że to przez chłopaka który na Niej to wymuszał a ona bała się sprzeciwić... My tego nie praktykujemy bo chcemy zachować czystość. Bardzo żałuje tego co się wcześniej działo w jej życiu. Jednak ja nie mogę tego zapomnieć... Czasami czuje się przez to tak...:/ rozważam nie bycie z Nią nawet chociaż bym nie przeżył tego - nie przeżylibyśmy! Nie wiem co dokładnie się działo między nimi ale nie uprawiali seksu w podstawowym znaczeniu tego słowa. Jest dziewicą. Czasami sobie myślę, ze uprawiali seks oralny. Chociaż w to nie wierze. Niestety takie myśli nieraz miewam i strasznie mi z tym ciężko... Nie mogę Jej stracić! Teraz jest bardzo wierząca ja również. Jest cudowną dziewczyną. Jednak przeszłość odbija swoje piętno... :( Proszę o radę... Bóg zapłać...

* * * * *

Przede wszystkim nie dręcz się dopowiadaniem sobie czegoś co nie miało miejsca. Jeśli masz do niej zaufanie to uwierz w to co Ci powiedziała - dokładnie to. Nie ma sensu myśleć o czymś co nie miało miejsca, dręczyć się i jeszcze oskarżać ją nieprawdziwie. A teraz do rzeczy: rozumiem, że jesteś zawiedziony. Rozumiem, bo Ty czystości dochowałeś i spodziewałeś się, że Twoja dziewczyna też dochowa. No ale tak do końca się nie stało. Co teraz? Masz dwa wyjścia: jeśli całkowicie jesteś przekonany, że nie dasz sobie rady psychicznie z tą sytuacją to odejdź. Ale musisz być pewny, że nie jesteś jej w stanie wybaczyć i ten fakt całkowicie zasłania Ci jej dobre strony. Jeśli jednak prócz tego cenisz ją z innych względów to pomyśl sobie tak: to był błąd młodości. Za który ona żałuje, wyspowiadała się i chciałaby cofnąć czas. Żałuje, prawda? Bo jak nie to inna sprawa, ale zakładamy, że żałuje. Zatem jeśli jest to jedyny cierń, który Ci w niej uwiera to postaraj się ochłonąć, przetrawić to w sobie i wypisać sobie na kartce te cechy, które w niej cenisz. Porównaj to z tą jedną rzeczą i oceń : co jest więcej warte: jej błąd odpokutowany czy to co sobą teraz prezentuje i Wasza miłość. Aby z nią być musisz jej przebaczyć. Nie zapomnieć tylko przebaczyć i to nawet nie sam fakt niezachowania czystości bo z tego to ją Bóg osądzi a nie Ty tylko fakt, że nie zachowała jej dla Ciebie podczas kiedy Ty zachowałeś. Rozumiem zawiedzione nadzieje - masz do nich prawo. Ale czy to ma decydować o Waszym związku? Czy naprawdę nie można tego związku zbudować pomimo tego faktu? Widzisz, nie można w związku skupiać się tylko an tych kwestiach. One są naturalnie bardzo ważne i ja ich nie pomijam ani nie umniejszam ale nie są jedynymi ważnymi rzeczami. Skupiając się tylko na nich można nie zauważyć wielu innych, pięknych rzeczy w drugim człowieku. Można nie rozwijać się w innych dziedzinach. Czy warto?
Drogi Adrianie, to Ty podejmiesz decyzję. Jednak wydaje mi się, że warto dać szansę. Nie można bowiem całe życie pokutować za jeden przebaczony przez Boga(!) grzech. To byłoby zbyt okrutne i niewspółmierne. Ty też nie jesteś ideałem. Może nie zgrzeszyłeś w tej dziedzinie ale w innych pewnie nie jest różowo. Może nie jesteś jeszcze całkiem odpowiedzialny, zaradny, może nie rozumiesz pewnych zasad, może źle oceniasz innych? Zatem nie jesteś ideałem. Ona też nie. Ale nie ma ludzi idealnych i związków idealnych. Nie pozwól by szatan obrzydził Ci tę dziewczynę. Jeśli ją kochasz i zależy Ci na niej - przetraw to w sobie, daj sobie czas, przemyśl. Jestem pewna, bo znam wiele przykładów z życia, że da się stworzyć piękne związki osób, z których jedna nie tylko wcześniej nie zachowała czystości ale nawet straciła dziewictwo. A to jest jeszcze trudniejsza sytuacja. Ale da się jeśli ta osoba zrozumiała błąd i więcej by tego nie zrobiła. Bo to jej nie przekreśla. Proponuję Ci jeszcze lekturę tych odp.: 616, 961, 1070, 1819, 2172, 2429, 2434, 2604, może wyciągniesz z nich coś dla siebie, może zrozumiesz rozterki takich osób. Módl się o rozeznanie i umiejętność przebaczenia. Z Bogiem!

  Adam, 23 lat
2902
16.03.2010  
Odnośnie pytania 2885 - Pani odpowiadająca na pytania kieruje się ciekawą logiką - gdy piszą chłopaki rozgoryczeni że ich dziewczyna nie jest fizycznie dla nich pierwsza to dostaje im się od egoistów, że ten pierwszy raz to nic ważnego, a nawet lepiej że ktoś inny to zrobił bo to bolesne jest dla kobiety, wychodzi że takie współżycie trzeba wybaczyć i zapomnieć, ale jak napisała dziewczyna z pytaniem o kawalera z dzieckiem (nic nie wspominała o swoich rozterkach że spał już z kobietą - widać nie był dla niej to problem życiowy) Pani sama o tym przypomina, jakby zaprzeczając innym postom w których pisała że nie można rozpamiętywać błędów przeszłości. Naprawdę, ktoś zagubiony kto wczytuje się w Pani posty może mieć problem z ustaleniem hierarchii wartości. Nie chodzi mi personalne ataki na Panią, tylko czemu takie podwójne standardy?

* * * * *

Nie są to podwójne standardy tylko odpowiedzi na spersonalizowane pytania. Jeśli dziewczyna żałuje, że nie jest dziewicą to nie można dobijać jej wypominaniem tego faktu, gdyż pewnych rzeczy nie "przeskoczy". Nie cofnie czasu. Jeśli do tego jest to jedyny powód nieakceptacji kobiety przez jej chłopaka to należałoby się zastanowić czy nie ma tu miejsca po prostu egoizm lub męska duma, który nie widzi niczego innego niż fakt, że kobieta dziewicą już nie jest. Poza tym ja zawsze powtarzam, że jeśli ktoś nie potrafi udźwignąć faktu, że jego dziewczyna nie jest dziewicą to lepiej żeby odszedł. Widocznie nie jest (teraz lub w ogóle) gotowy na przyjęcie tego faktu a wtedy bycie na siłę z kimś powoduje ukryty żal, który przesłania wszystko. Natomiast dziewczyna z podanego pytania wyraźnie nawet nie pomyślała o tym aspekcie, dlatego jej o tym wspomniałam. Bo lepiej żeby się w ogóle zastanowiła również nad tym na tym etapie, na którym jest niż potem miała pretensje. Zresztą inna jest sytuacja kiedy ktoś raz czy nawet kilka razy współżył kimś w młodości a potem tego żałuje niż sytuacja, w której znalazła się ta dziewczyna - chłopak ma dziecko, a poza tym zamierzał ożenić się z jego matką a zatem - był mocno z nią związany, łączyła ich także więź fizyczna, której owocem jest dziecko. Ponadto relacja z matką tego dziecka będzie zawsze im towarzyszyła. I stąd powód do głębszego zastanowienia się nad tym, że nie jest się pierwszą w sensie nawet nie tyle fizycznym - o czym piszę - lecz uczuciowym. Ponadto tam chodziło też o fakt, że chyba Bóg dla tego chłopaka nie jest na pierwszym miejscu skoro miał takie na nie inne zasady, czego zakochana dziewczyna nie dostrzega.
To są różne sytuacje i nie można każdej oceniać tak samo i każdemu dawać takich samych rad. Chyba sam widzisz różnicę w związaniu się z kimś kto "po prostu" nie jest dziewicą a kimś kto ma już dziecko i zawsze będzie je miał. To inny "kaliber".
I jeszcze jedno: nigdzie NIGDY nie napisałam, tego: "nawet lepiej że ktoś inny to zrobił bo to bolesne jest dla kobiety". Bolesne owszem, ale że przeżyło się pierwszy raz z kimś innym niż małżonek nigdy nie jest czymś dobrym i ja bardzo wyraźnie o tym piszę. Absolutnie nie należy moich wypowiedzi interpretować tak jak to zrobiłeś bo nie to miałam na myśli. Z Bogiem!

  lena, 22 lat
2901
14.03.2010  
Po raz kolejny nie wiem co robić, a właściwie co robic dalej. Jetsem ze swoim chlopakiem 2 lata, i nagle czuje ze wszystko mam za soba, to jak on sie o mnie staral, jak patrzyl na mnie, jak mowil do mnie. Teraz czuje ze chcialabym poznac kogos nowego, przezyc to zakochanie jeszcze raz. Wiem ze teraz zaczynajac na nowo od poczatku nie popelnilabym bledow dotyczacych wspolzycia, na pewno chcialabym ta nowa milosc rozwijac w inny sposb. Jednak poki co jestem ze swoim obecnym chlopakiem, on cos wspomina o slubie a ja mam ochote wyjechac daleko, poznac kogos nowego i zaczac nowe, lepsze zycie. Widze duzo rzeczy ktore mi sie nie podobaja w moim chlopaku, ale wiem jednoczesnie ze milosc to akceptowanie kogos takim jaki jest,a ja zamiast tego robie mu caly czas wyrzuty. Co robic? zostawic go, cierpiec, i szukac kogos nowego? boje sie takze ze nie znajde nikogo lepszego i w ogole bede sama, a tego nie chce. Prosze o pomoc...

* * * * *

Sam fakt, że chcesz "poczuć" świadczy o tym, że pewnie mylisz miłość z zakochaniem, o czym pisałam tutaj: . [zobacz]
Zerknij a zobaczysz, ze to błąd rozumowania.
Natomiast jeśli zauważasz w chłopaku rzeczy, których nie akceptujesz, uważasz, że zbyt wiele Was dzieli i nie możecie być razem to inna sprawa. Wobec tego powinnaś zadać sobie i jemu pytanie: czego oczekujemy? Jaka jest nasza wizja związku? Co nas różni a co łączy? Czy sobie nawzajem akceptujemy, jeśli tak to w jakim wymiarze i na ile? Co nas w sobie zafascynowało? Podpowiedzią mogą być te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Warto też przeanalizować różnice w psychice kobiety i mężczyzny by pomyśleć czy przypadkiem brak akceptacji nie wynika z prostych różnic, za które nie jesteśmy odpowiedzialni i które znajdziemy zawsze w kimś kto z nami będzie z tego tytułu, że będzie on odmiennej płci. Pisałam o nich w odp. nr: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519
Sam fakt wyrzutów sumienia i świadomość błędów oraz chęć ich naprawienia są wielkim darem, bo to oznacza, że przestajesz widzieć swojego chłopaka oczami zakochanej dziewczyny a zauważasz też jego błędy, wady i Wasze wspólne błędy. Tak naprawdę taki prawdziwy obraz jest podstawą miłości i tylko tak się widząc można poznać się naprawdę, zaakceptować się naprawdę lub podjąć decyzję o rozstaniu. Jednak sam fakt świadomości, że się zbłądziło może być jednocześnie fantastyczną podstawą do podniesienia się i naprawy błędów - we dwoje. Może być znakomitą okazją do wspólnego dojrzewania, do dyskusji i rozwoju. Nie wiem co zdecydujesz, ale wiem, że nie można zbyt łatwo się poddawać. Trzeba wiele przejść ze sobą, by prawdziwie się poznać. Problemy wspólnie rozwiązane mogą dać siłę do trwania, mogą łączyć a nie dzielić, mogą być sprawdzianem związku. Związek to nie tylko uczucia, o czym pisałam w polecanym artykule. To przede wszystkim postawa i decyzja. Poczytaj i pomyśl. Módl się o rozeznanie. Życzę trafnych wyborów. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 08.07.2010, 07:17


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej