Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Kochałem dziewczynę Kochałem dziewczynę
Walter Trobisch
Książka ta została przetłumaczona na 70 języków i cieszy się ogromną popularnością wśród młodzieży całego świata... » zobacz więcej




  Sola, 25 lat
300
10.10.2005  
...mam zamęt w głowie. Mam fantastycznego przyjaciela,jednak od sierpnia coś się zmieniło w naszych relacjach. Potrzeba bycia kochaną i obdarowania nią drugiej osoby zwyciążyła(pół roku wcześniej rozstałam się z chłopakiem podobnie jak on).Zaczęłam zdawać sobie sprawę,że jednak to nie jest tylko przyjaźń,że zależy mi na nim bardziej niż myślałam,że sie po prostu w nim zakochałam.Starałam się nie wyjawiać tego mu.Nie chciałam psuć naszej przyjaźni. Wspólny wyjazd ze znajomymi zmienił wszystko.Przekroczyliśmy granice przyjaźni i wpadliśmy w strefę cielesności.Doszło między nami do kontaktu fizycznego,nie był to jednak stosunek ale petting.Nie skończyło się jednak na jednej\"wpadce\".Po powrocie z wyjazdu wiedzieliśmy,że musimy o tym porozmawiać.Ja miałam nadzieje,że czuje on do mnie to co ja do niego.Oboje jesteśmy przecież dorosłymi ludź(w tym samym wieku)i dodatkowo wierzącymi.Staraliśmy się nie doprowadzić już wiecej do powtórzenia się zbliżenia.Jednak nasze kontakty stały się pogmatwane.Ja starałam się trzymać się relacji przyjacielskich,on jednak czasem zachowywał się tak jak byśmy byli parą.Niestety ponownie przekroczyliśmy granice przyjaźni i powtórzyła się sytuacja z wyjazdu.Miałam dość tej niepewności,bo to zaczynało stawać się bolesne.Wreszcie przyszła pora na szczerą rozmowę.Wyjawiłam mu,że mi bardzo na nim zależy i jestem w nim zakochana,on natomiast stwierdził,że też mu bardzo na mnie zalezy,bardziej niż myślał,jednak nie jest we mnie zakochany.Zabolało i to bardzo.Byłam zła na siebie,że nie powstrzymałam tego pragnienia miłości,że znowu się zakochałam.Nie chciałam jednak tracić przyjaciela.Postanowiłam zdusic w sobie to uczucie,zapomnieć i przejśc na stopę przyjacielską.Oboje tego chcialiśmy.Przez miesiąc było tak jak dawniej,znowu byliśmy przyjaciółmi i znowu bumm.Znowu to samo,ja starałam się powstrzymać,nie dopóścić do ponowego przekroczenia granicy,jednak się nie udało.Jestem zła na siebie za to,że znowu to zrobiłam,że znowu dałam wygrać pożądaniu,że znowu wykazałam sie słabym samo zaparciem.Prosiłam Boga o siłę,o silną wolę o to,by nie popełniać znowu tego błedu.Nie wiem co mam robić :-(.Oboje zdajemy sobie sprawę,że złamaliśmy po raz kolejny zasady i granice które ustaliliśmy. Co mam zrobić,by już to sie więcej nie powtórzyło?Czy jedyne rozwiązanie to zerwanie przyjaźni,staranie się nie spotykać tak

* * * * *

Ja szczerze mówiąc trochę nie bardzo rozumiem jak można z "przyjaciółką" wdawać się w sferę cielesności. Dla mnie ewidentnie słowa tego chłopaka + jego czyny świadczą tylko o tym, że traktuje Cię jako obiekt seksualny. Dlaczego więc Ty dajesz się tak traktować wiedząc o tym? Rozumiem, że Tobie na nim zależy, ale ulegając mu będziesz się czuła coraz gorzej, będą coraz gorsze wyrzuty sumienia i wstręt do siebie. Ty zrobiłaś co mogłaś - porozmawiała z nim. Dlaczego więc wtedy nie odeszłaś całkowicie? Zerwij z nim kontakty, jeśli on nie chce wziąć odpowiedzialności za to co robi tylko wybiera własną wygodę a o Tobie w ogóle nie myśli. Nie pozwól się poniżać. Pomyśl, że gdzieś jest chłopak, który Ciebie pokocha i co mu wtedy ofiarujesz? Jak wytłumaczysz, że nie byłaś z kimś zaangażowana uczuciowo ale nie trwaliście w czystości? Że dobrowolnie dałaś się wykorzystywać? Piszę tak ostro, bo jesteście dorośli i świadomi, nie muszę Ci pisać jak Kościół do tego podchodzi i jakie są konsekwencje niezachowania czystości. Co robić? Nie spotykać się. Pomyśl tak logicznie: jaka to przyjaźń? Może z Twojej strony jakieś uczucie do niego jest, choć poplątane i zabałaganione przez cielesność, ale z jego strony???? Mówi, że zależy mu na Tobie ale nie chce się z Tobą wiązać. Ale wykorzystywanie Ciebie już mu nie przeszkadza. Gdzie tu przyjaźń? Polecam Ci poczytanie "Miłujcie się" gdzie znajdziesz świadectwa i rady jak wyjść z nieczystości. Powodzenia!

  clinic
299
09.10.2005  
witam... mam problem... i niebardzo wiem co mam robic..myslec.. jakis czas temu.. rozstałem sie z dziwczyna.. i ciagle mi jej brakuje.. ale nie w tym sens.. bo wiadomo ze ja kocham... chodzi mi o to... ze ona powiedziała mi.. ze czuje do mnie cos wiecej niz do przyjaciela... a zamało zeby byc razem... i niebardzo wiem co mam o tym myslec...i czy jest mozliwe ze jeszcze bedziemy razem..? czy wogule jest jakies uczucie miedzy przyjaznia a miłoscia? z gory dziekuje za odpowiedz :)

* * * * *

Między przyjaźnią a miłością z reguły jest uczucie zakochania, a ono jak wiadomo przyciąga do tej drugiej osoby. Nie bardzo więc rozumiem co miała na myśli Twoja dziewczyna mówiąc w ten sposób. Wydaje mi się, że niestety chciała znaleźć wymówkę i za bardzo Cię nie zranić mówiąc, że Cię nie kocha. A może po prostu coś jej się w Tobie nie podoba? Być może faktycznie jesteś la niej "tylko" przyjacielem, ale przyjacielem a nie kimś pośrednim między nim a chłopakiem, bo o takim przypadku jeszcze nie słyszałam. Jeśli Ci tego nie wyjaśniła to jeśli chcesz i ona zechce to możesz poprosić ją by powiedziała Ci prawdę dlaczego faktycznie nie chce z Tobą być.

  anonim, 20 lat
298
09.10.2005  
To co napisze pewno bedzie glupie? Jestem z dziewczyną (którą bardzo kocham i nie chce bez niej zyc) od roku. Kiedy jej mama byla za granica bylo nam wspaniale, teraz gdy wrocila czuje sie jakby mniej potrzebny. Wczesniej moglismy siedziec wtuleni w siebie godzinami a teraz nie mam nawet kiedy jej przytulic bo wiekszosc czasu spedzamy przy jej mamie (a przy niej to sie wstydze tak ją przytulic).Brakuje mi tych długich wieczorów sędzonych tylko we dowje. Nie wiem czy to moj egoizm? A poza tym to ja nie jestem gośc kasiasty a jej rodzina jest przy kasie i czuje sie niższy, niekiedy myśle naet że nie pasuje do tej rodziny, mam kompleks niższości. No i przez to mniej sie uśmiecham i przy niej jestem smutmy a nie chce ale to jest ode mnie mocjniejsze! Czemu? Co mam robić? Bo juz różne dziwne rzeczy mi przychodza do głowy. A wiem że później żałowałbym napewno tych decyzji. Pomocy!

* * * * *

Randka z mamą? Ja rozumiem, że jak przychodzisz do dziewczyny to wypada się i przywitać i porozmawiać z rodzicami i na kolację zostać jak zapraszają, ale zasadniczo to chyba z dziewczyną się spotykasz a nie z jej mamą. Zaproponuj jej więc randki na innym terenie. Idźcie na spacer, do kina, cukierni czy gdziekolwiek indziej, czasem możecie się też spotkać u Ciebie. Poza tym nawet u niej w domu jeśli jesteś często to nie będzie obrazą jeśli "po części oficjalnej" z mamą :) posiedzisz z dziewczyną. To nie jest Twój egoizm, to normalne. A może jej mama niedawno wróciła i ona nie może się nią nacieszyć? Koniecznie porozmawiaj o tym z dziewczyną i powiedz o swoich potrzebach, bo ona może się ich nie domyślić.
Co do Twojej sytuacji finansowej - przecież to nie ma kompletnie znaczenia ile masz na koncie tylko jakim jesteś człowiekiem - pomyśl co liczy się dla Jezusa. Spytaj też Twoją dziewczyną co liczy się dla niej. Nie możesz z tego powodu czuć się gorszy. Poza tym pomyśl - jej rodzice przez ileś tam lat pracowali na tą sytuację a Ty masz 20 lat, pewnie się uczysz więc skąd możesz mieć? Tak samo Ty nie osiągnąłeś jeszcze pewnego pułapu finansowego jak i Twoja dziewczyna. A jej rodzice to inna bajka, ale Wy oboje "zasługi" w tej dziedzinie macie takie same. Poczytaj też o relacjach z rodzicami odp. nr 67 i 114.

  Marta, 13 lat
297
09.10.2005  
Kocham to słowo bardzo duże nie wiem co do niego czuję. Ostatnio pisałam z nim sms-y i on mi sie zapytal czy go kocham naislalam ze tak i sie go zapytalam czy on mnie tez i napisal ze tak ale nie wiem czy sonie ze mnie jej nie robi czy on to pisal szczeze w szkole do niego nie podejde bo... wlasciwnie czemu nie wiem sprobuje ale czemu on nie podejdzie?!Co mam zrobic jak on sobie ze mnie jaj robi ja go naprawde kocham

* * * * *

A ja myślę, że sms to nie jest odpowiednia forma wyznania miłości. Proponuję szczerą rozmowę na ten temat z wyjaśnieniem sobie co przez to słowo rozumiecie. Masz rację, że to duże słowo. A co do tego jak go rozumieć i kiedy mówić to poczytaj odp. nr 18 i 74.

  Monika, 19 lat
296
09.10.2005  
Nie czuję miłości Boga..

* * * * *

Wiesz, czucie to jedno a jej istnienie to drugie. Nigdzie nie jest powiedziane, że mamy ją czuć, tak jak może być ludzka miłość prawdziwa bez "czucia" - pisałam o tym w odp. nr 15. Gdybyśmy się czuciem kierowali to chyba nikt by nie mógł w prawdzie wypowiedzieć przysięgi małżeńskiej "...ślubuję Ci miłość...", chyba, że osoby zakochane, a to też z kolei nie byłaby prawda, bo zakochanie to nie miłość. To, że czegoś nie czujemy nie oznacza, że to coś nie istnieje, ale nie będę się na ten temat rozpisywać, bo Ty przecież nie kwestionujesz miłości Bożej tylko jej nie czujesz. Bo to jest bardzo trudne. Dlatego też aby trochę się podnieść na duchu musimy się zająć dowodami na istnienie tej miłości. Dla mnie samej największym dowodem jest fakt, że istnieję. Skoro Bóg jest wszechmocny to mógł mnie nie stwarzać. Ale stworzył. Dlaczego? No właśnie z miłości do mnie, do konkretnego człowieka, którym ja jestem. Mało tego, dla człowieka stworzył cały świat i opiekuje się nim. Dał każdemu Anioła Stróża jako osobistego ochroniarza duchowego. To wszystko co w naszym życiu uważamy za zbieg okoliczności to nasze szanse lub próby albo sytuacje mające nas uchronić przed złem. Tak samo ludzie których stawia na naszej drodze. Nie ma przypadków. To wszystko, ten splot osób, wydarzeń, rzeczy itp. to niezaprzeczalny dowód na tę miłość. Czasem widzi się to bardziej namacalnie - widzimy skutki jakiegoś zdarzenia i wiemy, że kiedyś chcieliśmy podjąć inną decyzję. Coś nam w tym przeszkodziło i teraz widzimy jak dobrze się stało. To też dowód miłości. Tak naprawdę jednak dopiero w niebie przejrzymy na oczy i zobaczymy jak wiele było dowodów miłości Boga w naszym życiu. I już nie będzie żadnych wątpliwości, a jedna wielka miłość, którą będziemy "czuć".

  Agnieszka, 16 lat
295
09.10.2005  
Mam chyba trochę głupi problem... Ale bardzo proszę o pomoc, bo sama nie jestem pewna co mam robić. A więc czytałam artykuł o czystości, który często polecasz w swoich odp. i chyba doszłam do jakiegoś wniosku, ale nie jestem pewna. Zacznę od początku... Poznałam na imprezie pewnego chłopaka, rozmawialiśmy może godzinę, a potem caly wieczór i noc trzymaliśmy się za ręce, albo obejmowaliśmy. Spaliśmy obok siebie też trzymając się za ręce. Potem spotkałam się z nim i mimo to, że znaliśmy się tak krótko, spacerowaliśmy przytuleni i na koniec on dał mi buzi w usta. Ale teraz myślę, że ja potrzebowała tej fizycznej bliskości, tylko po to, żeby w jakiś sposób \"zaspokoić\" mój pociąg fiz, tzn to jest trochę głupie, ale przytulając się do tego chłopaka, po prostu zaspokajałam swoją potrzebę bycia z kimś, bycia przytulaną itd... wiem, że to jest beznadziejne, na szczęście w pore zrozumiałam co się dzieje, i nie zaszło to za daleko. Nie spotykam się już z tym chłopakiem. Ale odnoście własnie tego artykułu wspominanego przez ciebie, mam pytanie: Czy mam się z tego spowiadać? Bo czułam, że przekraczam coś i np źle się czułam po tym jego jedynym pocałunku. I jeśli mam sie spowiadać, to jak? Że przytulałam się do chłopaka? Trzymaliśmy się za ręce? To niby nie jest grzech. Nie wiem co mam robić :/

* * * * *

Wiesz, ja nie mogę brać odpowiedzialności za Twoje sumienie i po to polecam ten artykuł, żeby każdy we własnym sumieniu ocenił swoje postępowanie. Jeśli czujesz się "nie bardzo" w związku z tą sytuacją to przy spowiedzi powiedz o niej księdzu. Jak? Tak jak napisałaś, że chcąc zaspokoić potrzebę emocjonalną a nie z miłości do tego chłopaka pozwoliłaś sobie z nim na takie gesty jak:... - i tu powiedz do czego doszło. Chyba tak będzie najlepiej, zresztą możesz to powiedzieć tak jak uznasz za stosowne. Myślę, że wyciągnęłaś właściwe wnioski z tej sytuacji - spostrzegłaś, że były to puste gesty bez miłości. Ksiądz na pewno właściwie Cię zrozumie, a jak będzie chciał to dopyta.

  PlOlL, 16 lat
294
08.10.2005  
częto oglądam pliki i roźne teledyski...kiedy w jakims teledysku jest ładny chłopak zakochujesie i przez caly dziej o niem mysle..wiem ze to wyimaginowanei dziwaczne ale tak jest...co mam zorbić..?

* * * * *

Zignorować skoro przechodzi. A jeśli Cię to dręczy cały dzień i nie pozwala funkcjonować to po takim teledysku zaraz obejrzyj coś innego lub zajmij się czymś absorbującym, żeby odwrócić uwagę, możesz np. zadzwonić do koleżanki, poczytać wciągającą książkę albo iść załatwić jakąś sprawę. A jak już całkiem nie wiesz co zrobić to zacznij sprzątać tak intensywnie. Możesz też myśleć o jakiejś przyjemności, która ma Cię spotkać w przyszłości i na którą czekasz. Po prostu musisz odwrócić swoją uwagę i skierować ją na coś innego.

  NaTi..16lteEq, 16 lat
293
08.10.2005  
ZaZdRośC..jestem osobą która często wpada w zły zwyczaj..- zazdrość...? jakto zwalczać..

* * * * *

Ale czego dotyczy ta zazdrość? Wszystkiego czy w relacjach z drugą osobą? Zobacz odp. nr 24.

  kropeczka, 17 lat
292
08.10.2005  
Niedawno byłam na wakacjach u rodziny za granicą, kiedy odwiedzałam znaomych razem z wujkiem,on powiedział do swojego znajomego: \"widziałem na zdjęciu dwoje dzieci trzymających się za rączki i idących do komory gazowej, gdzie był wtedy Bóg? jak myślisz czy On istenieje?\"Jego znajomy odpowiedział, że marksiści odrzucali wiare w Boga, że chcieli Go usunąć z życia ludzi. Jestem osobą wierzącą, chciałam się jakoś sprzeciwić wujkowi, powiedziałam że każdy w coś wierzy, chyba mnie nie usłyszeli ale strasznie mnie zabolało to co powiedział, bo wiem, że Bóg jest i na pewno czekał na te dzieci w środku, żeby je do siebie przytulić w chwli śmierci... Teraz strasznie się zadręczam tym, że nie zareagowałam jakoś inaczej, że nie powiedziałam mu ze Bóg jest ze go kocha :( nie wiem poprostu nie wiedziałam co powiedziec, zatkało mnie! Czy moje postępowanie było grzechem ??

* * * * *

Nie, nie było, no bo czym zgrzeszyłaś? Po prostu Cię zatkało, to się zdarza, nawet dorosłym. Jeśli chcesz jakoś "odkręcić" tę sytuację to powiedz o Bogu wujkowi przy jakiejś innej tego typu sytuacji albo sama staraj się sprowokować rozmowę na podobne tematy i wtedy to powiedz. Jeśli nie masz z nim częstego kontaktu to wyślij mu kartkę na święta Bożego Narodzenia z religijnym motywem i życzeniami. Możesz też pomodlić się za wujka o większą wiarę dla niego.

  asia, 22 lat
291
08.10.2005  
Zależy mi na pewnej osobie, ale nie chce mu tego mówić gdyż boję się reakcji...Boję się, że przez to nasz kontakt by się zepsuł, a zresztą nie chcę się jemu narzucać.Co mam robić?

* * * * *

No i masz rację, że się boisz. Dokładnie tak mogłoby być jak mówisz: chłopak mógłby się wystraszyć i kontakt by się urwał. Zobacz co na ten temat napisałam w odp. nr 18, 74, 61. Co do zwrócenia jego uwagi - zobacz rady w odp. nr 3 i 37.

  ada, 17 lat
290
08.10.2005  
wszyscy mówią, że mam być sobą... ale ja nie wiem jaka jestem

* * * * *

No cóż, trochę mało napisałaś, więc nie wiem dokładnie z czym masz problem, ale generalnie pocieszę Cię, że w Twoim wieku dopiero kształtuje się osobowość człowieka, jego poglądy na pewne sprawy: wiarę, politykę, gospodarkę i inne. Nie musisz więc sobie na siłę odpowiadać na pytanie jaka jesteś ani martwić się tym, że tego nie wiesz. Czytaj tygodniki, informacje w internecie, może zacznij się udzielać na jakimś forum? Łatwiej wtedy odkryjesz co Cię interesuje i co na dany temat myślisz. I to będzie cząstka tego jaka jesteś. Poza tym w tym byciu sobą chodzi o to, żeby - jeśli masz jakiś pogląd na daną sprawę- śmiało go wyrażać, a nie oglądać się na innych i bać się, że ktoś Cię wyśmieje, albo pomyśli źle o Tobie. A jak nie masz poglądu to nie powtarzaj opinii innych tylko powiedz, że nie masz do końca na ten temat wyrobionego zdania. To również radość bo jest Ci wesoło, a nie narzekanie "bo inni też tak robią".
Chcesz poćwiczyć? Zainteresuj się programem kandydatów na prezydenta (akurat na czasie!) i pomyśl, który z nich jest bliższy Twoim poglądom i na kogo byś głosowała gdybyś mogła. I to też będzie próba określenia jaka jesteś. A przy okazji możesz zabłysnąć w towarzystwie znajomością polityki :) Powodzenia!

  Małgorzatka , 16 lat
289
07.10.2005  
Siemka!! podoba mi sie pewnien chłopak już od jakiegoś dłuższego czasu. Niedawno razem z koleżanką postanowiłam ze jakoś go naprowadzimy żeby wiedział ża ja mam coś do niego. Wiec tak zrobiłyśmy. Maiał małe problemy ale jednak domyślił sie że to ja ( mówiłe ze od samego początku myślał o mnie). Oczywiście wiem to wszystko od koleżanki która pomagała mi naprowadzać go. Wiem też że powiedział ze spróbuje ze mną pogadać. ale jak narazie nic z tego nie jest. Mam dwa pytanka:1 jak ja mam sie wobec niego zachowywać?? sama już niewiem jak! wcześniej jak go widziałam to rozmawiałam z min mormalnie, żartowałam żeby sie zemna umówił itd. A teraz jak go widze to jest mi strasznie głupio że on to wie. Z jednej stronu cieszę sie że wie, ale z drugiej nie. Sama niewiem co mam już robić. Pomóżcie!!!! 2. pytanko to takie: ten chłopak bardzo, bradzo, bardzo mi sie podoba. Moze teraz pomyślisz że przesadzam ale nie!!! on od jakiedoś dłuższego czasu mi sie podoba(ok2 lata) ostatnio jak wiem ze on wie że ja do niego to nie mogę o nim przestać myśleć. Już sama niewiem co mam robić, odpuścić go- nie nie potrafię on już mi sie podoba tak długo. Poprostu przywiązałam sie do niego z myślą że może zostanie moim boy. prosze poradcie mi co ja mam zrobić w tych dwóch sprawach. jest to dla mnie bardzo ważne!!!!! naprawde ważne. CZEKAM. podzrowionka dla wszystkich:))))

* * * * *

Gratuluję przedsiębiorczości :) Myślę, że zrobiłaś wszystko co mogłaś i myślę też, ze ten chłopak zastanawia się nad Tobą. Nie wiem, może jest nieśmiały, może jeszcze nie dojrzał do związku, a może dopiero odkrywa Twój urok. Co zrobić? Zachowuj się normalnie (tak jakby tamta sytuacja nie miała miejsca), zupełnie zwyczajnie, bądź dla niego życzliwa. Daj mu "luz decyzyjny" i nie naciskaj - chłopcy lubią mieć poczucie, że sami zdecydowali i nie lubią dziewczyn, które się narzucają i przytłaczają swoją obecnością. Może też skorzystasz z rad w odp. nr 37. Myślę, że czas zrobi swoje i okaże się co on do Ciebie czuje.

  Agata, 15 lat
288
07.10.2005  
Witam, Mam właśnie problem z miłością nieodwzajemnioną. Kocham kolegę z klasy juz 5 lat. On mi rok temu powiedział, że nieodwzajemnia mojej miłości. Przez pierwsze 4 lata swojej miłości gorąco modliłam się do Boga by on odwzajemnił moje uczucie. Bardzo się na Bogu zawiodłam. \"Najwidoczniej nie jest mi przeznaczony\" - tłumaczę sobie. Ale pomimo wszystko od niedawna modląc się, również i płaczę. Wciąż czuję żal do Pana Boga. Proszę pomóżcie mi. Niewiem co mam robić. Czuję się bezradna. A ja tylko chcę być kochana.....

* * * * *

Przeczytaj odp. skierowaną do Ewy (dwie odpowiedzi wyżej). Pamiętaj, że na szczęście trzeba otworzyć swoje serce, inaczej nie będziesz mogła przyjąć żadnego daru.

  Monika, 17 lat
287
06.10.2005  
Kiedyś zrezygnowalam ze swojej miłość..wiem ze to była miłość. ale niestety zrezygnowałam...kierowały mną dziwne uczucia. a teraz chciałabym to naprawić...nie wiem jak?? wiem ze on twierdzi iż sa nikłe szanse... Co mam robić??

* * * * *

Zobacz odp. nr 2. Trochę nie rozumiem jego odpowiedzi: albo podtrzymuje zainteresowanie Tobą, albo nie. Czyżby chciał żebyś się o niego starała tylko po to, żebyś teraz Ty zobaczyła jak to jest jak się miłości nie odwzajemnia? Trochę podejrzanie mi to wygląda. Przecież nie będziesz się starała na siłę zainteresować go sobą i starać się o jego względy z niepewnym skutkiem!

  EWA, 18 lat
286
06.10.2005  
przez 3 lata bylam z jednym chlopakiem.Zaczelo sie od przyjazni a potem po prostu zakochalismy sie nawzajem.Po 3 latach zmienialismy szkoly takze problemem byla odleglosc miedzy nami.Na poczatku gdy nie dzwonil pomyslalam ze trudno i ze uloze sobie zycie na nowo-tej decyzji nigdy sobie nie wybacze i wiem ze sama jestem temu winna.Zaczelo mi go brakowac ale nie robilam nic a potem zaczelam sie modlic.Cios nastapil po 8 miesiacach kiedy dowiedzialam sie ze calowal sie z jedna dziewczyna.dodam ze on ma problemy z narkotykami i alkoholem jest tez slabym uczniem.To byl cios po ktorym sie zalamalam i wtedy zaczelam sie modlic wiecej.To byl przelom.Od tej pory chodze codziennie do kosciola i przyjmuje komunie sw.Po 4 miesiacach takich modlitwpojechalam na Jasna Gore aby tam poprosic.Po powrocie okazalo sie ze chyba on ma dziewczyne.Bylam zalamana najbardziej dlatego ze Bóg mnie zawiódł chcialam popelnic samobojstwo bo juz nie mialam sil na nic ale modlitwa mnie uratowala.po 8 dniach spotkalam sie z nim potem znowu bylismy razem ale potem bylo troche gorzej.Taki stan trwal bardzo dlugo ale zawsze jak watpilam mocno to Bóg zsylal cos dobrego,Pojechalam 2 raz na Jasna Gore na czuwanie nocne i wrocilam pelna nadziei aby dowiedziec sie ze on chodzi z dziewczyna z ktora na poczatku sie...pamietam dzien w ktorym sie dowiedzialam o ytm,padal deszcz a ja stalam na ulicy i plakalam potem poszlam do kosciola przed Najswietszy Sakrament.Odkrylam jedna zasade im bardziej wierzylam tym gorsze rzeczy mnie spotykaly i tak jest do teraz tylko ze teraz mam o wiele wiecej sily.W tym roku poszlam na pielgrzymke na Jasna Gore w tej intencji z nadzieja bo przed wyjsciem bardzo szczerze rozmawialam z nim przez tel i wydawalo sie ze bedzie dobrze.On jednak poszedl na latwizne bo ta dziewczyna...hmmmmmmm nie chce jej obrazac powoli lecze sie z nienawisci do niej(ona o wszystkim wie i robi wszystko zebym sie zle czula) i nie bede o tym pisac powiem tak ona nie ma zadnych zahamowan i tyle.Najgorsze jest to ze przed tym jak zaczeli ze soba chodzic to przez dlugi czas mialam z nim staly kontakt nawet sie spotykalismy a o tym ich chodzeniu zadecydowalo 1 spotkanie-wiem ze to dzielo Boga.Od tego czasu nie jest najlepiej a trwa to juz 2 lata chodze nadal na msze sw modle sie bardzo duzo i wciaz spotyka mnie coraz to cos gorszego ale ja wciaz wierze bo znam ewangelie bardzo dobrze i rozmawialam o tym z ksiezmi.Wielu cudow moge sie doszukac w tej sprawie.Teraz wiem ze Bóg mi go zabral abym sie nawrocila a ze nic nie robilam aby to ratowac to teraz ponosze konsekwencje.Zaczelam prosic tez o Jego nawrocenie i dzisiaj do mnie napisal ze chce sie zmienic ale wiem ze on sadzi iz ta dziewczyna mu pomoze.Jesli tak ma byc to niech tak bedzie...Mam jedno marzenie aby byc razem z nim w niebie ale najpierw musze go nawrocic a potem musimy sie pobrac.Wierze ze tak sie stanie.ZA kazdym razem pytam Boga czy dobrze robie tak zrobilam wczoraj a dzis on zaczal do mnie pisac a w kosciele byla ewangelia o modlitwie i padly slowa \"proscie a otrzymacie\" oprocz tego w przypowiesciach jest zawarte ze Bog wyslucha jak sie bedzie wytrwale prosilo.Z dnia na dzien jest coraz gorzej w tej sprawie i dopada mnie zniechecenie ale dostalam juz tyle nadziei ze nie mogezrezygnowac poza tym moze sie zblizam na \"szczyt\" i temu jest coraz ciezej.Przez 2 lata zmienilam sie calkowicie ale na lepsze.Co ja mam dalej robic? czy dalej modlic sie o to (zawsze dodaje zeby dziala sie wola Boga)? i jaka postawe przyjać? KOCHAM GO OD 5 LAT I NIE LICZY SIE NIKT INNY...

* * * * *

Droga Ewo! Bardzo współczuję Ci sytuacji w jakiej się znalazłaś, bo nie jest łatwe kochać i ofiarować tak wiele a nie otrzymywać nic w zamian. Po ludzku - zrobiłaś już wszystko co było możliwe i nic więcej nie zrobisz poza tym, że pozwolisz teraz działać Bogu. Wiesz o tym.
Absolutnie nie wiń siebie za to, że nie starałaś się "odzyskać" tego chłopaka - przecież związek to decyzja dwojga ludzi. Więc jakżeż Ty sama miałaś tego dokonać? "Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz" - dokładnie tak jest. Dwoje w tym samym momencie. To nie jest tak, że dziewczyna ma się starać, żeby chłopak był z nią, to on ma się starć, by ona zechciała się nim spotykać. Ty jako kobieta nie możesz brać wszystkiego na siebie, brać odpowiedzialności za związek i to w dodatku tej odpowiedzialności, która do chłopaka należy.
A teraz do sedna.
Fakty są takie: Ty od kilku lat kochasz chłopaka, on Ciebie nie (bo spotyka się z inną), Ty prosisz Boga o tą miłość a On Ci jej nie daje.
I co to oznacza? Jak myślisz? Widzisz, my swojej przyszłości nie znamy, ale Bóg widzi dalej i głębiej, nie po ludzku. On wie, co jest dla nas dobre. Nie przyszło Ci do głowy, że chce Cię przed czymś uchronić? Że ma dla Ciebie inny plan? Że ma dla Ciebie wspaniałą propozycję, być może wspaniałej miłości, która nie mogłaby zaistnieć gdybyś była związana z tym chłopakiem? Że pewnych rzeczy, które teraz robisz nie mogłabyś zrobić będąc z nim? Piszesz o tym jaki jest ten chłopak. Przecież może będąc z nim nie byłabyś tak blisko Boga jak teraz jesteś? Może on by Cię od wiary odciągał? Może po latach podziękujesz Bogu, że nie pozwolił Ci z nim być? Piszesz o tej dziewczynie, że nie ma zasad. Nie wiem dlaczego Ty tylko ją winisz. Przecież za kierunek związku powinien odpowiadać chłopak (oczywiście dziewczyna też ale chodzi mi o ogólny kształt związku), a zatem za to jak ich związek wygląda i jak ona się zachowuje odpowiada tak samo, a może bardziej on, bo na taki układ się godzi, pozwala, a może nawet go żąda? Przeczytaj proszę odp. nr 25 - o tym kim chłopak w związku powinien być. I jeszcze jedno. Tak, Jezus powiedział "proście a otrzymacie". Bóg daje, a my powinniśmy się modlić, jednak to nie wygląda tak jak my to sobie wyobrażamy. Bóg przecież nie daje wszystkiego na co człowiek ma ochotę właśnie z miłości do człowieka, żeby on sobie krzywdy nie zrobił. Przecież ludzie nie modlą się tylko o dobre rzeczy (patrz przykład islamskich terrorystów - oni to robią "w imię Boga"), zresztą nawet dobra rzecz - obiektywnie dobra - niekoniecznie jest dobra dla nas konkretnie w danej sytuacji. Nie muszę Ci chyba podawać przykładów sytuacji gdzie ktoś modlił się o coś a po latach zobaczył, że tamto by mu szczęścia nie przyniosło, że sprowadziłoby na złą drogę i teraz dziękuje Bogu, że inaczej pokierował jego życiem. Choć wtedy cierpiał teraz jest szczęśliwy. Jestem pewna, że nawet Ty miałaś takie sytuacje w swoim życiu. Ja też miałam dlatego wiem co mówię.
Dlatego tak - modlić się, ale dodawać "jeśli jest to zgodne z wolą Twoją Panie". Bo Jego wola to miłość, chęć naszego dobra. Więc jeśli to czego pragniemy jest tym czego chce Bóg na pewno nam to da. Jeśli nie daje - tyle lat nie daje - może to nie jest nasze szczęście?
On nie chce naszego cierpienia, dopuszcza je jednak, by nas uszlachetnić, nieraz wypróbować. Do końca ja też tego nie pojmuję, kiedyś spytamy o to Boga, ja też mam do Niego wiele pytań w tym względzie.
Ewo! Módl się o swoją miłość: [zobacz] i dopuść do siebie myśl, że Bóg wie co robi. Otwórz swoje serce i swój umysł na to co On chce Ci dać, bo może przez swój upór, swoje "zaślepienie" tym chłopakiem wiążesz Bogu ręce, On chce Ci coś dać, ale Ty masz serce zajęte i daru i nie przyjmujesz? Może były takie sytuacje, może poznawałaś kogoś ale myślałaś o tamtym?
Ja Ci życzę powodzenia i szczęścia prawdziwego. Zostań sobą i czekaj na swoje szczęście.

  monika, 13 lat
285
06.10.2005  
poznałam pewnego chłopaka już 6 lat temu , on chodzi ze mną do klasy , co prawda byliśmy już razem i to aż 12 miesięcy ale on zerwał pod koniec wakacjii , ja czuje coś do niego , mam sny o tym ze jestesmy razem , gdy go widze albo czasem jesesmy sami mam ochote go przytulic i pojac za to wrzelkie konsekwencje . Nie wiem czy to jest miłosc ale wszyscy mowia ze była z nas udana para i ze pasujemy o siebie . ... co mam zrobic ??

* * * * *

No cóż, skoro zerwał to do miłości go nie przymusisz. Przykra jest nieodwzajemniona miłość. Nie wiem czemu zerwał, być może było między Wami coś niewyjaśnionego, jakieś nieporozumienie? W tym wieku hormony szaleją i podejmuje się różne decyzje. Jeśli zerwał to chyba nie ma sensu mu się narzucać, bo będzie miał do Ciebie pretensje i nie dość, ze rozstaniecie się w gniewie to jeszcze możesz sobie zrobić złą opinię w środowisku. Być może niedługo spotkasz kogoś innego? Na razie żyj normalnie, zajmij się swoimi zainteresowaniami, a miłość przyjdzie wtedy kiedy będziesz na to gotowa i nawet nie będziesz się tego spodziewać.

  SERCE, 14 lat
284
06.10.2005  
Zastanawiam się czy zakochałam się w pewnej osobie. Uwielbiam z nią przebywać, jej słuchać i z nią rozmawiać ale najbardziej osobiście. Jest mi smutno gdy jej nie ma przy mnie. Pomaga mi jak tylko może. I jest dla mnie kimś więcej niż tylko znajomym.

* * * * *

Być może! Takie są objawy zakochania, ale też przyjaźni. Na podstawie tego co napisałaś trudno stwierdzić, zresztą po jakimś czasie sama to ocenisz w swoim sercu. Życzę rozwoju tej znajomości.

  Madziatko, 19 lat
283
06.10.2005  
Poznaliśmy się na Pielgrzymce. Zaczesliśmy ze sobą rozmawiać, zeszło nam może ze 2 h. Było naprawde fantastycznie. Zapytałam, czy pogadamy jeszcze kiedyś, On powiedział, ze tak. Od tego dnia rozmawialiśmy codzniennie z każdym dniem im bardziej Go poznawałam tym bardziej stawał sie mi bliższy, On chyba też mnie polubił. Pewnego razu zapytałam co robi na codznień, w odpowiedzi dowiedziałam sie, ze On jest klerykiem. To był cios w samo serce... Teraz gdy mineło już troche czasu od Pielgrzymki On ciągle jest w mom sercu, piszemy sobie maile, smsy, puszczamy strzałki jest naparwde fantastycznie, ale cóż z tego skoro on jest klerykim i nigdy nic nie bedzie nas łączyć. A może????

* * * * *

Proszę zobacz odpowiedzi nr 10 i 29. Musisz uszanować jego wybór, on też by przecież uszanował to, że np. wychodzisz za mąż, prawda?

  Karolina, 18 lat
282
05.10.2005  
Witam!!!Cztery miesiące temu zerwalam z chlopakiem,ktory byl mlodszy ode mnie o rok!I choc nie chcialam z nim zrywac -to musialam to zrobic(niewazne dlaczego poprostu musialam)A teraz zakochałam się w mężczyznie,który moglby byc moim ojcem...jest odemnie 2 razy starszy...w dodatku jest z innego miasta...Nie moge sobie poradzic z tym uczuciem!Wiem,ze to nie ma szans,a przynajmniej tak mi sie wydaje!Jest to miłość czysto platoniczna!!!Ale ja ciąlge o nim mysle i wyobrazam sobie jak to by bylo wspaniale gdybysmy byli razem...Nie wiem co mam robic? Czuje sie taka bezsilna!!Co czynic dalej?Albo poprostu co zrobic zebym mogla zapomniec o nim?I o moim poprzednim chlopaku tez?

* * * * *

Karolino! Pierwsze o co zapytam to jak poznałaś tego mężczyznę? Na żywo? Przez internet? Czy po prostu Ty go pokochałaś a o on nie wie o Twoim istnieniu? Jeśli ta ostatnia sytuacja to jeszcze ok, jeśli znasz go i on zna Ciebie - uważaj! Mnóstwo jest przestępców internetowych czy nawet nieinternetowych ale skłonnych wykorzystać dziewczynę. Jeśli nie o to chodzi tylko "po prostu" pokochałaś starszego pana przechodzimy do rzeczy.
No cóż. Zdarza się. Miłość nie wybiera. Mam wrażenie, że zdajesz sobie sprawę, że nie będziecie ze sobą, zatem o tym nie będę Cię przekonywać. Za to zastanawia mnie jaką masz relację z ojcem i dlatego zachęcam Cię do przeczytania odp. nr 87, gdzie pisałam o takim problemie. Przeczytaj i oceń czy to też Ciebie nie dotyczy.
Jak zapomnieć? Bardzo dobrze się składa, że ten człowiek mieszka w innym mieście. Możesz unikać kontaktu a to już dużo. Pisałam też o radach na "zapomnienie" w odp. nr 80.
A tak w ogóle to myślę, że po prostu brakuje Ci obecności jakiegoś chłopaka i Twoja wyobraźnia karmi się myślami o tym człowieku, że to niezaspokojona potrzeba miłości. I że gdy spotkasz jakiegoś sympatycznego chłopaka to zupełnie zapomnisz o tym panu. I takiej prawdziwej miłości Ci życzę.

  Anna, 28 lat
281
05.10.2005  
Witam serdecznie. Mam ogromny problem, z którym nie mogę uporać się sama. Mianowicie:Jestem mężatką od 7 lat i mam dwie córki ale niestety od conajmniej dwóch lat zupełnie nie układa mi się w małżeństwie. Nie jestem ideałem ale staram się robić wszystko aby żyło nam się dobrze natomiast mąż nie ma szacunku ani dla mnie ani dla dzieci jest wulgarny,nerwowy i wiecznie zmęczony. Ostatnio poszłam na kurs prawo jazdy i tam poznałam wspaniałego człowieka-instruktora,nie da się opisać jaki to ciepły,serdeczny człowiek.I mam dylemat bo mam męża a wciąż myślę o instruktorze, zktórym mogłabym ułożyć sobie nowe życie (mam dopiero 28 lat).Rozsądek podpowiada aby ratować małżeństwo ale ja mam dość już takiego życia w wiecznym stresie.Błagam o pomoc co mam dalej robić ? Ania

* * * * *

Sytuacja poważna i nie do pozazdroszczenia. Wierzę, że już nie dajesz sobie rady, bo tak żyć nie można. Oczywistym jest, że taka sytuacja nie bierze się znikąd i zawsze ma jakieś przyczyny. Nie wiem nic o nich, bo nie napisałaś, mogę się tylko domyślać. Być może Twój mąż ma jakiś problem, o którym Ci nie mówi (bo takie zachowanie ma miejsce gdy człowieka coś "gryzie"), może to kłopoty i niedowartościowanie w pracy, a może ma to związek z dziećmi, tzn. może po ich urodzeniu nawet podświadomie odsunęłaś męża od siebie? Od dzieci? Może są dla Ciebie ważniejsze niż mąż? - pisałam o tym w odp. nr 147. Nie wiem, to tylko moje gdybanie, a Ty przecież potrzebujesz konkretnej pomocy. Najbardziej to by Wam pomogły rekolekcje małżeńskie: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl tylko, że podejrzewam, że będzie to trudne, bo mąż stawi czynny opór. Tak naprawdę trzeba by zacząć od źródła problemów, nie znam go, a skoro mąż pewnie nie będzie chciał współdziałać zatem polecę Ci jeden z tych ośrodków: www.spch.pl
Co do instruktora... Naturalnie, że pojawia się chęć ułożenia życia na nowo, z kimś, kto wydaje się dobry, miły, wartościowy. Dlaczego piszę, że wydaje się? Ano, bo tego nigdy nie wiadomo. Na razie to go znasz bardzo mało. Nie będę Ci pisać o nierozerwalności małżeństwa itp. bo raz, że to oczywiste, dwa - że nie tego oczekujesz. Spróbuj zacząć rozmawiać z mężem - nie od razu poważne rozmowy, ale mówić! Nie wolno się zamykać. Nie wolno gromadzić żalu, bo potem się wybucha. Powtarzam to po raz setny na tej stronie: LUDZIE ROZMAWIAJCIE ZE SOBĄ! PO TO BÓG DAŁ CZŁOWIEKOWI MOWĘ, ŻEBY SIĘ POROZUMIEWAŁ Z DRUGIM! WYJAŚNIAJCIE NA BIEŻĄCO NIEPOROZUMIENIA, NIE GROMADŹCIE ŻALÓW, URAZÓW. MÓWCIE DO SIEBIE O TYM CO WAS BOLI, CO SIĘ NIE PODOBA. DIALOG TO DAR I OBRONA CZŁOWIEKA. ROZMAWIAJCIE! I mówcie we własnym imieniu: "Mnie się nie podoba to czy tamto", " Ja się czuję tak czy owak jeśli Ty...", a nie "Ty zawsze coś tam"..."Ty nie potrafisz, Ty nie zrobiłeś" NIE! Poza tym śmiało proś męża o zrobienie czegoś i nie rób tego za niego. I nie dawaj mu odczuć, że dzieci są ważniejsze. Są ważne, nimi się trzeba opiekować, ale to jemu ślubowałaś.
Nie piszę dużo o instruktorze, bo co tu pisać? Jeśli czujesz, że Ci rozwala to małżeństwo to zmień instruktora. Jeśli mało godzin do końca kursu Ci zostało - wytrzymaj, ale nie pozwalaj, by on Cię od męża odciągał. Piszesz o ułożeniu sobie życia z nim - wiesz, jesteś nim zauroczona (być może Bóg właśnie w ten sposób wystawił Cię na próbę: w tym momencie kryzysu małżeńskiego postawił na Twojej drodze kogoś pociągającego jako łatwą możliwość zmiany tej sytuacji), ale skąd wiesz jak by wyglądało wspólne życie? Jaki by był dla Twoich dzieci? Czy by je zaakceptował? Tego nie wiesz, przecież zresztą Twój mąż przed ślubem nie zachowywał się tak jak teraz bo byś za niego nie wyszła. Ja nie twierdzę, że instruktor nie jest wspaniałym człowiekiem i że mu na Tobie nie zależy - ja tylko twierdzę, że wspaniały człowiek nie odciąga żony od męża i jeśli chce pomóc to radzi jak małżeństwo naprawić a nie zepsuć.
Pisałam trochę o podobnych problemach w pyt. nr 22, 60- może coś z tego wyciągniesz dla siebie? Życzę Ci powodzenia i rozwiązania problemów. Współczuję Ci sytuacji, ale pamiętaj, że jeśli ten kryzys przezwyciężycie to będziecie mocniejsi, a Wasza miłość będzie dojrzalsza. Pozwól innym sobie pomóc, skorzystaj ze wszystkich możliwości. Trzymaj się!

  weronika, 18 lat
280
05.10.2005  
półtora roku temu byłam z kimś. wiem, ze on mnei kochał, jednak ja nei byłam gotowa na miłosć, potrzebuje wiecej czasu zeby komuś zaufać. teraz już ufam i kocham go, jednak on ma już kogoś. jest mi ciezko mijac ich na korytarzu (oni chodzą razem do klasy) tym bardziej z eto moja koleżanka. jako powinnam sie zachowywać?

* * * * *

No trudno, coś już minęło. Nie wiń się za to, że wtedy nie byłaś gotowa na miłość; widocznie potrzebowałaś tego czasu, żeby dojrzeć. Teraz już nic nie zrobisz, tamten chłopak wybrał inaczej. Wiesz, mi się wydaje, że to nie był przypadek. Być może przez tą Twoją wcześniejszą "niegotowość" Bóg chciał Cię przed czymś uchronić? Może ten chłopak nie był dla Ciebie? A może niedługo spotkasz kogoś kogo pokochasz i z kim nie mogłabyś być gdybyś była z tamtym? Nie wiesz tego. Nie znamy swojej przyszłości, ale Bóg widzi wszystko i wie co dla nas najlepsze. Wierzę, że jest Ci ciężko gdy widzisz ich razem. Postaraj się (na ile to możliwe) unikać kontaktu, dopóki Ci całkiem nie przejdzie. Jeśli jednak ich spotkasz zachowuj się naturalnie, tak jakby byli dla Ciebie znajomymi. Miłość, nawet nieodwzajemniona to także pewne doświadczenie. Pomyśl, że już za rok skończysz szkołę, pójdziesz na studia. Może tam czeka na Ciebie ten właściwy? Na pewno nie straciłaś szansy. Po prostu czekasz na swoją miłość.

  aneta, 27 lat
279
05.10.2005  
Mój chłopak jest za zabezpieczaniem się w małżeństwie i chce się kochać cosdziennie podczs gdy ja chcę żyć po bożemu, a więc kochać się tylko w dni niepłodne. Czy mam więc nie wychodzić za niego i rezygnować z małżeństwa z człowiekiem którego kocham z powodu jego poglądów iże ja nie chcę grzeszyć? co robić w takiej sytuacji?

* * * * *

A skąd masz taką teorię, że "po bożemu" tzn. tylko w dni niepłodne? Poza tym "kochać" to się trzeba codziennie, a współżyć można w dni niepłodne. Jesteśmy dorośli, więc nie bójmy się używać właściwych pojęć. Ale do rzeczy. Rzeczywiście, kiedy małżeństwo odkłada poczęcie dziecka pozostają dni niepłodne na współżycie. Co robić jeśli w tym względzie się różnicie? Najlepiej byłoby przekonać chłopaka, że NPR to nie kalendarzyk tylko sprawdzona metoda. Ponadto uświadomić mu, że normalny człowiek to wcale nie ma ochoty codziennie współżyć, poza tym czasem jest się zmęczonym, chorym, żona jest w ciąży zagrożonej, po porodzie też nie można. I co wtedy? Nawet zabezpieczenie nie pomoże. Nie będę się mądrzyć ale polecę Ci forum gdzie znajdziesz wypowiedzi ludzi dlaczego warto, jak to jest i jak wpływa na więź między małżonkami: www.npr.pl/forum
A może Twój chłopak po prostu NPR-u nie zna i dlatego mu się taki straszny wydaje? Polecam też czasopismo "Miłujcie się" - tam znajdziesz mnóstwo świadectw. Polecam Wam także "Wieczory dla zakochanych" jako kurs przedmałżeński, trochę niekonwencjonalny, który pomoże Wam porozmawiać na wszystkie tematy i dojść do kompromisu. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Powodzenia!

  Monika, 19 lat
278
05.10.2005  
Do pytania 240. Wlasnie wyjechalam, jestem 130 km od mojego miasta i Mojego Ukochanego. teksnie, probuje obmyslac jak znalezc mu nocleg, zeby przyjechal, wsylam mnostwo esemesow, dzwonie (bo mam darmowe rozmowy). On tez dba o kontakt, ale wciaz powtarza, ze lepiej nic nie planujmy tylko starajmy sie z dnia na dzien czynic dla siebie jak najlepiej...Jak tak nie potrafie. Z dala od domu jest we mnie wiele niepokojow, czuje sie obco i samotnie i brakuje mi jego tesknoty...Obawiam sie tez, ze wiekoszosc czasu bedzie spedzal z rodzicami i ja przestane byc potrzebna. Moze te obawy zrodzily sie dlatego, ze jestem wrazliwcem i nowosci mnie przerazaja...Zwlaszcza, ze wspolokatorki sa naprawde sympatyczne to nie do konca maja te same wartosci..A moze za wiele wymagam??Pozdrawiam serdecznie.

* * * * *

Tęsknota jest czymś normalnym, tym bardziej tęsknota za ukochanym.
Nie do końca rozumiem o co chodzi Twojemu chłopakowi w tym "nieplanowaniu"? Jeśli on do Ciebie przyjedzie to oczywiste, że musisz znaleźć mu nocleg i to zaplanować trzeba. Być może chodziło mu o spontaniczność? Żeby nie planować konkretnie terminu, tylko - kiedy zapragniecie się spotkać - to żeby właśnie wtedy do tego doszło a nie wtedy kiedy będzie to zaplanowane?
Wiesz, skoro on został z rodzicami na miejscu to nie zrozumie tak do końca jak Ty się czujesz, jak to jest być daleko i żyć nadzieją na spotkania, żyć od wydarzenia do wydarzenia, od przyjazdu do przyjazdu. Ja wiem jak to jest ciężko zaczynać studia, sama bardzo tęskniłam i właśnie bardzo dużo planowałam - żeby mieć jakąś radość w perspektywie. On tego nie czuje bo nie był w takiej sytuacji. Jak się z nim spotkasz to mu to powiedz - że nie chodzi o planowanie wszystkiego w związku tylko o to jak Ty się czujesz i że Tobie to "planowanie" do lepszego samopoczucia jest potrzebne. To całkiem naturalne. Jak już trochę okrzepniesz, odnajdziesz się w tej sytuacji to będzie więcej spontaniczności, ale Ty na razie czujesz się nieswojo, nie u siebie, jeszcze się nie zadomowiłaś. Jak sobie z tym radzić? Może masz kogoś znajomego w tym mieście?
Powiem Ci co ja zrobiłam. Jak wyjechałam na studia nikogo absolutnie tam nie znałam. Nie było nikogo z mojej klasy ani nawet z mojego miasta (studiowałam w Lublinie). Ale przypomniałam sobie, że jedna ze znajomych sióstr Sercanek kiedyś została przeniesiona właśnie do Lublina. Odnalazłam w książce telefonicznej adres i telefon zakonu i zadzwoniłam. Ta siostra jeszcze tam była! Wprawdzie niedługo, bo po 3 miesiącach została znów przeniesiona, ale nigdy nie zapomnę jak wiele dała mi wizyta u niej, kolacja (jako "substytut domu") i ciepła rozmowa. To był mój mały, wtedy jedyny punkt zaczepienia. Potem poznałam wiele osób, zaczęłam działać w Duszpasterstwie Akademickim i było dużo raźniej, ale pierwsze weekendy 230 km od domu ożywiła właśnie ona. Już nie czułam się tak obco. Tak samo zrobiłam gdy po studiach wyjechałam do jeszcze innego miasta do pracy - odszukałam daleką ciotkę, której z 10 lat nie widziałam i starałam się stworzyć sobie małą namiastkę rodzinnego ciepła. Może więc Ty znasz tam kogoś, nawet kogo dawno nie widziałaś? Może się skontaktuj, powiedz, że jesteś. Jestem pewna, że zostaniesz potraktowana gościnnie. Współlokatorki mają trochę inne zasady - skąd ja to znam? Mi w tym pomagała częsta Msza św., bo czasem to naprawdę nieraz nie dało się w akademiku wytrzymać. To mnie utwierdzało w tym, że jednak jestem normalna, choć może jestem inna niż one. No a potem odnalazłam się we wspólnocie i wspaniałym dziele organizacji festiwalu religijnego. Radziłabym Ci więc poszukać duszpasterstwa Twojej uczelni (a prawie każda go ma!), dać się wciągnąć w jakieś dzieło, jakąś inicjatywę. Nie wiem gdzie studiujesz ale na pewno coś znajdziesz.
Wiesz, to nie będzie tak, że przestaniesz być potrzebna swojemu chłopakowi, tylko on nie rozumie co Ty czujesz i Ty musisz mu o tym powiedzieć, wyjaśnić. Poza tym jesteś kobietą, przeżywasz wszystko dodatkowo bardziej emocjonalnie - i o tym też mu powiedz (tylko powiedz to wszystko na żywo). Rozmowa wiele wyjaśnia. To naprawdę ogromnie ważna sprawa - rozmawiać ze sobą, wyjaśniać wszystko. Życzę Ci powodzenia i w związku i na studiach - żebyś odkryła, że to naprawdę fajny czas i można wiele niesamowitych, ciekawych rzeczy zrobić.

  Lilka, 27 lat
277
05.10.2005  
To jeszcze raz ja. Napisałam pani że miłość nie jest uczuciem, tylko decyzją i troską. Jaką decyzją? Decyzją, którą się przedstawia przed ołtarzem i dopiero wtedy można mówić kocham? Czy jeżeli jestem teraz ze swoim mężczyzną(chodzimy), a więc podjęłam decyzję,że z nim jestem i jestem z nim terAz na dobre i na złe podczas gdy chodzimy, to nie mogę mu mówić,że go kocham?

* * * * *

Odpowiedziałam wczoraj na to pytanie.

  aneta, 27 lat
276
04.10.2005  
Z MOIM MĘŻCZYZNĄ JESTEŚMY RAZEM OD 5 LAT , MÓWIMY ,ŻE SIĘ KOCHAMY TROSZCZYMY SIĘ O SIEBIE,ZAWSZE BYLIŚMY RAZEM NA DOBRE I NA ZŁE, ALE POJAWIŁ SIĘ JEDEN PROBLEM. KAŻDE Z NAS CHCE W TYM MOMENCIE MIESZKAĆ NA INNYCH KONTYNENTACH I KAŻDE Z NAS NIE CHCE ZREZYGNOWAĆ Z MARZEŃ O MIESZKANIU W DANYM MIEJSCU. CZY TO ZNACZY ŻE NIEŁĄCZY NAS MIŁOŚĆ CZY TEŻ PRAWDZIWA MIŁOŚĆ I NIE POWINNIŚMY SOBIE MÓWIĆ KOCHAM? JA MAM SWOJE POWODY BY NIE MIESZKAĆ TAM GDZIE ON CHCE, A ON MA SWOJE POWODY ,ŻE NIE CHCE MIESZKAĆ TAM GDZIE JA CHCĘ.CZY BĘDĄĆ JUŻ ODDALENI OD SIEBIE NA RÓŻNYCH KONTYNENTACH MOGĘ MÓWIĆ DALEJ ,ŻE GO KOCHAM, Z TEGO POWODU,ZE DALEJ CHCĘ BYĆ Z NIM I TROSZCZYĆ SIĘ O NIEGO MIMO DZIELĄCEJ ODLEGŁOŚCI? THANK YOU FOR THE ANSWER, REGARDS.

* * * * *

To chyba nie kwestia tego czy można mówić, że się kocha tylko tego czy się kocha naprawdę. W jakich tak naprawdę relacjach jesteś z tym mężczyzną? Zaręczyliście się? Podejrzewam, że nie i wszystko rozbija się o odległość. Cóż... Masz na pewno świadomość, że ktoś musi ustąpić. Małżeństwo na odległość nie zaistnieje, a zatem w tym przypadku to albo w tą albo w tą. Rozumiem, że trudno wam rzucić dotychczasowe życie, ale to jest kwestia wyboru: co jest dla mnie naprawdę ważne? Czy ten mężczyzna, z którym chcę związać swe życie? Czy dotychczasowe życie bez niego? Tego nie da się pogodzić. Nikt za Was decyzji nie podejmie. Zawsze jest ryzyko, a małżeństwo to też umiejętność kompromisu, czasami ktoś musi ustąpić. Pomyślcie: które z Was mniej spraw trzyma w kraju? Kto łatwiej w innym kraju znajdzie pracę? Kto bieglej posługuje się językiem? Jakie warunki mielibyście jako małżeństwo? Gdzie łatwiej byłoby wychować i wykształcić dzieci? A jak kwestia wiary?
Mówić "kocham" to Wy sobie możecie do końca życia tylko co z tego mówienia będzie? Chyba nie chcecie całego życia w ten sposób spędzić?
Pisałam o podobnym problemie w odp. nr 132. To jest sytuacja patowa. Bo jakże troszczyć się o dobro jeśli nawet się nie widzicie? Czy większym szczęściem nie byłoby dzielić smutki i radości we dwoje?

  Albert, 24 lat
275
04.10.2005  
Nie wiem czy dobrze zrobiłem. Trzy lata temu na studiach poznałem wspaniałą dziewczynę, od początku wiedziałem że jest typem kobiety, w której mogę się zakochać. Ale była panną z dzieckiem a ja wychowany w katolickiej rodzinie nie bardzo potrafiłem to zaakceptować, że ma nieślubne dziecko z innym. W czasie studiów zaprzyjaźniliśmy się a przyjaźń z nią nie była dla mnie łatwa, bo z jednej strony nie potrafiłem jej do końca zaakceptować takiej jaka była, a z drugiej obdarzyłem głębszymi uczuciami. Od samego początku naszej znajomości unikałem jej jak ognia ale tak się złożyło że przyjaźniliśmy się nawet po skończeniu studiów. Chociaż przyjaźń to może za durze słowo bo nigdy nie potrafiliśmy szczerze i otwarcie ze sobą rozmawiać ale mimo wszystko wiele nas łączyło i potrafiliśmy znaleźć wspólny język. Tak czy inaczej z czasem pokochałem ją i małą. Tylko że w jej życiu byli jeszcze dwaj inni mężczyźni, z którymi wynajmowała mieszkanie i jeden z nich oświadczył się jej. Powiedziała mu że musi się zastanowić ale gdy u niej nocowałem (jestem z innego miasta i czasem się u niej zatrzymywałem) spali razem. Wiem że ona też coś do mnie czuje, jest wspaniałą, bardzo wrażliwą i religijną kobietą (to że już współżyła i ma dziecko może o tym nie świadczyć ale tak jest). Nigdy nie powiedziałem jej co do niej czuje bo przecież kocha się bezgranicznie a ja miałem małe ale. Niedawno wysłałem jej list pełen ostrych słów i wyrzutów z powodu tamtej nocy. Martwię się jak odebrała tamte słowa, napewnosię przejęła jest bardzo wrażliwa, nie mam z nią kontaktu od tamtego czasu. Po tym co przeczytała pewnie mnie nienawidzi. Niby ją kocham ale przecież miłość cierpliwa jest, łaskawa, nie unosi się gniewem... Nie wiem czy dobrze zrobiłem, przecież nie krzywdzi się tych, których się kocha? Nie wiem czy zostawić to tak jak jest, czy jeszcze coś z nią wyjaśniać?

* * * * *

Drogi Albercie! Piszesz, że ona też coś do Ciebie czuje ale jak to się ma do spania z innym mężczyzną i to w sytuacji gdy Ty u niej nocowałeś? To jakiś kosmos. Czy Cię nienawidzi po tamtym liście? Nie, pewnie stwierdziła, że to "nie Twój interes" i przestała się odzywać. Wiesz, jesteś wrażliwym człowiekiem i na pewno dużo dla niej zrobiłeś. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy uczucie jakim Ciebie darzyła było uczuciem jakie się żywi do ukochanego czy przyjaciela. Być może ona Cię lubiła, byłeś dla niej podporą, mogła na Ciebie liczyć, ale skoro w Twojej obecności nocowała z innym mężczyzną (ba, nawet fakt, że on wtedy u niej przebywał!) jakoś mi do tej układanki nie pasuje! Twoje uczucie na pewno jest szczere. Jej absolutnie nie oceniam ani nie potępiam tylko tak zwyczajnie po ludzku zastanawiam się nad Waszą relacją i jakoś nie mogę uwierzyć, że ona czuła do Ciebie to co Ty do niej i że taktowała Cię poważnie.
Na pewno też jej świat jest inny niż Twój. Ty jesteś pełen ideałów i wierzysz w miłość czystą - i chwała Ci za to. Ona jednak trochę już w życiu przeszła i nie wiem przypadkiem czy nie uważa w głębi duszy, że Ty "nie znasz życia". Zobacz, ona sama decyduje o wszystkim nie licząc się z tym co Ty o tym myślisz. Gdyby kochała Cię naprawdę zależałaby jej na tym. Ale jej zachowanie gdy Ty u niej byłeś na to nie wskazuje. Otwarcie przyznaje się do innych mężczyzn w jej życiu - robi to na co ma ochotę, a fakt, że Tobie o tym mówi nie zastanawia Cię? Przecież takie rzeczy mówi się co najwyżej przyjacielowi a nie ukochanemu.
Nie miej do siebie wyrzutów z powodu tamtego listu. Uważam, że miałeś prawo oczekiwać wyjaśnień. Ty jej nie skrzywdziłeś - raczej ona Ciebie zwodziła. Nie wiem, może nieświadomie, a może od początku traktowała Cię tylko jak przyjaciela.
Co do tego czy wyjaśniać: to zależy. Od tego czy będziecie mieli jeszcze ze sobą kontakt, na ile Ci na niej zależy, na ile chcesz poznać prawdę. Obawiam się tylko, że możesz usłyszeć, że ona nic do Ciebie poza sympatią nie czuje, a nawet w ogóle niczego nie usłyszeć bo ona uzna, że nie musi Ci się tłumaczyć. Jesteś mężczyzną i na pewno podejmiesz rozsądną, przemyślaną decyzję. Jeśli chcesz coś wyjaśniać - masz do tego prawo, jeśli jesteś gotowy pozwolić jej żyć własnym życiem bez świadomości jak było naprawdę - też dobrze. To zależy od Ciebie. Życzę Ci powodzenia i prawdziwej miłości w życiu!

  Paula, 16 lat
274
04.10.2005  
Moj problem nie do końca pasuje tutaj, ale naprawdę nie wiem do kogo mam sie zwrócić, a widzę że odpowiedzi na tej stronie są mądre i wyczerpujące. W zasadzie próbowałam dojść ostatnio do tego kiedy się zaczęło. Chyba wtedy kiedy przeczytałam książke pt\"Piekło\". Były tam opisane różne historie nieszczęsliwych dusz, np. pewnien człowiek zataił swoj grzech i ciągle przystepowął do spowiedzi i komuni swietkoradzkich bo nadal go nie wyjawiał. W koncu ciężko zachorował. Gdy na łożu śmierci miał wreszcie wyjawić swój grzech , kapłan musiał opźnic swoje przybycie o dzień, poniewazn była zameic sniezna. Tej nocy cżłowiek umarł, a potem jego dusza objawiła się i mówiła że nic nie jest warte znaleznienai suę tutajczyli w piekle i nei ma ztamtąd odwrotu i tego typu inne historie. Od tamtego czasu moje sumienie jest czasem hmm przeczulone. Chyba nie chodzi o to, że szukam grzechu tam gdzie go nie ma, ale się boje.. Jak byłam duzo młodsza nie wyznałam pewneog grzechu , myślałam że jest błachym, a okazał się ciężkim.Wyspowiadałam się z tego dość niedawno chociaż chyba jeśli nie uznawałam wtedy tego jako grzech ciężki nie musiałam. Jednak sumienie nadal mnie dręczy. Boję się że znów popłeni takową pomyłkę, że nie wyznam jakiegoś grzechu mimo ze bede miała jakieś wątpliwości, czasem mam problem czy popełniłam grzech czy nie, czy ciężki czy lekki, gdy patrzę wstecz spowiadałabmy się bardziej skrupulatnie, Jesli jeszcze niedawno miałam wątpliwości czy grzech ciężki czy lekki teraz tweirdze że ciężki. Chaiąłbmy przystapić do spoweidzi generalnej, ale nie wiem jak do końca to zrobić i do kogos się udać, ale czuję że to by mnie supokoiło. Jest mi przykro bo kiedys bardziej potrafiłam zaufać miłosierdziu Bożemu. A moze po prostu nie ufam sobie? Proszę, pomóżcie mi, i jeszcze raz przepraszam że tak nie związane z tematem tego forum [a może by tak utworzyć na tej stronie inną kategorie pytań i odpwoeidzi?] Juz raz mi pomogliście, dziękuje!

* * * * *

Hm, wygląda na to, że masz wrażliwe sumienie. Być może ta książka bardziej Ci zaszkodziła niż pomogła. Nie jestem księdzem więc nie ośmielę się dawać Ci tu jakieś jednoznacznej odpowiedzi, ale zajrzyj na stronę www.spowiedz.pl. Jakbyś też miała jakiegoś znajomego księdza albo poszła do spowiedzi w jakiś dzień powszedni, gdy nie byłoby zbyt wielu osób (nie na Mszy św. niedzielnej) to mogłabyś o tym z księdzem porozmawiać. Chciałbym Ci pomóc ale nie mam prawa wypowiadać się jednoznacznie w tej kwestii, dlatego porozmawiaj z jakimś księdzem. Trzymaj się!

  Lilka, 27 lat
273
04.10.2005  
W LISCIE NR 201 ODPISAŁA PANI NA MÓJ LIST I POWIEDZIAŁA,ŻE MIŁOŚĆ NIE JEST UCZUCIEM TYLKO DECYZJĄ I TROSKĄ. JEŚLI WIĘC JESTEM ZE SWOIM MĘŻCZYZNĄ(NIE JESTEŚMY JESZCZE MAŁŻEŃSTWEM) I JESTEM Z NIM NA DOBRE I NA ZŁE, PRAGNĘ JEGO DOBRA I TROSZCZĘ SIĘ O NIEGO TO MOGĘ POWIEDZIEĆ MU,ŻE GO KOCHAM? - WG PANI DEFINICJI. CZY TEŻ MOGĘ MÓWIĆ,ŻE KOCHAM DOPIERO WTEDY GDY TĄ DECYZJĘ,ŻE Z NIM JESTEM PRZEDSTAWIĘ PRZED OŁTARZEM? JEŚLI TAK JEST JAK PANI MÓWI, CO TO JEST MIŁOŚĆ TO GO BARDZO KOCHAM.POZDRAWIAM I DZIĘKUJĘ ZA ODP.

* * * * *

Lilko! Jeśli jest tak jak mówisz no to oczywiście, że możesz powiedzieć chłopakowi, że go kochasz (mam tylko nadzieję, że on Ci już to powiedział?). Myślę, że Ty nie przeszłaś tego etapu zauroczenia (albo wciąż porównujesz tę miłość do swojej pierwszej - innej) i wciąż Ci się zdaje, że nie kochasz. Skąd pomysł, żeby to powiedzieć dopiero przy ołtarzu? Nie wyszłabym za mąż za kogoś od kogo nie usłyszałam zapewnienia o miłości. W zasadzie nawet nie zaręczyłabym się z chłopakiem, który by mi nie powiedział, że mnie kocha. Żeby było jasne: nie wolno tego mówić na pierwszej randce, nie wolno tego mówić za wcześnie, ale jeśli chodzi o podjęcie decyzji o małżeństwie to jest to wręcz konieczne. No przecież nie wychodzimy za mąż za kogoś kogo nie kochamy! Kochamy - a nie jesteśmy zakochani - bo to zasadnicza różnica.
Jeśli odpowiedziałaś sobie na te wszystkie pytania, o których pisałam wcześniej, jeśli Twój chłopak Ci się podoba i w jakiś sposób pociąga Cię też fizycznie (to też jest ważne - chodzi mi o to, żeby nie czuć wstrętu do jego ciała, do współżycia po ślubie, tzn. jeśli patrzysz na niego z dumą, lubisz go dotykać, głaskać po twarzy) to moim zdaniem wszystko jest ok.
Widzisz, nie ma testów na miłość. Swego czasu bardzo nad tym ubolewałam ;-) i też miałam mnóstwo wątpliwości czy ja naprawdę kocham. Nie da się jednoznacznie i od razu na to pytanie odpowiedzieć. Na tą decyzję składa się szereg okoliczności, po jakimś czasie dochodzi się do wniosku, że tak jest.
Powodzenia!

  Kasia, 20 lat
272
04.10.2005  
Taki sobie problem... ale jest =/ ! Bartek jest o rok starszy ode mnie. Poznaliśmy się nie cały rok temu i to trochę w nietypowych okolicznościach, bo zaczepiłam go na ulicy. Wcześniej często go spotykałam, wymienialiśmy spojrzenia, aż zaczął mi się podobać. Od tatmego momentu jesteśmy na \"cześć\" i od czasu do czasu rozmwiamy. Wysłałam mu walentyknę i mimo, iż się nie podpisałam to wiedział, że to ode mnie. Chyba troszkę mu się podobałam. Spotkaliśmy się przypadkiem na wakacjach, przeważnie na jakiś imprezach, wtedy on do mnie podchodził i rozmawialiśmy. Na jednej z dyskotek nawet poprosiłam go do tańca. Szczerze mówiąc to się o niego starałam, ale jakoś bez efektów =/ On był obojętny i jakoś nic sobie z tego nie robi, a nawet przestał się do mnie odzywać. Zrezygnowana odpuściłam... Mineło trochę czasu, kiedy to byłam całkiem obojętna, praktycznie traktowałam go jak powietrze. Wtedy on zaczął się do mnie spowrotem uśmiechać, rozmawiać itd. I co ja mam o tym wszystkim myśleć...?

* * * * *

No, być może wreszcie Cię zauważył. Albo ktoś mu w tym zauważeniu pomógł. Oczywiście sama rozmowa i uśmiech nie muszą świadczyć o tym, że mu się spodobałaś, ale...nie wiadomo.
Jeśli on Ci się nadal podoba odwzajemniaj te uprzejmości ale bądź ostrożna, żeby znowu Cię to samo nie spotkało. Niektórzy faceci lubią być adorowani przez kobiety i jeśli one same nie zwracają na nich uwagi to usilnie dążą do tego kontaktu a potem, gdy osiągną cel...przestają się interesować. To taka potrzeba dowartościowania. Nie jest normalna, ale występuje i ma różne podłoża: przeważnie jakaś niedojrzałość, kompleksy i brak miłości w dzieciństwie. Nie mówię, że to dotyczy akurat tego chłopaka i oby nie :. Potraktuj go na razie jak kolegę: jeśli będziesz dla niego uprzejma a on rzeczywiście jest Tobą zainteresowany to go zachęci do dalszego kontaktu. No, chyba, że Ty już nie masz ochoty, ale chyba tak nie jest?

  Urszula, 26 lat
271
03.10.2005  
Mam ogromny problem albo niewielki ale bardzo go przeżywam. Przez jakiś czas spotykalam sie z mężczyzną i bardzo ko pokochalam. Nie jest to zauroczenie aleprawdziwa miłość. Jednak nasz znajomośc bardzo zle sie zaczela na drugim spotkaniu zaczeliśmy si ecałowac a po tygodniu trafiliśmy razem do łóżka. Jestem osobą wierzącą i miałam ogromne wyrzuty sumienia. Spotykałam sie z nim ale nie umialam byc szczesliwa seks sprawil ze zrobilam sie pretensjonalna i ze oczekiwalam od Roberta deklaracji ze bedziemy razem a na to bylo stanowczo za wczesnie. Robert kilkakrotnie probowal mi wyjasniac ze bedziemy tylko przyjaciołmi ale po tygodniu lub dwóch znów byl mily znów częsciej przyjeżdzal. Częściej zapraszał mnie do siebie. Zapoznał mnie z całą swoją rodziną. U nigo w domu zaczelam czuc sie jak u siebie. Jego rodzina tez zaczela mnie traktowac jak domownika, ale . Wlipcu jego brat mial slub a Robert byl swiadkiem. Z tego powodu on zadecydowal ze mnie na weselu nie bedzie. i wbrew calej rodzinie nie zaprosil mnie bo stwierdzil ze bym sie nudzila bo on zajmowalby sie tylko druchna a ja musialabym spedzic cala noc z jego siostrą i bratem. Tydzien przed weselem byl tygoniem w którym Robert nie oposzczal mnie na krok ciagle bylismy razem nawet w nocy w dniu wesela oboje poszlismy do spowiedzi. W poniedzialek po weselu zadzwonił do mnie abym przyjechala do nich i odwiozla razem z nim jego siostre Podczas podrózy zadzwonil jego kolega on Mariuszowi powiedzial ze spal z druchna chociaz ja siedzialam obok Wracajac do domu zapytalam sie czy naprawde on powiedzial ze tak i nakrzyczal na mnie. wiem ze on z nią nie spal ale przykre bylo jak mnie potraktowal wiec za dwa dni zapytalam go czy mu na mnie zalezy a on na to ze juz nie. Do dzis nie moge sie z tym pogodzic przez te pare miesiecy dzwonilam do niego czesto zadawalam dziwne pytania chcialam zeby wrocil powiedzialam mu ze go kocham. Byl u mnie kilka razy ale teraz przestal przyjezdzac wiem ze przyczyna jest to ze sie boi ze jak przyjedzie to wyladujemy w lózku chociaz ostatnio dwa tygodnie temu jak sie spotkalismy to tylko mile rozmawialismy. rozmawia ze mna przez telefon,ale nie jest jak kiedys. wiem ze nadal moge na niego liczyc i ze zawsze mi pomoze. Mam pytanie czy mozliwe jest abysmy byli razem ale tak prawdziwie. Onjest starszy ma 31 lat i nie byl nigdy nie byl w prawdziwym zwiazku on tylko sie bawil kobietami bo kiedys jedna ta ktora kochal go zdradzila Co mam robic aby byl ze mną. Wiem ze mu zależy dal mi na to mnustwo dowodów. Ale grzech i moje niedojrzale zachowanie zepsul to co moglo byc piekne czy da sie to naprawic.

* * * * *

Droga Urszulo! Jesteś bardzo poraniona tym związkiem i źle się stało, że doszło do współżycia. Przez to teraz "masz klapki na oczach" i po prostu chcesz z nim być. Chcesz bo pokochałaś. Seks wytwarza bardzo silną więź w każdej dziedzinie między ludźmi i nie jest tak łatwo po prostu się rozstać. To normalne co czujesz.
Przykro mi, ale nie widzę w pozytywnym świetle Twojego chłopaka. Moim zdaniem nie kocha prawdziwie bo Cię nie szanuje, bo chce po prostu seksu. Być może masz rację, że on bawił się kobietami, że nie kochał prawdziwie. Nie wiem czy udałoby Wam się stworzyć prawdziwy związek skoro sama wiesz jak to wygląda. Nie wiem czy na taki układ się godzisz. Jeśli pragniesz prawdziwej miłości to przeczytaj odp. nr 19 i 25 i zacznij wymagać.
Szacunku dla siebie, odpowiedzialności, troski. Żądaj by Twój chłopak był prawdziwym mężczyzną. A wielkość i prawdziwość mężczyzny nie mierzy się ilością podbojów seksualnych ale umiejętnością zachowania czystości i wzięciem odpowiedzialności za kobietę która kocha - w każdym wymiarze.
Rozumiem, jak Ci ciężko. Tak naprawdę to Ty przecież nie oczekujesz odpowiedzi na swoje pytanie bo bardzo dobrze znasz na nie odpowiedź. Ty oczekujesz wlania Ci w serce nadziei.
Moja droga! Odpowiedz sobie na pytanie czego oczekujesz od mężczyzny, który ma zostać Twoim mężem. Zobacz czy Twój chłopak temu odpowiada. Odpowiedz sobie czy zgadzasz się na niego - takiego jakim jest teraz bez nadziei ze się zmieni (bo nie wolno robić założenia że po ślubie zmieni się na lepsze - tak nie będzie !!!).
Żądaj, wymagaj, masz do tego prawo. Jesteś wartościową kobietą i masz prawo do prawdziwej miłości. Życzę Ci powodzenia! I polecam tą modlitwę: [zobacz]

  ANETA, 27 lat
270
03.10.2005  
CZY ZABEZPIECZANIE SIĘ PRZED NIECHCIANĄ CIĄŻĄ W MAŁŻEŃSWIE PO ŚLUBIE KOSCIELNYM JEST GRZECHEM CIĘŻKIM? POZDRAWIAM I DZIĘKUJĘ ZA ODP

* * * * *

Tak. Natomiast Kościół zezwala, a nawet zachęca do stosowania naturalnych metod planowania rodziny. Zapraszam do poczytania co na ten temat mówi "Katechizm Kościoła katolickiego" i zapraszam też na stronę www.lmm.pl

  Ja, 18 lat
269
03.10.2005  
Paweł ma 15 lat. Znamy się od 8 lat. Co roku spędzamy razem wakacje. W tym roku na wakacjach zrodziła się między nami przyjaźń, wiele rozmawialiśmy, spedzalismy mnostwo czasu ze soba etc... W koncu powiedzial, ze mnie kocha... wyszło na to, że ja też się zakochałam... (...) rozmawialismy o wszystkim, dzielilismy sie wszystkim, bylam pewna, ze to właśnie On jest Tym Kimś... ostatnio wyniknęła sprawa współżycia... Paweł twierdzi, że musi wreszcie \"spróbować\", że on tego pragnie i nie będzie bez tego szczęśliwy... ja powiedziałam kategoryczne \"nie\"... no więc Paweł stwierdził, że dlatego że mnie kocha to chce mojego szczęścia i to musi być koniec Nas... Nie umiem sobie z tym poradzić!! ...ja go kocham... Pawel chyba też sobie nie radzi, napisał smsa, ze całą noc przepłakał, bo niełatwo jest rzucić miłość... Nie wiem co mam zrobić... Nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Nigdy nie myślałam, że sprawa współżycia przed ślubem będzie mnie w jakikolwiek sposób dotyczyć, a już na pewno, że zniszczy mój świat... Myślałam, że Go znam, że nie o to mu chodzi... a może to był tylko pretekst?? ja naprawde nie wiem...

* * * * *

"Nigdy nie myślałam, że sprawa współżycia przed
ślubem będzie mnie w jakikolwiek sposób dotyczyć, a już na
pewno, że zniszczy mój świat..."


Moja Droga, właśnie dzięki Twoim zasadom ten Twój świat mocno stoi na ziemi i współżycie przed ślubem go nie zniszczyło! Nie widzisz tego? Dzięki temu, że się nie zgodziłaś ocaliłaś go!
Co do Pawła: widzisz on ma 15 lat, to niedużo. Poza tym chłopcy dojrzewają wolniej niż my, kobiety. Ty zatem jesteś nie 3 lata od niego starsza, ale tak naprawdę - pod względem psychicznym - ok. 6! Chłopcy w tym wieku są rozbudzeni seksualnie, po prostu wiek dojrzewania. Tak naprawdę pewnie każdy chłopak chciałby "spróbować". Tylko teraz: jeżeli ma zasady to nie pozwoli sobie na pewne zachowania, będzie się starał ten popęd spożytkować w inny sposób, zajmie się sportem itp. a jeśli do tego szanuje kobietę to nigdy nie zaproponuje jej współżycia. Za bardzo ją szanuje, także jej ciało, żeby śmiał po nie sięgać kiedy nie ma do tego prawa. Jeżeli facet mówi, że jak nie będzie seksu to koniec związku to chyba nastąpiła tu wielka pomyłka. Mówienie, że to w imię szczęścia kobiety też chyba świadczy o wielkim nieporozumieniu. Chciałabym zapytać Pawła jakie to szczęście miałby Tobie dać teraz przedmałżeński seks. Wiesz, ja jestem mężatką i opowiem Ci jak to wygląda. Jeśli Twojemu koledze się zdaje, że pierwsze przeżycia seksualne to dla kobiety jedna wielka rozkosz to się grubo myli. Pierwsze doświadczenia dla kobiety to ból, trudności z defloracją (która bardzo rzadko udaje się od razu, przeważnie to kwestia kilku razy nawet do kilku miesięcy), czasem krwawienia. W małżeństwie te wszystkie nieprzyjemne przeżycia łagodzone są miłością męża, ale przed ślubem do tego dochodzi: wyrzut sumienia, że łamie się przykazania, ogromny smutek z powodu utraty dziewictwa + niepokój, że nie tej właściwej osobie się ten dar z siebie ofiarowało, strach przed ciążą, obawa, że chłopak chciał się tylko zabawić i zaraz zostawi, strach, że rodzice nakryją itp. Jeśli chcesz jeszcze więcej informacji to poczytaj świadectwa z "Miłujcie się". Takie oto "szczęście" chce Ci ofiarować Paweł. Oczywiście jemu byłoby przyjemnie, a zatem widzisz, że propozycja współżycia była skierowana nie z miłości do Ciebie ale dla jego przyjemności. A to już miłość nie jest.
Nie zrozum mnie źle: ja nie chcę Ci "obrzydzić" seksu, bo on jest piękny, ale żeby rzeczywiście był piękny to muszą być pewne okoliczności spełnione. Musi być małżeństwo: mąż zapewniający opiekę i poczucie bezpieczeństwa, który oszaleje z radości jeśli pocznie się dziecko a nie chłopak, który przerażony i wściekły z powodu "wpadki" odejdzie i zostawi z problemem. Musi być miłość dojrzała, nie żądająca dla siebie tylko ofiarowująca. Jeśli się kocha to chce się dobra dla drugiej osoby. Czy może być w związku dwojga piękniejsze uczucie niż czysta miłość? Aby móc sobie i Jezusowi spojrzeć w oczy? Aby mieć co ofiarować w dzień ślubu swojemu mężowi z gwarancją, że to ta właściwa osoba?
Jestem dumna z Ciebie, że potrafiłaś się tej propozycji Pawła przeciwstawić i Ty też bądź z siebie dumna. Pamiętaj, że chłopak który naprawdę Cię pokocha nigdy Ci seksu przedmałżeńskiego nie zaproponuje. Bo to będzie dowód jego czystej, bezinteresownej miłości. Życzę Ci spotkania tego właściwego człowieka bo na niego zasługujesz. Trzymam kciuki i powodzenia!!!

  kasia, 16 lat
268
03.10.2005  
czy karzdy chłopak musi po pewnym czasie chodzenia z dziewczyna zdradzac ja i puzniej nie utrzymywac znia kontaktu?????????

* * * * *

A broń Boże! Toż to byłoby okropne, gdyby każdy chłopak w ten sposób dziewczyny traktował. Zapewniam Cię, że to dotyczy mniejszości i że są porządni chłopcy. Życzę Ci abyś na takiego trafiła.

  Anetka, 16 lat
267
03.10.2005  
nie wiem co mam robic.. podoba mi sie jeden chlopak.. jush od ponad roku.. kiedys nie moglismy byc razem bo mial dziewczyne.. teraz nie ma... kilka raz mnie oszukał.. ale to nie wazne.. chodzi o to ze poprstu ostatnio pare razy sie spotylkalismy a teraz nic.. powiedział mi ze wczesniej jeszcze na poczatku widzial wszystko na plus.. a teraz widzi coraz bardziej na minus... nie wiem co mam robic tak bardzo chcialabym z nim byc.. on jest taki fajniutki chociaz koloezank mowia mi zebym dala sobie spokoj ale ja nie potrafie pomozcie mi...;(

* * * * *

A dlaczego uważasz, że nieważne, że Cię kilka razy oszukał? Moim zdaniem to bardzo ważne. Przecież nie można być z kimś kto oszukuje nawet jeśli jest "fajniutki". W ogóle co to znaczy dla Ciebie "fajniutki"? Może koleżanki mają rację skoro Ci odradzają, może widzą więcej niż Ty, zauroczona? Porozmawiaj z nimi i dowiedz się dlaczego Ci go odradzają, konkretnie.

  Ona , 18 lat
266
03.10.2005  
Mój obecny chłopak nie chodzi do Kościoła,a ja bardzo chciałabym to zmienić.Ostatnio w niedzielę byliśmy na spacerze a potem szłam na wieczór na mszę to był w stanie odprowadzić mnie pod sam Kościół(skoro chciałam iść)ale nie chciał wejść. Powiedział mi że nie może się przełamać.Jak mu mogę w tym pomóc? Z jednej strony rozumiem że skoro całe życie żył bez Boga to może nie chcieć tego zmieniać.Pozatym nawet nie mam go gdzie zabrać żeby mu pokazać czym jest Bóg,wyjaśnić co to jest msza święta.Bo skoro tego nie będzie wiedział to ma rację że nie ma sensu na tę mszę iść,wtedy pójdzie oglądać \"teatrzyk\" a nie uczestniczyć w mszy.U nas w parafii nie ma żadnych grup młodzieżowych ani nic takiego.Mamy jednego księdza i małą parafię.Co mam robić?

* * * * *

Przeczytaj odp. nr 69 tam pisałam o tym problemie. Własny przykład działa najlepiej.

  Paweł, 22 lata
265
03.10.2005  
Cześć to znowu ja ( 50 i 220) Zastanawiam co właściwie mam robić znam bowiem nieszczęśliwie z obu stron . Znaczy zakochałem się w dziwewczynie ( Gosia,22l) miekszamy na jednym piętrze w akademiku więc widujemy się dość często ( tak było w zeszłym roku tak będzie niestety ona uważa mnie za kolegę i nic więcej sama mi otym powiedziała. W kwietniu ( po 5 miesiącach koleżeńskiej znajomoności) powiedziałem jej że chce żeby była dla kimś więcej odpowiedziała mi : [niedosłownie]\"Przykro mi ja cię traktuję tylko jak kolegę , może kiedyś , ale wąptię \" nie podała żadnego powodu powiedziała , że nie wie dlaczego . Żeby było fajniej znam inną dziewczyną (Jola,20l) po jej zachowaniu choć trudno to powiedzieć mogę sądzić , że chce czegoś , mowiła mi na przykład , że nie możę nikogo znaleźć namawiałabym się lepiej rozejrzał wokoł siebie, co ciekawsze witając się ze mną zarzuca mi recę na szyję , całuje w kacik ust . to nawet fajna dziewyna , ale jakoś nie w moim typie choć sam nie mogę powiedzieć dlaczego . Po prostu czegoś jej brak nie wiem czego. Wiem , że takie gesty mogą nic nie znaczyć , ale czy na pewno . Znam też przypadki gdy dziewczyna ponownej prośbie kilka miesięcy po odnowie zgodzila się i są wszczęśliwym związku. Więc co mam robić potwórzyć probę z Gosią moze się uda a przejść mi to jakoś nie może czy sprobować z Jolą choć naprawdę nie umiem znaleźć w niej niczego wiecej niż koleżnki czy może czekać na kogoś jeszcze innego ?

* * * * *

Tak na logikę to pewnie czekać, ale nie mnie decydować o Twoim życiu. A czy przypadkiem nie jest tak, że Ty po prostu chcesz "znaleźć sobie dziewczynę"? Bo to wyczuwam w Twoich pytaniach. Nic na siłę. Jeśli nie jesteś dziewczyną zainteresowany to nie zawracaj jej głowy, bo po jakimś czasie przyjdzie frustracja a zerwać jest gorzej niż wcale nie zaczynać. Po co Ci rozgoryczenie, pretensje i niesmak? Poza tym miłość to wybranie danej osoby a nie klin na miłosne niepowodzenia.
Natomiast co do dziewczyny, która Ci odmówiła - musisz uszanować. Oczywiście, że zdarza się tak, że najpierw ktoś nie jest zainteresowany, a później się zakocha, ale nie jest to reguła. Jeśli Ci bardzo na niej zależy to możesz próbować nadal, ale nie pytając ją wprost tylko pomału zbliżając się do niej: będąc w pobliżu gdy potrzebuje pomocy, będąc życzliwym, uśmiechniętym i chętnym do rozmowy, po prostu dając się poznać jako świetny kumpel. To Ci nie zagwarantuje jej miłości ale pewnie zapewni życzliwość z jej strony i sprawi, że będzie o Tobie ciepło myśleć, a to już lepiej rokuje.
A żebyś miał wzmocnienie w czekaniu na prawdziwą miłość polecam tę modlitwę: [zobacz]

  perełka, 16 lat
264
02.10.2005  
Od 3 lat podoba mi sie chłopak... Poznałm go na rekolekcjach rodzinnych... czesto sie widujemy niestety bo jak go wiedze to nawet normlanie mysleć nie umie... I jest mi cięzko bo nie mam z kim o tym pogadć, Mam przyjaciolke lae problem e tym ze ja sie nie mie zwierzać, bo choć na taką nie wygladam jetsem zamknięta w sobie. Czasami wydaje mi sie ze chce nawiązać jakiś blizszy kontakt a czasmi totalnie mnie olewa. Traktuje jakby mnie wogólnie było. A musze dodać ze nie mieszka zbyt daleko ode mnie. i jest 2 lata starszy ode mnie. Wtym romu szkolnym skończy liceum. Prosze o jakąs pomoc w rozwiązanie tego problemu. Bo trzy lata to jednsk troche długo. Ja juz sam nie wem co wypada a co nie ...

* * * * *

Zajrzyj do odpowiedzi nr 3,30,37,134 - znajdziesz tam coś dla siebie. Fakt, 3 lata to długo. Spróbuj i przekonaj się czy warto nawiązać kontakt.

  Ewelina, 15 lat
263
02.10.2005  
Mam poważny problem i nie wiem już jak sobie z nim poradzić. Nie będę się wyróżniać treścią pytania od innych dziewczyn- chodzi o chłopaka. Chłopaka który nigdy nie zwróci na mnie uwagi. On ma swój świat, a ja swój. Te dwa fronty nie przenikają się na żadnym z możliwych pól. Bardzo się od siebie różnimy. W zasadzie, to on mnie wcale nie zna. Nigdy nie chciał poznać. Jest rok starszy i ma swoje pasje, którym oddaje się całym sobą. Czuję, że w jego życiu nie ma miejsca na kogoś takiego jak ja. On nie potrzebuje dziewczyny, wystarczają mu jego własne marzenia. Nie mam (?) szans aby go poznać. No dobrze, szanse mam, ale to wyglądałoby na \'\'narzucanie się\'\'. Mamy wspólnych znajomych, którzy zapraszają nas na to samo przyjęcie. Urodziny. Osoby, którą ja znam dobrze a on wcale. W zasadzie to ja jestem jednym, z głównych organizatorów. Nie pójdę na te urodziny. Ja w jego oczach nie jestem nikim ciekawym. Część, zwykłej, szkolnej, szarej masy. Trudno. Problem zaczyna się w miejscu, kiedy dociera do mnie, że nie potrafię o nim zapomnieć. Próbuję już wielu metod. Efekt? Od kilku miesięcy tkwię w tym samym punkcie. Punkcie wyjścia, co oznacza że nadal darzę go głębokim uczuciem. I nie mogę zapomnieć. Jednak potrafiłabym. Nie mogę, bo nie chcę. Serce podpowiada mi, że pomimo braku nadziei, nadal chcę go kochać. To naprawdę wspaniałe, zakochać się w kimś tak wartościowym. A ja nie chcę przestać. Nie wiem czemu...

* * * * *

Czemu? Bo ciągle masz nadzieję...
Idź na te urodziny, porozmawiaj z nim.
Przynajmniej będziesz miała poczucie, że zrobiłaś wszystko.
Nie jesteś nieciekawa, nawet w jego oczach - on Cię po prostu nie zna, a to zasadnicza różnica.
Czasem jest tak, że kogoś długo kochamy a po bliższym kontakcie okazuje się, że nam przechodzi. Bywa i tak.
Idź na te urodziny i zobacz czy kochasz realną osobę czy swoje marzenia. Odważ się.

  Lidka, 15 lat
262
02.10.2005  
Mój problem jest troche skomplikowany. Mam kumpla, którego traktowałam jak brata - a on mnie jak siostre. On ma 19 lat ja 15. Wszystko zaczęło się na obozie. Całowaliśmy się i byliśmy ze sobą przez 3 tygodnie. Ale dobrze wiedzieliśmy, że ten związek po obozie nie ma szans na przeżycie. On zaczął studia, ja mam egzamin gimnazjalny i bierzmowanie. Powiedział mi, że chce ze mną być, ale nie może. Tak naprawdę to zawsze mi się podobał, ale różnica wieku teraz jest bardzo widoczna. On ma inne potrzeby ja też. Po tym wyjeździe skończylo się. Od czasu do czasu sobie pogadamy na gg, ale to wszystko. On oprócz studiów ma bardzo odpowiedzialną pracę - pracuje w gazecie. Nie mam nawet czasu, żeby się z nim spotkać. Znaczy w sumie to on nie wie czy chce. Moja kumpela, która była ze mną na tym obozie twierdzi, że mnie wykorzystał. Ale ja nie wiem czy to prawda... Od czasu do czasu napiszę sms\'a, zadzwoni. Ale coraz rzadziej to robi. Nie wiem co mam robić w takiej sytuacji. Czy mam walczyć o niego? A może dać sobie z nim spokój. Ostatnio dowiedziałam się, że kręci z jakąś inną dziewczyną. Najgorsze jest to, że nadal go kocham i nie mogę przestać myśleć o chwilach spędzonych razem z nim. Boli mnie to bardzo, że nie jestesmy razem. Co mam zrobić? Pomóżcie proszę!

* * * * *

Chyba się trochę chłopak nieodpowiedzialnie zachował. Jest starszy, więc powinien być mądrzejszy. Ale wybrał to co było wygodne a nie słuszne. Nie rozumiem po co były te pocałunki na obozie? A teraz "on nie wie czy chce". Moim zdaniem nie chce. Nie wziął odpowiedzialności za ten związek, za tą miłość, za Ciebie. Nie sprawdził się. Szkoda. Może kiedyś dojrzeje, ale zostawił Cię ze swoimi uczuciami, nie myśląc co czujesz. Nawet nie ma odwagi, żeby się spotkać osobiście i postawić sprawę jasno. Co robić? Zajrzyj do odpowiedzi nr 80. Na pewno znajdziesz kogoś kto potraktuje Cię poważnie.

  Julia, 18 lat
261
02.10.2005  
Jestem w klasie maturalnej i ostatnio mam bardzo poważny problem, ponieważ od momentu jak tylko zaczęła się szkoła trudno jest mi się skupić na czymkolwiek.Nawet, jeśli bardzo chcę, to nie mogę, bo jak tylko zaczynam się z czegoś uczyć, to od razu przychodzą do mnie wszystkie inne myśli,oprócz nauki. Nie wiem co mam robić, bo dotknęło mnie przeogromne uczucie, które zaczęło się już dosyć dawno,ale dopiero teraz pojawiają się wszystkie oznaki zakochania. To dziwne, bo zakochanie chyba powinno być na początku,a później przeobrażać się w mocniejsze uczucie.a u mnie jest na odwrót.Ciągle myślę o osobie, na której mi zależy, chciałabym przebywać tylko z nią. Jak jestem z nią, to otrzymuję taki niesamowity spokój,wyciszenie, którego zawsze mi brakowało, ale to mnie niszczy,bo tylko czekam na te chwile spotkania się moje mysli tylko krążą wokół tej osoby. Jak mogę to zmienić???Jak znowu powrócić do momentu, w którym mogłam normalnie żyć i cieszyć się miłością jaką otrzymałam od Boga??? Zakochanie to piękny okres w życiu człowieka, ale trudno mi jest pogodzić szkołę i to uczucie.Czy jest sposób na \"ograniczenie\" zakochania? Pomóżcie, bo boje się,że nie zdam matury. Nie rozumiem,czemu zakochanie przyszło dopiero teraz...?

* * * * *

A czy Ty tak realnie kochasz (tzn. chodzisz z nim)czy kochasz bez wzajemności i czasem się z tym kimś widzisz? Jak to jest?
Owszem, masz klasyczne objawy zakochania, ale nie wiem czemu piszesz, że to uczucie przyszło "dopiero"? Może wcześniej byłaś zauroczona a teraz zakochana? Może wcześniej po prostu lubiłaś, przyjaźniłaś się a teraz jest coś mocniejszego? Co robić? Zakochanie ma to do siebie, że tak ogłusza człowieka i nie pozwala myśleć o czymś innym. Na szczęście ten stan bardzo długo nie trwa. Poczekaj, przejdzie! Musi przejść, bo to też wpływ chemii więc człowiek umarłby z wyczerpania będąc permanentnie zakochanym. Może wyznacz sobie konkretne godziny na naukę i nagradzaj się za to co uda Ci się zrobić. Będzie to dla Ciebie motywacją.

  Młody, 18 lat
260
02.10.2005  
może to glupie ale nie wiedziałem ze bliższy kontak z dziewczyna to grzech ( nie mowie tu o seksie) i co teraz gdy juz wiem...?

* * * * *

No to bracie zostaje konfesjonał i postanowienie poprawy, czyli więcej tego nie robisz.

  HONORATa, 16 lat
259
02.10.2005  
dlaczego tak jest ze zawsze dziewczyna misi byc powodem smutku i les ?? i to niby dziewczyna jest wszytkiemu winjna dlaczego taj jest ??

* * * * *

A może tak nie jest, tylko chłopak jest niedojrzały i w imię urażonej męskiej dumy "zwala winę" na nią? Przeważnie jest tak, że wina jest po stronie obojga, bo niemożliwe, żeby jedna strona była okropna a druga święta. Przecież nikt nie wiąże się z kimś kto mu całkowicie nie odpowiada.

  Iwona.., 17 lat
258
02.10.2005  
Hmm..zacznę od początku..mam chłopaka z którym jestem juz 16 miesiecy już albo dopiero...nie moge powiedzieć ze go nie kocham...ale ostanio nie umiem powiedzieć tez że go kocham..troche to dziwne ale wlasnie sie tak czuje...wszytsko co sie dzieje mieedzy nami zlego..to wlasnie rodzice mojego chłopaka...widac poprostu ze mnie nie trawia, bo nie jestem dla nich ani za ladna ..ani za madra...( może i tak jest..) ostanio sobie mysle ze lepiej by bylo gdybysmy nie byli dalej razem poniewaz...On nie bedzie sie z nimi klocil...oni beda zadowoleni... jest jeszcze 1 problem...zwiazany z tym ze wydaje mi sie ze moj chlopak chce czegos wiecej niez tylko \"przytulania\"...nie wiem moze i jestem jakas staroświecka ale ja chce poczekaj z tymi sprawami do ślubu....
co mam zrobic z jego rodzicami? i jak mu wytumaczyc ze skoro sie \"kochamy\" to możemy poczekać? czy lepiej zakonczyc to..=(


* * * * *

Oj, kilka problemów na raz!
Co do pierwszego, tego "czucia" miłości - przeczytaj odp. nr 15.
Co do jego rodziców: trudno mi się wypowiadać bo mam za mało danych. Czasem rodzice mają podstawy by być przeciwnymi związku, czasem są to jakieś wymysły, ich sposób patrzenia, czasem krzywdzący - pisałam o tym w odp. nr 67.
A teraz co do czystości: skoro on Cię kocha to niech da temu dowód poprzez szacunek do Twego ciała. To nie Ty masz mu dawać "dowód miłości" ale on Tobie poprzez uszanowanie Twych zasad i wartości Twojej czystości, nienaruszalności.
Chłopak ma tak traktować dziewczynę jakby chciał, by ktoś traktował jego przyszłą żonę. Jaką chce mieć żonę tak niech traktuje swoją dziewczynę. Skomplikowane?
Otóż: on nie wie czy się z Tobą ożeni prawda? Oczywiście, że nie wie i pewnie na razie o tym nie myśli. Zadaj mu więc pytanie: jaką chciałbyś mieć żonę? Czy chciałbyś, żeby była dziewicą? Czy żeby spała z każdym chłopakiem z jakim chodziła? Jestem pewna, że wybierze pierwszą możliwość. A zatem niech Cię traktuje jako czyjąś przyszłą żonę (bez względu na to czy zostaniesz jego żoną czy nie), żeby mógł spojrzeć w oczy Twojemu przyszłemu mężowi. Jeśli nie będziecie razem niech pomyśli, że gdzieś jest jego przyszła żona i też ma jakiegoś chłopaka. Czy ucieszyłby się gdyby tamten chłopak jego przyszłej żonie proponował to co on Tobie? Na pewno nie.
No więc wszystko jasne. Dowodem miłości chłopaka jest powstrzymywanie się od "dowodów miłość" wobec swojej dziewczyny, szanowanie jej.
Mało tego - gdyby nawet ona tego chciała on, jako przewodnik związku ma się temu opierać i na to nie pozwolić - przeczytaj o tym w odp. nr 25. Wierzę, że jesteś mądrą dziewczyną i wybierzesz dobrze. A w wyborze powinno Ci jeszcze pomóc czasopismo "Miłujcie się" - tam jest mnóstwo świadectw na ten temat. Powodzenia!

  lily, 17 lat
257
01.10.2005  
witam! nie wiem co zrobic. moze moj problem wyda sie wam blahy, ale ja naprawde nie wiem co zrobic. potrzebuje opinii osob trzecich, bo wierze, ze wlasnie one spojrza trzezwo na sprawe... otoz podoba mi sie pewien chlopak.mysle ze ja tez nie jestem jemu obojetna. i tu pojawia sie wlasnie problem. on jest ode mnie o rok mlodszy. moze dla was to nie bedzie problem, ale mi to doskwiera. uksztalotowal sie bowiem wizerunek pary ze starszym albo coanjmniej rownym wiekiem chlopaku dla dziewczyny.zawsze spotyakalam sie ze starszymi ludzmi, ktorzy mieli odpowiedni uksztaltowane poglady i nie dopuszczalam do siebie mysli , ze ja moglabym z kims mlodszym...a tu cos takiego.. zbudowalam sobie taki wizerunek. boje sie go stracic. nie chce zaczynac od poczatku. ale z drugiej strony to czuje, ze mi na nim zalezy... nie wiem co robic, aby uzyskac aprobate otoczenia. boje sie ze moi znajomi bede mu dokuczac a przy tym tez mi... :-( prosze o rade...

* * * * *

Rok to niewielka różnica, co innego gdyby chodziło o dziesięć lat. Tak naprawdę roku różnicy w ogóle się nie czuje. Zresztą najważniejsza jest dojrzałość człowieka, a nie metryka. W odp. nr 8 poczytaj sobie o mojej prababci, która miała męża 23 lata młodszego i była szczęśliwa. Tak to jest, że czasem stereotypy utrudniają nam życie. No pomyśl: rezygnować ze szczęścia tylko dlatego, że wybranek urodził się kilka miesięcy wcześniej? Życzę uporania się z problemem i powodzenia! :)

  Dagmarka, 14 lat
256
01.10.2005  
Witam i pozdrawiam! Mam pytanie.. Otóż tak... Chodzę do III kl. gimnazjum. W klasie jestem uważana za osobę \'\'niesmiałą i wstydliwą\'\' A tak wcale nie jest! W grupie znajmoych jestem naprawdę bardzo otwarta! Zagaduję nawet nieznajomych, w ogóle wszystko jest OK. Bliscy mówią na mnie \'\'dusza towarzystwa\'\'. Ale w klasie.. Jestem strasznie cicha, boję się wygłaszać własnego zdania. Nie mam na dodatek chłopaka. Mieszkam w dość małej miejscowości i tu większość się zna. Słyszałam jak kiedyś chłopak z mojej klasy, powiedział coś to Michała- kolesia którego darzyłam sympatią. \'\'Nie zwracaj na nią uwagi, ona jest nieśmiała i w ogóle. A jak coś już do niej powiesz to ci \'\'odfuknie\'\'.\'\' TAK, taka jest prawda. Kiedy w klasie, ktoś mnie zaczepi, skrywam się pod maską \'\'wrednej\'\' i choć jestem cichutka to już żaden chłopak do mnie nie podchodzi! Nikt ze mną nie żartuje, nic. Nie wim co mam robić. Chciałabym się jakoś zmienić, ale nie wiem co mam robić! Jest mi z tym bardzo źle. na dodatek zauważyłam że bardziej aktywna i \'\'wygadana\'\' jestem tak ok. popołudnia. Rano jestem senna i nie mam na nic ochoty. Może to dlatego? Jestem taką typową \'\'sową\'\'. Chciałabym budzić się pełna energii ale nie potrafię. Chyba wtedy byłabym bardziej śmiała. Nie wiem już co mam robići o tym myśleć :( Pozdrawiam!

* * * * *

Troszkę na ten temat jest w odp. nr 136. Moim zdaniem to jest tak, że faktycznie jesteś nieśmiała, przy tym boisz się zranienia i dlatego przybierasz maskę. To Twoja obrona. Taka obrona na zapas, bo przybierasz ją nawet jak nikt Cię nie atakuje. Co robić? Prócz rad w tamtej odpowiedzi spróbuj częściej się uśmiechać. Tak po prostu. Nie musisz na razie więcej mówić, tylko uśmiechaj się. Twarz wyraża bardzo wiele. Twoja jest twarzą kogoś przerażonego ale przez otoczenia odbierana jest jako "wredna". Jeśli się uśmiechniesz nikt Cię za taką nie będzie uważał. Jeśli się odważysz zacznij od drobnych rozmów, pożycz od kogoś długopis lub poczęstuj osobę z którą siedzisz paluszkami. Potem powiedz, że lubisz słone paluszki i spytaj ją jakie ona lubi. To taki malutki kroczek, ale może wiele dać. Daj się poznać jako osoba życzliwa. Jeśli nauczyciel prosi, żeby ktoś się zgłosił do zrobienia czegoś, do pomocy to spróbuj się zgłosić. Ludzie zaczną Cię inaczej odbierać.
A rano? Może się jeszcze nie dobudziłaś? Może batonik lub wafelek? Coś co podniesie Ci cukier? A może więcej ćwiczeń fizycznych - dodają energii! A może po prostu na dalszych lekcjach nie jesteś już tak zestresowana bo wiesz, że niedługo koniec, nie czujesz takiego zagrożenia? Skorzystaj z tych rad, na pewno będzie lepiej. Powodzenia!

  Natalia, 16 lat
255
01.10.2005  
Nazywam się Natalia. Miesiąc temu rozstałam się z bliską mi osobą. Po przeczytaniu I listu św. Pawła do Koryntian doszłam do wniosku, że nasze uczucie było silne, ale wiele brakowało mu do prawdziwej miłości, do czystej miłości. Długo nie mogłam się pozbierać, wybaczyć sobie i jemu z edopuściliśmy do rozstania, że przestaliśmy się starać. Dzisiaj postanowiłam pgoodzić się z rzeczywistością. Widocznie tego chce dla mnie Bóg, bo choc nadal przypływają ciepłe wspomienia to czuję, ze moje serce ejst wyleczone dzieki Panu Bogu. Chciałabym poprosić o wskazówki co czynić albo o czym nie zapominać żeby doceniać wartosć miłości wtedy kiedy się ją posiada przy sobie, a nie kiedy się straci.

* * * * *

O prawdziwej miłości pisałam w odp. nr 19. Nie napisałaś z jakiego powodu się rozstaliście więc nie wiem co konkretnie mogłabym Ci doradzić. Przewinął się motyw czystości - ogromnie ważny. Tak więc pierwsza wskazówka - czystość! Pisałam o tym w odp. nr 20, 75, 92, 85, 79 i 144 - może wybierzesz coś dla siebie? O czym pamiętać? Przede wszystkim o szacunku. O tym, że ta druga osoba jest Bożym darem dla nas, ale nie jest nam dana na własność. Że ma wolną wolę i prawo do odrębności. O tolerancji, ale właściwie rozumianej - nie jako pozwalanie na wszystko ale uszanowanie tego, że ma się swoich znajomych, z którymi też chce się spotkać czy że daną rzecz robi w określony sposób, który nie jest lepszy ani gorszy.
Bardzo ważna jest rozmowa - dialog. Na każdy temat dotyczący dwojga można rozmawiać w związku i nawet powinno się rozmawiać. Wyjaśniać sobie na bieżąco, nie dopuszczać do nieporozumień, nie dusić w sobie czegoś co nam się nie podoba. Nie chować urazów! Bo potem gromadzimy w sobie żale i w którymś momencie wybucha awantura. Jak coś mi się w chłopaku/dziewczynie nie podoba to zapraszam na herbatę i mówię co jest grane. Spokojnie mówię, nie krzyczę, nie oskarżam, tylko mówię: "nie lubię jak...". Pamiętajmy, w pierwszej osobie! "Ja nie lubię, gdy Ty zwracasz się w ten sposób", a nie "Ty zawsze ...". Mówić konkretnie, nie uogólniać np. nie "nie lubię Twojego zachowania" tylko "nie lubię gdy robisz to tak, że....".
Koniecznie pamiętamy o rocznicach, ważnych dniach, a i na co dzień robimy sobie drobne przyjemności. Miłość trzeba pielęgnować, nic nie zrobi się samo! Nie jest trudno wysłać miłego sms-a, dać czekoladkę, przynieść kwiatka - bez okazji.
Rozwijać wspólnie zainteresowania i nie nudzić się na randce! Panowie, to szczególnie do Was: zaimponujcie swoim dziewczynom zaplanowaną randką. Trzeba wiedzieć co się na randce będzie robić np. idziemy do kina, na ciastko, na wystawę, szukamy ruin bunkrów w okolicy itp. A nie spotykamy się i w zasadzie nie wiadomo co: pocałować się z nudów, pogadać - ale o czym? Łatwo wtedy o znużenie i pretensje.
Trzeba zachwycać się sobą wzajemnie, poznawać się w codzienności. Świetnym sposobem na randkę może też być przecież wspólne zrobienie czegoś dobrego dla innych.
Nie wiem czy o to Ci chodziło, ale Twoje pytanie jest troszkę ogólne. Jeśli czujesz niedosyt albo chcesz wiedzieć coś konkretnego - napisz!

  niewazne kto, 16 lat
254
30.09.2005  
chyba musze byc bardzozrozpaczona jesli to tak mozna nazwać....skoro tu pisze....sparawa jest dość skomplikowana. w zasadzie powinnam być szczęśliwa bo jestem z kimś...:) z kimś w kim zakochała sie równiez moja najlepsza kumpela.... jednak on wybrał mnie.... a i on wie co ona do niego czuje... ja rozmawiałm z nią na ten teemat wiele razy. ona zapewniała że wszytsko w porządku...i wierzyłam ze mówi to szczerze.... bo nie takie sprawy juz przechodizłyśmy....jednak teraz kiedy ja czuje sie szczęśliwa ona po prostu jest zrozpacziona. wiedziałam że tak bedzie,,, bo w koncu miłość nie wybiera. móiwa że to nie zniszczy naszej przyjaźni ale ja czuje że ta nepowtarzakna wieź urywa ie.... po prostu konczy sie ......i co ja mam robić? jak ja mam cieszyc sie szczęściem skoro ona jest nieszczęśliwa? chyba nie mam tyle siły......nie potrafie..... prosze o rade....

* * * * *

Wiesz, to Twoja koleżanka ma problem i to ona powinna tu pisać a nie Ty! Tak jest ten świat zbudowany, że wszystkim się nie dogodzi. Przecież nie zrezygnujesz z chłopaka bo on się jej podoba. Myślę, że powinniście unikać spotkań we trójkę. Dobrze, że Twój chłopak o tym wie, wytłumacz mu, że lepiej dla jej dobra będzie jak będzie jej unikał, powiedz to też swojej koleżance. A może spróbujesz ją zapoznać z jakimś kolegą swojego chłopka lub swoim? Rozumiem, że chcesz dobrze dla koleżanki, ale nie własnym kosztem!
Ona też nie ma prawa wypłakiwać się na Twoim ramieniu jak to bardzo jej się Twój chłopak podoba - to nie fair wobec Ciebie! Ciesz się własnym szczęściem i nie czuj się odpowiedzialna za jej uczucia - przecież Ty tu nic nie zawiniłaś, a ponadto nic nie możesz z tym zrobić! Spotykaj się z nią, ale rozmawiajcie o czymś innym - to jej nawet dobrze zrobi bo szybciej zapomni. Podziwiam Twoje dobre serce, ale naprawdę nic więcej nie możesz dla niej zrobić.

  MS, 15 lat
253
30.09.2005  
Zakochałam się w chłopaku, którego ledwo co znam, którego nie widziałam od 2 miesięcy i o którym wiem, że ma dziewczynę. Co ja mam zrobić? Staram się zdobyć do Niego jakiś kontakt, ale mi się nie udaje... Strasznie za Nim tęsknię. Moje przyjaciółki mówią mi, żebym o Nim zapomniała, bo On nie jest mnie wart i w ogóle. A ja nie potrafię zapomnieć. I nie potrafię mieć do Niego żalu o to, że kogoś ma. W końcu nigdy Mu nie mówiłam co do Nigo czuję

* * * * *

A po co Ty chcesz do niego kontakt jeśli on ma dziewczynę? Uczciwie to tak mącić komuś w związku? Pomyśl jak Ty byś się czuła jakbyś miała chłopaka, a ktoś usiłował Wam przeszkadzać. Chyba byś się wściekła, co? Bardzo dobrze, że nic mu o swoich uczuciach nie powiedziałaś, zachowaj je dla siebie, a co robić, żeby się odkochać poczytaj np. w odp. nr 80.

  Asia, 21 lat
252
30.09.2005  
Jestem w narzeczęstwie już pół roku bardzo trudno nam wytrzymać w czystości przed małżeńskiej! mam ptyanie czy peting w naszym przypadku jest grzechem i czy seks przed małżeński jest grzechem ciężkim! dziękuję za odpowiedz!

* * * * *

Na oba pytania odpowiedź brzmi: Tak.
Prawo do współżycia mają małżonkowie, tu nie ma żadnych wyjątków dla narzeczonych, poczytaj o tym w Katechizmie Kościoła Katolickiego.
A jeśli masz jakieś wątpliwości w tej dziedzinie poradź się księdza podczas spowiedzi.

  Kasia, 25 lat
251
29.09.2005  
Witam ponownie! Bardzo dziękuję za odpowiedź na moje poprzednie pytanie a właściwie pytania:) Zaczęłam coraz bardziej dostrzegać jakie krzywe są moje relacje z rodzicami.Mają na mnie duży wpływ , dobrze o tym wiedzą i często to niestety wykorzystuja.Tylko dopóki się tego nie widzi trudno z tym walczyć. Ja zaczęłam .Czasem jest to bardzo przykre ale trudno.Już wkrótce kończe studia i zacznę pracę (bardzo odpowiedzialną bo kończę studia medyczne) .Ja muszę stać się odpowiedzialna ,choćby dla tych przyszłych pacjentów. Ale mój problem ciągnie się niestety .Bo mimo że zaczęłam pracowac nad relacjami z rodzicami to jednak dalej nie umiem znależć odpowiedzi na pytanie czy ja kocham tego mężczyznę. Naprawdę nie umiem sobie odpowiedzieć. I to już jest bardzo męczące bo trwa ponad 3 miesiące , taka niewiedza.On się bardzo męczy .Ja czasem nawet unikam spotkań z nim , bo wiem że nie będę mogła mu znów odpowiedziec na pytanie czy ja tak naprawdę wiem że chcę z nim być.Jest cierpliwy , nie naciska , nie dopytuje.Nawet znosi moje kapryśne zachowania , i czasem nawet bardzo bolesne posunięcia. On kocha.Ja nie wiem.Już od jakiegoś czasu bliższa jestem rozstaniu ale ciągle jest coś we mnie co nie pozwala mi na to.Czasem wydaje mi się że to strach przed tym że jak się rozstaniemy to ja będę już zawsze sama bo kogo ja znajdę w takim wieku, czasem myślę ,że z poczucia winy za to że kiedyś oddaliłam się od innego chłopaka , który cierpiał na nieuleczalną chorobę i zmarł a mnie przy nim wtedy nie było , że to może jakaś rekompensata .a innym razem myślę , że tak naprawdę zdroworozsądkowo on jest człowiekiem z którym byłabym szczęśliwa bo mamy podobne spojrzenie na życie , podobne zainteresowania i wiele innych podobieństw.Okres zauroczenia minął , zresztą to był nietypowy okres bo to jest znajomośc internetowa , więc zdążyłam się zauroczyć zanim go osobiście poznałam i zobaczyłam . Tylko ciągle dręczy mnie jedno :ta otyłość.I to nietylko chodzi o estetykę ale o jego zdrowie.To jest młody facet a już ma problemy z kręgosłupem , stawami, układem pokarmowym.Wtedy zaczynam myśleć też o dzieciach i genetyce.Panem Bogiem nie jestem i nie przewidzę ale trochę się na tym znam i wiem jak to bywa w takich przypadkach .A on nie bardzo pcha się do tego żeby coś ze sobą robić.Namówiłam go na odchudzanie u lekarza.Poszedł ,bardzo długo zwlekał ale poszedł. Tylko tu sobie zadaję pytanie: tzn że będę go kochać jak schudnie ?a teraz co? oczekiwanie na to że się zmieni? moi przyjaciele radzili mi żebym powiedziała mu że mam z tym problem , z akceptacją jego wyglądu z różnych przyczyn , i że moi rodzice tez mają ten problem .Czasem myślę ,że może wtedy , gdyby wiedział (bo teraz raczej się domyśla ale chyba nie wie do końca że to jest głównym moim problemem) byłoby łatwiej razem nad tym pracować. A czasem wydaje mi sie że byłaby to największa krzywda powiedziec człowiekowi z takimi kompleksami że się nie wie czy go kocha bo jest gruby. No a co ważne tez , ja nie umiem sie pogodzić że tak powierzchownie patrzę na niego. Modlę się o to żeby wreszcie podjąc decyzję , żebym odczytała wolę Boga ,czy to właśne teog mężczyznę chce dla mnie Bóg.Może jestem niecierpliwa ale to już jest zbyt długo pozwolić mu żyć w takiej niewiedzy .A ja sama nie iwem jak mam się wobec niego zachowywać.Powiedziałam mu że nie wiem co czuję , że nie tęsknię ,że nie myślę o nim w perspektywie wspólnego życia po nie potrafię ale on ciągle ma nadzieję , i gdy ja widzę że czasem ta nadzieją jest większa , niszczę ją.Odmawiam spotkań z jego rodziną , wspólnych wycieczek , odmawiam nawet spotkań we dwoje albo jego pomocy.Nie udaję że go kocham , spotykamy się ale dla mnie to jest trochę tak jak w piosence : \" jestes to jesteś a jak Cie nie ma...\" Czasem mam takie zrywy że martwię się o niego , chcę mu pomóc , chcę być blisko, tęsnkię.Ale to są pojedyncze chwile. I naprawdę już nie wiem co robić , jaką decyzję podjąć .Ja wiem że i Pani nie może mi powiedzieć jaką decyzję mam podjąć , bo nawet bym Pani nie posłuchała , bo to ma być moja decyzja.ALe ja juz nie wiem jak i gdzie mam szukać odpowiedzi na te pytania. Bo nie moge dłużej trzymać go w niepewności . Z góry dziękuję za odpowiedź .Pozdrawiam gorąco . Z Panem Bogiem:)

* * * * *

Kasiu!
Wyjedź sama na kilka dni (chyba poprzednim razem też Ci o tym mówiłam?) i zobacz czy tęsknisz czy Ci go brakuje? Przemyśl wszystko sama. Nie ukrywaj przed nim, że wyjeżdżasz, możesz albo pojechać na rekolekcje albo po prostu - choćby na weekend. Ja nadal widzę duży wpływ Twoich rodziców na ten problem, choć na pewno zrobiłaś postępy. Rozumiem, że jego otyłość Ci przeszkadza. Jeśli Tobie przeszkadza a nie rodzicom - to ok. Fakt, on powinien coś z tym robić. A co po tej wizycie u lekarza? Ma jakiś program leczenia? Możesz właśnie w kontekście przyszłych dzieci z nim o tym porozmawiać: że się martwisz o jego zdrowie i zdrowie przyszłych dzieci, że chcesz by dożył późnej starości i dlatego chcesz, żeby o to zadbał itp. Takiej rozmowy się nie bój. Może on się bardzo tego u siebie wstydzi i próbuje problem wypierać ze świadomości? Może myśli, że Tobie to za bardzo nie przeszkadza? Facetowi czasem trzeba coś powiedzieć wprost, bardzo wyraźnie (oczywiście taktownie, by nie zranić).
Do niczego się nie zmuszaj oczywiście, bo nie możesz z nim być z litości. W związku trzeba samemu też być szczęśliwym a nie tylko być szczęściem dla kogoś. A może jednak zdecydujecie się na te "Wieczory dla zakochanych?" - naprawdę dużo dają.
Rozumiem Twoją sytuację, rozumiem, że chcesz wiedzieć co czujesz i nie chcesz dłużej chłopaka trzymać w niepewności, że chcesz być uczciwa.
Módl się o światło, może pochodź przez 9 tygodni w tej intencji na litanię do Matki Bożej Nieustającej Pomocy (w wielu kościołach w środy przed lub po wieczornej Mszy św.). Proś Boga, by rozwiązał tę sytuację za Ciebie, bo Ty sama nie masz już na to siły. Powodzenia!


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej