Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Tak niewiele trzeba, by wznieść się ponad przeciętność Tak niewiele trzeba, by wznieść się ponad przeciętność
Florence Littauer
Nikt nie chce być przeciętnym...Dlaczego więc tak wielu z nas tak mozolnie egzystuje na średniej życiowej? Dlaczego zmagamy się przez cały rok, wydzieramy grudniową kartkę z kalendarza i zastanawiamy się, po co to wszystko?... » zobacz więcej




  Ania, 20 lat
3050
02.10.2010  
Dzień dobry byłam z chłopakiem dwa miesiące potem z nim zerwałam ponieważ był chamski najgorsze jest to ze chodze z nim do klasy i on mówi mi rzeczy które póżniej mnie bolą. Do tego jest młodszy odemnie ma dopiero 18 lat . Nie wiem czy rzeczyście sie do niego nie odzywać ? Traktuje mnie oschle :( do tego twerdzi że ja robie coś zle...wyciągałam do niego wiele razy ręke ale widocznie on ma to gdzies. Prosze o jakąs radę.

* * * * *

Oczywiście, że rozluźnij kontakty tak dalece jak to tylko możliwe, tzn. odpowiadaj mu "cześć" (nie ma powodu udawać, że się nie znacie) i rozmawiaj - jeśli tego wymagają sprawy szkolne - ale nic poza tym.
Widzisz, on najwyraźniej nie może przeżyć porażki, bo mocno uraziło to jego męską dumę i dlatego odgrywa się na Tobie. Jego wściekłość potęguje fakt, że widzi Cię codziennie i codziennie to mu przypomina o "koszu". Być może jeszcze spotkał się z tego powodu z jakąś kpiną znajomych. Unikaj go zatem na ile możesz, nie reaguj na zaczepki, nie bierz do serca tego co mówi - bo robi to celowo, by Ci dopiec i pokazać, że to on jednak jest górą.
Cóż, masz ewidentny dowód, że nie był wart Twojego zainteresowania skoro nawet nie potrafi z godnością zakończyć relacji. Pamiętaj - im mniej kontaktu tym lepiej. Z Bogiem!

  Janek, 17 lat
3049
30.09.2010  
Zakochałem się w Ali - dziewczynie z mojej klasy. Zaczęliśmy spędzać coraz więcej czasu ze sobą, rozmawiać i miałem nadzieje ze ona odwzajemnia moje uczucie. Dowiedziałem się jednak, że jej przyjaciółka z klasy równoległej(którą poznałem w wyniku moich relacji Alą) zauroczyła się we mnie. Pomimo tego, że wciąż spędzamy wiele czasu z Alą, czuje że "toruje swojej przyjaciółce drogę do mnie". Właściwie jestem zrezygnowany i nie łudze się że coś z Tego bedzie, bo wiem ze Ala " nie zabierze swojej przyjaciółce chłopaka. Czuje sie strasznie zkłopotany, proszę o jakąkolwiek radę.

* * * * *

Jeśli wyczuwasz w jej zachowaniu, że to ku temu zmierza to otwarcie z nią porozmawiaj. Powiedz, że czujesz się dziwnie, bo to ona Ci się podoba. Gdybyś wybrał jej przyjaciółkę to z nią byś się spotykał a nie z Alą. Poproś, by powiedziała Ci prawdę i - jeśli nie ma zamiaru sama się z Tobą spotykać - zakończcie tę relację. To nie jest żadne zabieranie komuś chłopaka bo przecież Ty nie jesteś chłopakiem tamtej dziewczyny. Tutaj ważna jest szczerość, a Ty nie możesz występować w takiej roli. Jeśli tamta dziewczyna by Ci się podobała to sam znalazłbyś do niej drogę, prawda? Koniecznie porozmawiaj z Alą na temat Waszej relacji, bo musisz wiedzieć na czym stoisz. Musisz wiedzieć czy ona (a nie jej przyjaciółka) chce z Tobą być. Z Bogiem!

  Joanna, 25 lat
3048
30.09.2010  
Witam serdecznie! Na początku chciałam powiedzieć, że przeczytałam książkę "miłość czy Miłość" i chciałam bardzo za nią podziękować. Co prawda wprowadza ona więcej chaosu i pytań niż jasności, ale, jak wiadomo, Bóg lubi zaczynać od chaosu. Jakiś czas temu zapisałam się do katolickiego portalu dla samotnych. Nawiązywałam kontakt z kilkoma osobami, ale zwykle kończyło się na kilku wymienionych wiadomościach, rozmowie na gg. Do czasu aż poznałam Adama. Było to pod koniec lipca, wymieniliśmy kilka wiadomości, numery gg i ja wyjechałam na kilka dni w góry. Szczerze mówiąc, byłam w takim nastroju, że chciałam żeby zniknął. Adam poprosił, żebym się odezwała jak wrócę, co zrobiłam. I tak zaczęliśmy rozmawiać, każdego wieczoru. W ciągu dnia obiecywałam sobie, że się nie odezwę, bo nie chcę się znowu pakować w jakąś internetową znajomość, ale każdego wieczora wchodziłam na gg i zawsze, gdy zaczynałam z nim rozmowę, ogarniał mnie taki dziwny wewnętrzny spokój. Okazało się, że jest takim facetem, jakiego zawsze chciałam poznać, wierzący, z zasadami, taki NORMALNY. Po 3 tyg. znajomości umówiliśmy się na pierwsze spotkanie. I przypadliśmy sobie do gustu. Mimo dzielących nas prawie 150 km postanowiliśmy się spotykać. Podczas każdego spotkania, choć na chwilę wstępowaliśmy do kościoła, rozmawialiśmy. Adaś pisał, że wie, że mu to nie przejdzie, to co do mnie czuje. A ja w pewnym momencie przestałam czuć motyle w brzuchu, ale wtedy przeczytałam na Waszym portalu o etapach związku i postanowiłam wybrać Adama. Tylko że po 4 spotkaniu, on mi napisał, że jednak potrzebuje trochę czasu, że to wszystko się za szybko dzieje. Racja, działo się szybko, ale to On narzucił takie tempo. Ja mu obiecałam, że dam mu tyle czasu, ile potrzebuje i umówimy się na rozmowę. Wiem, że zmarła mu babci, odzywamy się do siebie sporadycznie. Ja tęsknie. Obiecałam mu, że go nie zatrzymam i że zaakceptuje każdą jego decyzję. I sama nie wiem co mam dalej robić. Modlę się za siebie i za niego.

* * * * *

No widzisz, widocznie i on przeszedł ten etap zakochania, emocje mu opadły (mimo wcześniejszych deklaracji, że tak nie będzie) i teraz zastanawia się na spokojnie. To normalne, że ten etap minął i że potrzebuje czasu. Tylko on może nie wie, że to był taki etap. Proponuję Ci zatem podesłać mu naszą książkę, by też miał możliwość poczytać i zrozumieć, wtedy i jemu się rozjaśni i Ty przestaniesz się bać. Zaproponuj mu ją. Oczywiście czas żałoby po babci jest zrozumiały i wspieraj go nie narzucając się. Dobrze jednak, żeby poczytał coś o etapach miłości. Z Bogiem!

  Jagusia, 27 lat
3047
30.09.2010  
Witam!
Mam problem, ponieważ zakochałam się w chłopaku o rok starszym, ale nie jestem pewna, czy ze wzajemnością...nie jesteśmy parą i dzieli nas kilkaset km. Mój problem dotyczy tego, że większość naszych spotkań było z mojej inicjatywy...np. zapraszałam go na wesele koleżanki albo do domu rodzinnego, bo mieszka niedaleko od moich Rodziców itp. Bardzo go lubię, a nawet coś więcej...tęsknię za spotkaniem...z drugiej jednak strony brakuje mi w nim inicjatywy, tego, żeby mnie po prostu gdzieś zabrał tak z własnej woli...już czasem myślę, że mu się narzucam...Jeśli się konkretnie zwrócę o pomoc albo zaproszę to jest chętny i stara się...i jak był w mieście, gdzie mieszkam na co dzień, to też się odezwał...Czy to może ta odległość tak go ogranicza? Czy może taki typ mężczyzny, który potrzebuje konkretnej zachęty? A przecież pisała Pani, że mężczyźni to zdobywcy i to oni powinni prowadzić znajomość, inicjować spotkania itd. Już nic nie rozumiem...A może po prostu mu się aż tak nie podoba m, żeby chciał inwestować w tę znajomość bardziej? Albo ja bardzo jestem aktywna i powinnam mu dać szansę się samemu wykazać? Zastanawiam się też nad przeprowadzką bliżej domu, ale mam wrażenie, że myślę tylko uczuciami na razie, że chciałabym być po prostu bliżej i zobaczyć co będzie z jego strony...Kiedyś wyszło, że stwierdził, że nie lubi być nachalny...czy może to jakieś zranienia go hamują? Albo relacje z Matką? Nie wiem, co mam o nim myśleć...
Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam!


* * * * *

Wiesz, ja myślę, że to nie odległość. Jest dokładnie tak jak pisałam: jak chłopakowi zależy to będzie się bardzo starał. Więc on też by się starał, w końcu nie jesteście dziećmi i zajęcia można tak sobie zorganizować, żeby się widzieć co jakiś czas. Jeśli kilkanaście już razy Ty wykazywałaś inicjatywę a on nie to najpewniej (niestety) nie jest aż tak zainteresowany. Wiem, że to przykre no ale tak bywa. Możesz zrobić jeszcze jeden eksperyment, żeby przekonać się całkowicie: właśnie tak jak myślisz na razie rozluźnij kontakt, przez jakiś czas się nie odzywaj - tylko konsekwentnie. Zobacz kiedy (i czy) on to zrobi. Jeśli się długo nie odezwie to daj sobie spokój.
A już z pewnością nie myśl o przeprowadzcce z jego powodu! Może faktycznie "daj mu się wykazać". Nie sądzę byś była zbyt nachalna, sądzę, że on nie chce się wiązać. Pomijam przyczyny bo ich nie znam. Ale może nie ma odwagi powiedzieć Ci tego wprost, no bo właśnie… nie jesteście parą, relacje są nieokreślone i zawsze możesz powiedzieć, że to tylko relacja koleżeńska i on wyjdzie na przewrażliwionego. Więc może ze względu na strach przed ewentualną porażką, urażoną dumą nie pozwala mu jednoznacznie się określić na "nie" i dlatego odwzajemnia kontakty ale nic z tego nie wynika. Już dość zrobiłaś. Pozwól podziałać jemu a jak to nic nie da to zrezygnuj z tej znajomości. Bo szkoda Twojego zaangażowania i czasu. Z Bogiem!

  emilia, 19 lat
3046
28.09.2010  
witam serdecznie :), poszlam na wesele z kolega, z ktorym się długo znałam od szkoly i w życiu nie pomyslałabym ze ten jeden wyskok razem spowoduje ze sie jemu spodobam. od tej pory ciągle, dzwoni, wypisuje. A ja jemu daje delikatnie znac ze to tylko moze byc koleżeństwo ale chyba za delikatnie bo on się nie domysla...Z drugiej strony uwazam ze moze ja mam skomplikowany charakter bo skoro od kiedy pamietam to kazdego chlopaka który się o mnie poważnie staral i wiem ze to było szczere uczucie ja znowu odrzucalam, poprostu nie interesował mnie jako "moj chlopak" jedynie kolega.Zastanawiam sie czy moze to ja mam jakis problem skoro nie potrafie sie nikim kto o mnie zabiega zainteresować czy to jest po prostu ot tak zrządzenie losu?

* * * * *

Na pewno nie jest to "zrządzenie losu" bo nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie, przeczytaj o tym tutaj: [zobacz]
No cóż, jeśli całkiem Cię ten chłopak nie interesuje (a przemyśl czy na pewno, bo widzisz to nie jest tak, że zawsze zaczyna się zakochaniem, wybuchem uczuć, nieraz właśnie od koleżeństwa zaczyna się naprawdę wielka miłość) to powiedz mu to wprost. Niech się chłopak nie łudzi. On najwyraźniej pomyślał, że darzysz go jakąś sympatia (nawet bez podtekstów) skoro go zaprosiłaś. Poczuł się na tyle pewny, że był wart Twojego zaufania, że zaczął działać. I niewątpliwie mu się spodobałaś. Jeśli jednak naprawdę nie chcesz dać mu szansy to delikatnie ale stanowczo powiedz, że lubisz go jako kolegę ale nie chcesz się wiązać, bo nie jesteś na to gotowa. A jeśli będzie nachalny to powtórz mu to kilka razy a potem rozluźnij kontakt, bo z drugiej strony Ty też nie możesz się zmuszać do czegoś czego naprawdę nie chcesz. Tylko nie mów mu, że nie chcesz z nim być, bo jest taki czy taki, czy że nie potrafisz kochać itp. tylko wyraźnie połóż nacisk na niegotowość. On nie może poczuć się źle, nie może myśleć, że jakaś jego cecha Ci się nie spodobała tylko że Ty nie chcesz ale nie ze względu na coś co jest w nim.
Może naprawdę nie jesteś jeszcze dojrzała by tworzyć związek, może nie potrzebujesz jeszcze takiej relacji i to nic złego. Widocznie jeszcze nie Twój czas. Masz do tego prawo. Z Bogiem!

  Dawid, 23 lat
3045
24.09.2010  
Jak powrócić do wiary kiedy jest się w ekskomunice? Bo zupelnie nie mam na to sił i chęci, ale wiem że to jedyna droga w życiu.

* * * * *

Proszę zadaj pytanie na Forum Pomocy www.katolik.pl i porozmawiaj z jakimś księdzem w realu.

  Asia, 19 lat
3044
21.09.2010  
Witam!
Niedawno pisałam o swoich wątpliwościach odnośnie związku. Powiedziałam o nich chłopakowi i wg niego tym faktem zniszczyłam nasz związek. Rozstaliśmy się miesiąc temu, mimo,że mieliśmy zaplanowaną przyszłość. Ciężko mi się podnieść. Mam wrażenie,że znałam zupełnie innego człowieka. wierzyłam, że jest w stanie wytrzymać dla mnie ze współżyciem do ślubu( który miał nastąpić po studiach), ale on oświadczył mi niedawno, że tego bardzo potrzebuje, że tak kocha mnie, że nie wytrzyma dłużej... wcześniej godziłam się na inne rzeczy(w ramach zastępstwa),których się brzydziłam, jednak uznałam to za poświęcenia dla dobra ukochanego... ;( Po tyn, jak powiedziałam mu o wątpliwościach zrobił mi ogromny chaos w głowie, bo zerwał,potem się wycofał, ale za cenę seksu... Musiałam to zakończyć, choć bardzo żałuje ;( Nie wierzę już w prawdziwą, odwzajemnioną miłość... Czy wszyscy mężczyźni nastawiają się tak mocno na współżycie, że nie ma szansy na czysty,przedmałżeński związek? Czy, jeśli uda m i się ugasić obecną miłość, jest możliwe żebym znalazła kogoś, kto nie będzie oczekiwał poświęcenia moich zasad? Czy mogę mieć nadzieję? Bo mam jej coraz mniej... Już prawie nie wierzę w czystą miłość mężczyzny...


* * * * *

Droga Asiu!
Bardzo mi przykro ale… dziękuj Bogu. Tak, dziękuj, bo lepiej, że nastąpiło to teraz, na takim etapie niż później, bo bardziej byś cierpiała. Widocznie nie był Ciebie wart. Oczywiście, że jest możliwy normalny związek, gdzie ludzie wytrzymują w czystości do ślubu. Gdyby to przekraczało możliwości człowieka (także mężczyzny) to Bóg nie ustanowiłby takiego przykazania. Bóg zna możliwości człowieka i nie jest złośliwy - nie daje mu czegoś co jest niemożliwe do spełnienia.
A zatem jest to możliwe, czego nawiasem mówiąc dowodem jest choćby moje małżeństwo i małżeństwa naszych znajomych.
Natomiast to, że chłopak ma w sobie pragnienia seksualne to jest normalne. Zdrowy mężczyzna odczuwa je bardziej niż kobieta i trudniej mu wytrwać ale nie przekracza to jego możliwości. Z szacunku zatem do kobiety i własnych poglądów (no bo przecież i on jest wierzący, prawda? Przykazania obowiązują zaś wszystkich, bez względu na płeć) "wytrzyma".
Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] tam opisałam to szczegółowo. Niestety, po tym jak to się skończyło (przyznaję, niezbyt elegancko z jego strony) można wnioskować tylko, że on nie kochał tak naprawdę, może nawet nie wie czym jest prawdziwa miłość i nie dojrzał do niej. Pofolgował po prostu swoim fizycznym pragnieniom i kiedy napotkał Twoje uzasadnione wymagania zdenerwował się nie na żarty bo zrozumiał, że Ty po prostu od niego wymagasz. A on najwyraźniej nie chciał nad sobą pracować i chciał pójść na łatwiznę. Wykorzystał zatem jako PRETEKST Twoje wątpliwości (a przecież to normalne, że każdy je ma, nikt od początku znajomości nie jest zdecydowany na 100 %) do zerwania. Twierdzenie, że "tak Cię kocha, że nie wytrzyma" jest dziecinne i absurdalne. Skoro tak kochał to jak mógł zerwać? Przecież widać wyraźnie, że zerwał bo tak Cię pożądał (a nie kochał), że nie mógł wytrzymać a Ty mu nie pozwoliłaś na to więc odszedł. Na miłość to chyba nie było tu miejsca a może on jeszcze nie rozumie jej znaczenia.
Jesteś dzielna i mądra, że nie uległaś. Jestem przekonana, że to doświadczenie zahartuje Cię (choć teraz z pewnością boli i musisz dać sobie czas) i na przyszłość doda odwagi i siły w stawianiu wymagań. Nie możesz żałować ani przez chwilę, że zachowałaś swoje zasady. Gdybyś uległa to brnęłabyś w grzech w rozdarciu moralnym a on pozwalałby sobie na coraz więcej. I wcale dobrze by się to mogło nie skończyć. Pomyśl, gdyby doszło do czegoś więcej, Ty byś się bardziej zaangażowała i wtedy byście się rozstali - o ile bardziej byś cierpiała.
Nigdy nie jest tak, że jak chłopak wymusza seks to znaczy, że kocha i myśli poważnie o dziewczynie. Wprost przeciwnie - jeśli myśli poważnie to najpierw bierze odpowiedzialność, oświadcza się, szanuje dziewczynę nie proponując jej współżycia a dopiero potem jako małżonek może okazać jej miłość również w sposób fizyczny. Gdy chce zaczynać relację od współżycia to jest pewne że myli miłość z pożądaniem i dąży do zaspokojenia swoich pragnień. Kobieta jest tu więc środkiem.
Droga Asiu! Polecam Ci teraz odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie radzić po rozstaniu. Daj sobie czas na wyrzucenie emocji, na żałobę. Módl się, by Bóg zabrał Ci te uczucia i w odpowiednim czasie pozwolił poznać kogoś wartościowego, kto właściwie zrozumie miłość. Bo że kogoś takiego spotkasz to niewątpliwe. Będzie dobrze, z Bogiem!

  Gabrysia, 17 lat
3043
20.09.2010  
Witam! Niedawno poznałam chłopaka przez internet, a dokładniej przez naszą klasę... od kilku dni piszemy ze sobą smsy, w wiekszości których opisujemy nasze codzienne zycie, zainteresowania, hobby itd .. Jednak przez ostatnie dwa dni Damian się nie odzywał, a gdy zapytałam o powód tłumaczył się, że to ja mialam się do niego odezwać i jeszcze jakimiś głupimi wymówkami.. W tym tygodniu mamy się spotkać.. nie wiem co mam zrobić.. może nie pisze tylko ze mną, ale z wieloma innymi..
Proszę o pomoc w tej sprawie.. z góry dziękuję ;)


* * * * *

Doszło do spotkania? Jeśli tak to pewnie rozwiało to Twoje wątpliwości. Nie wiem czy on pisze z innymi dziewczynami, ale jeśli nawet tak… to na tym etapie nie możesz mieć o to do niego pretensji. Przecież nie jesteście parą. A może on pisał z Tobą tylko dla rozrywki, bez żadnych poważniejszych zamiarów? To wszystko okaże się po czasie. Jeśli się spotkaliście to pewnie już wiesz jak będzie dalej. Jeśli do spotkania nie doszło - cóż, widocznie wcale nie potraktował tego poważnie. W takim razie wycofaj się z tego i nie dąż już do tej znajomości. Z Bogiem!

  M, 27 lat
3042
19.09.2010  
Witam,
chciałam bym poruszyć jeden bardzo trapiący mnie..w zasadzie problem.Otóż jestem w szczęśliwym związku od 10 miesięcy. Oboje myślimy poważnie o życiu. Czuję, iż jest to mężczyzna, z którym chciałabym spędzić resztę życia. Prócz tego bardzo chciałabym w końcu usłyszeć od niego to wymarzone słowo- KOCHAM. Bardzo mi tego brakuje, pomimo iż widzę w jego zachowaniu że się stara i że mu na mnie zależy, nie czuję w pełni, że jest mnie pewien. Rozmawialiśmy na ten temat- on twierdzi że jest to bardzo poważne słowo i że jest facetem, do tego skrytym. Z jednej strony rozumiem to tłumaczenie z drugiej myślę sobie ,że to juz rok prawie razem ,a tu nic. Dodatkowo boli mnie to tym bardziej, iż zaczęliśmy ze sobą współżyć- wielokrotnie na ten temat rozmawialiśmy, że moje przekonania nie godzą się na to, ale w niestety z braku konsekwencji złamałam nie raz moje zasady. Teraz sex towarzyszy nam często, wydaje się iż jest nieodłączny,boje się nawet tego że jeśli powiem, iż dopiero po ślubie, on stwierdzi że nie jest w stanie tyle czekać i mnie zostawi. Wiem ,że brzmi to wszystko rozpaczliwie, pogubiłam się. Dochodzi jeszcze kwestia mieszkania razem, postanowiłam sobie że chcę aby nastąpiło to po ślubie- mój chłopak stwierdził, że nie wie czy wytrzyma, na pytanie- to czemu mi się nie oświadczysz, on odpowiada- jakby to miało coś załatwić- twierdzi że potrzebuję przepustki w postaci ślubu- i wtedy wszystko będzie można robić ' legalnie'. Nie wiem co o tym wszystkim sądzić...Dla jasności , on chce się oświadczyć, ale chyba jeszcze nie teraz( twierdzi ,że wtedy jak bardziej mnie pozna, a mieszkanie razem niewątpliwie by mu to ułatwiło.)Proszę o pomoc. Uważam, że większość jego zachowania to moja wina, bo pozwoliłam na to wszystko- mam na myśli sex. Pozdrawiam.


* * * * *

No niestety, ale widzę tu po prostu egoizm i wygodnictwo. A także swoistą paranoję. Na sex i mieszkanie razem jest gotowy i dojrzały. Na wyznanie miłości i wzięcie odpowiedzialności - nie. A to bardzo ciekawe, bo chyba mu się pomyliła kolejność.
Oczywiście, że nie powinnaś się zgadzać na taką kolej rzeczy i jakbyś się nie zgodziła to tak by nie było. Natomiast teraz kiedy on widzi, że wcale nie musi się starać bo i tak ma to czego chce (Ty w końcu ulegasz) to po co ma od siebie wymagać?
No źle się stało.
Ale wszystko jest do naprawienia tylko musisz być zdecydowana i konsekwentna i WYMAGAJ! Bo jak nie będziesz wymagać, jak nie postawisz sprawy jasno: nie chcesz żyć w grzechu, nie zgadzasz się na to i na to- to on nie będzie Cię szanował a na wyznanie miłości i oświadczyny to nie wiem czy się doczekasz. Czy naprawdę nie widzisz, że on nie daje dowodu swojej miłości do Ciebie tylko Cię wykorzystuje i opowiada jakieś niestworzone rzeczy, żeby Cię uspokoić i dostać to czego chce?
Wszystkie argumenty, które powinnaś mu przedstawić zawarłam w tych artykułach: [zobacz], [zobacz]
Proszę, poczytaj, pomyśl, daj jemu do przeczytania, podyskutujcie.
Absolutnie nie zgadzaj się na wspólne zamieszkanie, bo jeszcze bardziej się pogrążysz i będziesz sfrustrowana.
Boisz się, że odejdzie?
Jeśli Cię kocha - nie odejdzie ale w imię tej miłości i szacunku zacznie postępować tak jak powinien, zastanowi się trochę, że może warto także i Ciebie wziąć pod uwagę. A on się nie boi, że Ty odejdziesz?
A jeśli odejdzie to będzie jawny dowód, że wcale mu nie zależało na Tobie tylko na swojej przyjemności i że Cię nie kocha. A po co być z kimś kto nie kocha?
Wiem, że to ostro zabrzmiało, ale nie mogę Ci dać innej rady jak to, żebyś się ocknęła i przejrzała na oczy i nie pozwoliła się wykorzystywać. Jeśli chłopakowi zależy to nigdy nie będzie tak postępował. Nie zacznie budowania od dachu, nie sięgnie po przyjemność bez zobowiązań.
Zastanów się na czym Ci zależy - na miłości, normalnej rodzinie i byciu żoną, czy trwaniu latami w czymś nietrwałym, z nieustannym chodzeniem na ustępstwa wobec niego i życie w rozdarciu moralnym?
Zrób eksperyment: powiedz raz bardzo zdecydowane "nie" propozycji współżycia i zobacz co się zdarzy. Jeśli się zdziwi, może nie będzie za szczęśliwy ale to uszanuje - może da się pokierować tą relacją w dobrym kierunku, bo będzie to znaczyło, że mu zależy. Jeśli się wścieknie, będzie robił awantury i zdecydowanie nie zgodzi się czekać - sama wyciągniesz wnioski na czym bardziej mu zależy.
Przeczytaj polecane artykuły i zacznij wymagać. W życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.
Z Bogiem!

  Jacek, 24 lat
3041
18.09.2010  
Ciągle pisze się o kryzysie mężczyzn, męskości. Czy nie jest to jakaś przesada? Czy przypadkiem nie ma kryzysu kobiecości, której integralną częścią osobowości jest pełnienie funkcji macierzyńskich. Czy kobiety chcą mieć dzieci? Wydaje mi się, że nie za bardzo. Chcą się "samorealizować". Wg mnie najlepszą samorealizacją dla kobiety jest właśnie macierzynstwo (fizyczne lub duchowe). Obecnie to tylko mówi się i dąży do zdobycia wykształcenia i dużych pieniędzy. Najlepiej to by chyba było gdyby każda kobieta zarabiała więcej od mężczyzny, jeździła lepiej samochodem itp, itd. Powiedzieć kobietom, że ich powołaniem jest macierzyństwo, a nie praca zawodowa, to od razu uznanym się jest za jakiegoś faszystę, ciemniaka, słabeusza itp. Ciąglę czuję się atakowany przez ten świat za to, że jestem mężczyzną. Jestem ośmieszany za to, że chcę jedździć autem w rodzinie, zajmowac się finansami, chciałbym by moja dziewczyna miała moje nazwisko itp. Uciekam przed zwiazkiem, ponieważ nie chcę być krzywdzony przez osoby o takich poglądach. To co jest ważne dla mężczyzny jest postrzegane jako zamach na kobiecą wolność. Jeżeli kobieta chce np. zostawić sobie swoje nazwisko to nawet nie zapyta się swojego przyszłego męża o to tylko go atakuje stwierdzeniami, że" no tak, takie czasy, musisz się pogodzić z postępem" albo "nie jesteś gotowy na kompromis?" itp. Mam tego dosyć. Proszę o jakaś poradę i ocenę. te moje wywody jakoś łączą się ze związkami, z miłością.

* * * * *

Pisałam o oczekiwaniach kobiet i mężczyzn w tych artykułach: [zobacz], [zobacz] proszę poczytaj. Owszem, jest obecnie jakaś przesadzona tendencja do prześcignięcia mężczyzny w dziedzinach, co do których on ma większe predyspozycje. Naturalnie nie u wszystkich kobiet, ale u części tak. Z czego to wynika? Chyba z chęci udowodnienia sobie i innym, że jest się samowystarczalną. Tylko potem skąd frustracja kobiet, że "wszystko muszą robić same" i o wszystkich decydować? Może po części postawa taka wzięła się stąd, że niektórzy mężczyźni po prostu są wygodni i na taką rolę kobiet z lenistwa się zgadzają? No nic, nie ma sensu dywagować tutaj z czego to wynika, ważne, żeby odnaleźć we wszystkim umiar i rozsądek.
Drogi Jacku! Prawdopodobnie nie spotkałeś jeszcze kobiety z właściwym patrzeniem na te sprawy. Jesteś młody i być może większość Twoich koleżanek ze względu na presję otoczenia prezentuje takie postawy. Co tak naprawdę wcale nie oznacza, że one tak myślą, tylko boją się ujawnić swoje prawdziwe pragnienia w obawie, by nie zostać uznanymi za zacofane.
Ale pocieszę Cię, że z wiekiem to się zmienia: i światopogląd i chęć bycia akceptowaną za wszelką cenę. Z wiekiem kobieta ma też więcej odwagi, by głosić swoje prawdziwe poglądy.
Cóż, po prostu nie wiąż się z taką, która będzie chciała pełnić Twoją funkcję. Poczekaj na taką, która doceni Ciebie jako mężczyznę i nie będzie się wstydziła mówić o tym, że potrzebuje Twojej pomocy. Nie chodzi naturalnie o to, by znaleźć kobietę totalnie niezaradną tylko po prostu normalną. A takie naprawdę istnieją. Dlatego polecam Ci te artykuły. Z Bogiem!

  anka, 23 lat
3040
16.09.2010  
Mąż chce współżyć analnie. Nie wiem co robić. Jestem załamana gdyż wiem że to grzech poza tym nie ccę tego. Podsunęłam męowi książkę o. Knotza w której wjaśnił czemu nie mozna takiego stosunku praktykować, ale mąż się w zupełności z tym nie zgodził. Co robic?

* * * * *

rzechem jest nie tyle samo współżycie analne co współżycie nie zakończone wytryskiem w drogach rodnych kobiety. Jeśli macie książkę o. Knotza to wiecie o co chodzi - że dozwolona jest taka forma ale musi się zakończyć w drogach rodnych kobiety. Tylko teraz: nie wszystko co jest dozwolone przynosi korzyść, prawda? Doskonale Cię rozumiem, bo przecież nie jest to część ciała przeznaczona do miłosnego zjednoczenia. Nie bez znaczenia jest też aspekt higieniczny - zakażenie dróg rodnych poprzez przeniesienie bakterii z odbytu do pochwy murowane. Czy mąż o tym nie myśli? Jeśli zatem mąż Cię kocha i szanuje to nie może myśleć tylko o swojej przyjemności. Tu przecież stawką jest Twoje zdrowie - i fizyczne i komfort psychiczny a i zwykłe uszanowanie Ciebie. Grzechem byłoby więc nawet wymuszanie takich zachowań, z którymi Ty się nie zgadzasz.
Nie jestem w stanie podać więcej argumentów niż o. Knotz, bo cóż jeszcze można dodać? Jeśli mąż się z nimi nie zgadza to jak to uzasadnia? Czy żenił się z Tobą z miłości czy najważniejszy jest aspekt jego przyjemności?
Przecież współżycie to nie jest akt czysto techniczny, to wyraz największej miłości i bliskości dwojga ludzi, wzajemnego oddania. W seksie analnym o żadnym z tych elementów nie może być mowy.
Absolutnie nie powinnaś się zgadzać na coś co budzi w Tobie wstręt. Masz prawo wymagać szacunku i MIŁOŚCI - właściwie rozumianej. Może napisz też maila do o. Knotza opisującego swoją sytuację, może on doradzi Ci coś więcej. A mężowi zdecydowanie tłumacz, że tego nie chcesz. Z Bogiem!

  gonia, 27 lat
3039
13.09.2010  
witam..juz ponownie:) jak skutecznie sie odkochac?? przeczytalam wiele Pani odpowiedzi i rad, sama tez rozumiem ze nic na sile, i wiem ze jesli mi na kims zalezy to tez powinnam mu dac wolnosc wyboru...pogubilam sie totalnie...nie moge przestac o nim myslec a on na to NIC...nie umiem zrobic nawet jednego kroku do przodu, jest mi smutno, czuje ze nie zasluguje na milosc. nie umem kochac:( ale chce...staram sie nie zamykac na ludzi , byc otwarta...nawet mam powodzenie ale jakos nie moge...czasami wydaje mi sie ze sie bawie i nie daje szans bo boje sie ze znowu mnie ktos skrzywdzi zostawi nawet po tak dobrze zapowiadajacym sie wstepie...niemam juz sil gdzies wierze ze tak musi byc i to ze nie moge miec tego chlopaka ktorego bym chciala ma jakis sens....ale ja juz mam 27 lat chcialabym zr obic krok do przodu...jakikolwiek...niewiem w ktora strone...smutno...:(nic nie rozumiem jak to jest ze podobalam mu sie bylam ksiezniczka a teraz jak wie ze mi zalezy to juz jest mu to obojetne...takich ludzi jak on jest malo...dlatego nie moge sie z tym jakos pogodzic...juz kilka razy powiedzial nie...choc mnie lubi ale do mnie nie dociera...nie dociera...:( moze jutro zaswieci slonce????

* * * * *

Trochę chaotycznie napisałaś ale rozumiem, że sytuacja wygląda tak, że ktoś się Tobą interesował a jak już odwzajemniłaś uczucie to przestał, tak? No widzisz, przeczytaj proszę odp. nr: 65, 2655, 80, 526, 653, 825 oraz ten artykuł: [zobacz]
Tak bywa, że nieraz ludzie albo chcą się dowartościować albo nawet szczerze się kimś interesują a potem emocje mijają i im przechodzi albo po bliższym poznaniu stwierdzają, że zbyt wiele ich różni. Nie oznacza to, że on się do Ciebie zniechęcił bo nie jesteś atrakcyjna, może być wprost przeciwnie: on ma za małe wymagania i uznał, że nie będzie się wysilał. Być może byłaś więc jak dla niego "za dobra", zbyt wartościowa. Cóż, jego problem.
Jeśli masz wprost od niego sygnały, że nie to nie upokarzaj się więcej tylko zerwij kontakt, uznaj, że to nie ten i szukaj innego. Wiem, że nie jest to łatwe, bo emocje emocjami ale fakty są takie, że on nie chce z Tobą być. Więc przynajmniej masz jasność sytuacji. A skoro tak to nie da się stworzyć z nim związku. Więc odizoluj się od niego, bo będziesz coraz bardziej sfrustrowana i skupiona na nim i być może nie zauważysz koło siebie kogoś wartościowego.
Jestem pewna, że i kochać umiesz i znajdziesz kogoś, kto będzie Cię naprawdę, z wzajemnością kochał. Tylko nie zamykaj serca tylko na tego chłopaka bo on nie chce lub nie umie przyjąć Twojego daru. Zachowaj go dla kogoś innego. Wiem, że Ci ciężko, dlatego emocje nie znikną od razu, ale módl się o zabranie tego uczucia i poznanie - w swoim czasie - kogoś innego. Z Bogiem!

  Asia, 21 lat
3038
03.09.2010  
Mój chłopak zginał 2 tygodnie temu... Bylismy razem prawie 6 lat, rozchodzilismy się i z powrotem schodziliśmy... 4 miesiące temu zeszlismy się znowu po 3 miesięcznej rozstaniu - zawsze to ja zrywałam, on kochał mnie stale, ja nie wiedzialam dokladnie co czuję do niego. Znów zaczęło być dobrze, planowalismy wspolne wakacje - gdy wracał ode mnie do domu busem mieli wypadek - śmierć na miejscu... Nie umiem się teraz pozbierać... Dopiero teraz zrozumialam, kim on tak naprawde byl dla mnie... Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, opiekę, zaufanie, miłość... Był niesamowicie dobrym, uczciwym i ambitnym człowiekiem, wszyscy mówili, że nie widzi świata poza mna... Nie umiem sobie poradzić z tą rozpacza jaka zostala, jedynym moim marzeniem jest śmierć. Chciałabym znów być z Nim... Nie wierzę, że moge kiedykolwiek znów byc szcześliwa - choc moi rodzice twierdzą, że tak będzie. Czy faktycznie istnieje cos po śmierci? Nie wierze, że taka miłość może umrzeć, że człowiek tak dobry może po prostu zniknąć, że nie żyje dusza po smierci - a jednak boję się, że już nigdy, nawet po śmierci się z nim juz nie spotkam... Jestem zrozpaczona, całe dnie płacze, staram się modlic, poszlam do spowiedzi po 3 latach i do komunii w Jego intencji... On tez nie byl u spowiedzi 3 lata, do kosciola chodził rzadko, choc wczesniej bylismy bardzo wierzący - boje się, że może Bóg go nie zbawi - jednak był on tak dobrym człowiekiem, szanował wszytskich ludzi i każdemu pomagał - czy Bóg sądzi według miłości czy według wiary? Przepraszam, że może tak nieskładnie i tyle tych pytan, ale mam taki mętlik w głowie i ból w sercu... Proszę o odpowiedz na pytania...

* * * * *

Bardzo mi przykro. Oczywiście, masz prawo do tych wszystkich emocji i bólu, nie zakazuj sobie wyrzucania z siebie uczuć, choćby negatywnych. Masz też prawo do tych wszystkich pytań skierowanych do Boga.
Przede wszystkim musisz dać sobie czas i przeżyć rzeczywistą żałobę po kimś kto był Ci bliski. I żadne słowa pocieszenia nie spowodują teraz, że przestaniesz czuć, nawet zresztą nie o to chodzi.
Rozumiem, że rodzicie chcą dodać Ci otuchy ale jeszcze nie czas na to.
Teraz jest czas Twoich emocji i masz do nich prawo.
Zadajesz pytania… spróbuję zatem odpowiedzieć.
Oczywiście, że istnieje życie po śmierci, przecież istota naszego chrześcijaństwa na niej się opiera. "Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał daremna byłaby nasza wiara, prawda?". Gdyby nie było życia wiecznego życie na ziemi nie miałoby sensu i byłoby tylko żałosnym wyczekiwaniem na śmierć. A jednak Chrystus zmartwychwstał "a z nim ci, co pomarli". Tak zatem żyje też Twój chłopak, o to możesz być spokojna. Z pewnością też spotkasz się z nim w wieczności, choć będzie to inna relacja (i to jest to co Ci trudno będzie teraz przyjąć), gdyż w niebie "żenić się nie będą ani za mąż wychodzić". Z pewnością jednak spotkacie się tam i poznacie. Bóg sądzi według miłości. I to nie jest automat, że jak ktoś był przed śmiercią u spowiedzi to idzie do nieba a jak nie to do piekła. Może nie wiesz ale miejsce pobytu po śmierci wybiera sam człowiek. Jasne, o tym wyborze decyduje całe jego życie ale sąd po śmierci nie wygląda jak w baśniach dla niegrzecznych dzieci. W momencie śmierci człowiek staje przed Bogiem i widzi film ze swojego życia - swoje czyny i ich konsekwencje a także wybory, których dokonał i rozwiązania które miałyby miejsce gdyby postąpił inaczej. I na tej podstawie mając już pełną wiedzę i mądrość sam ocenia gdzie powinien się znajdować. Najczęstszym miejscem pobytu duszy po śmierci jest czyściec - gdyż chyba nikt (a może niewiele osób) było tak czystymi, by od razu oglądać Boga. Zatem dusza musi się oczyścić. Poza tym: sam moment śmierci jest czasem gdzie człowiek może wybrać Boga i żałować za to co było złe. Nie jest to oczywiście zachęta do nie chodzenia do spowiedzi bo i tak się wybierze. Chodzi o to, że człowiek który całe życie żył dobrze w sposób oczywisty Boga wybierze natychmiast. Ten zaś kto żył niezbyt święcie ma szansę chwycić rękę Boga - jeśli chce - no bo nic na siłę i Bóg szanuje naszą decyzję i wolną wolę. Potem zaś człowiek właśnie sam ocenia siebie. Znajdź sobie w internecie "świadectwo Glorii Polo" i poczytaj - to relacja kobiety która przeżyła śmierć kliniczną i sąd, ale wróciła na ziemię, ona to bardzo szczegółowo opisuje.
A co do Ciebie to uważam, że wspaniale pomogłaś swojemu chłopakowi i zrobiłaś dla niego więcej niż Ci się wydaje. Bo pomóc mu możesz właśnie w taki sposób - ofiarowując za niego modlitwę i Mszę, przyjmując Komunię. Jest też coś takiego jak "Msze gregoriańskie" - to 30 mszy zamawianych za duszę zmarłego. One mają wielką moc i pomagają zmarłemu bardzo. Owszem, one troszkę kosztują ale warto naprawdę.
Wielką rzecz zrobiłaś też dla siebie i ta śmierć była do niej inspiracją- Twoje nawrócenie. Nie mam na myśli tego, że potrzeba było jego śmierci ale tego, że Bóg ze zła wyprowadza dobro i takie dobro z tego wynikło. Twój chłopak jakby zatem przyczynił się do Twojego dobra (zbawienia) i Ty możesz odwdzięczać mu się tym samym - bardzo realnie. Twoje modlitwy i wysiłki z pewnością nie pójdą na marne. I to będzie namacalny i realny dowód Twojej miłości - troska o jego zbawienie, o to, by jak najszybciej wyszedł z czyśćca, bo przebywanie w nim to nie jest przyjemność, tylko wielka duchowa tęsknota.
Możesz jednak być pewna miłosierdzia Boga i możesz jeszcze wiele w imię Waszej miłości uczynić. Trzymaj się zatem mocno i rób co możesz. Z Bogiem!

  Smutny, 20 lat
3037
03.09.2010  
Dzień Dobry

Mam nastepujący problem ze jestem z dziewczyna juz około 3 miesiecy i ona mówi mi ze mnie kocha i ja tez ja kocham. jednak ostatnio ona zaczyna mówic ze juz nie wiem co myslec o tym wszystkim. Mieszkamy daleko od siebie i spotykamy sie raz na 2 tyg,Chce z nia byc i ona tez chce byc ze mna, tak mówi. Ale ostaatnio widze jakby miała jakies watpliwosci. co mam jej powiedziec zeby te watpiwosci znikneły. Ona np mówi mi ze mało rozmawiamy o poważnych rzeczach a przeciez nie jest tak ze jak sie spotkamy to akurat bedziemy rozmawiac tylko o powaznych rzeczach.Tylko to wychodzi w rozmowie. Mam wrazenie jakby juz nie potrzebowała czesto ze mna rozmawiac.Jakby juz tak jej było obojetne. Czesto nawet o tym rozmawiamy i ona mówi mi ze sie stara ale mi sie wydaje jakby obojetna taka była. Moze to ja odnosze złe wrazenie? Zapewnia mnie ze mnie kocha a ja czuje jakby ona z rezerwa do mnie podchodziła. Co mam robic zeby ja jeszcze bardziej zblizyc do siebie?


* * * * *

Na pewno nic na siłę. Myślę, że oboje przesadziliście z wyznaniem miłości, bo 3 miesiące to zbyt krótko by się tak deklarować. A najpewniej mylicie zakochanie z miłością, pisałam o tym tutaj: [zobacz]
Jeśli do tego spotykacie się raz na 2 tygodnie (ale to zrozumiałe przy dużej odległości) to pewnie jest tak, że pierwotna fascynacja minęła a okres kiedy się nie widzicie jeszcze bardziej wygasza te emocje i przy spotkaniu czujecie się jednak sobie trochę obcy.
Po części masz rację, że poważne tematy wynikają z sytuacji i na siłę się nie da żywo o tym dyskutować bo to jest trochę sztuczne. Dlatego rozmawiajcie o wszystkim, o drobiazgach też ale nie unikajcie spraw ważnych. Być może Twoja dziewczyna zmierza do tego, by poznać Twoje poglądy, plany itp. i to wg niej są te poważne rozmowy, bez których nie sposób się poznać. Może zatem niech wprost zada Ci jakieś pytanie to wtedy wywiąże się dyskusja. A jeśli nie o to jej chodzi to niech Ci wytłumaczy o co, bo Ty przecież bardzo chętnie z nią porozmawiasz ale nie masz pojęcia co ona ma na myśli. Jeśli masz wątpliwości lub czegoś nie rozumiesz to zawsze ją proś, by Ci mówiła wprost bo nie możesz się domyślić.
Jesteście różni, bo jesteście odmiennej płci i dlatego nie wiecie czego nawzajem oczekujecie. Ja ze swej strony polecam Wam naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
gdzie piszemy o wszelkich takich aspektach, o różnicach, o porozumieniu. Przeczytajcie ją a pewno wiele rzeczy Wam się rozjaśni.
Nie obawiaj się póki co, że dziewczyna jest może mniej zainteresowana Tobą - Wy pewnie przeszliście pierwszy etap oczarowania, gdzie minęły emocje i teraz wkraczacie w etap bliższego poznania się. Będzie dobrze, tylko musicie wiedzieć o pewnych sprawach. O tym właśnie jest ta książka. Z Bogiem!

  Agnieszka, 22 lat
3036
02.09.2010  
Witam,
Ponad 6 lat temu poznałam pewnego chłopaka, była to znajomość "smsowa". Widzieliśmy się tylko 2 razy, ale nie mieliśmy okazji porozmawiać "na spokojnie" i jakoś nic z tego nie wyszło, może byliśmy za młodzi i zbyt nieśmiali (raczej ja). Później on poznał dziewczynę, z która był prawie 6 lat. W te wakacje się rozstali. Niedawno napisałam smsa do niego. Odpisał, zainteresował się co się dzieje w moim życiu, nawet zaproponował spotkanie. Ale ja mam wątpliwości: czy on nie chce tylko zapełnić pustki po tamtej dziewczynie. w końcu 6 lat to bardzo dużo. Czy jest sens "odnawiać" znajomość z nim? Proszę o radę.
Pozdrawiam,
Agnieszka


* * * * *

To Ty zaryzykowałaś i zrobiłaś ten pierwszy krok, nie dowiesz się zatem jakie są jego intencje jeśli się z nim nie spotkasz. Owszem, może tak być, że świadomie lub nieświadomie potraktuje Cię jako "klina", ale może też po prostu z czystej ciekawości lub sympatii zaproponował spotkanie. Może po prostu chce z Tobą porozmawiać "na luzie" lub w ramach "terapii" po tamtej dziewczynie - jako w ogóle spotkanie z innym człowiekiem, bez podtekstów. Nie znam go ani nie wiem jak do tego podchodzi. Jeśli Ci zależy na nim to spróbuj kontynuować znajomość ale na nic się nie nastawiaj, bo on może nie być gotowy (przynajmniej tak szybko) na nowy związek a może w ogóle nie traktuje Cię jako potencjalnej kandydatki na "kogoś więcej". 6 lat w Waszym wieku to kawał czasu i związek z tamtą dziewczyną z pewnością zatarł w nim ewentualne uczucia z tamtego okresu do Ciebie. Nie dawaj mu więc do zrozumienia, że on Ci się podoba ale też nie pozwól się wykorzystywać jako "terapeutka" jeśli spotkanie zacznie od wylewania żali na tamtą dziewczynę. Wtedy będziesz bowiem miała sygnał, że spotkał się z Tobą właśnie w tym celu - by wyrzucić negatywne emocje i że wcale mu nie przeszło uczucie do tamtej dziewczyny. Wtedy bądź ostrożna. Natomiast jeśli będziecie rozmawiać na neutralne tematy to dobrze wróży ale też wcale nie oznacza, że uda się stworzyć związek z nim.
Jeśli zatem czujesz się na siłach mieć z nim kontakt bez pewności co do tego co z tego wyniknie - zaryzykuj. Powodzenia, z Bogiem!

  monika, 22 lat
3035
02.09.2010  
witam,
chciałam się zapytać czy grzechem jest całowanie się i pieszczenie z chłopakiem tzn, nie jesteśmy parą ale coś między nami iskrzy trzeba się z tego spowiadać ?
z góry dziękuję za odpowiedź


* * * * *

Nie rozumiem nie tylko o jakie konkretne gesty Ci chodzi ale i dlaczego robisz takie rzeczy z chłopakiem, który… nie jest nawet Twoim chłopakiem. Skoro dopiero zaczynacie się sobie podobać to zacznijcie budować od fundamentów a nie od dachu. Poznajcie się najpierw, rozmawiajcie ze sobą, dowiedzcie się jakie macie zasady, upodobania, oczekiwania, plany życiowe. Gesty fizyczne są końcowym tylko wyrazem - dopełnieniem miłości dojrzałej, która już jest między ludźmi.
Jeśli zaczynacie od gestów to na nich poprzestaniecie i ta relacja nie będzie miała szansy.
Nie stworzycie związku nie mając podstaw.
Polecam Wam odp. nr: 2302, 2454, 2564 oraz naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Zacznijcie od początku.
A odpowiadając już tak wprost na Twoje pytanie to owszem, pieszczoty fizyczne w związku pozamałżeńskim mające na celu pobudzenie bez możliwości współżycia są grzechem i trzeba się z tego spowiadać.
Z Bogiem!

  Monika, 19 lat
3034
01.09.2010  
Byłam z chłopakiem 2 lata raz ode mnie odszedł bo nie mógł znieść kłótni (które wynikały z niezrozumienia różnic jakie są miedzy kobieta a mężczyzną tak jak to napisane w książce "miłość czy MIŁOŚĆ 8 rozdział) ale wróciliśmy do siebie chociaż oboje mieliśmy w tym "wolnym" czasie kogoś innego... a teraz on odszedł i chyba definitywnie ale boli mnie to że nie było żadnej rozmowy, tylko przez smsa a po tylu wspólnych chwilach należałoby mi się wyjaśnienie nie tylko na gadu gadu ale rozmowa w cztery oczy... ale on nie chce, nie teraz bo nie jest na to gotowy... Ja zrozumiałam swoje błędy bo tez ich dużo popełniłam i chciałabym to naprawić razem.. ale on uważa ze to ja mam się teraz starać nie on... tak jak już było kiedyś jak parę miesięcy się o mnie starał... to teraz moja kolej bo ja zawiniłam bardzo ??? Nie wiem.. przytłacza mnie to wszystko, czuje ze nie powinien mnie tak traktować ale czuje tez ze ja złe się zachowywałam w związku :( Ale tez nie chce latać za facetem i się p rosić... :(

* * * * *

Nie musisz wcale latać i się prosić, po prostu należy Ci się wyjaśnienie dlaczego on nie chce z Tobą być. Na dodatek skoro zarzuca Ci pewne rzeczy to masz prawo wiedzieć co konkretnie bo niby jak masz coś poprawić skoro nie wiesz co dokładnie i dlaczego? A może on wcale nie ma racji i zarzuca Ci coś co jest Twoją normalną, kobiecą cechą?
Moim zdaniem sprawa wygląda tak, że przede wszystkim mu głupio się z Tobą spotkać, bo wie, że oczekujesz wyjaśnień. A on nie ma nic do powiedzenia, bo to wszystko to tylko wymówki. Nie ma odwagi by powiedzieć, że nie chce dłużej być z Tobą i wymyśla coś co nie ma miejsca. Być może nie ma nawet konkretnego powodu zerwania z Tobą, tylko stwierdził, że nie chce być z Tobą i już a nie ma odwagi wprost tego powiedzieć. I dlatego Cię unika i się wykręca itp.
Skoro tak to wygląda to dałabym spokój. Jasne, to boli i upokarza ale nic z niego nie wydobędziesz a na pewno nic konstruktywnego. Co najwyżej absurdalne i nieprawdziwe zarzuty, po których się zdołujesz. Nie ma sensu zatem prosić go ani o powrót ani o spotkanie i wyjaśnienie.
Teraz po prostu Ty zerwij kontakty i pokaż, że jesteś w stanie istnieć bez niego. Pomału, próbuj układać sobie świat bez niego i "zapominać". Daj sobie naturalnie czas na przepracowanie emocji, na wyrzucenie żalu. Ale nie proś go już o nic. To on zachował się nie w porządku. A może właśnie taka Twoja postawa tzn. pokazanie swojej klasy i godności spowoduje, że on się zastanowi? A jak nie to trudno, widocznie nie był na tyle dojrzały żeby nawet normalnie się rozstać. Współczuję Ci oczywiście i życzę dużo siły i odwagi, by przez to przejść. Módl się o to. Z Bogiem!

  Ola, 21 lat
3033
01.09.2010  
Spotkalam cudownego czlowieka o dobrym sercu. Bylo to odwzajemnione uczucie. Od poczatku czulam , ze Bog postawil go na mojej drodze i ze to ten wymodlony. Wspaniale sie dogadywalismy. Mial wszystko czego szukalam w mezczyznie i wiem ze bylby swietnym ojcem. Niestety strach przed zwiazkiem byl o wiele silniejszy, byc moze dlatego ze zostalam bardzo zraniona w dziecinstwie. I strasznie zaluje swojej decyzji:( Jak to jest, ze niby mamy wolna wole, ale w moim przypadku nie do konca, i pragnelam z calego serca tego zwiazku i modlilam sie o uzdrowienie, ale lek byl silniejszy. Modlilam sie do Boga o druga szanse, lub zeby pojawil sie ktos inny w moim zyciu jesli taka jest jego wola, ale tak sie nie stalo. Prosilam Boga o úzdrowienie serca, ale pomimo ze staram sie wogole o nim nie myslec, wciaz nie moge o nim zapomniec pomimo ze minelo bardzo duzo czasu. Co robic? Nie moge sobie wybaczyc, ze przegapilam taka szanse :( ale strach byl paralizujacy.O wiele latwiej by mi bylo gdybym sprobowala i by nam nie wyszlo, wtedy nie musialam bym sobie wyrzucac ze nie zaryzykowalam. Ale teraz juz za pozno. Co mam robic?:( Najgorsza jest mysl, ze nikogo nie pokocham juz tak jak tamtego chlopaka. Moze pani mi cos doradzi:(

* * * * *

No przede wszystkim musisz pozbyć się tego strachu, że straciłaś swoją jedyną szansę. Tak nie jest, gdyż nie ma w naszym życiu jednej osoby "przeznaczonej" przez Boga. Po prostu na tamtym etapie nie byłaś najwyraźniej gotowa do związku - nie tylko z tym chłopakiem ale z kimkolwiek. I nie było sensu robić czegoś na siłę, chodzić z nim na siłę, bo nie dałabyś rady. Szybko byście się poranili i rozstali, niekoniecznie dobrze. I wtedy myślałabyś, że może nie potrafisz kochać skoro nie wyszło. Bóg stawia na naszej drodze wiele osób, ale tylko z niektórymi moglibyśmy stworzyć związek. Może ten strach był sygnałem, że to nie ten właściwy i uchronił Cię przed porażką? A może po prostu Ty nie miałaś w sobie gotowości na związek.
Dlatego nie rozpaczaj tylko módl się nadal o tego właściwego. A gdy ktoś Ci się spodoba to daj sobie szansę. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] to zrozumiesz, że nie powinnaś się obawiać. Polecam też te odpowiedzi: 817, 1939 - o przygotowaniu się do miłości. Z Bogiem!

  Justyna, 24 lat
3032
31.08.2010  
Witam Bardzo Serdecznie!!!

Droga redakcjo cieszę się niezmiernie,że jest na tej stronie internetowej możliwość zadawania pytań.Powiem wprost osobiście trudno by mi było rozpocząć ten temat z racji tego, iż mogłabym być źle zrozumiana -ktoś nieraz nie wysłucha do końca i już zaczyna bombardować swoimi teoriami i nie da dojść do słowa, a tak naprawdę może mówić nie na temat. Chodzi mi o współżycie ale już w małżeństwie. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć słowa O.Ksawerego Knotza:

"Gdy małżonkowie przystępują do pieszczot z zamiarem odbycia pełnego aktu seksualnego (wytrysk nasienia ma miejsce w narządach rodnych kobiety), to każde zachowanie (rodzaj pieszczot, pozycji seksualnych) mające na celu rozbudzenie się jest dozwolone i podoba się Bogu."

Ksiądz Ksawery pisze- "Gdy małżonkowie przystępują do pieszczot z zamiarem odbycia pełnego aktu seksualnego..."
A co w przypadku gdy małżonkowie przystępują do pieszczot by osiągnąć spełnienie bez pełnego aktu seksualnego?
Czy to jest już grzech?
Podkreślę,że w tej sytuacji małżonkowie nie unikają zbliżenia bo np. nie chcą aby poczęło się dzieciątko - tylko chcą się tak teraz spotkać.
Stosując Naturalne Metody Planowania Rodziny w okresie niepłodnym, w tym dniu chcemy naszą miłość wyrazić TAK,a w następnym poprzez pełny akt seksualny.

Dlaczego każde zbliżenie musi się kończyć pełnym aktem,a jak się nie skończy to, to jest już grzech.
Czytając na ten temat dotarłam to głównych założeń seksualności, które prowadzą do:
- budowaniu jedności,
- prokreacji,

Dlaczego więc świadome doprowadzenie męża/żony do spełnienia poprzez pieszczoty(petting) jest grzechem?
Przecież w ten sposób ja chcę okazać swojemu mężowi miłość, ciepło i bliskość czyli buduje to jedność. Uważam,że przede wszystkim chodzi w tej sytuacji o moje intencje. Dlaczego ja to robię... i jeśli moje intencje są czyste to nie jest to złe.
Bardzo proszę i z góry dziękuję za odpowiedź.
Justyna W.


* * * * *

Tak, o. Knotz ma rację, każde zachowanie, które nie prowadzi do odbycia pełnego aktu seksualnego, gdzie wytrysk ma miejsce drogach rodnych kobiety jest grzechem.
Odpowiedziałaś sobie w zasadzie sama: chodzi tu o jedność. Nawet gdy się to odbywa w okresie niepłodnym to liczy się intencja. Doprowadzanie się do zaspokojenia bez pełnego współżycia służy przyjemności a nie budowaniu relacji opartej na założeniach seksualności, które przytoczyłaś. Nie czarujmy się, takie zachowania są po prostu w tym celu by było przyjemnie. Pobudzenie jednego z małżonków przez drugiego bez aktu nie jest jednością, bo nie ma tu relacji wzajemnej. Nie jest też spełniona druga przesłanka: prokreacji. W takim przypadku "nie dajemy Bogu nawet szansy" poczęcia, prawda? Dlatego bez pełnego aktu każde pieszczoty są grzechem, na równi z pettingiem czy masturbacją. Tak to wygląda.
Głębszych rozważań teologicznych nie będę tu prowadzić, bo nie mam ani takiej wiedzy ani nie ma takiej potrzeby.
Te zasady naprawdę są proste i ich zachowanie daje małżonkom szczęście. Nie trzeba szukać i próbować po omacku skoro są wytyczne. Po co? By mieć wątpliwości i wyrzuty sumienia?
Akt seksualny ma łączyć małżonków i stwarzać możliwość poczęcia. Nawet gdy z jakichś przyczyn do poczęcia dojść nie może (II faza lub niepłodność) to zasady są takie same, bo Bóg nie robi wyjątków. Zresztą on może wszystko.
O. Knotz bardzo dobrze to wszystko wyjaśnia. A jak chcesz podyskutować to polecam forum na www.npr.pl
Z Bogiem!

  kasia, 23 lat
3031
31.08.2010  
Od kilku miesięcy jestem mężatką. Wszędzie dużo pisze o czystości przedmałżeńskiej. Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej na temat czystości w małżeństwie. Stosujemy z mężem NPR choć to nie jest takie proste w szczególności dla męża. Nie rozumie dlaczego nie możemy się dotykać w płodne dni. Nie rozumie dlaczeo pieszczoty intymne nie kończące się stosunkiem są grzechem. Jak mu to wyjaśnić i przekonać do wstrzemięźliwości w tym okrecie? Gdzie jest granica? Czy subtelne pieszczoty również są grzechem? Jak się spowiadać gdy się w tej kwestii zgrzeszy? Czy pieszczoty oralne są grzechem? Czy jeśli w niepłodne dni dojdzie do stosunku oralnego to również jest grzech? przecież nie wykluczamy wówczas poczęcia. A jeśli chwilę po takim stosunku dojdzie do pełneo zakończonego w drogach rodnych? Przepraszam jeśli moje pytania są zbyt bezpośrednie i jeśli kogoś uraziły, ale chcielibyśmy z mężem wiedzieć kiedy popełniamy grzech. Proszę o odpowiedź.

* * * * *

Najlepiej gdy ma się wątpliwości czy coś było grzechem wyjaśniać w konfesjonale. Jak się spowiadać? Nazywać rzeczy po imieniu, spowiednik też człowiek, zrozumie, nie trzeba szukać specjalnych zwrotów. Generalnie zasada jest taka, że dozwolone są pieszczoty prowadzące do stosunku jeśli kończy się on wytryskiem w drogach rodnych. Pieszczoty nie prowadzące do stosunku albo sytuacja kiedy wytrysk następuje nie w drogach rodnych są zawsze grzechem. To prosta i zrozumiała zasada. Nie ma tu znaczenia faza cyklu, bo liczy się intencja. Nie rozumiem natomiast dlaczego (i czego) mąż nie rozumie skoro z pewnością uczestniczyliście w kursie przedmałżeńskim, mieliście spotkania w poradni. Skoro Cię szanuje i wie czym skutkuje współżycie, wie też jak wygląda cykl kobiety to co tu jest niezrozumiałego?
A współżycie w dniach płodnych jest jak najbardziej dozwolone tylko należy się liczyć z tym, że może dojść do poczęcia. Po prostu. Skoro się go nie planuje jeszcze to się wtedy nie współżyje. Biologia jest bardzo prosta.
Polecam Ci ewentualnie jeszcze stronę www.npr.pl
Z Bogiem!

  małgosia, 20 lat
3030
30.08.2010  
nie jestem pewna czy potrafie kochać, pewien chlopak już od roku sie o mnie stara i mówi ze mnie kocha, moze powiedzial to zbyt wczesnie bo nie dokonca uwizyłam, wydaje mi sie raczej ze to zauroczenie chociaz powtarza ciagle ze mnie kocha, jednak ja go nie kocham lubie go ale nie umiem jak narazie odwzajemnic uczucia,potrzebuje czasu bo na siłe sie nie da, nie wiem co zrobic z tym wszystkim. On chce być ze mną a ja nie bardzo ale powiedziałam mu ze spróbouemy być ze sobą, czy nam wyjdzie, on mysli o mnie jak o żonie czasem mnie to irytuje bo to za wczesnie na takie plany ale on jest zbyt wrazliwy. Powiedziałam mu ze dam mu sznse jesli wyjdzie to ok ale boje sie ze raczej ta milosc nie przyjdzie.Powirzyłam ten problem Bogu. Prosze o wskazówki

* * * * *

No chłopak popełnił kardynalny błąd. Zbyt wcześnie na takie wyznania, bo to co on czuje to z pewnością jeszcze nie miłość a zakochanie. Przeczytaj proszę te artykuły: [zobacz], [zobacz] a zrozumiesz gdzie on się myli i spokojnie mu wytłumacz to.
Poza tym powiedz, że owszem, możesz się z nim spotykać ale stawiasz sprawę jasno: Ty jeszcze nie wiesz co z tego będzie. Po to jest czas poznawania się i spotykania, by zdecydować. Nie możesz decydować w ciemno nie znając go. Nie możesz też odwzajemniać wyznań uczuć, których nie jesteś pewna. Nie rób niczego wbrew sobie. Daj szansę chłopakowi, bo z pewnością ma dobre zamiary ale zagalopował się a przy tym i nie wziął w ogóle pod uwagę Twoich odczuć i oczekiwań. Nie dał Ci czasu tylko postawił przed faktem dokonanym i wymaga wzajemności. To nie tędy droga. Miłość ma swoje etapy, których nie należy przeskakiwać, tylko pomału przez nie przechodzić. Poza tym Wy nie jesteście na tym samym etapie, on znacznie Cię wyprzedza i dziwi się że nie nadążasz. Powiedz mu, żeby zwolnił i dał Ci czas. Niech pozwoli Ci mieć swoje tempo, dojrzewać i delektować się tym co jest teraz bez konieczności przyspieszania kroku. Jeśli zatem na jakiś gest lub wyznanie z jego strony nie będziesz gotowa mów śmiało i otwarcie, że to dla Ciebie za dużo, za wcześnie. Nie pozwól mu mówić o ślubie i wspólnym życiu, bo to Cię krępuje i wywiera na Tobie nacisk. A przecież Ty musisz sama w wolności podjąć decyzję. Nie ma co tak pędzić. Przed Wami całe życie. Polecam Wam też obojgu lekturę naszej książki: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  wikus87, 23 lat
3029
30.08.2010  
Witam. mam pewien moim zdaniem bardzo poważny problem...otóż jestem z chłopakiem 4 lata, ja mam 23 lata on 28. To mój pierwszy chłopak i bardzo go kocham. Jednak jest jeden problem, on miał trudne dzieciństwo i nikt mu nie dawał miłości jak był mały, nikt go nie przxytulał, ojciec ich zostawił i w ogóle nikt mu nie dał ciepła i uczuć. Odkąd jest ze mną to widzę zę troche sie przekonuje do czulych gestow. Ale powiedział mi wprost ze nigdy jakis czuly nie bedzie, bo tego nie potrzebuje, nie lubi sie przytulac i calowac bo nikt go tego nie nauczyl, i sam mowil zebym nie oczekiwala cudow bo on sie nie zmieni pod tym wzgledem... I chcialam spytac czy to ma w ogole sens? bo oprocz tej sprawy to jest naprawde dobrym czlowiekiem, odpowiedzialnym i jestsmy wspanialymi przyjaciolmi i dobrze sie rozumiemy i naprawde go kocham. Nie wiem czy to nie jest zbyt blachy powod by sie z nim rozstac..

* * * * *

Generalnie mężczyźni potrzebują mniej gestów czułości niż kobiety, mniej odczuwają też potrzebę mówienia o uczuciach i dzielenia się emocjami.
Oczywiście, w związku z drugą osobą tę czułość okazywać należy, bo druga osoba tego potrzebuje, to naturalne.
Pytanie też ile Ty tego potrzebujesz i czy jest to bardzo istotna różnica, bo może on po prostu nie może sprostać Twoim oczekiwaniom?
Tak, fakt jego przeszłości może tu mieć jakiś wpływ, ale nie zasadniczy. Wygląda na to, że jest to po prostu jego indywidualna cecha i nie ma związku z Twoją osobą, bo w jakimkolwiek związku by się znajdował też tak będzie.
Dziwi mnie tylko jego stwierdzenie wprost, że "nie lubi się przytulać i całować" - to dziwne bo nie znam osoby, która "nie lubi". Podejrzewam, że być może za taką postawa stoi fakt, że Ty bardzo na niego działasz w sensie fizycznym i on aby uniknąć pokusy unika gestów prowadzących do nadmiernego pobudzenia. Może tak być ale wstydzi Ci się do tego przyznać. Może delikatnie go o to zapytaj. Bo Ty możesz nie zdawać sobie sprawy jak to na niego działa, gdyż dla Ciebie jako kobiety gesty są tym czym są, a dla mężczyzny mogą być i sygnałem i bodźcem do fizycznych pragnień. Jeśli zaś to nie to czy tu nie mamy do czynienia z sytuacją odwrotną - że sfera fizyczna w ogóle go nie interesuje? Bo też nie byłoby dobrze i mogłyby być z tego problemy w małżeństwie.
Musisz z nim porozmawiać i mówić mu też o swoich pragnieniach i potrzebach. Jesteście ze sobą tyle czasu, że normalne jest pragnienie bliskości i jego brak po prostu dziwi. Nie wiem co za tym stoi, ale Ty powinnaś się dowiedzieć. Z Bogiem!

  Ola, 21 lat
3028
29.08.2010  
Witam. Jestem z moim partnerem prawie 2 lata. Jesteśmy zaręczeni i planujemy ślub. Jednak czasami dopadają mnie wątpliwości. Otóż wydaje mi się, że on pije za dużo. Raz potrafi nie tknąć alkoholu przez cały tydzień, ale za to w weekend nadrabia po 5-7 piw. Zdarzają się tygodnie gdy pije prawie codziennie po 1-3 piwa. Ma 26 lat i wielu znajomych. Czy to normalne? Jaka jest w ogóle norma picia? On uważa, że nie robi nic złego i, „że inni piją więcej”. Zwala też winę na mnie za to, że się „czepiam” tłumacząc tym, że odbijają się na nim moje problemy z dzieciństwa (mój ojciec jest niepijącym alkoholikiem). Próbuję z nim rozmawiać, za każdym razem mnie przeprasza i obiecuje, że postara się pić mniej. Czasami widzę, że stara się zmienić, ale nie zawsze mu to wychodzi. Faktycznie w przeciągu tych 2 lat uspokoił się. Kiedyś, za nim mnie poznał, pił bardzo dużo. Jednak wydaje mi się, że tego alkoholu jest wciąż za dużo. A może naprawdę jestem przewrażliwion a? Co mam robić? Jak z nim rozmawiać? Kocham go…

* * * * *

A może nie tyle jesteś przewrażliwiona co po prostu nie życzysz sobie tego? A masz prawo.
Owszem, mnie się wydaje, że to też za dużo. Nie ma jakiejś jednej normy pewnie ale teraz pytanie: PO CO i DLACZEGO on to robi? Bo zwykle ludziom się wydaje, że nic złego nie robią, ale szybko można się uzależnić. Jeśli nie "zapija" jakichś problemów (a może tak być że odreagowuje coś - co tez wcale nie jest dobre, że w ten sposób) to dlaczego pije? Jak go pytasz to co mówi? Że lubi, że dla przyjemności? To czy nie ma innej przyjemności? A poproś go żeby zamiast tego piwa poszedł z Tobą na kawę - bo Ty to lubisz. A jakby on się zachowywał gdybyś to Ty tyle piwa piła? Byłby zaskoczony, prawda? No ale dlaczego? Bo jesteś kobietą? To nie jest tak, że mężczyźnie więcej uchodzi.
Czy Ty byłaś na kursie DDA? Jeśli jeszcze nie to koniecznie OBOJE przed ślubem powinniście skorzystać z terapii. Nie chodzi wcale o to, że z Wami jest coś nie tak. Chodzi o to, żebyś Ty mogła zrozumieć pewne mechanizmy (uzasadnij mu to np. tym, że Ty chcesz zrozumieć czego się boisz w jego piciu i chcesz się przekonać czy nie przesadzasz) a on żeby też zobaczył jak to jest być DDA i żeby Cię wspierał po ślubie. To naprawdę ważne. A jeśli on nie umie rozmawiać lub szybko się denerwuje to proś go by DLA CIEBIE tego nie robił. Jeśli Cię kocha to dlaczego miałby nie sprawić Ci przyjemności?
I jeszcze jedno: polecam Wam fantastyczny kurs przedmałżeński "Wieczory dla zakochanych" - na którym nauczycie się rozmawiać ze sobą, na wszelkie tematy i wyjaśnicie sobie wszystko. Informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Nie kłóć się z nim, spokojnie mów o swoich oczekiwaniach i nie zmieniaj ich. Niech czasem zrezygnuje ze swojej przyjemności już nie dlatego, że to złe, tylko że Ty go o to prosisz.
Powodzenia, z Bogiem!

  Agnieszka, 23 lat
3027
28.08.2010  
Witam! Wiem, że udziela Pani rozsądnych porad każdemu, kto do Pani napisze. Dlatego proszę o pomoc także i w mojej sprawie. Od niedawna interesuje się mną pewien kolega z pracy. Z resztą moze i wczesniej tak było, ale jakoś nie zwracałam na to uwagi. Jakiś czas temu wszystko sie zmieniło. On okazuje mi to swoje zainteresowanie: czesto się do mnie uśmiecha, zagaduje, zagląda do mojego pokoju kiedy jestem sama, zawsze jest miły. To spowodowało, że i ja popatrzyłam na niego jakoś inaczej niz wcześniej. I stwierdzam, ze na prawdę on zaczyna mi się podobać, a na pewno go lubię. Jest tylko jeden problem. Chwilami mam wątpliwości co tak na prawdę kryje sie za tym jego zachowaniem - czy faktycznie na prawdę mogę mu sie podobać i zabiega o mnie, czy tylko po prostu mnie lubi i stara sie być miły. Chciałabym sie tego jakoś w delikatny sposób dowiedzieć. Tylko nie wiem jak, żeby go nie spłoszyć i nie wyjść na idiotkę. Nie wiem jak właściwie zachowywać sie wobec niego, tak zeby jednocze śnie poczuł, że mi na nim zależy, ale też tak, zeby mu się nie narzucać. Nie wiem teżjaka jest jego sytuacja osobista - czy ma jakaś dziewczynę. Z tego co mówią inni to nie ma, ale nigdy nic nie wiadomo. Dodam tylko, ze on jest kilka lat starszy ode mnie i na pewno bardziej doświadczony w sprawach sercowych. Jak Pani myśli, czy mogłabym go kiedyś zaprosic np. na kawę, czy to raczej od niego powinna wyjść taka propozycja? Wiem, ze w tym wieku powinnam juz umieć rozwiazywać takie problemy, ale chyba za bardzo mi zależy na tej osobie i chciałabym postapić mądrze. Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam serdecznie:)

* * * * *

Agnieszko, zostaw tę sytuacje biegowi czasu. Bardzo prawdopodobne, że on się Tobą interesuje, świadczy o tym fakt, że zagląda do Ciebie kiedy jesteś sama, a nie tylko przy wszystkich, żeby pokazać, że robi na Tobie wrażenie.
Jednak ten czas jest na tyle krótki, że musisz czekać. Absolutnie pierwsza nie zapraszaj go na kawę - po pierwsze jeśli to poważne to ubodzie jego dumę, bo to on jako mężczyzna z pewnością chce to zrobić. Może też od razu zobaczyć, że odwzajemniasz jego zainteresowanie i jakby nie pozwalasz mu się starać, poczuje się przyciśnięty do muru… i nawet może zrezygnować z dalszych kontaktów.
Moim zdaniem dobrze to wygląda i po prostu daj czas i jemu i sobie. Różne osoby różnie tego czasu potrzebują. Naturalnie wyobrażam sobie, że chcesz wiedzieć na czym stoisz, no ale cierpliwości. Traktuj go na razie jak dobrego kolegę, nie rób żadnego gest "naprzód", tzn. nie rób i nie mów więcej niż on. Daj się natomiast zaprosić jeśli to on zaproponuje. Nie wyręczaj go w prowadzeniu, mężczyźni tego nie lubią. Na koniec polecam Ci jeszcze ten artykuł: [zobacz]
tak na wszelki wypadek, żebyś zobaczyła pewne mechanizmy.
Spokojnie, ciesz się chwilą i pomalutku odwzajemniaj zainteresowanie. Niczego nie przyspieszysz, a zepsuć jest łatwo. Powodzenia, z Bogiem!

  Brygida, 26 lat
3026
28.08.2010  
Witam Panią

Mam pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi.Nie jestem z nikim związana.
Często podkreśla się w chrześcijańskich publikacjach o małżeństwie czy na naukach rekolekcyjnych, które sobie słucham przez internet, że tak jak kobieta potrzebuje, by mąż mówił, że jest piękna, tak on potrzebuje, żeby ona chwaliła jego mądrość.
Moja mama chwaliła całe życie mądrość taty, wspierała go zawsze, ale nic z tego nie miała, on jej nie szanował,nie chwalił.Z obserwacji odnoszę wrażenie,że kobiety ostre niechwalące faceta są bardziej przez niego szanowane.A ja pragnę być szanowana przez faceta.Właściwie to bardzo boję się związków, unikam tego jak ognia, nie chce powtórzyć historii mamy, zwłaszcza, że z przerażeniem obserwuję, że robię się do niej coraz bardziej podobna,czyli zbyt uległa i dusząca w sobie prawdziwe emocje.

Zresztą mam udawać, że kogoś podziwiam?Sama jestem inteligentną i znającą się na wielu rzeczach dziewczyną.I jeżeli np. mi o wiele lepiej niż niektórym facetom idzie obsługiwanie sprzętu elektronicznego czy np. orientacja w terenie to mam udawać, że czegoś nie wiem, bo to że wiem może urazić dumę mężczyzny?To chore.To jest udawanie i w końcu człowiek przy jakiejś kłótni itak wyrzuci z siebie prawdę.Dlaczego mam udawać, że uważam, że faceci są mądrzejsi od kobiet gdy uważam odwrotnie?

Wiem miłość to dawanie dobra drugiej osobie, ale z doświadczenia moich rodziców widzę, że to dawanie dobra nie jest doceniane.

Dziękuję za ewentualną odpowiedź.Tylko Pani się radzę w takich kwestiach, bo uważam, że jest Pani niesamowicie mądrą kobietą.A Wasza książka jest świetna.

Pozdrawiam


* * * * *

Miedzy wierszami po części sama udzieliłaś odpowiedzi: to właśnie o tą uległość chodzi w ewentualnym błędzie Twojej mamy.
Tak, to prawda, że tak jak naturalną potrzebą kobiety jest być docenianą w dziedzinie urody, wartości, manier, szacunku (ale nie tylko, w innych też) tak dla mężczyzny największą wartość ma chwalenie jego kompetencji, mądrości, podkreślanie tego, że sobie radzi, bo to buduje jego poczucie wartości. Tylko teraz: nie chodzi o to wcale by kobieta udawała "głupszą" czy zatajała swoją wiedzę i umiejętności i bezkrytycznie chwaliła mężczyznę na każdym kroku. Chodzi o to, by była sobą ale dawała odczuć mężczyźnie że on jej JAKO MĘŻCZYZNA jest potrzebny. Chodzi o to, by on mógł przy niej właśnie męskimi rzeczami się wykazać. Bo wyobraźmy sobie taką sytuację, że jest mężczyzna, który świetnie gotuje, zna się na wystroju domu, ma zdolności artystyczne. I w ogóle tych cech, które sam posiada nie docenia w kobiecie i daje jej odczuć, że ona na tym polu nie ma nic do zrobienia i że nie jest mu w tej dziedzinie potrzebna. Nie chwali jej zmysłu artystycznego, nie mówi komplementów a gdy ona coś ugotuje to krytykuje lub uważa, że on z pewnością zrobiłby to lepiej. Nie pozwala jej wybrać zasłonek do domu bo jego zdaniem - ona się nie zna i on z pewnością wybierze ładniejsze. Jak taka kobieta by się czuła? Z pewnością bardzo źle, prawda? Czułaby się niepotrzebna a przynajmniej niedoceniana w tych dziedzinach, które dla niej jako kobiety są ważne. Dlatego ten mężczyzna, który ma takie cechy (to też nic złego jeśli ma takie akurat zainteresowania) powinien RÓWNIEŻ doceniać te cechy w kobiecie, by jej nie "zdołować".
Tak samo jest z mężczyzną, którego kobieta sama wszystko naprawia, targa sama zakupy (bo przecież też ma siłę), nie prosi o pomoc (bo sama potrafi) i którego nie chwali za podejmowane słuszne decyzje (bo ona głupia też nie jest).
Tak jak wspomniałam - nie chodzi o bezkrytyczny, nadmierny, cielęcy zachwyt nad mężczyzną i robienie z siebie słodkiej blondynki. Nie chodzi o uległość i czynienie z mężczyzny bóstwa, któremu wszystko wolno.
Chodzi tylko o wzajemne dowartościowanie się w swoich rolach - takie normalne, nie przesadne. Nic się nie stanie jeśli pochwalisz swojego chłopaka czasem i za to co Ty sama umiesz albo porosisz go by to zrobił.
Co z tego, że potrafisz? To wspaniale, bo w razie awarii czy jakiejś szybkiej potrzeby sobie poradzisz. Ale jeśli masz go pod ręką to czemu masz sama zajmować się wszystkim? Nie musisz i nie powinnaś, bo wpadniesz we frustrację.
Nie znam Twojego taty, być może on sam był człowiekiem apodyktycznym i wcale nie wiedział (lub nawet nie uznawał) potrzeb kobiety. Może tak został wychowany, że kobieta ma mu być bezgranicznie poddana a Twoja mama nie wymagała dla siebie tego czego potrzebowała. Może nie mówiła mu o swoich odczuciach tylko znosiła wszystko w skrytości i w żalu? Może nigdy oboje nie przeczytali żadnej książki o odmienności płci, o potrzebach i różnicach? Może nie wiedzieli o tym, że kobietę też należy docenić? Tego nie wiem, ale taki obraz mi się wyłania po tym co napisałaś. Ale może i na to nie jest za późno. Może podrzuć mamie jakiś rozdział z naszej książki, no najlepiej obojgu ale pewnie kobieta chętniej coś przeczyta. Nie chodzi o uległość i poniżanie siebie jako kobiety.
Chodzi o wzajemne zaspakajanie swoich naturalnych potrzeb. We wszystkim musi być umiar. Czytałaś naszą książkę (dziękuję za
miłe słowa o niej), to wiesz co pisaliśmy o "męskich" kobietach". Nie masz potrzeby ukrywać swoich umiejętności technicznych - tylko nie "dołuj" mężczyzny, który nie będzie wiedział więcej niż Ty w tej dziedzinie - bo poczuje się upokorzony i niepotrzebny Tobie. I jeszcze jedno- jak się kocha to pochwały i zachwyt przychodzą bardzo naturalnie. Bo jesteśmy wdzięczni za to co robi druga osoba i autentycznie nam się to podoba. Więc czemu mamy szczędzić sobie miłych słów? Dzięki nim świat będzie piękniejszy a nasza więź silniejsza. Z Bogiem!

  Joanna, 50 lat
3025
26.08.2010  
jestem wolną osobą- atrakcyjną- nie mogę znalęść partnera- pochodzę z rozbitej rodziny- myślę,że to coś we mnie, że mężczyzni się mnie boją. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.

* * * * *

Co to znaczy "wolną": wdową, panną czy po rozwodzie?

  Wojciech, 21 lat
3024
24.08.2010  
Witam,
czy to, że pochodzę z rozbitej rodziny (wychowałem się bez ojca) może mieć niekorzystny wpływ na moje relacje z partnerką i jej rodziną w narzeczeństwie i przyszłym małżeństwie?


* * * * *

Polecam Ci książkę Johna Eldredge "Dzikie serce". On szczegółowo opisuje tam relacje z ojcem, problem braku ojca i radzenie sobie z tym. Pokazuje jak przekłada się to na związek i relacje z kobietami.
Owszem, może to mieć wpływ - na pewno niezawiniony - ale warto zdawać sobie sprawę z przyczyn określonych zachowań lub niewiedzy i starać się nad tym pracować, by było dobrze. Z Bogiem!

  Alicja, 25 lat
3023
18.08.2010  
Witam serdecznie.
Byłam jeszcze niedawno w związku. Teraz sądzę, że zbyt długo (prawie rok). Czy kiedy jest się razem to normalnym jest, że się pragnie obecności drugiej osoby? Jak często zakochani ludzie powinni się spotykać? Czy prawie codziennie to zbyt często? Czy kiedy słyszy się od tej drugiej osoby, że nie możemy się spotykać aż tak często, że 2 razy w tygodniu to w zupełności wystarcza, bo praca, znajomi i inne zajęcia- to jest znakiem by się zastanowić, czy tej osobie rzeczywiście na mnie zależy? Zawsze jest jeszcze telefon, ale to trzeba także mieć chęć zadzwonić. Dla mnie to dziwne, że mieszkając w jednym mieście tak ciężko było po jakimś czasie się spotkać (później już nawet te 2 razy w tygodniu). Czy jeżeli jest się razem to normalnym jest, że się chce być dumnym z tej drugiej osoby, wziąć ją za rękę przy znajomych, przytulić- nie mówię tu o jakiś skrajnych zachowaniach, ale takich normalnych- na zasadzie "patrzcie to ona/on, moja dziewczyna/mój chłopak". Gdy jeździliśmy na wspólne wyjazdy ze znajomymi (np. rekolekcje, ale nie tylko)- on tego nie robił, idąc gdzieś po mieście nawet wśród znajomych brał mnie jednak za rękę. Pogubiłam się. Zawsze myślałam, że miłość to troska o drugą osobę, oddychanie nią, tęsknota. On widocznie nie tęsknił. Jak można być w związku i nie odzywać się? Byłam tolerancyjna, za bardzo, bo to on zerwał. Chciał spotykać się rzadziej zgodziłam się, teraz myślę, że był to błąd. Przecież jak ludzie się kochają to świata poza sobą nie widzą. Czy jeżeli wśród znajomych traktuje mnie praktycznie na równi z innymi dziewczynami to znak by się zastanowić, czy tłumaczyć sobie- przecież to są rekolekcje, tu się ludzie nie obnoszą ze swoimi uczuciami? Byłam zbyt dobra, ale miłość chyba nie polega na robieniu notorycznych awantur? Czy gdy rozmawiając na temat przyszłości powinno się zostawiać furtkę dla drugiej osoby, czy mówić- na moim ślubie to..., mój dom to będzie taki..., moje dzieci...?
Pozdrawiam


* * * * *

Dużo pytań i dużo rozgoryczenia w Twoim liście. W większość zrozumiałego.
Generalnie oczywiście jest tak jak piszesz - gdy jest się razem, pragnie się obecności, chce widzieć i spotykać się jak najczęściej. A gdy się nie widzimy to bardzo chcemy choć usłyszeć daną osobę, wiedzieć co u niej.
Wszystko jednak zależy od etapu związku. Na początku spotykanie się 2 razy w tygodniu to norma i nic złego. Później zapotrzebowanie rośnie, w miarę jak się poznajemy. Na początku nie trzymamy się za rękę wśród znajomych bo może to krępować obie strony albo ktoś myśli, że narzuca się komuś a dla drugiej strony to może być za dużo i za szybko (bo nie są na takim samym etapie w związku) a poza tym może wśród tych znajomych być ktoś samotny komu będzie przykro. Na rekolekcjach też nigdy nie trzymałam się z chłopakiem za rękę z powodów właśnie takich o jakich piszesz: to nie miejsce na okazywanie uczuć, co innego jest ważne, a poza tym są osoby samotne -trzeba je uszanować.
Co do ostatniego pytania: dopóki nie jesteście zaręczeni mówienie o ślubie jest niestosowne bo druga strona odbiera to jako ponaglanie, przyciskanie do muru, usiłowanie skłaniania do oświadczyn. Oczywiście, o przyszłości mówić można ale nie tak bardzo konkretnie, bo trzeba zostawiać swobodę decyzji drugiej osobie. Jasne, w tym czasie mamy się poznać, mamy poznać swoje oczekiwania także co do przyszłej rodziny ale nie można sytuacją krępować danej osoby - zwłaszcza na zbyt wczesnym etapie związku, dopóki nie jesteśmy pewni, że chcemy z tą sobą być, dopóki nie padły poważne wyznania i deklaracje to tak konkretnie mówić nie należy, że na moim ślubie to to czy tamto.
Z czasem, z upływem tygodni jednak brak telefonu choćby i nie odczuwanie braku drugiej osoby dziwi. I można to tłumaczyć albo szybkim wygaśnięciem początkowych emocji - po prostu - minęło zakochanie czym dana osoba jest przerażona i myśli (błędnie) że miłość się skończyła, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Albo - poznając się bliżej jedna osoba stwierdza, że to nie to, że nie tego oczekiwała, że nie chce nadal być z nią czy z nim ale …nie ma odwagi o tym powiedzieć i ten związek tak trwa ale on czy ona wymiguje się od spotkań, rozmów, uważa, że czegoś jest za dużo itp. tylko dlatego, że brak odwagi związek zakończyć. To nie jest dobre, nie jest uczciwe, bo drugiej osobie robi się nadzieję, zabiera czas i niepotrzebnie łudzi. A potem ból jest większy. I wydaje mi się, że tak mogło być w Twoim przypadku - że on stwierdził, że to nie to, a poza tym może nie rozróżniał miłości i zakochania i myślał, że jak nie czuje to nie kocha.
A może nie byliście na takim samym etapie związku: Ty byłaś bardziej pewna, że chcesz z nim być a on nie i nie nadążał? A może zbyt wcześnie padły jakieś wyznania i druga osoba źle się z tym czuła? Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
I jeszcze jedno: czy Ty pytałaś go o przyczynę takich zachowań, czy rozmawialiście o tym co jest nie tak? Czy Ci to wyjaśniał? Wiele rozstań jest niepotrzebnych i dałoby się uch uniknąć, gdyby ludzie rozmawiali ze sobą. Tak szczerze, uczciwie, po prostu wyjaśniali sobie pewne sprawy. Tymczasem zwykle sami cierpimy i dorabiamy sobie wytłumaczenia czyjegoś zachowania nie mając pojęcia dlaczego jest takie czy inne bo nigdy o to nie pytamy, co najwyżej mamy pretensje.
Nie wiem co on Ci podał jako przyczynę rozstania, bo to pewnie by wiele wyjaśniło ale z tego co piszesz to wygląda na to, że on nie był pewny czy chce z być z Tobą, nie był tego tak pewny jak Ty albo po jakimś czasie stwierdził, że nie chce ale nie miał odwagi Ci o tym powiedzieć. Przykro mi bardzo. Daj sobie czas na uspokojenie, przemyślenie. Polecam Ci tę książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
abyś poczytała i zobaczyła gdzie mógł być popełniony błąd i jak sobie radzić po rozstaniu. Widocznie (choć wiem, że to małe pocieszenie) to jeszcze nie ten człowiek. Módl się o tego właściwego a tymczasem lecz rany serca, by mogło być wolne kiedy spotkasz kogoś innego. Módl się, by Bóg zabrał te uczucia i pozwolił Ci dojść do siebie. Z Bogiem!

  w ktora stone pojsc..., 36 lat
3022
18.08.2010  
Pani Kasiu,

Mam juz 35 lat, prawie cale moje zycie wypelnila praca i nauka, myslalam ze sa one wartosciami, nie liczylam i nie licze na kariere. Przez caly ten czas bardzo nieliczne zwiazki nie nalezaly do szczesliwych. Dzis czuje sie zagubiona ciagle czekajac na kogos z kim moglabym byc na zawsze...nie chodzi o to ze nie probuje...staram sie byc otwarta, jestem obecna na jednym z portali, probuje poznawac ludzi..ale tu wlasnie jest moj problem .... chcialabym byc z kims z kim moge rozmawiac
i o codziennych sprawach i o tym co przeczytam czy zobacze...czy to sa wygorowane oczekiwania? czy moze sa niedojrzale?...Czy to ze chcialabym zeby chcial byc na niedzielnej mszy sw, czy zeby mial wlasne ambicje, marzenia to zbyt wiele?...bardzo chcialabym uslyszec Pani opinie...Modle sie o spotknie wlasciwego czlowieka, ale czasem mysle ze moze Pan Bog nie chce zebym z kims byla...moze chce czegos innego ...i nie umiem sie wtedy z tym pogodzic. Nawet jeden ze spowiednikow powiedzial ze nie wszyscy wyjda za maz...wiem. Trudno mi to jednak przyjac, dlatego pisze i tu.


* * * * *

Kochana, przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
Wejdź na te stronę: www.dla-samotncyh.pl i wpisz się tutaj: [zobacz] A jeśli jesteś z Warszawy lub okolic przyjdź na Msze i spotkania dla poszukujących małżonka. Są na nich wierzący, wartościowi ludzie, dla których nie jest dziwnym to, że ma się wartości, wprost przeciwnie - oni takich osób szukają! I są to i dziewczyny i chłopaki, mniej więcej w Twoim wieku. Jeśli nie jesteś z tych okolic to na podanej stronie poznasz osoby z innych rejonów. Mamy już ponad 40 małżeństw.
Wspaniale, że działasz, że próbujesz, rób to nadal. I módl się o to. Widzisz, samotność jest jednym z trudniejszych tematów w Kościele. Nikt nie obieca Ci dobrego męża ani nie powie, że na pewno wyjdziesz za mąż, bo nikt nie ma takiej mocy. Ale ja Ci powiem, że wcale nie jest powiedziane, że nie wyjdziesz, bo w końcu dlaczego miałabyś nie wyjść? Masz szanse! Naprawdę masz realne szanse, sama znam chłopaków, którzy marzą o takiej dziewczynie jak Ty. Za 3 tygodnie będziemy na weselu u jednej z par, które poznały się u nas a chłopak ma 40 lat i przyszedł na mszę bo mama mu powiedziała, żeby przyszedł. Więc przyszedł i na pierwszym spotkaniu poznał żonę. Czyli możliwe, prawda? Ja wiem, że jako dziewczynie jest Ci ciężej, zgadzam się. Ale zawsze możesz do kogoś napisać, możesz odpowiedzieć na czyjś wpis i możesz przyjść do nas. Organizujemy także wycieczki, wyjścia, które nie są krępujące, bo się wspólnie zwiedza, a potem integracja następuje samoistnie. Gorąco Cię do tego zachęcam! Twoje oczekiwania są normalne i nie rezygnuj z normalności, ze swoich zasad, bo tylko z takich chłopakiem będziesz szczęśliwa, który je uszanuje i odwzajemni. Módl się, działaj i nie trać nadziei! Z Bogiem!

  anna, 52 lat
3021
17.08.2010  
Nie wiem co mam zrobić, jak dalej zyć, nie wiem nawet z kim mogę porozmawiać, opiekuję się mamą niepełnosprawną, 2 lata wcześniej umierającym ojcem, jestem panną, nie wyszłam za mąz, choć tak bardzo pragnęłam mieć rodzinę, codziennie się o nią modlę, nigdzie nie mogę wyjechać, by choć odpocząć i nabrać sił, nie mówiąc już o poznaniu męzczyzny, mama zabiera cały mój czas, nieraz myślę sobie, że może lepiej by było gdyby mnie Bóg zabrał, co mam robić, jak dalej żyć, Anna.

* * * * *

A może warto zatrudnić opiekunkę choćby na kilka godzin, żeby móc wyjść, choćby do kościoła, na zakupy czy do ludzi, choćby z koleżanką na kawie się spotkać. Mama jak rozumiem nie jest umierająca tylko niepełnosprawna, czy potrzebuje non-stop opieki? Jeśli nie to nie możesz mieć wyrzutów sumienia żyjąc w miarę normalnie, wychodząc gdzieś czasem, mimo iż jej się to nie podoba czy spotyka ze sprzeciwem. Nie żyjesz tylko po to, by jej się poświęcić. Jeśli zaś potrzebuje opieki to właśnie pomyśl o opiekunce, choćby z opieki społecznej, jeśli nie stać Cię na płatną. Może czasem poproś sąsiadkę, by posiedziała z mamą lub rzuciła na nią okiem lub kogoś z rodziny - jeśli masz (rodzeństwo?). Jak nieraz pisałam w tym artykule: [zobacz]
ani rodzice nie mogą wymagać od dzieci, by się im całkowicie poświęciły ani też dzieci nie mogą mieć poczucia, że muszą poświecić na to swoje życie. Naturalnie rozumiem, że musisz opiekować się mamą, ale nic jej się złego nie stanie gdy od czasu do czasu gdzieś wyjdziesz. Wpisz się może tutaj: [zobacz]
Może kogoś poznasz? Pomyśl, że Twoje życie zaraz nabierze innych barw, pomyśl także o swojej przyszłości. Masz prawo z kimś być, by było łatwiej. A pomyślałaś o sobie? Tobą kto się zaopiekuje na starość? Musisz zadbać o siebie, bo nie myślenie o sobie to też grzech zaniedbania, musisz dbać o swoje zdrowie (także psychiczne) i przyjemności, bo inaczej i Ty będziesz sfrustrowana i na opiekę nad mamą będziesz mieć coraz mniej sił i cierpliwości. Współczuję Ci trudnej sytuacji ale na tyle na ile możesz - dbaj o siebie! Nie możesz mieć wyrzutów sumienia z tego tytułu, bo nikogo nie krzywdzisz. Krzywdzisz natomiast siebie - ignorując swoje uzasadnione potrzeby. Tak nie wolno. Proszę, rób coś dla siebie, choćby drobne rzeczy i módl się, by Bóg dał Ci możliwości i okazje. Z Bogiem!

  Karolina, 31 lat
3020
16.08.2010  
Właściwie nigdy nie byłam w żadnym związku. Myślę, że bałam się zaufać, obawiałam się, że spotkam kogoś, kto mnie skrzywdzi. Być może wynikało to poniekąd z kompleksów. Od 18 roku życia zmagam się z pewną dysfunkcją, z którą wiąże się problem natury estetycznej. Z medycznego punktu widzenia nie da się tego zlikwidować, natomiast ile mogłam we własnym zakresie oraz korzystając z zabiegów - zrobiłam. Przez te wszystkie lata starałam się już "nie szarpać z tym" tylko spróbować to zaakceptować, ale to nie było takie proste. Zrozumiałam, że każdy ma jakiś defekt czegoś. Szukałam pomocy psychologicznej, jednakże ta nie okazała się pomocną w moim problemie. Boję się, że nikomu się nie spodobam, boję się odrzucenia. Nie chcę być sama, chciałam poznać kogoś, kto mnie zaakceptuje, nie odrzuci, ale będzie szanował, rozumiał, kochał. Próbowałam nawiązywać znajomości przez internet, głównie ze stron katolickich, ale jakoś nic się nigdy nie kleiło. Staram się nie tracić nadziei, modlę się o rozeznanie swojej drogi, o siłę i odwagę, o miłość odwzajemnioną. Wiem, że po 30-tce jest wiele samotnych osób nie z wyboru. Pani Kasiu, co zrobić? Proszę o radę.

* * * * *

Wpisywałaś się tutaj? : [zobacz]
spróbuj, mamy już ponad 40 małżeństw. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic zapraszamy na Msze i spotkania dla poszukujących małżonka. Tutaj naprawdę spotkasz ludzi z prawdziwymi wartościami, nie sugerujących się tylko wyglądem. I to znacznie po 30-tce więc poczujesz się swojsko. Informacje znajdziesz tutaj: www.dla-samotnych.pl
Nie wiem o co konkretnie chodzi z Twoim defektem ale masz do tego zdrowe podejście: jeśli coś się da zrobić to robisz, a jeśli nie to trzeba to zaakceptować bo co innego pozostaje? Dlatego człowiek, którego spotkasz też musi to zaakceptować, ale jeśli Cię pokocha to nie będzie to dla niego przeszkodą, jestem przekonana. Kocha się przecież nie za coś ale pomimo czegoś. Najważniejsze jest jaki ktoś jest a nie to czy jest idealny i nieskazitelny w wyglądzie. Masz rację, każdy ma jakiś defekt a lepiej mieć go w wyglądzie niż w charakterze. Karolino! Działaj nadal i módl się. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i szukaj. Jest wielu wartościowych chłopaków, którzy może mają kompleksy, boją się odrzucenia i może nigdy nie piszą ale czytają wpisy u nas na stronie. W realnym świecie na naszych spotkaniach też tacy są. Czekają nie na księżniczkę a na spokojną, miłą, wartościową dziewczynę. Spróbuj, warto. Z Bogiem!

  Łukasz, 26 lat
3019
15.08.2010  
Podoba mi się pewna nieznajoma dziewczyna i myślę, że ja jej również, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Chodzi o to że moje myśli względem niej wcale nie dotyczą ani seksu, ani pocałunków, ani nawet zwykłego przytulania się do niej... tak jakby to w ogóle nie miało żadnego znaczenia. Poprostu patrzę się w jej oczy i jedyne o czym myślę to tylko to jak wspaniale byłoby gdybym mógł z nią chociaż porozmawiać, i jak bardzo bym chciał aby mnie kochała. Czy tego typu myśli można nazwać pożądaniem i czy to coś złego ? Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przytrafiło.

* * * * *

Jak możesz nazywać pożądaniem coś co nie ma takiego podłoża? Myślę, że właśnie bardzo zdrowo patrzysz na tę relację: zachwycasz się czymś w niej naprawdę, a nie jej ciałem, więc to nie jest pożądanie tylko zachwyt. I bardzo dobrze, że to ma taki początek. Z Bogiem!

  karolina, 22 lat
3018
14.08.2010  
Pisałam juz wczesniej - pytanie 2993.
Pobraliśmy się. Miałam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze, ale problem wypominania pojawił się znów w kilka tygodni po ślubie. Mąż ciągle uważa że nie zrobił nic złego. Cierpię z tego powodu i nie potrafię zapomnieć choć tak mocno się staram.


* * * * *

Ale rozmawiałaś z nim jeszcze przed ślubem o tym? Czy wtedy powiedział Ci coś co Cię uspokoiło, skoro za niego wyszłaś, czy postanowiłaś zapomnieć o tym? Czy przeczytałaś tamte odpowiedzi? Jeśli Cię to nadal boli to po prostu - przeczytawszy dokładnie to co Ci poleciłam - po prostu powiedz mężowi jak to widzisz i wytłumacz DLACZEGO Ci jest przykro i wytłumacz dlaczego on powinien tego żałować. Przecież przed ślubem musiał się wyspowiadać, także z tego. Spowiedź jest ważna gdy się ŻAŁUJE. Czy zatem nie żałował? Jeśli żałował to musiał uznać to za grzech, za coś złego - przynajmniej zło w stosunku do Ciebie. Przynajmniej za zło musi uznać to, że na Ciebie nie poczekał, że Ci jest przykro. Czy teraz uznaje wierność i uczciwość (chyba tak skoro to ślubował, prawda)? A jeśli tak to ta wierność przecież rozciąga się także na sferę przedślubną, bo WTEDY Tobie wierności nie dochował, zatem nie rozumiem dlaczego uważa że nic złego nie zrobił - zrobił - zranił Ciebie. Wytłumacz mu to, ale bez awantur bo to nic nie da. Jeśli i rozmowy nie pomogą to podrzuć mu jeszcze ten artykuł: [zobacz]
tam są argumenty dlaczego współżycie przedmałżeńskie jest złe, może się nad tym zastanowi i sam dojdzie do dobrego wniosku. A jeśli i to nie pomoże to pozostaje mieć nadzieję, że jeśli Cię naprawdę kocha i poważnie traktuje przysięgę to będzie Ci wierny od tego momentu i będzie o Ciebie dbał nawet jeśli jest niewierzący. Czy jest niewierzący? Bo wierzący człowiek przecież nie może kwestionować grzechu i nawet jeśli nie zgadza się z przykazaniami to musi uznać, że je przekroczył, że w świetle wiary katolickiej zrobił coś złego, tak obiektywnie. Bo on cały czas patrzy tylko ze swojego punktu widzenia. Ale jeśli myśli logicznie to nawet nie będąc wierzącym nie może kwestionować oczywistości - nawet jeśli nie żałuje. Rozmawiaj, tłumacz, a jeśli nic nie poskutkuje to zaakceptuj, że taki jest. No bo teraz czasu się nie cofnie i pozostanie tylko nie oglądając się wstecz budować przyszłość wybaczając oprócz tamtego współżycia także to, że nie widzi w tym zła. Inaczej ciągle będziesz czuła żal, całe życie. Zapewne nie ma sensu się tak katować. Wiem, ze to przykre, ale jeśli on naprawdę nie zrozumie (choć nie wiem dlaczego) to zostaw te kwestie i żyj normalnie - tym co przed Wami. Z Bogiem!

  Kasia, 25 lat
3017
11.08.2010  
co zrobić gdy kochasz a nie czujesz się kochany

* * * * *

NIE czujesz czy nie JESTEŚ kochana? To różnica. Na początek poczytaj odp. nr 13 oraz ten artykuł: [zobacz] bo Twoje pytanie jest bardzo ogólne.

  Hania, 21 lat
3016
09.08.2010  
jestem 2 lata po slubie i maz ciagle mnie oklamuje.Pisze z dziweczynami i niewiem co mam robic prosze o pomoc....

* * * * *

Przede wszystkim - porozmawiać z mężem. Postawić konkretne warunki: zażądać, by zlikwidował wszelkie profile na portalach randkowych, wyczyścił historię w komputerze i powiedział Ci całą prawdę. Masz do tego prawo. Spytaj go dlaczego to robi, po co i czego mu brakuje w związku z Tobą? Bo ewidentnie coś jest problemem w Waszym małżeństwie, nigdy bowiem jeśli kochamy prawdziwie nie potrzebujemy innych bodźców, innych osób, bo nasza prawdziwa miłość nam wystarcza, bo małżonkiem zachwycamy się tak, że stawiamy go ponad inne osoby, bo dla nas jest najwartościowszy i przez nas WYBRANY! Czego nie otrzymuje Twój mąż, że flirtuje z innymi?
Przede wszystkim musisz zatem rozmawiać z nim, ponadto wejdź na stronę www.sychar.pl, tam jest wspólnota trudnych małżeństw, małżonków w kryzysie, poczytaj świadectwa, zapytaj o radę, otrzymasz fachową pomoc. Możesz też porozmawiać z jakimś mądrym księdzem. A może udałoby się wyciągnąć męża na jakieś weekendowe rekolekcje dla małżeństw? To byłoby najlepsze, bo wtedy na wszelkie trudne tematy byście ze sobą porozmawiali. Jeśli to możliwe to informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Możesz też udać się do poradni rodzinnej. Módl się o rozwiązanie tej sytuacji ale i podejmuj konkretne kroki, rozmowa, wyjaśnienie przyczyn to podstawa a może dojdziecie do sedna w ten sposób, w każdym razie próbuj, bo warto ratować małżeństwo. Jesteście dopiero dwa lata po ślubie i bardzo młodzi, więc będzie łatwiej. Z Bogiem!

  Magda, 21 lat
3015
08.08.2010  
Mam dość nietypowe pytanie: jak nauczyć się żyć bez miłości? Nigdy jeszcze nie miałam chłopaka i raczej nie będę mieć. Nikt nie chce się mną zainteresować. Do tego kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że będę mieć problemy z zajściem w ciążę. Może też tak być, że w ogóle nie będę mieć dzieci. W tej sytuacji wiem, że żaden facet nigdy się ze mną nie zwiąże. W dodatku pochodzę z patologicznej rodziny, nigdy nie zaznałam w niej miłości i ciepła, dlatego pragnę miłości bardziej niż normalny człowiek. Próbowałam pogodzić się z tym, że będę sama do końca życia, ale nie potrafię. Myślę nawet poważnie o tym, żeby wstąpić do zakonu, chociaż nie mam powołania, ale może tam uda mi się zapomnieć. Jak pogodzić się z tą samotnością?

* * * * *

W tym momencie mogę polecić Ci ten artykuł: [zobacz] bo Twój list jest niczym innym jak głośnym WOŁANIEM O MIŁOŚĆ!
Wiesz o tym i chcesz, bym zaprzeczyła, by podała Ci argumenty za tym, że na tę miłość zasługujesz. No to podaję - w tym artykule.
A poza tym: kto Ci powiedział, że nie możesz mieć dzieci? Na co chorujesz? Nie wolno młodej dziewczynie, która nawet nie rozpoczęła jeszcze starań o dziecko czegoś takiego powiedzieć. Dla Boga nie ma nic niemożliwego a poza tym choroby się leczy. I nie mów głupstw, że "żaden facet się z Tobą nie zwiąże" gdybyś nie mogła mieć dzieci. Niepłodność nie jest przeszkodą małżeńską jeśli nie wyklucza się dzieci. Ty nie wykluczasz, wprost przeciwnie. A mężczyzna który wiąże się z kobietą wiąże się z nią nie ze względu na dzieci tylko miłość, która go z nią łączy. A jeśli (i tak jest najczęściej) w trakcie małżeństwa dopiero okazuje się, że nie można mieć dzieci? Czy któraś ze stron ma odejść? To by znaczyło, że się nie kochali i że małżeństwo nie ma sensu. To by znaczyło, że również moje małżeństwo nie ma sensu? Poza tym - Ty jeszcze nigdy nie podjęłaś żadnej próby starania się o poczęcie dziecka więc nie wiesz czy się nie uda. Znam wiele przypadków gdzie były wszelkie możliwe choroby i przeszkody a udawało się od razu. Jeśli chcesz, mogę Ci coś doradzić w tej dziedzinie, napisz tylko do mnie prywatnie na adres redakcji, zaznaczając, że to Ty to porozmawiamy.
I jeszcze jedno: ja też pochodzę z takiej rodziny. A męża i szczęśliwe małżeństwo mam. Przeczytaj w tym temacie te odp.: 468, 484, 520, 600, 699, 1985, 1490, 421, 537, 950 i polecany artykuł.
Polecam Ci też całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Nie trać nadziei, nie okłamuj siebie, że nie pragniesz miłości, tylko poczytaj i staraj się do miłości właśnie przygotować. Owszem, przez Twoje doświadczenia będzie Ci trudniej, mnie też było. Ale jakiej odporności się dzięki temu nabiera! Módl się o to, by Bóg uleczył wszelkie Twoje zakamarki gdzie siebie nie akceptujesz, gdzie Ci trudno i by dał Ci we właściwym czasie prawdziwą miłość. On wszystko może, w to chyba nie wątpisz? Jestem pewna, że jak się postarasz troszkę popracować to jeszcze za kilka lat tu napiszesz podzielić się swoją radością. Z Bogiem!

  Gabrysia, 21 lat
3014
08.08.2010  
Witam serdecznie,

Wiem, że warto czekać. Poczekam... tylko,
czy mam szansę poznać naprawdę wartościowego mężczyznę - bez nałogów, takiego który nigdy nie miał do czynienia z masturbacją, pornografią, nie miał żadnej partnerki seksualnej i będzie prawdziwie wierzący ?
Po kilku zawodach w swoim życiu i pod wpływem obserwacji świata, swoich znajomych, nie bardzo w to wierzę.
Czy bardzo ważną rolę odgrywa modlitwa w tej intencji?
Niestety jak na razie, nie jestem w stanie o to się modlić. Po prostu wątpię.
Boję się też, że kiedyś ulegnę światu...


Pozdrawiam!
P.S. Szczerze Państwu zazdroszczę Miłości i wiary :)


* * * * *

Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi: TAK.
Modlitwa w tej intencji jest bardzo ważna, bo przez nią prosimy samego Boga, by postawił na naszej drodze odpowiedniego człowieka, ludzi, z których będziemy mogli kogoś wybrać. Oczywiście, że są tacy mężczyźni. Jasne, nie wszyscy są święci od razu ale nie jest najważniejsze jaki ktoś był ale jak się zmienia, rozwija. Nawet jeśli kiedyś popełnił błędy to jeśli je zrozumiał, nawrócił się i jest inny to też jest wartościowym człowiekiem. Trzeba aktywnie szukać i modlić się o to.
A może pójdziesz w tej intencji na pielgrzymkę? Niejedna osoba już tak wymodliła męża, a może na niej nawet kogoś poznasz. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic to zapraszamy też na msze i spotkania w intencji poszukujących małżonka. Tu masz gwarancję poznania kogoś wartościowego. Informacje są na stronie: www.dla-samotnych.pl
Możesz też wpisać się tutaj: [zobacz] Życzymy Ci prawdziwej, pięknej miłości i krótkiego czekania! Z Bogiem!

  Łatek, 26 lat
3013
08.08.2010  
Szczęść Boże
Chciałbym zapytać czy po rozstaniu się z dziewczyną pisanie do niej listów jest stosowne?
Bardzo kocham niewiastę, z którą byłem przez trzy lata i zależy mi na tej znajomości. Wysłałem kilka listów w odstępach czasu i nie otrzymałem odpowiedzi. Rozmawialiśmy telefonicznie i powiedziała, żebym nie dzwonił. Była nie chętna...
Jest mi cięzko, czuję się winny tego rozstania. Ale to nie jest łatwo stać się głową rodziny w dobie kryzysu. W Polsce dla młodych sytuacja jest niezwykle trudna. Myślę, że nie ma sensu się obrazać.

Ja chcę dla niej wszystkiego co najlepsze, życzę jej pomyślności w życiu, gdyż jest bardzo dobrą i serdeczną Osobą.
Tego miesiąca będzie mieć imieniny, więc wyślę jej pocztówke i może zapytam...
rozumiem ją...:(
Jeśli naprawdę nie chce, abym pisał to nie mogę byc nachalny zdaję sobie z tego sprawę.
Trwam w modlitwie i tęsknię.
Pozdrawiam wszystkich zmartwionych.


* * * * *

Postawa Twojej dziewczyny jest zrozumiała, jeśli od rozstania minęło niewiele czasu. Bo ją to rozstanie bardzo jeszcze boli i pewnie Cię kocha i jej zależy albo jest bardzo zraniona i rany są otwarte. Po rozstaniu ja zawsze doradzam zerwanie lub rozluźnienie kontaktu - by nie cierpieć. Również po to, by strona z której inicjatywy nie nastąpiło zerwanie nie odbierała tego jako kolejnej szansy, nowej nadziei. Nie ma sensu udawać przyjaźni po zerwaniu. Zawsze coś było przyczyną rozstania, prawda? A zatem jest uraz, żal, uprzedzenie. Emocje muszą opaść, trzeba sobie wzajemnie przebaczyć. Zbyt świeża rana nie jest w stanie tego znieść. Jestem też przeciwnikiem przyjaźni po związku, o tym dlaczego pisałam w odp. nr: 7, 1561, 1571, 2719.
Przeczytaj też odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak sobie radzić po rozstaniu i o samym rozstaniu: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713 Być może Ty jako mężczyzna inaczej to odbierasz, może podświadomie chcesz mieć kontakt "w razie czego" bo wydaje Ci się, że może ona jeszcze do Ciebie wróci. Albo przeciwnie - Twoje rany się zagoiły i jesteś w stanie neutralnie w stosunku do niej się zachowywać. Ale ona najwyraźniej nie. Uszanuj to - po prostu. Jeśli będziesz nachalny - efekt będzie odwrotny. Poczytaj polecane odpowiedzi, to pewnie bardziej to zrozumiesz. Z Bogiem!

  Iwona, 26 lat
3012
03.08.2010  
Witam.Znajduję się troszkę na rozstaju dróg i potrzebuję porady...mianowicie za dwa tygodnie miałam wziąść ślub z moim narzeczonym, mieliśmy się pobrać po 2,5 latach związku. Mieliśmy...do świąt wielkanocnych.Mój narzeczony tydzień przed świętami po krótkiej internetowej sprzeczce i moim zniecierpliwionym smsie podjął decyzję o tym by się rozstać...byłam załamana, próbowałam dociec dlaczego podawał różne powody ale takie jakieś niekonkretne...poza jednym- jego pierwsza miłość- spotkał ją raz w jej miejscu pracy i odżyło w nim coś czego nie potrafi opisać i twierdził że nie chce mnie ranić ale chciałby ją odzyskać- mimo iz ona nie była tym zainteresowana- wiem bo sprawę z nią wyajśniała- sama miała narzeczonego.Pio konfrontacji i może dwóch dniach od rozstania mój ex narzeczony przyszedł prosić o jeszcze3 jedną szansę. Zgodziłam się bo wtedy czułam ze moje życie bez niego jest bez sensu, ale postawiłąm pewne warunki- dwa z nich wypełnił jeden ciągle jeszczze nie ejst wypełnion y...od tamtego czasu powoli zaczęliśmy odbudowywać nasz związek...jednak w którymś momencie coś we mnie pękło- owszem on się starał na początku- teraz mam wrażenie że jest jak dawniej:( i już nie mam siły z nim o tym rozmawiać i wałkować po raz tysięczny ten sam temat. Zauważyłam ze często mam go dosyć i mnie irytuje...jesteśmy rówieśnikami i myslę że on nie dojrzał do tego związku...nie wiem co robić...gdzieś blisko jest też starszy chłopak...bardzo go lubię ale zawsze był to kolega kolegi...teraz troszkę stał się bliższy...nie wiemco robić czy tamto ma jeszcze szanse??

* * * * *

Trudne pytanie. Nie wiem. Z tego co piszesz to faktycznie niedojrzałe było po pierwsze: rozstanie po INTERNETOWEJ sprzeczce (jak to, już narzeczeństwo a zagranie jak z gimnazjum), a po drugie: zachwyt po jednorazowym spotkaniu byłej dziewczyny. Być może był wtedy zły na Ciebie i to zdziałało na zasadzie: " a na złość jej…" ale nawet jeśli tak przez moment poczuł to głupotą było mówienie tego Tobie i to w ten sposób. Nawet jeśli w pierwszej chwili poczuł się oszołomiony to dojrzały człowiek za chwilę opamiętuje się i wraca do rzeczywistości.
Rozumiem jednak, że Ty miałaś dobrą wolę, on potem też i zaczęliście odbudowywać związek. Piszesz o 2 spełnionych warunkach a trzecim nie. Nie wiem czego te warunki dotyczą. Czy są to zasadnicze rzeczy? Domyślam się, że tak, bo inaczej nie byłabyś sfrustrowana. Można naturalnie wybaczyć ale przede wszystkim ta druga osoba musi przebaczenia pragnąć i starać się naprawić błąd (czy tak jest?) poza tym nie może już być między Wami niedomówień i żalu. A w Tobie jest. Być może powodem tego jest to, że on nie dość się stara a poza tym lekceważy tę całą awanturę i uważa, że nic się nie stało a przecież stało- odwołany został ślub.
Moja Droga! Musisz sobie przede wszystkim odpowiedzieć na zasadnicze pytania: czy otrzymujesz od niego to czego potrzebujesz. Może podpowiedzią niech będą odp. nr: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 2341, 2568, 2627, 2717, 2724 i te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Namawiam Was też na "Wieczory dla zakochanych" informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Po tym podejmiecie właściwą decyzję, bo porozmawiacie ze sobą na wszystkie tematy i zobaczycie co Was łączy.
Co do tego starszego kolegi to na razie pomiń ten temat. Widzisz, pewnie jest tak, że to czego nie otrzymujesz w związku z narzeczonym masz nadzieję (i wyobrażasz sobie) otrzymać w związku z tamtym chłopakiem. A tak być nie musi, bo prawdopodobnie on teraz w Twoim umyśle jest przeciwwagą do tego. I niekoniecznie to co myślisz o nim sprawdziłoby się w rzeczywistości. Oczywiście, być może z nim udałoby Ci się stworzyć dobry związek, tylko wiesz, jeśli nawet rozstałabyś się z narzeczonym to nie mogłabyś w ten związek wchodzić od razu. Bo musiałabyś dać sobie czas na zagojenie ran i przemyślenie czego naprawdę oczekujesz i jakiego człowieka chcesz. Metoda klina nigdy nie jest dobra, bo to nie jest tak, że nowa osoba będzie plastrem na nasze rany. Wprost przeciwnie - my w nowy związek musimy wejść mocni, otwarci na TEGO człowieka, który jest inny i mieć wolne serce. Bo inaczej będziemy go ciągle z poprzednim porównywać i w razie nieotrzymania tego co sobie wyobraziliśmy rozczarowanie będzie duże. I szybko się okaże, że to nie jest lek na całe zło. Nie wolno nam tworzyć nowego związku zbyt szybko po starym gdy rany są otwarte i serce mamy zajęte - bo jest w nim jeszcze tamten człowiek. A będzie jeszcze jakiś czas, bo gdyby go tam nie było to tylko oznaczałoby, że nie kochaliśmy wcale i wcale nam nie zależało. A to nieprawda, bo Tobie zależy i dajesz szansę. Dlatego poczytaj, polecam Ci też moją książkę:
http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Porozmawiaj z narzeczonym, wyjaśnijcie sobie te najboleśniejsze kwestie, by w ewentualne małżeństwo wejść w prawdzie, bez niedomówień i nie daj Boże żalu o coś. Dzień ślubu ma być najpiękniejszym dniem, kiedy to łączymy się z kimś na wieczność. Dlatego musimy wyboru dokonać w wolności i świadomie!
Zastanówcie się oboje i naprawdę polecam te "Wieczory" - znakomita rzecz. I módl się o rozeznanie! Z Bogiem!

  Anna (2992), 25 lat
3011
03.08.2010  
Dziękuję za poprzednią odpowiedź ( nr.2992). Rzeczywiście zaczynam się czuć przyparta do muru. Matka mojego chłopaka namawia go byśmy się zaręczyli. Wiem, że chce mu zapewnić byt w przyszłości, by nie był sam, ponieważ nawet nie ma dobrych przyjaciół. Mój chłopak często nawet w czasie kłótni mówi, że pójdzie do Mamy i ona mu przyzna rację.A niby ma swoje zdanie. Mówi mi, że jestem najważniejsza, mówi mi o tym, że mnie tak bardzo kocha, że jestem całym jego światem itp. Ale nie wiem już czy to z jego strony nie jest desperacja? Mówi też, że chce założyć rodzinę (oczywiście mieszkanie z jego Mamą), ale jeśli jego Mama nie zechce wnuków to my nie będziemy mieli dzieci :( I wciąż mnie naciska. Z jego strony nie czuję ani wsparcia, ani przy nim się nie czuję bezpieczna. Czasem myślę, że na taki spokój, bezpieczeństwo, nadawanie na wspólnych falach sobie nie zasłużyłam. Nie chcę tak żyć, jak on mi to przedstawia. A wiem, że on inaczej by nie mógł, każe mi się przystosować w imię mi łości. Czuję się zagubiona, osomotniona i dosłownie przyparta do muru. Zależy mi na nim, ale jest za dużo tego do udźwignięcia. Tylko jak się z tego wyplątać, skoro ciągle mam nadzieję? Nie chcę być już sama chciałabym kogoś innego znaleźć, a czuję taką lojalność względem niego. Czy to nie zdrada szukać teraz kogoś innego? Choćby na przyjaciela?

* * * * *

"Mówi też, że chce założyć rodzinę (oczywiście mieszkanie z jego Mamą), ale jeśli jego Mama nie zechce wnuków to my nie będziemy mieli dzieci :(" Po takich słowach natychmiast uciekłbym gdzie pieprz rośnie. Dziewczyno i Ty mówisz o lojalności wobec niego??? Nie mogę w to uwierzyć co czytam! Jeśli on już teraz robi takie założenie to absolutnie nie nadaje się do związku a co dopiero do małżeństwa!
Matka na pewno chce jego dobra, ale czy widzisz tutaj paranoję? Ona chce byście się zaręczyli bo chce JEMU zapewnić przyszłość. Twoja rola w tym jest przedmiotowa - jesteś środkiem do celu jakim jest szczęście jej syna.
Mieszkanie z teściami po ślubie jest czymś co zawsze będę każdemu odradzać, nawet przy zdrowych układach, pisałam o tym w odp. nr 1334. A decyzja o dzieciach??? Po pierwsze: gotowość przyjęcia dzieci (którymi BÓG obdarza a wola matki) jest warunkiem koniecznym do zawarcia małżeństwa, bez tego małżeństwo jest nieważne (gotowość, nie możliwość urodzenia - to dwie różne sprawy). Po drugie - nie zdajesz sobie sprawy jakim bólem jest brak dzieci dla kobiety. Po trzecie: co jego matka ma do tego? Ona swoje dziecko już urodziła Ty masz prawo do tego samego. Moim zdaniem to małżeństwo nie może być ważnie zawarte z uwagi na przeszkodę jaką jest jego niedojrzałość. On działa pod wpływem matki, nie ma zatem mowy o dobrowolności.
Moim zdaniem - ratuj siebie, póki czas, po ślubie będzie za późno. Nie mam nic na jego usprawiedliwienie.
Zasługujesz na miłość osoby odpowiedzialnej i życie w małżeństwie a nie w trójkącie. Ty masz być żoną a nie jego matka.
Zrób jeszcze jeden mały teścik: zaproponuj, byście mieszkali z Twoimi rodzicami i zobacz jego reakcję. A potem daj mu do przeczytania odpowiedzi o mieszkaniu z teściami i też posłuchaj co powie. Jeśli nadal odniesie się do matki to masz zapewnioną gehennę do końca życia. Moim zdaniem nie warto.
Nie jest to odpowiedzialny i samodzielny człowiek. Moim zdaniem nie będzie z tego dobrego małżeństwa - brak tu elementarnych podstaw. Dziwię się, że tak długo wytrzymujesz presję. Być może jesteś wrażliwą dziewczyną, której brak asertywności i która nie umie odmawiać. Ale nie można być z kimś z litości. Tu chodzi o całe Twoje życie. Masz wystarczające podstawy do zerwania. To Twój wybór naturalnie - ale z Twojego listu wieje grozą. Sukces w miłości polega na znalezieniu odpowiedniej osoby - inaczej cierpi się całe życie. Pytanie po co dobrowolnie się na to skazywać? I nie martw się samotnością, jesteś młoda i życie przed Tobą. Wybierz dobrze! Polecam też całą moją książkę, o której poprzednio Ci napisałam. Z Bogiem!

  Kuba, 18 lat
3010
03.08.2010  
Jestem z dziewczyną 10 miesięcy, podobno się kochamy, podobno wszystko jest wspaniałe kiedy ma się drugą osobę obok ale zawsze jest jakieś "Ale".

Nie wiem co mam zrobić nie akceptują mnie jej rodzice, nie wiem czy ją kocham, nie wiem co mam zrobić.

Proszę o pomoc.

Pozdrawiam K


* * * * *

No ale tu chyba są dwa problemy. Pierwszy to jej rodzice. Dlaczego Cię nie akceptują? Bo nie napisałeś. Musisz znać przyczyny i Twoja dziewczyna powinna z rodzicami o tym rozmawiać, by dowidzieć się szczegółowo o co chodzi, wtedy dopiero będziesz mógł się do tego ustosunkować. Powinieneś też pojawić się u niej w domu, by mogli Cię poznać, zobaczyć, porozmawiać - dopiero gdy się kogoś pozna można coś o nim powiedzieć. Przeczytaj też odp. nr: 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839, 2185, 2319, 2333, 2455, 2512, 2738 może tam znajdziesz jakąś podpowiedź.
A co do miłości. Nie musisz JESZCZE jej kochać, bo krótko ze sobą jesteście. Pewnie jesteś zakochany a nie kochasz a poza tym to jeszcze etap poznawania się - i to naturalne. Nie musisz jeszcze niczego deklarować, po prostu chodźcie ze sobą, poznawajcie się i tyle. Tu potrzebny jest czas. A o miłości przeczytaj te artykuły: [zobacz], [zobacz]
Z Bogiem!

  Lily, 22 lat
3009
31.07.2010  
3 lata temu poznałam wirtualnie chłopaka. Zaprzyjaźniłam się z nim internetowo, pisaliśmy na gg, maile, rozmawialiśmy przez telefon. Wiedzieliśmy jak wyglądamy. On wyjechał za granicę, potem wrócił. Poznaliśmy się ostatnio. Jest nam ze sobą bardzo dobrze, czujemy się swobodnie, wiemy, że to przyjaźń, tak dużo o sobie wiemy i jedno za drugim w ogień skoczy... Od zawsze mi na nim bardziej zależalo. Żaden mężczyzna nie budził we mnie takich uczuć. teraz to już nie jest ślepe zakochanie, znam go, wiem jaki jest i nie mam motylków w brzuchu na jego widok, ale uwielbiam z nim spędzać czas, czuje się przy nim tak spokojnie... Jest jednak problem. On od kilku lat kocha inną dziewczynę. Nie są razem,kiedyś byli. Teraz ona ma innego, ale wciąż mają ze sobą kontakt. Wypisują sobie listy, że się kochają i istnieją tylko dla siebie, ale ona nie chce z nim być. Jednak oboje twierdza że ich miłość to niepowtarzalne uczucie. Nie rozumiem tego. On nie może się uwolnić od tego moim zdaniem już toksycznego uczucia. Nie umie się zainteresować nikim innym. uważa że ta dziewczyna to jego przeznaczenie, szansa która stracil, ze tylko ona jest ta jedyna. Nie wiem jak sprawic, by zaczal myslec inaczej. Rozsadniej i zdrowiej. I zeby dal sobie szanse na inna milosc. Powiedzialam mu, ze moglby ja otrzymac ode mnie. On odpowiedzial ze wie o tym, ale nie umie byc z kims innym, skoro jest ona, mimo ze ona jest z innym chlopakiem (twierdzi ze jego tez kocha,ale tylko ten moj przyjaciel jest jej bratnia dusza). Juz nie wiem jak mam mu przemowic do rozumu, ta sytuacja jest jakas chora. Jak z jakiejs mdlej romantycznej powieści o miłości... Ale takie w życiu sie nie zdarzaja, przeciez to my decudyjemy jak dlugo chcemy byc zniewoleni przez takie bezsensowne zwiazki...:/ co robic?

* * * * *

Rację masz Ty. Podeślij mu ten artykuł: [zobacz] Tam pisałam właśnie o tym - czy istnieje jedna nam przeznacza osoba. Nie rozumiem postępowania tej dziewczyny - jeśli go kocha - co stoi na przeszkodzie?A jeśli nie może lub nie chce z nim być- niech absolutnie zerwie kontakt i nie wypisuje bzdur o miłości, bo to nieuczciwe. Poza tym dziwię się jego postawie względem Ciebie.
Bo jeśli ją kocha to co robi w relacji z Tobą? Przecież zrobił Ci nadzieję a teraz pewnie wypiera się, że "traktuje Cię jak koleżankę". No tak być nie może. Nie możesz tracić czasu i szansy poznania kogoś innego bo ciągle masz nadzieję. Moim zdaniem powinnaś po pierwsze dać mu ten artykuł, a po drugie - jak go już przeczyta porozmawiać z nim powie najlepiej na żywo. Jeśli tamta dziewczyna rzeczywiście istnieje a nie jest tylko wymówką by nie wiązać się z Tobą (dziwisz się, że nie dowierzam? Zbyt często spotykam się właśnie z czymś takim - chłopak zasłania się dziewczyną, która nie istnieje, by uniknąć odpowiedzialności) to musisz dać mu jakiś konkretny czas i postawić ultimatum - alb zrywa z tamtą (skoro i tak nie będzie z tego związku) i Wy zaczynacie normalnie się spotykać albo Ty zrywasz kontakt. Bo nie możesz łudzić się w nieskończoność. W tej chwili bowiem sytuacja wygląda tak jak w tych odp.: 1138, 1959, 2157- on traktuje Cię jak swoją psychoterapeutkę i po prostu wykorzystuje Twoje uczucia do dowartościowania się, innymi słowy żeruje na Tobie emocjonalnie. To bardzo niezdrowa sytuacja. Zrób coś dla własnego dobra. Zasługujesz na realną odwzajemnioną miłość. Z Bogiem!

  Violet, 17 lat
3008
30.07.2010  
Jestem ze swoim chłopakiem od 2 miesięcy. On ciągle powtarza, że mnie kocha i chce być ze mną do końca życia. Nie wiem jednak, czy mówi do końca szczerze.
Wiem, że mogę mu zaufać. Wciąż mnie wspiera, ale czy mogę mu do końca wierzyć, że nigdy mnie nie opuści?
Bardzo go kocham i chcę wierzyć, że to co mówi to prawda, jednak boję się, że się rozczaruję.


* * * * *

Niepoważna deklaracja z jego strony - przedwczesna. On prawdopodobnie myli miłość z zakochaniem, bo nie można po 2 miesiącach znajomości być pewnym relacji na całe życie. Potraktuj więc to wyznanie jako deklarację, że po prostu mu się podobasz. I poczytaj a także daj chłopakowi do poczytania te artykuły:
[zobacz], [zobacz]
Z Bogiem!

  Leonik, 21 lat
3007
29.07.2010  
Droga Redakcjo!
Poznałem fantastyczną dziewczynę, spotykaliśmy się przez 2 miesiące,nasza znajomość był intensywna, pisaliśmy do siebie, razem spędzaliśmy czas choć tylko 1-2 razy w tygodniu. Byliśmy nawet na jednodniowej wycieczce, ona mnie komplementowała więcej niż ja Ją, dawaliśmy sobie drobne upominki itd. Bardzo się polubiliśmy, mamy podobne systemy wartości i sporo takich samych zainteresowań. Więc po tych 2 miesiącach "uderzyłem" do Niej,ale nie powiedziałem oczywiście słów "kocham" tylko powiedziałem, że mi się podoba co było pośrednio zapytaniem o tzw "chodzenie". Nadmienię że ja mam 21 lat a ona 19.

A ona stwierdziła, że nic mi nie może obiecać, że mnie bardzo lubi uważa za wspaniałego faceta ale nic nie czuje...A jej zachowanie wcześniej mogło mnie do tego przekonać że właśnie coś czuje.

Dodała też, że mimo to chce się nadal spotykać, ale jako przyjaciele. Niestety ja dodałem, że chciałbym się dalej postarać a ona mówiła, że nie chce mi robić nadziei.

Teraz też się spotykamy w wakacje trochę rzadziej, bo ona studiuje w moim mieście a tak jest u siebie w domu.

Troszkę ochłodziła się znajomość ale od momentu tego wyznania minęło 3 miesiące więc chyba już się to wszystko schłodziło,wyrównało.

I mam pytanie.Boje się straszliwie, że jest już pozamiatane...Tzn.,że nie da rady już zrobić czegoś więcej niż przyjaźń choć znajomość nadal trwa i ma się dobrze...

Pytanie drugie jest takie kiedy mogę spróbować raz jeszcze?

A może czas tak naprawdę nie ma znaczenia? Albo coś jest między nami albo nie ma?


* * * * *

Spokojnie. Wbrew pozorom - moim zdaniem - prognozy są bardzo dobre. Prawdopodobnie zbyt szybko (dla niej) zadałeś pytanie. I ona się spłoszyła, bo nie chciała robić czegoś wbrew sobie. Ale to, że chce w ogól nadal się spotykać świadczy jednoznacznie o tym, że nawet wiedząc o Twoim nastawieniu chce nadal kontynuować znajomość. Czyli jej na Tobie zależy. Bo gdyby tak nie było to by się nie spotykała. Tylko nie byliście w tamtym momencie na takim samym etapie - co jest bardzo powszechnym problemem na początku znajomości. Wiem, bo sama to przeżywałam w swoim związku. I wiem jak reaguje kobieta dlatego piszę Ci, że nie jest źle. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] a zobaczysz gdzie popełniłeś błąd. Na szczęście dla Was obojga dziewczyna była na tyle przytomna, że powiedziała prawdę a nie brnęła w znajomość poddając się Twojemu tempu. Bo gdyby udawała, że jest ok., to bardzo szybko doszłoby do eksplozji skrywanych negatywnych uczuć i byłaby awantura. Dlatego dobrze się stało, bo wyhamowałeś tempo niejako czekając na nią. I prawdopodobnie ona teraz to tempo podgoniła. Tylko nie wiem na ile więc póki co nic nie deklaruj. Radziłabym Ci spotykać się z nią normalnie, w głębi duszy traktować tę znajomość jako normalne chodzenie ale nie nazywaj tak tego jednoznacznie przed nią. Bo może ona słowo "chodzenie" odbiera inaczej, bardziej poważnie, jak jakąś bardzo poważną deklarację i relację, na którą nie jest gotowa. Być może u niej znaczy to co innego niż u Ciebie, dlatego się powstrzymaj. A może ona została wcześniej poraniona i teraz jest ostrożna? Prędzej czy później akcja rozwinie się i ona albo sama coś konkretnego powie albo da Ci znać, że jest gotowa na poważniejsze spotykanie się. Ale póki co rozwijajcie relację - nie trzeba chodzenia nazywać oficjalnie chodzeniem, by nim było. Życzę Ci powodzenia! I polecam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  Zuzia, 21 lat
3006
28.07.2010  
witam,
mam wielki problem, z którym nie potrafię sobie poradzić... Jestem ze swoim chłopakiem już prawie od 4 lat ale ja jakiś czas temu doszłam do wniosku, że go po prostu nie kocham... To było jak oświecenie, nagle doszło do mnie że ja nie chcę spędzić z tym człowiekiem całego życia, nie chce mieć z nim dzieci ani za niego wychodzić. Jego towazystwo często mnie męczy, bo często różnimy się w wielu sprawach. Można by pomyśleć co za problem. Wiem, że nie chcę z nim być więc powinniam odejść... ale ja nie potrafię... Tak wiele sprzeczności kłębi się w mojej głowie- po pierwsze jak mu to powiedzieć, kiedy... przecież ja go tak zranię ( bo on mnie kocha.. i to prawdziwie, życia poza mną nie widzi i wszystko by dla mnie zrobił) mam takie straszne wyrzuty sumienia, że ja go nie potrafię obdarować taką samą miłością :( Najgorsze jednak jest to, że on czasami mówi, że gdybym odeszła to on by się zabil ( kiedyś bardzo się pokłóciliśmy i wtedy nawet chciał wyskoczyć przez okno...) Boję się o niego. Nie chcę dla niego niczego złego bo on dla mnie chce jak najlepiej. Jednocześnie on jest moim najbliższym przyjacielem.. dla niego 4 lata temu zrezygnowałam ze swoich ówczesnych przyjaciół, bo oni go nie akceptowali a właściwie jego razem ze mną. Teraz pozostał mi on i kliku nowych znajomych. Jeżeli odejdę będę sama.. nie boję się tego aż tak jak o niego ale jednak jest to też problem. Po prostu brak mi odwagi i boję się, że nigdy mu nie powiem, że go już nie kocham i będę coraz bardziej ranić jego i siebie samą. Proszę o jakąś radę wsparcie i modlitwę. Pozdrawiam.


* * * * *

ZANIM to zrobisz przeczytaj ten artykuł: [zobacz] i pomyśl czy to co bierzesz za koniec miłości nie jest przypadkiem końcem tylko jednego z jej etapów - zakochania. To, że emocje opadają, że już się nie CZUJE tego wszystkiego co na początku, że druga osoba czasem denerwuje to naturalne. Po prostu gdy kończy się etap zakochania spadają z nosa różowe okulary i zaczynamy widzieć kogoś w prawdzie.
Inną rzeczą jest to DLACZEGO ten ktoś Cię denerwuje i co Ci w nim nie odpowiada. Bo może naturalnie być tak, że miało miejsce jakieś wydarzenie, które bardzo Cię do niego zraziło albo po prostu zaczęłaś dostrzegać nie tylko podobieństwa ale i różnice między Wami, może bardzo poważne, nie pozwalające wspólnie żyć. To zupełnie inna sprawa. Dlatego polecę Ci też te artykuły: [zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 78, 89, 106,192, 271, 390, 728, 1021, 1050, 1059, 1278, 1309, 1407, 1728, 2341, 2568, 2627, 2717, 2724 byś mogła przemyśleć czy dobrze wybrałaś.
A może też jest tak, że - z tego co piszesz tak wynika - chłopak po prostu Cię przytłacza. Że obdarowuje Cię taką miłością, która dusi, zamyka w klatce, która wręcz szantażuje a nie daje wolności. Jeśli czujesz się przez niego ograniczana, jeśli on wymusza pewne rzeczy to nie dziwię się, że masz dość i się męczysz. Nie może być tak, że druga osoba jest całym światem, że grozi śmiercią w przypadku rozstania - to świadczy o niedojrzałości, choć w emocjach wiele się mówi i niekoniecznie jest to prawda. Moja droga! Najpierw przeczytaj to co Ci poleciłam a gdybyś miała ochotę to też moją książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc gdzie jest jeszcze wiele innych problemów poruszonych. A potem pomyśl i zdecyduj. Nie możesz z nim być z litości lub tylko dlatego, że Ci grozi. Zapewniam Cię, że on nic sobie nie zrobi tylko używa tego argumentu jako szantaż a przecież tu chodzi o całe Twoje życie! Życzę Ci dobrych decyzji. Z Bogiem!

  Brzydula, 20 lat
3005
28.07.2010  
Witam. Od kilku lat jestem ze swoim chłopakiem. Zawsze po jakimś okresie czasu nasze relacje psują się i jakoś nie potrafimy odnaleźć wspólnie rozwiązania i rozstajemy się. Po jakimś czasie jednak do siebie wracamy, a ja za każdym razem zastanawiam się czy to rzeczywiście miłość czy po prostu przywiązanie. Ostatnio byliśmy razem na weselu. Mi przypadła rola bycia świadkiem. Od tam tego momentu nie mogę się pozbierać, gdyż spodobał mi się inny chłopak. Zarówno on jak i ja byliśmy w związkach, ale mimo to kilka razy się całowaliśmy i pozwalaliśmy sobie na pieszczoty. Jego dziewczyna nas przyłapała i się rozeszli, a ja dalej pozostałam w "związku". Z jednej strony szkoda mi tego związku, a najbardziej tego ze skrzywdziłam chłopaka i rozwaliłam inny związek. Tym bardziej, ze wyparłam się wszystkiego i nie przyznałam się do danej sytuacji. Ciągle myślę o tam tym chłopaku... Czy to co zrobiłam można nazwać zdradą?? Co zrobić by nikogo już ni skrzywdzić?? Przyznać się do wszystkiego ??? Kogo wybrać?? Proszę o radę.

* * * * *

No oczywiście, że to można nazwać zdradą i jestem zszokowana, że dwoje dorosłych ludzi w związkach tak łatwo pozwala sobie na takie zachowanie. Na co liczyliście? Poza tym tak naprawdę zrobiliście to z czystego pożądania, bo gdybyś podobała się temu chłopakowi to najpierw rozstałby się ze swoją dziewczyną a potem próbował Cię zdobyć ale nie tą drogą! Tak naprawdę zatem on miał tylko okazję dać upust swojemu pożądaniu. Jeśli nie odpowiada Ci Twój chłopak to zerwij i bądź wobec niego uczciwa a nie zdradzaj go po kątach jeszcze wypierając się wszystkiego. Poza tym widzę tu jeszcze jeden problem: jeśli pozwoliłaś sobie na taki krok to prawdopodobnie nie czujesz się dobrze w swoim związku, nie otrzymujesz w nim być może tego czego potrzebujesz a może po prostu nie kochasz swojego chłopaka? W tym artykule: [zobacz] pisałam o różnicy między miłością i zakochaniem, może to co było na początku, te emocje opadły i faktycznie nie przeszliście (lub Ty nie przeszłaś) na kolejny etap - prawdziwej miłości tylko tkwicie z przyzwyczajenia?
Czy tak jest musicie odpowiedzieć sobie na ważne pytanie: co Was łączy?
W tych artykułach: [zobacz], [zobacz] pisałam o oczekiwaniach kobiety i mężczyzny. Przeczytajcie je i zobaczcie czy otrzymujecie to od siebie? Czy macie wspólne poglądy, zasady, plany na przyszłość? Czy macie o czym ze sobą rozmawiać? Co robicie na randkach? Dlaczego tak naprawdę ze sobą jesteście? Czy nie fascynujecie siebie nawzajem tak bardzo, że potrzebne są dodatkowe emocje? Coś musi być nie tak skoro się zastanawiasz. Poczytaj i pomyśl dlaczego tak naprawdę jesteś z tym chłopakiem i czego oczekujesz w związku z nim i jak wyobrażasz sobie przyszłość z nim. Jeśli stwierdzisz, że niewiele Was łączy to uczciwiej się rozstać.
Czy się przyznać to musisz rozeznać w swoim sumieniu, jeśli jednak postanowisz być z nim nadal to raczej ma prawo do prawdy, bo być może to też będzie elementem decydującym dla niego - czy pozostać w tym związku. Tym bardziej, że nie wyobrażam sobie całe życie coś ukrywać przed ukochaną osobą - to nieuczciwe. Na pytanie kogo wybrać to odpowiedzi udzieliłam Ci wyżej: tamten chłopak moim zdaniem chciał tylko zaspokoić pożądanie. Teraz więc chyba nie jest problemem KOGO wybrać tylko czy nadal być w związku z tym chłopakiem. Polecam więc poczytanie, przemyślenie i poważną rozmowę z nim. Z Bogiem!

  m, 19 lat
3004
27.07.2010  
mój problem polega na tym, że pewien chłopak zawalił moje życie. obiecał mi naprawdę wiele, że zawsze będzie ze mną,zapewniał o wszystkim, a gdy zaczęło się psuć on po prostu zwątpił, zrezygnował z tego wszystkiego. pozwoliłam mu na wiele rzeczy których teraz żałuję, ponieważ mu ufałam, zrobił mi wodę z mózgu, a wcześniej w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. wierzyłam, że mimo wszystko wszystko się ułoży, że przetrwamy, a ta wiara nagle upadła. on mnie wszystkiego nauczył, pomógł mi uwierzyć w miłość, zmienił na lepsze, modliliśmy się razem. a teraz po prostu okazał się dupkiem, a reszta to było zauroczenie. boje sie że już nigdy nikomu nie zaufam, ze nie jestem juz zdolna do prawdziwej miłości...zgubiłam sens życia, nie mam wiary w ludzi.. nie potrafię zapomnieć

* * * * *

Współczuję. Widzisz, człowieka można poznać dopiero po jakimś czasie i po przeżyciu ze sobą i dobrego i złego. Dlatego same słowa bez czynów, same wyznania i zakochanie nie potrafią nam powiedzieć o kimś tyle co jego czyny. "Po owocach ich poznacie" - jeśli owocem czyjegoś działania jest dobro, pokój to jest to wartościowy człowiek, jeśli zaś w złych momentach ucieka, bo wystraszył się trudności to niestety nie był jeszcze dojrzały do związku. Nie będę Ci pisać (choć jest to prawdą), że lepiej teraz niż po ślubie. Teraz bowiem potrzebujesz czasu, by przeżyć swoją żałobę, by dojść do siebie i na nowo uwierzyć w siebie. Pamiętaj, że to, że on odszedł nie jest żadnym wyznacznikiem Twojej wartości - to tylko świadczy o tym, że on nie był na tyle dojrzały by wziąć odpowiedzialność za problemy i nie chciał podjąć próby ich rozwiązania. W tym stanie rzeczy nie zdałby egzaminu z przysięgi małżeńskiej, w której zobowiązujemy się do bycia ze sobą na dobre i złe. Widocznie myślał, że zawsze będzie tylko to dobre a tymczasem życie go zaskoczyło.
Przykro mi, że tak się czujesz, ale daj sobie do tego prawo. Bądź dla siebie dobra. Przeczytaj odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć i o rozstaniu: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713. Módl się, by Bóg zabrał te negatywne uczucia, by pozwolił Twoim ranom się zagoić i - w swoim czasie - poznać tego właściwego chłopaka. Z Bogiem!

  I, 16 lat
3003
26.07.2010  
Eh, chyba się zakochałam. Piszę chyba, gdyż nie wiem, czy w tym wypadku można mówić o tej prawdziwej miłości czy tylko o poczuciu pożądania.
Takie uczucie lub silne emocje poczułam do 20 lat starszego ode mnie mężczyzny. Wiem, że między nami coś zaiskrzyło. Dwa lata temu wszystko się zaczęło od jednego spojrzenia i przyjacielskiego uścisku. Teraz poczułam to samo, co wtedy..
Wystarczy, że na mnie spojrzy, a mam ochotę być tylko tu i teraz i tylko z nim.
Głównym problemem nie jest dla mnie wiek, lecz to, że on wstąpił już w św związek małżeński i oświadczył przed Bogiem, że to ta jedyna. Mimo że mają problemy i często się kłócą mają dwójkę wspaniałych dzieci. Chciałabym powiedzieć mu o wszystkim, tylko po to by miał tą świadomość. Nie wiem jednak czy to dobry pomysł. Nie chcę nic więcej jak wsparcia z jego strony. Bo nie chciałabym przez moje "głupie"-szalone uczucie rozbić im szczęścia rodzinnego.
Dlatego chcę się odkochać, by nie cierpieć i nie rzucać się w wir pożądania.
Nie chcę rozbudzać swoich uczuć, bo nie chciałabym być w przyszłości na miejscu jego żony. Proszę o pomoc.. ...


* * * * *

To bardzo zły pomysł, by mu o tym powiedzieć. Chodzi tylko o to, byś wyrzuciła z siebie emocje? Czy może podświadomie liczysz na to, że …no właśnie na co?
Zresztą skąd wiesz, że coś zaiskrzyło? Zresztą jeśli nawet tak to tylko z Twojej strony a jeśli z jego też to tylko pożądanie bo jest mężczyzn ą a Ty młodą kobietą. Jeśli zaś on za tymi emocjami nie poszedł tzn. że poradził sobie z tym i jest wierny żonie. I może nawet nie ma pojęcia co Ty czujesz. Powiedzenie mu o tym tylko wzbudzi jego poczucie winy (że być może swoim zachowaniem się do tego przyczynił) i obawę, że to się wyda, że dojdzie do jego żony, która się nacierpi niepotrzebnie, że Ty może będziesz robić sceny… Wsparcia z jego strony nie uzyskasz - bo jakie? Albo on natychmiast zerwie kontakt, bo będzie chciał chronić rodzinę albo nawet nie ale będzie żył w ciągłym strachu. Przecież nie może Cię wspierać w Twojej niespełnionej miłości do siebie - to absurdalne.
Koniecznie - i to nawet dla własnego dobra musisz po prostu zniknąć jak najszybciej z jego życia. Również dla siebie to zrób, bo wiesz, że nic z tego nie będzie a tkwienie emocjonalne w czymś takim Ciebie też niszczy i zamyka serce na innych. Z samej sympatii dla niego - i jeśli dobrze mu życzysz - zerwij kontakt. Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] i o tym jak zapomnieć te odp.: 80, 526, 653, 825. Rozumiem Twoje odczucia, za nie nie jesteś odpowiedzialna ale za to co z nimi zrobisz już tak. Więc zrób cos bardzo konkretnego - dla obopólnego dobra. Z Bogiem!

  Ewelina, 23 lat
3002
26.07.2010  
Witam, mam pytanie natury finansowej. Najpierw chyba jednak powinnam przedstawić moją sytuację rodzinną. Moi rodzice sa rozwiedzeni. I bardzo skłoceni ze sobą. Mieszkam z mamą. Tato co miesiąc wysyła mi i młodszemu bratu pewną sumę pieniędzy. Nie są to alimenty ustalone sądownie. Za 2 miesiące wychodzę za mąż. Dodam że przede mna ostatni rok studiów. Moja rodzina żyje biednie. Te alimenty dużo mi pomagały na studiach bo mama nie pracuje. Narzeczony pracuje i bylibyśmy się w stanie utrzymać bez pomocy ojca. Chyba tak by wypadało, żeby nie przyjmować pieniedzy. Z drugiej strony moja mama mówi ze przecież jeszcze studiuję, że tato powinien mi pomagac nawet po ślubie, dopóki nie skończę studiów i nie znajdę pracy. Nie ukrywam ze pieniądze bardzo by się przyadły. Chcielibysmy zacząć coś odkładać na przyszłość. Nie chcę brać pieniędzy, z drugiej strony by się na pewno przydały. Nie wiem jak powinnam postąpić

* * * * *

Od strony prawnej to jest tak, że gdyby to były alimenty oficjalne to obowiązek alimentacyjny trwałby do ukończenia przez Ciebie nauki lub wyjścia za mąż. W momencie ślubu już byś ich nie dostawała. Więc możesz tę sytuację tak potraktować albo - co przede wszystkim powinno mieć miejsce - ustalić to z narzeczonym no i z ojcem. Bo pytanie pierwsze jest takie co ojciec na to, jak on to widzi i czy chciałby wspomagałby Cię nadal? A drugie: co narzeczony na to? Jak on by się czuł kiedy będąc Twoim mężem Ty byś była wspomagana finansowo przez ojca? Czy nie czułby się z tym źle, niemęsko, bo od teraz on jako Twój mąż byłby odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Ja z pewnością bym nie chciała w takiej sytuacji być utrzymywana przez ojca, bo małżeństwo jest też taką granicą gdzie ludzie sami powinni się utrzymywać, bo zawarcie związku powinno świadczyć o ich gotowości do stworzenia nowej rodziny, którą sami powinni utrzymywać. I lepiej mieć satysfakcję ze skromniejszego życia ale na własny rachunek. Z Bogiem!

  gosk, 27 lat
3001
25.07.2010  
witam serdecznie i pozdrawiam redakcje:) jak to jest z tymi mezczyznami?poznalismy sie rok temu ,chlopak sie bardzo staral , umawialismy sie na randki , spedzalismy ze soba czas, on chcial zebym byla jego dziewczyna...wiedzialam ze mu na mnie zalezy..mowil mi o tym szczerze...ale ja bylam obojetna przynajmniej on tak to odczuwal ( w srodku jednak czulam do innego wielka sympatie taka szczera , prawdziwa) on byl gotowy ja nie:( nie chcialam go ranic..byl jakis mur moze strach...przestalismy sie spotykac ale czasem pisalismy do siebie ...ja jednak ciagle o nim myslalam modlilam sie za niego...Pan bog zabral moje watpliwosci:) ucieszylam sie kiedy znowu do mnie sie odezwal bylam gotowa. za pozno...chcialam wytlumaczyc wszystko, ale on juz nie sluchal.. urazilam jego dume.. ja jednak ciagle myslalam ze czeka n a mnie bo kontakt utrzymywalismy..dzisiaj to koniec...mozna jeszcze cos zrobic??czy chlopaki juz nie chca wchodzic drugi raz do tej samej rzeki????

* * * * *

Nie jest tak, że mężczyźni nie chcą próbować drugi raz, jeśli im zależy naprawdę to dają drugą szansę, sami się o to starają - wszystko zależy od motywacji. Nie wiem konkretnie o co poszło (a może o nic?). Być może on się zniecierpliwił, uznał, że właśnie uraziłaś jego dumę skoro on się starał a Ty nie. Ale jeśli mu wyjaśniłaś, że nie byłaś gotowa a teraz dojrzałaś to on powinien się cieszyć a nie obrażać. Właściwie to nawet jego wina, bo biegł naprzód nie oglądając się czy nadążasz. Nie dawał Ci czasu, nie dawał Ci możliwości nadążenia. Myślał o swoich uczuciach a nie o Twoich. I jeśli teraz kiedy już sama deklarujesz uczucia on nie chce to może oznaczać tylko to, że zakochał się, był to czas intensywnych odczuć a kiedy okazało się, że trzeba zwolnić, że związek wymaga wysiłku to kiedy emocje opadły jemu "przeszło". Tzn. że zatrzymał się na pierwszym etapie - zakochaniu i nie chce iść dalej, bo to wysiłek. Tzn. że pomylił miłość z zakochaniem i nie chce zrozumieć, że to nie to samo. Skoro tak to nie ma to sensu. Oczywiście na Twoim miejscu też bym jeszcze próbowała wyjaśnić wszystko. Najlepsza by była szczera rozmowa (koniecznie na żywo!), byś mogła mu powiedzieć wszystko: że wtedy nie byłaś gotowa, że nie byliście na tym samym etapie, że czułaś się naciskana, że on oczekiwał że Ty będziesz czuć tak samo a Ty potrzebowałaś czasu. Dopiero gdy on minął jesteś gotowa. I zobaczysz co Ci powie. Jeśli nie uzna Twoich racji albo nawet nie będzie się chciał spotkać to odpuść. To znaczy, że nie rozumie o co chodzi w miłości, nie dojrzał jeszcze. Tzn. że na dalszym etapie też by wymagał od Ciebie nie biorąc pod uwagę Twoich możliwości, że oczekiwałby, że to Ty się zawsze do niego dostosujesz. A tak nie może być. Polecam ci ten artykuł: [zobacz] i konkretną poważną rozmowę. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 16.11.2010, 09:35


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej