Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Bóg oszalał z miłości Bóg oszalał z miłości
o. Leon Knabit OSB
Ku czemu powinien kierować się człowiek, który chce być szczęśliwy? Znany mnich benedyktyński podpowiada: ku światłu, a nie ku ciemności; ku łasce, a nie ku grzechowi; ku życiu, a nie ku śmierci — ku MIŁOŚCI... » zobacz więcej




  gońka, 20 lat
3150
22.02.2011  
Poznałam chłopaka. Nie zachwycił mnie swoim wyglądem, jednak wyznaje podobne wartości do moich. Wiem, że wygląd nie jest najważniejszy, jednak no jemu zupełnie daleko do jakiś moich typów urody, które mi się podobają. Z drugiej strony nie jest tak, że odrzuca mnie od niego. Obawiam się jednak, że czasem pojawi się u mnie myśl "oj, jacy inni są przystojni". Wiem, że jeśli pokocham go prawdziwie to pewnie nie będę miała już takich rozterek. Jak uchronić się od pewnego żalu, że są tacy przystojni faceci, a ja mam takiego zupełnie przeciętnego? Nie chciałabym ranić chłopaka tym, że oglądam się za innymi, czy myślę, że inni są przystojniejsi.

* * * * *

Prawda jest to co sama napisałaś: jak pokochasz go to nie będziesz myślała ani o jego braku urody ani o tym, że inni są przystojniejsi, bo… nie będzie Cię to obchodzić. Po prostu w swoim chłopku odkryjesz wartości, które zachwycą Cię tak bardzo, że okażą się daleko ważniejsze niż uroda. I wcale nie będziesz o tym myśleć, mało tego - Twój chłopak będzie wydawał Ci się coraz przystojniejszy. I nawet jeśli obiektywnie będziesz potrafiła stwierdzić, że inni mają więcej urody to w nim będzie coś co Cię będzie zachwycać także fizycznie: uśmiech, sposób przytulania, zapach itp. Być może pomyślisz sobie, że inni są przystojniejsi ale… tylko pomyślisz i nie będzie w Tobie zazdrości i żalu, że Twój chłopak taki nie jest. Gwarantuję Ci, że na innych będziesz patrzeć neutralnie i że brak urody Twojego chłopaka wcale nie będzie Ci przeszkadzał. A może nawet zmienią Ci się preferencje co do wyglądu i ci, którzy teraz Ci się podobają po prostu przestaną. Z Bogiem!

  Katarzyna, 25 lat
3149
20.02.2011  
Szczęść Boże!
Jestem z chłopakiem ponad rok czasu ,należymy do RCS ,żyjemy w czystości.Chciałam zapytać czy jeśli chłopak podczas przytulania chce też przytulić się do piersi ,ale bez pożądliwości, albo czasem złapie za pośladek czy to jest grzech ciężki?Ja mu na to nie pozwalam i on czuje się chyba przytłoczony tymi zakazami.
Nie wiem gdzie kończy sie granica ,na co mogę pozwolić chłopakowi, dlatego wszystkiego zabraniam...Poza tym ja nie czuje pożądania fizycznego ,tak jak mój chłopak i mi jest łatwiej powstrzymać sie od pewnych gestów czy czynów.Mój chłopak twierdzi ,że przez te zakazy przechodzi mu pożądliwość i gdybyśmy mieli być małżeństwem, to nawet nie będzie chciał współżyć ,bo będzie mieć zakodowane ,ze nie może mnie dotknąć.Ja uważam ,ze fizyczność nie jest najważniejsza, lecz więź duchowa i bardziej dążę do takiej miłości duchowej niż cielesnej ,a z drugiej strony przecież pociąg seksualny jest ważny do prokreacji ,ale co zrobić gdy tak bardzo się go nie czuje..?
Dziękuję za odpowiedź!


* * * * *

Twój chłopak stosuje manipulację. Nie jest prawdą to co mówi. Bo skoro teraz na niego działasz to w jaki sposób miałabyś przestać działać kiedy już będzie mógł oglądać Cię i cieszyć się Tobą jako żoną?
Czystość to unikanie gestów, które są grzechem i niedoprowadzanie do sytuacji kiedy pożądanie niepotrzebnie rośnie i trzeba go opanować. Bo wtedy rodzą się nerwice wynikające z ciągłego braku możliwości zaspokojenia popędu. W małżeństwie te gesty będą możliwe bo będą prowadziły do pełnego współżycia - więc nie będzie problemu.
Natomiast teraz on musi się opanowywać i nie wychodzi mu to na zdrowie. Tak więc jego argumentacja jest przewrotna.
Co do granic: Kościół linijką nie mierzy który gest już jest grzechem. Prawidłowo uformowane sumienie w połączeniu z minimum podstawowej wiedzy o seksualności i o nauczaniu Kościoła bez problemu daje odpowiedź.
Ja polecam Wam ten artykuł: [zobacz] oraz te odpowiedzi: 540, 1527, 2302, 2454, 2564,773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132.
Przed ślubem nie trzeba uczyć się pociągu seksualnego, bo on pojawia się w sposób naturalny i nie trzeba się do niego przygotowywać. Natomiast bardzo ważne jest nauczenie się czułości, bo jak teraz się jej nie nauczycie to po ślubie nie będziecie umieli inaczej wyrażać miłości niż przez współżycie.
Wszystko ma swój czas i swoje etapy. Nie przeskakujcie ich pod pretekstami którymi raczy Cię Twój chłopak.
Polecam Wam też całą naszą książkę, w której znajdziecie odpowiedzi na te i inne pytania: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  Urszula, 40 lat
3148
20.02.2011  
Wiem, że to może nieodpowiednie miejsce, ale nie wiem gdzie mogę zadać takie pytanie. Mam 14 letniego syna, który się masturbuje:/ Nie wiem jak z nim o tym porozmawiać, jak wytłumaczyć... wszędzie piszą, że to normalne. Ja wiem, że jedni po jakimś czasie po prostu przestaną to robić bo po prostu dojrzeją, ale wiem też że może się uzależnić. Nie wiem co robić i kogo zapytać o radę.

* * * * *

Polecam stronę www.onanizm.pl. Wejdź tam i poczytaj rady i świadectwa. Kup synowi pismo dla młodzieży "Miłujcie się" tam też jest o tym mowa. Nie daj sobie wmówić, że to "normalne", "zdrowe" itp. Trzeba synowi wyraźnie powiedzieć, że to grzech, że jest to nieakceptowane zachowanie i że należy walczyć o czystość, choćby dla jego przyszłej żony czy dziewczyny. Warto by syn miał konkretne zainteresowania, by uprawiał jakiś sport, który pozwoli mu spalić energię. Samo zainteresowanie seksem w wieku dojrzewania jest naturalne, ale chłopak powinien walczyć ze słabościami, bo w ten sposób hartuje się jego charakter, bo w ten sposób daje dowód swojej męskości, nie jest "mięczakiem" - tak mu to trzeba przedstawić.
Tylko, że koniecznie powinien to zrobić Twój mąż przeprowadzając męską rozmowę z synem - Ty jako kobieta możesz nie być zbyt przekonywująca. No i męski przykład i autorytet będzie miał dla niego zupełnie inne znaczenie. A i ojca nie można wyręczać z jego obowiązków wobec syna. Z Bogiem!

  studentka, 22 lat
3147
19.02.2011  
Witam:) Być może moje pytanie nie pasuje do tego działu, jednak mając na względzie to, że jest Pani wierzącą kobietą to bardzo cenna była by dla mnie Pani odpowiedź.
Od pewnego księdza (spowiednika) usłyszałam pogląd, że osoba wierząca nie powinna uwagi zwracać na swój strój, że powinna się ubierać prosto i skromnie m.in. dlatego, że Maryja i Jezus byli ubodzy, ubierali się skromnie, a my powinniśmy brać z nich przykład. Nie do końca potrafię się z tym zgodzić. Rozumiem, że ubiór nie jest rzeczą najważniejszą i nie należy na jego podstawie oceniać innych. Nie można też ubierać się wyzywająco, prowokować ubiorem, ani też wydawać zbyt dużo pieniędzy na ubrania. Jednak jako kobieta lubię ładnie wyglądać, ubrać się i kupić sobie coś co mi się podoba, dobrać jakieś fajne dodatki, mieć własny styl i nie widzę w tym nic złego. Nie idę ślepo za modą, czasem myślę o ubraniach, co by kupić sobie, co by do siebie pasowało, ale nie jest tak, że myślę o tym cały czas. Wiem, że należy słuchać rad spowiednika, ale nie umiem się z nim w tym aspekcie zgodzić. Co Pani o tym sądzi? Czy w moim podejściu i myśleniu jest coś złego? I jeszcze dwa konkretne pytania: czy jest coś złego (zbyt ekstrawaganckiego) w kolorowych rajstopach (zielone, fioletowe, szare)? Czy spódniczka trochę za kolano jest zbyt krótka? Z góry dziękuję za odpowiedź Ps. Wiem, że wyjawiłam co nieco ze spowiedzi, ale nie umiałam inaczej przedstawić problemu. Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic złego.


* * * * *

Wiesz, nie wiem u jakiego spowiednika byłaś i czy on Cię odpowiednio zrozumiał. Może mówił po prostu ogólnie, mając przed oczami niektóre gimnazjalistki u niego na lekcji? A może jest w sędziwym wieku i drażnią go niektóre rzeczy, bo kiedyś takich nie było?
A może Ty go zbyt dosłownie zrozumiałaś a on co innego miał na myśli?
Jesteś dorosłą osobą i nic dziwnego, że masz ochotę być atrakcyjną kobietą. A kto powiedział, że katoliczka ma chodzić w worku? Jak masz wątpliwości to możesz porozmawiać jeszcze z innym księdzem, nawet nie podczas spowiedzi. Nigdy nie słyszałam, żeby kolorowe rajstopy były czymś złym. Jeśli tylko pasują do ubrania to czemu miałabyś ich nie nosić?
Jeśli swoim ubiorem nie prowokujesz, nie wyglądasz wyzywająco tylko elegancko to właśnie o to chodzi. Z Bogiem!

  Zagubiona, 21 lat
3146
19.02.2011  
Kochana Kasiu,
Jestem z chłopakiem 8 miesięcy. Poznałam Go kiedy pił i palił na imprezach i na samym początku zasugerowałam, że nie toleruję takich zachowań(jestem konserwatywna). I od kiedy jesteśmy ze sobą przestał pić i palić, mówił że dzięki mnie zrozumiał że to jest złe. Po paru rozmowach naGG spotkaliśmy się i On prosił o chodzenie. Jest moim 1 chłopakiem. Nigdy nie walczył o mnie, bo ja zakochałam się w Nim pierwsza. Doszły problemy z czystością, ja b. nie chciałam, ale Jego On nalegał i kilka razy zdarzył się petting. Powiedziałam, że albo zacznie nad sobą panować, albo to koniec. Obiecywał że zapisze się do RCS, ale Jego obietnice nie były nic warte. Dałam Mu Waszą książkę, czytał ją przez pół roku i nic. Pół roku temu dostał Dzikie Serce, ale jeszcze nie zaczął czytać. Raz doszło do sytuacji, kiedy Jego koleżanka mnie obraziła, a On na to nie zareagował. Mówiłam Mu, że nie jestem szczęśliwa, potrzebuje, żeby o mnie zadbał, DOCENIAŁ mnie. Że potrzebuję mężczyzny, który będzie mnie bronił i będę przy nim czuła się bezpiecznie, tymczasem On powiedział mi, że gdyby ktoś mnie obraził, to by stchórzył. Oczekuję od Niego, żeby to On mnie prowadził w wierze i się mną opiekował. Nie widziałam żadnej zmiany, więc zerwałam z Nim, jednak rodzice zaprosili Go na Święta. Prosił o szansę, mówił, że nie myślał o mnie poważnie i się bał przyszłości, ale teraz marzy, żeby ze mną się ożenić mieć dzieci, że wyleczyłam Go z depresji.Uwierzyłam. Krótko po tym, znów zaczęło się psuć w czystości. Ja wyciągam Go do spowiedzi.NA walentynki nie dostałam od nic, nawet zwykłego kwiatka. Płakałam, On to widział. Zostawił mi list, zrozumiał, prosił, żebym z Nim nie zrywała, ale nadal nie dba o mnie. Nie jest o mnie zazdrosny. Studiujemy na jednej uczelni, widzimy się codziennie, robię Mu obiady. Obraża się, kiedy nie chcę żeby przychodził bo mam naukę. Jest niedojrzały, potrafi cały dzień grać na komputerze, wiecznie nie ma pieniędzy(nie oszczędza). Nie wiem co robić :(


* * * * *

Jeśli siebie szanujesz to odejdź. Związek nie jest psychoterapią a druga osoba nie jest terapeutą. Może ostro piszę ale tak jest. On wyraźnie potrzebuje terapii ponieważ jego zachowanie nie przejawia trwałej poprawy. Mam wrażenie, że jemu jest wszystko jedno we wszystkim a jak nie czuje "bata nad sobą" to natychmiast wraca do punktu wyjścia. Mało tego - nawet w związku z Toba potrafi cofnąć się do zachowań wcześniejszych, zatracając to co wypracowaliście razem. Nie wiem z jakiego środowiska pochodzi i jakie ma doświadczenia, ale to co robi przypomina objawy chorób społecznych spowodowanych alkoholizmem i zaburzeniami więzi w rodzinie od początku. Dlatego to nie jest tak, że Ty mimo najszczerszych chęci spowodujesz jego trwałą przemianę. Nawet jemu nie jesteś w stanie pomóc a co dopiero zrobić z niego mężczyznę, który będzie głową rodziny. A przecież mężczyzna musi być przewodnikiem związku. To co teraz robisz przypomina mi zachowanie kobiety współuzależnionej - żony alkoholika. To takie same schematy. Nie wróży to dobrze i jak widać - na nic się to nie zdaje.
Przede wszystkim więc powinnaś pomyśleć o sobie. Skoro masz naszą książkę to nie będę się rozpisywać, wiesz o co chodzi, poczytaj ją. Bo jemu nie pomożesz a siebie pogrążysz.
Tak nie może być. To on musi zobaczyć swoje zachowanie i chcieć z tego wyjść. To on musi iść na terapię, on musi coś poczytać i on musi Tobie dawać bezpieczeństwo i oparcie. Czy wyobrażasz sobie jego jako swojego męża i ojca swoich dzieci? Pewnie nie. I słusznie, bo on na męża póki co się nie nadaje. I nie będzie nadawał dopóki sam coś ze swoim życiem nie zrobi. Rozumiem Twoje rozterki ale on się nie stara - ani o Ciebie, ani o ten związek ani nawet o siebie. Zresztą on sam wprost Ci mówi, że Cię nie obroni, że jest słaby itp. Nie czujesz wtedy strachu? Nie czujesz presji, że odpowiedzialność, dojrzałość, troska o wszystko spada wyłącznie na Ciebie? A wyobrażasz sobie takie życie po ślubie, z dziećmi kiedy on nie pracuje, może pije (no bo ma taką depresję) a Ty jesteś wykończona, pracujesz zawodowo, nie masz czasu zająć się domem i dziećmi, martwisz się o pieniądze i jeszcze może płacisz jego długi? Pomyśl jakiego byś ojca zafundowała dzieciom. Zresztą Ty też nie zasługujesz na życie przy boku takiego chłopaka no bo w imię czego? On najwyraźniej nie wie czym jest miłość. Pomyśl, przyjrzyj się temu z boku i podejmij decyzję. Nie możesz żyć za niego. Z Bogiem!

  renata, 36 lat
3145
18.02.2011  
Chciałam zapytać, czy na tym świecie znalazłby się facet, który pokochałby kobietę (36 lat) , która walczy z depresją i nerwicą natręctw? Czy są tacy, czy jestem skazana na samotność?

* * * * *

Pewnie by się znalazł. A szukałaś? Z Bogiem!

  Ania, 22 lat
3144
18.02.2011  
Witam!
Poszukuje odpowiedzi na pytanie jak wiara, Kościół "patrzy" na związek z osobą, która ma dziecko...a dokładniej - zakochałam się w mężczyźnie, który ma dziecko. Historia długa- był kilka lat z dziewczyna, nie zawarli związku małżeńskiego, dziewczyna go zdradziła, pojawiło się dziecko (jak sie okazało ojcem dziecka jest mężczyzna, w którym się zakochałam)lecz mimo to postanowili się rozstać. Co robić...jak postąpić... - poszukuję odpowiedzi...


* * * * *

Kościół nie ma żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Formalnie jeśli oni nie mieli ślubu kościelnego to nie ma przeszkód do zawarcia małżeństwa gdyż on oficjalnie jest "wolny". Natomiast co się z tym wiąże z tej " życiowej" strony koniecznie poczytaj w odp. nr 2885. Z Bogiem!

  Paweł , 28 lat
3143
16.02.2011  
Moje pytanie dotyczy po części różnicy wieku . I trochę innych spraw. Powiem krótko jestem nauczycielem fizyki i udzielam korepetycji z fizyki i matematyki. Zakochałem się z wzajemnością w jednej z moich uczennic którą przygotowuje do matury z matematyki. Czy jest w tym coś złego w końcu jest między nami tylko 8 lat różnicy . (Między rodzicami moimi było 7). Ale boję się , że zostanę posądzony o uwodzenie małolaty a ja nic złego nie robię tymbardziej , że dawno już temu postanowiłem zachować czystość przedmałżenską więc o żadnym romansie nie ma mowy.

* * * * *

Przeczytaj proszę odp. nr: 8, 28, 87, 310, 916, 1253, 2490.
Złego w tym nic nie ma. Ale powiedz tak szczerze, że czy ona Ci się tylko podoba czy masz z nią wspólny język? Ale tak naprawdę wspólny? Widzisz w niej przyszłą żonę i matkę swoich dzieci? Czy patrzysz na nią tylko w perspektywie teraźniejszości? Bo zdarzają się naturalnie osoby bardzo dojrzałe psychicznie jak na swój wiek ale weź pod uwagę, że Ty myślisz już o małżeństwie, a w każdym razie o poważnym związku, prawda? Natomiast nie sądzę by ona chciała niedługo wychodzić za mąż, przecież przed nią studia.
Oczywiście, problemem mogą tu być jej rodzice, bo po prostu mogą bać się o córkę, o to by nikt jej nie skrzywdził. Czy jesteś gotowy pokazać się im z dobrej strony, przekonać ich o poważnych zamiarach?
Widzisz, generalnie nikt nie ma prawa Ci nic zarzucić. Natomiast licz się z tym, że pewnie będziesz musiał na nią czekać długie lata. I o ile Ty jesteś na tyle dojrzały, że może poczekasz, to ona? Jak pójdzie na studia może poznać kogoś innego, może zmienić patrzenie na tę kwestię. Czy nie poczujesz się wtedy oszukany? Nie posądzisz jej o marnowanie Twojego czasu?
Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od Waszej dojrzałości i determinacji. Jeśli mimo tej różnicy i koniecznego czekania - przetrwacie to nie ma przeszkód byście byli razem. Czas będzie tu próbą dla Was obojga. Z Bogiem!

  Michał, 17 lat
3142
14.02.2011  
witam, mam problem, poważny i dość nietypowy. Pan Bóg stworzył kobiety które są piękne. Ja naprawdę się nimi bardzo zachwycam, podziwiam ich piękno nie tylko zewnętrzne ale i wewnętrzne, jednym słowem fascynują mnie. Jestem sam już około 1,5 roku, chcę mieć dziewczyne ale no właśnie nie mogę się zdecydować. Poznaję każdego dnia różne dziewczyny naprawdę ładne i inteligentne, zawsze jak przez parę dni myślę że to ta pani X i z nią piszę i w ogóle myśle o niej to po tych kilku dniach zjawia się pani Y która sprawia że zapominam o tej pani X. Co zrobić? Jakimi kryteriami się kierować przy wyborze dziewczyny dla siebie(bo chcę poważnego związku)? Za mną już naprawdę sporo dziewczyn się oglądało a ja tak poważnie na dłużej to za żadną.. jestem przecież facetem a facet to powinien być zdecydowany. Kiedy miałem dziewczyne ostatnią i mi nie odpisywała (bo chyba coś było źle, a był to taki okres 2 miesięcy związku na odległość) to też tak było że zacząłem pisać i spotykać się z inną która chce ze mną pisać.. Poza tym jak na ostatniej imprezie powiedziałem dziewczynie która mi się podoba że mi się podoba wiele dziewczyn to się załamała (w końcu myślałem że jest zajęta) Pomocy!! Jest to naprawdę dla mnie trudne.. już nawet ta ładna dziewczyna z imprezy nie chce się do mnie odzywać.. z góry dziękuję za odpowiedź

* * * * *

A co się dziwisz jej reakcji? Jeśli powiedziałeś jej, że podoba Ci się wiele dziewczyn to tym samym dałeś jej wyraźnie do zrozumienia, że nie jest tą jedyną, na którą zwróciłeś uwagę. A kto zgodziłby się na brak wyłączności? Jej wniosek był zatem taki, że nie traktujesz jej poważnie i oglądasz się za każdą spódnicą, a zatem jesteś niestały w uczuciach i to ją odstraszyło.
Jesteś jeszcze młody i to, że podobają Ci się różne dziewczyny nie jest niczym dziwnym. Natomiast zadaj sobie pytanie co prócz urody przyciąga Twoją uwagę. Co dla Ciebie ma wartość? Bo może warto włączyć w swoje kryteria patrzenia na dziewczyny także coś innego, poza urodą. Jeśli się zastanowisz czego jako mężczyzn oczekujesz to może się okazać, że Twoje kryteria "podobania się" będą diametralnie inne. I że już nie każda będzie Ci się podobać tylko nieliczne.
Dlatego polecam Ci naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
która mówi o wyborach, o tym czym jest miłość, o oczekiwaniach. Przeczytaj i pomyśl. Z Bogiem!

  Dawid, 29 lat
3141
11.02.2011  
Witam
mam taki dylemat spotkalem dzieki temu serwisowi dziewczyne
z czasem zaczelem sie za nia modlic w czasie modlitwu uslyszalem od Boga ze to Ona ma byc moja zona
sytuacja zmusila mnie ze na pol roku musialem wyjechac na zachod po powrocie okazalo sie ze ma nowego chlopaka i jestem zalamany poniewaz Bog mi ja pokazal i powiedzial ze ma byc moja zona a tu taka sytuacja oczywiscie mowilem jej o tym to powiedziala ze sobie to wmowilem wogole to odrzucila i smutno mi chcialbym spelnic wole Boga ale nie moge


* * * * *

A w jaki sposób Bóg Ci to powiedział? Skąd wiesz, że to było od Boga? A może to Ty tak bardzo tego pragnąłeś, że aż to "usłyszałeś"?
Widzisz, nie ma w miłości przeznaczenia. Bóg daje nam wolną wolę i rozum - byśmy wybierali. I nawet jeśli Ty czujesz, że ona jest dla Ciebie to potrzebna jest też jej zgoda.
A ona wybrała inaczej. I miała do tego prawo. Poza tym skoro przez pół roku na Ciebie nie czekała tylko znalazła sobie innego chłopaka to jesteś pewny, że jest to najlepsza kandydatka na Twoją żonę?
Nie martw się, to nie jest tak, że jest tylko jedna osoba na świecie która może być naszym małżonkiem. Jest to potencjalnie wiele osób tylko, że od nas zależy z kim się zwiążemy.
Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz] a zrozumiesz.
Z Bogiem!

  Asia, 22 lat
3140
09.02.2011  
Ostatnio zaczął się mną interesować pewien chłopak. Jest miły, kulturalny, wierzący, traktuje mnie z szacunkiem i coraz bardziej go lubię. Widze ze jest odpowiednim materialem na chlopaka i przyjaciela. Spotykam sie z nim i chcialabym zeby ta znajomosc sie rozwinela. Nie jestem w nim zakochana ale chce byc. Niestety w mojej glowie wciaz siedzi inny chlopak. Niewierzacy, nie zawsze kulturalny, chwiejny moralnie, ktory mnie urzekl swoja 'mrocznoscia' i tym ze jest taki niegrzeczny...trudno mi to nazwac. czuje do niego ogromny pociag fizyczny. chcialabym sie przestawic. Tamten chlopak nie trakruje mnie powaznie, ale z checia by sie ze mna spotkal na zasadzie 'pieszczot' ;/ mimo ze uwazam sie za osobe moralna, jestem dziewica i w ogole, to jednak kusi mnie ta perspektywa. zaczelam ku swemu przerazeniu myslec jakby tu zrobic zeby spotykac sie z jednym i z drugim! ;/ Z jednym bo jest porzadny i mily a z drugim dla fizycznosci. jestem zalamana tym ze mysle tak wbrew sobie... nie wiem jak wrocic na dobra droge, uwolnic sie od takich chorych mysli i nawiazac zdrowa relacje ze wartosciowym chlopakiem, czuje ze sama siebie niszcze :( i skrzywdze tego chlopaka takim zachowanie, nie chce tego. nie wiem co mam zrobic...prosze o pomoc i rade.

* * * * *

A czego oczekujesz po relacji z tym "drugim"? Jak to by Was ubogaciło? Czy naprawdę pociąga Cię zło? Nie wierzę, że porządną dziewczynę pociąga coś o czym doskonale wie, że wyrządzi jej krzywdę.
Naturalnie jak sama wiesz spotykanie się z obydwoma mija się z celem. Byłoby to nieuczciwe wobec wszystkich. Odpowiedz sobie na pytania: czego pragniesz? Ale tak naprawdę, na przyszłość, na całe życie a nie na chwilę? Co jest dla Ciebie wartością? Jak chciałabyś przeżyć życie? Co się w nim liczy? Po co pielęgnowałaś w sobie tyle czasu zasady? Czemu to ma służyć? Jak widzisz siebie za kilka lat? Czy chciałabyś mieć rodzinę? Jeśli odpowiesz sobie w szczerości na te pytania to nie powinnaś mieć wątpliwości. Pamiętaj, że nieraz o całym życiu człowieka decyduje chwila - w której może narobić sobie problemów na zawsze. Nie pakuj się w coś co nie da Ci szczęścia (co do tego chyba wątpliwości nie masz)?
Wolisz miłość, szacunek i szczęście czy wykorzystanie Cię i żal - do siebie, świata, Boga? Pomyśl co Ci da jedna relacja i druga. Co da tym chłopakom.
Pomyśl, że nawet gdyby na sobie samej Ci nie zależało to jeśli na nich Ci zależy to nie chcesz chyba ich upadków, prawda?
Poczytaj czym jest miłość: [zobacz]
Poczytaj czego oczekuje kobieta i mężczyzna: [zobacz], [zobacz] Poczytaj o czystości: [zobacz]
Pomyśl czego dla Ciebie chce Bóg, który jak mniemam jest dla Ciebie wartością, tak?
A może, skoro masz takie wątpliwości nie powinnaś na razie z nikim się wiązać? Bo może Ty po prostu chcesz z kimś być dla samego bycia a nie dlatego, że w kimś coś Cię tak bardzo zachwyciło, że chciałabyś tę relację pogłębiać i rozwijać z Bogiem?

  Justyna, 22 lat
3139
09.02.2011  
Otóż 2 lata temu podjęłam pracę w pewnej firmie i w owym miejscu poznałam wspaniałego człowieka-szefa. Zauroczyłam się co z biegiem czasu przerodziło się w zakochanie, a dziś z pełną świadomością mogę powiedzieć że kocham. Lecz On miał już dziewczynę ale niestety-stety coś między nami zaistniało i nie chodzi tylko o fizyczność. Po tym wydarzeniu próbował ze mną kilkukrotnie porozmawiać na ten temat, a ja ze strachu (przed odrzuceniem) nie wyznałam co tak naprawdę do niego czuje co gorsze wróciłam do mojego byłego chłopaka (nie wiedzieć czemu). Dziś jego dziewczyna stała się żoną (ślub cywilny)urodziła dziecko, a ja nie mogę o nim zapomnieć. Widujemy się codziennie, sporo czasu ze sobą spędzamy, zwierza mi się lecz o Niej nie wspomina w ogóle. Wypytuje się czy spotykam się z kimś, każdego odradza, czasami "wyrzuca" - delikatnie że zawsze są wokół mnie mężczyźni, traktuje mnie zupełnie inaczej niż wszystkich i wiem że nie chodzi mu o sex (rozmawialiśmy na ten temat). Nie wiem tak naprawdę co mam zrobić? Dręczy mnie to że nie wyznałam tego co czuje. Teraz już chyba zbyt późno? Nie potrafię o nim zapomnieć, a próbowałam chyba już wszystkiego.

* * * * *

A co możesz zrobić? Ograniczyć do spraw zawodowych Wasze kontakty tylko. Nie możesz już pakować się między nich, bo jakby nie było - on już wybrał. Tamta kobieta jest z nim związana także formalnie, ponadto łączy ich dziecko. Nie rozbijesz przecież rodziny. Sam fakt, że mają tylko ślub cywilny nic nie zmienia. Zawsze mogą wziąć kościelny i to nawet możesz mu to zasugerować (jeśli oczywiście chcesz i jeśli faktycznie zależy Ci na jego dobru). Oczywiście, że zbyt późno na wyznawanie jakichkolwiek uczuć, bo tylko wprowadzisz zamęt i wzbudzisz w nim poczucie winy. A może sprowokujesz do prowadzenia podwójnego życia.
Pamiętaj - że to był jego wolny i świadomy wybór.
Natomiast naturalnie nie masz żadnego obowiązku cierpieć widując go i wysłuchując jego zwierzeń. Nie musisz katować się jego widokiem i udawać relacji koleżeńskiej. Też masz przecież jakieś uczucia. Ponadto tkwiąc w takim układzie będziesz angażować się coraz bardziej i będziesz miała zajęte serce, nie spostrzegając nikogo wokół. Nie masz żadnego obowiązku być "tą drugą", pisałam o tym w odp. nr: 720, 2177, 2731. Dlatego nie pozwalaj mu tak bardzo wnikać w Twoje życie, bo nie ma do tego prawa. Ty podejmujesz decyzje i dokonujesz wyborów w swoim życiu, nie on. On nie ma tu żadnych praw. Nie uzależniaj się od niego. Najlepiej byłoby zmienić pracę - na ile to możliwe. Jeśli nie - ogranicz kontakty, bo inaczej nie uwolnisz się z tej relacji a tkwienie w niej nie przyniesie nic dobrego ani dla Ciebie ani dla niego. O tym jak sobie radzić pisałam w odp. nr: 80, 526, 653, 825
Pomyśl też jak wygląda relacja z Twoim chłopakiem. Czy przypadkiem nie oszukujesz go będąc z nim, nie robisz mu złudnych nadziei? Chcesz tak naprawdę z nim być? Jeśli tak to tym bardziej całkowicie zerwij kontakt osobisty (bo służbowy musi zostać) z szefem i postaw mu wyraźną granicę. Z Bogiem!

  Milka, 19 lat
3138
07.02.2011  
Witam...

Wiem, że było już tutaj wiele wypowiedzi na temat zauroczenia, uczucia czy miłości,ale mimo wszystko postanowiłam napisać.Możę pomoże to innym dziewczynom podjąć właściwą decyzję..

Znamy się z Wojtkiem ponad pół roku, pisze "znamy" bo postanowiliśmy tego póki co nie nazywać inaczej. Mimo iż coś do siebie czujemy (ale nie jesteśmy całkowicie pewni co tak naprawde) nie staramy się jeszcze na nic poważnego decydować. Oboje postanowiliśmy do wszystkiego dochodzić małymi kroczkami, nie spieszy nam się do całowania, czy wieszania na szyję. Teraz widujemy się też nie za często raz na 2-3 tygodnie. Póki co nie nazywamy tego co jest między nami związkiem bo do tego trzeba "dorosnąć", a przecież na wszystko przyjdzie czas. Staramy się poświęcać czas nauce, pracy, a w wolnym czasie rozmawiamy przez telefon czy na gg. Naszym zdaniem na wszystko przyjdzie właściwy czas i choć czasem zdarzy nam się przytulić czy pocałować w policzek to staramy się nie wystawiać na setki par oczu wpatrzonych w nas,Jesteśmy pewni, że gdybyśmy się mieli ewentualnie rozstać nie będziemy musieli niczego żałować... Mam nadzieję że dobrą drogę do prawdziwego związku wybraliśmy... Gdyby mogł a otrzymać odpowiedź, pani zdanie na temat tego jak postępujemy, czy to dobry (sposób) kierunek do stworzenia czegoś naprawdę prawdziwego...
Serdecznie
Dziękuję
Milka


* * * * *

Bardzo dobry i gratuluję poważnego i rozsądnego podejścia!
Polecam Wam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Tam poruszamy wiele zagadnień, które na dalszym etapie mogą pojawić się w Waszym związku. A póki co rozwijacie relację, poznawajcie się. Dzięki temu będziecie mogli świadomie i prawdziwie wejść w kolejny etap związku, widząc jacy oboje jesteście naprawdę. Mam nadzieję, że zaprosiliście też Boga do Waszej relacji, że modlicie się o pokazanie Wam co dalej i rozeznanie Jego woli?
Z Bogiem!

  Wrażliwy, 16 lat
3137
06.02.2011  
Witam wszystkich ciepło i serdecznie. Chciałbym prosić o pomoc w mojej sprawie, a jest ona następująca. Od jakiegoś czasu mam dziewczynę, ale nie jest to zwykła dziewczyna, chodzimy ze sobą przez internet i mieszkamy od siebie bardzo daleko i jeszcze nie mieliśmy okazji się spotkać. Tak czy inaczej przejdę do sedna sprawy. Miała dyskotekę szkolną, na której grała z chłopakami w butelkę i przez to, że jest trochę bezmyślna, całowała się z trzema chłopakami, co bardzo mnie zraniło. Później rozmawiałem z nią o tej sprawie i z tego co zrozumiałem, ona chce się zabić, a ja nie mógłbym żyć z myślą, że ona nie żyje, nie mógłbym mieć kogokolwiek na sumieniu. Prosiłem już jej koleżankę, żeby ją zatrzymała, ale nie wiem, czy dała radę, więc kieruję się do Wa żebyście mi doradzili, bardzo proszę o szczerą odpowiedź. Jestem teraz załamany, bo mam charakter wrażliwca i mały szczegół mi wadzi na sumieniu. Podczas ostatniej rozmowy się troszkę uniosłem, czego żałuję, bo rzadko mi się to zda rza, jeszcze chciałbym spytać, czy to, że ona się z nimi całowała i mnie zdradzała powoduje, że mam grzech, czy też nie ? I również, gdyby doszło do najgorszego i popełniłaby samobójstwo, co ja miałbym wtedy zrobić ? Co powiedzieć księdzu przy konfesjonale ? Pomocy, bardzo proszę. Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję.

* * * * *

Przede wszystkim przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
zanim cokolwiek sobie pomyślisz. Spotkaj się z nią i zobacz ją na żywo. Inaczej uwierzysz we wszystko co ona Ci mówi.
Ale jeśli mówi Ci bez skrępowania takie rzeczy nie widząc Cię jeszcze nawet na żywo to chyba za bardzo jej na Tobie nie zależy.
Nigdy nie miałeś podejrzeń, że ktoś bawi się Twoim kosztem?
A jeśli tak nie uważasz to tym bardziej poczytaj i spotkaj się z nią na żywo.
Z Bogiem!

  olcia, 17 lat
3136
06.02.2011  
Witam !
Mam problem... Od 7 miesiecy spotykam się z chlopakiem.Jest on starszy ode mnie o 5 lat. Oboje wierzymy w BOGA i mu ufamy. Ufamy sobie, zalezy nam na sobie. Jestesmy tylko przyjaciółmi poniewaz nie ma miedzy nami poki co miłości. Zachowujemy się jak para...
Ostatnimi czasami zbaczamy z drogi jaka powinnismy isc tzn.dotykamy sie w intymne miejsca. Nie mozemy nad tym zapanowac czasami wystarczy ostatnie 5minut. Czytalismy artukuły o czystosci na jakis czas pomoglo ale potem wraz wszystko wraca . Prosimy o wielka pomoc.


* * * * *

No ale jako to? Otwarcie mówisz, że nie ma między Wami miłości a jest więź fizyczna? Więc kim dla siebie jesteście? Tylko kimś (lub czymś) do zaspakajania pragnień fizycznych? A gdzie tu jakaś godność? Polecam Wam ten artykuł: [zobacz]
a przede wszystkim argumenty w nim zawarte.
Jeśli nadal tak to będzie wyglądało to szybko się sobą znudzicie a potem będziecie mieć pretensje o wykorzystywanie a w końcu rozstaniecie się z wielkim poczuciem żalu.
Koniecznie powinniście się zastanowić po co ze sobą jesteście. Jeśli odpowiedź będzie taka, że tylko dla tych kontaktów to jak najszybciej należy się rozstać.
Jeśli natomiast macie o czym ze sobą rozmawiać, dogadujecie się, macie wspólne tematy i zainteresowania to przeprowadźcie test na to, czy możecie stworzyć związek: mianowicie podczas jednej z randek w ogóle się nie dotykajcie. Nic a nic, nawet buziaka na powitanie. Po prostu nic zupełnie. Idźcie gdzieś - na wystawę, wycieczkę, spacer itp. i TYLKO ROZMAWIAJCIE. O czym chcecie. Jeśli okaże się, że mimo braku dotyku macie o czym rozmawiać - to warto tworzyć tę relację, naturalnie walcząc o czystość (np. modląc się wspólnie lub osobno przed każdą randką, spowiadając regularnie, walcząc o szacunek dla siebie). Jeśli rozmowa kleić się nie będzie bo nic poza fizycznymi kontaktami Was nie łączy - rozstańcie się, bo to znaczy, że jesteście dla siebie tylko obiektem pożądania i na tym relacji nie zbudujecie. Polecam Wam także całą naszą książkę:
http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
o tym czym jest miłość, jak ją pielęgnować, czego oczekuje kobieta i mężczyzna. Może pomoże Wam w określeniu Waszej relacji. Z Bogiem!

  Kejti, 15 lat
3135
05.02.2011  
Witam.
Od dłuższego czasu zmagam się z rozsterkami miłosnymi, mianowicie podoba mi się mój o rok starszy sąsiad. Czasem razem jedziemy do szkoły , więc mamy czas na pogadanie ze sobą. Rzecz w tym że jakoś poza tym dojeżdżaniem to ze sobą raczej nie gadmy pomimo tego że mieszkamy od siebie jakieś 30 m i mam widok z pokoju ma jego okno. Dlatego proszę o poradę co robić? Myślę o mim praktycznie cały czas a nie mogę się przemóc żeby do niego pójść i pogadać. O uczuciach nie gadaliśmy . wiem tylko zę nie ma dziewczyny ale widziałam ostatnio jak z jakąś szedł i brakło mi odwagi podejśc i zagadać. Proszę o odpowiedź.


* * * * *

I dobrze, że nie rozmawialiście o uczuciach, bo by się wystraszył. O tym dlaczego poczytaj w tym artykule: [zobacz]
Natomiast jeśli razem dojeżdżacie i wtedy jest okazja do rozmowy to wykorzystaj rady z odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742. Ważne jest by w każdej rozmowie powstał taki punkt wspólny, dający okazję do rozmowy na przyszłość. Śmiało proś go o pożyczenie czegoś, pokazanie itp. To go ośmieli i zachęci do kontaktów z Tobą, dając jednocześnie delikatnie do zrozumienia, że czujesz do niego sympatię - ale nie będzie to nachalne. Specjalnie do niego nie chodź ale na pewno zdarza się, że przypadkowo się spotykacie poza dojazdami, prawda? Zawsze mówcie sobie: "cześć", uśmiechaj się do niego i od czasu do czasu zagadaj. Jeśli mu się podobasz to na pewno te okazje wykorzysta. Z Bogiem!

  Monika, 16 lat
3134
04.02.2011  
Już od jakiegoś czasu mam pewien problem... Od jakiegoś czasu podoba mi się pewien chłopak. Jest organistą w mojej parafii. Ma 18lat i w momencie jak go poznałam wydawał się być poukładany, jednak jak się okazało po upływie czasu posiada prawdopodobnie dwie twarze... Napisałam "prawdopodobnie", ponieważ to wynika tylko z przypadkowych obserwacji. Wracając do początku mojego listu to właśnie ten chłopak przykuł kiedyś moją uwagę, ale nie mamy prawie żadnego kontaktu, a poza tym jakoś chyba nie bardzo mamy o czym rozmawiać. Kiedyś jednak zebrałam swoje siły i napisałam do niego na "nk",bo tylko w ten sposób mogłam mu napisać o tym wszystkim, co czuję. Niestety jego odpowiedź nie była taka jaką ja oczekiwałam. Od tego momentu minął ponad rok, a ja nadal nie potrafię sobie tego wszystkiego w głowie poukładać. On od jakiegoś czasu ma dziewczynę i prawdopodobnie nie ma na niego dobrego wpływu. Jednak sytuacja jest jeszcze bardziej beznadziejna, ponieważ w ostatnie wakacje pewien ko lega powiedział, że mu się podobam i jest we mnie zakochany. Po dłuższym zastanowienu się napisałąm mu, że nic z tego nie będzie. Dzieli nas spora odległość, a poza tym nie chciałabym być z kimś kogo tylko lubię, oszukiwać go, dawać mu jakieś złudne nadzieje.Nie spotykanie tego chłopaka jest niemożliwe, ponieważ oboje jesteśmy w Ruchu Światło- Życie i w te wakacje jedziemy na te same rekolekcje a poza tym dochodzą do tego różnego rodzaju zjazdy wspónotowe. Nie wiem co mam robić w tej sytuacji... Proszę o dobrą radę..;(

* * * * *

Co do pierwszego chłopaka. No bardzo źle to rozegrałaś. Mówienie o swoich uczuciach komuś kogo znasz tylko z widzenia było najlepszą drogą do wystraszenia go. On został zaskoczony, przytłoczony ciężarem i obarczony odpowiedzialnością za uczucia które w Tobie wzbudził. Nic zatem dziwnego, że uciekł. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] to zrozumiesz jaki to mechanizm zadział i na przyszłość nie rób tego błędu.
Poniekąd możesz sobie wyobrazić co on czuł gdy taką samą strategię zastosował wobec Ciebie ten drugi kolega. Byłaś zaskoczona, prawda? Jednak w tym wypadku to już nie jest Twoim problemem unikanie tego chłopaka tylko jego. To on z pewnością cierpi gdy Cię widzi, więc dla własnego dobra powinien unikać kontaktów. Jeśli tego nie robi - to jego sprawa.
Ty nic nie rób. Nie musisz się z tym czuć źle ani mieć wyrzutów sumienia. Do wspólnoty uczęszczasz przecież z uwagi na formację a nie na niego. To on powinien przedsięwziąć jakieś kroki, nie Ty. Gdyby ponawiał swoje propozycje - po prostu nadal odmawiaj i nie dawaj mu żadnych sygnałów zainteresowania jego osobą. Po jakimś czasie powinien zrozumieć, że zdania nie zmienisz. Z Bogiem!

  Malwina, 26 lat
3133
04.02.2011  
Witam serdeczenie
Pisze do Was, ponieważ sama nie wiem, co mam czynić. Jestem z chłopakiem 5 lat, pragnę założyć rodzinę, ale mam obawy czy to na pewno ten. Nie mam do niego zaufania ( często nie mówi mi prawdy, przemilcza lub kręci i zmyśla). Rozmawialiśmy bardzo dużo o tym, twierdzi, że się poprawi i za jakiś czas jest to samo. Nie wiem czy mogę powierzyć swoją przyszłość, czy będę miała siłę ciągle wybaczać i udawać, że nic się nie dzieje. Zadał mi bardzo dużo bólu i teraz sama nie wiem czy to miłość, czy przyzwyczajenie, strach przed samotnością. Twierdzi, że mnie kocha, ale ja chyba już mu nie wierzę. Boje się także, że jeśli naprawdę mnie kocha to, że ja tego nie zauważam. Pomóżcie.


* * * * *

Hmm, ale czego dotyczą te kłamstwa i dlaczego on to robi? Czy coś ukrywa, czy chce lepiej wypaść przed Tobą czy boi się, że będziesz miała pretensje? Bo nie wystarczy obiecać, że już tak nie będzie ale należy dociec przyczyny jego zachowania.
Jeśli po 5 latach nie masz do niego zaufania to nie jest najlepiej. Co do samego "czucia" miłości to tu bym się tak nie przejmowała, bo to są indywidualne odczucia, ponadto po 5 latach inaczej się czuje niż po kilku miesiącach.
Polecam Ci przeczytanie całej naszej książki: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc

Bo z pewnością masz wiele wątpliwości i mam nadzieję, że znajdziesz na nie tam odpowiedź. Decyzja o małżeństwie jest bardzo poważna, więc nie może tu być mowy o tak podstawowej rzeczy jak brak zaufania. O udawaniu, że nic się dzieje w związku też nie może być mowy. Wyjaśnianie nieporozumień i dialog jest sprawą kluczową a przemilczanie czegoś zawsze odbija się na niekorzyść. Poczytaj, pomyśl, może się okaże że problem leży całkiem gdzie indziej i z czego innego wynika? Z Bogiem!

  bardzo smutna amelka, 37 lat
3132
04.02.2011  
Dzień dobry,
mam pytanie, jak zachować się w stosunku do następującej sytuacji, bo nie mam zielonego pojęcia. Koresponduję z moim kolegą od 2 lat - miałam chwile że go zasypywałam listami, od roku pisze mniej i rzadziej. I oto wracając do domu, po 3 dniowym niepisaniu odkrywam, że jestem zablokowana, co wprawiło mnie w rozpacz. Postanowiłam dojść prawdy co to ma być, odparł po moim zdecydowanym parciu, że nic takiego, on usuwa konto i że będziemy w kontakcie. Z innego numeru (bo miałam zawsze 2) odkrywam okrutną prawdę, że on dalej ma konto i dobrze się bawi. Wygłupiłam się do tego stopnia, że jak mi mówił czemu blokuje, to ja mu jeszcze podziękowałam za wyjaśnienie i teraz czuję się jak głupia. Miałam ochotę , z 2 nr zdemaskować jego kłamstwo, ale nie wiem czy tak wypada zniżać się do takich zagrywek jak on. Postanowiłam się nie odzywać nigdzie i nigdy, bo to nie było fair. Proszę, powiedz czy dobrze mówię i robię. Zawsze b. go lubiłam i b. zależało mi na tej znajomości. Teraz czuję żal i rozgoryczenie, czasami płaczę.


* * * * *

Oczywiście, że dobrze robisz. A co do zdemaskowania kłamstwa to jeśli on nie miał skrupułów tak Cię potraktować to spokojnie możesz napisać, z tego drugiego konta, że widzisz, że chyba ponownie je złożył skoro jest aktywny. Prawdopodobnie nigdy Ci na to nie odpisze, ale może warto, żeby wiedział, że odkryłaś jego oszustwo wobec Ciebie. Możesz też sama go zablokować. Z Bogiem!

  Owca, 20 lat
3131
02.02.2011  
Witam.Po 3 latach rozstałam się z chłopakiem, byliśmy dobrymi przyjaciółmi ale ponieważ nie podobał mi się, nie mieliśmy szans na stworzenie udanego małżeństwa.Żyliśmy w czystości.Niestety,to rozstanie tak mnie załamało, że zaczęłam szukać nowej znajomości która zapełni pustkę.No i stało się.Na portalu "dla ludzi z wartościami", jak twierdzą jego twórcy,poznałam chłopaka, mgr teologii.Szczerze go polubiłam.Ale szybko zaczęły się problemy.Ponieważ dzieli nas 100km,zaczęliśmy spotykać się na weekendy.Okazało się,że mimo takiego kierunku studiów ma porządnie pokręcone z moralnością.Współżył już z kilkoma kobietami,ja od razu postawiłam sprawę jasno że nie zgodzę się na seks bez ślubu (i w tym udało mi się wytrwać),ale po namowach uległam i zgodziłam się na seks oralny, i ta sytuacja trwa do dziś.Odkryłam tez,że pisze smsy z innymi kobietami, ma konta na portalach erotycznych,ogląda filmy pornograficzne.Boje się że jest uzależniony od seksu.Jego żarty kręcą się ciągle wokół tego tematu.Jak mogę mu pomóc,jeśli nie wierzy w swoje uzależnienie?Czy powinnam się z nim rozstać mimo szczerej sympatii?Czy to możliwe,że jego problemy są wynikiem nerwicy i ciężkiego dzieciństwa (rozwód rodziców,ojciec też zdradzał matkę wielokrotnie,czy to możliwe że tu grają jakieś czynniki genetyczne?Już teraz czuje się zdradzana i oszukiwana przez to że pisze z innymi,ale usprawiedliwiam go.On twierdzi że wie,że robi źle,ale nad tym nie panuje. Czy słusznie go usprawiedliwiam?Boje się ze po ślubie będzie zdradzał na całego.A z drugiej strony boję się,że jeśli go zostawię,to stoczy się już całkiem na moralne dno,wiele razy tak mówił.Martwię się też,że kolejną pustkę po rozstaniu zapełnię jeszcze czymś gorszym. Nie wiem co robić.Proszę o obiektywną ocenę tej sytuacji, bo sama już nie potrafię. Pozdrawiam

* * * * *

Przede wszystkim pomóż sobie - odejdź. Ja naprawdę rozumiem, iż można mieć problemy czystością ALE będąc już w związku z inną osobą (która jak mniemam traktuje poważnie) tym bardziej należy starać się właśnie dla niej i dla przyszłego małżeństwa wychodzić z uzależnienia. Tymczasem z tego co piszesz nic nie wskazuje na to, by Twój chłopak starał się. Mało tego - bez żadnego skrępowania pokazuje Ci się w takiej postaci i w ogóle się tego nie wstydzi. Jeszcze więcej - Ciebie wciąga w nieczystość (niestety, seks oralny także jest współżyciem i złamaniem czystości przedślubnej). Oczy otwieram ze zdumienia. Fakt, że ten człowiek jest po teologii i poznaliście się na portalu dla ludzi "z wartościami" jest, jak się okazuje w jego życiu tylko czymś w teorii.
Niesłusznie go usprawiedliwiasz . On nie robi nic by z tego wyjść a jeszcze Ciebie w to wciągnął. Słusznie się boisz, że po ślubie także będzie zdradzał.
Nie martw się o to, że on się "stoczy". Jeśli stacza się systematycznie teraz, nawet będąc w związku z Tobą to co może mu pomóc? A raczej kto, jeśli on sam sobie pomóc nie chce i nie widzi tego sensu i potrzeby?
Dlatego ratuj siebie, póki nie doszło do jeszcze gorszych rzeczy, bo zostaniesz z wyrzutami sumienia, rozgoryczona i zraniona.
Ten człowiek NIE CHCE wyjść ze swojego grzechu i nic go nie motywuje.
Rozumiem, że Ci na nim zależy i chcesz mu pomóc. Dlatego daj mu do przeczytania ten artykuł: [zobacz]

A sama poczytaj odp. nr: 616, 961, 1070, 1819 i zobacz jak bardzo postawa Twojego chłopak różni się od opisywanych. Nie pakuj się w coś co prowadzi w bagno. Poza tym on Cię po prostu zwyczajnie, bez krępacji i na Twoich oczach (a i niejako za Twoim przyzwoleniem) zdradza. Nie widzisz tego?
Ratuj siebie, naprawdę. Jeśli próbowałaś mu pomóc i on tego nie chce to nie zostaje Ci nic innego jak rada Ojców Pustyni - ucieczka. Z Bogiem!

  marta, 40 lat
3130
01.02.2011  
Szczęść Boże! Moje pytanie do Pani dotyczy kogoś z kim się koleguję, przyjaźnię. Przyznaję, ze czuję do niego coś więcej niż koleżeństwo, ale toleruję jego wybory i po prostu jestem. Cieszę się gdy rozmawia ze mną, pisze na internecie i opowiada co u niego. Gdy byłam pochłonięta pracą i nie uczestniczyłam w rozmowach, zorientował się, że jestem na wyłączonym gg. Wdał się ze mną w dyskusję i wyciągnął z ukrycia, miło się rozmawiało i powiedział ze wpadnie za 2 dni to pogadamy więcej. Czekałam i ani śladu jego obecności, wytropiłam go następnego dnia ale się nie odezwał. Wywnioskowałam że jest zajęty. Aż do wczoraj, gdy cisną mi się łzy z oczu... siadam do komputera a mój rozmówca zablokował mnie bez słów wyjaśnień. Zadzwoniłam wystraszona, ze może ktoś włamał sie na mój nr i napisał mu coś przykrego stąd ta blokada.Po 6 telefonach odpuściłam. Oddzwonił więc do mnie i oznajmił że coś się dzieje z jego laptopem. Powiedz proszę, czy wierzyć? Dziwne, nigdy nie spotkałam sie z taki m traktowaniem, czuję się upokorzona, nabita w butelkę i co najgorsze zaczęłam być nieufna po tym co powiedział. Jest mi przykro i czy sens ma taka znajomość teraz?

* * * * *

opóki nie zostanie to wyjaśnione trudno cokolwiek wyrokować. Nie wiem jak to technicznie wygląda ale przecież nic się "samo" nie blokuje, a nawet gdyby przez przypadek tak się stało to gdyby się zorientował to natychmiast starałby się Ciebie przeprosić i wyjaśnić sprawę...
Być może nie miał ochoty na kontakt …ale tak się nie robi! Ponadto jeśli dzwoniłaś, a on nie odbierał a potem tak głupio się tłumaczył to dziwnie to wygląda. Tym dziwniej, że nie jest to nastolatek tylko dorosły mężczyzna który wie co robi...
Czy to jest znajomość tylko internetowa? Jeśli tak to przeczytaj proszę ten artykuł: href="http://adonai.pl/milosc/?id=158" style="font-weight: bold">zobacz]
Takie relacje nie mają szansy bytu jeśli nie wychodzą poza komputer. Poznać człowieka można tylko w realu. Dlatego byłabym ostrożna. Bo często można trafić na osoby, które dobrze czują się tylko przed ekranem a naprawdę nie są zdolne do nawiązania normalnych relacji. Ranią siebie i innych, powodują dezorientacje u rozmówców i dziwnie, niedojrzale się zachowują. Bo tak łatwiej, bo nie trzeba się wysilać, bo w każdej chwili mogą zniknąć, bo nawiązują kontakt tylko wtedy gdy dla nich to wygodne. To nie jest dojrzałe. Jeśli nigdy nie spotkaliście się na żywo, jeśli on nie proponował spotkań to naprawdę chyba nie warto kontynuować tej znajomości. Nie wiadomo kim on jest i jakie ma zamiary. A nawet jeśli znacie się na żywo a on tak się zachowuje no to nie świadczy o poważnym traktowaniu Ciebie i tej znajomości.
Rozumiem, że Ci przykro. Na Twoim miejscu nie robiłabym w tej chwili nic, poczekałabym na jego krok. Naprawdę, nawet jeśli bardzo Cię ciągnie by pierwsza się odezwać poczekaj na jego ruch. I jeśli przez jakiś czas nic się nie zdarzy to "odpuść". Najwidoczniej nie jest Tobą zainteresowany. Polecam ci stronę: www.dla-samotnych.pl Jeśli jesteś z któregoś z miast gdzie odbywają się Msze i spotkania - przyjdź. Wiele wartościowych osób czeka na normalne znajomości. Możesz też wpisać się tutaj: [zobacz]mamy kilkadziesiąt małżeństw. Z Bogiem!

  mati, 21 lat
3129
31.01.2011  
Witam

Mam nastepujący problem.. jestem z dziewczyna juz 8 miesiecy i chce z nia nadal byc.Studiujemy w oddzielnych miastach dzieli nas około 300 km i dlatego widujemy sie raz na 2 tyh i zadko czesciej. I wszystko bylo dobrze, mysle ze minał nawet okres takiej fascynacji miedzy nami takiego zakochania al oboje chcemy byc ze soba. Ale problem jest nastepujacy ze ja odczuwam jakby moja ziewczyna wogole sie mna nie interesowala jakby jej juz nie zalezało jakby nnic ja nei obchodziło. rozmawiałem z nia juz o tym i prosiłem ja zeby sie starała itp i ona mówiła ze bedzie. ale nadal jest to samo. trudno mi czasem z nia porozmawiac gdy widze ze mnie tak traktuje a mówi ze wszystko ok... nie rozumiem. prosze o jakies słowo.
Pozdrawiam


* * * * *

Związek na odległość jest trudny, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Jednak możliwe jest trwanie jeśli obie strony tego chcą i się starają. Rozumiem, że ze względu na odległość trudno Wam się spotykać częściej, dlatego trzeba chwile spędzone razem wykorzystywać na poznawanie się. Czego konkretnie brakuje Ci w zachowaniu dziewczyny? Nie dzwoni pierwsza, nie pisze, nie wykazuje inicjatywy, nie pyta co u Ciebie? A jak się spotykacie to jak się zachowuje? Cieszy się na Twój widok, robicie sobie niespodzianki, macie o czym rozmawiać? Jeśli tego wszystkiego brakuje to może faktycznie jej zapał opadł i świadomie lub podświadomie nie ma ochoty na dalszą relację tylko głupio jej o tym powiedzieć. A może po poznaniu się bliższym i przemyśleniu stwierdziła, że jednak to nie to? Albo może koniec emocji wzięła za koniec miłości?
Trudno powiedzieć mi coś konkretniejszego bo nie wiem co dokładnie jest nie tak w jej zachowaniu. Ale pomyśl nad odpowiedzią na te pytania i ewentualnie porozmawiajcie poważnie. Może okaże się, że ona ma taki charakter a może inaczej rozumie miłość i "staranie się"? Polecam Wam też ten artykuł: [zobacz]
Generalnie miłość trzeba pielęgnować, pisałam o tym w odp. nr: 255, 498, 566,773. A może jest też tak, że jesteście na innych etapach związku i dla niej to wszystko za szybko się dzieje? Może czuje się "przyciśnięta do muru", bo nie jest np. gotowa na wyznania, deklaracje, może niektóre gesty to dla niej za dużo? Może potrzebny jej czas, bo według niej Ty za bardzo "pędzisz"? Na ten temat trzeba koniecznie rozmawiać szczerze bo nie można też robić czegoś wbrew sobie i lepiej zawczasu wszystko sobie wyjaśnić. Dlatego do takich rozmów Was zachęcam. Z Bogiem!

  Iza, 25 lat
3128
31.01.2011  
Witam serdecznie, na początku dziękuję za tworzenie tak wspaniałej i pomocnej strony! Bóg zapłać
Jestem młodą mężatką, mnie udało się dochować czystość do małżeństwa, mąż niestety miał przede mną kobiety, z którymi był cieleśnie i właśnie z tym wiąże się moje pytanie - jak poradzić sobie z taką sytuacją? Myślałam, że z czasem przejdą moje negatywne uczucia, ale niestety one nie mijają. Nie umiem czuć się wyjątkowa, bo wiem, że były przede mną inne kobiety, które były równie blisko i bardzo mnie to boli. Boje się żeby nie przerodziło się to w poważniejszy problem i chciałabym sobie jakoś z tym poradzić, zapomnieć, nie myśleć o tym, ale nie wiem jak ?? Rozmawiałam o tym z mężem, on mówił mi, że ze mną jest inaczej, że jestem wyjątkowa, ale to pomogło na krótką chwilę... Niestety czuję jakby te kobiety były cały czas obecne w naszym związku. Jak mogę pracować nad sobą, żeby to zmienić ?

Pozdrawiam serdecznie


* * * * *

Proszę przeczytaj odp. nr: 616, 961, 1070, 1819, 2172, 2429, 2434, 2604.
Czy przed ślubem o tym nie rozmawialiście? A może przed ślubem nie stanowiło to problemu i nie sądziłaś, że po ślubie będzie? Jeśli tak to czy coś takiego dzieje się teraz, że masz poczucie bycia gorszą? Czy w jakikolwiek sposób mąż dał Ci to do zrozumienia?
Jeśli nie to przeanalizuj jego zachowanie i słowa pod kątem opisanym właśnie w tych odpowiedziach.
Faktów nie zmienisz, ale możesz zmienić swoje nastawienia jeśli zrozumiesz pewne rzeczy. Jeśli mąż żałuje tamtych doświadczeń i w niczym nie daje ci odczuć, że jesteś gorsza, nie wspomina, nie mówi o tym, tylko po prostu Cię kocha i jest z Tobą to nie ma sensu wracać do tamtych wydarzeń bo nic to nie da. Musisz uznać, że jest to jakiś element jego przeszłości i zaakceptować go razem z nią. Jeśli wiedziałaś o tym przed ślubem to chyba z akceptacją nie powinno być problemu. A jeśli poza tym nie ma nic takiego co by wskazywało, że mąż gorzej Cię traktuje to nie ma sensu tego roztrząsać i tym się zamartwiać. Dla niego jesteś ważna Ty - skoro się z Tobą ożenił. Czasu nie cofnie, wydarzeń też nie. Więc pozostaje tylko przyjąć go z jego przeszłością i nie wracać do tego.
Inna rzecz gdyby on wymagał od Ciebie czegoś co otrzymywał w poprzednich relacjach, porównywał Cię itp. Ale jeśli nie to wiążąc się z nim z wiedzą, że był już z kimś fizycznie nie możesz teraz podświadomie wymagać by tego nie było. Niezachowanie czystości przedślubnej z pewnością zostawia jakiś ślad, ale to jest niestety "naturalny" skutek współżycia. On zawsze będzie ale od Waszego nastawienia będzie zależało czy będzie to cierń czy tylko blizna, która dawno się zagoiła.
Poczytaj, pomyśl i po prostu kochaj go takiego jakim jest - bo teraz należycie tylko do siebie i tak będzie na zawsze, bez względu na to co było kiedyś. Skoro Bóg mu wybaczył a Ty świadomie się z nim związałaś to nie myśl o przeszłości tylko wspólnie patrzcie w przyszłość, w to co jeszcze przed Wami. Z Bogiem!

  Wiktoria, 23 lat
3127
30.01.2011  
Jestem w związku ponad pół roku, rzadko się jednak widujemy, zazwyczaj 3 razy w miesiącu z powodu dzielącej nas odległości. On jest tam, ja tu i tak naprawdę nie ma nas wtedy kiedy najbardziej siebie potrzebujemy. Bardzo mi go brakuje w takiej zwykłej szarej codzienności, żeby przytulił, wspierał, po prostu był. Podczas niedzielnych okazyjnych spotkań to nawet nie można się dobrze poznać, porozmawiać na poważne tematy, ledwie można nacieszyć się swoją obecnością. A potem rozstanie, tęsnota i tak w kółko...Sama juz nie wiem czy to ma jakiś sens, już mam tego dosyć. On świata poza mną nie widzi, cały czas powtarza jak bardzo mnie kocha itd. a ja nawet nie wiem czy z mojej strony to jest miłość. Zeby pokochać trzeba najpierw kogoś dobrze poznać, prawda? W najbliższym czasie raczej nie mamy szans by zamieszkać w jednym mieście. Czy dalej trwać w związu, dać sobie czas na lepsze poznanie, a potem może odwzajemnienie miłości. Czy to jest w ogóle fair że z nim jestem skoro na słowo "kocham" nie potrafię odpowiedzieć tym samym (zaznaczam że odróżniam miłość od zakochania). A może ja po prostu potrzebuję więcej czasu, sama już nie wiem. Co Pani o tym sądzi?

* * * * *

Miłość na odległość to trudne doświadczenie, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Jednak spotykanie się 3 razy w miesiącu przy Waszych uwarunkowaniach dobrze wróży.
Naturalnie, że nie jest to wystarczające i że potrzebujecie więcej. I to też dobrze wróży jeśli odczuwacie taką potrzebę.
Szkoda, że w najbliższym czasie nie macie możliwości mieszkać bliżej. Dlatego trzeba się starać tak jak dotychczas - spotykać na ile to możliwe, poza tym pisać, dzwonić itp.
To trudne, ale jeśli Wam na sobie zależy to możliwe, by ten związek przetrwał.
Owszem, ciężko poznać się na niedzielnych spotkaniach, bo one są świętem. Ale z czasem jak dłużej ze sobą będziecie to tematy poważne wyjdą niejako "przy okazji". Starajcie się też urozmaicać te spotkania, tak by coś robić razem, choćby ugotować obiad, pójść na wycieczkę. By ten czas był aktywnie spędzany bo wtedy zobaczycie się w różnych sytuacjach.
Pól roku to też bardzo mało, by cokolwiek deklarować i wcale się nie dziwię, że nie odwzajemniasz słowa"kocham". To tylko świadczy o twojej dojrzałości, bo to poważne słowo, poważna deklaracja, którą należy rozumieć. Jasne, że potrzebujesz na nią czasu i o ten czas proś. Nie rób niczego na siłę, nie zmuszaj się,. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz] Tam pisałam kiedy wyznać miłość. Pokaż go chłopkowi jeśli będzie Ci zarzucał, że nie odwzajemniasz jego uczuć. Prawdopodobnie też jesteście albo na innym etapie związku albo on inaczej rozumie słowo "kocham" - dokładnie jako zakochanie, zachwyt i dlatego wciąż Cię o miłości zapewnia.
Moim zdaniem z tego co piszesz zbyt okrutne byłoby rozstanie tylko z powodu odległości. Jeśli pod innymi względami uważasz go za wartościowego chłopaka i przy założeniu, że bylibyście bliżej nie miałabyś wątpliwości czy budować związek - to daj Wam szansę.
Przynajmniej jeszcze jakiś czas, aż lepiej się poznacie. Z Bogiem!

  ANKA, 34 lat
3126
30.01.2011  
Witam Panią serdecznie ;)
Mam problem dość nietypowy. Od 3 lat znam się z mężczyzną, który zamieszkał w moim sercu, okazywał mną zainteresowanie, pisał ze mną liściki, kilkakrotnie odwiedzał. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, czy coś nas łączy- ja nie chciałam go wystraszyć i badałam grunt, on mówił że bardzo lubi i że mu się podobam.Wszystko to było jakieś powściągliwe w mowie, ja chyba bardziej dawałam znać o sobie. I trapi mnie coś takiego: zaczęło do mnie docierać, ze chyba ja jestem bardziej zaangażowana, więcej piszę, zabiegam itp. Zaczęło mnie to męczyć, chociaż cierpię okrutnie. Ni mówiłam tego jemu, chociaż lekko dawałam mu do zrozumienia, bo się nie widzimy a dzieli nas odległość. W piśmie nie chcę o tym rozmawiać, a on się raczej do mnie nie kwapi, a on zmienia lokum z racji pracy. Gdy rozluźniam kontakt po miesięcznym a nawet dwumiesięcznym niegadaniu on nagle dzwoni, albo zagaja na kompie. I znowu mnie dopada gorączka uczuć i cierpię.Dlaczego on mi to robi, nie chcę pytać nie w realu, bo on wtedy gdzieś leci obiecuje że pogadamy potem i tyle. Kiedys po czteomiesięcznej ciszy on nagle wparował mi do pracy, a i wtedy nie miałam jak zapytać go czemu tak się dzieje, bo nie było warunków do takiej rozmowy. Jak to rozwikłać, jak to rozumieć, jak żyć? :(((


* * * * *

o nie wygląda to na poważną relację i chęć stworzenia związku - z jego strony. Gdyby tak było inaczej by się zachowywał. Czy on sądzi, że przy takim jego zachowaniu Ty jesteś do czegokolwiek zobowiązana? Może jest po prostu tak, że on rozmawia kiedy ma ochotę, jest mu to wygodne, bo zawsze kiedy potrzebuje Ty się z nim spotkasz, pójdziesz na kawę, wysłuchasz i… wystarczy. Nie musi się deklarować, do niczego zobowiązywać. Nie jest to normalny układ. Jestem przekonana, że w razie gdybyś zapytała wprost (do czego jednak Cię namawiam, nawet pisemnie) to usłyszysz, że on "traktuje Cię jak koleżankę", pisałam o takiej sytuacji w tych odp.: 1409, 2286.
Jednak tyle to trwa, że należy wyjaśnić Wasz status nawet za cenę rozstania - Ty masz prawo znać prawdę i ewentualnie inaczej układać sobie życie, nie możesz być cały czas "z doskoku". A może też jest tak, że on ma nieuregulowaną sytuację prawną, o której nie wiesz? Nie podejrzewasz, że może mieć żonę lub być po rozwodzie, ewentualnie być z kimś związany? Bo te obietnice rozmowy i wymigiwanie się od spotkań a potem nagłe okazywanie zainteresowania są podejrzane i być może on coś ukrywa - tzn. chciałby się związać ale wie, że nie może?
Dlatego napisz do niego. Powiedz, że nie wiesz już co myśleć, że owszem, robiłaś sobie nadzieje i chcesz znać prawdę i prosisz go o szczerość. Bez względu na to co Ci powie zażądaj otwartości i konkretów. Nie możesz żyć w zwieszeniu. Wiem, że to trudne, ale czas trwania Waszej znajomości i te ciągłe jego obietnice "pogadania" uprawniają Cię do takiej rozmowy. Z Bogiem!

  karina, 36 lat
3125
29.01.2011  
Witam,
od dawna czytam Pani porady, wiele też uwag odnoszę do swojej sytuacji. Tkwię w dziwnych relacjach z mężczyzną, którego poznałam 2 lata temu. Zainteresował się mną, a mnie raziła miłość jak piorun! Gdy wyjechał w swoje strony utrzymywaliśmy kontakt sieciowy, kilka razy przyjechał do mnie na tzw. kawkę, rozmawialiśmy o swojej przeszłości, komplementowaliśmy się, mówiliśmy już nawet o sprawach intymnych. Mój problem jest taki, że nigdy nie powiedziałam mu że go kocham, no chyba że sam się domyśla, bo piszę do niego słodko, czasami wylewnie, a na jego widok buzia mi się cieszy. Martwi mnie, że ja większą przejawiam inicjatywę, wyczuwam od niego dystans albo bojaźń nie wiem sama, to ja go zagaduję pierwsza...on odpisuje co 2 lub 3 wiadomość :(, przekłada swoje przyjazdy i często nie tłumaczy dlaczego, tak jakby nie wiedział że mnie to rani. Na dodatek nie widzieliśmy się już ponad pół roku, bo albo kontakt sie robi niemrawy, albo on nie wykazuje inicjatywy, a ja się zaczynam poddawać i wątpić w to wszystko. Boję się, że to się sypie, on w sumie nie dał mi szansy zaistnieć i że mu nie zależy. Ostatnio odezwał się jako pierwszy, pytał co u mnie, rozważał spotkanie , umówił się ze mną na pisanie w piątek... i nie było go, a na zostawioną mu wiadomość, że czekałam i zeby powiedział co tam, zareagował ciszą. Powiedz co robić, czy czas uleczy moje rany... nie widziałam go ponad pół roku a ja tęsknię tak bardzo...:(


* * * * *

Przede wszystkim to bardzo dobrze, że mu nie powiedziałaś, że go kochasz, bo przewiduję jego reakcję odmienną od tej przez Ciebie oczekiwanej i byłoby bardzo nieprzyjemnie. Zresztą przeczytaj ten artykuł: [zobacz] Poza tym z tego co piszesz wydaje mi się, że jednak on nie przewiduje dalszego poważnego rozwoju Waszej relacji. Gdyby bowiem tak było sam wychodziłby z inicjatywą, przyjeżdżał, coś proponował, organizował. Tymczasem taka znajomość internetowa jest dla niego o tyle "bezpieczna", że on nie musi się deklarować, ba, nie musi nawet pojawiać się na umówionym spotkaniu... To już nie tylko nie rokuje dobrze ale źle świadczy o nim w ogóle. Bo to kwestia nawet zwykłej kultury - jeśli się z kimś umawiamy i wiemy, że ta druga osoba czeka to wypada choćby się jakoś usprawiedliwić gdy coś wypadnie nieoczekiwanego.
Jeśli nie widzieliście się pół roku to fatalnie. Bo sama znajomość internetowa nigdy nie zastąpi tej w realu i nie ma możliwości nawet się poznać dobrze a co dopiero prawdziwie pokochać, pisałam o tym tutaj: [zobacz] Jeśli zatem jemu na tym nie zależy od pół roku to wniosek jest tylko jeden: on nie chce rozwoju tej relacji i w razie konfrontacji gotów jest uznać, że "traktuje Cię jak koleżankę", pisałam o tym w odp. nr: 1409, 2286.
Rozumiem Twoje zaangażowanie i zawiedzione nadzieje.
Proponowałabym teraz właśnie "ciszę" z Twojej strony. Nie odzywaj się pierwsza, nie pisz. Zobaczysz czy i kiedy się odezwie i czy będzie zdziwiony Twoją nieobecnością. Jeśli nie - widocznie na to czeka i jest mu to na rękę, gdyż nie ma odwagi z twarzą wyjść z tej relacji. Więc usiłuje wymknąć się chyłkiem. Dlaczego tak jest - nie wiem. Być może z jakichś względów zrezygnował, przestraszył się itp. Nie jest to Twoja wina a kwestia jego braku gotowości - do związku z Tobą lub w ogóle do związku.
Wiem, że Ci ciężko, bo narobiłaś sobie nadziei. Co zrobić, żeby zapomnieć? Pisałam o tym w odp. nr: 80, 526, 653, 825. Daj sobie czas, poukładaj to sobie.
I mimo wszystko nie rezygnuj z chęci poznania kogoś. Nie wiem skąd jesteś ale wejdź na tę stronę: www.dla-samotnych.pl lub wpisz się tutaj: [zobacz]
Jest wiele osób wartościowych, w takiej sytuacji jak Twoja. Może warto się poznać. Z Bogiem!

  Bożena, 24 lat
3124
29.01.2011  
Witam, nigdy wcześniej nie miałam chłopaka, niedawno na imprezie poznałam pewnego Daniela. Dużo z nim tańczyłam, dużo czasu spędziliśmy ze sobą, a po powrocie dużo rozmawialiśmy na gg, wysyłaliśmy smsy, aż się spotkaliśmy. Spotkaliśmy się do tej pory 7 razy, po pewnym czasie chodziliśmy za rękę, aż któregoś dnia mnie pocałował w usta, niewinnie, tak jak w policzek, ale w usta jednak. I w tym momencie uznałam, że jesteśmy razem, chociaż mam problem, bo nie umiałabym stwierdzić że go kocham...Podoba mi się po prostu (w ogóle nie z wyglądu) i chcę go lepiej poznać. Interesuje mnie, co się u niego dzieje, chcę się z nim spotykać, ale nie jestem zauroczona, nie ekscytuję się, jak się z nim widzę, po prostu jest mi miło. I to jest pierwsza rzecz, a druga jest taka, że w zasadzie od pewnego czasu, Daniel moim zdaniem nie stara się o spotkania, w zasadzie każde nasze spotkanie wynika z mojej inicjatywy, gdy on chce mnie gdzieś zaprosić nie robi tego wprost, tylko prowadzi tak rozmowę , żebym to ja w końcu zaproponowała spotkanie. Ostatnio widzieliśmy się tydzień temu (mieszka blisko, ale w innym mieście), a w międzyczasie rozmawialiśmy na gg i przez telefon. I czasem nie są to rozmowy jak pomiędzy koleżanką i kolegą, tylko coś więcej. Ale dla mnie to coraz bardziej wygląda jak znajomość internetowa, a nie chcę sama wychodzić ciągle z inicjatywą spotkania, bo to on jest mężczyzną a ja nie chcę się narzucać. Nie chcę też więcej z nim chodzić za rękę dopóki nie będę miała pewności jakie są jego zamiary... Jak Pani myśli, o co jemu może chodzić? Pewnie powinnam wszystko to, co piszę do Pani, powiedzieć jemu i zapytać o co mu chodzi... Ale jakoś nie mogę się zdecydować... Pozdrawiam i dziękuje z góry za odpowiedź:)

* * * * *

Dobrze Cię rozumiem, bo jakbyś może spytała wprost to obawiam się, że mogłabyś usłyszeć, że …on traktuje Cię jak koleżankę, co bardzo by Cię zraniło, gdyż rzeczywiście te zachowania nie są czysto koleżeńskie. Jeśli chodzi o pierwszą część pytania to bym się nie przejmowała, nie każda relacja zaczyna się od wielkiego zauroczenia, często, nawet bardzo często jest właśnie tak jak piszesz, poczytaj o tym w odp. nr 13.
Natomiast druga część wskazuje, że być może on się zagalopował a teraz jakoś ochłonął i próbuje udawać, że nic się nie stało a po prostu jesteście na stopie koleżeńskiej. Może brakuje mu odwagi, by uznać, że po przemyśleniu sprawy jednak nie chce budować z Tobą relacji. Rzeczywiście nie może być tak, że to Ty ciągle proponujesz spotkania i nie powinno być tak, że głównie kontaktujcie się przez internet, pisałam o tym tutaj: [zobacz]
Myślę, że możesz jeszcze kilka razy spytać co robi np. weekend i co proponuje (lub czy coś proponuje), możesz dać do zrozumienia, że masz wolną niedzielę itp. ale jeśli on ciągle nie będzie pierwszy czegoś proponował to potem przez jakiś czas nie odzywaj się pierwsza, niczego nie proponuj Ty. W ogóle pierwsza do niego nie pisz. I zobaczysz jak będzie. Jeśli on nie wyjdzie z inicjatywą, nie będzie się starał dowiedzieć czemu nie piszesz to znaczy, że właśnie chyłkiem usiłuje się wycofać z tej relacji. Z jakich powodów - nie wiem i nie zadręczaj się tym. Bardzo prawdopodobne wówczas, że przy próbie wyjaśnienia charakteru Waszych kontaktów usłyszysz słynne "traktuję Cię jak koleżankę" (pisałam o takiej sytuacji w odp. nr 1409, 2286) ale zapytaj wtedy wprost jak masz zatem rozumieć ten pocałunek i czy on nic dla niego nie znaczył? Tak czy inaczej nawet jeśli on nie ma zamiaru być z Tobą to masz prawo do poznania prawdy bo nie ma sensu w nieskończoność kontynuować internetowo znajomości, z której nic nie wynika. Z Bogiem!

  Mateusz, 20 lat
3123
25.01.2011  
witam, gdzie mogę uzyskać pomoc dotyczącą zakochania i miłości? Chciałbym dowiedzieć sie, czy to, co teraz czuję, to miłość, czy może przyjaźń albo przyzwyczajenie. Najlepsze byłoby spotkanie z psychologiem, ponieważ moje odczucia względem NIEJ są nieuporządkowane i nielogiczne, a moja sytuacja jest skomplikowana (w ogóle nie pomagają mi wykłady ks. Pawlukiewicza). Proszę o pomoc i o kontakt

* * * * *

No, generalnie pomoc możesz otrzymać właśnie tutaj, możesz napisać. Polecam Ci też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Co do psychologa zaś to zajrzyj na stronę Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich: www.spch.pl i zadzwoń tam umawiając się na wizytę. Z Bogiem!

  Maciej, 15 lat
3122
24.01.2011  
Szczęść Boże! Dziękuję za tę wspaniałą stronę. Mam pytanie o czystość w związku. Czytałem wiele artykułów o czystości. Kiedyś miałem problemy z nieczystością byłem w nałogu masturbacji, jednak dzięki Bogu od roku już tego nie robię i trwam w czystości. Od kilku dni chodzę z bliską mi dziewczyną (w moim wieku) i bardzo ją szanuję i chcę z nią trwać w czystości. Nie chcę z nią współżyć i nie myślałem i nie myślę o niej pożądliwie. Chcę się kierować miłością, Kocham Ją.Jeszcze się nie całowaliśmy i narazie tego nie robimy, żeby się nie pobudzać niepotrzebnie. Mamy mnóstwo czasu jeszcze. Mieliśmy parę godzin dla siebie sam na sam. Zima jest, zimno na dworzu i pada, to wygodniej jest w domu spędzać czas. I mam pytanie odnośnie czystości. Przytulaliśmy się. Nie myślałem o niej wtedy pożądliwie, tylko myślałem, jak mi na niej zależy. Nie chciałem i nie chcę się podniecać przy niej. Poza tym, jak czasem jesteśmy blisko to zupełnie mimowolnie, jakoś pojawia się we mnie podniecenie, n awet jak siedzimy blisko siebie. Dostaję często mimowolnie erekcji. Ona się skromnie ubiera, ale i tak na mnie jakoś tak działa. Leżeliśmy na łóżku i się przytulaliśmy z jakieś 2 godziny. Bardzo chciałem ją przytulić, ale nic więcej, nie chciałem podniecenia i nie chcę. Miałem erekcję. I mam pytanie, czy zgrzeszyliśmy jeśli się tak przytulaliśmy? Nie dotykaliśmy się w intymnych miejscach, ani w jakiś erotyczny sposób. Czy powinienem się za wszelką cenę starać ją tak przytulać, aby nie dochodziło u mnie do erekcji? Czy ta mimowolna przyjemność przy erekcji jest grzechem? Nie wiem czy nie za długo się przytulaliśmy bo potem mnie jądra bolały, chyba od podniecenia. Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki. Zawsze z Bogiem.

* * * * *

To, że Twój organizm tak reaguje to zupełnie naturalne. I właśnie dlatego, że jesteś w takim wieku, że to bardzo na Ciebie działa należy unikać sytuacji kiedy pobudzenie daje bardzo znać o sobie i wysiłkiem jest jego opanowanie. Moim zdaniem przytulanie się leżąc na łóżku było bardzo dużą pokusą i dziwi mnie, że w ogóle potrafiłeś się tak bardzo opanować, bo dla każdego normalnego mężczyzny to byłoby wyzwanie. Tylko popatrz: tę randkę to Ty się przemęczyłeś starając się za wszelką cenę opanować pobudzenie i zagłuszając w sobie myśli o pożądaniu. I co z niej miałeś za przyjemność? Jak Was to zbliżyło, na ile po niej się bliżej poznaliście? A przecież randka nie ma być męczarnią tylko radosnym spotkaniem z ukochaną. Była? Chyba nie bardzo… Otóż aby zapobiec takim sytuacjom nie należy ich prowokować. O ileż przyjemniej byłoby spędzić ten czas z dziewczyną na luzie, rozmawiając, skupiając się na czymś ciekawym a nie w takiej rozterce i cierpieniu, prawda? Ponadto takie zachowanie było całkowicie nieadekwatne do etapu znajomości w którym się znajdujecie. Taka sytuacja byłaby właściwa w małżeństwie a nie podczas chodzenia ze sobą. Chodzenie ze sobą jest czasem poznawania się czyli rozmowy na różne tematy, wspólnego działania. To temu nie służyło tylko niepotrzebnie Was rozbudzało. Nie radzę tak spędzać randek, po prostu dlatego, że będą czasem niepotrzebnej męczarni a nie przyjemności.
O tym zaś co robić na randkach pisałam w odp. nr 1809 a o czułości tutaj: 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132 Polecam Wam też całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Fakt, zimą nie ma się ochoty dłużej przebywać na mrozie ale są inne możliwości: kino, wystawa, ciekawy wykład, nawet pójście do kawiarni. Takie miejsca nie tylko nie narażą Was na pokusy ale i zainteresują czymś i będą impulsem do rozmaitych rozmów. Tak lepiej, bezpieczniej i przyjemniej. Czystość jest po to, by poprzez nią okazywać sobie jeszcze większy szacunek, by mówić swoją postawą "kocham Cię" i "szanuję" a nie po to, by kombinować jak nie zgrzeszyć i analizować każdy krok po kątem grzechu. Więcej pomysłów, więcej inicjatywy, więcej skupienia na działaniu - i zobaczysz jak może być przyjemnie. Poza tym możecie wspólnie albo choć Ty sam przed każdą randką króciutko o tę czystość i brak pokus się pomodlić, nawet jakimś aktem strzelistym i "ratować się" też nim w chwili kryzysu.
Co do kwestii grzechu to nie rozstrzygnę jednoznacznie, na pewno nie było czymś dobrym świadome narażenie się na dużą pokusę, najlepiej więc jeśli powiesz o tym spowiednikowi, bo po co masz mieć wyrzuty sumienia.
A na przyszłość pamiętaj, że najważniejsze jest zapobieganie takim sytuacjom właśnie poprzez dobrze przemyślane randki i unikanie pokus. A jak mimo wszystko zdarzy się upadek to trzeba się podnieść, wyspowiadać i walczyć dalej. Reakcjom organizmu nie zapobiegniesz ale możesz zapobiegać sytuacjom kiedy ten organizm będzie zmuszony tak reagować.
Powodzenia, z Bogiem!

  Majka, 20 lat
3121
23.01.2011  
Witam.
Moje życie od około 3 lat kręci się wokół pewnego księdza. To ja pierwsza powiedziałam mu o swoim uczuciu. On, bardzo ostrożnie, ale jasno powiedział, ze moje uczucia są odwzajemnione. Na początku nie dochodziło między nami do żadnych czułości. On postawił sprawę jasno- NIE MOGĘ. Po kilku miesiącach nienasyconych spojrzeń i trwacjących wiecznie uścisków dłoni, postanowiliśmy się spotkać sam na sam. za pierwszym razem wystarczyła nam tylko obecność. Wpatrywaliśmy się w siebie półtorej godziny. Na następnym spotkaniu, po dość długim okresie czasu, pierwszy raz się pocałowaliśmy. Na każdym spotkaniu posuwaliśmy coraz się dalej. Nagle urwał kontakt, stwierdzając, ze jego wyrzuty sumienia są przeogromne i nie chce tak dalej żyć i płakać nocami. Niestety scenariusz powtarza się do dziś. Spotykamy się, piszemy, a za kilka dni znów cisza, która trwa i trwa... Dużo rozmawialiśmy swego czasu. Gdy go zapytałam, czy gdyby mógł wybierać jeszcze raz, czy wybrałby kapłaństwo, odpowiedział n egatywnie. Kocham go i nie oczekuję od Pani porad jak z tego wyjść, co zrobić, zeby zapomnieć, bo wiele razy próbowałam, ale nie daję rady z tym skończyć. Chciłabym zadać pytanie natury duchowej: Dlaczego nie odczuwam wyrzutów sumienia? Dlaczego nie czuję, że przez to co robimy, staję się wrogiem Boga? Dlaczego ciągle mi się wydaje, że Bóg nie jest przeciwny naszej miłości? Dlaczego ciągle mam nadzieję, że pozwoli nam być ze sobą na dobre i złe, mimo tych wszystkich upokorzeń i ciosów, których muszę doświadczać? Dlaczego ciągle mam dość sił na walkę o tą miłość? Za odpowiedź z góry dziękuję.
Majka.


* * * * *

Wszystko co na ten temat chciałam powiedzieć zawarłam tutaj: [zobacz] Proszę przeczytaj. Temat jest ważny i trudny dlatego proszę najpierw uważnie przeczytaj ten artykuł i pomyśl.
Co do Twoich pytań na końcu listu:
Sumienie zapewne zagłuszyłaś tym, że tłumaczysz sobie, że skoro się kochacie… itp. Ale miłość nie usprawiedliwia grzechu, nie tłumaczy wszystkiego. Wrogiem Boga się nie stajesz, bo Bóg nadal Cię kocha ale z bólem na Was patrzy - bo to co robicie jest złe.
Bóg jest przeciwny temu, że kapłan zdradza złożone przyrzeczenie. On stał się oblubieńcem Boga ale teraz Go zdradza tak jakby zdradzał współmałżonka, więc jakże mógłby z tego faktu być zadowolony?
Bóg wie, że Wy nie możecie się połączyć i szkoda Mu - Ciebie - bo Ty możesz normalnie ułożyć sobie życie i kapłana - bo zbłądził - a jego powołaniem jest co innego, jest przyprowadzanie ludzi do Boga a nie odwracanie się od Niego samemu.
Nie będziecie mogli być razem (o tym dlaczego pisałam w tym artykule).
Dlaczego walczysz? Bo rozpaczliwie mimo logicznych argumentów czujesz, chcesz kochać i masz nadzieję.
I ja rozumiem jak Ci ciężko, bo wiem jak to jest kochać kogoś z kim być nie można. Natomiast tak jak pisałam - nie ma szans na sakramentalne małżeństwo między Wami. Robicie sobie nawzajem krzywdę.
On jako kapłan ponosi za to większą odpowiedzialność, bo jest starszy i związany ślubami. I Ciebie, młodą dziewczynę nie odciąga od grzechu tylko wprost przeciwnie.
Dlatego powinnaś znaleźć w sobie dość siły, by do Boga wrócić - jeśli to Bóg jest dla Ciebie najważniejszy (a zakładam, że jest).
Jeśli zaś będziecie to przeciągać to tylko się nacierpicie a rzeczywistość będzie taka, że za jakiś czas go przeniosą na inną parafię i dopiero będzie dramat.
Albo przeniosą go wcześniej bo ludzie zaczną to widzieć i plotkować. Tylko niestety winą obarczą Ciebie i Ty zostaniesz z piętnem tej "co księdza uwiodła".
Odejdź, proszę. Wiem, że to trudne, ale proszę - przeczytaj artykuł i pomyśl. Daj też jemu do przeczytania.
Zaufaj Bogu, który wie co dobre. On ma dla Ciebie wspaniały plan i piękną miłość o której jeszcze nie wiesz. Nie przegap jej. Ten kapłan też ma swoją największą miłość - Boga - ale w tej chwili zaślepiony o tym nie pamięta.
Jeśli więc naprawdę go kochasz to z tej miłości pozwól mu realizować swoje powołanie, dochować ślubów i w efekcie uzyskać zbawienie. Największym dobrem dla osoby którą się kocha jest pragnienie zbawienia dla niej.
A zatem nie utrudniaj mu tego ani go nie odciągaj od Boga.
Czasem miłość to rezygnacja z siebie, ze swoich uczuć i paradoksalnie - z tej miłości.
Wiem co mówię, uwierz. A w kwestii rozterek duchowych to też porozmawiaj ze spowiednikiem (tylko koniecznie kim innym rzecz jasna). Z Bogiem!

  Marysia, 20 lat
3120
23.01.2011  
dlaczego jeszcze nie mam chłopaka, czy muszę być idealna żeby go mieć zmieniać się być szczupła idealnie mówić, czy jeszcze nie przyszła na to pora?

* * * * *

Przeczytaj proszę odp. nr: 461,1265. Z Bogiem!

  Aurea, 20 lat
3119
22.01.2011  
Chodzę na zajęcia z pewnym chłopakiem. Jest przystojny, inteligentny, mądry, ale przy tym bardzo lubi otaczać się dziewczynami, dla wszystkich jest czarujący i ma dość przedmiotowy stosunek do kobiecego ciała. Dlatego trzymałam się trochę na dystans, choć zauważyłam, że jest mną w pewien sposób zainteresowany. Ostatnio jednak wydarzyło się coś dziwnego. Podszedł do mnie z pytaniem: "Ty jesteś chyba dość religijną osobą?" i zaczął 40-sto minutową rozmowę. Pytał o kwestie teologiczne, ale też o moje osobiste poglądy na sprawy moralne. Ja, ucieszona tym, że mogę dać świadectwo odpowiadałam bardzo szczerze na te osobiste pytania. Mówiłam o swojej miłości do Boga, szczęściu, które odkrywam w wierze, czystości przedmałżeńskiej, tym iż uczestniczę w Mszy św. także w tygodniu. On przez cały czas był bardzo delikatny, kulturalny, traktował mnie z szacunkiem, a w końcu przeszedł do czytelnych komplementów, stwierdził, że koniecznie musi mi pożyczyć pewną książkę. Ewidentnie mnie podrywał.Następnego dnia rzeczywiście ją przyniósł - jest o agnostyku, który postanowił przez rok żyć zgodnie z Biblią i nawraca się. Od tego wszystkiego mam mętlik w głowie. Dziwi mnie, że wiedząc już jakie mam zasady, zwłaszcza te dotyczące czystości, nie zniechęcił się, a wręcz zaczął mi wyraźniej okazywać zainteresowanie. Czy możliwe, by traktował mnie poważnie? To byłaby historia jak ze "Szkoły uczyć", ale to był film, a nie wiem, czy w realnym życiu zdarzają się takie sytuacje. Może podrywa mnie tak "dla sportu"? Nie chciałabym, żeby złamał mi serce...

* * * * *

Wiesz… nie wiem. Albo faktycznie zafascynowałaś go swoimi poglądami i odwagą ich wypowiadania a także szczerością a do tego mu się podobasz albo może być tak, że zainteresował się Tobą gdyż jako jedna z nielicznych nie narzucałaś mu się. Jeśli ma duże powodzenie to wzywaniem dla niego może być taka dziewczyna, która zachowuje się inaczej.
Nie wiem co jest szczere i nie wiem jakie ma zamiary.
Byłabym faktycznie ostrożna, bo może być tak, że usiłuje zdobyć Twoje względy bo wziął to sobie za punkt honoru, tak jak mówisz "dla sportu". Ale może być inaczej.
Póki co postaraj się emocjonalnie nie wychodzić poza ramy koleżaństwa. Rozmawiaj z nim, bądź sobą, książkę przeczytaj ale nie pozwalaj mu za dużo. Bo faktycznie może być tak, że zostawi Cię z Twoimi rozbudzonymi uczuciami i jeszcze stwierdzi, że traktował Cię "jak koleżankę", pisałam o tym w odp. nr: 1409, 2286. Obserwuj go na razie i nie pozwalaj sobie na większe zaangażowanie. Z Bogiem!

  Aga, 24 lat
3118
22.01.2011  
Witam ponownie.
Dziękuję za odp. 3092, która utwierdza mnie w przekonaniu, że już czas "pożegnać się" z moją miłością. Sama nie wiem czy to był związek, ale wydało mi się że było więcej niż koleżeńswo, skoro przyjeżdzał, mówił że jestem ważna,że bardzo mnie lubi, dzwonił, zwierzał się ze swojej dawnej miłości, zwłaszcza podczas swej choroby dużo pisał, inicjował buziaki etc.,zalecał się i umawiał na randki. Boję się pytać go o prawdę, chociaż chciałabym ją znać, bo nie wiem czy mogę na takim etapie i myślę, że nie odpowie, tak jak zignorował życzenia czy moją próbę kontaktu. Jego obecność na nk i gg to dziwne opisy dające do zrozumienia że z kimś utrzymuje kontakt i komuś serwuje opisy afiszując je i nie bacząc na to że ja mogę je czytać. Chyba wrócił do dawnej kobiety, przez co czuję się jeszcze mniej wartościowa i oszukana jak jakaś głupia. W czym popełniłam błąd? Jak można być takim karłem emocjonalnym i eksponować choćby radość z inną nie w intymny dla nich sposób ale upubliczniając opi sy których nie rozumiem i które mnie ranią....


* * * * *

A może te opisy są dla Ciebie? Po to, żebyś się zniechęciła. Bo nie ma odwagi Ci powiedzieć niczego wprost i uznał, że tą drogą z pewnością to zauważysz i "sobie pójdziesz". Bardzo brzydko z jego strony.
Faktycznie, nawet jak zapytasz to pewnie Ci nie odpowie albo będzie udawał, że traktował Cię "jak koleżankę", pisałam o tym w odp. nr: 1409, 2286. Nie popełniłaś błędu. To on zaczął relację wtedy kiedy byłaś mu potrzebna (a może mu się podobałaś) a potem mu się odwidziało. Przeczytaj polecane odpowiedzi to zobaczysz jaki mechanizm tu zadziałał. Zerwij kontakty, nie odzywaj się do niego, nie ma to sensu. Wiem , że Cię to boli. Jednak uznaj to za zamknięty etap, nie ma po co do tego wracać, bo będziesz cierpieć. Szkoda Twojego zaangażowania. Z Bogiem!

  Aśka, 22 lat
3117
19.01.2011  
Witam
Od prawie trzech miesięcy spotykam się z 4 lata starszym chłopakiem. Bardzo dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, mamy podobne charaktery, podobamy się sobie fizycznie, jednym słowem wszytko zmierza w dobrym kierunku. Zastanawia mnie jednak pewna kwestia. Dlaczego chłopak nie chce przyjechać do mnie do domu? Wszystkie nasze spotkania odbywają się póki co na gruncie "neutralnym", czasami jednak kiedy np. spacerujemy 500 metrów od miejsca mojego zamieszkania jest mi zwyczajnie głupio nie zaprosić go do środka na kawę czy herbatę. No więc zapraszam, a on reaguje jak oparzony pokrzywą, zaczyna coś kręcić i się jakby krępuje. Kiedyś w żartach powiedział mi coś w stylu "wstydzę się Twoich rodziców".Nie jest jednak typem człowieka nieśmiałego, nie ma raczej problemów z nawiązywaniem kontaktów, jest towarzyski i w towarzystwie lubiany. Poza tym był już wcześniej w związkach, i to poważnych, więc spotkania z "teściami" już przerabiał. Z resztą przecież ja nawet nie chcę od razu przedstawiać go rodzicom jako mojego chłopaka tylko na początku jako kolegę, który tak po prostu wpadł do mnie pogadać czy na kawę. Czy takie zachowanie może świadczyć o tym, że chłopak nie traktuje mnie poważnie?


* * * * *

Myślę, że naprawdę się boi, że nie spodoba się rodzicom - to po pierwsze a po drugie - trzy miesiące to bardzo mało, jesteście na wczesnym etapie i on pewnie nie chce by rodzice potraktowali go jako przyszłego zięcia. Bo dopóki nie będziecie mieć pewności, że chcecie iść ze sobą przez życie to bywa bardzo deprymujące jak ktoś zaczyna kogoś tak traktować. Ja naturalnie nie wiem czy Twoi rodzice by tak go potraktowali i on też nie wie ale być może był w takiej niezręcznej sytuacji kiedyś i tego się boi. Albo boi się krytyki swojej osoby, tego, że rodzicom coś się w nim nie będzie podobało i będą Ci go odradzali. Chce poczekać, aż Ty sama wyrobisz sobie swoje zdanie o nim i - w razie potrzeby - będziesz mogła być go pewna przed rodzicami. Pamiętaj, to jest mężczyzna - on chce dobrze wypaść. Krytyka ze strony tak ważnych w Twoim życiu osób już na początku Waszej relacji podcięłaby mu skrzydła.
Poza tym może póki sam nie jest pewny dalszego rozwoju Waszej relacji nie chce nikomu robić wielkich nadziei.
Moim zdaniem nie naciskaj jeszcze. Póki co o niczym złym ani podejrzanym to nie świadczy. Spotykajcie się tak jak dotychczas, na neutralnym gruncie. Jeśli jednak powiedzmy za pół roku lub więcej też będzie tak reagował to po prostu spytaj go o to co ja napisałam - czy to jest powodem. Ale na razie nie ma powodu do niepokoju - po prostu z Tobą czuje się bezpiecznie emocjonalnie i nie chce znaleźć się w niezręcznej sytuacji. Z Bogiem!

  Lucja, 17 lat
3116
17.01.2011  
Czy trzeba wyspowiadać się z miłości do Ks ?
A jeśli ktoś się wstydzi bardzo co ma zrobić ?


* * * * *

Nie, z samej miłości nie ma obowiązku się spowiadać, chyba, że chodzi już o konkretne czyny a nie same uczucia i emocje. Natomiast fakt, że spodobał Ci się ksiądz ale nie podejmujesz żadnych ku temu kroków albo wręcz usiłujesz "wybić go sobie z głowy" bo wiesz przecież, że nie będzie z tego żadnej relacji nie jest grzechem. Naturalnie jeśli pragniesz jakiejś rady lub masz jakieś pragnienia, z którymi sobie nie radzisz to możesz na spowiedzi o tym powiedzieć. Polecam Ci ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi, o tym jak zapomnieć: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Ania, 24 lat
3115
16.01.2011  
Witam serdecznie. Jestem w relacji z moim chłopakiem półtora roku. Były momenty, że chciałam zakończyć tą relację, ale zawsze przeczekiwałam je wiedząc, że były pełne emocji, a te najlepszym doradcą nie są. Nadal jesteśmy razem a On chciałby abym się już bardziej określiła...nie potrafię jednak, bo ciągle mam wątpliwości. Marzyłam o aktywnym, imponującym wszystkim (w tym także i mnie), towarzyskim mężczyźnie, który się nie stresuje, a przynajmniej tego nie okazuje, który jest jak skała i potrafi wszystko załatwić, z każdym zagadać, takim co jest duszą towarzystwa. Mój chłopak jest raczej nieśmiały, spokojny, bardzo wrażliwy (co też ma swoje dobre strony) i chociaż potrafi załatwić co trzeba to przeżywa to tak strasznie i mi o tym mówi że to przeżywa. To co mnie do niego przyciągnęło to Pan Bóg (jego przekonania, poglądy, troska, czułość)oraz mądrość (niesamowita przenikliwość i umiejętność spojrzenia na sytuację z innej perspektywy). Nie jestem nim zafascynowana,co mnie martwi...w bardzo wielu sprawach mamy różne poglądy, a jeśli chodzi o reagowanie emocjonalne to po prosu jesteśmy tak różni...czasem mam wrażenie że to ja jestem stereotypowym facetem - jestem mniej wrażliwa i czuła od niego...i wyprowadza mnie to z równowagi bo z jednej strony to wspaniale że On jest taki wrażliwy a z drugiej strony nie mogę znieść tego że On tak wiele rzeczy emocjonalnie przeżywa, nawet najbardziej błahych...odczytuję to jako słabość i ciężko mi to zaakceptować. Nie wiem jak sobie radzić z jego reagowaniem emocjonalnym, nie wiem dlaczego nie jestem nim zafascynowana, może się oszukuję że go kocham? dlaczego z jednej strony chcę z nim być a z drugiej czasem wolałabym kogoś innego (w sensie o innym wzorcu reagowania na pewne rzeczy)...co mogę z tym zrobić?

* * * * *

Jeśli spotkasz kogoś "jak skała" w każdej sytuacji to albo będzie udawał albo uciekaj od takiego bo to znaczy, że nie ma w sobie wrażliwości. Wiesz, zawsze tak jest, że wyobrażamy sobie, że ten nasz ukochany będzie taki i taki a potem się okazuje, że wielu z tych cech nie ma… a jednak i tak go kochamy. Potem odkrywamy, że te cechy, które ma nie są wadami a zaletami i że w zasadzie nie wyobrażamy sobie by był inny. A przemianę tę sprawia miłość, kochamy bo akceptujemy. To, że chłopak jest taki jak opisujesz nie jest niczym złym, w pewnych sytuacjach jest nawet zaletą, a na pewno po prostu cechą charakteru. Nie zmienisz go i nie ma takiej potrzeby. Być może jednak część nieporozumień wynika z niezrozumienia różnic w Waszej psychice albo z różnic które po prostu są między Wami, a może też innych oczekiwań. Dlatego polecam Ci najpierw do przeczytania te odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519, 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130 oraz artykuły: [zobacz], [zobacz]
Może naturalnie być też tak, że Ty masz inne usposobienie, takie bardziej "męskie" i dlatego te cechy chłopaka Cię denerwują. Ale wiesz, tak naprawdę to wszystko nie jest wadą. Jeśli pociąga Cię w nim to co najważniejsze i dobrze się dogadujecie to reszta jest kwestią "dotarcia", może akceptacji, może kompromisu. Nikt nie trafia na kogoś idealnego, bo takich ludzi nie ma. Zawsze coś będzie inne niż sobie wyobraziliśmy ale to wcale nie znaczy, że gorsze. Potem może się okazać, że właśnie to, takie cechy są w życiu najważniejsze a nie brylowanie w towarzystwie. Półtora roku to jeszcze nie tak długo. To jeszcze czas, by lepiej się poznawać, razem rozwiązywać problemy, być w różnych sytuacjach. To jeszcze nie czas nawet by decydować - i tu akurat Twój chłopak musi zrozumieć, że Ty potrzebujesz więcej czasu i Ci go dać. Nie zawsze jest się na takim samym etapie w związku - i to nic złego, po prostu tak jest. Dlatego osoba "wyprzedzająca" nie ma innego wyjścia jak tylko na tę drugą poczekać bo przecież nikogo nie można poganiać w uczuciach. Powiedz mu o tym i poproś o czas. Natomiast niepotrzebnie nie martw się tym czego on nie ma, a zobacz co jest w nim dobrego, bo może to przeważy te braki? A co braku "czucia", że kochasz, to polecam odp. nr 13.
Polecam Wam też całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
tam jest wiele odpowiedzi na te i inne pytania. Z Bogiem!

  basia, 23 lat
3114
16.01.2011  
Witam! Jesteśmy z mężem pół roku po ślubie. Stosujemy NPR. Poczęcie odkładamy aż skończę studia to jeszcze półtora roku. Czy takie długie czekanie jest w porządku? Denerwują mnie wścisie obgadujące nas sąsiadki bo nie widzą rosnącego brzuszka. Nie chcę słyszeć pod swoim adresem tekstów ze stosujemy antykoncepcję lub jestem bezpłodna. Jak się zachowywać w takiej sytuacji?

* * * * *

Zapytać: "a dlaczego pani pyta?', " wtedy kiedy Bóg zdecyduje", " jak będę w ciąży to pani powiem" itp. Generalnie nie musisz nikomu się tłumaczyć ani nikt nie ma prawa Cię o to pytać. Przecież Ty nie pytasz kiedy jej córka wreszcie wyjdzie za mąż czy skończy studia. Nie pozwól, by ktoś Ci sprawiał przykrość. Najlepiej nie reagować albo mówić coś neutralnego - jak już zapytają. Na samo obgadywanie nic nie poradzisz, ale to świadczy o kulturze tego kto się tak zachowuje. Ja przerobiłam już setki takich sytuacji, bo od prawie siedmiu lat bezskutecznie staramy się o dziecko - i to dopiero jest pole do domysłów i plotek. Ale mnie to nic nie obchodzi. Jak ktoś pyta to mówię wprost a w każdym razie nie pozwalam się ranić.
To kiedy ktoś ma mieć dzieci to sprawa między małżonkami i Bogiem i nikt z zewnątrz ani nie ma prawa w to ingerować ani się tym interesować. Z Bogiem!

  Maciej, 15 lat
3113
15.01.2011  
Witam. Bardzo dziękuję za odpowiedzi i za tę wspaniałą stronę ze wszystkimi artykułami. Są one bardzo wartościowe i pomogły mi zrozumieć wiele rzeczy. Myślę, że bardzo wielu osobom również =).
Chciałbym zapytać o komplementy. Pewnie są one ważne i nie należy o nich zapominać, ale też nie przesadzać. Chyba najłatwiej jest powiedzieć (w tym przypadku) dziewczynie komplement, że ładnie wygląda. Ale czy można dać komuś komplement dotyczący czegoś, gdy nie do końca tak uważamy? Czy gdybym np. powiedział znajomej, że jest miłą osobą, a sam bym nie był tego taki pewien, bo często się kłóci z mamą, niemiło się zwraca do kolegów/koleżanek choć robi to na żarty, albo drażni kolegę dla zabawy, a jego to denerwuje to byłoby to nieodpowiednie? Nie chcę kłamać. I nie wiem szczerze o co mogę dać jej komplement poza wyglądem i np. tym, że coś jej dobrze poszło. Zależy mi na niej i coś mnie w niej urzeka, ale trudno mi sprecyzować co. Przez cały czas miałem dystans do wszystkich dziewczyn, zakochiwałem się przelotnie, ale wewnętrznie nie podobały mi się te osoby. A ona jest jakaś inna, ma coś w sobie i trudno mi określić co to jest. Coś co sprawia, że chcę dbać o jej dobro. Ale nie potrafię nazwać jej zalet, jakbym ich nie widział, ale wiem że jakieś są. Narazie się zorientowałem, że podoba mi się, że nie jest taką towarzyską osobą, że nie lubi być w centrum uwagi. To co mogę jej powiedzieć? Że jest skromna? I jakie inne komplementy można dawać? I czy są one bardzo istotne? Dziękuję bardzo za odpowiedź. Z Bogiem! =)


* * * * *

Komplementy są dla kobiety istotne o tyle, że oznaczają, że chłopak uważa ją za kogoś wyjątkowego. Ale to nie jest tak, że oczekujemy ich na każdym kroku i że trzeba je mówić kiedy nie są prawdą. Chodzi o to, by od czasu do czasu usłyszeć coś miłego, coś co podkreśli, że robimy wrażenie na chłopaku. Oprócz tych o ładnym wyglądzie mogą być takie jak piszesz - najbezpieczniejsze zresztą - że coś komuś dobrze poszło, że Tobie się podoba gdy..., że lubisz jak ktoś... itp.
Co do tego jak powiedzieć, że lubisz jak ona nie jest w centrum uwagi to powiedz, że zauważyłeś, że jest taka autentyczna, że nie gra, nie zakłada maski, jest sobą, widzisz, że nie musi się dowartościowywać poprzez bycie w centrum.
Komplementów na siłę, nieprawdziwych nie mów. Ale z każdej sytuacji da się wyciągnąć coś dobrego np. nie mów ogólnie, że jest miła tylko zauważ jakiś jeden prawdziwy element np. że ma poczucie humoru.
Z tymi komplementami wiąże się też mówienie prawdy gdy coś nam się nie podoba. Też można to powiedzieć ale w formie, która nie rani np. gdy poczęstuje Cię herbatą a ona jest przesłodzona to nie krytykuj tylko powiedz, że ma fajny smak bo lubisz herbaty owocowe, z tym że Ty mniej słodzisz albo wcale. To przykład, chodzi o to, by zawsze doceniać czyjeś starania i pracę jaką w coś włożył nawet gdy nam się to coś niezbyt podoba. Ale nie kłamać bo to zawsze się obróci przeciw mówiącemu - jeśli bowiem zawsze coś chwalimy a w końcu powiemy prawdę to będzie wielkie zdziwienie i rozczarowanie, że jak to, zawsze było ok a tu nagle... i zaczynają się oskarżenia o udawanie. Tak więc należy mówić prawdę -ale delikatnie.
Polecam Ci też całą naszą książkę o chodzeniu ze sobą: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem!

  Marysia, 23 lat
3112
14.01.2011  
Moje poprzednie pytanie 3108. Ja wiem, że to nic nie da. Przykro mi to mówić, ale jesteśmy razem już ponad 1,5 roku i naprawde mnie to przytłacza, rozmawialiśmy o tym bardzo czesto, co najmniej raz w miesiącu. Byliśmy razem na wieczorach dla zakochanych, myślałam ze po nich wszystko sobei jakoś w głowie poukłądam, ale jaki mętlik mialam taki mam. Miłość cierpliwa jest podobno - a u mnie tego nie ma. Coraz częściej przestaje mu mówić o tym, że mnie to boli bo nie potrafie już spokojnie więc kończy się kłótnią. Za każdym razem przepraszał i obiecywał, że się poprawi - za każdym razem kończyło się tak samo. Ta jedna rzecz przysłania wszystkie inne. Nie potraię Go pokochać z taką wadą - nie potrafię jej przyjąc. Może i to jest egoistyczne z mojej strony, ale ja bez poczucia że jestem kochana szczęśliwa nie bede a więc i Jego nie uszcześliwie:( Wiem, że małżeństwo bdzie udane gdy się o nie walczy, gdy się stara o drugą osobę - ja nie mam złudzeń, że to się zmieni. Poprzedni list przeczytał, nie wiem czy z załącznikami czy bez - odpisał, że się postara - i na tym się skończyło. W zasadzie to piszę żeby się wyżalić chyba. Wydaje mi się, że zaczynam szukać potwierdzenia, że powinnam się z nim rozstać. Jak z kimś takim budować związek???Dziękuje za wszystkie poprzednie odpowiedzi.

* * * * *

Zupełnie zrozumiałe jest to co napisałaś - że bez poczucia bycia kochaną, bez poczucia, że komuś na Tobie zależy nie da się zbudować dobrej relacji. On pewnie twierdzi, że zależy ale… nie pokazuje tego czynami. I jak Ty się nie starasz to rozumiem, że na nim to nie robi wrażenia? No jeśli tak to bardzo przykre bo to już by świadczyło o tym, że jemu NAPRAWDĘ nie zależy. A jeśli tak to czemu z Tobą jest? Chyba potrzeba tu głębokiej rozmowy o sensie dalszego związku. Bo jeśli ma to tak wyglądać to faktycznie nie jest za wesoło. Czy czytaliście te artykuły? : [zobacz], [zobacz]
Tam pisałam o oczekiwaniach. Jeśli stwierdzasz, że ciągle nie otrzymujesz tego co Ci jest niezbędne (a niewygórowane) mimo, iż komunikujesz potrzeby i sama się starasz to porozmawiaj już szczerze z nim co dalej. Może on też nie ma ochoty na dalszy rozwój znajomości tylko nie ma odwagi o tym powiedzieć? Z Bogiem!

  Ewa, 17 lat
3111
14.01.2011  
Witam!
Mam ogromny problem..., a mianowicie 7 miesięcy temu poznałam Piotrka, zapoznaliśmy się dzięki jego znajomemu. Na początku traktowałam go tylko i wyłącznie jako kolegę, lecz po kilku rozmowach zaczął mi się coraz bardziej podobać, więc kilka razy zagadałam do Niego najpierw o pytania na klasówkę, a później o książkę bardzo chętnie odpowiedział na moją prośbę.Chodzimy do jednego liceum, ale uznałam że nasze spotkania nie mogą odbywać się na zasadzie mojego ciągłego zagadywania (może za bardzo dałam mu do zrozumienia,że mi na nim zależy) więc tego zaprzestałam. Po tygodniu sam mnie poprosił o pytania, a później o przesłanie czegoś; zrobiłam to chętnie. Lecz ostatnio podczas przypadkowej rozmowy z jego kolegami w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi.Widząc mnie na korytarzu ukradkiem obserwował, lecz nie podszedł do mnie.Kilka razy wracaliśmy razem do domu mile rozmawiając. Ostatnio mijamy się mówiąc sobie tylko cześć, Piotrek nie wychodzi z żadną inicjatywą. Jest dla mnie bardzo miły i często się uśmiecha. Nie wiem czy On mnie traktuje tylko jako jako koleżankę, którą od czasu do czasu można o coś poprosić czy coś więcej. Czy nie umiem utrzymać z nim dobrego kontaktu? A może on nie jest mną zainteresowany? Proszę pomóżcie mi.


* * * * *

Być może wstydzi się jeszcze lub krępuje okazywać Tobą zainteresowanie publicznie. Albo zrezygnował z dalszej znajomości z jakichś względów albo po prostu nie bardzo wie co jeszcze mógłby na tym etapie zrobić a może zastanawia się jeszcze nad swoimi odczuciami i nie chce iść dalej dopóki nie będzie pewny - aby Tobie z kolei nie narobić nadziei. Od czasu do czasu Ty wyjdź z jakąś inicjatywą jeszcze i jeśli to nie zostanie odwzajemnione to zaprzestań dalszych starań. Ale jeśli on jest Tobą zainteresowany ale nie ma pewności czy Ty nim również to będzie to dla niego zachęta i zacznie działać dalej. Na tym etapie trudno powiedzieć w którą stronę ta znajomość się rozwinie, natomiast możesz jeszcze próbować. Nie myśl jednak, że tylko i wyłącznie od Twoich starań zależy jego zainteresowanie Tobą, Ty robisz dużo więc się nie martw. Natomiast módl się też o jakiś znak, o rozwiązanie tej sytuacji. Daj sobie i jemu czas, czasem takie początki znajomości są trudne i trwają długo ale jak to się mówi "arcydzieła wymagają czasu". Czasem lepiej dłużej poobserwować, pomyśleć, pozastanawiać się a być pewniejszym niż szybko się zakochać a potem odkryć, że wcale się do siebie nie pasuje. Z Bogiem!

  Magda, 18 lat
3110
13.01.2011  
W swojej książce poruszyliście temat: Czy ateista może kochać?
Odpowiadając, powiedzieliście że tak, nawet nie kochając Boga można kochać drugiego człowieka miłością metafizyczną. Jednak zastanawia mnie to co o czym wspomnieliście dalej- ateista ma szanse na zbawienie, jeśli żyje uczciwie. Czy moglibyście rozwinąć ten temat? Wierzę, że człowiek aby doznać zbawienie musi wyznać swoją grzeszność i uwierzyć:
„Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie”
„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił”
Czym kierowaliście się pisząc to? Czyż nie jest to niezgodne z nauczaniem Biblijnym?


* * * * *

Poczytaj "Dzienniczek" św. siostry Faustyny. Tam wszystko jest wyjaśnione. Z Bogiem!

  Ola, 19 lat
3109
13.01.2011  
Byłam kiedyś bardzo zakochana w moim dobym koledze, ale niestety bez wzajemności. Męczyłam się z tym uczuciem przez prawie 4 lata. Wiedziałam, że jeśli nie zainteresuję się kimś innym, to nigdy sobie z tym nie poradzę. Koleżanka wpadła na "wspaniały" pomysł zeswatania mnie ze swoim kolegą. Robiła to bardzo otwarcie i ja i on wiedzieliśmy o jej zamiarach. Właściwie to w pewien sposób zgodzilismy się na to. Pisaliśmy ze sobą. Na początku tylko on do mnie pierwszy pisał, późnej zaczęłam także ja. Koleżanka narobiła mi nadziei, że coś z tego będzie i ja w to wierzyłam. Właściwie to polubiłam go i nawet myślałam, że się w nim zakochałam. Jemu chyba też narobiła nadziei. Oboje jesteśmy raczej samotnymi ludźmi. Nasza znajomość nie jest czysto koleżeńska. Myślę, że w naszej podświadomości jest to, co nam powiedziała ta koleżanka, że do siebie pasujemy. Nie wiem czy to z jakiejs desperacji? Potrzebuję, żeby ktoś się mną zainteresował. Tylko raz zamieniliśmy ze sobą parę słów. Chciał się ze mną umówić (ale raczej zrobił to pod wpływem koleżanki), ale ja się wręcz panicznie bałam i odmówiłam. Nie wiem jaki on ma do mnie stosunek, czy mu się podobam. Z mojej strony nic z tego nie będzie, teraz to wiem. Bałam się do tego przyznać przed sobą, ale on mi się nie podoba z wyglądu. Nie potrafię tego zaakceptowac, że jest mało konkretny. Nie wie, co chce robić w przyszłości, nie stara się tego zmienić. Z drugiej strony bardzo się cieszę jak do mnie pisze. Nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji, bo jakos głupio tak po prostu przestać się kontaktować. Mam wyrzuty sumienia, że zaangazowałam się w tę znajomość i być może dałam mu jakąś nadzieję. Bardzo chciałabym mieć tą "druga połówkę". Wiem, że w moim przypadku to nie jest takie proste. I wiem, że nie można nic na siłę.
Z góry dziękuję za odpowiedź:)


* * * * *

No i to był bardzo zły pomysł, bo metoda "klina" jest najgorszym rozwiązaniem w przypadku zawodów miłosnych. Po pierwsze dlatego, że tę osobę traktujemy przedmiotowo - jako środek do celu, którym jest odkochanie się. A po drugie: serce, które nie jest wolne, bo jest w nim jeszcze poprzednia osoba nigdy obiektywnie nie będzie potrafiło spojrzeć na tego drugiego. Zawsze będzie go porównywać z poprzednim i żałować, że nie jest taki sam. I nie będzie to dobra relacja. Jak sama widzisz czujesz niechęć gdy pomyślisz o byciu z nim. Ale nie jest jeszcze najgorzej, bo skoro spotkaliście się tylko raz to on też chyba niezbyt cierpi z powodu braku kontaktu a co za tym idzie - nie zakochał się. Co więcej, skoro tak to wygląda to jest prawdopodobne, że on też nie ma zbytniej ochoty na dalszy kontakt tylko mu głupio wybrnąć z tej sytuacji. W efekcie oboje się męczycie. Rozwiązania są dwa: konkretne - piszesz mu, że po przemyśleniu dochodzisz do wniosku, że nie jesteś w stanie stworzyć głębszej relacji (zauważ, piszesz, we własnej osobie, ze swojej perspektywy), uznajesz, że nie dasz rady z nikim jeszcze być itp. Nie oskarżasz go, nie oceniasz, nic nie piszesz o jego cechach, by go nie zdołować. Po prostu stwierdzasz, że tak rozeznałaś, przemyślałaś i owszem, kontakt koleżeński jak najbardziej ale nic na siłę. Drugie wyjście to takie, że jeśli nic sobie nie deklarowaliście to rozluźniasz kontakty, piszesz rzadziej a jak zapyta to mówisz to co w pierwszym rozwiązaniu.
Z pewnością nie ma sensu tego ciągnąć i udawać, że coś z tego będzie. Moim zdaniem on nie będzie zbytnio z tego powodu cierpiał bo fakty wskazują na to, że mało się o Ciebie stara, nie tak, jakby mu zależało. A nawet jeśli był bardziej zaangażowany niż Ty - no to trudno, spróbowaliście i nie wyszło. Lepiej postawić sprawę uczciwie. Ale naturalnie tak, by go nie skrzywdzić, nie zdołować. Przeciąganie tej relacji mija się z celem, bo potem będzie jeszcze gorzej z tego wybrnąć. A co do potrzeby bycia docenianą i chęci bycia z kimś - owszem, ale na spokojnie. Jeszcze przyjdzie właściwy czas i właściwa osoba, nie chodzi przecież o to, by być z kimkolwiek ale o to, by być z tą właściwą osobą i znaleźć prawdziwą miłość. Z Bogiem!

  Marysia, 23 lat
3108
12.01.2011  
Witam, pisałam do Pani ponad pół roku temu (2956). Problem mam dalej ten sam. Wysłałam mu nawet ten list ostatni wraz z Pani odpowiedzią, ale On albo nie rozumie albo nie chce zrozumieć. Wiem, że dużo rzeczy wywalczyliśmy, z wieloma jest lepiej, ale ta która jest dla mnie tak ważna wciąż pozostaje bez zmian:( Nie mogę powiedzieć, że On się w ogóle nie stara, ale nie tak jak ja tego oczekuje. Ja potrzebuje czegoś wyjątkowego raz na jakiś czas. Rozmawiamy o tym średnio co miesiąc i ciągle jest to samo, a ja tylko płacze;( dwa miesiące temu mieliśmy rocznice tego jak się poznaliśmy, przygotowałam kolacje, ponad dwa miesiące później była rocznica tego odkąd jesteśmy razem i dałam mu delikatnie do zrozumienia, że teraz Jego kolej. No i przyjechał do mnie specjalnie z rodzinnego miasta i dał mi różę po czy pojechał do kolegi się uczyć... no niby się postarał, ale ja oczekiwałam kopmletnie czegoś innego. Miałam imieniny, nie dostałam nic poza życzeniami, minęła gwiazdka a On jeszcze nad niespodzianką myśli i tak pewnie mu zejdzie do walentynek. No ja już nie mam siły. Chce być dla kogoś wyjątkowa:( Chce żeby się ktoś o mnie starał. A On mimo tego, że mu wszystko mówie niewiele zmienia. Z czego to może wynikać? Jest bardzo wartościowym człowiekiem. JA jestem coraz bardzej sfrustrowana, On tak samo, że Go cały czas opieprzam i kółko się zamyka. Powiedział mi dzisiaj, że On żeby mi robić niespodzianki musi czuć że jest dobrze, a dla mnie to jest odwrotna kolejność. Nie bedzie dobrze jak nie bede widzieć że się stara. Napisałam mu list, czytał go miesiąc, a teraz pewnie drugi miesiąc będzie odpisywał:( Jest jedynakiem, więc to może z tego wynika. Nie wiem też co jest ze mną bo rozum mi mówi, że już dawno powinnam to skończyć, a jednak nie potrafie. Chyba za bardzo boję się być sama, a skoro tak myślę to czy mogę w ogóle to nazywać jakąkolwiek miłością. W miłości przecież niema strachu... :(

* * * * *

Wiesz, naprawdę jestem zdziwiona. I nie potrafię powiedzieć z czego to wynika, raczej nie z tego, że jest jedynakiem, bo to nawet nie jest egoizm, to jest po prostu brak takiej potrzeby z jego strony.
Tak jak pisałam, ludzie są różni a mężczyźni z reguły są też mniej "domyślni" i mniej przykładają wagę do takich rzeczy. No ale to co piszesz to skrajność. Nie wyobrażam sobie by chłopak aż tak nie czuł takich potrzeb, żeby na rocznicę poznania się pojechał się uczyć… Albo żeby bez okazji nie dał kwiatka czy drobiazgu na Gwiazdkę. Przecież chęć obdarowania kogoś drobiazgiem, zrobienia mu przyjemności jest czymś naturalnym, płynącym z potrzeby serca gdy się kogoś kocha. To przykre i zupełnie rozumiem Twoją frustrację. Tym bardziej, że Ty naprawdę się starasz i na dodatek komunikujesz swoje potrzeby i... nic!
A jak mu przesłałaś moją odpowiedź to on zajrzał do polecanych odpowiedzi? Pewnie nie? W naszej książce jest też rozdział "Jak pielęgnować miłość", może gdyby przeczytał to by zrozumiał...
A może zrób eksperyment: Ty nie wychodź jakiś czas z żadną inicjatywą, nie pamiętaj o żadnych okazjach i rocznicach, nie składaj mu życzeń. Nic nie rób na Walentynki, po prostu go przetrzymaj trochę. Jak w końcu zdziwiony zapyta to powiedz, że myślałaś, że mu nie zależy na takich okazjach. Może wtedy doceni? Bo jak nie to naprawdę nie mam już pomysłu.
Tym bardziej, że - jak piszesz - to wartościowy chłopak no i w sumie szkoda się rozstawać z tego jednego powodu. Rozumiem też, że argument:" zrób to dla mnie, nawet jeśli Tobie nie zależy, ale ja tego potrzebuję i mi jest miło" też nie działa? Jeśli nie to czy nie mają znaczenia dla niego Twoje potrzeby? Zresztą niewygórowane?
Może zrób tak jak piszę, zaryzykuj i zobaczymy jak zareaguje.
Z Bogiem!

  Marta, 16 lat
3107
12.01.2011  
Witam serdecznie! Szczęść Boże! Od kilku dni dręczy mnie jedna rzecz, a mianowicie czym są sny? Sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie, chyba mogliby mi państwo pomóc. Zastanawiające są historie, o których śnimy. Często niezgodne z powszechną rzeczywistością. Często śnimy o ludziach których kochamy, o rzeczach i sytuacjach, których nigdy nie doświadczyliśmy, a bardzo tego pragniemy. A więc czym są sny? I czy tak naprawdę należy doszukiwać się w nich głębszego sensu? Wielu ludzi twierdzi, że należy odczytywać je na odwrót, choć nie sądzę żeby mieli oni rację... Proszę o pomoc - Marta!;)

* * * * *

Sny są po prostu wytworem naszej wyobraźni, która nocą pod wpływem dziennych przeżyć "pracuje" snując niestworzone historie. W snach możliwe jest wiele rzeczy, które realnie nie są możliwe np. ludzi latają. Snów nie można - zgodnie z nauką Kościoła - ani interpretować ani doszukiwać się w nich głębszego sensu. To nie jest tak, że są pewne rzeczy, które "coś" oznaczają. To ludzie tworzą takie spisy i korzystanie z nich jest sprzeczne z naszą wiarą.
Owszem, czasem może być tak, że coś zapadnie nam mocniej w pamięć np. przyśni się zmarła osoba - możemy wtedy za nią po prostu się pomodlić. Lub przyśni się jakąś niewyjaśniona sprawa i wtedy traktujemy to jako "znak", że może powinniśmy się nią zająć. Przeważnie zaś śnią się rzeczy, które odzwierciedlają nasze pragnienia lub jakieś przykre przeżycia. Ale nie należy w żadnym wypadku poważnie do tego podchodzić. Sen jest poza naszą kontrolą i jako taki jest czymś zupełnie neutralnym.
Owszem, zdarzało się w historii, że niektórym świętym Bóg dawał we śnie bardzo wyraźne "znaki" czego dowodem choćby św. Józef czy ks. Jan Bosko no ale chyba nie o takie sny Ci chodzi :)
Z Bogiem!

  Natalia, 22 lat
3106
11.01.2011  
Jestem studentką i mam chłopaka od 4 i pół roku. Zawsze byłam osoba spokojną. Moja przyjaciólka z któa jednocześnie też mieszkam jest "singielką" i nigdy nie stroniła od imprez. I od tego semestru wciągneła mnie w takie życie studenckie. Chłopak zawsze stawiał na pracę. Miał dla mnie coraz mniej czasu. Poczułam się może troche znudzona tym związkiem, nie dowartościowana ( na sylwestrze powiedział nawet dziewczynie swojego przyjaciela że ładnie wygląda a ja tego nie usłyszałam mimo tego że tak się starałam) Oczywiście to moje życie nocne jakie zaczełam prowadzic było w tajemnicy przed moim chłopakiem, który by w zyciu na to nie pozwolił. Okłamywałam go i chodziłam z nią na impreze czasem się zdarzało kilka razy w tygodniu a chłopaka okłamywałam, że się źle czuje i idę spac jak do mnie dzwonił na dobranoc. Piłam, przeklinałam też częściej ON też zauważył że troche się zmieniłam. Na imprezach tańczyłam z różnymi chłopakami. Teraz wszystko się wydało bo on znalazł zdjęcia i filmiki które nakręciłyśmy podczas jednej imprezy. On nie chce mnie znac, napisał mi że mnie nienawidzi. Ale ja zrozumiałam swój bład strasznie żałuję tego co zrobiłam. Wszystko bym zrobiła aby cofnąc ten czas. Wiem teraz, że wole nudniejsze życie ale przy nim niż pełne atrakcji i wrażeń ale bez niego. On jest dla mnie całym światem. Jestem pewna tego, że to jest ten jedyny mężczyzna z którym chce spędzic resztę życia. Nie pozwole mu odejśc. Nie mogę go stracic. Tylko jak odbudowac zaufanie, które tak strasznie naruszyłam?? Czy to jest w ogóle jeszcze możliwe aby odbudowac jego zaufanie? Wiem, że są różne wieczory dla zakochanych tylko nie wiem gdzie tego szukac. Proszę o pomoc!

* * * * *

O "Wieczorach dla zakochanych" informacje znajdziesz tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
aczkolwiek w Twoim przypadku to nie ma jeszcze sensu, bo tam jeżdżą osoby już prawie deklarujące małżeństwo no i trzeba chęci obu stron bo tam się pracuje w parach, Ty sama nie możesz tam jechać.
Pytanie czemu go okłamywałaś jeśli wiedziałaś że jak się dowie to się tak może skończyć? Pewnie w danym momencie bardziej ciągnęło Cię w stronę jakichś atrakcji, których z nim nie doświadczałaś, tak? A skoro tak, to czy jeśli on by wrócił taka sytuacja (znudzenie) nie powtórzyłaby się za jakiś czas? Macie z pewnością różne charaktery, usposobienia i potrzeby. Musicie zatem zdecydować co dla Was jest ważne i co możecie nawzajem sobie dać.
Nie wiem czy jest możliwy jego powrót.
Nie wiem, bo go nie znam i to nie zależy to tylko od tego ile Ty włożysz w to wysiłku tylko od tego czy on będzie chciał Ci przebaczyć i dać Ci drugą szansę. Jeśli nie będzie chciał to nic nie zrobisz, bo nie możesz go do niczego zmusić, a już na pewno nie do miłości.
Wyjściem jest tylko i wyłącznie spokojna rozmowa z nim i deklaracja, że faktycznie nie zamierzasz już tego życia prowadzić. Jego pewnie zabolało najbardziej nie samo to tylko to, że go okłamywałaś - nadszarpnęło to mocno jego zaufaniem do Ciebie. Bo on nie ma pewności czy znowu w jakiejś sprawie go nie okłamiesz. W dodatku w czasie kiedy on zapewne martwił się o Ciebie (bo mówiłaś, że źle się czujesz) Ty imprezowałaś. On zapewne stwierdził, że nie jesteś jeszcze dojrzała do poważnej relacji.
Odpowiedz sobie sama na pytanie czy jesteś? Bo może jeszcze nie, może właśnie potrzebujesz takiego czasu "wyszumienia się".
Póki co pozwól by mu emocje opadły, nie narzucaj się z kontaktem ale co jakiś czas spokojnie proś go o rozmowę. Jeśli kilka razy odmówi - trudno, to znaczy, że faktycznie nie chce z Tobą być. Ale może za jakiś czas okaże się, że jest gotowy do rozmowy. Tylko Ty musisz zachować spokój, nie usprawiedliwiać się tylko powiedzieć, że tak, owszem, zrobiłaś źle i żałujesz tego, ale odcięłaś się od tego i teraz żyjesz inaczej. Prosisz go o kolejną szansę i masz zamiar dobrze ją wykorzystać. Może gdy zobaczy Twój spokój, opanowanie i pewność to uwierzy, że faktycznie to był głupi wybryk i się zmieniłaś. Nie tak łatwo przecież przekreślić tyle lat związku.
Módl się też o rozeznanie i wyjaśnienie tej sytuacji. Z Bogiem!

  renia, 53 lat
3105
10.01.2011  
Witam
Nie jestem osobą młodą, ale jestem nadal samotna. Zawsze byłam pewna,że gdzieś jest moja "druga połowa". Do nikogo nie poczułam "tego czegoś". Trzy lata temu pod namowami siostry i siostrzenicy weszłam na portal"randki". Poznałam tam pana(Jurek) do którego od samego początku poczułam to "coś". Wydawało mi się,że mówi prawdę. Ale zawsze uważałam,że takie znajomości są niepoważne. on zwierzył mi sie,że impotentem i z tego powodu boi sie kobiet. W sercu czułam ukłucie, mimo że on przestał pisać. Nie mogłam sobie z tym poradzić-pojechałam do MBCzęstochowskiej. Prosiłam o jakiś znak czy to TEN. I taki znak otrzymałam-uderzyło we mnie to samo słowo w jego liście.Takie samo słowo odebrałam od MBCz "nareszcie...". Było to jak grom z jasnego nieba. Potem rozpoczęły się rózne dziwne perypetie...Pisalismy z przerwami. Ale wiem,że na pewno tęsknił. W przerwie w znajomości z nim poznałam drugiego pana - o takich samych "parametrach". Powiedziałam mu jednak,że ta znajomość jest zwykłą r ozmowa i nic wiecej - dla mnie liczy sie tylko Jurek. Wydaje mi się, że panowie poznali się i zaprzyjażnili dzięki mnie. Ale teraz ten drugi robi wszystko, aby nas skłocić.
Dziś wylogowałam się, ale wiem że Jurek człowiek jest nadal w moim sercu. Nie jestem pewna czy wogóle dobrze robię,że zaangazowałam się w ten zwiazek? Wydaje mi się że ja tez jestem gdzieś w sercu Jurka, ale bezposrednia znajomośc z tym drugim powoduje,że wstydzi sie przed tym swoim kolegą swoich uczuć...


* * * * *

Troszkę to pogmatwane. I wiesz co jest dziwne? Że obaj panowie deklarujący się jako "impotenci" (swoją drogą dziwne też, że mężczyźni - i to obaj! wprost się do tego przyznają) rejestrują się na serwisie randkowym - i to jak mniemam świeckim. Osoby rejestrujące się na takich portalach (nie chcę uogólniać ale przeważnie tak jest) szukają po prostu przygód. Osoba, która szuka poważnego związku, osoby wierzącej i z wartościami poszuka na portalach katolickich. A może taka deklaracja miała inny przekaz, po prostu "nie chcę zobowiązań" tzn. popisać można, może spotkać się ale "nic ode mnie nie chciej". Bo i tak bywa. Ja mam pytanie czy w ogóle z tymi panami widziałaś się na żywo? Bo jeśli nie to co to za relacja? Związek potrzebuje obecności, żywego człowieka. Pisząc zaś i pisząc w nieskończoność można uwierzyć we wszystko co druga osoba nam przedstawia i nie mamy pewności czy to prawda. Czy któryś z nich proponował Ci spotkanie? Jeśli nie - czy to nie dziwne? Nie są ciekawi jak wyglądasz, jaka jesteś, nie chcą wypić z Tobą kawy?
O takich związkach przez Internet pisałam o tym artykule, proszę poczytaj: [zobacz]
Ja byłabym bardzo ostrożna, bo tak naprawdę to w sumie czego oni (lub kogo i w jakim celu) na tych portalach szukali - pomimo tak jawnej deklaracji?
A Ty? Jakie masz oczekiwania? Czy chciałabyś z Jurkiem stworzyć związek, może wyjść za mąż? Jeśli tak to czy nie przeszkadza Ci to, że jest impotentem (jak się deklaruje)?
Być może szukasz tylko przyjaźni ale czy masz pewność, że to Ci wystarczy? Bo poznając kogoś bliżej pragnie się jego obecności, bliskości. Gorzej by było gdybyś tego zapragnęła, oboje byście się zaangażowali a małżeństwo nie byłoby możliwe.
Ja jestem też ostrożna jeśli chodzi o pochopną interpretację "znaków", bo być może to jedno słowo to jeszcze nic nadzwyczajnego, poza tym nie ma przeznaczenia i to człowiek wybiera, pisałam o tym tutaj: [zobacz] To, że ten drugi pan chce Was skłócić to spowodowane jest z pewnością jego zazdrością o Ciebie, po prostu traktuje Jurka jako rywala, którego chce się pozbyć. Jeśli nie jesteś zdecydowana na relację z nim to rozluźnij kontakty, żeby nie robił sobie niepotrzebnej nadziei. A sama relacja między nimi to już ich sprawa i oni musza ją jakoś ułożyć.
Reasumując ja myślę, że przede wszystkim powinniście się z Jurkiem na żywo poznać a jeśli on będzie się od tego wykręcał to będzie jawny znak, że coś tu nie gra. Poza tym Ty określ czego pragniesz.
A może (jeśli jesteś z Warszawy lub okolic) przyjdziesz na Mszę i spotkanie w intencji poszukujących małżonka? Informacje znajdziesz tutaj: www.dla-samotnych.pl
Fakt, najwięcej jest młodych ludzi ale są i starsi i nawet kilku sympatycznych panów ostatnio było, może zatem zawiąże się takie grono? Spróbuj a przynajmniej wpisz się tutaj: [zobacz]
Z Bogiem!

  Kamil, 18 lat
3104
09.01.2011  
Witam ,jestem Kamil. Jestem bardzo nieśmiały i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić ,nie umiem nawiązywać nowych znajomości,mam mało kolegów ,nie rozmawiam z żadnymi koleżankami z niektórymi kolegami też , i nie których to denerwuje i myślą że tak specjalnie wszystkich ignoruje. Cały czas próbuje się zmienić ,ale zawsze w ostatniej chwili zrezygnuje albo powiem coś głupiego.

Bardzo mi się podoba dziewczyna która czasami jeździ tym samym autobusem nic o niej nie wiem oprócz tego że mieszka kilka miejscowości za moją i chodzi do liceum do innej szkoły. Ona się na mnie patrzy zawsze jak mnie widzi , a ja nie wiem jak mam zagadać do niej ,nie chce zmarnować kolejnej okazji,a trochę ich już było. Bardzo proszę o pomoc.


* * * * *

No to poczytaj odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742
o tym jak nawiązać kontakt. Punkt zaczepienia masz - autobus. Możesz nawiązywać do niego np. podejść i zapytać czy już jechał albo która godzina albo czy nie wie czy w ferie będzie jeździł itp. Możesz zapytać jak będą zaspy i autobus się spóźni czy u nich też tak drogi zasypało, możesz zapytać o jej liceum nawiązując do jakiegoś przedmiotu, o to czy u nich jest tak i tak, czy ma jakąś książkę która jest lekturą i czy nie wie gdzie ją można pożyczyć bo np. w Was w bibliotece już nie ma. Nawiązuj zawsze do bezpiecznych tematów, do tego co możesz potem kontynuować czyli szkoła i dojazdy. A jak już raz zagadasz choćby pytając o godzinę to już zawsze mów jej "cześć", uśmiechaj się i od czasu do czasu coś zagadaj. Oczywiście przedstaw się mówiąc jak masz na imię za którymś razem. Jeśli ona jest choć minimalnie Tobą zainteresowana to z wdzięcznością przyjmie Twoje zainteresowanie i sama też będzie Cię o coś pytać. I jakoś pójdzie.
A co do nieśmiałości i niskiego poczucia wartości to polecam te odp.: 37,136, 256, 1490, 421, 537, 950 no i całą naszą książkę z różnymi radami: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  Kasia, 30 lat
3103
08.01.2011  
Witam, Pani Kasiu zastanawiam się nad przyszłością, czy to wszystko ma sens. Po pierwsze sprawy osobiste, spotykałam się z jednym pobożnym chłopakiem i myślałam, że to Wola Boża, że spotkaliśmy się, zaczęliśmy planować małżeństwo, ale on zerwał z jakiegoś błahego powodu. Poznałam kolejnego mężczyznę, miał trochę inne zasady niż ja, ale zaczęłam dostrzegać jakby znaki, że to ten mi przeznaczony, a ja mogę trochę pomóc wyprostować scieżki. Niestety po kilku miesiącach okazało się, że ożenił się jakiś rok temu, ale nie żyje z żoną. Co oczywiste kontakt od razu ucięłam. A teraz nie wiem co dalej, mieszkam w niedużym mieście- małe szanse na spotkanie kogoś wartościowego, a chciałabym założyć rodzinę! Mieszkam z rodzicami, mam pracę, jesteśmy zdrowi, wiem, że powinnam się cieszyć z tego powodu i z pracy, u nas o nią cięzko, było bardzo dużo chętnych na to stanowisko, ale z pensją 1100zł na rekę nigdy nie wyprowadzę się od rodziców. Wiem, że przemawia przeze mnie pesymizm, staram sie modlić ufać Bogu, ale coraz bardziej zastanawiam się czy Bogu zależy tylko na tym, żeby starac się o życie wieczne, a nie o szczęscie w tym życiu! W tym pytaniu szukam chyba potwierdzenia, że wszystko jednak ma sens i ta praca za marne grosze, pomimo studiów mgr i dwóch podyplomowych, że spotykanie z tymi męzczyżnami też go miało. Tylko jaki? Pozdrawiam

* * * * *

Bogu zależy również na naszym szczęściu doczesnym, bo stworzył nas do szczęścia a nie do cierpiętnictwa. Ja rozumiem, że nie wyprowadzisz się z taką pensją, ale… jakbyś się do większego miasta przeniosła? To i pensja byłaby inna. Ja doskonale rozumiem, że jest problem z pracą i jeśli to niemożliwe to absolutnie nie namawiam na porzucanie tego co masz ale jeśli by Ci się trafiła (no, w sensie, że byś poszukała) praca sensowna w większym mieście to czemu nie zaryzykować? Ja tak zrobiłam i tu poznałam męża. Jasne, poznanie męża nie może być jedyną motywacją ale nie odżegnuj się od takiego rozwiązania jeśli się trafi, może to właśnie ma sens? Nie wiem czy znasz naszą stronę: www.dla-samotnych.pl. Tu są ogłoszenia o Mszach i spotkaniach dla samotnych w różnych miastach, my prowadzimy te w Warszawie, daleko od Warszawy mieszkasz? Bo przyjeżdżają ludzie z różnych miejscowości. Może od czasu do czasu udałoby Ci się dotrzeć tu lub do jakiegoś najbliższego siebie miasta? Jeśli daleko to może wpisz się chociaż tutaj: [zobacz]
I może porozmawiaj z księdzem w Twojej lub najbliższej większej możliwości by od czasu do czasu u Was taką Mszę zrobić a jak nie Mszę to chociaż spotkanie (to już bez księdza)? Z pewnością są u Was wartościowi ludzie, jakby ogłosić że np. wtedy i wtedy idziecie coś zwiedzać razem? To nie będzie głupio, bo będzie punkt zaczepienia (np. wystawa) a potem można pójść większą grupą na kawę. I już jest jakiś zaczątek. Pomyśl o tym i jakbyś np. nam przysłała takie ogłoszenie to my je rozpropagujemy, umieścimy na stronie i chętni się znajdą.
Co do sensu spotkania tamtych mężczyzn. No, widzisz, wszystko nas czegoś uczy. I Ciebie i ich to spotkanie czegoś nauczyło np. wiesz już na czym Ci zależy i z kim nie chciałabyś się związać. Bo przeznaczenia jako takiego w miłości nie ma, każdy wybiera sam, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Polecam Ci także ten artykuł: [zobacz]
Nie ma nic złego w aktywnym poszukiwaniu męża. Jeśli czujesz, że chcesz wyjść za mąż to działaj, próbuj. Jesteś wartościową dziewczyną, to niemożliwe, żeby nie znalazł się odpowiedni chłopak. Działaj i módl się o to. Z Bogiem!

  Marysia, 22 lat
3002
06.01.2011  
Jak odróżnić miłość od uzależniania emocjonalnego, od potrzeby bycia kochanym?

* * * * *

No tak w skrócie: miłość jest wzajemnością. Jeśli oprócz tego, że potrzebujesz kogoś, chcesz być kochaną (co jest normalne) także dajesz, troszczysz się o kogoś, tęsknisz, chcesz prawdziwego dobra dla tej osoby, potrafisz zrezygnować ze swoich potrzeb dla tej osoby jeśli coś w danej chwili jest ważniejsze niż ta Twoja potrzeba, zależy Ci na jej zbawieniu, wymagasz - a nie pozwalasz na wszystko, by tylko nie odszedł i widzisz Was oboje razem za lat kilka i kilkanaście, mając jakiś pomysł co do wspólnej przyszłości - to miłość.
Przywiązanie, uzależnienie emocjonalne to potrzeba ciągłego brania i przedkładanie potrzeby zaspokojenia własnych pragnień ponad dobro tej osoby, to działania na zasadzie " ja muszę coś mieć i ta osoba ma mi to dać, nie obchodzi mnie czy może i ile ją to kosztuje". To paniczny strach gdy się pomyśli, że ktoś mógłby odejść ale powodowany tylko myślą "ja sobie nie poradzę!" a nie smutkiem, że nie może się kochać wzajemnie. Z Bogiem!

  Ania, 23 lat
3101
06.01.2011  
Witam, mam pytanie odnośnie zachowania chłopaka, z którym co jakiś czas się spotykam. Znamy się od dłuższego czasu,ostatnio okazało się, że on jest zainteresowany bliższą znajomością ze mną, ale albo mamy zupełnie inne wyobrażenia na temat tego, co to znaczy być razem albo coś tu nie gra. Jego zachowanie w moim odczuciu jest sprzeczne - nie utrzymujemy ze sobą na co dzień kontaktu,on się nie interesuje tym,co u mnie na co dzień się dzieje, a jednocześnie ostatnio chwycił mnie za rękę i zaproponował bycie razem. Powiedziałam, że nie tak sobie to wyobrażam... że potrzebuję bardziej go poznać i mieć bliższy kontakt,bo tak naprawdę to jego zachowanie nie wskazuje na to, że jest mną zaintesrowany, że mu zależy.Spotykałam się wcześniej z innymi chłopakami i ich zachowanie było spójne-wchodząc w "bycie razem" wiedziałam,że tej drugiej osobie też zależy. Czy to możliwe,że jest tak nieśmiały,że poza spotykaniem się co jakiś czas się wcale nie odzywa?jest też wiele innych drobnych rzec zy,które tak intuicyjnie,kobieco czuję,że nie są zachowaniem mężczyzny,któremu naprawdę zależy na relacji z daną kobietą.
Zależy mi na tej relacji,ale nie wiem co zrobić - nie chcę być z kimś,kto nie interesuje się moją codziennością,nie odzywa choć ma nr tel,maila.Dla mnie "propozycja" żeby być razem nie była naturalnym etapem tej znajomości.
Od momentu naszej rozmowy o moich oczekiwaniach i potrzebie większego kontaktu niewiele się zmieniło, nie widzę też żeby o mnie zabiegał, żeby mu zależało i zastanawiam się dlaczego w takim razie chce/chciał być ze mną?
Co mogę zrobić żeby przekonać się,że mu zależy?"normalny" zakochany mężczyzna pisze smsy,robi niespodzianki, szuka jak najczęstszego kontaktu, a tu tak nie ma...Nie widzę przejawów tego zainteresowania,które słownie deklaruje.


* * * * *

Wiesz, trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Masz rację, że nie jest to typowe zachowanie wskazujące na naturalne dążenie do bycia razem. Ale pamiętaj, że są wyjątki i ludzie różnie reagują i różne rzeczy robią - z niewiedzy, z przypadku (bo tak wyszło choć nie chcieli), bo tak im się wydaje itp. Ja też kiedyś zostałam bardzo nietypowo zaskoczona na samym początku znajomości a dziś ten chłopak jest moim mężem :) Czyli bywa różnie. Ja bym go od razu nie skreślała ale też nie masz obowiązku dostosowywać się do niego i zmuszać się do czegoś na co nie jesteś gotowa. Rozmawiaj z nim tak jak teraz, proś o te drobne gesty, może sama wychodź z inicjatywą? Jak on zobaczy i tym się zachwyci to może "załapie". Być może jest bardzo nieśmiały, może nigdy nie miał dziewczyny a może tak panicznie boi się, że go odrzucisz i że on coś źle zrobi, że nie robi prawie nic bo nie wie czym Cię urazi i czy coś nie będzie za dużo. Może myśli, że początek znajomości ma tak wyglądać - może dopiero się poznajecie więc nie chce się narzucać i sam nie jest pewny natomiast potrzebował konkretnego określenia, że jesteście razem, po to właśnie by móc się poznawać? Może potrzebował Twojej zgody na bycie razem by w ogóle dalej działać? Może w ten sposób chciał się przekonać czy nie masz nikogo innego? A może okazywanie uczuć jest mu tak obce i krępujące, że musi się bardzo przełamywać bo tego nie potrafi, bo np. nie doświadczył tego w domu? Nie wiem tego. Daj mu jeszcze troszkę czasu jeśli jesteś nim zainteresowana. Proś go o pewne rzeczy, dużo rozmawiajcie (nie tylko o uczuciach, tak w ogóle), pokazuj mu czego potrzebujesz, bądź wyrozumiała. Może czasem wyjdź z inicjatywą a na pewno mów mu czego oczekujesz. Oswajajcie się oboje a jeśli mu zależy to te gesty z pewnością przyjdą. Może to taki wulkan uśpiony i nagle wszystko się objawi? Może nagle poczuje się akceptowany przez Ciebie i pozwoli sobie na pełne odczuwanie? Może poczuje, że go nie odrzucisz? Z pewnością jeśli on chce zbudować związek to przy Twojej akceptacji będzie to robił i typowe zachowania się pojawią. Może bądź po prostu cierpliwa, obserwuj i delikatnie go naprowadzaj? Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej