Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Tak niewiele trzeba, by wznieść się ponad przeciętność Tak niewiele trzeba, by wznieść się ponad przeciętność
Florence Littauer
Nikt nie chce być przeciętnym...Dlaczego więc tak wielu z nas tak mozolnie egzystuje na średniej życiowej? Dlaczego zmagamy się przez cały rok, wydzieramy grudniową kartkę z kalendarza i zastanawiamy się, po co to wszystko?... » zobacz więcej




  Małgorzata, 25 lat
3200
10.05.2011  
Dzień dobry, od momentu kiedy napisałam pierwszy list sporo myślałam. Chłopak a raczej już mężczyzna nadal szuka kontaktu ze mną, dzwoni mówi że kocha. Podczas jednego z rzadkich obecnie spotkań w jego komórce zobaczyłam smsy od jego byłej dziewczyny, w których wyznawała mu miłość. Nie potrafie sobie wytłumaczyć po co utrzymuje ze mana kontakt skoro po raz drugi (nie wiem jak to napisać bo ani ze mną nie jest ani z nią), ale mój nr telefonu wykasował a jej ma zapisany. I tu mam największy problem bo pewnie nie jedna dziewczyna dałaby sobie spokój już dawno, a ja nie. Nie wiem co powinnam zrobić nadal mi bardzo zależy kocham go i chce z nim być, mam mętlik w głowie. Nie wiem czy warto poczekać i wracać do niego, czy wogóle nie reagować na jego smsy i telefony. Dałam mu odejść nie mieliśmy kontaktu przez 3 miesiace i po nich odezwał się. Nie wiem co mam robić niby czuje i jestem pewna ze to miłość i odnosze wrażenie że on się boi tak jakbym miała mu wolność zabrać. Rozmawiamy tłumacze mu że nic na siłę i że nie chce już takich sytuacji albo ja albo ona. Ale w odpowiedzi słyszę ze z nią nie jest i nie będzie. Proszę o radę. Dziękuje i pozdrawiam.

* * * * *

Szkoda, że nie podałaś numeru poprzedniego pytania to nie mogę się odnieść. Ale jeśli rozstaliście się i on wykasował Twój numer to masz rację, że powinnaś "dać sobie spokój". Tym bardziej, że wiadomości od tamtej dziewczyny trzyma. Być może on nie wie tak naprawdę czy w ogóle chce z kimś być, a jeśli tak to z kim. Gdyby naprawdę Cię kochał to nawet popełniając błąd próbowałby go naprawić. Taka sytuacja jak teraz może trwać w nieskończoność albo do chwili gdy odkryjesz, że jest znowu z jakąś dziewczyną i będziesz zraniona jeszcze bardziej. Moim zdaniem powinnaś być konsekwentna w braku kontaktu z nim, bo to Cię niszczy. Powtórzę jeszcze raz: gdyby naprawdę Cie kochał wiedziałby co robić i jak do Ciebie trafić. To nie Ty masz czekać i zabiegać o jego kontakt, to on nie sprostał swojej roli. Z Bogiem!

  Magda, 30 lat
3199
10.05.2011  
Witam, wczytując się w treśc pytan i odpowiedzi zauważyłam ze poruszany bywa rowniez temat ingerowania rodzicow w zycie dorosłych dzieci... ja wlasnie mam taki problem. Moglabym pisac na ten temat i pisac, ale bardzo prosze o szybka podpowiedz w pewnej jednej rzeczy - czy moj chlopak, ktory zaprosil mnie na wesele swojej siostry ma obowiazek poinformowania o tym fakcie moich rodziców??? czy nie wystarczy jesli ja im juz o tym powiedzialam? moja mama uwaza ze powinien to zrobic osobiscie on, bo powinien sie w ten sposob nauczyc szacunku wobec moich rodzicow. ja zrozumialabym moze takie cos gdyby to dotyczylo natolatkow, ale w moim wieku jest to conajmniej dziwne i wstydzę sie zapodac chlopakowi takie zadanie, napewno pomysli ze jestem jakas dziwna i uzalezniona od mamy (i pewnie duzo sie nie pomyli). ale byc moze sie myle - mam watpliwosci, nie chce sie znowu klocic z mama, ktora agresywnie reaguje na wszelkie moje sprzeciwy, ale nie chce tez wyjsc na idiotke przed chlopakiem na ktorym mi zalezy. Dodam, jeszcze że mieszkam z rodzicami. prosze pomozcie mi i podpowiedzcie jak to wyglada z Waszej strony.

* * * * *

Zupełnie nie rozumiem czemu miałby informować o tym fakcie Twoich rodziców - przecież jesteś dorosła a on CIEBIE zaprasza a nie rodziców. Ty jeśli mieszkasz z rodzicami to ich o tym informujesz, żeby po prostu wiedzieli gdzie będziesz - i tylko tyle. Nie wiem, może na Waszym terenie lub w Waszej rodzinie są jakieś lokalne zwyczaje w tej kwestii ale na pewno nie jest to powszechny wymóg.
Przecież on tylko chce Cię zaprosić na wesele a nie prosi o rękę więc nie musi uzyskiwać ich akceptacji (a i w tym przypadku zgodę to tylko Ty musisz wyrazić a nie rodzice). Zupełnie nie rozumiem czemu miałoby być to odebrane jako brak szacunku. Być może Twoja mama jest zaborczą osobą i faktycznie ma zadatki do wtrącania się we wszystko - to niedobrze i może jest sygnałem, by pomału się od nich uniezależniać? Z Bogiem!

  Magda, 22 lat
3198
09.05.2011  
Pisałam już kiedyś do Pani - pyt. nr 3015. Dziękuję za tamtą odpowiedź. W tamtym liście pisałam, ze nie mogę mieć dzieci. Choruję na PCOS (zespół policystycznych jajników). Nie będę pisać na czym polega ta choroba, bo dużo miejsca by to zajęło. W internecie jest dużo informacji na ten temat. Niestety jedynym lekiem na tę chorobę są tabletki antykoncepcyjne. Trzeba je brać aż do menopauzy, przez cały okres trwania choroby. Odstawia się je tylko wtedy, gdy chce się zajść w ciążę. Zawsze chciałam stosować naturalne metody planowania rodziny, ale przy PCOS to raczej niemożliwe, bo przy tej chorobie występuje brak owulacji. Jeśli spotkam kiedyś mężczyznę, który będzie chciał stosować NPR, to jak mam mu wytłumaczyć, że muszę brać tabletki antykoncepcyjne. Nie wiem, czy jakiś facet w ogóle to zrozumie. A jeśli zwiążę się z facetem, który od początku będzie uznawał tylko antykoncepcję, to czy nasz związek może być szczęśliwy? Z reguły wiadomo, że mężczyźni, którzy uznają tylko antykoncepcję, traktują kobiety przedmiotowo. Poza tym nie potrafiłabym cieszyć się seksem, wiedząc, że muszę brać te tabletki. Czasami myślę, że ta choroba to znak od Boga, żeby nie wychodzić za mąż i z nikim się nie wiązać. Modlę się codziennie o dobrego męża, ale w moim przypadku ta modlitwa chyba w ogóle nie ma sensu. Bóg chyba nie chce żebym założyła swoją rodzinę. Bardzo proszę Panią o jakąś radę. Z góry dziękuję za odpowiedź.

* * * * *

A ja Ci już pisałam, że wcale tak nie jest, że antykoncepcja jest jedynym lekiem na tę chorobę. Akurat o niepłodności wiem bardzo dużo (niestety) i polecam Ci pójść do normalnego, dobrego ginekologa, katolickiego najlepiej. Znajdziesz takich np. na stronie www.npr.pl. Antykoncepcja wstrzymuje owulację, a jeśli Ty nie masz owulacji to w jaki sposób ma wyleczyć Twoją chorobę? Stosuje się ją w przypadkach gdy występuje zespół niepękającego pęcherzyka, by nie powstawały torbiele ale to w sytuacji gdy owulacja występuje tylko pęcherzyk nie pęka. Faktycznie PCO utrudnia zajście w ciążę, więc leczy się je poprzez właśnie stymulowanie owulacji, by występowała jak najczęściej i wcale nie jest powiedziane, że nie możesz mieć dzieci - właśnie przy tym schorzeniu uzyskuje się bardzo dobre wyniki leczenia naprawdę niewielkim nakładem sił i środków. To jedno z "prostszych" schorzeń w niepłodności i uwierz, że najłatwiej wyleczalne. Są dużo gorsze rzeczy. Absolutnie nie jest to żaden znak od Boga, że masz się z nikim nie wiązać. Tak jak mówiłam - dopóki nie zaczniesz starać się o dziecko nikt nie może Ci powiedzieć, że nie możesz go mieć. Nawet zresztą gdybyś nie miała narządów płciowych i Twoja bezpłodność była nieodwracalna to i tak możesz wyjść za mąż, gdyż ani bezpłodność ani niepłodność (to dwa różne pojęcia) nie są przeszkodą do zawarcia małżeństwa. A co z ludźmi, którzy po ślubie dowiadują się, że nie mogą mieć dzieci? Przecież ich związki są ważne. Co do kwestii NPR - czemu nie mogłabyś go stosować i czemu już teraz się tym martwisz? Jeśli chcesz w ogóle zajść w ciążę - to nie musisz sobie nim zawracać głowy tylko leczyć PCO i właśnie współżyć w okresie płodnym, tak by zwiększać szanse. A jeśli będziecie odkładać poczęcie to okresy niepłodności przy PCO są tak duże, że jeszcze nie będziecie się mogli doczekać owulacji. Jeszcze raz powtarzam, że powinnaś iść do porządnego lekarza, nie czytać w Internecie tylko zasięgnąć u fachowego źródła i nie bać się na zapas.
Na marginesie: antykoncepcja w celach leczniczych jest przez KK całkowicie dopuszczalna, ale zapewniam Cię, że przy Twoim schorzeniu to nie ją trzeba stosować tylko leki na wywołanie owulacji jeśli chcesz mieć dzieci. Z Bogiem!

  Renia, 16 lat
3197
08.05.2011  
Szczęść Boże !
Mój problem to moze nie problem ani pytanie... raczej " rozterka miłosna " chodzi o to że nie wiem czy dokonałam słusznego wyboru.
Jestem z pewnym chłopakiem ,myślę że jeszcze go nie kocham ale bardzo chciałabym go kochać . On także choć nie jest to jeszcze miłość z czego zdajemy sobie sprawę to także darzy mnie wielkim uczuciem . Mam jednak kilka właśnie takich rozterk ....

1. Jestem osobą mega zakręconą , szaloną wesołą itp .nie potrafie usiedzieć w jednym miejscu no i jestem dość kłótliwa ( a z nim od roku sie nie kłóciłam ! . On natomiast jest człowiekiem poważnym ( jesteśmy tego samego wieku ) . Nieraz nuży mnie jego oboceność ... wiem że to niegrzeczne ale tak jest CZASEM MNIE PO PROSTU NUDZI . I martwię sie jak to będzie na dłuższą mete ... Doszłam jednak do wniosku zę powinnam to zaakceptować :)
2. dotkneło nas pożądanie ale z tym walczymy... przez pewien czas myślałam o tym by z nim zerwać skoro prowokujemy siebie nawzajem do grzechu ale jesli z tym walczymy to chyba wszystko jest w porządku prawda ?:)
3. Mimo naszego młodego wieku myślę że uda sie nam odnaleźć w sobie miłość . Bo jest dla mnie bardzo dobry , bardzo sie o mnie troszczy i martwi . Jest głęboko religijny . Czyli dokonałam słusznego wyboru ? bo skoro jest dobry to pochodzi od Boga . Może to własnie którego mam naprawde pokochać... :)
To by było na tyle ... właściwie to chciałam to tak komuś po prostu powiedziec... bo nie mam nikogo takieg zaufanego do kogo mogłabym sie z takim czymś zwrócić ... w każdym bądź razie ulżyło mi... dziękuje ! :)


* * * * *

Twoje rozterki są normalne i dobrze, że je masz bo to świadczy o poważnym podejściu do tematu. I nie powiedziałabym, że to nie miłość, wprost przeciwnie - może właśnie to jej początki… Owszem, to nie wielkie zakochanie, ulotne uczucie ale właśnie miłość prawdziwa tak się zaczyna. A co do odmienności charakterów to poczytaj odp. nr: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130. Przeciwieństwa często ubogacają, bo nie jesteśmy tacy sami. Trzeba po prostu się w tym odnaleźć i dobrze czuć w swojej obecności.
Ponadto rozbieżność charakterów może czasem powodować, zwłaszcza w początkowej fazie związku takie "znudzenie" kiedy nie ma tematów do rozmowy, brak inicjatywy itp. Dlatego polecam odp. nr 1809 o tym co robić by nie nudzić się na randkach. To będzie niejako też odpowiedzią na kolejne Twoje pytanie - jeśli zaplanujemy dobrze randkę to mniej będzie w nas nudy i jednocześnie mniej będziemy się kierować ku fizyczności - po prostu czym innym się zajmiemy. Nie myśl jednak, że kiedykolwiek stworzysz związek pozbawiony pociągu fizycznego - gdyby tak było to wcale by nie było dobrze, bo jednak coś nas powinno skłaniać także fizycznie ku tej drugiej osobie a ponadto jest to normalny etap. Kiedy ktoś nam się podoba, jesteśmy z nim to automatycznie pragniemy być coraz bliżej. Jeśli nie upadacie, wyznaczyliście sobie granice to nie ma powodu do niepokoju. Polecam Wam też ten artykuł: [zobacz] i naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
gdzie znajdziecie odpowiedzi na te i jeszcze inne pytania. Z Bogiem!

  studentka, 22 lat
3196
04.05.2011  
Znów piszę tutaj ze sprawą nie do końca związanej z tematyką tego działu, ale po raz kolejny nie znajduje innej kompetentnej, wierzącej kobiety, która mogłaby mi choć trochę rozjaśnić sprawę.
Chodzi mi o skromność w ubieraniu się. Czym jest w zasadzie skromny ubiór? Czy chrześcijanie mają obowiązek ubierać się skromnie? Rozumiem, że mam ubierać się w sposób niewyzywający, ale czy nie mogą ubierać się modnie, ciekawie, w swoim stylu?
Czytałam artykuł J. Bilewicza pt. "Skromność" na tej stronie wraz z komentarzami i mam mieszane uczucia. Ostatnio stały spowiednik zwraca mi uwagę na strój. Nigdy nie uważałam się za osobę, która ubiera się nieskromnie.
Ostatnio założyłam spódniczkę troszkę ponad kolano, została mi zwrócona uwaga i nie wiem, czy ten strój faktycznie jest już niegodny, wyzywający itp.? Strasznie mnie to męczy, wręcz prowadzi do jakiejś frustracji, bo rozumiem, że mam się skromnie ubierać i że to nie szata zdobi człowieka, jednak jako kobieta chcę też ładnie wyglądać i podobać się przede wszystkim sobie.
Ja np. mam taką figurę, nogi, że w spódnicy do połowy łydki/za kolano i jeszcze do płaskich butów wyglądam naprawdę nieładnie, a całkiem długa spódnica nie zawsze jest praktyczna.
I jeszcze jedna kwestia, czy osoba wierząca nie powinna nosić kolczyków? Pewien ksiądz powiedział mi, że ostrzegają przed tym egzorcyście. A ja tak lubię kolczyki, jako ozdobę, nie wiążę z nimi żadnych ideologii itp.
Pozdrawiam i przepraszam za pytanie nie związane z tematyką działu!


* * * * *

Kto i w jakich okolicznościach zwrócił Ci uwagę na taką spódnicę?
Bo to ważne czy byłaś w niej np. w pracy, na weselu czy na rekolekcjach oazowych. Tak czy inaczej nie ma nic złego w ubieraniu się elegancko i gustownie. Nie sądzę abyś przesadzała, bo z pewnością wiesz co wypada a co nie. Nikt nie powiedział, że osoba wierząca powinna chodzić w worku. Dobry smak i skromność w ubiorze polega też na tym, byśmy dobrze się w czymś czuli, by było to dostosowane do sytuacji i naszego wieku i by nie razić uczuć estetycznych u innych. Oczywiście, by nie powodować podniecenia u mężczyzn już nie mówię bo to oczywiste no ale chyba nie o taki strój Ci chodzi. Trudno jednak pracując np. z klientami czy w jakiejś firmie nie robić makijażu i chodzić całkiem bez obcasów. Czasem przecież nawet firma tego wymaga a i my źle byśmy się czuły wiedząc, że kiepsko wyglądamy.
A z tymi kolczykami to już mnie zadziwiasz. Sama je noszę i nigdy nie słyszałam takiego uzasadnienia. Bardzo je lubię i staram się by były dopasowane do ubioru i okoliczności. Być może temu księdzu chodziło o kolczyki w pępku, języku czy nosie - te faktycznie nie są zbyt estetyczne i być może są symbolem jakiejś ideologii. Nie wiem, bo się nie znam. Być może są też kolczyki do uszu, które są wyrazem jakichś przekonań - zawierają np. jakiś znaki wschodu itp. i o takie chodziło? Ale naprawdę nie podejmuję się wyjaśniać tej tematyki.
Nie uważam jednak, by normalne kolczyki były czymś złym. Sięgając do historii to i królowe i księżne, które były przecież fundatorkami kościołów i zakonów posiadały piękne klejnoty, w tym kolczyki i nie sądzę by ich spowiednicy zabraniali im ich nosić.
Wiesz, nie wiem też kim jest Twój spowiednik. Może to starszy ksiądz, którego w ogóle razi dzisiejsze ubieranie się młodzieży i jej styl i jest przewrażliwiony?
Tak czy inaczej normalne, eleganckie ubranie nie może być czymś niestosownym a może tym być strój niechlujny, porozciągany i niedostosowany do sytuacji. Normalne, wrażliwe sumienie podpowiada co jest dobre a co nie i jeśli masz wątpliwości zapytaj jeszcze innego księdza bo być może to tylko jakieś subiektywne przekonania Twojego spowiednika. Z Bogiem!

  Aśka, 26 lat
3195
01.05.2011  
Witam:)na początku bardzo chciałam podziękować za odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie(3048)jednak jak się okazało, o nie była Miłość. Ale to już teraz nie jest ważne. Tak jakoś chyba sam Pan Bóg sprawił, że szybko się po "tamtym" pozbierałam i poznałam(za sprawą adonai.pl)chłopaka. I od Bożego Narodzenia jesteśmy parą, dziękuję za takie miejsce!! Ale niestety to jest tzw. związek na odległość (dzieli nas "jedyne" 120 km, dla jednych to dużo, dla innych mało, ale i tak jest to bardzo uciążliwe, bo żadne z nas póki co nie ma własnego samochodu). Spotykamy się mniej więcej co weekend, czasem częściej czasem rzadziej, wszystko zależy od pracy, studiów i obowiązków. I mam taki mały dylemat. Każde z nas stara się jak może byśmy mogli spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, zdarzyło mi się u niego nocować, ale od razu dodam, że do niczego nie doszło i nie dojdzie, bo chcemy z seksem czekać do ślubu. Ale wątpliwości nadal zostają, z jednej strony chcę go poznać i spędzić jak najwięcej czasu z nim, ciągle mi go brakuje i tęsknota jest bardzo doskwierająca i bolesna, a z drugiej mam czasem wątpliwości, czy dobrze robię? Czy takie nocowanie u chłopaka, w takiej sytuacji jak nasza, jest czymś złym? Jak to się mówi, mamy już swoje lata i jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi. Będę wdzięczna za odpowiedź, z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem!

* * * * *

W naszej książce: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc pisałam o takiej sytuacji.
Generalnie jest duża różnica między mieszkaniem ze sobą a okazjonalnym nocowaniem u kogoś w przypadku braku innych możliwości. Jeśli wyraźnie określiliście swoje zasady i ich nie naginacie to najlepiej byś nocowała w osobnym pokoju a już na pewno w osobnym łóżku. Jak nie ma osobnego to zawsze on może odstąpić Ci swoje a przespać się na materacu, karimacie itp. Kwestia ta jest sprawą Waszej odpowiedzialności i zasad, wstydliwości i czystości. Róbcie tak, by pokus było jak najmniej i jeśli się da to nie nocujcie razem. A jeśli się nie da to trzymajcie się swoich ustaleń i gdyby zaczęło to na Was źle wpływać znajdźcie inne wyjście. Z Bogiem!

  Artur, 14 lat
3194
30.04.2011  
Czy to miłość jeśli druga osoba mnie nie kocha a ja ją od 3 lat już kocham ??
Cały czs mi się śni i o niej myślę ;(
Jestem w wiecznym smutku;( co robić??


* * * * *

A próbowałeś nawiązać z nią kontakt czy tak kochasz "w ciemno"? Skorzystaj z podpowiedzi w pytaniach nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742 a okaże się czy Ty nadal chcesz kochać i czy ta osoba się Tobą nie zainteresuje. Z Bogiem!

  Nadzieja, 23 lat
3193
29.04.2011  
Proszę, pomóżcie!Nie wiem, co robić. Straciłam przez własną głupotę i strach miłość. Kiedy się poznaliśmy 2 lata temu, chyba nie byłam gotowa na nowy związek. On szybko się zaangażował, a przynajmniej tak mówił i chciał być ze mną, ale ja potrzebowałam czasu, żeby mu zaufać i przekonać się do niego. Strasznie się bałam, że mnie skrzywdzi i będę cierpieć.Niestety nigdy nie miałam szczęścia w miłości i może to z tego powodu.Przyjaźniliśmy się od tamtego czasu, ale to nie była czysta przyjaźń. Cały czas utwierdzał mnie, że mu zależy i w końcu powoli się w nim zakochałam.Na początku faktycznie nie bardzo chciałam się z nim spotykać, ale potem wszystko się zmieniło.Był moją siłą, moim oparciem, dzięki niemu moje życie nabrało sensu! Chyba pierwszy raz tak naprawdę.Niedawno wszystko się zmieniło - zakochał się w innej! Tak nagle, niespodziewanie. Dla mnie to był okropny cios, który boli nieustannie do tej pory, choć od tamtego strasznego momentu minęło już parę miesięcy.A ja nie mo gę zapomnieć, chociaż staram się ze wszystkich sił. I nie mogę zrozumieć, dlaczego ciągle mieszał mi w głowie, a potem powiedział, że traktował mnie tylko jak przyjaciółkę.Po co to wszystko zrobił?Dlaczego tak mnie zranił? Wiem, że to też w dużej mierze moja wina, gdybym wcześniej powiedziała mu, co czuję to może byłoby teraz inaczej.Serce mi pęka z bólu, kiedy czasem zobaczę ich razem, chociaż zerwałam z nim zupełnie kontakt, żeby nie musieć patrzeć i słuchać o tamtej dziewczynie.Jestem załamana, boję się, że prawdziwa miłość odeszła na zawsze razem z nim i że już nigdy nikogo nie spotkam z kim chciałabym być.Boję się samotności, przeraża mnie!!! Od tamtej chwili nie umiem ułożyć sobie na nowo wszystkiego, a zwłaszcza życia uczuciowego.Co mam robić - proszę o pomoc, bo nie daję sobie sama rady. Jak zapomnieć?

* * * * *

To nie Twoja wina. To on nie rozumiał miłości - on się "zakochał" a nie pokochał Ciebie! Jaka to różnica poczytaj w tym artykule: [zobacz]
Tak jak szybko i intensywnie odczuwał wobec Ciebie silne emocje tak szybko mu przeszło kiedy poznał inną dziewczynę. Nie wie on, że miłość to nie uczucie a jeśli będzie tak postępował (nie opierał jej na decyzji i trwaniu) to nigdy jej nie zazna bo skupia się tylko na odczuwaniu i za chwilę znów zakocha się w kimś innym. Nie wiem skąd Ci przyszło do głowy, że gdybyś wcześniej odwzajemniła te emocje to on by nie odszedł. Owszem, odszedłby bo nie zapobiegłabyś jego zakochaniu w tej dziewczynie, temu zapobiec nie można. Tylko byś bardziej cierpiała bo bardziej byś była zaangażowana. Czy w takim razie nie można "ustrzec" miłości - zapytasz? Otóż same uczucia nie są od nas zależne. Zakochać się można nawet w małżeństwie. Jednak jeśli człowiek rozumie czym jest miłość i rozumie co się z nim dzieje to nie pójdzie za tym ulotnym uczuciem tylko będzie trwać przy tym wyborze którego dokonał.
Ty zaś postępowałaś uczciwie. Jeśli nie byłaś pewna to niczego nie chciałaś mu obiecywać. To chwalebne i szlachetne. Byłaś też uczciwa i szczera w stosunku do siebie - nie zwodziłaś jego i sama siebie nie oszukiwałaś.
Nie możesz zatem myśleć, że powinnaś zachowywać się inaczej. Zachowywałaś się właśnie tak jak trzeba. To on nie dojrzał do miłości i to skutki jego zachowania i niezrozumienia wielu spraw odczuwasz.
Nie możesz się winić! Bardzo dobrze zrobiłaś, że zerwałaś kontakt.
A dlaczego tak Ci powiedział i co możesz zrobić, żeby sobie pomóc poczytaj w odp. nr: 1409, 2286, 80, 526, 653, 825. I nie myśl, że to była ta "właściwa" miłość- nie ma bowiem w miłości przeznaczenia i nie zamknęłaś sobie tym krokiem żadnej szansy, poczytaj w tym artykule: [zobacz] Polecam Ci też całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc poczytaj a zrozumiesz gdzie on popełnił błędy i jak należy naprawdę rozumieć miłość.
Unikaj go i nie zadręczaj się. To nie był ten właściwy człowiek skoro tak łatwo dał się ponieść emocjom w stosunku do innej dziewczyny. Twoja miłość jeszcze przed Tobą. Z Bogiem!

  Sylwia, 27 lat
3192
27.04.2011  
Witam
Mam problem.Ksiądz powiedział, że każdy człowiek będzie musiał odpokutować swoje grzechy w czyśćcu. Wiadomo, ze każdy człowiek je ma. W dzienniczku św Faustyny czytałam że jedną z mąk w czyśćcu jest obecność szatana. Czyli wychodzi na to, że bez względu na to jak będę się starać to i tak jestem skazana na życie z szatanem. To po co się starać?


* * * * *

A poczytaj dobrze ten dzienniczek i to co Faustyna miała na myśli. Cierpieniem w czyśćcu jest niemożność połączenia się z Bogiem mimo zaznania już Jego obecności (podczas sądu szczegółowego). Pokutą jest cierpienie spowodowane tęsknotą. Na szczęście jest to stan przejściowy. Z Bogiem!

  Mała, 21 lat
3191
23.04.2011  
Jak Pani uważa, po jakim czasie związku powinno spędzać się ze sobą święta? Spotykamy się z Łukaszem jako para dopiero 4 miesiące. Moi rodzice jednak są zdania, że Łukasz zachował się nieładnie nie przyjeżdżając do mnie w Wielkanoc ani na chwilę.
Ja sama nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony święta to czas rodzinny, a Łukasz jest bardzo rodzinną osobą. Ja jednak również do rodzinnych osób należę, mimo to miło by mi było gdybym chociaż jeden dzień świąt mogła spędzić z Nim.
(Zaznaczę jeszcze, że dzieli nas ponad stukilometrowa odległość, więc nie jest to może tak łatwe jakby się mogło wydawać. Gdybyśmy mieszkali w jednej miejscowości, problemu (a może "problemu" ?) pewnie by nie było)
Pozdrawiam


* * * * *

No generalnie to po ślubie. Oczywiście, jeśli się mieszka w tej samej miejscowości lub w pobliżu to jeśli rodzice zaproszą to się odwiedza dziewczynę czy chłopaka. Tak jak sama mówisz, święta mają wymiar rodzinny więc spędza się je z najbliższą rodziną. Rodzinę tworzymy dopiero po ślubie, do czasu ślubu zatem najbliższą rodziną są rodzice i rodzeństwo, więc żadnego obowiązku spędzania ich z dziewczyną czy chłopakiem nie ma a i o zwyczaju takim też nie słyszałam. Po prostu - można się odwiedzić jeśli jest taka możliwość. W Waszym wypadku w ogóle nie miałabym żadnych pretensji do chłopaka, przecież Wy się ledwie znacie, nawet nie planujecie małżeństwa, w dodatku dzieli Was duża odległość, więc na jakiej zasadzie on miałby je spędzić z Tobą? Powiem więcej - mogłoby to być odebrane jako narzucanie się, naciskanie, pewne określenie się wobec Ciebie a przecież jeszcze nie czas na to. Tym bardziej, że jak przypuszczam pojechał do rodziców, bo przecież święta to też okazja by się z nimi spotkać zwłaszcza jeśli na co dzień się z nimi nie mieszka. Absolutnie nie widzę tu problemu a zdanie Twoich rodziców może spowodowane jest jakimś lokalnym zwyczajem? Z Bogiem!

  Martyśka, 21 lat
3190
17.04.2011  
Pani Kasiu, u mnie jest taka sytuacja. Od jakiegos czasu podoba mi się pewien chłopak ze wspólnoty do której należę tak od niedawna. Wpadł mi w oko. Modliłam sie o takie rozeznanie, o prowadzenie Ducha Świętego, o to by zwrócił na mnie uwagę. I po jakimś czasie zaczęło się coś działać. Miałam wrażenie, że mnie zauważa. Kiedy pragnęłam go zobaczyć, to go widziałam. Wciąż się modliłam o to by Bóg dał mi jakis znak. Zauważałam owoce tej modlitwy. Niedawno dowiedziałam sie jak ma na imię. Rozmawiałam o tym z przyjaciółką, to ona mi pomaga. Załatwiła mi do niego numer. Wysłała mi mój numer i wyjaśniła, że bardzo mi sie podoba, ale co zrobi to już jego sprawa, że Duch Święty go poprowadzi. A później ja mu napisałam, skonsultowałam to z Panem Bogiem i mu napisałam, tak na luzie, że wiem, że pisała do niego moja przyjaciółka i że nie chciałam by się wystraszył. Napisałam, że nie raz na spotkaniu chciałam podejśc i pogadać, napisałam, że ładnie śpiewa, że zainteresował mnie sobą i że chciałabym go poznać, wysłałam pozdrowienia. Tak serdecznie. I on nic...Myslałam, że coś odpisze...Nie widzieliśmy się jeszcze od tamtej pory, ale mógłby chcociaż na komplement odpisać, a tu nic...Zastanawiam się dlaczego. Nie wygląda na osobe niesmiałą, raczej jest otwarty i towarzyski i dużo ma znajomych, dużo koleżanek. Czy on sie oniesmielił, czy nie ma czasu? co Pani na ten temat myśli? Tez należe do osób nieśmiałych, ale wkońcu odważyłam się i zrobiłam jakis krok w jego stronę. Ciągle czekam.

Pozdrawiam :)


* * * * *

No i koleżanka przedobrzyła. Chciała dobrze a wyszło źle. A ja tyle razy mówię, że tak robić nie wolno, bo to psuje dobrze zapowiadającą się znajomość. Ten chłopak naturalnie, że się wystraszył. On być może nawet nie miał pojęcia o Twoich uczuciach a na pewno został zaskoczony sytuacją. Być może nawet mu się podobałaś ale poczuł się przyciśnięty do muru, została mu narzucona sytuacja, która go przerosła. Gdybyś Ty sama pomału starała się z nim rozmawiać, nie stawiając sprawy w ten sposób, nie odkrywając się to być może on by się Tobą bliżej zainteresował i SAM (to dla mężczyzny bardzo ważne) zaczął działać. A tak on nie ma już pola manewru, mało tego, czuje, że powinien odwzajemnić to uczucie. No i pewnie zaczął Cię unikać.
NIGDY nie wolno uprzedzać faktów i nie dawać komuś swobody. Bo dopiero po bliższym poznaniu się można podjąć decyzję czy chce się spotykać czy nie. I samemu przed sobą i kim innym przyznać, że ktoś się podoba. Lub delikatnie wycofać z relacji bez czyichś pretensji.
Poczytaj proszę ten artykuł:
I zobacz gdzie został popełniony błąd i jak ewentualnie można z tego wybrnąć. Teraz powinnaś nie kontaktować się z nim, dać mu swobodę ruchu. Jeśli zatrze się złe wrażenie to po jakimś czasie być może możliwa będzie lepsza relacja. On musi ochłonąć i zdecydować czy chce mieć z Tobą relację wiedząc już co do niego czujesz i czego oczekujesz. A koleżanek o pomoc w takich sprawach nie proś. Z Bogiem!

  Kaja, 20 lat
3189
16.04.2011  
Mam duży problem z relacjami damsko-męskimi... Jeśli jakiegoś chłopaka traktuję tylko jako kolegę, potrafię być w jego towarzystwie rozmowna, dowcipna, otwarta, nie mam oporów, żeby do niego podejść, zagadać. Kiedy jednak ktoś mi się podoba, do takiego stopnia się blokuję, że nie jestem w stanie wydusić z siebie nic sensownego, a co najgorsze mam tendencje do uciekania! W większej grupie celowo staje po przeciwnej stronie, nie odezwę się pierwsza, nie podejdę, nawet jeśli widzę, że on też jest mną zainteresowany. Boję się, że uzna, iż mu się narzucam, zauważy, co do niego czuję i uzna to za śmieszne. Wiem, jakie to irracjonalne, a mimo to nie potrafię tego zmienić! Efekt jest taki, że muszę odganiać od siebie niechcianych adoratorów, a ci, którzy mi się podobają, uznają, że są mi obojętni i rezygnują ze starań. Proszę o jakąś wskazówkę...

* * * * *

Reagujesz zupełnie normalnie. Bo czemu miałabyś się stresować jeśli na kimś nie zależy Ci w aspekcie damsko- męskim? Nie musisz wypaść dobrze, więc nie przejmujesz się, że powiesz coś nie tak, bo nawet jeśli powiesz to nie ma znaczenia. Natomiast w stosunku do osób, które Ci się podobają sprawa przybiera zupełnie inny obrót. Tutaj się po prostu starasz i denerwujesz, by nie zrobić czegoś co Cię zdyskwalifikuje. Jest to znak, że na kimś Ci zależy. I takie reakcje są naturalne i towarzyszą wszystkim, więc nie musisz się nimi niepokoić. Ale, że i nie ułatwiają nawiązania relacji to faktycznie należałoby coś z tym zrobić. Rada jest tylko jedna: ćwiczyć. Ćwiczyć i próbować. Pomyśl sobie, że ten który Ci się podoba na razie nie jest dla Ciebie nikim więcej niż znajomym i Ty dla niego nie jesteś nikim innym jak jedną z wielu koleżanek. Więc on nie zwróci szczególnej uwagi na Twoje ewentualne potknięcia. Nie wiesz nawet czy z tej relacji może wyjść coś więcej. Dlatego staraj się (nie mówię, że to proste, ale się staraj) póki co traktować (na zewnątrz) tego chłopaka tak samo jak innych. Tak jakby Ci nie zależało. Tak samo z nim rozmawiaj i tak samo się zachowuj. Oczywiście, że będzie ciężko, bo Ty wiesz, że dla Ciebie jest ważniejszy niż inni. Ale nie możesz zrobić nic innego jak pomału się oswajać właśnie poprzez "normalne" reakcje. Tak jakbyś przed samą sobą udawała, że jest Ci wszystko jedno. Na początek więcej się uśmiechaj, nie mów zbyt dużo ale nie unikaj ich towarzystwa. Przełam się, żeby podejść i o coś zapytać. Coś prostego. Tylko tędy droga. Jest to skuteczne, bo jeśli chłopak będzie również Tobą zainteresowany to będzie miał punkty zaczepienia i wszystko już samo się potoczy. Odwagi, z Bogiem!

  anita, 25 lat
3188
13.04.2011  
witam. Jestem z chłopakiem od ok 9 miesięcy. On ma koleżankę z którą zna trochę dłużej ode mnie, która mu się podobała kiedyś zanim mnie poznał, tylko że ona ma kogoś i nie wyszło. Spotykali się i spotykają nadal ze sobą żeby pogadać, piszą także ze sobą często. zawsze byłam o nią zazdrosna, ale mój chłopak mówił że nie ma o co bo już nie czuję nic do niej. ostatnio przyznał mi się że flirtował trochę z nią i przytulił ją bo przypadkowo ją uderzył a to na przeprosiny. Widziałam, że miał wyrzuty sumienia. Powiedział, że nic go z nią nie łączy. Przeprosił, ale mnie to ciągle męczy. Myślę o tym i boję się że może dojść do czegoś więcej. Ciężko zapomnieć. Ciągle czuję coś do niego.Proszę o radę.

* * * * *

Proszę poczytaj odp. nr 1875 i oceń jak to wygląda. Jeśli chłopak mówi Ci wprost, że nic do niej nie czuje to bym uwierzyła. Natomiast odrębną kwestią jest to czy potrzebuje się z nią spotykać, jeśli tak to w jakim celu i czy koniecznie na osobności. I te kwestie należy omówić, ewentualnie dać chłopakowi polecaną odpowiedź do poczytania i zastanowienia się. Z Bogiem!

  Ania, 22 lat
3187
05.04.2011  
Mam wrażenie, że nigdy nikt się mną nie interesował.Czasami czuje się niewidzialna. Chociaz muszę powiedzieć, że raz chyba miałam chłopaka, ale wszystko się rozpadło bo traktował mnie z góry i tak jakbyśmy mieli sie pobrać. Był ulubieńcem moich rodziców bo pochodzil z dobrego domu i miał zapewniona przyszłość, a ja nie chcialam żeby ktoś mi narzucał swoje zdanie, bo to moje życie....Ostatnio dowiedzialam się ,że moja koleżanka wychodzi za mąż, i zrobiło mi się trochę smutno.W dodatku moi rodzice narzekają, że w moim wieku powinnam juz kogoś mieć. Moja mama powiedziała,że powinnam się ładniej ubierać bo nikt na mnie nigdy nie zwróci uwagi. Ale ja nie chcę żeby ktoś zainteresował się moim wygladem lecz tym co mam w środku, bo przeciez młodość i uroda przemijają. Modlę się do Boga o poznanie wartościowego chłopaka, ale coraz bardziej w to wątpię bo niewiem gdzie moglabym go poznać. Nigdy nie byłam na dyskotece i nie lubię spotkań rodzinnych. Trochę izoluję sie od społeczeństwa. Mam niskie poczucie własnej wartości i czasami wydaje mi się, ze nie zasługuję na to by ktoś mnie pokochał.

Przepraszam, że znów tak na 2 razy wszystko rozkładam, ale nie potrafię krócej opisać mojego problemu. Jak już pisałam wcześniej, mój tata umarł gdy miałam 7 lat. Mój chłopak stwierdził,że nie ma we mnie ojcowskiego wychowania, że ojciec nie tłumaczył mi jak kochać mężczyzn, jacy oni są i to się dziś odbija. A ja uważam, że tak nie jest, tata by mnie wiele nie nauczył, zwłaszcza dlatego że pił, uważam że Bóg zabrał mi tatę bo miał wobec mnie i mojej rodziny jakiś plan,że chciał byśmy byli szczęśliwi, może egoistycznie na to patrzę, ale kocham tatę mimo to uważam,że Bóg zabrał go bo tak miało być lepiej dla nas wszystkich. Mój chłopak bierze mnie tak jakby trochę pod włos, bo mówi że ta cała sytuacja między nami sprawia, że on płacze po nocach, a dlaczego płacze? Mówi,że ma dziewczynę a nie może z nią pójść spać i trzymać swojej dłoni na jej piersi, gdy zasypia. Powiedział,że nie chce być święty i nie zamierza mieć na głowie aureoli. Mówi, że nie spotkam nikogo kto by na mnie chciał czekać, że każdy facet potrzebuje takich rzeczy jak on. Powiedział,że widzi co brał a widzi co ma teraz,że stoi za mną diabeł. Jest na mnie zły, gdy mu powiem coś o szkole,że nie rozmawiamy o przyjemnościach. Ja mam już dość, z jednej strony chcę się rozstać a z drugiej strony przecież spędziliśmy razem 10 miesięcy i w dodatku na tyle mu pozwoliłam (dotykanie, petting). Czy rozstanie to rozsądny pomysł? Czy jest co ratować? Rozmowy nie pomagają. Może ja szukam potwierdzenia dla moich poglądów i dla decyzji, którą już w sercu podjęłam, ale o której boję się głośno powiedzieć. Trochę już zaczynam wątpić, czy jest sens z tym czekaniem, ten chłopak bardzo mi namieszał, wierzyłam, że ktoś poczeka, ale on powiedział, że nikt. Już nie wiem sama co robić, bardzo proszę o radę.


* * * * *


  Lena, 22 lat
3186
31.03.2011  
Mam dobrego kolegę. Znamy się od kilku lat,zawsze w relacji koleżeńskiej,jednak mam podstawy przypuszczać,że mogłoby być z tego coś więcej.Mam obawy,że jeśli nam nie wyjdzie to mogło by oznaczać to również koniec przyjaźni,ale o tym już Pani pisała.
Zastanawiam się nad:
1)Ten chłopak podoba mi się zarówno z charakteru,jaki i z wyglądu,ale nie wyobrażam sobie nas w intymnych,czy nawet romantycznych sytuacjach.Czy to ze względu na to,że tak długo znamy się jako przyjaciele,czy po czasie możliwe było by wejście w relacje chłopak-dziewczyna,a w sytuacji ewentualnego ślubu(tak na zapas pytam)współżycie?Boje się,że znając nasze charaktery była by tylko wielka kupa śmiechu lub wielkie zawstydzenie.
2)Jeśli wiem,że ten chłopak też chciałby czegoś więcej,jak go zachęcić?Wiem,że to on musi podjąć decyzję i zrobić pierwszy krok,ale czy mogę jakoś mu w tym "pomóc"?Oboje jesteśmy dosyć wstydliwi wobec siebie i w sprawach miłosnych.Otwarta rozmowa nie wchodzi raczej w grę, a sprawdzanie czy jest mną zainteresowany poprzez to czy np.pożyczy mi książkę to na tym etapie znajomości nie jest już chyba dobrym weryfikatorem.
Proszę o radę


* * * * *

Co do pierwszego pytania: teraz tak się wydaje. Gdybyście byli parą zupełnie inaczej byś na to spojrzała. Pragnienie bliskości fizycznej przychodzi naturalnie w miarę rozwoju związku. Oczywiście, że możliwe byłoby wejście w takie relacje a to dlatego, że zmieniłby się charakter Waszego związku - Wy nie patrzylibyście już na siebie tak jak teraz tylko oczami zakochanych. Byłoby to inne spojrzenie i zaręczam Ci, że byłoby to możliwe a następowałoby stopniowo i automatycznie, o to się akurat nie bój wcale.
Co do drugiej kwestii: zapytam po czym wnosisz, że mogłoby być z Waszej relacji coś więcej? Albo inaczej: co dostrzegasz świadczącego o tym, że on jest Tobą bliżej zainteresowany? Jeśli cos takiego jest to idź właśnie w tym kierunku: spojrzeń, uśmiechów, chęci do pomocy, rozmów itp. Bo może faktycznie tak jest tylko on może myśli, że z Twojej strony to niemożliwe i boi się porażki. Możesz po prostu coś zaproponować, gdzieś go zaprosić: na wesele jako osobę towarzyszącą, na jakąś wycieczkę, wystawę itp. Rzeczywiście, gesty z początków znajomości nie zdadzą tu egzaminu bo są na porządku dziennym u Was. Ale stopniowo możesz robić jakieś gesty świadczące o tym, że traktujesz go jako dobrego kolegę, że masz do niego zaufanie, możesz na niego liczyć. Może to być też prośba by np. coś Ci naprawił, wybrał z Tobą model telefonu, gdzieś pojechał (zwłaszcza jeśli ma samochód) itp. Coś co nie jest tak bardzo jednoznaczne (jak np. zaproszenie na kawę) ale jednocześnie jest czymś więcej niż relacją koleżeńską. Możesz też poprzez rozmowę delikatnie zaznaczać, że jest kimś mądrym, wartościowym, że fajnie się z nim rozmawia itp. Rozumiem, że to musi być bardzo delikatne, nie narzucające się (masz rację, że otwarta rozmowa nie wchodzi w grę, bo przyniesie odwrotny rezultat) ale jednocześnie musisz dawać mu pewne sygnały, że jesteś na niego otwarta. Jeśli on to zobaczy to się ośmieli bo będzie wiedział, że może, że go nie odtrącisz. Ty go znasz, wiesz co Was łączy, jakie macie wspólne tematy, może zainteresowania, wykorzystaj to. Możesz też rozmawiać na tematy duchowe, sprowokować rozmowę o jakiejś kwestii i rozwijać tę myśl w rozmowie z nim, prowokując go do wyrażenia swego zdania. Może wtedy zauważyć, że myślicie bardzo podobnie. Możliwości jest wiele, tylko trzeba działać pomału i umiejętnie. No i módl się o znak, o mądrość, o to, by we właściwej chwili Duch św. podpowiedział Ci co masz mówić i jak się zachowywać. Módl się też do Anioła Stróża tego chłopaka, o to, by go "natchnął" podczas kontaktów Tobą. Po prostu daj mu delikatnie do zrozumienia, ze jesteś nim zainteresowana, nie robiąc za niego żadnego stanowczego gestu. Jeśli będzie chciał to na pewno dobrze to wykorzysta. Powodzenia, z Bogiem!

  alicja, 18 lat
3185
30.03.2011  
witam Mam problem... Mianowicie, jestem z chłopakiem 4 lata. Wydawało mi się że wszystko miedzy nami układa się dobrze, a nawet wspaniale. Jednak ostatnio wyznal mi(chciał być szczery)że w ciągu tych 4 lat zdarzylo się coś, co nie powinno mieć miejsca... Po 2 latach znajomości, będąc na imprezie, pod wpływem alkoholu całował się z dziewczyną-dodam ze wtedy byliśmy pokloceni, a po 3 latach będąc na dyskotece poznal jakąs dziewczynę i się z nią bawil. Takie sytuacje mialy miejsce tylko raz. Mówi że coś takiego się juz nie powtórzy, a te sytuacje miały miejsce podczas zwątpienia, kryzysu. Nie wiem czy mogę mu znowu zaufać... tak bardzo bylam go pewna... Nie chcę być jakąś głupią, która mu wybaczy. Co mam zrobić? Czuję się oszukana...

* * * * *

Jeśli Ci to wyznał, przeprosił i tego żałuje, wyspowiadał się z tego, w dodatku od tego czasu się to nie powtórzyło a w innych dziedzinach jesteś go pewna i Ci na nim zależy to wybacz i trwaj dalej. Gdyby sytuacja teraz się powtórzyła to wtedy naturalnie powinno Ci to coś dać do myślenia i powinnaś poważanie z nim porozmawiać. Jeśli jednak on sam traktuje to jako nastoletni wybryk i teraz przemyślał sprawę i tego żałuje to Ty też to tak potraktuj. Miej oczy otwarte ale nie przekreślaj go tylko z tego powodu. Inna rzecz co on robił pod wpływem alkoholu w wieku 16 lat…- czy nie składaliście podczas Bierzmowania deklaracji powstrzymywania się od alkoholu do pełnoletniości? Z Bogiem!

  studentka, 22 lat
3184
29.03.2011  
Wprawdzie nie jestem jeszcze w związku małżeńskim, ale ostatnio zastanawia mnie taka sprawa. Wiadomo, że współżycie małżeńskie ma służyć przekazaniu życia, ma wzmacniać miłość, a także dawać przyjemność.
Zastanawia mnie ten aspekt wzmacniania miłości i bardziej duchowego wymiaru współżycia. Niektórzy podkreślają, że seks może być przeżyciem metafizycznym, a nawet takim zjednoczeniem się partnerów w miłości z Bogiem.
Moje pytanie dotyczy tego, czy aby seks był właśnie czymś tak pięknym i bożym to małżonkowie (obaj) muszą być w stanie łaski uświęcającej? Czy tylko wtedy współżycie może być czymś głębszym? Czy mając męża będę miała z nim współżyć tylko wtedy, gdy będziemy w łasce uświęcającej? Wiem, że tak by było najpiękniej i tak bym chciała, jednak nie wiem jakie podejście będzie miał mąż.
Co jeśli mąż będzie osobą wierzącą, praktykującą jednak ze względów można powiedzieć pewnych problemów duchowych (zbyt wrażliwego sumienia) nie będzie często przystępował do Komunii i do spowiedzi. Czy wtedy akt, który będzie miał miejsce pomiędzy małżonkami może być czymś pięknym i bożym?


* * * * *

Bycie w stanie łaski uświęcającej wymagane jest wyłącznie podczas przyjmowania Komunii świętej. Akt małżeński jest zawsze czymś pięknym i Bożym, nawet jeśli małżonkom zdarzy się nie być w stanie łaski uświecającej. Jednak samo trwanie w łasce jest potrzebne po prostu do prowadzenia życia duchowego, do łączności z Bogiem i powinniśmy tego pragnąć właśnie ze względu na Boga, by z Nim być w komunii. Jeśli tak będziemy to rozumieć to siłą rzeczy będziemy zawsze do tego dążyć i będzie to dla nas stan naturalny.
Ale że jesteśmy tylko ludźmi a nie aniołami to z pewnością upadki się zdarzą. Nie pozbawiają one jednak małżeńskiego współżycia wymiaru duchowego, miłosnego i cielesnego między małżonkami. Z Bogiem!

  Iza, 35 lat
3183
28.03.2011  
dzień dobry.
Nie wiem co zrobić z tym zauroczeniem? Poznaliśmy się w necie. Pierwsze spotkanie na kawie, drugie na kolacji(jakoś początek lutego 10.02.2011), później długie milczenie z jego strony, prawie miesięczne. W końcu odpowiedział na mojego sms-a. Umówiliśmy się na spotkanie 16 marca 2011. Przeprosił, że nie dawal znaku życia - problemy z samym sobą, egzystencjalne, chciał być sam. 17 marca miał urodziny wysłałam zyczenia. Odpisał. I dziś mamy już 28 marca a on nie daje znaku życia. Podoba mi się, dobrze mi się z nim rozmawia to ktoś na poziomie. Jednak boję się zadzwonić czy napisać bo pomysli, że lecę na jego kasę. Czy wypada się odezwać czy odpuścić? Ja mam 35 lat, a on już stateczny przed 50dziesiatką. Podoba mi się z wyglądu, nie głupi, kulturalny i do tego chciałby mieć jeszcze rodzinę, co dla mnie ważne bo ja jestem panną.
proszę o radę. pozdrawiam Iza.


* * * * *

Ty jesteś panną a on? Kawaler, wdowiec, rozwodnik? Bo to decydujące. A może chodzi mu tylko o przelotną znajomość? Znasz jego poglądy, sytuację osobistą, co o nim w ogóle wiesz? Byłabym ostrożna, bo generalnie rzadko się zdarza, by osoba w tym wieku z normalnymi poglądami była sama. A jeśli tak jest to czemu? To też zastanawiające. W ogóle na jakim portalu się poznaliście?
Byłabym bardzo ostrożna. Pomijając sytuację gdy on jest żonaty (a Ty możesz o tym nie wiedzieć) lub jest rozwodnikiem - co jednoznacznie powinno Cię zniechęcić do kontaktów z nim - to jeśli mężczyźnie na kobiecie zależy to się o nią stara. Oczywiście, ja go nie znam i nie chcę szufladkować, ale nie napisałaś zbyt wiele i nie wiem jak to wygląda naprawdę. Jeśli natomiast wszystko z nim ok. to owszem, możesz jeszcze y sama wykazać inicjatywę a jeśli on nie odpowie to daj spokój. Widocznie o co innego mu chodziło. A może zorientował się w Twoich poglądach, nie odpowiadają mu i próbuje się wycofać?
W każdym razie uważaj. Z Bogiem!

  Anastazja, 19 lat
3182
27.03.2011  
Przeczytałam wszystkie odpowiedzi na temat 'uczucie do duchownego; ksiadz' ale żaden problem nie był podobny do mojego.
Pokochałam księdza, ale wydaje mi się, że on mi pozwolił na to uczucie. Nie traktuje mnie tak jak innych z uczniów, bardziej mamy takie stosunki koleżeńskie. Bardzo chciałabym zakończyć z nim znajomość, ale ciężko mi. On jest taki miły dla mnie. Choć czasami jest też wredny. Nawet proponuje mi żebym poszła z nim do łóżka. Mam na niego ochotę, ale wiem że nie mogę tego zrobić, boję się że kiedyś ulegnę. Pewnie mi poradzicie, zebym urwała z nim kontakt, ale ja wiem ze on niedlugo odejdzie z tej parafii, wiec może powinnam do końca z nim utrzymywać kontakt, przeciez bedzie tutaj maksymalnie dwa miesiace jeszcze ?


* * * * *

Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz]
Sprawa jest poważna a jego zachowanie niedopuszczalne. Natychmiast poinformuj o tym rodziców, oni powinni złożyć skargę w kurii. Ten ksiądz chyba minął się ze swoim powołaniem. Przeniesienie na inną parafię niewiele zmieni w jego zachowaniu, będzie niebezpieczny dla innych i trzeba temu zapobiec. Należy koniecznie podjąć jakieś działania w stosunku do niego.
A Ty naturalnie unikaj go na ile się da a jeśli zauważysz jakikolwiek jeszcze gest z jego strony to wydrukuj ten artykuł i mu go wręcz. Dziwię się, że w ogóle pytasz o utrzymywanie z nim kontaktów w takiej sytuacji. Nie boisz się? A powinnaś.
Z Bogiem!

  m, 19 lat
3181
26.03.2011  
czytałam trochę o przeznaczeniu, miłości, wyborze. miałam w swoim życiu przykre doświadczenie, po wielu nadziejach bardzo się rozczarowałam i upadłam w wierze w ludzi, ale Bóg mi pomógł mimo zwątpień... teraz poznałam kogoś, podchodzę do sprawy z dystansem, ale czuję że zaczyna mi na nim zależeć i cieszę się że on jest, że się poznaliśmy, on też. jednak często męczy mnie przeszłość, nie jestem pewna potrafię zaufać, po raz kolejny w pełni się zaangażować. czy nie będę rozpamiętywać, porównywać. jest mi ciężko z tym że tak wiele poświęciłam poprzedniemu, boję się tego że znowu się sparzę, ale też tego się boję, że skrzywdzę jego. modliłam się o prawdziwą miłość, dlatego w pewnym sensie uważam, że tego człowieka Bóg postawił na mojej drodze, jednak nadal mam wątpliwości i obawy czy będę szczęśliwa i czy będę w stanie to szczęście dać jemu, jeżeli zdecydowalibyśmy się być razem...

* * * * *

To zależy od Was. Każdy ma obawy, szczególnie jeśli ma złe doświadczenia. Ale w miarę rozwoju relacji, w miarę jak się poznajemy te cienie przeszłości bledną a ich miejsce zajmują nowe, inne wrażenia - właśnie z tą osobą. Porównywanie nie ma sensu, bo każdy jest inny.
To dobrze że się modlisz, że masz wątpliwości - to znaczy, że poważnie podchodzisz do tej relacji, że masz oczy szeroko otwarte. Zwykle tylko pierwsza miłość jest taka bezkrytyczna, kolejne przeważnie budowane są na prawdzie, bo mamy pewne doświadczenia, nie podchodzimy do drugiej osoby bezkrytycznie, widzimy nie tylko zalety ale i wady. I bardzo dobrze, bo mamy szansę pokochać prawdziwą osobę a nie swoje wyobrażenia. Dlatego często kolejna relacja ma większe szanse powodzenia niż pierwsza.
Nie martw się na zapas. Zwykle jest tak, że boimy się tego co nieznane a w konfrontacji z rzeczywistością okazuje się, że jest lepiej niż w naszych przypuszczeniach. O miłość trzeba dbać a jeśli się dba to ona się rozwija. Polecam Ci naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Tam poruszamy wiele tematów, które zwykle budzą wątpliwości. Z Bogiem!

  Kinga, 25 lat
3180
23.03.2011  
Witam Panią serdecznie i dziękuję, że istnieje ta strona (korzystam z Pani porad już kilka dobrych lat). Mam problem - refleksję. Właściwie nigdy nie miałam chłopaka, ale chyba głównie z tego powodu, co Pani, czyli Bóg tak chciał. Chociaż nie byłam tez do końca gotowa i musiałam ułożyć sobie kilka spraw. Teraz przyszedł już odpowiedni czas (tak to czuję), więc bardziej otworzyłam się na znajomości i przeraziłam się tym, co zauważam. Mężczyźni w wieku ok. 26-30 lat, którzy zwracają moją uwagę tym, że są spokojni, mili i myślący, więc nawiązuję z nimi kontakt, okazują się być niezdecydowani w zdobywaniu. Ja, mimo że jestem osobą zdecydowaną i konkretną, nie chcę wyrywać facetowi miecza z ręki, szczególnie w sprawie zdobywania (też się trochę rozczarowałam w życiu, więc to po części moja postawa obronna-niech on się pierwszy otworzy i zacznie zdobywać - no ale w końcu to on jest mężczyzną!) Jednak obecni mężczyźni są niekonkretni albo nawet zaczynają znajomość, a później nie maj ą czasu się spotkać(ja wiem, że na początku kariery jest dużo pracy, ale chyba da się znaleźć czas). Nie chcę wymuszać i proponować spotkania, jedynie zachęcam, by to on umówił się kiedy ma czas, ale jest z tym problem. Poza tym tacy faceci jakby bali się związku z kobietą (złe doświadczenia?) i słyszę np. że kobiety są świetne w rządzeniu mężczyznami albo typowa żona ma humory, mają też problem z zaakceptowaniem, że kobieta ma również ambicje zawodowe. Nie chcę, by ktoś się ze mną wiązał mając takie przekonania, bo być może wcale nie zmieni zdania, a ja nie zasługuję na takie określenia, bo nie chcę traktować mężczyzny instrumentalnie. (chyba, że z ich strony to też taka obronna postawa, a może mieli/mają dość dominujące matki...) Co na to poradzić? (poza tym, że trzeba dużo modlitwy, bo po ludzku to jest beznadziejne) Dziękuję bardzo za odpowiedź. Z Bogiem! :-)

* * * * *

No, przyznaję, że ciężki temat poruszyłaś. I masz rację. Też obserwuję często takie zachowania. Jeśli chłopakowi zależy na dziewczynie, jeśli ona mu się podoba to zawsze znajdzie czas, by się z nią spotkać. Tak ułoży zajęcia że da radę, nawet gdyby miał to być weekend a w tygodniu tylko rozmowa telefoniczna. Jest tak, ponieważ chcemy być blisko tej osoby, tęsknimy za nią, boimy się, by ona się nie rozmyśliła, by nikt inny nam jej nie zabrał, chcemy zrobić jak najlepsze wrażenie. Dlatego chłopak, który pisze, że jest zainteresowany a z umówieniem się ma problem to ma problem nie z czasem tylko ze sobą, ze swoim strachem przed zobowiązaniem się. Oczywiście, on może być nieśmiały, może się stresować, że dziewczyna go nie zaakceptuje ale jeśli mu zależy to się przełamie. Nawet jeśli początkowo głupio wypadnie, narobi błędów ale będzie się starał. Jeśli się wykręca brakiem czasu, pracą albo głosi takie teorie o których piszesz to znaczy, że aż tak bardzo to do związku nie dąży, aż tak mu nie zależy na założeniu rodziny. Chciałby by zrobiło się samo, za niego albo żeby to było tak testowo - żeby mieć otwartą furtkę i zawsze móc się wycofać. To brak odwagi i stanowczości, to brak prawdziwie męskich cech. Owszem, to te czasy tak wpływają ale nie można wszystkiego na czasy spędzać. Mężczyzna musi być mężczyzną - konkretnym i zdecydowanym.
Jasne, nie ma nic złego, że to dziewczynie ktoś się pierwszy spodoba, że to ona zwróci uwagę, podejdzie, porozmawia, nawet wykaże inicjatywę, pisałam o tym w odp. nr 1306, 1689, 2500. Ale nie ona ma prowadzić chłopaka za rączkę i decydować o wszystkim, on też powinien się o nią starać. Jak się nie stara to taka dziewczyna nie czuje się doceniana, nie czuję się atrakcyjna w jego oczach i nie czuje przede wszystkim oparcia z jego strony, zatem nie ma poczucia bezpieczeństwa. A to jest dla niej podstawa związku. Skoro zatem widzi brak fundamentów w postawie tego chłopaka to czuje się przytłoczona odpowiedzialnością, uznaje, że cały czas tak będzie - i nawet po początkowej fascynacji i staraniu się - wycofuje się ze smutkiem, bo ileż można czekać licząc na to, że on łaskawie się z nią spotka, umówi, zaproponuje coś. I potem jest tak, że dziewczyny nie mogą znaleźć chłopaków a chłopcy nie wychodzą z inicjatywą bo się boją wziąć odpowiedzialność za relację, bo się trzeba starać itp. I tak mijają lata, czasami poszukają w internecie (bo bezpieczniej), piszą i piszą ale nic z tego nie wynika. A jak przychodzi co do czego to się wycofują. Tu mam pytanie do chłopaków: dlaczego tak się dzieje? Czego się boicie? Na co nie macie odwagi? Nie przekonują mnie argumenty, że dziewczyna to zaraz chce chłopaka przed ołtarz zaciągnąć bo tak nie jest. Przecież relacja potrzebuje czasu i rozwoju. Więc w czym rzecz?
Że trzeba własną twarz pokazać? Że należałoby być szczerym, mówić prawdę a nie udawać kogoś innego? Że nie spełnicie oczekiwań dziewczyny? Dziewczyny nie oczekują księcia z bajki tylko normalnego, konkretnego faceta, który da jej oparcie i będzie miał wartości. Tylko tyle. No ale to chyba Was nie przerasta?
Owszem, czasem taka postawa wynika z nadopiekuńczości matki, z braku właściwych relacji z ojcem. Polecam znakomitą książkę Johna Eldredge "Dzikie serce" - lektura obowiązkowa dla każdego chłopaka.
Droga Kingo! Masz rację, że często zdarzają się takie historie jak opisujesz, nawet w starszym wieku. Problem w tym by mężczyźni chcieli pełnić swoją rolę, być mężczyznami i robić to co słuszne a nie co wygodne. By nie kryli się za monitorem pisząc o sobie niestworzone rzeczy tylko zwyczajnie poszli z dziewczyną na spacer i porozmawiali. By nie bali się tworzyć relacji. By nie bali się też zranienia. Nawet jeśli tak się zdarzy to nie można urazem tłumaczyć swego życiowego wycofania ("bo kiedyś jakaś dziewczyna to mnie tak potraktowała i ja teraz już żadnej nie wierzę, bo wszystkie są takie same"). Nawet jeśli jakaś dziewczyna kogoś źle potraktowała to należy uznać, że to widocznie nie była ta właściwa dziewczyna i dobrze się stało, że relacja nie przetrwała.
Poza tym często jest tak, że te urazy mają miejsce w młodym wieku, kiedy to obie strony nie wiedzą jak się zachować, nie znają swych oczekiwań i oceniają drugą stronę przez pryzmat własnej psychiki. I nie wynika to z tego, że ktoś jest zły tylko jeszcze niedojrzały. I zamiast tak to zrozumieć, nabrać dzięki temu doświadczeniu mądrości to ludzie tłumaczą się urazami z młodości. Nie tędy droga. Ludzie się zmieniają, dojrzewają i nawet ta dziewczyna, która kiedyś kogoś zraniła za kilka lat by się tak nie zachowała, bo wie co zrobiła źle i niedojrzale. Zamiast więc chować w sobie urazy i żale wyjdźcie, zaryzykujcie. Nawet jeśli od razu nie traficie na siebie - próbujcie.
Kingo, polecam Ci te artykuły: [zobacz], [zobacz]
choć pewnie już je znasz i modlitwę - do św. Józefa - o dobrego męża. Również proszę o to, byś nie zrażała się niepowodzeniami. Bo po jakimś czasie mężczyźni dojrzewają, budzą się i spostrzegają, że kogoś im brakuje, pisałam o tym w odp. nr 1153.
Polecam Ci też tę stronę: www.dla-samotnych.pl oraz wpis tutaj: oraz wpis tutaj: [zobacz]
Z Bogiem!

  Stanisław, 16 lat
3179
23.03.2011  
Czy jak moja dziewczyna się mną nie interesuje, nie angażuje się w związek, nie podchodzi pierwsza, nie wita się, ani nie żegna ze mną sama z siebie (żegna się dopiero jak ja tego dopilnuję), nie pisze pierwsza, nie pyta o mnie, nie wykazuje chęci spędzania ze mną czasu, a wręcz spędza czas z innymi osobami, które są dla niej zwykłymi kolegami/koleżankami, gdy mogłaby ze mną spędzić czas, to co powinienem zrobić? Czuję się niepotrzebny, niedoceniony. Nie czuję wzajemności. To trwa ponad 2 miesiące. Rozmawialiśmy o tym, mówiłem, że jest mi przykro gdy mija mnie na korytarzu w szkole i mówi tylko cześć i idzie dalej chociaż nie ma nic do roboty. Jest mnóstwo takich sytuacji. Czuję się ignorowany. Gdy ja przestaje pierwszy się odzywać to kontakt się urywa bo ona pierwsza się nie odezwie. To moja dziewczyna.. Chodzimy ze sobą od 2 miesięcy i od początku tak jest. Najpierw mi to nie przeszkadzało, ale teraz mnie to bardzo smuci. Codziennie do niej podchodzę i rozmawiam. Ale w drug ą stronę tego nie ma. Co robić? Nie odzywać się do niej? Poczekać, aż podejdzie? Boję się, że wtedy urwie się nam kontakt. I ile miałbym czekać? Tydzień? Dwa? To trudne. Dziękuję za wszelką pomoc. Z Bogiem.

* * * * *

Hmm, wiesz to dziwne. Czy Wy naprawdę chodzicie ze sobą, bo to tak nie wygląda? Tzn. czy spotykacie się po szkole, chodzicie gdzieś razem, dzwonicie do siebie i piszecie? Tzn. czy przynajmniej Ty to robisz? Jeśli od samego początku ona się tak zachowywała to może ona nie traktuje relacji z Tobą już jako związek tylko taką luźniejszą znajomość. A może po prostu przemyślała sprawę i tak naprawdę nie chce być z Tobą tylko nie ma odwagi o tym Ci powiedzieć i tego zakończyć. A jak rozmawiacie o tym to co Ci mówi? Widzi swoje postępowanie? A może wstydzi się w szkole publicznie okazywać uczucia i tego że jesteście razem? Czy po szkole też tak się zachowuje?
A może po prostu ona nie dojrzała jeszcze do związku, nie potrzebuje takiej relacji, nie odnajduje się w niej.
Tak czy inaczej musicie porozmawiać poważnie, bo to wygląda tak jakby ona nie chciała się z Tobą spotykać. Bo raczej nie podejrzewam (z tego co piszesz), byś bardzo jej się narzucał, byś ją przytłaczał nieustannie swoją obecnością i żądał od niej tego na co nie jest gotowa? Bo może jeszcze być tak, że ona jest na innym etapie a Ty za bardzo "pędzisz". Jeśli tak to niech powie szczerze, że potrzebuje wolniejszego tempa to Ty się dostosujesz. Ale jeśli to nie to też niech powie o co chodzi, nawet jeśli to miałoby boleć. Związek wymaga szczerości. Nie ma sensu tkwić w czymś dla pozorów albo by drugiej stronie nie było przykro. O związek też trzeba dbać, pielęgnować go - i dotyczy to dwóch stron. Pisałam o tym w odp. nr: 255, 498, 566,773.
Porozmawiaj z nią i niech Ci powie szczere jak ona to widzi i dlaczego nie potrzebuje bliższej relacji. Tak szczerze. Nawet jeśli nie widzi sensu tego związku lub dla niej tempo jest za szybkie to też niech szczerze powie - przynajmniej będziecie oboje wiedzieli na czym stoicie. A jeśli z rozmowy nic konkretnego nie wyniknie to faktycznie przez jakieś dwa tygodnie nie wychodź z inicjatywą, poczekaj na jej ruch. Jeśli go nie będzie - będzie to znak, że nie potrzebuje tej relacji, że nie tęskni. Wtedy Ty podejmij jakąś decyzję. Z Bogiem!

  Magda, 22 lat
3178
21.03.2011  
Mam już 22 lata i nigdy jeszcze nie miałam chłopaka, nigdy się nikomu nie podobałam. Wydaje mi się, że jestem normalną dziewczyną i nie taką brzydką. Ciągle zadaję sobie to pytanie: Dlaczego nikt mnie nie chce? Wszyscy wokół z kimś są, każdy kogoś ma, a ja jestem sama. Czy to normalne, że nie mam jeszcze chłopaka? Boję się, że będę sama do końca życia. Dlaczego Bóg każe mi tak długo czekać? Czy można jakoś skrócić to czekanie?

* * * * *

Normalne. Ja też nie miałam chłopaka do 26. roku życia a nie byłam rekordzistką. Przeczytaj proszę odp. nr: 461,1265. Czy można to zmienić lub przyspieszyć? Tak! Polecam stronę: www.dla-samotnych.pl oraz wpis tutaj: [zobacz]
No i oczywiście modlitwa (np. za pośrednictwem św. Józefa) o dobrego męża. Z Bogiem!

  Lila, 19 lat
3177
20.03.2011  
Witam serdecznie!
Na początku bardzo dziękuję za tą stronę, wiele razy bardzo mi pomogła. Piszę w takiej sprawie. Jestem z chłopakiem od roku, Czy powinnam Mu powiedzieć, że miałam doświadczenia autoerotyczne? Jeśli tak, to na jakim etapie związku? Teraz, w narzeczeństwie czy może dopiero w małżeństwie? Czy w ogóle o tym mówić, nawet własnemu mężowi, czy zostawić to dla siebie? Jest to dla mnie sprawa bardzo delikatna i wstydliwa. Był to nawet nałóg, od zawsze, od dzieciństwa, kiedy jeszcze nie byłam świadoma że masturbacja jest grzechem. Na szczęście dzięki Bożej pomocy udało mi się z tym skończyć, chociaż walka trwała kilka lat. Najchętniej zostawiłabym to dla siebie, ale pytam, bo wiem że może to mieć wpływ na nasze przyszłe wspólne życie, a nie chciałabym tej drugiej Osoby oszukiwać. Jeśli chodzi o naszą relację teraz, to udaje się nam żyć w czystości, jasno określiliśmy zasady i się ich trzymamy. Sama świadomość tego, że również od mojej czystości zależy nasze życie bardzo mnie motywuje. Dużo rozmawiamy, wspólnie się modlimy, jesteśmy blisko Boga. Proszę o pomoc w tej sprawie, to dla mnie bardzo ważne.
Zamiast słów uznania pragnęłabym życzyć, aby nagroda za tą stronę czekała na Państwa w niebie... Z góry dziękuję za odpowiedź, z Bogiem!


* * * * *

Z naszych grzechów mamy obowiązek opowiadać się Bogu i nikomu innemu, nawet małżonkowi. Jeśli grzech jest przeszłością i ta przeszłość nie dotyczy i nie wpływa na teraźniejszość i przyszłość to nie ma obowiązku mówić tego "samemu z siebie". Jeśli nie wiązało się to np. z tak istotnym faktem jak utrata dziewictwa to moim zdaniem nie ma sensu rozgrzebywać czegoś co już nie istnieje i co Ci Bóg przebaczył. Gdyby jednak w trakcie jakiejś rozmowy padło pytanie wprost lub rozmowa zeszła na taki temat to naturalnie nie można kłamać i należy powiedzieć prawdę. Jednak również w formie prawdziwej - tzn. zamkniętej przeszłości. Oczywiście jeśli chcesz to możesz chłopakowi o tym powiedzieć, zwłaszcza jeśli rozmawiacie szczerze i np. on też Ci o swojej przeszłości w tej sferze opowiada. Może też być tak, że dojdziecie do tego w rozmowie o czystości i temat samoistnie wypłynie. Może zresztą on też ma za sobą takie doświadczenia?
Generalnie: możesz lecz nie musisz, jeśli w ogóle - to przed ślubem, jeśli zapyta - powiedz wprost. Wszystko zależy od okoliczności. Czasem powiedzenie czegoś przynosi ulgę i wyjaśnia sytuację a czasem upokarza i zniechęca drugą stronę. Ty go znasz, Ty wiesz jak by zareagował. Jeśli uważasz, że to całkiem zamknięty temat, który mieści się w tajemnicy spowiedzi to jeśli - tak jak powiedziałam - nie ma wpływu na wspólne życie i jeśli nie zostanie o to zadane pytanie - nie masz obowiązku (choć masz prawo) opowiadać o każdym swoim grzechu z przeszłości drugiej osobie. Z Bogiem!

  Anna (2992), 26 lat
3176
19.03.2011  
Witam :-)
Dziękuję za poprzednie odpowiedzi, rady. Naprawdę dużo mi dały. Rozstałam się ze swoim chłopakiem. I jestem obecnie sama, jednak wiem więcej na temat miłości, tego, że obie osoby powinny być jednak ,,wolne''. Wolne jeśli chodzi o wybór, o charakter, każdy ma prawo do robienia tego co lubi. I nikt nawet w imię ,,miłości'' nie może nas do niczego zmuszać, manipulować, nie ma też czegoś takiego jak przeznaczenie- każdy jest wolny. Sporo się dzięki tej stronie nauczyłam. Jeszcze czekam na prawdziwe uczucie, na tego kogoś, kto jeszcze mam nadzieję jeszcze się zjawi w moim życiu.
Bardzo dziękuję za rady, teraz widzę, że tamten związek nie był zbyt dobry.
Pozdrawiam serdecznie :-)


* * * * *

No to życzę powodzenia i znalezienia tej prawdziwej miłości. Z Bogiem!

  Irmina, 18 lat
3175
19.03.2011  
Witam. Jestem Irmina, mam 18, mój chłopak 20. Mamy problem którym są jego rodzice, którzy mnie nie akceptują. Nie lubią nie od tak, po prostu. Jego również trzymają na smyczy, nie może się postawić, decydują o każdym aspekcie jego życia, a jak próbuje się postawić, jest gorzej, więc robi to, co mu karzą. Dla mnie męczące jest już, że mogę się z nim spotykać rzadko i po kryjomu. Boli mnie to bardzo. Nie chce żeby tak wyglądało moje życie, ale nie chce go też stracić, bo go kocham. W gruncie nie tylko jego rodzice, cała jego rodzina mnie nie lubi, czy bliższa, czy dalsza, choć nawet w większości nie mieli okazji mnie poznać. On przy nich nie może mieć własnego zdania ? Co mam zrobić ? Proszę serdecznie o pomoc.

* * * * *

Przede wszystkim Twój chłopak musi opowiedzieć o Tobie rodzicom i zapytać czego KONKRETNIE w Tobie nie akceptują. On ma prawo to wiedzieć. Być może jest tak, że wcale nie dotyczy to Twojej osoby tylko z jakiegoś względu oni uznają, że on ma jeszcze czas, powinien się uczyć itp. a nie z kimś spotykać. Koniecznie powinien nalegać by rodzicie powiedzieli o co chodzi. Dopiero wtedy bowiem będzie mógł się do tego ustosunkować i przyznać im rację bądź nie. Sam zakaz bowiem wywołuje odwrotne skutki. Idealnie byłoby gdyby Cię przyprowadził do domu lub gdybyś Ty choć na moment do niego przyszła, choćby coś pożyczyć. Wtedy mogliby Cię choć na chwilę zobaczyć, usłyszeć Twój głos, mieliby okazję porozmawiać i się do Ciebie przekonać.
Polecam Ci też odp. nr: 67, 114, 251, 207, 400, 1316,1839, 2185, 2319, 2333, 2455, 2512, 2738. Twój chłopak jest już dorosły ale na pewno jeszcze zależny od rodziców dlatego trudno mu będzie robić coś całkiem wbrew ich woli. I nawet nie o to chodzi. W skrajnym przypadku, gdy już wszystko zawiedzie powinien swoim życiem pokazywać im, że związek z Tobą dobrze na niego wpływa, że nie przeszkadza mu to w nauce ani pracy. Czas zawsze działa na korzyść, choćby w tym sensie, że rodzice się oswoją z sytuacją i zobaczą sami, że w perspektywie czasu przynosi to dobre owoce. Najlepszym rozwiązaniem zatem będzie nie stawianie sprawy na ostrzu noża ale właśnie pokazywanie jak bardzo na korzyść on się zmienia gdy z Tobą jest. Niech pomaga rodzicom, będzie uprzejmy, podciągnie się w nauce. To będą wymierne rzeczy świadczące o tym, że masz na niego dobry wpływ. Bo to najskuteczniejsza droga. Polecam też Twojemu chłopakowi książkę Johna Eldredge "Dzikie serce" - o męskości, bo być może jest to głębszy problem, wymagający zrozumienia pewnych mechanizmów u niego w rodzinie. Z Bogiem!

  M., 24 lat
3174
18.03.2011  
Byłam z chłopakiem 4 lata. Po tym czasie on ze mną zerwał. Powiedział, że mnie nie kocha. Po dwóch miesiącach powiedział mi, że żałuje tego co zrobił, że chciałby ze mną być. Widzę, że bardzo to wszystko przeżywa i jest szczery. Mówi, że zrozumiał jak źle mnie traktował jak byliśmy razem (przez ostatnie pół roku rzeczywiście było między nami nie najlepiej) ale nadal go kocham. Nadal mi na nim zależy. Teraz po dwóch miesiącach wiem, że jestem w stanie być sama, może kiedyś z kimś innym, ale chciałabym dać mu kolejną szansę. Nie wiem jednak czy to ma sens.

* * * * *

To trudne i musisz sama zdecydować. Ale czasem warto dać szansę, szczególnie jeśli ktoś żałuje, widzi błędy, które popełnił, przeprasza i chce zacząć na nowo. Bo nieraz rzeczywiście dopiero zerwanie otwiera oczy i pozwala stanąć w prawdzie. Pozytywne jest to, co napisałaś: "jestem w stanie być sama, może kiedyś z kimś innym" - to świadczy, że nie jesteś od niego uzależniona emocjonalnie i że przemyślałaś wiele spraw. Rozumiem, że nie jest to bowiem spowodowane tym, że jesteś tak rozgoryczona i czujesz do niego niechęć? Przeczytaj też proszę odp. nr: 2184, 2386, 2681, może tam znajdziesz podobieństwo do swojej sytuacji? Polecam Wam też obojgu naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc tam jest wiele odpowiedzi na pytania i wszelkie wątpliwości.
Z Bogiem!

  Magda, 34 lat
3173
17.03.2011  
Witam, mam problem, jak większość osób piszących tutaj. 3 miesiące temu poznałam mężczyznę, starszego 12 lat ode mnie. Utrzymujemy kontakt czysto koleżeński tzn. widzieliśmy się kilka razy, a od miesiąca mamy codzienny kontakt smsowy i mailowy. Traktuję go jak przyjaciela, rozmawiamy o wielu kwestiach i przyznaję, że bardzo go lubię. Kilka dni temu podczas spotkania powiedział mi, że jest rozwiedziony i ma dorosłą córkę. Muszę przyznać, iż poruszyło mnie to. Ja oczywiście brałam taką ewentualność pod uwagę, ze względu na jego wiek. Nie pytałam, czy miał ślub kościelny, czy nie. Jestem osobą wierzącą i praktykującą, zasady Kościoła są dla mnie bardzo ważne. Jestem panną i do tej pory nie wyszłam za mąż, ponieważ wiem, że dotychczasowe związki nie przetrwałyby, nie byłyby oparte na zasadach ważnych dla mnie. Jestem osoba niezależną i świetnie radzę sobie radę, nie szukam męża dla wygody, bo najwyższy czas lub po to, aby mieć dziecko. On jest opiekuńczy, taktowny i nie naciska n a mnie. Ja w tej sytuacji nie wiem, czy mam kontynuować znajomość. On dla mnie jest bardzo dobrym przyjacielem i gdyby był wolny – nie miałabym wątpliwości, co robić. Natomiast on wielokrotnie dawał mi znaki, że jest już krok dalej, że bardzo zależy mu na mnie. Teraz wyjechał w delegację – mamy ograniczony kontakt smsowy i mailowy, ale wiem, że jak wróci, trzeba będzie z nim porozmawiać o naszej relacji. Dla mnie bliska relacja z żonatym wg Kościoła (a cywilnie rozwiedzionym) mężczyzną jest nie do przyjęcia, mogę się z nim przyjaźnić, ale co się stanie, gdy stracę kontrolę nad uczuciem? Nie chcę go ranić, bardziej angażować w relację, ani też stracić osoby, która jest mi bliska. Proszę o pomoc.

* * * * *

Proszę przeczytaj: [zobacz] Doskonale Cię rozumiem i wiem co czujesz. Mocno współczuję. Jednak przede wszystkim powinnaś znać prawdę, tzn. czy miał ślub kościelny - nie bój się o to spytać. Po drugie - jeśli go miał (co jest wielce prawdopodobne) to on sam powinien Ci o wszystkim powiedzieć ponieważ po pierwsze - tego wymaga uczciwość a po drugie - jeśli w jakimś stopniu zna Twoje zasady i światopogląd to wie, że Bóg jest dla Ciebie ważny, więc nie powinien robić żadnego kroku zanim poważnie nie porozmawiacie. Rozwijanie tej relacji w takiej sytuacji jest bowiem jak chodzenie po zaminowanym polu. A może liczy właśnie na to, że jak już się tak mocno zakochasz to dla niego poświęcisz zasady - i dlatego Ci do tej pory nie powiedział tylko próbuje się do Ciebie zbliżyć?
Kolejna sprawa to jego dziecko. Nawet gdyby był "wolny" to jest to duży problem. Może w tym przypadku trochę mniejszy bo córka jest dorosła ale zawsze to jego dziecko i łączą go z nim więzy i relacje, które nie znikną. Poczytaj odp. nr: 2885, 1669, 1847, 1848, 1986, 2523.
A przede wszystkim zacznij od artykułu. Bardzo trudna to decyzja ale koniecznie trzeba ją podjąć bo brnięcie w związek, który nigdy nie będzie pobłogosławiony przez Boga to po prostu cudzołóstwo i wielki ból niespełnienia i rozdarcia między Bogiem i zasadami a tym człowiekiem. Na szczęście to jeszcze bardzo wczesny etap znajomości, więc możesz trzeźwo ocenić sytuację. I jeszcze jedno: nie łudź się niestety, że uda się z nim przyjaźnić jeśli nie będziecie razem. To się nie udaje, a przynajmniej nie w takim układzie. On nie ma nic do stracenia więc nawet gdyby się pozornie zgodził na przyjaźń (a zawsze tak bywa!) to i tak dążyłby do związku a Ty niepostrzeżenie zaczęłabyś być od niego uzależniona emocjonalnie i ani byś się obejrzała jak de facto - on osiągnąłby to co chciał a Ty tkwiłabyś w związku niesakramentalnym. Jeśli zdecydujesz się z nim nie być - to całkowicie, bez żadnych kontaktów, bo to zniszczy Was oboje. Mówię to bardzo poważnie, uwierz w to, proszę. Życzę Ci owocnych przemyśleń, szczerych rozmów i dobrych decyzji. Z Bogiem!

  Janina, 20 lat
3172
17.03.2011  
Tak czytam i zapoznaje się z tym portalem- rzecz wspaniała -gratuluję i dziękuję Redakcji. A wszystko zapoczątkowały poszukiwania odpowiedzi. Karol poznał mnie na studiach(zaocznych) i to w dość trudnym dla mnie okresie- utrzymywałam dość bliską relację „rodzeństwa” z byłym katechetą... dzięki Karolowi zaczęłam analizować tę relację..skończyło się zerwaniem kontaktu z tym Księdzem(choć gdzieś głęboko w świadomości zastanawiam się czy postąpiłam dobrze).Jak na spotkania co 2 tygodnie Karol zaskakująco mnie poznał... utrzymywaliśmy kontakt poprzez gg, pocztę tel.-ponieważ znaleźliśmy się w jednej grupie- z jego inicjatywy..zaoferował mi swoją przyjaźń, którą na początku odrzuciłam, stwierdzeniem, że „potrafię tylko ranić”, że nie mogę....minęły ponad 2 miesiące wyznał, że mnie kocha, choć ja cały czas w to chyba nie wierzę.. usiłuję zaprzeczyć w sobie..ale najgorsza jest odpowiedź na pytanie czy ja Go kocham? wiem że sama tylko potrafię sobie odpowiedz ieć, zagubiłam się w tym wszystkim, nie miałam nigdy chłopaka i nie myślałam o tym..nie chcę próbować i czegoś udawać..a z niepewności tego co czuje ostatecznie zaproponowałam mu przyjaźń..ale boję się, że nie potrafię jej Mu dać, ze będę dawać mu może jakieś zbędne nadzieje.. może czasem pomyśli, że próbuję na siłę go nawrócić..jak budować przyjaźń w takiej sytuacji? pominęłam fakt, że dzieli nas odległość... Karol to na pewno wartościowy człowiek i mam nadzieję że w końcu znajdzie szczęście w miłości i przekona się jak blisko jego niewiary jest wiara..jedno chciałam zaznaczyć i przekazać tym, którzy może to przeczytają – ja już wiem że Św. Augustyn miał rację „gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu tam wszystko jest na właściwym miejscu”... budujcie z Bogiem każdą relację..Szczęść Boże

* * * * *

Moja Droga! Jesteś rozdarta bo on - mimo swojej mądrości i wnikliwości - popełnił błąd: zbyt wcześnie wyznał Ci miłość. Przeczytaj proszę ten artykuł: [zobacz]
a zrozumiesz jaki mechanizm zadziałał. To przyszło zbyt szybko! Ty go nie poznałaś na tyle by chcieć budować z nim relację. Może i toczyłoby się to inaczej gdyby on bez deklaracji po prostu zbliżał się do Ciebie powoli, stopniowo, gdybyście się spotykali, poznawali. A Ty zostałaś zaskoczona, przytłoczona świadomością, że on Cię kocha a Tobie wypadałoby odwzajemnić uczucia a przecież nie jesteś gotowa. Moim zdaniem warto mu właśnie o tym powiedzieć. Bo może relacja nie jest stracona ale na pewno Ty nie jesteś na takim etapie jak on, nie jesteś gotowa na to, potrzebny Ci czas. Jeśli on Ci się podoba i uważasz go za osobę wartościową to jeśli chcesz dać mu szansę - bądź z nim bardzo szczera. Spotkajcie się na żywo i porozmawiajcie. A jeśli uznasz, że to nie ma sensu to też porozmawiajcie - powiedz mu jak Ty to odbierasz. Fakt, odległość może być przeszkodą aczkolwiek nie decydującą jeśli się dobrze poukłada zajęcia. I jeszcze jedno: miłość to nie uczucia. Bo może Ty myślisz, że powinnaś "poczuć", że go kochasz? Nie, tak nie trzeba. Polecam Ci ten artykuł: [zobacz] i odp. nr 13. A może jest też tak, że on myśli, że miłość to uczucia, zakochał się i wyznał Ci miłość nieświadomy, że to tylko emocje a do miłości jeszcze daleka droga? W każdym razie poczytaj, przeanalizuj a w razie potrzeby podeślij mu te artykuły i spotkajcie się na rozmowę. Gdybyś jednak zdecydowanie stwierdziła, że nie chcesz budować z nim reakcji to nie obiecuj mu przyjaźni. Poza faktem, ze to w zasadzie nigdy się nie udaje to on by po prostu cierpiał widząc Cię a nie mając nadziei na bycie z Tobą. To byłoby zbyt okrutne. Powodzenia, z Bogiem!

  Ewa, 17 lat
3171
16.03.2011  
Witam!
3111.Moje inicjatywy nie są odwzajemnione i chcę zaprzestać dalszych starań. Ten znajomy(Wojtek) dzięki któremu zapoznaliśmy się był mną bardzo zainteresowany lecz mi nie odpowiadał i unikałam spotkań z nim(Piotrek i Wojtek są kolegami z klasy)myślę, że między nimi zachodzi wymiana zdań na mój temat. Piotrek nie poświęca mi uwagi, jeśli o coś go zapytam to grzecznie odpowie i czasem się uśmiechnie, ale zawsze się spieszy. Na początku naszej znajomości może byłam zbyt nachalna wobec Niego(zaproponowałam wspólną grę po lekcjach i bardzo często prosiłam go o pomoc). Wiem że Piotrkiem zainteresowane są również inne nieznajome mi dziewczyny gdyż niechcący usłyszałam rozmowę w szatni, że bardzo się im podoba(z tego co widzę na przerwach przebywa w gronie chłopaków i dziewczyn). Raz zagadał do mnie że nie ma nauczycielki od historii do końca tygodnia, uśmiechem odpowiada na mój uśmiech:-)Nie chce po raz kolejny prosić go o coś, gdy on nic nie oczekuje ode mnie. Piotrek bardzo mi się podoba, lecz ja nie chcę nic na siłę.Bardzo proszę o poradę.


* * * * *

No faktycznie, jeśli "zawsze się spieszy" to jeden ze znaków, że nie ma ochoty na dalszą bliską znajomość. Cóż, szkoda. Nie wyrzucaj sobie, że byłaś zbyt nachalna, bo robiłaś co mogłaś na danym etapie. No trudno, próbowałaś, nie udało się.
Teraz faktycznie zaprzestań starań. Jeśli minie jeszcze jakiś czas, w którym nic się nie będzie działo to należy sobie "odpuścić" i uznać, że to jeszcze nie ten właściwy chłopak. Przykro mi ale tak bywa. Widocznie ta prawdziwa miłość jeszcze przed Tobą. Z Bogiem!

  Anna, 24 lat
3170
14.03.2011  
Witam,
bardzo cenię sobie Wasz portal - uważam, że to wspaniałe, że z taką empatią odpowiadacie na powierzone Wam problemy.
Mój problem polega na tym, że obecnie przebywam za granicą (wyjechałam na kilka miesięcy w celach naukowych) i przez to kontakt z moim Chłopakiem jest znacznie ograniczony. Jesteśmy ze sobą prawie półtora roku, znamy się dużo dłużej i przed wyjazdem byłam pewna, że to miłość. Nie zakochanie, tylko miłość (zapoznałam się z wieloma artykułami na ten temat na stronie Adonai). Odkąd jestem za granicą, zaczęłam mieć poważne wątpliwości, czy to ta właściwa osoba, żyję w obawie przed tym, że się rozstaniemy. Wcześniej spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, bardzo dużo rozmawialiśmy i miałam poczucie, że to uczucie się umacnia i sprawia, że jesteśmy coraz lepsi. Mój Chłopak cały czas powtarza, że wszystko będzie dobrze, że on jest pewny, że czasowa rozłąka nie wpłynie negatywnie na nasz związek. Ja natomiast sama już nie wiem, co mam myśleć na ten temat - czuję się tak, jakbym była sama, jakby nie łączyła nas ta sama silna więź zbudowana na porozumieniu (nie na cielesności!) dwóch ludzi. Mo dlę się o rozeznanie w tej sprawie, natomiast nie ukrywam, jak ciężko mi z tym wszystkim. Obwiniam się, że nie tęsknię, tak jak powinnam, że zachowuję się egoistycznie, roztrząsając własne uczucia i nie próbując zrozumieć jego stanowiska. Mój Chłopak twierdzi, że przeżywa też naszą rozłąkę, ale właśnie w taki 'właściwy' sposób - tęskni i czeka na moment, kiedy się spotkamy, ale nie narzeka, bo chce być dla mnie oparciem. Tym bardziej mam przez to wyrzuty sumienia. Ja traktuję wszystko bardzo emocjonalnie, a On z kolei czasem jest aż nazbyt spokojny i dojrzały (choć wiem, że jest wrażliwy).
Dodam, że moje poprzednie związki rozpadły się z mojej inicjatywy i boję się, że tym razem też mogę skrzywdzić.
Będę ogromnie wdzięczna za pomoc, jeśli nie udzieliłam wystarczających informacji na temat problemu, mogę uzupełnić moją wypowiedź.


* * * * *

Aniu, moim zdaniem niepotrzebnie i przedwcześnie się martwisz, obwiniając o to, że niedostatecznie czujesz rozłąkę. Spokojnie. Ty jesteś kobietą i odbierasz rzeczywistość inaczej niż mężczyzna. Dla niego sytuacja jest bardziej oczywista - wie, że wyjechałaś, że wrócisz i czeka. Dla niego zatem najważniejsze są fakty. Ty zaś z daleka od niego i swoich bliskich zaczynasz roztrząsać i dzielić na czynniki pierwsze to co czujesz, co czułaś przedtem, czy tak czujesz jak powinnaś, czy to wszystko wygląda tak jak powinno itp. Niepotrzebnie. Nie dojdziesz do żadnego wniosku dopóki po prostu się nie zobaczycie. Jestem pewna, że na jego widok bardzo się ucieszysz i w jednej chwili znikną te wszystkie obawy. Zrozumiałe jest Twoje poczucie osamotnienia - czujesz się sama, bo nie są zaspakajane Twoje potrzeby bliskości, rozmowy, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa. Dlatego zaczynasz myśleć, że może nie jest to prawdziwa miłość. A Ty po prostu odczuwasz właśnie w ten sposób rozłąkę. Skupiasz się na sobie, na swoich odczuciach, bo jego nie ma przy Tobie. Więc analizujesz. Czas rozłąki zawsze jest trudny. Czasem jest potrzebny by z dystansu spojrzeć na to co nas łączy. Ale Ty nie piszesz o niczym, co byłoby nieprawidłowe w Waszym związku. Skoro tak, to po prostu jesteś rozdrażniona jego brakiem (nawet podświadomie) i jest to jak gdyby taki Twój wewnętrzny bunt przeciw tej sytuacji. Może do tego czujesz wyrzuty sumienia, że wyjechałaś, on został, więc może masz poczucie, że wybrałaś karierę, że może on ma takie poczucie, że nie jest dla Ciebie najważniejszy, zastanawiasz się nad swoimi priorytetami itp. i to jest kolejny powód wewnętrznego zdenerwowania.
To wszystko normalne. Ale moim zdaniem powodu do niepokoju nie ma, a myślisz i czujesz, bo poważnie traktujesz tę relację i Ci na niej zależy. Więc się zastanawiasz. A może też masz poczucie, że niedługo trzeba będzie coś zdecydować, podjąć decyzję o ślubie i tego trochę się boisz, bo wiesz, że to na całe życie?
Kilka miesięcy to nie koniec świata, wrócisz, może początkowo trudno będzie się odnaleźć ale po kilku dniach wszystko wróci do normy.
Ten czas zaś może być czasem umocnienia - jeśli tęsknicie, jeśli kontaktujecie się, jeśli on zapewnia Cię o swojej miłości - to pozostaje Wam przejść przez ten czas i czekać na bycie razem. Dbajcie o Wasza relację: piszcie listy, smsy, dzwońcie (w rozsądnych granicach). Jestem pewna, że nieraz będąc w jakimś miejscu poczułaś żal, że chłopaka z Tobą nie ma, że tego nie widzi, prawda? Jeśli tak - wszystko jest ok.!
A na wszelkie inne wątpliwości polecam Wam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  Ewelina, 16 lat
3169
11.03.2011  
Witam. Piszę do Pani, ponieważ mam pewne wątpliwości.
Chodzę z dwa lata starszym chłopakiem już prawie pół roku. Jednak martwi mnie jego postawa wobec Boga. On ewidentnie z nim rywalizuje. Uważa, że jeśli znowu spotka go jakieś nieszczęście, rozczarowanie itd to " Bóg ostro tego pożałuje". Myślę, że taka postawa wiąże się z tym, że w przeszłości nie miał szczęścia do kobiet. Chciałabym mu jakoś pomóc. Poprawić obraz Boga, sprawić by miał w sobie trochę pokory. Problem w tym, że nie wiem jak.

Chciałabym też przeczytać Pani opinię na temat sytuacji kiedy podczas randek każdy z własnej kieszeni płaci. Oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy chłopak coś mi postawi. Osobiście uważam, że jest to dobry układ, ponieważ ani ja, ani on nie pracujemy, a co za tym idzie nie zarabiamy pieniędzy. Co Pani o tym myśli?

I trzecia sprawa ( już ostatnia, obiecuję). Z moim chłopakiem widujemy się przeważnie raz na dwa tygodnie, czasami co tydzień. Bardzo za sobą tęsknimy... Czy to usprawiedliwia jego myślenie typowe dla mężczyzny? Na przykład, kiedy pisze że chciałby mnie pocałować, przytulić, poleżeć sobie obok mnie. Czy to jest w porządku?
Kilka razy mówiłam mu, żeby nie patrzył na mnie tylko przez pryzmat ciała, ale on obraża się odpowiadając " Ani przez chwilę tak o Tobie nie pomyślałem. Nie traktuję Cię jak rzecz".
Kiedy się spotykamy, często zdarza się, że całuje mnie po szyi. Nie zaprzeczę, że sprawia mi to przyjemność, on mówi, że jemu też. Jednak nie wiem czy to jest tak do końca dobre. Co Pani o tym myśli? Czy to jest złe jeśli sprawia nam to przyjemność ale nie prowadzi do jakiegoś podniecenia seksualnego?


* * * * *

Aż się uśmiechnęłam czytając jak Twój chłopak "rywalizuje" z Bogiem. W jaki sposób Bóg mógłby czegoś pożałować, w jaki sposób chłopak może się na Nim zemścić? Przecież to niemożliwe, a zatem to dziecinne myślenie i zastanawiam się z czego wynika. Zapewne z błędnego obrazu Boga jaki nosi on w sobie. Może mu się wydaje, że Bóg jest surowy i okrutny. Proszę daj mu zatem do przeczytania odp. nr 1180.
Co do płacenia na randkach to pisałam o tym, nawet ostatnio. Generalnie jak chłopak gdzieś zaprasza dziewczynę to powinien zatroszczyć się o to, by np. kupić bilety czy zapłacić za ciastko - no bo skoro zaprasza to normalne. Ale i ona od czasu do czasu może zapłacić za nich oboje albo - zwłaszcza na wczesnym etapie związku - mogą płacić za siebie np. kupując bilety do muzeum itp. W szczególności kiedy jeszcze nie zarabiacie to taki układ jak u Was jest w porządku.
Co do trzeciego pytania: nie tylko dla mężczyzny ale i dla każdego w związku w miarę jego rozwoju naturalne jest pragnienie bliskości. To normalne, że macie ochotę się przytulić czy pocałować. Tylko że chłopak Ci o tym pisze wprost a to wzbudza Twój popłoch, bo nie wiesz co on tam sobie jeszcze myśli. Pytasz czy to złe. Nie, nie jest to złe, tak jak nie są w ogóle złe gesty fizyczne: objęcie, trzymanie za rękę, natomiast oczywiście trzeba uważać.
Bo tak czy inaczej jak nie teraz to potem, jak nie w Tobie to w chłopaku na pewno podniecenie będą powodować. Nie ma siły, żeby nie powodowały, gdyż tak jest skonstruowany człowiek, zwłaszcza mężczyzna. Ale i to samo w sobie nie jest złe, tylko naturalne jeśli nie przekracza normalnych granic i nie jest wywoływane celowo. Co do pocałunków i innych gestów przeczytajcie proszę odp. nr: 2302, 2454, 2564, nr: 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132 - o czułości oraz 1809 - o tym co robić na randkach. Bo najważniejsze to mieć pomysł na randki, planować je. Konkretnie co do pocałunków w szyję to moim zdaniem jednak zupełnie nie czas ani miejsce na nie, to jednak bardzo erotyczny gest, szczególnie dla kobiety. Nie ma sensu zatem przedwcześnie i niepotrzebnie się pobudzać.
Polecam Wam też obojgu naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  karcia, 20 lat
3168
07.03.2011  
Witam mam 20lat od 5msc jestem z moim chłopakiem-znamy się 6. Poznaliśmy się na weselu w górach-przeznaczenie.
Wszystko było ładnie i pięknie i nadal jest.
On jest dobrym człowiekiem i 'materiałem' na męża: czuły,opiekuńczy,delikatny,wrażliwy, pracowity, zaradny, potrafi zrobić wszystko w domu jest nerwusem ale co zrobić? Życie nie ma ideałów. Denerwuje mnie w nim to,że jest takim cwaniaczkiem-w kółko żartuje-nie wiem czy z takim kimś chciałabym być, bo sama jestem raczej osobą poważną.
Choć pasuje mi jego humor to czasem nie wiem,
czy mówi serio, czy żartuje.
Tak jak ja nie lubi kłamstwa, szanuje prawde.
Zastanawiam się co zrobić?
On jest szalenie zakochany a ja...
hmm... jest mi bliski ale czy na prawde go kocham?
gdy go nie ma tęsknie, czekam za Nim..
jestem przy nim bezpieczna

Co zrobić?


* * * * *

Nie ma przeznaczenia : [zobacz] Wiesz, znacie się jeszcze krótko. To, że teraz denerwuje Cię jego specyficzne poczucie humoru to nie znaczy, że zawsze tak będzie, może właśnie kiedyś Ci się spodoba. Samo to nie jest wadą ani kłamstwem, po prostu niektórzy tacy są. Taki mają sposób bycia. I albo się to lubi albo nie. Jeśli nie wiąże się to ze świadomym i celowym mówieniem nieprawdy to nie ma powodu by wymagać od chłopaka by się zmienił. Również to, że jest cholerykiem jest cechą charakteru, chyba, że Cię wtedy rani, obraża itp. Ale jeśli wybucha a zaraz złość mu przechodzi i zdaje sobie z tego sprawę to nie jest to nic złego. No wiesz, ludzie są różni, a dwoje ludzi zawsze będzie innych od siebie i muszą się nauczyć być ze sobą i swoimi odmiennościami.
Albo się to akceptuje widząc inne zalety albo nie - i nie ma w tym nic złego. Oczywiście źle by było gdybyś zmuszała się do bycia z nim, jeśli bardzo Cię denerwuje. Jednak chyba coś Cię przyciągnęło do niego skoro jesteście razem, prawda? Trzeba się na tym skupić i odpowiedzieć sobie na pytanie co to było i dlaczego to mi się spodobało? Czego szukam w związku? A może oboje nie uświadamiacie sobie też wielu różnic między kobietą i mężczyzną? Polecam Ci odp. nr: 385, 508,798, 1387,1498, 2035, 2130,568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 oraz całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem!

  Bożena, 24 lat
3167
07.03.2011  
Dziękuję bardzo za odpowiedź (pyt. 3124).
Niestety w międzyczasie wszystko się pokomplikowało jeszcze bardziej... A w zasadzie może powinnam powiedzieć, że po prostu się skończyło. Byłam umówiona z Danielem na spotkanie, zaprosił mnie i wyglądało na to, że bardzo się z tego powodu cieszył, wszystko było super. Ale w dniu, w którym mieliśmy się spotkać nie odpisał mi na smsa z pytaniem o której mam być, nie odebrał telefonu, nie oddzwonił... Wysłałam mu smsa z pytaniem co się stało, czy mam przyjechać, potem napisałam, że jeśli nie odpisze to nie przyjadę bo nie wiem nawet o której dokładnie, no i cały dzień nie odpisał, ani nigdy potem. Już ponad dwa tygodnie się nie odzywa, ja już też się nie odezwałam. Jakiś koszmar, nie rozumiem go, nie wiem co się stało. Jeśli nie chciał ze mną się wiązać to mogę zrozumieć, mogę nawet zrozumieć, że nie miał odwagi żeby mi o tym powiedzieć, ale nie mogę zrozumieć, po co mnie zaprosił i opowiadał, jak spędzimy ten czas, skoro następnego dnia postanowił zerwać kontakt. Wiem, że z ni m wszystko ok, bo jest aktywny na gg i naszej-klasie. Nie sądzę, żeby było tak, że od początku nie chciał ze mną być, tylko chciał się zabawić moim kosztem, bo na początku na prawdę bardzo się starał, kwiaty, itd. Staram się przestać o nim myśleć, ale nie jest łatwo. Bardzo żałuję, że to akurat on był tym pierwszym chłopakiem, z którymś coś mnie łączyło, nawet jeśli to nie był prawdziwy związek. Teraz nawet ciężko mi być na niego zła, ciągle szukam dla niego usprawiedliwienia, że się wystraszył, że może ma złe wspomnienia jeśli chodzi o kobiety. Ale wiem, że to nie byłby powód, żeby tak mnie potraktować. Nie wiem, jak przestać o nim myśleć, ani jak uwierzyć w to, że kiedyś poznam chłopaka, który będzie wspaniały i który zostanie moim mężem. W końcu mam już 24 lata...


* * * * *

Oj, bardzo, naprawdę bardzo mi przykro, że tak się stało. Bez względu na wszystko mógł (i powinien!) przynajmniej Ci powiedzieć wprost kilka słów, nawet napisać, cokolwiek zrobić, byś nie czuła się tak jak się czujesz. Bardzo to nieeleganckie. No i niestety, pewne, że nic tego nie będzie i że on się wycofał, tylko jak on teraz np. spojrzy Ci w oczy jeśli przypadkiem się spotkacie? Jeśli masz jakiś kontakt do niego to może napisz kilka zdań o tym, że czujesz się bardzo źle z tym jak Cię potraktował i że nie sądziłaś, że aż tak zabraknie mu odwagi by choćby smsa Ci wysłać. Powiedz, że rozumiesz chęć rezygnacji z kontaktu ale że tak się po prostu nie robi i chcesz by wiedział, że sprawił Ci wiele przykrości i upokorzenie i że jesteś na niego zła. Oczywiście nie pokazuj jak bardzo Cię zranił, wręcz przeciwnie, pokaż, że jesteś ponad tym, ale uświadom mu, że źle się zachował. On Ci naturalnie nie odpisze ale uważam, że masz prawo go tym poinformować, bo dlaczego ma być tak, że Ty przez niego cierpisz i płaczesz? Niech przynajmniej naje się wstydu skoro nie wstydził się zachować nie tak jak trzeba. A potem już więcej do niego nie pisz. Naturalnie, rozumiem jak Ci ciężko. Poczytaj odp. nr: 241, 248, 304, 1091, 1161, 1563, 2713 o rozstaniu i o tym jak zapomnieć: 80, 526, 653, 825, może troszkę Ci ulży. A na pytanie czy jeszcze kogoś spotkasz odpowiedź jest oczywista. Jasne, że tak. Wiek nie ma tu nic do rzeczy. A jeśli już o nim mówimy to ja byłam starsza gdy w ogóle po raz pierwszy spotkałam chłopaka a męża to już w ogóle później. Będzie dobrze, uwierz. Tylko, że nie chcę Cię teraz pocieszać i mówić, że ktoś Cię kiedyś doceni bo rozumiem Twoje emocje i wiem, że masz prawo myśleć teraz dokładnie o tym. I daj sobie czas, przeżyj swoją żałobę. Gdy rana się zagoi a Ty otworzysz się na innych zobaczysz, że są jeszcze fajniejsi chłopcy. Z Bogiem!

  Martyna, 21 lat
3166
06.03.2011  
Witam Cię, Kasiu

Nie mogę sobie poradzić z otwarciem się na relację z mężczyznami. Ze wstydem i strachem spoglądam mężczyznom w oczy podczas jakiejś krótszej rozmowy. Bardzo mi to utrudnia normalne relacje. Poza chciałabym kogos poznać, nawet jest u nas we wspólnocie mężczyzna, który wpadł mi w oko, ale ja nawet nie potrafię spojrzeć mu w oczy. Kiedy zerknę, stwarza to jakies napięcie we mnie. Peszę się kiedy chłopcy spoglądają na mnie, wiem że w ich oczach jestem atrakcyjną dziewczyną, ale czasami mi to przeszkadza, nie wiem jak mam się zachować w takiej sytuacji, dlatego zamykam się na jakikolwiek kontakt. Cały czas modlę się o to by Pan Bóg uzdrowił moje relacje z mężczyznami, ponieważ w dzieciństwie byłam wykorzystywana seksualnie, a nawet padłam ofiarą przemocy seksualnej, ze strony osoby której ufałam i z którą łączyła mnie przyjaźń. Byłam już na terapii, pomogła mi ona w jakimś stopniu, ponieważ zauważyłam po sobie samej, że odczuwam mniejszy lęk przed kontaktem z mężczyznami. Jednakże nadal utrudnia mi to poznanie kogoś i zbudowania normalnej relacji. Poza tym pojawia się u mnie pewien mechanizm. Kiedy chłopak okazuje mi zainteresowanie, ja interpretuję to jako chęć bycia ze mną i zaraz się izoluję, nie wkraczam w dalszą relację. Boję się zranienia. Chciałabym teraz wyjść sama na przeciw, pokonac mój lęk i nawiązać relację z chłopakiem, który mi się spodobał, bez żadnych emocji, ale ja nawet nie wiem jak mam go zagadnąć, nie lubię robienia czegoś na siłę, zresztą juz jest postęp, bo zerkam częściej na niego, wcześniej nie miałam odwagi i wyglądało to dosyć zabawnie, kiedy odwracałam wzrok w inną stronę, dla niego to równiez mógłbyć znak, mógł stwierdzić, że jestem obojętna, zimna i niefajna. Poza tym nie wiem nic o nim. Nadal wstydzę sie podpytac kogoś o niego, jak ma na imię, ile ma lat i czy ma dziewczynę. Głupio się czuję kiedy ta osoba odrazu pomyśli, że ten chłopak wpadł mi zapewne w oko. I tak cały czas...W koło ten sam mechanizm się powtarza. Co robić?


* * * * *

Przede wszystkim poczytaj odp. nr: 421, 537, 950, 37,136, 256 i 1490, bo Twoim problemem jest też poczucie bycia gorszą (we własnych oczach) i niskie poczucie własnej wartości. Z tym trzeba walczyć, a tam podaję konkretne rady jak ćwiczyć pewne zachowania. W odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742 zaś pisałam jak nawiązce kontakt. Są to proste sposoby, nie wzbudzające podejrzenia, po prostu w miarę neutralne. Z pewnością Twoje złe doświadczenia mają wpływ na Twoją postawę i bardzo dobrze, że przeszłaś terapię. Jeśli czujesz, że potrzebujesz to nadal korzystaj z pomocy psychologa od czasu do czasu. Ja nie posiadam konkretnych wiadomości o tej sytuacji więc nie chcę też dawać konkretnych rad, bo się nie znam. Ale jeśli terapia Ci pomogła to może warto czasem skorzystać z pomocy profesjonalisty. Musisz też uświadomić sobie, że nie wszyscy mężczyźni są źli i nie każdy chce Cię skrzywdzić. Na pewno jest w Tobie duży lęk ale robisz postępy i masz dużą świadomość pewnych spraw a to dobrze wróży. Myślę, że z czasem będzie coraz lepiej. Dlatego proponuję Ci rady zawarte w podanych odpowiedziach. Pomalutku rób drobne kroczki. Jeśli nie czujesz się na siłach albo nie masz kogo podpytać o niego to nie pytaj. Sama delikatnie zbliż się do niego a jeśli on będzie Tobą zainteresowany to odczyta te sygnały właściwie. Może nawet już jest ale Twoje sygnały odpychały go i utwierdzały, że nie chcesz. Z Bogiem!

  Karolina , 23 lat
3165
06.03.2011  
Mam problem.
Studiuję z bardzo fajnym kolegą, podoba mi się od dłuższego czasu. Przez ten czas starałam się dać mu okazję do lepszego poznania mnie- zapisałam się na te same ćwiczenia co on itp. Rzeczywiście, zaczeliśmy częściej rozmawiać. Trwa to już ponad rok i nie wiem, czy do czegoś prowadzi. Jest towarzyskim człowiekiem, ma inne koleżanki i nie wiem, czy to, że, jak sam mówi, lubi mnie oznacza, że traktuje mnie tylko jak koleżankę czy też że sytuacja ma szansę się rozwinąć. Mi spodobał się bardzo szybko i wraz z poznawaniem go utwierdzam się w przekonaniu, że to fajny człowiek. Boję się jednak, że nasza relacja nie rozwinie się bardziej i pozostaniemy tylko na stopie koleżeńskiej. Nie wiem, czy warto czekać, skoro przez rok doszliśmy tylko do tego, że więcej rozmawiamy,a nigdy mnie nigdzie nie zaprosił.
Poza tym ostatnio wyraźnie zainteresował się mną inny kolega. Jestem pewna, że mu się podobam i widzę, że zabiega o moje zainteresowanie. Uważam go za fajnego człowieka, chociaż nie czuję do niego nic wyjątkowego.
Nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić- czy czekać na kolegę, który mi się podoba, nie wiedząc czy coś z tego wyjdzie skoro mija już rok i na razie to tylko relacja czysto koleżeńska? Czy może zacząć interesować się innym kolegą, po którym wiem, że zależy mu na mnie?
Obaj są mądrymi, dobrymi i wierzącymi ludźmi.


* * * * *

Hmm, skoro już rok jesteś bliżej niego, stwarzasz szanse, starasz się a nie skutkuje to bliższym zainteresowaniem z jego strony to prawdopodobnie on nie jest Tobą tak bliżej zainteresowany… Przykre to, ja wiem ale jeśli mężczyzna przez rok dostaje sygnały, że dziewczyna jest nim jakoś zainteresowana i nie wykorzystuje tego to raczej nie odwzajemnia jej zainteresowania. W odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742 pisałam o tym jak nawiązać kontakt, pewnie wykorzystałaś te rady. Być może jednak coś będzie dla Ciebie zaskoczeniem, więc poczytaj. W odp. zaś nr: 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493 pisałam o tym jak sprawdzić czy ta osoba jest nami zainteresowana.
Jeśli zrobiłaś już wszystko i nic to chyba znak, że niestety nic z tego nie będzie.
Co do drugiego chłopaka. Możesz mu dać szansę, bo nigdy nie wiadomo czym Cię zachwyci i zaskoczy i może się okazać, że nagle tamten zupełnie przestanie Cię interesować. Jednak nie rób niczego na siłę, byle tylko nie myśleć o tamtym. Metoda klina nie jest dobra, bo ani nie skutkuje ani nie jest uczciwa w stosunku do drugiej osoby. Nie dawaj mu nadziei jeśli kompletnie nie masz ochoty się z nim spotkać i Ci się nie podoba. Ale jeśli jesteś otwarta w jakiś sposób na niego a tamtym nie masz tak bardzo zajętego serca by na nikogo już nie zwracać uwagi to czemu nie, możesz pozwolić mu by działał. Z Bogiem!

  Anonimka, 25 lat
3164
05.03.2011  
Mam dość hmm... nietypowe pytanie. Czy w młodych małżeństwach, w których partnerzy są dla siebie pierwszymi partnerami także w sferze seksualnej mogą pojawić się jakieś problemy z tym związane,które da się naprawić czy też świadczy to o jakimś niedopasowaniu? Chodzi mi konkretnie o to, że nasz związek trwa już 3,5 roku i na początku w tych sprawach było ok, chociaż pierwszy raz no nie był taki jak sobie wyobrażałam. Ale teraz jest po prostu tragicznie między nami w tych sprawach :( Przez ostatni rok to mogłabym na palcach policzyć ile razy się kochaliśmy. W ogóle nie mam na to ochoty, a jak coś idzie źle, to później już w ogóle czuję się zniechęcona i w zasadzie robię wszystko, żeby uniknąć zbliżeń, siedzę dłużej w łazience i czekam aż on zaśnie, chociaż z drugiej strony myślę, że może powinnam się poświęcić, mimo że nie będzie jakoś przyjemnie, ale może z czasem wróci chociaż do tego, co było na początku. Nie wiem już naprawdę co mam zrobić :( Bardzo mnie to męczy, bo nie czuję podniecenia, nie czuję chęci na zbliżenia, zresztą w ogóle nasza miłość nie zaczęła się od zakochania z mojej strony :( Ja nie czułam jakichś fajerwerków, motyli w brzuchu i tego też mi bardzo brakuje. Nie chcę też go ranić i mówić, że jest beznadziejnie w tych sprawach między nami, bo na pewno by go to zraniło :( Czasem się zastanawiam czy z kimś innym by mi nie było lepiej, gdybym kogoś innego wybrała, może bym się zupełnie inaczej czuła, może bym wreszcie czuła to podniecenie i w ogóle to zakochanie na początku znajomości - może jednak brak tego na początku u nas teraz przynosi negatywne skutki? Bardzo proszę o pomoc.

* * * * *

Z pewnością brak zakochania, takiego klasycznego, na początku związku nie ma tutaj żadnego wpływu. Natomiast co do meritum. Oczywiście, że może być tak (a zapewne bywa często), że w młodych małżeństwach problemy mogą się pojawić - takie czy inne. Generalnie przecież współżycia należy się nauczyć. Nie jest tak, że się wie wszystko samemu z siebie. Ponadto dziewczyna często narzeka na ból, brak podniecenia - i to jest normalne. Dla niej bowiem współżycie jest mniej naturalne niż dla mężczyzny, bo dla niego wiąże się od razu z przyjemnością a dla niej najpierw z bólem i tym, że musi się oswoić. Nie jesteście zatem odosobnieni w tych problemach, jednak nie wolno Wam tak tego zostawić. Absolutnie nie jest rozwiązaniem unikanie współżycia i brak rozmowy o tym co czujecie. Wprost przeciwnie - należy próby podejmować częściej, tyle, że starać się by było jak najmniej stresująco a najbardziej przyjemnie, trzeba zadbać o komfort psychiczny (mam nadzieję, że mieszkacie sami), o czas, spokój, nastrój.
Należy dać sobie dużo czasu i nie stresować się, nie spinać, że teraz musi wyjść, nie - dać sobie prawo do tego, że próbę podejmujemy ale może nie wyjść i nic się nie stanie. Warto zastosować żel intymny - by zniwelować ból. Pomalutku, spokojnie i stopniowo uczyć się siebie nawzajem, mówić sobie co się lubi, co sprawia przyjemność a co nie. Nie wymagać od siebie od razu nie wiadomo jakich umiejętności i nie oczekiwać, że od razu będzie przyjemnie. Dać sobie prawo do błędów, niepowodzeń. Potraktować czas zbliżeń właśnie jako zbliżenie - do siebie a nie rekreację w łóżku. Nie chodzi o to, by wszystko wychodziło i było super przyjemnie. Chodzi o to, by pragnąć tak bardzo swojej bliskości by wyrażało się to aż w potrzebie fizycznej bliskości i to rozumianej nawet nie od razu jako seks tylko po prostu bycie razem i odkrywanie przed małżonkiem pomalutku siebie, sfer, których nikt nigdy nie znał. A cała reszta przyjdzie z czasem. Trzeba lat, by seks małżeński był satysfakcjonujący a i tak cały czas się siebie trzeba uczyć i zawsze coś nas zaskoczy. Nie dajcie się zwieść filmom czy literaturze, według której od pierwszego razu mężczyzn wie co robić, kobieta od razu jest zadowolona i przeżywają nie wiadomo jakie uniesienia. Absolutnie tak być nie musi, bo jak i innych rzeczy również współżycia trzeba po prostu się nauczyć. I to nie współżycia jako takiego, jako techniki tylko współ- życia z tym konkretnym człowiekiem, naszym małżonkiem. Poznać JEGO konkretne potrzeby, oczekiwania, odczucia, pragnienia a nie w ogóle poznać technikę współżycia. Polecam Wam także stronę www.szansaspotkania.net oraz książki o. Ksawerego Knotza oraz Marioli i Piotra Wołochowiczów. Poczytajcie (razem) a zrozumiecie, że do tego wszystkiego należy dochodzić stopniowo.
I przede wszystkim polecam Wam rozmowę - także na te trudne tematy. Nie w formie oskarżeń czy żalu, że się nie udaj bo to normalne, że się nie udaje tylko mówienie o swoich pragnieniach. Pomyśl jakie masz pragnienia. Bo z pewnością masz. Mogą dotyczyć właśnie wystroju, tego, by mąż czule z Tobą rozmawiał, by były dłuższe czułości, byście mieli więcej czasu itp. Powiedz o tym mężowi. Wiesz jak on się ucieszy jak zaczniesz z nim rozmowę o seksie? Ucieszy się, że Ci na tym zależy i z przyjemnością będzie się starał spełnić Twoje pragnienia. Zostawcie sobie też te próby na weekend kiedy jest więcej czasu a nie na sam wieczór kiedy wiadomo, że trzeba się wyspać, by rano wstać do pracy. Nie zniechęcajcie się niepowodzeniami. Trzeba naprawdę lat, by współgrać ze sobą w tej dziedzinie. Ale jest to jak najbardziej możliwie, tylko nie zamykajcie się na siebie, bo nic SAMO się nie zrobi.
Ne unikaj męża, bo to krok do oddalenia się do siebie. Zamiast tego mów mu czego pragniesz tak najbardziej. No i jeszcze jedno: aby było dobrze we współżyciu musi być dobrze w życiu. Mama nadzieję, że nie ma między Wami nieporozumień, które podświadomie zniechęcają Was do siebie? Że pamiętacie o sobie nawzajem, o swoich potrzebach, że dbacie o rozwój swojej miłości? Bo od tego wszystko się zaczyna. Zresztą poczytajcie proponowana literaturę z zrozumiecie wiele spraw. Nie ma ludzi niedopasowanych seksualnie z natury, są tylko Ci, którzy nie wiedzą o tym, że tego dopasowania trzeba się uczyć. Powodzenia! Z Bogiem!

  Marysia, 17 lat
3163
05.03.2011  
Witam Redakcjo! Otóż mój problem dotyczy pewnego chłopaka, którego lepiej poznałam w czerwcu zeszłego roku. Wcześniej mijaliśmy się w szkole na korytarzu, a nawet chodziliśmy razem na dodatkowy francuski, ale myślę że może tego nie pamięta bo to było ok 3 lata temu. Więc /poznaliśmy/ się w czerwcu, później przez całe wakacje się nie widzieliśmy. Od września jesteśmy w relacji na zasadzie /Cześć, co słychać/ Tylko kilka razy rozmawialiśmy dłużej, dlatego że ja nie jestem zbyt rozmowna i rozkręcam się dopiero gdy znam kogoś lepiej. Poza tym on ma mnóstwo znajomych. Jednak przechodząc do sedna to dziwactwo tej sytuacji polega na tym że on jest zupełnie inny niż ja, a mimo to spotykają mnie rzeczy które jednoznacznie kierują moją osobę na niego, Ręka Boża, Opatrzność. Na przykład ta sytuacja z czerwca, to był zupełny przypadek że go wtedy spotkałam, raz wpadłam na niego na osiedlu (on mieszka zupełnie gdzie indziej), innym razem jak byłam u lekarza to spojrzałam raz za okno i on akurat wtedy przechodził tamtędy i jest wiele innych sytuacji tego typu. Nie mogę wyczuć jego uczuć, raz uśmiecha się a innym razem mnie ignoruje. Mimo że zwykle jest pewny siebie to w stosunku do mnie nie wie jak się zachować. To są tylko moje przeczucia i nie jestem ich pewna. Nie wiem co o tym myśleć bo on jest zupełnym przeciwieństwem mnie i nie wiem czy by mnie rozumiał, jednak bardzo go lubię bo jest przesympatycznym człowiekiem, jednocześnie na siłę staram się nie zakochać... Proszę o jakąś rade..

* * * * *

A może po prostu spróbuj nawiązać z nim kontakt? Albo się rozczarujesz i zakochanie samo Ci przejdzie albo wprost przeciwnie, znajdziecie wspólny język. Najlepiej zrobić jakiś krok, by się przekonać, a nie zastanawiać się i domyślać przez cały czas. Oczywiście próby muszą być delikatne, ale pretekst do rozmowy macie, znacie się z widzenia więc będzie łatwiej. Skorzystaj z rad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742.
Z Bogiem!

  klara, 19 lat
3162
03.03.2011  
Witam;) mam na imie Klara . Prosze o porade ..moja sytuacja wyglada nastepujaco..
mam chlopaka jest mily i kochany gdy jestesmy razem okazuje mi swoje uczuvcie. widujemy sie tylko w weekendy bo on studiuje wiec przez cale 5 dni w tygodniu sie nie widzimy..
i wlasmie w ciagu tych dni on tak jakby sie ode mnie oddala..nie wiem, moze ja to wyolbrzymiam..ale pisze do mnie kilka sms dziennie i to jest tylko zwykle 'co tam'.. ja oczekuje wiekszego zainteresowania. najgorsze jest to ze mieszka z rzema'lokatorkami' wsrod ktorych jest jego byla;/ nie chce ze mna rozmawiac przez tel..bo sadzi ze one go podsluchuja..
nie wiem co mam sadzic o tej sytuacji..moze zwyczajnie jesTem zazdrosna? Chcialabym sprawdzic czy jemy rzeczywiscie na mnie zalezy tak jak mi to mowi..bo czesto mowi ze mnie kocha..ale ja nie tak czesto to zauwazam


* * * * *

Moim zdaniem powinniście ustalić, że np. wieczorem rozmawiacie kilka minut, tak by usłyszeć swój głos. Natomiast kilka smsów dziennie to też dowód zainteresowania - szczególnie jak na chłopaka.
Bo wiesz, on jako mężczyzna też inaczej tego kontaktu potrzebuje. Dla niego jest normalne, że intensywnie spędza czas w weekend z Tobą a tygodniu każde z Was zajmuje się swoimi sprawami. On nie czuje jako mężczyzna potrzeby takiego kontaktu jak Ty. Tak to już jest i nie ma co walczyć z naturą. Natomiast możesz mu powiedzieć czego Ty potrzebujesz i ustalcie coś co Wam wspólnie będzie odpowiadało.
Co do mieszkania z lokatorkami to przyznam, że jestem zdziwiona, naprawdę to nieciekawy no i chyba krępujący dla wszystkich układ. Pomijając kwestię byłej dziewczyny w ogóle sądzę, że nie jest to zdrowe. Czy naprawdę nie ma kolegi z którym mógłby zamieszkać? Podsłuchiwanie to też śmieszna wymówka - najlepiej po prostu umówicie się na konkretną godzinę i on np. na 15 minut wychodzi na spacer i wtedy z Tobą rozmawia. Albo wracając z zajęć. Nie musi przecież rozmawiać z Tobą w domu, bo na pewno byłoby to krępujące.
Polecam Ci też te artykuły: [zobacz], [zobacz] i te odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 o różnicach w psychice i oczekiwaniach.
Z Bogiem!

  Sylwia, 25 lat
3161
02.03.2011  
Jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka. Jesteśmy razem już prawie dwa lata, a ja wciąż myślę o tamtej Jego dziewczynie. Rozstali sie rok wcześniej niż my się poznaliśmy. Nie wiem co mam robić ze sobą, czuje że to niszczy to co jest między nami. Znam Jego hasła różne, zaufał mi a ja tego zaufani anadużywam. Czytam stare maile, stare smsy, i płaczę, że dla mnie taki nie jest, że mi tak ładnei nie piszę. Po prostu jestem zazdrosna. Nie mogę o niej zapomnieć, ciągle myśle że jej też mówił że kocha i w ogóle. To Ona z nim zerwała. Wydaje mi się że gdyby chciała do niego wrócić to On by chciał - mimo że zaprzecza. WIem że to jest mój problem, a nie Jego,ale... ciężko i z tym uczuciem. Skłania mnie ono do robienia rzeczy których robić nie powinnam. Jak sobie z tym poradzić?

I jeszcze mam jedno pytanie. Czy skoro jest taka sytuacja czy mogę wymagać od mojego chłopaka, żeby usunął te maile i smsy?


* * * * *

Po pierwsze: przeczytaj sobie odp. nr: 24, 377, 1343, 1385, 2208 o zazdrości, bo to Twój główny problem. A teraz spójrz na to z boku. Żyjesz i katujesz się przeszłością, czymś czego już nie ma. Sama się nakręcasz i zanurzasz w smutku i żalu i z lubością się w tym paprzesz. Tylko pytanie po co? Bo widzisz, tak jak można kochać swoje wyobrażenia o kimś zamiast konkretnej osoby tak też można nienawidzić swoje wyobrażenia. I Ty właśnie tak robisz. Tyle, że niepotrzebnie zużywasz energię na coś co nie istnieje. Przecież Twój chłopak gdyby naprawdę nie dał sobie rady z uczuciem do tej dziewczyny to by (nawet nie mogąc z nią być) nie był z Tobą. Ciągle by ją wspominał, oglądał zdjęcia, wzdychał. Robi tak? Nie. No to uwierz mu, że sobie poradził i że to zamknięty rozdział. Zaufaj mu. Bo Ty mu nie ufasz i nie wierzysz. A skoro tak to na czym opierasz swoją miłość do niego, na jakich podstawach? Miłość to zaufanie i szacunek. Zdaje się, że tego nie żywisz w stosunku do swojego chłopaka gdyż prześladujesz go swoją zazdrością i nieufnością.
Dziwię się bardzo, że udostępnił Ci swoje hasła i pozwala przeglądać to wszystko. Na jego miejscu po prostu zabezpieczyłabym hasłem ten katalog i już. W zasadzie sama poproś go by to zrobił i żeby Cię nie korciło by tam zaglądać. Inna rzecz, że on nie powinien - też ze względu na to, by Ci nie było przykro - w ogóle Ci tego pokazywać. A może to Ty na nim to wymusiłaś i dla świętego spokoju się zgodził?
W żadnym razie nie masz prawa żądać by to skasował. Przecież to część jego życia, jego przeszłości, w dodatku mówiąc językiem komputerowym - nieaktywnej. Czy Ty byś chciała by Tobie ktoś kazał skasować coś ze swego życia? Inna rzecz, że on sam powinien coś z tym zrobić. Albo sam skasować albo - jeśli nie chce to ukryć, szczególnie, że tak to na Ciebie działa. Bo po co robić Ci przykrość? To nawet nietaktowne, by pokazywać co się komuś innemu kiedyś mówiło.
Ja nie wyobrażam sobie, by mój mąż zażądał tego ode mnie. Ja takie rzeczy trzymam zamknięte i ani jego nie katuję ich pokazywaniem ani on - z szacunku do mnie - nie wymaga bym się tego pozbyła.
Po prostu sobie ufamy i szanujemy. Chłopak Cię kocha, ufa Ci. Uszanuj to i przestań siebie i jego dręczyć nieistniejącym bo w końcu tego nie wytrzyma.
Koniecznie poproś go by zrobił z tym porządek, zabrał Ci do tego dostęp i zacznij się cieszyć tym co masz zanim to stracisz. Z Bogiem!

  Ja, 19 lat
3160
01.03.2011  
Po jakim czasie spotykania się ze sobą powinny pojawić się pierwsze fizyczne gesty (przytulenia, delikatne pocałunki, chodzenie za rękę)? Spotykam się z chłopakiem jakieś 3 miesiące, zaczynamy myśleć o sobie coraz poważniej, zaczyna nam na sobie coraz bardziej zależeć, staramy się poznawać jak najlepiej swoje wnętrza, charaktery, czyli tworzyć ten związek od jakiś fundamentów, ale nie ukrywam że coraz bardziej brakuje mi tej zwykłej fizycznej bliskości. Naszą "granicą" jak na razie jest delikatne cmoknięcie w policzek, oprócz tego nie mogę liczyć na żaden inny gest. Zawsze mi się wydawało, że to mężczyźni są tymi bardziej niecierpliwymi w tej kwestii, natomiast w naszej relacji mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Inna kwestia: czy dziewczynie wypada jakoś subtelnie przełamać taką barierę czy lepiej spokojnie czekać na działanie chłopaka?

* * * * *

No wiesz, reguły nie ma. Wszystko zależy od konkretnych osób, ich potrzeb i oczekiwań. Naturalnie nic na siłę, bo można kogoś wystraszyć. Bardzo fajnie, że chłopak jest taki delikatny i że nie naciska. Być może on się boi zrobić czegoś więcej bo nie wie jak Ty to przyjmiesz, nie chce wystraszyć Ciebie. Na tym etapie na jakim jesteście te gesty są w zasadzie wystarczające, ale rozumiem, że Ty potrzebujesz czegoś więcej.
Oczywiście bardzo delikatnie możesz dać mu to do zrozumienia, np. dotknąć jego ręki. Jeśli on też będzie tego chciał odbierze to jako zachętę. Możesz "przez przypadek" na chwilkę go objąć albo pogłaskać po głowie. Wtedy będzie wiedział, że tego potrzebujesz, że się nie boisz. Polecam Ci też odp. nr: 773, 800, 804, 1051, 1677, 1701, 1907, 1958, 2132
o czułości i nr: 2302, 2454, 2564 o pocałunkach, może tam też znajdziesz coś ciekawego. Z Bogiem!

  Agata, 19 lat
3159
26.02.2011  
Witam, Mam taki mały problem. Otóż chodzę z chłopakiem niecały rok. On jest kochany i naprawdę bardzo dobry dla mnie. Jest jednak młodszy o rok nie jest to dla mnie raczej przeszkoda bo rok to jest naprawdę nic. Jestem pewna, że chcę ze mną być, ponieważ zrobiłby dla mnie wszystko. Z tym , że jest on bardzo wrażliwy kiedy się tylko pokłócimy mówi mi że bezemnie to stoczy. Kłotnie jedak są coraz częstsze, czepia się mnie o wszystko a ja jestem bardzo nerwową osobą i wpadam w szał. Rodzice bardzo go lubili teraz przestali widząc jak się ze mną kłóci. Czepia się już taki jest bardzo zazdrosny. Do tego dochodzi peeting wobec którego ja mam wyrzuty sumienia. On uważa że to nic złego i że wszyscy tak robią. Źle się z tym czuje tym bardziej że on co jakiś czas porusza temat sexu a ja poprostu chcę zachować czystość do momentu zawarcia związku małżeńskiego. W modlitwach powiedziałam Panu Bogu: Boże zachowaj mnie dziewicą nawet jeśli miałabym się z nim rozstać.
I chyba tak właśnie zrobił. Ponieważ zaczęliśmy się coraz częściej kłócić a ja myślę nad rozstaniem choć nie chcę tego:(
Proszę o odpowiedź. Z góry dziękuje.
Pozdrawiam


* * * * *

Co do czystości: przeczytajcie oboje ten artykuł: [zobacz] Tam są wszelkie argumenty.
Jeśli ważny jest dla niego Bóg i zasady to zrozumie. Jeśli Ciebie szanuje to zrozumie. Jeśli nie zrozumie to będzie oznaczało, że nie kocha Cię tylko pożąda. I własny egoizm przedkłada nad Twoją wartość. To nie tędy droga.
Co do kłótni: o co się kłócicie? Bo to zasadnicza sprawa. Co jest przyczyną? Różnice poglądów, drobiazgi? A może wynika to z różnic w psychice miedzy Wami o których nie amcie pojęcia i oskarżacie się niepotrzebnie? Przeczytaj te odpowiedzi: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519. A może on jest sfrustrowany Twoją odmowa współżycia, jest zdenerwowany i dlatego się czepia o wszystko?
Trudno mi coś konkretnego doradzić, bo nie wiem o co chodzi. Tym niemniej ludzie powinni ze sobą rozmawiać a nie kłócić się. Jak jest problem czy różnica zdań to każdy mówi jak to widzi i słucha drugiego. Nie oskarża, nie mówi "zawsze", "nigdy" itp., mówi o tym co on czuje, czyli np. nie "robisz mi na złość" tylko "jest mi przykro gdy tak do mnie mówisz" - dajemy odczuć że nam przykro nie oceniając drugiego. Bo naszych uczuć zakwestionować nie można, prawda? Mamy prawo tak się czuć. Słuchamy siebie nawzajem i idziemy na kompromis. I potrafimy się przepraszać, przyznawać rację.
Gdy tego nie ma- nie ma dojrzałości do budowania relacji. Gdy jedna strona przeciąga drugą na swoją, gdy musi postawić na swoim - to nie jest gotowa do związku.
Co do zazdrości zaś poczytaj odp. nr: 24, 377, 1343, 1385, 2208.
Poczytaj i pomyśl. Polecam Ci tez te artykuły: [zobacz], [zobacz] o wzajemnych oczekiwaniach.
Życzę dobrej decyzji, z Bogiem!

  Mela, 22 lat
3158
26.02.2011  
1. Często pisze Pani tutaj o prawie pierwszych połączeń. Czy prawo to występuje tylko wtedy, gdy doszło do stosunku, czy także w momencie, gdy między dwojgiem osób doszło do pieszczot, pettingu (w zasadzie, czy określenie pieszczoty równoważne są z pettingiem?) Niestety grzeszyłam kiedyś w ten sposób i zastanawiam się nad tą kwestią. Czy można nazwać jakimkolwiek darem moje "dziewictwo". Dodam jeszcze, że kiedyś także miałam problem z masturbacją. Czy jeśli się z tym skończyło trzeba o tym powiedzieć komuś z kim się związuję? Bałabym się odrzucenia.
2. Jestem na etapie poznawania kogoś. Chłopak pisze do mnie, czasem dzwoni (choć widzieliśmy się tylko raz, a teraz przez pewien krótki czas nie możemy się spotkać). Widzę, że zależy mu na tej znajomości. Odpowiadając na pytania mówi Pani, że to chłopak powinien starać się o dziewczynę, być zdobywcą i zgadzam się z tym. No ale właściwie to jak ja mam się zachowywać? Specjalnie nie zgodzić się na spotkanie, by on musiał trochę o mnie powalczyć? Przecież to jakieś głupie gierki.
3. Jeszcze temat czystości. Jak walczyć od początku w nowym związku o czystość. Niby wiele odpowiedzi czytałam, jednak ja boję się, że pod wpływem tego, że ktoś staje mi się bliski znów powróci problem z czystością. Chłopak wydaje się być porządny, z zasadami, więc mam nadzieję, że będzie o to dbał, jednak wiem, że ja również muszę się starać, bo przecież mogę grzeszyć choćby myślami i na to on nie będzie miał wpływu. Jak się ogarnąć?


* * * * *

Wiesz, nie wiem dokładnie jak to jest z pettingiem, może należałoby zapytać specjalisty, z pewnością zostawia to jakieś ślady, jednak generalnie prawo pierwszych połączeń dotyczy konkretnie współżycia, tzn. oddania się sobie całkowitego. Nawet zatem jeśli cokolwiek w psychice Ci zostało (a zostało pewnie coś negatywnego - ponieważ był to grzech, ponieważ wiedziałaś że to złe, to dotyk, nawet przy współżyciu małżeńskim może być dla Ciebie podświadomie podszyty strachem - czy to co robię jest ok.? czy może tak nie można?) to nie można tego porównywać z oddaniem się sobie podczas współżycia. Twoje dziewictwo zatem ma naturalną, pierwotną wartość i powinnaś nadal je traktować jak coś cennego, jako dar. Dziewictwo zresztą nie jest tożsame z czystością. Ty dziewictwo zachowałaś, problem miałaś z czystością, ale walczysz z tym - i dobrze. Polecam Ci też te artykuły:
[zobacz]
[zobacz]
Mówić o tym nie musisz, to sprawa grzechu - a zatem między Tobą a Bogiem. Chyba, że chłopak spyta wprost albo pośrednio to nie kłam, ale powiedz, że był taki problem ale to się skończyło. Jednak moim zdaniem nie masz obowiązku mówić o swoich grzechach komukolwiek jeśli nie dotyczą i nie będą dotyczyć one bezpośrednio Waszej relacji (jakby to było ze współżyciem). Przecież Ty też nie oczekujesz od nikogo, by o swoich grzechach Ci opowiadał, prawda? Jeśli jednak to wyjdzie to mów prawdę, bez szczegółów i z odpowiednim przekazem - że ten problem został już rozwiązany. Tak, chłopak powinien starać się o dziewczynę a dziewczyna powinna na jego starania odpowiadać jeśli jej zależy. Chodzi o to, by to nie dziewczyna wszystko robiło, wszystko proponowała, narzucała się chłopakowi, decydowała za niego i prowadziła go za rączkę we wszystkim tylko by on starał się o nią, czuł się przewodnikiem w związku, dawał dziewczynie oparcie i poczucie bezpieczeństwa. By ona nie czuła się sfrustrowana, że jak sama nie zrobi kroku to on też nie.
Oczywiście, że masz się z nim umawiać jak proponuje! Nigdy nie napisałam, że dziewczyna ma odmawiać dla zasady. Absolutnie. Sama też może cos proponować, nawet może pierwsza zainicjować znajomość, pisałam o tym w odp. nr 1306.
Żadnych gierek, żadnej obłudy, chcesz - spotykasz się, czujesz że on Ci się podoba - to sama tez wychodzisz z inicjatywą, po prostu nie narzucać się tylko nadmiernie, nie mówić pierwsza "kocham" itp. Po prostu nie być w związku facetem.
Co do trzeciego pytania to właściwie odpowiedziałam w pierwszym - poczytaj te artykuły.
Musicie walczyć o czystość oboje i od początku. Jeśli on jest wartościowym chłopakiem to zrozumie i uszanuje i Tobie będzie łatwiej, będziesz miała motywację.
Módl się po prostu codziennie o czystość, a przed każdą randką to już koniecznie. Proś Boga o pomoc. A jak się zdarzy upadek to nie rezygnuj, powstawaj, walcz dalej bo warto!
Polecam Ci też całą naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
gdzie znajdziesz jeszcze inne odpowiedzi na Twoje pytania.
Z Bogiem!

  Tomasz, 40 lat
3157
25.02.2011  
Jestem kawalerem. Związałem się z rozwódką (ona ma ślub kościelny, wzięła jedynie rozwód cywilny,mąż żyje), mającą dziecko. Moja rodzina jest stanowczo przeciwna temu związkowi. Związek nie jest sformalizowany, jedynie się spotykamy. Czy jest jakiś sposób, aby z taka osobą móc żyć zgodnie z zasadami wiary katolickiej? Podczas rozmów z nią dochodzimy do wniosku, że nawet potrafilibyśmy się powstrzymać przed współżyciem. Kocham ją bardzo,ona mnie też. Proszę o wyczerpującą odpowiedź, jestem całą tą sytuacja psychicznie przybity, to trwa już kilka lat. Bóg Zapłać, Tomek.

* * * * *

Rozumiem Cię doskonale jednak nie ma możliwości byście żyli "zgodnie z zasadami wiary katolickiej" jeśli ją wiąże ślub kościelny. Być może jednak należałoby się przyjrzeć czy nie ma podstaw do stwierdzenia nieważności tego małżeństwa. Jeśli jednak nie to niestety zawsze będzie to między Wami związek niesakramentalny, bez względu czy weźmiecie ślub cywilny czy nie. I jako osoby żyjące w takim związku nie będziecie mogli przystępować do sakramentów. Nie uwierzę też (przepraszam ale nie uwierzę), że Ty jako dojrzały mężczyzna mieszkając z kobietą którą kochasz pod jednym dachem powstrzymasz się od współżycia. I ona też się powstrzyma? Śpiąc z Tobą w jednym łóżku? Zresztą jaką będziecie mieli motywację żeby się powstrzymać skoro i tak nie będziecie mogli wziąć ślubu kościelnego?
A jeśli będziecie chcieli mieć dzieci? To co?
A gdyby nawet tak było to zauważ, że w opinii społecznej wyglądacie jak konkubinat a przystępujecie do Komunii. I ludzie myślą że tak można albo że Wy popełniacie świętokradztwo. A nawet pomijając opinię publiczną. Jaki przykład dajecie temu dziecku, którego matka podczas chrztu zobowiązała się wychować w wierze katolickiej? Przecież to dziecko będzie rosło w domu gdzie Ty mieszkasz z jego matką nie będąc jego ojcem ani mężem tej matki. I jaki to przykład? Wiem, że to bardzo trudne, wiem naprawdę.
Ale dlatego, że takie trudne nie należy tej rzeczywistości komplikować jeszcze bardziej.
Dlatego proszę przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
Tam wszystko wyjaśniłam. Życzę Ci dużo siły i odwagi życia Bogiem. Pomyśl co dla Ciebie najważniejsze i co dla Ciebie jest najważniejsze w relacji z tą kobietą. Jeśli kochasz ją i chcesz jej dobra to pomyśl też o jej zbawieniu. I podejmij taką decyzję, by był to wyraz prawdziwej miłości. Szczerze Ci współczuję, bo wiem co przechodzisz. Módl się o światło Ducha św. o siłę i mądrość. Odwagi! Z Bogiem!

  Dagmara, 19 lat
3156
24.02.2011  
Jak wszyscy tu piszący mam problem i chwilowo nie mogę na niego spojrzeć obiektywnie,wiec proszę o rade.Opisze w skrócie sytuację.
Mieszkam razem z moim chłopakiem w akademiku i dogadujemy się chodź czasem jedno dla drugiego jest jak wrzód na tyłku;)
Wczoraj miałam bardzo ciężki dzień- stres przed egzaminem z chemii którego nie zdałam i przez własna ciekawość zobaczyłam trailer horroru który mnie tak obrzydził i wystraszył że spędziłam 2 godziny na wymiotowaniu w kibelku.
Kiedy poszłam pod prysznic dostałam ataku panik i przybiegłam do pokoju żeby szukać u niego wsparcia i co zobaczyłam?
ON oglądał pornole!Ze złości rzuciłam w niego grejpfrutem i wykrzyczałam że go nienawidzę. Wróciłam się kapać-podczas kąpieli miałam przemyślałam sprawę,niby nic takiego pornole dużo ludzi to ogląda,ale ja uważam ze to złe. Poza tym ,,pani z pornola'' miała i ma chudsze nogi ode mnie i zgrabniejsze wszystko itd.Dostaje teraz nerwicy i nie mogę się patrzeć na jedzenie i jeść i ogółem czuje się nie kochana i zdradzona tak jakby.


* * * * *

A może zacząć od postaw w Waszej relacji?
Polecam te artykuły:
[zobacz]
[zobacz]
oraz naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Oczywiście jego zachowanie było niedopuszczalne i nie chodzi o chudsze nogi tej pani (naprawdę wierzysz, że te kobiety tak wyglądają w rzeczywistości?), pisałam o tym w odp. nr: 998, 1764. Ale zacząć należy od postaw: co jest dla Was obojga wartością? Co cenicie? Jaki macie światopogląd? Czego nawzajem od siebie oczekujecie? Na ile poważna jest Wasza relacja?
Razem mieszkając i zapewne współżyjąc Ty swoją postawą pozwalasz na nieszanowanie Ciebie, swojego ciała, dajesz mu od razu to co mu się nie należy. Więc on może myśli, że skoro w relacji z Tobą nie musi sobie odmawiać niczego to nie robi nic złego oglądając pornografię. Bo skoro nie żyjecie w czystości to co go wiąże? Nic. Słusznie czujesz się zdradzona natomiast on pewnie nie wie o co Ci chodzi. A chodzi o to, że patrzy na kobietę przedmiotowo, jednak tak samo patrzy na Ciebie współżyjąc z Tobą bez ślubu.
Moim zdaniem brak między Wami szacunku i zaufania, brak też określenia podstaw i zasad a może i charakteru Waszej relacji. Należy zacząć od początku dlatego najpierw przeczytajcie to co Wam poleciłam.
Z Bogiem!

  Kasia, 23 lat
3155
24.02.2011  
WItam, jestem z moim chłopakiem już prawie 2 lata. Problem mam taki, że wg mnie On jest pracoholikiem. Z jednej strony cieszę sie że jak jest sam to się nie nudzi, że samemu mu dobrze i zawsze znajdzie coś o czym chciałby poczytać, czego chciałby się dowiedzieć - jest informatykiem do tego wiec dużo czasu spedza przy kompie. Ja wiem, że to wszystko są wartościowe rzeczy tylko, że a chyba jestem o to wszystko zazdrosna. Oboje jeszcze studiujemy, ja na 4 On na 5 roku. Jak mi przyjaciólka opowiada jak to jej chłopak zara po pracy do niej przyjeżdża i razem spędają bardzo dużo czasu - no każdą możliwą chwilę - to mi przykro. Bo Paweł jak do mnie przyjeżdża to zostaje na 3,4 h a potem chce wracać do siebie bo tam ma dużo ciekawych rzeczy do zrobienia. Jak Go długo w mieszkaniu nie ma (sam mieszka) to mu źle i chce tam wrócić - żeby po prostu w nim pobyć. On jak zmęczony jest to nie woli przyjść do mnie żebyśmy się poobijali razem tylko woli iść na mieszkanie włączyć tv i sobie poleżeć. Chciałąbym żeby moje serce i moja ocecność były dla niego domem. Żeby przy mnie było mu lepiej niż w mieszkaniu. Czuje się przez to strasznie niekochana. Nie czuje się najważniejsza tylko jak jakiś dodatek do Jego planów oi zainteresowań... nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Starałam się z nim rozmawiać, ale nie wiem jak to wytłumaczyć... przykro mu że Go porównuje do innych ;(

* * * * *

Hmm, informatycy to specyficzny "gatunek" - zawsze sobie coś znajdą do roboty. Tyle, że to nie pracoholizm tylko konkretne zainteresowania - i z jednej strony to bardzo dobrze. Bo lepiej żeby chłopak się nie nudził tylko tworzył coś konstruktywnego. Nie do zniesienia są sytuacje kiedy ludzie nie mają zajęć ani zainteresowań , randki nie są planowane, rozmawiać nie ma o czym a wolny czas spędza się z piwem i przed telewizorem albo na imprezach.
Tyle, że oczywiście przesada w drugą stronę też nie jest dobra. Bo źle gdy ktoś nie potrafi spędzić dnia bez włączenia komputera, jeśli nic innego go nie interesuje, jeśli wszystkie inne chwile uważa za czas stracony.
Pytanie mam takie: co robi Twój chłopak na komputerze? Bo jeśli faktycznie coś tworzy (strony internetowe, prowadzi jakiś portal lub forum, jest grafikiem, programistą itp.) to w porządku ale jeśli jest to po prostu siedzenie w Internecie to już gorzej. Ale zakładam pierwszą możliwość. Jak często się spotykacie? Jeśli kilka razy w tygodniu i spędzacie 3-4 godziny dziennie to… akurat. Na tym etapie znajomości to naprawdę jest odpowiedni czas. Przecież nawet w małżeństwie nie spędza się ze sobą 24 godzin a po pracy tak naprawdę nie ma się zbyt wiele czasu dla siebie (z pewnością dużo mniej niż podczas spotykania się czy narzeczeństwa).
To, że jak chłopak jest zmęczony nie przychodzi do Ciebie tylko chce odpocząć - to normalne! Mężczyźni tak mają. Ciesz się, że tak jest bo jeśli przyszedłby zmęczony do Ciebie (dlatego, że Ty sobie tego życzysz) to byłby zły - że nie może odpocząć i że Ty coś od niego chcesz. Prawdopodobnie skończyłoby się to awanturą dotyczącą nierozumienia wzajemnych potrzeb i zarzucaniem sobie egoizmu. Podkreślam, to zupełnie naturalne, że jak mężczyzna jest zmęczony to chce odpocząć SAM. I po ślubie to się też nie zmieni. To że czasem też chce pobyć sam, coś porobić - to też normalne. Ludzie, którzy mają zainteresowania potrzebują takiego czasu.
Nie porównuj go do nikogo a zwłaszcza do chłopaka przyjaciółki. Po pierwsze nie wiesz na ile ona mówi prawdę, żeby pokazać się z dobrej strony, po drugie - może jej chłopak po prostu nie wie co ze sobą zrobić i "z braku laku" cały czas u niej siedzi. No a jak siedzi to co robią? Co ona Ci opowiada? Po prostu siedzą i tyle? Moim zdaniem lepiej spotkać się właśnie na 3 godziny ale mieć wtedy zupełnie dla siebie czas, wspólnie gdzieś pójść, coś razem zrobić, porozmawiać a wszelkie inne sprawy załatwić wcześniej, żeby nad nami nie wisiały i nie przeszkadzały.
Moim zdaniem nie masz powodu do niepokoju. Twój chłopak po prostu jest bardzo męski i do tego ma ścisły, techniczny umysł i zainteresowania. I nie ma co z tym walczyć. Naturalnie, jeśli go więcej czasem potrzebujesz to powiedz mu o tym - ale konkretnie: że wtedy i wtedy chciałabyś z nim gdzieś iść czy się spotkać itp. a nie mów abstrakcyjnie, że za mało czasu razem spędzacie. Bo on może też nie wiedzieć jakie kobieta ma oczekiwania i potrzeby. Dlatego mu mów i idźcie na kompromis. On na pewno chętnie coś dla Ciebie zrobi czy z czegoś zrezygnuje - ale nie każ mu się domyślać, że potrzebujesz więcej czasu z nim spędzać - na to nie wpadnie! Nigdy też nie mów mu, że ktoś inny zachowuje się tak i tak i że on też by mógł - poczuje się sfrustrowany i pomyśli, że nie jest odpowiednim kandydatem dla Ciebie skoro nie spełnia Twoich oczekiwań.
Ale poza tym nie widzę tu nic zbytnio niepokojącego, powiem więcej - podobnie wyglądała moja relacja przed ślubem a i po ślubie też tak bywa, bo mój mąż też jest informatykiem :
Wiele rzeczy wynika z nieznajomości odmienności naszych płci i mamy do siebie pretensje o rzeczy od nas niezależne i normalne, polecam Wam zatem odp. nr: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519.
A Ty? Jakie masz hobby? Zainteresowania? Co lubisz robić? Może po prostu wtedy kiedy się nie widzicie zajmij się innymi sprawami i czymś co lubisz to nie będziesz zazdrosna i nie będziesz myśleć, że on Ci robi na złość albo że Cię nie kocha. Bo to nieprawda. On po prostu jest mężczyzną, takim prawdziwym i konkretnym.
Polecam Wam te artykuły o wzajemnych oczekiwaniach: [zobacz], [zobacz] oraz naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Czasem trzeba poczytać o sobie nawzajem by się zrozumieć, a czasem trzeba po prostu konkretnie powiedzieć o swojej potrzebie. I nie porównywać się z nikim, bo to nie ma sensu. Z Bogiem!

  Ania, 31 lat
3154
23.02.2011  
Witam
Mam na imię Ania i jestem po ślubie prawie pół roku. Mój problem polega na tym że z mężem nie prowadzimy życia seksualnego, nie mogę się też do niego zbliżyć bo za każdym razem mnie odpycha twierdząc że jest chory albo coś go boli. Wiem że mnie kocha bo to czuję, ale nie wiem jak do niego dotrzeć. Dodam że on ma już 43 lata (co prawda nigdy mi tego nie powiedział, ale po zachowaniu czuję że to będzie dla niego pierwszy raz).
Pozdrawiam i bardzo proszę o odpowiedz w jaki sposób z nim o tym porozmawiać.


* * * * *

Czy dotychczas w ogóle nie współżyliście? Czy rozmawialiście na ten temat przed ślubem? Czy w ogóle? Ani o współżyciu ani o tym, że jesteście dla siebie pierwsi? Nie poruszaliście tematu czystości? Czy on zakłada, że będziecie mieli dzieci? Czy cierpi na jakąś chorobę? Czy masz pewność, że nie ukrywa przed Tobą, że jest impotentem (tak to niestety wygląda).
Koniecznie wejdź na stronę www.szansaspotkania.net i napisz o tym problemie do o. Knotza. Problem jest poważniejszy niż się wydaje i w tej chwili nawet na pierwszy rzut oka istnieją postawy do stwierdzenia nieważności tego małżeństwa. Jeśli się kochacie i na sobie Wam zależy koniecznie trzeba skorzystać z pomocy specjalistów i wyjaśnić o co tak naprawdę chodzi, bo jego wymówki są tylko wymówkami. Nie jest normalne, że dojrzały mężczyzna nie chce w ogóle współżyć po ślubie. Nigdy na niego w żaden sposób nie działałaś? Aż trudno mi w to uwierzyć. Koniecznie zasięgnij porady o. Knotza, ewentualnie innego specjalisty (katolickiego). No i potem przeprowadź z mężem poważną rozmowę - jak widzi Wasze zbliżenia. Co naprawdę jest przyczyną niechęci? Czy nie chce mieć dzieci? Powiedz o swoich odczuciach i potrzebach. Może potrzeba jakiegoś leczenia a może kryje się za tym coś poważniejszego. Tu trzeba zupełnej szczerości, bo chodzi o całe Wasze życie. Z Bogiem!

  Marta, 16 lat
3153
23.02.2011  
Hej! Właśnie przeczytalam książkę ' miłość czy Miłość'(swoją drogą byłabym wdzieczna za nadesłanie mi aresu e-mai do autorow tego dzieła) w rozdziale 19 pdt. 'rozstanie' wyczytałam, że jeśli chłopak przy dziewczynie nie jest 'silny', a ja czuję się przytłoczona to źle rozumiemy miłość. Jestem z moim chłopakiem już ponad 2lata nie licząc przerw(krótkich zresztą) ,naprawdę go kocham (z wzajemnością) i wiem, że jeśli powiedziałabym mu, że czuje sie przytłoczona jego problemami(ktore, moim zdaniem czasami za bardzo wyolbrzymia) to on już nigdy by mi się nie zwierzył, i nie mowił mi o swoich problemach jak dotychczas aby tylko nie wywołać we mnie tego uczucia po raz drugi.
Proszę o radę jak mu to powiedzieć w ten sposob by nie stracic jego zaufania, a on nie stracil we mnie oparcia.
Z gory dziekuje:*


* * * * *

Chodzi o to, że chłopak nie może "uwieszać się emocjonalnie" na dziewczynie, obarczać ją nadmiernie swoimi problemami i odczuciami, oczekiwać od niej rozwiązywania swoich problemów i rad na każdym kroku. Oczywiście, że w rozsądnym wymiarze to jest potrzebne i normalne, ale generalnie chłopak nie może przerzucać ciężaru odpowiedzialności za swoje i wspólne życie na dziewczynę. Nie może oczekiwać, że to ona będzie podejmować wszelkie decyzje, pamiętać o wszystkim co ważne, załatwiać wszystkie sprawy i wychodzić zawsze z inicjatywą. To on musi chcieć być tym przewodnikiem, dawać oparcie i poczucie bezpieczeństwa.
Nie wiem co konkretnie przeszkadza Ci w zachowaniu Twojego chłopaka, jakiego rodzaju rozmowy prowadzicie i co to są za problemy.
Moim zdaniem powinnaś mu podsunąć przeczytaną książkę a także kupić książkę "Dzikie serce" Johna Eldredge, która mówi właśnie o mężczyźnie, o jego charakterze, o jego cechach, o tym jak mężczyzna powinien stawać się mężczyzną. To pierwszy krok. On po tej lekturze powinien zrozumieć swoją rolę. Możesz też rozmawiać z nim o tym jak Ty widzisz jego rolę w związku. Zawsze chwal go za to co robi męskiego, proś go o pomoc, proś by podejmował decyzje. Oczywiście powiedzenie mu wprost, że Cię przytłacza to nie najlepszy pomysł, ale możesz np. gdy znów opowiada Ci o czymś zapytać go jak on to widzi, jaki ma pomysł, zapewnić, że wierzysz, że znajdzie rozwiązanie, że jest mądry itp. Za każdym razem najpierw zachęcaj go by sam pomyślał co może zrobić. Oczywiście wysłuchaj, powiedz co myślisz, ale zapewnij, że sobie poradzi, że Ty się nie znasz, że z pewnością on podejmie dobrą decyzję. I jak ją podejmie - pochwal. Być może Twój chłopak nie widzi tego problemu dlatego trzeba uświadamiać mu to pomału i ostrożne, by się nie zraził. Nie chodzi o to, by się nie zwierzał, tylko, by nie tworzył poczucia, że to Ty musisz o wszystkim decydować i pomagać mu jak dziecku. Zauważ też jak on reaguje na Twoje problemy. Czy Ci doradza, czy proponuje rozwiązanie, czy zapewnia, że będzie Cię wspierał. Jeśli nie - to może czuje się bezradny wobec trudności i jeszcze nie dojrzał do tworzenia związku i swojej w nim roli? W każdym razie pomału próbuj kierować jego działania na samodzielne tory, zapewniając, że da sobie radę. Z Bogiem!
A Jeśli chodzi o kontakt do autorów książki to jest właśnie taki, przez ten formularz lub na maila: redakcja@adonai.pl
Z Bogiem!

  Marta, 26 lat
3152
23.02.2011  
Dzień dobry
chciałabym uzyskać radę w sprawię mojego chłopaka i mnie:) jesteśmy ze sobą od ponad roku, poznaliśmy się w duszpasterstwie, niestety ja już skończyłam studia i musiałam wrócić do domu ponieważ w mieście w którym studiowałam nie znalazłam pracy! on został bo jest na 5 roku. Borykamy się od dłuższego czasu z grzechem nieczystości co do dotyku i całowania! zawsze jednak mamy postanowienie, że następnym razem tego nie zrobimy a i tak upadamy:( jest mi z tym źle:( chodzimy do spowiedzi modlimy się ale jakoś nam nie wychodzi:( od kiedy przeprowadziłam się do domu to widujemy się tylko w weekendy ponieważ nasze miejscowości są od siebie oddalone 100 km! ja chodzę do pracy a on na studia! niestety ostatnio się dowiedziałam, że mój chłopak był na imprezie i tam powiedział jednej dziewczynie, że wygląda sexy nie powiedział mi o tym tylko dowiedziałam się z jego komórki bo czytamy swoje smsy! czuję się bardzo z tym źle bo uważam, że nie powinno się mówić takich rzeczy obcym dziewczyną! on twierdzi, że to tylko był komplement ale mnie to bardzo zraniło! pozdrawiam:)


* * * * *

Jak również nie powinno się nawzajem czytać swoich smsów, bo to dowód braku zaufania.
Ale po kolei: co do czystości i całowania polecam ten artykuł: [zobacz] i te odpowiedzi: 2302, 2454, 2564
Jak przeanalizujecie oboje te argumenty, porozmawiacie o nich to z pewnością wypracujecie jakieś zasady. Najważniejsze to mieć do siebie zaufanie i akceptować się wzajemnie, wtedy nie ma podejrzeń, domysłów, potrzeby sprawdzania, nie ma też potrzeby dowartościowywania siebie ani innych osób skoro ma się swoją ukochaną.
Zadajcie sobie pytanie czy tak naprawdę sobie ufacie, macie w sobie oparcie, wiążecie ze sobą swoją przyszłość? Czy macie wspólne oczekiwania i poglądy?
Pomocą może być dla Was też ta książka: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z Bogiem!

  Ajka, 21 lat
3151
22.02.2011  
Witam!
Poznałam przez internet chłopaka, jednak jest on z tego samego miasta, w którym studiuję. Pisaliśmy ze sobą, jednak do spotkanie doszło przypadkowo w... kościele. Teraz musiałam wyjechać, ale za 2 tygodnie wracam i mamy się spotkać, a na razie piszemy i nawet dzwonił do mnie ten chłopak. Wszystko fajnie tylko, że mam wiele obaw:
- jestem około pół roku po zakończeniu dosyć trudnego związku- czy nie za wcześnie na umawianie się? (wiem, że do tamtego człowieka już nie chciałabym wrócić, myślę, że mam wolne serce)
- w poprzednim związku miałam problem z zachowaniem czystości, a także borykałam się z grzechem samogwałtu, jednak od ponad 2 miesięcy żyję w czystości i chcę w niej trwać. Boję się tylko, że jeśli połączy mnie coś z tym chłopakiem, to problem z czystością znów powróci, bo już teraz towarzyszy mi jakieś podniecenie, gdy o nim myślę i paradoksalnie, gdy chcę poczytać teksty o czystości np. na tej stronie to również pojawia się pewien rodzaj podniecenia. Jak sobie z tym radzić?
- jak ma się rozwijać ta znajomość? Chciałabym, żebyśmy się spotykali, poznawali i powoli stawali się przyjaciółmi. Nie chcę byśmy od razu byli, jak to teraz mówią, takimi "zakochańcami". Wiem, że to chłopak ma być przewodnikiem, jak jednak sprawić by ta relacja tak się rozwijała, a jednocześnie nie sprawić, by ten chłopak czuł się odrzucony (nie znam go na tyle i nie wiem jak on pokieruje tą znajomością, na razie widać, że mu zależy). Czy na wczesnym etapie znajomości są jakieś gesty, które będą dobre, a nie niszczące? Jak zachować się, gdy np. będzie chciał mnie złapać za rękę, a ja będę zdania, że jeszcze nie czas? Nie chcę by czuł się odrzucony, ale nie chcę też by cokolwiek działo się za szybko. Właściwie kiedy jest moment na pierwsze gesty?
- jak zachować zdrowy rozsądek i pewien dystans? Już sporo myślę o nim, nie chcę jednak rzucić się w wir tej znajomości, chciałabym by wszystko działo się powoli, spokojnie, nie było szalone, a raczej takie dojrzalsze.


* * * * *

Oj, tyle pytań, że musiałabym pisać tu i pisać. Dlatego polecam Ci naszą książkę: gdzie są wszystkie odpowiedzi na te i inne pytania: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Z tego co piszesz wszystko masz poukładane i dlatego jest szansa na naturalny i dobry rozwój tej relacji. To bardzo dobrze, że masz wątpliwości i pytania i dobrze, że od razu robisz dobre założenia. Ważne jest byście się po prostu spokojnie poznawali.
Dlatego przeczytaj tę książkę, tam bardzo wiele i szczegółowo pisałam na ten temat. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej