Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi
Jacek Pulikowski
O miłości myślą, mówią i marzą wszyscy, lecz jakoś mało konkretnie. Tymczasem Jacek Pulikowski - konkretnie, po męsku - określa ścisłe zasady koniecznego przygotowania i niezbędnych wyrzeczeń, reguły gry i kryteria zwycięstwa, by każdy wiedział, co musi zrobić, ile z siebie dać, aby w swoim życiu WYGRAĆ MIŁOŚĆ... » zobacz więcej




  tomasz, 28 lat
3250
03.10.2011  
Witam. Mam bardzo duż problem. od roku jestem żonaty własnie urodził nam się synek. kocham ich, ale tez kocham soją byłą dziewczyne, które również jest w związku i ma synka. byliśmy wspaniałą parą ale nam nie wyszło teraz znów czujemy do siebie bardzo duże uczucie, ale nie chcemy skrzywdzić naszych rodzin. jak mamy dalej żyć?

* * * * *

W zgodzie z przysięgą małżeńską i świadomym i dobrowolnym związaniem się z kimś wybranym przed Bogiem i ludźmi. Odwagi, odpowiedzialności i konsekwencji życzę w raz dokonanym wyborze. Z tamtą dziewczyną zerwij kontakty, bo małżeństwo to nie zabawa.

Swoją drogą niedojrzałe jest kierowanie emocji ku byłej dziewczynie w momencie kiedy jesteś już i żonaty i jesteś ojcem. To nie są dla Ciebie największe wartości? Nie cieszą Cię, nie są dla Ciebie najważniejsi tak, by młodzieńcza miłość pozostała tylko miłym wspomnieniem? Jesteś odpowiedzialny za to co stworzyłeś i daj temu dowód poprzez męskie podejście do tematu i - gdy trzeba - zdecydowanie za oboje - i siebie i byłą dziewczynę o braku dalszych kontaktów, bo wyraźnie nie służą one teraz niczemu dobremu.

Z Bogiem!

  magda, 21 lat
3249
25.09.2011  
Piszę, ponieważ mam pewnien problem, który bardzo mnie dręczy. Dla niektórych może się on wydawać śmieszny, ale mi naprawdę ciężko jest z tym żyć. Otóż chodzi o to, że nie jestem atrakcyjną dziewczyną, nie mam powodzenia u chłopaków a nawet mogę powiedzieć, że oni w ogóle nie zwracają na mnie uwagi.Staram się dbać o siebie a także inwestuje w szare komórki ale pewnych rzeczy nie zmienę.Czuję się przez to okropnie, cały czas patrzę na szczęście moich koleżanek, które poznają chłopaków, są kochane, układają sobie życie.Nie ukrywam,że bardzo mnie to boli,że ja mam o wiele mniejsze szanse na znalezienie milości niż te ładne dziewczyny, może nawet minimalne szanse.To mnie bardzo niszczy,staję sie przez to złą osobą, najzwyczajniej w świecie im zazdroszcze. jak z tym walczyć? jak sie z tym pogodzic?
Nie oszukujmy się wyglad w miłości jest bardzo ważny aczkolwiek nie najwazniejszy. Boję się, że nawet jeśli ktoś mnie zaakceptuje, to nie będzie ze mną w pełni szczęśliwy, bo będzie mu brakowało tego piękna.Myślę także,że ja sama nie moglabym być z kimś kto nie podoba mi się takze fizycznie. Zastanawia mnie czy np miłość może przyjsc z czasem, nawet jesli nie podoba nam sie ta druga osoba ale po jakims czasie przyzwyczajamy sie do niej. Moja kolezanka była w takiej sytuacji, nie kochała chłopaka na początku ale po kilku miesiącach chodzenia nagle twierdzi ,że sie zakochała. Wiadomo też, ze męzczyzni to wzrokowcy, czy jeśli chłopak związal by sie z taka mało atrakcyjna dziewczyną czy nie brakowało by mu ciągle tego piekna w swojej dziewczynie?
Bardzo prosze o zrozumienie mojego problemu i odpowiedz. z góry dziekuje.


* * * * *

Droga Magdo! Jeśli ktoś się z Tobą zwiąże to zrobi to świadomie. I zrobi to dlatego, że Ty cała, taka jaka jesteś będziesz mu się podobała. Tak, mężczyźni to wzrokowcy, to prawda i prawdą jest też to, że w Twoim wieku bardziej się na wygląd zwraca uwagę. Ale to mija. Chłopcy troszkę później to odkrywają niż dziewczyny. Więc pomyśl sobie, że tak naprawdę część Twoich koleżanek jest z kimś może tylko dlatego, że są ładne. A nic więcej za tym nie idzie i może te związki nie przetrwają? A Twój związek będzie dojrzalszy i oparty na czymś więcej niż tylko uroda.
Nawiasem mówiąc, jestem przekonana, że wcale taka "najgorsza" nie jesteś i jeśli robisz co możesz to pozostaje Ci zaakceptować fakt swojego wyglądu. Dlatego chłopak, który się z Tobą zwiąże będzie miał wspaniałą, akceptującą siebie dziewczynę. Naturalnie, że w wyglądzie drugiego człowieka też musi nas coś pociągać, musimy czymś się w nim zachwycić. Ale fizyczność to nie tylko piękno, to też uśmiech, sposób mówienia, zachowania, poczucie humoru...
I jest możliwe też to, co mówi Twoja koleżanka - że po paru miesiącach związku zakochała się bardziej w swoim chłopaku - po prostu odkryła, że może mimo braku urody ma on inne wspaniałe cechy i nimi się zachwyciła. Do tego stopnia, że ten brak urody przestał jej przeszkadzać, a wygląd jej chłopaka jest dla niej tak naturalny, że się go nie wstydzi a może nawet jest dumna, bo on jej się po prostu - jako całość - podoba. Czego i Tobie szczerze życzę.
Polecam Ci także naszą książkę, w której znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem!

  Dońka, 23 lat
3248
24.09.2011  
W pytaniu 3170 napisała Pani "A może też masz poczucie, że niedługo trzeba będzie coś zdecydować, podjąć decyzję o ślubie i tego trochę się boisz, bo wiesz, że to na całe życie?"

Proszę coś wiecej o tym napisać... Jestem z chłopakiem już ponad dwa lata i chyba właśnie taką presję czuje że już powinnam byc zdecydowana - a ja wciąż mam wątpliwości. Chyba nie jestem jeszcze gotowa na ślub... jakoś tak się podświadomie stresuje tym.


* * * * *

Jeśli denerwujesz się myślą o ślubie, jeśli czujesz strach, bo jak sama piszesz - nie jesteś jeszcze gotowa to widocznie...tak jest.
2 lata, szczególnie w Twoim wieku to nie jest jakoś strasznie długo. Czy Twój chłopak już naciska na ślub? A może Ty po prostu boisz się momentu, że on nagle się oświadczy i nie będziesz wiedziała co zrobić. Jeśli tak się zdarzy i Ty nie będziesz pewna i nie będziesz czuć radości to - po prostu szczerz mu o tym powiedz! Powiedz, że go kochasz i chcesz z nim być ale na ślub dla Ciebie troszkę za wcześnie i poproś go o trochę czasu. Niech Ci go da. Ty go przez to nie odrzucisz, nie przestaniesz kochać. Ty nie zanegujesz Waszego związku - Ty tylko przekażesz mu, że na małżeństwo i związane z tym obowiązki jeszcze gotowa nie jesteś. Najważniejsza jest szczerość, bo najgorsze co byś mogła zrobić to przyjąć oświadczyny ze ściśniętym sercem i na 2 tygodnie przed ślubem zastanawiać się czy dobrze robisz... Z Bogiem!

  Magdalena, 22 lat
3247
21.09.2011  
Jest coś, co bardzo mnie rani, nurtuje, a wręcz nerwowo wyprowadza z równowagi (i z tego, co wiem - nie tylko mnie). Coś, z czym niestety spotykam się nawet na tym portalu, a jest to zupełnie nielogiczne... A mianowicie: jak można mówić, że w seksie chodzi o miłość, skoro tak naprawdę niemalże wszystkim ludziom chodzi w nim tylko i wyłącznie lub przede wszystkim o podniecanie się przyjemnością i zaspokajanie popędu? Jak można mówić o miłości w seksie, skoro bez podniecania się doznaniami i zaspokajania się to niby współżycie "z miłości" uznaje się za nieudane i beznadziejne? I to ma być rzeczywiście miłość, tudzież wyrażanie miłości?! Bzdura! A zarazem niestety zupełnie pozbawione logiki, ale jakże wygodne kłamstwo... Gdyby we współżyciu rzeczywiście chodziło o miłość, to prawdziwą i pełną radość sprawiałoby małżonkom rzeczywiście samo wyrażanie tej miłości, bliskości i czułości, niezależnie od doznań!!! Ale skoro ludzie są głęboko sfrustrowani współżyciem bez podniecania się doznaniami czy przez brak orgazmu, to znaczy, że takim osobom w tym akcie nie chodzi wcale o żadną miłość, o żadne wyrażanie miłości, lecz przede wszystkim (choć znając realia, wypadałoby raczej napisać: 'tylko i wyłącznie') o przyjemność i zaspokajanie się! Jakim niby cudem współżycie bez jęczenia z przyjemności i zaspokajania się może być beznadziejne i do niczego, skoro podobno chodzi w nim o miłość, o wyrażanie uczuć, o czułość oraz poczucie bliskości?! No jakim cudem?! Najbardziej jednak boli mnie to, że Państwo temu wtórujecie (i jednocześnie sami sobie przeczycie...) - a jest to zupełnie nielogiczne. No chyba że nielogicznym jest w ogóle mieszanie seksu z miłością - to wtedy wszystko staje się jasne...
Jeśli czymkolwiek Państwa uraziłam, to z całego serca przepraszam. Po prostu poczułam ogromną potrzebę zwrócenia na to uwagi, ponieważ niesamowicie mnie to boli... :(


* * * * *

Nie wiem do jakiego konkretnie tekstu, artykułu lub odpowiedzi się odnosisz. Ale tak generalnie: seks to domena małżonków, tak? Zatem chodzi o dwoje ludzi, którzy naprawdę się kochają skoro swoją miłość wyrazili przed Bogiem i świadkami i zdecydowali się być ze sobą całe życie. Seks małżeński zatem ma miejsce między ludźmi, dla których miłość jest czymś oczywistym i im nie chodzi wyłącznie o zaspokojenie popędu i przyjemność tylko o wyrażenie swojej miłości także fizycznie. Podkreślam "także" bo naturalnie, że małżonkowie przede wszystkim wyrażają swoją miłość na co dzień bliskością i czułością zupełnie nie erotyczną. I to im daje autentycznie radość, tak! A kto powiedział, że nie? Kto powiedział, że w małżeństwie to tylko seks? Absolutnie, to tylko malusieńki procent wspólnego życia! A poza tym po prostu takie jest życie, że natłok spraw, pośpiech i codzienność po prostu nie pozwalają na nieograniczoną bliskość fizyczną. Jednak małżonkowie z racji sakramentu mają do niej PRAWO. Zauważ także, że celem małżeństwa jest rozwój miłości małżeńskiej I zrodzenie i wychowanie dzieci. Dlatego też Bóg tak to urządził, że aktowi seksualnemu towarzyszy przyjemność. Inaczej nie byłby on zupełnie atrakcyjny skoro wynikałyby z niego tylko obowiązki...
A że ludzie sprzeciwili się planowi Bożemu i nic nie robiąc sobie z sakramentu małżeństwa zaczęli uważać, że mają prawo do seksu bez małżeństwa i w dodatku potrafią oddzielać także naturalne konsekwencje aktu w postaci prokreacji poprzez stosowanie środków antykoncepcyjnych to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że z seksu zostaje tylko to co napisałaś na początku - egoizm, chęć zaspokojenia popędu i przyjemność. Do tego właśnie ludzie dążą, niestety. Ale Bóg pierwotnie wcale nie tak to widział... Z Bogiem!

  Słaba, 17 lat
3246
20.09.2011  
Witam!
Przeczytałam bardzo uważnie artykuł "Zakochałam się w księdzu". Tak, Mam ten sam problem. Czytałam już wiele na ten temat i muszę przyznać, że ten artykuł jest fantastyczny! Bardzo rzadko spotykam się z tak "zdrowym" podejściem do tematu. Częściej można się spotkać z wypowiedziami "szatan zesłał to na Ciebie, będziesz potępiona" itp.
Zupełnie zgadzam się z tym, że ksiądz nie powinien się przyjaźnić z nastolatkami. Znam Go już ponad 3 lata. Przyjaźnimy się, z Jego inicjatywy. Wydawało Mi się, że jest dla mnie jak brat... I przegapiłam moment kiedy Go pokochałam. Ale to nie ważne. On o niczym nie wie i nie mam zamiaru Go tym obarczać. Czy mam do Niego żal? Chyba nie... Mam żal do sobie. Mam czasami żal do Boga, że postawił Go na mojej drodze. Modlę się, by zniszczył to uczucie... i nic. Więc mam myśleć, że nie obchodzi Go to o co proszę? mam nadzieję, że jednak obchodzi. Wszyscy wokół mówią zapomnij, zerwij kontakt. Ja pytam JAK? Jak zostawić przyjaciela! Czy Jego to nie zrani? Myślę, że tak i to bardzo. Jak decydować za dwie strony jednocześnie, jak? Co powiedzieć kiedy stanie w drzwiach i zapyta "Dlaczego"? Jak spojrzeć później w oczy człowiekowi, którego ból w oczach sama wywołałaś? Chyba nie jestem na tyle silna...


* * * * *

Wiesz, połowa sukcesu za Tobą bo uświadamiasz sobie to wszystko i w gruncie rzeczy wiesz co zrobić. Tylko myślisz, że jemu tym sprawisz przykrość. Być może wywołasz zdziwienie a nie chcesz się tłumaczyć. Ja to rozumiem. Najpierw jednak musisz uznać, że przyjaźń w tej relacji to jest z Twojej strony. On nie jest zaś dla Ciebie przyjacielem, choćby sam to tak definiował. Ale może nawet by się zdziwił gdyby ktoś mu tak powiedział, bo może dla niego jesteś jedną z wielu młodych osób do których ma tak serdeczne podejście. Co zrobić? Rozluźnić więzy POMAŁU. Nie zrywać od razu bo nietrudno się zorientować, że coś jest nie tak a Ty przypuszczalnie nie chcesz się tłumaczyć. Więc myśląc też o sobie, o swoim dobru pomału rezygnuj z tego co mniej ważne, z tak częstych spotkań, z dużego zaangażowania aż niepostrzeżenie zostanie tylko to co musisz. Stopniowość tego działania nie wywoła zdziwienia i podejrzeń. I nie bój się o jego odczucia. On naprawdę sobie poradzi, bo on jest dla wielu. On nie oczekuje od Ciebie więcej niż jesteś mu w stanie ofiarować jako jedna z wielu osób, które zna. To Tobie wydaje się, że tak jest ale z jego męskiej strony, w dodatku księdza tak to nie wygląda. On znakomicie sobie poradzi. Myśl o sobie i odwagi! Z Bogiem!

  Mała, 19 lat
3245
17.09.2011  
Ponad rok temu poznałam bardzo fajnego chłopaka. Piszemy ze sobą często, jednak prawie wcale się nie spotykamy (czasem przelotnie gdzieś się zobaczymy). Problem jest w tym, że oboje jesteśmy nieśmiali. Rozmowy przez Internet na początku nam nie szły, teraz jest w porządku. Tylko mi to nie wystarcza. Uważam, że nasza znajomość nie będzie się dalej rozwijała, jesli nie będzie się działa w rzeczywistości. Bo niby się znamy, ale w rzeczywistości nasza relacja jest daleko za tą "internetową". Potrzebuje takiego normalnego kontaktu, chociaż bardzo się wstydzę. Wydaje mi się, że chciałby się spotkać i daje mu do zrozumienia, że ja też chcę, ale nic z tego. Zaproponowałanym mu spotkanie, ale ne chcę się mu narzucać.

* * * * *

Ale zaryzykuj i "się narzuć" i zobacz jaka będzie reakcja. To nie jest narzucanie, że po roku pisania proponujesz spotkanie. To on powinien je zaproponować ale z jakichś względów tego nie robi. Więc zrób Ty. Inaczej będziecie tkwić w czymś co jest budowane na wyobrażeniach i możecie bardzo się rozczarować. Więcej na ten temat w tym artykule: [zobacz] Z Bogiem!

  Marta, 24 lat
3244
09.09.2011  
witam. mój problem jest następujący proszę o jakąś wskazówkę bo sama sobie nie radzę.od 8 lat kocham byłego chłopaka,który mnie zostawił właśnie 8 lat temu, powodem było to że przez moją nieśmiałość nie pokazałam mu swojego prawdziwego uczucia. Wciąż go kocham i zawsze będę to się nie zmieni.pracowałam nad sobą ,tylko on dociera do mojego serca i wiem że ja mogę mu zapewnić tego czego on szuka . to wszystko utrudnia mi życie . niewiem już sama może życie po prostu ma być ciągłą tęsknątą , ale jak sobie pomyśle że nigdy nie będę szczęśliwa w małżeństwie to masakra. ale cóż... pozdrawiam

* * * * *

Naturalnie, że życie nie może być ciągłą tęsknotą za nieosiągalnym i zupełnie nie widzę powodu dla którego nie miałabyś być szczęśliwa w małżeństwie. Będziesz, jak najbardziej, bo jeśli zdecydujesz się na ślub to gwarantuję Ci, że nie będzie to pochopna decyzja ani klin na tego chłopaka tylko prawdziwa miłość, która będzie tak wielka, że będziesz chciała z tym kimś iść przez życie. A o swoim byłym chłopaku i tym uczuciu nie będziesz myśleć, bo jego miejsce zajmie ktoś inny. No tylko, że Tobie teraz się wydaje, że to niemożliwe, że nigdy nie przestaniesz go kochać. Ale spokojnie. Najpierw zapytam co to znaczy, że nie pokazałaś mu swojego prawdziwego uczucia. Tzn. nie chciałaś się z nim spotykać, wykręcałaś się, nie reagowałaś na jego wyznania? Jeśli tak było to oznacza tylko, że nie byłaś gotowa na związek i na wyznanie miłości a jeśli tak nie było to w czym rzecz? Bo chyba nie myślisz, że miałaś go obsypywać codziennie wyznaniami i robić wszystko, by z Tobą został? Jeśli on Cię zostawił i przez te 8 lat nie chciał wrócić to prawdopodobnie wcale już o Tobie nie myśli a na pewno nie kocha. Więc czy warto rozpamiętywać to wszystko tak długo i tracić kolejne szanse na prawdziwa miłość? No tak, bo jeśli masz serce nim zajęte to nawet jak ktoś by się pojawił to Ty nie będziesz chciała go poznać bliżej bo ciągle będziesz żyła wyobrażeniami o tamtym. Tak, wyobrażeniami, bo zakładam, że przez te lata to jednak nie byliście w bliższej relacji, prawda? Więc Ty budujesz teraz jego obraz na tym co było jak miałaś 16 lat! A to już zupełnie inny człowiek! I Ty też jesteś już inna! Weź to pod uwagę. Mogłabyś się bardzo rozczarować gdyby jakimś sposobem on nagle do Ciebie wrócił. Po jednym dniu mogłabyś uznać, że to straszna pomyłka i po co właściwie zmarnowałaś tyle lat myśląc o nim.
Uznaj za fakt to, że: ten związek się skończył. On nie chce z Tobą być. To jego wolna decyzja i do niczego go nie zmusisz. Młodzieńczą miłość fajnie powspominać ale nie można niczym Marta z "Nad Niemnem" całe życie żyć wspomnieniami i rozmyślać co by było gdyby - tylko żyć tym co jest teraz i mieć oczy szeroko otwarte na innych. Bo może Bóg chce przed Tobą postawić kogoś wartościowego ale Ty wcale nie masz na to ochoty i bronisz się i zasłaniasz a za kolejne 8 lat będziesz żałowała straconych okazji. Uwolnij swoje serce, proś Boga o to a na pewno odetchniesz i zaczniesz żyć naprawdę. Polecam Ci także odp. nr: 441, 868 o wyobrażeniach.

Z Bogiem!

  Janek, 22 lat
3243
05.09.2011  
Są różne rodzaje miłości: bliźniego, nieprzyjaciół, między dziećmi i rodzicami, miłość Boga do ludzi, ludzi do Boga i wreszcie miłość oblubieńcza. Czy związek dwojga ludzi ma zawsze dążyć do tej ostatniej? Skąd się ma ona brać - z emocji, zakochania? Czy pojawia się ona dopiero po ślubie? Czy w ogóle przed ślubem można mówić "kocham Cię" ?- skoro wiadomo że nie chodzi o miłość bliźniego tylko oblubieńczą. Jeśli tak to powinno być całkowite oddanie sobie czyli współżycie - więc chyba nie. A więc jak w dniu ślubu powiedzieć "ślubuję Ci miłość" - czy ona w tym momencie powstaje? Podsumowując w którym momencie powstaje miłość oblunińcza i jak, z czego i czy jest to jedyna miłość tworząca związek?

* * * * *

Odpowiedź na wszystkie Twoje pytania zawarłam w tym artykule: http://adonai.pl/milosc/?id=37
a kiedy wyznać miłość tutaj: http://adonai.pl/milosc/?id=120
Poczytaj, z Bogiem!

  Sylwia, 30 lat
3242
05.09.2011  
Mam kolege z pracy ktory jest starszy o 11 lat. Jest to mężczyzna po tzw. przejściach. Ma niepelnosprawnego syna z nieformalnego zwiazku. Z drugą mieszkal też w nieformalnym związku przez 8 lat. W kraju w ktorym mieszkam i pracuje jest to pewnego rodzju "standard". Jet to wartościowy facet ale balam jego przeszłości. Moja karta życia jest "czysta" i jestem bez bagażu doświadczeń. Wiem, że ja jemu taz się podobałam, ale strach przed jego przeszłością mnie paralizował. Nigdy taż dlatego nie dalam mu poznać że móglby zaistnieć w moim życiu jako ktoś wyjątkowy. W międzyczasie on poznał o 9 lat starszą od siebie kobietę z 3 dzieci ( też po przejściach)i po jakimś czasie się zaręczył. W trakcie ich zaręczyn i przygotowań do ślubu ktoś z pracy mu powiedział o tym że on mi się podoba( ja nikomu z pracy nie mówiłam o tym że mi sie podoba). Miałam wrażenie, że zaczyna się do mnie bardzo zalecać i zabiegać o względy. Z jednej strony mi to imponowało i cieszyłam się a z drugiej czułam niesmak (bo caly ten czas planowal swój ślub - słyszałam jak romawiał z innymi ludzmi o torcie ślubnym) Podobno czekal aż mu powiem o moich do niego uczuciach na podstawie czego odwołałby ślub. Czy to nie jest tak, że jak się już dowiedział o moich odczuciach to on powinien dążyć do rozmowy w miejscu intymnym gdzie możemy być sami, a nie gdzieś w kącie w pracy??? On już wziął z nią ślub cywilny, ale nadal często czuje że szuka mnie wzrokiem. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie wiem co o tym myśleć. Teraz jestem w pracy wyśmiewana za brak odwagi i konserwatywność.

* * * * *

Wiesz, całe szczęście, że już jest "po fakcie" i on ten ślub wziął. Bo z Twojego listu wynika, że związek dla niego to nie jest odpowiedzialność za drugiego człowieka i rodzinę, nie jest to coś co buduje na fundamencie jakichś wartości, że o wierze to już nie wspomnę ale po prostu swego rodzaju "okazja", przyjemność. Popatrz, jeśli on nie potrafił utrzymać dwóch związków i nawet teraz w trakcie wiązania się z kolejną kobietą ciągle w pewien sposób Cię kokietuje to czy to jest dowód poważnego uczucia, męskości i czegoś trwałego? Może byłabyś dla niego kolejnym romansem i zostałabyś porzucona i ze złamanym sercem. Jakie on ma relacje ze z swoim synem? Wychowuje go? A jakie ma relacje z tamtymi kobietami? Jak mu się układa z kolejną?
Naprawdę chciałabyś tkwić w takim układzie? Chciałabyś ciągle się bać, że zdradzi Cię lub zostawi dla kolejnej? Ten człowiek ma 41 lat a jeszcze się nie ustatkował! Bo może to taki typ, który żyje chwilą lub nie wie czym jest miłość.
Zostaw go, nie odpowiadaj na zaczepki a towarzystwa z pracy mogę Ci tylko współczuć, bo najwyraźniej nie wiedzą że ten ich "liberalizm" nie prowadzi do niczego innego jak tylko rodzi poranionych ludzi, rozbite rodziny i nieszczęśliwe dzieci. To nie Twój brak odwagi, to ich brak odwagi do założenia rodziny i dotrzymania przysięgi, do utrzymania związku. Bo niby co według nich jest odwagą? Korzystanie z przelotnej chwili, w której komuś się spodobałaś? A co potem? Właśnie Ty wykazujesz się odwagą nie wikłając się w coś takiego. Dziękuj Bogu, że Cię przed tym uchronił i nie wątp, że spotkasz kogoś, dla kogo będziesz najważniejsza. Tylko szukaj we właściwym środowisku i módl się o to. A w pracy zdecydowanie przestań się zwierzać by nie pozwolić na ocenianie siebie i wzbudzanie poczucia winy. Zresztą widzisz, że to nie najlepsi doradcy. Z Bogiem!

  Ola, 21 lat
3241
04.09.2011  
Dzień Dobry. Mam duży problem. Miałam grupę kolegów, lubiłam z nimi spędzać czas i oni mnie jak mi się wydawało lubili, przynajmniej na początku. Jeździliśmy razem samochodami, było śmiesznie i tak beztrosko. Ale poznałam ich z moją koleżanką, która jest typem mocno imprezowej kokietki, a przy tym bardzo kobieco się ubiera. Po pewnym czasie okazało się, że owinęła sobie wokół palca wszystkich tych moich znajomych, włącznie z moim chłopakiem.Te "relacje". które były dla mnie ważne, okazały się nic niewarte. Ja jestem raczej typem kumpeli niż kokiety. Ubieram się zadbanie ale bardziej sportowo. Nigdy nie lubiłam bawić się w te gierki, bo wydawało mi się, że nie tak zdobywa się szacunek i sympatię, na których mi zależało. Nie ukrywam, że poczułam się wtedy tak, jakbym dostała mocny policzek w twarz od losu. Jak to jest, przecież nie każda dziewczyna rodzi się sex bombą i nie każda jest kokietką. Czy mężczyzna nie potrafi docenić kobiety jako po prostu człowieka? Ja od zawsze mi ałam słaby kontakt z mamą, za to dobry z ojcem. Zawsze więc lepiej dogadywałam się z chłopakami, miałam więcej kolegów niż koleżanek. Lepiej się z nimi rozmawiało. A teraz widzę, że jednak facet zawsze wybierze faceta na kumpla niż dziewczynę, która po prostu chce być "kumpelą". Traktowałam ich jak dobrych kolegów. Teraz, po takim ciosie załamał mi się nieco światopogląd. Czuję się, jak miedzy młotem a kowadłem, bo znajomości z dziewczynami wydają mi się po prostu mniej interesujące. Czuję że odstaję, nie wiem co robić... Byłabym wdzięczna, gdyby zechciała Pani odpowiedzieć.Pozdrawiam :)

* * * * *

No sytuacja rzeczywiście mało komfortowa, tym bardziej, że czujesz się zapewne jakby trochę oszukana, może nawet zdradzona przez koleżankę. Widzisz, chłopcy w tym wieku zwracają uwagę na wygląd i dowartościowuje ich takie zachowanie dziewczyny. Naturalnie nie mówię tu o wszystkich ale generalnie tak jest. Nie wiedzą oni jeszcze co jest prawdziwą wartością w związku, odkrywają to dopiero po jakimś czasie. Jakkolwiek przykra to sytuacja, niestety nikogo do niczego nie zmusisz, ale może kolegom po jakimś czasie przejdzie fascynacja koleżanką i sytuacja się wyklaruje. Tym nie mniej musisz wyjaśnić wszystko ze swoim chłopakiem, bo dla niego to chyba Ty jesteś najważniejsza, prawda?
A co do tego, że chłopak na kumpla zawsze wybierze mężczyznę a nie kobietę to...prawda. Bo kobieta nie jest stworzona do bycia kumplem dla faceta, męska przyjaźń tak jak i kobieca zresztą wymaga rozumienia doskonale swojej psychiki a to możliwe tylko między ludźmi tej samej płci.
Z Bogiem!

  Młoda, 19 lat
3240
30.08.2011  
Rok temu poznałam pewnego chłopaka. Piszemy ze soba na gg i właściwie nasz kontak ogranicza się wyłącznie do gg. Bardzo go polubiłam. Z czasem bardziej się otworzylismy, ale tylko na gg. Oboje jesteśmy nieśmiali i to wszystko utrudnia. Spotkalismy się dopiero raz, ale wiem, że on by chciał się jeszcze spotkać, tylko nie proponuje tego. Dawałam mu do zrozumienia, że ja też chcę, chyba. No właśnie. Sama miałam mu zaproponować jakieś spotkanie, ale strasznie się boję. Właściwie nie wiem czego i nie wiem, co do niego czuję. Czasem mi się wydaje, że to coś więcej, ale pojawiaja się wątpliwości, bo on jakoś nie za bardzo podoba mi się z wyglądu. Wiem, że to nie jest ważne. Istotne jest to jaki ktoś jest. Nie wiem czy mam zaryzykowac i brnąć dalej w tę znajomość. Czasem próbowałm nie pisać do niego, bo wydawało mi się to bez sensu, ale na dłuższą metę nie potrafię bez niego. I pojawia sie jeszcze jedna wątpliwość, czy przypadkiem nie zakochuje się w wyobrażeniach. Bo przecież znam g o z gg, nie wiem jaki jest naprawdę. Choć myślę, ze nie udaje. GG wiele ułatwia, ale też wiele utrudnia niestety.

* * * * *

No właśnie, w wielu rzeczach sama sobie odpowiedziałaś i myślę, że wiesz co robić.
Przeczytaj ten artykuł: http://adonai.pl/milosc/?id=158
tam pisałam o takiej sytuacji. Oczywiście, że możesz i powinnaś zaproponować spotkanie a jego reakcja na to wiele wyjaśni. Być może, że jest nieśmiały albo boi się, że Ty odmówisz mu spotkania (może wyczuł, ze nie bardzo Ci się fizycznie podoba ale nie chce stracić kontaktu) a może po prostu sam nie bardzo ma ochotę na kontakt ale nie wie jak Ci to powiedzieć. Tak czy inaczej spotykać się musicie jeśli ma to być związek a nie nieokreślona relacja internetowa. Masz rację, że możesz zakochać się w wyobrażeniach o nim, bo tak naprawdę nie widzisz go w normalnych, codziennych sytuacjach. a to przecież najważniejsze by się poznać. Z Bogiem!

  Martyna, 13 lat
3239
24.08.2011  
W tym roku wybrałam się w wakacje na oazę. Poznałam tam bardzo miłego animatora, polubiłam go, a on również zawsze był dla mnie uprzejmy. Problem w tym, że ja mam 13 lat, a on 17. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. No ale oaza kiedyś się kończy, on na koniec przytulił mnie i powiedział " do zobaczenia". Ale on nie wie, że bardzo go polubiłam, a właściwie pokochałam. Mam jego numer telefonu, lecz boję się napisać cokolwiek. Teraz 3 września spotkam go na Dniu Wspólnoty i nie wiem czy powiedzieć mu co do niego czuję ? A może to tylko zauroczenie ? Bardzo dziękuję za wszelką pomoc.

* * * * *

Na pewno nie mów mu co czujesz i nie wyznawaj miłości, bo to będzie koniec relacji, poczytaj o tym w tym artykule: http://adonai.pl/milosc/?id=120 Natomiast jeśli masz jego numer telefonu to zawsze możesz wysłać smsa z życzeniami świątecznymi czy urodzinowymi albo po prostu pozdrowienia. Jeśli będzie zainteresowany kontaktem z Tobą to odpowie i sam przejmie inicjatywę. Musisz tylko wziąć pod uwagę, że on może już mieć dziewczynę albo po prostu uważać, że jesteś za młoda.Z Bogiem!

  Ewa, 19 lat
3238
23.08.2011  
witam
mam taki problem i nie wiem jak to wyglada z męskiego punktu widzenia:mam zeza (są pewne przeciwskazania do operacji), wydaje mi sie ze to każdy widzi i myśle ze przez to nie mam chłopaka. Jak zaczynam z kimś rozmawiac to unikam kontaktu wzrokowego bo sie wstydze. Unikam nowych znajomości a do tego jestem nieśmiała. A z drugiej strony chciałabym kogoś poznaći zacząć sie spotykac z ludzmi, Szczególnie jeśli chodzi o chłopaków wydaje mi sie ze moje oczy ich odpychają i dlatego nie mam nawet żadnych kolegówJeśli nie od razu chłopaka(chociaż byłoby fajnie;))to chciałabym mieć jakiegoś fajnego kolegę a nie tylko same koleżanki. Moze to tylko mój wymysł i wcale nie ma problemu ale ja nie umiem sobie z tym poradzić. Czy to normalne że tak myśle?czy to że mam zeza ma takie duże znaczenie dla ludzi? czy może mie powinnan siętym przejmować i kożystać z życia? proszę o obiektywną ocene


* * * * *

Droga Ewo, jeśli dla kogoś podstawową rzeczą jest brak zeza to nie wie o co chodzi w prawdziwej miłości. Jeśli nie możesz tego skorygować medycznie to należy to zaakceptować choć to trudne, a w każdym razie uznać, że tak musi być. Czy to powód by wycofywać się z życia i rezygnować z miłości? Nigdy w życiu! To Tobie się wydaje, ze "wszyscy to widzą" i "to ludzi odpycha" ale zapytaj kogoś bliskiego, koleżanek na ile im to przeszkadza. Pewnie wcale, skoro się z Tobą przyjaźnią i normalnie rozmawiają, prawda? Więc uwierz w siebie, spróbuj aż tak bardzo o tym nie myśleć i zachowuj się normalnie. Gdy komuś się spodobasz to Twoja wada wzroku nie będzie mu przeszkadzała, tak jak Tobie nie przeszkadzałyby np. ostające uszy jakiegoś chłopaka, który by Cię kochał i którego Ty byś kochała. Masz dopiero 19 lat i nie trafiłaś jeszcze na nikogo wartościowego, na kogoś kto zwrócił uwagę na Ciebie jak na kobietę. Wszystko przed Tobą, polecam Ci też te odpowiedzi: 421, 537, 950. Z Bogiem!

  Lexi, 21 lat
3237
18.08.2011  
WITAM!

W te wakacje poznałam chłopaka, spędziliśmy ze sobą tylko dwa dni (bo on stacjonuje w wojsku w Koszalinie). Mówił, że mu się spodobałam, że chcę przyjechać do mnie \, itp. ale mając jakieś już doświadczenie z chłopakami nie wierzyłam, że mówi serio i stwierdziłam, że dla Niego to tylko taki "wakacyjny romans". ALe gdy wróciłam z wakacji zadzwonił do mnie i zapytał czy nadal chcę żeby do mnie przyjechał, bardzo chciałam i przyjechał:) spędziliśmy niecałe dwa dni, ale bardzo intensywnie dużo rozmawialiśmy, opowiadaliśmy o złych i dobrych rzeczach, żeby jak najlepiej się poznać. Jak wrócił do K. miałam wrażenie że nie będzie już chciał więcej przyjechać, ale pewnego wieczoru dostałam sms-a :"nie wiem co się ze mną dzieje chyba się w Tobie zakochałem, tęsknie". I moje pytanie CZY MOŻNA SIĘ ZAKOCHAĆ W TAK KRÓTKIM CZASIE? Nie widzieliśmy się 3 tygodnie bo nie mógł przyjechać, rzadko do mnie piszę, rzadko dzwoni ale czy to oznacza że mu nie zależy?? Bo kiedyś miałam chłopaka który d zwonił do mnie z 7 razy dziennie i ciągle pytał mnie co robie gdzie jeste z kim etc. i to już było trochę męczące.
Nie wiem co mam o tym myśleć i nasuwa się kolejny problem. Związek na odległość, nie jesteśmy (jeszcze) razem ale czy warto w ogóle się angażować, chociaż boję się że może być za późno bo przez cały czas, przy wykonywaniu każdej czynności myślę o nim w większym lub mniejszym stopniu ale myślę. Ale chyba gdyby mu nie zależało to by nie kwapił się żeby spędzić 13 godzin w pociągu żeby widzieć się ze mną nie całe 2 doby.
Proszę o pomoc.


* * * * *

No wygląda na to, że jednak mu zależy. Ale to początki związku więc jest tak trochę nieśmiało i nie dzwoni codziennie byś nie czuła się naciskana. To dobrze o nim świadczy. w sumie dobrze też że podchodzisz do tego z ostrożnością, by się nie rozczarować.
Czy można tak szybko się zakochać? No niespecjalnie (choć bywają takie przypadki) ale w tej sytuacji to raczej fascynacja, zauroczenie, jeszcze nie zakochanie - ale może tak będzie.
Kontynuuj tę znajomość, ale weź też pod uwagę, że jemu na pewno brakuje kobiecego towarzystwa i być może trochę wyolbrzymia uczucia do Ciebie, wyobrażając sobie pewne rzeczy i nie znając Cię jeszcze dobrze. No cóż, pozostaje czekać na dalszy rozwój wypadków a co do miłości na odległość polecam ten artykuł:
http://adonai.pl/milosc/?id=148
Z Bogiem!

  Iwona, 21 lat
3236
15.08.2011  
Droga Kasiu,
Poznałam go przez internet, jest Anglikiem i mieszka w Anglii. Ma 21 lat. Rozmawialiśmy ze sobą ok. 2 lata(przez rok byłam w nieudanym związku i kiedy w końcu się z niego wyleczyłam postanowiliśmy się spotkać). Przyjechał do miasta, w którym studiuję na 5 dni. Wszystko potoczyło się jak lawina, zakochaliśmy się w sobie. Byłam dla niego pierwszą miłością i pierwsza powazna dziewczyna, czułam przy nim wszystko, czego w życiu mi brakowało. Był taki poukladany, dojrzaly. Praca studia, wlasne mieszkanie... Miłość między nami była czysta. On wrócił do Anglii(gdzie pracował) i po miesiącu znów mnie odwiedził. Przez czas kiedy byliśmy osobno pisaliśmy do siebie listy i rozmawialiśmy przez internet codziennie po 2, 3 godziny.
To trwało ok. 4 miesiące. Nagle 10 dni przez wyznaczoną datą kiedy miał przyjechać(nie widzielismy się 2 miesiace), zaczal watpic w ten zwiazek, szczegolnie ze we wrzesniu zaczyna studia w innym miescie. Rozmawial z mama, ktora powiedziala mu, ze nie moze zamykac sie na swiat i siedziec cale dnie przed komputerem. Ta jego decyzja o zerwaniu trafila we mnie jak grom z nieba, złamał mi serce. Wszystko do tej pory bylo perfekcyjnie, nawet nie wiem kiedy tak bardzo sie zaangazowalam. Mowil, ze nie jest gotowy na taki zwiazek i ze ma w zyciu cele do osiagniecia. A na poczatku pytalam go kilkanascie razy czy na pewno jest na to gotowy. I mowil ze tak, ze wszystko przetrwamy. A teraz tak nagle zmienil zdanie, chce zostac tylko przyjaciolmi. Nie moge sie pozbierac, uwierzylam w tą naszą przyszłość, kiedy mowil mi o dzieciach, itp. Powiedzial mi jeszcze, ze skoro tak bardzo go lubie, to na niego poczekam. Dla niego wszystko potoczylo sie zbyt szybko i nie chce tego kontynuwac, chce ze rwac teraz, poki nie ma stresu z uczelnia. Czuje sie strasznie oszukana i porzucona :( Nie wiem co robic... Miał przyjechać teraz poznać moich rodzicow, ale nie chce, bo stwiedzil, ze zakocha sie jeszcze bardziej... :( *


* * * * *

Wszystko wskazuje na to, że nie jest to jeszcze dojrzały człowiek biorący odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. Może faktycznie się zakochał ale taka forma związku na odległość go przerosła a może w grę wchodziły też różnice kulturowe, językowe itp. A może po prostu emocje towarzyszące pierwszym spotkaniom, fascynacja - także Twoją innością wygasły i on uznał, że to nie miłość? Nie wiedział, że emocje towarzyszące zakochaniu w końcu wygasają i przychodzi wtedy czas na miłość, na prawdziwy rozwój związku. Jeśli od tego czasu nic się nie zmieniło to pozostaje mi tylko współczuć Ci tego przelotnego z jego strony zaangażowania i Twojego rozczarowania, choć wszystko zapowiadało się tak dobrze. Polecam Ci te odpowiedzi: 80, 526, 653, 825 - o tym jak zapomnieć, jak przetrwać ten trudny czas. Choć to marne pocieszenie, musisz przyjąć, że to nie był ten właściwy. Oby to doświadczenie Cię mimo wszystko ubogaciło i dało siłę do rozwoju przyszłego związku. Z Bogiem!

  karolina, 28 lat
3235
03.08.2011  
Szczęść Boże! Zwracam sie z prośba o pewną podpoowiedź. Mam 28 lat i problem z rozeznaniem swojego powołania. Jestem panną, należę do RCS-U i czuję że nie byłabym szczęśliwa jako osoba samotna.. A mimo to w modlitwie czuję takie właśnie "przekazy" od Boga. Prosząc m.in. o słowo rozeznania z Pisma św. Ostatnim razem jak zastanawiałam się nad relacja z pewnym mężczyzną postanowiłam pomodlić sie i otworzyć Pismo św. i otworzyłam na słowach coś w stylu że jesteśmy stworzenie na obraz Chrystusa i kogo Pan wybrał tego przeznaczył, a kogo przeznaczył tego powołał... Kolejne czytania i modlitwa taka w formie rozmowy utwierdzają mnie w przekonaniu o powołaniu do życia w samotności. Tylko problem w tym,że jest mi w tym źle i czuję się wręcz nieszczęśliwa... Co powinnam robić i czy w ogóle jest coś takiego jak powołanie do życia w pojedynkę, a jesli tak to czy mogę takie powołanie odrzucić? Proszę o pomoc...
Bóg Zapłać!


* * * * *

Ja uważam, że nie ma powołania do samotności. Napisałam o tym tutaj: [zobacz]
Bóg nie powołuje dla samotności dla samej samotności, gdyż człowiek samotny jest nieszczęśliwy. Człowiek nie może żyć tylko dla siebie. Bóg powołuje człowieka dla innych (kapłaństwo, małżeństwo) lub dla innych i Niego samego (zakon, instytuty świeckie itp.). Zapytam Cię inaczej: czemu sądzisz, że Bóg Cię do samotności powołał? Bo z cytatu, który przytoczyłaś wynika, że Bóg powołuje, wybiera, przeznacza. Ale czy tam jest choć słowo o samotności? A może sama dorobiłaś do tego taką teorię? Powiedz czy nigdy nie chciałaś mieć chłopaka? A jeśli chciałaś to czy szukałaś? A może zraziłaś się lub nikt się o Ciebie nigdy nie starał i stąd te myśli (a w podświadomości: nie jestem warta, nikt mnie nie chce, nikomu się nie podobam). Jeśli odczuwasz czasem pragnienie bycia z kimś (może przez siebie samą tłumione) to pozwól sobie na takie myśli i powiedz Bogu o nich, powiedz, że chcesz być kochana i niech On wskaże Ci drogę. Zarejestruj się tutaj: www.dla-samotnych.pl Jeśli czujesz, że nie byłabyś szczęśliwa samotnie to odpowiedź masz jasną: to nie Twoja droga! Jeśli bowiem Bóg nas powołuje (do czegokolwiek) to z radością za tym idziemy a nigdy nie cofamy się z lękiem. Bóg nie chce naszego strachu przed Nim i robienia czegoś dlatego, by przypadkiem się nie rozgniewał. Bóg nigdy nie każe nam się domyślać o co Mu chodzi. Może w Twoim przypadku jest nawet tak, że przez te lęki Bóg próbuje Ci pokazać, że samotność to nie Twoja droga i żebyś na nią nie wchodziła. Powołanie to też małżeństwo, zakon. Więc dlaczego tak interpretujesz to co słyszysz? Pozwól sobie na głośne wyrażenie swoich myśli i pragnień i spróbuj, odważ się. Nie wolno Ci być nieszczęśliwą! Z Bogiem!

  całkowity anonim, 20 lat
3234
02.08.2011  
Witam! nie wiem czy w dobrym miejscu zadaje to pytanie, ale chciałabym, żeby mi ktoś pomógł w tej kwestii. W dzieciństwie byłam molestowana i chciałam się zapytać kiedy jest najlepszy moment aby powiedzieć o tym partnerowi? a może wcale nie powinien o tym wiedzieć? Osobiście uważam, że chłopak powinien wiedzieć o czymś takim przed ślubem, bo może wcale nie będzie chciał mieć "takiej" żony. Ale też nie chcę kiedyś żałować, że dowiedział się o tym zbyt wcześnie

* * * * *

Zapewne każdy mężczyzna chciałby o tym wiedzieć ale nie dlatego, że "nie chciałby mieć takiej żony"! Cóż to w ogóle za myślenie? A czym Ty zawiniłaś? Czyżbyś porównywała się do dziewczyn, które dobrowolnie oddały się chłopakowi i tego nie żałują? Nie wolno Ci tak myśleć, bo to nie jest Twoja wina a Twój chłopak nie jest tym "lepszym", który ma prawo Cię odtrącić jako "niepełnowartościową".
Powinnaś pójść najpierw na terapię, do psychologa i dać sobie pomóc. Świadczy o tym jednoznacznie Twój list i Twoje podejście. Zresztą tak traumatyczne wydarzenia zawsze zostawiają ślad, który może mieć wpływ na dalsze życie, małżeństwo, współżycie. Może owocować lękami przed mężczyznami, związkiem, fizycznością (i dlatego chłopak powinien o tym wiedzieć) lub dawać poczucie bycia kimś gorszym. W Tobie z pewnością to tkwi i dlatego od tego powinnaś zacząć. Z Twojego listu wnioskuję też, że jesteś z chłopakiem jeszcze krótko i nie masz do niego pełnego zaufania. Kiedy powiedzieć?
Na pewno wtedy kiedy znasz już chłopaka na tyle, żeby właśnie wiedzieć, że on podejdzie do tego rozsądnie. Kiedy Ci w to uwierzy i potraktuje poważnie a także pomoże. Tak, bo Ty potrzebujesz pomocy.
Oczywiście, nie można takich rzeczy mówić an pierwszych randkach ale - tak jak powiedziałam - wtedy kiedy zaufasz. Może nie na 2 tygodnie przed ślubem ale np. po kilku miesiącach znajomości, kiedy widzisz, że relacja jest poważna, że on na serio chce z Tobą być, kiedy zaczynacie dobrze się dogadywać, odkrywacie co Was łączy. Może wyjdzie taka sytuacja przy okazji rozmowy o czystości? Tylko absolutnie nie ukazuj w niej siebie jako osoby winnej. To Ty byłaś ofiarą i nie zrobiłaś nic złego. Zostałaś zraniona i należy Ci się pomoc a nie odrzucenie. Gdyby coś takiego miało miejsce to znaczy, że to chłopak nie dla Ciebie i dalszy związek nie ma sensu. Bo jeśli on tego faktu nie zaakceptuje to znaczy, że będzie potem czuł żal i wypominał Ci to a Ty nie będziesz czuła się bezpieczna i nie będziesz mu ufać. A na tym związku się nie zbuduje. Reasumując - porozmawiaj z psychologiem o swoim problemie a chłopakiem wtedy kiedy albo wyjdzie podobna tematyka albo wtedy kiedy Ty poczujesz się przy nim bezpiecznie. Z Bogiem!

  monika, 18 lat
3233
30.07.2011  
Witam:) Mam chłopaka, jestem z nim dość szczęśliwa. Niestety on jest dość niezorganizowany i rzadko przejmuje inicjatywę w naszym związku - wspólne wyjazdy, smsy, spotkania, okazywanie sobie uczuć i czułości - zawsze ja muszę zaczynać pierwsza. Wiem, że on jest dość nieśmiały, poza tym i tak już się przełamał skoro pierwszy mi wyznał co czuje... jednak czasami jest mi z tego powodu bardzo smutno, bo zawsze marzyłam o zdecydowanym, śmiałym chłopaku, któremu będę ufać... Czy powinnam go zaakceptować takim jakim jest? Czy może mogę liczyć na to, że się zmieni i jak np. mogłabym go zachęcić żeby to on przejmował odpowiedzialność za nasz związek ?( od czego absolutnie nie chcę się umywać, nauczono mnie jednak, że to mężczyzna jest tym przy którym kobieta ma czuć się bezpiecznie, a ona ma go wspierać, podziwiać itd... ).Może po prostu za dużo myślę o własnej wygodzie, za mało o jego szczęściu? Z góry dziękuję za radę.

* * * * *

Powinnaś mu mówić czego oczekujesz i zachęcać go by podejmował decyzje. Jeśli on jest niezdecydowany to wprost pytaj go czego chce, co wybiera i proś by on zdecydował. Pytaj jak spędzicie weekend i nie zadowalaj się odpowiedzią:" jak chcesz", bo Ty właśnie chcesz usłyszeć jak on chce i jaki ma pomysł. Proś by wysłał Ci wieczorem smsa. I bądź w tym konsekwentna. On musi się tego nauczyć - tego, że to on ma decydować i wykazywać inicjatywę i tego, że kobieta tego właśnie pragnie. Oczywiście rób to umiejętnie i dyskretnie, tak by on czuł się zachęcony a nie naciskany i by nie miał poczucia, że Ty jesteś z niego niezadowolona. Po prostu musisz delikatnie nakierować go na właściwe tory, tak, by sam zapragnął przejąć inicjatywę. Może też być tak, że on myśli, że w związku tak właśnie ma być - że to kobieta ma decydować a on ma się zgadzać. Tymczasem kobieta wcale nie marzy o tym, a wręcz ją to frustruje. On zapewne o tym wcale nie wie, a może ma w domu zaborczą matkę i potulnego ojca albo wcześniej trafił na dziewczynę, która chciała rządzić?
Pisałam o tym szerzej w odp. nr: 1689, 2500, proszę poczytaj oraz tych artykułach: [zobacz], [zobacz] Może podrzuć mu je nic nie sugerując tylko mówiąc, że właśnie coś takiego znalazłaś.
Być może częściowo ten jego brak inicjatywy wynika z charakteru czy usposobienia ale może też z wychowania lub problemów z dzieciństwa. Polecam Ci też kupienie mu np. na urodziny książki o mężczyznach "Dzikie serce", a dla Was obojga naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Każdy mężczyzna może nauczyć się być bardziej męski i gwarantuję, że jak w tym zasmakuje to bardzo mu się to spodoba. Dlatego warto nad tym pracować. Z Bogiem!

  Narzeczona, 20 lat
3232
27.07.2011  
Ja trochę z innej beczki: ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad dojrzałością do małżeństwa. Jestem studentką drugiego roku. Po dwóch i pół roku budowania związku, postanowiliśmy się zaręczyć. Nie dotyczą mnie pytania w stylu "czy to na pewno ten?" bo kiedy ktoś kocha, wiele rozmawia, wspólnie zmaga się z problemami, prowadzi dialogi, dostrzega dojrzałość tej drugiej osoby, razem walczy o czystą miłość - to jest pewien, że chce z tą osobą spędzić resztę życia, na dobre i podczas problemów. Postanowiliśmy pobrać się za dwa lata, kiedy mój Narzeczony skończy pierwszy stopień studiów i będzie mógł zapracować na siebie i na mnie, studiującą. Za nami już wielotygodniowy kurs przedmałżeński, podczas którego podejmowaliśmy wiele trudnych tematów i nie mam żadnych wątpliwości co odpowiedniej dojrzałości naszego związku. A jednak mam świadomość, że na uczelni będę pewnego rodzaju ewenementem, pośród cieszących się wolnością i imprezami rówieśników pewnie zasypywana setkami pytań "Czemu już, dlaczego tak na poważnie" i mam świadomość, że bycie żoną, nawet w wieku 22 lat, wymaga ode mnie konkretnej i bardzo dojrzałej postawy. Rodzice z troską też zadawali pytania "a nie chcecie poczekać do skończenia studiów?" i mimo, iż w zupełności akceptują naszą decyzję, zaczynam zastanawiać się, jaka powinna być moja postawa, moje zachowanie w środowisku o całkiem odmiennych priorytetach. Na pewno łatwiej by było, gdyby nasi przyjaciele byli na podobnych etapach co my, a jednak zdecydowaliśmy się być tymi "pierwszymi", którzy przecierają szlak. Czy wystarczy modlitwa o dojrzałą postawę, jako małżonki? Czy może jakieś konkretne działanie? Nie uważam się za złą narzeczoną, ale nie wiem, czy to wystarczy do bycia dobrą żoną, w końcu to całkiem nowy etap, w który wkraczamy niejako sami, w świecie, który dookoła tylko się dziwi, propaguje wolne związki i rzuca pytające spojrzenia.
Z Panem Bogiem!


* * * * *

Z pewnością Twoja sytuacja wzbudzi zdziwienie. Bo teraz takie czasy. Jednak Wy będziecie właśnie tym wyjątkiem, ludźmi, którzy są dojrzali w wieku wczesnym i którzy wyrażają swoją dojrzałą postawę poprzez świadomą chęć bycia z kimś na zawsze. Przede wszystkim musisz myśleć, że to nic złego, a wręcz jakieś świadectwo dla tych wszystkich imprezowiczów i luzaków, którzy w wieku i 30 kilku lat nie wiedzą czego chcą i nie potrafią utrzymać związku.
Po drugie: jeśli ktoś Cię zapyta to mów o tym szczerze i z radością, pewnie i odważnie. Od sposobu w jaki będziesz to mówić zależy jak ludzie to odbiorą. Jeśli będzie to dla Ciebie powód do dumy i normalność to i ludzie - w większości - tak to przyjmą i spotkasz się z sympatią. Nie musisz się wstydzić i tłumaczyć, że "nie wpadłaś" (a z pewnością takie pytania też usłyszysz). Powiedz, że takie masz właśnie priorytety, to dla Ciebie jest ważne i o tym marzysz. Ludzie marzą o różnych rzeczach, Ty o rodzinie. To nic dziwnego, choć oczywiście w ostatnich latach to rzadkość wśród młodych ludzi. Zobaczysz jak swoją postawą zdziwisz ludzi ale i wielu zaimponujesz, choć naturalnie nie wszyscy się do tego przyznają a będą i tacy, którzy może i wyśmieją. Jednak w gruncie rzeczy niejedna osoba będzie Ci zazdrościć w duchu a może niektórzy poważniej zastanowią się nad sobą, swoim życiem i wartościami, nad tym, co jest ważne.
Modlić się oczywiście powinniście. No i robić wszystko, by sobie jak najlepszy start zapewnić: odkładać trochę pieniędzy, o ile to możliwe, popracować gdzieś w wakacje, ustalić gdzie będziecie mieszkać i jak będzie to wszystko wyglądało, choć te sprawy pewnie już omówiliście. Co do bycia dobrą żoną to myślę, że z tym nie powinnaś mieć problemów, jeśli do tej pory tak dojrzale rozwija się Wasza znajomość. Z pewnością wiele czytałaś i znasz psychikę mężczyzny. Masz też dobrą wolę i zapraszacie do swojego związku Boga a to solidna postawa. Wielu rzeczy się nie przewidzi i też nie ma sensu roztrząsać wszelkich możliwych scenariuszy. Będą różne chwile ale dojrzała miłość pomoże je przetrwać. Pozostaje mi życzyć Wam dalszego rozwoju relacji, dobrego przygotowania do małżeństwa a także pięknych chwil podczas ślubu i po nim. Z Bogiem!

  Faustyna, 19 lat
3231
25.07.2011  
Witam! na wstępie pragnę wyrazić ogromną wdzięczność za to, że istnieje tutaj możliwość zadania pytania. Uważam, że nie jestem jakoś bardzo pokrzywdzona przez los, a nawet wręcz przeciwnie. Pan Bóg tak kieruje moim życiem, że nawet z różnych tarapatów życiowych wyciąga dobro.. jednym z łask jest mój chłopak, który jest ze mną ponad rok. Myślę, że to Pan dał nam tę miłość, którą razem możemy się cieszyć. Mam jednak jedną wątpliwość.. Ja jestem jeszcze młoda, mam 19 lat, on tylko rok starszy.. a ja nie mogę w sobie nijak stłumić pragnienia małżeństwa z nim. Żyjemy w czystości od samego początku (Za co chwała Panu!), jednak ja marzę o tym, żeby być już po ślubie, mieć wspólny dom, mieszkać z nim.. Czasami nawet wydaje mi się, że chyba nigdy nie doczekam tego momentu, kiedy on do końca życia przed Bogiem i ludźmi będzie mi ślubował miłość.. nie wiem, czy to jest do końca poprawne. Nie mówię mu o tym, bo to nic nie zmieni, nie doda nam lat, nie sprawi, że nagle staniemy się małżo nkami. czy moje pragnienia są normalne? co mam z nimi robić?

* * * * *

Na pewno nie są nienormalne, bo cóż może być nienormalnego w pragnieniu bycia z kimś kogo się kocha? Nie wiem jaka jest Wasza sytuacja zawodowa, materialna i ogólnie dojrzałość ale zakładam, że nie jest jeszcze możliwy ślub. I wiesz, może lepiej, bo jeśli ta miłość jest prawdziwa to ona przetrwa a czas, który upłynie będzie dla niej dobrym sprawdzianem. Z pewnością przeżyjecie i dobre i złe chwile i jakieś problemy i różne wydarzenia. I jak je przeżyjecie razem, a one Wami nie zachwieją to będzie solidna próba i dobra podstawa na przyszłość. Z pewnością też jest tak, że nie zdajesz sobie sprawy z wielu rzeczy i trudności, które wiążą się z byciem w małżeństwie. Nie z samym ślubem oczywiście tylko tym życiem już po nim. Czy myślałaś nad tym? Nad taką codziennością? Czy Twoje myśli sięgają tylko momentu ślubu, wesela i pierwszych dni po nim? Jeśli nie myślałaś to pomyśl. Wyobraź sobie Was za lat 5, 10, 20. Pomyśl też co zrobić by już teraz jakoś do tego małżeństwa się przygotować. Wiąże się to ze zdobyciem zawodu i pracy, odkładaniem pieniędzy na ślub i mieszkanie ale także na wspólnych rozmowach na różne tematy, tak, by poznać się jak najlepiej. Róbcie wiele rzeczy razem, zobaczcie jak reagujecie w różnych sytuacjach, jakie macie zainteresowania, co lubicie. Zobaczcie co Was łączy i starajcie się znajdować właśnie te wspólne punkty. To ogromnie ważne i bardzo zaprocentuje w przyszłości. Możesz też uczyć się gotować, robić przetwory czy nawet zrobić sobie coś już do przyszłego domu. Nie wiem jakie masz zainteresowania ale może to być coś co wiąże się z wystrojem wnętrz czy np. zrobienie sobie jakiegoś bieżnika na szydełku. Może się to komuś wyda śmieszne ale w zasadzie dlaczego? Wszystko to jest inwestowanie w przyszły dom, taki o jakim marzysz i jaki byś chciała mieć. Więc to nie będzie czas stracony. Możesz to wszystko potraktować jako właśnie przygotowywanie do przyszłego wspólnego życia. Oczywiście jemu o pragnieniu samego małżeństwa póki co nie mów, bo poczuje presję. To on powinien pierwszy wyjść z taką inicjatywą. Polecam Wam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem!

  studentka, 23 lat
3230
22.07.2011  
Spotykałam się jakieś 4 miesiące z chłopakiem, tak raz na tydzień- jak dla mnie nie było to nic zobowiązującego. Nie byłam od początku pewna tej znajomości, jednak stwierdziłam- by się poznać potrzeba czasu, przecież trzeba się spotykać by rozeznać czy ze znajomości coś będzie itp. Ciągle jednak nic nie rodziło się w moim sercu, inicjatywa nie wychodziła z mojej strony, nie angażowałam się- wiem to moje błędy, jednak nie umiałam tak na siłę, starałam się być jednak miła itp. Nasze spotkania wyglądały prawie zawsze tak samo (spacer tą samą trasą), rozmowy o tym co u mnie, co u niego. Na dodatek często coś mu opowiadałam, a on mi przerywał i zaczął mówić o czymś zupełnie innym. Bardzo mnie to zniechęcało, choć wiem, że też jakoś nie umiałam z nim zejść na głębsze tematy. Nie widziałam w nim też większych ambicji itd. Choć wiem, że to nie jest zły chłopak. Po 4 miesiącach, przed wyjazdem do domu na wakacje, powiedziałam mu, najdelikatniej jak tylko potrafiłam, że nic z tego nie będzie,że nasza znajomość się nie rozwija, że się nie poznajemy i uważam, że nic z tego nie będzie. Naprawdę starałam się jak najdelikatniej to zrobić(choć bym mu pewne rzeczy wygarnęła) i nie było to dla mnie łatwe. Później pisaliśmy jeszcze na gg i on mi wyrzucał, że to ja jestem pedagogiem i powinnam umieć rozmawiać z ludźmi, że zachowuję się jak dziecko, że uciekam, że mogło być fajnie, że jestem dziwna itp. Czy faktycznie miałam to ciągnąć? Wiem, że sytuacja pewnego odrzucenia zawsze jest trudna, zwłaszcza dla faceta, ale myślę, że to było uczciwsze wobec niego i samej siebie. Czy może jednak się mylę?

* * * * *

Oczywiście, że było to uczciwe. Chłopak tak reaguje bo nie zgadza się na rozstanie, jest Tobą zainteresowany i dlatego będzie Ci mówił teraz wiele rzeczy by spowodować Twój powrót. Będzie próbował z każdej z strony aż do proponowania przyjaźni wyłącznie, co nie będzie nieprawdą - poczytaj o tym w odp. nr: 7, 1561, 1571, 2719, 2962 i nie zgadzaj się na takie rozwiązanie.
No cóż, robiłaś co mogłaś, poznawaliście się i zapadła decyzja na "nie". Fakt, że jednostronna jest dla niego bolesny. Ale zawsze jest jakieś ryzyko. Przecież niczego mu nie obiecywałaś i do niczego się nie zobowiązywałaś. Nie skrzywdziłaś go i nawet przez delikatność (i słusznie) nie powiedziałaś mu co tak naprawdę Ci się w nim nie podoba. Słusznie - bo nie chciałaś go dołować a przecież kto inny może być nim zachwycony, więc po co wpędzać go w kompleksy.
Co teraz? Ano nic. Nie możesz mieć do siebie pretensji. Musisz przyjąć, że jego to boli i dlatego tak reaguje. Ale nie możesz ulegać, żeby jemu nie było przykro czy robić czegoś wbrew sobie. Jesteście dorośli i nie raz w życiu jeszcze będą sytuacje trudne, niekomfortowe. Nie martw się, jeśli nie będziesz się z nim kontaktować ani niczego mu obiecywać to mu po prostu przejdzie. Nie zawsze poznanie się prowadzi do związku. I lepiej wcześniej to zobaczyć niż potem rozstawać się poraniwszy się nawzajem. A tak nieuchronnie by było gdybyś to ciągnęła bez własnej chęci. Nie zamartwiaj się tym ale i nie bądź zła na niego za to co mówi - chłopak dostał kosza, ubodło go to i zabolało, więc odreagowuje. Nie bierz tego do siebie. Z Bogiem!

  LENKA, 23 lat
3229
21.07.2011  
Witam,
Moje pytanie nie dotyczy może samej miłości do kogoś ale do samej siebie. Otóz mam 23 lata, przede mną ostatni rok studiów, ostatni rok panieństwa, mam dobrą pracę, dobrego i kochanego Narzeczonego , jednak mimo że to wszytsko tak ładnie z zewnątrz wygląda czuję wewnątrz jakąś pustkę,smutek że nie do konca wsyztsko robię tak jak być powinno. Moim problemem jest to że zbyt duzo muyslę co ludzie powiedzą.Martwię się co o mnie pomyslą lub powiedzą. Czasami zachowuje się pod publiczkę, nawet mój narzeczony to zauażył, Czy ja za dużo na siebie wziełam? A może jestem pedantyczna i stąd to przygnębienie, jeżeli coś nie wyjdzie tak jak planowałam. Wiem że to zachowanie niszczy mnie i moich bliskich. Wiara też mnie dołuje bo nie postępuję tak jak bym chciała- jestem grzeszna. Ciage nie jestem z siebie zadowolona! Jak mam zaakcepotować wreszcie siebie, swoje wybory, swoje zachowania ( zeby wiecej nie ganić się w myslach że powinnam postąpić, zachowanć się inaczej) nie przejmować się presją innych I CIESZYĆ SIĘ PEŁNIĄ ŻYCIA? Chce się zmieniź przed śluebem, bo zauwazylam ze moje zachowanie wplywa tez na najblizszych mowie im jak maja sie gdzie zachowac. Mam juz tego dośc tej swojej dokładnie tak to nazwe ZBYTNIEJ ROZWAZNOSCI, NADWRAZLIWOSCI.


* * * * *

A może jesteś skrupulantem? Nadwrażliwcem, który wszystko roztrząsa, rozkłada na czynniki pierwsze? Taki masz charakter? Tak czy inaczej faktycznie to przeszkadza. Nie można być perfekcjonistką w każdej dziedzinie, bo są dziedziny, w których nam coś nie wychodzi i nie jest to dramat. Tak po prostu jest. Pomyśl sobie, że przed Tobą z pewnością jeszcze niejeden problem i jeśli będziesz tak wpadała w panikę to się wykończysz a z pewnością nabawisz nerwicy, depresji i wrzodów żołądka. Co z tym robić? No, paradoksalnie ale …im mniej tym lepiej. Zacznij od małych spraw: to nic, że nie udało Ci się kupić tego co zaplanowałaś lub nie zdążyłaś czegoś zrobić. To nic, że nie masz tak czysto w domu jakbyś chciała. Zacznij od malutkich rzeczy a jak uda Ci się nie zdenerwować tym (a nie od razu to nastąpi) to zobaczysz, że później pójdzie łatwiej. Taka cecha charakteru jest uciążliwa ale zapewniam Cię że jak będziesz miała dużo na głowie to drobne sprawy nie będą miały znaczenia i "sama z siebie" przestaniesz taka być - choć po części. Wiesz, przyszło mi też do głowy, że być może przeżywasz teraz trudny okres, bo koniec studiów, obrona pracy magisterskiej i jeszcze ślub. To wszystko stresuje, martwisz, się czy zdążysz itp. Spokojnie. Rób to co ma największe znaczenie i tyle. To wszystko przychodzi z czasem, bo człowiek się zmienia. Z wiekiem tez dojrzewa i "odpuszcza" sobie rzeczy nieistotne. Jeśli chodzi o wiarę to tak samo - nikt nie jest idealny. Do tego mamy dążyć ale powiedz sobie, że jesteś zwykłym człowiekiem i Bóg wcale nie liczy Twoich potknięć. Większe znaczenie mają Twoje intencje i starania niż drobiazgi. Będzie dobrze, po prostu nie przejmuj się tak tym… że się przejmujesz. A narzeczony jak zaczynasz narzekać albo się denerwować niech da Ci buziaka i weźmie na kawę czy spacer i nie pozwala mówić złych rzeczy - możesz mówić wtedy tylko dobre. Takie ćwiczenie pomoże. Z Bogiem!

  Maleńka, 28 lat
3228
18.07.2011  
Mój narzeczony nie chce trzymać mnie za rękę. Wielokrotnie wspominałam że tego potrzebuję. Kiedy się go zapytałam czy ja go pociągam fizycznie odpowiedział,że tak. Na pytanie dlaczego mnie nie trzyma odpowiedział,że to dziecinne. Z drugiej strony kiedyś sam spytał czy trzymał mnie za rękę poprzedni chłopak z którym się spotykałam. Czy brak okazywania tego rodzaju czułości to powód do niepokoju? Jak dalej postępować? Skąd mam wiedzieć czy będzie okazywał mi wystarczająco czułości w małżeństwie?

* * * * *

Przyznam, że jestem mocno zaskoczona! Jak to "dziecinne"? Dzieci też, owszem, trzymają się za rękę -na spacerach w przedszkolu lub trzymają za rękę rodziców ale to zgoła inne trzymanie niż w relacji chłopaka i dziewczyny.
Jeszcze nigdy nie spotkałam chłopaka który nie chce trzymać za rękę dziewczyny! A jak z innymi gestami? Obejmuje Cię, całuje?
Ile jesteście ze sobą i kiedy planujecie ślub? Bo jeśli jesteście już narzeczeństwem a takich gestów nie było to poważny powód do niepokoju, bo oznacza, że z jakichś względów nie czuje fizycznego pociągu i wtedy nie można wchodzić w małżeństwo dopóki się tego nie wyjaśni. A jeśli ta niechęć dotyczy wyłącznie trzymania za rękę a inne fizyczne gesty mają miejsce to albo on się wstydzi pokazywać z Tobą publicznie (wtedy trzymanie za rękę jest publicznym wyrazem bycia ze sobą) - i to dopiero świadczy o problemie (nie akceptuje Cię do końca) albo w jego rodzinie, kulturze, tradycji faktycznie trzymanie za rękę jest wyśmiewane, nigdy nie było praktykowane itp. Ale nigdy się z tym nie spotkałam a on z pewnością ma kolegów i widzi jak u innych to wygląda. Nawet przecież jeśli jemu tego gestu nie trzeba to Ty go niego prosisz. I masz prawo. Przecież nawet w małżeństwie ludzie trzymają się za rękę i nie jest to niczym dziwnym.
Coś tu na pewno jest do wyjaśnienia i koniecznie do tego dąż. Z Bogiem!

  Joanna, 22 lat
3227
17.07.2011  
Mam 22 lata i nie miałam jeszcze chłopaka, wydaje mi sie ze do tej pory zakochałam sie tylko raz w chłopaku który mimo moich starań złapania kontaktu i kilku lat wytrwałości nie odwzajemnił mojego uczucia. A teraz nagle poznałam mężczyznę o 8 lat starszego, dobry, życzliwy, wierny wartościom religijnym, które również ja stawiam na pierwszym miejscu, on nie wstydzi sie mówić o tym co ważne i chyba tym własnie mi imponuje. Jest lekarzem a ja zwyczajna studentką 4 roku studiów technicznych. Mamy zupełnie odmienne światy i boję się ze poprostu na niego nie zasługuje, że on ma za szerokie horyzonty, Nie umiem pokazac mu mojego uczucia, on pewnie nawet go nie zauważa. Co mogłabym zrobic aby mu uswiadomić jak ważna rolę odgrywa w moim życiu. I czy to że zjawił sie w moim życiu tak nagle może poprostu być bez znaczenia?, w momencie kiedy ja tak bardzo modliłam sie do Boga aby zesłał mi miłość?? proszę o odpowiedź

* * * * *

No ale jaki on ma stosunek do Ciebie? Jest Tobą zainteresowany, zwrócił na Ciebie uwagę jako na kobietę? Jeśli tak - to nie wmawiaj sobie, że "na niego nie zasługujesz" bo co to oznacza? Że nie masz jeszcze zawodu, że nie zarabiasz, że on ma wyższy status społeczny? No jak jest 8 lat starszy to normalne, że jest "dalej" niż Ty. Ty za 8 lat też będziesz. Jeśli jednak on nie interesuje się Tobą w tym stopniu w jakim Ty nim i chcesz po prostu zwrócić jego uwagę na siebie to skorzystaj z porad w odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742, 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493. Tylko absolutnie nie mów mu o swoim uczuciu, bo wywoła to odwrotny skutek, pisałam o tym tutaj: [zobacz]
Trudno mi powiedzieć czy on faktycznie traktuje Cię jako potencjalną kandydatkę i czy to jest propozycja Pana Boga czy po prostu akurat w tym momencie pojawił się w takich okolicznościach jak Ty i nie traktuje Cię inaczej niż którąkolwiek z dziewczyn. Musisz sama się o tym przekonać podejmując jakieś ostrożne kroki, by się tego dowiedzieć. Ważne są okoliczności, w jakich się spotkaliście. Wykorzystaj je a będzie Ci łatwiej nawiązać bliższy kontakt. Oczywiście, módl się o rozeznanie i - jeśli taka wola Boża - o to, by była okazja lepiej go poznać. Z Bogiem!

  Ola, 18 lat
3226
17.07.2011  
Witam . Pól roku temu poznałam faceta ... pokochałam go i to z wzajemnością ... moi rodzice nie wyrażają zgody na ten związek ponieważ , jest on ode mnie 8 lat starszy i jest po rozwodzie ... niestety o stwierdzenie nieważności małżeństwa w kościele , jeszcze się nie starał , ponieważ sądził , że do końca życia zostanie sam . Teraz gdy juz mnie poznał , bedzie sie o niego starał . Jest jeszcze fakt , że poznałam go przez internet ... wiem , nie za ładnie to wszystko wygląda, ale ja jemu ufam pod każdym względem . Poznałam już jego rodziców i oni mnie zaakceptowali ... nie wiem co robić ... czy mogę z nim być ? bardzo go kocham i nie chcę zakończyć tego co jest między nami ... czy moi rodzice przkonaja sie do niego ? a co z ślubem ... czy jak by dostał stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego , czy byśmy mogli w przyszłości sie pobrać ? wiem , że dwoje ludzi w Niebie łączy się tylko raz ... i on chyba już wykorzystał tą szansę ... a ja nie chcę znowu żyć w grzechu ... j uż sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć :(

* * * * *

NIE możecie być razem. On - z punktu widzenia prawa kościelnego - MA żonę. W tym momencie związałaś się z żonatym mężczyzną - nie dziwię się Twoim rodzicom. W jaki sposób mają zaakceptować Twój związek?
Pytasz o stwierdzenie nieważności poprzedniego małżeństwa - czy sadzisz, że gdyby były podstawy ku temu on by o to nie wystąpił wcześniej? Przecież małżeństwa albo było ważnie zawarte albo nie - nie występuje się o jego unieważnienie gdy spotyka się kogoś nowego tylko sąd biskupi stwierdza czy było od początku ważnie zawarte. Oczywiście jeśli podstawy istnieją on ma prawo o to wystąpić ale nie wiem czy wiesz, że to proces długi, trudny, ciągnący się latami i z niepewnym skutkiem? Poznałaś go przez internet. A gdzie jeśli można spytać? Na portalu randkowym? Jeśli tak to co on tam robił skoro - jak deklaruje - myślał, że zawsze będzie sam? A może szukał właśnie szybkiej, łatwej znajomości? Czy naprawdę uważasz, że on będzie chciał się Tobą ożenić i to w dodatku wziąć ślub kościelny? Jeśli tak uważasz to poczekajcie oboje do czasu gdy uzyska stwierdzenie nieważności poprzedniego małżeństwa, wówczas zaczniecie tworzyć związek. Jesteście w stanie powstrzymać się z relacją do tego czasu? Zaproponuj mu to. Jeśli od razu się na to nie zgodzi - będziesz miała dowód, że jesteś dla niego odskocznią i po prostu przelotnym związkiem. Skąd wiesz ile było takich dziewczyn przed Tobą?
I kolejna sprawa - a pomyślałaś co by było jeśli nie uzyskałby stwierdzenia nieważności małżeństwa? Pewnie nie chcesz o tym myśleć ale powinnaś, bo większość spraw jest jednak rozpatrywana negatywnie.
Olu, jesteś młoda i ufna. Powinnaś tworzyć związki z rówieśnikami i osobami w takiej sytuacji jak Twoja. Nie można obarczać Cię tak skomplikowaną sytuacją jak jego, bo zobaczysz, minie kilka miesięcy a Ty zostaniesz z niczym, poraniona i zrozpaczona.
A teraz bardzo Cię proszę przeczytaj uważnie ten artykuł: [zobacz] I daj do przeczytania jemu. Módl się o światło Ducha św. - Bóg chce naszego dobra więc uzyskasz odpowiednie łaski jeśli będziesz się o nie modlić. Z Bogiem!

  Kasia, 26 lat
3225
12.07.2011  
Witam!
Bardzo lubię przytulać się do mojego chłopaka ,w jego ramionach czuje sie bezpiecznie;dawać buziaki,ale nie czuje specjalnie pożądania fizycznego i czuję sie z tym dobrze...ale chyba coś jest nie tak,bo przecież pożądanie też jest potrzebne...
Tak sobie myślę czy ja czasami nie zaspokajam swoich potrzeb niezaspokojonych w dzieciństwie( takie relacje ojcowskie ,bo nigdy nie miałam dobrego kontaktu z tatą).Nie wiem jak to odróżnić( czy to zaspokajanie potrzeb czy miłość), bo nigdy nie zaznałam takiej prawdziwej miłości w rodzinie...
Modlimy się wspólnie o rozeznanie drogi ,żyjemy w czystości,jest pierwszym chłopakiem który szanuje moją czystość i za to Go cenię, tylko że ja nie czuję tej chemii i to mnie martwi...Dużo rozmawiamy i mu to też wydaje się dziwne i jeśli mielibyśmy być małżeństwem, to współżycie byłoby tylko obowiązkiem ,a tego nie chciałabym...
Dziękuję za wszelki wskazówki:)
Pozdrawiam
Kasia


* * * * *

Ile jesteście razem? Jeśli niedługo to dziękuj Bogu, że nie musisz walczyć o czystość. Ale wiesz, nie zakładaj też, że jeśli Ty czegoś nie czujesz to nie czuje tego również Twój chłopak. On jest mężczyzną, ma inne hormony i zapewne jest mu dużo trudniej tylko nie śmie Ci tego mówić. Zatem uważaj i miej na względzie jego odczucia. Pragnienie bliskości pojawia się w miarę rozwoju relacji i zapewne za jakiś czas i Ty "poczujesz". Nie martw się zatem zawczasu. Ciesz się, że masz chłopaka, który Cię szanuje i trwajcie nadal w czystości, właśnie tak jak teraz rozmawiając, poznając się i omawiając przyszłość. Z Bogiem!

  Michał, 19 lat
3224
11.07.2011  
Zakochałem się w dziewczynie ok. 5 lat temu. To, co udało mi się zrobić do kilka rozmów i podwiezienie dpo domu- to i tak duż o moim zdaniem. Teraz idę na studia o ona będzie się jeszcze uczyła w liceum. co mogę zrobić? jezdze po mioescie i szukam jej ale jej nie ma. jest może raz na 50 wypadów, ale nawet jak ją widzę to się boję się cokolwiek zrobić, choć ona też jest nieśmiała i chyba chłopaka nie ma. sorry za błedy w pisowni


* * * * *

Wiesz jak się nazywa? Może znajdź ja na facebooku lub naszej - klasie. A jak nie - no to nadal próbuj ją spotkać a jak spotkasz to zrób coś. Zapytaj o coś, poproś, wymyśl coś by dała Ci jakiś kontakt. Możesz nawiązać do jej (może Waszej wspólnej?) szkoły, wspólnoty, wydarzenia w Waszym mieście. Nie jest tak źle bo już kontakt mieliście i zawsze masz pretekst by powiedzieć jej "cześć", spytać co słychać i powiedzieć coś o sobie. Nie będzie zdziwiona, że ktoś obcy ją zaczepia. A jak się rozgadacie to może delikatnie zaproponuj byście się przeszli lub usiedli na pobliskiej ławce (no bo co będziecie tak na ulicy stać). Wiesz też gdzie mieszka - może bądź częściej pod jej domem niby przypadkiem? Ale oczywiście miłości nie wyznawaj bo ją wystraszysz. Pomyśl gdzie ją poznałeś (przez kogo), kto może ją znać i próbuj zasięgnąć informacji u tych osób. Z Bogiem!

  Dominika, 17 lat
3223
08.07.2011  
Mam chłopaka od już prawie roku, bardzo go kocham i wiem że on kocha mnie. Od pewnego czasu zaczeło dochodzić między nami do czegoś więcej niż tylko do pocałunku, ale nie współżyjemy ze sobą. Ogolnie mówiąc są to pieszczoty. Wiem, że to złe i jest to zapewne grzechem. Ale nie umiemy się czasami od tego powstrzymać. A czasem chcemy tego( zdarza się czasem, że często) bo chcemy być ze sobą jak najbliżej. Jak sobie z tym poradzić ?

* * * * *

Koniecznie przeczytajcie ten artykuł: [zobacz]
I zastosujcie te rady! Nie pozwalajcie sobie na pieszczoty bo oczywiście, że są grzechem - to po pierwsze, a po drugie - prowadzą nieuchronnie do czegoś więcej i ani się spostrzeżecie a dojdzie do współżycia. Tak to działa - chce się coraz więcej bo coraz bardziej się rozbudzacie. Koniecznie postawcie sobie granice i nie przekraczajcie ich! Jeśli zdarzy się upadek - nie widujcie się dopóki się nie wyspowiadacie. A przed każdą randką módlcie się o czystość. W miarę rozwoju relacji rodzi się pragnienie coraz większej bliskości i dlatego trzeba być zdyscyplinowanym, bo łatwo o upadek i to taki, którego konsekwencje będą nieodwracalne. O czystość zaś walczyć warto! Z Bogiem!

  Paulina, 25 lat
3222
06.07.2011  
Witam serdecznie, poznalam chlopaka, ktory mial bardzo duzo kantaktow z dziewczynami (ok 50) w tym byl w trojkatach itd.Chlopak ten jest bardzo dobry, wrazliwy, troskliwy, opiekunczy,pracowity.Od poczatku byly miedzy nami duze napiecia. Zerwal z emna poniewaz jak twierdzi przeskanowal moja skrzynke pocztowa i stwierdzil ze go zdradzam. Owszem koresponduje z mezczyznami ale sa to relacje przyjacielskie. Pisalam rowniez z moim byłym chlopakiem kiedy mialam dola, bo moj chlopak poszedl na impreze mimo ze wczensiej bylismy umowieni, ze przyjedzie do mnie. Chyba szukalam pocieszenia i potrzebowalam sie wyzalic. Bardzo kocham tego chlopaka uwazam ze mnie zranil i nieslusznie posadzil o zdrade. Powiedzial mi ze "dziekuje mi za udzial w konkursie" to bylo bardzo upadlajace i ponizajace. Bardzo zle sie z tym czuje i bardzo cierpie...Chlopak ten rowniez wypomina mi moja przeszlosc (bylam zwiazana z mezczyzna pochodzenia rabskiego), wysmiewa sie i szydzi ze mnie. Popelnilam wiele bledow w zyciu ale to nie znaczy zeby mnie w ten sposob upadlac...chgcialabym porzystapic do Spowiedzi, wyspowiadac sie z 4 lat kiedy nie przjmowalam tego Sakramentu. chcialabym poczuc wolnosc oraz cieszyc sie przebaczeniem. Na razie czuje tylko wyrzuty sumienia i chyba sama rowniez sie ponizam i umniejsza swoja wartosc...
Chcialabym zeby Bóg mi przebaczyl i żebym ja sobie przebaczyła. Bardzo kocham tego chłopaka.....bardzo mi na nim zalezy, wiem z ejest cudownym czlowiekiem
Prosze o pomoc i modlitwę!!!


* * * * *

Wiesz co? Po czymś takim ja również bym mu "podziękowała". Dlaczego pozwoliłaś by grzebał w Twojej skrzynce? Nie sądzisz, że to ogromny dowód braku zaufania z jego strony a z Twojej - brak szacunku do samej siebie i zgadzanie się na wszystko? Moim zdaniem to człowiek, który nie umie utrzymać relacji - żadnej. Świadczy o tym i jego poprzednie życie i zachowanie w stosunku do Ciebie. On najwyraźniej "szukał haka" na Ciebie, bo… mu się znudziło! Tylko nie potrafił Ci o tym powiedzieć. Czy naprawdę nie zastanawiałaś się dlaczego z żadną z tamtych dziewczyn nie utrzymał kontaktu? Czy posądzanie Cię o zdradę nie otworzyło Ci oczu i nie pomyślałaś, że ocenia Cię przez swój pryzmat? Czy pójście przez niego na imprezę podczas gdy byliście umówieni nie nasunęło Ci podejrzeń o jego dużą nieodpowiedzialność i niedojrzałość i w dodatku brak kultury i szacunku do Ciebie?
To wszystko jest niedopuszczalne w związku i chyba faktycznie faktem, że się zakochałaś można tłumaczyć, że to znosiłaś. Ale są granice. W zasadzie dziękuj Bogu, że on odszedł na tym etapie a nie na dalszym bo byś cierpiała bardziej. Ale do dalszego etapu to on chyba nie zdąży póki co z nikim dojść.
Bardzo dobrze, że Cię to zmotywowało do powrotu do Boga, do spowiedzi. Potrzebujesz tego. Zobaczysz o ile lepiej się poczujesz i jak spojrzysz na to z dystansem. Unikaj kontaktu z tym chłopakiem, on już dał Ci się poznać. On nie wie czym jest miłość, póki co zatrzymuje się wyłącznie na etapie odczuć, zauroczenia, nowości. Nigdy nie dotarł dalej. Trzymaj się mocno i polecam Ci odp. nr: 80, 526, 653, 825. Z Bogiem!

  Agnieszka, 22 lat
3221
03.07.2011  
Poznałam chłopaka w sumie przez znajomych. potem umówiliśmy się, byliśmy na imprezie było miło. Dobrze się nam rozmawiało i wogóle. on całą drogę do domu trzymał mnie za rękę mimo że widzieliśmy się drugi raz w patrzył mi w oczy. potem już nie spotkaliśmy się bo ciągle ktoś nie miał czasu albo obiecał się spotkać a w ten dzień się nie odzywał. potem napisał że możemy zostać tylko przyjaciółmi. czy on mógł to wszystko tylko udawać?

* * * * *

Po prostu był to dla niego ciąg dalszy zabawy. Nie tyle udawał co zaspakajał swoją potrzebę emocjonalną i fizyczną - kontaktu z dziewczyną w ogóle nie myśląc o Twoich odczuciach i o tym jak to odbierzesz. Nie traktował Cię poważnie. Przykro mi ale tak to wygląda i same jego słowa o "przyjaźni" (której znaczenia chyba nie zna) świadczą jednoznacznie o tym, że nie zamierza żadnego związku tworzyć i nie jest Tobą bliżej zainteresowany. Unikaj go, bo widzę, że zamącił Ci w głowie i cierpisz. Dlatego tym bardziej zerwij kontakt. Z Bogiem!

  Gosia, 17 lat
3220
30.06.2011  
Witam. Na poczatku chciałabym Pani bardzo podziekować ze wszystkie rady. Wiele mnie one nauczyły. Mam pewien problem. Otóż podoba mi się chłopak, który ma dziewczynę( teraz wiem, ze nie powinnam się Nim interesowac i to uszanować) tyle tylko, że ja sie na niego patrzyłam i On się zmiarkował, że mi sie podoba i też się na mnie ciągle patrzy. Nie wiem dlaczego. Przecież skoro ma dziewczyne to powinien byc obojętny.Z początku nie wiedziałam , ze ma dizewczynę dlatego się patrzyłam, ale gdy sie o tym dowiedziałam starałam to patrzenia na Niego ograniczyć jednak było cięzko i od czasu do czasu zerkałam. Ale najgorsze jest to, że on tez sie na mnie patrzy. Nawet , kieyd ja tego nie robie ( wiem bo zaobserwowlay to moje kolezanki) Naprawde nie wiem co mam myślec. tym bardziej ze podobal sie on tez mojej kolezance z klasy i ona do nieog napisala, ale on odpisal ze nie ma statusu wolny i tyle. Ania się na nia nie patrzyl ani nic. A na mnie ciągle się patrzy. A to sprawia ze ja mam ciągle nadzieje, ze będziemy razem.Niestety on jest trochę"lanserski" i aorgancki wobec nauczycieli. Boje się smaotności. W wieku 13 lat zakochałam się w moim przyjacielu(niestety byla to milosc nieodwzajemniona) i kochalam go przez prawie 4 lata. dopiero kieyd mnie wysmial przy dziewczynach ktorych nie lubilam cos we mnie peklo.Co robić? ma dizewczyną - powinnam odpuścić. ale co mzoe oznaczac tociągle patrzenie się w moją storne ? Błagam o pomoc. Nie chce robic nic wbrew Panu Bogu . Czasem brak mi sił na to wszystko. Proszę odpisać.

* * * * *

Ignoruj go. Uznaj to za jego nieczystą grę w stosunku do jego dziewczyny. Prawdopodobnie on testuje na ile robi na Tobie wrażenie. Jest tak pewny siebie, że czuje się dowartościowany, że podoba się dziewczynom i dlatego to robi. To jego dziewczyna powinna być zaniepokojona, nie Ty, bo Ty nic złego nie robisz. Nic z tym innego nie rób ale i nie rób sobie nadziei bo to złudne. Za jakiś czas mu się znudzi. Z Bogiem!

  Mirinda, 18 lat
3219
29.06.2011  
Witam. Mam pewien problem, jakieś 4 miesiące temu poznałam chłopaka i wiem że jemu bardzo na mnie zależy. Traktowałam go na początku po koleżeńsku ale spotkaliśmy sie kilka razy. On nie wierzy w boga, nie widzi dowodów jego istnienia mimo ze pochodzi z katolickiej rodziny( rodzice pozwolili mu wypisać sie z lekcji religji). Jestem osoba wierzaca ( majaca wzloty i upadki ale wiem ze moim celem jest bóg) i mysle ze nie ma przypadkowo poznanych ludzi. chciałabym bardzo pomóc mu poznać boga, ale nie jestem ideałem( i nie zależy mi na nim jako na chłopaku a jako koledze, choć już sama nie wiem, bo przez jakiś czas dałam mu nadzieje i teraz musze to odkrecic). Nie chce jednak aby robił to ze wzgledu na mnie, bo w ten sposób wygladaly moje wczesniejsze próby. ( dodadatkowo czuje ze oddalam sie od Jezusa, ale to nie z jego powodu).

* * * * *

Przeczytaj proszę rady z odp. nr: 1358, 1710, 69, 466, 1682, 2251. Bardzo dobrze, że próbujesz pokazać mu czym jest życie wiarą, że zależy Ci na tym, by zbliżył się do Boga. Jeśli tylko nie traktujesz jako misji jego "nawrócenia" to jest szansa, że przez swoje życie pokażesz mu prawdziwy obraz chrześcijaństwa. Bo z pewnością on ma jego wypaczony obraz. Z czegoś to wynika, może nawet tylko z odrzucenia autorytetów w wieku dojrzewania? Tak czy inaczej pamiętaj, że najważniejsza jest Twoja postawa. Że nie chodzi o to, byś mu opowiadała i moralizowała ale żeby na Twoim przykładzie widział, że to możliwe, by mówić i robić tak samo ale nie tylko mówić i pouczać. I jeszcze jedno: jeśli jemu na Tobie zależy to siłą rzeczy próbując mu przybliżyć Boga zrobisz mu nadzieję. A jeśli zdecydowanie nie chcesz z nim być to powiedz to wprost ale wtedy nie oczekuj, że spokojnie będziesz mogła go nawracać jako jego koleżanka. Nie można chłopaka zwodzić i sprawiać mu cierpienia swoim widokiem jeśli stanowczo zdecydujesz, że nie chcesz z nim być. Oczywiście jeśli sama jeszcze nie jesteś pewna to co innego. Bo to oczywiste, że żeby zdecydować musisz go lepiej poznać. A to poznanie można być i na plus i na minus. W każdym razie powodzenia ale jeśli poczujesz, że nie jesteście dla siebie to nie brnij w to tylko w imię jego nawracania. Z Bogiem!

  o.n.a, 23 lat
3218
28.06.2011  
Witam. Trafiłam dziś na tą stronę i pomyślałam, że może tu znajdę jakieś rozwiązanie dotyczące mojego problemu.
Mam chłopaka, z którym jestem już od półtora roku. On jest ode mnie 3 lata starszy. Problem polega na tym, że w bardzo wielu kwestiach nie potrafimy się porozumieć. Często wydaje mi się, że mamy zupełnie inne podejście do życia. Podam przykłady: ja jestem osobą raczej otwarcie mówiącą o uczuciach. On jest bardzo zamknięty w sobie i prawie nigdy nie mowi o tym, co myśli, co czuje, nie rozmawiamy na temat naszego związku. Za kazdym razem, gdy mu o tym mówię, to odpowiada, że on po prostu taki jest, że nie potrafi rozmawiać i jest zamknięty w sobie. Powoduje to, że ja nie czuje się dla niego atrakcyjna, czuje że moje potrzeby nie są zauważane. On twierdzi, że jest inaczej, że sie stara jak może ale inaczej nie potrafi. Kolejna kwestia to taka, że wydaje mi się iż mamy zupełnie inne spojrzenie na wiele spraw dot małżeństwa dzieci itp.
Wiem że najprostszą odpowiedzią jest to,aby się z nim rozstać. Jednak mój problem leży w tym, że z jednej strony strasznie mnie to wszystko irytuje, a z drugiej nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Mam wrażenie, że po prostu to ja wymyślam, i go nie doceniam.
Bardzo prosze o porade


* * * * *

Cóż to za pomysł z tym rozstaniem? Byłaby to ostatnia rada jaką bym Ci dała. A kto powiedział, że dwoje ludzi w związku ma być takich samych, ma myśleć i czuć tak samo? Kto powiedział w ogóle, że kobieta i mężczyzna są tacy sami?
Wiesz co Ci powiem? To… normalne. Nie wiem oczywiście jak duża jest u Was skala rozbieżności ale to całkiem typowe w związku i wynika z różnic płci, doświadczeń, wychowania, zainteresowań, potrzeb, nieumiejętności rozmowy… itp…
Czy myślisz, że jakikolwiek związek z kimkolwiek innym byłby od tego wolny? Nigdy i żaden, tylko może o co innego byłby konflikt.
I w zasadzie dobrze, że po 1,5 roku dostrzegacie różnice, że coś Was w sobie nawzajem drażni. To znaczy, że nie patrzycie na siebie bezkrytycznie i przeszliście już etap zakochania. Co dalej? Naturalnie nadal budować ten związek, bo dopiero teraz następuje jego właściwy czas. Polecam Wam na początek naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Tam poczytacie o tym wszystkim o czym piszę wyżej i jestem pewna, że na wiele rzeczy spojrzycie inaczej. Z Bogiem!

  Beata, 14 lat
3217
27.06.2011  
Witam
Czy zazdrość o chłopaka/dziewczyna, narzeczonego itp. jest grzechem.
np. Podoba mi się mężczyzna starszy ode mnie ale ja jemu chyba nie, no ja się w nim zabujałam a on chciał tańczyć z moją koleżanką i ja jestem zazdrosna o niego czy to grzech bo jedni mówią że tak a inni że nie.
Jeśli tak to jak to powiedzieć na spowiedzi:
że byłam zazdrosna to ksiądz pomyśli że o coś


* * * * *

To co czujesz to tak, pewien rodzaj zazdrości, ale na zasadzie: "ja też bym tak chciała" a nie, że tej koleżance źle życzysz, prawda? Chodzi tu o uczucie wobec samej sytuacji a nie osoby. Jest w naszym życiu wiele sytuacji, kiedy też byśmy czegoś chcieli no i to jest normalne. Zazdrość ta zła zaś to życzenie komuś by nie miał tego co on ma, mimo, iż sami też tego nie dostaniemy.
Na spowiedzi możesz powiedzieć to tak zwyczajnie, że zazdrościłaś. Jak ksiądz dopyta to powiesz, że koleżance, bo to ją do tańca poprosił ktoś kto Ci się podoba a nie Ciebie. Z Bogiem!

  Maria, 18 lat
3216
26.06.2011  
Witam. nęka mnie jedna rozterka. chciałabym wiedzieć kiedy mozna określić, nazwać uczucie łączące dwie osoby. jestem z chłopakiem jakieś pół roku razem,znaliśmy sie już wcześniej zanim podjęliśmy decyzje o byciu razem. jednak on ciągle powtarza, że mnie lubi. a to czasem boli. wiem, że nie znamy się długo, ale ja czuję, że go kocham. To jego szczęście jest dla mnie najwazniejsze, to o jego szczęście codziennie się modle, nikt nie rozumie mnie tak jak on. jednak cały czas twierdzi, że on nie powie mi, że mnie kocha, bo nie wie co to jest. nie wie jak to kochać. tłumaczy to, że jak kiedyś ktoś mu powie czym jest miłośc to będzie umiał mi odpowiedzieć. a mi po prostu czasem zle, nie chcę go oczywiście do niczego zmuszać jednak nawet nie wiem co poradzić..

* * * * *

O tym czym jest miłość, kiedy to słowo powiedzieć i o chodzeniu ze sobą w ogóle napisaliśmy w tej książce:
http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc , którą szczerze Wam polecam. Tak naprawdę postawa Twojego chłopaka wydaje mi się dojrzała. Pól roku to faktycznie niewiele i być może on doskonale czuje, że miłość to nie uczucia tylko coś więcej. I dlatego nie chce ranić Cię mówiąc coś bez pokrycia. Ty z pewnością jesteś w nim zakochana ale czy kochasz? Też do końca nie wiesz. Więc tak naprawdę to gratuluję tej dojrzałości. Nie bądź niecierpliwa, z pewnością to usłyszysz ale pewnie w innym momencie niż sobie to wyobrażasz. Ale wtedy będzie to faktycznie wyraz tego co między Wami jest. Poczytajcie naszą książkę i powodzenia! Z Bogiem!

  Jola, 21 lat
3215
25.06.2011  
Od jakichś pięciu lat kocham się w super chłopaku, z którym chodziłam kiedyś do tej samej klasy w liceum. Kiedy on jednak dowiedział się o moich uczuciach niestety nie odwzajemnił mojej miłości... bolało, tym bardziej że znalazł sobie w tym czasie inną dziewczynę. To były dla mnie trudne czasy. Po skończeniu szkoły, czyli już od ponad roku nie widujemy, nie utrzymujemy kontaktu, ja jedynie od czasu do czasu napisze do niego z zapytaniem co słychać. Wiem, że zerwał z tamtą dziewczyną. Ja nadal pomimo wszystko o nim myślę.. nie mogę pozbyć się tego uczucia które do niego czuję. Czy jest sens o niego walczyć?

* * * * *

Wiesz Jolu, skoro on zerwał z tamtą dziewczyną i wie o Twoich uczuciach i co jakiś czas dajesz mu sygnał, że o nim pamiętasz to tylko tym, że on naprawdę nie chce być z Tobą należy tłumaczyć jego brak działań. Ty nic więcej zrobić już nie możesz i nie powinnaś, on szansę ma - nie korzysta z niej - należy to uszanować. No tak czasami jest, że z kimś być nie chcemy, nie możemy i nie należy domyślać się przyczyn. Widoczni to nie jest chłopak dla Ciebie. Uważam, że nie powinnaś walczyć, bo o co tu walczyć? O jego zainteresowanie Tobą? No nie ma sensu. Tylko będziesz bardziej cierpieć, bo on albo będzie Cię unikał albo wprost powie, że nie chce być z Tobą.
To co Ci radzę to skorzystanie z rad w odp. nr: 80, 526, 653, 825o tym jak powoli zapominać. Bo może niepotrzebnie tracisz czas i energię na kogoś, kto nie jest zainteresowany i nie zwracasz uwagi na otoczenie, w którym może być nowa szansa dla Ciebie. Z Bogiem!

  Alicja, 31 lat
3214
24.06.2011  
Jestem ze swoim chłopakiem 4 lata. Zastanawiam się nad małżeństwem, ale mam wątpliwości. Jest dla mnie bardzo ważny i bliski. Bardzo zależy mi na jego rozwoju i chcę dla niego dobra. Jest dla mnie dobry, ale zdarzają mu się dni, że jest rozdrażniony i wtedy bywa nieprzyjemny. Domagam się wtedy szacunku, ale męczy mnie to siłowanie się. Mój tata często na mnie krzyczał i dlatego szacunek jest dla mnie bardzo ważny. Zastanawiam się, czy mój chłopak jest w stanie mi to zapewnić. Zastanawiam się też, czy nie przesadzam, gdyż gdy jest rozdrażniony, odbieram jako przykre nawet drobne rzeczy. Dla mnie jednak właśnie te drobne rzeczy wiele znaczą. Z nich przecież składa się codzienność. Widzę, jak mój chłopak bardzo stara się i pracuje nad swoimi stanami rozdrażnienia, aby nie przerzucić ich na mnie. Nie zawsze mu się jednak tak do końca to udaje. Boję się tego, że kiedy będziemy już małżeństwem to może się nasilić, a ja nie wyobrażam sobie, że mój mąż bywa dla mnie nieżyczliwy i okazuje mi brak szacunku. Wiem, jak trudne byłoby to dla mnie i przykre. Mam wątpliwości i wahania. Męczy mnie to, gdyż chciałabym podjąć właściwą decyzję. Proszę o radę.

* * * * *

Ale z czego to wynika? Bo to ważne. Czy coś w pracy mu poszło nie tak czy w rodzinie ktoś choruje czy ma jakieś inne problemy (może nawet takie, o których Ci nic nie mówił) czy po prostu jest zmęczony i wobec tego rozdrażniony a Ty (przewrażliwiona na tym punkcie) odbierasz to na większą skalę niż jest w rzeczywistości? I pytanie ile to trwa i jak jest po tym? Jeśli jest normalnie to chyba nie ma powodu do obaw a każdemu zdarzają się przecież różne nastroje. Jasne, jeśli to co drugi dzień a on chodzi naburmuszony i nic Ci nie mówi, jest opryskliwy a potem ma do Ciebie pretensje to trzeba się zastanowić. Póki co musisz ocenić jak to wygląda i porozmawiać z nim. Zapytać czy ma problem i czy chce pomocy. Jeśli nie chce to może to tzw. męska "jaskinia"? Wtedy trzeba go zostawić w spokoju a im więcej spokoju mu dasz tym szybciej wróci do siebie. Bardzo dobrze, że wymagasz szacunku w związku. Może jednak warto najpierw poczytać o różnicach w psychice bo często bierzemy za wadę lub złą wolę coś co jest niejako "przynależne" tej drugiej osobie z racji jej płci.
Poczytaj zatem może najpierw odp. nr: 568, 674, 715, 966, 970, 1005, 1101, 1102, 2507, 2519 oraz naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
A jeśli nie znajdziesz w tym nic takiego co Cię uspokoi to napisz jeszcze raz, po rozmowie z nim i wtedy będziemy myśleć dalej. Z Bogiem!

  Mona, 17 lat
3213
15.06.2011  
Szczęść Boże. Przez długi czas po rozstaniu z chłopakiem, byłam sama. Był to dobry czas, dużo się nauczyłam, skupiłam się na Bogu, nauce, przyjaciołach. Pozwoliłam się Bogu prowadzić, powoli moje zranienia zostawały leczone, Pan dotykał mnie swoją Miłością. W pewnym momencie po rekolekcjach o przebaczeniu, odczułam, że jestem już gotowa na nową znajomość. Wybrałam się potem na pielgrzymkę do Rzymu. Podczas niej spotkałam chłopaka. Wpadliśmy sobie w oko, dobrze nam się rozmawiało, spędziliśmy piękne chwile. Po powrocie do kraju także spędzaliśmy razem czas, powoli się poznawaliśmy. Po pewnym czasie zaczęłam odczuwać wątpliwości, co ja do niego czuję?Wiedziałam, że Miłość to nie jest, bo nawet nie byłam w nim zakochana, jednak coś mnie do niego ciągnęło... Może jakieś zauroczenie, może to, że długo byłam sama, a on podobał mi się i był... Miałam mieszane odczucia, stawiałam sobie pytania co mnie w nim pociąga, interesuje. Do tego zaczęłam dostrzegać jego wady, które przeszkadza ły mi np. jego zachowanie dot. alkoholu. Zaczęłam odczuwać, że nie chcę takiej znajomości. Postanowiłam, że lepiej będzie spotykać się rzadziej. Powiedziałam mu, że traktuję go jak kolegę i przepraszam, jak dałam mu nadzieję... Nie mogłam mu powiedzieć, że po prostu czasami jego zachowanie mi nie odpowiada, żarty mnie nie śmieszą... Po pewnym czasie, on znów do mnie napisał i zaczął rozmowę, jak gdyby nigdy nic... I pojawiły się wątpliwości czy dobrze zrobiłam... Czy nie chcę tego naprawić... Wiem, że on traktuje mnie bardzo poważnie. Modlę się o rozeznanie woli Bożej, lecz ciągle nie wiem, którędy droga... Ja nawet chciałabym z nim być, ale nie mogę przecież zmieniać nachalnie jego wad, a zaakceptować też ich nie mogę... Proszę o jakieś wskazówki.. Dziękuję za wysłuchanie i pozdrawiam Monika

* * * * *

Wiesz, nie wiem czy to po prostu "nie ten" (jak sama rozeznałaś, a rozeznałaś dlatego, że on nie odpowiadał Twojemu wizerunkowi, odpychały Cię jego zachowania - i miałaś takie prawo) czy też jest to jakaś potencjalna możliwość ale przy włożeniu w to pracy. Jeśli zdecydujesz się na kontakt z nim (taki zwyczajny póki co) to nie bój się i nie krępuj, tylko z pozycji (póki co) koleżanki możesz śmiało o różne rzeczy go pytać, przedstawiając swoje stanowisko. Możesz zatem powiedzieć co myślisz o jego postawie względem alkoholu a raczej zaprezentować swoje stanowisko w tej mierze. Po prostu będzie to zwykła rozmowa. I o innych sprawach tak samo możesz rozmawiać. I nawet co do żartów możesz powiedzieć że takich nie lubisz czy nie rozumiesz. Bo tylko w ten sposób możecie poznać się bliżej i wtedy zdecydować: czy chcesz z nim być czy nie? Czy odpowiada Ci, czy może myliłaś się w ocenie czy może on czegoś nie widział a Ty mu uświadomiłaś. Oczywiście nic na siłę i jeśli już teraz lub po kilku rozmowach zdecydowanie poczujesz, że nie macie nici porozumienia i że nie chcesz walczyć z jego przywarami to wtedy podejmiesz decyzję. Póki co żadnej deklaracji nie składaj i on nie może od Ciebie tego wymagać. Nawet możesz powiedzieć, że póki co możecie się tylko koleżeńsko spotykać. Ale nie namawiam Cię na ten kontakt, po prostu jeśli chcesz zaryzykować i czujesz się na siłach to tak, jeśli nie to nie. Bogiem!

  Kuba, 16 lat
3212
12.06.2011  
Moja sytuacja jest skomplikowana. Poznałem rok temu dziewczynę z równoległej klasy i kilka razy się z nią spotkałem nawet. Problem w tym, że w szkole nigdy nie rozmawialiśmy, bo się baliśmy, nie umieliśmy lub nie wiem dlaczego. Kilka miesięcy temu znów się spotkaliśmy kilka razy i myśleliśmy, że coś do siebie czujemy. Nadal nie mogliśmy/nie chcieliśmy/ nie umieliśmy ze sobą rozmawiać w szkole, i teraz także tak jest. Niestety, moje uczucie do niej się spotęgowało, a ona teraz ma chłopaka, z którym naprawdę jest szczęśliwa. Tak sądzi. Ja nadal sądzę, że ją kocham bardzo mocno, chociaż co jakiś czas wewnątrz czuję, że to tylko jakiś brak spełnienia do mnie wraca i z tym nieumiem sobie poradzić.
U mnie problemem jest czystość. Kilka lat temu nieświadomy konsekwencji jakie mnie spotkają później zacząłem fantazjować i mam problem z samogwałtem.
Nie wiem co mam zrobić i jak poznać czy to jest prawdziwa miłość, czy tak jak coraz częściej sądzę tęsknota i tak naprawdę nie zaczęcie związku. Chciałbym być jej kolegą, takich jakich ma wielu, obecnie nie rozmawiamy ze sobą, ewentualnie atakujemy się bezsensownymi inwektywami, z reguły z mojej winy. Co ważne, chciałbym także skończyć z moim haniebnym nałogiem. Dodam, że do spowiedzi chodzę maksymalnie co miesiąc, a do kościoła więcej niż raz w tygodniu. Czy moglibyście mi pomóc? To dla mnie bardzo ważne
K. S.


* * * * *

Troszkę nie rozumiem: spotykaliście się a nagle okazuje się, że ona ma chłopaka? Czy miała go już przedtem spotykając się z Tobą? Tak czy inaczej skoro ona ma chłopaka to oczywiście współczuję Ci nieodwzajemnionej miłości ale …daj spokój. I to tak dosłownie: rozluźnij na ile się da kontakt (teraz wakacje temu sprzyjają), nie pisz do niej, nie rozmawiajcie. Tylko mówcie sobie "cześć". Dlaczego? Ponieważ i ona czuje się skrępowana tą sytuacją (owo "atakowanie" to efekt wypierania i tego, że czujecie się niezręcznie) i Ty niepotrzebnie pielęgnujesz w sobie to uczucie. Jeśli ktoś już ma chłopaka czy dziewczynę to należy to uszanować. Widocznie taki był jego wybór. Jeśli ten związek ma przetrwać to przetrwa ale nie Tobie to oceniać czy ona jest szczęśliwa. Jeśli nie przetrwa - to dopiero wtedy możesz próbować nawiązać z nią relację. Teraz bowiem siebie ranisz. Ten czas braku kontaktu będzie sprawdzianem - bo być może nie mając obiektu uczuć przed oczami zwyczajnie "przejdzie Ci". A jeśli nie, to tym bardziej powinieneś zerwać kontakt, żeby próbować się otrząsnąć z tego, poczytaj odp. nr: 80, 526, 653, 825.
Tam znajdziesz rady.
I jeszcze jedno: nie chciej być jej kolegą. To się nie udaje. Nie ma sensu. Po co się katować jej widokiem i co jakiś czas znów czuć to samo? Pisałam o tym w odp. nr: 7, 1561, 1571, 2719.
Co do drugiego problemu: wejdź na stronę www.onanizm.pl i poczytaj rady i świadectwa. Jesteś na dobrej drodze do wyjścia z tego, bo się starasz i spowiadasz regularnie. Módl się do św. Józefa o czystość, proś Boga a za jakiś czas będzie ok., bo robisz postępy i chcesz bardzo z tego wyjść. Będzie dobrze. Z Bogiem!

  Ewcia, 24 lat
3211
08.06.2011  
witam
z moim mężem w przeszłości bywało różnie ale ogólnie rzecz biorąc znamy się 11 lat z czego 7 lat jesteśmy razem a w tym 8 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Mamy 5 miesięcznego synka i w sumie odkąd wzięliśmy ślub to jest tylko gorzej :/ Na pewno winna jest trochę sytuacja bo na razie mieszkamy u mojego taty i nie jest ciekawie bo jest bardzo wścibski, ale mój mąż bez przerwy narzeka, jak nie wypije 4 piw to nie zaśnie a na dodatek teraz znalazł sobie nowych znajomych i wieczorami wychodzi, wraca póżno i tyle. Według niego ma do tego prawo bo i tak nigdzie nie wychodzi... a ja siedzę z dzieckiem i nie mam chwili dla siebie. Ostatnio musiałam się uczyć na egzamin to najpierw siedział długo u swojej mamusi a potem poszedł po lody i wrócił 2 godz póżniej bo kolega zadzwonił itd itp nie wiem jak mam z nim postępować, nie jestem osobą, która długo się gniewa i on to wykorzystuje bo jak widzi, ze jestem zła to idzie spać a rano udaje, że nic się nie stało a mi złość przechodzi. Nie wiem sama, kiedyś byliśmy tacy szczęśliwi, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi a teraz kiedy on już jest w domu, to wtedy pilnuje malucha a ja mam jeszcze mnóstwo innych obowiązków domowych. Poza tym ja nie lubię jak on jest po kilku piwach. Kiedyś pił mniej a teraz mówi, że się odstresowuje. Nie wiem co robić. Długo walczyłam o tą miłość a czasami mi się wydaje, ze może za długo... mam tylko 24 lata a czuję się jak jakaś staruszka bo tak mnie to życie męczy. Chyba nigdy niue czułam się tak samotna jak teraz. Moja najlepsza przyjaciółka wyjechała i praktycznie nie mam z kim pogadać a On codziennie sobie wychodzi, gdzieś jeżdzi itp


* * * * *

Wiele rzeczy macie całkiem niepoukładanych. I czym prędzej coś należy z tym zrobić bo pogłębianie tego stanu rzeczy da fatalne rezultaty. Mam wrażenie, że Twój mąż nie jest dojrzałym mężczyzną. Że nie był dojrzały do małżeństwa skoro teraz tak się zachowuje. Piszesz, że długo walczyłaś o tę miłość, że długo się znacie. Był taki przed ślubem? Jeśli -tak - dlaczego za niego wyszłaś? Jeśli nie to kiedy tak radykalnie się zmienił i dlaczego?
Czy rozmawiacie? Chyba nie bo piszesz, że jesteś zła, on kładzie się spać a rano udaje, że jest ok. Czy wtedy rano z nim rozmawiasz? Mówisz co Ci się nie podoba? Mówisz jak się czujesz i czego od niego oczekujesz? Jeśli mówisz co on na to? Jeśli nie mówisz - mów. A może tylko są awantury? Może on chce byś "dała mu święty spokój" a to piwo to jego odskocznia? Koniecznie musicie rozmawiać ze sobą - spokojnie. O swoich własnych odczuciach. Musisz mu mówić, że go kochasz, że chcesz czułości, że potrzebujesz go i jego pomocy, że syn go potrzebuje. Poproś by po południu wychodził z Wami na spacer. Jak on reaguje na takie prośby? Kto i co jest ważniejsze? A może jest ważniejsze bo nigdy wprost mu o tym nie powiedziałaś?
Oczywiście źle, że mieszkacie z tatą, ale być może nie da się tak po prostu od razu wyprowadzić. A może się da? Jakiejś możliwości są? Porozmawiajcie o tym.
Koniecznie weź go na rozmowę i spytaj czego mu w tym związku brakuje, czego nie dostaje (ale od Ciebie, niech się tatą Twoim nie tłumaczy! To rozmowa o Waszym związku!)skoro wychodzi zamiast być z Wami. Dlaczego się z Tobą ożenił skoro rodzina nie jest dla niego najważniejsza? Piszesz, że jesteście 8 miesięcy po ślubie a macie 5-miesięcznego synka. Czyli byłaś w ciąży w momencie ślubu. Czy ciąża była jego powodem? A jeśli nawet nie (bo znacie się długo) to świadczy to o tym, że nie dochowaliście czystości przedmałżeńskiej. Czyli tak naprawdę on Cię nie uszanował a Ty na to pozwoliłaś. Więc skoro wtedy nie musiał się ograniczać i szanować to teraz uważa, że tym bardziej nie musi. Ja nie przestanę twierdzić, że czystość przedmałżeńska jest ważna! Nie chodzi tu już o samą kategorię grzechu ale o to, że współżycie zaślepia i powoduje, że nie poznajemy drugiej osoby tak naprawdę. Nie patrzymy lub przymykamy oko na inne cechy, na odpowiedzialność, czułość, opiekuńczość, siłę woli. Po prostu chcemy być razem bo nas ciągnie do siebie, skupiamy się na czym innym a wszystko inne zostaje na drugim planie. Tylko dzięki czystości można tak naprawdę w pełni świadomie się poznać.
Może tego elementu prawdziwości Wam zabrakło? Może nie spojrzałaś na niego nigdy tak bardzo trzeźwo, bez więzi jaką wytwarza seks?
Mimo, iż w małżeństwie już jesteś polecam Ci tę książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
bo musicie zacząć od podstaw. Tam poczytaj o dialogu, o tym czego i jak wymagać, jak wyrażać swoje potrzeby. Absolutnie nie milcz i nie przeczekuj, bo robi się bardzo nieciekawie. Z Bogiem!

  Kasia, 25 lat
3210
08.06.2011  
Witam serdecznie! Mam pewien problem: od 6m-cy chodzę z chłopakiem, staramy się budować naszą relację na mocnych fundamentach i kierować się nauką Kościoła, jeszcze nie powiedzieliśmy sobie słowa kocham i ja nie zamierzam tego zrobić dopóki nie usłysze tego od niego (zresztą nie śpieszno mi do tego) ale do rzeczy - otóż mamy problem z codziennym kontaktowaniem się - nie piszemy do siebie smsów, od początku znajomości mało pisaliśmy. Rozmawiamy codziennie przez tel. najczęściej wieczorem i wtedy nie możemy się nagadać, jednak mi chyba taki kontakt nie wystarcza. Rozmawiałam z nim o tym, że fajnie, by było jakby się bardziej otworzył i postarał się bardziej okazywać swoje uczucia, ale powiedział że mężczyźni okazują zaangażowanie poprzez działanie a nie słowa. No i faktycznie robi mi niespodzianki, odwiedza bez uprzedzenia itp. ale jak cały dzień nie ma ani jednego smsa to zaczynam się martwić:( Pytałam go też czy chciałby żebyśmy więcej do siebie pisali, odp. że tak, ale że to niesie za sobą ryzyko, że jak któregoś dnia nie napiszemy to będzie niepokój. Już sama nie wiem czy zostawić sprawę tak jak jest czy można coś z tym zrobić. Chciałabym żeby to wyszło z jego strony, nie chcę się narzucać więc sama też nie piszę. Proszę o radę.

* * * * *

Nie mów chłopakowi, że powinien "otworzyć się", "okazywać więcej uczucia" itp. bo to działa na niego jak płachta na byka. Chłopak wtedy "baranieje" i nie wie o co Ci chodzi. Bo przecież się stara a Ty masz pretensje. W dodatku - dla niego - zupełnie niezrozumiałych zachowań wymagasz bo cóż to oznacza "otworzyć się". No abstrakcja jakaś! Oczywiście, konkret typu "napisać sms" jest już zrozumiały. To od Was zależy co w tym temacie ustalicie. Rozumiem, że może Ci tego brakować ale rozumiem też, że on nie lubi np. pisać smsów, nie czuje takiej potrzeby. Co zatem? A to od Was zależy. Związek musi być oparty na kompromisie. Macie tu zatem pole do popisu jak to rozwiążecie. W mojej ocenie, jak na 6-miesięczny związek wszystko jest ok. i oboje się staracie. Kontaktu jest dużo. Nic tu nie szwankuje a po prostu macie trochę inne preferencje co do formy kontaktu. Prawdą jest to co mówi chłopak, że mężczyźni bardziej angażują się przez działanie a nie mówienie. No tak jest po prostu. Polecam Wam nasza książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
Może tam znajdziecie jakieś rozwiązanie lub zrozumienie Waszych wzajemnych potrzeb. Z Bogiem!

  kocanka, 26 lat
3209
05.06.2011  
Jestem dorosla kobieta ,wiele przeszlam w zyciu (ojciec alkoholik obrzydliwy i agresywny ,moja mama bezsilna z depresja ,rodzenstwo liczne i z licznymi problemami w dodatku bylismy daleko od siebie tylko awantury ojca nas jednoczyly ,sprawialy iluzje bliskosci i wzajemnej milosci )Nigdy nie mialam chlopaka mimo 26 lat ,caly czas sie krepowalam mezczyzn i czulam sie przez nich odrzucana .Chcialabym miec chlopaka meza ,bardzo potrzebuje bliskosci drugiej osoby ,akceptacji jednak nie wiem czy to mozliwe Choruje na depresje , nie umiem siebie zaakceptowac Czuje sie brzydka ,glupia ,kompletnie do niczego ,Siedze sama w domu i placze Co taka osoba jak ja moze zrobic zeby zaczac zyc szczesliwie Dlaczego Bog mnie ulepil i zeslal tu zebym cierpiala ?

* * * * *

Przede wszystkim musisz poczuć się NORMALNIE. To, że takie miałaś życie nie jest Twoją winą bo go nie wybierałaś. A zatem nie możesz się czuć gorsza a się czujesz. To co powinnaś zrobić to przede wszystkim iść na terapię DDA. To pierwszy krok, a bez niego nie ruszysz. Tam dowiesz się jak wyjść z takich problemów, jak dalej funkcjonować, z czego pochodzą Twoje reakcje i dlatego tak myślisz i czujesz. Zobaczysz jak inni sobie poradzili. Otworzą Ci się oczy na różne możliwości. Możesz też (ale w dalszej kolejności) iść do psychologa, tylko musisz trafić na dobrego, najlepiej katolickiego. On też Cię ukierunkuje.
A po trzecie - zrejestruj się tutaj: www.dla-samotnych.pl
Bóg pragnie naszego szczęścia. Bóg nie zaplanował dla Ciebie nieszczęścia. Powodem takiego Twojego dzieciństwa była postawa Twojego ojca a to nasiliło całą lawinę problemów (zastraszona matka, dzieci, które musiały radzić sobie same). Zobacz ile nieszczęścia - ale to nie Bóg je "zesłał" tylko są konsekwencją pewnych czynów człowieka. Nie chcę nastawiać Cię teraz przecie ojcu i obarczać go winą za wszystko. Nie znam jego życia, nie wiem z czego u niego to wynikało, może też nie miał łatwego dzieciństwa i nie był na tyle silny by nie powielać wzorów i chcieć z czegoś wyjść. To co możesz i powinnaś zrobić dla siebie to to o czym napisałam. Dobrze by było gdybyś na terapię DDA wzięła też mamę. Jej też należy się pomoc. Przed Tobą życie - zrób wszystko by było inne od tego co przeszłaś i żebyś była szczęśliwa. Bardzo wiele zależy od Ciebie i tego właśnie chce dla Ciebie Bóg. Z Bogiem!

  bogusia, 29 lat
3208
04.06.2011  
witam serdecznie ...za kilka miesiecy wychodze za maz ale mam watpliwosci ,niewiem co mam zrobic ...cala mlodosc przygotowywalam sie do malzenstwa,czytalam ksiazki ,sluchalam konferencji,modlilam sie o dobrego meza i tez czulam powolanie do bycia zona i matka...jednak im coraz blizej slub tym wiecej u mnie zmartwien...zastanawiam sie czy bedziemy dobrym malzenstwem ...jakos trudno mi zaufac narzeczonemu nie chce mu o tym mowic bo wiem ze to najwazniejsze w zwiazku ale poprostu tak nie czuje.. w dodatku mam swiadomosc ze jego rodzina a zwlaszcza mama mnie nie zaakceptowala...to bardzo smutne dla mnie bo widze jak jest w mojej rodzinie jak moja mama cieszy sie ze moje rodzenstwo poukladalo sobie zycie:) mama mojego narzeczonego skreslila mnie juz na poczatku, ona chce miec synka tylko dla siebie wiem ze zawsze ingerowala w zwiazki narzeczonego i bronila go wszelkimi sposobami.. mam swiadomosc ze nie bedzie z nia latwo i to mnie tez bardzo martwi...bo skoro teraz mnie nie akceptuje to tez nie moze nam dac blogoslawienstwa...moj narzeczony zapewnia mnie ze nie jest zwiazany z swoja mama ja jednak czuje ze ona jest miedzy nami...po czym poznac ze to jest mezczyzna ktoremu mozna powierzyc swoje zycie?? jak postepowac z trudna nadopiekuncza tesciowa??

* * * * *

Bogusiu, wątpliwości są normalne i rozterki też, jakbyś ich nie miała to by był znak, że nie myślisz o przyszłości. Zatem spokojnie. Jeśli przygotowywaliście się do małżeństwa solidnie to nie ma możliwości by to nie zaprocentowało. Co się w relację (czy cokolwiek innego) wkłada tym ona owocuje. Zapewne też zaprosiliście do swojej relacji Boga a skoro zawieracie sakramentalny związek małżeński to On sam będzie Was umacniał i Wam błogosławił. Nie bój się rozmawiać z narzeczonym o rozterkach. Może on też je ma, nie co do Twojej osoby oczywiście tylko w ogóle też się stresuje? Może razem sobie nawzajem te strachy rozpędzicie, może on Cię uspokoi?
Natomiast jego mama to już osobny temat i poważny.
Pytanie pierwsze: gdzie będziecie mieszkać? Bo mam nadzieję, że nie z nią. Koniecznie musicie zamieszkać osobno, pisałam o tym w odp. nr 1334. No ale mam nadzieję, że decyzja ta już za Wami. Pytanie drugie: on Ci mówi, czy Ty sama widzisz, że nie jest z matką związany pępowiną? Może nie za bardzo masz okazję widzieć skoro jego mama Cię nie zaakceptowała. Ale pewnie byłaś u niego w domu, przynajmniej się poznałyście, prawda? No i co zobaczyłaś? Nie chodzi o to, by on się od matki odcinał czy ją lekceważył, broń Boże. Musi ją szanować ale żyć swoim życiem i samodzielnie podejmować decyzje. Właściwie samo to, że mimo sprzeciwu matki chce się z Tobą ożenić i do tego dąży już dobrze świadczy - to znaczy, że matka nie ma aż takiego wpływu, by decydować o jego życiu.
No ale polecam też odp. nr: 842, 930, 2239.
Pytanie trzecie: jakie konkretne argumenty ona ma przeciwko Tobie? Jeśli konkretne - możesz je odeprzeć. Jeśli żadne - znaczy po prostu jest nadopiekuńcza. Jak z nią postępować?
Przede wszystkim to zadanie narzeczonego. To on musi sobie z nią radzić i bronić Waszej rodziny przed ingerencją. Być może będzie trzeba ustalić reguły, być może nawet coś jej zdecydowanego powiedzieć. Ale on to musi zrobić, nigdy nie Ty, bo staniesz się wrogiem. Wszelkie sytuacje konfliktowe on musi rozwiązywać. Z rzeczy praktycznych, tak jak już mówiłam przede wszystkim musicie mieszkać osobno i wszelkie sprawy Was dotyczące omawiać ze sobą, nie z nią. Ją można informować, natomiast nie może ona być między Wami.
Oczywiście to nie wina narzeczonego, że ma nadopiekuńczą matkę, natomiast jego zadaniem jest takie urządzenie relacji by się po prostu nie wtrącała. Oczywiście grzecznie i z szacunkiem. Naturalnie nie należy kontaktu zrywać, pomagać jej też trzeba ale w granicach normy i bez szkody dla Was. Odwiedzajcie się, mimo wszystko odwiedzajcie bo inaczej niechęć się pogłębi. Myślę, że im bliżej ślubu będzie tym bardziej ona będzie widziała, że decyzja syna jest nieodwołalna i "zmięknie" jeśli będzie jej na nim zależało. Ty bądź zawsze wobec niej grzeczna a w razie potrzeby proś narzeczonego o interwencję.
Jesteście dorośli i macie prawo do swojego życia, swojej rodziny. Nie może nikt się miedzy Was wtrącać. Polecam Ci też książkę Jacka Pulikowskiego "Jak pokochać teściową". I pamiętaj - o wszystkim z narzeczonym rozmawiaj a on niech rozmawia z mamą. A wracając do rozterek to może skorzystacie z "Wieczorów dla zakochanych?". Informacje znajdziesz tutaj:www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl Owocnego przygotowania do ślubu. Z Bogiem!

  Piotrek, 18 lat
3207
01.06.2011  
Witam.nie dawno poznalem dziewczyne ktora spodobala mi sie "od pierwszego wejrzenia" mysle o niej caly czas i chce dla niej jak najlepiej wiem ze ja kocham i wiem ze to wlasnie jest ta jedyna osoba.znamy sie malo czasu i nie wiem czy powinnem jej mowic o moich uczuciach..jesli sie przestraszy i uzna mnie za wariata?
Nie wiem co mam robic


* * * * *

Jasne, że jeszcze nie mówić, bo się przestraszy. Przeczytaj ten artykuł: [zobacz]
Polecam Wam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem i owocnego rozwoju relacji!

  Tomasz, 23 lat
3206/B>
31.05.2011  
Witam:) W styczniu poznałem moją obecną dziewczynę (poprzez źródełko:)) dzieli nas około 300 km ale mimo to spotykamy się dosyć często. W marcu nastąpił Powrót jej choroby (choroby afektywnej dwubiegunowej) do dzisiejszego dnia ona przebywa w szpitalu.To trudna przewlekła choroba - ona bardzo cierpi (choroba odbiera jej radość, normalne życie) ciężar tej choroby spada też na mnie (nie jest łatwo) choroba ta pośrednio zagraża też życiu. Mimo wszystko jesteśmy razem i razem walczymy z tą chorobą - przebywając razem ze sobą jesteśmy szczęśliwi i chociaż na chwilę zapominamy o chorobie. Problem polega na tym,że moja rodzina jest przeciwko temu związkowi ( mówiąc wprost dają mi do zrozumienia abym ją zostawił) wiem, że jest to ciężka choroba, której nie da się raz a dobrze wyleczyć można doprowadzić do jej remisji która nie będzie trwała wiecznie. Potrzebuję potwierdzenia, że robię dobrze będąc z nią a może opinii z zewnątrz która nakieruje mnie na odpowiednią drogę.Dziękuję

* * * * *

Chodzi o schizofrenię, tak? Ja nie mam na tyle wiedzy, żeby Ci konkretnie radzić, bo nie wiem jak wygląda funkcjonowanie takiej osoby w życiu codziennym. Wiem natomiast, że - jak z każdą chorobą psychiczną - nie jest łatwo. Sam masz teraz dowód na to, że nie jest różowo - jeśli ona od 3 miesięcy jest w szpitalu to znaczy, że tak będzie i później, prawda? Czy jesteś w stanie się na to zgodzić, czy jesteś w stanie w tym czasie kiedy ona w szpitalu będzie zajmować się wszystkim? Chodzić do pracy, utrzymywać rodzinę, jednocześnie opiekować się dziećmi, gotować i odwiedzać ją w szpitalu - i co najważniejsze - wyciągać ją z jej stanów psychicznych? Czy nie będzie to zbyt wiele, czy nie będziesz się złościł i miał pretensji do losu, że Ciebie to spotkało, że (przynajmniej w czasie nawrotów jej choroby) nie masz w niej partnera, tylko tak jakby dziecko i to w dodatku dziecko chore?
A przecież nikt nie zdejmie z Ciebie innych obowiązków. Czy myślałeś nad tym jak pogodzisz wszystkie swoje funkcje?
Czy jesteś gotowy na to, że (być może) ona nie będzie mogła całkowicie lub częściowo pracować a zatem i zarabiać a może i obowiązków domowych - w pewnych przynajmniej okresach - nie będzie wykonywać? Jak wytłumaczysz dzieciom co dzieje się z matką, jak będziesz chronił je w szkole, na podwórku przed złośliwymi uwagami?
Co zrobisz kiedy jednocześnie Ty będziesz miał grypę, dzieci ospę a żona będzie miała depresję? Jak przede wszystkim Ty będziesz funkcjonował w układzie, o którym wiesz, że nie jest do końca taki jak u innych, a być może nikt Cię nie wesprze i jeszcze spotkasz się z wrogością, bo i tak bywa? Czy jesteś gotów do końca życia dotrzymać przysięgi, że jej nie opuścisz, nawet gdy będzie miała atak choroby i np. będzie Cię obwiniać, że jej nie kochasz albo będzie chciała popełnić samobójstwo?
Dlaczego Cię zniechęcam? Otóż, widzisz, nie zniechęcam ale pokazuję jak jest potem, w małżeństwie. Zadaj sobie te pytania, wyobraź te sytuacje. Jeśli mimo wszystko Cię to nie zniechęciło i uważasz, że dasz radę - to próbuj. Jednak musisz mieć świadomość. To podstawa. Wchodząc w związek z kimś musimy mieć świadomość jego wad, ograniczeń, chorób. Musimy wiedzieć (a nie tylko ufać, że jakoś to będzie), że jesteśmy na tyle silni, że damy radę, że chcemy zaryzykować. Czy możesz w tej sytuacji na kogoś liczyć? Choćby na pomoc jej rodziców (bo że będzie potrzebna to przyjmij jako pewnik). Zakochanym wszystko wydaje się po przejścia, pogodzenia. Wydaje się, że wystarczy kochać. Tymczasem oprócz miłości konieczna jest wiedza, siła i chęć. I dlatego musisz wiedzieć, że czasem będziesz nie tylko jej mężem ale i opiekunem i psychologiem. Powiesz, że przecież w małżeństwie też zachorować można albo, że pobierają się ludzie niepełnosprawni i im wychodzi. Oczywiście. Pewnie to wszystko jest na ludzkie siły, ja nie mówię, że nie. Tyle, że może nie na każdego siły. Poza tym trzeba być na trudności gotowym i odpowiednio przygotowanym. Żebyś potem nie uważał się za oszukanego i bezsilnego, bo jednak nie dajesz rady. Choroby psychiczne są inne, dużo trudniejsze i przede wszystkim bardziej nieprzewidywalne niż fizyczne. Stąd musisz o jej chorobie wiedzieć jak najwięcej i być gotowym także na to od strony psychologicznej.
Nie spiesz się zatem z decyzją, obserwuj jej zachowanie, dowiaduj się coraz więcej o jej chorobie. Poza tym tak jak w każdym innym związku: poznawajcie się, odkrywajcie wspólne cechy, zainteresowania, światopogląd.
Ja nie twierdzę, że taki związek jest niemożliwy, ale nie mam prawa napisać Ci, że dobrze robisz i będzie ok. Bo tego nie wiem. To Twoje życie i Twoja decyzja. Zapewne wiele zależy od prognoz i tego jak do tej pory choroba wyglądała. I od Twojej na to gotowości. Z Bogiem!

  asia, 25 lat
3205
27.05.2011  
Dzień dobry.
Czytałam Pani porady dotyczące rozeznania prawdziwej miłości. No właśnie:) jestem z chłopakiem 3.5 roku. Mamy wstępne plany zaślubin pod koniec 2012r. Ale ja nie wiem, czy to ten.. Kocham go. Nie mam motylków w brzuchu, nie mdleję na jego widok i chyba nigdy nie mdlałam. Zawsze miałam wyobrażenie, że mój przyszły mąż będzie romantykiem.. będzie miał artystyczną duszę, będzie mi grał i spiewał.. będzie mądrzejszy ode mnie i bardziej wierzący.. Zawsze będzie umiał mnie podnieść na duchu..
A tu trafiłam na zupełne przeciwieństwo.
Nie zawsze za nim tęsknię jak wyjeżdża w delegację, nie zawsze czuję "ogień w środku". Ale jak robiliśmy sobie dłuższą przerwę, szybko zaczynałam tęsknić, czując, że go tracę. Kocham go, ale.. jakby czegoś tu brakuje. Do tej pory mi to starczało, ale teraz.. w świetle naszych planów.. coraz więcej mam wątpliwości, czy nie trafię kiedyś na kogoś, przy kim będę fruwała ;]
Wiem, że damy radę stworzyć dobrą, kochającą sie rodzinę..dbającą o siebie i walczącą o uczucie.
Może to mało dojrzałe, może ja jestem nie dojrzała do związku.. stara kobita a marzy o księciu z bajki..
może fakt, że leczę się na depresję też ma jakiś wpływ na moje uczucia, i co dalej z tym idzie-wątpliwości. Może najpierw powinnam poukładać siebie, nim wejdę w zw.małżeński?


* * * * *

Co do depresji to z pewnością powinnaś poukładać wszystko w sobie zanim w małżeństwo wejdziesz. Tylko …ja tu widzę list szczęśliwej istot a nie żadnej depresji. Któż Ci to zdiagnozował? No, mniejsza o to, sama wiesz dlaczego się leczysz.
Co do Twoich pytań: według mnie to miłość. Według mnie - podkreślam. I popatrz, normalnie chyba na taki sam egzemplarz trafiłyśmy - mój mąż też ani nie gra ani nie śpiewa, wierszy nie czyta i do romantyka też mu daleko ;-) Ale na poważnie: takie myśli ma każda kobieta, bo taka nasza natura. A męska jest inna. I dobrze. Bo on ma twardo na ziemi i stać i byt rodzinie zapewnić a poezją to (raczej) rodziny się nie wykarmi.
No, to Ci powiedziałam. A teraz jeszcze polecę Ci naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc gdzie upewnisz się do tej relacji. Podpowiem też, żebyś się modliła cały czas o Wasz związek i życząc dobrych przygotowań do małżeństwa pozdrawiam. Z Bogiem!

  Kasia, 31 lat
3204
26.05.2011  
Witam po wielu latach.To ja pisałam do Pani kilka razy (m.in.odpowiedż 400), z powodu tego że rodzice nie akceptowali mojego związku z mężczyzną bo był...otyły.Otóż tamten związek jednak nie przetrwał....Po bardzo burzliwym rozstaniu( D. wtedy myśłał o samobójstwie gdy powiedziałam że juz go nie kocham!!) poznałam kolegę ze studiów w którym się zakochałam.Był prawie idealny:przystojny, wysportowany, wykształcony, umiał mnie w sobie rozkochać, był romantyczny...Po ok roku chodzenia ze sobą zaręczyliśmy się , po pół roku-pobraliśmy się,PO roku urodziła sie Nasza Córeczka.Wszystko prawie idealnie...Rodzice szczęśliwi.My budujemy dom....ale....brakuje prawdziwej miłości......:(:(Nie czuję się kochana, mąż o mnie nie dba, jest egoistą, nie szanuje swoich i moich rodziców,sypiamy ze sobą raz na kilka miesiecy...Równia pochyła a ja nie mam sił by to zmienić.NIe rozmawiamy bo mąż nie widzi problemu, śpimy w osobnych pokojach.Więzi prawie żadnej...Boli okropnie bo inaczej wyobrażałam sobie miłość.Dlatego czasem wracam pamięcią do mamtego mężczyzny, nie tęsknię ale dopiero teraz widzę kogo straciłam....I nie liczę już na nic...Tylko czasem się modlę, żeby zupełnie się nie zatracić.Napisałam do Pani, a właściwie do wszystkich żeby przestrzec przed takimi błędami- przed odrzucaniem MIŁOŚCI....Ja po prostu przestaję chyba wierzyć że będę kiedyś kochana przez męża....Wybaczcie , że zawiodłam.Z Bogiem.

* * * * *

Czemu tak szybko? Żeby zapomnieć i sobie samej udowodnić, że stać się na kogoś innego? Żeby on się nie rozmyślił? Może tak bardzo pragnęłaś odmiany, że zwróciłaś uwagę na wygląd a wnętrza nie poznałaś?
No nic, tyle spojrzenia w głąb. Teraz co dalej.
Zależy Wam na sobie? Pewnie tak. Czy zatem mąż tak się zmienił czy Ty wcześniej tego nie dostrzegałaś? A może emocje minęły i zobaczyłaś, że nie macie wiele wspólnego?
Tak czy inaczej pora najwyższa by… zacząć się poznawać! Tak, tak, ja mówię poważnie. Pora by się poznawać i zacząć żyć ze sobą naprawdę. Może odkryć się na nowo?
Skoro jednak coś Was ku sobie skłoniło to trzeba się temu przyjrzeć, odkopać i czas zacząć o siebie dbać. Konieczne są rozmowy, spokojne, bycie dla siebie dobrym, docenianie siebie nawzajem. Wiem, że trudno Ci to przyjąć skoro nie spotykasz wzajemności. Ale daj Wam szansę i próbuj. Mąż będzie zaskoczony, może zlekceważy, może wyśmieje, ale po którymś razie odwzajemni. Rozmawiajcie o Was, o przyszłości, o dziecku. Róbcie plany. Spędzajcie ze sobą jak najwięcej czasu. Tylko w ten sposób poznacie się głębiej i zaprzyjaźnicie. Mówisz, że to nie to samo co miłość? To podstawa miłości. Zaufanie, szacunek, przyjaźń - to jej fundamenty. Bez nich nie ma relacji.
Wiem, że siłą rzeczy wracasz do tamtego chłopaka. Ale nic to nie da i nie ma to sensu. Bo jesteś żoną kogo innego i teraz, z tym człowiekiem masz budować życie. Z tamtym byłoby Ci lepiej - albo …by nie było. Nie wiesz tego. Jednak skoro Bóg pobłogosławił w sakramencie małżeństwa Tobie i jemu to Wasz związek będzie umacniał i Was wspierał. To Wam dał łaskę. I dlatego to Wy teraz stanowicie osobną jednostkę, rodzinę, którą macie rozwijać i w której osiągnąć zbawienia. Powołaliście do życia dziecko - ona ma prawo wzrastać w kochającej rodzinie - ślubowaliście to przed Bogiem. Przede wszystkim jednak ślubowaliście sobie wzajemne STARANIE. Bo miłość to staranie się przez całe życie. Które zwykle różowe nie jest. To my mamy je ubarwić i tak nim pokierować byśmy byli szczęśliwi mimo trudności.
Bóg chce naszego szczęścia. Ale ono nie spada z nieba samo. Trzeba o niego walczyć każdego dnia. Dlatego walcz - poprzez szacunek, docenianie tego co w mężu cenisz, rozmowy. Może wyjedźcie na jakieś małżeńskie rekolekcje. Cieszcie się tym co macie a macie wiele - naprawdę. Reszta czyli szczęście należy od Was. Nie mów że wątpisz, czy mąż będzie Cię kochał. Staraj się Ty go kochać i przez to dotrzeć do niego i obudzić w Was to co Was połączyło i co sobie przyrzekliście. Nie będzie tego oczywiście bez modlitwy. Dlatego koniecznie módlcie się lub nawet Ty sama się módl o nawrócenie i miłość. Polecam Ci np. Nowennę Trzech Zdrowaś Mario. Skuteczna.
Możesz też - mimo, ze już po ślubie - poczytać naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc - znajdziesz tam rady co do dialogu i budowania związku.
Z Bogiem!

  Edyta, 23 lat
3203
23.05.2011  
Szczęść Boże! Piszę do Pani, ponieważ sama nie wiem co mam dalej robić, jak postąpić. Mam męża. Jesteśmy małżeństwem od 8 miesięcy. Problem jest w tym, że jego zachowanie po slubie doprowadza mnie do wybuchów. Tłumię w sobie pewne sprawy, ale do czasu. Powiedział mi, że to moja wina, że on nie wie czy to małżeństwo w ogóle ma szanse. Nie rozumiem, bo zawsze byłam bardziej dla niego niż dla siebie, ale oczekiwałam jakiegoś ciepła, oddania, poczucia bezpieczeństwa. Przed ślubem był za granicą przrz 2,5 roku. Czekałam. Ale wtedy pojawił się u mnie strach. On dobrze wiedział jak się czuję, ale nic z tym kompletnie nie zerobił. Mówił, że mi się to wszystko wydaje. Teraz znów spomina o wyjeździe kilka razy w tygodniu, chociaż dokładnie wie, że nigdy nie zgodziłabym się na małżeńswto, gdybym wiedział, że ma zamiar wyjechać. Ciągle czuję strach, że kiedyś powie, że wyjeżdża. Bo nie liczy się z moim zdaniem, z moimi planami i pokazuje to na każdym kroku. Gdy chcę pogadać ważniejszy jest internet, auto itp. A ja już mówię o swoich obawach, uczuciach, to wybucha śmiechem. Ja też wybuchłam wczoraj, ale wszystkimi emocjami, które miałam. I nawet chciałam się zabić. Byłam w takim stanie, że nie wiedziałam kim jestem. A z jego strony wystarczyło tylko mnie przytulić. Ale on wolał przez cały czas na mnie przeklinać, jakbym była jakimś śmieciem. Nie wiem co robić. Czuję, że staczam się na dno. Prosze o pomoc

* * * * *

A czy tak było przed ślubem? Jeśli czułaś strach, obawy to trzeba było wstrzymać się ze ślubem, pobyć ze sobą dłużej, ustalić pewne rzeczy. Przed ślubem nie powinno być niedomówień i strachu. Nie można się pobierać licząc, że "jakoś to będzie". Piszę tak dlatego, że mam wrażenie, że on zawsze taki był, że nie liczył się z Tobą a Ty na to się zgadzałaś.
Masz rację, że nie chcesz by on wyjeżdżał, bo to nic dobrego. Jego postawa to lekceważenie Ciebie i Twoich potrzeb, to postawa chłopaka, który "bawi się" swoimi gadżetami uciekając od trudności. Może oboje nie byliście jeszcze gotowi na małżeństwo? Bycie we dwoje nie jest łatwe i kryzysy się zdarzają. Jednak aby być ze sobą trzeba po prostu i przede wszystkim ze sobą rozmawiać. Czy to robicie? Nie w formie awantur tylko czy siadacie i mówicie co czujecie, co byście chcieli, jak widzicie pewne sprawy? Jeśli powiesz, że z nim nie da się rozmawiać to spytam czy i przed ślubem się nie dało?
A jeśli się dało to co się stało, że teraz się nie da? Może to Twoje zbyt emocjonalne reakcje, może zaraz krzyczysz i nie podajesz żadnych argumentów? Może chcesz postawić na swoim za wszelką ceną?
To, co musicie zrobić to po prostu przeprowadzić szereg rozmów o Waszej przyszłości.
W zasadzie powinniście zrobić to przed ślubem. Chyba mieliście jakiś plan na małżeństwo, na rodzinę. Jak to wyglądało?
Warto do tego wrócić. A jeśli nie mieliście to czemu nie mieliście? Koniecznie na spokojnie usiądźcie i porozmawiajcie. Zrób herbatę i spokojnie poproś go o kilka chwil. Powiedz mu najpierw, że go kochasz, że dlatego za niego wyszłaś, powiedz co Ci się w nim podoba, za co go cenisz. Pochwal go. Powiedz też jak się czujesz, powiedz o tym lęku. Nie obwiniaj go o wszystko i nie zarzucaj tym co Ci się nie podoba tylko mów jak Ty się z tym czujesz. I niech on zrobi to samo. Będzie zaskoczony, zobaczysz. Ale tylko dobrem i spokojem możecie budować. 8 miesięcy po ślubie to może czas kiedy wygasły emocje a teraz każde usiłuje robić to co uważa za stosowne i wymaga by drugie się podporządkowało. A nie o to chodzi w związku tylko o to, by wspólnie mieć pomysł na życie. Mimo, iż już po ślubie jesteście polecam Wam naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Przeczytajcie ją. I jak najczęściej spokojnie rozmawiajcie, nie tylko na głębokie tematy, ale po prostu wychodźcie sobie wieczorem na spacer, zjedzcie obiad na balkonie, powiedzcie sobie coś miłego. Nie chodzi absolutnie o to, byś Ty coś tłumiła w sobie (bo jak widzisz to zawsze wybuchnie) ani też o to, by on się podporządkowywał, chodzi o to, byście się wzajemnie szanowali i uczyli być we DWOJE a nie każde z osobna bo jesteście już małżeństwem a nie parą. Przede wszystkim jednak musicie nauczyć się ze sobą ROZMAWIAĆ. Z Bogiem!

  Ania, 14 lat
3202
15.05.2011  
Witam ! ;)
Mam 14 lat , ale ciekawi mnie dużo rzeczy. Moje pierwsze pytanie raczej nie będzie dotyczyło całkiem miłości, ale chciałabym tutaj o tym napisać ... Chodzi o to , że jestem za niska !!! (wiem , że to może głupie). Czasem jestem o to zła na siebie , jestem najnizsza w klasie , przez to wyglądam na młodszą , a ja tak nie chce ! Mam 150 cm , a to mało. I mam takie wrażenie , że przez to czasem wyglądam dziwnie przy moich wyższych koleżankach. I czasem głupio się czuję przy chłopakach , którzy są np. w moim wieku , a ja sięgam im jedynie do ramienia , czy jeszce niżej ... Czy przez to moge być odbierana przez innych bardziej jak dziecko ??

2.Czytałam gdzieś kilka razy, że ksiądz jest dla wielu i nie można go zabierać dla siebie. Chciałam zapytać dlaczego tak jest ?? Przecież ksiądz też może mieć przyjaciół , tak mi się wydaje ...

Z góry dziękuje i pozdrawiam ! ;)


* * * * *

Co do pierwszego pytania: rośnie się przynajmniej do 20. roku życia, więc nie trać nadziei.
Co do drugiego polecam ten artykuł: [zobacz] wszystko tam napisałam.
Z Bogiem!

  karolina, 20 lat
3201
13.05.2011  
Droga Redakcjo
Moj chlopak z ktorym jestem od 7 miesiecy tlumaczy mi ze bez gestow podchodzacych pod podwaliny nieczystosci czuje sie niekochany. Jestem temu calkowicie przeciwna jednak on tlumaczy ze konsekwencjami tego w pozniejszym zyciu naszym tj malzenskim moze przez to wytworzyc sie blokada na jakiekolwiek gesty wyrazające milość. Zwyczajnie przestaje juz przez to wszystko miec zdrowe spojrzenie na sytuacje i nie wiem gdzie lezy dobro. Czuje sie fatalnie, Boga w tym probuje zawrzec duzo jednak moj chlopak twierdzi ze to nic nie da, ze nie ma 100% pewnosci ze to cokolwiek da. Bede szalenie wdzeczna za udzielenie mi opinii z zewnetrznego punktu widzenia. Z poważaniem - Karolina


* * * * *

Daj mu i sama przeczytaj ten artykuł: [zobacz] Jeśli nadal będzie Cię namawiał do takich gestów zerwij z nim, bo szuka wyłącznie własnej przyjemności i nie rozumie czym jest miłość. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 30.08.2014, 22:10


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej