Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Jak wygrać małżeństwo? Instrukcja obsługi Jak wygrać małżeństwo? Instrukcja obsługi
Mariola i Piotr Wołochowiczowie
Przed każdym zakupem, sprzedażą, zastanawiamy się więcej niż przed ślubem. A przecież małżeństwo jest "aż do śmierci"! Zakochanie przychodzi samo, ale aby stworzyć szczęśliwe małżeństwo, trzeba się napracować. Trzeba też dużo wiedzieć i trzeba jeszcze mieć chęć i siłę wprowadzić to w życie... » zobacz więcej




  malina, 20 lat
3300
13.04.2012  
Witam:) Nie będę oryginalna pisząc, że się zauroczyłam pewnym chłopakiem z byłej szkoły. Mój problem jednak polega na tym, że nie znamy się i nie wiem w jaki sposób do niego dotrzeć, jedynym wyjściem pozostał internet. Mam złe doświadczenia po tym jak zagadywałam pierwsza do płci przeciwnej, ale nie widzę innej możliwości, nie mogę o Nim zapomnieć i chciałabym wyjaśnić tę sprawę, usłyszeć tak- chcę Cię poznać albo nie, nie jestem zainteresowany. Nie mamy wspólnych znajomych i nie wiem co bym mogła do niego napisać, żeby go nie wystraszyć... Cała trudność jest jeszcze w tym, że jest on ode mnie młodszy o 3 lata.Ja już skończyłam szkołę, planuję studia, jemu zostały 2 lata. Mi to kompletnie nie przeszkadza, bo nie wydaje się niedojrzały jak jego rówieśnicy albo nawet starsi koledzy. Ale on może myśleć, że jest dla mnie zbyt młody i przez to też prawdopodobnie nie wykonał wobec mnie żadnego konkretnego ruchu. Ilekroć jednak mnie widział, wpatrywał się we mnie, nasze oczy się sp otykały, on przepuszczał mnie w drzwiach. Teraz nie mam okazji go spotkać, wyjechałam 300 km dalej dla studiów i rzadko przyjeżdżam do domu. Jeśliby jednak nam się ułożyło starałabym się częściej wracać, spędzać wakacje w rodzinnym mieście- wiem po prostu że starałabym się to pogodzić. Boję się tylko, że to może ja się tak angażuję, a dla niego to nic nie znaczy i nie wiem, jak się tego w delikatny sposób dowiedzieć, bo jak już wspominałam, mam złe wspomnienia w tych sprawach. Ale też wiem, że człowiek jest kowalem swego losu i nieraz warto zaryzykować jeśli nam na czymś zależy,a mi zależy bardzo. Będę bardzo wdzięczna za poradę, żeby wyjść z tej sytuacji "z głową" jak to mówią i czy Twoim zdaniem warto:))) pozdrawiam

* * * * *

Czy warto to nie wiem ale możesz się przekonać. A jedyna droga to jakieś nawiązanie kontaktu. Sprawa jest o tyle utrudniona, że nie macie już stałego kontaktu ale nic straconego. Polecam Ci odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 o tym jak nawiązać kontakt, mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie. Możesz na początek zapytać o coś ze szkołą, tak sentymentalnie skoro już tam Cię nie ma. Może jest jakaś uroczystość szkolna, był remont lub coś w tym rodzaju.
Tylko w żadnym wypadku nie wyznawaj miłości, pisałam o tym w odp. nr: [zobacz] Z Bogiem!

  Emi, 19 lat
3299
10.04.2012  
Jestem w związku z chłopakiem od 3 lat. Poznaliśmy się w pierwszej klasie liceum i zostaliśmy parą. Nasze początki nie były łatwe. Ponieważ byliśmy zupełnie innymi ludzmi, nie mieliśmy wspólnych zainteresowań i przyjaźniliśmy się z innymi typami ludzi. To sprawiało że żyliśmy tak naprawdę osobno.Później rozstaliśmy i wtedy zrozumiałam, że go kocham! Wróciliśmy do siebie pod warunkiem zmiany naszego życia. Tak abyśmy żyli godnie i w pełni razem, nie oszukując się! Wszystko do tej pory było dobrze, lecz jedyne co niszczy nas związek od dawna jest jego chorobliwa zazdrość! Wszędzie dopatruje się mojej zdrady, osądza mnie o nią na każdym kroku! Ja nie zostaje mu dłużna ! Dlatego od niedawna jest bardzo źle. On nie potrafi poradzić sobie z tym problemem, ja próbuje mu pomóc lecz to nie daje rezultatów. Wykańczamy się psychicznie! Modlimy się oboje aby Bóg nam pomógł, niestety jest coraz gorzej. Czy Bóg chce nam pokazać że nie powinniśmy razem żyć? Jak rozwiązać problem tej chorej zazdrości ? My naprawdę nie potrafimy bez siebie żyć! Proszę o pomoc !

* * * * *

Zazdrość to bardzo niszczące uczucie i nie da się tworzyć dobrego związku tak się zachowując. Ale zazdrość to tylko objaw. Czego? Ano ogromnego braku zaufania do siebie! Gdyście byli siebie pewni, ufali sobie to nigdy nie przyszłyby Wam do głowy pretensje lub sprawdzanie drugiej strony gdyż wiedzielibyście, że się kochacie i nie musicie się w tym upewniać. Zastanówcie się więc co stoi za tym barkiem zaufania - brak akceptacji tego drugiego, strach przed tym, że znajdzie sobie kogoś innego, że niedostatecznie kocha, Wasza inność, brak wspólnych zainteresowań, stylu życia? Przyczyn może być wiele.
Polecam Ci także odp. nr: 24, 377, 1343, 1385. Z Bogiem!

  Kinga, 19 lat
3298
09.04.2012  
Czy można kochać bojąc się?

* * * * *

Zawsze miłości towarzyszą lęki: o to czy to ten właściwy człowiek, o emocje, o przyszłość itp.. Naturalnie, że się pojawiają i są normalne. Oczywiście nie można albo nie powinno się kochać kogoś kogo się boimy - ale chyba nie o to pytasz. Z Bogiem!

  Anna , 50 lat
3297
29.03.2012  
Moja córka (24) wyprowadziła się do narzeczonego (44). Kiedy planowała to zrobić powiedziałam, że nie będzie miała powrotu do domu, więc początkowo zostawała u niego pod różnymi pretekstami, ale w tej chwili przyjeżdża do domu jak ma jakąś potrzebę, oczywiście przeważnie przyjeżdżają razem. Ja wstydzę się takiej sytuacji dlatego nic nie mówię ani rodzinie ani znajomym, choć zdaje się, że to tajemnica poliszynela, ale tak naprawdę nie o tym chcę pisać. Mimo, że córka określiła się jako "wyprowadzona" z domu pozostawiła tutaj swoje rzeczy, ubrania, książki. Planuję ( takie propozycje padają od pozostałych moich dzieci - 25 i 19 lat) powiedzieć jej by podjęła decyzję o definitywnym wzięciu swoich rzeczy z domu mając nadzieję, że to spowoduje zmianę postępowania.Czy to jest słuszne? Czy może jest ryzyko że zadziała w sposób którego nie przewiduję? Mąż w ogóle nie podejmuje tematu. Ja cały czas się oszukuję a dzieciom tłumaczę że jestem matka i to trudne.
Przeprowadziłam wiele rozmów z córką i o różnicy wieku i o powrocie do kościoła (ona niestety wciąż to samo, że wierzy w Boga, ale nie wierzy w Kościół) Córka mówi zdecydowanie, że się kochają i chce przed ślubem mieszkać z nim.Co robić? Jeśli do udzielenia odpowiedzi są potrzebne jeszcze jakieś szczegóły to proszę o maila na skrzynkę. Dziękuje serdecznie za odpowiedź.


* * * * *

No cóż, córce mogę polecić ten artykuł: [zobacz] może wydrukuj jej i daj, żeby choć przeczytała. Bardzo prawdopodobne, że w ogóle się nie przejmie, ale przynajmniej będzie wiedziała, że trwasz przy swoim stanowisku.
Pytanie zasadnicze to takie dlaczego mąż nie podejmuje tematu? W końcu jest ojcem, w końcu jest Twoim mężem, w końcu jest głową domu i ponosi odpowiedzialność za rodzinę. Koniecznie porozmawiaj z nim i zażądaj, by z nią (i najlepiej tym narzeczonym jeśli to możliwe) stanowczo porozmawiał. A co robić? Jest wiele różnych stanowisk w tej sprawie ale chyba najsłuszniejsze to takie, by córki nie przekreślać, nie kazać jej wybierać i nie zrywać kontaktu. To Wasze dziecko i kochacie ją przecież mimo tego.
Doskonale wie, że tego nie akceptujesz i to jej uświadamiaj za każdym razem. Niestety, ponieważ jest dorosła ma prawo robić co chce.
Ale naturalnie nie macie żadnego obowiązku już łożyć na jej utrzymanie ani w żaden inny sposób ułatwiać jej pobytu z tamtym człowiekiem - myślę tu o pomocy finansowej np. w płaceniu czynszu itp.
Jednoznacznie też powiedzcie jej, że dopóki nie wezmą ślubu to on nie może bywać u Was w domu- i nie ustępujcie w tym!, nawet na święta! (córka może Was odwiedzać sama) i traktujcie ją tak jakby była sama, tzn. nie pytajcie o narzeczonego, nie gotuj pierogów i nie dawaj jej do domu i w żaden inny sposób nie dawaj do zrozumienia, że uznajesz jej związek.
To bardzo trudna sytuacja, tym bardziej, że macie jeszcze inne dzieci, którym córka daje zły przykład.
Musi wiedzieć, że kochacie ją ale potępiacie jej zachowanie i dopóki to się nie zmieni nie będzie akceptacji ani dla jej miłości ani tego człowieka. Swoją drogą dobrze byłoby z nim porozmawiać ale pewnie to niemożliwe.
Zatem możecie zająć stanowisko tylko w stosunku do córki. Ale przy czynnym i zdecydowanym udziale męża, tak, by wiedziała, że OBOJE jako jej rodzice troszczycie się o nią i mówicie jednym zdecydowanym głosem. Z Bogiem!

  Ola, 25 lat
3296
18.03.2012  
witam.bylam z chlopakiem ponad 4 lata,on jest muzlumaninem ale nie jest zlym czlowiekiem.w 2010 powaznie sie rozchorowal.bylam przy nim caly czas,nie pomyslalam o odejciu nawet gdy podejrzewali shizofremie.niestety cos sie w nim zmienilo.byla a raczej nadal jest to wielka milosc mojego zycia.rozstawalismy sie kilka razy ale ostatnio to juz na dobre.jak poradzic sobie z taka utrata?mieszkam w UK,nie mam tu rodziny.on byl dla mnie wszystkim.teraz nie mam nikogo.jest mi ciezko i bardzo zle.jesli nie jest nam pisane bycie razem jak przezwyciezyc ten ogromny bol ktory nie pozwala mi normalnie funkcjonowac?jak odnalesc na nowo sens zycia?

* * * * *

Widzisz, każde rozstanie jest bardzo bolesne i potrzeba czasu by rany się zagoiły. Polecam Ci odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć, jak poradzić sobie z tą sytuacją.
Powiem Ci tylko, że nigdy ta druga osoba nie może być dla nas całym światem, bo gdy odejdzie mało pozostaje. Może nie bardzo Cię to pocieszy ale widocznie lepiej, że stało się to teraz niż np. po ślubie. Związek z osobą innej wiary jest zawsze bardzo trudny i pojawia się wiele problemów wynikających z dzielących różnic.
Teraz musisz pomału uporać się z tym uczuciem, pozwolić sobie na żałobę i dać sobie czas. A także modlić się by w odpowiednim czasie spotkać tę właściwą osobę. Z Bogiem!

  Anna, 25 lat
3295
07.03.2012  
Piszę, bo jest mi ciężko. Ostatnie pół roku spędziłam ze wspaniałym facetem, było to w sumie trzecie podejście do naszego związku. Po pierwszym razie stchórzyłam, po drugim zostawiłam go z głupiego powodu, jednak po pół roku zrozumiałam, że go na prawdę kocham i próbowałam go odzyskać. To było we wrześniu. Dostałam szansę. Tworzyliśmy udaną parę. Niestety od listopada zaczęły się moje problemy zdrowotne. Okazało się, że mam guza na płucach, wycięli..nowotwór neuroendokrynny, złośliwy. W kwietniu kolejne badania, czy nie ma innych ognisk. A mój chłopak...przez cały czas był przy mnie, dbał o mnie, wspierał.Teraz jednak poprosił o czas, bo zabrakło mu sił.Powiedział, że kocha mnie,ale boi się, że sobie nie poradzi, jeśli coś mi się stanie...Co mam zrobić?Dałam mu czas, ale boje się...Modlę się o to, żeby znalazł te siły. Czy to wszystko ma sens?Powinnam o nim zapomnieć i żyć dalej?Nie wiem co robić...

* * * * *

Współczuję Ci trudnej sytuacji i nie wiem za bardzo co doradzić. Bo decyzja należy do Was. Minęło trochę czasu, czy coś się zmieniło? Rozumiem jego obawy, na plus jest to, że opiekował się Tobą, był z Tobą, więc przeszliście tę próbę pomyślnie. Właściwie powinniście z tego wyjść silniejsi, on także...Nie wiem czy jesteś w stanie poradzić sobie teraz z tym jego niezdecydowaniem, lękiem. Ty potrzebujesz teraz wsparcia i silnego mężczyzny. Mam nadzieję, że tak właśnie z Wami będzie. Ale jeśli to jego milczenie i wątpliwości będą się przeciągały będzie to świadczyło o tym, że jednak on się waha i że zabrakło mu odwagi żeby zaryzykować. I wtedy nie będzie sensu ciągnąć tego dalej, trzeba będzie coś zdecydować. Bo nie możesz czekać w nieskończoność. Więc po jakimś czasie porozmawiaj z nim poważnie. Życzę Ci i zdrowia i tego by wszystkie problemy rozwiązały się pomyślnie.Z Bogiem!

  Myszka, 25 lat
3294
01.03.2012  
Witam,
rozstałam się z chłopakiem. Byliśmy razem 3 lata. To była moja decyzja spowodowana ty, że nie potrafiłam sobie wyobrazić życia z Nim. Nie potrafię żyć z Nim i nie potrafię żyć bez Niego. Wierzę, że to jest dobra decyzja ale jest tak bardzo ciężko. Rozstałam się ponieważ jest niedojrzały, nie widzi potrzeby modlitwy, nie potrafi być przyjacielem, rozwój duchowy nie jest ważny dla Niego. Zbyt mało się angażował w nasz związek a za bardzo w pracę. Chyba się nie spodziewał, że takie będą tego konsekwencję choć tyle razy mu to mówiłam. Starał się, ale nie tak jak tego oczekiwałam. Często miałam wrażenie że nie chodzi o mnie tylko o kogoś kto Go będzie kochał. Nie potrzebował ojej bliskości, nie chciał się otworzyć, nie chciał wziąć za nas odpowiedzialności, zostawiał samą z trudnymi problemami. Czuje straszną pustkę i ból, że Go zraniłam. Jest mi tak strasznie przykro, ze cierpi. Nie wiem czy to co czuje jest wynikiem miłości do Niego czy przyzwyczajenia. Nie chciałabym żeby moja córka była z kimś takim jak On - dlatego odeszłam. Potrzebuję wsparcia. Mądrego słowa, które da mi do zrozumienia że to była dobra decyzja.


* * * * *

Moja Droga, 3 lata to sporo czasu i z pewnością miałaś powody by zerwać i na pewno dobrze to przemyślałaś. Z tego co piszesz była to słuszna decyzja. Natomiast to co czujesz to normalne, w końcu przeżyliście razem wiele i był dla Ciebie bliską osobą. Nie wiń się, że go zraniłaś, bo rozstania zawsze bolą - i to obie strony, dlatego teraz cierpisz. Jednak nie możesz w imię wyrzutów sumienia że on cierpi być z nim albo znosić te rzeczy, o których piszesz i trwać w związku bez przyszłości. Potrzebujecie czasu - oboje. Najlepiej bez kontaktów lub z mocnym ich ograniczeniem. Polecam Ci odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Współczuję Ci ale najważniejsze za Tobą - decyzja. Teraz tylko musisz w niej wytrwać i modlić się by w odpowiednim czasie spotkać tę właściwą osobę. Z Bogiem!

  Kamila, 18 lat
3293
28.02.2012  
Nie jestem osobą w związku małżeńskim, ale mam pytanie. Czy w dobrym, kochającym się małżeństwie bez jakichś kryzysów i niepowodzeń normalne jest to, że jeden z małżonków przeżywa chwilową fascynację jakąś inną osobą? Nie chodzi o to, że zdradza swojego współmałżonka, ale po prostu bardzo podoba mu się ktoś inny. Czy to częste zjawisko? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.

* * * * *

Może nie częste ale zdarzające się zjawisko. Oczywiście, że może się to zdarzyć, bo za uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni, natomiast jesteśmy odpowiedzialni już za to co z nimi zrobimy. I dlatego taka fascynacja osobą spoza małżeństwa powinna zakończyć się zdecydowanym działaniem polegającym na unikaniu z nią kontaktów. Z Bogiem!

  Adam, 42 lat
3292
26.02.2012  
TRUDNE PYTANIE
MAM ŻONĘ I SPODZIEWAMY SIĘ DZIECKA, MIESZKAMY RAZEM Z MOJĄ MAMĄ.
NO I ZAISTNIAŁ TAKI PROBLEM, ŻE MOJA ŻONA NIE UMIE SIĘ DO KOŃCA DOGADAĆ Z MOJĄ MAMĄ-CO SIĘ DOGADA I JEST NA JAKIŚ CZAS FAJNIE -TO ZNOWU ZAISTNIEJE PROBLEM I SIĘ NIE UMIEJĄ DOGADAĆ.KOCHAM JE OBIE I CHCIAŁBYM ABY ZAPANOWAŁA MIĘDZY NIMI HARMONIA, ALE WIDZĘ ŻE NA DŁUŻSZY CZAS NIE JEST TO PROSTE(MUSZĘ ZAZNACZYĆ ŻE OSOBNE MIESZKANIE NIE WCHODZI W RACHUBĘ ZE WZGLĘDU NA ZBYT WYSOKIE KOSZTA). OCZYWIŚCIE MODLĘ SIĘ O TĄ HARMONIĘ MIĘDZY NIMI-BO TYLKO TO MI POZOSTAJE. (PROBLEM POLEGA NA TYM, ŻE MOJA ŻONA CZUJE SIĘ GORSZA OD MOJEJ BRATOWEJ)I CO JA MAM Z TYM FANTEM ZROBIĆ ABY MIŁOŚĆ MOGŁA ZATRIUMFOWAĆ-ZNA KTOŚ ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE


* * * * *

No odwieczny problem relacji pomiędzy małżonkiem a teściami. Trudna sprawa bo mama ma pewne przyzwyczajenia i prawa ale to żona ma być dla Ciebie na I miejscu. Nie pocieszę Cię ale wyjście najlepsze to osobne mieszkanie. Bo z drugiej strony trudno wymagać od mamy by się podporządkowała skoro to jej mieszkanie. Rozumiem, że jest ciężko i duże koszty ale może warto to jakoś przeliczyć i żyć skromniej ale spokojniej? Bo skoro teraz jest źle to co będzie jak dziecko się urodzi? Kolejne powody do nowych konfliktów. Natomiast zobaczysz jak się poprawi do razu jak zamieszkacie osobno. Inaczej ciągle będzie to tylko łagodzenie konfliktów i życie w napięciu, która strona zacznie. Czy warto? Przynajmniej trzeba mieć jakąś perspektywę na osobne mieszkanie w przyszłości. Polecam też odp. nr 1826. Z Bogiem!

  Andrzej, 31 lat
3291
25.02.2012  
Czy w Warszawie są jakieś wspónoty katolickie gdzie spotykają się ludzie samotni?

* * * * *

Tak, jest ich kilka. My polecamy naszą: www.dla-samotnych.pl
Z Bogiem!

  weronika, 22 lat
3290
22.02.2012  
czy moge jeszcze przeżyc prawdziwą miłość?
Gdy miałam 18 lat poznałam chłopaka, spotykaliśmy sie czasami wydawał mi się sympatyczny, jednak nie byłam przekonana co do kolejnych spotkań. chłopak jednak nie dał za wygraną, prosił o kolejne spotkanie i dałam sie namówić. nigdy nie zapomne 3 lat spedzonych u jego boku była miedzy nami wspaniałą prawdziwa milość w której był Bóg, która wzajemnie pielegnowaliśmy o która walczyliśmy kazdego dnia, z której sie cieszylismy a czasami płakalismy . potrafilismy milczeć potrafiliśmny sie smiać tańczyć spiewać wyglupiac było cudownie, niestety jego mama nie akceptowała tej milosci robiła wszystko zebysmy nie byli razem i odpuściłam nie poradziłam sobie choć tak długo walczyłam choć tyle daam z siebie coć modliłam się o to codziennie by ta kobieta cieszyła sie z naszego szcześcia. nie udało się dzisiaj bardzo tego wszystkiego żałuje ze sie poddałam ze nie miałam sily walczyć przecież jestem niby silna? chyba nie do konca, minął juz rok od naszego rozstania nie było dnia ani nocy gd y zasypiam bym o nim nie pomyślala i nie wspominała tych wspaniałych chwil. Dzisiaj spotykam sie z innym chłopakiem ale nie potrafie juz tak kochać nie potrafie się cieszyc nie potrafie się otworzyć tak jak to zrobiłam wtedy, czesto płacze w samotności gdyż boję się, że juz nigdy nie wroci tamten stan z przed 3 lat. proszę o jaka kolwiek porade,... co zrobić by być znowu szczesliwa?


* * * * *

Widzisz, stan sprzed 3 lat nie wróci bo to była inna miłość, inny chłopak i inne uczucia. Do tego zapewne była to pierwsza miłość, co dodatkowo komplikuje sytuację gdyż wspomina się ją najmocniej i najbardziej idealizuje, tak jak wszystko pierwsze (polecam odp. nr 575). Nie ma więc sensu walczyć o to by w kolejnym związku było identycznie bo nie będzie. Ale też nie o to chodzi, bo teraz jesteś dojrzalsza i Twoja miłość i Twój związek też jest (i ma być) dojrzalszy.
Niepotrzebnie jednak obiwniasz się o "poddanie". Być może trafiłaś na kobietę, która błędnie rozumiała swoją rolę i niepotrzebnie chroniła syna przed Tobą zamiast pomóc mu dojrzewać i wypuścić (mądrze) spod swych opiekuńczych skrzydeł. Jednak to Ty się starałaś a Twój chłopak? Bo to do niego należała rola strażnika Waszego związku i osoby, która powinna obronić Wasz związek. Bo mam wrażenie, że on rozpadł się przez mamę chłopaka ale on się w końcu temu biernie poddał. Jeśli tak to on w konsekwencji nie zdał egzaminu i trudności czekają go także w przyszłych związkach, bo jego mama będzie go "broniła" przed każdą kobietą.
Co do twojego pytania: tak, możesz przeżyć PRAWDZIWĄ i dojrzałą, nie idealizowaną miłość. Nie samo zakochanie tylko miłość, pisałam o tym w tym artykule:
[zobacz]
I jeszcze jedno: nigdy nie popełniaj takiego błędu, by porównywać to co czujesz teraz do tego co czułaś albo tego chłopaka do tamtego. To inna miłość a tamta historia jest zamkniętym rozdziałem - pięknym wspomnieniem ale nie wolno Ci jej rozpamiętywać codziennie i tęsknić bo popsujesz ten związek uznając, że nie jest taki sam. Nie jest i nie będzie za to może być dużo lepszy i piękniejszy jeśli będziesz tego chciała i starała się o to - skupiając po prostu na tym chłopaku. Z Bogiem!

  Beata, 27 lat
3289
21.02.2012  
Witam. Mam taka wątpliwość; podczas przysięgi małżeńskiej poweidziałam: Ja ... biorę SOBIE Ciebie... za żonę
i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. Czy małżeństwo jest ważne?


* * * * *

Małżeństwo pewnie jest ważne ale skonsultuj się w tej sprawie z księdzem np. powiedz to przy spowiedzi, to Cię uwolni od wyrzutów sumienia i wątpliwości. Internet nie ma takich możliwości. Z Bogiem!

  Ruda, 18 lat
3288
17.02.2012  
Witam:) Zawsze czułam się jakaś odmienna od innych, wiedziałam, że nie dla mnie ustatkowanie się, szczęscia w miłości. Możliwe, że to było spowodowane trudnym dzieciństwem. Z drugiej strony zawsze chciałam zeby moja pierwsza miłośc była tą na całe życie dlatego nigdy nie bawiłam się w gimnazjalne związki. Teraz jestem rok ze wspaniałym chłopakiem. Nie raz płakałam ze szczęścia, że tak cudowny chłopak zainteresował się mną. Jednak po pół roku, z dnia na dzień dostałam wątpliwości... byłam bardzo przerażona. On oświadczył, że nie ma zamiaru odchodzic i przeczekamy wszystko. Dzień w dzień, przez 4 miesiące myślałam tylko o tym, wylałam milion łez. Pomocy na głupich forach i teraz wiem, że to najbardziej mnie zgubiło. Przeczytałam gdzieś, że jeśli są wątpliwości to trzeba zerwac. Bardzo to wszystko mnie zabolało i zastanawiałam się parę razy czy nie odejsc, gdyż chciałam żeby z kims innym był szczęśliwy.
Jakoś się udalo przejsc przez wszystko. Byliśmy zadowoleni, że pokonaliśmy 'kryzys'. Żałuję, że wcześniej nie znalazlam Waszej strony, gdyż tutaj znalazłam odp czym jest prawdziwa miłosc a wątpliwosci spowodowane były prawdopodobnie odejsciem zakochania. Jednak już jest trochę za późno, tak bardzo przesiąknęłam zdradami, kryzysami, tym że miłosc z liceum na pewno nie przetrwa, że poznamy kogos na studiach, że teraz ciągle mi to siedzi w glowie. Tak bardzo boję się, że to się skończy, ze pewnego dnia znów obudzę się tak jak kiedyś i będę miała wątpliwości mimo, że obiecałam, że będę do końca o tą miłosc walczyła ale w końcu serce nie sługa. Bardzo boję sie przyszłości, wyprowadzki, studiów. Boje się, że pojawi się ktoś w moim lub Jego życiu. W przeciwieństwie do wcześniejszych przekonań, juz teraz moglabym byc Jego żoną. Lecz najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak bardzo rozebrałam tą miłosc na czynniki pierwsze, ze straciło to swoją pieknosc, wciąz analizuje natężenie swo ich uczuc co jest bardzo męczące. Pisząc do Was, po prostu chciałam się wyżalic. Pozdrawiam:)


* * * * *

Przede wszystkim polecam Wam (obojgu) naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
może znajdziecie w niej jeszcze jakieś odpowiedzi na swoje wątpliwości. Po drugie cieszę się, że tu trafiłaś i wiesz już, że miłość ma etapy i że zakochanie to czas pełen emocji, który jednak się kończy. Oczywiście niepotrzebnie (przy braku innych problemów w związku) wchodziłaś na te fora i szukałaś pomocy (przed czym?). Dziękuj Bogu, że Twój chłopak cierpliwie to zniósł i ze przetrwaliście.
Oczywiście nie można wykluczyć, że z jakichś względów nie zostaniecie małżeństwem, że poznacie kogoś na studiach, w pracy itp. tak jak niczego w życiu nie można wykluczyć, łącznie z końcem świata. Tylko czy jest sens zamartwiać się czymś nierealnym? Po co?
Absolutnie odradzam analizę swoich uczuć, bo te jak wiesz są zmienne i nie jesteś odpowiedzialna za to co czujesz i nie możesz nakazać sobie czucia czegokolwiek. Na ile to możliwe próbuj odciąć się i zapomnieć o tamtych "radach" z forum (nie wchodź tam absolutnie) tylko ciesz się tym co jest bo od Was zależy jak potoczą się Wasze losy a nie od jakichś statystyk czy czyichś doświadczeń. A ja mam wrażenie, że tak bardzo zależało Ci na tym związku, że za wszelka cenę chciałaś by to co czujesz trwało i szukałaś potwierdzenia, że tak będzie. Tylko, że szukałaś w internecie a nie w swoim związku i to był błąd. A wątpliwości są normalne i pojawiają się w każdym związku, dziwne byłoby gdyby ich wcale nie było. Teraz po prostu zacznijcie (prawie) od nowa i nie martw się na zapas. Z Bogiem!

  Łukasz , 26 lat
3287
17.02.2012  
Moniko... Nie mam kontaktu z moją matką od 10 lat. Moja matka jest alkoholiczką. Moje dzieciństwo to koszmar. Nie oceniam nikogo bo sam jestem nie godny naśladowania. Dziś mam swoją rodzinę i nie wiem co mam robić nie nawidzieć ? Przecież jestem chrześcijaninem jak moge nienawidzieć ?

* * * * *

Nie jestem Moniką, ale odpowiem. Koniecznie polecam terapię DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików), sprawdź w internecie gdzie jest najbliżej Ciebie, zwykle jest przy prawie każdej parafii. To pozwoli Ci inaczej spojrzeć na matkę, dzieciństwo, zobaczyć jakie błędy popełniasz i co nieświadomie powtarzasz i przenosisz na swoją rodzinę. Poza tym ważne jest też wybaczenie - nie zapomnienie ale wybaczenie, uznanie, że Twoja matka jest tylko człowiekiem ale Ty jesteś już dorosły i nie musi mieć na Ciebie wpływu do końca życia. Bez odpowiedniej terapii sam tego nie przejdziesz, to za duże problemy, pozwól sobie pomóc. Polecam Ci też książkę "Toksyczni rodzice" ale tylko pomocniczo, bo DDA to podstawa. Z Bogiem!

  Weronika, 22 lat
3286
14.02.2012  
Witam,
2 lata temu poznałam pewnego chłopaka, miałam przeczucie, że to ten jedyny, spotkaliśmy 2-3 razy, było nam ze sobą dobrze. Nagle kontakt się "urwał", i przez jakieś pół roku nie mieliśmy ze sobą kontaktu, widywałam go czasem w kościele. Było mi przykro bo to co zaczęło rodzić się między nami było piękne. Potem odezwał się,chciał mnie gdzieś zaprosić, miałam nadzieję że to będzie randka, a to było zwykłe spotkanie na pizzy, na dodatek z jego kolegami. Głupio się wtedy czułam. Potem dzwonił jeszcze kilka razy, że gdzieś jadą z kolegami i pytał czy chcę jechać z nimi, a ja z każdym razem odmawiałam. z jednej strony chciałabym z nim gdzieś pójść bo ciągle jest dla mnie ważny, a z drugiej strony mam jakieś opory, lęk. Nie wiem co mam robić.
uczycie które do niego żywiłam osłabło, ale chyba chciałabym mieć z nim jeszcze jakiś kontakt. ale nie chce żeby zapraszał mnie na spotkania z jego przyjaciółmi. Co powinnam zrobić? czasem mam do niego żal, że zniszczył to co zaczęło się rodzić na początku naszej znajomości, nie mogę nazwać tego miłości, myślę, że to było tylko zauroczenie.


* * * * *

No wygląda na to, że to właśnie było tylko zauroczenie i mu przeszło, niestety.
To, że zaprasza Cię na spotkanie z kolegami chyba świadczy o tym, że po prostu nie miał z kim pójść i jesteś może jedyną znaną mu dobrze dziewczyną, którą mógł zaprosić. Przypuszczalnie jednak nie ma bliższych zamiarów wobec Ciebie bo okazji do indywidualnych spotkań z Tobą mu nie brakuje, poza tym jak sama piszesz - zaczęliście się spotykać i on kontakt urwał.
Przykro mi ale chyba trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i uznać, że nic z tego nie będzie. Polecam 80, 526, 653, 825 Ci odp. nr: o tym jak sobie radzić, jak zapomnieć.
Mimo wszystko rozluźniłabym kontakty bo ich utrzymywanie w sytuacji gdy on traktuje Cię tylko jak koleżankę spowoduje tylko Twój ból i narobisz sobie niepotrzebnie nadziei.
Z Bogiem!

  Aneta, 29 lat
3285
13.02.2012  
Witam
Chciałabym przeczytać książkę "Miłość czy miłość..", ale przesyłka jest droga, dużo wydaję pieniędzy na leki, szkoda mi zapłacić a po przeczytaniu będzie leżeć na półce. Czy mogłabym otrzymać ją w postaci e-booka, albo taniej, nawet wersję używaną?
Pozdrawiam


* * * * *

Książki nie ma w wersji e-booka, a używanej musisz szukać albo na Allegro albo daj ogłoszenie tutaj w dziale "Źródełko", może ktoś ma. Jak nie znajdziesz napisz do nas maila, coś zaradzimy. Z Bogiem!

  Faustyna, 18 lat
3284
07.02.2012  
co mam robic skoro zakochałam się w nowicjuszu?

* * * * *

Proszę przeczytaj te odp.: 10, 29, 157, 364, 381, 523, 644, 940. Z Bogiem!

  Mateusz, 16 lat
3283
05.02.2012  
Zakochałem się w przyjaciółce którą znam od ponad 1,5 roku.Jakieś pół roku temu zauważyłem,że nasza przyjaźń przeradza się w coś innego(może to tylko moja subiektywna ocena).Na początku pomyślałem,że to tylko jest zauroczenie.Ale to zauroczenie trwało dość długo więc postanowiłem nie hamować dalszego rozwoju naszej przyjaźni.Asia(ta moja przyjaciółka) ciągle uśmiechała się do mnie i często patrzyła mi prosto w oczy,pomyślałem,że może to być jakiś znak.Wtedy zaczęło mnie męczyć pytanie : "ona uśmiecha się do mnie ale czy myśli o mnie?"(cytat z piosenki).Kocham ją,a przynajmniej tak mi się zdaje,ale nie wiem czy ona to samo czuje do mnie więc nie wiem czy się mam zaangażować.Sprawę komplikuje fakt,że to moja 'pierwsza miłość' i nie wiem jak postępować aby się nie narzucać i aby nikogo nie zranić(kiedy i jak ewentualnie powiedzieć "kocham Cię"?)

* * * * *

Co do tego jak i kiedy powiedzieć kocham pisałam w tym artykule: [zobacz] poczytaj. A poza tym pozwól na swobodny bieg wydarzeń, nie wstrzymuj się z uczuciami, choć i nie narzucaj za bardzo. Działaj tak jak do tej pory - pomału i spokojnie.
Polecam Ci też odp. nr 2 o tym jak poznać czy ona jest zainteresowana.
Polecam Ci też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
w której znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania. Z Bogiem!

  Sebastian, 20 lat
3282
02.02.2012  
Witam mam takie pytanie do was .. Otóż od niedawna zauważyłem ze moja dziewczyna tak troszke dziwnie sie zachowuje ,na jej profilu zobaczylem ze napisal do niej kolega i tak sobie pisali razem o szkole , co tam u niej co u niego ,i w pewnym momencie moja dziewczyna zapytała tego kolege takim pytaniem.... łukasz teraz ja ci zadam pytanie jak tam sprawy Sercowe masz kogos ?? ) ) On odpowiedzial ze jak narazie to niema nikogo..... i tak spytal sie mojej dziewczyny a jak u ciebie związek....Moja dziewczyna odpisała mu że u mnie ostatnio tak nieciekawie male sprzeczki i co tam dalej ci bede opowiadala na ten temat .... I to co moja dziewczyna jak z nim pisala strasznie mnie zmartwilo nie wiem co myslec o tym wszystkim jestesmy ponad rok ze soba :(:( naprawde prosze was o pomoc wiem ze moze to jest takie pytanie troche dziwne ale Bardzo ją KOcham .....

* * * * *

Po pierwsze co robiłeś na jej profilu?
Po drugie - jeśli oboje tak ustaliliście, że bywacie na swoich profilach to nie powinno jej zaszokować Twoje pytanie o tę rozmowę - bo skoro wie, że mogłeś to zobaczyć to właśnie zobaczyłeś i pytasz.
Ja nie mogę Ci powiedzieć co jest przyczyną tego, że tak napisała bo nie wiem.
Ty musisz o tym z nią porozmawiać.
Z Bogiem!

  Paulina, 25 lat
3281
02.02.2012  
Czym jest miłść w rozumieniu kościoła?
Dla mnie kościół jest instytucją na której zawiodłam się już setki razy. I również teraz kiedy mam problem z poczęciem dziecka. Jestem dobrym człowiekiem. Rzec bym mogła, że człowiek anioł. Każdemu pomagam. Każdemu służę pomocą, radą, dobrym słowem.
Nie mogę mieć dziecka z partnerem którego znam już prawie 10 lat. Jesteśmy parą bardzo kochającą się i szanującą. Wspólnie robimy wszystko, żeby mieć dziecko. To nasze największe marzenie. wszystki pieniądze przeznaczyliśmy na leczenie. Teraz widzimy, że to nie ma sensu. Dlatego zdecydowaliśmy się na adopcję. Niestey ze względu na brak ślubu jest to nam odebrane... nie rozumem. Jestem człowiekiem, który by muchy nie skrzywdził, a nie możemy mieć dziecka, bo nie mamy ślubu? jaki w tym jest sens? Oddałbym wszystko, żeby mieć dziecko i je kochać. Wyrzekłam się wielu rzeczy, żeby leczyć niepłodność. Nawet jeśli bym nie chciała poddać się in- vitro to to zrobię, bo kościół sam mnie do tego popchnął nie pozwalając mi zaadoptować dziecka.


* * * * *

Do kogo kierujesz swoje pretensje? Do Boga, do Kościoła? Komu chcesz zrobić na złość robiąc in vitro? I jaką masz gwarancję powodzenia? Nie sadzę, by przyczyną Waszej niepłodności był brak ślubu - zwykle są to przyczyny medyczne. My również od ośmiu lat nie możemy począć dziecka choć ślub kościelny mamy więc to chyba nie jest tak, że "Bóg Wam na złość robi". Natomiast powstaje pytanie dlaczego jednak tego ślubu nie macie? Co stoi na przeszkodzie? Skoro się kochacie? W czym problem? Tu nie chodzi o samo dziecko ale o Waszą więź, miłość - dwoje ludzi kochających się chce być razem, chce być wzajemnie za siebie odpowiedzialnymi, chce nosić to samo nazwisko, mieć wspólnotę całego życia. Nie chcecie tego? Co do adopcji - ośrodki katolickie z pewnością odpadają, nie wiem jak jest w innych ale chyba potrzebny jest choć ślub cywilny. Jeśli tak bardzo zależy Wam na dziecko to czemu - choćby dla niego - się nie pobierzecie? Przynajmniej będziecie mogli adoptować. A co do pierwszego pytania o miłość:
Nie ma kościelnej definicji miłości, mogę tylko napisać czym ona jest wg mnie. Wszystko opisałam w tym artykule: [zobacz]
Z Bogiem!

  Ania, 23 lat
3280
30.01.2012  
Witam.Przeczytałam tutaj wiele listów,być może odpowiedź na moje pytanie jest wśród nich a jeśli jej nie zauważyłam-przepraszam za kłopot.Zastanawiam się czy mając chłopaka z którym spotykam się od prawie pięciu lat mam prawo mimo jego "zakazu" spotkać się z moją pierwszą miłością sprzed sześciu lat.Skłamałabym pisząc że niczego nie poczułam gdy po latach zaproponował spotkanie i choć po tamtym rozstaniu miałam do niego żal (która szesnastolatka by tego nie przeżyła :)) to dziś czuję fascynację,ciekawość,rodzaj jakiejś więzi i mam wrażenie że to niedokończony rozdział.Interesuje mnie jakie ograniczenia można nakładać na siebie w związku w którym,choć mówi się i myśli o wspólnej przyszłości,nie doszło jeszcze nawet do zaręczyn i czy "drgnięcie" serca na wspomnienie pierwszej miłości jest przejawem nielojalności wobec chłopaka?Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i odpowiedź,pozdrawiam!

* * * * *

Oczywiście, samo spotkanie z kimś jest dozwolone natomiast zapytaj samej siebie po co to robisz i czego oczekujesz od tego spotkania? Czy chodzi Ci o emocje, które kiedyś czułaś, czy chcesz zobaczyć czy się zmienił i ewentualnie co do Ciebie czuje aktualnie? Czy po prostu chcesz spotkać się z nim jak z dawnym znajomym, porozmawiać co u Was? Czy byłabyś w stanie spotkać się z nim w obecności swojego chłopaka i czy powiesz mu, że jesteś z kimś? Jeśli na ostatnie pytanie potrafisz odpowiedzieć twierdząco to myślę, że spokojnie możesz się spotkać z dawnym chłopakiem. Niepokoi mnie jednak to, że piszesz o "zakazie" ze strony chłopaka? Nikt nie jest niczyją własnością i nie może zakazywać. Natomiast oczywiście w związku też obowiązują pewne reguły. Szczegółowo o tym czy w związku można mieć znajomych płci przeciwnej pisałam w odp. nr 1875 a o przyjaźni po związku (w razie gdyby proponował Ci tę formę kontaktu) - w odp. nr 7.
Samo "drgnięcie serca" nie jest przejawem nielojalności, to odruch, wspomnienie, emocje -za nie nie odpowiadamy. Natomiast za to z co z tym zrobimy - już tak.
Z Bogiem!

  Igor, 27 lat
3279
29.01.2012  
Witam. Wiele czytałem o wpisów i odpowiedzi na pytania Pani Kasi. Liczę na zdanie Pani Moniki. Czy małżeństwo które przed ślubem ( jak ze sobą chodzili ) się rozstało i do siebie wrócili wybaczyli pobrali się założyli pełną rodzinę ma szansę na to aby więcej nie wracać do przeszłości która dla obu jest bardzo bolesna? Ptam bo często boli mni to co było kiedyś i mojego męża również. Oboje sobie wybaczyliśmy i nie chodzi tu o konkrety tylko o całokształt sytuacji. Nikt z nas nie chce pamiętać i wspominać ale pytamy może jest jakaś modlitwa lub duchowe wsparcie aby " nauczyć się nie wracać "? Pewnie wspólna modlitwa ? praktykujemy ale nie zawsze pomaga. Chcemy być szczęśliwi i z tym walczyć ale o tym nie rozmawiać. Dziękuję za ewentualną pomoc!

* * * * *

Na początek sprostowanie: tutaj na pytanie odpowiadam tylko ja (Kasia), nie ma i nie było nigdy pani Moniki.

Co do zasadniczego pytania: tak, oczywiście, jest taka szansa, natomiast wszystko zależy od tego czego sprawa dotyczy i na ile jest bolesna dla obu stron. Jeśli oboje sobie wybaczyli to nie powinni sobie tego wypominać. Polecam wybranie się na rekolekcje "Uzdrowienie wspomnień" prowadzonych przez oo. Jezuitów (poszukaj w internecie terminów i miejsca). No i oczywiście modlitwa ale też poważna rozmowa i zapytanie siebie samych: czy naprawdę wybaczyliśmy? Nie zapomnieliśmy bo może się nie da ale wybaczyliśmy, tzn. uznaliśmy, że druga strona żałuje, wyznała nam to, poprosiła o wybaczenie i chce zostawić przeszłość za sobą i nie będzie podobnych czynów w przeszłości. Jeśli tak to nie warto zamartwiać się tym co było tylko spojrzeć z nadzieją w przyszłość, bo inaczej przegapicie to co najważniejsze - Waszą teraźniejszość. Z Bogiem!

  anna, 39 lat
3278
27.01.2012  
Jestem mezatka od wielu lat [wyszłam za maz w wieku 16lat]mamy slub koscielny jestesmy wierzacy ale nie praktykujacy od 10lat nie sypiamy razem nie klocimy sie rozmawiamy o rachunkach i dzieciach nie laczy nas juz nic ale jak to wytlumaczyc mezowi ktory uwaza rozwod za grzech? wiem teoretycznie ma racje ale dla mnie to czysta chipokryzja moj maz ten wierzacy katolik ktory przez tyle lat niszczyl nasza rodzine psychicznie ktory zdradzal gdy rodziły sie jego dzieci ktory niema zadnego szacunku u naszych dzieci dzis twierdzi ze kocha wiec pytam czy to milosc czy Miłosc?Dzis nie umiem wybaczyc...

* * * * *

Nie wiem czy słowa męża są szczere, ale może tak. W każdym razie zawsze gdy ktoś nas prosi o wybaczenie musimy wybaczyć. Naturalnie nie oznacza to zapomnieć i dać się poniżać. Może jednak Twój mąż w obliczu pustki w Waszym małżeństwie, w momencie gdy dzieci dorosły zobaczył ile może stracić, może opamiętał się i faktycznie chce zacząć od nowa? Bo jeśli w tej chwili nie mają już miejsca rzeczy, o których piszesz wcześniej to jest szansa, że dojrzał, przejrzał na oczy. Może w takim wypadku warto jednak dać mu tę szansę? Naturalnie on musi się wykazać, musi udowodnić, że naprawdę mu zależy, musi zacząć dbać o rodzinę, szanować Ciebie. Ale jeśli choć w małym stopniu jest lepiej to może nie warto przekreślać tylu lat i tego co Was połączyło? Małżeństwo jet związkiem na całe życie, na dobre i złe ale naturalnie dotyczy to dwojga ludzi. Jeśli jednak on gotów jest wykazać się dobrą wolą to może daj mu szansę i pojedźcie razem na weekend małżeński? To forma spotkania gdzie rozmawiacie tylko ze sobą. Zobaczylibyście co jeszcze zostało z Waszej miłości, co Was łączy i czy macie o czym rozmawiać. Zanim zatem złożysz pozew rozwodowy wejdź na stronę: www.malzenstwo.pl lub www.spotkaniamalzenskie.pl i zapisz Was na jakiś termin. Pojedźcie i zobaczcie.
Na pewno warto ratować małżeństwo, spróbujcie, może okaże się, że odkryjecie się na nowo? Zróbcie chociaż tyle dla siebie zanim podejmiecie decyzję o rozstaniu. Z Bogiem!

  rozdarty, 25 lat
3277
21.01.2012  
Piszę ten list w imieniu swojego przyjaciela, który nie ma dostępu do internetu ani skrzynki mailowej. Prosił mnie o napisanie do Pani listu w swojej sprawie. Oto jego treść:

Od kilku lat podoba mi się pewna dużo starsza ode mnie kobieta (o 15 lat). Chodzimy do tego samego kościoła. Jest po rozwodzie i ma 8-letnią córkę. Znamy się jak na razie niezbyt dobrze, czasem w niedzielę po nabożeństwie przez chwilę rozmawiamy i na tym się kończy. To dziwne, ale widzę w niej coś, czego u żadnej innej kobiety nie dostrzegam. Nawet jeśli przez krótki okres podobała mi się jakaś inna dziewczyna, to z biegiem czasu szybko o niej zapominałem. Tymczasem o Izie nie mogę zapomnieć, chociaż próbowałem. Jakaś siła cały czas mówi mi: "walcz o nią, nie poddawaj się".
Zastanawiam się, czy ewentualny związek i śllub z nią ma szanse. Bo:
1. Jak by to zaakceptowała jej i moja rodzina?
2. Jakie relacje bym miał z ojcem jej córki, z którym się widzi?
3. Jak w ogóle byśmy się dogadali? Ja jestem nieśmiałym 25-latkiem, niedoświadczonym, który jeszcze nigdy dziewczyny nie miał, a ona 40-letnią dojrzałą kobietą prowadzącą szkołę tańca. Mamy zapwne różne zainteresowania i nie mam pojęcia, co nas tak naprawdę łączy?

Chciałbym zapytać Panią, co ja mam teraz robić? Stopniowo, bardzo pomału pogłębiam relacje rozmawiając z nią, kiedy jest w niedzielę w kościele, ale czy taki związek ma szanse? Bo jak wytłumaczyć fakt, że myślę o niej cały czas pomimo prób wymazania jej z mojej pamięci? Dlaczego czuję do niej jakieś uczucie, a kto wie czy nie jestem już zakochany? Wiem, że z ludzkiego punktu widzenia na pewno nie, ale w Biblii jest napisane, że co u ludzi jest niemożliwe, to u Boga. Cały czas modlę się do Boga z prośbą o pomoc i rozeznanie, czy taka jest Jego wola, a jeśli tak to co robić, żeby nie walnąć jakiejś gafy i się u niej nie przekreślić. Naprawdę proszę p poradę, bo cały czas jest to dla mnie jedna wielka zagadka i problem.


* * * * *

No ale pytanie zasadnicze: czy ta kobieta miała ślub kościelny? Bo jeśli tak, to chyba jest jasne, że ona zawsze będzie przed Bogiem miała męża i nigdy żaden ślub nie będzie możliwy. W takim zatem przypadku za wszystkie rozważania polecam ten artykuł: [zobacz] w którym napisałam wszystko na ten temat.
Jeśli zaś nie miała ślubu kościelnego to sam fakt jej rozwodu i posiadania dziecka też jest niebagatelny i należy go brać pod uwagę przy rozpatrywaniu szansy na powodzenie związku. O tym poczytaj w odp. nr: 1669, 1847, 1848, 1986, 2523, 2851 (o rozwodzie) i 2885 (o dziecku). Trzecia kwestia: różnica wieku i doświadczeń. Polecam tu najpierw ten artykuł: [zobacz]
Co do akceptacji tego związku przez Wasze rodziny to nie mogę się wypowiadać, bo ich nie znam, natomiast jestem prawie pewna, że byłyby tu jakieś opory, zwłaszcza ze strony rodziny chłopaka (zwyczajne obawy o syna, który jest kawalerem, w dodatku młodym chłopakiem, który "łamie" sobie życie wiążąc się kobietą po przejściach i z dzieckiem). Raczej łatwo by nie było i być może trzeba by było wybierać.
No i jeszcze jedno pytanie, które można trzeba by było postawić na początku: co ona na to? Czy zdaje sobie sprawę z uczucia, jakim darzy ją Twój kolega? Bo może traktuje go tylko przyjaźnie ale do głowy jej nie przychodzi nic więcej? Może w ogóle nie ma zamiaru być już w związku? No i to co ich łączy, o czym piszesz. Bo jednak ludzie muszą się czymś w sobie nie tylko zachwycić ale i dobrze poznać i musi ich łączyć wiele - od poglądów po zainteresowania. Inaczej po opadnięciu emocji związanych z zakochaniem niewiele zostanie i okaże się, że nie ma o czym rozmawiać a to nie stworzy podstaw między dwojgiem ludzi. Z Bogiem!

  Jadwiga, 22 lat
3276
19.01.2012  
Dzień dobry,
chciałabym się dowiedzieć czy Kościół może stawia jakieś granice jeśli chodzi o różnicę wieku między małżonkami? Czy jest jakaś dopuszczalna granica? Przykładowo dziewczyna zakochuje się ze wzajemnością w mężczyźnie ponad 20 lat starszym od niej, który na dodatek jest w wieku jej ojca. Załóżmy, że mężczyzna jest wolny, a dziewczyna ma bardzo dobry kontakt z ojcem i nie szuka "zastępczego ojca". Czy dziewczyna może dać szansę takiemu związkowi? Czy może jednak od razu powinna odrzucić taką perspektywę? Czy powinna brać pod uwagę to, że ojciec nie będzie potrafił zaakceptować takiego związku?

A przy okazji chciałabym zadać pytanie wiążące się z powyższym. Czy ma może Pani jakieś rady, co robić z zakochaniami, które nie mogą prowadzić do związku? Unikanie osoby w której się zakochało chyba nie jest dobrym pomysłem, prawda?

Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź :) I życzę wiele satysfakcji ze wspaniałej posługi, którą Pani wykonuje :))


* * * * *

Nie, Kościół nie stawia żadnych granic (prócz pełnoletniości oczywiście) jeśli chodzi o różnice wieku między małżonkami. A co do innych tego aspektów to pisałam w tym artykule: [zobacz] Natomiast to, że ojciec nie będzie potrafił zaakceptować tego związku to powinna brać pod uwagę i liczyć się z tym, że być może nigdy relacje między ojcem a mężem nie będą dobre. To bardzo trudny temat i niestety nie ma jednej gotowej recepty na sytuacje dotyczące braku akceptacji małżonka przez rodziców.
Co do drugiego pytania to owszem, najlepiej właśnie unikać osoby, która nam się podoba a której kochać nie możemy gdyż serce leczy nie tylko czas a brak kontaktu właśnie, pisałam o tym w odp. nr: 80, 526, 653, 825
Z Bogiem!

  Pawel, 21 lat
3275
15.01.2012  
Nie wiem jak sobie poradzić z odrzuceniem. Historia jest taka, że zakochałem się w koleżance z roku. Podobała mi się praktycznie od początku, ale starać zacząłem się o nią dopiero rok temu. Zauważyła to widać było po niej że ja jej też się pobadam, ale do rzeczy - wszystko mi się nie udało. Jako że jestem osoba bardzo nieśmiała miałem problemy z rozmową z tą kobietą(w ogóle relacje z kobietami są dla mnie obce nigdy nie miałem dziewczyny, nawet się nie całowałem nigdy). Po drugie w tym okresie nadużywałem alkoholu co na pewno zraziło ją do mojej osoby. No i zostałem odrzucony zrobiła to delikatnie, więc tyle dobrego, jednak to dotarło do mnie dopiero po pewnym czasie. Próbowałem to naprawić jeszcze z gorszym skutkiem. Teraz nawet nie mam odwagi z nią rozmawiać, na uczelni mam problemu z wysiedzeniem na wykładach i ze skupieniem. Wszystko mi się posypało, wtedy kiedy się o nią starałem miałem po co żyć teraz nie widzę celu. Popadam jeszcze w głębszą depresję. Nie wiele brakowało a powiesiłbym się, jednak nie zrobiłem tego ze względu na mamę. Koszmar trwa już od pół roku. Uważam, że była mi ona dana przez boga a ja to zmarnowałem i wątpię żeby mi się w życiu już co cokolwiek dobrego przydarzyło. Nie wiem czy tak dłużej wytrzymam. Cała ta sytuacja odbija mi się na życie naukowe i rodzinne. Bliscy nie są mi w stanie pomóc. Więc proszę o radę.

* * * * *

Ona nie została Ci "dana" przez Boga a jedynie postawiona na Twojej drodze jako propozycja, nie ma bowiem przeznaczenia, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Nie jest więc tak, że nigdy już nikogo nie spotkasz. Ale zrozumiem, że zależy Ci na tej dziewczynie. Póki co jednak musisz uszanować jej decyzję, bo nikogo do niczego nie można zmusić. Ona miała swoje powody, by Ci odmówić. Jednak może nie wszystko jeszcze stracone. Jeśli nie będziesz się narzucał, natomiast swoją postawą pokażesz jej, że się zmieniłeś, że się starasz by Twoje życie wyglądało lepiej to ona może sama się do Ciebie przekonać. Bądź miły, uśmiechnięty gdy ją widzisz, jednak na razie pozostań na dystans. Jednak od czasu do czasu spróbuj zamienić z nią kilka neutralnych zdań. Tylko tu potrzeba czasu. Jeśli ją zraziły do Ciebie te rzeczy, które zmienisz w sobie to jest szansa, że się przekona. Jeśli jednak nie (a możesz to stwierdzić dopiero po jakimś czasie) to niestety ale będziesz musiał uznać, że to nie była ta jedyna. I czekaj na inną, a na pewno poznasz ją gdy Twoje serce będzie na to gotowe, czyli gdy przestaniesz tak bardzo rozpamiętywać swoją porażkę. Której zresztą nie traktuj jako porażki tylko doświadczenie o które jesteś bogatszy, bo na drugi raz będziesz wiedział jakich błędów nie popełniać. Z Bogiem!

  Zatroskana, 24 lat
3274
14.01.2012  
Witam. Mam taki problem w moim związku z chłopakiem, iż mimo silnego postanowienia trudno jest nam nie ulec pokusie namiętnych pieszczot, które prowadzą do pożądliwych myśli i pragnień. Cieszę się że udało nam się wytrwać i nie współżyć, ale obawiam się że jeśli ulegam tym pokusom pieszczot, że nie umiem powiedzieć "nie" może kiedyś tak się zdażyć. Jedyne, co teraz mnie nurtuje to czy warto trwać w takim związku, czy wystarczy mi sił by nie ulec, by doprowadzić go do zbawienia (dodam, że kiedyś omijał kościół z daleka, a teraz chodzi razem ze mną). Czasami wydaje mi się oczywiste, że dla takiego celu nie ważna jest cena, i tym bardziej powinnam się starać gdyż szatan na pewno będzie nas kusił. Ale jestem dziewczyną, która boi się, nie wiem co będzie dalej, a wiem że nie chce upadać, potykać się,ze względu na moją wiarę. Dlatego proszę pomóżcie, powiedzcie co zrobić, w jaki sposób omijać i nie ulegać pokusom, jak odzyskać siły i wiarę, że te siły się posiada, że w tej walce nie jest się samemu.

* * * * *

Przede wszystkim muszę zaprotestować przeciw stwierdzeniu: "nieważna jest cena...". Otóż jest ważna, bo Ty jesteś ważna i Twoje zasady i Twoja godność. Nigdy nawet za cenę "nawrócenia" chłopaka nie możesz płacić uleganiem. Piszę "nawrócenie" w ten sposób bo trochę przewrotne mi się wydaje takie nawrócenie, które dokonuje się pod wpływem nieczystej relacji. Czy przypadkiem nie jest tak, że on do tego kościoła to tylko dla Ciebie chodzi? Po to, by Cię zatrzymać przy sobie i by móc nadal ulegać pożądaniu? Zastanawiałaś się nad tym? Bo jak wygląda jego wiara? Spowiadacie się z upadków, przystępujecie razem do Komunii św., macie mocne postanowienia poprawy (oboje!) i ubolewacie z powodu potknięć? Czy tylko Ty o to dbasz i generalnie pocieszasz się, że do współżycia nie doszło? Nieczystość to nie tylko współżycie i na niej nie zbuduje się dobrego związku! Nie twierdzę, że masz z nim zerwać ale na pewno nie wolno Ci myśleć, że masz mu ulegać i przy nim trwać za jakaś tam cenę. Polecam Wam obojgu ten artykuł: [zobacz] oraz te odp.: 540, 1527, 2929, 2274 do głębokiego przemyślenia. Wymagaj więcej od swojego chłopaka, stawiaj granice a zobaczysz, że najpierw się zdziwi a potem zacznie ich przestrzegać jeśli zobaczy, że Ci na tym zależy i że jesteś konsekwentna. Z Bogiem!

  zuza`, 12 lat
3273
09.01.2012  
czy brajan (mój kolega z klasy) mnie pokocha?
Ja i on non stop sie kłucimy ale od 1 miesiaca staram sie nie kłucic z nim ale ja nie wiem czy on mnie kocha?


* * * * *

Ja też nie wiem bo nie jestem nim. Ale to, że się nie kłócicie dobrze świadczy i oznacza, że dojrzewacie do tworzenia jakiejś relacji - sympatii lub przyjaźni. Dojrzały człowiek bowiem szanuje drugiego człowieka i stara się powstrzymać swoje własne negatywne reakcje myśląc o innych. Tak więc to dobry trening przed przyszłym związkiem. Z Bogiem!

  Adriana, 36 lat
3272
09.01.2012  
Czy mąż ma prawo odmówić na zawsze współżycia żonie bo nie chce więcej dzieci. Jesteśmy 15 lat po ślubie mamy 6 dzieci 5 żyje.Do tej pory stosowaliśmy NPR ja wychodząc z założenia że Bóg może dać nam kolejne dziecko mąż że więcej ich nie będzie(był nastawiony na dwoje)przyjął i kocha szczerze całą szóstkę-Rozumiem jego argumenty i szanuję(nie ukrywam że jest mi z tym źle i smutno).Czy damy radę,czy to jest wykonalne aby dalej tworzyć udany związek i pełną miłości rodzinę dla naszych dzieci.Do tej pory tak właśnie było.

* * * * *

Ale po co rezygnować ze współżycia? Jeśli PRAWIDŁOWO stosujecie zasady NPR to z czystym sumieniem możecie współżyć nie planując więcej dzieci niż jesteście w stanie fizycznie i psychicznie podołać - tak jak waszym przypadku. Naturalne planowanie rodziny oparte jest bowiem na czystej fizjologii i nie ma możliwości zajścia w ciążę wówczas gdy jest czas niepłodny - to po prostu biologia - tylko trzeba te zasady dobrze znać i stosować. Zamiast zatem wyrzekania się współżycia radziłabym po prostu pójść we dwójkę na dobry kurs naturalnego planowania rodziny lub jeśli nie macie czasu - choćby na wizytę do poradni rodzinnej, skonsultować się z instruktorką - i naprawdę stosując zasady NPR restrykcyjnie i właściwie - nie zajdziesz w ciążę. Polecam stronę www.npr.pl gdzie znajdziesz adresy poradni i kontakty do instruktorów a także podręczniki do nauki metody. Z Bogiem!

  Lilka, 21 lat
3271
31.12.2011  
Nurtuje mnie pewna kwestia na którą próbuje znaleźć odpowiedź.. czy małżeństwo zawierane w młodym wieku, szybko i m.in. z powodu ciąży może być szczęśliwe i trwałe?

* * * * *

Każde małżeństwo może być szczęśliwe jeśli ludzie dojrzeją, oprą je na Bogu i potraktują poważnie. Jednak ciąża nie może być jedynym lub głównym powodem zawierania małżeństwa bo brak tu cementu - miłości i wartości. Ludzie będą ze sobą szczęśliwi tylko wtedy gdy zrozumieją słowa przysięgi małżeńskiej i wypowiedzą je świadomie i dobrowolnie. Dziecko nigdy nie scementuje związku, którego nie ma lub jest w rozsypce a małżeństwo samo w sobie jest na tyle trudnym zadaniem, że i bez dziecka trzeba się nad nim napracować. Na pewno więc "na szybko i z powodu ciąży" to odradzałabym - na razie - ślub. Lepiej urodzić dziecko, przyjrzeć się sobie lepiej, poznać i dopiero dojrzeć do świadomego i dobrowolnego związania się sakramentem. Albo i nie związania się. Bo lepiej się nie pobierać niż rozwodzić, nawet mając dziecko. Z Bogiem!

  J., - lat
3270
26.12.2011  
Zastanawiam się czy kontynuować znajomość z kolegą, czy raczej powoli ją kończyć. Nie uznaję przyjaźni damsko-męskich. Lubię jak konkretnie coś jasno wynika, a znam kolegę od pół roku i po prostu się przyjaźnimy. Niekiedy gdzieś mnie zaprosi, jest miły, ale konkretnie nic nie mówi. Zastanawiam się czy jeszcze czekać, a może powoli zacząć się oddalać?

* * * * *

Albo on traktuje Cię tylko jak dobrą znajomą i nie ma żadnych innych zamiarów albo jeszcze nie zaczął z jakichś względów tworzyć sytuacji do bliższej znajomości. Faktycznie, pół roku to dużo i jakiś krok zdążyłby wykonać. Co do przyjaźni damsko - męskich, masz racje, ja też uważam, że nie jest to do końca zdrowa relacja, pisałam o tym w odp. nr 2325. Możesz jeszcze delikatnie wytestować co on myśli, stwarzając kilka sytuacji (odp. nr: 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493), które pozwolą na zorientowanie się czy ma bliższe zamiary ale jeśli to nie poskutkuje to chyba musisz uznać, że traktuje Cię tylko jak koleżankę i że nic z tego nie będzie. Z Bogiem!

  ZOSIA, 49 lat
3269
25.12.2011  
Przeczytałam wiele książek o miłości.Naoglądałam się nie jednych romansideł i wiem tylko jedno,że nic nie zastąpi drugiej osoby w sposób fizyczny,naturalny.Jestem wdową.Szukam uczciwego ,dobrego,wierzącego rzymsko-katolickiego i praktykującego przyszłego męża i jak do tej pory niestety bez pozytywnego rezultatu.Ludzie mają tyle problemów,wątpliwości a gdyby to rozwiązywali z Bogiem nie byłoby ich.Szukam przyszłego mojego męża oczywiście z modlitwą o niego i Jeśli Dobry Bóg zechce wedle swojej świętej Woli to On będzie.Pozdrawiam.Wszystkiego dobrego.Zosia.

* * * * *

No i ja też życzę odnalezienia tej właściwej osoby. Polecam nasz portal dla poszukujących małżonka: www.dla-samotnych.pl
Z Bogiem!

  Klaudia, 34 lat
3268
22.12.2011  
Mam poważny problem,jestem w związku małżeńskim 6lat,ogólnie razem lat 14.Mamy synka 3letniego wymarzonego,wyśnionego.Mój mąż miał bardzo powazne problemy zawodowe dlugotrwale,od 1,5roku tez nie zawsze moglismy tez dojsc do porozumienia,klocilismy sie czesto,duzo sie wydarzylo.Ostatnio moj maz wyprowadzil sie twierdzac ze nie wie co do mnie czuje,nie wie czy mnie kocha czy nie,bardzo cierpi z tego powodu,obwinia sie ze nie czuje do mnie tego co dawniej.Bardzo kochalismy sie naprawde ponoc bylismy wzorem malzenstwa,ja wierze ze on wroci i ze odrodzi sie nasza milosc,z objawow jakie ma wskazuja na to ze jest w depresji czy jakiejs nerwicy,nie chce od nikogo pomocy,ma zal do wszystkich,powiedzial ze zawiodl sie na zyciu,zastanawia sie czy Bog w ogole istnieje,byl bardzo pobozny.Strasznie obydwoje cierpimy ja bardzo kocham meza,on jednak sam siebie nie poznaje i mowi ze nigdy nie przypuszczal ze cos takiego moze nas spotkac w zyciu i ze zycie w niepewnosci uczuc to straszna udrek a i najlepiej zeby umarl to byloby najlepsze.Na dzien dzisiejszy zyje chwila i utrzymuje ze moze juz nigdy nie wroci do domu ze to juz koniec - pisze do nas smsy dzwoni,przyjezdza do syna bardzo jest za nim.Czy mozna sie odkochac,co mam robic aby nas ratowac,modle sie non stop,bo sw.Rity tez gdyz ja nie wyobrazam sobie zycia bez mojego meza,natomiast on na dzien dzisiejszy nie ma sily na nic i boi sie co bedzie dalej co sie stanie w jego wnetrzu.

* * * * *

Twój mąż potrzebuje przede wszystkim pomocy medycznej! Spróbuj nakłonić go do wizyty u psychologa, może nawet trzeba tu psychiatry - by przepisał leki, które pozwolą mu normalnie żyć. Skonsultuj się też z księdzem, pójdź do poradni rodzinnej. To poważna sprawa i nie dotyczy tylko niepewności męża co do swoich uczuć do Ciebie, to poważniejszy stan. Trzeba go ratować, bo inaczej depresja się pogłębi. Całe szczęście, że masz z nim kontakt, jeszcze nie jest tak źle. Ale nie można pozwolić, by było gorzej, byś Ty pozostała sama a on rozchorował się jeszcze bardziej. Szukaj pomocy gdzie się da, zaangażuj w to jego rodziców, może rodzeństwo, Waszych znajomych, kogoś kto się z nim przyjaźni, kto jest dla niego autorytetem. I módl się oczywiście. Ale też działaj.
Co do pytania o odkochanie - to nie ta kwestia; same uczucia są i wygasają a ich miejsce zajmują inne - miłość dojrzała - to możesz mu powiedzieć jak będzie się nad tym zastanawiał. To normalne, że nie czuje do Ciebie tego co poprzednio, bo miłość też ma etapy i się zmienia. Z Bogiem!

  Anna, 16 lat
3267
21.12.2011  
Mam pytanie- czy jeśli teraz na Ziemi nie możemy z kimś być z różnych przyczyn, to czy jest szansa i nadzieja- czy można się łudzić, że w życiu wiecznym, po śmierci będziemy mogli być z tą osobą i żyć razem w szczęściu przez całą wieczność? Czy jeżeli teraz wyrzekniemy się tej miłości, która byłaby grzechem, to czy w wieczności Bóg nam to wynagrodzi pozwalając nam być z tą osobą?

* * * * *

W niebie - jak mówi Pismo św. - nie będziemy się żenić ani za mąż wychodzić. Więc nie będziemy tworzyć związków. Niebo to stan szczęśliwości duszy w relacji przede wszystkim z Bogiem i to będzie taka pełnia szczęścia, że nie będziemy nawet potrzebowali takich związków jak na ziemi. Oczywiście trudno mi powiedzieć jak to dokładnie będzie i prawdopodobnie będziemy tam się oczywiście znali i kontaktowali ale nie będzie to takie życie jak tutaj. Rozumiem Cię i Twoje rozterki. Ale widzisz, to nie jest tak, że to co teraz czujesz będziesz już czuła całe życie i zawsze będziesz nieszczęśliwa. To minie, ofiaruj to Bogu - tak jak to teraz robisz - a Bóg da Ci ukojenie i pełnię szczęścia i w niebie i już tu, na ziemi. Zaufaj Mu a postawi na Twojej drodze kogoś z kim już tu będziesz szczęśliwa w miłości, naprawdę.
To co teraz wydaje się niemożliwe, co jest cierpieniem przemieni się, choć nie od razu w spokój i miłe wspomnienie. Za tę osobę po prostu się módl - to najlepsze co możesz jej ofiarować. Jeśli zaś jest to osoba, która teraz jest w związku małżeńskim to polecam Ci ten artykuł: [zobacz]
Z Bogiem!

  Małgosia, 22 lat
3266
19.12.2011  
Zakochałam się w chłopaku o 5 lat młodszym ode mnie. Dzieli nas ponad 350 km i była to tylko wirtualna znajomość. Postanowiliśmy jednak być ze sobą pragnąc jednak się spotkać. Chłopak ten mówił mi, że z jego strony będzie trudne to, aby on przyjechał ponieważ nie jest jeszcze pełnoletni i mama go do mnie nie puści, bo przecież mnie nawet nie zna. Ja w ogóle nie brałam pod uwagę tego, że ja mogłabym do niego pojechać, bo cały czas uważałam, że dziewczyna nie powinna pierwsza jechać do chłopaka. Zawsze tylko powtarzałam: "Jak Ty przyjedziesz...". Ten chłopak postanowił się ze mną rozstać, bo uważa, że nie potrafi żyć w związku na odległość. Postanowił też ze mną zerwać kontakt, bo uważa, że "czas leczy rany", że jak zerwie ze mną kontakt, to w końcu przestanie coś do mnie czuć. Jednak on żałuje tego, że tak się to skończyło. Ja też w nim nadal jestem zakochana i chciałabym z nim być nadal... spotykać się z nim. Czy mam próbować zapomnieć? Ja chciałabym to jeszcze naprawić. Wpadłam na pomysł, by przyjechać kiedyś do niego, tak bez zapowiedzi (bo nie utrzymuję z nim teraz kontaktu - ponieważ on tego nie chce), by mu pokazać, że mi nadal zależy i że jeśli tylko będzie chciał się ze mną spotykać, to ja mogłabym do niego przyjeżdżać (tak by nie wymagać tego od niego - ze względu na jego wiek i mając na uwadze zdanie jego mamy). Proszę bardzo o pomoc, bo bardzo mi na tym zależy.

* * * * *

Droga Małgosiu! Wygląda na to, że chłopak jest jeszcze bardzo niedojrzały i chyba albo on albo jego rodzice zorientowali się jak daleko zaszły sprawy między Wami i zaczął się wycofywać. Dziwi mnie, że tak młody chłopak szukał (?) znajomości w Internecie. Nie wiem na jakim portalu się poznaliście ale być może on po prostu z nudów nawiązał kontakt a potem - tak jak pisałam - wystraszył się konsekwencji i zaczął się zasłaniać mamą. Masz oczywiście rację, że relacja czysto wirtualna nie jest prawdziwym związkiem bo łatwo zakochać się po prostu w wyobrażeniach a nie w realnej osobie, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Jednak pomysł, by do niego pojechać bez zapowiedzi nie wydaje mi się dobry bo na pewno czeka Cię wielkie rozczarowanie. Nie wiesz bowiem czy jego adres (jeśli go posiadasz) jest właściwy, nie wiesz czy ktoś by Ci otworzył a przede wszystkim nie masz pewności czy udałoby Ci się z nim spotkać. A nawet jeśli tak, to byłby ogromny stres i zaskoczenie a on powiedziałby Ci to co napisał a może nawet jego mama potraktowałaby Cię dość nieprzyjemnie. Po czym musiałabyś wracać sama, zapewne już po nocy kilkaset kilometrów. To ani bezpieczne ani mądre. Nie mówiąc już o tym, że nie powinnaś po tym co Ci napisał narzucać się ani pokazywać że Ci zależy, bo...to niczego nie zmieni! On najwyraźniej nie chce tej relacji, nie jest na nią gotowy. Może nawet wstydzi się tej różnicy wieku... W każdym razie musisz przyjąć, że była to znajomość, która nie zdała egzaminu w momencie propozycji spotkania. Przykro mi oczywiście ale prawdopodobnie nie udałoby się tu stworzyć dobrego związku - z uwagi na jego wiek i jego niegotowość, jak i tę odległość, jak się okazuje- dla niego - nie do pokonania. No i najważniejsze - Ty nie poznałaś go naprawdę a bez tego nie można mówić o prawdziwej miłości. W pewnym sensie zaś teraz jego strategia jest słuszna - powinniście zerwać kontakt, by czas Wasze rany uleczył. I tak będzie. Życzę Ci prawdziwej miłości bez przeszkód w przyszłości. Z Bogiem!

  M.P, 19 lat
3265
19.12.2011  
Znamy się od 4 lat. Jest moim dobrym kolegą, jeśli nie przyjacielem. Mamy wspólne zainteresowania, pasje, światopogląd, razem śpiewamy w zespole katolickim, on prowadzi zajęcia grupy teatralnej. 3 lata temu zauroczyłam się w nim, ale wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ze względu na moją niedojrzałość (jestem 8 lat młodsza). Im bardziej chciałam się wyzbyć tego uczucia, tym mocniej to wracało. Ofiarowuje to Bogu cały czas. Im nabieram większego dystansu, tym też okazuje się, że to, co we mnie jest staje się dojrzalsze. Teraz, mam odwagę przyznać się przed samą sobą, że to jest więcej niż zakochanie, czy zauroczenie. Znam dokładnie jego wady. Mam z nim dobry kontakt na próbach, wtedy kiedy działamy razem. Jednak nigdy nie powiedziałam mu, że coś we mnie jest. Boję się, że mogłabym tym zniszczyć tą znajomość, na której mi zależy. Zdecydowałam się zaprosić go na studniówkę, zgodził się, nawet się ucieszył. Czasem występują sytuacje dwuznaczne, po których następuje totalna oboj ętność. Ja nie chcę się narzucać. Wiem, że jest sam. Ale nie wiem co mam robić. Czasem rzeczywiście zachowuje się jakby coś miało być na rzeczy, z drugiej strony to mogą być żarty. Pomocy! Próbowałam spotkać kogoś innego, zaangażować się, jednak zawsze zaczynam porównywać i to wraca. Czy zatem po studniówce (jest na początku lutego) powinnam się "odkrywać" z tym, co jest we mnie?Co robić w takiej sytuacji, kiedy nie jestem niczego pewna.

* * * * *

Na pewno nie wyznawaj mu miłości, bo będzie to początek końca, pisałam o tym w tym artykule: [zobacz]
Wydaje mi się jednak, że tak długo się znacie i macie ze sobą tak częsty kontakt, że gdyby on był Tobą zainteresowany to już dawno by tę sytuację prawidłowo wykorzystał. Oczywiście możesz stworzyć jeszcze kilka sytuacji, by jednoznacznie się przekonać ale bądź raczej na dystans, by w razie niepowodzenia móc wyjść z twarzą z sytuacji. O tym co jeszcze możesz zrobić pisałam w odp. nr: 2, 2166, 2181, 2216, 2228, 2493, 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932, 2273, 2449, 2742 może coś wybierzesz. Z Bogiem!

  Celdur, 20 lat
3264
19.12.2011  
Mam takie pytanie. Czy można modlić się do Anioła Haniela o miłość konkretnej osoby? Oboje jesteśmy sami, tyle że dziewczyna o którą mi chodzi mówi, że nie czuje do końca tego co ja... Mówi, że mnie bardzo lubi i lubi spędzać ze mną czas, ale brakuje jej tego uczucia. Więc się zastanawiam czy ta modlitwa może mi (lub nam) pomóc połączyć się razem?

* * * * *

Przede wszystkim taka "modlitwa" wiąże się z magią i wróżbiarstwem więc absolutnie nie jest dopuszczalna! Modlić zaś o miłość w ogóle nie tylko możesz ale i powinieneś - ale do Boga. Jednak musisz wziąć pod uwagę to co Ci powiedziała ta dziewczyna; ona jest osobą wolna i musisz to uszanować, bo nikogo do miłości zmusić nie można. Jest oczywiście szansa, że z czasem gdy lepiej się poznacie u niej także obudzi się uczucie ale możesz to osiągnąć tylko małymi krokami, nie naciskając i wycofując się w przypadku jej odmowy. Z Bogiem!

  Asia, 17 lat
3263
17.12.2011  
Jestem zakochana w młodszym o rok chłopaku. On niestety ma dziewczynę. On jest moim przyjacielem, jednak ja czuję coś więcej. Nie mogę o nim zapomnieć. Męczę się już dwa lata. On wiedział o moim uczuciu, jednak to wywoływało tylko niepotrzebne konflikty, zaczeliśmy się od siebie oddalać, więc skłamałam mówiąc że już mi przeszło. Ta dziewczyna jest moją bardzo bliską koleżanką, młodszą, nie chce jej zrobić świństwa. Chcę zapomnieć, ale nie mogę. Nie wiem co mam zrobić? Nigdy mu nie powiedziałam w prost, że go kocham, on sam się domyślił przed paroma miesiącami. Jego przyjaciel powiedział mi, że on się we mnie podkochiwał na początku, jednak myślał że nic do niego nie czuje i poddał się. Teraz widzę, że jest szczęśliwi. On i ona, jednak ja okropnie cierpię. Ich związek trwa już pół roku. Nie mam pojęcia co robić. Czy w ogóle coś robić?

* * * * *

Zrobić jedno: rozluźnić kontakty. Skoro oni są szczęśliwi to uszanuj to i nie wchodź im w drogę. Z drugiej strony nie katuj się widokiem tego ich szczęścia i nie udawaj, że nic Cię to nie rusza bo to tylko pogłębi Twój stan. Dla własnego dobra powinnaś po prostu jak najmniej przebywać w ich towarzystwie. Oczywiście z koleżanką możesz mieć jak najlepsze układy, do niego też nagle nie przestaniesz się odzywać ale tak długo jak ich widok i myśl o tym chłopaku siedzi Ci w głowie tak długo powinnaś ich unikać. Nie martw się co sobie pomyślą, bo Ty najpierw musisz uporać się z własnymi uczuciami by samej sobie i im przypadkiem nie zrobić krzywdy. Polecam Ci też odp. nr: 80, 526, 653, 825 o tym jak zapomnieć. Z Bogiem!

  Aleksandra, 34 lat
3262
09.12.2011  
Szczęść Boże.
Chociaż zaglądam tu od dawna,to nie mogę lub nie wiem jak poradzić sobie ze swoim "problemem". Poznałam mężczyznę, który deklaruje chęć związania się, jest bardzo opiekuńczy, co mnie cieszy. Ja z kolei jestem ostrożna, bardziej zdystansowana z racji złych przeżyć z poprzedniej relacji z mężczyzną, ale staram się na swój sposób. Widziałam się z nim 2 razy, w tym drugie spotkanie było bardziej odważne, tzn. trzymanie za rękę, pocałunki. Spowodowało ono , że stał mi się on kimś bliskim, kimś na kim mi zależy.I zaistniała sytuacja: powiedział mi że mu zależy na mnie (zaznaczył też że potrafi mu nie zależeć na kobiecie a wtedy jest niemiły), ja - wystraszona jego "filozofią życiową" potraktowałam go przed odjazdem nieco chłodno (nie wiedziałam po co obarcza mnie taką informacją i co ja mam z nią zrobić, delikatnie odmówiłam mu też przyjazdu do jego miejscowości). Pożegnaliśmy się kulturalnie (dzieli nas spora odległość), wysłał mi potem pozdrowienia smsem, a ja odpisałam i zapadła głucha cisza. Zagadnęłam go po 3 dniach milczenia i zeszliśmy ku mej radości na maile. Po 2-3 dniach miłego pisania, wymianie z mojej str. zdjęć ... on zamilkł. Nie odzywa się tak do mnie już od 14 dni. Miał presłać mi swoje zdjęcie i nic. Cierpię i tęsknię... Czasami myślę sobie , że nie jestem dla niego ważna. Smutno mi :( bardzo. Poradź proszę, co z tym fantem robić, jak reagować, co mi wypada a co nie :(((


* * * * *

Powiem tak: ten mężczyzna jest zbyt śmiały w swoim zachowaniu (nie podobają mi się takie czułości na drugim spotkaniu, z tego prostego względu, że nie są adekwatne do zaangażowania i nie wyrażają istoty tego co Was łączy a jedynie są forma przyjemności) i chyba po prostu Cię testował. Tzn. spodobałaś mu się ale nie traktował Cię zbyt poważnie. Jeśli nic się nie zmieniło od tego czasu, nic się nie wyjaśniło to niestety ale musisz przyjąć, że przestało mu zależeć, z jakichś względów zrezygnował ale nie ma odwagi Ci tego powiedzieć. "Na szczęście" dla niego jesteś daleko, jest małe ryzyko spotkania Cię więc uznał, że zerwanie kontaktu internetowego wystarczająco Cię zniechęci. Szkoda i przykro mi, że tak zostałaś potraktowana. Pewnie mało Cię pocieszy to, ze nie był tym właściwym i nie byłby to dobry związek skoro on nawet nie potrafił się odpowiedzialnie zachować. Jedno jest pewne: nie traktuje się tak kobiety, na której komuś zależy. Życzę Ci spotkania odpowiedzialnego, wrażliwego i dobrego chłopaka w przyszłości. Z Bogiem!

  Magdalena, 29 lat
3261
07.12.2011  
Szczęść Boże..piszę do Was,ponieważ nie znalazłam rozwiązania mojego problemu,mimo tylu wspaniałych odpowiedzi,pytan i rozważań jakie są na tej stronie.Moze dlatego,ze jestem zapewne najstarsza z Użytkowników :) ale do rzeczy-jestem panną,samotną w wieku 29lat.Ostatnio jednak pojawił sie na mojej drodze Ktoś..mężczyzna,kawaler,starszy ode mnie dość znacznie-ma 41lat.Znamy sie od bardzo dawna,ale tylko i wyłącznie z widzenia a właściwie z Koscioła.Zawsze trwał obok mnie,bezustannie tuż obok stał na Mszy wraz ze mną a ja nie zwracałam uwagi na jego obecnośc.Niedawno jednak spojrzałam mu w oczy no i stało się...coś sie zmieniło w moich odczuciach i chyba w nim również..Patrzy mi w oczy,czasem jakby z usmiechem i jakimś zastanowieniem,częsciej widuję go np.na codziennych zakupach.ale nic poza tym sie nie zmienia.nie wiem co mam o tym myśleć?boję się zaczepić pierwsza,ponieważ on jest z tego co wiem raczej typem hm..zdobywcy i boję sie,że stracę w jego oczach jak zacznę rozmowę.a on tak jakby sie mnie nieco obawiał.czy mam czekać na jego krok?wiem,miłość potrzebuje czasu,ale my oboje mamy go coraz mniej..mamy już trochę lat,oboje nie jestesmy najmłodszymi zalotnikami ;) ale mam ten kobiecy wstyd i nie zacznę tej znajomości,nie wiem również czy on też napewno tego chce bo go w sumie mało znam,a nigdy nie odbiore mu wolności i nie narzucę własnej woli.Boję się,że jednak możemy stracić coś bardzo cennego i to oboje..a ja chciałabym bardzo aby dzięki mojej osobie byl szczęśliwszy,weselszy,chetnie bym mu pomagała w zwyczajnej codzienności znosić trudy i smutki..on też tak jakby chciał tego samego,ale nie wiem,moze się obawia,że jest już za późno?..No i coż mam począć?

* * * * *

Droga Magdo, rekordu wiekowego to Ty nie pobiłaś, najstarszy użytkownik tego działu był co najmniej 2 razy starszy od Ciebie. A co do sedna- w tym przypadku jednak ja radziłabym Ci poczekać na jego krok. Dlaczego? No to on jest mężczyzną, jest starszy a zatem (przynajmniej w teorii) mniej nieśmiały i jeśli mu zależy, jeśli mu się podobasz to raczej będzie wiedział co robić, jak zacząć rozmowę. Martwi mnie jednak to co napisałaś, że to typ "zdobywcy" - czy znasz jakieś fakty z jego przeszłości? Bo może nie warto się angażować? Poza tym, skoro tak, to zapewne ma już niejedno doświadczenie i doskonale wie jak zabrać się do poznania Ciebie. Oczywiście, możesz - jeśli ta sytuacja się przeciąga a Ty chcesz wiedzieć na czym stoisz - w końcu o cokolwiek go zapytać np. o coś dotyczącego wydarzenia w kościele (polecam odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411, 912, 1486, 1932 ) ale bądź ostrożna, bo Twoja altruistyczna chęć rozjaśnienie jego życia nie musi być zbieżna z jego oczekiwaniami i odczuciami wobec Twojej osoby. Z Bogiem!

  Rafał, 38 lat
3260
06.12.2011  
Witam-prosze o rade. Spotykam sie z kobieta od miesiaca,wiem ze to za krotko aby cos wiedziec.Ona ma tyle lat co ja ,czyli 38.Fajnie nam sie rozmawia na rozne tematy,mamy podobne wartosci,zainteresowania i plany ,ale? No wlasnie,nie powiedzialem jej tego ze podoba mi sie Ona fizycznie tak na ok.50procent,nie czuje przyciagania fizycznego.Na twazy wyglada Ona troche starzej niz ja.Mnie sie podobaja ładniejsze kobiety,ale bez przesady,zbyt piekne to we mnie odzywa sie zazdrosc i brak zaufania jezeli chodzi o wiernosc.I tu mam problem zeby nie popelnic bledu. Chociaz zaczyna mnie sie Ona podobac fizycznie troszeczke wiecej.Oboje sie modlimy aby to Bóg zadecydował.Mezczyzna wzrokowcem to wcale nie jest tak lekko.Pozdrawiam.

* * * * *

No to dobrze, że jej tego nie powiedziałeś, bo byś ją mocno uraził. Te informacje zachowaj dla siebie i czekaj na dalszy rozwój wydarzeń. A zwyczaj jest tak, że im bardziej się poznajemy tym bardziej dana osoba zaczyna nam się podobać także fizycznie - i nie chodzi tu tylko o urodę, bo fizyczność to także uśmiech, sposób bycia, poruszania się itp. Z czasem przestają nam także przeszkadzać pewne rzeczy z wyglądu, które z początku nas mogły drażnić. A miesiąc to naprawdę niewiele i masz prawo do takich odczuć ale miej świadomość, że one mogą się diametralnie zmienić a raz powiedziane w tym temacie kobiecie słowo może zostać w niej na zawsze i budzić niepokój. Z Bogiem!

  Beata, 25 lat
3259
05.12.2011  
Witam. Prosze o pomoc lub odpowiedz. Mam duzy problem. Jestem z chlopakiem od 3 lat ale kompletnie nam sie nie uklada. Obydwoje juz dawno rozwazalismy rozstanie, ale chyba to co nadal nas przy sobie trzyma to to iz obydwoje mielismy wizje ze jestesmy dla siebie. Mimo to ja nie daze jego wystarczajaca atrakcja i on to widzi. Czasami czuje sie bardzo okropnie psychycznie, bo nie mozemy sie dogadac, mamy rozne upodobania. Ale trudno mi sie rozstac bo caly czas mysle, ze moze byc lepiej bo to przeciez Bog mi to przepowiedzial, i jemu. co robic, juz dluzej tak nie moge! on obwinia mnie ze zamalo daje mu milosci, ze jestem zla, klucimy sie a on obraza sie i nigdy nie daje mi sie przprosic, wypamietuje mi bledy z przed 3 lat. Nie twierdze ze bylam i jestem jak powinnam ale nie wiem juz jak mam zyc? Chce przeciez kochac i byc kochana, ale dlaczego tak jest. Myslalam ze jak cos jest od Boga to jest to zawsze najleprze a mimo to niepasujjemy do siebie. Czy Bog tego nie wiedzial, dlacze go tego chcial, zrobilam to tylko bo myslalam ze taka byla jego wola. Co robic, bardzo prosze o szybka odpowiedz.

* * * * *

No dobrze ale po pierwsze co to za wizja i kto Ci tak stanowczo powiedział, że jesteście dla siebie? Nie ma przeznaczenia (poczytaj ten artykuł: [zobacz] )
Bóg tylko stwarza tylko możliwości, daje propozycje a nie określa kto będzie czyim małżonkiem). Różne upodobanie to poważna sprawa i jeśli nie macie wspólnych pasji, poglądów i źle Wam jest razem, albo po okresie poznawania się układa się coraz gorzej to wcale nie oznacza, że macie być ze sobą i wziąć ślub! A przez całe życie też zamierzacie się tak kłócić? A to, że on nie daje się przeprosić tylko chowa urazy to bardzo źle wróży!
Po drugiego to znaczy, że nie jesteś dla niego wystarczającą atrakcją? W jakim wymiarze? A on dla Ciebie jest?
Po trzecie: jeśli coś nie gra to należy rozmawiać i wspólnie zastanawiać się co można zmienić w sobie a nie jednostronnie obwiniać drugą osobę, że "daje za mało miłości".
Myślę, że trochę się pogubiliście i może gdy opadły emocje zakochania czujecie rozczarowanie. Czas na rozważnie co jest nie tak i dlaczego i podjęcie decyzji czy dajecie sobie szansę czy nie. Tylko pod żadnym pozorem nie trzymajcie się jakiejś "wizji" bo to wszystko może pochodzić też od złego. Módlcie się oczywiście i polecam też naszą książkę: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc
przeczytajcie ją wspólnie a może wiele rzeczy się wyjaśni? Może nie trzeba od razu się rozstawać, czasem wystarczy coś poprawić. Z Bogiem!

  E., 18 lat
3258
04.12.2011  
Witam, przeczytałam książkę "miłość czy Miłość" - świetna, i mam po jej przeczytaniu pewne wątpliwości.

Gdy byłam mała, potem w podstawówce, gardziłam chłopakami i uważałam ich za, przepraszam z wyrażenie, idiotów. Potem dopiero dotarło do mnie, że przecież to są ludzie... W gimnazjum poczułam, że fajnie byłoby zwyczajnie pogadać z kolegami, jak inne dziewczyny, ale wtedy byłam już bardzo onieśmielona, a oni też często mi dokuczali m.in. dlatego, ze dobrze się uczyłam. W liceum chłopcy są już dojrzalsi i odnoszą się do mnie normalnie, ale ja dalej czuję wobec nich onieśmielenie i jestem spięta, unikam ich. Zastanawiam się czy powinnam coś z tym zrobić?... Mnie nie przeszkadza za bardzo to, ze nigdy nie miałam chłopaka, chociaż w głębi duszy pewnie bym chciała kiedyś spotkać "drugą połówkę" (ale strasznie dla mnie to przerażająca perspektywa). Pozdrawiam.


* * * * *

To, że w podstawówce miałaś takie podejście to nic dziwnego, to pewien z etapów rozwoju - w pewnym wieku obie płcie nie dopuszczają nawet myśli o jakiejś bliższej znajomości, identyfikując się ze swoją płcią - i to jest normalne. Zainteresowanie odrębnością przychodzi później, w wieku dojrzewania - tak jak u Ciebie. Więc wszystko jest w porządku. Prawdopodobnie jesteś po prostu osobą nieśmiałą, dlatego też polecam Ci odp. nr: 37,136, 256 tam pisałam o pewnych ćwiczeniach, pomocnych w przełamywaniu siebie. Ale nie bój się, po prostu nie przyszedł jeszcze Twój czas i ja Cię doskonale rozumiem, bo w Twoim wieku miałam identyczne odczucia. To przeszło, dlatego żyj normalnie, rozwijaj swoje zainteresowania, może popróbuj wolontariatu (to też pomaga w kontaktach) a gdy spotkasz tego właściwego z pewnością zainteresuje Cię on na tyle, że sama się przełamiesz i będzie dobrze. Z Bogiem!

  Anna, 16 lat
3257
03.12.2011  
Moje pytanie będzie dotyczyło miłości człowieka do Boga. Czy jeżeli ktoś bardzo kocha Boga, powinien mieć przewodnika duchowego? Co daje takie kierownictwo duchowe? Na czym polega i jak to wygląda w praktyce? Czy jest to sposób na pogłębianie tej miłości? Czy osoba nieśmiała da rady się przełamać?

* * * * *

Nie ma takiego obowiązku, choć z pewnością kierownictwo duchowe bardzo pomaga we wzroście w wierze. Jak sama nazwa wskazuje jest to osoba, która ukierunkowuje naszą duchowość, wskazuje rozwiązania i konsekwencje czynów, doradza. Spotkania ustalane są indywidualnie np. raz w miesiącu lub rzadziej. Na pewno jest to pewien sposób na pogłębianie miłości do Boga ponieważ widzimy swoje błędy z punktu widzenia osoby trzeciej, doświadczonej, która wskazuje nam właściwy kierunek i rozwijamy się. Osoba nieśmiała może się przełamać choć pewnie na początku jej trudno ale pewnie po kilku spotkaniach już nabiera zaufania. Oprócz tego istnieje tzw. stały spowiednik, czyli ksiądz do którego zawsze chodzimy do spowiedzi (tu też się umawiamy) i on znając nas oprócz wysłuchiwania spowiedzi i udzielania rozgrzeszenia też doradza nam w życiu duchowym. Z Bogiem!

  Inga, 21 lat
3256
27.11.2011  
Od paru lat jestem z swoim chłopakiem.Mimo że mieszkamy od siebie daleko układało nam się. Od jakiegoś czasu mam wrażenie że mu na mnie nie zależy. Ciągle wypomina mi różne sytuacje kiedy zapraszam go by przyjechał do mnie tłumaczy że nie ma jak albo nie opłaca mu się. Nie wiem co mam myśleć o tym:(


* * * * *

No trochę podejrzanie to wygląda. Albo poznał kogoś innego albo "spowszedniał" mu Wasz związek albo po prostu opadły emocje i zastanawia się czy miłość na odległość ma sens. Ja bym porozmawiała z nim szczerze, najlepiej na żywo, na ile to jest możliwe i niech powie o co naprawdę chodzi bo wytłumaczenie typu "nie opłaca mu się" nie jest wyrazem miłości. Zakochani chcą przecież spędzać ze sobą każdą chwilę kiedy to tylko możliwe! Z Bogiem!

  Weronika, 23 lat
3255
24.11.2011  
Witam serdecznie... Właściwie nie wiem od czego zacząć, być może ta wiadomość jest jedynie moim krzykiem o normalność... Mam 23 lata i jest mi bardzo ciężko, ponieważ jestem sama. Pragnęłabym poznać tego Jedynego, jednak moje działania w tym względzie nie przyniosły do tej pory żadnego rezultatu... Uważam się za normalną i inteligentną kobietę, jednak jest jedno "ale", które zaczynam odbierać jako przyczynę moich "niepowodzeń" z mężczyznami. Otóż jestem bardzo mało urodziwa... Ja sama staram się akceptować siebie taką, jaka jestem, jednak od dziecka byłam szykanowana z powodu mojego wyglądu. W latach szkolnych byłam wyśmiewana z powodu mojej "urody" przez co stałam się przysłowiowym kozłem ofiarnym w klasie. Oczywiście te czasy już minęły, jednak jeszcze teraz zdarza się, iż co niektóre "życzliwe" osoby dają mi odczuć, co o mnie sądzą w tej kwestii. A ja zaczynam powoli w to wierzyć... Wierzyć, że nie jestem w stanie poznać żadnego mężczyzny, bo każdy zanim będzie chciał pozn ać moje wnętrze, zrazi się z powodu mojego wyglądu fizycznego. W końcu mężczyźni są wzrokowcami... Pewnie moja sytuacja jest nietypowa, bo zazwyczaj to właśnie ktoś ma kompleksy z powodu swojego wyglądu, natomiast świat myśli zupełnie coś innego. Ja natomiast całe swoje życie starałam się uważać siebie za osobę normalną, godną zainteresowania, natomiast okazuje się, że właśnie świat pokazuje mi, że tak nie jest. Być może miałabym większe szanse u płci przeciwnej, gdybym miała bardziej przebojowy charakter. Niestety jestem osobą dość cichą i spokojną, co nie oznacza, że nieśmiałą. Do tej pory jakoś się trzymałam, jednak zaczynam już tracić siłę i nadzieję na to, że kiedyś kogoś poznam...

* * * * *

Droga Werniko! Jeśli ktoś się z Tobą zwiąże to zrobi to świadomie. I zrobi to dlatego, że Ty cała, taka jaka jesteś będziesz mu się podobała. Tak, mężczyźni to wzrokowcy, to prawda i prawdą jest też to, że w Twoim wieku bardziej się na wygląd zwraca uwagę. Ale to mija. Chłopcy troszkę później to odkrywają niż dziewczyny. Twój związek będzie dojrzalszy i oparty na czymś więcej niż tylko uroda.
Nawiasem mówiąc, jestem przekonana, że wcale taka "najgorsza" nie jesteś i jeśli robisz co możesz to pozostaje Ci zaakceptować fakt swojego wyglądu. Dlatego chłopak, który się z Tobą zwiąże będzie miał wspaniałą, akceptującą siebie dziewczynę. Naturalnie, że w wyglądzie drugiego człowieka też musi nas coś pociągać, musimy czymś się w nim zachwycić. Ale fizyczność to nie tylko piękno, to też uśmiech, sposób mówienia, zachowania, poczucie humoru... Jeśli ktokolwiek daje Ci odczuć że jesteś gorsza z powodu swojego wyglądu to sam sobie wystawia świadectwo i co gorsze- ponosi odpowiedzialność za Twoje samopoczucie i za to, że przyczynia się do Twojego niepokoju. Jeśli to tylko możliwe unikaj takich ludzi, bo najwyraźniej nie wiedzą czym są prawdziwe wartości. Zapewniam Cię, że to nie brak urody jest przyczyną Twojej samotności, po prostu nie spotkałaś jeszcze tego chłopaka, który zaakceptuje Ciebie całą, taka jaka jesteś, bo będzie cenił to co sobą prezentujesz. Nie trać nadziei, módl się o to, jesteś jeszcze naprawdę młoda. Polecam Ci także naszą książkę, w której znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania: http://adonai.pl/milosc/?id=milosc-czy-milosc Z Bogiem!

  Marta, 23 lat
3254
15.11.2011  
Jestem osobą niepełnosprawną mam 23 lata i bardzo chciałabym kogoś poznać tylko nie wiem jak ma wątpliwości czy wgóle zasługuje na miłość jak i gdzie mam poznać tego właściwego mężczznę nie chodzę na dyskoteki do klubów nie mam wielu znajomych codziennie modle się do św Józefa ale jakoś nadal nie poznałam tego właściwego

* * * * *

Na miłość z pewnością zasługujesz jak każdy! Gdzie poznać? Chyba najłatwiej w swoim środowisku, może jeździsz na jakieś obozy, może znasz osoby w podobnej sytuacji jak Twoja? Jeśli nie to może przez internet na katolickich portalach np. tutaj: www.dla-samotnych.pl lub innych, o podobnych wartościach. Z Bogiem!

  Małgosia, 51 lat
3254
01.11.2011  
Jestem wdową. Mam "kolegę"który jest żonaty ale żyje z żoną tak jak w separacji. Tylko mieszkają w tym samym mieszkaniu i nic poza tym.Czasami sie spotykamy/kawa,rozmowy/.Zaproponował mi wspólny wyjazd i mam problem czy powinnam pojechać.Czy to nie grzech.A co gdybym poszła z Nim na zabawę. Ja traktuje Go tylko jak przyjaciela i zawsze podkreślam,że tylko może nas łączyć przyjaźń nic więcej,dopóki będzie miał żonę.

* * * * *

No tak, tylko tę żonę przed Bogiem to on będzie miał zawsze, prawda?
Z ostrożności, nawet jeśli z Twojej strony jest tylko deklaracja znajomości i naprawdę nie liczysz na nic więcej i niczego więcej nie oczekujesz i nie chcesz to póki on jest w formalnym związku nie chodziłabym z nim nigdzie jako osoba towarzysząca bo narazisz się na zwyczajne obmowy i aluzje, a po co Ci taka opinia?
To jeden aspekt. Bo inny jest taki, że nawet wbrew sobie a może nawet pod jego mocnym naciskiem zacznie się między Wami rodzić uczucie i co wtedy? Masz chyba świadomość, że związek nawet z rozwodnikiem to jednak związek niesakramentalny i jako taki jest grzechem? Pisałam o tym w tym artykule: [zobacz] Z Bogiem!

  Andrzej, 35 lat
3253
18.10.2011  
Poznałem dziewczynę 7 lat młodszą od siebie. Nie wiem, czy było to z potrzeby bycia z kimś czy nie. W każdym razie jesteśmy ze sobą około trzech lat. Nie jest to krótko, ale uświadomiłem sobie, że męczy mnie ten związek. Myślałem, że tak już musi być, skoro ludzie się kochają to widać trzeba ponosić pewne wyrzeczenia. Na samym początku naszej znajomości zastrzegła, bym spełnił pewne warunki. Nie chcę mówić o konkretach, powiem tylko, że dotyczyły tego, co dla mnie ważne. Tego, czym lubiłem się zajmować. Stwierdziła, że to są moje zainteresowania i jej one w ogóle nie obchodzą. Jakoś to wbrew sobie znosiłem, bo chciałem budować miłość. Jej światopogląd również mi nie za bardzo odpowiadał, ale przecież dla miłości zniesie się wszystko. Trwało to trzy lata, aż do czasu gdy poznałem inną dziewczynę. Jest ode mnie 15 (!) lat młodsza. To sporo, ale czuje że ona mnie rozumie, a ja ją. Podobne zainteresowania, chciałaby bym je rozwijał. Czuję się z nią dobrze. Jestem teraz rozdarty.

Czy powinienem zostać przy pierwszej, czy iść w niepewny drugi związek? Kiedy pierwsza dziewczyna dowiedziała się, że chcę ją zostawić, powiedziała, że się zmieni, że będzie dla mnie dobra, że zgodzi się na wszystko. Nie wiem, czy boi się, że zostanie "starą panną", czy to jest miłość? Co mam robić nie chcę nikogo skrzywdzić. Nie powiedziałem jej o nowej sympatii. Ta druga wie o wszystkim i wiedziała od samego początku. Powiedziała mi nawet, że być może jest moją szansą. Poniekąd miała rację. Dzięki niej uświadomiłem sobie co tracę. Proszę o pomoc


* * * * *

Hmm, to nie jest tak, że "dla miłości zniesie się wszystko" bo jak wielokrotnie pisałam, nie można żądać od kogoś, by - w imię miłości - poświęcał swoje zasady, światopogląd, wiarę, to co dla niego bardzo ważne. Naturalne jednak jest to, że z pewnych rzeczy rezygnujemy i czasem są to dla nas rzeczy ważne np. nie mamy już tyle czasu na hobby, wyjazdy itp.
Jednak sama forma przekazu Twojej dziewczyny: "to są moje zainteresowania i jej one w ogóle nie obchodzą" jest co najmniej niesmaczna, bo właśnie Twoje zainteresowania powinny ją bardzo obchodzić! Bo to część Ciebie, Twojego świata. Ona może ich nie podzielać, wręcz nie lubić, nie rozumieć o co w nich chodzi ale sam szacunek dla drugiego człowieka wymaga, by wykazał minimum zainteresowania światem tego drugiego a już na pewno nie zabraniał mu tego! Jasne, tak jak pisałam, czasem trzeba to czasowo ograniczyć lub z innych względów trochę przystopować np. szaloną jazdę na motocyklu z rozsądku ograniczyć jeśli planuje się rodzinę i dzieci, bo ma się dla kogo żyć i bierze się za to odpowiedzialność ale na pewno nie można stawiać takich warunków. Nie musisz być z dziewczyną tylko dlatego, że czujesz się do tego zobowiązany - ślubu nie macie i po to właśnie jest czas poznawania się i docierania by podjąć decyzję - o ślubie lub nie. Jeśli inne rzeczy również Ci nie odpowiadają i masz pewność, że różnice będą Was coraz bardziej dzielić to czas naprawdę poważnych przemyśleń. Tutaj jednak najwyraźniej dziewczyna prosi Cię o drugą szansę, bo może zorientowała się, że przesadziła, że popełniła błąd. Jeśli tak jest to od Ciebie zależy czy jej ją dasz. Każdy czasem błądzi i jeśli faktycznie coś się zmieniło to może warto jeszcze powalczyć? Ale z drugiej strony też nie można przesadzić, bo co to znaczy z kolei, że ona "zgodzi się na wszystko"? Nigdy nie możemy godzić się na wszystko i pozwolić by druga osoba stała się "całym światem".
Natomiast co do poznanej dziewczyny - no faktycznie wiele lat Was dzieli, choć samo w sobie przeszkodą to nie jest, choć na pewno ma swoje ograniczenia i rodzi różnice. Boję się tylko byś nie wpadł tutaj w kolejną pułapkę na zasadzie "ona to mnie dopiero rozumie", bo jak sam zauważasz - to początki i nie znasz jej dobrze. Owszem, pewnie macie więcej wspólnych cech i poglądów i dlatego dobrze się czujesz w jej towarzystwie. Ale czy to wystarczający powód i czy masz gwarancję, że jak poznacie się bliżej to ta znajomość nie straci a zyska? Ano nie wiadomo. Ja decyzji podjąć za Ciebie nie mogę, musisz zdecydować sam. Trochę czasu minęło, możesz ocenić co się zmieniło. Jeśli jest lepiej w związku w którym jesteś to może rzeczywiście warto w nim pozostać, bo wspólne pokonanie kryzysu ten związek umacnia? Z Bogiem!

  Kasia, 17 lat
3252
16.10.2011  
Witam. Niedawno zaczełam się spotykac z pewnym chłopakiem. Dowiedziałam sie, że gdzies 3 miesiace temu zerwała z nim dziewczyna, byli ze sobą dwa lata. Powiedział mi już to na pierwszym spotkaniu również dystkretnie to, że byli w prawidziwym związku czyli współzyli. Jak zaczeliśmy wdrązać sie w te tematy usłyszałam równiez od Niego, że chłopacy traktuja seks jako zaliczenie? To mnie zmartwiło. Mam nadzieje, że nie wszyscy i tak jest, prawda? Bedąc dziewica i oczekiwac na równie czystego faceta przyszedł On. Najgorsze jest to, że tak o mnie sie stara i takiego kulturalnego człowieka jeszcze w życiu nie spotkałam. Jest taki cieplutki, wrażlliwy i tyle w nim miłosci... nie wiem co mam robić. Czuje tak jakby dwie siły miłosci i moich zasad walczyły ze soba sprawiajac mi przy tym wielki ból i metlik. Do tego mysle, że chyba On również boi się tego wszystkiego. Codziennie pisze i mamy niby się spotkac,a w koncu nie dochodzi do tego. Widziałam go ostatnio chyba 3 tyg temu. Jeszcze m am jedno pytanie, bo nie wiem czy dobrze robie. Mianowicie wtedy gdy mi na jakims chłopaku zalezy to zazwyczaj do niego pierwsza nie pisze i daje mu do zrozumienia, że mężczyzni są od tego. Czy to jest rozsądne? Czy to tylko jest dobre na poczatku znajomości? Czy chłopak przez to chłopak może dać sobie spokój?

* * * * *

Co do ostatniego pytania to generalnie takie są zasady i źle nie robisz jednak jeśli bardzo Ci na kimś zależy to nie ma problemu jeśli to Ty pierwsza go "zaczepisz", zaczniesz rozmowę, nawiążesz kontakt. Nie chodzi tu o narzucanie się, bo gdy ten kontakt uda Ci się nawiązać to resztę inicjatywy przekażesz chłopakowi.
Co do pierwszego pytania: nie wiem czy dobrze rozumiem, że ten chłopak dał Ci do zrozumienia, że nie jest za czystością przedmałżeńską i że traktuje to jako "zaliczenie"? Jeśli tak to uciekaj jak najszybciej bo wartości prawdziwych to on sobą nie przedstawia. Oczywiście, że nie wszyscy chłopcy tak myślą i jest wielu wartościowych mężczyzn, którzy normalnie czekają ze współżyciem do ślubu i szanując kobietę nawet jej tego nie proponują. Jeśli jednak on myśli inaczej to nie ma tu miejsca na rozdarcie - jeśli siebie szanujesz i masz zasady - odejdź, byś nie była kolejnym "zaliczeniem". A swoją drogą to skąd pomysł, by współżycie przedmałżeńskie, czyli po prostu cudzołóstwo nazywać "prawdziwym związkiem"? Z Bogiem!

  Weronika, 23 lat
3251
06.10.2011  
Witam!
Mam dylemat. Moi przyjaciele ze studiów rozstali się rok temu. Zawsze przyjaźniłam się bardziej z 'nim', niż z 'nią', ale ogólnie we trójkę utrzymywaliśmy dobre stosunki. Przyjaźń to nawet za duże słowo - byliśmy bardzo dobrymi znajomymi. Od jakiegoś czasu 'on' odzywa się do mnie regularnie, dzwoni bez powodu z drugiego końca świata i rozmawia przez godzinę o niczym, troszczy się o to, czy jest mi dobrze, etc.. (nie mieszkamy teraz w tym samym kraju..). Pyta co zamierzam robić po studiach, gdzie będę mieszkać (wysokie prawdopodobieństwo, że za kilka miesięcy będziemy kontynuować studia w tym samym miejscu..). Ewidentnie szuka ze mną bliższego kontaktu. Jest bardzo dobrym człowiekiem, naprawdę zauważam w nim coraz więcej dobra, które przyciąga moją uwagę w jego stronę. Boję się jednak odpowiedzieć taką samą troską, uwagą i serdecznością, bo cały czas jest zakodowany w mojej pamięci jako chłopak koleżanki. Wiem, że na razie jeszcze nie padły z jego strony żadne deklaracje, ale staje się coraz bardziej oczywiste, że nie jestem dla niego zwykłą znajomą. Zastanawiam się, czy powinnam się angażować, bo.. co jeśli w którymś momencie moja znajoma będzie chciała do niego wrócić? Wiem, że już kilka miesięcy się nie odzywają, ale wcześniej byli ze sobą 2 lata, to długo.. myślę, że każde z nich po cichu myślało, że będą małżeństwem. Kolega strasznie przeżył ich rozstanie. Nie wiem, czy mimo obecnej sytuacji powinnam się 'mieszać'. Nie chciałabym czegoś zniszczyć, a z drugiej strony zachowanie mojego kolegi jest 'kroplą, która drąży skałę..'. Naprawdę coraz bardziej pociąga mnie dobro, które w nim widzę.. Proszę o jakąś wskazówkę.


* * * * *

Jeżeli oni rozstali się rok temu to nie ma powodu byś czuła się "lojalna" w stosunku do koleżanki w tym wymiarze i myślała co by było gdyby oni chcieli do siebie wrócić. Myślę zresztą, że gdyby chcieli to już by wrócili. Ale jest jeszcze jeden aspekt, który weź pod uwagę - być może on utrzymuje kontakt z Tobą bo po prostu czuje się samotny w obcym kraju a Ty jesteś dawną znajomą i z nikim innym nie ma takiego kontaktu. I może wcale nie rozpatruje Cię jako kandydatki na kogoś bliższego...? Weź to pod uwagę byś nie czuła się rozczarowana gdy zaczniesz studia tam gdzie on i usłyszysz, że on traktuje Cię jak koleżankę albo nagle się okaże, że ma tam dziewczynę...
Być może to niepotrzebne obawy ale póki co byłabym ostrożna - właśnie z tego względu a nie z powodu tego, że to były chłopak koleżanki. Z Bogiem!


Ostatnia aktualizacja: 11.11.2012, 11:21


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej