Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi Jak wygrać miłość? Instrukcja obsługi
Jacek Pulikowski
O miłości myślą, mówią i marzą wszyscy, lecz jakoś mało konkretnie. Tymczasem Jacek Pulikowski - konkretnie, po męsku - określa ścisłe zasady koniecznego przygotowania i niezbędnych wyrzeczeń, reguły gry i kryteria zwycięstwa, by każdy wiedział, co musi zrobić, ile z siebie dać, aby w swoim życiu WYGRAĆ MIŁOŚĆ... » zobacz więcej




  GRATENA, 20 lat
350
21.10.2005  
KOCHAĆ TO ZNACZY TAKŻE BYĆ Z KIMŚ NA DOBRE I NA ZŁE.TYLKO JEŻELI MÓJ MĘŻCZYZNA BY NADUŻYWAŁ ALKOHOLU I Z TEGO POWODU MOGŁABYM ZREZYGNOWAĆ Z BYCIA Z NIM TO ZNACZY ,ŻE GO NIE KOCHAM NA DOBRE I ZŁE I NIE POWINNAM MÓWIĆ MU,ŻE KOCHAM?

* * * * *

A kim jest Twój mężczyzna? Domyślam się, że chłopakiem a nie mężem.
To, że zrezygnowałabyś z bycia z nim wcale nie świadczyłoby o braku miłości. Wprost przeciwnie - w takiej sytuacji rezygnacja ze związku pomaga często tej drugiej stronie dojrzeć, a to też jest przejaw miłości. Poza tym przykazanie miłości obowiązuje też w stosunku do nas samych. "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" - oznacza, że nie tylko bliźniego mamy kochać a o siebie nie dbać tylko na tyle będziemy zdolni pokochać kogoś na ile kochamy (tzn. szanujemy i akceptujemy) siebie. I to nie ma nic wspólnego z egoizmem. Związek z alkoholikiem to dalej idące konsekwencje niż nam się wydaje. Otóż to nie tylko zwalnianie tego kogoś z odpowiedzialności i przejęcie na siebie troski o niego i za niego i w konsekwencji niepozwalanie temu komuś dorosnąć (o czym wspomniałam wyżej - no nie czarujmy się żony alkoholików robią wszystko w rodzinie i na dodatek mają na głowie jeszcze jedno duże dziecko - gdzie tu realizacja funkcji męża i żony?), ale też skazywanie na takiego ojca swoje przyszłe dzieci, o czym się często nie myśli. Jesteśmy zobowiązani do wyboru najlepszego ojca dla swoich dzieci. Alkoholizm na progu małżeństwa dobrze nie wróży i nikt już nie wierzy, że "jak się ożeni to się odmieni", chyba, że na gorsze. Żony alkoholików same potrzebują terapii i pomocy psychologa.
Pytasz też czy w takiej sytuacji (gdybyś go zostawiła) powinnaś mówić mu, że go kochasz.
Moim zdaniem koniec związku oznacza rozstanie się ludzi. Czy zatem jest sens wyznawania miłości? Raczej nie. Można oczywiście powiedzieć, że z miłości do niego (aby pozwolić mu wziąć za siebie odpowiedzialność) i z szacunku do siebie (żeby się nie zatracić) odchodzisz. I to powinno być ostatnim wyznaniem miłości. Życzę trafnych decyzji!

  Krysia, 16 lat
349
21.10.2005  
Mój problem jest bardzo złożony. Jednak bardzo proszę by ktoś zaintreresował sie nim. Poznałam chłopaka rok starszego ode mnie poczuliśmy coś do siebie i byliśmy ze sobą prawie półtora roku, był to mój pierwszy chłopak! Bylismy ze soba bardzo szczęśliwi, dużo spraw nas łączyło, chodzilismy do tej samej szkoły, mielismy wspólnych przyjaciół. Niestety po około 10 miesiacach wszystko zaczęło się psuć, coraz częściej sie kłóciliśmy ale nadal nie potarafiliśmy bez siebie żyć! Niestety ten związek ciągną się tak jak by chciał a nie mógł!! Postanowiłam to zakończyćpo półtora roku bo bardzo przez to cierpiałam jednak nadal go kochałam (i może kocham). Miesiące się ciągnęły. Ja cierpiałam on też, spotykaliśmy się przypadkowo w różnych miejscach np. z przyjaciółmi, w szkole, na róznych warsztatach i spotkaniach młodzieżowych w parafi przy której działamy. On spotykał sie z róznymi dziewczynami a ja z chłopakami. Mieliśmy o to do siebie duży żal. Po 5 miesiącach wdałam sie w zwiazek z innym chłopakiem poniewaz stwierdziłam, że on pozwoli mi zapomnieć o tym pierwszym związku. Niestety sie myliłam, po 2 miesiacach zakończyłam ten zwiazek bo ciągle myślałam o moim pierwszym chłopaku! Żyje teraz w dużej rozterce myśle cały czas o mojej pierwszej miłości i nie mogę przestać. On czasami daje mi znaki, że chciałby do mnie wrócić, a czasami jest dla mnie oschły. Chciałabym bardzo z nim porozmawiać, wyjaśnić sobie niektóre sprawy...

* * * * *

Nie można wiązać się z kimś na zasadzie klina, bo w ten sposób krzywdzi się siebie i tą drugą osobę. Aby być z kimś trzeba mieć wolne serce. Nie pisałaś nic o powodach tych kłótni. Jeżeli on nie jest w żadnym innym związku to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście się spotkali i porozmawiali poważnie. Pewnie każde z Was unosi się ambicją i nie wyciągnie pierwsze ręki. Jeśli widujecie się to macie okazję, żeby się umówić. Jeśli nawet nic z tego nie wyjdzie to Wam ulży, bo będziecie wiedzieli na czym stoicie. Spróbuj go zagadnąć pod jakimś pretekstem, może on wyczuje, że jesteś dla niego życzliwa i sam pociągnie temat? Czasami warto wejść dwa razy do tej samej rzeki…Jesteście bogatsi o pewne doświadczenia. Powodzenia!

  Beatka, 13 lat
348
21.10.2005  
Czemu nikt mnie nie kocha ?? CZemu nie mam chłopaka ??

* * * * *

Jak to nikt?
Jestem przekonana, że potrafisz wymienić przynajmniej pięć takich osób: Bóg, rodzice, rodzeństwo itp. Natomiast jeśli chodzi Ci o to, że żaden chłopak Cię nie kocha to pewnie na razie tak jest. Masz 13 lat, prawda? Twoje koleżanki mają chłopaków? Pewnie mają. No teraz zapytam po co one z nimi chodzą? No bo wszystko musi mieć swój sens i cel. Chcąc zatem mieć chłopaka musisz zapytać siebie co Tobą kieruje po co to robisz? No bo chodzenie dla samego chodzenia to się mija z celem. Zastanów się nad tym, a na razie poczytaj o miłości w odp. nr 19 i 15.

  Aśka, 17 lat
347
21.10.2005  
Może to co teraz bardzo mnie męczy jest po prostu głupie,ale obecnie jako dorastająca dziewczyna mam problem.Od 5 lat podoba mi się chłopak.Jednak niedawno dowiedziałam się,że On chce zostać księdzem nawet usłyszałam to z jego ust.Czy w takim wypadku powinnam o nim zapomnieć.Nie wiem dlaczego ciągle wydaje mi się,że jestem w nim zakochana.Wiem,że kiedyś ja także się mu podobałam.Teraz wydaje mi się,że on mnie unika.w sumie to tak naprawdę nigdy z nim tak szczeże nie rozmawiałam.Nie wiem sama co mam robić.

* * * * *

Skoro on zamierza zostać księdzem to z pewnością Cię unika jeśli kiedyś mu się podobałaś. I Ty powinnaś zrobić to samo. Przeczytaj odp. nr: 10, 29, 157.

  kasik, 19 lat
346
20.10.2005  
straciłam wiarę w miłość... nie wierzę, że kiedyś pokocham i zostanę pokochana. Ja się do tego nie nadaję.....nie umiałabym być w związku. I właściwie nie wiem, czemu o tym piszę.. Nie umiem sobie z tym poradzić. Nie chcę być sama, ale ja po prostu nie wierzę, że ktoś mógłby mnie pokochać, bo niby dlaczego...? Jak nauczyć się żyć bez miłości??

* * * * *

A cóż to za straszny pomysł! Żyć bez miłości to umrzeć. Jak myślisz po co Jezus przyszedł na świat? A po co Bóg nas stworzył? Nie do śmierci przecież a do życia wiecznego, do którego prowadzi miłość.
Rozumiem, że nie wierzysz w ludzką miłość, bo pewnie jej nie zaznałaś. Nie wiem jakie są Twoje relacje z rodzicami i między Twoimi rodzicami, często jest tak, że negatywny obraz domu wpływa na nasze kompleksy w tej dziedzinie, naszą niewiarę. Jeśli do tego nigdy nie miałaś chłopaka bardzo trudno Ci uwierzyć, że to się kiedyś zmieni. Co robić? No przede wszystkim zajrzeć w głąb siebie: dlaczego tak myślę? Potem starać się uzdrowić to co jest kulejące. Bardzo w tym pomoże wspólnota, rozmowa z mądrym księdzem, może jakieś rekolekcje. Z tego co wiem Jezuici organizują rekolekcje pt. "Uzdrawianie wspomnień". Po drugie nie zakładać, że jak do tej pory nikt nas nie pokochał to już nigdy się to nie zdarzy. Nie wiesz co Cię spotka za tydzień, pół roku, rok. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć więc się nie zarzekaj. Dlaczego ktoś miałby Cię pokochać? A dlaczego nie? Zrób listę za i przeciw, tylko bądź obiektywna. Wpisz na nią konkretne argumenty dlaczego nie i dlaczego tak: np. piekę pyszną szarlotkę, lubię słuchać ludzi itp.
Piszesz o sprzecznościach: nie chcesz być sama a jednocześnie chcesz żyć bez miłości. Wcale nie chcesz. Stosujesz technikę: "kwaśne winogrona" - wmawiasz sobie, że to co jest obiektywnie dobre to dla Ciebie będzie niedobre. Tak naprawdę Twój list jest wołaniem o miłość.
Skoro nie byłaś w związku, to nie wiesz czy się nadajesz czy nie. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś nie dojrzał do bycia w związku, ale to raczej kwestia osobowości jako takiej a nie "nieumiejętności". Nie możesz powiedzieć, że nie lubisz szpinaku jeśli nigdy go nie jadłaś. Jeśli nie kochałaś to jak możesz twierdzić, że się do tego nie nadajesz?
To co mogę Ci poradzić to nieszukanie na siłę, niezamartwianie się ale i nie uciekanie od towarzystwa, wspólnoty. Realizacja swoich zainteresowań i modlitwa o miłość: [zobacz]
Przeczytaj też odp. nr 58 - tam pisałam o samotności i jak sobie z nią radzić.
A może wpiszesz się tutaj?: [zobacz]
Mamy już kilka internetowych małżeństw, narzeczonych i sporo związków? Może tu ktoś na Ciebie czeka?

  Ewelina, 15 lat
345
20.10.2005  
czy kochasz mnie Łukaszku??

* * * * *

A może to pytanie do Łukaszka skierujesz, co?

  Gosia@zakochana, 16 lat
344
20.10.2005  
Mam prożbe! Podoba mi sie chłopak i chciałabym z nim chodzić co mam zrobić? P

* * * * *

Zobacz odp. nr 2.

  ola, 18 lat
343
20.10.2005  
nie wiem co robić jestem rozdarta wewnętrznie, od jakiegoś czasu podoba mi się chłopak który podoba się również mojej siostrze, już nie raz zdarzało się tak że zakochiwałyśmy się w tym samym facecie ale nigdy z tego nic więcej nie wynikało jak tylko znajomość czy przyjaźń, teraz jest inaczej... jej się wydaje że on czuje do niej coś więcej niż tylko znajomość , opowiada mi codziennie jaki on jest kochany i wogóle (nie wiedząc że mi też się podoba) ciężo mi jest słuchać jednakże staram się, staram się ją wspierać... ale ciężej będzie mi się pogodzić z tym że oni są razem, z jednej strony życzę jej jak najlepiej, żeby jej się życie ułożyło, zeby była szczęśliwa z drugiej zaś strony dlaczego akurat to ma być z nim... nie wiem czy będę potrafiła cieszyć się jej szczęściem :( (dziękuję za odpowiedz:*)

* * * * *

Pytanie zasadnicze: co na to chłopak? No bo to, że jej się wydaje to jedno, a rzeczywistość to drugie. Bo jeśli Wy się obie tylko w nim podkochujecie a on nie jest tak naprawdę zainteresowany to wszystkie dywagacje na temat szczęścia siostry są tylko teorią. Najpierw zatem on powinien się określić co do którejś z Was, wtedy można się martwić, ale nie na tym etapie. A jeśli faktycznie siostra będzie z nim a Ciebie będzie to boleć (no bo nie czarujmy się, jesteśmy tylko ludźmi) to nie widzę sensu ukrywać przed nią faktu, ż on też Ci się podoba. Ona na pewno to zrozumie i nie będzie opowiadać Ci szczegółów związku a Ty nie będziesz cierpieć z tego powodu. Bo nie musisz.

  nie wazne, 13 lat
342
20.10.2005  
3 miesiace temu zaczelismy wspolzyc z moim chlopakiem.po dwoch tygodniach zrobilam test ciazowy i okazalo sie ze jestem w ciazy.jak mam powiedziec o tym chlopakowi i8 rodzicom??!! prosze pomozcie!

* * * * *

Chłopakowi: "Będziesz ojcem".
Rodzicom: "Będziecie dziadkami".

  Gruszka, 17 lat
341
19.10.2005  
witam! moja dziewczyna wyprowadziła się jestesmy ze sobą już 16 miesiecy wydaje nam sie ze sie bardzo kochamy zeby umocnic nasz związek chcemy zacząć współżyć razem. Czy to dobry sposób? może lepiej wymyslić coś innego?? nie chcę aby potem załowałą jeśli nam coś w zwiazku nei wyjdzie.

* * * * *

Gratuluję absurdalnego pomysłu! A odkąd to seks przedmałżeński umacnia związek? Polecam w tym zakresie czasopismo "Miłujcie się". Pytasz czy nie lepiej wymyślić coś innego. Odpowiedź brzmi: lepiej. Możliwości jest wiele, chociażby na rowerze pojeździć, języka się pouczyć, zaprosić dziewczynę na wycieczkę krajoznawczą albo w parafii pomóc paczki świąteczne starszym ludziom poroznosić. To faktycznie pozwoli Wam się lepiej poznać i związek umocni. A co miłości to polecam odp. nr 19.

  Tomek, 21 lat
340
19.10.2005  
Szczęść Boże!
Wprost nie mogę uwierzyć, że znalazłem tę stronę. Modliłem się o pomoc i się udało. Teraz przechodzę ciężkie chwile. W moim wieku człowiek nie bawi się w \"chodzenie\", ale zaczyna myśleć o założeniu rodziny. Bardzo o tym marzę. Poznałem na studiach o rok młodszą dziewczynę. Jest wyjątkowo piękna, tak że mogłaby mieć każdego chłopaka. Przyjaźnimy się, dużo rozmawiamy. Ona czuje, że mi się podoba, ale ja Jej tego nie mówię. I tu dochodzę do sedna problemu. Mam problem związany z kompleksami na punkcie mojego wyglądu. Czuję, że nie jestem godny bycia z Nią, że jestem egoistą, bo chcę być z Kimś tak pięknym i dobrym, samemu będąc co najwyżej przeciętnym. Na dodatek jestem zazdrosny. Nie mogę znieść świadomości, że inni patrzą na nią, lub co mnie doprowadza do szaleństwa-pożądają. Ona wie, że jestem inny, że nie pożądam Jej, ale traktuję z szcunkiem godnym kobiety. Często mi mówi, że z nikim Jej się tak dobrze nie rozmawia. Ja przy Niej czuję się najszczęśliwszy na świecie, nawet zapominam o kompleksach. Ale najgorsze są chwile, kedy zostaję sam. Myślę sobie wtedy, co ja robię, przecież nie zasługuję na Nią. Ostatnio w rozpaczy, kiedy zobaczyłem jak jakiś chłopak mówiąc wprost ją prymitywnie podrywa, napisałem jej że dla mnie będzie zawsze kimś więcej niż przyjaciółką. Na razie nie odpisała. To działo się wczoraj. Zawsze w pokoju, kiedy wychodzi, czuję Jej zapach. Wtedy mimowolnie pojawiają się łzy. Bardzo bym chciał być z Nią, ale boję się. Jej piękno i dobroć mnie przerastają. Wiem, że może napiszecie, żebym się przełamał i spróbował z Nią szczerze porozmawiać, ale wiecie że to nie takie proste. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dołuje mnie dodatkowo ta zazdrość o innych, boję się o Nią, chciałbym wszędzie Jej towarzyszyć, aby chronić Ją przed wzrokiem innych, czy głupimi zaczepkami. Ja myślę o Niej w kategoriach przyszłej żony, nie obiektu pożądania. Darzę Ją szacunkiem i Ona wie, że Jej nigdy nie skrzywdzę. Modlę się często do Pana Boga o to, aby wskazał mi kierunek mojego działania, albo zakończył naszą znajomość. I teraz, kiedy to piszę, czuję się bardzo samotny. Brakuje mi Jej. Proszę pomóżcie mi podnieść się, bo nie mogę normalnie funkcjonować. Co mam zrobić? Dziękuję z góry za pomoc. Pozdrawiam


* * * * *

Ciężka sprawa i wcale nie będę Cię namawiać, żebyś z nią teraz szczerze porozmawiał, bo być może na to za wcześnie i ona się przestraszy. Najgorsze jest to, że nie wiesz jak ona Cię odbiera, czy traktuje Cię jak dobrego kolegę czy są szanse na coś więcej. Niestety, na razie się tego nie dowiesz, a nieostrożne ruchy mogą pogorszyć sytuację. Może powiem jak to wygląda z punktu widzenia kobiety: ona nie patrzy na urodę. Może to banalne, ale to najszczersza prawda, a nieliczne wyjątki potwierdzają regułę. Nie oznacza to, że dziewczynie wszystko jedno jak chłopak wygląda, nie. Ważne zatem jest to czy o siebie dba. Nie przesadnie, ale zupełnie normalnie: jeśli nie zapomina o fryzjerze, umie sobie uprasować koszulę i nie chodzi zarośnięty ;-). Oczywiście czasem trzeba faceta zdopingować, żeby o siebie zadbał, ale to inna kwestia. Kobieta rozumuje tak: uroda to rzecz natury, od nikogo niezależna i nigdy za jej brak nie odejmuje punktów. Wygląd natomiast to inna kwestia i jeśli swoimi siłami można tu coś poprawić to należy. Czasem trzeba więc pójść do dermatologa czy schudnąć. Ale żadnych cudów kobieta nie wymaga a jej uroda nie ma tu nic do rzeczy. Rozumiem jak się czujesz bo i mój mąż pyta czasem jak to jest, że takie ładne kobiety chcą być z takimi brzydalami ;-). Ano chcą. Prawdziwe piękno jest w duszy. Nigdy nie kierowałam się urodą myśląc poważnie o chłopaku. Zawsze chciałam go poznać, zobaczyć jakie ma wnętrze i jak traktuje mnie i otoczenie. Ważne też jest jak chłopak traktuje sam siebie, czy jest przewrażliwiony na punkcie swoich kompleksów. Dużo bardziej zaimponuje dziewczynie jeśli potrafi się śmiać z siebie i jeśli zachowuje się tak jakby one mu nie przeszkadzały. Wtedy pokazuje siłę I pewność siebie i żeby był największym brzydalem kobieta będzie z niego dumna i będzie się przy nim dobrze czuła. On bowiem udowodni jej, że potrafi zapanować nad sobą, swoimi wadami, jednym słowem, że jest silnym, mądrym mężczyzną, który oddziela rzeczy ważne od mniej istotnych.
Ona pewnie teraz jest trochę oszołomiona po tym sms-ie i musi dojść do siebie, przemyśleć wszystko, po prostu określić się, bo Ty wykonałeś tu zdecydowany ruch i ona czuje, że teraz do niej należy inicjatywa. Albo sama nawiąże rozmowę albo przemilczy sprawę. W tym drugim wypadku będzie to oznaczało, że nie jest jeszcze gotowa. Jakie Ty masz u niej szanse? Nie wiem. Jeśli jest uczciwa nie będzie Cię zwodzić tylko po jakimś czasie postawi sprawę jasno. Musisz więc chyba teraz poczekać jakiś czas. Zachowuj się wobec niej normalnie, jakby nic nie zaszło, nie naciskaj, ale i nie unikaj jej. Powierz tę sytuację Bogu. Nic więcej na tym etapie nie można zrobić. On najlepiej wie czego Ci trzeba i co jest dla Ciebie i dla niej dobre. Powodzenia!

  Weronika, 13 lat
339
18.10.2005  
mam trądzik..Mam suchą i wrażliwą cerę jednak pojawia się na niej trądzik...nie nawidzę go..!tracę pewność siebie i popadam w kompleksy..jak mam dbać o cerę.Używać kremów..?Robić pelling..co?..za każdym razem gdy próbóje coś z tym zrobić kończy się jeszcze gorzej niż wcześniej...Moja skóra jest zmęczona..a ja z trądzikiem złośliwym nie mogę już żyć!!..Błagam HeLp Me!

* * * * *

Jeśli jesteś z Warszawy to napisz maila polecę Ci dobrego dermatologa, na pewno Ci pomoże. Jeśli nie idź do jakieś dermatologa w miejscowości, w której mieszkasz. Pamiętaj tylko o jednym: nie daj wcisnąć sobie tabletek antykoncepcyjnych jako złoty środek na trądzik. Niektórzy ginekolodzy wciskają je młodym dziewczynom i mają spokój. Strasznie rozregulowałyby Twój młody organizm i maiłabyś poważne problemy zdrowotne. Słyszałam też, że dobry jest wyciąg z pokrzywy: trzeba zaparzyć torebkę w pół szklanki wody i przecierać umoczonym w tym wacikiem twarz. Resztkę pokrzywy możesz przechowywać w lodówce. Poza tym trzeba ograniczyć czekoladę i ostre przyprawy. No i pamiętaj o kremie nawilżającym.

  Kasia, 15 lat
338
18.10.2005  
Błagam o pomoc, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje! Zawsze byłam uśmiechniętą, pełną życia dziewczyną. W ostatnich dniach to się zmieniło. Rano, budzę się z uczuciem, że wszystko jest beznadziejne, nie chce mi się żyć i... najchętniej nigdy już bym się nie obudziła! Pomimo moich dobrych ocen i świetnych przyjacioł, przychodząć do domu ze szkoły, chce mi się płakać. Nie wiem z jakiego powodu, ale nie potrafię zapanować nad tym szlochem. Często, we śnie i nawet na jawie, wyobrażam sobie pewną krainę, gdzie nikt mnie nie zna i jestem taka... wolna! Biegnę przed siebie, nie zwracając na nikogo uwagi. Biegnę, taka roześmiana, ze łzami w oczach! Do ogromnego słońca. Jestem taka niezależna i radosna. A kiedy przychodzi rzeczywistość, płaczę. Nie mam na nic siły. Chcę odejść... Tylko nie wiem dokąd. A jeśli tą krainą jest Niebo? A słońcem, sam Pan Bóg? Nie umiem sobie z tym poradzić. Przez to, coraz gorzej idzie mi w szkole. A przecież przede mną testy do liceum... Zamykam się w sobie. W swoim świecie. Nie chcę już tu być! Chcę być sama w moim świecie. W mojej krainie... Chcę odejść...

* * * * *

Kasiu! Czy w Twoim życiu ostatnio wydarzyło się coś złego? Cos co Cię przestraszyło, przerosło? Bo takie zachowanie musi mieć jakieś podłoże. Jeśli tak było to porozmawiaj o tym z kimś dorosłym, zaufanym - mamą, wychowawczynią, ciocią.
Być może to objawy dojrzewania, skutki działania hormonów, pewnie to wiesz, że przed okresem na kobietę działają hormony, które powodują taki właśnie nastrój. Prawdopodobne zatem jest to, że jesteś właśnie pod ich wpływem, bo piszesz, że to ma miejsce od kilku dni. Zaobserwuj siebie. Czy po okresie ten nastrój Ci przechodzi? Jeśli tak to pewnie mamy przyczynę. Wtedy podczas tych dni trzeba ograniczyć sól, więcej odpoczywać, ewentualnie zaparzyć sobie melisę. Wejdź na tę stronę i poczytaj o cyklu kobiecym: www.lmm.pl
Jeśli stwierdzisz, że to nie to pójdź do szkolnego psychologa - nie wstydź się, nikt o tym nie musi wiedzieć. Ja nie mogę przez internet jednoznacznie stwierdzić co Ci jest. Jeśli zaś w Twojej szkole nie ma psychologa a ten "dołek" będzie się ciągnął długo skorzystaj z pomocy któregoś z tych psychologów - w ośrodku najbliżej Ciebie: www.spch.pl

  Magda, 17 lat
337
18.10.2005  
przed wakacjami poznałam 23 letniego Marcina, bardzo mi sie spodobał. coraz częsciej zaczełam o nim myśleć wysyłałam do niego smsy ale nie odpisywał na nie tylko na zyczenia urodzinowe odpisał.Mam też do niego numer gg ale zawsze jest na niewidocznym i nie odpisywał na moje \"cześć\" pozatym wiem ze pracuje i sie uczy i że nie ma czasu przesiadywać na gg. przez ten czas kiedy się nie widzielismy próbowałam wmówić sobie ze jestem dla niego za młoda itp.. ale kiedy wczoraj przypadkiem sie z nim spotkałam poczułam tekie dziwne uczucie szczęscia, chciałam skakać z radosci... On raczej traktuje mnie jako zwykłą małolatę.. Cyz jest jakiś sposób aby zwrócić jego uwage na mnie... nie chce żeby odrazu wiedział co do niego czuje bo wiem że mogę Go tym zrazić, ale chciałabym np zostać jego dobrą kumpelą

* * * * *

Być może on ma inne plany, może ma dziewczynę albo nie jest gotowy na związek. Tego nie wiesz. Gdyby był Tobą naprawdę zainteresowany to skorzystałby z okazji, które stworzyłaś, żeby nawiązać z Tobą bliższy kontakt. Jeśli jednak chcesz spróbować dowiedzieć się jaki ma do Ciebie stosunek to skorzystaj z porad w odp. nr 3, 30, 37 - pożycz od niego książkę lub płytę, a potem porozmawiaj o niej. Jeśli studiuje spytaj o jego kierunek studiów i powiedz, że Ty też stoisz przed wyborem i poproś o poradę - niech Ci w ogóle o studiach opowie. Powodzenia!

  Paweł , 22 lat
336
18.10.2005  
To znowu ja (50 , 220 i 256) Na początku zastanawiamm się dlaczego traktujesz mnie jak 15-latka. Mam 22 lata lekturę j.Grey o marsie i wenus . Oraz kilku innych książek m. in. J.Mcdowella , D.Purnella za sobą . Oczywiście , że gdy poznajem dziewczynę to staram się być dla niej dobry miły uczynny itp. A nie od razu się z nią umawiać . Co do tej dziewczyny , która mi odmówiła wiem , że od połowy wakacji ma chłopaka . Zresztą sama 2 lata próboawała zwrócoć na siebie jego uwagę i końcu jej się udało . Nierozumnie jednak dlaczego nie wciąż nie mogę przestać o niej myśleć wciąż zastanawiam się czy tamtam związek nie jest tylko zauroczeniem . Co gorsza boję się czy on jej nie skrzywdzi . Wiesz to właściwie nie zazdrość raczej troska po prostu się martwię. Właściwie pogodziłem się z myślą , że nie będę z nią . Co mam zrobić by wreszcie zacząć traktować ją jak zwyklą koleżankę i zaufać jej , że wie co robi przecież jest dorosła? Jak przestać się martwić rzeczami na które nie mam wpływu? Po za tym nie wiem dlaczego mówisz , że rozstanie jest aż takie bolesne Przeżyłaś jakieś? Sądzę, że gdy sie jest samemu , a miało się już kogoś jest łatwiej , bo zna się trudności wynikające z bycia z kimś, nie ma tej okropnej żrerającej umyśl ciekowości jak to jest mieć dziewczynę, przez ten czas nie myśli się o samotności , zostają przynajmniej miłe wspomienia , a nie tylko ciekawość i złudzenia z których nic nie wynika. Poza tym nie wiem jak mam ufać jeszcze Bogu od 2 lat proszę go o kogoś dla mnie i nic ( od 4 lat brakuję mi kogoś) . Dlaczego jedni odczuwają taki brak dopiero wtedy gdy kogoś znajdą inni nie . Mam kolegów nawet starszych ode mnie którym nioe przeszkadza samotność , a mi tak brakuje czyjegoś ciepła , bliskości , dotyku dłoni, czułych słów , bezpieczeństwa , stałości i wyłączności. Dlaczego inni mają 25 i więcej lat i nie czują takich potrzeb , a ja tak nie umiem tego zrozumieć. Czemu Bóg obudzil we mnie te potrzeby nim znałazlem właściwą osobę ?

* * * * *

Paweł, przejrzałam Twoje poprzednie pytania i stwierdzam, że nic już nie jestem w stanie dodać do moich poprzednich odpowiedzi. Pytasz o to samo, ja mówię to samo. W tym dziale - z racji ograniczonych możliwości - odpowiadam ogólnie, bo są to odpowiedzi, które każdy może przeczytać, a nie studium psychologiczne każdego z piszących. Odpowiadam na pytania, problemy a nie "rozgryzam" czyjejś psychiki, bo nie znam nikogo osobiście. Jeśli zatem chcesz stałej pomocy to poszukaj raczej kierownika duchowego a nie oczekuj dogłębnej analizy przyczyn swoich problemów przez internet.
Gdybyś czytał uważniej to co Ci pisałam, jak również odpowiedzi do których Cię odesłałam to być może nie zadawałbyś po raz kolejny tych samych pytań.
A co do ostatniego zdania Twojej wypowiedzi - właśnie po to Bóg obudził w Tobie te potrzeby, żebyś według nich szukał osoby dla siebie. No chyba nie wyobrażasz sobie, że najpierw kogoś poznajesz, jesteś z nim a potem dopiero odczuwasz potrzebę bycia z kimś i określasz swoje wyobrażenia o związku.
Może za bardzo skupiasz się na sobie? 22 lata to jeszcze żaden dramat, może Bóg darował Ci ten czas samotności, byś zrobił coś czego nie będziesz już mógł zrobić żyjąc we dwoje? Może powinieneś rozejrzeć się wokół i pomóc innym? Jak nie będziesz tak obsesyjnie myślał o swoich potrzebach tylko zaczniesz zaspokajać potrzeby innych to zaraz inaczej się poczujesz. A miłość przyjdzie wtedy gdy Bóg uzna, że jesteś na nią gotów...

  Zuzia, 13 lat
335
17.10.2005  
Więc tak , zakochałam się dość mocno w pewnym chłopaku,karzdy mówi że jesli się kogos kocha to sie o nim durzo mysli a ja o nim durzo nie myślę tylko jak sobie przypomnę i boję się do niego odezwać ,ale jestem też o niego szaleńczo zazdrosna ......Czy ja go kocham ....czy tylko mi się tak wydaje ?

* * * * *

No to pewnie się nie zakochałaś tylko on Ci się podoba. Poczytaj o miłości w pytaniu nr 19.

  Karolina, 24 lat
334
17.10.2005  
On jest moim pierwszym mężczyzną. Znamy się się już 6 lat, 6 lat upadków i wzlotów, odejść i powrotów, łez i radości. Wiele ze sobą przeżyliśmy (studia, wojsko, Irak-przez pół roku dziliła nas odległość kilku tysięcy km), mamy wspólne plany ale też problemy. Tym chyba dla mnie największym, chociaż mam nadzieje nie do pokonania jest to, że On nie widzi w swoim życiu Boga. Dla mnie to ważne, bo zyskuje spokój i siłę i chciałabym móc to z nim dzielić. Nie potrafie... Jego sytuacja rodzinna nie jest bynajmniej łatwa. Widział jak przez lata jego ojciec nie szanował matki i boje się że nie rozumie tego jako krzywdy wyrządzonej tej kobiecie, bo ojciec jest wciąż dla niego autorytetem. Czy będzie potrafił uszanować mnie? A ja czuję się jakbym miała mu wskazywać właściwe miejsce w życiu, pomagać i wyciągać ręke. Tylko kiedy ja jej potrzebuje, musze się bić z myślami sama. Podobno najlepsze decyzje podejmuje się samemu, bez niczyjej ingerencji. Ale ja już nie wiem co wybrać, bo przyszedł taki moment że może się to okazać wyborem na całe życie. Jak nie popełnić błędu?

* * * * *

6 lat to sporo czasu, zatem na pewno Twoje spostrzeżenia są trafne. Co do tego, że on nie wierzy lub wierzy bardzo słabo - poczytaj odp. nr 69. Dziwi mnie troszkę, że będąc w takim miejscu jak Irak nie zobaczył Boga, ale być może to jeszcze przed nim. Co do tego szacunku. Wiesz, jesteście już tak długo, że chyba widziałaś go w różnych sytuacjach, jak zachowuje się w domu, jak traktuje matkę, babcię, siostry, jak wyraża się o kobietach, czy ustępuje im miejsca w tramwaju itp. To, że jego ojciec matki nie szanował to nie znaczy, że on będzie się tak samo zachowywał. Jak Ciebie do tej pory traktował?
Co do tego jak Ty się czujesz w tym związku - przeczyta odp. nr 25 i porozmawiaj z nim jeśli czujesz, że masz za wiele na swoich barkach. Być może on nie ma pojęcia, że Ty nie czerpiesz radości z kierowania związkiem, że chcesz poczuć się jak kobieta a nie jak facet. To absolutnie nie może być tak, że Ty zostajesz sama z problemem, to nieprawda, że problemy należy rozwiązywać samemu. On ma być Twoim mężczyzną, Twoim oparciem, to on ma Ci zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jeśli miałabyś zostać ze wszystkim sama to po co małżeństwo? W nim są takie sytuacje, że decyzje podejmuje się razem nawet jeśli dotyczą jednej strony. Nie wyobrażam sobie, żebyś np. musiała samodzielnie borykać się z problemami z dziećmi.
Potrzeba Wam wiele szczerej rozmowy. To co mogę Wam doradzić to wyjazd na weekend na "Wieczory dla zakochanych". To wspaniały czas gdzie wyjaśnicie sobie wszystkie wątpliwości i który pozwoli Wam podjąć właściwą decyzję. Informacje znajdziesz tu: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
To nie jest tylko dla wierzących, więc narzeczony może zrobić to dla Ciebie. To najlepsze co mogę Wam polecić bo przez internet ja nie rozwiążę Waszych problemów, to Wy powinniście wspólnie stawić im czoła. Życzę Wam tego z całego serca.

  Justyna, 17 lat
333
17.10.2005  
Witam! Chciałam się poradzić ,bo nie wiem sama co zrobić. Mam chłopaka, z którym jestem już prawie 2 lata. Jednak spodobał mi się ktoś inny, kiedy Go widzę nogi mi się uginają, serce mocniej bije. On chyba nie zwraca na mnie żadnej uwagi, ale nie potrafię być z moim chłopakiem, kiedy myślę cały czas o tamtym. Co mam zrobić? zerwać z chłopakiem i nie być z żadnym? Zostawić chłopaka i jakoś spróbować z tamyum może zostać z obecnym?? pomocy, i dziekuje

* * * * *

No, na takie pytania to ja nie odpowiem, bo nie ja podejmuję za Ciebie decyzję. Moje pytanie jednak brzmi: od jak dawna podoba Ci się ten drugi chłopak? Bo jeśli kilka dni to poczekaj aż Ci przejdzie. Jeśli kilka miesięcy to już poważniejsza sprawa i musisz rozważyć czy uczciwe wobec Twojego chłopaka jest bycie z nim kiedy myślisz o tamtym. No i pytanie kolejne: czy tamten chłopak jest Tobą zainteresowany? Czy ma dziewczynę?
Na pewno nie można być z kimś dla samego bycia i jeśli stwierdzisz, że z tym chłopakiem nie możesz być to uczciwie z nim porozmawiaj. Nie możesz zostać z nim tylko dlatego, że z nikim innym obecnie nie jesteś - bo to nie jest miłość.
Odpowiedz sobie na te pytania i rozważ co jest dla Ciebie ważne, czego oczekujesz. Wyobraź sobie siebie z tamtym i pomyśl czy tego by Ci nie brakowało. Życzę trafnych decyzji. Powodzenia!

  smb, 16 lat
332
17.10.2005  
witam :) ostatnio zauwazylam w kosciele pewnego chlopaka, ktory zachowuje sie wprost idealnie... jego gesty... tak jak przystało na wymarzonego \"ksiecia z bajki\"...tak bardzo chcialabym go poznac ale nie wiem jak. Mozliwosc spotkania jest chyba tylko w kosciele lub po Mszy... z gory dziekuje za odpowiedz :)

* * * * *

Poznać go możesz ale nie uważaj go za ideał, bo nikt nie jest doskonały. Jeśli ten chłopak w jakiejś innej dziedzinie zachowałby się niezgodnie z Twoimi wyobrażeniami to poczujesz się mocno rozczarowana. Ocenianie kogoś po samych gestach nie jest miarodajne. A co do możliwości poznania go - jeśli jest ona tylko w kościele: spytaj go po Mszy św. czy nie wie kiedy jest np. litania do Matki Bożej Nieustającej Pomocy (w prawie każdym kościele jest co tydzień taka litania, więc nie powinien być zdziwiony) lub jakieś inne nabożeństwo. Ewentualnie spytaj o jakiś wyjazd z parafii. A jako uzasadnienie dlaczego akurat jego o to pytasz możesz powiedzieć: "Ponieważ widzę Cię często w kościele pomyślałam, że będziesz zorientowany....". albo (szczególnie jeśli jest np. ministrantem lub lektorem): "Ponieważ jesteś zaangażowany w tej parafii pomyślałam, że może wiesz...." A później porozmawiaj chwilkę na jakiś "parafialny" temat. Powodzenia!

  Ja, 21 lat
331
17.10.2005  
Czy zawsze warto powiedziec drugiej osobie o swoich uczuciach do niej?Bo czasem jest tak,że gdy powiemy,to ta osoba nas unika a my nie wiemy jak sie zachowac w jej towrzystwie.Pozdrawiam!

* * * * *

Tak jest gdy ta druga osoba nie czuje tego co my. Albo nawet czuje jakąś sympatię ale nagle zostaje przytłoczona nadmiarem uczuć drugiej strony. Dlatego nie jest dobrym pomysłem rozpoczynanie znajomości od wyznania miłości. Trzeba bowiem dać drugiej stronie swobodę decyzji. Przeczytaj o tym w odp. nr 18.

  anek, 15 lat
330
16.10.2005  
kto uklada odpowiedzi do tych pytan? Kim sa te osoby??

* * * * *

To jedna osoba. Kobieta jak widać po odpowiedziach :.)

  David, 18 lat
329
16.10.2005  
Jak kochać

* * * * *

Polecam List do Koryntian - tam jest ideał miłości, do którego mamy dążyć (oczywiście na miarę naszych możliwości).

  David, 18 lat
328
16.10.2005  
ostatnio zastanawiałem się.. czy skoro w domu i poza domem jestem odważny, pyskaty i \'\'mocny w gębie\'\' a JEDYNIE w szkole spokojny i cichy.. to jaki jestem naprawdę ? ten 1 czy ten 2 ?

* * * * *

A może w szkole jesteś cichy bo się czegoś boisz? I wolisz się komuś nie narażać? Nie chodzi mi tylko o nauczycieli ale i o Twoich kolegów itp. Może niepewnie się czujesz na tym gruncie? Skoro jednak możesz być i odważny i pokorny to znaczy, że potrafisz się dostosować do warunków w których przebywasz. Doskonała cecha. Teraz tylko pozostaje pracować nad tym, żeby rozeznać gdzie jaki powinieneś być, żeby wypracować swój styl bycia. Bo może nie zawsze trzeba być pyskatym skoro nie ma takiej potrzeby i skoro umiesz się od tego powstrzymać, jak i jasno wyrazić swoje przekonania tam gdzie powinieneś to zrobić (skoro to potrafisz). Powodzenia!

  Monisia:(, 13 lat
327
16.10.2005  
Na wakacjach poznalam pewnego chlopaka i... zakochałam się, ale niestety bez wzajemnosci:( kiedy ten chlopak chcialz emna chodzic to ja go olalam a potem losy sie odwrócily. Powiedzial mi z ema dziewczyne w czestochowie (ja mieszkam w katowicach a na wakacje jedzdzimy w to samo miejsce). co mam zrobic? blagam odpiszcie szybko!!

* * * * *

Dać sobie spokój z nim skoro on ma dziewczynę. Skoro go "olałaś" to on uniósł się honorem i uczucia ulokował w kimś innym. A czy musicie jeździć na wakacje w to samo miejsce? Jeśli tak, to poczekaj do wakacji, jest duża szansa na to, że to uczucie Ci do tej pory przejdzie.

  paula, 16 lat
326
16.10.2005  
mam pytanie co do RCS. Kiedy mozemy poweidzieć że złamaliśmy obietnice daną Bogu w tmy przyrzeczeniu? Po jednorazowym upadku czy gdy stwierdzamy że nie warto walczyc z tym grzechem i godzić się na ten grzech?\"Przyrzekam codziennie modlić się, czytać Pismo Święte,...\" A więc założmy że ktoś nie modlił się przez 3 dni z rzędu i wtedy ma się wyspowiadać z tego że złamał obietnicę dana Bogu? Albo popełnił grzech nieczystości, niekoniecznie to by było współżycie?

* * * * *

Co do złamanych obietnic - zapytaj księdza. Różne są oceny, to zależy od sytuacji.

  Łukasz, 17,5 lat
325
16.10.2005  
TO znowu ja. MAm pewno pytanie, jeżeli ofiaruje się BOgu cierpienie w jakiejś intencji, a później przypadkowo nie dotrzyma się słowa, to czy sprawa przepadała\\? Czy można zacząć od początku. Oglądam czasami strony pornograficzne i obiecałem Bogu, w pewnej ważnej dla mnie intencji, że siętego wyrzeknę, ale nie wytrzymałem.

* * * * *

Chyba nie przypadkowo, tylko przez słabość, co? ;-) Nasze cierpienie (zwłaszcza ofiarowane w jakiejś intencji) nigdy nie idzie na marne. Bóg wszystko widzi. I zawsze można zacząć od początku. Przestrzegam jednak przez zbyt pochopnym składaniem obietnic, bo jesteśmy tylko ludźmi. Lepiej więc postanowić sobie, że będzie się starało wytrwać w dobrym niż składać przysięgi. Zresztą porozmawiaj jeszcze na temat obietnic z jakimś księdzem, on lepiej Ci wszystko wytłumaczy

  Magda, 14 lat
324
15.10.2005  
Witam!! To znowu ja,z 177!! Byc moze męczą Panią już moje pytania, ale nie mam do kogo sie zwrócić, a z nikim znajomym nie chce o tym rozmawiać. Więc przechodze do konkretów: rozmawaiał ma gg z kolegą TEGO chłopaka i dowiedziałam się, że ON nie ma gg(te wiadomości wysyłałam nie wiem do kogo:)). Pogadałam chwile z tym kolegą, okazało się że to bliski kolega JEGO brata. Noi wydobyłam z niego jeszcze parę informacji o NIM. Ten JEGO kolega coś się chyba domysla po co ja tak pytałam o NIEGO, ale obiecał, ze sie nie wygada. No i nie wspominał nic że ON ma dziewczynę, więc nie wyzbyłam się jeszcze nadziei, no i nie mam skrupułów, ze robic coś jeszcze. No własnie: CO MAM ROBIĆ DALEJ??? Głupio tak troche wypytywac tego gościa no i o co zeby sie nie domyslił wszystkiego. A nic innego nie przychodzi mi do głowy. A moze zostawić to i dac sobie spokój, zapomnieć?? Tylko, ze jestem krok bliżej i szkoda by mi było, jednak nie wiem co robić dalej. Prosze o jakąś radę i parę ciepłych słówek i przepraszam, ze tak sie naprzykszam. pozdrawiam

* * * * *

Hmm, najlepiej nawiązać z nim jakiś kontakt. Nie ma gg ale może ma maila? Komórkę? A może znasz jego adres i wyślesz mu pocztówkę z miłym słowem o jego muzyce (podpisując się oczywiście). Może więc postaraj się zdobyć właśnie jakiś konkretny namiar, bo chyba wszystkie możliwości pośrednie już wyczerpałaś. Powodzenia!

  EWA, 18 lat
323
15.10.2005  
To znowu ja EWA od pytania 286 chcialam dodac ze wiele razy zakochiwalam sie niby w kims innym jednak zawsze dzialo sie cos niezwyklego i zapominalam o tej osobie.Poza tym kiedy chcialam zapomniec o Nim wtedy zawsze dzialo sie cos dobrego a kiedy prosilam Boga o odpowiedz to wtedy najczesciej w kosciele podczas kazania otrzymywalam ja.Od czasu napisania tego listu wiele sie zmienilo i to w dzien przed moimi urodzinami bo znow mamy kontakt! a na dodatek on zerwal z tamta dziewczyna.Ostatnio pisalismy i wiem ze On ma teraz problemy ale bede sie modlic zeby je jakos rozwiazal.Kiedys jak wyjechal za granice (bedac z nia) napisal ze bylam jedyna osoba ktora naprawde kocha.Teraz bede modlic sie jeszcze wiecej bo wierze ze to jest szansa a szczegolnie bede sie modlic aby tej szansy nie zmarnowac a ty co o tym myslisz? ps obiecuje kiedys napisac co z tego wyniklo i bardzo dziekuje za odpowiedz

* * * * *

Ja myślę dokładnie to co napisałam Ci w poprzedniej odpowiedzi. Uważaj! Bóg dał Ci wolną wolę i niczego nie może Ci zabronić, ale dał Ci też rozum, byś rozeznała. Być może uznał, że jesteś już na tyle dojrzała, by samodzielnie dokonywać wyborów. Tylko pamiętaj o ich konsekwencjach. Życzę Ci wiele mądrości i prawdziwej miłości w życiu. A w modlitwie pamiętaj, że wola Boża nie musi być taka sama jak Twoja.

  Ola, 13 lat
322
15.10.2005  
Od pewnego czasu cały czas myśle o pewnym chłopaku o imieniu Bartek, jest rok odemnie starszy. Ja bardzo często się zauraczam i nigdy nic z tego nie wychodzi, ale bartek mi sie podoba juz ok. 3 lata i czasami jak go nie widze wpadam w dół który mija jak go zobacze. Ja mu się też ponoć podobam i zaproponowałmi chodzenie a ja niewiem z jakiego powodu sie nie zgodziłam i bardzo tego żałuje gdy go widze na przerwach podbija do innych dziewczyn ale znowu na gg u kolegi widzialam archiwum jak rozmawiał z Bartkiem mówił że mnie bardzo kocha i niewie jak mi to powiedziec... w tym samym czasie co myśle o nim i wogóle jest dla mnie wszystkim zauraczam sie w innych chłopakach... chciałabym temu zapobiec aleniewiem jaka jest rada na niezakochiwanie sie wiecej gdy ma sie jednego, ale z drugiej strony nie chciałabym zeby to była miłość bo ponoć miłosc jest tylko jedna a ja jestem za młoda... a co mam zrobic w takiej sytuacji?

* * * * *

Miłość nie jest jedna - przeczytaj odp. nr 58 o przeznaczeniu. A co do tego chłopaka to polecam odp. nr 2. Cóż, 13 lat to taki wiek, że o zauroczenia łatwo i nie ma się co ich panicznie bać, przejdzie z czasem. Jak już bardzo nie chcesz mieć takich przeżyć to postaraj się zająć umysł czymś innym: sport, język obcy lub jakieś inne zainteresowania. Będą zajmowały Twoje myśli, więc w mniejszym stopniu będziesz myślała o kolejnych chłopakach.

  Paulina, 23 lat
321
15.10.2005  
Mój chłopak półtora miesiąca temu wyjechał do Walii na półrocznby kontrakt z pracy. Wszystko stało sie tak szybko, ze pożegnaliśmy się szybko i w ogronym smutku. Ale nie zatrzymywałam go gdyż to była dla niego ogromna szansa zarobienia pieniędzy i powrotu do kraju abysmy zaczeli razem wspolne zycie. Wiem,ze On mnie bardzo kocha ale od kiedy zaczał mówić mi, o zostaniu tam na stałe i abym ja również przyjechała do niego poczułam jakbym została zdradzona i oszukana. Zupełnie inaczej patrze na nasz związek, czuje sie jakby wypalona i nie wiem co mam zrobić. Nie chce okazywac mu smutku gdy rozmawiamy przez telefon, bo wiem, ze załamałby się i cały czas gram,zewszystko jest dobrze i ze niczym nie ma sie martwic. Może to nie miłość skoro nie czuje juz tego co wczesniej? Zdystansowałam sie, nie umiem mu już mówić jak go kocham i jak tęsknie...czy rzeczywiście to koniec???Czy powinnam walczyć?

* * * * *

Powinniście przede wszystkim szczerze porozmawiać. Absolutnie nie możesz dusić w sobie swoich uczuć, grać i udawać, że wszystko jest ok. Musisz powiedzieć co o tym myślisz. Może nie przez telefon, najlepiej jak przyjedzie, chyba, że on nie zamierza na razie przyjeżdżać, nawet na święta. Niekoniecznie to musi być koniec ale generalnie taka rozłąka dobrze nie robi. Powiedz mu, że wolisz mniej pieniędzy ale jego obecność. Że nie chcesz wyjeżdżać za granicę. To, że nie czujesz tego co wcześniej to Twoja gorycz, żal - to normalne. No widzisz na odległość jest bardzo trudno być razem. Miłość żąda obecności. Jeśli ma w perspektywie powrót to łatwiej znieść rozłąkę a jeśli takiej nadziei nie ma to jest rozpacz i zniechęcenie. Koniecznie porozmawiajcie szczerze. Powodzenia!

  Nina, 19 lat
320
14.10.2005  
Witam! Już kiedyś pisałam (233). Wcale się nie dziwię, że zostalam niezrozumiana. Bo mnie ogólnie trudno czasami zrozumieć. Ale ja poprostu mam problem, albo sama sobie szukam problemu. Ale jest coś co mi w tym pomaga. Np to, że mój chłopak nie był kiedyś aniołkiem. Za nim się poznaliśmy, powiem wprost uprawiał seks nie z jedna, dwiema dziewczynami, ale bylo ich wiecej. Zaczal w wieku 17 lat. A ja jestem dziewica, i mam dosc konserwatywne poglady na temat czystości. I przeszkadza mi troche to co on robił. Chociaż mówi mi, że mnie do niczego nie zmusza, że nawet nie chce isc ze mna do łóżka bo mnie za bardzo kocha i szanuje. Ale jak kiedys wspomnialam, że chcialabym sie zapisac do RCS\'u to od razu powiedzial \"lepiej tego nie rób, ja Ci dobrze radze, bo ja nie chce zebym kiedys slyszal od Ciebie, że nie chcesz ze mna tego zrobic bo wiążą Cię jakieś śluby\". I wogole robil wszystko zeby mi wybic to z glowy. W ostatecznosci sie nie zapisalam, a o RCS przy nim nie mowie. A po nastepne boje sie, ze jesli on mial wiele dziewczyn to kiedys jesli bedziemy malzenstwem moze mnie zdradzic. No ale to dopiero jedna rzecz która mnie męczy i z którą nie wiem co mam zrobić...

* * * * *

No w zasadzie słusznie rozumujesz, choć nie można wykluczać nawrócenia i zmiany. Tylko, że tego trzeba chcieć, a Twój chłopak tego - przynajmniej na razie - nie chce. Chwalebne jest to, że Cię nie zmusza i szanuje tylko: jeśli w jego życiu było wiele dziewczyn, on jest rozbudzony seksualnie to czy masz pewność, że on teraz czystość zachowuje? To, że nie grzeszy z Tobą to o niczym nie przesądza. Poza tym: czy on jest zdecydowany uszanować Twoją czystość do ślubu? A w zasadzie źle się wyraziłam: Twoje dziewictwo do ślubu a potem zachowywać czystość małżeńską (bo to nie jest tak, że w małżeństwie wolno wszystko), czy będzie stosować zasady NPR? To, że Ci zabronił zapisania się do RCS -u z uzasadnieniem "lepiej tego nie rób, ja Ci dobrze radze, bo ja nie chce zebym kiedys slyszal od Ciebie, że nie chcesz ze mna tego zrobic bo wiążą Cię jakieś śluby" wskazuje na to, że wcale nie zamierza Twojego ciała do ślubu nie ruszać. No przynajmniej dla mnie jest to jednoznaczne.
Droga Nino! Szkoda mi Ciebie bardzo, bo jesteś wartościową dziewczyna i nie chciałabym, żeby Twój chłopak oddalał Cię od Boga. Myślę, że powinnaś z nim szczerze spokojnie porozmawiać, ustalić zasady. Nie może być tak, że on Ci czegoś zabrania. Dla własnego egoizmu zresztą.
Może tak być, że on może Cię zdradzać po ślubie jeśli nie potrafi zachować czystości teraz. Nie mogę tego przesądzać, ale na logikę: po to jest okres chodzenia ze sobą i narzeczeństwa, żeby się poznać, a w sferze czystości to okres próby. Jeśli się z tej próby nie wychodzi zwycięsko (tzn. nie chodzi mi o to być idealnym i nieskażonym, bo mogą się zdarzyć błędy młodości - ale o chęć wyjścia z tego, poprawy i szacunku - również do własnego ciała) to i w małżeństwie jest mniejsza szansa sukcesu.
Życzę Ci Nino dobrych wyborów i zaznania prawdziwego szczęścia w miłości.

  Ruda, 15 lat
319
14.10.2005  
Pisałam juz do was (nr148). Moja sytułacja od tamtego czasu uległa duzej zmianie... On wybrał mnie- nie znałam tamtej dziewczyny, ale to nawet nie o to chodzi.Poprostu wybrał mnie... Piszę do mnie listy i czuje ze dzieki temu osrodkowi wydoroślał! Zaszło wiele zmian w jego i w moim życiu. On jest tam a ja w szkole z internatem, ale nie o to chodzi... On jest pprawie pełnoletni a ja mam jeszcze liceum przed soba. Każdy jego list mnie cieszy, jego ciepłe słowa i wiem ze przetrwamy... Wspier mnie w trudnych chwilach i ja jego również. Ostatnio mi napisał że wiele myśłał o nas i chcę spedzic ze mna reszte zycia- biorac pod uwage rózne opcje to moze sie wcale nie udac ale jesli to moja mama i tato go nie akceptuja wogóle... Ja natomias teraz już wiem ze naprawde bardzo go kocham i potrzebuje- moze to smiszne ze 15latka pisze takie rzeczy ale wiem ze to milosc i nic innego! Chodzi tylko o to że zastanawiam sie czy pozostawienie w przyszłości rodziny, która już teraz mowi ze jesli go wybiore to rodzina sie sypnie bedzie bledem, a moze warto byc z kims kto jest dla nas tak wazny( chodz wiem ze on nie zastapi rodzicow). Jednak on chciałby żeby moi rodzice go zaakceptowali i obwina sie strasznie a rodzice nawet nie chca o nim slyszec-skreslaja go z gory. Ja natomiast wiem ze nie wazne gdzie jest on i ja tylko wazne sa nasze uczucia i gdzyby nie to ze on jest gdzies tam i wierzy we mnie to nie wiem czy bym dała rade.... Poza tym czy mozna z milosci wybaczyc zdrady i krzywdy wczesniej wyzadzone... Czy mozna nadal ufac tej drugiej osobie... czy ona jest warta poświecen i kochania???? POMOZCIE!!!

* * * * *

No widzisz, naprawdę chyba jeszcze za wcześnie na taki związek i takie deklaracje skoro pytasz czy warto być z kimś jeśli rodziców to nie satysfakcjonuje. Dorosły człowiek (ale dorosły naprawdę) żeniąc się wybiera współmałżonka na towarzysza życia. I choćby był w bardzo dobrych układach z rodzicami pamięta o słowach Chrystusa: "opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną". To żona ma być tą pierwsza osobą. Oczywiście nie chodzi tu o pozostawienie rodziców na pastwę losu, tylko psychiczne uniezależnienie się, odcięcie pępowiny. Ale na razie nie będę Ci o tym pisać, bo to nie ten etap. Co do tego, że rodzice go nie akceptują - a dlaczego tak jest? Porozmawiaj z nimi i spytaj konkretnie czego w nim nie akceptują, może są to realne powody, może nie, ale musisz wiedzieć konkretnie: dlaczego? I co to w ogóle jest za ośrodek, w którym on się znajduje? Bo może się okazać, że to ośrodek poprawczy, a wtedy troska rodziców jest uzasadniona.
Co do wybaczenia krzywd i zdrad: nawet trzeba wybaczyć, co nie znaczy zapomnieć, ale jeśli nas ktoś prosi o wybaczenie to nie można mu go odmawiać. Natomiast czy warto być z kimś kto nas zdradzał i krzywdził to zupełnie inna historia. Nie znam Twojego chłopaka i nie chcę być niesprawiedliwa, ale na pewno należy się nad tym mocno zastanowić. Bo nie masz gwarancji, że to się nie powtórzy. To wszystko zależy od tego czy zerwał z przeszłością, czy się poprawił, czy się tego wstydzi, czy obiecał poprawę i dotrzymuje słowa, jak się w stosunku do Ciebie zachowuje. Bez tego nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Powinnaś zatem porozmawiać z rodzicami, odpowiedzieć sobie na te pytania, przeanalizować wszystko i dopiero podjąć decyzję. Życzę Ci aby była ona słuszna.

  Anka, 17 lat
318
14.10.2005  
witam! nie wiem co mam zrobic...meczy mnie ogromny problem. chlopak z ktorym nie chcialam isc kiedys do lozka teraz mnie wyzywa i grozi mi ze zepsuje mi opinie... kiedys bylismy razem, ale z powodu wyzej wymienionego sie rozstalismy.nie potrzebowalam kogos kto bedzie mnie traktowal jak przedmiot. wtedy bardzo cierpialam bo bardzo mi na nim zalezalo.. teraz dziekuje Bogu, ze sie rozstalismy... widze jaki jest... to mnie przeraza...jednakl bardzo sie martwie... mam dobra opinie... to co on mi teraz mowi jest okropne... naprawde sie boje...chcialabym jeszcze przestrzec dziewczyny przed tkimi typkami, ktorzy mysla tylko o jednym, a potem jeszcze chca wam zaszkodziac...milosc bywa slepa tak wiec nie myslcie tylko o zaletach ukochanego ale spojrzcie tez jaki jest naprawde... nie wyciszajacei waszego rozumu, bo to on strzeze wszystko...pozdrawiam!

* * * * *

Sprawa jest poważna i nie należy jej lekceważyć. Powiedz o tym rodzicom, może nawet wychowawczyni w klasie i porozmawiaj z jakimś księdzem co robić. Nie może być tak, że ktoś psuje Ci opinię. To straszne, że robi to osoba, która pewnie wcześniej zapewniała o swojej miłości - teraz widać jaka to miłość była. Ja zaś gratuluje Ci odwagi - to prawdziwe cierpienie dla Chrystusa i On na pewno Ci to wynagrodzi. No i jeszcze jedno - nie reaguj na jego zaczepki (jeśli takie stosuje), im mniej będziesz z nim dyskutować tym szybciej on się tym wszystkim znudzi. Trzymaj się!
I dziękuję za świadectwo, niech ono będzie ostrzeżeniem dla innych.

  Łukasz 17,5 lat
317
14.10.2005  
Kocham pewną dziewczynę. Przyjaźnimy się od pewnego czasu ale moje uczcuie wobec niej przerasta przyjaźń. TYlko czy to jest miułość? Chęć poświęcenai się dla drugiej osoby, bycia zawsze przy niej, pomagania jej w trudnych momentach, przeżycia wraz z nią życia? A może jestem na to za młody? Ona boi siężę mnie skrzywdzi, bo jak mói nie może wytrzymaćz jednym chłopakiem. Właściwie to jest jej wada: pewna płochość, ale ma dobre serce. NIedawno byłwm pod jej domem z kwiatami. Była zszokowana, powiedziała że boi się że będą przez niącierpieć i że nie chce wogóle sięz nikim wiązać przez całe życie chyba że pojawi się odpowiednia osoba. A mi się zdaje, że ona jest tą jedną, na którązawsze czekałem.

* * * * *

Co do miłości - przeczytaj odp. nr 19 i 15. Wydaje mi się, ona nie jest jeszcze tak przygotowana na miłość jak Ty, dlatego musisz postępować ostrożnie i nie narzucać się za bardzo - o tym w pytaniu nr 18. Jej się wydaje, ze to trudne być z jednym chłopakiem, ale na szczęście sama mówi, ze jest to możliwe jeśli znajdzie kogoś odpowiedniego. Po prostu udowodnij jej, że jesteś nim właśnie Ty!

  Kasia, 20 lat
316
13.10.2005  
Mam problem poniewaz bardzo kocham chlopaka ktory jest swiadkiem jehowy.Czy jest szansa zebysmy byli razem?Jestem matka chrzestna i chce byc wzorem dla mojej chrzesnicy i wiem ze dla niej nie bylby to najlepszy wzor.A pozatym jezeli pojawilyby sie dzieci to pojawilby sie problem z wiara w jakiej je wychowywac.Pomozcie rozwiazac ten problem bo ja juz sobie z tym nie radze.

* * * * *

No to niezły problem. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję przeczytaj najpierw o świadkach Jehowy - żebyś maiła jasność sytuacji. Polecam książkę "Świadkowie Jehowy" Andrzeja Wronki.
Poza tym: czy tylko Ty kochasz czy on Ciebie też ? - to po pierwsze. A po drugie: musisz wiedzieć, że on rzeczywiście szczerze coś do Ciebie czuje a nie tylko "robi podchody" żeby Cię na swoją stronę przeciągnąć. Po trzecie: nawet jak on jest szczery to masz 100 % pewności, że i tak będzie chciał Cię przeciągnąć na swoją stronę, a kwestia ewentualnych dzieci to ogromny problem. Musisz też wiedzieć, że świadkowie Jehowy to nie inne wyznanie tylko sekta. I o ile Kościół ma umowy z przedstawicielami innych wyznań to z sektami nigdy na ustępstwa nie idzie. Poza tym chyba nie wyobrażasz sobie, żeby on zgodził się na ślub w Kościele katolickim? Piszesz, że jesteś matką chrzestną i masz być wzorem - cieszę się, że tak poważnie podchodzisz do tematu i słusznie się obawiasz. Nie będę na razie pisać nic więcej, na razie przeczytaj tą książkę. Jeśli nadal będziesz miała wątpliwości to napisz, ale najpierw musisz mieć świadomość sytuacji.

  Kasia, 19 lat
315
13.10.2005  
Mam problem z pewnym chłopakiem. Znamy się od dwóch lat. Na początku był moim takim zanjomym, mało ze sobą rozmawialiśmy. Po roku znajomości on nagle zaczął się mną interesować, dzwonił dosyć często. Świetnie mi się z nim rozmawiało. Jednak mi się wtedy podobał inny chłopak i traktowałam go jako kolegę. On wiedział, że na więcej niż przyjaźń nie może liczyć. Niestety w końcu mi się zaczął podobać, częściej o nim myślałam. Akurat wtedy, kiedy przestał do mnie wydzwaniać. Teraz to ja podtrzymuję z nim kontakt. On do mnie raz sam napisał w wakacje. Nie wiem co mam o tym myśleć. Nie rozumiem dlaczego nagle wszystko się popsuło. Wiem, że nie ma dziewczyny i z żadną ne ma takiego kontaktu jak ze mną. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego milczy, ale boję się o to go zapytać. Chciałabym dać do zrozumienia, że mi się podoba, ale nie wiem jak. Poradźcie!

* * * * *

Kasiu! Bardzo prawdopodobne jest to, że chłopak uniósł się honorem i stwierdził, że skoro nie odwzajemniasz jego zainteresowania to on się przestanie narzucać. Skoro nie ma nikogo innego to możesz próbować nawiązać z nim bliższy kontakt. Na początku to może być trudne, bo on nie będzie pewny o co Ci chodzi i czy znów nie potraktujesz go jak kolegę. Jeśli jednak będziesz wytrwała i okażesz mu ciepło to jest szansa, że on znów się Tobą zainteresuje. Poczytaj też na ten temat w odp. nr 2.

  Olka, 14 lat
314
13.10.2005  
Zadawałam tu już kiedyś pytanie i dziękuje za wyczerpującą odpowiedz:) Teraz już wiem, że odwzajemnianiem miłości Boga jest akceptowanie jej i pozwolenie Boga obdarzać nią. Niestety pojawiły się wątpliwości. Czasem jestem w takim stanie , że nienawidzę Boga, bluźnie przeciwko Niemu, a przecież to On Najwyższy Pan i Stwórca daje mi tak wiele, daje mi miłość. Zastanawiam się wtedy czy On mnie jeszcze kocha? Czy nie znudziło Mu się obdarowywanie ludzi? Już sama nie wiem czy chcę, by mnie kochał. Może nie do końca w jego miłość wierzę. I w tym jest zasadniczy problem. Nie potrafię zaufać komuś w kogo nie do końca wierzę. Pewnie już dawno mój los jest przesądzony i za moje grzechy będe się w piekle smażyć. Boje się... Boje się miłóści Boga, boje się Niego. Nie potrafie żyć z myślą o tym, że On może się w każdej chwili pojawić, tak po prostu, jak gdyby nigdy nic. Boje się spotkania z Nim, gdybym Go zobaczyła to chyba umarłabym ze strachu. Bóg mówi: \" Nie lękajcie się\" ale jak to się ma do Daru Bojaźni Bożej? Jak mogę się przekonać, że Jego miłość jest prawdziwa, że On jest prawdziwy? Z tego listu może wynikać, że jestem na dnie rozpaczy lub coś w tym stylu, ale wcale tak nie jest. Wieczorem nachodzą mnie takie myśli, ale staram się z nimi walczyć. Tłumaczę sobie, że dramatyzuję itp. Nie potrafię zasnąc z myślą, że Boga może nie być, że osoba, dla której znaczyłam coś więcej niż robot do zarabiania dobrych ocen i opinii. Proszę pomóżcie. Jeśli sprawiłam wam duży kłopopt to przepraszam, ale nie mam się do kogo zwrócić ze swoimi wątliwościami, albo poprostu boję się. Pozdrawiam

* * * * *

Droga Olu!
O odczuwaniu Bożej miłości pisałam w odp. nr 296, zaś w odp. nr 58 pisałam o tzw. przeznaczeniu. Wprawdzie bardziej w kontekście miłości ludzkiej ale generalnie chodziło mi o to, że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie a zatem wcale nie jest tak jak piszesz : "Pewnie już dawno mój los jest przesądzony i za moje grzechy będę się w piekle smażyć". Jakby Bóg zakładał, że nic już Ci nie pomoże to by oznaczało tylko tyle, że...to On Ci nie ufa, bo nie wierzy, że się poprawisz. Na nic więc byłaby już pokuta, spowiedź i w ogóle Kościół musiałby każdego kto coś przeskrobał wykluczać ze wspólnoty i odcinać od sakramentów, a że każdy coś ma na sumieniu to wszyscy prędzej czy później zostaliby wykluczeni i Kościół by się rozpadł. A zatem jak widzisz wcale nie jest nic przesądzone. Nawet w Środę Popielcową słyszymy słowa "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Po co byłoby się nawracać jakby nie było ratunku? Bóg stworzył człowieka z miłości i nie chce jego zagłady, no bo po co? Czy nie przyjemniej Bogu jak ma jedną duszę w niebie więcej miłującą i uwielbiającą Go niż przeklinającą Go w piekle? Odpowiedź jest oczywista. A zatem daje każdemu szansę. Daję ją w nieskończoność, bo ciągle kocha. Nie nienawidzi kogoś kogo sam stworzył z miłości. To byłoby nielogiczne.
Wiesz, ja nie pamiętam Twojego poprzedniego pytania (a nie podałaś jego numeru), ale może jeszcze Cię nie pytałam: jakie masz relacje z rodzicami, a zwłaszcza z ojcem? Bo widzisz, często jest tak, że obraz Boga w nas to podświadomie obraz naszego ziemskiego ojca. Jeśli jest on surowy, jeśli się go boimy to i Bóg w naszych wyobrażeniach "jest sędzią sprawiedliwym...", a jeśli ojcu naszemu ufamy i możemy przyjść do niego z problemem, to i Bóg jest miłosierdziem. Przewinęło się w Twojej wypowiedzi sformułowanie "robot do zarabiania dobrych ocen i opinii" - wnioskuję, że nie jest najlepiej? Jeśli nawet nie jest to uwierz, że dla Boga nie jesteś robotem, nikt dla niego robotem nie jest bo On patrzy w serce. To, że przeklinasz - to Twoja złość i niemoc, czasem rozczarowanie i gorycz porażki. Bóg jest miłosiernym ojcem, ale nie pozwala dziecku na wszystko tak jak mądry ojciec dziecku na wszystko nie pozwala, bo wie co dla niego jest dobre a czym sobie krzywdę zrobi. Jest wymagający bo nie uznaje "bezstresowego wychowania". Niepowodzenia są bardzo trudne i bolą ale uczą patrzeć na problem z innej perspektywy, uczą myśleć. Czego nauczy się ktoś kogo życie rozpieszcza i komu wszystko idzie łatwo? Niewielu rzeczy. Bóg chce nas wiele nauczyć, byśmy sobie w życiu radzili i byśmy pomagali innym. Wiesz, ja miałam i mam dużo dziwnych i trudnych sytuacji w swoim życiu, takich bez sensu po ludzku, nikomu niepotrzebnych. Nie rozumiałam ich, wściekałam się lub rozpaczałam. Teraz z perspektywy czasu widzę ich sens. One były choćby po to, żebym mogła na tej stronie ludziom pomagać. Nie mogłabym tego robić, nie rozumiałabym tego co piszecie gdyby sama czegoś nie przeżyła, o coś się nie otarła, nie poczuła bólu i nie znalazła wyjścia. Więc to wszystko ma sens. Ty też w to uwierz. Może Bóg ma dla Ciebie wspaniałą misję? Może będziesz Mu dziękować za to co przeżyłaś? On Cię naprawdę kocha. Wiem, że tego nie czujesz, ja też czasem nie czuję. Ale jeśli czegoś nie czujemy to jeszcze nie oznacza, że tego nie ma. Życzę Ci powodzenia i wielu wspaniałych misji w życiu. Trzymaj się!

  victoria, 25 lat
313
13.10.2005  
Kocham swojego mężczyznę miłością woli, a ni miłością uczuciową i ta pierwsza uważana jest przez świeckich jako miłość prawdziwa. Jednak zdaje mi się,że chyba nie spełnia wszystkich tych cech o miłośći opisanych w liście do Koryntian Pisma św. Czy wobec tego ,nie mogę mówić,że kocham mimo,iż spełnia moja miłość cechy miłości woli?

* * * * *

Pisałam wielokrotnie, że miłość to decyzja a nie uczucie, choć - bądźmy szczerzy - pewne emocje to jednak jej towarzyszą :) O miłości i jej "czuciu" pisałam m.in. w odp. nr 15. Poza tym miłość opisana w liście do Koryntian jest miłością doskonałą, taka jaka być powinna, do jakiej powinniśmy dążyć i - moim zdaniem - jaką będziemy kochać po śmierci. Na razie jednak jesteśmy na ziemi i do doskonałości to nam daleko. Nic więc dziwnego, że nasza miłość nie jest dokładnie taka o jakiej pisał św. Paweł. Co nie oznacza, że nie jest prawdziwa. Jeśli jest szczera i taka jaką możemy ofiarować (z założeniem oczywiście ciągłego doskonalenia) to jest prawdziwa.

  zalamana, 20 lat
312
13.10.2005  
witam, jestem juz tak totalnie bezradna ze postanowilam napisac do was. historia mojej milosci zaczela sie w zeszle wakacje i byla to tzw \"wakacyjna milosc\" i jak to z tymi milosciami bywa wakacje sie skonczyly i milosc tez...tyle ze ja nie moge zapomniec a kiedy mi juz sie uda zaczne mysle pozytywnie n sie odzywa i wszytko mi przewraca do gory nogami... znow non-stop o nim mysle kombinuje, analizuje...i zaczynam sie juz od tego dusic. Moze udalo by mi sie zapomniec gdyby nie fakt ze jak go zobaczylam po raz pierwszy to pomyslalam sobie ze to jest ten jdyny i ostatnio nawet zaczelam sie modlic do boga o jais znak zeby, postawil na mjej drodze osobe z ktora zaczne cos budowac...i w tedy wlasnie on sie odzywa jak ja mam to rozumiec ? juz mnie to tak meczy od roku i jeszcze dodam ze nawet jak sie z nim spotkam to nic z tego nie wynika zostaje jakis niesmak, zaluje ze to zrobilam bo czuje sie jak idiotka przy nim...choc wiem ze nie powinnam...

* * * * *

A nie za bardzo wierzysz w tzw. przeznaczenie? Przeczytaj o przeznaczeniu w odp. nr 58 i 86. Poza tym rozumiem, że ten chłopak nie jest już Tobą zainteresowany, mimo, iż się widujecie? Bo jeśli nie masz co do tego pewności to może warto spróbować ponownie? A jeśli rzeczywiście nie ma już szans no to przykre ale trzeba uszanować jego wybór i...żyć dalej. Jak żyć? Nie zaprzątać sobie głowy tym, że on mógłby być tym jedynym, otworzyć swoje serce na innych i uwierzyć, ze Twoja prawdziwa miłość jeszcze przed Tobą. Uwolnić serce od niego. Bo tylko wolnym sercem pokochasz ponownie. Jak zapomnieć? Przeczytaj odp. nr 80, tam są pewne wskazówki.

  LILKA, 27 lat
311
13.10.2005  
DZIĘKUJĘ SRDECZNIE ZA ODPOWIEDŹ (LIST NR 273). PANI NAPISAŁA,ŻE MIŁOŚĆ NIE JEST UCZUCIEM TYLKO DECYZJĄ I TROSKĄ, A JA NIE WIEDZIAŁAM O JAKĄ DECYZJĘ CHODZI? O DECYZJĘ,ŻE BĘDĘ Z NIM KTÓRĄ PRZEDSTAWIAMY PRZY OŁTARZU I WOBEC TEGO NIE MOŻNA MÓWIĆ WCZEŚNIEJ KOCHAM CZY CHODZI TO O DECYZJĘ ,ŻE JESTEM Z NIM TERAZ GDY CHODZIMY? Z LISTU 273 ROZUMIEM,ZE CHODZI O TĄ DRUGĄ DECYCJĘ, SKORO MOGĘ MÓWIĆ MU ŻE GO KOCHAM TERAZ GDY Z NIM JESTEM NA DOBRE I NA ZŁE GDY CHODZIMY?

* * * * *

A czy nie za bardzo chcesz wszystko formalnie zakwalifikować? Dla mnie miłość to - tak jak napisałam - decyzja. O wzięciu odpowiedzialności, o dbaniu o czyjś rozwój, o pragnieniu dobra itd. To decyzja, którą podejmuję w stosunku do osoby z którą jestem, nawet jeśli nie jest jeszcze moim mężem. Nie chodzi mi teraz o przysięgę wypowiadaną podczas sakramentu małżeństwa. Ta decyzja, o której piszę prowadzi do tej decyzji przed ołtarzem, a w zasadzie jest to ta sama decyzja, ta sama miłość, tylko tam wypowiedziana głośno i w obecności świadków (czyli przysięga małżeńska) czyni z dwojga ludzi małżonków. Tak to rozumiem. Dlatego "kocham" dotyczy okresu zarówno przed małżeństwem jak i już w małżeństwie. Trzeba bowiem pokochać (nie mylić z zakochaniem się) przed ślubem, żeby w małżeństwo wejść w prawdzie. To nie jest tak, że nic nas dana osoba nie obchodzi, żenimy się z nią i nagle zaczynamy kochać bo podjęliśmy decyzję. Nie. Miłość jako decyzja kształtuje się w nas powoli, rośnie, dojrzewa aż zostanie przedstawiona wybrankowi i potwierdzona w sakramencie małżeństwa.

  Matylda, 17 lat
310
12.10.2005  
W siudmym dniu pielgrzymki poznałam wspaniałego mężczyznę. Świetnie nam sie rozmawiało do momentu gdy dowiedziałam sie że ma 35 lat. Zaczeliśmy sie spotykać jako przyjaciele ale po pewnym czasie nasza przyjaźń przerodziła sie w miłość. Jesteśmy razem już jakiś czas i czuje że to jest właśnie ten. Moi rodzice go poznali i zaakceptowali nasz zwiazek z czego bardzo sie ciesze. Jednak mam problem bo boje sie pokazać z nim w towarzystwie moich przyjaciół i znajomych. Takie związki źle są postrzegane w naszym społeczeństwie. Co mam zrobić? Ukrywać sie przed ludzmi czy stawić im czoła?

* * * * *

Droga Matyldo! Trudno mi jednoznacznie określić szanse Waszego związku, bo nie znam Was osobiście. Co do różnicy wieku poczytaj proszę odp. nr 8. Co do tego, że boisz się pokazać z nim w towarzystwie: świadczy to o tym, że sytuacja Cię przerasta i nie jesteś wystarczająco dojrzała, żeby jej sprostać, ale nie mówię tego w sensie negatywnym - po prostu jesteś jeszcze w takim wieku. To normalne, że Twoi znajomi nie mieliby o czym z tym chłopakiem rozmawiać i źle by się czuli w jego obecności. Dziwiłabym się gdyby było inaczej. Zastanawia mnie też fakt, że osoba w jego wieku chce związać się z Tobą, która jesteś od niego o połowę młodsza. Oczywiście sam wiek nie jest przeszkodą, ale może też świadczyć z kolei o jego niedojrzałości i nieumiejętności nawiązania relacji z kobietami w jego wieku. Być może potrzebuje młodszej od siebie, żeby się dowartościować, żeby poczuć się pewniej. Tak tylko gdybam, bo nie znam sytuacji. Powiem jedno: jeśli nie czujesz się na siłach pozostań z nim na stopie koleżeńskiej. A jak przeczytasz odp. nr 8 to ocenisz czy podołasz. Trafnego wyboru!

  bb, 23 lat
309
12.10.2005  
2 lata temu straciłam dziewictwo z mężczyzną, którego kocham, i za którego wkrótce wyjdę. Na początku miałam wyrzuty sumienia z tego powodu. Mój partner nie jest osobą głęboko wierzącą i nie uznaje współżycia przedmałżeńskiego za grzech. Przekonał mnie, tym bardziej, że czekanie do ślubu wydawało mi się zbyt odległą perspektywą. Nasi rodzice i dziadkowie mogli czekać bo żenili się w wieku 20 lat. Teraz (jak i wtedy gdy to się zaczęło), choć obaj chcielibyśmy się pobrać to nie mozemy. Przecież małżeństwo oznacza także samodzielność finansową a na to nie ma perspektyw przed zakończeniem studiów. I tak to sobie wytłumaczyłam Teraz trafiłam na Waszą stronę i wszystko się skomplikowało. Zrozumiałam jak bardzo się myliłam i chciałam to zmienić. Ale mój partner nie chce. Proszę tylko nie piszcie \"Gdyby cię naprawdę kochał...\" Łatwiej zrezygnować z czegoś jeśli się tego nie zna niż kiedy się tego posmakóje prawda (obaj byliśmy swoimi pierwszymi partnerami). Ja też jestem winna tej sytuacji bo mogłasm się nie zgodzić na wsółżycie. Ale czasu nie cofnę. Więc co mam zrobić? Spowiadać się co miesiąc (namówiłam go na ograniczenie współżycia zgodnie z NPR) choć wiem, że znów zgrzeszę, i tak do ślubu?

* * * * *

Moja Droga! Nie będę Ci prawić żadnych morałów, bo świadomość sytuacji masz. Cóż mogę Ci poradzić? No, najlepiej by było, żebyście powstrzymali się od współżycia i/lub przyspieszyli ślub. Ja mówię całkiem serio. Masz rację, że trzeba być w jakiś sposób niezależnym finansowo, ale przede wszystkim dojrzałym psychicznie, a jeśli czujecie się dojrzali to można zorganizować ślub i wesele mniejszym kosztem. Masz już 23 lata, Twój narzeczony pewnie mniej więcej też tyle, nawet jeśli studiujecie to może udałoby Wam się trochę dorobić np. rozdawaniem gazet czy pracą w wakacje. Cóż jeszcze mogę Ci powiedzieć? Lepiej trwać przy Kościele choć w "niepełnym wymiarze" niż wcale w nim nie być (to, że przekonałaś narzeczonego do NPR-u to duży sukces, będzie jak znalazł w małżeństwie!). Poza tym możliwe są małżeństwa nawet z osobą niewierzącą, a Twój narzeczony trochę pewnie wierzący jest - jak piszesz. Własnym przykładem zatem pokazuj mu, że warto być chrześcijaninem. A o takich związkach poczytaj w odp. nr 69. Radziłabym Ci porozmawiać z jakimś mądrym księdzem (najlepiej zakonnikiem lub księdzem przy duszpasterstwie - nie wiem skąd jesteś, ale na pewno w Twojej okolicy są Dominikanie, Pallotyni lub Jezuici. Idź do któregoś z nich tylko nie podczas niedzielnej Mszy św. ale jak będzie mało ludzi i powiedz szczerze jak jest. Na pewno doradzi Ci coś konkretnego. Życzę owocnego przygotowania do małżeństwa i tradycyjnie polecę Wam świetny kurs przedmałżeński, na który możecie iść już dziś pt. "Wieczory dla zakochanych". Wiele spraw omówicie sobie szczegółowo i wyjaśnicie. Tutaj znajdziesz informacje: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
Tradycyjnie też polecę Ci czasopismo "Miłujcie się", gdzie znajdziesz świadectwa i rady ludzi w Twojej sytuacji.

  Elisabeth =(, 15 lat
308
12.10.2005  
bylam tak jakby z chlopcem w moim wieku on mowil ze mnie kocha ja mowilam ze mnie kocha ale kiedys na dyskotece on zaczal sie calowac z moja kolezanka wybaczylam potrafimlam wybaczyc...miesiac pozniej zerwalam... sama nie wime czemu pozniej zalowalam chcialam go odzyskac nie dalo sie powiedzial ze nie ma juz szans czy on mi jeszcze wybaczy ?? bardzo go kocham ale on juz nic nie chce ze mna a przeciez tak kochal= (( co ja mam zrobic ??

* * * * *

No cóż, chyba muszę Ci polecić odp. nr 15, żebyś poczytała czym jest miłość. Was dotknęło po prostu zauroczenie, które niestety jest ulotne. Niepotrzebnie tylko padło słowo "kocham" dlatego bardziej boli.

  Kasia, 20 lat
307
11.10.2005  
Od pewnego czasu podoba mi się kolega ze studiów.Dawniej nie zwracałam na niego uwagi-traktowałam go jak innych chłopaków z grupy.Jednak z czasem zaczęłam o nim dużo myśleć i często mu się przygladałam.Byc moze nie zwróciłabym na niego uwagi gdyby nie moja pomoc w nauce?Dobrze mi sie z nim gadało,wymienilismy sie nr.kom.W wakacje pisalismy do siebie SMSy.Niestety on ma dziewczyne z którą chodzi prawie pół roku.Nie wiem czemu,ale nie umiem z nim już tak gadać jak kiedyś,po prostu nie wiem o czym.Modliłam się żeby to zakochanie mi przeszło,jesli między nami nic nigdy nie będzie.I Bóg mnie wysłuchał.Ale niedawno to znowu wróciło.Co mam zrobić,żeby patrzeć na niego jak na innych?Nie chce dalej smucić sie,ze już nie gadamy jak dawniej i myslec o tym,że ma dziewczyne a między prawdopodobnie nigdy nic nie będzie.

* * * * *

Zobacz wcześniejszą odpowiedź.

  Karolka, 17 lat
306
11.10.2005  
Wiem, że moje pytanie może wydawać się błahe na tle innych poważnych problemów... Ale niestety jestem zbyt uczuciowa i za bardzo przywiązuje się do ludzi. Dlatego w jaki sposób można zapomnieć o chłopaku? Poznałam Go niedawno na spotkaniach zespołu, w którym śpiewam. Od razu poczułam, że to może być On... Ale dowiedziałam się, że On jest z kimś w związku. Jak zwykle musze usunac się z drogi. To ja muszę cierpieć, żeby Ktoś inny mógł być szczęśliwy. Tylko co zrobić, żeby o Nim zapomnieć? Co zrobić, żeby zacząć traktować Go jak kumpla? Tylko tego mi teraz potrzeba... :(

* * * * *

Na razie nie zakładaj, że on będzie twoim kumplem, na razie - dopóki nie uporasz się z uczuciem - unikaj go. Później możesz myśleć o koleżeństwie z nim. Zobacz też rady w odp. nr 80.

  Olimpia, 16 lat
305
11.10.2005  
... chociaz mam 16 lat mam wrazenie ze psychicznie jestem o wiele starsza ... to pewnie przez moje niezbyt wesołe doswiadczenia z dziecinstwa... ale nie o tym miałam pisac ;) Około rok temu poznałam chłopaka. Przez 2-3 tyg rozmawialismy bardzo czesto na gadu. Dobrze sie dogadywalismy. On zaprosil mnie na impreze do sibie a potem to jush wszystko sie bardzo szybko potoczylo.... Chodzilismy ze soba 5 miesiecy. Ludzie w moim wieku twierdza ze to bardzo dlugo... ja jestem innego zdania. To on zerwał bo jak twierdzi nie mogł juz ze mna wytrzymac... :( to wszystko przez to ze przechodziłam lekkie zalamanie nerwowe... poprostu moja psychika nie wytrzymała i jak on twierdził \'byłam nie do wytrzymania\" i \"nie szlo sie ze mna dogadac\" Mowiłam mu ze mi przejdzie... ale on nie chcia słuchac : ( Bardzo cierpiałam z tego powodu bo strasznie sie zaangazowałam w ten zwiazek... On wiedział o mnie najwiecej znal moje najwieksze sekrety... i nagle wtedy kiedy ja go potrzebowalam on zwyczajnie mnie zostawił... :( Mijały miesiace a ja dalej byłam z tego powodu smutna i za nim teskniłam... rozmawialismy czasami ale to były tylko zwykłe rozmowy o \"wszystkim i o niczym\". Dopiero ostatnio zaczelismy powaznie rozmawiac... wyjasnilismy sobie wszystko :) Ja mu powiedziałam ze za nim nadal tesknie... On powiedział ze chciał bydo mnie wrocic, naprawic to co zrobił. Mowił ze zachowa sie nieodpowiedzialnie ze byl głupi i ze bardzo tego załował... Ale ja sie boje... boje sie ze sytuacja sie powtorzy... a nie chce znow tak cierpiec... niby dałam mu szanse ale nadal sie wacham...
Prosze napiszcie co o tym myslicie... i czy to ma sens ... ?


* * * * *

Czy ma sens to ja nie jestem w stanie przewidzieć. Natomiast jeśli się "dogadaliście" i chcecie oboje ponownie spróbować to czemu nie? Co do tej sytuacji i obawy powtórzenia: widzisz nie napisałaś zbyt wiele a nawet gdybyś napisała to ja nie jestem psychologiem i pewnie nie potrafiłabym zinterpretować tego właściwie. Nie wiem jakiego rodzaju było Twoje załamanie, na ile było poważne a przede wszystkim - na ile Twój chłopak był gotów wziąć na siebie ten ciężar. Bo być może sytuacja zwyczajnie go przerosła. Może to były poważne problemy do rozwiązania których był Ci potrzebny psycholog a nie tylko męskie ramie do wypłakania. Tego wszystkiego nie wiem. Jesteście jeszcze bardzo młodzi i Twój chłopak mógł po prostu nie dojrzeć do rozwiązania Twojego problemu. Natomiast jeśli chce Ci pomóc to chwalebne tylko niestety musisz wziąć pod uwagę ryzyko powtórki dopóki problem nie będzie rozwiązany przez specjalistę. Natomiast jedyne co mogę w tym względzie zrobić to polecić Ci tę stronę: www.spch.pl

  Zosia, 20 lat
304
11.10.2005  
bardzo chcę, żeby on był szczęśliwy...tak bardzo, że spokojnie patrze jak odszedł.jak układa sobie życie beze mnie.tak bardzo go pokochałam,ze zignorowałam swoje uczucia.przestały się liczyć.tylko, że ja tak nie mogę.niemoge każdego dnia wmawiać sobie, ze dam radę, bo czuję, że poprostu niedaje już rady...i bardzo boję się, że ja sobie życia nieułoże.że niezasługłuje na to by mnie ktoś pokochał.czy można żyć z taką świadomością???jak to przetrwać?jak pozostac jego przyjaciółką, nieczując bólu i żalu?

* * * * *

Przeczytaj co napisałam o przyjaźni po związku w odp. nr 7. A potem przestań się katować jego szczęściem, jego widokiem itp. Nie musisz odgrywać bohaterki, ignorować swoich uczuć i "dawać sobie radę". Masz prawo do płaczu i "przeżycia żałoby" po nim. Ten ból i żal w Tobie będzie, bo to nie Ty odeszłaś, on musi ucichnąć, ukoić się, a do tego potrzebny jest czas. Poza tym: po co chcesz zostać jego przyjaciółką? Jeśli źle Cię potraktował albo nawet nie źle, ale odszedł to nie musisz cierpieć patrząc na jego szczęście. Po co? Ja rozumiem, że go kochasz, ale ta miłość nie wymaga od Ciebie heroizmu. Twój heroizm w niczym jemu ani Tobie nie pomoże. Wprost przeciwnie: on widząc jak udajesz, że jest Ci dobrze poczuje się "rozgrzeszony" ze swego zachowania. Po prostu uzna, że nie ma problemu, skoro Cię to "nie rusza". Albo nawet pomyśli, że go nie kochałaś skoro tak łatwo doszłaś do siebie. Dla samej siebie pozwól sobie na wyrażanie uczuć, choćby były negatywne, na wyrzucenie z siebie tego wszystkiego. Tak oczyścisz serce i ono stanie się ponownie wolne. Bo tylko wolnym sercem można pokochać ponownie. Na pewno na to zasługujesz. Na pewno ułożysz sobie życie, tylko on - no cóż, widocznie nie był tym jedynym. Nic w naszym życiu nie jest bez sensu i bez celu. Ten chłopak pojawił się Twoim życiu też "po coś" - Ty sama najlepiej ocenisz po co. Może choćby po to, żebyś miała świadomość, że ktoś może Cię pokochać i że Ty jesteś zdolna do miłości. A to już dużo. Jesteś młoda, masz przed sobą całe życie. Życzę Ci znalezienia w nim swojego szczęścia.

  Julia, 18 lat
303
10.10.2005  
Dziękuję za tą optymistyczną informację, że chemia przejdzie itp.:) Jeśli chodzi czy jest to realny związek, to tak. Co do sposobu nauki, to będę musiała wypróbować, bo z każdym dniem jest gorzej. Pozdrawiam <((>< Z Bogiem!

* * * * *

Ja też pozdrawiam i dziękuję za list. Cieszę się, że mogę pomóc i miło, że ktoś za to dziękuje. Trzymaj się i powodzenia!

  Mirka, 15 lat
302
10.10.2005  
Pokój ;-) Nazywam się Mirka, i mam pewnien problem. Dotyczy on chłopaka. Mam już 15 (a może dopiero?) latek. WSZYSTKIE, powtarzam wszystkie moje koleżanki mają już chłopaków, których zmieniają jak rękawiczki. Mają powodzenie. A ja, choć bardzo ładna (opinia innych), z dobrymi ocenami i fajnymi ciuchami, nie mogę nawiązać nawet NORMALNEJ rozmowy z chłopakami. Nie mówiąc o bliższej znajomości. Ogólnie, chłopcy z mojej klasy za mną nie przepadają. Nie lubią mnie, po prostu. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nie potrafię sobą zainteresować nawet najgłupszego faceta w klasie! Na dodatek, podoba mi się starszy chłopak, którego nie widzę od pół roku i u którego nie mam szans, bo ma dziewczynę i wyjechał do innego miasta. To wszystko jest bez sensu. Jestem sama, na dodatek beznadziejna. Tak już chyba będzie zawsze. Pozdrawiam! ;-) ;-) ;-)

* * * * *

Na pewno tak nie będzie. Nie wiem czemu nie możesz normalnie rozmawiać z kolegami w klasie, mało o sobie napisałaś. Może rozmawiaj z nimi tak jak z koleżankami - na luzie, bądź sobą. Poza tym nie wiem o czym z nimi rozmawiasz, a poza tym: czego się po tej rozmowie spodziewasz? Przecież nie jest tak, że po jednej rozmowie chłopak będzie chciał z Tobą "chodzić". Nie patrz na inne dziewczyny. Podstawowe pytanie jakie sobie trzeba zadać brzmi: po co chcę mieć chłopaka? Ja mówię poważnie, to ogromnie ważne pytanie, bo wszystko w życiu na sens np. uczymy się, żeby dostać się na studia, a potem dostać pracę. A zatem tak ważna sprawa jak miłość też musi "po coś" być. A może ten czas bez chłopka jest Ci przez Boga dany, żeby się właśnie uczyć spokojnie, rozwijać zainteresowania, żeby Cię nikt od tego nie odciągał. Zresztą ja nie wierzę, że te wszystkie Twoje koleżanki kochają naprawdę, skoro - jak mówisz - zmieniają chłopaków jak rękawiczki. No to czy to jest miłość? Nie. A zatem po co to robią? Żeby mieć? To znaczy, że nie myślą, bo normalny człowiek zastanawia się nad wszystkim co robi. Mirko, zobaczysz przyjdzie Twój czas. Mój przyszedł w wieku 26 lat, choć też zastanawiałam się co ze mną nie tak. A wszystko było w porządku tylko ten czas był mi potrzebny aby zająć się czymś innym, aby dojrzeć do miłości. Może Ty też tego potrzebujesz? Natomiast na pewno zawsze tak nie będzie, bo jesteś inteligentną dziewczyną (widzę to po stylu Twojego listu - rzadko taki się zdarza wśród osób w Twoim wieku). Życzę Ci powodzenia i optymizmu!

  ANONIM, 22 lat
301
10.10.2005  
Szczęść Bożę, Na początek chcialam powiedzieć, że nie wiem już do kogo mam się zwrócić z moim problemem, bo wszyscy którym się zwierzyłam mają inne zdanie. Chodzi o mój ponad trzyletni związek z obecnym narzeczonym. Za niecały rok planujemy ślub. Wszystko zaczęło się od zaręczyn kiedy to zaczęliśmy planować wspólną przyszłość i wspólne mieszkanie. Pod moim naciskiem zdecydowaliśmy się , że pójdziemy \"na swoje\". On chciał zostać u siebie w domu bo twierdził, że będzie nam łatwiej, rodzice pomogą itp. Ale ja mam wiele moim przyszłym teściom do zarzucenia. Nie chcę tam mieszkać, on nie chce u mnie, a zanim wprowadzimy się do naszego domu musimy się gdzieś podziać. To nie chodzi o to, że ja mam jakieś widzi mi się. Ja po prostu wiem, że zamieszkanie z tymi ludźmi pod jednym dachem jest zagrożeniem dla naszego związku. Oni nie mają szacunku dla sakramentu małżeństwa! Dla nich synowa i zięć to nie jest żadna rodzina, i mówią o tym otwarcie! Liczą się dla nich tylko oni i ich dzieci, które najlepiej gdyby ułożyły sobie życie tak jak oni to sobie zaplanowali. Widzę, że mój narzeczony jest bardzo zżyty z mamą. On nie widzi tego tak jak ja. Wiem, że mnie kocha i chce być ze mną ale matka ma na niego tak duży wpływ, że nie jestem pewna kogo kocha bardziej - mnie czy ją? Chciałabym wiedzieć jak się o tym przekonać. Wiem, że to delikatna sprawa, bo przecież nie mogę mu powiedzieć, że ma wybierać między mną a własną matką bo to byłaby niedorzeczność. Ale ja się boję bo gdy mój partner mówi mamie, żeby się nie wtrącała, bo on już zdecydował, że wyjdzie z domu, ona dzwoni do mnie (nie mówiąc mu o tym) z płaczem, że buntuję go przeciwko rodzinie i grozi mi, że to sie na mnie kiedyś zemści. A jemu wmawia, że nie damy sobie sami rady i on znów zaczyna się wahać i namawiać mnie abyśmy tam zamieszkali. Męczy mnie to już.Co mam robić??? Pomóżcie.

* * * * *

"I opuści człowiek ojca i matkę połączy się z żoną swoją..." I w zasadzie na tym mogłabym skończyć. Masz całkowitą rację. Żeby nie wiem jak dobre były relacje z teściami to mieszkanie z nimi nie jest zdrowe. Przyczyn jest całe mnóstwo. Nie będę ich tu wymieniać, polecam książkę "Młodzi i miłość" - fantastycznie opisane takie sytuacje. Poczytaj i daj narzeczonemu. O Twoich przyszłych teściach nie najlepiej świadczy to co piszesz i wierzę Ci, że tak właśnie myślą. Przeczytaj odp. nr 114 - tam pisałam o relacjach z rodzicami, o konieczności usamodzielnienia się psychicznego, o tym, że żona ma być na pierwszym miejscu. Co mogę Wam poradzić? Są takie rekolekcje dla narzeczonych, w formie kursu przedmałżeńskiego, który i tak Was czeka. Nazywa się "Wieczory dla zakochanych" , prowadzone metodą dialogu między narzeczonymi, tam sobie wyjaśnicie wszystko, nie ma siły żeby coś zostało niewyjaśnione. Tutaj znajdziesz informacje: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl
I naprawdę gorąco polecam, bo na odległość wiele Ci nie doradzę a na spotkaniach sami do wszystkiego dojdziecie. Tylko trzeba się szybciutko zapisać bo jest bardzo dużo chętnych. Powodzenia!


Ostatnia aktualizacja: 26.08.2017, 13:52


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej