Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna i Tomasz Jarosz
Przeczytaj tę książkę! Być może znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytania, a przedstawione rady pomogą Ci wybrnąć z sytuacji w jakieś się znalazłeś.... » zobacz więcej
miłość czy Miłość?

Odpowiedzi na pytania

Odp: [1-50], [51-100], [101-150], [151-200], [201-250], [251-300], [301-350], [351-400],
[401-450], [451-500], [501-550], [551-600], [601-650], [651-700], [701-750], [751-800], [801-850], [851-900]
[901-950], [951-1000], [1001-1050], [1051-1100], [1101-1150], [1151-1200], [1201-1250], [1251-1300],
[1301-1350], [1351-1400], [1401-1450], [1451-1500], [1501-1500], [1551-1600], [1601-1650], [1651-1700],
[1701-1750], [1751-1800], [1801-1850], [1851-1900], [1901-1950], [1951-2000], [2000-2050], [2051-2100],
[2100-2150], [2151-2200], [2201-2250], [2251-2300], [2301-2350], [2351-2400], [2401-2450], [2451-2500],
[2501-2550], [2551-2600], [2601-2650], [2651-2700], [2701-2750], [2751-2800], [2801-2850], [2851-2900], [2901-2950], [2951-3000],
[3001-3050], [3100-3100], [3101-3150], [3151-3200], [3201-3250], [3251-3300], [3301-3350], [3351-3400],

Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej




  olka, 10 lat
450
05.11.2005  
czy bede miała chłopaka za 2 dni

* * * * *

:)

  Ania, 16 lat
449
05.11.2005  
Nie wiem co mam zrobic, bo zakochalam sie w osobie, w ktorej nie powinnam. A teraz mi sie wydaje ze tak do konca nie wiem czy go kocham, bo moze to jednak zauroczenie lub przyjazn. Odpiszcie Pomozcie mi w moim problemie Szczęść Boże Ania

* * * * *

No bardzo chętnie, ale Ty nie piszesz co to za problem. Dlaczego nie powinnaś? To duchowny, żonaty, ktoś, kto ma dziewczynę? Co do tego czy to miłość - zobacz odp. nr 19, a jeśli chcesz się odkochać skorzystaj z rad w odp. nr 80.

  Agata, 16 lat
448
05.11.2005  
A jeśli mnie to nie rozprasza?? Jeśli czuje, że zaczyna mi się coraz bardziej podobać?Co wtedy?( do odp.364)

* * * * *

To wtedy Ty zacznij chodzić do innego kościoła albo na inną Mszę św., tak aby go nie spotykać. W każdym razie nie reaguj na jego "przyglądanie się" i sama mu się nie przypatruj. Chyba nie chcesz być przyczyną rezygnacji przez niego z powołania? To Jezus go wybrał i Tobie nie wolno w tym przeszkadzać. Jeśli sam zrezygnuje to przynajmniej nie będziesz temu winna, nie będziesz go mieć na sumieniu. Pamiętaj, że tak jak nie wolno komuś odbijać chłopka tak samo nie wolno prowokować chłopaka, który wybrał życie zakonne czy poszedł do seminarium

  szymon, 15 lat
447
05.11.2005  
kocham pewną dziewczyne i pocieszam ją że odszedł od niej były chłopak ale nie potrafie jej powiedzieć o tym ża ja ją też kocham

* * * * *

No i dobrze, że masz taką blokadę. Przecież dziewczyna jest teraz psychicznie obolała i pewnie nie gotowa na kolejny związek. Tym wyznaniem tylko byś sobie zaszkodził, bo ona potrzebuje teraz przyjaciela a nie chłopaka. Natomiast jeśli ta rana już przyschnie i zobaczysz, że ona czuje do Ciebie sympatię to skorzystaj z rad co zrobić zanim powie się słowo "kocham": 18, 61, 74, 217.

  wojtek, 16 lat
446
05.11.2005  
jak można poderwać dziewczynę? czy to jest dobre? proszę o pomoc .

* * * * *

A co Ty rozumiesz pod określeniem "poderwać"? Może lepiej ją poznać niż poderwać, nie uważasz? Co do możliwości poznania zerknij do odp. nr: 3, 30, 37, 134, 411.

  Beata, 16 lat
445
05.11.2005  
Dzień dobry! Kolezanka powiedziała mi, ze Pani bardzo mądrze odpowiada na nasze hmmm...problemymiłosne...Własciwie to podziwiam Pania, ze chce sie Pani czytac te wszytskie wywody! Poznałam Maćka 2 lata temu, na wakacjach. Po miesiacu zaczelismy \"ze sobą chodzic\". Kłopot w tym, ze on mieszka 150 km ode mnie, przyjezdzam tam do babci na wszytkie swieta,dlugie weekendy itd. ale to i tak wychodzi nie za czesto...Od tego czasu juz raz z nim zerwałam bo mielismy razem spedzic sywestra a on siedział u sąsiadów babci i wogóle sie do mnie nie odzywał. Po tygodniu pogodzilismy się. Potem nasz kontakt jakos sie urwał i on wrócił do swojej byłej dziewczyny. W poprzednie wakacje widziałam ich razem na wiejskiej zabawie, on mnie tez widział i jeszcze tego samego dnia zaczal mi pisac sms-y tylu, ze wie ze ja go jeszcze kocham, ze jestem z dnia na dzien piekniejsza, wierszyki itd. Potem rozstał sie z tą dziecwzyna i od marca wrócilismy do siebie. Mimo, ze spotylkalismy sie rzadko i czesto miałam watpliwosci czy to ma sens, to gdy juz sie spotykalismy było cuuudownie, znowu widziałam sens, czułam ze chyba go kocham, przezyłam z nim moje pierwsze w zyciu pocałunki. Ostatnio widziałam sie z nim we Wszytskich Świętych. Siedziałąm u niego w samochodzie i bawiłam sie jego komóką. Na początku nie chciałam, ale to było silniejsze ode mnie - weszłam w jego skrzynke odbiorczą. Zobaczyłam ,ze wszytskie odebrane sms-y są od jego byłej dziewczyny. Chciałam sie powstrzymac ale nie mogłam...Przeczytałam.Wszytskie sms-y były miłosnymi wierszykami... Gdy nastepnego dnia wracałam pociągiem do domu nie mogłam sie powtrzymac i pamietajac nr jego byłej dziecwzyny zapytałam czy jest jego dziewczyna...Odpisała, ze nie i ze zyczy mi powodzenia i ze mam nie pozwolic mu odejsc tak jak ona bo to super chłopak. Ale wywiązała sie dłuzsza wymiana sms-ów i okazało sie, z cały czas jej pisał, ze nie ma dziewczyny i ze nie moze o niej zapomniec. Ja napisałam jej, co pisał do mnie gdy był z nią. Mój chłopak dostał od niej niemiłego sms-a i napisał baaaardzo niemiłego sms-a do mnie. Obie obraziłysmy sie na niego i nie chciałysmy go znać. Lecz on pojechał do niej i przekonał ją, ze ja to wszytsko zmysliłam. Teraz pisze do mnie: pyta sie czy go kocham a jesli tak to oc o chodzi...Chce sie ze mna spotkac gdy bede u babci 11,12,13 listopada... Wyrządził mi wielką krzywdę, zwłaszcza tym chamskim sms-em i tym, ze powiedział byłej dziewczynie, ze wydawało mi sie, ze jestemy razem. Boje sie, zarazem nie chce i chce sie z nim spotkac. Nie moge byc pewna, co jest prawda, kto mówi prawde a kto nie...On naprawde jest super chłopakiem...Byc moze traktował mnie jako pocieszenie po rozsatiu z tamtą i cał yczas starał sie do niej wrócic a moze troche jest prawda, troche nieporozumieniem i on... Nie chce go kochac, ale nie moge sie po tym pozbierac, płacze kiedy mysle, ze juz nigdy sie do niego nie przytule... Co mam zrobic? Jak Pani mysle? Mam nadzieje ze Pani nie zanudziąłm - w koncu to kolejna prawie identyczna jak inne historia młodzieńczej miłosci...Licze na Pani autorytet :-)

* * * * *

Cóż Ci poradzić? Sytuacja jest trudna, tym bardziej, że nie masz z nim ciągłego kontaktu. Moim zdaniem, chłopak nie wie czego chce i postępuje nieuczciwie. Gra na dwa fronty. Widocznie nie jest dla niego możliwy związek pomimo dzielącej Was odległości, skoro stale musi się pocieszać kimś drugim. To nie jest prawdziwa miłość. Piszesz, że jest super chłopakiem - tak, w kontaktach z Tobą pewnie taki jest, w kontaktach z tamtą dziewczyną pewnie też. Ale jaki jest gdy go nie widzisz - nie wiesz. Ja go nie oceniam, a Twojego listu wyciągnęłam ten właśnie wniosek: on nie umie dochować wierności "na odległość", potrzebuje kogoś stale. Od Ciebie zależy jak się zachowasz, czy chcesz być oszukiwana i nie wiedzieć na czym stoisz. Nie wiesz czy to się nie powtórzy. Może warto poczekać na miłość prawdziwą? Na kogoś kto będzie uczciwy? Współczuję Ci szczerze. Nie wiem na co się zdecydujesz, ale życzę Ci wyborów słusznych. No i polecam tę modlitwę: [zobacz]

  Dominika, - lat
444
05.11.2005  
Witam, to ponownie ja- Dominika z pytania nr 168. Piszę do Was, po paru miesiącach, bo znów mam problem. Jak łatwo się domyślić, chłopak o którym pisałam wcześniej, nadal mi się podoba. Ale nie widziałam Go od czasu wakacji... Podobno przeprowadził się z rodzicami do miasta oddalonego 15 km od naszego. Ostatnio dowiedziałam się od Jego siostry, że możliwe iż Michał przyjedzie do naszej szkoły, bo akurat odbywały się zajęcia prowadzone raz na pół roku, o tematyce jaką Michał bardzo lubi :) Ja z resztą też. Zawsze był obecny na tych lekcjach \'\'dodatkowych\'\'. Pani pozwoliła starszym uczniom z innych szkół przychodzić na to. Nie pragnęłam tego spotkania! Chciałam nawet wypisać się z listy obecności, aby tylko Go nie widzieć. Wzięłam sobie do serca to, co Pani mi powiedziała. Może rzeczywiście Pan Bóg, ma dla mnie inny plan w którym nie ma miejsca dla Michała. Wiem, że nie pasujemy do siebie, jednak przez tyle miesięcy nie mogę o Nim zapomnieć. A jak już pisałam, to wyjątkowa osoba. W każdym razie, za namowami koleżanek postanowiłam pójść. Jednak przy wieczornej modlitwie powiedziałam Panu Bogu, że jeśli On chce żebym spotkała Michała, to tak się stanie. Nastepnego dnia wstałam bardzo niespokojna i poddenerwowana. Czy on tam będzie? Czy przyjedzie? Gdy nadeszła TA godzina, chwiejącym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Weszłam do klasy. Od razu podbiegła do mnie Jego młodsza siostra, z którą mam dobry kontakt. Jednak ona nie wie, co czuję do Jej brata. I nie chcę żeby wiedziała... Najgorsze było przede mną. Usłyszałam:\'\'Michał nie przyjdzie, dziś jest pierwszy piątek miesiąca i będzie szedł do spowiedzi\'\' Zamarłam. Po chwili dodała:\'\'Hehe... Ale wiecie jaki jest mój braciszek, świętoszek... Nie był już chyba z rok u spowiedzi, a niedługo ma bierzmowanie\'\' Zaczęła się z niego nabijać, że w ogóle niewiadomo czy On dojdzie do tego kościoła. Ale nie do jest ważne. Myślę, że to był znak. Czy mam rację?...

* * * * *

Dominiko, nie wiem. Tak jak mówiłam, nie można przeceniać tzw. splotu okoliczności.
Powiem Ci tylko, że gdyby Bóg chciał, żebyście się wtedy spotkali to on by tam był - do spowiedzi poszedłby dzień wcześniej czy później. Nawiasem mówiąc to bardzo dobrze, że poszedł do spowiedzi, przynajmniej wiesz jakie chłopak ma poglądy.
Nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić czy ten chłopak jest dla Ciebie czy nie - to wie tylko Bóg. Wyobrażam sobie co czujesz i jak Ci ciężko z tą niepewnością. Może właśnie tą cierpliwość, to oczekiwanie ofiaruj w intencji swojej przyszłej miłości - z kimkolwiek byś nie była.
Bóg widzi co czujesz i wie co jest dla Ciebie dobre. Uwierz, że On na pewno tak pokieruje wydarzeniami, że będziesz szczęśliwa. Może faktycznie nie z tym chłopakiem.
Módl się o swoją miłość: [zobacz]

  krasnoludek, 20 lat
443
04.11.2005  
dlaczego jestem samotna nikt mnie nie kocha, nie chce ze mna byc, dlaczego jest tyle dlaczego, dlaczego nikt mnie nie akceptuje, nie zaprasza a gdy ja zapraszam ignoruje, DLACZEGO JA NIE MOGE NIKOGO KOCHAC, dlaczego musze byc smutna bo samotnosc mnie bardzo smuci, gdzie jest Pan Bog milosc, ktora chce zebysmy byli szczesliwi a mnie sprawia tyle bolu ja juz nie potrafie sie cieszyc usmiechac, smiac, dlaczego ciagle chce mi sie plakac i niestety czest placze, DLACZEGO??????? czy ktos odpowie mi na te pytania ZROZPACZONA-SAMOTNA

* * * * *

Moja Droga, samotność to bardzo trudny problem, pisałam na ten temat w odp. nr 56 i 346 - zajrzyj tam.

  Marta, 11 lat
442
Marta, 11 lat  
Cyz moja milosc to Adam Zareba?

* * * * *

No bardzo mi przykro, że nie mogę Ci pomóc, ale ja nie jestem wróżką :) Nie znam Adama Zaręby.

  Kinga, 17 lat
441
04.11.2005  
No cóż.... może moja sytuacja wyda wam się głupia a problem błachy, bo ja chłopca w którym jestem zakochana nie znam osobiście...Nie wiem co się ze mną stało że tak mnie wzięło. Nie widziałąm Go już jakieś 5 miesięcy a i tak dalej cos czuje do Niego. Jestem swiadoma tego, iz to nie jest miłośc, ponieważ wiem, że kocha sie osobę nie za ładne oczy ale za to jaka jest. A problem w tym, ze ja nie wiem jaki on jest...Klikałam kiedys na gg z jego dawnym kumplem, który powiedział mi , że Jakub jest fajnym chłopakiem, spokojnym, ale lubiącym się też czasem zabawić:P. To sprawiło, że jeszcze bardziej wzrosło to moje \"niby \" uczucie do Niego. Wiem, że sytuacja, którą opisuję jest beznadziejna i nawet wy nic nie poradzicie. Ale...hmm. ufam Jezusowi. Jeśli ON zechce to prędzej czy później połączą sie drogi moje i Jakuba, a jeśli nie to bedzie oznaczało tylko jedno- że Bóg szykujemi cos znacznie lepszego:D:D:D ( chociaż nie wyobrazam sobie na razie chłopaka wspanialszego od Kuby) Pozdrawiam Kinga

* * * * *

Droga Kingo, sytuacja nie jest głupia, jest typowa dla Twojego wieku. Ty po prostu pokochałaś swoje wyobrażenia o tym chłopaku. Tak się zdarza. Zapytam Cię czemu nie możesz poznać osobiście tego chłopaka, choćby przez tego Twojego kumpla. Może zorganizowałby jakąś imprezę (urodziny?), ewentualnie po prostu spotkanie towarzyskie albo wycieczka krajoznawcza np. po ciekawych zakątkach Waszego miasta (to szczególnie polecam, od razu okazałoby się jakie są jego zainteresowania), na którą zaprosiłby Was oboje (oczywiście innych znajomych też) i poznał ze sobą. Wtedy okazałoby się czy Jakub to chłopak z Twoich snów :) Poleć tę sytuację Jezusowi w modlitwie: [zobacz]

  papaja, 11 lat
440
04.11.2005  
To znowu ja.ja juz mówiłam ze zakochałam się w chłopaku . on o tym wie.ma na imię Jacek.otuz poszłam do jacka i powiedziałam mu że go kocham i potem moja kolezanka napisala mu kartke ze go kocham to bylo wszystko w szkole na przerwie przyszedł do mnie i na moich oczach potrgał ten list i powiedział ze ma nową dziewczynę wiedząc o tym iż jestem w nim zakochana na następnej przerwie taki łukasz powiedział mi ze jacek mówi ze ja jestem poje*aną dziwką .przjełam sie tym. w kilka dni po tym nie rozmawiałam z nim w środę lukasz powiedział mi że jego dziewczyna z nim zerwała prze ze mnie a ja z nim nie mowilam nie przekazywalam mu nic 0. i dzisiaj moja przyjaciółka poszła se z nimi pogadac bo jeszcze byl jeden ktory to samo zrobil mojej przyjaciolce elizie ewa z nimi porozmawiała i pozniej po tej rozmowiem powiedziała nam ze oni powiedzieli ze mozemy byc ich \"przyjaciółkami\". na przrwie stalysmy ok 5 m od nich a gdy tylko odwrocilam glowe w ich stronępatrzyli na nas jak by byli w nas zakochani i jakbysmy o tym nie wiedziały. i moja kolezanka przj.ewa prosiła zebym pani przedstawiła jej problem jest pewien problem jej podaba sie bardzo jeden chlopczyk z naszej szkoły jest rok starszy ale ona mu sie nie podoba mimo to patrzy na nia jakby ja kochal ponad wszystkoona nie wie jak ma zareagowacco ja eliza i ewa mamy robic dziękuję za odpowiedz i jesli mogę prosic o szybką odpowiedz na moje gg6566949 lub pocztę za odp z góry erdecznie dzieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeekuję?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

To znowu ja dziękuję za odpowiedz (401) tamten chłopak to już przeszłość gdyż bardzo bolęśnie mnie obraził. Mam chłopaka kocham go ale nie wiem czy on też ponieważ cały czas na mnie patzry w szkole prosi mnie abym siedziała mu na kolanach itd. Kilka dni temu była dyskoteka tańczyłam z nim na wolnej piosence podczas tańca miałam obwiązane ręce na jego szyi a on trzymał mnie za bluzkę później zaczelam go obserwowac jak tanczyl z innymi dziewczynami to on je przytulał do siebie . a tak wogole to jak mnie poprosił do tańca tzn on mnie nie poprosił zmusił mnie do tego tańca poprostu podszedł do mnie i szarpnął mnie za reke . Pod koniec dyskoteki siedziałam taka przymulona on się mnie spytał co się stało powiedziałam że nic a on pokręcił głową nie mogłam nic z siebie wydusić łzy podeszły mi do oczu i myślałam że uderzę osobę która jest dla mnie wszystkim proszę o szybszą odpowiedź bo to dla mnie ważne nie wiem co mam robić dziekuę za odpowiedź


* * * * *

Moja Droga!
Tym drugim listem chyba sama sobie odpowiedziałaś na swoje wątpliwości.
W odstępie 3 tygodni piszesz o tym, że masz już nowego chłopaka. A zatem tamtego pewnie nie kochałaś skoro tak łatwo zaangażowałaś się w nowy związek.
Ponadto popełniłaś błąd mówiąc chłopakowi, że go kochasz - nie wolno mówić takich rzeczy na początku znajomości. Poczytaj o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217 a zrozumiesz dlaczego ten chłopak zareagował w taki sposób - oczywiście to go wcale nie usprawiedliwia ani dobrze o nim nie świadczy, zwłaszcza, że użył takich słów jakich użył.
A tak poza wszystkim: czy warto tak rozmieniać swoją miłość na drobne? Czy Ty koniecznie musisz mieć chłopaka? A może warto poczekać na miłość prawdziwą? 11 lat to bardzo piękny wiek aby nauczyć się przyjaźni. I tego Ci życzę. A poza tym polecam tą modlitwę: [zobacz]

  Sara, 16 lat
439
04.11.2005  
Mam dobrego kumpla. Znamy się od 7 lat. Zawsze tak fajnie się dogadywaliśmy a teraz nagle wszystko się zepsuło... On nie rozmawia ze mną już tak często jak kiedyś, bardzo mi tego brakuje. Zauważyłam tylko że często przygląda mi się na przerwach i lekcjach nic nie mówiąc...O co mu chodzi? Dlaczego nie może być tak jak dawniej?

* * * * *

Powody są dwa: albo poznał inną dziewczynę, albo zakochał się w Tobie na poważnie i uświadomił to sobie, a teraz nie jest pewien czy Ty to uczucie odwzajemnisz. Spróbuj pobyć z nim sam na sam i zobacz jak się wtedy zachowuje. Możesz też podpytać swoje koleżanki czy czegoś nie zauważyły, czy on kogoś nie ma. A jeśli nie - no to powodzenia :)

  Łukasz, 18 lat
438
04.11.2005  
Witam. Mam problem jaki chyba nikt inny niema. Pół roku temu spotkałem się z dziewczyną, której od co najmniej 2 lat się podobam. Wcześniej ją znałem tylko z widzenia. Od pierwszego spotkania zaczęło mi na niej zależeć, ale nie chciałem jej tego mówić bo pare dni później zaczęła chodzić z kolegą. Trochę mnie to bolało i myślałem, że mi to przejdzie gdyby nie to że co kilka dni spotykaliśmy się. Minęło pół roku a my nadal się spotykamy. Agnieszka, bo tak ma na imię wie o tym że się zakochałem i mówi mi że też coś do mnie czuje i bardzo jej zależy na mnie, ostatnio mi powiedziała że chyba mnie kocha. Rozmawiamy o wszystkim i dobrze się rozumiemy ale ona ma chłopaka. Było już tak że powiedziałem dość już się nie spotkamy tak będzie lepiej w końcu jesteś z ... Ale po kilku dniach Aga mi napisała smsa że chce się spotkać bo niema z kim pogadać i znów się zaczęło. Później ona powiedziała dość. Szliśmy na pielgrzymkę do Częstochowy. Szła przede mną ze swoim chłopakiem i okropnie się czułem ból, tęsknota i łzy w oczach że to on z nią idzie a nie ja, szedłem i prosiłem Boga żeby to się skończyło i przestało mi na niej zależeć, ale na próżno bo po pielgrzymce znów się zaczęło. Ciągnie się to już pół roku i pół roku jestem zakochany w osobie, która mnie rozumie i która ma chłopaka. Mówi mi że go nie kocha ale jest z nim bo on jej mówi o problemach jakie ma w domu i jest jej go żal i dlatego nie potrafi z nim zerwać, mówi mi że z nim nie umie tak pogadać jak zemną i że gdy jest z nim to myśli o mnie. Co mam robić?? Jestem tak blisko a tak daleko :( Czy zauroczenie może tak długo trwać?? Jak to będzie gdy naprawdę skończymy się spotykać a przypadkiem obok siebie będziemy przechodzić?? I czy będziemy umieli nie myśleć o co kto robi?? Czy w ogóle ma to jakiś sens???

* * * * *

No, skandal po prostu. Współczuję Ci szczerze i wiem, że tylko dlatego, że zależy Ci na tej dziewczynie utrzymujesz z nią kontakt. Ale tak dalej być nie może. To do niej ruch należy: albo Ty albo on. I to powinieneś jej w końcu powiedzieć, bo jak tego nie zrobisz, jak nie zaryzykujesz to ona - bezpieczna bo Tobie na niej zależy - będzie sobie nadal z nim chodzić, a Ty będziesz nadal cierpiał. Pogadaj z nią szczerze i postaw ultimatum. Chyba nie chcesz być ciągle numerem dwa???
A ona gra bardzo nieuczciwie bo oszukuje swojego chłopka i pozwala na Twoje cierpienie.
Weź sprawy w swoje męskie ręce i walcz o swoje szczęście. Zaryzykuj. Nic nie tracisz, a możesz wygrać wiele. A nawet jak przegrasz to i tak wygrałeś: wolność. Bo jeśli ona nie będzie chciała z Tobą być to może Twoja prawdziwa miłość czeka gdzieś indziej? Powodzenia!

  Ida, 13 lat
437
04.11.2005  
Mam taki problem.Chciałam byc z moim zwiazku bardzo szczera , ale gdy wyznałam swojemu chłopakowi że zauroczyłam się w takim Damianie. Po miesiacu powiedziałam mu ze to było tylko przelotne uczucie . Kolejny mieisac później on mi muwi ze sie dowiedział ze chodze z adim i ze nadal kocham Damiana. Ale to była nie prawda !! I od tej pory mój chłopak mi nie wierzy ze ja go bardzo kocham. Chodzimy razem do szkoły i na przerwach czesto sie widujemy a on po prostu mnie omija i wogóle sie do mnie nie odzywa. Sądzę że albo ma inna albo mnie już nie kocha a to by było dla mnie okropnym faktem niedozniesienia . Bardzo was prosze pomuzcie mi. Ten chłopak to jedyna osoba która jest dla mnie bardzo ważna!!

* * * * *

Moja Droga! Wyobraź sobie sytuację odwrotną: Twój chłopak nagle mówi Ci, że się zauroczył jakąś miłą Twoją koleżanką? Szok? Niedowierzanie? Ból? Brak zaufania? No jasne! To wszystko przeżył Twój chłopak. Teraz Ci nie ufa bo się boi, że znowu cos podobnego może się stać. W związku trzeba być szczerym. Tak. Ale nie wszystko wolno drugiej osobie mówić. Opowiadanie o swoich byłych czy przelotnych uczuciach do kogoś innego to właśnie rzeczy, których mówić nie wolno. A co zrobić jeśli naprawdę coś takiego do innej osoby poczujemy? Poczekać aż nam przejdzie. Nie można kogoś ranić swoją niepewnością. O granicach szczerości w związku poczytaj też w odp. nr 91.

  martynka, 14 lat
436
04.11.2005  
dlaczego ja kocham bez wzajemnosci?

* * * * *

Bo może nie nadszedł jeszcze czas Twojej prawdziwej miłości? Miłość jest cierpliwa. Polecam tą modlitwę: [zobacz]

  Kinga..., 15 lat
435
04.11.2005  
Witam serdecznie... Proszę o radę - choćby najmniejszą... Moja sytuacja jest, bądź co bądź, dość nietypowa... Przyjaźnię się z pewnym chłopakiem (bo nie będę ukrywać, że nie jest to jeszcze mężczyzna - w końcu 15 lat to nie tak dużo...) od pewnego już czasu - jesteśmy już, zdaję się, nierozłączni. Kochamy się naprawdę - jako przyjaciele? Tak, raczej tak. Może się wydawać że 15 lat - co to jest, jeszcze przyjdzie czas... Ale nie jesteśmy parą, w oficjalnym tego słowa znaczeniu... Choć co dzień się spotykamy a środowisko również myśli i mówi swoje... Lecz od pewnego czasu pojawiła się jeszcze ONA - imienia nie będę podawać. Druga siostra (bo niby jako rodzeństwo byliśmy). Druga. I teraz ONA też spędza z Nim sporo czasu. Bardzo sporo. Czy moje odczucia to zazdrość? Nawet jeśli tak, to... Czy to złe? Jeszcze niedawno ONA miała swojego oficjalnego chłopaka (co mnie zdziwiło, bo JĄ trzeba znać...) Teraz jak jest - nie wiem. I jej się nie zapytam. Ale kiedy... No, dość trudno pogodzić się z tym że chłopak, który zawsze o Tobie pamięta, pomaga, nawet całuje... że teraz ma również drugą przyjaciółkę (?). Bo tak jest. Żeby trochę rozjaśnić sytuację - ONA była kiedyś moją przyjaciółką (?!), choć zbyt blisko nie byłyśmy nigdy - ale przez 5 lat jedna ławka, jedna drużyna, ta sama szkoła i jakoś tak... pół roku temu po prostu przez jeden jej gest odrzucenia zrozumiałam, że ONA mnie nie potrzebuje... znalazła inne, własne i nowe środowisko... Ja również. I teraz, choć nadal w jednej klasie, już prawie nie rozmawiamy. No i co Wy na to? Bo... choć nadal powtarza, że jestem tylko jego (?), to... spacery i takie tam...z nią... Nic nie ukrywa. Dopóki jesteśmy przyjaciółmi to niby nic (?)... Ale... taka sytuacja jest dla mnie już nie do zniesiena. Nie wiem czy opisałam jasno, o co mi chodzi... Proszę, pomóżcie... Jeśli nie wyjaśniłam jakiejś kwestii wystarczająco, to piszcie - zrobię co w mojej mocy... :\'(

* * * * *

Rozumiem Cię, rozumiem co czujesz. Wydaje mi się, że Twoje uczucie to nie tylko przyjaźń, to coś więcej. Ten chłopak zaś deklaruje się jako przyjaciel. W zasadzie jesteś w kropce bo ani jej ani jego nie wypada zapytać jak jest naprawdę. W zasadzie zostaje Ci tylko wiara w szczerość jego słów. Co możesz zrobić? Przebywaj z nim nadal, po jakimś czasie na pewno zauważysz jaki jest jego stosunek do Ciebie, do niej. Polecam też tą modlitwę: [zobacz] Ufam, ze niedługo wszystko się wyjaśni.

  anonim, ?? lat
434
04.11.2005  
Mam powazny problem i prosze o rade. Jestesmy malzenstwem od paru lat, mamy cudowne dziecko i wszystko nam sie swietnie uklada. Problemem chyba jestem ja sam... Na poczatku naszej znajomosci, po szczerej rozmowie dowiedzialem sie, ze moja partnerka miala juz kontakty seksualne z kims innym. Zostawila decyzje dla mnie czy chce kontynuowac znajomosc. Ja nie chcac tracic tak dobrej przyjazni i moze dla dowartosciowania jej (bo zalowala tamtego) postanowilem utrzymac z nia kontakt. Byla i jest naprawde wartosciowa osoba. Nasza przyjazn zamienila sie z czasem w milosc, zaczelismy byc ze soba. Po jakims czasie zaczelo do mnie wracac to, ze on juz z kims byla wczesniej i wtedy pojawily sie pierwsze problemy. Stalem sie chorobliwie zazdrosny, co jakis czas wracaly mysli z tym zwiazane - zastanawianie sie godzinami, obmyslanie wszystkiego. Musze zaznaczyc, ze ja zawsze wierzylem ze moja zona bedzie dziewica, sam nigdy przed nia tego nie zrobilem - owszem mialem rozne milosci i doswiadczenia ale nie az takie. Ktoregos razu zapytalem ja o szczegoly - poprostu juz nie moglem wytrzymac, to mnie dreczylo. Powiedziala mi ze byla bardzo zakochana, uwierzyla mu, popelnila blad i bardzo tego zaluje i ze to byl jeden lub dwa nieudane, bolesne razy. Uwierzylem jej. Oczywiscie problem co jakis czas sie pojawial - mysli wracaly, ale jakos moglem z tym zyc. Po paru latach pobralismy sie. Bylo nam ze soba naprawde dobrze - podobne zainteresowania, realizujemy te same marzenia. Zdazaly sie klotnie, kryzysy - wiadomo, jednak teraz wiem ze ich powodem podswiadomie bylo wlasnie to. Ostatnio w czasie rozmowy o czasach szkolnych po raz kolejny do tego wrocilem. Tym razem poznalem jednak szczegoly. Okazalo sie ze to nie byl raz tylko kilka w odstepach czasu, ze oni normalnie wspolzyli ze soba. Ponoc ona nie miala z tego zadnej przyjemnosci (w co watpie), nie przezywala nic szczegolnego tak jak ze mna - mowila. I co ja mam teraz zrobic? czuje sie oszukany zdradzony, swiat zawalil mi sie na glowe, nie jestem w stanie pracowac normalnie. Ciagle o tym mysle. Jestam zalamany, wsciekly. Zaluje, ze ja dochowywalem czystosci a tu spotyka mnie cos takiego. Czy ona mnie oszukala? Skoro pozniej przyznala co innego to rzeczywistosc moze byc jeszcze gorsza... Moje najwieksze marzenie i pragnienie zycia umarlo. Mam rozne mysli teraz, nie wiem co robic, odechciewa mi sie wszystkiego i wszystko traci sens jak tylko o tym pomysle - a mysle nonstop. Myslalem juz o zdradzie i innych glupotach... Szukam zrozumienia. Prosze o rade.

* * * * *

Mój Drogi nie przyznajesz się ani do imienia ani do wieku - dlaczego?
Aż chce się zapytać ile Ty naprawdę masz lat? Piszesz, że macie cudowne dziecko i wszystko się świetnie układa. Chyba nie wszystko skoro napisałeś tu z problemem.
Fakty są takie:
Masz żonę, wiedziałeś, że nie jest dziewicą żeniąc się z nią, teraz macie dziecko, a Ty nagle zaczynasz wyciągać jakieś rzeczy z jej przeszłości i zadręczać się nimi. Zamiast cieszyć się, że jest Wam dobrze, cieszyć się potomkiem Ty grzebiesz w przeszłości, która na nic teraz nie ma już wpływu. Na nic, rozumiesz? Zmienisz coś tym myśleniem? Osiągniesz coś? Coś naprawisz? Nic. A zepsuć możesz wiele. Czujesz żal do swojej żony a to się odbija na Waszych stosunkach.
Ok., fakt, marzyłeś o dziewicy. A ona nią nie była. Nie oszukała Cię - powiedziała prawdę. Kilka lat później dowiedziałeś się, że nie był to jeden stosunek czy dwa tylko kilka. I co? Coś to zmienia? Czy to różnica czy jeden czy dziesięć? Nie. Ona nie dochowała czystości. To prawda. Ale żałowała za to i powiedziała Ci o tym. Żałowała tego przed Bogiem, który jej wybaczył. Czy uważasz się za większego od Boga, że masz jej to za złe? Czy masz prawo Ty jej wymierzać za to sprawiedliwość? Nie masz takiego prawa. Ty - kochający mąż chcesz być dla swojej ukochanej surowszym sędzią niż sam Bóg, który ma prawo osądzać ludzkie czyny a który jej powiedział: " Idź i nie grzesz więcej". I ona poszła i więcej nie grzeszyła.
A Ty nie tylko nadal ją za to potępiasz, a nawet nie wierzysz, że z Tobą jest jej lepiej niż z tamtym. Jakim prawem??
Jestem kobietą i uwierz mi: pierwsze razy NIE SĄ przyjemne. Dlatego ona mówi prawdę.
Zastanowiłeś się kto tu bardziej cierpi? Ty czy ona? Ja nie chciałabym mieć takiego męża, który gnębiłby mnie i powodował wyrzuty sumienia za coś, co już dawno odpokutowałam. Zastanów się kto cierpi: czy przypadkiem nie Twoja żona?
Ty dochowałeś czystości. Chwała Ci za to. Naprawdę, chylę przed Tobą czoło, bo mało takich mężczyzn. Czy żałujesz tego? Żałujesz w kontekście tego, że ona nie dochowała? Żałujesz, że nie zgrzeszyłeś? To absurd. Lepiej byś się czuł gdybyś Ty też kogoś wcześniej miała? Byłby jeden do jednego?
Mówię Ci człowieku: nawet nie masz pojęcia, ale mówię Ci: ona poniosła już za to karę - i poniesie ją jeszcze wieczności. Jej karą była niemożność ofiarowania Ci dziewictwa w dniu Waszego ślubu. Myślisz, że nie cierpiała z tego powodu? Na pewno ogromnie. To była dla niej wielka kara, tym większa, że Ty ten dar dla niej miałeś. I co, teraz żałujesz, że jej to dałeś? Żałujesz, że dałeś swój dar osobie, którą ukochałeś najbardziej na świecie? Kolejny absurd.
A zatem zastanów się: czy Ty ją naprawdę kochasz? Czy kochasz siebie bardziej niż ją skoro cierpisz, że ona daru nie odwzajemniła? W miłości większym szczęściem jest dawanie niż branie. Czy dla Ciebie również? Wiesz, czasami piszą do mnie o tym problemie chłopcy przed podjęciem decyzji o małżeństwie. Wtedy im mówię: jeśli kochasz naprawdę - wybacz i zapomnij. Jeśli nie potrafisz - odejdź i nie krzywdź, ona znajdzie kogoś, kto będzie na tyle silny, ze poniesie ten ciężar, bo miłość będzie większa niż on.
Ty już decyzję podjąłeś - ożeniłeś się. Co zatem Ci da rozpamiętywanie?
Poradzę Ci to co tym chłopcom: przebacz i zapomnij.
Twoja żona wiele by dała by cofnąć czas. Ale to nie jest w jej mocy. Ona już nic więcej nie może zrobić w tej sprawie, rozumiesz???
Ok, poczułeś się oszukany, bo nie powiedziała Ci wszystkiego od razu tylko zminimalizowała problem. Może się bała, że ją zostawisz? Nie usprawiedliwiam jej, próbuję zrozumieć. Przyznaję Ci w tym rację - powinna powiedzieć całą prawdę od razu. Więc to też musisz jej przebaczyć. Musisz chłopie, jeśli ją kochasz, jeśli Ci zależy na szczęśliwej rodzinie.
Czy nie widzisz, że szatan Cię podburza? Jego razi Wasze szczęście i podsyła Ci te myśli.
Jesteś facetem, walcz. Nie poddasz się chyba tak łatwo? To Ty jesteś rycerzem swojej żony. Walcz o nią. Nie pozwól jej sobie obrzydzić.
To co Ci jeszcze mogę polecić to rozmowę z mądrym księdzem a wspólnie żoną rekolekcje małżeńskie, weekendowe, gdzie wyjaśnicie sobie wszystko, gdzie nastąpi Wasze wzajemne oczyszczenie. Wejdź na strony: www.spotkaniamalzenskie.pl, www.malzenstwo.pl i poszukaj informacji.
Bądź prawdziwym, dojrzałym mężczyzną. Pomóż swej żonie w dźwiganiu tego krzyża. Nawet nie wiesz jaki spotka Cię za to dar: i w wieczności i tu na ziemi: bezpieczna, kochająca, ufająca żona, zdrowa atmosfera i rosnące w niej Wasze dziecko. Czyż można mieć coś piękniejszego?
Szczęść Wam Boże!

  Artur, 23 lat
433
04.11.2005  
Tydzień temu rozstalem sie ze swoja dziewczyna!Byla to jej decyzja!Stwierdzila ze juz mnie nie kocha wiec dlatego nie moze ze mna byc!A bylismy ze soba 2,5 roku!Nasza znajomosc byla bardzo prawdziwa!Kochalismy oboje naprawde wielka miloscia! Mieszkamy w dwoch roznych miastach oddalonych o 350 km!Ale jesli tylko ktores z nas mialo chwile wolnego to odrazu sie widzielismy!Jakies 3 tygodnie temu poznala chlopaka w pracy,zauroczyla sie nim i rozstajac sie ze mna powiedziala mi ze chcialaby go lepiej poznac!Budowalismy nasza milosc przez ponad 2 lata i dobrze nam szlo!Fakt ze od jakiegos czasu nie bylo w naszym zwiazku juz takiej magii i iskry jak na poczatku ale chyba w kazdy zwiazek wkrada sie przyzwyczajenie!?Nie wiem co mam robic!Ona nie chce zebym o nia walczyl!Ja nie chce sie narzucac ale nie moge tez bez niej zyc,bez jej glosu,ust,dotyku dloni! Wiem...jestem tego pewien ze chcialbym z nia spedzic cale moje zycie!W grudniu zamierzalem sie oswiadczyc!Ona o tym nie wie i sie nie dowie!Mowi mi ze juz nigdy nie bedziemy razem poniewaz nie mozna wejsc dwa razy do tej samej rzeki!Kochani co mam robic!?Czy mam walczyc wbrew Niej o nasz milosc ktora gdzies sie zapodziala!?Czy odejsc!?Ale wiem ze moje zycie wowczas nie bedzie mialo sensu bo wszystko co ma lub mialo dla mnie sens odejdzie razem z Nia!:( Artek

* * * * *

Drogi Artku!
Współczuję sytuacji w jakiej się znalazłeś i wiem, że żadne słowa Cię teraz nie pocieszą, bo Ty po prostu chcesz z nią być!
Trochę się dziwię jej jak można tak nagle zerwać po 2,5 roku "bo już Cię nie kocha". A kochała? Czy nie kochała? Co zrobił ten chłopak - poznany zaledwie 3 tygodnie temu, że ona zerwała z Tobą? Przecież ona go nawet nie zna? A może ona po prostu cały czas szukała, nawet będąc z Tobą? To byłoby nieuczciwe. Rozumiem Twoje rozgoryczenie, bo ta miłość została nagle przerwana, nie zakończyła się tylko uległa tragicznemu wypadkowi...Masz prawo być wściekły i smutny. Ktoś potraktował Cię nie fair. Jak teraz żyć? Nie wstrzymywać łez, nie zaciskać zębów, masz prawo wykrzyczeć swój ból. Masz nawet prawo zażądać wyjaśnień od tego chłopaka. W końcu zabrał Ci prawie narzeczoną. Czy on zdaje sobie sprawę z Twojego istnienia? A może powinieneś jej powiedzieć o tych oświadczynach? Ona zachowuje się tak jakby Twoje uczucia nie istniały, jakby ten czas między Wami nie był nic wart.
Czy walczyć? Jesteś mężczyzną i zależy Ci na kobiecie, którą ktoś Ci odbiera, a zatem...Ale decyzję podejmujesz Ty sam.
A jeśli mimo wszystko nie zechce?
Pewnie banalne jest to co powiem, ale czas leczy rany.
Jak ból troszkę minie - zajmij się tym co lubisz, co daje Ci satysfakcję, w czym czujesz się dobry i wartościowy. Bywaj w towarzystwie - to da Ci wiele korzyści: nie będziesz sam, poza tym zobaczysz problemy innych, co pozwoli Ci choć trochę zapomnieć o Twoich. Przy okazji innym pomożesz. No i może poznasz kogoś wartościowego? Odwagi i powodzenia!

  Karol, 14 lat
432
04.11.2005  
Jeżeli teraz w wieku 14 lat czuję powołanie do kapłaństwa, to czy to jest prawdziwe powołanie??

* * * * *

Odpisałam Ci już wyżej, ale polecam wszystkie odp. na ten temat: 39, 93, 215, 381, 383 a najlepiej porozmawiaj z jakimś księdzem.

  Karol, 14 lat
431
04.11.2005  
Piszę do was bo mam problem. Poznalem w wakacje na oazie fajną dziewczyne. Zaprzyjażniłem się z nią. Tylko że ona mieszka ode mnie 50 km. Planuję iść na księdza i jestem w kropce.

* * * * *

No mój drogi! Odległość to nie problem - polecam odp. nr 97, 112, 120.
Natomiast co do dziewczyny to musisz się zastanowić czego bardziej w życiu pragniesz bo nie można mieć tych dwóch powołań na raz. Co z tego może wyniknąć poczytaj sobie w odp. nr 381.
Swoją drogą zapytam Cię czemu już w tym wieku postanowiłeś "iść na księdza"? Jesteś jeszcze bardzo młody. Nie możesz robić takiego założenia. Ja oczywiście nie oceniam prawdziwości Twojego powołania i jeśli masz zostać księdzem to nim zostaniesz, bo Jezus może wszystko. Poczytaj trochę o tym w odp. nr 93 i 39.

  Kasia, 19 lat
430
04.11.2005  
Witam serdecznie. Ja nie mam juz sil. Niedawno rozpoczelam studia w nowym miescie. Mieszkam w akademiku. Moja milosc zostala w rodzinnym miescie. Nie daje sobie rady. W nowym miejscu czuje sie bardzo samotna. Tylu ludzi, a tak inne wartosci od moich. Nie potrafie juz zaufac, a wiedza, choc bardzo sie staram nie chce wchodzic mi do glowy. Mam dosyc. Do tego z rodzina nie potrafie sie do konca dogadac. Ostatnim czlowieczym ratunkiem, wydawal sie byc moj chlopak (ma 24 lata), ale wczoraj bardzo mnie zranil...Doskonale wiedzial, ze dzis wyjezdzam znowu. Spedzalismy sobie milo wieczor, kiedy zadzwonila jego mama. Od razu, nic mi nie mowiac, nie pytajac o zdanie zaczelismy sie szykowac do wyjscia. Nie wazna bylam ja, ale kolacja u mamy, (ktora zreszta dzwonila 2 razy). A ja akurat mialam bardzo kiepski humor...Potrzebowalam go bardziej niz kiedykolwiek. Nawet pozegnal sie ze mna w biegu, bo biegl na autobus...Ja nie rozumiem. Tyle razy o tym rozmawialismy, nasze wartosci, poglady na milosc sa takie glebokie, a tu takie cos...Jestem osoba bardzo angazujaca sie i oddaje cale swoje serce ukochanej osobie...czuje, ze przez 2 lata wspolnego bycia mojemu chlopakowi bardzo na mnie zalezy i okazuje to na wiele sposobow...Nie rozumiem. Jest mi tak zle, zwlaszcza, ze za chwile wsiadam w pociag, do miejsca, gdzie nie ma sie do kogo przytulic, porozmawiac. Nie zobaczymy sie kolejne kilka dni, a on wybral kolacje u rodzinki, z ktora juz nie mieszka, a przeciez moze widziec sie, kiedy mnie nie ma, nawet codziennie. Nie mam juz sil na nauke, nie mam sil na samotnosc, nie mam sil, nawet na uwierzenie, ze ten ktory ma takie wartosci jak ja, ten ktory tyle razy powtarza i okazuje, ze mnie kocha, naprawde tak uwaza...Jestem dziwna.Inna.Nie dam sobie rady...Biegne na pociag:(:(Najgorsze jest to, ze ja juz tesknie!!

* * * * *

Nie jesteś ani dziwna ani inna. Po prostu kochasz.
Nie rozumiem Twojego chłopaka, nie wiem dlaczego tak się zachował, nic nie pisałaś o jego relacjach w rodzinie. Natomiast nie jest normalne, że chłopak w tym wieku spędzając ostatni wieczór przed wyjazdem z dziewczyną natychmiast biegnie bo mama zadzwoniła. Nawiasem mówiąc nawet mama popełniła tu nietakt dzwoniąc by przyszedł jeśli wiedziała, że Ty wyjeżdżasz. Droga Kasiu nim Ci coś poradzę musisz ujrzeć w prawdzie jego relacje z rodziną: czy on nie jest od nich jeszcze psychicznie uzależniony? Jeśli tak to będzie Ci ciężko. Pisałam o podobnych problemach w odp. nr 114. Przede wszystkim jednak polecam Ci odp. nr 278 - tam jest też opisany problem samotności na studiach w innym mieście i tęsknocie za chłopakiem. A z chłopakiem rozmawiaj. Mów co Ci się nie podoba, co Cię boli, rani w jego zachowaniu, czego nie chcesz i jak się czujesz. Mów to we własnej osobie: "Ja nie lubię" "mnie boli" - tak, by nie oskarżać i nie atakować. Może Twój chłopak nie widzi, że to dla Ciebie problem? Niczego nie wolno przemilczać, bo to rodzi gorycz i frustrację. Wierzę, że sobie z tym poradzisz.
Powodzenia!

  aga, 15 lat
429
03.11.2005  
Witam! Mam 15 lat. Znam pewnego chlopca z którym zaczelam się spotykac rok temu. Było milo. Bardzo ciągnęło nas do siebie. Spotkania, smsy itd. Trwalo to ponad 3 miesiace. Kilka razy nie spodobalo mi się jego zachowanie i zerwaliśmy kontakty ale ja caly czas o nim myślałam (nie wiem dlaczego) Jakoś nie umialam się do tego przyznac nawet przed sama soba. Wydaje mi się ze w pewien sposób go kocham. A teraz on znowu się odzywa i bardzo zaluje ze się tak stalo. Mam do niego słabość ale moja druga słabością jest byt duza wiara w ludzi. I wierze ze się zmienil ale cos mi mowi ze mogę drugi raz się na nim zawieźć. I to mnie troszke przeraza. Jak sadzisz co mam robic?

* * * * *

Jeśli jesteś w stanie podjąć ryzyko to możesz dać mu szansę. Rozważ tylko na ile ważne i nieodpowiednie było jego tamto zachowanie, czy on się zmienił, czy Ty mu wybaczyłaś? Być może on faktycznie zrozumiał swój błąd.

  Dziewczyna, 15 lat
428
03.11.2005  
Mam chłopaka 5 lat starszego.. Jest ok, jeśli nie chce zbyt intymnych przytuleń to on to rozumie, nawet ostatnio sam chce trwać w czystości. Ale męczy mnie jedna rzecz.. Wiem że chłopacy w tym wieku to już potrzebują jakiś doznań erotycznych, ale niestety on nie wie że masturbacja to grzech.. Coraz bardziej mnie to martwi, bo on chyba już w nałóg wpadł.. :( Jest wierzący i wogóle, ale jak ja mam mu to wytłumaczyć ze onanizm to grzech? Naczyta się różnych kolorowych pisemek i potem twierdzi że przecież jakoś musi sie wyładować bo nie chce mieć \"mokrych nocy\".. Wiem że to potem może zaszkodzić w małżeństwie, ale nie tylko o to chodzi.. On robiąc to przystępuje do Komunii bo nie chce przyjać do wiadomości że to jest grzech! I to mnie najbardziej boli.. Wiem że to może nie jest temat na jaki powinnam tu pisać, ale ma to ze sobą powiązanie, iż obawiam sie że kiedyś nie wytrzymam patrząc jak on sie niszczy, a kocham go.. Prosze pomocy, z góry dziękuje.

* * * * *

Mylisz się twierdząc, że "chłopacy w tym wieku to już potrzebują jakiś doznań erotycznych" - gdyby tak było to i państwo i Kościół dopuściłby małżeństwa w tym wieku. A tak nie jest. Inna kwestia to popęd seksualny, który rzeczywiście w tym wieku się pojawia. Ale to nie jest tak, że on wymaga erotycznego rozładowania. To kłamstwo owych "kolorowych pisemek". Owszem chłopak (jaki i dziewczyna) musi tą energię gdzieś spożytkować, ale równie dobrze może to zrobić w sporcie, w pracy fizycznej itp. Radziłabym Ci dać mu do czytania "Miłujcie się", tam jest mnóstwo artykułów i świadectw jak wyjść z tego nałogu.
Co do "mokrych nocy" - akurat tego nie powinien się obawiać ani wstydzić - to normalna reakcja organizmu, na którą nie ma wpływu. Każdy mężczyzna który nie współżyje ma polucje, dotyczy to także księży. Organizm musi pozbyć się nadmiaru nasienia. To oczywiście żadnym grzechem nie jest. Natomiast dobrowolne używanie narządów płciowych poza małżeństwem w celu uzyskania przyjemności seksualnej już tak. Koniecznie powinien porozmawiać z jakimś księdzem. Skoro Twoje słowa do niego nie przemawiają to powinien to usłyszeć od duchownego - bądź co bądź przedstawiciela Kościoła. To JEST grzech i to ciężki. Pokaż mu tez (może być na tej stronie) Ruch Czystych Serc. Warto by było, byście się oboje do niego zapisali.
Masz rację, ze masturbacja może zaszkodzić w małżeństwie. To już osobny temat, nie będę go tu rozwijać. Przede wszystkim szkodzi jednak człowiekowi samemu i jego duchowej relacji. Koniecznie namów go na rozmowę z księdzem. Pokaż mu też dział "Czystość" na tej stronie.

  Karolina, 17 lat
427
03.11.2005  
witam.moj problem jest dla mnie zaciezki.nie pociagne z nim dlugo :( pewnien chlopak zabujal sie we mnie tez cos do niego czuje ale to nie jest to na co czekam... nie wiem co mam zrobic. juz mialam ochote byc z nim ale jednak nie moge zaduzo mysle o osobie ktora mi sie spodobala ale jest zajeta :(:( on jest tego swiadomy piszemy ze soba ale co mi to daje on jest i tak z inna.juz z nim rozmawialam na ten temat i postanowilismy ze zostaniemy przyjaciolmi zgodzilam sie... ale nie moge przestac o nim myslec boje sie ze to mnie zgubi... nie chce sie wiazac z tamtym chlopakiem bo nie darze go az takim wielkim uczuciem. prosze pomoz mi troszke... z gory dzieki i czekam na odpowiedz pozdrawiam

* * * * *

Tak jak zawsze mówię: nic na siłę. Jeśli miałabyś kogoś oszukiwać będąc z nim to lepiej z nim nie być. A co do tego drugiego chłopaka (też się powtórzę): jeśli on ma dziewczynę, jeśli powiedział Ci, że zostaniecie przyjaciółmi to daj mu spokój. Ty też nie chciałabyś, żeby Ci ktoś mieszał w związku. Poza tym ta "umowa o przyjaźni" to według mnie jest trochę na wyrost. Wyobraź sobie taką sytuację: masz chłopaka, zakochała się w nim jakaś dziewczyna. On o tym się dowiedział, chce zostać z Tobą i powiedział tamtej, że nic między nimi nie będzie. I teraz: jak to powiedzieć, żeby tamtej osoby nie zranić? Ano najczęstszy chwyt to właśnie wspomniana "umowa o przyjaźni": nie mogę dać Ci miłości, ale nie obraź się, możesz być moją przyjaciółką. Tylko, ze w 90 % taka przyjaźń nie jest możliwa. No bo czym jest przyjaźń? To żywa relacja miedzy dwoma osobami, pragnąca obecności, wyrażająca się w pragnieniu dobra, wzajemnej pomocy. Chciałabyś, żeby Twój chłopak tak się z jakąś dziewczyną przyjaźnił? Nie chciałabyś. Widzisz, na wszystko trzeba patrzeć też od tej drugiej strony: czy ja chciałabym, żeby mnie to spotkało? Jak reagowałabym? Jeśli rodzi się w Tobie jakiś wewnętrzny bunt to znak, że Ty też nie powinnaś tak postąpić. Co zrobić? Rozumiem, że Ci ciężko. Za swoje uczucia nie jesteś odpowiedzialna i nie możesz się winić dlatego, że się w nim zakochałaś Ale: za czyny, za to co z tymi uczuciami zrobisz to już odpowiedzialna jesteś. A zatem masz wybór: dać się zwieść złożonej z grzeczności obietnicy przyjaźni i denerwować dziewczynę tego chłopaka albo dać mu i sobie wolność i zacząć żyć własnym życiem. Nie mówię, że masz nie czuć bo tego się nie da zrobić. Tylko, żeby zgodzić się na to, że on jest zajęty a Ty czekasz na swoją prawdziwą miłość. A teraz co zrobić, żeby zapomnieć? Pisałam o tym w odp. nr 80 - poczytaj.

  Zuzanka, 16 lat
426
02.11.2005  
Witam! Mam 16 lat i jestem dziewczyną bardzo wierzącą . Jednak od zawsze wiadomo że serce nie sługa i zakochałam sie w chłopaku który nie dokońca wierzy w Boga . Jest jak wielu ludzi , którzy nazywaja się katolikami . Mój chłopak rzadko bywa w kościele , praktycznie w ogóle do niego nie chodzi Nie uczestniczy też w katechezie . Jestem silna i moja miłośc do Boga rónież jest silna . Jeśli zrozumiem że mój związek z nim to grzech ( prosze o rade , odpowiedz) tom postaram sie zakończyć ta znajomość . Ale zastanawiałam sie jeszcze , że może jets tu jakaś moja rola . Ze to może ja mam pokazać Cghrystusa chłopakowi który mnie kocha . Który potrafi kochac , więc może pokocha i Jezusa tylko tak naprawde nikt jeszcze ich sobie nie przedstawił . Proszę o radę i modlitwę.

* * * * *

A skąd pomysł, że taki związek to grzech? Przecież możliwe są nawet małżeństwa z niewierzącymi. Owszem, nic w życiu nie dzieje się bez sensu, nie wiem jaka jest Twoja rola w życiu tego chłopaka. Być może masz mu ukazać Boga. Tylko nie rób tego słowem a przykładem. Poczytaj o tym w odp. nr 69. Życzę siły i Błogosławieństwa Bożego.

  kaktusia, 15 lat
425
02.11.2005  
kochałam(i nadal kocham) chlopaka, spotykalismy sie, na jakis czas tak po prostu zerwal znajomosc, a teraz niby zaluje (niby bo nie moge byc pewna) czy mam sie spotykac??

* * * * *

No ja nie wiem czy chcesz mu jeszcze raz zaufać jak zerwał bez powodu. Jeśli jesteś w stanie to zrobić to możesz mu dać szansę, ale nie rób tego wbrew sobie.

  Małgorzata, 23 lat
424
02.11.2005  
Witam! Nie wiem jak zacząć ale moze tak.Jestem mężatka od 3 lat,jakiś rok temu mój mąż miał romans z koleżanka z pracy.Okłamywał mnie bo mieszkalismy ze soba a on każdego dnia widywał sie z nia,całował,spotykali sie itd.nie wiem czy sie kochali ale podejrzewam że tak,chodz on twierdzi że nigdy mnie niezdradził fizycznie.Ich romans trwał jakies 3 miesiące w tym czasie ja wyprowadzałam sie chyba ze 3 razy ale zawsze po jego prośbach wracałam.Za każdym razem prosił żebym wróciła,obiecywal że wszystko z tamta kobieta skończone ale nadal otrzymywałam wiadomości ze jednak ktos gdzieś ich razem widział.Sama wiedziałam o ich spotkaniach,ale nic niestety nierobiłam.Tak okłamywał mnie 3 miesiące.Tak jak pisałam minął rok od tego zdarzenia a ja nadal nie mogę sobie z tym poradzić,cały czas mu to wypominam i juz głupieje,płacze po nocach.Dodam tylko ze zmienił sie strasznie oczywiscie na dobre i robi wszystko żebym o tym nie myslała.Mamy 5 miesięczne dziecko i chyba gdyby nie to że jest ten maluch na swiecie odeszłabym od niego,ale strasznie go kocham.Prosze powiedz jak mam sobie z tym poradzić z tymi myślami,złymi wspomnieniami itd.Mam ich razem przytulonych przed oczami każdego dnia.Nieraz niepozwalam sie mu dotykać po prostu brzydze się jego rąk.Jak mam o tym zapomnieć?

* * * * *

Pisałam o zdradzie, to ciężki temat. Powiem Ci tyle: masz prawo być rozżalona, brzydzić się nim i nie pozwalać mu się dotykać. Masz prawo cierpieć. Do przebaczenia też trzeba dojrzeć i nikt Ci nie każe robić tego od razu. Mówisz, że mąż się zmienił. To bardzo dobrze ale ja zapytam: jak on się zachował po zdradzie? Jak Ci to powiedział? Jak Cię przepraszał? Czy to się rzeczywiście i definitywnie skończyło? Jaki jest jego stosunek do dziecka?
O podobnym problemie pisałam w odp. nr 188 - zajrzyj tam. Tamtej dziewczynie poleciłam rekolekcje dla małżonków. Wam też by bardzo pomogły. Jeśli mąż Cię kocha, chce zacząć na nowo, to niech z Tobą pojedzie. Tam wszystko sobie na nowo określicie.
A swojej psychice daj czas. Nic nie jest na zawołanie. Zostałaś bardzo zraniona. Musisz poukładać sobie wszystko, przebaczyć (a będzie to proces). Pytasz jak zapomnieć? Nie zapomnisz, możesz tylko nie myśleć o złym, natomiast faktów z pamięci nie wymażesz. Tego nie da się zrobić. Możesz jednak próbować zaufać na nowo. Teraz Twój mąż ma tu pole do popisu - to on powinien zabiegać o Twoje zaufanie i miłość. Musi naprawić to co zepsuł. Na pewno może między Wami być dobrze, jeśli będziecie oboje tego chcieli i będziecie się starali. Pozwólcie też, by inni pomogli Wam. Pojedźcie na te rekolekcje (szczególnie te dla małżeństw w kryzysie), pójdźcie do poradni małżeńskiej albo do katolickiego ośrodka psychologicznego. Ten ciężar jest za duży, byś sama go dźwigała. Skorzystaj z pomocy. Znajdziesz ją też tu: www.spch.pl

  zakłopotana, 15 lat
423
02.11.2005  
Czy warto jest rezygnowac z wielkiego uczucia w imie koleżeństwa?

* * * * *

Moim zdaniem nie.
A co Cię zmusza do tak rozpaczliwego kroku?

  Ania, 17 lat
422
02.11.2005  
Kiedys na ognisku poznałam bardzo fajnego chłopaka-Józka.Jest on z tej samej miejscowości co ja. Drugi raz spotkalismy sie na urodzinach kolegi i wtedy on wyznał mi ze się mu podobam i chciałby ze mna chodzić,ja poprosiłam go o czas na zastanowienie choć w głębi duszy czułam że się zgodzę.Kiedy chciałam mu powiedziec ze się zgadzam, zdarzyła się nieprzewidziana sytuacja. Józek usłyszał jak rozmawiałam z przyjaciółką , w pewnym momencie powiedziałam jej,ze on \"jest głupi\" wynikało to z kontekstu zdania,a nie z tego że ja tak uważam. Później on powiedział mojej przyjaciółce,że jego propozycja jest nieaktualna.Wtedy poczułam jak bardzo mi na nim zalezy.Teraz on nie chce ze mna rozmawiać i unika mnie,a ja tak bardzo za nim tęsknie. Co powinnam w tej sytuacji zrobić ?????

* * * * *

Niedojrzale się ten chłopak zachował, że na podstawie jednego słowa wyrwanego z kontekstu wycofał swoją sympatię do Ciebie! I to przekazując tą decyzję przez koleżankę. To śmieszne. Uważam, że gdyby mu naprawdę na Tobie zależało to chciałby z Tobą porozmawiać, nawet wyjaśnić to co usłyszał. Na pewno niefortunnie się zachowałaś, mówiąc, że "jest głupi", ale może tak miało być, żeby pokazał swoje prawdziwe oblicze.
Jest bardzo niedojrzały jeśli nawet nie chce z Tobą rozmawiać i nie pozwala Ci na wyjaśnienia. Widocznie nie dorósł jeszcze do związku.
Wiem, że Ci przykro. Pomyśl jednak co by było gdyby nie doszło do tej sytuacji a Ty byłabyś z nim i on przez jakiś drobiazg obraziłby się i zerwał. Cierpiałabyś bardziej. A jestem prawie pewna, że do takiej sytuacji by doszło. Więc może lepiej się stało...?

  Wera, 19 lat
421
02.11.2005  
Jak pomóc osobie, ktora ma niską samoocene?? Która ma gdzieś głęboko w sobie poczucie, że nie zasługuje na moją przyjaźń, miłość? Proszę o jakieś przktyczne rady, lub też może jakąś literature. Bardzo chce mu pomóc lecz oprócz modlitwy nie wiem co więcej mogłabym uczynić... Prosze, pomóżcie.

* * * * *

Myślę, że taka niska samoocena jest sygnałem jakichś problemów wewnętrznych: z samoakceptacją, z relacją w rodzinie, może jest pochodną jakiegoś zranienia. Najważniejsze jest zatem zbudowanie swojego pozytywnego wizerunku, dojście do ładu ze sobą, bo nie można pokochać kogoś jeśli nie kocha się siebie. Trzeba najpierw siebie polubić, uwierzyć, że jest się wartościowym człowiekiem, że można sobie poradzić z problemami i że otoczenie wcale nie czyha na nasze potknięcia. Bo to jak inni nas widzą zależy też od nas samych. Znamy ze swego otoczenia wiele osób, zupełnie przeciętnych, które swoim sposobem bycia, mówienia, zachowaniem sprawiają wrażenie mądrzejszych, bardziej pewnych siebie, tzw. dusze towarzystwa. Są też ludzie bardzo inteligentni, a małomówni i nikomu nie przyjdzie do głowy wybrać ich na przywódcę czegokolwiek. Tak więc nasze zachowanie wpływa na postrzeganie przez innych. Myślę więc, że problemem do rozwiązania Twojego kolegi jest uporanie się z sobą, inaczej nie zaakceptuje faktu, że Ty jego akceptujesz. Traktuj go normalnie, nie przekonuj na siłę. Ciesz się na jego widok, rozmawiaj z nim, on przez Twoje działania (mniej niż przez słowa) musi poczuć, że jest wartościowym człowiekiem. A to = normalne traktowanie. Co do literatury to polecam "Młodzi i miłość" - tam właśnie znajdziesz rozdział o samoakceptacji.

  Beata, 17 lat
420
02.11.2005  
czy to milosc?

* * * * *

Ale co? Może zajrzysz do odp. nr 19 i tam znajdziesz odpowiedź?

  aneta, 25 lat
419
01.11.2005  
co to znaczy,że miłość jest decyzją o wzięciu odpowiedzialnośći, jak Pani napisała?

* * * * *

To znaczy dokładnie to co napisałam. Czego w tym nie rozumiesz?. Polecam dokładną lekturę odp. nr: 273, 276, 311, 313, 356, 370.

  Paula, 16 lat
418
01.11.2005  
Mój chłopak ma 19 lat ja 16, jestesmy ze soba prawie rok, moji rodzice nie zabraniają sie nam spotykac choc na początku mieli z tego powoduu jakies \"ale\", teraz sie nawet troche cieszą. Jest jeden problem, moja mama nie chce zeby on do mnie przychodził, chodi o to ze nie chce zeby były sytuacje kiedy moze do czegos dojsc, rozmowy szczere zbytnio nie pomagają, jak przyjdzie zima to będzie trudno sie spotykac na dworze a u niego w domu jako dziewczyna nie będe cały czas siedziec. Co mam zrobic?

* * * * *

Szczerze mówiąc dziwne podejście ma Twoja mama, bo ja bym wolała właśnie, żeby się córka z chłopakiem w moim domu spotykała. Wtedy przecież miałabym ich "na oku". Chyba Twoja mama nie podejrzewa, że moglibyście współżyć w Twoim pokoju podczas gdy inni będą za ścianą? Równie dobrze moglibyście to robić u niego w domu i ona nawet nie miałaby o tym pojęcia. Czy tak jest lepiej? Przecież to czy "do czegoś dojdzie" zależy od ludzi a nie od zakazu mamy.
Skoro szczere rozmowy nic nie dają...Może należałoby poprosić o rozmowę z rodzicami kogoś dorosłego np. starsze rodzeństwo, babcię, ciocię? W każdym razie osobę, która cieszy się ich zaufaniem. A co na to Twój tata? Bo tylko o mamie napisałaś. Czy to ich wspólne stanowisko? Może z nim warto porozmawiać, żeby przekonał mamę, że to nie jest dobre wyjście. Możesz też poruszyć ten temat w rozmowie z księdzem, może on Ci coś doradzi?
A może to wcale nie o to chodzi, może rodzice z jakichś względów są temu związkowi przeciwni a to jest tylko wymówką?

  Kasia, 16 lat
417
01.11.2005  
Otóż od niespelna roku jestem z cudowna osoba, dzieki ktorej tak naprawde kazdego dnia ucze sie znaczenia slowa \"milosc\". Poprzez rozwiazanie wspolnie wielu mniejszych badz wiekszych problemow naprawde wiele nauczylam sie o sobie, o nim i o tym, jak nalezy pracowac nad soba aby umiec dojrzale kochac. Jest tylko jedna sporna kwestia. Mianowicie od czasu kiedy jestesmy ze soba oboje bardzo zblizylismy sie do Kosciola i Boga (wczesniej nasza wiara pozostawala jedynie pusta deklaracja), stajemy sie dojrzalymi chrzescijanami. Z tym, ze ja z natury bardziej wylewna mam chwilami potrzebe podzielenia sie z Piotrkiem moimi przemysleniami na temat wiary, jego natomiast takie rozmowy krepuja. Wiele tlumaczy fakt, ze wychowal sie w praktycznie ateistycznej rodzinie gdzie nikt z nim o takich sprawach nie rozmawial, i teraz ma w zwiazku z tym pewne opory. Pomimo, iz widze ze naprawde stara sie i szczerze wierzy tak jak potrafi, nie umie o Bogu mowic, rozmawiac. Mnie sytuacja ta lekko frustruje, bo bardzo chcialabym podzielic sie z tak bliska mi osoba tak waznymi sprawami jak wiara i stosunek do Boga, ale Piotrek na wiekszosc poruszanych przeze mnie tematow raczej nie chce rozmawiac... po prostu przeprasza, mowiac, ze bardzo trudno mu swobodnie poruszac sie po tej tematyce, ze czuje sie niezrecznie. Czy powinnam zaakceptowac taki stan rzeczy, czy moze sprobowac osmielic go w tej materii? A jesli tak, to w jaki sposob, zeby Piotrek nie poczul sie naciskany a sytuacja nie ulegla pogorszeniu?

* * * * *

Nie naciskaj. Jeśli on nie rozmawiał o tym w domu to jest mu naprawdę bardzo trudno. Lekarstwem na to jest jakaś wspólnota. Tam nawet ludzie mający duże opory widzą, że mówienie o Bogu, o wierze jest czymś normalnym. Widzą, że inni to robią i nikt ich nie wyśmiewa więc zaczynają ufać, czuć się bezpiecznie. Nawet jeśli sami niczym nie są się w stanie na razie dzielić to wiedzą, że ich przemyślenia będą przyjęte zwyczajnie. Po jakimś więc czasie zaczynają się otwierać, ta potrzeba przychodzi. Co więc zrobić? Najlepiej, żebyście zaczęli działać w jakiejś wspólnocie. Możecie też chodzić na jakieś wykłady, odczyty, podsuwaj mu książki i czasopisma. Jeśli się czymś szczególnie zainteresuje to sam Ci o tym powie. W każdym razie nic na siłę.

  paulina, 16 lat
416
01.11.2005  
co zrobić by najszybciej poznać kolesia co mi sie podoba od paru ładnych lat ok 3?

* * * * *

Jak Ci się trzy lata już podoba to co Ci się tak nagle zaczęło spieszyć? Poczytaj w odp. nr 3, 30, 37, 134.

  Klaudia, 15 lat
415
01.11.2005  
Jak można się odkochać i czy to jest wogóle możliwe??? Kocham Adriana :* ale cierpię bardzo bo on nie odwzajemnia mojego uczucia... Co mam zrobić???

* * * * *

Proszę poczytaj odp. nr 80, może znajdziesz jakąś radę?

  zaneta, 18 lat
414
01.11.2005  
czy mozna kochac bez wzajemnosci?

* * * * *

Tak, można, ale to miłość niepełna, jednostronna. Powoduje niemożność spełnienia i w efekcie frustrację. Powoduje ból, bo samemu się ofiarowuje nie uzyskując nic w zamian. Miłość oblubieńcza nie może być miłością bez wzajemności, tzn. o ile można kochać miłością jednostronną wszystkich bliźnich, życzyć im i czynić im dobrze, można - choć to pewnie bardzo trudne - kochać taką miłością swoje dzieci - i znajdować w tym radość i spełnienie, to nie można być szczęśliwym kochając tak mężczyznę lub kobietę. Ta miłość zakłada wzajemność.

  paolina, 24 lat
413
01.11.2005  
Witam. Moje pytanie dotyczy związków z mężczyznami. Każdy związek w którym byłam nie trwał dłużej niż 3 tygodnie. PO tym okresie aranżuję zerwanie. Powód zawsze się znajdzie. Ja sobie to tłumaczę że to nie był ten. Ale tak naprawdę chyba boję sie stałego związku, uzależnienia od innej osoby. Z drugiej strony nie mam problemu z relacjami jeżeli chodzi o żonatych mężczyzn. Coraz częściej pakuję sie w takie związki. I tego nie rozumię. Może może mi pani to wytłumaczyć albo chociaż zaproponować jakąś pozycję ksiązkową do poczytania która rozwiałaby moje wątpliwości. Z góry dziekuje

* * * * *

To ja powinnam Ciebie zapytać czego brakuje Ci w relacjach z chłopakami, że po 3 tygodniach zrywasz. Przecież przez ten czas to nawet nie można kogoś dobrze poznać, a co dopiero pokochać. Czyżbyś więc uciekała z obawy przez zaangażowaniem? A może Twoje związki z "żonatymi" jak "bezpieczniejsze" dlatego właśnie Cię pociągają? Po pierwsze na Twoim miejscu najpierw przyjrzałabym się Twoim relacjom z rodzicami i relacji Twoich rodziców. Czy wszystko jest ok.? Bo może właśnie Ty się boisz, że Twój związek mógłby wyglądać tak jak rodziców, może w rodzinie nie zaznałaś ciepła, miłości, bezpieczeństwa? Może mówisz sobie, że jeśli Twoje małżeństwo miałoby tak wyglądać to Ty wolisz przeżyć przygodę z żonatym (on nie będzie chciał się z Tobą wiązać) i nadal być wolna? Mówisz o uzależnieniu od innej osoby, więc właśnie ten problem u Ciebie podejrzewam. Małżeństwo nie jest uzależnieniem. Jest wzajemnym zaufaniem i powierzeniem się sobie ale dobrowolnie - z radością. Tu nie ma stosunku podległości, nie ma panującego i poddanego, nie ma zatem uzależnień. To nie jest tak, że w małżeństwie nie możemy żyć bez siebie. Jeśli się z takim nastawieniem wchodzi w związek to nie jest on zdrowy. Dwoje ludzi może żyć bez siebie, bo są wolni i samodzielni (także a nawet przede psychicznie, emocjonalnie) a decyduje się na życie wspólne nie dlatego, że nie potrafi żyć samodzielnie czy z powodu jakichś korzyści tylko z miłości. Dlatego, że chce, że ich wolna wola pozwala im taki stan wybrać, a nie dlatego, że bezradność czy jakakolwiek potrzeba ich do tego zmusza. Natomiast do samodzielnej egzystencji jest się zdolnym.
Robiąc takie założenie nie będziesz się bała "uzależnienia".
Poczytaj też o miłości w odp. nr 19, 18, 15.
Nie możesz też zakładać po 3 tygodniach, że to nie ten człowiek. Aby kogoś ocenić należy go poznać, a Ty nawet nie dajesz mu szansy się wykazać.
Albo...boisz się odsłonić swego prawdziwego "ja". Coś ukrywasz, albo boisz się zranienia jeśli pokażesz się komuś taka jaka jesteś. Boisz się, że angażując się na dłużej ten ktoś Cię pozna. A Ty tego nie chcesz. Nie chcesz się odsłonić.
Co do książek to polecam te, które są wymienione pod formularzem. Głównie p. Pulikowskich. Poczytaj też "Zakochani Marsjanie i Wenusjanki" Johna Graya.

  mariusz, 21 lat
412
31.10.2005  
Moim problemem jest nieszczesliwa milosc. Kocham pewna dziewczyne, ale ona niekocha mnie. Dala mi jedna szanse na to, zeby byc razem ale zepsulem to. Obecnie ejst za granica , ma chlopaka a ja nadal ja kocham i mam nadzieje ze moze jeszcze z nia bede. Chcialbym wiedziec czy warto czekac nadal czy dac sobie spokoj z nia a moze chociasz zostac jej przyjacielem??

* * * * *

No trochę mało wiem o przyczynach rozstania, ale: jeśli ona ma chłopaka to uszanuj to. Widocznie tak wybrała. Miała do tego prawo. O co chcesz teraz walczyć? O rozbicie związku? O narażenie się jej chłopakowi? O to, by miała do Ciebie żal, że "mieszasz" jej w życiu? Nie wiem co by wyszło z tej przyjaźni bo po pierwsze: Ty ją nadal kochasz ( o takiej przyjaźni po związku pisałam w odp. nr 7) a po drugie to chyba w najlepszej atmosferze się nie rozstaliście skoro mówisz, że zmarnowałeś jakąś szansę. A zatem niekoniecznie ona by sobie tej przyjaźni życzyła, a przyjaźń przecież wymaga zaangażowania dwojga osób.
Co do Ciebie: rozumiem, że Ci ciężko. Może skorzystasz z jakichś rad w odp. nr 80?

  LuckyUnlucky, 15 lat
411
31.10.2005  
Szanowna Redaktorko tej wspaniałej rubryki, mam pytanie może naiwne, ale ja naprawdę nie wiem, jak. Jak co?... Otóż czuję coś - być może to miłość - do pewnego chłopaka, z którym jednak dotąd nie zamieniłam słowa. Ja osobiście nie, ale obserwowałam jego zachowanie, reakcje - i nie zraził mnie niczym. Nie przeklina, nie bluźni. Ależ to nie miał być jego opis - problem polega na tym, że nie wiem, jak go zaczepić. Uczucia - z tego, co odczytałam z jego zachowania, spojrzenia i uśmiechu - są odwzajemnione. Oboje jednak zachowujemy się jak zalęknione dzieci - ależ, dzieci są przecież śmiałe ! Przechodzimy obok siebie, czuję w sercu, \"zbieram\" z atmosfery jego uczucie, i nie mam odwagi zapytać go o cokolwiek ! Nawet jeśli jesteśmy sami, a wtedy to chyba najbardziej. Jak zacząć ? O co go spytać ? Co zrobić ? Wpaść na niego ? Wręczyć mu wyznanie na papierze, a potem uciec ? Z każdym dniem coraz gorzej mi wytrzymać z myślą, że marnuję tyle godzin, dni bez niego ! Proszę o pomoc i pozdrawiam.

* * * * *

Co zrobić?
Zapytać o godzinę.
Zapytać o jakiś przedmiot/nauczycielkę/książkę. Np. jeśli jest w równoległej klasie i uczy Was choć jeden wspólny nauczyciel możesz zapytać: " u was też dziś matmy nie było? Nie wiesz czy pani x jest chora? Dokąd jej nie będzie? Kto będzie na zastępstwie?"
Jeśli jest w wyższej klasie spytaj o jakiś przedmiot/nauczyciela, który u nich już jest a u Was jeszcze nie. Spytaj o akademię dotyczącą całej szkoły albo jakieś inne wydarzenie.
Pożycz jakąś książkę.
Poproś o pomoc w czymś drobnym, proponuję zgłosić się na ochotnika do wyniesienia z klasy stojaka/mapy/ekranu/tablicy itp. i jeśli on jest w pobliżu poprosić o pomoc w niesieniu.
Broń Boże nie wręczać żadnego wyznania miłości ani nie mówić o tym! Miałabyś gwarantowany początek końca. Chyba byś nie chciała, żeby ktoś Ciebie tak potraktował. Można się wystraszyć na dobre. Pisałam o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217.

  ANITA, 25 lat
410
31.10.2005  
KIM SĄ AUTORZY KSIĄŻEK - O. MEISSNER I B. SUSZKO? DZIĘKUJĘ ZA ODP.

* * * * *

Ojciec Karol Meissner jest benedyktynem, kapłanem i lekarzem. Bolesław Suszka jest mężem i ojcem czwórki dzieci, profesorem specjalizującym się w biologii nasion drzew i krzewów.

  aneta, 23 lat
409
31.10.2005  
właśnie oglądałam poniżej polecane książki na temat miłośći i mam pytanie kim jest autor książki J. Pulikowski?

gdzie można nabyć książkę ks. pawlukiewicza, bo w internetowych księgarniach nie mogę znależć tej pozycji?


* * * * *

Jacek Pulikowski jest mężem i ojcem trójki dzieci. Napisał wiele książek na temat rodziny, małżeństwa, miłości. Co do książki ks. Pawlukiewicza to widziałam ją chyba we wszystkich księgarniach katolickich (tych w realu, w internecie nie sprawdzałam) a nich dystrubucją zajmują się Oficyna Wydawnicza "Liberton" www.liberton.com.pl

  she:), 22 lat
408
31.10.2005  
witam:) wlasciwie to mam pytania natury refleksyjnej bo tak sie zastanawiam dlaczego tak ciezko trafic na ta jedyne osobke ta wlasciwa? trafialam na roznych chlopakow i jakos tak dziwnie sprawdzala sie zasada ze jak ktos mi wpadl oko i bylam nim zainteresowana to niestety ja komus nie odpowiadalam i taka samo na odwrot. ja juz wymiekam nie zebym byla jakas zdesperowana szukaniem czy cos w tym stylu ale zaczyna to by zastanawiajace jeszcze ten wiek moj ktory mnie pomalu doluje:( to chyba nic zlego ze zwracam uwage na wyglad zewnetrzny? wiem ze to nie jest najwazniejsze bo liczy sie rowniez charakter osobowosc i wogole ale jednak wyznaje zasade ze ten ktos no musi mi sie spodobac od razu albo co najmniej poczuc jakas sympatie zeby byla mowa o spotykaniu sie i blizszym poznaniu. ale jak nie ma tego pociágu fizycznego to niestety. nie wykluczam ze moze to nastapic w trakcie przyjazni ale jakos u mnie sie to zadko zdarza. czy to jakies wygorowane oczekiwania z mojej strony? modle sie o to by spotkac kogos wlasciwego dla mnie nie ma dnia bym o tym Bogu nie wspominala a obecnie jestem po rozstaniu z kims kto do tej pory podobal mi sie wiele dla mnie znaczyl i w ogole mi odpowiadal pod kazdym wzgledem ale chociazby z szacunku do siebie rozstalam sie musialam bo przeciez nie mozna tego ciagnac za dwoje. temu komus tez musialam odpowiadac skoro trwalo to ponad rok ale tym bardziej to bolalo kiedy zrywalam gdy sie uswiadamia jedna rzecz ze tak zadko spotkac kogos do kogo czuje sie cos z wzajemnoscia i kiedy to ma szanse rozwoju bo obie strony tego pragna. nie ukrywam ze jestem na etapie takich luznych poszukiwan nie uciekam gdy jest jaka okazja spotkania sie poznania kogos przez to szukam swego powolania. troche sie rozpisalam ale moze sa jakies rady na tego typu rozsterki? dziekuje i pozdrawiam

* * * * *

Masz rację uważając, że dwoje ludzi musi się sobie podobać także fizycznie, nie można przecież zmuszać się do bycia z kimś do kogo nie czuje się żadnego pociągu. Miłość to nie kara. Uroda naturalnie nie jest najważniejsza, ale przecież nie o urodzie mówimy tylko o podobaniu się, a to mogą być dwie całkiem różne sprawy :) Nieraz przecież słyszy się uwagi : "co jej się w nim podoba???". Ano coś jej/jemu się musi podobać. To są cechy bardzo indywidualne i wcale nie muszą mieć nic wspólnego z urodą, a jednak powinny zaistnieć. Czasem jednak jest tak, że faktycznie na samym początku ktoś nam się wcale nie podoba a później odkrywa się "to coś". Chcę zatem przez to powiedzieć, że nie należy się zrażać tym, że nie czujemy tego od razu. Nie szukajmy tylko kogoś kto spodoba się od razu. Po to jest etap przyjaźni. Właśnie to nieokreślone i dla każdego indywidualne "coś" decyduje o tym, że z czasem zaczynamy kogoś kochać a z kimś innym chcemy pozostać na etapie przyjaźni, bo jest super kumplem, ale jakoś nie możemy sobie wyobrazić jego przytulenia czy pocałunku. No nie ciągnie nas do niego i tyle. A zatem może robisz błąd dając szansę jedynie temu, który od razu Ci się podoba?
Owszem trudno trafić na właściwą osobę. Pozostaje tylko pytanie co my rozumiemy przez określenie "właściwa"? A stwierdzeniem, że Twój wiek Cię dołuje dołujesz starsze osoby, które tu zaglądają ;-).

  wiktoria, 25 lat
407
30.10.2005  
prosze pani , na stronie katolickiej: www.karmel.pl/modlitwa/katechizm/rozdzial1.html w punkcie pt: co to jest miłość są wyróżnione dwie miłośći: miłość woli i miłość uczuciowa. kościół tą pierwszą uznaje za prawdziwą, czy miłość którą pani opisuje w odpowiedziach do listów to jest miłość woli?

proszę mi polecić jakieś katolickie książki o miłośći, co to jest miłość, napisane przez świeckich, chciałabym poczytać, dziękuję


* * * * *

Generalnie tak, ale zawsze zaznaczam, że nie można kierować się w miłości jedynie rozsądkiem, gdyż rozsądek bez uczucia to wyrachowanie. Miłość bez rozsądku to szaleństwo. A zatem jestem zwolenniczką miłości rozsądnej.
Co do książek to są one polecane w tym dziale pod formularzem zapytania. Wkrótce rozszerzymy tę listę. Z autorów świeckim polecamy przede wszystkim Pulikowskich i Wołochowiczów.

  ania, 25 lat
406
30.10.2005  
Dlaczego tak trudno wybaczyc ojczymowi zabawianie sie mną (mimo ze on nie zyje juz jakis czas)? Dlaczego nie mija lek przed mezczyznami?

* * * * *

To poważny problem. Sama nie porywam się na wskazówki dla Ciebie, bo nie jest to tylko kwestia przebaczenia. Radziłabym Ci skontaktować się z katolickim psychologiem. Informacje znajdziesz tutaj: www.spch.pl
A swoją drogą porozmawiaj o tym z mądrym księdzem.

  Angelika, 20 lat
405
30.10.2005  
Witam:) mam pytanie takiej treści: którą miłość wybrać: tą co płynie z serca, ale jest prawie niemożliwa, wymaga wielkiego ryzyka..,gdzie trzeba wiele poświęcenia i pewnie niemało cierpień.. i niewiadomo, czy zostanie odwzajemniona,o której myślisz nieustannie, czy miłość z rozsądku, gdzie wszystko jest \"poukładane\", gdzie niczego nie trzeba zaczynać \"na nowo\", gdzie wiesz, że ta druga osoba ogromnie Cię kocha i potrzebuje..Walczyć o własne szczęście przy boku osoby, która byćmoże odwzajemnia Twoje uczucie, czy pozostać przy kimś kto Cię bardzo potrzebuje i byćmoże wielka miłość tu się zrodzi..??.. Która miłość jest tą prawdziwą?? proszę o pomoc..i dziękuję:) pozdrawiam

* * * * *

Tak jak kiedyś napisałam w odp. nr 9 (polecam lekturę): Rozsądek bez uczucia to wyrachowanie. Miłość bez rozsądku to szaleństwo.
Nikt nie odpowie Ci na pytanie kogo wybrać, nikt nie zdecyduje za Ciebie. Jednak w miłości nie możemy kierować się tylko tym, że ktoś nas potrzebuje, nie można bowiem być tylko szczęściem dla kogoś, ale samemu też trzeba być szczęśliwym. Nie wolno zatem być z kimś z litości, z grzeczności. Z drugiej strony nikogo do miłości się nie zmusi. Nie można zatem ofiarowywać całe życie miłość nic w zamian nie oczekując. Nie można być z kimś dla uniknięcia samotności - prędzej czy później przyjdzie gorycz, złość.
Związek dwojga ludzi nie może być karą ani nawet czyśćcem, to ma być wolna, przemyślana, radosna decyzja. Pomyśl co czujesz będąc z każdym z nich? Czy chciałabyś by ten stan trwał całe życie?
A może - jeśli nie jesteś zdecydowana - lepiej poczekać na prawdziwą miłość?
A może po prostu Ty kochasz tylko tego nie "czujesz" i wydaje Ci się, że powinno być inaczej? Poczytaj o tym w odp. nr 15 i o prawdziwej miłości - nr 19.

  wojtek, 16 lat
404
30.10.2005  
mam problem dotyczący miłośći a może i zauroczenia.chodziłem do szkoły z dziewczyną która mi się podobała ale wstydziłem się podejść do niej ,więc namawiałem kolegów aby oni podeszli i mówili o tym że ona mnie się podoba,ona widać było myślała że to żart.Kiedyś podszedłem do niej z chęcią rozmowy,ale ona nie chciała.więc póżniej robiłem sobie z niej żarty.kiedyś nawet podłożyłem jej róże pod domem z moim podpisem .cała szkoła wiedziała i chuczała o tej miłości mojej do niej.Były okresy kiedy myślałem o niej bardzo ,ale też i wysyłaliśmy sobie głupie sms.ona mówiła abym dał jej spokój a ja nie mogłem bo kochałem..teraz nawet nie chce się patrzeć w moją stronę.a ja o niej wciąż myślę. nie wiem co mam robić.

* * * * *

No, ona pewnie myśli, że nadal sobie żarty z niej robisz i wcale nie traktujesz jej poważnie. Boi się zaangażować bo nie wie czy dla Ciebie nie jest to zabawa. Boi się być pośmiewiskiem dla całej szkoły. Jeśli nie chce rozmawiać z Tobą to napisz do niej: list lub mail. Napisz, że od dawna Ci się podoba tylko nie wiedziałeś jak się zachować. Przeproś, że zrobiłeś to tak nieudolnie i że miała z tego powodu przykrości. Przyznaj się do błędu. Zaproponuj spotkanie (ale niezobowiązująco), na którym wszystko jej wyjaśnisz jeszcze raz. Tylko pamiętaj: ten list ma być poważny, żadnych żartów, żadnych złośliwości. I żadnych róż. I daj jej czas do namysłu. Dużo czasu i wolność wyboru. I absolutnie nie zaczynaj od wyznania miłości, o tym w odp. nr 18, 61, 74, 217.
Nie można kogoś zdobyć gwałtownością. Nie można też tego zrobić przez osoby trzecie. Jeśli jej się podobasz to być może da Ci jeszcze szansę, tylko musi się przekonać, że działasz racjonalnie.

  Patrycja, 13 lat
403
30.10.2005  
kocham kogoś ale niewiem czy on mnie bardzo go lubie uwielbiam i niewiem co mam zrobić....

* * * * *

A co to znaczy, że go uwielbiasz? Poczytaj o miłości i zakochaniu w odp. nr 19 i 18.

  Sara, 12 lat
402
29.10.2005  
Zakochalam sie po uszy.Chlopakowi ktorego kocham chyba tez sie podobam.Niestety ktoregos wieczoru ten chlopak powiedzial:zapomnij o mnie ,raz na zawsze.Nie mysl o mnie juz nigdy.Gdy spytalam co on wogole wygaduje powiedzial ze nie wie.Potem oznajmil ze smutkiem ze chyba tez sie we mnie zakochal.Nie wiedzialam co mu powiedziec.Nie dam rady o nim zapomniec caly czas o nim mysle i ta noc mialam cala zaplakana ,zreszta i rano ryczalam.Bardzo go kocham i chcialabym z nim byc.Wiem ze on tez tego chce ,ale podobno ma jakies problemy.Co mam teraz zrobic ,zeby zmienil swoja decyzje ???

* * * * *

Nie naciskać. Nie wiem jakie on ma problemy, może musi je sam rozwiązać? Ewentualnie możesz zaoferować swoją pomoc jeśli będzie chciał. To pozwoli Wam się poznać.

  Paulina, 11 lat
401
29.10.2005  
Poznałam kilka tygodni temu miłego ładnego chłpaka on nie jest najmodniejszy ale mi się podoba moja kolezanka mu powiedziała że ja go kocham pozniej on zapytał mnie czy to prawda a ja mu powiedziałam ze jest ładny ale pomyslalam troche i myslę ze jest w wysokim stopniu nim zauroczona co mam o tym myśleć ??

* * * * *

Ale kto jest zauroczony? Ty czy koleżanka? Bo nie do końca zrozumiałam. Co masz myśleć? Czekaj na jakiś krok z jego strony, przecież nie wiesz jak to u niego wygląda


Ostatnia aktualizacja: 05.06.2008, 16:18


[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ] Drukuj Wyślij link
Trudna miłość. Jak pokonać kryzys? Trudna miłość. Jak pokonać kryzys?
Tonino Cantelmi, Rachele Barchiesi
Dlaczego zbudowanie stałych i silnych związków uczuciowych wydaje się dzisiaj bardzo trudne czy wręcz niemożliwe? Jakie są przyczyny kryzysu panującego w relacjach międzyludzkich? Autorzy niniejszej książki starają się ukazać te przyczyny. Chcą pomóc Czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, w budowaniu trwałych relacji z innymi ludźmi.... » zobacz więcej
Zakochanie… i co dalej? Zakochanie… i co dalej?
Jacek Pulikowski
Książka ta jest pierwszym krokiem do szczęśliwego małżeństwa. Pomyśl o radosnym czasie zakochania, chodzenia ze sobą, narzeczeństwa i nie zmarnuj go! Wykorzystaj cenne wskazówki autora dla dobra twojego i przyszłego współmałżonka... » zobacz więcej
O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2011 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej