Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy rozstania muszą boleć?

     Tak. Rozstania bolą. Ale są takie, po których pozostaje nie zagojona rana i takie, po których rany się goją.

     Zacznijmy od początku.

     Kobieta i mężczyzna, póki nie zawarli ze sobą związku małżeńskiego, są osobami wolnymi. Obietnica i uczciwość, które wynikają z ich miłości, zobowiązują do pewnego rodzaju wierności sobie, ale nie dozgonnej. Kiedy oboje angażują się emocjonalnie i pragną być ze sobą, poznając siebie wzajemnie i budując miłość, zwykle zakładają, że to będzie związek trwały, zwieńczony, w określonej przyszłości, małżeństwem. Jednak często na drodze wspólnych doświadczeń jedna ze stron, lub jednocześnie obie, stwierdza, że związek z tą drugą osobą nie ma przyszłości. Znajduje u tej drugiej osoby takie cechy charakteru, które nie gwarantują szczęśliwego małżeństwa. Wtedy, w trosce o dobro tej drugiej osoby, oraz swoje i przyszłych dzieci, decyduje się na rozstanie. Potocznie nazywane zerwaniem.

     Obie strony mają do tego absolutne prawo przed ślubem. Może jest to bulwersujące, ale mogą powiedzieć: "nie", jeszcze w ostatniej chwili, czyli przystępując do ołtarza w celu zawarcia związku małżeńskiego, wtedy, gdy kapłan pyta: "czy chcecie...".

     Lepiej rozstawać się przed ślubem niż po.

     Dziwnym dla mnie zjawiskiem jest to, iż rodziny narzeczonych bardziej są oburzone zerwaniem zaręczyn, niż rozwodem, rozpadem związku małżeńskiego. W tej drugiej sytuacji są bardzo wyrozumiali.

     Jeżeli już ma dojść do sytuacji zerwania, jak to zrobić, żeby najmniej bolało? Jak zrobić, żeby rana miała szansę się zagoić? Zawsze mówię, że czas leczy rany, ale tylko te zdezynfekowane. Zakażona rana będzie boleć i jątrzyć się przez długie lata, a nawet, gdy jest pozornie zapomniana, potrafi się odezwać po latach pod wpływem przypadkowego wspomnienia, spotkania, czy przekazanej wiadomości.

     Łatwo sprawę załatwić krótko i zdecydowanie trzaskając drzwiami, kłócąc się, wyzywając, obwiniając nawzajem, wychodząc rzucając słowem: "żegnaj" lub "no to cześć", jak kamieniem.

     Można niby inaczej a istocie rzeczy tak samo. Po kolejnym spotkaniu, przebiegającym zupełnie normalnie, nie kontaktować się już więcej. Żadnych telefonów, żadnych wizyt, jak kamień w wodę. A potem unikanie, wykręcanie się od rozmowy, od spotkania.

     Zdezynfekowana rana, to taka, kiedy rozstanie odbyło się z pełnym uszanowaniem uczuć drugiej osoby, z delikatnością, z wyjaśnieniem przyczyny decyzji, z troską o dobro tej osoby, z przygotowaniem na modlitwie przed spotkaniem i zapewnieniem modlitwy za tę osobę na czas ułożenia sobie życia przez nią na nowo.

     Ewa była ze Zbyszkiem dwa lata. Planowali małżeństwo. Zaczęli nawet przygotowywać sobie gniazdko. Rodzice kupili Ewie kawalerkę. Zbyszek pomagał w wyborze, urządzali mieszkanko. Przyszedł moment, kiedy Zbyszek zdał sobie sprawę z tego, że jego uczucie wcale nie jest wielką miłością, tylko pragnieniem bycia z bliską osobą. Pokochał inną. Wiedział, że nie może oszukiwać Ewy ani siebie, że jego uczucie do niej jest miłością w pełnym wymiarze. Na jednym ze spotkań powiedział jej o tym. Powiedział, że kocha inną i nie ma sensu dalej ciągnąć ich związku. Ewa przyjęła to. Jak sobie poradziła ze swoimi uczuciami, do końca nie wiem. Wiem tylko, że przez następne lata potrafiła rozmawiać ze Zbyszkiem, nie próbowała go przeciągać na swoja stronę. Sprzyjała jego związkowi a potem małżeństwu z tą drugą kobietą. Po pięciu latach Zbyszek z żoną zostali zaproszeni przez nią na ślub.

     Jakie to trudne. Ile wymaga przygotowania psychicznego, duchowego, odwagi osobistej. Ale jeżeli przez czas bycia razem uważali, że łączy ich miłość, to w imię tej miłości rozstanie nie powinno jej deptać, kalać, niszczyć z ogromną brutalnością.

     Oboje będą chcieli związać się po raz kolejny z inną osobą. Nie zdezynfekowane rozstanie będzie cieniem na późniejszym związku. Będzie rana, która czasem może boleć.

     Jednak zdarzają się, dosyć często, katastroficznie zerwane związki. W zależności od czasu ich trwania, zaangażowania emocjonalnego i, co tu ukrywać, niejednokrotnie także erotycznego. Po takiej katastrofie pozostają osoby: porzucająca i porzucona. Największe cierpienie dotyka zwykle tej drugiej. Jak sobie poradzić z bolącą raną w sercu, gdy nie ma szans na pełną poszanowania godności i uczuć rozmowę wyjaśniającą? Wtedy może się odezwać chęć zemsty, życzenie nieszczęścia, złość, żal, zazdrość, zawiść o drugą wybraną osobę. Możemy wymieniać jeszcze wiele negatywnych uczuć i destruktywnych myśli, jakie budzą się w umyśle i sercu porzuconego człowieka. Trudno jest tak zostać nagle samemu, gdy już się snuło plany na przyszłość i wspólne szczęcie z ukochanym człowiekiem.

     Czym większe zaangażowanie tym większy ból.

     Magda przez rok nie mogła się pozbierać po tym, jak jej narzeczony, po dwóch latach bycia razem, powiedział jej pewnego dnia, że już jej nie kocha. Co to znaczy: "już nie kocha"? To, co to było dotąd? Czy można tak po prostu przestać kochać? Ona tego nie rozumiała, a on uważał, że tu nie trzeba niczego tłumaczyć. W ciągu roku ożenił się z inną. Byli bardzo zaangażowani we wspólnocie przy parafii, angażowali się w nowe formy ewangelizacji. Minęły cztery lata. Ona mówi, że już może o nim rozmawiać normalnie. Jednak nie mogła i nie może rozmawiać z nim normalnie. Odeszła z tej wspólnoty i szuka miejsca przy innej parafii. Dużo ją kosztowało to, żeby się pozbierać, żeby mu przebaczyć, nie dąć się ponieść nienawiści, chęci zemsty.

     W takiej sytuacji jedynym skutecznym lekarzem jest Jezus. To "Jezus leczy chore serca". Magda wypłakała się przed swoimi przyjaciółkami, rozmawiała, modliła się, przyjaciele modlili się za nią. Jednak tę najgłębiej umiejscowioną ranę w sercu napełnić miłością może tylko Jezus. I jeżeli się Go o to poprosi, to można doświadczyć bardzo skutecznego uzdrowienia.

     Ważna jest też modlitwa za osobę, która porzuciła. Przedstawianie jej Bogu z prośbą o błogosławieństwo, o doświadczenie miłości i pomyślność w życiu. To nie jest żadne ofiarnictwo, cierpiętnictwo i pokazywanie, jakim to się jest wspaniałomyślnym To jest po prostu doskonalenie się w miłości, której przywilejem jest możność bycia odrzuconą, a mimo to kochającą, jak Jezus na krzyżu. Pozwala wtedy zwyciężyć Jezusowi w życiu tego człowieka.

     Czy to jest łatwe?

     Nie. Ale możliwe.


Jolanta Such-Białoskórska


   




Wasze komentarze:
 Jan: 20.11.2013, 22:24
 dla Celiny 20.11.13. odnalazłem opis jak postępować powinna zdradzona kobieta w dziale: Porady - zakładka Nigdy nie doświadczyłam miłości - wpis Pol 04.11.2012. Wynika z tej wypowiedzi Pola, że nie należy się poddawać. Może to przyniesie Ci ulgę.
 celina 20.11.13: 20.11.2013, 20:36
 Po 14 latach naszego malzenstwa moj maz postanowil mnie opuscic i na dodatek odchodzi do innej ,dziewczyny dla ktorej zrobilam wszystko aby mogla zostac w niemczech poczawszy od szkoly dla jej syna i dania jej pracy ,zalatwienia pieniedzy i kursu jezyka ,odsunela sie odenic mnie i pociagnela mojego meza za soba ,czarowala ,palila moje zdjecie i zabronila mojemu mezowi wymawiac moje imie ,Niestety moj maz Irek wierzy tylko jej i nic innego go nieobchodzi .Cierpie i niemoge sie z tym pogodzic ,jak mam zyc sama bo nieznam nikogo innego jako meszczyzne .Prosze pomozcie to zrozumiec .Dziekuje z gory .Pozdrawiam
 Jan: 19.11.2013, 21:07
 Cierpienie pomimo wszystko przynosi refleksje i uszlachetnia.
 Antoni: 26.09.2013, 12:47
 Po 6 latach rzuciła mnie kobieta, którą kochałem, która też kochała mnie, z którą umówiłem się, obiecaliśmy sobie, że będziemy sobie mówić, gdy zacznie dziać się coś złego. Jak się teraz dowiedziałem, rok temu zrobiłem jakiś nieświadomy błąd, rozmowy nie było, była tylko obserwacja i zbieranie punktów karnych. Ja jestem powodem rozstania wg niej, ja zaś czuję się skrzywdzony i oszukany. Nadal ją kocham, pustka po niej mnie otacza, ona zaś ma do mnie pretensje, że nie chcę się pogodzić z tym, co mi zrobiła. Czy wolno oszukiwać i nie dotrzymywać obietnic ?
 ON 87: 13.06.2013, 13:51
 Gdy miałem 17 lat poznałem ją 15 lat. Ja w tej chwili mam ponad 26 lat. Rozstaliśmy się 3 dni temu:( tyle lat razem i koniec. Powód? Co prawda od pewnego czasu czegoś u nas brakowało w zwiąsku. Czego? rozmowy niestety aż wszystko się kumulowało i dochodziło do kłutni jak nie awantór. Wszystko się zaczeło od kąd poszła do nowej pracy (sklep spożywczy prawie już 2 rok leci) poznała tam nowe koleżanki i tak od tego czasu zaczeła się coraz bardziej zmieniać na gorsze ,a ode mnie wymagała zmian na lepsze. Choc ja to czyniłem ona tego nie widziała i sama brneła w gorsze zmiany. Jak wspomniałem 3 dni temu doszło do rostania :( bo ona chcę wolności,luzu i chce się wyszaleć. To jej słowa nie wspominając o innych przykrościach dla mnie i o mnie. Ja ją tak bardzo kocham ponad życie i zostałem sam. Zanim ja poznałem za dzieciaka miałem trudne życie.Narkotyki,policja itp ale od kąd jestem z nią tyle lat zmieniła mnie absolutnie.Nawet rzuciłem dla niej papierosy ,a alkochol piłem za jej pozwoleniem bo ona abstynentka i wróg alkocholu co było spowodowane jej mamą alkocholiczką.Wiec to zrozumiałem. Wiecie jak się teraz czuje? samotnie!!! Zawalił się mój cały świat.Nie potrafię oderwać myśli! Całe życie dorosłe łącznie jego początek byłem z nią.kazde problemy wspólne,a teraz nie potrafie funkcjonować:( Do pracy przestałem chodzić.Znajomych nie mam bo zawsze słyszałem że tylko jestem pantoflarzem ale gówno prawda chciałem żyć normalnie ,a nie stać pod klatkami z browarem. Teraz zostałem sam całkiem sam :( Boje się że sobie nie poradzę i planuję... To tylko część mojej historii.
 :): 06.06.2013, 22:17
 Taka prawda,że chłopak dzisiaj jest a jutro już go może nie być...jak to jest twój pierwszy to wcale nie znaczy,że on od razu będzie twoim mężem.Nie istnieje taki ktoś jak książę z bajki na białym koniu.A niestety są takie dziewczyny,które w tego księcia wierzą.Nie żyjemy w telenoweli tylko w rzeczywistości,a ona często bywa okrutna.Takie życie...to też trzeba zaakceptować i dalej żyć,nie zabijesz się z tego powodu.
 BETTI: 15.04.2013, 09:35
 Witam serdecznie.Ja z moim byłym byłam ponad 4 lata najpierw byliśmy na stopie koleżeńskiej pożniej zrodziła sie przyjażń a póżniej miłość byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Między nami nie było kłótni i dobrze sie dogadywaliśmy razem śmialiśmy się razem płakaliśmy...niestety gdy znalazł prace poznał tam inną sama to wyczułam ale nie dopuszczałam takiej myśli zapewniał że jestem tą jedyną na zawsze i tylko mnie kocha.W któryś weekend pojechał wraz z rodzicami do babci ja byłam w pracy i nie mogłam jechać gdy przyjechał na drugi dzień do mnie chciał porozmawiać i wtedy poczułam jak zabolało mnie serce czułam że to koniec. Oznajmił że nie możemy być już razem że jego uczucie poszło gdzieś indziej że sam nie wie jak to się stało. Płakaliśmy obydwoje.Wyszedł. Spotykaliśmy sie jeszcze przez kilka dni w celu rozmowy mówił że żaluje że tak wyszło że jestem fantastyczną dziewczyną i nigdy mam sie nie zmieniać że spodziewa się dziecka i jak się domyśliłam to było przyczyną naszego rozstania a póżniej ślub.Bardzo mnie to zabolało z tego też względu że u jego siostry jestem chrzestną jej córeczki i na rodzinnych imprezach tak czy tak będziemy się widywać.Gdy go zapytałam czy żeniąc sie z nią kocha ją odpowiedział że nie wie...że mnie pragnie i nigdy o mnie nie zapomni chce żebyśmy pozostali przyjaciółmi.Sami stwierdziliśmy że czas pokaże co dalej...no i minęło już prawie 8 lat na początku się odzywał póżniej widzieliśmy się na jednej komuni gdzie przywitał się ze mną całując w policzek a po jakimś czasie widzieliśmy się na drugiej gdzie byłam chrzestną tu wcale nie podszedł nie zagadał było mi smutno choć bacznie mnie obserwował. Ja mam też od dłuższego czasu nowego faceta o były ma żonę i czwórke dzieci. Czy jest szczęśliwy nie wiem w jakiś sposób napewno szkoda że nie potrafi się odezwać nie potrafi odświeżyć naszej znajomości.Bo tak naprawdę jakby mnie kochał to nawet gdyby ta druga była w ciąży to by sie z nią nie ożenił.To prawda czas leczy rany, nowa miłość też ale mam nadzieję że kiedyś się spotkamy i odświeżymy naszą znajomość...czy on też tego chce nie wiem.Co wy na to?
 slowo/xad.: 21.03.2013, 11:23
 ,,Anielska piesn dzwon gral..,, - i dusze powrocily do siebie!**
 slowo/xad.: 13.03.2013, 13:59
 /dla Ciebie umarlam?!lecz Ty dla mnie NIGDY Andrzeju.nie mow tak bo te slowa b mnie rania. bol rozdziera mi serce ,ktore krwawi i czuje kazdy wbity,,gwozdz,,.To nie jest tak jak myslisz.Milcze bo CIERPIE .Cierpie w milczeniu.Kocham Cie i nigdy nie bedzie inaczej.nie tak jak w piosence,,ale to juz bylo...,, moj Maly Ksiaze @)--/---.Tak od razu nie mozna przestac kochac i TY o tym dobrze wiesz.
 Asia X: 29.01.2013, 20:56
 Poznaliśmy się z Adasiem 6 lat temu. Jest starszy o 13 lat, ma dziecko z poprzedniego związku, nie przeszkadzało mi to. Zakochaliśmy się jak 2 wariaty. Świata poza sobą nie widzieliśmy. Było cudownie. Niestety po czasie dowiedziałam się o jego dziwnym i skomplikowanym układzie z eks. matką jego dziecka. Nigdy z nia na stałe nie mieszkał ale bywały takie dni ze nocował u niej. Tłumaczył mi że to dla dobra dziecka, które ma 13 lat! Tak poza tym nigdy mi jej nie przedstawił. Wielokrotnie mnie okłamywał i pozbawiał godności...wszystko mu wybaczałam. W ostatnim roku zaczęło się pomiędzy nami psuć, tłumaczyłam mu że chciałabym w końcu razem zamieszkać, pomyśleć o ślubie dziecku. W tym czasie umarła mu matka i babcia. Zaczęliśmy się od siebie oddalać. Miałam do niego żal że nie zależy mu tak bardzo na naszym związku jak mi. Wyśmiewał mnie że marzę i poluje na męża. Ciągle mnie wyszydzał. Chciałam to wszystko zakończyć, powiedziałam mu o tym. Rozmowa przebiegła w sposób cholernie dramatyczny! Błagał bym go nie zostawiała. Przekonał mnie. Tydzień po tym jak sie pogodziliśmy stwierdził że go zdradzam z jego kolegą, strasznie mnie oczernił i "zeszmacił". Naopowiadał znajomym kłamstw na mój temat. W wigilię życzył mi szczęscia a parę godzin później przez tel. wyzwał od różnych. Mam pewne podejrzenia że manipuluje nim jego eks., że ona wymyśliła tę całą intrygę. Dalej go kocham. Najbardziej boli mnie to że uwierzył komuś w te oszczerstwa na mój temat. Nie walczył o mnie! Jestem zdruzgotana.
 Agnieszka: 06.01.2013, 22:29
 Chodziliśmy razem do jednej szkoły, po 3 latach jego prób postanowiłam spróbować i zostaliśmy parą. Byliśmy razem 4 lata. Wspólne plany na przyszłość, moje ogromne zaangażowanie w rozwój jego rodzinnego interesu. Jego obietnice że jestem jego jedyną, wymarzoną na którą czekał tyle czasu. Zerwałam kontakty ze znajomymi, nigdzie nie wychodziliśmy (bo on wolał siedzieć w domu). Zrezygnowałam całkowicie z mojego dotychczasowego stylu życia, przyzwyczajeń.... Nagle po 4 latach napisał sms-a że to koniec... jednym sms-em załatwił sprawe....4 lata. Po miesiącu zobaczyłam go z jego byłą, która jak twierdził bardzo go zraniła i o której zawsze wyrażał się źle. Minęły dwa miesiące i wzięli ślub...Teraz widuje ich razem i moje serce poprostu pęka:( staram się jak najwięcej wychodzić, spotykać się ze znajomymi jednak nie ma dnia żebym o nim nie myślała, często śni mi się w nocy. Poprostu nie umiem o nim zapomnieć, nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Nierozumiem w czym ona była lepsza, co takiego miała w sobie:( Czy spotkam jeszcze kogoś w swoim życiu? Czy będę w stanie znów się zakochać i komuś zaufać?
 iwa: 01.11.2012, 18:53
 przezylam z mezem 25lat,4miesiace temu poznalam faceta 10lat mlodszego.zakochalam sie wnim bez pamieci,maz wie o nim blaga zebym go zostwila ,ale ja nie potrafie,niewiem co mam robic.musze dodac ze maz jest alkocholikiem w tej chwili nie pije od 2 tygodni.nigdy gdy pil nie robil mi krzywdy.ale wiem tez ze po polroku silanki wroci do picia. z tamtym z kolei niewiem co mnie czeka.poradzcie co mam robic.
 Gladiator: 25.10.2012, 14:03
 Monika: Niestety muszę cie rozczarować niestety nie będziesz z ukochanym..nawet jak do ciebie wroci po kilku latach to i tak nie bedzie tak samo jak kiedyś...przykro mi...musisz zrozumieć że on cie juz niechce, jest szczęśliwy z inną kobietą i jego życie idzie do przodu. Nie módl się o to żeby twój facet wrócił ,modl się o to żeby był szczęśliwy z tą kobietą do której odszedł. Niestety taka jest prawda ..też uwazam ze tylko Chrystus leczy i zabliznia chore serca,ale musisz się z tym pogodzić.Pamiętaj Masz zawsze jedną szansę z jednym meżczyzną w jednym życiu....zycie to nie jest gra komputerowa..
 Monika: 14.10.2012, 19:43
 Czytam te Wasze komentarze i widzę, ile wspólnego mam z Wami. Ja też zostałam zostawiona przez ukochanego dla innej, nawet nie będę się rozpisywać. Scenariusz był podobny do Waszych. Minęły dopiero dwa miesiące od rozstania, ale Pan Bóg i Maryja nie pozwolili mi poddać się całkowitej rozpaczy. Udało mi się pojechać na rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym - o tematyce uwolnienia. (Polecam! W ramach tych rekolekcji Pan Bóg leczy nasze wszystkie rany, daje moc do przebaczenia innym). W czasie tych rekolekcji odkryłam na nowo dar modlitwy różańcowej. Od tego czasu modle się codziennie na różańcu, rozważając tajemnice. I prawdą jest, że z różańcem wszystko możesz. Nie ma takiej sprawy, której Maryja nie rozwiąże. Nalezy tylko modlić się na różańcu. Mam tak wielką nadzieję dzięki temu, wierzę, że będzie wszsystko dobrze, ż wszystko się ułoży między mną a moim byłym chłopakiem. Z mojej perspektywy widzę, że popełnialiśmy pewne błędy, ale wierzę, że da się to wszystko naprawić, tym bardziej, że jesteśmy oboje wierzącymi i praktykującymi katolikami, jestesmy też w Ruchu Czystych Serc. Wiem, że Panu Bogu na pewno się to podoba. Trzeba dać mu tylko czas. A jeśli widziecie już teraz, że coś sypie się w Waszych związkach, to bierzcie natychmiast do ręki różaniec. Zobaczycie jak Wasze więzi z Waszymi partnerami zaczną się umacniać! Bo Maryja jest Matką Miłości. Ona i Pan Jezus nie chcą rozstań i bólu, zwłaszcza jesli ludzie starają się życ w związkach wg przykazan Bożych. A więc sięgnijcie natychmiast po różaniec i proście o miłość. Ja niestety zrozumiałam to dopiero po rozstaniu, ale wierzę, że Maryja przezwycięzy zło i że znów będę z ukochanym. Mimo wszystko warto pomodlić się też o tę trzecią osobę, która namieszała w związku, do której nasi ukochani odeszli tak, by ona nie została w jakiś sposób skrzywdzona. Pan Bóg jest tak wspaniałomyślny, że na pewno będzie umiał to rozwiązać. Chwała Pani i Maryi! Pozdrowienia
 Sylwek: 07.09.2012, 09:40
 ja byłem z dziewczyną dwa lata było miedzy nami wiele krzyków łez i rozpaczy ja krzyczałem rzadko co słuchałem, zaproponowała przerwe zgodziłem sie na to co sie okazało że spotyka sie z innym...zrobiłbym wszystko żeby to naprawić ale już jest za pozno pozdrawiam.
 ona: 29.08.2012, 12:49
 Zerwałam z chłopakiem po 5 latach, gdzie tak naprawdę było chyba już bliżej niż dalej. Podświadomie szukałam czegoś innego... a gdy go straciłam, usilnie próbowałam wrócić do tego co było. Tyle płaczu, żalu i wszystkiego, ale on nie chciał już powrotu. Po 3 miesiącach doszłam do siebie, od miesiąca nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Teraz czuję wielką pustkę - czuję jakby go nigdy w moim życiu nie było, jakbym z nim nic nie przeżyła... Dlatego zastanawiam się czy to była miłość, a może przyzwyczajenie po tylu latach? Boję się, że jestem zbyt egoistyczna i niezdolna do miłości...
 qwerty: 28.08.2012, 11:01
 Słuchajcie nie można osądzać wszystkich jedną miarą, są ludzie którzy nie rozumieją miłości i rzucają tymi słowami na lewo i prawo i przez takich ludzi nie zrażajmy się do innych. Ja byłem w tak mi sie wydawalo swietnym zwiazku milosc z mojej strony szczera z jej jak teraz na to patrze to byla wielka sciema bylem za dobry i to ona wykorzystala i odeszla szukala chyba wrazen,...cierpialem ale ogarnalem sie i powiedzialem sobie ze ja nie moge sie zalamywac przez nia, tym bardziej ze ona ma mnie gdzies. Spotykam sie z kobietami zapomnialem juz o niej i poznalem sliczna, sympatyczna kobiete i mam nadzieje ze cos fajnego z tego wyjdzie:)
 kati: 28.06.2012, 15:39
 Moj slub mial byc z tydzien 7 lipca rozstalismy sie w zeszly piatek... To ja powiedzialam dosyc. Bylo duzo dobrch chwil ale ostatnio pamietam awantury zakazy nakazay nienawisc do moich rodzicow a zwlaszcza do mojej mamy z ktora tak aprawde nie mial wiele do czynienia zawsze ja obwinial jak sie nam nie ukaldalo mowiac ze jest nas troje w zwiazku. Mama o niego dbala gotowala obiady kupowala prezenty ale zawsze cos do niej mial. Udalo mu sie mi wpoic do glowy ze to moi rodzice mnie niszcza zaczelam chodzic do psyhologa zmanipulowana jego gadaniem. Pozniej bylo gorzej podniesiony glos, czeste awantury. nie moglam wybrac sama bizuteri slubnej tortow we wszystko ingerowal a jego zdanie bylo najwazniejsze. Zylam w matnii przez 3 lata bylam kuchta sprzataczka i sluzaca staralam sie z calego serca zeby mu dogodzic gdy krzyczal spuszczalam glowe na dol jak pies... plakalam w poduszke az wszystko diabli wziol. Dostal szalu o to ze poprosilam moja mame zeby mi umyla pare okien bo sobie nie radze . nie wrocil w ten dzien na noc powiedzial ze nie wroci do domu w ktorym nie szanuje sie jego prywatnosci nawiasem mowiac do mojego domu...ale nigdy nie dawalam mu tego odczuc. Rodzice bardzo sie bali o to co sie ze mna dzieje gaslam mimo milosci jaka ma do niego. Z slubu sie wogole nie cieszylam przez wieczne klotnie. Wrocil po 2 dniach do domu spakowalam jego rzeczy i powiedzialam ze nie dam rady zyc w takiej matni nienawisci.... nawet nie staral sie przeprosci na koniec zapytal czy jestem tego pewna odpowiedzialam ze tak powiedzial mi dowidzenia i podal reke jak obcy czlowiek. Pozniej zaczelo sie dzielenie rzeczy pozabieral kosiarki tv itp. Wszystko sama odwolywalam gosci sale. Najgorszy byl kosciol ja jestem osoba wierzaca on niebardzo nawet nie mial bierzmowania nie chodzil do kosciola bo uwazal ze jest praktykujacy a nie wierzacy oszukiwalam sama siebie... Kocham go mimo tego wszystkiego i jest mi bardzo ciezko w domu pustka smutek w sercu mam wrazenie jak by mnie cos rozrywalo. Wczoraj sobie myslalam ze bylo by lepiej zeby mnie sam zostawil niz ja jego...Modle sie codziennie do sw Rity z nadzieja ze spotka mnie cos dobrego jeszcze w zyciu ze 2 osoba bedzie mnie szanowac i moja rodzine....
 M......: 18.06.2012, 12:05
 Byłam z moim ukochanym 2 lata ( rok narzeczeństwa)z dnia na dzień oświadczył że już mnie nie kocha , mimo że planował ze mną dziecko i ślub ...nawet wybrał imię dla dziecka...Nikolka, dziś nie mam ani jego, ani dziecka ani rodziny, ale taka wola Pana, ja jestem tylko człowiekiem i nic nie mogę zrobić , ale żal i pustka pozostała.
 Jaa.: 20.05.2012, 00:51
 Ja byłam ze swoim chłopakiem tylko 7 mies albo aż bo nigdy dłużej z nikim nie byłam to był mój drugi chłopak przez 5pierwszych mies było naprawdę miło spotykaliśmy się ze sobą co weekend a nawet czasami na tyg ponieważ on mieszkał 30k od mnie ...ale później było gorzej w naszym związku denerwował6 mnie jego zachowanie stał się arogancki i zawsze coś mu się nie podobało nawet nie wykazał się wdzięcznością za prezent który mu kupiłam bez okazji on wcale mi nie kupował dlatego chociaż ja chciałam być inna wkońcu któregoś dnia po jego nie chanmskim zachowaniu postanowiłam go zostawić tylko takie we mnie frycaly emocje że napisałam mu smsże to kniec że jestem nim zmęczona i co ciekawe nie odp mi wcale dni płynęły a on już się nie odezwał dopiero w na dzień kobiet dostałam życzenia a miesiąc później zaprosił mnie do znajomych mnj facebook i choć działo się tak i to ja z nim zerwałam minęło więcej niż pół roku myślę o nim przypominają mi się piękne chwilę razem z nim spędzone jak zapomniec:(
 
[1] (2) [3] [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej