Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy rozstania muszą boleć?

     Tak. Rozstania bolą. Ale są takie, po których pozostaje nie zagojona rana i takie, po których rany się goją.

     Zacznijmy od początku.

     Kobieta i mężczyzna, póki nie zawarli ze sobą związku małżeńskiego, są osobami wolnymi. Obietnica i uczciwość, które wynikają z ich miłości, zobowiązują do pewnego rodzaju wierności sobie, ale nie dozgonnej. Kiedy oboje angażują się emocjonalnie i pragną być ze sobą, poznając siebie wzajemnie i budując miłość, zwykle zakładają, że to będzie związek trwały, zwieńczony, w określonej przyszłości, małżeństwem. Jednak często na drodze wspólnych doświadczeń jedna ze stron, lub jednocześnie obie, stwierdza, że związek z tą drugą osobą nie ma przyszłości. Znajduje u tej drugiej osoby takie cechy charakteru, które nie gwarantują szczęśliwego małżeństwa. Wtedy, w trosce o dobro tej drugiej osoby, oraz swoje i przyszłych dzieci, decyduje się na rozstanie. Potocznie nazywane zerwaniem.

     Obie strony mają do tego absolutne prawo przed ślubem. Może jest to bulwersujące, ale mogą powiedzieć: "nie", jeszcze w ostatniej chwili, czyli przystępując do ołtarza w celu zawarcia związku małżeńskiego, wtedy, gdy kapłan pyta: "czy chcecie...".

     Lepiej rozstawać się przed ślubem niż po.

     Dziwnym dla mnie zjawiskiem jest to, iż rodziny narzeczonych bardziej są oburzone zerwaniem zaręczyn, niż rozwodem, rozpadem związku małżeńskiego. W tej drugiej sytuacji są bardzo wyrozumiali.

     Jeżeli już ma dojść do sytuacji zerwania, jak to zrobić, żeby najmniej bolało? Jak zrobić, żeby rana miała szansę się zagoić? Zawsze mówię, że czas leczy rany, ale tylko te zdezynfekowane. Zakażona rana będzie boleć i jątrzyć się przez długie lata, a nawet, gdy jest pozornie zapomniana, potrafi się odezwać po latach pod wpływem przypadkowego wspomnienia, spotkania, czy przekazanej wiadomości.

     Łatwo sprawę załatwić krótko i zdecydowanie trzaskając drzwiami, kłócąc się, wyzywając, obwiniając nawzajem, wychodząc rzucając słowem: "żegnaj" lub "no to cześć", jak kamieniem.

     Można niby inaczej a istocie rzeczy tak samo. Po kolejnym spotkaniu, przebiegającym zupełnie normalnie, nie kontaktować się już więcej. Żadnych telefonów, żadnych wizyt, jak kamień w wodę. A potem unikanie, wykręcanie się od rozmowy, od spotkania.

     Zdezynfekowana rana, to taka, kiedy rozstanie odbyło się z pełnym uszanowaniem uczuć drugiej osoby, z delikatnością, z wyjaśnieniem przyczyny decyzji, z troską o dobro tej osoby, z przygotowaniem na modlitwie przed spotkaniem i zapewnieniem modlitwy za tę osobę na czas ułożenia sobie życia przez nią na nowo.

     Ewa była ze Zbyszkiem dwa lata. Planowali małżeństwo. Zaczęli nawet przygotowywać sobie gniazdko. Rodzice kupili Ewie kawalerkę. Zbyszek pomagał w wyborze, urządzali mieszkanko. Przyszedł moment, kiedy Zbyszek zdał sobie sprawę z tego, że jego uczucie wcale nie jest wielką miłością, tylko pragnieniem bycia z bliską osobą. Pokochał inną. Wiedział, że nie może oszukiwać Ewy ani siebie, że jego uczucie do niej jest miłością w pełnym wymiarze. Na jednym ze spotkań powiedział jej o tym. Powiedział, że kocha inną i nie ma sensu dalej ciągnąć ich związku. Ewa przyjęła to. Jak sobie poradziła ze swoimi uczuciami, do końca nie wiem. Wiem tylko, że przez następne lata potrafiła rozmawiać ze Zbyszkiem, nie próbowała go przeciągać na swoja stronę. Sprzyjała jego związkowi a potem małżeństwu z tą drugą kobietą. Po pięciu latach Zbyszek z żoną zostali zaproszeni przez nią na ślub.

     Jakie to trudne. Ile wymaga przygotowania psychicznego, duchowego, odwagi osobistej. Ale jeżeli przez czas bycia razem uważali, że łączy ich miłość, to w imię tej miłości rozstanie nie powinno jej deptać, kalać, niszczyć z ogromną brutalnością.

     Oboje będą chcieli związać się po raz kolejny z inną osobą. Nie zdezynfekowane rozstanie będzie cieniem na późniejszym związku. Będzie rana, która czasem może boleć.

     Jednak zdarzają się, dosyć często, katastroficznie zerwane związki. W zależności od czasu ich trwania, zaangażowania emocjonalnego i, co tu ukrywać, niejednokrotnie także erotycznego. Po takiej katastrofie pozostają osoby: porzucająca i porzucona. Największe cierpienie dotyka zwykle tej drugiej. Jak sobie poradzić z bolącą raną w sercu, gdy nie ma szans na pełną poszanowania godności i uczuć rozmowę wyjaśniającą? Wtedy może się odezwać chęć zemsty, życzenie nieszczęścia, złość, żal, zazdrość, zawiść o drugą wybraną osobę. Możemy wymieniać jeszcze wiele negatywnych uczuć i destruktywnych myśli, jakie budzą się w umyśle i sercu porzuconego człowieka. Trudno jest tak zostać nagle samemu, gdy już się snuło plany na przyszłość i wspólne szczęcie z ukochanym człowiekiem.

     Czym większe zaangażowanie tym większy ból.

     Magda przez rok nie mogła się pozbierać po tym, jak jej narzeczony, po dwóch latach bycia razem, powiedział jej pewnego dnia, że już jej nie kocha. Co to znaczy: "już nie kocha"? To, co to było dotąd? Czy można tak po prostu przestać kochać? Ona tego nie rozumiała, a on uważał, że tu nie trzeba niczego tłumaczyć. W ciągu roku ożenił się z inną. Byli bardzo zaangażowani we wspólnocie przy parafii, angażowali się w nowe formy ewangelizacji. Minęły cztery lata. Ona mówi, że już może o nim rozmawiać normalnie. Jednak nie mogła i nie może rozmawiać z nim normalnie. Odeszła z tej wspólnoty i szuka miejsca przy innej parafii. Dużo ją kosztowało to, żeby się pozbierać, żeby mu przebaczyć, nie dąć się ponieść nienawiści, chęci zemsty.

     W takiej sytuacji jedynym skutecznym lekarzem jest Jezus. To "Jezus leczy chore serca". Magda wypłakała się przed swoimi przyjaciółkami, rozmawiała, modliła się, przyjaciele modlili się za nią. Jednak tę najgłębiej umiejscowioną ranę w sercu napełnić miłością może tylko Jezus. I jeżeli się Go o to poprosi, to można doświadczyć bardzo skutecznego uzdrowienia.

     Ważna jest też modlitwa za osobę, która porzuciła. Przedstawianie jej Bogu z prośbą o błogosławieństwo, o doświadczenie miłości i pomyślność w życiu. To nie jest żadne ofiarnictwo, cierpiętnictwo i pokazywanie, jakim to się jest wspaniałomyślnym To jest po prostu doskonalenie się w miłości, której przywilejem jest możność bycia odrzuconą, a mimo to kochającą, jak Jezus na krzyżu. Pozwala wtedy zwyciężyć Jezusowi w życiu tego człowieka.

     Czy to jest łatwe?

     Nie. Ale możliwe.


Jolanta Such-Białoskórska


   




Wasze komentarze:
 kika: 07.05.2012, 13:49
 byłam ze swoim 5 lat (rok zareczeni)i chciał byc na zawsze ale on mnie zostawił dla innej po czym chciał wrócic ktos mi otworzył oczy ze on nie dla mnie ze całe życie bede płakac przy nim i ze ze był na swój sposób sprytny wykorzystywał mie trzymałam mu palec w dupie i rzeczywiscie tak było cieżko mi było po paru miesiacach poznałak innego tego mojego jedynego i zapomniałam o byłym przy nim bylismy pól roku rozmawialismy o slubie dzieciach domu ale nie planowalismy daty było mi z nim bardzo dobrze ale pewnego dnia powiedział ze mnie nie kocha ze przez te pół roku próbował sie przełamac i pokochac.wiedział ze kiesys zostałam zraniona a mimo to on mnie zranił niechce innego bo czuje ze to mój ten jedyny ale on odeszedł powiedzia l co czuje przesposił i wyszedł nie mogie sie pozbierac nie umiem boli wycierpiałam wiele w życiu tego juz nie przezyje nie chce cierpiec bo za bardzo to boli
 nick: 05.05.2012, 20:06
 Ja rozstałam się 3 miesiące przed ślubem. To ja go zostawiłam bo nie widziałam już sensu by być z tym człowiekiem. Dzisiaj byłby "nasz" dzień. Na początku bolało ale dziś wiem że dobrze zrobiłam i nie żałuję decyzji. Dziewczyny - co nas nie zabije to nas wzmocni!!!
 grzesiek: 01.05.2012, 09:52
 nasz zwiazek sie rozpada jest sprawa rozwodowa, bylismy razem 20 lat, ale ja nadaql ja kocham . Mysle ze warto ratowac kazdy zwiazek , jednak przysiega zlozona zobowiazuje na cale zycie , bynajmnikej tak powinno byc...
 Mar: 21.04.2012, 10:40
 Po 8 latach zostawiła mnie jedna kobieta ( wykryłem 3 zdrady, wybaczyłem ale i tak odeszła) teraz po 5 latach odeszła ode mnie druga kobieta, moja żona i ogranicza mi kontakt z dzieckiem. :( Wiedziała że kiedyś kochałem i zostałem zraniony, wiedziała! Mimo to obiecywała że nigdy już nikt mnie tak nie skrzywdzi. Zaręczyliśmy się, ślub potem dziecko. Teraz odeszła. Powód: Wypalenie, przestała kochać, uczucia wygasły, to nie to . Nie zrobiła sobie nic z przysięgi jaką składaliśmy przed Bogiem - dla niej to tylko puste słowa. Cierpię , umieram , tęsknie. Nie pomaga nic a wspomnienia wracają. Czy można kogoś bardziej zranić?
 A.: 10.04.2012, 12:52
 Czyż nie jest tak,że niektórzy ludzie mylą zauroczenie z miłością?
 tomo: 06.04.2012, 14:08
 Jest mi żle i nie potrafię się pogodzić z Magdy decyzją... Rozumiem, że jeżeli się kocha i się jest kochanym to trzeba dobra dla osoby, ale jeżeli to dobro ma tylko i wyłącznie uszczęśliwić inne najbliższe osoby? Czy trzeba wtedy rezygnować z miłości?
 Artur: 26.03.2012, 19:58
 Byłem z nią 6 lat, 2 lata temu wróciła do mnie bo nam się nie układało i napisałdo niej były, była z nim miesiąc i wróciłą do mnie. Teraz znowu zerwała bo nam się nie układało. Nie wiem czy jest sens się o nią starać. Mam już inna ale nic do niej nie czuje. Wszystko jest inne. :(
 Magda: 07.03.2012, 11:23
 Całe życie szukałam miłości. Każdy związek rozpadał się, okazując się wielkim rozczarowaniem. Jakiś czas temu poznałam kogoś zupełnie innego, katolika - miałam poczucie, że już nie muszę szukać, bo to po prostu on. Nasza znajomość była dobra i piękna, jednak z dnia na dzień mnie zostawił, nawet nie wiem dlaczego. Zostawił ból, bo czułam że był tym wymodlonym i najbardziej wyjątkowym dla mnie, i że ja mogłabym mu dać szczęście, ciężko mi to przeżyć i zrozumieć...
 słońce: 28.02.2012, 20:33
 Te z tak jak Wy przeżyłam takie rozstanie, on był moją pierwszą miłością i nadal jest, bo nie przestałam Go kochać.Poszedł do innej ale po ponad 3 latach odezwał się do mnie, przyjechał na moje urodziny. A z tamtą dziewczyną co był miał się ożenić, ale się rozleciało 4miesiące przed ślubem.Mam nadzieję że uda nam się na nowo zbudować nasz związek, tylko będzie to wymagało dużo cierpliwości, w końcu 3 lata przerwy. Też Go po rozstaniu nienawidziłam, ale serce szybko biło jak Go widziałam.Później mi przeszło cholernie tęskniłam, ale pogodziłam się że Go straciłam kiedy dowiedziałam się że się zaręczył, ale jak widzicie nic nie jest pewnego, bo jednak mnie kocha, tak jak ja jego.Może akurat nam teraz wyjdzie?Trzeba próbować żeby potem nie żałować;)
 Ep: 18.02.2012, 11:57
 Przeczytałam zaledwie kilka waszych komentarzy i aż trudno mi uwierzyć w to jak wiele z was przeżyło bardzo podobne, niemal identyczne rozstanie jak ja..i tak samo nie może się pozbierać... :( 3,5 roku, pierwsza miłość dla której zrobiłabym wszystko, wszystkie najpiękniejsze do tej pory dni mojego życia przeżyłam właśnie z nim, teraz wszystko mi go przypomina... Miejsca do których chodziliśmy razem, filmy, muzyka, które razem oglądaliśmy, miliony zdjęć z różnych okazji... Okłamywał, zdradził, a po rozstaniu poszedł do niej. Zero skrupułów. Ja nie wiem jak tak można, po prostu nie rozumiem. Ja tak nie potrafię.. Wszystko robię żeby nie myśleć, chodzę na imprezy ale nawet to nie pomaga, bo odwiedzając fajne, nowe miejsce myślę o tym, że super by było gdyby on je też zobaczył... Masakra.... ;(((
 Mag: 11.02.2012, 00:00
 Minęło już nie tylko kilka miesięcy ale dwa lata a ja dalej nie mogę zapomnieć, nie mogę się pozbierać. Najbardziej boli to, że zrobił to przez telefon...Po tym wszystkim przysyłał życzenia na dzień kobiet, czasem na święta ale nie spotkał się ze mną, telefonów nie chciał odbierać bo, jak mówi, boi się mnie, boi się emocji, nie wie co miałby powiedzieć. wciąż boli, tęsknię za normalną relacja z nim - Boże pomóż!
 ona_24: 29.01.2012, 22:19
 mi powiedzial po ponad 5 latach ......ze juz nie kocha , nie ma nikogo innego i nie chce miec...... zalamana chodze , ciagle placze co mam dalej robić, czy jakieś szanse sa jeszcze..... byl pierwszym ktoremu powiedziala szczerze ze kocham i z nim przerzylam wszystko po raz pierwszy.....
 maleńkaaaa: 20.01.2012, 13:47
 Tak wszystko czytam i jakoś bez łez nie potrafię czytać. Boże,nie można ranić drugiego człowieka,ja zostałam zraniona parę razy,a teraz od 4 lat jestem z facetem i nie wiem czy coś do niego czuję ;( nie wiem dlaczego wogóle zaczęłam ten związek z nim ,ja chyba nie potrafię nikogo pokochać,nie umiem. Obiecałam mu,że nigdy gonie zostawię ,bo prosił mnie o to,ale jak mam być z kimś kto ciągle mnie kontroluje,sprawdza tel,pocztę email,gg dosłownie wszystko,powiedziałam mu,że mi się nie podoba takie kontrolowanie,bo ja nie zdradziłam go nigdy i nie dałam mu powodu do tego by mnie kontrolować musiał,kłócę się z nim oto coraz bardziej mnie denerwuje,wszędzie się wtrąca,jest bardzo poważny a ja lubię pożartować ,wyjść gdzieś czasem choćby na spacer,mam dziecko z poprzedniego związku ,nie bawi się z moim dzieckiem,nie próbuje nawiązać kontaktu co mam myśleć o tym? On też ma dzieci jedno z jedną kobietą ,drugie z drugą więc chyba powinien mieć jakieś podejście do dzieci,a on nic,ach szkoda słów do tego mój super facet mieszka z kobietą z którą ma dziecko,twierdzi,że nic go z nią nie łączy ,ale co do tego żebyśmy razem zamieszkali to mam mu dać czas i co mam myśleć ? Nie bardzo mu wierzę ,że nic go z nią nie łączy,ach szkoda słów
 mała_mi : 18.01.2012, 22:35
 Mnie również facet zostawił po 1,5 rocznym związku ( przez co, przez swoja matkę, która była zawzięta i robiła wszystko żebyśmy nie byli razem, żebyśmy nie byli szczęśliwi). Dziś mija pół roku, od kiedy nie jesteśmy razem.... Z każdym dniem cierpię coraz bardziej, budząc się myślę o Nim, kiedy ide spac przypominają mi się chwile spędzone z nim... Boże co ja bym zrobiła, żeby choc przez chwile był obok mnie...Jeszcze nigdy tak mi zle nie było, jeszcze nigdy tak nie cierpiłam...Chyba do konca życia już zostanę sama ;(
 Facet: 16.01.2012, 16:19
 Widzicie drogie dziewczyny jakie jestescie glupie, my faceci zreszta tez
 przygnebiona: 15.01.2012, 23:44
 moje zycie nie ma sensu bez niego. Zostawil mnie dla innej po 5 latach ale jak by chcial to bym do niego pobiegla... nie daje sobie rady tak bardzo go potrzebuje
 Ela: 13.01.2012, 21:41
 Mnie zostawił narzeczony ponad pół roku temu. Nadal płaczę, bo go kocham. Wysłał mi smsa że to koniec 4 miesiące przed ślubem, sukienka wisi, wszystko było pozamawiane. Było cudownie...wspólna przyszłość,,,piękna bajka, która prysła...bo poprostu już mnie nie kocha..Załamałam się i wyjechałam do warszawy do pracy,,,pracuję ciężko cały dzień, nie mam tu znajomych, wynajmuje pokój na strychu,,,,,,jestem sama...i wszystko robię żęby nie mieć czasu myśleć o nim...ale gdy nadchodza wieczory,,,,,Boże proszę spraw żeby mu było dobrze...mimo tego co zrobił...i aby nikigo tak nie skrzywdził jak mnie!!!!!!!!Wiem co przeżywa każdy z Was i łączę się z Wami.. ,,,ja mam 24 lata, ale postanowiłam że poświęcę się pracy,,,,i z nikim już nie będę,,,nie potrafię komuś zaufać,,...:(te doświadczenie mnie zagubiło.....
 rita: 30.12.2011, 21:57
 ja rozstałam sie z moim narzeczonym po 3 latach na miesiac przed slubem.Boże jak bolało,wyłam po nocach a poduszki mokre były od łez.IM bliżej do slubu tym bardziej czułam ze cos jest z nim nie tak,zmienił sie przestał przyjezdzać,w koncu nie wytrzymałąm i wydusiłąm z niego prawde.Tyle czasu mnie okłamywał w zywe oczy perfidnie bez skrupułow,przyznał sie dopiero jak musiał.ale nie to najgorsze było..Ludzie po nim to spłyneło jak po kaczce!!!nawet nie przeprosił,nie walczył o to żebym może zdanie zmieniła czy coś...poprostu sobie odpuscił tak jakby tylko czekał na to kiedy ja to zrobie bo on nie miał odwagi odejsc wczesniej.Teraz dużo sie modle bo to daje mi nadzieje na to ze bedzie lepiej.cały czas zadaje sobie pytanie czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie i czemu akurat mnie los zesłał takiego kłamliwego skur....Boże pomóż
 Dd: 26.12.2011, 01:40
 7 lat z kobietą która była całym mym Światem i nagle koniec bo nie było pierścionka.Pytam się co to za miłość gdzie liczy się metal a nie człowiek.Czasami serce boli a rozum nie potrafi zrozumieć jak można zmarnować najcudowniejsze chwile przekreślając coś w jeden dzień.Nie rozumiem....;((
 KLAUDIA: 23.12.2011, 22:20
 PO5LATACH,ZARECZYNACH,USTALONEJ DACIE SLUBU,KAPELI I KARCZMY ZOSTAWIŁ MNIE Z DNIA NA DZIEŃ....BOLAŁO ALE PEWNEGO DNIA WSTAŁAM(PO3MIESIACACH) I POMYSLALAM ŻE NIE ZASŁUGIWAŁ NA MNIE JEŚLI MNIE ZOSTAWIŁ BO JA DAŁAM Z SIEBIE WSZYSTKO. TERAZ MOJ ZWIĄZEK MA 2LATA I MUSZE GO ZOSTAWIĆ....BYŁO FAJNIE JAK ZAWSZE NA POCZĄTKU. SEX DO DNIA DZISIEJSZEGO JEST OBŁĘDNY-BOSKI,ALE PRZESTAŁ ZE MNA ROZMAWIAĆ O PROBLEMACH,NIE MOŻEMY POGODZIĆ TEGO ŻE KAŻDY MA SWÓJ DOMEK-KAŻDY CHCE BYĆ W SWOIM JA NAJWIĘCEJ......ON SIEDZI U SIEBIE A JA ROBIE WSZYSTKO U SIEBIE(POWINNIEN MI POMAGAC ALE ZAWSZE MÓWI JUTRO,PÓZNIEJ,W WEEKEND I WKONCU SAMA WSZYSTKO ROBIE). NO I NAJWIĘKSZY PROBLEM.....ZA DUŻO PIJE. KŁAMIE PROSTO W OCZY ŻE NIC NIE PIŁ A WIDZE ŻE TAK,WYDAJE OSTATNI GORSZ NA PIWO. A NAWET WSTYD SIE PRZYZNAĆ CHOWA ALKOHOL W DOMU!!! WSTYD SIĘ TEŻ PRZYZNAĆ ŻE TO JESZCZE ZNOSZE. ZDAJE SOBIE SPRAWE ŻE KAŻDA JEGO OBIETNICA NIE BĘDĘ PIŁ JEST BEZ POKRYCIA A JA DALEJ MAM WIARE ŻE MOŻE JEDNAK PRZESTANIE. KOCHAM GO,STARAM SIĘ,DBAM O NAS,JEST MEGA SEXUALNY A JEGO PLECY SĄ DLA MNIE OBŁĘDNE.KOCHAM JEGO ZMARSZCZKI I USMIECH-KOCHAM GO ALE CHYBA MUSZE ZOSTAWIĆ.... NAPISZCIE COŚ.............PROSZĘ
 
[1] [2] (3) [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej