Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy istnieje przeznaczenie?

     Czy istnieje przeznaczenie w miłości? Czy jest na tym świecie jeden, jedyny człowiek wskazany nam przez Boga i żaden inny? Czy tylko z tym jednym będziemy szczęśliwi? Jak rozeznać, że to już "ten"?

     Zdecydowanie nie ma przeznaczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma rozum i wolną wolę, po to by rozeznawać i podejmować decyzje. Człowiek nie jest zdeterminowany przez okoliczności zewnętrzne, siłę wyższą czy wewnętrzny imperatyw pchający go do określonego działania, określonych wyborów. To nie jest tak, że Bóg określa szczegółowo naszą ścieżkę życia, planując z góry co będziemy robić i jakich wyborów dokonamy. Gdyby tak było to nie byłoby przestępców - Bóg przecież dla żadnego człowieka nie zaprogramował drogi zbrodni. To nawet nie jest tak, że Bóg wybiera jedną, jedyną, konkretną osobę na naszego partnera życiowego (i tu już słyszymy głosy sprzeciwu - zaraz to wyjaśnimy). Owszem, mówi się potocznie, że to "ten", "druga połówka", "jedyny" itp. I owszem - to ten, jedyny, wybrany przez nas w takich okolicznościach, w jakich dane nam było się znaleźć.

     Ale przecież często słyszymy, że ludzie są sobie przeznaczeni, że się znaleźli, że "takie było ich przeznaczenie". Czy to oznacza, że ci ludzie musieli związać się właśnie ze sobą? Że gdyby się nie spotkali to byliby samotni?

     Otóż wyobraźmy sobie, że z jakichś względów emigrujemy do Australii. Powiedzmy, że świetnie nauczyliśmy się języka, dostaliśmy tam pracę, no jednym słowem - zasymilowaliśmy się z miejscowymi. I nagle ktoś się nami interesuje. Z wzajemnością. Czy mamy mu odmówić tylko dlatego, że (jak nam się wydaje) w kraju ojczystym jest zapewne ten, którego mi Bóg przeznaczył? Czy może ten jedyny to właśnie ów Australijczyk a gdybyśmy zostali w kraju to nie mielibyśmy szansy go spotkać?

     A gdybyśmy jednak do tej Australii nie wyjechali, tylko rozważając taką możliwość, dokonując rozrachunku plusów i minusów wyjazdu ostatecznie zostali w kraju. I też nam się ktoś podoba. Czy to ten? No - niektórzy powiedzą- zapewne ten. To samo środowisko, kultura itp. No ale wtedy nie poznamy owego Australijczyka, którego poznalibyśmy wyjeżdżając...

     A gdyby trzeba było mieszkając w kraju przenieść się powiedzmy do Szczecina? To co, mamy nie wyjść za mąż, bo mój "jedyny" zapewne jest gdzieś w miejscowości lub okolicach, z których pochodzę?

     To nie jest tak, że jest jedna, jedyna droga w życiu każdego człowieka. Jest ich bardzo wiele i (uwaga!) wiele z nich jest zgodnych z wolą Bożą. Bóg nie określa jedynej właściwej, tak jak nie określa, że z tym a tym człowiekiem o tej i o tej godzinie tego roku w tym kościele mamy się związać sakramentem małżeństwa. Po co by nam wtedy była ta wolna wola? A jak trudno byłoby w nią "trafić"! Toż to by była udręka przez całe życie tak się zastanawiać czy ja robię to co Bóg dla mnie zaplanował czy nie?

     Bóg widzi naprzód, widzi nasze życie i widzi konsekwencje wyboru każdej drogi, każdej podjętej przez nas decyzji. Tych możliwości przed nami kładzie wiele, bardzo wiele, może nawet nieskończenie wiele??? (to już materia dla teologów). I nawet jeśli nam daje powołanie, jakieś określone powołanie to wcale nie znaczy, że jesteśmy tym tak zdeterminowani, że nie wolno nam wybrać nic innego (przeważnie jednak wtedy tak jest, że sami chcemy je wybrać, ale z przymusem to nie ma nic wspólnego). Jednak to tylko jedna z wielu dróg, którą Bóg przed nami kładzie - to jego zaproszenie i od nas zależy czy z niego skorzystamy czy nie. Mało tego, nawet wtedy gdybyśmy i rozeznali i najpierw chcieli je realizować ale potem z jakichś względów je odrzucili to też nic się nie dzieje. Może będziemy niespełnieni - tylko tyle. Ale nie mamy grzechu ani nie powinniśmy żyć w przeświadczeniu, że Bóg nas ukarze za nieposłuszeństwo. A takie przeświadczenie ma niestety czasami miejsce. Bo bywa nieraz, że kobieta w małżeństwie, z kilkorgiem dzieci cierpi niepotrzebnie, bo kiedyś tam po maturze odczuła pociąg do Karmelitanek, no ale później poznała Marka i wyszła za niego za mąż. Niby jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuje wyrzuty sumienia, bo może jednak powinna pójść do zakonu. I dręczy się tą myślą i dręczy a to całe jej nieszczęście z tego dręczenia wynika, nie z tego, że z Markiem jej źle, tylko, że ona już zgorzkniała i sztuczne wyrzuty sumienia ją zjadają. Albo dziewczyna wyszła za mąż ale cały czas się zastanawia czy z poprzednim chłopakiem nie byłoby jej lepiej? Czy tamten nie był jej "przeznaczeniem"? Ano byłoby lepiej albo i nie było, a teraz ma męża i nie czas na takie dywagacje.

     No wszystko dobrze, ale jednak wokół nas na pewno są ludzie, o których możemy powiedzieć, że Bóg zetknął ich ze sobą.

     Tak naprawdę Bóg zawsze to czyni. Jednakże nie narzuca Swojej woli. Daje możliwość, okoliczności, czasem faktycznie tych znaków daje więcej (i wtedy ludzie mówią: o, tak, to przeznaczenie), nieraz bardzo mało. Na pewno jest tak, że Bóg powoduje zetknięcie się ze sobą ludzi, których możemy wybrać na małżonka. No bo gdyby tego nie zrobił to jak możliwy byłby wybór? Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież niektórzy rozeznają źle lub wiążą się np. z człowiekiem żonatym - i co, Bóg tak chciał? Przecież ich ze sobą zetknął. A, tak, zetknął, tak jak to czyni z setkami osób w naszym życiu. Czy to oznacza, że każdy z nich jest potencjalnym kandydatem na małżonka? Na pewno nie. Jednak jeszcze raz powtórzymy - nie jest tak, że wśród osób, których Bóg nam daje poznać jest jeden właściwy i jeśli zgadniemy który - to będziemy szczęśliwi, a jak nie to pudło i mamy pecha na całe życie. No i świadomość, że jak się pomylimy to ta druga połówka od "prawdziwej miłości" będzie gdzieś istnieć bez nas. Bóg nie jest złośliwy. I dlatego dziękujmy Mu, że nie ma "jedynej słusznej" miłości.

     Jak w takim razie rozeznać?

     Ano właśnie Bóg nam po to dał rozum i wolną wolę, żebyśmy określili: czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? I mnóstwo innych pytań. To są nasze drogowskazy. I na tej podstawie decydujemy się lub nie.

     I teraz: jeśli spośród tych wielu osób decydujemy się na tę jedną i kochamy ją tak, że pragniemy jej dobra, to dzięki rozeznaniu (rozum) i decyzji (wolna wola) wybieramy ją na małżonka. A jak już wybierzemy to ślubujemy jej miłość, wierność i uczciwość... i nie zastanawiamy się czy gdzieś ktoś byłby lepszy, bo my już mamy męża. Nie myślimy czy wystarczająco pragniemy tego dobra i czy nie będzie w życiu sytuacji, że byśmy dla kogoś tego dobra zapragnęli jeszcze bardziej. Wtedy nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanawiać czy gdzieś indziej jest jeszcze jakaś miłość. Po prostu nas to nie obchodzi.

     A jeśli nawet się nie zdecydujemy związać z daną osobą a po latach widzimy, że może jednak trzeba było to absolutnie nie należy rozpaczać i twierdzić, że swoją szansę się przegapiło czy straciło. Bóg nie jest okrutny i widzi, że wtedy nie byliśmy w stanie (z jakichś względów) podjąć decyzji. A zatem tworzy nam nowe szanse.

     Dlatego jeszcze raz powtórzymy: nie ma czegoś takiego jak "przeznaczenie", nie ma ludzi sobie "przeznaczonych". Człowiek ma prawo wyboru i decydując się być z konkretną osobą czyni tak, ponieważ tego chce. Dlatego nie należy ufać żadnemu "przeznaczeniu". Ufać Bogu. Ufać, że On przygotował dla nas wiele wspaniałych możliwości. Modlić się o rozeznanie, o światło Ducha Św. która z nich byłaby dla nas najlepsza. Modlić się o dobrego męża lub żonę. I ufać, że Bóg w decydującej chwili da nam takie światło, że będziemy mogli podjąć świadomą, dobrą decyzję.

     WASZE LISTY

     Gosia, 28 lat: Przeczytałam to co piszecie o przeznaczeniu. Czy jednak Bóg zrobił mały wyjątek dla Sary i Tobiasza (księga Tobiasza 6, 18-19)?

     No właśnie. Co jednak z Tobiaszem i Sarą? Przecież Tobiaszowi anioł wprost mówi o Sarze, że jest dla niego przeznaczona. Czy zatem Bóg dla nich zrobił wyjątek czy może jednak czasem ingeruje wprost w ludzkie wybory?

     By dobrze zrozumieć fragment Biblii o Tobiaszu i Sarze należy wziąć pod uwagę wszystkie zasady czytania Biblii, tzn. nie czytanie dosłowne, tylko w kontekście historycznym, społecznym itp. Ponadto należy sięgnąć do oryginału i zobaczyć jakie słowo tam występuje i czy w przekładzie na język polski jest to rzeczywiście "przeznaczona". Bo nieraz jest tak, że dany wyraz nie ma polskiego odpowiednika i szuka się słowa najbardziej zbliżonego. Według nas "przeznaczenie" Sary Tobiaszowi należy rozumieć jako "danie" mu jej a nie jedyną możliwość. Niejako stworzenie szansy, dając jednocześnie wybór. Myślę, że Tobiasz tak też odebrał słowa anioła: jako szansę - w formie zachęty a nie rozkazu. Zauważmy, że Tobiasz przecież chciał dokonać tego wyboru, ponieważ pokochał Sarę. Gdyby tak nie było Bóg nie przymusiłby ich do czegoś wbrew ich woli, gdyż nie byli (tak jak i my nie jesteśmy) jedynie marionetkami w Jego ręku, ale tymi, których stworzył na Swój obraz i podobieństwo.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Ciekawie: 02.12.2010, 01:50
 Przeczytałem ten artykuł i zastanowiłem się. Autor mówi że nie ma u Boga ścisłego planu. A co wtedy powiedzieć o uczuciach? Np. Kochałem dziewczynę lecz ona nie dała mi szansy...mijał czas prawie 7 lat a mi się wydaję że nadal ją kocham. To nie znaczy że nie zakochiwałem się ale było to czasowe i niestałe. Do tej pory żałuję że nie udało mi się z tą dziewczyną i nawet mam jakąś głupią nadzieję. Co myślicie na ten temat?
 Beata: 24.11.2010, 14:56
 to i ja napiszę... spotkałam Kogoś... Kogoś kto wiem, że jest dla mnie... a ja dla niego. Po prostu to czuję i wiem. Długo z tym walczyłam. I walczę. Bo dzieli nas 300 km. I ciągle pytam dlaczego się spotkaliśmy...Strasznie mi źle.
 m: 10.11.2010, 23:31
 Niezbadane są ściezki Pana... Rok temu byłem niesamowicie szczęśliwym człowiekiem. Miałem wymarzoną pracę, miałem cudowną narzeczoną i zaplanowany ślub w każdym szczególe... i nagle, jak pod wpływem jakiegoś uroku... ten świat zaczął się rozpadac. Najpierw straciłem pracę, potem odeszła narzeczona (gdy dziś staram sie domyślić dlaczego - dochodzę do wniosku, że... gdy nie wiadomo o co chodzi - idzie o pieniądze...) . I koniec. Przyszły wakacje, a ja nie mogę się do dziś pozbierać, bo kompletnie nie wiem co się stało. SZOK. Czy to przeznaczenie? I znów mam pracę (zastępstwo w szkole dostałem zupełnie "przypadkiem") i kompletnie nie wiem co jest grane. Masakra. Jeśli tak wszystko się potrafi zmienić, co będzie dalej... Pozdrawiam wszystkich, którzy stracili sen życia i szukają na nowo światła w tuneu.
 mokka: 29.10.2010, 00:24
 Andziu, w takim razie to bardzo smutne- jesli ludziom nie jest dane dogonic przeznaczenie... odszukac ta polowke; w Koranie jest to pięknie opisane ( ze ludzie tworzeni sie parami), ale chyba wolalabym zeby tak nie bylo, eh.. Minal miesiac odkad napisalam tu posta i nie widze zmian- to nie jest tak ze musze sie odkochac ( ponoc przecietne "odkochiwanie" to kwestia ok.7 miesiecy) Ale jesli ja uparcie twierdze ze sie NIE zakochalam tylko mam to dziwne przeczucie... Probuje sobie ukladac zycie, wokolo tyle naprawde fajnych chlopakow- cieszylabym sie gdyby ktorys okazal sie moja polowka ;) Przymuszam sie do zmiany nastawienia... ale jest ta sila hamujaca... Zazwyczaj bywa ok, ale czasem wpadam w jakis trans- probuje zebrac mysli.. a w rezultacie gapie sie glupio w sciane :P Może to kwestia mediow hmm jakis romansidel- ktore wypaczaja nam wizerunek milosci- oczekujemy fajerwerkow, podczas gdy niepostrzezenie mija nas ktos z kim bylibysmy szczesliwi... Moze nie dostrzegamy sygnalow od Boga, bo gonimy za czymś czego nie ma?
 Andzia: 24.10.2010, 23:02
 Mokka, podobno w życiu nie ma przypadków...:-) Ps. Ile osób na świecie żyje z osobami, z którymi być nie powinna...
 Andzia: 24.10.2010, 22:55
 Do Anny. Anno, piszesz, że pytałaś się księdza, czy istnieje przeznaczenie (czy tylko wolna wola), a on temu zaprzeczył. A ja zadałam to pytanie Bogu podczas modlitwy. I otrzymałam odpowiedź, że istnieje i jedno i drugie. Tutaj dodam, że ksiądz przeczy samej Biblii, w której, jak wiadomo, prorocy zapowiadali swoich następców i oni faktycznie się pojawiali. Więc jak przeznaczenie nie istnieje? Do tego Jezus prosił Boga o "oddalenie kielicha" ("Ojcze, jeśli to możliwe to oddal ode mnie ten kielich", ale Bóg nie oddalił i wszystko wypełniło się. Warto podać tu przykład z Judaszem, który wypełnił swoje "praznaczenie". Jest tych przykładów trochę. Jak widać ksiądz za bardzo nie jest obeznany z Biblią. Dla ciekawostki dodam, że św. Koran wyraźnie mówi o przeznaczeniu i wolnej woli, a Mohamet, że każdy ma swoją "połówkę" , bo Bóg podobno stworzył ludzi parami.
 ...: 15.10.2010, 12:49
 Strasznie podoba mi się jeden chłopak ale sama niewiem czy on mi sie tylko podoba czy to coś więcej bo myśle o nim cały czas płacze po nocach gdy go widze to czuje się niepewnie boje się podejść i zagadać , sama niewiem co mam robić.
 ...: 15.10.2010, 12:36
 Strasznie podoba mi się jeden chłopak ale sama niewiem czy on mi sie tylko podoba czy to coś więcej bo myśle o nim cały czas płacze po nocach gdy go widze to czuje się niepewnie boje się podejść i zagadać , sama niewiem co mam robić.
 mokka: 28.09.2010, 01:22
 Kiedyś nie wierzyłam... teraz... wszystko wydarzylo sie w ciagu ostatnich nastu miesiecy... Podobnie jak Andzi bylam osoba dosc kochliwa- zawsze wydawalo mi sie ze "to ten". Ktoregos dnia dopadlo mnie zauroczenie- chłopak byl idealem moich snow. Chyba dlatego ze z charakteru jestem dosc prozna i zwracam uwage na wyglad- bylam glupio zauroczona jednak widzac ze nic nie wychodzi modlilam sie m.in. do swietej Rity by wskazala mi cel takiej nieodwzajemnionej "milosci" W niedlugim czasie zaczelam dostrzegac ze kolega mojego obiektu westchnien, dziwnie sie spoglada... wciaz mnie to irytowalo... Jednak pewnego dnia dostalam olsnienia gdy nasze spojrzenia poraz nty sie spotkaly- to bylo jakies uderzenie, ktorego sie przestraszylam... w koncu dane bylo nam sie poznac- nie da sie tego opisac, takie blogie uczucie, ktos kiedys to ladnie ujal " jakby jednym spojrzeniem mozna bylo objac dusze tej osoby" Wszystko bylo takie jasne- myslalam ze tego chcial Bog! Tym bardziej ze chlopak nie jest w moim typie i zapewne nie zwrocilabym na niego uwagi- jednak cos mnie tknelo... Kiedys nawet zaczelam to kwestionowac- zadalam pytanie: czy to ten?- otrzymalam wyrazny znak gdyz nagle ten wlasnie chlopak sie pojawil w srodku miasta w dosc dziwnych okolicznosciach- a moze to tylko przypadek? Wiem ze on jest zajety- wiec dlaczego spotykalismy sie spojrzeniami? Niestety, musialam wrocic, obecnie 1000km od niego, wciaz czuje ze powinnam tam byc... nie potrafie sie zwiazac z nikim bo wciaz on zaprzata mi glowe... chce wrocic, moge czekac az bedzie wolny... o ile bedzie... jesli nie trudno- to jest bardzo silne nie wiem czy uczucie ( milosc wyksztalca sie po latach) ale przeczucie ze tak powinno byc..
 Anna: 21.09.2010, 15:10
 rozmawiałam ostatnio z księdzem i zapytałam go o przeznaczenie. Spytałam czy nasza wiara pozwala nam w to wierzyć .. ksiądz odpowiedział przecząco .. że nie . Czyli w religii katolickiej wiara w przeznaczenie jest czymś w rodzaju wymyślonej przez nas kategorii życia. Powiedział także że my sami kierujemy naszym życiem i gdyby tak nie było to po co wówczas Bóg dałby nam wolną wolę? Więc każdy jest panem własnego losu .. Wspomniał także że Bóg jedynie może nam podsuwać pewne pomysły .. osoby na naszą drogę i co z tym fantem zrobimy - zależy tylko i wyłącznie od nas. Pozdrawiam
 maria: 07.09.2010, 09:39
 no właśnie jak to jest. ja spotkałam przypadkowo na miescie człowieka z Ameryki. Cudowny, to samo poczucie humoru, rozmawia sie jak z nikim innym, wszystko doskonałe. Wyjechał wrócił specjalnie do mnie i znowu wyjechał. Mój ideał . Ale na początku powiedział ze jest 12 lat starszy ( ja 33-on 45) . jednak potem okazało sie ze jest 19 lat starszy. kawaler marzący o rodzinie dzieciach, mógłby zamieszkać w Polsce. Ale dla mnie to był szok. On tak młodo wyglądał,że uwierzyłam w te 12 lat. On bał się powiedzieć prawde bo bał sie ze go odrzuce. teraz piszemy , i on widząc moje obiekcje mówi ok nie bede cie dłuzej przekonywał ze wiek nie jest wazny. I co płace po nocach bo jakby miał te 45 lat to byłaby to moj wymodlona historia a tak to serce mi pęka. Bo jak mam wejsc w związek z osoba tyle lat starszą. I on katoilik, wszystko co bym chciała. I pytam Boga po co go postawił na mojej drodze. I modle sie o znak, bo jak to on to jak mam to poznać? CO robic
 hm: 03.09.2010, 15:18
 hm
 gwiazdeczka: 03.09.2010, 14:01
 czasem tak cięzko jest zrozumieć los .. gdy jesteśmy neszczęśliwi stawiamy pytanie : czy istnieje przeznaczenie i czy ono kieruje naszym życiem? jeśli rzeczywiście to byłoby to doprawdy niezwykle przygnębiające . A gdybyśmy znali swą przyszłość ? Życie nie byłoby dla nas tak ciekawe. Czesto zastanawiamy się czy gdzieś tam jest osoba nam przeznaczona . Czy On jest tam i czeka? czy może nasza miłość nie była dla nas? :( tak wiele pytań A nazbyt mało odpowiedzi.. czasem można spokrzeć na to inaczej. Nieco sceptycznie i z dystansem .. a czasem.. - czasem się poprostu nie da . Bo jesli kochacie kogoś już kilka lat a nie możecie z nim być to zadajecie pytanie: Czy to wasza wina czy losu? oczywiscie najłatwiej byłoby oskarżenia skierować na los .. jednak tak nie można. Jestem osobą która straciła swoją Pierwszą Prawdziwą Miłość. Nie szukam winnych, staram się poprostu żyć. Choć trudne jest to czując tak wielki ból w Sercu.. tą pustkę która tkwi w nim każdego dnia. Kochać i nie móc być z ukochanym to największ nieszczęście jakie może spotkać kobietę . Kobietę która kochała, kocha i bedzie zawsze mieć w Sercu tego Jedynego. Którego poznała i pokochała od pierwszych Chwil nie wiedząc dlaczego? Być może to co napisałam nie pomoże wam zrozumieć przeznaczenia. Lecz chciałabym przekazać ważną rzecz. Szanujcie i kochajcie swoich wybranych. Bo jesli to prawdziwa Miłość - nie ma nic bardziej cennego na tym świecie. Pozdrawiam M.
 Anna: 23.08.2010, 18:23
 Ja również nie do końca zgadzam się z autorem, trochę sobie przeczy w niektórych momentach, ale zgadzam się co do tego, że Bóg jest miłosierny i nie pozwoli nam cierpieć, a jueśli już cierpimy to po to aby doświadczyć czegoś czego nie chcielibyśmy dla kochanej osoby i ją w przyszłości bardziej docenili. Ja się modliłam o właściwego męża i niby go dostałam, nie pije nie bije, a chodzi i żyje, mówi wam to coś? " Zegar" i taki jest mój mąż zimny jak mechanizm. Mówi mi co ja mu przysięgałam, a co z jego strony? Jego to nie tyczy aby ofiarować mi czyste uczucie, którego pragnę i tylko pragnę. Przed ślubem bardzo się starał aby mnie oszukać, już przed samym ślubem były sygnały, ale co jak nauki były i nksiądzs i wszystko stopniowo załatwione? Pamiętajcie, to nic, zrezygnować zqawsze można! Ja tego nie wiedziałam, zresztą popychano mnie do tego związku, bo cud miód i co? Co po takim mężu, który naście lat nie ma czasu dla Ciebie i dzieci, a ciebie traktuje jak służącą? Przepraszam służącą się nawet traktuje bardziej z szacunkiem. Dla wszystkich mieć czas, ale nie dla swojej własnej rodziny? Jego tata zanim zmarł skonfrontował się ze mną na ten temat. Jednak dziś już za późno aby moje uczucia na nowo zakwitły bo nim powodowało pożądanie a nie szczere uczucie, więc ja mam już całe życie cierpieć bo ktoś mnie oszukał? Myślę, że Bóg jest wspaniałomyślny i nie pozwoli mi się zestarzeć bez miłości, której tak bardzo pragnę, bo Bóg jest miłością, nadzieją, radością i głęboka wiara i modlitwa czynią naprawdę cuda, dlatego mimo mojego cierpienia i pomyłki pokładam nadzieją i wiarę w umiłowanego Boga Ojca. Popełniamy błędy dla Pana aby On mógł nas podźwignąć z upadku i to cała tajemnica. Jest przeznaczenie! Wolna wola? To nic innego jak myślenie i chwytanie się marzeń, próba zmian na lepsze, a nie, że jak już się pomyliłam to będę tkwić ślepo w błędzie bo nie mam wolnej woli, właśnie mam wolę, aby poznać mężczyznę, który będzie mnie kochał bezgranicznie, bez względu na mój status społeczny, wygląd, charakter itd., bo w miłości nie istnieją podziały, proszę o tym pamiętać, miłość albo jest albo jej nie ma. Cała reszta to pożądanie, które niesamowicie ciężko odróżnić gdy ktoś się stara bardzo nas oszukać. Jeszcze jedaen ważny czynnik: CZAS! Bo tylko czas jest w stanie zrozumieć miłość, a on ratuję ją dosłownie w chwili tonięcia :). Życzę dużo wiary i szczęścia. Wierzę głęboko, że będę je mieć, polak, australijczyk, niemiec czy amerykanin, co za podział prymitywny, proszę wybaczyć to nie te czasy i nie te możliwości aby się czemuś dziwić, nie znamy odpowiedzi na wszystko i musimy głęboko wsłuchiwać się w siebie, tam w głębi jest odpowiedź na wszystko, a odpowiedzią jest brak wątpliwości po dłuższym przemyśleniu i zaufanie sobie i Bogu. Miłość nie wybiera, jeśli będziemy szukać miłości tylko w kraju to faktycznie dla wielkiej miłości ten świat jest za mały :).
 Andzi: 18.08.2010, 02:05
 Udzielam odpowiedzi na pytanie: czy istnieje przeznaczenie znalezienia "tej połówki"? Odpowiedź jest następująca: Bóg przeznaczył nam tę konkretną "połówkę". Czy zawsze ją znachodzimy? Niestety nie. W jaki sposób dowiedzieć się czy ten ktoś kogo spotkaliśmy jest tą połówką? Odp. należy zadać to pytanie Bogu podczas modlitwy i oczekiwać odpowiedzi. A teraz w skrócie moja historia. Zawsze miałam zwyczaj się zakochiwać i zawsze wydawało mi się, że to ten jedyny. Kiedyś zapytałam się Boga, czy to ten. Odpowiedź brzmiała: nie. I faktycznie, jakiś czas po tym on znalazł sobie miłość swego życia. Nie mogąc znaleźć swojej połówki, zapytałam się Boga kogo On ma dla mnie. Wówczas mi odpowiedział (nawet szczegółowo). Okazało się później, że ten mężczyzna ma kobietę "swego życia" i zamierza się z nią ożenić. Wówczas poczułam się oszukana przez Boga i zadałam Mu kolejne pytanie, czy aby się nie pomylił wskazując mi tego konkretnego mężczyznę. W odpowiedzi otrzymałam, że oni nigdy się nie pobiorą, bo nie są dla siebie stworzeni. Po dziś dzień są ze sobą i nie mogą się pobrać, pomimo iż wiele razy próbowali - zawsze coś im staje na drodze. A ja... nie mam jakoś sumienia wchodzić im w drogę...bo sprawa jest bardziej skomplikowana.
 suzlili: 16.08.2010, 17:02
 Może nie jest to najlepsze źródło mądrości życiowych, ale kiedyś usłyszałam w jednym z odcinków Dr. House wypowiedź, która bardzo mi się spodobała: "zbieg okoliczności to Bóg działający incognito". Ja wierzę w przeznaczenie, tzn. że w danym miejscu i czasie spotkam osobę z którą będę chciała spędzić resztę życia i że to Bóg maczał palce w naszym spotkaniu;) Może nawet już znalazłam, choć nie jestem jeszcze tego na 100% pewna.
 piotrek: 12.08.2010, 00:53
 wydaje mi sie ze moj wspolokator spi se musze oszczedzic dluzszego komentarza(klawiatura brzeczy), ale ja tu jeszcze wroce
 Malwina: 31.07.2010, 12:10
 Do Gosi ;-) jestem dokładnie tego samego zdania i powiem wiecej, jestem w bardzo podobnej sytuacji. Spotkałam kilka miesiecy temu człowieka, przy którym od razu poczułam się" inaczej" dobrze. spotkaliśmy się kilka razy i tak jak napisałaś "dawał znaki" (tak mi sie wydawało). nie widujemy sie juz, czasami do siebie napiszemy. mieszkamy w tym samym miescie. Nie ma dnia zebym o nim nie myslała, czasami jest mi bardzo cieko to sobie popłaczę. mam wrazenie, ze to "ten, na którego czekam". Jednak niestety kontakt się urwał i jest bardzo sporadyczny. Dlaczego wiec pjawił się na mojej drodze? wzbudził we mnie uczucia, ktorych nie mogę sie pozbyć do dzis? dlaczego los nie pozwala nam byc razem lub chociaż spróbować. Każdego wieczora kazda moja modlitwa konczy sie wlasnie prosba o niego. nie pisze i nie dzwonię, zeby nie poczuł że jestem upierdliwa. Zastanawia mnie jednak fakt dlaczego los lub Bog pozwolił nam sie spotkać i nie potraktować tej znajomości jak każdej innej, która mogła się zacząć od takiej samej sytuacji....nie znam odpowiedzi i czekam, nie wiem tez czy jest to jakaś próba, czy faktycznie nie jest nam pisane byc razem. nie chodzę do wróżek (choc i taki pomysł już miała) bo ufam , ze Pan wybierze najlepsze rozwiazanie. Jeśli zdecyduje ze nie będziemy razem, zrozumiem, ale niech mi to twardo "powie", żebym nie miala złudzeń. Ehhh... to sie wyzaliłam ;-)
 Ania do Bożki: 31.07.2010, 10:55
 Moze powinnaś sie modlić za siebie, też ciagle modliłam się o dobrego meża bym spotkała człowieka dobrego, poboznego z którym mogłabym załozyć rodzine i być szczęśliwa, jednakze po długim czasie modlitwy nieskutecznej natrafiłam na artykuł na stronie prawdopodobnie katolik.pl ze mozelie jest ze źle sie modle dlatego Pan nie wysłuchuje moich prós, ze moze powinnam sie modlic za siebie, bym była dobra, kochała bliźniego jak siebie samego, bym wyzbyła sie wad a serce wypełniło miłoscią by wtedy ten mój wybranego mógł mnie zauważyc mógł dostrzec tą dobrą dziewczyne którą wybierze na zone, teraz modlę sie oto bym była lepszym człowiekiem. Osobą która podoba się Panu Bogu.
 Gosia: 29.07.2010, 23:37
 W życiu spotykają nas różne sytuacje, czasami dla nas niezrozumiałe, niepojęte że tak może być. Wierze, że Pan Bóg ma dla nas przeznaczony plan, oczywiście mamy wolną wolę i my sami mamy dokonywać wyborów. Pan Bóg nie będzie nam narzucał swojej woli. Stawia nas w różnych sytuacjach, lub poznajemy różnych ludzi i my mamy zdecydować czy wejdziemy w to czy nie, zaangażujemy się, poznamy kogoś czy stwierdzimy,że on nie jest dla mnie i będziemy szukać dalej. Warto każdą sprawę jaka nas spotyka, jak mamy dokonać jakiegoś wyboru i nie wiemy czy nasza decyzja podjęta będzie właściwa, przemodlić i zdać się na los. Wtedy tak Pan Bóg pokieruje bieg wydarzeń, że ułoży nam się może nie wedle naszych zamierzeń, może całkiem o 180 stopni inaczej ale patrząc później z perspektywy czasu to będzie dla nas najlepsze rozwiązanie. Potem okazuje się,że gdybym pozostawała uparcie przy swoim z dokonanego wyboru nie byłabym szczęśliwa. Bóg wie lepiej, zna każdą naszą ścieżkę i wie gdzie będzie nam lepiej gdzie będzie nasze szczę szczęście. Warto tak postępować naprawdę. :) Ponadto daje nam wskazówki i stawia na naszej drodze odpowiednich ludzi, którzy maja nam coś uświadomić. A w sprawie przyszłego partnera- należy się modlić o dobrego męża, żonę. Wiem z mojego punku widzenia, że gdybym się nie modliła o dobrego męża już mogłabym chodzić z jakimś chłopakiem, ale czy byłabym sczęśliwa z nim? Patrząc i analizując z perspektywy czasu stwierdzam,że nie, nie tego szukam. Chciałam koniecznie i na siłę zaangażować w żwiazek, bo sugerowałam sie, że wszyscy mają tylko nie ja, bałam się otwarcie powiedzieć, że nie nie mam chłopaka. Dzięki Bogu zrozumiałam wszytko i te związki w które mogłam wejść byłbyby porażką, to nie byłaby prawdziwa miłość. Teraz przestałam się wszytkim przejmować i zawierzyłam cale moje życie Bogu, Maryji, która nas kocha i chce naszego szczęścia. Wierzę, że przyjdzie odpowiedni czas, że Pan Bóg pokieruje tak bieg wydarzeń, że postawi mi odpowiednią osobę z którą ułożyłabym sobie życie. Tylko potrzeba czasu i cierpliwość z którą u mnie trochę kiepsko, ale pracuje nad tym :-) i nie zawsze jest łatwo....Może mam teraz czas na inne rzeczy, studia, praca, może jest to ten czas. Modlitwy nasze w różnych sprawach zawsze zostają wysłuchane, tylko Trzeba zaufać Panu. Bóg chce naszego szczęścia i kocha nas bardzo. Tylko mnie zastanawia czy będę wiedziała, że to ten, czy nie przegapię tego? Poznałam kogoś, ale ta osoba sama nie wiem czy jest mną zainteresowana, niby daje oznaki, że nie jestem jej obojętna, patrzy się cały czas, ale jak wyjdę do niego czy coś się zapytam to ucieka, nie podejmuje w ogóle rozmowy. Jak mam takie człowieka rozumieć czy zależy mu na mnie czy nie ? Może nie chce na razie wchodzić w związek?
 
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] (8) [9] [10] [11]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej