Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy istnieje przeznaczenie?

     Czy istnieje przeznaczenie w miłości? Czy jest na tym świecie jeden, jedyny człowiek wskazany nam przez Boga i żaden inny? Czy tylko z tym jednym będziemy szczęśliwi? Jak rozeznać, że to już "ten"?

     Zdecydowanie nie ma przeznaczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma rozum i wolną wolę, po to by rozeznawać i podejmować decyzje. Człowiek nie jest zdeterminowany przez okoliczności zewnętrzne, siłę wyższą czy wewnętrzny imperatyw pchający go do określonego działania, określonych wyborów. To nie jest tak, że Bóg określa szczegółowo naszą ścieżkę życia, planując z góry co będziemy robić i jakich wyborów dokonamy. Gdyby tak było to nie byłoby przestępców - Bóg przecież dla żadnego człowieka nie zaprogramował drogi zbrodni. To nawet nie jest tak, że Bóg wybiera jedną, jedyną, konkretną osobę na naszego partnera życiowego (i tu już słyszymy głosy sprzeciwu - zaraz to wyjaśnimy). Owszem, mówi się potocznie, że to "ten", "druga połówka", "jedyny" itp. I owszem - to ten, jedyny, wybrany przez nas w takich okolicznościach, w jakich dane nam było się znaleźć.

     Ale przecież często słyszymy, że ludzie są sobie przeznaczeni, że się znaleźli, że "takie było ich przeznaczenie". Czy to oznacza, że ci ludzie musieli związać się właśnie ze sobą? Że gdyby się nie spotkali to byliby samotni?

     Otóż wyobraźmy sobie, że z jakichś względów emigrujemy do Australii. Powiedzmy, że świetnie nauczyliśmy się języka, dostaliśmy tam pracę, no jednym słowem - zasymilowaliśmy się z miejscowymi. I nagle ktoś się nami interesuje. Z wzajemnością. Czy mamy mu odmówić tylko dlatego, że (jak nam się wydaje) w kraju ojczystym jest zapewne ten, którego mi Bóg przeznaczył? Czy może ten jedyny to właśnie ów Australijczyk a gdybyśmy zostali w kraju to nie mielibyśmy szansy go spotkać?

     A gdybyśmy jednak do tej Australii nie wyjechali, tylko rozważając taką możliwość, dokonując rozrachunku plusów i minusów wyjazdu ostatecznie zostali w kraju. I też nam się ktoś podoba. Czy to ten? No - niektórzy powiedzą- zapewne ten. To samo środowisko, kultura itp. No ale wtedy nie poznamy owego Australijczyka, którego poznalibyśmy wyjeżdżając...

     A gdyby trzeba było mieszkając w kraju przenieść się powiedzmy do Szczecina? To co, mamy nie wyjść za mąż, bo mój "jedyny" zapewne jest gdzieś w miejscowości lub okolicach, z których pochodzę?

     To nie jest tak, że jest jedna, jedyna droga w życiu każdego człowieka. Jest ich bardzo wiele i (uwaga!) wiele z nich jest zgodnych z wolą Bożą. Bóg nie określa jedynej właściwej, tak jak nie określa, że z tym a tym człowiekiem o tej i o tej godzinie tego roku w tym kościele mamy się związać sakramentem małżeństwa. Po co by nam wtedy była ta wolna wola? A jak trudno byłoby w nią "trafić"! Toż to by była udręka przez całe życie tak się zastanawiać czy ja robię to co Bóg dla mnie zaplanował czy nie?

     Bóg widzi naprzód, widzi nasze życie i widzi konsekwencje wyboru każdej drogi, każdej podjętej przez nas decyzji. Tych możliwości przed nami kładzie wiele, bardzo wiele, może nawet nieskończenie wiele??? (to już materia dla teologów). I nawet jeśli nam daje powołanie, jakieś określone powołanie to wcale nie znaczy, że jesteśmy tym tak zdeterminowani, że nie wolno nam wybrać nic innego (przeważnie jednak wtedy tak jest, że sami chcemy je wybrać, ale z przymusem to nie ma nic wspólnego). Jednak to tylko jedna z wielu dróg, którą Bóg przed nami kładzie - to jego zaproszenie i od nas zależy czy z niego skorzystamy czy nie. Mało tego, nawet wtedy gdybyśmy i rozeznali i najpierw chcieli je realizować ale potem z jakichś względów je odrzucili to też nic się nie dzieje. Może będziemy niespełnieni - tylko tyle. Ale nie mamy grzechu ani nie powinniśmy żyć w przeświadczeniu, że Bóg nas ukarze za nieposłuszeństwo. A takie przeświadczenie ma niestety czasami miejsce. Bo bywa nieraz, że kobieta w małżeństwie, z kilkorgiem dzieci cierpi niepotrzebnie, bo kiedyś tam po maturze odczuła pociąg do Karmelitanek, no ale później poznała Marka i wyszła za niego za mąż. Niby jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuje wyrzuty sumienia, bo może jednak powinna pójść do zakonu. I dręczy się tą myślą i dręczy a to całe jej nieszczęście z tego dręczenia wynika, nie z tego, że z Markiem jej źle, tylko, że ona już zgorzkniała i sztuczne wyrzuty sumienia ją zjadają. Albo dziewczyna wyszła za mąż ale cały czas się zastanawia czy z poprzednim chłopakiem nie byłoby jej lepiej? Czy tamten nie był jej "przeznaczeniem"? Ano byłoby lepiej albo i nie było, a teraz ma męża i nie czas na takie dywagacje.

     No wszystko dobrze, ale jednak wokół nas na pewno są ludzie, o których możemy powiedzieć, że Bóg zetknął ich ze sobą.

     Tak naprawdę Bóg zawsze to czyni. Jednakże nie narzuca Swojej woli. Daje możliwość, okoliczności, czasem faktycznie tych znaków daje więcej (i wtedy ludzie mówią: o, tak, to przeznaczenie), nieraz bardzo mało. Na pewno jest tak, że Bóg powoduje zetknięcie się ze sobą ludzi, których możemy wybrać na małżonka. No bo gdyby tego nie zrobił to jak możliwy byłby wybór? Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież niektórzy rozeznają źle lub wiążą się np. z człowiekiem żonatym - i co, Bóg tak chciał? Przecież ich ze sobą zetknął. A, tak, zetknął, tak jak to czyni z setkami osób w naszym życiu. Czy to oznacza, że każdy z nich jest potencjalnym kandydatem na małżonka? Na pewno nie. Jednak jeszcze raz powtórzymy - nie jest tak, że wśród osób, których Bóg nam daje poznać jest jeden właściwy i jeśli zgadniemy który - to będziemy szczęśliwi, a jak nie to pudło i mamy pecha na całe życie. No i świadomość, że jak się pomylimy to ta druga połówka od "prawdziwej miłości" będzie gdzieś istnieć bez nas. Bóg nie jest złośliwy. I dlatego dziękujmy Mu, że nie ma "jedynej słusznej" miłości.

     Jak w takim razie rozeznać?

     Ano właśnie Bóg nam po to dał rozum i wolną wolę, żebyśmy określili: czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? I mnóstwo innych pytań. To są nasze drogowskazy. I na tej podstawie decydujemy się lub nie.

     I teraz: jeśli spośród tych wielu osób decydujemy się na tę jedną i kochamy ją tak, że pragniemy jej dobra, to dzięki rozeznaniu (rozum) i decyzji (wolna wola) wybieramy ją na małżonka. A jak już wybierzemy to ślubujemy jej miłość, wierność i uczciwość... i nie zastanawiamy się czy gdzieś ktoś byłby lepszy, bo my już mamy męża. Nie myślimy czy wystarczająco pragniemy tego dobra i czy nie będzie w życiu sytuacji, że byśmy dla kogoś tego dobra zapragnęli jeszcze bardziej. Wtedy nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanawiać czy gdzieś indziej jest jeszcze jakaś miłość. Po prostu nas to nie obchodzi.

     A jeśli nawet się nie zdecydujemy związać z daną osobą a po latach widzimy, że może jednak trzeba było to absolutnie nie należy rozpaczać i twierdzić, że swoją szansę się przegapiło czy straciło. Bóg nie jest okrutny i widzi, że wtedy nie byliśmy w stanie (z jakichś względów) podjąć decyzji. A zatem tworzy nam nowe szanse.

     Dlatego jeszcze raz powtórzymy: nie ma czegoś takiego jak "przeznaczenie", nie ma ludzi sobie "przeznaczonych". Człowiek ma prawo wyboru i decydując się być z konkretną osobą czyni tak, ponieważ tego chce. Dlatego nie należy ufać żadnemu "przeznaczeniu". Ufać Bogu. Ufać, że On przygotował dla nas wiele wspaniałych możliwości. Modlić się o rozeznanie, o światło Ducha Św. która z nich byłaby dla nas najlepsza. Modlić się o dobrego męża lub żonę. I ufać, że Bóg w decydującej chwili da nam takie światło, że będziemy mogli podjąć świadomą, dobrą decyzję.

     WASZE LISTY

     Gosia, 28 lat: Przeczytałam to co piszecie o przeznaczeniu. Czy jednak Bóg zrobił mały wyjątek dla Sary i Tobiasza (księga Tobiasza 6, 18-19)?

     No właśnie. Co jednak z Tobiaszem i Sarą? Przecież Tobiaszowi anioł wprost mówi o Sarze, że jest dla niego przeznaczona. Czy zatem Bóg dla nich zrobił wyjątek czy może jednak czasem ingeruje wprost w ludzkie wybory?

     By dobrze zrozumieć fragment Biblii o Tobiaszu i Sarze należy wziąć pod uwagę wszystkie zasady czytania Biblii, tzn. nie czytanie dosłowne, tylko w kontekście historycznym, społecznym itp. Ponadto należy sięgnąć do oryginału i zobaczyć jakie słowo tam występuje i czy w przekładzie na język polski jest to rzeczywiście "przeznaczona". Bo nieraz jest tak, że dany wyraz nie ma polskiego odpowiednika i szuka się słowa najbardziej zbliżonego. Według nas "przeznaczenie" Sary Tobiaszowi należy rozumieć jako "danie" mu jej a nie jedyną możliwość. Niejako stworzenie szansy, dając jednocześnie wybór. Myślę, że Tobiasz tak też odebrał słowa anioła: jako szansę - w formie zachęty a nie rozkazu. Zauważmy, że Tobiasz przecież chciał dokonać tego wyboru, ponieważ pokochał Sarę. Gdyby tak nie było Bóg nie przymusiłby ich do czegoś wbrew ich woli, gdyż nie byli (tak jak i my nie jesteśmy) jedynie marionetkami w Jego ręku, ale tymi, których stworzył na Swój obraz i podobieństwo.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 ja,x.: 08.01.2014, 10:17
 ... odnalezlismy sie ,pokochalismy lecz to nie bylo z Bozej woli ,nie ta droga ,ktora miala nas polaczyc .stala sie ,,slepa uliczka,, z ktorej trudno bylo wowczas wyjsc na droge wlasciwa. gdy zbladzimy i wejdziemy na droge, ktora nie podoba sie naszemu Panu Bogu Cierpimy,b cierpimy i dochodzi do naszej woli, ze to nie byla ,,ta ,wlasciwa droga,,
 Marcin: 05.01.2014, 06:08
 Czyn rodzi zwyczaj ,zwyczaj rodzi charakter a charakter rodzi los
 Wracający do siebie: 05.01.2014, 00:58
 Życie, wszechświat, fizyka, matematyka.. wszystko oparte jest na elementarnych prawach przedstawionych jako stosunki liczbowe, proporcje, wektory. Załóżmy, że w idealnych warunkach doprowadzimy do idealnej sytuacji... Mamy dwie kule, które chcemy zderzyć, z określoną początkową prędkością i pod określonym kątem. Idealne warunki będą sprzyjały temu, aby eksperyment kończył się za każdym razem tym samym wynikiem. Zderzajmy trzy kule, 4 kule, milion kul... Każda z nich odbije od następnej, przy każdym powtórzeniu eksperymentu w ten sam sposób, pod tym samym kątem, i będzie w ten sam sposób traciła energię. Wyobraźmy sobie teraz, że nasz wszechświat jest pojedynczym eksperymentem, w pewnej przestrzeni rozrzucono niezliczoną ilość atomów, które mają początkową energię i kierunek, i będą się zderzać z innymi. Powtórzymy to drugi raz i trzeci, czwarty. Za każdym razem "losy wszechświata" potoczą się tak samo. Jest przeznaczenie, wynikające z matematyki i praw fizyki. Nie możemy tylko przewidzieć przyszłości, bo nasz horyzont obserwacji jest ograniczony. Postępowanie ludzi... Ludzie wywodzą się z atomów i cząstek, są skomplikowanymi układami. Do tego dochodzi psychika, umysł, dusza. Każdy ma cechy.. silniejsze, słabsze. Nieustannie trwa wojna między nimi. Spróbuj postanowić, że przez dwa dni nie wstaniesz z łóżka... Nie zrobisz tego jeśli Twoje cechy charakteru nie pozwolą. Spróbuj wejść na Mount Everest... nie zrobisz tego, jeśli Twoje cechy nie będą na tyle silne, by pracować na to przez 10 lat. Kiedyś cząstki, które Cię tworzą były obecne gdzieś w przestrzeni i logika matematyczna, prawa fizyki nadały im kierunek. Całe grupy cząstek przechodziły przez różne stany.. może były gazem, pyłem.. Informacja zapisana w konfiguracji cząstek w przestrzeni pozwoliła zbudować pewien byt, ciało. Z ciała powstałeś Ty. Układ o określonej energii, układ cech o różnych siłach. Tego nie da się zmienić. A czy kogoś spotkamy ? To zależy od szczęścia czyli tego co nam zaplanował Bóg na samym początku. Będąc Istotą idealną, w nieskończenie, krótkiej chwili dał początek wszystkiemu. Wolna wola... tak mamy ją.. to właśnie to, że możemy wierzyć w Pana, albo nie wierzyć. Bo to jedyna rzecz, niezależna od biegu wydarzeń... nasze przeżycia wewnętrzne i rozważania.
 anonim: 02.01.2014, 19:00
 według mnie jeżeli ludzie są sobie przeznaczeni to będą ze sobą prędzej czy później, gdzieś spotkać się muszą. TO JEST PRZEZNACZENIE. Niezależnie od tego jakiego wyboru dokonamy pisana nam osoba i tak pojawi się na naszej drodze, obojętnie która pójdziemy. Niektórzy wychodzą za mąż lub żenią się parę razy i dopiero po tych kilku razach poznają swoją prawdziwą miłość z którą są do końca życia. Dlatego nie do końca zgadzam się z powyższym tekstem.
 kk: 09.12.2013, 23:14
 Całkowicie się nie zgadzam z powyższym.To fakt, każde działanie ponosi za sobą skutek ale to że stajemy na rozdrożu i wybieramy jedną z dróg, to tylko pozorny wybór, to co wybieramy już jest dawno nam przeznaczone.
 iris: 30.11.2013, 16:35
 Z całą pewnością stwierdzam ,na podstawie doświadczeń z własnego życie iż jest przeznaczenie.Ale tylko od nas zależy czy pójdziemy drogą przeznaczenia, czy postanowimy troszę ją obejść bokiem.Troszeczkę pobłądzić,by w końcowym rezultacie,po burzliwych przejściach powrócić na wyznaczoną nam drogę.
 Ania: 28.11.2013, 22:55
 Chciałabym w to wierzyć, ale ja w swoim życiu nie miałam szczęścia poznać prawdziwej miłości, mając 33 lata zastanawiam się dokąd moje życie zmierza, chyba do nikąd, szkoda słów, bo już tyle żalu do Boga wylałam a tu nic
 Co teraz?: 25.11.2013, 22:48
 Witam, jestem z chłopakiem od 1,5 roku, bardzo się kocham, nie widzę świata po za nim. Cały czas za sobą tęsknimy i chcemy być razem. Mamy jednak poważny problem, ja jestem bardzo wierząca, chodzę co niedzielę do kościoła, regularnie do spowiedzi i komunii. On natomiast też uważa się za osobę wierzącą, ale za nim mnie poznał nie chodził zbyt często do kościoła, bo nie było mu to potrzebne, teraz chodzi ze mną w każda niedziele, ale nie był u spowiedzi z 10 lat i nie ma zamiaru pójść. Chciałabym w przyszłości wyjść za niego za mąż, on też myśli o przyszłości, ale powiedział, że do spowiedzi nie pójdzie. Co mam zrobić?. Nie chcę z nim mieszkać bez ślubu, a on nie pójdzie do spowiedzi
 teresa: 22.11.2013, 21:10
 Panie,postawiles na mojej drodze jego.Myslalam,ze cos zakwitnie,ze to nie przypadek.I cisza...Może nie jest mnie wart?Pomóz mi Jezu,daj mi znak.
 Sandra: 13.10.2013, 09:12
 Kiedys kolezanka pokazala mi piosenke pewnego piosenkarza. Uznalam, ze chlopak ma talent ale zadnego wiekszego zainteresowania z mojej strony. Pewnej nocy on mi sie przysnil. W tym snie bylismy razem i bylismy szczesliwi. Teraz jestem w nim zakochana, chociaz nie jest on dla mnie w tej chwili osiagalny. To trwa juz 4 lata.Od tamtej pory codziennie modle sie o to aby Bog dal mi szanse bycia z nim w zwiazku. Mialam szanse zobaczyc go na zywo na jego koncercie, ale nie moglam z nim porozmawiac. po tym wydarzeniu plakalam z tesknoty z nim, ale jednoczesnie bylam szczesliwa , ze moglam go zobaczyc. Ja rowniez spiewam i pisze piosenki. Kazda jest o nim. Mam nadzieje ze kiedys bede mogla je nagrac i sprawic ze zwroca one uwage mojego ukochanego. Co to moze oznaczac? Bardzo prosze o odpowiedz.
 Sandra: 12.10.2013, 23:57
 Kiedys kolezanka pokazala mi piosenke pewnego piosenkarza. Uznalam, ze chlopak ma talent ale zadnego wiekszego zainteresowania z mojej strony. Pewnej nocy on mi sie przysnil. W tym snie bylismy razem i bylismy szczesliwi. Teraz jestem w nim zakochana, chociaz nie jest on dla mnie w tej chwili osiagalny. To trwa juz 4 lata.Od tamtej pory codziennie modle sie o to aby Bog dal mi szanse bycia z nim w zwiazku. Mialam szanse zobaczyc go na zywo na jego koncercie, ale nie moglam z nim porozmawiac. po tym wydarzeniu plakalam z tesknoty z nim, ale jednoczesnie bylam szczesliwa , ze moglam go zobaczyc. Ja rowniez spiewam i pisze piosenki. Kazda jest o nim. Mam nadzieje ze kiedys bede mogla je nagrac i sprawic ze zwroca one uwage mojego ukochanego. Co to moze oznaczac? Bardzo prosze o odpowiedz.
 szczesliwa: 29.09.2013, 11:56
 milosc przychodzi niespodziewanie ale wtedy kiedy na nia zasluzymy dlatego ja chcialam wam powiedziec ze nie ma sie czego wstydzic i prosic boga o to czego szukamy potrzebujemy... pisze o tym gdyz mialam bardzo przewrotne zycie nie docenialam ludzi mezczyzn ciagle odtracalam nie bylam szczesliwa odchodzilam raniac... dostalam nauczke niezla bolalo ale wiele tez zrozumialam... prosilam boga aby mi pomogl sie odnalesc i wierzyc ze wszystko sie ulozy... moglilam sie i dostalam mezczyzne ktory pojawil sie nagle nawet nie przypuszczalam ze to on moze byc teraz moim partnerem... jest wspanialym dobrym czlowiekiem o bardzo wrazliwej osobowosci a co najwazniejsze ma cudowne serce jest kochany... pamietajcie nie vzbudujecie zwiazku patrzac na wyglad on nie jest atr czlowiekiem lecz ma piekna osobowosc i jest wspanialym czlowikiem dla mnie i jestem z nim szczesliwa polaczyl nas bog tak los chcial takze wierze ze i wam sie uda ale wiecej wiary w boga i nie omijajcie kosciola uczeszczajcie czesto i nie wstydzcie sie mowic czego potrzebujecie on wam wynagrodzi za to jacy jestescie... pozdrawiam
 minka: 31.08.2013, 20:35
 uwazam ze jest przeznaczenie i ma ono duzo wspólnego znaszym wczesniejszym zyciem inaczej mozna by było zarzucic Bogu ze jest niesprawiedliwy ato przeciez my poprzez swoje niektóre wybory złe czy dobre kreujemy nasze przeznaczenie jeste tyle chorób wypadków zła na swiecie ze błedem było by myslenie ze nie istnieje przeznaczenie inaczej mówiac kazdy musi odpokutowac to co złego zrobił nie koniecznie w aktualnym zyciu
 Monika: 22.08.2013, 02:05
 Miałam ostatnio dziwne zdarzenie.Zaspałam z koleżanką na jeden pociąg do Warszawy a następny nam uciekł.Kolejny pociąg odjeżdżał dopiero o 20 więc zdecydowałyśmy że pojedziemy do Sopotu.Bez problemu znalazłyśmy kwaterę i wieczorem poszłyśmy na dyskotekę.Gdy byłam w jednym klubie moja koleżanka zobaczyła że jest obok następny i tam poszłyśmy.Poznałam w nim przystojnego barmana.Po 2 godzinach koleżanka chciała mnie wyciągnąć gdzieś indziej ale padał deszcz i musiałyśmy zostać w tym clubie.Ponieważ często z nim rozmawiałam dostał przeze mnie ochrzan a ja wyszłam z clubu żeby nie miał żadnych kłopotów.Następnego dnia musiałam już wracać do Warszawy.Planowałam wrócić po jutrze ale nie dość że się rozchorowałam to nie mam z kim tam pojechać.Nie mogę przestać o nim myśleć.Jak myślicie po co miałam go poznać ?Jeśli teraz chcę do niego wrócić a coś mi na to nie pozwala
 anka: 16.07.2013, 13:34
 No prosze,a gdzie w tym wszystkim milosc? Przeciez to ona loczy ludzi.A Bog jest miloscio....A co gdy dwoje ludzi kocha sie nade wszystko miloscio duchowo ,dby nie mogo bez siebie zyc ,bo czujo przynaleznosc...i moze do tego dodac ze jedno jest wiezoca a drugie nie...
 anka: 16.07.2013, 13:34
 No prosze,a gdzie w tym wszystkim milosc? Przeciez to ona loczy ludzi.A Bog jest miloscio....A co gdy dwoje ludzi kocha sie nade wszystko miloscio duchowo ,dby nie mogo bez siebie zyc ,bo czujo przynaleznosc...i moze do tego dodac ze jedno jest wiezoca a drugie nie...
 niedzielnax: 07.07.2013, 20:20
 Ja nadal i tak tłumaczę sobie, że przeznaczona jest mi osoba ta którą kocham, ponieważ dlaczego gdzie nie pójdę spotkam go, mamy bardzo dużo wspolnego, lubimy to samo i nienawidzimy to samo. Mysle o nim i tylko o nim. Planuje przyszlosc i ja wierze w to ze Bóg chce zebym z tym czlowiekiem byla skoro daje mu mozliwosci bycia tam gdzie ja. Jak to nazywam przeznaczeniem i gdy przeczytalam tamto wyzej nie przeznaczenie nie istaniej zrobilo mi siee przykro, ale kazdy to sobie inaczej tlumaczy.
 ten: 06.07.2013, 17:59
 istnieje przeznaczenie i jest to zgodne z chrzescijanstwem, zaprzeczanie przeznaczeniu jest niezgodne z chrzescijanstwem,z wiara w Boga, dla kazdego czlowieka Bóg ma plan,kazdy jest po cos, wazne by odnalezc w sobie kim tak naprawde jestem,jaki Bóg ma dla mnie plan,by odnalezc swoje powolanie, swoje przeznaczenie
 I o co tu chodzi?: 26.06.2013, 12:51
 Chciałam tylko dla własnego spokoju napisać ze nie wyszło nam. Nie pasujemy do siebie jako para. Nie da się pokochać kogoś na silę zarówno on jak i ja. Pozostaje pustka, samotność. Do d...z takim życiem.
 I o co tu chodzi?: 28.05.2013, 14:28
 Zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiam o co tu w tym wszystkim chodzi jak... Nie wytrzymywałam w domu (ojciec alkoholik), obrona mgr, stres chciałam się wyprowadzić z chłopakiem wkroczyć w samodzielne inne życie (choć nie wyglądam mam 28lat) i właśnie wtedy...po prawie 6 latach zw zostawił mnie ten, o którym myślałam ze jest mi przeznaczony, jest tym jedynym...bo jak powiedział kocha ale nie tak (dla mnie totalna paranoja bo po takim czasie spędzonym razem nigdy nie jest tak samo, każdy zw ma swoje etapy). Legło w gruzach wszystko, życie straciło sens. W tym samym czasie do mojej pracy przyjął się chłopak młodszy ode mnie o 5 lat, który w tym samym czasie zakończył swój 5 letni zw. Porzucił poprzednią pracę, bez wypowiedzenia zamykając sobie tym samym powrót. Wypełniał mi czas po pracy, był swego rodzaju pocieszaczem. Dla mnie to była ucieczka od problemów bólu i cierpienia, dla niego zaczęło to znaczyć coś więcej. Przeszkadzał mi jego wiek, miałam go za "gówniarza", nie mogłam sobie poradzić z myślami o byłym, nie sądziłabym nigdy że taka syt mnie spotka. Nie wiem czemu ale spotykałam się z nim dalej, nic mu nie obiecując mówiąc prawdę o moich uczuciach a raczej ich braku (miałam wrażenie, że mam serce z kamienia niezdolne do głębszych uczuć). W dodatku w pracy nie dawali nam żyć, mieszali, obgadywali, knuli intrygi. Ja byłam gotowa zerwać znajomość, on się w końcu zwolnił bo syt była nie do zniesienia. Ja chciałam uciec z patologicznego domu, on szukał mieszkania (mógł wrócić do mamy ale chciał ze mną mieszkać). Po 2m-ach spotykania się nie do końca dojrzale i przemyślanie zamieszkaliśmy razem na kolejne 2m-ce. Było to najgorsze doświadczenie, byłam strasznie nieszczęśliwa. On nie miał pracy, ja utrzymywałam wszytko (mi to nie przeszkadzało ale jemu bardzo). Nie był tym samym chłopakiem-zupełnie ktoś inny (smutny, zamknięty w sobie, nie potrafiliśmy się dogadać, różnica wieku dała o sobie znać, przyzwyczajenia z poprzednich zw, to że się mało znamy, czułam się jak mama a nie partnerka). Wiele razy płakałam dlaczego mnie to spotyka co ja wogule zrobiłam najlepszego, dlaczego mnie X zostawiłeś, jak mam to przetrwać...Jak się okazało jego zachowanie wynikało z problemów, tym ze ja utrzymuje mieszkanie, jego długi z przeszłości przychodziły jeden po drugim. Wszystko było nie tak i los dawał znaki, że nie jesteśmy dla siebie i to była totalna pomyłka. Padła decyzja o wyprowadzce lecz byciu dalej razem. Dalej nie dawali nam spokoju znajomi, wtrącali się i znów byłam bliska by to skończyć. Dalej źle się czułam że oszukuje sama siebie, że jestem z nim na siłę, bo to nie to co przeżyłam kiedyś z innym. Ale od niedawna nadszedł moment ze zaczęło się dziać wszystko jak po kolei powinno było się stać. Docieramy się poznajemy, wiek przestał mi przeszkadzać choć czasami myślę czy jestem normalna ze na to poszłam, dali nam w końcu spokój, przyjęli go do pracy, którą wcześniej porzucił (co graniczyło z cudem). On mówi, że kocha ale ja nie potrafię pokochać go jak tamtego, nie wiem czy to kiedyś nastąpi. Skrzywdziła mnie moja jak myślałam prawdziwa miłość jak zawierzyć komuś kto też zostawił po 5 latach swoją partnerkę. Ja jego miłość do mnie traktuję tak jak dawno temu gdy ex o mnie zabiegał, tyle że wtedy z wzajemnością, młodzieńcze zakochanie się, które minie jak ex miłość do mnie. Wiem że nie można wrzucać wszystkich do jednego wora ale po tym jak on zostawił swoją byłą, mój były mnie jak można wierzyć? Jak już napisałam serce mam jak z kamienia ale widzę u siebie duże postępy, chcę dać sobie szanse, uczę się być szczęśliwą inaczej z kim innym. Wychodzę z założenia, że skoro kiedyś była taka wielka miłość od początku, może będzie teraz tak, że mimo że nie było idealnie jak z bajki miłość przyjdzie z czasem, znajomość która zaczęła się pod górkę skończy cudownie? I jak tu nie powiedzieć, że to wszystko stało się bez powodu... zostawił pracę by po to byśmy mogli się spotkać, dla mnie to niewiarygodne że to się tak potoczyło! Wszystko się waliło a teraz zaczyna mieć sens, układa się, naprawia...czy to przeznaczenie, Bóg tak chciał, czy może wysłuchał moją prośbę, że chcę by się w końcu zaczęło miedzy nami układać (bo w między czasie historia taka była że po opowieściach mojej koleżanki pojechałam specjalnie na Msze Św. do Wrocławia min. za uzależnionych, by Duch Św. zstąpił na wiernych, gdzie nie chodzę do Kościoła, i przez całą Msze byłam sceptyczna nie dotrwałam do końca, poprosiłam Boga jednak pomiędzy chaosem w głowie o to by w końcu było dobrze, że męczę się strasznie i by mi pomógł). Minęło prawie 8 miesięcy jak mnie ex zostawił, ciągle o nim myślę ale mniej. Widzę, że czas leczy rany, wiem że nie przyjdzie mi to od razu ale mam nadzieje ze mi się uda być szczęśliwą...Tak jak tu piszecie być może jest tak, że Bóg ma dla nas rożne opcje a od nas zależy jak z nich skorzystamy, On nam podsuwa pod nos sytuacje, zdarzenia, cierpienia, trudności, po to byśmy byli mądrzejsi w przyszłości. Nie wiem czy to ten jedyny, ale wiem że będę ostrożna i będę walczyła o swoje szczęście bo miłość to też swego rodzaju "walka, kompromisy itp" nic się nie zrobi samo (a tak kiedyś myślałam że miłość to taka piękną jest i wszystko przetrwa, z g...prawda trzeba o nią walczyć i ją pielęgnować). Takie motylki to są i odchodzą a to co się wypracuje tworzy silniejszą więź między ludźmi. Nie wiem może sama się próbuje wytłumaczyć a może trochę mam w tym wszystkim racji. Dziwne to ale na samą myśl, że go nie pokocham dziura mi się w sercu wierci. Tak czy inaczej kończę słowami, które mam nadzieję że dodadzą otuchy i nadziei wielu z Was "Jeśli zamykają się przed Tobą jedne drzwi, dziesięć innych się otwiera".
 
[1] [2] (3) [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej