Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Różnica wieku

     Czy duża różnica wiekowa między kobietą i mężczyzną ma jakiekolwiek znaczenie? Czy istnieje szansa na udany związek między takimi osobami czy lepiej się rozstać? Czy można się dogadać z kimś z innego pokolenia?

     W pierwszym odruchu chciałoby się odpowiedzieć, że jeśli ludzie się kochają to nic ich nie podzieli, a wiek to ma już tutaj najmniejsze znaczenie. Zasadniczo różnice wiekowe zacierają się... z wiekiem tzn. lepiej się dogadają osoby, których dzieli powiedzmy 12 lat, ale ta młodsza ma lat 29 a starsza 41. Będzie tak gdyż są to już ludzie dorośli, o ukształtowanym charakterze, wiedzący czego chcą w życiu. Natomiast zupełnie inaczej ułożą się relacje między 18-latką a 30-latkiem czy między 20-latkiem a 32-letnią kobietą. Oczywiście, jest wiele znanych (nie tylko biblijnych) przykładów udanych związków osób, których dzieli znaczna różnica wieku. Myślę, że prawie każdy ma w swym otoczeniu takie osoby. Nie sięgając daleko: moja prababcia będąc 45-letnią wdową po wojnie poślubiła 22-letniego młodzieńca, nota bene własnego pracownika i żyli długo i szczęśliwie. Dzieci wprawdzie już nie mieli (prababcia miała 4 synów z poprzedniego małżeństwa, z których najstarszy... był starszy od swego ojczyma - nie mówię, że było łatwo między tymi chłopakami ale jakoś się dogadywali) i naprawdę, szczególnie już w starości stanowili w swojej wsi przykład udanego małżeństwa.

     Trzeba jednak powiedzieć, że na pewno taki związek jest trudniejszy niż związek rówieśniczy. Nieco odmienne zainteresowania, nawyki, znajomi. Młodsza dziewczyna (no, powiedzmy, że dziewczyna, bo z reguły to dziewczyna jest młodsza, choć są i odwrotne przypadki) może się nudzić towarzysząc swemu chłopakowi podczas służbowych spotkań: oni rozmawiają o interesach, ona nie ma pojęcia o czym mówią, na dodatek musi wyglądać reprezentacyjnie, uśmiechać się i dobrze by było, żeby od czasu do czasu wtrąciła jakąś inteligentną uwagę choćby na temat sztuki... Albo ona ma ochotę iść potańczyć a czterdziestoletniemu mężowi już nie bardzo się chce szaleć na dyskotece. Na początku ona może rezygnować z tej dyskoteki na rzecz teatru, na początku to może nawet on się przełamie i wybierze się z jej przyjaciółmi na imprezę, ale z czasem oboje będą się czuć nieswojo. Mam taką koleżankę: jej mąż jest z 15 lat starszy od niej. Kiedy ja opowiadam o urlopowych rowerowych szaleństwach z mężem, jak to zmokliśmy w lesie i komary nas pogryzły, jak w ciągu jednego tygodnia nocowaliśmy w pięciu miejscach i rano wyjeżdżaliśmy nie wiedząc gdzie wylądujemy wieczorem widzę taki mały smuteczek w jej oczach: "Ach, Tobie to fajnie, ja z moim Mirkiem to tak nie pojeżdżę". No nie pojeździ. Bo co roku jeżdżą na zorganizowane wczasy w tym samym ośrodku. Trochę smutne. Co wcale nie oznacza, że ona swojego męża kocha mniej niż ja. Absolutnie. Ona tylko tak sobie z nim nie pojeździ.

     Jeszcze jeden aspekt. Starszy partner (z reguły) szybciej odejdzie, zostawi tę drugą stronę wdową lub wdowcem. Tak jakoś wcześnie...a mieli razem na emeryturze chodzić na spacerki i cieszyć się wnukami. Starszy mąż (powiedzmy tak pod siedemdziesiątkę) zaczyna narzekać na kręgosłup albo jakąś inną dolegliwość i pięćdziesięciokilkuletnia żona choć jeszcze w sile wieku parzy mężowi ziółka i smaruje maścią - kochająca żona tak robi i to z miłością - to normalne przecież, tylko tak jakoś...ona jeszcze młoda i na wycieczkę by pojechała i to czy owo zrobiła, ale to już nie na męża siły i samego go przecież nie zostawi.

     Kolejny aspekt to dzieci. Jeśli starszy małżonek ma mniej sił i cierpliwości to ciężar wychowania dzieci w większym stopniu spada na młodszego. Ponadto starsza strona szybciej dąży do urodzenia dziecka, bo zegar biologiczny bije, a młodsza nie czuje się jeszcze na to gotowa. No i tak by można jeszcze długo. Oczywiście są i dobre strony. Starszy partner jest (a przynajmniej powinien być) bardziej dojrzały, mądrzejszy życiowo, często tego młodszego potrafi przestrzec przed popełnieniem jakiegoś błędu, doradzi, przewidzi konsekwencje takiej czy innej decyzji.

     Raczej nie wygłupi się w towarzystwie. Na pewno młodsza dziewczyna czuje się przy boku starszego mężczyzny bezpiecznie.

     Jednakże bardzo ważnym, a wręcz zasadniczym problemem jaki trzeba tu rozważyć są motywy takich związków. Bo bardzo źle jest gdy kiepskie relacje z własnym ojcem i brak poczucia bezpieczeństwa z jego strony popychają dziewczynę w ramiona starszego mężczyzny (mówiąc "starszego" mamy na myśli różnicę wieku ok. 7-15 lat, nie 2-5). Gdy podświadomie szuka ona relacji ojcowskiej w takim związku. Jeśli dziewczyna będzie się zachowywać nie jak partnerka ale jak mała dziewczynka, jeśli będzie oczekiwała od mężczyzny nie oparcia i poczucia bezpieczeństwa jak od męża tylko jak od tatusia. Sami przyznacie, że czego innego oczekujecie i inne macie relacje z ojcem i matką niż z chłopakiem czy dziewczyną, prawda? I teraz, jeśli dziewczyna w domu nie zaznała ciepła i miłości od ojca, jeśli nie pokazywał jej świata, nie był filarem domu, nie łączyły go dobre stosunki z jego żoną, to taka dziewczyna czuje pewną pustkę i próbuje ją zapełnić we własnym związku. Bardzo szybko zatem wchodzi w związek z pierwszym napotkanym człowiekiem, który da jej namiastkę ciepła. Wydaje jej się zatem, że to czego nie dał jej ojciec da jej partner. Chłopcy w jej wieku wydają jej się dziecinni i nie dają jej tego czego ona potrzebuje. Podświadomie więc może szukać starszego mężczyzny. Znajdując go wreszcie czuje że otrzymuje to czego pragnęła. Ale uwaga! - ona zaspakaja swoje potrzeby jak córka a nie jak partnerka. Oczekuje, że ten mężczyzna pokaże jej świat, będzie ją rozpieszczał, spełni jej oczekiwania. Często tak właśnie się dzieje, bo ten starszy mężczyzna jest już ustabilizowany finansowo, do tego cieszy go uroda młodszej partnerki. Mówi się, że niektórzy panowie przeżywają wtedy drugą młodość. Jednak często niestety taki związek okazuje się ogromną pomyłką, za którą przychodzi płacić do końca życia. Bo albo taka dziewczyna pozostaje na utrzymaniu tego mężczyzny i musi podporządkować się jego zasadom (a te jak wiemy bywają bardzo różne!) albo z jakichś względów związek się rozpada: albo on po jakimś czasie znajduje jeszcze młodszą i atrakcyjniejszą partnerkę albo ona nie wytrzymuje takiego życia i odchodzi. Oczywiście nie jest tak w każdym przypadku i nie każdy związek oparty na różnicy wieku tak wygląda, ale w części związków tak właśnie bywa.

     I tu dochodzimy do motywów tej drugiej strony: co starszego mężczyznę pociąga w młodszej kobiecie? Ba, chciałoby się powiedzieć - wszystko! Czy na pewno? Bo o ile nie dziwimy się - tak jak pisałam - związkom trzydziesto-czterdziestolatków to w wypadku 21-letniego chłopaka i 13-letniej dziewczyny jesteśmy zaskoczeni, prawda?

     No bo o czym oni rozmawiają na randkach? Co robią? Czy mają wspólne zainteresowania? Czy to nie dziwne, że student interesuje się dziewczynką z początków gimnazjum? W takim wypadku podejrzewamy, że albo on jest trochę niedojrzały emocjonalnie albo ona bardzo go pociąga - ale fizycznie, bo jakoś naprawdę nie chce się wierzyć, że dogadują się w każdej dziedzinie.

     Często młodsze dziewczyny mówią, że najbliżsi, rodzina i znajomi odradzają im taki związek ze starszym chłopakiem. Czasem nawet dochodzi do sytuacji, że muszą one wybrać między nim a przyjaciółmi. Dzieje się tak dlatego, że przyjaciele doskonale czują tę przepaść między nim a sobą. Po prostu nie czują się dobrze w jego obecności, bo o czym innym rozmawia się w gimnazjum a o czym innym na studiach. To zupełnie różne światy! Czasem też sama dziewczyna boi się lub wstydzi pokazać z nim w towarzystwie: świadczy to o tym, że sytuacja ją przerasta a ona nie jest jeszcze wystarczająco dojrzała, żeby jej sprostać. Rodzice zaś zwyczajnie boją się o córkę, o to czy chłopak ma uczciwe zamiary czy się tylko nią nie bawi.

     Powstaje też pytanie czy taki chłopak rzeczywiście dobrze się czuje w jej towarzystwie. Czy odpowiada mu ona intelektualnie czy też denerwuje go jej dziecinność i takie "nieważne jeszcze" problemy? Czy nie niecierpliwi się gdy musi jej wiele rzeczy tłumaczyć? Czy mają wspólne tematy i zainteresowania? Opowiem coś z własnego doświadczenia. Byłam kiedyś zaproszona przez starszego kolegę na parapetówkę do jego znajomych. Było miło, ale ja się czułam trochę dziwnie. Oto bowiem znalazłam się bardzo eleganckim domu wśród osób, z których każda (prócz tego kolegi) miała już swoją rodzinę. Panie były całkowicie inaczej ubrane i pomalowane niż ja - może to mało ważne, ale ja naprawdę czułam, że mocno od nich odstaję. Tematy, które poruszali i problemy, które omawiali były mi całkowicie obce. Dominowały bowiem rozmowy o dzieciach, kupnie mieszkania czy domu i jego urządzeniu. Ja nawet męża nie miałam więc temat dzieci średnio mnie interesował, a kupno domu kiedy mieszkałam na stancji był dla mnie wizją cokolwiek kosmiczną. Czarę goryczy przelała muzyka z czasów wczesnej młodości tego towarzystwa, przy której oni szaleli jak na dyskotece a dla mnie była to muzyka odpowiednia na wieczór z książką. Na domiar złego, mimo, iż dzieliło nas na ogół nie więcej niż 10 lat wszyscy traktowali mnie jak dziewczynkę, ot, kolejną sympatię owego kolegi, który tak jakoś ciągle nie mógł znaleźć żony.

     Piszę to, by pokazać, że oczywiście sam wiek nie jest przeszkodą, ale może też świadczyć o niedojrzałości starszego chłopaka i nieumiejętności nawiązania relacji z kobietami w jego wieku. Być może potrzebuje on dziewczyny młodszej od siebie, żeby się dowartościować, żeby poczuć się pewniej.

     Bycie z kimś wymaga pewnej jedności w kilku sferach: zarówno fizycznej, jak i intelektualnej, emocjonalnej, także duchowej. Jeśli zatem jesteś młodsza i nie wiesz czy związać się ze starszym chłopakiem zastanów się nad kilkoma kwestiami: czy na pewno jesteście w tych wszystkich płaszczyznach na takim samym etapie? Czy byłabyś gotowa wyjść za niego za mąż? Czy w ogóle jesteś gotowa wyjść za mąż? Bo Twój chłopak jest już dorosły i dziewczyny, z którymi się spotyka powinien rozpatrywać pod kątem przyszłej kandydatki na żonę. Nie mówimy, że ma się od razu żenić, zaznaczamy tylko, że powinien tak patrzeć na dziewczyny: jak na ewentualną przyszłą żonę - i tak je traktować.

     A jeżeli to chłopak jest młodszy?

     Taka sytuacja gdy to chłopak jest kilka lat młodszy jest przyjmowana z jeszcze większą rezerwą. Dlaczego? No tak to już jest, że procesy dojrzewania u mężczyzn przebiegają później niż u kobiet. To jest reguła. W indywidualnym przypadku może być inaczej. Fakt pozostaje faktem, że dziewczynie w takim związku może być ciężej. Bo na pewno nie może odnaleźć się w towarzystwie jego znajomych, a i ma świadomość, że jemu się może "odwidzieć", bo pozna kogoś młodszego. Poza tym na pewno trudniej będzie u niej o poczucie bezpieczeństwa np. ona już pracuje lub kończy studia, a on chodzi do szkoły i do samodzielności to mu jeszcze daleko. A wiadomo, że to mężczyzna ma zapewniać oparcie kobiecie, a nie ona ma mu matkować.

     Jak zatem ocenić szanse takiego związku? Czy lepiej się rozstać czy też może poczekać na chłopaka? Jeśli jesteś starsza i nie wiesz co zrobić popatrz na tego chłopaka teraz tak jakby był Twoim rówieśnikiem: co w nim cenisz, co Ci się podoba? Jak się czujesz w jego towarzystwie? Czy masz poczucie bezpieczeństwa przebywając z nim? Czy nie martwisz się o przyszłość? Czy wyobrażasz go sobie jako męża i ojca? Jaki jest jego stosunek do innych, zwłaszcza własnej rodziny? Czy jest zaradny? Czy jeśli przebywacie razem to on ma pomysły na spotkania czy Ty czujesz się w obowiązku coś wymyśleć? Jaki jest jego stosunek do czystości, do Boga w ogóle? To są ważne pytania, bo nawet jeśli chłopak jest młody, ale jest odpowiedzialny, zaradny, ma pomysły na życie(!) to bardzo dobrze rokuje i wtedy można nawet "poczekać" na niego. Jeśli natomiast jego zachowanie jednoznacznie wskazuje jeszcze na dużą dziecinność, na chwilowe zauroczenie dziewczyną to lepiej darować sobie trudny przebieg i bolesny koniec takiego związku. Podkreślmy, że my tu absolutnie nikogo nie chcemy odwodzić od związku z kimś starszym, choćby o kilkanaście lat. Tak jak mówiliśmy, moja prababcia żyła długo i szczęśliwie. Chcemy tylko zwrócić uwagę, że różnica wieku pociąga za sobą inne różnice między nami i choć prawdziwa miłość "wszystko przetrzyma" to nie zawsze będzie jej łatwo. No i jeszcze jedno: jak długo się znacie? Jeśli bardzo krótko a on już deklaruje, że Cię kocha to znaczy, że myli zakochanie z miłością i bierze owo podobanie się za coś co będzie trwało wiecznie. Bo żeby pokochać tak naprawdę to trzeba (powtarzamy się, wiem, ale to prawda) dobrze poznać. Bo nie można kochać czegoś czego nie znamy, tak "w ciemno". Kocha się zawsze realnie.

     Reasumując:

     Nie ma nic złego w zdrowych związkach z kimś starszym, źle tylko jest jak ktoś w związku oczekuje innej relacji niż powinna być. I dotyczy to wszystkich: i tych, którzy mają w domu dobre relacje i tych, którzy ich nie mają. Jest szansa aby związek, w którym jest różnica wieku, może nawet spora miał pomyślny finał. Jeśli wszystko inne będzie w nim poukładane i we wszystkich innych dziedzinach będziecie potrafili się dogadać. Jeśli to co najważniejsze - hierarchia wartości, zasady będą wspólne, jeśli podstawowe potrzeby będziecie potrafili wzajemnie zaspokoić pozostaje nam życzyć Wam szczęścia.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 c.d. do przylaszczki pospolite: 21.08.2013, 10:56
  zaskoczona ze tak się zmienil w stosunku do mnie, zaangażował się, każdą wolna chwile spedzalismy razem, było fantastycznie. Chociaz poza zyciem osobistym nie było zbyt kolorowo, Pomimo masy problemów które mielismy w międzyczasie potrafilismy zbudowac zwiazek. Byłam go bardzo pewna, chociaz nigdy nie powiedzial, ze mnie kocha to czulam to, w sposób jaki zaczal sie angazowac. Wyznałam mu miłość, zreszta on zawsze wiedzial ze jestem w nim zakochana, ze jestem go pewna w 100% i gotowa na zwiazek, liczyłam, ze odwzajemni moje oczucie jednak przeliczyłam się, rozczarowałam, bylam smutna poniewaz czułam to, myslałam ze mnie kocha. Byl ze mna szczery powiedzial ze bardzo mu na mnie zalezy, ze bardzo duzo do mnie czuje ze to jest duzo wiecej niz przyjazn ale nie moze powiedziec ze mnie kocha bo nie jest zakochany a dla niego kochac kogos to znaczy bardzo wiele. Zawsze był ze mna szczery co do uczuc, wiedzial ze mnie to boli, zawsze powtarzal ze daje 100% z siebie chociaz wie ze nie daje mi tego czego chcialam i marzy abu kiedys dac mi 1% mojej miłosci do niego. Nie wiedzial czy mnie pokocha. Po poł roku planowalam wrococ do kraju na jakis czas rozwijac sie, planowalismy ze bedzimy sie odwiedzac conajmniej raz w miesiacu, sprawdzalismy bilety, daty, wszystko było zaplanowane. Strasznie bałam się wyjazdu, ze nasz zwiazek nie przetrwa, bałam sie zmian, robiłam ciagłe pretensje, wyrzuty, ze jedna osoba nie zbuduje zwiazku za dwóch, on mowił ze nie planuje ze mna przyszłosci, myslał o sobie był strasznie samolubny ale chciał ze mna byc. Nie wytrzymałam, Postanowiłam to skonczyc, powiedziałam mu ze mnie nigdy nie pokocha, ze nic ze mna nie planuje i jedna osoba nie moze budowac wszystkiego za dwie. Po tym zaczal mnie błagac abym zostala, ze chodz nie mamy podstawy i prawda ze mnie nie kocha to tyle nas łaczy i chce ze mna byc nie chce mnie stracic i bardzo mu na mnie zalezy ze moze ta rozloka nas zblizy, ze planuje do mnie przyjezdzac i nasza najblizsza przyszłosc. Wróciłam do niego... kolejne tygodnie kolejne wyrzuty z mojej strony. Przed jego wyjazdem w delegację wszystko było fantastycznie do ostatniego dnia, znowu kolejny pomysł aby zostac tam dluzej dla niego, kolejna kłótnia wypominanie ze mnie nie kocha, ze mam robic cos dla siebie, patrzec na swoja przyszłosc i nie planowac z nim. Zaczał mowic jak moge byc z osoba która mnie nie kocha... (ale przeciez jak chciałam odejsc to nie chciał). Wyjechał... powiedziałam ze ma czas to wszystko przemyslec. Po tygodniu napisał... ze przeciez to nie powod tak to konczyc i ze mialam czas to przemyslec, jednak ja postawilam sie dumą... stwierdzilam ze nie bedzie mnie tak traktowal... i ze albo oboje chcemy byc razem albo to nie ma sensu... nagle zmienil zdanie o 180 stopni ze on mnie nie kocha i nigdzi enas to nie zaprowadzi... nie chciał nawet sie spotkac aby porozmawiac twarza w twarz. Bardzo mnie to zabolalo, i przekonałam go do spotkania... Strasznie plakałam, w ciągu tych 2 tygodniu kiedy czkałam na spotkanie przemyslałam bardzo duzo i widziałam ile błędów popełniłam, w głebi duszy żałowalam swojej dumy, żałowałam każdej kłótni kazdego wyrzutu, cokolwiek powiedzial zawsze widxialam problem i tak bardzo tego żałowałam. On nie chciał juz zmienic zdania... prosilam, błagałam, nic nie dało... Wyjechałam, zostawiłam wszystko... odezwałam sie do niego po 2 tygodniach, nie odpisał... ukrywal przede mna informacje na fb. Po miesiacu napisalam znowu, brakowalo mi go jako przyjaciela, jako osoby, jako bratniej duszy, chciałam chociaz utrzymać naszą przyjazn. rozmawialismy, powiedzial mi ze ma kogos, i sie zakochal, ze 2 tygodnie temu spotkał swoja stara kolezanke ze ja kocha i jest zakochany po 2 tygodniach, ze ona ma cos czego mu brakowało. Mowil ze byl ze mna szczesliwy, nasz zwiazek był ok ale mnie nie kochal... ze ciagle o mni emysli i go bardzo to boli ze tak to wyszło... ze mam myslec o sobie i ze on nie chce słyszec ze go kochałam i go kocham... zablokowal mnie...mowi ze mam to zrozumiec ze to koniec, minely 2 tygodnie, nie odzywam sie sie do niego.... cały czas mam nadzieje, ze wroci... nie potrafie zrozumiec dlaczego nie pozwolil mi odejsc kiedy chcialam... pisal ze to nie powod tak to konczyc a kiedy postawilam sie dumą zmienil zdanie w kilak godzin... Wiem, ze powinnam o nim zapomniec... ale nie ptrafię, zrobilabym wszystko aby wrócil, moze powinnam dac mu czas, jak mogł zakochac się w 2 tygodnie... co o tym myślicie?
 do przylaszczki pospolitej: 21.08.2013, 08:27
  Rozstanie, chłopak mnie nie kocha... Postanowiłam założyc nowy wątek, ponieważ niepotrafie poradzić sobie z rozstaniem, chciałabym poznać Wasze zdanie i porady. Jest to mój pierwszy post na jakimkolwiek forum... dlatego, nigdy nie miałam odwagi podzielić się moimi problemami na forum... Ponad dwa lata temu na studiach zagranicznych poznałam chłopaka. Był on wtedy w 8 letnim związku o, o którym na początku nie wiedziałam. Zaczelismy się spotykać, rozmawiać, spędzać razem czas. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, on strasznie do mnie lgnął, ja do niego zreszta tez, jednak nie tolerowałam faktu ze ma on dziewczynę. Nie chciałam psuć tego co jest między nimi, nie chciałam wchodziś w czyjeś życie. Po kilku miesiącach nadszedł czas powrotu, on pisał mi ze chce z nią skonczyc i chce byc ze mna, ze jej juz nie kocha, ze to miłość siostrzana. Ja nie wierzyłam jednak w te bajki, każdy poszedł w swoją stronę. Strasznie go polubiłam a nawet zauroczyłam, ale wiedziałam ze nie ma to przyszłosci pozatym nie chciałabym być na miejscu jego dziewczyny. Mijały miesiace on wciaż pisał, a ja dalej o nim myslałam. W głębi duszy zawsze liczyłam ze moze kiedyś coś jakimś cudem bedziemy kiedys razem. Po 9 misiacach od zaczecia znajomosci napisał mi ze jest wolny i ze chce mnie zobaczyc, ze teskni... no i wszystko się zaczęło... Zaczelismy sie widywac, przyjezdzac do siebie gdziekolwiek bylismy w europie, codzienne rozmowy, pisanie, sama nie wiedziałam po co w to brnę ale zakochałam się w nim... Po prawie roku stwierdziłam, ze wyjadę do miasta, w którym on mieszka, że spróbuję, teraz albo nigdy, jeśli nie spróbuję nigdy nie bede widziała... bylam juz w nim strasznie zakochana. Wraz z przeprowadzka przyszły moje oczekiwania, które zawsze miałam w głębi duszy. Myslałam, ze w koncu teraz kiedy w koncu mieszkamy w jednym miejscu wszystko będzie idealnie. On jednak nie był gotowy na zwiazek. Mowił ze ja chce wszystko na szybko, ze po 8 latach zwiazku on nie jest gotowy na drugi związek, ze nigdy nie miał czasu myslec tylko o sobie. Bardzo chciał ze mną być ale nie potrafil dać mi tego czego ja chciałam. Była między nami ogromna przepaść w uczuciach, ja byłam gotowa na związek z nim, on chciał, zalezało mu ale nie był gotowy, moze bał się, potrzebował czasu. Ja zawsze kierowałam, a on miał dystans. Robiłam wszystko aby nam się ułożylo, czasem nawet przesadnie. Był dla mnie bardzo dobry, wspieralismy się nawzajem, zależało nam na sobie, z miesiąca na miesiac widziałam, ze wszystko zmienia się na lepsze, byliśmy szczesliwi... byłam zaskoczona ze tak się zmienil w stosunku do mnie, zaangażował się, każdą wolna chwile spedzalismy razem, było
 Izydor: 19.08.2013, 21:19
 Grzecznie cie prosilem zebys sie przylaszczko pospolita nie produkowala bo masz pod dekielkiem nie poukladane. Zadajesz sie ze starymi capami ktorzy juz nie widza twoich krzywych parowek.Jestes jak zaraza morowa p.......sz sie z zonatymi w gluszy lesnej, ale oni maja dla ciebie zero szcunku. Podlecz berecik a przejzysz na oczy ze mozna zyc nie wyrzadzajac tak tragicznych,traumatycznych szkod ludziom, jestes przekleta czlekopodobna istoto.
 xxx: 18.08.2013, 20:54
 Za mną szaleje pawna 17 latka ja mam 33l co robić
 Izydor: 12.08.2013, 13:08
 Nie produkuj się przylaszczko pospolita bo jesteś nudna.
 annka: 21.07.2013, 11:19
 jak wam dobrze to wszystko jest ok statystyki pokazują że najwięcej nieudanych związków jest wśród rówieśników! ludzie zawsze będą gadać -ZAAWSZEEEE!-że jesteś za chuda za gruba za ładna za brzydka za mądra za głupia itp więc miej to w części 'dolnotylnej" i bądź szczęśliwa
 kasia: 20.07.2013, 21:46
 chce mieć ććććcccccccccccebie
 Tomek: 05.07.2013, 19:19
 Chciałbym poznać starszą Kobiete Dame, poznać nie tylko dla wrażeń, mam 20 lat to moja poczta tomaszdawid29@gmail.com
 Izydor: 13.06.2013, 12:09
 Oj kasiu jak cie lacza relacje z takim super - to niech to bedzie twoja slodka tajemnica. Jesteś kobita z paranoja ciagle upubliczniasz swoje majaki nocne .Wyspij sie dobrze i zacznij zyc w realu. Drugiej tak glupiej kobity to nie ma. Zasmiecasz siec.Odrzuci cie na pewno z uwagi na ohydne wnetrze.
 kasia: 10.06.2013, 20:04
 witam was. mam 39 lat łączą mnie relacje z 32 latkiem. wspaniały ,dobry człowiek ale jest to ale ta różnica wieku obawiam się że kiedyś mnie odrzuci ze względu na wygląd. codziennie zadaje sobie pytanie czy dalej to ciągnąc. obawiam się też że to ja będę myślała o wszystkim, a chciałabym żeby ktoś mnie wyręczył.
 Kleopatra: 02.06.2013, 15:34
 Widniejesz na wszystkich portalach.myślęnadtym
 majka 26: 01.06.2013, 18:12
 hej mam faceta ktory ma 38 lat a ja mam 27 lat czy ten zwiazek moze sie przetrwac
 kasia: 29.05.2013, 23:49
 ja mam 32 lata i mam chłopaka starszego o 11 lat.wcale nam nie przeszkadza róznica wieku, dogadujemy się świetnie, łączy nas wspólna choroba. Moj chłopak jest buddysta, a ja katoliczka,nawzajem tolerujemy swoje wyznania i nikt nikogo nie na namawia do swojej religii
 patiii: 26.05.2013, 17:07
 pomozcie jest taka sprawa . ja mam niecałe 15 lat i w mojej miewjscowości pracuje taki robotnik ma 26 lat i mi sie podoba ostatnio zaczoł sie do mnie usmiechac i machac wczoraj zagadał do mnie i rozmawialismy i powiedział ze załozy se dla mnie fb i na koniec dał mi swoj numer a i jeszcze wtrakcie rozmowy powiedział ze kd przyjedzie swoim quadem i mnie powozi... czy ja mu sie podobam??
 Kleopatra: 18.05.2013, 07:31
 Czytamy( wraz z moim kochankiem-osobistym mężem) twoje posty przylaszczko pospolita. Jesteś zawsze w jakimś wirtualnym związku.W dniu 15.01.2012r o godz.15.20 to był 15 lat starszy i martwiłaś się,że wcześniej z tego świata odejdzie-niepotrzebnie się martwiłaś bo On ma dla kogo żyć (kochającej żoneczki i synów)Twoje posty(niektóre)są nasączone epitetami żywcem z rynsztoka w twojej ładnej główce penis toczy walkę z ,,wackiem". Taką nienawiścią pałasz do żonek, wypowiadasz się o NICH z taką pogardą,ale choćbyś wszystkie pozabijała to i tak żonaci nie chcą korzystać z twojego szaletu publicznego.
 Zenek: 16.05.2013, 21:50
 15.01.2012r. o godzinie 15.20 jako zakochana bredziłaś o jedynym, wspaniałym, 15 lat starszym mężczyźnie { zakochanym w swojej żoneczce i synach} tylko miałaś jedno zmartwienie, że on pierwszy z tego świata odejdzie. Teraz jestem pewny kobito , że u ciebie pod beretem nie tak. Nie bredź w sieci.
 Konwalia majowa.Do itki: 16.05.2013, 07:43
 dziewczyno 13.06.2012r.(18.51) twoja wyobraźnia rozpoczęła wędrówkę. Popatrz na życie w realu nie żyj fikcją . Uwierz, że nikt nie wierzy w twoje posty rozpowszechniane w sieci.Jaki związek? puknij się w łeb.
 Do zakochanej Yankesówy: 15.05.2013, 22:24
 Nie możesz bredzić w sieci lazarus bo to nudne i nikt nie wierzy w twoje bzdety.
 Jeżynka do Bogusia: 15.05.2013, 22:15
 Prosiłam cię lazarus żebyś pomogła sobie u dobrego psychiatry. Uwierz mi, że nikt nie wierzy w twoje bzdury rozpowszechniane w sieci. Ufam, że masz świadomość , że za takie szkalowanie odpowiada się z KK.
 sebastian36: 08.05.2013, 14:26
 ja mam 36 lat a moja narzeczona 20 poznaliśmy sie prawie dwa lata temu i caly czas opinia innych ludzi psuła nam zwiazek. próbowaliśmy sie rozstawać dwa razy ale te rozstania utwierdzały ze jesteśmy dla siebie stworzeni. W końcu zacząłem o to wszystko walczyć i nie zwracałem uwagi na opinie innych ludzi. To moje życie i moje wybory i jesli kobieta którą kocham i chcę zrobić dla niej wszystko to właśnie TA to nie przeszkodzi mi to że ktoś ma z tym problem . Związki sie rozpadają z róznych powodów nie ważne jaka jest różnica wieku pomiedzy partnrami. Ja miałem żonę której nie kochałem a związek był niby normalny i skończyło sie rozwodem dlatego nie patrzcie na różnicę wieku i miejcie gdzie innych liczy się tylko to co wy czujecie i nic innego:) powodzenia zakochanym
 
[1] [2] [3] [4] [5] [6] (7) [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej