Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy można razem mieszkać przed ślubem?

     No dobrze, to tak ciągle podkreślamy jak to się trzeba przed ślubem dobrze poznać, jak to trzeba zobaczyć nie tylko zalety ale i wady drugiej osoby więc może by razem zamieszkać? Przecież wtedy poznamy się najpełniej. Nie, oczywiście - nie będziemy współżyć, bo już doszliśmy do wniosku dlaczego czystość jest tak ważna. Ale tak poznać się jeszcze lepiej poprzez wspólnie zamieszkanie to chyba nie będzie niczym złym?

     Moi kochani, cel wydaje się szlachetny ale... po kolei.

     Po pierwsze: to nie bardzo nam się chce wierzyć, że nie będziecie współżyć. Dlaczego? Ano dlatego, że nie sposób uwierzyć, że na chłopaka nie działa jego dziewczyna. Jeśli chłopak jest zdrowy to nie ma możliwości, by go stała obecność ukochanej dziewczyny, jej zapach, dotyk, ciepło nie "ruszało". A jak nie "rusza" to powinien się przejść do lekarza, bo by to oznaczało, że nie czuje pociągu seksualnego do kobiet i jego organizm nie funkcjonuje prawidłowo. A jak jednak to na niego działa to ciągle siebie i ją naraża na grzech. Być może w dziewczynie, szczególnie początkowo nic się nie dzieje, ale w chłopaku na pewno. A jeśli on tak to czuje to po co narażać go na takie udręki? On się może nawet do tego nie przyzna, bo mu duma nie pozwoli wyznać, że nie panuje całkowicie nad swoim organizmem, jednak tak jest. Mieszkając razem zatem ciągle narażacie się na pokusę i to jest tutaj złem - choćbyście faktycznie wytrwali nie współżyjąc. Celowo piszemy tutaj "nie współżyjąc" a nie "w czystości", bo przecież czystość to nie tylko niewspółżycie. A z pewnością zdarzą się upadki. One naturalnie u par nie mieszkających ze sobą też się zdarzą, ale tutaj będą częstsze i bardziej frustrujące - bo jak obiecać poprawę, jak pracować nad tym, żeby się nie zdarzały kiedy sytuacja pokusy trwa ciągle. No, nawet święty miałby poważne problemy.

     Po drugie: poprzez ciągłe powstrzymywanie się od współżycia, poprzez ciągłe stwarzanie sytuacji kiedy podniecenie narasta i nie jest rozładowywane tylko wygaszane można nabawić się poważnej nerwicy na tym tel. Bo wyobraźmy sobie sytuację kiedy chłopak z dziewczyną np. widzą się w piżamach, nie daj Boże śpią w jednym łóżku (takie sytuacje też się zdarzają), całują się na dobranoc i... nic. I tak przez miesiące, nieraz lata. Tak jak mówiliśmy - dziewczynie to może nawet początkowo nic nie będzie, bo dla niej ważniejsza jest uczuciowość i ona się chce do "swojego misia" po prostu przytulić i o nic jej nie chodzi. No i się przytula a w chłopaku się gotuje. Ale nie współżyją przecież, prawda? No to trzeba coś z tym podnieceniem zrobić. Nieraz jest to "tylko" wyżycie się w grze komputerowej (z narażeniem na pretensje ze strony dziewczyny, że woli siedzieć przed komputerem tracąc czas na jakąś głupią grę zamiast z nią pogadać; tymczasem on nie przyzna się, że jest to jego metoda na wygaszenie emocji lub nawet nie zdaje sobie z tego sprawy) ale bywa, że kończy się to nawet masturbacją. Jeśli chłopak wie, że jego dziewczyna za drzwiami łazienki bierze prysznic to naprawdę niewiele potrzeba, żeby jego wyobraźnia zaczęła działać. Jeśli ona się przy nim przebiera (a przecież nieraz tak jest jeśli mają do dyspozycji tylko jeden pokój) to naprawdę nie jest mu łatwo. I nie chodzi o to, że mężczyzna nie potrafi się powstrzymać, że zachowuje się jak zwierzątko. Po prostu to są najzwyklejsze reakcje organizmu a on się właśnie cały czas powstrzymuje. Żeby była jasność: po ślubie też nie zawsze można współżyć. Też czasem trzeba się powstrzymać. Ale inne jest nastawienie jeśli okres wstrzemięźliwości trwa kilka czy kilkanaście dni a potem można "legalnie" bez wyrzutów sumienia współżyć z własną żona a inaczej gdy perspektywa ślubu jest np. za dwa lata, prawda? Piszemy cały czas o mężczyźnie ale naturalnie dotyczy to także kobiety, choć z uwagi na jej odmienną naturę - w mniejszym stopniu.

     No i teraz jeśli para postanawia, że jednak nie współżyją to będą seks kojarzyli jako coś od czego za wszelką cenę (cenę grzechu) trzeba się powstrzymać. Zakoduje im się, że współżyć nie wolno, to coś złego, podniecenie należy zaraz stłumić. To wszystko zaś może przyczynić się do naprawdę poważnych problemów w małżeństwie. Moi Drodzy, może nie uwierzycie, ale jest sporo małżeństw które przychodzą do poradni, bo nie mogą współżyć. Okazuje się, że małżonkowie (częściej kobieta ale mężczyzna nieraz też) ciągle czują jakieś dziwne wyrzuty sumienia przy podnieceniu, ciężko im osiągnąć orgazm, współżycie na które tak czekali nie cieszy. W dużej mierze są to małżeństwa, które mieszkały razem przed ślubem - abstrahując od tego czy współżyły czy nie. Bo oni cały czas mają w głowie schemat zachowań przed ślubem i tamtą świadomość, że seks jest grzechem.

     Po trzecie: ludzie, którzy razem mieszkają nie mają na czole wymalowane, że nie współżyją i postronni odbierają to jednoznacznie - że to konkubinat. Nie wiesz co myślą Wasi sąsiedzi, nie wiesz też co myślą i mówią sąsiedzi Twoich rodziców. Pomyśleliście o tym? Bo na "złą sławę" narażacie nie tylko siebie ale i Waszych rodziców. Którzy często przecież wcale Waszego wspólnego mieszkania nie popierają. Dajecie też zły przykład Waszemu rodzeństwu. No i wprowadzacie w błąd osoby w kościele do którego chodzicie. Jeśli ktoś wie, że mieszkacie razem a Wy przystępujecie do sakramentów (bo nawet nie współżyjecie) to ludzie są skonsternowani i co niektórzy mogą myśleć, że to jest ok. Że bez ślubu można do Komunii św. przystępować. I to też trzeba wziąć pod uwagę, bo jest to grzech zgorszenia i podpada po kategorię tzw. "grzechów cudzych".

     Po czwarte: mieszkając razem tracicie coś bardzo ważnego - ową "pierwszość", tajemniczość, radość wspólnego odkrywania pewnych spraw dopiero po ślubie. Nie będziemy się powtarzać bo pisaliśmy o tym w rozdziale o czystości. Chodzi o to, by pewne rzeczy zostawić na czas po zawarciu małżeństwa. Są to te kwestie bez których poznanie się jest możliwe a których odkrywanie po ślubie daje autentyczną radość a noc poślubna czyni niezwykłą.

     Po piąte: mieszkając razem para zaczyna po pewnym czasie zachowywać się jak "stare, dobre małżeństwo"- w takim negatywnym znaczeniu. Nie ma randek, nie ma czekania na spotkanie, kwiaty też są rzadziej. Dużo mniej chodzi się do kina, na spacery, no bo nie są to już okazje do spotkań skoro jesteśmy ze sobą na co dzień. I co się dzieje? Tak naprawdę mniej ze sobą rozmawiamy, szczególnie na ważne i głębokie tematy. Zaczynają się codzienne obowiązki, zaczynamy też tak trochę "przyzwyczajać się" do swojej obecności. Po pracy każde zajmuje się swoimi sprawami i często siedzimy osobno każde w swoim kącie. Niektórzy to zamieszkanie razem odbierają wtedy jako zmianę na gorsze. No bo on czy ona się nie stara! Kiedyś dzwonił, przychodził, zabiegał a teraz siedzi przed komputerem. Kiedyś ona czekała, zawsze pięknie wyglądała a teraz ma pretensje o zalaną wodą podłogę w łazience. I znów trzeba podkreślić, że to normalne problemy i "rozczarowania", na które narażeni są wszyscy nowożeńcy i z którymi muszą się uporać ale tutaj nie ma małżeństwa i ludzie nieświadomi co się dzieje mogą dojść do wniosku, że tej drugiej stronie już spowszedniała.

     Chłopak i dziewczyna przed zaręczynami to jest pewien etap związku i nie ma powinno się go omijać poprzez udawanie małżeństwa. Poza tym takie mieszkanie razem to trochę pójście na łatwiznę: bo chłopak nie musi dziewczyny do domu odprowadzić, bo nie musi do niej jeździć... A przecież takie powroty, spotkania i randki są bardzo romantyczne i dają tę nutkę tajemniczości, tęsknoty... Dziwi nas nawet, że chłopakowi nie chce się wykazać rycerskością wobec swojej dziewczyny.

     To tak moi Drodzy w skrócie, bo argumenty z pewnością można mnożyć.

     Na koniec kwestia trochę powiązana z tematem ale w nieco innym kontekście. Bo nawet jeśli nie mieszkamy razem to czasami mogą zdarzyć się takie sytuacje, że razem nocujemy. Np. byliśmy z dziewczyną czy chłopakiem u kogoś na weselu, które było w innym mieście i po weselu jest zapewniony nocleg. Czasem jest tak, że jeśli jest to rodzina jest możliwość spania osobno lub w większej sali, ale czasem jest to jeden pokój. No trudno robić tu jakiś zarzut gospodarzom. Albo jest tak, że jesteście z innych miejscowości i chłopak przyjeżdża do Ciebie na weekend. Mieszkanie jest małe i nocuje w Twoim pokoju. Albo taka sytuacja zaistnieje na jakimś wyjeździe - jednym słowem zdarza się. Nie chcemy tu pisać oczywiście o tym, by nie współżyć, bo to jest chyba samo przez siebie zrozumiałe. Zresztą po weselu czy całodziennej wędrówce po górach to jest to chyba ostatnia rzecz, na która człowiek ma ochotę; nie wyobrażamy sobie też współżycia pod dachem rodziców chłopaka czy dziewczyny. Ale pytacie często czy w takim wypadku można spać w jednym łóżku. No to my pytamy: po co?

     Przede wszystkim się nie wyśpicie. Po drugie nie ma sensu spać razem a potem zastanawiać się czy przypadkiem to dotknięcie to nie był zbyt śmiały gest, czy przekroczyliśmy granice czy nie, czy iść od spowiedzi czy nie. Poza tym jeśli chłopak jest dżentelmenem to - jeśli jest tylko jedno łóżko - odstąpi je dziewczynie a sam prześpi się na karimacie, materacu, kocu, w śpiworze. No, każdy szanujący się mężczyzna tak postąpi. A zatem nie trzeba spać w jednym łóżku ani nawet nie trzeba. Zostawcie sobie te chwile na " po ślubie".

     Moi Drodzy! Ten czas chodzenia ze sobą jest niezapomniany i nie ma co przeskakiwać etapów związku, bo on nie będzie mógł się właściwie rozwijać. To tak jak z uczeniem się czegoś. Nie możesz przejść dalej jak nie przyswoisz wcześniejszego materiału, bo będą braki. Z uczeniem się miłości jest tak samo. Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Na mieszkanie razem będzie czas po ślubie. I gwarantujemy Wam, że przez brak wcześniejszego wspólnego mieszkania nic nie stracicie a zyskacie. Znać się będziecie równie dobrze a nie narazicie siebie nawzajem na wiele niebezpiecznych dla Waszej czystości i rozwoju związku sytuacji. Nie udawajcie małżeństwa jeśli nim nie jesteście. Dziewczyny, pozwólcie się troszczyć o Was swoim chłopakom i dajcie im się wykazać jako dżentelmenom. Chłopcy, pokażcie, że potraficie zadbać o dziewczynę i że ją szanujecie poprzez nie narażanie siebie i jej na złą opinię otoczenia. Bądźcie tym kim jesteście: dziewczyną i chłopakiem. Życzymy Wam radości z odkrywania tego co jest między Wami TERAZ.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 angel: 16.01.2015, 01:58
  najna- hhhahhaah on ma za dużego? hahaha rozbawiłaś mnie, i nie ograniczaj sie jak chcesz być łatwa i być kur.... bo tylko one daja przed ślubem- wynocha z tego portalu jak nie jesteś katolikiem - mieszkanie ze soba to nie miłość tylko wykorzystywanie drugiej osoby - żeby kogoś wykorzystać dla przyjemności nie trzeba go kochać? pozatym twój komentarz świadczy o twoim poziomie - to jakby miał małego to byś go nie kochała i zostawiła?!!!!! idż sie leczyć nie za to kocha sie człowieka myślać twoim torem a co "jak ona ma za dużą a on za małego "? hahaha :) ten komentarz można potraktować jako kiepski zart - ludzie sa ze soba bo sie kochaja a nie tylko ru*****!!!!!!!!!! są nawet białe małżeństwa i takie są najpiekniejsze bo ich miłość jest najczystsza nie skażona pożądaniem
 Kc: 03.01.2015, 01:04
 Do Najna/y, oraz reszty ludzi którzy nie zgadzają się z tekstem, radzę przeczytać go jeszcze raz, byście zrozumieli o co w nim dokładnie chodzi, taki pogląd że można razem mieszkać przed ślubem itp. jest grzeszny.
 JA: 28.07.2014, 09:31
 Bog jest wszedzie i na wszystko patrzy.na nic przebieglosc. a pietno nieczystosci pozostanie na zawsze!i jak z tym zyc!
 JA: 28.07.2014, 09:27
 Z CZEGO WYNIKA MOZNA
 Naa: 26.07.2014, 14:40
 Berry i jeszcze tam inaczej/inni.. zycze aby wszystkie sprawy ukladaly sie w sposob jaki sobie wymarzysz/cie,przeciez zyje sie raz i gdy sumienie jest czyste dlaczego nie..powodzenia,bez marzen trudno zyc,jak i wiadomo tez spelniaja sie.. Kraj nad Wisla jest pieknym krajem,to Ojczyzna moze za dwa lata przyjda zmiany i juz nic nie bedzie jak dawniej.Czekac trzeba na znaki Boze. Bog jest w kazdym miejscu..i gdy czujesz ze slabniesz..przeciez jestesmy ludzmi swoj rozum mamy.
 chyba_diabeł: 19.06.2014, 23:50
 cześć, tak jak: normalna dziewczyna jestem ugodzony takim postrzeganiem świata: chłopak seksoholik a dziewczyna anioł:) ja nie zgadzam się z tym tekstem całkowicie. mieszkam z dziewczynom. od kilku miesięcy. i współżyjemy. jesteśmy razem prawie dwa lata. większość czasu na odległość. teraz razem. blisko. i nazwijcie mnie nawet SZATANEM ale nie uważam się za złego człowieka. żyjemy razem. pomagamy sobie. wspieramy się we wszystkich problemach. pomagamy innym. przez ludzi z naszego środowiska jesteśmy uznawani za sympatycznych, uczciwych, lojalnych, koleżeńskich i kochających się nawzajem młodych ludzi. Pracujemy. kończymy studia. jesteśmy niezależni. planujemy ślub za niecałe dwa lata. dla obojga to szczęśliwy czas. powiedzcie mi zatem CO TU JEST NIE TAK? czy wielki artykuł na górze strony to instrukcja obsługi płci przeciwnej dla mniej ogarniętych którzy w życiu sobie nie radzą? pozdrawiam!
 krytyk: 06.02.2014, 21:50
 Nie zawsze tak jest jak tu jest napisane. Ja mam inne zdanie na ten temat.
 ania: 06.12.2013, 05:54
 katolicy nie powinni wogole brać pod uwagę współżycia przed ślubem ani mieszkania!!! to chore że stalo się to czymś prawie oczywistym dla osob które również deklarują sie jako wierzące dochodzi do tego że katolicy daja gorszy przykład niż ateiści jest wielu ateistów którzy pobierają się bez mieszkania przed ślubem. Brak mieszkania przed ślubem jest dowodem miłości pozatym świadczy o poszanowaniu godności drugiej osoby...ludzie nie są zwierzętami chłopak może zapanować nad swoim popędem jeśli chce ale oni nie chcą - to jest tak samo dla dziewczyny ona tez moze panowac nad tym jak chce. Oczywiscie osoby mieszkajace przed slubem dąża do rzeczy odwrotnej...nie uwazam że chlopak musi sie tłumic - nie musi jesli nie naraza sie na widoki i wyobrażenia a faceci sami do oglądania tych widoków dążą a przede wszyskikm jesli mieszkaja z dziewczyna to jest niemozliwe zeby nie był na to narażony......
 Berry: 14.08.2013, 22:28
 To co ludzie sobie pomyślą to ostatnia rzecz jaką młodzi ludzie powinni się kierować. Wiadomo, że mnóstwo ludzi lubi wsadzać nos w nie swoje sprawy i niech tak robią dalej jeżeli czują potrzebę życia cudzym życiem. Ale życie polega na tym żeby być szczęśliwym i przede wszystkim w zgodzie ze sobą. Sam Jan Paweł II twierdził, że seks nie jest grzechem jeżeli jest wynikiem miłości. Najważniejsza w tym wszystkim jest miłość i kiedy się kogoś na prawdę kocha, sąsiadki, znajomi rodziców i to co mówią inni przestaje mieć znaczenie, bo liczy się szczęście drugiej osoby. A jeżeli ktoś woli przyjąć rolę którą narzuca mu otoczenie, to gratuluję odwagi, po prędzej czy później frustracje, poczucie winy i inne negatywne uczucia zniszczą jego ciało i duszę. A ja bym tak skończyć nie chciała.
 Olka: 12.08.2013, 18:02
 Mnie ten artykuł uraził. Nie jesteśmy zwierzętami, które myślą tylko o prokreacji! Są ludzie, którzy potrafią mieszkać razem i nie współżyć, a jednocześnie po latach okazuje się, że – o dziwo – są zdrowi, jeśli chodzi o te sprawy. To przykre, że wspólnego życia ludzi szczerze zakochanych (nie mam tu na myśli oczywiście nieprzemyślanych przygód) nie traktuje się jako rzeczy pięknej (wspaniale się rozumieją, uczą wzajemnej opieki, ogarniają domowe gospodarstwo, przygotowują się do przyszłego życia w małżeństwie), a jedynie jako ciągłe narażanie się na pokusy. My naprawdę nie jesteśmy tak puści i tak zwierzęcy jak postrzega nas wielu księży i każdemu przypina taką samą łatkę.
 Do JaNo: 02.07.2013, 21:40
 Jesteś mądrym dojrzałym emocjonalnie facetem. Niektórzy z swoją wiarą popadają w istną skrajność, paranoje, a Pismo Święte traktują jak restrykcyjny kodeks, bez którego niezdolni są żyć... To właśnie jest niedojrzałość i błędne rozumienie słowa Bożego. Nie wpadajmy w paranoje, JaNo temat ujął mądrze i trafnie.
 Aga: 01.06.2013, 13:57
 Pewnych faktów nie da się cofnąć, jeżeli człowiek już kiedyś współżył z drugą osobą płci przeciwnej i wie jak to smakuje, bardzo ciężko jest się opanować przed kolejnymi aktami. Musimy się przyznać do tego, że jesteśmy słabi, że czasami grzech bierze górę. Sukcesem jest to, żeby uznać siebie za wielkiego grzesznika, zrozumieć, że Jezus wisiał na krzyżu za nasze grzechy. I, że nie unikniemy grzeszności w życiu codziennym, upadamy i próbujemy od nowa nie ważne czy mieszkamy razem czy nie. Mieszkanie przed ślubem nie powinno być potępiane, osoby, które się kochają chcą ze sobą być, spędzać mnóstwo czasu, niech tak żyją. Miłość jest Bożym uczuciem, mam na myśli zdrową, dojrzałą, pewną, pełną szacunku, zrozumienia, zaufania i wierności. Jeżeli kochasz i jesteś pewny, że chcesz być z tym człowiekiem, że te wszystkie kryteria są spełnione, dodatkowo oboje kochacie Boga i chcecie wziąć ślub a pewne kwestie czy finansowe czy mieszkaniowe powodują, że dobrze jest zamieszkać razem. Myślę, że u Boga nie jest to mile widziane ale On nas kocha i nie ma takiego grzechu, którego by nam nie wybaczył. Trzeba wiedzieć, że takie mieszkanie nie jest zgodne z oczekiwaniami kościoła wobec wiernych, ale nie powinno być potępiane, jeżeli ludzie się kochają i mają wobec siebie poważne plany ( zawarcie związku małżeńskiego).
 do JaNO: 20.05.2013, 13:58
 Brawo chłopie, mężczyzno. Brawo. jesteś wyraźnie oświecony. Myślisz i kochasz. Gratulacje. Nie daj się manipulować nigdy.
 JaNo: 31.01.2013, 01:03
 Jak czytam tego typu artykuły to aż się we mnie gotuje. Można nie współżyć mieszkając razem i nie jest to wielką udręką. Możecie wierzyć lub nie, wasza sprawa. Oczywiście dochodzi wtedy do wspólnych pieszczot. Ale odnoszę wrażenie, że wszyscy traktują taką parę jak maszynkę do uprawiania seksu, która się gzi na potęgę jak szympansy bonobo, czyli co chwila. To nie jest najważniejsze w życiu i przyswójcie to sobie wreszcie. Owszem jest ważne, ale nie najważniejsze. A widok rozpromienionej buzi po pieszczotach jest bezcenny. Ja mieszkam z mim Słońcem od 5 miesięcy i nie czuję aby nasze uczucia opadły tylko z tego powodu, że mieszkamy razem. Wprost przeciwnie, takie bardzo intymne chwile związują go jeszcze bardziej. Jeżeli facet jest zdrowy i poukładany to może sobie poradzić bez miłości fizycznej. Piszecie, potem seks traktuje się jak temat tabu i coś złego. To jest kwestia podejścia i psychiki, jak człowiekowi się coś wmówi a szczególnie jak sam sobie to wmówi to uwierzy w największą bzdurę na świecie, nawet takie, że ślimak to ryba. Dlaczego mam mieć wyrzuty sumienia z powodu sprawiania przyjemności kobiecie, którą kocham? Przez takie argumenty jak ten moje Słońce wiecznie ma wyrzuty sumienia, przez ciągłe przejmowanie się co ludzie pomyślą. Trzeci argument przytoczony przez Was jest dla mnie tak absurdalny, że aż śmieszny. Wszyscy mamy jakąś manie dopowiadani sobie tego czego nie widzimy. To nie moja wina, że jakaś babcia sobie dopowiada to czy tamto. Ktoś w którymś komentarzu ładnie na ten temat napisał o chorej dziewczynie i księdzu. Teoretycznie idąc ulicą mogę spokojnie 90% napotkanych ludzi posądzić o morderstwa, onanizm, gwałty i co tylko zechcę. Tylko pytam się dlaczego mam to robić skoro ich nie znam. W sumie to powinienem wywiesić kartkę na drzwiach wejściowych z napisem "Mieszkam razem z moją dziewczyną. Do wiadomości wszystkich zainteresowanych: nie współżyjemy razem więc prosimy o nie insynuowanie dziwnych myśli w Waszych głowach". My również nie rozumiemy argumentu, że nie możemy iść do spowiedzi bo mieszkamy razem a jakiś morderca i gwałciciel może bo nie mieszka razem ze swoją dziewczyną. Toż to chore. Ja moja dziewczyna często czujemy się jak katolicy drugiej kategorii tylko dlatego że mieszkamy razem. Każdego dnia jesteśmy wystawiani na pokusy, często gorsze niż wzajemne pieszczoty. Naprawdę są grzechy gorszego kalibru niż wspólne okazywanie czułości poprzez dotyk. Każdy dzień jest tajemniczy, każde zachowanie jest nowe. Nie rozumiem dlaczego piszecie o zatraceniu tej tajemniczości. Jeżeli ktoś jest ze sobą kilka lat w związku to nauczy się prawie wszystkich zachowań drugiej połówki więc jak można mówić o nucie tajemniczości w małżeństwie. No chyba że mieliście na myśli różnice wynikające z płci. Lecz i w tym wypadku nie można mówić o zdziwieniu skoro w szkole na biologii porusza się ten temat już w czwartej klasie podstawówki a 99% z nas ma to samo co inni przedstawiciele naszej płci. A piątego argumentu nie rozumiem w ogóle. Jeżeli mężczyzna naprawdę kocha kobietę to będzie się o nią starać każdego dnia. Każdy drobny gest wykonany w kierunku swojej damy, każda czynność wykonana z myślą o niej sprawia, że umacnia swoją więź z nią. Oczywiście w drugą stronę też to działa. Wszystko powszedniej z czasem, czy to w małżeństwie czy relacji chłopak - dziewczyna, narzeczony - narzeczona. Ale tylko my możemy sprawić, że czynności powszednie przestaną być monotonne, nudne i sztampowe. Wystarczy spojrzeć na zwykły obiad. Czynność tak standardowa i nudna jak oddychanie. A wystarczy opowiedzieć kawał lub spytać jak było w pracy/na uczelni aby stał się miłą chwilą a nie przykrą powinnością. Dla mnie nie istnieje argument, który odwiódłby mnie od codziennego zrobienia jej śniadania do pracy, mimo iż wstaje do pracy przed 6:00, zrobienia dla niej obiadu czy posprzątania mieszkania. Dbanie o nasze ukochane to nasz obowiązek i powinno to być naszym priorytetem a nie przykrym obowiązkiem. Jeżeli tak jest to należy iść do lekarza i leczyć się na głowę lub czym prędzej zmienić partnerkę i dać jej szansę spotkania prawdziwego mężczyzny, który o nią właściwie zadba tak jak na to zasługuje. Co złego jest we wspólnym spaniu? Dziwi mnie argument niewyspania. Ja śpię z moją lubą i zawsze się wysypiam. Ona z reguły też, chyba że jestem bardzo zmęczony i chrapię ale na to już ma swoje sposoby. Odnoszę wrażenie, że autorzy (nie wiem czy są małżeństwem czy nie, nie wnikam) boją się dotknąć gdziekolwiek drugiej połówki bo to gorszące, a nie daj Boże spojrzeć na jej zbyt odkrytą nogę w piżamie żeby być zgorszonym. Toż to absurd. Jeżeli facet jest normalny jak to ujęliście to już sam pocałunek podnieca obie strony. Czyli że mam nie całować mojej damy bo będę mieć erekcję? O ile dobrze pamiętam to stan normalny a przez takie myślenie musiałbym latać do spowiedzi pięć razy dziennie. Czy nie byłoby to chore? Przecież Pan Bóg nie stworzył tego tylko po to aby był to powód do grzechu. A na koniec dwa, jak dla mnie bardzo ważne argumenty, których nie można pominąć. Moja ukochana pracuje ja nie. Mieszka sama w mieszkaniu i nie byłaby w stanie sama opłacić rachunków. Jej mama nie dałaby rady pomóc jej finansowo. Ja pracuję tylko dorywczo i za ochłapy, które dostaję nie byłbym w stanie nawet do niej przyjechać. Ona nie chce sama mieszkać. A kierując się tą logiką myślenia powinienem zostawić ją samą bez pomocy, wsparcia, czułości. Byłbym ostatnim draniem gdybym zostawił ją bez wsparcia. Oczywiście chcemy wziąć ślub i to jak najszybciej, lecz jest to zależne tylko i wyłącznie od znalezienia przeze mnie pracy a w dzisiejszych czasach jest to naprawdę trudne. Czy dlatego, że nie stać mnie mam ją w pewnym sensie opuścić, zostawić samą losowi? Uważam, że nie. Ale oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić. Wiem, że nie jestem święty i nigdy nie byłem i odpowiem przed Panem za każdy etap mojego życia ale za żadne skarby nie zamieniłbym tego co mam teraz bo dzięki temu czujemy się szczęśliwi, a wszystko co dzieje się w naszym życiu upewnia nas, że podjęliśmy dobrą decyzję. Oczywiście oboje regularnie uczęszczamy na Msze Święte ponieważ Pan jest dla nas niezmiernie ważny i nic, i nikt nie zmieni tego. Wybaczcie, że się tak rozpisałem ale tu mogłem wylać z siebie trochę żali, które męczą mnie i moją wybrankę życia. Z Panem Bogiem.
 czysty: 05.11.2012, 12:08
 Przez dwa lata mieszkalismy ze soba. Ponad dwa lata. Nie doszlo do czegokolwiek. Skonczylo sie tym, ze okazalo, sie, ze dla niej moj dotyk to cos obrzydliwego, ze nienawidzi jak przytulam sie do niej, ze jestem dla niej nikim. Okazalo sie tez, ze w tym czasie miala kilka stosunkow seksualnych z innymi mezczyznami. Wysmiala mnie, jak zapytalem o to, czy miedzy nami bedzie cokolwiek. Powiedziala mi, ze moja osoba w jej mieszkaniu jej nie przeszkadza, ale nigdy miedzy nami nic nie bedzie i nigdy nie dojdzie do czegokolwiek. A w jej zyciu na pewno beda jeszcze inni mezczyzni...
 helga3333: 15.10.2012, 12:34
 Zapomnieliście o jeszcze jednym ryzyku. Jeśli kobieta mieszka z facetem bez ślubu i nie współżyją to może się okazać, że on po prostu jest gejem! A związku z kobietą potrzebuje jako przykrywki dla rodziny i przyjaciół. Potem jest ślub, dziecko i prawda wychodzi na jaw, ale kobieta jest już uwiązana i nie ma możliwości ucieczki! A jeśli ucieknie to rozbita rodzina, rozwód, dramat...
 kuiw: 14.10.2012, 01:23
 bez sensu
 normalna dziewczyna: 06.10.2012, 19:45
 Czemu w artykule dziewczyna traktowana jest jako osoba wręcz aseksualna, której wystarcza uczuciowość, która może się co najwyżej przytulić do swojego "misia", a to w nim "się gotuje" ? Wydawało mi się, że jak oboje są zdrowi i normalni to OBOJE będą "się gotować". Czemu kobiety traktowane są zawsze stereotypowo jako te które seksu (przepraszam za to słowo jeśli się komuś nie podoba) nie chcą i nie potrzebują, a mężczyzna to zwierzątko, które nie panuje nad swoim popędem i to tylko cnotliwa kobieta musi go stopować przed grzesznymi zabawami? (oczywiście odnoszę się tylko do tego aspektu artykułu, co do całości artykułu i jego głównego tematu się nie wypowiadam)
 dis: 30.09.2012, 11:04
 mój komentarz nie został opublikowany - czyżby moderatorzy filtrowali niewygodne komentarze?
 dis: 30.09.2012, 11:03
 mój komentarz nie został opublikowany - czyżby moderatorzy filtrowali niewygodne komentarze?
 
[1] (2) [3] [4] [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej