Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy można razem mieszkać przed ślubem?

     No dobrze, to tak ciągle podkreślamy jak to się trzeba przed ślubem dobrze poznać, jak to trzeba zobaczyć nie tylko zalety ale i wady drugiej osoby więc może by razem zamieszkać? Przecież wtedy poznamy się najpełniej. Nie, oczywiście - nie będziemy współżyć, bo już doszliśmy do wniosku dlaczego czystość jest tak ważna. Ale tak poznać się jeszcze lepiej poprzez wspólnie zamieszkanie to chyba nie będzie niczym złym?

     Moi kochani, cel wydaje się szlachetny ale... po kolei.

     Po pierwsze: to nie bardzo nam się chce wierzyć, że nie będziecie współżyć. Dlaczego? Ano dlatego, że nie sposób uwierzyć, że na chłopaka nie działa jego dziewczyna. Jeśli chłopak jest zdrowy to nie ma możliwości, by go stała obecność ukochanej dziewczyny, jej zapach, dotyk, ciepło nie "ruszało". A jak nie "rusza" to powinien się przejść do lekarza, bo by to oznaczało, że nie czuje pociągu seksualnego do kobiet i jego organizm nie funkcjonuje prawidłowo. A jak jednak to na niego działa to ciągle siebie i ją naraża na grzech. Być może w dziewczynie, szczególnie początkowo nic się nie dzieje, ale w chłopaku na pewno. A jeśli on tak to czuje to po co narażać go na takie udręki? On się może nawet do tego nie przyzna, bo mu duma nie pozwoli wyznać, że nie panuje całkowicie nad swoim organizmem, jednak tak jest. Mieszkając razem zatem ciągle narażacie się na pokusę i to jest tutaj złem - choćbyście faktycznie wytrwali nie współżyjąc. Celowo piszemy tutaj "nie współżyjąc" a nie "w czystości", bo przecież czystość to nie tylko niewspółżycie. A z pewnością zdarzą się upadki. One naturalnie u par nie mieszkających ze sobą też się zdarzą, ale tutaj będą częstsze i bardziej frustrujące - bo jak obiecać poprawę, jak pracować nad tym, żeby się nie zdarzały kiedy sytuacja pokusy trwa ciągle. No, nawet święty miałby poważne problemy.

     Po drugie: poprzez ciągłe powstrzymywanie się od współżycia, poprzez ciągłe stwarzanie sytuacji kiedy podniecenie narasta i nie jest rozładowywane tylko wygaszane można nabawić się poważnej nerwicy na tym tel. Bo wyobraźmy sobie sytuację kiedy chłopak z dziewczyną np. widzą się w piżamach, nie daj Boże śpią w jednym łóżku (takie sytuacje też się zdarzają), całują się na dobranoc i... nic. I tak przez miesiące, nieraz lata. Tak jak mówiliśmy - dziewczynie to może nawet początkowo nic nie będzie, bo dla niej ważniejsza jest uczuciowość i ona się chce do "swojego misia" po prostu przytulić i o nic jej nie chodzi. No i się przytula a w chłopaku się gotuje. Ale nie współżyją przecież, prawda? No to trzeba coś z tym podnieceniem zrobić. Nieraz jest to "tylko" wyżycie się w grze komputerowej (z narażeniem na pretensje ze strony dziewczyny, że woli siedzieć przed komputerem tracąc czas na jakąś głupią grę zamiast z nią pogadać; tymczasem on nie przyzna się, że jest to jego metoda na wygaszenie emocji lub nawet nie zdaje sobie z tego sprawy) ale bywa, że kończy się to nawet masturbacją. Jeśli chłopak wie, że jego dziewczyna za drzwiami łazienki bierze prysznic to naprawdę niewiele potrzeba, żeby jego wyobraźnia zaczęła działać. Jeśli ona się przy nim przebiera (a przecież nieraz tak jest jeśli mają do dyspozycji tylko jeden pokój) to naprawdę nie jest mu łatwo. I nie chodzi o to, że mężczyzna nie potrafi się powstrzymać, że zachowuje się jak zwierzątko. Po prostu to są najzwyklejsze reakcje organizmu a on się właśnie cały czas powstrzymuje. Żeby była jasność: po ślubie też nie zawsze można współżyć. Też czasem trzeba się powstrzymać. Ale inne jest nastawienie jeśli okres wstrzemięźliwości trwa kilka czy kilkanaście dni a potem można "legalnie" bez wyrzutów sumienia współżyć z własną żona a inaczej gdy perspektywa ślubu jest np. za dwa lata, prawda? Piszemy cały czas o mężczyźnie ale naturalnie dotyczy to także kobiety, choć z uwagi na jej odmienną naturę - w mniejszym stopniu.

     No i teraz jeśli para postanawia, że jednak nie współżyją to będą seks kojarzyli jako coś od czego za wszelką cenę (cenę grzechu) trzeba się powstrzymać. Zakoduje im się, że współżyć nie wolno, to coś złego, podniecenie należy zaraz stłumić. To wszystko zaś może przyczynić się do naprawdę poważnych problemów w małżeństwie. Moi Drodzy, może nie uwierzycie, ale jest sporo małżeństw które przychodzą do poradni, bo nie mogą współżyć. Okazuje się, że małżonkowie (częściej kobieta ale mężczyzna nieraz też) ciągle czują jakieś dziwne wyrzuty sumienia przy podnieceniu, ciężko im osiągnąć orgazm, współżycie na które tak czekali nie cieszy. W dużej mierze są to małżeństwa, które mieszkały razem przed ślubem - abstrahując od tego czy współżyły czy nie. Bo oni cały czas mają w głowie schemat zachowań przed ślubem i tamtą świadomość, że seks jest grzechem.

     Po trzecie: ludzie, którzy razem mieszkają nie mają na czole wymalowane, że nie współżyją i postronni odbierają to jednoznacznie - że to konkubinat. Nie wiesz co myślą Wasi sąsiedzi, nie wiesz też co myślą i mówią sąsiedzi Twoich rodziców. Pomyśleliście o tym? Bo na "złą sławę" narażacie nie tylko siebie ale i Waszych rodziców. Którzy często przecież wcale Waszego wspólnego mieszkania nie popierają. Dajecie też zły przykład Waszemu rodzeństwu. No i wprowadzacie w błąd osoby w kościele do którego chodzicie. Jeśli ktoś wie, że mieszkacie razem a Wy przystępujecie do sakramentów (bo nawet nie współżyjecie) to ludzie są skonsternowani i co niektórzy mogą myśleć, że to jest ok. Że bez ślubu można do Komunii św. przystępować. I to też trzeba wziąć pod uwagę, bo jest to grzech zgorszenia i podpada po kategorię tzw. "grzechów cudzych".

     Po czwarte: mieszkając razem tracicie coś bardzo ważnego - ową "pierwszość", tajemniczość, radość wspólnego odkrywania pewnych spraw dopiero po ślubie. Nie będziemy się powtarzać bo pisaliśmy o tym w rozdziale o czystości. Chodzi o to, by pewne rzeczy zostawić na czas po zawarciu małżeństwa. Są to te kwestie bez których poznanie się jest możliwe a których odkrywanie po ślubie daje autentyczną radość a noc poślubna czyni niezwykłą.

     Po piąte: mieszkając razem para zaczyna po pewnym czasie zachowywać się jak "stare, dobre małżeństwo"- w takim negatywnym znaczeniu. Nie ma randek, nie ma czekania na spotkanie, kwiaty też są rzadziej. Dużo mniej chodzi się do kina, na spacery, no bo nie są to już okazje do spotkań skoro jesteśmy ze sobą na co dzień. I co się dzieje? Tak naprawdę mniej ze sobą rozmawiamy, szczególnie na ważne i głębokie tematy. Zaczynają się codzienne obowiązki, zaczynamy też tak trochę "przyzwyczajać się" do swojej obecności. Po pracy każde zajmuje się swoimi sprawami i często siedzimy osobno każde w swoim kącie. Niektórzy to zamieszkanie razem odbierają wtedy jako zmianę na gorsze. No bo on czy ona się nie stara! Kiedyś dzwonił, przychodził, zabiegał a teraz siedzi przed komputerem. Kiedyś ona czekała, zawsze pięknie wyglądała a teraz ma pretensje o zalaną wodą podłogę w łazience. I znów trzeba podkreślić, że to normalne problemy i "rozczarowania", na które narażeni są wszyscy nowożeńcy i z którymi muszą się uporać ale tutaj nie ma małżeństwa i ludzie nieświadomi co się dzieje mogą dojść do wniosku, że tej drugiej stronie już spowszedniała.

     Chłopak i dziewczyna przed zaręczynami to jest pewien etap związku i nie ma powinno się go omijać poprzez udawanie małżeństwa. Poza tym takie mieszkanie razem to trochę pójście na łatwiznę: bo chłopak nie musi dziewczyny do domu odprowadzić, bo nie musi do niej jeździć... A przecież takie powroty, spotkania i randki są bardzo romantyczne i dają tę nutkę tajemniczości, tęsknoty... Dziwi nas nawet, że chłopakowi nie chce się wykazać rycerskością wobec swojej dziewczyny.

     To tak moi Drodzy w skrócie, bo argumenty z pewnością można mnożyć.

     Na koniec kwestia trochę powiązana z tematem ale w nieco innym kontekście. Bo nawet jeśli nie mieszkamy razem to czasami mogą zdarzyć się takie sytuacje, że razem nocujemy. Np. byliśmy z dziewczyną czy chłopakiem u kogoś na weselu, które było w innym mieście i po weselu jest zapewniony nocleg. Czasem jest tak, że jeśli jest to rodzina jest możliwość spania osobno lub w większej sali, ale czasem jest to jeden pokój. No trudno robić tu jakiś zarzut gospodarzom. Albo jest tak, że jesteście z innych miejscowości i chłopak przyjeżdża do Ciebie na weekend. Mieszkanie jest małe i nocuje w Twoim pokoju. Albo taka sytuacja zaistnieje na jakimś wyjeździe - jednym słowem zdarza się. Nie chcemy tu pisać oczywiście o tym, by nie współżyć, bo to jest chyba samo przez siebie zrozumiałe. Zresztą po weselu czy całodziennej wędrówce po górach to jest to chyba ostatnia rzecz, na która człowiek ma ochotę; nie wyobrażamy sobie też współżycia pod dachem rodziców chłopaka czy dziewczyny. Ale pytacie często czy w takim wypadku można spać w jednym łóżku. No to my pytamy: po co?

     Przede wszystkim się nie wyśpicie. Po drugie nie ma sensu spać razem a potem zastanawiać się czy przypadkiem to dotknięcie to nie był zbyt śmiały gest, czy przekroczyliśmy granice czy nie, czy iść od spowiedzi czy nie. Poza tym jeśli chłopak jest dżentelmenem to - jeśli jest tylko jedno łóżko - odstąpi je dziewczynie a sam prześpi się na karimacie, materacu, kocu, w śpiworze. No, każdy szanujący się mężczyzna tak postąpi. A zatem nie trzeba spać w jednym łóżku ani nawet nie trzeba. Zostawcie sobie te chwile na " po ślubie".

     Moi Drodzy! Ten czas chodzenia ze sobą jest niezapomniany i nie ma co przeskakiwać etapów związku, bo on nie będzie mógł się właściwie rozwijać. To tak jak z uczeniem się czegoś. Nie możesz przejść dalej jak nie przyswoisz wcześniejszego materiału, bo będą braki. Z uczeniem się miłości jest tak samo. Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Na mieszkanie razem będzie czas po ślubie. I gwarantujemy Wam, że przez brak wcześniejszego wspólnego mieszkania nic nie stracicie a zyskacie. Znać się będziecie równie dobrze a nie narazicie siebie nawzajem na wiele niebezpiecznych dla Waszej czystości i rozwoju związku sytuacji. Nie udawajcie małżeństwa jeśli nim nie jesteście. Dziewczyny, pozwólcie się troszczyć o Was swoim chłopakom i dajcie im się wykazać jako dżentelmenom. Chłopcy, pokażcie, że potraficie zadbać o dziewczynę i że ją szanujecie poprzez nie narażanie siebie i jej na złą opinię otoczenia. Bądźcie tym kim jesteście: dziewczyną i chłopakiem. Życzymy Wam radości z odkrywania tego co jest między Wami TERAZ.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Marcin : 13.09.2012, 23:46
 Dzieki za wyczrpujaca odpowiedz jak narazie mieszkamy okolo 3 miesiace spimy razem na jednym lozku ale kazdy pod swoja kolda musze faktycznie pogadac z ksiedzem na te tematy bo latwo nie jest szatan kusi ale grunt nie myslec o tym i zyc codziennnoscia do slubu wsumie 2 lata najblizszy termin pozatym ja nie bende ryzykowal moja dziewczyna ma jakies probemy wiec odpada mysle ze wytrzymam 2 lata modloe sie do sw.Jozefa on mnie wspiera na codzien jest najlepszym codzienne trwanie litaniem i modlitwa do niego .
 promyczek: 07.09.2012, 17:25
 Najlepiej o tak skomplikowane sprawy pytać księdza. Każda sytuacja jest inna, wiadomo, ale nic nas nie usprawiedliwia do łamania Bożych Przykazań. Małżeństwo to wspólnota stołu i łoża. Chodzi nie tylko o współżycie, ale o wspólnie spanie, czy chociaż zachowywanie się jak małżeństwo. Jeżeli nie ma możliwości mieszkania oddzielnie (różne są sytuacje losowe) należy spać w osobnych łóżkach, w różnych pokojach, żeby mieć intymność, nie przebywać z chłopakiem po kąpieli, kiedy jesteśmy w króciutkiej piżamce, nie leżeć razem w łóżku pod kołdrą. Ważne, aby mieć intymność, chwile tylko dla siebie. Co do ludzi... też nie rozumiem wtrącania się w nie swoje sprawy, ale lepiej, żeby jak najwięcej ludzi wiedziało, że macie osobne pokoje.
 marcin: 28.07.2012, 23:47
 Witam a jesli zajdzie juz taka sytuacja ze pare razy zdarzy sie wspolrzyc jak sie mieszka z soba ale pozniej juz nie bedzie sie wspolzyc co na to ksiadz da rozgrzeszenie co o tym sadzicie
 Kasia : 21.04.2012, 18:06
 Witam !!! Mam problem poniewaz , moj chlopak chce mieszkac razem i nie rozumie tego ze mnie i tak wystarczajaco meczy sumienie bo wspolzyjemy i mam chwilowe depresje i zalamki. Jestesmy ze soba rok i cztery miesiace , ja uwazam ze to jest ten jedyny i go bardzo kocham ale on twierdzi z ejeszcze jes za wczesnie na slub i zareczyny ja mam 20 lat a on prawie 24.Jestem wierzaca osoba ale wspolzylam i teraz nie potrafie si eopanowac , co powoduje kolejne problemy , jest mi bardzo ciezko z tym zyc :( Prosze o rady co do mieszkania razem przed slubem i co powiedziec chlopakowi bo wsyztsko mowie jemu nie wystarcza .
 jutrzenka: 07.04.2012, 01:49
 Witam! Mieszkam od początku studiów z moimi koleżankami. A mój chłopak mieszkał osobno w innym mieszkaniu. Ostatnio się przeprowadziłyśmy(ja i moje koleżanki) do większego mieszkania bo siostra jednej z nas od czerwca przychodzi do Wa-wy najpierw pracować a potem studiować od października. Ale przez czas od kwietnia do końca czerwca mieszka z nami mój chłopak- w osobnym pokoju(nie stać nas na opłacenie tego mieszkania bez 5-tego współlokatora). Ja mieszkam z koleżanką. Co mamy zrobić?? Mam powiedzieć chłopakowi by szukał mieszkania?? I kazać mu się wyprowadzić? Czy możemy jakoś przemęczyć się przez te niecałe trzy miesiące(teraz jesteśmy od tygodnia w domu wracamy dopiero po świętach)??
 Tomasz: 05.04.2012, 21:40
 Wspulne mieszknie przed slubam nie ma sensu po co jesć deser przed obiadem. Przecież jak ludzie mieszkają razem to po ślubie maja tylko obowiązki.
 Damian: 01.04.2012, 10:09
 A ja zamieszkałem z moją dziewczyną i nic nie straciliśmy wręcz oszczędziliśmy sobie problemu jakim były jej ciagle problemy z patologicznymi rodzicami, moim brakiem możliwości podróżowania do niej Odkad zamieszkaliśmy razem praktycznie wszystko poprawiło się na lepsze ! Nie wiedziałem że wspólne mieszkanie jest aż takim cięzkim grzechem W tym momencie mam dylemat bo mieszkamy już 3 mieciące razem Chcialbym sie jej oświadczyć - nie stać mnie nawet na pierścionek Pracuje tylko ja - zarabiam tyle że starcza na rachunki i chleb co mam teraz zrobić, aby nie trwać dalej w grzechu ? wyprowadzić się i zostawić ją z problemami czekając aż będzie stać nas na ślub ? czy może nadal mieszkać razem ale sypiając w osobnych łóżkach Prosze o odpowiedź !
 Julia: 12.02.2012, 01:47
 ja rownież jestem przeciwna mieszkaniu przed ślubem, ale co z takimi parami, co nie współżyją a często nocują u siebie...w tym samym pokoju i łóżku? rano sie budzą i idą do kościoła, przyjmują Eucharystie? co Wy o tym myślicie? jak wyjaśnić im że to nie jest dobre dla nich? pozdrawiam i czekam na odp
 Jarek: 05.01.2012, 15:48
 Mam wieloletnie doświadczenia życia w związku małżeńskim i zapewniam Was,że kocham moją Żonę coraz bardziej i mieliśmy podobne dylematy. Udało się wytrwać do ślubu bez pełnego współżycia ,chociaż grzechy były. Kochani ,nie obniżajcie sobie poprzeczki i wiedzcie ,że każdy etap życia ma swój sma, nie skracajcie ścieżek życia i nie oszukujcie siebie. Wiem ,że chcecie dobrze.... ale ,czytacie ten tekst to uwierzcie ,że on jest dla Was drogowskazem danym z serca i doświadczenia.Dogie dziewczyny ,wy potraficie lepiej panować nad własnym ciałem dlatego Wy chrońcie swoich chłopaków przed ciągłymi napięciami w sferze seksualnej. Powodzenia !!!
 Magda: 03.01.2012, 12:05
 Dziękuję Kasiu za odpowiedź. Pytając co jest gorsze chciałam zwrócić uwagę na to, że ocenianie człowieka z góry nie jest sprawiedliwe. "Stwarzanie okazji do grzechu" - gdzieś być może to do mnie przemawia, ale nie do końca, bo okazje do grzechów różnorakich mamy na co dzień. A narzeczony szanuje moją prośbę i uczucia i nie mówię, że nie jest nam trudno, bo czasem jest, ale chyba jak ktoś się świadomie decyduje, że nie będzie współżył przy wspólnym mieszkaniu, to się z tym liczy, że będzie trudno. I być może dziś, mając tę wiedzę którą mam, postąpiłabym inaczej, ale pojęłam decyzję, za którą muszę być odpowiedzialna i nie mogę teraz wywracać życia sobie, narzeczonemu i rodzicom i ponownie się przeprowadzać. Mam zamiar pójść jeszcze do spowiedzi - nie wieżę, że nie znajdzie się ksiądz, który mnie zrozumie i nie będzie prewencyjnie odmawiał rozgrzeszenia - bo właśnie tak to trochę dla mnie wygląda.
 Kasia : 24.12.2011, 09:27
 o Magdy: pytasz co jest gorsze? Chyba nie chodzi o to, by wartościować zło: to złe, to gorsze, to najgorsze. Ja tez byłam w związku i nie mieszkałam z chłopakiem bo mieszkałam z koleżanką i to w Warszawie, więc wiem jakie to są koszty. Ale coś za coś. Zawsze jest kwestia priorytetów. Ale pozytywne jest to, że skoro tu piszesz to zależy Ci na życiu zgodnie z wartościami i stąd niepokój sumienia. Proponuję Ci pójść do spowiedzi nie do parafialnego kościoła na niedzielną mszę tylko do jakiegoś akademickiego lub na rekolekcjach albo umówić się z księdzem na rozmowę i przedstawić szczerze swoją sytuację. Czasem księża też sztampowo traktują każdego. Ale jednak jeśli ksiądz tak to rozezna, że rozgrzeszenia nie dostaniesz to może właśnie ma to być impuls do zmiany tej sytuacji? Może ból z powodu niemożności przystąpienie do sakramentów spowoduje, że jednak do ślubu nie będziecie mieszkać razem albo znosząc ten ból będziecie oczekiwać na moment ślubu kiedy to życie sakramentalne będzie możliwe. Może jest on potrzebny do dostrzeżenia wartości Komunii św. dla Ciebie i narzeczonego? Nie dostajecie rozgrzeszenia właśnie z powodu "stwarzania okazji do grzechu" - tak to się nazywa, po prostu. A tak w ogóle co na to narzeczony? Tak spokojnie wytrzymuje bez seksu i to mając wcześniejsze doświadczenia? I co na to jego sumienie? Czy on też cierpi z powodu braku rozgrzeszenia czy jest mu to obojętne? Bo jeśli nie obojętne albo nawet obojętne ale kocha Ciebie to nie powinien Ci tego rozgrzeszenia utrudniać tylko wziąć sprawy w swoje męskie ręce i zatroszczyć się o Twój spokój sumienia - z szacunku i miłości.
 Magda: 19.12.2011, 14:35
 Nie - nie za mało odwagi - ślub chcemy wziąć w przyszłym roku - to mieszkanie było zupełnym szczęśliwym przypadkiem i nie rozumiem, dlaczego nie mam z tego skorzystać, że mogę się usamodzielnić. Dlaczego nikt nie odpowie na pytanie, które wcześniej zadałam? Co jest gorsze: mieszkanie razem i niewspółżycie, czy nie mieszkanie razem i współżycie? Bo to jest najbardziej niesprawiedliwe, że najważniejszy jest fakt, czy się razem mieszka - wspólne mieszkanie jest niewybaczalnym grzechem, a współżycie przy mieszkaniu osobno jest traktowane jak kłamstwo, gniew lub inny grzech - dlaczego? Plus jeszcze jedno: dlaczego przed bierzmowaniem przerabia się nauki przedmałżeńskie (sama nie wiem, po co, bo przecież przed ślubem znowu je trzeba powtarzać) a nikt nie tłumaczy, jak żyć w związku? Nikt o tym w kościele nie mówi (a jest to jedna z najbardziej podstawowych rzeczy w życiu człowieka), a potem mnóstwo osób wychodzi z konfesjonału zdziwionych, że nie dostało rozgrzeszenia. Dziwi mnie bierność z jaką traktuje się te tematy. Na prawdę jest mi przykro, że tak jest.
 Ania: 12.12.2011, 14:10
 Skoro mieszkacie razem żyjecie jak małżeństwo dlatego zatem nie weźmiecie ślubu który jest sakramentem? Za mało odwagi?
 Magda: 12.12.2011, 11:19
 I jeszcze jedno - Drodzy Autorzy - "nie chce nam się wierzyć, że nie będziecie współżyć" - jeśli ktoś tego chce, to mu się uda - jeśli komuś bardziej zależy na byciu w zgodzie z Bogiem nie będzie tego robić bez względu na okoliczności, zaczeka.
 Magda: 12.12.2011, 11:05
 Nie rozumiem tego. Zgorszenie - dobra - tylko skąd przypuszczenie, że ktokolwiek myśli o moich grzechach i interesuje się moim życiem? Poza tym co z drzazgą i belką w oku? Dlaczego ludzie, którzy nie współżyją, a mieszkają razem nie dostają rozgrzeszenia, a ci którzy regularnie współżyją, ale nie mieszkają razem je dostają? Wiem że tak jest z własnego doświadczenia i z doświadczeń innych. Ja sama kiedyś ze swoim narzeczonym współżyłam - nie mieszkaliśmy razem. Nagle okazało się, że zwolni się dla nas mieszkanie - na bardzo korzystnych warunkach finansowych - każdy, kto nie ma bogatych rodziców lub bardzo dobrze płatnej pracy wie, że własne mieszkanie to ogromny koszt. Przed tym jak zamieszkaliśmy razem postanowiłam zaprzestać współżycia - omówiliśmy to na miesiąc przed wprowadzeniem się - i od tamtej pory nie współżyjemy - miałam wyrzuty sumienia, chciałam wrócić do Boga. Poszłam do spowiedzi, powiedziałam jak było - nie dostałam rozgrzeszenia, ani odpowiedzi, dlaczego go nie dostanę. Długo zbierałam się by pójść do spowiedzi - o miesiąc za długo, bo gdybym poszła przed tym, jak zamieszkaliśmy razem nie miała bym tego problemu - wiem o tym, bo dwa lata wcześniej przystąpiłam do spowiedzi i otrzymałam rozgrzeszenie. Później do spowiedzi nie chodziłam, bo uważam, że to bez sensu spowiadać się z grzechu i potem go nie poprawić. Teraz się poprawiłam, postanowiłam poprawę i jej dokonałam, ale to się widać nie liczy, bo rozgrzeszenia nie dostałam. Gdzie tu jest sens? Czyli mogłabym nadal współżyć - wystarczy, że nie mieszkamy razem? Co jest gorsze? To bardzo wątpliwe zgorszenie, czy nieczystość? Idziemy do spowiedzi, by porozmawiać i pojednać się z Bogiem, a spotykamy tam człowieka, który wiarę w innych ma widać bardzo małą.
 Karolina: 11.12.2011, 19:29
 Grzech zgorszenia, że mieszkają razem (nie współżyjąc), a chodzą do komunii? Najgłupszy argument świata. Ktoś, gorsząc się, a nie znając prawdy o jakiejś sytuacji, sam popełnia grzech. Jest też powiedziane "nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni". Wyobraźmy sobie sytuację, że na wsi mieszka śmiertelnie chora, samotnie mieszkająca dziewczyna, która przed śmiercią postanowiła wyspowiadać się z całego życia. Spowiednikiem jest młody ksiądz, który przychodzi do niej dzień w dzień, słuchając jej wyznań. O chorobie dziewczyny nikt nie wie, mieszkańcy wioski widzą tylko codzienne wizyty młodego księdza w domu młodej kobiety. Myśl oczywista - mają romans. Ksiądz ma przestać przychodzić do umierającej, żeby zgorszenia nie siać, bo mieszkańcy wioski żyją stereotypowo?
 Inna: 27.11.2011, 23:31
 Nie popieram tego zamieszkania razem, o ile jest to możliwe, nie róbcie tego, bo później to już nie to samo...niestety... starajcie się dowiadywać o przyzwyczajeniach bytowych chłopaka/dziewczyny wszystkimi innymi możliwymi sposobami.
 do ja: 24.10.2011, 13:27
 Ten ksiądz jest w błędzie i wprowadza zamęt. Para mieszkająca razem nawet jeśli nie współżyje popełnia grzech zgorszenia. Zresztą 99% osób myśli ze współżyją... a sami chodzą po kruchym lodzie.
 ja: 24.10.2011, 13:24
 ostatnio słyszałam wypowiedź księdza który mówił ze jeśli dwoje ludzi ze sobą mieszka ale zachowują czystość(czyli nie współżyją do ślubu)to nie popełniają grzechu i mogą normalnie przystepowac do komunii świętej jak każdy inny.
 kaki: 23.08.2011, 23:28
 Spotykam się z chłopakiem już od kilu miesięcy.Na wstępie znajomości wyraził swoje zdanie na temat związków i współżycia....czyli po sakramentalnym TAK.Poznajemy się i nie ma gwarancji,że ta znajomość doprowadzi do do ołtarza.Sytuacja rodzinna i zawodowa,pozwala na się spotykać w odległych miejscach zamieszkania i zdarzyło się a nawet się zdarza,że sypiamy ze sobą,ale nie współżyjemy.Każde spotkanie kończy się noclegiem.On jest nieprzejednany w swoim postanowieniu...ja powoli zaczynam pękać.Moje hormony,mój organizm szaleje.Mamy prawie po 40 lat.Nie wiem ,czy on miał w życiu inne kobiety.Mam za sobą jakieś związki.Nie ukrywam tego ,ale otwarcie nie mówię o tym ,bo to tematy zakończone.Dostaje powoli do głowy.Powinnam ograniczyć spotkania i doprowadzanie się do obłędu.Szaleje ,za tym mężczyzną,ale muszę zapanować nad ciałem i umysłem,ale powoli się poddaję.Zbyt blisko siebie jesteśmy.....źle to wszystko źle...i nie tak.....ale nie spotkaliśmy się 20 lat wcześniej...każdy ma jakąś przeszłość....i nie wiadomo w jakim kierunku to zmierza....bywa ciężko....
 
[1] [2] (3) [4] [5]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej