Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy można razem mieszkać przed ślubem?

     No dobrze, to tak ciągle podkreślamy jak to się trzeba przed ślubem dobrze poznać, jak to trzeba zobaczyć nie tylko zalety ale i wady drugiej osoby więc może by razem zamieszkać? Przecież wtedy poznamy się najpełniej. Nie, oczywiście - nie będziemy współżyć, bo już doszliśmy do wniosku dlaczego czystość jest tak ważna. Ale tak poznać się jeszcze lepiej poprzez wspólnie zamieszkanie to chyba nie będzie niczym złym?

     Moi kochani, cel wydaje się szlachetny ale... po kolei.

     Po pierwsze: to nie bardzo nam się chce wierzyć, że nie będziecie współżyć. Dlaczego? Ano dlatego, że nie sposób uwierzyć, że na chłopaka nie działa jego dziewczyna. Jeśli chłopak jest zdrowy to nie ma możliwości, by go stała obecność ukochanej dziewczyny, jej zapach, dotyk, ciepło nie "ruszało". A jak nie "rusza" to powinien się przejść do lekarza, bo by to oznaczało, że nie czuje pociągu seksualnego do kobiet i jego organizm nie funkcjonuje prawidłowo. A jak jednak to na niego działa to ciągle siebie i ją naraża na grzech. Być może w dziewczynie, szczególnie początkowo nic się nie dzieje, ale w chłopaku na pewno. A jeśli on tak to czuje to po co narażać go na takie udręki? On się może nawet do tego nie przyzna, bo mu duma nie pozwoli wyznać, że nie panuje całkowicie nad swoim organizmem, jednak tak jest. Mieszkając razem zatem ciągle narażacie się na pokusę i to jest tutaj złem - choćbyście faktycznie wytrwali nie współżyjąc. Celowo piszemy tutaj "nie współżyjąc" a nie "w czystości", bo przecież czystość to nie tylko niewspółżycie. A z pewnością zdarzą się upadki. One naturalnie u par nie mieszkających ze sobą też się zdarzą, ale tutaj będą częstsze i bardziej frustrujące - bo jak obiecać poprawę, jak pracować nad tym, żeby się nie zdarzały kiedy sytuacja pokusy trwa ciągle. No, nawet święty miałby poważne problemy.

     Po drugie: poprzez ciągłe powstrzymywanie się od współżycia, poprzez ciągłe stwarzanie sytuacji kiedy podniecenie narasta i nie jest rozładowywane tylko wygaszane można nabawić się poważnej nerwicy na tym tel. Bo wyobraźmy sobie sytuację kiedy chłopak z dziewczyną np. widzą się w piżamach, nie daj Boże śpią w jednym łóżku (takie sytuacje też się zdarzają), całują się na dobranoc i... nic. I tak przez miesiące, nieraz lata. Tak jak mówiliśmy - dziewczynie to może nawet początkowo nic nie będzie, bo dla niej ważniejsza jest uczuciowość i ona się chce do "swojego misia" po prostu przytulić i o nic jej nie chodzi. No i się przytula a w chłopaku się gotuje. Ale nie współżyją przecież, prawda? No to trzeba coś z tym podnieceniem zrobić. Nieraz jest to "tylko" wyżycie się w grze komputerowej (z narażeniem na pretensje ze strony dziewczyny, że woli siedzieć przed komputerem tracąc czas na jakąś głupią grę zamiast z nią pogadać; tymczasem on nie przyzna się, że jest to jego metoda na wygaszenie emocji lub nawet nie zdaje sobie z tego sprawy) ale bywa, że kończy się to nawet masturbacją. Jeśli chłopak wie, że jego dziewczyna za drzwiami łazienki bierze prysznic to naprawdę niewiele potrzeba, żeby jego wyobraźnia zaczęła działać. Jeśli ona się przy nim przebiera (a przecież nieraz tak jest jeśli mają do dyspozycji tylko jeden pokój) to naprawdę nie jest mu łatwo. I nie chodzi o to, że mężczyzna nie potrafi się powstrzymać, że zachowuje się jak zwierzątko. Po prostu to są najzwyklejsze reakcje organizmu a on się właśnie cały czas powstrzymuje. Żeby była jasność: po ślubie też nie zawsze można współżyć. Też czasem trzeba się powstrzymać. Ale inne jest nastawienie jeśli okres wstrzemięźliwości trwa kilka czy kilkanaście dni a potem można "legalnie" bez wyrzutów sumienia współżyć z własną żona a inaczej gdy perspektywa ślubu jest np. za dwa lata, prawda? Piszemy cały czas o mężczyźnie ale naturalnie dotyczy to także kobiety, choć z uwagi na jej odmienną naturę - w mniejszym stopniu.

     No i teraz jeśli para postanawia, że jednak nie współżyją to będą seks kojarzyli jako coś od czego za wszelką cenę (cenę grzechu) trzeba się powstrzymać. Zakoduje im się, że współżyć nie wolno, to coś złego, podniecenie należy zaraz stłumić. To wszystko zaś może przyczynić się do naprawdę poważnych problemów w małżeństwie. Moi Drodzy, może nie uwierzycie, ale jest sporo małżeństw które przychodzą do poradni, bo nie mogą współżyć. Okazuje się, że małżonkowie (częściej kobieta ale mężczyzna nieraz też) ciągle czują jakieś dziwne wyrzuty sumienia przy podnieceniu, ciężko im osiągnąć orgazm, współżycie na które tak czekali nie cieszy. W dużej mierze są to małżeństwa, które mieszkały razem przed ślubem - abstrahując od tego czy współżyły czy nie. Bo oni cały czas mają w głowie schemat zachowań przed ślubem i tamtą świadomość, że seks jest grzechem.

     Po trzecie: ludzie, którzy razem mieszkają nie mają na czole wymalowane, że nie współżyją i postronni odbierają to jednoznacznie - że to konkubinat. Nie wiesz co myślą Wasi sąsiedzi, nie wiesz też co myślą i mówią sąsiedzi Twoich rodziców. Pomyśleliście o tym? Bo na "złą sławę" narażacie nie tylko siebie ale i Waszych rodziców. Którzy często przecież wcale Waszego wspólnego mieszkania nie popierają. Dajecie też zły przykład Waszemu rodzeństwu. No i wprowadzacie w błąd osoby w kościele do którego chodzicie. Jeśli ktoś wie, że mieszkacie razem a Wy przystępujecie do sakramentów (bo nawet nie współżyjecie) to ludzie są skonsternowani i co niektórzy mogą myśleć, że to jest ok. Że bez ślubu można do Komunii św. przystępować. I to też trzeba wziąć pod uwagę, bo jest to grzech zgorszenia i podpada po kategorię tzw. "grzechów cudzych".

     Po czwarte: mieszkając razem tracicie coś bardzo ważnego - ową "pierwszość", tajemniczość, radość wspólnego odkrywania pewnych spraw dopiero po ślubie. Nie będziemy się powtarzać bo pisaliśmy o tym w rozdziale o czystości. Chodzi o to, by pewne rzeczy zostawić na czas po zawarciu małżeństwa. Są to te kwestie bez których poznanie się jest możliwe a których odkrywanie po ślubie daje autentyczną radość a noc poślubna czyni niezwykłą.

     Po piąte: mieszkając razem para zaczyna po pewnym czasie zachowywać się jak "stare, dobre małżeństwo"- w takim negatywnym znaczeniu. Nie ma randek, nie ma czekania na spotkanie, kwiaty też są rzadziej. Dużo mniej chodzi się do kina, na spacery, no bo nie są to już okazje do spotkań skoro jesteśmy ze sobą na co dzień. I co się dzieje? Tak naprawdę mniej ze sobą rozmawiamy, szczególnie na ważne i głębokie tematy. Zaczynają się codzienne obowiązki, zaczynamy też tak trochę "przyzwyczajać się" do swojej obecności. Po pracy każde zajmuje się swoimi sprawami i często siedzimy osobno każde w swoim kącie. Niektórzy to zamieszkanie razem odbierają wtedy jako zmianę na gorsze. No bo on czy ona się nie stara! Kiedyś dzwonił, przychodził, zabiegał a teraz siedzi przed komputerem. Kiedyś ona czekała, zawsze pięknie wyglądała a teraz ma pretensje o zalaną wodą podłogę w łazience. I znów trzeba podkreślić, że to normalne problemy i "rozczarowania", na które narażeni są wszyscy nowożeńcy i z którymi muszą się uporać ale tutaj nie ma małżeństwa i ludzie nieświadomi co się dzieje mogą dojść do wniosku, że tej drugiej stronie już spowszedniała.

     Chłopak i dziewczyna przed zaręczynami to jest pewien etap związku i nie ma powinno się go omijać poprzez udawanie małżeństwa. Poza tym takie mieszkanie razem to trochę pójście na łatwiznę: bo chłopak nie musi dziewczyny do domu odprowadzić, bo nie musi do niej jeździć... A przecież takie powroty, spotkania i randki są bardzo romantyczne i dają tę nutkę tajemniczości, tęsknoty... Dziwi nas nawet, że chłopakowi nie chce się wykazać rycerskością wobec swojej dziewczyny.

     To tak moi Drodzy w skrócie, bo argumenty z pewnością można mnożyć.

     Na koniec kwestia trochę powiązana z tematem ale w nieco innym kontekście. Bo nawet jeśli nie mieszkamy razem to czasami mogą zdarzyć się takie sytuacje, że razem nocujemy. Np. byliśmy z dziewczyną czy chłopakiem u kogoś na weselu, które było w innym mieście i po weselu jest zapewniony nocleg. Czasem jest tak, że jeśli jest to rodzina jest możliwość spania osobno lub w większej sali, ale czasem jest to jeden pokój. No trudno robić tu jakiś zarzut gospodarzom. Albo jest tak, że jesteście z innych miejscowości i chłopak przyjeżdża do Ciebie na weekend. Mieszkanie jest małe i nocuje w Twoim pokoju. Albo taka sytuacja zaistnieje na jakimś wyjeździe - jednym słowem zdarza się. Nie chcemy tu pisać oczywiście o tym, by nie współżyć, bo to jest chyba samo przez siebie zrozumiałe. Zresztą po weselu czy całodziennej wędrówce po górach to jest to chyba ostatnia rzecz, na która człowiek ma ochotę; nie wyobrażamy sobie też współżycia pod dachem rodziców chłopaka czy dziewczyny. Ale pytacie często czy w takim wypadku można spać w jednym łóżku. No to my pytamy: po co?

     Przede wszystkim się nie wyśpicie. Po drugie nie ma sensu spać razem a potem zastanawiać się czy przypadkiem to dotknięcie to nie był zbyt śmiały gest, czy przekroczyliśmy granice czy nie, czy iść od spowiedzi czy nie. Poza tym jeśli chłopak jest dżentelmenem to - jeśli jest tylko jedno łóżko - odstąpi je dziewczynie a sam prześpi się na karimacie, materacu, kocu, w śpiworze. No, każdy szanujący się mężczyzna tak postąpi. A zatem nie trzeba spać w jednym łóżku ani nawet nie trzeba. Zostawcie sobie te chwile na " po ślubie".

     Moi Drodzy! Ten czas chodzenia ze sobą jest niezapomniany i nie ma co przeskakiwać etapów związku, bo on nie będzie mógł się właściwie rozwijać. To tak jak z uczeniem się czegoś. Nie możesz przejść dalej jak nie przyswoisz wcześniejszego materiału, bo będą braki. Z uczeniem się miłości jest tak samo. Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Na mieszkanie razem będzie czas po ślubie. I gwarantujemy Wam, że przez brak wcześniejszego wspólnego mieszkania nic nie stracicie a zyskacie. Znać się będziecie równie dobrze a nie narazicie siebie nawzajem na wiele niebezpiecznych dla Waszej czystości i rozwoju związku sytuacji. Nie udawajcie małżeństwa jeśli nim nie jesteście. Dziewczyny, pozwólcie się troszczyć o Was swoim chłopakom i dajcie im się wykazać jako dżentelmenom. Chłopcy, pokażcie, że potraficie zadbać o dziewczynę i że ją szanujecie poprzez nie narażanie siebie i jej na złą opinię otoczenia. Bądźcie tym kim jesteście: dziewczyną i chłopakiem. Życzymy Wam radości z odkrywania tego co jest między Wami TERAZ.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 bratek: 15.03.2008, 20:45
 Nic się nie zmieniło w Ewangelii janino i się nie zmieni , a z tego co wiem to prawo Katolickie dopuszcza tylko do Komunii np. małżonka od którego odeszła Sakramentalna żona i odwrotnie ale pod warunkiem gdy się z kimś nie cudzołoży /mam na myśli następny stały związek nie oparty na ślubie w KK / . Dekalog każdego nadal obowiązuje a ta nowoczesność jest dziś plagą naszego zapominającego o Bogu społeczeństwa . Małżeństwo jest Sakramentem , to związek błogosławiony przez Boga , wchodzi się do Kościoła we dwoje a wychodzi we troje , bo zapraszamy wtedy Pana Jezusa do naszego życia . Komunia jest świętokradzka jeśli się grzech zatai , bo w zasadzie nie powinna dostać rozgrzeszenia z uwagi na jak nazwano stanowiacy konkubinat albo nieco ładniej nazwane żyjących na wzór małżeństwa . Grzech można akceptować i się nawet do niego przyzwyczaić i w nim trwać a sumienie przez które przemawia Bóg można zagłuszyć . Młodzi ludzie nie widzą w tym grzechu , bo miłość wzajemną do siebie stawiają ponad Boga , ich cielesność a nie Bóg są najważniejsze i są ich bożkiem / 1-sze Przykazanie Boże / łamią prócz 6-go. Grzech zawsze pozostanie grzechem i jeśli się z nim nie zerwie poniesie się jego bolesne konsekwencje . Czasem ma się tak zaciemniony umysł , że człowiek sam przed sobą tłumaczy grzech jako dobro ...jako zacofany rodzic... janino gdybyś się zgodziła to jako matka popierałabyś grzech ale nic nie mówiąc też go akceptujesz . Tak uważam i tak to widzę jako osoba wierząca , a z grzechem należy zerwać , gdyż niszczy on więż z Bogiem . Na siłę nic nie zrobisz i trudno coś tu radzić ale próbuj tłumaczyć , polecaj w modlitwie ..tyle mi do głowy rad przychodzi . Pozdrawiam :)
 janina: 27.02.2008, 10:55
 moja córka mieszka już ze swoim chłopakiem od roku .Najpirw zamieszkała u jego rodziców razem spali w jednym pokoju potem wyprowadzili się na stancje aby razem zamieszkać i razem studiować. Ja byłam przeciwna temu ze ona mieszka z nim u jego rodziców ale ona powiedziała mi że ja nie jestem nowoczesna i że jego rodzice i ksiądz z jego parafi to popiera że jak jest miłość to nie trzeba ślubu aby razem zamieszkać.Mam pytnie czy moja córka przystępując do komuni św. nie popełnia świętokradztwa bo o ile wiem współżycie przed ślubem jest grzechem może teraz jest inna moda i prawo kościelne o czym ja nie wiem.Proszę mi odpisać co mam z tym problemem zrobić pozdrawiam w PANU
 P: 17.02.2008, 13:15
 Czyngis Hanie - nie żyjemy na bezludnej wyspie, tylko w jakiejś określonej rzeczywistości, więc nie można pisać - "A co cię obchodzą inni". Nawet najbardziej niezależni i tak muszą brać pod uwagę fakt, iż są inni. I oni zresztą na nas oddziałują - mniej lub bardziej, ale zawsze. "nie ważne kto " ma rację - jeżeli jest "przeciętna" to będzie jej bardzo trudno być zauważoną, a twoje deklaracje Czyngis Hanie chyba tu na niewiele się zdadzą - przecież najpierw musisz zauważyć, żeby się zainteresować, prawda? Wcale nie musi to być znowu, Bóg wie jaki, wizerunek zewnętrzny, ale i tak musi być to COŚ. Dziewczyna ma też rację, że idąc pod prąd współczesności, sama właściwie się wyklucza z głównego obiegu. Kwestie ślubu i niemieszkania ze sobą są w tym momencie drugo-, a może nawet trzeciorzędne, bo teraz większość młodych ludzi nie myśli o ślubie, więc kwestia mieszkania ze sobą przed słubem, czy nie, właściwie nie istnieje - dla większości rzecz jasna. Zresztą chrześcijańska etyka seksualna jest akurat tym, co wielu chrześcijan omija najczęściej. Poza tym wiele słubów odbywa się, bo.. dziecko w drodze, więc chyba w tym momencie separacja przedślubna byłaby nieśmiesznym żartem.
 Czingis Han: 15.02.2008, 14:19
 Do "nie ważne kto": A co cię obchodzi, co robią inni? Ja na przykład nie lubię wymalowanych lasek, ich "śliczność" spływa po pierwszym mocnym deszczu, he, he. Piszesz, że jesteś wierząca - to wierz Bogu - On Ci da takiego faceta, że Ci buty z nóg spadną, bo On Sam tego dla Ciebie chce.
 hmm: 12.02.2008, 15:22
 terefere nie wszystko jest takie proste, choć oczywiście chiałoby się, by było...
  nie ważne kto: 09.02.2008, 22:58
 Taaa ... Gdzie ja spotkam chłopaka, który nie będzie chciał mnie "sprawdzić" przed ślubem? Wokół mnie są sami tacy... ;] dziewczyny też ;] Wszyscy współżyją i według nich to jest normalka. A ja chcę inaczej... ha, a jestem sama - BO JESTEM INNA... Inna... wierząca... Bo nie jestem śliczna, wymalowana... Bo jestem jaka jestem - przeciętna...
 michał :p: 04.02.2008, 17:39
 Zgadzam się z wszystkim co tu napisane :-) tak sobie często myśle i patrze na to co wszyscy "nowocześni" mówią o swojej miłośći......szybka miłość, przyjemność, brak odpowiedzialności, zaspokajanie swoich pragnień............przecież nie ma w tym nic PIĘKNEGO!!! a chyba każdy chciałby żeby jego Miłość była piękna, cudowna, niepowtarzalna, żeby z niej wypływało prawdziwe szczęśćie.....żeby swoje szczęście czerpać ze szczęśćia drugiej osoby!! To musi być coś cudownego.......hehe :p :p pozdro dla wszystkich, którzy wierzą w PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ i, że ona kiedyś przyjdzie :-) 3majcie się
 karolina: 03.02.2008, 10:29
 popieram tekst w 100% trzeba zaufac Bogu, a nie sprawdzac Go pozdrawiam wszystkich zakochanych
 ewa: 31.01.2008, 19:18
  LUDZKA MIłOść - JEJ MOC I POTęGA .... Bo to przecież O NIą JEST WALKA .!!!! Gdybym miała wszystkie AMBONY śWIATA ... no może przez ' pół ROKU " NIE GłOSIłABYM INNYCH KAZAń Jak Właśnie o TYM - JAK WAżNA , JAK POTężNA I JAK POTRZEBNA JEST ... LUDZKA MIłOść !!! Potrzebna JEST Mężczyźnie i Kobiecie , Potrzebna jest DZIECIOM , Potrzebna JEST Rodzicom ... starszym .... na emeryturze , aby przy kochających się Dzieciach mogli Godnie dożyć Swoich Dni i Wyciszeni poszli na SPOTKANIE Z PANEM , Potrzebna JEST Społeczeństwu , Narodowi ....LUDZKOśCI !!! i Dlatego należy o JEJ GODNOść WALCZYć . TO JEST Tak Bardzo WAżNE ! Moi Kochani młodzi PRZYJACIELE ... nasz Ukochany Ojciec Święty , Który odszedł do Domu Ojca przypominał Wam TO NIEUSTANNIE ...żE " NIE Wolno PRZEGRAć MIłOśCI , Bo Przegrywając MIłOść ... Przegrywa się Wszystko !!! mając doświadczenie ... bolesne własnego Życia .... , będąc blisko Młodzieży przez wiele lat mojego życia poprzez pracę , wspólnotę ... wiem , jak można się zagubić ... wejść w różne pułapki ... z których wcale nie jest tak łatwo się WYDOSTAĆ ... konsekwencje ... jako Pokutę ... trzeba casami nieść długie lata ... a przecież można było tego Wszystkiego Uniknąć . Taką PUłAPKą JEST MIESZKANIE RAZEM PRZED śLUBEM ... BO ... często Tam nie ma miłości ... ludzie się poznali , coś do siebie poczuli i niewiele się zastanawiając ... zamieszkują pod jednym dachem , aby się poznać ... . MIłOść LUDZKA JEST łASKą DANą LUDZIOM przez Ducha Świętego ... TO ON JEST SPRAWCą TEGO CAłEGO PIęKNA JAKIEGO ZACZYNAJą Doświadczać SPOTYKAJąC SIę ... ALE portzebny JEST CZAS I PRZESTRZEń ... aby się ROZEZNAć ... CZY rZECZYWIśCIE TAK JEST ... tu jest potrzebna modlitwa , konfrontacja z rzeczywistością , prawdziwa miłość zawsze pomaga Żyć ... a nie jest ucieczką od Życia , dlatego wejście w inne związki Rani Tą Miłość ... która dopiero może miała sie narodzić ... , Osłabia , Niszczy ... ale Oczywiście ... dla BOGA nie ma nic niemożliwego ... BÓG OCZYSZCZA i Przywraca GODNOŚĆ MIŁOŚCI i Ludziom . Przepraszam ..muszę kończyć .. bo źle się czuję , pozdrawiam w PANU .
 
[1] [2] [3] [4] (5)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej