Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Jak kochać ateistę?

     "Kocham ateistę. Jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, jednak urodził się w rodzinie, w której wiary katolickiej nie uznawano. Ja wierzę i praktykuję. Ciężko pogodzić mi się z tym, że tak bliskiej mi osobie Bóg jest obcy, wiara niepotrzebna. Z tą sytuacją wiąże się także niechęć ze strony całej mojej rodziny. Póki co daję świadectwo swojego życia i postępowania. Obawiam się jednak, że poprzez takie tylko działanie nie uzyskam nawrócenia człowieka na którym tak bardzo mi zależy".

     Związek z osobą niewierzącą jest oczywiście możliwy. Nie można jednak ukryć, że będzie trudniejszy. Dwoje ludzi dzieli bowiem różnica poglądów, nieraz zasad, a to z kolei rzutuje na zachowanie i podejmowane decyzje. I nie chodzi tu tylko o rzeczy ważne, kluczowe jak choćby decyzja o ślubie kościelnym czy o ochrzczeniu i wychowaniu dzieci w wierze - choć wtedy może ujawnia się najbardziej. Ma to także przełożenie na codzienność, na wyznawane na co dzień wartości. Źle czuje się dziewczyna, z którą chłopak nie chce iść do kościoła. I o ile jeszcze on sam nie chce ale jej tego nie zabrania, szanuje jej wiarę, może nawet przychodzi po nią po Mszy św. to nie jest źle. Gorzej gdy jej wiarę lekceważy, może wyśmiewa i odnosi się z agresją do duchowieństwa i instytucji kościelnych. W tym pierwszym przypadku mamy bowiem faktycznie do czynienia z ateistą - człowiekiem, który istnienia Boga wprawdzie nie uznaje ale sam jakimiś zasadami w życiu się kieruje a przede wszystkim ma w sobie szacunek i tolerancję dla innych - bez względu na wyznawany przez nich światopogląd. Drugi przypadek jednak to już nie ateista (choćby sam siebie tak nazywał) tylko klasyczny wróg Kościoła. On właśnie usiłuje zagłuszyć wyrzuty swojego sumienia poprzez usprawiedliwianie swojego złego zachowania dość prostym, żeby nie powiedzieć nieraz "topornym" lub dziecinnym tłumaczeniem. Powołuje się na to, że jakiś ksiądz go kiedyś źle potraktował w konfesjonale lub na religii, że gdzieś w jakiejś miejscowości proboszcz jeździ dobrym samochodem a przecież Pan Jezus chodził na piechotę lub jakiś kapłan ma dziecko. I o ile nawet przywoływane przez niego fakty mogą mieć rzeczywiście miejsce i rzeczywiście są nieraz niechlubne to przecież nie mogą usprawiedliwiać jego własnego grzechu! Bo to, że ktoś nam bliski ginie w wypadku czy to, że ksiądz odmówił komuś udzielenia Bierzmowania (a z jakiegoś powodu musiał odmówić, na pewno nie był to jego kaprys tylko widział pewnie czyjąś niedojrzałość a Bierzmowanie jest sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej) nie jest powodem obrażenia się na Boga. No tak na logikę: jak nam nauczyciel jedynkę postawi albo nakrzyczy to rzucamy szkołę i lekceważymy wykształcenie? No chyba nie. Albo bierzemy się do nauki albo zmieniamy szkołę. Bo nie uczymy się dla nauczyciela tylko dla siebie. Tak samo nie wierzymy dla księdza i nie dla księdza chodzimy do kościoła tylko dla siebie. Tak, dla siebie, bo tak naprawdę Bogu nasza wiara nie jest potrzebna. Bóg nie jest bóstwem, któremu trzeba składać ofiary z "paciorka" i pójścia do kościoła. To nam jest potrzebna wiara jako drogowskaz w tym życiu i gwarancja zbawienia. A zatem skoro ktoś np. czuje się pokrzywdzony wskutek wcześniejszego niedopuszczenia do Bierzmowania a teraz czuje się już gotowy na jego przyjęcie to nie powinien obrażać się na Kościół tylko pójść do innej parafii, przedstawić sprawę i za kilka tygodni przystąpić do sakramentu. To jest dojrzała postawa. Tymczasem najczęściej takie osoby prezentują typowe zacietrzewienie w stylu "na złość mamie odmrożę sobie uszy", na złość księdzu nie ochrzczę dzieci. Tylko, że jak nie ochrzci to nie księdzu na złość zrobi tylko własnym dzieciom pozbawiając ich łaski. Tak więc związek z ateistą jako takim - choć trudny - możliwy jest, ale z ateistą a nie z wrogiem Kościoła.

     Naturalnie całkowicie zrozumiałe jest pragnienie pokazania osobie niewierzącej Boga, chęć, by ona się nawróciła. Zrozumiała jest tęsknota za tym, by mówić "jednym głosem" w sprawach wiary. Nie ma nic złego w tym, by próbować swojego niewierzącego chłopaka czy dziewczynę delikatnie do wiary zachęcać. Ale uwaga! Nigdy przymusem, wyrzutami tylko własnym przykładem. Bo o ile nawet czasem ktoś bojąc się stracić ukochaną osobę ulegnie i zrobi coś wbrew sobie to z czasem i tak się zbuntuje. Zdecydowanie się zaś na związek pod warunkiem, że ktoś się zmieni byłoby także w pewnym sensie oszukiwaniem - tej osoby i siebie. A poza tym: sakramentów trzeba pragnąć. Przyjęcie ich na siłę lub "pro forma" nie ma sensu! Przecież poprzez samo ich przyjęcie nikt nie zacznie nagle wierzyć i praktykować, prawda? A zatem po co? Już lepiej żyć w swojej wierze (lub niewierze) i wypracowywać wspólnie kompromis a nie być ciągle sfrustrowanym, że chłopak nie chce iść do kościoła czy spowiedzi. Poza tym miłość nie może być oparta na strachu. Jedyną zatem rzeczą, którą można zrobić dla ukochanej osoby to pokazywanie życia chrześcijańskiego przez własny przykład. Nie mówienie ale działanie. Nie chce ktoś chodzić do kościoła? Przykro nam, ale idziemy sami. Możemy nawet powiedzieć, że nam przykro bo bardzo chcielibyśmy pójść razem ale nie zmuszamy nikogo do robienia czegoś wbrew sobie. Za to sami realizujemy zasady Kościoła katolickiego. Nie kłamiemy, jesteśmy uczciwi, zależy nam na czystości. Jesteśmy uśmiechnięci i chętnie pomagamy innym. Pokażmy się z tej strony. Pokażmy czym jest bycie chrześcijaninem a nie mówmy tylko o tym. Oczywiście, możemy czasem podyskutować (jeśli ta druga osoba zechce), możemy opowiedzieć jakąś przypowieść, możemy powiedzieć, że w takiej a takiej książce wyczytaliśmy, że..., podrzucić jakiś artykuł, pokazać jakiś portal katolicki.

     Z tym, że róbmy to jeśli możemy. Bo jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, że nie dasz rady być z takim chłopakiem czy dziewczyną, że to Cię męczy i ogranicza to uczciwsze będzie rozstanie. Bo z kolei Ty też nie możesz robić czegoś wbrew sobie i zmuszać się do takiego stylu życia. Nie masz gwarancji, że Twój chłopak czy dziewczyna się zmieni. I nie oczekuj tego. Jeśli akceptujesz go takim jak jest teraz i myślisz, że udźwignąłbyś ciężar związku z niewierzącym to możesz zaryzykować. Ale jeśli nie to nie wolno Ci go zmieniać, aby z nim być. Miłość nie stawia takich warunków. Nie można być z kimś jeśli... Pomyśl: czy byłbyś z tym kimś gdyby się nie zmienił? Odpowiedź ukierunkuje Twoje działanie. Tylko trzeba mieć w sobie bardzo dużo siły, bardzo dużo świadomości różnic i ewentualnych konfliktów i bardzo dużo dobrej woli do wypracowywania ciągłych kompromisów.

     Wszystko co napisaliśmy powyżej odnosi się też do sytuacji kiedy wiążemy się wprawdzie z kimś wierzącym ale innego wyznania. Chodzi nam zwłaszcza o wyznania chrześcijańskie takie jak prawosławie czy protestantyzm, bo wyznania niechrześcijańskie - islam czy buddyzm to osobny, trudny temat i nie czujemy się kompetentni, by wykazywać różnice. Jest bardzo dużo literatury na ten temat, którą szczerze polecamy przed podjęciem decyzji. Ale i w przypadku wyznań chrześcijańskich musimy mieć przede wszystkim świadomość różnic. Musimy dobrze poznać odmienność tego wyznania, jego stosunek do małżeństwa i wychowania dzieci, zobaczyć jak wyglądają praktyki religijne, liturgia. Żebyśmy się później nie zdziwili, że są dopuszczalne rozwody czy środki antykoncepcyjne, że nie możemy ochrzcić dzieci w naszej wierze i posłać ich na religię w szkole. Albo że ciężar wychowania katolickiego dzieci spadnie tylko na nas, że może być tak, że on czy ona nie będzie wzorem dla dzieci i że będzie samemu ciężko. To są naprawdę ważne sprawy i jeśli Wam - teraz zakochanym, na etapie chodzenia ze sobą wydają się odległe lub nieistotne to poczytajcie sobie świadectwa osób żyjących w związkach mieszanych, obejrzyjcie filmy o tej tematyce. Życie małżeńskie to głównie codzienność, a właśnie w codzienności różnice przeszkadzają najbardziej. Oczywiście nie mówimy wcale, że takie związki są niemożliwe i nikomu ich nie odradzamy. Ale - podobnie jak przy związkach z niewierzącymi - musimy mieć świadomość różnic i trudności i dobrowolnie podjąć się tego trudu nie będąc później rozgoryczonym, że inni mają łatwiej albo że "nie tak to miało być".

     Jeśli zatem nie możesz pogodzić się z faktem, że chłopak czy dziewczyna nie wierzy tak jak Ty to wiedz, że masz prawo do takiej postawy. Przecież nikt nie powiedział, że trzeba wiązać się z każdym, bo "może to być ten jedyny". Nie ma przeznaczenia w takim sensie - nie ma jednej osoby palcem pokazanej nam przez Boga. On daje nam propozycje, my z nich korzystamy lub nie. Oczywiście nie jest powiedziane, że ten chłopak czy dziewczyna kiedyś nie zmieni zdania i że nie będzie gorliwym katolikiem. Ale może tak nie być. I dlatego musisz podjąć decyzję: czy chcesz zaryzykować taki związek nie mając pewności, że on się nawróci? Jeśli natomiast już teraz wiesz, że nie podołałbyś temu zadaniu i że po prostu chcesz chłopaka czy dziewczynę z takimi samymi wartościami jak Ty to nie musisz się z nim spotykać i nie musisz mieć z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. Masz prawo do takiej decyzji. Bo tu również o Twoje życie chodzi, a nie tylko o jego dobro.

     Na koniec kilka słów o związku ze świadkami Jehowy. Jeśli jesteś w takim związku to zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję przeczytaj najpierw książkę "Świadkowie Jehowy" Andrzeja Wronki. Musisz ponadto być przekonany, że on czy ona rzeczywiście szczerze coś do Ciebie czuje a nie tylko "robi podchody" żeby Cię na swoją stronę przeciągnąć. A nawet jak jest szczery to i tak masz 100 % pewności, że i tak będzie chciał Cię przeciągnąć na swoją stronę, a kwestia ewentualnych dzieci to ogromny problem. Musisz też wiedzieć, że świadkowie Jehowy to nie inne wyznanie tylko sekta. I o ile Kościół katolicki ma podpisane umowy z przedstawicielami innych wyznań to z sektami nigdy na ustępstwa nie idzie. Poza tym chyba nie wyobrażasz sobie, żeby wybranek zgodził się na ślub w Kościele katolickim?

     Reasumując: jeśli możliwy związek z osobą innego wyznania lub niewierzącą (ale jak wcześniej powiedzieliśmy - ateistą a nie wrogiem Kościoła). Jeśli macie świadomość wszystkich odrębności, jeśli to prawdziwa miłość a nie zakochanie, jeśli się dogadujecie i chcecie podołać tym różnicom to do Was należy decyzja. Jednak zanim ją podejmiecie to porozmawiajcie z mądrym księdzem, poczytajcie świadectwa osób, które są w takich związkach, wyciągnijcie wnioski i ustalcie wspólne zasady.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 leszek nr788079109: 08.12.2016, 22:43
 Niewierze w boga szukam pogadania z dziewczyna co terz niewierzy
 k: 14.10.2016, 21:34
 Ja kilka lat temu jako ateista i żona także wzięliśmy ślub kościelny. ja po kilku latach rozpocząłem drogę nawracające do Boga. Trwa to iż od dwóch lat i nie ma tygodnia żebym nie był bity przezywany przez zone a moja wiara była ponizana. Ja juz możliwości wzięcia innej zony nie mam. Gdy byłem ateista było ok bo grzeszylismy dużo. Mamy dziecko i nie możemy się w ogóle dogadać co do wychowania. Codzienny kontakt to słowa zawierające masę pretensji. No cóż może tak będzie do końca życia. Bynajmniej po tym artykule wreszcie się pogodzilem ze zona może być ateista do końca życia.
 Freigeist: 28.05.2016, 10:13
 Moim zdaniem artykuł jest jednak tendencyjny, ponieważ autorzy wychodzą z założenia, że tylko i wyłącznie katolicy nie kłamią, są uczciwi, uśmiechnięci i chętnie pomagają innym... Poza tym zdumiewające jest to, że niektóre dziewczyny rzeczywiście uważają, że najważniejszym kryterium doboru partnera jest to, aby chłopak był katolikiem, tzn. może być psychopatą, który pije, bije i patrzy czy równo puchnie, ale jeżeli idzie z nią w niedzielę pod rękę do kościoła, to znaczy, że wszystko jest ok. Naukowcy coraz bardziej są przekonani, że moralność jest pewnym przystosowaniem ewolucyjnym, który pomagał rasie ludzkiej w przetrwaniu. Wewnętrzne przekonanie o tym, co jest dobre a co złe pozwalało działać ludziom jako grupie bardziej spójnie i dzięki temu skuteczniej walczyć o przetrwanie. Zatem ci, którzy twierdzą, że każdy ateista to szatan, który chce zniszczyć kościół i nie uznaje żadnych zasad moralnych są ograniczeni umysłowo, podobnie z resztą jak ci, którzy uważają, ze każdy katolik to moherowy beret i fanatyczny wyznawca ojca biznesmena z Torunia. Apeluję do ludzi, którzy uważają się za katolików, aby bardziej przyjrzeli się swojej wierze i zastanowili się nad tym, czy rzeczywiście realizują w swoim życiu etyczne i filozoficzne przesłanie, które było głoszone przez Jezusa z Nazaretu. Ateistów zaś proszę o bardziej konstruktywną krytykę dogmatów religijnych oraz instytucji wyznaniowych, która nie jest oparta tylko i wyłącznie na własnych uprzedzeniach, lecz na dogłębnych przemyśleniach i racjonalnych argumentach dostarczanych np. przez filozofów i naukowców.
 Wojciech: 01.03.2016, 08:37
 najbardziej,, katoliccy ,,chodzą ciemnymi korytarzami,kanałami, jak szczury.
 Natalia: 09.05.2015, 12:17
 Absolutnie nie zgadzam się z artykułem.Powinien nazywać się "jak zostawić ateistę" a nie jak go kochać. W przeważającej części wypowiedź ma na celu zniechęcenie do mieszanych związków. Czysta katolicka obłuda! Ja osobiście nie wierzę, mój narzeczony jednak jest wierzący i praktykujący. Szanujemy siebie, swoje zdanie, idziemy na kompromis kiedy trzeba. Czy to oznacza, że "powinniśmy się poważnie zastanowić nad przyszłością naszego związku"??? Fakt, istnieją ciężkie decyzje do podjęcia, np. ślub kościelny czy cywilny, ale uważam, że jeżeli się kochamy to znajdziemy rozwiązanie które nas oboje usatysfakcjonuje. Autorom tekstu zarzucam brak obiektywnego spojrzenia na całą sprawę. Zaślepieni przez wiarę i kościół, nierozumiejący istoty sprawy.
 Karolina: 01.05.2015, 19:08
 Uwielbiam wasz portal tak bardzo,że aż muszę to napisać-mam taką bekę z was,jak czytam te wypociny,że wolę zaglądać tu niż na dowcipy.pl :D ubaw po pachy z katopojebów :))) dziękuję,że jesteście!!!
 RN: 19.11.2014, 23:05
 Do Any (22.09.2014) Zdecydowanie zostaw tego człowieka. Zycie z wierzącym, ale nie rozwijającym się w wierze nie jest latwe, gdy Ty sie rozwijasz. Zycie z ateista - bardzo trudne. Zycie z wrogiem kosciola - niemożliwe.
 patryk : 20.10.2014, 20:55
 Mam 16 lat mam chrzest i komunię , ale przez jakiś czas jestem ateistą . Bierzmowania nie mam , nie chodzę do kościoła . Ostatnio zdjąłem krz zgody na opusyźzczenie religii , ale strasnie się męczę . Co mam zrobić ?
 mela: 01.10.2014, 02:13
 Wiara to nie tylko chodzenie do kościoła i modlenie się do BOGA to również poszanowanie pewnych wartości i poglądów religijnych .Mój przyszły zięć jest ateistą starałam się być tolerancyjna do jego osoby gdyby nie fakt , że ma bardzo drwiący stosunek do Boga i ma bardzo zły wpływ na moją córkę ,która zawsze była wrażliwą i bardzo religijną osobą i zamiast jego zachęcać do wiary zaczęła iść jego drogą -drogą bez wiary .To bardzo przykre dla mnie jako dla matki,która uczyła córkę jak ważna jest wiara w BOGA przez tyle lat o tym pamiętała ,do póki nie poznała tego chłopaka- ateisty i z wielkiej miłości do niego wyrzekła się BOGA mówiąc mi ,gdy próbowałam z nią porozmawiać jak matka z córką-żebym sobie schowała swojego BOGA do kieszeni.Nie mam już żadnego wpływu na córkę,oddaliła się ode mnie ,stała się twarda ,zimna nie poznaje jej to po prostu koszmar.Ratuje mnie myśl że mam TEGO BOGA ,którego miałam sobie schować do kieszeni i ciesze się że GO mam ,bo zawsze mogę do NIEGO się zwrócić o pomoc i modlić się, bym mogła to wszystko wytrzymać modle się również w imieniu córki ,która zbłądziła może BÓG wskaże jej właściwą drogę i sama zrozumie swój błąd , że smutne ,puste i ciężkie jest życie bez wiary w BOGA
 Ana: 22.09.2014, 15:04
 A co zrobić jak mój chłopak ateista zawsze chciał slub mieszany a teraz się rozmyślił i nie chce nawet o nim słyszeć... cywilny i koniec... nie wiem co robić, wiara jest dla mnie ważna, po ślubie cywilnym już nigdy nie będę mogła przystąpić do komunii.. On ma to gdzieś.. rozstać się czy cywilny?
 Albercik: 04.06.2014, 01:41
 związanie z ateistą źle się skończy. Dzieci będą ateistami. Ateistę nie obowiązują żadne zasady. Czyli może Ciebie zdradzać z każdym.
 ulaos: 14.05.2014, 01:27
 Powiem tak, Ci wszyscy co tu piszą, oburzeni, że jakim prawem atestów powinno się tak traktować, że jest wielu ludzi wierzących, a potem po kościele maltretują swoje rodziny... to tylko świadczy o was i waszym braku wiedzy...wywodzi się to z domu, czy nikt Wam nie mówił, że Lucyfer jest wszędzie? a najwięcej go własnie w takich katolickich rodzinach? wiecie czemu? bo to właśnie muszą zginąć to nasz wiara nie może przetrwać, bo diabeł nie chce dobra, nie chce pokoju, nie chce miłości, więc rujnuje ludzi, którzy w głębi nosili Boga przez długi długi czas, ale stanowią zagrożenie dla niego, więc diabeł tam krąży, to tam działa.. zastanówcie się jaki on ma pożytek z niszczenia ateisty? .. jaki? , człowiek jest tylko człowiekiem, łatwo jest nami manipulować, większość ateistów są egoistami... sarkastyczni, kłótliwi, chętni posiadania rzeczy pięknych, to są dla nich cenne wartości, potrzeba bycia wyżej od innych .. nie zależy im na pomocy innym, człowiek dla człowieka w dzisiejszych czasach jest wilkiem, widzicie moi drodzy.. zwierzęta dzikie kiedy walczą to o jedzenie, aby przeżyć, my jak walczymy to sami chyba do końca nie zdajemy sobie sprawy o co.. sama jestem w podobnej sytuacji i ciężko mi z tym jest, bo kiedy ktoś kpi z mojego wyznania to niestety, ale budzi we mnie osobe agresywną, waleczną , budzi we mnie emocje,których sama wcześniej nie znałam.. to są zagrywki lucyfera.. po to jesteście ATEIŚCI, aby nas zniszczyć.. mam 22lata , nie chodzę do kościoła z czystego lenistwa, natomiast pracuje nad tym, pracuje nad sobą i nie wierze w to, że życie przemija tak szybko, tak boleśnie, aby potem nastąpiła nicość .
 Szary: 06.04.2014, 11:52
 Jeżeli każdy katolik uważa, że ateiści nienawidzą kościoła to bardzo się cieszę, że nie należę do tego stowarzyszenia ociemniałych średniowiecznych hejterów. Jeżeli wasza religia dzieli zamiast łączyć to znaczy, że jest złem!!! Żądacie uszanowania waszej wiary ale nie szanujecie przekonań ateistów!! Nakazujecie chrzty, ale nie liczycie się z drugą osobą!! Wasza wiara to dziki obłęd. Zastanówcie się puki macie czas, czy żyć w takim zakłamaniu!
 do lilka: 24.03.2014, 00:16
 Uważam, że nie ma znaczenia, to że on jest ateistą, wśród ludzi wierzących też się tacy znajdą. Po prostu ten człowiek to psychopata.
 Pink: 24.02.2014, 08:22
 Ale siejecie zło Wy pseudo wierzący!!! Nie ważne,że ateista i ma dobre serce ważne że wierzący nie może się wiązac z ateistą. Gdzie to jest napisane? Hitler też zabraniał zwiazków Niemców z Żydami i innymi nacjami i jak to się skończyło. I tak coraz mniej ludzi chodzi do Kościoła bo tam nie znajdują Boga tylko zacietrzewionych, z pianą na pysku księży mówiących jak żyć i co robić. I nie nawracajcie ateistów na swoją stronę a może MY ATEIŚCI I AGNOSTYCY nawrócimy Was na lepszą drogę tą lepszą, gdzie każdy ma prawo zarówno kobieta jak i mężczyzna do wyborów. Gdzie kobieta nie podlega mężczyźnie i nie musi za wszelką cenę rodzić dzieci i poświęcac się rodzinie jeśli tego nie chce. A związek z wierzącym i ateistą może istnieć jesli obie strony idą na kompromis a nie tylko jedna strona np. ateista. A chrzest dzieci powinien odbywać sie w wieku dojrzałym a nie bezbronne dziecko przyjmuje chrzest nie mając pojęcia o niczym bo jest niemowlęciem, nawet komunia św. powinna byc w wiku 15 lat i później. Dlaczego namawiacie wy bogobojni i wierzący do zerwania i zostawienia tego męzczyznę tylko dlatego,że jest ateistą ale jest dobrym i żyjącym z zasadami meżczyzną niż większość wierzących i praktykujących. Znam wielu takich wierzących i chodzących do Kościoła a zdradzają swoje żony i żyją w grzechu nie trzymią się żadnych zasad obłuda i żenada. WY WIERZĄCY Zaimponujcie NAM ATEISTĄ znajomością Biblii bo wogóle jej nie znacie.
 lilka: 12.01.2014, 09:45
 Wiem jedno-kazdego człowieka trzeba szanowac ale to ne znaczy ze kazdy moze ze mna tworzyc rodzine. Na poczatku zwiazku czesto ateisci kryja swoja nienawisc do Koscioła. Mam znajoma ktora bardzo kochala a on ja. Dla niej zgodzil sie na slub i wychowanie katolickie dzieci. Teraz jak juz sa dzieci zabrania, wysmiewa, niszczy to co ona w nich sieje. To co mowi o katolach przemilcze.Po prostu biedny człowiek ale biedniejsza jest ona. Nie ma dnia zeby nie płakała a on zneca sie nad nia psychicznie w obecnosci dzieci. Dla dzieci Tata jest fajny. Silny i zabawny za to mama nerwowa i prawie w depresji. Przemyslcie dziewczyny taki scenariusz bo takie zycie to piekło.
 nieznana: 29.08.2013, 23:43
 Ja wyznaje zasadę: Jeśli ateista, nie potępiaj go, nie krytykuj. Zapytaj dlaczego nie wierzy. Bądź pełny miłości i próbuj go przemieniać, nie dlatego by chciał być z Tobą, ale dlatego, że uwierzył w Boga. A jak się nie uda? Trudno, trzeba zostawić, Biblia zakazuje związki z ateistami, nie karze ich potępiać, ale nie utrzymywać z nimi kontaktów.
 Buuuu: 25.08.2013, 13:20
 Znam ludzi którzy uważali się za Katolików i nadal tak robią ale nie przeszkadza im w znęcaniu się nad rodzina ! I kto tu jest lepszy?? Tak naprawdę nie można dzielić ludzi na wierzących i ateistow bo tak naprawę wszyscy jesteśmy tacy sami !! Ja jestem Katoliczka a mój mąż ateista i jest najwspanialszym człowiekiem jakiego poznałam ... A więc nie ma reguły , czy religie naprawdę muszą nas ludzi dzielić ?? Czy to jest to dobro którego uczy nas wiara ? Ja szanuje wszystkich ludzi bez względu na wiarę lub jej brak.
 Lala: 21.06.2013, 23:15
 Witam, i jak sprawy wygladaja? Moze opowiem jak bylo u mnie. Przez 2 lata chodzilam z chlopakiem innego wyznania (prawoslawie), wszystko bylo pieknie, czasem nawet poszedl ze mna do kosciola, co prawda mine mial srednia i troche zauwazalam u niego niechec ale nie rozmawialismy o tym zbytnio i nie dostrzegalam problemu. Schody zaczely sie kiedy zaszlam w ciaze. Kazda rozmowa dotyczaca slubu lub chrztu konczyla sie klotnia, moim placzem i jego zloscia. Moi rodzice byli zdruzgotani, bali sie ze poronie z tego stresu. Ja nie wyobrazalam sobie ochrzcic dziecka w cerkwi i nigdy nie moc isc z wlasnym dzieckiem, (ktore nosilam w sobie i urodzilam), do komunii! On z kolei nie chcial isc do kosciola. Podsumowujac, zwiazek nie przetrwal, mimo tak malej roznicy wyznania nie bylo dla nas szans aby to wypalilo. Dziecko ochrzcilam w KK i wychowuje je sama. Moja opinia? Nie wiaz sie z nim. Bedziesz tego zalowac. Pozdrawiam, Lala :)
 mr. miki: 08.05.2013, 11:20
 Ateista i Katolik - to dwa terminy, słowa, czy cokolwiek, czemu człowiek nadał wartość, opis. Ludzie z oprogramowaniem typu: to jest szatan, ateista, są ograniczeni. Ludzie określeni jako ateiści mówiący: to jest katolik trzeba uciekać, też są ograniczeni. To stworzone przez człowieka mechanizmy podziału. Zabawne, tworzymy cierpienie, podział, jakbyśmy chcieli cierpieć za darmo i tak długo jak tylko się da. Może dlatego tak robimy, iż cierpienie, powoduje rozwój... Nie mam pojęcia. Gdyby teraz odebrać z życia słowa i ich znaczenie dla: katolik i ateista. Moglibyśmy chyba żyć po prostu teraźniejszością. Więcej byłoby chyba przyjaźni...
 
(1) [2] [3]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej