Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak kochać ateistę?

     "Kocham ateistę. Jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, jednak urodził się w rodzinie, w której wiary katolickiej nie uznawano. Ja wierzę i praktykuję. Ciężko pogodzić mi się z tym, że tak bliskiej mi osobie Bóg jest obcy, wiara niepotrzebna. Z tą sytuacją wiąże się także niechęć ze strony całej mojej rodziny. Póki co daję świadectwo swojego życia i postępowania. Obawiam się jednak, że poprzez takie tylko działanie nie uzyskam nawrócenia człowieka na którym tak bardzo mi zależy".

     Związek z osobą niewierzącą jest oczywiście możliwy. Nie można jednak ukryć, że będzie trudniejszy. Dwoje ludzi dzieli bowiem różnica poglądów, nieraz zasad, a to z kolei rzutuje na zachowanie i podejmowane decyzje. I nie chodzi tu tylko o rzeczy ważne, kluczowe jak choćby decyzja o ślubie kościelnym czy o ochrzczeniu i wychowaniu dzieci w wierze - choć wtedy może ujawnia się najbardziej. Ma to także przełożenie na codzienność, na wyznawane na co dzień wartości. Źle czuje się dziewczyna, z którą chłopak nie chce iść do kościoła. I o ile jeszcze on sam nie chce ale jej tego nie zabrania, szanuje jej wiarę, może nawet przychodzi po nią po Mszy św. to nie jest źle. Gorzej gdy jej wiarę lekceważy, może wyśmiewa i odnosi się z agresją do duchowieństwa i instytucji kościelnych. W tym pierwszym przypadku mamy bowiem faktycznie do czynienia z ateistą - człowiekiem, który istnienia Boga wprawdzie nie uznaje ale sam jakimiś zasadami w życiu się kieruje a przede wszystkim ma w sobie szacunek i tolerancję dla innych - bez względu na wyznawany przez nich światopogląd. Drugi przypadek jednak to już nie ateista (choćby sam siebie tak nazywał) tylko klasyczny wróg Kościoła. On właśnie usiłuje zagłuszyć wyrzuty swojego sumienia poprzez usprawiedliwianie swojego złego zachowania dość prostym, żeby nie powiedzieć nieraz "topornym" lub dziecinnym tłumaczeniem. Powołuje się na to, że jakiś ksiądz go kiedyś źle potraktował w konfesjonale lub na religii, że gdzieś w jakiejś miejscowości proboszcz jeździ dobrym samochodem a przecież Pan Jezus chodził na piechotę lub jakiś kapłan ma dziecko. I o ile nawet przywoływane przez niego fakty mogą mieć rzeczywiście miejsce i rzeczywiście są nieraz niechlubne to przecież nie mogą usprawiedliwiać jego własnego grzechu! Bo to, że ktoś nam bliski ginie w wypadku czy to, że ksiądz odmówił komuś udzielenia Bierzmowania (a z jakiegoś powodu musiał odmówić, na pewno nie był to jego kaprys tylko widział pewnie czyjąś niedojrzałość a Bierzmowanie jest sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej) nie jest powodem obrażenia się na Boga. No tak na logikę: jak nam nauczyciel jedynkę postawi albo nakrzyczy to rzucamy szkołę i lekceważymy wykształcenie? No chyba nie. Albo bierzemy się do nauki albo zmieniamy szkołę. Bo nie uczymy się dla nauczyciela tylko dla siebie. Tak samo nie wierzymy dla księdza i nie dla księdza chodzimy do kościoła tylko dla siebie. Tak, dla siebie, bo tak naprawdę Bogu nasza wiara nie jest potrzebna. Bóg nie jest bóstwem, któremu trzeba składać ofiary z "paciorka" i pójścia do kościoła. To nam jest potrzebna wiara jako drogowskaz w tym życiu i gwarancja zbawienia. A zatem skoro ktoś np. czuje się pokrzywdzony wskutek wcześniejszego niedopuszczenia do Bierzmowania a teraz czuje się już gotowy na jego przyjęcie to nie powinien obrażać się na Kościół tylko pójść do innej parafii, przedstawić sprawę i za kilka tygodni przystąpić do sakramentu. To jest dojrzała postawa. Tymczasem najczęściej takie osoby prezentują typowe zacietrzewienie w stylu "na złość mamie odmrożę sobie uszy", na złość księdzu nie ochrzczę dzieci. Tylko, że jak nie ochrzci to nie księdzu na złość zrobi tylko własnym dzieciom pozbawiając ich łaski. Tak więc związek z ateistą jako takim - choć trudny - możliwy jest, ale z ateistą a nie z wrogiem Kościoła.

     Naturalnie całkowicie zrozumiałe jest pragnienie pokazania osobie niewierzącej Boga, chęć, by ona się nawróciła. Zrozumiała jest tęsknota za tym, by mówić "jednym głosem" w sprawach wiary. Nie ma nic złego w tym, by próbować swojego niewierzącego chłopaka czy dziewczynę delikatnie do wiary zachęcać. Ale uwaga! Nigdy przymusem, wyrzutami tylko własnym przykładem. Bo o ile nawet czasem ktoś bojąc się stracić ukochaną osobę ulegnie i zrobi coś wbrew sobie to z czasem i tak się zbuntuje. Zdecydowanie się zaś na związek pod warunkiem, że ktoś się zmieni byłoby także w pewnym sensie oszukiwaniem - tej osoby i siebie. A poza tym: sakramentów trzeba pragnąć. Przyjęcie ich na siłę lub "pro forma" nie ma sensu! Przecież poprzez samo ich przyjęcie nikt nie zacznie nagle wierzyć i praktykować, prawda? A zatem po co? Już lepiej żyć w swojej wierze (lub niewierze) i wypracowywać wspólnie kompromis a nie być ciągle sfrustrowanym, że chłopak nie chce iść do kościoła czy spowiedzi. Poza tym miłość nie może być oparta na strachu. Jedyną zatem rzeczą, którą można zrobić dla ukochanej osoby to pokazywanie życia chrześcijańskiego przez własny przykład. Nie mówienie ale działanie. Nie chce ktoś chodzić do kościoła? Przykro nam, ale idziemy sami. Możemy nawet powiedzieć, że nam przykro bo bardzo chcielibyśmy pójść razem ale nie zmuszamy nikogo do robienia czegoś wbrew sobie. Za to sami realizujemy zasady Kościoła katolickiego. Nie kłamiemy, jesteśmy uczciwi, zależy nam na czystości. Jesteśmy uśmiechnięci i chętnie pomagamy innym. Pokażmy się z tej strony. Pokażmy czym jest bycie chrześcijaninem a nie mówmy tylko o tym. Oczywiście, możemy czasem podyskutować (jeśli ta druga osoba zechce), możemy opowiedzieć jakąś przypowieść, możemy powiedzieć, że w takiej a takiej książce wyczytaliśmy, że..., podrzucić jakiś artykuł, pokazać jakiś portal katolicki.

     Z tym, że róbmy to jeśli możemy. Bo jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, że nie dasz rady być z takim chłopakiem czy dziewczyną, że to Cię męczy i ogranicza to uczciwsze będzie rozstanie. Bo z kolei Ty też nie możesz robić czegoś wbrew sobie i zmuszać się do takiego stylu życia. Nie masz gwarancji, że Twój chłopak czy dziewczyna się zmieni. I nie oczekuj tego. Jeśli akceptujesz go takim jak jest teraz i myślisz, że udźwignąłbyś ciężar związku z niewierzącym to możesz zaryzykować. Ale jeśli nie to nie wolno Ci go zmieniać, aby z nim być. Miłość nie stawia takich warunków. Nie można być z kimś jeśli... Pomyśl: czy byłbyś z tym kimś gdyby się nie zmienił? Odpowiedź ukierunkuje Twoje działanie. Tylko trzeba mieć w sobie bardzo dużo siły, bardzo dużo świadomości różnic i ewentualnych konfliktów i bardzo dużo dobrej woli do wypracowywania ciągłych kompromisów.

     Wszystko co napisaliśmy powyżej odnosi się też do sytuacji kiedy wiążemy się wprawdzie z kimś wierzącym ale innego wyznania. Chodzi nam zwłaszcza o wyznania chrześcijańskie takie jak prawosławie czy protestantyzm, bo wyznania niechrześcijańskie - islam czy buddyzm to osobny, trudny temat i nie czujemy się kompetentni, by wykazywać różnice. Jest bardzo dużo literatury na ten temat, którą szczerze polecamy przed podjęciem decyzji. Ale i w przypadku wyznań chrześcijańskich musimy mieć przede wszystkim świadomość różnic. Musimy dobrze poznać odmienność tego wyznania, jego stosunek do małżeństwa i wychowania dzieci, zobaczyć jak wyglądają praktyki religijne, liturgia. Żebyśmy się później nie zdziwili, że są dopuszczalne rozwody czy środki antykoncepcyjne, że nie możemy ochrzcić dzieci w naszej wierze i posłać ich na religię w szkole. Albo że ciężar wychowania katolickiego dzieci spadnie tylko na nas, że może być tak, że on czy ona nie będzie wzorem dla dzieci i że będzie samemu ciężko. To są naprawdę ważne sprawy i jeśli Wam - teraz zakochanym, na etapie chodzenia ze sobą wydają się odległe lub nieistotne to poczytajcie sobie świadectwa osób żyjących w związkach mieszanych, obejrzyjcie filmy o tej tematyce. Życie małżeńskie to głównie codzienność, a właśnie w codzienności różnice przeszkadzają najbardziej. Oczywiście nie mówimy wcale, że takie związki są niemożliwe i nikomu ich nie odradzamy. Ale - podobnie jak przy związkach z niewierzącymi - musimy mieć świadomość różnic i trudności i dobrowolnie podjąć się tego trudu nie będąc później rozgoryczonym, że inni mają łatwiej albo że "nie tak to miało być".

     Jeśli zatem nie możesz pogodzić się z faktem, że chłopak czy dziewczyna nie wierzy tak jak Ty to wiedz, że masz prawo do takiej postawy. Przecież nikt nie powiedział, że trzeba wiązać się z każdym, bo "może to być ten jedyny". Nie ma przeznaczenia w takim sensie - nie ma jednej osoby palcem pokazanej nam przez Boga. On daje nam propozycje, my z nich korzystamy lub nie. Oczywiście nie jest powiedziane, że ten chłopak czy dziewczyna kiedyś nie zmieni zdania i że nie będzie gorliwym katolikiem. Ale może tak nie być. I dlatego musisz podjąć decyzję: czy chcesz zaryzykować taki związek nie mając pewności, że on się nawróci? Jeśli natomiast już teraz wiesz, że nie podołałbyś temu zadaniu i że po prostu chcesz chłopaka czy dziewczynę z takimi samymi wartościami jak Ty to nie musisz się z nim spotykać i nie musisz mieć z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. Masz prawo do takiej decyzji. Bo tu również o Twoje życie chodzi, a nie tylko o jego dobro.

     Na koniec kilka słów o związku ze świadkami Jehowy. Jeśli jesteś w takim związku to zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję przeczytaj najpierw książkę "Świadkowie Jehowy" Andrzeja Wronki. Musisz ponadto być przekonany, że on czy ona rzeczywiście szczerze coś do Ciebie czuje a nie tylko "robi podchody" żeby Cię na swoją stronę przeciągnąć. A nawet jak jest szczery to i tak masz 100 % pewności, że i tak będzie chciał Cię przeciągnąć na swoją stronę, a kwestia ewentualnych dzieci to ogromny problem. Musisz też wiedzieć, że świadkowie Jehowy to nie inne wyznanie tylko sekta. I o ile Kościół katolicki ma podpisane umowy z przedstawicielami innych wyznań to z sektami nigdy na ustępstwa nie idzie. Poza tym chyba nie wyobrażasz sobie, żeby wybranek zgodził się na ślub w Kościele katolickim?

     Reasumując: jeśli możliwy związek z osobą innego wyznania lub niewierzącą (ale jak wcześniej powiedzieliśmy - ateistą a nie wrogiem Kościoła). Jeśli macie świadomość wszystkich odrębności, jeśli to prawdziwa miłość a nie zakochanie, jeśli się dogadujecie i chcecie podołać tym różnicom to do Was należy decyzja. Jednak zanim ją podejmiecie to porozmawiajcie z mądrym księdzem, poczytajcie świadectwa osób, które są w takich związkach, wyciągnijcie wnioski i ustalcie wspólne zasady.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 Adam12x: 06.05.2013, 21:33
 ....to co ateista robi na portalu katolickim ha! ha! ateizm to widoczny szatan i proszę się obrażać szanowni ateiści:)
 Ateistka: 06.04.2013, 20:52
 Zawsze należy udawać Katolika bo tak wypada,by nie być poniżany.Ale tylko po to by rujnować wiarę.Sama poszłam do bierzmowania dla zasady ale nie dla Boga.
 ateista :): 02.04.2013, 22:53
 czytając niektóre wypowiedzi można dojść do wniosku, że jeżeli nie wierzę, to najlepiej żebym się powiesił. Jestem ateistą to jestem gorszy? Ilu jest wspaniałych wierzących mężów którzy wracają do domu, piją a potem znęcają się nad rodziną. Myślę że prawdziwa miłość powinna stać ponad wszelkimi podziałami, a jeżeli wachamy się związać z kimś bo boimy się reakcji rodziny, to lepiej od razu zrezygnować.
 Ana: 13.03.2013, 14:12
 Bardzo dobrze wiem co czujesz.. Jesteś rozdarta pomiędzy rodzicami a narzeczonym bo kochasz ich wszystkich. Moja mama powiedziała, że też nie przyjdzie na taki ślub i że nie da mi błogosławieństwa.. a jak już mnie mój chłopak zostawił ona ochłoneła i widziała jak bardzo mnie to wszystko dobiło to nagle zmieniła zdania, ale było już zapózno. Moze daj im trochę czasu, żeby przyzwyczaili sie z tą myśla. kiedy im o tym powiedziałaś? Uważam, że rodzice powinni cieszyć się Twoim szczęściem czy będziesz z człowiek wierzący czy też nie lub innej wiary, to ty będziesz znim żyła. To jest twoje życie i twoje wybory. Tym bardziej jak mówisz że jest dobrym człowiekiem. Możesz trafic kiedyś na katolika (jak wymarzyli to sobie twoi rodzice) a może sie okazać on złym mężem. Idz za głosem serca.. daj znać jak się mają sprawy
 Wik: 10.03.2013, 21:44
 Przykro mi, że tak to się u Ciebie droga "ana" skończyło... u mnie jest ciężko naprawdę.... moja mama jest tym wszystkim przerażona bo chce żebym miała wspaniałe i szczęśliwe życie a najlepiej tak jak ona sobie to wyobraża- chyba nigdy tak do końca nie dopuszczali do siebie tego, że mój narzeczony nie wierzy, a teraz jak wspomniałam o ślubie międzywyznaniowym to się okazało, że na takie coś nie przyjdą i nie będą w tym uczestniczyć.... czuje się tym wszystkim strasznie zmęczona fizycznie i psychicznie.... kocham mojego narzeczonego bo jest dobrym, uczynnym i porządnym człowiekiem, ale powoli psychicznie mnie to wykańcza- z jednej strony rodzina którą kocham, a z drugiej moja wielka miłość......
 ana: 09.03.2013, 11:25
 Droga Wik... idz za głosem serca.. jeżeli twój narzeczony nie zabrania Ci wychowywać dzieci w wierze i chce wziac z tobą ślub.. to wydaje mi sie ze nie ma problemu.. Ja byłam w podobnej sytuacji jak ty.. moja rodzina wywierała na mnie i na chłopaku ogromny wpływ.. mówili.. co to za mąż bedzie jak jest niewierzący.. co cie z nim czeka.. moj chłopak niestety nie miał nawet chrztu.. rodzina strasznie naciskała aby przyjął chrzest, czy wierzy czy nie ,ma przyjąć chrzest i koniec.. ja byłam rozdarta.. kochałam i jego i rodziców.. Niestety on nie wytrzymał całej presji.. odszedł.. ja żałuje wiele wypowiedzianych słów.. był wspaniałym człowiekiem.. myślę,że byłby lepszym mężem niz nie jeden pseudo katolik.. niestety jest już zapóżno...
 Wik: 08.03.2013, 15:05
 Witam:) Jestem w związku z ateistą już prawie 7 lat, parę miesięcy temu oświadczył mi się.... Ja jestem wierząc i teraz pojawiają się poważne problemy związane ze ślubem, wiarą i dalszym życiem... Mój narzeczony nie wierzy, ale jest ochrzczony i był u bierzmowania, obiecał mi też, że weźmie ze mną ślub międzywyznaniowy bo jest to dla mnie ważne , ale tak naprawdę to boję się reakcji mojej rodziny i tego czy w przyszłości damy sobie z tym wszystkim radę, gdy pojawią się dzieci... jeszcze moja rodzina chce o całym moim życiu decydować i wywierać taką presję.... czuje się strasznie skołowana i przybita i szukam kogoś kto przeżył coś podobnego i mógłby mi coś doradzić?
 ksiądz: 28.02.2013, 17:50
 a ja jestem ksiedzem , może z innej beczki , moi krewni stali się niewierzący , próbowałem ich nawrócić , bezskutecznie , trochę mnie to bolało ale przestało , wolę się z nimi nie spotykać , nie mam im nic do powiedzenia
 Kaja: 14.02.2013, 07:02
 A ja jestem już po ślubie. Mój ateista "obraził się" na Boga za cierpienia, którymi go obdarzył w życiu. Kiedyś na pocztku naszego związku w pierwszych rozmowach dostrzegałam ziarenko wiary. Teraz już go nie ma lub schował go głęboko... Przyznaję się - przymuszałam... krzykiem, żalem, łzami. Doprowadziłam tylko do rozpadu pięknej relacji jaka była między nami... Trafiłam na wspaniałego człowieka, bo każdego dnia robi w głowie totalny reset gorszych chwil i zapomina złe. Jednak pewnej magii w związku już się nie przywróci. Od dziś będę uczyć się kochać go takim jaki jest. Wciąż wiele między nami jest, choć przez moją złość i próby zmiany go - wiele umarło. Jednak lepiej żyć dalej od siebie w związku, a bliżej Boga. To trudne bo mąż nie rozumie potrzeb duchowych... czasem wyśmieje, czasem machnie ręką. Ale przyzwyczaja się do naszej inności. Powiedział, że nie zabrania, ale nie chce o tym słuchać. A synkowi kazał wytłumaczyć, że ludzie są różni - po prostu. I mamie potrzebna jest wiara (wytłumaczę mu na czym polega), a tacie nie.. i już. Sam wybierze czego chce... Tak jak kiedyś mi pozwoliła wybrać moja mama (również ateistka)...
 MrsK: 04.02.2013, 15:56
 Ana13, przeciez istnieje cos takiego jak slub koscielny mieszany, Twoj narzeczony nie musi brac chrztu. Slub taki niewiele rozni sie od 'normalnego' z tym ze Twoj narzeczony nie przysiega na Boga. Moj maz tez jest ateista i wiedzialam o tym od samego poczatku. Nigdy nie zmuszalam go zeby wzial bierzmowanie itp Mysle ze powinnismy wzajemnie sie szanowac i do niczego nie zmuszac.
 Aśka: 22.01.2013, 18:24
 Do "alala" . Nigdy , przenigdy nie wiąż się z osobą tego pokroju co Twój narzeczony , bo będziesz miała drogę usłaną kłótniami o wychowywanie dzieci i nie tylko ( nie pozwala Ci już na przyszły chrzest dla dzieci )czy chcesz mieć małych ateistów w domu ? Sama widzisz jak już masz ciężko, a jesli Twój ATEISTA nie nawróci się to może być tylko gorzej. Na świecie jest tylu wspaniałych, wierzących i praktykujących mężczyzn, że ja nie zawracałabym sobie głowy ATEISTĄ. Życzę odważnej decyzji. Zerwanie boli , ale to mija.
 alala: 21.01.2013, 16:22
 Niestety, ale związek z wojującym ateistą to porażka... choćby się go bardzo kochało, prędzej czy później okazuje się, że nie da się żyć bez awantur. Jestem teraz w takim związku. Jestem luteranką, a mój narzeczony to własnie wojujący ateista, śmiejący się z KK i chrześcijaństwa w ogóle. To boli, bo bardzo szanuję katolików. Nie wiem, czy chcę mieć z nim dzieci. Niedawno oświadczył, że NIE POZWOLI mi na ich ochrzczenie... Co robić? Dookoła jest mnóstwo wierzących mężczyzn. Szanujących mnie i moje przekonania. Modlę się, by Bóg wskazał mi drogę :(
 Adam12x: 19.01.2013, 12:37
 Prawdziwy katolik nie zwiąże się nigdy z taką osobą.To, jak kochać ateistę może zrozumieć tylko ateistka.
 M.: 19.12.2012, 10:59
 Mam ten sam problem, to sytuacja bez wyjscia. każda decyzja niesie z sobą cierpienie
 Ana13: 14.12.2012, 15:56
 Jestem z moim chłopakiem od 3 lat... bardzo się kochamy.. on jest ateista.. ale jest dobrym człowiekiem. Niestety przyszedł ten czas gdy trzeba rozmawiać o ślubie.. nie możemy sie dogadać.. ja chce żeby on przyjął chrzest, zebyśmy wzięli slub, zebysmy wychowywali dzieci w tej wierze. Moi rodzice przez tyle lat nie wiedzieli ze moj chłopak jest ateista, rodzice sa bardzo wierzący ja zresztą też.. wiem ze jak oni sie dowiedzą to będą chcieli nas rozdzielic.. moj chłopak nie chce przyjac chrztu.. i twierdzi ze powinnam go kochac takiego jaki jest.. kocham go.. ale kocham tez moja rodzine.. co robic? jak sie porozumiec?
 Agnostyk: 08.11.2012, 11:12
 50 lat temu gdy moja dziewczyna przed ślubem spotkała się z księdzem powiedział jej mniej więcej tak : Zostaw go, wypędz tego człowieka bo w nim siedzi diabeł, będziesz cierpieć przez niego całe życie itd. Żyjemy szczęśliwie, kochamy się nikt z nas nie żałuje wyboru sprzed lat.
 ???: 18.07.2012, 02:21
 Do "..." - co było dla Ciebie punktem zwrotnym? Bo jestem w związku z tzw. "wrogiem kościoła". Ja jestem wierzącą katoliczką, Bóg jest dla mnie najważniejszy. Ale on też jest ważny... Jesteśmy razem rok, w kwestii jego wiary nic się nie zmieniło, ale ja wciąż wierzę, że przykład mój i mojej rodziny sprawi, że chociaż zaakceptuje Kościół. Czy to tylko złudna nadzieja?
 Ania: 14.05.2012, 02:12
 Piotrze, tu nie chodzi o to, że chcemu narzucać komuś sowją wiarę. Wiara determinuje wszystko co robię, wpływa na moje wybory, jest obecna w życiu na codzień, nie da się jej wykreślić. Jestem osobą, która nieustannie szuka Boga, nie jestem fanatyczką. Inaczej się nie da. Chodzenie do kościółka w niedzielę, to jeszcze nie katolicyzm! Mogłabym być z ateistą, z człowiekiem każdej religii, czy wyznania, ale mąż, który byłby praktykującym katolikiem jest sporym ułatwieniem i podporą w wierze. Uważam, że to coś wspaniałego, gdy możesz modlić się z tak bliską Ci osobą, gdy te same rzeczy są dla Was ważne, gdy możecie razem wyjeżdżać na rekolekcje, chodzić wspólnie na konferencje, odkrywać Bożą Miłość. Religia absorbuje wiele czasu, który przeznacza się z potrzeby serca na pogłębianie relacji i rozwój duchowy. Z mężem tego samego wyznania jest po prostu prościej :)
 Kretynka_94@wp.pl: 05.05.2012, 21:16
 Jestem ateistką która była wychowywana na katoliczkę. Moja rodzina nie może znieść owego faktu (mam 18 lat) nie chodzę do kościoła, nie przyjęłam bierzmowania (nie przyjmę czegoś w co nie wierze przez "tłum" bo uważam że byłoby to bezczeszczenie prawdziwej wiary), nie zabraniałabym swojej miłości wierzyć w to co chce. Jeżeli chciałby przyjąć sakrament małżeństwa to by go przyjął a ja byłabym osobą towarzyszącą. Kwestia mojej duszy jest więc tylko i wyłącznie moją, doceniałabym że chce mnie "uratować" (nawrócić) itp. ale żeby tylko nie popadał w skrajność, zagorzały katolicyzm też nie jest dobry. Ponadto Jezus nakazywał akceptować innych takimi jacy są a nie zmieniać na siłę, jak pragnie wiele katechetek (to moje prywatne doświadczenia). Możliwe że jeszcze powrócę na ścieżkę wiary, ale nie chcę by ktoś mnie do tego przymuszał.
 nie do odgadnięcia: 21.04.2012, 08:20
 ja jestem taki jak tu piszą wolę drogę ateizmu niż katolikiem moja koleżanka została zakonnicą i od tamtej pory ze sobą nie rozmawialiśmy...
 
[1] (2) [3]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej