Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak kochać ateistę?

     "Kocham ateistę. Jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, jednak urodził się w rodzinie, w której wiary katolickiej nie uznawano. Ja wierzę i praktykuję. Ciężko pogodzić mi się z tym, że tak bliskiej mi osobie Bóg jest obcy, wiara niepotrzebna. Z tą sytuacją wiąże się także niechęć ze strony całej mojej rodziny. Póki co daję świadectwo swojego życia i postępowania. Obawiam się jednak, że poprzez takie tylko działanie nie uzyskam nawrócenia człowieka na którym tak bardzo mi zależy".

     Związek z osobą niewierzącą jest oczywiście możliwy. Nie można jednak ukryć, że będzie trudniejszy. Dwoje ludzi dzieli bowiem różnica poglądów, nieraz zasad, a to z kolei rzutuje na zachowanie i podejmowane decyzje. I nie chodzi tu tylko o rzeczy ważne, kluczowe jak choćby decyzja o ślubie kościelnym czy o ochrzczeniu i wychowaniu dzieci w wierze - choć wtedy może ujawnia się najbardziej. Ma to także przełożenie na codzienność, na wyznawane na co dzień wartości. Źle czuje się dziewczyna, z którą chłopak nie chce iść do kościoła. I o ile jeszcze on sam nie chce ale jej tego nie zabrania, szanuje jej wiarę, może nawet przychodzi po nią po Mszy św. to nie jest źle. Gorzej gdy jej wiarę lekceważy, może wyśmiewa i odnosi się z agresją do duchowieństwa i instytucji kościelnych. W tym pierwszym przypadku mamy bowiem faktycznie do czynienia z ateistą - człowiekiem, który istnienia Boga wprawdzie nie uznaje ale sam jakimiś zasadami w życiu się kieruje a przede wszystkim ma w sobie szacunek i tolerancję dla innych - bez względu na wyznawany przez nich światopogląd. Drugi przypadek jednak to już nie ateista (choćby sam siebie tak nazywał) tylko klasyczny wróg Kościoła. On właśnie usiłuje zagłuszyć wyrzuty swojego sumienia poprzez usprawiedliwianie swojego złego zachowania dość prostym, żeby nie powiedzieć nieraz "topornym" lub dziecinnym tłumaczeniem. Powołuje się na to, że jakiś ksiądz go kiedyś źle potraktował w konfesjonale lub na religii, że gdzieś w jakiejś miejscowości proboszcz jeździ dobrym samochodem a przecież Pan Jezus chodził na piechotę lub jakiś kapłan ma dziecko. I o ile nawet przywoływane przez niego fakty mogą mieć rzeczywiście miejsce i rzeczywiście są nieraz niechlubne to przecież nie mogą usprawiedliwiać jego własnego grzechu! Bo to, że ktoś nam bliski ginie w wypadku czy to, że ksiądz odmówił komuś udzielenia Bierzmowania (a z jakiegoś powodu musiał odmówić, na pewno nie był to jego kaprys tylko widział pewnie czyjąś niedojrzałość a Bierzmowanie jest sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej) nie jest powodem obrażenia się na Boga. No tak na logikę: jak nam nauczyciel jedynkę postawi albo nakrzyczy to rzucamy szkołę i lekceważymy wykształcenie? No chyba nie. Albo bierzemy się do nauki albo zmieniamy szkołę. Bo nie uczymy się dla nauczyciela tylko dla siebie. Tak samo nie wierzymy dla księdza i nie dla księdza chodzimy do kościoła tylko dla siebie. Tak, dla siebie, bo tak naprawdę Bogu nasza wiara nie jest potrzebna. Bóg nie jest bóstwem, któremu trzeba składać ofiary z "paciorka" i pójścia do kościoła. To nam jest potrzebna wiara jako drogowskaz w tym życiu i gwarancja zbawienia. A zatem skoro ktoś np. czuje się pokrzywdzony wskutek wcześniejszego niedopuszczenia do Bierzmowania a teraz czuje się już gotowy na jego przyjęcie to nie powinien obrażać się na Kościół tylko pójść do innej parafii, przedstawić sprawę i za kilka tygodni przystąpić do sakramentu. To jest dojrzała postawa. Tymczasem najczęściej takie osoby prezentują typowe zacietrzewienie w stylu "na złość mamie odmrożę sobie uszy", na złość księdzu nie ochrzczę dzieci. Tylko, że jak nie ochrzci to nie księdzu na złość zrobi tylko własnym dzieciom pozbawiając ich łaski. Tak więc związek z ateistą jako takim - choć trudny - możliwy jest, ale z ateistą a nie z wrogiem Kościoła.

     Naturalnie całkowicie zrozumiałe jest pragnienie pokazania osobie niewierzącej Boga, chęć, by ona się nawróciła. Zrozumiała jest tęsknota za tym, by mówić "jednym głosem" w sprawach wiary. Nie ma nic złego w tym, by próbować swojego niewierzącego chłopaka czy dziewczynę delikatnie do wiary zachęcać. Ale uwaga! Nigdy przymusem, wyrzutami tylko własnym przykładem. Bo o ile nawet czasem ktoś bojąc się stracić ukochaną osobę ulegnie i zrobi coś wbrew sobie to z czasem i tak się zbuntuje. Zdecydowanie się zaś na związek pod warunkiem, że ktoś się zmieni byłoby także w pewnym sensie oszukiwaniem - tej osoby i siebie. A poza tym: sakramentów trzeba pragnąć. Przyjęcie ich na siłę lub "pro forma" nie ma sensu! Przecież poprzez samo ich przyjęcie nikt nie zacznie nagle wierzyć i praktykować, prawda? A zatem po co? Już lepiej żyć w swojej wierze (lub niewierze) i wypracowywać wspólnie kompromis a nie być ciągle sfrustrowanym, że chłopak nie chce iść do kościoła czy spowiedzi. Poza tym miłość nie może być oparta na strachu. Jedyną zatem rzeczą, którą można zrobić dla ukochanej osoby to pokazywanie życia chrześcijańskiego przez własny przykład. Nie mówienie ale działanie. Nie chce ktoś chodzić do kościoła? Przykro nam, ale idziemy sami. Możemy nawet powiedzieć, że nam przykro bo bardzo chcielibyśmy pójść razem ale nie zmuszamy nikogo do robienia czegoś wbrew sobie. Za to sami realizujemy zasady Kościoła katolickiego. Nie kłamiemy, jesteśmy uczciwi, zależy nam na czystości. Jesteśmy uśmiechnięci i chętnie pomagamy innym. Pokażmy się z tej strony. Pokażmy czym jest bycie chrześcijaninem a nie mówmy tylko o tym. Oczywiście, możemy czasem podyskutować (jeśli ta druga osoba zechce), możemy opowiedzieć jakąś przypowieść, możemy powiedzieć, że w takiej a takiej książce wyczytaliśmy, że..., podrzucić jakiś artykuł, pokazać jakiś portal katolicki.

     Z tym, że róbmy to jeśli możemy. Bo jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, że nie dasz rady być z takim chłopakiem czy dziewczyną, że to Cię męczy i ogranicza to uczciwsze będzie rozstanie. Bo z kolei Ty też nie możesz robić czegoś wbrew sobie i zmuszać się do takiego stylu życia. Nie masz gwarancji, że Twój chłopak czy dziewczyna się zmieni. I nie oczekuj tego. Jeśli akceptujesz go takim jak jest teraz i myślisz, że udźwignąłbyś ciężar związku z niewierzącym to możesz zaryzykować. Ale jeśli nie to nie wolno Ci go zmieniać, aby z nim być. Miłość nie stawia takich warunków. Nie można być z kimś jeśli... Pomyśl: czy byłbyś z tym kimś gdyby się nie zmienił? Odpowiedź ukierunkuje Twoje działanie. Tylko trzeba mieć w sobie bardzo dużo siły, bardzo dużo świadomości różnic i ewentualnych konfliktów i bardzo dużo dobrej woli do wypracowywania ciągłych kompromisów.

     Wszystko co napisaliśmy powyżej odnosi się też do sytuacji kiedy wiążemy się wprawdzie z kimś wierzącym ale innego wyznania. Chodzi nam zwłaszcza o wyznania chrześcijańskie takie jak prawosławie czy protestantyzm, bo wyznania niechrześcijańskie - islam czy buddyzm to osobny, trudny temat i nie czujemy się kompetentni, by wykazywać różnice. Jest bardzo dużo literatury na ten temat, którą szczerze polecamy przed podjęciem decyzji. Ale i w przypadku wyznań chrześcijańskich musimy mieć przede wszystkim świadomość różnic. Musimy dobrze poznać odmienność tego wyznania, jego stosunek do małżeństwa i wychowania dzieci, zobaczyć jak wyglądają praktyki religijne, liturgia. Żebyśmy się później nie zdziwili, że są dopuszczalne rozwody czy środki antykoncepcyjne, że nie możemy ochrzcić dzieci w naszej wierze i posłać ich na religię w szkole. Albo że ciężar wychowania katolickiego dzieci spadnie tylko na nas, że może być tak, że on czy ona nie będzie wzorem dla dzieci i że będzie samemu ciężko. To są naprawdę ważne sprawy i jeśli Wam - teraz zakochanym, na etapie chodzenia ze sobą wydają się odległe lub nieistotne to poczytajcie sobie świadectwa osób żyjących w związkach mieszanych, obejrzyjcie filmy o tej tematyce. Życie małżeńskie to głównie codzienność, a właśnie w codzienności różnice przeszkadzają najbardziej. Oczywiście nie mówimy wcale, że takie związki są niemożliwe i nikomu ich nie odradzamy. Ale - podobnie jak przy związkach z niewierzącymi - musimy mieć świadomość różnic i trudności i dobrowolnie podjąć się tego trudu nie będąc później rozgoryczonym, że inni mają łatwiej albo że "nie tak to miało być".

     Jeśli zatem nie możesz pogodzić się z faktem, że chłopak czy dziewczyna nie wierzy tak jak Ty to wiedz, że masz prawo do takiej postawy. Przecież nikt nie powiedział, że trzeba wiązać się z każdym, bo "może to być ten jedyny". Nie ma przeznaczenia w takim sensie - nie ma jednej osoby palcem pokazanej nam przez Boga. On daje nam propozycje, my z nich korzystamy lub nie. Oczywiście nie jest powiedziane, że ten chłopak czy dziewczyna kiedyś nie zmieni zdania i że nie będzie gorliwym katolikiem. Ale może tak nie być. I dlatego musisz podjąć decyzję: czy chcesz zaryzykować taki związek nie mając pewności, że on się nawróci? Jeśli natomiast już teraz wiesz, że nie podołałbyś temu zadaniu i że po prostu chcesz chłopaka czy dziewczynę z takimi samymi wartościami jak Ty to nie musisz się z nim spotykać i nie musisz mieć z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. Masz prawo do takiej decyzji. Bo tu również o Twoje życie chodzi, a nie tylko o jego dobro.

     Na koniec kilka słów o związku ze świadkami Jehowy. Jeśli jesteś w takim związku to zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję przeczytaj najpierw książkę "Świadkowie Jehowy" Andrzeja Wronki. Musisz ponadto być przekonany, że on czy ona rzeczywiście szczerze coś do Ciebie czuje a nie tylko "robi podchody" żeby Cię na swoją stronę przeciągnąć. A nawet jak jest szczery to i tak masz 100 % pewności, że i tak będzie chciał Cię przeciągnąć na swoją stronę, a kwestia ewentualnych dzieci to ogromny problem. Musisz też wiedzieć, że świadkowie Jehowy to nie inne wyznanie tylko sekta. I o ile Kościół katolicki ma podpisane umowy z przedstawicielami innych wyznań to z sektami nigdy na ustępstwa nie idzie. Poza tym chyba nie wyobrażasz sobie, żeby wybranek zgodził się na ślub w Kościele katolickim?

     Reasumując: jeśli możliwy związek z osobą innego wyznania lub niewierzącą (ale jak wcześniej powiedzieliśmy - ateistą a nie wrogiem Kościoła). Jeśli macie świadomość wszystkich odrębności, jeśli to prawdziwa miłość a nie zakochanie, jeśli się dogadujecie i chcecie podołać tym różnicom to do Was należy decyzja. Jednak zanim ją podejmiecie to porozmawiajcie z mądrym księdzem, poczytajcie świadectwa osób, które są w takich związkach, wyciągnijcie wnioski i ustalcie wspólne zasady.


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



   




Wasze komentarze:
 askalinka: 08.02.2012, 16:41
 Również jestem w związku z osobą niewierzącą, ale pomimo tego chcę z nim być. Jest dobrym człowiekiem, wrażliwym, uczynnym i uczciwym. Często rozmawiamy o wierze i Bogu, nawet uczęszczamy na kurs dla katechumenatu. On chce przyjąć chrzest, ale z tego co zrozumiałam (ponieważ wprost mi tego nie powiedział), że tylko dlatego żeby mógł ze mną wziąć ślub kościelny, a nie ze względu na wiarę i Boga. Wiem, że można bez chrztu wziąć taki ślub, ale on jest jakby "niepełny", ponieważ małżeństwo po przyjęciu chrztu żony lub męża odnawia swoją przysięgę i uzupełnia sakrament małżeństwa. Dlatego my chcemy od razu przyjąć jakby pełny ten sakrament. Wiem, że dam radę być w takim związku. Dzięki niemu uczę się Boga na nowo. Staram się rozwijać duchowo i tak jak pisze w artykule pokazywać mojemu facetowi kim jest chrześcijanin.
 natalia: 21.01.2012, 20:08
 Jestem w prawdzie młoda mam 13 lat. Bardzo pokochałam chłopaka który nie chodzi do kościoła. Głupio mi zapytać czy wierzy ale raczej jak nie chodzi do kościoła to oczywiste. Czy to jest grzech jeśli bym z nim chodziła troche mi na nim zależy.:)
 Paula: 09.01.2012, 23:29
 jestem ze swoim chłopakiem ponad rok. Z wcześniejszych rozmów wynikało, że jest osobą wierzącą, jednak jest całkowicie inaczej. Niby istnieje jakieś ziarenko wiary, ale z tego co widzę ona bardziej bazuje na tym co myślą na ten temat jego najbliżsi - rodzina, a myślą jak on. Po co mu Kościół i Bóg skoro to nie tak powstał świat bo w biblii nie piszą o dinozaurach a nauka je opisuje dokładnie... Po co spowiedź i gadanie jakiemuś obcemu człowiekowi grzechów?? ehhh, nie wiem co z tym zrobić. On chce normalnego ślubu w Kościele ale nie ma papierka od bierzmowania i musi go zdobyć - jakby to była recepta, którą można od tak wypisać. Martwi mnie to bo czuję, że on nie postrzega wiary w żaden wartościowy sposób, a nawet myśli, że ja przesadzam "bo to jakieś magiczne wierzenie w mit o Bogu - tak jak w mity greckie czy rzymskie..." Co robić??
 :): 09.12.2011, 20:18
 Bardzo dobry artykuł :)
 kkkr: 07.02.2011, 12:32
 A co za różnica: wierzy czy nie? Ważne, żeby był porządnym człowiekiem. Lepszy uczciwy ateista niż pseudokatolik praktykujący na pokaz, a nieuczciwy wobec innych ludzi. A próbując nawrócić kogoś na siłę - uważaj, żeby z miłości do Ciebie nie zaczął udawać wiary, wtedy będzie oszukiwał i Ciebie, i siebie, i Boga. Już lepiej niech zostanie jaki jest, jak poczuje potrzebę to sam się nawroci.
 Nata: 30.01.2011, 19:43
 ja też mam taką sytuację, kocham mężczyzne który jest katolikiem ale niepraktykującym i nie namawiam juz Go aby poszedl ze mna wniedziele do kościola, ale mnie zawozi i przyjeżdza po mnie, o spowiedzi nawet nie wspominam - potrzebowałam troche czasu by Go zrozumiec i zaakceptowac taki jaki jest i teraz szukam tylko pomyślnego zakończenia znaczy aby wziąć ślub katolicki by dla mnie był wazny a dla Niego - jako ateiście nie, jeśli mnie naprawde kocha powinien się zgodzić? jak myślicie? bardzo mi na tym zalezy, ale nie nawróce Go i juz nie próbuje mimo wszytsko chce z NIm być
 Salsera: 27.01.2011, 02:37
 Tak, mozesz. Po prosty Ty powiesz normalna przysiege malzenska a on powie to samo tylko nie doda na koncu 'i tak mi dopomoz Panie Boze...'.
 M: 03.10.2010, 23:32
 Czy jako osoba wierząca mogę zawrzeć sakrament małżeństwa z ateistą? Nie jest on Polakiem i nie wychował się w rodzinie katolickiej, chociaż skończył katolickie szkoły. Szanuje moją wiarę, sam mimo iż jest niewierzący kieruje się w życiu podobnymi zasadami jak ja.
 ź: 26.06.2010, 21:03
 Od niedawna piszę z pewnym chłopakiem, który jest ateistą. On często dopytywał się o katolicyzm, ale na początku nie mógł pojąć tego, że mogę być tak głęboko wierzącą osobą... Jednak z czasem zauważam, że chyba wywarłam na niego duży wpływ, bo jakby zaczęła go interesować ta wiara. Hm, kto wie, może kiedyś przejdzie na katolicyzm :)
 piotr: 17.08.2009, 00:22
 Sławku, przeczytałem tekst w całości; btw bardzo ciekawy. Moj komentarz odnosil sie bardziej do komentarza, ktory jest zamieszczony pod moim. Wiecej wiary w ludzi:) Pozdrawiam.
 Sławek: 16.08.2009, 19:52
 Widze Piotrze ze przeczytałeś tylko nagłówek tego artykuły a szkoda...
 piotr: 16.08.2009, 19:37
 Nie rozumiem dlaczego tak bardzo zalezy Wam na tym aby narzucac komus swoja - jak uwazacie - jedyna sluszna wiare. Uwazam, ze kwestia wiary (lub nie - ateizm) jest bardzo indywidualna sprawa kazdego czlowieka i powinnismy to szanowac. Nie moge pojac jak wyznawcy religii, ktora uwaza sie za pelna pokoju i milosci nie sa w stanie zaakcptowac faktu, ze na swiecie istnieja takze inne wyznania i systemy etyczne a ludzie zyjacy zgodnie z nimi czesto zyja obok nas. Bardzo smutne jest, ze ktos moze odrzucic milosc tylko ze wzgledu na odmienna wiare wyznawana przez partnera/partnerke. Przeciez malzenstwo jest zwiazkiem opierajacym na wzajemnej akceptacji i tolerancji... Niektorzy wierzacy twierdza, ze jesli ktos jest ateista to bez oporow w pewnym momencie opusci lub zdradzi te druga osobe. W tym momencie warto jest zadac pytanie: Czy zabijanie bliznich jest powszechnie uwazane za zle tylko dlatego, ze jest to grzech? Jezeli ktos nie nalezy do Kosciola Katolickego nie oznacza to, ze jej zycie pozbawione jest wszelkich wartosci. Najczesciej ateiscie nie przeszkadza to, ze jego/jej wybranek/wybranka jest osoba wierzaca. W druga strone niestety jest odwrotnie... Prosze, nie przekreslajcie milosci tylko dlatego, ze ktos dla Was najwazniejszy jest innego wyznania!
 ...: 02.03.2009, 18:47
 mój były był tzw. wrogiem kościoła. kochałam go. tak bardzo jak jeszcze nigdy nie było mi to dane, jednak zrezygnowałam z tej miłości. sama nie wiem czy dobrze zrobiłam. znaczy - pewnie tak. nie czuję się winna jeśli chodzi o moją wiarę, ale to nie było zwykłe zaurocznie, bądź zakochanie, dlatego tak bardzo to boli, nadal.
 ;): 05.02.2009, 23:51
 To bardzo trudne (znam z doświadczenia) ale módl się gorąco o to by Bóg mu pomógł, nie Ty. Mój chłpiec nawrócił się z ciągu dwóch lat... a teraz?? należymy razem do wspólnoty , jesteśmy szczęśliwi i często mam wrażenie, że to on mnie prowadzi do Boga :) Powidzenia <><
 Gosia: 05.02.2009, 13:03
 Ja osobiście tez byłam kiedyś w podobnej sytauacji, ale to ja byłam innej wiary... Mimo, iż nie jestem z pewnym chłopakiem, to jednak bardzo go kocham i zależy mi na nim. On jest katolikiem praktykującym i bardzo dużą wagę przywiązuje do religii. Dlatego w wieku 16 lat zdecydowałam się przyjąć chrzest:) Na początku moja decyzja była związana tylko z nim, ale teraz jej nie żałuję, bo jestem dużo szczęśliwsza niż do tej pory:))
 
[1] [2] (3)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej