Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Swaty dzisiaj

     - Czarna Mamba? Nie? A, to przepraszam... - powiedział kiedyś do mnie pewien szpakowaty mężczyzna i odszedł, widząc zdumienie na mojej twarzy. Dopiero po chwili, kiedy podeszła do niego rudowłosa kobieta w swetrze podobnym do mojego, zorientowałam się, że to chyba ich pierwsza randka, pierwsze spotkanie nieznajomych - opowiada Magda.

     - Pamiętam ze szczegółami dzień, kiedy mieliśmy się spotkać po raz pierwszy. To była nasza wspólna decyzja. Po trzech miesiącach klikania, czasami nawet przez całą noc, umówiliśmy się w Złotych Tarasach. Nie było żadnych znaków rozpoznawczych, czerwonych róż czy zielonych szalików.

     Postanowiłam, że jak mi się nie spodoba, to po prostu przejdę obok i wmieszam się w tłum - wspomina Iwona Gmurek. - Ale coś mi mówiło, że przecież nic nie tracę, a mogę zyskać. I zyskałam miłość swojego życia - dodaje.

     RANDKA W CIEMNO

     W ciągu ostatnich trzech lat serwisy spoiecznościowe zrobiły karierę. Zaglądamy do Internetu nie tylko w domu czy w szkole, ale również na wakacjach, coraz częściej w ciągu dnia także za pośrednictwem telefonów komórkowych. Coraz więcej osób rozpoczyna dzień od przejrzenia ulubionych portali i sprawdzenia, co też zmieniło się na stronach ich znajomych. Coraz więcej użytkowników loguje się na serwisach randkowych. Zaznaczają swój profil jako "aktywny", dając w ten sposób do zrozumienia, że są dostępni i każdy użytkownik może się z nimi skontaktować.

     Według najnowszych badań (przeprowadzonych w 2008 r. przez Millward Brown SMG/KRC) 16 min Polaków w wieku 15-75 lat słyszało o serwisach społecznościowych, a 10 min deklaruje korzystanie z nich. - Serwisy społecznościowe to od niedawna nowy sposób na samotność i znalezienie nowych przyjaciół. Jest to rodzaj interaktywnych stron www, które służą do komunikowania się między sobą- tłumaczy dr Krzysztof Krejtz, z katedry Psychologii Społecznej Internetu i Komunikacji Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Są współtworzone przez osoby podzielające wspólne zainteresowania, co czyni je interesującym medium, ponieważ umożliwia dotarcie do precyzyjnie określonej grupy. A jak wiadomo, nic nie łączy ludzi tak mocno jak wspólne pasje.

     Od połowy 2007 r. największą popularnością cieszy się portal Nasza-klasa. Słyszała o nim ponad polowa Polaków. Kolejne miejsca w rankingu zajmują: fotka.pl, później Sympatia i Grono (26%).

     Jak deklarują internauci, ich uczestnictwo w serwisach wynika głównie z chęci podtrzymania znajomości. Stąd popularność serwisu Nasza-klasa, który liczy ponad 12 min użytkowników. Ponad połowa internautów deklaruje, że zagląda na te portale z ciekawości, a co czwarty twierdzi, że w ten sposób "zabija czas".

     Taką formą relacji bardziej zainteresowane są kobiety. Według badań Megapanel PBI/Gemius z września 2008 r. to właśnie one stanowią 53% użytkowników portali społecznościowych. Jeśli chodzi o ich wiek, to szczyt wykresu wypada dla grupy od 15 do 24 lat. Zadziwiające jest, że ludzie, zapisując się do portali społecznościowych, wydają się pomijać kwestię ochrony danych osobowych, podając swoje czasem bardzo prywatne informacje na swój temat. Pozwalają na wnikanie we własną przestrzeń i dzielą się z obcymi ludźmi swoimi tajemnicami. Dzięki powszechności dostępu do profilu może nas znaleźć każdy, a z powodu takiej skuteczności przestajemy być anonimowi.

     DWA ŚWIATY

     Pierwszą alternatywą internetową dla samotnych był portal Yahoo. Ruszył on w 1997 r., za nim posypały się kolejne: AOL Personals, Amazon dating, Americansingles.com. Polska odpowiedź to portale randkowe: Sympatia.pl, która ma już sześć lat, a także iLove czy Single.pl, które w założeniu mają skojarzyć osoby w pary. Zadaniem serwisów społecznościowych, jest natomiast odnowienie starych znajomości lub poznanie nowych przyjaciół. Przykładem może być portal zrzeszający absolwentów szkól (Nasza-klasa), amatorów filmików, muzyki i zdjęć (YouTube, fotka.pl), zamknięte grupy tematyczne (grono.net) albo skierowane do profesjonalistów we własnej dziedzinie (GoldenLine). Aby stworzyć atmosferę zaufania i profesjonalizmu, niektóre fora wprowadziły wiele zabezpieczeń: aby dołączyć do grona bywalców, trzeba dostać elektroniczne zaproszenie od zarejestrowanego członka.

     Wiele serwisów randkowych proponuje własne metody na znalezienie partnera. Serwis MyDwoje zachęca na przykład do rozwiązania testu doboru partnerskiego. Jak twierdzą założyciele, wypełnienie takiego testu zabiera około 45 minut, ale można mieć gwarancję, że wybór będzie bardziej trafny. Zamiast 100 wyszukanych profili, będziemy mogli wybrać jedną osobę z pięciu, za to o wiele lepiej dopasowaną do naszej osobowości.

     Pierwsze badania Internetu, pod koniec lat 80., polegające na wysyłaniu komunikatów na czarnym ekranie, pokazały, że odbiorcy postrzegali je jako zimne emocjonalnie i niezachęcające do odpowiedzi. Obecnie na naszą reakcję wpływa mnóstwo ozdobników: kolorowe witryny, zdjęcia i wszechobecne emotikony - znaki graficzne w komputerach i telefonach komórkowych - które nadają zwykłemu zdaniu bardziej emocjonalną formę.

     - Kilka lat temu przeprowadziłem prywatny eksperyment. Załogowałem się na kilku portalach społecznościowych, żeby sprawdzić, jak one działają, jakich ludzi mogę tam spotkać i w jakim celu się tam logują - opowiada Rafał Hołubczuk. - Poznałem wiele ciekawych osób, z niektórymi spotkałem się "w realu", z kilkoma utrzymuję kontakty do dziś. Odniosłem jednak wrażenie, że większość kobiet, które do mnie pisały, cierpiała na jakąś chroniczną samotność, miały nadzieję na spotkanie księcia z bajki albo przynajmniej na przeżycie namiastki historii z filmu "Samotność w sieci". Poznałem dziewczynę, z którą świetnie się e-mailowało. Na zdjęciu wyglądała jak szalona poszukiwaczka przygód. Wspinaczka, narty, podróże. Po kilku dłuższych rozmowach postanowiliśmy się spotkać. I było to ostatni kontakt, "w realu" nie była już taka odważna i wesoła.

     - Nigdy nie możemy mieć do końca pewności, kim dana osoba jest, dopóki nie poznamy jej osobiście. Każdy, kto loguje się do portalu, może podać błędne dane. Ale podobnie jest w rzeczywistości, czasem wydaje się, że osoby, które znamy kilka lat, także mogą nas zaskoczyć i nie zawsze pozytywnie - tłumaczy dr Krejtz. - Jeśli komuś nie podoba się własne "ja" realne, tworzy "ja" idealne, czyli kogoś, kim chciałby być w rzeczywistości. W końcu może mieć kontrolę nad pewnym fragmentem swojego życia i kreować swój wirtualny świat. Internet pozwala ukryć wszystkie wady, o których nie chcemy mówić. Wszystkie trudności społeczne, samotność, nieśmiałość możemy zamienić na przebojowość, otwartość i towarzyskość. Nie znając dokładnie wszystkich wad osoby po drugiej stronie ekranu, uruchamiamy schematy poznawcze, kategoryzujemy daną osobę, przypisujemy jej cechy życzeniowe, czyli takie, jakie chcielibyśmy u niej widzieć. W efekcie prowadzi to do wyidealizowania całej osoby.

     PRZEZNACZENIE

     - Praktycznie we wszystkich internetowych znajomościach, które trwają dłuższy czas, nadchodzi etap dewirtualizacji. Związek musi się urzeczywistnić, bo inaczej nigdy nie ruszy z miejsca. Osobom, które poznały się przez Internet często wydaje się, że wiedzą już o sobie wszystko, ale wtedy powinien przyjść czas poznawania się od nowa w realnym świecie. Godzinami pisali o swoich zainteresowaniach i pasjach, a w rzeczywistości mogą nawet nie wiedzieć, jak kto słodzi herbatę - tłumaczy psycholog dr Krejtz.

     Według założyciela Przeznaczeni.pl Macieja Kopera, nie jest to portal randkowy. Ma on jedynie służyć jako punkt zaczepienia i poznania nowych, ciekawych osób, sam zachęca do jak najszybszego przeniesienia znajomości do świata realnego. Historia portalu rozpoczyna się w USA, gdzie Maciej Koper, absolwent Politechniki Warszawskiej, zobaczył pewien amerykański serwis dla katolików. Postanowił przenieść go w polskie realia. Od ponad trzech lat jest to jedyny tego typu serwis dla katolików w Europie i skupia już ponad 114 tysięcy osób. Maciej twierdzi, że zrobił to z potrzeby własnej, bo: w kościele trudno poderwać dziewczynę, a na dyskotece też nie będzie rozmawiał o różańcu. I tak jako 29-letni swat połączył już prawie 400 osób w związek małżeński, a 1500 osób znalazło w ten sposób swoje drugie połówki. W ciągu trzech lat urodziło się także 15 "przeznaczonych" dzieci.

     Aby zaistnieć w "przeznaczonym" świecie, trzeba odpowiedzieć na początku na wiele szczegółowych pytań: czy szanujesz nauczanie Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa, jakie znaczenie ma wiara w Boga w twoim życiu, czym jest dla ciebie miłość, a nawet kogo chciałbyś zabrać na bezludna wyspę? - Dlatego mówimy, że jest to serwis podwyższonego zaufania. Moderator sprawdza zawsze każde konto, aby nie pojawiły się tam żadne niepożądane treści, numery telefonów czy e-maile. Osoby, które nie zgadzają się z nauką Kościoła, nie są wpuszczane do Strefy. Ufamy, że ci, którzy chcieliby się tylko zabawić, nie będą skłonni płacić abonamentu 99 zł (49 zł dla studentów). A jeśli nawet, to każdy może zgłosić do nas swoje zastrzeżenia i na podstawie regulaminu osoba taka może być usunięta. Chcemy, aby zgodnie z naszym hasłem przebywali tu ludzie z określoną hierarchią wartości, którzy nie wstydzą się swojej wiary i chcą mieć także zaufanie do innych - tłumaczy Katarzyna Dobrowolska, rzecznik prasowy Przeznaczeni.pl.

     Po opłaceniu abonamentu, użytkownik portalu ma dostęp do poczty, forum dyskusyjnego i kalendarza. Każdy może tam zamieścić własne ogłoszenie. Strefowicze umawiają się wspólnie, nawet w kilkadziesiąt osób, na łyżwy, wypady do kina czy pielgrzymki. W Warszawie tradycją stało się już spotkanie w pierwszą niedzielę miesiąca na Mszy św. w kościele akademickim św. Anny. Potem strefowicze udają się na wspólne spotkania, rozmawiają i poznają się "na żywo".

     - Kiedy 23 października 2008 r. obchodziliśmy trzecie urodziny, zorganizowaliśmy Bal Strefowy, w którym uczestniczyło ponad 700 osób.

     POSŁAŃCY SZCZĘŚCIA

     - Wiele osób przysyła do nas potem piękne świadectwa swojej miłości. Piszą, że mieszkali na tej samej ulicy albo chodzili do tej samej szkoły, a nie znali się i nie zauważali. O takich mówimy, że byli sobie "przeznaczeni", i w takich momentach nasza praca staje się prawdziwym powołaniem - mówi rzecznik Przeznaczonych.pl.

     - Mamy naszą sztandarową historię: dziewczyna jechała autobusem, podszedł do niej młody chłopak i tylko jej wręczył ulotkę Przeznaczonych.pl, mówiąc, że musi "to" przeczytać. W domu Marta, bo tak się nazywa, rzeczywiście załogowała się na nasz portal i w bardzo krótkim czasie znalazła narzeczonego. Przez długi czas przy pomocy różnych mediów szukaliśmy tego "posłańca szczęścia", któremu Marta chciała podziękować, ale nie udało nam się go jeszcze znaleźć - mówi rzecznik Przeznaczonych.pl.

     - Ale my na pewno wcześniej się spotkaliśmy! - zgodnie odpowiadają Renata i Krystian. - W 2004 r. oboje byliśmy na pielgrzymce w Częstochowie. Mamy nawet zdjęcia w takich samych ujęciach, więc pewnie minęliśmy się w tłumie pielgrzymów. - Ale na ulicy trudno tak podjeść do kogoś obcego i zagadać. Internet daje przestrzeń, łamie bariery i ułatwia pierwszy kontakt -tłumaczy Krystian. Do portalu oboje zapisali się przypadkowo, ale - twierdzą - ich związek był "przeznaczony".

     - W wyszukiwarce wpisałam "portale randkowe" i wyskoczyło: Przeznaczeni.pl. Przez kilka tygodni rozmawiałam z różnymi osobami, ale nikt nie zwrócił jakoś mojej uwagi. Zwykle kończyło się na wymianie e-maili. Podobnie było z Krystianem, trochę pisaliśmy, ale on miał dłuższą awarię komputera i myślałam, że ta znajomość też się tak skończy. Po jakimś miesiącu odezwał się jednak ponownie i wtedy coś się zmieniło. Nasze rozmowy przybrały bardziej poważny ton. Pisaliśmy o rodzinie, miłości i Bogu. W końcu po dwóch miesiącach, 1 maja 2007 r. postanowiliśmy się spotkać - opowiada Renata Kiljan. - Wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze, że Krystian może się okazać jakimś starszym mężczyzną albo kimś innym niż ten, za kogo się podawał. Mieliśmy spotkać się przed Politechniką, gdzie studiował, ale ja oczywiście pomyliłam drogę i pojechałam w inne miejsce. Czekając tak na innej ulicy, myślałam, że mnie wystawił. Na szczęście zadzwonił i jakoś się odnaleźliśmy. Na pierwszą randkę poszliśmy do kawiarni. Potem Krystian odwiózł mnie do domu - kończy Renata.

     - A kiedy wracałem, wiedziałem już, że ona będzie moją żoną - śmieje się Krystian Kiljan. Oświadczył się jej w Boże Narodzenie, przy całej rodzinie. Z naręczem kwiatów ukląkł i poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła. Ich profile nadal są aktywne, chociaż teraz wprowadzili drobną poprawkę. Obok zdjęcia widnieje podpis: "jestem w związku małżeńskim z osobą ze strefy".

     - Kiedy opowiedziałem swojej koleżance, że poznałem żonę przez Internet, powiedziała, żebym się nie wygłupiał, bo tam logują się sami desperaci albo ludzie, którzy chcą zabawić się czyimś kosztem. Ja zawsze się zarzekałem, że nigdy nie zapiszę się do żadnego portalu randkowego, ale gdyby nie to, nie spotkałbym Reni - mówi Krystian.

     Może to po prostu odpowiedź na zapotrzebowanie naszych czasów. Kiedyś były swatki, teraz jest Internet.

     Mówi o. Zbigniew Ptak, paulin, przeor Sanktuarium Rodzinnych Błogosławieństw w Leśniowie

     Jakie zagrożenia wynikają z nawiązywania znajomości przez Internet?

     Zawsze należy wykorzystywać możliwości, które daje nam technika -ale Internet może być jedynie uzupełnieniem, ułatwieniem kontaktów międzyludzkich. Nigdy nie powinien ich zastępować i być jedyną formą komunikacji. Ważne jest więc podejście do tego z dużym dystansem, a także roztropnością, przenikliwością i dobrą wolą. Nieumiejętne korzystanie z tego typu komunikatorów może pociągnąć za sobą tragiczne skutki. Szczególnie jest to widoczne w przypadku młodych ludzi, którzy często ograniczają się tylko do tej formy komunikacji i zamykają się na bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. Kontakt wirtualny nigdy nie zastąpi nam prawdziwych relacji z drugim człowiekiem, spojrzenia mu w oczy, odczytania mimiki twarzy i poznania intencji.

     Do jakich skutków może doprowadzić nieroztropność w korzystaniu z Internetu?

     Ludzie uciekają przed problemami, ukrywają swoje rany, przykrywają pustkę, a wtedy najłatwiej jest schować się w wirtualnym świecie. Ostatnio dużo się słyszy nawet o rozpadzie małżeństw z powodu zbyt wielu godzin spędzanych przez jedno z małżonków przed komputerem, angażowania się w pseudozwiązki, odnawiania starych relacji z osobami, które znaliśmy jako młodzi ludzie. W momencie kryzysu stają się one bardziej atrakcyjne i tylko pozornie pomocne.

     Czym różni się poznanie realne i wirtualne?

     Istnieje wielka przepaść między tymi relacjami. Jeśli ktoś mówi o swojej wirtualnej znajomości, że bardzo dobrze zna tę osobę, a może nawet kocha, to oszukuje samego siebie. Nic nie zastąpi bowiem spotkania twarzą w twarz, a miłość rodzi się przecież z poznania drugiej osoby. W świecie rzeczywistym nie ograniczamy się tylko do tej jednej osoby, powinniśmy poznać całe środowisko, w jakim dana osoba funkcjonuje, rodzinę, znajomych. Poznanie to także pewność, że w sytuacjach kryzysowych druga osoba pomoże nam, wesprze i doradzi. Takie sytuacje często najbardziej zbliżają, ale także pokazują drugiego człowieka bez masek codzienności. Bo co mogą pomóc same słowa, suche komunikaty, które czytam na ekranie zimnego komputera, kiedy komuś przytrafi się jakaś krzywda albo potrzebuje po prostu obecności drugiej osoby, czasem tylko po to, by wspólnie pomilczeć.

     Czy Internet to dobre miejsce na nawiązanie relacji międzyludzkich?

     Nie powinniśmy się tego wstydzić ani ukrywać. Jest to w pewnym sensie podążanie z duchem czasu: kiedyś ludzie poznawali się na dyskotekach i wakacjach, teraz nieustanna gonitwa nie sprzyja częstym kontaktom. Być może gdybym był na miejscu młodych ludzi, sam korzystałbym z tej formy komunikacji, bo ze swej natury nie jest ona zła, otwiera na świat i pozwala na poznanie wielu ciekawych osób. Nie kwestionuję, że pary, które poznały się w Internecie, mogą być trwałe. Nie zwalnia to jednak z obowiązku codziennej walki o związek, a także budowania go od nowa w rzeczywistości.


Marta Troczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

15 luty 2009


   




Wasze komentarze:
 elwira55: 12.07.2017, 17:19
 Szczerze, to ja tez poznałam mojego obecnego partnera, ale na portalu https://www.mydwoje.pl/ Naprawdę polecam. To super portal, i jesli szukacie dla siebie takiego miejsca to warto jest tam zajrzec.
 do Adama12x: 30.03.2015, 16:32
 niewiarygodne?
 Adam12x: 03.02.2013, 10:03
 Przeżyłem kilka dobrych portali randkowych a w rzeczywistym świecie ośmiu najlepszych swataczy jakich znałem.Wykorzystałem na prawdę wszystkie możliwe sposoby.Poszukiwanie miłości zajęło mi 10 lat po tym czasie zrozumiałem że ludzie tacy jak ja ,pokroju zombie czy frankensteina są skazani na samotność.Jednak szczęśliwe historie się zdarzają, a takie szczęśliwe sytuację obserwuje z niesamowitym zadziwieniem.
 Monika: 27.04.2012, 22:28
 Mi sie udało, 7 lat temu zalozylam sobie profil na portalu randkowym - bez zdjecia, by zminimalizowac liczbe panów szukajacych seksu i kobietek dajacych siebie cale nie tylko przed slubem, ale i na pierwszych randkach. Mialam wiec malo propozycji, za to jesli juz byly, to obiecujace. Napisalam, ze szukam przyjaciela lub kogos wiecej - wiec juz sam ten opis mówił o moich celach, a jednoczesnie pozostawial drzwi otwarte, nie przymuszal do powaznych zwiazkow juz od pierwszego rendez-vous. Spotkalam sie z kilkoma - nic z tego nie wyszlo, bo do siebie nie pasowalismy. W koncu pojawil sie kolejny wpis i propozycja spotkania, do ktorego doszlo. Facet byl ok, ale nie czulam jakiegos bicia serca, nie czulam tez ze moglabym sie zakochac, ale po kilku spotkaniach facet byl dalej mna zainteresowany, choc ja powiedzialam, ze chyba nic z tego nie bedzie. Zawalczyl, wiec dalam temu zwiazkowi jeszcze szanse i tak chodzilismy ze soba ok 1 roku dopoki nasza znajomosc nie zaczela sie poglebiac. Tak poglebiala sie przez 5,5 roku. Przez ten czas stalismy sie przyjaciolmi i zakochanymi, po tym czasie wzielismy slub i teraz jestesmy juz prawie 3 lata po slubie. Jestesmy szczesliwi. Mamy tylko problem z lozkiem - praktycznie jestesmy bialym malzenstwem, ale licze, ze uda sie rozwiazac ten problem. I tak najwazniejsze jest to, ze sie kochamy :) Zycze Wam takiej prawdziwej milosci i przyjazni.
 ja34: 28.06.2011, 13:10
 ja szukam na necie ponad 10 lat. nie spotkalam w "realu" wlasciwego chlopaka, chcialam więc go sobie znależć. nie wyszłam na tym dobrze. mam poszarpane nerwy, i jestem inna niż przed "netowaniem" W skróćie = przychodza mezczyzni ktorzy mi sie podobaja - sposob mowienia , zachowanie, wyglad.- i ... okazuja sie zonaci. po 1 spotkaniu uciekaja przede mna, bo sie boja, ze bede sie na nich w jakis sposob mscic (jestem policjantka i mówie, że mam mozliwosci spr. ich danych osobowych- a oni szybko koncza kawę, w auto i błyskawiczny odjazd, bym nr nie zdazyla spisac - tragikomiczne..) to dobra sytuacja dla mnie , ale wiem, ze inne kobiety sa oszukiwane. zonaty czesto mowi " wazna spontanicznosc" , że ja jestem "za normalna", "za bardzo stapam po ziemi" - a ja wiem, ze on szuka milosnych uniesien "bez zobowiazan" - czyli szuka darmowej prostytutki.. znam juz to - lata doswiadczeń. czy mezczyzna szukajacy żony powie kobiecie - ze jest "za normalna", "milosc to szalenstwo", "kota w worku nie kupi"? Czesto zonaci specjalnie jezdza do kobiety 100 km, by ja oklamywac, ze sa kawalerami. ona wtedy nie ma mozliwosci spr, kim jest czlowiek, bo nie mają wspólnych znajomych. a samotnosc powoduje, ze z desperacji kobiety zachowuja sie naiwnie i zapraszaja takiego. on korzysta , a potem zostawia . bez slowa.. a kobieta sie zastanawia, co zle zrobiła.. Przychodza tez tacy , ktorzy mi sie nie podobaja - osoby bardzo schorowane (przepici), zaniedbane (bez zebow, w brudnym ubraniu, skacowane), okłamuja, ze maja 34 lata, a wygladaja na 50, lub ich dowód (prosze po pewnym czasie o pokazanie) ukazuje inny wiek - klamia. Przychodza osoby karane sądownie, ktore wczesniej o tym nie wspominali. a dla mnie to wazne. Przychodza rozwodnicy (bez pracy, bez mieszkania - jeden mieszkał w szopie z psami - dowiedzialam sie od znajomego komornika o jego sytuacji - a mowil, ze nauczyciel, ludzie -ktorzy przegrali zycie, porzucili żony, dzieci ,którym nie chciało się pracować i mysla ze spotka ich szczescie), oklamuja mnie co swojej sytuacji - ale prawda szybko wychodzi na jaw. kawalerowie poznani - ktorzy spotykaja sie ze mna, udaja, ze szukaja kandydatki na zonę, a tak naprawde nie chca zakladac rodziny - tylko wiecznie szukają. Traciłam na takich czas. Jednen mi mówił, że jest sam, gdyż spotyka same brzydkie , grube i chcace tylko seksu panny - a ja wiedzialam, ze mial juz kilka randek z moimi kolezankami i żadna pod ten opis nie podpada - on po prostu nie chce związku , tylko randkowania polaczonego z seksem i oczekuje na takie zaproszenia od kobiet. Jeden kawaler - 38 lat - do mnie mowil, ze ubieram sie zbyt powaznie, ze nie jestem w jego typie - a potem jak sie okazało, pojechał w nocy na seks do grubej 60-latki.. poznanej na portalu, która zamieściła swoje nieprzyzwoite zdjecie... tego internetowi szukaja - a jak ja mam inne cele - chcę założyć rodzinę - dokuczaja mi wymyślając, ze nie noszę kobiecych mini, szpilek ,ponczoch. A ja właśnie nosze takie stroje, ale nie na 1 randke i nie dla każdego. A mężatka 60-letnia i bez powyzszego mu pasowala.. Tak samo maja i moje koleżanki. Jak juz sie zaangazuję i oczekuje na cos wiecej - np oswiadczyny - to przeciagaja "znajomosc" jak najdluzej by się nie deklarować - bo maja u mnie mile towarzystwo, obiad, maja gdzie pojsc, z kim sie pokazac, pochwalic kumplom. Czesto okazuje sie, ze oni sami wiedza, ze z roznych wzgledow nie nadaja sie na mezow (np osoby zbyt grube z prob. zdrowotnym - oststnio jeden mi powiedzial po 1,5 rocznym spot. sie, oswiadczynach i zamowieniu slubu - ze on sie do malz. nie nadaje, bo na pewno spłodzi "potworka" - slub odwolany- czlowiek, ktory dla rozrywki spowodowal zaangazowanie tylu osob - rodzin, zamowienie sali, księży, itp.). dlaczego od razu nie mowil, ze nie chce i nie moze zakladac rodziny, zwodzil mnie? zostawił mnie, a ja mimo tych wad go chcialam. Moje intencje były szczere, kochałam go (i nadal jeszcze to czuje) a on chciał miec narzeczona "na pokaz" dla kumpli i swojej rodziny (ktora zapewne widziala o jego zaburzonej seksualnosci). postapił podle. internetowi - traktuja mnie niewlasciwie, jak "osobe do towarzystwa" i nie licza sie z moimi uczuciami i z moja rodzina. Sa to osoby bez odpowiedzialnosci, ktorych slowo nic nie jest warte. Te znajomosci koncza sie, ja czuje sie oszukana , ale nadal chce poznac kogos. Tylko nie mam jak. wszystkie moje znajomosci były z internetu. W realu - sami zonaci, kobiety, - naprawde nie mam jak poznać. jestem na portalach randkowych, ale coraz mniej mam spotkan.. 10 lat nauczyło mnie, jak oceniac juz po otrzymanej wiadomośći. wiem, np ze jak mezczyzna ma opisie - ze nie wie, czy chce mieć dzieci - lepiej go unikać. ten problem nie dotyczy tylko mnie - wiele kobiet potwierdza moje spostrzezenia . byc moze znajomosci te rozpadaja sie, ponieważ wyczytałam na tym portalu - że "mogą nie podobać sie Bogu". Dziekuje więc Stwórcy, że mimo moich starań do slubu z zadnym z tych typów nie doszło. mialabym przerabane.. bedę sie modlić o dobrego męża i juz nię będę "szukać na siłę". nawet jeśli moim przeznaczeniem nie jest życie rodzinne, postaram się znosić to godnie. ciągle jednak wierzę, że wymodlę sobie człowieka, o którym marzę. pozdrawiam przepraszam, ze chaos, ale pisałam pod wpływem emocji.
 kasia: 30.05.2010, 21:38
 mnie sie udalo, jestem juz 8 lat po slubie, a meza poznalam na czaterii, ot przypadkiem:)
 elde: 16.02.2009, 20:30
 może i brzmi to ładnie, ale wszystkie internetowe randki na których byłam, w tym te z portali katolickich, to były jednym słowem porażki. dobrze że chociaż innym się udaje
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej